Polityka

Utrzymanie tej strony kosztuje mnie coraz to więcej czasu, i pieniędzy. Dotacji nie otrzymam, reklam nie mogę zamieszczać. Co niektórzy już się cieszą że wkrótce ta strona zniknie. Ust nie zamkną mi na kłódkę, jeśli wesprzesz moją zrzutkę, na utrzymanie tej strony, wpłacając dobrowolną kwotę na konto.
Bank PKO BP nr rachunku: 33 1020 3916 0000 0602 0098 3122
z dopiskiem „Dla Jana”. Za wszystkie wpłaty z góry dziękuję. 
07 12 2022 Co wiecie o wielkim resecie?
Kolejny Wielki Reset kierowany jest tym razem nie z Moskwy (międzynarodowy Komintern), ale z Davos. To następna wielka rewolucja, która tym razem ma skutecznie zmienić świat i wreszcie jest wdrażana zgodnie z planem ojców założycieli (Marks, Engels), czyli w krajach wysoko uprzemysłowionych. Konstytucją Wielkiego Resetu dalej pozostaje londyński “Manifest Komunistyczny” z 1848 r.  Właśnie obserwujemy kolejny etap jej wdrażania przy pomocy kreowanych kryzysów (wojny, pandemie) i ofiarowanych nam prób ratowania pokoju, a ostatnio nawet  naszego zdrowia. Jedno jest pewne, że każda taka próba wychodzenia z kolejnych kryzysów przesuwa wskazówkę zegara ograniczającego nasze obywatelskie prawa i wolności w kierunku wartości 0, jednocześnie zbliżając nas do projektowanej epoki cyfrowego niewolnictwa. Powstaje podejrzenie, że kilka lat temu globalistyczne elity świata zawarły pokój, tymczasowo rezygnując z poważnej wojny i używając siatki finansowych powiązań z lokalnymi rządami narodowymi  zdecydowały się na użycie broni biologicznej przeciwko własnym obywatelom. Celem jak zwykle jest Wielki Reset nawet przy użyciu bezpośrednich spersonalizowanych bombardowań…
Żyjemy w czasach w których zauważamy, że światowi liderzy popełniają błędy w swoich kalkulacjach. Choć czasem wydaje się, że tylko oglądamy platońskie cienie w medialnej jaskini, a cel tych programowanych ponad nimi błędów jest całkiem inny. Można przyjąć, że prawdziwym celem I wojny światowej było zniszczenie chrześcijańskich monarchii i podzielenie świata na narodowe części. Jednocześnie towarzyszył jej projekt Wielkiego Resetu z rewolucją mającą ogarnąć całą Europę, projekt zatrzymany pod Warszawą w 1920 r.  Okazało się dalej, że Stalin zdradził światową rewolucję, pech chciał, że rewolucja marksistowska (a właściwie leninowska), której celem było wyzwolenie z kapitalistycznego wyzysku klasy robotniczej, rozegrała się w społeczeństwie rolniczym.  II wojna światowa  pozwoliła komunizmowi objąć większe obszary Europy i Azji, jednocześnie zamieniając zachodniego hegemona (z Anglii na USA). Od czasów Nixona/Kissingera obawiając się zjednoczenia wielkiego bloku komunistycznego (Rosja, Chiny), USA wspierały kapitałowo i technologicznie Chiny, aby oddzielić je od Rosji, wówczas głównego pretendenta do roli supermocarstwa (w sferze militarnej, nie ekonomicznej). Zachód oczekiwał, że bogacący się Chińczycy porzucą komunizm i dołączą do klubu zachodnich elit. Przez ostatnie ćwierć wieku USA kompletnie zdominowały świat, pozostając na placu boju jako hegemon. Jednak okazało się, że gwałtownie rosnące w potęgę Chiny, które są polem doświadczalnym globalistów w zakresie absolutnej kontroli elit nad społeczeństwem, również zdradziły ideały światowej rewolucji przyjmując strukturę narodowego państwa faszystowskiego z domieszką leninizmu. Chiny w strukturze władzy przypominają sowiecką Rosję z jej politbiurem i silną władzą sekretarza/prezydenta, jednak z NEP-owską ekonomiczną wolnością i dużą rolą wielkich koncernów kontrolowanych przez państwo, co jest charakterystyczne dla państw faszystowskich. Obecnie Chiny są największym światowym producentem dóbr głównie na zachodnich technologiach i największym eksporterem, niestety w tym i  produktu Wielkiego Resetu jakim stał się COVID.
W USA ośrodkiem centralnym jest grupa trzymająca władzę (Deep State), a formalnie na jej czele stoi medialnie wybieralny prezydent, nieco kontrolowany przez Kongres wybierany przez lobbystów ponadnarodowych korporacji i kontrolowane przez nich media. Wielką rolę odgrywają  tu interesy przemysłu zbrojeniowego (Pentagon) i wpływowe środowisko neoconów (wcześniejszych trockistów). Wojna na Ukrainie ma też na celu odepchnięcie realizacji niebezpiecznego scenariusza wypchnięcia USA z Europy przez przyszły sojusz Mitteleuropy z Rosją. Przypomnijmy, że USA już dwukrotnie interweniowała w Europie, aby zmienić projektowany przez innych porządek rzeczy. Dziś to Chiny stanowią największe zagrożenie dla światowej pozycji USA, które widzą konieczność odwrócenia kalki Nixona, czyli prewencyjne oddzielenie Rosji od Chin. Putin choć uczestniczy w tej międzynarodowej grze kierując się własnymi imperialnymi interesami, ma być wciągnięty w walec wyniszczania, aby go testować i osłabić, a następnie możliwie oswoić. W oczach Waszyngtonu osłabienie Rosji (jako potencjalnej głębi strategicznej Chin) jest konieczne na wypadek konfliktu na Dalekim Wschodzie. Wydawałoby się, że to ryzykowna gra, jednak jej uczestnicy wiedzą, że prawdziwym strategicznym przeciwnikiem Rosji są sąsiednie rosnące w siłę Chiny (historyczny spór terytorialny). Dlatego jesteśmy świadkami proxy war na Ukrainie. 
Kierownictwo Państwa Polskiego wierzy, że powinno wykorzystać ten historyczny moment i hojnie i wielorako wspomagając zaatakowaną Ukrainę w koncercie głównie z USA i Wielką Brytanią, odsunąć wizję historycznego imperialnego zagrożenia ze strony Rosji. Kalkulacja polskich elit o patriotycznym odcieniu opiera się również na zagrożeniu płynącym od strony odgrzewanych niemieckich apetytów stworzenia Mitteleuropy, w którym miałaby roztopić się Polska jako zaplecze dla niemieckiego mocarstwa. Takie mocarstwo Niemcy projektowali opierając się na rosyjskim zrozumieniu i korzystnych dostawach rosyjskiego gazu i ropy, oraz otwarciu rosyjskiego rynku bogactw naturalnych do wspólnej eksploracji. Z powyższego wynikałoby, że Polska znalazłaby się w niemieckiej, a nie rosyjskiej strefie wpływów. Pomyłki w założeniach strategicznych zdarzają się często. Wojnę łatwo rozpocząć, ale trudniej skończyć, bo zawsze ster przejmuje Bóg wojny, który niejednego figla w historii spłatał krzyżując plany strategom. Putin był pewien, że wcześniej zabezpieczył kierunek Unii Europejskiej (kontrakty gaz, ropa, NS I i II). Następnie korzystając ze swoich “ukraińskich” doświadczeń z 2014 r. siłą 180,000 żołnierzy uderzył z 3 stron na Ukrainę zamierzając utrącić jej zachodnie sympatie w kierunku wejścia do UE i NATO. Sztabowcy Putina zapomnieli jednak o tym, że przez ostatnich 8 lat ukraińskie siły zbrojne były intensywnie szkolone i wyposażane przez USA, WB i Polskę. Putin też nie docenił stopnia korupcji i niekompetencji we własnych szeregach. W konsekwencji tego musiał wycofać się z kierunku kijowskiego i ostatnio z Chersonia, ale dalej jest w grze... 
Wydaje się, że monitorujemy spóźnioną wojnę domową w obrębie byłego sowieckiego imperium. Jednak nie wiadomo ile jeszcze miliardów będzie trafiać do dziurawego ukraińskiego worka, świat łatwo nudzi się powtarzaną ludzką tragedią. Kto wie jak wojna się zakończy, Rosja posiada ogromną przewagę w głębi strategicznej, ludnościowej i zasobach. Poza tym ma też w UE zastępy niecierpliwych sojuszników, oczekujących “szczęśliwego” i w miarę szybkiego zakończenia wojny. Cóż, nie przedłużając chciałbym przypomnieć, że najmniejszą i najczęściej prześladowaną na świecie mniejszością jest jednostka, której prawa i wolności depcze właśnie postępowa globalistyczna komuna kiedyś z Moskwy, dziś z Davos.
Źródło: niepoprawni.pl
Putina odstawią, a co z Ukrainą, przemysłem zbrojeniowym w USA!?
Przemysł zbrojeniowy pracuje w USA na maksymalnych obrotach, dzięki wojnie na Ukrainie!?
Dziwna ta wojna zniszczenia są tylko po stronie Ukraińskiej!? Dlaczego armia ukraińska nie atakuje obiektów wojskowych w Rosji!? 
28 11 2022 PO - Partia niemiecka w Polsce?
Odpowiedź na tytułowe pytanie zdaje się oczywista i można nawet pozbyć się pytajnika, i niemalże uznać je za stwierdzenie faktu. A jeżeliby uznać, że niemiecka to po części zawsze rosyjska. Tej oczywistości chyba nie trzeba zbytnio tłumaczyć. Jeżeli jednak tak jest to nigdy PO nie była i nie jest partią polską. Szkic tego tekstu wraz z tytułem powstał kilka dni wcześniej niż wypowiedź J. Kaczyńskiego na spotkaniu z mieszkańcami Przemyśla, gdzie powiedział, iż ""mamy u nas "partię polską" i "partię niemiecką" i wygrać musi "partia polska"" oraz dodał, że "stoi przed nami zadanie niesłychanie trudne, gdyż nasi przeciwnicy polityczni nie mają żadnych oporów (...) ta druga partia jest gotowa chwytać się metod zupełnie niebywałych. Nie ma w parlamencie europejskim drugiego przypadku, żeby przedstawiciele jakiegoś państwa (...) tak wściekle atakowali władze tego państwa i tak dążyli do tego, żeby te władze miały najróżniejszego rodzaju trudności (...) Przy czym nie o władzę tak w gruncie rzeczy tutaj chodzi, chodzi o społeczeństwo. Chodzi o takie zmęczenie społeczeństwa, żeby w końcu powiedziało: no to niech tamci rządzą. Wszystko jedno, będzie nam lepiej. Otóż szanowni państwo, nie będzie nam lepiej. Także w wymiarze życia zwykłego człowieka, zwykłej rodziny, to nie będzie lepiej. Bo nigdy nie jest lepiej, jeżeli jakieś państwo, jakiś naród jest zdominowany przez inne państwo i inny naród".
Na marginesie warto jeszcze przytoczyć fragment wypowiedzi J. Kaczyńskiego na temat polskości i bycia Polakiem: ""Wydawałoby się to oczywiste, ale już dzisiaj pojawiają się w Polsce ludzie, którzy mówią o sobie, że jest unijką polskiego pochodzenia. Jest takie pytanie zasadnicze, czy ku temu powinna zmierzać Polska i Europa. Czy rzeczywiście jest tak, że dobrze będzie, jeśli ludzie w Unii staną się unitami czy unijkami pochodzenia tego czy innego narodu? "Czy tego rodzaju połączenie jest w ogóle możliwe i czy nie oznaczałoby ono niezwykle radykalnego zubożenia Europy, która składa się z wielu narodów i kultur. Te narody i te kultury łącznie tworzą to ogromne, niezmierzone i chyba nieporównywalne z niczym na świecie bogactwo (...)  w przeświadczeniu PiS i Zjednoczonej Prawicy jest to droga niewłaściwa dla Polski i Europy. To będzie prowadziło do zubożenia, ale w istocie także musi prowadzić do dominacji jednego czy dwóch narodów. Że ci unici czy unijki pochodzenia np. niemieckiego będą ważniejsi od tych innych (...) "Jeśli chcemy dbać o swoje interesy, o swój rozwój narodowy, to oczywiście chcemy być w Unii, chcemy uczynić wszystko, żeby w tej Unii być, ale z drugiej strony musimy też pamiętać, że Unia powinna działać zgodnie ze swoimi traktatami, a my zgodnie z traktatem, który żeśmy przyjęli w referendum i następnie ratyfikowali. Te traktaty takiego rozwiązania, o którym mówiłem nie przewidują (...) to jest treść sporu, który toczy się w naszym kraju i w Europie (...) Polska jest naszą ojczyzną, a Europa jest tylko częścią świata, w której leżymy, a ta Zjednoczona Europa jest porozumieniem między różnymi ojczyznami (...) To porozumienie jest bardzo cenne, ale musi być ujęte w pewne ramy. Niektórzy chcą inaczej, chcą przyspieszyć bieg historii w niewłaściwym kierunku i temu musimy się przeciwstawić"". 
Ale wróćmy do PO, która wywodzi się bezpośrednio z Kongresu Liberalno- Demokratycznego (KLD). Ów Kongres, którego jednym z liderów na początku lat 90. był Donald Tusk, miał otrzymać od niemieckiej CDU pożyczkę w wysokości miliona marek. Tak twierdzi przynajmniej P. Piskorski, niegdyś też członek KLD i sekretarz generalny oraz wiceprzewodniczący tejże partii, który w latach 1991–1993 był pierwszym przewodniczącym Fundacji Współpracy Polsko- Niemieckiej, której celem była poprawa stosunków społecznych i gospodarczych z Niemcami. Tak więc na pewno nie mija się z prawdą. Zresztą nigdy nie złożono na niego doniesienia o mówienie nieprawdy w tej sprawie. Po prostu została ona "zamieciona pod dywan" i cały czas jest w zawieszeniu i chyba już nadszedł czas aby ją wyjaśnić. Sam Donald Tusk przez wielu jest uważany za agenta BND (Bundesnachrichtendienst -   Federalna Służba Wywiadu stworzona w RFN) o pseudonimie "Oscar" bądź "Oskar". Temu jednak zaprzecza Sławomir Centkiewicz: "Tusk nigdy nie był TW, ani agentem Stasi o ps. Oskar, to fejki w gruncie rzeczy mu służące :)". 
Ja jestem raczej skłonny zgodzić się ze S. Centkiewiczem, bo tak naprawdę D. Tusk nie musiał być werbowany przez tajne służby niemieckie. On po prostu nigdy nie czuł się Polakiem a Niemcem, więc po co go było werbować? On sam działał i do dzisiaj działa tak jak oczekiwali i oczekują od niego jego zachodni krajanie. Pamiętamy przecież jego słynne słowa z 1987 roku o tym, że dla niego "polskość to nienormalność". Oczywiście mówił to niejako w kontekście wewnętrznych rozterek związanych z jego pojmowaniem naszego kraju i naszej polskości, ale nawet dzisiaj mierzi go ewentualny powrót do polskiego parlamentu: "demotywuje mnie świadomość, że będę musiał kandydować (...) to jest tak upiorna myśl, że ja będę tam z powrotem siedział na tej Wiejskiej (siedziba Sejmu - red)".
W domu D. Tuska mówiło się raczej po niemiecku. Dopiero po wojnie zaczęto mówić po polsku. W dzieciństwie przez polskie dzieci był nazywany "niemcem" albo i gorzej. Dziadek (lub stryjeczny dziadek) D. Tuska służył w Wermachcie. Co prawda dzisiaj obowiązuje wersja, że został do tej niemieckiej formacji wcielony przymusowo, ale fakt pozostaje faktem. Przewodniczący KLD D. Tusk odegrał też niechlubną rolę podczas tzw. "Nocnej Zmiany" w 1992 roku, kiedy to TW "Bolek" czyli L. Wałęsa doprowadził do upadku rządu J. Olszewskiego. To wtedy L. Wałęsa zwołał przedstawicieli niemal wszystkich partii, aby przy ich pomocy przeprowadzić zamach stanu a D. Tusk zasłynął ze stwierdzenia: "Panowie policzmy głosy", które miały zagwarantować obalenie prawicowego rządu, który był pierwszym wyłonionym w prawdziwie wolnych a nie kontraktowych wyborach powszechnych. Sam KLD po krótkim "romansie" ze zdradziecką i antypolską Unią Wolności (UW) przekształcił się w Platformę Obywatelską (PO). Jej oficjalnymi założycielami było tzw. "trzech tenorów": Maciej Płażyński (pierwszy przewodniczący, który tak naprawdę był li tylko "listkiem figowym" tej partii i został zamordowany podczas tragedii smoleńskiej w 2010 roku ), Andrzej Olechowski oraz Donald Tusk (wieloletni przewodniczący i premier w latach 2007–2014). Ale tak naprawdę "mózgiem" powstania PO był Gromosław Czempiński, który w PRL był agentem komunistycznego wywiadu. Jeden z założycieli partii, Andrzej Olechowski, w PRL był współpracownikiem wywiadu, kontaktem operacyjnym właśnie Gromosława Czempińskiego. W jednym z wywiadów w kontekście PO Gromosław Czempiński stwierdził: „Miałem dość duży udział w tym, że powstała. Mogę powiedzieć, że odbyłem wtedy olbrzymią liczbę rozmów, a przede wszystkim musiałem przekonać Olechowskiego i Pawła Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą później oni świetnie realizowali.” "Janusz Palikot po opuszczeniu Platformy Obywatelskiej zaczął ujawniać mechanizm działania tej partii, który polegał na umieszczaniu swoich ludzi gdzie tylko się da. Oceniał, że 90% posłów PO znalazło się w parlamencie dla pieniędzy. Liderzy stworzyli osobny mechanizm zdobywania pieniędzy, który polegał na tym, że człowiek PO zostawał szefem miejskiej spółki, ale musiał wypłacić premię do kieszeni kilku ludzi z partii, którzy odsyłali jeszcze z tego procent na kampanię wyborczą i samych posłów".
Tyle tylko, że J. Palikot zapomniał o tym, że największe pieniądze dla PO płynęły przede wszystkim ze strony Niemiec i to nie tylko w postaci gotówki, ale również np. w postaci synekur w UE, czego jawnym przykładem jest unijna kariera D. Tuska.  No tak..., ale przed karierą w UE D. Tusk był przez wiele lat premierem polskiego rządu, który Polskę doprowadził do stanu takiego, że stała się ona "kartonowym państwem" gdzie królowało powiedzenie, że to "ch...j, dupa i kamieni kupa".  D. Tusk jako premier działał przede wszystkim w interesie Niemiec a po części Rosji. De facto zlikwidował polski przemysł stoczniowy, który był konkurencją tegoż przemysłu niemieckiego. Zainicjował likwidację polskich kopalni węgla kamiennego, uzależnił Polskę od rosyjskiego dostawcy gazu ziemnego, pozwolił na realizację rosyjsko - niemieckich rurociągów Nord Stream  i przeprowadzał cały czas balcerowiczowską prywatyzację jak np. w sektorze polskich uzdrowisk. Ponadto podczas rządów D. Tuska mieliśmy niemal 2000 afer, od stoczniowej poprzez hazardową i "misiakową" a skończywszy na aferze Amber Gold, w której oszukano tysiące ludzi i chciano poprzez zależną spółkę OLT EXPRESS pozbyć się na rzecz Niemiec polskiego przewoźnika lotniczego PLL "LOT". Planowano też oddać Niemcom Polskie Koleje Państwowe. 
Do Polski D. Tusk powrócił na rozkaz A. Merkel, aby obalić władzę PiS. Na pewno to dla niego jest swoista katorga, ale co mu pozostało? Nic... bo już w UE został przekreślony i tylko zdobycie władzy w Polsce może mu dać jeszcze jaką-taką pozycję w Europie. I naprawdę nic mu nie dadzą usłużne pokłony wobec Niemiec: Należy pamiętać, że jednak upadający D. Tusk będzie się chwytał wszystkiego aby swój cel osiągnąć. On walczy o polityczne życie... dla dobra Niemiec i Niemców... 
Źródło: niepoprawni.pl
Słońce Peru, Złoty Tusk umacnia swoją pozycję. Czy takiej Polski chcemy!? Sądzę że Polska bez Tuska, i Kaczyńskiego byłaby bliższa memu sercu!?
Fascynacja Tuskiem już dawno temu mi przeszła!? Dokopie Kaczyńskiemu, przejmie władzę, i co dalej!?
Złoty Tusk, Słońce Peru!? Zapomnieliście jak Tusk haratał w gałę, a międzynarodowi spekulanci, mafia „grabili” Polskę, i wagonami wywozili „zarobione” pieniądze zagranicę!? Naprawdę chcecie powrotu Tuska do władzy!? Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?
Jeszcze pamiętamy 10 obietnic Tuska z października 2007 r. !?
1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy.
2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty.
3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic.
4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ.
5. Uprościmy podatki, wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy 200 opłat urzędowych.
6. Przyśpieszymy budowę stadionów na Euro 2012.
7. Wycofamy wojska z Iraku.
8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce.
9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet.
10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją. Polska zasługuje na cud gospodarczy. 
25 11 2022 Owsiak grzmi o "bezczelności" przy przekształceniu CSK MSWiA. Dyrekcja szpitala odpowiada na jego "rewelacje".
Rozwój pracowników i modernizowanie placówki - to główne założenia przekształcenia CSK MSWiA w Warszawie w Państwowy Instytut Medyczny. Prezes WOŚP Jerzy Owsiak, dopatrzył się jednak w ustawie spisku. Dyrekcja szpitala postanowiła odpowiedzieć Owsiakowi. "Zapraszamy na spotkanie z zarządem i pracownikami szpitala, podczas którego chętnie odpowiemy na każde zadane pytanie" – przekazano w piśmie do szefa WOŚP.
Prezes zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy napisał w mediach społecznościowych 21 listopada, że "Sejm mega przeważającą większością głosów uchwalił ustawę o Państwowym Instytucie Medycznym", a "mówiąc krótko – politycy stworzyli sobie osobny, tylko dla nich, poza wszelką kolejnością, ale także logiką, swój prywatny, co tu dużo gadać, szpital". "Bezczelność tego projektu nieprawdopodobna" – ocenił. "Kiedy nasze fundacyjne półki uginają się od segregatorów z prośbami o sprzęt medyczny, grupa 270 posłów ustaliła, czyli przegłosowała, prywatną służbę zdrowia dla siebie" – napisał Jerzy Owsiak.
W reakcji na te stwierdzenia dyrekcja CSK MSWiA opublikowała w czwartek skierowany do niego list otwarty. "Odnosząc się do Pańskiej wypowiedzi zamieszczonej w mediach społecznościowych, dotyczącej przekształcenia Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Państwowy Instytut Medyczny MSWiA, ze smutkiem przyjmujemy krzywdzące i nieprawdziwe informacje przekazywane przez Pana opinii publicznej" – napisano. "Twierdzi pan, że tworzymy prywatną służbę zdrowia dla polityków, tymczasem ustawa o Państwowym Instytucie Medycznym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji nie wprowadza żadnych zmian w kwestii zasad udzielania świadczeń zdrowotnych i nie daje przywilejów w tym zakresie żadnej grupie" – podkreślono.
Celem ustawy o Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA jest – jak zaznaczono – utworzenie instytutu badawczego, który będzie prowadził badania naukowe i prace rozwojowe w powiązaniu z udzielaniem świadczeń opieki zdrowotnej. Dyrekcja szpitala akcentuje, że Instytut będzie kontynuował działalność leczniczą, którą prowadzi Centralny Szpital Kliniczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie. "Główny cel placówki pozostanie niezmienny – zaspokajanie potrzeb zdrowotnych ogółu ludności, wszystkim obywatelom. Co ważne, utworzenie Instytutu przyniesie pacjentom wymierne korzyści w postaci zwiększenia liczby udzielanych świadczeń zdrowotnych, poszerzenia ich zakresu oraz ułatwienia w dostępie" – przekazano w liście. Odnosząc się do kwestii świadczeń opieki zdrowotnej udzielanych osobom piastującym najwyższe kierownicze stanowiska w kraju – prezydentowi, marszałkom Sejmu i Senatu oraz premierowi, szpital wskazał, że osobom tym, niezależnie od świadczeń określonych w przepisach o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, przysługują świadczenia w razie nagłego zachorowania lub urazu, wypadku, zatrucia lub konieczności natychmiastowego leczenia szpitalnego."Dotyczy to również oficjalnych podróży krajowych i zagranicznych oraz oficjalnych wizyt zagranicznych. Regulacje te wynikają z treści obowiązującej od ponad 40 lat ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe" – dodano. Do udzielania takich świadczeń zobligowane są – jak przypomniano – wszystkie podmioty lecznicze tworzone nie tylko przez ministra właściwego do spraw wewnętrznych, ale także ministra obrony Narodowej.
Dyrekcja podkreśliła, że Centralny Szpital Kliniczny MSWiA to jednostka, która leczy setki tysięcy pacjentów rocznie. "W ubiegłym roku wykonaliśmy ponad 7600 operacji, około 40 tys. hospitalizacji i pół miliona porad ambulatoryjnych i POZ. Niedawno dokonaliśmy pierwszego przeszczepu płuc na Mazowszu. Wspólnie z Fundacją POLSAT tworzymy Centrum Chorób Rzadkich dla dorosłych pacjentów. Wykonujemy rocznie setki najnowocześniejszych operacji z użyciem robotyki DaVinci. Zawsze byliśmy i będziemy otwarci na potrzeby pacjentów z całej Polski" – zapewnia placówka. "Poza leczeniem pacjentów Zespół szpitala ma również ambicje, aby się rozwijać. Dlatego zaproponowaliśmy naszemu organowi założycielskiemu przekształcenie CSK w placówkę badawczo-naukową, jaką ma być Państwowy Instytut Medyczny MSWiA. Pomysł poparła cała kadra kierownicza i zdecydowana większość pracowników" – podkreślono. Zaznaczono, że dzięki uchwaleniu ustawy pracownicy będą mogli rozwijać się naukowo, a placówka będzie mogła pozyskać dofinansowanie kolejnych inwestycji.
Zaproszenie na rozmowę. "Jest pan osobą, która doskonale zna problem niedofinansowania opieki zdrowotnej w szpitalach. Fundacja WOŚP od wielu lat wspiera zakupy aparatury medycznej, dzięki której uratowano życie i zdrowie wielu pacjentów. Dlatego jesteśmy przekonani, że ostatnie pana wypowiedzi w mediach były formułowane na podstawie nieprawdziwych informacji" – wskazano w liście. "Zapraszamy pana na spotkanie z Zarządem i pracownikami szpitala, podczas którego chętnie odpowiemy na każde zadane pytanie. Mamy nadzieję i wierzymy w to, że wyjdzie pan z niego przekonany o słuszności utworzenia nowoczesnego ośrodka badawczego, który leczy wszystkich pacjentów na najwyższym poziomie" – przekazano w liście.
Podpisali się pod nim: dyrektor CSK MSWiA prof. Waldemar Wierzba; zastępca dyrektora ds. medycznych dr Artur Zaczyński; zastępca dyrektora ds. klinicznych i naukowych dr Zbigniew Król; zastępca dyrektora ds. teleinformatycznych i inżynierii medycznej mgr Krzysztof Płaciszewski i zastępca dyrektora ds. ekonomicznych mgr Wojciech Orzeł.
Źródło: niezalezna.pl
Orkiestra Owsiaka i jego natarczywe Owsiki! Rok w rok niechcem ale muszem siedzieć w domu by mnie na mieście nie dopadły, i puszkami oczu mi nie wybiły!
Z forum: Przecież za chwilę będzie kolejny finał orkiestry, więc trzeba zacząć się pokazywać w różnych mediach, w tym także społecznościowych. Tak się robi wokół siebie krąg zainteresowania. Nieważne co mówią, byle mówili - to jest motto każdego osobnika funkcjonującego w sferze medialnej. Im więcej i im głośniej, tym lepiej. Nie ma nic gorszego od ciszy w eterze. 
23 11 2022 Pax Russica.
Sąsiedzi Rosji, przerażeni imperialnymi ambicjami Kremla, zbroją się. Wg Rosji jest to przygotowywanie do napaści na były (?) Sowietskij Sojuz!
Idealni sąsiedzi Rosji powinni być, wzorem współczesnych Niemiec, pozbawieni armii.
Wtedy już koncentracja choćby jednej rosyjskiej dywizji nad granicą powinna przywołać do porządku „krnąbrny” rząd i przywrócić „pokój” w moskiewskim rozumieniu. A jak nie… 24 lutego 2022 roku na zawsze zapadnie w pamięć Narodów jeszcze niedawno ujarzmionych przez rosyjski imperializm. Oto tekst zamieszczony na stronce www rosyjskiego rządowego think tanku  russtrat. Stany Zjednoczone przygotowują Polskę, pompując ją bronią, do konfliktu z Rosją „Poznaj militarne supermocarstwo Europy – Polskę!” - Politico podziwia siłę obronną państwa polskiego. MOSKWA, 22 listopada 2022 r., Instytut RUSSTRAT. „Polska armia musi być tak potężna, żeby nie musiała walczyć samą swoją siłą” – powiedział niedawno premier Mateusz Morawiecki. Wyraźnie widać, że Warszawa buduje swój potencjał obronny, m.in. kupując nową broń z Korei Południowej.
Rakiety, które spadły na terytorium Polski i spowodowały śmierć dwóch osób, jak pisze Politico, ujawniły „prostą rzeczywistość: Polska może mieć najlepszą armię w Europie. A będzie tylko silniejszy”. Mimo że rakiety okazały się ukraińskie, Politico wraz z polskimi władzami obwinia oczywiście Rosję za to, co się stało. W publikacji nie omieszkano też wspomnieć, że obecna Warszawa ma „głęboką antypatię do Moskwy”. Warszawa zdecydowanie ruszyła w kierunku celu, nakreślonego przez polskiego ministra obrony Mariusza Błaszczaka – „stworzenia najpotężniejszych sił lądowych w Europie”: planowane jest zwiększenie wydatków na obronę z 2,4% PKB do 5% oraz zwiększenie liczby personelu do 300 000 personelu wojskowego do 2025 r. Ponieważ liczby te przewyższały niemieckie, Stany Zjednoczone pospiesznie wyznaczyły Warszawę jako swojego nowego przyjaciela. „Polska stała się naszym najważniejszym partnerem w Europie kontynentalnej” – powiedział wysoki rangą oficer armii USA w Europie.
Partnerstwo natychmiast ujawniło zainteresowaną stronę - kompleks wojskowo-przemysłowy Stanów Zjednoczonych okazał się plusem. Podpisano kontrakt za 23 mld zł (4,9 mld euro) na dostawę 250 czołgów Abrams ze Stanów Zjednoczonych oraz zawarto kontrakt wart 4,6 mld dolarów na zakup 32 myśliwców F-35. Nawet dziennikarze Politico zauważają nuty paranoi w antyrosyjskich nastrojach polskich władz. Chociaż wśród zwykłych Polaków jest wielu porządnych, rozsądnych ludzi, którzy są świadomi, że hegemon pcha ich do maszynki do mielenia mięsa w zamian za osłabioną Ukrainę. Politolog Leszek Sykulski zadał proste pytanie: czy Ukraina przeprosiła Polskę za rzeź wołyńską i dlaczego na terenie państwa polskiego szkolą się grupy dywersyjne? Według Sykulskiego Stany Zjednoczone potrzebują "strategicznego bufora z Rosją", a Warszawa przygotowuje się do wojny. Za co politolog został od razu oskarżony o prorosyjską propagandę i antyamerykańskie poglądy. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone poważnie myślą o wciągnięciu Polski w kolejny konflikt zbrojny z Rosją, by walczyła, podobnie jak Ukraina, „do ostatniego Polaka”. Linku nie podaję z oczywistych powodów.
Przeanalizujmy powyższy tekst. Oto Polska się zbroi nie po to, by móc przeciwstawić się zapędom Putina, ale po to, by… zaatakować Rosję! Wg anonimowego sowiec…, pardon, rosyjskiego autora USA chce wciągnąć Polskę w kolejny konflikt z Rosją w miejsce Ukrainy. Bo przecież oni tam na Kremlu wszystko sobie policzyli i już wojnę wygrali...
Jako że autor cytowanego tekstu woli pozostawać anonimem skierujmy pytanie do tow. Eleny Paniny, szefowej tego think tanku. Jak Polska ma zaatakować Rosję, skoro wspólna granica to tylko 210 km (obwód kaliningradzki)? W świetle prawa międzynarodowego Białoruś jest innym państwem, niż Rosja. To, że razem utworzyły ZBiR (adekwatna nazwa!) nie oznacza jeszcze, że Polska graniczy z Rosją na dodatkowym odcinku 418 km. Nawet zakładając, że polskie pułki ruszą na Rosję, to i tak mogą zdobyć jedynie formalnie czeski Kralevec z przyległościami. ;) Z Czechami jednak od lat żyjemy w pokoju. Ale Rosja najwyraźniej uważa, że dokonamy desantu. ;) Niestety, wypominane pieniądze za sprzęt wojskowy mający wzmocnić obronne możliwości polskiej armii jakoś nie obejmuje wojsk powietrzno-desantowych czy też słynnych w PRL-u „niebieskich beretów”, mających zając w przyszłej wojnie Bornholm i Danię. Oczywiście w zmienionych warunkach powinny dokonać desantu na Leningrad, czy jak teraz zwie się to miasto. ;)  Natomiast prawdą bezsporną jest atakowanie Ukrainy z terenów Białorusi, co może oznaczać w przyszłości atak na Polskę właśnie z tamtego rejonu. Ale wg tow. Paniny i reszty moskiewskich jastrzębi posiadanie armii gotowej na odparcie rosyjskiego ataku stanowi… akt wrogi wobec Rosji! Tak właśnie wygląda kremlowskie myślenie. Wróg to ten, kto potrafi obronić swoją suwerenność. I tak, niestety, uważają nie tylko od dzisiaj, ale przynajmniej od czasów Iwana IV, zwanego Groźnym.
Źródło: niepoprawni.pl
Polska suwerenna pod butem Kaczyńskiego, nie o takiej Polsce marzę!
Za okupacji niemieckiej czy rosyjskiej był dużo lepiej jak pod butem Kaczyńskiego, który przy pomocy Morawieckiego grabi nas do gołej skóry!? 
20 11 2022 Manewry przedwyborcze.
Liczne wizyty, opowiadania, bajki i głaskanie potencjalnych wyborców potwierdzają kalendarzowy fakt, że powoli wkraczamy w okres przedwyborczy. Jako dojrzały sklerotyk miałem patriotyczną nadzieję, że wszystkie „strony” wyborczej walki zachowają odpowiednią powagę i uczciwość postępowania, a zwłaszcza troskę o demokratyczną równość dostępu do środków masowego przekazu. Pewne wstrząsy zaczęły targać moją rzadko używaną duszą, kiedy dotarły informacje o hojności szefów państwowych spółek, wspierających jednakowymi datkami wybór dwóch znanych pań do parlamentu europejskiego. To prawda, że podobne dowody wdzięczności wobec partii bywają stosowane w niektórych krajach, ale nie w takiej skali i z wyraźnie nakazową jednolitością. Jednak – biorąc przykład z Wołodyjowskiego – pomyślałem „…nic to – Baśka”. W krajowych wyborach parlamentarnych musieliby finansowo wspierać kilkuset pisowskich kandydatów, a to byłoby nie tylko moralnie naganne, ale też zbyt kosztowne i zauważalne.
Już następnego dnia moje tolerancyjne nastawienie uległo jednak istotnej zmianie. Otrzymałem bowiem dość obfitą korespondencję, w znacznej części już wyglądem wskazujące na „urzędowe” pochodzenie. Z należytą czcią i trwogą przystąpiłem do jej otwierania, słusznie przypuszczając, że będą w niej także nowe rachunki. Nie myliłem się. Zaskakująco gruba koperta pochodziła od jednej z naszych czołowych firm, czyli PGNiGE. Rachunek za gaz nie był (jeszcze!) Oszałamiający, ale ubarwiono go dodatkowymi pismami, w których rzucały się w oczy wielkie i tłuste „startowe” napisy, wyraźnie wskazujące, czego ich treść będzie dotyczyć. Na jednym – jakby ważniejszym – jest napis: „DZIĘKI STARANIOM RZĄDU”.
Pełna strona tekstu wyjaśnia niedokształconemu adresatowi, że gdyby nie zapobiegawcze decyzje rządu, to musiałby płacić za gaz nawet o 642 procent więcej, niż wynoszą obecne rachunki! A na drugim piśmie napis tytułowy jest jeszcze większy: „DZIĘKI RZĄDOWEJ TARCZY ANTYINFLACYJNEJ”.
Tekst – także na całą stronę – wyjaśnia obywatelowi, że staraniem rządu od lutego do października 2022 roku obniżono radykalnie stawki VAT, pobierane przy sprzedaży gazu i energii elektrycznej, chroniąc go przed inflacją, 
Zdębiałem z zachwytu nad pomysłowością pisowskich propagandystów. Jeśli każda spółka skarbu państwa utrzymująca korespondencyjne kontakty z klientami – obywatelami podniesie popyt na papier i zrobi obecnemu rządowi taki prezent, to dla rządu będzie to najtańsza forma przedwyborczej promocji. Daleki od polityki szeregowy obywatel w kopertach z rachunkami także za energię elektryczną, wodę, kablową telewizję, profesjonalnymi informacjami o zmianach w emeryturach i rentach itp. itd., znajdzie też pozytywne informacje o staraniach rządu, wraz z ich entuzjastyczną oceną. Jak się czyta takie panegiryki, raz, dwa razy, a nawet dziesięć razy to może budzić zdziwienie, a nawet niesmak. Ale jak widzimy to codziennie i przez kilka miesięcy, to może zostawić ślad w naszym leniwym umyśle, aktywizujący się w czasie wyborów. Niezdecydowany obywatel pomyśli – „właściwie nie mam na kogo głosować, ale jak wszyscy piszą, że obecny rząd jest taki fajny – to może zagłosuję na tworzącą go partię”.
Ten mechanizm reklamy rządu jest oczywiście sprzeczny z zasadami równości uczestników konkurencji wyborczej. Ale jeśli pisowscy specjaliści od propagandy będą chcieli go kontynuować, to doradzałbym im pójście „na całość”. Z szefami zależnych od rządu organów administracji, szkołami i uczelniami, prokuratorami i bardziej posłusznymi sędziami powinno się uzgodnić, że oni nie zostaną w tyle i pochwałę zaradności obecnego rządu będą umieszczać na wszelkich emitowanych decyzjach. Nieśmiało sugeruję następujące, dostosowane do ich specyfiki, teksty:
W urzędach stanu cywilnego gmin i miast: – na dokumentach zawarcia związku małżeńskiego: Dzięki wspieranemu przez nasz rząd życiu towarzyskiemu te dwie osoby – deklarujące się, jako kobieta i mężczyna – poznały się, sprawdziły i postanowiły założyć rodzinę – podstawową komórkę społeczną.
– na świadectwach urodzenia dziecka: To piękne dziecko urodziło się dzięki stworzeniu odpowiednich warunków i intensywnemu wsparciu przez nasz rząd i tworzącą go partię.
W końcu na sądowych wyrokach uniewinniających i dokumentach umorzenia spraw przez prokuratorów – Jesteś nadal wolnym obywatelem, dzięki dyskretnym staraniom naszego rządu, który wziął pod uwagę Twoje deklaracje wspierania zjednoczonej prawicy.
Czuję, że mógłbym podjąć się roli niewyczerpalnego źródła takich pomysłów – także konkurując z ministrem zajmującym się oświatą i szkolnictwem wyższym. W tych sferach zadanie aktywizacji przedwyborczej jest trudniejsze. Nie wystarczą pochwały rządu na świadectwach i dyplomach – trzeba stworzyć mechanizm wyzwalający w umysłach nauczycieli i profesorów akademickich przemożną chęć przekonującego wychwalania prawdziwych i fikcyjnych osiągnięć rządu. Dobrym przykładem może być Pan Premier, chociaż naśladowcy powinni zadbać o większą wiarygodność. Doszedłem do  wniosku, że moje zdolności propagandowe nie powinny się marnować. Oczekuję więc propozycji nierzucającej się w oczy, ale dobrze płatnej posady, zapewniającej w odpowiednim czasie sympatycznie zredagowany nekrolog. A odpowiedni czas nadejdzie na pewno szybciej, niż naród będzie świętował ukończenie raczej niepotrzebnych inwestycji w rodzaju Centralnego Portu Komunikacyjnego i pałacu Saskiego, oraz potrzebnej elektrowni jądrowej.
A tak na marginesie – nasz rząd bardzo lubi Stany Zjednoczone AP, tylko nieco mniej lubi równe daleką geograficznie Koreę Południową. I planuje, że  to  właśnie przedsiębiorstwa tych dwóch państw wybudują nam w dość dalekiej przyszłości elektrownie atomowe. A nie lubi Francji, która ma 58 reaktorów zgrupowanych w 19. elektrowniach, w większości wybudowanych i działających według własnych, bardzo nowoczesnych technologii. Nie  po  to  zrezygnowaliśmy z francuskich śmigłowców Caracali, żebyśmy teraz dawali im zarobić na elektrowniach!
Źródło: wpunkt.online
Ci w rządzie nie muszą zarabiać kilkadziesiąt tysięcy złotych skoro inni muszą przeżyć za najniższą krajową!? Na dodatek to żadni fachowcy....Rząd szuka oszczędności poprzez tworzenie nowych stanowisk pracy w kancelarii premiera, prezydenta, spółkach, instytucjach.....Natomiast ogranicza wydatki na szkolnictwo, i służbę zdrowia!?
Nie idzie kryzys, a już jest, i to za zasługą Morawieckiego, który pożycza pieniądze gdzie się tylko da, i nie liczy się z kosztami!? No bo dla prezesa najważniejsze jest utrzymanie większości parlamentarnej!? Nie ma już parlamentarzysty PiS, który nie posiadałby dodatkowej posady wiceministra, prezesa agencji rządowej, pełnomocnika rządu ds. czegoś tam. Dzięki temu może brać diety, czasem też i uposażenia poselskie, oraz pensje ministerialne lub prezesowskie. No i jak tu nie chwalić rządu !?

20 11 2022 Czy niepodległość jest tylko od święta?
W świętowaniu dnia niepodległości, lub jak kto woli „obchodzeniu Święta Niepodległości” obecna władza w Polsce bije na głowę, a nawet na wiele głów, wszystkie dotychczas rządzące ugrupowania od samego początku zmian ustrojowych, czyli od roku 1989. Ktoś jednak złośliwie napisał przy tej okazji że „im więcej świętowania tym mniej niepodległości”. Mam do tej opinii zasadnicze uwagi, a właściwie to jedną lecz w moim przekonaniu decydującą, a mianowicie przekonanie, że z niepodległością jest jak z cnotą: albo się ją ma albo nie. Jeżeli cokolwiek robię z obcego polecenia pod przymusem, to znaczy, że niepodległości nie mam i reszta dyskusji jest zbędna. Wstępując do UE zdawaliśmy sobie sprawę, że przynależność do tej organizacji pociąga za sobą konieczność przestrzegania reguł w niej obowiązujących, podobnie jak w każdej organizacji. Nie oznaczało to jednak pozbycia się naszej niepodległości, a jedynie dokonywanie świadczeń na rzecz tej organizacji w zamian za określone korzyści.
W praktyce okazało się, że „świadczenia” rosną, a korzyści kurczą się, ponadto postępowanie administracji unijnej, która powinna służyć zjednoczonym państwom, coraz bardziej nabiera charakteru władztwa wykraczającego poza zakres uprawnień traktatowych. Dotyczy to jednak wyłącznie krajów z dawnego sowieckiego obozu. Cel dla którego zostały one włączone do UE ujawnił w swoim czasie prezydent Francji Chirac, nakazując im „siedzieć cicho”. Nie mamy zatem do czynienia ze wspólnotą państw, dbającą o harmonijny rozwój wszystkich jej członków, ale z unią „dwóch prędkości” jak eufemicznie została nazwana oczywista dyskryminacja i bezprawna interwencja w wewnętrzne sprawy państw. Klasycznym przykładem w tej mierze jest sprawa „praworządności”, czyli swobodna ocena ze strony unijnych władz wykonawczych podporządkowania wybranym ich poleceniom. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwą praworządnością, polegającą na przestrzegania obowiązującego prawa. Taką wiążącą ocenę, czyli orzeczenie może wydać jedynie sąd na podstawie rozpatrzenia konkretnych przypadków z zachowaniem sądowego trybu postępowania. Działania KE w tym względzie stanowią naruszenie prawa i powinny być zaskarżone do sądu, a winni podlegać karze.
Jak dotąd nikt nie zdobył się na skierowanie sprawy na drogę sądową. Ewentualne uchwały Rady Europejskiej w tym przedmiocie nie mają mocy prawnej i mogą być traktowane jedynie jako nieobowiązujące poglądy. Oczywiste naruszenie prawa oznacza, że UE przestała być instytucją prawną na rzecz satrapii wykorzystującej przewagę siły. W tym przypadku dotyczy to możliwości dysponowania pieniędzmi. Państwa podporządkowujące się takim działaniom KE w tym momencie tracą suwerenność, będącą podstawowym warunkiem niepodległości, a sprawcy [powinni być] imiennie oskarżeni o zdradę. Wszystko to jest aktualne pod warunkiem że państwo reprezentujące Polskę, tzw. „III Rzeczpospolita” jest państwem niepodległym. Z okoliczności jego powołania i z treści stosowanej w nim konstytucji wynika, że nie jest to twór niepodległy. Stanowi bowiem kontynuację PRL, sowieckiego nadania, w sposób oczywisty pozbawionej niepodległości, a wprost zapisanej podległości Sowietom. Ażeby ten fakt podkreślić wprowadzono zapis konstytucyjny o bezpośrednim obowiązywaniu prawa zewnętrznego w rozdziale o źródłach prawa, a szczególnie w art. 90. To co się mieni „walką o utrzymanie niepodległości” jest w istocie fragmentem walki o jej odzyskanie. Niestety nie ma możliwości jej odzyskania bez zasadniczej zmiany konstytucji. Formalnie, z racji braku jej umocowania prawnego, nie wymaga to zapisanej w niej  kwalifikowanej większości w sejmie, wystarczy orzeczenie Sądu Najwyższego o rzeczywistym stanie prawnym.
Z racji braku przekazania ciągłości władzy prezydenckiej, wymagającej przekazania oryginału konstytucji i zaprzysiężenia jej wg. obowiązującej roty, państwo stworzone zapisem noszącym nazwę „Konstytucji RP” z 2 kwietnia 1997 roku nie stanowi kontynuacji niepodległego państwa polskiego, a jedynie jest swego rodzaju „transformacją” PRL, czyli „PRL bis” jak mawiał Wałęsa. Szczególnie dramatyczna jest walka braci Kaczyńskich o nadanie charakteru państwa niepodległego obecnej formie polskiej państwowości. Natrafili bowiem na opór ze strony wszystkich sił, którym ta forma odpowiada, tj. przede wszystkim Niemiec, Rosji i władz unijnych, a szczególnie ze strony obecnej opozycji w Polsce, sprawującej przez przeszło dwadzieścia lat władzę jako kontynuację PRL. W tą walkę wpisana jest tragedia smoleńska, która ujawniła też prawdziwe oblicze walczących stron. Można wyrazić daleko idące obawy, że bez zmiany konstytucji i definitywnego zerwania łączności z PRL, wymagającej zresztą jej osądzenia i przedstawienia odpowiednich oskarżeń, a także związanych z nimi roszczeń w stosunku do Rosji jako prawnej spadkobierczyni ZSSR – nie da się ostatecznie przywrócić Polsce stanu niepodległości. 
Bieg historycznych zdarzeń wymaga jednak działań zdecydowanych, zmierzających do zmiany stanowiska w skali światowej w celu wyeliminowania świadomie fałszywej, zakłamanej oceny postawy niektórych państw z Rosją na czele. Bez tego nie można oczekiwać wprowadzenia pokojowej i wolnej współpracy narodów.
Można zarzucić takim dążeniom cechę utopijności, co nie zmienia jednak konieczności prowadzenia o nie walki. Ludzie powszechnie powinni mieć przynajmniej świadomość prawdziwego oblicza świata. Toczona obecnie walka na polskim, oficjalnym forum politycznym odbywa się na warunkach dyktowanych przez przeciwników rządu, co niesłychanie utrudnia możliwość odniesienia sukcesu w postaci odzyskania atrybutów niepodległości.
Słabością strony rządowej jest przyjęcie konwencji licytacji z opozycją w zakresie: „kto da więcej”. Opozycja ma w tym względzie oczywistą przewagę, gdyż nie musi niczego z obiecanek realizować, natomiast rząd musi się wykazać wykonaniem obietnic. Ten sposób walki prowadzi nieuchronnie do pogorszenia sytuacji gospodarczej państwa. Wprawdzie nie wiemy jaki udział w obecnej inflacji mają rządowe wsparcia dla ludności, lecz nie ulega wątpliwości fakt pojawienia się na rynku konsumpcyjnym dodatkowej, wielomiliardowej sumy pieniędzy. Jednakże bodajże gorsze skutki wynikają z wyrabiania postawy roszczeniowej bez zachęty do aktywnego uczestnictwa w procesie twórczym. Jest to zresztą powszechna choroba naszej cywilizacji, niosąca groźbę nieuchronnej jej likwidacji. Znacznie lepiej było by tworzyć zachętę do podejmowania na szerszą skalę produkcji i usług wypierając obecne zawłaszczenie rynku przez produkty obce. Nie jest to łatwe, ale całkiem możliwe, mając szczególnie na względzie wyśrubowaną propozycję cenową ze strony produktów zachodnich i niską jakość wschodnich. Ze strony rządu wymagane jest w pierwszej kolejności uczestnictwo w przełamaniu wpływów lobby importowego i zachęta do współdziałania i jednoczenia wysiłków w kierunku tworzenia silnych, autentycznie polskich przedsiębiorstw. Posiadanie  autonomicznej gospodarki jest też elementem niepodległości, podobnie jak i odpowiednie warunki obronne, żeby na nasze ziemie nie spadały bezkarnie obce rakiety.
Źródło: naszeblogi.pl
Wielki czas powiedzieć pieniądze z KPO, albo wychodzimy z UE, Wyspy czekają!?
Powrót do normalności za Kaczyńskiego jest nie możliwy!? Polska bez Tuska, Kaczyńskiego byłaby zupełnie innym krajem, przede wszystkim ludzie byliby milsi, nie byłoby wojny każdego z każdym o wszystko!? 
Z forum:....sytuacja gospodarcza jest ... świetna, pomimo pandemii i wojny oraz związanej z tym inflacji. KE nie może tego przeboleć że bez KPO nie może zagłodzić Polski. Już knuje, aby pozbawić Polski środków z Funduszu Spójności, na wniosek oczywiście totalniackiej opozycji, która bardziej mi przypomina niemiecko- kacapską agenturę niż polskie partie. 
14 11 2022 Lewicy gra niepodległością.
Boję się lewicy. Nauczony bowiem doświadczeniem kilku dekad przeżytych w tym „najlepszym z możliwych” ustrojów doskonale zdaję sobie sprawę, że do zaoferowania ma ona jedynie piękne hasła. Natomiast po dojściu do władzy natychmiast zaczyna przerabiać Państwo na powszechny obóz koncentracyjny. Tymczasem wyrosło pokolenie, które zupełnie nie ma pojęcia o przeszłości. Co najwyżej ziewną podczas projekcji Alternatywy 4 Barei uważając, skądinąd nie bez racji, że państwa o takich absurdach nie powinno być na świecie. A już prawdziwą klęską było słuchanie przeze mnie komentarzy do Misia – mam wrażenie, że młodzi obejrzeli film wyłącznie dlatego, by nie urazić starszego równo o pokolenie pana. ;) Lewica doskonale zdaje sobie pojęcie z tego zjawiska. Na użytek najmłodszych pokoleń stroi się zatem w piórka demokratów, zaś niegdysiejsi towarzysze z najbardziej ohydnej organizacji „politycznej” (tak naprawdę reprezentującej bolszewickie interesy w Polsce) PZPR potrafią pouczać Polaków o demokracji i wymogach współczesnej Europy! Co prawda Leszek Miller w schyłkowym okresie PRL-u robił na odcinku towarzysza z ludzką twarzą, to jednak faktem jest, że przez lata awansował w kompartii dzięki swojej ortodoksji marksistowskiej.
Dzisiaj, chyba wzorem Putina, który przecież walczy na Ukrainie z nazizmem, nasza rodzima lewica walczy z faszyzmem. Ten faszyzm to przede wszystkim obrona granic nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej, przed zwożonymi przez ludzi Łukaszenki uchodźcami, których zadaniem było dostarczenie nam tylu wewnętrznych problemów, by pomoc Ukrainie miała okazać się jeśli nie niemożliwą, to co najmniej mocno utrudnioną. Ta prawda ciągle jednak nie dochodzi do lewicy. Wg nich powinniśmy ściągnąć z granic Straż Graniczną i pozwolić na dowolne najścia grup, które pod granicę podwiezie postsowiecki duet (Putin-Łukaszenka). Trzeba więc przypomnieć, że kiedy obecni lewicowi posłowie (czy też ich ojcowie, jak w przypadku Gduli) sprawowali rządy, granice zewnętrzne sowieckiego raju były strzeżone lepiej, niż dzisiaj front w Donbasie. Ktoś, kto próbował przekroczyć granicę pomiędzy Niemiecką Republiką Demokratyczną a Niemcami czy też Berlinem Zachodnim (enklawą wolności otoczoną przez NRD) był bezlitośnie rozstrzeliwany. Tak samo było na innych granicach, np. pomiędzy Czechosłowacją a Austrią. Jakoś tow. Miller wtedy nie użalał się nad ich losem…
Wiem. Ponoć tylko krowa nie zmienia poglądów. Ale kiedy obejrzałem na stronce Archiwum Osiatyńskiego obszerny reportaż z Antyfaszystowskiego Marszu idącego równolegle do Marszu Niepodległości nie potrafię uwierzyć w jakąkolwiek zmianę lewicowej mentalności. Prócz normalnej dla tej grupy demonstrujących obecności flag lgbtq+, haseł dotyczących witania wszystkich uchodźców widać flagi antify, w tej chwili najbardziej niebezpiecznej organizacji terrorystycznej na świecie.
Ścigani w USA, ścigani w Niemczech znaleźli sobie przytulisko pośród polskich lewaków! Bezczelni do tego stopnia, że nawet święty dla Polaków symbol Polski Walczącej połączyli ze swoim symbolem! Powstaje pytanie, jaki naprawdę jest stosunek lewicy do Polski? Przecież jeszcze rok temu „antifa”, jak widać po „antyfaszystowskim marszu” zblatowana ze środowiskami lgbt+ i generalnie lewicy, publicznie mówiła, że być Polakiem to wstyd! Ten lewacki wstyd był wynikiem… Odsieczy Wiedeńskiej oraz walki o Niepodległość w latach 1939-45! Chętnie poznałbym stosunek do Odsieczy oraz Polskiego Państwa Podziemnego tuzów dzisiejszej lewicowej oPOzycji. Co na to europoseł Miller? Biedroń? Cimoszewicz? Co na to Czarzasty? Chętnie poznam też zdanie Macieja Gduli, syna Andrzeja, starego działacza PZPR, w tym podsekretarza stanu (wiceministra) w MSW Kiszczaka. Wstydzicie się towarzysze, Odsieczy Wiedeńskiej? Bo to pewnie był waszym zdaniem akt islamofobii??? Natomiast walka z okupantem niemieckim była germanofobiczna, a nawet, co tu ukrywać, przeciw przyszłej Unii Europejskiej? Europa, ta postępowa oczywiście, upatruje główne niebezpieczeństwo w prawicowym brutalnym ekstremizmie i takim samym islamskim. Terror lewacki (lewicowy i anarchistyczny) nie stanowi widocznie zagrożenia. Tymczasem: W 2021 r. w UE nie przeprowadzono żadnych prawicowych ataków terrorystycznych. Dwa ataki zostały udaremnione, jeden w Szwecji i jeden w Austrii. Był jeden nieudany prawicowy atak terrorystyczny w Belgii.
Po prawdzie lewica też się jakoś specjalnie nie popisała. W 2021 r. w UE jeden lewicowy atak terrorystyczny przeprowadzono w Niemczech. Nie łudźmy się. Milczenie lewicowych bojówek wynika z tego, że w Europie nie było okazji, by antifa mogła dać czadu tak, jak to robiła w latach ubiegłych.
Warszawiacy (i nie tylko oni) doskonale pamiętają „gościnne występy” lewackich bandytów podczas Marszu Niepodległości w 2011 r., kiedy to „antyfaszyści” głównie z Niemiec atakowali nawet członków grup rekonstrukcyjnych! 
Dzisiaj ta sama antifa kroczy obok innych bojowników o wolność i demokrację, zaś Archiwum Osiatyńskiego z dumą ich pokazuje. Niestety, brak jest tam filmików pokazujących wyczyny „antyfaszystów” w Hamburgu czy też podczas demonstracji 2020 r. w USA. Lewica za każdym razem, kiedy sięgała po władzę (Rosja 1917, Niemcy 1932) obiecywała nowy wspaniały świat.
Tylko zapominała dodać, że obietnica dotyczyła wąskiego kręgu wysokich rangą funkcjonariuszy partyjnych. 
Historia jest więc największym wrogiem lewicy. Trudno więc się zdziwić, że na antyfaszystowskim marszu pojawił się młody bojownik z takim oto hasłem. Najwyraźniej nawet historia jest faszystowska. Należy przypuszczać, że kiedy lewica sięgnie po władzę, prawda (raczej пpaвдa) zatriumfuje. Ot, odkurzy się przechowywane z należnym pietyzmem podręczniki autorstwa Heleny Michnik i znowu będzie gites. A swoją drogą ciekawe, kiedy lewicowi matematycy wezmą się za rehabilitację zera…
Źródło: niepoprawni.pl
Antifa to trenowane lewackie bojówki, brutalne i bezwzględne. Ich celem zawsze jest doprowadzenie do jak największych rozruchów na ulicach miast. Do przekształcenia nawet pokojowych protestantów w ogarnięty amokiem motłoch, który zacznie niszczyć, palić, dewastować, rabować, a jak trzeba – zabijać. Trenowani w walkach ulicznych, jak  rosyjskie oddziały specjalne, nazywane u nas "zielonymi ludzikami" są w takiej niby-wojnie wyjątkowo skuteczni.
Z forum: Brutalni bandyci z bolszewickiej tzw. Antify napadający polskich patriotów na ulicach - to jest cena jaką Polska płaci za zbrodniczą antypolską propagandę bolszewickich politruków z sowieckiego "GWna".I jeszcze paru innych mass mediów założonych przez bolszewickich politruków za pieniądze z FOZZ zrabowane Polakom. Politrucy z "GWna" i ich michnikowszczyzna - jako nienawiść do Polaków i polskiego patriotyzmu powinna być osądzona i skazana za antypolską działalność od początku przejęcia i uczynienia z "GWna" antypolskiej gazety przez trockistę Michnika.
08 11 2022 Likwidacja stoczni.
Kilka dni temu minęła 14-ta rocznica zamknięcia naszych stoczni! Komisja Europejska wydała bowiem decyzję o likwidacji Stoczni Szczecińskiej i Stoczni Gdyńskiej! A rząd Donalda Tuska nie zaoponował wobec tej antypolskiej operacji. Całkowita kapitulacja rządu PO-PSL  sprawiła, że dzień 6 listopada 2008 okazał się sądnym dniem dla naszego przemysłu stoczniowego. Rząd Tuska mógł odwołać się od tej decyzji do unijnego sądu, istniała taka prawna możliwość. A jednak premier Tusk nie skorzystał z tej opcji – czy uległ presji unijnej czy niemieckiej ? Było przecież oczywiste, że ustępstwo w takiej sprawie dawało ogromne korzyści stoczniom niemieckim, które nagle pozostały bez konkurencji nad Bałtykiem! Nie ulega więc kwestii, że ustępstwo premiera Donalda Tuska było na rękę stoczniom niemieckim, które z dnia na dzień dostały monopol na budowę okrętów w rejonie bałtyckim. Dalszy  bieg wydarzeń wskazuje, że rząd PO-PSL i Tusk nie mieli dobrej woli obrony polskiego przemysłu stoczniowego. Zamiast odwołać się od tej decyzji przystąpił natychmiast do likwidacji stoczni, także w wymiarze politycznym, albowiem już 5 grudnia 2008 doprowadził do głosowania w Sejmie, które również na tym forum zadecydowało o zamknięciu obu tych przedsiębiorstw. Wynik głosowania był prawdopodobnie przygotowany wcześniej, oto 197 posłów Platformy Obywatelskiej, 30 posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Klubu „Lewicy” ( dzisiaj to SLD) glosowało za likwidacją obu stoczni. Przeciwko tej haniebnej ustawie byli tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Lewica wraz z Platformą ( neolewicą ) mściła się też za „Solidarność”, a na warszawskich salonach szeptano po 1989, że duże zakłady są niebezpieczne i że mogą wywrócić nową władzę. Zemsta ta dosięgła i Stocznię Gdańską, o czym warto wspomnieć przy innej okazji.
Pracę utraciło nagle ponad 11 tysięcy stoczniowców, ale i tysiące osób zatrudnione w firmach powiązanych ze stoczniami. Bezrobocie na Pomorzu Zachodnim i Środkowym podskoczyło o 5 do7 procent. Szacuje się, że straciło wtedy pracę około 30 tysięcy Polaków. Cynizm Platformy „Obywatelskiej” sięgnął szczytu, bo stoczniowcom proponowano przekwalifikowanie się na...psich fryzjerów! A Donald Tusk został nazwany „grabarzem polskiego przemysłu stoczniowego”, czego się podjął w interesie Niemiec. Z pewnością bardzo mu to pomogło w jego karierze unijnej, nie ulega  wątpliwości. Zdumiewa to, że dziś ten „grabarz stoczni” może swobodnie włóczyć się po Polsce i udawać niewiniątko, które strofuje PIS, konfabulując piramidalne kłamstwa, a innym przypisuje swoje najgorsze cechy. Przecież to co robił rząd premiera Tuska było po prostu wojną ekonomiczną z Polakami, zaplanowaną w interesie niemieckim, a może i w rosyjskim. A oczywiste jest i to, że każda utrata własności prowadzi do utraty suwerenności. Donald Tusk był na tym polu specjalistą, obcinał całe przestrzenie tej suwerenności od stoczni poczynając, a kończąc na oddaniu śledztwa smoleńskiego Rosjanom. A polityczne ostrogi Tusk zdobył biorąc udział w obalaniu rządu Jana Olszewskiego, wtedy zawarł sojusz z ex-komunistami. Wybrał potem Platformę, bo  zakładały ją dawne służby PRL-u. W lipcu 2009 Gromosław Czempiński ( były agent służb PRL-u, szpiegował nawet Wojtyłę!) w rozmowie z Dorotą Gawryluk na antenie Polsat News ujawnił, jaką rolę odegrał w powstaniu Platformy Obywatelskiej.(...) Odbyłem ogromną ilość rozmów z członkami Unii Wolności, musiałem przekonać Olechowskiego i Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą oni później świetnie realizowali. – A Donald Tusk ? To nie on zakładał ?  Z Tuskiem też rozmawiałem, to był ten jeden z trzech. Jeszcze Płażyński, też trzeba pamiętać... Platforma Obywatelska miała być odpowiedzią – jak można sądzić z daty jej powstania – na tworzące się Prawo i Sprawiedliwość, które było śmiertelnym zagrożeniem dla byłych funkcjonariuszy służb specjalnych PRL i związanych z nimi biznesmenów”.   ( „Resortowe dzieci. Służby”, W-wa, Fronda 2014, str.37/38).  Mijają lata, a Tusk okazał się najbardziej zajadłym wrogiem Polski i – wykorzystując naiwność ludzi - nadal stroi „liberała”!  Ale że nikt jeszcze nie obrzucił go nieświeżymi skorupkami ?  To prawdziwa zagadka!
Źródło: naszeblogi.pl
Tusk to polityk najczęściej odznaczany przez rząd Niemiec. Pobił już rekord medali niemieckich swojego guru Bartoszewskiego, który twierdził, że bardziej od Niemców bał się Polaków podczas  II Wojny Światowej.
Z forum: Oczywiście,  że wypełnia to wszelkie warunki do postawienia zarzutu zdrady stanu. Tylko dlaczego nie zrobiono ani kroku aby taki zarzut postawić? Czyżby świadomość, że obecnie miłościwie nam panujący w gruncie rzeczy robią to samo? 
Teraz to już i tak nie ma znaczenia. Suma poparcia dla opozycji jest znacząco wyższa niż dla PIS-u. Więc Polacy zdecydują o likwidacji Polski w ciągu roku, a nie chcą gotowania żaby przez Morawieckiego. Polskich opcji nie ma. Jeśli Kaczyński myślał, że braki węgla na zimę nie przełożą się na jego klęskę, to jest idiotą. Na Śląsku nadal puste składy, natomiast Niemieckie firmy w strefach ekonomicznych mają pełne zasilanie na polskim węglu.
Tusk z PO i PSL rządził od 7 listopada 2007r. I tylko do 31 grudnia 2010 r. sprzedał 724 zakłady wysyłając tysiące Polaków za pracą za granicę. Zmniejszył o 1/3 zasiłek pogrzebowy. Podwyższył podatek VAT do 23 proc. a na artykuły dziecięce drastycznie z 8 do 23 proc. Podniósł wiek emerytalny. Podniósł akcyzę na paliwo. Afera taśmowa, która pokazała, że „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie” a interes narodowy wyparty został interesem prywatnym biznesowo- politycznych elit. Afera Amber Gold – usilnie zamiatana pod dywan. Afera reprywatyzacyjna. Afera stoczniowa – czyli doprowadzenie polskich stoczni do upadku Afera hazardowa. Próba doprowadzenia LOT do upadłości. Afera autostradowa, która doprowadziła polskie firmy do upadłości. Likwidacja ulg podatkowych (budowlana, internetowa). Nałożenie na Lasy Państwowe gigantycznego haraczu - podatek od przychodu, a nie dochodu, co miało wzbogacić budżet państwa o 800 mln zł . Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego. Skopiowane: cyt: " polskość to nienormalność", "patriotyzm, to obciach" "bycie Polakiem, to dla mnie dźwiganie brzemienia"...To był armagedon dla Polski i Polaków, ze tez ten szkodnik nie boi się takich bzdur, ze poświęcił życie Polsce opowiadać. Wobec szalbierstwa jakiego dopuścił się na Polsce, niech nie  pcha się tak na siłę do tego "poświęcenia ". Czy on nie widzi ze Polacy mówią jasno, spadaj oszuście, szwabski POmiocie.???  tylko pcha się do kolejnego rozkradania, jak świnia do koryta. 
07 11 2022 Bunt ramoli.
Kilka dni temu prof. Jan Majchrowski przypomniał swoją rezygnację z urzędu sędziego ( w grudniu 2021) na znak protestu przeciwko przedziwnym obyczajom w Sądzie Najwyższym, gdzie działy się rzeczy nieprzystojne. Oto, na przykład, sędzia Józef Iwulski – zawieszony – przychodził i prowadził sprawy...Dostawał pełną gażę...Dowiedziano się też, że Iwulski należał kiedyś do służb sowieckiego okupanta czyli do bezpieki...Zdumiewające było to, że takie sprawy wychodzą na jaw dopiero w 34 roku istnienia tzw. III RP, w 34 lata po tzw. upadku komunizmu i skasowaniu PRL-u!!! No, ale peerelczycy od początku byli wrogami lustracji. Jak można było proklamować III RP, a jednocześnie trzymać w niej sędziów z peerelowską nominacją ??? To kraj wariatów! O wyczynach Iwulskiego mówił właśnie parę dni temu prof. Majchrowski w TV Republika. Okazało się, że Iwulski stanął na czele 30 sędziów ( rozbójników!), którzy doprowadzili do rokoszu w Sądzie Najwyższym, a rezygnując z orzekania ( był to ukłon wobec UE naturalnie!) jakby żegnali się ze stanem sędziowskim. Taką interpretację podał prof. Majchrowski, a prof. Paweł Czubik złożył wniosek czy deklaracje tych „starych” sędziów nie oznaczają zrzeczenia się urzędu?  Prezes Małgorzata Manowska nie wyklucza dyscyplinarek, ale nimi nie grozi – jak mówi dla „Rzeczypospolitej” – aby nie zrobić przyjemności nikomu, kto chce na sztandarach dla Europy ponieść hasło, że znęcam się nad sędziami...Ale przyznaje, że oświadczenie tych 30 sędziów to „dziecinada i poziom piaskownicy”! W poprzednim wpisie wyraziłem nadzieję, że prezydent Andrzej Duda mógłby teraz jednym podpisem oczyścić SN z ramoli, którzy nominacje sędziowskie dostali w PRL-u! Więc teraz apelują, aby ich oświadczenia nie traktować jako odmowy sprawowania wymiaru...sprawiedliwości!?
Paradne, ależ to co mamy to po prostu ruina tego „wymiaru”!! Nie jest to nawet debata o niezawisłych sądach, bo pałac Temidy jest w gruzach, a prezes Manowska obawia się rosnącego chaosu, jej zdaniem „...SN jest rozdarty jak cała Polska i każda strona ciągnie do siebie.(...) Nienawiść społeczna tak nabrzmiała, że coś wreszcie musi pęknąć...” Oto skutki weta z 2017 roku, rośnie chaos, a prezydent dalej kluczy zamiast z chirurgiczną precyzją czyścić nadzwyczajną i starą kastę...Nie załatwią tego debaty na blogach, a namiastkę debaty wywołał mój wpis „Bezprawie stało się prawem” ( naszeblogi, 1-XI-2022), tekst o unicestwieniu praworządności w PRL-u, co komentujący zredukowali do dyskusji o sądach. Niezwykłe to... Staram się zrozumieć ich troskę, poza internautą jabe, który jak zwykle staje po stronie peerelczyków i wyraża tylko ich racje. Internauta kocur1 nazwał go zatem dosadnie „ żałosnym debilem, bezmózgim lemingiem...”, podobnie piszą inni, nabijając się z Leszka Millera czy Wlodzia Cimoszewicza,  a angela zarzuca tym, co najdłużej rządzili, że stać ich tylko na kłamstwa...Wreszcie bard Lech Makowiecki cytuje swoją satyryczną piosenkę o...niezawisłych sądach!  Można i tak, lecz ruina przybytków Temidy domaga się jednak poważnej reformy, a nie piosenek... Wystarczy posłuchać prof. Majchrowskiego, prof. Czubika i pani Manowskiej, aby  przekonać się, że biesy chcą zdominować nadzwyczajną kastę. W dodatku są to stare biesy z chowu PRL-u, a ich nominacje są z epoki PRL-u, państwa skasowanego już wyrokiem historii!!! I  nie uznają sędziów z nowej KRS, ale kryzys jest głębszy, bo i prokuratura lekceważy sobie doniesienie prof. Majchrowskiego o możliwości popełnienia przestęptswa przez sędziego Iwulskiego, gdy ten – zawieszony – orzekał w sprawach sądowych. Niestety, od roku prokurator ignoruje doniesienie prof. Majchrowskiego, najwidoczniej politycznie Iwulski ma poparcie prokuratury.  
Kryzys Temidy jest zatem głębszy i dotyczy nie tylko kasty sędziowskiej, jakby wskazywał na to tytuł wpisu Andy51 „Rokosz 30 sędziów SN. Czy PAD pokaże, że ma cojones ?” ( 3-XI-2022) Okazuje się, że Iwulskiego umocowali w SN peerelczycy jeszcze w r. 1990, choć nie spełniał wymogów formalnych ( 10 lat stażu w SN) i nie przeszedł głosowania. Nic to, bo w III RP nadal ważniejszy był układ z ubecją i tu Iwulski nie zawiódł peerelczyków...A jednak sprawa wyszła wreszcie na jaw i IPN zamierza postawić Iwulskiemu zarzut zbrodni komunistycznych w związku z wyrokami karnymi, które wydawał w okresie PRL-u, w stanie wojennym.  Oprócz niego pojawiają się tam nazwiska innych sędziów jak Michał Laskowski, Piotr Prusinowski, Włodzimierz Wróbel, Dariusz Zawistowski...Wszyscy oni zrezygnowali z orzekania w sprawach sądowych obok sędziów z nowej KRS a – jak podkreśla prof. Paweł Czubik – ich rezygnację należy traktować jako zrzeczenie się urzędu. Z kolei pani Manowska – jak już wiemy z jej wypowiedzi dla „Rzeczypospolitej” tego nie wyklucza, lecz obawia się gromów z UE. Jest realistką, więc  wyklucza rozmowy ze zbuntowanymi sędziami, ponieważ słusznie uważa, że do zawarcia kompromisu trzeba dwóch stron. Najwidoczniej zakłada, że grupa 30 rozbójników nie ma dobrej woli kompromisu. Ostrzega też, że spodziewa się rosnących ataków zwłaszcza na Izbę Kontroli Nadzwyczajnej, która będzie oceniać ważność wyborów! I zapowiada, że uczyni wszystko, by dać odpór tym atakom. Próbę destabilizacji SN najlepiej mógłby zneutralizować jednak prezydent Duda, ale jak pyta Andy51 czy PAD pokaże, że ma cojones? Sprawa jest delikatna, a przecież Duda nigdy nie był w PiS-ie ( błąkał się kiedyś w Unii Wolności, gdzie było sporo peerelczyków), a zatem przesiąkł  sympatią do nich i nawet wetował ustawę degradacyjną, co było kolejnym despektem dla reformy RP i dla budowy III RP, nadal nieukończonej. Jeżeli Duda nie zamierza dokończyć konstrukcji III RP, to zapewne nie oczyści Sądu Najwyższego, a to byłoby tragicznym dysonansem i wielkim ciosem dla Polski.  Ukończeniem konstrukcji III RP musiałby się zająć już inny prezydent, ale czy znowu trafi się nam doktor prawa ? Na horyzoncie nie widać takiego, poza Kaczyńskim, ale Polakom tak wypłukano mózgi, że nawet nie rozumieją, że właśnie Kaczyński byłby idealnym prezydentem kładącym ostatnie cegiełki III RP!! Obywatele naszego PRL-bisu gustują bowiem w kandydatach nawet bez magisterium czy wyższych studiów jak pokazały dwie kadencje TW Alka ( numer ujawniono w Sejmie tzw. III RP), lecz sami swoi dalej wspierali TW Alka...Zapowiada się niestety kolejna dekada PRL-bis – chyba że obudzi się Duda i zagra legalnie na nosie euroludkom z TSUE...Tym bardziej, że TSUE przyznało właśnie prezydentowi RP prawo do mianowania i odwoływania sędziów. 
Źródło: naszeblogi.pl
Najfajniej jest, gdy pisowcy tropią w Koalicji Europejskiej postkomunistów. Towarzysz Piotrowicz bije wtedy brawo, TW Wolfgang klepie się z radości po udach, rozchichotany Kujda turla się po posadzce, a Czabański, Wolski, Król, Jasiński czy Kryże prawie mdleją w spazmach rechotu. 
06 11 2022 Państwo tekturowe.
Jest bardzo wiele poważnych problemów, którymi nie zajmuje się państwo ani jego instytucje stwarzając przez to sprzyjające warunki do poważnych przestępstw. Takim problemem są na przykład przestępstwa związane pośrednio z transplantacją narządów oraz definicją tak zwanej śmierci mózgowej, a przede wszystkim ich ciemna liczba.  Problemy te omawiane są niekiedy w ścisłym gronie specjalistów, Udało mi się wcisnąć na taką konferencję zorganizowaną przez stowarzyszenie lekarzy pod patronatem biskupa Hosera. Atmosfera na sali była gorąca, szczególnie, że obecny był i zabrał głos pan Terlecki,  ojciec dziewczynki u której po upadku z konia stwierdzono śmierć pnia mózgu czyli śmierć mózgową i przeznaczono ją do rozbioru na części zamienne. Ojciec wyrwał dziewczynkę z rąk oprawców w białych fartuchach i powierzył jej leczenie słynnemu profesorowi Talarowi. Profesor wybudził dziewczynę ze śpiączki, skończyła ona studia, wyszła za mąż, urodziła dziecko i jest całkowicie zdrowa. Awanturę wywołało moje proste pytanie: „jeżeli osoby od których pobiera się narządy uważa się za zmarłe dlaczego znieczula się je przed przeprowadzeniem zabiegu?”. Kilku lekarzy z lobby transplantologicznego zarzuciło mi kłamstwo i opowiadanie bzdur. Znalazł się jednak jeden uczciwy, który odpowiedział: „znieczula się, żeby zwłoki nie fikały w czasie operacji, bo to rozprasza lekarza”. Nie chcę wdawać się w rozważania na ten temat, bo nie jestem specjalistą.  Interesująca jest dla mnie natomiast omerta dotycząca tej bulwersującej sprawy. W mediach brak jest jakichkolwiek informacji na temat handlu narządami, przestępczego pobierania tych narządów od uprowadzonych osób, oraz łapownictwa związanego z walką o miejsce w kolejce do transplantacji. Nie wiadomo też czy tymi i podobnymi przestępstwami zajmują się w ogóle służby państwowe.
Innym poważnym przestępstwem, którym zupełnie nie interesuje się państwo są wyłudzenia nieruchomości od starych bezradnych osób przebywających, często z wyroku sądu rodzinnego, w domach opieki. Osoby, które nie mają własnej rodziny są zupełnie bezradne wobec oszukańczych praktyk, z którymi się spotykają. Zmuszane są na przykład do podpisywania pełnomocnictw, na podstawie których oszuści sprzedają ich mieszkania. Zdarzały się nawet przypadki nakłaniania staruszków do małżeństwa z podstawioną osobą. Znana  dobra adwokatka powiedziała mi, że po ukończeniu siedemdziesięciu lat obywatel jest w Polsce praktycznie ubezwłasnowolniony . Policja i prokuratury lekceważą skargi wiekowych ludzi traktując je jako starcze urojenia. Tak zwana afera reprywatyzacyjna też byłaby niemożliwa gdyby nie ciche przyzwolenie służb państwowych na jawne złodziejstwo i bez udziału w nim notariuszy i sędziów. Służby państwowe prezentują całkowite désintéressement  w kwestii niezwykle popularnych obecnie oszustw, które polegają na „wkręceniu” naiwnych i uprzejmych osób w nieistniejącą umowę na podstawie nagranej i zmanipulowanej rozmowy telefonicznej. Adwokat radził mi żeby na każdą telefoniczną propozycję odpowiadać „nie, nie, nie” i ani słowa więcej. Znam młode osoby, które odpowiadają w bardziej zdecydowany sposób, ale z przyczyn obyczajowych wolę tego nie cytować. Jeżeli naiwna osoba pozwoli nagrać swoje grzecznościowe wykręty w rodzaju: „ muszę się zastanowić, proszę jeszcze raz zadzwonić” łatwo może stać się ofiarą naciągaczy. Wystarczy aby taki naciągacz zgłosił roszczenie do „ rozgrzanego sądu” i uzyskał nakaz płatniczy aby doprowadzić do licytacji nieruchomości rzekomego kontrahenta. Nieszczęsny rzekomy kontrahent może być również nękany przez różnych specjalistów od windykacji i komorników. Oszustwa te nie byłyby możliwe bez współdziałania „aparatu niesprawiedliwości” niesłusznie zwanego w Polsce aparatem sprawiedliwości. Jakiego orzeczenia można zresztą oczekiwać od sędziego kleptomana złapanego na nałogowych kradzieżach elektroniki w sklepach, albo od sędziego, który bezceremonialnie podwędził ( teraz podobno mówi się zajumał) starszej osobie w sklepie 50 złotych, czy od sędzi która zostawiła bez pomocy potrąconego przez siebie motocyklistę?   Z kim się będą tacy sędziowie solidaryzować– ze złodziejem czy z okradanym? A przecież są według obowiązującej i forsowanej przez UE wykładni niezawiśli i nietykalni, a ich wyroki nie podlegają dyskusji. Kolejny proceder którym powinny zająć się służby państwowe to internetowa sprzedaż medykamentów. Rzekomych idealnych środków na porost włosów, na potencję, wspaniałych preparatów odchudzających, leczących nowotwory, a nawet środków poronnych. Lekarze i farmaceuci rejestrują wysoką liczbę zatruć takimi preparatami gdyż wchodzą one często w interakcję z innymi przyjmowanymi przez pacjenta lekami. Preparaty te są bez przeszkód reklamowane w tak zwanych mediach społecznościowych a nawet w mediach głównego nurtu.
Liberalna demokracja widzi państwo wyłącznie w roli  „nocnego stróża” to znaczy w roli stróża praworządności. W liberalnej demokracji państwo poprzez swój system prawny ma pilnować żeby obywatele nikogo nie oszukiwali i nie byli oszukiwani. Reszta jest kwestią dobrowolnej umowy pomiędzy niezależnymi jednostkami. Właśnie tej minimalnej roli państwo polskie bez wątpienia nie pełni. Angażując się w redystrybucję dóbr  zamienia się powoli w państwo socjalne czy wręcz socjalistyczne oddając przy tym walkowerem najistotniejsze zadania. Państwo socjalistyczne jak wiadomo widzi swoją rolę we wtrącaniu się w prywatne życie obywateli. Chce regulować ich relacje z dziećmi, wyznaczać standardy bytowe, których niedotrzymanie powoduje odbieranie dzieci, decydować o ich edukacji i sposobach leczenia, czyli chce wtrącać się w dziedziny zarezerwowane dla rodziców. Państwo które zaangażowało się ostatnio w przymusowe leczenie i szczepienie obywateli cenzurując jednocześnie wypowiedzi podważające sensowność i prawidłowość tych działań zdecydowanie grawituje w kierunku państwa socjalnego. Dla wszystkich byłoby jednak lepiej gdyby państwo pełniło skutecznie rolę „nocnego stróża”
Źródło: naszeblogi.pl
04 11 2022 Ostatnie podrygi niemieckiego parobka.
Ożywiona i poważna dyskusja o pokojowej współpracy i integracji europejskiej rozpoczęła się zaraz po II wojnie światowej i była zupełnym zaprzeczeniem tego czym jest dzisiejsza Unia Europejska. Europa legła w gruzach i w tamtym czasie na poważnie myślano o lekarstwie, którym miała być prawdziwa jedność i współpraca. Tamte plany nie obejmowały Europy Wschodniej, która najbardziej ucierpiała w wyniku rozpętanej przez Niemcy wojny, ponieważ alianci uznali za stosowne oddać ją na pastwę Stalina jako łup wojenny. Tamten piękny projekt od lat umiera na naszych oczach, ponieważ ideę wspólnoty i współpracy suwerennych państw narodowych zastąpiono wszechobecnym kłamstwem i milczeniem na temat głównego celu integracji, o którym po wojnie mówili wprost niemal wszyscy począwszy od polityków i naukowców po ludzi literatury i sztuki. Chodziło o to, aby zatrzymać marsz komunizmu ze wschodu, ale przede wszystkim tak mocno związać Niemcy mocnymi nićmi gospodarczej i politycznej współpracy, aby uniemożliwić im rozpętanie kolejnej wojny. Tak, Drodzy Czytelnicy głównym celem integracji było ucywilizowanie i wyedukowanie narodu niemieckiego po to, aby przestał być śmiertelnym i odwiecznych zagrożeniem dla Europy i świata. Szkoda, że nikt dzisiaj tej prawdziwej historii i celów integracji nie przypomina, zwłaszcza, że na naszych oczach Niemcy poprzez sojusz z Putinem znowu walnie się przyczyniły do kolejnej tragedii i rozlewu krwi czego jesteśmy świadkami na Ukrainie. Czy uleczenie lub mocne trzymanie w karbach chorego niemieckiego pacjenta przerasta możliwości europejskich narodów i państw? Nie wiem jak szybko i na jak długo, ale Niemcy będą musiały pożegnać się na razie z marzeniami o hegemonii w Europie i nie mam wątpliwości, że wielu nieskorumpowanych i nieuwikłanych agenturalnie polityków przestanie płynąć z tym niemieckim prądem. Popłyną z nim już tylko polityczne zdechłe ryby typu Tusk rozbijając łby o wystające głazy i kamienie. To jest system naczyń połączonych i kiedy pozycja Berlina słabnie, słabnie też znaczenie jego politycznych lokajów. Ludzie myślący i poważni doskonale zdają sobie sprawę, że w sytuacji, w której dzisiaj znalazła się Europa tylko wyjątkowy łajdak i karierowicz mógł tak jak Tusk mówić do Niemców: „Wasza sztuka rządzenia była błogosławieństwem dla Niemiec, Ukrainy i całej Europy”. Przecież te słowa to obciach i totalna kompromitacja. Może nie jest to jeszcze tak jaskrawo widoczne, ale sytuacja Tuska przypominać zaczyna ciężki los starego wyeksploatowanego parobka zatrudnionego na niemieckim folwarku, którego po latach pracy nie wypada  ot tak po prostu wyrzucić za płot i z litości trzeba mu podsuwać pod gębę miskę strawy.
Tusk nie ma wyjścia i musi już do końca swojej politycznej kariery płynąć z tym niemieckim nurtem, ale niedawno walnął łbem w pierwszy  napotkany większy wystający nad powierzchnię głaz. Oto trzy tygodnie temu z wizytą w Berlinie przebywał premier Węgier, Viktor Orban. Spotkał się tam z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem, z którym odbył długą dwugodzinną rozmowę. Rozmawiał również z byłą kanclerz Angelą Merkel, a nazajutrz jako zaproszony gość uczestniczył w debacie zorganizowanej przez Komisję Wschodnią Niemieckiej Gospodarki, podczas której wezwał do natychmiastowego zawieszenia broni i rozpoczęcia negocjacji pokojowych z Putinem. Jak wiemy prezydent Zełenski  słusznie uważa, że negocjacje pokojowe można prowadzić tylko po wycofaniu się wojsk rosyjskich z zajętych bezprawnie terenów Ukrainy. Jak więc widzimy Orban stał się sojusznikiem Berlina i leje miód na serce Scholza, który wraz z prezydentem Francji Macronem marzą, aby „Putin wyszedł z twarzą” z tej barbarzyńskiej wojny i zatrzymał część zagarniętych terytoriów Ukrainy. Ci idioci nawet w obecnej chwili nie zdają sobie sprawy z tego, że oddanie Rosji czegokolwiek oznacza zawsze to, że Rosja może wziąć co chce. A teraz czas na wyjaśnienie, dlaczego wizyta Orbana w Berlinie jest dla Tuska niczym walnięcie łbem w wystający z wody głaz. Oto, co jeszcze niedawno Tusk mówił o Orbanie i „zdrajcach” którzy ośmielają się z nim rozmawiać: Orban jest wyjątkowo bezczelnym - bo jawnym i bezwstydnym - sojusznikiem Putina. Napaść Rosji na Ukrainę być może wyzwoli Zachód z takiej pokusy nieustannego appeasementu, takiego ugłaskiwania agresorów i dyktatorów. Czy Węgry Orbana są jeszcze rzeczywiście częścią Unii Europejskiej, czy to nie jest już takie ostateczne złamanie jej fundamentów. Dzisiaj rząd polski i PiS, i prezes Jarosław Kaczyński, i premier, muszą bardzo wyraźnie powiedzieć Polakom, Europie i Orbanowi: dosyć sojuszu z tym politykiem, który de facto buduje piątą kolumnę Putina w Europie. W obecnej sytuacji należy oczekiwać od polskiego rządu, żeby unikał hipokryzji, kłamstwa i nieznośnych dwuznaczności.
Co teraz zrobi Tusk? Czy stanie przed kamerami i publicznie połknie swój łajdacki i kłamliwy jęzor? Nie, nie zrobi tego. On będzie, jak to ma w zwyczaju, rżnął głupa, bo przecież nie powie, że jego niemieccy mocodawcy porozumieli się z „bezwstydnym sojusznikiem Putina”. Nie może przyznać, że Niemcy budują z Orbanem „piątą kolumnę Putina w Europie”. Nie powie, że oczekuje od Scholza „żeby unikał hipokryzji, kłamstwa i nieznośnych dwuznaczności”. Nie zapyta czy Niemcy Scholza „są jeszcze częścią Unii Europejskiej”. Nie raz pisałem, że Tusk potrafi prężyć muskuły i pyskować tylko na potrzeby wojny polsko-polskiej,  na której  front oddelegował go Berlin. Kąsanie niemieckiej ręki, która go karmi nie leży w charakterze tego lokaja i śmierdzącego tchórza. Tak jak już wspomniałem projekt integracji rozumiany jako ustanowienie hegemonii Niemiec w Europie kona. Każdy sukces ukraińskiej armii w wojnie z ruskim barbarzyńskim najeźdźcą przyspiesza konwulsje tego niemieckiego projektu. Kolejne wolty niemieckich polityków będą coraz częściej demaskowały i kompromitowały takich wysłużonych parobków Berlina jak Tusk. Gdyby führer totalnej opozycji coś jeszcze dla swoich niemieckich mocodawców znaczył to nigdy nie postawiliby go w takiej sytuacji jakiej znalazł się po wizycie Viktora Orbana w Berlinie. Był to typowy szachowy gambit, w którym poświęca sią pionka dla uzyskanie większej aktywności bardziej znaczących figur. Gdyby Tusk posiadał jakieś szczątkowe resztki honoru i godności to nawet po tylu latach wypowiedziałby Niemcom służbę. On tego jednak nie zrobi. Po pierwsze stopień jego uwikłania w służbę Niemcom jest zbyt duży, a po drugie bunt przeciwko hojnemu mocodawcy nie leży w jego charakterze. On zawdzięcza Niemcom wszystko i wie, że bez nich nic nie znaczy. Jednak Tusk coraz rzadziej pojawia się na europejskich salonach, ponieważ w obecnej sytuacji stał się politycznym gorącym kartoflem i niemal symbolem patologicznego sojuszu Niemiec z Rosją, który to sojusz na tyle wzmocnił Putina, że ten mógł napaść na Ukrainę. Tusk nie może też liczyć na zbiorowy zanik pamięci o tym, że był politykiem publicznie chwalonym przez Putina, komplementowanym przez Łukaszenkę, a w Berlinie obwieszany medalami i orderami.  
Unia Europejska w obecnym kształcie wcześniej czy później przestanie istnieć. Już dzisiaj powinna toczyć się poważna dyskusja o przyszłym kształcie Europy. Truizmem stało się mówienie o powrocie do chrześcijańskich wartości i zakorzenieniu w rzymskim prawie i greckiej filozofii. Jednak za mało mówi się o tym, o czym głośno debatowano po zakończeniu II wojny światowej. Ciągle obowiązywać powinna główna zasada, według której trzeba zabezpieczyć Europę przed niemieckim genetycznym pragnieniem władzy, które po raz kolejny doprowadziło do wojny grożącej wybuchem wielkiego światowego konfliktu. Trzeba w końcu zabezpieczyć Stary Kontynent  przed niemiecką ekspansją i głośno potępić plan superpaństwa obsługującego niemieckie i rosyjskie interesy.  Tusk i jemu podobni chyba nie zdają sobie sprawy, że już niedługo w atmosferze hańby wylądują tam gdzie ich miejsce, czyli na śmietniku historii.  
Źródło: niepoprawni.pl
Nadszedł czas na rozwiązanie tego eurokołchozu, gdzie jednym wolno wszystko, a inni muszą słuchać, i grzecznie wykonywać polecenia!?
Unia jako superpaństwo nie ma racji bytu!? Zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim.
01 11 2022 Złamana obietnica i perspektywa budżetowej katastrofy. Premier Morawiecki zmienia strategię.
Premier i ludzie z jego otoczenia mają świadomość, że sytuacja budżetowa Polski w roku wyborczym i kolejnych latach zapowiada się fatalnie. Stąd nieoficjalne sygnały wysyłane do wybranych mediów, że w relacjach z Komisją Europejską należy zrobić krok wstecz i odblokować wreszcie miliardy z unijnych funduszy. Na próby "dogadywania się" z Unią nie ma jednak zgody ze strony wpływowej grupy europosłów PiS, a także części przedstawicieli władz partii. Sam premier nie złożył jeszcze wniosku o uruchomienie środków z KPO, mimo że obiecał, iż zrobi to do końca października.
- Eurokraci znów nas kopną w d…, tak jak kopią nas cały czas. A premier chce się nagle z nimi dogadywać? "Uelastyczniać" stanowisko Polski? Przecież z nas się w Brukseli śmieją. Otwarcie - mówi jeden z przeciwników koncepcji kompromisu z Komisją Europejską. Sam Mateusz Morawiecki wysyła niejednoznaczne sygnały w tej sprawie. 24 października w wywiadzie dla niemieckiego "Bilda" stwierdził, że "Unia Europejska, jako rodzina państw, które łączą wspólne wartości, oznacza dobrobyt, stabilność i bezpieczeństwo". Jednak kilka tygodni wcześniej - 9 października - premier mówił zgoła inaczej. "Biurokraci brukselscy rozszerzają swoje kompetencje bez jakichkolwiek podstaw traktatowych, nie możemy na to pozwolić, w ten sposób będą w stanie tak naprawdę stworzyć transnarodową bestię bez faktycznych i tradycyjnych wartości, bez duszy" - grzmiał szef polskiego rządu.
Jeden z ważnych polityków PiS mówi: - Mateusz jest w piekielnie trudnej sytuacji. Źle, że czasem wygląda, jak by się pogubił. Jak to się skończy? Bóg raczy wiedzieć. Wiadomo jedno: idą wybory, a kasy nie ma. Nie przypadkiem w kilku redakcjach pojawiły się teksty, które właśnie do tego namawiają: zamykania frontów. Morawiecki jest pod ścianą, ciąży na nim ogromna presja, więc coraz częściej mówi się o potrzebie dogadania się z Unią za wszelką cenę. Tyle że nawet jeśli zrobimy krok wstecz, to Komisja Europejska się na nas wypnie i nic nam nie da. Premier nie chce tego przyjąć do wiadomości, wciąż ma złudzenia, że coś uda mu się ugrać - mówi jeden z polityków obozu rządzącego. Faktycznie, w ostatnim czasie kilka redakcji opublikowało teksty o tym, że trzeba zrobić krok w tył w negocjacjach z Brukselą. "Kwestia przywrócenia kilku sędziów to nie Gdańsk. Nie warto za nią umierać. Dalszy konflikt z Brukselą mocno uderzy w naszą gospodarkę, ale i dla Unii może okazać się niszczący" - pisał w Interii Wiktor Świetlik, były dyrektor radiowej "Trójki", mający dobre relacje z otoczeniem premiera. Jak przekonywał publicysta: "Dalsze brnięcie w ten konflikt, stwarzanie pretekstów do blokowania ogromnych kwot, które należą się nam na bazie ustaleń dotyczących Krajowego Planu Odbudowy, to ścieżka donikąd. Tym bardziej, jeśli potwierdzą się przypuszczenia, że zagrożone są także pieniądze z funduszu spójności, które miały być rekompensatą za otworzenie się naszego rynku na rynki bogatsze, przede wszystkim niemiecki".
W tygodniku "Wprost" z kolei można przeczytać relacje anonimowych polityków PiS, którzy twierdzą, że bez resetu relacji z UE formacja Jarosława Kaczyńskiego może pomarzyć o trzeciej kadencji. - Namawiamy Jarosława Kaczyńskiego do zmiękczenia stanowiska wobec Unii. Jeśli nie będzie pieniędzy z UE, to nie będzie wygranej PiS-u w wyborach - przekazał tygodnikowi jeden z rozmówców. Inny stwierdził, że "musimy iść z Unią na ugodę jak Orban, a wtedy fundusze mogą spłynąć do Polski w nowym roku". Kolejny rozmówca przyznaje, że "kwestia funduszy będzie kluczowa przed wyborami zarówno dla partii rządzącej, jak i dla opozycji". - Można powiedzieć, że jak nie będzie funduszy, to nie ma PiS-u, a jak będą, to nie ma Tuska - podsumował jeden z polityków.
Rzecznik rządu Piotr Mueller w portalu Polska Press dodawał, że "trzeba starać się, żeby konflikt z Brukselą zamknąć". Podkreślał, że "sytuacja geopolityczna oraz sytuacja na rynkach finansowych jest na tyle złożona, że powinniśmy szukać rozwiązań". Szkopuł w tym, że ten ugodowy wobec UE przekaz to jedno, a konkretne kroki podejmowane przez premiera - drugie. Mateusz Morawiecki kilka tygodni temu obiecał złożenie wniosku o  płatność z Krajowego Planu Odbudowy "najpóźniej do końca października". Szef rządu obietnicy nie dotrzymał, zapowiadany termin minął.
Unijne środki - chodzi o 23,9 mld euro w grantach i 11,5 mld w tanich pożyczkach - nie zostaną odblokowane, jeśli rząd nie spełni warunków ustalonych z Komisją Europejską (m.in. dotyczących systemu dyscyplinarnego w sądach, przywrócenia zawieszonych sędziów, ale także innych spraw, niezwiązanych z wymiarem sprawiedliwości).
Morawiecki nie chce umierać za sądy, ale z kolei Ziobro i jego ludzie nie chcą umierać za Morawieckiego. I mają w tym ciche wsparcie wielu wpływowych polityków PiS, którym polityka europejska prowadzona przez premiera i jego ludzi po prostu się nie podoba. I jest to delikatnie stwierdzenie - mówi jeden z naszych rozmówców z obozu władzy. Jak słyszymy, o nowych programach społecznych czy waloryzacji 500+ możemy w roku wyborczym zapomnieć. A zadłużenie Polski i tak rośnie w zawrotnym tempie. - Budżet jest w coraz gorszym stanie [dług sektora finansów publicznych to już półtora biliona zł - red.]. Składane obietnice nie będą miały pokrycia w funduszach. To jest odpowiedzialność Morawieckiego - słyszymy od polityka Zjednoczonej Prawicy. Jeden z europosłów przekonuje: - Komisja Europejska testuje nasz rząd od miesięcy. A dzisiaj się z nas śmieje. Inny rozmówca z PE: - Bądźmy szczerzy: eurokraci nie odblokują nam tych pieniędzy przed wyborami, bo grają na upadek naszego rządu i powrót do władzy Platformy. W inny scenariusz i dobre serce Brukseli wierzą już tylko naiwniacy. Polityk PiS bliski premierowi: - Gdyby Ziobro i jego ludzie nie spaprali reformy sądownictwa, to już dawno byśmy te pieniądze mieli. A teraz nie mamy ani sprawnych sądów, ani pieniędzy.
Źródło: msn.com
Te pieniądze z UE nie pojawią się nigdy. I czas najwyższy sobie to uświadomić. Pozostaną jedynie złudną fatamorganą. No chyba, że Kaczyński z Morawieckim w workach pokutnych zaciągną Ziobrę na powrozie do Brukseli.
Powiem tak nawet jak Tusk zostanie premierem, to te pieniądze nie trafią do Polski, bo one są przeznaczone na ratowanie niemieckiej gospodarki!?
Przecież tu nie chodzi o praworządność, tylko by posłuszny Berlinowi Tusk przejął władzę w Polsce!?
Już dawno powinniśmy powiedzieć pieniądze z KPO, albo żegnaj UE!? Zaś Morawiecki powinien przed TS odpowiadać za uległość wobec UE. 
28 10 2022 „Zielona Wyspa” - Największy przekręt Donalda…
Centralne Biuro Śledcze Policji i Krajowa Administracja Skarbowa pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Białymstoku wyjaśniają jeden z wątków skomplikowanego śledztwa, w którym występuje już ponad 200 podejrzanych. Tym razem zatrzymano pięć osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie pieniędzy – dowiadujemy się z prasy. Jest to kolejna informacja o działalności mafii vatowskiej, obracającą fikcyjnym olejem napędowym, benzyną, olejem smarowym oraz olejem rzepakowym. Proceder polegał na fikcyjnym obrocie w ramach międzynarodowych dostaw za pośrednictwem kolejnych podmiotów gospodarczych, które następnie dokonywały ich sprzedaży na terenie Polski - nie ujawniając przedmiotu opodatkowania podatkiem od towarów i usług, bądź składając fikcyjne deklaracje na zwrot podatku VAT z budżetu Państwa. W ten właśnie sposób za rządów Tuska powstawał fikcyjny wzrost PKB, choć okradany przez mafie budżet Skarbu Państwa był kompletnie pusty! Mało tego! Rosnący deficyt zmusił rząd Tuska do zamrożenia płac w budżetówce (dotyczyło to także nauczycieli!), oraz do faktycznego zamrożenia emerytur! Słowa Vincenta Rostowskiego: „Piniędzy nie ma już nie będzie” odzwierciedlały całą „politykę” gospodarczą rządu Tuska i Kopacz, w wyniku której Polska została objęta przez UE klauzulą nadmiernego deficytu.
Koalicyjny rząd PO-PSL żeby ratować się przed sankcjami z tytułu nadmiernego deficytu, blokującym wydatki państwa – w tym także inwestycje – dokonał spektakularnego skoku na fundusze OFE oraz ustami Kosiniaka-Kamysza ogłosił podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, co w niektórych przypadkach oznaczało podwyższenie ustawowego wieku emerytalnego aż o 12 lat!  Ile nas – zwyczajnych Polaków – kosztowały rządy Tuska i koalicji PO-PSL łatwo więc wyliczyć. Samo OFE to wartość 153 mld złotych - choć do budżetu Państwa trafiło 19 mld zł mniej i nikt do dzisiaj nie wie, gdzie się te pieniądze rozpłynęły, bądź gdzie je Tusk zakopał! Kolejne 100 mld to podniesienie wieku emerytalnego i faktyczna kradzież emerytur należnych od 60 lat życia dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Np. moja żona z tytułu podniesienia wieku emerytalnego nie otrzymała wypłaty emerytury za 18 miesięcy! Takich, okradzionych przez Tuska i koalicję PO-PSL osób ( w większości kobiet, którym Tusk-Kosiniak podwyższyli wiek emerytalny min. o 5 lat) było co najmniej milion, więc kwota „oszczędności” na emerytach wyniosła spokojnie 100 mld zł.
Mimo „Zielonej Wyspy” i fikcyjnego PKB, będącego w dużej części rezultatem fikcyjnego obrotu m.in. paliwami – paliw na stacjach benzynowych jednak nie brakowało, choć cena benzyny oscylowała wokół 6 zł przy płacach i emeryturach niemal dwukrotnie niższych niż dzisiaj. Tę benzynę i ropę „załatwiały” rządowi Tuska i koalicji PO-PSL kolejne mafie. Tym razem mafie paliwowe! Takich nieopodatkowanych cystern za rządów PO-PSL  wjeżdżało do Polski średnio 600 dziennie, co oznaczało stratę około 24 milionów złotych każdego dnia. Szacuje się, że Polska straciła ca. 70 mld złotych tylko z tytułu obrotu lewym paliwem – usankcjonowanym przez rząd Tuska i PO-PSL! Tak więc rządy PO-PSL kosztowały Polaków ca. 350 mld złotych!
O procederze dostaw lewego paliwa doskonale wiedział rząd Tuska, skoro Sławomir Siwy ze związku zawodowego Celnicy PL mówił , że w czasach rządu Tuska "nie było woli politycznej, żeby zajmować się paliwami":
 - Jeśli były zatrzymane jakieś paliwa, to skutecznie wybijano z głowy dalszą działalność (...), a nawet zdarzały się przypadki, że osoby, które chciały w tym kierunku iść miały problemy. Słyszałem o takich przypadkach natury służbowej - mówił Siwy. Co charakterystyczne – przeładunek paliw dla Polski dramatycznie rósł w porcie Hamburg, zaś spadał w polskich portach. Tylko dlatego, że przez polską granicę z Niemcami  mogły bez przeszkód wjeżdżać cysterny z paliwem nieopodatkowanym! 
Tusk także doskonale wiedział o lewych fakturach VAT, na których zbudowana została „Zielona Wyspa”. Bez tych faktur PKB Polski byłoby ujemne, zaś bez lewego paliwa na stacjach – cena litra benzyna mogła przekroczyć nawet 7 zł – co przyznał sam Tusk! Ten znany Tuskowi proceder opisał Paweł Graś – najbliższy współpracownik Tuska, nagrany w rozmowie z aferzystami Platformy Obywatelskiej w restauracji „Sowa&Przyjaciele”. Na tych nagraniach Graś przyznaje, że bardziej opłacalna jest produkcja lewych faktur VAT, niż produkcja narkotyków, zaś Grasiowi wtórują ostatnio aresztowany (za lewe faktury) były senator PO Tomasz Misiak oraz Maciej Witucki- aresztowany wraz z Misiakiem prezydent Konfederacji Lewiatan:
Paweł Graś: Absolutnie nie opłaca się już produkcji narkotyków, tylko VAT.
Maciej Witucki: Produkcja faktur jest lepsza.
Paweł Graś: To jest problem, bo to się wiesz, to jak stonka się przerzuca, wiesz z obszaru na obszar.
Tomasz MisiakTworzysz sieć stu spółek...
Paweł Graś: Jakich stu??? Nie musisz stu tworzyć, no co ty! Problem jest tylko znalezienie... dzisiaj to jest złoto, jutro pręty stalowe, pojutrze wapno, potem olej rzepakowy, potem wiesz, ku**a każdy towar, absolutnie wszystko możesz...
Nic więc dziwnego, że po 2016 roku PIS było stać nie tylko na gigantyczny program społeczny, w tym na drastyczne zwiększenie poziomu minimalnej płacy i emerytur oraz na skrócenie wieku emerytalnego, ale także na odkupienie opylonych za grosze banków i na inwestycje. Tuska nie było stać nawet na tunel pod Świną, rurociąg Baltic Pipe - nie mówiąc już o przekopie Mierzei Wiślanej!  Wystarczyło tylko złodziei i współpracujące z nimi mafie odciąć od władzy. I to mimo tego, że „Na te obietnice, które PiS złożył, piniędzy po prostu nie ma i nie będzie” – jak mówił Vincent Rostowski - minister finansów w rządzie Tuska w wypowiedzi z 25.10.2015 r.
Czy Polska znów stanie się „Zieloną Wyspą” zadecydują Polacy w najbliższych wyborach. Bo „Zielona Wyspa” Tuska to „państwo teoretyczne”, w którym co najwyżej wyrosnąć może kolejny wielki „ch..., d… i kamieni kupa” – jak ocenił państwo Tuska jego wierny druh: minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz! Bo na tej „Zielonej Wyspie” wystarczy nic nie robić - haratać w gałę , pić i lulki palić, gdyż wszystko ureguluje  "niewidzialna ręka" rynku. Czyli mafie vatowskie, mafie paliwowe, łapówkarze i kopertnicy oraz „biznesmeni” z siatkami wypełnionymi walutą euro – czekający w kolejce na przyjęcie przez funkcjonariuszy Platformy Obywatelskiej. Bo wtedy nikt nie sprawdzi zawartości mebli Lola Pindola, ani zagranicznych pensjonatów nabytych za bezczelne okradanie Polaków oraz mieszkań zakupionych za przywiezione z III Rzeszy marki niemieckie. Hasło 
„Naprawimy Polskę” to w istocie zapowiedź powrotu „Zielonej Wyspy” Donalda Tuska - której istotną częścią będzie likwidacja CBA, Narodowego Banku Polskiego, IPN i mediów narodowych. Sprzedane zostaną także stacje benzynowe Orlenu oraz sam Orlen, by tak "naprawiona" Polska mogła się znowu stać zielonym rajem dla mafii i dla gangsterów nagranych w restauracji "Sowa&Przyjaciele". Finałem "naprawienia" Polski przez Tuska i otaczającą go Targowicę będzie oddanie Niemcom polskiej niepodległości w ramach wypełnienia zasad europejskiej "praworządności". Tę zasadę wyjaśnił Janusz Lewandowski - likwidator polskich przedsiębiorstw. Po prostu w UE "większy może więcej"....
Źródło: niepoprawni.pl
To co Polska mocarstwo światowe nie będzie już zieloną wyspą!? Wow! Rozumiem będzie krainą mlekiem i miodem płynącą, jednym słowem Polaka będzie Edenem !? A co się stanie z wężem Mateuszem, i drzewem wiedzy Jarosławem, oraz jego owocami!? 
25 10 2022 Tusk i trzydziestu rozbójników.
W Polsce  trwały nieustannie dzikie pląsy Tuska, agenta Brukseli i Berlina. Jeździł po kraju i wygłaszał absurdalne oskarżenia pod adresem rządu PiS-u, był zupełnie bezkarny, a przecież ciążą na nim różne zarzuty jak likwidacja stoczni, potem kopalni czy Polskiej Żeglugi Bałtyckiej i rybołówstwa (wszystko to Tusk likwidował w interesie Niemiec), intrygami rozdzielił wizyty w Katyniu, co skończyło się smoleńską „katastrofą”, a potem oddał śledztwo Rosjanom, co podpada pod paragraf o zdradzie dyplomatycznej. A gdyby dodać tu listę osób, które zginęły jako ofiary „seryjnego samobójcy”? A były dziwnie powiązane ze sprawą Smoleńska... Uff, wystarczy to chyba, aby prokuratura zajęła się panem Donaldem Tuskiem, prawda? Nie robi tego jednak, gdyż wymiar sprawiedliwości u nas przeżarty jest korupcją, a próbę uzdrowienia Temidy w 2017 zablokowało weto prezydenta. Ośmielony tym Tusk szalał i fabrykował kalumnię za kalumnią przeciwko PiS-owi, wiedząc że jego kłamstw nikt nie podważy, bo zmieszają się z błotem stajni Augiasza.. A ostatnio bezkarni poczuli się też sędziowie, głównie z peerelowskiego jeszcze nadania i oto trzydziestu z nich wydało podstępne oświadczenie, że nie będą orzekać w sprawach z udziałem sędziów powołanych przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Ich zdaniem istnieją rzekomo prawne przeszkody dla tej decyzji, gdyż wyczytali w jakimś miejscu, źe udział sędziego powołanego na wniosek nowej KRS w składzie Sądu Najwyższego prowadzi do nienależytej obsady sądu. I dlatego ci „zbuntowani” nie mogą niby orzekać w „wadliwej procedurze”, a rokosz tych 30-tu sędziów służy interesom Brukseli i wspiera bezzasadne machinacje UE wobec rządu PiS-u. Dosadnie skomentował to Patryk Jaki, europoseł z Solidarnej Polski i były wiceminister sprawiedliwości: „Oto status sędziów kwestionują ci, których głównie nominowano przez Radę Jaruzelskiego i totalitarny reżim. I to oni kwestionują sędziów powołanych za czasów władzy z najwyższą demokratyczną legitymacją. Dziękujemy @Andrzej Duda.”. Koniec cytatu. Wypada wyjaśnić tu aluzję pana Patryka, wypomina ona prezydentowi Dudzie to feralne weto z roku 2017, które zablokowało reformę sądów i wręcz wsparło sędziów orzekających w III RP jeszcze na podstawie peerelowskich nominacji, co było i jest anachronizmem. Oto sędziowie z PRL-u, państwa już skasowanego wyrokiem historii, mieliby działać w III RP?
Niestety, tak właśnie zdecydował prezydent, choć prawnik z wykształcenia. Oto paradoks na miarę XXI-wieku, paradoks bardzo smutny, świadczący, że niestety prezydentowi nie zależało na uzdrowieniu wymiaru sprawiedliwości, który przecież jest najważniejszym filarem polskiego państwa. A sprawiedliwość, zaraz po wolności, jest najbardziej istotną cechą demokracji. Tymczasem doktor prawa dla poparcia swego weta zasłonił się opinią pani Romaszewskiej, absolwentki fizyki! To niemal operetkowy wymiar naszej III RP! I nagle prezydent wszystkich Polaków stanął po stronie peerelczyków, w tym również po stronie klanu Kornhauserów jak sugerują internauci! Dlaczego uznał, że choroba Temidy jest nieuleczalna ? To prawdziwy koszmar nieukończonej III RP. A w tym chaosie właśnie niektórzy sędziowie spiskują przeciwko Polsce i w UE, a marszałek senatu Grodzki nieraz ryje pod rządem albo mianuje ławników, do czego nie ma zupełnie kompetencji. Koszmar goni koszmar, gdyż reforma Temidy stanęła w miejscu w r.2017, strata pięciu lat nie jest bagatelką, a każdy rok to kolejny gwóźdź do trumny. Czy naprawdę nie pozwolą nam wyleczyć Temidy? Miejmy nadzieję, że jednak w końcu zwycięży zdrowy rozsądek i dojdzie do tej terapii. Niedawno obudził się i prezydent Duda pytając publicznie , na łamach „Wprost”, Donalda Tuska o jego działania po smoleńskiej „katastrofie”...A sam Tusk strzelił sobie w stopę odgrzewając kotlet z aferą taśmową z 2014 roku, która przyczyniła się do przegranej PO-PSL w r.2015. Aferę sprzed tylu lat Tusk zamierzał wykorzystać dziś przeciwko... PiS-owi!!!??? I to jako dowód na rzekomo prorosyjskie implikacje PiS-u, gdy tymczasem okazało się, że była to spora afera polityków i zwykłych handlarzy węgla  (jak pan Falenta) z lat rządów PO-PSL, którzy działali w interesie rosyjskim! Tak więc PO-PSL forsując import rosyjskiego węgla zamykało polskie kopalnie, a gdy nasi górnicy protestowali, to rząd PO-PSL kazał do nich strzelać,  na szczęście gumowymi kulami... ale zawsze było to sprzeczne z demokracją!! Pamiętamy dobrze aferę podsłuchów z warszawskich restauracji  „Sowa i Przyjaciele”, ale Tusk dotknął tu truchła, które śmierdzi i obróciło się przeciwko niemu, bo prorosyjskie wątki – które chciał przypisać PiS-owi –  wskazują jednoznacznie na koalicję PO-PSL, a w dodatku Marcin W. ( wspólnik Falenty) zeznał w tej sprawie, że syn Donalda Tuska w to zamieszany otrzymał 600 tysięcy euro łapówki z tajemniczego funduszu rosyjskiego...Ciekawe jak się teraz pan Donald z tego wytłumaczy ? Bo Marcin W. zarzuca korupcję jego synowi, a Tusk wysoko ceni zeznania Marcina W...  Po takiej wpadce czy będzie jeszcze miał czelność snuć intrygi i wznosić piramidalne kłamstwa przeciwko Prawu i Sprawiedliwości ?? Z licznych komentarzy przytoczmy bodaj to, że Tusk strzelił sobie gola rosyjska piłką! I że coraz bardziej jest kulą u nogi Koalicji Obywatelskiej, ciągnąc ją w dół, co akurat nie martwi Polaków, lecz na pewno frustruje peerelczyków.
Źródło: naszeblogi.pl
01 10 2022 Dobry wujek Władimir.
Bez względu na to, co naprawdę dzieje się na ukraińskim froncie przekaz jest ten sam. Rosja nawet jeśli nie wygrywa, to tylko ze względów humanitarnych. Ale gdy rzuci wszystkie swoje siły… To zaczyna już przypominać zakaźną paranoję. Do niedawna druga armia świata, w zgodnej opinii światowych ekspertów dająca d… na Ukrainie, ciągle w mediach rosyjskich oraz pośród rozsianych po całym świecie spolegliwych wobec Kremla, przedstawiana jest jako NIEZWYCIĘŻONA.Nieważne, że stała się pośmiewiskiem. Nieważne, że już nawet w krajach bałtyckich widzą szansę na powstrzymanie ewentualnego najazdu – pieczołowicie konstruowane m.in. na bazie postsowieckich służb polskojęzycznych (i odpowiednio języcznych w innych krajach byłego bloku wschodniego) lobby trzyma kurs na niezwyciężoność ruskiego oręża. Zupełnie tak, jakbyśmy mieli rok 1944 i właśnie ruszyła operacja Bagration, nb. obmyślona przez naszego rodaka Konstantego Rokossowskiego. Ruska propaganda, szczególnie ta na użytek wewnętrzny, przypomina goebbelsowską z końca 1943 roku. Już stracili Afrykę, Włochy wypadły z wojny, Sycylia była w rękach aliantów zaś główna baza marynarki włoskiej Tarent stała się teraz jednym z portów, przez który szło zaopatrzenie dla walczących we Włoszech armii. Na froncie wschodnim zaś „wycofywano się na z góry upatrzone pozycje”, tudzież „skracano front”. Ale... Naród Niemiecki ciągle wierzył w Zwycięstwo.
Jeden z ważniejszych rosyjskich portalów, russtrat.ru, atakuje Zachód. Miesięczne badania zachodnich ekspertyz sytuacji na Ukrainie prowadzą do nieprzyjemnego wniosku – spory udział w odpowiedzialności za to, co się dzieje, spoczywa na tej całej armii jajogłowych wariatów z korporacji, trustów mózgów i globalnych mediów Zachodu, ostatnie trzy dekady utraciły kluczowe kompetencje w ocenie Rosji. Ich nieadekwatne, absurdalne, po prostu oszukańcze „analityki” – że Putin „blefuje ze strachu przed porażką”, że Rosja i jej armia są „słabe i zaraz się poddają”, że „większość Rosjan jest przeciwko SOW”, itp. - generuje kolejne fale eskalacji. Wywiad już oczywiście cierpi tak samo, ponieważ jest przygotowywany przez tych samych „ekspertów”.
(…) W rezultacie doszło do tego, że władcy zbiorowego Zachodu będą musieli „sprzedać” swojej ludności jeden z dwóch nieznośnych pomysłów: dlaczego nadszedł czas, by oddać Ukrainę na łaskę „pokonanej” Rosji (jeśli wciąż rozumieją, że Moskwa nie blefuje) lub dlaczego trzeba pilnie biec do bezpośredniej walki z Rosją (jeśli nie rozumieją i naprawdę decydują się „uderzyć w rosyjskie ugrupowanie Sił Zbrojnych”, jeśli używa ono taktycznej broni jądrowej). Cóż, upadek jest zawsze bardziej bolesny, gdy już uwierzyłeś we własną wyższość i bliskie zwycięstwo. Polskojęzyczni użyteczni idioci w swoich rojeniach idą zdecydowanie dalej. Wczoraj opublikowano wyniki referendum w ŁRL, DRL, zaporoskim oraz chersońskim obwodach, po którym widać, że Zełenski ma coraz mniej dowodów na kontynuowanie działań bojowych! Kijów musi po prostu usiąść do stołu negocjacyjnego z Moskwą. I zrobić to jak najszybciej… Zacznijmy od najbardziej oczywistej przyczyny. Według podanych oficjalnie wyników referendów, we wszystkich czterech przypadkach uczestnicy w zdecydowanej większości opowiedzieli się za wejściem w skład Rosji. Oznacza to, że w najbliższych dniach, po spełnieniu wszystkich wymaganych prawem procedur formalnych, staną się one częścią Federacji Rosyjskiej. Wszelkie ataki Kijowa po ogłoszeniu wyników będą traktowane, jako agresja wobec Rosji. Co pociągnie za sobą odpowiednie skutki dla Ukrainy.
Powyższy fragment odzwierciedla rosyjskie marzenia. Nic dziwnego, skoro autorem jest rosyjska grupa dywersji ideologicznej używająca nazwy NDP. Tak naprawdę Putin naśladuje Stalina. Pamiętamy wszak, że wszystkie podbite w latach 1939-41 kraje raz-dwa powoływały demokratyczne władze i występowały o… przyłączenie do ZSRS. Może więc warto wreszcie powiedzieć, że zgodnie z logiką Stalina-Putina w sowieckim miasteczku Jedwabne obywatele ZSRS zamordowali obywateli ZSRS? I niech Rosja, mieniąca się spadkobiercą Imperium Zła, rozliczy się ze swoją przeszłością! Dzisiaj mamy wierzyć, że mieszkańcy Ukrainy, pomimo wszechkorupcji (vide: Sławomir Nowak) żyjący na o wiele wyższym poziomie, chcą trafić do postkomunistycznego chlewa. Kolejny straszak – teraz będzie atakowana Rosja, więc Putin zareaguje. Przyznam szczerze, że nie tylko moim zdaniem po ataku rosyjskim na Kijów w powietrze powinno wylecieć Mauzoleum czerwonego zbrodniarza Lenina, potem zaś koszary wojskowe znajdujące się najbliżej Kremla. Budynek za budynek. Putin jest typowym homo sovieticusem, a zatem rozumie wtedy, gdy dostaje w mordę. Każda próba rozmowy, szczególnie zaś negocjacji, to jego zdaniem tylko oznaka słabości przeciwnika, co jedynie utwierdza jego agresję. Jak mawiano drzewiej w Polsce – jak chama pogłaszczesz, to cię ugryzie.
Szacunek u ruskich można zdobyć tylko nieugiętą postawą. Dlatego Macron na Kremlu już tylko śmieszy. I nie tylko na Kremlu. Zanim Putin ogłosił mobilizację moskiewska ulica powtarzała z zachwytem opowiastki o pewnym francuziku, ongiś ofierze pedofilki. ;) Zadziwia jednak logika Putina i jego kamaryli. Otóż oni mogą najechać suwerenne państwo, nazywając to dowolnie, co jednak nie zmienia istoty rzeczy. Ale już odpowiedź napadniętego jest poczytana za agresję, wymagającej nawet użycia odziedziczonej po Breżniewie broni atomowej. Toż to prawie jak znana opowieść o dobrym wujku Stalinie. Pamiętacie? Tak? To posłuchajcie:
Idzie Stalin przez Plac Czerwony, a tu nagle podbiega mały chłopczyk i prosi:
-Wujku, daj cukierka!
W końcu zniecierpliwiony wujek staje i mówi do dziecka:
- Sp..dalaj!
Głos z offu: - a przecież mógł zabić!
Tak samo dobry wujek Putin. Podobnie dzieci ukraińskie powinny być wdzięczne. Fakt, bombarduje, zrzuca bomby z fosforem, jego ludzie torturują pojmanych. Ale przecież mógł rzucić atomówę! Ukraińcy, walczący z bolszewikami do 1964 roku, znają doskonale mentalność ruską (postsowiecką konkretnie). Bezwzględni wobec słabszych, za to wobec silniejszych robią w portki. Tak właśnie wygląda społeczeństwo po 70 latach realnego socjalizmu, na czele którego stanął człowiek wywodzący się ze zbrodniczej KGB (wcześniej NKWD). Nie ma zatem nawet najmniejszych szans na rozmowy z Putinem. Jeszcze ruskie mają zbyt wiele uzbrojenia. Jeszcze armia słucha Kremla, a Putin ciągle uważa, że Rosja jest mocarstwem. Ktoś jednak liczy straty i widzi, że z każdym dniem Rosja staje się coraz bardziej bezbronna na… wschodzie. A to oznacza, że po kolejnych „niezwyciężonych” atakach na Ukrainę Chiny upomną się o zabrany im w połowie XIX wieku Chajszenwaj, obecnie znany jako Władywostok. A także inne ziemie, w sumie równe powierzchni I Rzeczpospolitej za jej największego rozkwitu! Putin tak naprawdę jest grabarzem tej Rosji, jaka od ponad trzystu lat była postrachem Europy. Podobnie jak Stalin, który przegrał wywołaną przez siebie II wojnę światową, gdyż nie udało mu się podbić Europy. Usiłowanie wskrzeszenia Imperium inaczej, niż gospodarczo, oznacza koniec. Owszem, poprzedzony fajerwerkami. Ale to już agonia. Państwo oferujące tylko surowce i prostytutki nie może bowiem przetrwać. Wygląda na to, że dożyję czasów, gdy śpiewane ongiś za młodu NIECH ŻYJE POLSKO-CHIŃSKA GRANICA NA URALU! staną się rzeczywistością…
Źródło: niepoprawni.pl
Zacytuję: Michaił Michaił eta piesnia dlia tiebia
Sztoby nowyje rjeformy tak dawioł ty da kańca
Michaił Michaił ty pastroisz nowyj mir
Nie anglijskij nie francuskij no ty ruskij bohatyr
Tolko pacziemu ty Putina nie ub///ił!?

Koniec Września: Dojdzie do tego, że dwa światowe mocarstwa zaczną się bombkami obrzucać, i ucierpią miliony niewinnych ludzi!? Nadzieją są protesty w rosyjskich miastach. Putin na okopy skanduje tłum w Moskwie, w reakcji na ogłoszoną mobilizację!?

01 10 2022 Lewica: PiS okrada Polaków z pieniędzy unijnych. To ponad 700 mld zł, które miało służyć walce z drożyzną.
„Władze Polski nie chcą zmienić praw zgodnie z KPO, więc nie możemy i nie wypłacimy żadnych pieniędzy” – oświadczyła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. W odpowiedzi prezes PiS stwierdził, iż „nie wydaje mi się, żebyśmy mogli teraz otrzymać pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy; czynienie dalszych ustępstw nie ma już żadnego sensu”.  Lewica od samego początku przestrzegała, że żadne sztuczki nie pomogą. Udawanie, że się likwiduje Izbę Dyscyplinarną nie jest jej likwidacją. Lewica ponad rok temu jak lew walczyła, żeby pieniądze z Unii Europejskiej trafiły do Polski. Dziś PiS te pieniądze blokuje, przez sto dni od zatwierdzenia przez Komisję Europejską KPO rząd Mateusza Morawieckiego nie złożył nawet wniosku o wypłatę środków z tego funduszu. KPO jest skonstruowany w oparciu o tzw. kamienie milowe, fundusze z niego będą wypłacane po przeprowadzeniu konkretnych inwestycji i sprawdzeniu przez Komisję Europejską, czy są one realizowane zgodnie z Krajowym Planem Odbudowy. W liczącym 300 stron załączniku do KPO opisane są konieczne do przeprowadzenia reformy, wiele z nich do tej pory skończyło się na zapowiedziach rządu. Wzywamy rząd do poinformowania opinii publicznej, a zwłaszcza posłów koalicji rządzącej, o wszystkich kamieniach milowych oraz o reformach, jakie w związku z tym czekają nasz kraj. Lewica w przeciwieństwie do PiS nie chce rezygnować z pieniędzy unijnych dla Polski. Odsunięcie partii Jarosława Kaczyńskiego od władzy będzie oznaczało, iż rząd tworzony przez demokratyczną opozycję będzie działał na rzecz odblokowania 58 miliardów euro dla Polek i Polaków. „Jarosław Kaczyński ogłosił, że Polska nie dostanie pieniędzy z Unii Europejskiej. Ta obawa, która towarzyszyła nam przez miesiące, staje się faktem. I prawdą jest również to, że Prawo i Sprawiedliwość okrada Polaków z pieniędzy z Unii Europejskiej. To ponad 700 miliardów złotych, które miało służyć walce z inflacją i drożyzną. Dać poczucie bezpieczeństwa samorządom, wzmocnić polską gospodarkę. Być też odpowiedzią na kryzys gospodarczy, który coraz bardziej się rozwija, leżą na kupców, a inne państwa korzystają. A my przez kłótnie polityków, przez bałagan w rządzie, przez kłamstwa premiera i jego zastępców z tych pieniędzy nie korzystamy” – mówił Krzysztof Gawkowski z Lewicy. „Najwyższa od 25 lat inflacja, niebywałe problemy gospodarcze to wszystko można byłoby załatwić, gdyby pieniądze z Unii Europejskiej do Polski płynęły, ale nie płyną. Najlepszym przykładem jest to, że jesteśmy w sytuacji, w której zobowiązaliśmy się spłacać zadłużenie, na które się wszyscy zgodziliśmy w ramach w ramach Unii Europejskiej. Inne państwa z tego korzystają i zadłużenie będą spłacały, a Polska nie skorzystała z nich, korzysta z pieniędzy z Unii Europejskiej, a i tak zadłużenie będzie spłacała. Prawo i Sprawiedliwość z pełną premedytacją pozbawia wpływów do budżetu, ale i do portfeli Polaków. Olbrzymich pieniędzy, po które wystarczy sięgnąć. One leżą na stole. Dzisiaj w Brukseli nam nikt nie przeszkadza. Niech Ziobro z Kaczyńskim zakończą spory. Niech Morawiecki dopełni obietnicy sprowadzić pieniądze, bo na billboardy w Polsce było wydane miliony złotych” – dodał szef Klubu Poselskiego Lewicy.
„W ten weekend mieliśmy okazję usłyszeć serię niemądrych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i jeden konkret. Ten konkret to to, że Prawo i Sprawiedliwość zrezygnowało z pieniędzy europejskich, odpuściło sobie te miliardy, które Polska miała dostać w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Pieniądze, które inne kraje bez problemu otrzymały. Pieniądze, które w innych krajach nie stanowi żadnego problemu, są oczywistością, że one docierają, już pracują na rzecz tych krajów. W Polsce rządzonej przez Prawo i Sprawiedliwość okazuje się być to nie do przeskoczenia. Usłyszeliśmy, że tych pieniędzy nie będzie. Ale słyszeliśmy także inne rzeczy. Słyszeliśmy dziwne wypowiedzi na temat liczenia głosów w najbliższych wyborach. Dziwne, dziwne wypowiedzi, które brzmiały jak wymówka władzy, która już wie, że te wybory przegra, która już wie, że te wybory przegra i próbuje znaleźć usprawiedliwienie, próbuje podważyć zawczasu wynik tych wyborów” – mówił poseł Maciej Konieczny.
„Usłyszeliśmy kuriozalną opowieść o wycieczce pociągiem europosłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy mieli być wyrzuceni z pierwszej klasy. Jak się okazuje, w oczach Jarosława Kaczyńskiego to jest problem. Nie to, że setki miliardów złotych nie trafiają do Polski, ale to, że jego koledzy zostali wyrzuceni z pierwszej klasy, a przynajmniej tak im się wydawało. I to rzuca światło na priorytety tej władzy dla władzy Prawa i Sprawiedliwości. Najważniejsze jest to, żeby prawicowi politycy jeździli pierwszą klasą. Dla nas ważne jest to, żebyśmy wszyscy znaleźli wygodne miejsce w europejskim pociągu i dlatego obiecujemy coś, co powinno być oczywiste, że po zwycięskich wyborach te pieniądze trafią do Polski. Po zwycięskich wyborach nasze relacje z Unią Europejską poprawią się na tyle, że będziemy zyskiwać na zjednoczonej i solidarnej Europie. Dla nas najważniejsze jest to, żeby na naszej obecności w rodzinie europejskich państw zyskiwali Polacy. Jak widać, władza Prawa i Sprawiedliwości ma inne rzeczy na głowie” – mówił poseł Konieczny.
„Pociąg z funduszami KPO odjeżdża z Polski. Niestety nie dla wszystkich Polaków. Proszę państwa, podczas 7-letniej kadencji Prawo i Sprawiedliwość wyprodukowało 121 milionerów. To im się bez wątpienia udaje z pozyskaniem środków dla polskiego społeczeństwa, dla polskich samorządów niestety nie. Środki z KPO mogłyby zasilić gminy po kilkaset milionów złotych, dzięki czemu mogłyby ogrzać przedszkola, szkoły. Burmistrzowie, prezydenci miast codziennie mówią do nas, mówią o tym w mediach, mówią o spotkaniach z mieszkańcami, że będą musieli wyłączać oświetlenie. Jak tak właśnie działa Prawa i Sprawiedliwość? Pieniądze są dla swoich, a nie dla samorządów, nie dla Polek i Polaków, nie dla polskich przedsiębiorców, którzy po pandemii powinni móc równo konkurować na rynkach europejskim. Nie jest to dane. Prawo i Sprawiedliwość niestety odpuszcza, jeżeli chodzi o środki KPO. Nie ma na to naszej zgody” – mówił poseł Paweł Krutul.
„Pieniądze z Europejskiego Funduszu Odbudowy są wydawane i są rozliczane, ale nie w Polsce. We Francji już pół miliona budynków mieszkalnych zostało ocieplonych właśnie za pieniądze z Funduszu Odbudowy. A co mamy w Polsce? W Polsce zamiast pieniędzy unijnych mamy dobre rady premiera Morawieckiego, żeby ocieplać, ale nie wiadomo za co i nie wiadomo u kogo, bo ekipy w tej chwili są zajęte i windują cenę. I dzisiaj w czasie niespotykanej inflacji, bo Ministerstwo Finansów już teraz prognozuje wzrost inflacji do 16 i czterech dziesiątych procent. Rząd Prawa i Sprawiedliwości odmawia pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, ponieważ dokładnie sto dni temu do Polski przyjechała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i przyjęła polski Krajowy Plan Odbudowy. I od stu dni rząd Prawa i Sprawiedliwości nawet nie złożył wniosku o pieniądze unijne. Nie złożył wniosku o ani euro z tych 58 miliardów, które są przewidziane dla Polski, to na złotówki 275 miliardów złotych, z czego 68 miliardów złotych na energię, na ocieplenia, na to, żeby walczyć z kryzysem energetycznym. Tej zimy nie ma z tego ani złotówki i wszystkie działania rządu, które są teraz podejmowane, nie zastąpią nawet małym stopniu tych pieniędzy. Mogły przyjść z Unii Europejskiej, ale na życzenie Prawa i Sprawiedliwości. Te 68 mld złotych na walkę z kryzysem energetycznym szerokim łukiem niestety omija Polska” – oświadczył Dariusz Standerski, dyrektor ds. legislacyjnych KP Lewica. 
Źródło: wpunkt.online
Z archiwum: Ręce same opadają, kandydat lewicy na Prezydenta RP, europoseł Biedroń, na stojąco bił brawo po uchwaleniu rezolucji PE przeciwko Polsce. No ale czego można się spodziewać po dewiacie, który ma nierówno pod sufitem!?
22 09 2022 Donald Tusk jedynym gwarantem uzyskania reparacji…
Przy okazji przyjętej przez Sejm RP uchwały ws. reparacji wojennych od Niemiec oraz gwarancji Platformy Obywatelskiej, że uzyskanie reparacji od Niemiec możliwe będzie tylko w przypadku zmiany rządu – warto przypomnieć gwarancje PO, dzięki którym „ludziom miało się żyć lepiej”…Donald Tusk w wygłoszonym w listopadzie 2007 expose zagwarantował obniżenie podatków i danin publicznych. Finalnie rząd PO-PSL obniżył, ale zasiłek pogrzebowy, zaś zwiększył podatek VAT. Platforma Obywatelska gwarantowała podwyżkę podatku VAT tylko na rok – góra dwa lata: - Sytuacja finansów publicznych jest na tyle dobra, że za dwa lata z pewnością wrócimy do poziomu VAT sprzed podwyżki - obiecał Jacek Rostowski, minister finansów, a podobną obietnicę złożył wiceminister finansów Janusz Cichoń: - Sytuacja jest dynamiczna, ale zakładamy, że od 2014 roku wrócimy do 22-procentowej stawki VAT. Podwyższony w 2011 roku VAT spowodował gwałtowne podwyżki cen żywności, wzrost podatków od mieszkania, energii i transportu. Ta zmiana zabrała Polakom w sumie 7 miliardów złotych z kieszeni - tylko w 2013 roku. Jeszcze bardziej dotkliwy był spadek wpływów z podatków, związany także z rosnącym bezrobociem, które w końcu 2011 r wyniosło 12,5%  oraz wzrosło do 13,4% w końcu 2012 r. W końcu stycznia 2013 r. liczba bezrobotnych wyniosła 2 295,7 tysięcy, tj. 14.4%!  Po pierwszych dwóch miesiącach 2013 roku gwałtownie spadły wpływy z VAT(!), zaś deficyt budżetowy przekroczył 60 proc. deficytu całorocznego!
Ruinie finansów państwa nie pomogła więc podwyżka podatku VAT oraz ogłoszone w 2012 roku przez Kosiniaka- Kamysza podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat! Gospodarka teoretycznego państwa PO-PSL waliła się na oczach, rosły ceny zaś Kosiniak przestrzegał, że będzie jeszcze gorzej, gdyż „Brak reformy (czyli podwyższenia wieku emerytalnego) oznacza niskie emerytury dla przyszłych pokoleń i wysoki deficyt systemu emerytalnego” - grzmiał ówczesny szef resortu pracy. Dla Tuska, Pawlaka i Kosiniaka stało się jasne, że trzeba będzie jeszcze bardziej okraść Polaków, żeby Unia Europejska zniosła nałożoną na Polskę klauzulę nadmiernego deficytu. Ta klauzula spowodowała, że przez cały okres rządów PO-PSL zamrożone zostały płace w budżetówce, w tym płace nauczycieli! Oszczędzano na wojsku-likwidując jednostki wojskowe na wschód od Wisły, a ogólna liczba żołnierzy WP zmieściła by się na Stadionie Narodowym... We wrześniu 2013 Donald Tusk ogłosił więc skok na fundusze OFE (150 mld zł), z których 19 mld nie trafiło do budżetu państwa! Czyżby Tusk je gdzieś zakopał na „czarną godzinę”?
„Piniedzy” więc nie było i zgodnie z zapowiedzią Vincenta Rostowskiego miało już ich nie być do końca rządów koalicji PO-PSL. Nic więc dziwnego, że po ujawnieniu nagrań z restauracji „Sowa i Przyjaciele” – Donald Tusk musiał salwować się ucieczką z Polski choć kilka miesięcy wcześniej gwarantował w TVP2, że nigdy nie opuści stanowiska premiera: „Podjąłem decyzję o tym, że chcę być dalej polskim premierem. Do 2015 roku tylko sprawy krajowe. Bycie polskim premierem jest dla mnie po stokroć ważniejsze niż potencjalne stanowisko europejskie. Decyzja jest definitywna”.
Po swojej “definitywnej” decyzji  - Tusk cichcem uciekł pod niemiecką opiekę wraz z wicepremierką Bieńkowską, która ujawniła w jaki sposób rząd PO-PSL reformował polskie górnictwo: "Ministerstwo Gospodarki generalnie w d***e miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni wiesz pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz ile zarabiali i nagle pierdyknęło" - oznajmiła wicepremier w podsłuchanej rozmowie z ówczesnym szefem CBA Wojtunikiem.
Przed ucieczką z Polski pod skrzydła Angeli Merkel – Tuskowi udało się jeszcze zlikwidować polskie stocznie (pod pozorem „prywatyzacji”) , by tam - w Berlinie - z dumą oznajmić niemieckiej kanclerz wykonanie powierzonego mu przez Niemców zadania. Wg. nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” ustaleń ministra Bartłomieja Sienkiewicza – po Tusku pozostał tylko „ch…, d… i kamieni kupa”…. Ewa Kopacz - desygnowana przez Tuska na stanowisko dublera premiera od razu zachwyciła kanclerz Merkel błyskotliwą Lambadą, wykonaną na czerwonym dywanie w Berlinie. Dublerka Tuska wkrótce zgodziła się na niemiecki plan 40-procentowej redukcji emisji CO2 do 2030 r. "Osiągnięcia" Ewy Kopacz w Brukseli ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński: „Wynik szczytu UE na temat polityki klimatycznej to cios w szanse rozwojowe Polski, to ciężka klęska...” 
Pomimo „wywalczenia” zabójczych dla polskiej gospodarki pozwoleń na emisję CO2, wykonawczyni Lambady na berlińskim dywanie nie straciła rezonu, oświadczając: „Odetchnęłam z ulgą. Polacy też mogą odetchnąć z ulgą. Nikt nie dawał nam szans, że nasze warunki, z którymi jechaliśmy na szczyt, zostaną przyjęte” - powiedziała premier na konferencji prasowej. „Wróciliśmy z tarczą. Dostaliśmy praktycznie 100 proc. tego, z czym tu przyjechaliśmy…. To, co wydawało się niemożliwe, stało się możliwe - powiedziała marionetkowa premierka. Broniąc zgody Polski na certyfikaty ETS, Kopacz zagwarantowała, że „po 2019 roku polski prąd nie zdrożeje dla odbiorców” (sic!). Mamy więc dzisiaj odpowiedź na pytanie kto jest odpowiedzialny za obłędną politykę energetyczną RFN, którą bez zmrużenia oka łykała koalicja PO-PSL!
Powróćmy jednak do czasów dzisiejszych  - gdy Platforma Obywatelska wraz totalitarną opozycją walczą o odzyskanie utraconej władzy nad Polską. Każda broń, każda absurdalna brednia (np. że premier Morawiecki jest agentem Putina, lub że w Odrze płynie parząca ludzi rtęć!) jest wykorzystywana w tej wojnie. Gdy okazało się, że zdecydowana większość Polaków jest za reparacjami wojennymi od Niemiec – Platforma od negacji reparacji a w istocie „obrabowaniem” Niemców przeszła do fazy poparcia żądań Polski – oczywiście z uwzględnieniem równoczesnej z notą do Niemiec -  noty rządu PIS do Rosji... Borys Budka, który był gościem RMF FM został zapytany o sprawę reparacji wojennych dla Polski i możliwość ich uzyskania. Polityk PO odpowiedział, że reparacje od Niemiec może zapewnić tylko Platforma Obywatelska(sic!) Zdaniem polityka opozycji uzyskanie reparacji od Niemiec możliwe jest tylko w przypadku zmiany rządu. - To jest możliwe tylko wtedy, kiedy zmieni się ta władza, bo przecież Jarosław Kaczyński za granicą nie załatwi niczego - powiedział były szef Platformy Obywatelskiej. Budka stwierdził, że międzynarodowe relacje, mogą budować ludzie, którzy "potrafią to robić" i wskazał na "osiągnięcia" swoich partyjnych kolegów: "Przypomnę, szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek z Platformy Obywatelskiej, szef Rady Europejskiej Donald Tusk z Platformy Obywatelskiej, tak budowali sojusze. To były postacie, z którymi przywódcy światowi rozmawiali".
W dniu 14 września 2022 Sejm RP "wezwał rząd Republiki Federalnej Niemiec do jednoznacznego przyjęcia odpowiedzialności politycznej, historycznej, prawnej oraz finansowej za wszystkie skutki spowodowane w Rzeczypospolitej Polskiej i obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej w wyniku rozpętania II wojny światowej przez III Rzeszę Niemiecką". Platforma Obywatelska podjęła jednak próbę osłabienia wymowy uchwały ws. wezwania Niemiec do przyjęcia odpowiedzialności za skutki wojny, przez równoległe wezwanie Rosji. PIS tę próbę zwekslował, dodając jednak do uchwały zdanie: "Sejm RP stwierdza, że Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensaty finansowej i reparacji wojennych za straty materialne i niematerialne poniesione przez Państwo Polskie podczas II wojny światowej w wyniku agresji Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich".
Jednak w związku z żądaniem Platformy Obywatelskiej odszkodowań od Rosji, rodzi się istotne pytanie: Czy Borys Budka także potwierdzi, że reparacje od Rosji może zapewnić tylko Platforma Obywatelska? Wynika to z prostej logiki: przecież Donald Tusk nie tylko budował sojusze z RFN i Francją ale także z Rosją! Dodajmy – "z Rosją taką, jaka jest”!  To Angela Merkel wielokrotnie dziękowała Donaldowi za serdeczny stosunek - wręczając mu ordery, zaś Putin nie mógł się nachwalić swojego człowieka w Warszawie!
Donald Tusk przecież nie tylko rozmawiał z Putinem na molo w Sopocie,ale także na Kremlu! A kto się ściskał z Putinem przy zgliszczach samolotu TU-154M ? Chyba nie Kaczyński! A kto oddał wrak samolotu i czarne skrzynki Putinowi? Chyba nie Macierewicz! A Ewa Kopacz: to czyja była ministra, która przy kawce w moskiewskim prosektorium opowiadała o wspaniałej współpracy z rosyjskimi patologami? Chyba to nie ministra z rządu Morawieckiego, który wg. Budki a w dodatku Borysa - nie potrafi budować sojuszy! To przecież ta sama Kopaczyna, która już jako dublerka Tuska zgodziła się na przyjęcie do Polski miliona Arabów i Afrykańczyków! W imię świętych sojuszy krajami "pierwszej prędkości" Unii Europejskiej!
A kto sprowadził do Polski agentów GRU w ramach współpracy z taką Rosją „jaka jest”? Czyżby współpraca Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską służbą – wywodzącą się wprost z KGB wynikała tylko z decyzji gen.Pytla? Czyżby Tusk - jako premier nic nie wiedział o penetrowaniu Polski przez rosyjską agenturę? A kto zaprosił Ławrowa do Polski, by wygłosił polskim ambasadorom prelekcję na temat budowania sojuszy?  Czy nie był to czasami min. Sikorski, który pod groźbą śmierci nawoływał Ukraińców, by podpisali porozumienie z Janukowyczem? A kto oddał Rosji zasądzone 1,2 mld zł z tytułu nieuzasadnionych opłat za gaz przez Gazprom? A kto zwolnił Rosję na 10 lat z opłat za przesył gazu przez Polskę? No – chyba nie Kaczyński! A kto podpisał porozumienie na dostawy gazu do Rosji do 2037 roku, aż musiała interweniować Unia Europejska? Czy nie był to czasami Pawlak Waldemar z PSL-u ? A kto chciał sprzedać Lotos Rosjanom? Czyżby był to Obajtek? Zasługi Tuska, Buzka, Pawlaka, Kosiniaka i Sikorskiego w budowaniu sojuszy – jawnie potwierdzanych przez „światowych przywódców” klepaniem po plecach naszych budowniczych – są niepodważalne. Jest więc oczywiste, że Donald Tusk jest jedynym gwarantem uzyskania od Rosji reparacji wojennych, gdyż nie tylko rozmawiał z Putinem, ale także się z Putinem ściskał – a nawet został uznany za „Człowieka Rosji w Warszawie”…
Źródło: niepoprawni.pl
Nienawidzę PiS- u ale po tym jak Tusk ograbił OFE, i mam mniejszą emeryturę o ponad 2 tys. zł, nigdy już na niego nie zagłosuję, a takich jest nas wielu!? I coś mnie się wydaje Herr Tusk że kolejnej Generalnej Guberni nie będzie!?
Z forum: Nie rozumiem dlaczego przestępcy i zdrajcy z "górnych półek" ciągle są nietykalni. O sprawiedliwość trzeba walczyć tak jak o wolność, inaczej ciągle będziemy niewolnikami. Jeżeli sądy zawodzą to należy przywrócić systemy lub organizacje, które rozwiązywały "takie problemy" podczas okupacji. Wrogowie śmieją się nam w twarz i robią bezprawnie wszystko co zechcą..  Jutro może być za późno.... 
21 09 2022 Co ja paczę? Apacze!
Najgorszą pozycją w budżecie państwa jest dotacja partyjna dla PO. Totalni mogą w każdej chwili z niej zrezygnować i przeznaczyć na coś sensownego ale jakoś nie chcą. Pisze o tym dlatego bo cały czas pojawiają się głosy że można przesunąć środki budżetowe z tego na tamto. Na onkologię np. z TVP czy coś. Jakoś rządzili 8 lat i nie poprzesuwali. Mieli dość czasu. Była zaś akcja obcinania wydatków w ministerstwach za Tuska i zdrowiu obcięli też.
Po 24 lutego się zmieniła sytuacja bo jak jakiś kretyn zaczyna wywodzić, że po co czołgi, F-35, na onkologię przeznaczcie lepiej, to teraz można mu powiedzieć że jak ruskie wejdą to będzie miał Buczę i Mariupol a nie onkologię. Jest to argument o znacznej sile przekonywania szerokich kręgów opinii publicznej. Trochę się krępują jeszcze zaprzeczać ale to się zmieni. Owszem, inni tam trollowali że po co 500+, czołgi lepiej kupmy. Takie akcje były problematyczne bo totalni zaczęli by kłapać, że po co, że prowokujemy Rosję, że nie grozi wojna w regionie, itp itd. Pisior nie miał jeszcze dowodów empirycznych na słuszność swych założeń. To jest taka sytuacja w której urywa się winda ale do momentu uderzenia nie ma dowodu, że walnie w glebę i się rozpierniczy. Jak już się rozpierniczy to wtedy wiadomo ale jest za późno. W każdym razie Kaczor rozumiał co się szykuje i przestrzegał.
Często toczyłem bekę wywodząc, że PiS to grupa rekonstrukcyjna sanacji ale obecnie minister Błaszczak działa nie po sanacyjnemu. Mamy szybkie, konkretne zakupy będące wynikiem całościowych analiz. Za sanacji to czołg 4 TP opracowywali latami. Była to bezlicencyjna kopia czołgu brytyjskiego, który miał fundamentalny wady koncepcyjne. Anglicy za dużo chcieli więc postanowili że sami zrobią taki. Guzdrali się z nim do 1939 roku w którym został skreślony. Podobnie od zakupu licencji na Vickersa do wprowadzenia 7 TP minęło sporo latek. Podobnie PZL P 38 Wilk i inne. Teraz mamy filozofię inną: pierwsze egzemplarze szkolne już w tym roku, dostawy od przyszłego i błyskawiczne wprowadzenie.
Po rozpasanych zamówieniach na czołgi, haubice, samoloty, BWP przyszła pora na helikoptery: reżim wysłał zapytanie do USA w sprawie 96 śmigłowców szturmowych AH-64 Apache. Ile nas one by wyniosły? Jarosław Wolski opowiada, że ok 60 miliardów złotych. Czy ja dobrze słyszę? W każdym bądź razie poczekajmy na odpowiedź USA bo 96 Apache to oni są w stanie wyprodukować w rok.
Nie jest to wbrew enuncjacjom wspomnianego Wolskiego najlepszy śmigłowiec bo jest lepszy Komancz. Tj. nie ma go bo okazał się tak monstrualnie drogi że nie wszedł. Możliwościami przewyższa jednak Apacza i jedyny problem z nim jest taki, że go nie ma. Apacza w porównaniu z innymi śmigłowcami wyróżnia radar na górze, nad wirnikiem. Jest tam też pełno różnej elektroniki rozpoznawczej ergo Apacz może prowadzić rozpoznanie będąc w całości schowany. Ma działko, rakiety, pewien pancerz. Czy się nam opłaca? Nie wiem i to zależy od ceny i naszych możliwości. Na pewno nasza 18 Dywizja ma wyglądać tak jak amerykańska dywizja ciężka, winna mieć zatem też Apacze.
Rosomak nie chce pływać. Wersja Rosomaka z nową wieżą miała pływać ale nie chce pływać więc nie będzie pływać. I tu jest alternatywa optymistyczna: Rosomaki z tą wieżą w ogóle nie będą pływać, dostaną mocniejszy pancerz, taki jak afgańskie Rosomaki. Wymontują im pędniki itp. Nie jestem bowiem entuzjasta pływania gdyż: komplikuje pojazd, wymóg ten powoduje ograniczenie opancerzenia i odporności wozu, podnosi cenę. Na Ukrainie coś tam pływa ale ponoć średnio wychodzi to pływanie. Jest problem z wyjeżdżaniem na drugi brzeg, który musi być przygotowany. BWP 1 ważył 14 ton a nowe BWP pod 30 i tu jest różnica. Drugim problematycznym postulatem jest zdolność do transportu lotniczego: ograniczenie rozmiarów i masy co wpływa na pancerz. Nowa wieża ma być bezzałogowa i mieć rakiety przeciwczołgowe, czyli dopiero teraz Rosomak stanie się BWP pełną gębą. I tu gratuluję Agencji Uzbrojenia czy tam tej osobie która podjęła konkretną decyzję: nie pływa i kij z tym. Nie będzie pływał.
Wchodzi do testów nowy zestaw umundurowania z kamizelkami kuloodpornymi. Testy takie powinny potrwać rok. A na pewno do wiosny pierwsza faza. Jak przejdzie to testy w warunkach zimowych to seria przedprodukcyjne można robić. Jeśli potem rozkręcą produkcje na poziomie 20 000 rocznie to będzie miało to jakiś sens. 200 000 w 10 lat? Czy 40 000 rocznie i 5 lat?
Czy ktoś w ogóle liczy przewidywane koszty tych programów z uwzględnieniem lat realizacji? Wątpię. Zwrócę jednak uwagę na powtarzające się androny. Co niektórzy bredzą bowiem na granicy epatowaniem upośledzeniem umysłowym. Nie przyjmują do wiadomości fundamentalnych zasad współpracy z Koreańczykami: transfer technologii do nas, przeniesienie produkcji, zgoda na wprowadzanie przez nas modyfikacji. Mówię tu o nowym Krabie: Z obecnym Krabem łączy go podwozie. Pierwsze sztuki koreańskie już w sumie są wyprodukowane, dlatego nie są tak wypasione jak nasze. Ale produkcja krajowa? Dlaczego ma nie mieć naszych luf? Będzie miała nasze lufy ze Stalowej Woli jeśli HSW będzie w stanie je wyprodukować. A jak nie to nie. Skokowo zapotrzebowanie na armatohaubice samobieżne wzrosło gdzieś tak pięciokrotnie: z 24 do ok 125 sztuk rocznie. Lufy: jeszcze więcej bo trzeba wymieniać zużyte lufy w Krabach walczących na Ukrainie. Tymczasem jeden z drugim biadoli, jak to zaoramy se Hutę, jej lufownię i wszystko. Co za brednie. Dywersja normalnie. I na koniec stawiam kwestię konkretną: zastąpienie sprzętu postsowieckiego: I mamy zagadnienia takie jak: stopień zastąpienia. Za PO ewidentnie był przewidywany niski stopień zastąpienia: docelowo zostalibyśmy z 300 czołgów, ze 100 Krabów, ile BWP? Czy PO planowało zastąpienie Goździków 122mm Krabami w ilości 1 do 1?
Źródło: niepoprawni.pl
Fajnie się czyta tylko Morawiecki jeszcze głębiej zajrzy nam do kieszeni, no i na koniec okaże że przywiozą je z uzbrojeniem, które wystarczy na kilka minut w razie stanu W!? Ale zawsze można z procy, i łuków do wroga strzelać!?
Nam silna armia nie jest potrzebna, kiedy brakuje chleba!? A to co dziś mamy to obraz nędzy i rozpaczy. Słomiany czołg, słomiany okręt, słomiany helikopter i żołnierz z drewnianym karabinem zasuwający na pieszo tak wygląda polska armia po modernizacji Macierewicza.
I mam nadzieję że polscy żołnierze nie będą już nigdy uczestniczyć w amerykańskich misjach wojskowych, broniąc ich globalnych interesów!?
Dziś żołnierz pracuje 8 godzin, i idzie sobie do domu, bo nadgodzin nikt nie płaci!? To nie są prowokacje tylko śmichy z naszych wojaków ubranych w mundury z głębokiego PRL-u, ba w tenisówkach, lub lakierkach na nogach!?
Generałowie w Polskiej armii są niepotrzebni. Bo Armia Polska po przejściu w formę "zawodową", stała się wielkim biurem dla wojskowych. 70-80 proc. całej armii to tzw. "biurowi żołnierze", nieustannie głodni podwyżek. W razie wojny zasypiemy wroga papierkami i przepisami. 
18 09 2022 Kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną otwarty. Co na to opozycja? Niestety, bez zaskoczenia...
Ledwo otworzyli a już pojawiły się pęknięcia betonu na główce falochronu przy wejściu do portu!? Politycy opozycji jednym głosem krytykują inwestycję, która jest kluczowa dla zapewnienia suwerenności Polski. Przekop Mierzei Wiślanej był solą w oku niektórych polityków już na samym początku prac. W dniu otwarcia kanału żeglugowego również nie szczędzili krytyki czy nawet szyderstw. Z udziałem m.in. prezydenta RP Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, a także ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka, została otwarta nowa droga wodna łącząca Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską. Dzięki przekopowi Mierzei Wiślanej Polska zyska niezależne od Rosji przejście z Zalewu na Bałtyk. 18 września, kanał będzie ogólnodostępny dla jednostek pływających. Telewidzowie TVN 24 nie mieli okazji oglądać na żywo transmisji z otwarcia kanału żeglugowego, bo stacja znalazła "zastępczy temat". Politycy opozycji zadbali jednak o spójny przekaz - jak jeden mąż krytykują i wyśmiewają strategiczną inwestycję. Ta lista jest naprawdę długa i dotyczy niemal wszystkich opozycyjnych ugrupowań...To jest kanał na skalę ich możliwości. Oni tym kanałem otwierają oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówią, to nasze, przez nas wykopane i to nie jest nasze ostatnie słowo! - Marek Belka.
W podobnym stylu wypowiadał się lider Polski 2050 Szymon Hołownia. - Myślę, że ta inwestycja została źle przemyślana, źle przygotowana. To niestety, mogą być - jeżeli się szybko czegoś z tym nie zrobi - zmarnowane pieniądze - mówił dziennikarzom.  Dodał, że aby wydane dotąd na ten kanał 2 mld zł nie były zmarnowane, trzeba planu, jak z tą inwestycją, z tym, co obecnie zrealizowano "pójść z tym, co jest, do przodu". Warto dodać, że europosłanka z ugrupowania Hołowni - Róża Thun - w 2020 roku skarżyła się unijnym instytucjom, nazywając przekop Mierzei Wiślanej "zagrożeniem dla Bałtyku". Próba zablokowania inwestycji nie powiodła się.
17 września - w symboliczną rocznicę sowieckiej agresji na walczącą już z Niemcami Polskę - uroczyście otwarty został kanał łączący Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską. Tym samym Polska zyskuje niezależne od Rosji przejście z Zalewu na Bałtyk. "To droga wolności, nowych szans i nowych możliwości. Jest świadectwem woli, sprawczości, dążenia do Polski silnej, niezależnej i suwerennej" – stwierdził premier Mateusz Morawiecki.
Chcę ogłosić, że mimo trudnego położenia Rzeczypospolitej Polskiej, geopolitycznego w tej części Europy od ponad tysiąclecia, mimo wichrów wojen, które przyginały nas bardzo często do ziemi, mimo milionowych strat w naszym narodzie, mimo osobistych tragedii, które przeżyły polskie rodziny, pokolenia, mimo wszystkich przeciwności, mimo trudnych czasów, mimo lat komunizmu; mimo wszystkiego tego, co działo się także i w ciągu ostatnich 30 lat, Polska zwycięża. Zwycięża dziś tutaj na Mierzei Wiślanej - oświadczył prezydent Andrzej Duda.
Nie chodzi o to, czy tu będą mogły przepływać największe statki; od tego, by odbierać towar z największych statków, mamy inne porty; od tego, by ładować największe statki, mamy inne miejsca na wybrzeżu Rzeczypospolitej. Chodziło o to, by ta droga symbolicznie była otwarta, by nie trzeba było pytać o zgodę kraju, który nie jest nam przyjazny, kraju, którego władze nie wahają się przed atakowaniem i niewoleniem innych - mówił Duda podczas wystąpienia. Otwierany dzisiaj kanał żeglugowy, to droga wolności, nowych szans i nowych możliwości. Zrywamy dzisiaj, symbolicznie w dniu 83. rocznicy napaści Związku Radzieckiego na Polskę, ostatnie pęta naszej w gruncie rzeczy zależności, naszego uzależnienia od Związku Radzieckiego, a później od Federacji Rosyjskiej - mówił szef rządu.
Wierzę, że to początek czwartego portu Rzeczypospolitej. Wierzę, że to nowy impuls dla rozwoju tej ziemi. Ale przede wszystkim wierzę, że to kolejny akt tego, co było przez bardzo długie lata naszym marzeniem, także po 1989 roku, by Polska była naprawdę niepodległa, naprawdę suwerenna i naprawdę była silnym, poważnym, liczącym się państwem - powiedział prezes PiS. Ja tego nie potrafię zrozumieć - mówi prezydent Elbląga Witold Wróblewski, który od wielu lat promował przekop Mierzei. Skoro Urząd Morski pogłębia w porcie te dwie linie znajdujące się na terenie miasta, to dlaczego nie może pogłębić tej ostatniej 900-metrowej? Prezydent Elbląga zaznacza też, że samorządowcy "po drodze" toru wodnego nie odpowiadają za jego pogłębienie. Ani wójt, ani starosta nie musieli za to płacić ze środków samorządu - mówi włodarz miasta. Bez pogłębienia 900-metrowego odcinka do portu będą mogły przypływać tylko statki o tonażu do tysiąca ton.
Otwarcie Przekopu Mierzei Wiślanej było na poziomie dożynek. I to kiepskich. Siedem rzeczy, które nie spodobały mi się na otwarciu przekopu. Mam nadzieję, że PiS umie budować kanały, bo na ich otwieraniu zupełnie się nie zna. Z otwarcia przekopu wróciłem ze świadomością, że byli tam jacyś politycy, coś tam nawet mówili do zgromadzonych, ale ani ich nie widziałem, ani nie słyszałem.
1. Autobus powrotny czekał pół godziny.
Nikt nas nie informował o przyczynie opóźnienia. Czekaliśmy więc w środku, cali mokrzy po ulewie, a ci, dla których nie było miejsc siedzących, stali na zewnątrz. Z czasem zrobiła się z nich grupa ponad 100 osób. Podróż powrotna nie była już tak szybka, autobus często stawał w korku.
2. Nie widziałem żadnego polityka
Dla notabli przygotowano wielki namiot. Wąska grupa śmiertelników mogła oglądać i słuchać, kiedy tam przemawiają, ale tylko z punktu widokowego lub jego okolicy. Pozostali, obojętnie gdzie by stali, mogli w zasadzie zapomnieć, żeby ich widzieć i słyszeć.
3. Ludzie sikający po krzakach
Na teren przekopu przywieziono kilkadziesiąt toi toiów, ale postawiono je tam, gdzie zaplanowano wieczorem koncert. Nikt nie wpadł na to, żeby kilka z nich przenieść w miejsce, w którym będą gromadzić się ludzie chcący zobaczyć przepłynięcie pierwszego statku przez kanał.
Ponieważ większość osób przybyła na godz. 12. (nieraz po kilkugodzinnej podróży), bo wtedy według pierwszych zapowiedzi miała zacząć się cała uroczystość (zaczęło się de facto dopiero po godz. 13.), to już w okolicach godz. 14. niemało osób biegało pod płot za potrzebą. A niektórzy uznali nawet, że pod płot to będzie dla nich za daleko i specjalnie się z niczym nie kryli.
4. Wejście tylko na zaproszenie klubu "Gazety Polskiej"
Najlepszym i tak naprawdę jedynym miejscem do obserwacji oficjalnej części uroczystości był punkt widokowy, który był pagórkiem ze schodami. Niby nic trudnego tam dotrzeć, ale okazało się, że nie można tam wejść bez zaproszenia klubu "Gazety Polskiej". Wchodzili więc często członkowie i fani tejże, a obcy element był grzecznie wypraszany na bramce, by panoszyć się gdzieś dalej, najlepiej gdziekolwiek.
5. Naprzeciwko notabli znalazł się baner promujący Łupaszkę
Wybrańcy uzbrojeni w zaproszenia "Gazety Polskiej" pojawili się na wzgórzu naprzeciwko notabli z niejedną biało-czerowno flagą i dwoma transparentami promującymi lokalne kluby GP. Na jednym był Lech Kaczyński, na drugim Łupaszko, któremu część historyków przypisuje odpowiedzialność za wymordowanie cywilów w Dubinkach.
6. Mało różnorodności i transparentów
Choć przeciwnicy przekopu i część żeglarzy zapowiadali protesty, to nie zauważyłem na miejscu nikogo, kto by się z takimi poglądami obnosił. Nie widziałem też nawet prawie żadnych transparentów popierających przekop. Moim zdaniem za dużo było w tym wszystkim jednorodności, za mało różnic zdań. Wyjątkiem był Paweł z Jaworzna, który z miejsca stał się maskotką otwarcia. Chodził z wypisanym hasłem "Jarosławie dziękujemy za Przekop Mierzei" i sprawiał, że ludzie się uśmiechali od ucha do ucha.
7. Zamęczali nas na deszczu
Po godzinie przemów polityków przy przekopie prawie każdy już miał wyłączone radio. Znudzeni byli nawet ci, którzy ich słuchali, nie mówiąc już o tych, do których te przemowy nie docierały w żadnej formie. Nadeszła burza, ulewa spadła na nas wszystkich i każdy z nadzieją patrzył na most obrotowy, żeby ruszył się choć o centymetr.
Krótko po godz. 14. wreszcie się stało. Most poruszył się, jakaś kobieta krzyknęła, jakby doznała objawienia, a przeprawa bardzo sprawnie obróciła się tak, by swobodnie mógł przepłynąć ustawiony w stronę morza statek. Dopiero z czasem zaczęliśmy rozumieć, żeby obrót mostu to był pic na wodę i zdaniem niektórych sposób, żeby połowa mokrego tłumu nie uciekła.
Źródło: niezalezna.pl, rmf24.pl, onet.pl
Miała do portu w Elblągu wpłynąć barka z 1000 ton węgla, już się ustawiała kolejka!? No ale nie wpłynęła z dwóch powodów po pierwsze nie było węgla, a po drugie wyjście do portu jest za płytkie!?
Profesor Włodzimierz Rydzkowski, znany ekspert ds. transportu i logistyki podzielił koszt budowy przekopu Mierzei Wiślanej przez spodziewane zyski portu w Elblągu. Koszty wzrosły z 880 mln zł do 2 mld zł. Jeżeli to podzielimy przez 2 mln zł, bo na tyle są szacowane roczne zyski portu, jeżeli wzrosną obroty do miliona ton, to nakłady zwrócą się za tysiąc lat. To nie jest żart. Mówię poważnie— przekazał profesor.
PiS niestety też bez zaskoczenia- musiał to Głódź otwierać, nie?
Kluby Gazety Polskiej w liczbie około tysiąca uświetniły swoją obecnością otwarcie kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną. Środowisko polskich patriotów jak zwykle nie zawiodło i było bardzo mocno słyszalne podczas tego wyjątkowego dnia. Skandowane "Tu jest Polska" niosło się po terenie uroczystości i przypominało, jak ważna to inwestycja. 
14 09 2022 Kto dał "zielone" światło do agresji Rosji na Ukrainę?
Niemcy nie tylko rezygnowały pośpiesznie z węgla kamiennego i brunatnego w energetyce ale zakwestionowali także atom w swym miksie energetycznym, stawiając na energię z wiatru i słońca. W tej sytuacji stabilizatorem systemu energetycznego w Niemczech, musiał stać się gaz, a ponieważ Niemcy nie mają własnych zasobów, postawili na gaz z Rosji, który dla nich ten kraj sprzedawał na specjalnych warunkach cenowych. Ba przez wiele lat relacje handlowe z Rosją układały się tak dobrze, że Niemcy uznali, że nie tylko będą zaopatrywali swój przemysł, w tym energetykę ale przede wszystkim będą hubem tego gazu dla całej Europy. Stąd wspólne infrastrukturalne projekty z Rosją, budowa 2 nitek Nord Stream1 o możliwości przesyłowej 55 mld m3, a w ciągu kilku następnych lat 2 kolejnych rur Nord Stream2 o podobnej wydajności,
To właśnie dokończenie Nord Stream, było dla Rosji sygnałem, że może zaatakować Ukrainę, bo ewentualna blokada przesyłu rosyjskiego gazu przez ten kraj, nie była już dla Rosjan wcale groźna. Nie ulega więc wątpliwości, że wybudowanie 4 rur gazociągu Nord Stream, zwolniło ostatnie rosyjskie hamulce przed zaatakowaniem Ukrainy, zwłaszcza, że po aneksji Krymu i zajęciu części obwodów Ługańskiego i Donieckiego w 2014 roku, unijne sankcje nałożone na Rosję były mniej niż symboliczne. Niestety ta wybitnie prorosyjska polityka energetyczna prowadzona przez Niemcy, miała ogromny wpływ na kształtowanie się unijnej polityki energetycznej, w niej także eliminowano węgiel, blokowano powstawanie nowych elektrowni jądrowych i forsowano energię odnawialną, a stabilizatorem systemów energetycznych miał być gaz. Rosji było w to graj, od jej gazu uzależniały się nie tylko Niemcy ale także inne kraje Europy Zachodniej, im więcej tego surowca Rosja do tych krajów wysyłała, tym była pewniejsza, że jak zaatakuje po raz kolejny Ukrainę, reakcja UE będzie podobna jak w 2014 roku, Rosja rewanżuje się Unii, zdecydowała się nawet na szantaż gazowy, a ponieważ Niemcy są najsilniej uzależnione od rosyjskiego gazu, to zablokowanie dostaw do Niemiec gazociągiem Nord Stream1, wywołało w tym kraju wręcz panikę. Poprzez działania KE, Niemcy chcieli wymusić oszczędności gazu w innych krajach, a tak zgromadzone rezerwy, miałyby być w sytuacji poważnych braków gazu, przekazywane do naszych zachodnich sąsiadów. To się jednak nie udało, większość krajów UE protestuje przeciwko takim rozwiązaniom, są przekonane, że Niemcy, pogłębiając swoje uzależnienie od rosyjskiego gazu, a w konsekwencji także UE, doprowadzili do największego po II wojnie światowej kryzysu energetycznego". Oczywiście, że w dużej części jest to prawda, iż wybudowanie NS1 i NS2otworzyło drogę W. Putinowi do agresji na Ukrainę, ale moim zdaniem ta prawda jest nie cała. Przecież bowiem nie tylko uzależnienie gazowe Niemiec i Europy od Rosji sprowokowało W. Putina do agresji na Ukrainę. Przypomnijmy sobie pierwsze działania J. Bidena zaraz po objęciu przez niego urzędowania jako prezydenta USA. Stany Zjednoczone jawnie wtedy zrzekły się wówczas z ingerencji w politykę europejską na rzecz oddania kierowania w niej Niemic i Rosji. USA postawiły wtedy na Chiny jako potencjalnego wroga kosztem kierowania wydarzeniami w Europie. I dopiero te dwa czynniki dały niejako zielone światło do agresji na Ukrainę: energetyczne (gazowe) uzależnienie Niemiec i Europy Zachodniej przez Rosję oraz oddanie Europy przez USA. Na szczęście Rosja zrobiła ogromny błąd atakując Ukrainę. Gdyby ona trwała tydzień to wszystko pewnie by "spłynęło po kościach", ale Ukraina zupełnie niespodziewanie podjęła heroiczną walkę i walczy do dzisiaj. To spowodowało zmianę o 180 stopni polityki amerykańskiej, która powróciła znów do Europy a UE została zmuszona do reakcji na tą wojnę sankcjami. Oczywiście są one niewystarczające i już widać, że zarówno przede wszystkim Niemcy, ale i Francja już mają "dość" tej wojny. A już kryzys energetyczny i wstrzymanie dostaw gazu przez Rosję poprzez rurociąg NS1 sprawił, że cała Europa martwi się o przeżycie zimy. W tej sytuacji rośnie presja o powrót do dobrych stosunków z Rosją. Tym bardziej, że np. przede wszystkim Niemcy, ale i inne kraje Starej Europy zafiksowani są ideologicznym i forsowanym przez Niemcy "Zielonym Ładem" czy pakietem "Fit for 55".
Zgadzam się ze Z. Kuźmiukiem, że rezygnacja z węgla czy atomu jako źródeł pozyskiwania energii okazała się dzisiaj mordercza dla UE a tego morderstwa dokonały Niemcy i jako sprawcy winny być dzisiaj skazane na infamię i zupełne milczenie w sprawach europejskich. Dodatkowo jeszcze obciąża ich reakcja na wojnę na Ukrainie, której de factwo nie pomagają jej prawie w żaden sposób, jak np. z czołgami Leopard, których Ukraina nie ujrzy nigdy. Ale sytuacja jest dynamiczna i kto wie, czy niezrozumiała tak naprawdę decyzja Rosji wstrzymania przesyłu gazu do Niemic poprzez NS 1 nie ma w tej sytuacji jeszcze trochę spiskowego działania. Będzie coraz trudniejsza sytuacja z dostępem gazu w Europie i to szczególnie podczas zimy. I sądzę, że już dzisiaj kraje europejskie będą niejako zmuszone i będą prosiły, żeby Berlin uruchomił Nord Stream 2, którego - pod naciskiem opinii europejskiej i światowej - certyfikację w dniu 22 lutego 2022 zawiesił Olaf Scholz (czyżby nie wiedział o dacie agresji? A wtedy - być może już niedługo - Kanclerz Niemiec dla "dobra Europejczyków" - pozytywnie przeprowadzi certyfikację i gaz popłynie przez Nord Stream 2. A tego od zawsze chciały i Rosja i Niemcy! A wtedy też Nord Stram 1 zostanie cudownie udrożniony i spełni się marzenie Putina i Merkel o czynnych dwóch rurociągach, na które przecież Niemcy i Rosjanie wydali grube miliardy. I wtedy to Niemcy będą zbierali europejskie róże zamiast ostów. 
Źródło: niepoprawni.pl 
11 09 2022 Najemnik Tusk i rasa panów.
Podczas zjazdu CDU słowo do delegatów wygłosił 16 stycznia 2001 ówczesny przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Donald Tusk, który z dużym uznaniem skomentował działania polityczne Niemiec na arenie europejskiej: "Wasz sposób rządzenia był i jest błogosławieństwem nie tylko dla Niemiec, ale i całej Europy, dla waszych wschodnich sąsiadów a jako Polak wiem, o czym mówię. Również dla państw Bałkanów i ich marzeniu o Europie oraz Ukraińców w ich walce z agresją" - mówił Tusk w języku niemieckim na tle odbudowanych po II WŚ kamieniczek dawnego Wolnego m. Gdańsk. Miasta, które miało pozostać na wieki niemieckie... Chodzący na niemieckiej smyczy Tusk nie krył w swoim hymnie pochwalnym nadziei, że Niemcy znów opanują Europę, a zwłaszcza zaś Polskę z której terytorium Tusk błogosławił po niemiecku niemieckie czyny i "wartości": „Fakt, że nie straciliśmy naszej wiary w przyszłość zjednoczonej Europy i w to, że nasze wartości mają sens jest również wynikiem waszej konsekwencji, cierpliwości i – mówiąc wprost – przyzwoitości”(sic!)
Elementarna przyzwoitość wymaga jednak by powiedzieć, że celem Niemców jest sfederalizowana pod ich przewodem Europa i o „mniejszej kulturze” Polska, jako podrzędny land Niemieckiej Unii Europejskiej. Bo przecież, jak przypomniał w pamiętnym kazaniu abp Gądecki: „Niemiecki Generalny Plan Wschodni zakładał, że po dwudziestu latach od ukończenia wojny nie będzie państwa polskiego ani 80% Polaków”. Ten niemiecki plan jest nadal aktualny – zaś federalizacja Europy stanowi nowy oręż Niemców w likwidacji państwa polskiego. Czas jednak szybko zrewidował błogosławieństwo Tuska i jego adorację niemieckiej sztuki rządzenia (art zu regieren) oraz niemieckiej „przyzwoitości”. Zaledwie po roku od peanu Tuska runęła cała niemiecka „sztuka rządzenia” Europą, której symbolem - po ataku Rosji na Ukrainę - stało się pięć tysięcy hełmów z demobilu, wysłanych do bombardowanej z ziemi i z powietrza Ukrainy. Runęła także niemiecka „przyzwoitość” – tak gloryfikowana przez niemieckiego najemnika w jego hymnie pochwalnym - gdy Niemcy obiecały Polsce i innym krajom Europy Środkowej wsparcie sprzętowe w zamian za postsowieckie czołgi i wozy opancerzone, które te państwa wysłały na Ukrainę. Za ponad 200 czołgów T-72 i zmodernizowanych T-72M1 oraz dodatkowych czołgów PT-91 Niemcy zaoferowały stronie polskiej…. 20 Leopardów 2A4 i to niesprawnych technicznie i bez pocisków! Niemcy zaś dotąd nie wyrazili zgody na dostarczenie Ukrainie czołgów bojowych Leopard 2A4! Nietrudno więc sobie wyobrazić niemiecką „pomoc”, gdyby Rosja zaatakowała Polskę, a Polską rządził ich najemnik Donald Tusk. Polska została by złożona na ołtarzu dobrych stosunków rzeszy niemieckiej z Rosją – tak jak wtedy, gdy podpisany został pakt Ribbentrop-Mołotow.  Przecież zgodnie z niemiecką doktryną, Polski miało nie być, ani 80% Polaków!
Po Angeli Merkel – byłej komunistce z enerdowskiego FDJ, która wyhodowała sobie Tuska - niemiecką „przyzwoitość” reprezentuje teraz lewak kanclerz Olaf Scholz, który kategorycznie odrzucił żądania w sprawie reparacji dla Polski. – Mogę zaznaczyć, podobnie jak wszystkie poprzednie rządy federalne, że kwestia ta została ostatecznie rozstrzygnięta w prawie międzynarodowym – powiedział kanclerz Niemiec w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Olaf Scholz potwierdził więc, że niemiecka „przyzwoitość” jest niezmienna od czasu zakończenia II WŚ, więc Niemcy nie zamierzają ponieść żadnej odpowiedzialności za zbrodnie i zrujnowanie Polski w czasie niemieckiej okupacji!  W przeciwieństwie do innych krajów, którym Niemcy wypłaciły reparacje wojenne...Olaf Scholz ogłosił stanowisko Niemiec w sprawie reparacji tuż po słowach führera niemieckiej opozycji w Polsce, którego Niemcy szykują na premiera niemieckiego landu. Zaraz po opublikowaniu w dniu 1 września 2022 raportu o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w latach 1939-1945, zareagował wyznaczony przez Niemców na premiera Donald Tusk: „Inicjatywa PiS–u o reparacjach pojawia się, gdy mają potrzebę zbudowania narracji politycznej”. Tusk też dodał, że żadnych reparacji nie będzie, a partia rządząca gra „antyniemiecką kampanią”.
Argument ad hitlerum  Donalda Tuska o „antyniemieckiej kampanii” jest tak stary jak stara jest Rzesza niemiecka i Rasa Panów - wzbogacona na wojnach, mordach i grabieżach. Nietykalna Rasa Panów przetrwała bowiem do dzisiejszych czasów, siejąc spustoszenie w całej Europie, czego już nie da się ukryć...
Belgijski ekspert ds. energetyki, profesor uniwersytetu w Liege, Damien Ernst w rozmowie z PAP ujawnia całe „błogosławieństwo” niemieckich rządów w Europie: – Zielony fundamentalizm Niemiec doprowadził całą Europę do niespotykanego od II wojny światowej kryzysu ekonomicznego i prawdopodobnie sprzyjał wojowniczemu zachowaniu Władimira Putina. Inaczej rzecz ujmując, katastrofalna polityka energetyczna RFN była czynnikiem sprzyjającym wojennym planom Putina i doprowadziła też do ogromnego kryzysu gospodarczego, z którym mamy do czynienia teraz – mówi Ernst, uściślając, że niemiecka transformacja energetyczna (Energiewende) doprowadziła do zwiększenia zależności Europy od rosyjskiego gazu. – Niemcy popełnili dwa kluczowe błędy, które pogrążyły UE w obecnym kryzysie: zajęli negatywne stanowisko wobec energii atomowej i na rzecz osłabienia przemysłu jądrowego w całej UE; podjęli agresywne działania wobec przemysłu paliw kopalnych w Europie – chodzi m.in. o naciski na Polskę w sprawie na zamknięcie kopalń węgla, czy brak eksploatacji nowych złóż gazu w UE. Oba te czynniki sprzyjały rosyjskiemu przemysłowi gazowemu ze znanymi nam wszystkim konsekwencjami – podkreśla Ernst. – Jest jasne i dobrze udokumentowane, że (Niemcy) otrzymali również poparcie Putina w realizacji swojej infantylnej polityki, która mocno osłabiła UE. Putin w pewnym sensie uzbroił zielonych fundamentalistów przeciwko UE i teraz to wykorzystuje – dodaje belgijski ekspert. Jest też jasne i dobrze udokumentowane, że Niemcy wyhodowali sobie najemnika Tuska, by ten siał zamęt i chaos w Polsce w walce z „antyniemiecką kampanią” - błogosławiąc Niemców za ich "przyzwoitość"...
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Zielona energia, najlepiej się sprawdza i jest stabilna, jako pasza dla zwierząt. Dla Niemców najlepiej pasował zielony ruski gaz i kierownica dystrybucji tymże gazem w ich rękach, jako narzędzie szantażu Europy. Niemcy, to Dżin, którego nie wolno wypuścić w całości z butelki.
Mafiozi z PO-PSL i inne zbrodnicze mafie w Polsce i UE opłacające antypolską propagandę na rzecz PO chcą „żeby było jak było” - czyli ponownej możliwości bezkarnego rabowania Polski. Problem jest jednak w tym, że zarówno Niemcy jak i UE są rządzeni przez rosyjskich agentów. Spora część część lewactwa w Niemczech oraz tzw. europosłów to jest wręcz rosyjska agentura, albo pseudo ekolodzy czy zieloni sowicie opłacani przez rosyjskich zbrodniarzy. Sowiecko- rosyjska agentura w Niemczech i EU jest bardzo liczna - włączając Merkel oraz obecnego kanclerza Niemiec Scholza zakochanego w sowieckiej tzw. NRD. Olaf Scholz jako zdeklarowany marksista z Hamburga współpracował z komunistycznymi organizacjami w NRD. W najmroczniejszej fazie zimnej wojny dwudziestoparoletni Olaf Scholz, wówczas wiceszef młodzieżowej przybudówki SPD, regularnie jeździł do sowieckiego Berlina Wschodniego i Poczdamu, gdzie odbywały się wspólne obozy i konferencje z udziałem członków komunistycznej Wolnej Młodzieży Niemieckiej oraz Socjalistycznej Partii Jedności. Dlatego tacy antyeuropejscy zbrodniarze jak Timmermans w UE i zdegenerowane lewactwo mogą spokojnie opracowywać rosyjsko- niemieckie plany zniszczenia niezależnych krajów w Europie.
06 09 2022 Reparacje: Gdula i inni…
Uroczyste ogłoszenie w czwartek 1 września 2022 przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego raportu ws. żądania reparacji wojennych wobec Niemców w kwocie 6 bilionów 220 mld złotych, wywołało natychmiastową reakcję pro-niemieckiej opozycji. Wystarczył tylko jeden dzień, by ujawnili się funkcjonujący w polskiej polityce nie tylko pożyteczni idioci, ale także folksdojcze. Po ogłoszeniu raportu jako pierwszy do boju przeciwko PIS-owi i Prezesowi Kaczyńskiemu ruszył nominat Angeli Merkel, Donald Tusk, który oświadczył: – Tu nie chodzi o żadne reparacje od Niemiec, tu chodzi o kampanię polityczną, tu wewnątrz. Jarosław Kaczyński tego nie ukrywa, że na tej antyniemieckiej kampanii chcą odbudować poparcie dla partii rządzącej – powiedział w czwartek lider PO. Tusk opowiedział się zatem przeciwko niemieckim reparacjom, skoro Platforma Obywatelska nie zamierza budować swojego poparcia wśród Polaków na żądaniu odszkodowania od Niemców za zrujnowanie Polski w czasie II WŚ oraz brutalne mordy sześciu milionów Polaków.
Intencje führera totalnej opozycji w lot wyczuł były lider Platformy Grzegorz Schetyna, oświadczając w radiu RMF FM nie tylko, że „kwestia reparacji jest zamknięta", lecz także że „przyszły rząd – złożony z ugrupowań demokratycznych – nie wróci do sprawy reparacji od Niemiec”. Przekaz dnia lidera Platformy Obywatelskiej obudził wszystkich pożytecznych idiotów i funkcjonujących w polskiej polityce folksdojczów. Były szef polskiego MSZ Radosław Sikorski pytany o kwestię reparacji oraz moralnego obowiązku wypłacenia tych pieniędzy przez Niemcy dla, odpowiedział: – Mam wrażenie, że dla kolegów z PiS II wojna światowa w ogóle się jeszcze nie zakończyła. Mówią takie rzeczy jak zachód byłby większym wrogiem Polski, niż wschód – komentował ten, który bez cienia wstydu wzywał Niemców do kierowania całą Europą, dodając: „Dziś utwierdzamy się we wrogości do naszego sojusznika. Jakie dobro wynika z tego dla Polski? Bajki dla naiwnych”. Na odwagę zdobył się także Szymon Hołownia, wiążąc reparacje z utrzymaniem się przy władzy PIS-u! „Kim trzeba być, żeby rozpętaną przez Niemców #1września hekatombę zagłady i idącą za nią dziesiątki milionów ofiar, wykorzystywać dziś cynicznie wyłącznie w imię utrzymania się u władzy w kraju okradanym i niszczonym przez tych samych łobuzów, którzy dziś bredzą o reparacjach?” – napisał na TT Hołownia.
Partyjny przekaz Tuska, że żądanie reparacji wojennych od Niemiec, to "wewnętrzna propaganda i że nie ma szans na reparacje" rozochocił także proniemieckich żurnalistów. Ot takich jak np. zawstydzona raportem Renata Grochal: „Oglądam konferencję PiS i muszę powiedzieć, że straszne jest to wykorzystywanie tragedii milionów ofiar II Wojny Światowej w cynicznej, politycznej grze, obliczonej wyłącznie na wzbudzenie nastrojów antyniemieckich w Polsce i pobudzenie twardego elektoratu PiS. Wstyd!”. Wzburzona Anna Mierzyńska z OKO.press posunęła się nawet do groźby, że Niemcy zażądają od Polski (sic!) rewizji polskich granic, pisząc na TT: Jak się Niemcy w końcu wkurzą i otworzą temat granicy polsko- zachodniej, to dopiero się wesolutko zrobi… Zwłaszcza w perspektywie wojny za granicą wschodnią. Od miesięcy zdzieram tu klawisze, że to iście zbrodnicze wycie na Niemcy, pod dyktando człowieka chorego na paranoję władzy, pełnego urazów, kompleksów i nienawiści doprowadzi do tego, że u Niemców odżyją pragnienia odzyskania swoich kresów wschodnich... Żurnalistce OKO.press wtórował były minister przekształceń własnościowych, Waldemar Kuczyński, strasząc Polaków rozpętaniem przez Niemcy III Wojny Światowej za żądanie Polski od  Niemców reparacji za II WŚ: „Wielokrotnie pisałem o groźnym dla nas wyciu na Niemcy. Przedwczoraj haniebnie Morawiecki. To wzbudzi nienawiść do Polaków. I kiedyś „perszeron” spyta czemu trzecia część jego łąki należy do „kucyka” za Odrą. Niemcy nie muszą być jagnięciem, jak dziś. Nie zapomnijmy tego…”
Na tle pana Waldka, wpis europosła Marka Belki można odczytać jako bezsilny skowyt bolszewika, za którego czasów w każdej gminie miał stanąć jak nie pomnik Lenina to monument poświęcony żołnierzom radzieckim: Dzisiejsze, kampanijne wystąpienie pana Kaczyńskiego należało zatytułować „Pałac Saski w każdej gminie”. Byłoby nie tylko śmiesznie, ale i pompatycznie – napisał Belka. Ten skowyt pożytecznych idiotów, folksdojczów i bolszewików tak jak się zaczął – tak nagle zdechł. W sobotę bowiem ujawniono, że w uchwale z dnia 10 września 2004 r. w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych w Niemczech Sejm RP stwierdził, że „Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensaty finansowej i reparacji wojennych za olbrzymie zniszczenia oraz straty materialne i niematerialne spowodowane przez niemiecką agresję, okupację, ludobójstwo i utratę niepodległości przez Polskę”. Tę uchwałę przegłosował nie tylko PIS, ale i lewica oraz Platforma Obywatelska – w tym Tusk i Schetyna…
Teraz zaczęła się żałosna próba odkręcania pro-niemieckiej narracji wraz z zapewnieniami – w tym führera Tuska, że oczywiście wszyscy są za reparacjami, tylko dziwią się, dlaczego tak późno PIS przygotował ten raport! Żaden jednak politruk PO nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Platforma tego raportu nie przygotowała w czasie 7 lat swoich rządów? Dlaczego Platforma Obywatelska w czasie swych rządów nie nadała biegu "Raportowi o stratach wojennych Warszawy" wraz z aneksem zawierającym materiał dokumentacyjny? Ten raport przygotował ówczesny prezydent Warszawy ś.p. Lech Kaczyński wraz z wyceną strat w kwocie  45 mld 300 mln dolarów ! Choć kolejna bitwa z PIS-em i z prezesem Kaczyńskim została sromotnie przegrana to nie oznacza, że partyzantka totalnej opozycji złożyła broń! Bo totalna opozycja ma w zanadrzu oprócz folksdojczów i pożytecznych idiotów, także prawdziwych idiotów. Oto Robert Kropiwnicki z PO wywołał konsternację w studiu TVP Info wypowiadając się o reparacjach wojennych od Niemiec, „że "3/4 kwoty zawartej w raporcie, bo ponad 4,5 biliona złotych, to wartość utraconych wynagrodzeń tych 5 milionów ofiar II wojny światowej, które teraz państwo polskie chce właściwie zagrabić, bo te pieniądze powinny dostać rodziny ofiar, a nie państwo polskie".  Kropiwnickiego i wszystkich innych przebił jednak poseł Lewicy Maciej Gdula, stwierdzając: „Domaganie się reparacji za zamordowanie 6 milionów polskich obywateli w czasie drugiej wojny światowej to odrażający cynizm polityczny”. Odnosząc się do decyzji polskiego rządu ws. wystąpienia o reparacje wojenne od Niemiec, Gdula dodał: „Rolą Polski jest pamiętać o drugiej wojnie a nie zarabiać na niej” (sic!) . Jeszcze większą – odziedziczoną po ojcu niewolniczą podległość - zademonstrował Gdula w programie TVPInfo twierdząc, że w reakcji na żądanie reparacji wojennych, Niemcy mogą zgłosić reparacje za zajęte przez Polskę miasta Wrocław, Opole i Szczecin! Gdula sam się więc zdegradował do poziomu  nieuka i kompletnego ignoranta, który nie wie na mocy jakiego układu ustalono granice powojennej Polski i kto je ustalił! Jeśli zatem kogoś dziwi, że polskie uniwersytety są fabryką tępawych magistrów, zaś Uniwersytet Warszawski jest na odległym – 402 miejscu w świecie i to za wszystkimi chińskimi uniwersytetami - to znajdzie tutaj odpowiedź. Na UW wykłada przecież doktor habilitowany nauk społecznych, nauczyciel akademicki Maciej Gdula. To są dopiero jaja!!!
Źródło: niepoprawni.pol
Gdyby Polska otrzymała reparacje od Niemiec, to nic na tym nie zyskamy, bo wszystkie pieniądze trafią do USraela, i na Ukrainę, bo tam już czekają intratne posady!?
A mnie się wydaje że na reparacje od Niemiec jest już za późno, ale by przekształcić zespół przygotowującym raport dotyczący reparacji przez 5 lat, w komisję, lub departament z setkami dobrze płatnych etatów jest najlepszy czas!? 
29 08 2022 Od początku mieliśmy rację.
Rok temu w 80. rocznice napaści Niemiec na ZSRR Putin próbował uwieść Europejczyków, a w szczególności Niemców „wspaniałym wizjonerskim planem”. W niemieckiej prasie ukazał się tekst jego autorstwa, w którym zaproponował budowę „Europy od Lizbony po Władywostok”. Oczywiście realizacja tego planu według Putina mogłaby się ziścić tylko po wypchnięciu Stanów Zjednoczonych z Europy. Dlaczego Putin do ogłoszenia tej wizji wybrał datę agresji hitlerowskiej III Rzeszy na ZSRR, czyli dzień rozpoczęcia „operacji Barbarossa”? On doskonale zdaje sobie sprawę z odwiecznych niemieckich apetytów i ich patologicznej wprost żądzy do podporządkowywania sobie innych narodów. Putin jako Rosjanin świetnie rozumie Niemców, ponieważ w swoich genach niesie te same imperialne i zbrodnicze ciągoty, a jako oficer KGB operował na terenie NRD gdzie kontrolował siatkę swoich niemieckich agentów. Jego artykuł zaniepokoił sporą część niemieckich polityków i przedstawicieli elit, ponieważ bardzo szybko zrozumieli oni do czego Putin cynicznie nawiązuje uchylając jednocześnie rąbka tajemnicy, co do dzisiejszych planów Berlina. Otóż „operacja Barbarossa” wpisywała się w hitlerowski „Generalny Plan Wschodni” zakładający ustanowienie „Neue Ordnung” (Nowego Ładu) i utworzenie „Wielkogermańskiej Rzeszy”, która według tego planu miała sięgać „od Portugalii po Ural” zapewniając przestrzeń życiową dla „rasy panów”. Putin wie, że przy jego pomocy Niemcy realizowali „Generalny Plan Wschodni” przystosowany do współczesnych realiów, które póki co wykluczają użycie siły militarnej i fizyczne wyniszczanie „mniej wartościowych narodów”. Zaproponował Niemcom sojusz i wspólne imperium wykraczające poza Ural, aż do Władywostoku. Oczywiście Polska w tym uwspółcześnionym niemieckim planie awansowała do roli niemieckiej kolonii, a Polacy do rezerwuaru taniej siły roboczej. Póki co nie grozi nam jeszcze zagłada czy zagonienie do niewolniczej katorżniczej pracy ku chwale IV Rzeszy.
To co dzieje się dzisiaj na naszych oczach wydawało się wprost niewiarygodne jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Jednak i w tamtych czasach istnieli wizjonerzy, którzy przewidzieli, jakie przesłanki muszą zostać spełnione, aby Niemcy znowu zaczęły realizować swoje hegemonistyczne imperialistyczne plany. Po raz kolejny przytoczę słowa Stanisława „Cata” Mackiewicza, który już w 1956 roku, zaledwie 7 lat po podziale Niemiec na RFN i NRD mówił: „Moim zdaniem rewizjonizm niemiecki jest na długie lata unieszkodliwiony czy powstrzymany ogólną sytuacją. Zachodnie Niemcy, gdyby miały przystępować do rewizjonizmu, to musiałyby przystąpić przede wszystkim do budowania federacji europejskiej”. I tak 66 lat od wypowiedzenia tych słów nasze pokolenie jest świadkiem budowy w Europie superpaństwa, a kanclerz Niemiec, Olaf Scholz już niczego nie ukrywa i oficjalnie głosi, że: „Niemcy powinny przejąć odpowiedzialność za Europę i świat”. Nawet ci, którzy zarzucali „Warszawskiej Gazecie” antyniemiecką obsesję muszą teraz przyznać nam rację. W naszych ostrzeżeniach i krytyce uległej polityki premiera Morawieckiego i prezydenta Andrzeja Dudy nie było cienia przesady. Mówienie dzisiaj, że nasza niepodległość jest zagrożona to twardy fakt, a nie żadne mrzonki i fantasmagorie kilku „nawiedzonych publicystów”. O tym, o czym piszemy od wielu lat mówią dzisiaj już głośno politycy obozu rządzącego, do których nie raz apelowaliśmy o odwagę i stawienie oporu atakom Berlina realizowanym poprzez całkowicie podporządkowane mu unijne instytucje.
W ostatnim wywiadzie dla tygodnika „Sieci” Jarosław Kaczyński mówi: „To wszystko razem powoduje, że nie mamy już gdzie się cofnąć. Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na kompromisy, ale widać, że nie o to tu chodzi. Jeżeli wygramy, stosunki z Unią Europejską będziemy musieli ułożyć po nowemu. […] Ustępstwa nic nie dały, choć poszliśmy daleko, według mnie ryzykownie daleko. Trzeba uznać tę prawdę i skupić się na zabezpieczeniu polskich obywateli. […] Gdybym wiedział, że dadzą nam te główne pieniądze, to bym miał inne podejście. Ale jestem przekonany, że chcąc Polskę złamać i zmusić do pełnej uległości wobec Niemiec, zablokują także te fundusze. Znajdą nowe preteksty. Weźmy tę komisję Parlamentu Europejskiego, która nagle do nas zjeżdża i szuka prawdy o praworządności w redakcji „Gazety Wyborczej”, a dowód na jej brak widzi w pozwach składanych przez obywateli czy instytucje wobec tej redakcji. Rozumiem, że dowodem na praworządność byłby zapisany w konstytucji immunitet obejmujący także cywilną odpowiedzialność deliktową Adama Michnika, jego środowiska i wszystkich ich dokonań.”
Policzmy zatem te „główne pieniądze”, o których mówi prezes PiS, a których nie dostaniemy jeżeli „nie damy się złamać” Berlinowi. Oczywiście wszystko to pod warunkiem, że PiS wygra wybory i naprawdę nie da się złamać, w co coraz mocniej wątpię. Te główne pieniądze to 125 mld euro w perspektywie budżetowej na lata 2021-2027. W tym okresie nasza składka wyniesie 45 mld euro. Wynika z tego, że staniemy się bardzo szybko płatnikiem netto, który grubo dopłaca do tego całego unijnego interesu. Dodajmy do tego wstrzymane przez Brukselę 57 mld euro z Funduszu Odbudowy, z których 23 mld euro to miały być granty, a 34 mld to preferencyjne pożyczki. Te pieniądze miały służyć naprawie gospodarki po pandemii i wiele krajów już z nich korzysta. Nie można też zapominać o wojnie na Ukrainie. Polska przyjęła miliony uchodźców, a specjalne pociągi sanitarne przywożą do nas na leczenie rannych ukraińskich żołnierzy. Za tę pomoc na ciche polecenie Berlina Komisja Europejska nie przekazała Polsce ani jednego euro. Jak widzimy Niemcy tak wstrzemięźliwi w nakładaniu sankcji na reżim zbrodniarza Putina bez mrugnięcia okiem obłożyli Polskę potężnymi sankcjami gospodarczymi oczekując, że nasze społeczeństwo zbuntuje się przeciwko obecnej władzy i w nadchodzących wyborach postawi na opcję niemiecką reprezentowaną przez PO i führera Tuska. Relatywnie rzecz ujmując Niemcy nałożyli na Polskę większe sankcje niż na zbrodniczy reżim Putina.  
Berlin zdaje sobie sprawę, że bez skolonizowania Polski zmodyfikowany hitlerowski „Generalny Plan Wschodni” nie będzie mógł zostać dopięty. Celowe osłabianie Polski jest realizowane przez Niemcy z zimną konsekwencją i potężną dawką bezczelności. Jeżeli same tracą gospodarczo w wyniku ataku ich przyjaciela Putina na Ukrainę to żądają od innych państw, w tym Polski, by podzieliły się z nimi swoimi zasobami gazu. Nie dość, że blokują należne nam środki to jeszcze żądają od nas abyśmy rekompensowali im straty, do których sami doprowadzili romansując z kremlowskim zbrodniarzem. Mało tego, mimo iż Polska skapitulowała i na mocy ustawy prezydenta Dudy zlikwidowała Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego potrącono nam właśnie kolejne 63 mln euro kary za jej funkcjonowanie choć de facto ID SN już nie istnieje. W sumie wysokość potrąconych kar z tego tytułu wynosi już 174 mln euro. Mało tego, KE kierowana przez Niemkę Ursulę von der Leyen nieustannie podejmuje działania, których celem jest niszczenie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej poprzez propagowanie zmanipulowanych i nieprawdziwych informacji o naszym kraju. Nie ma żadnych wątpliwości, że są to wrogie działania Niemiec skierowane przeciwko Polsce wspierane przez całe stado renegatów typu stary obleśny komuch, towarzysz Miller mówiący ostatnio, że: „Polska przypomina wrzeszczącego bachora, którego trzeba wystawić za drzwi, i tak zostanie uczynione”. Tak mści się bezkarność zagwarantowana komunistycznym zdrajcom. Gdyby istniała jakakolwiek sprawiedliwość, taki Miller byłby już po odsiadce zasłużonego wyroku i zamiast zasiadać w PE, bałby się dzisiaj pokazać na ulicy w obawie, że jakiś Polak splunie mu prosto w gębę lub wymierzy soczystego kopa w jego sprzedajne czerwone dupsko. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że dzisiaj na naszych oczach toczy się wielka bitwa o suwerenność Polski i aby tę bitwę wygrać potrzebna jest jedność i wielka mobilizacja polskiego narodu. Czy dzisiejsza kondycja Polaków skłania do optymizmu?  W piątek, 5 sierpnia firma Social Changes opublikowała wyniki sondażu zrealizowanego na zlecenie portalu polityce.pl. Ankieterzy zapytali Polaków: „Czy Polska powinna zrezygnować z części suwerenności jeśli to będzie warunek otrzymania pieniędzy z Unii Europejskiej w ramach KPO czyli Krajowego Planu  Odbudowy?" Okazało się, że aż 29 proc. Polaków jest gotowa zrezygnować z części suwerenności za pieniądze, a przeciwnego zdania było 46 proc.  respondentów. Niemal jedna trzecia naszego społeczeństwa niepodległość traktuje niczym mało wartościowy towar, który można lekka ręką upłynnić za pieniądze. To zatrważające w obliczu pamięci wielu pokoleń Polaków, którzy w minionych wiekach za niepodległość Polski oddawali życie, przelewali krew i gotowi byli do wielkich wyrzeczeń, którym często towarzyszyło ogromne cierpienie.
Politycy PiS-u bardzo często mówią o konieczności budowania koalicji państw, z którymi można by sprzeciwić się planom federalizacji Europy pod przywództwem Niemiec. Niestety jak w tej chwili nie widzę szans na powstanie takiej silnej koalicji. Nie ma ani jednego premiera czy prezydenta któregoś z wpływowych europejskich państw, który zaprotestowałby głośno przeciwko brutalnym atakom i potężnym sankcjom, które dzisiaj dotykają Polskę. Póki co nie widać na horyzoncie odważnych, którzy sprzeciwiliby się zakusom Berlina. Jednak mimo tej uległości rządu wobec szantażystów z Berlina i Brukseli nie można odmówić PiS-owi wielu zasług i sukcesów. Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy stała się państwem o wiele silniejszym gospodarczo i militarnie. Uniezależnienie się od dostaw rosyjskiego gazu to również wielki sukces tego rządu. Mimo niesprzyjających okoliczności trzeba obiektywnie stwierdzić, że Polska dobrze sobie radzi, o czym świadczą choćby sondaże. Mimo wieloletniej bezprecedensowo brutalnej nagonki Berlina, Brukseli i miejscowych zdrajców poparcie PiS-u utrzymuje się ciągle na wysokim poziomie. Jednak nie zapominajmy, że im silniejsza będzie Polska, tym niemiecka nienawiść i chęć całkowitego skolonizowania naszego kraju będzie większa. Wiedział już o tym przywódca bolszewickiej rewolucji Włodzimierz Lenin mówiąc: „Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidzić jej będą Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią”.Źródło: niepoprawni.pl 
24 08 2022 Lewica po wysłuchaniu społecznym ws. Odry mówi o dymisji premiera i domaga się mocnych działań rządu.
Nie jest tak, jak mówi PiS, że to natura. Gdyby tak było, to dlaczego premier zdymisjonował dwie osoby? – Zorganizowaliśmy wysłuchanie społeczne, aby dowiedzieć się od ludzi, co ich boli. A boli ich bardzo dużo rzeczy. Po pierwsze, z tego spotkania wynika, iż panuje niesłychany chaos kompetencyjny w urzędach centralnych. Nie mówię o opóźnieniach i braku przekazywania informacji, ale o tym co się dzieje w tej chwili. Ludzie, którzy tu mieszkają nadal nie wiedzą co mają robić dalej. Taki przykład: czy zarybiać? Wstają ludzie, którzy są odpowiedzialni za zarybianie i mówią: chcemy decyzji. Czy mamy wpuszczać tony ryb w tej chwili do Odry, jeżeli ta Odra jest zatruta? Czy ona jest zatruta naprawdę? Czy te ryby przeżyją, niech ktoś podejmie decyzję. Wielki problem jest z przedsiębiorcami, nie można ich zostawić samych. Ludzie tracą pracę i mają prawo żądać od państwa, aby im pomogło. Wiemy, że nie będzie stanu wyjątkowego, ponieważ państwo musiałoby zapłacić odszkodowania. Jeżeli prawdą jest to, co dzisiaj usłyszeliśmy, że na przedsiębiorców, którzy walczą o swoje prawa nasyłane są izby skarbowe, to to jest horrendalny skandal.
Pytanie: co dalej? Poseł Szczepański zwołał posiedzenie Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, na które wezwani zostali wszyscy wojewodowie z terenów nadodrzańskich. Mamy nadzieję na wyjaśnienie wielu spraw oraz na to, że wszyscy ludzie, którzy zostali dotknięci tą tragedią zostaną zabezpieczeni specustawą. Rząd nie może zostawić tych ludzi bez pomocy. Ludzie się pytają kto jest odpowiedzialny za tę tragedię. Nie jest tak, jak mówi PiS, że to natura. Gdyby tak było, to dlaczego premier zdymisjonował dwie osoby? Myślę, Pani premierze, że takich osób jest o wiele więcej. Jeżeli Pan tego nie zrobi to przyjdzie czas na Pana. Myślę, że przyszedł czas zapytać co robił pan minister Ozdoba? Nadszedł czas powiedzieć panu Witkowskiemu, że nie powinien kipieć arogancją i opowiadać, że może się w Odrze wykąpać. Niech Pan przestanie bzdury opowiadać albo niech się Pan w tej rzece wykąpie – mówił wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Poszkodowanym w katastrofie na Odrze pomocy powinien udzielić Fundusz Sprawiedliwości – Jesteśmy nad rzeką, która jest martwa. Tak samo życie umarło dla wszystkich tych, którzy dzięki Odrze mogą utrzymać swoje rodziny. Dzisiaj ludzie powiedzieli nam co musimy naprawić w państwie, w każdym jego aspekcie, od zarządzania kryzysem, przez działania ratunkowe, aż po działania profilaktyczne.
Prokuratura 10 sierpnia 2022 r. wszczęła sprawę zanieczyszczenia Odry na wielka skalę i wszyscy ci, którzy z powodu tej katastrofy stracili swoje źródło utrzymania lub ponieśli i będą ponosić jakiekolwiek straty finansowe są w myśl polskiego prawa osobami pokrzywdzonymi przestępstwem. Zanim wdroży się wiele projektów pomocowych, zanim doczekają się jakichkolwiek odszkodowań, już dzisiaj na etapie przedsądowym wszystkie te osoby mają prawo do pomocy prawnej, psychologicznej i finansowej z Funduszu Sprawiedliwości – mówiła posłanka Anita Kucharska-Dziedzic.
Domagamy się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej – W Kostrzynie nad Odrą widać jak na dłoni, że pod rządami PiS nie istnieje system zarządzania kryzysowego. Istnieje za to system tuszowania kryzysu. Nie istnieje system informacji kryzysowej, ale istnieje system dezinformacji. Zamiast działać na rzecz poszkodowanych posłowie PiS i Solidarnej Polski zachowują się jak w kiepskim westernie lub filmie mafijnym, jeden gang Zbigniewa Ziobro obwinia drugi gang Mateusza Morawieckiego. Premier dymisjonuje Głównego Inspektora Środowiska, chociaż akurat on zrobił to co do niego należało. Ale nie dymisjonuje wojewody dolnośląskiego oraz pozostałych wojewodów, którzy w czasie katastrofy przebywali sobie na wakacjach. Zamiast wojen między frakcjami władzy, potrzebne są konkretne działania. Działania, na które czekają pracownicy, przedsiębiorcy wędkarze, rybacy oraz wszyscy ci, dla których Odra to źródło utrzymania. Bez względu na to kto jest winny katastrofy ekologicznej oraz katastrofy komunikacyjnej, nie możemy czekać, aż tym ludziom zostanie udzielona pomoc. Tak jak oni domagamy się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, aby jak najszybciej uruchomić wypłatę odszkodowań. To nie jest pierwszy kryzys, który ich dotknął. Po kryzysie pandemicznym po raz kolejny stają przed zagrożeniem utraty źródła swojego utrzymania. Na granicy polsko- białoruskiej rząd potrafił wprowadzić stan wyjątkowy, dziś jest on potrzebny tu. Apelujemy też do ministra Ziobro oraz do premiera Morawieckiego, aby zawiesili walkę buldogów pod dywanem, ważna jest konkretna pomoc dla mieszkańców województw nadodrzańskich – oświadczyła posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
System zarządzania kryzysem nie zadziałał – Wiceminister klimatu i ochrony środowiska Jacek Ozdoba mówi, że o największej katastrofie ekologicznej na Odrze dowiedział się 9 sierpnia od znajomego przez telefon. Dzisiaj jeden z wędkarzy powiedział bardzo ważną rzecz, że jeżeli jest jedno zgłoszenie to system powinien automatycznie zadziałać. To powinno być jak efekt domina. Tymczasem zarządzania kryzysem nie zadziałał. 
Wszystkie głosy i postulaty, które usłyszeliśmy podczas tego wysłuchania społecznego zabieramy do Sejmu i będziemy mówić na jutrzejszej komisji administracji czy komisji ochrony środowiska. Będziemy pytać: czemu rząd nie chce wprowadzenia stanu klęski żywiołowej – mówiła posłanka Katarzyna Kotula.
Źródło: wpunkt.online
Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie nadzoruje 32 tys. obiektów hydrotechnicznych w całej Polsce. Łącznie w ciągu 4 lat funkcjonowania zrealizowało przeszło 12 tys. różnego typu zadań. Gospodarstwo prowadzi inwestycje na łączną kwotę 20 mld zł. No tylko jakoś nikt tego nie widzi!? Rzeki jak wylewały tak wylewają, a na dodatek ryby masowo zdychają!? Wychodzi na to że urzędnicy w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie nic nie robią tylko stołki grzeją, i to za solidne pensje!?
Tak to jest jak w zarządzie spółki państwowej zasiada rodzina czołowych polityków PiS, którzy o wodzie wiedzą tyle że płynie z kranu!? 
11 08 2022 Polska jako land UE? Kowalski dla Niezalezna.pl: „Niemcy marzą o jednym wielkim superpaństwie".
Niemiecki rząd pod ostrzałem krytyki ze strony opinii publicznej. KPO dla Polski - nie wiadomo kiedy i czy w ogóle. Mrzonki Berlina o Tusku w roli szefa polskiego rządu. O tym wszystkim rozmawialiśmy z posłem Solidarnej Polski - Januszem Kowalskim. Coraz częściej słyszymy, że rząd Olafa Scholza coraz bardziej traci w oczach opinii publicznej. Teraz afera podatkowa, w tle dostawy broni, a w zasadzie ich brak - na Ukrainę, która dzielnie stawia czoła rosyjskiej agresji. Janusz Kowalski: Niemcy jako państwo zbankrutowały zarówno politycznie, jak i moralnie. Scholz kilkanaście tygodni temu nawoływał, że Niemcy są gotowe ponosić odpowiedzialność za sprawy Unii Europejskiej, w momencie, gdy same są słabe i bankrutują, krzyczą "więcej Europy, więcej Europy". Aż strach sobie wyobrazić co by było, gdyby Niemcy odpowiadały za UE, uzależniłyby ją jeszcze bardziej od Putina. Niemcy były, są i będą sojusznikami Rosji. Olaf Scholz, jak i większość niemieckiej sceny politycznej będą przeciwni dołączeniu Ukrainy do Unii Europejskiej. W mojej ocenie - rozpoczął się jeden z najpoważniejszych instytucjonalnych i geopolitycznych kryzysów UE. Moim zdaniem, linia podziału Unii Europejskiej będzie następująca - ci, którzy są za Rosją to jedna strona, a ci, którzy są przeciwko Rosji - druga strona. Sojusznikiem Rosji w tej całej geopolitycznej układance są Niemcy - wspierani oczywiście przez Francję na czele z Emmanuelem Macronem. To oznacza, że państwa bałtyckie,  które  słusznie obawiają się zagrożenia ze strony Rosji, bo za naszą wschodnią granicą jest prawdziwa wojna, nie mają wątpliwości, że te sojusze trzeba budować inaczej. Gdyby nie sojusz i partnerstwo z Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Niemcy nie zrobiłyby nic, żeby Ukrainie pomóc. Nasze gwarancje bezpieczeństwa trzeba opierać przede wszystkim na NATO. Unia Europejska jest przesiąknięta wpływami rosyjskimi...
Czy ta dość kuriozalna propozycja Niemiec w sprawie czołgów dla Polski też świadczy o tym, że działają oni zgodnie ze scenariuszem Kremla? Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że kłamstwo i niedotrzymywanie słowa jest wpisane w DNA niemieckiej polityki. Niemcy nawet w tak poważnej sytuacji, jaką jest wojna, nie potrafią dotrzymać słowa i przekazać czołgów, które były obiecywane podczas rozmów politycznych na najwyższym szczeblu. W takich rozmowach potrzebne jest zaufanie. Jeśli oni łamią dane słowo, nie dotrzymują obietnic, to oznacza, że mamy do czynienia z bardzo niewiarygodnym i fałszywym partnerem. Z tego właśnie Polska powinna wyciągać wnioski. Jakby nie patrzeć, Polska jest dziś w ogromnej potrzebie. Włożyliśmy ogromny wysiłek w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o pomoc Ukrainie. Mimo to, my pomocy ze strony Niemiec nie mamy. Wręcz przeciwnie, bo to Niemcy przewodzą dziś atakom na Polskę w Brukseli, Ursula von der Leyen - lider KE notorycznie atakuje Polskę, nakłada kolejne sankcje, jesteśmy poddawani presji, to są działania, które należy zakwalifikować jako działania na rzecz Putina. W sytuacji napiętej, osłabianie Polski - państwa członkowskiego - służy wyłącznie Putinowi, a na to właśnie jest przyzwolenie i Olafa Scholza, i CDU, i CSU, i niemal całej niemieckiej sceny politycznej. Jaki może być cel takich działań? Można mówić tu o celach czysto politycznych? Niemieccy politycy marzą o tym, żeby Polska stała się landem Unii Europejskiej. Żeby nie była krajem samodzielnym. W tym z pewnością pomogłoby im wygranie wyborów w 2023 roku przez proniemieckiego Donalda Tuska. O tym wspominała nie tak dawno temu przewodnicząca KE - Ursula von der Leyen - "Donald Tusk w roli premiera Polski". Jest to chyba dosyć jasno wyrażone stanowisko...
Niemcy wskazali swojego kandydata na premiera i jest to oczywiście Donald Tusk. Ten polityk doskonale wypełniał powierzone zadania w latach 2007-2014, będąc premierem Polski, realizował niemiecką politykę. Sam chełpił się kontaktami z Niemcami, sojuszami z Niemcami. Jego minister Radosław Sikorski wprost nawoływał Niemców do przejęcia pełnej odpowiedzialności za politykę unijną. Kolokwialnie mówiąc, krzyczał: "więcej Niemiec, więcej Niemiec". Dalej, w latach 2014-2019, pod skrzydłami Angeli Merkel - Tusk wykonywał idealnie swoją funkcję. Donald Tusk z perspektywy interesu niemieckiego jako szef Rady Europejskiej nie blokował Nord Streamu, nie walczył o polskie interesy, nie walczył o silne, suwerenne państwo.  Zachowywał się po prostu jak niemiecki polityk. W moim odczuciu on takim politykiem właśnie jest. Jest przesiąknięty niemieckim sposobem myślenia i polskie obywatelstwo mało tu znaczy. Teraz z kolei jest niemieckim kandydatem na polskiego premiera. Głównie dlatego Niemcy będą teraz skrupulatnie blokować unijne miliardy dla Polski. Mają w tym swój egoistyczny cel - zainstalowanie swojego premiera. Słusznie powiedział niedawno prezes Jarosław Kaczyński, który ocenił, że stawką nadchodzących wyborów będzie Polska niepodległa. Jeżeli wygrałby Donald Tusk - duża część niepodległości byłaby utracona w zaledwie kilka miesięcy. 
Warto wspomnieć również o propozycji KE, poprzedzonej pomysłem Niemiec, odnośnie dzielenia się gazem. Ładnie nazwano to "solidarnością europejską".
Ten przypadek również należy przeanalizować z ogromną uwagą... Niemcy sprawowali niezwykle egoistyczną politykę. Teraz, w obliczu zagrożenia chcą wykorzystać instytucje unijne w sposób cyniczny i dosłownie - ukraść nam gaz. W momencie, kiedy my robiliśmy wszystko, żeby uniezależniać się od rosyjskiego gazu, oni robili dokładnie odwrotnie - uzależniali się. Proszę zobaczyć, co teraz się dzieje. Niemcom brakuje gazu, więc postanowiono uruchomić całą machinę unijną, żeby im pomóc, w momencie, kiedy sprawy Polski ciągną się latami. To pokazuje tylko, że UE jest rządzona przez Niemcy. I znowu pojawia się tu opozycja z Donaldem Tuskiem na czele, która brutalnie atakuje polski rząd za to, że nie zgadza się na dyktat Niemiec. Na tym przykładzie ewidentnie widać, że nie działają w interesie polskim, tylko niemieckim. Mam nadzieję, że wielu wyborców PO przejrzy na oczy, że Platforma nie działa na rzecz Polski. Można się spodziewać tego, że jeśli Polska nie odda tego gazu, to będą naciskać, żądać i nakładać na Polskę ogromne kary. Czyli w tej sytuacji weto to nawet coś więcej niż konieczność...Polska zawetowała, ale niestety to rozporządzenie zostało i tak przyjęte. Sytuacja wygląda tak, że ten mechanizm jest nadal groźny. Zgadzam się z prezesem Kaczyńskim, który na każdym kroku powtarza, że to najważniejsze jest bezpieczeństwo energetyczne Polski. To, co reprezentują w tej kwestii Niemcy jest szalenie niebezpieczne i zagraża bezpieczeństwu milionów polskich rodzin. Widzimy, o ile wyższe są teraz ceny za energię. Składową tych podwyżek jest unijny podatek klimatyczny, nałożony przez UE z inicjatywy Niemiec. To powoduje wzrost inflacji i ubóstwo energetyczne milionów polskich rodzin. Uważam, że w obszarze energetycznym czeka nas ogromne starcie - nie tylko z Niemcami, ale całą Unia Europejską, ale wiem, że je wygramy. My jako prawica będziemy stać zawsze po stronie Polaków, zaś po stronie Niemców będzie Donald Tusk. I to jest właśnie ta linia podziału. Walkę o miejsce Polski w Unii Europejskiej rozstrzygną przyszłoroczne wybory. Pytanie brzmi następująco - czy chcemy mieć Polskę, która jest rządzona przez Polaków, czy chcemy mieć kadłubowy kraj, który jest landem Unii Europejskiej, rządzony przez namiestników Berlina.
Źródło: niezalezna.pl
To Polska znowu ma być Generalną Gubernią!?
Za niedługo w Polsce też będziemy mieli krainę mlekiem i miodem płynącą, tylko niech Kaczyński wygra kolejne wybory!?
Dla mnie nie żadnego znaczenia czy będę pod butem Berlina czy Moskwy!? Okupację sowiecką przeżyłem, i to całkiem dobrze, a dziś szkoda gadać!?
06 08 2022 To nie PiS podnosi cenę cukru w Polsce, ale Niemcy.
Ceny cukru mają uderzyć w PiS, tak jak nieprzekazywanie pieniędzy na Krajowy Plan Odbudowy. Ludzie głodni wywołują rewolucję i doprowadzają do zmiany władzy. Taki jest cel sterowanej z zewnątrz obecnej zmowy cenowej. Główni producenci cukru w Polsce mówią po niemiecku: Pfeifer & Langen Polska S.A., Südzucker Polska S.A. oraz Nordzucker Polska S.A. Jest jeszcze Krajowa Spółka Cukrowa S.A., ale to Niemcy rządzą. Cukier w Niemczech kosztuje 79 eurocentów, co po przeliczeniu daje ok. 3,70 zł. „Eksperci” mówią, że cenę podkręca niepotrzebna panika. A kto podkręca tę panikę? Czy pamiętacie Państwo, jak po przejęciu cukrowni przez Niemców kilkanaście lat temu ceny cukru urosły do ponad 6 zł za kg? Ludzie głodni wywołują rewolucję i doprowadzają do zmiany władzy, a to, że po rewolucjach żyje się gorzej, ma małe znaczenie. Tłum jest głupi. „Polska wśród liderów producentów cukru w Europie” – artykuł powstał 23 września 2021, https://poradnikhandlowca.com.pl/artykuly/polska-wsrod-liderow-producent...
A więc na polskim rynku jest dużo cukru ze zbiorów z tamtego roku. W tekście pada takie zdanie: „Polski przemysł cukrowniczy od lat generuje istotny procent wartości unijnego przemysłu cukrowniczego” – jest tylko poważny problem. Polski przemysł cukrowniczy mówi po niemiecku. Serce handlu również bije po niemieckiej, ale i francuskiej stronie. Nie jestem miłośnikiem obecnej władzy, ale twierdzenie, że za Jerzego Buzka, Leszka Millera, czy Tuska było lepiej, to bredzenie debili. Ale ludzie tak twierdzą. Manipulacjami gospodarczymi bardzo łatwo nakręcić manipulacje motłochu. Totalna opozycja – zdrajcy Polski, chce dać Niemcom władzę także nad polskimi sądami. Wiemy, że w Niemczech tamtejsi politycy wybierają sędziów, ale czemu Niemcy czepiają się Polski? Żeby doprowadzić do de facto likwidacji Polski. Cały system sądowniczy ma służyć budowie jednego europejskiego państwa. Przewodnicząca Komisji Europejskiej od 2019 roku Ursula Von der Leyen kilka dni temu powiedziała, że polscy sędziowie mają mieć możliwość kwestionowania statusu innych sędziów bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Tym samym UE chce anarchizacji Polski, walki w środowisku sędziowskim.
Europejczycy chcą, aby każde sędzia w Polsce był jak Stefan Michnik, Helena Wolińska, czy Roman Kryże. Jak anarchizacja Polski skończyła się w XVIII w., dobrze wiemy. Tu też należy przypomnieć, że cechą Niemców jest dehumanizacja ofiar. Niemcy chcą dokończyć swoje dzieło z 1 września 1939 roku. Ich nienawiść do Polaków jest już groteskowa. Niemcy nie będą mnie uczyć demokracji. Krajowy Plan Odbudowy? Zubożeni i wściekli Polacy mają ponownie wybrać ekipę Tuska. Dlatego Polsce wbija nóż w plecy. Jakie to niemieckie... Polska pomaga Ukrainie w wojnie z niemieckim sojusznikiem Rosją. Ma jednak spłacać unijne długi, na co zgodził się Morawiecki. Tymczasem Niemcy atakują Polskę chcąc zniszczyć naszą niepodległość. Akcja z zamknięciem kopalni w Turowie to również niemiecka sprawka. I żeby nie było, część pisowskiej elity ma sporo na sumieniu, a tym problemem jest np. Morawicki, Szumowski, zakup respiratorów czy brak opieki medycznej, przez co doszło do nadmiarowych zgonów w czasie paniki krowid-19. Ale ograniczeń żądało 50% obywateli. No i te skorumpowane środowiska medyczne, dla których śmierć pacjenta jest niczym.
Podziały były tu ponadpartyjne. Jednoczenie PiS wielu Polakom przywrócił godność: walczył z karuzelami VAT-owskimi, obniżył ZUS dla powstających firm, zwiększył kwotę wolną od podatku i obniżył podatki: pierwszy próg podatkowy - do kwoty nieprzekraczającej 120 000 zł. Stawka podatku od 1 lipca 2022 roku wynosi 12%. Tak, to prawdziwa rewolucja. PiS obniżył też VAT na jedzenie. I dba o emerytów, okradanych w latach tak komuny, jak i pod „odzyskaniu suwerenności”. W tym miejscu pewne prawicowe i konserwatywne media” są wściekle na te 13. I 14. emerytury, gdzie jest to wciąż krytykowane. Nie przeszkadza im to jednak żebrać o pieniądze na swoje utrzymanie. Chociaż PiS nie jest idealny, to warto zwrócić uwagę na patriotycznych liberałów”, których celem jest odsunięcie PiS od władzy. Swoją drogą żenujące są te polskie media internetowe, niby takie niepodległościowe, ale nie analizujące dokładnie rzeczywistości, pełne uprzedzeń. Tak, obecna władza zaczęła drukować pieniądze. Domyślam się, dzięki czemu zyskała taką możliwość – pozwoliły jej na to międzynarodowe struktury finansowe. To bardzo ważny czynnik faktycznej niepodległości. No i Andrzej Duda wchodzi w relacje z Chinami, chcąc, by były one stabilizatorem w Europie Środkowo-Wschodniej.
Krajowy Plan Odbudowy... To jeszcze nie czas na podział dobrej zmiany i wyrzucenia plew Morawickiego. Na tym skorzystają tylko zwolennicy Tuska i Niemcy. Swoją drogą, zwolennicy Tuska, jakimi są ograniczonymi ludźmi... Przecież wszystkie te wojny i wielkie wysiłki inwestowane na naprawę Polski są z winy tych, którzy chcą upadku Polski, jej bezmyślnego osłabiania, upadku gospodarczego w imię kosmopolitycznych bredni. I chociaż za przeciwników mamy kosmopolitycznych krótkowzrocznych, odpornych na dane statystyczne durniów, masochistów i sadystów, to PiS musi wygrać wybory. Ale żeby nie było tak łatwo, to nie może zyskać większości, ale stworzyć wspólny rząd z Konfederacją lub przynajmniej jej częścią. Niemcy i Rosja, nasi śmiertelni wrogowie, będą mieli wówczas trudniej.
Tłum jest głupi. Tusk niczym wodzirej, mógłby wyjść na mównicę i krzyczeć: Tłum jest głupi! Tłum jest głupi! Tłum jest głupi! A jego wyborcy będą skandować razem z nim. Od wielu lat, razem z różnymi ośrodkami wpływu krzyczą, żeby zniszczyć Polskę. Urodzeni niewolnicy. Wbrew pozorom nie ma co się nimi tak bardzo przejmować. Trzeba ich wziąć z buta. Wymyśli się kolejną pandemię i będą siedzieć cicho, jak na niewolników przystało. Ludzie, którzy niszczą własny kraj to śmieci i tak ich trzeba traktować.
Źródło: niepoprawni.pl
Wojna na Ukrainie trwa, bo jest to na rękę koncernom zbrojeniowym, bo wyprodukowaną broń gdzieś trzeba sprzedać!? USA teraz wtykają nos w sprawy Chin i Tajwanu tylko patrzeć jak wybuchnie kolejny konflikt zbrojny!?
Tylko patrzeć jak Mały Rycerz ogłosi stan wojenny, no i skończy się narzekanie na brak węgla, cukru, drożyznę....Zakupione czołgi zrobią porządek!? 
24 07 2022 "Stan po Burzy". Bajki Kaczyńskiego o cudownym Obajtku.
Sasin atakuje Morawieckiego węglem. Chłodnik Przyłębskiej receptą na upały. Szef rządu ma nóż na gardle. Wycieki wewnętrznych, rządowych dokumentów pokazują, że po ataku Rosji na Ukrainę Mateusz Morawiecki był ostrzegany, że w Polsce może zabraknąć węgla. Ostrzegali go odpowiedzialny za energetykę wicepremier Jacek Sasin oraz minister klimatu Anna Moskwa, zajmująca się surowcami. Mimo to premier przez wiele miesięcy nic z tym nie zrobił. Rzucił się na poszukiwanie węgla po całym świecie dopiero po tajnym alarmie Sasina z końca czerwca — wicepremier ostrzegał, że Polsce zabraknie węgla na zimę. Dziś Morawiecki robi dobrą minę do złej gry, zapowiadając, że węgla będzie w bród, podobnie zresztą jak gazu, ropy i innych surowców. Na razie to jednak tylko słowa — Morawiecki musi uspokajać nastroje, żeby nie doprowadzić do paniki i dalszych podwyżek cen surowców. Ale wiele wskazuje na to, że podejmując wiosną decyzję o wprowadzeniu embarga na węgiel z Rosji — popieraną zresztą przez opozycję — premier nie przeprowadził analiz, skąd można ściągnąć brakujący surowiec. Zdumiewające jest to, że w tej trudnej sytuacji z rządu niespodziewanie został wyrzucony Piotr Naimski, pełnomocnik do spraw dywersyfikacji źródeł energii. Pal licho, że nie wiadomo, czy będziemy mieli czym grzać zimą. Pal licho, że może zabraknąć energii i będzie wyłączany prąd. Pal licho, że cena benzyny może skoczyć do niebotycznego poziomu. Kluczowe było to, że Naimski sprzeciwiał się fuzji Orlenu z Lotosem — to połączenie firm paliwowych jest marzeniem Jarosława Kaczyńskiego, które obsesyjnie realizuje Daniel Obajtek. Naimski i jego ludzie uważają, że fuzja Orlenu z Lotosem otwiera Rosjanom możliwość wejścia na polski rynek paliwowy. Chodzi o to, że fuzji towarzyszy sprzedaż części Lotosu wybranym przez Obajtka firmom z Arabii Saudyjskiej i Węgier — a Naimski sądzi, że docelowo opchną one wszystko Rosjanom.
Czy to do Obajtka Naimski adresuje swoje pożegnanie z rządem? "Nie pierwsza to w moim dość długim już życiu dymisja. Ta przypada 30 lat po obaleniu rządu premiera Jana Olszewskiego, w którym pełniłem funkcję Szefa UOP." — napisał. Odwołanie się przez Naimskiego do mitu prawicy o obaleniu przez moskiewskich agentów rządu Olszewskiego i to w odniesieniu do przeprowadzanej przez Obajtka fuzji — widać, że w obozie władzy robi się naprawdę gorąco. "Stan po Burzy" — który w tym tygodniu prowadzą Andrzej Stankiewicz (Onet) oraz Renata Grochal ("Newsweek") — nie ma wątpliwości. Naimski padł ofiarą Obajtka, który omotał prezesa PiS i jest w tej chwili de facto drugą osobą w państwie.
Zdumiewająca jest ta słabość Kaczyńskiego do Obajtka, oparta w dodatku na nieprawdzie i kłamstwach. Jeżdżąc po Polsce Kaczyński opowiada o Obajtku takie rzeczy, że aż zęby bolą — sam Obajtek musiał mu nawciskać kitu. Sprawdziliśmy choćby wypowiedzi Kaczyńskiego na spotkaniu z mieszkańcami Grójca. Odpowiadając na pytanie o niskie ceny skupu cukinii, Kaczyński — nie wiedzieć czemu — perorował o Pcimiu, który za wójta Obajtka miał płynąć mlekiem i miodem. "Stworzył jedyny do tej pory w Polsce sklep w stylu amerykańskim, gdzie można wjechać samochodem i prosto z samochodu kupować, brać z półek. Zbudował potężną sieć dróg rowerowych, stworzył żłobek i przedszkole w każdej wsi, wykorzystując do tego różne pomieszczenia. Dokonywał, można powiedzieć, niesłychanych rzeczy" — twierdzi szef PiS. Jak sprawdził reporter Onetu Tomasz Mateusiak, w całej gminie nie ma ani jednego żłobka. Przedszkole jest jedno i dodatkowo 3 punkty przedszkolne w trzech kolejnych wsiach. Tras rowerowych jest niewiele ponad 4 km. Jedyny w Polsce sklep drive-thru? Najstarsi pcimianie o nim nie słyszeli. W sumie to już nawet nie jesteśmy zdziwieni, że głównym strategiem paliwowym — i to w czasach wojny — jest człowiek, o którego przeszłości nie wiemy nic pewnego. Wystarczy nam jednak decyzja Kaczyńskiego — wszak to on jeden jedyny ma prawo zadekretować, że Obajtek jest cudowny. My się po prostu trzymajmy za portfele, bez względu czy myślimy Naimskim czy nie. Sasin uderza Morawieckiego węglem. Morawiecki oddaje też węglem. Czy przybędzie od tego węgla dla nas?
Niedługo minie pół roku od wybuchu wojny. Widać wyraźnie, że znaleźliśmy się w kryzysie nie tylko militarnym i politycznym, ale także energetycznym. Rząd wstrzymał zakup węgla z Rosji, ze względu na sankcje nie kupujemy także ropy, a gaz Rosja odcięła nam sama. W ten sposób nie mamy surowców, które stanowiły dużą część naszego miksu energetycznego.
Morawiecki walczy o życie, bo jeśli nie zdoła złagodzić kryzysu, to może skończyć jako energetyczny zderzak PiS — prezes Kaczyński może go wymienić jeszcze przed wyborami. Jeśli okaże się, że węgiel jest bardzo drogi, albo nie ma go wcale, to Morawiecki zostanie przesunięty na inne odpowiedzialne stanowisko, a zastąpi go np. minister obrony Mariusz Błaszczak, który od dłuższego czasu szykuje się na urząd premiera.
Błaszczaka popiera grupa wrogów Morawieckiego — nie tylko Sasin, ale także była premier Beata Szydło, czy marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Na razie Kaczyński oficjalnie broni premiera. "Gdyby taka grupa miała takie cele, to musiałaby mieć na celu jeszcze jedno odwołanie. To znaczy mnie. Z tego względu, że do tej pory było tak, że bez mojej zgody nie dałoby się odwołać premiera. Krótko mówiąc takiej zgody nie ma. To są wymysły. Jeżeli wygramy, to sądzę, że rzadko się zdarza, by ktoś zwycięskiego premiera zmieniał." — powiedział prezes PiS, pytany o spotkania spiskowców w resorcie Sasina. Przyłębska promuje swą kuchnię w Brukseli. Czy Obajtek serwuje Kaczyńskiemu ruskie? Jeśli premierowi robi się gorąco, to dla ochłody polecamy sztandarowe danie szefowej Trybunału Konstytucyjnego. Julia Przyłębska postanowiła przemówić w europejskim serwisie Politico, który czyta cała Bruksela i politycy w stolicach krajów UE. "Muszę nieskromnie powiedzieć, że bardzo dobrze gotuję" – chwali się tam szefowa TK, z dumą podkreślając, że jej specjalnością jest chłodnik litewski. Wychwalając swój talent kulinarny, Przyłębska przyznała, że regularnie spotyka się z Kaczyńskim, z którym "rozmawia jedynie o kulturze i historii, a nigdy o polityce". — To fascynujący człowiek, który opowiada wiele ciekawych historii o życiu. Świadek historii — mówi wniebowzięta.
Źródło: onet,pl
Módlmy się, bo tylko żarliwa modlitwa nas ogrzeje, i nakarmi!? Brawo, węgla mamy na 200 lat, a my mamy zacisnąć zęby i marznąć, taka jest dobra rada premiera!? Jak tak dalej będzie to przyjdzie nam mieszkać w szałasach, przy ogniskach, i jeść to co uzbieramy, upolujemy!? 
23 07 2022 Jachira, Wcisło, Truskolaski i autorka książek „Nie dla idiotów”…
Byłem przekonany, że Jachira - autorka skeczów i happeningów sejmowych, w których np. rozrzucała fałszywe pieniądze z galerii Sejmu RP – uda się na zasłużony wypoczynek z dala od znienawidzonej Polski Kaczyńskiego. A tu siurpryza! Nienawidząca Polaków animatorka sejmowych spektakli publicznie zwierzyła się, że na „wypoczyn” udaje do polskich dziur i ciemnogrodów – zamiast wypoczywać w centrum Berlina lub w bratniej Brukseli! A więc nie tam, gdzie z samego serca Europy płyną połajanki skierowane do reżimu, który łamie obowiązujące w Europie wartości a zwłaszcza – tak umiłowaną przez Europę praworządność!  Czyżby posłanka Jachira – nie dość, że pełni w Platformie Obywatelskiej ważną rolę artystki sal sejmowych – jest także masochistką ? O swoim urlopie Jachira postanowiła zwierzyć się Narodowi z mównicy sejmowej – oczywiście – atakując przy okazji telewizję publiczną oraz mieszkańców polskich miasteczek : "Dzięki TVPiS jestem szczególnie popularna w różnych dziurach i ciemnogrodach, a chciałabym trochę odpocząć w te wakacje".
Każdy Polak mieszkający zwłaszcza w dziurze lub ciemnogrodzie doskonale wie, że taka telewizja niemiecka w ogóle o Jachirze nie wspomina, dzięki czemu nikt nie zna Jachiry w cywilizowanej części Europy. Jachira jest po prostu Nikim w prawdziwej Europie, choć jest szczególnie popularna w polskich dziurach i ciemnogrodach. Co gorsza – Jachira skarży się na tę popularność – zamiast podziękować prezesowi Kurskiemu! A tu znów siurpryza! Wybitna autorka sejmowych happeningów – a zarazem ulubienica Platformy Obywatelskiej i jej byłego prezesa Schetyny - zwraca się z wysokości mównicy Sejmu RP do Narodu o pomoc, wykrzykując: „Chciałabym, żebyście przekazali Jackowi Kurskiemu, że ja już nie potrzebuję więcej reklamy!” (sic!)
Czyżby autorka spektakli marionetkowych w Sejmie RP miała już dość reklamy, na którą sama zapracowała swoją ciężką pracą sejmową w Platformie Obywatelskiej?
Dlaczego więc Jachira – zamiast do Europy pcha się na zasłużony wypoczynek do dziur i ciemnogrodów, gdzie mieszkają opluwani przez nią ludzie, do których nie trafia tfurczość Jachiry? Czyżby Jachira odczuwała przyjemność z drwin i wytykania jej palcami, gdy się tylko pojawi w dziurze, czy w ciemnogrodzie?
W innej sytuacji jest noblistka Olga Tokarczuk z jej książkami „nie dla idiotów”. Wiadomo więc, że w polskich dziurach i ciemnogrodach nikt nie zna nie tylko książek Tokarczuk ale i samej noblistki. Olga Tokarczuk może więc udać się na wypoczynek do dowolnego ciemnogrodu bez obawy, że ją ktoś rozpozna i zacznie np. mobbingować… Jachira, która ma dość reklamy jest przeciwieństwem posłanki Platformy Obywatelskiej Marty Wcisło, która desperacko walczy o swoją popularność nie tylko w programach TVPInfo, ale także z mównicy Sejmu RP: „Dosyć tego!' Stop PCK. I CPK! I innym nazwom” – wykrzyczała posłanka Platformy. Wcisło wykrzyczała to jednak w dobrej przecież wierze, gdyż führer totalnej opozycji zapowiedział likwidację TVP, IPN, CBA, KRS, Trybunału Konstytucyjnego oraz jego sędziów oraz NBP wraz z prezesem Glapińskim – więc dlaczego Donald Tusk nie miałby zlikwidować także Polskiego Czerwonego Krzyża? Zwłaszcza, że Tusk zapowiedział usuwanie wszystkich Krzyży w Polsce! Posłanka PO Marta Wcisło zapewniła sobie tym samym darmową reklamę w TVP – taką jaką zdobyła już Klaudia Jachira...
Do poziomu Jachiry zbliżył się też białostocki poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Truskolaski, załączając na Twitterze zdjęcie pustych półek „w jednym z popularnych dyskontów”. Truskolaski nie tylko dołączył do poziomu Jachiry ale także do akcji zachodnich dyskontów, którzy na panice zarobili już krocie – drastycznie zwiększając ceny cukru. Przy okazji spreparowanej paniki poseł Platformy Obywatelskiej Truskolaski osiągnął wyżyny absurdu i popularność we wsi i w miastach załączając do swojego wpisu fotografię z Biedronki: „Węgla nie ma. Cukru oraz soli też brak jak można dziś zobaczyć w Białymstoku - w jednym z popularnych dyskontów”
Brak węgla na półkach Biedronki w Białymstoku to prawdziwy dramat dla posła Platformy Obywatelskiej. Bo gdzie teraz każdy poseł Platformy Obywatelskiej zakupi węgiel, choćby nawet wziął od reżimu PIS trzy tysiące złotych – przeciwko czemu zagłosowała cała opozycja lub też wstrzymała się od głosu? Wstrzymanie się od głosu posłów Platformy Obywatelskiej niestety nie dotyczy ich występów w mediach społecznościowych. I choć Jachira ma już dość reklamy – inni posłowie Platformy Obywatelskiej desperacko walczą o popularność nie tylko we wszystkich mediach, w dziurach i w ciemnogrodach – ale także w miastach mniejszych i większych. Zwłaszcza zaś tam, gdzie mieszkają czytelnicy książek Olgi Tokarczuk …
Źródło: niepoprawni.pl
Jachira to aktorka, dla której najważniejsze są oklaski, kiedy zapada kurtyna!? 
Z forum: Komunizm jest jak opium dla ludu w tym znaczeniu, że znieczula i paraliżuje intelekt ludzki. Opium jest narkotykiem, który stępia wyższe intelektualne zdolności człowieka, ale dopuszcza funkcjonowanie niższych funkcji wegetatywnych i zwierzęcych. Człowiek pod wpływem narkotyku nie może myśleć, ale może oddychać; nie ma własnej woli, ale może trawić; nie jest zdolny nadążać za procesem myślenia, ale jego krew krąży.
17 07 2022 W kierunku likwidacji ubóstwa energetycznego.
Choć z pozoru pełnia lata nie wydaje się okresem właściwym do zajmowania się tzw. kopciuchami, jednak warto uświadomić sobie, że wciąż ok. 3 mln gospodarstw domowych w naszym kraju ogrzewa swoje mieszkania piecami na węgiel czy drewno. To o tyle istotne, że - według publikowanych szacunków - zanieczyszczenia z sektora komunalno-bytowego odpowiadają za ponad 80% emisji szkodliwych pyłów w skali całego kraju. Rzecz jasna to zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym problem ten jest szczególnie odczuwalny. A może pogłębić się w okresie nadchodzącej zimy, gdy - w sytuacji drożejącego na rynkach światowych węgla - nawet przy obowiązywaniu programu, w ramach którego niedawno zagwarantowana przez rząd cena dla odbiorców indywidualnych wynosi niemal 1000 tys. zł/tonę, a jednocześnie odpowiednie rekompensaty zostaną przekazane sprzedawcom, którzy zechcą włączyć się do programu. Nie wiadomo bowiem, czy w najbliższych miesiącach średnia cena rynkowa na rynkach światowych, zwłaszcza w krajach skąd sprowadzany jest obecnie do Polski - w miejsce dotychczasowego: relatywnie taniego, rosyjskiego - nie zacznie ponownie rosnąć. W wielu przypadkach mogłoby to prowadzić do zachowań znanych z poprzednich lat, gdy, zwłaszcza w najuboższych gospodarstwach domowych, stosowano najtańszy, złej jakości węgiel i jego pochodne, a niejednokrotnie nawet śmieci.
Tymczasem, choć w ostatnich siedmiu latach lat liczba starych pieców węglowych spadła o niemal 850 tys. sztuk, problem smogu w miesiącach zimowych nadal daje się we znaki. Jest on sprawcą wielu rozmaitych chorób, a - według badań WHO - może nawet w 30% podwyższać ryzyko wystąpienia raka. To wystarczająco istotne powody, wskutek których od 2018 r. w całym kraju trwa akcja likwidacji tych źródeł ogrzewania połączona z ich zamianą na źródła zero- i niskoemisyjne. Organizatorem tych działań jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, wykorzystujący do finansowania przedsięwzięcia środki unijne. Jak poinformował NFOŚiGW od wczoraj ruszył program „Czyste Powietrze Plus”. Na wymianę starego pieca węglowego oraz kompleksową termomodernizację domu jednorodzinnego beneficjenci dostaną z NFOŚiGW dofinansowanie wyższe niż w dotychczasowych wersjach programu o 10 tys. zł. Ponadto, w przypadku osób o niskich dochodach maksymalna dotacja może wynieść nawet 79 tys. zł. Program w obecnej wersji wprowadza także prefinansowanie, a więc możliwość otrzymania pieniędzy na wymianę kopciucha i termomodernizację domu jeszcze przed rozpoczęciem remontu. Będzie jeszcze łatwiej dostępny przez co szybciej wdrażany, a przede wszystkim stanie się atrakcyjniejszy dla osób o niskich dochodach - w ocenie ministerstwa klimatu i środowiska. A to ułatwi przyspieszenie likwidacji w polskim społeczeństwie zjawiska ubóstwa energetycznego.
Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska zaznacza przy tym, że: - wsparcie finansowe większe o 10 tys. zł ma szczególne znaczenie w obecnej sytuacji gospodarczej, kiedy zmagamy się ze wzrostem cen nośników energii. Aktualizacja maksymalnych kwot dofinansowania pozwoli mniej zarabiającym beneficjentom na wykonanie szerszego zakresu prac, a wprowadzenie prefinansowania, czyli wypłaty zaliczki na poczet wydatków związanych z remontem, otworzy nowe możliwości przed osobami, które dotychczas nie miały dostatecznych środków na rozpoczęcie przedsięwzięcia. Ponadto „Czyste Powietrze plus”, po obecnych zmianach, przewiduje m.in. wzrost górnego pułapu dofinansowania do 79 tys. zł - gdy osoba uczestnicząca w programie dysponuje średnimi miesięcznymi dochodami do 1260 zł/osobę w gospodarstwach jednoosobowych (do 900 zł w wieloosobowych) . Zaś jednoczesne zastosowanie nowego rozwiązania finansowego, jakim jest prefinansowanie sprawi, że „z wyprzedzeniem” będzie można otrzymać aż do 50 proc. przewidzianej kwoty dotacji. Oznacza to, że obecnie pieniądze, z odpowiedniego terytorialnie dla danego domu wojewódzkiego FOŚIGW wpłyną bezpośrednio na rachunek wykonawcy robót w terminie do 14 dni od daty zawarcia umowy o dofinansowanie. A zatem inaczej niż dotąd, gdy wypłata dotacji odbywała się w formie refundacji dopiero po zakończeniu części lub całości przedsięwzięcia.
Na program „Czyste Powietrze plus” przeznaczono 1,8 mld zł. - Liczymy, że dzięki temu jeszcze tego lata i tej jesieni rozpoczną się remonty w polskich domach. Szacujemy, że ponad 37 tysięcy rodzin w całej Polsce może skorzystać z programu i przejść na bardziej ekologiczne źródła ogrzewania swoich domów - ocenia szefowa resortu klimatu i środowiska. Jak więc widać droga do całkowitej likwidacji problemu smogu w polskich miastach i wsiach jeszcze daleka.
Źródło: naszeblogi.pl
Czy nadal dotacja równa się z zaciągnięciem wysoko oprocentowanego kredytu!? Jeśli mam niskie dochody, to nawet przy dotacji nie jest mnie stać na ocieplenie budynku!? Poza tym istnieje duże ryzyko że nie otrzymam dotacji, bo coś tam.....!? W tamtym roku ociepliłem budynek, wiem ile to kosztowało, dobrze że mieszkają z nami dwaj dobrze zarabiający synowie, i dołożyli się, inaczej z dwóch emerytur nie byłoby mnie stać na ocieplenie budynku!? I na całe szczęście nie wymieniłem kopciucha, to jakoś zimę przetrwamy!?
Z forum: Zawracanie d-py. Kopciuch jest OK. Nagonka trwa, by kupować od Niemców piece, które za parę lat znowu okażą się nieekologiczne. Już teraz w Niemczech trzeba wymieniać piece gazowe na piece na zrębki, które to piece tak naprawdę są kopciuchami z odpowiednim certyfikatem. Czyli zlikwiduj kopciucha, kup gazowy, potem zlikwiduj gazowy, kup nowego kopciucha, ale z certyfikatem. Naciąganie ludzi w najlepsze. Wojna na karku, najbezpieczniejsze ogrzewanie to kopciuch, który przyjmie wszystko. Gazu, prądu może nie być. Co wtedy? Trzeba znowu brać węgiel ze wschodu. Ropa płynie cały czas, a węgiel upuści krwi Ukraińcom? Jakieś faryzejskie myślenie. Chyba, by wywołać rozruchy na jesieni, kiedy nie będzie czym ogrzać domu. Ukraina cały czas bierze ropę i gaz z Rosji. Nie bądźmy bardziej święci od Papieża. 
17 07 2022 Jarosław Kaczyński: Daj Boże, przyjdzie czas, że to Zachód będzie u nas zbierać szparagi.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński spotkał się w piątek z mieszkańcami Płocka, gdzie przekonywał, że jego ugrupowania "dokonało wielkiego postępu nie podnosząc podatków, ale je obniżając". - Nasza płaca minimalna względem siły nabywczej pieniądza jest lepsza niż amerykańska i niemiecka. Śmiano się ze mnie, jak mówiłem, że euro jest warte w Niemczech co najwyżej 3 złote - stwierdził prezes PiS, podtrzymując tę tezę. - Trzeba nie mieć kompleksów, że jesteśmy gorsi i słabsi. Już teraz nie ma nas na polach szparagów, a daj Boże, przyjdzie jeszcze czas, że ci z Zachodu będą przyjeżdżać do nas na szparagi - dodał. Jarosław Kaczyński wskazał, że po siedmiu latach rządów PiS "Polska jest o 30 proc. bogatsza". - Dokonaliśmy wielkiego postępu nie podnosząc podatków, ale je obniżając - uznał. - To wydaje się sprzeczne, niemożliwe, a nam się to udało - dodał. 
- Cudowne możliwości i umiejętności, których inni nie mają? Nie. Po prostu wiedzieliśmy, że droga wybrana po '89 roku była zła - kontynuował w Płocku prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Panowało gigantyczne złodziejstwo, gigantyczne rozkradanie kraju i marnotrawstwo - ocenił. - Wiedzieliśmy, kto zyskuje, a kto ma mniejsze szanse. Nie wierzyliśmy w propagandowy zabieg, że nie zyskują tylko niedołężni - dodawał.  W dalszej części swojego wystąpienia Kaczyński wskazał, że PiS wydał "wiele miliardów złotych" na politykę społeczną.  - Sprawy bezpieczeństwa i geopolityki traktowaliśmy bardzo poważne. Wywiązywaliśmy się z naszych zobowiązań wobec NATO, najpierw 2 proc. PKB na zbrojenia, a teraz plan jest jeszcze większy, trudniejszy - 5 proc. PKB - mówił Kaczyński. - Nasze wielkie plany zbrojeniowe wynikają z chęci odstraszenia Rosji - uzasadnił. - Świat wcale się nie zmienił, nie ma końca historii, dlatego najlepiej odstraszyć Rosję - mówił. Zdaniem Kaczyńskiego, gdyby Ukraina broniła się krótko, nikt nie wyszedłby temu krajowi z pomocą. - Wojna Polski nie dotknie, jeśli Rosja uzna, że atak na Polskę się nie opłaci - kontynuował. 
- My w tej chwili płacę minimalną, liczoną wedle siły nabywczej, to jest obliczenie Unii Europejskiej, mamy wyższą niż amerykańska, (...) niższą niż niemiecka, mniej więcej na poziomie Hiszpanii, tuż tuż za Słowenią i niedaleko za dwoma, trzema państwami. Cala reszta jest poniżej nas. Powtarzam, tu chodzi o siłę nabywczą. Jeszcze raz tłumaczę, bo śmiano się ze mnie, gdy powiedziałem, zresztą bardzo ostrożnie, że euro jest warte w Niemczech co najwyżej 3 zł. Teraz to obliczono i nawet "Gazeta Wyborcza" przyznała, że jest warte najwyżej 2,55. Ale wielu ludzi ciągle tego nie rozumie, że czym innym jest wartość na giełdzie, wartość, relacja walutowa, a czym innym wartość w sile nabywczej - tłumaczył Jarosław Kaczyński. 
- Powinniśmy być w Unii Europejskiej, to nam bardzo pomaga - kontynuował. - Ale w tym wszystkim musimy zachować podstawową wartość, czyli suwerenne państwo - podkreślił prezes PiS. Kaczyński zaznaczył przy tym, że "Unia jest nośnikiem lewackiej ideologii". - Z całym szacunkiem do Portugalczyków, ale my się nie zrozumiemy - uznał nagle Kaczyński.  - Marsz do przodu. Mamy dobrobyt i prawdziwą wolność - obwieścił prezes PiS. Za chwilę dodał jednak, że Polskę czeka kryzys spowodowany sytuacją geopolityczną. - Przyszłe wybory skończą się naszym sukcesem - nie wątpi Kaczyński. - Innych w Polsce nie ma, dlatego to będzie nasze zwycięstwo - uznał prezes partii rządzącej.
Po przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego rozpoczęła się seria wcześniej przygotowanych pytań. W jednym z nich pojawiło się odniesienie do reparacji od Niemiec i sugestia, że ubieganie się o reparacje nie podoba się liderowi PO Donaldowi Tuskowi. - Pan każe, sługa musi - mówił w tym kontekście o Donaldzie Tusku Kaczyński. Wskazał też, że 1 września światło dzienne ujrzy raport na temat reparacji.  Jarosław Kaczyński skomentował również nową odsłonę sporu Polski i Komisji Europejskiej o wymiar sprawiedliwości i tzw. kamienie milowe. - Koniec tego dobrego - oznajmił prezes PiS, wskazując, że KE "nie ma żadnego prawa" ingerować w polski wymiar sprawiedliwości. Przypomnijmy, że po wielu miesiącach sporu o wypłatę Polsce środków z KPO, KE w końcu dała rządowi zielone światło, jednak sprawa wciąż nie jest jednoznaczna. - Zaproponowana przez otoczenie prezydenta ustawa reformująca Sąd Najwyższy nie spełnia kamieni milowych - przekazała pod koniec czerwca wiceszefowa Komisji Europejskiej Vera Jourova.
Źródło: interia.pl
Już oczami wyobraźni widzę pełne pociągi Niemców jadących na roboty do Polski.
Jednak Kaczyński ma coś z Urbana, jak już wytłumaczy, to śmieje się z tego cała Polska, bo nikt nie wie o co mu chodziło!?
Musimy przyzwyczaić się do życia w bogatyźmie zafundowanym nam przez Kaczyńskiego i Morawieckiego!? Obiecali nam życie na wyższym poziomie jak na Zachodzie, i dotrzymali słowa!? Poziom Polski staje się poziomem dla Zachodu!?
Doganianie Niemiec to taka jazda rowerem, w którym założono jedno koło amerykańskie, a drugie rosyjskie. Takim rowerem nie pojedziesz, bo każde koło chce kręcić w swoją stronę, a Merkel steruje hamulcami!?
Z forum: Nawet Ameryka pustoszeje,wszyscy jadą do Polski pracować.
Wodzu podziel się tym ziołem żebyśmy też czuli taki odlot.
Już kiedyś chciał mieć Budapeszt w Polsce.............
Jarek wyjdź na miasto,zobacz ile co w sklepach kosztuje. Ile kosztuje fryzjer,paliwo na stacji itd itp. Zobacz co ty z tą swoją bandą klakierów i nieudaczników narobiłeś w Polsce!!!!
14 07 2022 Bolszewicka rewolucja Donalda Tuska.
Donald Tusk zapowiadając na spotkaniach z wyborcami Platformy rozprawienie się z PIS-em w istocie zapowiada Polakom bolszewicką rewolucję – totalny chaos i w końcu upadek polskiej państwowości. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej chce bowiem siłowo usunąć z urzędu nie tylko prezesa Narodowego Banku Polskiego. Podobne plany ma wobec między innymi sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Tak o swoich pomysłach mówił w maju w Stargardzie: – Trzeba będzie kilku odważnych ludzi, którzy wyproszą panie i panów, którzy nielegalnie zajmują miejsca i wyprowadzi się ich z budynku – zaznaczył Donald Tusk. Pomysł ten Tusk powtórzył także w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: – Jak się pani Julia Przyłębska przykuje do fotela, to co? – pytała dziennikarka „Gazety Wyborczej”. – To trzeba będzie ją odkuć – odpowiedział Donald Tusk.
Sponsorowanemu przez Niemców Tuskowi – wbrew Izie Leszczynie, która zarzekała się, że nie ujawni przed wyborami programu Platformy Obywatelskiej - udało się na spotkaniach z wyborcami ujawnić cały, bolszewicki program PO, którego celem jest doprowadzenie w Polsce do rewolucji i zamieszek na ulicach polskich miast. Zwłaszcza wtedy, gdy PO przegra przyszłoroczne wybory! Taka zrewoltowana Polska stanie się łatwym łupem dla Niemców, którzy w umowie koalicyjnej rządu Scholza zapisali plan federalizacji Europy: – Przyjdzie moment, że na ulicy też się wszyscy zorganizujemy, jeśli ta władza nie zniknie – przekonywał Donald Tusk. Tusk jest więc dla Niemców jedynym gwarantem, że Polska stanie się marionetkowym państwem, z niemiecką walutą i rządem realizującym plany Scholza i jego koalicjantów. – Jeśli jedyny program Donalda Tuska jest taki, że po przegranych wyborach będzie wychodził na ulicę, a jak wygra, to wyprowadzi prezesa Adama Glapińskiego z Narodowego Banku Polskiego, bo jest niby nielegalny, to jest to żenujące, poniżej jakiejkolwiek krytyki – ocenił minister prof. Przemysław Czarnek. Ocena min. Czarnka jest delikatna, gdyż w istocie Tusk zapowiada Polakom rewolucję – na wzór rewolucji bolszewickiej. Niemcy, którzy sfinansowali powstanie Platformy Obywatelskiej i zainwestowali w Donalda Tuska postępują bowiem dokładnie tak samo, gdy finansowali Włodzimierza Lenina i bolszewicką rewolucję.
Przypomnę więc, że w rozpaczliwej sytuacji I wojny światowej, gdy Niemcy walczyli na dwóch frontach - z perspektywą przystąpienia Stanów Zjednoczonych do Ententy i nieuchronną klęską - sztabowcy kajzera Wilhelma II Hohenzollerna zdecydowali się na pokerową zagrywkę, a asem w ich talii miał być niezbyt jeszcze znany rosyjski rewolucjonista Włodzimierz Iljicz Lenin. W przeciwieństwie do swoich pobratymców, Lenin nawoływał rodaków do przerwania wojny z Niemcami, obalenia raczkującej w Rosji burżuazyjnej republiki i do ustanowienia dyktatury proletariatu. Nikt wprawdzie nie wiedział, czym będzie dyktatura proletariatu, lecz sama perspektywa destabilizacji Rosji zadecydowała o sfinansowaniu Lenina. W Berlinie zapadła decyzja o przerzuceniu Lenina ze Szwajcarii – dokąd dotarł uciekając przed carskimi represjami – przez Niemcy do Rosji. Niemcy przetransportowali Lenina w zapieczętowanym wagonie, niczym zarazek dżumy, ze Szwajcarii do Rosji. Zaraza przerosła jednak niemieckie oczekiwania. Nie ulega kwestii, że przed wyjazdem do Rosji zainkasował prawie 3 tys. rubli. Płacili Niemcy, a pieniądze dostarczył Jakub Hanecki Fürstenberg, zwany później skarbnikiem Lenina. To jednak drobnostka w porównaniu z kwotami, które bolszewicy otrzymali z Niemiec przez następne miesiące. Historycy oceniają, że było to od 30 do 50 mln marek, co odpowiadałoby wartości nawet 10 ton złota. Pieniądze płynęły przez Szwecję, za pośrednictwem kilku prywatnych firm „krzaków”…
A ile pieniędzy Niemcy zapłacili Tuskowi na utworzenie pro-niemieckiej partii w Polsce? Kongres Liberalno-Demokratyczny, którego jednym z liderów na początku lat 90. był Donald Tusk, miał otrzymać od niemieckiej CDU bezzwrotną pożyczkę w wysokości miliona marek - twierdzi Paweł Piskorski. „To były pieniądze w gotówce, które działacze KLD wymieniali w kantorach na złotówki w Warszawie. Pieniądze poszły na budowanie partii w 1991 r” - cytuje "Wprost". – Donald Tusk przyjmował różnego rodzaju użyteczne w kampanii wyborczej rzeczy, jak na przykład samochody od biznesmenów – to wiedzieli wszyscy w KLD, to nie jest żadna tajemnica – mówił Piskorski. „Gdy nasz członek, nawet członek władz, Andrzej Gocman z Krakowa, pożyczał samochód Donaldowi, to równolegle starał się o prywatyzację na swoją rzecz Krakchemii przez Janusza Lewandowskiego” – pisze Piskorski w swojej książce "Między nami liberałami"…
Paradoksalnie podobnie postępowali finansowani przez Niemców bolszewicy! Zaraz po rewolucji, podczas wojny domowej w Rosji, dwóch zaufanych towarzyszy poszukiwało kompromitujących dokumentów, pozostałych po obalonym burżuazyjnym rządzie tymczasowym. Już w listopadzie 1917 roku poinformowali oni Trockiego o odnalezieniu i zniszczeniu dyspozycji niemieckiego Banku Cesarskiego nr 7433, opatrzonej datą 2 marca 1917 roku. Dokument ten oraz inne odkryte materiały dotyczył wypłat na propagandę pokojową w Rosji. Widniały w nim m.in. nazwiska Lenina, Zinowiewa, Kamieniewa i Trockiego. Sprawa rozeszła się po kościach – tak jak sprawa powstania za niemieckie pieniądze partii KLD i Platformy Obywatelskiej... Dziś – czysty jak łzy Beaty Sawickiej Donald Tusk może więc na wiecach Platformy Obywatelskiej ryczeć, że „przywróci praworządność” i „normalność”. Oczywiście - na ulicy i za niemieckie pieniądze oraz przez Fundację Adenauera a także przy pomocy bojówek, złożonych z „silnych ludzi” „odkuwających” z konstytucyjnych stanowisk wrogów Platformy Obywatelskiej… W tle sponsorowanej przez Niemców planów bolszewickiej rewolucji Donalda jest (tak jak za czasów Lenina!)  wojna i nadzieja, że Rosja ją zakończy i uratuje w ten sposób gospodarczą zapaść Niemiec – pozbawionych rosyjskiego gazu. To się stać może tylko wtedy, gdy zdobyta przez Tuska i Platformę Obywatelską Polska – przestanie pomagać Ukrainie i gdy wysunięty przez Tuska na ministra spraw zagranicznych Radosław Sikorski zagrozi Ukraińcom że wszyscy zginą, gdy nie podpiszą paktu z Putinem…
Źródło: niepoprawni.pl
No a kto ma rozliczyć tych co dziś u władzy!? Ci co ją przejmą będą tacy sami a nawet jeszcze gorsi!? Ulica, a kto ją poprowadzi, wszak liderzy zostali kupieni przez partię!? Zatem kolejny raz trafimy w łapy najgorszego elementu społeczeństw!? Nie potrafiono rozliczyć Jaruzelskiego, Kiszczaka, a myślicie, że rozliczą Kaczyńskiego!? Norymbergi długo jeszcze nie będzie!?
Jakoś w to rozliczenie nie wierzę!? Pamiętacie jak PiS przejmował władzę jak miał tych z PO rozliczyć, do więzienia wsadzić!? Teraz ci z PO chcą rozliczyć tych z PiS-u!? A mnie się wydaje że rozliczenia powinniśmy od Wałęsy, KOR-u zacząć!? 
09 07 2022 Premier Morawiecki przestrzega przed powrotem rządów PO. „Tusk - znaczy bieda. Nie chcemy powrotu biedy"
Premier Mateusz Morawiecki spotkał się dziś z mieszkańcami Rypina (woj. kujawsko-pomorskie). - Uważajmy, (...) bo to jest prawdziwy program PO: zlikwidować naszą politykę społeczną. Oni chcą powrotu do tego, jak było. (...) A jak było? Stara bieda, prawo dżungli, ubóstwo i chaos. Nie pozwolimy na to - zwrócił się do zgromadzonych. Morawiecki rozpoczął swoje wystąpienie od - jak powiedział - "czegoś bardzo niepokojącego, co mocno nim wstrząsnęło". "W internecie przejrzałem sobie relację ze spotkania pana Donalda Tuska z wyborcami i działaczami PO i podczas tego spotkania padł bardzo charakterystyczny głos, jednoznaczne stanowisko: my, członkowie PO - mówił jeden pan - jeden pan mówił, że ma nadzieję na to, że PO, gdyby wróciła, nie daj Boże, do władzy, to odbierze 500 plus, odbierze 13. i 14. emeryturę, że zrezygnują z całej naszej polityki społecznej, będą zabierać, likwidować, położą na tym wszystkim łapę" - powiedział premier. Jak dodał Morawiecki, "kiedy on to mówił na sali, wśród członków PO, była owacja". "Tak jest. Granda. Ale uważajmy, (...) bo to jest prawdziwy program PO: zlikwidować naszą politykę społeczną. Oni chcą powrotu do tego, jak było. (...) A jak było? Stara bieda, prawo dżungli, ubóstwo i chaos. Nie pozwolimy na to" - powiedział szef rządu.
"Mam nadzieję, że zabierzecie 500 plus". Lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk wziął udział w sobotę w Szczecinie w spotkaniu z młodymi "Meet Up Nowa Generacja" Platformy Obywatelskiej. Przewodniczący Platformy powiedział m.in., że do wyborów PO będzie miała przygotowany precyzyjny projekt pilotażu na czterodniowy tydzień pracy. "Tylko odpowiedzialna władza, tylko tacy ludzie jak my są w stanie uratować 500 plus" - przekonywał także Tusk. W sobotę po południu wiceszef MSWiA, pełnomocnik rządu ds. uchodźców Paweł Szefernaker umieścił na Twitterze wpis, w którym napisał: "Członek PO do Tuska: "Mam nadzieję, że zabierzecie 500 plus i 14 emeryturę, że przestaniemy dokładać te pieniądze. Za pana rządów nic nie dopłacaliście, a dawaliśmy sobie radę - uczciwą, normalną pracą. Chciałbym, żeby polityka ciepłej wody w kranie wróciła". Polityk PiS dołączył do wpisu nagranie, na którym widać mężczyznę zwracającego się do Tuska podczas spotkania w Szczecinie, który mówi szefowi PO, że pobiera 500 plus, a jego tata - 14. emeryturę. "Ja się nie boję, że Platforma to zabierze. Ja mam nadzieję, że to zabierzecie. I przestaniemy dokładać kolejne pieniądze do ludzi, którzy będą coś pobierać" - stwierdził uczestnik spotkania.
"Panie premierze, ja mam pytanie - jako członek partii - kiedy przestaniemy z komunistami licytować się na socjalizm i na to, co będziemy więcej dokładać, dopłacać, finansować, itd. Ponieważ pamiętam pana rządy i wtedy nic nie dopłacaliście, ale dawaliśmy sobie radę. Uczciwą, normalną pracą dawaliśmy sobie radę" - kontynuował mężczyzna. "Nikt nam nie dokładał, nie dopłacał itd. i tego bym chciał, żeby to wróciło, normalna polityka ciepłej wody w kranie, bo dawaliśmy sobie za pana radę. I było super" - stwierdził. Wpis Szefernakera wraz z udostępnionym przez wiceszefa MSWiA fragmentem nagrania ze spotkania Tuska z młodymi w Szczecinie udostępnił w sobotę po południu również premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu opatrzył wpis i nagranie słowami: "Wnioski wyciągnijcie sami…".
"Tusk znaczy bieda". Morawiecki przypomniał, jak posłanka KO Izabela Leszczyna pod koniec czerwca w Radiu Plus, mówiąc o polityce mieszkaniowej, stwierdziła: "jak wygramy wybory przedstawimy wszystkie szczegóły". Zarzucił też prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu krytykę obniżania podatków przez rząd. "Oni nasze obniżenie podatków traktują jako szaleństwo" - mówił premier. Z kolei byłemu prezesowi NBP Markowi Belce wytknął słowa z programu "Newsroom" wp.pl, że "inflację można zwalczyć przez podnoszenie podatków". "Tusk znaczy bieda. Nie ma powrotu Tuska. Nie chcemy powrotu biedy" - oświadczył Morawiecki.
"PO to partia zwijania Polski". Premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z mieszkańcami Rypina nazwał Platformę Obywatelską "partią zwijania Polski". Jego zdaniem rządy Donalda Tuska i PO niszczyły takie miasta jak Rypin. Zaapelował do mieszkańców, by nie dali się "wbić w liberalną niewolę". "Nie dajmy powrotu temu, co niszczyło takie miasta jak Rypin" - mówił szef polskiego rzadu. Jak dodał, to były rządy Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. "Obiecywali obniżenie podatków, a podnieśli VAT; obiecywali, że nie podniosą wieku emerytalnego, a podnieśli; obiecywali, że nie zabiorą Otwartych Funduszy Emerytalnych, a zabrali. Wprowadzili przymus szkolny dla sześciolatków" - wyliczał Morawiecki "Nie dajmy się z powrotem wbić w tamtą liberalna niewolę, która była za czasów PO" - zaapelował premier. Jego zdaniem opozycja będzie teraz składać puste obietnice. "Nasi oponenci polityczni chcą kłaść łapę na tym, co wypracowaliśmy, co Polacy ciężką pracą wypracowali" - mówił. "Kłamstwa i puste obietnice - nie dajmy się na to nabrać" - oświadczył Morawiecki.
Platformę Obywatelską nazwał "partią zwijania Polski". "Zwijane połączenia kolejowe, posterunki policji, zamykane zakłady pracy" - mówił premier. Pytał też, czy coś zrobili, by ulżyć kredytobiorcom, gdy wskaźnik WIBOR wynosił 6,80. Dodał, że "tamten kryzys (w 2008 roku) był jak mała mżawka w porównaniu do wielkiej burzy". Morawiecki przypomniał, że PiS wprowadził podatek od banków i hipermarketów i stąd są pieniądze na drogi, na politykę społeczną, na odtwarzanie posterunków policji. Zaś Platforma chce zlikwidować podatek bankowym, nie wprowadzać wakacji kredytowych i oddać te pieniądze bankom – podkreślił. "Są dwie różne Polski. Polska dla wybranych, dla grup interesów - takiej chce Donald Tusk i Polska dla wszystkich Polaków" - powiedział Morawiecki. "Wystarczy zagwarantować kontynuację naszych rządów, by były pieniądze na to wszystko" - dodał premier. Według niego to PiS wygrał wojnę z mafiami VAT-owskimi, z przestępcami podatkowymi, "wojnę o sprawiedliwy system". "Nie dajmy sobie zabrać nadziei" - zwracał się do mieszkańców Rypina premier. Jego zdaniem Platforma Obywatelska chce "wykopać Rów Mariański między Polakami, między wielką metropolią a małym miastem, między pracownikami, a pracodawcami, między starszymi, którym chcą zabrać 13 i 14 emerytury, a młodymi pokoleniami".
Źródło: Niezalezna.pl
Pamiętacie rząd miał być odchudzony, wtedy pracowało w nim 400 osób, dziś pracuje już ponad 1000 osób, i to nie koniec, do wyborów będzie liczył około 3000 osobników!? PiS kupuje większość, poprzez bezwstydne handlowanie stanowiskami państwowymi i funkcjami w spółkach Skarbu Państwa za bardzo duże pieniądze kupuje sobie większość, przeciągając pojedynczych posłów. Już nikt nawet po stronie władzy nie udaje, że jakąkolwiek rolę odgrywają kompetencje czy neutralność polityczna. Pod pojedynczych posłów tworzone są ministerstwa.....
Herr Tusk a gdzie moja emerytura z OFE się zapodziała!? Miały być piaski Egiptu, a tu nawet na piasek do piaskownicy braknie!? Z przed wielu lat tak śpiewali:
Wesołe jest życie staruszka
Gdzie spojrzy tam widzi Tuska
Głodniutki dzisiaj wstał z łóżka
Choć wczoraj odwiedziła go z MOPSu wróżka
Suchutki jak wiór nie ma sił wstać z łóżka
Guzik rwie i wdzianko mnie
trzęsie się z niecierpliwości
żeby dożyć tej radości
kiedy już nie będzie Tuska.

Z forum: PIS-PO JEDNO ZŁO A TA RESZTA PARTII TO NIEUDOLNE PIJAWY I SZUBRAWCY sługusy obcych nacji. Inaczej nie ma w Polsce opcji politycznej która by zadbała o dobro Polski i Polaków.
Propaganda na całego. Są tak samo dobrzy jak PO. Tak drogiego prądu i paliw nie było nigdy i jest to wina wyłącznie rządu i rozdawnictwa. Szwajcaria , Japonia inflacja poniżej 4%. Paliwo nawet Węgrzy maja po 5,3 PLN/litr nie mówiąc o 70% pozostałego świata, gdzie paliwo nie przekracza 4PLN/litr. I jeszcze PLN w stosunku do USD, EUR, CHF prawie po 4,8 PLN. No takiego sukcesu to dawno nie było. 
04 07 2022 Tusk zapowiedział "Noc długich noży"!
Podobieństwo Donalda Tuska do Adolfa Hitlera – szaleńca, który w imię władzy pociągnął miliony swoich wyznawców na śmierć, organizując hekatombę II Wojny Światowej - staje się niepokojąco zbieżne i co gorsza – obsesja Tuska przybrała już formę niepohamowanej desperacji. Bo przecież jeszcze w lutym tego roku Tusk przyznał w TOK FM, że „Nie ma gwarancji, że wygramy kolejne wybory, ale to cel, do którego się zbliżamy. Mam w tym udział. To moja misja, moja praca i obsesja” zaś już w czerwcu miał widzenie, że rządzi Polską, składając publiczne przyrzeczenie, że „ my te wybory wygramy. Wspólnie z całą opozycją albo nawet sami".
Postępujący obłęd Tuska, który wbrew Hitlerowi i Goebbelsowi nie musi wynajmować autora horrorów do realizacji ważnych zadań propagandowych Platformy Obywatelskiej a w dodatku „przepowiedział” wygraną PO w wyborach w 2023 roku – zasługuje na podobną analizę, jakiej dokonał Eric Kurlander w swoim dziele pt. „Demony Hitlera. Ezoteryczne korzenie III Rzeszy”.
Skąd się biorą demony Donalda Tuska, który podobnie jak malarz landszaftów Adolf Hitler – także maluje obraz nadciągającej Apokalipsy?  A właściwie – Donald Tusk – były malarz kominów już wymalował Polskę na Konwencji w Radomiu nie tylko jak „piekło kobiet” , ale także Radom z 1976 roku, gdy komuna wprowadziła podwyżki cen artykułów mięsnych: - Ten obraz jest teraz tak podobny…a politycy obozu rządzącego podejmują aroganckie decyzje i tłumaczą, że ich nie obchodzi cena bochenku chleba. Nie dziwię się, Kaczyński pewnie ostatni raz kupował chleb, jak chodził do szkoły podstawowej – krzyczał Tusk prognozując za fałszywymi ekspertami cenę 30 zł za bochenek chleba pod koniec roku!
Czy te demony Tuska nie biorą się czasami wprost z „programu” przejęcia władzy przez Adolfa Hitlera – idola większości Niemców, których Hitler i NSDAP zmanipulowali na fali kryzysu światowego i szalejącej inflacji? Przecież to co Tusk wygadywał na Konwencji Platformy Obywatelskiej było stekiem kłamstw, manipulacji, by tylko wzbudzić u swoich wyznawców „nową energię”. Energię niepohamowanej nienawiści. Ten radomski spektakl niewiele się różnił od parteitagów NSDAP, na których charyzmatyczny malarz landszaftów wzbudzał energię nienawiści wśród swoich wyznawców. Pytania „czujecie tę energię?” pojawiały się więc jak mantra na konwencji Platformy Obywatelskiej i przypominały seans okultystyczny.
Na takich szatańskich seansach nie tylko wzbudzana była „energia”, ale także dokonywane były ofiary z ludzi – a najczęściej z dzieci. I taki okultystyczny element wprowadził malarz kominów Donald Tusk na seansie nienawiści w Radomiu. Na scenie pojawiła się bowiem Kinia Gajewska z dwójką uroczych dzieci – ofiarami reżimu Kaczyńskiego, który nie zgadza się na aborcję na życzenie. Wiadomo: gdyby rządził Tusk i Platforma – Kinia nie musiała by przychodzić na konwencję z dziećmi! Kinia trzymając jedno z dzieci wylewała swe żale na Kaczyńskiego oraz reżim PIS-u, który zabrania dzieciom, by wybierały sobie płeć! W trakcie gdy Kinia zaczęła mówić, że kobiety w Polsce boją się zajść w ciążę – towarzyszący jej partner "Belzebub" Myrcha aż kucnął pod mównicą! Widok kucającego Belzebuba stał się dla wszystkich zebranych w Radomiu wyznawców Tuska wyraźnym przekazem, że maltretowanego przez PIS Belzebuba nie stać było na prezerwatywy, które za rządów Tuska i Platformy będą przecież za friko! Tusk nie oszczędził więc nie tylko Kaczyńskiego, ale i polskich hierarchów krzycząc, że „ta ekipa: Jarosław Kaczyński, abp Marek Jędraszewski, Tadeusz Rydzyk nie ma zielonego pojęcia o macierzyństwie, ojcostwie, rodzinie, seksie, łóżku”! A potem dobił Glapińskiego – „gościa”, którego Tusk wyprowadzi z NBP bez ustawy i oczywiście – bez Konstytucji: „Ja wam to gwarantuję!”
W tym momencie nad salą w Radomiu powiało duchem Adolfa, zaś zadowolony z siebie Donald Tusk założył ornat i wykrzyczał: - Jeśli ktoś wierzy w Boga, czy może głosować na kłamstwo, złodziejstwo i nienawiść? Wierzysz w Boga? Nie głosujesz na PiS. To proste jak drut! Po tych słowach – napełnione energią nienawiści zbiegowisko wyznawców Tuska zaryczało: Złodzieje! Złodzieje! Złodzieje!. Tusk mógł więc w sytuacji eksplodującej energii nienawiści zapowiedzieć swoim wyznawcom i zebranym bojówkarzom Platformy Obywatelskiej kolejną swoją wizję. Wizję Apokalipsy, gdy nakręceni nienawiścią wyznawcy Tuska wyruszą do boju na ulice polskich miast. Tak jak wtedy w Radomiu w 1976 roku, gdy „władza odpowiedziała przemocą, pogardą, kłamstwem. Ten obraz jest tak podobny do dzisiejszego, że powinien doprowadzać do rozpaczy. Ich zachowanie jest bardzo podobne" - stwierdził Tusk i zakończył: - Na ulicy się zorganizujemy, jeśli ta władza nie zniknie... Krwawą rozprawę z PIS-em Tusk zapowiedział dokładnie w 88 rocznicę „Nocy długich noży”, gdy w nocy z 29 na 30 czerwca 1934 odbyła się akcja schwytania i wymordowania przeciwników Adolfa Hitlera. Tusk ma za sobą platformerskie bojówki, Kastę Niezwykłych Ludzi i Niemców: w tym prasę niemiecką, która pieje z zachwytu nad seansem nienawiści w Radomiu...
P.S. Prowadzonemu przez Tuska seansowi nienawiści Platformy Obywatelskiej w Radomiu towarzyszyły przykłady maltretowanych przez PIS ludzi. Jak przykład pani Agnieszki – nauczycielki i radnej PO, która za czasów Tuska zarabiała 2700 zł/miesięcznie i to przez 4 lata, gdyż płace w budżetówce były zamrożone. PIS napluł  więc Platformie w twarz, skoro w 2021 roku pani Agnieszka zarobiła ponad 150 tys. zł, czyli że zarabiała przeciętnie 12.553,51 zł miesięcznie! Jak w tej sytuacji oszalały z nienawiści Donald Tusk może zapomnieć PIS-owi obrazę rządów Platformy Obywatelskiej, kiedy jako premier nie posiadał guzika do włączenia płac i niskich cen? Jak Tusk może zapomnieć, że PIS zniszczył „kwitnące” aferami teoretyczne państwo, gdzie zbudowano „ch…, d… i kamieni kupę” , niewidzialną elektrownię i sprzedano za korzystną cenę 1000 polskich przedsiębiorstw? Wnuczek dziadka z Wehrmachtu zwrócił się więc do swoich wyznawców, zebranych w Radomiu z apelem: - Jeśli macie dzieci, wnuki, zwracam się do ojców i dziadków, jeśli macie córkę i wnuczkę, nie możecie głosować na PiS. Oni zgotowali piekło kobietom i oni zgotują piekło waszym córkom i waszym wnuczkom - powiedział załamanym głosem alter ego Adolfa Hitlera…
Źródło: niepoprawni.pl
Złoty Tusk, Słońce Peru!? Zapomnieliście jak Tusk haratał w gałę, a międzynarodowi spekulanci, mafia „grabili” Polskę, i wagonami wywozili „zarobione” pieniądze zagranicę!? Naprawdę chcecie powrotu Tuska do władzy!?
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?
01 07 2022 Triumf wczorajszej pierestrojki.
Nieco zapomniane już pojęcie "pierestrojki" kojarzy się nam z przemianami zapoczątkowanymi przez ostatniego sekretarza generalnego KPZR Michaiła Gorbaczowa w 1986 roku, które doprowadziły do "upadku komunizmu" i rozpadu ZSRR. Celem tych przemian miało być odrzucenie niewydolnego systemu ekonomicznego i przejście na gospodarkę rynkową, a w sferze ideologii odejście od gorsetu bzdurnej filozofii marksistowskiej i wprowadzenie pozorów demokracji. Dziś wiemy, że jednym z celów pierestrojki było też przekonanie świata zachodniego, że komunizm nie stanowi już zagrożenia, a Rosję można z radością powitać w gronie państw cywilizowanych. Rzeczywiście - aby pomóc "młodej demokracji"- natychmiast podjęto współpracę gospodarczą i zredukowano znacznie wydatki na zbrojenia. Ponieważ "wygraliśmy zimną wojnę", utrzymywanie kosztownej armii wydawało się zbędne. Niemcy do 2015 ograniczyły siły lądowe z 240 tys. do 63 tys., liczbę okrętów z 31 do 21, liczbę eskadr samolotów wielozadaniowych z 16 do 8, 5000 czołgów w r. 1991 do 320 czołgów dzisiaj. Zmniejszono też liczbę dywizji pancernych . Francuzi zredukowali armię z 220 tys. do 115 tys, marynarkę wojenną z 42 okrętów nawodnych i 14 podwodnych do 23 nawodnych i 10 podwodnych, eskadry samolotów wielozadaniowych z 12 do 9. Co ciekawe – te działania kontynuowane były także w czasach, gdy wiadomo już było o ogromnych rosyjskich zbrojeniach i powołaniu 70 nowych uczelni wojskowych przez Putina. Dlatego możemy przypuszczać, że decyzje o tych redukcjach suflowane były przez polityków "sponsorowanych" czyli "przyjaznych" Rosji.
Głos ekspertów (niezbyt licznych) zakłócających miłą atmosferę, którzy trafnie odczytali istotę sowieckiej pierestrojki, był ignorowany. Jeffrey Richard Nyquist - pracownik amerykańskiej Agencji Wywiadu Wojskowego, ekspert od Związku Sowieckiego i Rosji - tak pisał w 2003 roku: "Reagan utrzymał w mocy traktat ABM, zaufał Gorbaczowowi i poszedł tą samą drogą, co jego poprzednicy, drogą ustępstw i negocjacji. Komuniści wykiwali Ronalda Reagana, tak jak wykiwali Cartera, Forda, Nixona. Nikt nie powinien wierzyć w coś, czego w żaden sposób nie można zweryfikować. Nigdy nie powinno się ufać totalitarnej oligarchii zamieszanej w oszustwo i w potajemne magazynowanie broni masowego rażenia, nawet jeśli przekonują do tego tysiące rozbrojeniowych inspektorów. Ofiarą podstępu padł nie tylko Reagan, ale także "konserwatyści" wiodących krajów Zachodu. Oszukani zostali eksperci i politycy - od Helmuta Kohla w Niemczech, po Margaret Thatcher i Johna Majora w Wielkiej Brytanii. Niemal wszyscy uznali zmiany w komunistycznym imperium za prawdziwe i pozytywne.
Amerykańska broń atomowa została wycofana z kontynentu europejskiego. Triumf Zachodu nad Związkiem Sowieckim otworzył drogę dla optymizmu i politycznej choroby opartej na rzekomym zwycięstwie” O oszustwie pierestrojki pisał płk Anatolij Golicyn – zbieg z KGB (który po prostu znał plany sowietów) i brytyjski sowietolog Christopher Story. Ale najpełniejszy opis przemian, który uznaliśmy jako „upadek komunizmu” przedstawił dr Jerzy Targalski – znawca Rosji i poliglota (analizował dokumenty w 10 językach) - w swoim fundamentalnym dziele pt. „Służby specjalne i Pierestrojka”. Wielotomowa praca będąca wynikiem kilkuletniej kwerendy po archiwach wszystkich krajów „demokracji ludowej” i republik wchodzących w skład ZSRR, ukazała rolę komunistycznych służb specjalnych w demontażu komunizmu i budowaniu „demokracji”. Ciekawe jest porównanie harmonogramu zdarzeń w różnych krajach bloku sowieckiego. Zawsze podstawowym „kamieniem milowym” przemian była prywatyzacja banków, inne wydarzenia (powstanie „inicjatyw obywatelskich”, partii politycznych, „wolnej prasy”, zniesienie cenzury, powołanie fasadowych instytucji „demokratycznych” itp.) przebiegały niemal równocześnie w całym bloku. Nad harmonijnym przebiegiem przemian czuwał krążący po wszystkich krajach tow. Aleksandr Jakowlew. Działacze krajów pozostających w tyle byli ponaglani. Przywódcy przeciwni przemianom – starający się aby „było tak, jak było” - źle skończyli.
Do „budowy demokracji” wszędzie wyznaczono najbardziej sprawdzonych towarzyszy, a wśród nich najwyższym zaufaniem sowieckiego kierownictwa cieszyli się członkowie rodzinnych dynastii będących trzecim pokoleniem rosyjskich kolaborantów (polityk PO Cimoszewicz - junior ma szanse). Takim był np. „ojciec rumuńskiej demokracji” Ion Iliescu, który „zneutralizował” poprzedniego „kondukatora”. Tylko na najtrudniejszym terenie – w Polsce - został zainscenizowany „okrągły stół”, ale wszędzie najistotniejszym elementem było uwłaszczenie nomenklatury (wytworzenie „kapitalistów”) przy zachowaniu „sprawstwa kierowniczego” moskiewskiej centrali nad pozornie suwerennym krajem. Powstały ustrój łudząco przypominał demokrację parlamentarną, ale miał jedną zasadniczą różnicę, którą opisał Christopher Story – obojętnie, która partia wygrywa wybory, zawsze wygrywa KGB, gdyż wszyscy kandydaci są nominatami komunistycznych służb.
Modelowym przykładem tego zjawiska były pierwsze wolne wybory w Polsce w roku 1991, kiedy do Sejmu wprowadzono 64 agentów komunistycznych służb. Gdyby umieszczono ich na wspólnej liście, ta partia wygrałaby wybory i powołała rząd (zwycięska wówczas Unia Demokratyczna uzyskała 62 mandaty), ale zasoby agenturalne gen. Kiszczaka zostały równomiernie rozprowadzone po całym spektrum sceny politycznej. Jedyną partią w Sejmie wolną od agentury było Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego wściekle atakowane przez „wolne” media w myśl słów gen. Kiszczaka „naszych przeciwników politycznych medialnie wdepczemy w ziemię”. W lutym 1990 roku Kiszczak zachęcał swój personel by zakładać różne organizacje, „a nawet partie polityczne (…) głęboko infiltrować istniejące. Gremia kierownicze tych organizacji, na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, muszą być przez nas operacyjnie opanowane. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki”. Dziś przykładem wyborów, „w których zawsze wygrywa KGB” są wybory we Francji, gdzie wszystkie najważniejsze siły polityczne – od nacjonalistów, przez liberalne centrum, aż po marksistowską lewicę, (a także nobliwy konserwatysta- ulubieniec katolików Fr. Fillon) – okazują się prorosyjskie. Świadczy to o stopniu penetracji życia politycznego krajów zachodu przez sowieckie służby. Ta ponura konstatacja tłumaczy też pokrętne stanowisko wiodących krajów UE wobec wojny na Ukrainie
Źródło: niepoprawni.pl 
25 06 2022 Zielony nieład.
Troska o środowisko jest słuszna. Tak jak troska o biednych, chorych, niezaradnych, dyskryminowanych, stygmatyzowanych, źle się czujących w swojej skórze, źle się czujących w swojej kategorii wiekowej, płciowej, społecznej, cierpiących na egzystencjalne leki i ogólnie rzecz biorąc na ból istnienia. Natomiast Ideologia postulująca  bezwzględny prymat klasy robotniczej, dyskryminowanych kobiet, Matki Ziemi, a przede wszystkim ideologie typu: turkeys lives matter ( życie indyków jest cenne) , są złe, niebezpieczne i powinny być odrzucone przede wszystkim dlatego, że usiłując rozwiązać jeden problem stwarzają wiele innych problemów, których już nie są w stanie rozwiązać. W informatorze pewnego elitarnego warszawskiego liceum znalazłam hasło: „ należy upowszechniać elitaryzm”. Dziwne, że nikt z nauczycieli nie wytłumaczył szlachetnym młodocianym utopistom , że hasło to jest podręcznikowym przykładem oksymoronu, czyli połączenia dwóch cech sprzecznych, z natury rozłącznych. Tak jak gorący lód czy uczciwy złodziej. Nie da się upowszechnić elitaryzmu, nie da się upowszechnić wyjątkowości, można tylko równać w dół. Jeżeli uniwersytet-jak kiedyś pouczono profesora Nowaka-  ma być miejscem przyjaznym dla wszystkich, nawet dla przeszkadzającego mu w zajęciach niezrównoważonego człowieka, to zajęcia te z konieczności będą się odbywały na stosownym dla intruza poziomie. Jeżeli uniwersytet ma być miejscem dla wszystkich  nie mają sensu wszelkie progi selekcyjne. Jeżeli jednak nie zastosujemy selekcji przy rekrutacji choćby na politechnikę, medycynę czy na prawo, będziemy mieć kiepskich inżynierów, lekarzy i sędziów. Na wydziałach matematyczno- przyrodniczych zachodzi na ogół na szczęście selekcja naturalna. Mniej utalentowani, którzy pomylili się w wyborze kierunku studiów odchodzą sami albo uciekają w dydaktykę. Nie trzeba przecież być Einsteinem żeby skutecznie uczyć dodawania ułamków tak jak nie trzeba być mistrzem olimpijskim żeby uczyć przewrotu w przód i w tył. Na wydziałach humanistycznych czy artystycznych selekcja jest konieczna jeżeli nie chcemy produkować armii sfrustrowanych nieudaczników.
Pomagając jednym przez przyznanie im szczególnych praw szkodzimy innym i całej społeczności. Co gorsza w dalszej perspektywie najczęściej szkodzimy również tym wyróżnionym. To żadne odkrycie, to banał. Pisali o tym ćwierć wieku temu amerykańscy liberałowie. „Przepisy i akty prawne przyjmowane na korzyść określonej grupy z biegiem czasu zaczynają działać na szkodę tej grupy” pisał na przykład Henry Hanzlitt w pozycji „Economics in one lessons” wydanej przez Ludwig von Mises Institute, Auburn, Alabama, USA w 2008 roku oraz Joseph E. Stiglitz, w „Economics of the Public Sector” wydanej w 2002 roku. 
Bardzo dobrym przykładem szkodliwości wcielanej przymusowo w życie utopijnej  ideologii  jest „ zielony ład”. Unia Europejska nakazuje odejście od energetyki węglowej na rzecz wiatraków, ogniw fotowoltaicznych, czy innych wynalazków. Usprawiedliwione jest podejrzenie, że UE używa tej ideologii wyłącznie do gnębienia nieposłusznych sąsiadów. Dwa lata temu gdy wiatraki nie działały z przyczyny braku wiatru a pola fotowoltaiczne zasypał śnieg Niemcy znaleźli się w potrzasku. Najspokojniej w świecie uruchomili wówczas elektrownie węglowe. („co wolno wojewodzie to nie tobie narodzie”). Nie wiadomo dlaczego brniemy w ten sam potrzask. Przejście z węgla na gaz .zawsze było sprzeczne z postulatem niezależności energetycznej kraju, doprowadziło również do podpisania niekorzystnych wieloletnich kontraktów z Putinem. Teraz bohatersko odcinamy się od Putina i gazu zapominając, że tym samym uzależniamy się od innych sojuszników. Dziwne że historia nie nauczyła nas, że sojusze są niepewne. Deklarujemy również inwestowanie w energetykę jądrową od której całkowicie odeszli Niemcy. Ciekawe kiedy Niemcy zakażą energetyki jądrowej w sąsiednich(jak mówi Michalkiewicz) bantustanach. W kwietniu, pomimo, że trwała już wojna na Ukrainie specjalną ustawą zakazano palenia węglem i drewnem w piecach i kominkach. „26 radnych wojewódzkich Mazowsza opowiedziało się za proponowaną nowelizacją uchwały antysmogowej, a 22 wyraziło swój sprzeciw.  To wystarczyło, żeby Sejmik Województwa Mazowieckiego przyjął regulacje, dzięki którym w Warszawie i okolicach przestanie być palony węgiel i paliwa wyprodukowane z jego wykorzystaniem”. Teraz premier zachęca obywateli do zbierania chrustu w lesie. I co z tym chrustem mają zrobić?
Unia Europejska żąda aby do roku 2035 nie wolno było używać samochodów spalinowych. Samochody z  napędem elektrycznym są bardzo drogie. Dobry samochód tego typu kosztuje 200- 250 tysięcy złotych. Na to nie będzie stać nawet średnio zamożnych. Mieszkańcy osad oddalonych od większych ośrodków dojeżdżali dotąd do lekarza czy na zakupy własnym samochodem, na który było ich stać dzięki bardzo niskim cenom używanych samochodów. Teraz ci ludzie staną się wykluczeni komunikacyjnie. Aby przeciwdziałać wykluczeniu komunikacyjnemu samorządy będą musiały organizować specjalne linie autobusowe.
Próba systemowego rozwiązania problemu rzekomego czy faktycznego smogu ( w Krakowie np. bywa smog) owocuje powstaniem nowych problemów też trudnych do rozwiązania. Na przykład kwestia utylizacji zużytych akumulatorów, bardzo toksycznych i bardzo dużych. Może się okazać, że usiłując chronić środowisko tak naprawdę mu szkodzimy. Poza tym prąd to  nie manna z nieba i trzeba go wyprodukować. Jeżeli zabronimy eksploatowania węgla elektrociepłownie będą musiały przejść na gaz, a gaz pochodzi z Rosji. Kupowanie od Niemców gazu sprowadzanego przez Niemców z Rosji to hipokryzja. Będą inne czysto praktyczne problemy . W jaki na przykład sposób mieszkańcy wyższych pięter w blokach będą ładować akumulatory swoich samochodów? Z kontaktu w garażu? Nie zgodzi się na to administracja bo trudne byłyby rozliczenia.  A jeżeli ktoś nie ma garażu czy będzie musiał ciągnąć przedłużacz z okna swego mieszkania na ósmym piętrze?. Jak nie staniesz plecy z tyłu
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Przecież od nas nic nie zależy.  To "nasi wybrańcy" za nas decydują.  Gdyby mi ktoś w 2015 powiedział,  że rządzić będzie doradca Tuska, który zadłuży kraj w sposób niewyobrażalny,  pozamyka kopalnie i wręcz nadgorliwie będzie wykonywał wszystkie "zalecenia" UE to nazwałabym go ruską onuca, którą sama teraz zostałam. Tusk że swoją partią to byli harcerzyki przy obecnych, wycierających sobie krzywe gęby Ojczyzną i Honorem.
Tak się składa, że ludzie zamienili " kopciuchy" na ogrzewanie gazowe. Zachęcani dotacjami.  W pewnej wsi na Podkarpaciu gdzie nie ma instalacji gazowej gmina zachęcała do zmiany instalacji proponując przywożenie gazu w wielkich cysternach i rozprowadzanie po wsi. Idiotyczne i niebezpieczne. I tak będą palić chrustem za kwotę 0 zł za metr sześcienny  bo nikt przecież nie będzie ścigał kobieciny niosącej gałęzie. Palenie gałęziówki jest zresztą korzystne bo inaczej szaleją szkodniki. Bywało, że po wyrębie gałęziówkę palili w lesie pracownicy lasu za nic mając pseudo ekologiczne brednie czyli program ochrony kornika i sówki choinówki.
PiSowscy uważają Rosjan za głupków podczas kiedy wystarczy pokazywać codziennie Tuska we wiadomościach TVP by zaprowadzić tychże PiSowców w dowolne miejsce. Także Zielony Ład okazuje się być ok. Dlaczego rozkręcono import węgla po to by nagle stać się sankcyjnym prymusem. Do końca prowadzono antywęglowe kampanie. By w jednej chwili zostawić Polaków na lodzie. Teraz rząd znów robi ckliwą pokazówkę sugerując tani węgiel. I znów PiSowcy to łykną. Kolejne dopłaty nawet nie zastanawiając się skąd rząd ma te wszystkie pieniądze. Ciągle i ciągle. Nie będzie też ważne że można było tego uniknąć gdyby nie likwidowano wydobycia. 
18 06 2022 Czy premier m. Morawiecki naprawdę jest aż tak bezczelnym kłamcą?
Kiedyś napisałem o M. Morawieckim: "Mateusz Morawiecki w Davos rozmawiał z szefową YouTube i  raczył był napisać na Facebooku: "Wpis z cyklu: Polaków można spotkać wszędzie. Chyba wszyscy w Polsce wiedzą co to jest YouTube, ale pewnie nie wszyscy wiedzieli, że jego szefową jest Suzanne Wójcicki.  Na pewno Was zaskoczę, ale Susan jest moją daleką kuzynką z serca Świętokrzyskiego – jej rodzina mieszkała w Piotrowicach a moja rodzina w Nawarzycach i znały się świetnie. Te relacje potwierdziliśmy już na wielu przykładach. Spotkaliśmy się właśnie w #Davos. I wszystkich serdecznie pozdrawiamy". Onegdaj też stwierdził, że: ""członkowie jego rodziny” byli w stanie przeżyć niemiecką okupację dzięki pomocy polskich rodzin, lecz „żadna z tych osób, które narażały swoje życie nie została zaliczona w poczet tych najbardziej uhonorowanych, wielkich bohaterów – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”". "W ten sposób Mateusz Morawiecki poinformował o żydowskich korzeniach swojej rodziny, co w polskiej polityce zdarza się rzadko. Albo wicepremier ma odwagę ignorować antysemickie uprzedzenia, albo te uprzedzenia w Polsce słabną, także w środowisku politycznym polityka. A może i jedno, i drugie".
Wspomnę tylko, że nasz premier przez wiele lat był prezesem jednego z największych polskich banków a wszyscy na świecie wiedzą, że takie lukratywne stanowiska w sektorze banksterskim mogą mieć tylko rodowici Żydzi lub też korzeniami z tymi Żydami "zjednoczonymi". Czy mi to przeszkadza? Raczej nie, bo takie są fakty... Oczywiście zawsze podchodzę z pewną dozą podejrzliwości do ludzi, którzy mają żydowskie pochodzenie lub też są filosemitami. Jednocześnie jednak - mimo krytycyzmu - uważam, że można być zawsze osobą, która jest przychylna Polsce. Swego czasu pisałem o M. Morawieckim: "Jego życiorys zawodowy jest wszakże ściśle związany z UE oraz III RP i dotychczas świetnie - jako przedstawiciel "banksterstwa" - radził sobie w tym szemranym środowisku. Stąd rodzi się wiele uzasadnionej krytyki M. Morawieckiego wskazującej, że jest on zwolennikiem i beneficjentem europejskiej idei wielopłaszczyznowej i ponadnarodowej integracji państw w ramach UE. Wskazuje się w tym kontekście, że: ukończył on "unijne" studia w Hamburgu, bankową karierę rozpoczynał w Deutsche Bundesbank w Niemczech, był związany z Central Connecticut State University i  w 1998 roku został zastępcą Dyrektora Departamentu Negocjacyjnego i Akcesyjnego w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, czyli przygotowywał Polskę do członkostwa w UE. W sferze zarzutów wobec M. Morawieckiego jest też sprawowanie przez niego funkcji prezesa zarządu "banksterskiego" BZWBK czy ścisłe związki z Konfederacją Lewiatan, kojarzoną ze spec-kreatorami III RP i np. nazwiskami takimi jak Kostrzewa czy Bochniarz. Dla wielu ostatecznie przesądzającym o negatywnej ocenie M. Morawieckiego jest jego udział w Radzie Gospodarczej premiera D. Tuska. Wielu też wskazuje jednak, że swoje osiągnięcia zawodowe zawdzięcza tak naprawdę talentowi, wiedzy, doświadczeniu i ciężkiej pracy w niesprzyjającym mu - z powodu własnej opozycyjnej działalności jak również takowej jego ojca K. Morwieckiego - otoczeniu. Poza tym podkreśla się zaangażowanie finansowe jego banku (BZWBK) w różnorakie przedsięwzięcia patriotyczne w Polsce, których nikt nie chciał współfinansować... ani rząd PO-PSL ani też żadne gospodarcze podmioty państwowe czy prywatne".
Pisałem to niespełna pięć lat temu i przez ten czas premier M. Morawiecki okazał się być jednak dobrym premierem, ale czy jego korzenie nie wpłyną niekorzystnie dla Polski w świetle ustawy 447 JUST? A poza tym, czy mając takie rodzinne konotacje nie powinien wpłynąć na cenzorską politykę YouTube, która na ten przykład zabrała telewizji internetowej wRealu.24 możliwość zarobkowania na reklamach?". Zacytowałem powyższe obszerne fragmenty mojego tekstu, aby przedstawić fakt, że od samego początku byłem trochę nieufny wobec premiera M. Morawieckiego, chociaż nieraz go nawet chwaliłem. Sądzę, że w ogóle zwolennicy PiS (a do takich się zaliczam) dalej mają mieszane odczucia wobec premiera i w dobrej wierze  oraz na zasadzie chciejstwa chcą wierzyć w jego dobre intencje... bo wierzy w niego J. Kaczyński.  Ale... ostatnie tygodnie i miesiące zasiały chyba w zwolennikach partii rządzącej wiele wątpliwości, które szczególnie dotyczą tzw. Krajowego Planu Odbudowy (KPO) i warunków wobec Polski (nazywanych w UE "kamieniami milowymi"), które UE postawiła wobec naszego kraju, i które musimy spełnić, aby otrzymać jakiekolwiek pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy. Okazało się bowiem, że tych warunków unijnych ("kamieni milowych") nie jest tylko trzy, które dotyczą wymiaru sprawiedliwość (a tak myślała cała opinia publiczna w Polsce), a przeszło 160 a nawet 200 czy więcej. Musimy je wszystkie spełnić, żeby dostać choć pierwszą transzę wypłaty z unijnego FO, którą przewidziano dopiero na wrzesień 2022 roku. A te "kamienie milowe" to dosłownie "ukamienowanie Polski". Są tam zapisy tak szczegółowe i tak pozatraktatowe, że aż "włos się jeży na głowie". Ozusowanie wszystkich umów o pracę, podwyższenie wieku emerytalnego (sic!) czy wprowadzenie podatków za korzystanie z samochodów spalinowych (na benzynę i ropę) i tzw. "zielone zapisy". To tylko malutki wycinek tych warunków. Szerzej o tym pisałem w tekście: "Rządowe animozje w sprawie KPO – Czy jest to "ukamienowanie" Polski?" .  Wobec tych aż tak dużych wątpliwości myślałem, że rząd podejmie nad nimi dyskusję z polskim społeczeństwem. Liczyłem na wytłumaczenie dlaczego zgodziliśmy się na te warunki i może na jakąś obietnicę, że nie prowadzą one do utraty naszej suwerenności i niepodległości. Że może jednak jest jakieś wyjście z tych "unijnych więzów" a rząd w jakiś cudowny sposób przechytrzył lewackie elity unijne.  Ale niestety - i piszę o tym ze smutkiem - w tym obszarze nic się nie wydarzyło a wprost przeciwnie. 
Dziś odbywa się zlot Klubów Gazety Polskiej i w czasie jego trwania padło pytanie jednego z australijskich przedstawicieli tych klubów: "Czy kamienie milowe oznaczają koniec z suwerennością Polski?". Proszę dobrze sobie przyswoić co premier M. Morawiecki odpowiedział na to pytanie: "Właśnie dziś, kiedy pieniądz jest tak drogi dla Polski, musimy rynkom finansowym płacić gigantyczne pieniądze, to dziś te pieniądze z KPO są potrzebne, by zabezpieczyć naszą suwerenność (...) Wszyscy, którzy próbują rozpętać histerię wokół tzw. kamieni milowych mylą się i nie tylko są w błędzie, ale leją wodę na młyn ruskiej propagandzie. Wiecie dlaczego? Bo suwerenność możemy utracić także poprzez gigantyczny kryzys gospodarczy, który doprowadzi do załamania. A pieniądze zewnętrzne, które są grantowe, unijne, za nie nie płacimy. Nie musimy płacić odsetek, ani ich zwracać. One są potrzebne na inwestycje. Łatwiej będzie nam wyjść obronną ręką z tych tarapatów (...) Proszę wszystkich członków Klubów. Pamiętajcie - KPO wzmacnia nasze bezpieczeństwo czy suwerenność. 99 procent tych kamieni milowych jest absolutnie w interesie Polski!". Powiem szczerze. Po tej wypowiedzi krew we mnie zawrzała. Po pierwsze: pieniądze z FO są tylko w części grantowe a reszta to pożyczki. Po drugie: gdyby jakiś kraj unijny nie mógł spłacić tych pożyczek to m.in. Polska będzie musiała je w jakiejś części je spłacać. Po trzecie: UE narzuca nam w "kamieniach milowych" konieczność narzucenia dodatkowych unijnych podatków (np. za samochody spalinowe), na co się zgodziliśmy. Po czwarte: tak naprawdę 99% tych "kamieni milowych" zmniejsza naszą suwerenność a nie odwrotnie jak - powiem to dosadnie - kłamie premier M. Morawiecki. Czy można być aż tak aroganckim i bezczelnym kłamcą? I to wobec patriotów z Klubów Gazety Polskiej? I ten żenujący argument o krytykach jako "ruskich onucach"...
Źródło: niepoprawni.pl
Kochamy Morawieckiego, za to że Hendrixa uczył na gitarze grać, za jego przebój „Wyrwij murom zęby krat. Zerwij kajdany podnieś VAT”. To geniusz, który jako jedyny na świecie rozbił młotkiem atom!? I zaraz zrodził się w jego genialnej głowie pomysł na milion aut elektrycznych na polskich drogach. Nie mamy co się martwić prądu do samochodów nie zabraknie, wystarczy kowadło i młotek i już mamy reaktor atomowy!?
Kiszczak: Tow Sekretarzu, Morawiecki znów atakuje, zniszczył 13 nysek i pobił 56 milicjantów! Co robić Tow Sekretarzu?..... I wtedy wchodzę ja, Mateusz cały na czarno... 
15 06 2022 Inflacja sracja.
Dziś krótka wrzutka, spowodowana nagłym wybuchem wściekłości. Dlaczego nasze władze ciągle nas mają za społeczeństwo idiotów? Nie mówię o lemingach, bo to tłumaczy się samo przez się. Dlaczego zachowują się jak rodzice: - ciiii, dzieci ciiii – potem wychodzą do drugiego pokoju, by rozważać wytłumaczenie tematu prokreacji nieletniemu. Bocian, czy może jednak kapusta? Przecież oni widzą i dobrze wiedzą, że gdy prosty lud zaczyna się przerzucać na zupki chińskie i zaczyna piec chleb w domu, bo jest niestety coraz drożej, to jest niemała grupa klasycznych cwaniaków, którzy się pasą na tej tzw. inflacji, jak zające na polu sałaty. Takie nasze klasyczne, chciwe świnie. Nie podważam i nie protestuję, że jest kryzys i nagle mamy dwucyfrową inflacje, gdy jeszcze niedawno poznaliśmy nowe słowo – deflacja. Jest kryzys, i to światowy, więc niestety koszty wszyscy musimy ponieść.
Lecz czy te koszty, te drenowanie naszych portfeli i kont, to wyłącznie wina COVID-19 i inwazja ruskich bestii na Ukrainę? Otóż nie. Przekonany jestem, że jakieś 30% tej inflacji, tego lawinowego wzrostu cen wszystkiego, to robota naszych parszywych cwaniaczków, przez których tak nas nie lubią na świecie, a my już się przyzwyczailiśmy i machnęliśmy ręką.
To ci, zapytani kim pan jest, odpowiadają – prezesem. - A ile ludzi pan zatrudnia? - Odpowiada – Na razie jestem sam. Nieroby i kombinatorzy zajmują się właśnie pośrednictwem. A w rzeczywistości spekulacją. Gdy jest spokój i równowaga, to rynek sam sobie z tymi parszywcami radzi. Lecz jak mamy chaos i kryzys, a na dodatek wymówkę: - bo wojna, bo paliwa drogie, bo kredyty, bo to i tamto, to te pijawki nie znają umiaru. Po raz pierwszy zobaczyłem nieduży bochenek chleba za 17 zł. Niedawno kosztował 7,50. Nikt mi nie powie, że aż tak podrożały surowce i koszty produkcji. Jest przecież inflacja, to czemu też nie zarobić. Albo drewno opałowe, które opala nadal w kraju ok. 11% domowych gospodarstw. Metr sześcienny dobrego byku, czy dębu był za 240 zł, to teraz kupić po 500. Bo siekiery i piły oczywiście też podrożały.
I tak jest wszędzie. Nie tylko cwaniaczki – spekulanci – pośrednicy, nas, końcowych konsumentów okradają bez mrugnięcia okiem. Robią to również wszelkie władze terenowe, miast i gmin, podnosząc wszystko co się da. Niedługo nawet pewnie na naszej malutkiej ślepej uliczce w lesie, pewnie też zainstalują parkomaty ze stawką 5 zł za godzinę. Bo w Gdyni na wszystkich parkingach przed marketami i galeriami już to robią. Ci chciwi szubrawcy wybrani by służyć mieszkańcom. W naszym kraju wszystko jest popieprzone, a okradanie maluczkich to ulubiony sport tych urzędasów i prezesów jednoosobowych firm, co całkiem niedawno załatwiali się za stodołą.
Lecz jest jeszcze gorzej. Wiecie kto, gdy my już autentycznie zaczynamy cierpieć, tuczy się jak wieprz, czy nawet rozrodczy knur? Oczywiście! To banki.
Bezczelnie walą ciebie z góry i z dołu, choć nic, oprócz przynależnej tej branży chciwości i bandziorstwa, nie uzasadnia takiego działania. Walą cię z góry i z dołu. Masz kredyt hipoteczny i karnie spłacałeś co miesiąc 1300 zł. No to teraz będziesz płacił 3000.
Bo kryzys i inflacja. Więc sam wiesz – musisz to poczuć. Wiemy, wiemy – to bolesne, ale cóż, my nie możemy być stratni. Umieściłeś sobie powiedzmy, 100 000 zł na lokacie, żeby sobie to powoli dojrzewało, a jak będzie potrzeba, to raz, raz i mam nieco gotówki na kolejną bzdurę. Lokata, jak obiecywali, solidna i bezpieczna. Żaden tam ryzyk fizyk. No więc zaglądasz na te swoje dziadowskie inwestycje, a tam już nie ma 100 tysięcy, tylko jest 77 000. Co się stało? Krach na giełdach świata? Ależ tam, to tylko inflacja – mówią ci. I to w żywe oczy, jak baranowi jakiemuś.
Czyli, jak już z jakiegoś powodu tylko zapach inflacji rozniesie się w powietrzu, to budzą się wszystkie mendy, wczepiają się w ciebie i zaczynają jak pijawki ssać. Ile się da. Kiedyś za takie spekulacje zakuwano w dyby i każdy mógł w krwiopijcę rzucić zgniłym pomidorem. A dzisiaj nawet to nam zabrano.
Źródło: niepoprawni.pl
Inflacja, a ja tam sobie robaczki różne grilluję, na tym co pobliżu domu znajdę i nadaje się do palenia!? Dżdżownice to nawet kiełbaski przypominają, a muszki jakie są smaczne.....Chcieliśmy mieć bogaty zachód no to dzięki Morawieckiemu go mamy!?
Wysoka inflacja jest w krótkim czasie dla rządu korzystna, ponieważ zwiększa dochody do budżetu państwa (szczególnie z podatku VAT i składek do ZUS-u) i zmniejsza wartość długu publicznego. Balcerowicza już przerabiałem, teraz czyha dużo groźniejszy Morawiecki, i jego wizja pracy za miskę ryżu, i mieszkanie w szałasie, dla przeciętnego Polaka!?
Inflacja uderza w te kraje, w których szasta się publicznym pieniądzem, nie dba się o regułę wydatkową, a powstałą dziurę budżetową łata się kolejnymi pożyczkami!? W Polsce dobra koniunktura to nieustany gwałtowny wzrost cen w sklepach!?
Jeśli Morawiecki nadal będzie premierem, to wkrótce będziemy mieli powtórkę z Balcerowicza!? Zamiast szukać oszczędności to na polecenie Kaczyńskiego, by zapewnić pisowi większość parlamentarną tworzy tysiące nowych stanowisk pracy w administracji, instytucjach państwowych, spółkach skarbu państwa!?
Inflacja szaleje a Morawiecki robi wszystko by jak najwięcej zarobić na obligacjach których kupił za 4.6 miliona złotych, a za ile kupił je Glapiński!? 
11 06 2022 Drugie płuco Europy - Ale z pęcherzykami!
Wyzwolenie się spod wpływu Rosji to bardzo ważna rzecz. To ważniejsze niż majątek i święty spokój. Warto nawet oddać życie za to, żeby nasi potomkowie nie żyli pod knutem ruskiego zamordyzmu. Wszystko, co wyciąga Ukrainę spod wpływów Rosji, jest warte zapłacenia najwyższej ceny. Widać, że starania Ukraińców są wiele warte i skutek jest bardzo dobry. Trzeba teraz zrobić wszystko, by rozbić Rosję w pył. Rosja musi zostać podzielona na wiele niepodległych państw na dużo więcej niż to się stało z ZSRR. Całkowita wygrana Ukrainy w wojnie z Rosją spowoduje cholerny rozkwit gospodarczy naszego regionu. Zadzierzgnięta teraz przyjaźń Polaków z Ukraińcami przez to, że chronimy ich żony i dzieci, jest cholernie ważna, bo razem z nimi możemy na ziemiach Pierwszej Rzeczpospolitej utworzyć drugie płuco Europy obszar ekonomicznie konkurencyjny dla Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Nawet Białorusi nie potrzebujemy, choć by się też przydała. Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowenia, Chorwacja, Serbia, Bośnia, Hercegowina, Albania, Kosowo, Macedonia, Czarnogóra, Mołdawia w sposób naturalny przyłączą się do tego płuca. To bardzo dobrze, że będzie płuco z wieloma pęcherzykami.
Nie musimy w tym celu tworzyć jakiegoś wielkiego państwa, jakiejś jednolitej, centralnie sterowanej Rzeczpospolitej czy Austro-Węgier, jakiegoś mocarstwa. Śmiało potęgę dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów możemy odbudować w ramach tysięcy niezależnych, suwerennych krajów takich jak szwajcarskie kantony. To nie muszą być nawet kraje narodowe. Naród nie musi być polityczny. Ważni są przedsiębiorcy i kapitaliści, ważne są firmy i korporacje, ważny jest biznes i własność prywatna, kapitalizm i wolny rynek politycy są mniej ważni. Oni powinni się ograniczyć do dyplomacji i tworzenia obronnych sojuszy wojskowych, a nie zajmować się sterowaniem gospodarką. Będziemy wspólnie, całe Międzymorze, silni militarnie siłą i doświadczeniem wojennym obecnej Ukrainy oraz technologicznym wsparciem Amerykanów. Jednocześnie nastąpi niebywały boom gospodarczy, bo Ukraina dzięki zbliżeniu z nami i całym Zachodem pozbędzie się oligarchów i ruszy jej odbudowa. Dodatkowo pozbędzie się budowania swojej tożsamości narodowej na banderowskiej przeszłości. Obecna wojna już utworzyła ich silną nową tożsamość narodową i możliwość budowania milionów legend narodowotwórczych związanych z biciem ruskich nawet dla Ukraińców rosyjskojęzycznych ze wschodu. Warto pielęgnować przyjaźń z Ukraińcami, warto im wybaczyć banderyzm. Trzeba o zbrodniach na Wołyniu pamiętać, by się to już nigdy nie powtórzyło, ale nie należy za to winić dzisiejszych Ukraińców. Pokonanie Rosji to byłby bardzo korzystny scenariusz dla Polski i póki co ku temu idzie. Będziemy jeździć na wakacje na Krym, pływać po Morzu Czarnym jachtami, a na Krymie wybudujemy kosmodrom ślący polsko- ukraińskie rakiety na Księżyc. Jak Rosja zdechnie do końca, to się to ziści w parę lat. Dlatego warto teraz zacisną pasa i wszystko co mamy przeznaczyć na armię. Trzeba jak najszybciej dobić Rosję, a nie czekać latami aż zdechnie w drugiej zimnej wojnie.
Warto teraz zrobić to, co proponował generał Patton po zakończeniu II wojny światowej, nie kończyć jej, ale rozpocząć nową z ZSRR. Warto nawet było wtedy zrzucić bombę atomową na Moskwę. Gdyby to się stało, gdyby do końca lat 40-tych XX wieku zlikwidowano ZSRR, to dziś byśmy nie byli dziećmi PRL-u, czyli biednymi głupkami, ale wolnymi Panami Braćmi silniejszymi kulturowo i bogatszymi materialnie od Niemców czy Francuzów.
Warto za wolność od ruskich zapłacić nawet śmiercią tysięcy żołnierzy i cywilów czy zniszczeniem kilku miast. Warto żyć na wolności, a nie w ruskiej niewoli. Warto za wolność bić się na śmierć i życie. Wszelkie dawne ofiary polskie w naszych powstaniach, i dzisiejsze ukraińskie, nie idą na marne. Im mniej Rosji tym lepiej. Wolność jest ważniejsza niż życie, majątek czy święty spokój. W warunkach wolności można będzie wypracować wielokroć więcej majątku niż pod ruskim knutem. A majątek da święty spokój. To by było też warte dla Rosjan wyzwolić się spod tyranii ich wrednej wiedźmy matuszki rasiji.
A zupełnie czymś innym jest wyzwolenie spod amerykańskiego wpływu. Warto się wyzwolić spod ich politycznej poprawności, warto odrzucić ich pederastyczny styl życia, warto pozbyć się ich gloryfikacji genderyzmu, warto pozbyć się ich totalnego systemu finansowego, warto zlikwidować ich socjaldemokratyzm polityczny, warto odrzucić ich głupią cenzurę. Warto o tym mówić, warto pyskować, kłócić się, warto wyjaśniać, dlaczego obecne amerykańskie wartości obyczajowe są złe i są zaprzeczeniem tych dawnych. Ale nie warto za to ginąć, nie warto walczyć o to zbrojnie. Jeśli nie uda się po dobroci przekonać Polaków, że warto mieć własną tożsamość narodową, warto być wolnym Polakiem, warto pielęgnować nasze wolnościowe tradycje cywilizacyjne, polską tolerancję oraz Złotą Wolność, warto mieć nasze swobody osobiste i polityczne, to z dwojga złego lepiej zostać Amerykaninem niż ruskim.
Ruskich warto bić i zabijać, a Amerykanów trzeba przekonywać. Z ruskimi, z sowietami, z turańszczyzną, z bizantynizmem należy walczyć na śmierć i życie, pozbyć się tego zła przemocą, siłą militarną. Lepiej zginąć niż się im poddać. A z Amerykanami trzeba walczyć słowem, kulturą, dobrym przykładem, wszelkimi pokojowymi sposobami. A jak się nie uda, to trudno, należy się poddać i stać się pederastą, zmienić płeć, zarabiać w dolarach, pić coca-colę, jeść hamburgery i oglądać hollywoodzkie filmy. To da się przeboleć, bo można tylko publicznie udawać, że się robi te amerykańskie głupoty, a prywatnie praktykować sarmatyzm.
Grzegorz GPS Świderski
PS. Określenie „drugie płuco” Europy to nie mój wymysł, to analogia Jacka Bartosiaka, który w ten sposób wyraża nadzieję na realizację idei Międzymorza. To przeciwwaga Polski z Ukrainą dla Niemiec i Francji. Jak Ukraina wygra z Rosją wojnę, to ta, wydawałoby się utopijna idea, zostanie zrealizowana. Ja idę dalej w tym porównaniu, pęcherzyki to mój pomysł. Warto by Europa miała drugie płuco, ale warto też, by się ono składało z wielu pęcherzyków – niezależnych i suwerennych, ale wspólnie oddychających dla dobra całości. Dobrze, że w naszym płucu będzie wiele pęcherzyków takich jak Słowacja, Czechy, Słowenia, Litwa, Łotwa czy Estonia, tak jak pierwsze płuco ma Belgię, Holandię, Danię, Luksemburg, San Marino czy Monako. Warto się z nimi wszystkimi przyjaźnić. Generalnie im jest mniejsze państwo, tym lepiej.
Źródło: niepoprawni.pl
Niektórzy uważają, że od blisko trzydziestu lat mamy wolną Polskę. Nie mają racji. Polska nie jest wolna. Jest okupowana przez wyjątkowo destrukcyjne państwo. Polacy są zniewalani i traktowani jak bydło. Żyjemy w państwie socjaldemokratycznym, które wolność niszczy. Więc to nie jest wolny kraj. Jesteśmy pod okupacją państwa, które się wtrynia w najdrobniejsze aspekty naszego życia, które odbiera nam większość owoców naszej pracy, które ustanawia miliony bzdurnych przepisów. To jest zamordyzm, a nie wolność. I nie jest to winą akurat rządzącej partii - tak było za wszystkich poprzednich rządów.
Skoro niewolnictwo zostało zakazane to dlaczego nadal jesteśmy zmuszani do oddawania większości pieniędzy swoim „Panom”, którzy decydują, co możemy jeść i pić, czego mają się uczyć dzieci i jak mamy troszczyć się o własne zdrowie i przyszłość?
Z forum: Polacy zawsze żyli mitami. Na przykład mitem demokratycznej Ameryki czy Europy. W rzeczywistości ich demokracje polegają na religijnym przestrzeganiu prawa które sami sobie ustanowili. Demokracja amerykańska na przykład to zamordyzm jaki Polakowi nawet we snach się nie przyśni. Nie tylko amerykańska zresztą. No i scentralizowane instytucje które cały czas pracują nad tym jak nie utracić panowania nad światem. A w innych krajach - jak przewagę i panowanie osiągnąć. 
10 06 2022 Kowidowa pralnia pieniędzy.
Aldona Zaorska "Warszawska Gazeta" nr 21 ; 22 maja - 03 czerwca 2022. Pięćdziesięciu dwóch medyków zajmowało się jednym pacjentem. Bajka? Ne. Tak wynika z dokumentacji dotyczącej kowidowych szpitali. Szokujące ustalenia kontroli NIK-u. Ile można było zarobić, pracując w szpitalu "kowidowym"? Na przykład 8 tys. miesięcznie złotych za 30 minutową obecność na takim oddziale. Zarobki z tego tytułu prawie 40 tys. złotych miesięcznie wcale nie były rekordem. Oznacza to, że lekarz na kowidowych dodatkach w ciągu miesiąca zarabiał więcej niż Polak pracujący za najniższą krajową przez cały rok. Czy kogoś jeszcze dziwi strajk rezydentów domagających się podwyżek? Przecież oni doskonale wiedzieli z jak wielkim narażeniem życia pracują ich koledzy. Najwyraźniej ich cierpliwość też miała swoje granice i trudno im się dziwić. Zwłaszcza, że jakoś nie było słychać o nowym kandydacie na pandemiczne ołtarze, który jako lekarz niosąc pomoc chorym na koronowirusa zaraził się kowidem i zmarł na służbie bliźnim.
JAK TO SIĘ ROBI. Po prostu - Ministerstwo Zdrowia wydało "ogólne wytyczne". Narodowy Fundusz Zdrowia "tylko" wypłacał. Robił to na wniosek dyrektorów szpitali, którzy dzielili fundusze. Zazwyczaj dostawali tyle ile chcieli. Według jakich kryteriów sporządzali wnioski? No, przecież dostali "ogólne wytyczne", to chyba według tych wytycznych. Dzisiaj urzędnicy twierdzą, że weryfikacja była działaniem dyrektorów, a ci ostatni że przy tak niejasnych przepisach i "braku chęci urzędników do współpracy" nie mają sobie nic do zarzucenia.
Najwyższa Izba Kontroli wzięła się za sprawdzanie wypłat kowidowych dodatków. Wystarczyło przyjrzenie się im w Zachodniopomorskiem, a już NIK doszedł do wniosku, że "lekarze pobierali więcej pieniędzy , niż powinni". Z raportu NIK wynika, że kilkanaście osób dostało po niemal 8 tys. złotych za spędzenie 30 minut na oddziale kowidowym. Jeden z lekarzy, który pracował w trzech placówkach równocześnie, pobrał dodatek w każdej z mich - łącznie niemal 38 tys. złotych miesięcznie. W jednym ze szpitali były zaś 52 osoby personelu medycznego na jednego pacjenta. Tak, dobrze czytasz Szanowny Czytelniku - 52 osoby zajmowały się jednym pacjentem ( ponowne prosimy - nie śmiać się, ".tak było", wcale nie zmyślamy, a przynajmniej tak wynika z raportu NIK-u ). Personel medyczny musiał staczać niezłe walki, aby się do pacjenta dopchać. Można sobie tylko wyobrazić jak z okrzykiem "ja ja" na tzw. wyprzódki rwał się do łóżka chorego. Pełne poświęcenie nie znane przeciętniakom, którzy mieli nieszczęście zapaść na prozaicznego raka i nie mogli się dostać nawet do jednego medyka..
TRUDNE DECYZJE. Co mówią sami lekarze? Dziennikarze wp.pl napisali, że rozmawiali z dziewięcioma i wszyscy stwierdzili, że zaistniała sytuacja to "wina niejasnych przepisów", braku "jakiejkolwiek weryfikacji Po prostu - biedni dyrektorzy szpitali, którzy mieli wykazać komu i ile się należy nie wiedzieli według jakich zasad powinni wypłacać środki. Na przykład nie wiedzieli, czy lekarzowi, który przepracował jeden dzień na oddziale kowidowym powinni wypłacić dodatek proporcjonalnie do jego aktywności zawodowej, czy za cały miesiąc. I pisali wnioski, jak im dyrektorskie sumienia podpowiadały. A urzędnicy zamiast to sprawdzić od razu wypłacali fundusze. A przecież dyrektorzy mieli dodatkowe "obciążenie" - dzielili nie swoje pieniądze, tylko Państwowego Funduszu Przeciwdziałania COWID-19. A jeszcze z czasów PRL wiadomo, co znaczy "państwowe".
TURYSTYKA KOWIDOWA. Dzisiejsze szastanie kowidową kasą dyrektorzy szpitali wyjaśniają krótko- gdyby nie płacili, to ich lekarze poszliby tam, gdzie dyrektorzy płacą. Zresztą i tak lekarze szybko załapali, że przecież i tak można zaliczyć więcej niż jeden dyżur w więcej niż jednym szpitalu tymczasowym. Na przykład pracując w dwóch szpitalach zbierali podwójne oklaski ( plus jedzenie dowożone przez wzruszonych ich poświęceniem restauratorów) i podwójne dodatki kowidowe. Poświęcenie niektórych medyków nie miało granic. Media powołując się na dostępną dziennikarzom dokumentację przytoczyły przypadek dyrektora i wicedyrektora jednego ze szpitali uniwersyteckich. Dyrektor szpitala na kowidowych oddziałach przepracował w rekordowym miesiącu 368 godzin, jego zastępca 422 godziny. Łatwo policzyć, że jeden leczył pacjentów 12 godzin na dobę, dzień w dzień przez cały miesiąc, a drugi w tym samym czasie zajmował się pacjentami przez 14 godzin na dobę. Każdego dnia. Obaj wskazali, że znaczną część tych godzin zajmowali się pacjentami kowidowymi. Nic więc dziwnego, że przy takim poświęceniu wicedyrektor za miesiąc pracy wystawił rachunek na 110 tys. złotych.
TRZY TYSIĄCE ZA NOC ZDALA OD ŻONY. Podatnicy płacili za wszystko, nawet za to, że lekarze przychodzili do kowidowych szpitali....uciąć sobie drzemkę. Gdy pod naciskiem ekspertów medycznych powstały szpitale tymczasowe i nie było w nich wielu pacjentów, zdarzało się, ze tzw. uznani lekarze przychodzili tam na dyżur bezpośrednio po zakończeniu swojej pracy w szpitalu. Przychodzili i uderzali w tzw. kimono. Nikt nie kwestionuje, że dyżur w szpitalu bywa męczący, zwłaszcza gdy lekarz chirurg po operacji biegnie do przyjmowania pacjentów i z powrotem, ale w takim przypadku właściwym dla niego kierunkiem jest łóżko we własnym domu, a nie na dyżurze. Tymczasem lekarze przychodzili, ucinali sobie trwającą kilka godzin drzemkę i zarabiali za to pomiędzy1,5 - do 3,0 tys. złotych. I tak nawet kilka razy w tygodniu. O absurdzie "bezpieczeństwa" nie kowidowych pacjentów, z którymi mieli przecież kontakt, po opuszczeniu szpitala tymczasowego, nawet wspominać nie warto.
MEDIALNA GWIAZDA TŁUMACZY. "Wstępne ustalenia Najwyższej Izby Kontroli są zatrważające. Oczywiście, o ile są one prawdziwe, ale NIK to poważna instytucja. Wiem bowiem, że w przychodniach dodatki były nieznaczne i wydatkowane oszczędnie. gdy więc dowiaduję się, że ktoś dostał 8 tys. złotych za 30 minut pracy z pacjentami kowidowym, włos mi się jeży na głowie. I o nie dlatego, że zazdroszczę tych pieniędzy, tylko widać "niedoskonałość systemu" - tłumaczy wp.pl medialna gwiazda pandemii dr Michał Sutkowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej, członek Rady ds. Ochrony Zdrowia, działającej przy prezydencie RP i jeden z twórców pandemii strachu. Jasne - winien system. Biedni lekarze, nie mieli innego wyjścia, jak poświęcać się, rezygnując, ze spania u boku ślubnej we własnym łóżku, na rzecz samotnego drzemania w zimnej dyżurce. I to za marne 3 tys. złotych za jedną taką noc. Ktoś inny by się zgodził na takie poświęcenia?
DWÓCH WINOWAJCÓW Co na to urzędnicy? NFZ tłumaczy, że jego oddziały wojewódzkie otrzymywały od podmiotów leczniczych dane o personelu, który został zakwalifikowany przez podmiot leczniczy do otrzymania dodatkowego świadczenia pieniężnego, a także informacje o wysokości łącznej kwoty niezbędnej do wypłaty dodatkowych świadczeń pieniężnych. Jeśli dokumentacja zawierała "wiarygodne dane" szpital otrzymywał wnioskowane środki. Co to znaczy "wiarygodne dane"? Pewnie po prosu pismu dyrektora dobrze z literek i cyferek patrzyło. Ministerstwo Zdrowia zakomunikowało, że w przypadku "prawidłowo " wypełnionego wniosku, w ciągu trzech dni NFZ dokonywał przelewu na konto. Takie tempo! Teraz twierdzi, że za "kompletność i prawidłowość danych oraz za wskazania personelu, który kwalifikował się do otrzymania dodatkowych świadczeń pieniężnych według kryteriów z polecenia Ministra Zdrowia odpowiadał kierownik podmiotu leczniczego". A jak wiemy "kierownicy" nie mają sobie nic do zarzucenia, bo działali w zgodzie z niejasnymi wytycznymi Ministerstwa i nie mogli się o nie doprosić, chociaż Ministerstwo twierdzi, że wyjaśnień udzielało "na bieżąco"
Kto jest winien? Winni już są. Pierwszym jest oczywiście koronowirus, drugim - system. I tyle w tym temacie.
Pieniędzy nie ma, winnych brak. Co najwyżej, medykom przybyło po dobrym samochodzie w garażu, mieszkaniu dla dziecka, wnuczka, czy zdjęć w albumie z egzotycznej wycieczki na koniec świata. Ale przecież im się należało. W końcu wszyscy bili im brawo, a teraz niewdzięcznicy chcieliby rzucać oskarżenia. No przecież oni o te szpitale kowidowe, oczekujące na masowy pomór i zajmujący się pojedynczymi pacjentami walczyli dla dobra ogółu. Miliardy, które zagarniali nie mają z tym nic wspólnego. Swoją drogą, ciekawe na jakim poziomie zatrzyma się przepuszczanie państwowej kasy na pandemię - respiratory, dodatki kowidowe, maseczki, hale produkcyjne, które miały je wytwarzać, szczepionki... Czy ktoś ma jeszcze jakieś złudzenia, po co była ta cała pandemia?
PS. Oczywiście nie można wykluczyć, że kowidowe dodatki trafiły i do personelu medycznego, który faktycznie zajmował się chorymi na kowid. Tylko dlaczego lekarze milczeli?
Źródło: niepoprawni.pl 
28 05 2022 O „MĘŻU” JAROSŁAWA, O „PANI BASI” I O ODCZŁOWIECZANIU…
Post jest kontynuacją tekstu "On nam nigdy nie wybaczy, że zabił swojego brata...". Barbara Skrzypek czyli "pani Basia", legenda i szara eminencja Nowogrodzkiej, przez niemal 30 lat szefa kancelarii Kaczyńskiego i jego prawa ręka, główny udziałowiec spółki „Srebrna”. W czasach PRL-u niemal na pewno funkcjonariuszka „bezpieki” (kontrwywiad WSI?), asystentka gen. Janiszewskiego, jednego z autorów stanu wojennego i wieloletniego szefa gabinetu politycznego gen. Jaruzelskiego. Pani Basieńka w czasach komuny była również zatrudniona w Kancelarii Tajnej oraz (na różnych stanowiskach) w gabinecie premiera i ówczesnym URM. Miała więc przez wiele lat dostęp do tajnych i poufnych pism rządowych oraz najważniejszych tajemnic państwowych, także z zakresu bezpieczeństwa państwa i obronności. To nie jest żadna wiedza tajemna, to są powszechnie znane fakty. Ci, którzy pamiętają realia PRL-u, wiedzą doskonale, że pani Basieńka, już z racji dostępu do osoby premiera, Kancelarii Tajnej oraz współpracy z „twardogłowym” komuchem gen. Janiszewskim musiała spełniać bardzo wyśrubowane kryteria jeśli chodzi o właściwą postawę ideologiczną. Musiała być wielokrotnie sprawdzana pod kontem lojalności względem władzy komunistycznej.
A jednak już rok po upadku komuny (w 1990 r.) „pani Basia” stała się bliską współpracownicą Kaczyńskiego, a z czasem jego prawą ręką. Niewykluczone, że jako „wiano” wniosła Kaczyńskiemu dokumenty i wiedzę z czasów PRL-u, do których dostęp miało zaledwie kilkanaście osób (Kaczyński zawsze miał słabość do „haków” na innych). A potem miała z kolei dostęp do wszystkich dokumentów i tajemnic PC oraz PIS. Zapewne także tych związanych z największymi aferami lat 90. XX w. (Telegraf, reprywatyzacja „Ruchu”, Fundacja „S” itd.), w których główną rolę odgrywali obaj Kaczyńscy, Glapiński i Zalewski. Najważniejsi politycy PIS bali się jej panicznie, bo była sekretarką tylko z nazwy... Dla wyborców PIS zaś ta „komuszka” stała się niemal ikoną partii, godną szacunku i zaufania. Ci sami wyborcy PIS z entuzjazmem przyjęli PIS-owską ustawę dezubekizacyjną, która pracowników służb mundurowych PRL-u pozbawiała znacznej części emerytur. Nawet kierowców milicyjnych radiowozów, funkcjonariuszy Straży Granicznej i więziennictwa, którzy służbę rozpoczęli np. rok przed upadkiem komuny. Bo to źli ludzie byli. W przeciwieństwie do dobrej „komuszki” Barbary Skrzypek. Politycy i wyborcy PIS, tak bezlitośni dla „resortowych dzieci” w mediach i partiach opozycyjnych, nie przyjmują do wiadomości komunistycznej przeszłości prominentnych członków własnej partii. To nie jacyś krewni członków PIS byli komuchami, tylko oni sami nimi byli! Między bajki Macierewicza o zamachu można włożyć zapewnienia Kaczyńskiego, że nic nie wiedział o współpracy Kujdy z SB. Zna Kujdę od niemal 30 lat, a teczka TW SB "Ryszarda" leży w IPN od dawien dawna. I właśnie dlatego Kaczyński powierzał tej kanalii różne wysokie stanowiska, w tym także fotel Prezesa „Srebrnej”. Gdy wybuchła afera z teczką Kujdy i on sam przyznał się do współpracy z SB, został na jakiś czas schowany do wielkiej szafy z napisem "Azyl dla komuchów" w gabinecie Prezesa. Aferę szybko przykryły następne afer PIS-u i Kaczyński wypuścił Kujdę z tej szafy. Został on szefem Rady Nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa. Antykomunista Kaczyński do nikogo nie ma tyle zaufania i sympatii, ile właśnie do byłych komuchów. Kaczyński doskonale wiedział również o przeszłości TW SB „Wolfganga” Przyłębskiego, a jednak wysłał go w „ambasadory” i to nie na jakieś zadupie, ale do Berlina. A Przyłębska i Pawłowicz? W czasie, gdy SB i milicja pałowały robotników w Ursusie i Radomiu, one maszerowały w czerwonych krawatach na pochodach 1-majowych jako członkinie władz komuszej SZSP. Tak więc albo ideologia PZPR tym dwóm szmatom pasowała, albo chciały po "linii partyjnej" skończyć studia i robić kariery zawodowe. Nie wiem doprawdy, co gorsze… A w połowie lat 70. członek władz wydziałowych SZSP to była szycha! Jan Pietrzak - dopieszczany przez Nowogrodzką i „kurwizję” - był zarówno członkiem ZMP, jak i PZPR. Łaniewska, deklamująca wzniosłe, patriotyczne wiersze podczas "miesiączek smoleńskich", już w czasach stalinowskich była aktywistką ZMP i donosiła do UB na kolegów ze studiów. A Piotrowicz, Karski, Czabański, Aumiller, Cioch, Łopiński (prawa ręka „Kurwskiego” na Woronicza, dziś w PKO BP)? To nie są jacyś szeregowi członkowie PIS! To są byli ministrowie rządów PIS i wysocy urzędnicy państwowi w czasach rządów PIS. Kostrzewski, jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego i długoletni skarbnik PIS, to też były komuch. A Wassermann? Czy to nie kpina, że PRL-owski prokurator, który ścigał i oskarżał członków NZS-u, stał się jednym z najważniejszych polityków rzekomo antykomunistycznego PIS i szefem służb specjalnych? To się w pale nie mieści...
SKOK-i zakładali Lech Kaczyński i Grzegorz Bierecki. We władzach SKOK-ów politycy PIS zasiadali jednak sporadycznie. Obsadzili jednak te władze swoimi ludźmi. Co za przypadek, na ogół wywodzącymi się z dawnej komunistycznej "bezpieki", głównie WSI. Tej samej WSI, którą Macierewicz już bardzo dawno temu nazywał "zbrodniczą instytucją na usługach Kremla"... Kochanek Jarosława, por. Piotr P., też był przecież funkcjonariuszem WSI! To nie była jakaś przelotna gejowska znajomość, tylko trwający kilka lat związek, z kilkoma intymnymi spotkaniami w miesiącu, które podobno mają (a raczej miały do 2015 r.) bogatą dokumentację audio-video. Seksualny charakter tego związku nie ulega wątpliwości. Nie wiadomo natomiast, czy Piotr P. dostarczał Kaczyńskiemu jakieś materiały z przepastnych archiwów WSI.
Lech Kaczyński swego czasu był najzwyklejszym marksistą, który dla kariery zawodowej właził w dupę komuchom! Gdy się przegląda jego pracę doktorską (obronioną w 1980 r.), to więcej tam jest zachwytów nad geniuszem Lenina, Marksa i Engelsa, niż treści poświęconej prawu pracy... Jarosław nie pozostawał wcale w tyle za swoim braciszkiem. W jego z kolei pracy doktorskiej aż się roi od cytatów wypowiedzi czołowych stalinowskich przywódców i ideologów: Stalina, Bieruta, Gomułki, Cyrankiewicza, Kliszki, Sokorskiego, Werblana, Kąkola... Oto przykład marksistowskiej twórczości Jarosława: "Już w referacie KC na III Zjazd PZPR stwierdzono pojawienie się zjawiska naporu ideologii burżuazyjnej. Jednocześnie jednak podkreślona została zasada niestosowania metod administracyjnych w walce o ostateczny cel, jakim jest według słów Władysława Gomułki „całkowity triumf marksizmu leninizmu jako jedynej metodologicznej podstawy nauki"”. I tenże Kaczyński (oraz jego zwolennicy) wyzywał potem od "komuchów" Kuronia, Mazowieckiego, Geremka, Balcerowicza. Oraz zarzucał zdradę Polski lub działalność agenturalną "resortowym dzieciom", bo ich rodzic lub jakiś wujek był działaczem PZPR. Kończę wątek komuchów w wierchuszce PIS, o których to komuchach wyborcy tej partii nie chcą wiedzieć. Nie to, że nigdy się nie dowiedzieli! Dowiedzieli się i wymazali tę wiedzę z pamięci. Zadziałał zbiorowy syndrom wypierania prawdy w imię własnego politycznego komfortu psychicznego. No bo jak tu twierdzić, że jest się antykomunistą, atakować byłych SB-eków i członków PZPR w szeregach innych partii, mediach lub biznesie, i samemu uwielbiać Prezesa, który też był komuchem i głosować na SB-eków i komuchów, którzy stali się PIS-owcami.Wspomniałem o homoseksualizmie Kaczyńskiego, którego jego wyborcy nie przyjmują do wiadomości… Geje w PIS i kościele katolickim to dla nich temat tabu, będący zarazem dowodem na potworną obłudę i hipokryzję nie tylko polityków PIS, ale także ich elektoratu. Wyborcy PIS zdają sobie sprawę z orientacji seksualnej swojego "wodza", tylko starają się o tym nie myśleć. Bronią się rękoma i nogami przed powiedzeniem tego głośno. Jeśli ponad 70-letni facet nie tylko nie ma żony i dzieci, ale nie był nigdy choćby w związku z żadną kobietą, nikt go nawet nie widział z kobietą w kawiarni, teatrze lub na plaży, to nawet największemu przygłupowi zaczyna świtać w głowie uzasadnione podejrzenie. Orientacja seksualna jest jego sprawą. Ale sprawą nas wszystkich jest haniebna wojna, jaką wytoczył środowiskom LGBT. Hitler, zanim rozpoczął eksterminację milionów ludzi, najpierw odczłowieczył Żydów i Słowian. Łatwiej jest mordować prymitywnych podludzi, niż ludzi. Toteż nikt w hitlerowskich Niemczech nie płakał po milionach zagazowanych Żydów ani milionach zamordowanych Polaków, Rosjan, Ukraińców. Putin robi identycznie to samo. Kremlowska propaganda od wielu lat zohydza narodowi rosyjskiemu Ukraińców i Ukrainę. Efekt tego odczłowieczania całego narodu widzimy dziś w relacjach z wojny. Dużo łatwiej bombarduje się budynki mieszkalne, szkoły lub dworzec, pełne „tylko” podludzi, w dodatku „faszystów” i „zdrajców” ... Zbiorowy gwałt na ukraińskiej dziewczynie nie jest w Rosji traktowany jak gwałt, bo w przekonaniu tych bandytów ukraińska kobieta nie jest żadną kobietą.
I ten sam mechanizm odczłowieczania Kaczyński zastosował w Polsce w stosunku do osób LGBT. Gdy się czyta maile ze skrzynki Dworczyka, to ma się wrażenie, że to się dzieje w Rosji! Oto wysocy urzędnicy państwowi (!) ustalają, jak w mediach przedstawić dziesiątki tysięcy Polaków jako podludzi, jak uderzyć w ich godność i jak wmówić własnemu elektoratowi, że osoby LGBT to zboczeńcy, dewianci, wrogowie Polski i Polaków. Bo Prezes-homoseksualista uznał, że atak na osoby LGBT będzie najskuteczniejszym sposobem na wygranie wyborców prezydenckich! No i mieliśmy potem wypowiedzi Czarnka o tym, że osoby LGBT to ludzie nienormalni, którym nie przysługują żadne prawa. Mieliśmy wypowiedzi innych polityków PIS, na czele z głową państwa, że osoby LGBT to nie są ludzie, tylko ideologia. Zabrakło tylko wezwania, by osoby LGBT wieszać na latarniach... Choć Kaczyński sam jest gejem, to akurat jego zachowanie nie dziwi. Bo jest przede wszystkim kanalią zdolną do wszystkiego. Musi natomiast dziwić radykalizacja nastrojów wśród elektoratu jego partii, który dał się wprząc w PIS-owską propagandę anty-LGBT, a wiedzy o homoseksualizmie Prezesa nie dopuszcza do swojej świadomości. Kampanię zwalczania „tęczowej zarazy” Kaczyński prowadził ramię w ramię z „czarnym LGBT”. Biskupi-geje i księża-geje grzmieli z ambon, jakim to zagrożeniem dla bytu naszego państwa i przyszłości polskich rodzin jest to „tęczowe” LGBT. Skoro eurodeputowany Legutko, uznawany przez Kaczyńskiego za największy autorytet w jego partii, o wszechobecnym wśród polskiego kleru homoseksualizmie mówi wprost, że to „lawendowa mafia” i uważa go za największy problem kościoła w Polsce, to mamy mniej więcej wyobrażenie o skali tego zjawiska. Inna sprawa, że Legutko seksualne obcowanie księdza z 15-letnim ministrantem nazywa „homoseksualizmem”, choć jest to zwykła pedofilia.
Wyborcy PIS najchętniej gejów i lesbijki zamknęliby w rezerwatach albo nawet obozach koncentracyjnych. Osoby LGBT są dla nich synonimem zła, Szatana, degeneracji, niszczenia wartości chrześcijańskich itd. Ci sami wyborcy PIS księdza-geja bez oporów całują w dłoń klękają przed nim i czczą go, jakby był bóstwem. Bariera w ich głowach nie przepuszcza prawdy, że ten ksiądz tylko tym się różni od uczestników parad równości, że nie ma odwagi przyznać się do swojego homoseksualizmu! Podobnie jest z postrzeganiem setek polskich księży-pedofilów. Na pedofila-nieduchownego wyborca PIS rzuci się z pięściami. A pedofilii księdza katolickiego będzie starał się nie dostrzegać i stanie nawet w obronie pedofila przed tymi, którzy będą domagać się jego ścigania. Bo zwolennik PIS jest wychowany w bezwzględnym posłuszeństwie klerowi i ten poddańczy obowiązek jest silniejszy, niż troska o dobro dzieci. Ten syndrom wypierania i zaprzeczania, widoczny jak na dłoni w dwoistym postrzeganiu rzeczywistości, obserwujemy u wyborców PIS na każdym kroku. Uchodźca z Ukrainy to dla nich dotknięty nieszczęściem człowiek, któremu należy pomóc. Ale już uchodźca z ogarniętej wojną Syrii lub Afganistanu to roznoszący choróbska muzułmanin, brudas, pewnie złodziej lub terrorysta. Rozwodnicy Marta Kaczyńska, „Kurwski”, Kuchciński, Terlecki, Gliński, Kamiński, Czarnecki, Mazurek lub Zalewska to dla wyborców PIS strażnicy rodzinnego ogniska, wartości tradycyjnych i chrześcijańskich. Wyborca PIS świetnie pamięta „ośmiorniczki” (po 28 zł/porcja) i słowa Bartłomieja Sienkiewicza wypowiedziane 8 lat temu po pijaku u „Sowy i Przyjaciół”: „Ch…, dupa i kamieni kupa”. I wyborca PIS nigdy tych słów nie wybaczy. Ale już słów Cepa o „zapierd*laniu za miskę ryżu” udaje, że nigdy nie słyszał! Ten sam, tak pamiętliwy, wyborca PIS nie chce pamiętać, że 2 lata temu minister Szumowski za 220 mln zł kupił od handlarza bronią nieistniejące respiratory. A za 5 mln zł maseczki od znajomego instruktora narciarstwa, choć z góry wiedział, że te maseczki nadają się tylko na śmietnik…
https://www.facebook.com/Polityczne-wariacje-109421898220556
Jacek Nikodem vel Jacek Awarski
27 05 2022 Coraz bardziej ponuro?
Rosja to, mówiąc Feliksem Konecznym, zupełnie odrębna cywilizacja, kompletnie dla nas nie do zrozumienia, to jednak stwierdził, że narody kierujące się racjonalnym rozumem, nigdy nie będą w stanie pojąć ruskiej irracjonalności, która szczególnie od grudnia 1917, rządzi umysłami niemalże 98% procent Rosjan. A mottem tego ruskiego, państwowego tworu od ponad stu lat jest żarliwe przekonanie wszystkich tam, że: szanuje się tylko tych, których się boi. To właśnie widzimy własnymi oczami teraz, od 24 lutego, gdy ruska dzicz napadła Ukrainę. [Cytuję prosto z podkastu You Tube'a, więc nie jest to dosłowne, lecz sens starałem się zachować. jk] 
Redaktor Mazurek spytał się Felsztyńskiego: - Czy tamci ludzie [Rosjanie-jk] nie chcą się cieszyć życiem? 
Felsztyński odpowiedział: - Tak, oni chcą się cieszyć życiem, ale oni sobie te życie zupełnie inaczej wyobrażają. My, roztrząsamy to jako ludzie rozumu, więc nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego bogata Rosja, gdzie wszyscy mają dużo pieniędzy, wszyscy jeżdżą za granicę, a jako, że wszyscy mają więcej pieniędzy niż inni, to wszyscy ich szanują, bo są fajni, są dobrymi klientami, itd. Więc czego jeszcze tym ruskim brakuje?! Bo my podchodzimy do życia, do rzeczywistości racjonalnie,, a Rosja jest krajem absolutnie irracjonalnym. I z powodu tego, że ruscy uważają, że są niewystarczająco szanowani, to bardzo zaczyna ich to niepokoić.
Przecież tylko w języku rosyjskim jest to przysłowie = jak się boją, to szanują =, Dla Rosji te dwa pojęcia – bojaźń i szacunek – są jednoznaczne. Takim właśnie ruskim powiedzeniem żyje i oddycha cały kraj. Ale racjonalnego wyjaśnienia, co się dzieje, nie ma. Felsztyński powiedział jeszcze: - Rządzi od 100 lat KGB. Tych ludzi nikt nie uczył budowania, nikt nie uczył tworzenia. Ich uczono wyłącznie zabijania i niszczenia. I to jest w ich krwi. Tych ludzi są dziesiątki, setki tysięcy. Jest ich pełno. Jurij Felsztyński uważa, że z powodu mocno zaszczepionej im idei imperialnej, wszyscy Rosjanie uważają się za lepszych od innych. A ja dodam, że cały naród rosyjski cechuje fanatyzm i nikczemny sposób myślenia. Nawet tamtejszych intelektualistów i prawosławnych popów. Moje obserwacje z kontaktów, a także pracy z Rosjanami, potwierdzają tę tezę. I to w pewien drastyczny sposób: mimo wyraźnej nędzy, braku kultury i wykształcenia, gdy dyskusja schodziła na tematy, czy to międzynarodowe, czy konkretnie rosyjski, prezentowali oni w stosunku do nas, w szczególnie dobrze zapamiętanym momencie – do Polaków, Norwegów i Amerykanów, pełną pogardy nienawiść. Rosjanin, już nie młody, czuł się upokorzony, że on, lepszy człowiek musi pracować u tych gorszych od niego, małych ludzi. Czy nie taka sama postawa jest prezentowana teraz przez najpośledniejszych ruskich sołdatów na Ukrainie? Czy mordując człowieka na ulicy, on po prostu myśli, że właśnie zgniata karalucha?
Aby ich wreszcie wyleczyć z tej imperialno – bolszewickiej fantasmagorii potrzebne jest jedno: - muszą ponieść sromotną klęskę na Ukrainie. Tylko to zdoła ich otrzeźwić. Jak Felsztyński wyjaśnia, to, co sie dzieje z rosyjskim narodem, to nic nowego. By daleko nie sięgać, identycznie Hitler i cały ten nazizm, zaczadził wszystkich Niemców. I tylko totalna klęska w 1945 niemalże natychmiast ich uzdrowiła. No, może nie do końca, jak to dzisiaj widzimy. Jednakże żaden z nich już do hitleryzmu się nie przyzna.
Istnieje jednak dla wolnego świata duży problem. Ukraińcy są w stanie się obronić, lecz nie są w stanie zniszczyć Rosji na tyle, by długo się nie podniosła.
Rosyjski pisarz i historyk jest przekonany, że w końcu NATO będzie musiało się zaangażować w tę wojnę. Inaczej powoli, lecz z siła walca drogowego, ruscy ruszą na Mołdawię, a potem na państwa bałtyckie. Czyli dokładnie tak, jak to przepowiedział Lech Kaczyński. Niestety, to nie jest tylko jeden poważny problem w obecnej sytuacji. Bolszewicy, swoją marksistowską ideologią zdołali zatruć i wyprać mózgi wielu ważnym ludziom na zachodzie. A tych, co na tę truciznę byli odporni, znając ich słabe strony, w tym chciwość i wybujałe ambicje, po prostu kupili. Mamy więc na zachodzie Europy takie państwa, jak Niemcy, Francja, Niderlandy, Belgia, Austria, Włochy, które deklaratywnie "walczą" z Putinem, a po cichu go wspierają. Bo interesy z Moskwą przynosiły im wielkie dochody. Więc pragną, by tak było dalej. W rezultacie tylko oś anglosasko – słowiańska, a teraz na szczęście również skandynawska, ma wolę walki bez hamulców. Pojmują, że Rosja imperialna musi być zniszczona i pozostawić można tylko Rosję – kraj, jak jeden z wielu.
Jest kłopot. Lepiej by było, by cały Zachód, przeciwko któremu przecież Putin się postawił, był zjednoczony – zwarty i jednomyślny. Na szczęście przeważająca siła jest po stronie osi, gdzie na czele stoi najpotężniejsze państwo, USA, a także silna Kanada, Australia, Wielka Brytania i Japonia. Jak również silne w swym zjednoczeniu państwa Trójmorza, państwa wschodniej flanki cywilizacji europejskiej. Straszy się opinię publiczną, w większości nieco strachliwą i bez należytej wiedzy ludność, szaleństwem Putina, który w desperacji sięgnie po swoją broń nuklearną. Nawet wielu publicystów i dziennikarzy, kochających granie na emocjach, stosuje ten tani chwyt.
Mad – to po angielsku szalony. Ale MAD to Mutual Assured Destruction – wzajemnie zagwarantowane zniszczenie. To filar wojskowej strategii odstraszania. Nie ważne, kto pierwszy sięgnie po broń atomową, ma on również 100% pewności, że sam też zostanie całkowicie zniszczony.  Przypomnę, że Jurij Felsztyński powiedział, że Rosjanie również chcą dobrze żyć. Tylko inaczej. Nie są samobójcami. Jestem mimo wszystko optymistą, a może tylko mi się wyśniło, że zwyciężymy. Zniszczymy imperium zła. A to, co potem z tego zostanie, niech, jak chce na swój sposób, rozwija się buduje i tworzy. Ma przecież tyle bogactw. Już dawno temu, nie tylko Roland Reagan to wiedział, ale martwił się też nasz święty Jan Paweł II.
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Mój Ojciec opowiadał o tym, że gdy nawet podły europejski bandzior chce odebrać sąsiadowi mieszkanie, nigdy nie wrzuci tam granatu. Rosjanin zrobi to bez wahania. 
Kiedyś spacerowałem w Legnicy z podziwem i smutkiem oglądając wspaniały barokowy kompleks Szkoły Rycerskiej, straszliwie zaniedbany, wręcz zdewastowany wieloletnią eksploatacją przez Armię Czerwoną. Pytałem wujaszka dlaczego tak jest. Wujek, historyk. przedwojenny absolwent krakowskiego UJ, Rydzyniak, odpowiadał bez wahania o tym, że "Oni" tak samo traktują swoje własne zabytki, a jadąc lub idąc na wschód, gdy w oknach zamiast firanek pojawiają się gazety, wiemy że wkroczyliśmy do Rosji. 
22 05 2022 Ach ta komuna ach ta Europa.
Swojego czasu miałem okres, w którym pisałem aforyzmy. Same się rodziły i mnożyły. Pamiętam jeden z nich: społeczeństwo się dzieli na towarzyszy i obywateli. Nie było to nic odkrywczego, ale dziś można by dodać, że wszystko się rozlało i zostało tylko ciało. W polskim świecie, w którym dziś wszyscy żyjemy, dominują dwie tendencje: kryminogenność  i naiwność. Obydwie są tolerowane przez społeczeństwo, a więc przez Suwerena. Polaryzacja tych obszarów jest tak silna i absorbująca, że blokuje ona nie tylko procesy naprawcze, ale również logicznego myślenia i działania. Taki stan część obywateli zniechęca do jakiegokolwiek działania i losy swojego życia, swojej przyszłości, walkowerem oddają hochsztaplerom, cwaniakom i ludziom zupełnie przypadkowym. Natomiast, ci którzy chcą walczyć lub bronić racji stanu, są zwalczani przez obydwie strony. Wygrywa ten, kto płaci: grantami, nagrodami, stypendiami, wycieczkami, etatem, zatrudnieniem syna lub żony, łóżeczkiem lub po prostu kieliszkiem. I taka jest dzisiejsza Polska. Czy takiej chcemy? Oczywiście NIE. A co w tym kierunku zrobiliśmy – oczywiście nic, albo niewiele. Ale czy ktoś w III RP usłyszał oficjalną informację: czego jako naród chcemy i dokąd jako państwo zmierzamy? Też oczywiście NIE, ale za to od ponad 30 lat budujemy jakiś dobrobyt, którego nie będziemy mogli obronić i przy byle okazji harcujemy na pokaz światu. Państwo płaci za złą, albo niepotrzebną pracę, a obywatele krzyczą: za mało.
Po napaści Rosji na Ukrainę historia podarowała nam wyjątkowy prezent: dalszy ciąg procesu rozpadu mocarstw. Po I wojnie rozpadła się Austria, po II zniknęły Prusy, a obecnie wiele wskazuje na to, że przychodzi kolej na poważne osłabienie Rosji – państwa, które nadal jest głównym beneficjentem i jednocześnie kontynuatorem Świętego Przymierza z 1815 r. Bez Rosji diametralnie zmienia się układ polityczny nie tylko w Europie, ale też na świecie. Bez Rosji Niemcy i Francja tracą swoją agresywną siłę, a Polska odzyskuje swój tlen. Ale bez Rosji poważnie wzmacniają się Chiny, czego nie zaakceptują Stany Zjednoczone. W takiej sytuacji potrzebna jest rozumna siła, która swoje korzenia ma nie w PRL, wyuczonym kundlizmie czy w wyimaginowanej pogoni za dobrobytem, lecz w 1000-letnich polskich dziejach. Geopolityczne wektory się przesunęły, ale wyzwania od 300 lat pozostają te same. Po przebytej komunie i trwając w bałamutnej postkomunie znaleźliśmy się w takiej samej sytuacji, jak po rozbiorach. W II RP, my Polacy, spotkaliśmy się a nasi dziadowie zdołali zbudować niepodległe państwo. Dziś ten proces jest o wiele trudniejszy. Musimy go powtórzyć bez zwycięstwa pod Warszawą i nad Niemnem – w sposób rozumny i bez fali entuzjazmu. Swoją niepodległość, musimy odzyskać przynajmniej w głowach. I to jest pierwszy racjonalny kierunek, jaki musimy sobie zakodować i którym musimy podążać. Uwaga Piłsudskiego, że najważniejsza jest gospodarka była bardzo cenna i trafna, ale wówczas miała ona zupełnie inne podłoże społeczno- kulturowe, niż dziś. Ówczesne polskie społeczeństwo wiedziało na czym polega wolności i czym jest niewola, posiadało polski punkt odniesienia, a elity niepodległość miały zakodowaną we krwi. W takim społeczeństwie gospodarka żyje wraz z nim, staje się swoistą jednością, buduje przyszłość i rozwija dla niego.
Dziś możemy mówić o rosnącym PKB, ale gdy policzymy polskie zakłady, na które możemy liczyć w każdej chwili, to entuzjazm wydatnie spada. Okazuje się, że ważniejsza jest praca, niż kapitał i myśl. W umowach międzynarodowych i rachunkach pomijamy też wodę, której zaczyna nam brakować i czystość powietrza, za które musimy płacić z własnej kieszeni, tak jakby zakłady były nasze. Kolonializm wciąż ma się dobrze. Gdy przyłożymy miarę do stosunków międzyludzkich – w pracy i sąsiedztwie, to zaczyna się prawdziwy dramat. Widzimy nie tylko wyścig szczurów, chmurę ogólnej niekompetencji, postawy roszczeniowe, ale przede wszystkim obojętność i brak poczucia dobra wspólnego. Wieje pustką, bezideowością i agresją do samych siebie. We własnym państwie zaczynami się miedzy sobą po prostu żreć. Staliśmy się już takimi Europejczykami, że nie zauważamy, iż własne państwo zaczynamy traktować jak obcą kolonię. I to jest efekt ślepego szczura, który wygryza własne gniazdo, bo myśli że wszyscy są jego wrogami lub na wszystkim można zarobić. Na takich podstawach nie zbudujemy niczego – chyba, że będziemy pracować nie dla siebie. Nawet wojna na Ukrainie wydaje się niczego nie zmieniać, niczego nie uczyć. Trwamy w tej postkomunie, jak Lenin w grobie. Kiedyś to my na tamtych terenach wprowadzaliśmy chrześcijańską cywilizację, ale szybko może się okazać, bo Ukraińcy dużo wcześniej wybiją się na własną suwerenność niż my i zaczną nam dyktować to samo, co my im kiedyś. Jesteśmy na to przygotowani? Gdy słyszę prezydenta Dudy powtarzającego słowa prezydenta Zełenskiego o braku granicy między naszymi państwami, albo że Ukraińcy walczą za nas, to z całym zrozumieniem geopolitycznej sytuacji zaczynam mieć wątpliwości, czy jest w tym jakakolwiek racjonalna polska myśl? Wspierać i pomagać trzeba – nawet bardzo, ale taki rozwój sprawy oznacza nie tylko rosnącą inflację, ale głównie niekończące się finansowanie, na które nas nie stać. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mając tak skomplikowaną historię, muszą w pierwszej kolejności zobaczyć swoje granice państwowe i ujrzeć swoją prawdziwą twarz, aby później mogły rozmawiać z sobą i rozwijać się dalej. To warunek do ułożenia jakiejkolwiek polityki między nimi.
Jeżeli Ukraina zdoła odpędzić Rosjan ze swoich granic, to nie będzie kierowała się sentymentami, lecz twardym interesem własnym. A ten interes podpowiada, że Ukraińcy nie będą chcieli kolejnego sprowadzania Polaków na swoje tereny, więc otworzą się bardziej na Niemców, Amerykanów, Anglików, na tych którzy mają pieniądze. Gdy natomiast hipotetycznie Ukraina przegra te wojnę (np. Amerykanie dogadają się z Chińczykami i przerwą dostawy broni), to prawie pewne jest, że Nort Stream 2 zostanie uruchomiony, a gospodarka niemiecka (a więc i unijna) do końca uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu i ropy. Wojna jednak trwa, jej pierwsze oznaki już odczuliśmy, ale nie mamy pewności, że w którymś momencie nie nastąpi rewanż z okresu II wojny i uderzenie Rosji na Niemcy. W takiej sytuacji ich gospodarka wraz z unijną zostanie odcięta od gazu i ropy a niemal cały kontynent w krótkim czasie rzucony na kolana. Niemożliwe zawsze było możliwe. Takiego scenariusza wykluczyć nie można, choć Amerykanie prawdopodobnie dążą do dwubiegunowego podziału świata: na protektorat chiński i amerykański. Wojna na Ukrainie nadaje się do tego znakomicie. Czas gra na korzyść USA i niekorzyść Niemiec i Francji, dlatego też Amerykanie nie będą się spieszyć z jej zakończeniem. Chodzi im o własny rynek zbytu gazu i ustalenie własnych granic swojego imperium. Polska też nie powinna się z niczym śpieszyć i wszystko traktować z umiarem. A wiec ten ryt naiwności i kryminogennego cwaniactwa pozbawionego poczucia wspólnoty, nadal czyni z Polski bardzo wygodny teren do kolonialnej penetracji wszelkiej maści gangsterów i złodziei. Ludzie naiwni dzielą się na tych, którzy muszą nimi być i na tych, którzy czekają na jakiś cud. Z gangsterami i mafią walczą wszyscy, ale jednocześnie ich sieć i zasięg jest dowodem na słabość państwa i testem nieprzydatność polityków. Niewybaczalne jest to, żeby wciąż wszyscy byli bezkarni.
Ale jednocześnie trzeba podkreślić, że hienobranie w historii powszechnej nie jest niczym nowym. Taki jest ten świat i tak było zawsze. Dlatego potrzebne jest silne państwo, odpowiedzialne społeczeństwo, które wie czego chce i jest zdolne do wspólnej obrony własnego majątku, kultury i państwa. Dlatego wciąż potrzebna jest tradycyjna inteligencja ze swoim etosem, która ma poczucie państwa, zna swoje miejsce i posiada poczucie odpowiedzialności  - to naturalne, a nie powodowane nakazem prawnym. Wymordowanej starej inteligencji nie jesteśmy już w stanie odtworzyć, ale wciąż mamy do czynienia z podobnymi uwarunkowaniami, które ich tworzyły. Musimy więc przestać wierzyć w bajki, zdjąć komunistyczną czapkę, złapać z nimi kontakt, odtworzyć co można i kolejny raz zacząć budować Polskę od nowa. Tym razem powinno się udać, bo podziały stanowe, majątkowe i kulturalne odeszły już w siną dal. Pozostały tylko własne zdolności i szkoła, którą należy doprowadzić do porządku oraz własne państwo, które trzeba dobrze zbudować. Ukraińcy zespalają swój nowy naród za pomocą krwi i poświęcenia, czy my Polacy, których historia liczy 1000 lat, mamy rozbrajać się za pomocą bezradności i strachu? Ukraińcy na front idą sami, a w Polsce państwo za pójście na rok w „kamasze” musi płacić po cztery tysiące? Ach ta komuna, ach ta Europa!
Źródło: naszeblogi.pl 
21 05 2022 "Stan po Burzy". Złoty interes z Morawieckim. Nikt nie chce sojuszu z Tuskiem. Obajtek pracuje na prowizję dla Hofmana.
To nie jest łatwy czas dla Donalda Tuska. Wielkimi krokami zbliża się rocznica jego powrotu do Platformy, więc w politycznym światku ruszyły podsumowania — dał radę czy nie dał? Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy na poziomie około 25 proc., ale wygląda na to, że nic więcej sam nie wskóra — wciąż sondaże otwiera PiS. Dlatego też głównym postulatem lidera PO staje się w tej chwili stworzenie wspólnej listy opozycji na wybory do Sejmu — to miałaby być recepta na pokonanie Kaczyńskiego. Tusk coraz mocniej naciska na szefa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza (swego dawnego ministra), na Szymona Hołownię (znajomego swej rodziny) oraz (może nieco mniej zdecydowanie) na liderów Lewicy Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia, by ogłosili wspólny start w wyborach z Platformą. W praktyce oznaczałoby to podporządkowanie się Tuskowi, czy też przynajmniej uznanie jego przywództwa — co nie uśmiecha się zwłaszcza Kosiniakowi-Kamyszowi oraz Hołowni. Mówiąc wprost, Kosiniak-Kamysz i Hołownia nie ufają Tuskowi i dlatego rozważają wspólny start — tyle że bez Platformy. Te opozycyjne szachy nie zmieniają jednego — dziś to Tusk jest głównym celem natarcia obozu władzy i to on wchodzi w ostre przepychanki z rządzącymi. Właśnie przystąpił do ataku na premiera za ukrywanie majątku — to efekt publikacji "Gazety Wyborczej", która opisała proceder obrotu nieruchomościami banku BZ WBK za czasów prezesury Mateusza Morawieckiego. Część sprzedanych przez bank budynków trafiła do biznesmenów kojarzonych z Morawieckim lub jego żoną. A tak się składa, że pani Iwona Morawiecka pilnie skrywa swój objęty intercyzą majątek — prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił nieprawdę, obiecując przed wyborami, że poznamy sztucznie rozdzielone majątki Morawieckich. Autorzy "Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska ("Fakt") i Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) zastanawiają się, czy uprawniona jest teoria "Wyborczej", że obracanie nieruchomościami BZ WBK pasuje do zeznań kelnerów z afery taśmowej, którzy twierdzili, że nagrali taśmę, na której Morawiecki jako prezes banku rozmawiał o kupowaniu nieruchomości na tzw. słupy. Roztrząsają też tajemnice majątku państwa Morawieckich, dochodząc do brawurowej teorii — to wszystko jest winą Tuska. Wszak, gdy Morawiecki przeprowadzał intercyzy, gdy dał się nagrać kelnerom, gdy wreszcie jego bank sprzedawał budynki znajomym biznesmenom i następnie wynajmował je od znajomych biznesmenów — Morawiecki był przecież doradcą Tuska. Wedle "Stanu po Burzy" należy zrozumieć, że w tamtym czasie Morawiecki chachmęcił w finansach — bo taki po prostu był klimat w otoczeniu Tuska. Dziś już premier nie chachmęci, bo jest premierem uczciwej partii. Zmienił się, po prostu. Teraz wystarczy namówić żonę na jawność. No, chyba że żona wciąż mentalnie jest w Platformie.
Tusk zrozumiał, że sam Kaczyńskiego nie pobije. Ale Kosiniak-Kamysz i Hołownia mu nie ufają. Lider PO ruszył w Polskę. Krosno Odrzańskie, Barlinek, Korczyna, Krosno, Lipie Góry — Donald Tusk rzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu wyzwanie w Polsce powiatowej, gdzie niepodzielnie dominowało dotąd PiS. Tusk ruszył w drogę dlatego, że w rok od ponownego objęcia szefostwa Platformy na scenie politycznej nie zaszła zasadnicza zmiana. Mimo — kolejno — pandemii, galopującej inflacji, wojny i drożyzny wciąż co trzeci Polak deklaruje poparcie dla PiS. A to pozwala Kaczyńskiemu myśleć z optymizmem o trzeciej kadencji. Tusk zrozumiał już, że czasy się zmieniły i sam Kaczyńskiego nie pobije — jak to drzewiej bywało. Dlatego też coraz mocniej naciska na liderów PSL, Polski 2050, a także — choć mniej chętnie — Lewicy, by zgodzili się na wspólną listę opozycji. Ale po stronie opozycji nikt przywództwa Donalda Tuska nie chce — przynajmniej nie w tej chwili. Większość z liderów mniejszych partii traktuje ofertę Tuska w sprawie jednej listy jak pułapkę, która ma ich podporządkować liderowi Platformy.
Morawiecki kryje dziesiątki milionów majątku, zasłaniając się sztuczną intercyzą. Sam podsyca podejrzenia, że ma coś do ukrycia. Jeden z najbogatszych Polaków Paweł Marchewka wraz z grupą przyjaciół i wspólników przez lata przejmował nieruchomości po banku BZ WBK. Zaczęli w czasach, gdy prezesem banku był Mateusz Morawiecki. Tak się składa, że to ten sam Marchewka w zeszłym roku wyłożył prawie 15 mln zł na odkupienie działki od żony premiera — to słynna ziemia, jaką Morawieccy kupili za bezcen od Kościoła, który wcześniej uzyskał ją od państwa. Wśród osób skupujących nieruchomości BZ WBK był także m.in. Andrzej Konwent. To przedsiębiorca i zięć prominentnego wrocławskiego polityka PiS Andrzeja Jarocha, znajomego Morawieckiego. Ale — jak ujawniła "Gazeta Wyborcza" — takich znajomości z kręgu Morawieckich było przy przejmowaniu bankowych budynków więcej. Wiemy jedno — obracanie nieruchomościami banku to był złoty interes. Najpierw kupujący nieruchomości po oddziałach BZ WBK pocztą pantoflową dowiadywali się o możliwej sprzedaży. Potem brali kredyty na ten cel np. w banku PKO BP, kierowanym przez Zbigniewa Jagiełłę, przyjaciela Morawieckiego. A w finale — chylimy czoła! — bank BZ WBK zawierał z nowymi nabywcami umowy, na podstawie których swe sprzedane budynki wynajmował na siedziby oddziałów. Czyli niby nic się nie zmieniło, tylko kamienice po cichu zmieniły właściciela — takie bankowe perpetuum mobile.
Obajtek chce sprzedać część Lotosu proputinowskim Węgrom. W tle jego sąsiad, dawny rzecznik PiS Adam Hofman. Duże, ukrywane pieniądze mogą się też kryć za determinacją Daniela Obajtka, który za wszelką cenę chce doprowadzić do przejęcia Lotosu przez jego Orlen. W efekcie część Lotosu pójdzie pod młotek — węgierski, państwowy koncern MOL ma przejąć 400 stacji benzynowych. Dla pochodzącego z Pomorza Tuska rozbiór gdańskiego Lotosu to jedna z najważniejszych linii ataku na PiS. Nie jest to szczególnie trudne, bo po wybuchu wojny w Ukrainie i proputinowskich gestach premiera Węgier, MOL jest co najmniej podejrzanym inwestorem — to koncern od lat współpracujący z Rosjanami. Tusk zdaje sobie sprawę, że PiS jest w tej kwestii podzielony. Do dealu z putinowskimi Węgrami prze Obajtek, wspomagany przez wicepremiera Jacka Sasina nadzorującego spółki państwowe. Nieformalnym liderem przeciwników transakcji jest Piotr Naimski, rządowy pełnomocnik od dywersyfikacji zakupu surowców.
Atakując próbę sprzedaży stacji Lotosu, Tusk stawia PiS w trudnej sytuacji — wycofanie się, będzie przyznaniem mu racji. Ale Obajtek wspomagany przez Sasina poddać się nie zamierza. Przygotował przeciek do sprzyjających PiS mediów, by wykazać, że to Tusk jako premier chciał sprzedać Lotos nie tylko MOL-owi, ale nawet Rosjanom. Szkopuł w tym, że to breaking news sprzed 11 lat — więc Tusk go wyśmiewa, podkreślając, że za swych rządów nie sprzedał nikomu nawet kawałka państwowej firmy energetycznej, za to sprzedaje PiS, które niosło na sztandarach hasło niezależności energetycznej. "Stan po Burzy" zastanawia się, skąd determinacja Obajtka, by dopiąć transakcję z Orbanem, bratankiem Władimira Władimirowicza. W swych poszukiwaniach trafiliśmy na warszawskie osiedle Awangarda, gdzie sąsiadem prezesa Orlenu jest dawny rzecznik PiS, a dziś lobbysta Adam Hofman. To on jeździł na Węgry, lobbując za współpracą z MOL i — jak słychać w kręgach władzy — to on ma obiecaną sutą prowizję. Rozumiemy, że brnąc w umowę z MOL, Obajtek po prostu dba o dobre relacje z sąsiadem z bloku — "Stan po Burzy" murem za solidarnością lokatorską.
Źródło: wp.pl
Rozdzielność majątkowa fikcja czy rzeczywistość!? Dlaczego prokuraturę nie interesuje w jaki sposób niepracująca żona polityka dorobiła się tak dużego majątku!? Bardzo lubię Polskę, bo to niezły Meksyk. Doczekaliśmy czasów demokracji. Kłamczuch kłamczuchowi kłamstwo zarzuca. Złodziej złodzieja okrada. Oszust oszusta oszukuje.
Dorzynanie Tuska trwa. A ja tak sobie myślę, gdyby Tusk sprzedał Lotos Ruskim, to dzisiaj paliwo byłoby po 4.00 złote za litr, i nie byłoby Obajtka, Glapińskiego, i Morawieckiego !?
Morawiecki to dziecko solidarnościowej nomenklatury. Takie majątki powinny być wysokoopodatkowane. Nie pochodzą z ciężkiej pracy, ale z kontaktów i kapitału społecznego jego rodziny. Dlatego progresywny podatek katastralny potrzebny jest na wczoraj. Polski Ład, będziesz miał swój domek, oczko wodne...!? - Jan Śpiewak.
13 05 2022 Czy elity UE przy okazji wojny na Ukrainie chcą przyspieszyć federalizację UE?
Odpowiadając na tytułowe pytanie: niestety tak. Wielodziesiętne energetyczne uzależnienie krajów Starej Europy od Rosji jest faktem. I przez te dziesiątki lat UE pod władaniem Niemiec na to się godziła i chciała, aby tak się stało w imię budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europy, które zlikwiduje odrębne państwa europejskie a Niemcy będą kolejny raz krajem, który opanuje całą część świata od Władywostoku do Lizbony, oczywiście wspólnie z Rosją. To, co piszę nie jest żadnym novum. Niemcy zawsze chciały opanować wszystkie kraje Europy a najbardziej oczywiście Polskę, jako kraj największy w środkowo-wschodniej Europie. Ale przecież nie tylko Niemcy tego chciały. Tego samego chciała Rosja i stąd była zawsze swoista "komitywa" tych dwóch państw, chociaż bywało i tak, że oba z nich chciały samodzielnej dominacji jak w przypadku Niemiec w czasie II WŚ. Wracając jednak do wojny na Ukrainie. Cały czas rozpiera mnie duma z naszego narodu i jego spontanicznej oraz empatycznej reakcji na wojenną krzywdę Ukraińców. Pomagamy im jak tylko możemy, tak prosto z serca. Do tej pomocy zaangażowany jest już cały kraj a nasze pokłady współczucia dla ofiar agresji W. Putina na Ukrainę chwytają za serce chyba wszystkich a w szczególności tych, którym tę pomoc niesiemy. Ten ludzki odruch implikujący w nas aż takie pokłady altruizmu i życzliwości jest naprawdę czymś pięknym i dobrym, oddającym chyba dokładnie cechy charakteru/mentalność Polaków. Choć nieraz te cechy bywały dla nas przekleństwem, to zawsze zachowywaliśmy się jak trzeba, zwyczajnie po ludzku, po chrześcijańsku.
Ale ta wojna musi się kiedyś skończyć. Dziś nikt nie wie jakie będzie to zakończenie ani kiedy nastąpi. Niemniej w tym ferworze działań wojennych, kiedy w mediach wszelakich mówi się tylko o niej, nie możemy zapominać o Polsce, jej interesach i jej przyszłości. Bywa bowiem tak, że właśnie takie nadzwyczajne okoliczności są niecnie wykorzystywane przez naszych dotychczasowych wrogów. Nie miejmy zatem żadnych złudzeń, że wojna na Ukrainie coś zmienia lub zmieni w obszarze działań naszych dotychczasowych nieprzyjaciół, a szczególnie tych z lewacko- demoliberalnych elit unijnych i ich odpowiedników w Polsce w postaci totalnej opozycji, ale - co jest smutne - nie tylko jej. A może też okazać się, że właśnie teraz w cieniu wojny te wrogie nam działania zostaną zintensyfikowane lub nawet dopiero teraz uruchamiane i to na różnych polach. Wiele też takich działań zostaje "zamrożonych" do czasu zakończenia konfliktu - o tym też nie możemy zapominać. Są też obszary, które dzięki tej wojnie mogą być wykorzystane do realizacji naszych, polskich interesów.
Zauważmy więc. W tle wojna, prawdziwa wojna i rację ma Jakub Maciejewski z portalu wpolityce.pl, który że: "Z każdym tygodniem wojny coraz wyraźniej widać jak powinna współpracować wspólnota Międzymorza w realiach trzeciej dekady XXI wieku. Ukraina wzięła na siebie powstrzymanie brutalnej inwazji Rosji, Polska musi zatrzymać niemiecką presję w białych rękawiczkach (...) Nie zatrzymujmy się w pół drogi do budowania polskiej niezależności i suwerennych sojuszy. Wspólnota Europy Środkowowschodniej nie ma wyglądać tak, że przechowanie na czas wojny trzech milionów uchodźców i zaangażowanie polskich firm w odbudowę Ukrainy wyczerpują nasz potencjał. Rzeczpospolita ma przecież to samo położenie, co dawniej - między dziką Rosją a hegemonicznymi Niemcami. Nic więc dziwnego, że kiedy rosyjskie czołgi szturmują Donbas a putinowskie rakiety i bomby fosforowe zawalają niebo, niemiecka szefowa KE zdradziła plan podporządkowania Unii Europejskiej Berlinowi poprzez zniesienie zasady jednomyślności w podejmowaniu najważniejszych decyzji: tendencje imperialne porozumiały się tutaj ponad Wisłą i Dnieprem".
Bardzo celne uwagi, ale przecież taka postawa elit unijnych jest wciąż taka sama: w świetle wojny - na tle reakcji na nią - nastąpiło bankructwo dzisiejszej UE pod wodzą Niemiec a oni dalej swoje: "na kłopoty UE mają jedną receptę: więcej integracji!".
Partia D. Tuska w Europarlamencie EPL zwróciła się niedawno do KE o jak najszybsze uruchomienie wobec Polski i Węgier mechanizmu warunkowości "pieniądze za praworządność". I niemal od razu KE opublikowała wytyczne dotyczące konkretnego stosowania tego mechanizmu Dalej też nie jest zaakceptowany przez UE polski Krajowy Plan Odbudowy (KPO) umożliwiający uruchomienie pieniędzy dla Polski z unijnego Funduszu Odbudowy (FO) a te pieniądze są dziś Polsce bardzo potrzebne, bo jak na razie na ewentualną pomoc dla uchodźców z Ukrainy UE proponuje 500 mln euro ze swojego budżetu, choć niby ma być więcej, z tym, że "to kropla w morzu potrzeb" a jak na razie to Polska ponosi największe koszty pomocy humanitarnej dla ukraińskich uchodźców.
D. Tusk wykorzystując wojnę i jednocześnie kłamiąc na temat transakcji z węgierskim koncernem MOL, nawołuje do zaniechania fuzji PKN Orlen z Lotosem, co jest dla rozwoju Polski niezbędne strategicznie. Prawdopodobnie ten opór i tak nic nie da, bo fuzja obu firm jest już przesądzona. Nic nie słyszę, aby elity unijne zmieniły swój pozytywny stosunek do unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (EU ETS) ani też nigdzie nie znalazłem informacji na temat odejścia od "Zielonego Ładu" (Fit for 55), który jest katastrofalny przecież nie tylko dla Polski. Wielcy promotorzy "Zielonego Ładu" jak Frans Timmermans teraz milczą, ale jestem pewny, że po zakończeniu działań wojennych temat ten powróci ze zdwojoną siłą. Ale też przy okazji wojny swoje cele w Polsce osiągają również ideologiczni wyznawcy gender, multikulturowości, fałszywej tolerancji, LGBTQ+, New Age, itd. I niestety stało się to za sprawą obecnego Prezydenta RP Andrzeja Dudy, który zawetował ustawę oświatową zwaną "Lex Czarnek" . Może to jest niewłaściwe w obecnej sytuacji, ale w interesie Polski jest też wykorzystanie tej wojny dla realizacji naszych celów i dla wzrostu znaczenia naszego państwa na arenie międzynarodowej. Chodzi tu przede wszystkim o zbudowanie stałych (ważne!) baz wojsk amerykańskich na naszym terytorium i również w pasie wschodnim. Innym działaniem może być zablokowanie niemieckiej niechęci do budowy u nas systemu małych i średnich elektrowni jądrowych oraz zintensyfikowanie prac nad budową normalnych rozmiarów dużej tego typu elektrowni. Nie możemy też zaprzestać negacji zarówno Nord Stream I, jak i Nord Stream II. W tym zakresie kategorycznie musimy żądać rozpoczęcia rozbiórki Nord Stream II, bo jak to nie nastąpi, to jestem pewien, że po zakończeniu wojny i po pewnym czasie po niej,  ten rurociąg zostanie jednak uruchomiony. Jest to też czas, aby w końcu wymóc na UE przyjęcie naszego KPO i uruchomienia dla nas środków z unijnego FO. 
Dodatkowo też ta nasza spontaniczna i instytucjonalna pomoc Ukrainie i Ukraińcom winna być wykorzystana do poprawy naszego wizerunku na świecie i zastopowała niemiecko- żydowską negatywną narrację na nasz temat jako nazistów i współwinnych a może i winnych za Holocaust. 
Winniśmy też zadbać o to, żeby dzisiejsza światowa niechęć do Moskwy i chęci przez nią zbudowania nowego imperium była długotrwała i nie skończyła się z końcem tej wojny i np. z nastaniem jakiegoś nowego prezydenta Rosji. No i wreszcie należy realnie urzeczywistnić projekt Trójmorza. To właśnie jest ten czas, kiedy to może nastąpić a w obliczu rychłego przystąpienia Finlandii i Szwecji do NATO może warto byłoby się zastanowić czy te dwa kraje nie włączyć do tegoż porozumienia.
Źródło: niepoprawni.pl
Niezdecydowanie w przyciskaniu Rosji do muru wynika przede wszystkim z tego, że przez długie lata współpracy Putina z Zachodem zdołał on na niespotykaną w historii skalę skorumpować zachodnie polityczne elity, a rosyjskie służby dokonały masowej infiltracji wszystkich ważnych opiniotwórczych i decyzyjnych europejskich środowisk.
Rosyjska i niemiecka agentura oraz skorumpowani europejscy politycy i urzędnicy są głównymi hamulcowymi działań, które dzisiaj pozwoliłyby się rozprawić ze zbrodniczym reżimem Putina. Te same siły od siedmiu lat sterują atakami Brukseli na Polskę. Europejska klasa polityczna to niepodlegająca resocjalizacji zdemoralizowana i zdeprawowana śmierdząca zgnilizna. Stary Kontynent wpadł w pułapkę dostając się pomiędzy rosyjski sierp i niemiecki młot. Zbrodniczy atak Putina na Ukrainę mimo całej grozy i tragedii ukraińskiego narodu daje UE szansę na wyjście z tej pułapki poprzez osłabienie na długie lata Rosji oraz powstrzymanie niemieckich dążeń do panowania nad Europą, do których jak widzimy Niemcy nie mają ani moralnego, ani politycznego prawa.
Z forum: Zobaczcie ile barier jest nam stawiane przy okazji fuzji PKN Orlen i Lotosu. Przecież te ataki naszych Targowiczan to czyste uderzenie w Polskę i jest to działanie proniemieckie i prorosyjskie. Już D. Tusk chciał Lotos sprzedać W. Putinowi i gdyby nie przegrał wyborów to jestem pewien, że tak by się stało. Podobnie było z LOT-em. Już Niemcy sobie ostrzyli na niego "ząbki" a D. Tusk im sprzyjał. Było też prawdopodobne, że PKP przejmą państwowe, niemieckie linie kolejowe. Naprawdę moim zdaniem za mało się mówi, co zostałoby z Polski, gdyby dalej rządziła PO z PSL-em a może i w koalicji z SLD. 
Najlepszym lekiem na Niemcy są oni sami. Podobnie jest z Tuskiem. Niemcy mają nadzieję, że stratują Polskę i utworzą wielkie mocarstwo ze stolicą w Berlinie. Putin albo jego następca myśli tak samo, czyli planuje stolicę imperium w Moskwie. Oczywiście po zastosowaniu odwróconego planu Barbarossa. Jak realizacja tego planu ma wyglądać, Rosja pokazuje na przykładzie Ukrainy. Jak będzie wtedy wyglądał Berlin? Można przypuszczać, że nie gorzej niż Mariumpol dzisiaj!?
Oczywiście projekt Eurazji od Lizbony po Władywostok jest wspólnym programem Niemiec i Rosji. Teraz przywódcy europejscy usiłują ocieplać wizerunek ludobójcy. Niezrównany francuski fircyk w zalotach wokół Putina śle kuriozalne apele do Żeleńskiego aby ten dla ratowania ,,twarzy Putina oddał część terytorium,.Tego jeszcze nie przerabialiśmy,takie są europejskie elity. Za chwile się zacznie wielkie debatowanie w UE i agitacja na rzecz pokazania ludzkiej twarzy monstrum pozbawionego ludzkich odruchów. Może nawet po śmierci zostanie wyniesiony na ołtarze przez aż nadto mu przychylnego papieża Franciszka. Równolegle zaczyna się wybielanie dzielnych rosyjskich zuchów tak pięknie umiejących strzelać do cywilów,gwałcić,mordować zwanych dla niepoznaki armią w czym aktywnie uczestniczą i polskie elity w osobach Michnika, Ochojskiej a ta miła grupka zacznie się powiększać Oczywiście tak upragniona Federacja powstanie tylko na jak długo utrzymają się uściski i miłość Niemców i Rosji w tym układzie? Przecież każde z nich chce przewodzić a jak wiadomo nawet najlepsze małżeństwa z czasem się rozwodzą. 
30 04 2022 Jak Putin zmienia świat.
Jedno trzeba przyznać Szczurowi Bunkrowemu, udało mu się w parę miesięcy dokonać czynów porównywalnych z pracami Herculesa ! Weźmy choćby Amerykański Kongres, Trumpowi udało sie tak dokładnie skłócić obie wielkie partie, iż nikt nie oczekiwał, aby cokolwiek mogło ich pogodzić. Tymczasem ostatnie głosowanie Izby Reprezentantów nad ustawą o Lend- Lease zakończyło sie wynikiem 42 : 1, co jest rekordem od 30 lat. A oto inne "osiągnięcia" Putina : -Ukraińska Armia dokonała ogromnego skoku w przezbrojeniu wedle standardów NATO,  a już teraz napływa tak dużo Zachodniego sprzętu, że samo przejście dokona się płynnie, w miarę wymiany utraconego poradzieckiego na Zachodni. Nie trzeba tłumaczyć,  jak to ułatwi wejście Ukrainy w struktury NATO. - Co najmniej 400 mld $ zablokowanych na Zachodzie rosyjskich rezerw  ma zasilić fundusz odbudowy Ukrainy  po zniszczeniach wywołanych rosyjską napaścią. Trwają intensywne prace prawne nad legalizacją tej operacji. Jest to ze wszech miar sprawiedliwe, aby to agresor pokrył straty swojej ofiary i wszystko wskazuje na to, że Putinowi to się uda :-)
-Od końca Zimnej Wojny Zachód nie był tak zjednoczony, 40 państw Koalicji Antyrosyjskiej koordynuje wspólne działania na poziomie Ministrów Obrony. Np. Nowa Zelandia obrabia zdjęcia satelitarne znad Ukrainy, aby praca nad nimi szła przez całą dobę i informacja trafiała do ukraińskiego Sztabu jak najszybciej. Najnowszym efektem rosyjskiej agresji jest zamiar Finlandii i Szwecji porzucenia tradycyjnej neutralności i  wstąpienia do NATO,  co ich rządy mają ogłosić w połowie maja. Po prostu nawet Skandynawowie zrozumieli, że żaden kraj sąsiad oszalałej Rosji nie jest bezpieczny, jeśli nie chroni go największy sojusz zbrojny na świecie. - Dosłownie wszyscy, a szczególnie Europa odbiera bolesną lekcję, iż robienie interesów z Rosją, a tym bardziej wiara w jej solidność i dotrzymywanie umów jest czystą głupotą. Im który kraj był mocniej zależny od dostaw paliw z Rosji, tym większe ma teraz kłopoty. Odwrotnie, tylko gospodarki wolne od uzależnienia od Rosji są bezpieczne energetycznie. Ta bardzo bolesna lekcja jednocześnie gwałtownie  przyspieszyła przejście zachodnich gospodarek na OZE,  a na krótką metę zmianę kierunków dostaw paliw. Chyba najskuteczniej zadziałał proces gwałtownej zwyżki cen na całym świecie, tak pozornie korzystny dla Rosji.  Przykładowo w USA, praktycznie niezależnych od rosyjskich dostaw i tak ceny paliw wzrosły dwukrotnie w czasie dwóch miesięcy wojny na Ukrainie. Na dłuższą metę oznacza to jednak powszechny skok inwestycji w alternatywną energetykę, nagle znacznie bardziej konkurencyjną od tradycyjnej opartej na wydobyciu paliw. A tego boomu nikt już nie cofnie... - Jednym z jego największych osiągnięć  jest wyrzucenie Rosji z grona normalnych, akceptowanych przez międzynarodową społeczność państw.  Orgia zbrodni i okrucieństw dokonywanych na bezbronnych cywilach na zdobytych terenach Ukrainy, co gorsza popieranych i nagradzanych przez władze cofnęły ostatecznie Rosję na poziom "trędowatej bandyckiej struktury", co skutkuje wypędzeniem jej ze wszelkich światowych organizacji, a trzeba będzie tak strasznie zniszczoną reputację rehabilitować przez dekady, jeśli nie pokolenia. Oczywiście przeciętni Rosjanie na razie tego nie rozumieją, ale dotrze to do nich aż za mocno, jakby się nie bronili.
Oczywiście można jeszcze sporo wymienić dzieł Putina i jego szajki, ale chyba największym wyczynem jest zaskakująca odbudowa znaczenia i potęgi Ameryki dorównująca tej z czasów "pustynnej Burzy". Przez następne 3 dekady prestiż Ameryki rządzonej przez raczej kiepskich Prezydentów stale się obniżał, nic więc dziwnego, że budzące się z długiej zapaści Chiny uznały, że mogą rzucić wyzwanie ich hegemonii. Trzeba było naprawdę potężnego wstrząsu, aby zjednoczyć coraz bardziej podzielony Naród i pogrążone w bieżących kłopotach władze.  I właśnie taki  ozdrowieńczy wstrząs zapewnił Ameryce Putin. W Budapeszcie w 94 r.  Anglosasi zapewnili swoim honorem,  że Ukraina może spokojnie oddać głowice nuklearne Rosji, ponieważ ONI gwarantują nietykalność jej granic. Już w 14 r. gdy Rosja zabrała Krym i Donbas, Obama dopuścił do złamania danego słowa, jednak wtedy można było znaleźć coś na usprawiedliwienie. Teraz jednak Putin postanowił ordynarnie, ostentacyjnie podbić Ukrainę, śmiejąc się z gwarancji Anglosasów. A to oznaczało dla Ameryki utratę reputacji nie do odrobienia, ponieważ pokazałaby, że wystarczy ją dobrze nastraszyć, aby złamała swoje obietnice. W obecnych warunkach, gdy Chiny coraz mocniej naciskają, najlepszą obroną jest tworzenie sojuszy, jak jednak ich członkowie mogą wierzyć w słowo Ameryki, gdy ta podle uciekła przed naciskiem Rosji, porzucając na jej łup państwo, któremu uroczyście gwarantowała bezpieczeństwo ? Putin i jego zgraja chyba autentycznie sądzili, że zastraszą Anglosasów, pojęcie honoru czy dotrzymywania umów kompletnie nie mieści się w ich mentalności Czekistów, ale tym razem nacięli się na całego. Obie partie doskonale zrozumiały, że tym razem trzeba zdać test decydujący, czy Ameryka ma nadal być hegemonem Wolnego Świata, czy też uciec do siebie i mieć nadzieję, że wróg zapuka do jej bram jak najpóźniej. Resztę oglądamy na co dzień, gdy Amerykanie zmontowali koalicję 40 państw i poprowadzili na "Specjalną Operację przymuszenia do pokoju"  Rosji. Najważniejsza była konkretna decyzja, zaś  realizować ją potrafią  z właściwą energią i skutecznością. Jak zawsze od ponad wieku... Koalicja Antyrosyjska nie jest już zaangażowana w żadne operacje ekspedycyjne i może całą moc swojego potencjału 30 razy większego od Rosji z Białorusią skierować na wygranie rywalizacji. Dlatego jedynym pytaniem jest KIEDY, a nie CZY Rosja zostanie pokonana .
PS. Ławrow o wojnie atomowej. Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow udzielając wywiadu dla saudyjskiej stacji "Al-Arabiya" oznajmił, że Rosja nie uważa, że jest w stanie wojny z NATO. Zdaniem kremlowskiego dyplomaty to NATO jest przekonane, że jest w stanie wojny z Rosją. Ławrow zapewnił, że jego kraj nie grozi użyciem broni jądrowej. Dodał, że jego zdaniem to zachodnie media "przesadzają w tej kwestii".
— Nie "bawimy się" w wojnę jądrową — powiedział szef rosyjskiego MSZ. W swoich wcześniejszych wypowiedziach Ławrow ostrzegał świat przed realnym zagrożeniem wybuchu trzeciej wojny światowej. Pod koniec lutego rosyjska armia postawiła w stan podwyższonej gotowości swój arsenał jądrowy.
Źródło: naszeblogi.pl
Niezdecydowanie w przyciskaniu Rosji do muru wynika przede wszystkim z tego, że przez długie lata współpracy Putina z Zachodem zdołał on na niespotykaną w historii skalę skorumpować zachodnie polityczne elity, a rosyjskie służby dokonały masowej infiltracji wszystkich ważnych opiniotwórczych i decyzyjnych europejskich środowisk. Rosyjska i niemiecka agentura oraz skorumpowani europejscy politycy i urzędnicy są głównymi hamulcowymi działań, które dzisiaj pozwoliłyby się rozprawić ze zbrodniczym reżimem Putina. Te same siły od siedmiu lat sterują atakami Brukseli na Polskę. Europejska klasa polityczna to niepodlegająca resocjalizacji zdemoralizowana i zdeprawowana śmierdząca zgnilizna. Stary Kontynent wpadł w pułapkę dostając się pomiędzy rosyjski sierp i niemiecki młot. Zbrodniczy atak Putina na Ukrainę mimo całej grozy i tragedii ukraińskiego narodu daje UE szansę na wyjście z tej pułapki poprzez osłabienie na długie lata Rosji oraz powstrzymanie niemieckich dążeń do panowania nad Europą, do których jak widzimy Niemcy nie mają ani moralnego, ani politycznego prawa. 
23 04 2022 Tu leży pies pogrzebany.
„Panie prezydencie Macron, ile razy negocjował pan z Putinem, i co pan osiągnął? Czy powstrzymał pan którekolwiek z tych działań, które miały miejsce? Ze zbrodniarzami się nie negocjuje, zbrodniarzy trzeba zwalczać” – powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej po ujawnieniu bestialskich zbrodni w odbitym z rąk rosyjskich okupantów ukraińskim mieście Bucza. Myślę, że ojciec pana premiera, śp. Kornel Morawiecki z dumą spoglądał z góry na syna, bo przecież hołdował tej samej zasadzie sprzeciwiając się negocjacjom ze zbrodniarzami Jaruzelskim i Kiszczakiem w Magdalence i przy okrągłym stole. Negocjacje ze zbrodniarzami zawsze są łamaniem zasad moralnych i etycznych. Wcześniej czy później wywołują one poczucie winy i wyrzuty sumienia wyrządzonym złem na skutek paktowania z diabłem. Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego w obliczu tak zbrodniczej wojny prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Olaf Scholz ciągle wydzwaniają do zbrodniarza Putina i z uporem sprzeciwiają się radykalnemu zaostrzeniu sankcji nakładanych na zbrodniczy kremlowski reżim? Dlaczego głosi się, że Zachód w obliczu rosyjskiej agresji jak nigdy jest zjednoczony skoro tak nie jest? To bezduszne kunktatorstwo, głównie Niemiec i Francji, według większości komentatorów i ekspertów ma wynikać z potężnych nacisków tamtejszych przemysłów od lat współpracujących z Rosją. Całe stado niemieckich ekonomicznych i finansowych autorytetów bije na alarm i ostrzega, że embargo na import surowców z Rosji przyniesie nieuchronną recesję i długoterminową inflację. Podsumowując te zimne nieludzkie kalkulacje można powiedzieć, że Niemcy mówią Ukraińcom: Sorry, ale musicie ginąć, ponieważ zyski naszej gospodarki oraz wysoka stopa życiowa Niemców są ważniejsze niż wasza wolność, niepodległość i los waszych obywateli mordowanych przez naszego gospodarczego partnera i przyjaciela Putina. Ja jednak stawiam dolary przeciwko orzechom, że ten opór Berlina, Paryża i Brukseli przeciwko prawdziwie radykalnym sankcjom wynika z czegoś zupełnie innego. Wszystkie wyżej wymienione powody, są tak naprawdę tylko pretekstami, czyli zmyślonymi powodami serwowanymi europejskiej gawiedzi w celu ukrycia prawdziwych przyczyn tej powściągliwości w karaniu faszystowskiego zbrodniczego putinowskiego reżimu. Bardzo często w moich felietonach nie pozostawiam suchej nitki na niemieckich mediach, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Niemiecki dziennik „Die Welt” napisał: „Zmiana kursu przez Olafa Scholza 27 lutego była spowodowana strachem, a nie odwagą. Ukraina była okłamywana, a za kulisami nadal utrzymywano bliskość z Rosją. To jeden z powodów, dla którego masakra w Buczy była możliwa. Rząd niemiecki ponosi teraz część winy za masakry w Buczy i Mariupolu. […] Przed wojną Niemcy były bliżej Kremla niż ich zachodni sojusznicy – i nadal są, mimo wszystkich zbrodni popełnionych na Ukrainie. Staje się to oczywiste, gdy ponownie przyjrzymy się minionym kilku tygodniom – oraz temu, jak rząd federalny zachowywał się w kwestii dostaw broni. […] Dostawy broni zadecydują o tym, czy Niemcy, które dopuściły się najgorszych zbrodni w historii ludzkości, będą miały odwagę zrobić to, co Scholz zapowiedział w swoim przemówieniu: stanąć po właściwej stronie historii”.
Moim zdaniem to cale niezdecydowanie w przyciskaniu Rosji do muru wynika przede wszystkim z tego, że przez długie lata współpracy Putina z Zachodem zdołał on na niespotykaną w historii skalę skorumpować zachodnie polityczne elity, a rosyjskie służby dokonały masowej infiltracji wszystkich ważnych opiniotwórczych i decyzyjnych europejskich środowisk. Czy to może być powodem strachu kanclerza Niemiec, o którym pisze „Die Welt”? Przecież Olaf Scholz stoi na czele SPD – najbardziej prorosyjskiej partii w Europie. Z tej samej partii wywodzi się obecny prezydent Niemiec, Frank-Walter Steinmeier, który w rządzie putinowskiego agenta, kanclerza Gerharda Schrödera był ministrem spraw zagranicznych. To nie przypadek, że na czele Nord Stream AG stanął były oficer Stasi, Matthias Warnig, stary przyjaciel podpułkownika KGB Władimira Putina jeszcze z czasów jego służby w enerdowskim Dreźnie. Kolokwialnie mówiąc Kreml dysponuje dzisiaj kwitami nie tylko na unijnych polityków, ale także na wielu różnego szczebla urzędników z Brukseli, Berlina, Paryża, Rzymu, Londynu, Wiednia, Madrytu, Amsterdamu czy Kopenhagi. Jawnie współpracujący z Kremlem byli europejscy kanclerze, premierzy i ministrowie to tylko czubek wielkiej góry lodowej, pod którym skrywa się cała europejska proputinowska dobrze naoliwiona agenturalna machina. Gerhard Schröder, Wolfgang Schüssel, François Filon, Esko Aho, Paavo Lipponen, Karin Kneissel odcinają już tylko kupony od działalności w interesie Kremla, zaś pałeczkę po nich przejęli inni, równie wpływowi europejscy politycy, którzy dzisiaj przedstawiają się jako Bogu ducha winne ofiary oszusta Putina.
Niemcy mają jeszcze inny powód, do wielkiego niepokoju i strachu w związku z wojną na Ukrainie. Cały ich wielki plan przywództwa i hegemonii w Europie oparty był na ścisłej współpracy z Moskwą. Niemcy miały stać się nie tyle największym, ile głównym dealerem rosyjskiego gazu w Europie, od którego uzależnione byłyby państwa członkowskie UE w związku z „zielonym ładem” i „ratowaniem planety”. Oba te projekty zakładały, że rosyjski gaz będzie „paliwem przejściowym” przez bliżej niesprecyzowany okres czasowy rozciągany zapewne w nieskończoność. Te projekty forsuje wiceprzewodniczący KE, Frans Timmermans nazywany „adwokatem Gazpromu”. Co ciekawe Timmermans w latach 1990-1993 pracował jako drugi sekretarz w ambasadzie Holandii w Moskwie. Szepcze się, że już wtedy mógł zostać przez rosyjskie służby zwerbowany.
A jak wygląda sytuacja w Polsce? Wystarczy przyjrzeć się wszystkim polskim strategicznym decyzjom służącym naszemu bezpieczeństwu i mającym nas uniezależnić od Moskwy i Berlina. Wszystkie one począwszy od projektu Baltic Pipe, terminalu LNG, Centralnego Portu Komunikacyjnego po przekop Mierzei Wiślanej były przez PO i lewicę atakowane, torpedowane, wyszydzane lub celowo opóźniane. Warto przyjrzeć się interpelacjom poselskim parlamentarzystów PiS z czasów rządów koalicji PO-PSL. Jeszcze na miesiąc przed tragedią smoleńską poseł Joachim Brudziński pytał ministra skarbu Aleksandra Grada:  „Czy Pan Minister wyraża potrzebę kontynuowania prac nad budową portu gazu skroplonego w Świnoujściu, czy też zaszły w tej sprawie zmiany, o których opinia publiczna nie jest informowana?” „Dlaczego Pan Minister nie podejmuje żadnych działań związanych z budową terminala i chroniącego go falochronu w sytuacji wciąż aktualnej potrzeby dywersyfikacji źródeł dostaw gazu ziemnego do Polski?” „Dlaczego rząd Donalda Tuska zaprzepaszcza niekwestionowany dorobek rządów Prawa i Sprawiedliwości, który zdecydował się na budowę gazoportu, co jest gwarancją uniezależnienia Polski od dostaw gazu z kierunku wschodniego?”
Na krytykowanie przez totalną opozycję budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego trzeba dzisiaj spojrzeć z perspektywy wojny na Ukrainie. Dowództwo NATO przyznało, że ta inwestycja jest niezbędna z uwagi na potrzebę szybkiego reagowania wojsk sojuszu na wschodniej flance NATO. A co na to prezydent Warszawy i wiceprzewodniczący PO, Rafał Trzaskowski? To on twierdził, że: „Mamy gigantomanię premiera Mateusza Morawieckiego, który proponuje lotnisko w szczerym polu. W Berlinie udało się po latach, i będziemy mieli lotnisko, no trudno będzie z nim konkurować”. A co o przekopie Mierzei Wiślanej, który skróci o 100 km szlak wodny na Bałtyk z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Pilawskiej mówił europoseł PO Janusz Lewandowski? On o tym przełomowym projekcie z punktu widzenia interesów Polski mówił: „Dlaczego wyrzuca się w błoto 2 mld zł? Nie mówiąc o ogromnych kosztach ciągłego pogłębiania toru wodnego, bo taka jest zachcianka Kaczyńskiego. W istocie jest to największy nonsens gospodarczy i największa szkoda ekologiczna od czasu pomysłu odwracania biegu rzek z epoki Związku Radzieckiego”. A co o gazociągu Baltic Pipe, który okazuje się dzisiaj kluczowym projektem uniezależniającym Polskę od rosyjskiego gazu mówili premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak? Oni ogłosili, że: „Dodatkowy gazociąg do Polski nie jest potrzebny. W 2010 roku podpisaliśmy aneks do umowy z Rosjanami, który pozwolił na rewers wirtualny na gazociągu jamalskim. Następnie zaczął działać także rewers fizyczny. Mamy możliwość importu gazu z kierunku zachodniego. Budowa nowego gazociągu jest bezzasadna”.
„Da liegt der Hund begraben” – to fragment epitafium z siedemnastowiecznego niemieckiego psiego nagrobka znajdującego się w miejscowości Winterstein. Stąd wzięło się powiedzenie, Tu leży pies pogrzebany, którego używamy chcąc wskazać, w czym tkwi sedno jakiegoś problemu. Myślę, że to powiedzenie idealnie pasuje do wskazanych przeze mnie przyczyn takiej, a nie innej reakcji najbogatszych państw UE po ataku Rosji na Ukrainę. Rosyjska i niemiecka agentura oraz skorumpowani europejscy politycy i urzędnicy są głównymi hamulcowymi działań, które dzisiaj pozwoliłyby się rozprawić ze zbrodniczym reżimem Putina. Te same siły od siedmiu lat sterują atakami Brukseli na Polskę. Europejska klasa polityczna to niepodlegająca resocjalizacji zdemoralizowana i zdeprawowana śmierdząca zgnilizna. Stary Kontynent wpadł w pułapkę dostając się pomiędzy rosyjski sierp i niemiecki młot. Zbrodniczy atak Putina na Ukrainę mimo całej grozy i tragedii ukraińskiego narodu daje UE szansę na wyjście z tej pułapki poprzez osłabienie na długie lata Rosji oraz powstrzymanie niemieckich dążeń do panowania nad Europą, do których jak widzimy Niemcy nie mają ani moralnego, ani politycznego prawa. Niestety może się okazać, że procesy korupcyjne i uwikłania europejskich elit w niemiecko- rosyjski plan zaszły już tak daleko, że nawet wojna na Ukrainie niczego nie zmieni. Wydaje się, że niemiecko- rosyjska wspólnota dążeń, interesów i ideologii jest tak silna, że nie wiele da się zmienić.  Dlatego z pesymizmem powtórzę, że niestety tu leży pies pogrzebany.
Źródło: niepoprawni.pl
Gott mit uns. Patriarcha Cyryl wpisuje się nie tylko w styl Putina i jego reżimu, nazywając ludobójczy napad na suwerenny kraj i zbrodnie tam popełniane „interwencją wojskową”.Ba zagrzewa Rosję Putina do agresji: "Niech Pan pomoże nam zachować jedność w tym trudnym dla naszej ojczyzny czasie, a rządzący niech będą odpowiedzialni za swoich obywateli i gotowi do służby, nawet jeżeli miałoby to kosztować ich życie". Oczywiście wojnę toczy, jego zdaniem, Putin jako zabezpieczenie przed zachodnią kulturą liberalną, którą uważa za dekadencką.
Wojna to okazja do zrobienia dużych pieniędzy, i Francja, Niemcy z tego korzystają, ostatnio nawet Anglia też próbuje coś zarobić!? No a co robi Polska, ano pomaga, i nie dość, że straci to jeszcze problemów się nabawi!?
21 04 2022 Donald Tusk i geniusz Leszczyny.
Występ Donalda Tuska na ostatniej konwencji Platformy i jego apel o podwyżkę o 20% płac dla sfery budżetowej - w celu walki z inflacją - poruszył nawet najwierniejszych zwolenników oszusta, który miota się od czasu, gdy stał się sierotą po Angeli i Władymirze. Jak się okazuje, autorem programu Platformy Obywatelskiej walki z inflacją jest główna ekonomistka PO Iza Leszczyna... Historia kariery Izy Leszczyny - nieznanej nauczycielki ze szkoły podstawowej jest podobna do karier wielu funkcjonariuszy PZPR, którzy wyciągnięci z zakładów włókienniczych stali się autorytetami nie tylko w PRL-u, ale także w „wolnej” już Polsce. Niedościgłym wzorem dyletanctwa jest tow. Leszek Miller – b. członek Biura Politycznego KC PZPR a obecnie poseł w Europarlamencie, który zna się na wszystkim a zwłaszcza na demokracji i praworządności…
Za PRL-u problemy marksizmu i leninizmu rozwiązywane były zgodnie z leninowską zasadą: należało sanacyjnych ekonomistów, inżynierów i naukowców wymienić na ludzi znających się na trudzie prawdziwej pracy – tam na dole, w zakładach pracy, w polu, w punktach skupu czy też nauczających dzieci w szkołach podstawowych. „Świeże spojrzenie dyletanta” pozwalało bowiem dostrzec i rozwiązać te problemy, których nie widział sanacyjny inteligent. Dzięki tej zasadzie partia rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej w czasach rządów PZPR. Seria porażek wyborczych Platformy Obywatelskiej zmusiła partię do powierzenia władzy Donaldowi Tuskowi, który po ucieczce z Polski zrobił oszałamiającą karierę ale i pieniądze na stanowiskach Króla Europy oraz szefa EPP - największej partii w Unii Europejskiej. Zadaniem Tuska było osiągnąć to, co udało się PZPR, która rządziła 45 lat, pozbywając się wrogów i zapewniając społeczeństwu dobrobyt taki, jaki osiągnięto w bratnim nam ZSRR. Niestety dla Tuska, wkrótce po nominacji na Führera opozycji - jego promotorka zdecydowała się nie kandydować na stanowisko Kanclerza Rzeszy, zaś „Człowiek Tuska w Moskwie” rozpoczął brutalną wojnę z Ukrainą. Donald Tusk stał się więc z dnia na dzień sierotą po Angeli i Władymirze.... 
W tej tragicznej sytuacji Donald Tusk postawił na ekonomię i na wiecznie żywą zasadę Lenina. Atutem Tuska stała się więc Iza Leszczyna, którą Tusk (przed ucieczką z Polski) rzucił na Ministerstwo Finansów, by świeżym okiem kompletnej dyletantki przyjrzała się skołatanym finansom teoretycznego państwa Donalda Tuska. Przypomnę, że Polska Tuska została objęta przez Unię klauzulą nadmiernego deficytu, w wyniku czego wstrzymane zostały na siedem lat podwyżki płac w sferze budżetowej, zaś średni/coroczny wzrost emerytury wyniósł ca. 4 złote. Tuskowi po siedmiu latach „żądzenia” pozostał tylko „ch…, d… i kamieni kupa” oraz ekonomistka Leszczyna. Z chwilą objęcia przez Izę Leszczynę funkcji wiceministry u boku ministra Vincenta – coś drgnęło w Ministerstwie Finansów: Iza wprowadziła loterię paragonową, Kosiniak ogłosił zwiększenie wieku emerytalnego(w niektórych przypadkach aż o 12 lat!), zaś Donald z Vincentem okradli fundusz emerytalny OFE na 153 mld zł – choć do budżetu trafiło 19 mld zł mniej…
Dziś, gdy główną ekonomistką Platformy Obywatelskiej stała się Iza o świeżym spojrzeniu dyletantki, Tusk nie musiał długo czekać na program, którym PO obali znienawidzony reżim. To właśnie Iza wyjaśnia dzisiaj gdzie popadnie zapowiedź Tuska o 20 procentowym wzroście płac w budżetówce - niezrażona obelgami wypowiadanymi nawet przez dawnych koalitów: "Dziś u J.Żakowskiego w Tok występowała Izabela Leszczyna-podobno główna ekonomistka PO. Nie padły najważniejsze pytania: ile mld z z budżetu będzie kosztować obiecane 20% podwyżki dla sfery budżetowej i skąd PO weźmie na to pieniądze? Pytam publicznie. Proszę nie kręcić!" – napisał Balcerowicz. Na odpowiedź na pytanie Balcerowicza nie trzeba było długo czekać! IZA - Główna ekonomistka PO wyjaśniła rewolucyjną metodę walki z inflacją, przy pomocy zwiększenia inflacji:„Wydatkiem budżetowym jest tylko jedna z naszych propozycji, czyli 20 proc. podwyżka dla sfery budżetowej. Rzeczywiście to jest wydatek, ale według naszych wyliczeń ten wydatek w całości może być pokryty przez tzw. podatek inflacyjny, czyli to wszystko, co Polacy oddadzą do budżetu ponad to, co zaplanował rząd w ustawie budżetowej” — powiedziała Leszczyna(sic!) Mamy więc już jasność! Platforma walczyć będzie o jak największą inflację, by finansować z „podatku inflacyjnego” wszystkie swoje epokowe projekty! Jeśli Tuskowi uda się obalić reżim PIS-u, Iza Leszczyna, jako Ministra Finansów dbać będzie o utrzymanie inflacji na najwyższym poziomie, w celu zwalczenia inflacji. Taki program mogła wymyślić tylko kompletna dyletantka, zaś wygłosić twórca teoretycznego państwa Donald Tusk.
Bo przecież absolwent szkoły podstawowej potrafi wyliczyć, że im większa inflacja, tym wyższy „podatek inflacyjny”. Wystarczy więc "podatek inflacyjny" rozdać, by stworzyć perpetuum mobile gigantycznej inflacji, gdy zarabiać będziemy za (Nie daj Boże!) rządów Tuska po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie a do sklepu chodzić będziemy z plecakiem pieniędzy! 
Źródło: niepoprawni.pl
Kolejny łańcuszek szczęścia, ileż to ja ich już poznałem!? Wystarczy że każdego dnia każdy mieszkający w Polsce obywatel przekaże jedną złotówkę do wspólnej kasy z której wypłaci się po milionie 38 obywatelom. No a gdyby tak po 10 złotych się zrzucać. A przecież można i po więcej. To w kilka lat wszyscy bylibyśmy milionerami.
Leszczyna to geniusz z PRL-u. Młody po studiach zootechnik dostał za zadanie obliczyć ile krowa w PGR daje dziennie mleka. Przybył na wieś i liczy, udój trwa 10 min ilość mleka 12L. A więc to będzie: na godzinę, he 6 x 12 = 72 L na a przez 24h to będzie.................... To znaczy że możemy miliony litrów mleka eksportować i tak zostanie go nam w nadmiarze. Czy aby to tylko PRL- u dotyczy.
Tusk zabrał mi jedną emeryturę, wydłużył wiek emerytalny, podniósł VAT, ale co tam, niech sobie rządzi!? Wróci Rostowski, Sikorski, ale co tam.....my dalej będziemy się kłócić, kto więcej nam ukradł PiS czy PO!? 
16 04 2022 Polska inflacja.
GUS doniósł nam, że w skali unijnej mamy największe osiągnięcie w postaci najwyższego wskaźnika inflacji, gdyż policzył, że w marcu tego roku mamy w skali rocznej aż 11% inflacji. Wprawdzie na to osoba stale robiąca domowe zakupy, oburzyła się twierdząc, że z jej obserwacji wynika przynajmniej 20% zwyżki cen. Nie starałem się nawet tłumaczyć na czym polega różnica między zwyżką cen artykułów pierwszej potrzeby, a ogólną inflacją, czyli utratą siły nabywczej pieniądza. Według klasycznych pojęć przyczyną inflacji jest niekorzystna zmiana relacji między ilością pieniędzy i towarów na rynku. Na taki zarzut spotykamy się z próbą wyjaśnienia, że w obecnej sytuacji nie ma zjawiska nadmiaru pieniędzy w obiegu, a główną przyczyną jest wzrost cen nośników energii i że jak zwykle jest on najwyższy w Polsce.
Płacimy Rosji najwyższą cenę. Jak podają badacze problemu średnio przepłacamy o 50 dolarów na tysiąc m3. Przez ostatnie kilkanaście lat zebrała się z tego wielomiliardowa suma. Uruchomiony z wieloletnim opóźnieniem port gazowy (i za to ktoś powinien karnie odpowiedzieć), jest nie tylko niewystarczający, a na dodatek nie gwarantuje nam porównywalnych warunków dostawy. Wprawdzie zapewniano nas, że ostateczny koszt gazu skroplonego jest przynajmniej zbliżony do cen rosyjskich, ale analizy noszące cechy badań naukowych wskazują na dwukrotnie wyższy jego koszt.
W Polsce, kraju węglowym, powinno się poświęcić szczególną uwagę warunkom i kosztom jego wydobycia, a nie wyłącznie problemom likwidacyjnym. Polskie górnictwo węglowe ma piękne osiągnięcia, ale w ostatniej fazie gierkowszczyzny zostało w znacznej mierze pozbawione działań w kierunku racjonalności ekonomicznej na rzecz wydobycia za wszelką cenę. Pozostałości tego nastawienia mszczą się w trudnych latach walki konkurencyjnej. Efektem, poza wieloma innymi, jest nadmierny koszt wydobycia w wielu kopalniach. Może nie dziwić różnica kosztów w stosunku do odkrywkowych kopalń Australii, ale dotyczy to też kopalni głębinowych. Mamy zatem stały niekorzystny stosunek kosztów w relacji do rynku zachodnio europejskiego jak 7:5, co oczywiście powoduje nacisk na import i wzrost kosztów produkcji energii elektrycznej. Ten stan należy położyć całkowicie na karb wieloletnich zaniedbań, a przecież ciągle 70% naszej energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla.
Ropa naftowa jako źródło energii w Polsce znacznie ustępuje węglowi i tu rzeczywiście jesteśmy skazani na import. Nie zawiniona przez nas klęska polityki Trumpa taniej ropy spowodowała dwukrotny wzrost jej ceny, mimo że wydobycie nie uległo zmniejszeniu. Nie wiadomo czy Biden chciał w ten sposób ukarać Chiny, największego importera, czy napędzić pieniędzy krajowym naftowcom, czy może wkupić się w łaski Putina? Jak dotąd w Polsce wg GUSu zanotowaliśmy ponad 23% wzrostu cen energii w tym roku, a mając na względzie specyficzne warunki produkcji i zużycia energii w Polsce powinniśmy mieć raczej niższy poziom wzrostu cen anergii, szczególnie w porównaniu z krajami wyżej uprzemysłowionymi. Niestety tak się nie dzieje, są zatem inne powody, dla których mamy tak wysoką inflację.
Polacy wzbogacili się ostatnio, oszczędności wzrosły do wysokości 2 bilionów złotych. Wobec braku, lub bardzo niskich, dochodów, szczególnie z lokat bankowych, zasobów gotówkowych i oszczędności emerytalnych, skutkiem inflacji przyniosły one straty dla ich posiadaczy w wysokości nawet do 200 mld zł w skali rocznej. Zarobiły na tym banki, podnoszące oprocentowanie kredytów, a także posiadacze odpowiednich zasobów materialnych. Dla zamożniejszych depozytariuszy był to sygnał do zmaterializowania oszczędności pieniężnych. Najprostszym i najłatwiejszym sposobem jest lokowanie w nieruchomości, stąd pojawił się zwiększony popyt na zakup lokali nie dla potrzeb mieszkaniowych czy innego użytkowania, ale wyłącznie jako lokata pieniędzy. Spowodowało to skokowy wzrost cen lokali, uderzając w tych, którzy chcą kupić mieszkania dla potrzeb własnych.
Niekontrolowany wzrost cen mieszkań uderza najmocniej w młode małżeństwa, których nie stać na kupno, a nawet wynajem, najdroższych mieszkań w Europie i to nie tylko w relacji do osobistych dochodów Polaków. Mamy zatem do czynienia z typową spiralą inflacyjną, jako wtórny skutek wzrostu cen towarów i usług.
Kto wobec tego ponosi winę za ten stan rzeczy, niewątpliwie najgorszy w całej UE? Obiektywnie nie więcej niż 2–3% można przypisać wzrostowi kosztów energii, ale reszta to w głównej mierze wynik błędnej polityki pieniężnej. Przede wszystkim NBP wraz z wymyślonym ciałem RPP przespał cały rok, a jego reakcja jest dalece niedostateczna. W świetle dwucyfrowej inflacji oprocentowanie depozytów na poziomie 2,5%, przy równoczesnym obciążeniu kredytów w granicach 10% stanowi prezent dla banków, a nie skuteczny środek na powstrzymanie spadku siły nabywczej pieniądza.
Inflacja na obecnym poziomie zagraża stabilności i wiarygodności państwa, może wywołać nową falę ucieczki z kraju w pogoni za zarobkami w pewniejszej walucie. Liczenie na wzrost eksportu na skutek spadku wartości polskiego pieniądza jest zbyt ryzykowne, spowoduje bowiem destabilizację w warunkach zatrudnienia, fale strajków wymuszających podwyżki płacowe bez pokrycia.
Zresztą ludziom, którzy przeżyli skutki wysokich inflacji, nie trzeba ich przypominać. Problem leży w tym, czy uda się przezwyciężyć inflacyjną klęskę, do czego potrzebna jest nie tylko wiedza, lecz też determinacja na poziomie Grabskiego. Wprawdzie sytuacja nie jest (przynajmniej na razie) na poziomie ówczesnego stanu, ale to oznacza, że mamy możliwość powstrzymania biegu inflacji, jednak nieuniknionym kosztem wprowadzenia dyscypliny finansowej, szczególnie w sferze budżetowej. Wszystko to w sytuacji dodatkowych kosztów związanych z rosyjską agresją na Ukrainie. Dbając o dobro i pomoc sąsiadowi w potrzebie, warto również pamiętać o sobie. Posiadamy w Polsce dostateczne możliwości dla przezwyciężenia pandemii inflacyjnej, trzeba tylko z nich korzystać, podobnie jak w walce z koronawirusem. I to byłyby najpilniejsze życzenia świąteczne, niezależnie od wszelkich łask bożych.
Źródło: naszeblogi.pl
Wysoka inflacja to już była za Balcerowicza, i przetrwały tylko te firmy co ograniczyły znacznie produkcję!? Wkrótce zaczniemy kupować spod lady, pracować na czarno, i co wtedy towarzyszu Morawiecki, i Glapiński!?
Dlaczego nie stosujemy algorytmu wobec osób obejmujących stanowiska w administracji, rządzie...!?
Wysoka inflacja jest w krótkim czasie dla rządu korzystna, ponieważ zwiększa dochody do budżetu państwa (szczególnie z podatku VAT i składek do ZUS-u) i zmniejsza wartość długu publicznego. Realna wartość zadłużenia państwa na początku 2021 r. była z tego tytułu niższa na koniec roku aż o 83 mld zł - wyjaśnia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. No i już wiemy skąd skąd wzięła się 80 miliardowa nadwyżka budżetowa u Morawieckiego!? 
Balcerowicza już przerabiałem, teraz czyha dużo groźniejszy Morawiecki, i jego wizja pracy za miskę ryżu, i mieszkanie w szałasie, dla przeciętnego Polaka!? Inflacja to nie wzrost popytu, to coraz to większa dziura budżetowa!? Inflacja to nic innego jak łatanie nadmiernej dziury budżetowej, powstałej w wyniku nieudolnych rządów!? Inflacja to szastanie pieniędzmi, by uzyskać korzyści polityczne, finansowe dla wąskiej grupy wybrańców!? Inflacja to nadmierna fiskalizacja gospodarki, tworzy się zbędne stanowiska pracy, urzędnicy szukają jednej złotówki, a podatnicy płacą za to 10 zł!? 
13 04 2022 Stronnictwo pruskie, a może ruskie?
Donald Tusk po zwycięstwie wyborczym w 2007 roku oświadczył, że "nie ma ambicji, aby mieć najgorsze stosunki z Rosją" i wybrał się w swoją inauguracyjną podróż zagraniczną do Moskwy, choć do tej pory premierzy III RP wybierali inne kierunki na pierwsze podróże zagraniczne. W Rosji spotkał się ze swoim odpowiednikiem- premierem Putinem i wspólnie oświadczyli, że będą pracować nad odbudowaniem stosunków polsko – rosyjskich "zdewastowanych przez Kaczyńskich". Komentator „Russia Profile” Dmitrij Babicz oświadczył, że Moskwa reaguje "pozytywnie" na objęcie rządów w Polsce przez "naszego człowieka w Warszawie", ale stosunki z Polską poprawią się "radykalnie" po wygraniu przez Władimira Putina wyborów prezydenckich, bo: „poprawa stosunków z Polską jest projektem Władimira Putina”.
Natychmiast przystąpiono do "naprawiania stosunków" począwszy od spraw drobnych – takich jak reaktywacja Konkursu Piosenki Radzieckiej (obecnie rosyjskiej) w Zielonej Górze, aż do "historycznych" jak pojednanie Kościołów (Gazeta Wyborcza: "arcybiskup Michalik przeszedł do historii"). Minister Sikorski storpedował budowę amerykańskiej tarczy antyrakietowej, zorganizował spotkanie (odprawę?) "doświadczonego dyplomaty" Ławrowa z polskimi ambasadorami i ustanowił "mały ruch graniczny" z Kaliningradem. Przeprowadzono pełną demilitaryzację wschodniej Polski do linii Wisły i zlikwidowano wszystkie brygady obrony terytorialnej (ostatnią rozwiązał min. Klich w 2010 r.)
Nie wiemy, czy wyjazd Państwowej Komisji Wyborczej do Moskwy na "konferencję naukową" i wymiana doświadczeń z tamtejszą komisją skutkował rezultatami wyborów, ale wybory samorządowe w 2014, na których nie było wymagane określenie przyczyn nieważności głosu, były wyraźnie "skręcone", a na ogłoszenie wyników trzeba było czekać miesiąc. W 2006 roku minister Macierewicz rozwiązał WSI, która była polską filią sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, a która przeszła "suchą nogą" transformację ustrojową i urzędowała spokojnie przez 16 lat w III RP (ciekawostką może być fakt, że w archiwach tej służby skorowidze były pisane według alfabetu rosyjskiego - ABWGD). Na miejsce WSI powołano Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, która nie została zlikwidowana po dojściu do władzy ekipy Tuska, tylko pod nowym kierownictwem zaprzyjaźniła się z rosyjskim FSB (Władimir Putin: "poleciłem nawiązać współpracę FSB z polskim kontrwywiadem"). Oficerowie nowego kierownictwa tej służby byli tak "uczynni", że np. pisali interpelacje dla posła Brejzy, co nie leżało w zakresie ich obowiązków. Znane są spotkania szefa BBN gen. Kozieja ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Nikołajem Patruszewem (ex – szefem FSB, uchodzącym za organizatora morderstw politycznych w Rosji), który uczestniczył w posiedzeniu Biura Bezpieczeństwa Narodowego i spotykał się z prezydentem Komorowskim. Mniej znana jest działalność na polu zbliżenia polsko – rosyjskiego ówczesnej "trzeciej osoby w państwie" – Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Dziennik „Rzeczpospolita” donosił: ”Bogdan Borusewicz i Siergiej Mironow rozmawiali wczoraj w Moskwie o zacieśnieniu współpracy izb wyższych parlamentów Polski i Rosji, przede wszystkim o zaplanowanym na maj tego roku II Forum Regionów Polski i Rosji”.
W Tok FM podano także opinię Mironowa, że z Senatem Polski współpracuje się znakomicie – lepiej nawet niż z senatami państw dawnego ZSRR. Ówczesny przewodniczący Rady Federacji Rosyjskiej Siergiej Michaiłowicz Mironow był szefem opozycyjnej partii „Sprawiedliwa Rosja”, która to partia...popierała rząd Putina. S. Mironow też kandydował na prezydenta – był więc konkurentem Putina, ale na swoich spotkaniach wyborczych wzywał do głosowania na... Putina („wszyscy chcemy by prezydentem został W. Putin”).To taka osobliwostka rosyjskiej demokracji... Nie wiadomo, czy Borusewicz z Mironowem już wcześniej się gdzieś zacieśniali, a może Marszałek Senatu w przeszłości zacieśniał się z Mironowem seniorem? Jako wysoki oficer KGB w Leningradzie Mironow senior zdawał sobie sprawę, że utrzymywanie gorsetu idiotycznej ideologii marksistowskiej sprowadzi ZSRR na śmietnik historii. Dlatego był on współautorem koncepcji „pierestrojki” (już w końcu lat sześćdziesiątych!) i projektantem nowej roli policji politycznej. Według niego nie powinna być ona tylko aparatem represji, lecz czynnie kształtować rzeczywistość. Jak pisze A. Golicyn („Nowe kłamstwa w miejsce starych” w związku z tym zalecono: „Przygotowywanie fałszywej opozycji, podczas wprowadzania kontrolowanej demokratyzacji w reżimach komunistycznych, która będzie tam wykorzystana do wytworzenia sprzyjających warunków dla ujednolicenia działań z socjaldemokratami, związkami zawodowymi i katolikami.(...) Te przygotowania zostały ujawnione poprzez zarządzoną reorganizację i reorientację KGB i służb bezpieczeństwa krajów Bloku. Uzasadnieniem tej reorganizacji była logiczna potrzeba prowadzenia spójnych wysiłków, przy zainstalowaniu i prowadzeniu fałszywej opozycji,(...) w szczególności wykorzystywać agentów wpływu, rekrutujących się spośród wybitnych pisarzy, naukowców, przedstawicieli związków zawodowych, narodowców i przywódców religijnych.
Polska była w liczbie krajów, które odwiedził Mironow, inicjator tej nowej roli politycznej bezpieki, o czym zdecydował, gdy był szefem Wydziału Administracyjnego KPZR.” A w Polsce gawiedź wychowana na TVN i Gazecie Wyborczej wciąż uważa takie postacie jak Borusewicz, czy Sikorski za zasłużonych antykomunistów o „pięknych życiorysach opozycyjnych”... Życzeniem ministra Siergieja Ławrowa było, „aby stosunki polsko-rosyjskie doszły do ostatecznej normalizacji” i chyba miał on na myśli "wyprowadzenie" Polski z Unii Europejskiej, bo Sejm uchwalił ustawę ułatwiającą wystąpienia z Unii przez głosowanie zwykłą większością głosów. Do „ostatecznej normalizacji” jednak nie doszło, bo Koalicja Europejska (czy raczej euroazjatycka) straciła władzę w 2015 roku, jednak wciąż podejmowane są uporczywe próby „reintrodukcji” tuskizmu („by było tak, jak było”). „Katastrofa” smoleńska – fizyczne wyeliminowanie niemal całej konkurencji politycznej – dosłownie spadła z nieba Donaldowi Tuskowi. Teraz działania pacyfikacyjne jego ekipy mogły być już niczym nie skrępowane. Można było swobodnie wyprzedawać majątek państwa, czyli praktycznie realizować hasło „mniej państwa w gospodarce” (a także „mniej Polaków w państwie”) i „pracować” nad tożsamością Polaków przez ograniczenie nauczania historii i jęz. polskiego.
Równocześnie potężna agentura istniejąca w mediach od chwili „upadku” komuny zdołała przekonać Polaków, że ich najlepszym wyborem jest powierzenie władzy w ręce osobnika, dla którego „polskość to nienormalność”. Przyjaźń z Rosją „taką, jaka ona jest” w Polsce nie cieszy się popularnością i zdawali sobie z tego sprawę zarówno rządzący jak i ich mocodawcy. Dlatego nie forsowano na siłę przyjaźni polsko – rosyjskiej, a wszelkie działania podejmowane były pod szyldem „europejskości”. Problem w tym, że cała Unia Europejska jak i jej przywódcy (niezależnie lewicowi, czy prawicowi) wydają się być „stronnictwem ruskim”... Tuska i jego kamratów uważaliśmy za „stronnictwo pruskie”, ale może to była operacja pod fałszywą flagą?
Wszystkie decyzje polityczne Donalda Tuska - nie tylko te, związane ze "śledztwem smoleńskim"- robiły wrażenie, jakoby nasz mąż stanu podlegał jakiemuś "sprawstwu kierowniczemu". Władimir Putin jako rezydent KGB w Niemieckiej Republice Demokratycznej z pewnością miał dostęp do archiwów Stasi. Może widział akta "zasobu kadrowego" o pseudonimie "Oskar"?
Źródło: niepoprawni.pl
Podczas konferencji w Starachowicach 04 04 2022 r. doszło do incydentu. Jak podaje "Echo Dnia", jedna z osób, która pojawiła się na spotkaniu, podeszła w stronę Tuska i wykrzyczała m.in.: "Co pan jeszcze nie umarł? Co ty ***** nieboszczyku tu robisz, co?". Polityk nie zareagował, mężczyznę odsunęli działacze Platformy Obywatelskiej.
Tusk i jego kolesie zawetowali wszystkie należne Polsce fundusze, ba wystąpili o szybkie wyegzekwowanie nałożonych kar finansowych na naród polski !? Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!? 
09 04 2022 Paniczny strach Tuska i hołd dla Macrona.
„Premier Mateusz Morawiecki jest prawicowym antysemitą, który zabrania LGBT” — oświadczył prezydent Francji w rozmowie z gazetą „Le Parisien”. Na epitety Emmanuela Macrona, który po aneksji Krymu przez Moskwę słał Putinowi – wraz z Angelą uzbrojenie o wartości ca.300 mln Euro – natychmiast zareagował wychowanek Angeli Donald Tusk. „Łatwy w hodowli” piesek Angeli Merkel obszczekał więc premiera Morawieckiego, przyłączając się do epitetów francuzika, który w okresie 40 dni brutalnej wojny Rosji z Ukrainą – kilkanaście razy dzwonił do Putina, choć jak stwierdził premier Morawiecki „z mordercami się nie rozmawia”.
„Panie prezydencie, Emmanuelu, żaden porządny Polak nie popiera pani Le Pen, tak jak żaden porządny Polak nie popiera Orbana czy Putina. W przytłaczającej większości Polacy są za Europą, Ukrainą i wolnością, pomimo bzdur opowiadanych przez premiera Morawieckiego”- powiedział Tusk, stojąc przy hałdzie węgla i sugerując, że rząd Polski jako jedyny w Europie sprzeciwia się sankcjom na zakup węgla z Rosji i nie wspiera Ukrainy w odparciu dziczy Putina... Z tego co ja wiem - żaden porządny Polak nie popiera Tuska – przydupasa Angeli Merkel, która „utorowała Putinowi drogę na Ukrainę” – oczywiście wraz z b. kanclerzem RFN Gerhardem Schroederem i agentem Stasi Mattiasem Waringem. O roli Niemiec w budowaniu potwora mówi duński dziennikarz i ekspert zajmujący się gazociągami Nord Stream 1 i 2 Jens Hovsgaard w swojej książce „Gier, Gas und Geld” (Chciwość, gaz i pieniądze), gdzie opisuje sieć powiązań, kryjących się za powstawaniem Nord Stream 1 i 2. Pytany przez dziennik „Die Welt”, czy Niemcy są odpowiedzialne za wojnę odpowiada: „powiedziałbym nawet, że Niemcy utorowały Putinowi drogę na Ukrainę”…
Donald Tusk był tylko marionetką w rękach Niemców, organizując spotkania Rady Europy i powtarzający jak papuga wszystko to, co Niemcy zrobili dla utorowania Putinowi drogi na Ukrainę. Podsumowaniem działalności Tuska - wyznaczonego przez Niemcy na „Króla Europy” i szefa EPP - największej partii w UE -  był hołd złożony Niemcom w języku niemieckim i wygłoszony „Für Deutschland” z polskiego Gdańska. Tusk w samych superlatywach wypowiadał się o rządzącej w Niemczech od 2005 r. partii. – Wolność, transparentność, prawda, rozsądek w walce z autorytarnymi tendencjami, korupcją, kłamstwami i populizmem zostały zachowane w dużej mierze dzięki CDU – stwierdził Tusk. – Były „błogosławieństwem” dla całej Europy, także dla wschodnich sąsiadów Niemiec – dodał i podkreślił: „Jako Polak wiem, o czym mówię”…
Hołd Tuski „Für Deutschland” ze stycznia 2021 Tusk dzisiaj powtarza, ale jako Hołd ku czci Macrona – plując „jako Polak” na polskiego premiera. Bo tylko do tego zdolny jest dzisiaj Donald Tusk, pozbawiony protekcji Angeli Merkel i porzucony przez Niemców, niczym zużyta już szmata. Przy okazji hołdu dla Macrona, Tusk straszy Polaków Marie Le Pen i Orbanem, jakby to oni sprzedawali broń Putinowi, łamiąc sankcje europejskie i elementarną praworządność oraz sugerując, jakby to Le Pen i Orban wstrzymywali sankcje przeciw Rosji i wydzwaniali do Putina, żeby nie mordował ludności cywilnej – w tym dzieci ukraińskich!
Po Tusku można się spodziewać wszystkiego najgorszego i największych obrzydliwości, gdyż jest to tonący polityk, który w rozpaczy chwyci się nawet brzytwy. Tusk to desperat, panicznie bojących się ujawnienia prawdy – w tym zwłaszcza o Smoleńsku, gdzie ściskał się z Putinem i wbrew międzynarodowemu prawu oddał śledztwo, wrak i czarne skrzynki Putinowi. Paniczny strach Tuska paradoksalnie ujawnił…. znany amerykański rabin Jacob Shmuel „Shmuley” Boteach, pisząc na Twitterze: „Znam polskiego premiera Mateusza Morawieckiego, gościłem go w Nowym Jorku i widziałem się z nim w Warszawie. Nazywanie go przez Macrona antysemitą, zwłaszcza gdy jest zaangażowany w jedną z największych humanitarnych akcji ratunkowych naszych czasów, jest niedopuszczalnym kłamstwem i oszczerstwem”...„Świat ma prawo kwestionować to, co negocjacje z Putinem przyniosły poza wzrostem barbarzyństwa” – ocenił Boteach. Tonący Tusk, posługując się kłamstwem i oszczerstwem złożył więc pocałunek śmierci Macronowi, tak jak go złożył faszystom i komunistom z partii Jobbik, uczestnicząc w wiecu przedwyborczym tej partii w Budapeszcie.
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Jak Tusk dla Putina sprzątał Polskę po „rusofobach”. 30 najmocniejszych faktów, nagrań i cytatów:
1. Exposé z 2007: Chcemy dialogu z Rosją taką, jaką ona jest. Już w swoim pierwszym exposé z 2007 roku Donald Tusk dużo mówił o zacieśnieniu relacji z Rosją. Wskazywał jasno: „Chcemy dialogu z Rosją taką, jaka ona jest”.
3. Pierwsza wizyta. „Ich człowiek w Warszawie”, „nasz człowiek w Moskwie” 8 lutego 2008 roku ówczesny premier Donald Tusk był w Moskwie, aby spotkać się z Władimirem Putinem, ówczesnym premierem Rosji Wiktorem Zubkowem, a także Dmitrijem Miedwiediewem, który był wtedy kandydatem na prezydenta. Tuskowi w podróży towarzyszyli m.in. Radosław Sikorski i Sławomir Nowak.
4. Tarcza antyrakietowa. Już na początku rządów gabinet Donalda Tuska dystansował się od amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Lider PO twierdził, że tarcza zwiększa bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych, „jednak fakt, że ta instalacja powstałaby w Polsce, zwiększa ilość ryzyk i zagrożeń dla strony polskiej”.
5. Rozbiór Ukrainy? „Tusk nie odpowiedział. Wiedział, że jest nagrywany”. To właśnie wtedy, w 2008 roku, Donald Tusk miał otrzymać od Władimira Putina „ofertę nie do odrzucenia”, rozbioru Ukrainy.
15. Darowany miliard Rosjanom. Co więcej – również w 2010 r. umorzono ponad 1 mld zł długu Gazpromu wobec spółki Europol Gaz, za przesył gazu gazociągiem jamalskim w latach 2006-09 (wartość darowanego Gazpromowi przez rząd Tuska a należnego Polsce długu wynosiła dokładnie 286 mln dolarów).
30. Sól w oku Rosji. „Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był”. Odkąd Prawo i Sprawiedliwość w swoich planach zapowiedziało przekop Mierzei Wiślanej wiadomo było, że projekt, będący solą w oku Rosji, będzie bombardowany i blokowany. Przekop jest nie tylko szansą rozwoju Elbląga i całego regionu, ale daje także swobodny dostęp z Zalewu Wiślanego na Bałtyk z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Piławskiej.
Całość na: https: www.tvp.info/59529715/relacje-donalda-tuska-z-wladimirem-putinem-czy-platforma-obywatelska-prowadzila-prorosyjska-polityke-przyklady 
02 04 2022 Rządy Merkel – błogosławieństwo czy przekleństwo dla Europy? 
To Angela Merkel wypuściła rosyjskiego dżina z butelki. Dlatego jak szyderstwo z rozumu i przyzwoitości brzmią dziś słowa Donalda Tuska, że rządy CDU w Niemczech były błogosławieństwem dla Europy, w tym dla Polski i innych krajów naszego regionu. W styczniu 2021 roku Donald Tusk wygłosił po niemiecku przemówienie na zjeździe rządzącej za Odrą Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej. Wazeliniarska przemowa przejdzie do annałów politycznej krótkowzroczności. Gdyby nie wojna na Ukrainie, byłaby śmieszna; po 24 lutego 2022 roku stała się więcej niż straszna.
Wazeliniarska mowa Tuska. Przypomnijmy jej treść. „Gdyby ktoś zapytał mnie, na kogo mogłem liczyć w staraniach o utrzymanie naszego wysokiego standardu życia, bez wahania wskazałbym na CDU. To właśnie CDU zawdzięczamy, że w walce z autorytarnymi tendencjami, korupcją, populizmem i kłamstwem nie zatraciliśmy wolności, uczciwości, przejrzystości oraz prawdy” – ogłaszał Donald Tusk. Lider Platformy Obywatelskiej przekonywał również, że bez przewodnictwa CDU sytuacja w Niemczech i Europie mogłaby wyglądać zdecydowanie gorzej. Jak stwierdził:
„Wasz styl rządzenia był błogosławieństwem nie tylko dla Niemiec, lecz także dla całej Europy, w tym dla waszych wschodnich sąsiadów, a jako Polak wiem, o czym mówię. Był istotny także dla państw bałkańskich w realizacji ich marzenia o dołączeniu do Unii Europejskiej oraz dla Ukrainy w jej walce z agresją”. Komplementom nie było końca. Tusk wychwalał CDU za przyzwoitość. I dalej kadził: „Dziękuję za pierwszorzędne, polityczne przywództwo w dramatycznym momencie naszej historii. Pandemia, brexit, napięcia wewnątrz Unii Europejskiej i chaos za Atlantykiem – to ekstremalnie ciężki egzamin dla cierpliwości, efektywności i odpowiedzialności. Ciężar tej odpowiedzialności spoczywał w ostatnich miesiącach na barkach trzech wspaniałych kobiet: Angeli Merkel, Annegret Kramp- Karrenbauer i Ursuli von der Leyen. I mówię to w imieniu całej Europejskiej Partii Ludowej. Jestem pełen podziwu dla tego, co udało wam się zdziałać i osiągnąć”. Przytaczam tę kuriozalną laurkę, ponieważ – niestety – krótka pamięć niemałej części wyborców dość szybko kładzie się cieniem na polskiej polityce i decyzjach przy wyborczej urnie. Donald Tusk dalej jest traktowany bardzo serio przez wyborców Platformy Obywatelskiej, a w liberalnych mediach nikt nie odważa się zadawać mu trudnych pytań o jego niedawną perspektywę polityczną. A przecież cała jego działalność polityczna sprzed lutego 2022 roku sprowadzała się właściwie do dwóch rzeczy: wychwalania niemieckiego przywództwa w Europie i lobbowania w unijnych instytucjach za kolejnymi sankcjami uderzającymi w polski rząd. Szczególnie kuriozalnie w świetle dzisiejszej wiedzy, a także mocnej krytyki Kijowa pod adresem Berlina, który nie ogranicza się jedynie do rządów nowej koalicji, brzmiały uwagi Tuska, że dzięki rządom CDU państwa i narody Europy wschodniej mogą czuć się bezpiecznie. 
Nieledwie rok po tuskowej laurce dla CDU i Angeli Merkel, Władimir Putin wysłał własną do żegnającej się z urzędem kanclerz Niemiec. Prezydent Rosji zapewniał niemiecką polityk, że zawsze będzie mile widziana w jego kraju. Wedle kremlowskich służb prasowych: „Podziękował jej ciepło za wieloletnią owocną współpracę” i zaznaczył, że wniosła „znaczący wkład w rozwój relacji niemiecko-rosyjskich”. Putin dobrze wiedział, co mówi: w odróżnieniu od Donalda Tuska, który od czasu „polsko-rosyjskiego resetu” odgrywał jedynie rolę pionka w grze między Moskwą a Berlinem, włodarz Kremla był realnym rozgrywającym. I najpewniej oboje z Merkel mieli świadomość gry do jednej bramki. Wbrew pewnym głosom, Rosja czekała z atakiem na Ukrainę nie dlatego, że Putin bał się Merkel, lecz dlatego, że ciągnące się przez dekady polityczne wspólnictwo między nimi było warte takiej zwłoki. To największy prezent kremlowskiego władcy dla odchodzącej kanclerz Niemiec: poczekał z wojną na jej odejście z urzędu.
Wiele już powiedziano o gospodarczych i energetycznych interesach Niemiec i Rosji. Nord Stream 1 i Nord Stream 2, wbrew obłudnym zapewnieniom Angeli Merkel, okazały się bronią przeciwko Europie. Niemiecko- rosyjskie projekty – gdyby Putin prowadził nieco ostrożniejszą militarnie politykę w naszym regionie – zmieniałyby Unię Europejską w projekt polityczny ściśle podporządkowany niemiecko- rosyjskim (niemiecko- francusko- rosyjskim) interesom. Oczywiście nadal utrzymywano by potężną fasadę brukselskiej biurokracji, której prawa służyłyby pacyfikowaniu krajów takich jak Polska. Ale realnie liczyłaby się jedynie ekonomiczna struktura zysków i strat. Teraz widzimy to gołym okiem, obserwując, kto i jak reaguje na sankcje wobec Rosji: realny krwiobieg zachodniej Europy objawia się dziś z całą siłą. Nie mniej istotny jest wątek ściśle geopolityczny i militarny.  Amerykańskie i niemieckie media od kilkunastu dni przypominają, że to Angela Merkel zablokowała w 2008 roku przyjęcie dwóch bardzo ważnych państw do NATO. „Bild” ogłosił, że „to przede wszystkim Merkel uniemożliwiła przyjęcie Ukrainy i Gruzji do NATO podczas szczytu w Bukareszcie w 2008 roku. Ówczesny prezydent USA George W. Bush był wówczas zdeterminowany, aby oba kraje kandydowały do NATO. Jednak ostatecznie zwyciężyła Merkel”. 
Z kolei „The Washington Post” przypomniał, że po aneksji Krymu ówczesny wiceprezydent Joe Biden proponował swojemu szefowi, Barackowi Obamie, dozbrojenie Ukrainy. Choć dodajmy, że udało się wówczas wynegocjować szkolenia ukraińskiej armii. Ale USA i tak zaczęły wówczas krótki reset w relacjach z Rosją – pośredniczyła w tym Angela Merkel. Straszyła Obamę groźbą eskalacji konfliktu i zapewniała, że pokój da się kupić za cenę dyplomacji i normalnego handlu z Rosją. Nie trzeba dodawać, że każdy moment uśpienia Zachodu był korzystny dla imperialnych planów i zmniejszył zapewne dzisiejszy obronny potencjał Ukrainy i całej wschodniej flanki NATO. I w tym przypadku Angela Merkel była wyłącznie złym duchem, a nie błogosławieństwem dla Europy. Znamienne jest, że pozorny reset Zachód–Rosja w każdym regionie świata przebiegał wedle mniej więcej podobnego schematu, choć różnił się skalą. Rosjanie zapewniali o swoich pokojowych zamiarach i przekonywali, że bronią globalnego status quo przed rozszerzającymi się wpływami NATO. W tym samym czasie prowokowali kolejne konflikty, których skutki łagodziła na arenie międzynarodowej Angela Merkel. To ona reprezentowała interesy Rosji zarówno w Waszyngtonie, jak i w Warszawie – gdy III RP rządził Donald Tusk.  
Rządy CDU, rządy Angeli Merkel w Niemczech nie były błogosławieństwem dla Europy. Były pełne fałszu i chciwości, niemieckiego egoizmu i poczucia wyższości; pełne protekcjonalnego traktowania Europy Wschodniej. Wszystko to było możliwe również dzięki nadwiślańskim pomagierom byłej kanclerz Niemiec. Również dzięki tym, którzy na swoich łamach kilkanaście lat temu drukowali kuriozalne artykuły Władimira Putina.
Źródło: niezalezna.pl
Z archiwum: Być może w młodości trzej przyjaciele.
Merkel i Putin droczą się za przeproszeniem jak para zakochanych a przede wszystkim robią wspólnie dobre interesy. Angela Merkel według prof. Krasnodębskiego“Jedną z fascynacji Merkel był język rosyjski”, “Wygrała olimpiadę języka rosyjskiego i w nagrodę pojechała do Moskwy”, “Tam gdzie mieszkała, stacjonowało wielu żołnierzy sowieckich”. Rodzina Merkel dokonała wyboru opcji niemieckiej.
Władimir Putin po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w KGB jako oficer operacyjny. W latach 1985–1990 służył na terytorium Niemieckiej Republiki Demokratycznej,oficjalnie pracował jako dyplomata.
Z kolei Donald Tusk w dzieciństwie mówił po niemiecku, w latach 90. wydawał książki o Gdańsku podkreślając jego wielokulturowość, jest człowiekiem pogranicza kulturowego, a jego rodzina wybrała opcję polską. Z tą polskością Tusk ma problem i nie chodzi tylko o ten słynny artykuł w “Znaku” – “Polak rozłamany” “Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”.
Czyżby Stasiek ich połączył? Zastanawiałem się już od dawna nad tym ?
Z forum: Zastanawiające - D Tusk po kontaktach z Ławrowem zaordynował ustawę ułatwiającą wyjście z UE... Ten facet jest do usług nie tylko dla Niemiec. Co do metamorfozy Merkel - istnieją poważne przesłanki do podstaw, że znała się ona z Putinem w okresie jego "urzędowania" w NRD. Warto pamiętać, że Merkel długo przebywała a ZSRR i wyszła tam za mąż (za Niemca, w którego też "inwestowano"). Jej oszałamiająca kariera przy Kohlu wyglądała na wspomaganą przez KGB zwłaszcza, że kanclerz - bohater zjednoczenia został wycofany w atmosferze skandalu.
26 03 2022 Bohater Lech Kaczyński.
"I my świetnie wiemy, że dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może czas na mój kraj- na Polskę"- mówił w Gruzji w 2008 roku Lech Kaczyński. Kiedy wszystko przebiega w zgodzie ze słowami nieżyjącego prezydenta wielu ludziom zaczynają się otwierać oczy i zaczynają dostrzegać w nim nie nieudacznika i najgorszego prezydenta III RP, jak to próbowały wmówić polskiemu społeczeństwu media establishmentu ale prawdziwego męża stanu i politycznego wizjonera.  Pod filmem na YouTube który udokumentował tą historyczną chwilę możne znaleźć wiele pozytywnych komentarzy pod adresem byłego prezydenta. I nie jest on już rusofobem, awanturnikiem, który stał na przeszkodzie wspaniałym relacjom z Rosją, ale prawdziwym bohaterem, który próbował przeciwstawić się złu i za to poległ. Bo ludzie widzą do czego jest zdolny Putin: bo skoro jest w stanie dokonywać zbrodni na Ukrainie to czemu tego samego nie mógł zrobić pod Smoleńskiem. Przecież już wcześniej zabijał swoich wrogów politycznych. Czytelników "Gazety Wyborczej" i "Newsweeka" czy też widzów TVN i tak to nie przekona - dla nich i tak Kaczyński i PiS to i tak ruscy agenci co pokazuje, że ogłupienie części polskiego społeczeństwa jest przerażająco wielkie i że propaganda salonu lewicowo-liberalnego może im wmówić dosłownie wszystko. 
Pamiętam do dziś tę kampanię nienawiści, zohydzania na każdym kroku prezydenta Kaczyńskiego, którego przedstawiano jako największy problem Polski. Nieprzypadkowo chyba rządząca wówczas partia na poważnie zastanawiała się nad przeprowadzeniem impeachmentu. Twarzami tej kampanii byli Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot, którzy nie prowadzili zwykłej walki politycznej z nieżyjącym już prezydentem, ale przekraczając wszelkie granice przyzwoitości, bez żadnych hamulców próbowali na każdym kroku niszczyć Lecha Kaczyńskiego. Pisarz o pseudonimie Alef Stern, który w swoich książkach przewidział katastrofę smoleńską oraz wiele innych zdarzeń twierdził, że na Lecha Kaczyńskiego było zlecenie  i że zamach czuć było w powietrzu. Tak więc problemu na zawsze się pozbyto. Warto przypomnieć, że zaraz po katastrofie smoleńskiej Janusz Palikot twierdził, że to pijany Lech Kaczyński  doprowadził do tej tragedii; że wcześniej Bronisław Komorowski, którego związki z WSI są powszechnie znane (jako jeden był przeciwko rozwiązaniu tej post-sowieckiej organizacji) zapowiadał w Radiu RMF FM, że "prezydent gdzieś poleci i sprawa się rozwiąże"; a Radosław Sikorski na swojej konwencji wyborczej kazał powtarzać: "były prezydent Lech Kaczyński". Tuż przed katastrofą smoleńską media establishmentu III RP przeprowadziły całą kampanię propagandową przeciwko byłemu prezydentowi zgodnie z interesem ówczesnej władzy, której celem było uzasadnienie rozdzielania wizyt Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego (a przecież prezydent chciał, żeby wizyta była wspólna) przez co osłabiono pozycje  prezydenta. Salon lewicowo-liberalny przekonywał, że Kaczyński znowu się awanturuje, że wpycha się tam gdzie go nikt nie chce - było to częścią operacji tego co miało się wydarzyć wkrótce. Warto zwrócić uwagę, że tuż po katastrofie wszystkie autorytety, eksperci, dziennikarze występujący w tych mediach od razu wykluczyli najbardziej oczywistą tezę przyczyn tej tragedii - czyli zamach. Bo trzeba być człowiekiem wyjątkowo naiwnym albo silnie zmanipulowanym albo złej woli, aby wierzyć, że człowiek, który przeczytał Putina jak książkę i próbował mu się realnie przeciwstawić, który wygarnął mu całą prawdę w twarz podczas swojego przemówienia na Westerplatte w 2009 roku, który w końcu był nienawidzonym przez tych, którzy tak naprawdę rządzą w III RP zginął w przypadkowej katastrofie lotniczej. Jak często dochodzi do katastrof, w których ginie elita państwa? Dosyć rzadko, nieprawdaż?
Co ciekawe, jak ujawnił Stanisław Michalkiewicz kiedy jeszcze nie zidentyfikowano ciała prezydenta Kaczyńskiego ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski oraz jego współpracownicy gorączkowo poszukiwali dokumentu pod nazwą: "Aneks do raportu z rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych". Warto zatem postawić pytanie: kim są naprawdę środowiska, które w Polsce prowadziły nagonkę na prezydenta Kaczyńskiego i komu tak naprawdę służą? Bo że Lech Kaczyński od początku swojego kadencji nie był ich prezydentem to jest oczywiste. Pytanie tylko dlaczego? Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że to zrobili Rosjanie pozbywając się polityka, który był przeszkodą w planach odbudowy w tej części Europy imperium. W 2008 roku Lech Kaczyński w Gruzji powiedział co zamierza zrobić Putin i przeszkodził w jego planach, a na Westerplatte w 2009 roku wywalił mu całą prawdę w twarz. Zemsta zatem wydaje się tutaj oczywistym motywem. Poza tym katastrofa miała miejsce na terenie Rosji, która ma dostęp do wraku oraz innych dowodów tej zbrodni. Wszystko wydaje się oczywiste. Ja chciałbym zwrócić uwagę na inny ewentualny możliwy scenariusz tych wydarzeń. Warto przyjrzeć się interpretacji tej tragedii przez Stanisława Michalkiewicza, który dokonał bardzo oryginalnego spostrzeżenia, że przyczyną zamachu smoleńskiego mógł być wywiad Lecha Kaczyńskiego jaki udzielił Monice Olejnik. Wówczas podobno doszło do kłótni pomiędzy nim i ponoć prezydent ujawnił, że wie kim ona jest; zna jej pseudonim operacyjny i że ma ją na swojej liście. W ten sposób Michalkiewicz wskazał, że bracia Kaczyńscy prowadzili swoją grę z WSI i próbowali ich szantażować. I to również może być wyjaśnieniem tej zagadki.
Cała brudna prawda o III RP mogłaby wyjść wkrótce na jaw; mogłyby pospadać korony z wielu głów i to mógłby być koniec tego systemu. Nie można było do tego dopuścić. Ktoś bowiem musiał wsadzić tą bombę do samolotu w Polsce? Warto zauważyć, że po katastrofie zginęło wielu ludzi z rąk tzw. "seryjnego samobójcy", którzy zajmowali się ta sprawą. Czy to wszystko zrobiły rosyjskie służby specjalne? Czy ich wpływy w Polsce są aż tak potężne? Czy raczej nasi rodzimi bandyci? Wcześniej też doszło do innej katastrofy lotniczej CASY, w której zginęli oficerowie polskiej armii. Czy za tym też stała Rosja? A może ci, którzy nie mogli pogodzić się z utratą swoich wpływów w wojsku w wyniku prowadzonej polityki PiS. Jedno jest pewne: za Tuska doszło do dwóch katastrof lotniczych, w której polskie wojsko poniosło większe straty niż w czasach II wojny światowej. Taka jest straszna prawda o tych rządach.
Źródło: naszeblogi.pl
Na pokład samolotu lecącego do Smoleńska wsiadł człowiek „mały” kłótliwy,przeciętny prezydent, zaściankowy i ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: "spieprzaj dziadu!"; "ta małpa w czerwonym"; "ja Panią załatwię", człowiek nie znający słów refrenu hymnu narodowego. Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy. Prezydent z najniższym poparciem społecznym. W trumnie ze Smoleńska przywieziono wybitnego Męża Stanu, patriotę, bohatera narodowego, ojca narodu, największego Polaka, równego królom. To ja się pytam, kto podmienił zwłoki, gdzie jest ciało Kaczyńskiego? 
19 03 2022 Największe wyzwanie w dziejach Polski.
Od aktu założycielskiego, za jaki symbolicznie przyjmujemy wydarzenia roku 996 n.e., nigdy jeszcze nie staliśmy przed tak potężnym wyzwaniem.
MUSIMY KOMPLETNIE PRZEBUDOWAĆ NASZE PAŃSTWO. Zmienić jego organizację, hierarchię wartości i sprawowania władzy. Wyeliminować ewidentne błędy i usterki. Zerwać ze złymi, szkodliwymi przyzwyczajeniami, tylko dlatego, że tak każe tradycja. ZACZĄĆ MYŚLEĆ INACZEJ. Nie tylko na miarę XXI wieku, lecz na miarę nowego MILLENIUM. 
W tym momencie większość polityków, a może szerzej – ludzi u władzy, poczynając od powiatu aż po szczyt, którzy w większości są historykami (polski fenomen), pewnie się oburzy, sięgając do swej wiedzy i zacznie przywoływać wiele historycznych faktów, które już były wielkim przełomem w naszych dziejach; a to Unię Lubelską, a to Cud nad Wisłą w 1920 roku, które nadały Polsce nowy charakter,. Zgoda, to były wielkie historyczne momenty. Lecz to, co MUSIMY zrobić dzisiaj, jest wyzwaniem, jakiego jeszcze nie mieliśmy. To jak piękny akt przyrody – Polska z poczwarki musi zrzucić skorupę, wyjść całkiem z kokonu, rozprostować skrzydła i wreszcie stać się motylem.
Okres w historii, w którym przyszło żyć mojemu – "powojennemu" pokoleniu, jest tak gęsty od zdarzeń, rewolucji, zawirowań i ciągłych zmian, że chyba wzmiankowani historycy nie potrafią przywołać czegoś podobnego w dziejach jakiejkolwiek cywilizacji. Nawet poprzednie rewolucje toczyły się w dużo wolniejszym, bardziej naturalnym tempie. Teraz niestety, większość społeczeństw nie jest w stanie nadążać za tym, co się nie tylko w otoczeniu, ale nawet z nimi dzieje.
PRL, prawie półwiecze Polski pod najgorszym z możliwych do wyobrażenia butem – stalinowskim bolszewizmem, dokonał strasznego spustoszenia w umysłach wszystkich, podkreślam – wszystkich bez wyjątku Polaków. Prosta zagrywka godna carskiej Ochrany – sprowadź naród do stanu, w którym najważniejsza jest walka o przeżycie – zdobywanie żywności, uzyskanie mieszkania, niemożność swobodnego poruszania się (obowiązek meldunkowy), pozbawianie swobody wypowiedzi i w reakcji tak zwane dwójmyślenie, a nie będzie już czasu i chęci, by cokolwiek zmienić, lub choćby poprawić. A potem, musiało wiele lat upłynąć, by zrozumienie wielkiego oszustwa z roku 1989, które nazwano Okrągłym Stołem, rozlało się w umysłach obywateli. Dziś mało kto ma wątpliwości, że wtedy nie było tak, jak powiedział profesor Zybertowicz (za co nawet teraz ścigano go sądownie) – Przy okrągłym stole komuniści podzielili się władzą ze swoimi agentami. Rezultatem tego, co w końcu okazało się starannie przemyślanym przez komunistów planem, była tragiczna pauperyzacja ludności, spowodowana przez tzw. Plan Balcerowicza oraz rozkradanie zasobów państwa pod pozorem prywatyzacji, operacja prowadzona przez Janusza Lewandowskiego (obecnie jeden z najbogatszych Polaków), tak aby infrastruktura, banki i zakłady przemysłowe przeszły w ręce komunistów, najczęściej powiązanych ze służbami specjalnymi PRLu i późniejszymi, którzy z dnia na dzień, z czerwonych przefarbowali się na kapitalistów. Ostatecznym celem, podobnie jak w Rosji, w Ukrainie i kilku innych post sowieckich państwach, było zbudowanie struktury oligarchicznej. Lecz ostateczny cel był jeszcze gorszy. Kremlowscy, bolszewiccy planiści, wespół ze swoim wiekowym powiązaniem, z Niemcami, zdecydowali zniszczyć Polskę jako państwo.
To doprowadziło do roku 2015. Konserwatywne i pro-suwerenne Prawo i Sprawiedliwość podwójnie wygrało wybory: najpierw jej kandydat Andrzej Duda zdobył fotel prezydencki, a wkrótce potem PiS uzyskał parlamentarną większość – i w Sejmie i w Senacie. Po początkowym szoku nowa opozycja, która przez osiem lat sprawiała destrukcyjną władzę, zaczęła realizować plan, zapewne wysmażony na Kremlu, przy współpracy Berlina, Zakomunikował to publicznie szef opozycji, konkretnie Platformy Obywatelskiej, Grzegorz Schetyna, oświadczając, że będą opozycją totalną. Czyli będą niszczyć wszystko, co zaproponuje demokratycznie wybrana władza. A metodą, jaką w tym celu zastosują, to jak powiedział – ulica i zagranica.
Hasło "ulica" oznacza wywoływanie nieustannych ulicznych zamieszek, protestów pod byle pozorem i produkowanie fałszywych obrazów poprzez zaprzyjaźnione, w większości należące do obcych, wrogich Polsce, neobolszewików, media. A "zagranica" to tworzenie negatywnego wizerunku naszego państwa, nie przebierając w kłamstwach i pomówieniach. To także wykorzystywanie opanowanych przez Niemcy instytucji Unii Europejskiej do gnębienia nas, wpływania na decyzje i generalnie do niedopuszczenia do spokojnego rozwoju i realizacji planów naprawy kraju, oraz poprawy dobrobytu obywateli, Aż do kompletnego zniszczenia Polski, jako suwerennego państwa i Polaków, jako wolnych, krnąbrnych i dumnych ludzi.
Co musimy zrobić? Trzeba sobie w pełni uświadomić – i to wszyscy, cały naród, a przede wszystkim obecna władza, że nasz system, całą konstrukcję państwa trzeba radykalnie przebudować. Dość już łatania dziur i rozdarć; dość już kontredansu – dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Siedem lat wysiłków udowodniło, że to nie tylko nic nie dało, ale że to nie ma sensu. Więcej traciliśmy niż zyskaliśmy.
Wrogowie Polski grają nieczysto. Unia Europejska omija, albo wprost łamie traktaty, TSUE – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ma niewiele wspólnego ze sprawiedliwością w stosunku do RP. Stosuje kazuistykę i prawo kaduka (ten w sporze wygrywa, kto jest silniejszy). Natomiast takie niechętne, a nawet wrogie państwa jak Rosja, czy Izrael manipulują historią najnowszą, usiłując Polskę – jedną z najtragiczniejszych ofiar Hitlera i Stalina, obarczyć współwiną za minione czasy. Nawet Francuzi ordynarnie na poziomie dyplomatycznym oświadczyli, że Polska nie korzysta z okazji, by siedzieć cicho. Taki właśnie przed toczącą się wojną mieliśmy klimat. Mamy więc dzisiaj nie tylko moralne prawo i narodowy obowiązek, aby po prawie trzydziestoletnim okresie traktowania nas przedmiotowo, zacząć w pełni decydować o sobie i wreszcie zbudować dobre państwo. Czy komuś to się podoba, czy nie. Do naprawy jest prawna hierarchia państwa, od władz centralnych po wójta i sołtysa. Władza terytorialna, czy lokalna nie może sobie uzurpować prawa działania wbrew interesom całego państwa. Tak źle się dzieje niestety we wielu sektorach państwa. Tak jest w sądach, jest na uniwersytetach, w szkolnictwie i najgorsze w mediach. Władza centralna, która przecież jest emanacją narodu – suwerena, musi posiadać pełną moc sprawczą w każdym obszarze. Nie nawołuję do rządów autorytarnych. Nawet nie do rządów twardej ręki. Lecz władza musi być stanowcza i wzbudzać szacunek tym, że nie odpuszcza nikomu i egzekwuje wszystko co jest poprzez prawo sprawiedliwe.
Czy w momencie transformacji nie marzyliśmy o takim właśnie państwie? Odpuściliśmy... Nie dokonaliśmy dekomunizacji; nie dokonaliśmy deubekizacji. Bandziorów chowaliśmy na Powązkach... To właściwa pora na kontratak. Koniec nieustannej defensywy. Pora wreszcie zająć należną nam pozycję. To nie megalomania, jak powiedzą ci chowani w przekonaniu, że Polska to państwo podrzędne i mało warte. Pokażmy, że nas stać na przejście do nowej epoki. Może wtedy inni pójdą za nami? W ile lat, na piaskach i łąkach Gdynię zbudowano? Potrafiliśmy?
Źródło: niepoprawni.pl
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?
Tusk to jeden wielki błąd, zaczyna nam wracać pamięć do tego co wyprawiał, kiedy był premierem!? Złoty Tusk, Słońce Peru!? Zapomnieliście jak Tusk haratał w gałę, a międzynarodowi spekulanci, mafia „grabili” Polskę, i wagonami wywozili „zarobione” pieniądze zagranicę!? Naprawdę chcecie powrotu Tuska do władzy!? Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? 
12 03 2022 Wojna UE z Polską w cieniu barbarzyńskiej wojny Putina.
Na naszych oczach rozpadł się mit cywilizowanej Rosji a z nim upadł także mit Unii Europejskiej: strażniczki pokoju, demokracji i praworządności na kontynencie europejskim. Europa nie będzie już taka sama, a Unia rozpadnie się na część zachodnią – post-putinowską i Europę Centralną i Wschodnią – strażniczkę pokoju i tych wszystkich wartości, które o pokoju decydują.
Tymi wartościami – w przeciwieństwie do post-putinowskiej, sfederalizowanej przez RFN i Francję Europy pod sztandarami LGBT – jest rodzina, wiara i tradycja oraz silne państwo. Te wartości w końcu zwyciężą i zmienią Europę po zakończonych wojnach. Wojna nie toczy się bowiem tylko w granicach Ukrainy, gdzie rosyjskie żołdactwo kierowane przez psychopatę pali i rujnuje ukraińskie miasta i wsie, a karmiona karmą dla psów wygłodniała horda ruskiej dziczy morduje, gwałci i rozjeżdża tankami bezbronnych ludzi – w tym dzieci ukraińskie. Wojna toczy się także w granicach Unii Europejskiej ale w sposób bardziej „cywilizowany”. Jest to wojna UE z Polską, która ma się skończyć wtedy – gdy podobnie jak w Ukrainie – zmienią się w Polsce władze na takie, które podporządkują się Europie „pierwszej prędkości”.
W tym celu – „bardziej cywilizowane” od Polski kraje, w tym zwłaszcza zaś RFN wymyślili zagłodzenie Polaków, jako swoiste „wunderwaffe” w opanowaniu Polski! Dziś nawet amerykański wywiad przyznał, że nie docenił determinacji i woli walki Ukraińców o swój kraj, o swoją tożsamość – wiarę i kulturę. Podobnie biurokraci z Komisji Europejskiej oraz ich donosiciele z Polski nie przewidzieli, że Polacy zdolni są do największej ofiary: do obrony polskości – tak bardzo znienawidzonej w głowach większości Niemców oraz ich popleczników z totalnej opozycji w Polsce. Bo to europosłowie m.in. Europejskiej Partii Ludowej, której liderem w UE jest Donald Tusk przygotowali rezolucję praktycznie blokującą wypłatę Polsce środków z instrumentów odbudowy. „Polscy” europosłowie z PO i SLD nie poparli poprawki PiS i EKR, dzięki której Komisja Europejska mogłaby wysłać do Polski pomoc finansową. Czyli nie chcieli, żeby pieniądze trafiły do samorządowców i przedsiębiorców, którzy teraz pomagają uchodźcom z Ukrainy !
To wszystko dzieje się właśnie teraz, gdy amerykański Senat przegłosował w nocy ze środy na czwartek ustawę budżetową wartą 1,5 bln dolarów, zawierającą pakiet 13,6 mld dolarów dodatkowych wydatków m.in. na pomoc Ukrainie i krajom przyjmującym uchodźców. W pakiecie wydatków pomocy dla Ukrainy znalazły się m.in. 3 mld na sfinansowanie zwiększonej obecności sił USA na wschodniej flance NATO, 3,5 mld na pomoc wojskową dla Ukrainy i 4 mld na pomoc humanitarną, w tym na pomoc uchodźcom w Polsce! Przypominam, że pro-putinowska Europa „pierwszej prędkości” przyznała wszystkim krajom wspierającym Ukrainę….0,5 mld Euro! Dodatkowo Senat USA przeznaczył 650 mln na uzupełnienie inwentarzy wojskowych państw, które przekazały uzbrojenie Ukrainie. Pakiet jest większy od tego, o który wnioskował Biały Dom i w ostatecznej formie prawie dwukrotnie zwiększono kwotę na pomoc wojskową.– Pakiet zapewni żywność, lekarstwa, schronienie, wsparcie dla ponad 2 mln uchodźców i środki dla zrujnowanej ukraińskiej gospodarki – przekonywał lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer. – Umożliwi też dostarczanie jej broni, takiej jak Javeliny i Stingery, uspokoi i wzmocni NATO... 
Podczas gdy Senat Stanów Zjednoczonych przegłosował gigantyczną pomoc, w tym dla Polski w związku z wojną Putina na Ukrainie - w Brukseli odrzucono wniosek Polski o nieegzekwowanie kar za działalność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego do czasu reform. Zamiast tego "Komisja Europejska wysłała wezwanie do zapłaty do tej pory naliczonej grzywny za nieprzestrzeganie decyzji TSUE: 69 mln euro za czas od 3 listopada do 10 stycznia" zaś w tę samą środę 9.03.2022 wieczorem odbyło się ostateczne głosowanie nad rezolucją w sprawie tzw. mechanizmu warunkowości w budżecie UE i skutkach orzeczenia TSUE. Wyniki głosowania zostały opublikowane w czwartek rano. Autorzy projektu – grupy EPL, S&D, Odnowić Europę, Zieloni i Lewica - wzywają w rezolucji KE do szybkiego uruchomienia tego mechanizmu. Ponadto w środę 9 marca 2022 jeden z rzeczników Komisji Europejskiej przekazał, że w związku z brakiem płatności z tytułu kary za funkcjonowanie kopalni w Turowie, KE potrąci odpowiednią kwotę z funduszy unijnych należnych Polsce! 18 stycznia minął bowiem ostateczny termin zapłaty pierwszej części zasądzonej przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej kary za dalsze funkcjonowanie należącej do PGE kopalni w Turowie. Transza sięga 15 mln euro z odsetkami!
Nie tylko więc zagłodzenie Polski jest celem Europy „pierwszej prędkości”, lecz także zrujnowanie polskich finansów! W tej wrogiej Polsce UE znaleźli się euro posłowie z Polski, w tym – oprócz Donalda Tuska, także czterech byłych premierów, o czym wspomniała była premier Beata Szydło: „PE przyjął haniebną rezolucję przeciwko Polsce. Warto nadmienić, że antypolską rezolucję wsparło czterech byłych premierów z Polski: Belka, Buzek, Cimoszewicz, Miller. Tacy ludzie kiedyś rządzili Polską - ludzie gotowi atakować własną Ojczyznę w chwili największego zagrożenia”.
Lista zdrajców Polski jest już powszechnie znana, tak jak ich działania wspierające wojnę EU z Polską:Oni nie tylko podpisują się gremialnie pod rezolucjami wnioskującymi do Komisji Europejskiej o zablokowanie należnych nam od co najmniej pół roku pieniędzy z Funduszu Odbudowy Kraju za łamanie praworządności w systemie sądownictwa i brak reakcji rządu na wyroku TSUE. Obecnie chcą dołożyć jeszcze jedną „cegiełkę hańby”. Chcą poprzeć rezolucję o wstrzymaniu funduszu z powody ograniczenia w Polsce wolności mediów oraz naruszania praw społeczności LGBT!!!
Ale są próby ocieplenia wizerunku zdrajców Polski. Podjął ją eurodeputowany Janusz Lewandowski- grabarz polskiej gospodarki. Janusz Lewandowski wpadł na genialny pomysł obdarowania ukraińskich dzieci wafelkami, których nie zdążyli zjeść pasażerowie lotu ze Strasburga (gdzie przegłosowano haniebną rezolucję przeciwko Polsce: "W samolocie LOT z Strasburga do W-wy rozdawano wafelki. Powiedziałem, że będę na Dworcu Centralnym, więc może kilka zostało i rozdam dzieciom. Panie przyniosły wszystko, co było na pokładzie, rozeszło się błyskawicznie. Mały przykład wielkiej życzliwości. Jesteście wspaniali!" - pochwalił siebie i powracających do Polski ze Strasbourga zdrajców Polski, którzy przegłosowali rezolucję ws. wstrzymania płatności dla Polski a w samolocie LOT-u nie zdążyli zjeść wszystkich wafelków...
Źródło: niepoprawni.pl
Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!?
10 03 2022 A co z Polską ?
„Na” Ukrainie dokonuje się, całkowicie w swym stylu sowiecka, ludobójcza operacja. Zwykli ludzie w naturalnym odruchu ratują się ucieczką przed grożącym niebezpieczeństwem. Ludzie w przeważającej jednak mierze ideologicznie już „zaczadzeni” wbrew wszystkiemu. Wyrażają swą jedność i poczucie wyjątkowości narodu śpiewając banderowskie pieśni o „Wielkiej Ukrainie” i wznosząc gromko pozdrowienie „ Chwała Ukrainie , chwała bohaterom” – pozdrowienie OUN UPA. Polskie państwowe media , szczególnie radio podgrzewają chętnie ten stan ducha. Stan nie oddania ani „centymetra” „naszej” (sic !) ziemi, wyrażany najswobodniej w jeszcze wolnym Lwowie. Oczekują III wojny światowej, w którą to chcą wciągnąć przede wszystkim Polskę , a może i resztę Europy, gdyż wiedzą, że to jedyna cena upadku rosyjskiego imperium. Nawołuje do tego codziennie, mieniący się coraz głośniej ”Zbawcą Europy”, ich przywódca nie pozostawiając pola i złudzeń na jakikolwiek kompromis.
Właśnie pierwszy milion wojennych uciekinierów przekroczył polską granicę. Z różnych zakątków Ukrainy, najwięcej z najdalszych. Tam gdzie dojdą Rosjanie, wiadomo , że nie będzie do czego wrócić. Opuszczone mieszkania nie uchowają się także przed „swoimi”. Tak więc Lwów i kresy II RP „siedzą” jeszcze na tobołkach, mając nadzieję, że Moskal zatrzyma się przynajmniej na Zbruczu. Upokarzając ostatecznie Polaków pozostawieniem neutralnej Ukrainy na połowie dawnej Polski i z oczywistą stolicą we Lwowie. Z tego pierwszego miliona połowa mówi po polsku, w tym dzieci ! Jakże wielu, szczególnie kobiet, ma klasycznie piękne semickie rysy wschodnich Żydów. Najzacieklej, i najskuteczniej, walczą „cyborgi” od „Azowa” z tradycją hajdamacko – kozacką . W pierwszym dniu wojny dotarł zresztą do nich bezwzględny „zakon” moskali - banderowskich faszystów w niewolę nie bierzemy, likwidujemy na miejscu. Zniknęły więc naszywki z „wilczym hakiem” i czarno-czerwone proporce. Jaki jest zatem ten klucz do definiowania „narodu ukraińskiego” ? Jakże nieskuteczne okazały się „rugi” języka polskiego i próba nakazu posługiwania się wyłącznie ukraińskim. Przywódca Polski, naczelny dowódca sił zbrojnych, igrając na granicy zdrady, polską wolnością i racją stanu, ze znanych sobie tylko powodów gotów jest przyłączyć się do wojny judzony amerykańskim „zielonym światłem”. Do „nieoficjalnej” wojny mocarstw - po raz kolejny rozgrywanej, jak w Afganistanie czy Wietnamie, poza własnym terytorium. Coraz wyraźniej drżącą rękę trzyma na „guziku” , odpowiedzialny za bezpieczeństwo miliarda, tylko Europejczyków, szef sojuszu. Zmuszony do osobistej wycieczki do Warszawy, by ostudzić „gorącą” głowę państwa nad Wisłą.
Milioner w stylu ukraińskiego oligarchy, rzuca Polakom uwłaczającą jałmużnę za prywatną opiekę nad uchodźcami – 8 Euro (40 PLN) dziennie na gospodarstwo domowe oferujące pomoc (SIC !!!). Niemcy „warują” przyczajone i za pomocą swego, zawsze nad wyraz gorliwego, oberfolksdojcza usiłują Polskę ostatecznie ekonomicznie zadławić zakładając właśnie teraz ostatecznego politycznego „nelsona”. W organizację pomocy Ukrainie włączają się z nadzwyczajnym wzmożeniem spadkobiercy „cichociemnych” z Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, dokonujących w 1945 w Lublinie, ogłoszonego 22 lipca Manifestem Lipcowym, skutecznego zamachu stanu w imieniu Stalina. Dziś po przefarbowaniu swych niedawnych zasług - sowieckich tajnych współpracowników - na rzecz USA, są w sytuacji byłych nazistów w Austrii, politycznie rozgrzeszonych przez tegoż Stalina, a więc zmuszonych do lojalności aż do grobowej deski.
Co więc z Polską ? Włączenie dodatkowego miliona ludzi - na garnuszku, bo to głównie kobiety z dziećmi – w powszechny system zdrowia spowoduje wręcz stan ostrego zagrożenia zdrowia i życia własnych obywateli. Ewentualne „szemranie” już zostało profilaktycznie zakwalifikowane jako efekt rosyjskiej wojny informacyjnej i działania agentury wpływu. Chyba wypadnie wyciągnąć z „chobielińskiego pałacu” międzynarodowego politycznego chuligana, który jednak do ostatniej chwili odradzał Kaczyńskim jakże tragiczną w skutkach wyprawę smoleńską, a Ukraińców zmusił do podpisania porozumień mińskich wizją wybicia do nogi. Może się bowiem okazać, że jedynym rozwiązaniem będzie neutralność militarna Ukrainy, co nam Polakom winno także odpowiadać ze względu na państwowy kult założycielski OUN UPA i Bandery. Szowinistyczne zaślepienie amerykańsko dozbrojonej Ukrainy może być jednak nie do przełamania tak jak i upatrywanie swej szansy w światowym konflikcie.
Sprawy muszą nabrać tempa, bo milion uchodźców to dla 36. milionowego kraju jest już dopełnieniem do uznanej w Europie Zachodniej bezpiecznej demograficznie granicy 10% obcych (do 3. milionów mogło już w Polsce dotąd przebywać !). Później zaczynają się konflikty społeczne i nieodwracalny proces wynarodowiania. Wygląda więc na to , że Polska już doszła do limitu organizacyjnego i społecznego. Okażą się więc nie uniknione obozy przejściowe dla uchodźców , zorganizowane, jak od dziesięcioleci w takich przypadkach, w austriackim Traiskirchen czy włoskiej Latinie pod Rzymem. Na piętrowych łóżkach, w kilkudziesięcioosobowych salach, z posiłkami w menażkach i być może z tym 8 Euro dziennie, lecz na jednego uchodźcę (!), z międzynarodowym finansowaniem zgodnym z Konwencją Genewską. Inaczej nikt już w Polsce nie pojmie tego nadzwyczajnego w swej formie sytemu pomocy uchodźcom wojennym. Europejski polityczny szantaż finansowy wobec Polski należy w tej sytuacji bezwzględnie przeciąć stanowczym veto wobec unijnego „ ładu” pocovidowego i naszej w nim roli jako gwaranta obcych długów!
Źródło: niepoprawni.pl
Przyjrzyjcie się mapie...i zastanówcie się czego potrzeba, aby powstał twór zwany superpaństwem od Lizbony do Władywostoku? Trzeba połączyć lądem Rosję z Niemcami. Ukrainy już nie ma, na drodze została tylko Polska. Czy w przypadku ataku Rosji na Polskę, NATO istotnie się ruszy, czy będzie umierać za Gdańsk, czy przeciwnie propaganda niektórych krajów nie podchwyci argumentów rosyjskich, iż to my wykonaliśmy agresywny krok, a oni tylko się bronią, czy wejdzie w życie w takim przypadku art. 5 , aby NATO udzieliło pomocy. Gdyby było inaczej, to dlaczego USA nie podrywa już w stan gotowości bojowej dwóch, trzech dywizji i nie wysyła ich do Polski. 
09 03 2022 Ozon, Freon, CO2, Zielony Ład, pandemia - lewackie tłumienie wolnych ludzi!
Trwa wojna na Ukrainie a chorzy czerwono-zieloni lewacy dalej swoje. Jestem w stanie sobie wyobrazić jak wewnętrznie "krew ich zalewa" z powodu tak długiej i heroicznej walki Ukraińców. Nie dość, że oni patriotycznie walczą o swoje ziemie, o swoje państwo, co już jest niezgodne z przesłaniem i dążeniem unijnych elit do likwidacji państw i patriotyzmu narodowego to jeszcze muszą wbrew sobie podejmować decyzje o jakiś tam sankcjach wobec Rosji (a tak im się błogo żyło współpracując i finansując W. Putina) a do tego ich chory ekologizm schodzi na dyskusyjny plan dalszy. Frans Timmermans niemal ogłasza, że wojna wybuchła, bo jest to wina mitycznego Globalnego Ocieplenia i wzywa do jeszcze większego zintensyfikowania prac nad swoim Zielonym Ładem, ETS UE (handel emisjami CO2) i Fit For 55. A do tego dalej walczy o zrealizowanie swoich naprawdę chorych mrzonek: "Komisja Europejska nie będzie reformowała ETS, co oznacza, że spekulacje dalej będą miały miejsce prowadząc do wzrostu cen za energię elektryczną i gaz – wynika z komunikatu wydanego przez Fransa Timmermansa 8 marca 2022 roku. „Pokazuje się cele, dalej mówi się o dekarbonizacji, dalej nie mówi się o wychwytywaniu i pochłanianiu. Nie mówi się też o ETS - bardziej pokazuje się, że ETS jest zyskiem i w ogóle że trzeba nieoczekiwane zyski opodatkować po to, żeby zapłacić ludziom, którzy żyją w ubóstwie energetycznym” – ostrzega eurodeputowana PiS Anna Zalewska (…) To jest po prostu absurdalny komunikat. Nie zastąpi to stałej, stabilnej energii. Takie przyspieszenia jak do 2025 czy do 2030 roku bez stałych źródeł, czyli bez gazu, bez węgla i bez elektrowni jądrowych są niemożliwe".
Pani Dorota Łosiewicz (która jawi mi się ostatnio jako mówiąca niemal moim głosem - szacunek) stwierdziła w swoim tekście, że: Niby Unia Europejska przejrzała na oczy, niby już wie, że Władymir Putin, to prawdziwy zbrodniarz i najrealniejsze, z możliwych, zagrożenie dla wolnego świata i tak często i chętnie wspominanych wartości europejskich. Niby Europa zrozumiała do czego jest zdolny, ale na wszelki wypadek, jakby Putin się jednak uspokoił, trzeba się jeszcze trochę pozajmować Polską. Na przykład taki lider grupy liberalnej RENEW w Parlamencie Europejskim Steph Sejourne uważa, że Ukraina to nie powód żeby odpuścić Polsce ws. tzw praworządności.
W tym tygodniu Parlament Europejski ma głosować nad projektem rezolucji parlamentarnej wzywającej Komisję Europejską do nowych sankcji przeciwko Polsce. Projekt przygotowała frakcja EPL, podpisali socjaldemokraci, liberałowi, Zieloni i Lewica w Parlamencie Europejskim. W projekcie europosłowie domagają się od Komisji Europejskiej pilnego działania i zastosowania mechanizmu warunkowości natychmiast oraz wstecz bez żadnej dalszej zwłoki. Powtórzmy: polscy eurodeputowani chcą, mimo całej dramatycznej sytuacji, by Parlament Europejski i Komisja Europejska zajmowały się problemem Polski. Unia Europejska będzie więc nadal blokować Polsce wypłatę środków z Funduszu Odbudowy. TVP-Info informuje, że zdaniem ekspertki Instytutu Staszica ds. Niemiec Olgi Doleśniak-Harczuk w Berlinie i Brukseli jest „niesamowita chęć, żeby dowalić Polsce”. Oni w ten sposób starają się nas chronić jako Europejczyków przed rozwojem kolejnego autorytaryzmu. Tak to widzą, choć nie wiem, czy w to wierzą — ocenia ekspertka, którą cytuje TVP Info.
Na razie UE nie chce też odejść od katastrofalnej polityki klimatycznej, choć przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości o to apelują. Na szczęście twórca obłąkanego pakietu klimatycznego, Frans Timmermans, otrzeźwiał na tyle, by stwierdzić, że kraje planujące spalanie węgla jako alternatywy dla rosyjskiego gazu, mogą to robić zgodnie z celami klimatycznymi UE. Jednak nie należy spowalniać naszego przejścia na odnawialne źródła energii. Jego zdaniem trzeba zapobiec innemu śmiertelnemu niebezpieczeństwu, przed którym stoimy - czyli kryzysowi klimatycznemu. Rzecznik rządu, Piotr Muller, w Kwadransie Politycznym tę strategię skomentował dziś w ten sposób: Niektórzy nie zauważają, że żeby w przyszłości mierzyć się z kryzysem klimatycznym to państwa UE muszą być bezpieczne i stabilne. Najważniejsze jest obronienie teraz suwerenności Europy. Wygląda na to, że niektórzy będą w stanie zrozumieć gdzie jest prawdziwe zagrożenie, dopiero jak bomby zaczną im lecieć na głowę. Choć może i wtedy jeden z drugim stwierdzą, że to efekt zmian klimatycznych, którym nie dało się zapobiec".
Ileż to już  razy lewicowe elity światowe straszyły i de facto zniewalały nas końcem świata z powodu działalności człowieka a tak naprawdę ich celem była po prostu kasa i podporządkowanie sobie ludzi. Czy jeszcze pamiętamy o sławnej dziurze ozonowej, która miała ocieplić nasz klimat i zniszczyć ziemię promieniowaniem słonecznym pozbawionym osłony? Wtedy hurmem wycofywaliśmy freon podobno odpowiedzialny za tą ozonową dziurę. I była to złota żyła dla np. producentów lodówek, bo je masowo wymienialiśmy. Podobnie jest z Globalnym Ociepleniem, czyli Globalnym Ocipieniem i emisją CO2 podobno będącej źródłem tego ocieplenia. Ileż to kasy zarobił A. Gore na handlu powietrzem, czyli niczym (emisjami CO2) a do tego dostał za to Pokojową Nagrodę Nobla. Stworzono cały mechanizm i propagandę dotyczącą tego niby ocieplenia, choć jest to po prostu naturalny sinusoidalny cykl temperatury występujący na Ziemi od jej powstania. działalność człowieka nie ma tu nic do rzeczy! I na tej podstawie wymyślono jakiś system handlu uprawnieniami do emisji CO2, co staje się podstawą do redukcji naturalnych i wykorzystywanych od wieków nośników energetycznych, jak np. węgiel brunatny i kamienny. W UE chorzy ludzie wprowadzają jakieś Zielone Łady i mają na ich punkcie jakiegoś fioła, choć tak naprawdę kończy się to wszystko na zarabianiu przez nich pieniędzy i zniewalaniu ludzi.
Teraz też jakoś zniknęła pandemia. Na granicy z Ukrainą nie ma żadnych sanitarnych obostrzeń dla uchodźców wojennych. Czy te dwa lata propagandy covidowej to też było niemal tożsame z ozonem, freonem i CO2? Osobiście uważam, że tak...
Źródło: niepoprawni.pl
Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!? A mnie się wydaje, że jak polskie kopalnie kupi zagraniczny inwestor to węgiel nagle stanie się cacy, i to ma być ten zielony ład!?
Dlaczego ta neutralność klimatyczna nie dotyczy największego truciciela w Europie Niemców, czy światowych trucicieli USA, Chin, Indii!? Ograniczamy emisję CO2, a wystarczy wybuch jednego wulkanu by poszło się ….bać stuletnie ograniczanie!? Poza tym nie ma dowodów ze wzrost emisji CO2 wpływa na ocieplenie klimatu!? Jeszcze nie tak dawno w okolicach Torunia były winnice!?
Dobre to bogate Niemcy mogą tonami odprowadzać CO2, bo ich stać na kupno praw do jego emisji, a biedacy tacy jak Polska za kilkanaście kilogramów odprowadzanego CO2 kary będą płacić!? Doprawdy powiadam wam trudno jest zrozumieć ten Zielony Ład!?
Takich nawiedzonych jest ci na pęczki, i nie tylko w Polsce, najgorsi są ci od Zielonego Ładu, chcą wyeliminować CO2, i zwierzaki z środowiska!? Ci chorzy psychicznie, idioci nie biorą pod uwagę, że bez CO2 świat przestanie istnieć, ostaną się tylko jakieś bakterie, proste organizmy!? 
06 03 2022 Kiedy Rosja zapłaci Polsce reparacje wojenne.
Gdy Rosja zabija niewinne dzieci, kobiety oraz niszczy szpitale, szkoły, domy mieszkalne i rabuje Ukrainę, co czynili historycznie zawsze, czas pomyśleć o wystąpieniu przez Rząd Polski o reparacje wojenne od Rosji. Na jaką kwotę okradli Polskę Sowieci W 1946 r. była to już kwota 667 mln. dolarów, szkody powstałe z tytułu wandalizmu żołnierzy Rosyjskich w czasie dokonywania rabunków wyniosły ponad 292.5 mln. dolarów co łącznie w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, jak podają dostępne źródła, daje nam niebagatelną kwotę ponad 54 miliardy dolarów nie licząc odsetek.
Polski rząd, jak donosiła prasa, od paru lat mówi o konieczności uregulowania przeszłości. W 80. rocznicę wybuchu II Wojny Światowej temat reparacji wojennych znów został przywołany. - Trzeba domagać się zadośćuczynienia – podkreślił Mateusz Morawiecki podczas przemówienia na Westerplatte. O jakie pieniądze chodzi? Czy reparacje wojenne Polska zamierza dochodzić tylko od Niemiec czy od kolejnego agresora, który 17 września 1939 r bez wypowiedzenia wojny uderzył zbrojnie na nasz kraj. "Trzeba domagać się prawdy, trzeba domagać się zadośćuczynienia" – zaznaczył Mateusz Morawiecki, który wielokrotnie publicznie poparł roszczenie reparacyjne polskiego rządu wobec Niemiec i Rosji.
Tysiące sztuk bydła, maszyny z urządzeniami przemysłowymi, setki składów kolejowych pędzących w głąb ZSRR. Taki obrazek był widokiem codziennym w 1945 r – 1950 r. Przeczytajcie jak nas ograbiono. Wszelkie zdobycze wojenne to własność ZSRR 10 stycznia 1945 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR wydała rozporządzenie, na mocy którego prawnie sankcjonowano grabież na niespotykaną skalę majątku stanowiącego tzw. zdobycz wojenną. Na realizację grabieży nie trzeba było długo czekać. Gregorij Żukow meldował Stalinowi w 1945r. o zdobyciu przez Armię Czerwoną kompletnie wyposażonych fabryk znajdujących się w takich miejscowościach jak : Łódź, Bydgoszcz, Radom, Gliwice i wielu innych miejscowościach, wyzwalanych przez Armię Czerwoną, ale także i Wojsko Polskie.
Stalin wówczas nakazał demontowanie wszelkich urządzeń przemysłowych, znajdujących się w fabrykach i zakładach na terenie wyzwalanej Polski, powołując do tego celu, na wniosek Żukowa, Komitet Specjalny. Decyzja Stalina skutkowała tym, że żołnierze rosyjscy zachowywali się na terenie Polski jak na podbitym terytorium grabiąc i rabując po drodze wszystko, co tylko stanowiło jakąkolwiek wartość. Grabiono skutecznie i to prawie do zera majątki ziemskie, dwory, magazyny, sklepy, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, paszę, bydło i inne przedmioty ,które udało się ukraść. Opornych Polaków broniących swego mienia po prostu zabijano lub aresztowano i wysyłano setkami na Sybir. Ponieważ grabieże rozwijały się bardzo szybko na niespotykaną dotąd skalę dlatego też celem  ich planowego działania Sowieci powołali tzw. bataliony robocze liczące około 50 osób, które tworzyły np. poganiaczy bydła czy mobilne transporty do wywozu zrabowanego z terenu Polski mienia. Powołano łącznie 500 takich batalionów.
Jak Armia Czerwona wyzwalała Polski węgiel. Teren Górnego Śląska wybitnie przypadł do gustu złodziejom i szabrownikom Armii Czerwonej. Tylko pomiędzy 1 kwietniem a 1 czerwcem 1945 r., jak podają źródła, wywieziono w głąb Rosji 975 tys. ton ukradzionego węgla, który wówczas był surowcem na wskroś strategicznym. Po 1 czerwca 1945 r. pod nadzorem radzieckim codziennie wywożono do Rosji węgiel łącznie wywieziono go w ilości 26 tys. ton. Polskie rodziny głodne przymierały wówczas z zimna i braku opału. Szybko i planowo zdemontowano hutę w Gliwicach gdzie wywieziono urządzenia walcowni rur. Demontowano skrupulatnie wyposażenie Polskich elektrowni głównie w Miechowicach, Zabrzu, Zdziszowicach, Mikulczycach, Blachowni Śląskiej i Chełmsku Śląskim. W domach polskich oczywiście z tego powodu zabrakło prądu. Nie oszczędzono wyposażenia zakładów i fabryk w Dąbrowie Górniczej,, Chorzowie, Siemianowicach, Poznaniu, Bydgoszczy, Grudziądzu, Toruniu, Oświęcimiu i wielu innych Polskich miastach gdzie tylko weszła  Armia Czerwona wyzwolicieli i grabieżców oraz złodziei. Łupiono Polskie miasta. W samej tylko Bydgoszczy, jak podaje prasa, wywieziono wyposażenie 30 dużych zakładów przemysłowych oraz 250 jednostek pływających zagarniętych z Kanału Bydgoskiego. W Toruniu na 46 wagonów kolejowych załadowano wyposażenie młynów w wyniku czego w mieście zabrakło chleba. Ukradziono nawet śmieciarki z miejskich zakładów oczyszczania miasta.
Szczególne znaczenie Sowieci przywiązywali do kradzieży wyposażenia zakładów paliw syntetycznych. Do ZSRR wyjechało z terenu Polski prawie 10 tys. wagonów wyładowanych takimi urządzeniami. Z samych tylko Polic z usytuowanych tam zakładów Rosjanie zrabowali ich wyposażenie i załadowali je na 14 tys. wagonów wywożąc w głąb Rosji. Nie oszczędzono nawet Polskich kolei. Rozbierano i wywożono stacje transformatorowe, parowozownie, wagonownie, brali wszystko co stanowiło jakakolwiek wartość jak np. zakłady naprawcze , warsztaty. Wywieziono 5500 km linii kolejowych dla porównania w Polsce w 2010 r. długość linii kolejowych wynosiła 22046 km.
Rolnictwo zostało złupione doszczętnie. Wyzwoliciele spod znaku sierpa i młota szczególnie upodobali sobie jednak Polskie rolnictwo, które łupiono bez opamiętania. Tylko do 1 września 1945 r., jak podają źródła, zarekwirowano i wywieziono do Rosji 506 tys. sztuk bydła,114 tys. sztuk owiec, 206 tys. sztuk koni. Wywieziono ponad 72 tys. ton cukru, 14 tys. ton zboża i to tylko z powiatu toruńskiego, 20 tys.ton ziemniaków, 100 tys. ton słoniny, 25 tys. ton mięsa. Wyzwoliciele kradli ubrania, buty, radia, zegarki, rowery, zestawy stołowe a nawet gwoździe. Tych, którzy bronili swego mienia zabijano lub zsyłano na Sybir. Czerwonoarmiści kradli także poza planowo np. w październiku 1945 r. pijani żołnierze radzieccy rabowali stragany odbywającego się targu. Gdy chłopi stawiali opór zostali zaatakowani granatami i seriami z broni maszynowej – takie przypadki zdarzały się nagminnie. Polskich żołnierzy tzw Kościuszkowców, którzy stawali w obronie łupionych chłopów rozstrzeliwano  na miejscu lub degradowano i wsadzano do więzienia na wiele lat.
Tylko w 1948 r. z terenów Polski, sowieci wywieźli do Rosji 239 tys. wagonów zrabowanych rzeczy. Na jaką kwotę okradli Polskę Sowieci. W 1946 r. była to już kwota 667 mln. dolarów, szkody powstałe z tytułu wandalizmu żołnierzy Rosyjskich w czasie dokonywania rabunków wyniosły ponad 292.5 mln. dolarów co łącznie w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, jak podają dostępne źródła, daje nam niebagatelną kwotę ponad 54 miliardy dolarów nie licząc odsetek.
Nic dziwnego, iż po „takim wyzwoleniu” w Polsce po 1945 r. zagościł głód a przemysł potrzebował ponad 50 lat by odzyskać to co wyzwoliciele ukradli. Znane były powszechne przypadki umierania głodową śmiercią głównie sierot i małych dzieci, gdyż żywność ukradli Rosjanie. Paradoksem niech będzie fakt, że właśnie tę zrabowaną z Polski żywność Rosja nam wysyłała jako ich pomoc dla odbudowy naszego kraju. Podobnie było w przypadku maszyn i urządzeń do fabryk i zakładów - oczywistsze za taką pomoc co musieliśmy „wyzwolicielom” słono płacić – ale to już temat na inny artykuł.
Źródło: naszeblogi.pl 
05 03 2022 Niemcy - wieczny sojusznik Rosji!
Jest taki kraj, który wyhodował W. Putina. To Niemcy, którzy od setek lat są ściśle związane z Rosją swoistym przymierzem. Nie ma sensu przypominać dziś fakty historyczne jak wspólne z Rosją rozbiory Polski czy ten ostatni IV wynikający z Paktu Ribbentrop–Mołotow będący tak naprawdę początkiem II Wojny Światowej. Natomiast w dzisiejszej sytuacji możemy powiedzie jedno: gdyby nie Niemcy to nigdy nie powstałaby tak wielka imperialna władza W. Putina. Trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest, ale jakoś Niemcy mają swoisty kompleks Rosji jednocześnie połączony z jakąś niezrozumiałą jej fascynacją.  I chyba nie jest przypadkiem, że oba społeczeństwa są bardzo podobne - tylko w tych krajach mogły powstać największe ludobójcze socjalistyczne totalitaryzmy XX wieku: nazizm i komunizm. Co prawda w Rosji przywódcy Rosji Sowieckiej musieli użyć siły wobec własnego narodu a Niemcy sami z siebie ulegli fascynacji nazizmem, ale to tylko świadczy, że jednak Niemcy wedle swojego ordnung muss sein są potencjalnie bardziej niebezpieczni niż Rosjanie. 
Społeczeństwo niemieckie w czasie II WŚ popierało A. Hitlera w 90-ciu procentach. Do dzisiaj w wielu długoletnich firmach niemieckich stoją popiersia ich nazistowskich szefów z czasów wojny a Niemcy próbują wyprzeć swoją wojenną winę cedując ją na mitycznych, bez-narodowych nazistów a tak naprawdę na Polaków. Jedyną cechą, której ewentualnie można by zazdrościć Niemcom to ślepe, krok po kroku, dążenie do osiągnięcia swoich celów, np. w biznesie. To ich wyróżnia na tle całej Europy, ale jednocześnie ta cecha wyklucza wysoką inteligencję i kreatywność, których Niemcom bardzo brakuje. Ale potrafią dbać o swoje interesy, które przez ostatnie kilkadziesiąt lat były ściśle związane ze współpracą z Rosją a już z W. Putinem w szczególności. Kondominium niemiecko-rosyjskie kwitło przez ostatnie lata wspaniale, czego przykładem jest budowa dwóch Nord Streamów uzależniających całą Europę od dostaw rosyjskich surowców energetycznych a niemiecko- rosyjskie rurociągi w założeniu miały doprowadzić do sytuacji, w której redystrybucją rosyjskiego gazu na Europę zajmowałyby się oczywiście Niemcy. 
I doprawdy już nie wiem komu bardziej zależy na budowie Eurazji od Władywostoku do Lizbony: Niemcom czy Rosji, ale przecież jeszcze przed wojną na Ukrainie wszystko szło dobrze w realizacji tej idei. Nowy rząd niemiecki oficjalnie już potwierdził, że UE ma stać się Jednym Sfederalizowanym Państwem Europa bez państw, granic, narodów. Prezydent USA J. Bidem dał zielone światło na uruchomienie Nord Stream 2 i oddał tak naprawdę całą UE w ręce Niemiec a tym samym dał im wolną rękę do ich ścisłej współpracy z Rosją. A po powstaniu Jednego Państwa Europa pod zarządem Niemiec zapewne bylibyśmy światkami ścisłego porozumienia tego nowego europejskiego tworu z Moskwą, które byłoby już zalążkiem Euroazji. Mam nadzieję, że te plany wobec agresji putinowskiej na Ukrainę legły w gruzach, choć wcale nie jestem taki pewien, bo zachowanie Niemiec w czasie tej wojny też jest niepokojące. To one najbardziej blokowały ustanowienie ostrych sankcji na Rosję. Ostatecznie po kilku dniach się zgodziły, ale też np. wykluczyły z sankcji w postaci odcięcia Rosji od SWIFT dwa największe rosyjskie banki: Sbierbank i Gazprombank - z uwagi na to, że są zaangażowane w transakcje dotyczące dostaw energii do UE. Dalej sobie płynie gaz z Rosji do Niemiec rurociągiem Nord Stream I i wszystko wskazuje na to, że pomimo m.in. polskich postulatów o jego zamknięcie, nic się w tej materii nie zmieni. Niemcy pomagają Ukrainie wysyłając im 5 tys. hełmów (!) i w jednej trzeciej niesprawne i nienadające się do użytku rakiety "Strela", pamiętające jeszcze czasy NRD. Owszem pod naciskiem świata deklarują już wysyłanie nowszych rakiet, ale sądzę, że tylko dlatego, aby dalej się nie kompromitować. Nie ma decyzji o rozbiórce Nord Stream II i sądzę, że nie będzie a rurociąg po prostu poczeka na uruchomienie w lepszych, powojennych czasach. 
Swego czasu napisałem post: "Dlaczego a'priori jestem rusofobem (moskwofobem) i germanofobem?", w którym stwierdziłem m.in.: "Sądzę, że Niemcy mają w genach butę i chęć podporządkowywania sobie innych a już nas-Polaków w szczególności. To ich przeświadczenie o "rasie Panów" tkwi w nich bardzo głęboko. Teraz wyrosło już nowe pokolenie nie pamietające II WŚ. To oni teraz rządzą i o ile jeszcze pokolenie czynnych niemieckich nazistów po wojnie udawało skruchę, to teraz to nowe już pokolenie o wojnie nie chce pamiętać (bo ponoć to ich już nie dotyczy) i znów wedle nich "z czystym sumieniem" wracają do swoich  butnych korzeni". I pomimo wojny musimy o tym zawsze pamiętać. 
Źródło: niepoprawni.pl
Nawet nie zorientowaliśmy się kiedy Polska stała się kolonią Niemiec, taką strefą buforową na przedpolach Rosji!? Zaś UE przekształca się w superpaństwo z hegemonią Wielkich Niemiec!?
Film Donald Tusk Pocałuj mnie mój kochany na:
https://www.youtube.com/watch?v=9TOg2yR_dN0
Według prof. Krasnodębskiego“Jedną z fascynacji Merkel był język rosyjski”, “Wygrała olimpiadę języka rosyjskiego i w nagrodę pojechała do Moskwy”, “Tam gdzie mieszkała, stacjonowało wielu żołnierzy sowieckich”. Rodzina Merkel dokonała wyboru opcji niemieckiej.
Władimir Putin po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w KGB jako oficer operacyjny. W latach 1985–1990 służył na terytorium Niemieckiej Republiki Demokratycznej,oficjalnie pracował jako dyplomata.
Z kolei Donald Tusk w dzieciństwie mówił po niemiecku, w latach 90. wydawał książki o Gdańsku podkreślając jego wielokulturowość, jest człowiekiem pogranicza kulturowego, a jego rodzina wybrała opcję polską. Z tą polskością Tusk ma problem i nie chodzi tylko o ten słynny artykuł w “Znaku” – “Polak rozłamany” “Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”.
Czyżby Stasiek ich połączył? Zastanawiałem się nad tym już od dawna ?
Putin nie zaatakuje Polski, gdy Tusk przejmie władzę w Polsce!? Dlaczego tak myślę, bo w interesie wielkich Niemiec jest granica z Rosją, pytanie gdzie będzie przebiegać, na Wiśle czy na Odrze!? 
04 03 2022 Gazowy słoń w salonie. Sankcje na Rosję nie obejmują embarga na paliwa kopalne.
Mimo że sankcje, jakie Zachód skierował na Rosję, są niezwykle ciężkie, to tylko w małym stopniu dotyczą one skarbu rosyjskiej gospodarki - paliw kopalnych. Odejście od zależności od rosyjskich surowców jest trudnym zadaniem, a Europa może wpaść w klimatyczną pułapkę zastąpienia ich brudnymi źródłami energii z innych krajów. "Przez dziesięciolecia wielu przywódców (...) korzystało nieograniczenie i bez przerwy z paliw kopalnych. Ignorowaliśmy fakt, że wpływa to na zmiany klimatyczne. Ignorowaliśmy fakt, że ma to wpływ na przyszłość całego świata. Co więcej, ta ignorancja doprowadziła do stworzenia szalonych dyktatorów posiadających ogromne pieniądze, którzy zabijają ludzi i niszczą środowisko" mówił - Szachmatenko na forum Zgromadzenia ONZ ds. Ochrony Środowiska. "Mając to na uwadze, wzywam was do podjęcia wspólnych działań, aby wycofać wszystkie aktywa, wszystkie akcje z rosyjskich spółek paliw kopalnych (...) ponieważ tych pieniędzy używa się do zabijania ludzi".  Jednak przedstawiciele krajów UE oraz USA wskazują na nieskuteczność takiego zabiegu w krótkoterminowej perspektywie czasowej - a taka jest ta wojenna.
"Sankcje nie będą wymierzone w przepływy ropy naftowej, ponieważ zaszkodziłoby to amerykańskim konsumentom, a nie Władimirowi Putinowi" - stwierdził Amos Hochstein, doradca Departamentu Stanu ds. bezpieczeństwa energetycznego USA, w wywiadzie dla Bloomberg Television. "Jeśli obierzemy za cel rosyjski sektor naftowy i gazowy, to ceny wzrosną. Być może Putin sprzedałby tylko połowę swoich paliw kopalnych, ale za to za dwukrotnie wyższą cenę" - powiedział. 
Napięcia wokół Ukrainy już teraz pogłębiły europejski kryzys cen paliw, który rozpoczął się w zeszłym roku z powodu niedoborów, gdy świat wychodził z pandemii. Jak wskazuje tygodnik "Time" obecnie w Europie jedna MhW energii wytworzonej z gazu ziemnego kosztuje prawie dziesięć razy więcej niż rok temu. Już same obawy, że embargo na surowce energetyczne może wejść w życie, spowodowały wzrost cen - w ubiegły czwartek ceny gazu wzrosły w Europie o 51 proc., a ropa naftowa, której Rosja jest drugim co do wielkości eksporterem na świecie, osiągnęła rekordową od siedmiu lat cenę 105 dolarów za baryłkę. - Rosja jest takim naszym europejskim rezerwuarem surowców. Była przez długie lata i Europa wyszła z takiego fałszywego założenia, że zbuduje zależność energetyczną po to, żeby Rosja została przywiązana do europejskiego kapitału i ten kapitał umożliwi kontrolę nad reżimem Władimira Putina. Stało się jednak coś odwrotnego. To Władimir Putin kontrolował Europę za pośrednictwem swoich surowców energetycznych i teraz zmiana wektora tej polityki nie nastąpi z dnia na dzień - mówi Zielonej Interii Jakub Wiech, redaktor naczelny serwisu Energetyka24.
- Rosja jest krajem, który ogromną część swojego budżetu opiera na paliwach kopalnych, na sprzedaży ropy i gazu. W tym momencie to właśnie gaz jest dominującym substratem, jeśli chodzi o dochody budżetowe Rosji. A obecne postępowanie tego kraju, czyli bezprecedensowa agresja na pokojowo nastawioną Ukrainę, powinna być weryfikacją dla europejskiego systemu energetycznego, który jest uzależniony od rosyjskich surowców - mówi Wiech. 
"Europa ma wpływ na rosyjski sektor energetyczny. Kupuje ponad 70 proc. gazu ziemnego, a embargo nałożone przez UE miałoby bardzo poważne skutki dla rosyjskich państwowych firm energetycznych w ciągu kilku lat" - stwierdziła Maria Pastukhova, ekspertka ds. geopolityki energetycznej w grupie badawczej E3G. Do podobnych wniosków doszedł Instytut Gospodarki Światowej w Kolonii (IfW)
Polska niestety ma również dużo na sumieniu, jeśli chodzi o wspieranie Rosji poprzez zakup jej surowców energetycznych. Jak wskazuje Forum Energii, w ciągu ostatnich 20 lat import węgla do Polski wzrósł o 756 proc., ropy o 41 proc., a gazu o 118 proc. W 2020 r. nasz kraj zużył 26,1 mln t ropy naftowej, z czego 16,8 mln t było importowane z Rosji. W przypadku gazu ziemnego zużycie w tym roku wyniosło 20,6 mld m3, z czego import z Rosji wyniósł 9,6 mld m3. "Europa dostrzegła już zagrożenie, jakim jest uzależnienie od surowców pochodzących z państw, które niekoniecznie podzielają europejskie wartości. I nie chodzi tylko o Rosję, ale także o wiele innych krajów, z których Unia pozyskuje gaz, ropę naftową czy inne surowce energetyczne. Dlatego tak ważnym elementem polityki unijnej jest właśnie dekarbonizacja i transformacja w stronę energetyki odnawialnej. Te lokalne, odnawialne zasoby energetyczne są czymś, co zapewni nam 100 proc. bezpieczeństwa, bo tego nikt nam nie zabierze. Nikt nie zabierze nam słońca, wiatru, rzek czy ewentualnych odpadów z rolnictwa, z których możemy produkować biogaz" - podkreślł natomiast prof. Zbigniew Karaczun, sozolog i ekspert Koalicji Klimatycznej, która apeluje o zatrzymanie importu rosyjskich paliw kopalnych do Polski. Długofalowo tego rodzaju ścieżkę chcą wybrać wcześniej wspomniane Niemcy. W potwierdzonej w tym tygodniu nowelizacji niemieckiej ustawy o odnawialnych źródeł energii znalazł się cel 2035 roku, jako momentu, w którym nasi zachodni sąsiedzi będą w stu procentach wypełniali zapotrzebowanie kraju na energię z OZE.
Źródło: interia.pl
Te sankcje to takie wydmuszki!? Przypomina mi się takie powiedzenie, zanim gruby schudnie, to chudy umrze!? Paliwo już ponad 6 zł za litr, a będzie jeszcze drożej, do sklepu strach wejść, bo z wrażenia można paść!? Na ulicach tak jakoś pusto się zrobiło!?
Dwa największe rosyjskie banki: Sbierbank i Gazprombank zostały wyłączone z unijnych sankcji z uwagi na to, że są zaangażowane w transakcje dotyczące dostaw energii do Unii Europejskiej.
Jak na razie sankcje nałożone na Rosję, uderzają w tych co je nałożyli!? Na ten przykład znajdzie się taki mądry co zerwie wieloletnie kontrakty i zapłaci olbrzymie kary np. na dostawę węgla, ropy, gazu....!?
- Zaapelowałem o to, żeby węgiel rosyjski nie był wwożony (do Europy - red.), żeby nałożyć embargo na rosyjski węgiel. A w perspektywie kolejnych miesięcy także nie kupować ropy i gazu (od Rosji - red.), bo to jest ten środek, poprzez który Putin jest w stanie finansować machinę wojenną - powiedział premier Morawiecki.
I co ten Matoł....uszek kombinuje, pozamykano polskie kopalnie, wydobycie spadło, to czym palić, z czego produkować prąd!? Czy „on” nie zdaje sobie sprawy z tego, że w Polsce produkcja stanien nie dość że polski węgiel jest bardzo drogi, to jeszcze go brakuje!? Można sprowadzać węgiel z innego kierunku, ale będzie jeszcze droższy od tego polskiego!? Ale co to Morawieckiego obchodzi, to nie jego problem, a firm!? I na koniec, premier nie martwi się Planem Odbudowy dla Polski, tylko walczy o taki plan dla Ukrainy!? Klepki mu się poprzestawiały, czy coś jeszcze gorszego Morawieckiego dopadło!? 
03 03 2022 Milczenie świrów- celebrytów.
Od dnia gdy Władymir Putin zaatakował Ukrainę, nie tylko wielu Ukraińców ukryło się w schronach. Ponad 1000 km na Zachód zamilkły także nasze, krajowe świry- celebryty: ukryta gdzieś babcia Janda już nie narzeka, że rząd PIS-u nasrał jej na głowę, Młynarska nie zamieszcza już na TT swoich zdjęć z plaż Malediwów... Symbolem świrów jest milczący dziś Szatan, a konkretnie Kurdej- Szatan, „postępowa” aktorka V kolumny - autorka największego paszkwilu na Polskę na polskich żołnierzy i Straż Graniczną: KUR*** !!!!!!!!!! KUR*** !!!!!!!!!!!!!!!! Co tam się dzieje !!!!!!!! To jest kur*** „straż graniczna” ????? „Straż” ?????????? To są maszyny bez serca bez mózgu bez NICZEGO !!!! Maszyny ślepo wykonujące rozkazy !!!!! Kur*** !!!!!! Jak tak można !!!!!!! Boli mnie serce boli mnie cała klatka piersiowa trzęsę się i ryczę !!!!!!! Mordercy !!!!! Chcecie takiego rządu wciąż ????? Który zezwala na takie rzeczy wręcz rozkazuje tak się zachowywać ??????? Kur*** !!!!!!!!
Co gorsza - milczenie Szatana i Milczenie Świrów nie rozpala już wyobraźni Polaków, a tym bardziej przestały działać strachy, że świry opuszczą Polskę. Odpowiedź na ich groźby emigracji jest dzisiaj tylko jedna: ИДИ НА ХУЙ! Nie potrzeba Polakom Stuhrów, w tym pana Jurka, który zwierzał się Lisowi, jak to się w Polsce męczy: „Gdy przekraczałem austriacką granicę, zawsze czułem się jak u siebie. Na słowiańską fantazję jestem zbyt porządny (sic!).
Jak się ma takiego porządnego ojca to nie dziwi, że także Maciej Stuhr rozważał powrót do kraju, który wydał znanego malarza Adolfa Hitlera:
 - Jeśli mam szczerze odpowiedzieć, jaka była moja pierwsza myśl, to była ona taka: czy mnie się jeszcze w ogóle chce być patriotą? […] - Może trzeba rzucić kraj, wyjechać w cholerę, żyć gdzie indziej, przestać się zamartwiać tym, co się dzieje w Polsce? Bo, czy nie szkoda życia na to? Oczywiście, że szkoda życia na bycie polskim patriotą – tym bardziej, że świry nie mają teraz skąd zaczerpnąć świeżego powietrza. Ot choćby z TVN-u, który podrzucał świrom teksty do odczytania. A przecież jeszcze w grudniu 2021 red. Morozowski z TVN – syn komunisty Mozesa Mordki – przekonywał w swoim programie „Tak jest”,  że po 30 latach od upadku komuny „zaczynamy inaczej patrzeć na historię”. Morozowski vel Mordka stwierdził, że „gdyby po zakończeniu II wojny światowej władzę objął rząd przebywający na uchodźstwie w Londynie, to Polskę czekałaby zapaść cywilizacyjna: 
- Nie byłoby walki z analfabetyzmem czy masowej elektryfikacji - przekonywał syn żydowskiego komunisty…Co może więc podpowiedzieć aktorom scen polskich red. Morozowski, skoro jego idol Władymir Putin cofa świat do cywilizacji Józefa Stalina ? Jak w tej sytuacji może walczyć o prawa pederastów i lesbijek świr Hołdys, zaś Bogusław Linda atakować Kościół w Polsce? Przecież jeszcze w styczniu 2022 Linda zaatakował Kościół, mówiąc: "Roz******ył nasz kraj"… MILCZENIE ŚWIRÓW można usprawiedliwić brakiem tekstów, które mogliby z oburzeniem odczytać przed kamerami telewizji. W znacznie trudniejszej sytuacji są członkowie Targowicy, którym pozostaje przebrać się w zależności od sytuacji. W przebierankach lepiej niż wybitni aktorzy scen polskich spisuje się Donald Tusk. Führer totalnej opozycji przebrał się już za: Pruskiego Dziedzica, okradzionego przez PIS na kwotę 50 euro emeryta, Patriotę walczącego do ostatniej kropli krwi o Praworządność, za Nieustraszonego obrońcę Ukrainy, teraz zaś Tusk udaje zaciekłego wroga Putina, któremu ręki by nie podał – a tym bardziej uwiesił się na szyi!
Czekam tylko, kiedy Tusk odegra rolę Ojca Narodu –wzburzonego zamachem Putina na samolot TU-154M z 96 przedstawicielami polskich władz z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele… Prawdziwy pokaz błyskawicznego przebrania się z przyjaciela Putina i wroga Polski na wroga Putina i polskiego patriotę zademonstrował pan Waldek: jeszcze 16 stycznia 2022 r. Pawlak wypowiadał się na łamach rp.pl na temat Baltic Pipe : Moim zdaniem dodatkowy gazociąg do Polski nie jest potrzebny. (…) Zapłacą za to odbiorcy, bo trzeba będzie go spłacić. Gazociąg jamalski będzie więc stabilną infrastrukturą, z której nie będziemy korzystać. Baltic Pipe będzie bardzo drogim pomnikiem polskiego rządu. Nic więcej..
Nie minęły 2 miesiące a już w dniu 2 marca 2022 roku pan Waldek udzielił ostrego wywiadu Onetowi, w którym zachęcił rząd Polski do zaostrzenia sankcji na Moskwę (sic!):(…) to my możemy zakręcić kurek, a nie bać się jego zakręcenia. Przede wszystkim jednak myślę, że nawet krótkie – na miesiąc lub dwa – zatrzymanie importu surowców z Rosji podziałałoby piorunująco na Moskwę (!!!) A co się dzieje z naszym bohaterem narodowym, który własnymi ręcyma obalił komunę? Lech Wałęsa nagle zamilkł, choć 10 lutego 2022 napisał na Facebooku: "Zgłaszam gotowość natychmiastowego wyjazdu do Kijowa w celu solidarnej obrony. O gotowości został powiadomiony Pan Ambasador Ukrainy w Polsce"… Nie jest jednak prawdą (jak twierdzą wrogowie agenta Bolka), że milczenie Bolka to rezultat gwałtownego odwodnienia organizmu - krótko mówiąc sraczki! Jest przeciwnie: agent Bolek jest w drodze na Ukrainę, do której ma już wkrótce dotrzeć! Jako bohater wojny z komuną i laureat Nagrody Nobla - agent Bolek zostanie podwieziony na Ukrainę motorówką floty radzieckiej. Od strony Odessy…
Źródło: niepoprawni.pl
A tak na marginesie jakoś nie słyszałem by Kaczyński, i jego sztab potępili napaść Putina na Ukrainę!? Zachowuje się jak onegdaj Gowin, pamiętacie ten jego sprzeciw, owacje na stojąco a Gowin siedział i się nie cieszył!
01 03 2022 Piąta kolumna Putasa.
Zawsze mnie zastanawiało, jakim cudem wwieziona na ruskich tankach komuna w dość szybkim czasie opanowała całkiem spory jak na Europę kraj. Fakt, przez pierwsze lata w Polsce stacjonowało nawet 40% sił NKWD, które to często w „polskich” mundurach dbały, by raz zainstalowanej władzuchnie ludowej nic się nie stało. Ale potem? Umownie określmy - po 1956 roku? Przecież sam pamiętam, jak po Grudniu, gdy ster partii przejął Gierek, część moich kolegów (a i koleżanek) szła do kościoła pomodlić się, by przypadkiem… w Polsce nie zakończył się socjalizm. Boć to przecież najlepszy z możliwych ustrój był. ;) To efekt prania mózgów. Niestety, przy wydatnej pomocy nauczycieli często jeszcze zaczynających uczyć tuż przed wojną.
Dopiero wydarzenia 1976 roku spowodowały, że zaczęliśmy się zastanawiać. I rozmawiać. Ta przyspieszona edukacja w krótkim czasie dała efekty. Największym był Sierpień i ukradziona następnie Narodowi Rewolucja… W odróżnieniu ode mnie i praktycznie całego pokolenia młodsi mieli o wiele łatwiej.
Urodzony w 1975 roku Konrad Rękas wiedzę, którą myśmy zdobywali za cenę czasem nawet wydalenia ze szkoły czy uczelni miał podawaną na lekcjach – w 1989 roku kończył bowiem podstawówkę. Studiów co prawda nie zaliczył, ale to przecież nie powód, by być przez resztę życia bęcwałem. Tu właśnie leży problem. Po bezskutecznych próbach zaistnienia pośród prawicy, i to nawet dość ostrej (KPN) Konradzik odnalazł się (finansowo, jak należy przypuszczać)… w rosyjskim propagandowym Sputniku. Nie ważne, że teraz musiał zaprzeczyć deklarowanym wcześniej przekonaniom. Najwyraźniej kasa, a raczej kaska (sądząc po ilości i jakości jego publikacji raczej rozpieszczany przez Moskwę nie jest) poprzekładała klepki w mózgownicy Rękasa do tego stopnia, że stał się polskojęzycznym Rosjaninem, na dodatek o proputinowskiej orientacji. Kiedy cała Polska, nie bacząc na jeszcze wczorajsze spory, pomaga kobietom i dzieciom ukraińskim, ten polskojęzyczny Rosjanin próbuje wybielać agresora: Na poważnie zatem. Przede wszystkim właśnie każdy kto zna i rozumie politykę Putina musi rozumieć, że skoro uderzył – to musiał być do tego zmuszony. Zapewne Rosjanie wiedzieli o szykowanym ataku na siebie. Jasne, propagandowo lepiej wyszłoby poczekać i wyjść na ofiarę. Ale militarnie liczy się kto pierwszy uziemi OPK i lotnictwo przeciwnika – więc tak zrobili. Zwłaszcza, że przecież samo uznanie republik ludowych już zostało ochrzczone „inwazją”. Ukraina nie powstrzymała swoich działań przeciw Donbasowi, bredziła o pozyskaniu broni jądrowej (zapewne brudnej), a jednocześnie przekaz Zachodu do Rosjan był jasny „Nie brońcie się, bo powiemy, że to wyście zaczęli!”. No więc skoro bez ataku czy z atakiem Rosja była traktowana tak samo, a zagrożenie jej własnego terytorium rosło - to czemu niby miała nie atakować? Putin wykonujący uderzenie uprzedzające na Ukrainę – jest niczym Stalin, który by zaatakował Hitlera jako pierwszy, być może skracając wojnę o parę lat i ratując miliony ludzkich istnień na całym świecie.
Linku nie podaję. Wystarczy wrzucić w google’a.

Jak mawiano w Polsce, gdy język rosyjski był jeszcze obowiązkowo nauczany w szkołach? Sowsiem pojebałoś… ;) Oto targana kryzysem Ukraina, próbująca zbudować system bez odziedziczonej po ZSRS powszechnej korupcji, nagle staje się potencjalnym agresorem! Za moment napadnie na Moskwę i pewnie jej czołgi za dwa, góra trzy miesiące staną pod stolicą Putladii. Ale genialny strateg z Kremla, ekspodpułkownik KGB Putas wyprzedził atak biednego kraju na atomowe mocarstwo.
Trudno określić Rękasa innym słowem niż pojeb. Niestety, w taki irracjonalny sposób, za pomocą argumentów, które nawet nie są w stanie przekonać pensjonariuszy zakładu dla niedorozwiniętych w stopniu znacznym Putas próbuje uzasadnić napaść na suwerenny kraj. Rękas natomiast w „dobrej wierze” (buahahaha!) stara się do tych bredni przekonać jak najwięcej podobnych sobie renegatów. Nic dziwnego, że w końcu pisze: To, czego jesteśmy świadkami to nie (tylko) wojna rosyjsko- ukraińska, ale także starcie bloku chińsko- rosyjskiego z dominacją amerykańską nad Europą, w tym i nad Polską. Zwycięstwo rosyjskie (czyli ukraińskie, prawdziwej Ukrainy) od strony czysto pragmatycznej usunie potencjalną zawadę dla Pasa i Drogi, czyli wielkiego gospodarczego mostu eurazjatyckiego. Od strony geopolitycznej zaś brak skutecznej reakcji anglosaskiej już dziś oznacza ostateczny koniec systemu jednobiegunowego i zmierzch amerykańskiej hegemonii w jego ramach. Wzięcie Kijowa czy dalsza neutralizacja Ukrainy w drodze negocjacji dwustronnych byłyby świtem nowego, wielobiegunowego świata. A to, mimo indukowanego Polakom zaślepienia, mimo infantylizmu, w którym taplany jest nasz naród – stanowi jedyną szansę przełamania naszego peryferyjnego statusu, wyrwania się z pułapki średniego (i wygaszanego) wzrostu i otwarcia na szansę, tylko szansę, ale jednak szansę uzyskania geopolitycznej i geoekonomicznej dojrzałości. Dlatego bez dziecinnych flag na awatarach i przede wszystkim licząc na szybki pokój na Wschodzie – w polskim interesie liczmy na zwycięstwo rosyjskie, wyzwolenie Ukrainy, most eurazjatycki i nowe możliwości dla Polski.
Paniali ili niet??? ;) Polskojęzyczny putinowski propagandzista gra na urojeniach już tylko pewnej części wyborców JKM i Brauna. Ale każda godzina pokazuje, jak bardzo fałszywe są preteksty Putasa, zaś barbarzyństwo armii Federacji Rosyjskiej budzi oburzenie na całym już świecie. Dlatego zamiast Rękasa publicysty czy raczej Rękasa błazna mamy Rękasa putinowskiego trolla z którego można jedynie drwić. Który jednak powinien w najbliższej przyszłości zapłacić za swoje narodowe odstępstwo i jawną gloryfikację podłego agresora. I dlatego okupuje portale czytane przez nasze służby oraz garść idiotów, dla których putinowska Rosja ciągle jest przedłużeniem umiłowanego przez renegatów Związku Sowieckiego. Dla nas ważne jest natomiast to, że ujawnia propagandę, jaką jaczejka putasowska sączy w uszy Rosjan. Przy okazji zaś ujawniają się zdrajcy Polski.
Źródło: niepoprawni.pl
Jakoś nie słyszałem by Kaczyński, i jego sztab potępili napaść Putina na Ukrainę!?
Gdy Putin od początku XXI w. modernizował armię i zbroił się za zachodnie pieniądze, europejskie elity, naiwnie eksportowały kolejnych "szrederów" do rosyjskich spółek. "Szrederów", którzy jeszcze "przedwczoraj" mieli dostęp do najważniejszych tajemnic i planów NATO, tajemnic międzynarodowych organizacji i tajemnic państwowych!
Z forum: Piąta kolumna putasa miała zasięg globalny. Bardzo dobrze usadowiła się w USA. Rozwijała swoją działalność bardzo intensywnie już od 2014 roku. Jej fundamentem ideologicznym jest filozofia faszysty Dugina. Niektóre wymyślone przez nią dla Polski hasła są natychmiast rozpoznawalne, jak choćby: żyjemy nie w Polsce tylko w Polin, Ukraina to nie państwo, Ukraińcy to banderowcy, itd. Różne kłębowiska kacapskich żmij snuły od lat strategiczne plany jak rozebrać Ukrainę na kawałki, używając Węgier i Polski, a Polska miała połaszczyć się na Lwów. Rozpatrywane były plany nienawiści Ukraińców do Polaków po przyłączeniu zachodniej części Ukrainy i jak korzystne to będzie posunięcie ze strony Rosji, która zabierze cały ukraiński wschód. Kacapstwo drwiło sobie z rzekomej polskiej głupoty i planowało, że zajęta przez nich część Ukrainy zacznie od nowa, a pożyczki i zobowiązania prawne państwa ukraińskiego poniesie ofiarowany Polsce (puszka Pandory) zachód. To nie były tylko marzenia, to były realne plany. Chyba pamiętamy propozycje Żyrinowskiego. Propaganda rosyjska działała też bardzo intensywnie na terenie USA i to nie tylko poprzez swoje Sputniki. Upatrzyli oni sobie pewnych przedstawicieli ruchu prawicowego ale inwestowali też w krańcową lewicę i organizacje broniące środowisko naturalne. Chodziło tutaj aby Amerykanie importowali gaz i ropę, przy tym mieli jak najmniejszy zasób własny. Macki rosyjskiej korupcji były i ciągle są jak najbardziej realne. Senator Rand Paul , Republikanin z Kentucky, jest amerykańskim putinowcem, który dzielnie walczył przeciwko sankcjom na Rosję. Tę samą rolę pełni Patrick Buchanan, były doradca Nixona. Rozproszone po świecie kacapy całkowicie popierają putasa i żywią się kremlowską propagandą, chociaż w chwili obecnej zupełnie zaszokowani pozostają w cieniu, czekając na ostateczne uderzenie wodza. A gdyby nawet i cały świat się od tego rozwalił, to co? Bez wielkiej Rosji i tak przecież nie może być świata.
28 02 2022 Trzeci takt wojny ukraińskiej.
Obserwuje zdarzenia u naszego wschodniego sąsiada, Przyglądam się zachowaniu zachodnich elit. Pomimo widocznych zmian w ich postępowaniu, uważam to za grę pozorów. Jedynie GB gra va banque. Ostatnio BP nawet sprzedaje swoje udziały w Rosji świadome zapowiedzi Miedwiediewa o nacjonalizacji majątku krajów zachodnich. Mija czwarty dzień wojny na Ukrainie 2022. Rosja bez skrupułów dąży do realizacji swoich celów strategicznych. Każdy kto mógłby mieć zdanie odrębne jest zmuszony do rewizji swojej postawy. Dotyczy to również państw. Izrael nabiera wody w usta bo przecież w Syrii jest rosyjska baza a oni każdorazowo muszą prosić o cichą zgodę Moskwy na przelot samolotów w tej przestrzeni powietrznej. Prawa człowieka? - nieważne, bo Putin ma armie i rakiety. Nawet żydowskie pochodzenie Żełeńskiego blednie w blasku rosyjskiej salwy. Kolejny niemowa - Francja ma przecież wielkie inwestycje w Rosji. PSA poniesie straty więc Makaron nie przepuści okazji żeby siedzieć cicho – jak to nakazywał jeden z jego poprzedników. Włochy potrzebują dopływu kapitału za pomocą swoich bucików bo przecież EBC z siedzibą w Niemczech wykończył ich gospodarkę na cacy. Jacek Bartosiak od lat mówił o dośrodkowej tendencji największej gospodarki w UE.
Zaś same RFN gra na jednym fortepianie z Rosją od dekad co rzeczowo uzasadnił Dylewski – szkoleniowiec managerów z Berlina. Czytelniku czy Ty wiesz że na zachodniej stronie Uralu jest niemieckojęzyczna autonomia terytorialna? Czy Ty wiesz że jedynie ten rejon gwarantuje dostawy gazu do całej UE na 200lat? Wynagrodzenie za pracę tam porównywalne jest do polskiego, a dziś może nawet niemieckiego. Jedźmy dalej – USA czyli chyba najgłupsze mocarstwo świata w chwili swego upadku. Państwo które wespół z nihilistami wszelkiego autoramentu samodzielnie jeszcze za kadencji Trumpa rozpoczęło walkę przeciw własnym obywatelom za pomocą sankcji kowidowych jest niezdolne do realnych działań przeciw Rosji. Państwo które wespół ze swym zaprzysięgłym wrogiem jakim są Niemcy zarabiając na szprycowaniu całego świata osłabia potencjalnego rekruta do walki z nowym hegemonem Europy. Tak tak, big Tech, giełda i diaspora syjonistyczna sama sobie strzela w łeb – i to po raz kolejny po wyemancypowaniu Chin. Jakie są działania głównej siły NATO? Otóż wysyłają oni swoich żołnierzy do Polski tylko po to aby ewakuować obywateli USA i Izraela. Nawet Izrael postanowił wysłać nowego ambasadora do Polski po półrocznym wakacie.
Co robi w tym czasie nasz kraj? Czy Polska w pierwszej kolejności z Ukrainy ewakuuje własnych obywateli? Oczywiście nie! Polacy z Ukraińcami stoją w jednej 40 kilometrowej kolejce do granicy a specjalnym pasem przepuszczani są Amerykanie i Niemcy, czytaj Żydzi. Mało tego, Ministerstwo Zagłady ustami pana Niedzielskiego, którego polska jurysdykcja prawna nie obejmuje, stwierdził że restrykcje kowidowe Ukraińców nie dotyczą. To już widać nie jesteśmy we własnym kraju nawet obywatelami 2 kategorii. Dlatego nie dziwię się że o powszechnym dostępie do broni dla Polaków mowy być nie może, a my możemy spokojnie czekać na Armie Czerwoną zapijając wódeczką. Tragiczne jest też tak powszechne w mediach szczególnie prawicowych nazywanie głowy państwa rosyjskiego BANDYTĄ. Wszyscy Ci co tak gorliwie sączą jad na Putina kiedy on wygra i narzuci swoje warunki całemu NATO będą musieli odszczekać. Drzewiej za Polski szlacheckiej na taką ujmę na honorze wobec kogoś uzbrojonego po zęby zdobywał się jedynie szaleniec.
Ja też na fali nadziei walczących Ukraińców przez pewien czas myślałem że dadzą radę. Tyle że Rosja ma w odwodzie przy granicy jeszcze 30% wojsk ofensywnych i działa cały czas według wariantu A. Polega on na zdobyciu stolicy bez niszczenia infrastruktury krytycznej państwa ukraińskiego. Tak czy inaczej znaczna część Ukrainy zostanie przyłączona do Rosji a w najgorszym wypadku obywatele okupowanego terytorium podzielą los Czeczenii. Rosja ma w tym wielowiekowe doświadczenie. Dlaczego zatem Niemcy zmieniają front? Z kilku powodów. Pierwszy to eksport do USA i jest to najmniej istotna przyczyna. Drugi to Polska która może wypowiedzieć posłuszeństwo UE. Trzeci to propolska polaryzacja Narodu Ukraińskiego co załamuje całkowicie projekt Mitteleuropy. Jeśli bowiem Ukraina w każdej przyszłej formie wzmocni znacząco Polskę stanowi to niebezpieczeństwo utraty taniej siły roboczej i zaburzenia w niemieckiej machinie gospodarczej. To z kolei pociągnie za sobą utratę wpływów w kluczowym regionie Euroazji. Każdy propolski scenariusz Ukrainy kończy niemiecki projekt imperialny, umacnia potencjalnie USA w Europie. Niemcy zatem nie mogą sobie pozwolić na stanie po stronie „bad guys” i muszą udowodnić że cały czas grają w jednej europejskiej drużynie z Polakami czy Ukraińcami.
Na zakończenie kilka zdań na temat samej polityki rosyjskiej. Jeśli przyjąć założenie że niewydolność systemów emerytalnych jest przyczyną kowidowych rewolucji na świecie mających na celu zmniejszenie okresu świadczeń emerytalnych to oczywistym jest że Putin to jawne pogwałcenie praw człowieka wykorzystał do swoich celów. Nikt bowiem nie może mówić że Putin łamie prawa człowieka skoro on sam robi dokładnie to samo. Złamanie prawa do dysponowania własnym ciałem PUNKT! Złamanie prawa do wolności słowa PUNKT! Złamanie prawa zgromadzeń PUNKT!, Złamanie prawa do swobodnego przemieszczania się PUNKT! Złamanie prawa do pracy bez certyfikatu kowidowego PUNKT! Złamanie prawa dostępu do kultury masowej PUNKT! - to wszystko zrobił zachód co dziś skrzętnie Putin wykorzystuje kwestionując również istnienie państw takich jak Ukraina.
Oczywiście są przyczyny obiektywne wybuchu wojny, choćby to co powiedział ostatnio Jarosław Wolski że to demografia zmusza Rosję do agresji. Uważam dokładnie tak samo, dodam – Putin jest zmuszony do tych działań i to nie z powodów o których mówi oficjalnie czyli przesuwania NATO na wschód o czym tak ambitnie opowiada Wojciech Cejrowski. Putin musi anektować Ukrainę i odnowić Związek Radziecki aby w chłodnym sojuszu nie zostać pożartym przez chińską modliszkę. Zgodnie zresztą z zasadą „Boże chroń mnie przed moimi przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sam”.
Źródło: niepoprawni.pl
Firm niemieckich, francuskich....jest bez liku na terenie Rosji. Niemcy już liczą straty jakie poniosą wprowadzając blokady!? I oby nam ta blokady czkawką się nie odbiły!? Dlatego wojna na Ukrainie bardzo szybko się zakończy!? 
26 02 2022 Nadzwyczajne spotkanie V kolumny w Polsce!
W związku z agresją rosyjską na Ukrainę zebrał się w nadzwyczajnym trybie Zarząd PO pod przewodem Donalda Tuska – wyznaczonego przez Niemców na Führera totalnej opozycji. Agresja Putina na Ukrainę pokrzyżowała bowiem wyznaczoną przez RFN misję Człowieka Putina w Warszawie, a więc: doprowadzenie do takiego chaosu w Polsce, by obalić legalnie wybrany rząd Prawa i Sprawiedliwości i powołać marionetkowy rząd z premierem Tuskiem na czele. Donald Tusk poniósł bowiem tak wielkie zasługi dla RFN i Rosji, że pozostaje jedynym przywódcą V kolumny w Polsce, na którego RFN i Rosja mogą nadal liczyć. Zatem nie zaskakuje, że zarząd Platformy Obywatelskiej podkreślił zagrożenia, jakie dziś stoją przed V kolumną w Polsce: SAMOTNOŚĆ POLSKI  - W czasie, gdy rządziła koalicja PO-PSL pod przewodem Donalda Tuska – Polsce nie tylko kibicowała RFN i Unia Europejska, ale także Rosja Putina. Śmiałe plany Tuska, dotyczące likwidacji polskiego przemysłu, w tym polskich stoczni oraz perspektywa likwidacji PLL LOT sprawiły, że RFN i UE liczyła na Tuska i nadal liczy na to, że Donald Tusk dokończy dzieła połączenia Polski z Zachodem, a konkretnie zaś z RFN.
Donald Tusk i Polska przez niego "żądzona” przestała być samotna z chwilą nawiązania bliskich stosunków Donalda Tuska z Władymirem Putinem – zaraz po katastrofie samolotu TU-154M pod Smoleńskiem. Tusk oddał śledztwo Putinowi choć dzisiaj mówi, że w Rosji nie ma wolnych sądów! Podpisał też umowę gazową z Gazpromem do 2035 roku, anulował wyrok sądu arbitrażowego nakazującego Gazpromowi zapłatę Polsce 1,2 mld zł a także zwolnił Rosję z opłat za tranzyt gazu przez Polskę do Europy na okres 10 lat, tj. na kwotę ca. 20 mld zł. Donald Tusk zobowiązał się też sprzedać LOTOS rosyjskiemu Rosnieftowi, by w ten sposób zapewnić stanowiska we władzach rosyjskiej spółki funkcjonariuszom Platformy Obywatelskiej z woj. pomorskiego. Dzięki Donaldowi Tuskowi zapewniono także dostęp kontrwywiadu Rosji do Polski, zaś minister Ławrow rozpoczął w Polsce szkolenia polskich ambasadorów. Polska przestała być samotna, gdy w 2011 roku rząd Tuska zlikwidował pułk w Suwałkach, dywizję z siedzibą w Legionowie, wojskową brygadę z siedzibą w Lublinie oraz batalion z siedzibą w Siedlcach. Wtedy to Rosja Władymira Putina uznała, że Donald Tusk jest człowiekiem Moskwy w Warszawie, zaś Donald Tusk uznał, że Putin jest człowiekiem Warszawy na Kremlu! Polska przestała być osamotniona…
Likwidacja baz wojskowych to nie było ostatnie słowo Tuska, by Rosja liczyła na Tuska, jako premiera rządu RP! Jego rząd i ministrowie Klich i Siemoniak w krótkim czasie zredukowali liczbę polskiego wojska do 90 tysięcy po tym, gdy Premier Donald Tusk potwierdził, że 2008 rok jest ostatnim rokiem, w którym obowiązuje powszechny pobór do wojska. Niestety, misja Tuska likwidacji Wojska Polskiego została przerwana po tym, gdy Tusk zmuszony został do ucieczki z Polski po aferze taśmowej. W sytuacji agresji Putina na Ukrainę niemiecko- rosyjska V kolumna w Polsce nadal liczy na to, że Tuskowi uda się dokończyć plan Zachodu, a konkretnie RFN – by przestać być samotnym. W granicach RFN polski land nie będzie osamotniony!
SPORY WEWNĘTRZE I CHAOS - V kolumna zaapelowała o zakończenie sporów polskiego rządu z Donaldem Tuskiem, aby zapewnić Platformie Obywatelskiej przejęcie władzy w Polsce. „Musimy przeciwdziałać chaosowi, ale cały świat musi zobaczyć, że Polska to prawdziwy dom” - podkreślił Tusk.  Wprawdzie Donald Tusk nie sprecyzował o jaki dom mu chodzi, jednak w swojej autobiografii pt. "Szczerze" wyznał, że w swoim domu bał się ojca, ponieważ ten go bił, zaś Ewa Tusk, matka Donalda wspominała w wywiadzie, że jej mama i babcia chciały po zakończeniu wojny wyjechać do Niemiec, gdyż były Niemkami... Oczekiwanie V kolumny, że Polska stanie się prawdziwym domem niemieckim, gdzie dzieci będą bite przez Tuska - Ojca Narodu (zgodnie z zaleceniem red. Lisa) – będzie raczej trudne do zrealizowania.
DEZINFORMACJA I DYWERSJA - V kolumna wielokrotnie podkreślała dywersyjne działania TVP, pokazujące nagrania polityków Koalicji Obywatelskiej, atakujących Polskę na granicy z Białorusią a także na forum Parlamentu Europejskiego oraz w organizowanych przez Platformę Obywatelską i jej bojówki KOD zadymach i puczach. Kształtowanie obrazu V kolumny w Polsce, w tym samego Donalda Tuska, jako polskich patriotów jest kluczowe dla przyszłej Polski pod rządami Platformy Obywatelskiej. BEZCZYNNOŚĆ - W sytuacji wojny Rosji Putina z Ukrainą, Donald Tusk uznał za dywersję pokazywane w TVP obrazy z polskich dworców: „Zróbmy wszystko, żeby nie było obrazów z polskich dworców, które by pokazywały, że nie potrafimy pomóc ludziom, którzy uciekają przed wojną”.
Można więc oczekiwać, że w sytuacji bezczynności reżimu PIS-u – na dworcach przy granicy z Ukrainą już wkrótce pojawią przedstawiciele V kolumny z kociołkami pożywnej zupy, wodą gazowaną oraz z pizzą. Tak, jak to było przy granicy z Białorusią, którą wizytowali przedstawiciele Donalda Tuska w osobach: Marta Lempart, duet Szczerski-Joński, czy biegający pomiędzy Strażą Graniczną poseł KO Franciszek Starczewski, usiłujący dostarczyć wodę gazowaną nacierającym imigrantom – wysłanym przez reżim Łukaszenki
Źródło: niepoprawni.pl
No a co z covidem, tak nagle znikł!? Paliwo w górę, kolejki przed bankomatami, zakupy na zapas......a to dopiero początek!? Jakie zmiany w Polsce przyniesie dzisiejsza noc!? WRON w niedzielę rano powitamy!? 
25 02 2022 Przyczyny wojny? Foto tusk dziecko.
Jeśli szukamy winnych Wojny, to musimy to sobie ostatecznie i brutalnie uświadomić, że poza Putinem bezpośrednią winę za Wojnę ponosi żałosny, zniewieściały, durny i zepsuty Zachód, z takimi państwami na czele jak Niemcy, Francja czy USA. Podczas gdy Putin od początku XXI w. twardą ręką i konsekwentnie modernizował armię i zbroił się za zachodnie pieniądze, europejskie elity, zamroczone szerzeniem gejowskich, pacyfistycznych, anarchistycznych, lewackich ideologii, naiwnie eksportowały kolejnych "szrederów" do rosyjskich spółek. "Szrederów", którzy jeszcze "przedwczoraj" mieli dostęp do najważniejszych tajemnic i planów NATO, tajemnic międzynarodowych organizacji i tajemnic państwowych! Państwa zachodnie, na czele z Niemcami, brnęły w samobójcze projekty Nord Stream I, Nord Stream II, uzależniając Europę od rosyjskiego gazu i potężnie finansując rosyjskie zbrojenia. Francja eksportowała do Rosji zaawansowaną broń, okręty wojenne.
Aby tego było mało, to przez ten cały czas młode pokolenia europejskie, zachodnie, młodzi mężczyźni, zostali wychowani na rzeczywiste, dorosłe, niewiasty. Dla tych "męskich niewiast" jedyną przydatnością jest poranny makijaż, stylowa, kolorowa fryzura, nowa "słit" focia na instagramie z setkami lajków, nowa torebka od tęczowej marki odzieżowej... Te młode, tęczowe pokolenia dorosłych mężczyzn nie mają często pojęcia jak trzyma się broń, bo w przedszkolach i szkołach, często zarządzanych przez gejów i lesbijki, obowiązywały w świetlicach zakazy bawienia się pistoletami i bronią. Jedyną znaną metodą "walki" dla tych pokoleń jest malowanie kredą tęczy na chodnikach i marsze z gołymi dupami pod tęczowymi sztandarami i ustawienie sobie tła i zdjęcia profilowego. Ewentualnie selfie z odważnym "hasztagiem". Przedstawiciele tych niepełnosprawnych pokoleń dawali nie raz w mediach popisy i deklaracje swojej bezpaństwowości, wyrazu braku zasad, honoru, troski o Naród, Ojczyznę. Co więcej - pluli wielokrotnie na te wartości.
Myślicie że cyrkowo-kabaretowa posłanka Jachira z niejakim Sterczewskim nas obronią? A może zdrajca Tusk, biegający jak ratlerek za Anielą zadba dziś o wasze bezpieczeństwo w czasie wojny? A może liczycie na doktorę Spurek i Roberta Biedronia ze swoim chłopakiem, omamionych ideologią eko-wege? A może zbawcami będą czerwoni komuniści Miller czy Cimoszewicz? Przyznajcie się w kim pokładacie nadzieje na te trudne czasy? Chcecie jeszcze argumentów? Jakimże genialnym ruchem był w ostatnim dziesięcioleciu bezmyślny import islamu do Europy! To nawet nie były działania krótkowzroczne! To były działania ślepe! Wszystko to w wyniku autorytarnych decyzji bezmyślnej "cesarzowej" Angeli, zahaczających o zdradę podstawowych interesów bezpieczeństwa Europy! "Dzięki" temu teraz, w czasie Wojny, będziemy mieli nie tylko problemy z rosyjską agresją, ale także z wewnętrznym wrogiem naszej kultury i cywilizacji. Podczas gdy rosyjscy żołnierze będą mordować, rabować i gwałcić, rodzący się europejski kalifat będzie ścinał głowy niewiernych. O tragiczna ironio losu! Jednymi z pierwszych ściętych głów będą jaskrawe, krzykliwe, zielono-różowe czupryny młodych, europejskich homoseksualistów... Takie jest prawo Szariatu. Takie jest prawo natury. Tak działa brutalna selekcja naturalna.
Mamy Wojnę - pora otrzeźwieć! Pora pozbawić się złudzeń. Zepsute, skorumpowane, naiwne, durne, zdradzieckie elity dziś nie zadbają o Wasze bezpieczeństwo. Nie łudźcie się. Będą dużo gadać, niewiele zrobią. Oni w tej chwili martwią się jedynie o swoje nielegalne majątki i konta w szwajcarskich bankach, zapasy złota. Tęczowe, durne, naiwne, bezmyślne bezhołowie nie zapisze się do Obrony Terytorialnej, nie kupi kałacha i nie będzie bronić swoich majątków, domów, rodzin. Oni uciekną za granicę jak pierwsi tchórze, niewiasty, bo tak zostali wychowani przez zachodnie elity, internet, netflixa i celebrytów, przy rozbrajającej bierności, a często z przyklaskiem swoich naiwnych rodziców. Jesteśmy zdani na siebie.
Źródło: niepoprawni.pl
Wypowiedź Tuska po napadzie Putina na Ukrainę: Tusk nie będzie walczyć o obronę Ukrainy przed oszalałym agresorem, lecz nadal walczyć będzie o obalenie rządu PIS, który domaga się ostrych sankcji UE przeciwko Rosji!
Po ataku na Ukrainę, Trump powiedział: Władimir Putin jest "bardzo sprytny", a jego decyzja o uznaniu niepodległości separatystycznych republik w Donbasie była "genialna". Czyżby kolejny przyjaciel Putina, jego człowiek w Waszyngtonie. się ujawnił!?
Z forum: Era "michnikowczyzny" zapoczątkowała u nas tą chorą ewolucję. Libertyzacja, laityzacja, gender, tęczowa neokomuna i wiele by wymieniać, to bezideowe stworzenie w przestrzeni Świata męskich niewiast. Szczególną rolę odgrywają internetowe medialne potworki, jak np: Facebook, tańce z gwiazdami i TVN-y i multum innych. Ta kolorowa szulernia epatuje za beztroskim, bezideowym kolorowym trwaniem. Młodzież jest pompowaną tą pstrą ideologią, aby stworzyć pustostan w głowach, łatwy później do sterowania i zniewolenia. Aby przejąć bezkrwawo zasoby ludzkie, trzeba wymazać wszelką społeczną moralność. Dlatego tak bardzo przeszkadza tym pseudo-postępowym ideologią religia katolicka. Z ulic i placów wyrzuca się narodowych bohaterów i ikony dorobku kulturowego, bo oni są świadectwem pozytywnych osiągnięć i czynów naszych wielkich przodków. Już dwie dekady pisał o tym czołowy antykomunista Waldemar Łysiak, którego szeroką paletę książek polecam. Mamy ideologiczną wojnę, który my Polacy wygramy, utrzymując istotę trwania chrześcijańskiego fundamentu Europy. Wierzę, że przykładem Polski Europa, a później Świat się szybko obudzi, bo to Polska obecnie zbudowała i buduje silną antyrosyjską koalicję. 
Wojny były, są i będą. Przetrwają tylko społeczeństwa zdrowe,przygotowane, waleczne i patriotyczne. Piłsudski wolność Polski też musiał wyrąbać szablą i nikt nam nie pomagał. Najpierw napaść Ukraińców na Lwów i i bohaterstwo Orląt, póżniej wojna ukraińsko-polska i w końcu bolszewicka nawała. Siła zatrzymanych bolszewików wtedy także wystarczała do podboju całej Europy. Przetrwaliśmy we własnych granicach pomimo 45.lat wasalnej zależności od Sowietów. Do dziś odczuwamy jednak skutki ukraińskich denuncjacji i list proskrypcyjnych dla Hitlera i Stalina. Rezultat to wywózki i wymordowanie polskiej elity wtedy i w następstwie rządy durniów dziś. Nie można popadać w histerię i egzaltację. Ukraińcy mają pierwszą okazję honorowo wywalczyć sobie państwo. Do tej pory riezali starców, kobiety i nabijali na sztachety dzieci. Na razie dostali wszystko za friko. Jeszcze wczoraj mścili się na niepogrzebanych kościach własnych zbrodni, nawet na kamieniach (lwowskie lwy). Dziś oczekują od potomków swych ofiar wszelkiej pomocy i empatii. Od świata militarnej pomocy. Dadzą radę, to wreszcie zasłużą na suwerenność. W 1920 jeszcze nie dojrzeli i rady nie dali. W innym przypadku "Stalin dał, Putin wzjał". Taka jest odwieczna kolej dziejów. 
24 02 2022 Twarde sankcje potrzebne na...
Najlepszym sposobem uratowania Ukrainy od rozdarcia przez dwugłowego orła   Rosji jest nałożenie twardych, bolesnych sankcji na… Niemcy. Berlin winien zostać odcięty od systemu transakcji bankowych SWIFT, niemieckie banki obsługujące inwestycje w Rosji winny zostać zepchnięte na margines zachodniego świata finansowego, niemiecki przemysł należy pozbawić dostępu do nowoczesnych technologii, np przemysł  motoryzacyjny do produkowanych w USA mikroprocesorów. US Army oraz brytyjska Armia Renu winny wysłać do Niemiec swoje oddziały i ponownie obsadzić bazy wojskowe zamknięte po zakończeniu “zimnej wojny”. Dopiero kiedy Berlin zostanie objęty “atomowymi sankcjami”, to być może wycofa się ze wspierania Moskwy i kreciego sabotowania działań zmierzających do obrony państw Europy środkowo-wschodniej przed upojonym władzą kremlowskim satrapą. 
W aktualnej sytuacji, kiedy Europa chwieje się na krawędzi konfliktu zbrojnego, Niemcy po raz trzeci w przeciągu 100 lat wpychają kontynent w wojnę. Po raz trzeci starają się zdominować państwa leżące między Atlantykiem a Bugiem, aby mieć silniejszą pozycję w planowanym wspólnie z Rosją panowaniem nad przestrzenią od Władywostoku po Lizbonę. Partnerstwo w tym planie Putin zaproponował Niemcom w listopadzie 2010 roku, pół roku po tragedii smoleńskiej, która zmasakrowała polityczną elitę Polski. Jego propozycji utworzenia “harmonijnej wspólnoty gospodarczej” słuchało ponad 300 najbardziej wpływowych polityków i przemysłowców Niemiec z Angelą Merkel na czele. Koncepcja została przyjęta. Pani kanclerz wyraziła nadzieję, że “rozwój stosunków między europejskim obszarem gospodarczym a Rosją zaowocuje wspólną przestrzenią ekonomiczną od Lizbony po Władywostok”. 
Niemcy zaaprobowały propozycję Putina bowiem pragną wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy i pozbyć się wreszcie amerykańskiej obroży nałożonej w 1949 roku prawem zwycięzcy w II wojnie światowej. Według oficjalnej narracji Berlina mocarstwa okupacyjne zrezygnowały ze swoich uprawnień i zjednoczone państwo niemieckie stało się “w pełni suwerenne” z mocy traktatu o ostatecznej regulacji zwanego potocznie Traktatem dwa plus cztery. Jest jednak pewien szkopuł. Traktat podpisali 12 września 1990 roku minister spraw zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec Hans-Dietrich Genscher oraz minister spraw zagranicznych Niemieckiej Republiki Demokratycznej Lothar de Maiziere. Niby wszystko w porządku tyle tylko, że w dacie sygnowania traktatu RFN i NRD od 13 dni już nie istniały, a więc legalność paktu o “ostatecznej regulacji” jest mocno wątpliwa. W konsekwencji jak długo na terenie Niemieckiej Republiki Federalnej istnieć będą bazy wojskowe i stacjonować będą wojska byłych mocarstw okupacyjnych, tak długo Berlin może snuć narrację o “suwerenności” Bundesrepubliki, ale rzeczywistość jest inna.
Wraz z przyjęciem koncepcji Putina zmienił się stosunek Berlina do Sojuszu Atlantyckiego. W początkowym okresie NATO uważane było za symbol powrotu Niemiec na arenę międzynarodową, ale już w 1958 roku szef brytyjskiej misji łącznikowej przy wojskach sowieckich w Niemczech, pułkownik lotnictwa Hans Neubroch ostrzegał w jednym z raportów, że  “dezercja Niemiec z sojuszu NATO leży w sferze prawdopodobieństwa” i sojusznicza lojalność Niemców “musi być traktowana podejrzliwie”.  Z biegiem czasu rządzący Bundesrepublik uznali NATO za wygodny i stosunkowo tani parasol bezpieczeństwa, koszty którego należało umiejętnie wekslować na Stany Zjednoczone. Kiedy po przyjęciu oferty Putina zagrożenie rosyjskie zastąpiła współpraca z Rosją, NATO przestało być postrzegane w Berlinie jako sojusz obronny, ale raczej jako kosztowne i ciążące jarzmo. Ewentualnych przeciwników na kontynencie mogła bowiem, w razie potrzeby, odstraszyć odradzająca się potęga militarna Kremla, a zaciągnięte w tej wymianie usług długi można było spłacać dyskretną reprezentacją interesów Moskwy w NATO i Unii Europejskiej. 
Zmiana parasola bezpieczeństwa stała się źródłem niechęci Berlina do Warszawy, najsilniejszego państwa wśród nowych członków NATO. Polska, jak barykada, leżała w poprzek nęcącej wizji Putina. Zwłaszcza Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy, która niepokojąco rozszerzała dobre stosunki z Waszyngtonem i odwracała program osłabiania potencjału demograficznego, gospodarczego i obronnego kraju prowadzony pod przykrywką transformacji przez kolejne rządy i środowiska polityczne sponsorowane z Berlina. Reorientacja wektorów zagrażała powodzeniu rozwijającej się współpracy rosyjsko- niemieckiej i stąd rozliczne próby obalenia rządów PiS sposobem “ulica i zagranica” skoro w wyborach okazało się to niemożliwe. Stąd groźby  “zagłodzenia finansowego” Katariny Barley wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, a wcześniej minister sprawiedliwości Niemiec. Stąd zaskakujące orzeczenia TSUE i pozornie nieuzasadnione odwlekanie zatwierdzenia Krajowego Planu Odbudowy i wypłaty Polsce należnych miliardów euro przez Komisję Europejską kierowaną przez byłą minister obrony Niemiec Ursulę von der Leyen. Pozornie, gdyż klocki puzzla wskakują na swoje miejsca jeśli przyjąć, że mniej miliardów w polskiej kasie, to mniejsza możliwość rozwoju polskich sił zbrojnych i nabycia dla nich najnowocześniejszego uzbrojenia dla obrony “wschodniej flanki”.   
Bez niemieckich “jaczejek” i skorumpowanych polityków, rosyjskie możliwości “rozmiękczania” Unii Europejskiej i Sojuszu Atlantyckiego znacząco maleją.  Kreml przekonał się o tym eskalując nacisk militarny na Ukrainę, kiedy pod presją Waszyngtonu zaczął się giąć nawet nowy kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Chcąc mu dać “ostrogę” Putin umieścił w swoim przemówieniu uzasadniającym inwazję terytorium Ukrainy sugestię, że w rozliczeniu zwycięskiego marszu Rosji na zachód Niemcy odzyskają swoje “rdzenne” ziemie odebrane im po II wojnie światowej i przyznane Polsce. Putin doskonale wiedział, że trafia tym w najczulsze miejsce niemieckiej elity politycznej. Wspomniany Hans Neubroch gotowość Niemiec do zdrady sojuszników z NATO tłumaczył przemożną dążnością do odzyskania wszystkich ziem, które elita Bundesrepublik, a wcześniej elita Rzeszy, a wcześniej elita Cesarstwa uważała i nadal uważa za niemieckie. Podobnie jak Putin wierzy, iż jego misją jest odzyskanie wszystkich ziem, które stanowiły domenę dynastii Romanowów. Ciekawe jak rozstrzygnięto lub jak zostanie rozstrzygnięty obszar obwodu królewieckiego, którego status nie został formalnie uregulowany po II wojnie światowej.
Źródło: niepoprawni.pl
Ukraina już dawno została spisana na straty, i Polska też nie dość że szaleje inflacja, to jeszcze musimy utrzymać armię Jankesów, przyzwyczajoną do luksusów!?
Putin zaatakował, ci z PO nabrali wody w usta, Bolek też milczy a miał pierwszy ruszyć na Putina!? Budka po agresji Rosji na Ukrainę zaatakował  rząd Polski - ale nie potępił Putina - podobnie jak Führer totalnej opozycji Donald Tusk, który czeka na dyspozycje z RFN-u.
Z forum: Polacy stoją ością w gardle zarówno Niemcom jak i Rosji. Do znudzenia będę powtarzać, że te dwie nacje mają w genach zainstalowany bizantynizm (Rosja przez cerkiew od strony południa a Germanie jeszcze z czasów Wędrówki Ludów i przejmowanie tradycji bizantyjskich na swoje terytorium przez m.in. księżniczki arabskie jako żony germańskich książąt)  I te dwie nacje zawsze dogadają się ze sobą co do wymazania Polski z mapy Europy, bo nasza personalistyczna cywilizacja łacińska stoi w sprzeczności z ich grupowym bizantynizmem. Niemcy nas tolerują w UE ale widać jak bardzo chcą nam zaszkodzić we wszystkich możliwych obszarach. O tym powinniśmy zawsze pamiętać. Jednym i drugim nie po drodze  z nami. 
23 02 2022 Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?"
Często słyszy się opinię, że nie wiadomo "co zrobi Putin", bo to gracz "kompletnie nieprzewidywalny". Bywali jednak ludzie, którzy z dużą akuratnością potrafili przewidywać działania Rosji i jej przywódców, ale ich prognoz nikt nie chciał słuchać. W Polsce do takich ludzi należał niedawno zmarły dr Jerzy Targalski. Właśnie wśród Polaków najłatwiej jest znaleźć specjalistów "od przewidywania" Rosji, bo mamy kilkuwiekowe doświadczenia w obcowaniu z imperializmem rosyjskim. Niestety powszechna w świecie opinia o rusofobii Polaków w zasadzie uniemożliwia korzystanie z naszych doświadczeń i dlatego nikt nie traktował poważnie ostrzeżeń Lecha Kaczyńskiego. Rzadkim przykładem anglosaskiego "rusofoba", czy raczej realisty, był amerykański generał Patton, który kierował ciężkie zarzuty pod adresem ówczesnych polityków. Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać, jak trafne były jego przewidywania: "Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten.(..) Wygraliśmy tylko szereg bitew, nie wojnę o pokój. (..) Będziemy potrzebowali nieustającej pomocy Wszechmogącego, jeśli mamy żyć na jednym świecie ze Stalinem i jego morderczymi zbirami”. „Po raz pierwszy od stuleci pozwoliliśmy siłom Czyngis-chana wejść do Europy Środkowej i Zachodniej (...) w naszych czasach nie będzie pokoju, a Amerykanie, także ci, którzy się dopiero urodzą, będą musieli walczyć z Rosjanami jutro, albo za piętnaście, czy dwadzieścia lat. Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć."
Pattonowi nie pozwolono wyzwolić Pragi i został zmuszony do wycofania się z Czechosłowacji, która mocą uzgodnień alianckich została przeznaczona do "wyzwolenia" przez sowietów. Musiał także wstrzymać się przed wkroczeniem do Berlina, choć jego patrole dotarły już do przedmieść miasta 13 kwietnia. Pierwszą "samowolkę" generał wykonał w marcu 1945 roku forsując Ren, choć naczelny dowódca Eisenhower zamierzał przekraczać Ren dopiero w maju, "aż wody opadną". Na obawy ludzi zaniepokojonych o przyszłość Europy, naczelny wódz odpowiadał w żołnierskich słowach – "mam w dupie polityczną przyszłość Europy. Chcę tylko bezpiecznie doprowadzić swoich chłopców do domu". 3. Armia amerykańska dowodzona przez Pattona wyzwalała Francję spotykając się z wielkim entuzjazmem ludności, ale ze względów politycznych nie mogła wkroczyć do Paryża, bo trzeba było poczekać na zorganizowanie trzydniowego powstania i dowiezienia Armii Wolnych Francuzów...
Patton nie zdawał sobie sprawy ze stopnia infiltracji agentury komunistycznej w rządzie Stanów Zjednoczonych. Dziś szacuje się, że w administracji federalnej USA działało ok. 400 agentów komunistycznych - wśród nich byli też najbliżsi współpracownicy prezydenta Roosevelta. W tamtym czasie komunizm wydawał się niezwykle atrakcyjną ideą ("świat bez wyzysku człowieka przez człowieka"), nie istniały jeszcze efektywne służby kontrwywiadowcze, a prawdziwe oblicze bolszewizmu nie było powszechnie znane. Co do natury komunizmu, żadnych wątpliwości nie miał premier Churchill, który podobnie jak generał Patton, zdawał sobie sprawę, że II Wojna Światowa zostanie przegrana, jeśli nie doprowadzi się do zwycięstwa demokracji. Dlatego ci dwaj ludzie myśleli o kontynuowaniu wojny, w której alianci zachodni mieli konkretną przewagę. Pomijając fakt, że broń atomową wówczas mieli tylko Amerykanie, alianci zachodni dysponowali sprawnym zaopatrzeniem i przewagą w powietrzu. Sowieckie masy wojska i sprzętu (8 tysięcy czołgów, ciężarówki przeważnie produkcji amerykańskiej), przy przerwaniu zaopatrzenia – dostaw paliwa, amunicji i żywności, byłyby w zasadzie bezużyteczne.
Patton spotykał się z entuzjazmem na wyzwalanych przez Amerykanów terenach - masy uwolnionych robotników przymusowych i jeńców wręcz błagały generała o wstąpienie w szeregi jego armii. W Polsce istniał wielki i dobrze zorganizowany ruch oporu gotowy wesprzeć działania amerykańskie.  Z tego oczywiście zdawali sobie sprawę sowieci, dlatego postanowili Pattona "zneutralizować". Naprzód dzięki ich intrygom pozbawiono generała dowództwa 3 Armii, a następnie po kilku próbach zamachu, zamordowano.
Szczególnie perfidna była jedna z tych prób – klasyczna operacja "pod fałszywą flagą". Gdy generał leciał samolotem z Niemiec do Anglii, nad Francją jego samolot został ostrzelany przez angielski myśliwiec Spitfire z polskimi (!) znakami rozpoznawczymi. Pilotowi udało się uniknąć ataku, ale Patton był przekonany, że Polacy usiłowali go zamordować. Później okazało się, że polskie lotnictwo stacjonowało poza zasięgiem zdarzenia na północy Szkocji, a tego dnia żaden samolot nie wykonywał lotu. W końcu generał Patton "zginął w niejasnych okolicznościach" jak piszą we wszelkich materiałach na jego temat. Został on zamordowany sposobem szeroko stosowanym w III RP w czasie, gdy sowieckie służby budowały w Polsce "demokrację" – samochód generała zderzył się z ciężarówką...
Po wojnie zapanowała euforia i cały świat uważał, że wraz klęską państw Osi wygrały siły "dobra", a przez powołanie ONZ konflikty zbrojne będą po prostu niemożliwe. Tylko nieliczni, jak Churchill i Patton sądzili, że wojna została przegrana. Minęło 50 lat i historia się powtórzyła – "wygraliśmy zimną wojnę". Wprawdzie "imperium zła" się umniejszyło, ale bynajmniej nie zostało pokonane. "Pierestrojka", do której przygotowywano się 20 lat, nie przebiegła według przygotowanego scenariusza, zmiany poszły dalej niż zakładano, ale zdołano opanować sytuację. Podczas wielkiego bałaganu w Rosji, "jastrzębie" z Pentagonu proponowały raz na zawsze rozwiązać problem zagrożenia rosyjskiego, lecz zajmujący się polityką zagraniczną Sekretariat Stanu sprzeciwił się temu argumentując rzekomym "niebezpieczeństwem destabilizacji". Komu tak zależało na stabilnej Rosji? Czy Rosjanie przeprowadzając ryzykowne przeobrażenia mieli jakiś "parasol" w kręgach decyzyjnych USA? Sowietologiem, który nie wierzył w "koniec historii" i uważał, że to Zachód przegrał zimną wojnę, był Christopher Story. W wywiadzie z roku 2005 powiedział: "Związek Radziecki nie istnieje, więc Zachód może się rozluźnić, nie musi być czujny i teraz jest kuszony obietnicą współpracy. Ze strony sowieckiej jest to szantaż kolaboracji. Jest to równanie, w którym jednym elementem jest współpraca, a drugim szantaż. My współpracujemy zapominając o elemencie szantażu, ale jest to sytuacja bardzo, bardzo niebezpieczna.”
Na pytanie co robić i jak przeciwdziałać, Story odpowiedział: "Powinniśmy zostawić ich, by kisili się we własnym sosie i wycofać się z kooperacji. Obecnie jesteśmy głęboko zaangażowani we współpracę. Nie musimy tego ogłaszać, tylko po prostu wyplątać się. Przestać pomagać, wycofać się z kooperacji gdziekolwiek nadarzy się okazja, okopać się, a także zacząć się ponownie zbroić jak szaleni, ponieważ jedyną rzeczą, jaką oni powinni zrozumieć to to, że jesteśmy zdeterminowani bronić się i nie dopuścić do ich zwycięstwa.” Christopher Story, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Edward Harle był prominentnym dziennikarzem i ekspertem specjalizującym się w zagadnieniach ekonomicznych. Był także znawcą komunizmu i problematyki rosyjskiej. Gdy zaczął wydawać magazyn The Soviet Analyst, zmienił nazwisko ze względu bezpieczeństwa. Zmarł w lipcu 2010 na tajemniczą chorobę wątroby. Story sądził, że został otruty podczas wizyty w USA w marcu 2010 za pomocą wirusa wytworzonego przez ośrodek broni biologicznej w Fort Meade (operacja pod fałszywą flagą?).
Źródło: niepoprawni.pl
Już oczami wyobraźni widzę zdesperowanego Macierewicza, spanikowanego Błaszczaka, wystraszonego Kaczyńskiego jadącego na kocie, i chowającego się zza ich plecami Bolka, jak idą na Moskwę uzbrojeni po zęby, jeden niesie proc, drugi dwa kamienie, trzeci zaostrzonego patyka, a czwarty zimne ognie....., sam nie wie po kiego diabła!?
Sankcje natychmiast, ileż to już razy były, i co dały, skoro Niemcy i Francja tylnymi drzwiami swoje towary do Rosji dostarczały!? I jak na tym korzystali bo konkurencji nie było!?
Z forum: Żadne pokrzykiwania, tupania nogą, sankcje i przewożenie żołnierzy z miejsca na miejsce są "nieskuteczne".. Ukraina "liczy na pomoc", a sama nie reaguje "odpowiednio do sytuacji"..Czołgi wjechały, żołdactwo się okopało i na co liczą? Liczą się fakty i konkretne czyny. Jedna silna bomba w "biuro Putina" (jak w Japonii),  dała by więcej do myślenia agresorom niż te wszystkie dyplomatyczne wygibasy..Putin to terrorysta i tak należy go traktować.. 
21 02 2022 Kanada, laboratorium nadchodzącej dyktatury…
Dziś ważne są trzy sprawy. Próba sił w tańcu wojennym wokół Ukrainy, szpiegowanie ówczesnego kandydata, a później prezydenta Trumpa przez ludzi Hillary Clinton i oczywiście protest przeciwko kowidowemu zamordyzmowi w Kanadzie. Aby nie przedłużać, zajmę się tą ostatnią. Ciekawe, że wśród koczujących w Ottawie od trzech tygodni kierowców nie wybuchła pandemia Kowidu już samo to dowodzi bezsensowności mandatowych obostrzeń! Widzimy jedynie pandemię przemocy wobec pokojowo protestujących obywateli, więc nawet ślepiec postrzega, że tak naprawdę chodzi tu o kontrolę i cyfrową w chińskim stylu dyktaturę…
Kiedy patrzę na sprawy tego świata przez pryzmat nie zmieniającej się natury człowieka i na sam świat przez pryzmat “nihil novi” to zauważam, że dzisiejsze podporządkowywanie sobie całych połaci globu przez grupę Wielkiego Resetu/NWO  jest właśnie “nihil novi”. Już od początku XVII w. istniały międzynarodowe korporacje kolonizujące (brytyjskie, holenderskie etc.)  regiony Indii i innych regionów południowej Azji. Te korporacje (imitowane dziś przez organizację Schwaba Światowe Forum Ekonomiczne) były również ponad państwowymi organizacjami… Nauki medyczne zostały zepchnięte z głównej drogi przez media i medyczny establishment finansowane przez Big Pharma. Dziś podobnie jak ongiś w Rosji Sowieckiej najważniejszymi z nauk są nauki polityczne, ten kto w nie nie wierzy będzie obywatelem wyklętym i może nawet trafić do psychuszki, jak za sowietów. Na Boga! Nie wzmacniamy władzy podporządkowując się kolejnym obostrzeniom, mandatom ograniczającym naszą wolność! Wzmacniajmy nasz system odpornościowy, aby przetrwać ten zamach na naszą przyszłość. Ciekawe, kiedy inne kraje rezygnują z bezsensownych obostrzeń (w Izraelu po czwartej dawce uznali, że ludzie i tak chorują i roznoszą wirusy). W Kanadzie mniejszościowy rząd Trudeau przy ok. 90% zaszczepionej populacji zaostrza mandatowy reżim.
W Kanadzie straszna zima (ok. -20 stopni C), białe ulice napuszone śniegiem, białe twarze wolnych ludzi usiłujących zaklinać nadchodzącą zmorę dyktatury. Wszystko tu marznie, od nadziei na normalność, aż po konta bankowe zamrożone przez dyktatora  tym, którzy odważyli marzyć o wolności. Justin Trudeau potrzebuje lekcji historii i pewnie fryzjera, “demokratyczny” przywódca gardzący pokojowo strajkującymi ludźmi pracy. Toż nawet w późnym PRL-u komunistyczne władze rozmawiały, negocjowały z protestującymi,  ale nie Trudeau, który wydaje się, że chciałby iść dalej niż Jaruzelski. Trudeau po bolszewicku idzie na całość, jego dekret o stanie wyjątkowym musi zatwierdzić parlament, którego obrady odroczono (ze względu na bezpieczeństwo) na poniedziałek. W Ottawie, w rejonie protestu policja organizuje strefy zgniotu, uzbrojeni po zęby policjanci spychają sympatyków protestujących kierowców ciężarówek.  Facet ma pecha, bo protestujący ludzie są naprawdę pokojowi, nie ma podpaleń, pobić, walk, kradzieży, dewastacji (tak to było w US latem 2020 r.). Ten protest bardziej przypomina protest Gandhiego, czy polskiej Solidarności, niż ukraiński majdan, czy w US demolujące protesty BLM i Antify. Okazuje się, że najbardziej niebezpiecznym zawołanie w Kanadzie jest: “Trzymaj kurs!”
Choć w sobotę do przepychanki z protestującymi uruchomiono konie. Czerwone sotnie Trudeau kierowały się w tłumy zdumionych protestujących ludzi. Biedne konie z zakrytymi oczami, kierowane przez lewackich siepaczy utorowały sobie drogę w tłumie tratując ludzi. Starsza pani z chodzikiem nie zdążyła uciec, podobnie dwie inne stratowane osoby, które naiwnie wierzyły w swoje obywatelskie prawo do pokojowego protestu. W sobotę centralny plac przed parlamentem opuściło ok. 75% ciężarówek. Aresztowano głównych przywódców protestu, zablokowano dostęp do miasta dla osób wspierających. Zagrożono odebraniem dzieci strajkującym, zagrożono uśpieniem psów kierowców ciężarówek, po ich aresztowaniu. Słowem, pełen socjalizm w rozkwicie! Jednak poza Ontario (Ottawa) w innych prowincjach tego drugiego co do wielkości państwa świata (populacja Kalifornii, czy Polski) Kanadyjczycy budzą się, też protestując w obronie zagrożonej godności i wolności.
W Kanadzie ponad 63% obywateli popiera postulaty zniesienia szczepionkowych mandatów, w sąsiednim USA ponad 59% Amerykanów popiera kanadyjskich protestujących i na początku marca ma ruszyć konwój wolności na Waszyngton, DC. Oczy całego świata dziś zwrócone są na niesamowite zmagania obywateli pragnących obronić swoją wolność przed zakusami synalka Wielkiego Resetu. Co dalej? Mówią, że dziś w tym świecie kontrolowanym przez globalistów nie ma już gdzie “uciec”. Część ludzi parafrazując Stefana Kisielewskiego jest na etapie pytania: “Jak tu by się urządzić w tej dupie?”. Przypomnijmy, że Kanada z pewnością ma swoją “Syberię” więc pomimo, że jest historycznie biorąc młodym krajem to w ramach Wielkiego Resetu może wiele nadrobić… Niektórzy komentatorzy mówią o konieczności rozwodu, ci którzy chcą żyć w wolności i kapitalistycznej ekonomii powinni ulokować się w konserwatywnych prowincjach zachodniej Kanady. Natomiast ci którzy pokochali wszelkie odmiany komunizmu powinni mieszkać we wschodniej Kanadzie idąc dalej w chiński cyfrowy totalitaryzm, zwany też faszyzmem, czyli dominacją państwa w symbiozie z wielkimi korporacjami. Good Luck! Tak jak dla przyszłości sowieckiego systemu komunistycznego przełomowym był wybuch Solidarności w Polsce, tak przełomowym w świecie zachodnim zastraszonym przez ludzi Klausa Schwaba jest wybuch protestu truckersów, na dzień dzisiejszy kwitnący w Kanadzie. Tymczasem mamy twórczy chaos, jak to mówił wybitny myśliciel przełomu XX/XXI w. Lech Wałęsa: “Miała być demokracja, a tu każdy mówi co mu się podoba” (!)
Kiedy wchłaniam gorące filmikowe raporty z protestu w mroźnej Kanadzie, świadom tamtejszej temperatury (-20-30 stopni C), automatycznie przypomina mi się nasze kredo, hasło z lat stanu wojennego w Polsce, którego celem było podporządkowanie i zsowietyzowanie Solidarności. Wtedy z naszych gardeł podczas protestów wyrywał się ponadczasowy okrzyk: “Zima wasza, wiosna nasza!”. Pożyjemy, zobaczymy…
Źródło: niepoprawni.pl
Zrobiłem prywatnie test- wynik pozytywny. Poinformowałem lekarza - test PCR i 10 dniowa izolacja, którą właśnie zakończyłem. Nikt się nie zapytał jak się czuję, nikt nie proponował mi leków przeciwwirusowych, witamin, sposobu postępowania. Przysłano mi paczkę z PULSOKSYMETREM - łaskawcy mam swój. Czekali, aż wirus się namnoży osłabi organizm, choroba się rozwinie i pod respirator - za Covidowego bardzo dobrze płacą i na dyżurach można nieźle zarobić. 
19 02 2022 Mały człowiek się rozpada.
Aż przykro patrzeć. Mowa oczywiście o byłym premierze Donaldzie Tusku. Gdyby wiedział, że dostanie takie zadanie, kiedy powinien odpoczywać pod palmami sącząc drinka z parasolką, to chyba by coś wymyślił. O! Choroba... no jasne – covid... Tak sobie rozmyślał. Lecz długi trzeba płacić. Nie ma litości. A na dodatek aż się trząsł, by dopaść tego Kaczora. Jestem stuprocentowo przekonany, że Tusk jest klasycznym psychopatą. Nie ma empatii; nie ma sumienia. Skoncentrowany, jak oni wszyscy, na sobie egocentryk, na własnym dobru, przyjemnościach i w tym wypadku – na żądzy władzy. Wtedy, gdy ją osiąga może swobodnie poniewierać ludźmi, manipulować i z nich korzystać. Niech zapieprzają dla niego, bo na dodatek jest również skończonym leniem. Ci, co go poznali wtedy, gdy jeszcze wspinał się na kominy mogą to potwierdzić. Micha i marycha. I ciągłe imprezowanie. Raj podwórkowego wirażki. Musiały to zauważyć czujne i służbowe oczy, raczej słabo mówiące po polsku i uznały, że gość się przyda. Zwabią go obietnicą wspaniałej kariery.
I dostał swoje 5 minut. Już w czasie jego premierostwa bacznie go obserwowałem. Z uwagą nieprofesjonalnego psychologa. Początkowo miałem wątpliwości, czy Tusk jest psychopatą, czy tylko socjopatą. Różnica jest niewielka. Socjopata posiada jakieś szczątkowe uczucia empatyczne. Psychopata nie ma żadnych. Nauka anglosaska definiuje prosto i krótko – to człowiek kompletnie baz sumienia (conscience). Nie liczy się z nikim. I lubi wszystkimi pomiatać. Czasami jednak potrafi być miły i nawet uroczy. Wtedy należy być bardzo ostrożnym. Bo na pewno coś knuje i coś od ciebie chce. Nie spodziewaj się niczego dobrego. A leń-psychopata wysługuje się wszystkimi dookoła. Jeśli ktoś zechciałby te spostrzeżenia potwierdzić, to niech obejrzy parę wykładów naszego geniusza fizyki kwantowej, profesora Dragana i porówna z Tuskiem. Ta sama mowa ciała, niekontrolowane ruchy, wymowa i nieskrywana wyższość wobec otoczenia. Tylko w przypadku profesora mamy do czynienia z piękną uczciwością. Sam się przyznał, że jest psychopatą i stara się to kontrolować. Tylko tutaj mamy do czynienia z intelektem w obszarach górnej granicy możliwości ludzkiego umysłu. A co do Tuska, nie sądzę żeby on się wychylał w górę z okolic polskiej średniej IQ ( to 99. Osoba, która osiąga wynik między 115 a 130 jest uważana za inteligentną, między 130-145 już za wybitną, natomiast ilorazem powyżej 145 cieszą się osoby niezwykle zdolne.) Kiedy szefostwo Wojskowych Służb Informacyjnych dostało zlecenie utworzenia nowej partii,
powstała Platforma Obywatelska. Generał WSI Gromosław Czempiński oficjalnie przyznał się do tego (co można sprawdzić w Internecie). Żeby było ładnie i super-demokratycznie na czele stanęło trzech polityków: śp. Maciej Płażyński (zginął w Zamachu Smoleńskim), Andrzej Olechowski (leń jeszcze większy od Tuska, ale tajny agent służb) i właśnie Donald Tusk. Nie minęło dużo czasu, a Tusk pozbył się dwóch pozostałych przywódców PO. Teraz już sam mógł sobie "pokrólować".
Gdy po głupim błędzie Prawa i Sprawiedliwości Platforma zdobyła władzę, dla Tuska rozpoczął się, jak zapewne będzie na starość wspominał, najpiękniejszy, ośmioletni okres jego życia. BYŁ WŁADCĄ WSZECHMOCNYM! Nie do zdarcia. Otoczył się głupcami tchórzami, o których wiedział, że nie tylko mu nie zagrożą, ale nawet nie będą usiłowali. Niech by tylko taki Trzaskowski, czy Budka, zaczęli coś knuć i kombinować. Już po chwili mieliby Palikota na karku. Ponadto miał osobistego ochroniarza, znanego jako Cieć, o twarzy seryjnego mordercy, z którym nawet Putin nie chciałby zadzierać.
To były lata... rozmyśla teraz, gdy wyłamuje sobie palce. Armani, Armaniac i Cohiba. Po ośmiu latach takiego, przepraszam za niewłaściwe słowo, politykowania, jego muza Tante uznała, że pora Donka wypuścić w Wielki Świat. Kazała mu się pakować, zabrać wszystko co potrzeba i jazda do Brukseli. Bo w Warszawie już się zużył, a ewentualna klęska źle by świadczyła o reputacji Bundesligi. No więc spakował Ciecia i śląską rozrywkę po godzinach i pojechał. W przyszłej stolicy Europy (tylko formalnej, bo prawdziwą oczywiście, ku wściekłości żabojadów, jest Berlin z jego Schwanzparade) Donek dostał nie tylko dostojne, adekwatne do jego ambicji stanowisko, lecz nawet... synekurę! Czyli właściwie nic nie musiał robić. No może czasami podać płaszcz, czy marynarkę, dać się po pysiu poklepać pijaczkowi któremuś, niszczyć paskudnych brytoli, którzy naśmiewali się z Hitlera, oraz najlepsza robótka – straszyć rodaków, ten nienormalny ciemnogród, który – o! Tyle dostaniecie! - ośmielił się, na czele z tym potworem-Kaczorem, zaatakować osobiście jego, potomka Barbarossy (ten to dopiero był rudy), jakimś Dudą. Kiedyś za to zapłacą, mimo tego, że Ula rozwaliła Bundeswehrę. Nie szkodzi – Wowa ma i bombki i rakiety.
Miarka cierpliwości Tante się przebrała, gdy Donald w oficjalnym biurze, konkretnie, w pokoju konferencyjnym, kazał ustawić naturalnej wielkości gipsową figurę Kaczora. Początkowo figura była mu potrzebna, by codziennie sprawdzać, bo czasem mu się dziwnie wydawało, że tak nie jest; iż jego 174 cm wzrostu, to więcej, niż 168 cm Kaczora. Więc regularnie mierzył czy to prawda. Jednak wkrótce potem, ponieważ teraz aspirował do klasy, gdzie nie wypada haratać w gałę, trenował przy pomocy kija Big Bertha firmy Callaway Golf, tytanowego drivera o maksymalnej główce (jako początkujący miał kłopoty z trafieniem w piłkę) rozmiarów aż 460 cm^3. Oczywiście celował tylko w figurę Kaczora. Cieć mu na czerwono zaznaczył pożądane punkty trafienia, czyli głowa i przyrodzenie.
Tante miłośniczką golfa nie była. Szkockie paskudztwo. I oto pewnego dnia, gdy obudził się w świetnym humorze, ciągle jeszcze mając w myślach senne marzenia o tych Hawajach, gdzie leży sobie na ultrawygodnym plażowym legowisku, z nieodłącznym koktajlem z parasolką i obserwuje przechadzające się piękności w bikini, albo nawet topless (nie ma już tego wstydu jaki panował w rodzimym Wrzeszczu), trafił go grom z jasnego nieba. Wyczuł coś od razu i szlag trafił całe te Hawaje. Czy to koledzy mający już dość arogancji kolosalnego nieroba i wałkonia, czy sama Tante, której zapewne usłużne świnie codziennie donosiły o jego grzechach, spowodowały że musi szybko umyć zęby, naoliwić gardło, by to paskudne rrrrrr... nie było aż tak denerwujące i usiąść przed ekranem, połączyć się z Kancelarią i wysłuchać. Najprawdopodobniej, co czuł nawet pod łysiejącym czołem, wysłuchać jaki wyrok został wydany i co go czeka już jutro. Dobrze kombinował, jak to zwykle kombinuje inteligentny psychopata. Koniec. Ma się zbierać. I to nie żadne Hawaje czekają. Lub choćby ukochane Dolomity, albo nagroda w gmachu ONZ w Nowym Jorku.Ma wracać do Polski. Do tego przeklętego kraju i durnego plebsu. I ma zamordować Kaczora. Nie w sensie dosłownym oczywiście. On nie ruski szpion. Ma zrobić wszystko, tak bruździć i kombinować, aby Kaczor, na przykład dostając zawału, albo zakrztusić się pod respiratorem, przestał być kolcem w dupie dla Berlina i Brukseli. I dla Kremla oczywiście też. To głównie przez niego Polacken nie mają jeszcze ochoty, pod pozorem – my, Europejczycy, kochajmy się i ściskajmy, jak bracia i kochankowie – zapieprzać za półdarmo na wspaniałych plantacjach szparagów, lub ściereczką ścierać albo szyby Mercedesa nówki, lub pomarszczone tyłki zasłużonych SS-manów. Wymyślili sobie jakąś kretyńską suwerenność. Od czego on, Tusk, doznawał natychmiastowego skurczu pęcherza.
Ale cóż... walizy i hola do znienawidzonego Vatelandu. Przez lata spędzone na obczyźnie był skutecznie izolowany i zamknięty jak ślimak w skorupie i wiedział o dzisiejsze Polsce tylko tyle, co mu codziennie raportowali ludzie typu Halickiego, Biedronia, czy Różyczki. Był więc przekonany, że owszem, będzie pewien znojny wysiłek, ale to stado baranów już jest tak zdesperowane i wściekłe na durniów Kaczora, że potrzeba tylko iskry – właśnie jego, Tuska – Wałęsy-Bis, by przywrócić ich do rozumu i pozwolić im dać się wchłonąć przy pomocy paciorków z Obi, lub Lidla, w masę neoniewolników pracujących dla mądrzejszych, piękniejszych i bogatszych. Co już nawet nie tylko nożem i widelcem potrafią jeść, ale nawet hamburgera pałeczkami. No i wrócił. I się rypło. I to tak, że Hawajów długo nie będzie. To już Irkuck, albo nawet Władywostok są bliższe. Kłamały i oszukiwały te brukselskie wywłoki. Szybko się o tym przekonał. Ci ludzie w "tym kraju" patrzyli na niego złym wzrokiem. Dobrze, że nie pluli. Nawet jego niegdysiejsi oficerowie, jak Trzaskowski, Budka, czy ten palant Schetyna, to dzisiaj kanalie, s-syny gotowe go gotować w smole, alb w g. I co on ma zrobić? Już po paru dniach nabawił się takiej nerwicy, co natychmiast wychwycił ten padalec Kurski z jego ukradzioną TVP, który teraz bez przerwy pokazuje jego ściśnięte pięści, które inaczej dygotałyby tak, że nawet by nie trafił palcem do dziurki w nosie. Jedna staruszka zbluzgała go publicznie. Druga, nie młoda już pani, wygarnęła mu dosadnie, co o nim myśli i ile jest wart. Co za idiota wymyślił te wizyty na prowincji?! Moje miejsce, myśli Tusk, jest w aucie z zaciemnionymi (i kuloodpornymi ) szybami. Tylko tak można obserwować "ten kraj". To motłoch i ciemnogród. Już wiele lat temu Tusk miał o tym pełne przekonanie.
A oni tam w swoich pałacach i luksusowych gabinetach chcą, aby tę barbarzyńską tłuszczę Ojca Rydzyka, Kurskiego i Kaczora przeciągnąć na piękną stronę liberalnej demokracji. 
To jakaś paranoja! Nawet Michnik już padł. I teraz ja mam coś zdziałać?! Tak oto krok po kroku, kawałek po kawałku, ex-premier Donald Tusk, wysłannik europejskiej potęgi, zaczął się rozpadać. Rozpuszczać jak wyciągnięty z zamrażarki Kauflandu lód waniliowy słynnej niemieckiej fabryki Algida.
Źródło: niepoprawni.pl
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? 
18 02 2022 Wiadomości TVP przemilczały konferencję prasową Z. Ziobry!
Nie miałem możliwości obejrzenia dziś konferencji prasowej Z. Ziobry dotyczącej niedawnego orzeczenia TSUE w sprawie tzw. "mechanizmu warunkowości" uzależniającego wypłatę pomocową środków unijnych od przestrzegania przez dane państwo mitycznej tzw. unijnej praworządności. Na szczęście moi znajomi podesłali mi linki do tej konferencji, które też Szanownym Państwu rekomenduję w postaci dwóch relacji, bo nie wiem która się ostatecznie utrzyma na YouTube:
https://youtu.be/AygKUr6X4jE
https://youtu.be/MI8ZYt0D0ME

I powiem tak. Minister Z. Ziobro powiedział niewygodną prawdę o tym, że niestety polski rząd, którego jest członkiem dał się oszukać Unii Europejskiej w czasie negocjacji budżetowych w lipcu i grudniu 2020 roku, kiedy to premier M. Morawicki de facto podpisał unijne rozporządzenie w tej sprawie. I muszę przyznać, że już wówczas Z. Ziobro mówił publicznie, że premierzy Polski i Węgier powinny w tym obszarze postawić weto i byłoby to jedynie z korzyścią dla tych krajów. Ja zresztą też od samego początku też uważałem, że to weto winno być zastosowane.
Polecam obejrzenie tej konferencji prasowej, bo ona naświetla i tłumaczy jak żeśmy jako polskie państwo zostali perfidnie oszukani przez elity unijne z przewodniczącą KE, Niemką Ursulą von der Leyen na czele, która została tą przewodniczącą tak naprawdę dzięki Polsce i premierowi M. Morawieckiemu. Ale cóż... ten Polak, który wierzy Niemcom lub Moskwie może być a'priori uważany na naiwniaka i takim naiwniakiem okazał się niestety nasz premier. Z. Ziobro podczas tej konferencji prasowej wskazał na prawną i polityczną nierówność traktowania Polski w stosunku do krajów Starej Europy a w szczególności do Niemiec. Polskę się szantażuje praworządnością w odniesieniu do Izby Dyscyplinarnej SN, która tylko pośrednio powoływana jest przez polityków (w większości zresztą przez samych sędziów) a w Niemczech sędziów SN powołują tylko politycy i to jest zgodne z praworządnością? Hipokryzja najwyższych lotów. 
Minister Sprawiedliwości zwrócił się też z prośbą do prezydenta Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Gabinetowej, aby odbyć dyskusję nad nową sytuacją, która rysuje się w wyniku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczącego mechanizmu warunkowości. Powtórzył, że zgoda na ten mechanizm wyrażona podpisem Pana Premiera była błędem i z tego błędu trzeba się jakoś wycofać. Podkreślił też, że TSUE: "niejako usiłował zalegalizować tzw. rozporządzenie o warunkowości, które w sposób oczywisty z naruszeniem, złamaniem obowiązujących traktatów wprowadza nowe procedury prawne pozwalające Komisji Europejskiej na bardzo daleko idącą ingerencję w sprawy wewnętrzne państw członkowskich UE” a sam "mechanizm warunkowości" "ma też pozwolić KE na stosowanie elementów przymusu, bardzo daleko posuniętych gróźb i szantażu ekonomicznego, który wpływa na procesy demokratyczne w państwach członkowskich”. Z. Ziobro podkreślił też, że chciałby porozmawiać z prezydentem również o kwestii prymatu polskiej Konstytucji nad prawem unijnym i wyraził żal, że Prezydent w sprawie swojego projektu dotyczącego SN i ID nie skonsultował się z polskimi władzami wykonawczymi a wpierw poleciał do przewodniczącej KE na konsultacje. Dla mnie też jest to dziwne i zastanawiające: czy Prezydent A. Duda ma już zawsze zamiar konsultować polskie prawo wpierw z Ursulaą von der Leyen?
Na konferencji prasowej zostały też poruszone inne tematy, na które chciałby porozmawiać Z. Ziobro z Prezydentem, kwestie: samorządów; fatalnego dla polski projektu „Fit for 55”, który podwyższa cel redukcji emisji dwutlenku węgla w Unii na 2030 rok z 40 do 55 proc. względem poziomu z 1990 roku (koszt dla Polski to 2 biliony 400 miliardów złotych) oraz przeciwdziałania nachalnemu działaniu wyznawców ideologii LGBTQ+. Niestety okazało się, że polski premier w ogóle odrzuca dyskusję na ten temat: "Premier Mateusz Morawiecki sceptycznie odniósł się w piątek do propozycji szefa MS Zbigniewa Ziobry, by zwołać Radę Gabinetową poświęconą orzeczeniu TSUE ws. mechanizmu warunkowości. „Nie sądzę, żeby dzisiaj potrzebne były kolejne debaty na ten temat” - powiedział". No cóż Premier powiedział a w Wiadomościach TVP ani słowa o konferencji prasowej Z. Ziobry. A szkoda, bo naprawdę sprawa dotyczy naszej przyszłości, czyli suwerenności i niepodległości a to jest długookresowo ważniejsze niż np. konflikt Rosji z Ukrainą. Ważą się bowiem losy Polski i naprawdę żałuję, że trzon obecnie rządzących tego nie dostrzega. A przemilczenie przez Wiadomości TVP tej konferencji prasowej uważam za skandal!
Źródło: niepoprawni.pl
Długo czekaliśmy, ale wreszcie Ziobro skoczył Kaczyńskiemu do gardła, jak to się skończy, stawiam na przyspieszone wybory!? Ale i to duże!? Czy państwo polskie ma problem? Czy Patrycja Kotecka miała jedenaście lat temu kontakty z półświatkiem? Czy to przestępcy kazali jej zbliżyć się do Zbigniewa Ziobry? Takie zarzuty stawia żonie ministra sprawiedliwości jeden z byłych członków gangu pruszkowskiego, świadek koronny Piotr K., pseudonim „Broda”, który dla środowiska PiS jeszcze niedawno był bardzo wiarygodnym człowiekiem. Bo jeśli byłoby tak, że Patrycja Kotecka „miała służyć gangsterom do rozpracowywania różnych środowisk”, a „kontakt ze Zbigniewem Ziobro nawiązała na zlecenie mafii”, to byłby nie tylko skandal, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczna dla bezpieczeństwa państwa sytuacja.
Z forum: Pamiętaj Szeryfie że po opuszczeniu rządu z automatu z prokuratora generalnego stajesz się Zerrem.
Widać, że Mr Zero ucieka z tonącego statku. Teraz przytuli się do Konfederacji i będzie próbował znowu wejść do sejmu. Mam nadzieję, że mu się to nie uda i tym razem ktoś skutecznie postawi go przed Trybunałem Stanu. 
16 02 2022 W kogo by tu Tuska przebrać?
Redaktor Lis, zwany też „lizem” w swoim wiernopoddańczym felietonie pt.”TUSK, MY, Naród” usiłuje wypromować Tuska na kogoś kim nigdy Tusk nie był: na Polaka-patriotę i to w dodatku z wizją: „Tusk musi zostać rzecznikiem polskiej nadziei i agentem polskiego optymizmu, gdy odbiera mu się prawa do polskości. Musi być przywódcą narodowym dokładnie w momencie, gdy propaganda władzy odmawia mu nie tylko patriotyzmu, ale nawet przynależności do narodu. Musi skleić dwie Polski…” Liz niemieckiego namiestnika na Polskę, którego Niemcy nie po to do Polski wysłali, żeby skleił Polskę, lecz by doprowadził do takiego poziomu nienawiści i podziału Polaków, by poparli pucz Platformy Obywatelskiej i na fali wojny domowej przekazali władzę Tuskowi i jego bojówkom – marzy o tym, by obiekt jego adoracji stał się „agentem polskiego optymizmu”, gdyż „Oscara za główną rolę może zdobyć tylko Tusk” (sic!).
Czyżby napalony na Tuska red. Lis zapomniał, że agent Stasi o pseudonimie Oskar już w Polsce był??? Polacy dokładnie poznali obiekt Lisa pożądań, który uciekł z Polski, gdy zaczął mu się palić grunt pod nogami po aferze „taśmowej”. Mimo to Lis w ślepej miłości do Tuska pisze na łamach Newsweeka: „Donald Tusk musi powiedzieć Polakom, jaka ma być Polska i dokąd ma iść. (…) Polska potrzebuje męża stanu, po latach nihilizmu potrzebuje idealizmu”; „Ocalając polską demokrację, mógłby stać się jej ojcem w stopniu porównywalnym do Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka czy Kuronia”. Wg. wiernego liza - Tusk ma pełnić rolę „ojca i dziadka narodu”(sic!). Felieton w Newsweeku potwierdza, że Lis stracił kontakt rzeczywistością, licząc na to że Polacy czekają na dziadka z Wehrmachtu jak na Godota a za ojców demokracji uznają agenta Bolka, Mazowieckiego, Geremka i Kuronia. Szkoda tylko, że Lis nie dołączył do tej listy Frasyniuka lub Marty Lempart. Byłoby jeszcze śmieszniej…
Felieton szefa Newsweeka przypomina zalecenia scenografa dla aktora, występującego w roli Dziedzica Pruskiego. Lisowi chodzi o to, by biało-czerwona szarfa była dobrze widoczna dla każdego niedowiarka! Ale w tej roli Donald Tusk już wielokrotnie występował, choćby w transmitowanym przez telewizję skeczu z Płońska, gdzie grający Dziedzica Pruskiego Donald Tusk robił znak krzyża na chlebie - wspominając przy tym matkę i dom rodzinny. Tusk przezornie nie dodał, że w rodzinnym domu Tuska mówiło się po niemiecku, a matce z trudem przychodziła nauka języka polskiego po wyzwoleniu. Tak więc największym problemem dla nowej tożsamości Donalda Tuska będzie zmiana życiorysu, na życiorys Polaka wychowanego w duchu patriotycznym. Bo przecież nie wystarczy napisać w Wikipedii, że dziadek Tuska nie służył w Wehrmachcie tylko w AK skoro każdy Polak wie, że Afrika Korps nie miała nic wspólnego z polskim podziemiem. Co zatem zrobić z zapisanym w Internecie oświadczeniem patrioty Tuska, że „polskość to nienormalność”, że trzeba usunąć Krzyże z przestrzeni publicznej, wprowadzić związki partnerskie, zabrać Polakom emerytury, zwiększyć wiek emerytalny i zmniejszyć zasiłki pogrzebowe, zabrać „jałmużnę” 500+ i nałożyć sankcje za nieprzyjęcie imigrantów arabskich oraz za brak zgody reżimu PIS na pozbawienie Polski suwerenności?
W dobie postępu i genderowej rewolucji zdumiewa więc zalecenie Lisa, że Tusk musi w nowej odsłonie stać się „ojcem lub dziadkiem” i w dodatku „mężem stanu” ! A dlaczego Tusk nie może w kolejnych skeczach wystąpić w roli matki lub babci lub nawet nienachlanego męża, który przebiera się w kiecki? Dlaczego redaktor Lis zaleca Tuskowi zmianę tożsamości na tożsamość polskiej ciemnoty – owego „skrzywionego ryja” i „wieprzowego karku”? Dlaczego były Król Europy nie może wystąpić w skeczu - na kolejnej konwencji Koalicji Obywatelskiej - w roli cioci polskiej demokracji”? Naród by się pośmiał a i postępowcy z Tenkraju byliby zadowoleni… Rozumiem, że sytuacja Tuska jest tragiczna, z czego nawet zdał sobie sprawę oderwany od rzeczywistości red. Tomasz Lis. Tusk wysłany przez Niemców do Polski miał stać się „Führerem polskiej opozycji”, podczas gdy po kilku Tuska występach nikt z opozycji nie zamierza klękać przed niemieckim fagasem!  Tusk miał też za zadanie objechać całą Polskę, ale już na drugim spotkaniu w Mińsku Mazowieckim został tak objechany przez 84-letnią kobietę, że Tuskowi odeszła ochota na osobiste spotkania z Polakami. A nawet z dziennikarzami!
– Dlaczego pan nic nie robi? Dlaczego pan tak sprzyja Niemcom? (…) Proszę pana, ja mam 84 lata, przeżyłam wojnę i powstanie; jestem warszawianką, moi bracia zginęli w powstaniu warszawskim. Dlaczego pan narodowi polskiemu nie sprzyja, tylko sprzyja temu silniejszemu? Niemcy są silniejsze, Rosja jest silniejsza, a pan powinien wszystko robić, żeby walczyć, jeśli jest pan Polakiem. Bo może pan nie jest Polakiem? – mówiła kobieta do wystraszonego Tuska, który natychmiast salwował się ucieczką z Mińska Mazowieckiego.  I jak tu z Niemca zrobić Polaka? I to w dodatku polskiego patriotę, redaktorze Lis?
Źródło: niepoprawni.pl
Emeryt. Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym qwnem!?
Dzisiejsza tak zwana demokracja polega na tym ze jeden decyduje a wszyscy odpowiadają za wydane i realizowane autokratyczne decyzje. Demokracja to nie system sprawowania władzy, a system utrzymujący ludzi w niewoli, i obarczający ich...odpowiedzialnością za tą niewolę. Nie muszę dodawać, że to przynosi zysk nadzorcom (realny i mentalny, tak jak kapo w obozie). I tu jest klucz do rozwiązana tego problemu, który generuje miliony innych problemów, dotykających nas na co dzień. Zatem czym się rożni demokracja od totalitaryzmu?
Z forum: "Felieton w Newsweeku potwierdza, że Lis stracił kontakt rzeczywistością, licząc na to że Polacy czekają na dziadka z Wehrmachtu jak na Godota a za ojców demokracji uznają agenta Bolka, Mazowieckiego, Geremka i Kuronia."Lis vel Lisienko nie stracił kontaktu z rzeczywistością, on tylko dość dobrze diagnozuje stan świadomości sporej części gojów w Polsce, o czym można się przekonać, słuchając tego co mówi na tym nagraniu: https://youtu.be/Z79RiZWQFtk 
14 02 2022 Czy odrzucenie przez Polskę FO byłoby celowe?
Powody: uwspólnotowienie długów i nakładanie podatków unijnych! Ja wiem, że ewentualna utrata pieniędzy, szczególnie z FO byłaby idealną pożywką do krytyki rządów PiS. Wtedy Tuskuś występowałby cały czas z banknotem 50 Euro i omamiał Polaków kłamstwem. Zresztą chyba tylko to umie. Natomiast racjonalnie to tak naprawdę byłoby celowe zrezygnowanie z FO, co by się wiązało też z odrzuceniem przez Polskę uwspólnotowienia długów, czyli nie musielibyśmy płacić za niespłacane w ramach FO długi innych oraz uniemożliwilibyśmy Komisji Europejskiej nałożenia na nasz kraj (czyli nas wszystkich) dodatkowych podatków unijnych. W toczonej od lipca i grudnia 2020 roku dyskusji bardzo często sprowadza się ją li tylko do sporów  dotyczących powiązania wypłat z funduszy unijnych z mityczną unijną praworządnością, ale zapomina się właśnie o kwestiach związanych z nową perspektywą budżetową UE, czyli o wspólnym zaciąganiu długu, który w znacznej części ma pokrywać nowo utworzone instrumenty finansowe w ramach Funduszu Odbudowy oraz o możliwości nakładania przez KE dodatkowych podatków na wszystkich obywateli UE. 
Owszem kwestia powiązania pomocy unijnej z praworządnością jest naprawdę ważna i dotyczy w ogóle naszej długookresowej przyszłości, bo to element nacisku elit unijnych na kraje, które chcą zachować resztki suwerenności i niepodległości i nie zgadzają się na budowę Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, bez granic i państw. Ale też ważne jest tu i teraz a więc bieżące zastanawiania się nad obecnym budżetem UE na lata 2021-2027. 
Powstały ze względu na pandemię koronawirusa dodatkowy unijny program Next Generation (Fundusz Odbudowy) ma wynieść około 750 mld euro, z czego około 60% (450 mld euro) to mają być właśnie pożyczki w ogromnej większości zaciągane na rynkach finansowych (podobno przy korzystniejszych warunkach niż te, jakie musiałyby spełnić poszczególne kraje samodzielnie zaciągające pożyczki) oraz w niewielkiej części poprzez emisję euroobligacji. 
O tym czy dane państwo skorzysta z tych pożyczek to na szczęście jest już kwestia decyzji konkretnych państw, ale nawet, gdybyśmy jako Polska zrezygnowali z nich to i tak ponosilibyśmy obowiązek ewentualnej spłaty części długów państw, które zdecydowały się na nie a utraciły płynność finansową i zdolność do ich spłaty. Z tego punktu widzenia głupotą byłoby nie skorzystanie z tych pożyczek w ramach FO, szczególnie przez biedne kraje południa oraz będące na dorobku (jak Polska) kraje Europy Środkowo-Wschodniej (przeważnie dawnych demoludów)! Pożyczki te będą zaciągane przez KE, podobnie jak euroobligacje i dopiero po ich uzyskaniu KE będzie je dystrybuować do poszczególnych krajów UE - ileż to nowych unijnych synekur powstanie i jakiż to korupcjogenny mechanizm! (ale to tak na marginesie). 
Polska z  Funduszu Odbudowy ma otrzymać 58,1 mld Euro z czego 23,9 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie owych pożyczek. Z ogólnej puli tych środków 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem (sic! - Zielony Ład?) oraz ochroną zdrowia (sic! - szczepionki obecne lub te na jakiś nowy wirus?). W swoim poście pt.: "Po co nam Unia Europejska i "jej pieniądze?"  wskazałem, że nawet cała bezzwrotna pomoc unijna może być Była) dla nas w ogóle niekorzystna finansowo a co dopiero można powiedzieć o pomocy w formie przekazanego nam długu w ramach pomocy z FO? Zresztą przyjęcie FO spowodowało już, że nasza unijna składka ma wynosić 2% naszego PKB a nie 1,2% jak było dotychczas, czyli nasze straty będą jeszcze większe.
Ale pomijając już to, to cóż tak naprawdę więc znaczy uwspólnotowienie długów? Ano to, że każdy kraj będzie mógł zaciągnąć pożyczkę z FO bez żadnego ryzyka, bo w razie, gdyby przestał spłacać, to po prostu przeterminowanymi spłatami zostaną obarczeni inni członkowie UE - "Żyć nie umierać"! Ale niestety to nie wszystko! Nawet chyba jeszcze ważniejsze jest to, że UE będzie musiała zapewnić sobie nowe źródła dochodów na pokrycie zaciągniętych unijnych pożyczek. Mowa jest tu o nakładaniu nowych unijnych podatków, z czym mamy do czynienia - podobnie ja z uwspólnotowieniem długów - po raz pierwszy w historii UE. I te podatki już nie będą ściśle związane z FO, ale zaczną funkcjonować powszechnie zapewne przez cały już czas istnienia UE!
Jakie one mogą być? Ano podatek (opłata) za oddychanie, czyli za tzw. ślad węglowy. Byłaby ona cłem nakładanym na import produktów, których wytworzenie wiązało się z emisją CO2. Kolejnym z pomysłów jest niewielki podatek od transakcji finansowych. Kolejnym może być podatek cyfrowy, obciążający przychody internetowych gigantów. Ten i jak się wydaje słuszny już nawet zaczynają już zresztą wprowadzać poszczególne kraje na własną rękę. 
Tyle tylko, czy urzędnicy unijni na tym poprzestaną? Podatek za ślad węglowy to kolejny absurd jak handel emisjami CO2, które też są swoistym podatkiem za oddychanie nakładanym na wszystkich (sic! - największy przekręt na świecie!) a szczególnie tych, którzy korzystają z tradycyjnych źródeł energii np. węgla kamiennego i brunatnego. Ceny emisji CO2 osiągnęły już niebotyczne rozmiary: z 5 euro za tonę w 2015 roku do niemal 100 euro za tonę obecnie i stanowią już 60% ceny energii. Podatki za transakcje finansowe czy cyfrowe jeszcze jakoś można byłoby uzasadnić, ale przecież zaczyna się też mówić o podatku katastralnym, czyli płaconym w wysokości 1-2% liczonych od aktualnej wartości rynkowej mieszkania (zabór własności!)... A co jeszcze może zaświtać w głowach elit unijnych? Aż strach się bać... może od jedzenia mięsa, co sprawi, że cena mięsa i tradycyjnych wędlin stanie się na tyle duża, że stanie się luksusem dla bogaczy? A może - tak jak niegdyś w Chinach - od posiadania dzieci? A może od chodzenia i biegania, bo pochłaniamy wtedy więcej tlenu i emitujemy zwiększoną ilość CO2... Inwencja twórcza nie zna granic! Reasumując. Może faktycznie dla Polski byłoby lepiej w ogóle zrezygnować z tego FO, bo i tak nam pozostaną tradycyjne środki pomocowe z UE... no chyba, że znów nas zaszantażują praworządnością a wtedy winniśmy się zastanowić nad Polexitem i finansować nasz rozwój własnymi środkami!
Źródło: naszeblogi.pl
Czy wszyscy ratyfikują FO!? Fundusz odbudowy ale dla kogo, Niemiec, Francji, a reszta otrzyma go jako wysoko oprocentowane kredyty na wyznaczone projekty przez Berlin!? Zatem może lepiej nie brać, bo ta pomoc będzie zbyt droga!? Ziobro: „Ta dotacja wcale nie jest bezzwrotna. Będzie przez Polskę spłacana przez 30 lat w postaci czterokrotnie wyższej składki członkowskiej i w podatkach, które Unia Europejska będzie mogła nałożyć na polskich obywateli i nasze firmy, w wysokości, której nie znamy…Do tej pory podatki mógł nakładać tylko polski parlament, i to był atrybut naszej niezależności”.
Fundusz Odbudowy to taka kość niezgody, bo podziałem jego chce tylko zająć się Morawiecki, i jest obawa że tylko pisowskie samorządy będą z niego korzystały!? Pozostali będą musieli smakiem się obejść, lub paść na kolana przed Kaczyńskim!?
12 02 2022 Po co nam Unia Europejska i "jej pieniądze"?
W tytule "jej pieniądze" ująłem w cudzysłowu, bowiem cała ta UE i jej urzędnicy żyją tylko bezproduktywnie dzięki naszym pieniądzom i dysponują tylko naszymi pieniędzmi.  To jest tak naprawdę klasa próżniacza, która stworzyła idealny mechanizm samofinansowania i zarabiania na narodach Europy i tymi nie swoimi pieniędzmi szantażująca tych, którzy wpłacają do ich wspólnego pieniężnego kotła a nie są ideologicznie tolerowani przez tych próżniaków. Tak naprawdę pomoc unijna polega na przelewaniu nie swoich środków do krajów UE, ale na pośrednictwie pasożytuje cała elita i biurokracja unijna. Więc po co dawać im pieniądze, skoro można zaoszczędzić i finansować własne gospodarki samodzielnie? Odnośnie do tytułu. Czy faktycznie przez te lata bytności w UE cokolwiek zyskaliśmy? Owszem, wedle oficjalnych danych Ministerstwa Finansów wpłaciliśmy w latach 2004-2021 (do listopada 2021) do budżetu UE ponad 68,6 mld EUR (uwzględniając zwroty oraz składkę). W tym samym okresie Polska pozyskała z unijnego budżetu prawie 210,4 mld EUR, czyli pomoc dla naszego kraju wyniosła netto 141,8 mld EUR. 
Tylko czy jest to faktyczna prawdziwie prawda? Otóż prawdopodobnie nie! "Z każdego euro wydanego przez kraje "starej Unii" na politykę spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej, w tym w Polsce, wraca do nich 61 centów - wyliczył resort rozwoju regionalnego. Według MRR to dowód, że ta polityka ma dobry wpływ na gospodarkę całej UE. 61 centów, które według tych wyliczeń wraca do krajów piętnastki z każdego euro wydanego na politykę spójności w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech, to dodatkowy eksport krajów "starej Unii". W sumie korzyści piętnastki z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej w latach 2004-2015 resort szacował na 74,69 mld euro. Największe korzyści wynikające ze wzrostu popytu na dobra i usługi importowane z krajów "starej Unii" uzyskają Niemcy, które są największym partnerem handlowym wszystkich czterech krajów Grupy. Na ten jeden kraj przypada 43 proc. dodatkowego eksportu wynikającego z potrzeb dotyczących realizacji polityki spójności. Zyskują też Holandia, Włochy i Francja - licząc razem z Niemcami przypadnie na nie 68 proc. dodatkowego eksportu. MRR wyliczył także, że w przypadku Niemiec, Irlandii i Luksemburga korzyści wynikające z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej przewyższają ponoszone przez te kraje koszty". Ale i tego jest mało! "89 eurocentów wraca do Niemiec z każdego 1 euro wydanego przez ten kraj w ramach polityki strukturalnej w Polsce. Środki te wracają do naszych sąsiadów w postacie zamówień dla niemieckich firm", transferu zysków uzyskiwanych przez niemieckie firmy-córki do niemieckich spółek-matek oraz transferu środków na wewnętrzne operacje kosztowo-twórcze, jak np. tzw. pomoc właścicielska. Także licząc, że Polska uzyskała w latach 2004-2021 (do listopada) 210,4 mld EUR i przyjmując bardzo ostrożnie, że 70 eurocentów na jedno Euro jest retransferem powrotnym tych środków do krajów zachodniej - starej Europy to faktyczna pomoc dla Polski wyniosła w tych latach tylko 30% oficjalnych danych a to jest 63,12 mld Euro. My w tym czasie wpłaciliśmy do UE składkę w wysokości ponad 68,6 mld EUR. Tak więc już straciliśmy na bytności w UE kwotę 5,48 mld Euro. Tyle tylko, że są to moje ułomne wyliczenia, które przedstawiam na podstawie tylko oficjalnych danych a nie szczegółowych badań naukowców z dziedziny ekonomii.
Wybrane fragmenty z: https://niepoprawni.pl/blog/krzysztofjaw/po-co-nam-unia-europejska-i-jej-pieniadze
Łyżka dziegciu w beczce miodu: Polska po 1989 roku stała się rynkiem zbytu a nie krajem, który jest dostawcą wyrobów wysokiej jakości na Zachód. No chyba, że chodzi o wykształconych fachowców, którzy wieją z Polski za chlebem. Być w Unii na warunkach kolonii to, żaden interes dla Polski nie dość, że więcej wpłacamy jak otrzymujemy to jeszcze nam dyktują na co konkretnie dofinansowanie przeznaczyć. Unia tak Polsce pomaga, to dlaczego tak zadłużenie lawinowo wzrasta!?
Zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim. Śmialiśmy się ze standardów obowiązujących w RWPG dziś mamy UE i jej standardy, które są po wielokroć bardziej absurdalne od swych poprzedników. Natomiast pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach oraz życie w super komfortowych warunkach umiłowanym przywódcom, wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje. 
10 02 2022 60 Procent odwrócenie biegu dziejów.
60% płaci już dzisiaj każdy przysłowiowy baran, czyli ja, ty i niemalże wszyscy (bo na przykład urzędnicy instytucji Unii Europejskiej podatków nie płacą), tylko za to, że daliśmy sobie wcisnąć podatek za oddychanie. Totalitaryzm, który właśnie usiłuje powstać, jest pierwszy, który otwarcie mówi: - nie będziecie się bogacić, będziecie biednieć. A to, co dzisiaj oczywiste, stanie się luksusem. Nawet komunizm obiecywał dobrobyt. Fakt, w dalekiej przyszłości. Kiedyś...60% daniny za przywilej oddychania "czystym powietrzem" to dopiero początek. Bo za rogiem czai się dojrzewający i jeszcze zamaskowany, już z pękającą skorupką, totalitaryzm, i to taki, jakiego jeszcze w historii świata nie było. To na razie głównie rozfanatyzowana Europa, choć ci radykalniejsi z nas mówią – cały Zachód, cała domena "białego człowieka" – cywilizacja łacińska, właśnie zdychająca w drgawkach i paroksyzmach, po ranach zadanych nie przez kolejne potworne wojny, tylko przez nieludzkie, głupie i okrutne ideologie jak socjalizm, socjalizm narodowy, komunizm, czy faszyzm. A przede wszystkim przez ludzką pazerność.
Rozmiękczano nas od dziesięcioleci. Mityczne państwa dobrobytu o których od wojny marzyliśmy. A potem... jesteśmy wreszcie tam! Jak biedne bydło wchodzące do rzeźni, nie czuliśmy zapachu krwi i śmierci, tylko radość dołączenia do nich. Do rzeźników w maskach dobrodusznych dobroczyńców. Musiało prawie dwadzieścia lat upłynąć, byśmy w końcu w pełni zdali sobie sprawę, że jesteśmy tylko produktem, mięsem do przerobienia na steki, albo mielone. I nic już nie mamy do gadania. ONI o wszystkim decydują. Umowy, traktaty, prawo... śmieszni jesteśmy – kto pertraktuje z barbarzyńcami sam jest sobie winien, Niech teraz płaci za naiwność, infantylizm, brak wyobraźni i durną ufność w ład, porządek i zwycięskie zawsze dobro. To już było – ale teraz wszystko będzie inaczej. Koniec z obijaniem się na socjalu. Koniec pedalskiego święta. Wkrótce zobaczysz we własnej kieszeni, ile na prawdę jesteś wart.
Podobno szczepionka na COVID to eksperyment naukowy, mówią ci, co kochają wymądrzać się. Czym więc jest to, co właśnie dzieje się w komunistycznych Chinach. Eksperyment społeczny, któremu bacznie przygląda się cała "biała demokracja", czekając na efekty nieustannej obserwacji każdego obywatela, by plusami i minusami oceniania go, w rezultacie albo nagrodzić, albo ukarać. Dokładnie "1984" Orwella. Komuś się śniło, że taka absurdalna fikcja może przeistoczyć się w rzeczywistość, bo szaleńcy, co sprytnie błyskawicznie zdobyli miliardy, właśnie to przeczytali.
Likwiduje się klasę średnią w państwach dobrobytu. Akurat, kiedy Polska stara się jakoś, kulawo i marnie, ją budować. Klasa średnia jest zagrożeniem dla tego właśnie dzisiaj powstającego totalitaryzmu. Prawdziwa klasa średnia to szczęśliwe rodziny. To wypracowany majątek samemu, lub przez dziadków i rodziców. Skrawek wolności i godności osobistej. O co warto zawsze walczyć i będzie się walczyć, jak to się mówi – o swoje. Jak nic już swojego nie będziesz miał, a rodzina to dawny, prymitywny wymysł, mocno ograniczający wolność, mając w zamian szybką i łatwą przyjemność, czy satysfakcję z możliwością wyboru tego, co się w danym momencie lubi, to swobodnie, bez stresujących obowiązków, popłyniesz sobie z nurtem, a sternicy zadbają byś nie walnął o skały, lub nie utknął na mieliźnie, A oni dla wszystkich, już od żłobka i przedszkola dopilnują, byś nie wiedział co żeś stracił (ale nauczą ciebie jak się dobrze bawić i zrobić sobie mała przyjemność).
Ale hola, hola! Zlikwidowanie tradycyjnych struktur: rodziny, w tym podstawowych, najważniejszych w życiu pojęć: matka, ojciec, dzieci; zlikwidowanie wszystkich tradycyjnych bliskich kręgów: szerokiej rodziny, sąsiedzkich, towarzyskich; i pozbawienie osobistej własności, to dla tych "wodzów plemion", których na razie widzimy w Brukseli i Berlinie, za mało. Oni dobrze zdają sobie sprawę, że charakter człowieka powoduje zawsze dążenie do czegoś lepszego, specjalnego, wymarzonego. Jasna sprawa. Zrozumiałe. Więc oferujemy wam "marzyciele" kredyty, pożyczki, wynajmy, hipoteki. I kupicie wtedy sobie ten nowy smartfon, albo te kotlety, jak staną się luksusem, gdy idioci żywieniowi zaczną nas modyfikować, byśmy naturalnie spożywali i trawili trawę, bo ta wszędzie rośnie jak głupia. I nie będziecie mieli czasu by się martwić, że trzeba ciężej pracować, brać dodatkowe godziny, bo sen z powiek będzie spędzać myśl o długach do spłacenia. I nawet wam do głowy nie przyjdzie, bo takie rozmyślanie po prostu zaniknie w tym nowym świecie pogoni za pieniędzmi na spłaty długów i pogoni za przyjemnością, rozrywką dla mas i stanami upojenia. Nie pomyślicie, że teraz właściwie jesteście podlejszymi niewolnikami, niż w starożytnym Egipcie, Grecji, czy Rzymie. Nawet plemieniem nie jesteście, tylko stadem z pastuchami i owczarkami, które będą pilnować, byście przypadkiem nie zboczyli z właściwej drogi.
Czy my możemy jeszcze coś zrobić? Zawalczyć o prawdziwą wolność i odwieczne tradycje? Nie chce mi się tu dywagować o poziomie ogłupienia obywateli Zachodu, ich państw dobrobytu i łatwego socjalu. Nikt raczej u nas nie chce wierzyć jak wielki jest poziom głupoty tamtych społeczeństw. Nawet staraliśmy się małpować te kretyńskie wybryki z telewizji MTV, narzędzia urabiania młodych. Kto pamięta polityków polewających się wodą z wiadra. To tykanie się łokciami w instytucjach UE. No i te tragikomiczne klękanie zawodników przed meczami na stadionach. Możemy jeszcze (i czasu niewiele) zawalczyć, TYLKO wtedy, jeżeli do zdecydowanej walki staną demokratycznie przez nas wybrani władcy. I tu mamy duży problem – władza nasza, prawie cała Zjednoczona Prawica, a przynajmniej ci, którzy mają jakieś wpływy, są niestety tchórzliwi. Oczywiście oświadczą, że są tylko ostrożnie, że taka jest właśnie dyplomacja i że należy zawsze unikać konfliktów. Zgoda, tak być powinno, gdy wszystkie strony grają uczciwie i grają w to samo. A nie gdy RP stara się rozgrywać partię szachów, podczas gdy oni akurat rozgrywają ulubioną grę kremlowskich gabinetów – grę w dupniaka. I to my mamy się wypinać i zasłaniać oczy, gdy oni nas walą.
Wygląda na to, że nasza prawicowa władza, w sumie dosyć przyzwoici ludzie, gdzieś około roku 2016 dowiedziała się, że jest coś takiego w socjologii i psychologii społecznej jak asertywność. Nie ta zmodyfikowana już poprawnością polityczną, tylko tą właściwą – mieć swoje zdanie i walczyć o nie aż do skutku. I co ważne – nie dlatego, że w swoim mniemaniu ma się rację, lub akurat leży to w moim interesie, tylko taka walka musi się toczyć w ramach prawdy i sprawiedliwości. W ramach uczciwości i przyzwoitości. Zjednoczona Prawica potrzebowała aż 6 lat, aby po wchłonięciu takiej postawy, ją w pełni zrozumieć i nauczyć się z niej korzystać. Dlatego traciła sympatię zwolenników, których wprost rozwścieczały te nieudolne podrygi typu – krok naprzód, dwa kroki do tyłu. Raz skręt w lewo, raz skręt w prawo. I to całe zachowanie wobec ewidentnych oprawców – okazywanie szacunku, przestrzeganie protokołów i wyrafinowanych elementów dobrego wychowania na poziomie królewskiego dworu, gdy już nikt nie miał wątpliwości, że na przeciwko stoi szubrawiec, oszust, cwaniak i karierowicz, ktoś, kto chętnie by ci napluł w twarz, a gdyby nie był jeszcze parszywszym tchórzem, przyłożyłby piąchą w nos. Nie, my stoimy z wyrazami szacunku i psim wzrokiem, trykamy się łokciami i z uśmiechem konsumujemy kolejne kłamstwa, połajania, pogróżki. Tak już dalej być nie może, jeżeli mamy nie przestać być Polakami. Co to będą już tylko wspominać dawne, dobre czasy. Przykro jest pisać takie pesymistyczne przepowiednie. Nie robię tego dlatego, że akurat teraz dystopia – czarna wizja przyszłości jest popularna w pop kulturze. To nie straszenie kolejnym horrorem. Lecz jest to wielce prawdopodobny rozwój wypadków. Zawsze są tacy, co chcą panować i posiadać poddanych. Jak najwięcej zniewolonych, którzy są przecież najlepszym źródłem ich dobrobytu.
Źródło: niepoprawni.pl 
05 02 2022 Kiedy wreszcie L. Balcerowicz na zawsze przestanie dawać publiczny głos!?
"Były wicepremier Leszek Balcerowicz porównał TVP do Russia Today. Pisząc o zablokowaniu rosyjskiego propagandowego kanału przez władze Niemiec, zapytał, kiedy Polacy, „odsuwając PiS”, zablokują „PiS Today i całe to goebbelsowskie PiS TVP. Porównanie, oprócz tego, że jest częścią najnowszej „mądrości etapu” opozycji i jej sympatyków oraz autorytetów pt. „PiS sprzyja Putinowi/PiS rządzi jak Putin” etc. (mimo że to PiS jako pierwszy, a także- wybrany z ramienia tej partii prezydent, ostrzegali przed zakusami Putina jeszcze w czasach, gdy - dziś niesamowicie antyputinowski - ówczesny premier Donald Tusk był nazywany przez kremlowską prasę „naszym człowiekiem w Warszawie”), wydaje się również bezsensowne. 
Całkiem niedawno też poseł M. Szczerba z PO powiedział między słowami życzeń z okazji urodzin L. Balcerowicza, iż: "Pan Profesor trzy dekady temu miał Plan i potrafił go zrealizować. I nieustannie inspiruje!. Natomiast został wyśmiany i stłamszony podczas konferencji zorganizowanej dla młodych ludzi przez R. Trzaskowskiego pod nazwą "Campus Polska", gdzie nawet się obraził, że młode pokolenie nie spija "z jego słów śmietanki" jak młode pokolenia w latach 90-tych XX wieku.
Ale... "Nóż się w kieszeni otwiera", gdy można dziś zauważać, że ten pożal się Boże ekonomista znów chce wkroczyć na polską scenę polityczną i do publicznej dysputy. Tyle ile on narobił Polsce szkód (wraz z J. Lewandowskim) to trudno zliczyć: wyprzedaż za grosze polskiego majątku narodowego (tzw. "dzika" prywatyzacja a tak naprawdę umożliwienie firmom zagranicznym konkurencyjnego wrogiego przejęcia polskich firm), zezwolenie na wyprowadzenie z Polski miliardów dolarów (poprzez sztywny kurs dolara), pauperyzacja Polaków, bieda i ogromne bezrobocie, doprowadzenie Polaków do ubóstwa poniżej tego ubóstwa granicom... Ten człowiek już na zawsze w historii Polski winien być uważany za przykład bezwolnego albo cynicznego zdrajcę naszego kraju i uznany za persona non grata  a nawet odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Mało mamy w Polsce współczesnej geniuszy, czyli (za Wikipedią) osób posiadających bardzo wysoki poziom ogólnych zdolności poznawczych, zdolnych do tworzenia oryginalnych koncepcji naukowych, nowych form organizacji społecznej, nowych dzieł artystycznych, rewolucyjnych wynalazków technicznych. Wśród polityków i zwolenników reprezentujących obecną opozycyjną scenę polityczną występuje wyraźny deficyt geniuszy. Można powiedzieć, że chyba w ogóle ich nie ma.
Takim "guru" dla wielu jest właśnie L. Balcerowicz, który tak naprawdę jako ekonomista od 1989 roku forsuje jedno tylko zdanie:  prywatyzacja i jeszcze raz prywatyzacja. Zresztą w swojej dziedzinie co rusz i średnio raz na kwartał wypowiada się krytycznie na temat obecnej władzy, nie widząc, że jego niechlubny dla Polski czas przeminął. Sam Półbóg, jak na Geniusza przystało uwielbia sam siebie stając się w powszechnym odbiorze coraz bardziej śmieszny... ale geniusze mają pierwotny ciąg do władzy oraz cechują się megalomanią/samouwielbieniem i egocentryzmem połączonym egoizmem. Sądzę, że on w to swoje posłannictwo wierzy cały czas..., bo w niektórych chorobach chory nawet nie wie, że jest chory. 
Jak wspomniałem u niego występuje fetyszyzacja prywatyzacji: "trzeba prywatyzować wszystko i to szybko". Swego czasu powiedział m.in.: "Wyjście Skarbu Państwa z sektora energetycznego i sprzedaż części udziałów państwa w kilku największych firmach zmniejszyłyby potrzeby pożyczkowe Polski o ok. 70 mld zł, co odpowiada ok. 5 proc. PKB - oceniają eksperci z Fundacji FOR. - Mamy nadmierną, czyli szkodliwą obecność państwa w gospodarce, z punktu widzenia naszego rozwoju - powiedział przewodniczący FOR prof. Leszek Balcerowicz w środę podczas konferencji prasowej. Wyjaśnił, że udział państwa polskiego w gospodarce jest wyższy niż średnio na Zachodzie. - Odpolitycznienie gospodarki przez prywatyzację jest zasadniczą reformą. To reforma ustrojowa - dodał. Według niego prywatne firmy działają lepiej, poza tym politykom trzeba odebrać możliwość rozdawania stanowisk w firmach. Balcerowicz zaznaczył, że przyspieszenie prywatyzacji byłoby buforem, który wzmocniłby gospodarkę oraz zmniejszył przyrost długu publicznego, zanim zostaną przeprowadzone zasadnicze reformy m.in. finansów publicznych. - Jeżeli ktoś myśli o rozwoju naszej gospodarki, to musi myśleć o prywatyzacji jako o fundamentalnej reformie".
Tak mówił na początku 2010 roku i sądzę, że swojej opinii nie zmienił do dzisiaj. Jakżeż więc musi go boleć obecna repolonizacja polskich firm i rozwój państwowych spółek oraz planowane przez rząd duże inwestycje. To zupełnie inna wizja Polski niż on prezentuje od samego początku, czyli od 1989 roku. Musi go to wszystko bardzo frustrować stąd - w swoim przebłysku geniuszu - dalej jak mantrę mówi o tej prywatyzacji.  W tym prywatyzacyjnym zaklęciu mieści się cała jego genialna wiedza ekonomiczna... Takich ludzi - mówiąc sarkastycznie - nam potrzeba!
Na koniec trochę wiedzy dla młodych ludzi. Plan L. Balcerowicza był niemal wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zastosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1987 roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi się w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na upadek komunizmu) plan ów (którego głównymi współtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych".  Kąsek więc był duży (tym bardziej, że Polska faktycznie za czasów E. Gierka zbudowała dość duży potencjał przemysłowy... fakt, że na kredyt i trochę nieraz alogicznie, niemniej potencjał konkurencyjności dla firm zachodnich był ogromny)... Więc sobie postanowiono przejąć ten potencjał rękoma L. Balcerowicza (nota bene był on chyba trzecim lub czwartym ekonomistą, któremu zaproponowano przeprowadzenie tej reformy... inni odmówili a doktorek L. Balcerowicz poczuł szansę na zrobienie po 15 latach doktorowania habilitacji).  Oczywiście doradcą L. Balcerowicza był J. Sachs... Tak o rozwiązaniach Konsensusu Waszyngtońskiego mówi Joseph Stiglitz- noblista w dziedzinie ekonomii z 2001 roku -"Efekty polityki wymuszanej przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach. rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim".
Źródło: niepoprawni.pl 
03 02 2022 To nie CO2 zmienia klimat a klimat decyduje o ilości CO2.
W związku z trwającym obecnie kryzysem energetycznym, towarzyszącym kryzysowi pandemicznemu COVID-19 i przygotowaniom KE do wprowadzenia pakietu Fit for 55, warto przypomnieć opracowanie polskich naukowców z 2011 roku, protestujących przeciwko pakietowi klimatycznemu UE i wprowadzonemu mechanizmowi handlu certyfikatami do emisji CO2(system EU-ETS), będącemu wielkim geszeftem globalistów i elementem projektu Wielkiego Resetu oraz NWO, zapisanym w ONZ - owskich agendach:
- Agendy 21 z 1992 roku
- Agendy 2030 z 2015 roku
"Protest polskich naukowców przeciwko wprowadzeniu pakietu klimatycznego."
Przyjęty w Unii Europejskiej pakiet energetyczno – klimatyczny w celu ograniczania emisji dwutlenku węgla i handlu uprawnieniami do jego emisji jest nieuzasadnionym i nieroztropnym programem. Sztuczna regulacja CO2 jest bardzo kosztownym oraz antygospodarczym działaniem ograniczającym zastosowanie tańszych technologii i może wywołać bardzo głęboki kryzys gospodarczy. Program pakietu klimatycznego jest sprzeczny z przyjętym Traktatem lizbońskim. Polska podpisała Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską oraz Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w którym zobowiązała się popierać rozwój możliwie najwyższego poziomu wiedzy swojego narodu przez szeroki dostęp do edukacji oraz stałe uaktualnianie wiedzy. Do takiego rozwoju powinna dążyć i najwyższego poziomu wiedzy swojego narodu bronić.
Polska posiada ok. 9 mln ha lasów które potrzebują rocznie do swojego wzrostu ponad 3,2 mld ton CO2. Brakuje do pełnego wzrostu naszych lasów co najmniej 300 mln ton a nawet 500 mln ton tego życiodajnego gazu. Program Unii Europejskiej ogranicza nam antropogeniczną (pochodzącą z przemysłu) roczną produkcję dwutlenku węgla w ilości 280 mln ton. Za każdą dodatkową tonę emisji dwutlenku węgla ponad wyznaczony limit tj. 208 ton, będziemy płacić już 20 Euro. Roczne koszty wprowadzenia programu klimatycznego dla Polski szacowane są obecnie na kwotę 5 - 15 mld zł i będą wzrastały. W przyszłości planuje się jeszcze zmniejszenie wyznaczonego nam teraz limitu. Dlaczego więc musimy wprowadzać program ograniczania dwutlenku węgla ze szkodą dla naszych lasów oraz pól uprawnych i jeszcze za to słono płacić?
CO2 jako składnik powietrza atmosferycznego (makroelement) jest naturalnym nawozem niezbędnym światu roślinnemu. Prowadzone przez wiele lat badania potwierdziły, że na obszarach zielonych (w tym na terenach rolniczych) brakuje dwutlenku węgla. Intensywność rozwoju biosfery poprzez wzrost flory uzależniona jest od ilości CO2 w powietrzu, podstawowego czynnika hamującego (lub przyśpieszającego) wzrost roślinności w procesie fotosyntezy. Do budowy każdej rośliny potrzebne jest ponad 55% pierwiastka C w przeliczeniu na suchą masę. Cała ta ilość budulcowego pierwiastka C pochodzi wyłącznie z dwutlenku węgla zawartego w powietrzu.
Na terenach zielonych szczególnie w okresie intensywnego wzrostu roślinności (w maju) oraz w dniach słonecznych w godzinach południowych przy dostatecznej wilgotności gleby, występuje deficyt dwutlenku węgla. W celu zwiększenia przyrostu objętościowego masy roślinnej wskazane jest zwiększenie ilości CO2 w powietrzu. Dla przykładu, w celu zintensyfikowania upraw szklarniowych dostarcza się do pomieszczeń dodatkowo większe ilości tego gazu. Zwiększając ilość CO2 zwiększamy dwu – trzykrotnie intensywność przyrostu masy uprawy roślinnej. Dlatego zmniejszając ilości dwutlenku węgla ograniczamy rozwój świata roślinnego. W jakim więc celu wprowadzać ogromnie kosztowne działania gospodarcze zmierzające do ograniczania emisji, które po pierwsze nie przyniosą efektu w postaci zmniejszenia ilości dwutlenku węgla nawet o jedną dziesiątą procenta w atmosferze, po drugie niewielkie zmniejszenie będzie działaniem na pewno ze szkodą dla świata roślinnego. Na jakiej podstawie niektórzy twierdzą, że zwiększyła się zawartość dwutlenku węgla w atmosferze? Nadal brakuje wiarygodnych dowodów pomiarowych ilości CO2 na całej powierzchni i prostych metod ich weryfikacji .
….....................
Ignorowany jest zupełnie fakt potwierdzony empirycznie, że podwyższona zawartość CO2 w atmosferze jest korzystniejsza dla wszystkich gatunków roślin, niż zawartość niska. Flora oczywiście sprzyja faunie i warunkuje jej życie na Ziemi oraz wzajemnie na siebie oddziaływają. Życie człowieka bez przyrody ożywionej byłoby niemożliwe. Niska zawartość dwutlenku węgla w powietrzu atmosferycznym ogranicza wzrost świata roślinnego. W jakim więc celu wprowadzać bardzo kosztowny system gospodarczy ograniczający emisję dwutlenku węgla, gazu „życia” koniecznego przyrodzie.
Opracowali: dr inż. Edward Przybysz & mgr inż. Wiesław Klimek
Wybrane fragmenty: https://niepoprawni.pl/blog/35stan/to-nie-co2-zmienia-klimat-a-klimat-decyduje-o-ilosci-co2
Z forum: …..lewactwo twierdzi że jest katastrofalne ocieplenie klimatyczne, a prawica - że go nie ma. To szczególny i godny uwagi podział wynikający zapewne z akceptowanych źródeł informacji. Ale prawda jest i musi być jedna. W największym skrócie: o  środowisko powinniśmy dbać aby go nie zniszczyć. Bo ma prawo do istnienia. Bo jest naszym środowiskiem które na to zasługuje. Jest dobrem które należy szanować.  Ale bzdury o katastrofalnym ociepleniu klimatycznym, to tezy wprowadzone chyba jeszcze przez bolszewizm w czasie zimnej wojny. Bez podstaw. Coś, jakby Zachód miałby się zabić własną pięścią. Na skutek kilkukrotnego zwiększenia kosztów pozyskania energii, a jeśli już to tylko czystej i odnawialnej. To oznacza głęboki kryzys ekonomiczny a więc też kryzys rozwoju ekonomicznego Zachodu wobec radosnego rozwoju państw komunistycznych. 
01 02 2022 Służby sprawdzają możliwe drugie dno delegacji NIK na Białoruś. W tle "biznesy" syna Banasia.
Dziennik przypomina, że chodzi o grudniowy wyjazd grupy przedstawicieli Najwyższej Izby Kontroli na spotkanie z Komitetem Kontroli Państwowej Białorusi. "Jego celem miało być — jak czytamy w piśmie prezesa Mariana Banasia do szefa sejmowej Komisji do spraw Kontroli Państwowej Wojciecha Szaramy — powołanie »roboczego zespołu kontrolerów do przeprowadzenia kontroli równoległej w Puszczy Białowieskiej z udziałem przedstawicieli Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Oświaty, Nauki i Kontroli UNESCO«" — pisze "Rz". — Wydaje się, że kontrola, o której mówią oficjalnie przedstawiciele NIK, była jedynie fasadowym powodem tej podróży. W sytuacji trwających działań strony białoruskiej przeciwko Polsce takie kontakty budzą zdumienie — mówi cytowany przez "Rz" rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.
Żaryn dodaje, że "sprawa wizyty delegacji NIK na Białorusi budzi szereg dodatkowych wątpliwości". — Tej wizycie przewodził faktycznie Jakub Banaś. Wątpliwe są podawane publicznie podstawy do organizowania tej wizyty — zaznacza. Według źródeł "Rzeczpospolitej" służby sprawdzają, czy wyjazd ma związek z "biznesami" Banasia juniora. "Jedna z jego firm miała prowadzić interesy ze stroną białoruską, wykorzystując stare kontakty ojca" — czytamy. "Banaś senior ma posiadać znajomego ze służb białoruskich w randze generała, który odpowiada za tamtejszą administrację skarbową. Może to być znajomość z czasów pracy w Ministerstwie Finansów" – sugeruje jeden z rozmówców "RZ".
"Pytań jest więcej. W NIK w tym samym czasie powstawała analiza dotycząca budowy muru na granicy polsko- białoruskiej, która, co oczywiste, godzi w interesy Białorusi. Jej krytyczne wyniki opublikowała 21 stycznia Gazeta.pl. »Rzeczpospolitej« NIK nie odpowiedział, czy raport kontroli jest dostępny i kiedy powstawał. Śladu po nim nie ma też – jak przyznaje nam – MSWiA. – Kontrola muru była w projekcie planu kontroli NIK w 2022 r. jako planowa, ale Kolegium w grudniu ją wykreśliło" – czytamy. Prezes Najwyższej Izby Kontroli złożył doniesienie do prokuratury na wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka. Uważa, że wiceszef resortu go zniesławił, zarzucając "zdradę państwa".
We wniosku do prokuratury Banaś i jego ludzie piszą: "jako pokrzywdzeni (…) zawiadamiamy o podejrzeniu popełnienia przestępstw polegających na przekroczeniu uprawień przez funkcjonariusza publicznego Piotra Wawrzyka sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, polegających na publicznym pomówieniu, znieważeniu i poniżeniu (…) konstytucyjnego organu Rzeczpospolitej Polskiej — Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, jak również funkcjonariuszy publicznych, pracowników Najwyższej Izby Kontroli". — To polityczna nagonka, a komisja została zorganizowana w celach politycznych — ocenił Marian Banaś na posiedzeniu komisji.
Banaś oświadczył, że nie boi się prawdy i nie chowa głowy w piasek, podczas gdy marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wezwana przez kontrolerów NIK do złożenia zeznań w charakterze świadka, nie stawiła się na przesłuchanie. Przypomniał, że każdy obywatel, który dostanie wezwanie na przesłuchanie, ma obowiązek stawić się lub usprawiedliwić swoją nieobecność. Jeśli ignoruje wyzwanie — dodał — to łamie prawo. Jak wskazał prezes NIK — Mam nadzieję, że do wstawiennictwa pani marszałek dojdzie wkrótce. Mam nadzieję, że na przesłuchaniu stawi się także prezes Jarosław Kaczyński, dla którego będzie to nie tylko obowiązek, ale i kwestia honorowa — powiedział Marian Banaś, nawiązując do wezwań NIK wobec ww. polityków.
Prezes NIK poinformował, że wyjaśnienia dot. wyjazdu na Białoruś zostały udzielone marszałek Sejmu 21 stycznia. — NIK to niezależny organ kontroli państwowej o konstytucyjnym umocowaniu. Nie pozwolę, aby politycznie sterowany marszałek Sejmu ingerował w niedozwolony sposób w kwestie dot. niezależności NIK — powiedział. 
O szczegółach delegacji poinformował jej przewodniczący, dyrektor białostockiej delegatury NIK Janusz Pawelczyk. Przekazał, że wyjazd dla pięciu osób na trzy dni na Białoruś kosztował 4,5 tys. zł. Wskazywał, że głównym celem rozmów była sytuacja w Puszczy Białowieskiej, w której prowadzona jest kontrola NIK. — To nie była wycieczka, żeby zrobić komuś na złość, czy też pogłębić kryzys pomiędzy oboma państwami. Ten wyjazd podyktowany był bardzo pragmatycznymi kwestiami. Na dzień dzisiejszy mamy poważne ustalenia, które wskazują na konieczność podjęcia radykalnych działań, zmierzających do tego, żebyśmy zniwelowali ryzyka, bo w niedługim okresie czasu możemy mieć poważny problem chociażby w komunikacji z UNESCO i innymi organizacjami międzynarodowymi — mówił. — Podczas spotkań ze stroną Białoruską nie poruszaliśmy kwestii politycznych, bo nas to nie interesuje. Poruszaliśmy kwestie merytoryczne, te kwestie, które mają istotne znaczenia dla aktualnie prowadzonych kontroli, a które mogą mieć poważny wpływ w najbliższym czasie — oświadczył.
Źródło: onet.pl 
29 01 2022 Wyznawcy Sześciu Króli.
Pani Monika Olejnik w „Kropce nad i” raczyła oświadczyć: „Miałam na studiach logistykę, więc potrafię myśleć logicznie”. Wystarczyłoby zajrzeć do Wikipedii aby się dowiedzieć, że: „logistyka to  proces planowania,  realizowania i kontrolowania sprawnego i efektywnego ekonomicznie przepływu surowców, materiałów i wyrobów gotowych. Działania logistyczne obejmują kontrolę zapasów, lokalizację zakładów produkcyjnych i magazynów  oraz przepływ informacji”. Na studiach ( zootechnika SGGW )  pani Monika mogła mieć faktycznie logistykę. Mogła się uczyć o transporcie żywca do rzeźni czy transporcie i magazynowaniu paszy dla krów, ale nie ma to nic wspólnego z logiką i jej wykładem. Oczywiście nie można wykluczyć, że pani Monika myśli logicznie w sposób naturalny, wrodzony, tak jak oddycha i nawet nie wie gdzie się tego nauczyła. Pani Monika jest zatem w sytuacji pana Jourdain ze sztuki J.B. Molière pod tytułem „Le Bourgeois gentilhomme” ( Mieszczanin szlachcicem), który nie wiedział, że mówi prozą. Pan Jourdain nie ukończył jednak podyplomowych studiów dziennikarskich i nie pracował jako dziennikarz. Nie parał się słowem. Można mu więc darować jego ignorancję. Pani Monika jako czynna dziennikarka powinna jednak odróżniać logikę od logistyki. Nie można również wykluczyć, że wpadka słowna Moniki Olejnik to zwykły lapsus. Tak czy owak zapisuje on  panią Monikę do grona Wyznawców Sześciu Króli założonego przez Ryszarda Petru.
Do grona Wyznawców Sześciu Króli zapisujemy również panią Janinę Ochojską na podstawie jej  wypowiedzi dla tygodnika Polityka: „ Gdy o tym myślę przychodzi mi do głowy proces Adolfa Eichmanna, który w Norymberdze bronił się mówiąc, że tylko wypełniał rozkazy”. Pani Ochojska choć jest astronomem, zawodową filantropką i zawodową posłanką europejską, a nie historykiem  z racji choćby swych dawnych związków z „Tygodnikiem Powszechnym” powinna przynajmniej słyszeć o sztandarowym dziele Hannah  Arendt „Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła” wydanym w Polsce właśnie przez „Znak”. Powinna pamiętać, że proces Eichmanna odbył się nie  w Norymberdze lecz w  Jerozolimie 11 kwietnia 1961 roku, po brawurowym pojmaniu Eichmanna przez wywiad Izraela 11 maja 1960 r. w argentyńskim Buenos Aires, gdzie mieszkał i ukrywał się od 10 lat.  Eichmann został skazany na śmierć i stracony w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1962 roku.
Wysoką pozycję w Kościele Wyznawców Sześciu Króli zajmuje również Ewa Kopacz za wypowiedź dotyczącą wyginięcia dinozaurów: „Wtedy, kiedy dinozaury jeszcze były, a ludzie nie mieli żadnych strzelb, nie mieli żadnej broni nowoczesnej, która pozwoliłaby ich ( uwaga, dodatkowo błąd gramatyczny  - powinno być „ je” ) zabić. Rzucali kamieniami w tego dinozaura i wiadomo, że od jednego rzucenia tym kamieniem na pewno nie padł, ale jeśli przez miesiąc, dwa miesiące rzucali tymi kamieniami, to go na tyle osłabili, że mogli go pokonać. Więc presja ma sens" - przekonywała Ewa Kopacz. Dinozaury zniknęły z powierzchni ziemi w końcówce ery mezozoicznej, a więc około 70-80 mln lat temu. Pani Kopacz zapewne potraktowała dosłownie przenośny sens słowa dinozaury. Pod adresem konserwatywnej  strony sceny politycznej często używa się przecież argumentu „wyginiecie jak dinozaury” co oznacza przeświadczenie, że konserwatywny system wartości jest nie do utrzymania we współczesnym świecie.
O przynależność  do  grona Wyznawców Sześciu Króli otarł się również niestety premier Mateusz Morawiecki, który powiedział: „chcemy, żeby jak najwięcej osób zarabiało więcej, bliżej średniej krajowej, powyżej średniej krajowej, wokół średniej krajowej i również te osoby, które dziś zarabiają na poziomie średniej krajowej, będą beneficjentami tej zmiany”. Premier Morawiecki był prezesem wielkiego banku i ma wykształcenie ekonomiczne, nie jest więc możliwe żeby nie rozumiał pojęcia średniej. Być może miał na myśli, że chciałby aby jak najwięcej osób zarabiało kiedyś powyżej obecnej średniej krajowej. Ta przyszła średnia krajowa wzrośnie oczywiście wraz z zarobkami i cenami. Takie zjawisko nazywa się jak wiadomo inflacją. Pamiętamy czasy gdy wszyscy byliśmy milionerami, a ciastko kosztowało dwadzieścia tysięcy. Rolą pieniądza jest wyznaczanie udziału w podziale tortu jakim są dobra tego świata. Pieniądzem była kiedyś sól, potem metale szlachetne, pieniądz papierowy, zapis cyfrowy. Nie mam zamiaru przytaczać tu historii pieniądza. Pozwolę sobie za to na wspomnienia. Kiedy miałam bodajże cztery lata powiedziałam ojcu, że chciałabym znaleźć tyle złota żeby starczyło dla wszystkich ludzi na świecie. „Nie przyszło ci do głowy, że złoto miałoby wówczas wartość i siłę nabywczą piasku”- odparł kwaśno ojciec. Na usprawiedliwienie idiotyzmu, który powiedziałam przypomnę, że byłam wówczas tylko małym dzieckiem. Raz na zawsze zostałam wtedy wyleczona ze skłonności do myślenia utopijnego.  Żądanie, żeby wszyscy mieli wszystkiego równo jest niebezpieczną utopią i prowadzi do niebywałych zbrodni, gdyż może być zrealizowane tylko przemocą. Pragnienie żeby wszyscy zarabiali powyżej średniej jest nonsensem matematycznym. Większość rozkładów opisujących zjawiska przyrodnicze dąży do rozkładu normalnego, który jest symetryczny względem wartości oczekiwanej czyli średniej. Oczywiście istnieją rozkłady asymetryczne W rozkładzie o asymetrii lewostronnej najczęściej występująca wartość (dominanta, moda) jest większa niż wartość średnia. Wtedy wartości niższe od wartości średniej są bardziej rozproszone ( zróżnicowane). W rozkładzie o asymetrii prawostronnej dominanta jest niższa od wartości średniej a bardziej rozproszone są wartości wyższe od średniej. Inaczej mówiąc większość z nas zarabia poniżej średniej natomiast wysokie zarobki zależące od wielu czynników pozamerytorycznych są bardzo zróżnicowane bo taka jest waga tych czynników. Złośliwi internauci utworzyli nawet mem, w którym premier Morawiecki mówi: „ dzięki dobrej zmianie wszyscy będą zarabiać powyżej średniej krajowej” ale na szczęście to tylko dowcip.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Wczoraj przeczytałem, że R. Petru był cudownym dzieckiem. W wieku 6 lat wiedział tyle o ekonomii co teraz...Czy można by się pokusić o stworzenie panteonu gwiazd, który otwierał by R. Petru dalej np. Pan Joński, Pan Szczerba, Pani Jahira, Pani Żukowska, Pan Puda, Pan Soboń, Pan Niedzielski...itd...itd...Czy przedstawiciele herbu "tytan myśli i ojciec prawdziwej demokracji" nie powinni stworzyć wspólnego ugrupowania ? 
27 01 2022 "Ekstrema Solidarności" i odwrócenie sojuszy.
Podstawą ideologiczną PRL był tzw. „sojusz robotniczo – chłopski”; my do dziś borykamy się z innym bardzo trwałym sojuszem powstałym u zarania III RP – sojuszem „ekstremy Solidarności” z komunistami. W ponurej dekadzie lat osiemdziesiątych partyjna propaganda stale pisała o tzw. „ekstremie Solidarności” jako przyczynie wszelkich kłopotów. Utrzymywano, że partia i rząd dawno by się porozumieli ze „związkową częścią Solidarności”, gdyby nie „ekstrema”, a konkretnie jej najbardziej ekstremalne postacie - Kuroń i Michnik. Później ze zdumieniem zobaczyliśmy, że właśnie ci, po stokroć uwiarygodnieni w walce z komunizmem, najwięksi wrogowie systemu, stali się partnerami komunistów w rozmowach „okrągłego stołu”, a prywatnie wydawali się z nimi wręcz zaprzyjaźnieni. Trudno dociec, kiedy nastąpiło odwrócenie sojuszy, gdy ta część antykomunistycznej opozycji, która wywodziła się z kręgu pokonanej w 1968 roku „żydokomuny” („puławian”), postanowiła pogodzić się z dawnymi towarzyszami w celu wspólnej budowy demokracji...
Głównym propagandystą „schyłkowej komuny” był Jerzy Urban, prywatnie zaprzyjaźniony z „ekstremistami”. Ale o tym dowiedzieliśmy się dekady później. Pogłoski, że Michnik z Urbanem moczą się razem w jacuzzi traktowaliśmy jako esbeckie wrzutki mające na celu dyskredytację naszych przywódców. Jak blisko było „ekstremistom” kojarzonym z „Solidarnością” do środowiska z którego wyrośli, świadczy wyznanie Jacka Kuronia z jego książki pt. „Siedmiolatka, czyli kto ukradł Polskę” (dziś wiemy, kto ukradł, ale tego nie ma w książce Kuronia). Kuroń pisze nadzwyczaj ciepło o towarzyszach z partii komunistycznej: „Wielu moich znajomych, a nawet przyjaciół zostało w partii. (...) Różne są między nami zaszłości, ale jestem z nimi emocjonalnie związany. Co z tego, że ja przez lata byłem uważany za najgorszego wroga systemu, skoro zawsze będę się starał tych komunistów zrozumieć, jakoś ich wytłumaczyć, zobaczyć w nich ludzi szukających idei. Mój związek z ludźmi partii nie jest tak silny, jak związek z kolegami, z którymi wspólnie próbowałem obalić komunizm, ale jest i pozostanie na zawsze.”
Chyba jednak związek Kuronia z „ludźmi partii” (a właściwie ludźmi UB) był silniejszy od związku „z kolegami, z którymi wspólnie próbował obalić komunizm”, bo mianował swego śledczego z SB - pułkownika Lesiaka – na ważne stanowisko w Urzędzie Ochrony Państwa. Zadaniem Lesiaka w III RP była „ochrona państwa” przed ludźmi, z którymi Kuroń jeszcze niedawno „próbował obalić komunizm”. Lesiak zajął się nielegalną inwigilacją prawicy, a konkretnie Jarosława Kaczyńskiego, którego „trzeba wszelkimi metodami zwalczać. Obmową, działaniami operacyjnymi, wprowadzeniem agentury" (fragment instrukcji płk Lesiaka). Zdaniem historyków Kuroń prowadził rokowania w imieniu „demokratycznej opozycji”, a raczej odsuniętej w 1968 roku frakcji „puławian” PZPR. Rokowania te - zalegendowane w formie przesłuchań u płk Lesiaka - stanowiły część przygotowań do negocjacji „okrągłego stołu”, w trakcie których porozumieli się „jak Polak z Polakiem” - Michnik z Urbanem i Kwaśniewski z Geremkiem...
O agenturalności Wałęsy Polacy dowiedzieli się dopiero w 2008 roku z epokowej pracy Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. „SB a Lech Wałęsa”, ale ta wiedza była znana w kręgach bezpieczniackich i wśród wierchuszki partyjnej od lat (min. spraw wewnętrznych Kowalczyk do odpoczywającego na Krymie Gierka: ”Na czele strajku stoi nasz człowiek”). Mroczną tajemnicę Wałęsy znał także Jacek Kuroń (wiedzę tę prawdopodobnie uzyskał od swych kontaktów w resorcie bezpieczeństwa), dlatego poinformował o tym przywódców Wolnych Związków Zawodowych. Dla nich nie było to żadną rewelacją, bo według Andrzeja Gwiazdy, od trzeciego dnia strajku nie mieli wątpliwości co do roli Wałęsy. Po dramatycznych całonocnych obradach kierownictwa WZZ, aby nie narażać na zniszczenie dopiero co powstałej „Solidarności”, postanowiono ukryć ten fakt i otoczyć Wałęsę „kordonem sanitarnym”. Jak wiadomo szczelne kontrolowanie Wałęsy się nie powiodło - to on przy pomocy agentury pozbył się twórców związku. Kuroń prawdopodobnie sam chciał zostać przywódcą „Solidarności” („obalić komunę”, zdobyć Nobla, przemawiać w Kongresie USA itp.), dlatego w swej książce pisał z przekąsem: „Wałęsa niesiony na fali historii. On, przywódca robotniczy, łebski elektryk z Wybrzeża, na własnych nogach doszedł do płotu strajkującej stoczni i sam go przeskoczył. Potem już płynął na falach (...) Kiedy przeskoczył mur, jakieś dziwne siły wzięły go pod skrzydła (...) nikt nie odpowie dlaczego władza zgodziła się na niezależne związki, na czele których w naturalny sposób musiał stanąć Wałęsa. Ale że sprawy przyjęły taki obrót to już nie zależało ani od Wałęsy, ani od KOR-u, ani od związków zawodowych, ani od strajkujących. To była wola wyższa. Trudno zgadnąć gdzie zapadały decyzje. Na Kremlu? W Waszyngtonie? W Watykanie? W warszawskim KC? A może we wszystkich tych miejscach po części?” Ale Kuroń przekonał się w końcu do Wałęsy. Po puczu „nocnej zmiany” 1992 roku, gdy staraniem agentów rozmieszczonych we wszystkich ugrupowaniach sejmowych (z wyjątkiem partii Kaczyńskiego!) obalono rząd Jana Olszewskiego, Kuroń powiedział, że „uniknęliśmy strasznej, przerażającej sytuacji dzięki prezydentowi, dzięki Lechowi Wałęsie”. Ta „przerażająca sytuacja” to perspektywa dekomunizacji i pozbycia się agentury z życia politycznego.
Również „ekstremista” Michnik zmienił swój wrogi stosunek do Wałęsy (dziś go uwielbia), a zbiegło się to w czasie ze spektakularnym odwróceniem sojuszy w wykonaniu samego noblisty, gdy jako prezydent zaczął „wzmacniać lewą nogę”. Dziś zarówno Wałęsa jak i Michnik mocno trzymają się lewej nogi i jej okolic. Polska była najtrudniejszym obszarem do realizacji „pierestrojki”, choćby z powodu istnienia prawdziwej opozycji. Dlatego przemiany rozpoczęto właśnie u nas. Mimo starannego przygotowania kadr, dynamika wydarzeń zaskoczyła komunistów. Nastąpiła seria nerwowych konsultacji w Białowieży między Jaruzelskim, a sowieckimi decydentami. Ponieważ „Solidarności” nie udało się w pełni kontrolować operacyjnie, postanowiono związek zlikwidować siłą. Płk Mazguła miał rację mówiąc, że stan wojenny był przeprowadzony „stosunkowo kulturalnie” - w każdym razie jak na zwyczaje i możliwości komunistów. „Przywracanie porządku” w roku 1981 w sposób jaki niedawno widzieliśmy w Kazachstanie byłby klęską wizerunkową przywódców „wprowadzających demokrację” i mógłby zniweczyć istotę przemian w obszarze postsowieckim, bo pozory liberalizacji i demokratyzacji byłyby nie do utrzymania.
Polacy „zawdzięczają” Jaruzelskiemu straszną, straconą dekadę lat osiemdziesiątych, podczas której świat uciekał do przodu, ale ten czas był konieczny dla komunistów, by opanować sytuację. Nawet wśród publicystów konserwatywnych istnieje kompletnie błędna interpretacja tych czasów. Często mówi się, że komuniści za wszelką cenę starali się utrzymać dawny porządek, a chodziło o to, by mogli oni uchodzić za „mężów opatrznościowych” budujących demokrację („hamulcowi” procesu zmian – Żiwkow i Ceaucescu - źle skończyli). Mimo że już w grudniu 1981 roku skompletowany był cały zestaw postaci, którym zamierzano powierzyć pierwszoplanowe role w „demokratycznej Polsce” (byli oni internowani w Jaworzu), dopiero w roku 1989 uznano, że sytuacja dojrzała do kontrolowanego „przekazania władzy” w „dobre ręce”. Wymagało to aż 10 lat mrówczej pracy komunistycznych służb, stutysięcznej armii tajnych współpracowników i zewnętrznego wspomagania. Dlatego w Polsce najpóźniej przeprowadzono wolne wybory i najpóźniej opuściła kraj okupacyjna armia. Jaruzelski umiejętnie rozbrajając sytuację w Polsce, uratował cały proces „pierestrojki”, czym niewątpliwie zasłużył sobie na „platynowo – złoty” Order Lenina i wdzięczność organizatorów przedsięwzięcia. W Polsce najwięcej zawdzięczają Jaruzelskiemu główni beneficjenci przemian - komuniści, którzy zachowali swoją uprzywilejowaną pozycję, a także dokooptowani „ekstremiści” - pomagierzy w realizacji scenariusza napisanego w Moskwie.
Wybrane fragmenty z : https://naszeblogi.pl/61205-ekstrema-solidarnosci-i-odwrocenie-sojuszy 
24 01 2022 Czy Niemcy planują zamach stanu w Polsce?
Wszystko, a tym bardziej oświadczenie hiszpańskiego europoseła Estebana Gonzáleza Ponsa - wiceprzewodniczącego kierowanej przez Donalda Tuska Europejskiej Partii Ludowej wskazuje o planowaniu zamachu stanu w Polsce: – Spróbujemy pomóc polskiemu społeczeństwu zmienić władze, które wydają się nie być dobre dla Polski – mówi w wywiadzie dla portalu euractiv.pl hiszpański europoseł Esteban González Pons. To on – jak pisze portal – ma pokierować w lutym „misją Parlamentu Europejskiego ws. zbadania informacji nt. nielegalnego użycia szpiegowskiego oprogramowania Pegasus przeciwko politykom opozycji”...
Co ciekawe, plan obalenia rządu PIS-u wpisuje się w przygotowania Rosji do wojny z Ukrainą. Telewizja CNN bowiem poinformowała, że USA mają informacje wskazujące, że Rosja może planować zajęcie Kijowa i obalenie obecnych władz: "Wywiad amerykański posiada takie same jak Brytyjczycy dowody na to, że Rosja planuje zainstalowanie w Kijowie przyjaznego sobie przywódcy". Wynika to z faktu, że Rosja próbuje uniknąć ciągnącej się latami wojny. Jednym ze służących do tego kroków jest zainstalowanie w Kijowie przyjaznych sobie władz i używanie szpiegów do wzniecania protestów...
O imperialnych zapędach Putina, któremu udało się kupić wielu przywódców europejskich, w tym zwłaszcza z Niemiec od lat przestrzega Unię Europejską Polska pod rządami PIS-u. Ale UE już nie ma - jest to coraz bardziej zależna od RFN organizacja, która od lat prowadzi politykę przyjazną Rosji. Przewodniczenie radzie dyrektorów spółki Nord Stream 2 AG przez byłego kanclerza RFN dowodzi, że rurociągi Nord Stream1 i Nord Stram 2 są narzędziem do realizacji celów imperialnych przez Władymira Putina i federazacyjnych przez RFN. Akceptacja imperialnej polityki przez Niemcy stała się brutalnie widoczna właśnie teraz – w sytuacji zagrażającej Ukrainie agresji ze strony Rosji - co bez wątpienia doprowadzi do sytuacji grożącej III Wojną Światową. Warto bowiem zwrócić uwagę, że jak podaje agencja Bloomberg - prezydent Chin Xi Jinping może wpłynąć na decyzję Władimira Putina o ataku na Ukrainę! Chiński przywódca nie chce ponoć, aby ewentualny konflikt wywołany przez Rosję w Europie przyćmił zbliżające się igrzyska olimpijskie w Pekinie. "Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje Xi, jest to, by Putin przyćmił wielki moment Chin, wywołując globalny kryzys ze Stanami Zjednoczonymi i Europą. Szczególnie w sytuacji, gdy Xi chce wzmocnić swoją pozycję w kraju" - pisze amerykańska agencja, wskazując na nadchodzące wybory prezydenckie w Chinach.
Tak więc to nie Joe Biden i Stany Zjednoczone mają wpływ na deeskalację napięcia w Europie, ale przywódca Chin. Nie zdziwi mnie, gdy podobnie jak w przypadku Afganistanu, stetryczały przywódca Stanów Zjednoczonych zostanie zaskoczony nie przez Talibów, ale tym razem przez Rosję i Chiny.
Odstąpienie Kongresu Stanów Zjednoczonych od sankcji na Nord Stream 2 otworzyło bowiem drogę do rozpoczęcia pełzającej III Wojny Światowej. Ważnym elementem nadciągającej wojny będzie pacyfikacja przeciwników odradzającego się imperium sowieckiego i współpracującej z nim Rzeszy niemieckiej. Tak pozbyto się ś.p. Lecha Kaczyńskiego, który przybył do Tbilisi w 2008 roku, podczas wojny rosyjsko- gruzińskiej i po kolejnym bombardowaniu przez Rosjan miasta Gori. Po blisko 14 latach słowa ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego o potrzebie skończenia z rosyjską dominacją wydają się tak samo aktualne: „….dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę – przestrzegał w Gruzji prezydent Rzeczypospolitej. Najpierw Ukraina - a potem może Tajwan?…
Od czasu wojny z Gruzją zaszło wiele zmian w Europie. Ścisła współpraca Republiki Federalnej Niemiec z Rosją, oparta o dostawy gazu rurociągami Nord Stream sprawiła, że nie tylko zmiana władzy na Ukrainie jest dzisiaj konieczna z punktu widzenia imperialnych i federalizacyjnych planów Moskwy i Berlina. Wszak to Radosław Sikorski nazwał rurociąg Nord Stream 2 nowym Paktem Ribbentrop-Mołotow. W tej sytuacji konieczna jest także zmiana władzy w Polsce, o czym bez ogródek mówi dziś zastępca Tuska w Europejskiej Partii Ludowej Esteban González Pons. Żeby jednak doprowadzić do zamachu stanu, trzeba polskie władze pozbawić możliwości zdemaskowania szpiegów i agentów działających na rzecz wrogów Polski. Hiszpański zastępca Tuska nie kryje, że chce użyć „całej siły Parlamentu Europejskiego” do działań wobec Polski. W lutym PE ma obradować nad rzekomą „nielegalną inwigilacją” w Polsce”, czego efektem ma być kolejna rezolucja przeciw naszemu krajowi i w konsekwencji powołanie komisji śledczej, która miałaby „odkryć całą prawdę”. W grudniu agencja AP, powołując się na ustalenia grupy Citizen Lab działającej przy Uniwersytecie w Toronto i sponsorowanej przez Georga Sorosa podała, że za pomocą oprogramowania Pegasus miał być inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek…. A kim jest Roman Giertych na którym ciążą podejrzenia o wypraniu dziesiątków milionów złotych? Giertych to nietykalna Święta Krowa - obrońca m.in....Radka Sikorskiego i Donalda Tuska – protegowanego Angeli Merkel, który przebiera nóżkami, by jak najszybciej rządzić Polską - oczywiście w imieniu IV Rzeszy a także jako człowiek Putina w Warszawie. Tusk jako szef EPL nie jeździ jednak po RFN, Francji czy Holandii, by spotykać się z przedsiębiorcami, gnębionymi przez rządy UE. Tusk – tak jak w sytuacji poprzednich puczów przeciwko rządowi PiS-u, organizowanych przez Platformę Obywatelską - niecierpliwie czeka w "tym kraju", by natychmiast po zamachu wskoczyć na stołek Gubernatora polskiego landu… Zabiegi do przeprowadzenia zamachu stanu w Polsce prowadzone są na coraz większą skalę i już zupełnie otwarcie: uczestniczy w nich Komisja Europejska, nakładając na Polskę absurdalne sankcje. A także TSUE. Rzecznik generalny TSUE stwierdził ostatnio, że sądy mogą badać przepisy krajowe pod kątem zgodności z prawem Unii Europejskiej. „To nawoływanie do anarchizacji systemów prawnych krajów członkowskich” – ocenił europoseł Jacek Saryusz-Wolski.
Źródło: niepoprawni.pl
Muszą wrócić czasy kiedy za szpiegostwo i dywersję karano śmiercią. 
22 01 2022 W tymczasowym szpitalu covidowym.
Może pan zdjąć maseczkę, tu panu nie będzie potrzebna. Powiedziała to do mnie jedna z trzech osób zawiniętych od stóp do głowy w kombinezony ochronne, w plastikowych maskach na twarzach zza których widać było tylko oczy. Ucieszył mnie ten rodzaj wolności – bardzo źle znosiłem te szmaty utrudniające oddech,  poprzedniej zimy przez noszenie maseczki straciłem zęba. Jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że jestem właśnie wrzucany do covidowej zupy. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że robiono to ze mną na podstawie niepewnego testu, sprzedawanego w sklepach spożywczych. Wielkie rozmiary szpitala, wszystkie te biurokratyczne procedury, karetka jak kabina pojazdu kosmicznego, zabezpieczenia personelu sugerowały, że  sytuacja pacjenta jest pod kontrolą, czy, wyrażając się mniej surowo, jest on pod czułą opieką. Taką też tutaj była codzienna troska o pacjentów w szpitalu tymczasowym. Leków, badań, kroplówek, jedzenia, troski mieli pod dostatkiem. Po dwóch dniach pobytu w szpitalu przypuszczałem, że gdyby nie warunki kwarantanny, skazujące mnie na minimum 10 dni przebywania w szpitalu, to mógłbym być stąd wypisany. Na tle innych pacjentów, przebywających tu niekiedy od przeszło miesiąca, byłem człowiekiem względnie zdrowym, poruszającym się normalnie bez szybko pojawiającego się zmęczenia, co jest typowe przy chorobie covidowej.  Korzystałem z tlenu, może to pozwoliło mi szybko wrócić moim płucom do normy.
Szpital umieszczony w hali targowej zaimponował mi. Został wykonany przez wojsko z OTK.  Przy każdym łóżku komputer z programami pozwalającymi choremu na samodzielną kontrolę swojego stanu zdrowia. Dobrze zorganizowana, otwarta przestrzeń hali, instalacja tlenowa, system przywoływania pielęgniarek, regulowane łóżka, różne warianty oświetlenia, toalety i prysznice, sympatyczna obsługa wreszcie -  wszytko to robiło dobre wrażenie. Bardziej jak z chorobą walczyłem z ludzką złą wolą, która docierała do mnie spoza szpitala. Rozmowy telefoniczne były moim głównym zajęciem. Z jednej z nich, dowiedziałem się, że Lubelszczyzna jest matecznikiem koronowirusa, stąd zaraza rozpełzła się po całej Polsce. Tu mieszka najwięcej niezaszczepionych. Najpierw zarazili Warszawę, gdzie masowo dojeżdżają do pracy, a stamtąd wirus zaatakował całą Polskę. Mojego rozmówcę trochę zatkało, gdy dowiedział się, że choć leżę w szpitalu lubelskim, covidem zaraziłem się prawdopodobnie we Wrocławiu, ewentualnie była to konsekwencja zaszczepienia się. Jeden z najciężej chorych w szpitalu, leżący ze mną na sali młody człowiek, z całą pewnością zaraził się właśnie we Wrocławiu. Ta czarna propaganda zwolenników zaszczepienia całego narodu sama nie miała sensu, ale samopoczucie tych, którzy ją rozpowszechniają, uległoby poprawie, jeśli dowiedzieliby się, że większość pacjentów szpitala covidowego to osoby nieszczepione. Na piśmie tego nie widziałem, przekazywał mi to jeden z lekarzy, który wszakże opcję szczepionkową zdecydowanie popierał, określając po cichu nieszczepiących się półgłówkami.
Innym docierającym do mnie odpryskiem propagandy, tym razem czysto antyrządowej, było ubolewanie, że rząd jest nieprzygotowany do epidemii i brakuje łóżek w szpitalach zakaźnych. – Chłopie – powiedziałem - komu ty to mówisz. Przecież ja jestem w takim szpitalu. Są w nim 402 łóżka, wszystkie detalicznie ponumerowane. Pacjentów i pacjentek jest w tej chwili dużo mniej jak stu, a zwożą tu wszystkich zdechlaków z całego, najbardziej podobno zaatakowanego przez zarazę, województwa. Widzę to na własne oczy, zdjęcie ci mogę posłać. Nie wiem, czy to do człowieka dotarło, znam kilka, humorystycznych w sumie przypadków, gdy polskiego zacietrzewienia nie są w stanie przełamać najbardziej oczywiste dowody. W czasie mojego 11- dniowego leczenia nie dotarła do mnie wiadomość o niczyjej tu śmierci. Ale akurat ja zajmowałem łóżko, na którym przede mną leżała śmiertelna ofiara covida, liczący 48 lat mężczyzna. Byłem świadkiem rozmowy, uzmysławiającej zagrożenie. Do mojego mocno chorującego sąsiada przyszła lekarka, która go tydzień wcześniej przyjmowała do szpitala. – Dobrze, że pana widzę – zaczęła rozmowę. Dowiedziałem się, że  młody człowiek otarł się o śmierć, istniała spora szansa, że już by go tu nie było. Jest się czego obawiać – zaraza, która uśmierca, jeśli tego nie dokona, to zdrowie podkopie.  
Po trzech dniach pobytu na sąsiednim łóżku znalazł się mój nowy towarzysz w chorobie. Człowieka tego przywieziono prosto z jakiejś lubelskiej piwnicy, gdzie znalazł się po wyrzuceniu go ze schroniska dla bezdomnych. Kaszlał specyficznie, raz jako chory na covida, dwa jako nałogowy palacz. Mnie kaszel już wtedy opuścił, ale zaraz wrócił i kaszlałem na nowy sposób, zapożyczony u sąsiada. Tak przynajmniej mi się wydawało. Zastanawiałem się, dlaczego tak  bez głowy lokowano pacjentów. W mojej sekcji stało 24 łóżka,  zdecydowanie więcej jak połowa była wolna, a potem w ogóle tylko trzy były zajęte.  Skazano nas na leżenie w odległości 1,2 metra od siebie. Cały świat objęty izolacjami, kwarantannami, przestrzeganiem dystansu a tu chorzy jeden przy drugim. Mój sąsiad, z którym przecież łączyła mnie naturalna solidarność, miał na dodatek typowy dla bezdomnych odruch trzepania i czyszczenia swojej odzieży. Czynił to perfekcyjnie, swoim wdziankami strzelał niczym z bata. Gładził je dłonią, jakby prasując, na sobie  albo rozłożone na łóżku. Miał specjalną szczoteczkę do ich czyszczenia. Tolerowałem tę manię, ale gdyby nie moje wyjście ze szpitala, to wyniósłbym się na koniec sali, bo na koniec wziął się za trzepanie pościeli.
Miałem w szpitalu czas na snucie refleksji i na dłuższe rozmowy, w których nieopatrznie zdarzało się wchodzić na frustrujące obie strony  tematy  natury politycznej i obyczajowej. Gdy pora na telefony się kończyła, siadywałem w nocy na końcu pustej z jednej strony sali i słuchałem dobiegającego z dala covidowego kaszlu.  Nie było go dużo - mocno kaszlała zwykle jedna osoba,  kilka wtórowało słabiej. Zastanawiałem się na zbieżnością obecnej mojej sytuacji i opisania przeze mnie kilka lat temu kaszlu w pewnej starej kamienicy. Ale sobie nieciekawy temat znalazłem – tak wtedy sam o tym z rezerwą myślałem. Dziś to temat numer jeden na świecie. A ten rozsypuje się jak stara kamienica. Szpital tymczasowy to też żałosne miejsce, umieralnia ludzi, co odeszli od Boga tak dalece, że nawet żaden krzyż tutaj nie wisi. Została im tylko obawa przed śmiercią, a potem bezrefleksyjna, zwierzęca zgoda na nią. Notuję swoje zaznaczające się dobitniej myśli. W tym, wydawałoby się, czasie odseparowania od społeczeństwa mogłem się niespodzianie do niego przybliżyć, więcej niż zwykle z ludźmi rozmawiając bezpośrednio i telefonicznie oraz słuchając szpitalnych rozmów. Nie mogę zrozumieć zawziętego uprzedzenia bezdzietnych starych ludzi do programu „500 plus”, i to już nie biorącego się ze względów na polityczne preferencje, ale powstałego z niechęci do dzieci, do tego rejwachu jaki czynią, a jaki ja sam uwielbiam. Świat bez dzieci, bez ich spontaniczności jest ponurym domem starców i demonów. Nie mogę pogodzić się z rozpowszechnioną w Polsce praktyką oczekiwania i wymuszania pieniędzy od starych rodziców przez ich wykoślawione moralnie, mocno dorosłe dzieci. Zdumiewa mnie skala żulostwa, które, między innymi, na tym bazuje. Pogodziłem się z faktem, że zawiść wobec rodaków, którzy odnieśli jak najbardziej zasłużony sukces, leży w narodowym charakterze i jest chorobą nieuleczalną.
W tym miejscu, w szpitalu covidowym spotkałem się bezpośrednio z deklaracjami nienawiści do katolickiego Kościoła. Młodsza część społeczeństwa polskiego ma to już wdrukowane w swój światopogląd. Do niej należący ze zdziwieniem przyglądają się ludziom przyjmującym Komunię, dla nich to wręcz egzotyka. Widziałem to po ich minach. Wyszedłem ze szpitala bogatszy o parę doświadczeń.  Jeszcze łatwiej mi teraz wskazać na luki w programach opieki zdrowotnej, na te czarne dziury, z których chory  się już nie wygrzebie. No i co z tego? Wiedzą  o tym wszyscy zainteresowani, w tym również ci, którzy tym zarządzają. Kliniczna niezdolność do rzeczywistych, skutecznych reform oraz niemożność zwalczenia w społeczeństwie potwora egoizmu nie rokuje Państwu  Polskiemu dobrze.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Chodzi o to, że rząd całą uwagę skupił na zarazie, w szczególności zaniedbał leczenia innych chorób. Nie należy więc mówić o nieprzygotowaniu, ale raczej nieprzemyślanej reakcji. Być może braki łóżek występują tam, skąd zabrano sprzęt, by stał w półpustych szpitalach kowidowych. 
21 01 2022 KE promuje Fit For 55 kosztem Polski. Tobiszowski dla Niezalezna.pl: Potrzebny jest rozsądek a nie demagogia.
"Takie półprawdy i liczby pozbawione kontekstu robią wielkie zamieszanie i zakrzywiają rzeczywistość." - ocenił wprowadzający w błąd wpis Komisji Europejskiej europoseł Grzegorz Tobiszowski. Jak stwierdził w rozmowie z Niezależna.pl, wydatki przedstawione przez KE, są niewielkie w porównaniu z tym, co idzie wraz z pakietem Fit For 55. Polityk zaznacza, że w obliczu trudności występujących na rynku energetycznym "potrzebna jest refleksja i rozsądek, a nie ideologia i demagogia". Twitterowy profil Komisji Europejskiej opublikował wpis, w którym informuje o 270 mld euro wydanych przez Polskę na import paliw kopalnych. Co ciekawe, KE nie podaje tam w jakiego okresu dotyczą dane oraz sugerując ogromne wydatki, co powinno skłaniać do poparcia FitFor55, nie wspomina o o wiele większym imporcie Niemiec. Wpis spotkał się z falą krytyki internautów, którzy zarzucili celową dezinformację. Komentujący stwierdzili, że celowo nie wspomniano o tym, że podane wydatki to suma 20 lat oraz, że nasi zachodni sąsiedzi, na węgiel, ropę i gaz, w ciągu o połowę krótszego okresu, wydali prawie 3 razy tyle.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy europosła Grzegorza Tobiszowskiego. Zdaniem polityka partii Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, zachęcanie w ten sposób do rozszerzania zielonej polityki, jest zakrzywianiem rzeczywistości. "Takie półprawdy i liczby pozbawione kontekstu robią wielkie zamieszanie i zakrzywiają rzeczywistość. To nie jest tak, że nagle w ramach Fit for 55 pojawi się znikąd darmowa czysta energia. Według analizy banku PKO SA realizacja Fit for 55 ma kosztować Polskę ponad 527 miliardów euro" - stwierdził europoseł. Jak dodał, "przedstawione przez Komisję Europejską liczby sumują dwie dekady. Te pół biliona euro wydać będziemy musieli w kilku najbliższych latach."
Hipokryzja państw członkowskich "W artykule Forum Energii zaznacza, że nie został wzięty pod uwagę eksport polskiego węgla. Pojawia się istotne pytanie - dlaczego? Rosyjski węgiel ma parametry, których wymaga wiele polskich ciepłowni, a rodzime kopalnie złóż takiego węgla nie mają - to duża część importu. Nasz węgiel natomiast w tym czasie eksportowaliśmy do kilkudziesięciu krajów świata - od państw najbliższych jak Austria, Niemcy i Czechy - po Afrykę północną - i co ważne - z dużym zyskiem." - zauważa Tobiszowski. Jak zaznaczył europoseł, "ropę naftową i gaz importują właściwie wszystkie kraje UE bo rodzime złoża pokrywają tylko ułamek zapotrzebowania. Niemiecki import gazu z Rosji wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat o 50%". Zdaniem polityka, "sprawą absolutnie nadrzędną jest energetyczna niezależność i energetyczne bezpieczeństwo Polski. Surowcem, który nam to dzisiaj i przez najbliższe lata będzie zapewniał jest węgiel, który jak wszyscy wiedzą jest na celowniku Komisji Europejskiej. “Stare kraje” Unii Europejskiej wielkimi kosztami i w długim czasie zmieniały swoje systemy energetyczne. Dobrze wiedzą, że wprowadzenie pakietu Fit for 55 będzie dla Polski i kilku innych krajów niezwykle trudne i może spowodować czasowe niedostatki energii. Tę energię nam dostarczą, oczywiście po swoich cenach i  o ile będą mieli nadwyżki, bo już widzimy, że są okresy kiedy występują niedobory. Wtedy z problemem zostaniemy sami.
Bilans pomiędzy konwencją a ryzykiem. Polska bardzo mocno inwestuje w nowoczesne, efektywne technologie energetyczne w tym w źródła odnawialne, ale tu też proszę zwrócić uwagę, że dostawcami technologii i urządzeń są europejscy giganci - tacy jak Siemens, który jest światowym liderem wśród dostawców turbin wiatrowych." Grzegorz Tobiszowski, przypomina również, że zmiany w systemie energetycznym Polski, nie należą do spraw prostych, a dokonanie ich w sposób satysfakcjonujący wiąże się z dużymi wydatkami. "Zwróćmy uwagę, że istotą są bardzo duże pieniądze.   Znacznie większe, niż te rzeczone 270 mld euro. Nasz system energetyczny musimy budować bilansując stabilną energetykę konwencjonalną z czystszą, ale znacznie bardziej niestabilną energią ze źródeł odnawialnych. Wykazywanie pojedynczych liczb bez uwzględnienia kontekstu, uwarunkowań i ogromnych kosztów alternatywnych to albo niedopatrzenie albo celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd." - oznajmia Tobiszowski. "Zadziwiające jest takie piętnowanie energetyki konwencjonalnej w czasie kryzysu energetycznego i galopujących cen energii. Widzimy dziś, że ten promowany przez Komisję Europejską system energetyczny się nie sprawdza. Teraz potrzebna jest refleksja i rozsądek, a nie ideologia i demagogia." - kwituje.
Źródło: niezalezna.pl
A mnie się wydaje jak Turów przejmą Niemcy, to i wydobycie węgla stanie się opłacalne, i kopalnia będzie ekologiczna!? Tak po prostu będą inaczej węgiel wydobywali!?
A mnie się wydaje, że jak polskie kopalnie kupi zagraniczny inwestor to węgiel nagle stanie się cacy, i to ma być ten zielony ład!? Rząd w ramach patriotyzmu gospodarczego sprowadza węgiel z Rosji, i Ukrainy, a polski na hałdach magazynuje!? Kto i ile na tym zarabia!? Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!?
Dobre to bogate Niemcy mogą tonami odprowadzać CO2, bo ich stać na kupno praw do jego emisji, a biedacy tacy jak Polska za kilkanaście kilogramów odprowadzanego CO2 kary będą płacić!? Doprawdy powiadam wam trudno jest zrozumieć ten Zielony Ład!? 
19 01 2022. 75 urodziny Balcerowicza. Najlepsze komentarze lewicowych publicystów.
Balcerowicz w 1990 roku zafundował Polkom i Polakom terapię szokową. Do dziś ekonomista budzi kontrowersje oraz udziela się w życiu publicznym. Redakcja wPunkt podsumowała najlepsze komentarze lewicowych publicystów z okazji jego urodzin. “W związku z urodzinami Leszka Balcerowicza Panu profesorowi najlepsze życzenia:Dalekich podróży, zwiedzania bezkresnych przestrzeni, sprawdzenia się w starciu z ekstremalną pogodą i przygody przy wyrębie lasu w tajdze” – napisał Piotr Ciszewski. “75 lat temu urodził się Leszek Balcerowicz. Byłoby lepiej, gdyby się nigdy nie urodził” – pisze kwartalnik Nowy Obywatel.
“Nie należy zbytnio personifikować procesów społecznych. Ale nie należy też zbyt łatwo machać ręką na osobistą odpowiedzialność za sprawstwo podłości. Ten facet ma krew i ogrom krzywd na rękach. Bezwzględny, tępy doktryner, który nie zreflektował się nawet po latach. A tacy jak ja – ze społeczności i klasy przeoranej jego “reformami” – nigdy mu tego nie zapomnimy i nigdy nie wybaczymy. Bo dla nas to nie jest teoria, debata historyczna czy polityczna, spór publicystów. To nasze życie” – rozpoczął Remigiusz Okraska, redaktor naczelny kwartalnika „Nowy Obywatel”
“Widziałem kiedyś angielski rysunek satyryczny. Stoi dwóch robotników, jeden pyta “Słyszałeś, że chcą stworzyć muzeum Thatcher?”, a drugi odpowiada “A po jaką cholerę, przecież ono już jest tutaj wszędzie dokoła” – i pokazuje ruiny kopalni, hut, fabryk i zdewastowaną przestrzeń robotniczych społeczności. Tak właśnie wygląda muzeum Balcerowicza. Tylko w promieniu kilku kilometrów od miejsca, w którym to piszę, mam ruiny kilku dużych zakładów, na miejscu kilku innych stoją dyskonty czy inne gówniane obiekty, do tego ogrom zlikwidowanych usług stanowiących o jakości ludzkiego życia, życia tych, którzy własną ciężką pracą stworzyli to wszystko, a nierzadko własną odwagą utorowali drogę tym, którzy to zniszczyli. Ludzi, których te “reformy” sponiewierały, nierzadko w sposób naprawdę tragiczny, poznałem setki tylko tutaj. Nie musiałem czytać, studiować, analizować, dowiadywać się z mediów czy “rozpraw naukowych”, odkrywać, nawracać się na “prospołeczność” czy dokonywać jakichś pieprzonych “refleksji”, gdy już było dawno po wszystkim i gdy karty były rozdane – znaczone karty rozdane wpływowym, bogatym i bezwzględnym szulerom” – dodał.
“Że nie było alternatywy? Alternatywa jest zawsze. Tyle że alternatywa nie dałaby takich korzyści tak nielicznym i bezwzględnym. Za cenę krzywd mnóstwa innych. O “braku alternatyw” mówią albo idioci, albo – to częściej – ci, którzy na rzekomo koniecznym i jedynym kierunku i modelu zmian trafili więcej niż w totolotku. Niekoniecznie w gotówce, bo nierzadko w firmach, majątkach trwałych, akcjach rozmaitych Agor SA, sitwiarskich znajomościach elegancko zwanych kapitałem kulturowym, karierach, dobrych urodzeniach, posadach, prestiżach i innych łapaniach pana boga za nogi, zazwyczaj wcale nie za jakieś wielkie talenty, wysiłki czy aktywności, lecz za bycie elitą i służenie elicie. W jej podłej i bezwzględnej operacji, realizowanej po trupach” – zaznaczył.
“Dosłownie. Wielu bliźnich dotkniętych tymi “reformami” już nie żyje. Wielu z nich zmarło przedwcześnie wskutek owych “reform”. Samobójstwa, choroby na tle nerwowym, choroby z kiepskich warunków bytowania, choroby z chronicznego lęku i niepewności, choroby nieleczone z braku forsy albo z braku nadziei, choroby z wyzysku i poniewierki. I ogrom innych podłości, doświadczanych przez żywych ludzi stąd i stamtąd, nie z literackich czy naukowo-badawczych opowiastek o kimś nie wiadomo skąd, gdzie i dlaczego” – stwierdził.
“To ten łajdak powinien być już dawno w grobie, nie oni. I nic mnie nie obchodzi “kulturalne” i “rozsądne” stękanie, że nie wypada tak pisać i myśleć. Nie tylko wypada, ale i należy. Przynajmniej nam, dla których to wszystko nie było “procesem dziejowym”, “reformą gospodarczą”, “analizą przebiegu wydarzeń” i tak dalej – lecz życiem naszym i naszych bliskich” – podsumował Okraska.
“Prof. Leszek Balcerowicz kończy 75 lat. Serdeczne życzenia długiego życia w zdrowiu – z dala od polityki. Mało która postać polskiego życia publicznego jest tak mocno przereklamowana. W PL guru, w szerszym świecie kolejny neoliberalny radykał kopiujący recepty elit finansowych” – pisze Jędrzej Włodarczyk.
Źródło: wpunkt.online
18 01 2022 Poniżanie, płacz i przeglądanie maili. Tak miała wyglądać praca w Senacie. Co zrobił z tym Grodzki?
Portal Interia zajął się kwestią mobbingu w gabinetach Senatu RP kierowanego przez Tomasza Grodzkiego. W ocenie informatora serwisu, atmosfera w Centrum Informacyjnym Senatu ma być nie do zniesienia. Wśród grzechów głównych wymienia się m.in. poniżanie czy przeglądanie maili pracowników. Sam Tomasz Grodzki, według informatora Interii, miał być informowany o zaistniałych sytuacjach, ale sprzeciw dyrektorów CIS nie przynosił żadnego skutku. - Przeglądanie maili pracowników, wydzwanianie po godzinach, poniżanie, a nawet doprowadzanie do płaczu. Takimi metodami, według kolejnych świadków, miała się posługiwać Anna Godzwon. Sprawę bada senacka komisja ds. przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji, która proceduje od grudnia. Przesłuchania świadków rozpoczęły się 3 stycznia - podaje portal Interia. To pierwszy raz, gdy w tak kompleksowy sposób opisano to, co mogło dziać się w gabinetach pracowników Grodzkiego. - Tomasz Grodzki zawsze powtarza, że zarządzał szpitalem, więc z Kancelarią Senatu też sobie poradzi. Tylko parlament to nie szpital, a kultura mobbingowa idzie z góry. W systemie, który stworzył, nie każdy jest godzien spędzania czasu w jego towarzystwie. O wszystko dba bezpośrednio Anna Godzwon, która czuje wsparcie marszałka - pisze Interia.
W praktyce miało się to przekładać m.in. na wybór osób, które brały udział w różnych wyjazdach u boku Tomasza Grodzkiego. Według portalu, również szefowa gabinetu marszałka Małgorzata Daszczyk potrafiła m.in. wskazywać pracowników, którzy mogą wsiąść do samolotu z politykiem PO. Z prośbą o komentarz portal zwrócił się bezpośrednio do Anny Godzwon. Wiceszefowa CIS powiedziała Interii, że nie będzie się wypowiadała na temat swojej pracy i działalności senackiej komisji antymobbingowej. "Jestem urzędnikiem państwowym, obowiązuje mnie tajemnica służbowa oraz tajemnica postępowania przed komisją" - usłyszeliśmy.
Zapytana, czy prawdą jest, że większość pracowników CIS przebywa na zwolnieniach albo urlopach, nie chciała udzielać szczegółowych informacji i odesłała bezpośrednio do zainteresowanych. Powiedziała jedynie, że na miejscu pracuje dyrektor Anna Paradowska-Naturska. Jak ujawniła Godzwon, na zwolnieniu lekarskim przebywa za to Jakub Stefaniak, wiceszef CIS. - Z tego, co udało nam się ustalić, nie jest to jedyna absencja w tym dziale. Wśród pracowników Kancelarii Senatu panuje przekonanie, że nieobecności mają związek ze stresującą atmosferą, która odbija się bezpośrednio na zdrowiu urzędników - pisze Interia. Z naszych informacji wynika, że pracownik, który zawnioskował o zbadanie zachowań Anny Godzwon przez komisję antymobbingową nie może brać udziału w przesłuchaniach. - Odmówiono mi udziału w ostatnich przesłuchaniach. Wszystkie informacje pozyskuję drogą nieoficjalną. Wiemy jedynie, kto został zaproszony. Mój klient nie jest o niczym informowany - mówi Interii mec. Michał Rosa, adwokat pokrzywdzonego. Kilka dni temu pisaliśmy, że członkowie komisji zobowiązali się przekazać prawnikowi wszystkie materiały z przesłuchań, ale do tej pory nie dotrzymali słowa. - Planuję zwrócić się w tej sprawie do szefa Kancelarii Senatu z prośbą o wyjaśnienie sytuacji oraz przesłanie zapisu przebiegu komisji - deklaruje adwokat. Adwokat pokrzywdzonego pracownika zadeklarował, że w planach są "dalsze kroki prawne". Najpierw trzeba jednak poczekać na oficjalne zakończenie prac przez komisję. Z informacji Interii wynika, że do ofensywy ruszyła Godzwon, która znalazła dla siebie świadka. W senackich kuluarach słychać też, że urzędnicy dostali "prośbę", aby podpisywać się pod listem poparcia dla wicedyrektor CIS. Jak ustaliliśmy, przynajmniej kilku pracowników Kancelarii Senatu, którzy również mieli być mobbowani, rozważa złożenie pozwów indywidualnych.
Źródło: PAP, niezalezna.pl, interia.pl
Jak mnie to wszystko śmierdzi Kaczyńskim, Grodzki jest mu kulą u nogi. Łapówki to już przeszłość, dziś otwiera się prywatny gabinet lekarski, a tam ceny są wolnorynkowe!? Od lat na szczytach władzy w każdym miejscu toczy się zażarta wojna o jak największa kasę, wpływy, w duszy mając suwerena!? Od lat zadaję sobie pytanie dlaczego zawsze musimy wybierać pomiędzy ciepłym, a zimnym gównem!? Nie sądzicie, że samosądy byłby bardzo ożywcze dla demokracji!?
Senat zajmuje się Pegasusem, to należy jak zwykle odwracać uwagę i szukać haków na senat!?
Z forum: Bez kopert wszystko traci sens.
Jaki szef, taka jego prawa ręka. A szef to łajza rzadkiej klasy, więc dobrał sobie jędze, którą uczynił uchem, okiem i kątem wobec podwładnych.
Uważam że SENAT w drodze REFERENDUM należy rozwiązać i zlikwidować jako organ stanowiący nie tylko obciążenie polityczno-społeczne ale i materialne dla Kraju, gdyż SENAT w obecnym składzie osobowym z ludźmi z tzw opozycji którzy w znacznym stopniu uwikłani są w konflikt z prawem z zarzutami prokuratorskimi i podejrzanymi o przestępstwa nie daje pełnej gwarancji rzetelności, bezstronności i niezależności prawno- opiniodawczej ustaw na domiar organ pod kierownictwem obecnego marszałka senatu który nie tylko uwikłany jest z zarzutami podejrzenia o haniebne łapówkarstwo, na umierających ale jakby nie czuje pełnej suwerenności naszego Kraju w zakresie prawodawstwa i o instrukcje legislacyjne i ostateczne opinie prawne w zakresie tworzonego polskiego prawa występuje do organizacji międzynarodowych i państw trzecich. Wydaje mi się i chyba nie jestem tu odosobniony twierdząc że tzw. opozycja także w senacie działa destrukcyjnie i wbrew interesom naszego Kraju i przeciwko społeczeństwu Polski. 
17 01 2022 Paranoja grabarzy polskiej gospodarki…
Donald Tusk nie palił znicza przypadkowo. Tusk bowiem walczy o władzę nawet na cmentarzu i albo udaje głupa, albo nim jest skoro pisze na Twitterze: „Jeśli PiS naprawdę sprzedał stacje Lotosu węgierskiej firmie MOL, politycznie związanej z Moskwą, to znaczy, że Ład Kaczyńskiego jest bardziej rosyjski, niż sądzili najwięksi pesymiści”. Führer Tusk oczywiście nie wyjaśnił na czym polega polityczny związek węgierskiej firmy z Moskwą skoro wszystkim wiadomo, że węgierski rząd pozbył się w 2011 roku rosyjskich udziałów w spółce MOL. Może jednak Tusk, jako przedstawiciel niemieckiego rządu w Radzie Europy a teraz w Europejskiej Partii Ludowej, otrzymał od Niemców jakieś poufne informacje dotyczące udziału Węgrów w budowie NordSteam 1 i 2? Do tej pory wiedzieliśmy, że to Rosja razem ze związanymi politycznie Niemcami zbudowała dwa rurociągi przy pełnej aprobacie Europejskiej Partii Ludowej . Ten polityczny związek Niemiec z Rosją został spięty osobą byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, który kieruje radą dyrektorów nowej spółki Nord Stream 2 AG, należącej do rosyjskiego koncernu Gazprom – o czym z dumą i satysfakcją poinformował niemiecki dziennik "Der Tagesspiegel". Czyżby więc w radzie dyrektorów Nord Stream 2 AG miał zasiąść ktoś z firmy MOL, jak to sugeruje Herr Donald Tusk? Może nawet sam Viktor Orban?
Ale domysłów na poziomie Radia Erywań widocznie nie dość Platformie, skoro paranoicy z PO zaczęli się żywić urojeniami, które sami regularnie tworzą. Oto nieodżałowany Borys Budka, który sam się zdymisjonował po to, by Donald Tusk mógł rządzić wściekłymi z nienawiści politrukami PO pisze na Twitterze: „Chciałoby się rzec, a nie mówiliśmy, że to będzie Ruski Ład… Kaczyński jest znacznie bliżej Orbana i Putina niż kiedykolwiek wcześniej. Oddanie części Lotosu w ręce Rosjan tylko to potwierdza”. Borys Budka – podobnie jak jego pryncypał Tusk nie jest w stanie wykazać „rosyjskich rąk” w Lotosie, ale paradoksalnie potwierdza, że źródłem jego urojeń jest ciężka paranoja. Budka bowiem wierzy w to, co mówi… Okazuje się, że paranoja politruków Platformy jest zaraźliwa, skoro – wbrew oczywistym faktom - w niedzielę w programie „Woronicza 17” Robert Kropiwnicki z Platformy Obywatelskiej mówił całkiem na poważnie: - Wpuszczacie węgierskiego MOL-a, który jest absolutnie powiązany z rosyjskim kapitałem- dodając – „mają z Rosjanami „powiązania kontraktowe”…
Warto więc tym obłąkanym politrukom z Platformy przypomnieć, że ropę naftową z Rosji (na podstawie „powiązań kontraktowych”) – kupuje większość krajów Azji, Stany Zjednoczone zaś wiodącym obszarem jest tu Unia Europejska - największy konsument rosyjskich węglowodorów (absorbuje ponad 50 proc. rosyjskiego eksportu)! Wściekłość, która doprowadziła Tuska, Budkę, Kropiwnickiego, Lewandowskiego, Aziewicza i Pomaskę do obłędu wynika z faktu, że prezes Obajtek nie dość, że odebrał Rosji możliwość przejęcia Lotosu – rafinerii wraz ze stacjami paliwowymi – to także zablokował politrukom Platformy karierę biznesową w rosyjskim Lotosie! Planowana przez rząd Tuska sprzedaż Lotosu Rosjanom miała bowiem jeden cel: zapewnienie członkom Platformy sutych emerytur - na wzór uposażenia kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera. Jest oczywiste, że po sprzedaniu Lotosu Rosji – to politrucy Platformy zasiedli by w radach nadzorczych rosyjskiego Lotosu! Tak jak w innych „sprywatyzowanych” przez Platformę Obywatelską „srebrach rodowych” Polski.
Przyjęty przez rząd Tuska w 2008 r. Plan Prywatyzacji na lata 2008–2011 zakładał bowiem przekazanie w prywatne ręce 802 spółek ! Czyli najwięcej w całym okresie III RP od 1990 roku ! Gdyby nie rząd PIS-u – nie byłoby dzisiaj nie tylko Lotosu, ale i Orlenu, LOT-u i KGHiM! Przypomnę niedowiarkom, w tym grabarzom polskiej gospodarki czyli Balcerowiczowi i Januszowi Lewandowskiemu, że w planach Platformy Obywatelskiej na lata 2008-2011 była:
- likwidacja polskiej chemii przez prywatyzację Zakładów Azotowych Puławy, Zakładów Chemicznych Police oraz ZCH Organika-Sarzyna. Prywatyzacja ZCH Police oraz Zakładów Azotowych Puławy planowana była na 2010 r. Jest to tzw. II Grupa Wielkiej Syntezy Chemicznej, czyli Grupa tj. Ciech, ZA Kędzierzyn i ZA Tarnów.
- pozbycie się pakietu akcji KGHiM oraz sprzedaż Lotosu Rosjanom,
- likwidacja farmacji przez sprzedaż 49 proc. akcji spółki Cefarm Rzeszów i dokończenie sprzedaży trzech spółek Polskiego Holdingu Farmaceutycznego – Polfy Warszawa, Tarchominu i Pabianic,
- likwidacja polskiej zbrojeniówki: prywatyzacja m.in. Zakładu Tworzyw Sztucznych Gamrat oraz Huty Stalowa Wola oraz planowana do 2011 prywatyzacja 27 kolejnych spółek sektora obronnego,
- likwidacja polskiego transportu: sprzedaż PLL LOT oraz planowana sprzedaż 112 kolejnych spółek sektora, w tym PKS i 85 przedsiębiorstw komunikacji samochodowej!
- wg. Planu Prywatyzacji na lata 2008–2011 - rząd Tuska miał sprzedać 55,07 proc. akcji spółki Ruch, największego w Polsce dystrybutora prasy, 85 proc. akcji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, a do 2011 r. 9 kolejnych spółek gospodarki morskiej.
Ponadto do prywatnych inwestorów, poprzez rynek regulowany trafić miało 31,64 proc. akcji Mennicy Polskiej. Plan prywatyzacji na lata 2008–2011 przewidywał prywatyzację 6 spółek sektora stoczniowego, 16 firm sektora hodowli i upraw, 22 z sektora odzieżowego, 27 jednostek usługowych oraz 29 spółek programu NFI. Warto dodać, że to Grabarz z Gdańska Lewandowski zlikwidował łącznie 512 spółek w ramach programu NFI.
Dziś grabarze polskiej gospodarki wyją z żalu, że im Obajtek ukradł Lotos, gdzie mieli zapewnione synekury. Czy o tych synekurach w ramach „prywatyzacji” Lotosu rozmawiał Donald Tusk z Władymirem Putinem na sopockim molo? Bardzo możliwe – bo z sopockiego mola doskonale widać nowy nabytek polskiego Orlenu – koncernu, który już dzisiaj uzyskuje miesięcznie takie zyski, jakich nie uzyskał w czasie całych rządów Tuska i jego ferajny ! Jest PO czym wyć z żalu...
Źródło: niepoprawni.pl
Q...wa Tusk zabrał mi jedną emeryturę, wydłużył wiek emerytalny, podniósł VAT, ale co tam!? Teraz będziemy się kłócić kto mniej ukradł Tusk czy Kaczyński!? A pamiętacie jeszcze Powszechne Świadectwa Udziałowe, ile to każdy miał na nich zarobić, i co!? 
15 01 2022 Gdy propaganda chce zastąpić rzeczywistość.
W ostatnim czasie mamy dwa przykłady tego zjawiska.  Pierwszy z nich to głoszenie, że Ziemi zagraża straszliwa katastrofa klimatyczna i jedyną radą na nią jest przejście na tzw. odnawialne źródła energii.  Uruchomiono propagandowe młyny i przestraszono wielu ludzi [zwłaszcza młodzież np. Gretę Thunberg].  Histeria sięgnęła szczytów.  Nie jest ona jednak w stanie zmienić tego, że owe odnawialne źródła są zbyt niestabilne, by można było na nich opierać system energetyczny kraju. Przekonała się o tym Szwecja, która zeszłej zimy musiała sprowadzać energię z Polski oraz Niemcy, które musiały uciec się do wykorzystywania elektrowni na węgiel brunatny.  W portalu Cire.pl znalazłam artykuł Michaela Schellenbergera "Dlaczego odnawialne źródła energii nie mogą ocalić planety".  Autor był w młodości gorliwym zwolennikiem OZE, ale potem zmienił zdanie.  Pisze m.in: "Nasze starania przyniosły skutek w 2007 r., kiedy kandydat na prezydenta Barack Obama przyjął naszą wizję. W latach 2009-2015 Stany Zjednoczone zainwestowały 150 mld USD w źródła odnawialne i inne technologie czystej energii. Ale od razu wpadliśmy w kłopoty. Pierwszy dotyczył użytkowania gruntów. Energia elektryczna z dachów pokrytych panelami kosztuje około dwa razy więcej niż energia elektryczna z farm słonecznych, ale farmy słoneczne i wiatrowe wymagają ogromnych ilości terenu. Ponadto farmy słoneczne i wiatrowe wymagają nowych, długich linii przesyłowych. Sprzeciwiają się nim także społeczności lokalne oraz ekolodzy, którzy starają się chronić dzikie zwierzęta, w szczególności ptaki.
Kolejnym wyzwaniem była zmienna natura energii słonecznej i wiatru. Kiedy słońce przestaje świecić, a wiatr przestaje wiać, trzeba szybko uzyskać dodatkowe rezerwowe źródło energii. (...) Gdy dowiadywaliśmy się o tych skutkach, stopniowo uświadomiłem sobie, że nie ma żadnej innowacyjnej technologii, która mogłaby rozwiązać podstawowy problem związany z odnawialnymi źródłami energii. Można sprawić, że panele słoneczne będą tańsze, a turbiny wiatrowe większe, ale nie można sprawić, by słońce świeciło bardziej regularnie, a wiatr bardziej niezawodnie. Zrozumiałem wpływ zjawisk fizycznych na środowisko. Aby wytworzyć znaczne ilości energii elektrycznej ze słabych przepływów energii, muszą być one rozmieszczone na ogromnych obszarach. Innymi słowy, problem z odnawialnymi źródłami energii nie jest problemem technicznym - jest nim natomiast sama natura zjawiska generowania energii. Wykorzystywanie źródeł energii, które są z natury niestabilne i wymagają dużych obszarów terenu, wiąże się z wysokimi kosztami ekonomicznymi.". Autor zaleca więc budowanie elektrowni jądrowych. 
Drugim przykładem propagandy próbującej zastąpić rzeczywistość jest walka z COVID 19 .  Koronawirus był początkowo kilkakrotnie zjadliwszy od zwykłej grypy.  Śmiertelność wśród zakażonych nie przekraczała nigdy 2-2.5%.  Rozpętano jednak ogólnoświatową kampanię histerii i praktycznie zaprzestano leczenia chorób.  Rządy podjęły rozmaite, tyleż kosztowne - co nieskuteczne działania.  Ogólnoświatowa akcja szczepień też nie przyniosła większych efektów, poza napchaniem kabzy firmom farmaceutycznym.  Obecnie ta pandemiczna propaganda zaczyna się załamywać.  Sądzę, że objawem tego jest dzisiejsza [15.01.2022] rezygnacja większości członków Rady Medycznej przy premierze Polski.  Przypomina ona ucieczkę szczurów z tonącego okrętu.  Jerzy Karwelis napisał dziś : "Sypią się filary kowidowej konstrukcji. Proszę bardzo, zaczniemy wyliczać same podstawowe rzeczy z ostatnich 30 dni. CDC wycofuje testy jako standard stwierdzania cowida, bo te nie są w stanie rozróżnić koronawirusa od grypy. Pisałem o tym od dawna i wszyscy na mnie pluli, żem nieuk, a tu – proszę bardzo. A więc całe te fale zakażeń możecie sobie teraz wsadzić… patyczkiem do nosa. Okazało się, że w wielu przypadkach to była grypa. Potwierdziła to na dniach Wielka Brytania, która ogłosiła, ze będzie traktować cowida jak grypę, dołączyła zaraz Hiszpania, dodając, że przestaje testować testami PCR, bo to (fałszywie pozytywna) loteria. Kiedy EMA, ta sama, która dała zezwolenie na masowe szczepienie nieprzebadanym preparatem milionów ludzi stwierdziła, że dalsze zaszczepianie, powyżej dwóch dawek, prowadzi do obniżenia naturalnej odporności (piszę o tym od miesięcy, dane pokazują wysyp zakażeń wśród zaszczepionych krajów) to ultrasi mogli się poczuć nie tyle zaniepokojeni, ale… zdradzeni. A więc wyskoczyli z sań, zamiast czekać aż ich premier zrzuci na pożarcie płaskoziemskim wilkom.
No i jeszcze wyszedł Pfizer i powiedział, że właściwie nie ma żadnej ochrony po dwóch szczepionkach. Wiadomo, oni to robią, by sprzedać następne dawki, ale gdzie są ci, którzy potwierdzali skuteczność (wieczną?) po dwóch zaszczepieniach, którzy dawali za to głowę a wątpiących wyśmiewali? I kiedy CDC  potwierdziło znikomą zjadliwość najnowszego modnisia, Omikrona, to już nie było się czego złapać. Dobił wszystko Gates, który stwierdził, że szczepionki (czyje, czyje, panie Gejtsu?) mają poważne wady, wirus w odwrocie, będzie grypa, a więc trzeba być szczepiennie ostrożnym.".
Tak właśnie jest.  Przy pomocy zmasowanej propagandy można wywołać masową histerię i skłonić polityków do głupich decyzji.  Propaganda nie wytworzy jednak energii elektrycznej i nie wyleczy chorych.  Dlatego też każda propagandowa bańka musi w końcu pęknąć.
Źródło: niepoprawni.pl
Jaki ja jestem szczęśliwy, że nie wymieniłem pieca na ten ekologiczny !? Póki co palę węglem z zapasów, a jak się skończy to będę palił tym na co mnie będzie stać!?
W Polsce budowa atomówki, przy naszych normach budowlanych, wody i piasku nie żałować, może oznaczać jedno, wielką światową katastrofę ekologiczną!? Ostatnio wybudowali drogę dwa kierunki ruchu, na której nie miną się dwa samochody!?
W pełni zaszczepiony, zakażony drugi raz, choruje, na kwarantannie!? Czy ja tu czegoś nie rozumiem!? A póki co idę zażyć dawkę przypominającą grzańca!?
12 01 2021 WP: Poszukiwania kozła ofiarnego po chaosie przy Polskim Ładzie. Premier broni ministrów.
Premier nie chce dymisji swoich współpracowników współodpowiedzialnych za chaos przy wdrażaniu Polskiego Ładu. Z informacji Wirtualnej Polski wynika, że Mateusz Morawiecki chce chronić ministra finansów Tadeusza Kościńskiego oraz jego zastępców Piotra Patkowskiego i Jana Sarnowskiego. Tymczasem, jak twierdzą nasze źródła w PiS, stanowczych działań i symbolicznych zmian personalnych domaga się coraz większa grupa polityków klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Plan Prawa i Sprawiedliwości zakładał mocne wejście w 2022 r. z przekazami na temat tego, jak to niemal wszyscy w Polsce zyskali na wprowadzeniu Polskiego Ładu. - Przekaz miał być wyłącznie pozytywny, a zmiany podatkowe wprowadzano również z myślą o kolejnej kampanii wyborczej – mówi nam jeden z posłów PiS. Tak się jednak nie stało, bo błędne naliczenie zaliczki na podatek dochodowy wywołało oburzenie nauczycieli, przedstawicieli służb mundurowych, emerytów i rencistów. O niekorzystnych zmianach mówią też matki i ojcowie samodzielnie wychowujący dzieci.
Problem jest dostrzegany nie tylko przez opozycję i krytyków rządu, ale również przez wyborców Prawa i Sprawiedliwości, którzy w styczniu zobaczyli niższe przelewy na swoim koncie.
Swoje niezadowolenie – jak słyszymy – przekazują w regionach również politykom partii rządzącej. Według naszych rozmówców, to sprawia, że coraz większa grupa posłów i senatorów PiS domaga się wyciągnięcia konsekwencji wobec odpowiedzialnych za chaos przy wdrażaniu zmian podatkowych.
W tym kontekście najczęściej padają nazwiska ministra finansów Tadeusza Kościńskiego oraz jego dwóch zastępców Piotra Patkowskiego i Jana Sarnowskiego. – Decyzja personalna pozwoliłaby symbolicznie zamknąć etap związany z chaosem, by pokazać, że nie ma zgody na fuszerkę – mówi nieoficjalnie kolejny poseł PiS. Z relacji naszych rozmówców wynika, że konsekwencje miałyby mieć przede wszystkim charakter wizerunkowy.
Premier broni siebie i ministrów. Na dymisje w rządzie nie godzi się Mateusz Morawiecki. Otoczenie szefa rządu podkreśla, że przeprosiny wypowiedziane m.in. w jego podcaście kończą sprawę. Dodatkowo współpracownicy premiera uważają, że kryzys związany z Polskim Ładem powoli się kończy, a korygujące rozporządzenie Ministerstwa Finansów jest wystarczające.
Według naszych informacji premier z własnej inicjatywy nie wyciągnie żadnych konsekwencji wobec swoich współpracowników. Sytuacja może się zmienić wyłącznie w przypadku wyraźnego polecenia Jarosława Kaczyńskiego i władz PiS. To może się stać, jeżeli partia uzna, że chaosu wokół Polskiego Ładu nie udaje się wygasić. – Wówczas trzeba będzie znaleźć kozła ofiarnego – taki scenariusz snuje ważny polityk partii rządzącej. Nasi rozmówcy zwracają jednak uwagę, że ewentualna dymisja oznacza nie tylko ponowne przyznanie się do błędu, ale może znacząco osłabić samego premiera. To byłoby na rękę Solidarnej Polsce, bo przedstawiciele partii Zbigniewa Ziobry wprost wskazują, że Mateusz Morawiecki odpowiada za podatkową rewolucję i wywołany przez nią chaos. Wprost w programie "Tłit" mówił o tym wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. Zastępca Zbigniewa Ziobry pytany o to, kto odpowiada za błędy i chaos w Polskim Ładzie, bez wahania stwierdził, że "twarzą Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki". - Jako Solidarna jesteśmy zaskoczeni, że tego rodzaju zdarzenie miało miejsce, ale - z tego co wiem - jest już naprawione. Nie mylą się ci, co nic nie robią. Rozporządzenie, które odnosi się do potrącania zaliczek, jest już wdrożone i ci, którym potrącono niesłusznie źle wyliczone opłaty, będą mieli wynagrodzenie tak szybko, jak to możliwe - podkreślił.
Nadziei polityków Prawa i Sprawiedliwości, że największe problemy związane z Polskim Ładem są już przeszłością, nie podzielają eksperci. Przed kolejnymi konsekwencjami ostrzega m.in. prof. Adam Mariański, przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych. W liście otwartym do premiera napisał, że "czeka nas załamanie finansów publicznych, najpierw jednostek samorządu terytorialnego, a następnie państwa". "Podstawowym założeniem Polskiego Ładu miało być zmniejszenie tzw. klina podatkowego. Efekt Polskiego Ładu jest odwrotny. Dokonane zmiany spowodowały, że nastąpił skokowy wzrost obciążenia dochodów z pracy (działalności wykonywanej osobiście), a najbardziej korzystną formą 'samozatrudnienia' stała się działalność gospodarcza opodatkowana ryczałtem. To prowadzi do skrajnych nierówności: informatyk uzyskujący dochody z pracy na etacie może w najgorszym scenariuszu zapłacić nawet 45 proc. podatku i składki zdrowotnej (plus ZUS uzależniony od dochodu), a jego kolega z pracy wykonujący te czynności w ramach umowy B2B zapłaci tylko ok. 12,3 proc. podatku ryczałtowego (plus zryczałtowany ZUS)" – czytamy w piśmie.
Krajowa Izba Doradców Podatkowych przewiduje również, że czeka nas kolejna fala niezadowolenia z Polskiego Ładu. "Dopiero w kolejnych tygodniach, miesiącach, a następnie podczas dokonywania rozliczenia rocznego PIT do 30 kwietnia 2023 r. okaże się, jak duża grupa polskich obywateli została w sposób całkowicie chaotyczny i niesprawiedliwy obarczona dodatkowymi podatkami. W lutym czeka nas jeszcze tsunami związane z obciążeniami podatkowymi małych i średnich polskich firm, które będą musiały wywróżyć, jaka forma opodatkowania przyniesie im najmniejsze podwyżki podatków" – podkreślono.
Źródło: wp.pl
Jeszcze tydzień i dowiem się jaką otrzymam emeryturę, miało być więcej, za pracę na emeryturze etc.... waloryzacja, jakieś kilkaset złotych, a czuję, że będzie mniej o te kilkaset złotych!?
Polski Ład to nie reforma, ale zastąpienie jednego podatku drugim, a składka zdrowotna to odpowiednik domiaru z PRL-u!?
Dziś wyliczenie podatku, składki zdrowotnej jest proste jak domiar w czasach PRL-u !? Morawiecki tak to skomplikował, że sam się w tym wszystkim zagubił!? Moje rozwiązanie jest takie nic nie płacić, i zobaczyć co wyjdzie z tego na koniec roku!? No a jak tego wyjdzie za dużo, to można sobie za długi pójść posiedzieć we więzieniu!? Ciekawe co powie Kaczyński jak straci na Polskim Ładzie 1200 zł miesięcznie!? 
11 01 2022 Czyżby Tusk uważał, że Polacy mają pamięć ameby?
Przewodniczący Platformy Donald Tusk widocznie uważa, że wystarczy krytycznie albo prześmiewczo, skomentować jakieś posuniecie rządu Prawa i Sprawiedliwości na Twitterze albo zorganizować konferencję prasową, bez udziału dziennikarzy z pytaniami odczytywanymi przez rzecznika Jana Grabca, a notowania jego partii, wciąż będą rosły. Tak się działo tuż po jego powrocie do polskiej polityki, latem i jesienią poprzedniego roku, od jakiegoś czasu poparcie dla Platformy stanęło na poziomie dwudziestu kilku procent, mimo tego Tusk swojej strategii nie zmienia. Coraz częściej jednak jego wpisy, są traktowane przez dużą cześć internautów, jak wpisy internetowego trolla, ponieważ Tusk używa w nich populistycznych argumentów, a także traktuje Polaków jakby mieli pamięć ameby. Przecież Tusk ma na swoim koncie aż 7 lat premierowania i 5 lat kierowania Radą Europejską i duża część opinii publicznej w Polsce, pamięta zarówno „sukcesy” jego rządu, jak i „pomaganie” naszemu krajowi z Brukseli.
W poprzednim tygodniu ukazały się nieoficjalne informacje w mediach, że Orlen S.A. w związku z finalizacją procesu przejęcia Lotosu S.A., pozbędzie się części jego majątku na rzecz saudyjskiego koncernu Saudi Aramco i węgierskiego koncernu MOL. Donald Tusk zdecydował się na komentarz na Twittterze następującej treści „Jeżeli PiS naprawdę sprzedał stacje Lotosu węgierskiej firmie MOL, politycznie związanej z Moskwą, to znaczy, że Ład Kaczyńskiego jest bardziej rosyjski, niż sądzili najwięksi pesymiści”. „Smaczkiem” tego komentarza Tuska jest zestawienie z jego wypowiedzią jako premiera rządu, który w marcu 2011 roku tak skomentował informacje o przygotowywanej prywatyzacji Lotosu „nie ma powodów, by powstrzymać sprzedaż Lotosu Rosjanom”. Przypomnijmy, że procedura poszukiwania inwestora dla Lotosu, rozpoczęła się decyzją rządu Tuska, a podczas swojej wizyty w Warszawie pod koniec 2010 roku, ówczesny prezydent Rosji Dimitrij Miedwiediew, rozmawiał o tym zarówno premierem jak i prezydentem Komorowskim. Ofertę nabycia całości akcji będących w rękach Skarbu Państwa, złożył rosyjski koncern Rosnieft ale po upublicznieniu tej informacji, wybuchł skandal i w związku z tym, że trwała już kampania wyborcza do jesiennych wyborów parlamentarnych w 2011 roku, rząd z tych działań się wycofał. Nagłośnienie tej sprawy i nieuchronna kompromitacja Platformy, gdyby ostatecznie zdecydowała się na sprzedaż Lotosu Rosjanom, spowodowało, że mimo odrzucenia ustawy, rząd Tuska już do prywatyzacji tej firmy nie wrócił. Podobnie było z próbą sprzedaży Możejek, tu ze względu położenie na terytorium Litwy, rafineria kupiona przez Orlen w 2006, pracująca ze stratami, miała zostać sprzedana także Rosjanom. Rzeczywiście niedługo po nabyciu Możejek przez Orlen, Rosjanie przerwali dostawy ropy rurociągiem i trzeba było ją sprowadzać koleją, w związku z czym, firma przynosiła straty.
Rząd Tuska nie zrobił nic, żeby doprowadzić do odtworzenia dostaw rurociągiem, a coraz częściej zaczęto mówić o sprzedaży Możejek Rosjanom, po dojściu do władzy Zjednoczonej Prawicy, sytuacja firmy uległa radykalnej poprawie, przy wsparciu litewskiego rządu dostawy odbywają się dalej koleją ale już po znacznie niższych kosztach, firma odzyskała rentowność, a niedawno nowe władze Orlenu zadeklarowały kolejne wielomilionowe inwestycje w tę rafinerię.
Z kolei przejęcie tarnowskich Azotów przez firmę Acron, rosyjskiego oligarchy Wiaczesława Kantora, miało się odbyć za cichą zgodą Tuska, którą ponoć „wylobbowali” u niego były prezydent Aleksander Kwaśniewski i szef doradców ówczesnego premiera Jan Krzysztof Bielecki (tak pisała o tym wówczas Gazeta Polska Codziennie). Jego firmy zaczęły skupować akcje Azotów, gdy zgromadziły około 12% akcji Tarnowa, wybuchł skandal, ówczesny minister skarbu publicznie zaprzeczył, że jest jakakolwiek zgoda na prywatyzację Azotów i zaczęto się bronić przed jak to nazwano „wrogim przejęciem”. Ostatecznie połączono tarnowskie Azoty z Azotami w Puławach, podniesiono w ten sposób udziały Skarbu Państwa w całej firmie i Rosjanie wycofali się z prób przejęcia pakietu kontrolnego.
Gdyby więc nie działania Prawa i Sprawiedliwości, wtedy jeszcze jako partii opozycyjnej, a także społeczeństwa obywatelskiego, to ówczesny Donald Tusk prywatyzując Lotos, Orlen Możejki, czy tarnowskie Azoty, wprowadziłby wręcz „Ruski Ład” w polskiej gospodarce. Te wszystkie próby sprzedawania całych pakietów własnościowych strategicznych spółek Skarbu Państwa rosyjskim firmom czy oligarchom, miały miejsce wprawdzie około 10 lat temu, ale chyba Donald Tusk nie sądzi, że Polacy mają pamięć ameby. Co więcej fuzja Orlenu i Lotosu, nawet po realizacji tzw. środków zaradczych narzuconych przez KE, pozwoli na stworzenie dużego koncernu energetycznego w Polsce, który będzie mógł konkurować z największymi europejskimi firmami tego sektora w Europie.
Źródło: naszeblogi.pl
Jeszcze raz Hiljot. Pierwszy raz usłyszałem o wierszu WM i przeczytałem. Ale ja też podobny zamieściłem w lecie na portalu sadurski.com. Oto on:
PiSo-kacze prawdy.
Przykład biorąc z ruska Józka
PiS o wszystko wini Tuska!
Że Platforma to oszustka
pod kierunkiem wodza – Tuska,
że był w Wehrmachcie dziadek Tuska
a więc w Tusku dusza pruska,
że majątku trwa wywózka

z Polski pod rządami Tuska…

Więcej na: http://migielicz.pl/wojciech-mlynarski-wina-tuska/ 
10 01 2022 Donek znowu obszczekał „pisoską” Polskę.
„Plan Tuska też jest łatwy do rozpoznania: ulica i zagranica. Stąd nasilenie ataków z Brukseli i Berlina, to są piłki rzucane liderowi Platformy. I on w to gra, choć dzieje się to kosztem Polski i Polaków. Bierze to na swoje sumienie. Najwidoczniej znowu ma tutaj jakieś zadanie do wykonania, a potem zapewne obiecaną nagrodę w Brukseli" – tak charakteryzuje führera totalnej opozycji w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci” wicepremier, prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński…W tej trafnej charakterystyce jest ważna informacja, zawarta w słowach Jarosława Kaczyńskiego: „to są piłki rzucane liderowi Platformy. I on w to gra, choć dzieje się to kosztem Polski i Polaków”.
Zatem to nie Donald Tusk ma jakiś plan na Polskę. Ten plan ma Berlin i Bruksela a Tusk jest jedynie brukselsko-niemieckim kundlem, który ochoczo podąża tam, gdzie mu jego mocodawcy rzucą piłkę. To Bruksela i Berlin rządzą kundlem, którego sobie wyhodowali, by szczuć nim Polskę i Polaków. Donald Tusk byłby nikim, gdyby nie Niemcy i niemieckie pieniądze. To za niemieckie pieniądze powstała Platforma Obywatelska z której ramienia Tusk został premierem Polski. Tusk jednak nie wybił się na samodzielność w czasie swoich rządów i zanim został zmuszony do ucieczki z Polski po słynnej „aferze taśmowej” było wiadomo, że chodzi na niemieckim pasku. Tusk wyprzedał lub zlikwidował to wszystko co tylko Niemcy chcieli (łącznie ze stoczniami), pozostawiając po sobie „teoretyczne państwo”, „ch…, d… i kamieni kupę”. Musiał jednak uciekać z Polski, choć jego plany likwidacji Polski nie zostały w pełni wykonane: Tusk chciał przecież sprzedać Niemcom PLLLOT, Rosji Lotos a zagrożone „prywatyzacją” były także ORLEN i KGHiM… Jeszcze przed rezygnacją z urzędu premiera (czemu Tusk żarliwie zaprzeczał) był przez Niemców brany pod uwagę jako szef Komisji Europejskiej. Ostatecznie przypadła mu mniej prestiżowa rola przewodniczącego Rady Europejskiej – zaufanego Angeli Merkel. Tak o wywodzącym się z Gdańska polityku pisał w 2014 roku „Der Spiegel”: „Tusk ma być jedną z rozważanych kandydatur – jako polski konserwatysta uznawany jest przez wielu obserwatorów jako łatwy w hodowli dla Merkel, w odróżnieniu od pewnego siebie Junckera” – charakteryzował niemiecki dziennik.
Z kolei „Welt” twierdził, że dla Merkel Tusk to idealny kandydat. „Potulny polityk, którym można by bez problemów sterować”. Tusk więc w 2014 roku zgodził się na rolę niemieckiego kundla, któremu można rzucać piłkę będąc pewnym, że Donek natychmiast się za nią rzuci… Tusk był i jest przy tym tak zapatrzony w swego niemieckiego pana, że nawet rzuci się za rzuconym mu granatem. I to w spokojną niedzielę…
Właśnie w niedzielę Donald Tusk rzucił się na planowaną fuzję Orlenu z Lotosem, której jednym z warunków - ustalonych przez Komisję Europejską - jest sprzedaż części aktywów gdańskiej firmy. Pomimo, że negocjacje jeszcze nie zostały zakończone, Radio ZET podało, że „W najbliższym tygodniu PKN Orlen ogłosi, kto odkupi część aktywów Lotosu. Nie będzie to jedna firma, tylko dwie. Partnerem do zakupu części rafinerii w Gdańsku najprawdopodobniej zostanie saudyjski koncern Saudi Aramco. Stacje Lotosu odkupi za to węgierski MOL”… Reakcja niemiecko-brukselskiego kundla była natychmiastowa. Tusk rzucił się na węgierski MOL, pisząc na Twitterze: „Jeśli PiS naprawdę sprzedał stacje Lotosu węgierskiej firmie MOL, politycznie związanej z Moskwą, to znaczy, że Ład Kaczyńskiego jest bardziej rosyjski, niż sądzili najwięksi pesymiści”. Tusk rzucając się na MOL nawet nie sprawdził na czym polega rzekoma „prorosyjskość” węgierskiej firmy! Okazuje się, że większość udziałów – 28,3 proc. ma węgierski rząd a na liście akcjonariuszy nie ma ani jednego podmiotu powiązanego z Kremlem!
Tak więc „potulny polityk (niemiecki), którym można by bez problemów sterować” – rzucił się na „pisoski” Ład, podczas gdy sam – jako Premier RP i człowiek Kremla w Warszawie wprowadzał Ład Rosyjski! Pod koniec marca 2021 roku Tusk mówiąc o „prywatyzacji” Lotosu oświadczył, że „Nie ma żadnej ideologicznej przesłanki, by mówić kategorycznie „nie” inwestorom z jakiegokolwiek kraju, także z Rosji. Nasi sąsiedzi są również od tego, abyśmy robili z nimi wspólne interesy. Warto na koniec dodać, że fuzja Orlenu z Lotosem nie jest żadną prywatyzacją ! „Połączenie obejmie dwie spółki mające tego samego właściciela i do tej pory konkurujące ze sobą, co jest niespotykane na europejskim rynku. Dodatkowo intencją PKN Orlen jest wybór takich partnerów do realizacji środków zaradczych, którzy umożliwią rozwój potencjalnie przyjętych aktywów.” – napisano w oświadczeniu PKN ORLEN.
Źródło: niepoprawni.pl
KE kolejny raz broni interesów Wielkich Niemiec, stawiając trudne warunki na przejęcie Lotosu przez Orlen!? Ciekawe czy zostanie zaakceptowany przez KE inwestor z Arabii Saudyjskiej!? 
02 01 2022 Kilka spraw, na które politycy i publicyści nie zwracają uwagi.
Unia ma dochody - głównie ze składek jej członków i ceł - idą na koszty biurokracji i na "normalne" strukturalne dopłaty. Fundusz Odbudowy powstaje ze sprzedaży unijnych obligacji. Pożyczki z FO trzeba oddać, granty - finansuje Unia - czyli MY. Wszystko trzeba oddać. A sprzedaży owych obligacji dokonuje się z tzw. rentą. Innymi słowy jest to pożyczka na rynkach kapitałowych. Zdecydowana większość państw świata sprzedaje takie skarbowe obligacje - z różną rentą (oprocentowaniem). Wysokość tej renty zależy od zdolności kredytowej państwa (jego ratingu określonego przez wyspecjalizowane międzynarodowe agencje). Polska w ostatnich latach ma bardzo dobrą zdolność kredytową i sprzedaje swoje "papiery" z rentą wynoszącą ok 1 - 1,5 % rocznie (nawet zdarzyło się sprzedać obligacje z rentą ujemną). Unia (jako całość) ma niewątpliwie niższą zdolność kredytową niż Polska i my sami możemy pozyskać potrzebne nam fundusze TANIEJ niż te z FO. Nawet finansowo - biorąc FO - stracilibyśmy. A ponadto - pieniądze z FO są "znaczone" (można je wydawać tylko na zatwierdzone przez Komisję UE cele) i "warunkowane" - trzeba spełnić poza traktatowe widzimisię unijnych urzędników w sprawie wydumanych zarzutów z dziedziny praworządności.
Na koniec warto zauważyć, że powstanie FO było poprzedzone jego ratyfikowaniem przez parlamenty państw unijnych. Pojawia się też pojęcie "uwspólnotowienia" długów. Całkiem możliwe, że przyjmując FO w perspektywie spłacalibyśmy długi upadającej np. Grecji, w której cały czas dochody ludności per capita i emerytury są znakomicie wyższe niż w Polsce. Obligacje zazwyczaj kupują bogaci rentierzy bacząc uważnie jak wygląda wypłacalność emitenta. Komisja UE nie jest skłonna dawać raportów w tej mierze. Pozyskała już kilkadziesiąt miliardów Euro - podejrzewam że z EBC, który jest bankiem obsługującym strefę Euro. To równoważne z "drukiem" pustego pieniądza. Możliwe są prolongaty w spłacie "pożyczek" i rzeczywiste darowanie "grantów". EBC nie będzie się upominał, upomną się jednakże prawa rynku. Wspomniana nadmierna emisja bez towarowego pokrycia prowadzi oczywiście do inflacji. Duża waga niemieckiej gospodarki ten proces opóźnia, ale nie ma możliwości mu zapobiec. Zatem albo państwa będą kasę oddawać (ze wspomnianymi rentami plus koszty biurokracji), albo Unia jako całość będzie się pogrążała w inflacji. Konkluzja jest taka - gdyby Polska pochopnie skorzystała z pieniędzy z FO - zostałaby niejako wprowadzona tylnymi drzwiami do strefy Euro ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mój głos w sprawie FO nie jest słuchany, ale w tym duchu zaczynają wypowiadać się politycy i ekonomiści, którzy już powinni być wysłuchani. Mam na myśli eurodeputowanego J. Sariusz Wolskiego i prezesa NBP prof. Glapińskiego.
Z innej beczki: L. Miller, który zablokował budowę Baltic Pipe pytany o tę szkodliwą dla Polski decyzję mówił, że to szło o 8 (zastanawiał się czy milionów, czy tysięcy) m3 gazu - postawił na 8 tys.m3. A szło o 8 mld. m3. Lewico i lewactwo - wybrałyście na premiera ekonomicznego analfabetę??? Torpedowanie Baltic Pipe rozpoczął już L. Miller. Tusk wstrzymał budowę gazoportu na 3 lata, a potem wieszał ordery za wbudowanie kamienia węg. Myślę, że nie dokończy równań: C+O2= , C6H6+O2= i CH4+O2=. Bo gdyby to znał, to nie podpisywałby pakietu ENERGETYCZNO-klimatycznego... Panie premierze M. Morawiecki - niech Pan pokona komisję Unii jej własną bronią - niech klimatyczny "podatek" obejmie także innych emitentów np. transport. Najlepiej zresztą by ów podatek obciążał PAŃSTWA - nie gospodarcze podmioty. Wielkość emisji CO2 przez poszczególne państwa podaje EUROSTAT. Można zresztą zacząć od "opodatkowania" spalanych kopalin, co może wyliczyć średnio zdolny uczeń szkoły średniej i byłoby to znakomicie dokładniejsze od dotychczasowego systemu i co ważne - dopiero SPRAWIEDLIWE. Wówczas nie płacilibyśmy najwięcej i ceny uprawnień poszłyby w dół, a nawet gdyby nie, to i tak nasza gospodarka stałaby się wówczas nadzwyczaj konkurencyjna w stosunku do "Zachodu" cieszącego się dotąd przywilejem darmowej emisji CO2. Wpadliby we własne sidła...
Nie cofając się do epoki Kościuszki i Wilsona - Tusk ułatwił Obamie durny "reset" torpedując budowę tarczy antyrakietowej. Mamy F-16, ale bez transferu technologii. Patrioty się ślimaczą, o F-35 za czasu Bidena ani słowa. Abramsy- zbędne dla US (nas?). Ot polityka "na kolanach". Generał, który szerzy idiotyzmy, że polscy żołnierze są dokarmiani przez ludność, bo nie mają co jeść. Ciekawe kto dał mu JAKIKOLWIEK wojskowy stopień, skoro nie ma o Wojsku Polskim bladego pojęcia. płk Janusz Kluba
Źródło: niepoprawni.pl
Unia chce sama pobierać podatki? Wtedy byłaby wolna od jakichkolwiek demokratycznie wybranych parlamentów i nie musiałaby się przejmować traktatami.
Dobre to bogate Niemcy mogą tonami odprowadzać CO2, bo ich stać na kupno praw do jego emisji, a biedacy tacy jak Polska za kilkanaście kilogramów odprowadzanego CO2 kary będą płacić!? Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!? Doprawdy powiadam wam trudno jest zrozumieć ten Zielony Ład!? 
01 01 2022 Groźne skutki dawnych błędów.
Unia, to “niemiecka granda obliczona na zagarnięcie całej Europy. Nie można do tego dopuścić”. Komisja Europejska to “nie pochodzący z wyboru politycy z odrzutu”, którym “schlebia gnuśny parlament”.  Nikt ich nie rozlicza, “nie odpowiadają przed nikim”, “są pełni arogancji”, “wydają pieniądze, których nie zarobili”.  Przekazać “takiej bandzie choć odrobinę suwerenności, to już lepiej byłoby oddać ją Adolfowi Hitlerowi”. Ten “przynajmniej został wybrany”. Zacytowane tu negatywne opinie o Unii Europejskiej i jej kierownictwie pochodzą z opublikowanego 14 lipca 1990 roku wywiadu, jakiego udzielił tygodnikowi The Spectator Nicholas Ridley minister przemysłu i handlu w rządzie Margaret Thatcher. Ridley ostrzegał w nim przed odradzającymi się mocarstwowymi ambicjami Niemiec skrzętnie ukrywanymi w trakcie toczących się właśnie rokowań w sprawie zjednoczenia Republiki Federalnej Niemiec z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Podobnie jak Ridley, Margaret Thatcher nie lubiła Niemców i nie ufała im. Kiedy zauważyła, że jeden z doradców zaparkował na podjeździe jej rezydencji swego VW prychnęła bez namysłu: “proszę mi czegoś takiego nigdy więcej tutaj nie parkować”. 
Ridley w swym wywiadzie wykłada fundamentalny kanon polityki zagranicznej Zjednoczonego Królestwa: “zawsze gramy na równowagę sił w Europie. Naszą rolą jest utrzymać równowagę europejskich mocarstw. Zwłaszcza teraz, kiedy Niemcy robią się tak bezczelne” zaś “Francuzi zachowują się jak pudelki Niemców”. Thatcher była przeciwna zjednoczeniu Niemiec. Przeciwwagę dla jednoczących się Niemiec widziała w Polsce. Zaufany Ridley jeździł na rozmowy do Polski i do Czechosłowacji. W decydujących dniach zaprosiła do Londynu premiera Tadeusza Mazowieckiego. Program wizyty w lutym 1990 roku był tak ułożony, że kiedy Margaret Thatcher konferowała z szefem dyplomacji Bundesrepublik Hansem- Dietrichem Genscherem, to polski premier zwiedzał schrony gabinetu wojennego odległe od Downing Street 10 o kilka minut spaceru podziemnymi korytarzami. W dowolnej chwili mógł się pojawić i wziąć udział w strategicznej grze o przyszłość Europy. Polska delegacja rządowa przybyła jednak do Londynu przekonana, że wizyta ma charakter gospodarczy a nie polityczny. Nie była przygotowana do udziału w politycznym przemeblowywaniu Europy. Kiedy Margaret Thatcher zapytała szefa polskiego rządu o sowieckie wojska stacjonujące w Polsce ten odparł,  że są one “logistycznym zapleczem wojsk radzieckich stacjonujących w NRD. Chcemy, aby w ramach rozwoju sytuacji siły te się zmniejszały [...]”. „Zmniejszenie to jedno a wycofanie, to drugie - żachnęła się Margaret Thatcher. “Za wcześnie na wycofanie” - uciął premier Mazowiecki. Szukając przeciwwagi dla Niemiec w Europie brytyjska premier nie znalazła w Warszawie partnera. Na twardą decyzję zdobył się dopiero premier Jan Olszewski, który przekreślił  wszelkie opcje inne niż szybkie i całkowite wycofanie wojsk sowieckich z Polski.  
Puśćmy teraz wodze fantazji. Gdyby Mazowiecki wykrzesał z siebie w Londynie choć odrobinę geopolitycznej wyobraźni, to układ sił na kontynencie być może byłby inny. Być może Hans-Dietrich Genscher nie forsowałby tak energicznie planów ujawnionych w przemówieniu wygłoszonym w Tutzing w Bawarii, w którym jasno stwierdził, że zmiany zachodzące w Europie Wschodniej oraz proces zjednoczenia Niemiec nie mogą prowadzić do "naruszenia sowieckich interesów bezpieczeństwa". Genscher zadeklarował, że NATO "nie może rozszerzać się terytorialnie na wschód, to znaczy posuwać się bliżej do sowieckich granic”. Być może kanclerz Helmut Kohl nie uspokajałby prezydenta Związku Sowieckiego Michaiła Gorbaczowa, że wyjątek od zobowiązania do nierozszerzania NATO stanowi tylko terytorium NRD, a i to dopiero po wycofaniu się wojsk sowieckich. Niemieckie deklaracje sprzed 30 lat dają dzisiaj Władimirowi Putinowi koronny argument: Zachód oszukał Moskwę i złamał obietnicę co uzasadnia i usprawiedliwia wywieranie presji militarnej na Ukrainę i stawianie Sojuszowi Atlantyckiemu ultimatum z żądaniami gwarancji osłabienia wschodniej flanki NATO. Gdyby nie zignorowano mocnych słów Nicholasa Ridleya,  gdyby nie traktowano ich jako obsesji pokolenia pamiętającego II wojnę światową, to być może nie mielibyśmy dzisiaj naruszania unijnych traktatów w imię dominacji sterowanych z Berlina brukselskich eurokratów i kauzyperdów z TSUE. Gdyby, gdyby… cofnąć już tego nie można, ale można uczyć się na błędach pamiętając przestrogę Ridley’a, że niemiecka dominacja w strukturach wspólnoty europejskiej doprowadzi do buntu narodów.
Źródło: niepoprawni.pl
Unia chce sama pobierać podatki? Wtedy byłaby wolna od jakichkolwiek demokratycznie wybranych parlamentów i nie musiałaby się przejmować traktatami.
Z forum: Nie mogę pojąć, że większość narodów godzi się na ten terroryzm i dyktat niemiecki pod fałszywymi pozorami równości i demokracji. Jeśli Polska, Węgry, nie doprowadzą do przemian europejskich, to nie ma szansy aby ktokolwiek inny powstrzymał ten cały proces federalizacyjny i odrodzenia rzeszy, zniewolenia państw narodowych. Wielka Brytania się sprytnie z tego wszystkiego wyłączyła. 
30 12 2021 Męczennik Brejza i podgrzewanie Pegaza…
Pegasus to nowa, cudowna broń Platformy Obywatelskiej w walce o polskie koryto. Odcięci od władzy funkcjonariusze PO, którzy Polskę traktowali jak koryto, są na skraju wytrzymałości nerwowej, czego najlepszym przykładem jest ich führer Tusk: w ostatnim wystąpieniu na temat aktualnej sytuacji, Tusk 24 razy użył nazwy „PIS” i aż 26 razy nazwiska „Kaczyński”. Potwierdza to groźną chorobę psychiczną führera partii, czyli manię prześladowczą.
Objawami tej choroby umysłowej jest poczucie, że ludzie PIS-u a zwłaszcza Kaczyński chcą Tuskowi zaszkodzić, knują i obgadują, do tego dochodzi ciągły lęk Tuska i podejrzliwość – oto rzeczywistość osoby cierpiącej na manię prześladowczą. Jak twierdzą psychiatrzy, mania prześladowcza jest określeniem opisującym zaburzony stan psychiczny, który polega na tym, że osoba jej doświadczająca przejawia nieadekwatną, nieustanną wzmożoną czujność, drażliwość i podejrzliwość. Istotną rolę odgrywa także doświadczany lęk...
Wystarczyła wiadomość Associated Press, czyli – jak się okazuje agencji wywiadowczej, by nie tylko Tuska doprowadzić do stanu zaburzenia stanu psychicznego. W tym stanie znalazł się wybitny senator Platformy Obywatelskiej, czyli obywatel Krzysztof Brejza. Jak podaje Associated Press, telefony Krzysztofa Brejzy były inwigilowane w czasie kampanii wyborczej w 2019 roku. Według danych organizacji Citizen Lab z Uniwersytetu w Toronto, na telefon polityka włamywano się Pegasusem łącznie 33 razy. Cyberataki trwały od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Wprawdzie agencja wywiadowcza Associated Press nie ujawniła kto się włamywał na telefony senatora Brejzy ale dla Brejzy jest oczywiste, że robił to PIS. "Trudno się dziwić, że stosując takie metody PiS wygrał wybory" - skomentował na Twitterze politruk Platformy…
Brejza oczywiście wystąpi z pozwami i będzie domagać się powołania komisji śledczej, mając za dowód oświadczenie agencji Associated Press. W tym przypadku nie potrzeba żadnych dowodów, by tak grzać Pegasusa (ponoć zainstalowanego przez PIS w telefonach Brejzy), jak niedawno Platforma grzała posła Mejzę. Bo podobnie jak w przypadku posła Mejzy – nie trzeba żadnych dowodów, by zrobić w Polsce „gównoburzę”. Wie o tym niezawodna Gozdyra, która w każdym swoim programie w „Polsacie” grzała Mejzę, a teraz grzeje Pegaza... W przypadku Brejzy sytuacja jest o tyle poważna, że reżim PIS-u już raz próbował dokonać zamachu na tego wybitnego senatora! I to w czasie, gdy Brejza miał się udać za pilną potrzebą do toi-toia zainstalowanego przez jego ojca Ryszarda, przy kamienicy senatora PO w Inowrocławiu. Warto zwrócić uwagę, że Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza nie bez powodu zainstalował toi-toia przy kamienicy swojego syna – zapewne z powodu częstych awarii kanalizy w grodzie Brejzów. Jednak na przekór zamachowcom z PIS-u, do pożaru toi-toia nie doszło w trakcie posiedzenia Krzysztofa Brejzy a ponadto - jak stwierdziła Prokuratura (oczywiście Ziobry!) - toi-toi został podpalony przez osobnika, nie związanego z PIS-em! Niesmak jednak pozostał a Krzysztof Brejza został uznany za męczennika Platformy Obywatelskiej, który mógł zginąć na posterunku!
Ten sam scenariusz co w przypadku toi-toia,  dotyczy inwigilacji Brejzy przy pomocy Pegasusa, o czym niewątpliwie zarządził prokurator Ziobro. Wprawdzie senator Brejza nie ma na to żadnych dowodów, ale przecież wystarczy obrzucić PIS szambem z toi-toia, by smród i niesmak pozostał. Nie do pogardzenia jest także fakt, że przy okazji rozrzucania szamba i grzania Pegasusa - oprócz senatora Brejzy - także mecenas Giertych oraz prokurator Ewa Wrzosek mają szansę stać się męczennikami Platformy Obywatelskiej…W ten sposób okaże się, że „Pegasus wart był posiedzenia w toi-toiu”…
P.S. Oczywiście, że ani Brejza, ani Wrzosek a tym bardziej Giertych nie przekażą swoich telefonów do sprawdzenia przez prokuraturę Ziobry na okoliczność Pegasusa! Będą na oczach Gozdyry umierać za miliony... W przypadku Giertycha są to aż 72 miliony!
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Gdyby Brejzę inwigilowały służby polskie, to dobrze by świadczyło o tych służbach. Brejza w pełni zasługuje na inwigilację, bo jest niebezpieczny dla państwa. Wszyscy już zapomnieli bulwersującą sprawę - interpelacje poselskie dla ówczesnego posła Brejzy pisali b. funkcjonariusze WSI. Sprawa się wydała jak niektórzy z wydalonych oficerów kontrwywiadu wojskowego założyli w Krakowie prywatny "Ośrodek kształcenia kontrwywiadu NATO", który rozpędził min. Macierewicz ("wyborcza pisała, że Macierewicz zaatakował NATO). Oczywiście NATO nie miało z tym nic wspólnego, a w pomieszczeniach znaleziono brudnopisy interpelacji, które później zgłaszał Brejza. Funkcjonariusze zamieszani w sprawę wywodzą się z WSI - polskiej filii sowieckiego GRU. 
21 12 2021 Aż 2/3 ceny prądu w Polsce to obciążenia unijne.
Jak poinformował wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin w wywiadzie dla „ Polska Times.pl”, w obecnych cenach prądu aż 2/3 stanowią koszty wynikające z unijnej polityki klimatycznej. Aż 59% ceny energii elektrycznej to koszty uprawnień do emisji CO2, których obecne ceny przekroczyły 90 euro za tonę emisji, kolejne 8% to koszty obowiązków związanych ze wspieraniem Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) i efektywności energetycznej. Zaledwie 2% to marża dla sprzedającego i akcyza, więc nawet obniżenie tej ostatniej do 0% na co zdecydował się rząd od stycznia przyszłego roku w niewielkim stopniu może wpłynąć na obniżenie ceny energii. Podwyżki cen prądu ogłoszone przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) dla odbiorców indywidualnych średnio o 24% w roku 2022, w dużej mierze wynikają więc z unijnej polityki klimatycznej. Jednak po wprowadzeniu rozwiązań osłonowych przez rząd 0% akcyzy i zmniejszenie podatku VAT z 23% do 5%, ceny te dla odbiorców indywidualnych mają wzrosnąć średnio tylko o 7%.
Trzeba przy tym wyjaśnić, że w latach 2021-2023 w ramach unijnego handlu emisjami CO2, Polska otrzyma średniorocznie około 105 mln ton pozwoleń, z tego 40 mln ton udostępni nieodpłatnie firmom wytwarzającym energię elektryczną i ciepło, a pozostałe 65 mln ton sprzeda na aukcjach (średnioroczne zapotrzebowanie naszego kraju na pozwolenia na emisję CO2 to ok. 170 mln ton). Dochody z tej sprzedaży są dochodami budżetu ale są to tzw. środki znaczone, a więc będą mogły być wydatkowane tylko i wyłącznie na przedsięwzięcia związane z „zieloną energetyką”. Brakujące średniorocznie 65 mln ton uprawnień do emisji CO2, polska szeroko rozumiana energetyka, będzie musiała kupić na którejś z dwóch giełd (niemieckiej EEX w Lipsku, albo ICE w Londynie) po bieżących cenach (zapewne już nie niższych niż 90 euro za tonę). Koszty tych zakupów to średniorocznie około 27 mld zł i takie pieniądze wypłyną corocznie z naszej energetyki zmniejszając jej możliwości inwestycyjne, a tym samym transformację energetyczną, która jest przecież głównym celem unijnej polityki klimatycznej. W ten sposób konsekwencje tak gwałtownego wzrostu cen uprawnień na emisję CO2, w znaczący sposób obciążając wytwarzających energię elektryczną tak wysokimi kosztami, że wręcz uniemożliwiają im transformację energetyczną.
Przypomnijmy także, że na tak radykalny system europejskiej polityki klimatycznej, najpierw jesienią 2008 roku zgodził się premier Donald Tusk na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli (wtedy jeszcze możliwe było weto w tej sprawie). Wtedy właśnie zapadła jego zgoda na słynne 3x20 w tym redukcję o 20 proc. emisji CO2 do roku 2020, jeszcze poważniejsze negatywne skutki dla Polski miało wyrażenie zgody na zmianę bazy redukcji CO2 z roku 1990 na rok 2005 a także na obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku. Jeszcze radykalniejsze rozwiązania zaproponowała KE w polityce klimatycznej w 2014 roku, Tusk wtedy jeszcze jako premier zdając sobie sprawę, że ich przyjęcie uderzy w Polskę jeszcze mocniej niż porozumienie z 2008 roku, dwukrotnie prosił o przełożenie debaty nad tymi zmianami na posiedzeniu Rady Europejskiej w marcu i w czerwcu 2014, na jesień tego roku. Pod koniec października 2014 roku na posiedzenie RE, kierowanej już wtedy przez nowego przewodniczącego Donalda Tuska, pojechała nowa premier Ewa Kopacz i zupełnie nieprzygotowana zgodziła na kolejne restrykcje (między innymi ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. Do 2030), ale przede wszystkim na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Rezerwa to zdjęcie z rynku 900 mln ton pozwoleń na emisję, co już wówczas zostało nazwane przez polski Senat para-podatkiem dla polskich wytwórców energii elektrycznej i jest poważnym powodem gwałtownego wzrostu ich cen.
Drugim powodem jest fakt, że pozwolenia na emisję od stycznia 2018 roku stały się instrumentem finansowym, a tym samym w handlu nimi bierze udział szeroko rozumiany sektor finansowy, a pozwolenia na emisję stały się przedmiotem powszechnej spekulacji. Ponadto także wtedy w roku 2014 wprowadzono zmianę w handlu emisjami ETS na lata 2021-2030, polegającą na corocznej redukcji puli uprawnień na rynku o 2,2 proc., co oznacza w każdym roku zmniejszenie ich ilości, a tym samym kolejny powód do windowania ich cen. Wtedy ówcześnie rządzącym wydawało się, że akceptują rozwiązania, które szybko nie przełożą się na ceny energii elektrycznej w Polsce, choć znamienne było przejęzyczenie premier Kopacz, która po powrocie z Brukseli na konferencji prasowej w październiku 2014 roku powiedziała, że ceny energii elektrycznej w Polsce w 2020 roku wzrosną i dopiero po poprawieniu jej przez ówczesną rzecznik rządu, powiedziała że nie wzrosną. Wzrosły i to wyraźnie i tylko działania osłonowe prowadzone przez rząd zarówno w 2020 roku jak i te zapowiedziane ostatnio powodują, że ten wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych będzie ostatecznie niższy.
Źródło: naszeblogi.pl
Wkrótce będzie 16 lat rządów PO i PiS, i nie znam ani jednego sukcesu, który nakłoniłby mnie do głosowania na te partie. Za to można przytoczyć całą masę porażek, powstała by z tego książka "Jak nie rządzić krajem". Każda decyzja to ukłon w stronę interesów nielicznej grupki osób, oczywiście kosztem większości. Dlatego nigdy więcej PO i PiS w rządzie i sejmie.
Energia elektryczna z węgla jest najtańsza, tylko co oni do węgla dodają, że tak śmierdzi po spaleniu!? Gdyby kłamstwo było paliwem, to dzięki Morawieckiemu bylibyśmy światową potęgą energetyczną. Ciekawe gdzie trafiają pieniądze ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2!? No i skoro Polska jest uznawana za jednego z największych trucicieli, to dlaczego sprzedajemy uprawnienia do emisji CO2!? Czyżby kary za przekroczenia były mniejsze, od ceny sprzedaży prawa do emisji!? W zeszłym roku handel uprawnieniami do emisji przyniósł 12,1 miliarda złotych. W tym miało być nieco ponad 10, ale rosnące ceny sprawiły ministrowi finansów piękną niespodziankę - budżet wzbogaci się nawet o 20 miliardów złotych, a może więcej!? Brawo PiS teraz będziemy płacić o 40% więcej za prąd, w teorii, bo w praktyce tego może być 140%!? 
20 12 2021 Słowa potrafią zabić. Andruszkiewicz o skandalicznych słowach Tuska: To człowiek chory z nienawiści.
- Donald Tusk widzi, że nie jest w stanie z nami konkurować na program, na efekty gospodarcze, na poziom życia Polaków. Widzi, że sondaże ma słabsze niż my. Widzi, że "efektu Tuska" nie ma i Polacy nie chcą oddać mu władzy. Więc postanawia po prostu podpalać Polskę i w ogniu tym być może w jakiś sposób odzyskać władze  - ocenił Adam Andruszkiewicz w rozmowie z Michałem Rachoniem w programie TVP Info #Minęła20. Lider PO Donald Tusk podczas jednego z protestów przeciwko nowelizacji ustawy medialnej groził prezydentowi Andrzej Dudzie, cytując słowa wiersza Czesława Miłosza. 
- Te słowa jakże dobrze pasują do tego dzisiejszego naszego spotkania. Adresuję je do mieszkańca tego Pałacu i jego mocodawcy: "Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta. Możesz go zabić, urodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy. Lepszy dla Ciebie byłby świt zimowy i sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta". Pamiętajcie o tych słowach wielkiego poety, pamiętajcie o tym, co czeka każdą władzę, która sprzeniewierza się ojczyźnie - mówił.
Redaktor Michał Rachoń zapytał wiceministra cyfryzacji, posła Prawa i Sprawiedliwości Adama Andruszkiewicza oraz senatora Polskiego Stronnictwa Ludowego Jana Filipa Libickiego o to, co sądzą o tego typu wypowiedzi.  Jako pierwszy głos zabrał polityk ludowców. - Tę część wypowiedzi Donalda Tuska uważam za niewłaściwą, bo to, że trzeba kogoś rozliczyć za złamanie prawa - a jestem przekonany, że będzie tego sporo, kiedy PiS przestanie rządzić - to jeszcze nie oznacza, że należy wzywać do wieszania. Nie wiem, trudno to powiedzieć, jaki tu jest kontekst - powiedział.
- Uważam, że nikt - a już w szczególności osoba o pozycji Donalda Tuska - nie powinien używać w stosunku do urzędującego prezydenta takich słów
- stwierdził Jan Filip Libicki. 
Michał Rachoń zapytał Adama Andruszkiewicza zapytał, czy to faktycznie są "tylko słowa, które nie powinny paść, czy może coś więcej". - Wiemy doskonale, że słowa potrafią zabić i w tym kontekście słowa Donalda Tuska niestety mogą doprowadzić do tragedii w Polsce, bo jeżeli znajdzie się w Polsce jakiś szaleniec, który stwierdzi, że być może ma on racje i trzeba powiesić prezydenta Rzeczpospolitej, bądź przedstawiciela władzy, to możemy mieć w Polsce tragedię - odpowiedział wiceminister cyfryzacji. - Pamiętamy, że był taki pan Cyba związany z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, który zastrzelił członka Prawa i Sprawiedliwości, a krzyczał także o tym, że chciał zastrzelić także prezesa Jarosława Kaczyńskiego, tylko mu się nie udało - dodał polityk. Poseł Prawa i Sprawiedliwości ocenił, że "Donald Tusk jest chory z nienawiści". - Zwróćmy uwagę, że od kiedy wrócił do polskiej polityki, to mamy bardzo dużą eskalacje wrogości, nienawiści, hejtu w polskiej polityce. On cały czas nakręca taki bardzo mocny konflikt w naszym państwie. To jest celowa robota, która ma zadanie podpalić Polskę - zauważył.
- Donald Tusk widzi, że nie jest z nami konkurować na program, na efekty gospodarcze, na poziom życia Polaków. Widzi, że sondaże ma słabsze niż my. Widzi, że "efektu Tuska" nie ma i Polacy nie chcą oddać mu władzy. Więc postanawia po prostu podpalać Polskę i w ogniu tym być może w jakiś sposób odzyskać władze - zaznaczył Adam Andruszkiewicz. 
Źródło: niezależna.pl
"Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta. Możesz go zabić, urodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy. Lepszy dla Ciebie byłby świt zimowy i sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta". Tusk wieszcz narodowy, narodził się nowy, dla prezydenta gałąź przygotowana!?
Z forum: Wystąpienie tego lokaja zawiera życzenia śmierci. To jest ohydne i nawet zgodnie z prawem karalne - o ile znaleźliby się normalni sędziowie. Los jest przewrotny - może sam przepowiedział sobie przyszłość.
"Ten 'internetowy troll i hejter', który 'dostał bęcki' w wyborach prezydenckich z Lechem Kaczyńskim i 'wymiękł' przed konfrontacją wyborczą z Andrzejem Dudą dziś odreagowuje frustracje. Jedyne na co zasługuje, to na cytat z fraszki Juliana Tuwima: 'Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam Ci prztyczka...'" - napisał Brudziński na Twitterze.
LIBICKI - ty chcesz rozliczać i kogo?! Za kogo ty się uważasz to już sam nie wiesz ! Takie dedykowane wiersze za nie właściwe uznajesz !? A jak po ciebie ze stryczkiem przyjdą to w swoim samo zachwycie sam sobie gałąź wyznaczysz ?! Do sądzenia innych dążysz w samo zachwyt popadając ! Za "CHRABIEGO WIELKOPOLSKIEGO" się masz a we własnej obłudzie innych topić byś gotów ! Własne gacie ponad POLSKĄ RACJE STANU stawiasz ! Dla płonącej Hiszpańskiej Togi 500 tyś EURO dziennie płacić chcesz i jak zawsze nie ze swoich ! Ty ciągle młodym działaczem jesteś tam gdzie swoją chorągiew wystawisz i zawsze ci z wiatrem ! Jakie stare czasy musiały w PSL wrócić że za swojego krasomówcę cię wystawiają ! Bez świateł kamer i blasku fleszy żyć nie potrafisz ! Cudze za swoje uznawać -umiaru nie znając a swoje w papierki owijać i za cukierki rozdawać ! To jest ta twoja życiowa rola którą grasz z każdego miejsca ! 
18 12 2021 Morawiecki ma rację, to Tusk i Kopacz zgodzili się na system handlu emisjami (ETS).
W związku z atakami posłów Platformy na rząd premiera Morawieckiego i oskarżeniami go o drożyznę, tuż przed ostatecznym głosowaniem budżetu na rok 2022, szef rządu zdecydował się zabrać głos w Sejmie i przypomnieć, kto wyraził zgodę na taki, a nie inny ostateczny kształt unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS). Rzeczywiście ostatnie lata, to wręcz drastyczny wzrost cen pozwoleń na emisję CO2, obecnie sięgają one 90 euro za tonę, co oznacza, w ciągu ostatnich 4 lat ceny te wzrosły 10-krotnie, a w ciągu ostatniego roku 3-krotnie.
W sytuacji kiedy polski przemysł potrzebuje około 170 mln ton pozwoleń na emisję rocznie, a otrzymujemy około 105 mln ton (około 40 mln ton z nich rząd rozdziela wśród przedsiębiorstw bezpłatnie, a pozostałe 65 mln ton sprzedaje, przy czym dochody z tego tytułu wpływają do budżetu państwa i te środki muszą być przeznaczone na transformację energetyczną), co oznacza, że pozostałą cześć pozwoleń przedsiębiorstwa muszą kupić w ramach tego systemu handlu. Są to więc wydatki po obecnym kursie złotego wynoszące przynajmniej 25 mld zł i takie środki corocznie wypływają z polskiej gospodarki i osłabiają jej możliwości transformacji energetycznej. Przypomnijmy tylko, że na tak radykalny system europejskiej polityki klimatycznej, najpierw jesienią 2008 roku zgodził się premier Donald Tusk (słynne 3x20 w tym redukcję o 20 proc. emisji CO2 do roku 2020, przy czym wyraził też zgodę na zmianę bazy z roku 1990 na 2005, co w sposób szczególny postawiło Polskę w trudnej sytuacji, a także na obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku).
Jeszcze radykalniejsze rozwiązania zaproponowała KE w polityce klimatycznej w 2014 roku, Tusk wtedy jeszcze jako premier zdając sobie sprawę, że ich przyjęcie uderzy w Polskę jeszcze mocniej niż porozumienie z 2008 roku, dwukrotnie prosił o przełożenie debaty nad tymi zmianami na posiedzeniu Rady Europejskiej w marcu i w czerwcu 2014, na jesień tego roku. Pod koniec października 2014 roku na posiedzenie RE, kierowanej już wtedy przez nowego przewodniczącego Donalda Tuska, pojechała nowa premier Ewa Kopacz i zupełnie nieprzygotowana zgodziła na kolejne restrykcje (między innymi ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. Do 2030), ale przede wszystkim na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Rezerwa to zdjęcie z rynku 900 mln ton pozwoleń na emisję, co już wówczas zostało nazwane przez polski Senat para-podatkiem dla polskich wytwórców energii elektrycznej i jest poważnym powodem gwałtownego wzrostu ich cen. Drugim powodem jest fakt, że pozwolenia na emisję od stycznia 2018 roku stały się instrumentem finansowym, a tym samym w handlu nimi bierze udział szeroko rozumiany sektor finansowy, a pozwolenia na emisję stały się przedmiotem powszechnej spekulacji.
Ponadto także wtedy w roku 2014 wprowadzono zmianę w handlu emisjami ETS na lata 2021-2030, polegającą na corocznej redukcji puli uprawnień na rynku o 2,2 proc., co oznacza w każdym roku zmniejszenie ich ilości, a tym samym kolejny powód do windowania ich cen. A więc to właśnie ówczesne zgody premierów Tuska i Kopacz na kolejne  zaostrzenia unijnej polityki klimatycznej, spowodowały, że w ostatnich latach mamy do czynienia  z gwałtownym wzrostem cen pozwoleń na emisję CO2. Premier Morawiecki zaproponował na ostatnim szczycie Rady w Brukseli wyłączenie z tego handlu emisjami CO2 sektora finansowego, ale póki co nie ma na to zgody większości krajów, mimo tego, że system się rozregulował i najbardziej osłabia finansowo kraje, które stoją przed największymi wyzwaniami transformacji energetyki (a więc utrudnia transformację tym krajom). Być może jednak przyjdzie opamiętanie, ponieważ premier Morawiecki zapowiedział zawetowanie zamierzeń jego rozszerzenia przez KE na transport, mieszkalnictwo i ciepło systemowe. W marcu przyszłego roku, a być może nawet szybciej, szefowie rządów będą musieli wrócić do debaty na ten temat, ponieważ ceny prądu w kilku krajach Europy Zachodniej wzrosły o blisko 200%, a to grozi niepokojami społecznymi na dużą skalę.
Źródło: naszeblogi.pl
Energia elektryczna z węgla jest najtańsza, tylko co oni do węgla dodają, że tak śmierdzi po spaleniu!? Gdyby kłamstwo było paliwem, to dzięki Morawieckiemu bylibyśmy światową potęgą energetyczną. Ciekawe gdzie trafiają pieniądze ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2!? No i skoro Polska jest uznawana za jednego z największych trucicieli, to dlaczego sprzedajemy uprawnienia do emisji CO2!? Czyżby kary za przekroczenia były mniejsze, od ceny sprzedaży prawa do emisji!? W zeszłym roku handel uprawnieniami do emisji przyniósł 12,1 miliarda złotych. W tym miało być nieco ponad 10, ale rosnące ceny sprawiły ministrowi finansów piękną niespodziankę - budżet wzbogaci się nawet o 20 miliardów złotych, a może więcej!? Brawo PiS teraz będziemy płacić o 40% więcej za prąd, w teorii, bo w praktyce tego może być 140%!?
14 12 2021 Kim był Jaruzelski?
Pułkownik Piotr Wroński, były oficer Służby Bezpieczeństwa, a później Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Wywiadu (odszedł ze służby w2008 r.) napisał książkę pt. „Czas nielegałów: krótki kurs kontrwywiadu dla amatorów”. Były oficer SB w swojej książce opisuje sowieckie sposoby kontrolowania podbitych krajów przy pomocy „matrioszek” – wyszkolonych przez sowiecki wywiad osób, którym dopisano nową tożsamość. Byli, ale i nadal są to doskonale wykształceni oficerowie sowieckiego, a później rosyjskiego wywiadu, którzy prowadzą podwójne życie udając lojalnych obywateli kraju, w którym żyją. Matrioszka to drewniana rosyjska zabawka, składająca się z wydrążonych w środku lalek, włożonych jedna w drugą. Jest symboliczną rosyjską zabawką. Tak symboliczną, że w ten sposób zaczęto nazywać rosyjskich nielegałów, inaczej śpiochów. Jak twierdzi płk Wroński - tuż po wojnie, korzystając z zamieszania i śmierci milionów ludzi, nawet kilkuset oficerów sowieckich służb zaczęło udawać Polaków . Przeszli oni szkolenia w ZSRR – w tym naukę swojej nowej tożsamości i języka polskiego, by w podbitej Polsce udawać rdzennych Polaków. Cechą tych polskich „patriotów” było to, że nie posiadali rodziny (wymordowanej przez Niemców lub Rosjan), więc nikt nie odważył się podważyć ich pochodzenia.
Oczywiście nie dla wszystkich sowieckich agentów starczyło polskich życiorysów, ale w „wolnej” Polsce ochronił ich „okrągły stół” , miłość Adama Michnika i Platforma Obywatelska. Takie osoby znajdziemy dziś w euro-parlamencie, wysunięte z ramienia Platformy Obywatelskiej. Zwróćmy uwagę na oficjalny życiorys Wojciecha Jaruzelskiego zamieszczony w Wikipedii: „Wywodził się z rodziny szlacheckiej i ziemiańskiej herbu Ślepowron. Ród wywodzi się z pogranicza Mazowsza i Podlasia. Korzeniami sięga przełomu XV i XVI wieku….” Z dalszej części „życiorysu” dowiemy się, że „…od 1933 Wojciech Jaruzelski uczęszczał do gimnazjum prowadzonego przez zakon marianów na warszawskich Bielanach, a jego edukacja była sporym obciążeniem dla budżetu domowego. Na etapie wyboru rozpatrywane były także gimnazjum jezuickie w Chyrowie koło Lwowa i gimnazjum w Rydzynie. Szkoła uczyła w duchu endeckim oraz zasad katolickich i poszanowania polskiej tradycji…” Wychodzi na to, że Jaruzelski był nie tylko polskim patriotą, a powinien także doskonale znać łacinę i język francuski – obowiązkowe przedmioty w gimnazjum prowadzonym przez zakon Marianów! Dziwnym trafem gen. Jaruzelski nie znał tych obu języków…
Kontrolą nielegałów, czyli sowieckich „matrioszek” zajmował się gen. Czesław Kiszczak, o którego rodzicach dowiemy się z Wikipedii tylko tyle, że „w latach powojennych Kiszczak podawał, że jego rodzice podczas okupacji zostali wywiezieni na roboty przymusowe”. Potem słuch o „rodzicach” Kiszczaka zaginął. Czy „Kiszczak” był także rosyjską matrioszką? Płk Wroński w swojej książce nie wymienił nazwiska Kiszczaka, choć dość dokładnie opisuje historię dziecka. Nazywa je Sieriożą, z białoruskiej wioski, które w dzieciństwie osłuchało się z językami polskim, białoruskim, jidysz. Jak inne dzieci w latach 30. Sierioża był sierotą i trafił do domu dla dzieci wrogów ludu. Tam został zauważony jego lingwistyczny talent i trafił do ośrodka pod Moskwą, gdzie rozpoczęło się jego szkolenie na janczara Sowieckiego Związku. Na tych lekcjach wpajano mu nie tylko miłość do Kraju Rad, ale rozwijano znajomość języka polskiego, polskiej kultury i historii (oczywiście z sowieckiej perspektywy). Później nauczono go zasad walki tajnych służb, dywersji, nauczono jak zmagać się z wrogami sowieckiego państwa. W pewnym momencie zaprzestano tej nauki i skoncentrowano się na przyuczeniu młodego człowieka do bycia Polakiem 24 godziny na dobę. Zakazano mówić po rosyjsku... Czy pod koniec życia Sieroża - Czesław przypomniał sobie swoją prawdziwą tożsamość i kazał się pochować w obrządku prawosławnym? Bo przecież Czesław Kiszczak był ateistą i nigdy nie miał nic wspólnego z prawosławiem – wg. oficjalnego życiorysu!
Co ciekawe, Czesław Kiszczak nie tylko kontrolował działania tajnych służb PRL-u, ale był także oficerem prowadzącym agenta sowieckiej wojskowej informacji ps. Wolski – późniejszego generała i dyktatora PRL Wojciecha Jaruzelskiego. Kiszczak miał wiedzę o wszystkich „matrioszkach” w Polsce, więc jego powołanie na wicepremiera i szefa bezpieki w „pierwszym niekomunistycznym rządzie Tadeusza Mazowieckiego” było gwarancją, że w "wolnej" Polsce włos z głowy nie spadnie wszystkim sowieckim „matrioszkom”. W Polsce po 1989 r. wykryto kilkanaście „matrioszek” (jedna sama zgłosiła się do polskich służb) a jak niesie wieść gminna – pełną listą dysponował także Piotr Jaroszewicz który ogłosił, że „przerywa milczenie”. Niedługo potem został zamordowany… Życiorys to najważniejsza część tożsamości każdego człowieka. Zajrzyjmy więc do życiorysów dzisiejszych „europejczyków”, czy obrońców demokracji i praworządności. Jak nie ojciec komunista to brak rodziców lub też kariera, która zaczęła się dopiero w 1990 roku. Są też piękne, patriotyczne życiorysy – z tym, że ukradzione Polakom, którzy zginęli po II Wojnie Światowej...
Źródło: niepoprawni.pl
Jaruzelski to był szlachcic z krwi, i kości, i to było widać!? Dziwiło mnie jak on mógł zrobić taką karierę u sowietów!?
No a Konstanty Rokossowski marszałek Polski, i ZSRR. ponoć urodził się w Warszawie, w rodzinie kolejarza, i nauczycielki!? 
11 12 2021 Rosja ograbiła Polskę na 54 miliardy dolarów.
Polski rząd, jak donosiła prasa, od paru lat mówi o konieczności uregulowania przeszłości. W kolejną rocznicę wybuchu II Wojny Światowej temat reparacji wojennych znów został przywołany. - "Trzeba domagać się zadośćuczynienia" – podkreślił Mateusz Morawiecki podczas przemówienia na Westerplatte. O jakie pieniądze chodzi? Czy reparacje wojenne Polska zamierza dochodzić tylko od Niemiec czy od kolejnego agresora, który 17 września 1939 r bez wypowiedzenia wojny uderzył zbrojnie na nasz kraj. "Trzeba domagać się prawdy, trzeba domagać się zadośćuczynienia" – zaznaczył Mateusz Morawiecki, który wielokrotnie publicznie poparł roszczenie reparacyjne polskiego rządu wobec Niemiec i Rosji. Tysiące sztuk bydła, maszyny z urządzeniami przemysłowymi, setki składów kolejowych pędzących w głąb ZSRR. Taki obrazek był widokiem codziennym w 1945 r – 1950 r. Przeczytajcie jak nas ograbiono. Wszelkie zdobycze wojenne to własność ZSRR. 10 stycznia 1945 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR wydała rozporządzenie, na mocy którego prawnie sankcjonowano grabież na niespotykaną skalę majątku stanowiącego tzw. zdobycz wojenną. Na realizację grabieży nie trzeba było długo czekać.
Gregorij Żukow meldował Stalinowi w 1945r. o zdobyciu przez Armię Czerwoną kompletnie wyposażonych fabryk znajdujących się w takich miejscowościach jak : Łódź, Bydgoszcz, Radom, Gliwice i wielu innych miejscowościach, wyzwalanych przez Armię Czerwoną, ale także i Wojsko Polskie. Stalin wówczas nakazał demontowanie wszelkich urządzeń przemysłowych, znajdujących się w fabrykach i zakładach na terenie wyzwalanej Polski, powołując do tego celu, na wniosek Żukowa, Komitet Specjalny. Decyzja Stalina skutkowała tym, że żołnierze rosyjscy zachowywali się na terenie Polski jak na podbitym terytorium grabiąc i rabując po drodze wszystko, co tylko stanowiło jakąkolwiek wartość. Grabiono skutecznie i to prawie do zera majątki ziemskie, dwory, magazyny, sklepy, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, paszę, bydło i inne przedmioty ,które udało się ukraść. Opornych Polaków broniących swego mienia po prostu zabijano lub aresztowano i wysyłano setkami na Sybir. Ponieważ grabieże rozwijały się bardzo szybko na niespotykaną dotąd skalę dlatego też celem  ich planowego działania Sowieci powołali tzw. bataliony robocze liczące około 50 osób, które tworzyły np. poganiaczy bydła czy mobilne transporty do wywozu zrabowanego z terenu Polski mienia. Powołano łącznie 500 takich batalionów.
Jak Armia Czerwona wyzwalała Polski węgiel. Teren Górnego Śląska wybitnie przypadł do gustu złodziejom i szabrownikom Armii Czerwonej. Tylko pomiędzy 1 kwietniem a 1 czerwcem 1945 r., jak podają źródła, wywieziono w głąb Rosji 975 tys. ton ukradzionego węgla, który wówczas był surowcem na wskroś strategicznym. Po 1 czerwca 1945 r. pod nadzorem radzieckim codziennie wywożono do Rosji węgiel łącznie wywieziono go w ilości 26 tys. ton. Polskie rodziny głodne przymierały wówczas z zimna i braku opału. Szybko i planowo zdemontowano hutę w Gliwicach gdzie wywieziono urządzenia walcowni rur. Demontowano skrupulatnie wyposażenie Polskich elektrowni głównie w Miechowicach, Zabrzu, Zdziszowicach, Mikulczycach, Blachowni Śląskiej i Chełmsku Śląskim. W domach polskich oczywiście z tego powodu zabrakło prądu. Nie oszczędzono wyposażenia zakładów i fabryk w Dąbrowie Górniczej,, Chorzowie, Siemianowicach, Poznaniu, Bydgoszczy, Grudziądzu, Toruniu, Oświęcimiu i wielu innych Polskich miastach gdzie tylko weszła  Armia Czerwona wyzwolicieli i grabieżców oraz złodziei.
Łupiono Polskie miasta. W samej tylko Bydgoszczy, jak podaje prasa, wywieziono wyposażenie 30 dużych zakładów przemysłowych oraz 250 jednostek pływających zagarniętych z Kanału Bydgoskiego. W Toruniu na 46 wagonów kolejowych załadowano wyposażenie młynów w wyniku czego w mieście zabrakło chleba. Ukradziono nawet śmieciarki z miejskich zakładów oczyszczania miasta. Szczególne znaczenie Sowieci przywiązywali do kradzieży wyposażenia zakładów paliw syntetycznych. Do ZSRR wyjechało z terenu Polski prawie 10 tys. wagonów wyładowanych takimi urządzeniami. Z samych tylko Polic z usytuowanych tam zakładów Rosjanie zrabowali ich wyposażenie i załadowali je na 14 tys. wagonów wywożąc w głąb Rosji. Nie oszczędzono nawet Polskich kolei. Rozbierano i wywożono stacje transformatorowe, parowozownie, wagonownie, brali wszystko co stanowiło jakakolwiek wartość jak np. zakłady naprawcze , warsztaty. Wywieziono 5500 km linii kolejowych dla porównania w Polsce w 2010 r. długość linii kolejowych wynosiła 22046 km.
Rolnictwo zostało złupione doszczętnie. Wyzwoliciele spod znaku sierpa i młota szczególnie upodobali sobie jednak Polskie rolnictwo, które łupiono bez opamiętania. Tylko do 1 września 1945 r., jak podają źródła, zarekwirowano i wywieziono do Rosji 506 tys. sztuk bydła,114 tys. sztuk owiec, 206 tys. sztuk koni. Wywieziono ponad 72 tys. ton cukru, 14 tys. ton zboża i to tylko z powiatu toruńskiego, 20 tys.ton ziemniaków, 100 tys. ton słoniny, 25 tys. ton mięsa. Wyzwoliciele kradli ubrania, buty, radia, zegarki, rowery, zestawy stołowe a nawet gwoździe. Tych, którzy bronili swego mienia zabijano lub zsyłano na Sybir. Czerwonoarmiści kradli także poza planowo np. w październiku 1945 r. pijani żołnierze radzieccy rabowali stragany odbywającego się targu. Gdy chłopi stawiali opór zostali zaatakowani granatami i seriami z broni maszynowej – takie przypadki zdarzały się nagminnie. Polskich żołnierzy tzw Kościuszkowców, którzy stawali w obronie łupionych chłopów rozstrzeliwano  na miejscu lub degradowano i wsadzano do więzienia na wiele lat. Tylko w 1948 r. z terenów Polski, sowieci wywieźli do Rosji 239 tys. wagonów zrabowanych rzeczy. Na jaką kwotę okradli Polskę Sowieci
W 1946 r. była to już kwota 667 mln. dolarów, szkody powstałe z tytułu wandalizmu żołnierzy Rosyjskich w czasie dokonywania rabunków wyniosły ponad 292.5 mln. dolarów co łącznie w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, jak podają dostępne źródła, daje nam niebagatelną kwotę ponad 54 miliardy dolarów nie licząc odsetek.
Nic dziwnego, iż po „takim wyzwoleniu” w Polsce po 1945 r. zagościł głód a przemysł potrzebował ponad 50 lat by odzyskać to co wyzwoliciele ukradli. Znane były powszechne przypadki umierania głodową śmiercią głównie sierot i małych dzieci, gdyż żywność ukradli Rosjanie. Paradoksem niech będzie fakt, że właśnie tę zrabowaną z Polski żywność Rosja nam wysyłała jako ich pomoc dla odbudowy naszego kraju. Podobnie było w przypadku maszyn i urządzeń do fabryk i zakładów - oczywistsze za taką pomoc co musieliśmy „wyzwolicielom” słono płacić – ale to już temat na inny artykuł.
Źródło: naszeblogi.pl 
Jak wyjeżdżali z Polski było podobnie, wywozili wszystko co miało jakąkolwiek wartość, z koszar, miejsc zakwaterowania!? 
09 12 2021 Podejrzana Lapuerta? "Libération" o korupcji na szczytach Unii.
Dziwna cisza spowiła rewelacje francuskiego dziennika. Cóż, reakcja wyczekująca jest jak najbardziej zrozumiała. Gdyby jakimś cudem okazało się, że publikacja była fejkiem, dziennikarze zaangażowani w jej rozpowszechnianie na zawsze musieliby pożegnać się z zawodem. Nie mówiąc już o bankructwie redakcji. Jestem już taki stary, że pamiętam emocje, jakie na całym świecie wywołały rewelacje dwóch dziennikarzy Washihgton Post – Boba Woodwarda i Carla Bernsteina. Ich dwóch, i tylko dwóch! zapoczątkowało proces, który doprowadził do ustąpienia ze stanowiska 37 prezydenta USA Richarda Nixona. Jak dotąd był to jedyny taki przypadek w historii Ameryki (tzw. afera Watergate, jeśli ktoś już nie pamięta). Francuski dziennik Libération tydzień temu zamieścił serię artykułów stanowiących podsumowanie dziennikarskiego śledztwa. Ujawniono w nich dziwne powiązania istniejące pomiędzy Europejską Partą Ludową (na czele jej ciągle jeszcze stoi Donald Tusk), a TSUE, Europejskim Trybunałem Obrachunkowym  oraz  urzędnikami Komisji Europejskiej.
Zamiast Unii Europejskiej mamy do czynienia z Państwem Europejskiej Partii Ludowej? Czy właśnie w głębi nieformalnych układów i powiązań, możliwych dzięki dziwnej liberalizacji wymagań wobec członków TSUE (brak tzw. rejestru transparencji w odróżnieniu od członków Komisji Europejskiej) należy szukać przyczyn szokującego orzeczenia byłej już „sędzi” TSUE Rosario Silvy de Lapuerty? Przypominam, jak ktoś zapomniał – ta dama nakazała dosłownie z dnia na dzień zamknąć kopalnię węgla brunatnego w Turowie, co z automatu pozbawia Polskę blisko 8% generowanej energii elektrycznej. O pozbawieniu podstaw ekonomicznych życia ludzi w Bogatyni nawet nie wspomnę. Za to cios ów spotkał się z nieukrywaną radością totalsów oraz wszelkiej maści „zielonych” z osobniczką Spurek na czele. Im gorzej dla Polski, tym dla nich lepiej. Czy również tu należy szukać prawdziwych przyczyn wstrzymywania Polsce pieniędzy z tzw. Funduszu Odbudowy (RRF)? W programie TVP INFO możemy zapoznać się z wypowiedzią francuskiego dziennikarza śledczego - Jeana Quatremera, autora publikacji. https://www.youtube.com/watch?v=ZgMAtPgzNpM
Co szokuje to podejście do ujawnionych informacji. Jako żywo stanowią one kalkę z zachowań tzw. komuny – gdy tylko jakiś dziennikarz chciał napisać, że towarzysz Kowalski (nazwisko przypadkowe!) kradnie, było to traktowane jako akt wrogiego ataku na Partię i System Socjalistyczny oraz podważanie sojuszu z ZSRS. I blokowane przez cenzurę. Nie inaczej jest w Unii. Red. Jean Quatremer stwierdza: – Kiedy 20 lat temu mówiłem w Brukseli o różnych skandalach dotyczących francuskiego komisarza, po pół roku od mojej publikacji, która doprowadziła do dymisji tego polityka, we francuskich mediach nie ukazało się praktycznie nic. To wynika z tego, że krytykowanie Unii Europejskiej jest postrzegane jako negowanie jej w całości.
Ciekawe, kiedy „wolne media” zaadoptują dla swoich potrzeb wymyśloną w epoce Gierka koncepcję krytyki konstruktywnej, przeciwstawianej zwykłemu krytykanctwu. 
Najogólniej krytykanctwem było stwierdzenie, że fabryka Pięćmil produkuje dziurawe prezerwatywy. W wersji krytyki konstruktywnej ta sama informacja brzmiała tak: Pięćmil produkuje opony na najlepszym światowym poziomie, dostępne i chętnie kupowane w wielu rejonach świata. To właśnie w opony Pięćmilu wyposażone są samochody, jakich używają polscy polarnicy na Spitsbergenie. Sprawdzają się także w surowych warunkach Mongolii i wietnamskiej dżungli. Czasem tylko produkowane ubocznie prezerwatywy wykazują drobne braki w postaci nieciągłości powierzchniowej, ale i te przejściowe problemy zostaną pokonane.
Tymczasem w Polsce próby bagatelizowania afery idą pełną parą. W dzisiejszym programie „Minęła dziewiąta”(TVP INFO) poseł KO Piotr Borys jako główny argument przeciw informacjom dziennika Libération wysuwa milczenie innych mediów. O organach UE nie wspominając. Skoro magiel milczy, sprawa nie istnieje. Wspomniana już była sędzia TSUE Rosario Silva de Lapuerta należała do jednych z większych donatorek europejskiej partii Tuska.
Tusk z kolei jest obecnie oficjalnym leaderem totalsów. W przeszłości jednak był, niczym jakiś zapoznany eksponat z Sevres, wzorcem POlityka, człowiekiem, który miał powrócić do Polski na białym Qniu, jeśli wierzyć opiniom POlitycznym. 
Znana jest także toczona od przegranych w 2015 roku wyborów nagonka na Polskę w wykonaniu polskojęzycznych posłów EPL właśnie. Ujawnione przez francuskiego dziennikarza śledczego Jeana Quatremera fakty co najmniej za wysoce prawdopodobną przedstawiają hipotezę, że wszelkie działania podjęte przeciw Polsce w imię obrony tzw. praworządności są w istocie działaniami podjętymi w interesie oPOzycji – naciski z zewnątrz mają zmienić wynik demokratycznych wyborów.
Oczywistą oczywistością jest, że gdyby PiS nawet nie wspominał o reformie sądownictwa a prof. Andrzej Rzepliński byłby prezesem TK dożywotnio do tego z prawem mianowania swojego następcy to i tak mielibyśmy jakiś inny problem. Tak samo istotny, jak ten z KRS-em. I istniałby on dopóki PiS nie oddałaby „zagrabionego koryta”, jak władzę w Polsce postrzega oPOzycja, która przecież już w Magdalence została dopuszczona do władzy namiestniczej w Polsce obok potomków sowieckiego desantu 1944/45. Przy okazji z ciągle jeszcze suwerennej Polski stalibyśmy się prowincją Świętego Cesarstwa Narodu Niem…., pardon, laickiej PZUE – Prawdziwie Zjednoczonej Unii Europejskiej. Takiej kontynuatorki znanej jeszcze w 1944 roku Festung Europa. W odróżnieniu od tej ostatniej praktycznie bez armii i strzeżonych granic.
Źródło: niepoprawni.pl
07 12 2021 Uderz w stół… a Tusk się odezwie. Szef PO nazwał Kaczyńskiego „zdrajcą” i straszy fałszowaniem wyborów.
Donald Tusk znów na chwilę gdzieś przepadł i przestał się aktywnie udzielać, ale po raz kolejny postanowił o sobie przypomnieć. Tym razem w „Onet Opinie” przekonywał, dlaczego jego powrót do polskiej polityki był tak ważny. W pewnym momencie Tusk przypuścił jednak ostry atak na Jarosława Kaczyńskiego, nazywając go „zdrajcą polskiego interesu narodowego”. To jeszcze nie wszystko. Lider PO znalazł przyczynę wyborczych porażek swojej partii. Przekonywał, że wybory w Polsce nie są uczciwe…
Tusk o… powrocie Tuska. Donald Tusk pytany o swój powrót do polskiej polityki przekonuje, że miał w Europie lepszą robotę, ale musiał wrócić do kraju, żeby ratować partię i nie tylko. Nie chcę tu ubolewać nad własnym losem, ale ambicje osobiste nie są jakąś szczególnie wysoką ceną, w porównaniu do tego jaką cenę przychodzi płacić mi i mojej rodzinie za to, wchodziłem do polityki. Nie wróciłem tutaj po stanowiska. Miałem niezłe stanowiska, niezłą pozycję w Europie. Jeśli mój powrót i prowadzenie Platformy przyczyni się do wygranej, to mi jest dość obojętne kto jaki urząd będzie pełnił po tym zwycięstwie. Jest cała grupa ludzi średniego i młodszego pokolenia, która bardzo dobrze rokuje w polskiej polityce - mówił Donald Tusk w „Onet Opinie”. W pewnym momencie temat rozmowy zszedł na obóz rządzący i ważne spotkanie europejskich konserwatystów, do którego w sobotę doszło w Warszawie. Donald Tusk wykorzystał okazję do ataku na Jarosława Kaczyńskiego. Pomiędzy Tuskiem, a dziennikarką Onetu Renatą Grochal wywiązała się krótka dyskusja:
Donald Tusk: Każdy kto naraża w sposób bezpośredni niepodległość Ukrainy na szwank, jest zdrajcą polskiego interesu narodowego.
Renata Grochal:Jarosław Kaczyński jest zdrajcą polskiego interesu narodowego?
Donald Tusk: Dokładnie tak. Organizowanie spotkania z politykami, wynoszenie ich na piedestał z tym symbolicznym użyczeniem kolumny prezydenckiej Marie Le Pen w Warszawie. Ona nie jest tak traktowana nigdzie na świecie, bo nie ma żadnego powodu, poza tym politycznym braterstwem jakie Kaczyński chciał wyrazić. Kaczyński zaprosił tutaj polityków jawnie antyukraińskich i jawnie prorosyjskich. Dosłownie w przeddzień rozstrzygnięć o przyszłości Ukrainy, niepodległości Ukrainy, a w konsekwencji o niepodległości Polski.
Zjednoczona totalna opozycja? Tusk ma też swoją teorię na temat tego, dlaczego do tej pory totalna opozycja przed jego powrotem kroczyła od jednej porażki do drugiej. Lider PO stwierdził, że w pewnym stopniu winna temu była sama opozycja. Opozycja do tej pory przegrywała wybory w dużej mierze na własne życzenie. One wcale nie musiały być przegrane. Uważam, że te najbliższe wybory mogą być wygrane i zależy to od sprytu i determinacji opozycji, a nie od jakichś czarów- marów, że teraz znajdziemy złoty klucz do umysłów i serc milionów Polaków. - mówił Donald Tusk w „Onet Opinie”.
To jednak nie wszystko. Tusk kreślił wizję walki z PiS pod jednym opozycyjnym sztandarem i w pewnym momencie zaczął przekonywać, że istnieje ryzyko, że… wybory zostaną sfałszowane.
Druga rzecz i to powinno być wspólne zadanie i opozycji i organizacji pozarządowych i takie inicjatywy są, jestem w kontakcie z m.in. KOD, żeby powstał bardzo efektywny i bardzo powszechny system kontroli wyborów, ponieważ to, czego się słusznie niektórzy obawiają, wybory mogą być nie tylko nieuczciwe, ale być może także sfałszowane, więc żeby uniknąć tego największego ryzyka, trzeba mieć też własny, niezależny system, oczywiście legalny system, kontroli wyborów.- mówił Tusk. Ten wątek pojawiał się w rozmowie Tuska na łamach Onetu dość często. Nie są uczciwe [wybory w Polsce], według oficjalnych standardów międzynarodowych. Zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce. Mamy do czynienia z wolnymi wyborami, czyli każdy może pójść i zagłosować, ale wybory są nieuczciwe, co znaczy, że naruszane są standardy w czasie wyborów, czyli na przykład nadużywanie mediów publicznych, które są w czasie wyborów tubą propagandową czy to Orbana czy Kaczyńskiego w Polsce - stwierdził Donald Tusk. Tusk kontra wolność słowa. Było też o wolności słowa i repolonizacji mediów. Donald Tusk i w tej sprawie ma swoją teorię. Czy w ogóle dzisiaj ktoś jeszcze pamięta, czy w ogóle można sobie wyobrazić sytuację, w której za mojego premierostwa Orlen kupuje wszystkie prywatne gazety lokalne i regionalne, żeby zrobić z nich kolejną tubę do promowania PiS-u i do prześladowania opozycji? To nie są różnice między tamtymi epokami. To przepaść. - przekonywał Tusk. Lider Platformy Obywatelskiej mówił, że jego kluczowym zadaniem jest… obrona wolnych mediów. Z całą pewnością mamy do wykonania wielką… To wielka sprawa, utrzymać na tyle, ile się da, wolne media i to jest wspólne zadanie całej opinii publicznej, wszystkich obywateli, to nie tylko opozycja czy tylko same wolne media powinny być w to zaangażowane. - mówił Tusk.
Źródło: niezalezna.pl, Onet.pl, 300polityka.pl
Dlaczego Tusk wrócił do Polski!? Bo Polska kupiła dużo złota, i będzie miał co sprzedać, jak przejmie władzę!? To jest dowcip opowiadany przez Polaków mieszkających w Niemczech!?
Lasów nie udało mu się sprzedać, i już ich nie sprzeda, bo Morawiecki je wytnie!?
Tusk to słońce Peru, były mistrz bajeru, zdetronizowany przez Morawieckiego!?
Tusk bardzo dobrze czuje się w roli posłusznego pieska Merkel, założono mu piękną obrożę, przyczepiono długą smycz by poczuł się jak wielkie panisko!?
I znofusz ma być Tuskolandia, Zielona Wyspa, Sowa, hrabia von Rostowski, lord Sikorski...!?
Tusk mógł zarobić w Brukseli ok. 8,2 mln zł. Kwota "na rękę" zapewne jednak będzie niższa ze względu na podatki. Co jednak istotne, stanowisko szefa Rady Europejskiej dało też Tuskowi dodatkową emeryturę - w kwocie ok. 21 tys. zł. Według nieoficjalnych informacji "Super Expressu", wraz z emeryturą krajową będzie to łącznie ok. 30 tys. zł emerytury miesięcznie. Świadczenie będzie przysługiwało Tuskowi już w 2022 r., kiedy to były premier skończy 65 lat.".Wynika z tego, iż Tusk mógłby do końca życia nic nie robić, co jak się wydaje - lubi. Dlaczego więc wrócił do polskiego grajdołka, który porzucił z radością siedem lat temu? Narzucająca się odpowiedź brzmi - Niemcy mu kazali. Jakie mają oni środki nacisku? Po sieci krąży przypuszczenie, ze Tusk był agentem STASI o pseudonimie Oscar. Zaprzecza jednak temu Sławomir Cenckiewicz. 
05 12 2021 Cel Niemców: IV Rzesza.
Pożegnanie kanclerz Angeli Merkel jako żywo przypominało paradę NSDAP po „Nocy Długich Noży”. Te zwarte oddziały Bundeswehry maszerujące z palącymi się pochodniami niczym nie różniły się od maszerujących przed Adolfem Hitlerem oddziałów NSDAP. Ponieważ historia niczego nie uczy to przypomnę, że Noc długich noży (niem. Nacht der langen Messer), to akcja przeprowadzona w nocy z 29 na 30 czerwca 1934 w celu schwytania i wymordowania przeciwników Adolfa Hitlera…Czym się różnią dzisiejsi Niemcy od ich potomków sprzed 87 lat? Tych różnic jest wiele, lecz nazizm tak jak utkwił za Adolfa Hitlera w umysłach większości Niemców – tak już nie wyszedł z umysłów ich potomków z czasów Angeli Merkel. Chęć dominacji nad światem, a przynajmniej nad Europą nie zniknęła choć przyznać trzeba, że Niemcom już się nie marzy pochód na Wschód – oczywiście z wyłączeniem Polski, która w pierwotnych planach Hitlera i Stalina miała się stać buforem, pomiędzy niemiecką Rzeszą a Rosją.
Niemiecki projekt federalizacji Europy to nic innego, jak niemiecka okupacja – lecz bez użycia Bundeswehry. Bundeswehra będzie chodzić tylko z pochodniami na okoliczność uroczystości organizowanych w sfederalizowanej Europie. Szybko jednak taka lewacka Europa stanie się łakomym kąskiem dla milionów migrantów z Afryki i z krajów arabskich i łatwym celem dla kolejnych władców Rosji. Niemcy nie będą już walczyć w Afryce, gdyż Afryka sama do nich przyjdzie i rozleje się po całej Europie. Żaden zaś „europejczyk” nie będzie się bić o niemiecką Unię Europejską, skoro nasi „europejczycy” wyzywają polskich żołnierzy od „morderców” tylko dlatego, że bronią granicy Polski…Cel dzisiejszych Niemców jest paradoksalnie taki sam, jak za Adolfa Hitlera: trzeba pozbyć się wszystkich przeciwników niemieckiej Unii Europejskiej po to, by IV Rzesza odniosła tryumf, jakiego nie zdołała osiągnąć w czasie II Wojny Światowej. I znów – tak jak w 1939 roku trzeba najpierw pokonać Polskę, by osiągnąć wymarzony przez Niemców cel.
Sytuacja jest o tyle bardziej skomplikowana, że przez 30 lat wolnej Polski zdołano tak zmanipulować umysły Polaków, że wielu z nich zachowuje się jak groźna sekta, podążająca jak barany za polskim Führerem i jego przydupasami. 500 złotych miesięcznie za parking pod blokiem w Warszawie? Niechby i było tysiąc, byleby PIS nie rządził! Benzyna po siedem, gdy zacznie znowu rządzić Tusk ? Niech będzie i po dziesięć, byleby pozbyć się „dyktatora”. Nic więc dziwnego, że zaczadzona nienawiścią totalna opozycja nie ma żadnego programu, poza obaleniem rządu. Na poczet przyszłego zwycięstwa kłamią na potęgę – nie tylko ich Führer i pomniejsi funkcjonariusze PO, Hołowni czy Lewicy. Wyją „wolne media” i ich funkcjonariusze na służbie Putina, Łukaszenki i „Deutsche Welle”. Wyją o zmyślonych prześladowaniach pederastów, kobiet i zboczeńców różnej maści. Wyją o mordowaniu „uchodźców” na granicy, podczas gdy nie odezwali się słowem, gdy niemiecka komisarz zapowiedziała zagłodzenie Polaków! Oczywiście o ile Polacy nie obalą rządu! Jawne i bezczelne szantażowanie Polski może tylko wywołać reakcję odwrotną patriotycznej części społeczeństwa która na szczęście dostrzega, że są to takie same próby, jakim było domaganie się przez Hitlera eksterytorialnego dostępu do Gdańska, czy objęcia ochroną niemieckiej ludności w Czechosłowacji.
Nadszedł już czas, by powiedzieć NIE! Polska nie może gwarantować pożyczek Unii, skoro z nich nie skorzysta. Polska nie może wprowadzić programów klimatycznych, skoro nie otrzyma pieniędzy z budżetu UE na który Polska się składa - za likwidowane elektrownie węglowe i kopalnie. Polska domagać się będzie odszkodowania od Niemców za wymordowanie 6 mln Polaków i za zrujnowanie kraju! Nie zlikwidujemy Bożego Narodzenia i nie zburzymy Kościołów! Nie zaczniemy traktować kobiet, jak mężczyzn i nie wyślemy ich do roboty w kopalniach i w kamieniołomach. Nie będą mężczyźni pakować się do kobiecych szatni i do toalet tylko dlatego, że wydaje im się, że stali się kobietami!
Wiem jedno. Tak jak komuna runęła, tak samo runie lewacka Unia. Byle tylko nikt na tym nie ucierpiał – choć to tylko bardzo pobożne życzenie. Bo jak wiadomo – im wyżej się Unia posunie – z tym większym hukiem rozwali. W Unię przestałem wierzyć. W Polskę wierzyć będę do końca swego życia
Źródło: niepoprawni.p
IV Rzeszę to buduje Kaczyński w Polsce, by utrzymać władzę!? Ciekawe ile Bozia dała mu jeszcze czasu!?
Zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim. Śmialiśmy się ze standardów obowiązujących w RWPG dziś mamy UE i jej standardy, które są po wielokroć bardziej absurdalne od swych poprzedników. Natomiast pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach oraz życie w super komfortowych warunkach umiłowanym przywódcom, wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje. 
03 12 2021 Stracisz prawo jazdy szybciej niż sądzisz.
Biorą się ostro za kierowców, to znak że nasi umiłowani rządzący są już na skraju finansowej przepaści. To zaczyna być śmiesznym. Naprawdę śmiesznym, ale też i groźnym. Jadę 40 na godzinę. Teren zabudowany. Pasy. Zwalniam jeszcze bardziej. Nagle z chodnika schodzi młody człowiek w słuchawkach na uszach,  wpatrzony w ekran telefonu. Ot, tak wszedł i przeszedł. Trąbię. Muzyka musi go ogłuszać, bo nawet nie zauważył.  Gdybym jechał szybciej i go tak pieprznął, to by do żadnej trumny dureń nie zapasował. Uratowało durnia to, że przed pasami zwalniam nawet wtedy, kiedy pieszy, nawet pozornie ochoty wejść na nie ma. Gdybym tak jednak gościa - jak napisałem wcześniej - roztarł po tej zebrze, to nie uratowałbym się zapewne przed ciężkim kryminałem, nawet gdybym jechał i 20 km na godzinę. Pytanie więc brzmi: karzemy kierowców piratów (słusznie), a co z pieszymi piratami drogowymi? Świrniętymi, pijanymi rowerzystami i kretynami na hulajnogach elektrycznych? Piszę to w kontekście informacji jaka się pojawiła. Wklejam z wytłuszczeniem idiotyzmu, który jest niczym innym jak tylko skokiem na kasę: "Zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h także poza obszarem zabudowanym, ujednolicenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym niezależnie od pory dnia oraz zwiększenie zakresu ochrony pieszego w rejonie przejścia dla pieszych. Takie zmiany przewiduje projekt ustawy, wprowadzający rozwiązania, które mają poprawić bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego. Ustawa ma wejść w życie 1 lipca 2020 r. – zapowiada Ministerstwo Infrastruktury. " Jakby co nie mam już więcej pytań, gdyż odnoszę wrażenie, że ministerstwu wcale nie o bezpieczeństwo drogowe chodzi, ale o pieniądze wyrwane z kieszeni z przeznaczeniem na co innego, być może na puste  szosy (w tym wiejskie), dzięki czemu kolumny rządowe będą mogły jeździć z większą prędkością niż dotychczas. Tak napisałem 1 lutego 2020 roku na Salonie. Tekst zebrał blisko 20 tysięcy odsłon, czyli ludzie zmotoryzowani byli ciekawymi co tzw. Dobra Zmiana kombinuje z kierowcami, a kombinuje wytrwale dalej. 
Oto co wyczytałem i co teraz wklejam. Od 1 stycznia 2022 zostają wprowadzone nowe stawki mandatów. "Regulacja, która m.in. podwyższa maksymalną wysokość grzywny z 5 do 30 tys. zł, trafi teraz do podpisu prezydenta Andrzeja Dudy." Wątpię aby prezydent RP nie podpisał, on co mu każą sprawnie podpisuje, niczym  pułkownik z serialu MASH.
- Co ja podpisałem? -zapytał podającego mu do podpisania jakieś pisma Radara.
- O, to pan powinien wiedzieć a nie ja - odparł rezolutnie Radar.
Wcale nie śmieszne, a będzie straszniej. Minimalny mandat czy grzywna będą od Nowego Roku dużo wyższe. "Najwięcej zapłacą kierowcy za przekroczenie prędkości o 40-50-60 km/h. Każde kolejne przekroczenie prędkości o 10 km/h to będzie kolejne 800 złotych - nawet do mandatu w wysokości 5 tysięcy złotych. (...) Nowa ustawa zwiększa też maksymalną wysokość grzywny z 5 do 30 tys. zł . Usprawnia także uzyskiwanie renty, która jest wypłacana osobom najbliższym ofiary wypadku drogowego przez sprawcę umyślnego przestępstwa ze skutkiem śmiertelnym." Ci co nie zastosują się do zakazu wyprzedzania określonego znakiem lub ustawą, wyciągną z kieszeni od 1000 do 3.000 złotych.  Za brak ostrożności, czyli nieustąpienie miejsca pieszemu na pasach, nie wiem świadomie lub nie, jesli zostaniemy przyłapani w tym momencie przez chłopców radarowców zapłacimy z mety grzywnę-mandat w wysokości 3.000 złotych.
Dodatkowo,  mamy w tym miejscu swego rodzaju kuriozum, co celowo jeszcze raz pogrubię, bo widzę że od tego nasi miłujący nas rządzący nie odstąpili.
"Regulacja ustanawia również minimalną wysokość kary grzywny na poziomie 800 zł wobec sprawcy kierującego pojazdem mechanicznym, który przekracza dopuszczalną prędkość jazdy o ponad 30 km/h, niezależnie od tego, czy naruszenie zostało stwierdzone w obszarze zabudowanym, czy poza nim." Jaki wypływa z tego morał. Po pierwsze Dojnej Zmianie brakuje wyraźnie pieniędzy na pokrycie wszelkich ich plusów. Po drugie, AntyZmiana usiłuje powrócić do czasów wczesnego, burego PRL-u, kiedy to  po szosach rozbijali się wyłącznie partyjniacy lub ich przyaciele, a lud pracujący przemieszczał się pieszo, rowerem, wozem konnym lub komunikacją miejską oraz. PKP i PKS. Po trzecie Antyzmiana usiłuje wprowadzić totalną inwigilację, bo jak będzie można sprawdzić, że kierowca Kowalski swoim dwunastoletnim autem na kiepskiej drodze, w szczerym polu, w miejscu gdzie wrony w kaskach zawracają, przekroczył zakazaną przez ustawodawcę prędkość? Antyzmiana już wie jak to zrobić , co gorsza wspomniany zapis zostawi jeszcze w spadku swoim następcom, a ci nie tylko go nie zlikwidują, ale jak znam życie jeszcze owe prawo po swojemu poszerzą. Chyba trzeba będzie zagłosować na Konfederację. Innej opcji nie ma.
Źródło: kosa24.neon24.pl
Piesi zatracili instynkt samozachowawczy, zobaczy coś białego na jezdni to zaraz stawia nogi i przechodzi, a może wypadłoby popatrzeć w lewo prawo,....!
Dlaczego to kierowca ma uważać , a nie pieszy, przecież łatwiej zobaczyć samochód jak pieszego!? Mnie uczono spójrz w lewo, potem w prawo, znowu w lewo i jak nic nie jedzie to przechodź!? No tak tylko wtedy nie było tak dużo samochodów!? Budować bezpieczne przejścia to jedyne rozsądne rozwiązanie, bo inaczej dojdzie do tego że kierowca będzie musiał pchać swoje auto!?
Tato co to jest fotoradar? Fotoradar drogie dziecko, to taki karmik dla sępów.
Z forum: Policji na drogach obecnie jak na lekarstwo - można przejechać pół Polski i nie spotkać żadnego patrolu. Więc wielu uważa, że "hulaj dusza piekła nie ma !"Jednak z pieszymi i przejściami dla pieszych to jest już całkowite przegięcie i czysty bandytyzm, gdyż teraz każdy pieszy gamoń może się zachowywać gorzej niż gęsi i kury (te mają jednak jeszcze instynkt samozachowawczy) a za wszystko zapłaci nieszczęśnik, któremu taki gamoń wejdzie pod koła. 
02 12 2021 Covid z pozycji "zjadacza chleba".
Jak odnieść się do kwestii związanych z covidem? Czy rację mają władze namawiające do szczepień, czy też antyszczepionkowcy? Przyznaję, że czasami mam mętlik w głowie, gdyż brak jednoznacznych danych, które potwierdzałyby stanowiska stron. Jednak coraz bardziej jestem przekonany, że cała epidemia "wylęgła się" w głowach ludzi związanych z koncernami farmakologicznymi, ale inspirowanych przez polityków dążących do zwiększenia kontroli społecznej. Globalnie. Nie jestem zagorzałym antyszczepionkowcem, ale staram się do tematu podchodzić pragmatycznie, czyli rozważam korzyści i straty. Do tej pory się nie zaszczepiłem (podobnie ambiwalentny stosunek mam do szczepienia przeciwgrypowego). To dlatego, że mam wątpliwości tyczące długotrwałych skutków poszczepiennych;  zbyt krótki czas obserwacji, aby można było twierdzić, że są to jednostkowe przypadki nie wpływające na sumaryczne korzyści.
Niewątpliwie w przypadku ludzi nieobciążonych "skazami genetycznymi" - szczepienie jest skuteczne i przeciwdziała zachorowaniu na covid poprzez zwiększenie ilości przeciwciał. Jednak okazuje się, że nie jest to cecha stała, a jedynie okresowa - już teraz mówi się, że zwiększona odporność trwa zaledwie kilka miesięcy, a nawet jest ograniczona do 2 miesięcy. Oczywiście - nie ma fałszu w stwierdzeniu, że po szczepieniu przebieg choroby ma łagodniejszy przebieg. Tyle, że takie twierdzenie traci na słuszności wraz z upływem czasu po szczepieniu. Nawet gorzej. Wzrost śmiertelności u osób zaszczepionych sugeruje, że szczepionka zmniejsza samoistną odporność organizmu, a to by wskazywało, że nastąpi duży wzrost śmiertelności u osób zaszczepionych. Czy takie twierdzenie okaże się prawdą - odpowiedź na to pytanie pojawi się w niedługim czasie. Niemniej - takiej opcji nie można wykluczyć. Problemem jaki mamy jest to, że władze (nie tylko w Polsce) wprowadzają cenzurę na informacje dotyczące koronawirusa. Dane są niejasne i tendencyjne. Wątpliwości budzić może także terapia jaka jest stosowana. Przy pierwszych objawach - nie są stosowane żadne środki. To z tej racji, że brak jest leków antycovidowych. Dopiero, gdy choroba rozwinie się - można pacjenta zabrać do szpitala, a leczenie polega na  zwalczaniu pojawiających się schorzeń towarzyszących wynikających z osłabienia covidem organizmu. Zwykle - zapalenie płuc, ale i inne. Respirator - to ostateczność kończąca się "zejściem" w większości przypadków; można powiedzieć, że jest to terapia przyspieszająca śmierć. Terapie szpitalne, wobec stosowanych obostrzeń - są antyhumanitarne, gdyż nie pozwalają nawet na kontakty rodzinne; człowiek traktowany jest gorzej niż przedmiotowo. Ponieważ terapia szpitalne nie wychodzi poza zakres środków, które mogą być zastosowane w domu - można rozważać, a w przypadku ludzi z rodzinami nawet zalecać, kurację w domu. Równie skuteczne jak antybiotyki przy zwalczaniu zapalenia płuc są bańki, oklepywania i masaże, a chory jest z rodziną. Oczywiście antybiotyki (coraz mniejsza skuteczność) w domu też mogą być stosowane. Także nawet dotlenianie.
Co można zarzucić władzom? Przede wszystkim brak zainteresowania środkami mogącymi zmniejszyć, bądź spowolnić namnażanie się wirusa w organizmie, co pomaga w w samoistnym oczyszczaniu organizmu. Takim środkiem, znanym, chociaż podobno o małej skuteczności, jest amantadyna. Zakaz jej stosowania, mimo szeregu wskazań jednostkowej skuteczności, jest karygodnym błędem. Także (świadome?) opóźnianie badań nad skutecznością amantadyny, gdzie bada się wpływ na organizmy z rozwiniętą chorobą, a nie ma badań skuteczności w początkowej fazie choroby - budzi zdziwienie. Można twierdzić, że właśnie ten proces powinien być zbadany i jeśli doszłoby do procesu ludzi odpowiedzialnych za organizację akcji przeciwpandemicznej, to właśnie za te zaniechania powinny być postawione zarzuty w pierwszej kolejności. (Tu zaznaczę, że antyPiS nie ma na co liczyć w swych kalkulacjach, gdyż to właśnie celebryckie środowisko związane z opozycją jest największym zwolennikiem ograniczeń ).
Co na zakończenie? Chyba sugestia uświadomienia sobie, że o nasze własne zdrowie musimy dbać sami, a nie liczyć, że zrobi to tzw. Służba Zdrowia. Oni tylko wykonują procedury medyczne, za które im płacą. Chcesz być zdrowy - prowadź racjonalny tryb życia i staraj się nie korzystać z pomocy medyków - tylko porady; nigdy nie oddawaj się w moc ich wskazań. Mogą stworzyć gorszy aparat terroru niż najgorsi zamordyści.
Źródło: cygnus.neon24.pl
Przestańcie wreszcie straszyć, zacznijcie leczyć!? Dziś jak tylko zachorujesz, źle się poczujesz to od razu jest to covid!? Kolejka do apteki, stoję na dworze!? Nagle pani się zbulwersowała, krzyczy nie po to się szczepiłam, by maseczkę nosić, i na dworze w kolejce stać!? No i wuj, kolejka nagle znikła, została tylko skażona!? A póki co idę zażyć "przypominającą " dawkę grzańca, bo coś zimno dzisiaj!?
Z forum: Nie tylko amantadyna. Jest także ivermektyna dzięki której Japonia i Indie zredukowały zakażenia i śmiertelność do minimum. Co prawda rząd Japonii oficjalnie nie wskazał ivermektyny jako leku w leczeniu covida ale stowarzyszenie japońskich lekarzy wezwało swoich członków do powszechnego stosowania preparatu. Jest jeszcze lek który jest tani i skuteczny o którym mówił prof. Kuna: "Jak twierdzi dr hab. Piotr Kuna, kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi - sterydy wziewne redukują ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 o ponad 90 procent. 
Dodał także, że w sytuacji osób, które uzyskały dodatni wynik testu SARS-CoV-2, kortykosteroidy należy włączyć do leczenia natychmiast. Pacjent może je przyjmować samodzielnie w domu. Okres ich stosowania powinien wynosić przynajmniej 15 dni.". Gdyby zastosowano leczenie początkowe tymi preparatami uratowano by zdrowie i życie tysiącom ludzi. Niestety naśladowcy dr. Mengele usadowieni na szczytach władzy w Polsce i na świecie mają to w dupie i zacierają raczki z faktu,ze depopulacja ludzkości idzie zgodnie z planem. 
01 12 2021 Europa chce zbawić klimat świata, tyle, że kosztem Polski!?
Trwa skoncentrowany atak na Polskę. Nie mam tu na myśli nachodźców z Białorusi, tylko atak ze strony komisji UE (zdominowanej przez "stare" państwa unijne) i krajową opozycję. Celem jest utrzymanie status quo wypracowanego przez poprzednie rządzącą w Polsce ekipę pod kierownictwem D. Tuska. Dlaczego tak na tym zależy tym podmiotom? Otóż dotychczas istniejący stan prawny obowiązujący w Polsce gwarantował nie tylko przywileje kasty sądowniczej, ale przede wszystkim nienaruszalność wszelkich powiązań gospodarczych, administracyjnych a nawet tych usług wzajemnych w szkolnictwie i lecznictwie. Także powiązania sięgały międzynarodowych grup interesów. Te międzynarodowe interesy, to w pewnym uproszczeniu - utrzymywanie Polski na poziomie państwa o słabej gospodarce w dużym stopniu zależnej od "starszych braci" w UE. Owa "stara Unia" kupowała sobie, jak dotąd, posłuszeństwo w istotnych sprawach gospodarczych. Wykorzystywane były unijne prerogatywy np. dziedzinie państwowej pomocy dla ważnych segmentów narodowej gospodarki - dla stoczni, dla LOT-u, Niemieckie stocznie były przez państwo wspomagane, naszych wspomagać nie wolno było. W ten sposób niszczona była polska konkurencja na międzynarodowych rynkach. Zresztą poprzedzone to było przejęciem za bezcen wielu ważnych zakładów produkcyjnych przy pomocy takich koryfeuszy postępu gospodarczego jak L. Balcerowicz i J. Lewandowski. By ostatecznie spowolnić, czy nie dopuścić do stworzenia w Polsce konkurencyjnego przemysłu sięgnięto teraz do broni o nadzwyczaj dużym kalibrze. Taką bronią jest ustanowienie w Polsce wysokiej ceny energii elektrycznej. Każdy wie, że oznacza to nie tylko generowanie wysokich rachunków za prąd dla ludności, lecz wzrost kosztów KAŻDEJ produkcji, czyli eliminację Polsk i z konkurencji na międzynarodowych rynkach. Szczególną perfidią ze strony Niemiec i posłusznego im premiera Polski było sabotowanie budowy gazoportu w Świnoujściu i wspieranie budowy Nord  Stream II.
Wracając do ceny energii elektrycznej. Metoda jest taka - już w 2008 r. premier (D. Tusk) podpisał pakiet ENERGETYCZNO- klimatyczny w obecności ówczesnego "prezydenta" Europy (jednocześnie prezydenta Francji) - N. Sarkozy'ego, za co otrzymał (jakże cenne) klepnięcie w plecy przez w/w. Sarkozy wkrótce nieopacznie "chlapnął", że ów pakiet to największe zwycięstwo "starej" Unii nad jej nowymi członkami. Dla kamuflażu pakiet przewidywał derogacje do roku 2019, kiedy to zaczęło się obowiązkowe kupowanie "pozwoleń na emisję CO2". Kupowanie tych pozwoleń miało skutkować eliminację produkcji energii elektrycznej w elektrowniach węglowych. Wszystko pod pozorem walki o klimat. Ze statystyk wynika, że większym od Polski emitentem CO2 są Niemcy, Francja, Włochy, Wielka Brytania, a per capita to państwa Beneluksu i inne mniejsze państwa unijne. Tyle tylko, że pakiet przewidywał ten parapodatek TYLKO od spalania węgla, czyli uderzał w Polskę i Niemcy. (dla potężnej niemieckiej gospodarki to nie stanowiło problemu). Piszę w czasie przeszłym, gdyż obecnie "obowiązuje" nowy program walki o klimat, w którym w całej rozciągłości "opodatkowane" jest spalanie węgla, a o obowiązku kupowania pozwoleń na emisję CO2 przy spalaniu benzyn i gazu tylko się mówi , planuje i "pracuje" nad tym. Jak dotąd pozwolenia musi kupować tylko wewnątrzunijny transport lotniczy. Krótko mówiąc - Unia chce zbawić świat, tyle tylko, że kosztem Polski. Owe "pozwolenie na emisję..." podrożały wielokrotnie i jest to ZASADNICZA, prawie jedyna przyczyna wzrostu ceny energii elektrycznej. Wprawdzie ta cena w Polsce nie jest wyższa niż w innych państwach Unii, ale wynika to z tego, że energia el. wytwarzana w elektrowniach węglowych jest tańsza niż pozyskiwana z innych źródeł. Polska doświadczyła w swojej historii wiele dziejowych nieszczęść i niesprawiedliwości, tak że korzyść wynikająca z zasobów węgla i rozbudowanej węglowej energetyki - w minimalnym stopniu to rekompensuje. Innymi słowy, gdyby nie te sztuczne finansowe obciążenia, polska gospodarka wkrótce mogłaby nie tylko być dużą konkurencją dla "Zachodu", ale nawet zacząć eliminować ich produkcję z rynku. To oczywiście nie do pomyślenia dla państw przyzwyczajonych od wieku żyć kosztem innych. 
Aby ten stan rzeczy utrzymać potrzebny jest szantaż, nie "dostaniecie" pieniędzy w ramach Funduszu Odbudowy, dopóki nie zrezygnujecie z reformy sądownictwa (konkretnie z KRS i Izby Dyscyplinarnej SN) - jeszcze było żądanie przywrócenia do orzekania niektórych odsuniętych od tego sędziów, ale z tego zdaje się komisja UE zrezygnowała. Te warunki, to likwidacja pierwszych przejawów koniecznej reformy sądownictwa w Polsce i jawna ingerencja w naszą suwerenność. Polska nigdy (za żadne pieniądze nie zrezygnuje ze swojej suwerenności. Tzw. hucpa i "ściema" tego unijnego nieprzyzwoitego zamiaru zniewolenia Polski za pieniądze polega jednak na tym, że owe pieniądze są dla Polski nic nie warte. Wmawia się i wielu wmówiono, ze "wszyscy" na te pieniądze oczekują jak kania dżdżu, tymczasem są to "pożyczki, które oczywiście trzeba oddać i "darowizny" (granty), które Unia (jako całość) musi też oddać. Chyba, że będzie to "druk" pieniądza przez EBC (obsługujący strefę EURO), któremu już komisja "sprzedała" obligację za kilkadziesiąt miliardów EURO. Jak ma wyglądać wykupywanie unijnych obligacji, kto ma to robić, wg jakiego klucza - oficjalnie nie wiadomo. Wiadomo tylko, że parlamenty państw unijnych musiały ratyfikować ten Fundusz Odbudowy, czyli nastąpiło tzw. "uwspólnotowienie" długów. Może wszystkiego nie wiem, może EBC nie będzie długów egzekwował, czyli ów druk pieniądza spowoduje spadek wartości EURO i inflacje w strefie. Byłaby to dla Polski korzyść, ale nie wierzę, by główny "gwarant" pokrycia produkcyjnego i towarowego EURO - Niemcy - byli tak wspaniałomyślni.
Ten finansowy szantaż w stosunku do Polski nie jest skuteczny, gdyż zdolność kredytowa Polski jest na pewno większa niż średnia unijna i Polska sama może uzyskać potrzebne jej pieniądze "tańszym kosztem", ponadto, te pieniądze są "warunkowane" wspomnianą wyżej utratą suwerenności i są "znaczone", tzn. mogą być użyte tylko na cele zatwierdzone przez unijną komisję (z przewagą dla samorządów - sprzyjających opozycji). 
Polska (obrazowo mówiąc) ma dwie bomby atomowe, których użycie spowoduje unijną klęskę. Można zrezygnować z tego hucpiarskiego Funduszu Odbudowy, po drugie można wycofać się z unijnego planu walki o klimat (albo zawiesić uczestnictwo) i przestać kupować pozwolenia na emisję CO2. Wychodząc jednak z założenia, ze walka o klimat jest potrzebna - osobiście uważam, że Unia nie musi z niej rezygnować, Polska też. Możemy nadal kupować pozwolenia na CAŁĄ emisję CO2 pod warunkiem, że inne unijne państwa też będą takie pozwolenia kupować - na CAŁĄ emisję. Jak to zrobić? - najprościej w świecie. Pozwolenia na emisję mają kupować nie poszczególne zakłady, czy poszczególne fabryki produkujące np. samochody, lecz PAŃSTWA. Wielkość emisji poszczególnych państw podawał nawet EUROSTAT. Można zresztą zacząć od ilości spalanych kopalin (węgla , nafty i gazu). Znając te wielkości uczeń liceum może w pół godziny obliczyć ciężar emitowanego CO2.  Byłoby sprawiedliwie, wielokrotnie bardziej adekwatne i angażujące nie kilkaset urzędników tylko np. po jednym statystyku z każdego unijnego państwa. Cena energii elektrycznej dla Polski obniżyłaby się o połowę. Ale stare unijne państwa nie chcą być "sprawiedliwe", one chcą dla Polski utrzymać status półkolonii. Na miejscu rządu wystosowałbym ultimatum żądającym sprawiedliwości w walce o klimat Ziemi.
Źródło: niepoprawni.pl
A mnie interesuje co się staje z pieniędzmi, ze sprzedaży praw do emisji CO2!? Bo wychodzi na to że najwięksi truciciele mają tani prąd, i śmieją się z tego tak zwanego zielonego ładu!? Dlaczego Polska musi sprzedawać prawa do emisji CO2!? Odpowiem bo mamy Kaczyńskiego, Morawieckiego, i największych nieudaczników na szczytach władzy, dla których najważniejsza jest większość w parlamencie!?
Z forum: Bardzo rozsądnie zostało to przedstawione ale pozostaje pytanie, kto to zrobi, kto to przedstawi i co na to odpowie tzw polska łopozycja. Czy takie wyliczenia sa zgodne z konstytucja,czy uzasadnione demokracja i czy w ogóle można zadawać takie pytania bez uzgodnienia z naczelnym rabinem junii jewrpojskiej. Nie wspomnę o marksistowskich Niemcach wolnego wybiegu hodowanych przez Putina w wolnej chwili. 
29 11 2021 Tusk kodzi na rocznicy.
Przyznacie chyba, że nie ma większego faux pas, czyli obciachu niż się skodzić na ważnej rocznicy. Ten obciach jest jednak znacznie większy wtedy, gdy to główny prelegent uroczystości rocznicowych skodzi się na mównicy. I to nie raz…Tak się stało na obchodach szóstej, okrągłej rocznicy KOD-u, którą uświetnić miała mowa führera totalnej opozycji, który po latach banicji, gdy brylował na salonach Brukseli i Berlina – zdecydował się na powrót do Polski. Powrót Donalda Tuska z tułaczki po salonach Europy był oczywisty w związku z tym, że partia jego chlebodawczyni przerżnęła wybory w RFN, więc Angela Merkel zmuszona jest przejść na emeryturę. Kto więc teraz wesprze Tuska zagraniczną karierę? NIKT! Tusk otrzymał więc od Niemców zadanie zrobienia w Polsce zadymy, więc chłop stara się jak może, by zasłużyć na kolejny order Rzeszy niemieckiej.
Powrót Tuska do nienormalnej Polski, gdzie nie udało się wyplenić „polskości” był od lat starannie przygotowywany przez RFN i Sorasa – sponsorujących organizację buntów, puczy i zadym w krajach, gdzie jeszcze nie dotarł postęp. Wielką rolę w tych przygotowaniach odegrał KOD - przybudówka Platformy Obywatelskiej, założona przez bezrobotnego utrzymanka starszych, samotnych pań – niejakiego Kijowskiego Mateusza. Pierwsza zadyma KOD-u w której uczestniczył nieodżałowany Borys Budka, odbyła się pod nośnym hasłem przywrócenia przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom UB, SB, ZOMO i Milicji, których jedyną przewiną było to że w czasach PRL pracowali jako sekretarki w tych zasłużonych dla PRL organach. Ponadto, jak wyjaśnił członek KOD – emerytowany pułkownik Mazguła – w stanie wojennym esbecja, MO i zomowcy bardzo kulturalnie traktowali opozycjonistów, organizując im nawet „ścieżki zdrowia” ! W PRL-u nie było więc bogato, ale za to jak zdrowo! Mimo wielu zadym KODu przeciwko dyktaturze PIS-u – kaczystowski reżim nie poddał się kodziarstwu i nie przywrócił przywilejów osobom walczącym ze znienawidzoną przez Tuska „polskością”. Przeciwnie! Na przekór Tusku – pisoski rząd przywrócił Polakom zabrany im przez rząd PO-PSL wiek emerytalny i zamiast wspierać zbrojne ramię Platformy – pieniądze odebrane mafiom przeznaczył na zasiłki dla dzieci (500+), trzynaste emerytury i wzrost płacy minimalnej. Jednym słowem Platformy Obywatelskiej – na rozdawnictwo.
– Dawaliście nadzieję – także mnie – kiedy pełniłem funkcję szefa Rady Europejskiej. Nie macie pojęcia, ile energii, ile siły przetrwania i wiary w przyszłość dawaliście Polakom i Europejczykom na całym kontynencie – zaczął swoją przemowę Donald Tusk na obchodach szóstej rocznicy powstania Komitetu Obrony Demokracji. Jednak już po chwili Tusk okrutnie się skodził na mównicy kiedy stwierdził, że organizacja – którą zrównywał KOD z KOR-em, SKS-em i „Solidarnością” – „wpisała się w najlepszą historię naszej ojczyzny ostatnich kilkudziesięciu lat”(sic!) To oczywiste, że bojówki KOD-u to naturalne zaplecze Platformy Obywatelskiej i führera Tuska, ale już bez przesady z tym porównywaniem kodziarzy do KOR-u i "SOLIDARNOŚCI"! Wprawdzie esbecja miała swoje wtyki w „Solidarności” i w KORze, ale po co to dzisiaj przypominać wielu członkom dzisiejszego KOD-u? Czyżby Tusk zamierzał esbeków i zomowców honorować "Krzyżami Wolności i Solidarności??? A także Farmazona, Mazgułę i Szczurka?
Führer Tusk w swojej laudacji KOD-u poszedł jeszcze dalej, obiecując byłym esbekom nie tylko przywrócenie ich przywilejów gdy Platforma Obywatelska odzyska należną jej władzę, to jeszcze odsetki od tych przywilejów i ordery za „odwagę i bezinteresowność”: – Będziemy ci wszyscy, którzy może przez chwilę zwątpili, waszymi dłużnikami – oświadczył Tusk, który chwalił aktywistów KOD za „odwagę i bezinteresowność”, dodając: – Wszędzie w Polsce jesteście najbardziej autentyczną gwarancją, że przyjdzie ten lepszy dzień…
Każdy, kto ma rozum wie, że lepszy dzień już był, co zresztą potwierdził w dalszej części swej rocznicowej mowy Führer Tusk, który dopiero teraz zrozumiał przesłanie „Króla Lwa” – choć przecież nie do końca: – Niedawno oglądałem z wnukami „Króla Lwa¨ i zrozumiałem, że jest to metafora dzisiejszych czasów. Pamiętacie, był zły lew Skaza, który kiedy objął władzę, wokół niego było ciemno albo była pożoga, kompletna ruina, a jego ludzie, jego władza – to były te hieny, które zajmowały się wyłącznie rabowaniem własnych obywateli i te filmowe hieny, działały wyłącznie we własnym interesie. I tak naprawdę nie ma moim zdaniem w tej metaforze, w tej przenośni, ani grama przesady – perorował lider partii, który musiał uciekać z Polski po tym, kiedy zostawił po sobie „ch…,d… i kamieni kupę” a zamiast walczyć z głodującymi polskimi dziećmi - proponował im szczaw i mirabelki...
Wracając do pożogi i kompletnej ruiny z czasów Tuska, gdy bezczelnie rabowano własnych obywateli - to przecież każdy pamięta, jak Tuska władza ukradła Polakom fundusz emerytalny OFE a premier Tusk nie miał nawet guziczka, by go wcisnąć i zmniejszyć szalejącą inflację. „Piniedzy nie ma" i miało już ich nie być po tym, gdy UE nałożyła na Polskę klauzulę nadmiernego deficytu, czego rezultatem było zamrożenie płac w budżetówce, paro-złotowe podwyżki emerytur, benzyna po 6 zł (po wygranych przez PO wyborach miała być nawet po 7!) i 89 złotych zasiłku na dziecko przy dochodzie do 600 zł/ osobę! Powyżej 600 zł/osobę nie było nawet i tych 89 zł!
Na szczęście hieny, które zajmowały się wyłącznie rabowaniem własnych obywateli i działały wyłącznie we własnym interesie, jak prawa ręka Tuska słynny Lolo Pindolo – przerżnęły wybory. Nic więc dziwnego, że Tusk opowiadając kodziarzom „Króla Lwa” nie dość, że skodził się okrutnie, to jeszcze wył jak owe hieny z filmu przeznaczonego dla dzieci…Tusk przecież przed swoją ucieczką z Polski szukał wszędzie oszczędności, gdyż jak wyznał – nie zakopał nigdzie kasy, którą ukradziono Polakom. A były to miliardy złotych, wywożone z Polski przez mafie trudniące się przekrętami VAT i handlem lewym paliwem. Codziennie przez granicę przejeżdżało ponad 600 cystern z paliwem, a firmy trudniące się przerobem ropy ledwo zipiały, tak że Tusk zamierzał je sprzedać! Opylił za grosze CIECH, Kolejkę na Kasprowy i nawet Polskie Nagrania! W kolejce stały kolejne firmy – w tym Lotos, LOT i KGHM, a doktor Klich redukował armię tak, że na Stadionie Narodowym zmieściło by się całe Wojsko Polskie!
Na szczęście Tusk musiał z Polski uciekać po tym, gdy wyciekły informacje o rabunkowej gospodarce rządów PO-PSL. Tuska nie oszczędziła nawet wicepremierka Elżbieta Bieńkowska, która rozmawiając z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem ujawniła, czym w istocie zajmowało się Ministerstwo Gospodarki w czasie, gdy Tusk haratał w gałę, jako premier III RP: - "Ministerstwo Gospodarki generalnie w d***e miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni wiesz pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz ile zarabiali i nagle pierdyknęło" - oznajmiła wicepremier w podsłuchanej rozmowie z Wojtunikiem. W 2015 roku Tuskowi i Platformie pierdyknęło. Po sześciu latach tułaczki Tusk wrócił do Polski i już zdążył się skodzić na rocznicy KOD-u….
Źródło: niepoprawni.pl
Jak mam się cieszyć z powrotu Tuska kiedy OFE okradł i mam mniejszą emeryturę, a teraz może mi ją zabrać!? W moim prywatnym archiwum takie coś znalazłem!?
Drogi memu sercu premierze Tusk!!!!
Drodzy i przemili Państwo moi!!!
Tylko zadowolony człowiek cieszy się wolnością.
Niestety ja nadal jestem niewolnikiem. 
Okradliście i pozbawiliście mnie wszystkiego.
Ochłapy mi rzucacie.
Mirabelkami i szczawiem częstujecie.
Dobre i to.
Cieszę się, że wody z kałuży nie każecie mi pić 
No i nie bijecie mnie,...... jeszcze...... pejczem ......
Znaczy się dbacie o swojego niewolnika.
Wielkie Wam za to dzięki drodzy memu sercu:
Donaldzie, Jarosławie, Januszu, Leszku, Ekscelencjo Józefie.........
Szczególnie zaś chcę podziękować Janowi –Vincentemu
za troskę jaką mnie otoczył
Dba o mnie jak troskliwy ojciec, 
bym się nie przejadł i na starość nie nudził. 

Serdecznie
pozdrawiam
sklave
Za komuny gnębiony w demokracji ciemiężony
i ze wszystkiego do cna ograbiony.

Z forum:"Tuskizm - styl sprawowania rządów charakteryzujący się upadkiem wszelkich norm moralnych, wykorzystujący ludzkie tragedie dla własnego interesu, a w komunikacji posługujący się prymitywnym językiem uproszczeń i oskarżeń. Popularny w Polsce w latach 2007-2015" 
28 11 2021 Pomiędzy Korwinem a Bartosiakiem.
To, że nasze państwo jest źle urządzone, chyba nikt nie ma wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów, na służbę zdrowia, sądownictwo, media, edukację, kulturę, naukę zwłaszcza humanistyczną, a także na poczucie tożsamości, identyfikacji i wyczucie państwa współczesnego Polaka. Najgorsze jest jednak to, że zamiast budować jakąś myśl, jakąś koncepcję wyjścia z kryzysu, prawie wszyscy oczekujemy i dyskutujemy nad wysokością dotacji i dofinansowania. Trzeba przyznać, że nie jest to ani zdrowe, ani normalne. Gdy spojrzymy wstecz na naszą nową szansę nowej nadziei, to nadal nie zauważamy, że kilkanaście roczników inżynierów i humanistów wychodzących z polskich uczelni zostało w sposób nieuleczalny zarażonych ideą wolnego rynku. Wierzono w niego, jak w Boga i dopiero teraz część wyznawców zaczyna dostrzegać, że coś tu nie tak. I była to swoista epidemia. Refleksja mimo wszystko jest jeszcze połowiczna, bo wielu z nas nadal nie zauważa, że ten przechył zabrał nam możliwość restytucji właściwych elit i wszystkim zakłócił proces niepodległego myślenia. W tym czasie sprzedaliśmy większą część Polski, rozbudziliśmy w sobie niespełnialne nadzieje, dostaliśmy komputery i zaczęliśmy żyć życiem wirtualnym, podpisywaliśmy niekorzystne dla siebie umowy i w taki sposób zabrnęliśmy w kozi róg: pomiędzy totalną opozycję a szklany sufit jaki wyznacza polityka dotacji bezwarunkowych. Obecny rząd owszem współpracuje w obywatelem, obniża jego koszty życia jak może, ale nie przygotowuje społeczeństwa do samodzielności i w ten sposób sam zakuł się w dyby niewystarczającego poparcia. I nie jest to kwestia naszego zacofania, naszych nieumiejętności rządzenia, specyfiki kulturowej czy Bóg wie czego jeszcze. To kwestia wstrzymania czasu, refleksji i sparaliżowania wszelkich procesów rozwojowych. Tak było w czasie zaborów, w PRL i tak jest obecnie. Nic nie jest w stanie zapełnić tej dziury, jaka powstała po wymordowaniu rdzennych elit, a więc tej inteligencji, która była nośnikiem naszego kodu kulturowego.
W okresie powojennym padliśmy ofiarą komunizmu i bolszewizmu, które zburzyły całą naszą tysiącletnią pracę kulturową, a po 1989 r. staliśmy się ofiarą  własnego mitu „Zachodu”, bezwarunkowej pogoni za dobrobytem i naiwności, która ma częściowo swoje korzenie w okresie zaborów, ale w lwiej części w powojennej wymianie elit i negatywnej ich selekcji, która utrzymuje się po dziś dzień. Proces ten przybrał dość karykaturalny wymiar i objawił się w postaci typowo cwaniackiej: Korwin, poprzez pozorną odkrywczość myślenia, zawładnął posolidarnościowym młodym pokoleniem, zabrał im dobry czas i skierował na bezdroża myśli. Gdy, jak feniks z popiołów wyłonił się Bartosiak, okazało się, że znajdujemy się w tym samym miejscu, że rozumiemy go poprzez Korwina. I z tym paradoksem zamierzamy iść w dalszą drogę. Myśli Bartosiaka nie możemy odrzucić, choćby z tego powodu, że jest ona odwróceniem korwinowskich dyrdymałów. Ale i tutaj czai się wiele mielizn, których Polacy w tym stanie umysłu i nauki raczej nie mają szans ominąć. Większość z nas nie ma bowiem świadomości, że cały powojenny czas zagospodarowała nam geopolityka piastowska i że jesteśmy w jej polu działania. Do 1993 r. (wymarsz Armii Czerwonej) mieliśmy o niej niewielkie pojęcie, a po tym czasie zaczęła ona głośno pukać do naszych drzwi. Zinterpretowaliśmy ją jako chęć pojednania polsko-niemieckiego. Od słynnego uścisku Mazowiecki – Kohl minęło wiele martwych lat i skończyło się połączeniem Niemiec i Rosji za pomocą dwóch rur gazowych. Położenie piastowskie uderzyło nas mocno w głowę i co ciekawe zrobiło to w momencie, gdy nasza scena polityczna i sami politycy zostali tak już powiązani ze sztucznie wytworzoną sytuacją, iż zmiana tego systemu wymaga albo niezwykłej politycznej umiejętności, albo przewrotu „majowego”. Trwanie w dzisiejszym klinczu oznacza klęskę. Myśl Bartosiaka, tak czy siak, wyprowadza nas na zupełnie inne tory myślenia. Pokazuje inne rozwiązania, a polityka Łukaszenki i Putina, poprzez aktywizację społeczną, sprzyja tym zmianom. Trzeba wejść w te buty, nauczyć się zasad geopolityki i zacząć ją wykorzystywać dla własnych celów, bo położenie piastowskie wymaga zupełnie innych zachowań, niż jagiellońskie. Terytorium Polski nie przecina już dwóch cywilizacji: łacińskiej i bizantyńskiej, lecz od 1945 r. jest państwem granicznym, a od 2004 r. kresami UE. Mamy więc diametralnie inną sytuację, niż miała II RP, mimo to potrzebujemy takiego społeczeństwa, jakie wykształcone została w okresie międzywojennym, które choć dyskutowało ostro, rozumiało, że zdrada Polski jest niewybaczalna na każdym poziomie i w każdej sytuacji.
Mamy bardzo trudny czas. Plasuje się on pomiędzy echem II RP, której mimo wszystko nie zdołano zamordować, a niewiadomą zachowań dzisiejszej młodzieży? Wiele dobrych sygnałów płynie z Podkarpacia, ale czekamy na odzew ziem zachodnich i północnych, gdzie zamieszkuje ludność bardziej obojętna i przez lata poddana działaniom systemowej niemieckiej prusyzacji. Jedno jest pewne, że jeżeli chcemy swoje państwo dobrze urządzić i nie chcemy żyć drogo i biednie, płacić dużych podatków i czuć się niewolnikami, musimy zmobilizować swoje siły nie pod patronatem myśli Korwina, lecz Bartosiaka, bo ono daje szansę na wyjście z martwego punktu, w jakim się znaleźliśmy. Przyszły los Polski zadecyduje się tym razem nie na Wschodzie, lecz na Zachodzie kraju. Kresów Wschodnich już nie mamy i mieć nie będziemy, ale za to nieoczekiwanie przybyły nam kresy zachodnie, których też zupełnie nie zauważamy. Tam zamiast syntezy trzech wielkich etosów: kresowego, wielkopolskiego i śląskiego, doczekaliśmy się wzajemnej obojętności i słabości w kierunku niemieckim. Poddanie się myśli Bartosiaka nie może być jednak bezwarunkowe.
Źródło: niepoprawni.pl
Niektórzy uważają, że od blisko trzydziestu lat mamy wolną Polskę. Nie mają racji. Polska nie jest wolna. Jest okupowana przez wyjątkowo destrukcyjne państwo. Polacy są zniewalani i traktowani jak bydło. Żyjemy w państwie socjaldemokratycznym, które wolność niszczy. Więc to nie jest wolny kraj. Jesteśmy pod okupacją państwa, które się wtrynia w najdrobniejsze aspekty naszego życia, które odbiera nam większość owoców naszej pracy, które ustanawia miliony bzdurnych przepisów. To jest zamordyzm, a nie wolność. I nie jest to winą akurat rządzącej partii - tak było za wszystkich poprzednich rządów. 
22 11 2021 Trzaskowski rządzi stolicą już od 3 lat. Zapewnia, że Warszawa to „miasto idealne”. My przypominamy „dokonania”.
Z tej okazji Trzaskowski opublikował specjalny film, w którym omawia swoje "dokonania". My zaś przypominamy, jak w rzeczywistości wygląda "pasmo sukcesów" Trzaskowskiego. "3 lata temu zostałem oficjalnie prezydentem", "Warszawa przyciąga od zawsze. Stolica. To właśnie tutaj można zrobić karierę"- tymi słowami rozpoczyna swój wywód Trzaskowski. Następnie przechodzi do wychwalania swoich rzekomych dokonań w Warszawie:  "Budujemy miasto wygodne. Takie, po którym możecie podróżować wygodnym, sprawnym, nowoczesnym transportem publicznym. [...] Takie, w którym najważniejsze usługi publiczne - żłobki, przedszkola, szkoły, ale też placówki służby zdrowia, są na najwyższym poziomie, są bezpłatne"- przekonuje.
W propagandowym filmie Trzaskowski chwali się także swoimi zasługami w zakresie... ekologii!  "Budujemy stolicę zieleni. Miasto, które stawia na ekologiczny transport, które realnie działa na rzecz czystego powietrza i walczy z kryzysem klimatycznym. Miasto, w którym rok w rok przybywa nowych drzew, krzewów, miejsc zieleni. Miasto, w którym wspieramy wszystkie ekologiczne inwestycje" - mówi całkiem niewzruszony. Niedoszły prezydent RP opowiada także, że za jego rządów w stolicy "połacie betonu i chaotycznych parkingów" jest zastępowane "przyjazną dla mieszkańców, zieloną przestrzenią miejską". Słyszymy również, że Trzaskowski ze swoją świtą buduje "wreszcie miasto, w którym chce się spędzać wolny czas". "[..] W atrakcyjnych placówkach kultury, w nowoczesnych ośrodkach sportu. A także, w dobrze zagospodarowanych, przyjaznych, zielonych przestrzeniach publicznych - bulwarach, placach deptakach"- mówi. Trzaskowski na koniec swojej przemowy zwraca się do mieszkańców. "To się już dzieje, te zmiany zachodzą na Waszych oczach! Słowem - budujemy miasto idealne do życia"- podsumowuje.
Jak jest naprawdę? Czy wszystkie te zapewnienia o tym, że Warszawa pod każdym względem jest miejscem "idealnym do życia" mają coś wspólnego z rzeczywistością? Warto przypomnieć, jak w praktyce wygląda kwestia darmowych bezpłatnych usług publicznych, działań ekologicznych, walki z betonem czy nowoczesnych ośrodków sportu. Darmowe żłobki, którymi teraz chwali się Trzaskowski, były jedną z głównych obietnic polityka podczas kampanii wyborczej w 2018 roku. „Od 2019 roku wszystkie dzieci w Warszawie będą miały zagwarantowaną opiekę żłobkową. Jeżeli dziecko nie znajdzie miejsca w żłobku publicznym (miejskim), miasto zapłaci za opiekę nad dzieckiem w placówce prywatnej” - obiecywał obecny włodarz stolicy. W 2019 roku informowaliśmy na łamach naszego portalu, że Trzaskowski nie tylko nie dotrzymał swojej obietnicy, a dodatkowo w niektórych żłobkach opłaty wzrosły nawet pięciokrotnie. 
Sztandarowym przykładem troski o ekologię oraz symbolem "zieleni" Warszawy za rządów Trzaskowskiego są awarie oczyszczalni ścieków Czajka, które miały miejsce w 2019 i 2020 roku. W ich wyniku do Wisły trafiło łącznie kilka milionów metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków. Specjaliści Trzaskowskiego w kwietniu 2021 roku informowali, że w dalszym ciągu nie są w stanie określić, co było przyczyną tych awarii. W 2019 roku Trzaskowski z ekipą wpadł na świetny pomysł, aby na parkingu przy Placu Bankowym, jednym z najbardziej ruchliwych miejsc w stolicy, utworzyć za milion złotych "Strefę Relaksu", czyli miejsce służące do "rekreacji". Jak informował ratusz, ustawiono tam "514 bezpłatnych miejsc do siedzenia, 20 leżaków, 78 stołów i 3 gier typu jenga". Atrakcją dla warszawiaków miała być możliwość posiedzenia na paletach w otoczeniu hałasu i spalin. Warszawiacy nie zostawili na tej "inwestycji" suchej nitki. Na koniec 2019 roku Rafał Trzaskowski pochwalił się zakończeniem inwestycji na Białołęce. Zagospodarowano tam teren nad Wisłą, co szumnie nazwano "plażą". Realizacja tej inicjatywy pochłonęła z miejskiej kasy ponad 140 tysięcy złotych. Niedługo później świeżo oddaną inwestycję zrównano z ziemią z uwagi na braki w dokumentacji.
Rafał Trzaskowski podczas samorządowej kampanii wyborczej zapowiadał, że gdy obejmie urząd prezydenta Warszawy, dołoży wszelkich starań, aby zmodernizować słynny stadion Skra. Miała tam powstać hala lekkoatletyczna. Gdy wybory się skończyły, jego narracja zmieniła się o 180 stopni. 
"Trzeba będzie poszukać inwestora, bo miasto samo tego nie udźwignie"- tak odpowiadał na pytanie "Gazety Wyborczej" o termin realizacji tej inwestycji zaraz po wyborach. Wspomniany stadion pozostaje w ruinie do dziś. 
Źródło: twitter.com, niezalezna.pl
Trzaskowski to dobrze opakowany produkt Sorosa, przygotowany przez specjalistów od wizerunku z Grupy Bilderberg, ma dbać by kapitał zagraniczny jak najwięcej zarobił w Polsce!?
Nie wiem czy ktoś zauważył, że za Trzaskowskiego, nie ma zdanych dużych inwestycji w Warszawie, samorząd zamknął się na cztery spusty, i w duszy ma pandemię!?
Trzaskowski to jeden wielki błąd Sorosa, czego się dotnie to skopie, szkolony, a jednak środek kapusty!?
Forum: Miasto może idealne ale jego prezydent FATALNY.
Skoro tak dużo musiał zrobić i wiele zmienić to by oznaczało że jego poprzedniczka HGW znana szerzej jako bufetowa była fatalną prezydentką. Czaskowky buduje miasto zieleni a jak wiadomo zieleń najlepiej rośnie gdy jest podlewana gnojówką. Teraz wiadomo po co był wylew Czajki. 
21 11 2021 I oto mamy przełom.
Naczynie połączone, jak perpetuum mobile, działa zawsze. Gdyby Łukaszenka nie wycofał swoich żołnierzy i emigrantów z przejścia towarowego w Kuźnicy, nikt nie zaryzykowałby odebrania prawa jazdy Donaldowi Tuskowi – jakież to symboliczne. Gdyby nie działania antypolskie Białorusi i Putina, Polacy dalej czkaliby na przebudzenie, a tak już 11.11.2021 r., w Dzień Niepodległości, zaroiło się w kraju od flag narodowych. Warto więc zwrócić uwagę, że prawda, jak statek widmo, wciąż krąży wokół nas i tylko czeka na okazję do ujawnienia swojej bandery. Czeka na swoją załogę, kapitana i rozkazy. Nikomu w najśmielszych oczekiwaniach nie przyszło do głowy, że jeden przypadek,  utrata prawa jazdy zneutralizuje doktrynę Neumanna, zatrzęsie portkami kilku kast panujących w Polsce i jednym ruchem sprawi, że nagle prawo zacznie obowiązywać wszystkich. Można powiedzieć, że to cud. Ale jeżeli te przełomowe wydarzenia potraktujemy jak cud, to natychmiast stracimy energię i wolę działania, kasty wrócą na swoje miejsce i ze zdwojoną siłą zaczną odzyskiwać dawne znaczenie, żołnierze na granicy nagle zaczną mieć większe problemy, a ci którzy odebrali prawo jazy Tuskowi zostaną ukarani największą możliwie karą. I jak zwykle wspólnie poniesiemy zasłużona klęskę. Przegramy z samym sobą. Nie mamy już drogi odwrotu. I ten szlaban postawiła nam historia.
Wydarzenie w Kuźnicy, mimo ustępstw Łukaszenki i Putina, nie mają charakteru regionalnego, lecz międzynarodowy. Zachowanie Merkel i Macrona w stosunku do Białorusi i Rosji, pozbawiło UE własnego odzienia. Nagle cały ciężar ratowania jej honoru spoczął na Polsce – kraju, który od 70 lat nie prowadził samodzielnej polityki zagranicznej, który nie ma własnej koncepcji kulturowej i którego obywatele żyją pod chmurą dotacji, pożyczek i podminowanej tożsamości. Innymi słowy, usiedliśmy na „gorącym kartoflu”, którego nie można ani nikomu podrzucić, ani w żaden sposób wychłodzić. Historia powiedziała „sprawdzam” i dopiero teraz zaczynamy rozumieć jak miałką wartość ma dla nas okres powojenny i postsolidarnościowy. Dopiero teraz zaczynamy szukać oktanów w paliwie, które produkowaliśmy przez ostatnie 70 lat. Kuźnice były naszymi Racławicami. Co dalej?
Dalej musimy zdać sobie sprawę z jednego, że po 1989 r. władza sama przyszła do działaczy „Solidarności” i podziemia posolidarnościowego. Zaskoczyła ich i dlatego bali się wziąć ją w swoje ręce, poszli więc na układ z komunistami. Potem było źle, ale z górki. Dziś jest podobnie, lecz skala o wiele większa, bo oczy większości państw Europy zwrócone są ku Polsce i czekają, tak samo, jak my przed Kuźnicami, na rozwój wydarzeń. Sytuacja jest taka sama, jak w 1939 r., jeżeli przeżyjemy – będziemy, jeżeli nie, nikt po nas nie będzie płakał, a świat dalej potoczy się swoim trybem. I po raz kolejny, lecz tym razem może z większym zrozumieniem, muszę odwołać się do II RP: tradycyjna inteligencja w 1918 r. swojej okazji nie zmarnowała. Chcąc wykorzystać dzisiejszą szansę, musimy otwórzcie szeroko bramy i serca prawdziwie niepodległej Drugiej Rzeczypospolitej, bo tam prawdziwa Polska się zaczęła i jedynie od niej możemy zacząć jakąkolwiek kontynuację. Innej drogi nie ma, bo wszystko wokół Niej jest sztuczne. I przestańmy już wyszukiwać bolszewickich argumentów przeciw. A co stanie się po 2021 r.?
Właśnie, i na to pytanie, jako Polacy, musimy odpowiedzieć sobie do bólu prawdziwie. Niemiecko- francuska polityka unijna została zdemaskowana, stanowiska określone i w zasadzie wszystko jest już jasne. Ale to „jasne” dotyczy stanowisk Merkel i Macrona, osób odchodzących ze stanowisk dowodzenia. Znaleźliśmy się w przestrzeni międzyfrontowej, którą z takim powodzeniem wykorzystywał Piłsudski, a która sprzyja dokonywaniu faktów dokonanych. Mamy więc wolną rękę i anarchię w kraju. Jeżeli przed ukonstytuowaniem się i stabilizacją kolejnych rządów w Niemczech i Francji nie wprowadzimy u siebie porządku, będziemy mogli tylko pomarzyć o jakiejkolwiek suwerenności czy niepodległości, a sytuacja w której się znajdziemy zmusi nas do płacenia kolonialnego haraczu. Skończyły się wycieczki, podchody i, jak powiadają w wojsku,  skończyło się babci sranie. Trzeba zawołać: Ojczyzna w potrzebie! Nie wiemy jaką politykę poprowadzi nowa Unia, ale wiemy, że dotychczasowa nasza postawa nie przynosi żadnych sukcesów. Musimy stworzyć swoje fakty dokonane. Najsolidniejszym i najbardziej naturalnym naszym sojusznikiem jest Turcja, w mniejszym stopniu Szwecja oraz USA. I to są trzy argumenty o różnym tonażu, w które musimy się zaopatrzyć przed nowym rozdaniem w UE. Przełom, na który dotąd, jak niewolnicy, czekaliśmy dokonał się jak zwykle na zupełnie innym poziomie. Do tego poziomu, jak na wojnie, musimy nagle dorosnąć – na szczeblu społecznym, jak i rządowym.
Zakwitły polskie flagi, polskie społeczeństwo zaczęło myśleć po polsku, samoczynnie zaczęto budować naturalną nam jedność z wojskiem, wreszcie dostrzegliśmy swój interes narodowy, zdrajcy tracą posłuch i pole manewru. Powoli żegnamy komunizm i postkomunizm, przyszedł czas na takie społeczeństwo, jakie zbudowała II RP, a więc społeczeństwo, które wiedziało co ma robić, nawet, gdy wymordowano mu przywódców. Te wzorce jeszcze istnieją, trzeba im tylko dać nowe życie. Przyszedł czas na zupełnie innych ludzi, odpowiedzialnych, dobrze wykształconych z wyrobionym poczuciem tożsamości. Nadszedł czas zmian. I oto mamy prawdziwy przełom. Czy podołamy? 
Źródło: niepoprawni.pl
19 11 2021 Żeby Polska była słaba, a Polacy byli biedniejsi. 
- trawestacja komuszego hasła z czasów PRL najlepiej oddaje cel i ducha dyplomatycznych zabiegów, do których poderwała się Angela Merkel i Emmanuel Macron. Berlin, Paryż, brukselscy eurokraci i sztrasburskie dietojady zadrżeli ze zgrozy, gdyż dotarło do nich, że twardo broniąca granicy Warszawa może wygrać hybrydowe starcie z Putinem i jego mińską nahajką. Wówczas Polska może stać się niekłamanym przywódcą Europy środkowo-wschodniej zaś PiS liderem europejskich konserwatystów a progresiści i neobolszewicy będą mogli tylko westchnąć “nous somme emmerde meine freunde”.
W kąt poszły więc wszystkie dąsy i zaczęto grzać druty. Putin musiał wycierpieć godzinę i trzy kwadranse Macrona. Merkel piłowała go dłużej, aż odesłał ją do Łukaszenki, aby dotarło do niej, że w rosyjskiej kulturze politycznej dzierżący władzę, który dobrowolnie rezygnuje z niej przed śmiercią nadaje się tylko na śmietnik historii. Pełniąca obowiązki kanclerza Niemiec pojęła, zatelefonowała do Mińska i pogawędziła z satrapą łamiąc decyzję UE, że Łukaszenki nie uznaje się za prezydenta.  No ale co tam, w Unii Europejskiej politycy francuscy mogą więcej, a niemieccy więcej niż francuscy. Rozmowy Merkel i Macrona z Putinem za plecami Polski niepokojąco kojarzą się z dzieleniem kontynentu europejskiego na strefy wpływów - Europa zachodnia dla Niemiec i Francji - Europa środkowa i wschodnia dla Rosji. Katarzyna Wielka mówiła “wszyscy szyją, tylko ja jedna kroję” i kroiła mapę Europy według ulubionego fasonu: zabór Krymu, ziem polskich, Ukrainy, Kurlandii. Być może w Paryżu, Berlinie i Moskwie uznano, że czas imitować dawne wzorce.
Nawet jeśli powyższy scenariusz jest niedoskonały, to i tak telefony zachodnioeuropejskich liderów odebrane zostały na Kremlu jako znak słabości czego skutkiem była próba inwazji polskiego terytorium i brutalny atak migrantów wspartych przebierańcami ze służb białoruskich na przejściu w Kuźnicy. Kilkanaście godzin później, niedaleko Czeremchy, kilkudziesięciu migrantów przy pomocy białoruskich funkcjonariuszy usiłowało sforsować nocą granicę oślepiając polskich obrońców laserem. Broni laserowej nie kupisz w wioskowym sklepiku i migranci jej nie posiadają. Użyli jej funkcjonariusze białoruscy. Mińsk jest sygnatariuszem konwencji z 1980 roku zakazującej wykorzystywania broni laserowych, ale można się nie przejmować międzynarodowymi porozumieniami skoro tandem Macron+Merkel złamał ustalenia UE legitymizując satrapę jako przywódcę Białorusi.  Nie była to jedyna dywersja na zapleczu Polski. Pięć frakcji w Parlamencie Europejskim domaga się odmowy zatwierdzenia polskiego Krajowego Planu Odbudowy gdyż rząd, który neguje pierwszeństwo prawa unijnego przed własną konstytucją nie może być uważany za godny zaufania. Być może Komisja Europejska nie ulegnie naciskowi europarlamentarzystów, ale nie należy być optymistą. Ich żądanie jest dla eurokratów wygodnym wytłumaczeniem wstrzymywania aprobaty KPO. O unijnej biurokracji mówi się, że daje tylko tyle, ile jej kumple mogą ukraść, a obecny rząd w Warszawie skutecznie uniemożliwia łupienie Polski i Polaków. Trzeba więc czekać, aż zostanie zmieniony na “godny zaufania” i liczyć, że Łukaszenka pomoże. Na pomoc Unii Europejskiej nie można liczyć. Obiecywane sankcje unijne będą zapewne tyle warte co karton kredek. Polska musi radzić sobie samemu. W kwestiach finansowych nie należy dłużej oglądać się na UE, która szybko, sprawnie i z ochotą nakłada na nas kary, ale hamuje wypłatę każdego euro. Mamy dobrą zdolność kredytową i trzeba to wykorzystać. Dobrze byłoby postarać się o preferencyjne traktowanie w londyńskiej City. Kanonem polityki zagranicznej Zjednoczonego Królestwa jest szukanie przeciwwagi dla państwa, które zanadto urosło po drugiej stronie Kanału Angielskiego. Niemcy już urosły i do tego sprzymierzyły się z Francją. Polska jest logiczną przeciwwagą. Warto wykorzystać tę sytuację. 
W stosunku do Białorusi i Rosji można odwołać się do kolejnych twardych działań obronnych. Początek został zrobiony. Kiedy służby białoruskie pognały chmarę migrantów na przejście graniczne w Kuźnicy, Warszawa je zamknęła i zaczęły się kłopoty transportowe na szlakach do Białorusi, Rosji a nawet Chin. Na granicy Polski i Białorusi znajduje się jeszcze dwanaście czynnych przejść granicznych: sześć drogowych, pięć kolejowych oraz jedno rzeczne. Jeżeli w Mińsku i dalej na wschodzie nie zrozumiano sygnału, to może trzeba powtórzyć. Doba ataków na granicy - zamykamy jedno przejście. Straty będą po obu stronach, ale na wojnie trzeba się liczyć ze stratami. Uderzeniem jądrowym w tym starciu byłoby zamknięcie Centrum Logistycznego Małaszewicze przy granicy z Białorusią na styku standardowego i szerokiego toru kolejowego. Nowoczesny terminal zwany jest bramą z Chin do Unii Europejskiej, gdyż przez Małaszewicze płynie największy strumień ładunków wysyłanych drogą lądową z Azji Wschodniej do UE i odwrotnie. Atomowy guzik jest w polskich rękach i warto o tym dyskretnie przypomnieć zachodnim i wschodnim politykom skorym do zakulisowego podziału Europy na strefy wpływów. 
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Global Times - oficjalna tuba Pekinu na zagranicę - pisze nie kryjąc niepokoju: "straty wynikające z zamknięcia białoruskiego połączenia kolejowego na polskiej granicy byłyby ogromne dla pociągów towarowych Chiny-Europa, a alternatywne trasy byłyby czasochłonne".Global Times cytuje portal RailFreight.com i przypomina, że w zeszłym roku przez Białoruś szła ponad połowa chińskiego tranzytu do Europy. Dzisiaj (19 listopada) ponad 300 pociągów towarowych zmierza z Chin do Brześcia i Global Times radzi chińskim firmom wysyłać z wyprzedzeniem ładunki dla odbiorców europejskich. 
15 11 2021 Wartość potencjalna.
Żyję już tyle lat, że mogę stanowczo powiedzieć: - Od czasów II WŚ ludzie na świecie, nie tylko w obrębie naszej cywilizacji, nigdy nie byli tak zdezorientowani, zestresowani i rozemocjonowani. Mogę więc powiedzieć: zdrowy rozsądek i ochota na poważne rozmyślania poszły się walić. W minionym dziesięcioleciu przepotężną rolę medialną zaczął odgrywać Internet. Rewolucja, która się w tym czasie dokonywała, spowodowała, że nawet dotychczasowy lider – telewizja, zaczęła przegrywać z komputerami, a w szczególności z powstałymi w tym szalonym postępie technologicznym, urządzeniami mobilnymi jak smartfony, czy tablety, które z pomocą technologii LTE, 4G, Wi-Fi, łączności satelitarnej, lub Bluetooth, pozwalały niemalże w każdym miejscu świata komunikować się innym, dowolnym punktem na Ziemi. Ludzie są już zmęczeni całym tym napięciem spowodowanym tym co się wokół dzieje. Nie mają już chęci i cierpliwości by zajmować się długimi i skomplikowanymi rozmyślaniami. Męczą ich długie przekazy i jakieś fundamentalne rozważania. Czy to filozoficzne, czy naukowe, a nawet w kwestii wiary. To było dobre parę lat temu.
Teraz ma być szybko, krótko i ekscytująco. Eksperci twierdzą, że bronią, która dziś potrafi zmienić bieg wydarzeń, jak te wspomniane wojny, czy obalanie polityków, jest mem internetowy – wzbudzający obrazek z dopisanym króciutkim tekstem. Liczy się tylko skandal i zbrodnia. No... może jeszcze seks i zagłada. Tak więc porzucam chwilowo, do czasu jak się sztorm uspokoi i fale zmaleją do przyjemnego kołysania, pisanie o sprawach fundamentalnych i zasadniczych, przy których niestety trzeba poważnie się zastanowić. Na razie nikt tego nie chce. Przekaz ma być krótki, jednoznaczny i po prostu prosty.
Chcę mieć nowy statek. Nie z drugiej ręki, ale nówkę prosto ze stoczni. Wypasioną, nowoczesną nówkę. Z wszystkimi niezbędnymi bajerami. Nie za małą, nie za dużą. Taką łajbę w okolicach 100 000 DWT. Myślę oczywiście o tankowcu dla ropy naftowej. To będzie... zaraz... coś pomiędzy 80 a 150 milionów dolarów. A teraz bomba – ja takiej forsy nie mam i nigdy nie miałem, a mimo to, nie fantazjuję o niebieskich migdałach i taki statek wkrótce będę miał. Cóż takiego czyni realnym, że taki gołodupiec, jak ja, może się porwać na budowę niezmiernie drogiego i wyrafinowanego statku za grubą setkę milionów dolarów? Tu właśnie dochodzimy do mojej wartości potencjalnej. Gdyż ja, niby człowiek z ulicy, bez pałaców, posiadłości i pojazdów klasy premium, mam bardzo, bardzo wiarygodny papier, gwarantujący mi tak zwany czarter, czyli przyrzeczenie stałego zatrudnienia, powiedzmy na pięć lat, z opcją przedłużenia na kolejne pięć lat, regularnego przewozu, załadunku i wyładunku ropy naftowej pomiędzy terminalem w porcie X na Zatoce Perskiej, a Europą – do wyboru – Rotterdam, Holandia, Le Havre, Francja, lub Wilhelmshaven, Niemcy, czy nawet Gdańsk, Polska. To nie jest ważne, jak taki papier zdobyłem. Może powiedzmy, uratowałem syna szejka przed atakiem rekina, albo jeszcze coś w tym typie. Ważne jest to, że stając się posiadaczem niby takiego świstka papieru, z zapisem paru ważnych słów i wiarygodnym podpisem, uzyskałem wysoką wartość potencjalną. Co najmniej 150 milionów dolarów, a jak przewiduję, to znacznie więcej. Ten jeden papier, promesa czarteru, obietnica zatrudnienia i dużych zysków, praktycznie otwiera większość bankowych skarbców, skłonnych z ochotą zainwestować swoje pieniądze w pewną i zyskowną inwestycję.
Nie ma takiej siły, by fakt, że mam poważną promesę czarteru, czyli robienia pieniędzy, pozostał długo w tajemnicy. Wtedy właśnie najbardziej ujawnia się moja wartość potencjalna. Setki propozycji, zaproszeń na imprezy, ekskluzywne kolacje i cały ten fałszywy szpan, podobny do tańca os wokół pozostawionego pączka na talerzyku. Wyżej wymienione działania są legalne, ale wszyscy dobrze wiemy, że więcej i szybciej można zarobić, gdy tylko zechce się działać w obszarze kryminalnym, lub choćby o naruszenie prawa ocierającym się. Wystarczy choćby zorganizować karuzelę VATowską, albo mieć dobrych i hojnych kumpli wśród sprawujących władzę. Jak śp. doktor Kulczyk na przykład. Lecz my nie chcemy kraść i oszukiwać. Mamy swoją godność i dumę.
Polska, nasza wspólna Rzeczypospolita, ma wielką wartość potencjalną. Lecz niestety jest to naszym przekleństwem. Bo próbują od wieków dobrać się do tego ludzie, w tym niestety najbliżsi sąsiedzi, ludzie silni, potężni, bezwzględni i zdolni do najgorszych rzeczy. Ten potencjał to strategiczne położenie. Dokładnie na przecięciu dróg i łańcuchów dostaw: wschód – zachód i północ – południe. To również wielki potencjał zasobów ludzkich. Polacy potrafią ciężko pracować i udowodnili nawet we wielu wysoko rozwiniętych krajach, że są inteligentni, sprytni i pomysłowi. Oraz solidni. Czego o wielu innych narodach, szczególnie tych zepsutych dobrobytem, powiedzieć się nie da. No i wreszcie nasze zasoby naturalne. Czegóż to my nie mamy? Zapewne przydałoby się znacznie więcej ropy naftowej i gazu, gdy na świecie węgiel popada w niełaskę. Lecz mamy za to dużo srebra i miedzi – metali strategicznych w epoce elektroniki. Nawet nieco złota mamy także. Jest u nas siarka, są różne sole. Polskie lasy to europejska potęga. Ziemi uprawnej też u nas nie brakuje i daje fantastyczne plony, lokując nas we wielu produktach rolnych w światowej czołówce. Natomiast to, co budzi mój niepokój, to to, że na świecie są potężne pracownie badawcze i analityczne, które wiedzą znacznie więcej o bogactwie potencjalnym Polski i cały czas dokładnie je monitorują. I jak się dobry klient pojawi, to jemu się część wiedzy sprzedaje, by sobie mógł swobodnie manipulować. Albo nawet kupić, przejąć, czy ukraść. Bo generalnie światowe pijawki, czy to kapitalizmu, czy lewactwa pod szyldem neoliberalnym, spadkobiercy kolonializmu i komuny, potrafią tylko wysysać, jak wszystkie pasożyty, słabe organizmy. Dlatego aby obronić swoje bogactwo, które na nas czeka, musimy stać się silni, tak silni, by byle skośnooki, lub czosnkowy kleszcz, także z sierpem, młotem i swastyką, nie mógł nas bezkarnie pokąsać. Na koniec taka refleksja: - jaki jest prawdziwy potencjał kraju, jeżeli złodzieje i oszuści w ciągu minionych 8 lat rządów gangu Tuska, zdołali ukraść niemalże pół biliona złotych ( 500 mld PLN), a my właściwie prawie tego nie odczuliśmy, zaślepieni grillem, piwem, czyli sławetną ciepła wodą w kranie?
Źródło: niepoprawni.pl
Pieniądz rządzi światem, tylko dlaczego sami nieudacznicy, pasożyty, maja taki łatwy do niego dostęp!? 
13 11 2021 Zielony nieład.
Napisała do mnie znajoma mieszkająca na wsi. Cytuję:   „Ponieważ robi się zimno, zainteresowałam się kupnem węgla na zimę. Trochę później niż zwykle. Otóż: ekogroszek zdrożał o ponad 50% i teraz kosztuje 1550 PLN/tonę zamiast jak rok temu 950 PLN/tonę. A ogrzanie średniej wielkości domu to minimum 50 kg węgla dziennie. Konsekwencje w skali kraju są nie do wyobrażenia - ludzie będą zamarzać, bo gaz też drożeje. Albo będą mieszkać w jednej izbie z kuchnią kaflową, jako to niegdyś bywało. Ale jaja.....”
Znajoma reprezentuje tak zwany wolny zawód więc tak czy owak sobie poradzi. Ludzie bez zawodu mieszkający w licznych znanych mi podgórskich i nadjeziornych wsiach po prostu sobie nie poradzą. Ci najubożsi palili dotychczas w zimie tak zwaną gałęziówką czyli pozostałościami po wyrębie lasów, którą można kupić za grosze albo w ogóle dostać za darmo w nadleśnictwach.  Za darmo, bo w wielu nadleśnictwach gałęzie pozostałe po wyrębie lasu pali się na miejscu. Nikt nie będzie zakładał w lesie hodowli korników czy innych szkodników nawet jeżeli tego oczekują zideologizowani (czyli zidiociali) ekologiści. Teraz mieszkańcy wsi straszeni są grzywnami za palenie węglem i drewnem i rzekome zanieczyszczanie atmosfery oraz nakłaniani do przejścia na ogrzewanie gazowe albo elektryczne. Ceny  gazu i prądu i tak zbyt wysokie dla niezamożnych ludzi mają wzrosnąć o ponad 40% co uczyni ogrzewanie gazem i  prądem zupełnie nierealnym. Ludzie i tak będą palić drewnem i nikt ich nie zmusi do rezygnacji z tego najtańszego na wsi źródła energii. Tylko tyle, że będą wchodzić w nieustanny konflikt z prawem. Unia Europejska przewiduje podobno rekompensaty podwyżek cen prądu i gazu dla ludzi niezamożnych. To właśnie typowe działanie skomunizowanego eurokołchozu. Stwarza się pod byle pretekstem problemy społeczne, a potem zatrudnia armię urzędasów którzy będą łaskawie przyznawać zapomogi lub ich odmawiać i kontrolować jak są wydawane. Sprowadza się wolnych ludzi do roli żebraków.
Teorie ekologicznych terrorystów od dawna były niestety traktowane  poważnie przez władze państwowe. Przypomnijmy sobie akcję wymiany lodówek, z których wydostający się freon miał podobno powodować powstawanie dziury ozonowej, popularnego straszaka z końca ubiegłego stulecia. Może ktoś odpowie mi na pytanie gdzie się podziała dziura ozonowa?. Zniknęła fizycznie czy tylko zniknęła z mediów gdyż przestała być nośnym straszakiem, a wynaleziono kolejne, dużo skuteczniejsze. Takim straszakiem od dłuższego czasu jest właśnie globalne ocieplenie. Dotarł do mnie również ( niestety spóźniony) apel pani  Joanny Gardynskiej  „ Proszę o głos poparcia dla kominków i pieców na drewno kawałkowe, brykiet drzewny i pellet spełniające wymogi niskoemisyjności określone przez UE w tak zwanym  „Ekoprojekcie”. Autorce apelu chodzi o  to żeby nie eliminować z rynku głównego rodzimego OZE ( odnawialnego źródła energii) i nie zlikwidować (z wszystkimi konsekwencjami społecznymi) całej branży produkcji kominków,  pieców na drewno oraz paliwa wytwarzanego z drewnianych odpadów.
Z prawdziwym zainteresowaniem zapoznałam się z przysłanym mi opracowaniem inżyniera Adama Bednarczyka. Autor twierdzi, że teorie, które przypisują odpowiedzialność za  globalne  ocieplenie Ziemi wzrostowi ilości gazów cieplarnianych, a w szczególności dwutlenku węgla w atmosferze ziemskiej są błędne i że jest możliwe obniżenie temperatury atmosfery ziemskiej poprzez zwiększenie albedo (stosunek ilości promieniowania odbitego do padającego) powierzchni Ziemi. na przykład przez zainstalowanie zwierciadeł lub folii refleksyjnych oraz pomalowanie na kolor biały obiektów na które pada promieniowanie słoneczne. Pan Bednarczyk jest posiadaczem odpowiedniego patentu w USA lecz jak to zwykle bywa  nie jest prorokiem w swoim własnym kraju.
Jeżeli produkuje się  drewniane meble, jeżeli przewozi się towary na drewnianych paletach nieuchronne jest powstawanie drewnianych odpadów. Zakaz spalania tych odpadów w piecach i kominkach pogłębia problem śmieci z którymi ludzkość coraz gorzej daje sobie radę. Chyba, że jakiś kolejny idiota zakaże produkowania mebli z drewna podobnie jak proponuje się zakaz wędkowania, polowania, spożywania przez ludzi mięsa, a wkrótce zapewne wydalania i oddychania. Tak nielubiany przez ideologów dwutlenek węgla jest przede wszystkim podstawowym surowcem asymilacji, a sama asymilacja wzorcowym procesem wykorzystania energii słonecznej do produkcji substancji niezbędnych dla całego ożywionego świata. Tymczasem we wszystkich większych miastach zamiast sadzić drzewa i hodować rośliny wycina się je pod lada pretekstem, betonuje podwórka i wykłada parkowe alejki kostką Bauma. W Warszawie takim pretekstem bywa na przykład oskarżenie drzew, że nie są rodzime lecz przywleczone z obcego ekosystemu. W czasach sprowokowanej przez lewackie ideały wędrówki ludów brzmi to jak żart lecz pod tym pretekstem powycinano swego czasu setki drzew w parkach. Między innymi stuletnie akacje w Lesie Bielańskim. Nie tylko na Bielanach i Żoliborzu, ale również w mniejszych miejscowościach na przykład w Łaskarzewie przyjęto strategię pałowania większych drzew czyli obcinania ich do połowy co powoduje oczywiście ich wyschniecie. Tak można przycinać tylko wierzby, które potrafią jak wiadomo  „odbić” z wbitego w ziemię na miedzy wierzbowego kołka, wegetując potem jako karłowate garbate stwory, ukochane podobno przez Chopina. Zdjęcia tych nostalgicznych roślinnych kalek nagminnie straszyły (a może zachwycały)na plakatach konkursów chopinowskich oraz na okładkach  płyt winylowych z utworami Chopina w ubiegłym stuleciu. Mam kilkanaście takich płyt.
Wszyscy naprawdę troszczący się o ochronę przyrody dobrze rozumieją, że „Zielony ład” to tylko pretekst, to tylko lewackie hasło które jak wszystkie lewackie hasła służy złu. Ma służyć pokonaniu Polaków mrozem. Nie wystarczy jak proponuje wiceszefowa Parlamentu Europejskiego Katarina Barley ich zagłodzić. Prawdziwego zielonego ładu nie ma. Jest tylko zielony nieład.
Źródło nasze blogi.pl
Krótko i na temat, będę palił tym na co mnie stać, i w duszy mam ekologię, ważne by w chałupie było ciepło!?
Ekogroszek to węgiel, no pellet to drewno, no to czemu mam wymienić piec na taki opał? Nie stać mnie na wymianę pieca, a o dotację jest niezwykle trudno, i co mi zrobią jak sobie na środku mieszkania ognisko rozpalę.
A co mi tam, wkrótce do szałasu się przeprowadzam to wystarczmy mi łuczywo, i ognisko, i będę sobie żył na stare lata jak panisko, na ryżu, korzonkach, robaczki zajadając!? Mam nadzieję że do końca mych dni Morawiecki wszystkich lasów nie wytnie!?
Z forum: Niestety, jest dokładnie tak jak Pani pisze.  W niektórych krajach idą jeszcze dalej - pojawiają się pomysły aby wprowadzić maksymalne dozwolone ilości kilometrów jakie obywatel będzie mógł pokonać w ciągu roku używając swojego samochodu. Aby ratować klimat. Tego nawet Stalin nie wymyślił. 
06 11 2021 Von Leyen – wielkie zagrożenie.
Dla losów Europy, a w konsekwencji też i całego świata największym zagrożeniem nie są ani Putin, ani Xi Jinping, ani nawet amerykański prezydent, nie pomijając spraw klimatu. Znacznie gorsze od nich wszystkich razem wziętych są personalia UE. Poziom władców Europy i ich wykonawców może napawać przerażeniem, ale w jeszcze większym stopniu - obrzydzeniem. Jest zdumiewającym faktem, że w chwili upadku jednego układu światowego i kształtowania się następnego, ludzie rządzący Europą prezentują tak mierny poziom intelektualny, nie mówiąc już o braku jakiejkolwiek pozytywnej koncepcji, a nawet zwykłej wiedzy, niezbędnej dla sprawowania kierowniczych funkcji. Nie jestem przeciwny udziałowi kobiet w rządach, ale mogę powiedzieć jak ten profesor na temat uznania pracy doktorskiej jakiejś pani, która zapytała: czy panu profesorowi nie przeszkadza to, że jestem Żydówką. Odpowiedź brzmiała: “mnie to nie przeszkadza, ale nie wystarcza”. Otóż to, nie wystarczy być, nawet z fotografii tak uroczą jak pani Urszula, dla której największy szacunek należy się za rzeczywiste osiągnięcie w postaci siedmiorga dzieci.
Natomiast, podobnie jak jej pryncypałka, wykazuje się co chwila żenującą niewiedzą. Przypominam wypowiedź pani Angeli o NS2 jako o prywatnej inicjatywie biznesowej, a pani Urszuli o “unieważnieniu przez polski TK traktatu unijnego”, nie wspominając już o stosunku do spraw ochrony klimatu. Na tym tle rodzi się pytanie: jak to możliwe, żeby mając do dyspozycji ogromny i kosztowny aparat doradczy pleść takie głupstwa? Można tylko zacytować że “nie ma przypadków, są tylko znaki”. Do czego mogą służyć tego typu “znaki”? Nasuwa się nieodparcie refleksja, że celem jest bezwzględne podporządkowanie władzy, której wolno wszystko z nadawaniem kształtu ogórka na czele. Nie możemy tolerować ludzi mądrych na wyznaczonych stanowiskach kierowniczych, gdyż jest to zbyt wielkie ryzyko ich usamodzielnienia. Najchętniej postawilibyśmy na czele tego “kołchozu”, jak niektórzy nazywają UE, pruskich feldfebli, ale to mogłoby wywołać powszechną dezercję ze strachu. Widok kobiet na tych zamordystycznych pozycjach daje znacznie większą gwarancję gładkiego przełknięcia ofiar. W świetle ostatnich wydarzeń należy chyba próbę stworzenia superpaństwa europejskiego uznać za spóźnioną. Pandemia, kłopoty energetyczne, afera klimatyczna, a nawet zagrywka Putina Łukaszenką, nie stanowią takiej przeszkody w tym względzie jak postępowanie władz unijnych.
Obserwując ich zagrywki nie trzeba wielkiego wysiłku umysłowego, żeby rozszyfrować tę grę. Jeżeli zatem odbiorca nie jest najętym agentem, lub osobnikiem przekupionym, bo nawet kandydaci na “pożytecznych idiotów” bez trudu zorientują się o co tu chodzi, nie może jej akceptować. Jest zatem nadzieja, że bez potrzeby polexitu nie zostaniemy bez reszty anektowani jako bezwolna masa podatna na wszelkie manipulacje, a przede wszystkim wyzysk. Wymagane jest tylko rozdmuchanie ogniska oporu, w czym nasza rola jest nie do przecenienia. Możemy potraktować całe to przedsięwzięcie jako drugi etap po obaleniu bolszewickiego imperium, z czego wynika stosowna nauka, że dla zwycięskiego  unicestwienia budowanego pracowicie duplikatu komuny, potrzebna jest nasza obecność w tym towarzystwie. Potrzebna jest też nasza solidarność z wyciągnięciem wniosków z roli i losów historycznej “Solidarności”.
Dzisiejszego wieczoru TVP “Historia” powtórzyła spektakl na temat “willi szczęścia”. Nie wiem czy inicjatorzy powtórki byli świadomi aktualności opisywanych wydarzeń. Znaleźliśmy się bowiem w czymś w rodzaju “willi szczęścia”, jeżeli nie wszyscy to przynajmniej znaczna część Polaków, w której w zestawieniu z życiem w PRL mamy znacznie lepiej materialnie. Złośliwi mogą jednak powiedzieć, że jak dotychczas to konsumujemy głównie odpadki z pańskiego stołu ze złomem samochodowym na czele. Ale nawet i to jest wielkim postępem w porównaniu do przebywania w obozie sowieckim. Przede wszystkim w odróżnieniu od niedawnej przeszłości można nam narzekać.
Podobieństwo polega głównie na tym, że w pierwszej fazie pobytu obiecywano pełnię swobody, ale w miarę upływu czasu zaciskano pętlę ubezwłasnowolnienia i akceptacji doktryny zniewolenia. Znajdujemy się w podobnym położeniu jak ci oficerowie, którzy uwierzyli na początku w dobrą wolę bolszewików, ale się ocknęli w chwili ujawnienia ich rzeczywistych zamiarów. I tak jak wówczas, znajdują się tacy którzy beneficja “willi szczęścia” przedkładają nad honor niezawisłości i wierności nakazom narodowej powinności. Pozbawmy się złudzeń, statek unijnego superpaństwa dryfuje na mieliznę. Ogromna masa “równiejszych” będzie wymagała obsługi w warunkach coraz trudniejszych z racji braku postępu w rozwoju. Wolę budowania czegoś pozytywnego objawia zbyt mała część uczestników tego tworu. Wyłoniona w tych warunkach quasi elita przekona się na własnej skórze do czego realnie się zmierza, podobnie jak prowodyrzy z “willi szczęścia”, którzy po wykorzystaniu ich usług zostali wyeliminowani na rzecz jeszcze nikczemniejszej kadry i tak do następnej kolejki.
W zaistniałej sytuacji, według mojego przekonania, opierającego się na bardzo wieloletnim doświadczeniu, jest tylko jedna droga wyjścia z tej pułapki. Jest nią bezwzględna walka o zmianę oblicza zjednoczonej Europy, zdecydowane odrzucenie koncepcji europejskiego państwa na rzecz wspólnoty wolnych i suwerennych narodów. Można też szukać innej drogi, chociaż jest ona zapewne znacznie trudniejsza mimo ewentualnych pozorów mniejszego ryzyka. Jedno jest pewne: warunkiem wstępnym każdej formy zmian jest usunięcie obecnej ekipy rządzącej UE, nie mówiąc już o nadaniu innego charakteru tej władzy.
Źródło: naszeblogi.pl
31 10 2021 Bodnar - DER LAUTSPRECHER DER POLNISCHEN SCHWEINE.
FÜR DEUTSCHLAND stało się hasłem “zdrowych sił Narodu”, czyli wszelkiej maści folksdojczów, bolszewików, złodziei, zboczeńców oraz zdrajców – a także ich potomków. Wśród tej splątanej w nienawiści do Polski i Polaków masie łatwo odróżnić Tuska od Sikorskiego czy Millera od Róży von Thun, że nie wspomnę o Wołodii Cimoszewiczu, który przecież znacznie różni się od Magdy Lempart. Niezależnie od płci kulturowej oni wszyscy plują na Polskę i na Polaków z równą zaciekłością.. Adam Bodnar – były Rzecznik Praw Obywatelskich bynajmniej nie dołączył do grona neofitów demokracji pod germańskim przewodem. Bodnar od lat stanowił fundament „zdrowych sił Narodu”, domagających się wprowadzenia germańskiego ordnungu w Polsce. Bodnar, odbierając w Niemczech nagrodę przyznaną przez Federalny Związek Towarzystw Niemiecko- Polskich (Deutsch- Polnische Gesellschaft Bundesverband e.V.) porównał Polskę do dzikiego zwierzęcia, którego Niemcy – jako mentor – mają oswajać: "Polska kultura prawna i przemiany po 1989 r. zostały zainspirowane i były wspierane przez niemiecką myśl prawniczą. Na tym opierało się konstruowanie w Polsce nowoczesnego państwa prawa, mechanizmów ochrony praw człowieka i demokracji. Na tym opieraliśmy naszą integrację europejską. Ale to powoduje – po stronie mentora – także szczególną odpowiedzialność. Jak w przypowieści z »Małego Księcia«. Jeśli oswoi się zwierzątko, to nie można go później porzucić". 
Bodnar wzywając Rasę Panów do zrobienia porządków w Polsce – niczym nie różni się od wykonawców woli Adolfa Hitlera oraz tysięcy niemieckich żołdaków, robiących „porządki” w okupowanej Polsce. Bodnar mentalnie nie różni się od sowieckiego okupanta, który w wyniku napaści Niemiec na Polskę – stał się wykonawcą woli Stalina – czyli pełnej integracji Polski ze związkiem Sowieckim.
Bodnar, przyrównując Polaków do dzikich zwierząt równocześnie ujawnił, że w Polsce pełnił rolę Rzecznika Polskich Świń – wymagających specjalnej hodowli przez Niemców. Ale paradoksalnie to właśnie Niemcy ujawnili, że Donald Tusk jest łatwy w hodowli… Kim jest zatem LPS Bodnar i z jakiej hodowli pochodzi? Bodnar uznając wyższość Rasy Panów nad Polakami ("świniami tarzającymi się w błocie") zwrócił uwagę na wagę pochodzenia wyższej od Polaków Rasy. Skąd więc się wzięli w Polsce ci, którzy domagają się niemieckiej okupacji i wprowadzenia na terenie Polski „niemieckiej myśli prawniczej”? Kto ich wyhodował??? Wystarczy sprawdzić pochodzenie Tusków, Sikorskich, Wałęsów, Cimoszewiczów, Michników i Bodnarów by się przekonać, że domaganie się sankcji na Polskę, domaganie się zagłodzenia Polaków i poddania ich germańskiemu „ordnungowi” nie jest żadnym przypadkiem. Oni wszyscy nienawiść do Polski i Polaków mają zapisaną w swoim DNA… Dziadek z Wehrmachtu lub sowiecki czołgista, agent NKWD, folksdojcz, zbrodniarz komunistyczny, politruk PZPR, uważający się za właściciela PRL-u czy „nieznani rodzice” – to typowe przypadki pochodzenia tych, którzy chętnie powitali by w Polsce żołnierzy Bundeswehry lub Armii Czerwonej. Wśród tych „zdrowych sił Narodu” nie znajdziesz jednego choćby potomka Żołnierzy Wyklętych…
Źródło: niepoprawni.pl
Z archiwum 01.07.2011 : Może jednak to nie tak było?
Były szwedzki SS-man: Polacy to powinni nazistom na kolanach dziękować. Wydawało wam się dotąd, że Niemcy wywozili Polaków na roboty przymusowe i zaprzęgali do niewolniczej pracy? Przecież to jedno wielkie kłamstwo! Szwedzki esesman przekonuje czytelników swoich wspomnień, że w rzeczywistości naziści dali prymitywnym Słowianom dobrą pracę, nauczyli ich jak używać mydła, dobrze karmili, a nawet organizowali dla nich spektakle i kabarety w ich ojczystych językach. Istna idylla!
Erik Wallin – szwedzki ochotnik służący w Waffen-SS - nawet po zakończeniu wojny i ostatecznej klęsce nazizmu nie pożegnał się ze swoimi ideałami. Po latach, z pomocą innego esesmana, Thorolfa Hillblada postanowił spisać wspomnienia, tak by każdy mógł się dowiedzieć jak wielką odwagą do ostatnich chwil wykazywała się ponoć „najlepsza siła zbrojna od czasów Spartan Leonidasa”.Relacja Wallina zawiera też nad wyraz interesujące uwagi o Polakach. Kiedy esesmani z ochotniczej dywizji „Nordland” wycofywali się przez Pomorze i Brandenburgię w stronę Berlina, poczęły im doskwierać nocne ataki band uzbrojonych cywili polskich i rosyjskich. Erik Wallin czuł tak wielkie wzburzenie ich niewdzięcznością, że postanowił poświęcić całą stronę „rzekomym” robotnikom przymusowym. 
Bez dalszego komentarza zapraszam do lektury historii o wielkim dobrodziejstwie, jakie spotykało słowiańskich prymitywów ze strony niemieckich panów: Byli to osobnicy wyrwani z mizernej egzystencji w białoruskich i ukraińskich ruderach – plugawych, śmierdzących, zawszonych i zapchlonych chatach z błota. Wywieziono ich do pracy w niemieckim przemyśle zbrojeniowym. Po raz pierwszy w swojej bezbarwnej i beznadziejnej egzystencji dostali dobrze zorganizowane stanowiska pracy i ludzkie warunki życia. Ich brudny i zapchlony przyodziewek został zastąpiony czystymi kombinezonami z i tak szczupłych zapasów goszczącego ich państwa, a dzięki niepraktykowanym przez nich dotąd gorącym prysznicom z udziałem mydła (…) ich wszy i pchły odeszły w niebyt. 
Teraz nazywali siebie sklaven arbeiter, robotnikami niewolniczymi, ale byli opłacani, po ludzku zakwaterowani (…) oraz karmieni swojskim, regionalnym jedzeniem z kuchni zbiorowych, wydawanym w czystych stołówkach. Organizowano im wieczorne przedstawienia, spektakle teatralne w ich ojczystych językach, wieczorki z muzyką klasyczną i ludową oraz przedstawienia kabaretowe. Stopniowo uczyli się codziennego używania mydła i wody, a także innych, elementarnych zachowań z zakresu higieny osobistej. Krótko mówiąc, zaczęli żyć jak ludzie.
Można by się tylko zastanawiać: jakim cudem żaden z tych ucywilizowanych polskich (i nie tylko) robotników nie przedstawił sprawy w podobny sposób?Jakim cudem żaden nie dziękował niemieckim panom za zrobienie z niego człowieka? Może jednak to nie tak było? 
Wybrane fragmenty z: 
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/07/01/byly-szwedzki-ss-man-polacy-to-powinni-nazistom-na-kolanach-dziekowac/#ixzz3Oc8U2Ane 
24 10 2021 Debata telewizyjna Jarosław Kaczyński - Donald Tusk realna?
"Prezes PiS nie ma w tym interesu" - Kaczyński boi się jak ognia rzutkości i swobody bycia Donalda. To jego największy wróg, a z wrogiem nie stajemy do walki, tylko go niszczymy - uważa prof. Wiesław Godzic, medioznawca. Kilka dni temu Jarosław Kaczyński powiedział, że jest gotowy do debaty z Donaldem Tuskiem, jeśli ten przeprosi. Lider PO spełnił warunek. "Teraz datę i miejsce poproszę" - napisał do prezesa PiS. Odpowiedzi nie dostał. - Kaczyński nadal ma traumę roku 2007, gdy przegrał - przypomina dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku i marketingu politycznego. "Popełniłem fatalny błąd, godząc się na dyskusję telewizyjną z Tuskiem, którą przegrałem" - przyznał Jarosław Kaczyński. Mówił o debacie z 12 października 2007 r. "Byłem wtedy zmęczony i chory. Trzeba było się nie godzić albo zrobić tydzień przerwy, zobaczyć, w jakiej formie jest Tusk w dyskusji, którą toczył z Aleksandrem Kwaśniewskim" - mówił były premier w rozmowie z Jerzym Sadeckim, autorem zbioru wywiadów "Trzynastu. Premierzy wolnej Polski" wydanego w 2009 r.
Donald Tusk wypomniał Jarosławowi Kaczyńskiemu zdarzenie sprzed lat: "Ciebie zabić, to jak splunąć. Tak pan powiedział do mnie kiedyś w windzie, wyjmując broń" - przypomniał Tusk. Kaczyński był zaskoczony. "Nie było takiego wydarzenia" - odparował. Po jakimś czasie na konferencji prasowej Kaczyński przyznał jednak, że miał w dawnych czasach "malutki pistolecik", ale zapewniał, że słów, które przytoczył Tusk, nigdy nie powiedział. Inni wypominają szefowi Platformy, że w trakcie debaty powiedział, że rozmawiał z panią Ewą, pielęgniarką ze Skarżyska Kamiennej, która zarabia miesięcznie 1020 zł. Po kilku latach Tomasz Sekielski, wtedy dziennikarz TVN24, w filmie "Władcy marionetek" odwiedził szpital, w którym rzekomo miała pracować pani Ewa. Nie odnalazł tej, która rozmawiała z Tuskiem. Widzowie pamiętają też, że obaj politycy podczas debaty mieli w studiu swoich zwolenników, ale to grupa sympatyków PO zachowywała się znacznie głośniej i reagowała entuzjastycznie na słowa Tuska, a buczała i wyśmiewała Kaczyńskiego. Radość z obu stron dało się słyszeć, gdy w trakcie debaty panowie zaczęli dyskutować, jak mają się do siebie zwracać. Kaczyński mówił konsekwentnie "panie Donaldzie", co za którymś razem rozbawiło Tuska. Wówczas szef Platformy powiedział: "panie Jarku". Kaczyński zareagował wtedy tak: "To już nie wiem: Donaldku, Donaldusiu?". Jednak najszerzej komentowano fragment debaty dotyczący wysokich cen. Kaczyński nie potrafił powiedzieć, o ile wzrosły ceny mięsa, ziemniaków, gazu czy benzyny. Wypunktował to Tusk, co pomogło mu zbudować narrację, że premier rządzi, choć jest oderwany od rzeczywistości. "Ok, jesteś taki kozak, to spróbuj" 14 lat później znów mówi się o debacie Kaczyński - Tusk. Ale nie tej z 2007 r.
Adam Bielan, prezes Partii Republikańskiej, która wchodzi w skład Zjednoczonej Prawicy, powiedział w TVN24, że nie widzi możliwości debaty Kaczyńskiego z Tuskiem. Według niego przeprosiny szefa Platformy są "kpiną". Następnego dnia na konferencji prasowej dziennikarze pytali o debatę Donalda Tuska. - Nie mam najmniejszej potrzeby przepraszania Jarosława Kaczyńskiego, ale skoro postawił taki warunek, żeby odbyła się debata, chyba naturalna debata szefów dwóch największych partii - rządzącej i głównej partii opozycyjnej, to mnie nic nie kosztuje, żeby powiedzieć: "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i użyłem tych trzech słów, takich dość naturalnych, przynajmniej w moim codziennym języku - mówił Tusk. Jak przyznał, "numer" z przeprosinami się udał: - Pomyślałem sobie: "ok, jesteś taki kozak, nie boisz się debaty, to przepraszam, to spróbuj". No ale, jak zawsze w ostatnich latach okazało się, że coś trzeba mieć takiego, żeby nie pękać przed głównym oponentem, a tutaj tego nie ma.
Kaczyński może rozmawiać tylko ze "swoimi" dziennikarzami i najlepiej, jeśli zakres tematyczny rozmowy będzie wcześniej uzgodniony - ocenia medioznawca. - Podobnie działają inni politycy PiS - ocenia dr Oczkoś. - Ta władza opanowała do perfekcji nawiązywanie kontaktów tylko z zaprzyjaźnionymi ludźmi. To skandal, że najważniejsi politycy tej partii, jak pan Terlecki, odwracają się plecami do dziennikarzy, odzywają się w chamski sposób i robią to za nasze pieniądze. Kaczyński nie jest wymiataczem, jeśli chodzi o wystąpienia publiczne. Nie ma okazji ich trenować, bo przeważnie występuje w cieplarnianych warunkach, gdzie może liczyć na łatwe pytania dziennikarzy, a gdy wchodzi na mównicę, pomaga mu pani marszałek i cały zastęp jego najbliższych współpracowników. Kaczyński robi teraz tour po zaprzyjaźnionych redakcjach. Były już wywiady dla "Sieci", "Gazety Polskiej" czy Polskiej Agencji Prasowej. To ustawka, która ma odwrócić uwagę od drożyzny, szalejącej inflacji, walki o pieniądze z Unii czy rekonstrukcji rządu - uważa dr Oczkoś. Ekspert dodaje, że ofensywa medialna Jarosława Kaczyńskiego może oznaczać przyspieszone wybory parlamentarne i zmiany w rządzie. - Spór z Unią Europejską musi się skończyć rekonstrukcją. Najlepiej byłoby wymienić premiera, ponieważ będzie można zrzucić na niego wszystkie możliwe niepowodzenia. Elektorat PiS powinien to zrozumieć, bo Morawiecki nie jest w tym gronie lubiany - mówi dr Oczkoś.
Źródło wirtualnemedia.pl
23 10 2021 Idiotyzacja polityki i polityków.
Czy pamiętacie ludzi Platformy obywatelskiej sprzed kilkunastu lat? Pamiętacie takie nazwiska jak śp. Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita, śp. Maciej Płażyński, śp. Zbigniew Religa czy choćby Andrzej Olechowski? To wszystko ludzie dawnej PO. Można byłoby znaleźć jeszcze trochę starych nazwisk ludzi, z którymi nie zawsze się człowiek zgadzał, czy wręcz z którymi chciał politycznie konkurować czy walczyć, ale jednocześnie miał szacunek i respekt, jako do poważnych przeciwników politycznych. Prezentujących pewien poziom wiedzy, inteligencji, czy głębię analizy - po prostu jakąś klasę. Jeśli miałbym stworzyć trafne porównanie, to użył bym następującego: przez nieco ponad dekadę Platforma Obywatelska z pozycji średniozamożnego mieszczanina, właściciela kamienicy czynszowej wraz ze sklepikiem na parterze, stoczyła się do roli zapijaczonego, bezdomnego narkomana spod wiaduktu na  Kensingtone Ave w Filadelfii: Brakuje mi bowiem nawet płaszczyzny porównania dla klasy i poziomu dawnych ludzi PO, do poziomu i klasy reprezentowanego przez takie patopostacie jak: Klaudia Jachira, Ewa Kopacz, Iwona Hartwich, Małgorzata Kidawa-Błońska, Agnieszka Pomaska, Joanna Mucha, Radosław Sikorski, biegacz Sterczewski, mędrzec Myrcha. Tych dwóch ostatnich posłów nawet nie znam z imienia - zapamiętałem ich "dzięki" ich idiotycznym wyczynom. Pierwszy urządzał sprinty na granicy białoruskiej. Drugi - zapytany o imiona Trzech Króli - wymienił Belzebuba, zamiast Baltazara. To jakby pomylić Austrię z Australią czy Szwecję ze Szwajcarią, kombinerki z kombinatoryką... No kompletny idiota... Upadek Platformy w dziedzinie klasy i poziomu jej posłów jest równie spektakularny, co zderzenie z ziemią arbuza, zrzuconego z ostatniego piętra wieżowca.
Zauważyłem właśnie, pisząc na bieżąco, że jestem w stanie z marszu wymienić znacznie więcej skrajnych idiotów z tej partii, niż dawnych ludzi posiadających klasę. Świadczy to jeszcze gorzej o przepaści pomiędzy dawną kanapą godnych reprezentantów-przeciwników tej partii sprzed 10-15 lat, a długim rzędem obecnych idiotów, walających się na długim krawężniku pod wiaduktem (nawiązując nadal do rzuconego na początku porównania). Powiem Wam nawet więcej. Tendencje dotyczące idiotyzacji, kretynizacji i infantylizacji polityki dotyczą całego spektrum politycznego Polski, Europy i Świata! Spójrzmy na takie postacie jak Spurek, gej Biedroń, jego gej-partner Śmieszek (czy jak mu tam).
W Europie takich debili posłów czy europosłów, są całe stada! Ba! Największe mocarstwo świata - USA - właśnie wybrało na prezydenta dziadka idiotę, bredzącego bzdury, ojca narkomana (Huntera Bidena), dającego się filmować z prostytutkami w niejednoznacznych scenach. Czy wyobrażacie sobie co działoby się w Polsce gdyby opinia publiczna dowiedziała się o podobnych wyskokach dziecka urzędującego prezydenta? Nie muszę pisać. A tam? Nie stało się nic. Wszyscy natomiast zwariowali, gdy policjanci zabili niechcący murzyna-narkomana z kryminalną przeszłością. Zaczęły klękać narody Świata! W oparach absurdu i jakimś narkotycznym szale napędzanym przez serwisy społecznościowe...
Gdy dowiedziałem się ostatnio, że Platforma Obywatelska lokuję prymitywa: Agnieszkę Pomaskę, jako szefową struktur pomorskich pomyślałem sobie od razu: doskonale! Potrzebujemy jak najwięcej iodtów, kretynów w Platformie i władzach tej partii! Przypomniały mi się nawet memy-żarty, mówiące o tym, że za podobnymi decyzjami w Platformie stoi sam Kaczyński :) I powiem Wam szczerze: coś w tym jest, do pewnego stopnia. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Rozgrywanie ich będzie łatwiejsze niż wygrana partia szachów z szympansem. Ba! Jakich tam szachów!? Warcabów albo kółka i krzyżyk! Przynajmniej szybciej pójdzie.
Takie same przemyślenia dotyczą całej rozgrywki europejskiej o praworządność. To jest sytuacja jedynie do wygrania! To że TSUE, Komisja Europejska, Parlament postawiły cały zakład na kartę pod tytułem "wyższość prawa europejskiego nad krajowymi konstytucjami", jest wyrazem tego, że po stronie UE rozgrywają to kretyni i idioci. Polska nawet nic nie musi robić, bo wykazanie wyższości Konstytucji, jest równie łatwe, co dowodzenie tego, że czarne jest czarne. Na razie mamy polityczną szopkę, ale jak przyjdzie co do czego, to nikt nie podpisze się pod takim kuriozum. Co więcej - elity UE tracą raz na zawsze wiarygodność w oczach Polski i zwykłych europejczyków. Misternie budowana narracja Unii Europejskiej, zawoalowana do tej pory w stosunkowo mądre, aczkolwiek nic nie znaczące pojęcia, takie jak demokracja, praworządność, europejskie zasady, właśnie zawaliła się doszczętnie, jak domek z kart! Doszczętnie! W ciągu kilku dni. Pospadały maski i przebrania i dziś doskonale wiemy, że mamy do czynienia z jednej strony z idiotami, a z drugiej strony z parszywymi, obrzydliwymi, odrażającymi, podłymi, paskudnymi kanaliami-zdrajcami. Mówię oczywiście o polskiej Targowicy v. 2. Królowie, królowe, książęta i damy oraz nasz rodzimy błazen, dedykowany na polskiego gubernatora - są nadzy! Widzi to cała Europa!
Na koniec przypominał mi się tekst, który latał wczoraj po necie. Trochę brzydki i wulgarny, ale według mnie to niezmiernie trafna parabola. Jeśli jesteście wrażliwi, to nie czytajcie. Carycę możemy zamienić dziś na Platformę/Unię Europejską: Księżna hrabina caryca Aleksandra miała trzy nocniki. Srebrny nocnik do codziennego użytku. Złoty nocnik, którego używała w soboty, niedziele i święta. I nocnik platynowy wysadzany diamentami na  specjalne okazje. I co? Jak ‘ruskie’ wpadli w środku nocy to się na schodach zesrała.
Źródło niepoprawni.pl
Dziś wybory Tuska na przewodniczącego Tuska. Wszyscy czekają z zapartym tchem kto wygra. Kto by nie wygrał i tak teściowa będzie rządzić.
Z forum: Radio ZET NEWS Wiadomości: Paweł Graś w rozmowie z nami potwierdza, że Donald Tusk przekonał von der Leyen do wypłaty Polsce funduszy z KPO. "To osobiste zaangażowanie Premiera Tuska zdecydowało, że pieniądze trafią do Polski. Tusk nie mówi o tym z wrodzonej skromności ale powinniśmy być mu wdzięczni".
Agnieszka Pomaska musiała uznać wyższość marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka w wyborach na szefa PO w regionie. Posłanka była faworytką po powrocie Donalda Tuska do partii. 
14 10 2021 Morawiecki:Ulepiliście sobie demona i walczycie z nim.....
….niczym Don Kichot, który widział wiatraki, a wyobrażał sobie, że to takie olbrzymy są i atakował je z kopią, te "olbrzymy". Wszyscy inni wiedzieli, że to wiatraki, ale on atakował te wiatraki z ogromną determinacją - powiedział. Polacy widzą doskonale, że wasz polexit to są takie wiatraki Don Kichota i myślę, mam nadzieję taką, że Polacy nie oddadzą naszej ojczyzny w ręce Don Kichotów - stwierdził również premier. "Partyjniactwo PO wyszło na wierzch". Podczas debaty politycy opozycji postawili na swoich ławach flagi Polski i UE. Szef rządu przypominał, że posłowie Platformy Obywatelskiej głosowali przeciwko ustawie wyrażającej zgodę na ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE, koniecznej do uruchomienia Funduszu Odbudowy, a tym samym byli przeciwko - jak mówił - Krajowemu Programowi Odbudowy, "przeciw środkom dla Polski". Byliście przeciwko polskim interesom, przeciwko interesom Polski w UE, tym samym byliście też przeciwko interesom UE. Reprezentowaliście swoje wąskie, ciasne myślenie, ciasne, partyjne interesy. Partyjniactwo PO wyszło na wierzch - mówił Morawiecki, oddając honor parlamentarzystom Lewicy, która "w tej kwestii wzniosła się ponad podziały". Przemówienie premiera przerwały okrzyki z ław opozycji, a marszałek Sejmu Elżbieta Witek upomniała posłów. Morawiecki mówił, że według polityków opozycji prawo unijne jest nadrzędne nad polską konstytucją. Wtedy, kiedy już tak by się stało, to nie będziemy mogli mówić o tym, że Polska jest krajem w pełni suwerennym. Polska byłaby wtedy jakimś regionem w jakimś abstrakcyjnym superpaństwie europejskim, ale to nie byłaby suwerenna Polska i tego nie chcemy - powiedział.
Premier występując w Sejmie, zwrócił się do opozycji, przekonywał, że to, co obecnie ona robi to "antypaństwowa antypolityka". Postępujecie tak zresztą od lat. Aż strach bierze jakby sobie człowiek wyobraził, co byłoby, gdyby dzisiaj ten kryzys migracyjny, wyobraźmy sobie szanowni państwo, drodzy rodacy: ten kryzys migracyjny i PO z panem Cezarym Tomczykiem, który mówi, że można przyjąć każdą ilość migrantów, i jak by wyglądała wtedy Polska i jak wyglądałaby wtedy UE - mówił. Dlatego szanowni państwo mówimy "nie" dla jednego państwa europejskiego, z jedną centralą w Brukseli, mówimy "nie" dla centralizacji brukselskiej, mówimy "nie" dla stanów zjednoczonych Europy, bo to jest następna chora koncepcja lewackich ideologów, mówimy "nie" dla takiej koncepcji - powiedział premier.
 Może pan (Donald) Tusk już w tej chwili dyktuje drugą część swoich wspomnień "od brexitu do innych exitów, jak skutecznie rozwaliłem UE", drugi tom "Szczerze" - ironizował szef rządu, nawiązując do książki napisanej przez b. premiera i lidera PO. Ale w ogóle trzeba przyznać, że pan Tusk idzie przez życie jak huragan, czego się nie dotknie, doprowadza do ruiny, najpierw zrujnował polskie finanse publiczne i uciekł do Brukseli, potem w Brukseli doprowadził do kryzysu migracyjnego i do brexitu i uciekł z powrotem do Polski. Aż boję się pomyśleć, do jakiej ruiny doprowadzi Polskę teraz, Boże broń przed takimi politykami - powiedział Morawiecki. My chcemy Unii, która rozwiązuje problemy zwykłych obywateli, a nie Unii, która wdraża światopoglądowe rewolucje. Chcemy Unii, która realizuje interesy Polaków i interesy wszystkich obywateli - 450 milionów obywateli Unii Europejskiej - a nie widzimisię europejskich biurokratów - powiedział premier Mateusz Morawiecki.
Dla nas to wspólnota, która musi się opierać na autentycznej równości - dlatego polski Trybunał Konstytucyjny 7 października nie zakwestionował traktatów europejskich, tylko wydał wyrok w obronie polskiej suwerenności, i pięknie go uzasadnił, tak jak zresztą kilka trybunałów konstytucyjnych państw członkowskich. Bowiem, jeśli Unia ma pozostać demokratyczna, to naród - polski, holenderski, niemiecki, francuski, hiszpański, narody mieszkające w Belgii - musi decydować, a nie sędziowie, nie sędziowie TSUE. Szanujemy sędziów, ale oni nie są od ustanawiania nowego ustroju, tylko od sądzenia w ramach ustaw przyjmowanych w danym porządku prawnym - mówił premier. Premier ocenił, że dziś państwa członkowskie UE "stają się takim polem doświadczalnym instytucji europejskich - Komisji i - owszem, tak - Trybunału Sprawiedliwości UE, który przesuwa granicę z prawie każdym wyrokiem - na co pozwolą narody europejskie, czy pozwolą na pominięcie konstytucji krajowych". My na to nie pozwalamy - konstytucja jest najważniejsza - oświadczył szef rządu.
Mówicie, że Europa to wolność; dlaczego godziliście się na przymus relokacji migrantów w 2015 - taka była wasza polityka? Mówiliście, że Unia Europejska to sprawiedliwość - dlaczego za waszych rządów Polacy wyjeżdżali na zmywak do Anglii, żeby tam pracować? Mówiliście, że Unia Europejska to solidarność - dlaczego nie zapobiegliście, wy i wasz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk - budowie Nord Stream 2, w wyniku czego Polska ma dziś największe ceny gazu? - zwracał się do opozycji premier.
Źródło rmf24.pl
Wzruszyłem się do łez, serce przyspieszyło, w gardle coś mi stanęło...Ale nagle przyszło otrzeźwienie, orzeźwienie przecież to wszystko powiedział Pinokio, Krzywousty, największy kłamca wśród kłamców!? Ktoś mu przerobiony Manifest Lipcowy podsunął, a on pojechał z nim na cały świat!?
No i łamigłówka zaczyna się układać!? Kilka dni temu Kaczyński powiedział: Trzeba po prostu, by rolnicy łączyli się w większe grupy, grupy producenckie, jeśli są jakieś spółdzielnie, to można wykorzystać, i kupowali jakby zbiorowo. Wtedy te ceny mogą być obniżone. Znaczy się powrót do kołchozów, PGR-ów, Spółdzielni Rolniczych z pełną księgowością, albo przekształcenie małych gospodarstw rolnych w firmę rodzinną, na zasadach obowiązujących dla małych przedsiębiorstw, firm!? No i już na lewo nic od rolnika nie kupisz, bo będzie musiał mieć kasę fiskalną!? Ziemniak który dziś kosztuje około 50 gr za kilogram, po wejściu Nowego Ładu będą kosztować 1.5 zł, i to nie w sklepie a na polu u rolnika!?
A to jest najlepszy pomysł Morawieckiego otwieram jednoosobową firmę, i jednocześnie muszę odprowadzać ZUS od wszystkich pełnoletnich członków mojej rodziny, i rodziny żony!? 
13 10 2021 Przestrzegam przed D. Tuskiem!
Być może staje się to nudne, ale warto jednak bardzo uważnie przyglądać się poczynaniom w Polsce D. Tuska. I trzeba też przypomnieć sobie jego działalność jako premiera RP. Jeżeliby założyć (tylko hipotetycznie), że jest wysłannikiem Berlina na Polskę oraz dla Rosji jest "ich człowiekiem w Warszawie", to najwięcej może ucierpieć nasza gospodarka. Oczywiście również atak na nasze, polskie wartości też jest dla Niemców czy Rosji ważny, ale nie tyle, co nasze zasoby naturalne, nasze przedsiębiorstwa czy też dynamicznie wzrastająca nasza gospodarcza konkurencyjność. W czasie, gdy był premierem kwitło mafijne, finansowe wyłudzanie od państwa polskiego należnych mu kwot z podatku VAT. Był to proceder nagminny, który w większej części zlikwidowały obecne władze. Oj... to naprawdę musi boleć owych mafijnych VAT-owców, ale też ich promotorów lub ludzi z kręgów dawnej władzy, którzy też być może - przymykając oczy na te szwindle - czerpali z tego zyski, choćby poprzez korupcję. 
Wszyscy chyba pamiętamy, że D. Tusk zapowiadał, że nasze narodowe Polskie Linie Lotnicze LOT wcale nie muszą być polskie. Co wtedy miał na myśli? Czy zamierzał - poprzez OLT Express - przekazać LOT niemieckiemu narodowemu przewoźnikowi, czyli Lufthansie (Deutsche Lufthansa AG)? Czy po to zmniejszał sztucznie ich rentowność? A teraz się okazuje (pominąwszy kryzys cowidowy), że nasze linie mają się całkiem dobrze i są bardzo konkurencyjne, m.in. wobec lotniczych niemieckich linii! Naprawdę warto sobie przypomnieć jego słowa...
A nasze lasy. Czy pamiętamy, że w nocnym głosowaniu - dzięki PiS-owi i tym samym tylko z przewagą 5 głosów - je uratowaliśmy dla Polski. Cały ówczesny rząd PO-PSL chciał je pośrednio sprywatyzować. Tylko komu? Wygadał się wtedy B. Komorowski, który - oczywiście też pośrednio - wskazał, że mogą one być elementem zapłaty Żydom za ich bezprawne i wyimaginowane żądania od nas reparacji wojenno-powojennych. A czy pamiętamy likwidację przez D. Tuska naszego przemysłu stoczniowego, który od zawsze był konkurencyjny wobec stoczni niemieckich. Według D. Tuska miał się pojawić jakiś tajemniczy "inwestor katarski", ale oczywiście nic z tej bujdy dla ciemnych "lemingów" nie wyszło a stoczniowcy dostawali propozycje przekwalifikowania się m.in. na... fryzjerów psów. No i oczywiście - w dalszej kolejności - warto sobie przypomnieć kontrakt gazowy z Rosją podpisany przez wicepremiera W. Pawlaka, który na szczęście został wtedy zablokowany (a jak by to było dziś?) przez KE, bo został uznany za skrajnie dla Polski i UE niekorzystny. No i dalej. Czy pamiętamy jak tamten rząd ubolewał nad kondycją finansową PKP i nie wróżył im nic dobrego bez wsparcia lub przejęcia przez "bardziej doświadczonych przewoźników". Czy wtedy myślano np. o przejęciu naszych PKP przez Deutsche Bahn AG (DB) – niemieckie przedsiębiorstwo kolejowe i logistyczne? Warto powrócić do tamtych wypowiedzi członków rządu D. Tuska.
Może to jest obszar niszowy, ale w sumie dla mnie bliski (pracowałem w Uzdrowisku). Rząd D. Tuska postanowił sprywatyzować 20 spośród 27 uzdrowisk w Polsce, które były - po procesie komercjalizacji - jednoosobowymi spółkami Skarbu Państwa. I większość udało mu się z tej listy sprywatyzować a przecież to one  również stanowią (stanowiły) dobro narodowe i to z tradycjami. Docelowo - gdyby rządził dalej - miało pozostać w rękach państwa tylko jedno: w Krynicy-Zdroju. Na szczęście stracił władzę i nie zdążył...
A czy pamiętamy aferę Sobiesiakową (Ryszarda Sobiesiaka), gdzie ten szemrany biznesmen budował sobie do woli kolejkę górską i wycinał bez pozwolenia drzewa z obszaru chronionego i chciał zarządczego stanowiska dla najbliższego członka rodziny (córki) w spółce Totalizator Sportowy?
Za czasów D. Tuska Polskie Koleje Linowe zostały sprzedane spółce Polskie Koleje Górskie S.A. (99,77% udziałów miała spółka Altura założona przez fundusz inwestycyjny Mid Europa Partners, 0,23% udziałów cztery gminy z terenu powiatu tatrzańskiego – Gmina Miasto Zakopane, Gmina Bukowina Tatrzańska, Gmina Kościelisko i Gmina Poronin). Dopiero w 2018 roku została zawarta  umowa pomiędzy funduszem inwestycyjnym Mid Europa Partners a Polskim Funduszem Rozwoju SA (PFR) w sprawie zakupu 99,77% akcji Polskich Kolei Linowych SA (PKL) przez Polski Fundusz Rozwoju od funduszu Mid Europa Partners i polskie kolejki górskie znów stały się polskie.
A czy pamiętamy, że D. Tusk ukradł nam 150 mld zł z OFE twierdząc bezczelnie, że nie były to nigdy nasze pieniądze? Czy też może przypominamy sobie, że D. Tusk deklarował, że Polska przyjmie walutę Euro już w 2012 roku? Czyli inaczej walutę, na której najbardziej zyskały Niemcy, no może jeszcze Francja i Holandia. To też umyka naszej uwadze? A już z zamierzchłych czasów czy pamiętamy D. Tuska, który chciał oderwać Kaszuby od Polski i twierdził, że dla niego "polskość to nienormalność"? I tak bym mógł wymieniać jeszcze wiele zachowań i wypowiedzi D. Tuska, i dodatkowo jeszcze ponad 2 tysiące razy, czyli tyle, ile bloger MarkD spisał jako afery rządów PO - PSL. 
Mógłbym, ale to jest bez sensu, bo i tak dziś D. Tusk zapowiada, że jak przejmie władzę to zlikwiduje wszystko, co zrobił dla ludzi PiS: programy socjalne (m.in. 500+, dodatki szkolne, dodatkowe emerytury, pomoc rodzinom wielodzietnym, bezpodatkową pracę dla młodzieży poniżej 26 roku życia, itd, itp.) a także zapewne ukróci dotacje na zrównoważony rozwój dla wszystkich regionów Polski i powróci do swojego  modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego, który zakładał tylko rozwój dużych aglomeracji i to tych z zachodniej, północnej i południowej Polski (szczególnie na dawnych polskich terenach zawłaszczonych onegdaj przez Niemcy). A jakie - gdyby udało się D. Tuskowi przejąć władzę w naszym kraju - czekają losy CPK, Baltic Pipe czy Przekopu Mierzei Wiślanej? Czarno to widzę, bo przecież wszystkie te polskie inwestycje uderzają bezpośrednio w żywotne, gospodarczo-polityczne interesy Niemic i Rosji. 
No i już zupełnie na koniec. D. Tusk robi wszystko (a raczej Niemcy), żeby nasz KPO nie został zaakceptowany przez UE, albo przynajmniej chce doprowadzić do odłożenia w czasie tej akceptacji. Pozostały jeszcze trzy kraje, które na taką akceptację czekają (a tym samym na uruchomienie dla nich środków unijnych na odbudowę pocowidową gospodarki): Polska, Węgry i Szwecja. Szwecja chyba tylko dlatego, żeby służyć jako listek figowy zasłaniający prawdziwe oblicze niemieckiej UE. Nasz szef NBP twierdzi, że nawet bez tych środków - które i tak są pożyczką, które zadłużają poszczególne państwa - Polska sobie poradzi i to, co dziś pozytywnego dzieje się w gospodarce polskiej jest daleko lepsze niż tzw. cud gospodarczy Niemiec. Oby relatywnie tak faktycznie było! Tym niemniej... my - jako Polacy - nie możemy dopuścić do tego, aby D. Tusk i jego formacja znów przejęli u nas władzę. To byłby koniec naszej gospodarki a silna gospodarka jest ostoją suwerenności i niepodległości! Chcemy je stracić? Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
Źródło niepoprawni.pl 
12 10 2021 Warszawski wiec "germańskiego gubernatora na Polskę" D. Tuska?
Coraz więcej osób - i bardzo dobrze - zaczęło mówić to o czym ja już pisałem wiele lat temu. Dla przykładu A. Gwiazda stwierdził w wypowiedzi dla wpolityce.pl, iż "Sprawa jest oczywista, Donald Tusk ma wyznaczoną rolę niemieckiego gubernatora w Polsce i po prostu o tę rolę walczy, bo nie może jej spełniać od 2015 roku". Podobnie wypowiada się Janusz Śniadek, poseł PiS: "Namiestnik Berlina w Polsce próbuje realizować niemieckie interesy i podporządkowywać Polskę w gruncie rzeczy Niemcom, bo to Niemcy dominują w Unii Europejskiej. Być może druga intencją Tuska jest to, by zahamować szybki rozwój Polski, bo silna gospodarczo Polska oznacza większą niezależność, samodzielność także polityczną". A ja od siebie dodam, że silna gospodarczo Polska jest zagrożeniem dla konkurencyjności Niemiec w Europie i to tym bardziej, że mamy jeszcze zachowaną polską walutę.
O potrzebie posiadania własnej waluty też pisałem i stwierdziłem m.in., że "Bez własnej waluty Polska byłaby bezbronna w razie dużych kryzysów i nie mogłaby się rozwijać w takim tempie jak do niedawna, czyli przed koronakryzysem. Bylibyśmy zdani - z walutą Euro - na łaskę EBC a tym samym moglibyśmy tylko liczyć na jałmużnę od bogatszych od nas krajów, które chcemy dogonić gospodarczo. Bez złotego ta pogoń nigdy się nie uda, bo wielkim krajom w postaci Niemiec czy Francji nie zależy, żeby nasza gospodarka dynamicznie się rozwijała i była konkurencyjna w stosunku do nich. Już to przerobiły kraje Południa Europy, gdzie ich konkurencyjność po przyjęciu Euro drastycznie spadła i musiały się po prostu zadłużać ponad miarę. Na walucie Euro najbardziej zyskały Niemcy. Po wprowadzeniu wspólnej waluty Niemcy stały się „Chinami Europy” odnotowując z roku na rok znaczną nadwyżkę w bilansie handlowym z innymi państwami unii walutowej. A pomyśleć, że D. Tusk deklarował, iż Polska może przyjąć Euro nawet w 2012 roku... Ale co mógł wówczas deklarować człowiek całkowicie wspierający niemiecką politykę i gospodarkę?". Czy można uważać, iż zmienił on w tym obszarze  swoje zdanie a tym samym niemieckie marzenie o wprowadzeniu w Polsce Euro? Pytanie wydaje się retoryczne. Szczerze powiedziawszy to w ogóle się zastanawiałem czy pisać o tej demonstracji, ale uznałem, że jednak sytuacja staje się na tyle groźna, że jednak jest taka potrzeba. 
Przychylam się do stwierdzenia, że tak naprawdę D. Tusk chyba wcale nie chciał do tej "polskiej nienormalności" wracać i że został namówiony (zmuszony?) przez jego protektorkę A. Merkel. W sytuacji, kiedy prezydenturę USA objął J. Biden (K. Harris?) i oddaniu przez niego naszej części Europy na rzecz Niemiec i poprzez rurociąg Nord Stream 2 i sytuację na granicy Polski z Białorusią,  także Rosji, to stał się On naturalnym wysłannikiem tychże, który ma jasne zadanie: "podpalić emocjonalnie Polskę" i obalić wszelkimi metodami obecny rząd. Jeżeli ktoś tego nie widzi, to musi być faktycznie intelektualnym ślepcem, nie rozumiejącym niczego z tego, co się dzieje. No jest jeszcze możliwość, że widzi i jest albo zdrajcą interesów polskich, albo chciwym cynikiem, dla którego Polska i Polacy są zupełnie obojętni i za "30 srebrników" jest w stanie nas sprzedać komukolwiek, albo też mitomania i megalomania w dążeniu do władzy jest jego cechą dominującą a zawiść i złość są jego immanentnymi cechami charakteru.  Gdzie umiejscowić tutaj D. Tuska? Pozostawiam to do rozstrzygnięcia czytelnikom. 
Ale też jestem coraz bardziej zawiedziony poziomem inteligencji dużej części polskiego społeczeństwa, którą onegdaj (ale w sumie całkiem niedawno) nazywano "lemingami". Czy taka hipokryzja jaką prezentuje dziś opozycja naprawdę ich nie razi? Jeszcze niedawno wszyscy z nich wołali Konstytucja (też wałęsowskie OTUA) i wskazywali, że jest to najważniejszy akt prawny w Polsce a dzisiaj krzyczą, że ona już wcale jest niepotrzebna bo wystarczą prawa unijne i Traktat Lizboński? Czy do tych głów nie dociera, że są sterowani jak kukiełki (pacynki) i wykorzystywani przeciw Polsce? Jeżeli znów nie widzą to: patrz poprzedni akapit. No i jeszcze ten Polexit odmieniany przez wszystkie przypadki i przypisywanie go do zamierzeń obecnie rządzących, choć nikt z nich ani razu nie powiedział, że ten Polexit jest realny a raczej było i jest przeciwnie: zarówno prezydent, premier, cały rząd i koalicja ZP głosi, iż tego naszego wyjścia z UE nie będzie. Osobiście mam mieszane uczucia w tej sprawie, bo dyskutować trzeba zawsze i w polityce nie ma słowa "nigdy". Obecny stan UE i kierunek jej rozwoju jest nie do zaakceptowania i albo Polacy zmienią to od środka, albo będzie czas na dyskusję nad Polexitem. Ale nie dlatego, że to opozycja o tym mówi, tylko po prostu obecne działania elity unijnej dążą do Superpaństwa i sądzę, że wiele krajów na to się nigdy nie zgodzi. A D. Tusk "strzela ślepymi nabojami" myśląc, że mamy 2010 czy 2011 rok, kiedy to Polacy byli najbardziej entuzjastycznie nastawieni wobec UE wśród innych państw, które do niej należą. Ale wtedy UE była jeszcze inna a dziś już dokładnie widać, że chce się z niej zbudować drugi ZSRR czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich i Polacy to widzą i nie tylko to... bo przecież dziś jesteśmy atakowani np. za takie same orzeczenie TK (o wyższości prawa krajowego nad unijnym) jak większość państw w UE, w tym np. Niemcy. I czy to nie jest skrajna hipokryzja elit unijnych a do tego różne traktowanie poszczególnych krajów - członków UE?
Widać, że totalna opozycja w sprawie domniemanego Polexitu sięga po "dobre wskazówki", bo ciągle powtarzając kłamstwo myśli, że stanie się ono w odbiorze swoich zwolenników w końcu prawdą. Tak jeszcze na zakończenie. Widząc mowę ciała (mimika twarzy, ruchy dłoni, wyraz oczu) i werbalną nienawistną agresję, jakie w swoich przemowach prezentuje  D. Tusk, to zastanawiam się nad jego kondycją psychiczną. Być może się mylę, ale - jako laik w tych sprawach - chętnie poznałbym opinię jakiegoś specjalisty, bo przecież to może też być wszystko wyreżyserowane w celu zwiększania poziomu negatywnych emocji wśród jego zwolenników. A taka kumulacja emocjonalnego wzburzenia może się w końcu zakończyć tragedią i rozlewem krwi na ulicach. Tego chce D. Tusk? Już i tak totalna opozycja przesunęła granice przyzwoitości zachowania wprowadzając do akceptowalnego słownictwa wulgaryzmy, opluwanie przeciwników czy nawet przedstawicieli służb mundurowych lub też już jawną agresję - na razie kończącą się dewastacjami elewacji kościołów, niszczeniem autobusów "pro life", atakami na funkcjonariuszy... ale takie rozemocjonowanie może w końcu wymknąć się spod kontroli. Po to D. Tusk wrócił do kraju? Pozostawiam pytanie otwarte. 
Źródło niepoprawni.pl
Tusk kłamał, kłamie, i będzie kłamał bo taka jego natura!? Tusk podniósł wiek emerytalny, i okradł mnie z emerytury z OFE!? Aż zimne ciarki mnie przechodzą kiedy sobie pomyślę, że znowu przejmie władzę razem z Rostowskim, Sikorskim.....
09 10 2021 Komunikat MSZ ws. wyroku Trybunału Konstytucyjnego.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego RP z 7 października potwierdził obowiązującą w Polsce i w Unii Europejskiej hierarchię źródeł prawa. Na pierwszym miejscu w tej hierarchii zawsze stoją krajowe konstytucje państw członkowskich UE. Unijne traktaty – jako akty prawa międzynarodowego – mają pierwszeństwo przed prawem krajowym rangi ustawowej, nie mogą jednak wyprzedzać konstytucji. Zasada ta nie budzi żadnych wątpliwości w orzecznictwie trybunałów i sądów konstytucyjnych wielu państw członkowskich UE. Sądy te wielokrotnie stwierdzały, że niektóre przejawy działania instytucji Unii Europejskiej, w szczególności Trybunału Sprawiedliwości UE, mają charakter ultra vires, tzn. przekraczają kompetencje przyznane tym instytucjom w traktatach. Orzeczenia takie zapadały m.in. we Francji, w Danii, we Włoszech, w Czechach, w Hiszpanii czy w Rumunii. Najbardziej ugruntowaną linię orzeczniczą w tym zakresie kontynuuje od lat 70. XX w. niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny.
Również polski Trybunał Konstytucyjny wydawał podobne orzeczenia w przeszłości – w składach pochodzących z wyboru dokonywanego przez Sejm RP we wszystkich konfiguracjach politycznych od momentu akcesji Polski do UE. W 2005 r. Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem sędziego Marka Safjana ustanowił zasadę, zgodnie z którą „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej w stosunku do wszystkich wiążących ją umów międzynarodowych, w tym także umów o przekazaniu kompetencji w niektórych sprawach. Konstytucja korzysta z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania na terytorium Polski” (wyrok z 11 maja 2005 r., sprawa K 18/04). Zasada ta została utwierdzona w następnych orzeczeniach TK, m.in. w postanowieniu z 19 grudnia 2006 r. (P 37/05), zgodnie z którym „Trybunał Konstytucyjny jest zobowiązany do takiego pojmowania swej pozycji, że w sprawach zasadniczych, o wymiarze ustrojowym zachowa pozycję „sądu ostatniego słowa” w odniesieniu do polskiej Konstytucji”, a także w wyroku z 24 listopada 2010 r. (K 32/09), w którym stwierdzono, że „przekazanie kompetencji UE nie może naruszać zasady nadrzędności Konstytucji i nie może łamać żadnych przepisów Konstytucji”.
Wyrok z 7 października potwierdza tę wieloletnią linię orzeczniczą. Trybunał nie zakwestionował przepisów Traktatu o Unii Europejskiej w całości. Wskazał jednak, że interpretacja, zgodnie z którą miałyby one prowadzić do nadrzędności norm prawa międzynarodowego nad prawem krajowym rangi konstytucyjnej, byłaby nie do pogodzenia z obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej hierarchią źródeł prawa. Interpretacja prawa UE, będąca skutkiem ostatniego orzecznictwa TSUE, a zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny prowadziłaby bowiem do sytuacji, w której polscy sędziowie byliby zmuszeni (przez prawo UE, a więc normę prawną niższego rzędu) do pominięcia przy orzekaniu przepisów Konstytucji RP (a więc normy prawnej wyższego rzędu). Ponadto, interpretacja taka ustanawiałaby dla obywateli RP niższy standard ochrony sądowej niż ten, który przysługuje im na podstawie Konstytucji. Zgodnie z Konstytucją, sędziowie powołani przez Prezydenta RP są nieusuwalni, a w sprawowaniu swego urzędu podlegają jedynie Konstytucji i ustawom. Interpretacja prawa UE zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny zmierzała do podważenia tej zasady, dopuszczając do kwestionowania ich wyroków i faktycznego pozbawienia ich władzy sędziowskiej – co w konsekwencji pozbawia obywateli pewności prawa i zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Akceptacja tej interpretacji obniżyłaby zatem standard ochrony prawnej poniżej poziomu gwarantowanego w Konstytucji RP – i również z tego powodu nie mogła zostać uznana przez TK za zgodną z Konstytucją RP.
Zgodnie z art. 9 Konstytucji RP, Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego. Oznacza to, że wszelkie zobowiązania wynikające zarówno z pierwotnego, jak i wtórnego prawa Unii Europejskiej pozostają w mocy i będą przez Polskę przestrzegane. Przepisy Traktatu o Unii Europejskiej wskazane w wyroku TK z 7 października pozostają w mocy. Niedopuszczalna jest jedynie taka ich interpretacja lub stosowanie, która narusza polską Konstytucję.
Biuro Rzecznika Prasowego
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Źródło niepoprawni.pl 
02 10 2021 Narodziny dyktatury.
Różnica między malarzem landszaftów a malarzem kominów jest ogromna. Ta różnica się zaciera, gdy zastanowimy się nad sposobem dochodzenia do władzy tych dwóch malarzy - choć tych osobników dzieli niemal epoka. To czas sprawia, że wielu dzisiejszych Polaków obserwujących cyrkowe występy posłów opozycji pośród których są zapewne także rosyjscy i niemieccy agenci wpływu, nie zdaje sobie sprawy, że to już kiedyś było. I to tuż za miedzą – w Rzeszy Niemieckiej.
Posłużę się pełnym cytatem: „Wbrew nadziejom Hitlera NSDAP nigdy w wolnych wyborach nie osiągnęła wyniku pozwalającego na sprawowanie samodzielnych rządów. Istniały w Niemczech partie i grupy społeczne, które okazywały sprzeciw wobec zarówno celów jak i brutalnych metod prowadzenia przez nazistów walki politycznej. Ich wpływ okazał się jednak zbyt słaby, zaś elity demokratyczne były zbyt skłócone i zdezorientowane, aby powstrzymać Hitlera na drodze ku władzy. W rezultacie w styczniu 1933 roku, po kolejnym kryzysie gabinetowym, prezydent Hindenburg desygnował Hitlera na stanowisko kanclerza Niemiec. Był to przełomowy moment w dziejach republiki weimarskiej i jednocześnie początek jej końca. Naziści uzyskując kontrolę nad aparatem państwowym, a zwłaszcza policją, w ciągu kilku miesięcy doprowadzili do zawieszenia swobód obywatelskich, likwidacji niezależnej prasy, usunięcia z Reichstagu opozycyjnych posłów i aresztowania przeciwników politycznych. Niemieccy Żydzi obserwowali rozwój wydarzeń z niepokojem, lecz bez popadania w przesadny pesymizm. Podobnie jak wielu obserwatorów zagranicznych uważali, że antysemityzm NSDAP był jedynie populistycznym hasłem wyborczym, pozwalającym na mobilizowanie skrajnie prawicowego elektoratu. Powszechnie przewidywano, że wraz ze zdobyciem władzy Hitler, jako polityk, skupi uwagę na bieżących problemach administrowania państwem i porzuci w oczywisty sposób tak nonsensowne i szkodliwe uprzedzenia. Wkrótce jednak okazać się miało, że nowy kanclerz traktował antysemityzm nadzwyczaj poważnie”.
Zapewne niewielu Polaków popadło w przesadny pesymizm, gdy Tusk ustami Radka Sikorskiego zapowiedział „dorżnięcie watah pisowskich”, zaś ustami Nitrasa zapowiedział „opiłowanie katolików”. Tusk przecież na konwencji w Płońsku całował chleb i czynił znak Krzyża, choć już dwa tygodnie później przyznał, że była to zwykła propaganda, czyli ściema. Podobną ściemą były słowa Tuska, aspirującego do rządzenia Polską o obronie polskiej granicy i polskich żołnierzach i funkcjonariuszach Straży Granicznej: „Polacy, kiedy pada słowo granica, terytorium, państwo polskie, to trzymają kciuki za straż graniczną i żołnierzy, zrozumcie to” – podkreślił w Płońsku...
Nie minął miesiąc od konwencji w Płońsku, gdy Polacy na własne oczy zobaczyli reakcję posłów Koalicji Obywatelskiej i postbolszewickiej Lewicy, gdy w Sejmie RP padły słowa "granica" i "terytorium" oraz słowa o straży granicznej i polskich żołnierzach. Ten szał nienawiści totalnej opozycji do polskiej granicy, polskiego terytorium oraz do Wojska Polskiego i Straży Granicznej zapadnie w pamięci Polaków na wiele lat, podobnie jak widok wściekłego „Speedy Gonzalesa” siedzącego w pierwszej ławie posłów KO – obok Kidawy i Borysa Budki. Zapewniam was – aspirujący do władzy w Polsce führer totalnej opozycji nie zawiesi nikogo za te oburzające występy w Sejmie RP, gdyż ten spektakl był częścią jego planu dojścia do władzy. Podobnie jak w czasach, gdy władzę zdobywał malarz landszaftów. Dyktatura zawsze wyrasta z zamętu, który od lat jest jedynym programem Platformy Obywatelskiej oraz postbolszewickiej Lewicy. „Dyskusja” w Sejmie na temat przedłużenia stanu wyjątkowego na granicy z Białorusią, dokąd Putin z Łukaszenką dowożą tabuny migrantów z krajów muzułmańskich pokazała, że partia obywatelska to banda wściekłych kundelków, które zamilkną tylko wtedy, gdy ich uciszy sam führer. Wystarczył bowiem SMS od starej, 80-letniej doradczyni Tuska, by największe zdawało by się tuzy Platformy podkulili ogony, łasząc się do swojego Pana. Tylko bezwzględne posłuszeństwo gwarantuje bowiem łaskawość dyktatora...I choć Tusk nie został wybrany przez własną partię na stanowisko przewodniczącego, to już wkrótce zdobędzie władzę absolutną w Platformie Obywatelskiej. Donald Tusk będzie bowiem jedynym kandydatem w zaplanowanych na 23 października wyborach przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Tusk w krótkim czasie pozbył się konkurentów i tak wystraszył chłopców z ferajny, że nie znalazł się choćby jeden kontrkandydat Donalda Tuska. Zemsta teściowej może być straszna o czym wiedzą ci, którym się marzy absolutna władza nad Polakami na fotelu ministra. Nie trudno jest wyobrazić sobie Siemoniaka, który na fotelu ministra obrony znów rozbroi i zredukuje Wojsko Polskie, zaś Borys Budka jako minister sprawiedliwości wsadzi do więzienia członków PIS-u, co zresztą sam wielokrotnie zapowiadał... 
W procesie w Norymberdze nie brał udziału malarz landszaftów. 30 kwietnia 1945 roku prawdopodobnie przyjął kapsułkę z cyjankiem, a następnie strzelił sobie w skroń. Żaden z oskarżonych w procesie norymberskim nie przyznał się do winy i nie wyraził skruchy. Działali na rozkaz Führera i nic nie wiedzieli o niemieckich zbrodniach członków NSDAP w czasie II WŚ! Dziś, gdy chłopcy z ferajny Tuska nic nie wiedzą o migrantach dowożonych przez Putina i Łukaszenkę pod granicę z Polską przypomniałem, jak narodziła się dyktatura Adolfa Hitlera. W dniu 23 października 2021 narodzi się bowiem nowy dyktator, szczerze nienawidzący polskości. Wybrany zostanie przez aklamację jako jeden kandydat partii tchórzliwych piesków, które przestraszyły się osiemdziesiąt-letniej teściowej führera totalnej opozycji…
Źródło: niepoprawni.pl
Z archiwum 2013 rok: Drogi memu sercu premierze Tusk!!!
Drodzy i przemili Państwo moi!!!
Tylko zadowolony człowiek cieszy się wolnością.
Niestety ja nadal jestem niewolnikiem.
Okradliście i pozbawiliście mnie wszystkiego.
Ochłapy mi rzucacie.
Mirabelkami i szczawiem częstujecie.
Dobre i to.
Cieszę się, że wody z kałuży nie każecie mi pić
No i nie bijecie mnie,... jeszcze... pejczem ...
Znaczy się dbacie o swojego niewolnika.
Wielkie Wam za to dzięki drodzy memu sercu:
Donaldzie, Jarosławie, Januszu, Leszku, Ekscelencjo Józefie...
Szczególnie zaś chcę podziękować Janowi –Vincentemu
za troskę jaką mnie otoczył
Dba o mnie jak troskliwy ojciec,
bym się nie przejadł i na starość nie nudził.

Serdecznie
pozdrawiam
sklave
Za komuny gnębiony w demokracji ciemiężony
i ze wszystkiego do cna ograbiony. 
29 09 2021 Jaja jak berety.
Poślica Spurek deklaruje, że jest weganką, i nie toleruje wśród współpracowników jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego. To taki nowy rodzaj tolerancji – „tolerancja zabraniająca”. Zabrania na razie tylko współpracownikom, ale „miłe złego początki”. Swoją drogą to bardzo dziwne powiedzenie, bo kiedy już zza broni... pardon, Beretta mi przyszła na myśl... kiedy już zabroni wszystkim, miłe to wcale nie będzie. Przynajmniej dla mnie. Bo ja lubię jaja.Neomarksiści tak już mają, że gdy nie potrafią przekonać do swoich poronionych pomysłów, sięgają po zakazy, nakazy i metody siłowe. W końcu mają „rację”, więc ci, którzy nie chcą się podporządkować i nadal robią (i jedzą) jaja to na pewno „element patologiczny”, recydywa, a takich trzeba wyplenić ze społeczeństwa. Przecież każdy rozsądny, wykształciuch, oglądający właściwą TV (z logiem w niebieskim kółku) wie, że kura wcale nie chce znosić jajek – wręcz nie znosi znoszenia tych jaj, nie wspominając o robieniu – a jest do tego zmuszana. Nie przez Muchę, ale przez farmerów. To barbarzyńcy.
Ale odłóżmy jaja na bok (nie na boczek) i bądźmy przez chwilę poważni. Zastanówmy się, czy dałoby się taką Spurek postawić przed sądem? Albo Barda tęczowych Staszewskiego, co wymyślił strefy wolne od LGTBe? W te bujdy o strefach uwierzyło sporo euro- i spoza-eurokratów? Czy jest możliwe, że szkodliwa działalność tych, i wielu innych osób, będzie kiedykolwiek uznana w świetle prawa za szkodliwą, a zgodnie z prawem trafią za swą działalność za kraty? W końcu to euro-kraci. Zadaję te pytania na marginesie ostatniej decyzji pani Rosario Silva de Lampucery. Zwykle nie pytam o sprawy osobiste, bo... to przecież sprawy osobiste. Ale w tej sytuacji, wyjątkowo, chciałbym się jednak dowiedzieć, czy ta 67-letnia Hiszpanka jest weganką lub lesbijką. Bo jeśli jest, to może te kampanie spurkowo- bartkowe miały wpływ na podjęcie przez nią decyzji. Decyzji, której intencją była tak naprawdę chęć ukarania tych znienawidzonych przez Resorio Ślivę zjadaczy jaj i propagatorów stref z Polski. W końcu to skandal, że geje nie są wpuszczani do baru „Jeleń” w Szczyrku. I nie jest żadnym wytłumaczeniem fakt, że takiego baru w Szczyrku nie ma. To skandal i już.
Mamy chyba prawo widzieć, co legło u podłoża podjętej przez nią decyzji o zamknięciu kopalni w dalekiej Polsce. Dalekiej dla niej, ale nie dla nas. Oczywiście prawdopodobne jest też, że jako socjalistka z krwi i kości, a może także miłośniczka Gazety Wyborczej (nie należy tego wykluczyć), po prostu nie cierpi Jarosława Kaczyńskiego. Choćby dlatego, że on ma wąsy oraz afgańskiego psa, którego głodzi i plantację ha-szyszek... a jeśli nie ma, tym gorzej dla niego. Ta wiedza o pochodzeniu niektórych osób jest czasem niezbędna do zrozumienia, skąd biorą te niespożyte pokłady nienawiści i podłości. Wiedział to doskonale zmarły niedawno dr. Jerzy Targalski, co ujawnił w książkach z serii „Resortowe dzieci”, które miały „na celu pokazanie powiązań elit medialnych, biznesowych, politycznych i naukowych III RP ze strukturami PRL-u”. Opisywane tam osoby zaczynały swoje kariery w Polsce Ludowej, a niezwykle pomocni w rozwoju tych karier byli rodzice, pełniący funkcje w różnych resortach komunistycznego aparatu państwa. Wiedza i prawda nigdy nie są zbędne.
Przypomnę zatem, jak to Sylwia Spurek rozpaczała, kiedy po raz trzeci Sejm RP odrzucił kandydaturę jej koleżanki na stanowisko Rzecznika Platformy Obywatelskiej... pardon, Rzecznika Praw Obywatelskich. „Nieutulony w sercu żal” – jak śpiewał dawno temu Seweryn Krajewski. Po odrzuceniu kandydatury koleżanki, żal tym większy. Dlatego Spurek była w rozpaczy - „paczy i płaczy”, można było rzec filuternie. Ale nie pora na żarciki. Jak można było odrzucić kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na to stanowisko, ja się „zapytowywuję”? I to trzy razy (odrzucić trzy razy, bo „zapytowywuję” raz)! Ci nasi posłowie „Oj, nie znajom siem” – jak zaśpiewałby zespół ludowy „Grochowiny” im. Siniaka Kau Myszka... gdyby ktoś im pokazał jak śpiewać „majom” (a maj już dawno mi-noł, ju noł). Nie znają się, więc się nie poznali na tej kryształowej postaci (hłe, hłe, Mellechowicz). Obiekt żalów Sylwii i jej „jęków, stęków i zapłakanych oczów” – jak śpiewał (by) zespół Brathanki w piosence „Czerwone medale”, gdyby takowa kiedyś powstała – pani (domniemywam, że pani) Zuzanna Rudzińska-Bluszcz szybko została pocieszona po ostatecznej rezygnacji z kandydowania na RPO, zostając nową szefową Fundacji „ClientEarth - Prawnicy dla Ziemi”. Będzie w nas teraz walić z tamtej strony. I to nie jajami, ale kartaczami.
Zanim poślicy Spurek strzeli do głowy – bynajmniej nie z Beretty, choć jak zwykle kulą w płot – pomysł wprowadzenia ogólnoświatowego zakazu jedzenia jajek, przypomnę mój Pean, który w „bulach” tworzyłem i stworzyłem właśnie dla niej. Krótki, ale jajeczny. Ja tymczasem lecę zrobić sobie jajecznicę – na boczku... to znaczy na patelni. Pa.
CZERWONY KAP-SPUREK
Euro Pean wygłoszę na cześć tej posłanki
Pustej niczym Et-Ruskie z wykopalisk dzbanki
Jeśli taki znajdziesz, będzie w nim trochę piasku
Niczym złudnej nadziei, która świta o brzasku
Że się nawróci, zaduma lub zmityguje...
Gdy tak stale tumani, tokuje i pluje
Prędzej odlecą wiatraki i ruszą knieje
Nim Spurek oświeci i choć krztynę zmądrzeje
Jeśli się zachwycasz naczyniem na wonności,
Pamiętaj też, czym pachnie utrata wolności

Źródło niepoprawni.pl
No to Spurek musi teraz uważać, by Pawłowicz jako sałatkę ją nie skonsumowała, w czasie posiedzenia TK!?
27 09 2021 Morawiecki i jego drużyna. Jak poobsadzał na państwowych posadach znajomych z banków, resortów i "Solidarności Walczącej".
Byli urzędnicy kierowanych przez premiera resortów, członkowie założonej przez jego ojca "Solidarności Walczącej" czy bankowcy z rodowodem w BZ WBK i PKO BP – to trzy najważniejsze grupy zaufanych współpracowników Mateusza Morawieckiego, którzy obsiedli spółki skarbu państwa.
Morawiecki polityczną karierę zaplanował z bankową precyzją – udało mu się zbudować własne środowisko i umocnić swoją pozycję. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie grupa oddanych osób pracujących dla niego, a może przede wszystkim na niego. – Morawiecki, który do pierwszoligowej gry wszedł z pominięciem długiego terminowania w partii, a któremu w polityce się spodobało i chciałby zostać w niej na dłużej, musi budować sobie zaplecze – ocenia prof. Anna Pacześniak z UWr. Wśród ponad setki działaczy, których udało nam się zdefiniować jako ludzi Morawieckiego, brak jednak nazwisk szerzej znanych opinii publicznej. Poza jednym.
Tuż przed przystąpieniem do zbierania informacji do tego tekstu z listy oddanych współpracowników premiera w państwowych spółkach zniknęło to najbardziej rozpoznawalne: prezesa państwowego banku PKO BP Zbigniewa Jagiełły. To wieloletni przyjaciel szefa rządu jeszcze z czasów młodości i zaangażowania w "Solidarność Walczącą" stworzoną przez Kornela Morawieckiego, ojca premiera. Po roku 2015, kiedy władzę w Polsce przejął PiS, Jagiełło był jedynym prezesem spółki skarbu państwa, który nie stracił stanowiska. Jego pozycja była ponoć jednym z warunków, które Morawiecki postawił, decydując się na wejście do polityki. Chronić przyjaciela udawało mu się do maja 2021 r., kiedy Jagiełło został zmuszony do złożenia dymisji.
Drugi z ujawnionych przez "aferę mailową" współpracowników Morawieckiego to Mariusz Chłopik, do niedawna dyrektor biura marketingu sportowego i gamingu w PKO BP (bank jest sponsorem tytularnym piłkarskiej Ekstraklasy). Jego wyrzucenie z banku, ponoć zgodę na to wydał sam Jarosław Kaczyński, to kolejny, po prezentacji listy, element osłabiania pozycji premiera i wojny, jaką toczy on z wicepremierem Jackiem Sasinem. Chłopik wciąż zasiada jednak w radach nadzorczych spółek Lotos Terminale i Śląskiego Rynku Hurtowego Obroki – ta ostatnia należy do Grupy CZH, której większościowym akcjonariuszem jest Agencja Rozwoju Przemysłu. Prywatnie zaś to zięć Konstantego Radziwiłła, byłego ministra zdrowia w rządzie Morawieckiego, a obecnie wojewody mazowieckiego.
Kolejnym bliskim współpracownikiem premiera jest Wojciech Myślecki od lat zaprzyjaźniony z rodziną Morawieckich. W latach 80., gdy ojciec szefa rządu Kornel Morawiecki ukrywał się przed milicją i SB, Myślecki opiekował się rodziną założyciela "Solidarności Walczącej". Sam był zresztą jej członkiem, a według jego własnej relacji to on osobiście odbierał od Mateusza Morawieckiego przysięgę na wierność SW. Po 2015 r. Myślecki znalazł się w radach nadzorczych spółek Tauron i KGHM, obecnie zasiada w radzie "zrepolonizowanego" przez PZU Alior Banku. Człowiekiem Morawieckiego jest również prof. Waldemar Paruch, do 2019 r. szef Centrum Analiz Strategicznych przy premierze. Dziś jest członkiem aż trzech rad nadzorczych: Polskiej Fundacji Narodowej oraz spółek Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego Poznań i Aranda sp. z o.o., należących do Agencji Rozwoju Przemysłu. Od czasów premierowania Morawieckiego do spółek ciągnie cała grupa jego współpracowników z czasów pracy w BZ WBK. Pracownikiem tego banku był np. Adam Bugajczuk, dziś wiceprezes KGHM Polska Miedź SA. Prezes kombinatu Marcin Chludziński też uważany jest za nominata obecnego szefa rządu. Wcześniej był szefem wspomnianej ARP, zasiadał też w radzie nadzorczej Polskiej Fundacji Narodowej. Dziś jest członkiem rady PZU. Przeszłością w BZ WBK pochwalić mogą się również dzisiejszy wiceprezes PKO BP Piotr Mazur i członkowie zarządu PKN Orlen: Patrycja Klarecka i Armen Artwich, który zasiada też w radzie nadzorczej PLL LOT.
Z banku Morawieckiego do państwowych spółek trafili też inni: 
obecny prezes LOT-u i Polskiej Grupy Lotniczej Paweł Milczarski;
członkini rady nadzorczej PZU Agata Górnicka (jej mąż Tomasz jest członkiem zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości i członkiem rady nadzorczej spółki Nitroerg z grupy KGHM);
członkowie rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych Janusz Krawczyk i Filip Paszke;
Krystyna Wąchała-Malik z zarządu spółki PFR Nieruchomości czy Monika Standziak-Koresh, zatrudniona w PKN Orlen i zasiadająca w radzie nadzorczej spółki Orlen Usługi Finansowe;
Artur Sociński, wicedyrektor w Agencji Rozwoju Przemysłu i członek rady nadzorczej ARP Leasing 1. W radzie tej ostatniej spółki odnajdujemy również bliskich premierowi: Marzenę Zalewską, wcześniej dyrektor biura zarządzania i restrukturyzacji majątku skarbu państwa w ARP za czasów Chludzińskiego, i Pawła Góreckiego, prawnika z Wrocławia, rodzinnego miasta Morawieckiego. Dziś jest on nie tylko wiceprzewodniczącym rady nadzorczej PZU, ale również wiceprezesem Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych;
Szymon Kowalczyk, wiceprezes należących do Taurona spółek TEC1, TEC2 i TEC3. Do 6 września Kowalczyk był również członkiem rady nadzorczej samego Taurona;
W KGHM za ludzi Morawieckiego uważani są także członkowie rady nadzorczej Bartosz Piechota i Andrzej Kisielewicz, kolejny w tym gronie były działacz "Solidarności Walczącej".
"Partia i Spółki". Wspólne śledztwo Onetu, Wyborczej i Radia ZET. Na co dzień konkurujemy ze sobą o newsy i uwagę odbiorców. W tym śledztwie postanowiliśmy połączyć siły, bo wymagała tego racja stanu. Każda z naszych redakcji w ostatnich latach opisywała, jak PiS i jego koalicjanci coraz bardziej rozsiadają się w państwowych spółkach, używając rozdawania posad do poszerzania pola swoich wpływów. Widzieliśmy, że skala tego zjawiska jest duża. Ale jak konkretnie? Który z polityków rozdaje najwięcej łupów? Jakie są kulisy sporów o polityczne synekury? I jak to wpływa na stan samych spółek? Na te pytania postanowiliśmy uzyskać szczegółowe odpowiedzi.
Wybrane fragmenty z: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/morawiecki-i-jego-druzyna-jak-poobsadzal-na-panstwowych-posadach-znajomych/877hbbt 
24 09 2021 KRWAWA JATKA PO URODZINACH U RED. MAZURKA…
Przybyły prosto z Berlina z misją blitzkriegu Donald Tusk - z braku zwycięstw na polach bitwy z PIS-em postanowił wreszcie sobie ulżyć. Oczywiście na swoich feldmarszałkach, którzy doprowadzili do tego, że Platforma zaczęła sondażowy zjazd w dół. Już na sobotniej imprezie powiało mrozem po uczestnikach konwencji, gdy – ku zaskoczeniu zebranych – Tusk przedstawił się jako katolik, mówiąc: „Naszym przeciwnikiem nie są katolicy, bo przecież my jesteśmy katolikami w dużej większości, nie wpadajmy w schizofrenię”… Jak mówią świadkowie, Nitras po słowach Tuska resztę konwencji przesiedział w ubikacji, zaś Sikorski – który od dawna moczu nie trzyma – nie wytrzymał… Czy wyobrażacie sobie strach w oczach Jońskiego, Szczerby, Jachiry i Sterczewskiego, gdy usłyszeli w telewizji mrożące w krew żyłach słowa Tuska o obronie polskiej granicy?: „Otóż Polacy, kiedy pada słowo granica, kiedy pada słowo terytorium, państwo polskie, to trzymają kciuki za Straż Graniczną i żołnierzy, zrozumcie to…”
Joński, Szczerba, Jachira i Sterczewski, którzy nie zostali zaproszeni na występy Tuska w Płońsku, dziś czekają w strachu, kiedy wściekły Führer totalnej opozycji i na nich wyda wyrok… Bo skoro takie tuzy jak Budka i Siemoniak zostali zawieszeni? Bo właśnie dzisiaj Führer totalnej opozycji wezwał Budkę i Siemoniaka na dywanik do swojej kwatery (ponoć jest to bunkier pod Pałacem Kultury i Nauki), gdzie otrzymali zdrowy opieprz za uczestnictwo w urodzinach redaktora Roberta Mazurka. Po wyjściu z kwatery Führera okazało się, że Budka i Siemoniak oddali się do dyspozycji Naczelnego Wodza partii obywatelskiej w kontekście pełnionych przez siebie funkcji w partii i klubie. Okazało się bowiem, że Budka i Siemoniak pili wódkę na urodzinach red. Mazurka razem ze śmiertelnym wrogiem Führera i Platformy Obywatelskiej – członkami Prawa i Sprawiedliwości! W sytuacji zdrady partii i jej Führera nie będzie zaskoczeniem, że Borys Budka i Tomasz Siemoniak po oddaniu się do dyspozycji Tuskowi, złożyli na ręce drogiego wodza partii – nominata Angeli Merkel i niezawodnego patrioty germańskiego – druzgocące samokrytyki. Oto fragment samokrytyki Borysa Budki: „Z wielkim żalem przyznaję się do niewybaczalnego błędu uczestnictwa na urodzinach red. Mazurka. Na zorganizowaną przez red. Mazurka imprezę urodzinową szedłem w przekonaniu, że red. Mazurek – zgodnie z zaleceniem najdroższego wodza naszej partii - nie zaprosi żadnego przedstawiciela reżimu PIS. Niestety – na miejscu okazało się, że red. Mazurek złamał wszystkie demokratyczne standardy, gdyż oprócz przedstawicieli Platformy Obywatelskiej w osobach Borys Budka, Tomasz Siemoniak i Sławomir Neumann zaprosił także przedstawicieli reżimu pisowskiego. Niepomny zaleceń najdroższego nam Führera totalnej opozycji, zamiast wyjść z imprezy ze słowami do red. Mazurka: „Będziesz pan wisiał!” – uczestniczyłem w imprezie urodzinowej, wznosząc kilkukrotnie toasty na cześć solenizanta. Oświadczam jednak, ze toasty te wznosiłem bez żadnej satysfakcji, podczas gdy obecny ze mną poseł Siemoniak czynił to z wyraźnym zadowoleniem. Zwracam drogiemu mi Przewodniczącemu uwagę, że bawiący u red. Mazurka poseł Neumann Sławomir zataczał się po kilku toastach, ale nie został zawieszony...”
Oto fragment druzgocącej samokrytyki Tomasza Siemoniaka, złożonej po oddaniu się do dyspozycji pełniącego obowiązki przewodniczącego Platformy Obywatelskiej: „Najdroższy Donaldzie! Nieustraszony pogromco Wielkiej Brytanii! Nadziejo wszystkich postępowych sił, ciemiężonych przez reżim Kaczyńskiego! Zwracam się do Ciebie najdroższy Donaldzie z prośbą o łagodny wymiar kary, w związku z moją obecnością na urodzinach red. Mazurka. Na tę imprezę nie miałem zamiaru pójść, jednak uległem długotrwałym namowom Borysa Budki który twierdził, że nasza obecność na urodzinach red. Mazurka została zaakceptowana przez drogiego mi Przewodniczącego Partii. Na imprezie urodzinowej zachowywałem się zgodnie z zaleceniem Najdroższego Przywódcy, wydanym na konwencji naszej partii, czyli tak jakby Führer naszej partii nie był przeciwnikiem katolików.
Jeszcze bardziej demonstracyjnie ode mnie zachowywał się Borys Budka i przewodniczący PSL Kosiniak-Kamysz, że nie wspomnę o Neumannie. Nie tylko wznosili toasty razem z przedstawicielami reżimu, to nawet poklepywali po plecach wrogów naszej partii! W tej sytuacji, uznając swoją winę proszę Cię najdroższy Donaldzie o wyrozumiałość. Nadmieniam, że mam do spłacenia duży kredyt, zaś mojej małżonce grozi wyrzucenie z TVP, gdzie pracuje od 2005 roku. Ponadto, pomimo wielu naświetlań moje zdrowie nie uległo znaczącej poprawie, zaś moje rachunki za prąd znacząco wzrosły w okresie reżimu Kaczyńskiego…”
Zawieszenie Borysa Budki i Tomasza Siemoniaka nie może dziwić w kontekście historycznym, np. w kontekście zamachu na Führera III Rzeszy. Führer totalnej opozycji nie może przecież dopuścić do powstania ruchu oporu wewnątrz partii, która tylko chwilowo przestała odnosić sukcesy. Spisek Budki i Siemoniaka mógł bowiem doprowadzić do upadku władzy Führera totalnej opozycji i partii, która zamiast walczyć na śmierć i życie z PIS-em, razem ze śmiertelnym wrogiem będzie chodzić na wódkę. Zgodnie z planem spiskowców, przygotowanym pod kryptonimem „Solenizant”, redaktor Mazurek miał tak ośmieszyć Führera totalnej opozycji, by ten – podobnie jak w 2014 roku – salwował się ucieczką z Polski…
Źródło niepoprawni.pl
Z forum: "Żadnego alkoholu na spotkaniu nie piłem, z posłami PiS żadnego kontaktu tam nie miałem" – zapewnia Tomasz Siemoniak. Wiceprzewodniczący PO jednak twierdzi, nie ma do szefa pretensji. „Z pokorą przyjmuję ostrą krytykę” – czytamy w publicznych wyjaśnianiach Tomasza Siemoniaka....
Jak donoszą śląskie media - Borys Budka chciał popełnić harakiri. Budkę uratowała jednak Monika Rosa, z którą Budka zaszczuwał w Żorach radnego Kałużę.
Sądze ze Borys Budka tak dobrowolnie nie zrzekł się z przywództwa swojej partii. Zrobił to prawdopodobnie na plecenie Europejskiego Związku Partii Liberalnych skąd Tusk został wylany jako delegat, by wykonać powierzone zadania przez centrale. Oczywiście Budka jak każdy kto choć na chwile poczuł smak władzy nie przestał marzyc o tym by ją odzyskać. Być może na tym bankiecie urodzinowym szukał wspólników do wykolejenia Tuska przywiezionego w teczce z Brukseli? Fuhrer Tusk wpadł więc w panikę i dlatego nagle zmienił front w stosunku do Kościoła, a przecież jeszcze parę dni temu chciał zdejmować krzyże ze ścian szkol i urzędów. To szamotanie się Fuhrera z własnymi planami świadczy o tym ze konkurencja depcze mu po pietach. Wysłannik centrali wyraźnie się nie sprawdza. Centrala pewnie teraz analizuje czy ta kandydatura nie była tylko odgrzewaniem starego kotleta, na który nikt w Polsce apetytu już nie ma? Zanim fuhrer się wyłoży kompletnie z niejednym panicznym krokiem wyskoczy. Brawo Budka i Siemoniak. Pomóżcie Tuskowi zgasić światło w waszej partii. Może w nagrodę za te przysługę znajdzie się ktoś kto was przygarnie.
21 09 2021 PROFESOROWIE - Z. KRYSIAK I T. GROSSE: POLSKA TRACI FINANSOWO NA OBECNOŚCI W UE!
"Całkowite straty finansowe dla Polski, wynikające z transferów finansowych pomiędzy naszym krajem a Unią Europejską, wynoszą (za lata 2004-2020) około 535 mld złotych – wynika z raportu przygotowanego przez zespół pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Krysiaka (SGH) i prof. Tomasza Grosse (UW). Bilans zaprezentowano w poniedziałek (wczoraj) na konferencji prasowej w Sejmie. Pomysłodawca raportu europoseł Patryk Jaki podkreślał, jak ważne jest, byśmy mieli „uczciwą dyskusję i uczciwe liczby” na temat tego, ile Polska zyskała w sensie finansowym, ile straciła i jaki jest bilans uczestnictwa w UE" [1].
Dzisiaj w "Radio Wnet" profesor Z. Krysiak udzielił wywiadu tłumacząc słuchaczom zawiłości metodologiczne powstawania raportu oraz szczegółowiej przedstawił co tak naprawdę oznaczają dla Polski te wyliczenia.  Warto dokładnie wysłuchać profesora, bo stara się tłumaczyć rzeczy dla wielu trudne w sposób w miarę prosty. 
https://www.youtube.com/watch?v=27ydTSOibLk
Warto zwrócić uwagę, że w tym raporcie chodzi jedynie o przepływy finansowe a nie inne korzyści lub straty w pozostałych obszarach naszego członkostwa w UE, jak np. know-how, transfer nowoczesnych technologii, poziom inwestycji zagranicznych, poziom bezrobocia, wysokość PKB, itd. Wskazana jest w nim po prostu tylko i wyłącznie finansowa strona strat jakie Polska poniosła w żywej gotówce, czyli ile pieniędzy netto otrzymaliśmy z UE a ile UE uzyskała pieniędzy netto dzięki otwarciu naszego rynku, który pozwolił na transfer zysków z Polski do krajów UE. 
Najważniejsze konkluzje raportu to: 
"• w latach 2004-2020 z budżetu UE do Polski trafiło w latach 2004-2020 netto 593 mld zł;
• bilans finansowy spółek UE transferujących zyski z Polski to 981 mld zł. – To ten przepływ pieniądza w tamtym kierunku. To kwota netto, uwzględniająca zyski polskich spółek generujących zyski za granicą, na terenie UE – wyjaśniał prof. Krysiak.
• Minus 388 mld złotych to różnica w bilansie (między dwoma pierwszymi punktami), wskazująca, że średnioroczny ujemny przepływ wynosi około 23 mld zł;
• całkowite straty dla Polski w okresie od 2004 roku wynoszą około 535 mld złotych (wraz z bilansem eksportu do UE uwzględniającym wartość wsadu z importu – kolejne minus 148 mld złotych).
Środki, które Polska otrzymuje z UE, nie rekompensują otwarcia polskiego rynku wewnętrznego dla państw Europy Zachodniej – mówił podczas prezentacji raportu prof. Tomasz Grosse z UW". Ogólnie Polska straciła finansowo na bytności w UE (do końca 2020 roku) grubo ponad 30 mld zł rocznie. Jest to bardzo ważny raport, który obala mit, że dzięki UE coś tam finansowo zyskujemy. Po prostu tracimy, z jak już wspomniałem zastrzeżeniem, że chodzi tylko o pieniądze. Ale chyba to jest najważniejsze, bo przez lata wmawiano Polakom, że to właśnie otrzymywana przez Polskę pomoc finansowa netto jest największą korzyścią przynależności do UE a okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. To kraje Starej UE a przede wszystkim Niemcy zyskują najbardziej na wejściu Polski i innych krajów, które wraz z Polską weszły jako nowe do UE. Tyle tylko, że tak naprawdę w tej całej UE nawet większość pozostałych krajów Starej Unii też pracują dla Niemiec. A waluta Euro wyssała z nich wszystko, co mogła dla tych Niemiec wyssać i ssie dalej. Całe szczęście w tym nieszczęściu to to, że Polska nie ma jeszcze wspólnej waluty Euro i zachowała swojego złotego. Inaczej byśmy finansowo tracili kilka razy więcej!
Raport profesorów nie jest pierwszym, który wskazuje na to, że tak naprawdę nasze członkostwo w tym całym Eurokołchozie jest finansowo bezsensowne. Podobnego lub zbliżonego zdania jest też autor książki "Dziesięć lat w UE. Bilans członkostwa" T. Cukiernik, choć podaje on bardziej szacunkowe dane niż raport profesorów, którzy wykazali się mrówczą pracą i ich raport jest jeszcze bardziej wiarygodny. Oczywiście większość ekonomistów z tytułami naukowymi wypisuje od lat bzdury i wychwala oraz przedstawia UE jako nasze dobrodziejstwo dziejowe. Raport profesorów został przedstawiony wczoraj a już dziś macierzysta uczelnia prof. Z. Krysiaka - SGH odcina się od niego, nie próbując nawet podjąć naukowej, merytorycznej polemiki z tezami raportu. Raport ów podważa ostatni argument konieczności naszej przynależności do UE w dzisiejszej formie jej trwania i rozwoju. UE musi się zmienić od środka politycznie, ideowo i gospodarczo aby trwała dalej i abyśmy mieli z tego jakieś korzyści. Tymczasem staje się powoli drugim ZSRR czyli Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich i jej centrala (KE, PE, TSUE) uzurpuje sobie prawo do poza-traktatowego decydowania w wewnętrznych sprawach krajów będących jej członkiem. Polska obok Węgier jest tylko początkiem takich ingerencji. Chcą nas karać finansowo m.in strasząc zabraniem środków unijnych lub też nawet już nakładając kary za brak wstrzymania pracy kompleksu Turowa (to akurat jednoosobowo sędzina TSUE). Czy w takim wypadku naszą pierwszą reakcją nie powinno być czasem wstrzymanie naszej składki do tej Unii? A może jednak - skoro UE (Niemcy) - tak finansowo zyskują na naszej w niej obecności nie powinniśmy choć zagrozić Polexitem? Może to by ich jakoś otrzeźwiło, choć mam nikłe w tym obszarze nadzieje. Ale musimy coś robić! Należy się podziękowanie za pracę wykonaną przez w/w profesorów. Jako ekonomista wiem jakie było to trudne i jak dziś Oni ryzykuję ostracyzmem wśród pseudonaukowców - piewców UE. Tym bardziej wierzę, że metodologicznie ów raport jest bez zarzutu, bo profesorowie położyli na szali całą swoją karierę i dorobek naukowy. 
P.S. Osobiście czuję pewną, ale raczej niechcianą satysfakcję. Głosowałem przeciw wejściu Polski do UE i odkąd zacząłem blogować w 2008 roku, to wielokrotnie pisałem, że to nasze wejście było i jest do tej pory błędem. 
Źródło niepoprawni.pl
W 2013 roku pisałem: Jak na razie Unia pokazała nam cukierka za szybą i to pancerną. Kiedyś Wielki Brat ze Wschodu dziś Unia za nas decyduje co jest dobre a co jest złe. Unia nie daje pieniędzy, nie jest dobrom wujkiem, zwraca tylko część wpłaconych wcześniej obowiązkowych składek z tym, że zastrzega sobie na co mają zostać wydane. Dlaczego nie możemy sami decydować na co je przeznaczać??? Pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach a życie w warunkach komfortowych wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje. Nikt nie liczy strat poniesionych w wyniku zniszczenia polskiego przemysłu, polskiej myśli technicznej z zapleczem naukowym, polskiego rolnictwa...Bo to jest nie do oszacowania i nie do odrobienia. Pieniądze jakie są zwracane mają być pod rygorem zwrotu przeznaczane przede wszystkim na szkolenia, przygotowanie projektów no i infrastrukturę znaczy się drogi umożliwiające szybki tranzyt przez Polskę.
Nasz..umiłowany Wódz...,..Ojciec Narodu.., ..Słońce Peru.., ...bohater narodowy.. miał ruszyć w Polskę znowu Tuskobusem. Pragnął dowiedzieć się na co ponad 100 miliardów euro chcą wydać Polacy. Dziś już nie pragnie dowiedzieć się, Tusk już to wie, że n... Obieca wszystko, a Polska od samej propozycji objazdu premiera Tuska będzie rosła w siłę, a Polacy będą się bogacić. Wszak pańskie oko konia tuczy nawet na odległość.
Z forum: Nie mniej miałam i mam świadomość, że zanim to nastąpiło - naszą gospodarkę skutecznie zniszczyli Balcerowicz z Lewandowskim. Mam nadzieję, że podczas następnej elekcji ci jurgieltnicy już nie wejdą do parlamentu UE, ani też do polskiego parlamentu. A wywiad profesora Krysiaka należy jak najszerzej upublicznić!
15 09 2021 Dożyć tej chwili, gdy PE debatuje o mojej Ojczyźnie to koszmar…
Uważnie słucham obrad Europarlamentu, który dzisiaj zajął się Polską. Moją Polską! Sprawa dotyczy oczywiście stanu naszej praworządności i wolności mediów. Słucham i czuję coraz większe zażenowanie, coraz większy wstyd. Debatę o Polsce rozpoczęła wiceszefowa KE, Vera Jourova. Przypomniała ona wszystkie, podjęte do tej pory, działania, by Polska wróciła na drogę demokracji. Ileż jeszcze można …Nasi deputowani z PiS walczyli do upadłego w obronie obozu władzy w Polsce, nie zauważając nawet, jak bardzo się ośmieszają. Oczywiście, zarówno oni, jak i ich koledzy z prawej strony nie widzą żadnego problemu w Polsce. Przecież jest wspaniale, nikt nie jest prześladowany, nikt ścigany, to jakieś dyrdymały i nic poza tym. To odsłona kolejnego odcinka kiepskiej telenoweli. Nie mogło się też obyć bez przypomnienia, że za rządów PO było o wiele gorzej. I to zarówno w sferze wymiaru sprawiedliwości, jak i wolności mediów. Uważają oni, że Polska jest dyskryminowana, traktowana jako państwo członkowskie, ale drugiej kategorii i w ogóle to świetnie wyreżyserowana nagonka przez opozycję, która nie potrafi pogodzić się z porażką wyborczą. Eurodeputowana PiS Jadwiga Wiśniewska wykrzyczała, że „Media w Polsce są wolne i nie ma żadnych problemów z wolnością słowa”, a tak w ogóle to „w Polsce nie ma stref wolnych od LGBT, to kłamstwo. Pani Jourova była w Polsce, niech poda jakieś przykłady, gdzie tak jest (…)Przestańcie pouczać Polaków, jak mają żyć i głosować”. Wsparł ją Patryk Jaki, który odniósł się właśnie do sytuacji mediów w Polsce i popłynął. Stwierdził, że „ta telewizja nie jest obiektywna. Dla tej telewizji nie ma Trybunału Konstytucyjnego, tylko Trybunał Przyłębskiej. (….) Promują ideologię gender, wyśmiewanie patriotyzmu i narrację Łukaszenki w sprawie kryzysu na granicy. Wam się to podoba, bo wszystko, co niszczy Polskę od środka jest dla was dobre”.
Polska ma prawo decydować o swoich sprawach wewnętrznych i UE nic do tego. Ci jednak, dla których demokracja jest podstawą wspólnot europejskiej, podkreślali strach polskiego rządu przed własnymi obywatelami i ten właśnie strach prowadzi obóz władzy do łamania podstawowych zasad, niszczenia tych wartości, które są najważniejsze. Dla europosła, Słowak Michala Simecka sprawa jest jasna. „KE powinna zażądać kar dla Polski i Węgier”. – Czas na rozmowy się skończył, czas na działanie. UE nie może sponsorować ataków na praworządność”. Wielu mówi, że trzeba Polskę ukarać… Słucham i powiem szczerze, że nawet nie wiem, jak skomentować to, czego jestem świadkiem. Bo co mogę powiedzieć? Powtórzyć, że jest mi wstyd, czuję się zażenowana i wręcz upokorzona?
Przecież wcale nie musiało dojść do tej debaty. Nikt by nie krzyczał i nie negował wyników wyborczych, które dały władzę Kaczyńskiemu i jego partii, gdyby nie zboczył on ze ścieżki demokratycznej. Nikt nie wychodziłby na ulice, by zaprotestować przeciwko władzy, która trzyma się tego systemu wartości, który przez lata był marzeniem Polaków. Jednak obóz władzy tego nie rozumie. Wciąż tkwi w przekonaniu, że Oni to samo dobro, a reszta świata zazdrości i się czepia. Zero refleksji, zero pokory i rozdmuchany nad miarę narcyzm polityczny. To właśnie przez to dzisiaj jesteśmy pariasami Europy. Nie wiem, czy Parlament Europejski przyjmie rezolucję w sprawie Polski, ale wciąż pamiętam, co czułam, gdy wstępowaliśmy do UE. Pamiętam tę radość, to niesamowite poczucie wolności… …a teraz? Jest mi bardzo, ale to bardzo źle. Tym bardziej, że mieszkam w Polsce, żyję w tym kraju, kocham go, a jednak chciałabym, by Europarlament przyjął tę rezolucję, mimo, że i sama odczuję tego skutki.
Chciałabym, by wspólnota europejska zakręciła nam źródełko z dotacjami, bo nie wierzę, ze pieniądze te będą wydane uczciwie i faktycznie dla dobra Polski. Jestem pewna, że zostaną one zmarnotrawione, będą taką „zapchajdziurą” socjalną, a samorządy, zwłaszcza te, niepokorne, niewiele z nich skorzystają. Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy nie zasługuje na żadne wsparcie, na żadną kasę. Nie zasługuje…
Źródło koduj24.pl
Sprzed 6 lat: Gdzie jesteś moja Polsko? To nie jest moja Polska.
Moja ojczyzna jest krajem ludzi dobrych, sprawiedliwych, uczciwych, miłosiernych. Ludzi radosnych, szczęśliwych, spokojnych. Jest państwem szanującym obywatela, dbającym o swój zrównoważony rozwój, wpatrzonym w wizję dostatku, powagi i dobrobytu.

A take Polske mamy!
W tym państwie nie da się normalnie żyć. Tu„człowiek człowiekowi wilkiem“, a każdy dzień, bezwzględną walką o przetrwanie. Tu rządzą prawa dżungli i mentalność Kalego, tu „sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie“. Błazen jest królem, wagabunda pełni rolę mędrca, kuglarz aspiruje do rządu dusz.

Sprzed 4 lat: List do Polski
Mój biedny kraju . Polsko Ty moja, zamknięta znowu w okowach błazna historii. Ileż to już razy niszczona butą swego narodu, traciłaś moc. Ileż to już razy wstawałaś z kolan Słaba a jednak piękna. Szara a jednak taka bardzo nasza. Patrzę dzisiaj na Ciebie i widzę, jak powoli zanurzasz się w odmętach obłędu swoich przywódców. Widzę twarze karykaturalnie wykrzywione pseudopatriotyzmem, zaciśnięte pięści tych co w sercach mają Dekalog. Słyszę narastający, miarowy krok nienawiści, przemierzający ulice Twych miast. Coraz głośniej i głośniej. Coraz mocniej i mocniej. Z jakim pietyzmem układają Ciebie na ołtarzu hipokryzji, po to, by otoczyć kręgiem własnej miernoty, by zasłonić Twoje marzenia fałszem i półprawdą. Kaleczą Ciebie, ranią, bo kim Ty Polsko jesteś dla nich? Miłością czy farsą? Wiarą czy arogancją? Kim?Wokół mnie tyle twarzy, smutnych jak moja. Pełnych niedowierzania, a jednak niezłomnych, niepokonanych. My nie musimy krzyczeć, byś nas Polsko słyszała. Nie musimy bezcześcić Twojej flagi okrywając nią obłudę i kłamstwa. Znowu będziesz kolorowa, piękna. Znowu będziesz domem dla wszystkich. Jesteśmy dla Ciebie i z Tobą. Jesteśmy i będziemy
Czy po tylu latach coś się zmieniło na tej wojnie polsko- polskiej!?
10 09 2021 Stroszą piórka, machają drewnianymi szabelkami i po co? UE się nie przestraszy i nie ulegnie.
Odnoszę wrażenie, jakby ekipa rządząca weszła na kolejny poziom w celu realizowania własnej wizji Polski. Polski wyalienowanej … dla narodowego dobra. Polski nie poddającej się żadnym zewnętrznym wpływom…dla narodowego dobra. Polski autorytarnej…dla narodowego dobra. Polski wolnej od elementów obcych…dla narodowego dobra. Polski opartej na katofanatyzmie…dla narodowego dobra. I właśnie dla takiej Polski, będącej marzeniem ojców narodu, jedyną przeszkodą w osiągnięciu tego celu stała się Unia Europejska. Unia, której istoty, zbyt ciasne, wręcz ksenofobiczne umysły przedstawicieli obozu władzy, nie są w stanie pojąć. Oni zupełnie nie łapią, że UE to nie jakaś tam piaskownica, do której można sobie wskoczyć, jak ma się taki kaprys, walnąć tego z lewej i z prawej łopatką w łeb, gwizdnąć wiaderko i grabki, a potem wyskoczyć z wrzaskiem, wtulić się w maminą spódnicę, poskarżyć się na te paskudy, co to całą piaskownicę chcą zagrabić dla siebie, dostać lizaczka na pocieszenie i poszukać sobie nowej kupy piasku, gdzie może uda się nią porządzić podług siebie.
Oni nie rozumieją, że przystępując do UE przyjęliśmy na siebie pewne zobowiązania i nie można sobie ot tak pstryknąć palcami i powiedzieć, że mnie się już tu nie podoba i albo będziesz droga Unio działać podług moich reguł, albo ja stąd spadam. Oni nie łapią, nie rozumieją, a powód tego jest oczywisty. Z jednej strony to ta chora wizja, podług której chcą przebudować Polskę w swój koszmarek, w czym UE w obecnym kształcie przeszkadza. Ale to też fakt, iż po prostu nie mają poczucia przynależności do wspólnoty europejskiej. Traktują ją jak wroga, jakiegoś potworka, który roztacza nad ich Polską parasol dyktatu i wiecznej kontroli. Kiedy prawie 6 lat temu udało im się na tyle zbałamucić naród, że wygrali wybory, natychmiast nastroszyli piórka i uznali, że nie tylko zmienią Polskę, ale i ustawią UE na swój obraz i podobieństwo. Kiedy jednak okazało się, że wspólnota europejska nie padła na kolana z zachwytu, nie zadrżała ze szczęścia i wręcz „olała” zapędy kmiotków ze Wschodu, to się zaczęło. Najpierw owa wspólnota zaczęła z uwagą przyglądać się, co ta władza robi z taką fajną do tej pory, Polską. Polską, która miała znaczący głos w Brukseli i awansowała do jednego z czołowych państw unijnych. Obserwowała, przyglądała się ze spokojem, aż w końcu uznała, że dosyć tego pobłażania, że UE to nie instytucja „wolnej amerykanki” i zaczęła grozić. Wytykać palcem każdą wpadkę, która była i jest ewidentnym łamaniem prawa. Tego prawa, pod którym się podpisaliśmy, które zobowiązaliśmy się przestrzegać, przystępując do Unii.
Unia nie chce się podporządkować, nie chce ulec, więc ruszyła ostra propaganda, której celem przekonanie narodu, że ta UE taka be, taka paskudna i nastawiona na zniszczenie polskiej tożsamości narodowej, polskiej suwerenności, polskiej kultury i tradycji. Cały ten pakiet bzdur owinięto szczelnie katolicyzmem, który również w tejże wspólnocie jest ostro zagrożony, po czym zaczęto ładować Polakom w głowy tę antyunijny papkę, wierząc, że to przełkną i uwierzą. Nie ma co, już widać, że coś tam się im udało, bo nastroje antyunijne w narodzie rosną. Teraz padają już coraz bardziej ostre słowa. O „dyktaturze brukselskiej demokracji„, która nam nie odpowiada (Janusz Kowalski). O tym, że UE to okupant, „przysyłający namiestników, którzy mają rzucić Polskę na kolana” i my z tym okupantem będziemy walczyć (niejaki Suski). Terlecki grozi, że „jeżeli pójdzie tak, jak się zanosi, to musimy szukać rozwiązań drastycznych”, a Stanisław Janecki, jeden z prowadzących program „W tyle wizji”, emitowany w TVP Info, proponuje, że „można by wysłać do Brukseli 12. Dywizję Zmechanizowaną, żeby wytłumaczyła Komisji Europejskiej, jakie jest polskie stanowisko w sprawie straszenia, kar i wstrzymywania środków dla Polski. Przez Niemcy przejdą w jeden dzień.
Żeby namieszać Polakom w głowach jeszcze bardziej, lansuje się ostro pogląd, jakoby Polska traciła na byciu w UE (rówwwnież Janusz Kowalski), co zostało natychmiast sprostowane przez KE, która poinformowała, że „zestawienie transferów finansowych pomiędzy Polską a budżetem UE wskazuje na tendencję dokładnie odwrotną”. Faktycznie, wystarczy spojrzeć chociażby na zestawienie tylko roku 2020 i co widzimy? Dostaliśmy z Unii blisko 19 mld euro (dokładnie 18 990 577 832). Nasza składka członkowska wyniosła 5 832 358 768 euro. Jakby więc nie liczyć, saldo w ubiegłym roku wyniosło więc 13 157 260 783 euro na plusie. Nigdy nie było sytuacji, również w poprzednich latach, byśmy do kasy unijnej wrzucali więcej niż dostajemy. I co, kto tu buja?
Warto zastanowić się, jak wyglądałaby dzisiaj Polska, gdybyśmy 1 maja 2004 roku do niej nie wstąpili? I warto zdać sobie sprawę z faktu, że UE bez nas przetrwa, ale my bez niej znajdziemy się w czarnej dziurze.
Źródło koduj24.pl
Z forum: Ostatnie wystąpienia przydudasów Kaczyńskiego (słowo „polityków” nie odpowiadałoby rzeczywistości) świadczą o tym, że rozpoczęło się już przygotowanie artyleryjskie do operacji wyjścia Polski z UE. Nie wolno tego lekceważyć! Przypominam opinię prof. Łętowskiej, że do wyjścia z UE nie potrzeba wcale referendum. Wystarczy przepchnięta przez Sejm ustawa o wypowiedzeniu traktatów unijnych i podpis Dudy. W tej sytuacji konieczna jest natychmiastowa i intensywna kampania na wsi, skąd pochodzi lwia część wyborców PiS-u. Trzeba ich przekonać, że wyjście z Unii to koniec unijnych dopłat do hektara i innych projektów współfinansowanych przez Unię – bo PiS nie ma już kasy i nie będzie w stanie zastąpić Unii. „Ciemny lud” (©2005, Jacek Kurski) ogłupiony dodatkowo przez kur.wizję być może nie rozumie, co to praworządność i dlaczego sędziowie powinni być niezawiśli – ale dobrze zrozumie, co będzie oznaczać zakręcenie kurka z unijną kasą. 
08 09 2021 Nasza najdroższa władza.
Jak policzyła opozycja, aktualny rząd jest rządem najdroższym od początku transformacji. Najwięcej od pierwszych powojennych wolnych wyborów czasów kosztuje też Rzeczpospolitą (a więc pana, i panią, i tamtego pana też…) utrzymanie urzędu prezydenta. Co nie dziwi, bo karnety narciarskie bardzo ostatnio podrożały. Niebagatelnie urosły też, i znów najbardziej w całym okresie po upadku PRL, zobowiązania skarbu państwa związane z wydatkami rządu. Bo covid, bo „plusy”, bo wreszcie „ambitne” budowy „pisizmu”. No i jeszcze zakupy uzbrojenia w USA, choć tu nie wydano, jak dotąd, żadnych pieniędzy. Suwerenowi bowiem, zwłaszcza jeśli chodzi o środki, które nie trafiają bezpośrednio do jego własnej kieszeni, wystarczają w tej kwestii same deklaracje. Chciejstwo zapowiedziane (słynne „chcielibyśmy, aby…”), jeśli odpowiednio pokazane w TVPiS, jest przez elektorat pana prezesa interpretowane jak czas przeszły dokonany. Bowiem mamy teraz w Polsce specyficzną odmianę demokracji. Demokrację medialną, mianowicie. Większość wyborców wystarczająca do podtrzymania władzy po prostu bierze za prawdę to, co zobaczy w rządowej telewizji. A telewizja pokazuje im, co akurat – jak wynika z sondaży – chcieliby zobaczyć i usłyszeć. I to wystarczy.
Tak więc – mamy najdroższe rządy ever, i to nawet jeśli liczyć tylko oficjalne wydatki, pomijając rozdawane cichaczem nagrody (bo te pieniądze się po prostu należały), pensje zwasalizowanych polityków w spółkach skarbu państwa, brukselskie „kilometrówki” posła Czarneckiego, czy okazyjne inwestycje we wrocławskie grunty pana premiera. Ale to wcale nie Mateusz Morawiecki jest, czy też raczej już wkrótce zostanie, najdroższym ministrem swojego rządu. Będzie nim, i to już za chwilę, szef sądownictwa i prokuratury w jednym, minister-magister, Zbigniew Ziobro. Nie, żeby zarabiał więcej od kolegów, ani nawet z tej przyczyny, że jego żona dostaje wielokrotność tej kwoty w Link4, gdzie pracuje jako specjalistka od reklamy. I nawet nie z tego powodu, że – jak wykazała niedawna kontrola NIK – minister bez skrupułów korzysta z funduszy przeznaczonych na wsparcie ofiar przestępczości, wydając te pieniądze na finansowanie przychylnych mu instytucji oraz firm kolegów. Ba, nic tu nie mają do rzeczy pieniądze europejskie wydane, wbrew przepisom, na jego własną kampanię wyborczą.
Otóż nasz najdroższy minister będzie najdroższy z uwagi na nieuchronne – zdaje się – kary, jakie nałoży na nas Unia za nieprzestrzeganie wyroków TSUE. A nie przestrzegamy ich z powodu pana ministra właśnie. I jego „reformy sądownictwa”, dzięki której mógł osobiście dokuczyć kilku kolegom, lepszym od niego na roku. I pognębić kilku innych, zdecydowanie zdolniejszych. Optymistycznie szacuje się te koszty na kilkaset tysięcy euro dziennie. Zresztą – te kary to i tak nic, w porównaniu z coraz bardziej prawdopodobnym odebraniem Polsce środków z Funduszu Odbudowy. Tak, tych 770 miliardów obiecanych narodowi przez premiera Morawieckiego, które uśmiechały się do nas z billboardów na każdym podwórku. Ich też – zdaje się – nie będzie. A to przyczyną systematycznego rozdeptywania przez pana Zbyszka i jego kolegów trójpodziału władzy i systematycznego poddawania wymiaru sprawiedliwości kontroli politycznej. Konkretnie – kontroli „najdroższego ministra”. Europa grozi, a pan Ziobro twardo stoi na stanowisku, że „nie będą nas, w obcych językach, pouczać o praworządności”. Innymi słowy – on wie najlepiej, jak powinno wyglądać prawo i sprawiedliwość. W końcu od lat należy do PiS. Chodzi więc o to, by życzenie pana ministra było rozkazem dla prokuratora, a potem sędziego. Toteż z okolic Ministerstwa Sprawiedliwości płynie komunikat „ani kroku wstecz”. I – rzecz ciekawa – politycy obozu władzy wydają się godzić na to, żeby Zbigniew Ziobro rzeczywiście został najdroższym z naszych polityków (w sensie, że jego działalność będzie nas kosztować krocie, i mam na myśli nie tylko opłakane skutki materialne). Czemu tak bronią sprawy ewidentnie straconej i stają po stronie jawnego bezprawia?
Cóż, kto wie, jakie materiały leżą w szufladach naszego najdroższego ministra, czekając na swoje pięć minut. To po pierwsze. A po drugie chodzi też o „Bezkarność plus”. Bo z prawnego punktu widzenia czas po ewentualnej utracie władzy przez partię aktualnie rządzącą dla wielu jej członków i sympatyków będzie oznaczał prawdziwy Armagedon. Dotyczy to zwłaszcza prawników współpracujących z ministrem w zawłaszczaniu sądownictwa. Bo korporacje zawodowe nie mają litości dla „zdrajców”. To podobnie jak z dziennikarzami, tylko że oni mogą zawsze liczyć na jakieś media niszowe. Tymczasem nic dotąd nie wiadomo o „niszowych” agendach wymiaru sprawiedliwości. Tak więc nawet ci, co nie będą odpowiadać karnie, raczej nie znajdą roboty w zawodzie. Nie będą mieć życia, po prostu.
Ta władza musi więc trwać. Nawet za cenę utraty pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Nawet, jeśli będzie to oznaczało izolację w Unii, a nawet polexit. I nawet, jeśli za egzotyczne fantazje ministra na temat prawa i jego wyobrażenia o praworządności zapłacimy – jako państwo – powrotem w rosyjską strefę wpływów. Widać, dla tej formacji władza warta jest nie tylko mszy, ale nawet powrotu „komuny”. No i każdych pieniędzy. Oczywiście naszych.
Źródło koeduj24.pl 
06 09 2021 „Polały się łzy me czyste, rzęsiste”.
Naprawdę! Nie pamiętam już, kiedy wzruszenie tak mi ścisnęło gardło, a wdzięczność rozlała się wokół, jak właśnie dzisiaj, gdy z zapartym tchem wsłuchiwałam się w to, co mówią ojcowie narodu na zorganizowanej szybko konferencji prasowej dotyczącej wprowadzenia stanu wyjątkowego. Stanu, bez którego zapewne już dzisiaj Polski by nie było! Na szczęście, władza czuwa! Władza nie odpuszcza! Kiedy przedstawiciele rządu, delikatnie zawieszali głos, tak jakby nie mogli opanować płaczu, gdy dziękowali Służbie Granicznej, policji, terytorialsom i wojsku za to wielkie poświecenie się miłości do Ojczyzny i obstąpienie ponoć bardzo szczelnie granicy z Białorusią, poczułam że odlatuję razem z nimi.
Ci nasi dzielni chłopcy. Narażeni na straszne niebezpieczeństwo, oddaleni od rodzin, które wręcz umierają ze strachu o ich życie. Czyż to nie wspaniały, najbardziej dobitny przykład patriotyzmu, tak bardzo nam dzisiaj potrzebny? Mało tego! Okazuje się, że mieszkańcy terenów objętych stanem wyjątkowym dziękują mundurowym za wsparcie i gwarancje bezpieczeństwa, jakie swoją obecnością im dają. Ponoć im całkiem fajnie teraz i zupełnie nie odczuwają skutków tej decyzji rządu. A nawet jeśli, to są pełni zrozumienia i empatii, bo wiedzą, że to kwestia ich być albo nie być, żyć albo nie żyć. Nie powiem, to był ten moment, gdy dostałam aż dreszczy, prawie że, rozkoszy… No a już słowa pana Morawieckiego łyknęłam zupełnie bez zagrychy. No dobrze, przyznam się, że podczas jego przemówienie wzmacniałam się kawą z procentami, ale uwierzcie mi proszę! Tych procentów nie było na tyle dużo, by mi zaciemnić obraz i przytłumić słuch. Dowiedziałam się od niego, to, co najważniejsze, czyli…wprowadzenie stanu wyjątkowego to nasza jedyna szansa na przetrwanie. Bo to już praktycznie wojna! Dotarło do mnie, że w ciągu ostatnich kilku dni dzielni mundurowi zidentyfikowali bardzo wiele prób nielegalnego przekroczenia granicy i to nie tylko przez podpuszczonych przez reżim białoruski imigrantów, ale też osoby, które „są niestety prawdopodobnie na rozkazie białoruskich służb i współpracują z reżimem Łukaszenki”.
To zapewne te „zielone ludziki”, którymi straszy nas obóz władzy od pewnego już czasu. Z przerażeniem usłyszałam o zbliżających się manewrach wojskowych Zapad 2021, które mają być największymi ćwiczeniami od 40 lat. Tak na marginesie, zastanawiam się tylko, skąd Morawiecki wie, że będą one największe? No ale może się czepiam, bo facet musi mieć wiarygodne źródło, które przekazuje mu odpowiednie informacje. A może to nie kwestia prawdy tylko wiary, że tym razem on nie kłamie? Tak więc przed nami te nieszczęsne manewry i na bank możemy spodziewać się licznych prowokacji.
Ponoć już teraz było słychać jakieś wybuchy, a co nastąpi dalej, to cholera wie. A właściwie nie cholera, tylko nasz rząd i dlatego, „na Boga”, trzeba chronić naszej granicy. I trzeba przekonać opozycję, by nie stawała na sztorc i zagłosowała dzisiaj za tym stanem wyjątkowym jako jedyną szansą Polski na przetrwanie. Morawiecki nie byłby sobą, gdyby nie odniósł się do słów Frasyniuka i Wałęsy. Ma nadzieję, ze teraz to już oni wiedzą, co i jak, bo przecież mają rzetelny przekaz sytuacji od rządu, więc powinni wycofać się ze swoich słów i przeprosić. Jak wspomniałam wcześniej, słowa tych panów trzeba brać na wiarę, bo inaczej się nie da. Nie da się ich w żaden sposób zweryfikować, bo po prostu nie ma kto tego zrobić. Dziennikarze, podobnie jak przedstawiciele organizacji humanitarnych, nie są dopuszczani do granicy, ale to żadna złośliwość. Żadna próba manipulacji faktami. To tylko ta niezwykła troska i dbałość o ich bezpieczeństwo, bo ten potwór, który czai się na granicy może w każdej chwili uderzyć i zrobić krzywdę. Tak! To jest właśnie ten moment, gdy trzeba przestać czepiać się i szukać dziury w całym… Jak władza nam mówi, że tysiące imigrantów, wspomaganych przez białoruskie siły, chce ruszyć na Polskę, to właśnie tak jest! Jak władza mówi, że ćwiczenia wojskowe Zapad 2021 zagrażają naszej suwerenności, więc trzeba na zimne dmuchać, to tak jest! Jak władza wbija nam do głowy, że wróg czai się i nie znamy dnia ani godziny, gdy zaatakuje, to tak jest! Jak władza wykorzystuje sytuację, by podciągnąć sobie słupki sondażowe w górę i przekonać Polaków, że bez takiej władzy to jesteśmy skazani na zagładę naszej państwowości, to tak jest! Jak władza robi z nas idiotów, to tak jest, ale o tym akurat ciiiiii… O tym głośno się nie mówi.
Źródło koduj24.pl
To nie stan wyjątkowy, a przygotowania do wojny z własnym narodem. Cieszmy się, że na razie w pasie przygranicznym obowiązuje, wkrótce może się to zmienić!?
Czemu to wszystko ma służyć, wywołaniu konfliktu!? No, a gdzie jest wojsko NATO, amerykańskie!? A wpuścić imigrantów, przecież oni w Polsce nie zostaną, wsiądą w samochody i za kilkanaście godzin będą w Niemczech zasiłek odbierać!?
A ja cały czas mam nadzieję że granica będzie przebiegała wzdłuż Wisły, i w nosie mam suwerenność, jak nie ma za co żyć!?
02 09 2021 Wystąpienie Balcerowicza na Campus Polska to popisowy przykład pogardy dla młodych ludzi.
Mimo zorganizowanego przez współpracowników prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego specjalnego doboru młodych ludzi uczestniczących w „Campusie Polska”, na debatach z niektórymi gośćmi padały bardzo niewygodne pytania. Tak było podczas wystąpienia Leszka Balcerowicza, który widocznie uznał, że ma przed sobą studentów I roku ekonomii na SGH, uczelni na której jest wykładowcą i w związku z tym może bagatelizować kwestie podnoszone przez młodych ludzi. Po stwierdzeniu Balcerowicza w kontekście Polskiego Ładu, „że nie można wprowadzać zmian nie konsultując ich z ludźmi, bo to jest naplucie ludziom w twarz” jeden z uczestników debaty zapytał „czy jego terapia szokowa wprowadzana na początku lat 90-tych, które spowodowały hiperinflację, wysokie bezrobocie, a nawet samobójstwa, nie była napluciem ludziom w twarz?”. Balcerowicz odpowiedział, „że to nie pytanie, tylko próba jego obrażenia, co więcej w tej próbie porównania tkwi głupi błąd, bo to są sytuacje nieporównywalne”, a więc klasyczny przykład pogardy. Ale to nie jedyne mocne starcie Balcerowicza z młodymi ludźmi, kilka razy zwracali mu uwagę, że każdą krytyczną uwagę dotyczącą jego działań jako wicepremiera w rządach premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Buzka nazywa „wyzwiskami”, podczas gdy z perspektywy 30-lat można stwierdzić, że popełniał on błędy o tragicznych skutkach gospodarczych i społecznych. Przypomniano mu wyprzedaż majątku państwowego, dla niepoznaki nazywane prywatyzacją, doprowadzenie do bardzo wysokiego bezrobocia, czy pauperyzację dużych grup społecznych. Na każdą taką uwagę „wykładowca” reagował bardzo nerwowo, nie przyjmując do wiadomości, że cokolwiek w czasie swojego „premierowania” mógł robić źle, a ci którzy tego nie rozumieją, zwyczajnie go obrażają.
Ba w czasie swojego wykładu, sugerował młodym ludziom walkę w internecie z Prawem i Sprawiedliwością przy pomocy memów i wręcz żądał aby dla dziennikarzy i ekspertów, którzy jego zdaniem sprzyjają rządzącym, tworzyć w mediach społecznościowych „pręgierze” z ich nazwiskami i sylwetkami.
Niezwykle „intersującą” wypowiedzią Leszka Balcerowicza było stwierdzenie, że teraz zajmuje się „stłamszeniem” Polskiego Ładu, co jest dobitnym potwierdzeniem, że ten program jest korzystny dla zwykłych ludzi. Przypomnijmy, że w ramach Polskiego Ładu jest zawarta nowelizacja ustawy PIT, w której znalazła się propozycja podwyższenia kwoty wolnej od podatku z obecnych 3,090 zł na 30 tys. zł (a wiec podwyżka blisko 10-krotna), a także podwyższenie kwoty w II przedziale podatkowym, od której podatnicy płacą nie 17% a 32% stawkę PIT, z obecnych 85 tys. zł do 120 tys. zł, a więc o 40%.
Kwota wolna od podatku PIT jest podwyższana pierwszy raz od momentu wprowadzenia tego podatku czyli od ponad 30 lat (poza podwyższeniem kilka lat temu tej kwoty do 8 tysięcy zł dla podatników o najniższym poziomie dochodów), kwota II progu podatkowego jest podwyższana pierwszy raz od 12 lat, a wiec są to zmiany o charakterze wręcz przełomowym. Zdecydowano także, że zlikwidowana zostanie możliwość odliczania wynoszącego do tej pory 7,75% odpisu składki na ubezpieczenia zdrowotne (NFZ) od podatku, od tej pory wszyscy ubezpieczeni, będą odprowadzali pełną 9% składkę na Fundusz, liczoną od ich wynagrodzenia albo dochodów w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej. Proponowane obniżki podatku PIT, są tego rzędu, że zyska albo nie straci na nich aż 90% podatników (czyli około 23 mln), a z kolei na emeryturze bez podatku (do 2,5 tys. zł brutto), zyska ponad 70% emerytów i rencistów. Według danych resortu finansów łącznie te zmiany w podatku PIT spowodują, że w kieszeniach podatników tego podatku, zostanie około 14 mld zł (wg. szacunków o tyle mniejsze z tytułu tego podatku mają być dochody budżetu państwa).
Z kolei w związku z innym sposobem rozliczania składki na NFZ dochody Funduszu z tego tytułu wzrosną już w pierwszym roku po wprowadzeniu zmian przynajmniej o 14 mld zł i pozwolą na wzrost nakładów na ochronę zdrowia przekraczający 6% PKB już w 2023 roku i 7% PKB w 2027 roku.
Jeżeli tego rodzaju bardzo korzystne zmiany dla zdecydowanej większości podatników, Leszek Balcerowicz chce „stłamsić”, to znaczy, że tak jak w latach 90-tych, los zwykłych ludzi kompletnie go nie interesuje. Co więcej jego stosunek do młodych ludzi zgromadzonych na Campus Polska, w zdecydowanej większości przecież mu sprzyjających, to jednak pogarda tak charakterystyczna dla „elit” III RP.
Źródło naszeblogi.pl
Przypomnieć należy, że plan „urynkowienia” polskiej gospodarki powstał jeszcze w KC PZPR, a jego twórcą był pracownik Instytutu Marksizmu i Leninizmu tow. Balcerowicz.To on w „wolnej” Polsce ten program wprowadził, i wraz z innymi towarzyszami za czapkę ulęgałek sprzedali majątek narodowy gromadzony przez pokolenia.
Z forum: Każdy, powtarzam, każdy kto obserwuje życie w Polsce, wiedział, jakie skutki przyniesie skupienie takich figur jak Balcerowicz, Tusk, Michnik, Stuhr Czy Miłoszewski i zapewnienie im mikrofonu i nagłośnienia. Osobiście żałuję, że do tego grona, nie dokooptowano  Wałęsy czy Komorowskiego. Siłą powstrzymano w ostatniej chwili Lempart, bo nawet mentalnie opóźnieni organizatorzy tego konwentyklu, zrozumieli, że musi wówczas dojść do rycerskiego zawołania, wzmocnionego przez audytorium: "wy.....ć!". Ale to kwestia PR-u i estetyki.
Istotniejsza jest inna kwestia: brak kontroli Tuska nad opozycją. Warto przypomnieć obraz Tuska, kryjącego twarz, podczas słynnych "wynurzeń łazienkowych" Władysława Bartoszewskiego i kabareciarza Majewskiego. On wie, że tą drogą zmierza do klęski. Po tym, jak towarzycho zignorowało jego nieśmiały apel, o zaprzestanie cyrków na granicy, kolejna błazenada w Kortowie, uświadomiła mu, że nawet jeśli totalniacy wygrają wybory parlamentarne, to większość będzie kilkumandatowa. Nie powtórzy manewru Bieńkowska-Rostowski, czyli obsadzenie ważnych stanowisk ludźmi znikąd, za to całkowicie od niego zależnymi. Będzie musiał mozolnie klecić większość, dzieląc stanowiska i tracąc natychmiast nad nimi kontrolę. On już to kiedyś widział. My też to widzieliśmy. Piękny Marian i jeszcze piękniejsza katastrofa AWS-u. Teraz będzie miał silną opozycję i tak jak wówczas, Prezydenta po drugiej stronie. Gdy opadnie bitewny kurz i będzie chciał "po walce, rozprostować palce", zobaczy, że to koniec marzeń o rządzeniu. Ludzie zamarzą o powrocie Kaczora i likwidacji chaosu. Rządy Tuska, to będzie tylko epizod. Wydaje się, że on to dobrze rozumie, bo całkiem niedawno stwierdził, że wrócił tylko po to, by odsunąć PiS od władzy, a potem da rządzić innym. Całkiem niegłupie. Materialne zabezpieczenie ma, na dobre życie na niemiecko-hiszpańskiej wyspie  - starczy. 
27 08 2021Tusk przebudził demony wojny z Polską.
Prasa niemiecka zaanonsowała przybycie do Polski Donalda Tuska - przydupasa Angeli Merkel, jako powrót Führera opozycji do niepokornej Polski. Zatem to Niemcy ustanowili w Polsce samozwańca opozycji, a Platforma Obywatelska tę decyzję w pełni zaakceptowała: Borys Budka grzecznie się zdymisjonował, by zrobić miejsce dla Dublera przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej, skupiającej wszystkie demony nienawiści wobec Polski i polskości. Gwoli prawdy przypominam, że Platforma Obywatelska powstała za niemieckie pieniądze, więc Platforma musi wykonywać to, co jej Niemcy rozkażą. W myśl szkockiego przysłowia: „Melodię wybiera ten, kto płaci kobziarzowi”, Platforma Obywatelska zawsze grała na niemiecką nutę, zwłaszcza pod batutą potomka żołnierza z Wehrmachtu. Z chwilą objęcia przez Tuska funkcji Führera totalnej opozycji demony nienawiści do Polski i Polaków, które funkcjonują w Polsce pod zakamuflowaną nazwą Partii Miłości wpadły w szał. Stałą transmisję ich szaleństwa zapewniła niezastąpiona stacja TVN24 założona przez agenturę SB i WSI oraz nieodżałowana „Gazeta Wyborcza” Adama Michnika. Mając wsparcie V kolumny medialnej oraz samego Führera opozycji – demony wojny z Polską i Polakami przystąpiły do ataku na wszystkich, którzy nie zapomnieli dewizy „Bóg, Honor, Ojczyzna”, stanowiącej potwierdzenie wierności Wojska Polskiego polskiemu państwu.
Pierwszy atak demonów Tuska nastąpił przy okazji nowelizacji ustawy dot. nieruchomości bezspadkowych, na które miały ochotę organizacje żydowskie zagranicą (głównie w USA) oraz krajowa mafia. Sygnał do ataku na PIS i na marszałek Witek dał nie kto inny, jak zawsze wierny Tuskowi Radosław Sikorski, który jako pierwszy ogłosił w 2012 roku program „dorzynania watah” przez Platformę Obywatelską. Warto dodać, że „oksfordczyk” Radosław Sikorski to zaprawiony w bojach mudżahedinów bojownik o wolny Afganistan, zaś „dorzynanie watah pisowskich” rozpoczął w 2010 roku członek Platformy Obywatelskiej Ryszard Cyba, atakiem na biuro poselskie PIS, gdzie miał nadzieję dopaść Jarosława Kaczyńskiego. Wobec braku przewodniczącego PIS – Cyba z zimną krwią zastrzelił szefa biura Marka Rosiaka. Sikorski w obecności red. Olejnik, czyli słynnej „Stokrotki” nazwał w stacji TVN24 Pawła Kukiza „durniem lub szmatą”, podczas gdy „Stokrotka” poza wytrzeszczem oczu nie zareagowała na bezczelną politykę „miłości” aparatczyka Platformy Obywatelskiej….
Właściwy atak na Polskę demonów Donalda Tuska nastąpił z chwilą podesłania przez Łukaszenkę kilkudziesięciu „imigrantów” z krajów arabskich – w tym z Iraku i Egiptu – na granicę z Polską. Jako pierwsi pojawili się od polskiej strony na granicy z Białorusią niezawodny duet komików Platformy Obywatelskiej, czyli Joński i Szczerba z dwoma śpiworami oraz z pizzą Margherita – ulubionym przysmakiem uchodźców z krajów arabskich. Niestety – siepacze PIS, czyli Straż Graniczna i żołnierze WP – nie dopuścili komików PO nawet do zasieków przy granicy z Białorusią. Obrona granicy - tym razem od strony polskiej - tak rozwścieczyła demony totalnej opozycji, że z dnia na dzień ujawnili się niemal wszyscy – nadal czynni agenci Putina i Łukaszenki – ku niewątpliwej uciesze polskiego kontrwywiadu, który bez żadnego wysiłku uzyskał niemal kompletną listę bolszewickiej agentury w Polsce. Warto dodać, że lista b.agentów Stasi oraz folksdojczów jest już kontrwywiadowi znana, gdyż nie tylko Führera totalnej opozycji korzenie tkwią w Wehrmachcie. Przecież nie tylko Władysław Frasyniuk wraz z funkcjonariuszem TVN Kajdanowiczem ujawnili się na wizji TVN24 jako sojusznicy walczącej z Polską bolszewickiej agentury:  na tej liście znalazła się także wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, euro-posłowie z ramienia Koalicji Obywatelskiej Janusz Lewandowski i tow. Leszek Miller, euro-poseł Lewicy Robert Biedroń oraz liczne grono posłów totalnej opozycji, jak B.Budka, tow. Włodzimierz Czarzasty a nawet „artystka” cyrkowa Jachira.
Spektakularny pokaz przywiązania do dyktatury Aleksandra Łukaszenki i dla jego tajnej akcji „Śluza”, polegającej na dowożeniu pod granicę z Polską przybywających legalnie na Białoruś obywateli Iraku, dał poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski, który próbował sprintem ominąć kordon żołnierzy, by dostać się do koczujących na Białorusi migrantów. Sprintowi Sterczewskiego towarzyszył doping i oklaski zebranych przy granicy zwolenników szerokiego otwarcia granicy z Białorusią co potwierdza, że totalna opozycja zrobiła sobie z ochrony granicy z Białorusią arenę cyrkową. Na tej arenie pojawiła się słynna Lempart (Wyp*****lać) wraz z grupą wściekłych macic, niosących dla imigrantów kociołek zupy. Zupę ostatecznie aktywistki same zjadły, po czym tradycyjnie napluły na Polskę. 
Czy na tej arenie pojawiają się po Jońskim, Szczerbie, Morawskiej-Staneckiej, Ikononowiczu, Lempart i Sterczewskiem kolejni artyści cyrkowi, czas pokaże. Jedno jest pewne: sowiecka agentura nie ma Polakom niczego do zaoferowania oprócz cyrkowych występów – w tym występów Führera totalnej opozycji, który grozi Polakom rozpętaniem wojny, jeśli nie wybiorą folksdojczów i agentów Putina i Łukaszenki. Wtedy nic nie będzie stało na przeszkodzie, by szeroko otworzyć granicę z Białorusią i zalać Polskę imigrantami z krajów arabskich, a przy okazji terrorystami i zielonymi ludzikami Putina. Wiaczesław Mołotow uzasadniał najazd Związku Sowieckiego na Polskę w dniu 17 września 1939 roku tym, że Polska to „pokraczny bękart traktatu wersalskiego”. Ataki totalnej opozycji na polskich żołnierzy, strzegących wschodniej granicy to nic innego, jak zagrzewanie śmiertelnych wrogów do kolejnego najazdu na Polskę, by ostatecznie rozwiązać problem "nienormalności" Polski.  Tym problemem jest "polskość" Polaków.
Źródło: niepoprawni.pl
24 08 2021 W. Frasyniuk: pseudo-polski oszołom z wielkimi pieniędzmi.
Co można mieć w głowie, żeby polskich państwowych funkcjonariuszy wyzywać od "watahy psów" i "śmieci"? A wcześniej aktywnie uczestniczyć w marszach KOD-u i walczyć z rządem PiS-u w sposób bardzo agresywnie prymitywny. Długo się zastanawiałem i chyba jedyne, co mi przyszło do głowy to strach... przed ujawnieniem jego przeszłości i pochodzeniem pieniędzy, które pozwoliły mu na rozkręcenie dużego biznesu transportowego. Nie jest bowiem tajemnicą, że przez długi czas zajmował lub współzajmował się się pieniędzmi przeznaczanymi przez cały świat dla Pierwszej Solidarności w regionie wrocławskim a szczególnie zapewne partycypował w sławetnych i niewyobrażalnych na ówczesne czasy 80 milionach, które wrocławska Solidarność podjęła z banku 3 grudnia 1981 roku, tuż przed wprowadzeniem przez Wolskiego vel W. Jaruzelskiego Stanu Wojennego. Nigdy wiarygodnie nie wyjaśniono co stało się z tymi pieniędzmi. A właśnie W. Frasyniuk był prominentnym działaczem Solidarności wrocławskiej. Oficjalnie to Józef Pinior, ówczesny rzecznik finansowy związku był pomysłodawcą całego tego przedsięwzięcia, który do współpracy zaprosił Piotra Bednarza, wiceprzewodniczącego Zarządu Regionu dolnośląskiej Solidarności oraz Tomasza Surowca i Stanisława Huskowskiego. Jest jednak uprawnione twierdzenie, że W. Frasyniuk musiał o tym wiedzieć, bowiem ówcześnie był przewodniczącym zarządu regionu Dolnego Śląska i bez jego wiedzy nie byłoby możliwe podjęcie tych 80 milionów zł. 
No dobrze. Pieniądze to jedno. Drugie to wprost nienawiść do rządzących i tych, którzy ich wybrali. A przecież my Polacy wybraliśmy ZP (PiS) i daliśmy im zgodny z prawem demokratyczny mandat do zarządzania naszym krajem.  I to dwukrotnie z rzędu. Oczywiście jest to nie po myśli tych, którzy mozolnie budowali tzw. III RP czyli PRL-bis. Po 1989 roku ta ekipa, którą reprezentuje m.in. W. Frasyniuk dokonała grabieży Polski i spauperyzowała oraz zatomizowała Polaków. Do roku 2015 (no może za wyjątkiem dwuletnich wcześniejszych rządów PiS i jeszcze dawniejszych rządów J. Olszewskiego) Polska ubożała, likwidowano niemal wszystkie gałęzie przemysłu, szerzyło się bezrobocie a my stawaliśmy się tanimi najemnymi pracownikami Niemców i innych nacji, bez własności i klasy średniej, którą niszczono w zarodku (jak np. Pana Romana Kluskę założyciela Optimusa). A już rządy PO-PSL były pod tym względem podobne do złodziejskich rządów takich ludzi jak L. Balcerowicz czy J. Lewandowski. Terapię szokową jaką wprowadzono w Polsce w roku 1990 - na podstawie tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego i przez ludzi takich jak: J. Sachs, Lipman, G. Soros - ostro krytykuje m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Joseph E. Stiglitz.
Mam nadzieję, że w końcu W. Frasyniuk odpowie za swoje czyny, bo przecież lżenie funkcjonariuszy państwowych na służbie podlega w Polsce karze a telewizja, która takie wypowiedzi emituje może zostać pozbawienia koncesji. Ale jest jeszcze jedno. Totalna opozycja zaczęła używać języka, który w Polsce nigdy nie funkcjonował. Czy to ruch M. Lempart czy wypowiedzi polityków opozycji są karygodne. Do dyskursu politycznego zostały wprowadzone przekleństwa i wulgaryzmy a ludzie, którzy ich używają zieją nienawiścią do wszystkiego co tradycyjnie polskie. Widać to też po oczach i wyrazie twarzy, choćby u D. Tuska. Opozycja wprowadziła knajactwo do polskiego obiegu publicznego i jest to przykre a ja nie mogę się z tym pogodzić. Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
Źródło: niepoprawni.pl
Frasyniuk z dnia na dzień stał się milionerem, Nie tak dawno 200 nowiusieńkich Tirów z nieba mu spadło!? Dziś pragnie dużej spółki skarbu państwa!? Morawiecki senior, też tak „szczęśliwie” z dnia na dzień dorobił się fortuny!?
Frasyniuk skąd miałeś kasę na 200 nowiusieńkich tirów skoro 1989 roku, skoro miałeś tylko jedne brudne gacie?! Lepper o to pytał, pytam i teraz ja! Odpowiadaj wielki „opozycjonisto"!
Z forum: 15 03 2013 Panie Frasyniuk! Powiedz pan jak to się robi. Byłeś pan tak jak ja szoferem w MZK . Teraz jesteś pan wielkim przedsiębiorcą, masz pan kilkadziesiąt ciężarówek. Czy to nie z tych 80 milionów wyprowadzonych z banku na kilka dni przed stanem wojennym? A ja, po 44 latach pracy w warszawskim MZK mam nie całe 2tys emerytury... Czy we Wrocławiu tak dobrze w MZK płacili? Czy zwyczajnie podprowadziłeś tą forsę?
Skąd się wziął Frasyniuk? Najstarsi solidarnościowcy z Wrocławia pamiętają, że w wyborach na przewodniczącego Solidarności Dolnośląskiej wygrał inny człowiek, ale zrezygnował po bodajże 2 tygodniach (czy ktoś go poprosił o rezygnację?) i wtedy przewodniczącym potężnego regionu "S" został 22 letni (!) kierowca Frasyniuk. Jest relacja solidarnościowca z Australii (chyba nazywał się Krupiński), który twierdził, że w więzieniu Frasyniuk namawiał go na przyłączenie się do "konstruktywnej opozycji" i roztaczał perspektywy dokładnie takie, jakie mieli ci, którzy poszli do Kiszczaka. Podczas pobytu w więzieniu Frasyniuk był bardzo bojowy i regularnie szarpał się z klawiszami, co jest charakterystyczne dla uwiarygodniających się kapusiów. Pamiętamy, że do rozmów okrągłego stołu "negocjatorów" dobierał sobie Kiszczak. Wybrał on dla "strony społecznej" także 5 swoich ulubionych związkowców (Wałęsa, Bujak. Frasyniuk, Gil, Kasprzyk). Dziwnym trafem gdy w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego 12 grudnia przed północą skończyły się obrady Komisji Krajowej i SB zwinęła całe kierownictwo związku, Frasyniuk i Bujak "uniknęli zatrzymania" i zaczęli działać w "podziemiu" organizując opór...Profesor Wieczorkiewicz uważa, że w kierownictwie Solidarności było więcej ludzi Kiszczaka, nie tylko Wałęsa. Wszystkie "kwity" z tych czasów są zniszczone. Wałęsa wpadł przez przypadek - zostały stare papiery, gdy był nic nie znaczącym robociarzem - kapusiem.
22 08 2021 Barbarzyństwo kroczy przed upadkiem.
Państwo PiS uniemożliwia swoim obywatelom bycie przyzwoitym człowiekiem.
Pod hasłem „Szturm nielegalnych migrantów na granicę” tvp.info informuje o poważnym zagrożeniu dla Polski i Polaków. Co prawda, groźni szturmowcy leżą na razie w krzakach, głodni, zmarznięci i krańcowo zmęczeni, ale gdyby tak ich nakarmić i pozwolić się ogrzać, to można się spodziewać wszystkiego najgorszego.
Nic więc dziwnego, że pogranicznicy i żołnierze biorący udział w obronie polskiej granicy na rozkaz polityków pilnują, by do uchodźców nie trafiło jedzenie ani koce przyniesione przez ludzi o ludzkich odruchach. Nic dziwnego, że rozwijają drut kolczasty (żyletkowy, zwany falangą), by jeszcze skuteczniej osłonić nas przed ich niechybnym atakiem na Polskę.
Władza nie szczędzi pochwał swoim obrońcom. „ Dziękuję żołnierzom, dziękuję Straży Granicznej za skuteczną ochronę naszej granicy wschodniej” – ogłosił premier. Ma za co dziękować pogranicznikom. To oni dopadli tych samych uchodźców, którzy wcześniej przeszli już przez granicę i byli na terenie Polski. Pogranicznicy nie bili, nie strzelali, tylko ryczeli do nich: – „Wypierdalać!„. Zagnali tych ludzi na białoruską stronę, na ziemię niczyją, żeby tylko nie przyjąć ich wniosków o azyl, żeby wyłgać się od wymogów konwencji genewskiej i żeby scedować na Łukaszenkę humanitarny obowiązek pomocy ludziom w krańcowej potrzebie. Właśnie dlatego, bohatersko broniąc granic ojczyzny przed szturmem trzydziestu dwóch wycieńczonych wędrowców, uniemożliwiają im kontakt z prawnikami. Dlatego zagłuszają łączność z tłumaczką, włączając silniki samochodów. I dlatego ustawiają szpaler kilkaset metrów od piętnastometrowego pasa granicznego, bezprawnie blokując dojście do granicy dziennikarzom i obywatelom, którzy chcą nieść pomoc ludziom w potrzebie.
Okoliczni mieszkańcy pytają, dlaczego pogranicznicy nie przekazują uchodźcom przygotowanego przez nich jedzenia. Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński wyjaśnia im w TVN24, że przecież „imigranci” nie znajdują się na terenie Polski, zatem powinni postarać się o wyżywienie na Białorusi, a tak naprawdę oni wcale nie potrzebują naszej pomocy ani azylu, bo Łukaszenka jaki jest taki jest, ale z jego strony nic im nie grozi… Premier Morawiecki potwierdza: „Co do uchodźców, którzy są wykorzystywani przez pana Łukaszenkę, mogę powiedzieć, że musimy chronić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i oczywiście od nas musi zależeć, kogo my wpuszczamy, a kogo nie”… Uchodźców z Afganistanu, którym w przypadku powrotu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, oczywiście nie wpuszczamy i nie wpuścimy. Ani tych trzydziestu dwóch, ani żadnych innych. „Straż Graniczna nie będzie wpuszczała nielegalnych imigrantów do Polski” – zapewnia wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. A minister obrony Mariusz Błaszczak uspokaja, że w tę operację jest zaangażowanych ponad 900 żołnierzy, którzy nie pozwolą naruszyć polskiej granicy. Swoich fałszywych trzech groszy nie omieszka dołożyć wszechobecny minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek: „Nie możemy dopuścić do ryzyka gwałtów i zabójstw, zwłaszcza kobiet, tak jak to się dzieje na potęgę w Niemczech czy we Francji”. I tylko pan prezydent nie włącza się do chóru obrońców Polski przed nawałą trzydziestu dwóch najeźdźców z Afganistanu. Jest na urlopie nad morzem i prosił, żeby mu nie przeszkadzać. Podobnie zresztą jak wcześniej.
Rządzący mówią nam o zagrożeniu uchodźcami i bohaterskiej obronie przed nimi. Mówią, że jeśli przyjmiemy kilkadziesiąt osób, to wygra Łukaszenka i wtedy sprowadzi nam tysiące imigrantów. Mówią, że są niebezpieczni, że mają złe zamiary, że to nie uciekinierzy, tylko cwaniacy, którzy chcą żyć na nasz koszt. Mówią, że wśród nich kryją się przestępcy i terroryści. Mówią nam różne rzeczy, nie mówią tylko, że to są ludzie. Krańcowo zmęczeni, wygłodnieli, brudni, chorzy, niewyspani, zmarznięci. Ludzie, którzy wegetują na gołej ziemi w lesie w Usnarzu Górnym, w dramatycznych warunkach. Ludzie bez przyszłości, którym pomóc nie pozwolą. Przemoczeni po wielogodzinnej ulewie chorują, ale lekarza do nich nie dopuszczą. – Prawdopodobnie kilka osób ma już zapalenie płuc – alarmuje lekarka Paulina Bownik, którą rośli obrońcy wypchnęli poza kordon nie pozwalając nawet przekazać chorym apteczki z lekami. „To kwestia czasu, zanim ci ludzie zaczną umierać!” – mówi zrozpaczona lekarka. „Trudno jest mi się teraz nie rozpłakać…„.
***
W lutym pracownia Kantar przeprowadziła sondaż na zlecenie Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Okazało się, że stosunek Polaków do uchodźców zmienił się mocno od czasu nikczemnej nagonki, która wpłynęła na zwycięstwo PiS w wyborach. Po kilku latach większość Polaków (62 proc.) była już zdania, że Polska powinna przyjmować uchodźców, a przeciwną opinię miało zaledwie 18 proc. respondentów. PiS nie kryje rozczarowania tą przemianą i za wszelką cenę stara się przywrócić skuteczność straszakowi, któremu zawdzięcza poparcie. I wcale nie jest bez szans. Porażający jest cynizm rządzących usprawiedliwiających swoje barbarzyństwo, ale wręcz grozę budzą coraz liczniejsze wypowiedzi rodaków odsądzających od czci, a w szczególności od wiary, ludzi w krańcowej potrzebie ratowania życia. To straszne jak wielu Polaków, jak łatwo i jak szybko pozwala się zdemoralizować i upodlić. W aktualnym sondażu portalu wyborcza.pl, czytanym przecież głównie przez wyborców opozycji, już 26 proc respondentów nie zgadza się na wpuszczenie do Polski uchodźców z Afganistanu.
Szczególnie bulwersujące jest odczłowieczenie ludzi szczycących się przynależnością do katolickiego Kościoła, którego kanony nakazywały głodnego nakarmić, nagiego przyodziać i w ogóle kochać bliźniego jak samego siebie. Napisałem „nakazywały”, bo już nie nakazują. Uaktualnioną doktrynę polskiego KK zaprezentował właśnie minister Czarnek. W odpowiedzi na zarzuty, że władza nie traktuje uchodźców po chrześcijańsku wyjaśnił: „MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO POLEGA NA TYM, BY BYĆ ODPOWIEDZIALNYM ZA SWOJE DZIECI I BLISKICH”. Czyli kochać należy tylko swoich, nie swoich już nie, natomiast obcych można spokojnie nienawidzić. I co? I nic. Pies z kulawą nogą, że o Episkopacie nawet nie wspomnę, nie zwrócił uwagi, że reprezentant polskiego rządu, który ostentacyjnie obnosi się ze swoim zajadłym narodowym katolicyzmem, jawnie kpi z Ewangelii.
Pal sześć pana Czarnka, samozwańczego delegata pana Boga na Polskę, który w poczuciu misji wędrownego kaznodziei niejedną jeszcze brednią nas zaskoczy. Ważniejsze zdaje mi się pytanie, dlaczego tak łatwo trafia do ludzi nieludzka argumentacja rządzących? Nie wystarczy powiedzieć, że państwo PiS uniemożliwia obywatelom bycie przyzwoitym człowiekiem. To prawda, ale dlaczego ufamy moralnym zgniłkom, którzy wiele razy dowiedli swej niewiarygodności? Niewiedza, niedostatek wyobraźni, głupota, owczy pęd, fałszywa lojalność wobec grupy i swego „przywódcy”, strach przed „czarnym ludem” …? A może Polacy są jakoś szczególnie podatni na manipulacje, bezczelne kłamstwa propagandy i teorie spiskowe? Tak czy owak – symbolem staropolskiej gościnności nie jest już chleb i sól, tylko drut kolczasty.
PS. Jeśli ktokolwiek z rządzących poczułby się obrażony lub zniesławiony niniejszym tekstem, to bardzo się cieszę.
Źródło koduj24.pl
Jak tych wpuścimy, to jutro będzie ich kilka tysięcy, a pojutrze......Poddali się Talibom, by do Niemiec przyjechać po zasiłek, i nic nie robić do końca życia, i żyć jak wielcy panowie!? Brutalne ale jakie prawdziwe!? W Polsce brakuje rąk do pracy, nie ma komu zbierać płodów rolnych....przekracza granicę, i automatycznie do pracy się zgłasza!? No tak tylko Allach na to nie pozwala!? 
13 08 2021 Świat za nas tej wojny nie wygra.
Ustawa Lex TVN ruszyła Polaków. Pierwszy raz od Strajku Kobiet i protestach w obronie sędziów, tysiące moich rodaków wyszło na ulice miast i miasteczek. Nie kikunasto czy kilkudziesięcioosobowe grupki, ale autentycznie…TYSIĄCE! W tym i bardzo wielu ludzi młodych. Nie wiem, czy to jest już ten przełomowy moment, w którym Polacy wreszcie się obudzą i za chwilę będzie to protest nie tysięcy, a milionów. Natomiast jedno wiem na pewno. Świat za nas nie wywalczy naszego prawa do demokracji. Owszem, padają ostre słowa i groźby ze strony Komisji Europejskiej. Są orzeczenia TSUE. Teraz pojawiło się zdecydowane (chyba?) stanowisko USA. Światowe media piszą o nas, piętnują to, co nieRząd robi z naszym krajem, ale to nie wystarczy. Jako Polska jesteśmy, wprawdzie coraz mniejszym, ale jednak, trybikiem międzynarodowych powiązań, układów i układzików, a świat polityki rządzi się nie emocjami, ale wyważonym, spokojnym, bardzo racjonalnym sposobem myślenia.
Popatrzmy na Białoruś. To, co tam się dzieje, woła o pomstę do nieba i co z tego? Sankcje, ostrzeżenia, odizolowanie Łukaszenki, działania, które praktycznie niczego nie zmieniają. Jak terror był, tak jest. Wydaje się, że po przywódcy Białorusi to spływa. Być może, patrząc długofalowo, kiedyś skutki tego, co czyni świat w obronie Białorusi będą widoczne, ale tak na dzisiaj, nic się nie zmienia. Podobnie i z Polską. Nikt nie będzie za nas ginął i poprzez eliminację jednego ogniwa rozwalał cały łańcuch tychże powiązań i układzików. Świat pogrozi prezesowi i jego kumplom paluszkiem, wprowadzi jakieś restrykcje może, ale na ile uderzą one w obóz władzy tak skutecznie, by przyniosło to jakieś efekt? Nie łudźmy się! Choć poparcie świata cieszy, to tylko my sami możemy usunąć ten nieRząd, tego prezesa, w niebyt. Tylko od nas zależy, jaką Polskę zostawimy kolejnym pokoleniom. I trzeba przyznać, że jest coraz trudniej prowadzić tę walkę, a będzie jeszcze gorzej. Mamy przeciwko sobie nie tylko tego niewielkiego człowieczka z rozrośniętym na maksa ego, ale i miliony (niestety) jego zwolenników, którzy przeszli przez pisowską maszynkę manipulacji i są dzisiaj tak wierni, tak lojalni, tak bezkrytycznie przyjmujący wszystko, co im ta władza powie, jak dogmat w najczystszej postaci.
Kaczyński dokonał jeszcze jednego. Doprowadził do sytuacji, gdy właśnie te miliony jego wyznawców zanegowały polską elitę intelektualną. To już tragedia, bo każdy, kto choć trochę zna historię, wie, że bez niej z narodem można robić, co tylko się chce. Naród bez swej elity intelektualnej to jak osesek, który nigdy nie będzie miał szans, by się rozwinąć, stanąć na nogi, pójść do przodu. To jak pociąg pozbawiony lokomotywy, jak drzewo bez korzeni.
I to właśnie inteligencja zawsze w pierwszej kolejności stawała się ofiarą najeźdźców, okupantów, dyktatorów. Każdego, komu marzyło się bezwolne społeczeństwo. Społeczeństwo w pełni podporządkowane, nie patrzące w przyszłość, potulne i jednocześnie karne. Kaczyński wyciągnął dobrą naukę z tej historycznej lekcji. Największe polskie autorytety, cieszące się uznaniem za swe dokonania w świecie, nazwał „wykształciuchami” i przekonał miliony swoich, że nie znają się na niczym, nic nie znaczą, są tylko wyrazicielem wrogich wobec Polski postaw. Na ich miejsce postawił swoich, już ponoć nie „wykształciuchów”. Ludzi, którzy w normalnym państwie nie mieliby szans, by się z tym swoim intelektem wybić, bo natura poskąpiła im talentu, bo zbyt ciasne umysły mają, bo nie ten poziom. Zastąpił ludzi światłych, wspaniałych, miernotą…
Przekonał również swój elektorat, że tak naprawdę to ich Polska, a nie tych, co to opływają w dostatek, mieszkają w wypasionych chatach, mają niezłe oszczędności na kontach, mogą sobie pozwolić na piękne wakacje. Wykorzystał prostą zasadę, czyli my to prawdziwi Polacy, my to ci dobrze, a tamci to wrogowie, bo dorobili się naszym kosztem, bo ich status majątkowy na pewno szemrany i zbudowany na pasożytowaniu na nas, soli tej polskiej ziemi. Miliony Polaków dało się nabrać i …teraz, gdy wychodzimy na ulice, musimy wziąć i ich pod uwagę. Oni bowiem nie mają nawet świadomości, że nasze protesty są również w ich imieniu, dla ich dobra. Że są ofiarami populizmu, pionkiem w perfidnej grze prezesa i wspierającej go Polskiej Instytucji Kościelnej. Mamy przeciwko sobie tych osiłków, co to pod nacjonalistycznymi flagami, niosą hasełka pełne nienawiści, agresji i wszelkiego rodzaju fobii. Oni wydają się już dla demokratycznej Polski straceni, ale to również dla ich dzieci protestujemy i walczymy o piękną dla Polskę. Podobnie jak dla dzieci pracowników mediów reżimowych, których trudno nazwać dziennikarzami, czy potomków skorumpowanych polityków, dla których nie są ważne zasady, ale tylko koryto, nawet przegniłe do szpiku. Dla dzieci policjantów, którzy znajdują szczególną przyjemność w prześladowaniu człowieka, tylko za to, że jest CZŁOWIEKIEM i POLAKIEM.
Świat za nas tego nie zrobi, nie wygra tej walki, a dla nas świadomość, o co toczy się gra, to ogromna odpowiedzialność. Proszę więc mi nie mówić, że protesty są bez sensu. Że pisanie nie ma sensu. Że słowa nic ze sobą nie niosą. Że nie warto nic, trzeba tylko czekać, aż cud sam się stanie. Nie! Każde działanie, które pomaga nam się zmobilizować, daje nam siłę, daje nam poczucie wielkiej wspólnoty, jest krokiem ku Polsce uśmiechającej się do przyszłych pokoleń, MA SENS! Jesteśmy dzisiaj razem i wierzę, że będziemy razem dalej. Aż do skutku. I że będziemy liczeni na ulicach w milionach, nie tysiącach.
Źródło koduj24.pl
Nie tak dawno Tusk ustąpił wobec protestów przeciw ACTA!? Czy Kaczyński zdecyduje się na wycofanie kontrowersyjnej ustawy Lex TVN !?
Z Forum: Od początku rządów PiS o tym wiemy, byliśmy ostrzegani, że walec się toczy, że demokracja pada, że w końcu po nas przyjdą i…przyszli. Mają już wszystko co potrzebne, żeby rozpieprzyć, rozkraść, ustawić się, rodzinkę i kolesiów. To co kiedyś, wcale niedawno było nie do pomyślenia w nowej Polsce, Polsce tolerancyjnej, przyjaznej, rozwijającej się teraz przygnębionej, cofającej się do średniowiecza pod przywództwem dyktatorka, kościoła i całej masy chciwych i pazernych miernot.
Ale powinniśmy wyciągać wnioski z historii, i uczyć się na błędach. W 1956 roku znaczna część obywateli uwierzyła w słowa Gomółki. A skończyło się to strzałami do robotników na Wybrzeżu. Potem uwierzyliśmy w słowa Gierka „pomożecie towarzysze”…. I wielu pomagało ba nawet poczuliśmy trochę swobody bo na wczasy do Bułgarii niektórzy jeździli. Od 1980 r. z wiarą było u nas gorzej ale uwierzyliśmy Wałęsie, uwierzyliśmy Papierzowi że można coś zmienić i że demokracja to nasza przyszłość. I po 26 latach znaczna część obywateli uwierzyła ze „Polska jest w ruinie” jak to przekonująco opowiadała B. Szydło. Niby żadnych ruin nikt nie widział, no może poza budynkami byłych PGR. Ale swoje dołożył kościół, zamachowe teorie Antoniego też zrobiły sporo wody z mózgów… I od 2015 mamy „kaczyzm” czyli nową odmianę katosocjalizmu. Niby po doświadczeniach socjalizmu nie powinniśmy nabrać się na kaczyzm, ale się nabraliśmy. I jaki morał z tej opowieści? Taki ze jesteśmy łatwowierni, tak samo jak za czasów Gomółki i Gierka, i nie potrafimy wyciągać wniosków że zdarzeń naszej historii. A przy okazji uwielbiamy jak „władza” nam coś daje, a najlepiej jak obiecuje że da, i to im więcej obieca tym lepiej. Wtedy jesteśmy gotowi oddać naszą wolność nasze prawa…. I oddajemy. Pocieszające jest to że dotyczy to tylko co trzeciego z nas. Kaczyński już raz szedł na zwarcie z USA i Izraelem i się wycofał. Myślę że teraz też się wycofa, tylko i USA i UE muszą tak samo twardo zagrać. Myślę że PiS nie przetrwa kompromitacji jaką przyszykował Kaczyński. Pytaniem otwartym pozostaje czy ta kompromitacje zobaczy wyborca? Mam nadzieję że zobaczy. Nam pozostaje czekać i kartka wyborcza.
08 08 2021 Kaczyński goni w piętkę, czyli konstytucja niezgodna z konstytucją.
Trzy tygodnie temu peerelowski prokurator a pisowski sędzia Trybunału mgr Przyłębskiej ogłosił, że polskie sądy nie muszą się stosować do zabezpieczeń nakazanych przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Jeszcze przed tygodniem z warownego obozu władzy dobiegały gromkie okrzyki, że ani kroku wstecz, że nie oddamy ani guzika od suwerenności, że Izba Dyscyplinarna albo śmierć, że tu jest Polska i że nie będzie Unia pluć nam w twarz ni dzieci nam europeizować. Aż tu nagle pan premier bąknął, że nowa Izba nie spełnia jego oczekiwań. I zaraz potem spełniająca oczekiwania prezesa Kaczyńskiego pierwsza prezeska SN, znienacka zamroziła rzeczoną Izbę oraz poprosiła tamtejszych funkcjonariuszy przebranych w togi, by w miarę możliwości i chęci zaprzestali na jakiś czas gnębienia prawdziwych sędziów. Ba, sam pan prezydent przerwał na chwilę swój sześcioletni urlop, by wyrazić dezaprobatę dla Izby, którą sam wymyślił i osobiście powołał.
Szybko się okazało, że owa zaskakująca wolta zaskakującą bynajmniej nie była. I, wbrew opiniom wszystkich przytomnych komentatorów, to narzędzie służące zastraszaniu przyzwoitych sędziów pakowane jest do zamrażarki wcale nie z powodu zdecydowanej reakcji władz Unii, ani wyroku TSUE, ani realnej groźby zablokowania dotacji i wlepienia Polsce dotkliwych kar za każdy dzień bezprawia. A już na pewno nie jest to podwijanie ogona w odpowiedzi na coraz twardsze naciski Amerykanów, zainteresowanych nie tylko losem swej największej inwestycji w Polsce, ale też stanem polskiej praworządności. Z błędu wyprowadził nas sam prezes. W wywiadzie dla PAP Jarosław Kaczyński wyjaśnił, że likwidacja Izby Dyscyplinarnej omawiana była kilka miesięcy temu, już dawno została pozytywnie zaopiniowana przez komitet bezpieczeństwa i wpisano ją do projektu reformy przygotowanej przez minister Annę Dalkowską. Co prawda nikt, łącznie z członkami komitetu bezpieczeństwa, nie przypomina sobie dyskusji w tej sprawie, nie mówiąc już o jakichś uzgodnieniach, ale świadczy to jedynie o randze sprawy, której nadano zapewne gryf tajności dostępny co najwyżej tym ostatnim, do których wódz miewa jeszcze zaufanie: Błaszczakowi z MON, Sasinowi z resortu aktywów państwowych i Suskiemu z Radomia…
Czy Kaczyński naprawdę każe wycofać z obiegu ustawy kwestionowane przez Unię i jej trybunał? No, bez przesady. Nie pozwoli na to prezesowa ambicja i nie przełknie tego elektorat, przekonywany przez TVPiS, że bez Izby Dyscyplinarnej kasta pijanych posiadaczy immunitetów rozjeżdżać będzie przechodniów na pasach, a tabuny sędziów włóczyć się będą po sklepach kradnąc na wyścigi części do wiertarek. „Zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną w tej postaci, w jakiej funkcjonuje ona obecnie, i w ten sposób zniknie przedmiot sporu” – uspokoił prezes dodając, że „nie chodzi o to, by zupełnie przestała działać, lecz znacząco zmieniła sposób funkcjonowania”, dodając, że jest to świetny pomysł na zakopanie przedmiotu sporu z Unią Europejską. Elektorat PiS odetchnął z ulgą, a wyborcy innych ugrupowań zdumieli się ogromnie i zadziwili naiwnością człowieka okrzyczanego geniuszem politycznym, któremu zdaje się, że uda mu się oszukać Unię i sojusznika zza oceanu zmieniając tylko nazwę i usytuowanie bezprawnego tworu.
Jarosław Kaczyński nigdy nie robił na mnie wrażenia człowieka zrównoważonego, ale teraz zachowuje się jakby wymagał nagłej interwencji medycznej. Cały świat wie, że celem „lex TVN” jest zawłaszczenie lub zniszczenie znienawidzonej stacji, która obnaża dyktatorskie intencje prezesa, punktuje kłamstwa, wyśmiewa głupstwa i mobilizuje przyzwoitych Polaków do obrony demokracji i praw obywatelskich. Wszyscy o tym wiedzą, ale prezes idzie w zaparte opowiadając dyrdymały o zagrożeniach polskich mediów ze strony Rosji i Chin, które lada chwila wtargną do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Z tego powodu właśnie USA, nasz najbliższy sojusznik i członek OECD, nie może być nadal właścicielem TVN. Ale to nie wszystko. „Uważamy, że pomysł z możliwością kupna przez kraj z OECD jest śmieszny, bo ryzyko z tym związane, w tym z praniem brudnych pieniędzy, wejściem do polskich mediów narkobiznesu, byłoby ogromne” – doprecyzował Kaczyński okrzyczany kiedyś mianem politycznego geniusza. Chińczycy dopuszczeni do OECD w celu wykupienia polskich mediów, John Biden piorący w TVN swoje brudne pieniądze, ekipa „Szkła kontaktowego” cichcem rozprowadzająca narkotyki… Że też nikt nie zadzwonił po pogotowie!
Fakt, Kaczyński jest dzisiaj pod silną presją. Dotąd szło mu jak po maśle, a po zawłaszczeniu Trybunału Konstytucyjnego mógł uznać, że proces zawłaszczenia Polski potoczy się już z górki. Kiedy przeforsował ustawy rujnujące sądownictwo poczuł, że jest wszechmogący. Może ustanowić zakaz mówienia po niemiecku, może wprowadzić kierowniczą rolę PiS i wieczną przyjaźń z Rosją Putina, a korzystając z TK mgr Przyłębskiej może nawet orzec, że Konstytucja jest niezgodna z konstytucją. Dlatego Kaczyński nie przejmował się przesadnie ani protestami krajowymi, ani unijnymi. Oczarowany bezczelną szarżą Orbana doszedł do wniosku, że w Brukseli siedzą naiwne miękiszony, skrępowane i zakneblowane polityczną poprawnością, których można oszukiwać tak jak polski elektorat, a nawet jeśli nie, to przecież cokolwiek Kaczyński zrobi Bruksela i tak będzie nam płacić i z Unii nas nie wyrzuci. Bezpieczne trwanie miał nam zapewnić sojusz z USA, a dokładnie sojusz z bliskim Kaczyńskiemu populistą i autokratą Donaldem Trumpem. Jego porażka stała się porażką prezesa. Jeszcze się łudził, że życzliwi republikanie wrócą do władzy. Jeszcze liczył, że przeczeka do powrotu Trumpa, przekupując demokratów obietnicą zakupu 250 czołgów bez przetargu i negocjacji. Ale gdy okazało się, że i republikanie mają do niego pretensje nie tylko o TVN, ale też o rujnowanie demokracji, gdy w dyplomatycznym języku zrugał go najbliższy współpracownik Trumpa Mike Pompeo, przyszło załamanie i prezes zaczął pleść od rzeczy.
Świat idzie naprzód, a Kaczyński cofa się w coraz mroczniejszą przeszłość. Nie wszyscy jego funkcjonariusze i nawet nie wszyscy wierni pretorianie chcą mu towarzyszyć. Dziś już nie każdą porażkę i nie każdy głupi błąd da się ludziom wyjaśnić przywracaniem godności i powstawaniem z kolan. Również naszych sąsiadów i sojuszników nie da się już oszołomić słowotokiem premiera ani oszukać obietnicami i szacherkami legislacyjnymi. Pusta kasa państwa pozbawiona unijnych dotacji grozi kryzysem, którego nie zażegna państwowo-narodowo-patriotyczna narracja. Osamotnieni będziemy skazani na pożarcie przez Putina. A wszechmogący Kaczyński miota się w świecie kompletnie bezradny. Nie ma żadnego pojęcia o współczesnej dyplomacji, szczególnie o jej języku. Ci, którzy mówią grzecznie, są w oczach prezesa słabeuszami. Silny jest ten, kto odpowiada krzykiem i grubiaństwem. Doczekaliśmy czasów, gdy suwerenność oznacza samotność, a narodowa godność objawia się prostackim chamstwem.
Źródło koduj24.pl
06 08 2021 Dzisiaj moja miłość do Polski i patriotyzm…milczą.
Jeszcze nie tak dawno, wydaje się, że wczoraj, miłość do Ojczyzny i patriotyzm miały naprawdę wielkie znaczenie. Nikt nie zmuszał mnie, bym czuła do Polski to, co czułam. To było po prostu całkiem naturalne, całkiem zrozumiałe. Obchodziłam ważne dla nas rocznice tych wydarzeń historycznych, których byłam spadkobiercą. Rocznicę uchwalenia Konstytucji 3. Maja, wybuchu II wojny światowej i jej zakończenia, Powstania Wielkopolskiego, Powstań Śląskich, Powstania w Getcie Warszawskim, Powstania Warszawskiego, Zbrodni Katyńskiej… Zawsze w te dni poddawałam się zadumie, zapalałam znicze, krążyłam myślami wokół, oddając hołd każdemu, dzięki któremu żyłam, miałam swoje marzenia, realizowałam siebie, nigdy nie wstydząc się, z jakiego kraju pochodzę, i jakie wartości narodowe mam wnieść w przyszłość.
Mój patriotyzm też był taki na miarę 2 połowy XX wieku i tego, XXI. Objawiał się uczciwą pracą, płaceniem podatków, szacunkiem dla drugiego człowieka, rozumieniem, że mam prawo do własnych poglądów i przekonań, ale nie wolno mi sobą krzywdzić innych, a tym bardziej narzucać im siebie i tego, co mam w głowie. Dbałam o środowisko, przestrzegałam prawa, zarówno tego spisanego, jak i moralnego, starałam się zawsze reagować na czyjąś krzywdę, być, pomagać…Ktoś powie, że byłam święta. No nie, swoje miałam za uszami, ale jednak wychowanie w domu, szczęście, że trafiłam w swoim życiu na ludzi, którzy mieli ogromny wpływ na mnie i moje pojmowanie, co to znaczy być człowiekiem, Polką, obywatelem świata, przyniosło, myślę, dobre efekty.
A potem … przyszła katastrofa prezydenckiego samolotu nad Smoleńskiem i znalazł się człowiek, który wykorzystując śmierć własnego brata, postanowił wprowadzić w Polsce swoją wizję miłości do Ojczyzny i swoje rozumienie patriotyzmu. Tylko po to, by wykorzystać to, co dla nas najważniejsze; naszą historię, wartości narodowe, tradycję, by zamknąć nas w klatce własnych kompleksów, strachu, zaściankowości i małości.
To on zebrał wokół siebie grupę nieudaczników, którzy za diabła nie mogli przebić się w Polsce intelektualnych autorytetów, Polsce pełnej godności, patrzącej do przodu, budującej swoje podstawy na dobrych relacjach zarówno w kraju jak i z sąsiadami, opartych na kompromisie, partnerstwie i przede wszystkim, chęci bycia częścią światowej wspólnoty. To on wsparł kiboli oraz środowiska o mocno brunatnym zabarwieniu, nazywających siebie „solą polskiej ziemi”, uważających, że tylko oni mają patent na miłość do Polski i patriotyzm. To on, już po zdobyciu władzy w 2015 roku krok po kroku, konsekwentnie zaczął pracować nad zmianą oblicza polskiej ziemi. To tak, jakby wraz z tymi brunatnym, wycinał z naszej historii to, co mu pasowało do wprowadzenia jego rozumienia miłości do Ojczyzny i patriotyzmu. Wywalił część, nie pasujących mu bohaterów, zastępując swoimi.
Tak więc, w kotle prawdziwej polskości znaleźli się żołnierze wyklęci, nawet ci, którzy splamili ręce ludobójstwem. Znalazły się przekłamania dotyczące wielu niewygodnych kart historii jak m. in. udział Polaków w mordowaniu Żydów, przekłamania dotyczące imigrantów. Znalazły się pretensje i roszczenia do Francji, Niemiec, Szwecji Ukrainy, Litwy, negacja wszystkiego, co się temu panu nie podoba. Mogłabym wymieniać jeszcze dużo i długo, ale po co, gdy wszyscy wiemy, co w tym kotle nam ten człowiek ugotował.
Potem wziął, wymieszał to coś, doprawił sporą dawką katofanatyzmu, antysemityzmu, odrzucenia każdego, kto z powodu koloru skóry, pochodzenia, orientacji seksualnej, wyznawanej religii, nie zasługuje na miano Polaka i ruszył w Polskę, karmiąc naród tak przyrządzonym „daniem”. Na chwalę swojej żądzy władzy. Na chwałę samego siebie i sobie podobnym. Ech, ileż znalazło się chętnych do łykania tego paskudztwa. No i wylazł z nory taki Bąkiewicz, Międlar i całą rzesza im podobnych. Osiłków dumnie noszących na ramieniu opaskę Powstańca Warszawskiego, chwalących się wytatuowanym Orłem w Koronie i jednocześnie wywrzaskujących hasełka, pokazujące, że fobia goni fobię. Osobników nieźle napitych po dobrej burdzie z okazji ważnego wydarzenia historycznego, sikających gdzieś na trasie, nie przejmując się, że robią to publicznie. Łysolków lub króciutko przyciętych, pełnych agresji, rzucających racami, przyjaźniących się z faszystowskimi organizacjami z innych państw i jednocześnie przekonujących nas, że to oni są patrioci! Oni są Polacy! Reszta to motłoch i jakiś tam tylko odpad narodowy, nie warty uwagi. i to oni właśnie są dzisiaj wzorem do naśladowania. To są ci prawdziwi Polacy Patrioci! Niestety! Dzięki temu panu i całej jego ekipie „miłość do Ojczyzny” i „patriotyzm” stały się wyświechtanymi, mocno przeżutymi i kiepsko strawionymi, frazesami, budzącymi ogromną niezgodę i przekonanie, że to już nie moja Polska.
A jednak…ona wciąż moja. Taka poraniona, z połamanymi skrzydłami. Smutna, szara, zrezygnowana. Zakopana po uszy w kłamstwie i manipulacjach. Przedarta na pół, chora, zagubiona…To wciąż moja Polska, choć teraz miłość do niej znacznie trudniejsza. Nie da się tak, ot… pstryk…i odsunąć ją na boczny tor, przejść obok obojętnie, zapomnieć. Nie da się, choć dzisiaj ona taka brzydka, taka byle jaka, taka … A może dzięki temu, ona dzisiaj bardziej moja?
Źródło koduj24.pl
Dziś patriota to polityk, który za publiczne pieniądze okrada własny naród . Dlatego oszuści mogą tak bezkarnie działać w Polsce? Bo za nimi stoją posłowie, senatorowie, ministrowie, pozostali wielcy politycy. Niesłuszne oskarżenie, no to skąd nagle na ich kontach bankowych pojawiają się milionowe sumy?
Dziś patriotyzm to najlepszy biznes w Polsce. Im większy patriota tym większy rachunek swej ojczyźnie wystawia. Zatem to są patrioci czy bezduszni najemnicy? Sam już nie wiem. Zobaczcie jak wyceniany jest patriotyzm lecieli na polityczne show i rodziny milionowe odszkodowania otrzymują, a inni np. rodziny poległych żołnierzy na misjach już nie? 
03 08 2021 Dlaczego podwyżki dla posłów? Bo przecież poseł nie powinien zarabiać tyle, co kierownik sklepu!
Na podwyżki dla władzy żaden moment nie jest dobry, bo ludzie zawsze będą to krytykować. Ale przecież „rośnie płaca minimalna, wynagrodzenia. W firmach prywatnych, czy w spółkach, ludzie mają o wiele wyższe zarobki, dlatego nie chcemy zrobić tak, że wszyscy będą uciekać do spółek, a tutaj nie będzie miał kto pracować” – mówi zatroskany poseł PiS. „Sześć lat temu, gdy PiS wygrał wybory, płaca minimalna była na poziomie 1800 zł. Dziś mamy już 2800 zł, czyli to już prawie 50 proc. podwyżek” – dodaje inny, nie mówiąc ani słowa o spadku wartości nabywczej złotówki przez te 6 lat. Trzeba też wiedzieć, jak bardzo jest to wymagająca praca. „To jest praca od poniedziałku do niedzieli, od rana do nocy. Nie każdy parlamentarzysta tak pracuje, ale rodziny tych, którzy tak pracują są niesamowicie sfrustrowane” – powiedział inny poseł partii rządzącej, najwyraźniej nie mając pojęcia o pracy konduktorów, maszynistów PKP, pilotów wycieczek, lekarzy, policjantów i innych zawodów, pracujących po nocach, także i w niedzielę, po to, aby posłowie mogli przebywać w oświetlonym i ogrzanym budynku.
„Parlamentarzyści nie powinni szukać drugiej pracy”. Całkowicie się zgadzamy z tym tłumaczeniem. Jednak z prośbą, aby tę pierwszą wykonywali należycie i to za takie pieniądze, na jakie się godzili na początku. Przypomnijmy, że inflację rozhuśtał rząd i to on, a nie podatnicy powinien za nią zapłacić. Tymczasem podwyżki posłom Jarosław Kaczyński obiecał już na czerwcowym posiedzeniu klubu, a sprawa miała być dogadana ponad podziałami. „Nie było właściwie żadnych wątpliwości, że ludzie, którzy pełnią stanowiska wiceministrów, czyli podsekretarzy stanu, zarabiają niewspółmiernie mało” – argumentował Andrzej Duda, który błyskawicznie podpisał rozporządzenie o podwyżkach. „Fachowców też trzeba opłacać” – dodaje inny poseł PiS i zgadzamy się z nim całkowicie. Tylko trzeba być fachowcem. To przecież „tylko potraktowanie parlamentarzystów tak, jak każdej innej grupy zawodowej. Parlamentarzyści i samorządowcy w ostatnich kilku latach…nie otrzymywali żadnych podwyżek wynagrodzeń. Właściwie parlamentarzyści, jako jedyna grupa w Polsce, mieli obniżkę wynagrodzeń trzy lata temu” – dodał premier Morawiecki.
Partia rządząca szuka sojuszników dla podwyżek poza własnymi szeregami. Podobno opozycja także naciska rząd na podwyżki. „Politycy Lewicy, wbrew własnej doktrynie pytają, czy to normalne, żeby premier zarabiał mniej niż przeciętny pracownik na stanowisku kierowniczym w korporacji?” – Zwierzał się poseł Jacek Żalek i dodał: „Polska klasa polityczna nie ma odwagi powiedzieć, że politycy powinni zarabiać na miarę odpowiedzialności, jaką biorą za państwo”. I z tym całkowicie się zgadzamy, patrząc na nieodpowiedzialność pewnych polityków.
Zatroskanym o stan gospodarki państwa po pandemii i pytającym, skąd rząd weźmie na podwyżki, posłowie PiS odpowiadają: „Te pieniądze są przede wszystkim z nowych miejsc pracy, z rosnącej gospodarki, bo ona ma się dobrze…Producenci nie mogą nadążyć z produkcją” – i dlatego, zamiast inwestować te pieniądze, ratując społeczeństwo przed kryzysem, rząd chce wypracowane przez nas nadwyżki przejeść. Pieniądze będą też z Polskiego Ładu, za który przecież zapłacić ma UE: „Polski Ład to ogromne pieniądze, fundusze, za które będą odpowiedzialne ministerstwa. Oni też muszą zarabiać godnie”. „Proszę spojrzeć też szeroko na budżet państwa, dla niego podwyżki dla 560 osób to nie jest suma, która go rozłoży” – tłumaczy poseł PiS. Skoro tak, to tym bardziej nie rozłoży go wypłacenie dodatków covidowych pracownikom służby zdrowia, którzy doprosić się nie mogą znacznie mniejszych podwyżek za znacznie bardziej ryzykowną pracę. Ale według PiSu „lekarz specjalista potrafił zarobić w czasie pandemii w szpitalu…100 tys. miesięcznie”. Informacje podobno pochodzą od dyrektorów szpitali. Dyrektorzy szpitali powinni też uświadomić posłów, że lekarze w czasie pandemii ryzykowali własnym życiem – a na to nie ma dobrej ceny.
Wyjaśnienie, czym się różnią np. lekarze czy nauczyciele od tych, „którym się widocznie należy”,  daje mimo woli poseł Żalek: „Czy Poseł powinien zarabiać tyle, co kierownik sklepu, a prezydent RP tyle co przedstawiciel handlowy?…Politycy muszą być odporni na siłę wpływów lobbystów. Każdemu państwu opłaca się mieć polityków odpornych na zewnętrzne wpływy, niestety takiej rękojmi nie dają słabo opłacani przedstawiciela administracji państwa”. Bo poseł to taki pracownik, który –  jeśli mu pracodawca, czyli podatnik odpowiednio nie zapłaci – sprzeda się bez skrupułów lobbyście. I naprawdę chcecie Państwo płacić za cokolwiek takim pracownikom?
Źródło: natemat.pl
Efekty pracy posłów widzę codziennie wchodząc do sklepu patrząc na półki co chwila z nowymi wyższymi cenami!? Wkrótce bogaty Zachód będzie musiał gonić ceny w polskich sklepach!? Poziom Polski stanie się poziomem dla Zachodu!?
Ceny w sklepach oszalały, a to dopiero początek szaleństwa, Morawiecki co ty wyprawiasz!? Ten geniusz ekonomi wzrost PKB realizuje gnębiąc naród podwyżkami podatków, wprowadzając co chwila nowe opłaty, i podatki!? Mamy dwa wyjścia wygonimy Morawieckiego, albo sami z kraju wyjedziemy!?
Wyłudzanie podatku VAT to między innymi efekty pracy posłów. Dbając o swoją kieszeń lobbują dziurawe ustawy. W efekcie ci co mają dużo nic nie płacą a tym co mają mało zabiera się prawie wszystko. Nieprawda. No to w jaki sposób hrabia von Rostowski, lord Sikorski, Morawiecki, Obajtek i wielu innych dorobili się takich majątków? A Fiskus jest ślepy i głuchy.
Z forum: "Czy poseł powinien zarabiać tyle co kierownik sklepu?". Tak w PiS tłumaczą podwyżki dla rządzących. Jak najbardziej. A nawet mniej, ponieważ jedyne co robi, to klika palcem jak szefostwo partii sobie zażyczy.
Czy ktoś już wrzucił komentarz, że jak im się nie podoba to mogą iść na kasę w Biedronce? Czy takie rady są zarezerwowane dla nauczycieli? Daj spokój, wyobrażasz sobie te machloje na kasie? 
„To jest praca od poniedziałku do niedzieli, od rana do nocy. Nie każdy parlamentarzysta tak pracuje, ale rodziny tych, którzy tak pracują są niesamowicie sfrustrowane”. Biedny poseł – nie „poszedł w politykę” z własnego wyboru, tylko dostał nakaz pracy w Sejmie. Te idiotyczne tłumaczenia są powtarzane od lat.
31 07 2021 I manifestacja klubów GP przeciw polityce PiS.
I reforma sądownictwa była politycznym majstersztykiem prezesa Kaczyńskiego: zdecydowanym atakiem na postkomunistyczny Sąd Najwyższy. PiS utwierdził dominację na prawicy, jednocześnie poważnie punktując w tzw. głębokim państwie - rządzących PL elit wywodzących się z potomków głębokiego PZPR + dokooptowani. Reforma bowiem zmieniała tak dużo by nie zmienić nic i by nadal sądami rządzili ci sami. Ci sami ale nie tak samo. Kaczyńs