Polityka

Utrzymanie tej strony kosztuje mnie coraz to więcej czasu, i pieniędzy. Dotacji nie otrzymam, reklam nie mogę zamieszczać. Co niektórzy już się cieszą że wkrótce ta strona zniknie. Ust nie zamkną mi na kłódkę, jeśli wesprzesz moją zrzutkę, na utrzymanie tej strony, wpłacając dobrowolną kwotę na konto.
Bank PKO BP nr rachunku: 33 1020 3916 0000 0602 0098 3122
z dopiskiem „Dla Jana”. Za wszystkie wpłaty z góry dziękuję. 
Stan skarbonki na dziś 455 zł. Dziękuję.
13 05 2022 Czy elity UE przy okazji wojny na Ukrainie chcą przyspieszyć federalizację UE?
Odpowiadając na tytułowe pytanie: niestety tak. Wielodziesiętne energetyczne uzależnienie krajów Starej Europy od Rosji jest faktem. I przez te dziesiątki lat UE pod władaniem Niemiec na to się godziła i chciała, aby tak się stało w imię budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europy, które zlikwiduje odrębne państwa europejskie a Niemcy będą kolejny raz krajem, który opanuje całą część świata od Władywostoku do Lizbony, oczywiście wspólnie z Rosją. To, co piszę nie jest żadnym novum. Niemcy zawsze chciały opanować wszystkie kraje Europy a najbardziej oczywiście Polskę, jako kraj największy w środkowo-wschodniej Europie. Ale przecież nie tylko Niemcy tego chciały. Tego samego chciała Rosja i stąd była zawsze swoista "komitywa" tych dwóch państw, chociaż bywało i tak, że oba z nich chciały samodzielnej dominacji jak w przypadku Niemiec w czasie II WŚ. Wracając jednak do wojny na Ukrainie. Cały czas rozpiera mnie duma z naszego narodu i jego spontanicznej oraz empatycznej reakcji na wojenną krzywdę Ukraińców. Pomagamy im jak tylko możemy, tak prosto z serca. Do tej pomocy zaangażowany jest już cały kraj a nasze pokłady współczucia dla ofiar agresji W. Putina na Ukrainę chwytają za serce chyba wszystkich a w szczególności tych, którym tę pomoc niesiemy. Ten ludzki odruch implikujący w nas aż takie pokłady altruizmu i życzliwości jest naprawdę czymś pięknym i dobrym, oddającym chyba dokładnie cechy charakteru/mentalność Polaków. Choć nieraz te cechy bywały dla nas przekleństwem, to zawsze zachowywaliśmy się jak trzeba, zwyczajnie po ludzku, po chrześcijańsku.
Ale ta wojna musi się kiedyś skończyć. Dziś nikt nie wie jakie będzie to zakończenie ani kiedy nastąpi. Niemniej w tym ferworze działań wojennych, kiedy w mediach wszelakich mówi się tylko o niej, nie możemy zapominać o Polsce, jej interesach i jej przyszłości. Bywa bowiem tak, że właśnie takie nadzwyczajne okoliczności są niecnie wykorzystywane przez naszych dotychczasowych wrogów. Nie miejmy zatem żadnych złudzeń, że wojna na Ukrainie coś zmienia lub zmieni w obszarze działań naszych dotychczasowych nieprzyjaciół, a szczególnie tych z lewacko- demoliberalnych elit unijnych i ich odpowiedników w Polsce w postaci totalnej opozycji, ale - co jest smutne - nie tylko jej. A może też okazać się, że właśnie teraz w cieniu wojny te wrogie nam działania zostaną zintensyfikowane lub nawet dopiero teraz uruchamiane i to na różnych polach. Wiele też takich działań zostaje "zamrożonych" do czasu zakończenia konfliktu - o tym też nie możemy zapominać. Są też obszary, które dzięki tej wojnie mogą być wykorzystane do realizacji naszych, polskich interesów.
Zauważmy więc. W tle wojna, prawdziwa wojna i rację ma Jakub Maciejewski z portalu wpolityce.pl, który że: "Z każdym tygodniem wojny coraz wyraźniej widać jak powinna współpracować wspólnota Międzymorza w realiach trzeciej dekady XXI wieku. Ukraina wzięła na siebie powstrzymanie brutalnej inwazji Rosji, Polska musi zatrzymać niemiecką presję w białych rękawiczkach (...) Nie zatrzymujmy się w pół drogi do budowania polskiej niezależności i suwerennych sojuszy. Wspólnota Europy Środkowowschodniej nie ma wyglądać tak, że przechowanie na czas wojny trzech milionów uchodźców i zaangażowanie polskich firm w odbudowę Ukrainy wyczerpują nasz potencjał. Rzeczpospolita ma przecież to samo położenie, co dawniej - między dziką Rosją a hegemonicznymi Niemcami. Nic więc dziwnego, że kiedy rosyjskie czołgi szturmują Donbas a putinowskie rakiety i bomby fosforowe zawalają niebo, niemiecka szefowa KE zdradziła plan podporządkowania Unii Europejskiej Berlinowi poprzez zniesienie zasady jednomyślności w podejmowaniu najważniejszych decyzji: tendencje imperialne porozumiały się tutaj ponad Wisłą i Dnieprem".
Bardzo celne uwagi, ale przecież taka postawa elit unijnych jest wciąż taka sama: w świetle wojny - na tle reakcji na nią - nastąpiło bankructwo dzisiejszej UE pod wodzą Niemiec a oni dalej swoje: "na kłopoty UE mają jedną receptę: więcej integracji!".
Partia D. Tuska w Europarlamencie EPL zwróciła się niedawno do KE o jak najszybsze uruchomienie wobec Polski i Węgier mechanizmu warunkowości "pieniądze za praworządność". I niemal od razu KE opublikowała wytyczne dotyczące konkretnego stosowania tego mechanizmu Dalej też nie jest zaakceptowany przez UE polski Krajowy Plan Odbudowy (KPO) umożliwiający uruchomienie pieniędzy dla Polski z unijnego Funduszu Odbudowy (FO) a te pieniądze są dziś Polsce bardzo potrzebne, bo jak na razie na ewentualną pomoc dla uchodźców z Ukrainy UE proponuje 500 mln euro ze swojego budżetu, choć niby ma być więcej, z tym, że "to kropla w morzu potrzeb" a jak na razie to Polska ponosi największe koszty pomocy humanitarnej dla ukraińskich uchodźców.
D. Tusk wykorzystując wojnę i jednocześnie kłamiąc na temat transakcji z węgierskim koncernem MOL, nawołuje do zaniechania fuzji PKN Orlen z Lotosem, co jest dla rozwoju Polski niezbędne strategicznie. Prawdopodobnie ten opór i tak nic nie da, bo fuzja obu firm jest już przesądzona. Nic nie słyszę, aby elity unijne zmieniły swój pozytywny stosunek do unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (EU ETS) ani też nigdzie nie znalazłem informacji na temat odejścia od "Zielonego Ładu" (Fit for 55), który jest katastrofalny przecież nie tylko dla Polski. Wielcy promotorzy "Zielonego Ładu" jak Frans Timmermans teraz milczą, ale jestem pewny, że po zakończeniu działań wojennych temat ten powróci ze zdwojoną siłą. Ale też przy okazji wojny swoje cele w Polsce osiągają również ideologiczni wyznawcy gender, multikulturowości, fałszywej tolerancji, LGBTQ+, New Age, itd. I niestety stało się to za sprawą obecnego Prezydenta RP Andrzeja Dudy, który zawetował ustawę oświatową zwaną "Lex Czarnek" . Może to jest niewłaściwe w obecnej sytuacji, ale w interesie Polski jest też wykorzystanie tej wojny dla realizacji naszych celów i dla wzrostu znaczenia naszego państwa na arenie międzynarodowej. Chodzi tu przede wszystkim o zbudowanie stałych (ważne!) baz wojsk amerykańskich na naszym terytorium i również w pasie wschodnim. Innym działaniem może być zablokowanie niemieckiej niechęci do budowy u nas systemu małych i średnich elektrowni jądrowych oraz zintensyfikowanie prac nad budową normalnych rozmiarów dużej tego typu elektrowni. Nie możemy też zaprzestać negacji zarówno Nord Stream I, jak i Nord Stream II. W tym zakresie kategorycznie musimy żądać rozpoczęcia rozbiórki Nord Stream II, bo jak to nie nastąpi, to jestem pewien, że po zakończeniu wojny i po pewnym czasie po niej,  ten rurociąg zostanie jednak uruchomiony. Jest to też czas, aby w końcu wymóc na UE przyjęcie naszego KPO i uruchomienia dla nas środków z unijnego FO. 
Dodatkowo też ta nasza spontaniczna i instytucjonalna pomoc Ukrainie i Ukraińcom winna być wykorzystana do poprawy naszego wizerunku na świecie i zastopowała niemiecko- żydowską negatywną narrację na nasz temat jako nazistów i współwinnych a może i winnych za Holocaust. 
Winniśmy też zadbać o to, żeby dzisiejsza światowa niechęć do Moskwy i chęci przez nią zbudowania nowego imperium była długotrwała i nie skończyła się z końcem tej wojny i np. z nastaniem jakiegoś nowego prezydenta Rosji. No i wreszcie należy realnie urzeczywistnić projekt Trójmorza. To właśnie jest ten czas, kiedy to może nastąpić a w obliczu rychłego przystąpienia Finlandii i Szwecji do NATO może warto byłoby się zastanowić czy te dwa kraje nie włączyć do tegoż porozumienia.
Źródło: niepoprawni.pl
Niezdecydowanie w przyciskaniu Rosji do muru wynika przede wszystkim z tego, że przez długie lata współpracy Putina z Zachodem zdołał on na niespotykaną w historii skalę skorumpować zachodnie polityczne elity, a rosyjskie służby dokonały masowej infiltracji wszystkich ważnych opiniotwórczych i decyzyjnych europejskich środowisk.
Rosyjska i niemiecka agentura oraz skorumpowani europejscy politycy i urzędnicy są głównymi hamulcowymi działań, które dzisiaj pozwoliłyby się rozprawić ze zbrodniczym reżimem Putina. Te same siły od siedmiu lat sterują atakami Brukseli na Polskę. Europejska klasa polityczna to niepodlegająca resocjalizacji zdemoralizowana i zdeprawowana śmierdząca zgnilizna. Stary Kontynent wpadł w pułapkę dostając się pomiędzy rosyjski sierp i niemiecki młot. Zbrodniczy atak Putina na Ukrainę mimo całej grozy i tragedii ukraińskiego narodu daje UE szansę na wyjście z tej pułapki poprzez osłabienie na długie lata Rosji oraz powstrzymanie niemieckich dążeń do panowania nad Europą, do których jak widzimy Niemcy nie mają ani moralnego, ani politycznego prawa.
Z forum: Zobaczcie ile barier jest nam stawiane przy okazji fuzji PKN Orlen i Lotosu. Przecież te ataki naszych Targowiczan to czyste uderzenie w Polskę i jest to działanie proniemieckie i prorosyjskie. Już D. Tusk chciał Lotos sprzedać W. Putinowi i gdyby nie przegrał wyborów to jestem pewien, że tak by się stało. Podobnie było z LOT-em. Już Niemcy sobie ostrzyli na niego "ząbki" a D. Tusk im sprzyjał. Było też prawdopodobne, że PKP przejmą państwowe, niemieckie linie kolejowe. Naprawdę moim zdaniem za mało się mówi, co zostałoby z Polski, gdyby dalej rządziła PO z PSL-em a może i w koalicji z SLD. 
Najlepszym lekiem na Niemcy są oni sami. Podobnie jest z Tuskiem. Niemcy mają nadzieję, że stratują Polskę i utworzą wielkie mocarstwo ze stolicą w Berlinie. Putin albo jego następca myśli tak samo, czyli planuje stolicę imperium w Moskwie. Oczywiście po zastosowaniu odwróconego planu Barbarossa. Jak realizacja tego planu ma wyglądać, Rosja pokazuje na przykładzie Ukrainy. Jak będzie wtedy wyglądał Berlin? Można przypuszczać, że nie gorzej niż Mariumpol dzisiaj!?
Oczywiście projekt Eurazji od Lizbony po Władywostok jest wspólnym programem Niemiec i Rosji. Teraz przywódcy europejscy usiłują ocieplać wizerunek ludobójcy. Niezrównany francuski fircyk w zalotach wokół Putina śle kuriozalne apele do Żeleńskiego aby ten dla ratowania ,,twarzy Putina oddał część terytorium,.Tego jeszcze nie przerabialiśmy,takie są europejskie elity. Za chwile się zacznie wielkie debatowanie w UE i agitacja na rzecz pokazania ludzkiej twarzy monstrum pozbawionego ludzkich odruchów. Może nawet po śmierci zostanie wyniesiony na ołtarze przez aż nadto mu przychylnego papieża Franciszka. Równolegle zaczyna się wybielanie dzielnych rosyjskich zuchów tak pięknie umiejących strzelać do cywilów,gwałcić,mordować zwanych dla niepoznaki armią w czym aktywnie uczestniczą i polskie elity w osobach Michnika, Ochojskiej a ta miła grupka zacznie się powiększać Oczywiście tak upragniona Federacja powstanie tylko na jak długo utrzymają się uściski i miłość Niemców i Rosji w tym układzie? Przecież każde z nich chce przewodzić a jak wiadomo nawet najlepsze małżeństwa z czasem się rozwodzą. 
30 04 2022 Jak Putin zmienia świat.
Jedno trzeba przyznać Szczurowi Bunkrowemu, udało mu się w parę miesięcy dokonać czynów porównywalnych z pracami Herculesa ! Weźmy choćby Amerykański Kongres, Trumpowi udało sie tak dokładnie skłócić obie wielkie partie, iż nikt nie oczekiwał, aby cokolwiek mogło ich pogodzić. Tymczasem ostatnie głosowanie Izby Reprezentantów nad ustawą o Lend- Lease zakończyło sie wynikiem 42 : 1, co jest rekordem od 30 lat. A oto inne "osiągnięcia" Putina : -Ukraińska Armia dokonała ogromnego skoku w przezbrojeniu wedle standardów NATO,  a już teraz napływa tak dużo Zachodniego sprzętu, że samo przejście dokona się płynnie, w miarę wymiany utraconego poradzieckiego na Zachodni. Nie trzeba tłumaczyć,  jak to ułatwi wejście Ukrainy w struktury NATO. - Co najmniej 400 mld $ zablokowanych na Zachodzie rosyjskich rezerw  ma zasilić fundusz odbudowy Ukrainy  po zniszczeniach wywołanych rosyjską napaścią. Trwają intensywne prace prawne nad legalizacją tej operacji. Jest to ze wszech miar sprawiedliwe, aby to agresor pokrył straty swojej ofiary i wszystko wskazuje na to, że Putinowi to się uda :-)
-Od końca Zimnej Wojny Zachód nie był tak zjednoczony, 40 państw Koalicji Antyrosyjskiej koordynuje wspólne działania na poziomie Ministrów Obrony. Np. Nowa Zelandia obrabia zdjęcia satelitarne znad Ukrainy, aby praca nad nimi szła przez całą dobę i informacja trafiała do ukraińskiego Sztabu jak najszybciej. Najnowszym efektem rosyjskiej agresji jest zamiar Finlandii i Szwecji porzucenia tradycyjnej neutralności i  wstąpienia do NATO,  co ich rządy mają ogłosić w połowie maja. Po prostu nawet Skandynawowie zrozumieli, że żaden kraj sąsiad oszalałej Rosji nie jest bezpieczny, jeśli nie chroni go największy sojusz zbrojny na świecie. - Dosłownie wszyscy, a szczególnie Europa odbiera bolesną lekcję, iż robienie interesów z Rosją, a tym bardziej wiara w jej solidność i dotrzymywanie umów jest czystą głupotą. Im który kraj był mocniej zależny od dostaw paliw z Rosji, tym większe ma teraz kłopoty. Odwrotnie, tylko gospodarki wolne od uzależnienia od Rosji są bezpieczne energetycznie. Ta bardzo bolesna lekcja jednocześnie gwałtownie  przyspieszyła przejście zachodnich gospodarek na OZE,  a na krótką metę zmianę kierunków dostaw paliw. Chyba najskuteczniej zadziałał proces gwałtownej zwyżki cen na całym świecie, tak pozornie korzystny dla Rosji.  Przykładowo w USA, praktycznie niezależnych od rosyjskich dostaw i tak ceny paliw wzrosły dwukrotnie w czasie dwóch miesięcy wojny na Ukrainie. Na dłuższą metę oznacza to jednak powszechny skok inwestycji w alternatywną energetykę, nagle znacznie bardziej konkurencyjną od tradycyjnej opartej na wydobyciu paliw. A tego boomu nikt już nie cofnie... - Jednym z jego największych osiągnięć  jest wyrzucenie Rosji z grona normalnych, akceptowanych przez międzynarodową społeczność państw.  Orgia zbrodni i okrucieństw dokonywanych na bezbronnych cywilach na zdobytych terenach Ukrainy, co gorsza popieranych i nagradzanych przez władze cofnęły ostatecznie Rosję na poziom "trędowatej bandyckiej struktury", co skutkuje wypędzeniem jej ze wszelkich światowych organizacji, a trzeba będzie tak strasznie zniszczoną reputację rehabilitować przez dekady, jeśli nie pokolenia. Oczywiście przeciętni Rosjanie na razie tego nie rozumieją, ale dotrze to do nich aż za mocno, jakby się nie bronili.
Oczywiście można jeszcze sporo wymienić dzieł Putina i jego szajki, ale chyba największym wyczynem jest zaskakująca odbudowa znaczenia i potęgi Ameryki dorównująca tej z czasów "pustynnej Burzy". Przez następne 3 dekady prestiż Ameryki rządzonej przez raczej kiepskich Prezydentów stale się obniżał, nic więc dziwnego, że budzące się z długiej zapaści Chiny uznały, że mogą rzucić wyzwanie ich hegemonii. Trzeba było naprawdę potężnego wstrząsu, aby zjednoczyć coraz bardziej podzielony Naród i pogrążone w bieżących kłopotach władze.  I właśnie taki  ozdrowieńczy wstrząs zapewnił Ameryce Putin. W Budapeszcie w 94 r.  Anglosasi zapewnili swoim honorem,  że Ukraina może spokojnie oddać głowice nuklearne Rosji, ponieważ ONI gwarantują nietykalność jej granic. Już w 14 r. gdy Rosja zabrała Krym i Donbas, Obama dopuścił do złamania danego słowa, jednak wtedy można było znaleźć coś na usprawiedliwienie. Teraz jednak Putin postanowił ordynarnie, ostentacyjnie podbić Ukrainę, śmiejąc się z gwarancji Anglosasów. A to oznaczało dla Ameryki utratę reputacji nie do odrobienia, ponieważ pokazałaby, że wystarczy ją dobrze nastraszyć, aby złamała swoje obietnice. W obecnych warunkach, gdy Chiny coraz mocniej naciskają, najlepszą obroną jest tworzenie sojuszy, jak jednak ich członkowie mogą wierzyć w słowo Ameryki, gdy ta podle uciekła przed naciskiem Rosji, porzucając na jej łup państwo, któremu uroczyście gwarantowała bezpieczeństwo ? Putin i jego zgraja chyba autentycznie sądzili, że zastraszą Anglosasów, pojęcie honoru czy dotrzymywania umów kompletnie nie mieści się w ich mentalności Czekistów, ale tym razem nacięli się na całego. Obie partie doskonale zrozumiały, że tym razem trzeba zdać test decydujący, czy Ameryka ma nadal być hegemonem Wolnego Świata, czy też uciec do siebie i mieć nadzieję, że wróg zapuka do jej bram jak najpóźniej. Resztę oglądamy na co dzień, gdy Amerykanie zmontowali koalicję 40 państw i poprowadzili na "Specjalną Operację przymuszenia do pokoju"  Rosji. Najważniejsza była konkretna decyzja, zaś  realizować ją potrafią  z właściwą energią i skutecznością. Jak zawsze od ponad wieku... Koalicja Antyrosyjska nie jest już zaangażowana w żadne operacje ekspedycyjne i może całą moc swojego potencjału 30 razy większego od Rosji z Białorusią skierować na wygranie rywalizacji. Dlatego jedynym pytaniem jest KIEDY, a nie CZY Rosja zostanie pokonana .
PS. Ławrow o wojnie atomowej. Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow udzielając wywiadu dla saudyjskiej stacji "Al-Arabiya" oznajmił, że Rosja nie uważa, że jest w stanie wojny z NATO. Zdaniem kremlowskiego dyplomaty to NATO jest przekonane, że jest w stanie wojny z Rosją. Ławrow zapewnił, że jego kraj nie grozi użyciem broni jądrowej. Dodał, że jego zdaniem to zachodnie media "przesadzają w tej kwestii".
— Nie "bawimy się" w wojnę jądrową — powiedział szef rosyjskiego MSZ. W swoich wcześniejszych wypowiedziach Ławrow ostrzegał świat przed realnym zagrożeniem wybuchu trzeciej wojny światowej. Pod koniec lutego rosyjska armia postawiła w stan podwyższonej gotowości swój arsenał jądrowy.
Źródło: naszeblogi.pl
Niezdecydowanie w przyciskaniu Rosji do muru wynika przede wszystkim z tego, że przez długie lata współpracy Putina z Zachodem zdołał on na niespotykaną w historii skalę skorumpować zachodnie polityczne elity, a rosyjskie służby dokonały masowej infiltracji wszystkich ważnych opiniotwórczych i decyzyjnych europejskich środowisk. Rosyjska i niemiecka agentura oraz skorumpowani europejscy politycy i urzędnicy są głównymi hamulcowymi działań, które dzisiaj pozwoliłyby się rozprawić ze zbrodniczym reżimem Putina. Te same siły od siedmiu lat sterują atakami Brukseli na Polskę. Europejska klasa polityczna to niepodlegająca resocjalizacji zdemoralizowana i zdeprawowana śmierdząca zgnilizna. Stary Kontynent wpadł w pułapkę dostając się pomiędzy rosyjski sierp i niemiecki młot. Zbrodniczy atak Putina na Ukrainę mimo całej grozy i tragedii ukraińskiego narodu daje UE szansę na wyjście z tej pułapki poprzez osłabienie na długie lata Rosji oraz powstrzymanie niemieckich dążeń do panowania nad Europą, do których jak widzimy Niemcy nie mają ani moralnego, ani politycznego prawa. 
23 04 2022 Tu leży pies pogrzebany.
„Panie prezydencie Macron, ile razy negocjował pan z Putinem, i co pan osiągnął? Czy powstrzymał pan którekolwiek z tych działań, które miały miejsce? Ze zbrodniarzami się nie negocjuje, zbrodniarzy trzeba zwalczać” – powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej po ujawnieniu bestialskich zbrodni w odbitym z rąk rosyjskich okupantów ukraińskim mieście Bucza. Myślę, że ojciec pana premiera, śp. Kornel Morawiecki z dumą spoglądał z góry na syna, bo przecież hołdował tej samej zasadzie sprzeciwiając się negocjacjom ze zbrodniarzami Jaruzelskim i Kiszczakiem w Magdalence i przy okrągłym stole. Negocjacje ze zbrodniarzami zawsze są łamaniem zasad moralnych i etycznych. Wcześniej czy później wywołują one poczucie winy i wyrzuty sumienia wyrządzonym złem na skutek paktowania z diabłem. Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego w obliczu tak zbrodniczej wojny prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Olaf Scholz ciągle wydzwaniają do zbrodniarza Putina i z uporem sprzeciwiają się radykalnemu zaostrzeniu sankcji nakładanych na zbrodniczy kremlowski reżim? Dlaczego głosi się, że Zachód w obliczu rosyjskiej agresji jak nigdy jest zjednoczony skoro tak nie jest? To bezduszne kunktatorstwo, głównie Niemiec i Francji, według większości komentatorów i ekspertów ma wynikać z potężnych nacisków tamtejszych przemysłów od lat współpracujących z Rosją. Całe stado niemieckich ekonomicznych i finansowych autorytetów bije na alarm i ostrzega, że embargo na import surowców z Rosji przyniesie nieuchronną recesję i długoterminową inflację. Podsumowując te zimne nieludzkie kalkulacje można powiedzieć, że Niemcy mówią Ukraińcom: Sorry, ale musicie ginąć, ponieważ zyski naszej gospodarki oraz wysoka stopa życiowa Niemców są ważniejsze niż wasza wolność, niepodległość i los waszych obywateli mordowanych przez naszego gospodarczego partnera i przyjaciela Putina. Ja jednak stawiam dolary przeciwko orzechom, że ten opór Berlina, Paryża i Brukseli przeciwko prawdziwie radykalnym sankcjom wynika z czegoś zupełnie innego. Wszystkie wyżej wymienione powody, są tak naprawdę tylko pretekstami, czyli zmyślonymi powodami serwowanymi europejskiej gawiedzi w celu ukrycia prawdziwych przyczyn tej powściągliwości w karaniu faszystowskiego zbrodniczego putinowskiego reżimu. Bardzo często w moich felietonach nie pozostawiam suchej nitki na niemieckich mediach, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Niemiecki dziennik „Die Welt” napisał: „Zmiana kursu przez Olafa Scholza 27 lutego była spowodowana strachem, a nie odwagą. Ukraina była okłamywana, a za kulisami nadal utrzymywano bliskość z Rosją. To jeden z powodów, dla którego masakra w Buczy była możliwa. Rząd niemiecki ponosi teraz część winy za masakry w Buczy i Mariupolu. […] Przed wojną Niemcy były bliżej Kremla niż ich zachodni sojusznicy – i nadal są, mimo wszystkich zbrodni popełnionych na Ukrainie. Staje się to oczywiste, gdy ponownie przyjrzymy się minionym kilku tygodniom – oraz temu, jak rząd federalny zachowywał się w kwestii dostaw broni. […] Dostawy broni zadecydują o tym, czy Niemcy, które dopuściły się najgorszych zbrodni w historii ludzkości, będą miały odwagę zrobić to, co Scholz zapowiedział w swoim przemówieniu: stanąć po właściwej stronie historii”.
Moim zdaniem to cale niezdecydowanie w przyciskaniu Rosji do muru wynika przede wszystkim z tego, że przez długie lata współpracy Putina z Zachodem zdołał on na niespotykaną w historii skalę skorumpować zachodnie polityczne elity, a rosyjskie służby dokonały masowej infiltracji wszystkich ważnych opiniotwórczych i decyzyjnych europejskich środowisk. Czy to może być powodem strachu kanclerza Niemiec, o którym pisze „Die Welt”? Przecież Olaf Scholz stoi na czele SPD – najbardziej prorosyjskiej partii w Europie. Z tej samej partii wywodzi się obecny prezydent Niemiec, Frank-Walter Steinmeier, który w rządzie putinowskiego agenta, kanclerza Gerharda Schrödera był ministrem spraw zagranicznych. To nie przypadek, że na czele Nord Stream AG stanął były oficer Stasi, Matthias Warnig, stary przyjaciel podpułkownika KGB Władimira Putina jeszcze z czasów jego służby w enerdowskim Dreźnie. Kolokwialnie mówiąc Kreml dysponuje dzisiaj kwitami nie tylko na unijnych polityków, ale także na wielu różnego szczebla urzędników z Brukseli, Berlina, Paryża, Rzymu, Londynu, Wiednia, Madrytu, Amsterdamu czy Kopenhagi. Jawnie współpracujący z Kremlem byli europejscy kanclerze, premierzy i ministrowie to tylko czubek wielkiej góry lodowej, pod którym skrywa się cała europejska proputinowska dobrze naoliwiona agenturalna machina. Gerhard Schröder, Wolfgang Schüssel, François Filon, Esko Aho, Paavo Lipponen, Karin Kneissel odcinają już tylko kupony od działalności w interesie Kremla, zaś pałeczkę po nich przejęli inni, równie wpływowi europejscy politycy, którzy dzisiaj przedstawiają się jako Bogu ducha winne ofiary oszusta Putina.
Niemcy mają jeszcze inny powód, do wielkiego niepokoju i strachu w związku z wojną na Ukrainie. Cały ich wielki plan przywództwa i hegemonii w Europie oparty był na ścisłej współpracy z Moskwą. Niemcy miały stać się nie tyle największym, ile głównym dealerem rosyjskiego gazu w Europie, od którego uzależnione byłyby państwa członkowskie UE w związku z „zielonym ładem” i „ratowaniem planety”. Oba te projekty zakładały, że rosyjski gaz będzie „paliwem przejściowym” przez bliżej niesprecyzowany okres czasowy rozciągany zapewne w nieskończoność. Te projekty forsuje wiceprzewodniczący KE, Frans Timmermans nazywany „adwokatem Gazpromu”. Co ciekawe Timmermans w latach 1990-1993 pracował jako drugi sekretarz w ambasadzie Holandii w Moskwie. Szepcze się, że już wtedy mógł zostać przez rosyjskie służby zwerbowany.
A jak wygląda sytuacja w Polsce? Wystarczy przyjrzeć się wszystkim polskim strategicznym decyzjom służącym naszemu bezpieczeństwu i mającym nas uniezależnić od Moskwy i Berlina. Wszystkie one począwszy od projektu Baltic Pipe, terminalu LNG, Centralnego Portu Komunikacyjnego po przekop Mierzei Wiślanej były przez PO i lewicę atakowane, torpedowane, wyszydzane lub celowo opóźniane. Warto przyjrzeć się interpelacjom poselskim parlamentarzystów PiS z czasów rządów koalicji PO-PSL. Jeszcze na miesiąc przed tragedią smoleńską poseł Joachim Brudziński pytał ministra skarbu Aleksandra Grada:  „Czy Pan Minister wyraża potrzebę kontynuowania prac nad budową portu gazu skroplonego w Świnoujściu, czy też zaszły w tej sprawie zmiany, o których opinia publiczna nie jest informowana?” „Dlaczego Pan Minister nie podejmuje żadnych działań związanych z budową terminala i chroniącego go falochronu w sytuacji wciąż aktualnej potrzeby dywersyfikacji źródeł dostaw gazu ziemnego do Polski?” „Dlaczego rząd Donalda Tuska zaprzepaszcza niekwestionowany dorobek rządów Prawa i Sprawiedliwości, który zdecydował się na budowę gazoportu, co jest gwarancją uniezależnienia Polski od dostaw gazu z kierunku wschodniego?”
Na krytykowanie przez totalną opozycję budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego trzeba dzisiaj spojrzeć z perspektywy wojny na Ukrainie. Dowództwo NATO przyznało, że ta inwestycja jest niezbędna z uwagi na potrzebę szybkiego reagowania wojsk sojuszu na wschodniej flance NATO. A co na to prezydent Warszawy i wiceprzewodniczący PO, Rafał Trzaskowski? To on twierdził, że: „Mamy gigantomanię premiera Mateusza Morawieckiego, który proponuje lotnisko w szczerym polu. W Berlinie udało się po latach, i będziemy mieli lotnisko, no trudno będzie z nim konkurować”. A co o przekopie Mierzei Wiślanej, który skróci o 100 km szlak wodny na Bałtyk z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Pilawskiej mówił europoseł PO Janusz Lewandowski? On o tym przełomowym projekcie z punktu widzenia interesów Polski mówił: „Dlaczego wyrzuca się w błoto 2 mld zł? Nie mówiąc o ogromnych kosztach ciągłego pogłębiania toru wodnego, bo taka jest zachcianka Kaczyńskiego. W istocie jest to największy nonsens gospodarczy i największa szkoda ekologiczna od czasu pomysłu odwracania biegu rzek z epoki Związku Radzieckiego”. A co o gazociągu Baltic Pipe, który okazuje się dzisiaj kluczowym projektem uniezależniającym Polskę od rosyjskiego gazu mówili premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak? Oni ogłosili, że: „Dodatkowy gazociąg do Polski nie jest potrzebny. W 2010 roku podpisaliśmy aneks do umowy z Rosjanami, który pozwolił na rewers wirtualny na gazociągu jamalskim. Następnie zaczął działać także rewers fizyczny. Mamy możliwość importu gazu z kierunku zachodniego. Budowa nowego gazociągu jest bezzasadna”.
„Da liegt der Hund begraben” – to fragment epitafium z siedemnastowiecznego niemieckiego psiego nagrobka znajdującego się w miejscowości Winterstein. Stąd wzięło się powiedzenie, Tu leży pies pogrzebany, którego używamy chcąc wskazać, w czym tkwi sedno jakiegoś problemu. Myślę, że to powiedzenie idealnie pasuje do wskazanych przeze mnie przyczyn takiej, a nie innej reakcji najbogatszych państw UE po ataku Rosji na Ukrainę. Rosyjska i niemiecka agentura oraz skorumpowani europejscy politycy i urzędnicy są głównymi hamulcowymi działań, które dzisiaj pozwoliłyby się rozprawić ze zbrodniczym reżimem Putina. Te same siły od siedmiu lat sterują atakami Brukseli na Polskę. Europejska klasa polityczna to niepodlegająca resocjalizacji zdemoralizowana i zdeprawowana śmierdząca zgnilizna. Stary Kontynent wpadł w pułapkę dostając się pomiędzy rosyjski sierp i niemiecki młot. Zbrodniczy atak Putina na Ukrainę mimo całej grozy i tragedii ukraińskiego narodu daje UE szansę na wyjście z tej pułapki poprzez osłabienie na długie lata Rosji oraz powstrzymanie niemieckich dążeń do panowania nad Europą, do których jak widzimy Niemcy nie mają ani moralnego, ani politycznego prawa. Niestety może się okazać, że procesy korupcyjne i uwikłania europejskich elit w niemiecko- rosyjski plan zaszły już tak daleko, że nawet wojna na Ukrainie niczego nie zmieni. Wydaje się, że niemiecko- rosyjska wspólnota dążeń, interesów i ideologii jest tak silna, że nie wiele da się zmienić.  Dlatego z pesymizmem powtórzę, że niestety tu leży pies pogrzebany.
Źródło: niepoprawni.pl
Gott mit uns. Patriarcha Cyryl wpisuje się nie tylko w styl Putina i jego reżimu, nazywając ludobójczy napad na suwerenny kraj i zbrodnie tam popełniane „interwencją wojskową”.Ba zagrzewa Rosję Putina do agresji: "Niech Pan pomoże nam zachować jedność w tym trudnym dla naszej ojczyzny czasie, a rządzący niech będą odpowiedzialni za swoich obywateli i gotowi do służby, nawet jeżeli miałoby to kosztować ich życie". Oczywiście wojnę toczy, jego zdaniem, Putin jako zabezpieczenie przed zachodnią kulturą liberalną, którą uważa za dekadencką.
Wojna to okazja do zrobienia dużych pieniędzy, i Francja, Niemcy z tego korzystają, ostatnio nawet Anglia też próbuje coś zarobić!? No a co robi Polska, ano pomaga, i nie dość, że straci to jeszcze problemów się nabawi!?
21 04 2022 Donald Tusk i geniusz Leszczyny.
Występ Donalda Tuska na ostatniej konwencji Platformy i jego apel o podwyżkę o 20% płac dla sfery budżetowej - w celu walki z inflacją - poruszył nawet najwierniejszych zwolenników oszusta, który miota się od czasu, gdy stał się sierotą po Angeli i Władymirze. Jak się okazuje, autorem programu Platformy Obywatelskiej walki z inflacją jest główna ekonomistka PO Iza Leszczyna... Historia kariery Izy Leszczyny - nieznanej nauczycielki ze szkoły podstawowej jest podobna do karier wielu funkcjonariuszy PZPR, którzy wyciągnięci z zakładów włókienniczych stali się autorytetami nie tylko w PRL-u, ale także w „wolnej” już Polsce. Niedościgłym wzorem dyletanctwa jest tow. Leszek Miller – b. członek Biura Politycznego KC PZPR a obecnie poseł w Europarlamencie, który zna się na wszystkim a zwłaszcza na demokracji i praworządności…
Za PRL-u problemy marksizmu i leninizmu rozwiązywane były zgodnie z leninowską zasadą: należało sanacyjnych ekonomistów, inżynierów i naukowców wymienić na ludzi znających się na trudzie prawdziwej pracy – tam na dole, w zakładach pracy, w polu, w punktach skupu czy też nauczających dzieci w szkołach podstawowych. „Świeże spojrzenie dyletanta” pozwalało bowiem dostrzec i rozwiązać te problemy, których nie widział sanacyjny inteligent. Dzięki tej zasadzie partia rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej w czasach rządów PZPR. Seria porażek wyborczych Platformy Obywatelskiej zmusiła partię do powierzenia władzy Donaldowi Tuskowi, który po ucieczce z Polski zrobił oszałamiającą karierę ale i pieniądze na stanowiskach Króla Europy oraz szefa EPP - największej partii w Unii Europejskiej. Zadaniem Tuska było osiągnąć to, co udało się PZPR, która rządziła 45 lat, pozbywając się wrogów i zapewniając społeczeństwu dobrobyt taki, jaki osiągnięto w bratnim nam ZSRR. Niestety dla Tuska, wkrótce po nominacji na Führera opozycji - jego promotorka zdecydowała się nie kandydować na stanowisko Kanclerza Rzeszy, zaś „Człowiek Tuska w Moskwie” rozpoczął brutalną wojnę z Ukrainą. Donald Tusk stał się więc z dnia na dzień sierotą po Angeli i Władymirze.... 
W tej tragicznej sytuacji Donald Tusk postawił na ekonomię i na wiecznie żywą zasadę Lenina. Atutem Tuska stała się więc Iza Leszczyna, którą Tusk (przed ucieczką z Polski) rzucił na Ministerstwo Finansów, by świeżym okiem kompletnej dyletantki przyjrzała się skołatanym finansom teoretycznego państwa Donalda Tuska. Przypomnę, że Polska Tuska została objęta przez Unię klauzulą nadmiernego deficytu, w wyniku czego wstrzymane zostały na siedem lat podwyżki płac w sferze budżetowej, zaś średni/coroczny wzrost emerytury wyniósł ca. 4 złote. Tuskowi po siedmiu latach „żądzenia” pozostał tylko „ch…, d… i kamieni kupa” oraz ekonomistka Leszczyna. Z chwilą objęcia przez Izę Leszczynę funkcji wiceministry u boku ministra Vincenta – coś drgnęło w Ministerstwie Finansów: Iza wprowadziła loterię paragonową, Kosiniak ogłosił zwiększenie wieku emerytalnego(w niektórych przypadkach aż o 12 lat!), zaś Donald z Vincentem okradli fundusz emerytalny OFE na 153 mld zł – choć do budżetu trafiło 19 mld zł mniej…
Dziś, gdy główną ekonomistką Platformy Obywatelskiej stała się Iza o świeżym spojrzeniu dyletantki, Tusk nie musiał długo czekać na program, którym PO obali znienawidzony reżim. To właśnie Iza wyjaśnia dzisiaj gdzie popadnie zapowiedź Tuska o 20 procentowym wzroście płac w budżetówce - niezrażona obelgami wypowiadanymi nawet przez dawnych koalitów: "Dziś u J.Żakowskiego w Tok występowała Izabela Leszczyna-podobno główna ekonomistka PO. Nie padły najważniejsze pytania: ile mld z z budżetu będzie kosztować obiecane 20% podwyżki dla sfery budżetowej i skąd PO weźmie na to pieniądze? Pytam publicznie. Proszę nie kręcić!" – napisał Balcerowicz. Na odpowiedź na pytanie Balcerowicza nie trzeba było długo czekać! IZA - Główna ekonomistka PO wyjaśniła rewolucyjną metodę walki z inflacją, przy pomocy zwiększenia inflacji:„Wydatkiem budżetowym jest tylko jedna z naszych propozycji, czyli 20 proc. podwyżka dla sfery budżetowej. Rzeczywiście to jest wydatek, ale według naszych wyliczeń ten wydatek w całości może być pokryty przez tzw. podatek inflacyjny, czyli to wszystko, co Polacy oddadzą do budżetu ponad to, co zaplanował rząd w ustawie budżetowej” — powiedziała Leszczyna(sic!) Mamy więc już jasność! Platforma walczyć będzie o jak największą inflację, by finansować z „podatku inflacyjnego” wszystkie swoje epokowe projekty! Jeśli Tuskowi uda się obalić reżim PIS-u, Iza Leszczyna, jako Ministra Finansów dbać będzie o utrzymanie inflacji na najwyższym poziomie, w celu zwalczenia inflacji. Taki program mogła wymyślić tylko kompletna dyletantka, zaś wygłosić twórca teoretycznego państwa Donald Tusk.
Bo przecież absolwent szkoły podstawowej potrafi wyliczyć, że im większa inflacja, tym wyższy „podatek inflacyjny”. Wystarczy więc "podatek inflacyjny" rozdać, by stworzyć perpetuum mobile gigantycznej inflacji, gdy zarabiać będziemy za (Nie daj Boże!) rządów Tuska po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie a do sklepu chodzić będziemy z plecakiem pieniędzy! 
Źródło: niepoprawni.pl
Kolejny łańcuszek szczęścia, ileż to ja ich już poznałem!? Wystarczy że każdego dnia każdy mieszkający w Polsce obywatel przekaże jedną złotówkę do wspólnej kasy z której wypłaci się po milionie 38 obywatelom. No a gdyby tak po 10 złotych się zrzucać. A przecież można i po więcej. To w kilka lat wszyscy bylibyśmy milionerami.
Leszczyna to geniusz z PRL-u. Młody po studiach zootechnik dostał za zadanie obliczyć ile krowa w PGR daje dziennie mleka. Przybył na wieś i liczy, udój trwa 10 min ilość mleka 12L. A więc to będzie: na godzinę, he 6 x 12 = 72 L na a przez 24h to będzie.................... To znaczy że możemy miliony litrów mleka eksportować i tak zostanie go nam w nadmiarze. Czy aby to tylko PRL- u dotyczy.
Tusk zabrał mi jedną emeryturę, wydłużył wiek emerytalny, podniósł VAT, ale co tam, niech sobie rządzi!? Wróci Rostowski, Sikorski, ale co tam.....my dalej będziemy się kłócić, kto więcej nam ukradł PiS czy PO!? 
16 04 2022 Polska inflacja.
GUS doniósł nam, że w skali unijnej mamy największe osiągnięcie w postaci najwyższego wskaźnika inflacji, gdyż policzył, że w marcu tego roku mamy w skali rocznej aż 11% inflacji. Wprawdzie na to osoba stale robiąca domowe zakupy, oburzyła się twierdząc, że z jej obserwacji wynika przynajmniej 20% zwyżki cen. Nie starałem się nawet tłumaczyć na czym polega różnica między zwyżką cen artykułów pierwszej potrzeby, a ogólną inflacją, czyli utratą siły nabywczej pieniądza. Według klasycznych pojęć przyczyną inflacji jest niekorzystna zmiana relacji między ilością pieniędzy i towarów na rynku. Na taki zarzut spotykamy się z próbą wyjaśnienia, że w obecnej sytuacji nie ma zjawiska nadmiaru pieniędzy w obiegu, a główną przyczyną jest wzrost cen nośników energii i że jak zwykle jest on najwyższy w Polsce.
Płacimy Rosji najwyższą cenę. Jak podają badacze problemu średnio przepłacamy o 50 dolarów na tysiąc m3. Przez ostatnie kilkanaście lat zebrała się z tego wielomiliardowa suma. Uruchomiony z wieloletnim opóźnieniem port gazowy (i za to ktoś powinien karnie odpowiedzieć), jest nie tylko niewystarczający, a na dodatek nie gwarantuje nam porównywalnych warunków dostawy. Wprawdzie zapewniano nas, że ostateczny koszt gazu skroplonego jest przynajmniej zbliżony do cen rosyjskich, ale analizy noszące cechy badań naukowych wskazują na dwukrotnie wyższy jego koszt.
W Polsce, kraju węglowym, powinno się poświęcić szczególną uwagę warunkom i kosztom jego wydobycia, a nie wyłącznie problemom likwidacyjnym. Polskie górnictwo węglowe ma piękne osiągnięcia, ale w ostatniej fazie gierkowszczyzny zostało w znacznej mierze pozbawione działań w kierunku racjonalności ekonomicznej na rzecz wydobycia za wszelką cenę. Pozostałości tego nastawienia mszczą się w trudnych latach walki konkurencyjnej. Efektem, poza wieloma innymi, jest nadmierny koszt wydobycia w wielu kopalniach. Może nie dziwić różnica kosztów w stosunku do odkrywkowych kopalń Australii, ale dotyczy to też kopalni głębinowych. Mamy zatem stały niekorzystny stosunek kosztów w relacji do rynku zachodnio europejskiego jak 7:5, co oczywiście powoduje nacisk na import i wzrost kosztów produkcji energii elektrycznej. Ten stan należy położyć całkowicie na karb wieloletnich zaniedbań, a przecież ciągle 70% naszej energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla.
Ropa naftowa jako źródło energii w Polsce znacznie ustępuje węglowi i tu rzeczywiście jesteśmy skazani na import. Nie zawiniona przez nas klęska polityki Trumpa taniej ropy spowodowała dwukrotny wzrost jej ceny, mimo że wydobycie nie uległo zmniejszeniu. Nie wiadomo czy Biden chciał w ten sposób ukarać Chiny, największego importera, czy napędzić pieniędzy krajowym naftowcom, czy może wkupić się w łaski Putina? Jak dotąd w Polsce wg GUSu zanotowaliśmy ponad 23% wzrostu cen energii w tym roku, a mając na względzie specyficzne warunki produkcji i zużycia energii w Polsce powinniśmy mieć raczej niższy poziom wzrostu cen anergii, szczególnie w porównaniu z krajami wyżej uprzemysłowionymi. Niestety tak się nie dzieje, są zatem inne powody, dla których mamy tak wysoką inflację.
Polacy wzbogacili się ostatnio, oszczędności wzrosły do wysokości 2 bilionów złotych. Wobec braku, lub bardzo niskich, dochodów, szczególnie z lokat bankowych, zasobów gotówkowych i oszczędności emerytalnych, skutkiem inflacji przyniosły one straty dla ich posiadaczy w wysokości nawet do 200 mld zł w skali rocznej. Zarobiły na tym banki, podnoszące oprocentowanie kredytów, a także posiadacze odpowiednich zasobów materialnych. Dla zamożniejszych depozytariuszy był to sygnał do zmaterializowania oszczędności pieniężnych. Najprostszym i najłatwiejszym sposobem jest lokowanie w nieruchomości, stąd pojawił się zwiększony popyt na zakup lokali nie dla potrzeb mieszkaniowych czy innego użytkowania, ale wyłącznie jako lokata pieniędzy. Spowodowało to skokowy wzrost cen lokali, uderzając w tych, którzy chcą kupić mieszkania dla potrzeb własnych.
Niekontrolowany wzrost cen mieszkań uderza najmocniej w młode małżeństwa, których nie stać na kupno, a nawet wynajem, najdroższych mieszkań w Europie i to nie tylko w relacji do osobistych dochodów Polaków. Mamy zatem do czynienia z typową spiralą inflacyjną, jako wtórny skutek wzrostu cen towarów i usług.
Kto wobec tego ponosi winę za ten stan rzeczy, niewątpliwie najgorszy w całej UE? Obiektywnie nie więcej niż 2–3% można przypisać wzrostowi kosztów energii, ale reszta to w głównej mierze wynik błędnej polityki pieniężnej. Przede wszystkim NBP wraz z wymyślonym ciałem RPP przespał cały rok, a jego reakcja jest dalece niedostateczna. W świetle dwucyfrowej inflacji oprocentowanie depozytów na poziomie 2,5%, przy równoczesnym obciążeniu kredytów w granicach 10% stanowi prezent dla banków, a nie skuteczny środek na powstrzymanie spadku siły nabywczej pieniądza.
Inflacja na obecnym poziomie zagraża stabilności i wiarygodności państwa, może wywołać nową falę ucieczki z kraju w pogoni za zarobkami w pewniejszej walucie. Liczenie na wzrost eksportu na skutek spadku wartości polskiego pieniądza jest zbyt ryzykowne, spowoduje bowiem destabilizację w warunkach zatrudnienia, fale strajków wymuszających podwyżki płacowe bez pokrycia.
Zresztą ludziom, którzy przeżyli skutki wysokich inflacji, nie trzeba ich przypominać. Problem leży w tym, czy uda się przezwyciężyć inflacyjną klęskę, do czego potrzebna jest nie tylko wiedza, lecz też determinacja na poziomie Grabskiego. Wprawdzie sytuacja nie jest (przynajmniej na razie) na poziomie ówczesnego stanu, ale to oznacza, że mamy możliwość powstrzymania biegu inflacji, jednak nieuniknionym kosztem wprowadzenia dyscypliny finansowej, szczególnie w sferze budżetowej. Wszystko to w sytuacji dodatkowych kosztów związanych z rosyjską agresją na Ukrainie. Dbając o dobro i pomoc sąsiadowi w potrzebie, warto również pamiętać o sobie. Posiadamy w Polsce dostateczne możliwości dla przezwyciężenia pandemii inflacyjnej, trzeba tylko z nich korzystać, podobnie jak w walce z koronawirusem. I to byłyby najpilniejsze życzenia świąteczne, niezależnie od wszelkich łask bożych.
Źródło: naszeblogi.pl
Wysoka inflacja to już była za Balcerowicza, i przetrwały tylko te firmy co ograniczyły znacznie produkcję!? Wkrótce zaczniemy kupować spod lady, pracować na czarno, i co wtedy towarzyszu Morawiecki, i Glapiński!?
Dlaczego nie stosujemy algorytmu wobec osób obejmujących stanowiska w administracji, rządzie...!?
Wysoka inflacja jest w krótkim czasie dla rządu korzystna, ponieważ zwiększa dochody do budżetu państwa (szczególnie z podatku VAT i składek do ZUS-u) i zmniejsza wartość długu publicznego. Realna wartość zadłużenia państwa na początku 2021 r. była z tego tytułu niższa na koniec roku aż o 83 mld zł - wyjaśnia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. No i już wiemy skąd skąd wzięła się 80 miliardowa nadwyżka budżetowa u Morawieckiego!? 
Balcerowicza już przerabiałem, teraz czyha dużo groźniejszy Morawiecki, i jego wizja pracy za miskę ryżu, i mieszkanie w szałasie, dla przeciętnego Polaka!? Inflacja to nie wzrost popytu, to coraz to większa dziura budżetowa!? Inflacja to nic innego jak łatanie nadmiernej dziury budżetowej, powstałej w wyniku nieudolnych rządów!? Inflacja to szastanie pieniędzmi, by uzyskać korzyści polityczne, finansowe dla wąskiej grupy wybrańców!? Inflacja to nadmierna fiskalizacja gospodarki, tworzy się zbędne stanowiska pracy, urzędnicy szukają jednej złotówki, a podatnicy płacą za to 10 zł!? 
13 04 2022 Stronnictwo pruskie, a może ruskie?
Donald Tusk po zwycięstwie wyborczym w 2007 roku oświadczył, że "nie ma ambicji, aby mieć najgorsze stosunki z Rosją" i wybrał się w swoją inauguracyjną podróż zagraniczną do Moskwy, choć do tej pory premierzy III RP wybierali inne kierunki na pierwsze podróże zagraniczne. W Rosji spotkał się ze swoim odpowiednikiem- premierem Putinem i wspólnie oświadczyli, że będą pracować nad odbudowaniem stosunków polsko – rosyjskich "zdewastowanych przez Kaczyńskich". Komentator „Russia Profile” Dmitrij Babicz oświadczył, że Moskwa reaguje "pozytywnie" na objęcie rządów w Polsce przez "naszego człowieka w Warszawie", ale stosunki z Polską poprawią się "radykalnie" po wygraniu przez Władimira Putina wyborów prezydenckich, bo: „poprawa stosunków z Polską jest projektem Władimira Putina”.
Natychmiast przystąpiono do "naprawiania stosunków" począwszy od spraw drobnych – takich jak reaktywacja Konkursu Piosenki Radzieckiej (obecnie rosyjskiej) w Zielonej Górze, aż do "historycznych" jak pojednanie Kościołów (Gazeta Wyborcza: "arcybiskup Michalik przeszedł do historii"). Minister Sikorski storpedował budowę amerykańskiej tarczy antyrakietowej, zorganizował spotkanie (odprawę?) "doświadczonego dyplomaty" Ławrowa z polskimi ambasadorami i ustanowił "mały ruch graniczny" z Kaliningradem. Przeprowadzono pełną demilitaryzację wschodniej Polski do linii Wisły i zlikwidowano wszystkie brygady obrony terytorialnej (ostatnią rozwiązał min. Klich w 2010 r.)
Nie wiemy, czy wyjazd Państwowej Komisji Wyborczej do Moskwy na "konferencję naukową" i wymiana doświadczeń z tamtejszą komisją skutkował rezultatami wyborów, ale wybory samorządowe w 2014, na których nie było wymagane określenie przyczyn nieważności głosu, były wyraźnie "skręcone", a na ogłoszenie wyników trzeba było czekać miesiąc. W 2006 roku minister Macierewicz rozwiązał WSI, która była polską filią sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, a która przeszła "suchą nogą" transformację ustrojową i urzędowała spokojnie przez 16 lat w III RP (ciekawostką może być fakt, że w archiwach tej służby skorowidze były pisane według alfabetu rosyjskiego - ABWGD). Na miejsce WSI powołano Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, która nie została zlikwidowana po dojściu do władzy ekipy Tuska, tylko pod nowym kierownictwem zaprzyjaźniła się z rosyjskim FSB (Władimir Putin: "poleciłem nawiązać współpracę FSB z polskim kontrwywiadem"). Oficerowie nowego kierownictwa tej służby byli tak "uczynni", że np. pisali interpelacje dla posła Brejzy, co nie leżało w zakresie ich obowiązków. Znane są spotkania szefa BBN gen. Kozieja ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Nikołajem Patruszewem (ex – szefem FSB, uchodzącym za organizatora morderstw politycznych w Rosji), który uczestniczył w posiedzeniu Biura Bezpieczeństwa Narodowego i spotykał się z prezydentem Komorowskim. Mniej znana jest działalność na polu zbliżenia polsko – rosyjskiego ówczesnej "trzeciej osoby w państwie" – Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Dziennik „Rzeczpospolita” donosił: ”Bogdan Borusewicz i Siergiej Mironow rozmawiali wczoraj w Moskwie o zacieśnieniu współpracy izb wyższych parlamentów Polski i Rosji, przede wszystkim o zaplanowanym na maj tego roku II Forum Regionów Polski i Rosji”.
W Tok FM podano także opinię Mironowa, że z Senatem Polski współpracuje się znakomicie – lepiej nawet niż z senatami państw dawnego ZSRR. Ówczesny przewodniczący Rady Federacji Rosyjskiej Siergiej Michaiłowicz Mironow był szefem opozycyjnej partii „Sprawiedliwa Rosja”, która to partia...popierała rząd Putina. S. Mironow też kandydował na prezydenta – był więc konkurentem Putina, ale na swoich spotkaniach wyborczych wzywał do głosowania na... Putina („wszyscy chcemy by prezydentem został W. Putin”).To taka osobliwostka rosyjskiej demokracji... Nie wiadomo, czy Borusewicz z Mironowem już wcześniej się gdzieś zacieśniali, a może Marszałek Senatu w przeszłości zacieśniał się z Mironowem seniorem? Jako wysoki oficer KGB w Leningradzie Mironow senior zdawał sobie sprawę, że utrzymywanie gorsetu idiotycznej ideologii marksistowskiej sprowadzi ZSRR na śmietnik historii. Dlatego był on współautorem koncepcji „pierestrojki” (już w końcu lat sześćdziesiątych!) i projektantem nowej roli policji politycznej. Według niego nie powinna być ona tylko aparatem represji, lecz czynnie kształtować rzeczywistość. Jak pisze A. Golicyn („Nowe kłamstwa w miejsce starych” w związku z tym zalecono: „Przygotowywanie fałszywej opozycji, podczas wprowadzania kontrolowanej demokratyzacji w reżimach komunistycznych, która będzie tam wykorzystana do wytworzenia sprzyjających warunków dla ujednolicenia działań z socjaldemokratami, związkami zawodowymi i katolikami.(...) Te przygotowania zostały ujawnione poprzez zarządzoną reorganizację i reorientację KGB i służb bezpieczeństwa krajów Bloku. Uzasadnieniem tej reorganizacji była logiczna potrzeba prowadzenia spójnych wysiłków, przy zainstalowaniu i prowadzeniu fałszywej opozycji,(...) w szczególności wykorzystywać agentów wpływu, rekrutujących się spośród wybitnych pisarzy, naukowców, przedstawicieli związków zawodowych, narodowców i przywódców religijnych.
Polska była w liczbie krajów, które odwiedził Mironow, inicjator tej nowej roli politycznej bezpieki, o czym zdecydował, gdy był szefem Wydziału Administracyjnego KPZR.” A w Polsce gawiedź wychowana na TVN i Gazecie Wyborczej wciąż uważa takie postacie jak Borusewicz, czy Sikorski za zasłużonych antykomunistów o „pięknych życiorysach opozycyjnych”... Życzeniem ministra Siergieja Ławrowa było, „aby stosunki polsko-rosyjskie doszły do ostatecznej normalizacji” i chyba miał on na myśli "wyprowadzenie" Polski z Unii Europejskiej, bo Sejm uchwalił ustawę ułatwiającą wystąpienia z Unii przez głosowanie zwykłą większością głosów. Do „ostatecznej normalizacji” jednak nie doszło, bo Koalicja Europejska (czy raczej euroazjatycka) straciła władzę w 2015 roku, jednak wciąż podejmowane są uporczywe próby „reintrodukcji” tuskizmu („by było tak, jak było”). „Katastrofa” smoleńska – fizyczne wyeliminowanie niemal całej konkurencji politycznej – dosłownie spadła z nieba Donaldowi Tuskowi. Teraz działania pacyfikacyjne jego ekipy mogły być już niczym nie skrępowane. Można było swobodnie wyprzedawać majątek państwa, czyli praktycznie realizować hasło „mniej państwa w gospodarce” (a także „mniej Polaków w państwie”) i „pracować” nad tożsamością Polaków przez ograniczenie nauczania historii i jęz. polskiego.
Równocześnie potężna agentura istniejąca w mediach od chwili „upadku” komuny zdołała przekonać Polaków, że ich najlepszym wyborem jest powierzenie władzy w ręce osobnika, dla którego „polskość to nienormalność”. Przyjaźń z Rosją „taką, jaka ona jest” w Polsce nie cieszy się popularnością i zdawali sobie z tego sprawę zarówno rządzący jak i ich mocodawcy. Dlatego nie forsowano na siłę przyjaźni polsko – rosyjskiej, a wszelkie działania podejmowane były pod szyldem „europejskości”. Problem w tym, że cała Unia Europejska jak i jej przywódcy (niezależnie lewicowi, czy prawicowi) wydają się być „stronnictwem ruskim”... Tuska i jego kamratów uważaliśmy za „stronnictwo pruskie”, ale może to była operacja pod fałszywą flagą?
Wszystkie decyzje polityczne Donalda Tuska - nie tylko te, związane ze "śledztwem smoleńskim"- robiły wrażenie, jakoby nasz mąż stanu podlegał jakiemuś "sprawstwu kierowniczemu". Władimir Putin jako rezydent KGB w Niemieckiej Republice Demokratycznej z pewnością miał dostęp do archiwów Stasi. Może widział akta "zasobu kadrowego" o pseudonimie "Oskar"?
Źródło: niepoprawni.pl
Podczas konferencji w Starachowicach 04 04 2022 r. doszło do incydentu. Jak podaje "Echo Dnia", jedna z osób, która pojawiła się na spotkaniu, podeszła w stronę Tuska i wykrzyczała m.in.: "Co pan jeszcze nie umarł? Co ty ***** nieboszczyku tu robisz, co?". Polityk nie zareagował, mężczyznę odsunęli działacze Platformy Obywatelskiej.
Tusk i jego kolesie zawetowali wszystkie należne Polsce fundusze, ba wystąpili o szybkie wyegzekwowanie nałożonych kar finansowych na naród polski !? Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!? 
09 04 2022 Paniczny strach Tuska i hołd dla Macrona.
„Premier Mateusz Morawiecki jest prawicowym antysemitą, który zabrania LGBT” — oświadczył prezydent Francji w rozmowie z gazetą „Le Parisien”. Na epitety Emmanuela Macrona, który po aneksji Krymu przez Moskwę słał Putinowi – wraz z Angelą uzbrojenie o wartości ca.300 mln Euro – natychmiast zareagował wychowanek Angeli Donald Tusk. „Łatwy w hodowli” piesek Angeli Merkel obszczekał więc premiera Morawieckiego, przyłączając się do epitetów francuzika, który w okresie 40 dni brutalnej wojny Rosji z Ukrainą – kilkanaście razy dzwonił do Putina, choć jak stwierdził premier Morawiecki „z mordercami się nie rozmawia”.
„Panie prezydencie, Emmanuelu, żaden porządny Polak nie popiera pani Le Pen, tak jak żaden porządny Polak nie popiera Orbana czy Putina. W przytłaczającej większości Polacy są za Europą, Ukrainą i wolnością, pomimo bzdur opowiadanych przez premiera Morawieckiego”- powiedział Tusk, stojąc przy hałdzie węgla i sugerując, że rząd Polski jako jedyny w Europie sprzeciwia się sankcjom na zakup węgla z Rosji i nie wspiera Ukrainy w odparciu dziczy Putina... Z tego co ja wiem - żaden porządny Polak nie popiera Tuska – przydupasa Angeli Merkel, która „utorowała Putinowi drogę na Ukrainę” – oczywiście wraz z b. kanclerzem RFN Gerhardem Schroederem i agentem Stasi Mattiasem Waringem. O roli Niemiec w budowaniu potwora mówi duński dziennikarz i ekspert zajmujący się gazociągami Nord Stream 1 i 2 Jens Hovsgaard w swojej książce „Gier, Gas und Geld” (Chciwość, gaz i pieniądze), gdzie opisuje sieć powiązań, kryjących się za powstawaniem Nord Stream 1 i 2. Pytany przez dziennik „Die Welt”, czy Niemcy są odpowiedzialne za wojnę odpowiada: „powiedziałbym nawet, że Niemcy utorowały Putinowi drogę na Ukrainę”…
Donald Tusk był tylko marionetką w rękach Niemców, organizując spotkania Rady Europy i powtarzający jak papuga wszystko to, co Niemcy zrobili dla utorowania Putinowi drogi na Ukrainę. Podsumowaniem działalności Tuska - wyznaczonego przez Niemcy na „Króla Europy” i szefa EPP - największej partii w UE -  był hołd złożony Niemcom w języku niemieckim i wygłoszony „Für Deutschland” z polskiego Gdańska. Tusk w samych superlatywach wypowiadał się o rządzącej w Niemczech od 2005 r. partii. – Wolność, transparentność, prawda, rozsądek w walce z autorytarnymi tendencjami, korupcją, kłamstwami i populizmem zostały zachowane w dużej mierze dzięki CDU – stwierdził Tusk. – Były „błogosławieństwem” dla całej Europy, także dla wschodnich sąsiadów Niemiec – dodał i podkreślił: „Jako Polak wiem, o czym mówię”…
Hołd Tuski „Für Deutschland” ze stycznia 2021 Tusk dzisiaj powtarza, ale jako Hołd ku czci Macrona – plując „jako Polak” na polskiego premiera. Bo tylko do tego zdolny jest dzisiaj Donald Tusk, pozbawiony protekcji Angeli Merkel i porzucony przez Niemców, niczym zużyta już szmata. Przy okazji hołdu dla Macrona, Tusk straszy Polaków Marie Le Pen i Orbanem, jakby to oni sprzedawali broń Putinowi, łamiąc sankcje europejskie i elementarną praworządność oraz sugerując, jakby to Le Pen i Orban wstrzymywali sankcje przeciw Rosji i wydzwaniali do Putina, żeby nie mordował ludności cywilnej – w tym dzieci ukraińskich!
Po Tusku można się spodziewać wszystkiego najgorszego i największych obrzydliwości, gdyż jest to tonący polityk, który w rozpaczy chwyci się nawet brzytwy. Tusk to desperat, panicznie bojących się ujawnienia prawdy – w tym zwłaszcza o Smoleńsku, gdzie ściskał się z Putinem i wbrew międzynarodowemu prawu oddał śledztwo, wrak i czarne skrzynki Putinowi. Paniczny strach Tuska paradoksalnie ujawnił…. znany amerykański rabin Jacob Shmuel „Shmuley” Boteach, pisząc na Twitterze: „Znam polskiego premiera Mateusza Morawieckiego, gościłem go w Nowym Jorku i widziałem się z nim w Warszawie. Nazywanie go przez Macrona antysemitą, zwłaszcza gdy jest zaangażowany w jedną z największych humanitarnych akcji ratunkowych naszych czasów, jest niedopuszczalnym kłamstwem i oszczerstwem”...„Świat ma prawo kwestionować to, co negocjacje z Putinem przyniosły poza wzrostem barbarzyństwa” – ocenił Boteach. Tonący Tusk, posługując się kłamstwem i oszczerstwem złożył więc pocałunek śmierci Macronowi, tak jak go złożył faszystom i komunistom z partii Jobbik, uczestnicząc w wiecu przedwyborczym tej partii w Budapeszcie.
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Jak Tusk dla Putina sprzątał Polskę po „rusofobach”. 30 najmocniejszych faktów, nagrań i cytatów:
1. Exposé z 2007: Chcemy dialogu z Rosją taką, jaką ona jest. Już w swoim pierwszym exposé z 2007 roku Donald Tusk dużo mówił o zacieśnieniu relacji z Rosją. Wskazywał jasno: „Chcemy dialogu z Rosją taką, jaka ona jest”.
3. Pierwsza wizyta. „Ich człowiek w Warszawie”, „nasz człowiek w Moskwie” 8 lutego 2008 roku ówczesny premier Donald Tusk był w Moskwie, aby spotkać się z Władimirem Putinem, ówczesnym premierem Rosji Wiktorem Zubkowem, a także Dmitrijem Miedwiediewem, który był wtedy kandydatem na prezydenta. Tuskowi w podróży towarzyszyli m.in. Radosław Sikorski i Sławomir Nowak.
4. Tarcza antyrakietowa. Już na początku rządów gabinet Donalda Tuska dystansował się od amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Lider PO twierdził, że tarcza zwiększa bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych, „jednak fakt, że ta instalacja powstałaby w Polsce, zwiększa ilość ryzyk i zagrożeń dla strony polskiej”.
5. Rozbiór Ukrainy? „Tusk nie odpowiedział. Wiedział, że jest nagrywany”. To właśnie wtedy, w 2008 roku, Donald Tusk miał otrzymać od Władimira Putina „ofertę nie do odrzucenia”, rozbioru Ukrainy.
15. Darowany miliard Rosjanom. Co więcej – również w 2010 r. umorzono ponad 1 mld zł długu Gazpromu wobec spółki Europol Gaz, za przesył gazu gazociągiem jamalskim w latach 2006-09 (wartość darowanego Gazpromowi przez rząd Tuska a należnego Polsce długu wynosiła dokładnie 286 mln dolarów).
30. Sól w oku Rosji. „Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był”. Odkąd Prawo i Sprawiedliwość w swoich planach zapowiedziało przekop Mierzei Wiślanej wiadomo było, że projekt, będący solą w oku Rosji, będzie bombardowany i blokowany. Przekop jest nie tylko szansą rozwoju Elbląga i całego regionu, ale daje także swobodny dostęp z Zalewu Wiślanego na Bałtyk z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Piławskiej.
Całość na: https: www.tvp.info/59529715/relacje-donalda-tuska-z-wladimirem-putinem-czy-platforma-obywatelska-prowadzila-prorosyjska-polityke-przyklady 
02 04 2022 Rządy Merkel – błogosławieństwo czy przekleństwo dla Europy? 
To Angela Merkel wypuściła rosyjskiego dżina z butelki. Dlatego jak szyderstwo z rozumu i przyzwoitości brzmią dziś słowa Donalda Tuska, że rządy CDU w Niemczech były błogosławieństwem dla Europy, w tym dla Polski i innych krajów naszego regionu. W styczniu 2021 roku Donald Tusk wygłosił po niemiecku przemówienie na zjeździe rządzącej za Odrą Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej. Wazeliniarska przemowa przejdzie do annałów politycznej krótkowzroczności. Gdyby nie wojna na Ukrainie, byłaby śmieszna; po 24 lutego 2022 roku stała się więcej niż straszna.
Wazeliniarska mowa Tuska. Przypomnijmy jej treść. „Gdyby ktoś zapytał mnie, na kogo mogłem liczyć w staraniach o utrzymanie naszego wysokiego standardu życia, bez wahania wskazałbym na CDU. To właśnie CDU zawdzięczamy, że w walce z autorytarnymi tendencjami, korupcją, populizmem i kłamstwem nie zatraciliśmy wolności, uczciwości, przejrzystości oraz prawdy” – ogłaszał Donald Tusk. Lider Platformy Obywatelskiej przekonywał również, że bez przewodnictwa CDU sytuacja w Niemczech i Europie mogłaby wyglądać zdecydowanie gorzej. Jak stwierdził:
„Wasz styl rządzenia był błogosławieństwem nie tylko dla Niemiec, lecz także dla całej Europy, w tym dla waszych wschodnich sąsiadów, a jako Polak wiem, o czym mówię. Był istotny także dla państw bałkańskich w realizacji ich marzenia o dołączeniu do Unii Europejskiej oraz dla Ukrainy w jej walce z agresją”. Komplementom nie było końca. Tusk wychwalał CDU za przyzwoitość. I dalej kadził: „Dziękuję za pierwszorzędne, polityczne przywództwo w dramatycznym momencie naszej historii. Pandemia, brexit, napięcia wewnątrz Unii Europejskiej i chaos za Atlantykiem – to ekstremalnie ciężki egzamin dla cierpliwości, efektywności i odpowiedzialności. Ciężar tej odpowiedzialności spoczywał w ostatnich miesiącach na barkach trzech wspaniałych kobiet: Angeli Merkel, Annegret Kramp- Karrenbauer i Ursuli von der Leyen. I mówię to w imieniu całej Europejskiej Partii Ludowej. Jestem pełen podziwu dla tego, co udało wam się zdziałać i osiągnąć”. Przytaczam tę kuriozalną laurkę, ponieważ – niestety – krótka pamięć niemałej części wyborców dość szybko kładzie się cieniem na polskiej polityce i decyzjach przy wyborczej urnie. Donald Tusk dalej jest traktowany bardzo serio przez wyborców Platformy Obywatelskiej, a w liberalnych mediach nikt nie odważa się zadawać mu trudnych pytań o jego niedawną perspektywę polityczną. A przecież cała jego działalność polityczna sprzed lutego 2022 roku sprowadzała się właściwie do dwóch rzeczy: wychwalania niemieckiego przywództwa w Europie i lobbowania w unijnych instytucjach za kolejnymi sankcjami uderzającymi w polski rząd. Szczególnie kuriozalnie w świetle dzisiejszej wiedzy, a także mocnej krytyki Kijowa pod adresem Berlina, który nie ogranicza się jedynie do rządów nowej koalicji, brzmiały uwagi Tuska, że dzięki rządom CDU państwa i narody Europy wschodniej mogą czuć się bezpiecznie. 
Nieledwie rok po tuskowej laurce dla CDU i Angeli Merkel, Władimir Putin wysłał własną do żegnającej się z urzędem kanclerz Niemiec. Prezydent Rosji zapewniał niemiecką polityk, że zawsze będzie mile widziana w jego kraju. Wedle kremlowskich służb prasowych: „Podziękował jej ciepło za wieloletnią owocną współpracę” i zaznaczył, że wniosła „znaczący wkład w rozwój relacji niemiecko-rosyjskich”. Putin dobrze wiedział, co mówi: w odróżnieniu od Donalda Tuska, który od czasu „polsko-rosyjskiego resetu” odgrywał jedynie rolę pionka w grze między Moskwą a Berlinem, włodarz Kremla był realnym rozgrywającym. I najpewniej oboje z Merkel mieli świadomość gry do jednej bramki. Wbrew pewnym głosom, Rosja czekała z atakiem na Ukrainę nie dlatego, że Putin bał się Merkel, lecz dlatego, że ciągnące się przez dekady polityczne wspólnictwo między nimi było warte takiej zwłoki. To największy prezent kremlowskiego władcy dla odchodzącej kanclerz Niemiec: poczekał z wojną na jej odejście z urzędu.
Wiele już powiedziano o gospodarczych i energetycznych interesach Niemiec i Rosji. Nord Stream 1 i Nord Stream 2, wbrew obłudnym zapewnieniom Angeli Merkel, okazały się bronią przeciwko Europie. Niemiecko- rosyjskie projekty – gdyby Putin prowadził nieco ostrożniejszą militarnie politykę w naszym regionie – zmieniałyby Unię Europejską w projekt polityczny ściśle podporządkowany niemiecko- rosyjskim (niemiecko- francusko- rosyjskim) interesom. Oczywiście nadal utrzymywano by potężną fasadę brukselskiej biurokracji, której prawa służyłyby pacyfikowaniu krajów takich jak Polska. Ale realnie liczyłaby się jedynie ekonomiczna struktura zysków i strat. Teraz widzimy to gołym okiem, obserwując, kto i jak reaguje na sankcje wobec Rosji: realny krwiobieg zachodniej Europy objawia się dziś z całą siłą. Nie mniej istotny jest wątek ściśle geopolityczny i militarny.  Amerykańskie i niemieckie media od kilkunastu dni przypominają, że to Angela Merkel zablokowała w 2008 roku przyjęcie dwóch bardzo ważnych państw do NATO. „Bild” ogłosił, że „to przede wszystkim Merkel uniemożliwiła przyjęcie Ukrainy i Gruzji do NATO podczas szczytu w Bukareszcie w 2008 roku. Ówczesny prezydent USA George W. Bush był wówczas zdeterminowany, aby oba kraje kandydowały do NATO. Jednak ostatecznie zwyciężyła Merkel”. 
Z kolei „The Washington Post” przypomniał, że po aneksji Krymu ówczesny wiceprezydent Joe Biden proponował swojemu szefowi, Barackowi Obamie, dozbrojenie Ukrainy. Choć dodajmy, że udało się wówczas wynegocjować szkolenia ukraińskiej armii. Ale USA i tak zaczęły wówczas krótki reset w relacjach z Rosją – pośredniczyła w tym Angela Merkel. Straszyła Obamę groźbą eskalacji konfliktu i zapewniała, że pokój da się kupić za cenę dyplomacji i normalnego handlu z Rosją. Nie trzeba dodawać, że każdy moment uśpienia Zachodu był korzystny dla imperialnych planów i zmniejszył zapewne dzisiejszy obronny potencjał Ukrainy i całej wschodniej flanki NATO. I w tym przypadku Angela Merkel była wyłącznie złym duchem, a nie błogosławieństwem dla Europy. Znamienne jest, że pozorny reset Zachód–Rosja w każdym regionie świata przebiegał wedle mniej więcej podobnego schematu, choć różnił się skalą. Rosjanie zapewniali o swoich pokojowych zamiarach i przekonywali, że bronią globalnego status quo przed rozszerzającymi się wpływami NATO. W tym samym czasie prowokowali kolejne konflikty, których skutki łagodziła na arenie międzynarodowej Angela Merkel. To ona reprezentowała interesy Rosji zarówno w Waszyngtonie, jak i w Warszawie – gdy III RP rządził Donald Tusk.  
Rządy CDU, rządy Angeli Merkel w Niemczech nie były błogosławieństwem dla Europy. Były pełne fałszu i chciwości, niemieckiego egoizmu i poczucia wyższości; pełne protekcjonalnego traktowania Europy Wschodniej. Wszystko to było możliwe również dzięki nadwiślańskim pomagierom byłej kanclerz Niemiec. Również dzięki tym, którzy na swoich łamach kilkanaście lat temu drukowali kuriozalne artykuły Władimira Putina.
Źródło: niezalezna.pl
Z archiwum: Być może w młodości trzej przyjaciele.
Merkel i Putin droczą się za przeproszeniem jak para zakochanych a przede wszystkim robią wspólnie dobre interesy. Angela Merkel według prof. Krasnodębskiego“Jedną z fascynacji Merkel był język rosyjski”, “Wygrała olimpiadę języka rosyjskiego i w nagrodę pojechała do Moskwy”, “Tam gdzie mieszkała, stacjonowało wielu żołnierzy sowieckich”. Rodzina Merkel dokonała wyboru opcji niemieckiej.
Władimir Putin po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w KGB jako oficer operacyjny. W latach 1985–1990 służył na terytorium Niemieckiej Republiki Demokratycznej,oficjalnie pracował jako dyplomata.
Z kolei Donald Tusk w dzieciństwie mówił po niemiecku, w latach 90. wydawał książki o Gdańsku podkreślając jego wielokulturowość, jest człowiekiem pogranicza kulturowego, a jego rodzina wybrała opcję polską. Z tą polskością Tusk ma problem i nie chodzi tylko o ten słynny artykuł w “Znaku” – “Polak rozłamany” “Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”.
Czyżby Stasiek ich połączył? Zastanawiałem się już od dawna nad tym ?
Z forum: Zastanawiające - D Tusk po kontaktach z Ławrowem zaordynował ustawę ułatwiającą wyjście z UE... Ten facet jest do usług nie tylko dla Niemiec. Co do metamorfozy Merkel - istnieją poważne przesłanki do podstaw, że znała się ona z Putinem w okresie jego "urzędowania" w NRD. Warto pamiętać, że Merkel długo przebywała a ZSRR i wyszła tam za mąż (za Niemca, w którego też "inwestowano"). Jej oszałamiająca kariera przy Kohlu wyglądała na wspomaganą przez KGB zwłaszcza, że kanclerz - bohater zjednoczenia został wycofany w atmosferze skandalu.
26 03 2022 Bohater Lech Kaczyński.
"I my świetnie wiemy, że dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może czas na mój kraj- na Polskę"- mówił w Gruzji w 2008 roku Lech Kaczyński. Kiedy wszystko przebiega w zgodzie ze słowami nieżyjącego prezydenta wielu ludziom zaczynają się otwierać oczy i zaczynają dostrzegać w nim nie nieudacznika i najgorszego prezydenta III RP, jak to próbowały wmówić polskiemu społeczeństwu media establishmentu ale prawdziwego męża stanu i politycznego wizjonera.  Pod filmem na YouTube który udokumentował tą historyczną chwilę możne znaleźć wiele pozytywnych komentarzy pod adresem byłego prezydenta. I nie jest on już rusofobem, awanturnikiem, który stał na przeszkodzie wspaniałym relacjom z Rosją, ale prawdziwym bohaterem, który próbował przeciwstawić się złu i za to poległ. Bo ludzie widzą do czego jest zdolny Putin: bo skoro jest w stanie dokonywać zbrodni na Ukrainie to czemu tego samego nie mógł zrobić pod Smoleńskiem. Przecież już wcześniej zabijał swoich wrogów politycznych. Czytelników "Gazety Wyborczej" i "Newsweeka" czy też widzów TVN i tak to nie przekona - dla nich i tak Kaczyński i PiS to i tak ruscy agenci co pokazuje, że ogłupienie części polskiego społeczeństwa jest przerażająco wielkie i że propaganda salonu lewicowo-liberalnego może im wmówić dosłownie wszystko. 
Pamiętam do dziś tę kampanię nienawiści, zohydzania na każdym kroku prezydenta Kaczyńskiego, którego przedstawiano jako największy problem Polski. Nieprzypadkowo chyba rządząca wówczas partia na poważnie zastanawiała się nad przeprowadzeniem impeachmentu. Twarzami tej kampanii byli Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot, którzy nie prowadzili zwykłej walki politycznej z nieżyjącym już prezydentem, ale przekraczając wszelkie granice przyzwoitości, bez żadnych hamulców próbowali na każdym kroku niszczyć Lecha Kaczyńskiego. Pisarz o pseudonimie Alef Stern, który w swoich książkach przewidział katastrofę smoleńską oraz wiele innych zdarzeń twierdził, że na Lecha Kaczyńskiego było zlecenie  i że zamach czuć było w powietrzu. Tak więc problemu na zawsze się pozbyto. Warto przypomnieć, że zaraz po katastrofie smoleńskiej Janusz Palikot twierdził, że to pijany Lech Kaczyński  doprowadził do tej tragedii; że wcześniej Bronisław Komorowski, którego związki z WSI są powszechnie znane (jako jeden był przeciwko rozwiązaniu tej post-sowieckiej organizacji) zapowiadał w Radiu RMF FM, że "prezydent gdzieś poleci i sprawa się rozwiąże"; a Radosław Sikorski na swojej konwencji wyborczej kazał powtarzać: "były prezydent Lech Kaczyński". Tuż przed katastrofą smoleńską media establishmentu III RP przeprowadziły całą kampanię propagandową przeciwko byłemu prezydentowi zgodnie z interesem ówczesnej władzy, której celem było uzasadnienie rozdzielania wizyt Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego (a przecież prezydent chciał, żeby wizyta była wspólna) przez co osłabiono pozycje  prezydenta. Salon lewicowo-liberalny przekonywał, że Kaczyński znowu się awanturuje, że wpycha się tam gdzie go nikt nie chce - było to częścią operacji tego co miało się wydarzyć wkrótce. Warto zwrócić uwagę, że tuż po katastrofie wszystkie autorytety, eksperci, dziennikarze występujący w tych mediach od razu wykluczyli najbardziej oczywistą tezę przyczyn tej tragedii - czyli zamach. Bo trzeba być człowiekiem wyjątkowo naiwnym albo silnie zmanipulowanym albo złej woli, aby wierzyć, że człowiek, który przeczytał Putina jak książkę i próbował mu się realnie przeciwstawić, który wygarnął mu całą prawdę w twarz podczas swojego przemówienia na Westerplatte w 2009 roku, który w końcu był nienawidzonym przez tych, którzy tak naprawdę rządzą w III RP zginął w przypadkowej katastrofie lotniczej. Jak często dochodzi do katastrof, w których ginie elita państwa? Dosyć rzadko, nieprawdaż?
Co ciekawe, jak ujawnił Stanisław Michalkiewicz kiedy jeszcze nie zidentyfikowano ciała prezydenta Kaczyńskiego ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski oraz jego współpracownicy gorączkowo poszukiwali dokumentu pod nazwą: "Aneks do raportu z rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych". Warto zatem postawić pytanie: kim są naprawdę środowiska, które w Polsce prowadziły nagonkę na prezydenta Kaczyńskiego i komu tak naprawdę służą? Bo że Lech Kaczyński od początku swojego kadencji nie był ich prezydentem to jest oczywiste. Pytanie tylko dlaczego? Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że to zrobili Rosjanie pozbywając się polityka, który był przeszkodą w planach odbudowy w tej części Europy imperium. W 2008 roku Lech Kaczyński w Gruzji powiedział co zamierza zrobić Putin i przeszkodził w jego planach, a na Westerplatte w 2009 roku wywalił mu całą prawdę w twarz. Zemsta zatem wydaje się tutaj oczywistym motywem. Poza tym katastrofa miała miejsce na terenie Rosji, która ma dostęp do wraku oraz innych dowodów tej zbrodni. Wszystko wydaje się oczywiste. Ja chciałbym zwrócić uwagę na inny ewentualny możliwy scenariusz tych wydarzeń. Warto przyjrzeć się interpretacji tej tragedii przez Stanisława Michalkiewicza, który dokonał bardzo oryginalnego spostrzeżenia, że przyczyną zamachu smoleńskiego mógł być wywiad Lecha Kaczyńskiego jaki udzielił Monice Olejnik. Wówczas podobno doszło do kłótni pomiędzy nim i ponoć prezydent ujawnił, że wie kim ona jest; zna jej pseudonim operacyjny i że ma ją na swojej liście. W ten sposób Michalkiewicz wskazał, że bracia Kaczyńscy prowadzili swoją grę z WSI i próbowali ich szantażować. I to również może być wyjaśnieniem tej zagadki.
Cała brudna prawda o III RP mogłaby wyjść wkrótce na jaw; mogłyby pospadać korony z wielu głów i to mógłby być koniec tego systemu. Nie można było do tego dopuścić. Ktoś bowiem musiał wsadzić tą bombę do samolotu w Polsce? Warto zauważyć, że po katastrofie zginęło wielu ludzi z rąk tzw. "seryjnego samobójcy", którzy zajmowali się ta sprawą. Czy to wszystko zrobiły rosyjskie służby specjalne? Czy ich wpływy w Polsce są aż tak potężne? Czy raczej nasi rodzimi bandyci? Wcześniej też doszło do innej katastrofy lotniczej CASY, w której zginęli oficerowie polskiej armii. Czy za tym też stała Rosja? A może ci, którzy nie mogli pogodzić się z utratą swoich wpływów w wojsku w wyniku prowadzonej polityki PiS. Jedno jest pewne: za Tuska doszło do dwóch katastrof lotniczych, w której polskie wojsko poniosło większe straty niż w czasach II wojny światowej. Taka jest straszna prawda o tych rządach.
Źródło: naszeblogi.pl
Na pokład samolotu lecącego do Smoleńska wsiadł człowiek „mały” kłótliwy,przeciętny prezydent, zaściankowy i ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: "spieprzaj dziadu!"; "ta małpa w czerwonym"; "ja Panią załatwię", człowiek nie znający słów refrenu hymnu narodowego. Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy. Prezydent z najniższym poparciem społecznym. W trumnie ze Smoleńska przywieziono wybitnego Męża Stanu, patriotę, bohatera narodowego, ojca narodu, największego Polaka, równego królom. To ja się pytam, kto podmienił zwłoki, gdzie jest ciało Kaczyńskiego? 
19 03 2022 Największe wyzwanie w dziejach Polski.
Od aktu założycielskiego, za jaki symbolicznie przyjmujemy wydarzenia roku 996 n.e., nigdy jeszcze nie staliśmy przed tak potężnym wyzwaniem.
MUSIMY KOMPLETNIE PRZEBUDOWAĆ NASZE PAŃSTWO. Zmienić jego organizację, hierarchię wartości i sprawowania władzy. Wyeliminować ewidentne błędy i usterki. Zerwać ze złymi, szkodliwymi przyzwyczajeniami, tylko dlatego, że tak każe tradycja. ZACZĄĆ MYŚLEĆ INACZEJ. Nie tylko na miarę XXI wieku, lecz na miarę nowego MILLENIUM. 
W tym momencie większość polityków, a może szerzej – ludzi u władzy, poczynając od powiatu aż po szczyt, którzy w większości są historykami (polski fenomen), pewnie się oburzy, sięgając do swej wiedzy i zacznie przywoływać wiele historycznych faktów, które już były wielkim przełomem w naszych dziejach; a to Unię Lubelską, a to Cud nad Wisłą w 1920 roku, które nadały Polsce nowy charakter,. Zgoda, to były wielkie historyczne momenty. Lecz to, co MUSIMY zrobić dzisiaj, jest wyzwaniem, jakiego jeszcze nie mieliśmy. To jak piękny akt przyrody – Polska z poczwarki musi zrzucić skorupę, wyjść całkiem z kokonu, rozprostować skrzydła i wreszcie stać się motylem.
Okres w historii, w którym przyszło żyć mojemu – "powojennemu" pokoleniu, jest tak gęsty od zdarzeń, rewolucji, zawirowań i ciągłych zmian, że chyba wzmiankowani historycy nie potrafią przywołać czegoś podobnego w dziejach jakiejkolwiek cywilizacji. Nawet poprzednie rewolucje toczyły się w dużo wolniejszym, bardziej naturalnym tempie. Teraz niestety, większość społeczeństw nie jest w stanie nadążać za tym, co się nie tylko w otoczeniu, ale nawet z nimi dzieje.
PRL, prawie półwiecze Polski pod najgorszym z możliwych do wyobrażenia butem – stalinowskim bolszewizmem, dokonał strasznego spustoszenia w umysłach wszystkich, podkreślam – wszystkich bez wyjątku Polaków. Prosta zagrywka godna carskiej Ochrany – sprowadź naród do stanu, w którym najważniejsza jest walka o przeżycie – zdobywanie żywności, uzyskanie mieszkania, niemożność swobodnego poruszania się (obowiązek meldunkowy), pozbawianie swobody wypowiedzi i w reakcji tak zwane dwójmyślenie, a nie będzie już czasu i chęci, by cokolwiek zmienić, lub choćby poprawić. A potem, musiało wiele lat upłynąć, by zrozumienie wielkiego oszustwa z roku 1989, które nazwano Okrągłym Stołem, rozlało się w umysłach obywateli. Dziś mało kto ma wątpliwości, że wtedy nie było tak, jak powiedział profesor Zybertowicz (za co nawet teraz ścigano go sądownie) – Przy okrągłym stole komuniści podzielili się władzą ze swoimi agentami. Rezultatem tego, co w końcu okazało się starannie przemyślanym przez komunistów planem, była tragiczna pauperyzacja ludności, spowodowana przez tzw. Plan Balcerowicza oraz rozkradanie zasobów państwa pod pozorem prywatyzacji, operacja prowadzona przez Janusza Lewandowskiego (obecnie jeden z najbogatszych Polaków), tak aby infrastruktura, banki i zakłady przemysłowe przeszły w ręce komunistów, najczęściej powiązanych ze służbami specjalnymi PRLu i późniejszymi, którzy z dnia na dzień, z czerwonych przefarbowali się na kapitalistów. Ostatecznym celem, podobnie jak w Rosji, w Ukrainie i kilku innych post sowieckich państwach, było zbudowanie struktury oligarchicznej. Lecz ostateczny cel był jeszcze gorszy. Kremlowscy, bolszewiccy planiści, wespół ze swoim wiekowym powiązaniem, z Niemcami, zdecydowali zniszczyć Polskę jako państwo.
To doprowadziło do roku 2015. Konserwatywne i pro-suwerenne Prawo i Sprawiedliwość podwójnie wygrało wybory: najpierw jej kandydat Andrzej Duda zdobył fotel prezydencki, a wkrótce potem PiS uzyskał parlamentarną większość – i w Sejmie i w Senacie. Po początkowym szoku nowa opozycja, która przez osiem lat sprawiała destrukcyjną władzę, zaczęła realizować plan, zapewne wysmażony na Kremlu, przy współpracy Berlina, Zakomunikował to publicznie szef opozycji, konkretnie Platformy Obywatelskiej, Grzegorz Schetyna, oświadczając, że będą opozycją totalną. Czyli będą niszczyć wszystko, co zaproponuje demokratycznie wybrana władza. A metodą, jaką w tym celu zastosują, to jak powiedział – ulica i zagranica.
Hasło "ulica" oznacza wywoływanie nieustannych ulicznych zamieszek, protestów pod byle pozorem i produkowanie fałszywych obrazów poprzez zaprzyjaźnione, w większości należące do obcych, wrogich Polsce, neobolszewików, media. A "zagranica" to tworzenie negatywnego wizerunku naszego państwa, nie przebierając w kłamstwach i pomówieniach. To także wykorzystywanie opanowanych przez Niemcy instytucji Unii Europejskiej do gnębienia nas, wpływania na decyzje i generalnie do niedopuszczenia do spokojnego rozwoju i realizacji planów naprawy kraju, oraz poprawy dobrobytu obywateli, Aż do kompletnego zniszczenia Polski, jako suwerennego państwa i Polaków, jako wolnych, krnąbrnych i dumnych ludzi.
Co musimy zrobić? Trzeba sobie w pełni uświadomić – i to wszyscy, cały naród, a przede wszystkim obecna władza, że nasz system, całą konstrukcję państwa trzeba radykalnie przebudować. Dość już łatania dziur i rozdarć; dość już kontredansu – dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Siedem lat wysiłków udowodniło, że to nie tylko nic nie dało, ale że to nie ma sensu. Więcej traciliśmy niż zyskaliśmy.
Wrogowie Polski grają nieczysto. Unia Europejska omija, albo wprost łamie traktaty, TSUE – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ma niewiele wspólnego ze sprawiedliwością w stosunku do RP. Stosuje kazuistykę i prawo kaduka (ten w sporze wygrywa, kto jest silniejszy). Natomiast takie niechętne, a nawet wrogie państwa jak Rosja, czy Izrael manipulują historią najnowszą, usiłując Polskę – jedną z najtragiczniejszych ofiar Hitlera i Stalina, obarczyć współwiną za minione czasy. Nawet Francuzi ordynarnie na poziomie dyplomatycznym oświadczyli, że Polska nie korzysta z okazji, by siedzieć cicho. Taki właśnie przed toczącą się wojną mieliśmy klimat. Mamy więc dzisiaj nie tylko moralne prawo i narodowy obowiązek, aby po prawie trzydziestoletnim okresie traktowania nas przedmiotowo, zacząć w pełni decydować o sobie i wreszcie zbudować dobre państwo. Czy komuś to się podoba, czy nie. Do naprawy jest prawna hierarchia państwa, od władz centralnych po wójta i sołtysa. Władza terytorialna, czy lokalna nie może sobie uzurpować prawa działania wbrew interesom całego państwa. Tak źle się dzieje niestety we wielu sektorach państwa. Tak jest w sądach, jest na uniwersytetach, w szkolnictwie i najgorsze w mediach. Władza centralna, która przecież jest emanacją narodu – suwerena, musi posiadać pełną moc sprawczą w każdym obszarze. Nie nawołuję do rządów autorytarnych. Nawet nie do rządów twardej ręki. Lecz władza musi być stanowcza i wzbudzać szacunek tym, że nie odpuszcza nikomu i egzekwuje wszystko co jest poprzez prawo sprawiedliwe.
Czy w momencie transformacji nie marzyliśmy o takim właśnie państwie? Odpuściliśmy... Nie dokonaliśmy dekomunizacji; nie dokonaliśmy deubekizacji. Bandziorów chowaliśmy na Powązkach... To właściwa pora na kontratak. Koniec nieustannej defensywy. Pora wreszcie zająć należną nam pozycję. To nie megalomania, jak powiedzą ci chowani w przekonaniu, że Polska to państwo podrzędne i mało warte. Pokażmy, że nas stać na przejście do nowej epoki. Może wtedy inni pójdą za nami? W ile lat, na piaskach i łąkach Gdynię zbudowano? Potrafiliśmy?
Źródło: niepoprawni.pl
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?
Tusk to jeden wielki błąd, zaczyna nam wracać pamięć do tego co wyprawiał, kiedy był premierem!? Złoty Tusk, Słońce Peru!? Zapomnieliście jak Tusk haratał w gałę, a międzynarodowi spekulanci, mafia „grabili” Polskę, i wagonami wywozili „zarobione” pieniądze zagranicę!? Naprawdę chcecie powrotu Tuska do władzy!? Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? 
12 03 2022 Wojna UE z Polską w cieniu barbarzyńskiej wojny Putina.
Na naszych oczach rozpadł się mit cywilizowanej Rosji a z nim upadł także mit Unii Europejskiej: strażniczki pokoju, demokracji i praworządności na kontynencie europejskim. Europa nie będzie już taka sama, a Unia rozpadnie się na część zachodnią – post-putinowską i Europę Centralną i Wschodnią – strażniczkę pokoju i tych wszystkich wartości, które o pokoju decydują.
Tymi wartościami – w przeciwieństwie do post-putinowskiej, sfederalizowanej przez RFN i Francję Europy pod sztandarami LGBT – jest rodzina, wiara i tradycja oraz silne państwo. Te wartości w końcu zwyciężą i zmienią Europę po zakończonych wojnach. Wojna nie toczy się bowiem tylko w granicach Ukrainy, gdzie rosyjskie żołdactwo kierowane przez psychopatę pali i rujnuje ukraińskie miasta i wsie, a karmiona karmą dla psów wygłodniała horda ruskiej dziczy morduje, gwałci i rozjeżdża tankami bezbronnych ludzi – w tym dzieci ukraińskie. Wojna toczy się także w granicach Unii Europejskiej ale w sposób bardziej „cywilizowany”. Jest to wojna UE z Polską, która ma się skończyć wtedy – gdy podobnie jak w Ukrainie – zmienią się w Polsce władze na takie, które podporządkują się Europie „pierwszej prędkości”.
W tym celu – „bardziej cywilizowane” od Polski kraje, w tym zwłaszcza zaś RFN wymyślili zagłodzenie Polaków, jako swoiste „wunderwaffe” w opanowaniu Polski! Dziś nawet amerykański wywiad przyznał, że nie docenił determinacji i woli walki Ukraińców o swój kraj, o swoją tożsamość – wiarę i kulturę. Podobnie biurokraci z Komisji Europejskiej oraz ich donosiciele z Polski nie przewidzieli, że Polacy zdolni są do największej ofiary: do obrony polskości – tak bardzo znienawidzonej w głowach większości Niemców oraz ich popleczników z totalnej opozycji w Polsce. Bo to europosłowie m.in. Europejskiej Partii Ludowej, której liderem w UE jest Donald Tusk przygotowali rezolucję praktycznie blokującą wypłatę Polsce środków z instrumentów odbudowy. „Polscy” europosłowie z PO i SLD nie poparli poprawki PiS i EKR, dzięki której Komisja Europejska mogłaby wysłać do Polski pomoc finansową. Czyli nie chcieli, żeby pieniądze trafiły do samorządowców i przedsiębiorców, którzy teraz pomagają uchodźcom z Ukrainy !
To wszystko dzieje się właśnie teraz, gdy amerykański Senat przegłosował w nocy ze środy na czwartek ustawę budżetową wartą 1,5 bln dolarów, zawierającą pakiet 13,6 mld dolarów dodatkowych wydatków m.in. na pomoc Ukrainie i krajom przyjmującym uchodźców. W pakiecie wydatków pomocy dla Ukrainy znalazły się m.in. 3 mld na sfinansowanie zwiększonej obecności sił USA na wschodniej flance NATO, 3,5 mld na pomoc wojskową dla Ukrainy i 4 mld na pomoc humanitarną, w tym na pomoc uchodźcom w Polsce! Przypominam, że pro-putinowska Europa „pierwszej prędkości” przyznała wszystkim krajom wspierającym Ukrainę….0,5 mld Euro! Dodatkowo Senat USA przeznaczył 650 mln na uzupełnienie inwentarzy wojskowych państw, które przekazały uzbrojenie Ukrainie. Pakiet jest większy od tego, o który wnioskował Biały Dom i w ostatecznej formie prawie dwukrotnie zwiększono kwotę na pomoc wojskową.– Pakiet zapewni żywność, lekarstwa, schronienie, wsparcie dla ponad 2 mln uchodźców i środki dla zrujnowanej ukraińskiej gospodarki – przekonywał lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer. – Umożliwi też dostarczanie jej broni, takiej jak Javeliny i Stingery, uspokoi i wzmocni NATO... 
Podczas gdy Senat Stanów Zjednoczonych przegłosował gigantyczną pomoc, w tym dla Polski w związku z wojną Putina na Ukrainie - w Brukseli odrzucono wniosek Polski o nieegzekwowanie kar za działalność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego do czasu reform. Zamiast tego "Komisja Europejska wysłała wezwanie do zapłaty do tej pory naliczonej grzywny za nieprzestrzeganie decyzji TSUE: 69 mln euro za czas od 3 listopada do 10 stycznia" zaś w tę samą środę 9.03.2022 wieczorem odbyło się ostateczne głosowanie nad rezolucją w sprawie tzw. mechanizmu warunkowości w budżecie UE i skutkach orzeczenia TSUE. Wyniki głosowania zostały opublikowane w czwartek rano. Autorzy projektu – grupy EPL, S&D, Odnowić Europę, Zieloni i Lewica - wzywają w rezolucji KE do szybkiego uruchomienia tego mechanizmu. Ponadto w środę 9 marca 2022 jeden z rzeczników Komisji Europejskiej przekazał, że w związku z brakiem płatności z tytułu kary za funkcjonowanie kopalni w Turowie, KE potrąci odpowiednią kwotę z funduszy unijnych należnych Polsce! 18 stycznia minął bowiem ostateczny termin zapłaty pierwszej części zasądzonej przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej kary za dalsze funkcjonowanie należącej do PGE kopalni w Turowie. Transza sięga 15 mln euro z odsetkami!
Nie tylko więc zagłodzenie Polski jest celem Europy „pierwszej prędkości”, lecz także zrujnowanie polskich finansów! W tej wrogiej Polsce UE znaleźli się euro posłowie z Polski, w tym – oprócz Donalda Tuska, także czterech byłych premierów, o czym wspomniała była premier Beata Szydło: „PE przyjął haniebną rezolucję przeciwko Polsce. Warto nadmienić, że antypolską rezolucję wsparło czterech byłych premierów z Polski: Belka, Buzek, Cimoszewicz, Miller. Tacy ludzie kiedyś rządzili Polską - ludzie gotowi atakować własną Ojczyznę w chwili największego zagrożenia”.
Lista zdrajców Polski jest już powszechnie znana, tak jak ich działania wspierające wojnę EU z Polską:Oni nie tylko podpisują się gremialnie pod rezolucjami wnioskującymi do Komisji Europejskiej o zablokowanie należnych nam od co najmniej pół roku pieniędzy z Funduszu Odbudowy Kraju za łamanie praworządności w systemie sądownictwa i brak reakcji rządu na wyroku TSUE. Obecnie chcą dołożyć jeszcze jedną „cegiełkę hańby”. Chcą poprzeć rezolucję o wstrzymaniu funduszu z powody ograniczenia w Polsce wolności mediów oraz naruszania praw społeczności LGBT!!!
Ale są próby ocieplenia wizerunku zdrajców Polski. Podjął ją eurodeputowany Janusz Lewandowski- grabarz polskiej gospodarki. Janusz Lewandowski wpadł na genialny pomysł obdarowania ukraińskich dzieci wafelkami, których nie zdążyli zjeść pasażerowie lotu ze Strasburga (gdzie przegłosowano haniebną rezolucję przeciwko Polsce: "W samolocie LOT z Strasburga do W-wy rozdawano wafelki. Powiedziałem, że będę na Dworcu Centralnym, więc może kilka zostało i rozdam dzieciom. Panie przyniosły wszystko, co było na pokładzie, rozeszło się błyskawicznie. Mały przykład wielkiej życzliwości. Jesteście wspaniali!" - pochwalił siebie i powracających do Polski ze Strasbourga zdrajców Polski, którzy przegłosowali rezolucję ws. wstrzymania płatności dla Polski a w samolocie LOT-u nie zdążyli zjeść wszystkich wafelków...
Źródło: niepoprawni.pl
Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!?
10 03 2022 A co z Polską ?
„Na” Ukrainie dokonuje się, całkowicie w swym stylu sowiecka, ludobójcza operacja. Zwykli ludzie w naturalnym odruchu ratują się ucieczką przed grożącym niebezpieczeństwem. Ludzie w przeważającej jednak mierze ideologicznie już „zaczadzeni” wbrew wszystkiemu. Wyrażają swą jedność i poczucie wyjątkowości narodu śpiewając banderowskie pieśni o „Wielkiej Ukrainie” i wznosząc gromko pozdrowienie „ Chwała Ukrainie , chwała bohaterom” – pozdrowienie OUN UPA. Polskie państwowe media , szczególnie radio podgrzewają chętnie ten stan ducha. Stan nie oddania ani „centymetra” „naszej” (sic !) ziemi, wyrażany najswobodniej w jeszcze wolnym Lwowie. Oczekują III wojny światowej, w którą to chcą wciągnąć przede wszystkim Polskę , a może i resztę Europy, gdyż wiedzą, że to jedyna cena upadku rosyjskiego imperium. Nawołuje do tego codziennie, mieniący się coraz głośniej ”Zbawcą Europy”, ich przywódca nie pozostawiając pola i złudzeń na jakikolwiek kompromis.
Właśnie pierwszy milion wojennych uciekinierów przekroczył polską granicę. Z różnych zakątków Ukrainy, najwięcej z najdalszych. Tam gdzie dojdą Rosjanie, wiadomo , że nie będzie do czego wrócić. Opuszczone mieszkania nie uchowają się także przed „swoimi”. Tak więc Lwów i kresy II RP „siedzą” jeszcze na tobołkach, mając nadzieję, że Moskal zatrzyma się przynajmniej na Zbruczu. Upokarzając ostatecznie Polaków pozostawieniem neutralnej Ukrainy na połowie dawnej Polski i z oczywistą stolicą we Lwowie. Z tego pierwszego miliona połowa mówi po polsku, w tym dzieci ! Jakże wielu, szczególnie kobiet, ma klasycznie piękne semickie rysy wschodnich Żydów. Najzacieklej, i najskuteczniej, walczą „cyborgi” od „Azowa” z tradycją hajdamacko – kozacką . W pierwszym dniu wojny dotarł zresztą do nich bezwzględny „zakon” moskali - banderowskich faszystów w niewolę nie bierzemy, likwidujemy na miejscu. Zniknęły więc naszywki z „wilczym hakiem” i czarno-czerwone proporce. Jaki jest zatem ten klucz do definiowania „narodu ukraińskiego” ? Jakże nieskuteczne okazały się „rugi” języka polskiego i próba nakazu posługiwania się wyłącznie ukraińskim. Przywódca Polski, naczelny dowódca sił zbrojnych, igrając na granicy zdrady, polską wolnością i racją stanu, ze znanych sobie tylko powodów gotów jest przyłączyć się do wojny judzony amerykańskim „zielonym światłem”. Do „nieoficjalnej” wojny mocarstw - po raz kolejny rozgrywanej, jak w Afganistanie czy Wietnamie, poza własnym terytorium. Coraz wyraźniej drżącą rękę trzyma na „guziku” , odpowiedzialny za bezpieczeństwo miliarda, tylko Europejczyków, szef sojuszu. Zmuszony do osobistej wycieczki do Warszawy, by ostudzić „gorącą” głowę państwa nad Wisłą.
Milioner w stylu ukraińskiego oligarchy, rzuca Polakom uwłaczającą jałmużnę za prywatną opiekę nad uchodźcami – 8 Euro (40 PLN) dziennie na gospodarstwo domowe oferujące pomoc (SIC !!!). Niemcy „warują” przyczajone i za pomocą swego, zawsze nad wyraz gorliwego, oberfolksdojcza usiłują Polskę ostatecznie ekonomicznie zadławić zakładając właśnie teraz ostatecznego politycznego „nelsona”. W organizację pomocy Ukrainie włączają się z nadzwyczajnym wzmożeniem spadkobiercy „cichociemnych” z Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, dokonujących w 1945 w Lublinie, ogłoszonego 22 lipca Manifestem Lipcowym, skutecznego zamachu stanu w imieniu Stalina. Dziś po przefarbowaniu swych niedawnych zasług - sowieckich tajnych współpracowników - na rzecz USA, są w sytuacji byłych nazistów w Austrii, politycznie rozgrzeszonych przez tegoż Stalina, a więc zmuszonych do lojalności aż do grobowej deski.
Co więc z Polską ? Włączenie dodatkowego miliona ludzi - na garnuszku, bo to głównie kobiety z dziećmi – w powszechny system zdrowia spowoduje wręcz stan ostrego zagrożenia zdrowia i życia własnych obywateli. Ewentualne „szemranie” już zostało profilaktycznie zakwalifikowane jako efekt rosyjskiej wojny informacyjnej i działania agentury wpływu. Chyba wypadnie wyciągnąć z „chobielińskiego pałacu” międzynarodowego politycznego chuligana, który jednak do ostatniej chwili odradzał Kaczyńskim jakże tragiczną w skutkach wyprawę smoleńską, a Ukraińców zmusił do podpisania porozumień mińskich wizją wybicia do nogi. Może się bowiem okazać, że jedynym rozwiązaniem będzie neutralność militarna Ukrainy, co nam Polakom winno także odpowiadać ze względu na państwowy kult założycielski OUN UPA i Bandery. Szowinistyczne zaślepienie amerykańsko dozbrojonej Ukrainy może być jednak nie do przełamania tak jak i upatrywanie swej szansy w światowym konflikcie.
Sprawy muszą nabrać tempa, bo milion uchodźców to dla 36. milionowego kraju jest już dopełnieniem do uznanej w Europie Zachodniej bezpiecznej demograficznie granicy 10% obcych (do 3. milionów mogło już w Polsce dotąd przebywać !). Później zaczynają się konflikty społeczne i nieodwracalny proces wynarodowiania. Wygląda więc na to , że Polska już doszła do limitu organizacyjnego i społecznego. Okażą się więc nie uniknione obozy przejściowe dla uchodźców , zorganizowane, jak od dziesięcioleci w takich przypadkach, w austriackim Traiskirchen czy włoskiej Latinie pod Rzymem. Na piętrowych łóżkach, w kilkudziesięcioosobowych salach, z posiłkami w menażkach i być może z tym 8 Euro dziennie, lecz na jednego uchodźcę (!), z międzynarodowym finansowaniem zgodnym z Konwencją Genewską. Inaczej nikt już w Polsce nie pojmie tego nadzwyczajnego w swej formie sytemu pomocy uchodźcom wojennym. Europejski polityczny szantaż finansowy wobec Polski należy w tej sytuacji bezwzględnie przeciąć stanowczym veto wobec unijnego „ ładu” pocovidowego i naszej w nim roli jako gwaranta obcych długów!
Źródło: niepoprawni.pl
Przyjrzyjcie się mapie...i zastanówcie się czego potrzeba, aby powstał twór zwany superpaństwem od Lizbony do Władywostoku? Trzeba połączyć lądem Rosję z Niemcami. Ukrainy już nie ma, na drodze została tylko Polska. Czy w przypadku ataku Rosji na Polskę, NATO istotnie się ruszy, czy będzie umierać za Gdańsk, czy przeciwnie propaganda niektórych krajów nie podchwyci argumentów rosyjskich, iż to my wykonaliśmy agresywny krok, a oni tylko się bronią, czy wejdzie w życie w takim przypadku art. 5 , aby NATO udzieliło pomocy. Gdyby było inaczej, to dlaczego USA nie podrywa już w stan gotowości bojowej dwóch, trzech dywizji i nie wysyła ich do Polski. 
09 03 2022 Ozon, Freon, CO2, Zielony Ład, pandemia - lewackie tłumienie wolnych ludzi!
Trwa wojna na Ukrainie a chorzy czerwono-zieloni lewacy dalej swoje. Jestem w stanie sobie wyobrazić jak wewnętrznie "krew ich zalewa" z powodu tak długiej i heroicznej walki Ukraińców. Nie dość, że oni patriotycznie walczą o swoje ziemie, o swoje państwo, co już jest niezgodne z przesłaniem i dążeniem unijnych elit do likwidacji państw i patriotyzmu narodowego to jeszcze muszą wbrew sobie podejmować decyzje o jakiś tam sankcjach wobec Rosji (a tak im się błogo żyło współpracując i finansując W. Putina) a do tego ich chory ekologizm schodzi na dyskusyjny plan dalszy. Frans Timmermans niemal ogłasza, że wojna wybuchła, bo jest to wina mitycznego Globalnego Ocieplenia i wzywa do jeszcze większego zintensyfikowania prac nad swoim Zielonym Ładem, ETS UE (handel emisjami CO2) i Fit For 55. A do tego dalej walczy o zrealizowanie swoich naprawdę chorych mrzonek: "Komisja Europejska nie będzie reformowała ETS, co oznacza, że spekulacje dalej będą miały miejsce prowadząc do wzrostu cen za energię elektryczną i gaz – wynika z komunikatu wydanego przez Fransa Timmermansa 8 marca 2022 roku. „Pokazuje się cele, dalej mówi się o dekarbonizacji, dalej nie mówi się o wychwytywaniu i pochłanianiu. Nie mówi się też o ETS - bardziej pokazuje się, że ETS jest zyskiem i w ogóle że trzeba nieoczekiwane zyski opodatkować po to, żeby zapłacić ludziom, którzy żyją w ubóstwie energetycznym” – ostrzega eurodeputowana PiS Anna Zalewska (…) To jest po prostu absurdalny komunikat. Nie zastąpi to stałej, stabilnej energii. Takie przyspieszenia jak do 2025 czy do 2030 roku bez stałych źródeł, czyli bez gazu, bez węgla i bez elektrowni jądrowych są niemożliwe".
Pani Dorota Łosiewicz (która jawi mi się ostatnio jako mówiąca niemal moim głosem - szacunek) stwierdziła w swoim tekście, że: Niby Unia Europejska przejrzała na oczy, niby już wie, że Władymir Putin, to prawdziwy zbrodniarz i najrealniejsze, z możliwych, zagrożenie dla wolnego świata i tak często i chętnie wspominanych wartości europejskich. Niby Europa zrozumiała do czego jest zdolny, ale na wszelki wypadek, jakby Putin się jednak uspokoił, trzeba się jeszcze trochę pozajmować Polską. Na przykład taki lider grupy liberalnej RENEW w Parlamencie Europejskim Steph Sejourne uważa, że Ukraina to nie powód żeby odpuścić Polsce ws. tzw praworządności.
W tym tygodniu Parlament Europejski ma głosować nad projektem rezolucji parlamentarnej wzywającej Komisję Europejską do nowych sankcji przeciwko Polsce. Projekt przygotowała frakcja EPL, podpisali socjaldemokraci, liberałowi, Zieloni i Lewica w Parlamencie Europejskim. W projekcie europosłowie domagają się od Komisji Europejskiej pilnego działania i zastosowania mechanizmu warunkowości natychmiast oraz wstecz bez żadnej dalszej zwłoki. Powtórzmy: polscy eurodeputowani chcą, mimo całej dramatycznej sytuacji, by Parlament Europejski i Komisja Europejska zajmowały się problemem Polski. Unia Europejska będzie więc nadal blokować Polsce wypłatę środków z Funduszu Odbudowy. TVP-Info informuje, że zdaniem ekspertki Instytutu Staszica ds. Niemiec Olgi Doleśniak-Harczuk w Berlinie i Brukseli jest „niesamowita chęć, żeby dowalić Polsce”. Oni w ten sposób starają się nas chronić jako Europejczyków przed rozwojem kolejnego autorytaryzmu. Tak to widzą, choć nie wiem, czy w to wierzą — ocenia ekspertka, którą cytuje TVP Info.
Na razie UE nie chce też odejść od katastrofalnej polityki klimatycznej, choć przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości o to apelują. Na szczęście twórca obłąkanego pakietu klimatycznego, Frans Timmermans, otrzeźwiał na tyle, by stwierdzić, że kraje planujące spalanie węgla jako alternatywy dla rosyjskiego gazu, mogą to robić zgodnie z celami klimatycznymi UE. Jednak nie należy spowalniać naszego przejścia na odnawialne źródła energii. Jego zdaniem trzeba zapobiec innemu śmiertelnemu niebezpieczeństwu, przed którym stoimy - czyli kryzysowi klimatycznemu. Rzecznik rządu, Piotr Muller, w Kwadransie Politycznym tę strategię skomentował dziś w ten sposób: Niektórzy nie zauważają, że żeby w przyszłości mierzyć się z kryzysem klimatycznym to państwa UE muszą być bezpieczne i stabilne. Najważniejsze jest obronienie teraz suwerenności Europy. Wygląda na to, że niektórzy będą w stanie zrozumieć gdzie jest prawdziwe zagrożenie, dopiero jak bomby zaczną im lecieć na głowę. Choć może i wtedy jeden z drugim stwierdzą, że to efekt zmian klimatycznych, którym nie dało się zapobiec".
Ileż to już  razy lewicowe elity światowe straszyły i de facto zniewalały nas końcem świata z powodu działalności człowieka a tak naprawdę ich celem była po prostu kasa i podporządkowanie sobie ludzi. Czy jeszcze pamiętamy o sławnej dziurze ozonowej, która miała ocieplić nasz klimat i zniszczyć ziemię promieniowaniem słonecznym pozbawionym osłony? Wtedy hurmem wycofywaliśmy freon podobno odpowiedzialny za tą ozonową dziurę. I była to złota żyła dla np. producentów lodówek, bo je masowo wymienialiśmy. Podobnie jest z Globalnym Ociepleniem, czyli Globalnym Ocipieniem i emisją CO2 podobno będącej źródłem tego ocieplenia. Ileż to kasy zarobił A. Gore na handlu powietrzem, czyli niczym (emisjami CO2) a do tego dostał za to Pokojową Nagrodę Nobla. Stworzono cały mechanizm i propagandę dotyczącą tego niby ocieplenia, choć jest to po prostu naturalny sinusoidalny cykl temperatury występujący na Ziemi od jej powstania. działalność człowieka nie ma tu nic do rzeczy! I na tej podstawie wymyślono jakiś system handlu uprawnieniami do emisji CO2, co staje się podstawą do redukcji naturalnych i wykorzystywanych od wieków nośników energetycznych, jak np. węgiel brunatny i kamienny. W UE chorzy ludzie wprowadzają jakieś Zielone Łady i mają na ich punkcie jakiegoś fioła, choć tak naprawdę kończy się to wszystko na zarabianiu przez nich pieniędzy i zniewalaniu ludzi.
Teraz też jakoś zniknęła pandemia. Na granicy z Ukrainą nie ma żadnych sanitarnych obostrzeń dla uchodźców wojennych. Czy te dwa lata propagandy covidowej to też było niemal tożsame z ozonem, freonem i CO2? Osobiście uważam, że tak...
Źródło: niepoprawni.pl
Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!? A mnie się wydaje, że jak polskie kopalnie kupi zagraniczny inwestor to węgiel nagle stanie się cacy, i to ma być ten zielony ład!?
Dlaczego ta neutralność klimatyczna nie dotyczy największego truciciela w Europie Niemców, czy światowych trucicieli USA, Chin, Indii!? Ograniczamy emisję CO2, a wystarczy wybuch jednego wulkanu by poszło się ….bać stuletnie ograniczanie!? Poza tym nie ma dowodów ze wzrost emisji CO2 wpływa na ocieplenie klimatu!? Jeszcze nie tak dawno w okolicach Torunia były winnice!?
Dobre to bogate Niemcy mogą tonami odprowadzać CO2, bo ich stać na kupno praw do jego emisji, a biedacy tacy jak Polska za kilkanaście kilogramów odprowadzanego CO2 kary będą płacić!? Doprawdy powiadam wam trudno jest zrozumieć ten Zielony Ład!?
Takich nawiedzonych jest ci na pęczki, i nie tylko w Polsce, najgorsi są ci od Zielonego Ładu, chcą wyeliminować CO2, i zwierzaki z środowiska!? Ci chorzy psychicznie, idioci nie biorą pod uwagę, że bez CO2 świat przestanie istnieć, ostaną się tylko jakieś bakterie, proste organizmy!? 
06 03 2022 Kiedy Rosja zapłaci Polsce reparacje wojenne.
Gdy Rosja zabija niewinne dzieci, kobiety oraz niszczy szpitale, szkoły, domy mieszkalne i rabuje Ukrainę, co czynili historycznie zawsze, czas pomyśleć o wystąpieniu przez Rząd Polski o reparacje wojenne od Rosji. Na jaką kwotę okradli Polskę Sowieci W 1946 r. była to już kwota 667 mln. dolarów, szkody powstałe z tytułu wandalizmu żołnierzy Rosyjskich w czasie dokonywania rabunków wyniosły ponad 292.5 mln. dolarów co łącznie w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, jak podają dostępne źródła, daje nam niebagatelną kwotę ponad 54 miliardy dolarów nie licząc odsetek.
Polski rząd, jak donosiła prasa, od paru lat mówi o konieczności uregulowania przeszłości. W 80. rocznicę wybuchu II Wojny Światowej temat reparacji wojennych znów został przywołany. - Trzeba domagać się zadośćuczynienia – podkreślił Mateusz Morawiecki podczas przemówienia na Westerplatte. O jakie pieniądze chodzi? Czy reparacje wojenne Polska zamierza dochodzić tylko od Niemiec czy od kolejnego agresora, który 17 września 1939 r bez wypowiedzenia wojny uderzył zbrojnie na nasz kraj. "Trzeba domagać się prawdy, trzeba domagać się zadośćuczynienia" – zaznaczył Mateusz Morawiecki, który wielokrotnie publicznie poparł roszczenie reparacyjne polskiego rządu wobec Niemiec i Rosji.
Tysiące sztuk bydła, maszyny z urządzeniami przemysłowymi, setki składów kolejowych pędzących w głąb ZSRR. Taki obrazek był widokiem codziennym w 1945 r – 1950 r. Przeczytajcie jak nas ograbiono. Wszelkie zdobycze wojenne to własność ZSRR 10 stycznia 1945 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR wydała rozporządzenie, na mocy którego prawnie sankcjonowano grabież na niespotykaną skalę majątku stanowiącego tzw. zdobycz wojenną. Na realizację grabieży nie trzeba było długo czekać. Gregorij Żukow meldował Stalinowi w 1945r. o zdobyciu przez Armię Czerwoną kompletnie wyposażonych fabryk znajdujących się w takich miejscowościach jak : Łódź, Bydgoszcz, Radom, Gliwice i wielu innych miejscowościach, wyzwalanych przez Armię Czerwoną, ale także i Wojsko Polskie.
Stalin wówczas nakazał demontowanie wszelkich urządzeń przemysłowych, znajdujących się w fabrykach i zakładach na terenie wyzwalanej Polski, powołując do tego celu, na wniosek Żukowa, Komitet Specjalny. Decyzja Stalina skutkowała tym, że żołnierze rosyjscy zachowywali się na terenie Polski jak na podbitym terytorium grabiąc i rabując po drodze wszystko, co tylko stanowiło jakąkolwiek wartość. Grabiono skutecznie i to prawie do zera majątki ziemskie, dwory, magazyny, sklepy, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, paszę, bydło i inne przedmioty ,które udało się ukraść. Opornych Polaków broniących swego mienia po prostu zabijano lub aresztowano i wysyłano setkami na Sybir. Ponieważ grabieże rozwijały się bardzo szybko na niespotykaną dotąd skalę dlatego też celem  ich planowego działania Sowieci powołali tzw. bataliony robocze liczące około 50 osób, które tworzyły np. poganiaczy bydła czy mobilne transporty do wywozu zrabowanego z terenu Polski mienia. Powołano łącznie 500 takich batalionów.
Jak Armia Czerwona wyzwalała Polski węgiel. Teren Górnego Śląska wybitnie przypadł do gustu złodziejom i szabrownikom Armii Czerwonej. Tylko pomiędzy 1 kwietniem a 1 czerwcem 1945 r., jak podają źródła, wywieziono w głąb Rosji 975 tys. ton ukradzionego węgla, który wówczas był surowcem na wskroś strategicznym. Po 1 czerwca 1945 r. pod nadzorem radzieckim codziennie wywożono do Rosji węgiel łącznie wywieziono go w ilości 26 tys. ton. Polskie rodziny głodne przymierały wówczas z zimna i braku opału. Szybko i planowo zdemontowano hutę w Gliwicach gdzie wywieziono urządzenia walcowni rur. Demontowano skrupulatnie wyposażenie Polskich elektrowni głównie w Miechowicach, Zabrzu, Zdziszowicach, Mikulczycach, Blachowni Śląskiej i Chełmsku Śląskim. W domach polskich oczywiście z tego powodu zabrakło prądu. Nie oszczędzono wyposażenia zakładów i fabryk w Dąbrowie Górniczej,, Chorzowie, Siemianowicach, Poznaniu, Bydgoszczy, Grudziądzu, Toruniu, Oświęcimiu i wielu innych Polskich miastach gdzie tylko weszła  Armia Czerwona wyzwolicieli i grabieżców oraz złodziei. Łupiono Polskie miasta. W samej tylko Bydgoszczy, jak podaje prasa, wywieziono wyposażenie 30 dużych zakładów przemysłowych oraz 250 jednostek pływających zagarniętych z Kanału Bydgoskiego. W Toruniu na 46 wagonów kolejowych załadowano wyposażenie młynów w wyniku czego w mieście zabrakło chleba. Ukradziono nawet śmieciarki z miejskich zakładów oczyszczania miasta.
Szczególne znaczenie Sowieci przywiązywali do kradzieży wyposażenia zakładów paliw syntetycznych. Do ZSRR wyjechało z terenu Polski prawie 10 tys. wagonów wyładowanych takimi urządzeniami. Z samych tylko Polic z usytuowanych tam zakładów Rosjanie zrabowali ich wyposażenie i załadowali je na 14 tys. wagonów wywożąc w głąb Rosji. Nie oszczędzono nawet Polskich kolei. Rozbierano i wywożono stacje transformatorowe, parowozownie, wagonownie, brali wszystko co stanowiło jakakolwiek wartość jak np. zakłady naprawcze , warsztaty. Wywieziono 5500 km linii kolejowych dla porównania w Polsce w 2010 r. długość linii kolejowych wynosiła 22046 km.
Rolnictwo zostało złupione doszczętnie. Wyzwoliciele spod znaku sierpa i młota szczególnie upodobali sobie jednak Polskie rolnictwo, które łupiono bez opamiętania. Tylko do 1 września 1945 r., jak podają źródła, zarekwirowano i wywieziono do Rosji 506 tys. sztuk bydła,114 tys. sztuk owiec, 206 tys. sztuk koni. Wywieziono ponad 72 tys. ton cukru, 14 tys. ton zboża i to tylko z powiatu toruńskiego, 20 tys.ton ziemniaków, 100 tys. ton słoniny, 25 tys. ton mięsa. Wyzwoliciele kradli ubrania, buty, radia, zegarki, rowery, zestawy stołowe a nawet gwoździe. Tych, którzy bronili swego mienia zabijano lub zsyłano na Sybir. Czerwonoarmiści kradli także poza planowo np. w październiku 1945 r. pijani żołnierze radzieccy rabowali stragany odbywającego się targu. Gdy chłopi stawiali opór zostali zaatakowani granatami i seriami z broni maszynowej – takie przypadki zdarzały się nagminnie. Polskich żołnierzy tzw Kościuszkowców, którzy stawali w obronie łupionych chłopów rozstrzeliwano  na miejscu lub degradowano i wsadzano do więzienia na wiele lat.
Tylko w 1948 r. z terenów Polski, sowieci wywieźli do Rosji 239 tys. wagonów zrabowanych rzeczy. Na jaką kwotę okradli Polskę Sowieci. W 1946 r. była to już kwota 667 mln. dolarów, szkody powstałe z tytułu wandalizmu żołnierzy Rosyjskich w czasie dokonywania rabunków wyniosły ponad 292.5 mln. dolarów co łącznie w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, jak podają dostępne źródła, daje nam niebagatelną kwotę ponad 54 miliardy dolarów nie licząc odsetek.
Nic dziwnego, iż po „takim wyzwoleniu” w Polsce po 1945 r. zagościł głód a przemysł potrzebował ponad 50 lat by odzyskać to co wyzwoliciele ukradli. Znane były powszechne przypadki umierania głodową śmiercią głównie sierot i małych dzieci, gdyż żywność ukradli Rosjanie. Paradoksem niech będzie fakt, że właśnie tę zrabowaną z Polski żywność Rosja nam wysyłała jako ich pomoc dla odbudowy naszego kraju. Podobnie było w przypadku maszyn i urządzeń do fabryk i zakładów - oczywistsze za taką pomoc co musieliśmy „wyzwolicielom” słono płacić – ale to już temat na inny artykuł.
Źródło: naszeblogi.pl 
05 03 2022 Niemcy - wieczny sojusznik Rosji!
Jest taki kraj, który wyhodował W. Putina. To Niemcy, którzy od setek lat są ściśle związane z Rosją swoistym przymierzem. Nie ma sensu przypominać dziś fakty historyczne jak wspólne z Rosją rozbiory Polski czy ten ostatni IV wynikający z Paktu Ribbentrop–Mołotow będący tak naprawdę początkiem II Wojny Światowej. Natomiast w dzisiejszej sytuacji możemy powiedzie jedno: gdyby nie Niemcy to nigdy nie powstałaby tak wielka imperialna władza W. Putina. Trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest, ale jakoś Niemcy mają swoisty kompleks Rosji jednocześnie połączony z jakąś niezrozumiałą jej fascynacją.  I chyba nie jest przypadkiem, że oba społeczeństwa są bardzo podobne - tylko w tych krajach mogły powstać największe ludobójcze socjalistyczne totalitaryzmy XX wieku: nazizm i komunizm. Co prawda w Rosji przywódcy Rosji Sowieckiej musieli użyć siły wobec własnego narodu a Niemcy sami z siebie ulegli fascynacji nazizmem, ale to tylko świadczy, że jednak Niemcy wedle swojego ordnung muss sein są potencjalnie bardziej niebezpieczni niż Rosjanie. 
Społeczeństwo niemieckie w czasie II WŚ popierało A. Hitlera w 90-ciu procentach. Do dzisiaj w wielu długoletnich firmach niemieckich stoją popiersia ich nazistowskich szefów z czasów wojny a Niemcy próbują wyprzeć swoją wojenną winę cedując ją na mitycznych, bez-narodowych nazistów a tak naprawdę na Polaków. Jedyną cechą, której ewentualnie można by zazdrościć Niemcom to ślepe, krok po kroku, dążenie do osiągnięcia swoich celów, np. w biznesie. To ich wyróżnia na tle całej Europy, ale jednocześnie ta cecha wyklucza wysoką inteligencję i kreatywność, których Niemcom bardzo brakuje. Ale potrafią dbać o swoje interesy, które przez ostatnie kilkadziesiąt lat były ściśle związane ze współpracą z Rosją a już z W. Putinem w szczególności. Kondominium niemiecko-rosyjskie kwitło przez ostatnie lata wspaniale, czego przykładem jest budowa dwóch Nord Streamów uzależniających całą Europę od dostaw rosyjskich surowców energetycznych a niemiecko- rosyjskie rurociągi w założeniu miały doprowadzić do sytuacji, w której redystrybucją rosyjskiego gazu na Europę zajmowałyby się oczywiście Niemcy. 
I doprawdy już nie wiem komu bardziej zależy na budowie Eurazji od Władywostoku do Lizbony: Niemcom czy Rosji, ale przecież jeszcze przed wojną na Ukrainie wszystko szło dobrze w realizacji tej idei. Nowy rząd niemiecki oficjalnie już potwierdził, że UE ma stać się Jednym Sfederalizowanym Państwem Europa bez państw, granic, narodów. Prezydent USA J. Bidem dał zielone światło na uruchomienie Nord Stream 2 i oddał tak naprawdę całą UE w ręce Niemiec a tym samym dał im wolną rękę do ich ścisłej współpracy z Rosją. A po powstaniu Jednego Państwa Europa pod zarządem Niemiec zapewne bylibyśmy światkami ścisłego porozumienia tego nowego europejskiego tworu z Moskwą, które byłoby już zalążkiem Euroazji. Mam nadzieję, że te plany wobec agresji putinowskiej na Ukrainę legły w gruzach, choć wcale nie jestem taki pewien, bo zachowanie Niemiec w czasie tej wojny też jest niepokojące. To one najbardziej blokowały ustanowienie ostrych sankcji na Rosję. Ostatecznie po kilku dniach się zgodziły, ale też np. wykluczyły z sankcji w postaci odcięcia Rosji od SWIFT dwa największe rosyjskie banki: Sbierbank i Gazprombank - z uwagi na to, że są zaangażowane w transakcje dotyczące dostaw energii do UE. Dalej sobie płynie gaz z Rosji do Niemiec rurociągiem Nord Stream I i wszystko wskazuje na to, że pomimo m.in. polskich postulatów o jego zamknięcie, nic się w tej materii nie zmieni. Niemcy pomagają Ukrainie wysyłając im 5 tys. hełmów (!) i w jednej trzeciej niesprawne i nienadające się do użytku rakiety "Strela", pamiętające jeszcze czasy NRD. Owszem pod naciskiem świata deklarują już wysyłanie nowszych rakiet, ale sądzę, że tylko dlatego, aby dalej się nie kompromitować. Nie ma decyzji o rozbiórce Nord Stream II i sądzę, że nie będzie a rurociąg po prostu poczeka na uruchomienie w lepszych, powojennych czasach. 
Swego czasu napisałem post: "Dlaczego a'priori jestem rusofobem (moskwofobem) i germanofobem?", w którym stwierdziłem m.in.: "Sądzę, że Niemcy mają w genach butę i chęć podporządkowywania sobie innych a już nas-Polaków w szczególności. To ich przeświadczenie o "rasie Panów" tkwi w nich bardzo głęboko. Teraz wyrosło już nowe pokolenie nie pamietające II WŚ. To oni teraz rządzą i o ile jeszcze pokolenie czynnych niemieckich nazistów po wojnie udawało skruchę, to teraz to nowe już pokolenie o wojnie nie chce pamiętać (bo ponoć to ich już nie dotyczy) i znów wedle nich "z czystym sumieniem" wracają do swoich  butnych korzeni". I pomimo wojny musimy o tym zawsze pamiętać. 
Źródło: niepoprawni.pl
Nawet nie zorientowaliśmy się kiedy Polska stała się kolonią Niemiec, taką strefą buforową na przedpolach Rosji!? Zaś UE przekształca się w superpaństwo z hegemonią Wielkich Niemiec!?
Film Donald Tusk Pocałuj mnie mój kochany na:
https://www.youtube.com/watch?v=9TOg2yR_dN0
Według prof. Krasnodębskiego“Jedną z fascynacji Merkel był język rosyjski”, “Wygrała olimpiadę języka rosyjskiego i w nagrodę pojechała do Moskwy”, “Tam gdzie mieszkała, stacjonowało wielu żołnierzy sowieckich”. Rodzina Merkel dokonała wyboru opcji niemieckiej.
Władimir Putin po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w KGB jako oficer operacyjny. W latach 1985–1990 służył na terytorium Niemieckiej Republiki Demokratycznej,oficjalnie pracował jako dyplomata.
Z kolei Donald Tusk w dzieciństwie mówił po niemiecku, w latach 90. wydawał książki o Gdańsku podkreślając jego wielokulturowość, jest człowiekiem pogranicza kulturowego, a jego rodzina wybrała opcję polską. Z tą polskością Tusk ma problem i nie chodzi tylko o ten słynny artykuł w “Znaku” – “Polak rozłamany” “Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”.
Czyżby Stasiek ich połączył? Zastanawiałem się nad tym już od dawna ?
Putin nie zaatakuje Polski, gdy Tusk przejmie władzę w Polsce!? Dlaczego tak myślę, bo w interesie wielkich Niemiec jest granica z Rosją, pytanie gdzie będzie przebiegać, na Wiśle czy na Odrze!? 
04 03 2022 Gazowy słoń w salonie. Sankcje na Rosję nie obejmują embarga na paliwa kopalne.
Mimo że sankcje, jakie Zachód skierował na Rosję, są niezwykle ciężkie, to tylko w małym stopniu dotyczą one skarbu rosyjskiej gospodarki - paliw kopalnych. Odejście od zależności od rosyjskich surowców jest trudnym zadaniem, a Europa może wpaść w klimatyczną pułapkę zastąpienia ich brudnymi źródłami energii z innych krajów. "Przez dziesięciolecia wielu przywódców (...) korzystało nieograniczenie i bez przerwy z paliw kopalnych. Ignorowaliśmy fakt, że wpływa to na zmiany klimatyczne. Ignorowaliśmy fakt, że ma to wpływ na przyszłość całego świata. Co więcej, ta ignorancja doprowadziła do stworzenia szalonych dyktatorów posiadających ogromne pieniądze, którzy zabijają ludzi i niszczą środowisko" mówił - Szachmatenko na forum Zgromadzenia ONZ ds. Ochrony Środowiska. "Mając to na uwadze, wzywam was do podjęcia wspólnych działań, aby wycofać wszystkie aktywa, wszystkie akcje z rosyjskich spółek paliw kopalnych (...) ponieważ tych pieniędzy używa się do zabijania ludzi".  Jednak przedstawiciele krajów UE oraz USA wskazują na nieskuteczność takiego zabiegu w krótkoterminowej perspektywie czasowej - a taka jest ta wojenna.
"Sankcje nie będą wymierzone w przepływy ropy naftowej, ponieważ zaszkodziłoby to amerykańskim konsumentom, a nie Władimirowi Putinowi" - stwierdził Amos Hochstein, doradca Departamentu Stanu ds. bezpieczeństwa energetycznego USA, w wywiadzie dla Bloomberg Television. "Jeśli obierzemy za cel rosyjski sektor naftowy i gazowy, to ceny wzrosną. Być może Putin sprzedałby tylko połowę swoich paliw kopalnych, ale za to za dwukrotnie wyższą cenę" - powiedział. 
Napięcia wokół Ukrainy już teraz pogłębiły europejski kryzys cen paliw, który rozpoczął się w zeszłym roku z powodu niedoborów, gdy świat wychodził z pandemii. Jak wskazuje tygodnik "Time" obecnie w Europie jedna MhW energii wytworzonej z gazu ziemnego kosztuje prawie dziesięć razy więcej niż rok temu. Już same obawy, że embargo na surowce energetyczne może wejść w życie, spowodowały wzrost cen - w ubiegły czwartek ceny gazu wzrosły w Europie o 51 proc., a ropa naftowa, której Rosja jest drugim co do wielkości eksporterem na świecie, osiągnęła rekordową od siedmiu lat cenę 105 dolarów za baryłkę. - Rosja jest takim naszym europejskim rezerwuarem surowców. Była przez długie lata i Europa wyszła z takiego fałszywego założenia, że zbuduje zależność energetyczną po to, żeby Rosja została przywiązana do europejskiego kapitału i ten kapitał umożliwi kontrolę nad reżimem Władimira Putina. Stało się jednak coś odwrotnego. To Władimir Putin kontrolował Europę za pośrednictwem swoich surowców energetycznych i teraz zmiana wektora tej polityki nie nastąpi z dnia na dzień - mówi Zielonej Interii Jakub Wiech, redaktor naczelny serwisu Energetyka24.
- Rosja jest krajem, który ogromną część swojego budżetu opiera na paliwach kopalnych, na sprzedaży ropy i gazu. W tym momencie to właśnie gaz jest dominującym substratem, jeśli chodzi o dochody budżetowe Rosji. A obecne postępowanie tego kraju, czyli bezprecedensowa agresja na pokojowo nastawioną Ukrainę, powinna być weryfikacją dla europejskiego systemu energetycznego, który jest uzależniony od rosyjskich surowców - mówi Wiech. 
"Europa ma wpływ na rosyjski sektor energetyczny. Kupuje ponad 70 proc. gazu ziemnego, a embargo nałożone przez UE miałoby bardzo poważne skutki dla rosyjskich państwowych firm energetycznych w ciągu kilku lat" - stwierdziła Maria Pastukhova, ekspertka ds. geopolityki energetycznej w grupie badawczej E3G. Do podobnych wniosków doszedł Instytut Gospodarki Światowej w Kolonii (IfW)
Polska niestety ma również dużo na sumieniu, jeśli chodzi o wspieranie Rosji poprzez zakup jej surowców energetycznych. Jak wskazuje Forum Energii, w ciągu ostatnich 20 lat import węgla do Polski wzrósł o 756 proc., ropy o 41 proc., a gazu o 118 proc. W 2020 r. nasz kraj zużył 26,1 mln t ropy naftowej, z czego 16,8 mln t było importowane z Rosji. W przypadku gazu ziemnego zużycie w tym roku wyniosło 20,6 mld m3, z czego import z Rosji wyniósł 9,6 mld m3. "Europa dostrzegła już zagrożenie, jakim jest uzależnienie od surowców pochodzących z państw, które niekoniecznie podzielają europejskie wartości. I nie chodzi tylko o Rosję, ale także o wiele innych krajów, z których Unia pozyskuje gaz, ropę naftową czy inne surowce energetyczne. Dlatego tak ważnym elementem polityki unijnej jest właśnie dekarbonizacja i transformacja w stronę energetyki odnawialnej. Te lokalne, odnawialne zasoby energetyczne są czymś, co zapewni nam 100 proc. bezpieczeństwa, bo tego nikt nam nie zabierze. Nikt nie zabierze nam słońca, wiatru, rzek czy ewentualnych odpadów z rolnictwa, z których możemy produkować biogaz" - podkreślł natomiast prof. Zbigniew Karaczun, sozolog i ekspert Koalicji Klimatycznej, która apeluje o zatrzymanie importu rosyjskich paliw kopalnych do Polski. Długofalowo tego rodzaju ścieżkę chcą wybrać wcześniej wspomniane Niemcy. W potwierdzonej w tym tygodniu nowelizacji niemieckiej ustawy o odnawialnych źródeł energii znalazł się cel 2035 roku, jako momentu, w którym nasi zachodni sąsiedzi będą w stu procentach wypełniali zapotrzebowanie kraju na energię z OZE.
Źródło: interia.pl
Te sankcje to takie wydmuszki!? Przypomina mi się takie powiedzenie, zanim gruby schudnie, to chudy umrze!? Paliwo już ponad 6 zł za litr, a będzie jeszcze drożej, do sklepu strach wejść, bo z wrażenia można paść!? Na ulicach tak jakoś pusto się zrobiło!?
Dwa największe rosyjskie banki: Sbierbank i Gazprombank zostały wyłączone z unijnych sankcji z uwagi na to, że są zaangażowane w transakcje dotyczące dostaw energii do Unii Europejskiej.
Jak na razie sankcje nałożone na Rosję, uderzają w tych co je nałożyli!? Na ten przykład znajdzie się taki mądry co zerwie wieloletnie kontrakty i zapłaci olbrzymie kary np. na dostawę węgla, ropy, gazu....!?
- Zaapelowałem o to, żeby węgiel rosyjski nie był wwożony (do Europy - red.), żeby nałożyć embargo na rosyjski węgiel. A w perspektywie kolejnych miesięcy także nie kupować ropy i gazu (od Rosji - red.), bo to jest ten środek, poprzez który Putin jest w stanie finansować machinę wojenną - powiedział premier Morawiecki.
I co ten Matoł....uszek kombinuje, pozamykano polskie kopalnie, wydobycie spadło, to czym palić, z czego produkować prąd!? Czy „on” nie zdaje sobie sprawy z tego, że w Polsce produkcja stanien nie dość że polski węgiel jest bardzo drogi, to jeszcze go brakuje!? Można sprowadzać węgiel z innego kierunku, ale będzie jeszcze droższy od tego polskiego!? Ale co to Morawieckiego obchodzi, to nie jego problem, a firm!? I na koniec, premier nie martwi się Planem Odbudowy dla Polski, tylko walczy o taki plan dla Ukrainy!? Klepki mu się poprzestawiały, czy coś jeszcze gorszego Morawieckiego dopadło!? 
03 03 2022 Milczenie świrów- celebrytów.
Od dnia gdy Władymir Putin zaatakował Ukrainę, nie tylko wielu Ukraińców ukryło się w schronach. Ponad 1000 km na Zachód zamilkły także nasze, krajowe świry- celebryty: ukryta gdzieś babcia Janda już nie narzeka, że rząd PIS-u nasrał jej na głowę, Młynarska nie zamieszcza już na TT swoich zdjęć z plaż Malediwów... Symbolem świrów jest milczący dziś Szatan, a konkretnie Kurdej- Szatan, „postępowa” aktorka V kolumny - autorka największego paszkwilu na Polskę na polskich żołnierzy i Straż Graniczną: KUR*** !!!!!!!!!! KUR*** !!!!!!!!!!!!!!!! Co tam się dzieje !!!!!!!! To jest kur*** „straż graniczna” ????? „Straż” ?????????? To są maszyny bez serca bez mózgu bez NICZEGO !!!! Maszyny ślepo wykonujące rozkazy !!!!! Kur*** !!!!!! Jak tak można !!!!!!! Boli mnie serce boli mnie cała klatka piersiowa trzęsę się i ryczę !!!!!!! Mordercy !!!!! Chcecie takiego rządu wciąż ????? Który zezwala na takie rzeczy wręcz rozkazuje tak się zachowywać ??????? Kur*** !!!!!!!!
Co gorsza - milczenie Szatana i Milczenie Świrów nie rozpala już wyobraźni Polaków, a tym bardziej przestały działać strachy, że świry opuszczą Polskę. Odpowiedź na ich groźby emigracji jest dzisiaj tylko jedna: ИДИ НА ХУЙ! Nie potrzeba Polakom Stuhrów, w tym pana Jurka, który zwierzał się Lisowi, jak to się w Polsce męczy: „Gdy przekraczałem austriacką granicę, zawsze czułem się jak u siebie. Na słowiańską fantazję jestem zbyt porządny (sic!).
Jak się ma takiego porządnego ojca to nie dziwi, że także Maciej Stuhr rozważał powrót do kraju, który wydał znanego malarza Adolfa Hitlera:
 - Jeśli mam szczerze odpowiedzieć, jaka była moja pierwsza myśl, to była ona taka: czy mnie się jeszcze w ogóle chce być patriotą? […] - Może trzeba rzucić kraj, wyjechać w cholerę, żyć gdzie indziej, przestać się zamartwiać tym, co się dzieje w Polsce? Bo, czy nie szkoda życia na to? Oczywiście, że szkoda życia na bycie polskim patriotą – tym bardziej, że świry nie mają teraz skąd zaczerpnąć świeżego powietrza. Ot choćby z TVN-u, który podrzucał świrom teksty do odczytania. A przecież jeszcze w grudniu 2021 red. Morozowski z TVN – syn komunisty Mozesa Mordki – przekonywał w swoim programie „Tak jest”,  że po 30 latach od upadku komuny „zaczynamy inaczej patrzeć na historię”. Morozowski vel Mordka stwierdził, że „gdyby po zakończeniu II wojny światowej władzę objął rząd przebywający na uchodźstwie w Londynie, to Polskę czekałaby zapaść cywilizacyjna: 
- Nie byłoby walki z analfabetyzmem czy masowej elektryfikacji - przekonywał syn żydowskiego komunisty…Co może więc podpowiedzieć aktorom scen polskich red. Morozowski, skoro jego idol Władymir Putin cofa świat do cywilizacji Józefa Stalina ? Jak w tej sytuacji może walczyć o prawa pederastów i lesbijek świr Hołdys, zaś Bogusław Linda atakować Kościół w Polsce? Przecież jeszcze w styczniu 2022 Linda zaatakował Kościół, mówiąc: "Roz******ył nasz kraj"… MILCZENIE ŚWIRÓW można usprawiedliwić brakiem tekstów, które mogliby z oburzeniem odczytać przed kamerami telewizji. W znacznie trudniejszej sytuacji są członkowie Targowicy, którym pozostaje przebrać się w zależności od sytuacji. W przebierankach lepiej niż wybitni aktorzy scen polskich spisuje się Donald Tusk. Führer totalnej opozycji przebrał się już za: Pruskiego Dziedzica, okradzionego przez PIS na kwotę 50 euro emeryta, Patriotę walczącego do ostatniej kropli krwi o Praworządność, za Nieustraszonego obrońcę Ukrainy, teraz zaś Tusk udaje zaciekłego wroga Putina, któremu ręki by nie podał – a tym bardziej uwiesił się na szyi!
Czekam tylko, kiedy Tusk odegra rolę Ojca Narodu –wzburzonego zamachem Putina na samolot TU-154M z 96 przedstawicielami polskich władz z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele… Prawdziwy pokaz błyskawicznego przebrania się z przyjaciela Putina i wroga Polski na wroga Putina i polskiego patriotę zademonstrował pan Waldek: jeszcze 16 stycznia 2022 r. Pawlak wypowiadał się na łamach rp.pl na temat Baltic Pipe : Moim zdaniem dodatkowy gazociąg do Polski nie jest potrzebny. (…) Zapłacą za to odbiorcy, bo trzeba będzie go spłacić. Gazociąg jamalski będzie więc stabilną infrastrukturą, z której nie będziemy korzystać. Baltic Pipe będzie bardzo drogim pomnikiem polskiego rządu. Nic więcej..
Nie minęły 2 miesiące a już w dniu 2 marca 2022 roku pan Waldek udzielił ostrego wywiadu Onetowi, w którym zachęcił rząd Polski do zaostrzenia sankcji na Moskwę (sic!):(…) to my możemy zakręcić kurek, a nie bać się jego zakręcenia. Przede wszystkim jednak myślę, że nawet krótkie – na miesiąc lub dwa – zatrzymanie importu surowców z Rosji podziałałoby piorunująco na Moskwę (!!!) A co się dzieje z naszym bohaterem narodowym, który własnymi ręcyma obalił komunę? Lech Wałęsa nagle zamilkł, choć 10 lutego 2022 napisał na Facebooku: "Zgłaszam gotowość natychmiastowego wyjazdu do Kijowa w celu solidarnej obrony. O gotowości został powiadomiony Pan Ambasador Ukrainy w Polsce"… Nie jest jednak prawdą (jak twierdzą wrogowie agenta Bolka), że milczenie Bolka to rezultat gwałtownego odwodnienia organizmu - krótko mówiąc sraczki! Jest przeciwnie: agent Bolek jest w drodze na Ukrainę, do której ma już wkrótce dotrzeć! Jako bohater wojny z komuną i laureat Nagrody Nobla - agent Bolek zostanie podwieziony na Ukrainę motorówką floty radzieckiej. Od strony Odessy…
Źródło: niepoprawni.pl
A tak na marginesie jakoś nie słyszałem by Kaczyński, i jego sztab potępili napaść Putina na Ukrainę!? Zachowuje się jak onegdaj Gowin, pamiętacie ten jego sprzeciw, owacje na stojąco a Gowin siedział i się nie cieszył!
01 03 2022 Piąta kolumna Putasa.
Zawsze mnie zastanawiało, jakim cudem wwieziona na ruskich tankach komuna w dość szybkim czasie opanowała całkiem spory jak na Europę kraj. Fakt, przez pierwsze lata w Polsce stacjonowało nawet 40% sił NKWD, które to często w „polskich” mundurach dbały, by raz zainstalowanej władzuchnie ludowej nic się nie stało. Ale potem? Umownie określmy - po 1956 roku? Przecież sam pamiętam, jak po Grudniu, gdy ster partii przejął Gierek, część moich kolegów (a i koleżanek) szła do kościoła pomodlić się, by przypadkiem… w Polsce nie zakończył się socjalizm. Boć to przecież najlepszy z możliwych ustrój był. ;) To efekt prania mózgów. Niestety, przy wydatnej pomocy nauczycieli często jeszcze zaczynających uczyć tuż przed wojną.
Dopiero wydarzenia 1976 roku spowodowały, że zaczęliśmy się zastanawiać. I rozmawiać. Ta przyspieszona edukacja w krótkim czasie dała efekty. Największym był Sierpień i ukradziona następnie Narodowi Rewolucja… W odróżnieniu ode mnie i praktycznie całego pokolenia młodsi mieli o wiele łatwiej.
Urodzony w 1975 roku Konrad Rękas wiedzę, którą myśmy zdobywali za cenę czasem nawet wydalenia ze szkoły czy uczelni miał podawaną na lekcjach – w 1989 roku kończył bowiem podstawówkę. Studiów co prawda nie zaliczył, ale to przecież nie powód, by być przez resztę życia bęcwałem. Tu właśnie leży problem. Po bezskutecznych próbach zaistnienia pośród prawicy, i to nawet dość ostrej (KPN) Konradzik odnalazł się (finansowo, jak należy przypuszczać)… w rosyjskim propagandowym Sputniku. Nie ważne, że teraz musiał zaprzeczyć deklarowanym wcześniej przekonaniom. Najwyraźniej kasa, a raczej kaska (sądząc po ilości i jakości jego publikacji raczej rozpieszczany przez Moskwę nie jest) poprzekładała klepki w mózgownicy Rękasa do tego stopnia, że stał się polskojęzycznym Rosjaninem, na dodatek o proputinowskiej orientacji. Kiedy cała Polska, nie bacząc na jeszcze wczorajsze spory, pomaga kobietom i dzieciom ukraińskim, ten polskojęzyczny Rosjanin próbuje wybielać agresora: Na poważnie zatem. Przede wszystkim właśnie każdy kto zna i rozumie politykę Putina musi rozumieć, że skoro uderzył – to musiał być do tego zmuszony. Zapewne Rosjanie wiedzieli o szykowanym ataku na siebie. Jasne, propagandowo lepiej wyszłoby poczekać i wyjść na ofiarę. Ale militarnie liczy się kto pierwszy uziemi OPK i lotnictwo przeciwnika – więc tak zrobili. Zwłaszcza, że przecież samo uznanie republik ludowych już zostało ochrzczone „inwazją”. Ukraina nie powstrzymała swoich działań przeciw Donbasowi, bredziła o pozyskaniu broni jądrowej (zapewne brudnej), a jednocześnie przekaz Zachodu do Rosjan był jasny „Nie brońcie się, bo powiemy, że to wyście zaczęli!”. No więc skoro bez ataku czy z atakiem Rosja była traktowana tak samo, a zagrożenie jej własnego terytorium rosło - to czemu niby miała nie atakować? Putin wykonujący uderzenie uprzedzające na Ukrainę – jest niczym Stalin, który by zaatakował Hitlera jako pierwszy, być może skracając wojnę o parę lat i ratując miliony ludzkich istnień na całym świecie.
Linku nie podaję. Wystarczy wrzucić w google’a.

Jak mawiano w Polsce, gdy język rosyjski był jeszcze obowiązkowo nauczany w szkołach? Sowsiem pojebałoś… ;) Oto targana kryzysem Ukraina, próbująca zbudować system bez odziedziczonej po ZSRS powszechnej korupcji, nagle staje się potencjalnym agresorem! Za moment napadnie na Moskwę i pewnie jej czołgi za dwa, góra trzy miesiące staną pod stolicą Putladii. Ale genialny strateg z Kremla, ekspodpułkownik KGB Putas wyprzedził atak biednego kraju na atomowe mocarstwo.
Trudno określić Rękasa innym słowem niż pojeb. Niestety, w taki irracjonalny sposób, za pomocą argumentów, które nawet nie są w stanie przekonać pensjonariuszy zakładu dla niedorozwiniętych w stopniu znacznym Putas próbuje uzasadnić napaść na suwerenny kraj. Rękas natomiast w „dobrej wierze” (buahahaha!) stara się do tych bredni przekonać jak najwięcej podobnych sobie renegatów. Nic dziwnego, że w końcu pisze: To, czego jesteśmy świadkami to nie (tylko) wojna rosyjsko- ukraińska, ale także starcie bloku chińsko- rosyjskiego z dominacją amerykańską nad Europą, w tym i nad Polską. Zwycięstwo rosyjskie (czyli ukraińskie, prawdziwej Ukrainy) od strony czysto pragmatycznej usunie potencjalną zawadę dla Pasa i Drogi, czyli wielkiego gospodarczego mostu eurazjatyckiego. Od strony geopolitycznej zaś brak skutecznej reakcji anglosaskiej już dziś oznacza ostateczny koniec systemu jednobiegunowego i zmierzch amerykańskiej hegemonii w jego ramach. Wzięcie Kijowa czy dalsza neutralizacja Ukrainy w drodze negocjacji dwustronnych byłyby świtem nowego, wielobiegunowego świata. A to, mimo indukowanego Polakom zaślepienia, mimo infantylizmu, w którym taplany jest nasz naród – stanowi jedyną szansę przełamania naszego peryferyjnego statusu, wyrwania się z pułapki średniego (i wygaszanego) wzrostu i otwarcia na szansę, tylko szansę, ale jednak szansę uzyskania geopolitycznej i geoekonomicznej dojrzałości. Dlatego bez dziecinnych flag na awatarach i przede wszystkim licząc na szybki pokój na Wschodzie – w polskim interesie liczmy na zwycięstwo rosyjskie, wyzwolenie Ukrainy, most eurazjatycki i nowe możliwości dla Polski.
Paniali ili niet??? ;) Polskojęzyczny putinowski propagandzista gra na urojeniach już tylko pewnej części wyborców JKM i Brauna. Ale każda godzina pokazuje, jak bardzo fałszywe są preteksty Putasa, zaś barbarzyństwo armii Federacji Rosyjskiej budzi oburzenie na całym już świecie. Dlatego zamiast Rękasa publicysty czy raczej Rękasa błazna mamy Rękasa putinowskiego trolla z którego można jedynie drwić. Który jednak powinien w najbliższej przyszłości zapłacić za swoje narodowe odstępstwo i jawną gloryfikację podłego agresora. I dlatego okupuje portale czytane przez nasze służby oraz garść idiotów, dla których putinowska Rosja ciągle jest przedłużeniem umiłowanego przez renegatów Związku Sowieckiego. Dla nas ważne jest natomiast to, że ujawnia propagandę, jaką jaczejka putasowska sączy w uszy Rosjan. Przy okazji zaś ujawniają się zdrajcy Polski.
Źródło: niepoprawni.pl
Jakoś nie słyszałem by Kaczyński, i jego sztab potępili napaść Putina na Ukrainę!?
Gdy Putin od początku XXI w. modernizował armię i zbroił się za zachodnie pieniądze, europejskie elity, naiwnie eksportowały kolejnych "szrederów" do rosyjskich spółek. "Szrederów", którzy jeszcze "przedwczoraj" mieli dostęp do najważniejszych tajemnic i planów NATO, tajemnic międzynarodowych organizacji i tajemnic państwowych!
Z forum: Piąta kolumna putasa miała zasięg globalny. Bardzo dobrze usadowiła się w USA. Rozwijała swoją działalność bardzo intensywnie już od 2014 roku. Jej fundamentem ideologicznym jest filozofia faszysty Dugina. Niektóre wymyślone przez nią dla Polski hasła są natychmiast rozpoznawalne, jak choćby: żyjemy nie w Polsce tylko w Polin, Ukraina to nie państwo, Ukraińcy to banderowcy, itd. Różne kłębowiska kacapskich żmij snuły od lat strategiczne plany jak rozebrać Ukrainę na kawałki, używając Węgier i Polski, a Polska miała połaszczyć się na Lwów. Rozpatrywane były plany nienawiści Ukraińców do Polaków po przyłączeniu zachodniej części Ukrainy i jak korzystne to będzie posunięcie ze strony Rosji, która zabierze cały ukraiński wschód. Kacapstwo drwiło sobie z rzekomej polskiej głupoty i planowało, że zajęta przez nich część Ukrainy zacznie od nowa, a pożyczki i zobowiązania prawne państwa ukraińskiego poniesie ofiarowany Polsce (puszka Pandory) zachód. To nie były tylko marzenia, to były realne plany. Chyba pamiętamy propozycje Żyrinowskiego. Propaganda rosyjska działała też bardzo intensywnie na terenie USA i to nie tylko poprzez swoje Sputniki. Upatrzyli oni sobie pewnych przedstawicieli ruchu prawicowego ale inwestowali też w krańcową lewicę i organizacje broniące środowisko naturalne. Chodziło tutaj aby Amerykanie importowali gaz i ropę, przy tym mieli jak najmniejszy zasób własny. Macki rosyjskiej korupcji były i ciągle są jak najbardziej realne. Senator Rand Paul , Republikanin z Kentucky, jest amerykańskim putinowcem, który dzielnie walczył przeciwko sankcjom na Rosję. Tę samą rolę pełni Patrick Buchanan, były doradca Nixona. Rozproszone po świecie kacapy całkowicie popierają putasa i żywią się kremlowską propagandą, chociaż w chwili obecnej zupełnie zaszokowani pozostają w cieniu, czekając na ostateczne uderzenie wodza. A gdyby nawet i cały świat się od tego rozwalił, to co? Bez wielkiej Rosji i tak przecież nie może być świata.
28 02 2022 Trzeci takt wojny ukraińskiej.
Obserwuje zdarzenia u naszego wschodniego sąsiada, Przyglądam się zachowaniu zachodnich elit. Pomimo widocznych zmian w ich postępowaniu, uważam to za grę pozorów. Jedynie GB gra va banque. Ostatnio BP nawet sprzedaje swoje udziały w Rosji świadome zapowiedzi Miedwiediewa o nacjonalizacji majątku krajów zachodnich. Mija czwarty dzień wojny na Ukrainie 2022. Rosja bez skrupułów dąży do realizacji swoich celów strategicznych. Każdy kto mógłby mieć zdanie odrębne jest zmuszony do rewizji swojej postawy. Dotyczy to również państw. Izrael nabiera wody w usta bo przecież w Syrii jest rosyjska baza a oni każdorazowo muszą prosić o cichą zgodę Moskwy na przelot samolotów w tej przestrzeni powietrznej. Prawa człowieka? - nieważne, bo Putin ma armie i rakiety. Nawet żydowskie pochodzenie Żełeńskiego blednie w blasku rosyjskiej salwy. Kolejny niemowa - Francja ma przecież wielkie inwestycje w Rosji. PSA poniesie straty więc Makaron nie przepuści okazji żeby siedzieć cicho – jak to nakazywał jeden z jego poprzedników. Włochy potrzebują dopływu kapitału za pomocą swoich bucików bo przecież EBC z siedzibą w Niemczech wykończył ich gospodarkę na cacy. Jacek Bartosiak od lat mówił o dośrodkowej tendencji największej gospodarki w UE.
Zaś same RFN gra na jednym fortepianie z Rosją od dekad co rzeczowo uzasadnił Dylewski – szkoleniowiec managerów z Berlina. Czytelniku czy Ty wiesz że na zachodniej stronie Uralu jest niemieckojęzyczna autonomia terytorialna? Czy Ty wiesz że jedynie ten rejon gwarantuje dostawy gazu do całej UE na 200lat? Wynagrodzenie za pracę tam porównywalne jest do polskiego, a dziś może nawet niemieckiego. Jedźmy dalej – USA czyli chyba najgłupsze mocarstwo świata w chwili swego upadku. Państwo które wespół z nihilistami wszelkiego autoramentu samodzielnie jeszcze za kadencji Trumpa rozpoczęło walkę przeciw własnym obywatelom za pomocą sankcji kowidowych jest niezdolne do realnych działań przeciw Rosji. Państwo które wespół ze swym zaprzysięgłym wrogiem jakim są Niemcy zarabiając na szprycowaniu całego świata osłabia potencjalnego rekruta do walki z nowym hegemonem Europy. Tak tak, big Tech, giełda i diaspora syjonistyczna sama sobie strzela w łeb – i to po raz kolejny po wyemancypowaniu Chin. Jakie są działania głównej siły NATO? Otóż wysyłają oni swoich żołnierzy do Polski tylko po to aby ewakuować obywateli USA i Izraela. Nawet Izrael postanowił wysłać nowego ambasadora do Polski po półrocznym wakacie.
Co robi w tym czasie nasz kraj? Czy Polska w pierwszej kolejności z Ukrainy ewakuuje własnych obywateli? Oczywiście nie! Polacy z Ukraińcami stoją w jednej 40 kilometrowej kolejce do granicy a specjalnym pasem przepuszczani są Amerykanie i Niemcy, czytaj Żydzi. Mało tego, Ministerstwo Zagłady ustami pana Niedzielskiego, którego polska jurysdykcja prawna nie obejmuje, stwierdził że restrykcje kowidowe Ukraińców nie dotyczą. To już widać nie jesteśmy we własnym kraju nawet obywatelami 2 kategorii. Dlatego nie dziwię się że o powszechnym dostępie do broni dla Polaków mowy być nie może, a my możemy spokojnie czekać na Armie Czerwoną zapijając wódeczką. Tragiczne jest też tak powszechne w mediach szczególnie prawicowych nazywanie głowy państwa rosyjskiego BANDYTĄ. Wszyscy Ci co tak gorliwie sączą jad na Putina kiedy on wygra i narzuci swoje warunki całemu NATO będą musieli odszczekać. Drzewiej za Polski szlacheckiej na taką ujmę na honorze wobec kogoś uzbrojonego po zęby zdobywał się jedynie szaleniec.
Ja też na fali nadziei walczących Ukraińców przez pewien czas myślałem że dadzą radę. Tyle że Rosja ma w odwodzie przy granicy jeszcze 30% wojsk ofensywnych i działa cały czas według wariantu A. Polega on na zdobyciu stolicy bez niszczenia infrastruktury krytycznej państwa ukraińskiego. Tak czy inaczej znaczna część Ukrainy zostanie przyłączona do Rosji a w najgorszym wypadku obywatele okupowanego terytorium podzielą los Czeczenii. Rosja ma w tym wielowiekowe doświadczenie. Dlaczego zatem Niemcy zmieniają front? Z kilku powodów. Pierwszy to eksport do USA i jest to najmniej istotna przyczyna. Drugi to Polska która może wypowiedzieć posłuszeństwo UE. Trzeci to propolska polaryzacja Narodu Ukraińskiego co załamuje całkowicie projekt Mitteleuropy. Jeśli bowiem Ukraina w każdej przyszłej formie wzmocni znacząco Polskę stanowi to niebezpieczeństwo utraty taniej siły roboczej i zaburzenia w niemieckiej machinie gospodarczej. To z kolei pociągnie za sobą utratę wpływów w kluczowym regionie Euroazji. Każdy propolski scenariusz Ukrainy kończy niemiecki projekt imperialny, umacnia potencjalnie USA w Europie. Niemcy zatem nie mogą sobie pozwolić na stanie po stronie „bad guys” i muszą udowodnić że cały czas grają w jednej europejskiej drużynie z Polakami czy Ukraińcami.
Na zakończenie kilka zdań na temat samej polityki rosyjskiej. Jeśli przyjąć założenie że niewydolność systemów emerytalnych jest przyczyną kowidowych rewolucji na świecie mających na celu zmniejszenie okresu świadczeń emerytalnych to oczywistym jest że Putin to jawne pogwałcenie praw człowieka wykorzystał do swoich celów. Nikt bowiem nie może mówić że Putin łamie prawa człowieka skoro on sam robi dokładnie to samo. Złamanie prawa do dysponowania własnym ciałem PUNKT! Złamanie prawa do wolności słowa PUNKT! Złamanie prawa zgromadzeń PUNKT!, Złamanie prawa do swobodnego przemieszczania się PUNKT! Złamanie prawa do pracy bez certyfikatu kowidowego PUNKT! Złamanie prawa dostępu do kultury masowej PUNKT! - to wszystko zrobił zachód co dziś skrzętnie Putin wykorzystuje kwestionując również istnienie państw takich jak Ukraina.
Oczywiście są przyczyny obiektywne wybuchu wojny, choćby to co powiedział ostatnio Jarosław Wolski że to demografia zmusza Rosję do agresji. Uważam dokładnie tak samo, dodam – Putin jest zmuszony do tych działań i to nie z powodów o których mówi oficjalnie czyli przesuwania NATO na wschód o czym tak ambitnie opowiada Wojciech Cejrowski. Putin musi anektować Ukrainę i odnowić Związek Radziecki aby w chłodnym sojuszu nie zostać pożartym przez chińską modliszkę. Zgodnie zresztą z zasadą „Boże chroń mnie przed moimi przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sam”.
Źródło: niepoprawni.pl
Firm niemieckich, francuskich....jest bez liku na terenie Rosji. Niemcy już liczą straty jakie poniosą wprowadzając blokady!? I oby nam ta blokady czkawką się nie odbiły!? Dlatego wojna na Ukrainie bardzo szybko się zakończy!? 
26 02 2022 Nadzwyczajne spotkanie V kolumny w Polsce!
W związku z agresją rosyjską na Ukrainę zebrał się w nadzwyczajnym trybie Zarząd PO pod przewodem Donalda Tuska – wyznaczonego przez Niemców na Führera totalnej opozycji. Agresja Putina na Ukrainę pokrzyżowała bowiem wyznaczoną przez RFN misję Człowieka Putina w Warszawie, a więc: doprowadzenie do takiego chaosu w Polsce, by obalić legalnie wybrany rząd Prawa i Sprawiedliwości i powołać marionetkowy rząd z premierem Tuskiem na czele. Donald Tusk poniósł bowiem tak wielkie zasługi dla RFN i Rosji, że pozostaje jedynym przywódcą V kolumny w Polsce, na którego RFN i Rosja mogą nadal liczyć. Zatem nie zaskakuje, że zarząd Platformy Obywatelskiej podkreślił zagrożenia, jakie dziś stoją przed V kolumną w Polsce: SAMOTNOŚĆ POLSKI  - W czasie, gdy rządziła koalicja PO-PSL pod przewodem Donalda Tuska – Polsce nie tylko kibicowała RFN i Unia Europejska, ale także Rosja Putina. Śmiałe plany Tuska, dotyczące likwidacji polskiego przemysłu, w tym polskich stoczni oraz perspektywa likwidacji PLL LOT sprawiły, że RFN i UE liczyła na Tuska i nadal liczy na to, że Donald Tusk dokończy dzieła połączenia Polski z Zachodem, a konkretnie zaś z RFN.
Donald Tusk i Polska przez niego "żądzona” przestała być samotna z chwilą nawiązania bliskich stosunków Donalda Tuska z Władymirem Putinem – zaraz po katastrofie samolotu TU-154M pod Smoleńskiem. Tusk oddał śledztwo Putinowi choć dzisiaj mówi, że w Rosji nie ma wolnych sądów! Podpisał też umowę gazową z Gazpromem do 2035 roku, anulował wyrok sądu arbitrażowego nakazującego Gazpromowi zapłatę Polsce 1,2 mld zł a także zwolnił Rosję z opłat za tranzyt gazu przez Polskę do Europy na okres 10 lat, tj. na kwotę ca. 20 mld zł. Donald Tusk zobowiązał się też sprzedać LOTOS rosyjskiemu Rosnieftowi, by w ten sposób zapewnić stanowiska we władzach rosyjskiej spółki funkcjonariuszom Platformy Obywatelskiej z woj. pomorskiego. Dzięki Donaldowi Tuskowi zapewniono także dostęp kontrwywiadu Rosji do Polski, zaś minister Ławrow rozpoczął w Polsce szkolenia polskich ambasadorów. Polska przestała być samotna, gdy w 2011 roku rząd Tuska zlikwidował pułk w Suwałkach, dywizję z siedzibą w Legionowie, wojskową brygadę z siedzibą w Lublinie oraz batalion z siedzibą w Siedlcach. Wtedy to Rosja Władymira Putina uznała, że Donald Tusk jest człowiekiem Moskwy w Warszawie, zaś Donald Tusk uznał, że Putin jest człowiekiem Warszawy na Kremlu! Polska przestała być osamotniona…
Likwidacja baz wojskowych to nie było ostatnie słowo Tuska, by Rosja liczyła na Tuska, jako premiera rządu RP! Jego rząd i ministrowie Klich i Siemoniak w krótkim czasie zredukowali liczbę polskiego wojska do 90 tysięcy po tym, gdy Premier Donald Tusk potwierdził, że 2008 rok jest ostatnim rokiem, w którym obowiązuje powszechny pobór do wojska. Niestety, misja Tuska likwidacji Wojska Polskiego została przerwana po tym, gdy Tusk zmuszony został do ucieczki z Polski po aferze taśmowej. W sytuacji agresji Putina na Ukrainę niemiecko- rosyjska V kolumna w Polsce nadal liczy na to, że Tuskowi uda się dokończyć plan Zachodu, a konkretnie RFN – by przestać być samotnym. W granicach RFN polski land nie będzie osamotniony!
SPORY WEWNĘTRZE I CHAOS - V kolumna zaapelowała o zakończenie sporów polskiego rządu z Donaldem Tuskiem, aby zapewnić Platformie Obywatelskiej przejęcie władzy w Polsce. „Musimy przeciwdziałać chaosowi, ale cały świat musi zobaczyć, że Polska to prawdziwy dom” - podkreślił Tusk.  Wprawdzie Donald Tusk nie sprecyzował o jaki dom mu chodzi, jednak w swojej autobiografii pt. "Szczerze" wyznał, że w swoim domu bał się ojca, ponieważ ten go bił, zaś Ewa Tusk, matka Donalda wspominała w wywiadzie, że jej mama i babcia chciały po zakończeniu wojny wyjechać do Niemiec, gdyż były Niemkami... Oczekiwanie V kolumny, że Polska stanie się prawdziwym domem niemieckim, gdzie dzieci będą bite przez Tuska - Ojca Narodu (zgodnie z zaleceniem red. Lisa) – będzie raczej trudne do zrealizowania.
DEZINFORMACJA I DYWERSJA - V kolumna wielokrotnie podkreślała dywersyjne działania TVP, pokazujące nagrania polityków Koalicji Obywatelskiej, atakujących Polskę na granicy z Białorusią a także na forum Parlamentu Europejskiego oraz w organizowanych przez Platformę Obywatelską i jej bojówki KOD zadymach i puczach. Kształtowanie obrazu V kolumny w Polsce, w tym samego Donalda Tuska, jako polskich patriotów jest kluczowe dla przyszłej Polski pod rządami Platformy Obywatelskiej. BEZCZYNNOŚĆ - W sytuacji wojny Rosji Putina z Ukrainą, Donald Tusk uznał za dywersję pokazywane w TVP obrazy z polskich dworców: „Zróbmy wszystko, żeby nie było obrazów z polskich dworców, które by pokazywały, że nie potrafimy pomóc ludziom, którzy uciekają przed wojną”.
Można więc oczekiwać, że w sytuacji bezczynności reżimu PIS-u – na dworcach przy granicy z Ukrainą już wkrótce pojawią przedstawiciele V kolumny z kociołkami pożywnej zupy, wodą gazowaną oraz z pizzą. Tak, jak to było przy granicy z Białorusią, którą wizytowali przedstawiciele Donalda Tuska w osobach: Marta Lempart, duet Szczerski-Joński, czy biegający pomiędzy Strażą Graniczną poseł KO Franciszek Starczewski, usiłujący dostarczyć wodę gazowaną nacierającym imigrantom – wysłanym przez reżim Łukaszenki
Źródło: niepoprawni.pl
No a co z covidem, tak nagle znikł!? Paliwo w górę, kolejki przed bankomatami, zakupy na zapas......a to dopiero początek!? Jakie zmiany w Polsce przyniesie dzisiejsza noc!? WRON w niedzielę rano powitamy!? 
25 02 2022 Przyczyny wojny? Foto tusk dziecko.
Jeśli szukamy winnych Wojny, to musimy to sobie ostatecznie i brutalnie uświadomić, że poza Putinem bezpośrednią winę za Wojnę ponosi żałosny, zniewieściały, durny i zepsuty Zachód, z takimi państwami na czele jak Niemcy, Francja czy USA. Podczas gdy Putin od początku XXI w. twardą ręką i konsekwentnie modernizował armię i zbroił się za zachodnie pieniądze, europejskie elity, zamroczone szerzeniem gejowskich, pacyfistycznych, anarchistycznych, lewackich ideologii, naiwnie eksportowały kolejnych "szrederów" do rosyjskich spółek. "Szrederów", którzy jeszcze "przedwczoraj" mieli dostęp do najważniejszych tajemnic i planów NATO, tajemnic międzynarodowych organizacji i tajemnic państwowych! Państwa zachodnie, na czele z Niemcami, brnęły w samobójcze projekty Nord Stream I, Nord Stream II, uzależniając Europę od rosyjskiego gazu i potężnie finansując rosyjskie zbrojenia. Francja eksportowała do Rosji zaawansowaną broń, okręty wojenne.
Aby tego było mało, to przez ten cały czas młode pokolenia europejskie, zachodnie, młodzi mężczyźni, zostali wychowani na rzeczywiste, dorosłe, niewiasty. Dla tych "męskich niewiast" jedyną przydatnością jest poranny makijaż, stylowa, kolorowa fryzura, nowa "słit" focia na instagramie z setkami lajków, nowa torebka od tęczowej marki odzieżowej... Te młode, tęczowe pokolenia dorosłych mężczyzn nie mają często pojęcia jak trzyma się broń, bo w przedszkolach i szkołach, często zarządzanych przez gejów i lesbijki, obowiązywały w świetlicach zakazy bawienia się pistoletami i bronią. Jedyną znaną metodą "walki" dla tych pokoleń jest malowanie kredą tęczy na chodnikach i marsze z gołymi dupami pod tęczowymi sztandarami i ustawienie sobie tła i zdjęcia profilowego. Ewentualnie selfie z odważnym "hasztagiem". Przedstawiciele tych niepełnosprawnych pokoleń dawali nie raz w mediach popisy i deklaracje swojej bezpaństwowości, wyrazu braku zasad, honoru, troski o Naród, Ojczyznę. Co więcej - pluli wielokrotnie na te wartości.
Myślicie że cyrkowo-kabaretowa posłanka Jachira z niejakim Sterczewskim nas obronią? A może zdrajca Tusk, biegający jak ratlerek za Anielą zadba dziś o wasze bezpieczeństwo w czasie wojny? A może liczycie na doktorę Spurek i Roberta Biedronia ze swoim chłopakiem, omamionych ideologią eko-wege? A może zbawcami będą czerwoni komuniści Miller czy Cimoszewicz? Przyznajcie się w kim pokładacie nadzieje na te trudne czasy? Chcecie jeszcze argumentów? Jakimże genialnym ruchem był w ostatnim dziesięcioleciu bezmyślny import islamu do Europy! To nawet nie były działania krótkowzroczne! To były działania ślepe! Wszystko to w wyniku autorytarnych decyzji bezmyślnej "cesarzowej" Angeli, zahaczających o zdradę podstawowych interesów bezpieczeństwa Europy! "Dzięki" temu teraz, w czasie Wojny, będziemy mieli nie tylko problemy z rosyjską agresją, ale także z wewnętrznym wrogiem naszej kultury i cywilizacji. Podczas gdy rosyjscy żołnierze będą mordować, rabować i gwałcić, rodzący się europejski kalifat będzie ścinał głowy niewiernych. O tragiczna ironio losu! Jednymi z pierwszych ściętych głów będą jaskrawe, krzykliwe, zielono-różowe czupryny młodych, europejskich homoseksualistów... Takie jest prawo Szariatu. Takie jest prawo natury. Tak działa brutalna selekcja naturalna.
Mamy Wojnę - pora otrzeźwieć! Pora pozbawić się złudzeń. Zepsute, skorumpowane, naiwne, durne, zdradzieckie elity dziś nie zadbają o Wasze bezpieczeństwo. Nie łudźcie się. Będą dużo gadać, niewiele zrobią. Oni w tej chwili martwią się jedynie o swoje nielegalne majątki i konta w szwajcarskich bankach, zapasy złota. Tęczowe, durne, naiwne, bezmyślne bezhołowie nie zapisze się do Obrony Terytorialnej, nie kupi kałacha i nie będzie bronić swoich majątków, domów, rodzin. Oni uciekną za granicę jak pierwsi tchórze, niewiasty, bo tak zostali wychowani przez zachodnie elity, internet, netflixa i celebrytów, przy rozbrajającej bierności, a często z przyklaskiem swoich naiwnych rodziców. Jesteśmy zdani na siebie.
Źródło: niepoprawni.pl
Wypowiedź Tuska po napadzie Putina na Ukrainę: Tusk nie będzie walczyć o obronę Ukrainy przed oszalałym agresorem, lecz nadal walczyć będzie o obalenie rządu PIS, który domaga się ostrych sankcji UE przeciwko Rosji!
Po ataku na Ukrainę, Trump powiedział: Władimir Putin jest "bardzo sprytny", a jego decyzja o uznaniu niepodległości separatystycznych republik w Donbasie była "genialna". Czyżby kolejny przyjaciel Putina, jego człowiek w Waszyngtonie. się ujawnił!?
Z forum: Era "michnikowczyzny" zapoczątkowała u nas tą chorą ewolucję. Libertyzacja, laityzacja, gender, tęczowa neokomuna i wiele by wymieniać, to bezideowe stworzenie w przestrzeni Świata męskich niewiast. Szczególną rolę odgrywają internetowe medialne potworki, jak np: Facebook, tańce z gwiazdami i TVN-y i multum innych. Ta kolorowa szulernia epatuje za beztroskim, bezideowym kolorowym trwaniem. Młodzież jest pompowaną tą pstrą ideologią, aby stworzyć pustostan w głowach, łatwy później do sterowania i zniewolenia. Aby przejąć bezkrwawo zasoby ludzkie, trzeba wymazać wszelką społeczną moralność. Dlatego tak bardzo przeszkadza tym pseudo-postępowym ideologią religia katolicka. Z ulic i placów wyrzuca się narodowych bohaterów i ikony dorobku kulturowego, bo oni są świadectwem pozytywnych osiągnięć i czynów naszych wielkich przodków. Już dwie dekady pisał o tym czołowy antykomunista Waldemar Łysiak, którego szeroką paletę książek polecam. Mamy ideologiczną wojnę, który my Polacy wygramy, utrzymując istotę trwania chrześcijańskiego fundamentu Europy. Wierzę, że przykładem Polski Europa, a później Świat się szybko obudzi, bo to Polska obecnie zbudowała i buduje silną antyrosyjską koalicję. 
Wojny były, są i będą. Przetrwają tylko społeczeństwa zdrowe,przygotowane, waleczne i patriotyczne. Piłsudski wolność Polski też musiał wyrąbać szablą i nikt nam nie pomagał. Najpierw napaść Ukraińców na Lwów i i bohaterstwo Orląt, póżniej wojna ukraińsko-polska i w końcu bolszewicka nawała. Siła zatrzymanych bolszewików wtedy także wystarczała do podboju całej Europy. Przetrwaliśmy we własnych granicach pomimo 45.lat wasalnej zależności od Sowietów. Do dziś odczuwamy jednak skutki ukraińskich denuncjacji i list proskrypcyjnych dla Hitlera i Stalina. Rezultat to wywózki i wymordowanie polskiej elity wtedy i w następstwie rządy durniów dziś. Nie można popadać w histerię i egzaltację. Ukraińcy mają pierwszą okazję honorowo wywalczyć sobie państwo. Do tej pory riezali starców, kobiety i nabijali na sztachety dzieci. Na razie dostali wszystko za friko. Jeszcze wczoraj mścili się na niepogrzebanych kościach własnych zbrodni, nawet na kamieniach (lwowskie lwy). Dziś oczekują od potomków swych ofiar wszelkiej pomocy i empatii. Od świata militarnej pomocy. Dadzą radę, to wreszcie zasłużą na suwerenność. W 1920 jeszcze nie dojrzeli i rady nie dali. W innym przypadku "Stalin dał, Putin wzjał". Taka jest odwieczna kolej dziejów. 
24 02 2022 Twarde sankcje potrzebne na...
Najlepszym sposobem uratowania Ukrainy od rozdarcia przez dwugłowego orła   Rosji jest nałożenie twardych, bolesnych sankcji na… Niemcy. Berlin winien zostać odcięty od systemu transakcji bankowych SWIFT, niemieckie banki obsługujące inwestycje w Rosji winny zostać zepchnięte na margines zachodniego świata finansowego, niemiecki przemysł należy pozbawić dostępu do nowoczesnych technologii, np przemysł  motoryzacyjny do produkowanych w USA mikroprocesorów. US Army oraz brytyjska Armia Renu winny wysłać do Niemiec swoje oddziały i ponownie obsadzić bazy wojskowe zamknięte po zakończeniu “zimnej wojny”. Dopiero kiedy Berlin zostanie objęty “atomowymi sankcjami”, to być może wycofa się ze wspierania Moskwy i kreciego sabotowania działań zmierzających do obrony państw Europy środkowo-wschodniej przed upojonym władzą kremlowskim satrapą. 
W aktualnej sytuacji, kiedy Europa chwieje się na krawędzi konfliktu zbrojnego, Niemcy po raz trzeci w przeciągu 100 lat wpychają kontynent w wojnę. Po raz trzeci starają się zdominować państwa leżące między Atlantykiem a Bugiem, aby mieć silniejszą pozycję w planowanym wspólnie z Rosją panowaniem nad przestrzenią od Władywostoku po Lizbonę. Partnerstwo w tym planie Putin zaproponował Niemcom w listopadzie 2010 roku, pół roku po tragedii smoleńskiej, która zmasakrowała polityczną elitę Polski. Jego propozycji utworzenia “harmonijnej wspólnoty gospodarczej” słuchało ponad 300 najbardziej wpływowych polityków i przemysłowców Niemiec z Angelą Merkel na czele. Koncepcja została przyjęta. Pani kanclerz wyraziła nadzieję, że “rozwój stosunków między europejskim obszarem gospodarczym a Rosją zaowocuje wspólną przestrzenią ekonomiczną od Lizbony po Władywostok”. 
Niemcy zaaprobowały propozycję Putina bowiem pragną wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy i pozbyć się wreszcie amerykańskiej obroży nałożonej w 1949 roku prawem zwycięzcy w II wojnie światowej. Według oficjalnej narracji Berlina mocarstwa okupacyjne zrezygnowały ze swoich uprawnień i zjednoczone państwo niemieckie stało się “w pełni suwerenne” z mocy traktatu o ostatecznej regulacji zwanego potocznie Traktatem dwa plus cztery. Jest jednak pewien szkopuł. Traktat podpisali 12 września 1990 roku minister spraw zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec Hans-Dietrich Genscher oraz minister spraw zagranicznych Niemieckiej Republiki Demokratycznej Lothar de Maiziere. Niby wszystko w porządku tyle tylko, że w dacie sygnowania traktatu RFN i NRD od 13 dni już nie istniały, a więc legalność paktu o “ostatecznej regulacji” jest mocno wątpliwa. W konsekwencji jak długo na terenie Niemieckiej Republiki Federalnej istnieć będą bazy wojskowe i stacjonować będą wojska byłych mocarstw okupacyjnych, tak długo Berlin może snuć narrację o “suwerenności” Bundesrepubliki, ale rzeczywistość jest inna.
Wraz z przyjęciem koncepcji Putina zmienił się stosunek Berlina do Sojuszu Atlantyckiego. W początkowym okresie NATO uważane było za symbol powrotu Niemiec na arenę międzynarodową, ale już w 1958 roku szef brytyjskiej misji łącznikowej przy wojskach sowieckich w Niemczech, pułkownik lotnictwa Hans Neubroch ostrzegał w jednym z raportów, że  “dezercja Niemiec z sojuszu NATO leży w sferze prawdopodobieństwa” i sojusznicza lojalność Niemców “musi być traktowana podejrzliwie”.  Z biegiem czasu rządzący Bundesrepublik uznali NATO za wygodny i stosunkowo tani parasol bezpieczeństwa, koszty którego należało umiejętnie wekslować na Stany Zjednoczone. Kiedy po przyjęciu oferty Putina zagrożenie rosyjskie zastąpiła współpraca z Rosją, NATO przestało być postrzegane w Berlinie jako sojusz obronny, ale raczej jako kosztowne i ciążące jarzmo. Ewentualnych przeciwników na kontynencie mogła bowiem, w razie potrzeby, odstraszyć odradzająca się potęga militarna Kremla, a zaciągnięte w tej wymianie usług długi można było spłacać dyskretną reprezentacją interesów Moskwy w NATO i Unii Europejskiej. 
Zmiana parasola bezpieczeństwa stała się źródłem niechęci Berlina do Warszawy, najsilniejszego państwa wśród nowych członków NATO. Polska, jak barykada, leżała w poprzek nęcącej wizji Putina. Zwłaszcza Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy, która niepokojąco rozszerzała dobre stosunki z Waszyngtonem i odwracała program osłabiania potencjału demograficznego, gospodarczego i obronnego kraju prowadzony pod przykrywką transformacji przez kolejne rządy i środowiska polityczne sponsorowane z Berlina. Reorientacja wektorów zagrażała powodzeniu rozwijającej się współpracy rosyjsko- niemieckiej i stąd rozliczne próby obalenia rządów PiS sposobem “ulica i zagranica” skoro w wyborach okazało się to niemożliwe. Stąd groźby  “zagłodzenia finansowego” Katariny Barley wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, a wcześniej minister sprawiedliwości Niemiec. Stąd zaskakujące orzeczenia TSUE i pozornie nieuzasadnione odwlekanie zatwierdzenia Krajowego Planu Odbudowy i wypłaty Polsce należnych miliardów euro przez Komisję Europejską kierowaną przez byłą minister obrony Niemiec Ursulę von der Leyen. Pozornie, gdyż klocki puzzla wskakują na swoje miejsca jeśli przyjąć, że mniej miliardów w polskiej kasie, to mniejsza możliwość rozwoju polskich sił zbrojnych i nabycia dla nich najnowocześniejszego uzbrojenia dla obrony “wschodniej flanki”.   
Bez niemieckich “jaczejek” i skorumpowanych polityków, rosyjskie możliwości “rozmiękczania” Unii Europejskiej i Sojuszu Atlantyckiego znacząco maleją.  Kreml przekonał się o tym eskalując nacisk militarny na Ukrainę, kiedy pod presją Waszyngtonu zaczął się giąć nawet nowy kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Chcąc mu dać “ostrogę” Putin umieścił w swoim przemówieniu uzasadniającym inwazję terytorium Ukrainy sugestię, że w rozliczeniu zwycięskiego marszu Rosji na zachód Niemcy odzyskają swoje “rdzenne” ziemie odebrane im po II wojnie światowej i przyznane Polsce. Putin doskonale wiedział, że trafia tym w najczulsze miejsce niemieckiej elity politycznej. Wspomniany Hans Neubroch gotowość Niemiec do zdrady sojuszników z NATO tłumaczył przemożną dążnością do odzyskania wszystkich ziem, które elita Bundesrepublik, a wcześniej elita Rzeszy, a wcześniej elita Cesarstwa uważała i nadal uważa za niemieckie. Podobnie jak Putin wierzy, iż jego misją jest odzyskanie wszystkich ziem, które stanowiły domenę dynastii Romanowów. Ciekawe jak rozstrzygnięto lub jak zostanie rozstrzygnięty obszar obwodu królewieckiego, którego status nie został formalnie uregulowany po II wojnie światowej.
Źródło: niepoprawni.pl
Ukraina już dawno została spisana na straty, i Polska też nie dość że szaleje inflacja, to jeszcze musimy utrzymać armię Jankesów, przyzwyczajoną do luksusów!?
Putin zaatakował, ci z PO nabrali wody w usta, Bolek też milczy a miał pierwszy ruszyć na Putina!? Budka po agresji Rosji na Ukrainę zaatakował  rząd Polski - ale nie potępił Putina - podobnie jak Führer totalnej opozycji Donald Tusk, który czeka na dyspozycje z RFN-u.
Z forum: Polacy stoją ością w gardle zarówno Niemcom jak i Rosji. Do znudzenia będę powtarzać, że te dwie nacje mają w genach zainstalowany bizantynizm (Rosja przez cerkiew od strony południa a Germanie jeszcze z czasów Wędrówki Ludów i przejmowanie tradycji bizantyjskich na swoje terytorium przez m.in. księżniczki arabskie jako żony germańskich książąt)  I te dwie nacje zawsze dogadają się ze sobą co do wymazania Polski z mapy Europy, bo nasza personalistyczna cywilizacja łacińska stoi w sprzeczności z ich grupowym bizantynizmem. Niemcy nas tolerują w UE ale widać jak bardzo chcą nam zaszkodzić we wszystkich możliwych obszarach. O tym powinniśmy zawsze pamiętać. Jednym i drugim nie po drodze  z nami. 
23 02 2022 Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?"
Często słyszy się opinię, że nie wiadomo "co zrobi Putin", bo to gracz "kompletnie nieprzewidywalny". Bywali jednak ludzie, którzy z dużą akuratnością potrafili przewidywać działania Rosji i jej przywódców, ale ich prognoz nikt nie chciał słuchać. W Polsce do takich ludzi należał niedawno zmarły dr Jerzy Targalski. Właśnie wśród Polaków najłatwiej jest znaleźć specjalistów "od przewidywania" Rosji, bo mamy kilkuwiekowe doświadczenia w obcowaniu z imperializmem rosyjskim. Niestety powszechna w świecie opinia o rusofobii Polaków w zasadzie uniemożliwia korzystanie z naszych doświadczeń i dlatego nikt nie traktował poważnie ostrzeżeń Lecha Kaczyńskiego. Rzadkim przykładem anglosaskiego "rusofoba", czy raczej realisty, był amerykański generał Patton, który kierował ciężkie zarzuty pod adresem ówczesnych polityków. Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać, jak trafne były jego przewidywania: "Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten.(..) Wygraliśmy tylko szereg bitew, nie wojnę o pokój. (..) Będziemy potrzebowali nieustającej pomocy Wszechmogącego, jeśli mamy żyć na jednym świecie ze Stalinem i jego morderczymi zbirami”. „Po raz pierwszy od stuleci pozwoliliśmy siłom Czyngis-chana wejść do Europy Środkowej i Zachodniej (...) w naszych czasach nie będzie pokoju, a Amerykanie, także ci, którzy się dopiero urodzą, będą musieli walczyć z Rosjanami jutro, albo za piętnaście, czy dwadzieścia lat. Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć."
Pattonowi nie pozwolono wyzwolić Pragi i został zmuszony do wycofania się z Czechosłowacji, która mocą uzgodnień alianckich została przeznaczona do "wyzwolenia" przez sowietów. Musiał także wstrzymać się przed wkroczeniem do Berlina, choć jego patrole dotarły już do przedmieść miasta 13 kwietnia. Pierwszą "samowolkę" generał wykonał w marcu 1945 roku forsując Ren, choć naczelny dowódca Eisenhower zamierzał przekraczać Ren dopiero w maju, "aż wody opadną". Na obawy ludzi zaniepokojonych o przyszłość Europy, naczelny wódz odpowiadał w żołnierskich słowach – "mam w dupie polityczną przyszłość Europy. Chcę tylko bezpiecznie doprowadzić swoich chłopców do domu". 3. Armia amerykańska dowodzona przez Pattona wyzwalała Francję spotykając się z wielkim entuzjazmem ludności, ale ze względów politycznych nie mogła wkroczyć do Paryża, bo trzeba było poczekać na zorganizowanie trzydniowego powstania i dowiezienia Armii Wolnych Francuzów...
Patton nie zdawał sobie sprawy ze stopnia infiltracji agentury komunistycznej w rządzie Stanów Zjednoczonych. Dziś szacuje się, że w administracji federalnej USA działało ok. 400 agentów komunistycznych - wśród nich byli też najbliżsi współpracownicy prezydenta Roosevelta. W tamtym czasie komunizm wydawał się niezwykle atrakcyjną ideą ("świat bez wyzysku człowieka przez człowieka"), nie istniały jeszcze efektywne służby kontrwywiadowcze, a prawdziwe oblicze bolszewizmu nie było powszechnie znane. Co do natury komunizmu, żadnych wątpliwości nie miał premier Churchill, który podobnie jak generał Patton, zdawał sobie sprawę, że II Wojna Światowa zostanie przegrana, jeśli nie doprowadzi się do zwycięstwa demokracji. Dlatego ci dwaj ludzie myśleli o kontynuowaniu wojny, w której alianci zachodni mieli konkretną przewagę. Pomijając fakt, że broń atomową wówczas mieli tylko Amerykanie, alianci zachodni dysponowali sprawnym zaopatrzeniem i przewagą w powietrzu. Sowieckie masy wojska i sprzętu (8 tysięcy czołgów, ciężarówki przeważnie produkcji amerykańskiej), przy przerwaniu zaopatrzenia – dostaw paliwa, amunicji i żywności, byłyby w zasadzie bezużyteczne.
Patton spotykał się z entuzjazmem na wyzwalanych przez Amerykanów terenach - masy uwolnionych robotników przymusowych i jeńców wręcz błagały generała o wstąpienie w szeregi jego armii. W Polsce istniał wielki i dobrze zorganizowany ruch oporu gotowy wesprzeć działania amerykańskie.  Z tego oczywiście zdawali sobie sprawę sowieci, dlatego postanowili Pattona "zneutralizować". Naprzód dzięki ich intrygom pozbawiono generała dowództwa 3 Armii, a następnie po kilku próbach zamachu, zamordowano.
Szczególnie perfidna była jedna z tych prób – klasyczna operacja "pod fałszywą flagą". Gdy generał leciał samolotem z Niemiec do Anglii, nad Francją jego samolot został ostrzelany przez angielski myśliwiec Spitfire z polskimi (!) znakami rozpoznawczymi. Pilotowi udało się uniknąć ataku, ale Patton był przekonany, że Polacy usiłowali go zamordować. Później okazało się, że polskie lotnictwo stacjonowało poza zasięgiem zdarzenia na północy Szkocji, a tego dnia żaden samolot nie wykonywał lotu. W końcu generał Patton "zginął w niejasnych okolicznościach" jak piszą we wszelkich materiałach na jego temat. Został on zamordowany sposobem szeroko stosowanym w III RP w czasie, gdy sowieckie służby budowały w Polsce "demokrację" – samochód generała zderzył się z ciężarówką...
Po wojnie zapanowała euforia i cały świat uważał, że wraz klęską państw Osi wygrały siły "dobra", a przez powołanie ONZ konflikty zbrojne będą po prostu niemożliwe. Tylko nieliczni, jak Churchill i Patton sądzili, że wojna została przegrana. Minęło 50 lat i historia się powtórzyła – "wygraliśmy zimną wojnę". Wprawdzie "imperium zła" się umniejszyło, ale bynajmniej nie zostało pokonane. "Pierestrojka", do której przygotowywano się 20 lat, nie przebiegła według przygotowanego scenariusza, zmiany poszły dalej niż zakładano, ale zdołano opanować sytuację. Podczas wielkiego bałaganu w Rosji, "jastrzębie" z Pentagonu proponowały raz na zawsze rozwiązać problem zagrożenia rosyjskiego, lecz zajmujący się polityką zagraniczną Sekretariat Stanu sprzeciwił się temu argumentując rzekomym "niebezpieczeństwem destabilizacji". Komu tak zależało na stabilnej Rosji? Czy Rosjanie przeprowadzając ryzykowne przeobrażenia mieli jakiś "parasol" w kręgach decyzyjnych USA? Sowietologiem, który nie wierzył w "koniec historii" i uważał, że to Zachód przegrał zimną wojnę, był Christopher Story. W wywiadzie z roku 2005 powiedział: "Związek Radziecki nie istnieje, więc Zachód może się rozluźnić, nie musi być czujny i teraz jest kuszony obietnicą współpracy. Ze strony sowieckiej jest to szantaż kolaboracji. Jest to równanie, w którym jednym elementem jest współpraca, a drugim szantaż. My współpracujemy zapominając o elemencie szantażu, ale jest to sytuacja bardzo, bardzo niebezpieczna.”
Na pytanie co robić i jak przeciwdziałać, Story odpowiedział: "Powinniśmy zostawić ich, by kisili się we własnym sosie i wycofać się z kooperacji. Obecnie jesteśmy głęboko zaangażowani we współpracę. Nie musimy tego ogłaszać, tylko po prostu wyplątać się. Przestać pomagać, wycofać się z kooperacji gdziekolwiek nadarzy się okazja, okopać się, a także zacząć się ponownie zbroić jak szaleni, ponieważ jedyną rzeczą, jaką oni powinni zrozumieć to to, że jesteśmy zdeterminowani bronić się i nie dopuścić do ich zwycięstwa.” Christopher Story, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Edward Harle był prominentnym dziennikarzem i ekspertem specjalizującym się w zagadnieniach ekonomicznych. Był także znawcą komunizmu i problematyki rosyjskiej. Gdy zaczął wydawać magazyn The Soviet Analyst, zmienił nazwisko ze względu bezpieczeństwa. Zmarł w lipcu 2010 na tajemniczą chorobę wątroby. Story sądził, że został otruty podczas wizyty w USA w marcu 2010 za pomocą wirusa wytworzonego przez ośrodek broni biologicznej w Fort Meade (operacja pod fałszywą flagą?).
Źródło: niepoprawni.pl
Już oczami wyobraźni widzę zdesperowanego Macierewicza, spanikowanego Błaszczaka, wystraszonego Kaczyńskiego jadącego na kocie, i chowającego się zza ich plecami Bolka, jak idą na Moskwę uzbrojeni po zęby, jeden niesie proc, drugi dwa kamienie, trzeci zaostrzonego patyka, a czwarty zimne ognie....., sam nie wie po kiego diabła!?
Sankcje natychmiast, ileż to już razy były, i co dały, skoro Niemcy i Francja tylnymi drzwiami swoje towary do Rosji dostarczały!? I jak na tym korzystali bo konkurencji nie było!?
Z forum: Żadne pokrzykiwania, tupania nogą, sankcje i przewożenie żołnierzy z miejsca na miejsce są "nieskuteczne".. Ukraina "liczy na pomoc", a sama nie reaguje "odpowiednio do sytuacji"..Czołgi wjechały, żołdactwo się okopało i na co liczą? Liczą się fakty i konkretne czyny. Jedna silna bomba w "biuro Putina" (jak w Japonii),  dała by więcej do myślenia agresorom niż te wszystkie dyplomatyczne wygibasy..Putin to terrorysta i tak należy go traktować.. 
21 02 2022 Kanada, laboratorium nadchodzącej dyktatury…
Dziś ważne są trzy sprawy. Próba sił w tańcu wojennym wokół Ukrainy, szpiegowanie ówczesnego kandydata, a później prezydenta Trumpa przez ludzi Hillary Clinton i oczywiście protest przeciwko kowidowemu zamordyzmowi w Kanadzie. Aby nie przedłużać, zajmę się tą ostatnią. Ciekawe, że wśród koczujących w Ottawie od trzech tygodni kierowców nie wybuchła pandemia Kowidu już samo to dowodzi bezsensowności mandatowych obostrzeń! Widzimy jedynie pandemię przemocy wobec pokojowo protestujących obywateli, więc nawet ślepiec postrzega, że tak naprawdę chodzi tu o kontrolę i cyfrową w chińskim stylu dyktaturę…
Kiedy patrzę na sprawy tego świata przez pryzmat nie zmieniającej się natury człowieka i na sam świat przez pryzmat “nihil novi” to zauważam, że dzisiejsze podporządkowywanie sobie całych połaci globu przez grupę Wielkiego Resetu/NWO  jest właśnie “nihil novi”. Już od początku XVII w. istniały międzynarodowe korporacje kolonizujące (brytyjskie, holenderskie etc.)  regiony Indii i innych regionów południowej Azji. Te korporacje (imitowane dziś przez organizację Schwaba Światowe Forum Ekonomiczne) były również ponad państwowymi organizacjami… Nauki medyczne zostały zepchnięte z głównej drogi przez media i medyczny establishment finansowane przez Big Pharma. Dziś podobnie jak ongiś w Rosji Sowieckiej najważniejszymi z nauk są nauki polityczne, ten kto w nie nie wierzy będzie obywatelem wyklętym i może nawet trafić do psychuszki, jak za sowietów. Na Boga! Nie wzmacniamy władzy podporządkowując się kolejnym obostrzeniom, mandatom ograniczającym naszą wolność! Wzmacniajmy nasz system odpornościowy, aby przetrwać ten zamach na naszą przyszłość. Ciekawe, kiedy inne kraje rezygnują z bezsensownych obostrzeń (w Izraelu po czwartej dawce uznali, że ludzie i tak chorują i roznoszą wirusy). W Kanadzie mniejszościowy rząd Trudeau przy ok. 90% zaszczepionej populacji zaostrza mandatowy reżim.
W Kanadzie straszna zima (ok. -20 stopni C), białe ulice napuszone śniegiem, białe twarze wolnych ludzi usiłujących zaklinać nadchodzącą zmorę dyktatury. Wszystko tu marznie, od nadziei na normalność, aż po konta bankowe zamrożone przez dyktatora  tym, którzy odważyli marzyć o wolności. Justin Trudeau potrzebuje lekcji historii i pewnie fryzjera, “demokratyczny” przywódca gardzący pokojowo strajkującymi ludźmi pracy. Toż nawet w późnym PRL-u komunistyczne władze rozmawiały, negocjowały z protestującymi,  ale nie Trudeau, który wydaje się, że chciałby iść dalej niż Jaruzelski. Trudeau po bolszewicku idzie na całość, jego dekret o stanie wyjątkowym musi zatwierdzić parlament, którego obrady odroczono (ze względu na bezpieczeństwo) na poniedziałek. W Ottawie, w rejonie protestu policja organizuje strefy zgniotu, uzbrojeni po zęby policjanci spychają sympatyków protestujących kierowców ciężarówek.  Facet ma pecha, bo protestujący ludzie są naprawdę pokojowi, nie ma podpaleń, pobić, walk, kradzieży, dewastacji (tak to było w US latem 2020 r.). Ten protest bardziej przypomina protest Gandhiego, czy polskiej Solidarności, niż ukraiński majdan, czy w US demolujące protesty BLM i Antify. Okazuje się, że najbardziej niebezpiecznym zawołanie w Kanadzie jest: “Trzymaj kurs!”
Choć w sobotę do przepychanki z protestującymi uruchomiono konie. Czerwone sotnie Trudeau kierowały się w tłumy zdumionych protestujących ludzi. Biedne konie z zakrytymi oczami, kierowane przez lewackich siepaczy utorowały sobie drogę w tłumie tratując ludzi. Starsza pani z chodzikiem nie zdążyła uciec, podobnie dwie inne stratowane osoby, które naiwnie wierzyły w swoje obywatelskie prawo do pokojowego protestu. W sobotę centralny plac przed parlamentem opuściło ok. 75% ciężarówek. Aresztowano głównych przywódców protestu, zablokowano dostęp do miasta dla osób wspierających. Zagrożono odebraniem dzieci strajkującym, zagrożono uśpieniem psów kierowców ciężarówek, po ich aresztowaniu. Słowem, pełen socjalizm w rozkwicie! Jednak poza Ontario (Ottawa) w innych prowincjach tego drugiego co do wielkości państwa świata (populacja Kalifornii, czy Polski) Kanadyjczycy budzą się, też protestując w obronie zagrożonej godności i wolności.
W Kanadzie ponad 63% obywateli popiera postulaty zniesienia szczepionkowych mandatów, w sąsiednim USA ponad 59% Amerykanów popiera kanadyjskich protestujących i na początku marca ma ruszyć konwój wolności na Waszyngton, DC. Oczy całego świata dziś zwrócone są na niesamowite zmagania obywateli pragnących obronić swoją wolność przed zakusami synalka Wielkiego Resetu. Co dalej? Mówią, że dziś w tym świecie kontrolowanym przez globalistów nie ma już gdzie “uciec”. Część ludzi parafrazując Stefana Kisielewskiego jest na etapie pytania: “Jak tu by się urządzić w tej dupie?”. Przypomnijmy, że Kanada z pewnością ma swoją “Syberię” więc pomimo, że jest historycznie biorąc młodym krajem to w ramach Wielkiego Resetu może wiele nadrobić… Niektórzy komentatorzy mówią o konieczności rozwodu, ci którzy chcą żyć w wolności i kapitalistycznej ekonomii powinni ulokować się w konserwatywnych prowincjach zachodniej Kanady. Natomiast ci którzy pokochali wszelkie odmiany komunizmu powinni mieszkać we wschodniej Kanadzie idąc dalej w chiński cyfrowy totalitaryzm, zwany też faszyzmem, czyli dominacją państwa w symbiozie z wielkimi korporacjami. Good Luck! Tak jak dla przyszłości sowieckiego systemu komunistycznego przełomowym był wybuch Solidarności w Polsce, tak przełomowym w świecie zachodnim zastraszonym przez ludzi Klausa Schwaba jest wybuch protestu truckersów, na dzień dzisiejszy kwitnący w Kanadzie. Tymczasem mamy twórczy chaos, jak to mówił wybitny myśliciel przełomu XX/XXI w. Lech Wałęsa: “Miała być demokracja, a tu każdy mówi co mu się podoba” (!)
Kiedy wchłaniam gorące filmikowe raporty z protestu w mroźnej Kanadzie, świadom tamtejszej temperatury (-20-30 stopni C), automatycznie przypomina mi się nasze kredo, hasło z lat stanu wojennego w Polsce, którego celem było podporządkowanie i zsowietyzowanie Solidarności. Wtedy z naszych gardeł podczas protestów wyrywał się ponadczasowy okrzyk: “Zima wasza, wiosna nasza!”. Pożyjemy, zobaczymy…
Źródło: niepoprawni.pl
Zrobiłem prywatnie test- wynik pozytywny. Poinformowałem lekarza - test PCR i 10 dniowa izolacja, którą właśnie zakończyłem. Nikt się nie zapytał jak się czuję, nikt nie proponował mi leków przeciwwirusowych, witamin, sposobu postępowania. Przysłano mi paczkę z PULSOKSYMETREM - łaskawcy mam swój. Czekali, aż wirus się namnoży osłabi organizm, choroba się rozwinie i pod respirator - za Covidowego bardzo dobrze płacą i na dyżurach można nieźle zarobić. 
19 02 2022 Mały człowiek się rozpada.
Aż przykro patrzeć. Mowa oczywiście o byłym premierze Donaldzie Tusku. Gdyby wiedział, że dostanie takie zadanie, kiedy powinien odpoczywać pod palmami sącząc drinka z parasolką, to chyba by coś wymyślił. O! Choroba... no jasne – covid... Tak sobie rozmyślał. Lecz długi trzeba płacić. Nie ma litości. A na dodatek aż się trząsł, by dopaść tego Kaczora. Jestem stuprocentowo przekonany, że Tusk jest klasycznym psychopatą. Nie ma empatii; nie ma sumienia. Skoncentrowany, jak oni wszyscy, na sobie egocentryk, na własnym dobru, przyjemnościach i w tym wypadku – na żądzy władzy. Wtedy, gdy ją osiąga może swobodnie poniewierać ludźmi, manipulować i z nich korzystać. Niech zapieprzają dla niego, bo na dodatek jest również skończonym leniem. Ci, co go poznali wtedy, gdy jeszcze wspinał się na kominy mogą to potwierdzić. Micha i marycha. I ciągłe imprezowanie. Raj podwórkowego wirażki. Musiały to zauważyć czujne i służbowe oczy, raczej słabo mówiące po polsku i uznały, że gość się przyda. Zwabią go obietnicą wspaniałej kariery.
I dostał swoje 5 minut. Już w czasie jego premierostwa bacznie go obserwowałem. Z uwagą nieprofesjonalnego psychologa. Początkowo miałem wątpliwości, czy Tusk jest psychopatą, czy tylko socjopatą. Różnica jest niewielka. Socjopata posiada jakieś szczątkowe uczucia empatyczne. Psychopata nie ma żadnych. Nauka anglosaska definiuje prosto i krótko – to człowiek kompletnie baz sumienia (conscience). Nie liczy się z nikim. I lubi wszystkimi pomiatać. Czasami jednak potrafi być miły i nawet uroczy. Wtedy należy być bardzo ostrożnym. Bo na pewno coś knuje i coś od ciebie chce. Nie spodziewaj się niczego dobrego. A leń-psychopata wysługuje się wszystkimi dookoła. Jeśli ktoś zechciałby te spostrzeżenia potwierdzić, to niech obejrzy parę wykładów naszego geniusza fizyki kwantowej, profesora Dragana i porówna z Tuskiem. Ta sama mowa ciała, niekontrolowane ruchy, wymowa i nieskrywana wyższość wobec otoczenia. Tylko w przypadku profesora mamy do czynienia z piękną uczciwością. Sam się przyznał, że jest psychopatą i stara się to kontrolować. Tylko tutaj mamy do czynienia z intelektem w obszarach górnej granicy możliwości ludzkiego umysłu. A co do Tuska, nie sądzę żeby on się wychylał w górę z okolic polskiej średniej IQ ( to 99. Osoba, która osiąga wynik między 115 a 130 jest uważana za inteligentną, między 130-145 już za wybitną, natomiast ilorazem powyżej 145 cieszą się osoby niezwykle zdolne.) Kiedy szefostwo Wojskowych Służb Informacyjnych dostało zlecenie utworzenia nowej partii,
powstała Platforma Obywatelska. Generał WSI Gromosław Czempiński oficjalnie przyznał się do tego (co można sprawdzić w Internecie). Żeby było ładnie i super-demokratycznie na czele stanęło trzech polityków: śp. Maciej Płażyński (zginął w Zamachu Smoleńskim), Andrzej Olechowski (leń jeszcze większy od Tuska, ale tajny agent służb) i właśnie Donald Tusk. Nie minęło dużo czasu, a Tusk pozbył się dwóch pozostałych przywódców PO. Teraz już sam mógł sobie "pokrólować".
Gdy po głupim błędzie Prawa i Sprawiedliwości Platforma zdobyła władzę, dla Tuska rozpoczął się, jak zapewne będzie na starość wspominał, najpiękniejszy, ośmioletni okres jego życia. BYŁ WŁADCĄ WSZECHMOCNYM! Nie do zdarcia. Otoczył się głupcami tchórzami, o których wiedział, że nie tylko mu nie zagrożą, ale nawet nie będą usiłowali. Niech by tylko taki Trzaskowski, czy Budka, zaczęli coś knuć i kombinować. Już po chwili mieliby Palikota na karku. Ponadto miał osobistego ochroniarza, znanego jako Cieć, o twarzy seryjnego mordercy, z którym nawet Putin nie chciałby zadzierać.
To były lata... rozmyśla teraz, gdy wyłamuje sobie palce. Armani, Armaniac i Cohiba. Po ośmiu latach takiego, przepraszam za niewłaściwe słowo, politykowania, jego muza Tante uznała, że pora Donka wypuścić w Wielki Świat. Kazała mu się pakować, zabrać wszystko co potrzeba i jazda do Brukseli. Bo w Warszawie już się zużył, a ewentualna klęska źle by świadczyła o reputacji Bundesligi. No więc spakował Ciecia i śląską rozrywkę po godzinach i pojechał. W przyszłej stolicy Europy (tylko formalnej, bo prawdziwą oczywiście, ku wściekłości żabojadów, jest Berlin z jego Schwanzparade) Donek dostał nie tylko dostojne, adekwatne do jego ambicji stanowisko, lecz nawet... synekurę! Czyli właściwie nic nie musiał robić. No może czasami podać płaszcz, czy marynarkę, dać się po pysiu poklepać pijaczkowi któremuś, niszczyć paskudnych brytoli, którzy naśmiewali się z Hitlera, oraz najlepsza robótka – straszyć rodaków, ten nienormalny ciemnogród, który – o! Tyle dostaniecie! - ośmielił się, na czele z tym potworem-Kaczorem, zaatakować osobiście jego, potomka Barbarossy (ten to dopiero był rudy), jakimś Dudą. Kiedyś za to zapłacą, mimo tego, że Ula rozwaliła Bundeswehrę. Nie szkodzi – Wowa ma i bombki i rakiety.
Miarka cierpliwości Tante się przebrała, gdy Donald w oficjalnym biurze, konkretnie, w pokoju konferencyjnym, kazał ustawić naturalnej wielkości gipsową figurę Kaczora. Początkowo figura była mu potrzebna, by codziennie sprawdzać, bo czasem mu się dziwnie wydawało, że tak nie jest; iż jego 174 cm wzrostu, to więcej, niż 168 cm Kaczora. Więc regularnie mierzył czy to prawda. Jednak wkrótce potem, ponieważ teraz aspirował do klasy, gdzie nie wypada haratać w gałę, trenował przy pomocy kija Big Bertha firmy Callaway Golf, tytanowego drivera o maksymalnej główce (jako początkujący miał kłopoty z trafieniem w piłkę) rozmiarów aż 460 cm^3. Oczywiście celował tylko w figurę Kaczora. Cieć mu na czerwono zaznaczył pożądane punkty trafienia, czyli głowa i przyrodzenie.
Tante miłośniczką golfa nie była. Szkockie paskudztwo. I oto pewnego dnia, gdy obudził się w świetnym humorze, ciągle jeszcze mając w myślach senne marzenia o tych Hawajach, gdzie leży sobie na ultrawygodnym plażowym legowisku, z nieodłącznym koktajlem z parasolką i obserwuje przechadzające się piękności w bikini, albo nawet topless (nie ma już tego wstydu jaki panował w rodzimym Wrzeszczu), trafił go grom z jasnego nieba. Wyczuł coś od razu i szlag trafił całe te Hawaje. Czy to koledzy mający już dość arogancji kolosalnego nieroba i wałkonia, czy sama Tante, której zapewne usłużne świnie codziennie donosiły o jego grzechach, spowodowały że musi szybko umyć zęby, naoliwić gardło, by to paskudne rrrrrr... nie było aż tak denerwujące i usiąść przed ekranem, połączyć się z Kancelarią i wysłuchać. Najprawdopodobniej, co czuł nawet pod łysiejącym czołem, wysłuchać jaki wyrok został wydany i co go czeka już jutro. Dobrze kombinował, jak to zwykle kombinuje inteligentny psychopata. Koniec. Ma się zbierać. I to nie żadne Hawaje czekają. Lub choćby ukochane Dolomity, albo nagroda w gmachu ONZ w Nowym Jorku.Ma wracać do Polski. Do tego przeklętego kraju i durnego plebsu. I ma zamordować Kaczora. Nie w sensie dosłownym oczywiście. On nie ruski szpion. Ma zrobić wszystko, tak bruździć i kombinować, aby Kaczor, na przykład dostając zawału, albo zakrztusić się pod respiratorem, przestał być kolcem w dupie dla Berlina i Brukseli. I dla Kremla oczywiście też. To głównie przez niego Polacken nie mają jeszcze ochoty, pod pozorem – my, Europejczycy, kochajmy się i ściskajmy, jak bracia i kochankowie – zapieprzać za półdarmo na wspaniałych plantacjach szparagów, lub ściereczką ścierać albo szyby Mercedesa nówki, lub pomarszczone tyłki zasłużonych SS-manów. Wymyślili sobie jakąś kretyńską suwerenność. Od czego on, Tusk, doznawał natychmiastowego skurczu pęcherza.
Ale cóż... walizy i hola do znienawidzonego Vatelandu. Przez lata spędzone na obczyźnie był skutecznie izolowany i zamknięty jak ślimak w skorupie i wiedział o dzisiejsze Polsce tylko tyle, co mu codziennie raportowali ludzie typu Halickiego, Biedronia, czy Różyczki. Był więc przekonany, że owszem, będzie pewien znojny wysiłek, ale to stado baranów już jest tak zdesperowane i wściekłe na durniów Kaczora, że potrzeba tylko iskry – właśnie jego, Tuska – Wałęsy-Bis, by przywrócić ich do rozumu i pozwolić im dać się wchłonąć przy pomocy paciorków z Obi, lub Lidla, w masę neoniewolników pracujących dla mądrzejszych, piękniejszych i bogatszych. Co już nawet nie tylko nożem i widelcem potrafią jeść, ale nawet hamburgera pałeczkami. No i wrócił. I się rypło. I to tak, że Hawajów długo nie będzie. To już Irkuck, albo nawet Władywostok są bliższe. Kłamały i oszukiwały te brukselskie wywłoki. Szybko się o tym przekonał. Ci ludzie w "tym kraju" patrzyli na niego złym wzrokiem. Dobrze, że nie pluli. Nawet jego niegdysiejsi oficerowie, jak Trzaskowski, Budka, czy ten palant Schetyna, to dzisiaj kanalie, s-syny gotowe go gotować w smole, alb w g. I co on ma zrobić? Już po paru dniach nabawił się takiej nerwicy, co natychmiast wychwycił ten padalec Kurski z jego ukradzioną TVP, który teraz bez przerwy pokazuje jego ściśnięte pięści, które inaczej dygotałyby tak, że nawet by nie trafił palcem do dziurki w nosie. Jedna staruszka zbluzgała go publicznie. Druga, nie młoda już pani, wygarnęła mu dosadnie, co o nim myśli i ile jest wart. Co za idiota wymyślił te wizyty na prowincji?! Moje miejsce, myśli Tusk, jest w aucie z zaciemnionymi (i kuloodpornymi ) szybami. Tylko tak można obserwować "ten kraj". To motłoch i ciemnogród. Już wiele lat temu Tusk miał o tym pełne przekonanie.
A oni tam w swoich pałacach i luksusowych gabinetach chcą, aby tę barbarzyńską tłuszczę Ojca Rydzyka, Kurskiego i Kaczora przeciągnąć na piękną stronę liberalnej demokracji. 
To jakaś paranoja! Nawet Michnik już padł. I teraz ja mam coś zdziałać?! Tak oto krok po kroku, kawałek po kawałku, ex-premier Donald Tusk, wysłannik europejskiej potęgi, zaczął się rozpadać. Rozpuszczać jak wyciągnięty z zamrażarki Kauflandu lód waniliowy słynnej niemieckiej fabryki Algida.
Źródło: niepoprawni.pl
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? 
18 02 2022 Wiadomości TVP przemilczały konferencję prasową Z. Ziobry!
Nie miałem możliwości obejrzenia dziś konferencji prasowej Z. Ziobry dotyczącej niedawnego orzeczenia TSUE w sprawie tzw. "mechanizmu warunkowości" uzależniającego wypłatę pomocową środków unijnych od przestrzegania przez dane państwo mitycznej tzw. unijnej praworządności. Na szczęście moi znajomi podesłali mi linki do tej konferencji, które też Szanownym Państwu rekomenduję w postaci dwóch relacji, bo nie wiem która się ostatecznie utrzyma na YouTube:
https://youtu.be/AygKUr6X4jE
https://youtu.be/MI8ZYt0D0ME

I powiem tak. Minister Z. Ziobro powiedział niewygodną prawdę o tym, że niestety polski rząd, którego jest członkiem dał się oszukać Unii Europejskiej w czasie negocjacji budżetowych w lipcu i grudniu 2020 roku, kiedy to premier M. Morawicki de facto podpisał unijne rozporządzenie w tej sprawie. I muszę przyznać, że już wówczas Z. Ziobro mówił publicznie, że premierzy Polski i Węgier powinny w tym obszarze postawić weto i byłoby to jedynie z korzyścią dla tych krajów. Ja zresztą też od samego początku też uważałem, że to weto winno być zastosowane.
Polecam obejrzenie tej konferencji prasowej, bo ona naświetla i tłumaczy jak żeśmy jako polskie państwo zostali perfidnie oszukani przez elity unijne z przewodniczącą KE, Niemką Ursulą von der Leyen na czele, która została tą przewodniczącą tak naprawdę dzięki Polsce i premierowi M. Morawieckiemu. Ale cóż... ten Polak, który wierzy Niemcom lub Moskwie może być a'priori uważany na naiwniaka i takim naiwniakiem okazał się niestety nasz premier. Z. Ziobro podczas tej konferencji prasowej wskazał na prawną i polityczną nierówność traktowania Polski w stosunku do krajów Starej Europy a w szczególności do Niemiec. Polskę się szantażuje praworządnością w odniesieniu do Izby Dyscyplinarnej SN, która tylko pośrednio powoływana jest przez polityków (w większości zresztą przez samych sędziów) a w Niemczech sędziów SN powołują tylko politycy i to jest zgodne z praworządnością? Hipokryzja najwyższych lotów. 
Minister Sprawiedliwości zwrócił się też z prośbą do prezydenta Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Gabinetowej, aby odbyć dyskusję nad nową sytuacją, która rysuje się w wyniku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczącego mechanizmu warunkowości. Powtórzył, że zgoda na ten mechanizm wyrażona podpisem Pana Premiera była błędem i z tego błędu trzeba się jakoś wycofać. Podkreślił też, że TSUE: "niejako usiłował zalegalizować tzw. rozporządzenie o warunkowości, które w sposób oczywisty z naruszeniem, złamaniem obowiązujących traktatów wprowadza nowe procedury prawne pozwalające Komisji Europejskiej na bardzo daleko idącą ingerencję w sprawy wewnętrzne państw członkowskich UE” a sam "mechanizm warunkowości" "ma też pozwolić KE na stosowanie elementów przymusu, bardzo daleko posuniętych gróźb i szantażu ekonomicznego, który wpływa na procesy demokratyczne w państwach członkowskich”. Z. Ziobro podkreślił też, że chciałby porozmawiać z prezydentem również o kwestii prymatu polskiej Konstytucji nad prawem unijnym i wyraził żal, że Prezydent w sprawie swojego projektu dotyczącego SN i ID nie skonsultował się z polskimi władzami wykonawczymi a wpierw poleciał do przewodniczącej KE na konsultacje. Dla mnie też jest to dziwne i zastanawiające: czy Prezydent A. Duda ma już zawsze zamiar konsultować polskie prawo wpierw z Ursulaą von der Leyen?
Na konferencji prasowej zostały też poruszone inne tematy, na które chciałby porozmawiać Z. Ziobro z Prezydentem, kwestie: samorządów; fatalnego dla polski projektu „Fit for 55”, który podwyższa cel redukcji emisji dwutlenku węgla w Unii na 2030 rok z 40 do 55 proc. względem poziomu z 1990 roku (koszt dla Polski to 2 biliony 400 miliardów złotych) oraz przeciwdziałania nachalnemu działaniu wyznawców ideologii LGBTQ+. Niestety okazało się, że polski premier w ogóle odrzuca dyskusję na ten temat: "Premier Mateusz Morawiecki sceptycznie odniósł się w piątek do propozycji szefa MS Zbigniewa Ziobry, by zwołać Radę Gabinetową poświęconą orzeczeniu TSUE ws. mechanizmu warunkowości. „Nie sądzę, żeby dzisiaj potrzebne były kolejne debaty na ten temat” - powiedział". No cóż Premier powiedział a w Wiadomościach TVP ani słowa o konferencji prasowej Z. Ziobry. A szkoda, bo naprawdę sprawa dotyczy naszej przyszłości, czyli suwerenności i niepodległości a to jest długookresowo ważniejsze niż np. konflikt Rosji z Ukrainą. Ważą się bowiem losy Polski i naprawdę żałuję, że trzon obecnie rządzących tego nie dostrzega. A przemilczenie przez Wiadomości TVP tej konferencji prasowej uważam za skandal!
Źródło: niepoprawni.pl
Długo czekaliśmy, ale wreszcie Ziobro skoczył Kaczyńskiemu do gardła, jak to się skończy, stawiam na przyspieszone wybory!? Ale i to duże!? Czy państwo polskie ma problem? Czy Patrycja Kotecka miała jedenaście lat temu kontakty z półświatkiem? Czy to przestępcy kazali jej zbliżyć się do Zbigniewa Ziobry? Takie zarzuty stawia żonie ministra sprawiedliwości jeden z byłych członków gangu pruszkowskiego, świadek koronny Piotr K., pseudonim „Broda”, który dla środowiska PiS jeszcze niedawno był bardzo wiarygodnym człowiekiem. Bo jeśli byłoby tak, że Patrycja Kotecka „miała służyć gangsterom do rozpracowywania różnych środowisk”, a „kontakt ze Zbigniewem Ziobro nawiązała na zlecenie mafii”, to byłby nie tylko skandal, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczna dla bezpieczeństwa państwa sytuacja.
Z forum: Pamiętaj Szeryfie że po opuszczeniu rządu z automatu z prokuratora generalnego stajesz się Zerrem.
Widać, że Mr Zero ucieka z tonącego statku. Teraz przytuli się do Konfederacji i będzie próbował znowu wejść do sejmu. Mam nadzieję, że mu się to nie uda i tym razem ktoś skutecznie postawi go przed Trybunałem Stanu. 
16 02 2022 W kogo by tu Tuska przebrać?
Redaktor Lis, zwany też „lizem” w swoim wiernopoddańczym felietonie pt.”TUSK, MY, Naród” usiłuje wypromować Tuska na kogoś kim nigdy Tusk nie był: na Polaka-patriotę i to w dodatku z wizją: „Tusk musi zostać rzecznikiem polskiej nadziei i agentem polskiego optymizmu, gdy odbiera mu się prawa do polskości. Musi być przywódcą narodowym dokładnie w momencie, gdy propaganda władzy odmawia mu nie tylko patriotyzmu, ale nawet przynależności do narodu. Musi skleić dwie Polski…” Liz niemieckiego namiestnika na Polskę, którego Niemcy nie po to do Polski wysłali, żeby skleił Polskę, lecz by doprowadził do takiego poziomu nienawiści i podziału Polaków, by poparli pucz Platformy Obywatelskiej i na fali wojny domowej przekazali władzę Tuskowi i jego bojówkom – marzy o tym, by obiekt jego adoracji stał się „agentem polskiego optymizmu”, gdyż „Oscara za główną rolę może zdobyć tylko Tusk” (sic!).
Czyżby napalony na Tuska red. Lis zapomniał, że agent Stasi o pseudonimie Oskar już w Polsce był??? Polacy dokładnie poznali obiekt Lisa pożądań, który uciekł z Polski, gdy zaczął mu się palić grunt pod nogami po aferze „taśmowej”. Mimo to Lis w ślepej miłości do Tuska pisze na łamach Newsweeka: „Donald Tusk musi powiedzieć Polakom, jaka ma być Polska i dokąd ma iść. (…) Polska potrzebuje męża stanu, po latach nihilizmu potrzebuje idealizmu”; „Ocalając polską demokrację, mógłby stać się jej ojcem w stopniu porównywalnym do Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka czy Kuronia”. Wg. wiernego liza - Tusk ma pełnić rolę „ojca i dziadka narodu”(sic!). Felieton w Newsweeku potwierdza, że Lis stracił kontakt rzeczywistością, licząc na to że Polacy czekają na dziadka z Wehrmachtu jak na Godota a za ojców demokracji uznają agenta Bolka, Mazowieckiego, Geremka i Kuronia. Szkoda tylko, że Lis nie dołączył do tej listy Frasyniuka lub Marty Lempart. Byłoby jeszcze śmieszniej…
Felieton szefa Newsweeka przypomina zalecenia scenografa dla aktora, występującego w roli Dziedzica Pruskiego. Lisowi chodzi o to, by biało-czerwona szarfa była dobrze widoczna dla każdego niedowiarka! Ale w tej roli Donald Tusk już wielokrotnie występował, choćby w transmitowanym przez telewizję skeczu z Płońska, gdzie grający Dziedzica Pruskiego Donald Tusk robił znak krzyża na chlebie - wspominając przy tym matkę i dom rodzinny. Tusk przezornie nie dodał, że w rodzinnym domu Tuska mówiło się po niemiecku, a matce z trudem przychodziła nauka języka polskiego po wyzwoleniu. Tak więc największym problemem dla nowej tożsamości Donalda Tuska będzie zmiana życiorysu, na życiorys Polaka wychowanego w duchu patriotycznym. Bo przecież nie wystarczy napisać w Wikipedii, że dziadek Tuska nie służył w Wehrmachcie tylko w AK skoro każdy Polak wie, że Afrika Korps nie miała nic wspólnego z polskim podziemiem. Co zatem zrobić z zapisanym w Internecie oświadczeniem patrioty Tuska, że „polskość to nienormalność”, że trzeba usunąć Krzyże z przestrzeni publicznej, wprowadzić związki partnerskie, zabrać Polakom emerytury, zwiększyć wiek emerytalny i zmniejszyć zasiłki pogrzebowe, zabrać „jałmużnę” 500+ i nałożyć sankcje za nieprzyjęcie imigrantów arabskich oraz za brak zgody reżimu PIS na pozbawienie Polski suwerenności?
W dobie postępu i genderowej rewolucji zdumiewa więc zalecenie Lisa, że Tusk musi w nowej odsłonie stać się „ojcem lub dziadkiem” i w dodatku „mężem stanu” ! A dlaczego Tusk nie może w kolejnych skeczach wystąpić w roli matki lub babci lub nawet nienachlanego męża, który przebiera się w kiecki? Dlaczego redaktor Lis zaleca Tuskowi zmianę tożsamości na tożsamość polskiej ciemnoty – owego „skrzywionego ryja” i „wieprzowego karku”? Dlaczego były Król Europy nie może wystąpić w skeczu - na kolejnej konwencji Koalicji Obywatelskiej - w roli cioci polskiej demokracji”? Naród by się pośmiał a i postępowcy z Tenkraju byliby zadowoleni… Rozumiem, że sytuacja Tuska jest tragiczna, z czego nawet zdał sobie sprawę oderwany od rzeczywistości red. Tomasz Lis. Tusk wysłany przez Niemców do Polski miał stać się „Führerem polskiej opozycji”, podczas gdy po kilku Tuska występach nikt z opozycji nie zamierza klękać przed niemieckim fagasem!  Tusk miał też za zadanie objechać całą Polskę, ale już na drugim spotkaniu w Mińsku Mazowieckim został tak objechany przez 84-letnią kobietę, że Tuskowi odeszła ochota na osobiste spotkania z Polakami. A nawet z dziennikarzami!
– Dlaczego pan nic nie robi? Dlaczego pan tak sprzyja Niemcom? (…) Proszę pana, ja mam 84 lata, przeżyłam wojnę i powstanie; jestem warszawianką, moi bracia zginęli w powstaniu warszawskim. Dlaczego pan narodowi polskiemu nie sprzyja, tylko sprzyja temu silniejszemu? Niemcy są silniejsze, Rosja jest silniejsza, a pan powinien wszystko robić, żeby walczyć, jeśli jest pan Polakiem. Bo może pan nie jest Polakiem? – mówiła kobieta do wystraszonego Tuska, który natychmiast salwował się ucieczką z Mińska Mazowieckiego.  I jak tu z Niemca zrobić Polaka? I to w dodatku polskiego patriotę, redaktorze Lis?
Źródło: niepoprawni.pl
Emeryt. Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym qwnem!?
Dzisiejsza tak zwana demokracja polega na tym ze jeden decyduje a wszyscy odpowiadają za wydane i realizowane autokratyczne decyzje. Demokracja to nie system sprawowania władzy, a system utrzymujący ludzi w niewoli, i obarczający ich...odpowiedzialnością za tą niewolę. Nie muszę dodawać, że to przynosi zysk nadzorcom (realny i mentalny, tak jak kapo w obozie). I tu jest klucz do rozwiązana tego problemu, który generuje miliony innych problemów, dotykających nas na co dzień. Zatem czym się rożni demokracja od totalitaryzmu?
Z forum: "Felieton w Newsweeku potwierdza, że Lis stracił kontakt rzeczywistością, licząc na to że Polacy czekają na dziadka z Wehrmachtu jak na Godota a za ojców demokracji uznają agenta Bolka, Mazowieckiego, Geremka i Kuronia."Lis vel Lisienko nie stracił kontaktu z rzeczywistością, on tylko dość dobrze diagnozuje stan świadomości sporej części gojów w Polsce, o czym można się przekonać, słuchając tego co mówi na tym nagraniu: https://youtu.be/Z79RiZWQFtk 
14 02 2022 Czy odrzucenie przez Polskę FO byłoby celowe?
Powody: uwspólnotowienie długów i nakładanie podatków unijnych! Ja wiem, że ewentualna utrata pieniędzy, szczególnie z FO byłaby idealną pożywką do krytyki rządów PiS. Wtedy Tuskuś występowałby cały czas z banknotem 50 Euro i omamiał Polaków kłamstwem. Zresztą chyba tylko to umie. Natomiast racjonalnie to tak naprawdę byłoby celowe zrezygnowanie z FO, co by się wiązało też z odrzuceniem przez Polskę uwspólnotowienia długów, czyli nie musielibyśmy płacić za niespłacane w ramach FO długi innych oraz uniemożliwilibyśmy Komisji Europejskiej nałożenia na nasz kraj (czyli nas wszystkich) dodatkowych podatków unijnych. W toczonej od lipca i grudnia 2020 roku dyskusji bardzo często sprowadza się ją li tylko do sporów  dotyczących powiązania wypłat z funduszy unijnych z mityczną unijną praworządnością, ale zapomina się właśnie o kwestiach związanych z nową perspektywą budżetową UE, czyli o wspólnym zaciąganiu długu, który w znacznej części ma pokrywać nowo utworzone instrumenty finansowe w ramach Funduszu Odbudowy oraz o możliwości nakładania przez KE dodatkowych podatków na wszystkich obywateli UE. 
Owszem kwestia powiązania pomocy unijnej z praworządnością jest naprawdę ważna i dotyczy w ogóle naszej długookresowej przyszłości, bo to element nacisku elit unijnych na kraje, które chcą zachować resztki suwerenności i niepodległości i nie zgadzają się na budowę Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, bez granic i państw. Ale też ważne jest tu i teraz a więc bieżące zastanawiania się nad obecnym budżetem UE na lata 2021-2027. 
Powstały ze względu na pandemię koronawirusa dodatkowy unijny program Next Generation (Fundusz Odbudowy) ma wynieść około 750 mld euro, z czego około 60% (450 mld euro) to mają być właśnie pożyczki w ogromnej większości zaciągane na rynkach finansowych (podobno przy korzystniejszych warunkach niż te, jakie musiałyby spełnić poszczególne kraje samodzielnie zaciągające pożyczki) oraz w niewielkiej części poprzez emisję euroobligacji. 
O tym czy dane państwo skorzysta z tych pożyczek to na szczęście jest już kwestia decyzji konkretnych państw, ale nawet, gdybyśmy jako Polska zrezygnowali z nich to i tak ponosilibyśmy obowiązek ewentualnej spłaty części długów państw, które zdecydowały się na nie a utraciły płynność finansową i zdolność do ich spłaty. Z tego punktu widzenia głupotą byłoby nie skorzystanie z tych pożyczek w ramach FO, szczególnie przez biedne kraje południa oraz będące na dorobku (jak Polska) kraje Europy Środkowo-Wschodniej (przeważnie dawnych demoludów)! Pożyczki te będą zaciągane przez KE, podobnie jak euroobligacje i dopiero po ich uzyskaniu KE będzie je dystrybuować do poszczególnych krajów UE - ileż to nowych unijnych synekur powstanie i jakiż to korupcjogenny mechanizm! (ale to tak na marginesie). 
Polska z  Funduszu Odbudowy ma otrzymać 58,1 mld Euro z czego 23,9 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie owych pożyczek. Z ogólnej puli tych środków 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem (sic! - Zielony Ład?) oraz ochroną zdrowia (sic! - szczepionki obecne lub te na jakiś nowy wirus?). W swoim poście pt.: "Po co nam Unia Europejska i "jej pieniądze?"  wskazałem, że nawet cała bezzwrotna pomoc unijna może być Była) dla nas w ogóle niekorzystna finansowo a co dopiero można powiedzieć o pomocy w formie przekazanego nam długu w ramach pomocy z FO? Zresztą przyjęcie FO spowodowało już, że nasza unijna składka ma wynosić 2% naszego PKB a nie 1,2% jak było dotychczas, czyli nasze straty będą jeszcze większe.
Ale pomijając już to, to cóż tak naprawdę więc znaczy uwspólnotowienie długów? Ano to, że każdy kraj będzie mógł zaciągnąć pożyczkę z FO bez żadnego ryzyka, bo w razie, gdyby przestał spłacać, to po prostu przeterminowanymi spłatami zostaną obarczeni inni członkowie UE - "Żyć nie umierać"! Ale niestety to nie wszystko! Nawet chyba jeszcze ważniejsze jest to, że UE będzie musiała zapewnić sobie nowe źródła dochodów na pokrycie zaciągniętych unijnych pożyczek. Mowa jest tu o nakładaniu nowych unijnych podatków, z czym mamy do czynienia - podobnie ja z uwspólnotowieniem długów - po raz pierwszy w historii UE. I te podatki już nie będą ściśle związane z FO, ale zaczną funkcjonować powszechnie zapewne przez cały już czas istnienia UE!
Jakie one mogą być? Ano podatek (opłata) za oddychanie, czyli za tzw. ślad węglowy. Byłaby ona cłem nakładanym na import produktów, których wytworzenie wiązało się z emisją CO2. Kolejnym z pomysłów jest niewielki podatek od transakcji finansowych. Kolejnym może być podatek cyfrowy, obciążający przychody internetowych gigantów. Ten i jak się wydaje słuszny już nawet zaczynają już zresztą wprowadzać poszczególne kraje na własną rękę. 
Tyle tylko, czy urzędnicy unijni na tym poprzestaną? Podatek za ślad węglowy to kolejny absurd jak handel emisjami CO2, które też są swoistym podatkiem za oddychanie nakładanym na wszystkich (sic! - największy przekręt na świecie!) a szczególnie tych, którzy korzystają z tradycyjnych źródeł energii np. węgla kamiennego i brunatnego. Ceny emisji CO2 osiągnęły już niebotyczne rozmiary: z 5 euro za tonę w 2015 roku do niemal 100 euro za tonę obecnie i stanowią już 60% ceny energii. Podatki za transakcje finansowe czy cyfrowe jeszcze jakoś można byłoby uzasadnić, ale przecież zaczyna się też mówić o podatku katastralnym, czyli płaconym w wysokości 1-2% liczonych od aktualnej wartości rynkowej mieszkania (zabór własności!)... A co jeszcze może zaświtać w głowach elit unijnych? Aż strach się bać... może od jedzenia mięsa, co sprawi, że cena mięsa i tradycyjnych wędlin stanie się na tyle duża, że stanie się luksusem dla bogaczy? A może - tak jak niegdyś w Chinach - od posiadania dzieci? A może od chodzenia i biegania, bo pochłaniamy wtedy więcej tlenu i emitujemy zwiększoną ilość CO2... Inwencja twórcza nie zna granic! Reasumując. Może faktycznie dla Polski byłoby lepiej w ogóle zrezygnować z tego FO, bo i tak nam pozostaną tradycyjne środki pomocowe z UE... no chyba, że znów nas zaszantażują praworządnością a wtedy winniśmy się zastanowić nad Polexitem i finansować nasz rozwój własnymi środkami!
Źródło: naszeblogi.pl
Czy wszyscy ratyfikują FO!? Fundusz odbudowy ale dla kogo, Niemiec, Francji, a reszta otrzyma go jako wysoko oprocentowane kredyty na wyznaczone projekty przez Berlin!? Zatem może lepiej nie brać, bo ta pomoc będzie zbyt droga!? Ziobro: „Ta dotacja wcale nie jest bezzwrotna. Będzie przez Polskę spłacana przez 30 lat w postaci czterokrotnie wyższej składki członkowskiej i w podatkach, które Unia Europejska będzie mogła nałożyć na polskich obywateli i nasze firmy, w wysokości, której nie znamy…Do tej pory podatki mógł nakładać tylko polski parlament, i to był atrybut naszej niezależności”.
Fundusz Odbudowy to taka kość niezgody, bo podziałem jego chce tylko zająć się Morawiecki, i jest obawa że tylko pisowskie samorządy będą z niego korzystały!? Pozostali będą musieli smakiem się obejść, lub paść na kolana przed Kaczyńskim!?
12 02 2022 Po co nam Unia Europejska i "jej pieniądze"?
W tytule "jej pieniądze" ująłem w cudzysłowu, bowiem cała ta UE i jej urzędnicy żyją tylko bezproduktywnie dzięki naszym pieniądzom i dysponują tylko naszymi pieniędzmi.  To jest tak naprawdę klasa próżniacza, która stworzyła idealny mechanizm samofinansowania i zarabiania na narodach Europy i tymi nie swoimi pieniędzmi szantażująca tych, którzy wpłacają do ich wspólnego pieniężnego kotła a nie są ideologicznie tolerowani przez tych próżniaków. Tak naprawdę pomoc unijna polega na przelewaniu nie swoich środków do krajów UE, ale na pośrednictwie pasożytuje cała elita i biurokracja unijna. Więc po co dawać im pieniądze, skoro można zaoszczędzić i finansować własne gospodarki samodzielnie? Odnośnie do tytułu. Czy faktycznie przez te lata bytności w UE cokolwiek zyskaliśmy? Owszem, wedle oficjalnych danych Ministerstwa Finansów wpłaciliśmy w latach 2004-2021 (do listopada 2021) do budżetu UE ponad 68,6 mld EUR (uwzględniając zwroty oraz składkę). W tym samym okresie Polska pozyskała z unijnego budżetu prawie 210,4 mld EUR, czyli pomoc dla naszego kraju wyniosła netto 141,8 mld EUR. 
Tylko czy jest to faktyczna prawdziwie prawda? Otóż prawdopodobnie nie! "Z każdego euro wydanego przez kraje "starej Unii" na politykę spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej, w tym w Polsce, wraca do nich 61 centów - wyliczył resort rozwoju regionalnego. Według MRR to dowód, że ta polityka ma dobry wpływ na gospodarkę całej UE. 61 centów, które według tych wyliczeń wraca do krajów piętnastki z każdego euro wydanego na politykę spójności w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech, to dodatkowy eksport krajów "starej Unii". W sumie korzyści piętnastki z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej w latach 2004-2015 resort szacował na 74,69 mld euro. Największe korzyści wynikające ze wzrostu popytu na dobra i usługi importowane z krajów "starej Unii" uzyskają Niemcy, które są największym partnerem handlowym wszystkich czterech krajów Grupy. Na ten jeden kraj przypada 43 proc. dodatkowego eksportu wynikającego z potrzeb dotyczących realizacji polityki spójności. Zyskują też Holandia, Włochy i Francja - licząc razem z Niemcami przypadnie na nie 68 proc. dodatkowego eksportu. MRR wyliczył także, że w przypadku Niemiec, Irlandii i Luksemburga korzyści wynikające z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej przewyższają ponoszone przez te kraje koszty". Ale i tego jest mało! "89 eurocentów wraca do Niemiec z każdego 1 euro wydanego przez ten kraj w ramach polityki strukturalnej w Polsce. Środki te wracają do naszych sąsiadów w postacie zamówień dla niemieckich firm", transferu zysków uzyskiwanych przez niemieckie firmy-córki do niemieckich spółek-matek oraz transferu środków na wewnętrzne operacje kosztowo-twórcze, jak np. tzw. pomoc właścicielska. Także licząc, że Polska uzyskała w latach 2004-2021 (do listopada) 210,4 mld EUR i przyjmując bardzo ostrożnie, że 70 eurocentów na jedno Euro jest retransferem powrotnym tych środków do krajów zachodniej - starej Europy to faktyczna pomoc dla Polski wyniosła w tych latach tylko 30% oficjalnych danych a to jest 63,12 mld Euro. My w tym czasie wpłaciliśmy do UE składkę w wysokości ponad 68,6 mld EUR. Tak więc już straciliśmy na bytności w UE kwotę 5,48 mld Euro. Tyle tylko, że są to moje ułomne wyliczenia, które przedstawiam na podstawie tylko oficjalnych danych a nie szczegółowych badań naukowców z dziedziny ekonomii.
Wybrane fragmenty z: https://niepoprawni.pl/blog/krzysztofjaw/po-co-nam-unia-europejska-i-jej-pieniadze
Łyżka dziegciu w beczce miodu: Polska po 1989 roku stała się rynkiem zbytu a nie krajem, który jest dostawcą wyrobów wysokiej jakości na Zachód. No chyba, że chodzi o wykształconych fachowców, którzy wieją z Polski za chlebem. Być w Unii na warunkach kolonii to, żaden interes dla Polski nie dość, że więcej wpłacamy jak otrzymujemy to jeszcze nam dyktują na co konkretnie dofinansowanie przeznaczyć. Unia tak Polsce pomaga, to dlaczego tak zadłużenie lawinowo wzrasta!?
Zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim. Śmialiśmy się ze standardów obowiązujących w RWPG dziś mamy UE i jej standardy, które są po wielokroć bardziej absurdalne od swych poprzedników. Natomiast pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach oraz życie w super komfortowych warunkach umiłowanym przywódcom, wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje. 
10 02 2022 60 Procent odwrócenie biegu dziejów.
60% płaci już dzisiaj każdy przysłowiowy baran, czyli ja, ty i niemalże wszyscy (bo na przykład urzędnicy instytucji Unii Europejskiej podatków nie płacą), tylko za to, że daliśmy sobie wcisnąć podatek za oddychanie. Totalitaryzm, który właśnie usiłuje powstać, jest pierwszy, który otwarcie mówi: - nie będziecie się bogacić, będziecie biednieć. A to, co dzisiaj oczywiste, stanie się luksusem. Nawet komunizm obiecywał dobrobyt. Fakt, w dalekiej przyszłości. Kiedyś...60% daniny za przywilej oddychania "czystym powietrzem" to dopiero początek. Bo za rogiem czai się dojrzewający i jeszcze zamaskowany, już z pękającą skorupką, totalitaryzm, i to taki, jakiego jeszcze w historii świata nie było. To na razie głównie rozfanatyzowana Europa, choć ci radykalniejsi z nas mówią – cały Zachód, cała domena "białego człowieka" – cywilizacja łacińska, właśnie zdychająca w drgawkach i paroksyzmach, po ranach zadanych nie przez kolejne potworne wojny, tylko przez nieludzkie, głupie i okrutne ideologie jak socjalizm, socjalizm narodowy, komunizm, czy faszyzm. A przede wszystkim przez ludzką pazerność.
Rozmiękczano nas od dziesięcioleci. Mityczne państwa dobrobytu o których od wojny marzyliśmy. A potem... jesteśmy wreszcie tam! Jak biedne bydło wchodzące do rzeźni, nie czuliśmy zapachu krwi i śmierci, tylko radość dołączenia do nich. Do rzeźników w maskach dobrodusznych dobroczyńców. Musiało prawie dwadzieścia lat upłynąć, byśmy w końcu w pełni zdali sobie sprawę, że jesteśmy tylko produktem, mięsem do przerobienia na steki, albo mielone. I nic już nie mamy do gadania. ONI o wszystkim decydują. Umowy, traktaty, prawo... śmieszni jesteśmy – kto pertraktuje z barbarzyńcami sam jest sobie winien, Niech teraz płaci za naiwność, infantylizm, brak wyobraźni i durną ufność w ład, porządek i zwycięskie zawsze dobro. To już było – ale teraz wszystko będzie inaczej. Koniec z obijaniem się na socjalu. Koniec pedalskiego święta. Wkrótce zobaczysz we własnej kieszeni, ile na prawdę jesteś wart.
Podobno szczepionka na COVID to eksperyment naukowy, mówią ci, co kochają wymądrzać się. Czym więc jest to, co właśnie dzieje się w komunistycznych Chinach. Eksperyment społeczny, któremu bacznie przygląda się cała "biała demokracja", czekając na efekty nieustannej obserwacji każdego obywatela, by plusami i minusami oceniania go, w rezultacie albo nagrodzić, albo ukarać. Dokładnie "1984" Orwella. Komuś się śniło, że taka absurdalna fikcja może przeistoczyć się w rzeczywistość, bo szaleńcy, co sprytnie błyskawicznie zdobyli miliardy, właśnie to przeczytali.
Likwiduje się klasę średnią w państwach dobrobytu. Akurat, kiedy Polska stara się jakoś, kulawo i marnie, ją budować. Klasa średnia jest zagrożeniem dla tego właśnie dzisiaj powstającego totalitaryzmu. Prawdziwa klasa średnia to szczęśliwe rodziny. To wypracowany majątek samemu, lub przez dziadków i rodziców. Skrawek wolności i godności osobistej. O co warto zawsze walczyć i będzie się walczyć, jak to się mówi – o swoje. Jak nic już swojego nie będziesz miał, a rodzina to dawny, prymitywny wymysł, mocno ograniczający wolność, mając w zamian szybką i łatwą przyjemność, czy satysfakcję z możliwością wyboru tego, co się w danym momencie lubi, to swobodnie, bez stresujących obowiązków, popłyniesz sobie z nurtem, a sternicy zadbają byś nie walnął o skały, lub nie utknął na mieliźnie, A oni dla wszystkich, już od żłobka i przedszkola dopilnują, byś nie wiedział co żeś stracił (ale nauczą ciebie jak się dobrze bawić i zrobić sobie mała przyjemność).
Ale hola, hola! Zlikwidowanie tradycyjnych struktur: rodziny, w tym podstawowych, najważniejszych w życiu pojęć: matka, ojciec, dzieci; zlikwidowanie wszystkich tradycyjnych bliskich kręgów: szerokiej rodziny, sąsiedzkich, towarzyskich; i pozbawienie osobistej własności, to dla tych "wodzów plemion", których na razie widzimy w Brukseli i Berlinie, za mało. Oni dobrze zdają sobie sprawę, że charakter człowieka powoduje zawsze dążenie do czegoś lepszego, specjalnego, wymarzonego. Jasna sprawa. Zrozumiałe. Więc oferujemy wam "marzyciele" kredyty, pożyczki, wynajmy, hipoteki. I kupicie wtedy sobie ten nowy smartfon, albo te kotlety, jak staną się luksusem, gdy idioci żywieniowi zaczną nas modyfikować, byśmy naturalnie spożywali i trawili trawę, bo ta wszędzie rośnie jak głupia. I nie będziecie mieli czasu by się martwić, że trzeba ciężej pracować, brać dodatkowe godziny, bo sen z powiek będzie spędzać myśl o długach do spłacenia. I nawet wam do głowy nie przyjdzie, bo takie rozmyślanie po prostu zaniknie w tym nowym świecie pogoni za pieniędzmi na spłaty długów i pogoni za przyjemnością, rozrywką dla mas i stanami upojenia. Nie pomyślicie, że teraz właściwie jesteście podlejszymi niewolnikami, niż w starożytnym Egipcie, Grecji, czy Rzymie. Nawet plemieniem nie jesteście, tylko stadem z pastuchami i owczarkami, które będą pilnować, byście przypadkiem nie zboczyli z właściwej drogi.
Czy my możemy jeszcze coś zrobić? Zawalczyć o prawdziwą wolność i odwieczne tradycje? Nie chce mi się tu dywagować o poziomie ogłupienia obywateli Zachodu, ich państw dobrobytu i łatwego socjalu. Nikt raczej u nas nie chce wierzyć jak wielki jest poziom głupoty tamtych społeczeństw. Nawet staraliśmy się małpować te kretyńskie wybryki z telewizji MTV, narzędzia urabiania młodych. Kto pamięta polityków polewających się wodą z wiadra. To tykanie się łokciami w instytucjach UE. No i te tragikomiczne klękanie zawodników przed meczami na stadionach. Możemy jeszcze (i czasu niewiele) zawalczyć, TYLKO wtedy, jeżeli do zdecydowanej walki staną demokratycznie przez nas wybrani władcy. I tu mamy duży problem – władza nasza, prawie cała Zjednoczona Prawica, a przynajmniej ci, którzy mają jakieś wpływy, są niestety tchórzliwi. Oczywiście oświadczą, że są tylko ostrożnie, że taka jest właśnie dyplomacja i że należy zawsze unikać konfliktów. Zgoda, tak być powinno, gdy wszystkie strony grają uczciwie i grają w to samo. A nie gdy RP stara się rozgrywać partię szachów, podczas gdy oni akurat rozgrywają ulubioną grę kremlowskich gabinetów – grę w dupniaka. I to my mamy się wypinać i zasłaniać oczy, gdy oni nas walą.
Wygląda na to, że nasza prawicowa władza, w sumie dosyć przyzwoici ludzie, gdzieś około roku 2016 dowiedziała się, że jest coś takiego w socjologii i psychologii społecznej jak asertywność. Nie ta zmodyfikowana już poprawnością polityczną, tylko tą właściwą – mieć swoje zdanie i walczyć o nie aż do skutku. I co ważne – nie dlatego, że w swoim mniemaniu ma się rację, lub akurat leży to w moim interesie, tylko taka walka musi się toczyć w ramach prawdy i sprawiedliwości. W ramach uczciwości i przyzwoitości. Zjednoczona Prawica potrzebowała aż 6 lat, aby po wchłonięciu takiej postawy, ją w pełni zrozumieć i nauczyć się z niej korzystać. Dlatego traciła sympatię zwolenników, których wprost rozwścieczały te nieudolne podrygi typu – krok naprzód, dwa kroki do tyłu. Raz skręt w lewo, raz skręt w prawo. I to całe zachowanie wobec ewidentnych oprawców – okazywanie szacunku, przestrzeganie protokołów i wyrafinowanych elementów dobrego wychowania na poziomie królewskiego dworu, gdy już nikt nie miał wątpliwości, że na przeciwko stoi szubrawiec, oszust, cwaniak i karierowicz, ktoś, kto chętnie by ci napluł w twarz, a gdyby nie był jeszcze parszywszym tchórzem, przyłożyłby piąchą w nos. Nie, my stoimy z wyrazami szacunku i psim wzrokiem, trykamy się łokciami i z uśmiechem konsumujemy kolejne kłamstwa, połajania, pogróżki. Tak już dalej być nie może, jeżeli mamy nie przestać być Polakami. Co to będą już tylko wspominać dawne, dobre czasy. Przykro jest pisać takie pesymistyczne przepowiednie. Nie robię tego dlatego, że akurat teraz dystopia – czarna wizja przyszłości jest popularna w pop kulturze. To nie straszenie kolejnym horrorem. Lecz jest to wielce prawdopodobny rozwój wypadków. Zawsze są tacy, co chcą panować i posiadać poddanych. Jak najwięcej zniewolonych, którzy są przecież najlepszym źródłem ich dobrobytu.
Źródło: niepoprawni.pl 
05 02 2022 Kiedy wreszcie L. Balcerowicz na zawsze przestanie dawać publiczny głos!?
"Były wicepremier Leszek Balcerowicz porównał TVP do Russia Today. Pisząc o zablokowaniu rosyjskiego propagandowego kanału przez władze Niemiec, zapytał, kiedy Polacy, „odsuwając PiS”, zablokują „PiS Today i całe to goebbelsowskie PiS TVP. Porównanie, oprócz tego, że jest częścią najnowszej „mądrości etapu” opozycji i jej sympatyków oraz autorytetów pt. „PiS sprzyja Putinowi/PiS rządzi jak Putin” etc. (mimo że to PiS jako pierwszy, a także- wybrany z ramienia tej partii prezydent, ostrzegali przed zakusami Putina jeszcze w czasach, gdy - dziś niesamowicie antyputinowski - ówczesny premier Donald Tusk był nazywany przez kremlowską prasę „naszym człowiekiem w Warszawie”), wydaje się również bezsensowne. 
Całkiem niedawno też poseł M. Szczerba z PO powiedział między słowami życzeń z okazji urodzin L. Balcerowicza, iż: "Pan Profesor trzy dekady temu miał Plan i potrafił go zrealizować. I nieustannie inspiruje!. Natomiast został wyśmiany i stłamszony podczas konferencji zorganizowanej dla młodych ludzi przez R. Trzaskowskiego pod nazwą "Campus Polska", gdzie nawet się obraził, że młode pokolenie nie spija "z jego słów śmietanki" jak młode pokolenia w latach 90-tych XX wieku.
Ale... "Nóż się w kieszeni otwiera", gdy można dziś zauważać, że ten pożal się Boże ekonomista znów chce wkroczyć na polską scenę polityczną i do publicznej dysputy. Tyle ile on narobił Polsce szkód (wraz z J. Lewandowskim) to trudno zliczyć: wyprzedaż za grosze polskiego majątku narodowego (tzw. "dzika" prywatyzacja a tak naprawdę umożliwienie firmom zagranicznym konkurencyjnego wrogiego przejęcia polskich firm), zezwolenie na wyprowadzenie z Polski miliardów dolarów (poprzez sztywny kurs dolara), pauperyzacja Polaków, bieda i ogromne bezrobocie, doprowadzenie Polaków do ubóstwa poniżej tego ubóstwa granicom... Ten człowiek już na zawsze w historii Polski winien być uważany za przykład bezwolnego albo cynicznego zdrajcę naszego kraju i uznany za persona non grata  a nawet odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Mało mamy w Polsce współczesnej geniuszy, czyli (za Wikipedią) osób posiadających bardzo wysoki poziom ogólnych zdolności poznawczych, zdolnych do tworzenia oryginalnych koncepcji naukowych, nowych form organizacji społecznej, nowych dzieł artystycznych, rewolucyjnych wynalazków technicznych. Wśród polityków i zwolenników reprezentujących obecną opozycyjną scenę polityczną występuje wyraźny deficyt geniuszy. Można powiedzieć, że chyba w ogóle ich nie ma.
Takim "guru" dla wielu jest właśnie L. Balcerowicz, który tak naprawdę jako ekonomista od 1989 roku forsuje jedno tylko zdanie:  prywatyzacja i jeszcze raz prywatyzacja. Zresztą w swojej dziedzinie co rusz i średnio raz na kwartał wypowiada się krytycznie na temat obecnej władzy, nie widząc, że jego niechlubny dla Polski czas przeminął. Sam Półbóg, jak na Geniusza przystało uwielbia sam siebie stając się w powszechnym odbiorze coraz bardziej śmieszny... ale geniusze mają pierwotny ciąg do władzy oraz cechują się megalomanią/samouwielbieniem i egocentryzmem połączonym egoizmem. Sądzę, że on w to swoje posłannictwo wierzy cały czas..., bo w niektórych chorobach chory nawet nie wie, że jest chory. 
Jak wspomniałem u niego występuje fetyszyzacja prywatyzacji: "trzeba prywatyzować wszystko i to szybko". Swego czasu powiedział m.in.: "Wyjście Skarbu Państwa z sektora energetycznego i sprzedaż części udziałów państwa w kilku największych firmach zmniejszyłyby potrzeby pożyczkowe Polski o ok. 70 mld zł, co odpowiada ok. 5 proc. PKB - oceniają eksperci z Fundacji FOR. - Mamy nadmierną, czyli szkodliwą obecność państwa w gospodarce, z punktu widzenia naszego rozwoju - powiedział przewodniczący FOR prof. Leszek Balcerowicz w środę podczas konferencji prasowej. Wyjaśnił, że udział państwa polskiego w gospodarce jest wyższy niż średnio na Zachodzie. - Odpolitycznienie gospodarki przez prywatyzację jest zasadniczą reformą. To reforma ustrojowa - dodał. Według niego prywatne firmy działają lepiej, poza tym politykom trzeba odebrać możliwość rozdawania stanowisk w firmach. Balcerowicz zaznaczył, że przyspieszenie prywatyzacji byłoby buforem, który wzmocniłby gospodarkę oraz zmniejszył przyrost długu publicznego, zanim zostaną przeprowadzone zasadnicze reformy m.in. finansów publicznych. - Jeżeli ktoś myśli o rozwoju naszej gospodarki, to musi myśleć o prywatyzacji jako o fundamentalnej reformie".
Tak mówił na początku 2010 roku i sądzę, że swojej opinii nie zmienił do dzisiaj. Jakżeż więc musi go boleć obecna repolonizacja polskich firm i rozwój państwowych spółek oraz planowane przez rząd duże inwestycje. To zupełnie inna wizja Polski niż on prezentuje od samego początku, czyli od 1989 roku. Musi go to wszystko bardzo frustrować stąd - w swoim przebłysku geniuszu - dalej jak mantrę mówi o tej prywatyzacji.  W tym prywatyzacyjnym zaklęciu mieści się cała jego genialna wiedza ekonomiczna... Takich ludzi - mówiąc sarkastycznie - nam potrzeba!
Na koniec trochę wiedzy dla młodych ludzi. Plan L. Balcerowicza był niemal wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zastosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1987 roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi się w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na upadek komunizmu) plan ów (którego głównymi współtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych".  Kąsek więc był duży (tym bardziej, że Polska faktycznie za czasów E. Gierka zbudowała dość duży potencjał przemysłowy... fakt, że na kredyt i trochę nieraz alogicznie, niemniej potencjał konkurencyjności dla firm zachodnich był ogromny)... Więc sobie postanowiono przejąć ten potencjał rękoma L. Balcerowicza (nota bene był on chyba trzecim lub czwartym ekonomistą, któremu zaproponowano przeprowadzenie tej reformy... inni odmówili a doktorek L. Balcerowicz poczuł szansę na zrobienie po 15 latach doktorowania habilitacji).  Oczywiście doradcą L. Balcerowicza był J. Sachs... Tak o rozwiązaniach Konsensusu Waszyngtońskiego mówi Joseph Stiglitz- noblista w dziedzinie ekonomii z 2001 roku -"Efekty polityki wymuszanej przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach. rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim".
Źródło: niepoprawni.pl 
03 02 2022 To nie CO2 zmienia klimat a klimat decyduje o ilości CO2.
W związku z trwającym obecnie kryzysem energetycznym, towarzyszącym kryzysowi pandemicznemu COVID-19 i przygotowaniom KE do wprowadzenia pakietu Fit for 55, warto przypomnieć opracowanie polskich naukowców z 2011 roku, protestujących przeciwko pakietowi klimatycznemu UE i wprowadzonemu mechanizmowi handlu certyfikatami do emisji CO2(system EU-ETS), będącemu wielkim geszeftem globalistów i elementem projektu Wielkiego Resetu oraz NWO, zapisanym w ONZ - owskich agendach:
- Agendy 21 z 1992 roku
- Agendy 2030 z 2015 roku
"Protest polskich naukowców przeciwko wprowadzeniu pakietu klimatycznego."
Przyjęty w Unii Europejskiej pakiet energetyczno – klimatyczny w celu ograniczania emisji dwutlenku węgla i handlu uprawnieniami do jego emisji jest nieuzasadnionym i nieroztropnym programem. Sztuczna regulacja CO2 jest bardzo kosztownym oraz antygospodarczym działaniem ograniczającym zastosowanie tańszych technologii i może wywołać bardzo głęboki kryzys gospodarczy. Program pakietu klimatycznego jest sprzeczny z przyjętym Traktatem lizbońskim. Polska podpisała Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską oraz Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w którym zobowiązała się popierać rozwój możliwie najwyższego poziomu wiedzy swojego narodu przez szeroki dostęp do edukacji oraz stałe uaktualnianie wiedzy. Do takiego rozwoju powinna dążyć i najwyższego poziomu wiedzy swojego narodu bronić.
Polska posiada ok. 9 mln ha lasów które potrzebują rocznie do swojego wzrostu ponad 3,2 mld ton CO2. Brakuje do pełnego wzrostu naszych lasów co najmniej 300 mln ton a nawet 500 mln ton tego życiodajnego gazu. Program Unii Europejskiej ogranicza nam antropogeniczną (pochodzącą z przemysłu) roczną produkcję dwutlenku węgla w ilości 280 mln ton. Za każdą dodatkową tonę emisji dwutlenku węgla ponad wyznaczony limit tj. 208 ton, będziemy płacić już 20 Euro. Roczne koszty wprowadzenia programu klimatycznego dla Polski szacowane są obecnie na kwotę 5 - 15 mld zł i będą wzrastały. W przyszłości planuje się jeszcze zmniejszenie wyznaczonego nam teraz limitu. Dlaczego więc musimy wprowadzać program ograniczania dwutlenku węgla ze szkodą dla naszych lasów oraz pól uprawnych i jeszcze za to słono płacić?
CO2 jako składnik powietrza atmosferycznego (makroelement) jest naturalnym nawozem niezbędnym światu roślinnemu. Prowadzone przez wiele lat badania potwierdziły, że na obszarach zielonych (w tym na terenach rolniczych) brakuje dwutlenku węgla. Intensywność rozwoju biosfery poprzez wzrost flory uzależniona jest od ilości CO2 w powietrzu, podstawowego czynnika hamującego (lub przyśpieszającego) wzrost roślinności w procesie fotosyntezy. Do budowy każdej rośliny potrzebne jest ponad 55% pierwiastka C w przeliczeniu na suchą masę. Cała ta ilość budulcowego pierwiastka C pochodzi wyłącznie z dwutlenku węgla zawartego w powietrzu.
Na terenach zielonych szczególnie w okresie intensywnego wzrostu roślinności (w maju) oraz w dniach słonecznych w godzinach południowych przy dostatecznej wilgotności gleby, występuje deficyt dwutlenku węgla. W celu zwiększenia przyrostu objętościowego masy roślinnej wskazane jest zwiększenie ilości CO2 w powietrzu. Dla przykładu, w celu zintensyfikowania upraw szklarniowych dostarcza się do pomieszczeń dodatkowo większe ilości tego gazu. Zwiększając ilość CO2 zwiększamy dwu – trzykrotnie intensywność przyrostu masy uprawy roślinnej. Dlatego zmniejszając ilości dwutlenku węgla ograniczamy rozwój świata roślinnego. W jakim więc celu wprowadzać ogromnie kosztowne działania gospodarcze zmierzające do ograniczania emisji, które po pierwsze nie przyniosą efektu w postaci zmniejszenia ilości dwutlenku węgla nawet o jedną dziesiątą procenta w atmosferze, po drugie niewielkie zmniejszenie będzie działaniem na pewno ze szkodą dla świata roślinnego. Na jakiej podstawie niektórzy twierdzą, że zwiększyła się zawartość dwutlenku węgla w atmosferze? Nadal brakuje wiarygodnych dowodów pomiarowych ilości CO2 na całej powierzchni i prostych metod ich weryfikacji .
….....................
Ignorowany jest zupełnie fakt potwierdzony empirycznie, że podwyższona zawartość CO2 w atmosferze jest korzystniejsza dla wszystkich gatunków roślin, niż zawartość niska. Flora oczywiście sprzyja faunie i warunkuje jej życie na Ziemi oraz wzajemnie na siebie oddziaływają. Życie człowieka bez przyrody ożywionej byłoby niemożliwe. Niska zawartość dwutlenku węgla w powietrzu atmosferycznym ogranicza wzrost świata roślinnego. W jakim więc celu wprowadzać bardzo kosztowny system gospodarczy ograniczający emisję dwutlenku węgla, gazu „życia” koniecznego przyrodzie.
Opracowali: dr inż. Edward Przybysz & mgr inż. Wiesław Klimek
Wybrane fragmenty: https://niepoprawni.pl/blog/35stan/to-nie-co2-zmienia-klimat-a-klimat-decyduje-o-ilosci-co2
Z forum: …..lewactwo twierdzi że jest katastrofalne ocieplenie klimatyczne, a prawica - że go nie ma. To szczególny i godny uwagi podział wynikający zapewne z akceptowanych źródeł informacji. Ale prawda jest i musi być jedna. W największym skrócie: o  środowisko powinniśmy dbać aby go nie zniszczyć. Bo ma prawo do istnienia. Bo jest naszym środowiskiem które na to zasługuje. Jest dobrem które należy szanować.  Ale bzdury o katastrofalnym ociepleniu klimatycznym, to tezy wprowadzone chyba jeszcze przez bolszewizm w czasie zimnej wojny. Bez podstaw. Coś, jakby Zachód miałby się zabić własną pięścią. Na skutek kilkukrotnego zwiększenia kosztów pozyskania energii, a jeśli już to tylko czystej i odnawialnej. To oznacza głęboki kryzys ekonomiczny a więc też kryzys rozwoju ekonomicznego Zachodu wobec radosnego rozwoju państw komunistycznych. 
01 02 2022 Służby sprawdzają możliwe drugie dno delegacji NIK na Białoruś. W tle "biznesy" syna Banasia.
Dziennik przypomina, że chodzi o grudniowy wyjazd grupy przedstawicieli Najwyższej Izby Kontroli na spotkanie z Komitetem Kontroli Państwowej Białorusi. "Jego celem miało być — jak czytamy w piśmie prezesa Mariana Banasia do szefa sejmowej Komisji do spraw Kontroli Państwowej Wojciecha Szaramy — powołanie »roboczego zespołu kontrolerów do przeprowadzenia kontroli równoległej w Puszczy Białowieskiej z udziałem przedstawicieli Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Oświaty, Nauki i Kontroli UNESCO«" — pisze "Rz". — Wydaje się, że kontrola, o której mówią oficjalnie przedstawiciele NIK, była jedynie fasadowym powodem tej podróży. W sytuacji trwających działań strony białoruskiej przeciwko Polsce takie kontakty budzą zdumienie — mówi cytowany przez "Rz" rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.
Żaryn dodaje, że "sprawa wizyty delegacji NIK na Białorusi budzi szereg dodatkowych wątpliwości". — Tej wizycie przewodził faktycznie Jakub Banaś. Wątpliwe są podawane publicznie podstawy do organizowania tej wizyty — zaznacza. Według źródeł "Rzeczpospolitej" służby sprawdzają, czy wyjazd ma związek z "biznesami" Banasia juniora. "Jedna z jego firm miała prowadzić interesy ze stroną białoruską, wykorzystując stare kontakty ojca" — czytamy. "Banaś senior ma posiadać znajomego ze służb białoruskich w randze generała, który odpowiada za tamtejszą administrację skarbową. Może to być znajomość z czasów pracy w Ministerstwie Finansów" – sugeruje jeden z rozmówców "RZ".
"Pytań jest więcej. W NIK w tym samym czasie powstawała analiza dotycząca budowy muru na granicy polsko- białoruskiej, która, co oczywiste, godzi w interesy Białorusi. Jej krytyczne wyniki opublikowała 21 stycznia Gazeta.pl. »Rzeczpospolitej« NIK nie odpowiedział, czy raport kontroli jest dostępny i kiedy powstawał. Śladu po nim nie ma też – jak przyznaje nam – MSWiA. – Kontrola muru była w projekcie planu kontroli NIK w 2022 r. jako planowa, ale Kolegium w grudniu ją wykreśliło" – czytamy. Prezes Najwyższej Izby Kontroli złożył doniesienie do prokuratury na wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka. Uważa, że wiceszef resortu go zniesławił, zarzucając "zdradę państwa".
We wniosku do prokuratury Banaś i jego ludzie piszą: "jako pokrzywdzeni (…) zawiadamiamy o podejrzeniu popełnienia przestępstw polegających na przekroczeniu uprawień przez funkcjonariusza publicznego Piotra Wawrzyka sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, polegających na publicznym pomówieniu, znieważeniu i poniżeniu (…) konstytucyjnego organu Rzeczpospolitej Polskiej — Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, jak również funkcjonariuszy publicznych, pracowników Najwyższej Izby Kontroli". — To polityczna nagonka, a komisja została zorganizowana w celach politycznych — ocenił Marian Banaś na posiedzeniu komisji.
Banaś oświadczył, że nie boi się prawdy i nie chowa głowy w piasek, podczas gdy marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wezwana przez kontrolerów NIK do złożenia zeznań w charakterze świadka, nie stawiła się na przesłuchanie. Przypomniał, że każdy obywatel, który dostanie wezwanie na przesłuchanie, ma obowiązek stawić się lub usprawiedliwić swoją nieobecność. Jeśli ignoruje wyzwanie — dodał — to łamie prawo. Jak wskazał prezes NIK — Mam nadzieję, że do wstawiennictwa pani marszałek dojdzie wkrótce. Mam nadzieję, że na przesłuchaniu stawi się także prezes Jarosław Kaczyński, dla którego będzie to nie tylko obowiązek, ale i kwestia honorowa — powiedział Marian Banaś, nawiązując do wezwań NIK wobec ww. polityków.
Prezes NIK poinformował, że wyjaśnienia dot. wyjazdu na Białoruś zostały udzielone marszałek Sejmu 21 stycznia. — NIK to niezależny organ kontroli państwowej o konstytucyjnym umocowaniu. Nie pozwolę, aby politycznie sterowany marszałek Sejmu ingerował w niedozwolony sposób w kwestie dot. niezależności NIK — powiedział. 
O szczegółach delegacji poinformował jej przewodniczący, dyrektor białostockiej delegatury NIK Janusz Pawelczyk. Przekazał, że wyjazd dla pięciu osób na trzy dni na Białoruś kosztował 4,5 tys. zł. Wskazywał, że głównym celem rozmów była sytuacja w Puszczy Białowieskiej, w której prowadzona jest kontrola NIK. — To nie była wycieczka, żeby zrobić komuś na złość, czy też pogłębić kryzys pomiędzy oboma państwami. Ten wyjazd podyktowany był bardzo pragmatycznymi kwestiami. Na dzień dzisiejszy mamy poważne ustalenia, które wskazują na konieczność podjęcia radykalnych działań, zmierzających do tego, żebyśmy zniwelowali ryzyka, bo w niedługim okresie czasu możemy mieć poważny problem chociażby w komunikacji z UNESCO i innymi organizacjami międzynarodowymi — mówił. — Podczas spotkań ze stroną Białoruską nie poruszaliśmy kwestii politycznych, bo nas to nie interesuje. Poruszaliśmy kwestie merytoryczne, te kwestie, które mają istotne znaczenia dla aktualnie prowadzonych kontroli, a które mogą mieć poważny wpływ w najbliższym czasie — oświadczył.
Źródło: onet.pl 
29 01 2022 Wyznawcy Sześciu Króli.
Pani Monika Olejnik w „Kropce nad i” raczyła oświadczyć: „Miałam na studiach logistykę, więc potrafię myśleć logicznie”. Wystarczyłoby zajrzeć do Wikipedii aby się dowiedzieć, że: „logistyka to  proces planowania,  realizowania i kontrolowania sprawnego i efektywnego ekonomicznie przepływu surowców, materiałów i wyrobów gotowych. Działania logistyczne obejmują kontrolę zapasów, lokalizację zakładów produkcyjnych i magazynów  oraz przepływ informacji”. Na studiach ( zootechnika SGGW )  pani Monika mogła mieć faktycznie logistykę. Mogła się uczyć o transporcie żywca do rzeźni czy transporcie i magazynowaniu paszy dla krów, ale nie ma to nic wspólnego z logiką i jej wykładem. Oczywiście nie można wykluczyć, że pani Monika myśli logicznie w sposób naturalny, wrodzony, tak jak oddycha i nawet nie wie gdzie się tego nauczyła. Pani Monika jest zatem w sytuacji pana Jourdain ze sztuki J.B. Molière pod tytułem „Le Bourgeois gentilhomme” ( Mieszczanin szlachcicem), który nie wiedział, że mówi prozą. Pan Jourdain nie ukończył jednak podyplomowych studiów dziennikarskich i nie pracował jako dziennikarz. Nie parał się słowem. Można mu więc darować jego ignorancję. Pani Monika jako czynna dziennikarka powinna jednak odróżniać logikę od logistyki. Nie można również wykluczyć, że wpadka słowna Moniki Olejnik to zwykły lapsus. Tak czy owak zapisuje on  panią Monikę do grona Wyznawców Sześciu Króli założonego przez Ryszarda Petru.
Do grona Wyznawców Sześciu Króli zapisujemy również panią Janinę Ochojską na podstawie jej  wypowiedzi dla tygodnika Polityka: „ Gdy o tym myślę przychodzi mi do głowy proces Adolfa Eichmanna, który w Norymberdze bronił się mówiąc, że tylko wypełniał rozkazy”. Pani Ochojska choć jest astronomem, zawodową filantropką i zawodową posłanką europejską, a nie historykiem  z racji choćby swych dawnych związków z „Tygodnikiem Powszechnym” powinna przynajmniej słyszeć o sztandarowym dziele Hannah  Arendt „Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła” wydanym w Polsce właśnie przez „Znak”. Powinna pamiętać, że proces Eichmanna odbył się nie  w Norymberdze lecz w  Jerozolimie 11 kwietnia 1961 roku, po brawurowym pojmaniu Eichmanna przez wywiad Izraela 11 maja 1960 r. w argentyńskim Buenos Aires, gdzie mieszkał i ukrywał się od 10 lat.  Eichmann został skazany na śmierć i stracony w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1962 roku.
Wysoką pozycję w Kościele Wyznawców Sześciu Króli zajmuje również Ewa Kopacz za wypowiedź dotyczącą wyginięcia dinozaurów: „Wtedy, kiedy dinozaury jeszcze były, a ludzie nie mieli żadnych strzelb, nie mieli żadnej broni nowoczesnej, która pozwoliłaby ich ( uwaga, dodatkowo błąd gramatyczny  - powinno być „ je” ) zabić. Rzucali kamieniami w tego dinozaura i wiadomo, że od jednego rzucenia tym kamieniem na pewno nie padł, ale jeśli przez miesiąc, dwa miesiące rzucali tymi kamieniami, to go na tyle osłabili, że mogli go pokonać. Więc presja ma sens" - przekonywała Ewa Kopacz. Dinozaury zniknęły z powierzchni ziemi w końcówce ery mezozoicznej, a więc około 70-80 mln lat temu. Pani Kopacz zapewne potraktowała dosłownie przenośny sens słowa dinozaury. Pod adresem konserwatywnej  strony sceny politycznej często używa się przecież argumentu „wyginiecie jak dinozaury” co oznacza przeświadczenie, że konserwatywny system wartości jest nie do utrzymania we współczesnym świecie.
O przynależność  do  grona Wyznawców Sześciu Króli otarł się również niestety premier Mateusz Morawiecki, który powiedział: „chcemy, żeby jak najwięcej osób zarabiało więcej, bliżej średniej krajowej, powyżej średniej krajowej, wokół średniej krajowej i również te osoby, które dziś zarabiają na poziomie średniej krajowej, będą beneficjentami tej zmiany”. Premier Morawiecki był prezesem wielkiego banku i ma wykształcenie ekonomiczne, nie jest więc możliwe żeby nie rozumiał pojęcia średniej. Być może miał na myśli, że chciałby aby jak najwięcej osób zarabiało kiedyś powyżej obecnej średniej krajowej. Ta przyszła średnia krajowa wzrośnie oczywiście wraz z zarobkami i cenami. Takie zjawisko nazywa się jak wiadomo inflacją. Pamiętamy czasy gdy wszyscy byliśmy milionerami, a ciastko kosztowało dwadzieścia tysięcy. Rolą pieniądza jest wyznaczanie udziału w podziale tortu jakim są dobra tego świata. Pieniądzem była kiedyś sól, potem metale szlachetne, pieniądz papierowy, zapis cyfrowy. Nie mam zamiaru przytaczać tu historii pieniądza. Pozwolę sobie za to na wspomnienia. Kiedy miałam bodajże cztery lata powiedziałam ojcu, że chciałabym znaleźć tyle złota żeby starczyło dla wszystkich ludzi na świecie. „Nie przyszło ci do głowy, że złoto miałoby wówczas wartość i siłę nabywczą piasku”- odparł kwaśno ojciec. Na usprawiedliwienie idiotyzmu, który powiedziałam przypomnę, że byłam wówczas tylko małym dzieckiem. Raz na zawsze zostałam wtedy wyleczona ze skłonności do myślenia utopijnego.  Żądanie, żeby wszyscy mieli wszystkiego równo jest niebezpieczną utopią i prowadzi do niebywałych zbrodni, gdyż może być zrealizowane tylko przemocą. Pragnienie żeby wszyscy zarabiali powyżej średniej jest nonsensem matematycznym. Większość rozkładów opisujących zjawiska przyrodnicze dąży do rozkładu normalnego, który jest symetryczny względem wartości oczekiwanej czyli średniej. Oczywiście istnieją rozkłady asymetryczne W rozkładzie o asymetrii lewostronnej najczęściej występująca wartość (dominanta, moda) jest większa niż wartość średnia. Wtedy wartości niższe od wartości średniej są bardziej rozproszone ( zróżnicowane). W rozkładzie o asymetrii prawostronnej dominanta jest niższa od wartości średniej a bardziej rozproszone są wartości wyższe od średniej. Inaczej mówiąc większość z nas zarabia poniżej średniej natomiast wysokie zarobki zależące od wielu czynników pozamerytorycznych są bardzo zróżnicowane bo taka jest waga tych czynników. Złośliwi internauci utworzyli nawet mem, w którym premier Morawiecki mówi: „ dzięki dobrej zmianie wszyscy będą zarabiać powyżej średniej krajowej” ale na szczęście to tylko dowcip.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Wczoraj przeczytałem, że R. Petru był cudownym dzieckiem. W wieku 6 lat wiedział tyle o ekonomii co teraz...Czy można by się pokusić o stworzenie panteonu gwiazd, który otwierał by R. Petru dalej np. Pan Joński, Pan Szczerba, Pani Jahira, Pani Żukowska, Pan Puda, Pan Soboń, Pan Niedzielski...itd...itd...Czy przedstawiciele herbu "tytan myśli i ojciec prawdziwej demokracji" nie powinni stworzyć wspólnego ugrupowania ? 
27 01 2022 "Ekstrema Solidarności" i odwrócenie sojuszy.
Podstawą ideologiczną PRL był tzw. „sojusz robotniczo – chłopski”; my do dziś borykamy się z innym bardzo trwałym sojuszem powstałym u zarania III RP – sojuszem „ekstremy Solidarności” z komunistami. W ponurej dekadzie lat osiemdziesiątych partyjna propaganda stale pisała o tzw. „ekstremie Solidarności” jako przyczynie wszelkich kłopotów. Utrzymywano, że partia i rząd dawno by się porozumieli ze „związkową częścią Solidarności”, gdyby nie „ekstrema”, a konkretnie jej najbardziej ekstremalne postacie - Kuroń i Michnik. Później ze zdumieniem zobaczyliśmy, że właśnie ci, po stokroć uwiarygodnieni w walce z komunizmem, najwięksi wrogowie systemu, stali się partnerami komunistów w rozmowach „okrągłego stołu”, a prywatnie wydawali się z nimi wręcz zaprzyjaźnieni. Trudno dociec, kiedy nastąpiło odwrócenie sojuszy, gdy ta część antykomunistycznej opozycji, która wywodziła się z kręgu pokonanej w 1968 roku „żydokomuny” („puławian”), postanowiła pogodzić się z dawnymi towarzyszami w celu wspólnej budowy demokracji...
Głównym propagandystą „schyłkowej komuny” był Jerzy Urban, prywatnie zaprzyjaźniony z „ekstremistami”. Ale o tym dowiedzieliśmy się dekady później. Pogłoski, że Michnik z Urbanem moczą się razem w jacuzzi traktowaliśmy jako esbeckie wrzutki mające na celu dyskredytację naszych przywódców. Jak blisko było „ekstremistom” kojarzonym z „Solidarnością” do środowiska z którego wyrośli, świadczy wyznanie Jacka Kuronia z jego książki pt. „Siedmiolatka, czyli kto ukradł Polskę” (dziś wiemy, kto ukradł, ale tego nie ma w książce Kuronia). Kuroń pisze nadzwyczaj ciepło o towarzyszach z partii komunistycznej: „Wielu moich znajomych, a nawet przyjaciół zostało w partii. (...) Różne są między nami zaszłości, ale jestem z nimi emocjonalnie związany. Co z tego, że ja przez lata byłem uważany za najgorszego wroga systemu, skoro zawsze będę się starał tych komunistów zrozumieć, jakoś ich wytłumaczyć, zobaczyć w nich ludzi szukających idei. Mój związek z ludźmi partii nie jest tak silny, jak związek z kolegami, z którymi wspólnie próbowałem obalić komunizm, ale jest i pozostanie na zawsze.”
Chyba jednak związek Kuronia z „ludźmi partii” (a właściwie ludźmi UB) był silniejszy od związku „z kolegami, z którymi wspólnie próbował obalić komunizm”, bo mianował swego śledczego z SB - pułkownika Lesiaka – na ważne stanowisko w Urzędzie Ochrony Państwa. Zadaniem Lesiaka w III RP była „ochrona państwa” przed ludźmi, z którymi Kuroń jeszcze niedawno „próbował obalić komunizm”. Lesiak zajął się nielegalną inwigilacją prawicy, a konkretnie Jarosława Kaczyńskiego, którego „trzeba wszelkimi metodami zwalczać. Obmową, działaniami operacyjnymi, wprowadzeniem agentury" (fragment instrukcji płk Lesiaka). Zdaniem historyków Kuroń prowadził rokowania w imieniu „demokratycznej opozycji”, a raczej odsuniętej w 1968 roku frakcji „puławian” PZPR. Rokowania te - zalegendowane w formie przesłuchań u płk Lesiaka - stanowiły część przygotowań do negocjacji „okrągłego stołu”, w trakcie których porozumieli się „jak Polak z Polakiem” - Michnik z Urbanem i Kwaśniewski z Geremkiem...
O agenturalności Wałęsy Polacy dowiedzieli się dopiero w 2008 roku z epokowej pracy Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. „SB a Lech Wałęsa”, ale ta wiedza była znana w kręgach bezpieczniackich i wśród wierchuszki partyjnej od lat (min. spraw wewnętrznych Kowalczyk do odpoczywającego na Krymie Gierka: ”Na czele strajku stoi nasz człowiek”). Mroczną tajemnicę Wałęsy znał także Jacek Kuroń (wiedzę tę prawdopodobnie uzyskał od swych kontaktów w resorcie bezpieczeństwa), dlatego poinformował o tym przywódców Wolnych Związków Zawodowych. Dla nich nie było to żadną rewelacją, bo według Andrzeja Gwiazdy, od trzeciego dnia strajku nie mieli wątpliwości co do roli Wałęsy. Po dramatycznych całonocnych obradach kierownictwa WZZ, aby nie narażać na zniszczenie dopiero co powstałej „Solidarności”, postanowiono ukryć ten fakt i otoczyć Wałęsę „kordonem sanitarnym”. Jak wiadomo szczelne kontrolowanie Wałęsy się nie powiodło - to on przy pomocy agentury pozbył się twórców związku. Kuroń prawdopodobnie sam chciał zostać przywódcą „Solidarności” („obalić komunę”, zdobyć Nobla, przemawiać w Kongresie USA itp.), dlatego w swej książce pisał z przekąsem: „Wałęsa niesiony na fali historii. On, przywódca robotniczy, łebski elektryk z Wybrzeża, na własnych nogach doszedł do płotu strajkującej stoczni i sam go przeskoczył. Potem już płynął na falach (...) Kiedy przeskoczył mur, jakieś dziwne siły wzięły go pod skrzydła (...) nikt nie odpowie dlaczego władza zgodziła się na niezależne związki, na czele których w naturalny sposób musiał stanąć Wałęsa. Ale że sprawy przyjęły taki obrót to już nie zależało ani od Wałęsy, ani od KOR-u, ani od związków zawodowych, ani od strajkujących. To była wola wyższa. Trudno zgadnąć gdzie zapadały decyzje. Na Kremlu? W Waszyngtonie? W Watykanie? W warszawskim KC? A może we wszystkich tych miejscach po części?” Ale Kuroń przekonał się w końcu do Wałęsy. Po puczu „nocnej zmiany” 1992 roku, gdy staraniem agentów rozmieszczonych we wszystkich ugrupowaniach sejmowych (z wyjątkiem partii Kaczyńskiego!) obalono rząd Jana Olszewskiego, Kuroń powiedział, że „uniknęliśmy strasznej, przerażającej sytuacji dzięki prezydentowi, dzięki Lechowi Wałęsie”. Ta „przerażająca sytuacja” to perspektywa dekomunizacji i pozbycia się agentury z życia politycznego.
Również „ekstremista” Michnik zmienił swój wrogi stosunek do Wałęsy (dziś go uwielbia), a zbiegło się to w czasie ze spektakularnym odwróceniem sojuszy w wykonaniu samego noblisty, gdy jako prezydent zaczął „wzmacniać lewą nogę”. Dziś zarówno Wałęsa jak i Michnik mocno trzymają się lewej nogi i jej okolic. Polska była najtrudniejszym obszarem do realizacji „pierestrojki”, choćby z powodu istnienia prawdziwej opozycji. Dlatego przemiany rozpoczęto właśnie u nas. Mimo starannego przygotowania kadr, dynamika wydarzeń zaskoczyła komunistów. Nastąpiła seria nerwowych konsultacji w Białowieży między Jaruzelskim, a sowieckimi decydentami. Ponieważ „Solidarności” nie udało się w pełni kontrolować operacyjnie, postanowiono związek zlikwidować siłą. Płk Mazguła miał rację mówiąc, że stan wojenny był przeprowadzony „stosunkowo kulturalnie” - w każdym razie jak na zwyczaje i możliwości komunistów. „Przywracanie porządku” w roku 1981 w sposób jaki niedawno widzieliśmy w Kazachstanie byłby klęską wizerunkową przywódców „wprowadzających demokrację” i mógłby zniweczyć istotę przemian w obszarze postsowieckim, bo pozory liberalizacji i demokratyzacji byłyby nie do utrzymania.
Polacy „zawdzięczają” Jaruzelskiemu straszną, straconą dekadę lat osiemdziesiątych, podczas której świat uciekał do przodu, ale ten czas był konieczny dla komunistów, by opanować sytuację. Nawet wśród publicystów konserwatywnych istnieje kompletnie błędna interpretacja tych czasów. Często mówi się, że komuniści za wszelką cenę starali się utrzymać dawny porządek, a chodziło o to, by mogli oni uchodzić za „mężów opatrznościowych” budujących demokrację („hamulcowi” procesu zmian – Żiwkow i Ceaucescu - źle skończyli). Mimo że już w grudniu 1981 roku skompletowany był cały zestaw postaci, którym zamierzano powierzyć pierwszoplanowe role w „demokratycznej Polsce” (byli oni internowani w Jaworzu), dopiero w roku 1989 uznano, że sytuacja dojrzała do kontrolowanego „przekazania władzy” w „dobre ręce”. Wymagało to aż 10 lat mrówczej pracy komunistycznych służb, stutysięcznej armii tajnych współpracowników i zewnętrznego wspomagania. Dlatego w Polsce najpóźniej przeprowadzono wolne wybory i najpóźniej opuściła kraj okupacyjna armia. Jaruzelski umiejętnie rozbrajając sytuację w Polsce, uratował cały proces „pierestrojki”, czym niewątpliwie zasłużył sobie na „platynowo – złoty” Order Lenina i wdzięczność organizatorów przedsięwzięcia. W Polsce najwięcej zawdzięczają Jaruzelskiemu główni beneficjenci przemian - komuniści, którzy zachowali swoją uprzywilejowaną pozycję, a także dokooptowani „ekstremiści” - pomagierzy w realizacji scenariusza napisanego w Moskwie.
Wybrane fragmenty z : https://naszeblogi.pl/61205-ekstrema-solidarnosci-i-odwrocenie-sojuszy 
24 01 2022 Czy Niemcy planują zamach stanu w Polsce?
Wszystko, a tym bardziej oświadczenie hiszpańskiego europoseła Estebana Gonzáleza Ponsa - wiceprzewodniczącego kierowanej przez Donalda Tuska Europejskiej Partii Ludowej wskazuje o planowaniu zamachu stanu w Polsce: – Spróbujemy pomóc polskiemu społeczeństwu zmienić władze, które wydają się nie być dobre dla Polski – mówi w wywiadzie dla portalu euractiv.pl hiszpański europoseł Esteban González Pons. To on – jak pisze portal – ma pokierować w lutym „misją Parlamentu Europejskiego ws. zbadania informacji nt. nielegalnego użycia szpiegowskiego oprogramowania Pegasus przeciwko politykom opozycji”...
Co ciekawe, plan obalenia rządu PIS-u wpisuje się w przygotowania Rosji do wojny z Ukrainą. Telewizja CNN bowiem poinformowała, że USA mają informacje wskazujące, że Rosja może planować zajęcie Kijowa i obalenie obecnych władz: "Wywiad amerykański posiada takie same jak Brytyjczycy dowody na to, że Rosja planuje zainstalowanie w Kijowie przyjaznego sobie przywódcy". Wynika to z faktu, że Rosja próbuje uniknąć ciągnącej się latami wojny. Jednym ze służących do tego kroków jest zainstalowanie w Kijowie przyjaznych sobie władz i używanie szpiegów do wzniecania protestów...
O imperialnych zapędach Putina, któremu udało się kupić wielu przywódców europejskich, w tym zwłaszcza z Niemiec od lat przestrzega Unię Europejską Polska pod rządami PIS-u. Ale UE już nie ma - jest to coraz bardziej zależna od RFN organizacja, która od lat prowadzi politykę przyjazną Rosji. Przewodniczenie radzie dyrektorów spółki Nord Stream 2 AG przez byłego kanclerza RFN dowodzi, że rurociągi Nord Stream1 i Nord Stram 2 są narzędziem do realizacji celów imperialnych przez Władymira Putina i federazacyjnych przez RFN. Akceptacja imperialnej polityki przez Niemcy stała się brutalnie widoczna właśnie teraz – w sytuacji zagrażającej Ukrainie agresji ze strony Rosji - co bez wątpienia doprowadzi do sytuacji grożącej III Wojną Światową. Warto bowiem zwrócić uwagę, że jak podaje agencja Bloomberg - prezydent Chin Xi Jinping może wpłynąć na decyzję Władimira Putina o ataku na Ukrainę! Chiński przywódca nie chce ponoć, aby ewentualny konflikt wywołany przez Rosję w Europie przyćmił zbliżające się igrzyska olimpijskie w Pekinie. "Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje Xi, jest to, by Putin przyćmił wielki moment Chin, wywołując globalny kryzys ze Stanami Zjednoczonymi i Europą. Szczególnie w sytuacji, gdy Xi chce wzmocnić swoją pozycję w kraju" - pisze amerykańska agencja, wskazując na nadchodzące wybory prezydenckie w Chinach.
Tak więc to nie Joe Biden i Stany Zjednoczone mają wpływ na deeskalację napięcia w Europie, ale przywódca Chin. Nie zdziwi mnie, gdy podobnie jak w przypadku Afganistanu, stetryczały przywódca Stanów Zjednoczonych zostanie zaskoczony nie przez Talibów, ale tym razem przez Rosję i Chiny.
Odstąpienie Kongresu Stanów Zjednoczonych od sankcji na Nord Stream 2 otworzyło bowiem drogę do rozpoczęcia pełzającej III Wojny Światowej. Ważnym elementem nadciągającej wojny będzie pacyfikacja przeciwników odradzającego się imperium sowieckiego i współpracującej z nim Rzeszy niemieckiej. Tak pozbyto się ś.p. Lecha Kaczyńskiego, który przybył do Tbilisi w 2008 roku, podczas wojny rosyjsko- gruzińskiej i po kolejnym bombardowaniu przez Rosjan miasta Gori. Po blisko 14 latach słowa ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego o potrzebie skończenia z rosyjską dominacją wydają się tak samo aktualne: „….dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę – przestrzegał w Gruzji prezydent Rzeczypospolitej. Najpierw Ukraina - a potem może Tajwan?…
Od czasu wojny z Gruzją zaszło wiele zmian w Europie. Ścisła współpraca Republiki Federalnej Niemiec z Rosją, oparta o dostawy gazu rurociągami Nord Stream sprawiła, że nie tylko zmiana władzy na Ukrainie jest dzisiaj konieczna z punktu widzenia imperialnych i federalizacyjnych planów Moskwy i Berlina. Wszak to Radosław Sikorski nazwał rurociąg Nord Stream 2 nowym Paktem Ribbentrop-Mołotow. W tej sytuacji konieczna jest także zmiana władzy w Polsce, o czym bez ogródek mówi dziś zastępca Tuska w Europejskiej Partii Ludowej Esteban González Pons. Żeby jednak doprowadzić do zamachu stanu, trzeba polskie władze pozbawić możliwości zdemaskowania szpiegów i agentów działających na rzecz wrogów Polski. Hiszpański zastępca Tuska nie kryje, że chce użyć „całej siły Parlamentu Europejskiego” do działań wobec Polski. W lutym PE ma obradować nad rzekomą „nielegalną inwigilacją” w Polsce”, czego efektem ma być kolejna rezolucja przeciw naszemu krajowi i w konsekwencji powołanie komisji śledczej, która miałaby „odkryć całą prawdę”. W grudniu agencja AP, powołując się na ustalenia grupy Citizen Lab działającej przy Uniwersytecie w Toronto i sponsorowanej przez Georga Sorosa podała, że za pomocą oprogramowania Pegasus miał być inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek…. A kim jest Roman Giertych na którym ciążą podejrzenia o wypraniu dziesiątków milionów złotych? Giertych to nietykalna Święta Krowa - obrońca m.in....Radka Sikorskiego i Donalda Tuska – protegowanego Angeli Merkel, który przebiera nóżkami, by jak najszybciej rządzić Polską - oczywiście w imieniu IV Rzeszy a także jako człowiek Putina w Warszawie. Tusk jako szef EPL nie jeździ jednak po RFN, Francji czy Holandii, by spotykać się z przedsiębiorcami, gnębionymi przez rządy UE. Tusk – tak jak w sytuacji poprzednich puczów przeciwko rządowi PiS-u, organizowanych przez Platformę Obywatelską - niecierpliwie czeka w "tym kraju", by natychmiast po zamachu wskoczyć na stołek Gubernatora polskiego landu… Zabiegi do przeprowadzenia zamachu stanu w Polsce prowadzone są na coraz większą skalę i już zupełnie otwarcie: uczestniczy w nich Komisja Europejska, nakładając na Polskę absurdalne sankcje. A także TSUE. Rzecznik generalny TSUE stwierdził ostatnio, że sądy mogą badać przepisy krajowe pod kątem zgodności z prawem Unii Europejskiej. „To nawoływanie do anarchizacji systemów prawnych krajów członkowskich” – ocenił europoseł Jacek Saryusz-Wolski.
Źródło: niepoprawni.pl
Muszą wrócić czasy kiedy za szpiegostwo i dywersję karano śmiercią. 
22 01 2022 W tymczasowym szpitalu covidowym.
Może pan zdjąć maseczkę, tu panu nie będzie potrzebna. Powiedziała to do mnie jedna z trzech osób zawiniętych od stóp do głowy w kombinezony ochronne, w plastikowych maskach na twarzach zza których widać było tylko oczy. Ucieszył mnie ten rodzaj wolności – bardzo źle znosiłem te szmaty utrudniające oddech,  poprzedniej zimy przez noszenie maseczki straciłem zęba. Jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że jestem właśnie wrzucany do covidowej zupy. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że robiono to ze mną na podstawie niepewnego testu, sprzedawanego w sklepach spożywczych. Wielkie rozmiary szpitala, wszystkie te biurokratyczne procedury, karetka jak kabina pojazdu kosmicznego, zabezpieczenia personelu sugerowały, że  sytuacja pacjenta jest pod kontrolą, czy, wyrażając się mniej surowo, jest on pod czułą opieką. Taką też tutaj była codzienna troska o pacjentów w szpitalu tymczasowym. Leków, badań, kroplówek, jedzenia, troski mieli pod dostatkiem. Po dwóch dniach pobytu w szpitalu przypuszczałem, że gdyby nie warunki kwarantanny, skazujące mnie na minimum 10 dni przebywania w szpitalu, to mógłbym być stąd wypisany. Na tle innych pacjentów, przebywających tu niekiedy od przeszło miesiąca, byłem człowiekiem względnie zdrowym, poruszającym się normalnie bez szybko pojawiającego się zmęczenia, co jest typowe przy chorobie covidowej.  Korzystałem z tlenu, może to pozwoliło mi szybko wrócić moim płucom do normy.
Szpital umieszczony w hali targowej zaimponował mi. Został wykonany przez wojsko z OTK.  Przy każdym łóżku komputer z programami pozwalającymi choremu na samodzielną kontrolę swojego stanu zdrowia. Dobrze zorganizowana, otwarta przestrzeń hali, instalacja tlenowa, system przywoływania pielęgniarek, regulowane łóżka, różne warianty oświetlenia, toalety i prysznice, sympatyczna obsługa wreszcie -  wszytko to robiło dobre wrażenie. Bardziej jak z chorobą walczyłem z ludzką złą wolą, która docierała do mnie spoza szpitala. Rozmowy telefoniczne były moim głównym zajęciem. Z jednej z nich, dowiedziałem się, że Lubelszczyzna jest matecznikiem koronowirusa, stąd zaraza rozpełzła się po całej Polsce. Tu mieszka najwięcej niezaszczepionych. Najpierw zarazili Warszawę, gdzie masowo dojeżdżają do pracy, a stamtąd wirus zaatakował całą Polskę. Mojego rozmówcę trochę zatkało, gdy dowiedział się, że choć leżę w szpitalu lubelskim, covidem zaraziłem się prawdopodobnie we Wrocławiu, ewentualnie była to konsekwencja zaszczepienia się. Jeden z najciężej chorych w szpitalu, leżący ze mną na sali młody człowiek, z całą pewnością zaraził się właśnie we Wrocławiu. Ta czarna propaganda zwolenników zaszczepienia całego narodu sama nie miała sensu, ale samopoczucie tych, którzy ją rozpowszechniają, uległoby poprawie, jeśli dowiedzieliby się, że większość pacjentów szpitala covidowego to osoby nieszczepione. Na piśmie tego nie widziałem, przekazywał mi to jeden z lekarzy, który wszakże opcję szczepionkową zdecydowanie popierał, określając po cichu nieszczepiących się półgłówkami.
Innym docierającym do mnie odpryskiem propagandy, tym razem czysto antyrządowej, było ubolewanie, że rząd jest nieprzygotowany do epidemii i brakuje łóżek w szpitalach zakaźnych. – Chłopie – powiedziałem - komu ty to mówisz. Przecież ja jestem w takim szpitalu. Są w nim 402 łóżka, wszystkie detalicznie ponumerowane. Pacjentów i pacjentek jest w tej chwili dużo mniej jak stu, a zwożą tu wszystkich zdechlaków z całego, najbardziej podobno zaatakowanego przez zarazę, województwa. Widzę to na własne oczy, zdjęcie ci mogę posłać. Nie wiem, czy to do człowieka dotarło, znam kilka, humorystycznych w sumie przypadków, gdy polskiego zacietrzewienia nie są w stanie przełamać najbardziej oczywiste dowody. W czasie mojego 11- dniowego leczenia nie dotarła do mnie wiadomość o niczyjej tu śmierci. Ale akurat ja zajmowałem łóżko, na którym przede mną leżała śmiertelna ofiara covida, liczący 48 lat mężczyzna. Byłem świadkiem rozmowy, uzmysławiającej zagrożenie. Do mojego mocno chorującego sąsiada przyszła lekarka, która go tydzień wcześniej przyjmowała do szpitala. – Dobrze, że pana widzę – zaczęła rozmowę. Dowiedziałem się, że  młody człowiek otarł się o śmierć, istniała spora szansa, że już by go tu nie było. Jest się czego obawiać – zaraza, która uśmierca, jeśli tego nie dokona, to zdrowie podkopie.  
Po trzech dniach pobytu na sąsiednim łóżku znalazł się mój nowy towarzysz w chorobie. Człowieka tego przywieziono prosto z jakiejś lubelskiej piwnicy, gdzie znalazł się po wyrzuceniu go ze schroniska dla bezdomnych. Kaszlał specyficznie, raz jako chory na covida, dwa jako nałogowy palacz. Mnie kaszel już wtedy opuścił, ale zaraz wrócił i kaszlałem na nowy sposób, zapożyczony u sąsiada. Tak przynajmniej mi się wydawało. Zastanawiałem się, dlaczego tak  bez głowy lokowano pacjentów. W mojej sekcji stało 24 łóżka,  zdecydowanie więcej jak połowa była wolna, a potem w ogóle tylko trzy były zajęte.  Skazano nas na leżenie w odległości 1,2 metra od siebie. Cały świat objęty izolacjami, kwarantannami, przestrzeganiem dystansu a tu chorzy jeden przy drugim. Mój sąsiad, z którym przecież łączyła mnie naturalna solidarność, miał na dodatek typowy dla bezdomnych odruch trzepania i czyszczenia swojej odzieży. Czynił to perfekcyjnie, swoim wdziankami strzelał niczym z bata. Gładził je dłonią, jakby prasując, na sobie  albo rozłożone na łóżku. Miał specjalną szczoteczkę do ich czyszczenia. Tolerowałem tę manię, ale gdyby nie moje wyjście ze szpitala, to wyniósłbym się na koniec sali, bo na koniec wziął się za trzepanie pościeli.
Miałem w szpitalu czas na snucie refleksji i na dłuższe rozmowy, w których nieopatrznie zdarzało się wchodzić na frustrujące obie strony  tematy  natury politycznej i obyczajowej. Gdy pora na telefony się kończyła, siadywałem w nocy na końcu pustej z jednej strony sali i słuchałem dobiegającego z dala covidowego kaszlu.  Nie było go dużo - mocno kaszlała zwykle jedna osoba,  kilka wtórowało słabiej. Zastanawiałem się na zbieżnością obecnej mojej sytuacji i opisania przeze mnie kilka lat temu kaszlu w pewnej starej kamienicy. Ale sobie nieciekawy temat znalazłem – tak wtedy sam o tym z rezerwą myślałem. Dziś to temat numer jeden na świecie. A ten rozsypuje się jak stara kamienica. Szpital tymczasowy to też żałosne miejsce, umieralnia ludzi, co odeszli od Boga tak dalece, że nawet żaden krzyż tutaj nie wisi. Została im tylko obawa przed śmiercią, a potem bezrefleksyjna, zwierzęca zgoda na nią. Notuję swoje zaznaczające się dobitniej myśli. W tym, wydawałoby się, czasie odseparowania od społeczeństwa mogłem się niespodzianie do niego przybliżyć, więcej niż zwykle z ludźmi rozmawiając bezpośrednio i telefonicznie oraz słuchając szpitalnych rozmów. Nie mogę zrozumieć zawziętego uprzedzenia bezdzietnych starych ludzi do programu „500 plus”, i to już nie biorącego się ze względów na polityczne preferencje, ale powstałego z niechęci do dzieci, do tego rejwachu jaki czynią, a jaki ja sam uwielbiam. Świat bez dzieci, bez ich spontaniczności jest ponurym domem starców i demonów. Nie mogę pogodzić się z rozpowszechnioną w Polsce praktyką oczekiwania i wymuszania pieniędzy od starych rodziców przez ich wykoślawione moralnie, mocno dorosłe dzieci. Zdumiewa mnie skala żulostwa, które, między innymi, na tym bazuje. Pogodziłem się z faktem, że zawiść wobec rodaków, którzy odnieśli jak najbardziej zasłużony sukces, leży w narodowym charakterze i jest chorobą nieuleczalną.
W tym miejscu, w szpitalu covidowym spotkałem się bezpośrednio z deklaracjami nienawiści do katolickiego Kościoła. Młodsza część społeczeństwa polskiego ma to już wdrukowane w swój światopogląd. Do niej należący ze zdziwieniem przyglądają się ludziom przyjmującym Komunię, dla nich to wręcz egzotyka. Widziałem to po ich minach. Wyszedłem ze szpitala bogatszy o parę doświadczeń.  Jeszcze łatwiej mi teraz wskazać na luki w programach opieki zdrowotnej, na te czarne dziury, z których chory  się już nie wygrzebie. No i co z tego? Wiedzą  o tym wszyscy zainteresowani, w tym również ci, którzy tym zarządzają. Kliniczna niezdolność do rzeczywistych, skutecznych reform oraz niemożność zwalczenia w społeczeństwie potwora egoizmu nie rokuje Państwu  Polskiemu dobrze.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Chodzi o to, że rząd całą uwagę skupił na zarazie, w szczególności zaniedbał leczenia innych chorób. Nie należy więc mówić o nieprzygotowaniu, ale raczej nieprzemyślanej reakcji. Być może braki łóżek występują tam, skąd zabrano sprzęt, by stał w półpustych szpitalach kowidowych. 
21 01 2022 KE promuje Fit For 55 kosztem Polski. Tobiszowski dla Niezalezna.pl: Potrzebny jest rozsądek a nie demagogia.
"Takie półprawdy i liczby pozbawione kontekstu robią wielkie zamieszanie i zakrzywiają rzeczywistość." - ocenił wprowadzający w błąd wpis Komisji Europejskiej europoseł Grzegorz Tobiszowski. Jak stwierdził w rozmowie z Niezależna.pl, wydatki przedstawione przez KE, są niewielkie w porównaniu z tym, co idzie wraz z pakietem Fit For 55. Polityk zaznacza, że w obliczu trudności występujących na rynku energetycznym "potrzebna jest refleksja i rozsądek, a nie ideologia i demagogia". Twitterowy profil Komisji Europejskiej opublikował wpis, w którym informuje o 270 mld euro wydanych przez Polskę na import paliw kopalnych. Co ciekawe, KE nie podaje tam w jakiego okresu dotyczą dane oraz sugerując ogromne wydatki, co powinno skłaniać do poparcia FitFor55, nie wspomina o o wiele większym imporcie Niemiec. Wpis spotkał się z falą krytyki internautów, którzy zarzucili celową dezinformację. Komentujący stwierdzili, że celowo nie wspomniano o tym, że podane wydatki to suma 20 lat oraz, że nasi zachodni sąsiedzi, na węgiel, ropę i gaz, w ciągu o połowę krótszego okresu, wydali prawie 3 razy tyle.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy europosła Grzegorza Tobiszowskiego. Zdaniem polityka partii Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, zachęcanie w ten sposób do rozszerzania zielonej polityki, jest zakrzywianiem rzeczywistości. "Takie półprawdy i liczby pozbawione kontekstu robią wielkie zamieszanie i zakrzywiają rzeczywistość. To nie jest tak, że nagle w ramach Fit for 55 pojawi się znikąd darmowa czysta energia. Według analizy banku PKO SA realizacja Fit for 55 ma kosztować Polskę ponad 527 miliardów euro" - stwierdził europoseł. Jak dodał, "przedstawione przez Komisję Europejską liczby sumują dwie dekady. Te pół biliona euro wydać będziemy musieli w kilku najbliższych latach."
Hipokryzja państw członkowskich "W artykule Forum Energii zaznacza, że nie został wzięty pod uwagę eksport polskiego węgla. Pojawia się istotne pytanie - dlaczego? Rosyjski węgiel ma parametry, których wymaga wiele polskich ciepłowni, a rodzime kopalnie złóż takiego węgla nie mają - to duża część importu. Nasz węgiel natomiast w tym czasie eksportowaliśmy do kilkudziesięciu krajów świata - od państw najbliższych jak Austria, Niemcy i Czechy - po Afrykę północną - i co ważne - z dużym zyskiem." - zauważa Tobiszowski. Jak zaznaczył europoseł, "ropę naftową i gaz importują właściwie wszystkie kraje UE bo rodzime złoża pokrywają tylko ułamek zapotrzebowania. Niemiecki import gazu z Rosji wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat o 50%". Zdaniem polityka, "sprawą absolutnie nadrzędną jest energetyczna niezależność i energetyczne bezpieczeństwo Polski. Surowcem, który nam to dzisiaj i przez najbliższe lata będzie zapewniał jest węgiel, który jak wszyscy wiedzą jest na celowniku Komisji Europejskiej. “Stare kraje” Unii Europejskiej wielkimi kosztami i w długim czasie zmieniały swoje systemy energetyczne. Dobrze wiedzą, że wprowadzenie pakietu Fit for 55 będzie dla Polski i kilku innych krajów niezwykle trudne i może spowodować czasowe niedostatki energii. Tę energię nam dostarczą, oczywiście po swoich cenach i  o ile będą mieli nadwyżki, bo już widzimy, że są okresy kiedy występują niedobory. Wtedy z problemem zostaniemy sami.
Bilans pomiędzy konwencją a ryzykiem. Polska bardzo mocno inwestuje w nowoczesne, efektywne technologie energetyczne w tym w źródła odnawialne, ale tu też proszę zwrócić uwagę, że dostawcami technologii i urządzeń są europejscy giganci - tacy jak Siemens, który jest światowym liderem wśród dostawców turbin wiatrowych." Grzegorz Tobiszowski, przypomina również, że zmiany w systemie energetycznym Polski, nie należą do spraw prostych, a dokonanie ich w sposób satysfakcjonujący wiąże się z dużymi wydatkami. "Zwróćmy uwagę, że istotą są bardzo duże pieniądze.   Znacznie większe, niż te rzeczone 270 mld euro. Nasz system energetyczny musimy budować bilansując stabilną energetykę konwencjonalną z czystszą, ale znacznie bardziej niestabilną energią ze źródeł odnawialnych. Wykazywanie pojedynczych liczb bez uwzględnienia kontekstu, uwarunkowań i ogromnych kosztów alternatywnych to albo niedopatrzenie albo celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd." - oznajmia Tobiszowski. "Zadziwiające jest takie piętnowanie energetyki konwencjonalnej w czasie kryzysu energetycznego i galopujących cen energii. Widzimy dziś, że ten promowany przez Komisję Europejską system energetyczny się nie sprawdza. Teraz potrzebna jest refleksja i rozsądek, a nie ideologia i demagogia." - kwituje.
Źródło: niezalezna.pl
A mnie się wydaje jak Turów przejmą Niemcy, to i wydobycie węgla stanie się opłacalne, i kopalnia będzie ekologiczna!? Tak po prostu będą inaczej węgiel wydobywali!?
A mnie się wydaje, że jak polskie kopalnie kupi zagraniczny inwestor to węgiel nagle stanie się cacy, i to ma być ten zielony ład!? Rząd w ramach patriotyzmu gospodarczego sprowadza węgiel z Rosji, i Ukrainy, a polski na hałdach magazynuje!? Kto i ile na tym zarabia!? Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!?
Dobre to bogate Niemcy mogą tonami odprowadzać CO2, bo ich stać na kupno praw do jego emisji, a biedacy tacy jak Polska za kilkanaście kilogramów odprowadzanego CO2 kary będą płacić!? Doprawdy powiadam wam trudno jest zrozumieć ten Zielony Ład!? 
19 01 2022. 75 urodziny Balcerowicza. Najlepsze komentarze lewicowych publicystów.
Balcerowicz w 1990 roku zafundował Polkom i Polakom terapię szokową. Do dziś ekonomista budzi kontrowersje oraz udziela się w życiu publicznym. Redakcja wPunkt podsumowała najlepsze komentarze lewicowych publicystów z okazji jego urodzin. “W związku z urodzinami Leszka Balcerowicza Panu profesorowi najlepsze życzenia:Dalekich podróży, zwiedzania bezkresnych przestrzeni, sprawdzenia się w starciu z ekstremalną pogodą i przygody przy wyrębie lasu w tajdze” – napisał Piotr Ciszewski. “75 lat temu urodził się Leszek Balcerowicz. Byłoby lepiej, gdyby się nigdy nie urodził” – pisze kwartalnik Nowy Obywatel.
“Nie należy zbytnio personifikować procesów społecznych. Ale nie należy też zbyt łatwo machać ręką na osobistą odpowiedzialność za sprawstwo podłości. Ten facet ma krew i ogrom krzywd na rękach. Bezwzględny, tępy doktryner, który nie zreflektował się nawet po latach. A tacy jak ja – ze społeczności i klasy przeoranej jego “reformami” – nigdy mu tego nie zapomnimy i nigdy nie wybaczymy. Bo dla nas to nie jest teoria, debata historyczna czy polityczna, spór publicystów. To nasze życie” – rozpoczął Remigiusz Okraska, redaktor naczelny kwartalnika „Nowy Obywatel”
“Widziałem kiedyś angielski rysunek satyryczny. Stoi dwóch robotników, jeden pyta “Słyszałeś, że chcą stworzyć muzeum Thatcher?”, a drugi odpowiada “A po jaką cholerę, przecież ono już jest tutaj wszędzie dokoła” – i pokazuje ruiny kopalni, hut, fabryk i zdewastowaną przestrzeń robotniczych społeczności. Tak właśnie wygląda muzeum Balcerowicza. Tylko w promieniu kilku kilometrów od miejsca, w którym to piszę, mam ruiny kilku dużych zakładów, na miejscu kilku innych stoją dyskonty czy inne gówniane obiekty, do tego ogrom zlikwidowanych usług stanowiących o jakości ludzkiego życia, życia tych, którzy własną ciężką pracą stworzyli to wszystko, a nierzadko własną odwagą utorowali drogę tym, którzy to zniszczyli. Ludzi, których te “reformy” sponiewierały, nierzadko w sposób naprawdę tragiczny, poznałem setki tylko tutaj. Nie musiałem czytać, studiować, analizować, dowiadywać się z mediów czy “rozpraw naukowych”, odkrywać, nawracać się na “prospołeczność” czy dokonywać jakichś pieprzonych “refleksji”, gdy już było dawno po wszystkim i gdy karty były rozdane – znaczone karty rozdane wpływowym, bogatym i bezwzględnym szulerom” – dodał.
“Że nie było alternatywy? Alternatywa jest zawsze. Tyle że alternatywa nie dałaby takich korzyści tak nielicznym i bezwzględnym. Za cenę krzywd mnóstwa innych. O “braku alternatyw” mówią albo idioci, albo – to częściej – ci, którzy na rzekomo koniecznym i jedynym kierunku i modelu zmian trafili więcej niż w totolotku. Niekoniecznie w gotówce, bo nierzadko w firmach, majątkach trwałych, akcjach rozmaitych Agor SA, sitwiarskich znajomościach elegancko zwanych kapitałem kulturowym, karierach, dobrych urodzeniach, posadach, prestiżach i innych łapaniach pana boga za nogi, zazwyczaj wcale nie za jakieś wielkie talenty, wysiłki czy aktywności, lecz za bycie elitą i służenie elicie. W jej podłej i bezwzględnej operacji, realizowanej po trupach” – zaznaczył.
“Dosłownie. Wielu bliźnich dotkniętych tymi “reformami” już nie żyje. Wielu z nich zmarło przedwcześnie wskutek owych “reform”. Samobójstwa, choroby na tle nerwowym, choroby z kiepskich warunków bytowania, choroby z chronicznego lęku i niepewności, choroby nieleczone z braku forsy albo z braku nadziei, choroby z wyzysku i poniewierki. I ogrom innych podłości, doświadczanych przez żywych ludzi stąd i stamtąd, nie z literackich czy naukowo-badawczych opowiastek o kimś nie wiadomo skąd, gdzie i dlaczego” – stwierdził.
“To ten łajdak powinien być już dawno w grobie, nie oni. I nic mnie nie obchodzi “kulturalne” i “rozsądne” stękanie, że nie wypada tak pisać i myśleć. Nie tylko wypada, ale i należy. Przynajmniej nam, dla których to wszystko nie było “procesem dziejowym”, “reformą gospodarczą”, “analizą przebiegu wydarzeń” i tak dalej – lecz życiem naszym i naszych bliskich” – podsumował Okraska.
“Prof. Leszek Balcerowicz kończy 75 lat. Serdeczne życzenia długiego życia w zdrowiu – z dala od polityki. Mało która postać polskiego życia publicznego jest tak mocno przereklamowana. W PL guru, w szerszym świecie kolejny neoliberalny radykał kopiujący recepty elit finansowych” – pisze Jędrzej Włodarczyk.
Źródło: wpunkt.online
18 01 2022 Poniżanie, płacz i przeglądanie maili. Tak miała wyglądać praca w Senacie. Co zrobił z tym Grodzki?
Portal Interia zajął się kwestią mobbingu w gabinetach Senatu RP kierowanego przez Tomasza Grodzkiego. W ocenie informatora serwisu, atmosfera w Centrum Informacyjnym Senatu ma być nie do zniesienia. Wśród grzechów głównych wymienia się m.in. poniżanie czy przeglądanie maili pracowników. Sam Tomasz Grodzki, według informatora Interii, miał być informowany o zaistniałych sytuacjach, ale sprzeciw dyrektorów CIS nie przynosił żadnego skutku. - Przeglądanie maili pracowników, wydzwanianie po godzinach, poniżanie, a nawet doprowadzanie do płaczu. Takimi metodami, według kolejnych świadków, miała się posługiwać Anna Godzwon. Sprawę bada senacka komisja ds. przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji, która proceduje od grudnia. Przesłuchania świadków rozpoczęły się 3 stycznia - podaje portal Interia. To pierwszy raz, gdy w tak kompleksowy sposób opisano to, co mogło dziać się w gabinetach pracowników Grodzkiego. - Tomasz Grodzki zawsze powtarza, że zarządzał szpitalem, więc z Kancelarią Senatu też sobie poradzi. Tylko parlament to nie szpital, a kultura mobbingowa idzie z góry. W systemie, który stworzył, nie każdy jest godzien spędzania czasu w jego towarzystwie. O wszystko dba bezpośrednio Anna Godzwon, która czuje wsparcie marszałka - pisze Interia.
W praktyce miało się to przekładać m.in. na wybór osób, które brały udział w różnych wyjazdach u boku Tomasza Grodzkiego. Według portalu, również szefowa gabinetu marszałka Małgorzata Daszczyk potrafiła m.in. wskazywać pracowników, którzy mogą wsiąść do samolotu z politykiem PO. Z prośbą o komentarz portal zwrócił się bezpośrednio do Anny Godzwon. Wiceszefowa CIS powiedziała Interii, że nie będzie się wypowiadała na temat swojej pracy i działalności senackiej komisji antymobbingowej. "Jestem urzędnikiem państwowym, obowiązuje mnie tajemnica służbowa oraz tajemnica postępowania przed komisją" - usłyszeliśmy.
Zapytana, czy prawdą jest, że większość pracowników CIS przebywa na zwolnieniach albo urlopach, nie chciała udzielać szczegółowych informacji i odesłała bezpośrednio do zainteresowanych. Powiedziała jedynie, że na miejscu pracuje dyrektor Anna Paradowska-Naturska. Jak ujawniła Godzwon, na zwolnieniu lekarskim przebywa za to Jakub Stefaniak, wiceszef CIS. - Z tego, co udało nam się ustalić, nie jest to jedyna absencja w tym dziale. Wśród pracowników Kancelarii Senatu panuje przekonanie, że nieobecności mają związek ze stresującą atmosferą, która odbija się bezpośrednio na zdrowiu urzędników - pisze Interia. Z naszych informacji wynika, że pracownik, który zawnioskował o zbadanie zachowań Anny Godzwon przez komisję antymobbingową nie może brać udziału w przesłuchaniach. - Odmówiono mi udziału w ostatnich przesłuchaniach. Wszystkie informacje pozyskuję drogą nieoficjalną. Wiemy jedynie, kto został zaproszony. Mój klient nie jest o niczym informowany - mówi Interii mec. Michał Rosa, adwokat pokrzywdzonego. Kilka dni temu pisaliśmy, że członkowie komisji zobowiązali się przekazać prawnikowi wszystkie materiały z przesłuchań, ale do tej pory nie dotrzymali słowa. - Planuję zwrócić się w tej sprawie do szefa Kancelarii Senatu z prośbą o wyjaśnienie sytuacji oraz przesłanie zapisu przebiegu komisji - deklaruje adwokat. Adwokat pokrzywdzonego pracownika zadeklarował, że w planach są "dalsze kroki prawne". Najpierw trzeba jednak poczekać na oficjalne zakończenie prac przez komisję. Z informacji Interii wynika, że do ofensywy ruszyła Godzwon, która znalazła dla siebie świadka. W senackich kuluarach słychać też, że urzędnicy dostali "prośbę", aby podpisywać się pod listem poparcia dla wicedyrektor CIS. Jak ustaliliśmy, przynajmniej kilku pracowników Kancelarii Senatu, którzy również mieli być mobbowani, rozważa złożenie pozwów indywidualnych.
Źródło: PAP, niezalezna.pl, interia.pl
Jak mnie to wszystko śmierdzi Kaczyńskim, Grodzki jest mu kulą u nogi. Łapówki to już przeszłość, dziś otwiera się prywatny gabinet lekarski, a tam ceny są wolnorynkowe!? Od lat na szczytach władzy w każdym miejscu toczy się zażarta wojna o jak największa kasę, wpływy, w duszy mając suwerena!? Od lat zadaję sobie pytanie dlaczego zawsze musimy wybierać pomiędzy ciepłym, a zimnym gównem!? Nie sądzicie, że samosądy byłby bardzo ożywcze dla demokracji!?
Senat zajmuje się Pegasusem, to należy jak zwykle odwracać uwagę i szukać haków na senat!?
Z forum: Bez kopert wszystko traci sens.
Jaki szef, taka jego prawa ręka. A szef to łajza rzadkiej klasy, więc dobrał sobie jędze, którą uczynił uchem, okiem i kątem wobec podwładnych.
Uważam że SENAT w drodze REFERENDUM należy rozwiązać i zlikwidować jako organ stanowiący nie tylko obciążenie polityczno-społeczne ale i materialne dla Kraju, gdyż SENAT w obecnym składzie osobowym z ludźmi z tzw opozycji którzy w znacznym stopniu uwikłani są w konflikt z prawem z zarzutami prokuratorskimi i podejrzanymi o przestępstwa nie daje pełnej gwarancji rzetelności, bezstronności i niezależności prawno- opiniodawczej ustaw na domiar organ pod kierownictwem obecnego marszałka senatu który nie tylko uwikłany jest z zarzutami podejrzenia o haniebne łapówkarstwo, na umierających ale jakby nie czuje pełnej suwerenności naszego Kraju w zakresie prawodawstwa i o instrukcje legislacyjne i ostateczne opinie prawne w zakresie tworzonego polskiego prawa występuje do organizacji międzynarodowych i państw trzecich. Wydaje mi się i chyba nie jestem tu odosobniony twierdząc że tzw. opozycja także w senacie działa destrukcyjnie i wbrew interesom naszego Kraju i przeciwko społeczeństwu Polski. 
17 01 2022 Paranoja grabarzy polskiej gospodarki…
Donald Tusk nie palił znicza przypadkowo. Tusk bowiem walczy o władzę nawet na cmentarzu i albo udaje głupa, albo nim jest skoro pisze na Twitterze: „Jeśli PiS naprawdę sprzedał stacje Lotosu węgierskiej firmie MOL, politycznie związanej z Moskwą, to znaczy, że Ład Kaczyńskiego jest bardziej rosyjski, niż sądzili najwięksi pesymiści”. Führer Tusk oczywiście nie wyjaśnił na czym polega polityczny związek węgierskiej firmy z Moskwą skoro wszystkim wiadomo, że węgierski rząd pozbył się w 2011 roku rosyjskich udziałów w spółce MOL. Może jednak Tusk, jako przedstawiciel niemieckiego rządu w Radzie Europy a teraz w Europejskiej Partii Ludowej, otrzymał od Niemców jakieś poufne informacje dotyczące udziału Węgrów w budowie NordSteam 1 i 2? Do tej pory wiedzieliśmy, że to Rosja razem ze związanymi politycznie Niemcami zbudowała dwa rurociągi przy pełnej aprobacie Europejskiej Partii Ludowej . Ten polityczny związek Niemiec z Rosją został spięty osobą byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, który kieruje radą dyrektorów nowej spółki Nord Stream 2 AG, należącej do rosyjskiego koncernu Gazprom – o czym z dumą i satysfakcją poinformował niemiecki dziennik "Der Tagesspiegel". Czyżby więc w radzie dyrektorów Nord Stream 2 AG miał zasiąść ktoś z firmy MOL, jak to sugeruje Herr Donald Tusk? Może nawet sam Viktor Orban?
Ale domysłów na poziomie Radia Erywań widocznie nie dość Platformie, skoro paranoicy z PO zaczęli się żywić urojeniami, które sami regularnie tworzą. Oto nieodżałowany Borys Budka, który sam się zdymisjonował po to, by Donald Tusk mógł rządzić wściekłymi z nienawiści politrukami PO pisze na Twitterze: „Chciałoby się rzec, a nie mówiliśmy, że to będzie Ruski Ład… Kaczyński jest znacznie bliżej Orbana i Putina niż kiedykolwiek wcześniej. Oddanie części Lotosu w ręce Rosjan tylko to potwierdza”. Borys Budka – podobnie jak jego pryncypał Tusk nie jest w stanie wykazać „rosyjskich rąk” w Lotosie, ale paradoksalnie potwierdza, że źródłem jego urojeń jest ciężka paranoja. Budka bowiem wierzy w to, co mówi… Okazuje się, że paranoja politruków Platformy jest zaraźliwa, skoro – wbrew oczywistym faktom - w niedzielę w programie „Woronicza 17” Robert Kropiwnicki z Platformy Obywatelskiej mówił całkiem na poważnie: - Wpuszczacie węgierskiego MOL-a, który jest absolutnie powiązany z rosyjskim kapitałem- dodając – „mają z Rosjanami „powiązania kontraktowe”…
Warto więc tym obłąkanym politrukom z Platformy przypomnieć, że ropę naftową z Rosji (na podstawie „powiązań kontraktowych”) – kupuje większość krajów Azji, Stany Zjednoczone zaś wiodącym obszarem jest tu Unia Europejska - największy konsument rosyjskich węglowodorów (absorbuje ponad 50 proc. rosyjskiego eksportu)! Wściekłość, która doprowadziła Tuska, Budkę, Kropiwnickiego, Lewandowskiego, Aziewicza i Pomaskę do obłędu wynika z faktu, że prezes Obajtek nie dość, że odebrał Rosji możliwość przejęcia Lotosu – rafinerii wraz ze stacjami paliwowymi – to także zablokował politrukom Platformy karierę biznesową w rosyjskim Lotosie! Planowana przez rząd Tuska sprzedaż Lotosu Rosjanom miała bowiem jeden cel: zapewnienie członkom Platformy sutych emerytur - na wzór uposażenia kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera. Jest oczywiste, że po sprzedaniu Lotosu Rosji – to politrucy Platformy zasiedli by w radach nadzorczych rosyjskiego Lotosu! Tak jak w innych „sprywatyzowanych” przez Platformę Obywatelską „srebrach rodowych” Polski.
Przyjęty przez rząd Tuska w 2008 r. Plan Prywatyzacji na lata 2008–2011 zakładał bowiem przekazanie w prywatne ręce 802 spółek ! Czyli najwięcej w całym okresie III RP od 1990 roku ! Gdyby nie rząd PIS-u – nie byłoby dzisiaj nie tylko Lotosu, ale i Orlenu, LOT-u i KGHiM! Przypomnę niedowiarkom, w tym grabarzom polskiej gospodarki czyli Balcerowiczowi i Januszowi Lewandowskiemu, że w planach Platformy Obywatelskiej na lata 2008-2011 była:
- likwidacja polskiej chemii przez prywatyzację Zakładów Azotowych Puławy, Zakładów Chemicznych Police oraz ZCH Organika-Sarzyna. Prywatyzacja ZCH Police oraz Zakładów Azotowych Puławy planowana była na 2010 r. Jest to tzw. II Grupa Wielkiej Syntezy Chemicznej, czyli Grupa tj. Ciech, ZA Kędzierzyn i ZA Tarnów.
- pozbycie się pakietu akcji KGHiM oraz sprzedaż Lotosu Rosjanom,
- likwidacja farmacji przez sprzedaż 49 proc. akcji spółki Cefarm Rzeszów i dokończenie sprzedaży trzech spółek Polskiego Holdingu Farmaceutycznego – Polfy Warszawa, Tarchominu i Pabianic,
- likwidacja polskiej zbrojeniówki: prywatyzacja m.in. Zakładu Tworzyw Sztucznych Gamrat oraz Huty Stalowa Wola oraz planowana do 2011 prywatyzacja 27 kolejnych spółek sektora obronnego,
- likwidacja polskiego transportu: sprzedaż PLL LOT oraz planowana sprzedaż 112 kolejnych spółek sektora, w tym PKS i 85 przedsiębiorstw komunikacji samochodowej!
- wg. Planu Prywatyzacji na lata 2008–2011 - rząd Tuska miał sprzedać 55,07 proc. akcji spółki Ruch, największego w Polsce dystrybutora prasy, 85 proc. akcji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, a do 2011 r. 9 kolejnych spółek gospodarki morskiej.
Ponadto do prywatnych inwestorów, poprzez rynek regulowany trafić miało 31,64 proc. akcji Mennicy Polskiej. Plan prywatyzacji na lata 2008–2011 przewidywał prywatyzację 6 spółek sektora stoczniowego, 16 firm sektora hodowli i upraw, 22 z sektora odzieżowego, 27 jednostek usługowych oraz 29 spółek programu NFI. Warto dodać, że to Grabarz z Gdańska Lewandowski zlikwidował łącznie 512 spółek w ramach programu NFI.
Dziś grabarze polskiej gospodarki wyją z żalu, że im Obajtek ukradł Lotos, gdzie mieli zapewnione synekury. Czy o tych synekurach w ramach „prywatyzacji” Lotosu rozmawiał Donald Tusk z Władymirem Putinem na sopockim molo? Bardzo możliwe – bo z sopockiego mola doskonale widać nowy nabytek polskiego Orlenu – koncernu, który już dzisiaj uzyskuje miesięcznie takie zyski, jakich nie uzyskał w czasie całych rządów Tuska i jego ferajny ! Jest PO czym wyć z żalu...
Źródło: niepoprawni.pl
Q...wa Tusk zabrał mi jedną emeryturę, wydłużył wiek emerytalny, podniósł VAT, ale co tam!? Teraz będziemy się kłócić kto mniej ukradł Tusk czy Kaczyński!? A pamiętacie jeszcze Powszechne Świadectwa Udziałowe, ile to każdy miał na nich zarobić, i co!? 
15 01 2022 Gdy propaganda chce zastąpić rzeczywistość.
W ostatnim czasie mamy dwa przykłady tego zjawiska.  Pierwszy z nich to głoszenie, że Ziemi zagraża straszliwa katastrofa klimatyczna i jedyną radą na nią jest przejście na tzw. odnawialne źródła energii.  Uruchomiono propagandowe młyny i przestraszono wielu ludzi [zwłaszcza młodzież np. Gretę Thunberg].  Histeria sięgnęła szczytów.  Nie jest ona jednak w stanie zmienić tego, że owe odnawialne źródła są zbyt niestabilne, by można było na nich opierać system energetyczny kraju. Przekonała się o tym Szwecja, która zeszłej zimy musiała sprowadzać energię z Polski oraz Niemcy, które musiały uciec się do wykorzystywania elektrowni na węgiel brunatny.  W portalu Cire.pl znalazłam artykuł Michaela Schellenbergera "Dlaczego odnawialne źródła energii nie mogą ocalić planety".  Autor był w młodości gorliwym zwolennikiem OZE, ale potem zmienił zdanie.  Pisze m.in: "Nasze starania przyniosły skutek w 2007 r., kiedy kandydat na prezydenta Barack Obama przyjął naszą wizję. W latach 2009-2015 Stany Zjednoczone zainwestowały 150 mld USD w źródła odnawialne i inne technologie czystej energii. Ale od razu wpadliśmy w kłopoty. Pierwszy dotyczył użytkowania gruntów. Energia elektryczna z dachów pokrytych panelami kosztuje około dwa razy więcej niż energia elektryczna z farm słonecznych, ale farmy słoneczne i wiatrowe wymagają ogromnych ilości terenu. Ponadto farmy słoneczne i wiatrowe wymagają nowych, długich linii przesyłowych. Sprzeciwiają się nim także społeczności lokalne oraz ekolodzy, którzy starają się chronić dzikie zwierzęta, w szczególności ptaki.
Kolejnym wyzwaniem była zmienna natura energii słonecznej i wiatru. Kiedy słońce przestaje świecić, a wiatr przestaje wiać, trzeba szybko uzyskać dodatkowe rezerwowe źródło energii. (...) Gdy dowiadywaliśmy się o tych skutkach, stopniowo uświadomiłem sobie, że nie ma żadnej innowacyjnej technologii, która mogłaby rozwiązać podstawowy problem związany z odnawialnymi źródłami energii. Można sprawić, że panele słoneczne będą tańsze, a turbiny wiatrowe większe, ale nie można sprawić, by słońce świeciło bardziej regularnie, a wiatr bardziej niezawodnie. Zrozumiałem wpływ zjawisk fizycznych na środowisko. Aby wytworzyć znaczne ilości energii elektrycznej ze słabych przepływów energii, muszą być one rozmieszczone na ogromnych obszarach. Innymi słowy, problem z odnawialnymi źródłami energii nie jest problemem technicznym - jest nim natomiast sama natura zjawiska generowania energii. Wykorzystywanie źródeł energii, które są z natury niestabilne i wymagają dużych obszarów terenu, wiąże się z wysokimi kosztami ekonomicznymi.". Autor zaleca więc budowanie elektrowni jądrowych. 
Drugim przykładem propagandy próbującej zastąpić rzeczywistość jest walka z COVID 19 .  Koronawirus był początkowo kilkakrotnie zjadliwszy od zwykłej grypy.  Śmiertelność wśród zakażonych nie przekraczała nigdy 2-2.5%.  Rozpętano jednak ogólnoświatową kampanię histerii i praktycznie zaprzestano leczenia chorób.  Rządy podjęły rozmaite, tyleż kosztowne - co nieskuteczne działania.  Ogólnoświatowa akcja szczepień też nie przyniosła większych efektów, poza napchaniem kabzy firmom farmaceutycznym.  Obecnie ta pandemiczna propaganda zaczyna się załamywać.  Sądzę, że objawem tego jest dzisiejsza [15.01.2022] rezygnacja większości członków Rady Medycznej przy premierze Polski.  Przypomina ona ucieczkę szczurów z tonącego okrętu.  Jerzy Karwelis napisał dziś : "Sypią się filary kowidowej konstrukcji. Proszę bardzo, zaczniemy wyliczać same podstawowe rzeczy z ostatnich 30 dni. CDC wycofuje testy jako standard stwierdzania cowida, bo te nie są w stanie rozróżnić koronawirusa od grypy. Pisałem o tym od dawna i wszyscy na mnie pluli, żem nieuk, a tu – proszę bardzo. A więc całe te fale zakażeń możecie sobie teraz wsadzić… patyczkiem do nosa. Okazało się, że w wielu przypadkach to była grypa. Potwierdziła to na dniach Wielka Brytania, która ogłosiła, ze będzie traktować cowida jak grypę, dołączyła zaraz Hiszpania, dodając, że przestaje testować testami PCR, bo to (fałszywie pozytywna) loteria. Kiedy EMA, ta sama, która dała zezwolenie na masowe szczepienie nieprzebadanym preparatem milionów ludzi stwierdziła, że dalsze zaszczepianie, powyżej dwóch dawek, prowadzi do obniżenia naturalnej odporności (piszę o tym od miesięcy, dane pokazują wysyp zakażeń wśród zaszczepionych krajów) to ultrasi mogli się poczuć nie tyle zaniepokojeni, ale… zdradzeni. A więc wyskoczyli z sań, zamiast czekać aż ich premier zrzuci na pożarcie płaskoziemskim wilkom.
No i jeszcze wyszedł Pfizer i powiedział, że właściwie nie ma żadnej ochrony po dwóch szczepionkach. Wiadomo, oni to robią, by sprzedać następne dawki, ale gdzie są ci, którzy potwierdzali skuteczność (wieczną?) po dwóch zaszczepieniach, którzy dawali za to głowę a wątpiących wyśmiewali? I kiedy CDC  potwierdziło znikomą zjadliwość najnowszego modnisia, Omikrona, to już nie było się czego złapać. Dobił wszystko Gates, który stwierdził, że szczepionki (czyje, czyje, panie Gejtsu?) mają poważne wady, wirus w odwrocie, będzie grypa, a więc trzeba być szczepiennie ostrożnym.".
Tak właśnie jest.  Przy pomocy zmasowanej propagandy można wywołać masową histerię i skłonić polityków do głupich decyzji.  Propaganda nie wytworzy jednak energii elektrycznej i nie wyleczy chorych.  Dlatego też każda propagandowa bańka musi w końcu pęknąć.
Źródło: niepoprawni.pl
Jaki ja jestem szczęśliwy, że nie wymieniłem pieca na ten ekologiczny !? Póki co palę węglem z zapasów, a jak się skończy to będę palił tym na co mnie będzie stać!?
W Polsce budowa atomówki, przy naszych normach budowlanych, wody i piasku nie żałować, może oznaczać jedno, wielką światową katastrofę ekologiczną!? Ostatnio wybudowali drogę dwa kierunki ruchu, na której nie miną się dwa samochody!?
W pełni zaszczepiony, zakażony drugi raz, choruje, na kwarantannie!? Czy ja tu czegoś nie rozumiem!? A póki co idę zażyć dawkę przypominającą grzańca!?
12 01 2021 WP: Poszukiwania kozła ofiarnego po chaosie przy Polskim Ładzie. Premier broni ministrów.
Premier nie chce dymisji swoich współpracowników współodpowiedzialnych za chaos przy wdrażaniu Polskiego Ładu. Z informacji Wirtualnej Polski wynika, że Mateusz Morawiecki chce chronić ministra finansów Tadeusza Kościńskiego oraz jego zastępców Piotra Patkowskiego i Jana Sarnowskiego. Tymczasem, jak twierdzą nasze źródła w PiS, stanowczych działań i symbolicznych zmian personalnych domaga się coraz większa grupa polityków klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Plan Prawa i Sprawiedliwości zakładał mocne wejście w 2022 r. z przekazami na temat tego, jak to niemal wszyscy w Polsce zyskali na wprowadzeniu Polskiego Ładu. - Przekaz miał być wyłącznie pozytywny, a zmiany podatkowe wprowadzano również z myślą o kolejnej kampanii wyborczej – mówi nam jeden z posłów PiS. Tak się jednak nie stało, bo błędne naliczenie zaliczki na podatek dochodowy wywołało oburzenie nauczycieli, przedstawicieli służb mundurowych, emerytów i rencistów. O niekorzystnych zmianach mówią też matki i ojcowie samodzielnie wychowujący dzieci.
Problem jest dostrzegany nie tylko przez opozycję i krytyków rządu, ale również przez wyborców Prawa i Sprawiedliwości, którzy w styczniu zobaczyli niższe przelewy na swoim koncie.
Swoje niezadowolenie – jak słyszymy – przekazują w regionach również politykom partii rządzącej. Według naszych rozmówców, to sprawia, że coraz większa grupa posłów i senatorów PiS domaga się wyciągnięcia konsekwencji wobec odpowiedzialnych za chaos przy wdrażaniu zmian podatkowych.
W tym kontekście najczęściej padają nazwiska ministra finansów Tadeusza Kościńskiego oraz jego dwóch zastępców Piotra Patkowskiego i Jana Sarnowskiego. – Decyzja personalna pozwoliłaby symbolicznie zamknąć etap związany z chaosem, by pokazać, że nie ma zgody na fuszerkę – mówi nieoficjalnie kolejny poseł PiS. Z relacji naszych rozmówców wynika, że konsekwencje miałyby mieć przede wszystkim charakter wizerunkowy.
Premier broni siebie i ministrów. Na dymisje w rządzie nie godzi się Mateusz Morawiecki. Otoczenie szefa rządu podkreśla, że przeprosiny wypowiedziane m.in. w jego podcaście kończą sprawę. Dodatkowo współpracownicy premiera uważają, że kryzys związany z Polskim Ładem powoli się kończy, a korygujące rozporządzenie Ministerstwa Finansów jest wystarczające.
Według naszych informacji premier z własnej inicjatywy nie wyciągnie żadnych konsekwencji wobec swoich współpracowników. Sytuacja może się zmienić wyłącznie w przypadku wyraźnego polecenia Jarosława Kaczyńskiego i władz PiS. To może się stać, jeżeli partia uzna, że chaosu wokół Polskiego Ładu nie udaje się wygasić. – Wówczas trzeba będzie znaleźć kozła ofiarnego – taki scenariusz snuje ważny polityk partii rządzącej. Nasi rozmówcy zwracają jednak uwagę, że ewentualna dymisja oznacza nie tylko ponowne przyznanie się do błędu, ale może znacząco osłabić samego premiera. To byłoby na rękę Solidarnej Polsce, bo przedstawiciele partii Zbigniewa Ziobry wprost wskazują, że Mateusz Morawiecki odpowiada za podatkową rewolucję i wywołany przez nią chaos. Wprost w programie "Tłit" mówił o tym wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. Zastępca Zbigniewa Ziobry pytany o to, kto odpowiada za błędy i chaos w Polskim Ładzie, bez wahania stwierdził, że "twarzą Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki". - Jako Solidarna jesteśmy zaskoczeni, że tego rodzaju zdarzenie miało miejsce, ale - z tego co wiem - jest już naprawione. Nie mylą się ci, co nic nie robią. Rozporządzenie, które odnosi się do potrącania zaliczek, jest już wdrożone i ci, którym potrącono niesłusznie źle wyliczone opłaty, będą mieli wynagrodzenie tak szybko, jak to możliwe - podkreślił.
Nadziei polityków Prawa i Sprawiedliwości, że największe problemy związane z Polskim Ładem są już przeszłością, nie podzielają eksperci. Przed kolejnymi konsekwencjami ostrzega m.in. prof. Adam Mariański, przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych. W liście otwartym do premiera napisał, że "czeka nas załamanie finansów publicznych, najpierw jednostek samorządu terytorialnego, a następnie państwa". "Podstawowym założeniem Polskiego Ładu miało być zmniejszenie tzw. klina podatkowego. Efekt Polskiego Ładu jest odwrotny. Dokonane zmiany spowodowały, że nastąpił skokowy wzrost obciążenia dochodów z pracy (działalności wykonywanej osobiście), a najbardziej korzystną formą 'samozatrudnienia' stała się działalność gospodarcza opodatkowana ryczałtem. To prowadzi do skrajnych nierówności: informatyk uzyskujący dochody z pracy na etacie może w najgorszym scenariuszu zapłacić nawet 45 proc. podatku i składki zdrowotnej (plus ZUS uzależniony od dochodu), a jego kolega z pracy wykonujący te czynności w ramach umowy B2B zapłaci tylko ok. 12,3 proc. podatku ryczałtowego (plus zryczałtowany ZUS)" – czytamy w piśmie.
Krajowa Izba Doradców Podatkowych przewiduje również, że czeka nas kolejna fala niezadowolenia z Polskiego Ładu. "Dopiero w kolejnych tygodniach, miesiącach, a następnie podczas dokonywania rozliczenia rocznego PIT do 30 kwietnia 2023 r. okaże się, jak duża grupa polskich obywateli została w sposób całkowicie chaotyczny i niesprawiedliwy obarczona dodatkowymi podatkami. W lutym czeka nas jeszcze tsunami związane z obciążeniami podatkowymi małych i średnich polskich firm, które będą musiały wywróżyć, jaka forma opodatkowania przyniesie im najmniejsze podwyżki podatków" – podkreślono.
Źródło: wp.pl
Jeszcze tydzień i dowiem się jaką otrzymam emeryturę, miało być więcej, za pracę na emeryturze etc.... waloryzacja, jakieś kilkaset złotych, a czuję, że będzie mniej o te kilkaset złotych!?
Polski Ład to nie reforma, ale zastąpienie jednego podatku drugim, a składka zdrowotna to odpowiednik domiaru z PRL-u!?
Dziś wyliczenie podatku, składki zdrowotnej jest proste jak domiar w czasach PRL-u !? Morawiecki tak to skomplikował, że sam się w tym wszystkim zagubił!? Moje rozwiązanie jest takie nic nie płacić, i zobaczyć co wyjdzie z tego na koniec roku!? No a jak tego wyjdzie za dużo, to można sobie za długi pójść posiedzieć we więzieniu!? Ciekawe co powie Kaczyński jak straci na Polskim Ładzie 1200 zł miesięcznie!? 
11 01 2022 Czyżby Tusk uważał, że Polacy mają pamięć ameby?
Przewodniczący Platformy Donald Tusk widocznie uważa, że wystarczy krytycznie albo prześmiewczo, skomentować jakieś posuniecie rządu Prawa i Sprawiedliwości na Twitterze albo zorganizować konferencję prasową, bez udziału dziennikarzy z pytaniami odczytywanymi przez rzecznika Jana Grabca, a notowania jego partii, wciąż będą rosły. Tak się działo tuż po jego powrocie do polskiej polityki, latem i jesienią poprzedniego roku, od jakiegoś czasu poparcie dla Platformy stanęło na poziomie dwudziestu kilku procent, mimo tego Tusk swojej strategii nie zmienia. Coraz częściej jednak jego wpisy, są traktowane przez dużą cześć internautów, jak wpisy internetowego trolla, ponieważ Tusk używa w nich populistycznych argumentów, a także traktuje Polaków jakby mieli pamięć ameby. Przecież Tusk ma na swoim koncie aż 7 lat premierowania i 5 lat kierowania Radą Europejską i duża część opinii publicznej w Polsce, pamięta zarówno „sukcesy” jego rządu, jak i „pomaganie” naszemu krajowi z Brukseli.
W poprzednim tygodniu ukazały się nieoficjalne informacje w mediach, że Orlen S.A. w związku z finalizacją procesu przejęcia Lotosu S.A., pozbędzie się części jego majątku na rzecz saudyjskiego koncernu Saudi Aramco i węgierskiego koncernu MOL. Donald Tusk zdecydował się na komentarz na Twittterze następującej treści „Jeżeli PiS naprawdę sprzedał stacje Lotosu węgierskiej firmie MOL, politycznie związanej z Moskwą, to znaczy, że Ład Kaczyńskiego jest bardziej rosyjski, niż sądzili najwięksi pesymiści”. „Smaczkiem” tego komentarza Tuska jest zestawienie z jego wypowiedzią jako premiera rządu, który w marcu 2011 roku tak skomentował informacje o przygotowywanej prywatyzacji Lotosu „nie ma powodów, by powstrzymać sprzedaż Lotosu Rosjanom”. Przypomnijmy, że procedura poszukiwania inwestora dla Lotosu, rozpoczęła się decyzją rządu Tuska, a podczas swojej wizyty w Warszawie pod koniec 2010 roku, ówczesny prezydent Rosji Dimitrij Miedwiediew, rozmawiał o tym zarówno premierem jak i prezydentem Komorowskim. Ofertę nabycia całości akcji będących w rękach Skarbu Państwa, złożył rosyjski koncern Rosnieft ale po upublicznieniu tej informacji, wybuchł skandal i w związku z tym, że trwała już kampania wyborcza do jesiennych wyborów parlamentarnych w 2011 roku, rząd z tych działań się wycofał. Nagłośnienie tej sprawy i nieuchronna kompromitacja Platformy, gdyby ostatecznie zdecydowała się na sprzedaż Lotosu Rosjanom, spowodowało, że mimo odrzucenia ustawy, rząd Tuska już do prywatyzacji tej firmy nie wrócił. Podobnie było z próbą sprzedaży Możejek, tu ze względu położenie na terytorium Litwy, rafineria kupiona przez Orlen w 2006, pracująca ze stratami, miała zostać sprzedana także Rosjanom. Rzeczywiście niedługo po nabyciu Możejek przez Orlen, Rosjanie przerwali dostawy ropy rurociągiem i trzeba było ją sprowadzać koleją, w związku z czym, firma przynosiła straty.
Rząd Tuska nie zrobił nic, żeby doprowadzić do odtworzenia dostaw rurociągiem, a coraz częściej zaczęto mówić o sprzedaży Możejek Rosjanom, po dojściu do władzy Zjednoczonej Prawicy, sytuacja firmy uległa radykalnej poprawie, przy wsparciu litewskiego rządu dostawy odbywają się dalej koleją ale już po znacznie niższych kosztach, firma odzyskała rentowność, a niedawno nowe władze Orlenu zadeklarowały kolejne wielomilionowe inwestycje w tę rafinerię.
Z kolei przejęcie tarnowskich Azotów przez firmę Acron, rosyjskiego oligarchy Wiaczesława Kantora, miało się odbyć za cichą zgodą Tuska, którą ponoć „wylobbowali” u niego były prezydent Aleksander Kwaśniewski i szef doradców ówczesnego premiera Jan Krzysztof Bielecki (tak pisała o tym wówczas Gazeta Polska Codziennie). Jego firmy zaczęły skupować akcje Azotów, gdy zgromadziły około 12% akcji Tarnowa, wybuchł skandal, ówczesny minister skarbu publicznie zaprzeczył, że jest jakakolwiek zgoda na prywatyzację Azotów i zaczęto się bronić przed jak to nazwano „wrogim przejęciem”. Ostatecznie połączono tarnowskie Azoty z Azotami w Puławach, podniesiono w ten sposób udziały Skarbu Państwa w całej firmie i Rosjanie wycofali się z prób przejęcia pakietu kontrolnego.
Gdyby więc nie działania Prawa i Sprawiedliwości, wtedy jeszcze jako partii opozycyjnej, a także społeczeństwa obywatelskiego, to ówczesny Donald Tusk prywatyzując Lotos, Orlen Możejki, czy tarnowskie Azoty, wprowadziłby wręcz „Ruski Ład” w polskiej gospodarce. Te wszystkie próby sprzedawania całych pakietów własnościowych strategicznych spółek Skarbu Państwa rosyjskim firmom czy oligarchom, miały miejsce wprawdzie około 10 lat temu, ale chyba Donald Tusk nie sądzi, że Polacy mają pamięć ameby. Co więcej fuzja Orlenu i Lotosu, nawet po realizacji tzw. środków zaradczych narzuconych przez KE, pozwoli na stworzenie dużego koncernu energetycznego w Polsce, który będzie mógł konkurować z największymi europejskimi firmami tego sektora w Europie.
Źródło: naszeblogi.pl
Jeszcze raz Hiljot. Pierwszy raz usłyszałem o wierszu WM i przeczytałem. Ale ja też podobny zamieściłem w lecie na portalu sadurski.com. Oto on:
PiSo-kacze prawdy.
Przykład biorąc z ruska Józka
PiS o wszystko wini Tuska!
Że Platforma to oszustka
pod kierunkiem wodza – Tuska,
że był w Wehrmachcie dziadek Tuska
a więc w Tusku dusza pruska,
że majątku trwa wywózka

z Polski pod rządami Tuska…

Więcej na: http://migielicz.pl/wojciech-mlynarski-wina-tuska/ 
10 01 2022 Donek znowu obszczekał „pisoską” Polskę.
„Plan Tuska też jest łatwy do rozpoznania: ulica i zagranica. Stąd nasilenie ataków z Brukseli i Berlina, to są piłki rzucane liderowi Platformy. I on w to gra, choć dzieje się to kosztem Polski i Polaków. Bierze to na swoje sumienie. Najwidoczniej znowu ma tutaj jakieś zadanie do wykonania, a potem zapewne obiecaną nagrodę w Brukseli" – tak charakteryzuje führera totalnej opozycji w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci” wicepremier, prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński…W tej trafnej charakterystyce jest ważna informacja, zawarta w słowach Jarosława Kaczyńskiego: „to są piłki rzucane liderowi Platformy. I on w to gra, choć dzieje się to kosztem Polski i Polaków”.
Zatem to nie Donald Tusk ma jakiś plan na Polskę. Ten plan ma Berlin i Bruksela a Tusk jest jedynie brukselsko-niemieckim kundlem, który ochoczo podąża tam, gdzie mu jego mocodawcy rzucą piłkę. To Bruksela i Berlin rządzą kundlem, którego sobie wyhodowali, by szczuć nim Polskę i Polaków. Donald Tusk byłby nikim, gdyby nie Niemcy i niemieckie pieniądze. To za niemieckie pieniądze powstała Platforma Obywatelska z której ramienia Tusk został premierem Polski. Tusk jednak nie wybił się na samodzielność w czasie swoich rządów i zanim został zmuszony do ucieczki z Polski po słynnej „aferze taśmowej” było wiadomo, że chodzi na niemieckim pasku. Tusk wyprzedał lub zlikwidował to wszystko co tylko Niemcy chcieli (łącznie ze stoczniami), pozostawiając po sobie „teoretyczne państwo”, „ch…, d… i kamieni kupę”. Musiał jednak uciekać z Polski, choć jego plany likwidacji Polski nie zostały w pełni wykonane: Tusk chciał przecież sprzedać Niemcom PLLLOT, Rosji Lotos a zagrożone „prywatyzacją” były także ORLEN i KGHiM… Jeszcze przed rezygnacją z urzędu premiera (czemu Tusk żarliwie zaprzeczał) był przez Niemców brany pod uwagę jako szef Komisji Europejskiej. Ostatecznie przypadła mu mniej prestiżowa rola przewodniczącego Rady Europejskiej – zaufanego Angeli Merkel. Tak o wywodzącym się z Gdańska polityku pisał w 2014 roku „Der Spiegel”: „Tusk ma być jedną z rozważanych kandydatur – jako polski konserwatysta uznawany jest przez wielu obserwatorów jako łatwy w hodowli dla Merkel, w odróżnieniu od pewnego siebie Junckera” – charakteryzował niemiecki dziennik.
Z kolei „Welt” twierdził, że dla Merkel Tusk to idealny kandydat. „Potulny polityk, którym można by bez problemów sterować”. Tusk więc w 2014 roku zgodził się na rolę niemieckiego kundla, któremu można rzucać piłkę będąc pewnym, że Donek natychmiast się za nią rzuci… Tusk był i jest przy tym tak zapatrzony w swego niemieckiego pana, że nawet rzuci się za rzuconym mu granatem. I to w spokojną niedzielę…
Właśnie w niedzielę Donald Tusk rzucił się na planowaną fuzję Orlenu z Lotosem, której jednym z warunków - ustalonych przez Komisję Europejską - jest sprzedaż części aktywów gdańskiej firmy. Pomimo, że negocjacje jeszcze nie zostały zakończone, Radio ZET podało, że „W najbliższym tygodniu PKN Orlen ogłosi, kto odkupi część aktywów Lotosu. Nie będzie to jedna firma, tylko dwie. Partnerem do zakupu części rafinerii w Gdańsku najprawdopodobniej zostanie saudyjski koncern Saudi Aramco. Stacje Lotosu odkupi za to węgierski MOL”… Reakcja niemiecko-brukselskiego kundla była natychmiastowa. Tusk rzucił się na węgierski MOL, pisząc na Twitterze: „Jeśli PiS naprawdę sprzedał stacje Lotosu węgierskiej firmie MOL, politycznie związanej z Moskwą, to znaczy, że Ład Kaczyńskiego jest bardziej rosyjski, niż sądzili najwięksi pesymiści”. Tusk rzucając się na MOL nawet nie sprawdził na czym polega rzekoma „prorosyjskość” węgierskiej firmy! Okazuje się, że większość udziałów – 28,3 proc. ma węgierski rząd a na liście akcjonariuszy nie ma ani jednego podmiotu powiązanego z Kremlem!
Tak więc „potulny polityk (niemiecki), którym można by bez problemów sterować” – rzucił się na „pisoski” Ład, podczas gdy sam – jako Premier RP i człowiek Kremla w Warszawie wprowadzał Ład Rosyjski! Pod koniec marca 2021 roku Tusk mówiąc o „prywatyzacji” Lotosu oświadczył, że „Nie ma żadnej ideologicznej przesłanki, by mówić kategorycznie „nie” inwestorom z jakiegokolwiek kraju, także z Rosji. Nasi sąsiedzi są również od tego, abyśmy robili z nimi wspólne interesy. Warto na koniec dodać, że fuzja Orlenu z Lotosem nie jest żadną prywatyzacją ! „Połączenie obejmie dwie spółki mające tego samego właściciela i do tej pory konkurujące ze sobą, co jest niespotykane na europejskim rynku. Dodatkowo intencją PKN Orlen jest wybór takich partnerów do realizacji środków zaradczych, którzy umożliwią rozwój potencjalnie przyjętych aktywów.” – napisano w oświadczeniu PKN ORLEN.
Źródło: niepoprawni.pl
KE kolejny raz broni interesów Wielkich Niemiec, stawiając trudne warunki na przejęcie Lotosu przez Orlen!? Ciekawe czy zostanie zaakceptowany przez KE inwestor z Arabii Saudyjskiej!? 
02 01 2022 Kilka spraw, na które politycy i publicyści nie zwracają uwagi.
Unia ma dochody - głównie ze składek jej członków i ceł - idą na koszty biurokracji i na "normalne" strukturalne dopłaty. Fundusz Odbudowy powstaje ze sprzedaży unijnych obligacji. Pożyczki z FO trzeba oddać, granty - finansuje Unia - czyli MY. Wszystko trzeba oddać. A sprzedaży owych obligacji dokonuje się z tzw. rentą. Innymi słowy jest to pożyczka na rynkach kapitałowych. Zdecydowana większość państw świata sprzedaje takie skarbowe obligacje - z różną rentą (oprocentowaniem). Wysokość tej renty zależy od zdolności kredytowej państwa (jego ratingu określonego przez wyspecjalizowane międzynarodowe agencje). Polska w ostatnich latach ma bardzo dobrą zdolność kredytową i sprzedaje swoje "papiery" z rentą wynoszącą ok 1 - 1,5 % rocznie (nawet zdarzyło się sprzedać obligacje z rentą ujemną). Unia (jako całość) ma niewątpliwie niższą zdolność kredytową niż Polska i my sami możemy pozyskać potrzebne nam fundusze TANIEJ niż te z FO. Nawet finansowo - biorąc FO - stracilibyśmy. A ponadto - pieniądze z FO są "znaczone" (można je wydawać tylko na zatwierdzone przez Komisję UE cele) i "warunkowane" - trzeba spełnić poza traktatowe widzimisię unijnych urzędników w sprawie wydumanych zarzutów z dziedziny praworządności.
Na koniec warto zauważyć, że powstanie FO było poprzedzone jego ratyfikowaniem przez parlamenty państw unijnych. Pojawia się też pojęcie "uwspólnotowienia" długów. Całkiem możliwe, że przyjmując FO w perspektywie spłacalibyśmy długi upadającej np. Grecji, w której cały czas dochody ludności per capita i emerytury są znakomicie wyższe niż w Polsce. Obligacje zazwyczaj kupują bogaci rentierzy bacząc uważnie jak wygląda wypłacalność emitenta. Komisja UE nie jest skłonna dawać raportów w tej mierze. Pozyskała już kilkadziesiąt miliardów Euro - podejrzewam że z EBC, który jest bankiem obsługującym strefę Euro. To równoważne z "drukiem" pustego pieniądza. Możliwe są prolongaty w spłacie "pożyczek" i rzeczywiste darowanie "grantów". EBC nie będzie się upominał, upomną się jednakże prawa rynku. Wspomniana nadmierna emisja bez towarowego pokrycia prowadzi oczywiście do inflacji. Duża waga niemieckiej gospodarki ten proces opóźnia, ale nie ma możliwości mu zapobiec. Zatem albo państwa będą kasę oddawać (ze wspomnianymi rentami plus koszty biurokracji), albo Unia jako całość będzie się pogrążała w inflacji. Konkluzja jest taka - gdyby Polska pochopnie skorzystała z pieniędzy z FO - zostałaby niejako wprowadzona tylnymi drzwiami do strefy Euro ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mój głos w sprawie FO nie jest słuchany, ale w tym duchu zaczynają wypowiadać się politycy i ekonomiści, którzy już powinni być wysłuchani. Mam na myśli eurodeputowanego J. Sariusz Wolskiego i prezesa NBP prof. Glapińskiego.
Z innej beczki: L. Miller, który zablokował budowę Baltic Pipe pytany o tę szkodliwą dla Polski decyzję mówił, że to szło o 8 (zastanawiał się czy milionów, czy tysięcy) m3 gazu - postawił na 8 tys.m3. A szło o 8 mld. m3. Lewico i lewactwo - wybrałyście na premiera ekonomicznego analfabetę??? Torpedowanie Baltic Pipe rozpoczął już L. Miller. Tusk wstrzymał budowę gazoportu na 3 lata, a potem wieszał ordery za wbudowanie kamienia węg. Myślę, że nie dokończy równań: C+O2= , C6H6+O2= i CH4+O2=. Bo gdyby to znał, to nie podpisywałby pakietu ENERGETYCZNO-klimatycznego... Panie premierze M. Morawiecki - niech Pan pokona komisję Unii jej własną bronią - niech klimatyczny "podatek" obejmie także innych emitentów np. transport. Najlepiej zresztą by ów podatek obciążał PAŃSTWA - nie gospodarcze podmioty. Wielkość emisji CO2 przez poszczególne państwa podaje EUROSTAT. Można zresztą zacząć od "opodatkowania" spalanych kopalin, co może wyliczyć średnio zdolny uczeń szkoły średniej i byłoby to znakomicie dokładniejsze od dotychczasowego systemu i co ważne - dopiero SPRAWIEDLIWE. Wówczas nie płacilibyśmy najwięcej i ceny uprawnień poszłyby w dół, a nawet gdyby nie, to i tak nasza gospodarka stałaby się wówczas nadzwyczaj konkurencyjna w stosunku do "Zachodu" cieszącego się dotąd przywilejem darmowej emisji CO2. Wpadliby we własne sidła...
Nie cofając się do epoki Kościuszki i Wilsona - Tusk ułatwił Obamie durny "reset" torpedując budowę tarczy antyrakietowej. Mamy F-16, ale bez transferu technologii. Patrioty się ślimaczą, o F-35 za czasu Bidena ani słowa. Abramsy- zbędne dla US (nas?). Ot polityka "na kolanach". Generał, który szerzy idiotyzmy, że polscy żołnierze są dokarmiani przez ludność, bo nie mają co jeść. Ciekawe kto dał mu JAKIKOLWIEK wojskowy stopień, skoro nie ma o Wojsku Polskim bladego pojęcia. płk Janusz Kluba
Źródło: niepoprawni.pl
Unia chce sama pobierać podatki? Wtedy byłaby wolna od jakichkolwiek demokratycznie wybranych parlamentów i nie musiałaby się przejmować traktatami.
Dobre to bogate Niemcy mogą tonami odprowadzać CO2, bo ich stać na kupno praw do jego emisji, a biedacy tacy jak Polska za kilkanaście kilogramów odprowadzanego CO2 kary będą płacić!? Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!? Doprawdy powiadam wam trudno jest zrozumieć ten Zielony Ład!? 
01 01 2022 Groźne skutki dawnych błędów.
Unia, to “niemiecka granda obliczona na zagarnięcie całej Europy. Nie można do tego dopuścić”. Komisja Europejska to “nie pochodzący z wyboru politycy z odrzutu”, którym “schlebia gnuśny parlament”.  Nikt ich nie rozlicza, “nie odpowiadają przed nikim”, “są pełni arogancji”, “wydają pieniądze, których nie zarobili”.  Przekazać “takiej bandzie choć odrobinę suwerenności, to już lepiej byłoby oddać ją Adolfowi Hitlerowi”. Ten “przynajmniej został wybrany”. Zacytowane tu negatywne opinie o Unii Europejskiej i jej kierownictwie pochodzą z opublikowanego 14 lipca 1990 roku wywiadu, jakiego udzielił tygodnikowi The Spectator Nicholas Ridley minister przemysłu i handlu w rządzie Margaret Thatcher. Ridley ostrzegał w nim przed odradzającymi się mocarstwowymi ambicjami Niemiec skrzętnie ukrywanymi w trakcie toczących się właśnie rokowań w sprawie zjednoczenia Republiki Federalnej Niemiec z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Podobnie jak Ridley, Margaret Thatcher nie lubiła Niemców i nie ufała im. Kiedy zauważyła, że jeden z doradców zaparkował na podjeździe jej rezydencji swego VW prychnęła bez namysłu: “proszę mi czegoś takiego nigdy więcej tutaj nie parkować”. 
Ridley w swym wywiadzie wykłada fundamentalny kanon polityki zagranicznej Zjednoczonego Królestwa: “zawsze gramy na równowagę sił w Europie. Naszą rolą jest utrzymać równowagę europejskich mocarstw. Zwłaszcza teraz, kiedy Niemcy robią się tak bezczelne” zaś “Francuzi zachowują się jak pudelki Niemców”. Thatcher była przeciwna zjednoczeniu Niemiec. Przeciwwagę dla jednoczących się Niemiec widziała w Polsce. Zaufany Ridley jeździł na rozmowy do Polski i do Czechosłowacji. W decydujących dniach zaprosiła do Londynu premiera Tadeusza Mazowieckiego. Program wizyty w lutym 1990 roku był tak ułożony, że kiedy Margaret Thatcher konferowała z szefem dyplomacji Bundesrepublik Hansem- Dietrichem Genscherem, to polski premier zwiedzał schrony gabinetu wojennego odległe od Downing Street 10 o kilka minut spaceru podziemnymi korytarzami. W dowolnej chwili mógł się pojawić i wziąć udział w strategicznej grze o przyszłość Europy. Polska delegacja rządowa przybyła jednak do Londynu przekonana, że wizyta ma charakter gospodarczy a nie polityczny. Nie była przygotowana do udziału w politycznym przemeblowywaniu Europy. Kiedy Margaret Thatcher zapytała szefa polskiego rządu o sowieckie wojska stacjonujące w Polsce ten odparł,  że są one “logistycznym zapleczem wojsk radzieckich stacjonujących w NRD. Chcemy, aby w ramach rozwoju sytuacji siły te się zmniejszały [...]”. „Zmniejszenie to jedno a wycofanie, to drugie - żachnęła się Margaret Thatcher. “Za wcześnie na wycofanie” - uciął premier Mazowiecki. Szukając przeciwwagi dla Niemiec w Europie brytyjska premier nie znalazła w Warszawie partnera. Na twardą decyzję zdobył się dopiero premier Jan Olszewski, który przekreślił  wszelkie opcje inne niż szybkie i całkowite wycofanie wojsk sowieckich z Polski.  
Puśćmy teraz wodze fantazji. Gdyby Mazowiecki wykrzesał z siebie w Londynie choć odrobinę geopolitycznej wyobraźni, to układ sił na kontynencie być może byłby inny. Być może Hans-Dietrich Genscher nie forsowałby tak energicznie planów ujawnionych w przemówieniu wygłoszonym w Tutzing w Bawarii, w którym jasno stwierdził, że zmiany zachodzące w Europie Wschodniej oraz proces zjednoczenia Niemiec nie mogą prowadzić do "naruszenia sowieckich interesów bezpieczeństwa". Genscher zadeklarował, że NATO "nie może rozszerzać się terytorialnie na wschód, to znaczy posuwać się bliżej do sowieckich granic”. Być może kanclerz Helmut Kohl nie uspokajałby prezydenta Związku Sowieckiego Michaiła Gorbaczowa, że wyjątek od zobowiązania do nierozszerzania NATO stanowi tylko terytorium NRD, a i to dopiero po wycofaniu się wojsk sowieckich. Niemieckie deklaracje sprzed 30 lat dają dzisiaj Władimirowi Putinowi koronny argument: Zachód oszukał Moskwę i złamał obietnicę co uzasadnia i usprawiedliwia wywieranie presji militarnej na Ukrainę i stawianie Sojuszowi Atlantyckiemu ultimatum z żądaniami gwarancji osłabienia wschodniej flanki NATO. Gdyby nie zignorowano mocnych słów Nicholasa Ridleya,  gdyby nie traktowano ich jako obsesji pokolenia pamiętającego II wojnę światową, to być może nie mielibyśmy dzisiaj naruszania unijnych traktatów w imię dominacji sterowanych z Berlina brukselskich eurokratów i kauzyperdów z TSUE. Gdyby, gdyby… cofnąć już tego nie można, ale można uczyć się na błędach pamiętając przestrogę Ridley’a, że niemiecka dominacja w strukturach wspólnoty europejskiej doprowadzi do buntu narodów.
Źródło: niepoprawni.pl
Unia chce sama pobierać podatki? Wtedy byłaby wolna od jakichkolwiek demokratycznie wybranych parlamentów i nie musiałaby się przejmować traktatami.
Z forum: Nie mogę pojąć, że większość narodów godzi się na ten terroryzm i dyktat niemiecki pod fałszywymi pozorami równości i demokracji. Jeśli Polska, Węgry, nie doprowadzą do przemian europejskich, to nie ma szansy aby ktokolwiek inny powstrzymał ten cały proces federalizacyjny i odrodzenia rzeszy, zniewolenia państw narodowych. Wielka Brytania się sprytnie z tego wszystkiego wyłączyła. 
30 12 2021 Męczennik Brejza i podgrzewanie Pegaza…
Pegasus to nowa, cudowna broń Platformy Obywatelskiej w walce o polskie koryto. Odcięci od władzy funkcjonariusze PO, którzy Polskę traktowali jak koryto, są na skraju wytrzymałości nerwowej, czego najlepszym przykładem jest ich führer Tusk: w ostatnim wystąpieniu na temat aktualnej sytuacji, Tusk 24 razy użył nazwy „PIS” i aż 26 razy nazwiska „Kaczyński”. Potwierdza to groźną chorobę psychiczną führera partii, czyli manię prześladowczą.
Objawami tej choroby umysłowej jest poczucie, że ludzie PIS-u a zwłaszcza Kaczyński chcą Tuskowi zaszkodzić, knują i obgadują, do tego dochodzi ciągły lęk Tuska i podejrzliwość – oto rzeczywistość osoby cierpiącej na manię prześladowczą. Jak twierdzą psychiatrzy, mania prześladowcza jest określeniem opisującym zaburzony stan psychiczny, który polega na tym, że osoba jej doświadczająca przejawia nieadekwatną, nieustanną wzmożoną czujność, drażliwość i podejrzliwość. Istotną rolę odgrywa także doświadczany lęk...
Wystarczyła wiadomość Associated Press, czyli – jak się okazuje agencji wywiadowczej, by nie tylko Tuska doprowadzić do stanu zaburzenia stanu psychicznego. W tym stanie znalazł się wybitny senator Platformy Obywatelskiej, czyli obywatel Krzysztof Brejza. Jak podaje Associated Press, telefony Krzysztofa Brejzy były inwigilowane w czasie kampanii wyborczej w 2019 roku. Według danych organizacji Citizen Lab z Uniwersytetu w Toronto, na telefon polityka włamywano się Pegasusem łącznie 33 razy. Cyberataki trwały od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Wprawdzie agencja wywiadowcza Associated Press nie ujawniła kto się włamywał na telefony senatora Brejzy ale dla Brejzy jest oczywiste, że robił to PIS. "Trudno się dziwić, że stosując takie metody PiS wygrał wybory" - skomentował na Twitterze politruk Platformy…
Brejza oczywiście wystąpi z pozwami i będzie domagać się powołania komisji śledczej, mając za dowód oświadczenie agencji Associated Press. W tym przypadku nie potrzeba żadnych dowodów, by tak grzać Pegasusa (ponoć zainstalowanego przez PIS w telefonach Brejzy), jak niedawno Platforma grzała posła Mejzę. Bo podobnie jak w przypadku posła Mejzy – nie trzeba żadnych dowodów, by zrobić w Polsce „gównoburzę”. Wie o tym niezawodna Gozdyra, która w każdym swoim programie w „Polsacie” grzała Mejzę, a teraz grzeje Pegaza... W przypadku Brejzy sytuacja jest o tyle poważna, że reżim PIS-u już raz próbował dokonać zamachu na tego wybitnego senatora! I to w czasie, gdy Brejza miał się udać za pilną potrzebą do toi-toia zainstalowanego przez jego ojca Ryszarda, przy kamienicy senatora PO w Inowrocławiu. Warto zwrócić uwagę, że Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza nie bez powodu zainstalował toi-toia przy kamienicy swojego syna – zapewne z powodu częstych awarii kanalizy w grodzie Brejzów. Jednak na przekór zamachowcom z PIS-u, do pożaru toi-toia nie doszło w trakcie posiedzenia Krzysztofa Brejzy a ponadto - jak stwierdziła Prokuratura (oczywiście Ziobry!) - toi-toi został podpalony przez osobnika, nie związanego z PIS-em! Niesmak jednak pozostał a Krzysztof Brejza został uznany za męczennika Platformy Obywatelskiej, który mógł zginąć na posterunku!
Ten sam scenariusz co w przypadku toi-toia,  dotyczy inwigilacji Brejzy przy pomocy Pegasusa, o czym niewątpliwie zarządził prokurator Ziobro. Wprawdzie senator Brejza nie ma na to żadnych dowodów, ale przecież wystarczy obrzucić PIS szambem z toi-toia, by smród i niesmak pozostał. Nie do pogardzenia jest także fakt, że przy okazji rozrzucania szamba i grzania Pegasusa - oprócz senatora Brejzy - także mecenas Giertych oraz prokurator Ewa Wrzosek mają szansę stać się męczennikami Platformy Obywatelskiej…W ten sposób okaże się, że „Pegasus wart był posiedzenia w toi-toiu”…
P.S. Oczywiście, że ani Brejza, ani Wrzosek a tym bardziej Giertych nie przekażą swoich telefonów do sprawdzenia przez prokuraturę Ziobry na okoliczność Pegasusa! Będą na oczach Gozdyry umierać za miliony... W przypadku Giertycha są to aż 72 miliony!
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Gdyby Brejzę inwigilowały służby polskie, to dobrze by świadczyło o tych służbach. Brejza w pełni zasługuje na inwigilację, bo jest niebezpieczny dla państwa. Wszyscy już zapomnieli bulwersującą sprawę - interpelacje poselskie dla ówczesnego posła Brejzy pisali b. funkcjonariusze WSI. Sprawa się wydała jak niektórzy z wydalonych oficerów kontrwywiadu wojskowego założyli w Krakowie prywatny "Ośrodek kształcenia kontrwywiadu NATO", który rozpędził min. Macierewicz ("wyborcza pisała, że Macierewicz zaatakował NATO). Oczywiście NATO nie miało z tym nic wspólnego, a w pomieszczeniach znaleziono brudnopisy interpelacji, które później zgłaszał Brejza. Funkcjonariusze zamieszani w sprawę wywodzą się z WSI - polskiej filii sowieckiego GRU. 
21 12 2021 Aż 2/3 ceny prądu w Polsce to obciążenia unijne.
Jak poinformował wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin w wywiadzie dla „ Polska Times.pl”, w obecnych cenach prądu aż 2/3 stanowią koszty wynikające z unijnej polityki klimatycznej. Aż 59% ceny energii elektrycznej to koszty uprawnień do emisji CO2, których obecne ceny przekroczyły 90 euro za tonę emisji, kolejne 8% to koszty obowiązków związanych ze wspieraniem Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) i efektywności energetycznej. Zaledwie 2% to marża dla sprzedającego i akcyza, więc nawet obniżenie tej ostatniej do 0% na co zdecydował się rząd od stycznia przyszłego roku w niewielkim stopniu może wpłynąć na obniżenie ceny energii. Podwyżki cen prądu ogłoszone przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) dla odbiorców indywidualnych średnio o 24% w roku 2022, w dużej mierze wynikają więc z unijnej polityki klimatycznej. Jednak po wprowadzeniu rozwiązań osłonowych przez rząd 0% akcyzy i zmniejszenie podatku VAT z 23% do 5%, ceny te dla odbiorców indywidualnych mają wzrosnąć średnio tylko o 7%.
Trzeba przy tym wyjaśnić, że w latach 2021-2023 w ramach unijnego handlu emisjami CO2, Polska otrzyma średniorocznie około 105 mln ton pozwoleń, z tego 40 mln ton udostępni nieodpłatnie firmom wytwarzającym energię elektryczną i ciepło, a pozostałe 65 mln ton sprzeda na aukcjach (średnioroczne zapotrzebowanie naszego kraju na pozwolenia na emisję CO2 to ok. 170 mln ton). Dochody z tej sprzedaży są dochodami budżetu ale są to tzw. środki znaczone, a więc będą mogły być wydatkowane tylko i wyłącznie na przedsięwzięcia związane z „zieloną energetyką”. Brakujące średniorocznie 65 mln ton uprawnień do emisji CO2, polska szeroko rozumiana energetyka, będzie musiała kupić na którejś z dwóch giełd (niemieckiej EEX w Lipsku, albo ICE w Londynie) po bieżących cenach (zapewne już nie niższych niż 90 euro za tonę). Koszty tych zakupów to średniorocznie około 27 mld zł i takie pieniądze wypłyną corocznie z naszej energetyki zmniejszając jej możliwości inwestycyjne, a tym samym transformację energetyczną, która jest przecież głównym celem unijnej polityki klimatycznej. W ten sposób konsekwencje tak gwałtownego wzrostu cen uprawnień na emisję CO2, w znaczący sposób obciążając wytwarzających energię elektryczną tak wysokimi kosztami, że wręcz uniemożliwiają im transformację energetyczną.
Przypomnijmy także, że na tak radykalny system europejskiej polityki klimatycznej, najpierw jesienią 2008 roku zgodził się premier Donald Tusk na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli (wtedy jeszcze możliwe było weto w tej sprawie). Wtedy właśnie zapadła jego zgoda na słynne 3x20 w tym redukcję o 20 proc. emisji CO2 do roku 2020, jeszcze poważniejsze negatywne skutki dla Polski miało wyrażenie zgody na zmianę bazy redukcji CO2 z roku 1990 na rok 2005 a także na obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku. Jeszcze radykalniejsze rozwiązania zaproponowała KE w polityce klimatycznej w 2014 roku, Tusk wtedy jeszcze jako premier zdając sobie sprawę, że ich przyjęcie uderzy w Polskę jeszcze mocniej niż porozumienie z 2008 roku, dwukrotnie prosił o przełożenie debaty nad tymi zmianami na posiedzeniu Rady Europejskiej w marcu i w czerwcu 2014, na jesień tego roku. Pod koniec października 2014 roku na posiedzenie RE, kierowanej już wtedy przez nowego przewodniczącego Donalda Tuska, pojechała nowa premier Ewa Kopacz i zupełnie nieprzygotowana zgodziła na kolejne restrykcje (między innymi ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. Do 2030), ale przede wszystkim na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Rezerwa to zdjęcie z rynku 900 mln ton pozwoleń na emisję, co już wówczas zostało nazwane przez polski Senat para-podatkiem dla polskich wytwórców energii elektrycznej i jest poważnym powodem gwałtownego wzrostu ich cen.
Drugim powodem jest fakt, że pozwolenia na emisję od stycznia 2018 roku stały się instrumentem finansowym, a tym samym w handlu nimi bierze udział szeroko rozumiany sektor finansowy, a pozwolenia na emisję stały się przedmiotem powszechnej spekulacji. Ponadto także wtedy w roku 2014 wprowadzono zmianę w handlu emisjami ETS na lata 2021-2030, polegającą na corocznej redukcji puli uprawnień na rynku o 2,2 proc., co oznacza w każdym roku zmniejszenie ich ilości, a tym samym kolejny powód do windowania ich cen. Wtedy ówcześnie rządzącym wydawało się, że akceptują rozwiązania, które szybko nie przełożą się na ceny energii elektrycznej w Polsce, choć znamienne było przejęzyczenie premier Kopacz, która po powrocie z Brukseli na konferencji prasowej w październiku 2014 roku powiedziała, że ceny energii elektrycznej w Polsce w 2020 roku wzrosną i dopiero po poprawieniu jej przez ówczesną rzecznik rządu, powiedziała że nie wzrosną. Wzrosły i to wyraźnie i tylko działania osłonowe prowadzone przez rząd zarówno w 2020 roku jak i te zapowiedziane ostatnio powodują, że ten wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych będzie ostatecznie niższy.
Źródło: naszeblogi.pl
Wkrótce będzie 16 lat rządów PO i PiS, i nie znam ani jednego sukcesu, który nakłoniłby mnie do głosowania na te partie. Za to można przytoczyć całą masę porażek, powstała by z tego książka "Jak nie rządzić krajem". Każda decyzja to ukłon w stronę interesów nielicznej grupki osób, oczywiście kosztem większości. Dlatego nigdy więcej PO i PiS w rządzie i sejmie.
Energia elektryczna z węgla jest najtańsza, tylko co oni do węgla dodają, że tak śmierdzi po spaleniu!? Gdyby kłamstwo było paliwem, to dzięki Morawieckiemu bylibyśmy światową potęgą energetyczną. Ciekawe gdzie trafiają pieniądze ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2!? No i skoro Polska jest uznawana za jednego z największych trucicieli, to dlaczego sprzedajemy uprawnienia do emisji CO2!? Czyżby kary za przekroczenia były mniejsze, od ceny sprzedaży prawa do emisji!? W zeszłym roku handel uprawnieniami do emisji przyniósł 12,1 miliarda złotych. W tym miało być nieco ponad 10, ale rosnące ceny sprawiły ministrowi finansów piękną niespodziankę - budżet wzbogaci się nawet o 20 miliardów złotych, a może więcej!? Brawo PiS teraz będziemy płacić o 40% więcej za prąd, w teorii, bo w praktyce tego może być 140%!? 
20 12 2021 Słowa potrafią zabić. Andruszkiewicz o skandalicznych słowach Tuska: To człowiek chory z nienawiści.
- Donald Tusk widzi, że nie jest w stanie z nami konkurować na program, na efekty gospodarcze, na poziom życia Polaków. Widzi, że sondaże ma słabsze niż my. Widzi, że "efektu Tuska" nie ma i Polacy nie chcą oddać mu władzy. Więc postanawia po prostu podpalać Polskę i w ogniu tym być może w jakiś sposób odzyskać władze  - ocenił Adam Andruszkiewicz w rozmowie z Michałem Rachoniem w programie TVP Info #Minęła20. Lider PO Donald Tusk podczas jednego z protestów przeciwko nowelizacji ustawy medialnej groził prezydentowi Andrzej Dudzie, cytując słowa wiersza Czesława Miłosza. 
- Te słowa jakże dobrze pasują do tego dzisiejszego naszego spotkania. Adresuję je do mieszkańca tego Pałacu i jego mocodawcy: "Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta. Możesz go zabić, urodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy. Lepszy dla Ciebie byłby świt zimowy i sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta". Pamiętajcie o tych słowach wielkiego poety, pamiętajcie o tym, co czeka każdą władzę, która sprzeniewierza się ojczyźnie - mówił.
Redaktor Michał Rachoń zapytał wiceministra cyfryzacji, posła Prawa i Sprawiedliwości Adama Andruszkiewicza oraz senatora Polskiego Stronnictwa Ludowego Jana Filipa Libickiego o to, co sądzą o tego typu wypowiedzi.  Jako pierwszy głos zabrał polityk ludowców. - Tę część wypowiedzi Donalda Tuska uważam za niewłaściwą, bo to, że trzeba kogoś rozliczyć za złamanie prawa - a jestem przekonany, że będzie tego sporo, kiedy PiS przestanie rządzić - to jeszcze nie oznacza, że należy wzywać do wieszania. Nie wiem, trudno to powiedzieć, jaki tu jest kontekst - powiedział.
- Uważam, że nikt - a już w szczególności osoba o pozycji Donalda Tuska - nie powinien używać w stosunku do urzędującego prezydenta takich słów
- stwierdził Jan Filip Libicki. 
Michał Rachoń zapytał Adama Andruszkiewicza zapytał, czy to faktycznie są "tylko słowa, które nie powinny paść, czy może coś więcej". - Wiemy doskonale, że słowa potrafią zabić i w tym kontekście słowa Donalda Tuska niestety mogą doprowadzić do tragedii w Polsce, bo jeżeli znajdzie się w Polsce jakiś szaleniec, który stwierdzi, że być może ma on racje i trzeba powiesić prezydenta Rzeczpospolitej, bądź przedstawiciela władzy, to możemy mieć w Polsce tragedię - odpowiedział wiceminister cyfryzacji. - Pamiętamy, że był taki pan Cyba związany z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, który zastrzelił członka Prawa i Sprawiedliwości, a krzyczał także o tym, że chciał zastrzelić także prezesa Jarosława Kaczyńskiego, tylko mu się nie udało - dodał polityk. Poseł Prawa i Sprawiedliwości ocenił, że "Donald Tusk jest chory z nienawiści". - Zwróćmy uwagę, że od kiedy wrócił do polskiej polityki, to mamy bardzo dużą eskalacje wrogości, nienawiści, hejtu w polskiej polityce. On cały czas nakręca taki bardzo mocny konflikt w naszym państwie. To jest celowa robota, która ma zadanie podpalić Polskę - zauważył.
- Donald Tusk widzi, że nie jest z nami konkurować na program, na efekty gospodarcze, na poziom życia Polaków. Widzi, że sondaże ma słabsze niż my. Widzi, że "efektu Tuska" nie ma i Polacy nie chcą oddać mu władzy. Więc postanawia po prostu podpalać Polskę i w ogniu tym być może w jakiś sposób odzyskać władze - zaznaczył Adam Andruszkiewicz. 
Źródło: niezależna.pl
"Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta. Możesz go zabić, urodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy. Lepszy dla Ciebie byłby świt zimowy i sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta". Tusk wieszcz narodowy, narodził się nowy, dla prezydenta gałąź przygotowana!?
Z forum: Wystąpienie tego lokaja zawiera życzenia śmierci. To jest ohydne i nawet zgodnie z prawem karalne - o ile znaleźliby się normalni sędziowie. Los jest przewrotny - może sam przepowiedział sobie przyszłość.
"Ten 'internetowy troll i hejter', który 'dostał bęcki' w wyborach prezydenckich z Lechem Kaczyńskim i 'wymiękł' przed konfrontacją wyborczą z Andrzejem Dudą dziś odreagowuje frustracje. Jedyne na co zasługuje, to na cytat z fraszki Juliana Tuwima: 'Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam Ci prztyczka...'" - napisał Brudziński na Twitterze.
LIBICKI - ty chcesz rozliczać i kogo?! Za kogo ty się uważasz to już sam nie wiesz ! Takie dedykowane wiersze za nie właściwe uznajesz !? A jak po ciebie ze stryczkiem przyjdą to w swoim samo zachwycie sam sobie gałąź wyznaczysz ?! Do sądzenia innych dążysz w samo zachwyt popadając ! Za "CHRABIEGO WIELKOPOLSKIEGO" się masz a we własnej obłudzie innych topić byś gotów ! Własne gacie ponad POLSKĄ RACJE STANU stawiasz ! Dla płonącej Hiszpańskiej Togi 500 tyś EURO dziennie płacić chcesz i jak zawsze nie ze swoich ! Ty ciągle młodym działaczem jesteś tam gdzie swoją chorągiew wystawisz i zawsze ci z wiatrem ! Jakie stare czasy musiały w PSL wrócić że za swojego krasomówcę cię wystawiają ! Bez świateł kamer i blasku fleszy żyć nie potrafisz ! Cudze za swoje uznawać -umiaru nie znając a swoje w papierki owijać i za cukierki rozdawać ! To jest ta twoja życiowa rola którą grasz z każdego miejsca ! 
18 12 2021 Morawiecki ma rację, to Tusk i Kopacz zgodzili się na system handlu emisjami (ETS).
W związku z atakami posłów Platformy na rząd premiera Morawieckiego i oskarżeniami go o drożyznę, tuż przed ostatecznym głosowaniem budżetu na rok 2022, szef rządu zdecydował się zabrać głos w Sejmie i przypomnieć, kto wyraził zgodę na taki, a nie inny ostateczny kształt unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS). Rzeczywiście ostatnie lata, to wręcz drastyczny wzrost cen pozwoleń na emisję CO2, obecnie sięgają one 90 euro za tonę, co oznacza, w ciągu ostatnich 4 lat ceny te wzrosły 10-krotnie, a w ciągu ostatniego roku 3-krotnie.
W sytuacji kiedy polski przemysł potrzebuje około 170 mln ton pozwoleń na emisję rocznie, a otrzymujemy około 105 mln ton (około 40 mln ton z nich rząd rozdziela wśród przedsiębiorstw bezpłatnie, a pozostałe 65 mln ton sprzedaje, przy czym dochody z tego tytułu wpływają do budżetu państwa i te środki muszą być przeznaczone na transformację energetyczną), co oznacza, że pozostałą cześć pozwoleń przedsiębiorstwa muszą kupić w ramach tego systemu handlu. Są to więc wydatki po obecnym kursie złotego wynoszące przynajmniej 25 mld zł i takie środki corocznie wypływają z polskiej gospodarki i osłabiają jej możliwości transformacji energetycznej. Przypomnijmy tylko, że na tak radykalny system europejskiej polityki klimatycznej, najpierw jesienią 2008 roku zgodził się premier Donald Tusk (słynne 3x20 w tym redukcję o 20 proc. emisji CO2 do roku 2020, przy czym wyraził też zgodę na zmianę bazy z roku 1990 na 2005, co w sposób szczególny postawiło Polskę w trudnej sytuacji, a także na obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku).
Jeszcze radykalniejsze rozwiązania zaproponowała KE w polityce klimatycznej w 2014 roku, Tusk wtedy jeszcze jako premier zdając sobie sprawę, że ich przyjęcie uderzy w Polskę jeszcze mocniej niż porozumienie z 2008 roku, dwukrotnie prosił o przełożenie debaty nad tymi zmianami na posiedzeniu Rady Europejskiej w marcu i w czerwcu 2014, na jesień tego roku. Pod koniec października 2014 roku na posiedzenie RE, kierowanej już wtedy przez nowego przewodniczącego Donalda Tuska, pojechała nowa premier Ewa Kopacz i zupełnie nieprzygotowana zgodziła na kolejne restrykcje (między innymi ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. Do 2030), ale przede wszystkim na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Rezerwa to zdjęcie z rynku 900 mln ton pozwoleń na emisję, co już wówczas zostało nazwane przez polski Senat para-podatkiem dla polskich wytwórców energii elektrycznej i jest poważnym powodem gwałtownego wzrostu ich cen. Drugim powodem jest fakt, że pozwolenia na emisję od stycznia 2018 roku stały się instrumentem finansowym, a tym samym w handlu nimi bierze udział szeroko rozumiany sektor finansowy, a pozwolenia na emisję stały się przedmiotem powszechnej spekulacji.
Ponadto także wtedy w roku 2014 wprowadzono zmianę w handlu emisjami ETS na lata 2021-2030, polegającą na corocznej redukcji puli uprawnień na rynku o 2,2 proc., co oznacza w każdym roku zmniejszenie ich ilości, a tym samym kolejny powód do windowania ich cen. A więc to właśnie ówczesne zgody premierów Tuska i Kopacz na kolejne  zaostrzenia unijnej polityki klimatycznej, spowodowały, że w ostatnich latach mamy do czynienia  z gwałtownym wzrostem cen pozwoleń na emisję CO2. Premier Morawiecki zaproponował na ostatnim szczycie Rady w Brukseli wyłączenie z tego handlu emisjami CO2 sektora finansowego, ale póki co nie ma na to zgody większości krajów, mimo tego, że system się rozregulował i najbardziej osłabia finansowo kraje, które stoją przed największymi wyzwaniami transformacji energetyki (a więc utrudnia transformację tym krajom). Być może jednak przyjdzie opamiętanie, ponieważ premier Morawiecki zapowiedział zawetowanie zamierzeń jego rozszerzenia przez KE na transport, mieszkalnictwo i ciepło systemowe. W marcu przyszłego roku, a być może nawet szybciej, szefowie rządów będą musieli wrócić do debaty na ten temat, ponieważ ceny prądu w kilku krajach Europy Zachodniej wzrosły o blisko 200%, a to grozi niepokojami społecznymi na dużą skalę.
Źródło: naszeblogi.pl
Energia elektryczna z węgla jest najtańsza, tylko co oni do węgla dodają, że tak śmierdzi po spaleniu!? Gdyby kłamstwo było paliwem, to dzięki Morawieckiemu bylibyśmy światową potęgą energetyczną. Ciekawe gdzie trafiają pieniądze ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2!? No i skoro Polska jest uznawana za jednego z największych trucicieli, to dlaczego sprzedajemy uprawnienia do emisji CO2!? Czyżby kary za przekroczenia były mniejsze, od ceny sprzedaży prawa do emisji!? W zeszłym roku handel uprawnieniami do emisji przyniósł 12,1 miliarda złotych. W tym miało być nieco ponad 10, ale rosnące ceny sprawiły ministrowi finansów piękną niespodziankę - budżet wzbogaci się nawet o 20 miliardów złotych, a może więcej!? Brawo PiS teraz będziemy płacić o 40% więcej za prąd, w teorii, bo w praktyce tego może być 140%!?
14 12 2021 Kim był Jaruzelski?
Pułkownik Piotr Wroński, były oficer Służby Bezpieczeństwa, a później Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Wywiadu (odszedł ze służby w2008 r.) napisał książkę pt. „Czas nielegałów: krótki kurs kontrwywiadu dla amatorów”. Były oficer SB w swojej książce opisuje sowieckie sposoby kontrolowania podbitych krajów przy pomocy „matrioszek” – wyszkolonych przez sowiecki wywiad osób, którym dopisano nową tożsamość. Byli, ale i nadal są to doskonale wykształceni oficerowie sowieckiego, a później rosyjskiego wywiadu, którzy prowadzą podwójne życie udając lojalnych obywateli kraju, w którym żyją. Matrioszka to drewniana rosyjska zabawka, składająca się z wydrążonych w środku lalek, włożonych jedna w drugą. Jest symboliczną rosyjską zabawką. Tak symboliczną, że w ten sposób zaczęto nazywać rosyjskich nielegałów, inaczej śpiochów. Jak twierdzi płk Wroński - tuż po wojnie, korzystając z zamieszania i śmierci milionów ludzi, nawet kilkuset oficerów sowieckich służb zaczęło udawać Polaków . Przeszli oni szkolenia w ZSRR – w tym naukę swojej nowej tożsamości i języka polskiego, by w podbitej Polsce udawać rdzennych Polaków. Cechą tych polskich „patriotów” było to, że nie posiadali rodziny (wymordowanej przez Niemców lub Rosjan), więc nikt nie odważył się podważyć ich pochodzenia.
Oczywiście nie dla wszystkich sowieckich agentów starczyło polskich życiorysów, ale w „wolnej” Polsce ochronił ich „okrągły stół” , miłość Adama Michnika i Platforma Obywatelska. Takie osoby znajdziemy dziś w euro-parlamencie, wysunięte z ramienia Platformy Obywatelskiej. Zwróćmy uwagę na oficjalny życiorys Wojciecha Jaruzelskiego zamieszczony w Wikipedii: „Wywodził się z rodziny szlacheckiej i ziemiańskiej herbu Ślepowron. Ród wywodzi się z pogranicza Mazowsza i Podlasia. Korzeniami sięga przełomu XV i XVI wieku….” Z dalszej części „życiorysu” dowiemy się, że „…od 1933 Wojciech Jaruzelski uczęszczał do gimnazjum prowadzonego przez zakon marianów na warszawskich Bielanach, a jego edukacja była sporym obciążeniem dla budżetu domowego. Na etapie wyboru rozpatrywane były także gimnazjum jezuickie w Chyrowie koło Lwowa i gimnazjum w Rydzynie. Szkoła uczyła w duchu endeckim oraz zasad katolickich i poszanowania polskiej tradycji…” Wychodzi na to, że Jaruzelski był nie tylko polskim patriotą, a powinien także doskonale znać łacinę i język francuski – obowiązkowe przedmioty w gimnazjum prowadzonym przez zakon Marianów! Dziwnym trafem gen. Jaruzelski nie znał tych obu języków…
Kontrolą nielegałów, czyli sowieckich „matrioszek” zajmował się gen. Czesław Kiszczak, o którego rodzicach dowiemy się z Wikipedii tylko tyle, że „w latach powojennych Kiszczak podawał, że jego rodzice podczas okupacji zostali wywiezieni na roboty przymusowe”. Potem słuch o „rodzicach” Kiszczaka zaginął. Czy „Kiszczak” był także rosyjską matrioszką? Płk Wroński w swojej książce nie wymienił nazwiska Kiszczaka, choć dość dokładnie opisuje historię dziecka. Nazywa je Sieriożą, z białoruskiej wioski, które w dzieciństwie osłuchało się z językami polskim, białoruskim, jidysz. Jak inne dzieci w latach 30. Sierioża był sierotą i trafił do domu dla dzieci wrogów ludu. Tam został zauważony jego lingwistyczny talent i trafił do ośrodka pod Moskwą, gdzie rozpoczęło się jego szkolenie na janczara Sowieckiego Związku. Na tych lekcjach wpajano mu nie tylko miłość do Kraju Rad, ale rozwijano znajomość języka polskiego, polskiej kultury i historii (oczywiście z sowieckiej perspektywy). Później nauczono go zasad walki tajnych służb, dywersji, nauczono jak zmagać się z wrogami sowieckiego państwa. W pewnym momencie zaprzestano tej nauki i skoncentrowano się na przyuczeniu młodego człowieka do bycia Polakiem 24 godziny na dobę. Zakazano mówić po rosyjsku... Czy pod koniec życia Sieroża - Czesław przypomniał sobie swoją prawdziwą tożsamość i kazał się pochować w obrządku prawosławnym? Bo przecież Czesław Kiszczak był ateistą i nigdy nie miał nic wspólnego z prawosławiem – wg. oficjalnego życiorysu!
Co ciekawe, Czesław Kiszczak nie tylko kontrolował działania tajnych służb PRL-u, ale był także oficerem prowadzącym agenta sowieckiej wojskowej informacji ps. Wolski – późniejszego generała i dyktatora PRL Wojciecha Jaruzelskiego. Kiszczak miał wiedzę o wszystkich „matrioszkach” w Polsce, więc jego powołanie na wicepremiera i szefa bezpieki w „pierwszym niekomunistycznym rządzie Tadeusza Mazowieckiego” było gwarancją, że w "wolnej" Polsce włos z głowy nie spadnie wszystkim sowieckim „matrioszkom”. W Polsce po 1989 r. wykryto kilkanaście „matrioszek” (jedna sama zgłosiła się do polskich służb) a jak niesie wieść gminna – pełną listą dysponował także Piotr Jaroszewicz który ogłosił, że „przerywa milczenie”. Niedługo potem został zamordowany… Życiorys to najważniejsza część tożsamości każdego człowieka. Zajrzyjmy więc do życiorysów dzisiejszych „europejczyków”, czy obrońców demokracji i praworządności. Jak nie ojciec komunista to brak rodziców lub też kariera, która zaczęła się dopiero w 1990 roku. Są też piękne, patriotyczne życiorysy – z tym, że ukradzione Polakom, którzy zginęli po II Wojnie Światowej...
Źródło: niepoprawni.pl
Jaruzelski to był szlachcic z krwi, i kości, i to było widać!? Dziwiło mnie jak on mógł zrobić taką karierę u sowietów!?
No a Konstanty Rokossowski marszałek Polski, i ZSRR. ponoć urodził się w Warszawie, w rodzinie kolejarza, i nauczycielki!? 
11 12 2021 Rosja ograbiła Polskę na 54 miliardy dolarów.
Polski rząd, jak donosiła prasa, od paru lat mówi o konieczności uregulowania przeszłości. W kolejną rocznicę wybuchu II Wojny Światowej temat reparacji wojennych znów został przywołany. - "Trzeba domagać się zadośćuczynienia" – podkreślił Mateusz Morawiecki podczas przemówienia na Westerplatte. O jakie pieniądze chodzi? Czy reparacje wojenne Polska zamierza dochodzić tylko od Niemiec czy od kolejnego agresora, który 17 września 1939 r bez wypowiedzenia wojny uderzył zbrojnie na nasz kraj. "Trzeba domagać się prawdy, trzeba domagać się zadośćuczynienia" – zaznaczył Mateusz Morawiecki, który wielokrotnie publicznie poparł roszczenie reparacyjne polskiego rządu wobec Niemiec i Rosji. Tysiące sztuk bydła, maszyny z urządzeniami przemysłowymi, setki składów kolejowych pędzących w głąb ZSRR. Taki obrazek był widokiem codziennym w 1945 r – 1950 r. Przeczytajcie jak nas ograbiono. Wszelkie zdobycze wojenne to własność ZSRR. 10 stycznia 1945 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR wydała rozporządzenie, na mocy którego prawnie sankcjonowano grabież na niespotykaną skalę majątku stanowiącego tzw. zdobycz wojenną. Na realizację grabieży nie trzeba było długo czekać.
Gregorij Żukow meldował Stalinowi w 1945r. o zdobyciu przez Armię Czerwoną kompletnie wyposażonych fabryk znajdujących się w takich miejscowościach jak : Łódź, Bydgoszcz, Radom, Gliwice i wielu innych miejscowościach, wyzwalanych przez Armię Czerwoną, ale także i Wojsko Polskie. Stalin wówczas nakazał demontowanie wszelkich urządzeń przemysłowych, znajdujących się w fabrykach i zakładach na terenie wyzwalanej Polski, powołując do tego celu, na wniosek Żukowa, Komitet Specjalny. Decyzja Stalina skutkowała tym, że żołnierze rosyjscy zachowywali się na terenie Polski jak na podbitym terytorium grabiąc i rabując po drodze wszystko, co tylko stanowiło jakąkolwiek wartość. Grabiono skutecznie i to prawie do zera majątki ziemskie, dwory, magazyny, sklepy, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, paszę, bydło i inne przedmioty ,które udało się ukraść. Opornych Polaków broniących swego mienia po prostu zabijano lub aresztowano i wysyłano setkami na Sybir. Ponieważ grabieże rozwijały się bardzo szybko na niespotykaną dotąd skalę dlatego też celem  ich planowego działania Sowieci powołali tzw. bataliony robocze liczące około 50 osób, które tworzyły np. poganiaczy bydła czy mobilne transporty do wywozu zrabowanego z terenu Polski mienia. Powołano łącznie 500 takich batalionów.
Jak Armia Czerwona wyzwalała Polski węgiel. Teren Górnego Śląska wybitnie przypadł do gustu złodziejom i szabrownikom Armii Czerwonej. Tylko pomiędzy 1 kwietniem a 1 czerwcem 1945 r., jak podają źródła, wywieziono w głąb Rosji 975 tys. ton ukradzionego węgla, który wówczas był surowcem na wskroś strategicznym. Po 1 czerwca 1945 r. pod nadzorem radzieckim codziennie wywożono do Rosji węgiel łącznie wywieziono go w ilości 26 tys. ton. Polskie rodziny głodne przymierały wówczas z zimna i braku opału. Szybko i planowo zdemontowano hutę w Gliwicach gdzie wywieziono urządzenia walcowni rur. Demontowano skrupulatnie wyposażenie Polskich elektrowni głównie w Miechowicach, Zabrzu, Zdziszowicach, Mikulczycach, Blachowni Śląskiej i Chełmsku Śląskim. W domach polskich oczywiście z tego powodu zabrakło prądu. Nie oszczędzono wyposażenia zakładów i fabryk w Dąbrowie Górniczej,, Chorzowie, Siemianowicach, Poznaniu, Bydgoszczy, Grudziądzu, Toruniu, Oświęcimiu i wielu innych Polskich miastach gdzie tylko weszła  Armia Czerwona wyzwolicieli i grabieżców oraz złodziei.
Łupiono Polskie miasta. W samej tylko Bydgoszczy, jak podaje prasa, wywieziono wyposażenie 30 dużych zakładów przemysłowych oraz 250 jednostek pływających zagarniętych z Kanału Bydgoskiego. W Toruniu na 46 wagonów kolejowych załadowano wyposażenie młynów w wyniku czego w mieście zabrakło chleba. Ukradziono nawet śmieciarki z miejskich zakładów oczyszczania miasta. Szczególne znaczenie Sowieci przywiązywali do kradzieży wyposażenia zakładów paliw syntetycznych. Do ZSRR wyjechało z terenu Polski prawie 10 tys. wagonów wyładowanych takimi urządzeniami. Z samych tylko Polic z usytuowanych tam zakładów Rosjanie zrabowali ich wyposażenie i załadowali je na 14 tys. wagonów wywożąc w głąb Rosji. Nie oszczędzono nawet Polskich kolei. Rozbierano i wywożono stacje transformatorowe, parowozownie, wagonownie, brali wszystko co stanowiło jakakolwiek wartość jak np. zakłady naprawcze , warsztaty. Wywieziono 5500 km linii kolejowych dla porównania w Polsce w 2010 r. długość linii kolejowych wynosiła 22046 km.
Rolnictwo zostało złupione doszczętnie. Wyzwoliciele spod znaku sierpa i młota szczególnie upodobali sobie jednak Polskie rolnictwo, które łupiono bez opamiętania. Tylko do 1 września 1945 r., jak podają źródła, zarekwirowano i wywieziono do Rosji 506 tys. sztuk bydła,114 tys. sztuk owiec, 206 tys. sztuk koni. Wywieziono ponad 72 tys. ton cukru, 14 tys. ton zboża i to tylko z powiatu toruńskiego, 20 tys.ton ziemniaków, 100 tys. ton słoniny, 25 tys. ton mięsa. Wyzwoliciele kradli ubrania, buty, radia, zegarki, rowery, zestawy stołowe a nawet gwoździe. Tych, którzy bronili swego mienia zabijano lub zsyłano na Sybir. Czerwonoarmiści kradli także poza planowo np. w październiku 1945 r. pijani żołnierze radzieccy rabowali stragany odbywającego się targu. Gdy chłopi stawiali opór zostali zaatakowani granatami i seriami z broni maszynowej – takie przypadki zdarzały się nagminnie. Polskich żołnierzy tzw Kościuszkowców, którzy stawali w obronie łupionych chłopów rozstrzeliwano  na miejscu lub degradowano i wsadzano do więzienia na wiele lat. Tylko w 1948 r. z terenów Polski, sowieci wywieźli do Rosji 239 tys. wagonów zrabowanych rzeczy. Na jaką kwotę okradli Polskę Sowieci
W 1946 r. była to już kwota 667 mln. dolarów, szkody powstałe z tytułu wandalizmu żołnierzy Rosyjskich w czasie dokonywania rabunków wyniosły ponad 292.5 mln. dolarów co łącznie w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, jak podają dostępne źródła, daje nam niebagatelną kwotę ponad 54 miliardy dolarów nie licząc odsetek.
Nic dziwnego, iż po „takim wyzwoleniu” w Polsce po 1945 r. zagościł głód a przemysł potrzebował ponad 50 lat by odzyskać to co wyzwoliciele ukradli. Znane były powszechne przypadki umierania głodową śmiercią głównie sierot i małych dzieci, gdyż żywność ukradli Rosjanie. Paradoksem niech będzie fakt, że właśnie tę zrabowaną z Polski żywność Rosja nam wysyłała jako ich pomoc dla odbudowy naszego kraju. Podobnie było w przypadku maszyn i urządzeń do fabryk i zakładów - oczywistsze za taką pomoc co musieliśmy „wyzwolicielom” słono płacić – ale to już temat na inny artykuł.
Źródło: naszeblogi.pl 
Jak wyjeżdżali z Polski było podobnie, wywozili wszystko co miało jakąkolwiek wartość, z koszar, miejsc zakwaterowania!? 
09 12 2021 Podejrzana Lapuerta? "Libération" o korupcji na szczytach Unii.
Dziwna cisza spowiła rewelacje francuskiego dziennika. Cóż, reakcja wyczekująca jest jak najbardziej zrozumiała. Gdyby jakimś cudem okazało się, że publikacja była fejkiem, dziennikarze zaangażowani w jej rozpowszechnianie na zawsze musieliby pożegnać się z zawodem. Nie mówiąc już o bankructwie redakcji. Jestem już taki stary, że pamiętam emocje, jakie na całym świecie wywołały rewelacje dwóch dziennikarzy Washihgton Post – Boba Woodwarda i Carla Bernsteina. Ich dwóch, i tylko dwóch! zapoczątkowało proces, który doprowadził do ustąpienia ze stanowiska 37 prezydenta USA Richarda Nixona. Jak dotąd był to jedyny taki przypadek w historii Ameryki (tzw. afera Watergate, jeśli ktoś już nie pamięta). Francuski dziennik Libération tydzień temu zamieścił serię artykułów stanowiących podsumowanie dziennikarskiego śledztwa. Ujawniono w nich dziwne powiązania istniejące pomiędzy Europejską Partą Ludową (na czele jej ciągle jeszcze stoi Donald Tusk), a TSUE, Europejskim Trybunałem Obrachunkowym  oraz  urzędnikami Komisji Europejskiej.
Zamiast Unii Europejskiej mamy do czynienia z Państwem Europejskiej Partii Ludowej? Czy właśnie w głębi nieformalnych układów i powiązań, możliwych dzięki dziwnej liberalizacji wymagań wobec członków TSUE (brak tzw. rejestru transparencji w odróżnieniu od członków Komisji Europejskiej) należy szukać przyczyn szokującego orzeczenia byłej już „sędzi” TSUE Rosario Silvy de Lapuerty? Przypominam, jak ktoś zapomniał – ta dama nakazała dosłownie z dnia na dzień zamknąć kopalnię węgla brunatnego w Turowie, co z automatu pozbawia Polskę blisko 8% generowanej energii elektrycznej. O pozbawieniu podstaw ekonomicznych życia ludzi w Bogatyni nawet nie wspomnę. Za to cios ów spotkał się z nieukrywaną radością totalsów oraz wszelkiej maści „zielonych” z osobniczką Spurek na czele. Im gorzej dla Polski, tym dla nich lepiej. Czy również tu należy szukać prawdziwych przyczyn wstrzymywania Polsce pieniędzy z tzw. Funduszu Odbudowy (RRF)? W programie TVP INFO możemy zapoznać się z wypowiedzią francuskiego dziennikarza śledczego - Jeana Quatremera, autora publikacji. https://www.youtube.com/watch?v=ZgMAtPgzNpM
Co szokuje to podejście do ujawnionych informacji. Jako żywo stanowią one kalkę z zachowań tzw. komuny – gdy tylko jakiś dziennikarz chciał napisać, że towarzysz Kowalski (nazwisko przypadkowe!) kradnie, było to traktowane jako akt wrogiego ataku na Partię i System Socjalistyczny oraz podważanie sojuszu z ZSRS. I blokowane przez cenzurę. Nie inaczej jest w Unii. Red. Jean Quatremer stwierdza: – Kiedy 20 lat temu mówiłem w Brukseli o różnych skandalach dotyczących francuskiego komisarza, po pół roku od mojej publikacji, która doprowadziła do dymisji tego polityka, we francuskich mediach nie ukazało się praktycznie nic. To wynika z tego, że krytykowanie Unii Europejskiej jest postrzegane jako negowanie jej w całości.
Ciekawe, kiedy „wolne media” zaadoptują dla swoich potrzeb wymyśloną w epoce Gierka koncepcję krytyki konstruktywnej, przeciwstawianej zwykłemu krytykanctwu. 
Najogólniej krytykanctwem było stwierdzenie, że fabryka Pięćmil produkuje dziurawe prezerwatywy. W wersji krytyki konstruktywnej ta sama informacja brzmiała tak: Pięćmil produkuje opony na najlepszym światowym poziomie, dostępne i chętnie kupowane w wielu rejonach świata. To właśnie w opony Pięćmilu wyposażone są samochody, jakich używają polscy polarnicy na Spitsbergenie. Sprawdzają się także w surowych warunkach Mongolii i wietnamskiej dżungli. Czasem tylko produkowane ubocznie prezerwatywy wykazują drobne braki w postaci nieciągłości powierzchniowej, ale i te przejściowe problemy zostaną pokonane.
Tymczasem w Polsce próby bagatelizowania afery idą pełną parą. W dzisiejszym programie „Minęła dziewiąta”(TVP INFO) poseł KO Piotr Borys jako główny argument przeciw informacjom dziennika Libération wysuwa milczenie innych mediów. O organach UE nie wspominając. Skoro magiel milczy, sprawa nie istnieje. Wspomniana już była sędzia TSUE Rosario Silva de Lapuerta należała do jednych z większych donatorek europejskiej partii Tuska.
Tusk z kolei jest obecnie oficjalnym leaderem totalsów. W przeszłości jednak był, niczym jakiś zapoznany eksponat z Sevres, wzorcem POlityka, człowiekiem, który miał powrócić do Polski na białym Qniu, jeśli wierzyć opiniom POlitycznym. 
Znana jest także toczona od przegranych w 2015 roku wyborów nagonka na Polskę w wykonaniu polskojęzycznych posłów EPL właśnie. Ujawnione przez francuskiego dziennikarza śledczego Jeana Quatremera fakty co najmniej za wysoce prawdopodobną przedstawiają hipotezę, że wszelkie działania podjęte przeciw Polsce w imię obrony tzw. praworządności są w istocie działaniami podjętymi w interesie oPOzycji – naciski z zewnątrz mają zmienić wynik demokratycznych wyborów.
Oczywistą oczywistością jest, że gdyby PiS nawet nie wspominał o reformie sądownictwa a prof. Andrzej Rzepliński byłby prezesem TK dożywotnio do tego z prawem mianowania swojego następcy to i tak mielibyśmy jakiś inny problem. Tak samo istotny, jak ten z KRS-em. I istniałby on dopóki PiS nie oddałaby „zagrabionego koryta”, jak władzę w Polsce postrzega oPOzycja, która przecież już w Magdalence została dopuszczona do władzy namiestniczej w Polsce obok potomków sowieckiego desantu 1944/45. Przy okazji z ciągle jeszcze suwerennej Polski stalibyśmy się prowincją Świętego Cesarstwa Narodu Niem…., pardon, laickiej PZUE – Prawdziwie Zjednoczonej Unii Europejskiej. Takiej kontynuatorki znanej jeszcze w 1944 roku Festung Europa. W odróżnieniu od tej ostatniej praktycznie bez armii i strzeżonych granic.
Źródło: niepoprawni.pl
07 12 2021 Uderz w stół… a Tusk się odezwie. Szef PO nazwał Kaczyńskiego „zdrajcą” i straszy fałszowaniem wyborów.
Donald Tusk znów na chwilę gdzieś przepadł i przestał się aktywnie udzielać, ale po raz kolejny postanowił o sobie przypomnieć. Tym razem w „Onet Opinie” przekonywał, dlaczego jego powrót do polskiej polityki był tak ważny. W pewnym momencie Tusk przypuścił jednak ostry atak na Jarosława Kaczyńskiego, nazywając go „zdrajcą polskiego interesu narodowego”. To jeszcze nie wszystko. Lider PO znalazł przyczynę wyborczych porażek swojej partii. Przekonywał, że wybory w Polsce nie są uczciwe…
Tusk o… powrocie Tuska. Donald Tusk pytany o swój powrót do polskiej polityki przekonuje, że miał w Europie lepszą robotę, ale musiał wrócić do kraju, żeby ratować partię i nie tylko. Nie chcę tu ubolewać nad własnym losem, ale ambicje osobiste nie są jakąś szczególnie wysoką ceną, w porównaniu do tego jaką cenę przychodzi płacić mi i mojej rodzinie za to, wchodziłem do polityki. Nie wróciłem tutaj po stanowiska. Miałem niezłe stanowiska, niezłą pozycję w Europie. Jeśli mój powrót i prowadzenie Platformy przyczyni się do wygranej, to mi jest dość obojętne kto jaki urząd będzie pełnił po tym zwycięstwie. Jest cała grupa ludzi średniego i młodszego pokolenia, która bardzo dobrze rokuje w polskiej polityce - mówił Donald Tusk w „Onet Opinie”. W pewnym momencie temat rozmowy zszedł na obóz rządzący i ważne spotkanie europejskich konserwatystów, do którego w sobotę doszło w Warszawie. Donald Tusk wykorzystał okazję do ataku na Jarosława Kaczyńskiego. Pomiędzy Tuskiem, a dziennikarką Onetu Renatą Grochal wywiązała się krótka dyskusja:
Donald Tusk: Każdy kto naraża w sposób bezpośredni niepodległość Ukrainy na szwank, jest zdrajcą polskiego interesu narodowego.
Renata Grochal:Jarosław Kaczyński jest zdrajcą polskiego interesu narodowego?
Donald Tusk: Dokładnie tak. Organizowanie spotkania z politykami, wynoszenie ich na piedestał z tym symbolicznym użyczeniem kolumny prezydenckiej Marie Le Pen w Warszawie. Ona nie jest tak traktowana nigdzie na świecie, bo nie ma żadnego powodu, poza tym politycznym braterstwem jakie Kaczyński chciał wyrazić. Kaczyński zaprosił tutaj polityków jawnie antyukraińskich i jawnie prorosyjskich. Dosłownie w przeddzień rozstrzygnięć o przyszłości Ukrainy, niepodległości Ukrainy, a w konsekwencji o niepodległości Polski.
Zjednoczona totalna opozycja? Tusk ma też swoją teorię na temat tego, dlaczego do tej pory totalna opozycja przed jego powrotem kroczyła od jednej porażki do drugiej. Lider PO stwierdził, że w pewnym stopniu winna temu była sama opozycja. Opozycja do tej pory przegrywała wybory w dużej mierze na własne życzenie. One wcale nie musiały być przegrane. Uważam, że te najbliższe wybory mogą być wygrane i zależy to od sprytu i determinacji opozycji, a nie od jakichś czarów- marów, że teraz znajdziemy złoty klucz do umysłów i serc milionów Polaków. - mówił Donald Tusk w „Onet Opinie”.
To jednak nie wszystko. Tusk kreślił wizję walki z PiS pod jednym opozycyjnym sztandarem i w pewnym momencie zaczął przekonywać, że istnieje ryzyko, że… wybory zostaną sfałszowane.
Druga rzecz i to powinno być wspólne zadanie i opozycji i organizacji pozarządowych i takie inicjatywy są, jestem w kontakcie z m.in. KOD, żeby powstał bardzo efektywny i bardzo powszechny system kontroli wyborów, ponieważ to, czego się słusznie niektórzy obawiają, wybory mogą być nie tylko nieuczciwe, ale być może także sfałszowane, więc żeby uniknąć tego największego ryzyka, trzeba mieć też własny, niezależny system, oczywiście legalny system, kontroli wyborów.- mówił Tusk. Ten wątek pojawiał się w rozmowie Tuska na łamach Onetu dość często. Nie są uczciwe [wybory w Polsce], według oficjalnych standardów międzynarodowych. Zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce. Mamy do czynienia z wolnymi wyborami, czyli każdy może pójść i zagłosować, ale wybory są nieuczciwe, co znaczy, że naruszane są standardy w czasie wyborów, czyli na przykład nadużywanie mediów publicznych, które są w czasie wyborów tubą propagandową czy to Orbana czy Kaczyńskiego w Polsce - stwierdził Donald Tusk. Tusk kontra wolność słowa. Było też o wolności słowa i repolonizacji mediów. Donald Tusk i w tej sprawie ma swoją teorię. Czy w ogóle dzisiaj ktoś jeszcze pamięta, czy w ogóle można sobie wyobrazić sytuację, w której za mojego premierostwa Orlen kupuje wszystkie prywatne gazety lokalne i regionalne, żeby zrobić z nich kolejną tubę do promowania PiS-u i do prześladowania opozycji? To nie są różnice między tamtymi epokami. To przepaść. - przekonywał Tusk. Lider Platformy Obywatelskiej mówił, że jego kluczowym zadaniem jest… obrona wolnych mediów. Z całą pewnością mamy do wykonania wielką… To wielka sprawa, utrzymać na tyle, ile się da, wolne media i to jest wspólne zadanie całej opinii publicznej, wszystkich obywateli, to nie tylko opozycja czy tylko same wolne media powinny być w to zaangażowane. - mówił Tusk.
Źródło: niezalezna.pl, Onet.pl, 300polityka.pl
Dlaczego Tusk wrócił do Polski!? Bo Polska kupiła dużo złota, i będzie miał co sprzedać, jak przejmie władzę!? To jest dowcip opowiadany przez Polaków mieszkających w Niemczech!?
Lasów nie udało mu się sprzedać, i już ich nie sprzeda, bo Morawiecki je wytnie!?
Tusk to słońce Peru, były mistrz bajeru, zdetronizowany przez Morawieckiego!?
Tusk bardzo dobrze czuje się w roli posłusznego pieska Merkel, założono mu piękną obrożę, przyczepiono długą smycz by poczuł się jak wielkie panisko!?
I znofusz ma być Tuskolandia, Zielona Wyspa, Sowa, hrabia von Rostowski, lord Sikorski...!?
Tusk mógł zarobić w Brukseli ok. 8,2 mln zł. Kwota "na rękę" zapewne jednak będzie niższa ze względu na podatki. Co jednak istotne, stanowisko szefa Rady Europejskiej dało też Tuskowi dodatkową emeryturę - w kwocie ok. 21 tys. zł. Według nieoficjalnych informacji "Super Expressu", wraz z emeryturą krajową będzie to łącznie ok. 30 tys. zł emerytury miesięcznie. Świadczenie będzie przysługiwało Tuskowi już w 2022 r., kiedy to były premier skończy 65 lat.".Wynika z tego, iż Tusk mógłby do końca życia nic nie robić, co jak się wydaje - lubi. Dlaczego więc wrócił do polskiego grajdołka, który porzucił z radością siedem lat temu? Narzucająca się odpowiedź brzmi - Niemcy mu kazali. Jakie mają oni środki nacisku? Po sieci krąży przypuszczenie, ze Tusk był agentem STASI o pseudonimie Oscar. Zaprzecza jednak temu Sławomir Cenckiewicz. 
05 12 2021 Cel Niemców: IV Rzesza.
Pożegnanie kanclerz Angeli Merkel jako żywo przypominało paradę NSDAP po „Nocy Długich Noży”. Te zwarte oddziały Bundeswehry maszerujące z palącymi się pochodniami niczym nie różniły się od maszerujących przed Adolfem Hitlerem oddziałów NSDAP. Ponieważ historia niczego nie uczy to przypomnę, że Noc długich noży (niem. Nacht der langen Messer), to akcja przeprowadzona w nocy z 29 na 30 czerwca 1934 w celu schwytania i wymordowania przeciwników Adolfa Hitlera…Czym się różnią dzisiejsi Niemcy od ich potomków sprzed 87 lat? Tych różnic jest wiele, lecz nazizm tak jak utkwił za Adolfa Hitlera w umysłach większości Niemców – tak już nie wyszedł z umysłów ich potomków z czasów Angeli Merkel. Chęć dominacji nad światem, a przynajmniej nad Europą nie zniknęła choć przyznać trzeba, że Niemcom już się nie marzy pochód na Wschód – oczywiście z wyłączeniem Polski, która w pierwotnych planach Hitlera i Stalina miała się stać buforem, pomiędzy niemiecką Rzeszą a Rosją.
Niemiecki projekt federalizacji Europy to nic innego, jak niemiecka okupacja – lecz bez użycia Bundeswehry. Bundeswehra będzie chodzić tylko z pochodniami na okoliczność uroczystości organizowanych w sfederalizowanej Europie. Szybko jednak taka lewacka Europa stanie się łakomym kąskiem dla milionów migrantów z Afryki i z krajów arabskich i łatwym celem dla kolejnych władców Rosji. Niemcy nie będą już walczyć w Afryce, gdyż Afryka sama do nich przyjdzie i rozleje się po całej Europie. Żaden zaś „europejczyk” nie będzie się bić o niemiecką Unię Europejską, skoro nasi „europejczycy” wyzywają polskich żołnierzy od „morderców” tylko dlatego, że bronią granicy Polski…Cel dzisiejszych Niemców jest paradoksalnie taki sam, jak za Adolfa Hitlera: trzeba pozbyć się wszystkich przeciwników niemieckiej Unii Europejskiej po to, by IV Rzesza odniosła tryumf, jakiego nie zdołała osiągnąć w czasie II Wojny Światowej. I znów – tak jak w 1939 roku trzeba najpierw pokonać Polskę, by osiągnąć wymarzony przez Niemców cel.
Sytuacja jest o tyle bardziej skomplikowana, że przez 30 lat wolnej Polski zdołano tak zmanipulować umysły Polaków, że wielu z nich zachowuje się jak groźna sekta, podążająca jak barany za polskim Führerem i jego przydupasami. 500 złotych miesięcznie za parking pod blokiem w Warszawie? Niechby i było tysiąc, byleby PIS nie rządził! Benzyna po siedem, gdy zacznie znowu rządzić Tusk ? Niech będzie i po dziesięć, byleby pozbyć się „dyktatora”. Nic więc dziwnego, że zaczadzona nienawiścią totalna opozycja nie ma żadnego programu, poza obaleniem rządu. Na poczet przyszłego zwycięstwa kłamią na potęgę – nie tylko ich Führer i pomniejsi funkcjonariusze PO, Hołowni czy Lewicy. Wyją „wolne media” i ich funkcjonariusze na służbie Putina, Łukaszenki i „Deutsche Welle”. Wyją o zmyślonych prześladowaniach pederastów, kobiet i zboczeńców różnej maści. Wyją o mordowaniu „uchodźców” na granicy, podczas gdy nie odezwali się słowem, gdy niemiecka komisarz zapowiedziała zagłodzenie Polaków! Oczywiście o ile Polacy nie obalą rządu! Jawne i bezczelne szantażowanie Polski może tylko wywołać reakcję odwrotną patriotycznej części społeczeństwa która na szczęście dostrzega, że są to takie same próby, jakim było domaganie się przez Hitlera eksterytorialnego dostępu do Gdańska, czy objęcia ochroną niemieckiej ludności w Czechosłowacji.
Nadszedł już czas, by powiedzieć NIE! Polska nie może gwarantować pożyczek Unii, skoro z nich nie skorzysta. Polska nie może wprowadzić programów klimatycznych, skoro nie otrzyma pieniędzy z budżetu UE na który Polska się składa - za likwidowane elektrownie węglowe i kopalnie. Polska domagać się będzie odszkodowania od Niemców za wymordowanie 6 mln Polaków i za zrujnowanie kraju! Nie zlikwidujemy Bożego Narodzenia i nie zburzymy Kościołów! Nie zaczniemy traktować kobiet, jak mężczyzn i nie wyślemy ich do roboty w kopalniach i w kamieniołomach. Nie będą mężczyźni pakować się do kobiecych szatni i do toalet tylko dlatego, że wydaje im się, że stali się kobietami!
Wiem jedno. Tak jak komuna runęła, tak samo runie lewacka Unia. Byle tylko nikt na tym nie ucierpiał – choć to tylko bardzo pobożne życzenie. Bo jak wiadomo – im wyżej się Unia posunie – z tym większym hukiem rozwali. W Unię przestałem wierzyć. W Polskę wierzyć będę do końca swego życia
Źródło: niepoprawni.p
IV Rzeszę to buduje Kaczyński w Polsce, by utrzymać władzę!? Ciekawe ile Bozia dała mu jeszcze czasu!?
Zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim. Śmialiśmy się ze standardów obowiązujących w RWPG dziś mamy UE i jej standardy, które są po wielokroć bardziej absurdalne od swych poprzedników. Natomiast pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach oraz życie w super komfortowych warunkach umiłowanym przywódcom, wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje. 
03 12 2021 Stracisz prawo jazdy szybciej niż sądzisz.
Biorą się ostro za kierowców, to znak że nasi umiłowani rządzący są już na skraju finansowej przepaści. To zaczyna być śmiesznym. Naprawdę śmiesznym, ale też i groźnym. Jadę 40 na godzinę. Teren zabudowany. Pasy. Zwalniam jeszcze bardziej. Nagle z chodnika schodzi młody człowiek w słuchawkach na uszach,  wpatrzony w ekran telefonu. Ot, tak wszedł i przeszedł. Trąbię. Muzyka musi go ogłuszać, bo nawet nie zauważył.  Gdybym jechał szybciej i go tak pieprznął, to by do żadnej trumny dureń nie zapasował. Uratowało durnia to, że przed pasami zwalniam nawet wtedy, kiedy pieszy, nawet pozornie ochoty wejść na nie ma. Gdybym tak jednak gościa - jak napisałem wcześniej - roztarł po tej zebrze, to nie uratowałbym się zapewne przed ciężkim kryminałem, nawet gdybym jechał i 20 km na godzinę. Pytanie więc brzmi: karzemy kierowców piratów (słusznie), a co z pieszymi piratami drogowymi? Świrniętymi, pijanymi rowerzystami i kretynami na hulajnogach elektrycznych? Piszę to w kontekście informacji jaka się pojawiła. Wklejam z wytłuszczeniem idiotyzmu, który jest niczym innym jak tylko skokiem na kasę: "Zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h także poza obszarem zabudowanym, ujednolicenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym niezależnie od pory dnia oraz zwiększenie zakresu ochrony pieszego w rejonie przejścia dla pieszych. Takie zmiany przewiduje projekt ustawy, wprowadzający rozwiązania, które mają poprawić bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego. Ustawa ma wejść w życie 1 lipca 2020 r. – zapowiada Ministerstwo Infrastruktury. " Jakby co nie mam już więcej pytań, gdyż odnoszę wrażenie, że ministerstwu wcale nie o bezpieczeństwo drogowe chodzi, ale o pieniądze wyrwane z kieszeni z przeznaczeniem na co innego, być może na puste  szosy (w tym wiejskie), dzięki czemu kolumny rządowe będą mogły jeździć z większą prędkością niż dotychczas. Tak napisałem 1 lutego 2020 roku na Salonie. Tekst zebrał blisko 20 tysięcy odsłon, czyli ludzie zmotoryzowani byli ciekawymi co tzw. Dobra Zmiana kombinuje z kierowcami, a kombinuje wytrwale dalej. 
Oto co wyczytałem i co teraz wklejam. Od 1 stycznia 2022 zostają wprowadzone nowe stawki mandatów. "Regulacja, która m.in. podwyższa maksymalną wysokość grzywny z 5 do 30 tys. zł, trafi teraz do podpisu prezydenta Andrzeja Dudy." Wątpię aby prezydent RP nie podpisał, on co mu każą sprawnie podpisuje, niczym  pułkownik z serialu MASH.
- Co ja podpisałem? -zapytał podającego mu do podpisania jakieś pisma Radara.
- O, to pan powinien wiedzieć a nie ja - odparł rezolutnie Radar.
Wcale nie śmieszne, a będzie straszniej. Minimalny mandat czy grzywna będą od Nowego Roku dużo wyższe. "Najwięcej zapłacą kierowcy za przekroczenie prędkości o 40-50-60 km/h. Każde kolejne przekroczenie prędkości o 10 km/h to będzie kolejne 800 złotych - nawet do mandatu w wysokości 5 tysięcy złotych. (...) Nowa ustawa zwiększa też maksymalną wysokość grzywny z 5 do 30 tys. zł . Usprawnia także uzyskiwanie renty, która jest wypłacana osobom najbliższym ofiary wypadku drogowego przez sprawcę umyślnego przestępstwa ze skutkiem śmiertelnym." Ci co nie zastosują się do zakazu wyprzedzania określonego znakiem lub ustawą, wyciągną z kieszeni od 1000 do 3.000 złotych.  Za brak ostrożności, czyli nieustąpienie miejsca pieszemu na pasach, nie wiem świadomie lub nie, jesli zostaniemy przyłapani w tym momencie przez chłopców radarowców zapłacimy z mety grzywnę-mandat w wysokości 3.000 złotych.
Dodatkowo,  mamy w tym miejscu swego rodzaju kuriozum, co celowo jeszcze raz pogrubię, bo widzę że od tego nasi miłujący nas rządzący nie odstąpili.
"Regulacja ustanawia również minimalną wysokość kary grzywny na poziomie 800 zł wobec sprawcy kierującego pojazdem mechanicznym, który przekracza dopuszczalną prędkość jazdy o ponad 30 km/h, niezależnie od tego, czy naruszenie zostało stwierdzone w obszarze zabudowanym, czy poza nim." Jaki wypływa z tego morał. Po pierwsze Dojnej Zmianie brakuje wyraźnie pieniędzy na pokrycie wszelkich ich plusów. Po drugie, AntyZmiana usiłuje powrócić do czasów wczesnego, burego PRL-u, kiedy to  po szosach rozbijali się wyłącznie partyjniacy lub ich przyaciele, a lud pracujący przemieszczał się pieszo, rowerem, wozem konnym lub komunikacją miejską oraz. PKP i PKS. Po trzecie Antyzmiana usiłuje wprowadzić totalną inwigilację, bo jak będzie można sprawdzić, że kierowca Kowalski swoim dwunastoletnim autem na kiepskiej drodze, w szczerym polu, w miejscu gdzie wrony w kaskach zawracają, przekroczył zakazaną przez ustawodawcę prędkość? Antyzmiana już wie jak to zrobić , co gorsza wspomniany zapis zostawi jeszcze w spadku swoim następcom, a ci nie tylko go nie zlikwidują, ale jak znam życie jeszcze owe prawo po swojemu poszerzą. Chyba trzeba będzie zagłosować na Konfederację. Innej opcji nie ma.
Źródło: kosa24.neon24.pl
Piesi zatracili instynkt samozachowawczy, zobaczy coś białego na jezdni to zaraz stawia nogi i przechodzi, a może wypadłoby popatrzeć w lewo prawo,....!
Dlaczego to kierowca ma uważać , a nie pieszy, przecież łatwiej zobaczyć samochód jak pieszego!? Mnie uczono spójrz w lewo, potem w prawo, znowu w lewo i jak nic nie jedzie to przechodź!? No tak tylko wtedy nie było tak dużo samochodów!? Budować bezpieczne przejścia to jedyne rozsądne rozwiązanie, bo inaczej dojdzie do tego że kierowca będzie musiał pchać swoje auto!?
Tato co to jest fotoradar? Fotoradar drogie dziecko, to taki karmik dla sępów.
Z forum: Policji na drogach obecnie jak na lekarstwo - można przejechać pół Polski i nie spotkać żadnego patrolu. Więc wielu uważa, że "hulaj dusza piekła nie ma !"Jednak z pieszymi i przejściami dla pieszych to jest już całkowite przegięcie i czysty bandytyzm, gdyż teraz każdy pieszy gamoń może się zachowywać gorzej niż gęsi i kury (te mają jednak jeszcze instynkt samozachowawczy) a za wszystko zapłaci nieszczęśnik, któremu taki gamoń wejdzie pod koła. 
02 12 2021 Covid z pozycji "zjadacza chleba".
Jak odnieść się do kwestii związanych z covidem? Czy rację mają władze namawiające do szczepień, czy też antyszczepionkowcy? Przyznaję, że czasami mam mętlik w głowie, gdyż brak jednoznacznych danych, które potwierdzałyby stanowiska stron. Jednak coraz bardziej jestem przekonany, że cała epidemia "wylęgła się" w głowach ludzi związanych z koncernami farmakologicznymi, ale inspirowanych przez polityków dążących do zwiększenia kontroli społecznej. Globalnie. Nie jestem zagorzałym antyszczepionkowcem, ale staram się do tematu podchodzić pragmatycznie, czyli rozważam korzyści i straty. Do tej pory się nie zaszczepiłem (podobnie ambiwalentny stosunek mam do szczepienia przeciwgrypowego). To dlatego, że mam wątpliwości tyczące długotrwałych skutków poszczepiennych;  zbyt krótki czas obserwacji, aby można było twierdzić, że są to jednostkowe przypadki nie wpływające na sumaryczne korzyści.
Niewątpliwie w przypadku ludzi nieobciążonych "skazami genetycznymi" - szczepienie jest skuteczne i przeciwdziała zachorowaniu na covid poprzez zwiększenie ilości przeciwciał. Jednak okazuje się, że nie jest to cecha stała, a jedynie okresowa - już teraz mówi się, że zwiększona odporność trwa zaledwie kilka miesięcy, a nawet jest ograniczona do 2 miesięcy. Oczywiście - nie ma fałszu w stwierdzeniu, że po szczepieniu przebieg choroby ma łagodniejszy przebieg. Tyle, że takie twierdzenie traci na słuszności wraz z upływem czasu po szczepieniu. Nawet gorzej. Wzrost śmiertelności u osób zaszczepionych sugeruje, że szczepionka zmniejsza samoistną odporność organizmu, a to by wskazywało, że nastąpi duży wzrost śmiertelności u osób zaszczepionych. Czy takie twierdzenie okaże się prawdą - odpowiedź na to pytanie pojawi się w niedługim czasie. Niemniej - takiej opcji nie można wykluczyć. Problemem jaki mamy jest to, że władze (nie tylko w Polsce) wprowadzają cenzurę na informacje dotyczące koronawirusa. Dane są niejasne i tendencyjne. Wątpliwości budzić może także terapia jaka jest stosowana. Przy pierwszych objawach - nie są stosowane żadne środki. To z tej racji, że brak jest leków antycovidowych. Dopiero, gdy choroba rozwinie się - można pacjenta zabrać do szpitala, a leczenie polega na  zwalczaniu pojawiających się schorzeń towarzyszących wynikających z osłabienia covidem organizmu. Zwykle - zapalenie płuc, ale i inne. Respirator - to ostateczność kończąca się "zejściem" w większości przypadków; można powiedzieć, że jest to terapia przyspieszająca śmierć. Terapie szpitalne, wobec stosowanych obostrzeń - są antyhumanitarne, gdyż nie pozwalają nawet na kontakty rodzinne; człowiek traktowany jest gorzej niż przedmiotowo. Ponieważ terapia szpitalne nie wychodzi poza zakres środków, które mogą być zastosowane w domu - można rozważać, a w przypadku ludzi z rodzinami nawet zalecać, kurację w domu. Równie skuteczne jak antybiotyki przy zwalczaniu zapalenia płuc są bańki, oklepywania i masaże, a chory jest z rodziną. Oczywiście antybiotyki (coraz mniejsza skuteczność) w domu też mogą być stosowane. Także nawet dotlenianie.
Co można zarzucić władzom? Przede wszystkim brak zainteresowania środkami mogącymi zmniejszyć, bądź spowolnić namnażanie się wirusa w organizmie, co pomaga w w samoistnym oczyszczaniu organizmu. Takim środkiem, znanym, chociaż podobno o małej skuteczności, jest amantadyna. Zakaz jej stosowania, mimo szeregu wskazań jednostkowej skuteczności, jest karygodnym błędem. Także (świadome?) opóźnianie badań nad skutecznością amantadyny, gdzie bada się wpływ na organizmy z rozwiniętą chorobą, a nie ma badań skuteczności w początkowej fazie choroby - budzi zdziwienie. Można twierdzić, że właśnie ten proces powinien być zbadany i jeśli doszłoby do procesu ludzi odpowiedzialnych za organizację akcji przeciwpandemicznej, to właśnie za te zaniechania powinny być postawione zarzuty w pierwszej kolejności. (Tu zaznaczę, że antyPiS nie ma na co liczyć w swych kalkulacjach, gdyż to właśnie celebryckie środowisko związane z opozycją jest największym zwolennikiem ograniczeń ).
Co na zakończenie? Chyba sugestia uświadomienia sobie, że o nasze własne zdrowie musimy dbać sami, a nie liczyć, że zrobi to tzw. Służba Zdrowia. Oni tylko wykonują procedury medyczne, za które im płacą. Chcesz być zdrowy - prowadź racjonalny tryb życia i staraj się nie korzystać z pomocy medyków - tylko porady; nigdy nie oddawaj się w moc ich wskazań. Mogą stworzyć gorszy aparat terroru niż najgorsi zamordyści.
Źródło: cygnus.neon24.pl
Przestańcie wreszcie straszyć, zacznijcie leczyć!? Dziś jak tylko zachorujesz, źle się poczujesz to od razu jest to covid!? Kolejka do apteki, stoję na dworze!? Nagle pani się zbulwersowała, krzyczy nie po to się szczepiłam, by maseczkę nosić, i na dworze w kolejce stać!? No i wuj, kolejka nagle znikła, została tylko skażona!? A póki co idę zażyć "przypominającą " dawkę grzańca, bo coś zimno dzisiaj!?
Z forum: Nie tylko amantadyna. Jest także ivermektyna dzięki której Japonia i Indie zredukowały zakażenia i śmiertelność do minimum. Co prawda rząd Japonii oficjalnie nie wskazał ivermektyny jako leku w leczeniu covida ale stowarzyszenie japońskich lekarzy wezwało swoich członków do powszechnego stosowania preparatu. Jest jeszcze lek który jest tani i skuteczny o którym mówił prof. Kuna: "Jak twierdzi dr hab. Piotr Kuna, kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi - sterydy wziewne redukują ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 o ponad 90 procent. 
Dodał także, że w sytuacji osób, które uzyskały dodatni wynik testu SARS-CoV-2, kortykosteroidy należy włączyć do leczenia natychmiast. Pacjent może je przyjmować samodzielnie w domu. Okres ich stosowania powinien wynosić przynajmniej 15 dni.". Gdyby zastosowano leczenie początkowe tymi preparatami uratowano by zdrowie i życie tysiącom ludzi. Niestety naśladowcy dr. Mengele usadowieni na szczytach władzy w Polsce i na świecie mają to w dupie i zacierają raczki z faktu,ze depopulacja ludzkości idzie zgodnie z planem. 
01 12 2021 Europa chce zbawić klimat świata, tyle, że kosztem Polski!?
Trwa skoncentrowany atak na Polskę. Nie mam tu na myśli nachodźców z Białorusi, tylko atak ze strony komisji UE (zdominowanej przez "stare" państwa unijne) i krajową opozycję. Celem jest utrzymanie status quo wypracowanego przez poprzednie rządzącą w Polsce ekipę pod kierownictwem D. Tuska. Dlaczego tak na tym zależy tym podmiotom? Otóż dotychczas istniejący stan prawny obowiązujący w Polsce gwarantował nie tylko przywileje kasty sądowniczej, ale przede wszystkim nienaruszalność wszelkich powiązań gospodarczych, administracyjnych a nawet tych usług wzajemnych w szkolnictwie i lecznictwie. Także powiązania sięgały międzynarodowych grup interesów. Te międzynarodowe interesy, to w pewnym uproszczeniu - utrzymywanie Polski na poziomie państwa o słabej gospodarce w dużym stopniu zależnej od "starszych braci" w UE. Owa "stara Unia" kupowała sobie, jak dotąd, posłuszeństwo w istotnych sprawach gospodarczych. Wykorzystywane były unijne prerogatywy np. dziedzinie państwowej pomocy dla ważnych segmentów narodowej gospodarki - dla stoczni, dla LOT-u, Niemieckie stocznie były przez państwo wspomagane, naszych wspomagać nie wolno było. W ten sposób niszczona była polska konkurencja na międzynarodowych rynkach. Zresztą poprzedzone to było przejęciem za bezcen wielu ważnych zakładów produkcyjnych przy pomocy takich koryfeuszy postępu gospodarczego jak L. Balcerowicz i J. Lewandowski. By ostatecznie spowolnić, czy nie dopuścić do stworzenia w Polsce konkurencyjnego przemysłu sięgnięto teraz do broni o nadzwyczaj dużym kalibrze. Taką bronią jest ustanowienie w Polsce wysokiej ceny energii elektrycznej. Każdy wie, że oznacza to nie tylko generowanie wysokich rachunków za prąd dla ludności, lecz wzrost kosztów KAŻDEJ produkcji, czyli eliminację Polsk i z konkurencji na międzynarodowych rynkach. Szczególną perfidią ze strony Niemiec i posłusznego im premiera Polski było sabotowanie budowy gazoportu w Świnoujściu i wspieranie budowy Nord  Stream II.
Wracając do ceny energii elektrycznej. Metoda jest taka - już w 2008 r. premier (D. Tusk) podpisał pakiet ENERGETYCZNO- klimatyczny w obecności ówczesnego "prezydenta" Europy (jednocześnie prezydenta Francji) - N. Sarkozy'ego, za co otrzymał (jakże cenne) klepnięcie w plecy przez w/w. Sarkozy wkrótce nieopacznie "chlapnął", że ów pakiet to największe zwycięstwo "starej" Unii nad jej nowymi członkami. Dla kamuflażu pakiet przewidywał derogacje do roku 2019, kiedy to zaczęło się obowiązkowe kupowanie "pozwoleń na emisję CO2". Kupowanie tych pozwoleń miało skutkować eliminację produkcji energii elektrycznej w elektrowniach węglowych. Wszystko pod pozorem walki o klimat. Ze statystyk wynika, że większym od Polski emitentem CO2 są Niemcy, Francja, Włochy, Wielka Brytania, a per capita to państwa Beneluksu i inne mniejsze państwa unijne. Tyle tylko, że pakiet przewidywał ten parapodatek TYLKO od spalania węgla, czyli uderzał w Polskę i Niemcy. (dla potężnej niemieckiej gospodarki to nie stanowiło problemu). Piszę w czasie przeszłym, gdyż obecnie "obowiązuje" nowy program walki o klimat, w którym w całej rozciągłości "opodatkowane" jest spalanie węgla, a o obowiązku kupowania pozwoleń na emisję CO2 przy spalaniu benzyn i gazu tylko się mówi , planuje i "pracuje" nad tym. Jak dotąd pozwolenia musi kupować tylko wewnątrzunijny transport lotniczy. Krótko mówiąc - Unia chce zbawić świat, tyle tylko, że kosztem Polski. Owe "pozwolenie na emisję..." podrożały wielokrotnie i jest to ZASADNICZA, prawie jedyna przyczyna wzrostu ceny energii elektrycznej. Wprawdzie ta cena w Polsce nie jest wyższa niż w innych państwach Unii, ale wynika to z tego, że energia el. wytwarzana w elektrowniach węglowych jest tańsza niż pozyskiwana z innych źródeł. Polska doświadczyła w swojej historii wiele dziejowych nieszczęść i niesprawiedliwości, tak że korzyść wynikająca z zasobów węgla i rozbudowanej węglowej energetyki - w minimalnym stopniu to rekompensuje. Innymi słowy, gdyby nie te sztuczne finansowe obciążenia, polska gospodarka wkrótce mogłaby nie tylko być dużą konkurencją dla "Zachodu", ale nawet zacząć eliminować ich produkcję z rynku. To oczywiście nie do pomyślenia dla państw przyzwyczajonych od wieku żyć kosztem innych. 
Aby ten stan rzeczy utrzymać potrzebny jest szantaż, nie "dostaniecie" pieniędzy w ramach Funduszu Odbudowy, dopóki nie zrezygnujecie z reformy sądownictwa (konkretnie z KRS i Izby Dyscyplinarnej SN) - jeszcze było żądanie przywrócenia do orzekania niektórych odsuniętych od tego sędziów, ale z tego zdaje się komisja UE zrezygnowała. Te warunki, to likwidacja pierwszych przejawów koniecznej reformy sądownictwa w Polsce i jawna ingerencja w naszą suwerenność. Polska nigdy (za żadne pieniądze nie zrezygnuje ze swojej suwerenności. Tzw. hucpa i "ściema" tego unijnego nieprzyzwoitego zamiaru zniewolenia Polski za pieniądze polega jednak na tym, że owe pieniądze są dla Polski nic nie warte. Wmawia się i wielu wmówiono, ze "wszyscy" na te pieniądze oczekują jak kania dżdżu, tymczasem są to "pożyczki, które oczywiście trzeba oddać i "darowizny" (granty), które Unia (jako całość) musi też oddać. Chyba, że będzie to "druk" pieniądza przez EBC (obsługujący strefę EURO), któremu już komisja "sprzedała" obligację za kilkadziesiąt miliardów EURO. Jak ma wyglądać wykupywanie unijnych obligacji, kto ma to robić, wg jakiego klucza - oficjalnie nie wiadomo. Wiadomo tylko, że parlamenty państw unijnych musiały ratyfikować ten Fundusz Odbudowy, czyli nastąpiło tzw. "uwspólnotowienie" długów. Może wszystkiego nie wiem, może EBC nie będzie długów egzekwował, czyli ów druk pieniądza spowoduje spadek wartości EURO i inflacje w strefie. Byłaby to dla Polski korzyść, ale nie wierzę, by główny "gwarant" pokrycia produkcyjnego i towarowego EURO - Niemcy - byli tak wspaniałomyślni.
Ten finansowy szantaż w stosunku do Polski nie jest skuteczny, gdyż zdolność kredytowa Polski jest na pewno większa niż średnia unijna i Polska sama może uzyskać potrzebne jej pieniądze "tańszym kosztem", ponadto, te pieniądze są "warunkowane" wspomnianą wyżej utratą suwerenności i są "znaczone", tzn. mogą być użyte tylko na cele zatwierdzone przez unijną komisję (z przewagą dla samorządów - sprzyjających opozycji). 
Polska (obrazowo mówiąc) ma dwie bomby atomowe, których użycie spowoduje unijną klęskę. Można zrezygnować z tego hucpiarskiego Funduszu Odbudowy, po drugie można wycofać się z unijnego planu walki o klimat (albo zawiesić uczestnictwo) i przestać kupować pozwolenia na emisję CO2. Wychodząc jednak z założenia, ze walka o klimat jest potrzebna - osobiście uważam, że Unia nie musi z niej rezygnować, Polska też. Możemy nadal kupować pozwolenia na CAŁĄ emisję CO2 pod warunkiem, że inne unijne państwa też będą takie pozwolenia kupować - na CAŁĄ emisję. Jak to zrobić? - najprościej w świecie. Pozwolenia na emisję mają kupować nie poszczególne zakłady, czy poszczególne fabryki produkujące np. samochody, lecz PAŃSTWA. Wielkość emisji poszczególnych państw podawał nawet EUROSTAT. Można zresztą zacząć od ilości spalanych kopalin (węgla , nafty i gazu). Znając te wielkości uczeń liceum może w pół godziny obliczyć ciężar emitowanego CO2.  Byłoby sprawiedliwie, wielokrotnie bardziej adekwatne i angażujące nie kilkaset urzędników tylko np. po jednym statystyku z każdego unijnego państwa. Cena energii elektrycznej dla Polski obniżyłaby się o połowę. Ale stare unijne państwa nie chcą być "sprawiedliwe", one chcą dla Polski utrzymać status półkolonii. Na miejscu rządu wystosowałbym ultimatum żądającym sprawiedliwości w walce o klimat Ziemi.
Źródło: niepoprawni.pl
A mnie interesuje co się staje z pieniędzmi, ze sprzedaży praw do emisji CO2!? Bo wychodzi na to że najwięksi truciciele mają tani prąd, i śmieją się z tego tak zwanego zielonego ładu!? Dlaczego Polska musi sprzedawać prawa do emisji CO2!? Odpowiem bo mamy Kaczyńskiego, Morawieckiego, i największych nieudaczników na szczytach władzy, dla których najważniejsza jest większość w parlamencie!?
Z forum: Bardzo rozsądnie zostało to przedstawione ale pozostaje pytanie, kto to zrobi, kto to przedstawi i co na to odpowie tzw polska łopozycja. Czy takie wyliczenia sa zgodne z konstytucja,czy uzasadnione demokracja i czy w ogóle można zadawać takie pytania bez uzgodnienia z naczelnym rabinem junii jewrpojskiej. Nie wspomnę o marksistowskich Niemcach wolnego wybiegu hodowanych przez Putina w wolnej chwili. 
29 11 2021 Tusk kodzi na rocznicy.
Przyznacie chyba, że nie ma większego faux pas, czyli obciachu niż się skodzić na ważnej rocznicy. Ten obciach jest jednak znacznie większy wtedy, gdy to główny prelegent uroczystości rocznicowych skodzi się na mównicy. I to nie raz…Tak się stało na obchodach szóstej, okrągłej rocznicy KOD-u, którą uświetnić miała mowa führera totalnej opozycji, który po latach banicji, gdy brylował na salonach Brukseli i Berlina – zdecydował się na powrót do Polski. Powrót Donalda Tuska z tułaczki po salonach Europy był oczywisty w związku z tym, że partia jego chlebodawczyni przerżnęła wybory w RFN, więc Angela Merkel zmuszona jest przejść na emeryturę. Kto więc teraz wesprze Tuska zagraniczną karierę? NIKT! Tusk otrzymał więc od Niemców zadanie zrobienia w Polsce zadymy, więc chłop stara się jak może, by zasłużyć na kolejny order Rzeszy niemieckiej.
Powrót Tuska do nienormalnej Polski, gdzie nie udało się wyplenić „polskości” był od lat starannie przygotowywany przez RFN i Sorasa – sponsorujących organizację buntów, puczy i zadym w krajach, gdzie jeszcze nie dotarł postęp. Wielką rolę w tych przygotowaniach odegrał KOD - przybudówka Platformy Obywatelskiej, założona przez bezrobotnego utrzymanka starszych, samotnych pań – niejakiego Kijowskiego Mateusza. Pierwsza zadyma KOD-u w której uczestniczył nieodżałowany Borys Budka, odbyła się pod nośnym hasłem przywrócenia przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom UB, SB, ZOMO i Milicji, których jedyną przewiną było to że w czasach PRL pracowali jako sekretarki w tych zasłużonych dla PRL organach. Ponadto, jak wyjaśnił członek KOD – emerytowany pułkownik Mazguła – w stanie wojennym esbecja, MO i zomowcy bardzo kulturalnie traktowali opozycjonistów, organizując im nawet „ścieżki zdrowia” ! W PRL-u nie było więc bogato, ale za to jak zdrowo! Mimo wielu zadym KODu przeciwko dyktaturze PIS-u – kaczystowski reżim nie poddał się kodziarstwu i nie przywrócił przywilejów osobom walczącym ze znienawidzoną przez Tuska „polskością”. Przeciwnie! Na przekór Tusku – pisoski rząd przywrócił Polakom zabrany im przez rząd PO-PSL wiek emerytalny i zamiast wspierać zbrojne ramię Platformy – pieniądze odebrane mafiom przeznaczył na zasiłki dla dzieci (500+), trzynaste emerytury i wzrost płacy minimalnej. Jednym słowem Platformy Obywatelskiej – na rozdawnictwo.
– Dawaliście nadzieję – także mnie – kiedy pełniłem funkcję szefa Rady Europejskiej. Nie macie pojęcia, ile energii, ile siły przetrwania i wiary w przyszłość dawaliście Polakom i Europejczykom na całym kontynencie – zaczął swoją przemowę Donald Tusk na obchodach szóstej rocznicy powstania Komitetu Obrony Demokracji. Jednak już po chwili Tusk okrutnie się skodził na mównicy kiedy stwierdził, że organizacja – którą zrównywał KOD z KOR-em, SKS-em i „Solidarnością” – „wpisała się w najlepszą historię naszej ojczyzny ostatnich kilkudziesięciu lat”(sic!) To oczywiste, że bojówki KOD-u to naturalne zaplecze Platformy Obywatelskiej i führera Tuska, ale już bez przesady z tym porównywaniem kodziarzy do KOR-u i "SOLIDARNOŚCI"! Wprawdzie esbecja miała swoje wtyki w „Solidarności” i w KORze, ale po co to dzisiaj przypominać wielu członkom dzisiejszego KOD-u? Czyżby Tusk zamierzał esbeków i zomowców honorować "Krzyżami Wolności i Solidarności??? A także Farmazona, Mazgułę i Szczurka?
Führer Tusk w swojej laudacji KOD-u poszedł jeszcze dalej, obiecując byłym esbekom nie tylko przywrócenie ich przywilejów gdy Platforma Obywatelska odzyska należną jej władzę, to jeszcze odsetki od tych przywilejów i ordery za „odwagę i bezinteresowność”: – Będziemy ci wszyscy, którzy może przez chwilę zwątpili, waszymi dłużnikami – oświadczył Tusk, który chwalił aktywistów KOD za „odwagę i bezinteresowność”, dodając: – Wszędzie w Polsce jesteście najbardziej autentyczną gwarancją, że przyjdzie ten lepszy dzień…
Każdy, kto ma rozum wie, że lepszy dzień już był, co zresztą potwierdził w dalszej części swej rocznicowej mowy Führer Tusk, który dopiero teraz zrozumiał przesłanie „Króla Lwa” – choć przecież nie do końca: – Niedawno oglądałem z wnukami „Króla Lwa¨ i zrozumiałem, że jest to metafora dzisiejszych czasów. Pamiętacie, był zły lew Skaza, który kiedy objął władzę, wokół niego było ciemno albo była pożoga, kompletna ruina, a jego ludzie, jego władza – to były te hieny, które zajmowały się wyłącznie rabowaniem własnych obywateli i te filmowe hieny, działały wyłącznie we własnym interesie. I tak naprawdę nie ma moim zdaniem w tej metaforze, w tej przenośni, ani grama przesady – perorował lider partii, który musiał uciekać z Polski po tym, kiedy zostawił po sobie „ch…,d… i kamieni kupę” a zamiast walczyć z głodującymi polskimi dziećmi - proponował im szczaw i mirabelki...
Wracając do pożogi i kompletnej ruiny z czasów Tuska, gdy bezczelnie rabowano własnych obywateli - to przecież każdy pamięta, jak Tuska władza ukradła Polakom fundusz emerytalny OFE a premier Tusk nie miał nawet guziczka, by go wcisnąć i zmniejszyć szalejącą inflację. „Piniedzy nie ma" i miało już ich nie być po tym, gdy UE nałożyła na Polskę klauzulę nadmiernego deficytu, czego rezultatem było zamrożenie płac w budżetówce, paro-złotowe podwyżki emerytur, benzyna po 6 zł (po wygranych przez PO wyborach miała być nawet po 7!) i 89 złotych zasiłku na dziecko przy dochodzie do 600 zł/ osobę! Powyżej 600 zł/osobę nie było nawet i tych 89 zł!
Na szczęście hieny, które zajmowały się wyłącznie rabowaniem własnych obywateli i działały wyłącznie we własnym interesie, jak prawa ręka Tuska słynny Lolo Pindolo – przerżnęły wybory. Nic więc dziwnego, że Tusk opowiadając kodziarzom „Króla Lwa” nie dość, że skodził się okrutnie, to jeszcze wył jak owe hieny z filmu przeznaczonego dla dzieci…Tusk przecież przed swoją ucieczką z Polski szukał wszędzie oszczędności, gdyż jak wyznał – nie zakopał nigdzie kasy, którą ukradziono Polakom. A były to miliardy złotych, wywożone z Polski przez mafie trudniące się przekrętami VAT i handlem lewym paliwem. Codziennie przez granicę przejeżdżało ponad 600 cystern z paliwem, a firmy trudniące się przerobem ropy ledwo zipiały, tak że Tusk zamierzał je sprzedać! Opylił za grosze CIECH, Kolejkę na Kasprowy i nawet Polskie Nagrania! W kolejce stały kolejne firmy – w tym Lotos, LOT i KGHM, a doktor Klich redukował armię tak, że na Stadionie Narodowym zmieściło by się całe Wojsko Polskie!
Na szczęście Tusk musiał z Polski uciekać po tym, gdy wyciekły informacje o rabunkowej gospodarce rządów PO-PSL. Tuska nie oszczędziła nawet wicepremierka Elżbieta Bieńkowska, która rozmawiając z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem ujawniła, czym w istocie zajmowało się Ministerstwo Gospodarki w czasie, gdy Tusk haratał w gałę, jako premier III RP: - "Ministerstwo Gospodarki generalnie w d***e miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni wiesz pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz ile zarabiali i nagle pierdyknęło" - oznajmiła wicepremier w podsłuchanej rozmowie z Wojtunikiem. W 2015 roku Tuskowi i Platformie pierdyknęło. Po sześciu latach tułaczki Tusk wrócił do Polski i już zdążył się skodzić na rocznicy KOD-u….
Źródło: niepoprawni.pl
Jak mam się cieszyć z powrotu Tuska kiedy OFE okradł i mam mniejszą emeryturę, a teraz może mi ją zabrać!? W moim prywatnym archiwum takie coś znalazłem!?
Drogi memu sercu premierze Tusk!!!!
Drodzy i przemili Państwo moi!!!
Tylko zadowolony człowiek cieszy się wolnością.
Niestety ja nadal jestem niewolnikiem. 
Okradliście i pozbawiliście mnie wszystkiego.
Ochłapy mi rzucacie.
Mirabelkami i szczawiem częstujecie.
Dobre i to.
Cieszę się, że wody z kałuży nie każecie mi pić 
No i nie bijecie mnie,...... jeszcze...... pejczem ......
Znaczy się dbacie o swojego niewolnika.
Wielkie Wam za to dzięki drodzy memu sercu:
Donaldzie, Jarosławie, Januszu, Leszku, Ekscelencjo Józefie.........
Szczególnie zaś chcę podziękować Janowi –Vincentemu
za troskę jaką mnie otoczył
Dba o mnie jak troskliwy ojciec, 
bym się nie przejadł i na starość nie nudził. 

Serdecznie
pozdrawiam
sklave
Za komuny gnębiony w demokracji ciemiężony
i ze wszystkiego do cna ograbiony.

Z forum:"Tuskizm - styl sprawowania rządów charakteryzujący się upadkiem wszelkich norm moralnych, wykorzystujący ludzkie tragedie dla własnego interesu, a w komunikacji posługujący się prymitywnym językiem uproszczeń i oskarżeń. Popularny w Polsce w latach 2007-2015" 
28 11 2021 Pomiędzy Korwinem a Bartosiakiem.
To, że nasze państwo jest źle urządzone, chyba nikt nie ma wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów, na służbę zdrowia, sądownictwo, media, edukację, kulturę, naukę zwłaszcza humanistyczną, a także na poczucie tożsamości, identyfikacji i wyczucie państwa współczesnego Polaka. Najgorsze jest jednak to, że zamiast budować jakąś myśl, jakąś koncepcję wyjścia z kryzysu, prawie wszyscy oczekujemy i dyskutujemy nad wysokością dotacji i dofinansowania. Trzeba przyznać, że nie jest to ani zdrowe, ani normalne. Gdy spojrzymy wstecz na naszą nową szansę nowej nadziei, to nadal nie zauważamy, że kilkanaście roczników inżynierów i humanistów wychodzących z polskich uczelni zostało w sposób nieuleczalny zarażonych ideą wolnego rynku. Wierzono w niego, jak w Boga i dopiero teraz część wyznawców zaczyna dostrzegać, że coś tu nie tak. I była to swoista epidemia. Refleksja mimo wszystko jest jeszcze połowiczna, bo wielu z nas nadal nie zauważa, że ten przechył zabrał nam możliwość restytucji właściwych elit i wszystkim zakłócił proces niepodległego myślenia. W tym czasie sprzedaliśmy większą część Polski, rozbudziliśmy w sobie niespełnialne nadzieje, dostaliśmy komputery i zaczęliśmy żyć życiem wirtualnym, podpisywaliśmy niekorzystne dla siebie umowy i w taki sposób zabrnęliśmy w kozi róg: pomiędzy totalną opozycję a szklany sufit jaki wyznacza polityka dotacji bezwarunkowych. Obecny rząd owszem współpracuje w obywatelem, obniża jego koszty życia jak może, ale nie przygotowuje społeczeństwa do samodzielności i w ten sposób sam zakuł się w dyby niewystarczającego poparcia. I nie jest to kwestia naszego zacofania, naszych nieumiejętności rządzenia, specyfiki kulturowej czy Bóg wie czego jeszcze. To kwestia wstrzymania czasu, refleksji i sparaliżowania wszelkich procesów rozwojowych. Tak było w czasie zaborów, w PRL i tak jest obecnie. Nic nie jest w stanie zapełnić tej dziury, jaka powstała po wymordowaniu rdzennych elit, a więc tej inteligencji, która była nośnikiem naszego kodu kulturowego.
W okresie powojennym padliśmy ofiarą komunizmu i bolszewizmu, które zburzyły całą naszą tysiącletnią pracę kulturową, a po 1989 r. staliśmy się ofiarą  własnego mitu „Zachodu”, bezwarunkowej pogoni za dobrobytem i naiwności, która ma częściowo swoje korzenie w okresie zaborów, ale w lwiej części w powojennej wymianie elit i negatywnej ich selekcji, która utrzymuje się po dziś dzień. Proces ten przybrał dość karykaturalny wymiar i objawił się w postaci typowo cwaniackiej: Korwin, poprzez pozorną odkrywczość myślenia, zawładnął posolidarnościowym młodym pokoleniem, zabrał im dobry czas i skierował na bezdroża myśli. Gdy, jak feniks z popiołów wyłonił się Bartosiak, okazało się, że znajdujemy się w tym samym miejscu, że rozumiemy go poprzez Korwina. I z tym paradoksem zamierzamy iść w dalszą drogę. Myśli Bartosiaka nie możemy odrzucić, choćby z tego powodu, że jest ona odwróceniem korwinowskich dyrdymałów. Ale i tutaj czai się wiele mielizn, których Polacy w tym stanie umysłu i nauki raczej nie mają szans ominąć. Większość z nas nie ma bowiem świadomości, że cały powojenny czas zagospodarowała nam geopolityka piastowska i że jesteśmy w jej polu działania. Do 1993 r. (wymarsz Armii Czerwonej) mieliśmy o niej niewielkie pojęcie, a po tym czasie zaczęła ona głośno pukać do naszych drzwi. Zinterpretowaliśmy ją jako chęć pojednania polsko-niemieckiego. Od słynnego uścisku Mazowiecki – Kohl minęło wiele martwych lat i skończyło się połączeniem Niemiec i Rosji za pomocą dwóch rur gazowych. Położenie piastowskie uderzyło nas mocno w głowę i co ciekawe zrobiło to w momencie, gdy nasza scena polityczna i sami politycy zostali tak już powiązani ze sztucznie wytworzoną sytuacją, iż zmiana tego systemu wymaga albo niezwykłej politycznej umiejętności, albo przewrotu „majowego”. Trwanie w dzisiejszym klinczu oznacza klęskę. Myśl Bartosiaka, tak czy siak, wyprowadza nas na zupełnie inne tory myślenia. Pokazuje inne rozwiązania, a polityka Łukaszenki i Putina, poprzez aktywizację społeczną, sprzyja tym zmianom. Trzeba wejść w te buty, nauczyć się zasad geopolityki i zacząć ją wykorzystywać dla własnych celów, bo położenie piastowskie wymaga zupełnie innych zachowań, niż jagiellońskie. Terytorium Polski nie przecina już dwóch cywilizacji: łacińskiej i bizantyńskiej, lecz od 1945 r. jest państwem granicznym, a od 2004 r. kresami UE. Mamy więc diametralnie inną sytuację, niż miała II RP, mimo to potrzebujemy takiego społeczeństwa, jakie wykształcone została w okresie międzywojennym, które choć dyskutowało ostro, rozumiało, że zdrada Polski jest niewybaczalna na każdym poziomie i w każdej sytuacji.
Mamy bardzo trudny czas. Plasuje się on pomiędzy echem II RP, której mimo wszystko nie zdołano zamordować, a niewiadomą zachowań dzisiejszej młodzieży? Wiele dobrych sygnałów płynie z Podkarpacia, ale czekamy na odzew ziem zachodnich i północnych, gdzie zamieszkuje ludność bardziej obojętna i przez lata poddana działaniom systemowej niemieckiej prusyzacji. Jedno jest pewne, że jeżeli chcemy swoje państwo dobrze urządzić i nie chcemy żyć drogo i biednie, płacić dużych podatków i czuć się niewolnikami, musimy zmobilizować swoje siły nie pod patronatem myśli Korwina, lecz Bartosiaka, bo ono daje szansę na wyjście z martwego punktu, w jakim się znaleźliśmy. Przyszły los Polski zadecyduje się tym razem nie na Wschodzie, lecz na Zachodzie kraju. Kresów Wschodnich już nie mamy i mieć nie będziemy, ale za to nieoczekiwanie przybyły nam kresy zachodnie, których też zupełnie nie zauważamy. Tam zamiast syntezy trzech wielkich etosów: kresowego, wielkopolskiego i śląskiego, doczekaliśmy się wzajemnej obojętności i słabości w kierunku niemieckim. Poddanie się myśli Bartosiaka nie może być jednak bezwarunkowe.
Źródło: niepoprawni.pl
Niektórzy uważają, że od blisko trzydziestu lat mamy wolną Polskę. Nie mają racji. Polska nie jest wolna. Jest okupowana przez wyjątkowo destrukcyjne państwo. Polacy są zniewalani i traktowani jak bydło. Żyjemy w państwie socjaldemokratycznym, które wolność niszczy. Więc to nie jest wolny kraj. Jesteśmy pod okupacją państwa, które się wtrynia w najdrobniejsze aspekty naszego życia, które odbiera nam większość owoców naszej pracy, które ustanawia miliony bzdurnych przepisów. To jest zamordyzm, a nie wolność. I nie jest to winą akurat rządzącej partii - tak było za wszystkich poprzednich rządów. 
22 11 2021 Trzaskowski rządzi stolicą już od 3 lat. Zapewnia, że Warszawa to „miasto idealne”. My przypominamy „dokonania”.
Z tej okazji Trzaskowski opublikował specjalny film, w którym omawia swoje "dokonania". My zaś przypominamy, jak w rzeczywistości wygląda "pasmo sukcesów" Trzaskowskiego. "3 lata temu zostałem oficjalnie prezydentem", "Warszawa przyciąga od zawsze. Stolica. To właśnie tutaj można zrobić karierę"- tymi słowami rozpoczyna swój wywód Trzaskowski. Następnie przechodzi do wychwalania swoich rzekomych dokonań w Warszawie:  "Budujemy miasto wygodne. Takie, po którym możecie podróżować wygodnym, sprawnym, nowoczesnym transportem publicznym. [...] Takie, w którym najważniejsze usługi publiczne - żłobki, przedszkola, szkoły, ale też placówki służby zdrowia, są na najwyższym poziomie, są bezpłatne"- przekonuje.
W propagandowym filmie Trzaskowski chwali się także swoimi zasługami w zakresie... ekologii!  "Budujemy stolicę zieleni. Miasto, które stawia na ekologiczny transport, które realnie działa na rzecz czystego powietrza i walczy z kryzysem klimatycznym. Miasto, w którym rok w rok przybywa nowych drzew, krzewów, miejsc zieleni. Miasto, w którym wspieramy wszystkie ekologiczne inwestycje" - mówi całkiem niewzruszony. Niedoszły prezydent RP opowiada także, że za jego rządów w stolicy "połacie betonu i chaotycznych parkingów" jest zastępowane "przyjazną dla mieszkańców, zieloną przestrzenią miejską". Słyszymy również, że Trzaskowski ze swoją świtą buduje "wreszcie miasto, w którym chce się spędzać wolny czas". "[..] W atrakcyjnych placówkach kultury, w nowoczesnych ośrodkach sportu. A także, w dobrze zagospodarowanych, przyjaznych, zielonych przestrzeniach publicznych - bulwarach, placach deptakach"- mówi. Trzaskowski na koniec swojej przemowy zwraca się do mieszkańców. "To się już dzieje, te zmiany zachodzą na Waszych oczach! Słowem - budujemy miasto idealne do życia"- podsumowuje.
Jak jest naprawdę? Czy wszystkie te zapewnienia o tym, że Warszawa pod każdym względem jest miejscem "idealnym do życia" mają coś wspólnego z rzeczywistością? Warto przypomnieć, jak w praktyce wygląda kwestia darmowych bezpłatnych usług publicznych, działań ekologicznych, walki z betonem czy nowoczesnych ośrodków sportu. Darmowe żłobki, którymi teraz chwali się Trzaskowski, były jedną z głównych obietnic polityka podczas kampanii wyborczej w 2018 roku. „Od 2019 roku wszystkie dzieci w Warszawie będą miały zagwarantowaną opiekę żłobkową. Jeżeli dziecko nie znajdzie miejsca w żłobku publicznym (miejskim), miasto zapłaci za opiekę nad dzieckiem w placówce prywatnej” - obiecywał obecny włodarz stolicy. W 2019 roku informowaliśmy na łamach naszego portalu, że Trzaskowski nie tylko nie dotrzymał swojej obietnicy, a dodatkowo w niektórych żłobkach opłaty wzrosły nawet pięciokrotnie. 
Sztandarowym przykładem troski o ekologię oraz symbolem "zieleni" Warszawy za rządów Trzaskowskiego są awarie oczyszczalni ścieków Czajka, które miały miejsce w 2019 i 2020 roku. W ich wyniku do Wisły trafiło łącznie kilka milionów metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków. Specjaliści Trzaskowskiego w kwietniu 2021 roku informowali, że w dalszym ciągu nie są w stanie określić, co było przyczyną tych awarii. W 2019 roku Trzaskowski z ekipą wpadł na świetny pomysł, aby na parkingu przy Placu Bankowym, jednym z najbardziej ruchliwych miejsc w stolicy, utworzyć za milion złotych "Strefę Relaksu", czyli miejsce służące do "rekreacji". Jak informował ratusz, ustawiono tam "514 bezpłatnych miejsc do siedzenia, 20 leżaków, 78 stołów i 3 gier typu jenga". Atrakcją dla warszawiaków miała być możliwość posiedzenia na paletach w otoczeniu hałasu i spalin. Warszawiacy nie zostawili na tej "inwestycji" suchej nitki. Na koniec 2019 roku Rafał Trzaskowski pochwalił się zakończeniem inwestycji na Białołęce. Zagospodarowano tam teren nad Wisłą, co szumnie nazwano "plażą". Realizacja tej inicjatywy pochłonęła z miejskiej kasy ponad 140 tysięcy złotych. Niedługo później świeżo oddaną inwestycję zrównano z ziemią z uwagi na braki w dokumentacji.
Rafał Trzaskowski podczas samorządowej kampanii wyborczej zapowiadał, że gdy obejmie urząd prezydenta Warszawy, dołoży wszelkich starań, aby zmodernizować słynny stadion Skra. Miała tam powstać hala lekkoatletyczna. Gdy wybory się skończyły, jego narracja zmieniła się o 180 stopni. 
"Trzeba będzie poszukać inwestora, bo miasto samo tego nie udźwignie"- tak odpowiadał na pytanie "Gazety Wyborczej" o termin realizacji tej inwestycji zaraz po wyborach. Wspomniany stadion pozostaje w ruinie do dziś. 
Źródło: twitter.com, niezalezna.pl
Trzaskowski to dobrze opakowany produkt Sorosa, przygotowany przez specjalistów od wizerunku z Grupy Bilderberg, ma dbać by kapitał zagraniczny jak najwięcej zarobił w Polsce!?
Nie wiem czy ktoś zauważył, że za Trzaskowskiego, nie ma zdanych dużych inwestycji w Warszawie, samorząd zamknął się na cztery spusty, i w duszy ma pandemię!?
Trzaskowski to jeden wielki błąd Sorosa, czego się dotnie to skopie, szkolony, a jednak środek kapusty!?
Forum: Miasto może idealne ale jego prezydent FATALNY.
Skoro tak dużo musiał zrobić i wiele zmienić to by oznaczało że jego poprzedniczka HGW znana szerzej jako bufetowa była fatalną prezydentką. Czaskowky buduje miasto zieleni a jak wiadomo zieleń najlepiej rośnie gdy jest podlewana gnojówką. Teraz wiadomo po co był wylew Czajki. 
21 11 2021 I oto mamy przełom.
Naczynie połączone, jak perpetuum mobile, działa zawsze. Gdyby Łukaszenka nie wycofał swoich żołnierzy i emigrantów z przejścia towarowego w Kuźnicy, nikt nie zaryzykowałby odebrania prawa jazdy Donaldowi Tuskowi – jakież to symboliczne. Gdyby nie działania antypolskie Białorusi i Putina, Polacy dalej czkaliby na przebudzenie, a tak już 11.11.2021 r., w Dzień Niepodległości, zaroiło się w kraju od flag narodowych. Warto więc zwrócić uwagę, że prawda, jak statek widmo, wciąż krąży wokół nas i tylko czeka na okazję do ujawnienia swojej bandery. Czeka na swoją załogę, kapitana i rozkazy. Nikomu w najśmielszych oczekiwaniach nie przyszło do głowy, że jeden przypadek,  utrata prawa jazdy zneutralizuje doktrynę Neumanna, zatrzęsie portkami kilku kast panujących w Polsce i jednym ruchem sprawi, że nagle prawo zacznie obowiązywać wszystkich. Można powiedzieć, że to cud. Ale jeżeli te przełomowe wydarzenia potraktujemy jak cud, to natychmiast stracimy energię i wolę działania, kasty wrócą na swoje miejsce i ze zdwojoną siłą zaczną odzyskiwać dawne znaczenie, żołnierze na granicy nagle zaczną mieć większe problemy, a ci którzy odebrali prawo jazy Tuskowi zostaną ukarani największą możliwie karą. I jak zwykle wspólnie poniesiemy zasłużona klęskę. Przegramy z samym sobą. Nie mamy już drogi odwrotu. I ten szlaban postawiła nam historia.
Wydarzenie w Kuźnicy, mimo ustępstw Łukaszenki i Putina, nie mają charakteru regionalnego, lecz międzynarodowy. Zachowanie Merkel i Macrona w stosunku do Białorusi i Rosji, pozbawiło UE własnego odzienia. Nagle cały ciężar ratowania jej honoru spoczął na Polsce – kraju, który od 70 lat nie prowadził samodzielnej polityki zagranicznej, który nie ma własnej koncepcji kulturowej i którego obywatele żyją pod chmurą dotacji, pożyczek i podminowanej tożsamości. Innymi słowy, usiedliśmy na „gorącym kartoflu”, którego nie można ani nikomu podrzucić, ani w żaden sposób wychłodzić. Historia powiedziała „sprawdzam” i dopiero teraz zaczynamy rozumieć jak miałką wartość ma dla nas okres powojenny i postsolidarnościowy. Dopiero teraz zaczynamy szukać oktanów w paliwie, które produkowaliśmy przez ostatnie 70 lat. Kuźnice były naszymi Racławicami. Co dalej?
Dalej musimy zdać sobie sprawę z jednego, że po 1989 r. władza sama przyszła do działaczy „Solidarności” i podziemia posolidarnościowego. Zaskoczyła ich i dlatego bali się wziąć ją w swoje ręce, poszli więc na układ z komunistami. Potem było źle, ale z górki. Dziś jest podobnie, lecz skala o wiele większa, bo oczy większości państw Europy zwrócone są ku Polsce i czekają, tak samo, jak my przed Kuźnicami, na rozwój wydarzeń. Sytuacja jest taka sama, jak w 1939 r., jeżeli przeżyjemy – będziemy, jeżeli nie, nikt po nas nie będzie płakał, a świat dalej potoczy się swoim trybem. I po raz kolejny, lecz tym razem może z większym zrozumieniem, muszę odwołać się do II RP: tradycyjna inteligencja w 1918 r. swojej okazji nie zmarnowała. Chcąc wykorzystać dzisiejszą szansę, musimy otwórzcie szeroko bramy i serca prawdziwie niepodległej Drugiej Rzeczypospolitej, bo tam prawdziwa Polska się zaczęła i jedynie od niej możemy zacząć jakąkolwiek kontynuację. Innej drogi nie ma, bo wszystko wokół Niej jest sztuczne. I przestańmy już wyszukiwać bolszewickich argumentów przeciw. A co stanie się po 2021 r.?
Właśnie, i na to pytanie, jako Polacy, musimy odpowiedzieć sobie do bólu prawdziwie. Niemiecko- francuska polityka unijna została zdemaskowana, stanowiska określone i w zasadzie wszystko jest już jasne. Ale to „jasne” dotyczy stanowisk Merkel i Macrona, osób odchodzących ze stanowisk dowodzenia. Znaleźliśmy się w przestrzeni międzyfrontowej, którą z takim powodzeniem wykorzystywał Piłsudski, a która sprzyja dokonywaniu faktów dokonanych. Mamy więc wolną rękę i anarchię w kraju. Jeżeli przed ukonstytuowaniem się i stabilizacją kolejnych rządów w Niemczech i Francji nie wprowadzimy u siebie porządku, będziemy mogli tylko pomarzyć o jakiejkolwiek suwerenności czy niepodległości, a sytuacja w której się znajdziemy zmusi nas do płacenia kolonialnego haraczu. Skończyły się wycieczki, podchody i, jak powiadają w wojsku,  skończyło się babci sranie. Trzeba zawołać: Ojczyzna w potrzebie! Nie wiemy jaką politykę poprowadzi nowa Unia, ale wiemy, że dotychczasowa nasza postawa nie przynosi żadnych sukcesów. Musimy stworzyć swoje fakty dokonane. Najsolidniejszym i najbardziej naturalnym naszym sojusznikiem jest Turcja, w mniejszym stopniu Szwecja oraz USA. I to są trzy argumenty o różnym tonażu, w które musimy się zaopatrzyć przed nowym rozdaniem w UE. Przełom, na który dotąd, jak niewolnicy, czekaliśmy dokonał się jak zwykle na zupełnie innym poziomie. Do tego poziomu, jak na wojnie, musimy nagle dorosnąć – na szczeblu społecznym, jak i rządowym.
Zakwitły polskie flagi, polskie społeczeństwo zaczęło myśleć po polsku, samoczynnie zaczęto budować naturalną nam jedność z wojskiem, wreszcie dostrzegliśmy swój interes narodowy, zdrajcy tracą posłuch i pole manewru. Powoli żegnamy komunizm i postkomunizm, przyszedł czas na takie społeczeństwo, jakie zbudowała II RP, a więc społeczeństwo, które wiedziało co ma robić, nawet, gdy wymordowano mu przywódców. Te wzorce jeszcze istnieją, trzeba im tylko dać nowe życie. Przyszedł czas na zupełnie innych ludzi, odpowiedzialnych, dobrze wykształconych z wyrobionym poczuciem tożsamości. Nadszedł czas zmian. I oto mamy prawdziwy przełom. Czy podołamy? 
Źródło: niepoprawni.pl
19 11 2021 Żeby Polska była słaba, a Polacy byli biedniejsi. 
- trawestacja komuszego hasła z czasów PRL najlepiej oddaje cel i ducha dyplomatycznych zabiegów, do których poderwała się Angela Merkel i Emmanuel Macron. Berlin, Paryż, brukselscy eurokraci i sztrasburskie dietojady zadrżeli ze zgrozy, gdyż dotarło do nich, że twardo broniąca granicy Warszawa może wygrać hybrydowe starcie z Putinem i jego mińską nahajką. Wówczas Polska może stać się niekłamanym przywódcą Europy środkowo-wschodniej zaś PiS liderem europejskich konserwatystów a progresiści i neobolszewicy będą mogli tylko westchnąć “nous somme emmerde meine freunde”.
W kąt poszły więc wszystkie dąsy i zaczęto grzać druty. Putin musiał wycierpieć godzinę i trzy kwadranse Macrona. Merkel piłowała go dłużej, aż odesłał ją do Łukaszenki, aby dotarło do niej, że w rosyjskiej kulturze politycznej dzierżący władzę, który dobrowolnie rezygnuje z niej przed śmiercią nadaje się tylko na śmietnik historii. Pełniąca obowiązki kanclerza Niemiec pojęła, zatelefonowała do Mińska i pogawędziła z satrapą łamiąc decyzję UE, że Łukaszenki nie uznaje się za prezydenta.  No ale co tam, w Unii Europejskiej politycy francuscy mogą więcej, a niemieccy więcej niż francuscy. Rozmowy Merkel i Macrona z Putinem za plecami Polski niepokojąco kojarzą się z dzieleniem kontynentu europejskiego na strefy wpływów - Europa zachodnia dla Niemiec i Francji - Europa środkowa i wschodnia dla Rosji. Katarzyna Wielka mówiła “wszyscy szyją, tylko ja jedna kroję” i kroiła mapę Europy według ulubionego fasonu: zabór Krymu, ziem polskich, Ukrainy, Kurlandii. Być może w Paryżu, Berlinie i Moskwie uznano, że czas imitować dawne wzorce.
Nawet jeśli powyższy scenariusz jest niedoskonały, to i tak telefony zachodnioeuropejskich liderów odebrane zostały na Kremlu jako znak słabości czego skutkiem była próba inwazji polskiego terytorium i brutalny atak migrantów wspartych przebierańcami ze służb białoruskich na przejściu w Kuźnicy. Kilkanaście godzin później, niedaleko Czeremchy, kilkudziesięciu migrantów przy pomocy białoruskich funkcjonariuszy usiłowało sforsować nocą granicę oślepiając polskich obrońców laserem. Broni laserowej nie kupisz w wioskowym sklepiku i migranci jej nie posiadają. Użyli jej funkcjonariusze białoruscy. Mińsk jest sygnatariuszem konwencji z 1980 roku zakazującej wykorzystywania broni laserowych, ale można się nie przejmować międzynarodowymi porozumieniami skoro tandem Macron+Merkel złamał ustalenia UE legitymizując satrapę jako przywódcę Białorusi.  Nie była to jedyna dywersja na zapleczu Polski. Pięć frakcji w Parlamencie Europejskim domaga się odmowy zatwierdzenia polskiego Krajowego Planu Odbudowy gdyż rząd, który neguje pierwszeństwo prawa unijnego przed własną konstytucją nie może być uważany za godny zaufania. Być może Komisja Europejska nie ulegnie naciskowi europarlamentarzystów, ale nie należy być optymistą. Ich żądanie jest dla eurokratów wygodnym wytłumaczeniem wstrzymywania aprobaty KPO. O unijnej biurokracji mówi się, że daje tylko tyle, ile jej kumple mogą ukraść, a obecny rząd w Warszawie skutecznie uniemożliwia łupienie Polski i Polaków. Trzeba więc czekać, aż zostanie zmieniony na “godny zaufania” i liczyć, że Łukaszenka pomoże. Na pomoc Unii Europejskiej nie można liczyć. Obiecywane sankcje unijne będą zapewne tyle warte co karton kredek. Polska musi radzić sobie samemu. W kwestiach finansowych nie należy dłużej oglądać się na UE, która szybko, sprawnie i z ochotą nakłada na nas kary, ale hamuje wypłatę każdego euro. Mamy dobrą zdolność kredytową i trzeba to wykorzystać. Dobrze byłoby postarać się o preferencyjne traktowanie w londyńskiej City. Kanonem polityki zagranicznej Zjednoczonego Królestwa jest szukanie przeciwwagi dla państwa, które zanadto urosło po drugiej stronie Kanału Angielskiego. Niemcy już urosły i do tego sprzymierzyły się z Francją. Polska jest logiczną przeciwwagą. Warto wykorzystać tę sytuację. 
W stosunku do Białorusi i Rosji można odwołać się do kolejnych twardych działań obronnych. Początek został zrobiony. Kiedy służby białoruskie pognały chmarę migrantów na przejście graniczne w Kuźnicy, Warszawa je zamknęła i zaczęły się kłopoty transportowe na szlakach do Białorusi, Rosji a nawet Chin. Na granicy Polski i Białorusi znajduje się jeszcze dwanaście czynnych przejść granicznych: sześć drogowych, pięć kolejowych oraz jedno rzeczne. Jeżeli w Mińsku i dalej na wschodzie nie zrozumiano sygnału, to może trzeba powtórzyć. Doba ataków na granicy - zamykamy jedno przejście. Straty będą po obu stronach, ale na wojnie trzeba się liczyć ze stratami. Uderzeniem jądrowym w tym starciu byłoby zamknięcie Centrum Logistycznego Małaszewicze przy granicy z Białorusią na styku standardowego i szerokiego toru kolejowego. Nowoczesny terminal zwany jest bramą z Chin do Unii Europejskiej, gdyż przez Małaszewicze płynie największy strumień ładunków wysyłanych drogą lądową z Azji Wschodniej do UE i odwrotnie. Atomowy guzik jest w polskich rękach i warto o tym dyskretnie przypomnieć zachodnim i wschodnim politykom skorym do zakulisowego podziału Europy na strefy wpływów. 
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Global Times - oficjalna tuba Pekinu na zagranicę - pisze nie kryjąc niepokoju: "straty wynikające z zamknięcia białoruskiego połączenia kolejowego na polskiej granicy byłyby ogromne dla pociągów towarowych Chiny-Europa, a alternatywne trasy byłyby czasochłonne".Global Times cytuje portal RailFreight.com i przypomina, że w zeszłym roku przez Białoruś szła ponad połowa chińskiego tranzytu do Europy. Dzisiaj (19 listopada) ponad 300 pociągów towarowych zmierza z Chin do Brześcia i Global Times radzi chińskim firmom wysyłać z wyprzedzeniem ładunki dla odbiorców europejskich. 
15 11 2021 Wartość potencjalna.
Żyję już tyle lat, że mogę stanowczo powiedzieć: - Od czasów II WŚ ludzie na świecie, nie tylko w obrębie naszej cywilizacji, nigdy nie byli tak zdezorientowani, zestresowani i rozemocjonowani. Mogę więc powiedzieć: zdrowy rozsądek i ochota na poważne rozmyślania poszły się walić. W minionym dziesięcioleciu przepotężną rolę medialną zaczął odgrywać Internet. Rewolucja, która się w tym czasie dokonywała, spowodowała, że nawet dotychczasowy lider – telewizja, zaczęła przegrywać z komputerami, a w szczególności z powstałymi w tym szalonym postępie technologicznym, urządzeniami mobilnymi jak smartfony, czy tablety, które z pomocą technologii LTE, 4G, Wi-Fi, łączności satelitarnej, lub Bluetooth, pozwalały niemalże w każdym miejscu świata komunikować się innym, dowolnym punktem na Ziemi. Ludzie są już zmęczeni całym tym napięciem spowodowanym tym co się wokół dzieje. Nie mają już chęci i cierpliwości by zajmować się długimi i skomplikowanymi rozmyślaniami. Męczą ich długie przekazy i jakieś fundamentalne rozważania. Czy to filozoficzne, czy naukowe, a nawet w kwestii wiary. To było dobre parę lat temu.
Teraz ma być szybko, krótko i ekscytująco. Eksperci twierdzą, że bronią, która dziś potrafi zmienić bieg wydarzeń, jak te wspomniane wojny, czy obalanie polityków, jest mem internetowy – wzbudzający obrazek z dopisanym króciutkim tekstem. Liczy się tylko skandal i zbrodnia. No... może jeszcze seks i zagłada. Tak więc porzucam chwilowo, do czasu jak się sztorm uspokoi i fale zmaleją do przyjemnego kołysania, pisanie o sprawach fundamentalnych i zasadniczych, przy których niestety trzeba poważnie się zastanowić. Na razie nikt tego nie chce. Przekaz ma być krótki, jednoznaczny i po prostu prosty.
Chcę mieć nowy statek. Nie z drugiej ręki, ale nówkę prosto ze stoczni. Wypasioną, nowoczesną nówkę. Z wszystkimi niezbędnymi bajerami. Nie za małą, nie za dużą. Taką łajbę w okolicach 100 000 DWT. Myślę oczywiście o tankowcu dla ropy naftowej. To będzie... zaraz... coś pomiędzy 80 a 150 milionów dolarów. A teraz bomba – ja takiej forsy nie mam i nigdy nie miałem, a mimo to, nie fantazjuję o niebieskich migdałach i taki statek wkrótce będę miał. Cóż takiego czyni realnym, że taki gołodupiec, jak ja, może się porwać na budowę niezmiernie drogiego i wyrafinowanego statku za grubą setkę milionów dolarów? Tu właśnie dochodzimy do mojej wartości potencjalnej. Gdyż ja, niby człowiek z ulicy, bez pałaców, posiadłości i pojazdów klasy premium, mam bardzo, bardzo wiarygodny papier, gwarantujący mi tak zwany czarter, czyli przyrzeczenie stałego zatrudnienia, powiedzmy na pięć lat, z opcją przedłużenia na kolejne pięć lat, regularnego przewozu, załadunku i wyładunku ropy naftowej pomiędzy terminalem w porcie X na Zatoce Perskiej, a Europą – do wyboru – Rotterdam, Holandia, Le Havre, Francja, lub Wilhelmshaven, Niemcy, czy nawet Gdańsk, Polska. To nie jest ważne, jak taki papier zdobyłem. Może powiedzmy, uratowałem syna szejka przed atakiem rekina, albo jeszcze coś w tym typie. Ważne jest to, że stając się posiadaczem niby takiego świstka papieru, z zapisem paru ważnych słów i wiarygodnym podpisem, uzyskałem wysoką wartość potencjalną. Co najmniej 150 milionów dolarów, a jak przewiduję, to znacznie więcej. Ten jeden papier, promesa czarteru, obietnica zatrudnienia i dużych zysków, praktycznie otwiera większość bankowych skarbców, skłonnych z ochotą zainwestować swoje pieniądze w pewną i zyskowną inwestycję.
Nie ma takiej siły, by fakt, że mam poważną promesę czarteru, czyli robienia pieniędzy, pozostał długo w tajemnicy. Wtedy właśnie najbardziej ujawnia się moja wartość potencjalna. Setki propozycji, zaproszeń na imprezy, ekskluzywne kolacje i cały ten fałszywy szpan, podobny do tańca os wokół pozostawionego pączka na talerzyku. Wyżej wymienione działania są legalne, ale wszyscy dobrze wiemy, że więcej i szybciej można zarobić, gdy tylko zechce się działać w obszarze kryminalnym, lub choćby o naruszenie prawa ocierającym się. Wystarczy choćby zorganizować karuzelę VATowską, albo mieć dobrych i hojnych kumpli wśród sprawujących władzę. Jak śp. doktor Kulczyk na przykład. Lecz my nie chcemy kraść i oszukiwać. Mamy swoją godność i dumę.
Polska, nasza wspólna Rzeczypospolita, ma wielką wartość potencjalną. Lecz niestety jest to naszym przekleństwem. Bo próbują od wieków dobrać się do tego ludzie, w tym niestety najbliżsi sąsiedzi, ludzie silni, potężni, bezwzględni i zdolni do najgorszych rzeczy. Ten potencjał to strategiczne położenie. Dokładnie na przecięciu dróg i łańcuchów dostaw: wschód – zachód i północ – południe. To również wielki potencjał zasobów ludzkich. Polacy potrafią ciężko pracować i udowodnili nawet we wielu wysoko rozwiniętych krajach, że są inteligentni, sprytni i pomysłowi. Oraz solidni. Czego o wielu innych narodach, szczególnie tych zepsutych dobrobytem, powiedzieć się nie da. No i wreszcie nasze zasoby naturalne. Czegóż to my nie mamy? Zapewne przydałoby się znacznie więcej ropy naftowej i gazu, gdy na świecie węgiel popada w niełaskę. Lecz mamy za to dużo srebra i miedzi – metali strategicznych w epoce elektroniki. Nawet nieco złota mamy także. Jest u nas siarka, są różne sole. Polskie lasy to europejska potęga. Ziemi uprawnej też u nas nie brakuje i daje fantastyczne plony, lokując nas we wielu produktach rolnych w światowej czołówce. Natomiast to, co budzi mój niepokój, to to, że na świecie są potężne pracownie badawcze i analityczne, które wiedzą znacznie więcej o bogactwie potencjalnym Polski i cały czas dokładnie je monitorują. I jak się dobry klient pojawi, to jemu się część wiedzy sprzedaje, by sobie mógł swobodnie manipulować. Albo nawet kupić, przejąć, czy ukraść. Bo generalnie światowe pijawki, czy to kapitalizmu, czy lewactwa pod szyldem neoliberalnym, spadkobiercy kolonializmu i komuny, potrafią tylko wysysać, jak wszystkie pasożyty, słabe organizmy. Dlatego aby obronić swoje bogactwo, które na nas czeka, musimy stać się silni, tak silni, by byle skośnooki, lub czosnkowy kleszcz, także z sierpem, młotem i swastyką, nie mógł nas bezkarnie pokąsać. Na koniec taka refleksja: - jaki jest prawdziwy potencjał kraju, jeżeli złodzieje i oszuści w ciągu minionych 8 lat rządów gangu Tuska, zdołali ukraść niemalże pół biliona złotych ( 500 mld PLN), a my właściwie prawie tego nie odczuliśmy, zaślepieni grillem, piwem, czyli sławetną ciepła wodą w kranie?
Źródło: niepoprawni.pl
Pieniądz rządzi światem, tylko dlaczego sami nieudacznicy, pasożyty, maja taki łatwy do niego dostęp!? 
13 11 2021 Zielony nieład.
Napisała do mnie znajoma mieszkająca na wsi. Cytuję:   „Ponieważ robi się zimno, zainteresowałam się kupnem węgla na zimę. Trochę później niż zwykle. Otóż: ekogroszek zdrożał o ponad 50% i teraz kosztuje 1550 PLN/tonę zamiast jak rok temu 950 PLN/tonę. A ogrzanie średniej wielkości domu to minimum 50 kg węgla dziennie. Konsekwencje w skali kraju są nie do wyobrażenia - ludzie będą zamarzać, bo gaz też drożeje. Albo będą mieszkać w jednej izbie z kuchnią kaflową, jako to niegdyś bywało. Ale jaja.....”
Znajoma reprezentuje tak zwany wolny zawód więc tak czy owak sobie poradzi. Ludzie bez zawodu mieszkający w licznych znanych mi podgórskich i nadjeziornych wsiach po prostu sobie nie poradzą. Ci najubożsi palili dotychczas w zimie tak zwaną gałęziówką czyli pozostałościami po wyrębie lasów, którą można kupić za grosze albo w ogóle dostać za darmo w nadleśnictwach.  Za darmo, bo w wielu nadleśnictwach gałęzie pozostałe po wyrębie lasu pali się na miejscu. Nikt nie będzie zakładał w lesie hodowli korników czy innych szkodników nawet jeżeli tego oczekują zideologizowani (czyli zidiociali) ekologiści. Teraz mieszkańcy wsi straszeni są grzywnami za palenie węglem i drewnem i rzekome zanieczyszczanie atmosfery oraz nakłaniani do przejścia na ogrzewanie gazowe albo elektryczne. Ceny  gazu i prądu i tak zbyt wysokie dla niezamożnych ludzi mają wzrosnąć o ponad 40% co uczyni ogrzewanie gazem i  prądem zupełnie nierealnym. Ludzie i tak będą palić drewnem i nikt ich nie zmusi do rezygnacji z tego najtańszego na wsi źródła energii. Tylko tyle, że będą wchodzić w nieustanny konflikt z prawem. Unia Europejska przewiduje podobno rekompensaty podwyżek cen prądu i gazu dla ludzi niezamożnych. To właśnie typowe działanie skomunizowanego eurokołchozu. Stwarza się pod byle pretekstem problemy społeczne, a potem zatrudnia armię urzędasów którzy będą łaskawie przyznawać zapomogi lub ich odmawiać i kontrolować jak są wydawane. Sprowadza się wolnych ludzi do roli żebraków.
Teorie ekologicznych terrorystów od dawna były niestety traktowane  poważnie przez władze państwowe. Przypomnijmy sobie akcję wymiany lodówek, z których wydostający się freon miał podobno powodować powstawanie dziury ozonowej, popularnego straszaka z końca ubiegłego stulecia. Może ktoś odpowie mi na pytanie gdzie się podziała dziura ozonowa?. Zniknęła fizycznie czy tylko zniknęła z mediów gdyż przestała być nośnym straszakiem, a wynaleziono kolejne, dużo skuteczniejsze. Takim straszakiem od dłuższego czasu jest właśnie globalne ocieplenie. Dotarł do mnie również ( niestety spóźniony) apel pani  Joanny Gardynskiej  „ Proszę o głos poparcia dla kominków i pieców na drewno kawałkowe, brykiet drzewny i pellet spełniające wymogi niskoemisyjności określone przez UE w tak zwanym  „Ekoprojekcie”. Autorce apelu chodzi o  to żeby nie eliminować z rynku głównego rodzimego OZE ( odnawialnego źródła energii) i nie zlikwidować (z wszystkimi konsekwencjami społecznymi) całej branży produkcji kominków,  pieców na drewno oraz paliwa wytwarzanego z drewnianych odpadów.
Z prawdziwym zainteresowaniem zapoznałam się z przysłanym mi opracowaniem inżyniera Adama Bednarczyka. Autor twierdzi, że teorie, które przypisują odpowiedzialność za  globalne  ocieplenie Ziemi wzrostowi ilości gazów cieplarnianych, a w szczególności dwutlenku węgla w atmosferze ziemskiej są błędne i że jest możliwe obniżenie temperatury atmosfery ziemskiej poprzez zwiększenie albedo (stosunek ilości promieniowania odbitego do padającego) powierzchni Ziemi. na przykład przez zainstalowanie zwierciadeł lub folii refleksyjnych oraz pomalowanie na kolor biały obiektów na które pada promieniowanie słoneczne. Pan Bednarczyk jest posiadaczem odpowiedniego patentu w USA lecz jak to zwykle bywa  nie jest prorokiem w swoim własnym kraju.
Jeżeli produkuje się  drewniane meble, jeżeli przewozi się towary na drewnianych paletach nieuchronne jest powstawanie drewnianych odpadów. Zakaz spalania tych odpadów w piecach i kominkach pogłębia problem śmieci z którymi ludzkość coraz gorzej daje sobie radę. Chyba, że jakiś kolejny idiota zakaże produkowania mebli z drewna podobnie jak proponuje się zakaz wędkowania, polowania, spożywania przez ludzi mięsa, a wkrótce zapewne wydalania i oddychania. Tak nielubiany przez ideologów dwutlenek węgla jest przede wszystkim podstawowym surowcem asymilacji, a sama asymilacja wzorcowym procesem wykorzystania energii słonecznej do produkcji substancji niezbędnych dla całego ożywionego świata. Tymczasem we wszystkich większych miastach zamiast sadzić drzewa i hodować rośliny wycina się je pod lada pretekstem, betonuje podwórka i wykłada parkowe alejki kostką Bauma. W Warszawie takim pretekstem bywa na przykład oskarżenie drzew, że nie są rodzime lecz przywleczone z obcego ekosystemu. W czasach sprowokowanej przez lewackie ideały wędrówki ludów brzmi to jak żart lecz pod tym pretekstem powycinano swego czasu setki drzew w parkach. Między innymi stuletnie akacje w Lesie Bielańskim. Nie tylko na Bielanach i Żoliborzu, ale również w mniejszych miejscowościach na przykład w Łaskarzewie przyjęto strategię pałowania większych drzew czyli obcinania ich do połowy co powoduje oczywiście ich wyschniecie. Tak można przycinać tylko wierzby, które potrafią jak wiadomo  „odbić” z wbitego w ziemię na miedzy wierzbowego kołka, wegetując potem jako karłowate garbate stwory, ukochane podobno przez Chopina. Zdjęcia tych nostalgicznych roślinnych kalek nagminnie straszyły (a może zachwycały)na plakatach konkursów chopinowskich oraz na okładkach  płyt winylowych z utworami Chopina w ubiegłym stuleciu. Mam kilkanaście takich płyt.
Wszyscy naprawdę troszczący się o ochronę przyrody dobrze rozumieją, że „Zielony ład” to tylko pretekst, to tylko lewackie hasło które jak wszystkie lewackie hasła służy złu. Ma służyć pokonaniu Polaków mrozem. Nie wystarczy jak proponuje wiceszefowa Parlamentu Europejskiego Katarina Barley ich zagłodzić. Prawdziwego zielonego ładu nie ma. Jest tylko zielony nieład.
Źródło nasze blogi.pl
Krótko i na temat, będę palił tym na co mnie stać, i w duszy mam ekologię, ważne by w chałupie było ciepło!?
Ekogroszek to węgiel, no pellet to drewno, no to czemu mam wymienić piec na taki opał? Nie stać mnie na wymianę pieca, a o dotację jest niezwykle trudno, i co mi zrobią jak sobie na środku mieszkania ognisko rozpalę.
A co mi tam, wkrótce do szałasu się przeprowadzam to wystarczmy mi łuczywo, i ognisko, i będę sobie żył na stare lata jak panisko, na ryżu, korzonkach, robaczki zajadając!? Mam nadzieję że do końca mych dni Morawiecki wszystkich lasów nie wytnie!?
Z forum: Niestety, jest dokładnie tak jak Pani pisze.  W niektórych krajach idą jeszcze dalej - pojawiają się pomysły aby wprowadzić maksymalne dozwolone ilości kilometrów jakie obywatel będzie mógł pokonać w ciągu roku używając swojego samochodu. Aby ratować klimat. Tego nawet Stalin nie wymyślił. 
06 11 2021 Von Leyen – wielkie zagrożenie.
Dla losów Europy, a w konsekwencji też i całego świata największym zagrożeniem nie są ani Putin, ani Xi Jinping, ani nawet amerykański prezydent, nie pomijając spraw klimatu. Znacznie gorsze od nich wszystkich razem wziętych są personalia UE. Poziom władców Europy i ich wykonawców może napawać przerażeniem, ale w jeszcze większym stopniu - obrzydzeniem. Jest zdumiewającym faktem, że w chwili upadku jednego układu światowego i kształtowania się następnego, ludzie rządzący Europą prezentują tak mierny poziom intelektualny, nie mówiąc już o braku jakiejkolwiek pozytywnej koncepcji, a nawet zwykłej wiedzy, niezbędnej dla sprawowania kierowniczych funkcji. Nie jestem przeciwny udziałowi kobiet w rządach, ale mogę powiedzieć jak ten profesor na temat uznania pracy doktorskiej jakiejś pani, która zapytała: czy panu profesorowi nie przeszkadza to, że jestem Żydówką. Odpowiedź brzmiała: “mnie to nie przeszkadza, ale nie wystarcza”. Otóż to, nie wystarczy być, nawet z fotografii tak uroczą jak pani Urszula, dla której największy szacunek należy się za rzeczywiste osiągnięcie w postaci siedmiorga dzieci.
Natomiast, podobnie jak jej pryncypałka, wykazuje się co chwila żenującą niewiedzą. Przypominam wypowiedź pani Angeli o NS2 jako o prywatnej inicjatywie biznesowej, a pani Urszuli o “unieważnieniu przez polski TK traktatu unijnego”, nie wspominając już o stosunku do spraw ochrony klimatu. Na tym tle rodzi się pytanie: jak to możliwe, żeby mając do dyspozycji ogromny i kosztowny aparat doradczy pleść takie głupstwa? Można tylko zacytować że “nie ma przypadków, są tylko znaki”. Do czego mogą służyć tego typu “znaki”? Nasuwa się nieodparcie refleksja, że celem jest bezwzględne podporządkowanie władzy, której wolno wszystko z nadawaniem kształtu ogórka na czele. Nie możemy tolerować ludzi mądrych na wyznaczonych stanowiskach kierowniczych, gdyż jest to zbyt wielkie ryzyko ich usamodzielnienia. Najchętniej postawilibyśmy na czele tego “kołchozu”, jak niektórzy nazywają UE, pruskich feldfebli, ale to mogłoby wywołać powszechną dezercję ze strachu. Widok kobiet na tych zamordystycznych pozycjach daje znacznie większą gwarancję gładkiego przełknięcia ofiar. W świetle ostatnich wydarzeń należy chyba próbę stworzenia superpaństwa europejskiego uznać za spóźnioną. Pandemia, kłopoty energetyczne, afera klimatyczna, a nawet zagrywka Putina Łukaszenką, nie stanowią takiej przeszkody w tym względzie jak postępowanie władz unijnych.
Obserwując ich zagrywki nie trzeba wielkiego wysiłku umysłowego, żeby rozszyfrować tę grę. Jeżeli zatem odbiorca nie jest najętym agentem, lub osobnikiem przekupionym, bo nawet kandydaci na “pożytecznych idiotów” bez trudu zorientują się o co tu chodzi, nie może jej akceptować. Jest zatem nadzieja, że bez potrzeby polexitu nie zostaniemy bez reszty anektowani jako bezwolna masa podatna na wszelkie manipulacje, a przede wszystkim wyzysk. Wymagane jest tylko rozdmuchanie ogniska oporu, w czym nasza rola jest nie do przecenienia. Możemy potraktować całe to przedsięwzięcie jako drugi etap po obaleniu bolszewickiego imperium, z czego wynika stosowna nauka, że dla zwycięskiego  unicestwienia budowanego pracowicie duplikatu komuny, potrzebna jest nasza obecność w tym towarzystwie. Potrzebna jest też nasza solidarność z wyciągnięciem wniosków z roli i losów historycznej “Solidarności”.
Dzisiejszego wieczoru TVP “Historia” powtórzyła spektakl na temat “willi szczęścia”. Nie wiem czy inicjatorzy powtórki byli świadomi aktualności opisywanych wydarzeń. Znaleźliśmy się bowiem w czymś w rodzaju “willi szczęścia”, jeżeli nie wszyscy to przynajmniej znaczna część Polaków, w której w zestawieniu z życiem w PRL mamy znacznie lepiej materialnie. Złośliwi mogą jednak powiedzieć, że jak dotychczas to konsumujemy głównie odpadki z pańskiego stołu ze złomem samochodowym na czele. Ale nawet i to jest wielkim postępem w porównaniu do przebywania w obozie sowieckim. Przede wszystkim w odróżnieniu od niedawnej przeszłości można nam narzekać.
Podobieństwo polega głównie na tym, że w pierwszej fazie pobytu obiecywano pełnię swobody, ale w miarę upływu czasu zaciskano pętlę ubezwłasnowolnienia i akceptacji doktryny zniewolenia. Znajdujemy się w podobnym położeniu jak ci oficerowie, którzy uwierzyli na początku w dobrą wolę bolszewików, ale się ocknęli w chwili ujawnienia ich rzeczywistych zamiarów. I tak jak wówczas, znajdują się tacy którzy beneficja “willi szczęścia” przedkładają nad honor niezawisłości i wierności nakazom narodowej powinności. Pozbawmy się złudzeń, statek unijnego superpaństwa dryfuje na mieliznę. Ogromna masa “równiejszych” będzie wymagała obsługi w warunkach coraz trudniejszych z racji braku postępu w rozwoju. Wolę budowania czegoś pozytywnego objawia zbyt mała część uczestników tego tworu. Wyłoniona w tych warunkach quasi elita przekona się na własnej skórze do czego realnie się zmierza, podobnie jak prowodyrzy z “willi szczęścia”, którzy po wykorzystaniu ich usług zostali wyeliminowani na rzecz jeszcze nikczemniejszej kadry i tak do następnej kolejki.
W zaistniałej sytuacji, według mojego przekonania, opierającego się na bardzo wieloletnim doświadczeniu, jest tylko jedna droga wyjścia z tej pułapki. Jest nią bezwzględna walka o zmianę oblicza zjednoczonej Europy, zdecydowane odrzucenie koncepcji europejskiego państwa na rzecz wspólnoty wolnych i suwerennych narodów. Można też szukać innej drogi, chociaż jest ona zapewne znacznie trudniejsza mimo ewentualnych pozorów mniejszego ryzyka. Jedno jest pewne: warunkiem wstępnym każdej formy zmian jest usunięcie obecnej ekipy rządzącej UE, nie mówiąc już o nadaniu innego charakteru tej władzy.
Źródło: naszeblogi.pl
31 10 2021 Bodnar - DER LAUTSPRECHER DER POLNISCHEN SCHWEINE.
FÜR DEUTSCHLAND stało się hasłem “zdrowych sił Narodu”, czyli wszelkiej maści folksdojczów, bolszewików, złodziei, zboczeńców oraz zdrajców – a także ich potomków. Wśród tej splątanej w nienawiści do Polski i Polaków masie łatwo odróżnić Tuska od Sikorskiego czy Millera od Róży von Thun, że nie wspomnę o Wołodii Cimoszewiczu, który przecież znacznie różni się od Magdy Lempart. Niezależnie od płci kulturowej oni wszyscy plują na Polskę i na Polaków z równą zaciekłością.. Adam Bodnar – były Rzecznik Praw Obywatelskich bynajmniej nie dołączył do grona neofitów demokracji pod germańskim przewodem. Bodnar od lat stanowił fundament „zdrowych sił Narodu”, domagających się wprowadzenia germańskiego ordnungu w Polsce. Bodnar, odbierając w Niemczech nagrodę przyznaną przez Federalny Związek Towarzystw Niemiecko- Polskich (Deutsch- Polnische Gesellschaft Bundesverband e.V.) porównał Polskę do dzikiego zwierzęcia, którego Niemcy – jako mentor – mają oswajać: "Polska kultura prawna i przemiany po 1989 r. zostały zainspirowane i były wspierane przez niemiecką myśl prawniczą. Na tym opierało się konstruowanie w Polsce nowoczesnego państwa prawa, mechanizmów ochrony praw człowieka i demokracji. Na tym opieraliśmy naszą integrację europejską. Ale to powoduje – po stronie mentora – także szczególną odpowiedzialność. Jak w przypowieści z »Małego Księcia«. Jeśli oswoi się zwierzątko, to nie można go później porzucić". 
Bodnar wzywając Rasę Panów do zrobienia porządków w Polsce – niczym nie różni się od wykonawców woli Adolfa Hitlera oraz tysięcy niemieckich żołdaków, robiących „porządki” w okupowanej Polsce. Bodnar mentalnie nie różni się od sowieckiego okupanta, który w wyniku napaści Niemiec na Polskę – stał się wykonawcą woli Stalina – czyli pełnej integracji Polski ze związkiem Sowieckim.
Bodnar, przyrównując Polaków do dzikich zwierząt równocześnie ujawnił, że w Polsce pełnił rolę Rzecznika Polskich Świń – wymagających specjalnej hodowli przez Niemców. Ale paradoksalnie to właśnie Niemcy ujawnili, że Donald Tusk jest łatwy w hodowli… Kim jest zatem LPS Bodnar i z jakiej hodowli pochodzi? Bodnar uznając wyższość Rasy Panów nad Polakami ("świniami tarzającymi się w błocie") zwrócił uwagę na wagę pochodzenia wyższej od Polaków Rasy. Skąd więc się wzięli w Polsce ci, którzy domagają się niemieckiej okupacji i wprowadzenia na terenie Polski „niemieckiej myśli prawniczej”? Kto ich wyhodował??? Wystarczy sprawdzić pochodzenie Tusków, Sikorskich, Wałęsów, Cimoszewiczów, Michników i Bodnarów by się przekonać, że domaganie się sankcji na Polskę, domaganie się zagłodzenia Polaków i poddania ich germańskiemu „ordnungowi” nie jest żadnym przypadkiem. Oni wszyscy nienawiść do Polski i Polaków mają zapisaną w swoim DNA… Dziadek z Wehrmachtu lub sowiecki czołgista, agent NKWD, folksdojcz, zbrodniarz komunistyczny, politruk PZPR, uważający się za właściciela PRL-u czy „nieznani rodzice” – to typowe przypadki pochodzenia tych, którzy chętnie powitali by w Polsce żołnierzy Bundeswehry lub Armii Czerwonej. Wśród tych „zdrowych sił Narodu” nie znajdziesz jednego choćby potomka Żołnierzy Wyklętych…
Źródło: niepoprawni.pl
Z archiwum 01.07.2011 : Może jednak to nie tak było?
Były szwedzki SS-man: Polacy to powinni nazistom na kolanach dziękować. Wydawało wam się dotąd, że Niemcy wywozili Polaków na roboty przymusowe i zaprzęgali do niewolniczej pracy? Przecież to jedno wielkie kłamstwo! Szwedzki esesman przekonuje czytelników swoich wspomnień, że w rzeczywistości naziści dali prymitywnym Słowianom dobrą pracę, nauczyli ich jak używać mydła, dobrze karmili, a nawet organizowali dla nich spektakle i kabarety w ich ojczystych językach. Istna idylla!
Erik Wallin – szwedzki ochotnik służący w Waffen-SS - nawet po zakończeniu wojny i ostatecznej klęsce nazizmu nie pożegnał się ze swoimi ideałami. Po latach, z pomocą innego esesmana, Thorolfa Hillblada postanowił spisać wspomnienia, tak by każdy mógł się dowiedzieć jak wielką odwagą do ostatnich chwil wykazywała się ponoć „najlepsza siła zbrojna od czasów Spartan Leonidasa”.Relacja Wallina zawiera też nad wyraz interesujące uwagi o Polakach. Kiedy esesmani z ochotniczej dywizji „Nordland” wycofywali się przez Pomorze i Brandenburgię w stronę Berlina, poczęły im doskwierać nocne ataki band uzbrojonych cywili polskich i rosyjskich. Erik Wallin czuł tak wielkie wzburzenie ich niewdzięcznością, że postanowił poświęcić całą stronę „rzekomym” robotnikom przymusowym. 
Bez dalszego komentarza zapraszam do lektury historii o wielkim dobrodziejstwie, jakie spotykało słowiańskich prymitywów ze strony niemieckich panów: Byli to osobnicy wyrwani z mizernej egzystencji w białoruskich i ukraińskich ruderach – plugawych, śmierdzących, zawszonych i zapchlonych chatach z błota. Wywieziono ich do pracy w niemieckim przemyśle zbrojeniowym. Po raz pierwszy w swojej bezbarwnej i beznadziejnej egzystencji dostali dobrze zorganizowane stanowiska pracy i ludzkie warunki życia. Ich brudny i zapchlony przyodziewek został zastąpiony czystymi kombinezonami z i tak szczupłych zapasów goszczącego ich państwa, a dzięki niepraktykowanym przez nich dotąd gorącym prysznicom z udziałem mydła (…) ich wszy i pchły odeszły w niebyt. 
Teraz nazywali siebie sklaven arbeiter, robotnikami niewolniczymi, ale byli opłacani, po ludzku zakwaterowani (…) oraz karmieni swojskim, regionalnym jedzeniem z kuchni zbiorowych, wydawanym w czystych stołówkach. Organizowano im wieczorne przedstawienia, spektakle teatralne w ich ojczystych językach, wieczorki z muzyką klasyczną i ludową oraz przedstawienia kabaretowe. Stopniowo uczyli się codziennego używania mydła i wody, a także innych, elementarnych zachowań z zakresu higieny osobistej. Krótko mówiąc, zaczęli żyć jak ludzie.
Można by się tylko zastanawiać: jakim cudem żaden z tych ucywilizowanych polskich (i nie tylko) robotników nie przedstawił sprawy w podobny sposób?Jakim cudem żaden nie dziękował niemieckim panom za zrobienie z niego człowieka? Może jednak to nie tak było? 
Wybrane fragmenty z: 
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/07/01/byly-szwedzki-ss-man-polacy-to-powinni-nazistom-na-kolanach-dziekowac/#ixzz3Oc8U2Ane 
24 10 2021 Debata telewizyjna Jarosław Kaczyński - Donald Tusk realna?
"Prezes PiS nie ma w tym interesu" - Kaczyński boi się jak ognia rzutkości i swobody bycia Donalda. To jego największy wróg, a z wrogiem nie stajemy do walki, tylko go niszczymy - uważa prof. Wiesław Godzic, medioznawca. Kilka dni temu Jarosław Kaczyński powiedział, że jest gotowy do debaty z Donaldem Tuskiem, jeśli ten przeprosi. Lider PO spełnił warunek. "Teraz datę i miejsce poproszę" - napisał do prezesa PiS. Odpowiedzi nie dostał. - Kaczyński nadal ma traumę roku 2007, gdy przegrał - przypomina dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku i marketingu politycznego. "Popełniłem fatalny błąd, godząc się na dyskusję telewizyjną z Tuskiem, którą przegrałem" - przyznał Jarosław Kaczyński. Mówił o debacie z 12 października 2007 r. "Byłem wtedy zmęczony i chory. Trzeba było się nie godzić albo zrobić tydzień przerwy, zobaczyć, w jakiej formie jest Tusk w dyskusji, którą toczył z Aleksandrem Kwaśniewskim" - mówił były premier w rozmowie z Jerzym Sadeckim, autorem zbioru wywiadów "Trzynastu. Premierzy wolnej Polski" wydanego w 2009 r.
Donald Tusk wypomniał Jarosławowi Kaczyńskiemu zdarzenie sprzed lat: "Ciebie zabić, to jak splunąć. Tak pan powiedział do mnie kiedyś w windzie, wyjmując broń" - przypomniał Tusk. Kaczyński był zaskoczony. "Nie było takiego wydarzenia" - odparował. Po jakimś czasie na konferencji prasowej Kaczyński przyznał jednak, że miał w dawnych czasach "malutki pistolecik", ale zapewniał, że słów, które przytoczył Tusk, nigdy nie powiedział. Inni wypominają szefowi Platformy, że w trakcie debaty powiedział, że rozmawiał z panią Ewą, pielęgniarką ze Skarżyska Kamiennej, która zarabia miesięcznie 1020 zł. Po kilku latach Tomasz Sekielski, wtedy dziennikarz TVN24, w filmie "Władcy marionetek" odwiedził szpital, w którym rzekomo miała pracować pani Ewa. Nie odnalazł tej, która rozmawiała z Tuskiem. Widzowie pamiętają też, że obaj politycy podczas debaty mieli w studiu swoich zwolenników, ale to grupa sympatyków PO zachowywała się znacznie głośniej i reagowała entuzjastycznie na słowa Tuska, a buczała i wyśmiewała Kaczyńskiego. Radość z obu stron dało się słyszeć, gdy w trakcie debaty panowie zaczęli dyskutować, jak mają się do siebie zwracać. Kaczyński mówił konsekwentnie "panie Donaldzie", co za którymś razem rozbawiło Tuska. Wówczas szef Platformy powiedział: "panie Jarku". Kaczyński zareagował wtedy tak: "To już nie wiem: Donaldku, Donaldusiu?". Jednak najszerzej komentowano fragment debaty dotyczący wysokich cen. Kaczyński nie potrafił powiedzieć, o ile wzrosły ceny mięsa, ziemniaków, gazu czy benzyny. Wypunktował to Tusk, co pomogło mu zbudować narrację, że premier rządzi, choć jest oderwany od rzeczywistości. "Ok, jesteś taki kozak, to spróbuj" 14 lat później znów mówi się o debacie Kaczyński - Tusk. Ale nie tej z 2007 r.
Adam Bielan, prezes Partii Republikańskiej, która wchodzi w skład Zjednoczonej Prawicy, powiedział w TVN24, że nie widzi możliwości debaty Kaczyńskiego z Tuskiem. Według niego przeprosiny szefa Platformy są "kpiną". Następnego dnia na konferencji prasowej dziennikarze pytali o debatę Donalda Tuska. - Nie mam najmniejszej potrzeby przepraszania Jarosława Kaczyńskiego, ale skoro postawił taki warunek, żeby odbyła się debata, chyba naturalna debata szefów dwóch największych partii - rządzącej i głównej partii opozycyjnej, to mnie nic nie kosztuje, żeby powiedzieć: "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i użyłem tych trzech słów, takich dość naturalnych, przynajmniej w moim codziennym języku - mówił Tusk. Jak przyznał, "numer" z przeprosinami się udał: - Pomyślałem sobie: "ok, jesteś taki kozak, nie boisz się debaty, to przepraszam, to spróbuj". No ale, jak zawsze w ostatnich latach okazało się, że coś trzeba mieć takiego, żeby nie pękać przed głównym oponentem, a tutaj tego nie ma.
Kaczyński może rozmawiać tylko ze "swoimi" dziennikarzami i najlepiej, jeśli zakres tematyczny rozmowy będzie wcześniej uzgodniony - ocenia medioznawca. - Podobnie działają inni politycy PiS - ocenia dr Oczkoś. - Ta władza opanowała do perfekcji nawiązywanie kontaktów tylko z zaprzyjaźnionymi ludźmi. To skandal, że najważniejsi politycy tej partii, jak pan Terlecki, odwracają się plecami do dziennikarzy, odzywają się w chamski sposób i robią to za nasze pieniądze. Kaczyński nie jest wymiataczem, jeśli chodzi o wystąpienia publiczne. Nie ma okazji ich trenować, bo przeważnie występuje w cieplarnianych warunkach, gdzie może liczyć na łatwe pytania dziennikarzy, a gdy wchodzi na mównicę, pomaga mu pani marszałek i cały zastęp jego najbliższych współpracowników. Kaczyński robi teraz tour po zaprzyjaźnionych redakcjach. Były już wywiady dla "Sieci", "Gazety Polskiej" czy Polskiej Agencji Prasowej. To ustawka, która ma odwrócić uwagę od drożyzny, szalejącej inflacji, walki o pieniądze z Unii czy rekonstrukcji rządu - uważa dr Oczkoś. Ekspert dodaje, że ofensywa medialna Jarosława Kaczyńskiego może oznaczać przyspieszone wybory parlamentarne i zmiany w rządzie. - Spór z Unią Europejską musi się skończyć rekonstrukcją. Najlepiej byłoby wymienić premiera, ponieważ będzie można zrzucić na niego wszystkie możliwe niepowodzenia. Elektorat PiS powinien to zrozumieć, bo Morawiecki nie jest w tym gronie lubiany - mówi dr Oczkoś.
Źródło wirtualnemedia.pl
23 10 2021 Idiotyzacja polityki i polityków.
Czy pamiętacie ludzi Platformy obywatelskiej sprzed kilkunastu lat? Pamiętacie takie nazwiska jak śp. Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita, śp. Maciej Płażyński, śp. Zbigniew Religa czy choćby Andrzej Olechowski? To wszystko ludzie dawnej PO. Można byłoby znaleźć jeszcze trochę starych nazwisk ludzi, z którymi nie zawsze się człowiek zgadzał, czy wręcz z którymi chciał politycznie konkurować czy walczyć, ale jednocześnie miał szacunek i respekt, jako do poważnych przeciwników politycznych. Prezentujących pewien poziom wiedzy, inteligencji, czy głębię analizy - po prostu jakąś klasę. Jeśli miałbym stworzyć trafne porównanie, to użył bym następującego: przez nieco ponad dekadę Platforma Obywatelska z pozycji średniozamożnego mieszczanina, właściciela kamienicy czynszowej wraz ze sklepikiem na parterze, stoczyła się do roli zapijaczonego, bezdomnego narkomana spod wiaduktu na  Kensingtone Ave w Filadelfii: Brakuje mi bowiem nawet płaszczyzny porównania dla klasy i poziomu dawnych ludzi PO, do poziomu i klasy reprezentowanego przez takie patopostacie jak: Klaudia Jachira, Ewa Kopacz, Iwona Hartwich, Małgorzata Kidawa-Błońska, Agnieszka Pomaska, Joanna Mucha, Radosław Sikorski, biegacz Sterczewski, mędrzec Myrcha. Tych dwóch ostatnich posłów nawet nie znam z imienia - zapamiętałem ich "dzięki" ich idiotycznym wyczynom. Pierwszy urządzał sprinty na granicy białoruskiej. Drugi - zapytany o imiona Trzech Króli - wymienił Belzebuba, zamiast Baltazara. To jakby pomylić Austrię z Australią czy Szwecję ze Szwajcarią, kombinerki z kombinatoryką... No kompletny idiota... Upadek Platformy w dziedzinie klasy i poziomu jej posłów jest równie spektakularny, co zderzenie z ziemią arbuza, zrzuconego z ostatniego piętra wieżowca.
Zauważyłem właśnie, pisząc na bieżąco, że jestem w stanie z marszu wymienić znacznie więcej skrajnych idiotów z tej partii, niż dawnych ludzi posiadających klasę. Świadczy to jeszcze gorzej o przepaści pomiędzy dawną kanapą godnych reprezentantów-przeciwników tej partii sprzed 10-15 lat, a długim rzędem obecnych idiotów, walających się na długim krawężniku pod wiaduktem (nawiązując nadal do rzuconego na początku porównania). Powiem Wam nawet więcej. Tendencje dotyczące idiotyzacji, kretynizacji i infantylizacji polityki dotyczą całego spektrum politycznego Polski, Europy i Świata! Spójrzmy na takie postacie jak Spurek, gej Biedroń, jego gej-partner Śmieszek (czy jak mu tam).
W Europie takich debili posłów czy europosłów, są całe stada! Ba! Największe mocarstwo świata - USA - właśnie wybrało na prezydenta dziadka idiotę, bredzącego bzdury, ojca narkomana (Huntera Bidena), dającego się filmować z prostytutkami w niejednoznacznych scenach. Czy wyobrażacie sobie co działoby się w Polsce gdyby opinia publiczna dowiedziała się o podobnych wyskokach dziecka urzędującego prezydenta? Nie muszę pisać. A tam? Nie stało się nic. Wszyscy natomiast zwariowali, gdy policjanci zabili niechcący murzyna-narkomana z kryminalną przeszłością. Zaczęły klękać narody Świata! W oparach absurdu i jakimś narkotycznym szale napędzanym przez serwisy społecznościowe...
Gdy dowiedziałem się ostatnio, że Platforma Obywatelska lokuję prymitywa: Agnieszkę Pomaskę, jako szefową struktur pomorskich pomyślałem sobie od razu: doskonale! Potrzebujemy jak najwięcej iodtów, kretynów w Platformie i władzach tej partii! Przypomniały mi się nawet memy-żarty, mówiące o tym, że za podobnymi decyzjami w Platformie stoi sam Kaczyński :) I powiem Wam szczerze: coś w tym jest, do pewnego stopnia. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Rozgrywanie ich będzie łatwiejsze niż wygrana partia szachów z szympansem. Ba! Jakich tam szachów!? Warcabów albo kółka i krzyżyk! Przynajmniej szybciej pójdzie.
Takie same przemyślenia dotyczą całej rozgrywki europejskiej o praworządność. To jest sytuacja jedynie do wygrania! To że TSUE, Komisja Europejska, Parlament postawiły cały zakład na kartę pod tytułem "wyższość prawa europejskiego nad krajowymi konstytucjami", jest wyrazem tego, że po stronie UE rozgrywają to kretyni i idioci. Polska nawet nic nie musi robić, bo wykazanie wyższości Konstytucji, jest równie łatwe, co dowodzenie tego, że czarne jest czarne. Na razie mamy polityczną szopkę, ale jak przyjdzie co do czego, to nikt nie podpisze się pod takim kuriozum. Co więcej - elity UE tracą raz na zawsze wiarygodność w oczach Polski i zwykłych europejczyków. Misternie budowana narracja Unii Europejskiej, zawoalowana do tej pory w stosunkowo mądre, aczkolwiek nic nie znaczące pojęcia, takie jak demokracja, praworządność, europejskie zasady, właśnie zawaliła się doszczętnie, jak domek z kart! Doszczętnie! W ciągu kilku dni. Pospadały maski i przebrania i dziś doskonale wiemy, że mamy do czynienia z jednej strony z idiotami, a z drugiej strony z parszywymi, obrzydliwymi, odrażającymi, podłymi, paskudnymi kanaliami-zdrajcami. Mówię oczywiście o polskiej Targowicy v. 2. Królowie, królowe, książęta i damy oraz nasz rodzimy błazen, dedykowany na polskiego gubernatora - są nadzy! Widzi to cała Europa!
Na koniec przypominał mi się tekst, który latał wczoraj po necie. Trochę brzydki i wulgarny, ale według mnie to niezmiernie trafna parabola. Jeśli jesteście wrażliwi, to nie czytajcie. Carycę możemy zamienić dziś na Platformę/Unię Europejską: Księżna hrabina caryca Aleksandra miała trzy nocniki. Srebrny nocnik do codziennego użytku. Złoty nocnik, którego używała w soboty, niedziele i święta. I nocnik platynowy wysadzany diamentami na  specjalne okazje. I co? Jak ‘ruskie’ wpadli w środku nocy to się na schodach zesrała.
Źródło niepoprawni.pl
Dziś wybory Tuska na przewodniczącego Tuska. Wszyscy czekają z zapartym tchem kto wygra. Kto by nie wygrał i tak teściowa będzie rządzić.
Z forum: Radio ZET NEWS Wiadomości: Paweł Graś w rozmowie z nami potwierdza, że Donald Tusk przekonał von der Leyen do wypłaty Polsce funduszy z KPO. "To osobiste zaangażowanie Premiera Tuska zdecydowało, że pieniądze trafią do Polski. Tusk nie mówi o tym z wrodzonej skromności ale powinniśmy być mu wdzięczni".
Agnieszka Pomaska musiała uznać wyższość marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka w wyborach na szefa PO w regionie. Posłanka była faworytką po powrocie Donalda Tuska do partii. 
14 10 2021 Morawiecki:Ulepiliście sobie demona i walczycie z nim.....
….niczym Don Kichot, który widział wiatraki, a wyobrażał sobie, że to takie olbrzymy są i atakował je z kopią, te "olbrzymy". Wszyscy inni wiedzieli, że to wiatraki, ale on atakował te wiatraki z ogromną determinacją - powiedział. Polacy widzą doskonale, że wasz polexit to są takie wiatraki Don Kichota i myślę, mam nadzieję taką, że Polacy nie oddadzą naszej ojczyzny w ręce Don Kichotów - stwierdził również premier. "Partyjniactwo PO wyszło na wierzch". Podczas debaty politycy opozycji postawili na swoich ławach flagi Polski i UE. Szef rządu przypominał, że posłowie Platformy Obywatelskiej głosowali przeciwko ustawie wyrażającej zgodę na ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE, koniecznej do uruchomienia Funduszu Odbudowy, a tym samym byli przeciwko - jak mówił - Krajowemu Programowi Odbudowy, "przeciw środkom dla Polski". Byliście przeciwko polskim interesom, przeciwko interesom Polski w UE, tym samym byliście też przeciwko interesom UE. Reprezentowaliście swoje wąskie, ciasne myślenie, ciasne, partyjne interesy. Partyjniactwo PO wyszło na wierzch - mówił Morawiecki, oddając honor parlamentarzystom Lewicy, która "w tej kwestii wzniosła się ponad podziały". Przemówienie premiera przerwały okrzyki z ław opozycji, a marszałek Sejmu Elżbieta Witek upomniała posłów. Morawiecki mówił, że według polityków opozycji prawo unijne jest nadrzędne nad polską konstytucją. Wtedy, kiedy już tak by się stało, to nie będziemy mogli mówić o tym, że Polska jest krajem w pełni suwerennym. Polska byłaby wtedy jakimś regionem w jakimś abstrakcyjnym superpaństwie europejskim, ale to nie byłaby suwerenna Polska i tego nie chcemy - powiedział.
Premier występując w Sejmie, zwrócił się do opozycji, przekonywał, że to, co obecnie ona robi to "antypaństwowa antypolityka". Postępujecie tak zresztą od lat. Aż strach bierze jakby sobie człowiek wyobraził, co byłoby, gdyby dzisiaj ten kryzys migracyjny, wyobraźmy sobie szanowni państwo, drodzy rodacy: ten kryzys migracyjny i PO z panem Cezarym Tomczykiem, który mówi, że można przyjąć każdą ilość migrantów, i jak by wyglądała wtedy Polska i jak wyglądałaby wtedy UE - mówił. Dlatego szanowni państwo mówimy "nie" dla jednego państwa europejskiego, z jedną centralą w Brukseli, mówimy "nie" dla centralizacji brukselskiej, mówimy "nie" dla stanów zjednoczonych Europy, bo to jest następna chora koncepcja lewackich ideologów, mówimy "nie" dla takiej koncepcji - powiedział premier.
 Może pan (Donald) Tusk już w tej chwili dyktuje drugą część swoich wspomnień "od brexitu do innych exitów, jak skutecznie rozwaliłem UE", drugi tom "Szczerze" - ironizował szef rządu, nawiązując do książki napisanej przez b. premiera i lidera PO. Ale w ogóle trzeba przyznać, że pan Tusk idzie przez życie jak huragan, czego się nie dotknie, doprowadza do ruiny, najpierw zrujnował polskie finanse publiczne i uciekł do Brukseli, potem w Brukseli doprowadził do kryzysu migracyjnego i do brexitu i uciekł z powrotem do Polski. Aż boję się pomyśleć, do jakiej ruiny doprowadzi Polskę teraz, Boże broń przed takimi politykami - powiedział Morawiecki. My chcemy Unii, która rozwiązuje problemy zwykłych obywateli, a nie Unii, która wdraża światopoglądowe rewolucje. Chcemy Unii, która realizuje interesy Polaków i interesy wszystkich obywateli - 450 milionów obywateli Unii Europejskiej - a nie widzimisię europejskich biurokratów - powiedział premier Mateusz Morawiecki.
Dla nas to wspólnota, która musi się opierać na autentycznej równości - dlatego polski Trybunał Konstytucyjny 7 października nie zakwestionował traktatów europejskich, tylko wydał wyrok w obronie polskiej suwerenności, i pięknie go uzasadnił, tak jak zresztą kilka trybunałów konstytucyjnych państw członkowskich. Bowiem, jeśli Unia ma pozostać demokratyczna, to naród - polski, holenderski, niemiecki, francuski, hiszpański, narody mieszkające w Belgii - musi decydować, a nie sędziowie, nie sędziowie TSUE. Szanujemy sędziów, ale oni nie są od ustanawiania nowego ustroju, tylko od sądzenia w ramach ustaw przyjmowanych w danym porządku prawnym - mówił premier. Premier ocenił, że dziś państwa członkowskie UE "stają się takim polem doświadczalnym instytucji europejskich - Komisji i - owszem, tak - Trybunału Sprawiedliwości UE, który przesuwa granicę z prawie każdym wyrokiem - na co pozwolą narody europejskie, czy pozwolą na pominięcie konstytucji krajowych". My na to nie pozwalamy - konstytucja jest najważniejsza - oświadczył szef rządu.
Mówicie, że Europa to wolność; dlaczego godziliście się na przymus relokacji migrantów w 2015 - taka była wasza polityka? Mówiliście, że Unia Europejska to sprawiedliwość - dlaczego za waszych rządów Polacy wyjeżdżali na zmywak do Anglii, żeby tam pracować? Mówiliście, że Unia Europejska to solidarność - dlaczego nie zapobiegliście, wy i wasz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk - budowie Nord Stream 2, w wyniku czego Polska ma dziś największe ceny gazu? - zwracał się do opozycji premier.
Źródło rmf24.pl
Wzruszyłem się do łez, serce przyspieszyło, w gardle coś mi stanęło...Ale nagle przyszło otrzeźwienie, orzeźwienie przecież to wszystko powiedział Pinokio, Krzywousty, największy kłamca wśród kłamców!? Ktoś mu przerobiony Manifest Lipcowy podsunął, a on pojechał z nim na cały świat!?
No i łamigłówka zaczyna się układać!? Kilka dni temu Kaczyński powiedział: Trzeba po prostu, by rolnicy łączyli się w większe grupy, grupy producenckie, jeśli są jakieś spółdzielnie, to można wykorzystać, i kupowali jakby zbiorowo. Wtedy te ceny mogą być obniżone. Znaczy się powrót do kołchozów, PGR-ów, Spółdzielni Rolniczych z pełną księgowością, albo przekształcenie małych gospodarstw rolnych w firmę rodzinną, na zasadach obowiązujących dla małych przedsiębiorstw, firm!? No i już na lewo nic od rolnika nie kupisz, bo będzie musiał mieć kasę fiskalną!? Ziemniak który dziś kosztuje około 50 gr za kilogram, po wejściu Nowego Ładu będą kosztować 1.5 zł, i to nie w sklepie a na polu u rolnika!?
A to jest najlepszy pomysł Morawieckiego otwieram jednoosobową firmę, i jednocześnie muszę odprowadzać ZUS od wszystkich pełnoletnich członków mojej rodziny, i rodziny żony!? 
13 10 2021 Przestrzegam przed D. Tuskiem!
Być może staje się to nudne, ale warto jednak bardzo uważnie przyglądać się poczynaniom w Polsce D. Tuska. I trzeba też przypomnieć sobie jego działalność jako premiera RP. Jeżeliby założyć (tylko hipotetycznie), że jest wysłannikiem Berlina na Polskę oraz dla Rosji jest "ich człowiekiem w Warszawie", to najwięcej może ucierpieć nasza gospodarka. Oczywiście również atak na nasze, polskie wartości też jest dla Niemców czy Rosji ważny, ale nie tyle, co nasze zasoby naturalne, nasze przedsiębiorstwa czy też dynamicznie wzrastająca nasza gospodarcza konkurencyjność. W czasie, gdy był premierem kwitło mafijne, finansowe wyłudzanie od państwa polskiego należnych mu kwot z podatku VAT. Był to proceder nagminny, który w większej części zlikwidowały obecne władze. Oj... to naprawdę musi boleć owych mafijnych VAT-owców, ale też ich promotorów lub ludzi z kręgów dawnej władzy, którzy też być może - przymykając oczy na te szwindle - czerpali z tego zyski, choćby poprzez korupcję. 
Wszyscy chyba pamiętamy, że D. Tusk zapowiadał, że nasze narodowe Polskie Linie Lotnicze LOT wcale nie muszą być polskie. Co wtedy miał na myśli? Czy zamierzał - poprzez OLT Express - przekazać LOT niemieckiemu narodowemu przewoźnikowi, czyli Lufthansie (Deutsche Lufthansa AG)? Czy po to zmniejszał sztucznie ich rentowność? A teraz się okazuje (pominąwszy kryzys cowidowy), że nasze linie mają się całkiem dobrze i są bardzo konkurencyjne, m.in. wobec lotniczych niemieckich linii! Naprawdę warto sobie przypomnieć jego słowa...
A nasze lasy. Czy pamiętamy, że w nocnym głosowaniu - dzięki PiS-owi i tym samym tylko z przewagą 5 głosów - je uratowaliśmy dla Polski. Cały ówczesny rząd PO-PSL chciał je pośrednio sprywatyzować. Tylko komu? Wygadał się wtedy B. Komorowski, który - oczywiście też pośrednio - wskazał, że mogą one być elementem zapłaty Żydom za ich bezprawne i wyimaginowane żądania od nas reparacji wojenno-powojennych. A czy pamiętamy likwidację przez D. Tuska naszego przemysłu stoczniowego, który od zawsze był konkurencyjny wobec stoczni niemieckich. Według D. Tuska miał się pojawić jakiś tajemniczy "inwestor katarski", ale oczywiście nic z tej bujdy dla ciemnych "lemingów" nie wyszło a stoczniowcy dostawali propozycje przekwalifikowania się m.in. na... fryzjerów psów. No i oczywiście - w dalszej kolejności - warto sobie przypomnieć kontrakt gazowy z Rosją podpisany przez wicepremiera W. Pawlaka, który na szczęście został wtedy zablokowany (a jak by to było dziś?) przez KE, bo został uznany za skrajnie dla Polski i UE niekorzystny. No i dalej. Czy pamiętamy jak tamten rząd ubolewał nad kondycją finansową PKP i nie wróżył im nic dobrego bez wsparcia lub przejęcia przez "bardziej doświadczonych przewoźników". Czy wtedy myślano np. o przejęciu naszych PKP przez Deutsche Bahn AG (DB) – niemieckie przedsiębiorstwo kolejowe i logistyczne? Warto powrócić do tamtych wypowiedzi członków rządu D. Tuska.
Może to jest obszar niszowy, ale w sumie dla mnie bliski (pracowałem w Uzdrowisku). Rząd D. Tuska postanowił sprywatyzować 20 spośród 27 uzdrowisk w Polsce, które były - po procesie komercjalizacji - jednoosobowymi spółkami Skarbu Państwa. I większość udało mu się z tej listy sprywatyzować a przecież to one  również stanowią (stanowiły) dobro narodowe i to z tradycjami. Docelowo - gdyby rządził dalej - miało pozostać w rękach państwa tylko jedno: w Krynicy-Zdroju. Na szczęście stracił władzę i nie zdążył...
A czy pamiętamy aferę Sobiesiakową (Ryszarda Sobiesiaka), gdzie ten szemrany biznesmen budował sobie do woli kolejkę górską i wycinał bez pozwolenia drzewa z obszaru chronionego i chciał zarządczego stanowiska dla najbliższego członka rodziny (córki) w spółce Totalizator Sportowy?
Za czasów D. Tuska Polskie Koleje Linowe zostały sprzedane spółce Polskie Koleje Górskie S.A. (99,77% udziałów miała spółka Altura założona przez fundusz inwestycyjny Mid Europa Partners, 0,23% udziałów cztery gminy z terenu powiatu tatrzańskiego – Gmina Miasto Zakopane, Gmina Bukowina Tatrzańska, Gmina Kościelisko i Gmina Poronin). Dopiero w 2018 roku została zawarta  umowa pomiędzy funduszem inwestycyjnym Mid Europa Partners a Polskim Funduszem Rozwoju SA (PFR) w sprawie zakupu 99,77% akcji Polskich Kolei Linowych SA (PKL) przez Polski Fundusz Rozwoju od funduszu Mid Europa Partners i polskie kolejki górskie znów stały się polskie.
A czy pamiętamy, że D. Tusk ukradł nam 150 mld zł z OFE twierdząc bezczelnie, że nie były to nigdy nasze pieniądze? Czy też może przypominamy sobie, że D. Tusk deklarował, że Polska przyjmie walutę Euro już w 2012 roku? Czyli inaczej walutę, na której najbardziej zyskały Niemcy, no może jeszcze Francja i Holandia. To też umyka naszej uwadze? A już z zamierzchłych czasów czy pamiętamy D. Tuska, który chciał oderwać Kaszuby od Polski i twierdził, że dla niego "polskość to nienormalność"? I tak bym mógł wymieniać jeszcze wiele zachowań i wypowiedzi D. Tuska, i dodatkowo jeszcze ponad 2 tysiące razy, czyli tyle, ile bloger MarkD spisał jako afery rządów PO - PSL. 
Mógłbym, ale to jest bez sensu, bo i tak dziś D. Tusk zapowiada, że jak przejmie władzę to zlikwiduje wszystko, co zrobił dla ludzi PiS: programy socjalne (m.in. 500+, dodatki szkolne, dodatkowe emerytury, pomoc rodzinom wielodzietnym, bezpodatkową pracę dla młodzieży poniżej 26 roku życia, itd, itp.) a także zapewne ukróci dotacje na zrównoważony rozwój dla wszystkich regionów Polski i powróci do swojego  modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego, który zakładał tylko rozwój dużych aglomeracji i to tych z zachodniej, północnej i południowej Polski (szczególnie na dawnych polskich terenach zawłaszczonych onegdaj przez Niemcy). A jakie - gdyby udało się D. Tuskowi przejąć władzę w naszym kraju - czekają losy CPK, Baltic Pipe czy Przekopu Mierzei Wiślanej? Czarno to widzę, bo przecież wszystkie te polskie inwestycje uderzają bezpośrednio w żywotne, gospodarczo-polityczne interesy Niemic i Rosji. 
No i już zupełnie na koniec. D. Tusk robi wszystko (a raczej Niemcy), żeby nasz KPO nie został zaakceptowany przez UE, albo przynajmniej chce doprowadzić do odłożenia w czasie tej akceptacji. Pozostały jeszcze trzy kraje, które na taką akceptację czekają (a tym samym na uruchomienie dla nich środków unijnych na odbudowę pocowidową gospodarki): Polska, Węgry i Szwecja. Szwecja chyba tylko dlatego, żeby służyć jako listek figowy zasłaniający prawdziwe oblicze niemieckiej UE. Nasz szef NBP twierdzi, że nawet bez tych środków - które i tak są pożyczką, które zadłużają poszczególne państwa - Polska sobie poradzi i to, co dziś pozytywnego dzieje się w gospodarce polskiej jest daleko lepsze niż tzw. cud gospodarczy Niemiec. Oby relatywnie tak faktycznie było! Tym niemniej... my - jako Polacy - nie możemy dopuścić do tego, aby D. Tusk i jego formacja znów przejęli u nas władzę. To byłby koniec naszej gospodarki a silna gospodarka jest ostoją suwerenności i niepodległości! Chcemy je stracić? Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
Źródło niepoprawni.pl 
12 10 2021 Warszawski wiec "germańskiego gubernatora na Polskę" D. Tuska?
Coraz więcej osób - i bardzo dobrze - zaczęło mówić to o czym ja już pisałem wiele lat temu. Dla przykładu A. Gwiazda stwierdził w wypowiedzi dla wpolityce.pl, iż "Sprawa jest oczywista, Donald Tusk ma wyznaczoną rolę niemieckiego gubernatora w Polsce i po prostu o tę rolę walczy, bo nie może jej spełniać od 2015 roku". Podobnie wypowiada się Janusz Śniadek, poseł PiS: "Namiestnik Berlina w Polsce próbuje realizować niemieckie interesy i podporządkowywać Polskę w gruncie rzeczy Niemcom, bo to Niemcy dominują w Unii Europejskiej. Być może druga intencją Tuska jest to, by zahamować szybki rozwój Polski, bo silna gospodarczo Polska oznacza większą niezależność, samodzielność także polityczną". A ja od siebie dodam, że silna gospodarczo Polska jest zagrożeniem dla konkurencyjności Niemiec w Europie i to tym bardziej, że mamy jeszcze zachowaną polską walutę.
O potrzebie posiadania własnej waluty też pisałem i stwierdziłem m.in., że "Bez własnej waluty Polska byłaby bezbronna w razie dużych kryzysów i nie mogłaby się rozwijać w takim tempie jak do niedawna, czyli przed koronakryzysem. Bylibyśmy zdani - z walutą Euro - na łaskę EBC a tym samym moglibyśmy tylko liczyć na jałmużnę od bogatszych od nas krajów, które chcemy dogonić gospodarczo. Bez złotego ta pogoń nigdy się nie uda, bo wielkim krajom w postaci Niemiec czy Francji nie zależy, żeby nasza gospodarka dynamicznie się rozwijała i była konkurencyjna w stosunku do nich. Już to przerobiły kraje Południa Europy, gdzie ich konkurencyjność po przyjęciu Euro drastycznie spadła i musiały się po prostu zadłużać ponad miarę. Na walucie Euro najbardziej zyskały Niemcy. Po wprowadzeniu wspólnej waluty Niemcy stały się „Chinami Europy” odnotowując z roku na rok znaczną nadwyżkę w bilansie handlowym z innymi państwami unii walutowej. A pomyśleć, że D. Tusk deklarował, iż Polska może przyjąć Euro nawet w 2012 roku... Ale co mógł wówczas deklarować człowiek całkowicie wspierający niemiecką politykę i gospodarkę?". Czy można uważać, iż zmienił on w tym obszarze  swoje zdanie a tym samym niemieckie marzenie o wprowadzeniu w Polsce Euro? Pytanie wydaje się retoryczne. Szczerze powiedziawszy to w ogóle się zastanawiałem czy pisać o tej demonstracji, ale uznałem, że jednak sytuacja staje się na tyle groźna, że jednak jest taka potrzeba. 
Przychylam się do stwierdzenia, że tak naprawdę D. Tusk chyba wcale nie chciał do tej "polskiej nienormalności" wracać i że został namówiony (zmuszony?) przez jego protektorkę A. Merkel. W sytuacji, kiedy prezydenturę USA objął J. Biden (K. Harris?) i oddaniu przez niego naszej części Europy na rzecz Niemiec i poprzez rurociąg Nord Stream 2 i sytuację na granicy Polski z Białorusią,  także Rosji, to stał się On naturalnym wysłannikiem tychże, który ma jasne zadanie: "podpalić emocjonalnie Polskę" i obalić wszelkimi metodami obecny rząd. Jeżeli ktoś tego nie widzi, to musi być faktycznie intelektualnym ślepcem, nie rozumiejącym niczego z tego, co się dzieje. No jest jeszcze możliwość, że widzi i jest albo zdrajcą interesów polskich, albo chciwym cynikiem, dla którego Polska i Polacy są zupełnie obojętni i za "30 srebrników" jest w stanie nas sprzedać komukolwiek, albo też mitomania i megalomania w dążeniu do władzy jest jego cechą dominującą a zawiść i złość są jego immanentnymi cechami charakteru.  Gdzie umiejscowić tutaj D. Tuska? Pozostawiam to do rozstrzygnięcia czytelnikom. 
Ale też jestem coraz bardziej zawiedziony poziomem inteligencji dużej części polskiego społeczeństwa, którą onegdaj (ale w sumie całkiem niedawno) nazywano "lemingami". Czy taka hipokryzja jaką prezentuje dziś opozycja naprawdę ich nie razi? Jeszcze niedawno wszyscy z nich wołali Konstytucja (też wałęsowskie OTUA) i wskazywali, że jest to najważniejszy akt prawny w Polsce a dzisiaj krzyczą, że ona już wcale jest niepotrzebna bo wystarczą prawa unijne i Traktat Lizboński? Czy do tych głów nie dociera, że są sterowani jak kukiełki (pacynki) i wykorzystywani przeciw Polsce? Jeżeli znów nie widzą to: patrz poprzedni akapit. No i jeszcze ten Polexit odmieniany przez wszystkie przypadki i przypisywanie go do zamierzeń obecnie rządzących, choć nikt z nich ani razu nie powiedział, że ten Polexit jest realny a raczej było i jest przeciwnie: zarówno prezydent, premier, cały rząd i koalicja ZP głosi, iż tego naszego wyjścia z UE nie będzie. Osobiście mam mieszane uczucia w tej sprawie, bo dyskutować trzeba zawsze i w polityce nie ma słowa "nigdy". Obecny stan UE i kierunek jej rozwoju jest nie do zaakceptowania i albo Polacy zmienią to od środka, albo będzie czas na dyskusję nad Polexitem. Ale nie dlatego, że to opozycja o tym mówi, tylko po prostu obecne działania elity unijnej dążą do Superpaństwa i sądzę, że wiele krajów na to się nigdy nie zgodzi. A D. Tusk "strzela ślepymi nabojami" myśląc, że mamy 2010 czy 2011 rok, kiedy to Polacy byli najbardziej entuzjastycznie nastawieni wobec UE wśród innych państw, które do niej należą. Ale wtedy UE była jeszcze inna a dziś już dokładnie widać, że chce się z niej zbudować drugi ZSRR czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich i Polacy to widzą i nie tylko to... bo przecież dziś jesteśmy atakowani np. za takie same orzeczenie TK (o wyższości prawa krajowego nad unijnym) jak większość państw w UE, w tym np. Niemcy. I czy to nie jest skrajna hipokryzja elit unijnych a do tego różne traktowanie poszczególnych krajów - członków UE?
Widać, że totalna opozycja w sprawie domniemanego Polexitu sięga po "dobre wskazówki", bo ciągle powtarzając kłamstwo myśli, że stanie się ono w odbiorze swoich zwolenników w końcu prawdą. Tak jeszcze na zakończenie. Widząc mowę ciała (mimika twarzy, ruchy dłoni, wyraz oczu) i werbalną nienawistną agresję, jakie w swoich przemowach prezentuje  D. Tusk, to zastanawiam się nad jego kondycją psychiczną. Być może się mylę, ale - jako laik w tych sprawach - chętnie poznałbym opinię jakiegoś specjalisty, bo przecież to może też być wszystko wyreżyserowane w celu zwiększania poziomu negatywnych emocji wśród jego zwolenników. A taka kumulacja emocjonalnego wzburzenia może się w końcu zakończyć tragedią i rozlewem krwi na ulicach. Tego chce D. Tusk? Już i tak totalna opozycja przesunęła granice przyzwoitości zachowania wprowadzając do akceptowalnego słownictwa wulgaryzmy, opluwanie przeciwników czy nawet przedstawicieli służb mundurowych lub też już jawną agresję - na razie kończącą się dewastacjami elewacji kościołów, niszczeniem autobusów "pro life", atakami na funkcjonariuszy... ale takie rozemocjonowanie może w końcu wymknąć się spod kontroli. Po to D. Tusk wrócił do kraju? Pozostawiam pytanie otwarte. 
Źródło niepoprawni.pl
Tusk kłamał, kłamie, i będzie kłamał bo taka jego natura!? Tusk podniósł wiek emerytalny, i okradł mnie z emerytury z OFE!? Aż zimne ciarki mnie przechodzą kiedy sobie pomyślę, że znowu przejmie władzę razem z Rostowskim, Sikorskim.....
09 10 2021 Komunikat MSZ ws. wyroku Trybunału Konstytucyjnego.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego RP z 7 października potwierdził obowiązującą w Polsce i w Unii Europejskiej hierarchię źródeł prawa. Na pierwszym miejscu w tej hierarchii zawsze stoją krajowe konstytucje państw członkowskich UE. Unijne traktaty – jako akty prawa międzynarodowego – mają pierwszeństwo przed prawem krajowym rangi ustawowej, nie mogą jednak wyprzedzać konstytucji. Zasada ta nie budzi żadnych wątpliwości w orzecznictwie trybunałów i sądów konstytucyjnych wielu państw członkowskich UE. Sądy te wielokrotnie stwierdzały, że niektóre przejawy działania instytucji Unii Europejskiej, w szczególności Trybunału Sprawiedliwości UE, mają charakter ultra vires, tzn. przekraczają kompetencje przyznane tym instytucjom w traktatach. Orzeczenia takie zapadały m.in. we Francji, w Danii, we Włoszech, w Czechach, w Hiszpanii czy w Rumunii. Najbardziej ugruntowaną linię orzeczniczą w tym zakresie kontynuuje od lat 70. XX w. niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny.
Również polski Trybunał Konstytucyjny wydawał podobne orzeczenia w przeszłości – w składach pochodzących z wyboru dokonywanego przez Sejm RP we wszystkich konfiguracjach politycznych od momentu akcesji Polski do UE. W 2005 r. Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem sędziego Marka Safjana ustanowił zasadę, zgodnie z którą „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej w stosunku do wszystkich wiążących ją umów międzynarodowych, w tym także umów o przekazaniu kompetencji w niektórych sprawach. Konstytucja korzysta z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania na terytorium Polski” (wyrok z 11 maja 2005 r., sprawa K 18/04). Zasada ta została utwierdzona w następnych orzeczeniach TK, m.in. w postanowieniu z 19 grudnia 2006 r. (P 37/05), zgodnie z którym „Trybunał Konstytucyjny jest zobowiązany do takiego pojmowania swej pozycji, że w sprawach zasadniczych, o wymiarze ustrojowym zachowa pozycję „sądu ostatniego słowa” w odniesieniu do polskiej Konstytucji”, a także w wyroku z 24 listopada 2010 r. (K 32/09), w którym stwierdzono, że „przekazanie kompetencji UE nie może naruszać zasady nadrzędności Konstytucji i nie może łamać żadnych przepisów Konstytucji”.
Wyrok z 7 października potwierdza tę wieloletnią linię orzeczniczą. Trybunał nie zakwestionował przepisów Traktatu o Unii Europejskiej w całości. Wskazał jednak, że interpretacja, zgodnie z którą miałyby one prowadzić do nadrzędności norm prawa międzynarodowego nad prawem krajowym rangi konstytucyjnej, byłaby nie do pogodzenia z obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej hierarchią źródeł prawa. Interpretacja prawa UE, będąca skutkiem ostatniego orzecznictwa TSUE, a zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny prowadziłaby bowiem do sytuacji, w której polscy sędziowie byliby zmuszeni (przez prawo UE, a więc normę prawną niższego rzędu) do pominięcia przy orzekaniu przepisów Konstytucji RP (a więc normy prawnej wyższego rzędu). Ponadto, interpretacja taka ustanawiałaby dla obywateli RP niższy standard ochrony sądowej niż ten, który przysługuje im na podstawie Konstytucji. Zgodnie z Konstytucją, sędziowie powołani przez Prezydenta RP są nieusuwalni, a w sprawowaniu swego urzędu podlegają jedynie Konstytucji i ustawom. Interpretacja prawa UE zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny zmierzała do podważenia tej zasady, dopuszczając do kwestionowania ich wyroków i faktycznego pozbawienia ich władzy sędziowskiej – co w konsekwencji pozbawia obywateli pewności prawa i zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Akceptacja tej interpretacji obniżyłaby zatem standard ochrony prawnej poniżej poziomu gwarantowanego w Konstytucji RP – i również z tego powodu nie mogła zostać uznana przez TK za zgodną z Konstytucją RP.
Zgodnie z art. 9 Konstytucji RP, Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego. Oznacza to, że wszelkie zobowiązania wynikające zarówno z pierwotnego, jak i wtórnego prawa Unii Europejskiej pozostają w mocy i będą przez Polskę przestrzegane. Przepisy Traktatu o Unii Europejskiej wskazane w wyroku TK z 7 października pozostają w mocy. Niedopuszczalna jest jedynie taka ich interpretacja lub stosowanie, która narusza polską Konstytucję.
Biuro Rzecznika Prasowego
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Źródło niepoprawni.pl 
02 10 2021 Narodziny dyktatury.
Różnica między malarzem landszaftów a malarzem kominów jest ogromna. Ta różnica się zaciera, gdy zastanowimy się nad sposobem dochodzenia do władzy tych dwóch malarzy - choć tych osobników dzieli niemal epoka. To czas sprawia, że wielu dzisiejszych Polaków obserwujących cyrkowe występy posłów opozycji pośród których są zapewne także rosyjscy i niemieccy agenci wpływu, nie zdaje sobie sprawy, że to już kiedyś było. I to tuż za miedzą – w Rzeszy Niemieckiej.
Posłużę się pełnym cytatem: „Wbrew nadziejom Hitlera NSDAP nigdy w wolnych wyborach nie osiągnęła wyniku pozwalającego na sprawowanie samodzielnych rządów. Istniały w Niemczech partie i grupy społeczne, które okazywały sprzeciw wobec zarówno celów jak i brutalnych metod prowadzenia przez nazistów walki politycznej. Ich wpływ okazał się jednak zbyt słaby, zaś elity demokratyczne były zbyt skłócone i zdezorientowane, aby powstrzymać Hitlera na drodze ku władzy. W rezultacie w styczniu 1933 roku, po kolejnym kryzysie gabinetowym, prezydent Hindenburg desygnował Hitlera na stanowisko kanclerza Niemiec. Był to przełomowy moment w dziejach republiki weimarskiej i jednocześnie początek jej końca. Naziści uzyskując kontrolę nad aparatem państwowym, a zwłaszcza policją, w ciągu kilku miesięcy doprowadzili do zawieszenia swobód obywatelskich, likwidacji niezależnej prasy, usunięcia z Reichstagu opozycyjnych posłów i aresztowania przeciwników politycznych. Niemieccy Żydzi obserwowali rozwój wydarzeń z niepokojem, lecz bez popadania w przesadny pesymizm. Podobnie jak wielu obserwatorów zagranicznych uważali, że antysemityzm NSDAP był jedynie populistycznym hasłem wyborczym, pozwalającym na mobilizowanie skrajnie prawicowego elektoratu. Powszechnie przewidywano, że wraz ze zdobyciem władzy Hitler, jako polityk, skupi uwagę na bieżących problemach administrowania państwem i porzuci w oczywisty sposób tak nonsensowne i szkodliwe uprzedzenia. Wkrótce jednak okazać się miało, że nowy kanclerz traktował antysemityzm nadzwyczaj poważnie”.
Zapewne niewielu Polaków popadło w przesadny pesymizm, gdy Tusk ustami Radka Sikorskiego zapowiedział „dorżnięcie watah pisowskich”, zaś ustami Nitrasa zapowiedział „opiłowanie katolików”. Tusk przecież na konwencji w Płońsku całował chleb i czynił znak Krzyża, choć już dwa tygodnie później przyznał, że była to zwykła propaganda, czyli ściema. Podobną ściemą były słowa Tuska, aspirującego do rządzenia Polską o obronie polskiej granicy i polskich żołnierzach i funkcjonariuszach Straży Granicznej: „Polacy, kiedy pada słowo granica, terytorium, państwo polskie, to trzymają kciuki za straż graniczną i żołnierzy, zrozumcie to” – podkreślił w Płońsku...
Nie minął miesiąc od konwencji w Płońsku, gdy Polacy na własne oczy zobaczyli reakcję posłów Koalicji Obywatelskiej i postbolszewickiej Lewicy, gdy w Sejmie RP padły słowa "granica" i "terytorium" oraz słowa o straży granicznej i polskich żołnierzach. Ten szał nienawiści totalnej opozycji do polskiej granicy, polskiego terytorium oraz do Wojska Polskiego i Straży Granicznej zapadnie w pamięci Polaków na wiele lat, podobnie jak widok wściekłego „Speedy Gonzalesa” siedzącego w pierwszej ławie posłów KO – obok Kidawy i Borysa Budki. Zapewniam was – aspirujący do władzy w Polsce führer totalnej opozycji nie zawiesi nikogo za te oburzające występy w Sejmie RP, gdyż ten spektakl był częścią jego planu dojścia do władzy. Podobnie jak w czasach, gdy władzę zdobywał malarz landszaftów. Dyktatura zawsze wyrasta z zamętu, który od lat jest jedynym programem Platformy Obywatelskiej oraz postbolszewickiej Lewicy. „Dyskusja” w Sejmie na temat przedłużenia stanu wyjątkowego na granicy z Białorusią, dokąd Putin z Łukaszenką dowożą tabuny migrantów z krajów muzułmańskich pokazała, że partia obywatelska to banda wściekłych kundelków, które zamilkną tylko wtedy, gdy ich uciszy sam führer. Wystarczył bowiem SMS od starej, 80-letniej doradczyni Tuska, by największe zdawało by się tuzy Platformy podkulili ogony, łasząc się do swojego Pana. Tylko bezwzględne posłuszeństwo gwarantuje bowiem łaskawość dyktatora...I choć Tusk nie został wybrany przez własną partię na stanowisko przewodniczącego, to już wkrótce zdobędzie władzę absolutną w Platformie Obywatelskiej. Donald Tusk będzie bowiem jedynym kandydatem w zaplanowanych na 23 października wyborach przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Tusk w krótkim czasie pozbył się konkurentów i tak wystraszył chłopców z ferajny, że nie znalazł się choćby jeden kontrkandydat Donalda Tuska. Zemsta teściowej może być straszna o czym wiedzą ci, którym się marzy absolutna władza nad Polakami na fotelu ministra. Nie trudno jest wyobrazić sobie Siemoniaka, który na fotelu ministra obrony znów rozbroi i zredukuje Wojsko Polskie, zaś Borys Budka jako minister sprawiedliwości wsadzi do więzienia członków PIS-u, co zresztą sam wielokrotnie zapowiadał... 
W procesie w Norymberdze nie brał udziału malarz landszaftów. 30 kwietnia 1945 roku prawdopodobnie przyjął kapsułkę z cyjankiem, a następnie strzelił sobie w skroń. Żaden z oskarżonych w procesie norymberskim nie przyznał się do winy i nie wyraził skruchy. Działali na rozkaz Führera i nic nie wiedzieli o niemieckich zbrodniach członków NSDAP w czasie II WŚ! Dziś, gdy chłopcy z ferajny Tuska nic nie wiedzą o migrantach dowożonych przez Putina i Łukaszenkę pod granicę z Polską przypomniałem, jak narodziła się dyktatura Adolfa Hitlera. W dniu 23 października 2021 narodzi się bowiem nowy dyktator, szczerze nienawidzący polskości. Wybrany zostanie przez aklamację jako jeden kandydat partii tchórzliwych piesków, które przestraszyły się osiemdziesiąt-letniej teściowej führera totalnej opozycji…
Źródło: niepoprawni.pl
Z archiwum 2013 rok: Drogi memu sercu premierze Tusk!!!
Drodzy i przemili Państwo moi!!!
Tylko zadowolony człowiek cieszy się wolnością.
Niestety ja nadal jestem niewolnikiem.
Okradliście i pozbawiliście mnie wszystkiego.
Ochłapy mi rzucacie.
Mirabelkami i szczawiem częstujecie.
Dobre i to.
Cieszę się, że wody z kałuży nie każecie mi pić
No i nie bijecie mnie,... jeszcze... pejczem ...
Znaczy się dbacie o swojego niewolnika.
Wielkie Wam za to dzięki drodzy memu sercu:
Donaldzie, Jarosławie, Januszu, Leszku, Ekscelencjo Józefie...
Szczególnie zaś chcę podziękować Janowi –Vincentemu
za troskę jaką mnie otoczył
Dba o mnie jak troskliwy ojciec,
bym się nie przejadł i na starość nie nudził.

Serdecznie
pozdrawiam
sklave
Za komuny gnębiony w demokracji ciemiężony
i ze wszystkiego do cna ograbiony. 
29 09 2021 Jaja jak berety.
Poślica Spurek deklaruje, że jest weganką, i nie toleruje wśród współpracowników jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego. To taki nowy rodzaj tolerancji – „tolerancja zabraniająca”. Zabrania na razie tylko współpracownikom, ale „miłe złego początki”. Swoją drogą to bardzo dziwne powiedzenie, bo kiedy już zza broni... pardon, Beretta mi przyszła na myśl... kiedy już zabroni wszystkim, miłe to wcale nie będzie. Przynajmniej dla mnie. Bo ja lubię jaja.Neomarksiści tak już mają, że gdy nie potrafią przekonać do swoich poronionych pomysłów, sięgają po zakazy, nakazy i metody siłowe. W końcu mają „rację”, więc ci, którzy nie chcą się podporządkować i nadal robią (i jedzą) jaja to na pewno „element patologiczny”, recydywa, a takich trzeba wyplenić ze społeczeństwa. Przecież każdy rozsądny, wykształciuch, oglądający właściwą TV (z logiem w niebieskim kółku) wie, że kura wcale nie chce znosić jajek – wręcz nie znosi znoszenia tych jaj, nie wspominając o robieniu – a jest do tego zmuszana. Nie przez Muchę, ale przez farmerów. To barbarzyńcy.
Ale odłóżmy jaja na bok (nie na boczek) i bądźmy przez chwilę poważni. Zastanówmy się, czy dałoby się taką Spurek postawić przed sądem? Albo Barda tęczowych Staszewskiego, co wymyślił strefy wolne od LGTBe? W te bujdy o strefach uwierzyło sporo euro- i spoza-eurokratów? Czy jest możliwe, że szkodliwa działalność tych, i wielu innych osób, będzie kiedykolwiek uznana w świetle prawa za szkodliwą, a zgodnie z prawem trafią za swą działalność za kraty? W końcu to euro-kraci. Zadaję te pytania na marginesie ostatniej decyzji pani Rosario Silva de Lampucery. Zwykle nie pytam o sprawy osobiste, bo... to przecież sprawy osobiste. Ale w tej sytuacji, wyjątkowo, chciałbym się jednak dowiedzieć, czy ta 67-letnia Hiszpanka jest weganką lub lesbijką. Bo jeśli jest, to może te kampanie spurkowo- bartkowe miały wpływ na podjęcie przez nią decyzji. Decyzji, której intencją była tak naprawdę chęć ukarania tych znienawidzonych przez Resorio Ślivę zjadaczy jaj i propagatorów stref z Polski. W końcu to skandal, że geje nie są wpuszczani do baru „Jeleń” w Szczyrku. I nie jest żadnym wytłumaczeniem fakt, że takiego baru w Szczyrku nie ma. To skandal i już.
Mamy chyba prawo widzieć, co legło u podłoża podjętej przez nią decyzji o zamknięciu kopalni w dalekiej Polsce. Dalekiej dla niej, ale nie dla nas. Oczywiście prawdopodobne jest też, że jako socjalistka z krwi i kości, a może także miłośniczka Gazety Wyborczej (nie należy tego wykluczyć), po prostu nie cierpi Jarosława Kaczyńskiego. Choćby dlatego, że on ma wąsy oraz afgańskiego psa, którego głodzi i plantację ha-szyszek... a jeśli nie ma, tym gorzej dla niego. Ta wiedza o pochodzeniu niektórych osób jest czasem niezbędna do zrozumienia, skąd biorą te niespożyte pokłady nienawiści i podłości. Wiedział to doskonale zmarły niedawno dr. Jerzy Targalski, co ujawnił w książkach z serii „Resortowe dzieci”, które miały „na celu pokazanie powiązań elit medialnych, biznesowych, politycznych i naukowych III RP ze strukturami PRL-u”. Opisywane tam osoby zaczynały swoje kariery w Polsce Ludowej, a niezwykle pomocni w rozwoju tych karier byli rodzice, pełniący funkcje w różnych resortach komunistycznego aparatu państwa. Wiedza i prawda nigdy nie są zbędne.
Przypomnę zatem, jak to Sylwia Spurek rozpaczała, kiedy po raz trzeci Sejm RP odrzucił kandydaturę jej koleżanki na stanowisko Rzecznika Platformy Obywatelskiej... pardon, Rzecznika Praw Obywatelskich. „Nieutulony w sercu żal” – jak śpiewał dawno temu Seweryn Krajewski. Po odrzuceniu kandydatury koleżanki, żal tym większy. Dlatego Spurek była w rozpaczy - „paczy i płaczy”, można było rzec filuternie. Ale nie pora na żarciki. Jak można było odrzucić kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na to stanowisko, ja się „zapytowywuję”? I to trzy razy (odrzucić trzy razy, bo „zapytowywuję” raz)! Ci nasi posłowie „Oj, nie znajom siem” – jak zaśpiewałby zespół ludowy „Grochowiny” im. Siniaka Kau Myszka... gdyby ktoś im pokazał jak śpiewać „majom” (a maj już dawno mi-noł, ju noł). Nie znają się, więc się nie poznali na tej kryształowej postaci (hłe, hłe, Mellechowicz). Obiekt żalów Sylwii i jej „jęków, stęków i zapłakanych oczów” – jak śpiewał (by) zespół Brathanki w piosence „Czerwone medale”, gdyby takowa kiedyś powstała – pani (domniemywam, że pani) Zuzanna Rudzińska-Bluszcz szybko została pocieszona po ostatecznej rezygnacji z kandydowania na RPO, zostając nową szefową Fundacji „ClientEarth - Prawnicy dla Ziemi”. Będzie w nas teraz walić z tamtej strony. I to nie jajami, ale kartaczami.
Zanim poślicy Spurek strzeli do głowy – bynajmniej nie z Beretty, choć jak zwykle kulą w płot – pomysł wprowadzenia ogólnoświatowego zakazu jedzenia jajek, przypomnę mój Pean, który w „bulach” tworzyłem i stworzyłem właśnie dla niej. Krótki, ale jajeczny. Ja tymczasem lecę zrobić sobie jajecznicę – na boczku... to znaczy na patelni. Pa.
CZERWONY KAP-SPUREK
Euro Pean wygłoszę na cześć tej posłanki
Pustej niczym Et-Ruskie z wykopalisk dzbanki
Jeśli taki znajdziesz, będzie w nim trochę piasku
Niczym złudnej nadziei, która świta o brzasku
Że się nawróci, zaduma lub zmityguje...
Gdy tak stale tumani, tokuje i pluje
Prędzej odlecą wiatraki i ruszą knieje
Nim Spurek oświeci i choć krztynę zmądrzeje
Jeśli się zachwycasz naczyniem na wonności,
Pamiętaj też, czym pachnie utrata wolności

Źródło niepoprawni.pl
No to Spurek musi teraz uważać, by Pawłowicz jako sałatkę ją nie skonsumowała, w czasie posiedzenia TK!?
27 09 2021 Morawiecki i jego drużyna. Jak poobsadzał na państwowych posadach znajomych z banków, resortów i "Solidarności Walczącej".
Byli urzędnicy kierowanych przez premiera resortów, członkowie założonej przez jego ojca "Solidarności Walczącej" czy bankowcy z rodowodem w BZ WBK i PKO BP – to trzy najważniejsze grupy zaufanych współpracowników Mateusza Morawieckiego, którzy obsiedli spółki skarbu państwa.
Morawiecki polityczną karierę zaplanował z bankową precyzją – udało mu się zbudować własne środowisko i umocnić swoją pozycję. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie grupa oddanych osób pracujących dla niego, a może przede wszystkim na niego. – Morawiecki, który do pierwszoligowej gry wszedł z pominięciem długiego terminowania w partii, a któremu w polityce się spodobało i chciałby zostać w niej na dłużej, musi budować sobie zaplecze – ocenia prof. Anna Pacześniak z UWr. Wśród ponad setki działaczy, których udało nam się zdefiniować jako ludzi Morawieckiego, brak jednak nazwisk szerzej znanych opinii publicznej. Poza jednym.
Tuż przed przystąpieniem do zbierania informacji do tego tekstu z listy oddanych współpracowników premiera w państwowych spółkach zniknęło to najbardziej rozpoznawalne: prezesa państwowego banku PKO BP Zbigniewa Jagiełły. To wieloletni przyjaciel szefa rządu jeszcze z czasów młodości i zaangażowania w "Solidarność Walczącą" stworzoną przez Kornela Morawieckiego, ojca premiera. Po roku 2015, kiedy władzę w Polsce przejął PiS, Jagiełło był jedynym prezesem spółki skarbu państwa, który nie stracił stanowiska. Jego pozycja była ponoć jednym z warunków, które Morawiecki postawił, decydując się na wejście do polityki. Chronić przyjaciela udawało mu się do maja 2021 r., kiedy Jagiełło został zmuszony do złożenia dymisji.
Drugi z ujawnionych przez "aferę mailową" współpracowników Morawieckiego to Mariusz Chłopik, do niedawna dyrektor biura marketingu sportowego i gamingu w PKO BP (bank jest sponsorem tytularnym piłkarskiej Ekstraklasy). Jego wyrzucenie z banku, ponoć zgodę na to wydał sam Jarosław Kaczyński, to kolejny, po prezentacji listy, element osłabiania pozycji premiera i wojny, jaką toczy on z wicepremierem Jackiem Sasinem. Chłopik wciąż zasiada jednak w radach nadzorczych spółek Lotos Terminale i Śląskiego Rynku Hurtowego Obroki – ta ostatnia należy do Grupy CZH, której większościowym akcjonariuszem jest Agencja Rozwoju Przemysłu. Prywatnie zaś to zięć Konstantego Radziwiłła, byłego ministra zdrowia w rządzie Morawieckiego, a obecnie wojewody mazowieckiego.
Kolejnym bliskim współpracownikiem premiera jest Wojciech Myślecki od lat zaprzyjaźniony z rodziną Morawieckich. W latach 80., gdy ojciec szefa rządu Kornel Morawiecki ukrywał się przed milicją i SB, Myślecki opiekował się rodziną założyciela "Solidarności Walczącej". Sam był zresztą jej członkiem, a według jego własnej relacji to on osobiście odbierał od Mateusza Morawieckiego przysięgę na wierność SW. Po 2015 r. Myślecki znalazł się w radach nadzorczych spółek Tauron i KGHM, obecnie zasiada w radzie "zrepolonizowanego" przez PZU Alior Banku. Człowiekiem Morawieckiego jest również prof. Waldemar Paruch, do 2019 r. szef Centrum Analiz Strategicznych przy premierze. Dziś jest członkiem aż trzech rad nadzorczych: Polskiej Fundacji Narodowej oraz spółek Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego Poznań i Aranda sp. z o.o., należących do Agencji Rozwoju Przemysłu. Od czasów premierowania Morawieckiego do spółek ciągnie cała grupa jego współpracowników z czasów pracy w BZ WBK. Pracownikiem tego banku był np. Adam Bugajczuk, dziś wiceprezes KGHM Polska Miedź SA. Prezes kombinatu Marcin Chludziński też uważany jest za nominata obecnego szefa rządu. Wcześniej był szefem wspomnianej ARP, zasiadał też w radzie nadzorczej Polskiej Fundacji Narodowej. Dziś jest członkiem rady PZU. Przeszłością w BZ WBK pochwalić mogą się również dzisiejszy wiceprezes PKO BP Piotr Mazur i członkowie zarządu PKN Orlen: Patrycja Klarecka i Armen Artwich, który zasiada też w radzie nadzorczej PLL LOT.
Z banku Morawieckiego do państwowych spółek trafili też inni: 
obecny prezes LOT-u i Polskiej Grupy Lotniczej Paweł Milczarski;
członkini rady nadzorczej PZU Agata Górnicka (jej mąż Tomasz jest członkiem zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości i członkiem rady nadzorczej spółki Nitroerg z grupy KGHM);
członkowie rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych Janusz Krawczyk i Filip Paszke;
Krystyna Wąchała-Malik z zarządu spółki PFR Nieruchomości czy Monika Standziak-Koresh, zatrudniona w PKN Orlen i zasiadająca w radzie nadzorczej spółki Orlen Usługi Finansowe;
Artur Sociński, wicedyrektor w Agencji Rozwoju Przemysłu i członek rady nadzorczej ARP Leasing 1. W radzie tej ostatniej spółki odnajdujemy również bliskich premierowi: Marzenę Zalewską, wcześniej dyrektor biura zarządzania i restrukturyzacji majątku skarbu państwa w ARP za czasów Chludzińskiego, i Pawła Góreckiego, prawnika z Wrocławia, rodzinnego miasta Morawieckiego. Dziś jest on nie tylko wiceprzewodniczącym rady nadzorczej PZU, ale również wiceprezesem Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych;
Szymon Kowalczyk, wiceprezes należących do Taurona spółek TEC1, TEC2 i TEC3. Do 6 września Kowalczyk był również członkiem rady nadzorczej samego Taurona;
W KGHM za ludzi Morawieckiego uważani są także członkowie rady nadzorczej Bartosz Piechota i Andrzej Kisielewicz, kolejny w tym gronie były działacz "Solidarności Walczącej".
"Partia i Spółki". Wspólne śledztwo Onetu, Wyborczej i Radia ZET. Na co dzień konkurujemy ze sobą o newsy i uwagę odbiorców. W tym śledztwie postanowiliśmy połączyć siły, bo wymagała tego racja stanu. Każda z naszych redakcji w ostatnich latach opisywała, jak PiS i jego koalicjanci coraz bardziej rozsiadają się w państwowych spółkach, używając rozdawania posad do poszerzania pola swoich wpływów. Widzieliśmy, że skala tego zjawiska jest duża. Ale jak konkretnie? Który z polityków rozdaje najwięcej łupów? Jakie są kulisy sporów o polityczne synekury? I jak to wpływa na stan samych spółek? Na te pytania postanowiliśmy uzyskać szczegółowe odpowiedzi.
Wybrane fragmenty z: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/morawiecki-i-jego-druzyna-jak-poobsadzal-na-panstwowych-posadach-znajomych/877hbbt 
24 09 2021 KRWAWA JATKA PO URODZINACH U RED. MAZURKA…
Przybyły prosto z Berlina z misją blitzkriegu Donald Tusk - z braku zwycięstw na polach bitwy z PIS-em postanowił wreszcie sobie ulżyć. Oczywiście na swoich feldmarszałkach, którzy doprowadzili do tego, że Platforma zaczęła sondażowy zjazd w dół. Już na sobotniej imprezie powiało mrozem po uczestnikach konwencji, gdy – ku zaskoczeniu zebranych – Tusk przedstawił się jako katolik, mówiąc: „Naszym przeciwnikiem nie są katolicy, bo przecież my jesteśmy katolikami w dużej większości, nie wpadajmy w schizofrenię”… Jak mówią świadkowie, Nitras po słowach Tuska resztę konwencji przesiedział w ubikacji, zaś Sikorski – który od dawna moczu nie trzyma – nie wytrzymał… Czy wyobrażacie sobie strach w oczach Jońskiego, Szczerby, Jachiry i Sterczewskiego, gdy usłyszeli w telewizji mrożące w krew żyłach słowa Tuska o obronie polskiej granicy?: „Otóż Polacy, kiedy pada słowo granica, kiedy pada słowo terytorium, państwo polskie, to trzymają kciuki za Straż Graniczną i żołnierzy, zrozumcie to…”
Joński, Szczerba, Jachira i Sterczewski, którzy nie zostali zaproszeni na występy Tuska w Płońsku, dziś czekają w strachu, kiedy wściekły Führer totalnej opozycji i na nich wyda wyrok… Bo skoro takie tuzy jak Budka i Siemoniak zostali zawieszeni? Bo właśnie dzisiaj Führer totalnej opozycji wezwał Budkę i Siemoniaka na dywanik do swojej kwatery (ponoć jest to bunkier pod Pałacem Kultury i Nauki), gdzie otrzymali zdrowy opieprz za uczestnictwo w urodzinach redaktora Roberta Mazurka. Po wyjściu z kwatery Führera okazało się, że Budka i Siemoniak oddali się do dyspozycji Naczelnego Wodza partii obywatelskiej w kontekście pełnionych przez siebie funkcji w partii i klubie. Okazało się bowiem, że Budka i Siemoniak pili wódkę na urodzinach red. Mazurka razem ze śmiertelnym wrogiem Führera i Platformy Obywatelskiej – członkami Prawa i Sprawiedliwości! W sytuacji zdrady partii i jej Führera nie będzie zaskoczeniem, że Borys Budka i Tomasz Siemoniak po oddaniu się do dyspozycji Tuskowi, złożyli na ręce drogiego wodza partii – nominata Angeli Merkel i niezawodnego patrioty germańskiego – druzgocące samokrytyki. Oto fragment samokrytyki Borysa Budki: „Z wielkim żalem przyznaję się do niewybaczalnego błędu uczestnictwa na urodzinach red. Mazurka. Na zorganizowaną przez red. Mazurka imprezę urodzinową szedłem w przekonaniu, że red. Mazurek – zgodnie z zaleceniem najdroższego wodza naszej partii - nie zaprosi żadnego przedstawiciela reżimu PIS. Niestety – na miejscu okazało się, że red. Mazurek złamał wszystkie demokratyczne standardy, gdyż oprócz przedstawicieli Platformy Obywatelskiej w osobach Borys Budka, Tomasz Siemoniak i Sławomir Neumann zaprosił także przedstawicieli reżimu pisowskiego. Niepomny zaleceń najdroższego nam Führera totalnej opozycji, zamiast wyjść z imprezy ze słowami do red. Mazurka: „Będziesz pan wisiał!” – uczestniczyłem w imprezie urodzinowej, wznosząc kilkukrotnie toasty na cześć solenizanta. Oświadczam jednak, ze toasty te wznosiłem bez żadnej satysfakcji, podczas gdy obecny ze mną poseł Siemoniak czynił to z wyraźnym zadowoleniem. Zwracam drogiemu mi Przewodniczącemu uwagę, że bawiący u red. Mazurka poseł Neumann Sławomir zataczał się po kilku toastach, ale nie został zawieszony...”
Oto fragment druzgocącej samokrytyki Tomasza Siemoniaka, złożonej po oddaniu się do dyspozycji pełniącego obowiązki przewodniczącego Platformy Obywatelskiej: „Najdroższy Donaldzie! Nieustraszony pogromco Wielkiej Brytanii! Nadziejo wszystkich postępowych sił, ciemiężonych przez reżim Kaczyńskiego! Zwracam się do Ciebie najdroższy Donaldzie z prośbą o łagodny wymiar kary, w związku z moją obecnością na urodzinach red. Mazurka. Na tę imprezę nie miałem zamiaru pójść, jednak uległem długotrwałym namowom Borysa Budki który twierdził, że nasza obecność na urodzinach red. Mazurka została zaakceptowana przez drogiego mi Przewodniczącego Partii. Na imprezie urodzinowej zachowywałem się zgodnie z zaleceniem Najdroższego Przywódcy, wydanym na konwencji naszej partii, czyli tak jakby Führer naszej partii nie był przeciwnikiem katolików.
Jeszcze bardziej demonstracyjnie ode mnie zachowywał się Borys Budka i przewodniczący PSL Kosiniak-Kamysz, że nie wspomnę o Neumannie. Nie tylko wznosili toasty razem z przedstawicielami reżimu, to nawet poklepywali po plecach wrogów naszej partii! W tej sytuacji, uznając swoją winę proszę Cię najdroższy Donaldzie o wyrozumiałość. Nadmieniam, że mam do spłacenia duży kredyt, zaś mojej małżonce grozi wyrzucenie z TVP, gdzie pracuje od 2005 roku. Ponadto, pomimo wielu naświetlań moje zdrowie nie uległo znaczącej poprawie, zaś moje rachunki za prąd znacząco wzrosły w okresie reżimu Kaczyńskiego…”
Zawieszenie Borysa Budki i Tomasza Siemoniaka nie może dziwić w kontekście historycznym, np. w kontekście zamachu na Führera III Rzeszy. Führer totalnej opozycji nie może przecież dopuścić do powstania ruchu oporu wewnątrz partii, która tylko chwilowo przestała odnosić sukcesy. Spisek Budki i Siemoniaka mógł bowiem doprowadzić do upadku władzy Führera totalnej opozycji i partii, która zamiast walczyć na śmierć i życie z PIS-em, razem ze śmiertelnym wrogiem będzie chodzić na wódkę. Zgodnie z planem spiskowców, przygotowanym pod kryptonimem „Solenizant”, redaktor Mazurek miał tak ośmieszyć Führera totalnej opozycji, by ten – podobnie jak w 2014 roku – salwował się ucieczką z Polski…
Źródło niepoprawni.pl
Z forum: "Żadnego alkoholu na spotkaniu nie piłem, z posłami PiS żadnego kontaktu tam nie miałem" – zapewnia Tomasz Siemoniak. Wiceprzewodniczący PO jednak twierdzi, nie ma do szefa pretensji. „Z pokorą przyjmuję ostrą krytykę” – czytamy w publicznych wyjaśnianiach Tomasza Siemoniaka....
Jak donoszą śląskie media - Borys Budka chciał popełnić harakiri. Budkę uratowała jednak Monika Rosa, z którą Budka zaszczuwał w Żorach radnego Kałużę.
Sądze ze Borys Budka tak dobrowolnie nie zrzekł się z przywództwa swojej partii. Zrobił to prawdopodobnie na plecenie Europejskiego Związku Partii Liberalnych skąd Tusk został wylany jako delegat, by wykonać powierzone zadania przez centrale. Oczywiście Budka jak każdy kto choć na chwile poczuł smak władzy nie przestał marzyc o tym by ją odzyskać. Być może na tym bankiecie urodzinowym szukał wspólników do wykolejenia Tuska przywiezionego w teczce z Brukseli? Fuhrer Tusk wpadł więc w panikę i dlatego nagle zmienił front w stosunku do Kościoła, a przecież jeszcze parę dni temu chciał zdejmować krzyże ze ścian szkol i urzędów. To szamotanie się Fuhrera z własnymi planami świadczy o tym ze konkurencja depcze mu po pietach. Wysłannik centrali wyraźnie się nie sprawdza. Centrala pewnie teraz analizuje czy ta kandydatura nie była tylko odgrzewaniem starego kotleta, na który nikt w Polsce apetytu już nie ma? Zanim fuhrer się wyłoży kompletnie z niejednym panicznym krokiem wyskoczy. Brawo Budka i Siemoniak. Pomóżcie Tuskowi zgasić światło w waszej partii. Może w nagrodę za te przysługę znajdzie się ktoś kto was przygarnie.
21 09 2021 PROFESOROWIE - Z. KRYSIAK I T. GROSSE: POLSKA TRACI FINANSOWO NA OBECNOŚCI W UE!
"Całkowite straty finansowe dla Polski, wynikające z transferów finansowych pomiędzy naszym krajem a Unią Europejską, wynoszą (za lata 2004-2020) około 535 mld złotych – wynika z raportu przygotowanego przez zespół pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Krysiaka (SGH) i prof. Tomasza Grosse (UW). Bilans zaprezentowano w poniedziałek (wczoraj) na konferencji prasowej w Sejmie. Pomysłodawca raportu europoseł Patryk Jaki podkreślał, jak ważne jest, byśmy mieli „uczciwą dyskusję i uczciwe liczby” na temat tego, ile Polska zyskała w sensie finansowym, ile straciła i jaki jest bilans uczestnictwa w UE" [1].
Dzisiaj w "Radio Wnet" profesor Z. Krysiak udzielił wywiadu tłumacząc słuchaczom zawiłości metodologiczne powstawania raportu oraz szczegółowiej przedstawił co tak naprawdę oznaczają dla Polski te wyliczenia.  Warto dokładnie wysłuchać profesora, bo stara się tłumaczyć rzeczy dla wielu trudne w sposób w miarę prosty. 
https://www.youtube.com/watch?v=27ydTSOibLk
Warto zwrócić uwagę, że w tym raporcie chodzi jedynie o przepływy finansowe a nie inne korzyści lub straty w pozostałych obszarach naszego członkostwa w UE, jak np. know-how, transfer nowoczesnych technologii, poziom inwestycji zagranicznych, poziom bezrobocia, wysokość PKB, itd. Wskazana jest w nim po prostu tylko i wyłącznie finansowa strona strat jakie Polska poniosła w żywej gotówce, czyli ile pieniędzy netto otrzymaliśmy z UE a ile UE uzyskała pieniędzy netto dzięki otwarciu naszego rynku, który pozwolił na transfer zysków z Polski do krajów UE. 
Najważniejsze konkluzje raportu to: 
"• w latach 2004-2020 z budżetu UE do Polski trafiło w latach 2004-2020 netto 593 mld zł;
• bilans finansowy spółek UE transferujących zyski z Polski to 981 mld zł. – To ten przepływ pieniądza w tamtym kierunku. To kwota netto, uwzględniająca zyski polskich spółek generujących zyski za granicą, na terenie UE – wyjaśniał prof. Krysiak.
• Minus 388 mld złotych to różnica w bilansie (między dwoma pierwszymi punktami), wskazująca, że średnioroczny ujemny przepływ wynosi około 23 mld zł;
• całkowite straty dla Polski w okresie od 2004 roku wynoszą około 535 mld złotych (wraz z bilansem eksportu do UE uwzględniającym wartość wsadu z importu – kolejne minus 148 mld złotych).
Środki, które Polska otrzymuje z UE, nie rekompensują otwarcia polskiego rynku wewnętrznego dla państw Europy Zachodniej – mówił podczas prezentacji raportu prof. Tomasz Grosse z UW". Ogólnie Polska straciła finansowo na bytności w UE (do końca 2020 roku) grubo ponad 30 mld zł rocznie. Jest to bardzo ważny raport, który obala mit, że dzięki UE coś tam finansowo zyskujemy. Po prostu tracimy, z jak już wspomniałem zastrzeżeniem, że chodzi tylko o pieniądze. Ale chyba to jest najważniejsze, bo przez lata wmawiano Polakom, że to właśnie otrzymywana przez Polskę pomoc finansowa netto jest największą korzyścią przynależności do UE a okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. To kraje Starej UE a przede wszystkim Niemcy zyskują najbardziej na wejściu Polski i innych krajów, które wraz z Polską weszły jako nowe do UE. Tyle tylko, że tak naprawdę w tej całej UE nawet większość pozostałych krajów Starej Unii też pracują dla Niemiec. A waluta Euro wyssała z nich wszystko, co mogła dla tych Niemiec wyssać i ssie dalej. Całe szczęście w tym nieszczęściu to to, że Polska nie ma jeszcze wspólnej waluty Euro i zachowała swojego złotego. Inaczej byśmy finansowo tracili kilka razy więcej!
Raport profesorów nie jest pierwszym, który wskazuje na to, że tak naprawdę nasze członkostwo w tym całym Eurokołchozie jest finansowo bezsensowne. Podobnego lub zbliżonego zdania jest też autor książki "Dziesięć lat w UE. Bilans członkostwa" T. Cukiernik, choć podaje on bardziej szacunkowe dane niż raport profesorów, którzy wykazali się mrówczą pracą i ich raport jest jeszcze bardziej wiarygodny. Oczywiście większość ekonomistów z tytułami naukowymi wypisuje od lat bzdury i wychwala oraz przedstawia UE jako nasze dobrodziejstwo dziejowe. Raport profesorów został przedstawiony wczoraj a już dziś macierzysta uczelnia prof. Z. Krysiaka - SGH odcina się od niego, nie próbując nawet podjąć naukowej, merytorycznej polemiki z tezami raportu. Raport ów podważa ostatni argument konieczności naszej przynależności do UE w dzisiejszej formie jej trwania i rozwoju. UE musi się zmienić od środka politycznie, ideowo i gospodarczo aby trwała dalej i abyśmy mieli z tego jakieś korzyści. Tymczasem staje się powoli drugim ZSRR czyli Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich i jej centrala (KE, PE, TSUE) uzurpuje sobie prawo do poza-traktatowego decydowania w wewnętrznych sprawach krajów będących jej członkiem. Polska obok Węgier jest tylko początkiem takich ingerencji. Chcą nas karać finansowo m.in strasząc zabraniem środków unijnych lub też nawet już nakładając kary za brak wstrzymania pracy kompleksu Turowa (to akurat jednoosobowo sędzina TSUE). Czy w takim wypadku naszą pierwszą reakcją nie powinno być czasem wstrzymanie naszej składki do tej Unii? A może jednak - skoro UE (Niemcy) - tak finansowo zyskują na naszej w niej obecności nie powinniśmy choć zagrozić Polexitem? Może to by ich jakoś otrzeźwiło, choć mam nikłe w tym obszarze nadzieje. Ale musimy coś robić! Należy się podziękowanie za pracę wykonaną przez w/w profesorów. Jako ekonomista wiem jakie było to trudne i jak dziś Oni ryzykuję ostracyzmem wśród pseudonaukowców - piewców UE. Tym bardziej wierzę, że metodologicznie ów raport jest bez zarzutu, bo profesorowie położyli na szali całą swoją karierę i dorobek naukowy. 
P.S. Osobiście czuję pewną, ale raczej niechcianą satysfakcję. Głosowałem przeciw wejściu Polski do UE i odkąd zacząłem blogować w 2008 roku, to wielokrotnie pisałem, że to nasze wejście było i jest do tej pory błędem. 
Źródło niepoprawni.pl
W 2013 roku pisałem: Jak na razie Unia pokazała nam cukierka za szybą i to pancerną. Kiedyś Wielki Brat ze Wschodu dziś Unia za nas decyduje co jest dobre a co jest złe. Unia nie daje pieniędzy, nie jest dobrom wujkiem, zwraca tylko część wpłaconych wcześniej obowiązkowych składek z tym, że zastrzega sobie na co mają zostać wydane. Dlaczego nie możemy sami decydować na co je przeznaczać??? Pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach a życie w warunkach komfortowych wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje. Nikt nie liczy strat poniesionych w wyniku zniszczenia polskiego przemysłu, polskiej myśli technicznej z zapleczem naukowym, polskiego rolnictwa...Bo to jest nie do oszacowania i nie do odrobienia. Pieniądze jakie są zwracane mają być pod rygorem zwrotu przeznaczane przede wszystkim na szkolenia, przygotowanie projektów no i infrastrukturę znaczy się drogi umożliwiające szybki tranzyt przez Polskę.
Nasz..umiłowany Wódz...,..Ojciec Narodu.., ..Słońce Peru.., ...bohater narodowy.. miał ruszyć w Polskę znowu Tuskobusem. Pragnął dowiedzieć się na co ponad 100 miliardów euro chcą wydać Polacy. Dziś już nie pragnie dowiedzieć się, Tusk już to wie, że n... Obieca wszystko, a Polska od samej propozycji objazdu premiera Tuska będzie rosła w siłę, a Polacy będą się bogacić. Wszak pańskie oko konia tuczy nawet na odległość.
Z forum: Nie mniej miałam i mam świadomość, że zanim to nastąpiło - naszą gospodarkę skutecznie zniszczyli Balcerowicz z Lewandowskim. Mam nadzieję, że podczas następnej elekcji ci jurgieltnicy już nie wejdą do parlamentu UE, ani też do polskiego parlamentu. A wywiad profesora Krysiaka należy jak najszerzej upublicznić!
15 09 2021 Dożyć tej chwili, gdy PE debatuje o mojej Ojczyźnie to koszmar…
Uważnie słucham obrad Europarlamentu, który dzisiaj zajął się Polską. Moją Polską! Sprawa dotyczy oczywiście stanu naszej praworządności i wolności mediów. Słucham i czuję coraz większe zażenowanie, coraz większy wstyd. Debatę o Polsce rozpoczęła wiceszefowa KE, Vera Jourova. Przypomniała ona wszystkie, podjęte do tej pory, działania, by Polska wróciła na drogę demokracji. Ileż jeszcze można …Nasi deputowani z PiS walczyli do upadłego w obronie obozu władzy w Polsce, nie zauważając nawet, jak bardzo się ośmieszają. Oczywiście, zarówno oni, jak i ich koledzy z prawej strony nie widzą żadnego problemu w Polsce. Przecież jest wspaniale, nikt nie jest prześladowany, nikt ścigany, to jakieś dyrdymały i nic poza tym. To odsłona kolejnego odcinka kiepskiej telenoweli. Nie mogło się też obyć bez przypomnienia, że za rządów PO było o wiele gorzej. I to zarówno w sferze wymiaru sprawiedliwości, jak i wolności mediów. Uważają oni, że Polska jest dyskryminowana, traktowana jako państwo członkowskie, ale drugiej kategorii i w ogóle to świetnie wyreżyserowana nagonka przez opozycję, która nie potrafi pogodzić się z porażką wyborczą. Eurodeputowana PiS Jadwiga Wiśniewska wykrzyczała, że „Media w Polsce są wolne i nie ma żadnych problemów z wolnością słowa”, a tak w ogóle to „w Polsce nie ma stref wolnych od LGBT, to kłamstwo. Pani Jourova była w Polsce, niech poda jakieś przykłady, gdzie tak jest (…)Przestańcie pouczać Polaków, jak mają żyć i głosować”. Wsparł ją Patryk Jaki, który odniósł się właśnie do sytuacji mediów w Polsce i popłynął. Stwierdził, że „ta telewizja nie jest obiektywna. Dla tej telewizji nie ma Trybunału Konstytucyjnego, tylko Trybunał Przyłębskiej. (….) Promują ideologię gender, wyśmiewanie patriotyzmu i narrację Łukaszenki w sprawie kryzysu na granicy. Wam się to podoba, bo wszystko, co niszczy Polskę od środka jest dla was dobre”.
Polska ma prawo decydować o swoich sprawach wewnętrznych i UE nic do tego. Ci jednak, dla których demokracja jest podstawą wspólnot europejskiej, podkreślali strach polskiego rządu przed własnymi obywatelami i ten właśnie strach prowadzi obóz władzy do łamania podstawowych zasad, niszczenia tych wartości, które są najważniejsze. Dla europosła, Słowak Michala Simecka sprawa jest jasna. „KE powinna zażądać kar dla Polski i Węgier”. – Czas na rozmowy się skończył, czas na działanie. UE nie może sponsorować ataków na praworządność”. Wielu mówi, że trzeba Polskę ukarać… Słucham i powiem szczerze, że nawet nie wiem, jak skomentować to, czego jestem świadkiem. Bo co mogę powiedzieć? Powtórzyć, że jest mi wstyd, czuję się zażenowana i wręcz upokorzona?
Przecież wcale nie musiało dojść do tej debaty. Nikt by nie krzyczał i nie negował wyników wyborczych, które dały władzę Kaczyńskiemu i jego partii, gdyby nie zboczył on ze ścieżki demokratycznej. Nikt nie wychodziłby na ulice, by zaprotestować przeciwko władzy, która trzyma się tego systemu wartości, który przez lata był marzeniem Polaków. Jednak obóz władzy tego nie rozumie. Wciąż tkwi w przekonaniu, że Oni to samo dobro, a reszta świata zazdrości i się czepia. Zero refleksji, zero pokory i rozdmuchany nad miarę narcyzm polityczny. To właśnie przez to dzisiaj jesteśmy pariasami Europy. Nie wiem, czy Parlament Europejski przyjmie rezolucję w sprawie Polski, ale wciąż pamiętam, co czułam, gdy wstępowaliśmy do UE. Pamiętam tę radość, to niesamowite poczucie wolności… …a teraz? Jest mi bardzo, ale to bardzo źle. Tym bardziej, że mieszkam w Polsce, żyję w tym kraju, kocham go, a jednak chciałabym, by Europarlament przyjął tę rezolucję, mimo, że i sama odczuję tego skutki.
Chciałabym, by wspólnota europejska zakręciła nam źródełko z dotacjami, bo nie wierzę, ze pieniądze te będą wydane uczciwie i faktycznie dla dobra Polski. Jestem pewna, że zostaną one zmarnotrawione, będą taką „zapchajdziurą” socjalną, a samorządy, zwłaszcza te, niepokorne, niewiele z nich skorzystają. Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy nie zasługuje na żadne wsparcie, na żadną kasę. Nie zasługuje…
Źródło koduj24.pl
Sprzed 6 lat: Gdzie jesteś moja Polsko? To nie jest moja Polska.
Moja ojczyzna jest krajem ludzi dobrych, sprawiedliwych, uczciwych, miłosiernych. Ludzi radosnych, szczęśliwych, spokojnych. Jest państwem szanującym obywatela, dbającym o swój zrównoważony rozwój, wpatrzonym w wizję dostatku, powagi i dobrobytu.

A take Polske mamy!
W tym państwie nie da się normalnie żyć. Tu„człowiek człowiekowi wilkiem“, a każdy dzień, bezwzględną walką o przetrwanie. Tu rządzą prawa dżungli i mentalność Kalego, tu „sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie“. Błazen jest królem, wagabunda pełni rolę mędrca, kuglarz aspiruje do rządu dusz.

Sprzed 4 lat: List do Polski
Mój biedny kraju . Polsko Ty moja, zamknięta znowu w okowach błazna historii. Ileż to już razy niszczona butą swego narodu, traciłaś moc. Ileż to już razy wstawałaś z kolan Słaba a jednak piękna. Szara a jednak taka bardzo nasza. Patrzę dzisiaj na Ciebie i widzę, jak powoli zanurzasz się w odmętach obłędu swoich przywódców. Widzę twarze karykaturalnie wykrzywione pseudopatriotyzmem, zaciśnięte pięści tych co w sercach mają Dekalog. Słyszę narastający, miarowy krok nienawiści, przemierzający ulice Twych miast. Coraz głośniej i głośniej. Coraz mocniej i mocniej. Z jakim pietyzmem układają Ciebie na ołtarzu hipokryzji, po to, by otoczyć kręgiem własnej miernoty, by zasłonić Twoje marzenia fałszem i półprawdą. Kaleczą Ciebie, ranią, bo kim Ty Polsko jesteś dla nich? Miłością czy farsą? Wiarą czy arogancją? Kim?Wokół mnie tyle twarzy, smutnych jak moja. Pełnych niedowierzania, a jednak niezłomnych, niepokonanych. My nie musimy krzyczeć, byś nas Polsko słyszała. Nie musimy bezcześcić Twojej flagi okrywając nią obłudę i kłamstwa. Znowu będziesz kolorowa, piękna. Znowu będziesz domem dla wszystkich. Jesteśmy dla Ciebie i z Tobą. Jesteśmy i będziemy
Czy po tylu latach coś się zmieniło na tej wojnie polsko- polskiej!?
10 09 2021 Stroszą piórka, machają drewnianymi szabelkami i po co? UE się nie przestraszy i nie ulegnie.
Odnoszę wrażenie, jakby ekipa rządząca weszła na kolejny poziom w celu realizowania własnej wizji Polski. Polski wyalienowanej … dla narodowego dobra. Polski nie poddającej się żadnym zewnętrznym wpływom…dla narodowego dobra. Polski autorytarnej…dla narodowego dobra. Polski wolnej od elementów obcych…dla narodowego dobra. Polski opartej na katofanatyzmie…dla narodowego dobra. I właśnie dla takiej Polski, będącej marzeniem ojców narodu, jedyną przeszkodą w osiągnięciu tego celu stała się Unia Europejska. Unia, której istoty, zbyt ciasne, wręcz ksenofobiczne umysły przedstawicieli obozu władzy, nie są w stanie pojąć. Oni zupełnie nie łapią, że UE to nie jakaś tam piaskownica, do której można sobie wskoczyć, jak ma się taki kaprys, walnąć tego z lewej i z prawej łopatką w łeb, gwizdnąć wiaderko i grabki, a potem wyskoczyć z wrzaskiem, wtulić się w maminą spódnicę, poskarżyć się na te paskudy, co to całą piaskownicę chcą zagrabić dla siebie, dostać lizaczka na pocieszenie i poszukać sobie nowej kupy piasku, gdzie może uda się nią porządzić podług siebie.
Oni nie rozumieją, że przystępując do UE przyjęliśmy na siebie pewne zobowiązania i nie można sobie ot tak pstryknąć palcami i powiedzieć, że mnie się już tu nie podoba i albo będziesz droga Unio działać podług moich reguł, albo ja stąd spadam. Oni nie łapią, nie rozumieją, a powód tego jest oczywisty. Z jednej strony to ta chora wizja, podług której chcą przebudować Polskę w swój koszmarek, w czym UE w obecnym kształcie przeszkadza. Ale to też fakt, iż po prostu nie mają poczucia przynależności do wspólnoty europejskiej. Traktują ją jak wroga, jakiegoś potworka, który roztacza nad ich Polską parasol dyktatu i wiecznej kontroli. Kiedy prawie 6 lat temu udało im się na tyle zbałamucić naród, że wygrali wybory, natychmiast nastroszyli piórka i uznali, że nie tylko zmienią Polskę, ale i ustawią UE na swój obraz i podobieństwo. Kiedy jednak okazało się, że wspólnota europejska nie padła na kolana z zachwytu, nie zadrżała ze szczęścia i wręcz „olała” zapędy kmiotków ze Wschodu, to się zaczęło. Najpierw owa wspólnota zaczęła z uwagą przyglądać się, co ta władza robi z taką fajną do tej pory, Polską. Polską, która miała znaczący głos w Brukseli i awansowała do jednego z czołowych państw unijnych. Obserwowała, przyglądała się ze spokojem, aż w końcu uznała, że dosyć tego pobłażania, że UE to nie instytucja „wolnej amerykanki” i zaczęła grozić. Wytykać palcem każdą wpadkę, która była i jest ewidentnym łamaniem prawa. Tego prawa, pod którym się podpisaliśmy, które zobowiązaliśmy się przestrzegać, przystępując do Unii.
Unia nie chce się podporządkować, nie chce ulec, więc ruszyła ostra propaganda, której celem przekonanie narodu, że ta UE taka be, taka paskudna i nastawiona na zniszczenie polskiej tożsamości narodowej, polskiej suwerenności, polskiej kultury i tradycji. Cały ten pakiet bzdur owinięto szczelnie katolicyzmem, który również w tejże wspólnocie jest ostro zagrożony, po czym zaczęto ładować Polakom w głowy tę antyunijny papkę, wierząc, że to przełkną i uwierzą. Nie ma co, już widać, że coś tam się im udało, bo nastroje antyunijne w narodzie rosną. Teraz padają już coraz bardziej ostre słowa. O „dyktaturze brukselskiej demokracji„, która nam nie odpowiada (Janusz Kowalski). O tym, że UE to okupant, „przysyłający namiestników, którzy mają rzucić Polskę na kolana” i my z tym okupantem będziemy walczyć (niejaki Suski). Terlecki grozi, że „jeżeli pójdzie tak, jak się zanosi, to musimy szukać rozwiązań drastycznych”, a Stanisław Janecki, jeden z prowadzących program „W tyle wizji”, emitowany w TVP Info, proponuje, że „można by wysłać do Brukseli 12. Dywizję Zmechanizowaną, żeby wytłumaczyła Komisji Europejskiej, jakie jest polskie stanowisko w sprawie straszenia, kar i wstrzymywania środków dla Polski. Przez Niemcy przejdą w jeden dzień.
Żeby namieszać Polakom w głowach jeszcze bardziej, lansuje się ostro pogląd, jakoby Polska traciła na byciu w UE (rówwwnież Janusz Kowalski), co zostało natychmiast sprostowane przez KE, która poinformowała, że „zestawienie transferów finansowych pomiędzy Polską a budżetem UE wskazuje na tendencję dokładnie odwrotną”. Faktycznie, wystarczy spojrzeć chociażby na zestawienie tylko roku 2020 i co widzimy? Dostaliśmy z Unii blisko 19 mld euro (dokładnie 18 990 577 832). Nasza składka członkowska wyniosła 5 832 358 768 euro. Jakby więc nie liczyć, saldo w ubiegłym roku wyniosło więc 13 157 260 783 euro na plusie. Nigdy nie było sytuacji, również w poprzednich latach, byśmy do kasy unijnej wrzucali więcej niż dostajemy. I co, kto tu buja?
Warto zastanowić się, jak wyglądałaby dzisiaj Polska, gdybyśmy 1 maja 2004 roku do niej nie wstąpili? I warto zdać sobie sprawę z faktu, że UE bez nas przetrwa, ale my bez niej znajdziemy się w czarnej dziurze.
Źródło koduj24.pl
Z forum: Ostatnie wystąpienia przydudasów Kaczyńskiego (słowo „polityków” nie odpowiadałoby rzeczywistości) świadczą o tym, że rozpoczęło się już przygotowanie artyleryjskie do operacji wyjścia Polski z UE. Nie wolno tego lekceważyć! Przypominam opinię prof. Łętowskiej, że do wyjścia z UE nie potrzeba wcale referendum. Wystarczy przepchnięta przez Sejm ustawa o wypowiedzeniu traktatów unijnych i podpis Dudy. W tej sytuacji konieczna jest natychmiastowa i intensywna kampania na wsi, skąd pochodzi lwia część wyborców PiS-u. Trzeba ich przekonać, że wyjście z Unii to koniec unijnych dopłat do hektara i innych projektów współfinansowanych przez Unię – bo PiS nie ma już kasy i nie będzie w stanie zastąpić Unii. „Ciemny lud” (©2005, Jacek Kurski) ogłupiony dodatkowo przez kur.wizję być może nie rozumie, co to praworządność i dlaczego sędziowie powinni być niezawiśli – ale dobrze zrozumie, co będzie oznaczać zakręcenie kurka z unijną kasą. 
08 09 2021 Nasza najdroższa władza.
Jak policzyła opozycja, aktualny rząd jest rządem najdroższym od początku transformacji. Najwięcej od pierwszych powojennych wolnych wyborów czasów kosztuje też Rzeczpospolitą (a więc pana, i panią, i tamtego pana też…) utrzymanie urzędu prezydenta. Co nie dziwi, bo karnety narciarskie bardzo ostatnio podrożały. Niebagatelnie urosły też, i znów najbardziej w całym okresie po upadku PRL, zobowiązania skarbu państwa związane z wydatkami rządu. Bo covid, bo „plusy”, bo wreszcie „ambitne” budowy „pisizmu”. No i jeszcze zakupy uzbrojenia w USA, choć tu nie wydano, jak dotąd, żadnych pieniędzy. Suwerenowi bowiem, zwłaszcza jeśli chodzi o środki, które nie trafiają bezpośrednio do jego własnej kieszeni, wystarczają w tej kwestii same deklaracje. Chciejstwo zapowiedziane (słynne „chcielibyśmy, aby…”), jeśli odpowiednio pokazane w TVPiS, jest przez elektorat pana prezesa interpretowane jak czas przeszły dokonany. Bowiem mamy teraz w Polsce specyficzną odmianę demokracji. Demokrację medialną, mianowicie. Większość wyborców wystarczająca do podtrzymania władzy po prostu bierze za prawdę to, co zobaczy w rządowej telewizji. A telewizja pokazuje im, co akurat – jak wynika z sondaży – chcieliby zobaczyć i usłyszeć. I to wystarczy.
Tak więc – mamy najdroższe rządy ever, i to nawet jeśli liczyć tylko oficjalne wydatki, pomijając rozdawane cichaczem nagrody (bo te pieniądze się po prostu należały), pensje zwasalizowanych polityków w spółkach skarbu państwa, brukselskie „kilometrówki” posła Czarneckiego, czy okazyjne inwestycje we wrocławskie grunty pana premiera. Ale to wcale nie Mateusz Morawiecki jest, czy też raczej już wkrótce zostanie, najdroższym ministrem swojego rządu. Będzie nim, i to już za chwilę, szef sądownictwa i prokuratury w jednym, minister-magister, Zbigniew Ziobro. Nie, żeby zarabiał więcej od kolegów, ani nawet z tej przyczyny, że jego żona dostaje wielokrotność tej kwoty w Link4, gdzie pracuje jako specjalistka od reklamy. I nawet nie z tego powodu, że – jak wykazała niedawna kontrola NIK – minister bez skrupułów korzysta z funduszy przeznaczonych na wsparcie ofiar przestępczości, wydając te pieniądze na finansowanie przychylnych mu instytucji oraz firm kolegów. Ba, nic tu nie mają do rzeczy pieniądze europejskie wydane, wbrew przepisom, na jego własną kampanię wyborczą.
Otóż nasz najdroższy minister będzie najdroższy z uwagi na nieuchronne – zdaje się – kary, jakie nałoży na nas Unia za nieprzestrzeganie wyroków TSUE. A nie przestrzegamy ich z powodu pana ministra właśnie. I jego „reformy sądownictwa”, dzięki której mógł osobiście dokuczyć kilku kolegom, lepszym od niego na roku. I pognębić kilku innych, zdecydowanie zdolniejszych. Optymistycznie szacuje się te koszty na kilkaset tysięcy euro dziennie. Zresztą – te kary to i tak nic, w porównaniu z coraz bardziej prawdopodobnym odebraniem Polsce środków z Funduszu Odbudowy. Tak, tych 770 miliardów obiecanych narodowi przez premiera Morawieckiego, które uśmiechały się do nas z billboardów na każdym podwórku. Ich też – zdaje się – nie będzie. A to przyczyną systematycznego rozdeptywania przez pana Zbyszka i jego kolegów trójpodziału władzy i systematycznego poddawania wymiaru sprawiedliwości kontroli politycznej. Konkretnie – kontroli „najdroższego ministra”. Europa grozi, a pan Ziobro twardo stoi na stanowisku, że „nie będą nas, w obcych językach, pouczać o praworządności”. Innymi słowy – on wie najlepiej, jak powinno wyglądać prawo i sprawiedliwość. W końcu od lat należy do PiS. Chodzi więc o to, by życzenie pana ministra było rozkazem dla prokuratora, a potem sędziego. Toteż z okolic Ministerstwa Sprawiedliwości płynie komunikat „ani kroku wstecz”. I – rzecz ciekawa – politycy obozu władzy wydają się godzić na to, żeby Zbigniew Ziobro rzeczywiście został najdroższym z naszych polityków (w sensie, że jego działalność będzie nas kosztować krocie, i mam na myśli nie tylko opłakane skutki materialne). Czemu tak bronią sprawy ewidentnie straconej i stają po stronie jawnego bezprawia?
Cóż, kto wie, jakie materiały leżą w szufladach naszego najdroższego ministra, czekając na swoje pięć minut. To po pierwsze. A po drugie chodzi też o „Bezkarność plus”. Bo z prawnego punktu widzenia czas po ewentualnej utracie władzy przez partię aktualnie rządzącą dla wielu jej członków i sympatyków będzie oznaczał prawdziwy Armagedon. Dotyczy to zwłaszcza prawników współpracujących z ministrem w zawłaszczaniu sądownictwa. Bo korporacje zawodowe nie mają litości dla „zdrajców”. To podobnie jak z dziennikarzami, tylko że oni mogą zawsze liczyć na jakieś media niszowe. Tymczasem nic dotąd nie wiadomo o „niszowych” agendach wymiaru sprawiedliwości. Tak więc nawet ci, co nie będą odpowiadać karnie, raczej nie znajdą roboty w zawodzie. Nie będą mieć życia, po prostu.
Ta władza musi więc trwać. Nawet za cenę utraty pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Nawet, jeśli będzie to oznaczało izolację w Unii, a nawet polexit. I nawet, jeśli za egzotyczne fantazje ministra na temat prawa i jego wyobrażenia o praworządności zapłacimy – jako państwo – powrotem w rosyjską strefę wpływów. Widać, dla tej formacji władza warta jest nie tylko mszy, ale nawet powrotu „komuny”. No i każdych pieniędzy. Oczywiście naszych.
Źródło koeduj24.pl 
06 09 2021 „Polały się łzy me czyste, rzęsiste”.
Naprawdę! Nie pamiętam już, kiedy wzruszenie tak mi ścisnęło gardło, a wdzięczność rozlała się wokół, jak właśnie dzisiaj, gdy z zapartym tchem wsłuchiwałam się w to, co mówią ojcowie narodu na zorganizowanej szybko konferencji prasowej dotyczącej wprowadzenia stanu wyjątkowego. Stanu, bez którego zapewne już dzisiaj Polski by nie było! Na szczęście, władza czuwa! Władza nie odpuszcza! Kiedy przedstawiciele rządu, delikatnie zawieszali głos, tak jakby nie mogli opanować płaczu, gdy dziękowali Służbie Granicznej, policji, terytorialsom i wojsku za to wielkie poświecenie się miłości do Ojczyzny i obstąpienie ponoć bardzo szczelnie granicy z Białorusią, poczułam że odlatuję razem z nimi.
Ci nasi dzielni chłopcy. Narażeni na straszne niebezpieczeństwo, oddaleni od rodzin, które wręcz umierają ze strachu o ich życie. Czyż to nie wspaniały, najbardziej dobitny przykład patriotyzmu, tak bardzo nam dzisiaj potrzebny? Mało tego! Okazuje się, że mieszkańcy terenów objętych stanem wyjątkowym dziękują mundurowym za wsparcie i gwarancje bezpieczeństwa, jakie swoją obecnością im dają. Ponoć im całkiem fajnie teraz i zupełnie nie odczuwają skutków tej decyzji rządu. A nawet jeśli, to są pełni zrozumienia i empatii, bo wiedzą, że to kwestia ich być albo nie być, żyć albo nie żyć. Nie powiem, to był ten moment, gdy dostałam aż dreszczy, prawie że, rozkoszy… No a już słowa pana Morawieckiego łyknęłam zupełnie bez zagrychy. No dobrze, przyznam się, że podczas jego przemówienie wzmacniałam się kawą z procentami, ale uwierzcie mi proszę! Tych procentów nie było na tyle dużo, by mi zaciemnić obraz i przytłumić słuch. Dowiedziałam się od niego, to, co najważniejsze, czyli…wprowadzenie stanu wyjątkowego to nasza jedyna szansa na przetrwanie. Bo to już praktycznie wojna! Dotarło do mnie, że w ciągu ostatnich kilku dni dzielni mundurowi zidentyfikowali bardzo wiele prób nielegalnego przekroczenia granicy i to nie tylko przez podpuszczonych przez reżim białoruski imigrantów, ale też osoby, które „są niestety prawdopodobnie na rozkazie białoruskich służb i współpracują z reżimem Łukaszenki”.
To zapewne te „zielone ludziki”, którymi straszy nas obóz władzy od pewnego już czasu. Z przerażeniem usłyszałam o zbliżających się manewrach wojskowych Zapad 2021, które mają być największymi ćwiczeniami od 40 lat. Tak na marginesie, zastanawiam się tylko, skąd Morawiecki wie, że będą one największe? No ale może się czepiam, bo facet musi mieć wiarygodne źródło, które przekazuje mu odpowiednie informacje. A może to nie kwestia prawdy tylko wiary, że tym razem on nie kłamie? Tak więc przed nami te nieszczęsne manewry i na bank możemy spodziewać się licznych prowokacji.
Ponoć już teraz było słychać jakieś wybuchy, a co nastąpi dalej, to cholera wie. A właściwie nie cholera, tylko nasz rząd i dlatego, „na Boga”, trzeba chronić naszej granicy. I trzeba przekonać opozycję, by nie stawała na sztorc i zagłosowała dzisiaj za tym stanem wyjątkowym jako jedyną szansą Polski na przetrwanie. Morawiecki nie byłby sobą, gdyby nie odniósł się do słów Frasyniuka i Wałęsy. Ma nadzieję, ze teraz to już oni wiedzą, co i jak, bo przecież mają rzetelny przekaz sytuacji od rządu, więc powinni wycofać się ze swoich słów i przeprosić. Jak wspomniałam wcześniej, słowa tych panów trzeba brać na wiarę, bo inaczej się nie da. Nie da się ich w żaden sposób zweryfikować, bo po prostu nie ma kto tego zrobić. Dziennikarze, podobnie jak przedstawiciele organizacji humanitarnych, nie są dopuszczani do granicy, ale to żadna złośliwość. Żadna próba manipulacji faktami. To tylko ta niezwykła troska i dbałość o ich bezpieczeństwo, bo ten potwór, który czai się na granicy może w każdej chwili uderzyć i zrobić krzywdę. Tak! To jest właśnie ten moment, gdy trzeba przestać czepiać się i szukać dziury w całym… Jak władza nam mówi, że tysiące imigrantów, wspomaganych przez białoruskie siły, chce ruszyć na Polskę, to właśnie tak jest! Jak władza mówi, że ćwiczenia wojskowe Zapad 2021 zagrażają naszej suwerenności, więc trzeba na zimne dmuchać, to tak jest! Jak władza wbija nam do głowy, że wróg czai się i nie znamy dnia ani godziny, gdy zaatakuje, to tak jest! Jak władza wykorzystuje sytuację, by podciągnąć sobie słupki sondażowe w górę i przekonać Polaków, że bez takiej władzy to jesteśmy skazani na zagładę naszej państwowości, to tak jest! Jak władza robi z nas idiotów, to tak jest, ale o tym akurat ciiiiii… O tym głośno się nie mówi.
Źródło koduj24.pl
To nie stan wyjątkowy, a przygotowania do wojny z własnym narodem. Cieszmy się, że na razie w pasie przygranicznym obowiązuje, wkrótce może się to zmienić!?
Czemu to wszystko ma służyć, wywołaniu konfliktu!? No, a gdzie jest wojsko NATO, amerykańskie!? A wpuścić imigrantów, przecież oni w Polsce nie zostaną, wsiądą w samochody i za kilkanaście godzin będą w Niemczech zasiłek odbierać!?
A ja cały czas mam nadzieję że granica będzie przebiegała wzdłuż Wisły, i w nosie mam suwerenność, jak nie ma za co żyć!?
02 09 2021 Wystąpienie Balcerowicza na Campus Polska to popisowy przykład pogardy dla młodych ludzi.
Mimo zorganizowanego przez współpracowników prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego specjalnego doboru młodych ludzi uczestniczących w „Campusie Polska”, na debatach z niektórymi gośćmi padały bardzo niewygodne pytania. Tak było podczas wystąpienia Leszka Balcerowicza, który widocznie uznał, że ma przed sobą studentów I roku ekonomii na SGH, uczelni na której jest wykładowcą i w związku z tym może bagatelizować kwestie podnoszone przez młodych ludzi. Po stwierdzeniu Balcerowicza w kontekście Polskiego Ładu, „że nie można wprowadzać zmian nie konsultując ich z ludźmi, bo to jest naplucie ludziom w twarz” jeden z uczestników debaty zapytał „czy jego terapia szokowa wprowadzana na początku lat 90-tych, które spowodowały hiperinflację, wysokie bezrobocie, a nawet samobójstwa, nie była napluciem ludziom w twarz?”. Balcerowicz odpowiedział, „że to nie pytanie, tylko próba jego obrażenia, co więcej w tej próbie porównania tkwi głupi błąd, bo to są sytuacje nieporównywalne”, a więc klasyczny przykład pogardy. Ale to nie jedyne mocne starcie Balcerowicza z młodymi ludźmi, kilka razy zwracali mu uwagę, że każdą krytyczną uwagę dotyczącą jego działań jako wicepremiera w rządach premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Buzka nazywa „wyzwiskami”, podczas gdy z perspektywy 30-lat można stwierdzić, że popełniał on błędy o tragicznych skutkach gospodarczych i społecznych. Przypomniano mu wyprzedaż majątku państwowego, dla niepoznaki nazywane prywatyzacją, doprowadzenie do bardzo wysokiego bezrobocia, czy pauperyzację dużych grup społecznych. Na każdą taką uwagę „wykładowca” reagował bardzo nerwowo, nie przyjmując do wiadomości, że cokolwiek w czasie swojego „premierowania” mógł robić źle, a ci którzy tego nie rozumieją, zwyczajnie go obrażają.
Ba w czasie swojego wykładu, sugerował młodym ludziom walkę w internecie z Prawem i Sprawiedliwością przy pomocy memów i wręcz żądał aby dla dziennikarzy i ekspertów, którzy jego zdaniem sprzyjają rządzącym, tworzyć w mediach społecznościowych „pręgierze” z ich nazwiskami i sylwetkami.
Niezwykle „intersującą” wypowiedzią Leszka Balcerowicza było stwierdzenie, że teraz zajmuje się „stłamszeniem” Polskiego Ładu, co jest dobitnym potwierdzeniem, że ten program jest korzystny dla zwykłych ludzi. Przypomnijmy, że w ramach Polskiego Ładu jest zawarta nowelizacja ustawy PIT, w której znalazła się propozycja podwyższenia kwoty wolnej od podatku z obecnych 3,090 zł na 30 tys. zł (a wiec podwyżka blisko 10-krotna), a także podwyższenie kwoty w II przedziale podatkowym, od której podatnicy płacą nie 17% a 32% stawkę PIT, z obecnych 85 tys. zł do 120 tys. zł, a więc o 40%.
Kwota wolna od podatku PIT jest podwyższana pierwszy raz od momentu wprowadzenia tego podatku czyli od ponad 30 lat (poza podwyższeniem kilka lat temu tej kwoty do 8 tysięcy zł dla podatników o najniższym poziomie dochodów), kwota II progu podatkowego jest podwyższana pierwszy raz od 12 lat, a wiec są to zmiany o charakterze wręcz przełomowym. Zdecydowano także, że zlikwidowana zostanie możliwość odliczania wynoszącego do tej pory 7,75% odpisu składki na ubezpieczenia zdrowotne (NFZ) od podatku, od tej pory wszyscy ubezpieczeni, będą odprowadzali pełną 9% składkę na Fundusz, liczoną od ich wynagrodzenia albo dochodów w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej. Proponowane obniżki podatku PIT, są tego rzędu, że zyska albo nie straci na nich aż 90% podatników (czyli około 23 mln), a z kolei na emeryturze bez podatku (do 2,5 tys. zł brutto), zyska ponad 70% emerytów i rencistów. Według danych resortu finansów łącznie te zmiany w podatku PIT spowodują, że w kieszeniach podatników tego podatku, zostanie około 14 mld zł (wg. szacunków o tyle mniejsze z tytułu tego podatku mają być dochody budżetu państwa).
Z kolei w związku z innym sposobem rozliczania składki na NFZ dochody Funduszu z tego tytułu wzrosną już w pierwszym roku po wprowadzeniu zmian przynajmniej o 14 mld zł i pozwolą na wzrost nakładów na ochronę zdrowia przekraczający 6% PKB już w 2023 roku i 7% PKB w 2027 roku.
Jeżeli tego rodzaju bardzo korzystne zmiany dla zdecydowanej większości podatników, Leszek Balcerowicz chce „stłamsić”, to znaczy, że tak jak w latach 90-tych, los zwykłych ludzi kompletnie go nie interesuje. Co więcej jego stosunek do młodych ludzi zgromadzonych na Campus Polska, w zdecydowanej większości przecież mu sprzyjających, to jednak pogarda tak charakterystyczna dla „elit” III RP.
Źródło naszeblogi.pl
Przypomnieć należy, że plan „urynkowienia” polskiej gospodarki powstał jeszcze w KC PZPR, a jego twórcą był pracownik Instytutu Marksizmu i Leninizmu tow. Balcerowicz.To on w „wolnej” Polsce ten program wprowadził, i wraz z innymi towarzyszami za czapkę ulęgałek sprzedali majątek narodowy gromadzony przez pokolenia.
Z forum: Każdy, powtarzam, każdy kto obserwuje życie w Polsce, wiedział, jakie skutki przyniesie skupienie takich figur jak Balcerowicz, Tusk, Michnik, Stuhr Czy Miłoszewski i zapewnienie im mikrofonu i nagłośnienia. Osobiście żałuję, że do tego grona, nie dokooptowano  Wałęsy czy Komorowskiego. Siłą powstrzymano w ostatniej chwili Lempart, bo nawet mentalnie opóźnieni organizatorzy tego konwentyklu, zrozumieli, że musi wówczas dojść do rycerskiego zawołania, wzmocnionego przez audytorium: "wy.....ć!". Ale to kwestia PR-u i estetyki.
Istotniejsza jest inna kwestia: brak kontroli Tuska nad opozycją. Warto przypomnieć obraz Tuska, kryjącego twarz, podczas słynnych "wynurzeń łazienkowych" Władysława Bartoszewskiego i kabareciarza Majewskiego. On wie, że tą drogą zmierza do klęski. Po tym, jak towarzycho zignorowało jego nieśmiały apel, o zaprzestanie cyrków na granicy, kolejna błazenada w Kortowie, uświadomiła mu, że nawet jeśli totalniacy wygrają wybory parlamentarne, to większość będzie kilkumandatowa. Nie powtórzy manewru Bieńkowska-Rostowski, czyli obsadzenie ważnych stanowisk ludźmi znikąd, za to całkowicie od niego zależnymi. Będzie musiał mozolnie klecić większość, dzieląc stanowiska i tracąc natychmiast nad nimi kontrolę. On już to kiedyś widział. My też to widzieliśmy. Piękny Marian i jeszcze piękniejsza katastrofa AWS-u. Teraz będzie miał silną opozycję i tak jak wówczas, Prezydenta po drugiej stronie. Gdy opadnie bitewny kurz i będzie chciał "po walce, rozprostować palce", zobaczy, że to koniec marzeń o rządzeniu. Ludzie zamarzą o powrocie Kaczora i likwidacji chaosu. Rządy Tuska, to będzie tylko epizod. Wydaje się, że on to dobrze rozumie, bo całkiem niedawno stwierdził, że wrócił tylko po to, by odsunąć PiS od władzy, a potem da rządzić innym. Całkiem niegłupie. Materialne zabezpieczenie ma, na dobre życie na niemiecko-hiszpańskiej wyspie  - starczy. 
27 08 2021Tusk przebudził demony wojny z Polską.
Prasa niemiecka zaanonsowała przybycie do Polski Donalda Tuska - przydupasa Angeli Merkel, jako powrót Führera opozycji do niepokornej Polski. Zatem to Niemcy ustanowili w Polsce samozwańca opozycji, a Platforma Obywatelska tę decyzję w pełni zaakceptowała: Borys Budka grzecznie się zdymisjonował, by zrobić miejsce dla Dublera przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej, skupiającej wszystkie demony nienawiści wobec Polski i polskości. Gwoli prawdy przypominam, że Platforma Obywatelska powstała za niemieckie pieniądze, więc Platforma musi wykonywać to, co jej Niemcy rozkażą. W myśl szkockiego przysłowia: „Melodię wybiera ten, kto płaci kobziarzowi”, Platforma Obywatelska zawsze grała na niemiecką nutę, zwłaszcza pod batutą potomka żołnierza z Wehrmachtu. Z chwilą objęcia przez Tuska funkcji Führera totalnej opozycji demony nienawiści do Polski i Polaków, które funkcjonują w Polsce pod zakamuflowaną nazwą Partii Miłości wpadły w szał. Stałą transmisję ich szaleństwa zapewniła niezastąpiona stacja TVN24 założona przez agenturę SB i WSI oraz nieodżałowana „Gazeta Wyborcza” Adama Michnika. Mając wsparcie V kolumny medialnej oraz samego Führera opozycji – demony wojny z Polską i Polakami przystąpiły do ataku na wszystkich, którzy nie zapomnieli dewizy „Bóg, Honor, Ojczyzna”, stanowiącej potwierdzenie wierności Wojska Polskiego polskiemu państwu.
Pierwszy atak demonów Tuska nastąpił przy okazji nowelizacji ustawy dot. nieruchomości bezspadkowych, na które miały ochotę organizacje żydowskie zagranicą (głównie w USA) oraz krajowa mafia. Sygnał do ataku na PIS i na marszałek Witek dał nie kto inny, jak zawsze wierny Tuskowi Radosław Sikorski, który jako pierwszy ogłosił w 2012 roku program „dorzynania watah” przez Platformę Obywatelską. Warto dodać, że „oksfordczyk” Radosław Sikorski to zaprawiony w bojach mudżahedinów bojownik o wolny Afganistan, zaś „dorzynanie watah pisowskich” rozpoczął w 2010 roku członek Platformy Obywatelskiej Ryszard Cyba, atakiem na biuro poselskie PIS, gdzie miał nadzieję dopaść Jarosława Kaczyńskiego. Wobec braku przewodniczącego PIS – Cyba z zimną krwią zastrzelił szefa biura Marka Rosiaka. Sikorski w obecności red. Olejnik, czyli słynnej „Stokrotki” nazwał w stacji TVN24 Pawła Kukiza „durniem lub szmatą”, podczas gdy „Stokrotka” poza wytrzeszczem oczu nie zareagowała na bezczelną politykę „miłości” aparatczyka Platformy Obywatelskiej….
Właściwy atak na Polskę demonów Donalda Tuska nastąpił z chwilą podesłania przez Łukaszenkę kilkudziesięciu „imigrantów” z krajów arabskich – w tym z Iraku i Egiptu – na granicę z Polską. Jako pierwsi pojawili się od polskiej strony na granicy z Białorusią niezawodny duet komików Platformy Obywatelskiej, czyli Joński i Szczerba z dwoma śpiworami oraz z pizzą Margherita – ulubionym przysmakiem uchodźców z krajów arabskich. Niestety – siepacze PIS, czyli Straż Graniczna i żołnierze WP – nie dopuścili komików PO nawet do zasieków przy granicy z Białorusią. Obrona granicy - tym razem od strony polskiej - tak rozwścieczyła demony totalnej opozycji, że z dnia na dzień ujawnili się niemal wszyscy – nadal czynni agenci Putina i Łukaszenki – ku niewątpliwej uciesze polskiego kontrwywiadu, który bez żadnego wysiłku uzyskał niemal kompletną listę bolszewickiej agentury w Polsce. Warto dodać, że lista b.agentów Stasi oraz folksdojczów jest już kontrwywiadowi znana, gdyż nie tylko Führera totalnej opozycji korzenie tkwią w Wehrmachcie. Przecież nie tylko Władysław Frasyniuk wraz z funkcjonariuszem TVN Kajdanowiczem ujawnili się na wizji TVN24 jako sojusznicy walczącej z Polską bolszewickiej agentury:  na tej liście znalazła się także wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, euro-posłowie z ramienia Koalicji Obywatelskiej Janusz Lewandowski i tow. Leszek Miller, euro-poseł Lewicy Robert Biedroń oraz liczne grono posłów totalnej opozycji, jak B.Budka, tow. Włodzimierz Czarzasty a nawet „artystka” cyrkowa Jachira.
Spektakularny pokaz przywiązania do dyktatury Aleksandra Łukaszenki i dla jego tajnej akcji „Śluza”, polegającej na dowożeniu pod granicę z Polską przybywających legalnie na Białoruś obywateli Iraku, dał poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski, który próbował sprintem ominąć kordon żołnierzy, by dostać się do koczujących na Białorusi migrantów. Sprintowi Sterczewskiego towarzyszył doping i oklaski zebranych przy granicy zwolenników szerokiego otwarcia granicy z Białorusią co potwierdza, że totalna opozycja zrobiła sobie z ochrony granicy z Białorusią arenę cyrkową. Na tej arenie pojawiła się słynna Lempart (Wyp*****lać) wraz z grupą wściekłych macic, niosących dla imigrantów kociołek zupy. Zupę ostatecznie aktywistki same zjadły, po czym tradycyjnie napluły na Polskę. 
Czy na tej arenie pojawiają się po Jońskim, Szczerbie, Morawskiej-Staneckiej, Ikononowiczu, Lempart i Sterczewskiem kolejni artyści cyrkowi, czas pokaże. Jedno jest pewne: sowiecka agentura nie ma Polakom niczego do zaoferowania oprócz cyrkowych występów – w tym występów Führera totalnej opozycji, który grozi Polakom rozpętaniem wojny, jeśli nie wybiorą folksdojczów i agentów Putina i Łukaszenki. Wtedy nic nie będzie stało na przeszkodzie, by szeroko otworzyć granicę z Białorusią i zalać Polskę imigrantami z krajów arabskich, a przy okazji terrorystami i zielonymi ludzikami Putina. Wiaczesław Mołotow uzasadniał najazd Związku Sowieckiego na Polskę w dniu 17 września 1939 roku tym, że Polska to „pokraczny bękart traktatu wersalskiego”. Ataki totalnej opozycji na polskich żołnierzy, strzegących wschodniej granicy to nic innego, jak zagrzewanie śmiertelnych wrogów do kolejnego najazdu na Polskę, by ostatecznie rozwiązać problem "nienormalności" Polski.  Tym problemem jest "polskość" Polaków.
Źródło: niepoprawni.pl
24 08 2021 W. Frasyniuk: pseudo-polski oszołom z wielkimi pieniędzmi.
Co można mieć w głowie, żeby polskich państwowych funkcjonariuszy wyzywać od "watahy psów" i "śmieci"? A wcześniej aktywnie uczestniczyć w marszach KOD-u i walczyć z rządem PiS-u w sposób bardzo agresywnie prymitywny. Długo się zastanawiałem i chyba jedyne, co mi przyszło do głowy to strach... przed ujawnieniem jego przeszłości i pochodzeniem pieniędzy, które pozwoliły mu na rozkręcenie dużego biznesu transportowego. Nie jest bowiem tajemnicą, że przez długi czas zajmował lub współzajmował się się pieniędzmi przeznaczanymi przez cały świat dla Pierwszej Solidarności w regionie wrocławskim a szczególnie zapewne partycypował w sławetnych i niewyobrażalnych na ówczesne czasy 80 milionach, które wrocławska Solidarność podjęła z banku 3 grudnia 1981 roku, tuż przed wprowadzeniem przez Wolskiego vel W. Jaruzelskiego Stanu Wojennego. Nigdy wiarygodnie nie wyjaśniono co stało się z tymi pieniędzmi. A właśnie W. Frasyniuk był prominentnym działaczem Solidarności wrocławskiej. Oficjalnie to Józef Pinior, ówczesny rzecznik finansowy związku był pomysłodawcą całego tego przedsięwzięcia, który do współpracy zaprosił Piotra Bednarza, wiceprzewodniczącego Zarządu Regionu dolnośląskiej Solidarności oraz Tomasza Surowca i Stanisława Huskowskiego. Jest jednak uprawnione twierdzenie, że W. Frasyniuk musiał o tym wiedzieć, bowiem ówcześnie był przewodniczącym zarządu regionu Dolnego Śląska i bez jego wiedzy nie byłoby możliwe podjęcie tych 80 milionów zł. 
No dobrze. Pieniądze to jedno. Drugie to wprost nienawiść do rządzących i tych, którzy ich wybrali. A przecież my Polacy wybraliśmy ZP (PiS) i daliśmy im zgodny z prawem demokratyczny mandat do zarządzania naszym krajem.  I to dwukrotnie z rzędu. Oczywiście jest to nie po myśli tych, którzy mozolnie budowali tzw. III RP czyli PRL-bis. Po 1989 roku ta ekipa, którą reprezentuje m.in. W. Frasyniuk dokonała grabieży Polski i spauperyzowała oraz zatomizowała Polaków. Do roku 2015 (no może za wyjątkiem dwuletnich wcześniejszych rządów PiS i jeszcze dawniejszych rządów J. Olszewskiego) Polska ubożała, likwidowano niemal wszystkie gałęzie przemysłu, szerzyło się bezrobocie a my stawaliśmy się tanimi najemnymi pracownikami Niemców i innych nacji, bez własności i klasy średniej, którą niszczono w zarodku (jak np. Pana Romana Kluskę założyciela Optimusa). A już rządy PO-PSL były pod tym względem podobne do złodziejskich rządów takich ludzi jak L. Balcerowicz czy J. Lewandowski. Terapię szokową jaką wprowadzono w Polsce w roku 1990 - na podstawie tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego i przez ludzi takich jak: J. Sachs, Lipman, G. Soros - ostro krytykuje m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Joseph E. Stiglitz.
Mam nadzieję, że w końcu W. Frasyniuk odpowie za swoje czyny, bo przecież lżenie funkcjonariuszy państwowych na służbie podlega w Polsce karze a telewizja, która takie wypowiedzi emituje może zostać pozbawienia koncesji. Ale jest jeszcze jedno. Totalna opozycja zaczęła używać języka, który w Polsce nigdy nie funkcjonował. Czy to ruch M. Lempart czy wypowiedzi polityków opozycji są karygodne. Do dyskursu politycznego zostały wprowadzone przekleństwa i wulgaryzmy a ludzie, którzy ich używają zieją nienawiścią do wszystkiego co tradycyjnie polskie. Widać to też po oczach i wyrazie twarzy, choćby u D. Tuska. Opozycja wprowadziła knajactwo do polskiego obiegu publicznego i jest to przykre a ja nie mogę się z tym pogodzić. Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
Źródło: niepoprawni.pl
Frasyniuk z dnia na dzień stał się milionerem, Nie tak dawno 200 nowiusieńkich Tirów z nieba mu spadło!? Dziś pragnie dużej spółki skarbu państwa!? Morawiecki senior, też tak „szczęśliwie” z dnia na dzień dorobił się fortuny!?
Frasyniuk skąd miałeś kasę na 200 nowiusieńkich tirów skoro 1989 roku, skoro miałeś tylko jedne brudne gacie?! Lepper o to pytał, pytam i teraz ja! Odpowiadaj wielki „opozycjonisto"!
Z forum: 15 03 2013 Panie Frasyniuk! Powiedz pan jak to się robi. Byłeś pan tak jak ja szoferem w MZK . Teraz jesteś pan wielkim przedsiębiorcą, masz pan kilkadziesiąt ciężarówek. Czy to nie z tych 80 milionów wyprowadzonych z banku na kilka dni przed stanem wojennym? A ja, po 44 latach pracy w warszawskim MZK mam nie całe 2tys emerytury... Czy we Wrocławiu tak dobrze w MZK płacili? Czy zwyczajnie podprowadziłeś tą forsę?
Skąd się wziął Frasyniuk? Najstarsi solidarnościowcy z Wrocławia pamiętają, że w wyborach na przewodniczącego Solidarności Dolnośląskiej wygrał inny człowiek, ale zrezygnował po bodajże 2 tygodniach (czy ktoś go poprosił o rezygnację?) i wtedy przewodniczącym potężnego regionu "S" został 22 letni (!) kierowca Frasyniuk. Jest relacja solidarnościowca z Australii (chyba nazywał się Krupiński), który twierdził, że w więzieniu Frasyniuk namawiał go na przyłączenie się do "konstruktywnej opozycji" i roztaczał perspektywy dokładnie takie, jakie mieli ci, którzy poszli do Kiszczaka. Podczas pobytu w więzieniu Frasyniuk był bardzo bojowy i regularnie szarpał się z klawiszami, co jest charakterystyczne dla uwiarygodniających się kapusiów. Pamiętamy, że do rozmów okrągłego stołu "negocjatorów" dobierał sobie Kiszczak. Wybrał on dla "strony społecznej" także 5 swoich ulubionych związkowców (Wałęsa, Bujak. Frasyniuk, Gil, Kasprzyk). Dziwnym trafem gdy w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego 12 grudnia przed północą skończyły się obrady Komisji Krajowej i SB zwinęła całe kierownictwo związku, Frasyniuk i Bujak "uniknęli zatrzymania" i zaczęli działać w "podziemiu" organizując opór...Profesor Wieczorkiewicz uważa, że w kierownictwie Solidarności było więcej ludzi Kiszczaka, nie tylko Wałęsa. Wszystkie "kwity" z tych czasów są zniszczone. Wałęsa wpadł przez przypadek - zostały stare papiery, gdy był nic nie znaczącym robociarzem - kapusiem.
22 08 2021 Barbarzyństwo kroczy przed upadkiem.
Państwo PiS uniemożliwia swoim obywatelom bycie przyzwoitym człowiekiem.
Pod hasłem „Szturm nielegalnych migrantów na granicę” tvp.info informuje o poważnym zagrożeniu dla Polski i Polaków. Co prawda, groźni szturmowcy leżą na razie w krzakach, głodni, zmarznięci i krańcowo zmęczeni, ale gdyby tak ich nakarmić i pozwolić się ogrzać, to można się spodziewać wszystkiego najgorszego.
Nic więc dziwnego, że pogranicznicy i żołnierze biorący udział w obronie polskiej granicy na rozkaz polityków pilnują, by do uchodźców nie trafiło jedzenie ani koce przyniesione przez ludzi o ludzkich odruchach. Nic dziwnego, że rozwijają drut kolczasty (żyletkowy, zwany falangą), by jeszcze skuteczniej osłonić nas przed ich niechybnym atakiem na Polskę.
Władza nie szczędzi pochwał swoim obrońcom. „ Dziękuję żołnierzom, dziękuję Straży Granicznej za skuteczną ochronę naszej granicy wschodniej” – ogłosił premier. Ma za co dziękować pogranicznikom. To oni dopadli tych samych uchodźców, którzy wcześniej przeszli już przez granicę i byli na terenie Polski. Pogranicznicy nie bili, nie strzelali, tylko ryczeli do nich: – „Wypierdalać!„. Zagnali tych ludzi na białoruską stronę, na ziemię niczyją, żeby tylko nie przyjąć ich wniosków o azyl, żeby wyłgać się od wymogów konwencji genewskiej i żeby scedować na Łukaszenkę humanitarny obowiązek pomocy ludziom w krańcowej potrzebie. Właśnie dlatego, bohatersko broniąc granic ojczyzny przed szturmem trzydziestu dwóch wycieńczonych wędrowców, uniemożliwiają im kontakt z prawnikami. Dlatego zagłuszają łączność z tłumaczką, włączając silniki samochodów. I dlatego ustawiają szpaler kilkaset metrów od piętnastometrowego pasa granicznego, bezprawnie blokując dojście do granicy dziennikarzom i obywatelom, którzy chcą nieść pomoc ludziom w potrzebie.
Okoliczni mieszkańcy pytają, dlaczego pogranicznicy nie przekazują uchodźcom przygotowanego przez nich jedzenia. Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński wyjaśnia im w TVN24, że przecież „imigranci” nie znajdują się na terenie Polski, zatem powinni postarać się o wyżywienie na Białorusi, a tak naprawdę oni wcale nie potrzebują naszej pomocy ani azylu, bo Łukaszenka jaki jest taki jest, ale z jego strony nic im nie grozi… Premier Morawiecki potwierdza: „Co do uchodźców, którzy są wykorzystywani przez pana Łukaszenkę, mogę powiedzieć, że musimy chronić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i oczywiście od nas musi zależeć, kogo my wpuszczamy, a kogo nie”… Uchodźców z Afganistanu, którym w przypadku powrotu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, oczywiście nie wpuszczamy i nie wpuścimy. Ani tych trzydziestu dwóch, ani żadnych innych. „Straż Graniczna nie będzie wpuszczała nielegalnych imigrantów do Polski” – zapewnia wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. A minister obrony Mariusz Błaszczak uspokaja, że w tę operację jest zaangażowanych ponad 900 żołnierzy, którzy nie pozwolą naruszyć polskiej granicy. Swoich fałszywych trzech groszy nie omieszka dołożyć wszechobecny minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek: „Nie możemy dopuścić do ryzyka gwałtów i zabójstw, zwłaszcza kobiet, tak jak to się dzieje na potęgę w Niemczech czy we Francji”. I tylko pan prezydent nie włącza się do chóru obrońców Polski przed nawałą trzydziestu dwóch najeźdźców z Afganistanu. Jest na urlopie nad morzem i prosił, żeby mu nie przeszkadzać. Podobnie zresztą jak wcześniej.
Rządzący mówią nam o zagrożeniu uchodźcami i bohaterskiej obronie przed nimi. Mówią, że jeśli przyjmiemy kilkadziesiąt osób, to wygra Łukaszenka i wtedy sprowadzi nam tysiące imigrantów. Mówią, że są niebezpieczni, że mają złe zamiary, że to nie uciekinierzy, tylko cwaniacy, którzy chcą żyć na nasz koszt. Mówią, że wśród nich kryją się przestępcy i terroryści. Mówią nam różne rzeczy, nie mówią tylko, że to są ludzie. Krańcowo zmęczeni, wygłodnieli, brudni, chorzy, niewyspani, zmarznięci. Ludzie, którzy wegetują na gołej ziemi w lesie w Usnarzu Górnym, w dramatycznych warunkach. Ludzie bez przyszłości, którym pomóc nie pozwolą. Przemoczeni po wielogodzinnej ulewie chorują, ale lekarza do nich nie dopuszczą. – Prawdopodobnie kilka osób ma już zapalenie płuc – alarmuje lekarka Paulina Bownik, którą rośli obrońcy wypchnęli poza kordon nie pozwalając nawet przekazać chorym apteczki z lekami. „To kwestia czasu, zanim ci ludzie zaczną umierać!” – mówi zrozpaczona lekarka. „Trudno jest mi się teraz nie rozpłakać…„.
***
W lutym pracownia Kantar przeprowadziła sondaż na zlecenie Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Okazało się, że stosunek Polaków do uchodźców zmienił się mocno od czasu nikczemnej nagonki, która wpłynęła na zwycięstwo PiS w wyborach. Po kilku latach większość Polaków (62 proc.) była już zdania, że Polska powinna przyjmować uchodźców, a przeciwną opinię miało zaledwie 18 proc. respondentów. PiS nie kryje rozczarowania tą przemianą i za wszelką cenę stara się przywrócić skuteczność straszakowi, któremu zawdzięcza poparcie. I wcale nie jest bez szans. Porażający jest cynizm rządzących usprawiedliwiających swoje barbarzyństwo, ale wręcz grozę budzą coraz liczniejsze wypowiedzi rodaków odsądzających od czci, a w szczególności od wiary, ludzi w krańcowej potrzebie ratowania życia. To straszne jak wielu Polaków, jak łatwo i jak szybko pozwala się zdemoralizować i upodlić. W aktualnym sondażu portalu wyborcza.pl, czytanym przecież głównie przez wyborców opozycji, już 26 proc respondentów nie zgadza się na wpuszczenie do Polski uchodźców z Afganistanu.
Szczególnie bulwersujące jest odczłowieczenie ludzi szczycących się przynależnością do katolickiego Kościoła, którego kanony nakazywały głodnego nakarmić, nagiego przyodziać i w ogóle kochać bliźniego jak samego siebie. Napisałem „nakazywały”, bo już nie nakazują. Uaktualnioną doktrynę polskiego KK zaprezentował właśnie minister Czarnek. W odpowiedzi na zarzuty, że władza nie traktuje uchodźców po chrześcijańsku wyjaśnił: „MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO POLEGA NA TYM, BY BYĆ ODPOWIEDZIALNYM ZA SWOJE DZIECI I BLISKICH”. Czyli kochać należy tylko swoich, nie swoich już nie, natomiast obcych można spokojnie nienawidzić. I co? I nic. Pies z kulawą nogą, że o Episkopacie nawet nie wspomnę, nie zwrócił uwagi, że reprezentant polskiego rządu, który ostentacyjnie obnosi się ze swoim zajadłym narodowym katolicyzmem, jawnie kpi z Ewangelii.
Pal sześć pana Czarnka, samozwańczego delegata pana Boga na Polskę, który w poczuciu misji wędrownego kaznodziei niejedną jeszcze brednią nas zaskoczy. Ważniejsze zdaje mi się pytanie, dlaczego tak łatwo trafia do ludzi nieludzka argumentacja rządzących? Nie wystarczy powiedzieć, że państwo PiS uniemożliwia obywatelom bycie przyzwoitym człowiekiem. To prawda, ale dlaczego ufamy moralnym zgniłkom, którzy wiele razy dowiedli swej niewiarygodności? Niewiedza, niedostatek wyobraźni, głupota, owczy pęd, fałszywa lojalność wobec grupy i swego „przywódcy”, strach przed „czarnym ludem” …? A może Polacy są jakoś szczególnie podatni na manipulacje, bezczelne kłamstwa propagandy i teorie spiskowe? Tak czy owak – symbolem staropolskiej gościnności nie jest już chleb i sól, tylko drut kolczasty.
PS. Jeśli ktokolwiek z rządzących poczułby się obrażony lub zniesławiony niniejszym tekstem, to bardzo się cieszę.
Źródło koduj24.pl
Jak tych wpuścimy, to jutro będzie ich kilka tysięcy, a pojutrze......Poddali się Talibom, by do Niemiec przyjechać po zasiłek, i nic nie robić do końca życia, i żyć jak wielcy panowie!? Brutalne ale jakie prawdziwe!? W Polsce brakuje rąk do pracy, nie ma komu zbierać płodów rolnych....przekracza granicę, i automatycznie do pracy się zgłasza!? No tak tylko Allach na to nie pozwala!? 
13 08 2021 Świat za nas tej wojny nie wygra.
Ustawa Lex TVN ruszyła Polaków. Pierwszy raz od Strajku Kobiet i protestach w obronie sędziów, tysiące moich rodaków wyszło na ulice miast i miasteczek. Nie kikunasto czy kilkudziesięcioosobowe grupki, ale autentycznie…TYSIĄCE! W tym i bardzo wielu ludzi młodych. Nie wiem, czy to jest już ten przełomowy moment, w którym Polacy wreszcie się obudzą i za chwilę będzie to protest nie tysięcy, a milionów. Natomiast jedno wiem na pewno. Świat za nas nie wywalczy naszego prawa do demokracji. Owszem, padają ostre słowa i groźby ze strony Komisji Europejskiej. Są orzeczenia TSUE. Teraz pojawiło się zdecydowane (chyba?) stanowisko USA. Światowe media piszą o nas, piętnują to, co nieRząd robi z naszym krajem, ale to nie wystarczy. Jako Polska jesteśmy, wprawdzie coraz mniejszym, ale jednak, trybikiem międzynarodowych powiązań, układów i układzików, a świat polityki rządzi się nie emocjami, ale wyważonym, spokojnym, bardzo racjonalnym sposobem myślenia.
Popatrzmy na Białoruś. To, co tam się dzieje, woła o pomstę do nieba i co z tego? Sankcje, ostrzeżenia, odizolowanie Łukaszenki, działania, które praktycznie niczego nie zmieniają. Jak terror był, tak jest. Wydaje się, że po przywódcy Białorusi to spływa. Być może, patrząc długofalowo, kiedyś skutki tego, co czyni świat w obronie Białorusi będą widoczne, ale tak na dzisiaj, nic się nie zmienia. Podobnie i z Polską. Nikt nie będzie za nas ginął i poprzez eliminację jednego ogniwa rozwalał cały łańcuch tychże powiązań i układzików. Świat pogrozi prezesowi i jego kumplom paluszkiem, wprowadzi jakieś restrykcje może, ale na ile uderzą one w obóz władzy tak skutecznie, by przyniosło to jakieś efekt? Nie łudźmy się! Choć poparcie świata cieszy, to tylko my sami możemy usunąć ten nieRząd, tego prezesa, w niebyt. Tylko od nas zależy, jaką Polskę zostawimy kolejnym pokoleniom. I trzeba przyznać, że jest coraz trudniej prowadzić tę walkę, a będzie jeszcze gorzej. Mamy przeciwko sobie nie tylko tego niewielkiego człowieczka z rozrośniętym na maksa ego, ale i miliony (niestety) jego zwolenników, którzy przeszli przez pisowską maszynkę manipulacji i są dzisiaj tak wierni, tak lojalni, tak bezkrytycznie przyjmujący wszystko, co im ta władza powie, jak dogmat w najczystszej postaci.
Kaczyński dokonał jeszcze jednego. Doprowadził do sytuacji, gdy właśnie te miliony jego wyznawców zanegowały polską elitę intelektualną. To już tragedia, bo każdy, kto choć trochę zna historię, wie, że bez niej z narodem można robić, co tylko się chce. Naród bez swej elity intelektualnej to jak osesek, który nigdy nie będzie miał szans, by się rozwinąć, stanąć na nogi, pójść do przodu. To jak pociąg pozbawiony lokomotywy, jak drzewo bez korzeni.
I to właśnie inteligencja zawsze w pierwszej kolejności stawała się ofiarą najeźdźców, okupantów, dyktatorów. Każdego, komu marzyło się bezwolne społeczeństwo. Społeczeństwo w pełni podporządkowane, nie patrzące w przyszłość, potulne i jednocześnie karne. Kaczyński wyciągnął dobrą naukę z tej historycznej lekcji. Największe polskie autorytety, cieszące się uznaniem za swe dokonania w świecie, nazwał „wykształciuchami” i przekonał miliony swoich, że nie znają się na niczym, nic nie znaczą, są tylko wyrazicielem wrogich wobec Polski postaw. Na ich miejsce postawił swoich, już ponoć nie „wykształciuchów”. Ludzi, którzy w normalnym państwie nie mieliby szans, by się z tym swoim intelektem wybić, bo natura poskąpiła im talentu, bo zbyt ciasne umysły mają, bo nie ten poziom. Zastąpił ludzi światłych, wspaniałych, miernotą…
Przekonał również swój elektorat, że tak naprawdę to ich Polska, a nie tych, co to opływają w dostatek, mieszkają w wypasionych chatach, mają niezłe oszczędności na kontach, mogą sobie pozwolić na piękne wakacje. Wykorzystał prostą zasadę, czyli my to prawdziwi Polacy, my to ci dobrze, a tamci to wrogowie, bo dorobili się naszym kosztem, bo ich status majątkowy na pewno szemrany i zbudowany na pasożytowaniu na nas, soli tej polskiej ziemi. Miliony Polaków dało się nabrać i …teraz, gdy wychodzimy na ulice, musimy wziąć i ich pod uwagę. Oni bowiem nie mają nawet świadomości, że nasze protesty są również w ich imieniu, dla ich dobra. Że są ofiarami populizmu, pionkiem w perfidnej grze prezesa i wspierającej go Polskiej Instytucji Kościelnej. Mamy przeciwko sobie tych osiłków, co to pod nacjonalistycznymi flagami, niosą hasełka pełne nienawiści, agresji i wszelkiego rodzaju fobii. Oni wydają się już dla demokratycznej Polski straceni, ale to również dla ich dzieci protestujemy i walczymy o piękną dla Polskę. Podobnie jak dla dzieci pracowników mediów reżimowych, których trudno nazwać dziennikarzami, czy potomków skorumpowanych polityków, dla których nie są ważne zasady, ale tylko koryto, nawet przegniłe do szpiku. Dla dzieci policjantów, którzy znajdują szczególną przyjemność w prześladowaniu człowieka, tylko za to, że jest CZŁOWIEKIEM i POLAKIEM.
Świat za nas tego nie zrobi, nie wygra tej walki, a dla nas świadomość, o co toczy się gra, to ogromna odpowiedzialność. Proszę więc mi nie mówić, że protesty są bez sensu. Że pisanie nie ma sensu. Że słowa nic ze sobą nie niosą. Że nie warto nic, trzeba tylko czekać, aż cud sam się stanie. Nie! Każde działanie, które pomaga nam się zmobilizować, daje nam siłę, daje nam poczucie wielkiej wspólnoty, jest krokiem ku Polsce uśmiechającej się do przyszłych pokoleń, MA SENS! Jesteśmy dzisiaj razem i wierzę, że będziemy razem dalej. Aż do skutku. I że będziemy liczeni na ulicach w milionach, nie tysiącach.
Źródło koduj24.pl
Nie tak dawno Tusk ustąpił wobec protestów przeciw ACTA!? Czy Kaczyński zdecyduje się na wycofanie kontrowersyjnej ustawy Lex TVN !?
Z Forum: Od początku rządów PiS o tym wiemy, byliśmy ostrzegani, że walec się toczy, że demokracja pada, że w końcu po nas przyjdą i…przyszli. Mają już wszystko co potrzebne, żeby rozpieprzyć, rozkraść, ustawić się, rodzinkę i kolesiów. To co kiedyś, wcale niedawno było nie do pomyślenia w nowej Polsce, Polsce tolerancyjnej, przyjaznej, rozwijającej się teraz przygnębionej, cofającej się do średniowiecza pod przywództwem dyktatorka, kościoła i całej masy chciwych i pazernych miernot.
Ale powinniśmy wyciągać wnioski z historii, i uczyć się na błędach. W 1956 roku znaczna część obywateli uwierzyła w słowa Gomółki. A skończyło się to strzałami do robotników na Wybrzeżu. Potem uwierzyliśmy w słowa Gierka „pomożecie towarzysze”…. I wielu pomagało ba nawet poczuliśmy trochę swobody bo na wczasy do Bułgarii niektórzy jeździli. Od 1980 r. z wiarą było u nas gorzej ale uwierzyliśmy Wałęsie, uwierzyliśmy Papierzowi że można coś zmienić i że demokracja to nasza przyszłość. I po 26 latach znaczna część obywateli uwierzyła ze „Polska jest w ruinie” jak to przekonująco opowiadała B. Szydło. Niby żadnych ruin nikt nie widział, no może poza budynkami byłych PGR. Ale swoje dołożył kościół, zamachowe teorie Antoniego też zrobiły sporo wody z mózgów… I od 2015 mamy „kaczyzm” czyli nową odmianę katosocjalizmu. Niby po doświadczeniach socjalizmu nie powinniśmy nabrać się na kaczyzm, ale się nabraliśmy. I jaki morał z tej opowieści? Taki ze jesteśmy łatwowierni, tak samo jak za czasów Gomółki i Gierka, i nie potrafimy wyciągać wniosków że zdarzeń naszej historii. A przy okazji uwielbiamy jak „władza” nam coś daje, a najlepiej jak obiecuje że da, i to im więcej obieca tym lepiej. Wtedy jesteśmy gotowi oddać naszą wolność nasze prawa…. I oddajemy. Pocieszające jest to że dotyczy to tylko co trzeciego z nas. Kaczyński już raz szedł na zwarcie z USA i Izraelem i się wycofał. Myślę że teraz też się wycofa, tylko i USA i UE muszą tak samo twardo zagrać. Myślę że PiS nie przetrwa kompromitacji jaką przyszykował Kaczyński. Pytaniem otwartym pozostaje czy ta kompromitacje zobaczy wyborca? Mam nadzieję że zobaczy. Nam pozostaje czekać i kartka wyborcza.
08 08 2021 Kaczyński goni w piętkę, czyli konstytucja niezgodna z konstytucją.
Trzy tygodnie temu peerelowski prokurator a pisowski sędzia Trybunału mgr Przyłębskiej ogłosił, że polskie sądy nie muszą się stosować do zabezpieczeń nakazanych przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Jeszcze przed tygodniem z warownego obozu władzy dobiegały gromkie okrzyki, że ani kroku wstecz, że nie oddamy ani guzika od suwerenności, że Izba Dyscyplinarna albo śmierć, że tu jest Polska i że nie będzie Unia pluć nam w twarz ni dzieci nam europeizować. Aż tu nagle pan premier bąknął, że nowa Izba nie spełnia jego oczekiwań. I zaraz potem spełniająca oczekiwania prezesa Kaczyńskiego pierwsza prezeska SN, znienacka zamroziła rzeczoną Izbę oraz poprosiła tamtejszych funkcjonariuszy przebranych w togi, by w miarę możliwości i chęci zaprzestali na jakiś czas gnębienia prawdziwych sędziów. Ba, sam pan prezydent przerwał na chwilę swój sześcioletni urlop, by wyrazić dezaprobatę dla Izby, którą sam wymyślił i osobiście powołał.
Szybko się okazało, że owa zaskakująca wolta zaskakującą bynajmniej nie była. I, wbrew opiniom wszystkich przytomnych komentatorów, to narzędzie służące zastraszaniu przyzwoitych sędziów pakowane jest do zamrażarki wcale nie z powodu zdecydowanej reakcji władz Unii, ani wyroku TSUE, ani realnej groźby zablokowania dotacji i wlepienia Polsce dotkliwych kar za każdy dzień bezprawia. A już na pewno nie jest to podwijanie ogona w odpowiedzi na coraz twardsze naciski Amerykanów, zainteresowanych nie tylko losem swej największej inwestycji w Polsce, ale też stanem polskiej praworządności. Z błędu wyprowadził nas sam prezes. W wywiadzie dla PAP Jarosław Kaczyński wyjaśnił, że likwidacja Izby Dyscyplinarnej omawiana była kilka miesięcy temu, już dawno została pozytywnie zaopiniowana przez komitet bezpieczeństwa i wpisano ją do projektu reformy przygotowanej przez minister Annę Dalkowską. Co prawda nikt, łącznie z członkami komitetu bezpieczeństwa, nie przypomina sobie dyskusji w tej sprawie, nie mówiąc już o jakichś uzgodnieniach, ale świadczy to jedynie o randze sprawy, której nadano zapewne gryf tajności dostępny co najwyżej tym ostatnim, do których wódz miewa jeszcze zaufanie: Błaszczakowi z MON, Sasinowi z resortu aktywów państwowych i Suskiemu z Radomia…
Czy Kaczyński naprawdę każe wycofać z obiegu ustawy kwestionowane przez Unię i jej trybunał? No, bez przesady. Nie pozwoli na to prezesowa ambicja i nie przełknie tego elektorat, przekonywany przez TVPiS, że bez Izby Dyscyplinarnej kasta pijanych posiadaczy immunitetów rozjeżdżać będzie przechodniów na pasach, a tabuny sędziów włóczyć się będą po sklepach kradnąc na wyścigi części do wiertarek. „Zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną w tej postaci, w jakiej funkcjonuje ona obecnie, i w ten sposób zniknie przedmiot sporu” – uspokoił prezes dodając, że „nie chodzi o to, by zupełnie przestała działać, lecz znacząco zmieniła sposób funkcjonowania”, dodając, że jest to świetny pomysł na zakopanie przedmiotu sporu z Unią Europejską. Elektorat PiS odetchnął z ulgą, a wyborcy innych ugrupowań zdumieli się ogromnie i zadziwili naiwnością człowieka okrzyczanego geniuszem politycznym, któremu zdaje się, że uda mu się oszukać Unię i sojusznika zza oceanu zmieniając tylko nazwę i usytuowanie bezprawnego tworu.
Jarosław Kaczyński nigdy nie robił na mnie wrażenia człowieka zrównoważonego, ale teraz zachowuje się jakby wymagał nagłej interwencji medycznej. Cały świat wie, że celem „lex TVN” jest zawłaszczenie lub zniszczenie znienawidzonej stacji, która obnaża dyktatorskie intencje prezesa, punktuje kłamstwa, wyśmiewa głupstwa i mobilizuje przyzwoitych Polaków do obrony demokracji i praw obywatelskich. Wszyscy o tym wiedzą, ale prezes idzie w zaparte opowiadając dyrdymały o zagrożeniach polskich mediów ze strony Rosji i Chin, które lada chwila wtargną do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Z tego powodu właśnie USA, nasz najbliższy sojusznik i członek OECD, nie może być nadal właścicielem TVN. Ale to nie wszystko. „Uważamy, że pomysł z możliwością kupna przez kraj z OECD jest śmieszny, bo ryzyko z tym związane, w tym z praniem brudnych pieniędzy, wejściem do polskich mediów narkobiznesu, byłoby ogromne” – doprecyzował Kaczyński okrzyczany kiedyś mianem politycznego geniusza. Chińczycy dopuszczeni do OECD w celu wykupienia polskich mediów, John Biden piorący w TVN swoje brudne pieniądze, ekipa „Szkła kontaktowego” cichcem rozprowadzająca narkotyki… Że też nikt nie zadzwonił po pogotowie!
Fakt, Kaczyński jest dzisiaj pod silną presją. Dotąd szło mu jak po maśle, a po zawłaszczeniu Trybunału Konstytucyjnego mógł uznać, że proces zawłaszczenia Polski potoczy się już z górki. Kiedy przeforsował ustawy rujnujące sądownictwo poczuł, że jest wszechmogący. Może ustanowić zakaz mówienia po niemiecku, może wprowadzić kierowniczą rolę PiS i wieczną przyjaźń z Rosją Putina, a korzystając z TK mgr Przyłębskiej może nawet orzec, że Konstytucja jest niezgodna z konstytucją. Dlatego Kaczyński nie przejmował się przesadnie ani protestami krajowymi, ani unijnymi. Oczarowany bezczelną szarżą Orbana doszedł do wniosku, że w Brukseli siedzą naiwne miękiszony, skrępowane i zakneblowane polityczną poprawnością, których można oszukiwać tak jak polski elektorat, a nawet jeśli nie, to przecież cokolwiek Kaczyński zrobi Bruksela i tak będzie nam płacić i z Unii nas nie wyrzuci. Bezpieczne trwanie miał nam zapewnić sojusz z USA, a dokładnie sojusz z bliskim Kaczyńskiemu populistą i autokratą Donaldem Trumpem. Jego porażka stała się porażką prezesa. Jeszcze się łudził, że życzliwi republikanie wrócą do władzy. Jeszcze liczył, że przeczeka do powrotu Trumpa, przekupując demokratów obietnicą zakupu 250 czołgów bez przetargu i negocjacji. Ale gdy okazało się, że i republikanie mają do niego pretensje nie tylko o TVN, ale też o rujnowanie demokracji, gdy w dyplomatycznym języku zrugał go najbliższy współpracownik Trumpa Mike Pompeo, przyszło załamanie i prezes zaczął pleść od rzeczy.
Świat idzie naprzód, a Kaczyński cofa się w coraz mroczniejszą przeszłość. Nie wszyscy jego funkcjonariusze i nawet nie wszyscy wierni pretorianie chcą mu towarzyszyć. Dziś już nie każdą porażkę i nie każdy głupi błąd da się ludziom wyjaśnić przywracaniem godności i powstawaniem z kolan. Również naszych sąsiadów i sojuszników nie da się już oszołomić słowotokiem premiera ani oszukać obietnicami i szacherkami legislacyjnymi. Pusta kasa państwa pozbawiona unijnych dotacji grozi kryzysem, którego nie zażegna państwowo-narodowo-patriotyczna narracja. Osamotnieni będziemy skazani na pożarcie przez Putina. A wszechmogący Kaczyński miota się w świecie kompletnie bezradny. Nie ma żadnego pojęcia o współczesnej dyplomacji, szczególnie o jej języku. Ci, którzy mówią grzecznie, są w oczach prezesa słabeuszami. Silny jest ten, kto odpowiada krzykiem i grubiaństwem. Doczekaliśmy czasów, gdy suwerenność oznacza samotność, a narodowa godność objawia się prostackim chamstwem.
Źródło koduj24.pl
06 08 2021 Dzisiaj moja miłość do Polski i patriotyzm…milczą.
Jeszcze nie tak dawno, wydaje się, że wczoraj, miłość do Ojczyzny i patriotyzm miały naprawdę wielkie znaczenie. Nikt nie zmuszał mnie, bym czuła do Polski to, co czułam. To było po prostu całkiem naturalne, całkiem zrozumiałe. Obchodziłam ważne dla nas rocznice tych wydarzeń historycznych, których byłam spadkobiercą. Rocznicę uchwalenia Konstytucji 3. Maja, wybuchu II wojny światowej i jej zakończenia, Powstania Wielkopolskiego, Powstań Śląskich, Powstania w Getcie Warszawskim, Powstania Warszawskiego, Zbrodni Katyńskiej… Zawsze w te dni poddawałam się zadumie, zapalałam znicze, krążyłam myślami wokół, oddając hołd każdemu, dzięki któremu żyłam, miałam swoje marzenia, realizowałam siebie, nigdy nie wstydząc się, z jakiego kraju pochodzę, i jakie wartości narodowe mam wnieść w przyszłość.
Mój patriotyzm też był taki na miarę 2 połowy XX wieku i tego, XXI. Objawiał się uczciwą pracą, płaceniem podatków, szacunkiem dla drugiego człowieka, rozumieniem, że mam prawo do własnych poglądów i przekonań, ale nie wolno mi sobą krzywdzić innych, a tym bardziej narzucać im siebie i tego, co mam w głowie. Dbałam o środowisko, przestrzegałam prawa, zarówno tego spisanego, jak i moralnego, starałam się zawsze reagować na czyjąś krzywdę, być, pomagać…Ktoś powie, że byłam święta. No nie, swoje miałam za uszami, ale jednak wychowanie w domu, szczęście, że trafiłam w swoim życiu na ludzi, którzy mieli ogromny wpływ na mnie i moje pojmowanie, co to znaczy być człowiekiem, Polką, obywatelem świata, przyniosło, myślę, dobre efekty.
A potem … przyszła katastrofa prezydenckiego samolotu nad Smoleńskiem i znalazł się człowiek, który wykorzystując śmierć własnego brata, postanowił wprowadzić w Polsce swoją wizję miłości do Ojczyzny i swoje rozumienie patriotyzmu. Tylko po to, by wykorzystać to, co dla nas najważniejsze; naszą historię, wartości narodowe, tradycję, by zamknąć nas w klatce własnych kompleksów, strachu, zaściankowości i małości.
To on zebrał wokół siebie grupę nieudaczników, którzy za diabła nie mogli przebić się w Polsce intelektualnych autorytetów, Polsce pełnej godności, patrzącej do przodu, budującej swoje podstawy na dobrych relacjach zarówno w kraju jak i z sąsiadami, opartych na kompromisie, partnerstwie i przede wszystkim, chęci bycia częścią światowej wspólnoty. To on wsparł kiboli oraz środowiska o mocno brunatnym zabarwieniu, nazywających siebie „solą polskiej ziemi”, uważających, że tylko oni mają patent na miłość do Polski i patriotyzm. To on, już po zdobyciu władzy w 2015 roku krok po kroku, konsekwentnie zaczął pracować nad zmianą oblicza polskiej ziemi. To tak, jakby wraz z tymi brunatnym, wycinał z naszej historii to, co mu pasowało do wprowadzenia jego rozumienia miłości do Ojczyzny i patriotyzmu. Wywalił część, nie pasujących mu bohaterów, zastępując swoimi.
Tak więc, w kotle prawdziwej polskości znaleźli się żołnierze wyklęci, nawet ci, którzy splamili ręce ludobójstwem. Znalazły się przekłamania dotyczące wielu niewygodnych kart historii jak m. in. udział Polaków w mordowaniu Żydów, przekłamania dotyczące imigrantów. Znalazły się pretensje i roszczenia do Francji, Niemiec, Szwecji Ukrainy, Litwy, negacja wszystkiego, co się temu panu nie podoba. Mogłabym wymieniać jeszcze dużo i długo, ale po co, gdy wszyscy wiemy, co w tym kotle nam ten człowiek ugotował.
Potem wziął, wymieszał to coś, doprawił sporą dawką katofanatyzmu, antysemityzmu, odrzucenia każdego, kto z powodu koloru skóry, pochodzenia, orientacji seksualnej, wyznawanej religii, nie zasługuje na miano Polaka i ruszył w Polskę, karmiąc naród tak przyrządzonym „daniem”. Na chwalę swojej żądzy władzy. Na chwałę samego siebie i sobie podobnym. Ech, ileż znalazło się chętnych do łykania tego paskudztwa. No i wylazł z nory taki Bąkiewicz, Międlar i całą rzesza im podobnych. Osiłków dumnie noszących na ramieniu opaskę Powstańca Warszawskiego, chwalących się wytatuowanym Orłem w Koronie i jednocześnie wywrzaskujących hasełka, pokazujące, że fobia goni fobię. Osobników nieźle napitych po dobrej burdzie z okazji ważnego wydarzenia historycznego, sikających gdzieś na trasie, nie przejmując się, że robią to publicznie. Łysolków lub króciutko przyciętych, pełnych agresji, rzucających racami, przyjaźniących się z faszystowskimi organizacjami z innych państw i jednocześnie przekonujących nas, że to oni są patrioci! Oni są Polacy! Reszta to motłoch i jakiś tam tylko odpad narodowy, nie warty uwagi. i to oni właśnie są dzisiaj wzorem do naśladowania. To są ci prawdziwi Polacy Patrioci! Niestety! Dzięki temu panu i całej jego ekipie „miłość do Ojczyzny” i „patriotyzm” stały się wyświechtanymi, mocno przeżutymi i kiepsko strawionymi, frazesami, budzącymi ogromną niezgodę i przekonanie, że to już nie moja Polska.
A jednak…ona wciąż moja. Taka poraniona, z połamanymi skrzydłami. Smutna, szara, zrezygnowana. Zakopana po uszy w kłamstwie i manipulacjach. Przedarta na pół, chora, zagubiona…To wciąż moja Polska, choć teraz miłość do niej znacznie trudniejsza. Nie da się tak, ot… pstryk…i odsunąć ją na boczny tor, przejść obok obojętnie, zapomnieć. Nie da się, choć dzisiaj ona taka brzydka, taka byle jaka, taka … A może dzięki temu, ona dzisiaj bardziej moja?
Źródło koduj24.pl
Dziś patriota to polityk, który za publiczne pieniądze okrada własny naród . Dlatego oszuści mogą tak bezkarnie działać w Polsce? Bo za nimi stoją posłowie, senatorowie, ministrowie, pozostali wielcy politycy. Niesłuszne oskarżenie, no to skąd nagle na ich kontach bankowych pojawiają się milionowe sumy?
Dziś patriotyzm to najlepszy biznes w Polsce. Im większy patriota tym większy rachunek swej ojczyźnie wystawia. Zatem to są patrioci czy bezduszni najemnicy? Sam już nie wiem. Zobaczcie jak wyceniany jest patriotyzm lecieli na polityczne show i rodziny milionowe odszkodowania otrzymują, a inni np. rodziny poległych żołnierzy na misjach już nie? 
03 08 2021 Dlaczego podwyżki dla posłów? Bo przecież poseł nie powinien zarabiać tyle, co kierownik sklepu!
Na podwyżki dla władzy żaden moment nie jest dobry, bo ludzie zawsze będą to krytykować. Ale przecież „rośnie płaca minimalna, wynagrodzenia. W firmach prywatnych, czy w spółkach, ludzie mają o wiele wyższe zarobki, dlatego nie chcemy zrobić tak, że wszyscy będą uciekać do spółek, a tutaj nie będzie miał kto pracować” – mówi zatroskany poseł PiS. „Sześć lat temu, gdy PiS wygrał wybory, płaca minimalna była na poziomie 1800 zł. Dziś mamy już 2800 zł, czyli to już prawie 50 proc. podwyżek” – dodaje inny, nie mówiąc ani słowa o spadku wartości nabywczej złotówki przez te 6 lat. Trzeba też wiedzieć, jak bardzo jest to wymagająca praca. „To jest praca od poniedziałku do niedzieli, od rana do nocy. Nie każdy parlamentarzysta tak pracuje, ale rodziny tych, którzy tak pracują są niesamowicie sfrustrowane” – powiedział inny poseł partii rządzącej, najwyraźniej nie mając pojęcia o pracy konduktorów, maszynistów PKP, pilotów wycieczek, lekarzy, policjantów i innych zawodów, pracujących po nocach, także i w niedzielę, po to, aby posłowie mogli przebywać w oświetlonym i ogrzanym budynku.
„Parlamentarzyści nie powinni szukać drugiej pracy”. Całkowicie się zgadzamy z tym tłumaczeniem. Jednak z prośbą, aby tę pierwszą wykonywali należycie i to za takie pieniądze, na jakie się godzili na początku. Przypomnijmy, że inflację rozhuśtał rząd i to on, a nie podatnicy powinien za nią zapłacić. Tymczasem podwyżki posłom Jarosław Kaczyński obiecał już na czerwcowym posiedzeniu klubu, a sprawa miała być dogadana ponad podziałami. „Nie było właściwie żadnych wątpliwości, że ludzie, którzy pełnią stanowiska wiceministrów, czyli podsekretarzy stanu, zarabiają niewspółmiernie mało” – argumentował Andrzej Duda, który błyskawicznie podpisał rozporządzenie o podwyżkach. „Fachowców też trzeba opłacać” – dodaje inny poseł PiS i zgadzamy się z nim całkowicie. Tylko trzeba być fachowcem. To przecież „tylko potraktowanie parlamentarzystów tak, jak każdej innej grupy zawodowej. Parlamentarzyści i samorządowcy w ostatnich kilku latach…nie otrzymywali żadnych podwyżek wynagrodzeń. Właściwie parlamentarzyści, jako jedyna grupa w Polsce, mieli obniżkę wynagrodzeń trzy lata temu” – dodał premier Morawiecki.
Partia rządząca szuka sojuszników dla podwyżek poza własnymi szeregami. Podobno opozycja także naciska rząd na podwyżki. „Politycy Lewicy, wbrew własnej doktrynie pytają, czy to normalne, żeby premier zarabiał mniej niż przeciętny pracownik na stanowisku kierowniczym w korporacji?” – Zwierzał się poseł Jacek Żalek i dodał: „Polska klasa polityczna nie ma odwagi powiedzieć, że politycy powinni zarabiać na miarę odpowiedzialności, jaką biorą za państwo”. I z tym całkowicie się zgadzamy, patrząc na nieodpowiedzialność pewnych polityków.
Zatroskanym o stan gospodarki państwa po pandemii i pytającym, skąd rząd weźmie na podwyżki, posłowie PiS odpowiadają: „Te pieniądze są przede wszystkim z nowych miejsc pracy, z rosnącej gospodarki, bo ona ma się dobrze…Producenci nie mogą nadążyć z produkcją” – i dlatego, zamiast inwestować te pieniądze, ratując społeczeństwo przed kryzysem, rząd chce wypracowane przez nas nadwyżki przejeść. Pieniądze będą też z Polskiego Ładu, za który przecież zapłacić ma UE: „Polski Ład to ogromne pieniądze, fundusze, za które będą odpowiedzialne ministerstwa. Oni też muszą zarabiać godnie”. „Proszę spojrzeć też szeroko na budżet państwa, dla niego podwyżki dla 560 osób to nie jest suma, która go rozłoży” – tłumaczy poseł PiS. Skoro tak, to tym bardziej nie rozłoży go wypłacenie dodatków covidowych pracownikom służby zdrowia, którzy doprosić się nie mogą znacznie mniejszych podwyżek za znacznie bardziej ryzykowną pracę. Ale według PiSu „lekarz specjalista potrafił zarobić w czasie pandemii w szpitalu…100 tys. miesięcznie”. Informacje podobno pochodzą od dyrektorów szpitali. Dyrektorzy szpitali powinni też uświadomić posłów, że lekarze w czasie pandemii ryzykowali własnym życiem – a na to nie ma dobrej ceny.
Wyjaśnienie, czym się różnią np. lekarze czy nauczyciele od tych, „którym się widocznie należy”,  daje mimo woli poseł Żalek: „Czy Poseł powinien zarabiać tyle, co kierownik sklepu, a prezydent RP tyle co przedstawiciel handlowy?…Politycy muszą być odporni na siłę wpływów lobbystów. Każdemu państwu opłaca się mieć polityków odpornych na zewnętrzne wpływy, niestety takiej rękojmi nie dają słabo opłacani przedstawiciela administracji państwa”. Bo poseł to taki pracownik, który –  jeśli mu pracodawca, czyli podatnik odpowiednio nie zapłaci – sprzeda się bez skrupułów lobbyście. I naprawdę chcecie Państwo płacić za cokolwiek takim pracownikom?
Źródło: natemat.pl
Efekty pracy posłów widzę codziennie wchodząc do sklepu patrząc na półki co chwila z nowymi wyższymi cenami!? Wkrótce bogaty Zachód będzie musiał gonić ceny w polskich sklepach!? Poziom Polski stanie się poziomem dla Zachodu!?
Ceny w sklepach oszalały, a to dopiero początek szaleństwa, Morawiecki co ty wyprawiasz!? Ten geniusz ekonomi wzrost PKB realizuje gnębiąc naród podwyżkami podatków, wprowadzając co chwila nowe opłaty, i podatki!? Mamy dwa wyjścia wygonimy Morawieckiego, albo sami z kraju wyjedziemy!?
Wyłudzanie podatku VAT to między innymi efekty pracy posłów. Dbając o swoją kieszeń lobbują dziurawe ustawy. W efekcie ci co mają dużo nic nie płacą a tym co mają mało zabiera się prawie wszystko. Nieprawda. No to w jaki sposób hrabia von Rostowski, lord Sikorski, Morawiecki, Obajtek i wielu innych dorobili się takich majątków? A Fiskus jest ślepy i głuchy.
Z forum: "Czy poseł powinien zarabiać tyle co kierownik sklepu?". Tak w PiS tłumaczą podwyżki dla rządzących. Jak najbardziej. A nawet mniej, ponieważ jedyne co robi, to klika palcem jak szefostwo partii sobie zażyczy.
Czy ktoś już wrzucił komentarz, że jak im się nie podoba to mogą iść na kasę w Biedronce? Czy takie rady są zarezerwowane dla nauczycieli? Daj spokój, wyobrażasz sobie te machloje na kasie? 
„To jest praca od poniedziałku do niedzieli, od rana do nocy. Nie każdy parlamentarzysta tak pracuje, ale rodziny tych, którzy tak pracują są niesamowicie sfrustrowane”. Biedny poseł – nie „poszedł w politykę” z własnego wyboru, tylko dostał nakaz pracy w Sejmie. Te idiotyczne tłumaczenia są powtarzane od lat.
31 07 2021 I manifestacja klubów GP przeciw polityce PiS.
I reforma sądownictwa była politycznym majstersztykiem prezesa Kaczyńskiego: zdecydowanym atakiem na postkomunistyczny Sąd Najwyższy. PiS utwierdził dominację na prawicy, jednocześnie poważnie punktując w tzw. głębokim państwie - rządzących PL elit wywodzących się z potomków głębokiego PZPR + dokooptowani. Reforma bowiem zmieniała tak dużo by nie zmienić nic i by nadal sądami rządzili ci sami. Ci sami ale nie tak samo. Kaczyński wprowadził bowiem do SN kilku nowych ludzi oraz Izbę Dyscyplinarną, która miała dokonywać ew. korekt (jak czas pokazał niespecjalnie kolidujących). Jednak drobny wyłom, w dodatku słaby, niekąsający, to dla totalitarystów z sędziowskiego głębokiego państwa olbrzymia zniewaga. Z zapałem godnym lepszej sprawy zaczęli więc knuć przeciw PL spiski z Brukselą, nie-Brukselą, z kim się dało, wykazując przy okazji całą słabość służb państwowych PL. Efektem były różne antypolskie  wyroki TSUE, decyzje KE, które rząd dość sprytnie częściowo łykał, częściowo ignorował, co ostatecznie doprowadziło do umowy sprzed roku, w której PL za obietnicę olbrzymich funduszy zgodziła się na uzależnienie wypłaty europejskich funduszy (dotąd obligatoryjną) od decyzji KE (przeciw czemu ostro protestowały Konfederacja i partyjka Ziobry).
Dziś sytuacja jest taka, że KE właśnie ma wypłacać PL I transzę olbrzymich funduszy. Jednocześnie pojawia się wyrok innej instytucji UE (likwidacja Izby Dyscyplinarnej), którego niewykonanie może zablokować wypłatę funduszy. Jednocześnie PiS już wystąpił z wielką kampanią ekonomiczno - społeczną dla której te fundusze są kluczowe. Na takie dictum PiS - zgodnie z dotychczasową polityką - ugiął się i ustami Kaczyńskiego i Morawieckiego, a także w liście I prezes SN Manowskiej zapowiedziane zostały zmiany, które, w skrócie, polegaj mają na tym, że sądownictwem dyscyplinarnym zajmą się razem i starzy i nowi sędziowie (o ile Bruksela wyrazi na to zgodę). 
I to jest właśnie tło I manifestacji Klubów GP. Manifestacji niby popierającej rząd,  de facto jednak wymierzonej w uległość rządu PiS wobec Brukseli. Widać to było dokładnie w wypowiedziach mówców. Rozpoczął A. Borowski pytając retorycznie czy można oddać suwerenność za pieniądze (czyli o to co de facto rząd Morawieckiego zrobił rok temu w lipcu). Motyw wiodący pozostałych mówców był jeden: ani kroku wstecz! Co w tym kontekście odczytać można jednoznacznie: nie będziemy ulegać Brukseli. Wyroki TSUE przeciw sądom w PL i KRS nie mają waloru wykonalności, są przekroczeniem traktatów! I to właśnie miał stwierdzić TK 3 sierpnia (we wtorek). Jednak niedługo po ogłoszeniu manifestacji Klubów GP ogłoszenie wyroku zostało przesunięte na 31 VIII.
Sama manifestacja nie była szczególnie znacząca, zwłaszcza, że w związku z antyrządowym wydźwiękiem została przez TVP Kurskiego w 80% ocenzurowana. Ważne jest jednak, że po raz pierwszy Kluby GP jednoznacznie wystąpiły przeciw linii prezentowanej przez Kaczyńskiego. I nie da się ich zawiesić jak nieposłusznych posłów ani skierować na nich huraganowego ataku przez GP i cenzurę jak to było z partyjką Ziobry. Bo - jak mówił sam Jarosław - Kluby GP to jego oddziały szturmowe. Ale nie jest też tak, że PiS nie ma życia poza GP i poza Klubami. PiS dorobił się już znacznie szerszego elektoratu i może i Kluby i samą GP obejść. Ale jeszcze nie bezkarnie**. Zresztą trudno dziś mówić o jakimś realnym buncie Klubów przeciw Kaczyńskiemu. Jeszcze nie. Bo coś mi się wydaje, że w razie konfliktu Ziobro - Kaczyński Kluby - mimo iż są bardziej radykalne niż Ziobro - stanęłyby jednak po stronie Kaczyńskiego - przeciw linii którego dziś protestowały.
PiS dochodzi dziś kolejne zadanie: utrzymać Kluby i spowodować, by z entuzjazmem popierały linię PiS, w tym podporządkowanie PL Brukseli. A już na pewno by nie przeszły do Konfederacji czy Ziobro-Konfederacji (mimo spójności poglądów), a najlepiej ostro ją zwalczały. Czy to zadanie trudne? Myślę, że PiS da radę, a na pewno ma duże szanse. Podwaliny zostały położne. Pierwszą jest szczepionka w postaci przylepienia do Konfederacji łatki "Ruskich onuc" czyli ukrytych agentów Kremla. Pozostałe techniki zostały wskazane czy to w przemówieniach T. Sakiewicza czy A. Macierewicza. Jest to walka z "targowicą" i "Rudym Zdrajcą", a także wskazywanie na PiS jako obrońcę konserwatywnych wartości (sprzeciw wobec aborcji, ideologii lgbt). Procesy społeczne mają jednak swoją dynamikę i ludzie wiecznie nie dadzą się oszukiwać. Wcześniej czy później PiS będzie musiał się zdecydować nad wyborem ścieżki, którą podąża. A jak nie PiS to Kluby GP. Decyzja ta może oznaczać albo koniec PiS - jakim go znamy, albo rozłam i wygaśniecie jednego z ostatnich epigonów Wielkiej Obywatelskiej Solidarności.
**- ale jest też możliwy inny wariant: głębokie państwo pozwala PiS istnieć i kwitnąć dlatego, że potrafi zarządzać, zdobyć serca i zaprząc w jarzmo polskich robotników i chłopów, tak niepokornych, że stworzyli Solidarność, a tego nigdy nie udało się do końca zrobić ani SB ani WSI, GRU, CIA i KGB. Gdyby więc PiS stracił sterowność nad tą grupą potrzeba jego istnienia stanęłaby pod znakiem zapytania, tak samo zresztą jak potrzeba istnienia Konfederacji, gdyby straciła ona wpływ na środowiska kibolskie i sebixowskie.
Swoją drogą to warto docenić kunszt inżynierii społecznej w której udało się podzielić ludzi który myślą bardzo podobnie jeśli nie tak samo, na dwa zwalczające się obozy.
Źródło naszeblogi.pl
Jedni krzyczą: Niech żyje Polska!
Drudzy: Jeba* PiS!
Ale to Ty decydujesz, po której stoisz stronie. 
30 07 2021 Już nie jestem wkurzona. Nie jestem zdołowana. Bój się prezesie mojego spokoju!
Czy jestem wkurzona? Już nie. W końcu prawie 6 lat karmiona jestem pisowszczyzną w pięknym, wręcz pokazowym wydaniu, więc poziom adrenaliny przestał mi skakać w górę, zatrzymał się i pozwala bardziej merytorycznie spojrzeć na ten kiepski cyrk. Czy jestem zdołowana? Już nie, co nie znaczy, że stałam się bierna, moszczę wygodnie w swoim gniazdku i niczego nie oczekuję, na nic nie liczę. Jestem spokojna (wreszcie!), dzięki czemu zachowuję świeżość myśli, spojrzenia i większą łatwość w ocenie. Czy jestem w stanie permanentnego zdziwienia? Już nie. Prezes i jego ludzie już dawno przekroczyli moją granicę, za którą szok, niedowierzanie i to właśnie zdziwienie. Nie ma dnia, bym nie wrzucała do kosza kolejnych akcji, inicjatyw, dokonań tych, którzy obiecywali dobrą Polskę, a serwują nam bylejakość, byle myślenie, byle inteligencję, „byle” do potęgi maks na każdym obszarze życia społecznego, gospodarczego, politycznego, międzynarodowego.
Tak! Teraz już jestem spokojem. Można powiedzieć, że wyszłam ze wszystkich emocji, stanęłam obok i z lekkiego dystansu przyglądam się dokonaniom „dobrej zmiany”, na nic nie licząc, niczego nie oczekując i przede wszystkim nie wierząc w nic, co mi ona serwuje. Tak! Te panie i panowie, ten prezes i jego kolesie koalicjanci, którzy uznali, że poparcie mniej niż 9 milionów Polaków w wyborach parlamentarnych, daje im patent na rozwalanie państwa, nie są w stanie niczym mnie już zaskoczyć czy zadziwić. Taka Manowska, I prezes SN, która prawie ze łzami w oczach pisze listy do swoich szefów, bo sama nie ma pojęcia, co zrobić z orzeczeniami TSUE. Biedna ona, brakuje jej wiedzy, kwalifikacji zawodowych, siły, by podjąć jedyną słuszną decyzję, by zachować resztki twarzy. Niech ktoś za nią zadecyduje, co dalej, bo ona nie da rady. Ona nikim, zwykłym pionkiem i to właśnie pokazała teraz najdobitniej. Jestem tym zaskoczona? Absolutnie nie. Ten marsz przez Polskę z Nowym Ładem, który wciąż tylko na iluś tam kartkach papieru spisany. Który w wielu punktach budzi powszechny sprzeciw ekspertów ekonomii i finansów. Który wciąż poprawiany na kolanie i nie wie nikt, kiedy znajdzie się w Sejmie i będzie przegłosowany. Ot, taki wciąż dokument widmo, ale co tam. Ma robić za element przedterminowej kampanii wyborczej, więc ruszyła brać pisowska i gada, gada, gada. Przekonuje, a lud nie łapie, że to wciąż tylko gruszki na wierzbie, w tym niektóre mocno robaczywe i ściska dłonie władzy, z pokorą i uwielbieniem pochyla głowę i dziękuje. Jestem tym zaskoczona? Absolutnie nie.
To przekonanie, że wszyscy mogą nam podskoczyć, bo nikt nie jest tak praworządny jak my, nikt nie jest tak sprawiedliwy jak my, nikt nie ma takiego patentu na prawdę jak my, nikt nie zasługuje na taki szacunek jak my. Idąc tym tokiem myślenia, prezes i jego ekipa ośmieszyli nasz kraj, zniszczyli jego świetną pozycję międzynarodową i doprowadzili do sytuacji, gdy Polska stała się passe. Polska stała się kolekcjonerem wrogów. Obraziliśmy już Żydów, Niemców, Ukraińców, Francuzów, pokłóciliśmy się z Czechami, nie najlepiej układa nam się z Litwą, nawet Szwedów zaczepiamy za zniszczenia z czasów Potopu (1655-1660). A teraz do listy wrogów dorzuca się USA. To kara dla prezydenta Bidena za to, że ukochany przyjaciel prezesa, pan Trump, przegrał wybory i chwilowo odszedł w niebyt. Ech, dowalić tej niewdzięcznej Ameryce i jednocześnie załatwić najbardziej znienawidzoną stację, w której Amerykanie mają swoje udziały….to marzenie ekipy rządzącej, która powinna jednak nazywać się ekipą demolującą, a nie rządzącą. Jestem tym zaskoczona? Absolutnie nie.
Te działania Ziobry, Morawieckiego i jeszcze kilku pseudointelektualistów, którzy kierują idiotyczne zapytania do swojego Trybunału Konstytucyjnego, świetnie wiedząc, że ten wyda takie oświadczenia, jakie sobie ci panowie zażyczą. Ten Czarnek, którego marzeniem jest likwidacja szkół świeckich i zastąpienie ich katolickimi, bo liczy się tylko produkcja Homo PiSsus o ostrym zabarwieniu nacjonalistyczno – katofanatycznym. Ten rzecznik praw dziecka (specjalnie małą literą, bo na wielką on nie zasługuje), który chce katować dzieci martyrologią zamiast zająć się ich problemami, które dzisiaj niszczą im życie. Te media reżimowe, które sprzedały się za byle co i serwują od rana do nocy program, którego celem postępujące zidiocenie narodu. Ten Duda, który bezrozumnie dudzi i dudzi i ta całą reszta pachołków prezesa, wiernej jego gwardii, bojówek nacjonalistycznych. Ci ogłupiali prokuratorzy na usługach władzy, biegający nie za tymi, za którymi powinni. Czy są oni w stanie mnie czymś zaskoczyć? Już nie.
Ten niesamowity sojusz polskiego kościoła z obozem władzy. Sojusz, który prowadzi nas w stronę koszmarnego fanatyzmu religijnego, odbierający prawo do życia każdemu, kto nie pasuje. Ci opaśli hierarchowie tonący w bogactwie, którym wciąż mało. Czy to mnie zaskakuje? Już nie. 
Uśmiecham się, nieco gorzko, ale jednak, bo wiem, że nic nie trwa wiecznie. Wszystko kiedyś się kończy, więc walczę słowem, piętnuję kolejnymi punktami karnymi i jestem jak „przyczajony tygrys, ukryty smok”. I czekam cierpliwie… i wiem, że się doczekam.
Źródło koduj24.pl 
27 07 2021 Jak się robi rewolucję?
Ponad 10 tysięcy udostępnień, mnóstwo polubień i życzliwy komentarz zatroskanego Donalda Tuska zyskał fejsbukowy wpis znanego dziennikarza Wojciecha Fuska. Zdesperowany człowiek, walczący dotąd ze złem i bezprawiem o praworządność i przyzwoitość w polityce, pisze, że rosnąca fala łajdactw paraliżuje go i obezwładnia. Pisze, że w III RP nigdy z taką intensywnością, agresywnością i bezwzględnością nie pleniło się złodziejstwo, chamstwo, kłamstwo, blagierstwo, buta i pycha, które wywołują u niego poczucie bezradności. Ta bezradność zastępuje red. Fuskowi dotychczasową wściekłość i bunt, jego energia i wola walki wypierana jest przez odrętwienie, a upokorzenie rodzi poczucie bezsilności i niemocy. PiS rzeczywiście ruszył do szalonego ataku na resztki demokracji. Kaczyński i jego fagasi napadli na TVN, nie ukrywając, że planują przejęcie także pozostałych wolnych mediów. Minister Czarnek wściekłą szarżą rozjeżdża oświatę i zapędza naukę w mury swojego Ciemnogrodu. Minister Ziobro ściga przyzwoitych sędziów, oskarża opozycjonistów i straszy protestujących obywateli. Minister Kamiński masowo inwigiluje i podsłuchuje Polaków. Zblatowany z PiS Trybunał Konstytucyjny ogłasza, że sądy unijne mogą mu skoczyć i nagwizdać. Polska władza wykonuje długi krok w kierunku wyjścia z UE. A to jeszcze dalece nie wszystko.
Całkiem serio grozi nam utrata części, albo i całych 770 miliardów, bo przecież UE nie może sobie pozwolić na lekceważenie swych podstawowych zasad, nawet w wykonaniu nawiedzonych polityków reprezentujących kraj, który z woli samozwańczego wodza samo lokuje się na peryferiach Europy. Unijne wsparcie przestało być pewne. Tymczasem polska kasa wyczyszczona jest już niemal do dna, co nie przeszkadza władzy nadal suto obdzielać swoich, tolerować przekręty i wyrzucać pieniądze na propagandowe fantasmagorie. Oficjalny, mocno zaniżony dług państwa, osiągnął jeden bilion 134 miliardy, czyli kwotę znacznie większą niż dwuletnie wpływy budżetowe. Dramatyczne zadłużenie Polski z epoki Gierka staje się miłym wspomnieniem. Co zrobi Unia? Czy możemy liczyć na szybką i zdecydowana reakcję i na sankcje bardziej dotkliwe dla władzy niż dla obywateli? Czy jednak będzie to proste zamknięcie kurka z dotacjami, zniecierpliwione machnięcie ręką i milcząca dezaprobata, z jaką pasażerowie tramwaju traktują złośliwego, rozwrzeszczanego bachora? Byłoby fatalnie, gdyby Unia uznała, że polskie bezprawie niespecjalnie uwiera polskich obywateli, że Polacy dali się przekupić, albo po prostu przywykli, przycichli i gotowi są już zaakceptować bandyckie rządy. A wygląda na to, że taka właśnie opinia rozprzestrzenia się powoli w krajach zachodnich. Kaczyński wyprowadza nas z Unii i jednocześnie z głów Europejczyków. Unia nie spieszy się więc z decyzjami blokującymi polskie bezprawie. Spieszy się natomiast Kaczyński, by zdążyć zbudować swoją dyktaturę, zanim dostanie po łapach od sąsiadów i kopa od wyborców, kiedy okaże się, że nie ma już pieniędzy nawet na wyborczą kiełbasę.
Działania UE byłyby szybsze i bardziej radykalne, gdyby wyborcy z krajów Unii przycisnęli w tej sprawie swoich przedstawicieli w rządach i w unijnych władzach. Ale oni już zaczynają pytać, dlaczego mają płacić Polsce za samą tylko obecność w Unii, skoro Polakom wyraźnie nie przeszkadza polexit? Czy warto pomagać Polakom, którzy chyba godzą się na autorytaryzm, skoro nie protestują tak zdecydowanie i masowo jak wcześniej?
„Upokarzające jest i to, że 30 procent obywateli kraju, z którego nie wyjechałem w odpowiednim momencie, jest mimo to gotowych na nich głosować” – napisał w swoim poście Wojtek Fusek, obezwładniony nieustającym poparciem dla partii, która po wyborach zrzuciła maskę opiekuńczego szeryfa, ujawniła mściwe oblicze najeźdźcy i rozpoczęła okupację Polski. Rzeczywiście, rozziew między skalą bezprawia a siłą protestów społecznych jest zaskakujący. Pierwsze manifestacje oprotestowujące ledwie projekty i antydemokratyczne zakusy PiS, gromadziły dziesiątki tysięcy demonstrantów. Dzisiaj, kiedy ta partia gangsterskimi metodami chce podporządkować sobie ostatnie wolne media, kiedy zalewa nas fala bezczelności i buty, a PiS w miejsce demokratycznego ładu wciska nam swój „nowy polski” ład, protestują tylko nieliczni. Ten brak masowej reakcji nie oznacza oczywiści zgody obywateli na poczynania władzy. Niektórych udało się zastraszyć, ale przeważająca część obywateli po prostu zwątpiła w skuteczność protestów. Dopadła ich rezygnacja, czyli dokładnie to, co czuje Wojtek Fusek, który swoje rozpaczliwe oświadczenie na FB kończy wezwaniem: „Ktoś musi podać rękę, ktoś zaszczepiony na pisowski jad. Jestem jak jeden z tysiąca żołnierzy uśpionej armii. Można nas obudzić. Czekam na sygnał.”
Nie pomogę red. Fuskowi. Moje doświadczenia w organizacji protestów wywodzą się z czasów bez internetu i komórek, kiedy ludzie kontaktowali się ze sobą dzwoniąc z ulicznych telefonów i wzywali do boju poprzez ulotki drukowane na spirytusowym powielaczu albo na maszynie do pisania przez kalkę w 10 kopiach. Nie wiem, jak skłonić Polaków do powrotu na ulice, a w szczególności jak rozruszać mniejsze miasta i gminy, których aktywności Kaczyński boi się najbardziej. Udało mi się jednak dotrzeć do osoby, która ma całkiem spore pojęcie o organizowaniu współczesnych demonstracji. To Katarzyna Łysiak – Idzik, liderka protestów w jednym z powiatowych miast Wielkopolski, lokalna bizneswoman i aktywistka społeczna, która potrafi zrobić zadymę tam, gdzie nikt by się jej nie spodziewał.
Wielkopolska Słupca jest jednym z tych miasteczek, gdzie ludzie żyją swoim życiem pozostając na uboczu spraw wielkiej polityki. Nie widziano tu wielkich demonstracji za komuny ani znaczących protestów przeciwko kolejnym rządom w wolnej Polsce. Zdawałoby się, że mieszkańcy zajęci codziennymi kłopotami dobrze się czują w spokojnej, sennej atmosferze, ale okazało się, że była to tylko drzemka. Bo kiedy PiS zwiózł swoich wyborców na przedwyborczy wiec poparcia dla Andrzeja Dudy, naprzeciw nich stanęło ok. 200 mieszkańców popierających Rafała Trzaskowskiego. A potem w październikowym strajku kobiet wzięło udział 3 tys. ludzi, niemal co czwarty obywatel Słupcy. Jak to się stało? Opowiada Kasia Łysiak: – Przepis na rewoltę w małym mieście jest prosty: Najpierw trzeba być wystarczająco wkurzony, żeby poczuć konieczność pokazania tej bandyckiej władzy środkowego palca. O taki stan ducha jest akurat łatwo, bo PiS robi, co może, żeby doprowadzać ludzi do białej gorączki. No więc po pierwsze, musisz chcieć. Po drugie, musisz porozmawiać o tym z najbliższymi. Obdzwoń wszystkich, których masz w spisie telefonów, zapytaj, co sądzą o proteście w twojej okolicy. Może zorganizuj jakiegoś grilla, spotkanie przy kawie, piwie albo tylko spacer. Wybadaj, komu z nich chce się bardziej niż innym i kto mógłby współorganizować protest. A potem umów się, że każdy obdzwoni swoich znajomych, sondując możliwość ich udziału. Oczywiście trzeba też uruchomić lokalne portale społecznościowe i nawiązać kontakty z organizacjami społecznymi i aktywistami. Ale niekoniecznie z partiami politycznymi. Nasze demonstracje wsparł koniński Kongres Kobiet, ale wypiął się na nas SLD, które tutaj, cholera wie czemu, beztrosko współpracuje z PiS. Olali nas także działacze lokalnego RDPS (Radni dla Powiatu Słupeckiego), który skupia ludzi z PO, Nowoczesnej i Lewicy. Pomogło tylko dwóch działaczy PO i o dziwo – radni powiatowi PSL. I jakoś daliśmy radę.
Spytałem panią Kasię, co powiedziałaby ludziom, którzy chcą rozpocząć czy wznowić protest, ale boją się, że się ośmieszą i na placu zostaną sami. Odpowiedziała tak: – Powiem im, że nie będą sami, bo z nimi są miliony Polaków, naprawdę miliony. I niemożliwe, żeby nikt się nie pojawił na proteście, bo ludzi, którzy mają dość jest bardzo wielu. I wielu z nich tylko czeka, aż pojawi się ktoś, kto ich poprowadzi. Kiedy organizowałam pierwszy protest, nie bałam się, że stanę na placu sama, zresztą zaraz po ogłoszeniu w Internecie zaczęło do mnie wydzwaniać wielu ludzi pytając, czy to prawda, i od razu, żeby zgłosić swój udział. A potem przyszli z flagami Unii, z transparentami zrobionymi w domu, z własnymi hasłami na plakatach. I jeszcze jedno: kiedy po raz pierwszy pokazaliśmy się mieszkańcom, kiedy stanęliśmy naprzeciw zaskoczonych pisowców, których stać było tylko na okrzyki: – Do Berlina! Do Berlina! – poczuliśmy wielką satysfakcję. Poczuliśmy się wolni.
Ożywić większe miasta potrafi Donald Tusk, gromadzący dziś tłumy na spotkaniach. Ale uaktywnić mieszkańców miasteczek i gmin, których protesty przerażają Kaczyńskiego i skłaniają go do kroków wstecz, mogą tylko ludzie „stamtąd”. Tacy jak pani Kasia właśnie. Nie wiem, czy jej wypowiedź choć trochę poprawi minorowy nastrój red. Wojciecha Fuska. Ale mój poprawiła znacząco.
Źródło koduj24.pl
Kaczyński Jarosław przyznam, że ten człowiek budzi czasem we mnie coś na kształt współczucia. Zdeklarowany wróg nepotyzmu skazany na Misiewiczów. Zaciekły antykomunista zmuszony, z braku ekonomicznej wiedzy, do gospodarczych i społecznych decyzji rodem z PRL. Szczery wróg PZPR i SB, współpracujący z synami wrażego systemu, bo otaczające go beztalencia nie zapewnią mu realizacji marzenia o nieograniczonej władzy. Właściciel firmy powołanej w celu uratowania Polski, świata i całej ludzkości, do której myślący Polacy się nie garną, dopóki nie rozszerzy działalności. Prometeusz i Syzyf w pakiecie… Smutne. 
W Europie, na Świecie, podatki , opłaty ,składki, system ubezpieczeń społecznych osiągnęły już tak wysoki poziom, że można mówić o specyficznej formie niewolnictwa. Mieszkańcy są na taką skalę rabowani, że nie są w stanie samodzielnie, bez pomocy państwa się leczyć, zadbać o siebie na stare lata, czy edukować dzieci etc.....
17 07 2021 Abrams TVN-24.
Abrams to najnowocześniejszy czołg produkcji amerykańskiej, sprawdzony na wielu frontach świata. Jak już wiadomo, rząd zjednoczonej prawicy zakupił 250 sztuk takich czołgów wraz z pakietem szkoleniowym. Ta decyzja spotkała się wręcz z entuzjastycznym przyjęciem. A znana stacja należąca do amerykańskiego koncernu Discovery poświeciła tej transakcji specjalny program. Do telewizyjnego studia na ul. Wiertniczej z mocą swoich 1500 KM wjechał potężny Abrams, lecz na szczęście – jak się okazało - był to tylko hologram maszyny. Z wieżyczki „ wystawał” także hologram red. Węglarczyka. Redaktor – hologram, w przystępny sposób objaśnił podstawowe parametry czołgu. Okazało się, że czołg, który zakupił PIS owski rząd wyposażony jest w system Tank Urban Survival Kit, w skrócie TUSK, i dopiero ta nowa informacja spotkała się entuzjastycznym przyjęciem w studio. Program o czołgu, prowadził znany nam wszystkim red. Andrzej Morozowski, który na wstępie, wyraził zadowolenie, że rząd zjednoczonej prawicy zacieśnia współprace z przemysłem amerykańskim i kupuje najlepszy i sprawdzony w boju sprzęt. W tym specjalnym programie wystąpiła także, red. Olejnik, która w swoim zwyczajem postawiła kropkę na i. I jeszcze raz, zapewniła, że jest to dokonały zakup - I dla tego czołgu nie ma alternatywy - Celnie i ze swadą argumentowała. Propozycja euro – czołgu jest mrzonką. Taki czołg zanim, wyjdzie z fazy koncepcyjno – badawczej, to miną dziesięciolecia, a nam nowy czołg potrzebny jest na wczoraj. Red. Olejnik musiała – jak to ona – zademonstrować swoje buciki i najnowszą torebkę, ale uczciwie trzeba przyznać, że także zademonstrowała turbinę Honewell AGT 1500. Dzięki tej turbinie – argumentowała dalej - czołg pojedzie na każdym paliwie, a nawet na wodzie mineralnej. Najlepiej butelkowanej. A ona w tej materii czuje się naprawdę ekspertem. Jednak tą ostatnią informacje oprotestował sam Palikot. Który wprost powiedział, że ta turbina działa na lotniczą benzynę, a nie na wodę mineralną. Nawet tą butelkowaną. Ewentualnie, ta turbina „ pojedzie” na żołądkowej gorzkiej. Z figą, w terenach pustych i z wiśnią, na mazowieckich równinach. Do studia na Wiertniczej, wpadł na chwilę, były poseł Niesiołowski w towarzystwie kilku dam, który jak to on, że swadą i błyskiem w oku, zaproponował na paliwo dla czołgu, nalewkę na mirabelkach. Niestety. Ten pasjonujący temat paliwa przerwał red. A. Morozowski, który podsumował dyskusje w ten sposób, że co prawda Abrams jest paliwożerny, ale dzięki turbince, o której wspomniała red. Olejnik. I dzięki rozmaitym trunkom, jakie rozlewane są w Polsce, eksploatacja tego czołgu nie musi być taka droga jak twierdzi opozycja.
Swoje trzy gorszę chciał jeszcze wtrącić red. Durczok, ale wyprowadzono go ze studia. Potem, w trakcie dyskusji pojawił się zarzut, że polski przemysł zbrojeniowy nie będzie miał udziału w produkcji czołgu, nawet w minimalnym rozmiarze, chociażby ograniczonym do malowania czołgu w barwy ochronne... I wtedy, w studio, pojawiła się znana pogodynka Omenaa Mensah, znawczyni problematyki subsaharyjskiej a także pogody w Polsce. W sposób dobitny stwierdziła, że Jarosław Kaczyński ma racje, że kupuje te czołgi w kolorze piaskowym, ponieważ w najbliższych latach czeka nas ocieplenie klimatu i nie ma pewności, czy Polska nie będzie jedną wielka Pustynią Błędowską. I wtedy, takie czołgi, jakie proponuje prezes PiS, będą jak znalazł. Tą optymistyczną wypowiedz Omeny goście zgromadzeni w studio nagrodzili oklaskami. A red. Morozowski wybiegł na środek studia i zaczął skandować – Jarosław! Jarosław! Polskę i Discovery zbaw!
Na koniec programu gości zgromadzonych w studio zaszczycił sam Członek zarządu TVN, Edward Miszczak, który był jednak bardziej krytyczny, z jednej strony wyraził zadowolenie, że polski rząd zacieśnia współprace z przemysłem amerykańskim, ale z drugiej strony wyraził żal. Mianowicie zarzucił rządowi zjednoczonej prawicy, dlaczego zakupiono tylko 250 czołgów, a nie 500. Polskiej Armii, także należy się program 500plus - zakończył swój wywód. A potem w krótkich żołnierskich słowach, zapewnił, że stacja TVN zamierza zakończyć zgubną dla skarbu państwa, politykę optymalizacji podatkowej. I zapewnił, że od dziś, stacja TVN a także TVN 24 jak również pozostałe stacje, rozpoczynają akcje promocyjną związaną z uczciwą polityką podatkową – To skandal. To naprawdę skandal! – zagrzmiał – że wielkie firmy BIG TECHu – unikają opodatkowania. Liczymy na to, że wszystkie zagraniczne firmy uczciwie płacić będą podatki. I dzięki temu polskie państwo stać będzie nie tylko na Abramsy, ale także na planowane 3 fregaty, które koniecznie powinny wybudować polskie stocznie, ale także, zakup dwóch nowych okrętów podwodnych. - Dwóch? Dlaczego dwóch? - Stanowczo zaprotestował A. Morozowski. - Jak wszyscy będą płacić podatki. Nie optymalizować, nie manipulować z kosztami uzyskania przychodów, to Polskę stać będzie nawet na trzy takie okręty, z takimi rakietami, aby w ich zasięgu był Kalingrad. - Na Kaliningrad!  Na Kaliningrad ! – Podniósł się tumult, już miało się wrażenie, że z tym okrzykiem na ustach publika wybiegnie na ulice Wiertniczą, lecz na szczęście, na koniec wydarzył się zabawny incydent. Otóż do studia wkroczyła prof. Środa, i stanowczo zaprotestowała. O cóż chodziło tej znakomitej feministce i naukowczynini. Otóż prof. Środa, stwierdziła, że nazwa czołgu krzywdzi kobiety. Wręcz je upokarza. Zabiera im wolność. Dlatego czołg powinien nosić nazwę Abramsowa TVN - 24. Ta uwaga wywołała pewną konsternacje, ale zgromadzonych w studio gości uspokoił sam Edward Miszczak, który ogłosił dobrą nowinę. A mianowicie stacja TVN przygotowuje nowy serial.
- Serial? Tak, chcemy serialu – zewsząd krzyczano – Nowy serial na nowe czasy. Żadne takie ”Chyłki” „ Tajemnice Szelągowskiej” Czy te „ Maje w Ogrodzie” My chcemy o czołgu. Tylko, ile tego? 20, 40, 60 odcinków? I jaki tytuł jego będzie ??? Podniósł się wielki krzyk i rejwach. Wręcz wyrywano sobie włosy z głowy a wtedy Edward Miszczak uniósł rękę i rzekł. - Spokój! Jego nazwa to.... Cztery pancerne i biały koń.
Źródło naszeblogi.pl 
11 07 2021 Dlaczego PiS strzela sobie w kolano?
Dziesiątki milionów w euro i dolarach wyasygnował już rząd PiS z chudej już kasy państwowej, by ogłaszać światu, że praworządna Polska jest modelową demokracją, a jej obecni włodarze to ludzie przyzwoici i wielce sympatyczni. Sporo kosztowały całostronicowe ogłoszenia i teksty sponsorowane w New York Times, Washington Post i innych amerykańskich mediach. Te miliony trafiły do tego zsypu, gdzie wcześniej wyrzucono pieniądze na wybory kopertowe, znikające respiratory i wadliwe maseczki, bo dzisiaj te same gazety i stacje telewizyjne, które wczoraj sławiły nasz kraj, nie zostawiają na polskiej władzy suchej nitki. Wszystkie liczące się agencje światowe ujawniły i bezlitośnie schlastały projekt ustawy, której prawdziwym celem jest wyeliminowanie z polskiego rynku medialnego, albo co najmniej uciszenie, największego publikatora spośród tych, których PiS jeszcze nie zdążył zagarnąć.
Zainteresowanie światowych środków masowego przekazu jest zrozumiałe. Temat to atrakcyjny z wielu powodów. Po pierwsze, dla ludzi poprawnie myślących niepojęty jest samobójczy wręcz atak władz polskich na swego największego sojusznika, o którym powszechnie wiadomo, że wolność słowa ma w genach i że nie ustąpi na pół kroku broniąc amerykańskich interesów w każdym zakątku świata. Polski projekt noweli prawa medialnego jest tematem atrakcyjnym również dlatego, że spośród wielu dotychczasowych idiotycznych argumentów PiS w obronie czynionego bezprawia, uzasadnienia tej ustawy są najbardziej chyba odjechane. Światowe media odnotowały, że twarzą nowelizacji jest Marek Suski, wytrwały tropiciel carycy Katarzyny, niezłomny poszukiwacz spisków wszelakich, z zawodu perukarz, który w wolnych chwilach zajmuje się malowaniem obrazków i szydełkowaniem. Broniąc nowego prawa dał upust swojej nieokiełznanej wyobraźni. Otóż „spolonizowanie” TVN, czyli tak naprawdę przejęcie tej stacji przez spółkę zależną od PiS, okazuje się niezbędne, ponieważ po pierwsze w ostatnim czasie zdarzyły się ataki hakerskie na polskie instytucje, a po drugie wrócił Donald Tusk. Z komentarzy światowych mediów w tej sprawie można się zorientować, że pytanie „co ma piernik do wiatraka?” ma swoje odpowiedniki w wielu językach. Równie żałośnie brzmi tłumaczenie, że ustawa jest niezbędna, bo jeśli polska stacja TVN nie zostanie spolonizowana, to niechybnie dostanie się w ręce Chińczyków albo nie daj Bóg jakichś Arabów. Czyli broniąc się przed przejęciem polskich mediów przez wrogów Polski wyrzucamy z rynku przyjaciół Amerykanów… W tym kontekście uciesznie zabrzmiał argument premiera Morawieckiego, który broniąc ustawy uderzył w rzewne tony: „państwo polskie nie może być bezwolne jak listek na wietrze” …
Dlaczego PiS po raz kolejny strzelił sobie w kolano? – zastanawiają się komentatorzy. W imię czego narażane są wciąż jeszcze przyjazne relacje z ostatnim wielkim sojusznikiem? Z jakiego powodu Kaczyński trwoni resztki dobrej opinii o Polsce i marnotrawi ogromne pieniądze wydawane na promocję Polski w świecie? Czemu świadomie ściąga na siebie i na swoją partię gromy ze strony demokratycznej „międzynarodówki” mediów i dziennikarzy, którzy nie odpuszczą w obronie wolności prasy i poglądów swoich kolegów, naciskając na swoje rządy, by też nie odpuściły? Opinie są rozmaite.
Może to wyraz desperacji? Może ryzyko zrujnowania relacji z USA wynika ze świadomości, że bez uciszenia wolnych mediów ta władza nie wygra następnych wyborów? Może funkcjonariusze PiS łudzą się, że są w stanie spowodować, by w polskich mediach obowiązująca stała się narracja TVP? A widz TVP wie o tej sprawie tyle, że celem nowelizacji jest nie dopuścić wrogów Polski do zawłaszczenia polskich mediów, że podobne przepisy obowiązują już w krajach Unii i że opozycja, działająca w interesie obcych sił, stara się utrzymać status quo swojego TVN jako źródła kłamstw, kalumnii i kłód rzucanych rządowi pod nogi. Widz TVP nie zna stanowiska amerykańskiej ambasady, że „USA z rosnącym niepokojem obserwują procedurę związaną z koncesją TVN oraz nowy projekt zmian ustawy medialnej„. Nie zna oświadczenia zarządu TVN: „Pod pozorem walki z obcą propagandą próbuje się ograniczyć wolność mediów. Nie ugniemy się pod żadnymi naciskami i pozostaniemy niezależni, działając w imieniu naszych widzów„. Nie ma pojęcia, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji blokuje od prawie roku koncesję dla TVN 24. I nawet nie wie, że projekt ustawy nie był konsultowany z koalicjantami i że Jarosław Gowin nie chce popierać pomysłów „ograniczających pluralizm mediów„. W dniach zadymy wokół bezczelnej próby uciszenia TVN partyjna TVP informuje natomiast o strasznych skutkach powrotu Tuska, który zamierza zamrozić unijne fundusze dla Polski oraz o aferze, którą odkrył szef serwisu wPolityce.pl Jacek Karnowski, mianowicie o ofercie złożonej Izraelowi przez większość senacką, że jeśli Żydzi pomogą im obalić rząd PiS, to PO i koalicja zajmą się sprawą żydowskich roszczeń…
Strach przed porażką wyborczą może być przyczyną pomysłu, który w języku opisującym bandyckie zachowania nazywa się wymuszeniem. Strach i niepewność mogą być głównymi motorami działań PiS-u, wymierzonych w wolność mediów i wolność nas wszystkich. Desperacja może im podsuwać także ryzykowne scenariusze. PiS zdaje się mówić, że tak długo będzie nękać TVN, aż odda TVN 24 jakiemuś podmiotowi prawdziwie polskiemu, działającemu zgodnie z linią partii, na przykład Orlenowi. Część komentatorów jest zdania, że nowa ustawa nie zmierza wcale do wykupienia, zawłaszczenia czy zamknięcia niepokornych mediów. Chodzi w niej o to, by nad TVN zawisło zagrożenie istnienia tej stacji. PiS ma nadzieje, że również inne wolne media ugną się pod tego rodzaju naciskami, uciszą się i spasują. Teorii „miękkiej presji” zdaje się jednak przeczyć ewolucja poglądów Kaczyńskiego w tej sprawie. Prezes nigdy nie traktował serio konstytucyjnej reguły wolności prasy, media zawsze były dla niego narzędziem walki politycznej. Przed 2015 rokiem Kaczyński głosił, że pierwszy program TV powinien należeć do rządzących, a drugi program oddać należy opozycji. Po objęciu władzy oświadczył, że musi podporządkować sobie TVP i publiczne radio, ponieważ media komercyjne są w rękach opozycji. A kiedy oglądalność PiS-owskich publikatorów drastycznie się obniżyła, Kaczyński oświadczył, że władza nie może sobie pozwolić na tak rażącą dysproporcję, i niemal oficjalnie nakazał ekonomicznie dusić wolne media, blokując im dopływ reklam ze spółek skarbu państwa oraz próbując je przydusić podatkiem od reklam. Ambicje prezesa eskalowały i wreszcie, poprzez swego sługusa z Orlenu, udało mu się przejąć lokalna prasę. A przecież to jeszcze nie koniec.
Jeśli świat nie rozumie dążeń prezesa, jeśli tkwi w naiwnym, dosłownym rozumieniu pojęć „wolność słowa” i „wolność mediów”, jeśli nie rozumie, że wyłącznym dysponentem tych wolności powinien być silniejszy, występujący przecież w imieniu większości wyborców – to trudno.
Tym gorzej dla świata, którym nie należy się przesadnie zajmować. W wielu sprawach Unia okazała się bezradna, Ameryka też w końcu przełknie Budapeszt w Warszawie. Przecież jeśli wielki Trump powiedział, że Polska jest dla USA bardzo ważnym strategicznym partnerem, to taki Biden nie będzie się chandryczył o jakiś TVN, ani tym bardziej o wykupienie w przyszłości wszystkich niezależnych mediów w dalekiej Polsce przez państwowe spółki lub podporządkowanych rządowi biznesmenów. Na Węgrzech to przeszło, więc czemu nie w Polsce?
Następnym krokiem może być przejęcie kontroli nad internetem i zawłaszczenie lub zastraszenie opozycyjnych portali i blogów. A potem to już tylko Białoruś, gdzie do siedzib wolnych mediów wdzierają się szturmowcy Łukaszenki, wydawnictwa są likwidowane lub zawłaszczane bez wyroku, a niepokorni wydawcy i dziennikarze lądują w więzieniu bez postawienia zarzutu. Nierealne? To prawda, że nie ma u nas spektakularnych akcji służb w redakcjach, nie ma aresztowań dziennikarzy, wyroków dla niepokornych wydawców ani lipnych oskarżeń skutkujących rujnującymi grzywnami. Ale myślę, że PiS nie kopiuje rozwiązań białoruskich dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie może. Jeszcze.
Źródło koduj24.pl
08 07 2021 Zdolni do wszystkiego.
Stało się. Na kongresie, 3 lipca, PiS uchwaliło ustawę, która powinna koniecznie przejść do historii ustawodawstwa polskiego jako dokument pod każdym względem przełomowy. W ten sposób formacja rządząca naruszyła bowiem przynajmniej kilka podstawowych praw gwarantowanych obywatelom w Konstytucji. Opozycja, oczywiście, jest „na tak”. Jeśli krytykuje, to najwyżej, że „za późno”, „za mało”, „za dużo furtek” (że niby łatwo uchwalone ograniczenia objeść). Szeregowi posłowie partii władzy są tu zdecydowanie bardziej krytyczni. Że niby po co? Że przecież to ich w ogóle nie dotyczy. A nawet jeśli, to dobrze było tak, jak było. No i – pytanie zasadnicze – komu to, tak naprawdę przeszkadzało.
A jednak w końcu, po sześciu latach uwłaszczania się działaczy, rodzin, znajomych i znajomych znajomych na majątku skarbu państwa doszło do uchwalenia „ustawy sanacyjnej”. Nazwa jest lekko myląca, bo nie o „sanację” tu chodzi, ale o nepotyzm, czyli zakaz zajmowania przez wyżej wymienione osoby intratnych posad w tychże spółkach i w ogóle –jednostkach budżetowych. Większość zainteresowanych była – jak wynika z ich wypowiedzi przed kamerami różnych stacji tv – przekonana, że stało się tak na osobiste życzenie pana prezesa. Bo inaczej ich synekury byłyby przecież nie do ruszenia. No ale sam szef widać uznał, że już tak dalej się nie da. I że popularne dotąd „kradną, ale się dzielą” powoli zmienia się na „dzielą się, ale kradną”. Z naciskiem na „kradną za dużo”. A to może zdecydowanie wpłynąć na nastroje elektoratu. Tak więc, z posadą za kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie dla zaprzyjaźnionego kierowcy czy makijażystki może być teraz trudniej, a upychanie dzieci w PKO czy Orlenie raczej odpada? E, no bez przesady… Tyle, że trzeba teraz będzie mnożyć etaty bardziej dyskretnie. No a poza tym, z inkryminowaną ustawą jest jak z hasłem reklamowym telefonii komórkowej: „ nie wolno, ale jak się bardzo chce, to można”. Bo od zasady nieprzyjmowania do roboty rodziny i znajomych działaczy są wyjątki. Pierwszy, to kompetencje. Otóż nie powinno się zatrudniać ludzi po liceum (ale za to katolickim!) na ważnych stanowiskach rządowych, no ale jeśli ktoś jest wyjątkowo zdolny, jak – na przykład – zastępca rzecznika PiS, Radosław Fogiel – to, oczywiście, jak najbardziej wypada. Pan Radosław może również doradzać prezydentowi w kwestiach prawnych. Wprawdzie nie jest prawnikiem, ale za miejsce urodzenia ma Radom. Więc oczywiste jest, że z takim pochodzeniem może służyć niejedną cenną radą Andrzejowi Dudzie – doktorowi prawa.
A przecież w PiS wszyscy są podobnie, czyli wyjątkowo uzdolnieni. Nawet ci bez matury. Bo jeśli jej dotąd nie zrobili, to jest to wyłączna „wina Tuska”! I to właśnie dlatego dzisiejsi członkowie Prawa i Sprawiedliwości nie zostali elitą i musieli znosić wywyższanie się i pogardę „wykształciuchów” – liberałów. To się jednak – i na szczęście – zmieniło. A o zdolności do piastowania wysokiego stanowiska świadczy teraz nie matura, lecz chęć szczera służenia partii oraz panu prezesowi. Ta sama „chęć szczera” z każdego zrobi również milionera. Bo to się im wszystkim, tym biznesmenom bez biznesplanów, MBA i pieniędzy, a też bez wykształcenia i znajomości języków – należało! Za lata poniżania pod rządami komuszej i ubeckiej merytokracji! Teraz nareszcie dostali okazję, żeby „sprawdzić się w biznesie”. Albo, jak syn europosła Czarneckiego – najpierw w bankowości, a potem w polityce. Lub jak drugi jego syn – w przemyśle zbrojeniowym. Bo taki z niego patriota. Poza wszystkim – każdy musi gdzieś pracować. Dzieci, krewni i znajomi polityków z PiS też.
Sam pan poseł, często wypowiadający się mediach w imieniu PiS, też jest zresztą wzorem patriotyzmu i – zapewne wrodzonej – ekonomicznej zaradności. A to zgarnął dodatkowe 100 tysięcy euro za paliwo z Europarlamentu (niestety, wredni Europejczycy nie docenili jego kreatywnej księgowości i kazali kasę zwrócić), a to usiłował zrekompensować sobie nieudany deal z Brukselą pobierając nienależne kilometrówki (75 tys.) ze Związku Piłki Siatkowej, którego jest którymś tam wiceprezesem. Pełni tę funkcję „społecznie”, bo z pensją wynoszącą zaledwie marne 10.000 złotych. Miesięcznie. Ale brutto. No ale każdy przecież ma prawo dorobić. Zwłaszcza gdy – jak pan poseł – zna się na wszystkim. A się zna, skoro pełnił już, z powodzeniem zapewniającym mu dalsze trwanie w polityce, funkcję wiceministra kultury oraz ministra do spraw integracji europejskiej. To i w siatkówkę też potrafi. A już liczyć, to szczególnie. I niech ktoś teraz powie, że ludzie podobni z charakteru, manier i predyspozycji panu posłowi, którzy zajmują teraz eksponowane stanowiska w spółkach, nie mają kwalifikacji do ich piastowania. To oczywiste, że je mają. Druga rzecz, że od ustawy sanacyjnej jest jeszcze inny wyjątek. Bowiem wolno też zatrudniać rodzinę i znajomych jeśli „są w pilnej potrzebie życiowej”. No a kto nie jest? Zwłaszcza teraz, w dobie pandemii?
Że zaś potrzebujących są całe tłumy, to i uchwalono, że takie stanowiska pierwszej potrzeby mogą być obsadzane jedynie na pół roku. Bardzo słusznie, bo w ten sposób potrzebujący w parę miesięcy zarobią kilkaset tysięcy i nabędą prawa do milionowych odpraw, a po nich przyjdą kolejni, i – za chwilę – następni. Majstersztyk z tej ustawy, po prostu. Przyszłe pokolenia powinny się na niej uczyć co zrobić, żeby było – niby – zrobione, a wszystko zostało, jak było. W tych okolicznościach zarzuty postawione wyżej, te o łamanie konstytucyjnego prawa do równego traktowania i do pracy, są nieuzasadnione. Rodzina i znajomi polityków z PiS wciąż mają takie same możliwości zatrudnienia z spółkach, jak wszyscy inni obywatele Rzeczypospolitej. A że są one jakby większe, niż wynikałoby z bezdusznej statystyki, to tylko dlatego, że w partii rządzącej są wyłącznie ludzie kompetentni i zdolni. Do wszystkiego.
Źródło koduj24.pl
No i patrzcie Tusk wrócił i postawił Kaczyńskiego na baczność!? I ten ze strachu postanowił walczyć z nepotyzmem....ale nie w PISie tylko w opozycji.....no bo ci z rodzin pisowskich to najlepsi z najlepszych fachowców!? Syn Szydło pracuje u Obajtka pod zmienionym nazwiskiem, i to teraz będzie powszechne, to nowy sposób na walkę z nepotyzmem w szeregach PiS!?
Syn Tuska jest urzędnikiem zarabia według niego poniżej 3 000 zł, a jak się dokładnie przyjrzeć to będzie tego około 4 500 zł, a gdyby tak policzyć wszystko.... Tusk kłamał, kłamie, i będzie kłamał, co to będzie jak z Morawieckim się dogada!?
Powstała kolejna uchwała, której przestrzegać powinna wyłącznie opozycja. Za kilka tygodni Kaczyński, albo Sasin, ogłoszą listę nazwisk polityków z opozycji, których rodziny pracują gdzieś tam w lokalnych firmach i to pewnie prywatnych. Lista będzie gigantycznie długa, bo znajdą się na niej wszyscy kluczowi politycy opozycji i ich rodziny. Oczywista, oczywistość dla porównania dadzą kilka nazwisk pisowskich z 3-4-go szeregu wraz z przesłaniem, że nepotyzm na masową skalę uprawia opozycja, a rządzący są święci.
04 07 2021 Tusk wrócił – idziemy na wojnę.
Tusk wrócił na 100 procent. Rzeczywiście, pełne sto procent Tuska można było zobaczyć podczas sobotniego posiedzenia Rady Krajowej PO i usłyszeć w stołecznej Hali Global Expo. Ceniony polityk światowego formatu, szanowany wszędzie tam, gdzie demokracja ma się dobrze i znienawidzony przez despotów z krajów autorytarnych, znowu objął rządy w partii. Tej, którą siedem lat temu zostawił „murowaną” z dorobkiem sześciu wyborczych zwycięstw, a teraz zastał… taką, jaka jest. Można Tuska nie lubić, można kpić, że wielki polityk został ledwie p.o. szefa P.O., ale każdy, kto go widział i słyszał, musiał poczuć jego siłę, zdecydowanie i upór.
Donald Tusk wrócił, aby walczyć. Nie z Budką o dokonania w przewodzeniu partią ani z Trzaskowskim o przywództwo. Chce walczyć z Jarosławem Kaczyńskim i jego mafią, która ukradła Polskę Polakom i właśnie ją rozkrada. Retoryczne jest więc pytanie: z kim ta wojna? Ale warto pytać, z czym trzeba wojować? Tak ogólnie wiadomo. „Dzisiaj zło rządzi w Polsce, stajemy do walki z tym złem (…), trzeba zacząć od pierwszego przykazania: jak widzisz zło, walcz z nim i nie pytaj o dodatkowe powody” – powiedział nowy szef PO. A tak bardziej konkretnie? Donald Tusk wskazał najważniejsze fronty. Po pierwsze, walka z rezygnacją. Dzisiaj jest bardzo ważne, nie tylko dla Platformy, „odzyskanie wiary w sprawczość i w możliwość wygranej (…) a nie wygra ten, kto nie wierzy we własne siły. Nie wygra partia, która nie bardzo wierzy w cel własnego istnienia„. Nowy przewodniczący największego w parlamencie ugrupowania opozycyjnego powiedział rządzącym wprost: „Idziemy po zwycięstwo, bo się was nie boimy; idziemy po zwycięstwo, bo nie jesteśmy bezradni”. A swoim obecnym i potencjalnym wyborcom dodał otuchy przekonując, że nie wolno bać się PiS, bo to formacja, która nie zasługuje na lęki i obawy Polaków. Nowy szef PO nazwał PiS „groteskową grupą ludzi„, a rządy Zjednoczonej Prawicy „parodią dyktatury„. – „To nie jest obezwładniająca siła. Obezwładnia nas brak wiary i nasza słabość. Wystarczy mocniej im się przyjrzeć i spokojnie, z przekonaniem powiedzieć: macie z kim przegrać” – przekonywał.
Kaczyński i jego „ludzie mafii” w ciągu sześciu lat zdążyli zdemolować dotychczasowy system wartości i zdemoralizować obywateli, którzy przyzwyczajają się do ordynarnego złodziejstwa, tolerują chamskie przekręty, akceptują bezwstydną pazerność ludzi władzy oraz ich krewnych, znajomych i lokai. A ci są przekonani, że zawłaszczana kasa im się należy za to tylko, że są u władzy, i tylko dlatego, że mogą ją wziąć. Skarb państwa stał się prywatną skarbonką Kaczyńskiego, oddaną do dyspozycji licznych cwaniaków, kombinatorów i zwyczajnych złodziei. Skala ich przekrętów oraz rozmiary nepotyzmu zaniepokoiły nawet elektorat PiS. Niestety, nie można liczyć na dobrą pamięć prezesa, który kiedyś nakazał oddać ministrom niezasłużone premie, wyrzucił z partii kilku działaczy PiS za kanty na delegacjach i ogłosił, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. Etyka sprawowania władzy poszła w niepamięć i – jak ocenił Donald Tusk – istotą ostatniego kongresu PiS było „wymyślenie, jak kraść dalej, ale tak, żeby tego nie było widać”. Ocena sytuacji przez powracającego Tuska musiała rządzących zaboleć, a może i przestraszyć. Świadczą o tym ich komentarze – chamskie, butne, bezczelne albo ni w pięć ni w dziewięć.
„A kto to jest Tusk?” – dowcipkował wicemarszałek Terlecki pytany, co sądzi o powrocie dawnego premiera. „Donald Tusk i Platforma Obywatelska nie potrafią funkcjonować inaczej niż poprzez konflikt, poprzez dzielenie Polaków (…). Donald Tusk jest autorem, jednym z architektów tych konfliktów i podziałów, jakie wydarzyły się w Polsce i niestety trwają do dzisiaj” – oceniła rzeczniczka PiS Anita Czerwińska, hołdująca doktrynie prezesa, że białe jest czarne lub w razie potrzeby przeciwnie.
Zero refleksji i zero pomysłów” – napisał na Twitterze o wystąpieniu Tuska minister w KPRM, poseł PiS Łukasz Schreiber. „Likwidacja 500 plus, podniesienie wieku emerytalnego dla Polaków i natychmiastowy powrót do polityki zgiętego karku. Tak może wyglądać ambitny program p. Tuska na najbliższe 100 dni”   – zatweetował minister w KPRM Michał Wójcik z Solidarnej Polski. „Niepokoi trochę stan emocjonalny p. Tuska, cały czas z nienawiścią i pogardą (…) Facet, który uciekł z rozkradanej przez mafię VAT-owskie Polski, żeby zarabiać 70 tys. zł miesięcznie, mówi o złodziejstwie i broni samotnych matek… Zawsze miał tupet!” – wylał wraz z żółcią wicepremier, minister kultury (!) Piotr Gliński.
Głos w sprawie powrotu Donalda Tuska zabrał też zawsze bezkompromisowy gigant intelektu Marek Suski: „My się nie zajmujemy frustratami!” – wyjaśnił dobitnie. I właśnie w tym problem, panie Suski. Gdyby PiS zajmował się jednak frustratami, to może w polityce mniej byłoby dewiantów, którzy swoje problemy psychiczne odreagowują na narodzie. Nie byłoby aż tylu chorobliwie wzmożonych ideologów siłą narzucających Polakom swoje absoluty i mrzonki. Ziobro nie zajmowałby się sprawiedliwością, Czarnek oświatą, a Sasin zarządzaniem. „Oni tak, jakby stand-up prowadzili” – zauważył nowy szef PO. Nerwowe, nieprzemyślane, chamskie reakcje rządzących, ciskanie zużytymi obelgami i zjełczałymi kłamstwami oraz zwalanie na Tuska własnych win, źle wróżą mafii rządzącej, której w minioną sobotę wypowiedziana została wojna. Wyraźnie widać, że ludzie PiS nie są pewni ani wygranej, ani własnej przyszłości. Gołym okiem widać, że się po prostu boją. Mimo dobrej miny do paskudnej gry boi się także sam prezes. Łatwo to ocenić, bo kiedy Kaczyński jest wyraźnie zaniepokojony, wtedy szydzi, kiedy się kogoś boi, to go opluwa, a kiedy wpada w panikę, to szczuje na przeciwnika. Proszony o komentarz w sprawie powrotu Tuska prezes powiedział m.in.: „Z tego, co wiem, jego pozycja nie jest – mówiąc delikatnie – najmocniejsza. Brak zamiłowania do ciężkiej pracy pana Tuska – u nas dobrze znany, dowcipy o tym są – tam coraz gorzej jest przyjmowany” – wyjaśniał. Zdumiewające, bo w wielu oficjalnych wypowiedziach najpoważniejszych polityków europejskich Donald Tusk zbierał pochwały za pracowitość właśnie, a także za upór i konsekwencję w realizacji swojej misji. Ale gdyby nawet było prawdą, że Tusk został wykopany za lenistwo, to nadprezes, który zupełnie nie orientuje się w sprawach Europy, nie mógłby tego wiedzieć, a z jego fagasami „reprezentującymi” nas za granicą nikt nie zechciałby o tym gadać.
Od chwili, gdy w sferze publicznej pojawiła się pierwsza wiadomość o możliwym powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki, w pisowskich mediach ruszyła lawina błota, a funkcjonariusze partyjnej propagandy rozpoczęli przemysłową produkcję oszczerstw i kalumnii. Na pierwszy plan wyciągane są germańskie proweniencje i niemieckie koneksje polskiego Kaszuba, który udokumentowaną walką o wolną Polskę dowiódł swego patriotyzmu znacznie bardziej przekonująco niż Kaczyński i jego sługusi, piszący na nowo swoje życiorysy. Z braku rzetelnych zarzutów odgrzewane są kłamstwa o dziadku z Wehrmachtu, odświeżane są stare przedwojenne i wojenne fobie, nie bacząc na polsko-niemiecką wspólnotę interesów w NATO, UE i w wielu międzynarodowych organizacjach, gdzie nasz zachodni sąsiad często wspiera polskie interesy (Niemcy nie przyłączyły się np. do czeskiej skargi na szkodliwą także dla nich działalność kopalni Turów). Tymczasem TVPiS bredzi o antypolskich knowaniach Tuska z Merkel, a dowodem na to jest fakt, że Donald z Kaszub dobrze mówi po niemiecku… Sam prezes wspomaga tę histerię, tyle, że w swoim niepowtarzalnym stylu. – „Nie wszystkim odpowiada germanocentryczność Donalda Tuska…” mówi ze złośliwym uśmieszkiem. Ciekawe, czy to on będzie się śmiał ostatni.
Źródło koduj24.pl
A może by tak ci z POPiSu przestali wreszcie wymachiwać szabelkami, krzyczeć liberum veto,..... i wzięli się do roboty dla dobra Polski, i Polaków. Może by tak przestali myśleć o prywacie, własnej kieszeni, a zaczęli myśleć o narodzie, który ponoć reprezentują!? No właśnie mam wrażenie, że co co niektórzy z „wybrańców narodu” reprezentują USrael!? 
01 07 2021 Minister Czarnek na misji.
Opozycja postawiła w Sejmie wniosek o odwołanie ministra edukacji, Przemysława Czarnka. Skuteczność tej akcji będzie – choćby z uwagi na sejmową arytmetykę – porównywalna do skuteczności innych podobnych wniosków „totalsów”. Mało tego. Można iść o zakład, że zarzutom o upartyjnianie szkoły, jej klerykalizację, obniżanie standardów nauczania i cofanie edukacji do poziomu z epoki przedoświeceniowej towarzyszyć będą gromkie brawa partyjnych kolegów pana ministra.
Że szef resortu edukacji uznaje prawa człowieka za fanaberię lewactwa? Ach, brawo, brawo!
Że uważa, iż osoby nieheteronormatywne to nie ludzie? Wiwat, niech żyje!
Że idea równości płci to aberracja, a kobiety powinny zająć się tym, do czego zostały stworzone, czyli rodzeniem dzieci? Hip, hip, hurra!
Że religia (zamiennie z etyką, ale w naszych warunkach to z religią pod inną etykietą) to najważniejszy z przedmiotów szkoły powszechnej? Brawo ten pan!
Klaskaniem mając spuchnięte prawice koledzy pana ministra z pewnością wesprą jego plan podporządkowania szkoły powszechnej standardom fundamentalistów z Ordo Iuris z przyległościami. Za nic mają bowiem doniesienia ze świata, które jednoznacznie sugerują, że powierzanie wychowania i edukacji instytucjom religijnym, to proszenie się o poważne kłopoty. Przykładów jest aż nadto. Najnowszy dotyczy „misji edukacyjnej” kościoła katolickiego w Kanadzie, gdzie owa instytucja jeszcze od czasów brytyjskich zajmowała się wychowywaniem i nauczaniem ludności autochtonicznej – Innuitów (minister Czarnek, nieuznający politycznej poprawności, zapewne nadal nazywa ich Eskimosami).
Dlaczego rząd demokratycznego, było nie było, państwa powierzył to zadanie kościołowi? Bo – zapewne – wierzył w jego misję. W to, że kierujące się Dekalogiem kadry takich placówek placówek z oddaniem pochylą się nad przywracaniem „dzikich plemion” cywilizacji chrześcijańskiej. Na dobro Kanadyjczyków wypada zaliczyć okoliczność, że wówczas jeszcze nie było wiadomo o działalności podobnych placówek w Irlandii, o siostrze Bernadetcie, ani o sposobie funkcjonowania seminariów w Niemczech, Stanach Zjednoczonych czy… Polsce. Teraz już co nieco wiemy, ale ta wiedza wyraźnie nie przekonuje ani pana ministra, ani jego klakierów, czyli niemal wszystkich posłów partii aktualnie rządzącej. Im „katolickie wychowanie” wciąż się – zdaje się – podoba, a metody (oraz skutki) nie budzą żadnych wątpliwości bądź refleksji. Widać wciąż wierzą, że cywilizowanie Eskimosów, podobnie jak prostowanie kręgosłupów potencjalnym lewakom i aborcjonistkom, wymaga stosownych, skutecznych metod. A jeśli niezbędne jest w tym celu głodzenie, zamykanie w ciemnicy, bicie czy wreszcie molestowanie seksualne to cóż – w szczytnym celu, jakim jest zbawienie, wszystkie chwyty wydają się dozwolone. No, przynajmniej ludziom o formacji intelektualnej i kwalifikacjach etycznych pana ministra i jego kolegów. Bo przecież cel polskiej szkoły powszechnej został już przez ministra określony. Jest nim… dobrze Państwo zgadli. Jest nim zbawienie! A cel, wiadomo, uświęca wszelkich środki.
Minister i doktor KUL w jednym sam to powiedział. Literalnie! W Kanadzie nie wszystko się udało. Niektórzy „Eskimosi” okazali się tak oporni na przyjęcie „wartości chrześcijańskich”, że ich ewangelizacja zakończyła się tragicznie dla ich karmionych surowym mięsem ciał materialnych. Po prostu pomarli, niektórzy zapewne w mękach, a ich szczątki złożono – z zachowaniem pełnej dyskrecji – na cmentarzach zaimprowizowanych przy „ośrodkach wychowawczych”. Nie było z tym problemu, bo placówki zazwyczaj mieściły się z dala od niedyskretnych oczu, gdzieś w środku kanadyjskich lasów. Już wiadomo, że misja edukacyjna kościoła katolickiego w Kanadzie kosztowała życie niemal tysiąc małoletnich Innuitów. No, ale zapewne ocalono w ten sposób ich nieśmiertelne dusze! Więc „Alleluja i do przodu”, by zacytować klasyka. Minister Czarnek może się zatem spodziewać „zielonego światła” dla swojego programu klerykalizacji i ewangelizacji polskich podstawówek edukacyjnych, a poparcie partyjnych kolegów uzyska przez aklamację.
Bo tylko surowość i konsekwencja, a też „bicie dzieci rózeczką, jak każe Duch Święty”, mogą powstrzymać nad Wisłą triumfalny pochód lewackiego sekularyzmu. 
Brawo ten pan!
Źródło koduj24.pl
Vivat PiS! Vivat dobre zmiany! Wy jesteście bogi, my jesteśmy c h a m y!?
Joanna Senyszyn szokuje na Twitterze! “Trzeba Czarnka odwołać, ale jeśli się nie uda, po prostu wywieźć na taczce”. Społeczeństwo liczy na taczkowe doświadczenie i pomoc „Solidarności”.
Takich Czarnków w PiSie na wysokich stanowiskach państwowych jest na pęczki, i wszystkich odwołać się tak po prostu nie da.
Minister Czarnek, jest człowiekiem o poglądach ultrakonserwatywnych wielokrotnie atakował mniejszości seksualne i głosił poglądy odpowiadające ideologicznemu repertuarowi skrajnej prawicy. Tacy religijni fundamentaliści nie powinni piastować wysokich stanowisk państwowych, bo to jest legalizacja terroryzmu!? 
17 06 2021 Zdaniem Kaczyńskiego Moskwa ma gotowe plany inwazji. Dowód? Ostatnie cyberataki.
W zeszłym tygodniu  odkryto ataki hakerskie na konto ministra Michała Dworczyka. Ujawniono,  że „zhakowanych miało zostać od 4 do 4,5 tys. kont, a hakerzy przejęli łącznie około 70 tys. e-maili”. Jak dowiadujemy się dzięki  Onetowi, „w środę odbyły się tajne obrady Sejmu, w czasie których przedstawiona została informacja rządu na temat ostatnich cyberataków na polityków rządzącej formacji. Tajne obrady zakończyły się po godz. 15”.
Każdy urzędnik państwowy i nie tylko podpisuje klauzulę RODO i różne oświadczenia o poufności. Czy członków pisowskiego Rządu to nie obowiązuje? Muszą jak baby z magla, pisać o sprawach państwowych w prywatnych mailach ??? Na domiar wszystkiego Kaczyński, który niemal boi się spadającego liścia, otacza się szwadronami policji i ochroniarzy, nie pójdzie sam na Stare Powązki na grób rodzinny nawet w środku białego dnia,  z zadowoleniem straszy innych. Tak, jak to zrobił podczas niejawnych obrad Sejmu, kiedy stwierdził, że za ostatnimi cyberatakami stoi oczywiście Moskwa, która ma już gotowe plany ataku na Polskę. Maniu, Maniu już jestem na pierwszym piętrze.
Prezes, o czym wszyscy wiedzą,  ma nadprzyrodzone zdolności wyszukiwania czyhających wokół wrogów, najczęściej wymyślonych. Zapowiada więc projekt ustaw „które dadzą rządowi nowe narzędzia do czuwania nad bezpieczeństwem cyfrowym”. Ponadto  Jarosław Kaczyński stwierdził, że  „w Sejmie jest wielu ludzi nieprzyjaznych państwu polskiemu, ale jest tu minister Zbigniew Ziobro i wszystko notuje” . Pańskie oko konia tuczy? „Wszyscy posłowie otrzymali ulotkę dotyczącą cyberbezpieczeństwa i tego, jak powinni się zachować w razie ataku, ale liczyli na rzetelną merytoryczną informację a takiej nie otrzymali” ujawnił  szef Klubu Lewicy, Krzysztof Gawkowski. W sprawie zabrali też głos sam Dworczyk  i premier Mateusz Morawiecki.
Podczas posiedzenia Sejmu do dziennikarzy wychodzili pojedynczy posłowie mówiąc, że „liczyli na rzetelną, merytoryczną informację a to co się dzieje to  kpina z instytucji niejawnego posiedzenia.” Zażądali od Morawieckiego „żeby w ciągu 12 godzin wszyscy zostali indywidualnie poinformowani, czy zostały przejęte ich konta”. Brawo  wicepremier do spraw bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński! Tylko tak dalej!
Żródło: onet.pl
Skoro to były tajne obrady sejmu, to skąd wiadomo co powiedział Kaczyński!? Tak się zastanawiam po kiego Moskwa ma zaatakować Polskę, skoro rządzi w niej PiS!?
Kaczyński chciał by Polska była ,,samotną bezbronną wyspą” i do tego doprowadził!? Tylko patrzeć jak wojsko USA wycofa się taktycznie za Odrę!
Putin, jak tylko się budzi to zaraz bierze mapę i marzy o inwazji na Warszawę połykając po drodze bałtyckie mini państewka. Jak już się dobrze obudzi to mu przechodzi i rozczarowuje Macierewicza, Targalskiego i Sakiewicza. Inwazji jak nie ma tak nie ma... No ale nie o mokre sny Putina mi chodzi bo on może sobie śnić co mu się podoba. O Polsce mówię. Jesteśmy gdzie jesteśmy i tego nie zmienimy.
Z forum: Na tajnym posiedzeniu Sejmu Kaczyński oznajmił, że Moskwa ma gotowy plan inwazji na Polskę. Nic tylko czekać wizyty Heiko Maas'a u Ławrowa, zawarcia paktu i mamy wojnę. Leczenie Kaczyńskiego już nic nie da. Przypadek beznadziejny.
„w Sejmie jest wielu ludzi nieprzyjaznych państwu polskiemu, ale jest tu minister Zbigniew Ziobro i wszystko notuje” Jak nic Kaczyński szykuje się do delegalizacji opozycji, a te notatki Ziobry będą dowodem „zdrady” i podstawą oskarżenia prokuratorskiego i w konsekwencji delegalizacji partii. Kaczyński i spółka władzy nie oddadzą nigdy, ale do tego muszą opozycję zdelegalizować i zmienić konstytucję. To jest oczywista oczywistość, więc jest to tylko kwestią czasu. Oczywiście czekają nas wtedy rozruchy, które Kaczyński z przyjemnością krwawo będzie próbował stłumić. Nie po to przecież zbroił służby w dużą ilość pocisków używanych przeciwko demonstrantom, co bodajże pod koniec 2019 r. pisały media. Jak zresztą wynika z maili Dworczyka, plany krwawego tłumienia protestów już były przy demonstracjach kobiet. Dlaczego więc Kaczyński miałby się zawahać przed wcieleniem tego w życie przy jeszcze większych protestach ludności po delegalizacji opozycji i nielegalnej zmianie konstytucji? Kwestia Moskwy jest oczywista, bo wzorem Baćki „ciepłego człowieka” Kaczyński zwróci się o pomoc do Putina. Uprzedzenie, że „Moskwa ma plany napaści na Polskę” to po prostu ujawnienie, że Putin pomoże PiS w utrzymaniu władzy tak, jak pomaga Łukaszence. Jest przecież oczywiste, że po takich krokach, jak delegalizacja opozycji, zmiana konstytucji i wysłanie służb przeciwko protestującym w Unii nas już nie będzie i nawet wojska amerykańskie nie staną w obronie obywateli, bo Biden szybko je wycofa. Zresztą w Unii nie będzie nas już wcześniej – wystarczy tylko wyrok TK, że konstytucja jest ponad prawem unijnym i międzynarodowym, co zapewne orzekną, jak tylko Unia zablokuje przelanie kasy z Funduszu Odbudowy i uruchomi mechanizm praworządności.
13 06 2021 Tusk powiedział coś po niemiecku!
Konrad Fijołek, kandydat opozycji na prezydenta Rzeszowa, nie oszukał rządu na dostawie nieistniejących respiratorów, nie sprzedał państwu lewych maseczek za potrójną cenę, nie wcisnął naszemu wojsku tysięcy chińskich zabawkowych kompasów, nie wydał milionów na nielegalne wybory ani nie kupił sobie dziesiątków pałacyków i parceli za niewiadome pieniądze. Gdyby to zrobił, zapewne nie spadłby mu włos z głowy. Ale kandydat na prezydenta Rzeszowa wykonał coś znacznie gorszego: kilka miesięcy temu użył brzydkich słów. Konkretnie jednego, zapożyczonego od pań ze Strajku Kobiet, które wyraziście określało ich stosunek (!) do PiS. Co gorsza, ówczesny radny miejski Fijołek zamiast nazwy partii, którą należy j…ać, użył sformułowania „Kaczystan”.
Nieszczęsny autor inkryminowanego wpisu nie ogłosił, wzorem Daniela Obajtka, że cierpi na syndrom Tourette’a, w wersji dotąd nieznanej medycynie, bo objawiającej się jednorazowym tylko atakiem koprolalii (mimowolnym wypowiadaniem niecenzuralnych słów). Nic więc dziwnego, że zagotowało się w kręgach władzy. „Oto obraz kultury totalnej opozycji!” – zagrzmiał najpierw Patryk Jaki, upowszechniając wszem i wobec zrzut ekranu z zapisem wypowiedzi konkurencyjnego kandydata. „Zgroza!” – krzyknęli chórem prominenci oraz funkcjonariusze partyjnej TVP i dworacy udający dziennikarzy w służalczych mediach. I trzeba przyznać, że ten jęk trwogi trafił do ludu. Bo obecna władza nabyła już sporą wprawę we wszechstronnym uwypuklaniu i szerokim upowszechnianiu najdrobniejszych niedomogów opozycji. Ba, potrafią je nawet uwypuklać i upowszechniać w sytuacji, gdy akurat żadne niedomogi nie występują. Dobrym przykładem jest tutaj list wicemarszałka polskiego Sejmu do zwyciężczyni białoruskich wyborów prezydenckich. Okazało się, że pani Cichanouska afiszowała się z politykami opozycji nie wiedząc, co robi, więc Terlecki pospieszył wyjaśnić, z jakim to szemranym draństwem białoruska przywódczyni się pospolituje. Ujawnił przede wszystkim, że PO ma na sumieniu sześciokrotną przegraną w rozmaitych wyborach. Co prawda, wcześniej PiS przegrał wybory również sześć razy, ale za to Prawo i Sprawiedliwość nigdy w życiu nie było antyrządowe… Terlecki uświadomił też, że w strasznych czasach rządów Tuska wszystkie ośrodki władzy państwowej oraz ogromne środki finansowe pozostawały pod całkowitą kontrolą ówczesnej władzy, natomiast „Prawo i Sprawiedliwość nigdy takiej władzy nie miało i nie ma jej obecnie„. Wicemarszałek wymienił przy okazji przykłady sekowania opozycji przez PO i katowania Bogu ducha winnych nacjonalistów przez podporządkowaną Tuskowi policję. Podkreślił również, że dzisiejsza opozycja kwestionuje legalność państwowych instytucji, wspiera sędziów łamiących prawo, a przede wszystkim nie uznaje wyniku demokratycznych wyborów. Co prawda, nikt dotąd nie znalazł żadnej wypowiedzi żadnego polityka opozycji kwestionującego legalność wyborów, ale przecież jeśli prezes powiedział, że nie uznają ich wyniku, to nie uznają.
Metoda przypisywania przeciwnikom własnych wad i bezprawnych czynów za pomocą faktów importowanych z księżyca nie jest wynalazkiem Kaczyńskiego, ale trzeba przyznać, że po przejęciu tej techniki od bardziej zaawansowanych dyktatorów została ona rozwinięta i szczegółowo doprecyzowana. A w wykonaniu speców z kiedyś publicznej, a dziś partyjnej telewizji, procedura opluskwiania stała się wręcz sztuką. Wręcz laboratoryjnym przykładem jest aktualna nagonka na Donalda Tuska. Kiedy były premier zapowiedział powrót do czynnej polityki, na Nowogrodzkiej powiało grozą. I zaraz w podległych mediach rozpoczęła się metodycznie zaplanowana i nadzorowana histeria. To już nie jest prymitywna akcja prostego szczucia i prymitywnego opluwania zamordowanego potem prezydenta Adamowicza. To kunsztowna operacja, wskutek której Donald Tusk nie może być już tylko wątpliwym patriotą i przestępcą dyplomatycznym, który polską rację stanu przehandlował za jakieś nie wiadomo co, obiecane mu przez Putina. 
Dzisiaj Donald Tusk po prostu nie jest Polakiem. To zwyczajny Niemiec. NIEMIEC! I polska telewizja ma tego liczne dowody. Po pierwsze, Tusk zna, oprócz angielskiego także język niemiecki, a co gorsza – on czasem się nim posługuje! Po drugie, miał jednak dziadka w Wehrmachcie. Po trzecie, założoną przez niego partię KLD (Kongres Liberalno-Demokratyczny) wspierało niemieckie CDU, a robiło to tak skrycie, że do dziś nie znaleziono żadnego dowodu tych dotacji. Po czwarte, Tusk odebrał nagrodę im. Walthera Rathenaua, pisarza, polityka i przemysłowca, który nie dość, że był Niemcem, to jeszcze Żydem! Ktoś nie doczytał, że Rathenau za swoja działalność i pochodzenie został zamordowany i dziś nazywany jest „pierwszą ofiarą III Rzeszy”. W TVP relacja z wręczenia Tuskowi nagrody jego imienia zilustrowana została zdjęciami Hitlera i Stalina…Gdyby komuś było jeszcze mało, propagandziści prezesa Kurskiego wyliczają kolejne zbrodnie byłego premiera RP i szefa byłej rządzącej PO, które sprowadzają się do tego, że Donald Tusk prowadził szarżę przeciwko Polsce w imię interesów państw zachodnich z Niemcami na czele, którym nie w smak, że Polska za rządów PiS nadzwyczajnie rozkwitła. Takie i podobne tezy ilustrowane są m.in. obrazem szarży wojsk krzyżackich z filmu Aleksandra Forda. A to jeszcze nie wszystko. Przed nami projekcja filmu TVP „o życiu i dokonaniach” Donalda Tuska. Film jest supertajny, dlatego w prawicowych mediach znaleźć można liczne szczegóły fabuły tego dzieła. Będzie więc o tym, jak ojciec lał Donalda pasem, jak dorosły Tusk zamieniał w trumnach ciała ofiar katastrofy smoleńskiej i z jakim ożywieniem rozmawia z Putinem. Zapowiadany jest także obraz (fałszywka) przedstawiający Tuska jako menela z siatką pełną piwa. A na bis planowana jest wstrząsająca prezentacja byłego premiera (i zdaniem propagandzistów PiS byłego Polaka), który najbezczelniej mówi coś po niemiecku. No, po prostu zgroza!
Źródło koduj24.pl 
10 06 2021 Tylko jedność Polaków pozwoli nam przetrwać!
Dotychczas bowiem stawialiśmy na USA, które w jakimś stopniu tworzyło nad nami tzw. "parasol ochronny" i traktowało nas jako swój kraj w Unii Europejskiej. Stąd było przyzwolenie i poparcie dla V4 czy Trójmorza oraz negatywna postawa Stanów Zjednoczonych wobec drugiej nitki niemiecko-rosyjskiej rury Nord Stream. Jakby nie patrzeć to też USA sprzyjały budowie u nas Centralnego Portu Komunikacyjnego, rozbudowie morskiego terminala gazowego LNG, Baltic Pipe, Via Carpatia, Via Baltica czy Przekopowi Mierzei Wiślanej.  Wprowadziły też do nas swoje wojska jako wschodnią flankę NATO. W założeniach administracji D. Trumpa to Polska miał być krajem stanowiącym trzon międzynarodowych porozumień mających na celu stworzenie przeciwwagi dla Niemiec i Rosji, które ponad głowami krajów europejskich od zawsze się dogadywały, zgodnie zresztą z ideą kondominium rosyjsko-niemieckiego i budowy przez Niemcy tzw. Mitteleuropy i określenia stref wpływów Rosji i Niemic w Europie. 
Sytuacja diametralnie się zmieniła. J. Biden (K. Harris?) odwrócił wektory polityki zagranicznej USA. Teraz stawiają one na Niemcy i będą dążyły do pozyskania Rosji w walce hybrydowo-gospodarczej z Chinami. Cofnięcie sankcji wobec budowy Nord Stream 2 to niestety tylko początek tej zmiany polityki. Zresztą już widzimy jej skutki. Balitic Pipe jest sabotowany przez Danię, nastąpił konflikt z Czechami w sprawie kopalni Turów mogący zagrozić V4, nagle były jakieś duże kłopoty w Bełchatowie, Australia żąda od nas horrendalnych odszkodowań, Róża Gräfin von Thun und Hohenstein kolejny raz judzi w PE i KE przeciw Mierzei Wiślanej, KE kieruje do TSUE sprawę przeciwko Polsce w związku z przepisami dot. zamówień publicznych a PE przyjął skandaliczną rezolucję przeciwko Polsce w sprawie mechanizmu warunkowości. Nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko to nie jest przypadkowe i mamy do czynienia ze zintegrowanym czasowo atakiem na nasz kraj. Cofnięcie poparcie dla nas przez USA było tylko iskrą, która uruchomiła antypolskie procesy zawieszone wcześniej podczas prezydencji D. Trumpa. Niemcy po prostu czekały i tak naprawdę przeczekały jego prezydenturę a teraz wszystko idzie zgodnie z ich ponadczasowymi celami, w których Polska i Polacy są traktowani jako wyrobnicy na ich usługach. Ten ich gen antypolskości drzemie w nich od zawsze.
W naszym kraju zaś kłócimy się o wielkie bzdury. Jesteśmy w stanie wydrapać sobie oczy za PiS czy PO. Przecież to jest śmieszne i świadczy o tym, że nic nie nauczyliśmy się z naszej historii. Takie wewnętrzne kłótnie zawsze prowadziły Polskę do upadku. Czy naprawdę aż tak trudno to zrozumieć? Czy musimy powielać błędy naszych przodków? Mamy wspaniałą historię, swój język, tradycję, wiarę, obrzędy, naszą ziemię i bogactwa naturalne, morze i góry, jeziora, lasy. Polska to piękny kraj i szanujmy to, że ją mamy a nie wystawiajmy jej na licytację wielkich (lub uważających się za wielkie) mocarstw! Zawsze w czasach trudnych to jednak potrafiliśmy się zjednoczyć i teraz właśnie jest taki czas. Czas dla nas wszystkich, niezależnie czy uważamy się za prawicowych zwolenników PiS czy też za zwolenników PO albo Lewicy.
Nie wiem, czy PiS jest prawicą sensu stricto. Tak już nie jest, bowiem dziś trudno uznać kogoś za prawicowca czy lewicowca. Te podziały przeszły do lamusa. Teraz liczą się konkretne posunięcia rządzących nami partii. Na dziś jest to PiS, którego wielu - jak np. R. Ziemkiewicz - uważa za socjalistyczną odmianę przedwojennej sanacji. Czy tak jest w rzeczywistości? Można się pokusić o stwierdzenie, że chyba tak skoro rozdaje on pieniądze "na prawo i na lewo", przy jednoczesnym uderzeniu w finansowe podstawy tzw. "klasy średniej". To jest czysta polityka i ekonomiczne podejście do gospodarki Johna Maynarda Keynes'a. Czy jesteśmy w stanie efektywnym  popytem nadrobić nasze zaległości? Czy inwestycje publiczne są w stanie zaspokoić nasze marzenia o doprowadzeniu Polski do krajów wysoko rozwiniętych? Tego nie wiem, bo wszystko się może zdarzyć. 
Natomiast - o czym zawsze mówiłem - Polacy nie mają się czego wstydzić. Jesteśmy ludźmi bardzo pracowitymi i kreatywnymi, co właśnie widać teraz w czasie pandemii koronawirusa. Wszystkie wskaźniki czy współczynniki gospodarcze są u nas bardzo dobre i przewyższają wszystkie kraje UE. Mamy najniższe bezrobocie, eksport notuje najwyższe wartości od lat a polski wzrost gospodarczy (PKB) odbiega pozytywnie od innych. Z tego możemy być naprawdę dumni, bowiem pokazujemy krajom europejskim, że potrafimy być od niech zdecydowanie lepsi. Może stąd wynika taki krytycyzm ważnych (lub uważających się za ważnych) krajów wobec Polski. Kompleksy niższości próbują po prostu zniwelować atakiem na nasz kraj i ogólnie Polaków. Tak więc mamy kolejne - oprócz wskazanych wcześniejszych jak język i tradycja - argumenty, aby przeciwstawić się kreowanej przez genetycznych antypolaków i rodzimych zdrajców Polski "polityki wstydu": naszą kreatywność i pracowitość. Potrafimy o wiele więcej niż nam się wydaje albo zostało to nam wtłoczone. Naprawdę możemy być z nas dumni!
Pamiętam jak onegdaj pracowałem w dużej firmie niemieckiej, która w międzyczasie zakupiła polską firmę, w której wcześniej się zatrudniłem. Po jej przejęciu miałem wątpliwą przyjemność współpracy z niemiecki właścicielami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy nie potrafili odczytać przygotowanych przeze mnie analiz w najnowszej wersji Excela. Okazało się, że nie byli w stanie jeszcze zakupić tej wersji i opierali się na wcześniejszej, o dwie numeracje niższej. I to nie był jedyny taki przypadek, ale symptomatyczny. Nie dziwi więc, że tak chętnie Niemcy potrzebują naszych informatyków, choć i są wściekli, że Polacy teraz nie chcą zbierać ich szparagów. Musimy się po prostu szanować, bo jak my sami nie będziemy to nikt nas nie będzie darzył tym szacunkiem. Ale tak naprawdę w obecnej sytuacji liczy się jedność Polaków i tych, którzy czują się Polakami. Musimy - jako Polska - pokonać obecne trudności i niewesołą sytuację geopolityczną. Może jednak należy postawić na Chiny i zgodę dla nich na budowę przez nasz kraj ich Nowego Jedwabnego Szlaku? A może na Turcję, która być może nie będzie w stanie dogadać się z J. Bidenem? Nie wiem, ale musimy być teraz jednością, jednością narodową, bo naprawdę czekają nas trudne lata. 
Źródło: niepoprawni.pl
Biden chce spotkać się z Putinem, i omówić sporne kwestie!? Znaczy się podzielą się strefami wpływów!? Najważniejsze że Niemcy skończą budowę Nord Stream 2, a mogliśmy mieć ten rurociąg na terenie Polski, i liczyć pieniądze, ale za Oceanem zdecydowano inaczej!? Kaczyński doprowadził do tego że Polska nie ma sąsiadów ale wrogów!? 
06 06 2021 Cham chamem, na wieki wieków… amen.
Dwa ostatnie wydarzenia zdumiały i zbulwersowały nawet ludzi przekonanych, że nic co pisowskie nie jest w stanie ich zaskoczyć. Oto Piotr Duda, przewodniczący zblatowanej z PiS „Solidarności”, zażądał usunięcia słowa „Solidarność” z odsłoniętego właśnie pomnika, który ma formę właśnie słowa „Solidarność”. Natomiast Ryszard Terlecki wicemarszałek tego Sejmu, który przed miesiącem uchwalił zdecydowany „sprzeciw wobec brutalnej kampanii represji rozpętanej przez władze białoruskie przeciw obywatelom Białorusi”, zaproponował liderce tamtejszej opozycji, żeby już nie oczekiwała wsparcia od polskich władz, tylko sobie „poszukała pomocy w Moskwie”. Te dwa z pozoru tak różne wydarzenia łączy coś więcej niż tylko bezmyślna głupota.
Szef „Solidarności” zapowiedział donieść do prokuratury, że najbardziej znani działacze związkowi z czasów, gdy „S” była jeszcze niezależna i samorządna, zawłaszczyli symbol, który dziś jest własnością Dudy i Kaczyńskiego, oraz że opozycja nielegalnie uczciła 32. rocznicę wolnych wyborów – wielkiego zwycięstwa 10-milionowego ruchu, w związku z czym odsłonięty właśnie pomnik należy zburzyć. Wicemarszałek Terlecki natomiast postanowić zburzyć życzliwe relacje między państwem polskim a zdecydowaną większością narodu białoruskiego, a to dlatego, że opozycja polska zawłaszczyła sobie nienależne prawo do kontaktów z opozycją zagraniczną. Przedstawicielka prześladowanych Białorusinów najbezczelniej wzięła udział w obchodach rocznicy polskich wolnych wyborów, uczestniczyła w odsłonięciu pomnika „Solidarności” oraz spotkała się nie tylko z prezydentem RP, ale również z prezydentem Warszawy. A na dokładkę pozwoliła się zaprosić na imprezę młodzieżową Campus Polska Przyszłości organizowaną – o zgrozo! – przez Rafała Trzaskowskiego, a to oznacza, że zamierza „reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce”, czyli w gruncie rzeczy „bierze udział w werbunku antyrządowych kadr”. Terlecki wyjaśnił też, że odmowa poparcia zwyciężczyni białoruskich wyborów prezydenckich przez polskie władze usprawiedliwiona jest również tym, że Cichanouska „traci sympatię większości Polaków”. Sam oczywiście nie stracił sympatii Polaków spotykając się z przewodniczącą izby wyższej białoruskiego parlamentu Maryjanną Szczotkiną, autoryzując tym samym bezprawny organ nie pochodzący z uczciwych wyborów.
Oprócz podobieństw jest też różnica między „występami” Piotra Dudy i Ryszarda Terleckiego. Wystąpienie tego pierwszego nie odbiło się szerszym echem. Ot, człowiek coś tam palnął, powiedział, co wiedział, ale „on już tak ma”. Natomiast kompromitujący wygłup Terleckiego obiegł całą Europę. I nie wiadomo, co bardziej niedorzeczne: teza wicemarszałka, że Cichanouska, uznawana przez cywilizowany świat za prezydenta Białorusi, nie ma prawa spotkać się z nikim, kogo nie lubi polska władza, czy też dziwaczne usprawiedliwienia wybryku polskiego polityka najwyższej rangi, liczne w lokajskich mediach. Pełną odpowiedzialność za ten incydent ponosi tam opozycja, pozwalająca sobie zapraszać osoby, z którymi kontaktować się może tylko władza, natomiast reakcja wicemarszałka, „znanego przecież z bezkompromisowych ocen i opinii”, była usprawiedliwiona, a ponadto tylko „jednorazowa i emocjonalna”.
Na pewno jednorazowa? Gdy w 2018 roku na Litwie trwała agresywna lituanizacja oświaty i kultury, polska mniejszość sprzeciwiała się ograniczeniu jej praw do kształcenia w języku polskim, licząc na wsparcie polskiego rządu. Doczekała się reakcji wicemarszałka polskiego Sejmu, który w wywiadzie dla litewskiego portalu delfi.lt oświadczył, że organizacje polskich mniejszości narodowych w innych krajach muszą brać pod uwagę interesy państwa polskiego, a państwo „nie może być zakładnikiem swojej mniejszości”. Tym samym ogłosił, że rząd PiS gotowy jest poświęcić interesy Polaków na Litwie w zamian za niejasne korzyści współpracy z tamtejszym prawicowym rządem… Tyle w sprawie „jednorazowego i incydentalnego” wyskoku wicemarszałka. Równie prawdziwa jest opinia, że skandaliczne bonmoty Terleckiego są tylko emocjonalną odpowiedzią na jakieś wredne prowokacje. Brak miejsca, by zacytować wszystkie jego złośliwe kpiny z przeciwników, z obcych, z ludzi LGBT+, a także z parlamentarzystów, szyderstwa wygłaszane na chłodno, często z wyzywającym uśmiechem. Z fotela marszałka Sejmu słyszeliśmy już wiele docinków, złośliwości i zwykłych chamskich odzywek w rodzaju „siadaj, pajacu”, “co pan za brednie opowiada”, “kto pana tu wysłał?” itp. Posłance Klaudii Jachirze, która z trybuny wygłosiła swoje uwagi do Funduszu Odbudowy, Terlecki odpowiedział: „Czasem można po prostu poziom głupoty przekroczyć” …
Długa jest lista ludzi, których profesor nauk humanistycznych obrzucił inwektywami. Próbował rozdeptać nawet wielkiego aktora Janusza Gajosa, bolejącego z powodu dzielenia Polaków przez Kaczyńskiego, pisząc: „Mali, śmieszni ludzie. Wydaje się im, że występują na Narodowej Scenie, a to tylko teatrzyk marionetek„… Terlecki jest też autorem wielu prowokacyjnych i bezczelnie kłamliwych opinii. Bez mrugnięcia okiem wmontował film „Kler”, (którego nie widział, bo… nie miał czasu) w „falę ataków na katolików i Kościół”. Na ostatniej prostej kampanii do wyborów parlamentarnych 2019 roku wkurzył Polaków twierdząc, że „publiczna służba zdrowia w Polsce uchodzi za jedną z najlepszych w Europie„. Cynicznie szczuł na przyzwoitych ludzi z wymiaru sprawiedliwości twierdząc, że państwo zbyt pobłażliwie podchodzi do działalności politycznej sędziów. Głosił również tezę, że państwo powinno siłą zagonić lekarzy do pracy przy pacjentach z koronawirusem. Itd., itp.
Jak takiego nazwać? Bo przecież Terlecki, mimo pewnych niezdrowych symptomów, nie jest ani durniem (w odróżnieniu…), ani niespełna rozumu. Trudno go zaszufladkować nawet sięgając do historycznych wzorców z początków wolnej Polski. Nie pasuje do nawiedzonych polityków z formacji narodowo-katolickich, których powszechnie nazywano oszołomami. Nie można go też skojarzyć z agresywnie wzmożonymi przedstawicielami młodych gniewnych, zwanymi „pampersami”, którzy obsiedli publiczną telewizję. Terlecki nie pasuje do żadnej grupy ówczesnych wzmożonych patriotów, a to z prostego powodu: trudno mu zarzucić jakąś ideowość. Raz mówi to, raz tamto, raz tak, raz inaczej. Nie jest też koniunkturalistą, bo często sam sobie szkodzi, sprzedając własną partię i kolegów dla dobrego bon-motu. Ale też nie jest jajcarzem na etacie pisowskiego błazna, bo znacznie częściej irytuje i jątrzy niż rozśmiesza.
Kim więc jest ten gorliwy katolik – rozwodnik, który dla drugiej żony zostawił troje dzieci i który jawnie kpi z ewangelicznej reguły miłości bliźniego? Kim jest ów były naczelnik w krakowskim IPN, zaprzysięgły wróg esbeków, który bez żenady ujawnił mroczną przeszłość własnego ojca, tajnego współpracownika SB? Kim jest profesor światłych nauk humanistycznych, który nic nie chce wiedzieć o tolerancji, którego pasją życiową jest szczucie i podjudzanie, a przyjemnością zdaje się być obrażanie ludzi myślących samodzielnie? Opinia mojej babci, która o ludziach pokroju Terleckiego mawiała: cham chamem, na wieki wieków, amen – wydaje się w tym przypadku niezasłużenie dobrotliwa.
Źródło koduj24.pl
"Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie" — napisał na Twitterze Terlecki!?
A tymczasem Terlecki spotyka się ze Szczotkiną wiceprzewodniczącą parlamentu Łukaszenki!?Nie ma to jak reklamować reklamować reżim przez przedstawiciela reżimu!? Nie ma to jak reklamować reklamować reżim przez przedstawiciela reżimu!?
Piotr Duda, żołnierzyk stanu wojennego, który 13 grudnia pacyfikował siedzibę Telewizji Polskiej. Tak, wiem, że był szwejem w służbie czynnej i wykonywał rozkaz, ale znałem osobiście i naocznie żołnierzy służby czynnej, którzy w tę noc potrafili odmówić wykonania rozkazu, co kończyło się natychmiastowym zakuciem w kajdany przez WSW. Pewnie dziś marzy o kolejnej pacyfikacji ! Oj polatałoby się z giętką „białą pasztetówką”, polatało jeszcze....
Przypomnijcie, proszę, kiedy i z kim walczył Piotr Duda, żebyśmy żyli w wolnym i demokratycznym kraju? Chyba ze stołem, o stołki! A niech mnie, ten "bohater" narodowy, wedle przykładu, podarł nawet decyzję Trybunału o wydaniu zabezpieczenia. 
29 05 2021 Zmierzch Ziobry? – wywiad z prof. Antonim Dudkiem.
Znany politolog Antoni Dudek udzielił wywiadu  #TYLKONATEMAT: „Uważam, że rola Zbigniewa Ziobry w polskiej polityce powoli zmierza ku końcowi. To jest ten z pierwszoplanowych polityków, przed którym widzę najmniejsze szanse na sukcesy w przyszłości”. W przypadku zarządzenia wcześniejszych wyborów, a może do nich dojść na wiosnę przyszłego roku, to szef Solidarnej Polski straci najwięcej. „Moja teza jest taka, że na Nowogrodzkiej zdecydują się na przyspieszenie wyborów, jeśli Polski Ład – który w istocie jest programem wyborczym PiS – przyniesie jesienią spodziewany efekt odbicia sondażowego”. Gdyby partia rządząca odzyskała wysokie poparcie, to przedterminowe wybory byłyby bardzo prawdopodobne. Wyraźnie widać, że prezes Kaczyński walczy mocno o poparcie – stąd ta jego ogromna aktywność w mediach, niespotykana w ostatnich latach. I raczej nie chodzi o to, by PiS przeczekał trudny czas w roli silnej opozycji. Kaczyński ma świadomość tego, że on sam może już nigdy nie odzyskać władzy. „Przedterminowe wybory miałyby więc posłużyć PiS do pozbycia się tych kłopotliwych „biedakoalicjantów”. Czyli ziobrystów i gowinowców , którzy co i rusz utrudniają rządzenie ekipie z Nowogrodzkiej”. Nie ma żadnych dowodów na to, że Solidarna Polska i Porozumienie, idąc samodzielnie do wyborów uzyskają wynik ponad 3 %. Zatem to nie oni dają Kaczyńskiemu poparcie. Obecnie PiS ma z nimi więcej kłopotów niż korzyści.
„Kaczyński raczej przestał wierzyć, że Solidarna Polska i Porozumienie pozwolą mu na uzyskanie większości konstytucyjnej, na co do 2019 roku prezes z pewnością pokładał nadzieje”. Czyli wariant węgierski zdobycia konstytucyjnej większości w Sejmie nie sprawdził się. Musiał widzieć, że szczytem możliwości było wygranie wyborów prezydenckich przez Andrzeja Dudę  minimalną ilością głosów. „Aktualnie najbardziej optymistyczny dla PiS scenariusz jest więc taki, że wyniki kolejnych wyborów pozwolą im na utrzymanie większości w Sejmie”. A do tego „przystawki” nie są mu już potrzebne. „Znając mentalność polityczną prezesa Kaczyńskiego – a obserwuję ją od ponad ćwierć wieku – nie wierzę, że on autentycznie chce się na nowo dogadać z Ziobrą i Gowinem”. Co zrobią jego koalicjanci? Gowin ma sytuację znacznie prostszą – współpraca z Kosiniakiem-Kamyszem, który wprost zaprosił go do Koalicji Polskiej. Druga opcja to dogadanie się z Polską 2050 albo Platformą. To pierwsze byłoby zapewne łatwiejsze, bo powrót do PO może okazać się zbyt trudny, zwłaszcza, że ta partia skręca mocno w lewo.
Ziobro ma autentyczny problem. Oczywiście, członkowie tej partii już odgrażali się, że dogadają się z Konfederacją. „Taki scenariusz jest jednak mało realny. Konfederacja jest formacją, która już cierpi na nadmiar liderów i brak integracji”. W Konfederacji już ścierają się 2 skrzydła: nacjonalistyczne i libertariańskie. Ziobro, jako człowiek z zupełnie innej bajki, tylko dołożyłby im kłopotów. Dlatego profesor Dudek sądzi, że po rozstaniu z PiS rola tego polityka znacznie się zmniejszy. Czy wcześniejsze wybory opłacają się opozycji? Przy ich retoryce, że PiS jest największym złem, oczywiście musieliby poprzeć taki wniosek. „Nie wyobrażam sobie, że Platforma mogłaby zagłosować przeciw uchwale o samorozwiązaniu Sejmu”, niezależnie, czy będą, czy nie będą gotowi na wybory.
„Na tym w ogóle polega cały problem Platformy, że kiedy Kaczyński rzuca im rękawicę, oni muszą ją podnieść. Już prędzej Lewica mogłaby w tej sprawie kręcić, ale ona nie ma żadnego znaczenia. Żeby osiągnąć tę większość potrzebną do rozwiązania Sejmu, muszą jednogłośnie zagłosować posłowie PiS i PO”.
Oczywiście, dla PiS byłoby korzystne, gdyby PO odrzuciła uchwałę o samorozwiązaniu Sejmu. Mogliby wtedy utyskiwać na mierność głównej partii opozycyjnej, że ucieka od odpowiedzialności itp. A przecież są inne metody rozwiązania Sejmu – np. przez prezydenta na skutek nieuchwalenia ustawy budżetowej.
Na razie PiS zyskuje na wprowadzeniu Polskiego Ładu. „Pytanie, jak wiele i na jak długo? Obiecanie większości obywateli, że będą mieli wyższe dochody musiało zadziałać”. Pytanie, czy partia rządząca odzyska tych obywateli, których straciła w okresie pandemii. Tymczasem do terminowych wyborów mamy 2 lata. Obietnice do tego czasu zwietrzeją, a ludzie oswoją się z wprowadzonymi rozwiązaniami. Polski Ład jest „olbrzymim obciążeniem dla budżetu, kosztem zadłużania państwa PiS obiecuje kolejne złote góry. Czy to się da jeszcze zwielokrotnić w roku wyborczym? Pewnie już nie”. Na dodatek nie wiadomo, ile czasu Kaczyński jeszcze wytrzyma ze swoimi koalicjantami. Trzeba będzie w końcu Polakom wyjaśnić, dlaczego sądownictwo działa gorzej niż kiedykolwiek. Wyborcy PiS też to w końcu zauważą i zaczną stawiać kłopotliwe pytania. „Trzeba będzie więc znaleźć winnego… Ziobro wie, czym to grozi, więc już sam znalazł winnego w premierze Morawieckim”.
„Kaczyński ma dla wyborców fantastyczne uzasadnienie decyzji o pozbyciu się Gowina i Ziobry. Zacznie trudniej będzie mu w przyszłości uzasadnić, dlaczego ich ciągle toleruje”.  Jeśli faktycznie zrzuci winę na Ziobrę za kiepskie działanie sądów, a na Gowina za problemy z polityką społeczną, jego zwolennicy zaczną pytać, dlaczego trzymał ich tak długo. Pytanie, kto szybciej zdąży zwalić winę na kogo.
Źródło: natemat.pl
Z forum: W tej „puszce z Pandorą” nikt już się z nikim nie dogada. Pytanie, czy to w ogóle ma jakieś znaczenie ? Moim zdaniem, nie. Polska stała się garem przypalonego bigosu, który nadaje się już tylko do wyrzucenia.
Czyżby Ziobro oddał teczki z hakami? Skoro nie oddał to rządził będzie.
28 05 2021 Jeszcze o polskim ładzie, czyli pana prezesa recepta na normalność.
To jest dopiero szczerość! To się nazywa mówienie prawdy prosto w oczy, a nie, jak inni, między wierszami. Na coś takiego stać niewielu, ale – co wiemy od wczoraj – na pewno stać prezesa wszystkich prezesów, szefa PiS. Dowiódł tego w szeroko dziś cytowanym wywiadzie dla tygodnika „Wprost”, gdzie wprost wypowiedział się o ograniczeniu – z inicjatywy jego partii – prawa do aborcji. Co miał do powiedzenia kobietom i w ogóle – tej części społeczeństwa, która uważa przymus rodzenia głęboko upośledzonych płodów za wyrafinowaną torturę? Ano, żeby ludzie przestali histeryzować, bo powszechnie wiadomo, że pomimo wszelkich ustaw i dekretów aborcje jak były, tak są i nadal będą. Przecież wszyscy umiemy czytać ze zrozumieniem ogłoszenia o tanich zabiegach za granicą. A też każda, nawet średnio rozgarnięta niewiasta wie, gdzie w razie czego szukać skutecznej pomocy oraz ile to kosztuje. Tak więc, pan prezes zaapelował do rodaków, żeby już się przestali awanturować na ulicach i żeby dali sobie wreszcie spokój z tą aborcją. Bo każdy wie, jak z tym jest. No proszę – jaki ogarnięty, rozumiejący realia władca z tego pana prezesa! Ale skoro tak, to po co było całe to zawracanie głowy z „Trybunałem” i jego „wyrokiem”?
A, to już zupełnie inna kwestia… bo mogą sobie gdzieś tam, w obcych językach, bez komplikacji abortować uszkodzone płody, ale tu jest Polska i Ład też mamy tutaj nasz własny. Polski, znaczy. A w tym Ładzie zupełnie nie mieści się „mordowanie dzieci poczętych”. Tak nam dopomóż Episkopat!
Wniosek: Kto w dziedzinie praw reprodukcyjnych chce się kierować aktualnym stanem wiedzy i zdrowym rozsądkiem (ewentualnie własnym sumieniem), powinien udać się na najbliższe lotnisko i odlecieć do Europy. Tej Europy, w której wciąż jeszcze panuje –bo ja wiem – nieład? Bezład? A już na pewno moralny bałagan.Tej szczerej do bólu zębów wypowiedzi pana prezesa nie należy lekceważyć, bo wynikają z niej znacznie bardziej ogólne wnioski co do celu i definicji państwa według twórców i mocodawców Polskiego Ładu. I nie bez powodu zabrakło w tym programie planów co do świetlanej przyszłości usług publicznych oraz ich zatrudnionych w budżetówce „wykonawców”.
Analogie można tu mnożyć, jak pan prezes mnoży teraz dodatki socjalne. Tak więc – ktoś chce, żeby jego dzieci miały w szkole więcej chemii, matmy, biologii i informatyki, a mniej religii , „żołnierzy wyklętych” i lektury pism Jana Pawła II, to – wiadomo – bez zbędnej zwłoki zapisuje potomstwo do szkoły prywatnej. A najlepiej od razu wysyła po wiedzę do Anglii czy innej zagranicy. Ktoś potrzebuje pilnej operacji albo drogich, nowych technologii medycznych czy leków. Co robi? Jeśli jest rozgarnięty co najmniej tak, jak potrzebująca aborcji przeciętna niewiasta, to udaje się prościutko do prywatnej przychodni lub gabinetu. Tam nie czeka pięciu lat na operację usunięcia zaćmy czy rezonans magnetyczny. W skrajnych przypadkach, kiedy nawet profesorska praktyka jest „za krótka”, organizuje zbiórkę w Internecie i… wyjeżdża na leczenie za granicę.
Rodacy marzą o własnym dachu nad głową? No więc, zgodnie z programem Ładu Polskiego – idą do banku, a potem ustawiają się w ogonku do dewelopera. Też często zagranicznego. Bo już raczej nie mogą liczyć na niedrogie, finansowane przez państwo mieszkania na wynajem. Teraz dostaną, co najwyżej, gwarancje rządu na pierwszą wpłatę. A i to wtedy gdy mają góra 25 lat i piątkę dzieci, czy jakoś podobnie. Gdzie na M –półtora, czyli kawalerkę z ciemną kuchnią za pół miliona, zarobi reszta obywateli, przy cenach metra które tylko w ostatnim roku wzrosły o ponad 30 procent? Wiadomo gdzie – za granicą. A może nawet właśnie tam kupią sobie wymarzony apartament, bo ceny mamy już u nas wyższe niż we Włoszech czy Hiszpanii. No i nawet w Toskanii można już dostać dom za jedno euro i tani kredyt na remont kapitalny.
I tak ze wszystkim, oprócz wiary w Kościół i wiary w partię pana prezesa. Ta jest i zapewne pozostanie fenomenem czysto polskim, katolickim i patriotycznym jak rodak z PiS-owskiej definicji „prawdziwego Polaka”. Ale co do reszty, to już niemal wszystko jest u nas podejrzane, bo obcego pochodzenia. Weźmy choćby samochód na wtyczkę i gniazdko. Owszem, mamy już nad Wisłą do wyboru jakieś tam hybrydowe skody, toyoty czy jeepy, ale – jak dotąd –ani jednego z miliona rdzennie polskich e-polonezów czy e-fiatów, co to je pan premier obiecał narodowi w ramach „Strategii Zrównoważonego Rozwoju”. To nich chociaż nowy porządek zapowiadany przez partię pana prezesa będzie tutejszy i swojski!
Bo – jeszcze raz – tu jest Polska, więc Ład też będziemy mieć polski. A kto chce, żeby było „normalnie”, czyli jak w Europie, to musi za to zapłacić – po zachodnim przeliczniku – wielokrotność trzynastej emerytury, o Pięćset Plus nie wspominając. A tak w ogóle, to w zasadzie powinien sobie poszukać miejsca do życia gdzieś za granicą.
Źródło koduj24.pl 
24 05 2021 Lewacy chcą nam zamknąć Turów a pan Morawiecki buduje "szczepionkową loterię"...
W jednym z memów internetowych pan prezes Kaczyński wzdycha do Pana Boga - "Boże, prosiłem Cię o głupią opozycję, ale chyba Przesadziłeś". Bo po piątkowej decyzji lewackiej sędziny z TSUE "nakazującej" Polsce natychmiastowe zamknięcie kopalni w Turowie "totalni" politycy kompromitują się na wyścigi. Najpierw stołeczny Rafau wygłosił z ekranu - "Jest orzeczenie i rządzący muszą się do niego zastosować" ! Dziś najnowsza zabawka i "nadzieja" rodzimych banksterów i międzynarodowych grandziarzy czyli Szymonek- wymoczek oświadczył - "...chcemy czy nie chcemy, zgadzamy się czy nie zgadzamy to musimy wykonać postanowienie TSUE dlatego, że my nie możemy wybierać sobie lepszych i gorszych postanowień TSUE (...) musimy respektować wyroki i postanowienia" !!! Wielokrotnie już kreowani na liderków celebryci polityczni udowadniali swą bezdenną głupotę. Nie bronić interesu polskich pracowników, bezpieczeństwa energetycznego kraju, machnąć ręka na tysiące ludzi, którzy mogą szybko utracić pracę to tylko kawiorowa "opozycja" jest zdolna powiedzieć i zrobić. A potem mizdrzyć się do tych samych Polaków z prośbą o głosy w  wyborach. Tylko Budka, Czaskoski, Hołownia i im podobni wiedzą jak te sprzeczności pogodzić. Rzeczywiście pan prezes nic nie musi robić, tylko pozwolić opozycyjnym idiotom mówić z ekranu...
Ale kwestia Turowa pokazuje też jak realne są zagrożenia wynikające z grudniowej kapitulacji pana Morawieckiego w Brukseli. Po pierwsze jak na dłoni widać, że różne unijne lewackie "sądy", "trybunały" i urzędy coraz śmielej będą wywierały nacisk na polskie władze w interesie Niemiec czy Francji (a może i Rosji?) podpierając się przyjętym wtedy również przez pana Morawieckiego "mechanizmem praworządności". Wykonanie dziś "wyrok " TSUE to klęska wizerunkowa pana Morawieckiego i wielkie zagrożenia dla energetycznego bezpieczeństwa kraju. W dodatku to otwarty konflikt ze związkami zawodowymi w tym z NSZZ "Solidarnością". Po drugie takie "orzeczenie" pokazuje jak wygląda w rzeczywistości równość państw tworzących eurokołchoz. Po niemieckiej i czeskiej stronie granicy pracuje po kilka kopalni węgla brunatnego i elektrowni. Nikt jakoś nie chce zabronić im dalszego działania, nikt nie skarży do TSUE czy innego sądowego dziwadła. Trzeba trafu tylko Turów grozi ekologiczną katastrofą i musi zniknąć. Przecież to farsa. A mnie rodzi się infantylne pytanie - dlaczego pan premier Morawiecki dotąd nigdy nie wystąpił do TSUE czy innego dziwadła sądowego z wnioskiem o likwidację czeskich czy nawet (o zgrozo!) niemieckich kopalń węgla brunatnego, usytuowanych tuż przy polskiej granicy i grożących nam ekologiczna katastrofą? Może zapomniał...?
Niepokoi mnie dwudniowe spotkanie Rady Europy, które zacznie się dziś a zakończy jutro. Oczywiście pan premier Morawiecki po powrocie ogłosi kolejny gigantyczny "sukces" swój i swoich kamratów, ale tak samo czynił w ubiegłym roku. I dopiero po jakimś czasie "sukcesy" w magiczny sposób zamieniały się w ogromne problemy dla polskiej suwerenności. Dziś we Wrocławiu pan Morawiecki powiedział - "(...)nawet w sytuacji hipotetycznego zamknięcia kopalni(...) oznaczałoby to i tak konieczność dalszego pompowania wody, a więc element sporu polsko- czeskiego i tak nie zostałby wyeliminowany". Zupełnie nie uspokajają mnie słowa pana Morawieckiego - "Nie możemy sobie pozwolić na ryzyko utraty dostaw energii elektrycznej do milionów mieszkańców Polski. Na pewno państwo polskie do tego nie dopuści". Doskonale pamiętam prężenie muskułów przed bliźniaczym grudniowym szczytem i zapewnienie pana Morawieckiego, że nie oddamy ani guzika, a polskie weto wybrzmi głośno. Skończyło się żałosnym popiskiwaniem i zgodą na szkodliwe (dziś widoczne bardzo)  powiązanie środków z tzw."funduszu odbudowy" z "mechanizmem praworządności". I pamiętam jak wtedy odsądzano od czci pana ministra Ziobro i tych, którzy ważyli się kwestionować gigantyczny "sukces" pana premiera. Powoli sprawdza się, że unijny lewacki kołchoz zaczyna "metodą salami" odcinać po plasterku polską suwerenność. Jeżeli teraz pan Morawiecki  "hipotetycznie"  zakłada możliwość zamknięcia Turowa to moje obawy rosną. Oby nie przylgnęło do niego stare ale celne zdanie premiera Czernomyrdina - "chciał dobrze a wyszło jak zwykle".
I na koniec - to nie przypadek, że niemal jednocześnie eksplodowała sprawa zamknięcia Turowa a w kopalni w Bełchatowie pożar unieruchomił ogromny, wysoki na trzydzieści metrów taśmociąg. Nie wiem czym zajmują się polskie służby poza inwigilacja niewygodnych rodaków, ale tej sprawie przyjrzeć się trzeba pilnie. Państwo bez energetycznego bezpieczeństwa nie może być suwerenne. Po cichu kończy się budowa Nord Stream 2, komunista dziadek Biden nie kiwnie w tej sprawie palcem, a Niemcy nie pozwolą nikomu w eurokołchozie podjąć żadnej interwencji. Martwi też, że pan premier od piątku nie znalazł chwili czasu by zajrzeć do Turowa i zapoznać się z sytuacją, zdaje się, że również żaden z ministrów jego rządu nie pofatygował się tam. Dotarła tam za to pani europoseł Zalewska, ze słowami otuchy i wsparcia dla przestraszonych ludzi i trzeba to docenić. No ale jak się szykuje "szczepionkową loterię", zachęcającą Polaków do "wyszczepiania się" (tak, tak proszę Państwa - jakie czasy takie metody), w której "wyszczepieni " będą mogli wygrać nawet milion złotych to na inne sprawy nie ma czasu. Brzydko się bawicie krajem panowie...
Źródło: niepoprawni.pl
No i znalazł się trzeci kraj gotowy do czwartego rozbioru Polski!? Niemcy, Rosja, a Austrię zastąpią Czechy!? Wystarczyło, że Putin zgromadził swoje wojska przy granicy z Ukrainą, a Polska momentalnie została przez wszystkich pewnych sojuszników, zaufanych przyjaciół opuszczona!? Biden dogadał się z Putinem, i będzie dokończona budowa Nord Stream 2, nam pozostanie gazoport, i niespełnione marzenia, o sprzedaży gazu z Ameryki, sąsiadom!?
Z forum: Widzę, że coraz więcej osób - które przecież głosowały na PiS i od dawien dawna chciały naszych rządów - ma wątpliwości, co do kierunku w jakim zmierza dziś nasze państwo. Jesteśmy coraz bardziej przez UE gotowani jak ta żaba, którą się powoli podgrzewa aż do całkowitego jej ugotowania. Kopalnia Turów to pierwsza tak poważna ingerencja w nasze państwo. Do tego dochodzi "wyszczepianie", którego koszty będą pokrywane z Europejskiego Funduszu Odbudowy w ramach tak zwanych środków własnych UE. Możemy się spodziewać nowych europejskich podatków lub pokrywania długów innych krajów w ramach uwspólnotowienia tych długów. No i ta mityczna, ale bardzo dla nas groźna "unijna praworządność", pod którą można włożyć wszystkie lewackie pomysły UE. Będziemy grillowani coraz mocniej a niemiecka UE (IV Rzesza) tylko "zaciera rączki". Powoli tracimy sojusznika w postaci USA, na którego postawiliśmy wszystkie karty. J. Biden (albo bardziej prawidłowo: K. Harris) już zapowiada rezygnację z sankcji dla firm budujących Nord Stream 2, a to oznacza bardzo bliski kolejny reset stosunków USA-Rosja. Zagrożona jest współpraca V4, bo to Czechy wystąpiły do TSUE o decyzję o zamknięcie naszej kopalni w Turowie. Brak wsparcia USA zagraża też projektowi Trójmorza. 
Sytuacja jest więc niewesoła. Zostaliśmy w UE niemal sami z Węgrami, które są zbyt małe, aby mieć jakiś decydujący wpływ na UE a poza tym różnimy się z nimi stosunkiem do Rosji. Jak już pisałem dla mnie jedynym wyjściem jest jednak coraz głośniejsze wzywanie do Polexitu i sądzę, że coraz więcej osób w Polsce zacznie o nim myśleć. Decyzja ws. Turowa jest pierwszą taką, którą możemy wykorzystać do promocji tego pomysłu. Być może sama zapowiedź o wyjściu z UE podziała na unijne elity otrzeźwiająco. Może...
23 05 2021 Fundusz na fantasmagorie ministra.
Były czasy, gdy Jarosław Kaczyński domagał się transparentności wszelkich poczynań władzy i pełnej jawności wydatkowania środków publicznych. W opozycji i przez pierwsze lata sprawowania władzy PiS głosił konieczność otwartości życia publicznego i bezwzględnego ścigania sprawców najdrobniejszych nawet przekrętów. Jeszcze w 2017 poseł Marcin Horała wyjaśniał, że zmieniając ustawę o samorządach zwiększy się transparentność zarówno wybierania, jak i sprawowania władzy. Jeszcze cztery lata temu Mariusz Kamiński próbował wypromować nowy pomysł na walkę z korupcją forsując ustawę „O jawności życia publicznego”. Ale było – minęło.
Ustawa koordynatora służb specjalnych została zastopowana i po cichu wycofana, a stało się to w chwili, gdy Jarosław Kaczyński rozpoczął tajne rozmowy w sprawie budowy swoich dwóch „srebrnych” wież. Kolejne afery korupcyjne i przekręty funkcjonariuszy PiS uświadomiły prezesowi, że skończyły się czasy transparentnego sprawowania władzy. Otwartość przestała się opłacać. Dziś, gdy prawica przestała być zjednoczona i rządząca formacja zaczęła się Kaczyńskiemu rozłazić w rękach, prezes uświadomił sobie, że już nie jest w stanie powstrzymać swoich pazernych kanciarzy przed przekrętami, a ideowych funkcjonariuszy przed forsowaniem swoich fantasmagorii dowolnym publicznym kosztem. Rozwiązaniem – takim, jak wielu poprzednich dylematów tej władzy – okazało się prawne usankcjonowanie bezprawia.
Wielkie przekręty realizuje się dziś za pieniądze ukrywane w rozmaitych rezerwach budżetowych i funduszach celowych. Średniego kalibru szwindle finansowane są ze specjalnych „skarbonek”, takich jak podległy ministrowi kultury Narodowy Instytut Wolności, który dotuje klakierów obecnej władzy, ale także rozmaitej maści oszołomów, jak np. antyszczepionkowców, którzy otrzymali właśnie hojną dotację dla swojego portalu. Natomiast mniejsze machlojki opłacane są środkami oddanymi ministrom do ich wyłącznej dyspozycji. Takimi jak procedowany właśnie w Sejmie fundusz ministra edukacji i nauki. Projekt ustawy w tej sprawie ma na celu „zwiększenie kompetencji ministra”. Opozycja nie ma wątpliwości. To skok na kasę, prywatny folwark, indywidualny fundusz na zachcianki. Bo nie ma w tym projekcie mowy o jawności, kontroli, konkursie, przetargu, porównywaniu ofert. Minister Czarnek jednoosobowo zdecyduje, na co wydać oświatowe pieniądze. Tak jak minister Ziobro, który najbezczelniej wykorzystuje przyznany mu Fundusz Sprawiedliwości i z pieniędzy przeznaczonych na wsparcie ofiar przestępstw finansuje partyjne projekty, prawicowe media, inicjatywy narodowców, ale przede wszystkim przedsięwzięcia promujące jego partię. Konflikt w obozie władzy zmusił go do walki o przetrwanie w najbliższych wyborach, a do tego niezbędne jest wsparcie medialne. Wygląda na to, że Ziobro zamiast konkurować z Kaczyńskim o względy o. Rydzyka, sfinansuje budowę konkurencyjnego imperium medialnego. Właśnie zdecydował, że niemal całą pulę prawie 50 milionów złotych, środków, które miały otrzymać centra pomocy dzieciom ofiarom przemocy lub wykorzystania seksualnego, otrzyma Fundacja Profeto księży sercanów. Fundacja ta, prowadzona przez byłego księdza egzorcystę wsławionego atakiem na Harry’ego Pottera, za ponad 25 milionów złotych zbuduje nowy katolicki, konkurencyjny dla mediów Rydzyka ośrodek medialny, z salą widowiskową, studiami nagraniowymi, reżyserkami i pełnym wyposażeniem. Dla zmyłki ośrodek nazywać się będzie „centrum pomocy dla ofiar przestępstw”.
Co zrobi minister Czarnek z pulą środków, które oferuje mu projekt ustawy uchwalanej w celu „zwiększenia kompetencji ministra”? Nie wie tego nikt, może nawet z samym ministrem włącznie. Nie ma merytorycznej dyskusji dowodzącej potrzeby i korzyści płynących z nowego funduszu. Nie ma tam słowa o jakichś dodatkowych środkach na nowe projekty ministra i można podejrzewać, że prywatne pomysły ministra Czarnka finansowane będą z subwencji oświatowej, albo z puli na poradnie psychologiczno-pedagogiczne, które pewnie zostaną zlikwidowane. A kiedy w polskim sejmie brakuje sensownych argumentów, to marszałkini Witek włącza piąty bieg. Projekt jest oczywiście poselski, więc nie podlega obowiązkowi konsultacji społecznych i może być procedowany „z prędkością światła”. Na przeczytanie i przemyślenie ustawy posłowie mieli niespełna dwa dni, zamiast regulaminowych siedmiu. Łatwiej zgadnąć, na co minister Czarnek nie wyda milionów przekazanych mu do osobistej dyspozycji. Na pewno nie na zmiany w programach nauczania ani na pokrycie kosztów nowej koncepcji intensywnej nauki historii Polski, wyszarpanej z dziejów Europy. Bo formowanie obrazu świata według PiS i obowiązkowa indoktrynacja katolicka finansowane będą zapewne z dotychczasowych publicznych środków na oświatę. Tylko do wiosny 2020 roku ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego przekazało prawie 3,5 miliona złotych Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej oraz dwóm fundacjom związanym z o. Tadeuszem Rydzykiem. Lux Veritatis dostała 118 tys. zł w ramach „Działalności Upowszechniającej Naukę” na produkcję cyklu programów „Społeczna odpowiedzialność nauki”. Dotacje otrzymała też fundacja „Nasza Przyszłość” w ramach wieloletniego programu „Niepodległa”. A kilkanaście dni temu minister Czarnek podpisał list intencyjny w sprawie zakupu… pełnomorskiego statku badawczego, by „Polska miała historyczną możliwość przeprowadzania badań w obszarach koncesji poszukiwawczych na oceanach”.
Czy Minister Czarnek wyda przyznaną mu kasę na jakieś nowe programy? W ubiegłym roku wiodący projekt ministerstwa nazywał się „Godność, wolność, niepodległość” i służył „kształtowaniu postaw patriotycznych i obywatelskich przez włączanie uczniów, wychowanków i nauczycieli we wspólne świętowanie obchodów 100-lecia polskiej niepodległości (…) w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II, papieża Polaka w uzupełnieniu projektu MEN dodano moduł edukacyjny związany z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II w rozbudowanej grze edukacyjnej”… Obecnie minister Czarnek realizuje i współfinansuje projekt bardziej skomplikowany niż szkolna „gra w papieża”. To rządowy program „Za życiem”, który kosztować będzie kilkaset milionów złotych. Chodzi o przygotowanie informatora pocieszającego kobiety zmuszone do rodzenia dzieci śmiertelnie chorych lub martwych. Chodzi też o bliżej niezidentyfikowane wsparcie, np. „w zakresie informacji i poradnictwa na temat rozwiązań wspierających rodziny (…) w których przyjdzie albo przyszło na świat dziecko z nieodwracalnym upośledzeniem (…) albo w których dziecko umarło bezpośrednio po porodzie na skutek wad wrodzonych”. Chodzi też o wsparcie kobiet, „które po porodzie nie zabiorą do domu dziecka z powodu poronienia, urodzenia dziecka martwego, urodzenia dziecka niezdolnego do życia, urodzenia dziecka obarczonego wadami wrodzonymi albo śmiertelnymi schorzeniami”.
Na co więc minister od nauki i edukacji wyda miliony z puli przyznanej mu do wyłącznej dyspozycji? Może na upowszechnienie wśród młodzieży opinii, że Unia jest „tworem niepraworządnym”. Może na zapędzanie uczennic do kuchni i dziecinnego pokoju. Może na dowiedzenie, że LGBT to tylko modna choroba. Może na sfinansowanie codziennych mszy rozpoczynających lekcje we wszystkich szkołach. Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że do tej pory pan Czarnek nie miał przesadnie nabożnego stosunku do publicznych pieniędzy. Niemal od razu po objęciu urzędu, nie mając jeszcze rozeznania, kto w ministerstwie ma jakieś zasługi, wypłacił pracownikom Ministerstwa Edukacji Narodowej nagrody uznaniowe na łączną kwotę 682 749,57 zł. Wcześniej, roczna pula nagród w resorcie nie przekraczała kilkunastu tysięcy zł. Nagrody od Czarnka dostali wszyscy – od dyrektorów (po 73 046,23 zł) po sekretarki, kierowców i sprzątaczki (po 5 289,30 zł). Dlaczego? Czy samokrytycznie uznał, że nikt o zdrowych zmysłach nie pomoże mu realizować jego idee za darmo? Czy też dlatego, że mu po prostu wolno? Teraz będzie mu wolno jeszcze więcej.
Źródło koduj24.pl
Przegraliśmy Polskę, bo oddaliśmy ją bandzie partyjnych cwaniaczków, kombinatorów, i tak jak spod obcych zaborów, tak teraz uciekamy spod własnego. Pozostawiając za sobą państwo beznadziejnie chore, kalekie, zadłużone po uszy i zalane lukrem propagandy sukcesu. Polska to najbogatszy kraj na świecie. Wszyscy kradną i jeszcze trochę zostaje. Przedtem kradli łyżeczką, potem łyżką, a teraz chochlą. 
20 05 2021 Nowy stary ład.
Jeszcze nie zdołaliśmy się nacieszyć „Nowym Ładem”, a już go odwołano. Spieszmy się kochać łady, tak szybko odchodzą – chciałoby się w tym miejscu zacytować klasyka…Ale Ładu nie pochłonął wszechobecny u nas teraz pandemiczny bałagan. On tylko zmienił nazwę, z Nowego na Polski. I słusznie, bo tak naprawdę nie o nowe, czy zwłaszcza nowoczesne rozwiązania w nim chodzi. Porządki, które władza zapowiada, kusząc społeczeństwo Ładem, są co najmniej tak stare, jak endecja, tak więc teraz, po zmianie, przynajmniej w nazewnictwie wszystko się zgadza. Ład ma być Polski, aby – mówiąc ogólnie – Polska była Polską! Bo Polska to kraj dumny i piękny, i teraz trzeba zadbać o to, żeby był jeszcze dumniejszy i piękniejszy. Do tych zadań wyznaczony został, między innymi, minister Czarnek, który posprząta narodową oświatę, usuwając z niej resztki myśli liberalnej i lewackiej, a w zasadzie, to myśli jako takiej, czyli myślenia w ogóle. Bo polska szkoła w Polskim Ładzie ma być od krzewienia polskości właśnie. Mniej biogenezy na rzecz katechezy. Logiki na korzyść etyki. Chrześcijańskiej, co się rozumie samo przez się. No i – generalnie – mniej wszelkiej teorii, a więcej historii, która ma być teraz wykładana w wymiarze przynajmniej sześciu godzin tygodniowo. O czym będą się uczyć polskie dzieci? O katastrofie smoleńskiej. I o żołnierzach wyklętych. Czyli o wszystkich najważniejszych wydarzeniach z dziejów narodu, jakby ktoś pytał. A też o Unii Europejskiej, jaka to ona niepraworządna i w ogóle – niemoralna, odkąd Zachód porzucił Dziesięcioro Przykazań i postawił na Prawa Człowieka, które – przynajmniej według aktualnego ministra polskiej edukacji – nie istnieją. 
W naszej szkole będzie więc wiele o Przykazaniach i nic o Prawach. Zwłaszcza o prawach kobiet, bo to – znów według ministra – czysty satanizm. Zresztą w oświacie będzie – generalnie – więcej wiary ( i co z tego, że to oksymoron?) . Co tam zresztą „więcej”. Wiara będzie odtąd filarem i celem polskiej edukacji. W co, mianowicie? 
Po pierwsze, w Pana Boga, bo podstawowym celem polskiej szkoły ma być zapewnienie przyszłym pokoleniom szczęścia wiecznego, czyli wskazanie drogi do zbawienia. Tak uważa minister Czarnek, a jego słowo w epoce Polskiego Ładu stanie się oświatowym nakazem.
Po drugie – we właściwe autorytety, co w dobie zgubnego relatywizmu naszych czasów ma podstawowe znaczenie. Tak więc, nauczanie zostanie oparte na pismach Jana Pawła II oraz wywiadach prasowych Pana Prezesa I. Po zakończeniu edukacji uczeń polskiej szkoły powinien bez problemu uzasadnić, dlaczego Lech Kaczyński największym prezydentem był oraz wytłumaczyć wątpiącym, gdzie jest miejsce kobiety w społeczeństwie, i dlaczego w kuchni. Mówiąc inaczej – jednym z najważniejszych, choć nie do końca nazwanych wprost, zadań Polskiego Ładu ma być wprowadzenie edukacji wyznaniowej. Wyznaniowe ma być zresztą – generalnie – polskie państwo, ubogacone wiarą w Kościół i Partię (wiadomo jaką). Taki to będzie Polski Ład. 
Takie właśnie, rozmodlone i upartyjnione, ma być kochane przez obywateli, ponieważ Polska jest piękna, a będzie jeszcze piękniejsza. Zwłaszcza, jak już odbuduje się, po raz kolejny zapowiedziane w programie Ładu, zamki kazimierzowskie. Które wydadzą się zresztą jeszcze piękniejsze na tle milionów 70-metrowych domków z – koniecznie, bo ustawowo – płaskimi dachami, wzniesionych sposobem gospodarczym przez obywateli. Bo ci, co nie zechcą czekać na obiecany milion nowych mieszkań, dzięki Ładowi będą je sobie mogli postawić sami, z bloczków ytong, gdziekolwiek zechcą. Bez papierologii – zgód, warunków i w ogóle wszelkiej biurowej mitręgi. A też bez architekta i kierownika budowy.
No i Ładnie. Będzie zresztą jeszcze cudniej, bo z krajobrazu, gdzie przybędzie domków, znikną fabryki, kominy i inne nieprzyjemne dla oka obiekty przemysłowe. One, niemal w komplecie, przeniosą się bowiem niebawem do Unii, a głównie do pobliskich Czech. A to z powodu zapowiadanych w Ładzie wyższych podatków dla przedsiębiorców. Ale spokojnie. Unia sypnie groszem, więc starczy i na Port Lotniczy w Baranowie i na przekop Mierzei. Może tylko zabraknie paru groszy na lecznictwo, no ale twórcy Ładu pokonali ów problem zapowiadając zwiększenie wymiaru składki zdrowotnej. I likwidację ulgi na nią.
Elegancko uporawszy się z kwestią mieszkaniową i problemem niedoinwestowanej służby zdrowia państwo postanowiło też uzupełnić popandemiczne deficyty demograficzne. Bo wyszło na to, że umieralność w dobie covidu mamy najwyższą na świecie. Toteż będą dodatkowe zachęty do posiadania kolejnych dzieci. Ma się rozumieć – finansowe. Następne Pięćset a nawet Tysiąc Plus na drugie, trzecie i dalsze dzieci w rodzinie. I jeszcze ulga na domek. Tak więc – będzie przepięknie. W tej sytuacji strach myśleć, ile potrwa, nim będzie normalnie.
Źródło koduj24.pl
Nowy Ład jeszcze nie wszedł w życie, a już rząd wprowadza w nim poprawki, które zatrzymają zapewne euforię co niektórych. Zapisz się do PiS-, a otrzymasz wsparcie, dofinansowanie!?
Budowa domu do 70 m2 bez pozwolenia to pomysł na slumsy w Polsce!? Płaski dach to oszczędność terenu, bo na nim można postawić kolejny dom!?
Rząd PiS chce wyhodować nowych obywateli. Wkrótce uczniowie w ramach zajęć z wychowania patriotycznego pojadą na wycieczkę szlakiem żołnierzy wyklętych, nauczą się strzelać, zamarzą o śmierci za ojczyznę. A wszystko to w myśl hasła Więcej patriotyzmu w szkole. Pacierz zawsze przed rozpoczęciem lekcji. Ot i cała a może dopiero początek reformy szkolnictwa po PiSowsku. 
16 05 2021 Od starego nieładu do nowego ładu.
Pandemia słabnie, ale koronawirus ani myśli nas opuścić. Organizacyjny chaos w służbie zdrowia przeistoczył się w zamęt szczepionkowy. W statystyce zgonów Polska umacnia się w ścisłej światowej czołówce, umierają kolejni ludzie, którzy nie powinni umrzeć. O wprowadzaniu i luzowaniu rygorów sanitarnych nie decydują epidemiolodzy, tylko wola prezesa i słupki poparcia. Polską administrują przypadkowi ludzie, którym lojalność zastępuje kwalifikacje i doświadczenie. Kasa państwowa, oskubywana przez cwanych prominentów, świeci pustkami. Na jaw wychodzą kolejne przekręty pazernych funkcjonariuszy partii władzy. Unia traci cierpliwość i coraz realniej myśli o wdrożeniu reguły „fundusze za praworządność”, a europejski trybunał lada dzień rozłoży na łopatki całą reformę Ziobry. Rządzący ogłaszają, że nie wiąże ich prawo międzynarodowe. Krajowe już od dawna ich nie wiąże. Bezkarność rodzi kolejne afery, skrzętnie zamiatane pod dywan. NIK ogłasza, że premier i rząd świadomie sprzeniewierzyli 76 mln zł. W koalicji rządzącej wciąż tli się zarzewie konfliktu grożącego rozłamem…
W takich oto okolicznościach Prawo i Sprawiedliwość z pompą i fanfarami ogłasza Wielki Plan, zastępujący dotychczasową Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju, która już im się znudziła. Nowy projekt, podobnie jak wszystkie dotychczasowe autorstwa PiS, ma zapewnić Polsce niespotykany dotąd rozwój, a obywatelom powszechną szczęśliwość. Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Wszystko dla wszystkich, dla każdego coś miłego. Przeszedłem całą drogę – od obecnej ponurej rzeczywistości do raju na ziemi opisanego na 130 stronach „Polskiego Ładu” (pis.org.pl). Podczas lektury pobrzmiewał mi w głowie stary przebój niezapomnianych Wałów Jagiellońskich, skopiowany z masowych pieśni śpiewanych w najczarniejszym okresie komuny: „A przed nami większe cele, / a przed nami nowy świat. / Razem młodzi przyjaciele / zbudujemy nowy ład./ Hej, młoty, do roboty!…”. Nic dziwnego, że nie jestem w stanie zrecenzować owego epokowego dokumentu. Łatwo się wzruszam i nie dysponuję odpowiednim zasobem odpowiednich przymiotników. 
Ograniczę się do zatem do kilku uwag.
Ten projekt miał się pierwotnie nazywać „Nowy Ład”. Ktoś przytomny (zdarzają się tacy również w PiS) zauważył jednak, że nazwa w tak lakonicznej formie zaprowadzić może obywateli do skojarzenia, że Nowy Ład ma zastąpić dotychczasowy Stary Nieład. Potem jakiś fan Gwiezdnych Wojen wyraził opinię, że ten Ład jest bez ładu i składu i lepsza będzie „Nowa Nadzieja”. Wreszcie któryś z zawodowych patriotów zaproponował, by zostawić „ład”, słowo niemal archaiczne, ale miłe uszom prezesa, dodając jednak przymiotnik „polski”, upss… „Polski”, oczywiście. Po pierwsze dlatego, że to co narodowe, automatycznie staje się mniej podejrzane, a po drugie po to, by odsunąć domysły, że projekt realizowany będzie za unijne, a nie pisowskie pieniądze, rozdawane Polakom z poczucia sprawiedliwości dziejowej i z dobroci serca Pierwszego Patrioty.
Reakcje polityków na pomysł rządzących, jak odwrócić uwagę od kompromitujących władzę afer oraz od bałaganu w kraju i we własnych szeregach, są… jakby to powiedzieć… niepokojąco wyważone. Tylko Koalicja Obywatelska dostrzega rzeczywiste intencje autorów projektu. Wśród komentatorów „Polskiego Ładu” (taką ostatecznie nazwę zobaczyć można na stronach rządowych), przeważają opinie z cyklu: ciekawe, ale zobaczymy, czy sprawdzi się w praniu. „Na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle, ale trzeba policzyć, jak to sfinansować”. „Sporo korzystnych rozwiązań, ale czy wszystkie da się zrealizować?”.
Ostrożną akceptację dla wielu pomysłów PiS deklaruje PSL i partia Hołowni. Krok dalej idzie Lewica. Krzysztof Gawkowski ocenia, że jest w tym programie „kilka ciekawych pomysłów, kilka zgodnych z programem Lewicy„ które mógłby wspierać. To są ustawy Lewicy, nie trzeba pisać nowych! – dodał szef klubu parlamentarnego Lewicy… Natomiast poseł tej formacji Maciej Konieczny deklaruje wprost, że ponieważ niektóre propozycje PiS są zgodne z ich programem, to jego ugrupowanie nie wyklucza współpracy na tym polu.
Nie wiem, czy w ten desperacki sposób Lewica dowodzi, że jednak miała rację paktując z autorami największego bezprawia wolnej Polski, czy też na złość konkurentom z opozycji odmraża sobie drugie ucho. Mam nadzieję, że zanim rozpocznie zapowiadaną współpracę w realizacji projektu przypomni sobie dotychczasowe doświadczenia współpracy PiS z opozycją i rozważy kilka argumentów. Choćby na przykład takich: W sieci krąży lista prawie 100 obietnic rzuconych Polakom pod nogi przez najważniejszych funkcjonariuszy i nominatów formacji Kaczyńskiego. Większości dotąd nie zrealizowano, a wielu nie zrealizuje się nigdy. Długa jest też lista uroczyście zapowiadanych projektów – mieszkaniowych, drogowych, produkcji aut elektrycznych, floty promów, chmary dronów i wielu jeszcze, ogłaszanych tak jak obecnie pod bezczelnie kłamliwym hasłem „my dotrzymujemy słowa”. Internetowi statystycy gromadzą kłamstwa najważniejszych osób w państwie, którzy w interesie swojej formacji i dla utrzymania władzy gotowi są oszukiwać Polaków, nawet ryzykując ich zdrowie i życie, jak w przypadku ogłoszenia kresu pandemii przed wyborami, by zyskać głosy seniorów.
Znamienici ekonomiści komentujący na gorąco „Polski Ład” nie widzą możliwości sfinansowania tego projektu. Wbrew zapowiedziom rządu nie da się tego zrobić z funduszy unijnych. Po pierwsze, nie wiadomo, czy dotacje nie zostaną wstrzymane, skoro rządzący demonstracyjnie lekceważą wyroki TSUE i nie zamierzają wycofać się z legislacyjnego bezprawia. Po drugie, pieniądze unijne, których wydatkowanie poddane będzie tym razem ścisłej kontroli, tylko w niewielkim stopniu służyć mogą „konsumpcji” i bezpośredniemu rozdawnictwu, które od początku preferuje ta władza, licząc na wdzięczność wyborców. Po trzecie, mimo ustaleń z Lewicą rząd PiS nie czuje się zobligowany do sprawiedliwego podziału środków i dotacji, i z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że konfitury znów skierowane zostaną cichcem do „swoich” regionów, do swoich ludzi, do zwykłych złodziei rozzuchwalonych bezkarnością, do pazernych kombinatorów oraz do Tadeusza Rydzyka i Daniela Obajtka.
Kolejny projekt PiS może przysporzyć koalicji rządzącej wielu zwolenników. Nigdy dotąd żadna władza nie obiecała Polakom tak wiele. Dla żyjących w informacyjnej bańce, skazanych na propagandę lokajskich mediów zawłaszczonych przez PiS, Polski Ład to wielka szansa na społeczny i materialny awans, wręcz rewolucja w ich życiu. Czy opozycja potrafi wyartykułować tak donośny głos prawdy i zdrowego rozsądku, by wygrać z partyjną indoktrynacją, by obnażyć miałkość i rzeczywisty charakter projektu, obrać go z bogatych szat i pokazać, że PiS jest nagi? Coraz bardziej wątpię. Jak nieraz już w historii bywało, cała nadzieja w ludziach myślących i przyzwoitych.
Źródło koduj24.pl
Nowy ład, znaczy się ciąg dalszy obiecanek cacanek bo....przecież tych pieniędzy z FO już dawno nie ma, tak tak Morawiecki już je wydał!? Niemożliwe, nie dla Mateusza, on potrafił wybudować dom w którym się urodził!? Za Gierka taki wierszyk był popularny: "Nie cieszta się osły, że wam pensje podrosły, ja ceny podwoję i tak wyjdę na swoje”. Pamiętacie jak jeszcze nie dawno latał z grubą książką „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, no i co coś z tego zrealizował!? Nic tylko podatki podniósł, i wprowadził nowe!? 
15 05 2021 Premier poświęcił swego przyjaciela. Kulisy dymisji prezesa banku PKO BP Zbigniewa Jagiełły.
Szef państwowego giganta PKO BP Zbigniew Jagiełło — wieloletni przyjaciel premiera — został zmuszony do dymisji, bo władze PiS chcą mieć większą polityczną kontrolę nad pieniędzmi banku i jego kadrami. Jako pretekst do ataku na Jagiełłę została wykorzystana finansowa operacja sprzed lat, która rykoszetem może uderzyć w kolejnych ludzi Morawieckiego. Premier traci współpracowników, ale wciąż wierzy, że uda mu się ocalić własną skórę.
Kluczowa gra toczy się o polityczną kontrolę nad wydawaniem unijnych pieniędzy. Do tej pory pierwsze skrzypce w finansach grał Morawiecki i jego ludzie.
Teraz kontrolę nad pieniędzmi chcą przejąć politycy z centrali PiS. Jagiełło był solą w oku dla większości polityków PiS, dla których posady w państwowych spółkach są naturalnym partyjnym łupem. W tym sensie Jagiełło był dla nich człowiekiem Platformy i jej gospodarczego guru Jana Krzysztofa Bieleckiego. Rzeczywiście to dzięki związkom z Bieleckim Jagiełło dostał posadę prezesa PKO BP już za pierwszej kadencji rządu Tuska — jesienią 2009 r. Pamiętać należy, że w tamtym czasie Morawiecki jako prezes prywatnego banku BZ WBK także był blisko Platformy, od 2010 r. zasiadał w Radzie Gospodarczej przy premierze.
Jednak pracując z Platformą, Morawiecki grał na dwa fronty. Dzięki swemu dobremu znajomemu, europosłowi PiS Ryszardowi Czarneckiemu nawiązał kontakty z wiceszefem PiS Mariuszem Błaszczakiem, a w finale — z Jarosławem Kaczyńskim. Tajemnicą poliszynela jest to, że Morawiecki przez Jagiełłę upychał w PKO BP swoich ludzi — w ten sposób do banku trafił m.in. syn Ryszarda Czarneckiego, obecny poseł PiS Przemysław Czarnecki. Także obecny szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk trafił za czasów Platformy do PKO BP — w latach 2012–2015 był doradcą Jagiełły. Skrzętnie unika podawania tego w życiorysach. Platforma po aferze taśmowej zaczęła tonąć. Morawiecki też został nagrany przez kelnerów w knajpie u Sowy, m.in. podczas biesiad z Jagiełłą oraz Krzysztofem Kilianem, przyjacielem Tuska i Bieleckiego. Morawiecki wyszedł z tego skandalu bez szwanku z prostego powodu — taśmy z jego rozmowami nie zostały ujawnione w pierwszych publikacjach dotyczących tej sprawy.
Jagiełło, jak każdy prezes dużej państwowej spółki, płacił polityczny haracz — finansował prawicowe media, sponsorował imprezy środowiska PiS, opłacał nagrody. Wkrótce po dojściu PiS do władzy — wiosną 2016 r. — Jagiełło uznał, że musi zasponsorować Nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego dla konserwatywnych twórców. Wcześniej, za rządów Platformy, takiej potrzeby nie czuł, choć nagroda została stworzona w 2011 r. W związku z tym prezes dał 100 tys. zł nie tylko laureatowi za 2016 r., ale także wszystkim poprzednim.
Dopóki Morawiecki rósł w siłę, partia zgrzytając zębami, akceptowała taką sytuację. Tyle że w ciągu ostatnich miesięcy premier wyraźnie osłabł. Błędy w zwalczaniu pandemii, nieudane, skażone naruszaniem prawa wybory korespondencyjne, walka ze Zbigniewem Ziobrą — Morawiecki jest dziś w poważnym kryzysie. Jesienią minionego roku stracił właściwie ostatniego poza Kaczyńskim protektora — wiceszefa PiS Adama Lipińskiego, który odszedł z partyjnej polityki na emerytalną synekurę do zarządu Narodowego Banku Polskiego. Premier próbował się jeszcze ratować, tworząc Radę Doradców Politycznych, do której wciągnął bliskich ludzi Kaczyńskiego, by pozyskać ich wsparcie. Tyle że fasadowość tej rady biła po oczach.
Właśnie tę słabość premiera postanowili wykorzystać jego wrogowie, naciskając na pozbycie się Jagiełły i wprowadzenie w PKO BP porządków na modłę innych spółek skarbu państwa, którymi w praktyce zarządza partia. Morawiecki dostał ultimatum: albo skłoni Jagiełłę do dymisji, albo Jagiełło zostanie odwołany przez radę nadzorczą przy okazji rozliczenia roku finansowego. Jagiełło zrozumiał, że to koniec i podał się do dymisji.
Przejęcie Nordei jako pretekst do czystki ma dodatkową zaletę — można uderzyć jeszcze jednego człowieka premiera. Chodzi o Pawła Borysa, szefa Polskiego Funduszu Rozwoju, przez który płynie pomoc dla firm dotkniętych pandemią. Przed przyjściem do rządu Borys pracował w PKO BP i — jak twierdzą spiskowcy — był jednym z autorów fuzji.
Borys, tak jak Jagiełło, na celowniku jest od co najmniej kilku miesięcy. Niedawno "Wiadomości" zaatakowały go, sugerując, że odpowiada za nieprawidłowości przy rozdzielaniu antykryzysowych pieniędzy z tarcz — ilustracją był gang sutenerów, którzy dostali państwowe dofinansowanie.
Jednocześnie politycy Solidarnej Polski zarzucają Borysowi promowanie w spółkach skarbu menadżerów z czasów Platformy. Rzeczywiście Morawiecki i jego ludzie czasem sięgali po ekspertów współpracujących w przeszłości z PO. Dla przykładu to dzięki Morawieckiemu do zarządu PKO BP trafił Rafał Antczak w przeszłości ekspert gospodarczy Platformy i współpracownik fundacji założonej przez Leszka Balcerowicza. Po odejściu Jagiełły w politycznym światku spekuluje się, że Borys jest kolejnym, który poda się do dymisji, bo zostanie do niej zmuszony.
Kluczowa gra toczy się o właśnie polityczną kontrolę nad wydawaniem unijnych pieniędzy. Do tej pory pierwsze skrzypce w finansach grał tercet Morawiecki–Jagiełło–Borys. Teraz kontrolę nad pieniędzmi chcą przejąć politycy z centrali PiS. W partii żywe jest przekonanie, że od tego, jak się tym strumieniem pokieruje, zależeć będą wyniki kolejnych wyborów. Dlatego Jagiełło musiał odejść, dlatego trwa polowanie na Borysa. A premier? Według informacji Onetu wierzy, że zrzucając z sań kolejnych współtowarzyszy, sam ocali skórę. Wierzy nawet, że wciąż ma szansę na posadę wiceprezesa PiS. Ale nawet jeśli Morawiecki wytrwa do wyborów, to będzie coraz słabszy. A w finansach miejsce jego ludzi zajmie partyjny aparat PiS.
Źródło onet.pl
W imię czego Morawiecki poświęcił swojego długoletniego przyjaciela!? Czyżby chodziło o odwołanie premiera, który nie jest z PiS- u!?
I o co ta kłótnia, przecież tych pieniędzy z FO już dawno nie ma, tak tak Morawiecki już je wydał!? Niemożliwe, nie dla Matołusza, on potrafił wybudować dom w którym się urodził!?
09 05 2021 Makaron na uszy czyli ciemny lud to kupi.
Dzięki premierowi Morawieckiemu i Zjednoczonej Prawicy Polska wyrwała Unii największą w historii dotację dla Polek i Polaków, za którą rząd dokończy naprawę zrujnowanej przez PO Rzeczpospolitej i zaspokoi wszelkie potrzeby obywateli. Przesłany do Brukseli projekt uchwały ratyfikującej Plan Odbudowy, sporządzony wraz z samorządami i z udziałem lewicy, jest dokumentem ostatecznym a jego ratyfikacja to zwykła formalność. Europejski Trybunał Praw Człowieka głęboko się myli nazywając dublerami trzech sędziów nominowanych podczas rządów PiS i twierdząc, ze wyroki z ich udziałem nie są wyrokami. A już wręcz skandaliczna jest opinia rzecznika generalnego TSUE, że zmiany w polskim prawie dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów są sprzeczne z prawem unijnym, bo tym samym unijny sąd staje w obronie sędziów nieudaczników, niegodnych i przestępców. Tak ludzie władzy komentują najważniejsze wydarzenia ostatniego tygodnia. Kłamliwie, naiwnie, głupio, irytująco. A co myślą naprawdę? Żeby się tego dowiedzieć nie trzeba aplikować im serum prawdy. Wystarczy pozbierać wypowiedzi prominentów wygłaszane we własnym gronie, kwestie wyłapane czułymi mikrofonami dziennikarzy niezależnych stacji, myśli publikowane przez nich samych na FB i ich cytaty niechcący puszczone w życzliwych sobie mediach.
WOKÓŁ FUNDUSZU ODBUDOWY
Przez cały tydzień oglądaliśmy spektakl według scenariusza i w reżyserii Jarosława Kaczyńskiego pod roboczym tytułem „jak skłócić i podzielić opozycję, zyskując przy tym kilka procent sondażowego poparcia”. Majstersztyk polegał również na wykreowaniu obrazu, w którym ludzie PiS to prawdziwi, nieudawani patrioci, nadzwyczajnie troszczący się o interesy Polaków, w odróżnieniu od Platformy, która „nie chciała” miliardów dla Polski. Udało się też schować ministra Ziobrę i stłumić konflikt w szeregach pokłóconej prawicy, rozdmuchując niesnaski w szeregach przeciwników. Przy okazji rządzący objawili się jako pragmatyczni negocjatorzy zaprzeczając opinii o antyunijnych autorytarnych oszołomach, którzy nie chcą rozmawiać ani z opozycją, ani z Unią. Taki jest oficjalny, propagandowy obraz sytuacji przed drugim odcinkiem spektaklu, już w scenerii Senatu. A co mówią o tym między sobą sami prominenci władzy? Co powiedzieliby, gdyby jakimś cudem zaczęli mówić prawdę?
Ziobro ma sporo racji. Niby pomocowe pieniądze unijne, a szczególnie te stanowiące wspólny kredyt, który trzeba będzie solidarnie spłacić, z daleka śmierdzą przyspieszoną integracją państw UE. A do tego dopuścić nie można, bo im bardziej zacieśnią się związki Polski z Europą, tym częściej i skuteczniej przeszkadzać będzie ta Europa w kontynuacji naszej dobrej zmiany, która w gruncie rzeczy polega na tym, żeby raz zdobytej władzy nigdy nie oddać. Z drugiej strony jednak nie można było zrezygnować z tych miliardów, bo w kasie państwa pusto, a wyborcom trzeba będzie podsypać grosza przed wyborami. Nie można też, przynajmniej na razie, trzasnąć unijnymi drzwiami, bo Polacy jeszcze nie dojrzeli do polexitu i słabo reagują na nasze próby obrzydzania im wspólnej Europy. Dlatego trzeba zrobić tak: po pierwsze – oblepić Polskę plakatami, wychwalającymi Morawieckiego i PiS za wyrwanie Unii 770 mld zł, największej w historii dotacji. To oczywiście kant, bo większość tej kwoty czyli 100 mld euro jest planową dotacją budżetową przypadającą na Polskę, a reszta to Fundusz Odbudowy, gdzie 32 mld jest pożyczką. Po drugie, trzeba rozważyć, czy nie powinniśmy skorzystać tylko z tej puli, która – jak słusznie powiedział Ziobro – należy nam się jak psu zupa. A wspólnych pożyczek, które stworzą nam jakieś nowe zobowiązania i grożą widmem ściślejszej integracji, wcale nie musimy brać. Chyba że uda się tak zrobić, żeby te pożyczki spłacały samorządy. I to jest po trzecie. Bo jak nieprzychylne samorządy się przewiozą na nadmiernych kredytach, to wyborcy ich rozliczą, a my do bankrutujących miast wstawimy swoich komisarzy…
ROZMAWIAMY, ALE BĘDZIE, JAK MY CHCEMY
Samorządowcom, związkowcom i społecznikom, których władza łaskawie dopuściła do negocjacji, zdawało się, że skutecznie walczą o lepsze i bardziej sprawiedliwe warunki dystrybucji unijnych pieniędzy. Czarzastemu i Zandbergowi zdawało się, że premier skwapliwie akceptuje wszelkie ich postulaty. Polakom zdawało się, że odbywają się jakieś konsultacje społeczne, które dają szansę, by tym razem unijne wsparcie nie było dzielone po uważaniu w proporcji 10 do 1 na korzyść samorządów rządzonych przez PiS. Tyle że negocjacje i rozmowy prowadzone były (i nadal są) w sytuacji, gdy koncepcja wydania unijnej kasy od dawna jest już gotowa. Wiceminister Waldemar Buda, referujący w Sejmie projekt uchwały ratyfikującej Plan Odbudowy, wyjaśnił, że przesłany do Brukseli Krajowy Plan Odbudowy jest dokumentem ostatecznym i nie ma możliwości wprowadzenia w nim poprawek, natomiast sama ratyfikacja to tylko formalność. Ale niedługo potem marszałek Witek rozpoczęła głosowanie nad poprawkami do Planu. Po co, skoro podobno nic w nim nie da się zmienić? Równocześnie z Brukseli dobiegło wyjaśnienie, że z prawnego punktu widzenia ustawa ratyfikacyjna wcale nie jest powiązana z KPO, a rozsądne doń poprawki są wręcz wskazane. Nad „niewzruszonym” planem wciąż trwają konsultacje ze Związkiem Miast Polskich i Unią Metropolii Polskich. Okazuje się, że plan zawiera szkolne błędy – np. w tej samej sprawie rząd występuje raz o 10 mld, a w innym miejscu o 12 mld, natomiast ludzie w wieku do 74 lat są u nas w wieku produkcyjnym… Warto więc spytać, co tak naprawdę mógłby nam powiedzieć wiceminister od infrastruktury, świadomy, że jego łgarstwo ma tak krótkie nogi, że przewróci się jeszcze na tym samym posiedzeniu Sejmu?
– Odkąd lewica obiecała nam, że zagłosuje tak, jak chcemy, sprawa jest zamknięta. Jeszcze dla niepoznaki negocjujemy jakieś wdrożenia, ale z chwilą, gdy kupili nasze obietnice, klamka zapadła. Teraz już kasa musi być nasza. I niech wam się nie zdaje, że możecie jeszcze coś zmienić w Senacie. Oprócz lewicy jest przecież PSL. Ale najważniejsze, że do wyborców dotarł przekaz – PO nie chce miliardów i rozpoczęła wojnę z lewicą, a jak przegrała głosowanie, to na złość opóźniać będzie ratyfikację, aby Polki i Polacy dostali swoje pieniądze później, niż powinni. Ale my nie dopuścimy do tego!
OBCE SĄDY NIECH SIĘ GONIĄ!
Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że Polska naruszyła art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje prawo do sprawiedliwego procesu, bo Trybunał Konstytucyjny z dublerem w składzie nie jest sądem ustanowionym zgodnie z przepisami. A nie jest, bo prezydent Duda i Sejm nominując trzech nielegalnych sędziów „bezprawnie wpłynęli na TK”. Wyrok otwiera drogę do dalszego skarżenia Polski za orzeczenia wydawane z udziałem dublerów i dochodzenia odszkodowań (dotyczy to również wyroku ograniczającego aborcję). A to jeszcze nie koniec międzynarodowego blamażu Polski, bo niemal równocześnie rzecznik generalny TSUE wydał opinię, że zmiany w polskim prawie dotyczącym systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów są sprzeczne z prawem unijnym. Jeśli tak orzeknie cały Europejski Trybunał Sprawiedliwości, to wysadzi w powietrze „reformę PiS”. Co na to rządzący? Tym razem nie ma się czego doszukiwać, władza mówi w tej sprawie otwartym tekstem:
„Europejski trybunał bez podstawy prawnej i poza kompetencjami wydał wyrok w sprawie składu polskiego Trybunału Konstytucyjnego” – oświadczyła mgr Przyłębska, prawniczy autorytet, któremu TSUE czy ETPCz może buty czyścić. Oczywiście opinie prezes Przyłębskiej są zbieżne z oceną prezesa Kaczyńskiego, któremu obuwie glansować powinny wszystkie sądy świata. Również minister Ziobro, który w przeszłości wielokrotnie kwestionował werdykty europejskich trybunałów, teraz przychyli się do opinii pani prezes, że „wyrok stanowi rażące naruszenie prawa i nie znajduje jakiejkolwiek podstawy w aktach prawa międzynarodowego konstruujących status Trybunału w Strasburgu”. Mówiąc bez ogródek „wyrok nie wywołuje żadnych skutków w polskim porządku prawnym” i wywoływać nie może, bo wtedy unieważni wszystkie dotychczasowe osiągniecia reformy sądownictwa. W przypadku przegranych wyborów dzisiejsza zgoda na okrojenie uprawnień wyznaczanych przez PiS sędziów, grozi rozliczeniem obecnych decydentów przez tych, których mianowali ich wrogowie…
W opinii wielu rozumnych komentatorów formacja Kaczyńskiego jest na najlepszej drodze do zapewnienia sobie trzeciej kadencji, a biorąc pod uwagę, na co ich stać dla rozszerzenia swojej władzy, przyszłość Polski maluje się w ciemnych barwach. Chyba że opozycji uda się dotrzeć do tej jednej trzeciej obywateli, która wciąż daje się nabierać na propagandę PiS. Chyba że uda nam się ujawnić i uwiarygodnić to, co tak naprawdę myślą rządzący o Polsce i Polakach.
Źródło koduj24.pl
Lewica uratowała rząd Morawieckiego. Budka z duetem Kosiniak, Kamysz mieli już przygotowane wotum nieufności w związku z utratę przez PiS większości w Sejmie!? No ale Czarzasty zameldował panie prezesie zadanie wykonane!?
30 kwietnia rząd czyli najważniejszy organ władzy wykonawczej przesłał do UE ostateczną wersję Krajowego Planu Odbudowy. Dlaczego warto o tym mówić? Bo dokument ten ani przez chwilę nie podlegał kontroli parlamentu!!! A zawiera przecież rozwiązania skutkujące możliwością nakładania nowych podatków na Polaków przez organy UE z pominięciem polskiego parlamentu. 
06 05 2021 Budka w wojennym amoku.
Tego można się było spodziewać. Po roku walki o dostęp do koryta pod tytułem Polska – wódz naczelny totalnej opozycji nie tylko obudził się z ręką w nocniku ale został oblany ciepłym moczem. I to przez KOGO? Przez koalicjanta, który tandemowi Budka-Trzaskowski miał zapewnić 276 głosów w Sejmie! I choć od ogłoszenia przez Budkę „Koalicji 276” minęły zaledwie 3 miesiące – PIS wygrał głosowanie w Sejmie w sprawie Funduszu Odbudowy aż 290 głosami! I chociaż Budka usiłuje jeszcze straszyć Polaków Kopertnikiem, który wywróci stolik z Funduszem Odbudowy - jest już pewne, że Budce nie uda się już kierować totalną opozycją. Ale opozycją teatralną – jak najbardziej. W teatrze Budki marszałek Grodzki wystąpi więc w ostatnim akcie domagając się, aby Sejm uwzględnił w rozdziale kasy, także fundusze na odbudowę pozycji samorządowców. Bo każde dziecko w Polsce już wie, że prawdziwe pieniądze zarabia się w samorządach. Taki poseł Platformy Obywatelskiej jak Robert Kropiwnicki wszystkiego czego się w życiu dorobił, to z pracy w spółce samorządowej. I choć Kropiwnicki zarabiał w tej spółce zaledwie 5,5 tys. złotych – stać go było na zakup 9 (słownie: dziewięciu) mieszkań, z których jedno wynajmował samorządowej agencji towarzyskiej! Tych mieszkań nie dorobił się z uposażenia posła RP!
A taki szef małej Sycylii – Budyniem zwany? On także nabył 7 (słownie: siedem) mieszkań i stał się posiadaczem 32 kont bankowych dzięki ciężkiej pracy w samorządzie. Wprawdzie radość z tego gigantycznego majątku ma dziś wdowa po Adamowiczu – ale wszystko pozostało w familii.. A z czego, jak nie z Funduszu Odbudowy mogą być realizowane wielkie przedsięwzięcia inwestycyjne samorządów takie, jak kolejna Strefa Relaksu na parkingu przed magistratem Warszawy? Albo zimowa plaża nad Wisłą, piaskownica w środku miasta Gdańska, że nie wspomnę o zakupach dzieł sztuki, jak Rydwan dla prezydentessy Dulkiewicz?
Z czego samorządowcy opłacą parady gejowskie, gdy minie epidemia i zrobi się tak ciepło, że będzie można zdjąć majtki? Dlaczego samorządy mają być pozbawione funduszy na budowę tak oczekiwanych hosteli dla pederastów i transwestytów? Przecież nie da się wszystkiego pokryć ze zwiększonych opłat za wywóz śmieci!  Każdy ma przecież świadomość, że rozwój nowoczesnego społeczeństwa LGBT kosztuje. Jak na czele parodii Bożego Ciała może się pojawić Rafał Trzaskowski czy Ola Dulkiewicz – nie zapewniając wcześniej organizatorom parad należnego im sponsoringu? Przecież to dzięki dofinansowaniu z budżetu Warszawy „Strajk Kobiet” i Lemparcica mają godną siedzibę w samym centrum stolicy! Stąd można kierować oddziałami wściekłych macic i wzywać rząd, żeby w……..lał !
Borys Budka, jako wybitny strateg teatralnej opozycji zapewne przygotował kolejne spektakle, po których upadnie reżim pisoski. Bo przecież Platforma nie może dopuścić, by maltretowany przez reżim opozycjonista Sławomir Nowak znowu trafił do pierdla! A przecież Sławomir N. także garściami korzystał z funduszy unijnych, jako minister transportu. Niedowiarkom przypomnę więc pouczające zdarzenie dotyczące dostępu Platformy Obywatelskiej do koryta. Sławomir N. został zaproszony do Francji przez ówczesnego ministra transportu Republiki Francuskiej. Po zwiedzeniu Paryża, Sławomir N. został zaproszony na kolację w rezydencji ministra. Oczarowany jej wielkością i wyposażeniem, Sławomir N. zapytał ministra, w jaki sposób dorobił się tak wspaniałej posiadłości? Minister transportu Francji poprosił Sławomira na taras:
- Widzisz Slavomir tę autostradę na horyzoncie? – zapytał gościa z Polski
- No widzę….- odpowiedział Sławomir N.
- No wiesz… Autostrada według projektu miała mieć po trzy pasy w każdą stronę – wyjaśnił minister pochodzenie swojego majątku.
Minęły zaledwie dwa lata, gdy to Sławomir N. zaprosił swego odpowiednika z Francji do odwiedzenia Polski. Gdy gość z Francji po wykwintnej kolacji zapytał, jak Sławomir N. dorobił się jeszcze bardziej luksusowej posiadłości – Sławomir N. a zarazem prawa ręka Donalda Tuska poprosił go na taras:
- Widzisz Andre tę autostradę na horyzoncie? – zapytał gościa z Francji.
- Nic nie widzę?! – odpowiedział Francuz zgodnie z prawdą.
- No właśnie…- odpowiedział Sławomir N.
Wojna Budki z PISem nie dotyczy więc tylko obalenia rządu PIS. Ona dotyczy dostępu Platformy Obywatelskiej do rozdziału funduszy europejskich po to: ŻEBY PLATFORMA OBYWATELSKA ROSŁA W SIŁĘ, A LUDZIOM PLATFORMY ŻYŁO SIĘ DOSTATNIEJ!
Źródło: niepoprawni.pl
04 05 2021 Babcia Kasia. Maleńka jesteś Wielka.
Jest niewysoka, drobna. – Metr pięćdziesiąt w kapeluszu – mówi ze śmiechem.
Fizycznie nie jest tytanem, ale ma dużo tej wewnętrznej energii, która każe ludziom walczyć do upadłego o to, żeby było normalnie.
Ma 65 lat i cały boży dzień zajęty, bo trzeba przecież praworządności w Polsce bronić, a to czasochłonne! Jak ją „zawijają” policjanci wcale się nie boi. – Jestem na nich wściekła – przyznaje. Zna parę języków obcych i od kilkunastu lat nie ma telewizora. Za to w telewizji pokazują ją często, ostatnio bardzo często, bo stała się niejako symbolem obywatelskiej walki o Polskę i normalność w niej. – Żadna ze mnie gwiazda! – zastrzega.
O kim mowa? Oczywiście o Katarzynie Augustynek, zwanej pieszczotliwie Babcią Kasią.
Pani Katarzyna to ciepła i otwarta osoba.
Rozmawiając z nią aż trudno uwierzyć, że to ona miała ostatnio, bo 21 kwietnia, pod gmachem Sądu Najwyższego nie tylko znieważać, ale też niemal pobić trzech rosłych policjantów. – Kochać to ja ich tam nie kocham – przyznaje 65-latka. – Są zbrojnym ramieniem systemu, którego nie akceptuję i który będę zwalczać, bo tak trzeba, żeby było znów normalnie – mówi z przekonaniem. – Ale krzywdy im nie zrobiłam, a oni w sądzie po prostu kłamali – podkreśla Babcia Kasia. Z zeznań warszawskich policjantów wynikało, że Katarzyna Augustynek miała ich nie tylko zwyzywać od „ch…jów” i „pisowskich k….rew”, ale i porządnie poturbować! Mowa była o kopaniu i szarpaniu za mundury, a jeden z funkcjonariuszy pożalił się sędzi Justynie Koska – Janusz prowadzącej rozprawę Babci Kasi w trybie sądu 24-godzinnego przewidzianego dla chuliganów, że 65-latka go „uszczypła”. Wobec takiego ataku policja zapewne liczyła na to, że K. Augustynek zostanie skazana.
Tymczasem sędzia J. Koska – Janusz ogłaszając, że Babcia Kasia jest niewinna, w uzasadnieniu tego wyroku po prostu zdruzgotała zarówno zeznania policjantów, jak i ich zachowanie wobec K. Augustynek. – Skoro obywatel protestuje, nie narusza porządku prawnego, realizuje swoje konstytucyjne prawo do zgromadzeń, do wyrażania opinii, to rolą policji nie jest legitymowanie obywatela, który realizuje w taki sposób swoje prawa. Oskarżona nie miała nawet obowiązku ujawniania swojej tożsamości, bo nie była ani przestępcą, ani nie była sprawcą wykroczenia, w związku z tym policja nie mogła domagać się od niej okazania, czy też wykazania swojej tożsamości, czy okazania jakiegokolwiek dokumentu – podkreśliła sędzia. – Co natomiast funkcjonariusze robią wobec tak protestującej osoby? Stosują absolutnie nieproporcjonalne, nieadekwatne i nieznajdujące umocowania prawem środki. Ciągną osobę po ulicy w taki sposób, że narusza to godność człowieka. Nie można, zdaniem sądu, w taki sposób postępować, żeby osoba, która pokojowo protestuje została wręcz odzierana z odzieży, no to naprawdę jest działanie, które nie znajduje żadnego usprawiedliwienia – nie pozostawiła wątpliwości sędzia. Dodała też, że w tych okolicznościach użycie przez K. Augustynek słowa „dureń” wobec policjanta było czynem o niskiej szkodliwości społecznej.
Katarzyna Augustynek pytana, czy jest zaskoczona wyrokiem uniewinniającym, zaprzecza. – Nie spodziewałam się innego, bo nic złego nie zrobiłam, a wierzę w niezawisłość sędziów, mimo tego, co ta władza stara się w wymiarze sprawiedliwości robić – wyznaje Babcia Kasia. – Jak już wspominałam, funkcjonariusze przed sądem kłamali i moja pani prawnik już przygotowuje stosowne dokumenty do tego, by ich oskarżyć o składanie fałszywych zeznań – podkreśla. – A ja? A ja nadal będę „ulicować”, czyli protestować przeciwko niszczeniu Polski przez tę władzę. Dokładnie tak, jak zapowiedziałam w ostatnim słowie przed sądem – deklaruje K. Augustynek.
A od dawna tak Babcia Kasia ulicuje? – W latach 80. zeszłego wieku zdarzało mi się „gonić” z ZOMO-wcami po ulicach– wspomina z uśmiechem 65-latka. – Gdy nastała wolna Polska, myślałam z ulgą, że tamto już nigdy nie wróci. Ale, niestety, myliłam się – przyznaje kobieta. – Moje ulicowanie w III RP zaczęło się 3 grudnia 2015 roku – opowiada. Przypomnijmy, że wówczas zapadł w Trybunale Konstytucyjnym pamiętny wyrok głoszący, że przygotowana przez PiS ustawa wprowadzająca zmiany w funkcjonowaniu TK jest w całości niezgodna z Konstytucją. Chodziło m.in. o wybór 5 sędziów – dublerów przez Sejm. – Wtedy usłyszałam „na mieście”, że trzeba iść pod Trybunał na Szucha i zaprotestować przeciw jawnemu łamaniu Konstytucji, więc poszłam – wspomina pani Katarzyna. A potem to już „poszło”. – Uczestniczyłam w manifestacjach poparcia dla prof. Małgorzaty Gersdorf , następnie protestowałam przeciwko szykanowaniu niezawisłych sędziów, jak Igor Tuleya, czy Paweł Juszczyszyn i nadal będę to robić. Jak długo? Jak długo będzie trzeba! – pani Kasia jest pełna animuszu.
Co czuje drobna 65-latka, gdy postawni policjanci wloką ją po chodniku? Czyżby strach? – A skąd! Wcale się ich nie boję, tylko jestem na nich okropnie wściekła – przyznaje K. Augustynek. – Dlaczego? Dlatego, że są bezmyślnymi narzędziami w rękach tej władzy i pomagają jej niszczyć Polskę! Policjant powinien myśleć, jak mówiła pani sędzia Koska – Janusz, a nie tylko ślepo wykonywać polecenia przełożonych – zauważa kobieta. – Nie wypieram się, że czasem ich tam nazwę „durniami”, czy podobnie, bo niestety na to zasługują – podkreśla. Być może mało kto o tym wie, ale pani Katarzyna mogłaby bez trudu nazwać policjantów durniami po hiszpańsku. – Przepraszam, wasz pomysł jest chyba dobry, ale nie nowy – sprowadza nas na Ziemię Babcia Kasia. – Pani dr Hanna Machińska, zastępczyni RPO nadzorująca prace Zespołu Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, którą za jej aprobata podaję jako osobę najbliższą w sytuacji zatrzymania mnie przez policję, a która wie, że mam problemy z parlamentarnym językiem, prześmiewczo doradzała mi kiedyś właśnie takie rozwiązanie – śmieje się pani Katarzyna. 65-latka w istocie zna hiszpański.
– Jak to było z hiszpańskim? Ano gdy nastała wolna Polska, postanowiłam spełnić swe marzenie i wyjechać turystycznie za granicę. Wybrałam Hiszpanię, bo to było najdalej, jak się dało wtedy w Europie – wspomina pani Kasia. – Pojechałam i zakochałam się w tym kraju i w tym języku – wyznaje K. Augustynek. – Postanowiłam nauczyć się hiszpańskiego, żeby móc czytać hiszpańską literaturę – opowiada. Pani Kasia wróciła do Polski i zapisała się na kurs hiszpańskiego. Teraz uczy się włoskiego, ale nie jest zadowolona z efektów. – Może za stara już jestem na naukę – zastanawia się. A tak naprawdę, to zwyczajnie czasu jej brak.
Sama o sobie mówi, że obecna popularność nieco ją krępuje. – Żadna tam ze mnie gwiazda mediów – podkreśla. – To atakujący mnie policjanci zrobili ze mnie „celebrytkę” mimo woli – zauważa. A co myśli pani Kasia, widząc siebie na kolejnych telewizyjnych kanałach? – Rzadko mam taką okazję – wyznaje 65-latka. – Od 12 lat bowiem nie mam w domu telewizora. Z komputera też nie korzystam. W zasadzie mój kontakt elektroniczny ze światem to telefon – zdradza. A co robi pani Kasia w wolnym czasie? – No cóż, wiele tego wolnego czasu to nie mam. Ale jak się trochę znajdzie, to lubię czytać. Najbardziej kryminały i to szwedzkie. Dlaczego? Ano jakoś tak kiedyś stały się u nas modne, sięgnęłam po nie i znów się zakochałam. Kiedy zatem czas pozwala, spędzam go ze szwedzkim kryminałem – uśmiecha się.
W mediach piszą, że Babcia Kasie nie jest wcale babcią. – Nie jestem i jestem – mówi 65- latka. – Kilkanaście lat temu zmarła ostatnia osoba z mej rodziny – wyznaje. – Nie mam więc bliskich krewnych, w tym wnuków. Ale za to mam tysiące wnuków i wnuczek „ulicznych” , młodych ludzi, którzy rozumieją ideę tego, o co ja i inne podobne mi osoby walczą i idą walczyć razem z nami. To bardzo budujące, że tak wielu jest takich młodych ludzi – zauważa. A gdyby tak ktoś zapragnął zjeść obiad z panią Katarzyną Augustynek, to jakie wykwintne danie zamówiłaby sławna babcia Kasia. – Żadne wykwintne! – zastrzega się 65-latka. – Najbardziej lubię zupę ogórkową i ruskie pierogi, a na deser lody kawowe, mniam! – deklaruje pani Kasia. – Uwielbiam takie jedzenie i lepszego czy wykwintniejszego mi nie potrzeba.
Pani Katarzyna jest pełna energii, ale każdy przecież musi kiedyś odpocząć. Gdzie zatem udałaby się na urlop od ulicowania? – Gdyby tylko czas i także, nie ukrywam, fundusze mi na to pozwalały, to na pewno nad morze. Ubóstwiam morze, w zasadzie każde, a tak dawno nad żadnym nie byłam – przez chwilkę pani Kasia jest smutna. – Ale kto wie, może jeszcze pojadę… – dodaje z nadzieją. Taka właśnie jest Katarzyna Augustynek, ta sławna Babcia Kasia – pozornie zwyczajna i swojska, a emanuje siłą, której nie mają nawet połowy ludzie znacznie od niej więksi i młodsi. Bo to nie jest taka fizyczna siła, to siła ducha – siła, której nie dają rady rośli, uzbrojeni policjanci. Oni zwyczajnie tego ducha nie czują …
A ja nadal będę „ulicować”, czyli protestować przeciwko niszczeniu Polski przez tę władzę. Dokładnie tak, jak zapowiedziałam w ostatnim słowie przed sądem – deklaruje Babcia Kasia. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wydał wyrok uniewinniający w sprawie Katarzyny Augustynek, zwanej Babcia Kasią. – Nie można w taki sposób postępować, że osoba, która pokojowo protestuje, zostaje wręcz odzierana z odzieży. To działanie nie znajduje żadnego usprawiedliwienia – oceniła sędzia. To znaczy, że policjant nie może być bezwolnym, nierefleksyjnym narzędziem. Policjant nie jest pałką policyjną, tylko jest człowiekiem, który musi oceniać sytuację.
Monika Kamińska Źródło koduj24.pl
Z archiwum: Babcia Kasia została zatrzymana, wrzucona do suki z zarzutami o... napaść na funkcjonariusza, grozi jej do 3 lat więzienia... ciekawe, jakie zarzuty usłyszą naziole chuliganie za poważne uszkodzenia ciała 35 funkcjonariuszy i zdewastowania części stolicy?
Ratunku, kobiety katują policjantów! Słynna babcia Kasia, kobieta niepozornej postury, pobiła rosłego policjanta. Tłumaczy się teraz, że ledwie dotknęła pleców policyjnej bluzy, ale kto by tam wierzył babci, świadkom i nagraniom. Starszą kobietę zatrzymano, przewieziono na komendę, przetrzymano kilkanaście godzin, a w międzyczasie rzucono w toalecie na posadzkę i rozebrano do naga, bo przecież mogła schować w majtkach koktajl Mołotowa…
Jacy ci policjanci są nieszczęśliwi kobiety ich biją, dzieci atakują, dobrze że kiboli mają po swojej stronie to ma kto ich bronić!?
Siedmiu policjantów pilnowało Babcię Kasię podczas zakupów pączka w cukierni!! Wow! Babcia Kasia jest takim zagrożeniem, że musi jej pilnować pododdział policji? Co to będzie jak pojawi się druga babcia!?
Babcia protestuje, i cały pluton antyterrorystów jej pilnuje, matuchno kochana co to będzie jak druga babcia się pojawi, no a jak dziadek do nich dołączy to będzie już koniec świata Kaczyńskiego !? 
02 05 2021 Witamy w szambie PiS.
Kiedy partia Kaczyńskiego zaczęła znieważać prawo, gdy objawiła swoje zniesmaczenie ustawą zasadniczą, pisałem : „W państwie PiS konstytucja się nie przyjęła”… Dzisiaj w przypływie życzliwości napisałbym co najwyżej: „Kaczyński powydzierał kartki z Konstytucji i powiesił je sobie na gwoździu w toalecie na Nowogrodzkiej”. Przez całe zawodowe życie starałem się ważyć słowa i kiedy recenzowałem polityków, to spośród wielu ocennych przymiotników wybierałem na ogół te najmniej kaleczące i zniechęcające do powrotu ludzi, którzy poszli fałszywą drogą. PiS sprawił, że nerwy puszczają i wszelkie niuansowanie ocen dorobku mafijnej partii Kaczyńskiego wydaje się pudrowaniem rzeczywistości.
Formacja sklecona przez prezesa uruchomiła wielki propagandowy wentylator, ciskając w śmigło najobrzydliwsze ekskrementy. Język publicznej debaty sparszywiał, nad głowami Polaków latają dziś obelgi, paskudne inwektywy, kłamliwe zarzuty, oszczerstwa i pomówienia. Można odnieść wrażenie, że rządzącym skończyły się zasoby eleganckich kłamstw. Jakby już wyczerpali zapas dyplomatycznego krętactwa, którym dotychczas próbowali osłaniać czynione bezprawie, a nowych argumentów nie chce im się szukać. Bo i po co, skoro bezprawie stało się normą. Gdy zorganizowana grupa przestępcza (sąd orzekł, że wolno tak pisać o obecnie rządzących), przejęła wszystkie demokratyczne instytucje, poczuła się tak mocna, że przestała się liczyć z obywatelami. Potłuczona prawica przestała dbać o pozory, o prawdopodobieństwo swoich wyjaśnień, o wiarygodność wykrętów, o logikę argumentacji. Kolejne akty bezprawia władza uzasadnia teraz kłamliwym czymkolwiek. Kłamią z pełną świadomością, że ludzie wiedzą, że łżą. Patrzą nam w oczy z drwiącym uśmieszkiem, jakby pytali: no i co nam zrobisz?
Czy nie szyderstwem było mianowanie ministrem oświaty człowieka nauki najmniej chyba oświeconego? Wyszukali w swoich szeregach najbardziej odjechanego fundamentalistę, który tradycyjne przedmioty uważa za mniej ważne od ideologicznej propagandy wspierającej obecną władzę, zarówno świecką, jak i kościelną. Matematyka to dla niego drugorzędna dyscyplina, a w przedmiotach humanistycznych najważniejsze okazuje się wychowanie w ortodoksyjnej rodzinie, walka z nierealnym gender i z bardzo realną obecnością w szkołach dzieci LGBT. Minister Czarnek zakpił z rodziców, ogłaszając, że religia lub etyka do wyboru będą teraz obowiązkowe, chociaż dobrze wiedział, że wyboru nie będzie, bo w polskiej oświacie jest 34 tys. etatów katechetów, a nauczycieli etyki niewiele ponad 800. Minister głosi, że reformuje polską szkołę promując grę „edukacyjną” o JP II: „Wolność, Godność, Niepodległość”. Dla ósmoklasistów aplikujących do liceów ministerstwo i kuratoria produkują konkursy w rodzaju rywalizacji na najpiękniejszy „znaczek XXI Pielgrzymki Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę”. Konkursy tego typu są wysoko punktowane, a dla porównania – za zwycięstwo w renomowanym turnieju matematycznego „Kangur” przysługuje punktów… zero!
Czy nie szyderstwem było mianowanie rzecznikiem praw obywateli i obywatelek mrocznego faceta, który odebrał Polkom ich podstawowe prawo dysponowania własnym ciałem? Czym jak nie napluciem w twarz ludziom przyzwoitym było desygnowanie do Trybunału Konstytucyjnego czynnych polityków, najwierniejszych sługusów władzy wykonawczej, pozbawionych wymaganej wiedzy i dorobku? Czym jak nie chamskim rechotem historii było publiczne przesłuchanie rzecznika Adama Bodnara przez sędziego z PiS z doświadczeniem prokuratora stanu wojennego? A wyznaczenie do oceny, czy unijne prawo cokolwiek jeszcze w Polsce znaczy, byłej posłanki partii rządzącej, zaślepionej nienawiścią do Unii, nie było przypadkiem cyniczną zagrywką? I czy nie było jawną kpiną desygnowanie do Rady Muzeum Auschwitz-Birkenau Beaty Szydło, która niegdyś posłużyła się przykładem oświęcimskiego holokaustu, by pokrętnie uzasadnić zagrożenia ze strony uchodźców, których postanowiła nie wpuścić do Polski? Ludzie, którzy doszli do władzy obiecując praworządność, walkę z patologią i równość wobec prawa, nawet już nie próbują usprawiedliwiać swojego bezprawia. Bez cienia żenady bronią kombinatorów i oszustów, jeśli tylko wywodzą się z ich formacji. Dobrze się mają bohaterowie afer SKOK, Getback, KNF, przekrętu z respiratorami, szwindlu z maseczkami, czy spryciarze odpowiedzialni za wyposażenie wojsk terytorialnych w chińskie zabawkowe kompasy, w cenie wielokrotnie zawyżonej.
Państwo PiS chroni dzisiaj faceta z szemraną przeszłością, właściciela dziesiątków domów, pałaców i działek, kupionych za pieniądze, których nie miał. Pisowski minister przyznaje mu pokaźną dotację na remont pałacyku, bynajmniej nie wymagając, by obiekt miał w jakikolwiek sposób służyć społeczeństwu. Dziś ten fenomen biznesu o mentalności drobnego złodziejaszka okradającego własną rodzinę, rewanżuje się władzy kupując sieć gazet i czasopism, na które Kaczyński od dawna miał chrapkę. Sąd na wniosek RPO zawiesił tę transakcję zakazując wszelkich działań właścicielskich, ale pan Obajtek unieważnił ten wyrok. Co mu tam sąd, skoro ma poparcie cichego właściciela Polski o ambicjach Najwyższego Prawodawcy! Co mu tam przyzwoitość i własne obietnice. Jeszcze niedawno zapewniał, że w kupionych redakcjach nie będzie zwolnień ani politycznych nacisków. Dziś, za pomocą swoich podkuchennych, wymiata dotychczasowych szefów redakcji z Polska Press. Wzorem swoich mocodawców mówi nam niemal wprost: – Możecie mi skoczyć. Media, prokuratura, sądy, wszyscy możecie mi nagwizdać. Mam was w pompie. Robię i będę robił to, co każe prezes, bo dzięki niemu mogę kolekcjonować kolejne pałace i działki i nikt mnie palcem nie tknie. A jak będziecie podskakiwać, to zasypię was stosem pozwów. Orlen ma przecież mnóstwo prawników i wielką kasę, a Orlen to ja…
Władza kpi w żywe oczy z obywateli obsadzając ważne stanowiska ludźmi bez kwalifikacji formalnych, faktycznych czy moralnych. W państwie PiS marszałkiem Sejmu może zostać technik ogrodnik, ministrem perukarz, a wiceministrem hajlujący nacjonalista. Podobnie dzieje się w kręgach akolitów tej władzy. Nowym dyrektorem programowym skrajnie prawicowej Telewizji Republika jest od kwietnia Witold Newelicz, który przed laty produkował twarde narkotyki i napadł na policjanta, a zawodowe kwalifikacje zdobył redagując gazetkę więzienną. Przy okazji: stołeczna prokuratura bada sprawę związanego z TVP celebryty Jarosława Jakimowicza. Zawiadomienie dotyczy handlu ludźmi, a konkretnie dziećmi… Propaganda produkowana przez pachołków prezesa, ścigających się, by zasłużyć na akceptujące skinienie Jego Rozumnej Głowy, już nawet nie jest brudna. To szambo, do którego wrzuca się każdego, kto podpadnie, albo kto popadnie, jeśli interes partii wymaga wskazania jakichś winnych bezprawnych ekscesów władzy. Propaganda TVP chyba już nie ma ambicji pozyskiwania nowych odbiorców ani przekonywania oponentów do idei Kaczyńskiego. Nie zależy im nawet na zwabieniu wątpiących, albo wierzących PiSowi, ale niepraktykujących. Propaganda partyjno-państwowa funkcjonuje dzisiaj po to, by swoim niezłomnym i wiernym na wieki wieków amen głosić omnipotencję ich formacji i Wielkiego Wodza oraz po to, by śmieszyć, tumanić i przestraszać niepokornych, myślących samodzielnie bez pomocy partyjnej szczujni. Kurski odprawia swoje gusła nad głowami tych, których nazwał „ciemnym ludem”, ale od czasu do czasu odwraca się do nas i wywala jęzor krzywiąc się ze złośliwą satysfakcją.
Źródło koduj24.pl
Kaczyński jest jak czyrak nieusuwalny, i niereformowalny, ale zawsze można go wyciskać!?
Przestańmy wreszcie bawić się w demokrację, fachowcy powinniśmy zajmować każde ze stanowisk w administracji, zarządzaniu a nie partyjniacy i ich rodziny. Nadszedł czas by kosy przekuć. Tylko siłowymi metodami można uzyskać efekt, albo rząd wykonuje wolę Narodu, albo wywozi się go na taczkach prosto za kratki. Wierzę, że coraz bliżej jest dzień, w którym Polacy przestaną na każde propagandowe zawołanie trząść palmą tylko po to by złodzieje i zdrajcy zbierali kokosy. 
01 05 2021 Urodziłem się w Komunie, a zemrę w Rzeszy.
Będzie o pieniądzach, o dużych pieniądzach, o 750 miliardach które Polska „dostanie” z Unii. Otóż zupełnie niedawno polski pan premier miał dylemat czy zawetować budżet unijny, czy zwyciężyć. Wyszło jak wyszło – zwyciężył, gdyż TSUE ma zdefiniować: czy Polska dostanie pieniądze na niepraworządne rządy czy nie dostanie, bo jeśli nie dostanie to Polska jest gotowa i zdecydowana nie ratyfikować porozumienia o zaciągnięciu kredytu przez całą Unię i ponownie zwyciężyć.
TSUE ma odpowiedzieć za dwa lata (jak dobrze pójdzie), a bilonowy kredyt jest potrzebny bankrutom unijnym już, więc czy znajdzie się koalicja w Polsce aby przepchnąć przez parlament ratyfikację żyrowania unijnego kredytu teraz bez względu czy będzie praworządna czy nie będzie wedle unijnych lewaków ? I ponowne zwycięstwo!  Czerwoni poprą rząd - będzie wymagana konstytucyjna większość 2/3 na obciążenie naszego kraju ewentualną „spłatą” zaciągniętego kredytu przez europejskich bankrutów. Czy to dobrze gdy Polska weźmie miliardy kredytu czy źle, ale jeśli weźmie to ta góra pieniędzy powinna być wzięta przez mądrych, którzy spowodują, że pieniądze nie zostaną sprzeniewierzone, lecz że zarobią na swoja spłatę. I tu pełna zgoda co do tezy, aby pieniądze były mądrze lokowane. W szczegóły jako dyletant nie wchodzę, gdyż ja w to miejsce „o krawcowej wyjadę”. Kredyt na zgromadzenie tak ładnie zwanego "funduszem rozwoju", będzie teoretycznie zgromadzony przez wszystkie niepodległe ( jeszcze) państwa Eurokołhozu, gdyż praktycznie to drukarnie uruchomią trzecią zmianę, ale to odpuśćmy w rozważaniach, jako mało istotny szczegół, albowiem esencją owego rozdawania miliardów (zwycięstwa naszego rządu) jest drobny szczegół tego pomysłu, mianowicie żyrowanie eurokołhoźnianego długu przez państwo. Przez wszystkie państwa Eurokołhozu.
Polska będzie „wisiała” tak zwanym obciążeniem łącznym, to znaczy, że nie odpowiadamy za dług, który ewentualnie dostaniemy, lecz za całość długu w wysokości biliona czy więcej Euro. Gdy już Polska się zgodzi, to bez względu na to czy Unia da czy nie da dutków (bo brak praworządności dla tęczowych, albo skrobać się na żądanie nie można, albo „ciapatych” nie wpuszczamy, albo .. nie ważne co), to i tak i tak żyrujemy. Aby było łatwiej zrozumieć ów myk posłużę się przykładem: w osiedlu domków jednorodzinnych mieszka dwudziestu kilku lokatorów (każdy w swoim domku) i postanawiają wziąć kredyt na wybudowanie drogi dojazdowej, powiedzmy bilion Euro. Któregoś dnia ja mówię rozbiorę swój domek, gdyż trzeba spłacać raty, a ja nie mam ochoty. Mówię na zebraniu wspólnoty: tu jest przypadająca na mnie część zadłużenia, a ja odchodzę. O nie, nie, szanowny panie, może pan odejść, ale tylko wówczas gdy spłaci pan cały kredyt bilion Euro, gdyż kredyt łączny ma to do siebie, że dopóki nie jest spłacony to na każdym centymetrze kwadratowym osiedla domków wisi cały bilion kredytu.
Na tym polega pomysł, aby żaden kraj, nigdy nie opuścił Eurokołhozu, gdyż ten obecnie zaciągany kredyt jest tak wymyślony, aby nigdy nie został w pełni spłacony. No może za tysiąc lat. Oczywiście kraje bankruci już dzisiaj nie mają zamiaru niczego spłacać, bo niby jak. Ale kto by tam od nich żądał jakiejkolwiek spłaty. Morda w kubeł, a jeśli nie to przyjdzie komornik i zabierze krzesła, telewizor, majtki … albo greckie wyspy, albo hiszpańskie plaże, albo polski Śląsk, albo uszczęśliwi ów Komornik mieszkańców Wolnego Miasta, a co, niech mają.
Oczywistym jest, że sukces naszego - rządu 2/3 za przyjęciem ustawy o zaciągnięciu długu publicznego (art. 89 Konstytucji RP), nie byłby możliwy bez dokooptowania sobie wspólnika, aby można było przepchnąć miliardy przez parlament i tu następny sukces! Opozycja się podzieliła! Już nie jest totalna, jednolita, wstrętna i głupia. Już jest część konstruktywna (akurat popadło na czerwonych) i ta pozostała czyli ta o d..ę potłuc. Równie dobrze mogło być odwrotnie, gdyż akurat tak totalnym wyszło z rzutu monetą, ale znów pies jest gdzie indziej pochowany. Aby można było obciążyć Polskę dodatkowym zadłużeniem trzeba niestety poczytać zapisy art. 216 ust.4 Konstytucji  Rzeczypospolitej, a tam stoi jak wół, że zadłużenie kraju jest ograniczone do 3/5 wartości dochodu krajowego brutto. Ba, ale jak to czytać? Część tak zwanych konstytucjonalistów (tych od sukcesów rządowych) orzeknie, że jeśli weźmiemy tyle co dają z Unii w „kredycie” jakieś marne 30 miliardów € to nie ma problemu, ale druga część speców od konstytucyjnego mataczenia wskaże na obciążenie łączne, na owe biliony eurosów. Oczywiście obie frakcje się nawet nie zająkną, że w zasadzie to ograniczenia konstytucyjne zostały już przekroczone, albo jesteśmy tylko, tylko na granicy. Oczywiście wygra opcja „zwycięstwa rządowego”, ale opcja totalnych głosicieli prawdy objawionej odczeka i przypomni sfrustrowanemu elektoratowi jakie to maliny zgotowała „Dobra zmiana” wpędzając naród w „dośmiertny” jasyr eurokołhoźniany. Przecież oni byli na nie, jak z zapisami z Lizbony, to ten prawicowy prezydent podpisał kiepskie układy, to nie oni, oni akurat wyszli na papierosa. I tak oto mój ukochany rząd Dobrej Zmiany, za który dałbym się pokroić spowoduje, niewątpliwie, że umrę sobie w Czwartej Rzeszy Niemieckiej, i jeszcze będę cieszył się z kolejnych zwycięstw „mojego” rządu. Mistrzostwo świata!
Źródło: niepoprawni.pl
Czy wszyscy ratyfikują FO!? Bo Fundusz Odbudowy to wysoko oprocentowane kredyty, na dodatek mają być wydane zgodnie z wolą Berlina!? To może warto poszukać tańszych kredytów!?
Ziobro: „Ta dotacja wcale nie jest bezzwrotna. Będzie przez Polskę spłacana przez 30 lat w postaci czterokrotnie wyższej składki członkowskiej i w podatkach, które Unia Europejska będzie mogła nałożyć na polskich obywateli i nasze firmy, w wysokości, której nie znamy…Do tej pory podatki mógł nakładać tylko polski parlament, i to był atrybut naszej niezależności”. 
28 04 2021 Fundusze, czyli skóra na niedźwiedziu.
Po niedzielnym spotkaniu ostatniej szansy okazało się to, co i tak było dla wszystkich oczywiste. Wieści o końcu Zjednoczonej Prawicy znów okazały się przedwczesne. Perspektywa utraty apanaży w spółkach skarbu państwa otrzeźwiła zacietrzewionych koalicjantów na tyle, że zdecydowali się trwać u władzy, choć niektórzy będą chyba musieli sprzedać wszystkie lustra. Bo jak tu teraz, po tych wszystkich deklaracjach o niemożliwych do przezwyciężenia rozbieżnościach, spojrzeć sobie w oczy przy goleniu? Początek tygodnia przyniósł zresztą formacji rządzącej, a przynajmniej frakcji premiera, jeszcze więcej dobrych wiadomości. No bo tak: Lewica zdecydowała się poprzeć w Sejmie rządowy Plan Odbudowy, czyli projekt, jak i na co rozdysponować „wynegocjowane” przez Mateusza Morawieckiego unijne miliardy. Państwo „lewactwo” targowali się ostro, ale premier w końcu obiecał im wszystko, czego w związku z ewentualnym poparciem PiS się domagali. Dostali zgodę na 30 procent kasy dla samorządów, na pieniądze na mieszkania i wreszcie na komisję ekspertów nadzorującą podział funduszy.
No więc będą na „tak”. Dla „dobra Polaków”, oczywiście. Chyba już zapomnieli, że – zdaniem formacji rządzącej – akurat oni, „komuniści i złodzieje”, Polakami raczej dla PiSowskiej władzy nie są. Poza tym w ferworze negocjacji jakoś umknęło im, że jak premier mówi, że coś zrobi, to … mówi. Może po prostu nie zwrócili uwagi na dojmującą nieobecność zapowiedzianych jakiś czas temu elektrycznych samochodów, które – w sile miliona – miały teraz jeździć polskimi ulicami. Trudno się zresztą dziwić. Wszak ludzie lewicy nie rozbijają się drogimi limuzynami jak, nie przymierzając, minister Macierewicz czy premierka Szydło. Jeżdżą rowerami miejskimi, to mogli nie zauważyć ich braku.
Co znaczy słowo premiera mogliby też, ewentualnie, zapytać Szwedów, którzy na wieść o promie pasażerskim nowej generacji, którego budowę zapowiedział szef rządu, zainwestowali miliony koron w rozbudowę portu w Ystad. No, żeby ten wspaniały produkt polskiej myśli technicznej i woli politycznej miał gdzie zacumować. Problem w tym, że stępka zdążyła już zardzewieć, a Szwedzi zostali z tym nabrzeżem jak – nie przymierzając – Himilsbach z angielskim. Ale, w sumie, należało się im. Potop pamiętamy! Można iść o zakład, że los Szwedów już wkrótce podzieli ugrupowanie Włodzimierza Czarzastego. A kasę rozdzieli się, jak zawsze, wśród swoich. Za resztę drobnych kupi się zaś niezbędne w kolejnej kampanii głosy wyborcze, obiecując tysiąc plus dla milusińskich, siedemnastą emeryturę dla seniorów oraz program Węgiel Plus dla Śląska. W ten sposób unijna kasa pozwoli formacji pana prezesa utrzymać się na bajecznie płatnych posadach przez kolejną kadencję, a dodatkowy bilion deficytu spłacą dzieci, które teraz dostaną po tysiaku na miesiąc. Bo to pożyczka jest, a nie rozdawnictwo jakieś. Więc jak dorosną, będą „plusa” oddawać w podatkach przez resztę życia, wraz z odsetkami jak u „Bociana” (RSO 120 procent). Chyba, że wyjadą za granicę.
No ale i na to znajdzie się rada. Wystarczy wyjść z Unii, schować paszporty Kowalskich w szufladach MSZ i zamknąć granice. Tak więc, radość stronników pana premiera z wygranego głosowania może się szybko okazać przedwczesna. Bo profesor Krystyna Pawłowicz, zdeklarowana nieprzyjaciółka Unii Europejskiej, ma wydać wyrok w sprawie stosunku prawa polskiego do legislacji unijnej. Jaki on będzie? Można by założyć, że wiadomo, ale to akurat zależy od planów pana prezesa na równowagę sił w koalicji. Jeśli akurat zechce spełnić postulaty ministra sprawiedliwości, to pani Krystyna powie „nie” Unii, a pan premier, a wraz z nim Lewica, Prawica i tłum obojętnych na politykę rodaków, słowem – my wszyscy zobaczymy negocjowany z takim sukcesem Fundusz Odbudowy, jak przysłowiowe własne ucho, bez lustra. Bo Europa, jeśli wyrok TK będzie po myśli Zbigniewa Ziobry, zapewne nie zechce dać nam ani złamanego grosza.
Tymczasem minister Ziobro tak bardzo chce posadzić parę nielubianych osób, i tak mu nie w smak rządy Mateusza Morawieckiego, że aż gotów jest zaryzykować wszystkie pieniądze Unii i przyszłość Polaków. Dla ich dobra, oczywiście. Pan prezes z kolei, godząc się na to, by własny koalicjant głosował przeciw Funduszowi i nie wywalając go za to z rządu, wydaje się wspierać zamiary pana Zbigniewa. Oczywiście pani Pawłowicz może zrobić wszystkim niespodziankę i orzec zgodnie z prawem i interesem kraju, ale nie ma co wierzyć w kolejny Cud nad Wisłą. Tak czy inaczej, największym przegranym tych negocjacji będzie wcale nie premier Morawiecki, tylko naiwna Lewica. I my wszyscy. Trochę na własne życzenie. Bo ktoś na pana Zbigniewa przecież głosował. A ktoś inny nie głosował przeciw. Tymczasem już za niebawem, w maju 2021 roku, oficjalnie rozpocznie się polexit.
Źródło koduj24.pl
Lewactwo cieszą się z porozumienia z PiS jak dzieci, którym dano do zabawy kolorowe papierki po cukierkach!?
Biedroń dla pieniędzy zrobi wszystko!? Morawiecki potrafi jak nikt inny obiecywać, i zaraz zapominać co obiecał!? To lawirant i kłamca notoryczny, a ci z Lwicy zachowali się jakby o tym nie wiedzieli!? Pani, panie Biedroń, a macie jakiś papier, kwit, gdzie spisaliście to niby-porozumienie ? Zresztą on i tak nic by nie znaczył, bo pisiory mają na sumieniu połamaną wielokrotnie Konstytucję, to jakiś papierek, to bzdura. Ludziom bez honoru nie podaje się ręki, a cóż dopiero mówić o siadaniu z nimi do stołu dla negocjacji. Nie wstyd wam ?! 
25 04 2021 Pogoda dla bandziorów.
48-letni mieszkaniec Leszna dotkliwie pobił kobietę, która w sklepie sieci Kaufland zwróciła mu uwagę na brak maseczki. Do sieci trafiło nagranie, na którym widać, że nikt z personelu sklepu nie udzielił poszkodowanej kobiecie pomocy. Nie zareagowali też klienci. Podobnie jak w sklepie na warszawskim Mokotowie, gdzie napakowany osiłek pobił 70-latka za zwrócenie uwagi na brak maseczki, a potem groził ofierze, że jeśli wezwie policję, znajdzie go i zabije. Podobnie jak w Złotowie, gdzie miejscowy bandzior pobił kierowcę autobusu, który ośmielił się poprosić o założenie maseczki. Podobnie jak w Bydgoszczy, gdzie ekspedientka odmówiła obsługi klienta bez maski. Rosły osiłek wyszedł ze sklepu, a po chwili wrócił w maseczce i uderzył kobietę, która osunęła się na podłogę tracąc przytomność.
Od kilku lat słabnie poczucie bezpieczeństwa Polaków. Już nie tylko cudzoziemcy czują się w Polsce zagrożeni. Uporczywe szczucie na uchodźców, ludzi nieheteroseksualnych, na obywateli o poglądach lewicowych, na krytykujących władzę i Kościół, przyniosło wreszcie owoce. Poszły w lud liczne w IV Rzeczpospolitej przykłady prymatu bezmyślnej siły nad rozumnym myśleniem. W dusznym od nienawistnych oskarżeń klimacie Rzeczpospolitej Pisowskiej już mało kto cieszy się komfortowym poczuciem bezpieczeństwa. Zagrożeni są nawet ci, którzy z definicji mają ratować i pomagać. Niemal codziennie media informują o atakach na ratowników medycznych w karetkach oraz lekarzy i pielęgniarki w szpitalach. Agresorami są nie tylko pijane łobuzy i grandziarze, ale coraz częściej „zwyczajni obywatele” – na przykład koronasceptycy, którzy nie chcą być leczeni ani tym bardziej szczepieni, w obawie przed wprowadzeniem do ich organizmu złowrogiego chipa wymyślonego przez rosyjskiego trolla, albo przed zainfekowaniem fragmentem abortowanego płodu, wymyślonym przez polskiego biskupa.
Kontestowana przez nasze władze stambulska Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, coraz słabiej broni kobiety i dzieci. Z ręki mężów i partnerów każdego roku ginie ok. 500 Polek. Coraz częściej zabijane są też dzieci. Prokuratorzy nie dostrzegają zagrożeń i lekceważą domową przemoc. Dwuletni Marcel zginął we własnym mieszkaniu przy ul. Kilińskiego w Chodzieży. Od blisko roku był katowany, bity, zrzucany z łóżka na podłogę. Jadł karmę dla gryzoni, albo nie jadł wcale. Policjanci i prokuratorzy od wielu miesięcy wiedzieli o przemocy w tym domu, bo powiadomił ich szpital, który przyjął chłopczyka ze złamaną nogą, a lekarze wykluczyli wypadek. Śledztwa jednak nie wszczęto, akta wylądowały na półce. Prokurator miał ważniejsze sprawy.
„Ważniejsze sprawy” ma również policja – i jest owych spraw coraz więcej. Gdzie te czasy gdy chronili, a nie atakowali ludzi zgromadzonych na legalnych pokojowych demonstracjach, gdzie te czasy, kiedy stróżowie prawa naprawdę bronili prawa… Z rozrzewnieniem wspominać można zdeterminowane interwencje policji wobec faszyzujących nacjonalistów i agresywnych kiboli rzucających petardy, race i groźby karalne. Dziś wrogami państwa i obiektem bezwzględnej pacyfikacji są kobiety, dzieci i ludzie w podeszłym wieku. Tacy, których policja się nie boi, tacy, którym bezkarnie można łamać ręce, walić teleskopowymi pałami, pryskać gazem w oczy. I nie mówimy tu o zamierzchłej przeszłości.
Kilka dni temu, podczas protestu w obronie sędziego Igora Tulei, działaczka społeczna Katarzyna Augustynek, znana jako „Babcia Kasia”, została zatrzymana i w trybie przyspieszonym postawiona przed sądem, pod zarzutem znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Starsza kobieta niepozornej postury miała ich wyzywać, bić, kopać, drapać itp. Policjanci, którzy zatrzymali Katarzynę Augustynek, wyraźnie plątali się w zeznaniach, przecząc sobie nawzajem. Jeden przez drugiego opowiadali o szczegółach „napaści”, cytując obficie wyjątkowo wulgarne wyzwiska, którymi miała ich obrzucać babcia Kasia. Ale na nagraniach przedstawionych w sądzie widać i słychać zupełnie coś innego: policjanci zatrzymują, szarpią i niosą kobietę, która gubi buty, więc kładą ją na ziemię, ciągną za nadgarstki po chodniku, potem trzech funkcjonariuszy chwyta ją za ręce, nogi i wlecze do radiowozu. Na nagraniu nie widać, żeby ofiara kopała, drapała, czy uderzała, zresztą ma skrępowane ręce i nogi. Nie słychać też wyzwisk, które policjanci jej zarzucają. Tylko raz, gdy policjanci chwytają ją za nogi, babcia Kasia mówi do jednego z nich: „Zabierz, durniu, te łapy”. Świadek zeznał, że to policjanci obrażali kobietę, a przez szybę radiowozu zobaczył, że klęczą na niej i dociskają ją kolanami. Sąd kazał niezwłocznie zwolnić oskarżoną babcię Kasię, wyrok zostanie ogłoszony we wtorek.
To nie był wyjątkowy incydent. Kilka dni temu w Głogowie policja spacyfikowała protest ok. stu mieszkańców. Na nagraniach udostępnionych przez inicjatywę OtwieraMY widać, jak policjant bije pałką jedną z kobiet. Kobieta jest też szarpana i rzucona na ziemię. Natomiast w Lublińcu pani Czesława Włuka opublikowała zdjęcie dwóch policjantów wciskających młodego mężczyznę do radiowozu. Zdjęcie opatrzyła opisem: „Zapytany policjant za co takie traktowanie odpowiedział : bo się nie przedstawił”. Kilka dni temu pani Czesława została wezwana na komendę, gdzie usłyszała, że publikując to zdjęcie miała zamiar znieważyć fotografowanych policjantów…
Policyjne władze nie tracą dobrego samopoczucia. Kiedy we Wrocławiu doszło do masowego gazowania strajku kobiet, poseł Śmiszek spytał komendanta o powody tak drastycznych interwencji. W odpowiedzi usłyszał, że podczas tej demonstracji policjanci czuli się zagrożeni. Podobnie argumentowano w Komendzie Głównej, nie zważając na śmieszność tej żałosnej skargi, odebranej przez większość Polaków jako przejaw bezczelnej buty.
Zniknęli gdzieś przyzwoici policjanci, zastraszeni relegowaniem ze służby za pobłażanie „wrogom państwa” i za krytykę bezprawia. Wypłynęli na powierzchnię karierowicze, dla awansu gotowi na każde świństwo. Podnieśli głowy krętacze, gotowi łgać przed sądem i pod przysięgą zarzucać ofiarom winy popełnione w rzeczywistości przez kolegów w mundurach. Obudzili się nieuleczalnie chorzy na władzę, damscy bokserzy i zwyczajni sadyści, obecni w każdym środowisku i w każdej branży, jednak szczególnie tam, gdzie pracownikom przysługuje jakaś forma władzy. W szeregach policji ujawnili się zwyczajni bandyci w mundurach, folgujący swoim namiętnościom w słusznym przekonaniu, że władza ich wybroni. I nie bez racji.
W ubiegłym roku komendant główny policji zapowiedział, że w każdym przypadku kierowania gróźb w stosunku do podległych mu policjantów i ich rodzin funkcjonariusze będą mogli liczyć na pomoc. Minister Mariusz Kamiński wystosował list w tej sprawie do funkcjonariuszek i funkcjonariuszy, w którym zapewnił: „Możecie być pewni, że będę dążył do tego, aby osoby, które kierują pod Waszym adresem groźby lub dopuszczają się bezpośrednich ataków, poniosły prawem przewidzianą odpowiedzialność”. W konsekwencji Biuro do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji, a także wydziały do walki z cyberprzestępczością komend wojewódzkich zajmują się dzisiaj… krytycznymi wobec policjantów wpisami w sieci.
Polska policja traci w oczach społeczeństwa. Trwoni dorobek, na który pracowała wiele lat. W niedawnym sondażu IBRiS dla Interii tylko 44,1 proc. respondentów deklarowało zaufanie do policji. Jeszcze w 2016 r. tej formacji ufało aż 70 proc. Polaków. Europejski Komitet ds. Zapobiegania Torturom twierdzi, że polscy funkcjonariusze nadużywają siły podczas zatrzymań. Zdaniem Komitetu, zatrzymanym utrudniany jest także dostęp do pomocy prawnej i nie mają oni możliwości poinformowania rodziny o swojej sytuacji.
Władza mówi policjantom to, co wszystkim swoim funkcjonariuszom na każdej państwowej posadzie: masz robić co ci każemy, cokolwiek by to było. Może ci się zdawać, że to, co robisz, jest bezprawne, ale pamiętaj, że to my ustanawiamy prawo. W razie czego obronimy cię przed zarzutami o nadużycie władzy, bo po naszej stronie jest prokuratura, a teraz mamy również swoich sędziów. Nie pytaj więc, czemu musisz wystawiać mandaty ludziom w maskach gromadzącym się na legalnym proteście, a nie masz prawa interweniować, gdy grupa prominentów bez masek tłoczy się na imprezie religijnej czy rocznicowej. Nie pytaj, dlaczego masz ochraniać agresywne marsze nacjonalistów, a pokojowe demonstracje kobiet pacyfikować, pałować, gazować i rozpędzać. Nie dziw się, kiedy każą ci wzywać na komendę i straszyć dzieci, które na Facebooku wkleiły informacje o protestach i nie żal się, że nie wolno ci zareagować, gdy ktoś z naszych pisze nienawistne posty o Żydach, pedałach, lesbach i lewakach, prowokując ataki na nich. Jeśli chcesz pozostać w pracy i awansować, to rób, co ci każą, i pamiętaj, że ten, kto kontestuje nasze polecenia albo wręcz się im sprzeciwia, sam prosi się o kłopoty. I mogą to być naprawdę duże kłopoty. Tak się rodzi państwo policyjne.
Źródło koduj24.pl
23 04 2021 „Szkoda, że kolejny raz górnicy zostali nabici w butelkę”.
No proszę! Przed chwilą pisałam o udziale pana Dudy w Szczycie Klimatycznym, gdzie niby z troską chce pochylić się nad najważniejszym wyzwaniem, jakie czeka ludzkość, a tymczasem....Wczoraj podano informację, że związkowcy i przedstawiciele rządu wreszcie podpisali porozumienie określającej szczegóły transformacji górnictwa węgla kamiennego oraz Górnego Śląska. Jak pisze Patryk Białas, ekspert ds. sprawiedliwej transformacji, z Koalicji Klimatycznej, „Kiedy liderzy światowi uzgadniają podwyższenie celów polityki klimatycznej, a cały świat świętuje Dzień Ziemi, część polskiego rządu i część liderów związkowych ogłaszają porozumienie. Kiedy w Brukseli Komisja Europejska i Parlament Europejski uzgodniły ramy prawa klimatycznego i cele klimatyczne, w tym cel neutralności klimatycznej do 2050 roku, staną się wiążące prawnie, w Polsce ogłasza się umowę, która nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwą. Smutny to dzień dla Śląska i smutny dzień dla Polski”. Nie ukrywa on, że polski rząd gra nie fair i górnicy zostali przez niego wystrychnięci na dudka. Z jednej strony rząd „wyciąga ręce po fundusze europejskie, w tym również fundusze przeznaczone na łagodzenie skutków likwidacji górnictwa w Polsce. Z drugiej strony, oszukuje górników i ich rodziny utrzymując, że transformacja energetyczna nie dotyczy naszego kraju, a górnictwo w Polsce może trwać przez kolejne dekady”. I dalej: „Transformacja energetyczna Polski jest wielkim wyzwaniem. Podpisana „umowa społeczna” nie ma nic wspólnego z kompleksowym planem sprawiedliwej transformacji. Rząd i związki zawodowe okłamują górników, że węgiel będzie można wydobywać aż do połowy wieku. Szkoda, że za węglowe oszustwo najwyższy rachunek zapłacą górnicy, którym zabiera się czas na przygotowania do zmian. Podpisane porozumienie jest chowaniem głowy w piasek przed dziejącą się na świecie i Europie transformacją energetyczną. Szkoda, że kolejny raz górnicy zostali nabici w butelkę„.
Jednak nie wszyscy współczują górnikom. Są tacy, którzy uważają, że „Nabici w butelkę? Nie sądzę. Po ostatnim porozumieniu, dostaną przywileje o jakich mogą pomarzyć inne grupy zawodowe. Olbrzymie odprawy, zagwarantowane zatrudnienie i inne benefity, w czasach, gdy miliony ludzi traci pracę i nie może podjąć nowej. Ale oczywiście, wmawiajmy ludziom, że to górnik jest poszkodowany. Jedynie niektórzy ogarnięci, co poszli w górnictwo wiedząc, co mogą zyskać”. Jedno jest pewne. Dzisiaj pan Duda będzie czarował na Szczycie Klimatycznym, wiceminister Soboń jest przekonany, że Komisja Europejska ochoczo zgodzi się na przyjęcie tego dokumentu i polskiej wizji w tym temacie, a my, podatnicy, będziemy ostro bulić by zapłacić za wprowadzenie tym porozumieniem, ustawowych gwarancji zatrudnienia do emerytury oraz osłon socjalnych dla odchodzących z pracy górników, ich urlopów przedemerytalnych i odpraw pieniężnych.
Źródło: gazeta.pl/bankier.pl
Kupuj polskie produkty to najnowsze hasło pisuarów, no i to widać i to słychać!? Nie potrafię zrozumieć jak Morawiecki mógł wygrać wybory na Śląsku!? Musieli wyniki sfałszować!? Z jednej strony się cieszę, że tani ruski węgiel płynie szeroką rzeką do Polski!? A z drugiej strony żal mi zamykanych polskich kopalń!? Dlaczego na polski węgiel nałożono ponad 120 podatków i opłat, no i mamy kwiatek do kożucha, koszt wydobycie 1 tony to maksymalnie 300 zł, a na składzie kosztuje 1000 zł. W Polsce zamyka się kopalnie, a produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? No to już wiemy dlaczego w Polsce mamy smog i śmierdzące powietrze!? Nie wiemy tylko kto zgarnia kasę za zamykanie kopalń w Polsce!?
Morawiecki zamyka kopalnie, a Amerykańsko- szwajcarsko- niemieckie konsorcjum ma pomysł na budowę nowej kopalni w Polsce, znaczy się zostanie zrestrukturyzowana, czyli dotrą do węgla wysoko koksującego nieodzownego w produkcji stali, którego wydobycie jest już opłacalne !?
Z forum: Jak pisze bankier.pl związkowcy i przedstawiciele rządu uzgodnili w czwartek treść umowy społecznej, określającej szczegóły transformacji górnictwa węgla kamiennego oraz Górnego Śląska. Parafowanie dokumentu zaplanowano na najbliższą środę w Katowicach 
22 04 2021 Zaskakująco dobre dane z polskiej gospodarki.
Wczoraj w mediach pojawiły się dane dotyczące polskiej gospodarki na koniec marca tego roku, z których między innymi wynika, że produkcja przemysłowa przebiła najśmielsze oczekiwania i wzrosła w ujęciu rok do roku o blisko 19%. Po tzw. odsezonowaniu ten wzrost wynosi 15,7% w ujęciu rok do roku ale bardzo optymistyczną informacją jest to, że produkcja przemysłowa w marcu jest wyższa aż o 7,3% niż przed pandemią. Jednocześnie okazało się, że wynagrodzenia w marcu wzrosły aż o 8% w ujęciu rok do roku, co po uwzględnieniu średniorocznej inflacji w wysokości 3,2%, oznacza, że realne wynagrodzenia wzrosły w ujęciu rocznym aż o 4,8%. Wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy w związku z 3 falą pandemii koronawirusa w naszym kraju, działalność w niektórych branżach polskiej gospodarki jest całkowicie zablokowana, bądź poważnie ograniczona. To wyraźne przełamanie trendu wzrostowego przez produkcje przemysłową w marcu tego roku, dla której bazą jest rok 2015 pokazuje, że polska gospodarka może w tym roku osiągnąć wzrost wynoszący powyżej 4% PKB.
Przypomnijmy, że prestiżowy Wiedeński Instytut Studiów Ekonomicznych podkreślił niedawno, że wg jego prognozy Polska będzie w tym roku jedynym krajem w UE, którego PKB osiągnie wartość sprzed wybuchu kryzysu. Przypomnijmy także, że największe światowe agencje ratingowe (Fitch, Standard& Poor's), wiosną tego roku zaprezentowały prognozy wzrostu PKB w Polsce w 2021 roku na poziomie 3,5-4%, co oznacza, że rzeczywiście pod koniec tego roku odrobimy spadek PKB z 2020 roku, który wyniósł 2,7%. W konsekwencji obydwie agencje potwierdziły dotychczasowy wysoki rating Polski dotyczący stanu polskiej gospodarki, jej perspektyw rozwojowych, a także dobrego stanu finansów publicznych.
Okazuje się, że pomoc finansowa państwa skierowana od przedsiębiorców i pracowników jest niezwykle skuteczna skoro mimo ograniczeń w gospodarce spowodowanych kolejnymi lock downami, produkcja przemysłowa rośnie tak gwałtownie. Jak poinformowała w tych dniach Kancelaria Premiera łączne wsparcie w ramach kolejnych Tarcz Antykryzysowych i dwóch Tarcz Finansowych przekroczyło już wręcz astronomiczna kwotę 205 mld zł. Wsparcie udzielone przedsiębiorcom w ramach 2. Tarcz Finansowych w dniu 10 kwietnia przekroczyło -70, 2 mld zł, z kolei wsparcie z 8. już Tarcz Antykryzysowych przekazywane za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) przekroczyło- 71,3 mld zł, wsparcie przekazywane za pośrednictwem instytucji podporządkowanym Ministerstwu Rodziny i Polityki Społecznej przekroczyło -30,3 mld zł, ZUS-u 32,6 mld zł, a Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości -0,2 mld zł.
Sumarycznie to wręcz astronomiczna kwota zbliżająca się do 10% polskiego PKB i wydatkowanie tak dużych środków w ciągu niespełna roku na pomoc państwa dla przedsiębiorców i pracowników dotkniętych skutkami pandemii Covid19, było możliwe tylko dzięki temu, że przez 5 lat rządów Zjednoczonej Prawicy udało się zredukować dług publiczny w relacji do PKB o 8 punktów procentowych z 54% do 46%. Wygląda więc na to, że instrumenty wsparcia dla przedsiębiorców i pracowników zostały tak dobrze skonstruowane przez rząd, że podtrzymują one zarówno produkcję jak i miejsca pracy i to w całej gospodarce, nawet w tej części, która została objęta ograniczeniami.
Wzrost produkcji przemysłowej w marcu o blisko 19% wykraczający poza trend wyznaczony jeszcze sprzed pandemii koronanwirusa, pokazuje z jednej strony siły witalne tkwiące w polskiej gospodarce, z drugiej skuteczność polityki fiskalnej państwa wspierającej przedsiębiorców i pracowników.
Źródło naszeblogi.pl
Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle!? Czego on się napił, co zjadł, że takie głupoty wypisuje!?
Dziwne to zjawisko im więcej zaszczepionych, tym więcej jest jeszcze zakażonych!? To tak jak z gospodarką im szybciej się rozwija, tym wyższe ceny w sklepie, lub wodą im bardziej ją oszczędzamy tym jest droższa!?
Polska gospodarka jak to dumnie brzmi, ale kiedy to było!? Dziś jak firma ma malutką stratę to się bardzo cieszy, i liczy na lepsze czasy. Zapewniam Was że dopóki Morawiecki będzie stał na czele rządu możemy liczyć jedynie na jeszcze gorsze czasy!?
Musimy przyzwyczajać się do życia w „bogatyźmie” zafundowanym przez Morawieckiego! Wzrost PKB skoczy do 8%, albo jeszcze więcej!? Jak tak dalej pójdzie to bogaty Zachód będzie musiał gonić ceny w polskich sklepach!? Morawiecki obiecał nam życie na wyższym poziomie jak na Zachodzie, i dotrzyma słowa!? Poziom Polski stanie się poziomem dla Zachodu!?
Z forum: To oczywiście dobre wiadomości ale dotyczą jakich konkretnie przedsiębiorstw? Potrafi Pan podać 10największych przedsiębiorstw i 10 o największym wzroście produkcji? Z informacją jak wielkie to kwoty sprzedaży, jakie podatki US i ZUS, i jakie dotacje są w tych firmach? I jakie miały lockdowny od marca ub.roku? 
16 04 2021 Wyciąganie za kompetencje.
We wtorek, odnotowano w Polsce 644 ofiary pandemii. W środę – ponad 800. Padł kolejny dramatyczny rekord. Co okazało się – w tej sytuacji- głównym newsem we wszystkich programach informacyjnych? Konferencja prasowa ministra Ziobry w sprawie Sławomira Nowaka. Oraz „rozprawa” TK dotycząca RPO- Adama Bodnara! Standard. Oczywistą niekompetencję obozu władzy w walce z pandemią „przykryto” organizując tak zwany „cyrk medialny” na temat zupełnie niezwiązany z tragiczną sytuacją w służbie zdrowia i bodaj już najwyższym u nas współczynnikiem umieralności na covid na świecie. Bo przecież zawsze można wskazać kogoś jeszcze mniej kompetentnego. Na przykład wymiar sprawiedliwości.
Decyzja sądu o wypuszczeniu z aresztu byłego ministra Nowaka (po 9 miesiącach) wydała się obozowi władzy jeszcze bardziej skandaliczna, niż niewydolność narodowych szpitali tymczasowych, toteż minister sprawiedliwości zdecydował się potępić ją publicznie, na specjalnej konferencji prasowej. W jej trakcie osobiście dowodził bezsprzecznej winy aresztanta Nowaka, nazywając go wprost „przestępcą”, który oto, tylko ze względu na sympatie polityczne sędziego, będzie teraz chodził powolności. Bo przecież to nie jest wina prokuratury, że po trzech latach śledztwa i niemal roku trzymania podejrzanego za kratami nie była dotąd w stanie sformułować aktu oskarżenia i wysłać g do sądu. Minister Ziobro wie o tym najlepiej jako Prokurator Generalny. Więc – tym razem jako Minister Sprawiedliwości – już prokuratorów uniewinnił.
Co innego ze Sławomirem Nowakiem. Ten powinien siedzieć. I to najlepiej razem z sędzią, który zdecydował o wypuszczeniu go z aresztu. No bo nie może być tak, że taki sędzia może sobie sądzić tak, jak sądzi, że może. Nie po to była „dobra zmiana” w sądownictwie i nie o takie sądy walczył bohatersko pisząc kolejne nieudane, wadliwe lub sprzeczne z Konstytucją ustawy pan magister Dwojga Funkcji Ziobro! Skoro szef wszystkich sędziów i prokuratorów w jednym zdecydował o winie Nowaka, na długo przed procesem, określając go publicznie „przestępcą”, to znaczy, że Nowak jest winny i powinien zostać tam, gdzie był, do czasu, aż minister zdecyduje inaczej. A nie, żeby jacyś sędziowie uzurpowali sobie prawo do ingerowania w decyzje ministra. A to dlatego, że – jak łatwo było wywnioskować z głęboko emocjonalnej wypowiedzi szefa resortu sprawiedliwości – nie ma czegoś takiego, jak niezależna władza sądownicza. Władza jest tylko jedna. I leży tam, gdzie leży. Na Nowogrodzkiej, zdaje się. Chociaż teraz, to już nie za bardzo wiadomo…Opozycja i różni tam obrońcy praw człowieka, których – co ogłosił inny minister – Przemysław Czarnek – tak naprawdę, to nie ma, podchwycili temat i krzyczą o braku kompetencji pana magistra Ziobry. Ba – do dymisji go wzywają, z powodu nieznajomości prawa.
Ale mylą się głęboko, ponieważ pan minister prawo zna najlepiej na świecie. Prawo bowiem to…pan minister. I – by zacytować klasyka – nie będą mu różni tam, w obcych językach, dyktować, jaką tu u nas praworządność mieć mamy! I, żeby była jasność, to żaden tam brak kompetencji. Niedouczenie jakieś,albo coś. Przeciwnie. To najwyższy poziom kwalifikacji. Kto tego nie wie, nie nadaje się do żadnej funkcji w obozie PiS. Nie bez powodu najmocniejszym bastionem PiS jest wszak Podkarpacie, gdzie z dawien dawna stosowane jest przysłowie: „wszystko można, co nie można, byle z wolna i z ostrożna”. Najlepiej po cichu. Ale jak trzeba wprost, bez zbędnych ceregieli, to też.
Dokładnie takie same zdolności i umiejętności posiada, na przykład, sędzia TK – Krystyna Pawłowicz, choć niektórzy usiłują teraz podważyć jej zdolność do sprawowania funkcji z powodu nieznajomości prawa o ochronie danych osobowych, nie mówiąc już o dyskryminacji osoby ze względu na płeć i orientację, czego wprost zakazuje Konstytucja. No ale, gdyby pani Krystyna, albo jej kolega z ław TK, sędzia Piotrowicz nie umieli sobie radzić z takimi drobiazgami jak RODO czy Ustawa Zasadnicza, to przecież nie byliby w ogóle sędziami TK z nominacji partii rządzącej. A i jego przewodnicząca nie byłaby przewodniczącą, gdyby nie potrafiła pouczyć RPO Adama Bodnara, że ma się do niej zwracać „wysoki trybunale”, czy jakoś podobnie.
Marszałek Terlecki również nie byłby marszałkiem tego Sejmu, a prezes Orlenu jego prezesem, gdyby wczoraj nie powiedzieli o sądach tego, co właśnie powiedzieli.
To na tym polegają ich kompetencje. Dlatego szef koncernu paliwowego może być magistrem wyższej szkoły czego bądź, minister sprawiedliwości – nie znać prawa, a ambasador nie mieć matury ani nie opanować żadnego języka obcego. Ministrowi edukacji wolno nie posiadać wiedzy w kwestii praw człowieka, a wiceministrowi – „praw zwierząt”. To nawet lepiej, bo formalne kompetencje –jak by nie patrzeć – jednak utrudniają nieco publiczne wygłaszania takich specyficznych poglądów i – zwłaszcza – wprowadzanie ich w życie.  Cóż, jak stąd wynika kwalifikacje niezbędne do sprawowania rządów w państwie PiS to nie tyle stan wiedzy, co stan świadomości. marszałka Terleckiego w kwestii braku kompetencji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Lub, co jeszcze gorzej, o ich zaangażowaniu politycznym. Po niewłaściwej stronie, oczywiście. Bo gdyby wyrok w sprawie Nowaka był po myśli władzy, to wtedy byłby w porządku. A tak – nie jest.
Źródło koduj24.pl
Kaczyński Jarosław przyznam, że ten człowiek budzi czasem we mnie coś na kształt współczucia. Zdeklarowany wróg nepotyzmu skazany na Misiewiczów. Zaciekły antykomunista zmuszony, z braku ekonomicznej wiedzy, do gospodarczych i społecznych decyzji rodem z PRL. Szczery wróg PZPR i SB, współpracujący z synami wrażego systemu, bo otaczające go beztalencia nie zapewnią mu realizacji marzenia o nieograniczonej władzy. Właściciel firmy powołanej w celu uratowania Polski, świata i całej ludzkości, do której myślący Polacy się nie garną, dopóki nie rozszerzy działalności. Prometeusz i Syzyf w pakiecie… Smutne. 
13 04 2021 To był spisek!
Donald Tusk, od niepamiętnych czasów ulubiony wróg Prezesa, pozwolił sobie skrytykować prezesową prokuraturę, która od dziewięciu miesięcy przetrzymuje w areszcie Sławomira Nowaka i nie kwapi się ze skierowaniem zarzutów do sądu, gdzie oskarżany mógłby bronić swoich racji. Chodzą słuchy, że Nowak siedzi niejako w zastępstwie i będzie siedział tak długo, dopóki nie zezna czegoś, za co można będzie posadzić Donalda Tuska.
Przypomnijmy: Nowak to były minister w rządzie PO-PSL, który wyleciał z roboty, ponieważ w oświadczeniu majątkowym nie uwzględnił jednego zegarka i jednej umowy leasingowej, co w owych czasach było niedopatrzeniem karygodnym, oburzającym i niedopuszczalnym. Dziś oskarżony został o jakieś przekręty, o których niewiele wiadomo, bo zarzuty zostały utajnione. Wiadomo tylko, że są to zbrodnie tak niebywałe i porażające, że na wszelki wypadek przez pół roku nie pozwolono mu nawet zadzwonić do żony, a przez dziewięć miesięcy nie zobaczył nikogo z rodziny. Nowak okazał się więc równie groźny jak terroryści z Guantanamo, którym też miesiącami odmawiano wszelkich kontaktów. Bezmiar przestępstw popełnionych przez Nowaka i moc dowodów potwierdzających jego winę uprawniły generalnego prokuratora do unieważnienia obowiązującej w państwie prawa reguły domniemania niewinności. Minister Ziobro publicznie nazwał byłego ministra transportu przestępcą, a na dowód jego winy pokazał na telebimie zdjęcie sterty pieniędzy, co wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie dziennikarzy z partyjno-rządowych mediów.
Donald Tusk pozwolił sobie skrytykować przewlekłość postępowania prokuratury dwa dni przed terminem rozprawy odwoławczej od decyzji sądu niższej instancji, przedłużającej areszt o kolejne trzy miesiące. Sprawę wylosowała sędzia Agnieszka Domańska z warszawskiego Sądu Okręgowego, która uznała, że dochodzenie prokuratora i areszt Nowaka nie mogą jednak trwać w nieskończoność i nakazała zwolnić oskarżonego. Oburzony tym i rozdrażniony Zbigniew Ziobro zorganizował konferencję prasową, a raczej pogadankę dla dziennikarzy bez prawa zadawania pytań, podczas której wyraził przekonanie, ze możemy być świadkami politycznego spisku w obronie przestępcy. Spisek polegałby na tym, że Donald Tusk niejako wymusił na sędzinie zwolnienie Nowaka, który teraz najprawdopodobniej ucieknie z kraju. Możliwe, że Tusk uczynił to z obawy, że dalsze śledztwo, które „zatacza coraz szersze kręgi”, może ujawnić również jego przekręty. Zdaniem pana Ziobry podtekst polityczny owej afery objawia się również tym, że sędzina Domańska jest członkinią Iustitii. Co prawda stowarzyszenie to, do którego należy ponad jedna trzecia polskich sędziów, jest legalne (jeszcze), ale nie kryje niechęci do obecnego ministra i wyraża krytyczne opinie o „dobrej zmianie” w wymiarze sprawiedliwości. Na kanwie wspólnych z Donaldem Tuskiem idei, wrogich wobec legalnej władzy, niewykluczone są również jakieś osobiste kontakty byłego premiera z sędziną. Jak zauważył red. Grzegorz Sroczyński w TVN24 – nie jest wykluczone, że sędzia, która wypuściła z aresztu Sławomira Nowaka jest odkryciem towarzyskim Donalda Tuska i gotuje mu obiadki…
***
Prawniczy bełkot prokuratora generalnego, zaprawiony spiskową teorią o tajemnych wpływach Donalda Tuska na polski wymiar sprawiedliwości, nie zasługuje na merytoryczną polemikę. W sytuacji, gdy władza ubiera w sędziowskie togi polityków własnej partii, zarzut stronniczości sędziów z powodu ich przynależności do legalnej korporacji zawodowej jest śmieszny i zwyczajnie głupi. Zgodnie z pokraczną logiką Ziobry: kiedy Tusk mówi, że Nowak nie powinien tak długo siedzieć bez sądu, to agresywnie naciska na sąd, natomiast gdy prokurator generalny twierdzi, że Nowak powinien nadal siedzieć bez sądu, to działa w interesie publicznym.
Minister, który zastępuje sąd, może sto razy twierdzić, że wszyscy są równi wobec prawa, ale i tak prawo nadal nie będzie równe dla wszystkich. Długa jest lista kolegów partyjnych Zbigniew Ziobry obwinianych o wielkie i mniejsze przewałki, którymi prokuratura się nie zajęła, a jeśli nawet z konieczności wszczęła dochodzenia, to po to, by je umorzyć. I to nie jest wina Tuska.
Źródło koduj24.pl
Znaleziono 4 mln zł u Nowaka, po prawie dwóch miesiącach od aresztowania, to ile tego może być u Morawieckiego, Szumowskiego, Glińskiego, Banasia, Kaczyńskiego......
08 04 2021 Osiem demonstracji w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Jak będą wyglądały obchody?
Dwie msze oraz składanie wieńców przy pomnikach na pl. Piłsudskiego w Warszawie, delegacje w okrojonym składzie, wszystko w reżimie sanitarnym. Tak mają wyglądać główne obchody 11. rocznicy katastrofy smoleńskiej. W okolicach pl. Piłsudskiego zarejestrowanych zostało też osiem demonstracji. Większość z nich organizują osoby związane ze Strajkiem Przedsiębiorców. - Nie będzie miłej atmosfery - zapowiadają. - Uważam, że obowiązkiem władz państwowych jest upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej, pomimo trudnej sytuacji pandemicznej. Podczas wszystkich uroczystości zachowywane będą zasady sanitarne - zapewnia w rozmowie z Onetem Anita Czerwińska, rzeczniczka PiS
Większość z ośmiu demonstracji, planowanych w pobliżu pl. Piłsudskiego, organizowana jest przez przedstawicieli Strajku Przedsiębiorców, w ramach akcji pod hasłem "Narodowa blokada schodów Jarosława" - Chcemy wykrzyczeć całą prawdę o tym, jak się dziś traktuje społeczeństwo. I jak przez Kaczyńskiego, jego decyzje i działania, nasz kraj, niczym tupolew, zmierza w kierunku ziemi i mimo że słychać już "pull up, pull up", nikt nie podnosi go do góry - mówi Paweł Tanajno, jeden z organizatorów demonstracji. Stołeczny ratusz musiał je zarejestrować, ponieważ zostały zgłoszone na maksymalnie pięć osób, a więc zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jednocześnie władze stolicy zakazały dwóch kolejnych zgromadzeń, bo miało w nich uczestniczyć 150 i 300 osób
To już druga rocznica katastrofy smoleńskiej, która odbędzie się w czasie pandemii. Poprzednie obchody wzbudziły wiele kontrowersji. 10 kwietnia 2020 r. na placu Piłsudskiego pojawił się bowiem Jarosław Kaczyński na czele dość licznej grupy polityków (wśród nich był też krewny prezesa PiS), których było więcej niż pozwalały ustanowione przez rządzących przepisy (obowiązywał wówczas zakaz gromadzenia się powyżej dwóch osób). Nikt nie miał maseczek, nie wszyscy zachowywali odpowiedni dystans społeczny. Policja nie reagowała. - Nie mamy w tym przypadku do czynienia ze zgromadzeniem w trybie ustawy, a poszczególne osoby wykonują swoje zadania w ramach pełnionych urzędów i funkcji - tłumaczyła potem Komenda Stołeczna Policji.
Kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej już za kilka dni, w sobotę, 10 kwietnia. Jak będzie tym razem? - W związku z pandemią koronawirusa tegoroczne obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej ograniczone zostaną do wymiaru liturgicznego. Rozpocznie je o godz. 8 rano msza święta w kościele seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Potem delegacje państwowe, które ze względów sanitarnych będą w okrojonych składach, złożą kwiaty i wieńce przed pomnikami na placu Piłsudskiego. Formalnie będzie to uroczystość państwowa, której organizatorem jest Ministerstwo Obrony Narodowej i to ono dopracowuje szczegóły jej przebiegu - mówi Onetowi Anita Czerwińska, rzeczniczka PiS.
- Potem delegacje pojadą na cmentarze i będą składać wieńce na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej. Obchody zakończy wieczorna msza, która rozpocznie się o godz. 19 w archikatedrze warszawskiej na Starym Mieście. Uważam, że obowiązkiem władz państwowych jest upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej, pomimo trudnej sytuacji pandemicznej - dodaje.
- Oczywiście podczas wszystkich tych uroczystości zachowywane będą przepisowe zasady sanitarne. Do kościołów będzie mogła wejść tylko określona liczba osób, wynikająca z obostrzeń epidemicznych. Będą też przestrzegane wszelkie inne zasady sanitarne, jak zachowanie dystansu społecznego czy zakrywanie ust i nosa maseczką - podkreśla Czerwińska.
Jak ustalił Onet, sześć z tych ośmiu demonstracji organizują osoby związane ze Strajkiem Przedsiębiorców, w ramach akcji pod hasłem "Narodowa blokada schodów Jarosława". Na profilu wydarzenia na Facebooku czytamy m.in: "Jarek zabrałeś nam wolność, my zabierzemy ci rocznicę. Wszyscy razem 10.04 do Warszawy na słynne schody! Czas, aby to ludzie zaczęli odbierać rządzącym ich wolność. Zrobimy im lockdown na schody. Bądźmy razem przeciw rządzącym! Czas na działania, czas na ruch obywateli".
Obstawiliśmy plac Piłsudskiego właściwie z każdej strony. Mamy właściwie trzy cele. Po pierwsze: spowodować, żeby Jarosław Kaczyński w ogóle nie przyjechał na plac Piłsudskiego. Staniemy w poprzek drogi, podczas legalnej demonstracji, blokując z każdej strony wjazd na plac. Musiałby przejechać po nas. Bo nikt nie może legalnie, bez użycia nieuzasadnionej przemocy, usunąć nas z miejsca zarejestrowanego zgromadzenia - tłumaczy w rozmowie z Onetem Paweł Tanajno, polityk i biznesmen, jeden z liderów Strajku Przedsiębiorców, były kandydat na prezydenta RP i prezydenta Warszawy.
Źródło onet.pl
Z forum: Ludzie jak wy tak możecie gnębić najwybitniejszego Polaka Tysiąclecia, bezpośredniego potomka Bolesława Chrobrego. To tylko Jemu zawdzięczacie 500+, Obajtka w Orlenie, Sasina wszędzie gdzie tylko można, Spytajcie Panienki Jasnogórskiej dzięki komu wstaliście z kolan, spytajcie dzięki komu Polska jest militarną potęgą Europy, spytajcie dzięki komu Polska rośnie w siłę a ludzie dostają żytniej. Spytajcie dzięki komu wygrał Hurkacz i dlaczego Bayern przerżnął mecz bez Lewandowskiego. Na kolana wredna Totalna Opozycjo, bij się w piersi i dziękuj z łzami w oczach za wszelkie Dary spływające na nasz piękny kraj, dzięki temu że na jego czele stoi Genialny Strateg i Myśliciel nie byle jaki!!! 
31 03 2021 Dyrektor Generalny Lasów Państwowych dostał 95 proc. zniżki na dom od Lasów Państwowych.
Kilka dni temu Grzegorz Zubowicz, były polityk PiS-u z Suwalszczyzny i były leśnik wysłał do kolegów i koleżanek z Lasów Państwowych, a także do premiera Mateusza Morawieckiego, wiceministra Edwarda Siarki i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego list, oskarżający Andrzeja Koniecznego, dyrektora generalnego Lasów Państwowych o nadużycia. Jednym z powodów jest kupno nieruchomości od Lasów Państwowych przez ich dyrektora, po imponującej zniżce. „Dojna zmiana do kwadratu”- komentuje sytuację Zubowicz. Jego zdaniem Andrzej Konieczny przynależy do „leśnej elity dobrej zmiany”. Korespondencja ta krąży od kilku dni między leśnikami i wzbudza wielkie emocje – czytamy w portalu „Wyborczej”. Autor listu rozstał się z Lasami po tym, gdy próbował alarmować w sprawie kradzieży drewna, z kolei na niego skarżyli się koledzy i koleżanki z Lasów w sprawie przyjmowania korzyści majątkowych (postępowanie nieprawomocnie umorzono). Zubowicz został też wyrzucony z podlaskich struktur PiS. Wspomniana nieruchomość ma powierzchnię ponad 110 metrów kwadratowych i stanowi część leśnej osady, na którą składają się trzy budynki (łącznie sześć mieszkań) w pobliżu siedziby nadleśnictwa Pomorze w gminie Giby, w okolicy jeziora. Na jej zakup Konieczny dostał od Lasów Państwowych 95 proc. zniżki, kiedy był już … ich dyrektorem. Jak to możliwe?
Do niedawna przy wykupie lokali mieszkalnych pracowników Lasów Państwowych obowiązywała zasada, że wartość wykupowanego lokalu nie może przekroczyć 100 tys. zł. Tymczasem nieruchomość dyrektora Andrzeja Koniecznego została wyceniona przez niezależnego rzeczoznawcę na 188,4 tys. zł. Jednak przy sprzedaży Lasy Państwowe wzięły pod uwagę (na podstawie przepisów) jedynie wartość księgową domu Koniecznego – w efekcie, choć nieruchomość była warta niemal 200 tys., wartość księgowa … nie przekraczała ustalonego limitu 100 tys. zł. Konieczny kupił go z 95-procentową bonifikatą, czyli zapłacił około 9,5 tys. zł. Miesięczne wynagrodzenie zasadnicze dyrektora generalnego LP wynosi   14 670 zł brutto (+ dodatek funkcyjny). Wystarczyła zatem jedna pensja…
Szefowi LP udało się obejść także inny, ważny warunek. Otóż zgodnie z ustawą o lasach, prawo pierwokupu  tego typu nieruchomości spośród pracowników mają te osoby, które „są ich najemcami i w których mieszkają”. Konieczny – będący od 2015 roku wiceministrem środowiska a od 2018 roku dyrektorem LP – wspomniany dom na Suwalszczyźnie wynajmował od 1999 roku i to fakt posiadania umowy najmu potraktowano jako argument dla określenia, czy Konieczny w ogóle tam mieszka, a więc czy ma prawo pierwokupu. Zdaniem Lasów Państwowych to tam nieprzerwanie znajdowało się jego „centrum życiowe”, mimo że obowiązki służbowe pełnił z dala od gminy Giby. „Przez ponad 20 lat Andrzej Konieczny dzierżawił jeden z sześciu lokali mieszkalnych w zabudowie szeregowej w „osadzie Pomorze”, płacił za niego czynsz i był w nim zameldowany; jest zarejestrowany u lekarza rodzinnego w tej miejscowości, tam był zarejestrowany jego samochód i tam płacił podatki” – napisała Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych. Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Zubowicz, który przypomina, że obecny dyrektor już od 2006 roku pracował kolejno w  Lublinie, później w Warszawie.
Według informacji LP, dyrektor nie wnioskował o wykup użytkowanego przez siebie lokalu, to nadleśnictwo poinformowało go o zamiarze jego sprzedaży w styczniu 2019 roku i zawiadomiło o przysługującym mu jako najemcy prawie pierwokupu, ostrzegając, iż prawo to wygasa po upływie sześciu miesięcy od daty otrzymania oferty sprzedaży lokalu” – zaznacza rzeczniczka i podkreśla że cała procedura odbyła się zgodnie z zasadami opisanymi w ustawie o lasach. Oprócz wspomnianej części osady w Nadleśnictwie Pomorze Konieczny nie kupił żadnej innej nieruchomości. Malinowska w imieniu dyrektora Koniecznego zapowiedziała także sprawę w sądzie przeciwko Zubowiczowi. Ten twierdzi, że póki co nie otrzymał jeszcze pozwu od dyrektora.
Źródło: wyborcza.pl
Z forum: Pisowski dyrektor Lasów Państwowych kupił 110-metrowy domek blisko jeziora za 9,5 tys. zł. Nawet Obajtek tu wysiada. Jedyne co napędza działaczy PiS to niepohamowany apetyt na kasę. Jeden obrobi kontener PCK z odzieżą dla biednych, drugi "kupuje" dom.
Blisko jeziora, to i komarów multum. Dlatego cena była niska. A przez osiem poprzednich lat PO nic nie zrobiła, żeby rozwiązać problem komarów Taką mam koncepcję.
Fajnie żyje się funkcjonariuszom państwa PiS. Jeden dostaje milion zniżki na mieszkanie, inny kupuje dom za 9,5 tys. zł. Te pieniądze im się należały!
Jakże prawdziwe stają się w tym kontekście słowa pani K. Rusin: „W Polsce rządzą złodzieje i patologiczni kłamcy! I każdy dzień jest na to kolejnym dowodem.” Polacy, jak długo będziemy to tolerować. Przypominam, że koalicja PO-PSL przegrała przez zegarek, ośmiorniczki i kamieni kupę.
Biedak musiał zapłacić aż 5% wartości. A przecież polski Kościół Rzymsko Katolicki kupuje, zgodnie z prawem, działki i obiekty za 1% ich rzeczywistej wartości.
To niesprawiedliwe. Panu dyrektorowi należy się zwrot nadpłaconych 4%. Wszak dewizą PiS jest równość i sprawiedliwość wszystkich. Nieprawdaż? 
25 03 2021 Literaci do piór, czyli chwila dla debila.
Pisarz, Jakub Żulczyk nazwał był prezydenta Dudę „debilem”. Jakiś czas temu nazwał, ale teraz pojawił się problem. Oj nieładnie…No i kłopot ma, bo ktoś z otoczenia prezydenta poczuł się – w jego i Rzeczypospolitej imieniu – ciężko obrażony. No bo jak to tak, że „debil”? Rozpętała się z tego awantura na miarę międzynarodową, bo o grożących autorowi trzech latach w pudle za obrazę majestatu informowała nawet telewizja BBC. Że niby taki skansen w Polsce mamy, że ściga się tu za używanie nieobyczajnego języka wobec urzędników państwowych. Tymczasem autorowi skargi do prokuratury należy się medal za postawę. Bo przecież wykazał się wyjątkową empatią i taktem w stosunku do osób niewydolnych intelektualnie. Debilizm, to bowiem określenie naukowe, zapożyczone do języka potocznego z podręczników psychiatrii klinicznej. A przecież wszyscy zgodzimy się, co do zasady, że naigrywanie się z niepełnosprawności jest co najmniej nieeleganckie. Tak po prostu nie wypada! Czym bowiem zasłużyli sobie chorzy niewydolni umysłowo, żeby ich zaraz porównywać z panem Andrzejem Dudą? No czym, pytam?
Ale zaraz, przecież to nie chodziło o obrazę uczuć niepełnosprawnych, tylko o osobę pana prezydenta…No cóż, tutaj literat nie ma wiele na swoją obronę, bo na co dzień obcując ze słowami powinien był wiedzieć, że czyniąc inkryminowane porównanie wypadało zaznaczyć, za Sienkiewiczem klasykiem, że urąga się „prywatnemu, nie posłowi”. I wówczas byłaby to – ewentualnie- sprawa z oskarżenia prywatnego, o ile pan prezydent zdecydowałby się powierzyć ocenę swojej sprawności intelektualnej biegłym psychiatrom. Kolejny, znacznie zresztą większy grzech znanego pisarza jest taki, że nazywając prezydenta „debilem” wykazał się kiepską kreatywnością językową. „Debil”? Naprawdę? Uznanego autora rzeczywiście nie było stać na nic więcej? No cóż, skoro tak, to – chciałoby się powiedzieć – „literaci do piór”! I niech, zamiast wyzywać aktualnie rządzących jak byle troll na Fejsie potrafi, napiszą kolejne, współczesne wersje lektur szkolnych. Inspiracji nie braknie. Wystarczy przejrzeć nagłówki tabloidów.
Weźmy jeden z paragrafów zapowiadanego szumnie programu PiS na czasy po pandemii – „Nowego Ładu”. Na przykład rozdział: „Polska – nasza ziemia”. Właśnie dowiedzieliśmy się z gazet o kolejnej posiadłości ziemskiej prezesa Orlenu, Daniela Obajtka. Inni prominentni politycy formacji władzy też dobrze wiedzą, że grunt, to podstawa. Rozumieją to zarówno premier Morawiecki, skupujący okazyjnie mieszkania i działki we Wrocławiu, jak i biskup Głódź, remontujący dworek na Podlasiu za dotacje z PEFRONU. Partia pana prezesa jest przewidująca, więc przewidziała marzenia swoich pretorian o małych białych dworkach zanim jeszcze wygrała wybory. Zaraz na początku rządów wyjęła więc z szuflady i uchwaliła w dwie doby ustawę o obrocie gruntami. Jeszcze kilku takich prezesów Orlenu i polska ziemia –rzeczywiście – cała będzie „nasza”. Ich, znaczy. Wszystkich przyjaciół PiS-u.
Czyż to nie jest gotowy materiał na nową „Ziemię Obiecaną”? Ten nie miał nic, tamten nie miał nic, ów nie miał nic. Mieli więc razem (z małą pomocą partii) akurat tyle, by postawić sobie Dwie Wieże. Albo chociaż po rezydencji dla każdego…W związku ze spektakularnymi karierami „od zera do milionera”, które robią teraz zacni wójtowie, pilni licealiści oraz skromne nauczycielki, na swoją kolej czeka też aktualna wersja „Nikodema Dyzmy”. W dobie błyskawicznych rozwodów kościelnych i dyskretnej turystyki aborcyjnej nie od rzeczy byłaby również reedycja „Dziewic Konsystorskich” i „Moralności pani Dulskiej”. Na swojego, tym razem polskojęzycznego Lermontowa czeka też z utęsknieniem wciąż nieopisany „Bohater naszych czasów”. A jako odpowiedź na „Nowy Ład”, jakiś kolejny „Nowy Wspaniały Świat”. Natomiast co do inwektyw z poziomu Internetu, literaci powinni wziąć sobie do serca czterowiersz Juliana Tuwima:
„Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci przytyczka ani klapsa
Nie powiem nawet „pies cię j…ł
Bo to mezalians byłby dla psa”.

Źródło koduj24.pl
22 03 2021 Polityka zagraniczna PiS. Niekończące się pasmo „sukcesów”.
PiS uważa, że świat kończy się tam, gdzie sięga wzrok i myśl Kaczyńskiego. Świat uważa inaczej. Ta sprzeczność powoduje wiele problemów, które są brzemienne w skutki dla Polski. Trzeba przyznać, że polska polityka zagraniczna prowadzona przez kolejnych ministrów spraw zagranicznych PiS oraz Dudę stanowi pasmo niekończących się sukcesów. Nasze wysiłki są dostrzegane zarówno w ich wymiarze wspólnotowym, euroatlantyckim i bilateralnym. Nie mogę stać z piórem u nogi, gdy intelektualne wysiłki prawych i sprawiedliwych są tak wysoko oceniane i pozytywnie komentowane. Przyznaję szczerze, że dają one od lat wymierne efekty wizerunkowe dla Polski, napawając z pewnością ich autorów narodową dumą.
Unia Europejska. Komisja Europejska i Parlament Europejki są areną kolejnych opinii i debat poświęconych naruszaniu przez polski rząd prawa wspólnotowego i fundamentalnych dla Unii wartości. Fundusze przyznawane Polsce w budżecie Wspólnoty są uzależnianie od przestrzegania przez „zjednoczoną prawicę” zasady praworządności. Nie ma to nic wspólnego ze stosunkiem UE do Polski, ale do poczynań jej obecnych włodarzy. Nawet własne MSZ ostrzega swoich mocodawców przed skutkami planowanego wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej. Obecni w PE europosłowie PiS i jego krajowych akolitów stanowią dzisiaj trzon nic nieznaczącej frakcji, dla żartu nazywanej Europejskimi Konserwatystami i Reformatorami. Starają się oni dorównać wzorcowi zachowań, który stworzył Nigel Farage, do niedawna brytyjski filar tego egzotycznego środowiska. Wystąpienia europosłów, Szydło, Kempy, Jakiego, Legutko i im podobnych krasomówców, z pewnością przynoszą „suwerenowi” kolejne powody do wątpliwej satysfakcji. Im natomiast nadal przynoszą wynagrodzenia w Euro i pewność unijnej emerytury.
NATO. Było w niej do niedawna nieco ciszej o naszych wysiłkach i dokonaniach. Jednak „prawdziwy Polak” zawsze i wszędzie potrafi. Nie musieliśmy więc długo czekać na efekty jego starań. Od grudnia 2019 do grudnia 2020 roku, zespół niezależnych ekspertów państw Sojuszu przygotował raport, będący oceną sytuacji strategicznej Organizacji. W ich ocenie znajdujemy się w wąskiej grupie państw członkowskich, które generują polityczne problemy dla spoistości i skuteczności obronnej NATO. Minister Rau, na swojej stronie facebookowej podziękował Annie Fotydze, członkini zespołu ekspertów, za jej wkład w prezentację w Raporcie polskiego punktu widzenia. Jest on rzeczywiście dostrzegalny, o czym pisałem już szerzej na tym portalu, a także na Facebooku pod hasłem #NATO2030. Po zmianie administracji amerykańskiej możemy liczyć na kolejne sukcesy w NATO, choć już od 2015 roku udało się nam skutecznie nie obsadzić żadnego istotnego stanowiska w KG i dowództwach Sojuszu.
Relacje regionalne i bilateralne. Doprowadziliśmy do marginalizacji znaczenia Trójka Weimarskiego i Grupy Wyszehradzkiej. Ważny projekt Partnerstwa Wschodniego stracił swojego istotnego lidera. Nad forsowanym projektem Trójmorza (już wielokrotnie poronionym w naszej historii), od miesięcy panuje żenująca cisza. Nie jesteśmy także postrzegani, jako istotny partner w debacie na temat bezpieczeństwa międzynarodowego, także w bliskim nam geograficznie kontekście poczynań Rosji. Świadczy o tym dobitnie brak zaproszenia Dudy na tegoroczną Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa. Tłumaczenia Szczerskiego o ograniczeniach w ilości uczestników powodowanych stanem epidemii są ponurym żartem. Powód jest prosty -po co zapraszać kogoś, kto wciąż się uczy… jazdy na nartach. Z relacji bilateralnych z USA, które opierały się głównie na psychologicznie zrozumiałych sympatiach personalnych Dudy i Trumpa nie pozostało już nic. Infantylne zachowania tego pierwszego, gdy drugi równie infantylnie reagował na przegrane wybory sprawiają, że w Polsce od trzech miesięcy nie ma Ambasadora Stanów Zjednoczonych. W języku dyplomacji jest to wyraźny sygnał zmniejszonego zainteresowania wzajemnymi relacjami. Państwo PiS po zainfekowaniu wirusem Trumpa znalazło się w politycznej izolacji, która trwa znacznie dłużej niż ta powodowana koronawirusem.
Jakość dyplomacji. Kolejni ministrowie pisowskich spraw zagranicznych stanowią doskonałą wizytówkę widzenia świata wg „zjednoczonej prawicy”. Nasza służba dyplomatyczna pełna jest specjalistów, których w czasach „pierwszego PiS” dosadnie nazwał „dyplomatołkami” nieodżałowany Władysław Bartoszewski, niekwestionowany autorytet także w dziedzinie spraw zagranicznych. Nowa ustawa o służbie zagranicznej ma im teraz gwarantować pewność zatrudnienia oraz kontynuację doboru kadrowego ich następców. Kluczowymi jej wymogami jest brak wykształcenia i znajomości języków. Może to lepiej, gdyż nie mając nic do powiedzenia lepiej milczeć w każdym języku.
Źródło koduj24.pl
Z forum: Ale za to przyjaźń z San Escobar nam kwitnie, i to jest miarą sukcesu polityki zagranicznej PiS. PiS nie kłania się Angeli to trójkąt Weimarski do niczego potrzebny nie jest. A prof Bartoszewski miał nosa i trafnie już lata temu określił PiS-owska dyplomację. 
19 03 2021 Szykuje się ostra walka rządu i opozycji o Krajowy Plan Odbudowy.
Atmosfera między rządem i opozycją jest coraz bardziej napięta. Powód? Krajowy Plan Odbudowy (KPO), a konkretniej przygotowana przez rząd strategia wydatkowania 58,1 mld euro (250 mld zł) na popandemiczną odbudowę Polski, które przypadają jej w ramach Funduszu. Opozycja stawia rządowi ultimatum w tej sprawie, a rząd je ignoruje. Jest przekonany, że ostatecznie i tak postawi na swoim. Tymczasem z każdym dniem przyszłość dziesiątek miliardów euro z Europejskiego Planu Odbudowy, staje się coraz bardziej niepewna.
Przypomnijmy: własny KPO musi przygotować i przedłożyć Komisji Europejskiej każde państwo członkowskie do końca kwietnia. Jest to warunek otrzymania środków z Funduszu. Dokument nie jest przyjmowany przez Sejm, gdyż opracowuje i wysyła go do Brukseli rząd. W Sejmie odbędzie się jedynie głosowanie nad ratyfikacją samego Funduszu Odbudowy, pozwalającego Unii Europejskiej po raz pierwszy w historii zadłużyć się na rynkach finansowych w celu pozyskania środków na odbudowę gospodarek krajów unijnych. Żeby Fundusz Odbudowy wszedł w życie i kraje członkowskie otrzymały zgromadzone w nim środki, ratyfikować go muszą wszystkie kraje unijne. Tymczasem opozycja ostro krytykuje przedstawiony przed kilkoma tygodniami przez premiera Mateusza Morawieckiego projekt KPO. Uważa go za ogólnikowy i nietransparentny, i że na jego podstawie będzie mogło dochodzić do niewłaściwego wydawania pieniędzy z Funduszu Odbudowy.
9 marca przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka i prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz postawili rządowi warunki swojego poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy. To m.in. uwzględnienie w KPO samorządów i pracodawców oraz zwołanie dodatkowego posiedzenia Sejmu, na którym odbyłaby się szczegółowa debata nad projektem. Słowem, jak czytamy w „Gazecie Wyborczej”, opozycja powiązała ze sobą obie kwestie, KPO i ratyfikacji całego FO, gdyż zdecydowanie łatwiej jest mówić, że nie poprze się projektu przygotowanego przez rząd i wadliwego zdaniem opozycji, niż że zagłosuje się przeciwko wielkiemu programowi pomocowemu UE, na który liczy wszystkie 27 państw członkowskich. KPO stał się zatem kartą przetargową w rękach opozycji. Jeśli rząd wprowadzi do niej zmiany, na których jej zależy, to zagłosuje ona za ratyfikacją Funduszu. Jeśli nie? Czy postawiona pod ścianą opozycja będzie w stanie zagłosować przeciwko unijnemu programowi pomocowemu? Politycy z rządu liczą, że nie i że opozycja wyłącznie blefuje. Wie natomiast, że głosować za dokumentem nie zamierza Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, która od początku go krytykuje – jako pierwszy krok do federalizacji Unii Europejskiej. Dlatego rząd liczy, że to głosy Lewicy pozwolą ratyfikować unijny dokument bez oglądania się na Ziobrę, Koalicję Obywatelską i PSL.
Tymczasem Lewica z ostateczną decyzją ws. Funduszu Odbudowy chce zaczekać na trzy rzeczy: zakończenie konsultacji społecznych (2 kwietnia), na przedstawienie przez rząd szczegółów KPO, a nie tylko pięciu filarów, które prezentował premier Morawiecki oraz na to, czy i w jakim stopniu rząd uwzględni w ostatecznym kształcie KPO postulaty i propozycje opozycji. – Jeśli PiS nie zacznie poważnie podchodzić do Krajowego Planu Odbudowy, to radziłbym oswajać się z wariantem pesymistycznym – mówi jeden z czołowych polityków Lewicy, która domaga się przyjęcia KPO w formie ustawy przez parlament. Złożyła w tym celu projekt uchwały i równocześnie rozpoczęła też szerokie konsultacje z samorządami oraz organizacjami pracodawców i przedsiębiorców, żeby lepiej zorientować się w oczekiwaniach tych środowisk wobec KPO. – Nie powinno być tak, że ten plan jest przyjmowany, procedowany, omawiany bez udziału posłów i posłanek, bez udziału społecznego – argumentowała na konferencji prasowej w Sejmie wiceszefowa klubu Lewicy posłanka Beata Maciejewska. Dodajmy, że już pojawiły się bowiem analizy prawne, które dowodzą, że do ratyfikacji Funduszu Odbudowy potrzebna jest nie zwykła, ale kwalifikowana większość dwóch trzecich głosów w Sejmie. PiS musi więc zgromadzić nie 231, tylko aż 307 głosów za ratyfikacją. Czyli nawet poparcie całego klubu Lewicy na nic by się zdało.
Jeśli kształt KPO się nie zmieni i propozycje opozycji nie zostaną uwzględnione, to ani KO, ani PSL nie poprą ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Nie może być tak, że usiądą sobie premier Morawiecki z ministrem Budą i będą decydować komu dadzą unijne pieniądze. Bo wtedy dostaną je powiązane z PiS-em samorządy, agencje i spółki – tłumaczy osoba z władz Platformy. Jak mówi z kolei inna członkini zarządu PO: Jeszcze miesiąc temu powiedziałabym panu, że nie ma możliwości, żebyśmy nie zagłosowali za ratyfikacją Funduszu Odbudowy. Te pieniądze są Polsce niezwykle potrzebne. Jednak po przejrzeniu Krajowego Planu Odbudowy, po tym, jak w tej sprawie zachowywali się rządzący, po tym, jak komentują to samorządowcy i przedsiębiorcy czy wreszcie po tym, co o tej sprawie mówi się w Europie, nie wykluczam już takiej opcji.
Tymczasem ani Koalicja Obywatelska, ani ludowcy nie otrzymali na razie ze strony rządu żadnej odpowiedzi na swoje postulaty dotyczące KPO. – W tej sprawie przeciągniemy PiS po ziemi do samego końca. Zresztą nie tylko w tej, bo nie mają większości także dla kilku innych projektów – zapewnia polityk ze ścisłych władz PSL i zaznacza, że rząd wielokrotnie korzystał już z pomysłów opozycji, choć robił to zazwyczaj za późno i niechętnie się do tego przyznawał. – Wiedzą doskonale, że opozycja na funduszach unijnych zna się doskonale i po prostu nawet oni sami, jako wprowadzający te zmiany, skorzystają na ich wdrożeniu.
Tyle, że zagłosowanie przeciwko ratyfikacji funduszu Odbudowy byłoby dla Koalicji Obywatelskiej decyzją niesłychanie trudną. Przez całe lata stawiali się w roli obrońcy polskiej obecności w Unii i najlepszy adwokat interesów Polski w Brukseli. Wielu wyborców KO mogłoby takiego ruchu nie zrozumieć. Takiego zdania jest chociażby Włodzimierz Cimoszewicz. – Byłby to tak dramatyczny zgrzyt jak pęknięcie lustra. To byłoby nienaprawialne. To byłoby fatalne wobec własnych wyborców, ale także wobec opinii europejskiej. Nie rozumiano by w ogóle, kto jest kim w Polsce i potraktowano by opozycję mniej więcej jako taką samą jak PiS  podkreślił były premier, a obecnie europoseł.
Dlatego Platforma pracuje już nad innym planem: zwróceniem uwagi Komisji Europejskiej na szereg nieprawidłowości i ryzyk, które niesie ze sobą Krajowy Plan Odbudowy, przygotowany przez polski rząd. To wariant działania znacznie mniej spektakularny, ale dla opozycji znacznie bezpieczniejszy niż weto dla ratyfikacji FO. Rolę „złego policjanta” przejmuje wówczas Komisja Europejska. Z kolei opozycja może kreować się na strażnika interesów Polek i Polaków oraz kontrolera rządu, nie narażając jednocześnie na szwank swojego proeuropejskiego wizerunku i nie ryzykując, że przez nią Polki i Polacy zostaną pozbawieni niemal 60 mld euro – czytamy w portalu.
Źródło: gazeta.pl
Z forum: Platforma musi poprzeć KPO. Nie ma wyjścia. Po 1 bo UE patrzy. Po 2 najważniejsze - bo bardziej obecnie jej zależy na uniknięciu przedterminowych wyborów niż PiSowi. Obecne wypowiedzi polityków PO to tylko polityczna rozgrywka. PJK to wie. Bardziej ciekawe jak zachowa się ZZ.
Z tego, co orientuję się w nastrojach po stronie opozycyjnej, to bardzo chcieliby przedterminowych wyborów. Im szybciej, tym lepiej. Ale bardziej wierzę w "Plan B", czyli wyręczenie się w sprawie Krajowego Planu Odbudowy Komisją Europejską.
Bezwarunkowe i bezmyślne poparcie ratyfikacji funduszu i oddanie pisowcom 60mld Euro bez żadnej kontroli to zbrodnia przeciw Polsce i niezpisiałym Polakom! Szmalec z Uni to nie jest kometa Halleya, że przejdzie nam koło nosa i następny raz będzie za 72 lata. Skoro prawica się miota w konwulsjach to należy dorżnąć watahę, a nie ratować ją poparciem w sejmie, bo wyborcy tego nie zrozumieją. Ci, którzy tego nie rozumieją i tak mają was w dupie i to głęboko. 
17 03 2021 Wiadome siły, czyli dworek prezesa.
Podobno pewna jest tylko śmierć oraz podatki. Choć też niekoniecznie, czego dowodzą – z jednej strony – akty wniebowstąpienia, a z drugiej – luka VATowska. Z rzeczy absolutnie pewnych zostają nam więc tylko „wiadome siły”. One działają zawsze, odkąd tylko istnieją stanowiska polityczne, dające dostęp do państwowych pieniędzy. Podstawowym zadaniem tychże „sił” jest kompromitacja skutecznych, zasłużonych polityków partii akurat rządzącej (w tym momencie tych należących do PiS-u) poprzez upowszechnianie fałszywych oskarżeń. Oraz zbierane i tworzenie „kompromatów”.
Są w tym one (siły, znaczy) tak zapamiętałe, że potrafią nie tylko preparować akta IPN, fabrykować nagrania usiane gęsto wulgaryzmami lub zdjęcia oficjeli w niedwuznacznych obyczajowo sytuacjach. Cichaczem wciskają też gwiazdom pana prezesa (i jemu samemu też) kosztowne dworki i apartamenty.
Ostatnio przedmiotem takiego przewrotnego, skrytego działania „sił wiadomych” stał się Daniel Wszystkomogący Obajtek, szef Orlenu. 
Nagle okazało się – o czym uprzejmie doniosła znana z koordynacji podobnych pokazówek „Gazeta Wyborcza” – że prezes państwowego koncernu naftowo- medialnego (lub odwrotnie) ma tyle mieszkań, pensjonatów, siedlisk, pałaców i dworków, że o istnieniu niektórych zdążył nawet zapomnieć. A już na pewno nie potrafi się doliczyć, ile one kosztowały i skąd wzięły się przeznaczone na te remonty państwowe dotacje. A wcześniej środki na tak okazałe zakupy. Ponieważ zaś wszyscy wiedzą, że pan Obajtek to, co ma, „ma od Boga”, to za całą tą aferą dworkową muszą stać „siły”, od dawna planujące nie tylko uderzenie w partię, ale też jej zaplecze ideowe.
Bo to nie może być przypadek, że po brawurowej akcji podrzucania prezesowi Danielowi do portfela (inwestycyjnego) nieruchomości wielokrotnie przekraczających wartością dochody wójta Pcimia, Wszystkomogący szef Orlenu musi się teraz publicznie tłumaczyć z dowodów na naturalny talent do biznesu oraz innych Bożych darów i błogosławieństw. Także i innym politykom PiSu „wiadome siły” usiłują wcisnąć na siłę jakieś kosztowne rezydencje, a potem pokazać je w TVN , strasząc powiadomieniem CBA i śledztwem prokuratorskim. Prowokatorzy nie cofają się tu przed niczym, a ich działania miewają nawet charakter międzynarodowy, o czym świadczy choćby udział obywatela Austrii w akcji o kryptonimie „Dwie Wieże”. Nieudanej, oczywiście. Bo nie z panem prezesem takie numery. Wiadomo, że z tymi „Weżami” to były tylko takie strachy na Lachy, bo pan magister Ziobro czuwa, w lot pojmując niecne intencje mocodawców „sił wiadomych”.
No ale w kwestii drogich nieruchomości nie można zaufać już literalnie nikomu, o czym wcześniej przekonał się też premier Morawiecki. Także i jego nie ominęły próby wepchnięcia mu jakichś tam okazyjnych działek pod Wrocławiem, którą to transakcję objął podobno osobistym patronatem sam kardynał Gulbinowicz. Jak widać, nawet interesy prowadzone za pośrednictwem kurii nie gwarantują, że „wiadome siły” będą się trzymać na bezpieczny dystans. Oprócz umów notarialnych, emisariusze „sił” podsyłają też niewygodnym politykom podejrzanych kontrahentów. Jak całkiem niedawno uczynili to byłemu już ministrowi zdrowia – Łukaszowi Szumowskiemu. Ich rodzinom i rodzinnym biznesom te same środowiska wmuszają zaś – bez konkursów czy przetargów – sowite państwowe dotacje. Wciskają im też, zapewne przy użyciu gróźb karalnych, atrakcyjne kontrakty i zamówienia rządowe. A wszystko, oczywiście, tylko i wyłącznie po to, by później wyciągać takie rzeczy przed kamerami grzmiąc o nepotyzmie, korupcji, mafijnych układach i upartyjnieniu państwa. Ba, nawet o rozkradaniu publicznych pieniędzy, uwłaszczaniu się na majątku obywateli i jawnym, bezczelnym „garnięciu pod siebie” dobra wspólnego. Oraz o chronieniu „swoich” przez zblatowaną i politycznie podległą prokuraturę i organy ścigania.
Rozsądny abonent telewizji prezesa Kurskiego oczywiście rozumie, że to nie politycy są winni. Oni ciężko pracują dla Polski i Polaków z poczucia patriotycznego obowiązku. Te zaś pieniądze, rezydencje, limuzyny, opłacane w milionach posady dla siebie, osobistych makijażystek, kierowców i kolejnych narzeczonych, to wszystko robota „wiadomych sił”. Spisek, zmierzający do spowolnienia dalszego rozwoju kraju i kolejnych sukcesów partii rządzącej. A ostatecznie do – uchowaj Boże – obalenia „dobrej zmiany” i „nowego ładu”. No ale każdy, kto ogląda TVP, dobrze wie, że to wszystko kłamstwa, oszczerstwa i medialne prowokacje sił wiadomych. Chciwość, czy zwłaszcza pazerność na kasę, to cecha nieobecna wśród polityków PiS-u. Oni wszyscy pracują dla Polski z miłości do Ojczyzny, Boga i Honoru. Bo przecież, jak powiada prezes wszystkich prezesów: „do polityki nie idzie się dla pieniędzy!” Te zresztą – jak zapewniała swego czasu była już premier Szydło, się im wszystkim i tak należały!
Źródło koduj24.pl 
16 03 2021 Rozgrzany, marcujący Władek zawstydza nagrzane Julki.
Istny dom wariatów, nawet nie trzeba zrobić oblotu nad ...kukułczym gniazdem, aby tego dowieść. Mimo to zacznę od piękna, od normalności.
Fotka z ogłoszenia IPN, zdjęcie bardzo młodej, młodziutkiej kobiety, dziewczyny w mundurze formacji lotniczej, żołnierza ( żadnej żołnierki) PSZ na zachodzie. Dzisiaj już wiadomo, kim jest ( a może raczej była(?), wszak, dziś miałaby ze 100 lat!) ta śliczna, dziewczyna o subtelnej, delikatnej urodzie, o zafrasowanym, zamyślonym mądrym spojrzeniu. Cyt. za Fronda: " Teraz Jan Pawlicki informuje na Twitterze: „Kim jest ta dziewczyna? Wspólnymi siłami wielu poszukiwaczy udało się to ustalić. Maria Barr, córka polskiego pułkownika, wdowa po brytyjskim pilocie polskiego pochodzenia. Na zdjęciu ma 22 lat. Odbiera odznaczenie dla swojego poległego męża z rąk króla Jerzego VI”.
niezależna pl ;" Maria Barr, Polka z Grodna, która w momencie wykonywania zdjęcia miała zaledwie 22 lata. Dziewczyna ze zdjęcia to Polka, Maria Barr, żona Squadron Leadera Philipa Rexa Barra, dowódcy 107. Dywizjonu RAF Maria pochodziła z Grodna, jej ojciec był pułkownikiem Wojska Polskiego (mam pewne podejrzenia, że mógł to być Benedykt Chłusewicz) Philip Barr zaginął w 1942 roku nad Holandią i pośmiertnie odznaczono go DFC. Odznaczenie odebrała jego żona Maria. Zdjęcie wykonano 8 czerwca 1943 roku po wręczeniu orderów przez króla Jerzego VI rodzinom poległych. W momencie wykonania tego zdjęcia miała 22 lata. ( na marginesie nasza, moja Krajanka z Kresów ( moja rodzina spod Indury, ONA z Grodna).
Teraz przechodzę niestety do brzydoty. Jakże kontrastują z nią, tą piękną, młodziutką o subtelnej urodzie polską kobietą w furażerce z polskim orłem w koronie, te wulgarnie wrzeszczące, durnowate Julki-ulicznice z zaciągu Lempart, obnoszące się z symbolem hitlerjugend. Piękno, normalność, rodzina; mama, tata, dzieci! I totalne tego zaprzeczenie z czterema literami mnożącymi niemal codziennie rzekomą kolejną ... płeć. Piękno, życie i cywilizacja śmierci. Mąż, zona, dzieci, rodzina i jej zaprzeczenie, sodomici. Jakiż obłędny zgrzyt!, wynaturzeńcy, sodomici zwący siebie geyami- wesołkami. A cóż to za wesołość może się brać z grzebania w ...odbycie? Wszak przez dziesiątki lat żadnemu proktologowi, chirurgom proctologom, badającym pacjentów nawet do głowy nie przyszło, aby się z tego powodu nazwać wesołkiem-geyem! Proctolog...wesołek?! Byłaby niezła jazda!, koledzy nie tylko z interny, by ich śmiechem zabili.
Skoro o zbitce, to bez Władka, tramwajarza ani rusz. To największy geniusz! jeden z tych nielicznych, którzy po dekadzie Jaruzela masakrującego "S" wyjechali z podziemia kawalkadą tirów. Piszący te słowa nie może się nadziwić. Cud byyznesu! Dziwy nad dziwy! ( nie mylić ze zlemparciałymi bluzgajacymi ulicznicami z hitlerowską runą na gębach), gdyż nie tylko ja ( co nieco, też się zrobiło dla wolności, sorry za nieskromność ) po niemal dekadzie wyszedłem mocno poobijany, na grzbiecie z 10 letnią, wytartą kurciną wzór M 65 (z kolekcji hoff, zakupiona po kilkugodzinnym odstaniu w 1980 w domach centrum), a Władek motorniczy tramwaju wyjechał z podziemia tirami. A gdzież on je parkował przez lata? I jak tu nie wpaść w kompleksy; skoro nie tylko tacy jak ja, Torunianin po studiach, wyższych, podyplomowych i po 10 latach aktywności w podziemnej "S" w tej samej nędznej kurcinie, a wrocławski motorniczy zamiast wajchy, za kierownicą Manów, Scanii, etc.
Nie żalę się!, tylko nadziwić się nie mogę! Tak więc!, spoko!, nie mogę mieć pretensji do wajchy, lecz tylko do siebie i uznać wyższość wajchy nad swoim nieudacznictwem. Taka sama wajcha pomyślności towarzyszyła dziadkom wdowie po zamordowanym prezydencie Gdańska. Albowiem historia przecudownego wzbogacenia się teściów śp Adamowicza jest niemalże tożsama z efektowną karierą biznesową Frasyniuka Władysława. Otóż dziadkowie ojrodeputowanej pani wdowy, są jedynym nie tylko mi znanym przypadkiem cudownego wzbogacenia się robotników przymusowych III Rzeszy, wracających po wojnie z pokonanych Niemiec. Zaryzykuję stwierdzenie, że byli oni jedynymi szczęśliwcami, którzy wywiezieni, dorobili się na robotach przymusowych w III Rzeszy i dlatego tak hojnie obdarowali wnuki, a dzieci Adamowiczów. Można? Można! Przypadek Władka tramwajarza z Wrocławia może i należy!, rozpatrywać w tej samej kategorii co wyjątkowy fart dziadków Adamowiczów; niesamowity fart! Mieć farta, to jest coś, co wyróżnia te dwa opisane przypadki. Dlatego też nie powinna nikogo ani dziwić, ani zaskakiwać to, że tak wdowa, jak dzielny byyznesmen z taką pogardą wyrzucają z siebie te ośmiogwiazdkowe wulgaryzmy w stronę rzeszy!, ba nawet milionów Polaków. Albowiem oni, to ludzie sukcesu! A my, te miliony, to nieudacznicy!, ciemniaki. Paniska z wajchą, całą gębą. A gęba pełna bluzgów, wyzwisk. Rzygowisko.
Mimo to, żadna łachudra, a tak zachowuje się Frasyniuk i Michnik, nie jest w stanie mnie obrazić, nawet najgorszymi, najbardziej plugawymi wyzwiskami ( w tym mniej lub bardziej ugwiazdkowanymi!). Albowiem, to oni Michnik, Frasyniuk, takim jak ja coś są winni w przeciwieństwie do mnie!
To oni są moimi dłużnikami. Także tysiącom takich jak ja, z okresu stanu wojennego, członkom "S", tak w Toruniu jak w całej Polsce, którzy nie tylko zbierali dla nich, dla ich rodzin ten przysłowiowy i dosłowny wdowi grosz, gdy byli aresztowani, a potem w więzieniu. ( i co istotne, jak mi wiadomo, w tamtych czasach nigdy nic nam się do palców nie przylepiało z tego co było własnością "S"). Łachudra Władek po prostu pokazuje co rusz swoją właściwą twarz.
Panisko! Prymityw poczuł się paniskiem! Jakże jego zachowanie konweniuje z tą lemparcianą wulgarną, plugawą czernią. Frasyniuk znalazł się we właściwym towarzystwie. Jest wśród swoich. W rzygowisku.
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: ...to wygrywać w Toto-Lotka, kiedy człowiek potrzebuje pieniędzy. Mieć fart... to wygrywać w kasynie (najlepiej kilka razy z rzędu), kiedy się jest "gołodupcem" i człowiek potrzebuje kasy na duży interes. Mieć fart... to zarobić na giełdzie, kupując akcje jakiejś firmy, kiedy inni jeszcze nie wiedzą, że ich cena wzrośnie i sprzedać je, gdy ogłaszają, że firma podpisała gigantyczny kontrakt i to wpłynie na wynik finansowy. Władek niewątpliwie zalicza się do tej grupy "farciarzy".
08 03 2021 Dlaczego zamilczanie faktów zastąpiło Dobrą Zmianę...?
Pycha i kłamstwo zawsze kroczą przed upadkiem. Niestety mijanie się z prawdą, obietnicami czy faktami stało się nieodłącznym elementem działania rządu pana premiera Morawieckiego. Oburzonym na moje obecne pisanie wyjaśniam, od trzydziestu kilku lat jestem po tej samej prawej stronie, w latach osiemdziesiątych i ja swoją maleńką cegiełkę wolności dołożyłem do gmachu wolnego i suwerennego państwa. Z wielką energią zwalczałem nie-rządy PO, Tuska, Komorowskiego i ich sitwy. Aktywnie działałem przy wszystkich wyborczych kampaniach od 1990 roku. Z jaką radością witałem razem z milionami Polaków prezydenturę pana Andrzeja Dudy oraz rząd pani premier Szydło. Dobra Zmiana zacięła się niedługo po tym jak z niejasnych powodów pani premier Szydło ustąpiła (przypominam, że stało się to dzień po obronieniu wotum nieufności wobec niej w Sejmie), a premierem został pan Morawiecki. Wielkie nadzieje związane ze słynnym nazwiskiem zaczęły się szybko kurczyć, a od marca 2020 roku zwiędły zupełnie. Mijanie się z prawdą tak weszło w krew panom ministrom, że każdy dzień bez nich jest dniem straconym. Dziś błysnął były minister energii Tchórzewski, który zapomniał już o swych niedawnych deklaracjach i stwierdził, że rekompensaty dla najuboższych za podwyżki cen energii nie są Polakom potrzebne bo..."stajemy się bogatsi więc mówimy, że nas na to stać". Ani pan Morawiecki ani nikt inny nie zająknął się na tę wypowiedź, media też dziwnie ją przemilczały, a szkoda.  Powie ktoś - to drobiazg- otóż nie, bo wyższe ceny energii przełożą się na podniesienie cen we wszystkich działach gospodarki a w konsekwencji uderza w każda polską rodzinę. Niedawno odtrąbiono ogromny "sukces" - pan Morawiecki z ekranu, a po nim jak dzieci panowie Niedzielski i Dworczyk zapewnili o "wyszczepieniu" 90% osób z tzw. grupy "0" czyli pracowników medycznych. Zaprotestowała Naczelna Izba Lekarska i oto MZ skorygowało dane pokazując 3 marca, że "wyszczepiono" dopiero 40% dentystów i 46% lekarzy! I co? - ano nic - zamilczano tę informację...Nikt nigdy nie wyjaśnił Polakom dlaczego zdechł po cichu program -"Mieszkanie plus" i kto za jego fiasko odpowiada..Gdy zaczęto "wyszczepiać" ludzi  panowie ministrowie i gromada sprzedajnych "ekspertów" jednym głosem zapewniali, że  po przyjęciu pierwszej dawki "szczepionki" drugą należy bezwzględnie podać po 21 dniach! Inaczej będzie źle...I co? Ano dziś ci sami ludzie - panowie Morawiecki, Dworczyk i Niedzielski z miedzianymi czołami ogłosili, że drugą dawkę będzie można przyjąć po 42 dniach (Pfizer) albo nawet po 12 tygodniach (Astra Zeneca). Przecież medycyna to nie poezja, jeżeli podaje się leki, to nie można tego robić w taki sposób, zmieniać zasad leczenia w sposób dowolny. Wiadomo, że chodzi o zbyt małą liczbę szczepionek, ale po co tak głupio okłamywać Polaków? . 21 dni to dwa razy mniej niż 42. Absurd goni absurd, a panowie ministrowie brną w nieprawdę po kolana.....Obecna ekipa rządząca przyjęła taktykę, polegającą na tym, że zamilcza niewygodne fakty i ujawniane tajemnice, nie protestuje, nie koryguje ich, tylko po prostu zamilcza...W ten sposób pokazuje jak ocenia zwykłych Polaków i ich intelekt. Nikt już nie wspomina o milionach masek przywiezionych wielkim samolotem, które okazały się nieprzydatne, bo posiadały sfałszowane atesty. Nikt nie mówi już o braciach Szumowskich z handlarzem broni, dostawcą respiratorów w tle. W otchłani zapomnienia zniknęły "obostrzenia" dotyczące obowiązku noszenia rękawiczek, do lamusa trafiły przyłbice, nie mówi się już o ozdrowieńcach, którzy sami nabyli odporności na cwanego wirusa i nie muszą być szczepieni. Nie tłumaczy się dlaczego wirus nie atakuje tłumów w galeriach, hipermarketach, pociągach,a tak chętnie napada ludzi w kościołach, hotelach czy restauracjach. O fakcie, że żadnych masek i innych środków ochronnych nie muszą używać kierowcy TIR-ów czy piloci nikt już taktownie nie wspomina. Arogancja urzędników, którzy poczuli się nieusuwalni, kłamstwa, przemilczanie niewygodnych faktów to dziś codzienność. Oczywiście o żadnej odpowiedzialności za zaniechania i błędy urzędnicy martwić się nie muszą, ustawy "antycovidowe" skutecznie ich przed tym chronią. No więc - hulaj dusza...
I na koniec - Brytyjczycy (Yellow card) dziś podali o 250 tysiącach "wyszczepionych" osób, których dotknęły skutki uboczne przyjęcia "szczepionki". W tej liczbie jest 460 zgonów, 35 przypadków utraty słuchu, 25 utraty wzroku, 2033 schorzeń krwi, 1032 schorzeń serca, 1242 schorzeń oczu, 9360 schorzeń jelitowo - żołądkowych i dziesiątków różnych innych przypadłości. W Polsce nie podaje się żadnych danych o tzw. niepożądanych odczynach poszczepiennych, a nie wiadomo przecież jakie skutki może przynieść przyjęty preparat za kilka miesięcy czy lat. Ciekawe czym uraczą nas rządzący gdy, co nie daj Boże, masowo chorować poważnie zaczną "wyszczepieni"...?
Źródło: niepoprawni.pl
Dziesięć lat temu pisałem: Dziś władza nie czuje nad sobą bata!!! Wykształciło to wśród sprawujących władzę poczucie bezkarności. Dlatego stali się zuchwali wręcz bezczelni. Zadufani w sobie w poczuciu wyższości nad innymi już nie kradną oni grabią i to na wyścigi niczym wygłodniałe stado wilków z obowiązującym prawem buszu. Wszak kto pierwszy ten lepsze profity weźmie. Nastały złote czasy dla krętaczy i cwaniaków. Dziesięć lat minęło i czy coś się zmieniło!? Nie jest jeszcze gorzej, dziś już nie kradnie się miliona, czy kilkanaście, dziś robi się przekręty na setki milionów złotych, na dodatek w pełnym majestacie prawa, z poparciem najwyższych władz w Polsce!?
07 03 2021 Rządzącym opadają maski.
W czasie powracającego lockdownu, gdy Polacy zmagają się z nacierającą trzecią falą pandemii, kiedy codziennie umierają setki ludzi, w sytuacji, gdy znowu zaczyna brakować respiratorów i miejsc covidowych w szpitalach, pan prezydent RP po raz kolejny jedzie na narty. Andrzej Duda robi sobie wolne w czasie, gdy równocześnie rozpala się „wojna na górze”, której skutkiem może być utrata miliardów na wsparcie spauperyzowanych rodaków i na odbudowę gospodarki pokiereszowanej przez epidemię…
Na słynnych taśmach ze spotkania kierownictwa PiS w sprawie dwóch wież spółki Srebrna, Jarosław Kaczyński potwierdził, że austriacki adwokat pracował dla niego przez wiele miesięcy, ale bez wyroku sądowego nie może mu zapłacić. Wzór wszelakich cnót Jarosław Uczciwy oświadczył, że na rozprawie chętnie potwierdzi, że pan Birgfellner wykonał zleconą mu pracę, za którą należy mu się wynagrodzenie. Proces w tej sprawie właśnie się rozpoczął i okazało się, że zdaniem pełnomocnika Kaczyńskiego, Austriakowi nic się nie należy, bo nie było z nim umowy na piśmie…
Ani rządzący, ani służalcze media, ani sam Daniel Obajtek nie odnieśli się do opublikowanych w „Wyborczej” dowodów wskazujących, że były wójt Pcimia może być kłamcą, oszustem i złodziejem. Gazecie zarzucono „polityczną hucpę”, ogłoszono, że Wyborcza „gra z przestępcami”, a prawnik Obajtka, który zupełnym przypadkiem obsługuje na co dzień Prokuratora Generalnego, od razu zaczął grozić. Zażądał natychmiastowego zaprzestania publikacji na ten temat, usunięcia tekstów już opublikowanych przez gazetę (?) oraz 200 tys. zł. Jeśli „GW” nie spełni tych żądań, pozwie ją o znacznie wyższe odszkodowanie. Nawiasem mówiąc będzie to pięćdziesiąty piąty pozew przeciwko Wyborczej, wniesiony w ostatnich czasach przez polityków obozu władzy i spółki skarbu państwa.
Występujący w mediach przedstawiciele władzy przestają już odpowiadać na trudne pytania, a dociśnięci do ściany zmieniają temat, podnoszą głos, reagują agresją. W odpowiedzi na kolejne pytanie o losy milionów utopionych w nieistniejące respiratory, dziennikarz dowiedział się, że jest nudny, tendencyjny i odgrzewa stare kotlety. Reporter, który zauważył, że władza zamiast przygotować kraj na kolejną falę pandemii zajmowała się LGBT, aborcją, przejęciem mediów, rekonstrukcją rządu i sama sobą – dowiedział się, że kłamie oraz że nie jest patriotą, podważa rację stanu i sprzedał się wrogom Polski…
Niemiłościwie nam panujący, ufni w swoją omnipotencję, przestali wierzyć w naukę. Eksperci, nie tylko niezależni, ale także ci, których rządzący powołali do swoich ciał doradczych, skarżą się coraz głośniej, że nie są słuchani. Powołani do Rady Medycznej wybitni specjaliści (tutaj nie dało się upchnąć kolesiów i szwagrów) głośno protestują przeciwko lekceważeniu ich opinii. Dr Paweł Grzesiowski mówi wprost: nie chcę być naukowym parawanem dla politycznych decyzji.
Magister Przyłębska ogłosiła, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w którym zasiadają najtęższe prawnicze głowy z państw UE, „narusza ład konstytucyjny RP i wykracza poza unijne traktaty”. Tym samym prezeska TK poinformowała Polaków, że prawa unijnego przestrzegać należy tylko wtedy, gdy prezesowi Kaczyńskiemu to pasuje. Pani magister, wraz z licznymi politykami Zjednoczonej (?) Prawicy, którzy uważają się za lepszych fachowców od koryfeuszy prawa z TSUE, skasowała wyrok Trybunału uznając, że TSUE „przekroczył swoje kompetencje”. Przy okazji rządzący podzielili się z Polakami niespodziewanym odkryciem, że nasza Konstytucja, odpowiednio przez nich interpretowana, jest ważniejsza od unijnych przepisów, chociaż wchodząc do Unii zobowiązaliśmy się przestrzegać europejskich (a więc i naszych) reguł, nawet gdyby kłóciły się z polskim prawem. Na wniosek premiera falsyfikat Trybunału Konstytucyjnego ma teraz potwierdzić werdykt, wydany już przez panią magister na wyraźne życzenie partii władzy…
***
W czasach, o których wyborcy PiS pamiętać nie chcą, partia władzy zobowiązała się do przestrzegania zasady równości wobec prawa oraz do bezwzględnej walki z bezprawiem. I początkowo reagowała na przekręty swoich prominentów, a nawet piętnowała przejawy naruszania przez nich zasad etycznych i cywilizowanych reguł sprawowania władzy. Ostatnio coś się jednak zmieniło. Wielu polityków PiS jakby zrzuciło maski, obnażając pazerne i często mściwe oblicze zadufka nieuleczalnie chorego na władzę i kasę. Opisane wyżej, a także podobne coraz liczniejsze zdarzenia, wskazują na lawinowo rosnącą butę, megalomanię i prostackie chamstwo rządzących. Czy to są symptomy rosnącej pewności siebie, poczucia nieograniczonej mocy i przekonania, że władzy raz zdobytej już nie oddadzą? Czy może przeciwnie: to objawy strachu, niepewności, słabości i postępującego rozkładu formacji Kaczyńskiego?
Źródło koduj24.pl
05 03 2021 Rozważania przy kawie, a w tle zdemoralizowana przez obóz władzy, rzeczywistość.
To już minął rok. Rok, gdy pandemia dopadła i nas. Pamiętacie, jak to było? Dochodziły do nas niepokojące wieści z Chin, ale to przecież tak daleko, więc nie było czym się martwić. Rząd uspokajał, mówił, że nawet jeśli, to jesteśmy świetnie przygotowani i podsycał w nas poczucie bezpieczeństwa, a my trzymaliśmy się tego mocno. Mimo że świetnie widzieliśmy, co ta władza sobą reprezentuje. Mimo że dała nam tak popalić, iż o jakimkolwiek zaufaniu do niej być nie mogło. A jednak uwierzyliśmy, bo po prostu tego bardzo chcieliśmy…
Do tej pory zachorowało 750 659 osób, z których 44 649 zmarło. Ta liczba byłaby znacznie wyższa, gdybyśmy dodali do niej tych, „nie covidowych”, którzy nie otrzymali na czas pomocy, umierających tylko dlatego, że służba zdrowia okazała się niewydolna, że obóz władzy nie zadbał o ich ochronę i właściwą opiekę. Od roku żyjemy w totalnym chaosie. Dezinformacja, sprzeczne komunikaty, podejmowane co rusz kolejne decyzje, wzajemnie się wykluczające i powodujące, że człowiek nie jest w stanie ogarnąć niczego, a jego poczucie bezpieczeństwa w tak trudnej sytuacji, to jedna wielka fikcja. Gdy dzieje się coś, co wymaga od nas, obywateli, większej aktywności politycznej, to słyszymy, że władza panuje nad sytuacją. Luzowano reżim sanitarny, bo wybory prezydenckie, a kampanię trzeba było zrobić, bo Duda musiał, po prostu MUSIAŁ, biegiem zostać dalej prezydentem. Bo Boże Narodzenie, a to czas największej kasy dla kościoła. Bo to czy tamto…
A potem nagle wielkie BUM i przywracanie reżimu… i tak na okrągło. Dobrze – źle, góra – dół, luz – dociśnięcie. Sklepy, restauracje otwierane na kilka dni i zamykane, podobnie szkoły, teatry itp. itd. Huśtawka, jaką nam ten rząd funduje, buja się ostro, a my wraz z nią. Potem nadszedł czas szczepionek i tu zaczęła się kolejna jazda. Harmonogram szczepień okazuje się o kant pewnej części ciała roztrzaskany. Lista do zaszczepienia już kilkakrotnie zmieniana, modyfikowana. Jedni wciąż czekają na zaszczepienie, choć znajdują się w odpowiedniej grupie, a już pojawiają się koleni. Totalny bałagan.
O aferach z maseczkami i respiratorami to już nawet nie chce mi się gadać. Podobnie jak i szkoda komentować rozmowy pana Dudy w sprawie ściągnięcia nam szczepionek z Chin, które nie są uznane przez WHO.
To jednak nie koniec! Zjednoczona Prawica, zamiast skupić się na pandemii i wszystkim tym, co z nią związane, twardo trzyma się swojej linii politycznej i pracuje ciężko nad zmianami, które akurat teraz są najmniej istotne. Dla niej to jednak priorytet, bo przecież trzeba umocnić autorytaryzm i wyznaniowy charakter państwa.
I gdy my, obywatele, jesteśmy coraz bardziej wykończeni pandemiczną rzeczywistością, to ona kombinuje, by zniszczyć niezależne media, podporządkować już sobie całkowicie wymiar sprawiedliwości, dowalić niepokornym sędziom i prokuratorom, znaleźć kolejne furtki, by obejść Konstytucję, załatwić kobiety swoją ustawą aborcyjną, wykończyć opozycję przy pomocy bardzo oddanej nowej władzy policji, wyciągnąć z nas tyle kasy, ile się da, serwując nam podwyżki, nowe podatki, inflację i całkowite zawalenie poczucia normalności. To ona idzie na wojenkę z UE i całym światem tylko po to, by postawić na swoim, by zrealizować własną, chorą wizję Polski. Jakby tego było mało, funduje nam też spektakl, taką polską wersję „Gry o tron”. Na naszych oczach żre się ostro o władzę, a jej trzej „tenorzy z bożej łaski” podsuwają sobie świnię za świnią, podkopują się, straszą, szantażują, grożą… bez skrępowania i na całego.
No poważnie? Kilkadziesiąt tysięcy ofiar śmiertelnych! Setki tysięcy zakażonych. A prezes i jego koalicjanci śmieją nam się w twarz, serwując kolejne przekręty i kłamiąc w żywe oczy. Broniąc swoich nieudaczników, przepychając ustawy, które są jak z piekła rodem, a ich celem jest zniszczenie Polski, polskiej demokracji. Ich celem stworzenie fanatycznego państwa. Ciemnogrodu i skansenu. Co trzeba mieć w głowie, by w obliczu tak strasznej tragedii, jaka nas spotyka, rozgrywać swoje malutkie, polityczne interesy? Ja wiem, ale nie powiem tego głośno. Nie nazwę tego dosadnie, bo chcę zachować resztkę szacunku do samej siebie i wiarę, ze kulturą wciąż stoję wyżej niż ci oni…ci dzisiejsi władcy.
Źródło koduj24.pl
01 03 2021 Bezprawie w obronie własnej.
Oglądam i czytam lokajskie media, słucham ludzi nieczułych na przekręty władzy, rozmawiam ze znajomymi, którzy okazują się adwokatami wielu przestępczych poczynań obecnie rządzących. Ręce opadają. Nie zdawałem sobie dotąd sprawy z rozmiaru spustoszeń poczynionych przez ostatnie lata w umysłach Polaków. Poraża skala naiwności sprzyjającej zasiedlaniu umysłów przez toporną propagandę. Zatrważa postępujący stan bezwładu w głowach ludzi do niedawna przytomnych i roztropnych. Szokuje rosnący zasięg relatywizmu moralnego, który skutecznie usprawiedliwia chaos, bezprawie i podłość. Wstrząsający jest poziom topornej propagandy, która jednak trafia jakoś do co trzeciego dorosłego rodaka. Kilka przykładów:
Z jakiego powodu media protestują przeciwko projektowi ustawy o podatku od reklam? Bo ”zza żałobnych komunikatów i winiet alarmujących o zagrożeniu wolności słowa wypełzła zwykła pazerność (…). To wyjątkowo podła manipulacja, gdy z gębą pełną frazesów o odbieranej wolności przedstawiciele medialnych krezusów walczą o kasę i zapierają się rękami i nogami, aby nie dać uszczknąć z niej ani grosza m.in. na walkę ze skutkami pandemii, ochronę zabytków, cyfryzację czy wsparcie wartościowych projektów dziennikarskich”. Dlaczego PO postuluje likwidację TVPInfo? To proste: bo się boi tej stacji. Bo ludzie z Platformy „nie życzą sobie, by ktoś mówił o ich awariach, nieudolności, bezradności wobec polskich wyzwań”.
Po co Orlen przejął lokalne media? I z jakiego powodu trzeba wykupić, upaństwowić, albo po prostu zlikwidować pozostałe, niezależne jeszcze stacje RTV i wydawnictwa? To oczywiste: Polska musi odzyskać suwerenność informacyjną, bo przecież „dwa pokolenia Polaków były jej pozbawione. Niemieckie media w naszej wspólnocie próbowały nas sformatować, przejąć kontrolę nad polską kulturą i polskim językiem. Starały się narzucić nam niemiecką perspektywę…”. W reakcji na kolejne przekręty prominentów PiS, ujawniane przez wolne (jeszcze) media, władza i jej apologeci powtarzają starą mantrę, że przecież poprzednicy też kradli. A kiedy to nie wystarcza, bo niby dlaczego dawne przestępstwa mają legalizować te obecne, dopowiadają, że przedtem kradła władza, czyli PO z PSL, a teraz, jeśli w ogóle ktoś kradnie, to konkretni pojedynczy ludzie, którzy zaistnieć mogą w każdej partii, ale tylko w PiS spotykają się z bezwzględna reakcją… itd. Łatwo znajdą swoich odbiorców nawet najbardziej idiotyczne argumenty. Dobrym przykładem są „taśmy Obajtka”, dowodzące przestępczych machinacji i moralnej degrengolady nowego pupila prezesa Kaczyńskiego. Zdaniem rządzących, ich wyborców oraz służalczych mediów te nagrania, to „kolejny kapiszon Gazety Wyborczej”. Idą w zaparte i będą bronić swojego Człowieka Roku wbrew faktom i logice. Będą go bronić tak, jak bronili Mariana Banasia, dopóki nie pokazał swoim mocodawcom środkowego palca. Argumenty mają rozbrajające, wręcz dziecinne: „Po pierwsze – nagrywanie Obajtka bez jego zgody i wiedzy to niebywała podłość”, natomiast potajemne nagrywanie rozmówców przez samego Obajtka w jego gabinecie i na służbowym sprzęcie, było oczywistą koniecznością, bo przecież „wokół każdego geniusza biznesu czają się zawistnicy gotowi zmontować jakąś prowokację”.
Po drugie, lewacy atakują Obajtka, bo przełamuje imposybilizm i dlatego opozycja się go boi. Po trzecie, bezzasadny atak na człowieka przysparzającego Polsce sukcesów, to „kolejna próba destabilizacji państwa” przez opozycję, która planuje zniszczyć „Orlen” dlatego, że ta spółka ma świetne wyniki… uff. A co do wulgaryzmów zarejestrowanych na taśmach, to obrońcy naznaczonego przez Boga geniusza biznesu dadzą się pokroić, że Człowiek Wolności, przeklina od dawna „i tylko dlatego, że cierpi na zespół Tourette’a, którego jednym z objawów jest wypowiadanie wulgaryzmów”… Tyle że człowiek dotknięty tą chorobą klnie nie tylko przez telefon, ale również podczas licznych wypowiedzi publicznych, wywiadów, a także dziękując za uhonorowaniem go tytułem „Człowieka Wolności”, który internauci interpretują jako „Człowiek jeszcze na Wolności”.
Ostatnie badania opinii wskazują, że poparcie Polaków dla Unii Europejskiej powoli, ale jednak spada. Zmanipulowana i nieustannie podsycana groźba unijnych sankcji za niepraworządność rozpala poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Na portalu Wpolityce.pl można przeczytać: „W tej grze chodzi o ocalenie Polski i zahamowanie [jej] podboju przez bolszewizm Unii Europejskiej (…), można powiedzieć, że w jakimś sensie Polska znajduje się obecnie w takiej sytuacji, jak w 1920 r. (…) jest to swego rodzaju druga wojna polsko-bolszewicka. Tu chodzi o ocalenie Polski (…), a przy okazji o uniknięcie swego rodzaju eksterminacji …”. Czyli – Rodacy do boju, na barykady, ratuj się Polsko, itd. Czy patriota może nie zareagować na takie zagrożenie? Oczywiście może i powinien nie zareagować. Nawet gorący patriota usłyszy, że trąbki na alarm grają za głośno i fałszywie. Problem w tym, że propaganda PiS wyprodukowała pokaźną liczbę patriotów nie tyle gorących, co gorączkowych, wojowniczych i niezwykle hałaśliwych. Gorączkowi patrioci niechętnie godzą się na bezprawie i na wzór Gowina nie cieszą się z szargania Konstytucji. Ale przecież wielki cel: budowa nowej wielkiej i zasobnej Polski – bez obcych, komunistów, lewaków, gender, LGBT i wszystkich myślących samodzielnie – ten cel uświęca dowolne środki. Jeśli kraj toczy gangrena, to niezbędna jest interwencja chirurga. Wycięcie społeczeństwu kawałka jego wolności, odjęcie przysługujących mu praw jest zabiegiem bolesnym, ale koniecznym, bo chorym przywraca życie społeczne, a innych chroni przed zarazą…
Dla zaczadziałych pisowską propagandą obecne bezprawie to forma obrony własnej, która według szeryfa Ziobry usprawiedliwia wszelką przemoc. W imię interesu większego można poświęcić mniejszy. Krystyna Pawłowicz, głosując w komisji sejmowej, oświadczyła, że ma świadomość niekonstytucyjności prawa, za którym głosuje, ale partyjny interes i lojalność są ważniejsze. Te słowa, które w normalnym kraju powinny ją zdyskredytować na amen, wyeliminować ją jako polityka z polityki, a jako naukowca z nauki, rzuciła lekko, bez zahamowań i z przepraszającym uśmiechem, jak panna Krysia z bufetu spytana, czemu sprzedaje wczorajszą sałatkę. Obecna sędzina TK walnie przyczyniła się do demoralizacji Polaków, wpajając im ten szczególny rodzaj relatywizmu, który pozwala na krętactwa i egocentryczne wygibasy myślowe, usprawiedliwiające pazerność i bezwzględność, sankcjonujące przekręty i świństwa bez konfliktu z logiką i sumieniem.
Bo akceptacja bezprawia stała się już formą obrony własnej. Gorączkowego patriotę usprawiedliwia sytuacja, okoliczność i jego prywatna racja stanu. A tą racją stanu jest obrona JEGO środowiska i JEGO partii, która chroni JEGO status, pozycję i dochody, a także JEGO rodzinę i przyjaciół. Dlatego prawda i przyzwoitość muszą polec w konfrontacji z lojalnością. W obronie własnej i w imię wyższych celów – jak w każdej dyktaturze.
Źródło koduj24.pl 
Z forum: Z jednej strony może to i dobrze że młodsi rodacy mają okazję poznać jak wygląda „toporna propaganda” rodem z PRL. Brakuje tylko niemieckiego rewizjonizmu oraz Hupki i Czaji których zastąpiło PO i Tusk. Z drugiej strony jest tragedią że poparcie dla głoszonych przez PiS idiotyzmów wciąż wynosi 29%. Mit „dobrej zmiany” legł w gruzach tak jak i trwałość prawicy. Kolejne afery taśmowe które wstrząsają PiS, pokazują rozkład władzy. PiS to już nie dobra zmiana tylko zmiana najgorsze. A nazwa partii brzmi dzisiaj jak żart, prawo mają głęboko w czterech literach a sprawiedliwość brzmi też fałszywie bo jest ręcznie sterowana przez jednego człowieka. I ten sojusz tronu z ołtarzem który wkurza coraz więcej osób. 
27 02 2021 Wracamy do feudalizmu?
Już każdy widzi, że demokracja się nie sprawdza. A już demokracja parlamentarna to kompletna parodia, gdyż w parlamentach najczęściej lądują idioci i cwaniacy. Przestępcy też, co widać dobitnie w polskim Senacie. System partyjny to kolejna bzdura. Widzimy jak to się dzieje. Albo grupa kolesi ma wspólne interesy i jeszcze tylko potrzebuje władzy. Lub też jakieś kgb, mossad, czy cia, chce skrycie rządzić którymś państwem i wystawia różnych palikotów, petru, czy hołownie. Potwierdził to człowiek służb specjalnych, gen. Czempiński, były szef UOPu, przyznając, że to on założył Platformę Obywatelską (Na czyje polecenie? Bo nasz super-szpieg, Zacharski powiedział, że to głupek). A potem te idiotyczne systemy głosowania, niby na wybranego gościa, a na prawdę na partię. Wybierasz sobie jednego, głosujesz na niego, a wygrywa inny. To się kupy nie trzyma. To parodia. Wpędzili nas Grecy w kanał z tą demokracją. I zawsze to było oszustwo. Czy w Atenach, Rzymie, lub Wenecji zawsze była grupa trzymająca władzę. No dobrze... Jeżeli nie demokracja, to co tu jeszcze może być?
Autorytaryzm? No nie, to półśrodek. Znowu mamy ten paskudny parlament pełen worów i idiotów, jak u nas, czy w Strasburgu. Pozostaje więc autokracja, lub, jak to woli, dzisiejszy, tak pogardzany przez liberalnych demokratów, totalitaryzm. Tak! To jest to! Przynajmniej tak długo, póki nie wymyślimy czegoś fajniejszego. To tylko fragmentarycznie moje przemyślenia. Cały ten ciąg myślowy odbywa się w głowach tych, co są w stanie to rzeczywiście realizować. Sky is the limit! Chyba wszyscy dobrze znamy ten amerykanizm. Nie, nie – nie chodzi o utwór tego hip-hopowego grubaska The Notorious B.I.G. Choć on ideę ładnie w klipie prezentuje (to pokazuję poniżej). To końcowy etap tej amerykańskiej fantazji, dla której miliony imigrantów, w tym połowa nielegalnych zdąża do USA. Wiecie – na początku jest "od pucybuta do milionera", a na końcu właśnie mamy "sky is the limit" – jedyną granicą jest niebo. Możliwości są nieograniczone.
Jest paru ludzi na świecie, którzy w takie nieograniczone możliwości uwierzyło. Bo co może im przeszkodzić? Taki Trump? Wart 3 miliardy USD? Tyle to ma podstarzały nasz lokaj Soros. My mamy setki miliardów! My jesteśmy 4, 5..... N-ta władza. Kto nas zatrzyma?! Australia już się ukorzyła, po tym, jak podskakiwała. Wielu publicystów, w tym Rafał Ziemkiewicz, sądzi, że im chodzi tylko o forsę. O jeszcze większą forsę. Bzdura! Oni chcą mieć cały świat.
Tragifarsą jest to, że to faceci z pokolenia 1968. Flower power. Walki z policją w kampusach, koszulki z Che i książeczka Mao w kieszeni. Chłopcy ze szkoły Keruoca, zakochani w balladach Ginsberga i wsłuchani w mądrości Chomsky'ego. Komuniści w sercach i bolszewicy w działaniu. Oni pragną zdobyć cały świat. I urządzić go po swojemu. To, chyba nikt nie ma wątpliwości, nie będzie demokracja. Oj, nie. Oni są na to zbyt inteligentni. To będzie taki "miękki totalitaryzm". Coś na pewno w tym stylu sobie wymyślą. Działają w imię swojej nowej, wyidealizowanej przyszłości od momentu, jak tylko opanowali internet, potem gazety papierowe, Hollywood, koncerny telewizyjne... Media, informację i komunikację.
Właśnie rozprawiają się z religią (opium dla mas – Karol Marks). Zaczęli od najsłabszej – chrześcijaństwa. Płoną kościoły... fizycznie atakuje się księży. Bardzo jestem ciekaw, jak to będzie wyglądać, gdy zabiorą się za islam. Rozpoczęto, wykorzystując przy okazji pandemię, ważny etap dla ich projektu świata przyszłości. To zniszczenie klasy średniej. Ona jest w przyszłej konstrukcji – światowym systemie autokratycznym niepotrzebna. Szczególnie szeroko pojmowana inteligencja. Po co przyszłej wielkiej władzy ktoś ma patrzeć na ręce, krytykować, lub choćby kręcić nosem. Zbuduje się nowy powszechny lud, mocno niedouczony, niewiele wymagający, niespecjalnie narzekający, bo zabezpieczy im się to, co potrzebują. Z dużą dozą przyjemności, rozrywki, używek, wolnej i wielopłciowej miłości, plus oczywiście tradycyjnego grilla i fastfudy. Niech się cieszą i bawią. Tak jest – chleba i igrzysk. Netflix już jest.
Na koniec – najważniejsze zadanie, a właściwie dzisiaj idee fixe jednego z tych przyszłych, niedoszłych tyranów, Billa Gates'a, - depopulacja planety Ziemia.
Projekt powoli się rozkręca. Najpierw aborcja "na pstryknięcie palcem". Taka dodatkowa i powszechna antykoncepcja. Są już nawet głosy, że jak dzieciak nie będzie się podobał, bo jest na przykład "trudny", to aborcja może być aż do szóstego roku życia. 
Wtedy na pewno nastolatki nie będą brykały i nie będą krnąbrne i buntownicze, bo wyczują, co czai się za rogiem. Z drugiego końca, wiek emerytalny oczywiście się podniesie do maksimum. Czyli do końca. A kto jeszcze będzie miał tyle sił, że "naturalnie nie zejdzie", to... no cóż, pomoże się mu. Nie ma mowy o żadnym okrucieństwie – o, nie! Humanitarnie i spokojnie, a może nawet radośnie pozwoli się nieprzydatnemu już do niczego seniorowi zasnąć.
Pamiętajmy – światowi mędrcy i eksperci (Klub Rzymski) wyliczyli, że optymalna liczba Polaków to 15 milionów. Dzisiaj jest nas ponad 37 mln. Jeżeli im się uda i nas pokonają, to się będą musieli nieco namęczyć, by się pozbyć 21 milionów ludzi z niedużego terytorium. A przecież muszą się pozbyć również z innych terytoriów. Jakaś kolejna super-pandemia? A ta dzisiejsza, to tylko próba generalna? Zdajecie sobie państwo sprawę, że to tylko taka moja fantazja. Rozważania hipotetyczne. Lecz czy ktokolwiek, ze stuprocentową pewnością może zaprzeczyć wyśmiać, powiedzieć, że to bzdura? No, słucham.
Źródło: naszeblogi.pl 
22 02 2021 A niech umierają…
Irytujące są przejawy bezradności, nieudolności czy lenistwa władzy. Ale jeszcze bardziej irytuje, że świadome powodowanie śmierci ludzi nazywane jest bezradnością, nieudolnością czy lenistwem. W rządowych raportach zakażeń SARS COV 2 liczba zgonów nie wydaje się najważniejsza. Wcześniej podawana jest informacja o nowych zachorowaniach i krzepiąca wiadomość o liczbie ozdrowieńców. O ludziach poległych na wojnie z koronawirusem oficjalne przekazy w mediach informują na końcu, niejako przy okazji, jakby ważniejsza była liczba wolnych respiratorów, czy zajętych miejsc covidowych w szpitalach. Można to zrozumieć, bo w końcu trzeba „z żywymi naprzód iść” i nie należy poddawać się posępnym nastrojom. Można by nawet zaakceptować inne liczne przejawy „życiowego” podejścia do epidemii ludzi odpowiedzialnych za obronę obywateli, gdyby „praktyczne” nastawienie władzy do swoich powinności w czasach zarazy nie śmierdziało tak ostentacyjnie cynizmem i gruboskórną znieczulicą. Od początku pandemii rząd zaniżał liczbę zgonów na COVID. Do dzisiaj zresztą nie wykorzystuje się w pełni potencjału laboratoriów wykonujących testy. Lekarze informowali o wielokrotnym przyroście przypadków chorób płuc i serca, a w tysiącach aktów zgonu jako przyczynę śmierci wpisano choroby towarzyszące COVID. Patolodzy potwierdzali, że nie testowano wcześniej wielu zmarłych z klasycznymi objawami koronawirusa. Wolne media zaprezentowały poufne wytyczne zalecające, by tylko w stuprocentowo pewnych przypadkach klasyfikować zmarłych jako ofiary koronawirusa. Ale mimo zapożyczonej z PRL metody ukrywania niewygodnych faktów liczba zgonów na COVID w Polsce przekracza średnią europejską. Resort zdrowia ogłosił właśnie oficjalnie nadejście trzeciej fali pandemii. Wielu dotychczasowych ofiar koronawirusa nie można było uratować. Ale też wielu mogłoby wyzdrowieć. Żyliby, gdyby nie bezmyślność decydentów, którzy przespali pół roku opowiadając dyrdymały, że zatrzymują COVID pod granicą, a jakby co, przygotowani są na wszelkie scenariusze. Wielu Polaków przeżyłoby epidemię, gdyby nie skandaliczny, wszechogarniający chaos w planowaniu i realizacji projektów obrony przed koronawirusem. Obserwując organizację walki z COVID mam wrażenie, że widziałem już lepiej zorganizowane zamieszki uliczne. Ludzie umierali z braku respiratorów, których nie zamówiono wtedy, gdy robiły to inne kraje, i nie u producentów, tylko tam, gdzie można było bezkarnie ukraść dziesiątki milionów. Ludzie umierali również z braku respiratorów, które były w rządowym magazynie, ale nikt nie wpadł na odkrywczy pomysł, by naruszyć „żelazną rezerwę”. Ludzie umierali dlatego, że władza uczyła ich lekceważyć zagrożenie. Premier ogłaszał koniec pandemii, prezydent organizował spotkania z wyborcami, nadprezes demonstracyjnie ignorował zalecenia ochronne, jakby sugerując, że wirus omija miesięcznice smoleńskie i spotkania z biskupami, a na widok jego świty pierzcha w popłochu. Wielu umarło dlatego, że zaufali niedouczonemu lekarzowi w randze ministra, który kpił z ochronnych funkcji maseczki – a potem także jego naśladowcom, którzy zalecali bronić się przed zarażeniem za pomocą bawełnianych szmatek, a od biedy i szalików.
Ilu ludzi zginęło w DPS-ach, zanim władza przypomniała sobie, że istnieją? Ilu musiało umrzeć, zanim władza wpadła na pomysł budowy szpitali polowych, które w sąsiednich krajach przygotowano pół roku wcześniej? A ilu jeszcze umrze, bo nasze doraźne szpitale okazały się bardzo drogimi sanatoriami dla lekkich przypadków? Ilu umarło w karetkach stojących w kolejkach przed izbami przyjęć, w oczekiwaniu na wolne miejsce? A ilu jeszcze umrze, bo rząd nie jest w stanie przygotować i zrealizować rozsądnej procedury szczepień? Ilu zakwalifikowanych do grupy bezwzględnego pierwszeństwa nie dożyje do wyznaczonego im terminu – w maju? Ilu zakończy życie dlatego, że ktoś tam wymyślił, by część seniorów z groźnymi chorobami przewlekłymi przerzucić na koniec kolejki? Ilu niepełnosprawnych nie przeżyje, bo nie mogli pojechać do wyznaczonego im punktu szczepień oddalonego o setki kilometrów? A ilu dojechało, ale wróciło z kwitkiem, bo akurat zabrakło szczepionki, której nie dowieźli, albo dowieźli za mało, lub tyle co trzeba, ale bez strzykawek i igieł?
Nie sposób policzyć, ilu ludzi nie przeżyje chaosu zafundowanego przez beztroską i nieudolną ekipę Kaczyńskiego. Swoją bezmyślność i bezradność tuszują zwalając odpowiedzialność na „niezdyscyplinowanych” ludzi (społeczeństwo się nie sprawdza) oraz, rzecz jasna, na Unię Europejską. Łżą przy tym w żywe oczy. Premier okłamuje nas, że brakuje szczepionek na COVID-19, bo Komisja Europejska źle negocjowała umowy z ich producentami. Prawda jest taka, że Polska sama uczestniczyła w tych negocjacjach, a człowiek premiera brał nawet udział w rozmowach w najwęższym, siedmioosobowym zespole – i nie zgłaszał zastrzeżeń. Przeciwnie, chwalił Unię, że początkowa cena za jedną dawkę, której od UE żądał BioNTech/Pfizer, wynosiła 54 euro, a skończyło się na 15,5 euro za dawkę. Władza kłamie też wyjaśniając, dlaczego zrezygnowała z zakupu dodatkowej partii szczepionek Moderny. Bo to nieprawda, że z powodu wyższej ceny, przecież nie raz dowiedli, że pieniądz się dla nich nie liczy. Po prostu dostawę tej partii szczepionek zaplanowano na koniec roku, a rząd uznał, że do tego czasu pandemia się skończy. Wszyscy Polacy mieli być zaszczepieni do końca lata… czekaj tatka latka. Póki co premier Morawiecki odwiedzając w czwartek punkt szczepień w Katowicach oskarżył Unię o wszelkie covidowe zło, dziękując równocześnie wszystkim, którzy „tak dobrze zorganizowali proces dystrybucji i logistyki”.
Irytujące są przejawy bezradności, nieudolności, bezmyślności czy lenistwa władzy. Ale jeszcze bardziej irytuje, że świadome powodowanie śmierci ludzi nazywane jest bezradnością, nieudolnością, bezmyślnością czy lenistwem. Polska staje się krajem pogrzebów. Polacy umierają w męczarniach pod respiratorami. Umierają straszną śmiercią przez uduszenie, przegrywając walkę o kolejny oddech. Umierają w samotności, izolowani od rodziny, której ból – o dziwo! – jest taki sam jak Jarosława Kaczyńskiego po śmierci brata. Według zaniżonych statystyk pandemia odebrała nam dotąd 43 tys. rodaków. W ciągu minionego tygodnia zmarło na COVID półtora tysiąca ludzi. Można by nimi zapełnić prawie 15 tupolewów. Nikt im nie zorganizuje miesięcznicy, nikt nie uhonoruje ich pomnikiem ani nawet tablicą. Dla rządzących pozostaną nieuchronnym pokłosiem epidemii. W normalnych czasach poczynania władzy mogą być mądre lub głupie, zyskowne albo niekorzystne, przyzwoite lub chamskie, legalne albo bezprawne. Ale w czasach pandemii nie wolno oceniać decyzji rządzących tylko w kategoriach, czy dzięki nim będzie się nam żyło lepiej czy gorzej. W dniach zarazy pytać trzeba najpierw, czy wskutek działań władzy będzie się żyło w ogóle.
Andrzej Karmiński.
Źródło koduj24.pl
Szczepią, szczepią a efekty są marne, bo ilość zakażonych rośnie, śmiertelność też!? Brakuje szczepionek!? To co w Polsce szczepionki na COVID nie potrafimy wyprodukować!? No i co z tego, że będzie to podróbka, ale uratuje życie tysięcy, ba nawet setek tysięcy!?
W szpitalach brak jest personelu!? W nocy oddziały bez lekarza, pielęgniarki to norma!? Jakoś media o tym zapominały!?
A mnie się wydaje, że ten wirus był już od dawna, i dlatego robiono badania!? No i się stało wybuchła panika, i teraz jak zachorujesz od razu z rozdzielnika jest to COVID!?
Liczba zakażeń rośnie, bo jak tylko zachorujesz, od razu jest to COVID, innej opcji nie ma bo NFZ najlepiej za to płaci!? Poza tym od lat wiadomo, że wiosna, i jesień to sezon grypowy.
Idą na całość, klękajcie narody, wkrótce zaszczepią miliard Polaków, i Niedzielski spędzi urlop odbywając rejs dookoła świata, luksusowym jachtem!?
Gdyby te 2 mld PLN dla TVP, przeznaczyć na zatrudnienie personelu medycznego- również z innych państw- to pielęgniarki wypatrywałby chorych na progach szpitali, witając każdego chlebem, i solą. 
20 02 2021 Stan po Burzy. Kaczyński obawia się utraty władzy. Czy Gowin stworzy taktyczną koalicję z opozycją?
Platforma porzuca swe konserwatywne korzenie i kieruje się na lewo, popierając ułatwienia w dokonywaniu aborcji. Pierwszym poligonem dla nowej PO będą wybory prezydenta Rzeszowa, których ranga wykracza daleko poza Podkarpacie. W Rzeszowie odbędzie się próba generalna przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. Władza już się kłóci w sprawie swego kandydata — to będzie ostre starcie PiS i Solidarnej Polski. Jarosław Kaczyński pacyfikuje koalicjantów, bo zagląda mu w oczy widmo utraty władzy. Zły sen prezesa to wolta posłów Jarosława Gowina i stworzenie przez nich rządu z opozycją. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym odcinku podcastu “Stan po Burzy”, który prowadzą Agnieszka Burzyńska z “Faktu” oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.
Nastąpiła zmiana epokowa. Po dwóch dekadach działalności Platforma Obywatelska zmienia swe oblicze ideowe. Popierając aborcję do 12. tygodnia ciąży, partia porzuca umiarkowany konserwatyzm i otwarcie zwraca się do elektoratu liberalno- lewicowego. To może doprowadzić do buntu i odejścia grupy posłów. Platforma do tej pory popierała kompromis aborcyjny, bo sama była światopoglądowo podzielona. W przyjętej dwie dekady temu deklaracji ideowej partia uznała, że "prawo winno ochraniać życie ludzkie, tak jak czyni to obowiązujące dziś w Polsce ustawodawstwo, zakazując również eutanazji i ograniczając badania genetyczne". Kłopoty zaczęły się po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. Część bliższych lewicy polityków PO — choćby wiceszef partii Rafał Trzaskowski — uznało, że nie ma powrotu do zerwanego przez PiS kompromisu. Za zdecydowaną zmianą podejścia do aborcji opowiedział się też Donald Tusk, który firmował wspomnianą deklarację z 2001 r. — Dziś nikt nie chciałby bronić dawnego kompromisu aborcyjnego, który jedynie polaryzował scenę polityczną. Skoro tego kompromisu nie ma, to trzeba zostawić kobietom prawo do decyzji — powiedział Tusk na spotkaniu z członkami Klubu „Gazety Wyborczej”.
Sprzeciwili się temu były szef PO Grzegorz Schetyna, były prezydent Bronisław Komorowski, a także partyjni konserwatyści. Ten konflikt narastał w ostatnich tygodniach. Konserwatyści go przegrali. Czym to się skończy i czy konserwatyści opuszczą partię? Fakty są takie, że Platforma może sobie dzisiaj uchwalać, co jej się tylko podoba, ale, nawet gdyby wygrała wybory i stworzyła rząd, to w perspektywie kilku lat nie jest w stanie zmienić przepisów aborcyjnych. Przeszkodą będzie prezydent Andrzej Duda oraz Trybunał Konstytucyjny, który przyjął interpretację Konstytucji zakazującą aborcji i nie tak łatwo będzie to zmienić.
Platforma zdaje sobie z tego sprawę, ale zgłasza deklarację ideową po to, by wyborcy wiedzieli, w jakim kierunku zmierza partia. Z kolei władza żyje wyborami prezydenckimi w Rzeszowie. Wieloletni prezydent z korzeniami w PZPR, Tadeusz Ferenc, zrezygnował ze stanowiska i na następcę upodobał sobie Marcina Warchoła, człowieka Zbigniewa Ziobry. Warchoł zamierza udawać kandydata obywatelskiego, bo choć Podkarpacie jest konserwatywne, to Rzeszów już nie. To nie podoba się Kaczyńskiemu, który wolałby kandydata obywatelskiego, ale z PiS. Zarząd regionu podkarpackiego PiS wręcz zażądał wystawienia własnego kandydata, zamiast popierania Warchoła. Ale prezes ma nie lada dylemat. Czy wystawić własnego kandydata i zaryzykować porażkę, czy poprzeć Warchoła, który dzięki namaszczeniu przez Ferenca, ma bardzo duże szanse na zwycięstwo? Ważnym argumentem może być to, że gdyby Warchoł wygrał wybory na prezydenta Rzeszowa, to zwolniłby się jeden fotel poselski w Zjednoczonej Prawicy, które przejąłby nie ktoś z Solidarnej Polski, a przedstawiciel PiS. Na razie Ziobro i Kaczyński idą na zwarcie, zupełnie jak w 2013 r., gdy byli skłóceni i bili się w wyborach uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu. Ziobro wystawił tam... innego Ziobrę. A wygrał Zdzisław Pupa z PiS. Historia lubi się potarzać, tyle że wraca jako farsa.
Napięte relacje Kaczyński ma wciąż także z drugim koalicjantem. Wicepremier Jarosław Gowin wnosi o odwołanie z rządu wszystkich polityków Porozumienia, którzy mu się sprzeciwiają. Nie może tego jednak zrobić sam, więc prosi Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS nie może tego zrobić, ponieważ wszyscy ci, których Gowin chce się pozbyć, uczestniczyli w próbie jego obalenia, inspirowanej właśnie przez Kaczyńskiego. Gowin wie, że to Kaczyński stał za “zamachem” na niego. Zdając sobie sprawę z tego, że nie może liczyć na miejsca na listach wyborczych PiS dla siebie i swoich ludzi w 2023 r., Gowin rozmawia z opozycją. Kaczyński się obawia, że tuż przed wyborami Gowin zrobi taktyczną koalicję z opozycją i odsunie PiS od władzy, przejmując przy okazji TVP, by wyłączyć w kampanii propisowską propagandę. W tej sytuacji obóz władzy może się rozsypać — niepewne jest choćby zachowanie Ziobry. Taki wariant wspólnego rządu anty-PiS był sondowany przez Gowina wiosną zeszłego roku — co potwierdził sekretarz PSL Piotr Zgorzelski, który był gościem w programie Onet Opinie. Kaczyński boi się takiej wielkiej koalicji. Czy jest ona realna?
Źródło onet.pl
Wow!? Pożar w burrrrdelu. Czyli kartofla na wiosnę posadzą albo na jesień wykopią!? Gowin do przedterminowych wyborów doprowadzi !? 
18 02 2021 Łatwo się zaszczepić... ha, ha!
Zaszczepiony – Nie. Status – oczekujący i chętny. Perspektywa – nie znana. Ocena procesu – burdel. Ojciec już w dzieciństwie nauczył mnie, że szczepienia i szczepionki to przełom w medycynie, który usunął dziesiątki paskudnych chorób, które prześladowały ludzi wszędzie. Obok mieszkał chłopiec, kulawy i wątły, widać, że nieszczęśliwy. Tata powiedział, że to z powodu choroby Heinego – Medina. W szkole takich dzieciaków spotkałem więcej. Lecz tata powiedział, że już wkrótce nie będzie tego, bo już jest szczepionka. I dodał z dumą, że szczepionkę stworzył jako pierwszy na świecie, Polak, lekarz i naukowiec Hilary Koprowski. Pamiętam jednak, że po wojnie sen z oczu medycynie spędzała szalejąca gruźlica. Pamiętam więc dobrze, jak zostałem zaszczepiony, chyba jak wszystkie dzieciaki wówczas, słynną BCG (Bacillus Calmette-Guérin). Była wtedy wielka akcja wyszczepień. A starsi zapewne dobrze pamiętają, jak my, powojenne dzieciaki, strasznie baliśmy się wścieklizny. To dopiero wirus! I ta piana na ustach... no i straszna igła w brzuch.
Na szczęście nasze, szczepimy dzisiaj tylko zwierzęta. Sześć lat temu, po długim okresie trzymania się wód europejskich, poprzez nieszczęsny szifting do Afryki Zachodniej, krainy tysiąca chorób, musiałem poddać się, w okresie dwóch miesięcy 11 szczepieniom. Przeżyłem i nie chorowałem.
Zeszłego roku też poddałem się szczepieniu – na pneumokoki. I tyle....

Nic więc dziwnego, że bez głupich, strachliwych myśli, natychmiast zapisałem się, zgodnie z harmonogramem, na szczepienie przeciwko koronawirusowi.
Sprawdziłem na mapie punktów szczepień i znalazłem, że moja stała klinika też będzie szczepić. W dniu rejestracji wyczekałem rano do otwarcia i w pierwszej godzinie zarejestrowałem się. Mija tydzień – nic. Drugi tydzień – nic. Trzeci też. Nie wytrzymałem i dziennikarskim sposobem dotarłem do osoby wiarygodnej w klinice i chcącej rozmawiać. Usłyszałem, że klinika przygotowała się na 150 szczepień tygodniowo. Góra, czyli pewnie MZ, zdecydowało, że tygodniowo dostaną szczepionkę dla 60 pacjentów. A tak po prawdzie, to cały czas dostają tylko 30 porcji. Jak by tego było mało, gdy ja spokojnie i cierpliwie czekałem rano, by telefonicznie się zgłosić, ministerstwo nie nagłaśniając sprawy, już o północy uruchomiło możliwość zapisów na szczepienie i to ze swobodnym wyborem punktu szczepienia. Więc ja rano, starając się znaleźć na czele seniorów do szczepień, miałem już przed sobą, jak mi powiedziano, kilkaset zgłoszeń. Potem jeszcze usłyszałem, że nasz wzorcowy obywatel, typu "zaradny Polak" rejestrował się w kilku miejscach, wprowadzając bałagan w systemie elektronicznym. No to sobie czekam. Może koniec marca... może kwiecień.
W ostatni piątek wieczorem zatelefonowali do mnie zaprzyjaźnieni lekarze ze szpitala PCK w Redłowie, iż jest taka sytuacja u nich, że mnie zarejestrowali na szczepienie u nich w szpitalu. Mam być dokładnie w niedzielę o 10:00. To pojechałem. Już przy szlabanie na teren szpitala zorientowałem się, że coś nie tak. Przed budynkiem onkologii, gdzie szczepią, ujrzałem kłębowisko ludzi. Poważny tłum. Pytam się, co to – tak, wszyscy do szczepień.
Nawet nie zaparkowałem, bo nie było gdzie i zrobiłem rekonesans. 
Przede mną szacunkowo 200 – 300 osób. Szczepi 6 lekarzy. No to liczę – już w sporym tempie, na zaszczepienie jednego pacjenta potrzeba minimum 10 minut. Jest 6 doktorów, to wychodzi, że w godzinę są zdolni obsłużyć 36 osób. Optymistycznie zakładając, że w kolejce przede mną jest tylko 200 oczekujących, to i tak trzeba czekać pięć i pół godziny. Zrobiłem w tył zwrot i wróciłem do domu.
W poniedziałek, dnia następnego, pojechałem raz jeszcze do szpitala. Gdyż pomyślałem sobie, że nie mogli przecież wszystkich chętnych zaszczepić, więc może przedłużyli operację na drugi dzień. Nic z tego. Próżne nadzieje. Wyjątkowo przemiła pani pielęgniarka o żelaznym spojrzeniu, załatwiła ze mną sprawę krótko: - Wczoraj to było wczoraj, a dzisiaj jest dzisiaj. Przyznam, że jako filozofa amatora, zamurowała mnie tą prawdą. Później dowiedziałem się, że w niedzielę rzeczywiście zaszczepili wszystkich. Przedłużyli szczepienia i zamiast do piątej, szczepili do północy. Wobec całej tej gmatwaniny szczepiennej oczywiście wściekłem się na Ministerstwo Zdrowia. To ich durne dyspozycje powodują, że terenowe punkty szczepień otrzymują śmiesznie małe ilości szczepionek, gdy w tym samym czasie szpitale bazowe są zalewane dostawami, których nie mogą, albo nie potrafią zużyć, albo przekazać dalej. Po chwili jednak przypomniałem sobie, jak w Gdyni, a dokładniej w całym Trójmieście zniszczono delikatną strukturę szpitalnictwa. Teraz, gdy kiedyś szpital PCK cieszył się fantastyczną renomą (podobnie jak Szpital Miejski), jest pełną bałaganu placówką, częścią jakiejś Spółki z OO. Cholera wie, czy prywatną, czy miejską, a zapewne mieszaną. Tak oto osobiście brałem udział w szczepieniach. Ale się nie zaszczepiłem. Ot, co.
Źródło: niepoprawni.pl
W środę zaszczepiono 141 tys. osób. Jest to najwyższy wynik dobowy od kiedy w Polsce ruszyła akcja szczepień. Idą na całość, klękajcie narody, wkrótce zaszczepią miliard Polaków, i Niedzielski spędzi urlop odbywając rejs dookoła świata, luksusowym jachtem!?
30 01 2021 Prezes "karmi pelikany". Przez wywiad Jarosława Kaczyńskiego w PiS-ie rozgrzały plotki.
W obozie władzy huczy po wywiadzie Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS otworzył pole do spekulacji o wymianie premiera. Tej jednak nie będzie. - Kaczyński bawi się z mediami. I własnym obozem - mówią politycy Zjednoczonej Prawicy. "Prezes Jarosław Kaczyński znalazł nowego kandydata na premiera", "Dni Mateusza Morawieckiego są policzone", "Morawiecki jest zużyty", "To zderzak, którego trzeba będzie wymienić" - takie twierdzenia od dobrych kilku dni przewijają się w medialnych publikacjach. Oczywiście wszystkie okraszone wypowiedziami polityków PiS, którzy nieoficjalnie zwiastują "nowe otwarcie" w rządzie. I to na najważniejszym stanowisku: Prezesa Rady Ministrów. Ile w tym prawdy? Dziś niewiele: wbrew spekulacjom Jarosław Kaczyński nie zamierza pozbywać się Mateusza Morawieckiego. Problem w tym, że spekulacje te podsyca sam prezes PiS.
Czwartek 28 stycznia, telewizja wPolsce.pl emituje wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. Lider obozu władzy mówi w nim o Polsce jako oazie wolności, broni organizacji systemu szczepień, chwali działania antypandemiczne i zapowiada nowe, społeczno-gospodarcze projekty. Nazwiska premiera Morawieckiego jednak w tym kontekście Kaczyński nie wymienia ani razu. Rozpływa się za to nad Danielem Obajtkiem, byłym wójtem Pcimia, dziś prezesem PKN ORLEN. Poświęca mu połowę z trwającej pół godziny rozmowy.
Kilka cytatów:
"Daniel Obajtek jest nadzieją. Nadzieją nie naszego obozu politycznego, nie jakiejś grupy partykularnej, tylko po prostu Polski. Wszystkich Polaków, którzy chcą dobra naszego narodu, którzy chcą żyć w kraju silnym, liczącym się, coraz silniejszym i którzy po prostu chcą sukcesu".
"Prezes Obajtek już wiele dla Polski uczynił i jestem przekonany, że uczyni jeszcze dużo, dużo więcej, bo ma ogromne możliwości, niezwykłą determinację i to coś takiego, co daje pan Bóg, a co trudno zdefiniować. Tę aurę, którą wokół siebie tworzy, która pozwala mu ludzi mobilizować, jednoczyć wokół jakiegoś celu. Bez tej szczególnej cechy wielkie przedsięwzięcia są niemożliwe. On tę cechę ma. To cecha naprawdę bardzo ważna".
"Jeżeli będziemy szli dalej tą drogą, która została rozpoczęta dzięki decyzjom prezesa Daniela Obajtka, to będziemy szli ku temu, by uzdrowić sytuację".
"Daniel Obajtek to przede wszystkim zupełnie niezwykły człowiek, jeżeli chodzi o talent organizacyjny, dynamikę, łatwość podejmowania decyzji i to celnych decyzji, słusznych decyzji. W tym naszym zbiorze różnego rodzaju osób, które mają kwalifikacje do tego, żeby zrobić dla społeczeństwa coś dobrego, on jest bardzo wyróżniającą się postacią. Nie chcę tutaj używać określenie ‘gwiazda’, bo to może w tym kontekście nie najlepsze określenie, ale to naprawdę człowiek niezwykły".
"Kiedyś historycy będą nazwisko Daniela Obajtka bardzo często wymieniali jako jedno z najważniejszych tego czasu, czasu, który oby trwał jak najdłużej".
Jaki sygnał chciał tą rozmową wysłać prezes PiS? Pytamy w partii.
- Po pierwsze: wskazać, że jest personalna alternatywa, że mamy "kadrowe diamenty". Po drugie: żeby zasłużyć sobie na uznanie prezesa, trzeba robić, a nie tylko mówić, że się zrobi. A Obajtek robi. Po trzecie: zmobilizować Morawieckiego do działania. A że w taki sposób? W polityce nie jest się dla przyjemności. Po czwarte: typowe "bujanie łódką". Narzucanie nowego przekazu, wrzucanie personalnych wątków, badanie nastrojów, ustawianie szeregów wewnątrz obozu. Cytaty z Jarosława dziennikarze łykają jak pelikany - wymieniają nasi rozmówcy z PiS.
Jeden z nich zaznacza: - Premier mógł się czuć urażony, pominięty, bo przecież nikt tak nie zasuwa, jak on. Wywiad prezesa nie był w stosunku do niego uczciwy.Inny rozmówca: - Z Morawieckim obroniliśmy Sejm i Pałac Prezydencki. Nikt tak nie zapier… w kampaniach, jak on. Kolejny informator zauważa: - Proszę zwrócić uwagę, że dzień po tym, jak Kaczyński wygłosił pean na cześć prezesa Obajtka, w prasie pojawiły się nagle szczegóły "Nowego Ładu" [dużego planu społeczno-gospodarczego na czasy po pandemii - red.], którego twarzą ma być Morawiecki. Ludzie premiera zareagowali błyskawicznie. Polityk PiS: - To zdrowa rywalizacja. Jarosławowi właśnie o to chodziło.
Źródło wp.pl
Z forum: Tooo jest właśnie dezinformacja dla frajerów! To także skłócenie swojego personelu,ponieważ dzięki temu nie zakładają jakichś spisków przeciw swojemu guru! donoszą na siebie nawzajem. Takie rządy w przeszłości już były w różnych marionetkowych państewkach.

30 01 2021 Cesarzowa Niemiec: Lockdown! – Kniaź Nowogrodzki: Jawohl! - czyli medycyna polityczna i zarządzanie archiwami.
W kwestii otworzenia galerii handlowych najważniejsze jest moim zdaniem to, że nikt nie wziął w łapę. Podobnie, jak w sprawie dętej najoczywiściej afery z zakupem zapłaconych z góry i niedostarczonych przez handlarza bronią respiratorów, w której Kniaź Nowogrodzki autorytatywnie dziś rozstrzygnął, że wszystko jest zgodne z prawem (i sprawiedliwością), a nawet, jak to określił Rywin podczas negocjacji biznesowych z Michnikiem - koszerne.
A skoro nie są winne ani ministerstwo, ani służby, ani nawet handlarz bronią (to akurat dla mnie oczywiste) to znaczy, że nikogo posądzić/posadzić nie wolno, bo sadzanie za niewinność to jeszcze nie ten etap, ale nie traćmy nadziei. Natomiast co do utrzymywania lockdown’u w polskich małych, rodzinnych firmach, mogę tylko powtórzyć za warszawskimi wróbelkami, że decydujące słowo w kwestii lockdown’u ma Kniaź Nowogrodzki, co jest zrozumiałe, bo gdyby nie miał decydującego słowa we wszystkim, z medycyną polityczną włącznie (jest taka specjalizacja), to by nie był kniaziem, a jest. On w wywiadzie, który można sobie obejrzeć w Salonie Dziennikarskim, 28 minuta, wytłumaczył, że tak, jak jest - jest dobrze i wyznaczył suszny (to po żoliborsku) kierunek: "zduśmy tę pandemię - załatwmy tę sprawę! A z innymi damy sobie radę!" (w tym momencie zacząłem nerwowo sprawdzać kołnierzyk).
A to, że galerie są własnością tzw. kapitału zagranicznego, zaś kawiarenki i pensjonaty – należą do Polaków, jest najzupełniej przypadkowe. Nie napiszę też, że słowa bankstera są g… warte, bo akurat na g… powstały gigantyczne fortuny, co każdy zainteresowany może sobie sam sprawdzić i to grzebiąc nie we wspomnianym g…, a w Internecie. Za to na słowie bankstera poległy ( i polegną) rzesze polskich bankrutów, ale bankster na imię nie ma Zawisza, toteż nie ma się czemu dziwić. Jednak bez wahania potwierdzę, że to wszystko, co we czwartek powiedział ten jego poddworczyk jest wiarygodne tak samo, jak słynne banksterskie malowanie kraju na strefy zielone, żółte i czerwone, że o samochodziku na elektryczne bateryjki i 100 000 mieszkań dla Ciemnego Ludu/Suwerena (wersja zależna od tego, czy swobodna, nienagrywana rozmowa, czy oficjalny spicz) nie wspomnę. Ten typ tak ma.
***
Pytanie, które się natrętnie nasuwa (mnie przynajmniej, ale to nie jest na tym blogowisku reakcja ani typowa, ani tym bardziej obowiązkowa), to dlaczego ci Niemcy tak do tego lockdown’u prą? Odpowiedź, która mi się też nasuwa i to wręcz spontanicznie (za co przepraszam, ale to nie moja wina), najlepiej objaśnić przy pomocy starego, polskiego porzekadła: nim gruby schudnie, to chudy umrze. Kto jest tym grubym? No rzecz jasna Niemcy. Mają z czego chudnąć – wystarczy przypomnieć inne, polskie powiedzenie (mniej stare): jedź do Niemiec – twoje złoto, obrazy, cymelia, futra już tam są!
***
No to teraz pora zapytać (ja tak uważam, że pora), dlaczego władze w Warszawie tak ochoczo niemiecki przykład naśladują? Choć przecież w wyniku tej operacji, Polakom (to znaczy tym zwykłym, gorszego sortu – nie z Magdalenkowej nomenklatury) pisany jest los tego chudego? Który umrze w najlepszym razie ekonomicznie, a masę upadłościową po nim wykupi za ojro, nieco tylko wyszczuplony sąsiad zza Odry?
Odpowiedzi mam na końcu języka dwie:
1. Bo w relacjach Cesarzowa – Kniaź obowiązuje hierarchia senior – wasal.
2. Odpowiedź, która jest zapożyczoną i sparafrazowaną puentą anegdoty o królu pruskim Fryderyku Wielkim i młynarzu z Sanssouci: bo są jeszcze archiwa w Berlinie!

Dlaczego archiwa? O tym za chwilę.
Otóż kilka dni temu obejrzałem oscarowy film „Życie na podsłuchu”, pokazujący ponoć życie w NRD (było takie państwo). Bohaterem filmu jest oficer STASI, nawrócony w trakcie pełnienia swej inwigilacyjnej służby i ratujący w brawurowo-operetkowy sposób, wziętego dramaturga, który żyjąc sobie w enerdówku luksusowo, tego enerdówka szczerze nie znosił. No pisz-wymaluj taki gość generała Kiszczaka w Magdalence. Film jest wprawdzie załganym bzdetem, ale jedna scena jest jak najbardziej autentyczna: otóż już po upadku Muru Berlińskiego, wspomniany dramaturg idzie do ichniego IPNu i tam, wywożą mu na wózku cały, wielotomowy towar, czyli dokumentację inwigilacji, a na pytanie o inwigilującego go oficera STASI – prowadzą go do archiwum, gdzie po prostu pokazują mu kompletną kartotekę ze zdjęciem, nazwiskiem, adresem zamieszkania towarzysza kapitana!
Nie żartuję - wszystko na wszystkich, poukładane w szufladkach, alfabetycznie - tak porządek (pardon - Ordnung) tam mają! Co to jednak ma do tytułowych archiwów? A, niech kto potrafi, sam sobie wytłumaczy.
Źródło: niepoprawni.pl
28 01 2021 Kaczyński o przejęciu Polska Press przez Orlen: jedna z najlepszych wiadomości, które usłyszałem.
Czy wolność w Polsce jest zagrożona? Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego istnieje w naszym kraju "nieukrywana tendencja do tego, by tę wolność nie tylko ograniczyć, ale po prostu zlikwidować". Wicepremier do spraw bezpieczeństwa udzielił wywiadu telewizji wPolsce.pl.
- Jest bardzo wiele przykładów tego ograniczenia wolności. Dzisiaj w centrum uwagi jest to, co zdarzyło się w USA, odebranie głosu urzędującemu prezydentowi.  Ale przecież różnego rodzaju działania, które zmierzają do tego, by ludzie o poglądach konserwatywnych, bo tak to w tej chwili na świecie wygląda, nie mogli się bezpiecznie wypowiadać, ponosili jakieś negatywne konsekwencje - często daleko idące, dzisiaj bywa nawet, że karne - swoich wypowiedzi, swoich poglądów – odparł. W jego ocenie w tej chwili jest "właściwie nieukrywana tendencja" do tego, by "wolność nie tylko ograniczyć, ale po prostu zlikwidować".
- Pojęcia, którymi się tutaj przeciwnicy, wrogowie wolności - tak to trzeba, określać - posługują są zwykle mylące. To jest celowo stosowana socjotechnika. Tutaj "mowa nienawiści" jest na czele tych pojęć i "tolerancja" jako druga. Przy czym to ostatnie słowo jest używane w taki sposób, który całkowicie odwraca pierwotne i właściwe znaczenie tego wyrazu. To w wielu już miejscach przybiera także charakter nie tylko praktyk, w szczególności praktyk środków masowego przekazu, ale także jest to ujęte już w normach prawnych o charakterze represyjnym i te represje bywają już stosowane - mówił szef PiS. Kaczyński przypomniał, że już dosyć dawno temu mówił, iż Polska pozostaje "swego rodzaju oazą wolności" w Europie i w świecie "jest prawdą coraz bardziej". - Chodzić istnieją siły, które zupełnie jawnie dążą do tego żeby przestała być tą oazą, żeby w Polsce też te ograniczenia działały i to działały coraz bardziej ofensywnie - powiedział.
- Proszę pamiętać, że Platforma, wbrew swoim opowieściom o opresjach jakie ją spotykają, ma w Polsce bardzo znaczną część władzy. Już nie mówię o jej wpływie na władzę sądowniczą, mówię po prostu o samorządach, ale także o samorządach korporacyjnych, w szczególności samorządach uczelni. Tutaj takich aktów skierowanych przeciwko wolności jest już sporo - stwierdził. Zapowiedział jednocześnie, że PiS będzie się temu przeciwstawiać. - Będą odpowiednie ustawy - zadeklarował.
Przypomnijmy. 7 grudnia ub.r. PKN Orlen ogłosił zakup od Verlagsgruppe Passau wydawnictwa Polska Press, do którego należy m.in. 20 z 24 wydawanych w Polsce dzienników regionalnych oraz blisko 120 tygodników lokalnych. Orlen argumentuje, że zdobędzie dzięki temu dostęp do 17,4 mln użytkowników portali wydawnictwa.
- Uważam, że to jedna z najlepszych wiadomości, którą usłyszałem w ciągu ostatnich lat. To pierwszy krok w drugą stronę. My pozbawiliśmy się w wielkiej mierze mediów na rzecz czynników poza polskich, głównie niemieckich, z ogromną stratą dla naszej suwerenności. Już nie jako państwa, ale jako naród i z ogromnymi stratami w innych dziedzinach - mówił Kaczyński w wywiadzie dla telewizji wPolsce.pl. Ocenił, że media przejmowane przez niemieckich przedsiębiorców jeszcze w latach 90-tych "odegrały ogromną rolę w demoralizowaniu młodzieży". - I to takim demoralizowaniu najbardziej można powiedzieć wulgarnym, prymitywnym - ocenił.
- Jeżeli będziemy szli dalej tą drogą, która została rozpoczęta dzięki decyzjom prezesa (PKN Orlen Daniela) Obajtka, to będziemy szli ku temu, by tę sytuację uzdrowić, bo to jest sytuacja fatalna w sensie narodowym - powiedział prezes PiS. Kaczyński oświadczył, że Polska musi mieć własne media, a media "niepolskie powinny być w naszym kraju wyjątkiem i to takim - można powiedzieć - rzadkim wyjątkiem". Zaznaczył, że nie jest to droga ani łatwa, ani krótka, ale "to jest jedyna droga obrony naszej wolności, naszej suwerenności, bo media to jest coś, co by można było porównać przynajmniej do znaczących części mózgu i jednocześnie układu nerwowego człowieka". - Człowiek, któremu by to odebrano już po prostu nie byłby człowiekiem w całym tego słowa znaczeniu. I także naród, któremu to odebrano jest rzeczywiście w bardzo trudnej sytuacji - mówił szef PiS.
Szef PiS pytany o ocenę działalności prezesa PKN Orlen Daniela Obajtka, stwierdził, że ma on "talent organizacyjny". - W tym naszym zbiorze różnego rodzaju osób, które mają kwalifikację do tego, żeby zrobić dla społeczeństwa w szerszym tego słowa znaczeniu coś dobrego, on jest taką bardzo wyraźnie wyróżniająca się postacią - powiedział. Według prezesa PiS, PKN Orlen wyrasta na spółkę, która "liczy się w skali międzynarodowej". - Dziś to wszystko, co działo się choćby wokół połączenia między Orlenem a Lotosem, różnego rodzaju naciski, żeby do tego nie dopuścić, UE musiała się na to zgodzić, pokazują, że to już jest bardzo poważnie traktowana siła. Ci, którzy naciskali, to najcięższa waga nie w skali europejskiej, ale i światowej - powiedział Kaczyński.Prezes PiS wyraził przekonanie, że Obajtek "uczyni jeszcze dużo więcej dla Polski".
Pytany o plany PiS na przyszłość Kaczyński potwierdził, że przedstawiony zostanie tzw. Nowy ład. - Plany będą niedługo przedstawione, są naprawdę ambitne, daleko idące, są w dalszym ciągu prospołeczne, ale nastawione na to, żeby działanie dla społeczeństwa, w tym także dla tych grup, którym jest trudniej było połączone z działaniem prorozwojowym, bo Polska musi szybko, szybciej, wyraźnie szybciej niż kraje zachodniej Europy, rozwijać się - powiedział szef PiS. Wśród priorytetów Kaczyński wymienił zwiększenie PKB oraz zasobności społeczeństwa. Zaznaczył zarazem, że "to wszystko musi być realizowane w ten sposób, by nie unieważniało przedsięwzięć innego rodzaju, właśnie tych w sferze ducha".
Prezes PiS pytany o ocenę wpływu pandemii na funkcjonowanie państwa ocenił, że wiele zależy od spraw, na które rządzący nie mają wpływ. Dodał przy tym, że miejmy nadzieję, że pandemia jest w fazie, w której "zbliża się jej opanowanie" w wyniku prowadzonych szczepień. Według Kaczyńskiego obecny system pozwala na zaszczepienie nawet kilkuset tysięcy osób dziennie, jednak we wszystkich krajach UE brakuje szczepionek. Dopytywany, czy uznaje to za porażkę UE, szef PiS stwierdził, że idea całego procesu rozdziału szczepionek była dobra. - Idea była dobra, ale jeżeli to będzie się ciągnęło, to wtedy będziemy mogli mówić o porażce. Na razie tej porażki nie ma, są tylko kłopoty - powiedział. Przekonywał, że Polska ma pieniądze nawet na najdroższe szczepionki i jest determinacja, żeby wydać nawet bardzo duże środki na szczepienia.
Według Kaczyńskiego, polska gospodarka dobrze radzi sobie w pandemii, a jeśli chodzi o społeczną odporność na sytuację "nie jest najgorzej". - Bo chociaż są różnego rodzaju incydenty, środowiska, które nie chcą przyjąć do wiadomości rzeczy oczywistych, ale jednak nie przybiera to charakteru, jak w innych państwach - stwierdził.
Szef PiS odniósł się do do nagrody dla Obajtka. - Jest on (Obajtek - red.) nadzieją. Nadzieją nie naszego obozu politycznego, nie jakiejś grupy partykularnej, tylko po prostu Polski. Wszystkich Polaków, którzy chcą po prostu dobra naszego narodu. Uważam, że kapituła nagrody świetnie wybrała, oczywiście także czytelnicy - mówił szef PiS. Przypomnijmy. Prezes PKN Orlen Daniel Obajtek został nagrodzony tytułem Człowieka Wolności 2020 roku tygodnika "Sieci". Zgodnie z regulaminem uhonorowana może zostać osoba, "która swoją pracą, podejmowanymi działaniami, postawą, twórczością lub działalnością publiczną przysłużyła się obronie wolności – zarówno wolności słowa, jak i wolności obywatelskich".
Wcześniej nagrodę otrzymali Mateusz Morawiecki, Piotr Gliński, Julia Przyłębska, Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, Krzysztof Szwagrzyk i Jarosław Marek Rymkiewicz.
Źródło: wPolsce.pl, Press.pl, PAP, onet.pl 
27 01 2021 Minister, czyli wyciąganie za kompetencje.
Na nic się zdały pogłoski, że pandemia to ściema a w szpitalach pod respiratorami leżą dobrze opłaceni statyści. Nie sprawdziły się rozsyłane Internetem wici o mikroczipach, zasadzających się na naiwnych w każdej fiolce produktu Pfizera. Nic nie pomogły też sugestie, że za produktami Moderny i Astry Zeneki stoją nieczyste interesy odpowiednio – Billa Gatesa i Georga Sorosa. Ludzie, w tej liczbie także Polacy, jakby się zmówili, że będą się szczepić, i żadną miarą nie można im tego wybić z głowy. Nawet osobisty autorytet Edyty Górniak nie zdołał odwieść seniorów od ustawiania się w kolejkach do przychodni od bladego świtu… Nie tak to miało wyglądać. Nikt nie powiedział w porę ministrowi Dworczykowi, że Narodowy Program Szczepień może w statystykach pobić partię aktualnie rządzącą, ustanawiając rekordy nie tylko popularności, ale też zaufania społecznego.
Tak więc, minister nie wiedział, bo niby skąd miałby, że:
-samych seniorów 60 plus jest w Polsce niemal 10 milionów, a nie dwa, jak zakładano, składając zapotrzebowanie na dostawy szczepionek,

-większość z nich (seniorów, znaczy) nie bardzo ma też rozeznanie lub (oraz) dostęp do skomputeryzowanych rejestrów szczepień, co dotyczy zwłaszcza miejscowości, które nie nazywają się Warszawa, Wrocław, ani nawet Wałbrzych,
-oni wszyscy (no, prawie) nie dali wiary wymienionym na wstępie, popularnym teoriom spiskowym na temat szkodliwości szczepień i stawili się do nich nieomal w komplecie,
– co ma się nijak do cichych kalkulacji partii aktualnie rządzącej, żeby pandemię wziąć na przeczekanie, metodą „na Szweda”, pozwalając zadziałać wielce szanowanym w kręgach konserwatystów „prawom naturalnym” (kto przeżyje, zdrowy będzie).
O tym, że pan minister nie miał pojęcia o wszystkim, co powyżej, wciąż niezaszczepieni obywatele dowiedzieli się dzięki konferencji połączonych sił władzy i opozycji w sprawie pandemii, zorganizowanej przez premiera Morawieckiego. To wtedy wyszło na jaw, że szef programu Szczepień Narodowych nie miał pojęcia, ilu chętnych mu się na te sczepienia zgłosi i że trzeba ich będzie najpierw jakoś zarejestrować. Nie wiedział też, że firmy farmaceutyczne mogą – z różnych przyczyn – nie dotrzymać harmonogramów, a małe przychodnie- nie znaleźć w porę chętnych na całość dostaw organizowanych im raz w tygodniu. Bo mamy do czynienia z jednej strony z produktem o bardzo krótkich terminach ważności a z drugiej – z tak zwanym „czynnikiem ludzkim”. Tak więc, kilometrowe kolejki we Wrocławiu nie sumują się z wakatami na szczepieniach w Sokółce.
Ale to nie jest wina ministra przecież.
Bo – umówmy się – kompetencja rządzących (akurat pan Dworczyk jest z wykształcenia historykiem) zależy w prostej proporcji od kompetencji powołanych przez nich ekspertów. Tyle w temacie. Tymczasem kto jest najbardziej medialnym ekspertem pana ministra od Szczepień Narodowych? Profesor Andrzej Horban mianowicie. Epidemiolog. Tymczasem on, co łatwo wnioskować po licznych z nim wywiadach, nie wie dokładnie tego samego, czego i jego minister. A więc, na przykład – ilu mamy seniorów. W sumie – tego akurat wiedzieć nie musi. Nie dostrzega również, choć jako „zakaźnik” tym razem powinien, związku między ogniskami pandemii a turystyką międzynarodową, toteż nie jest zwolennikiem kwarantanny. Tej samej relacji przyczynowo- skutkowej nie zauważa też pomiędzy – na przykład – otwartymi szkołami, a wzrostem zachorowań, choć od dawna wskazują na nią inni eksperci na całym świecie. Toteż doradza otwarcie szkół. A najlepiej wszystkiego. Odradza natomiast szczepienie nauczycieli. Bo… są młodzi, wykształceni i często myją ręce. Więc sobie poradzą.
Natura już tak ma, że jakoś „radzi sobie”, dzięki tak zwanej „odporności zbiorowej”, czego rząd po cichu próbował latem. Co wiemy od… tego samego profesora. Tak się jakoś, niechcący, wygadał, po prostu. Ufny naturze, pan profesor, jak na sceptycznego naukowca przystało, nie pokłada za to zbyt wielkiej nadziei w szczepieniach, uważając (nie bez racji), że „prędzej wszyscy przechorujemy pandemię, niż doczekamy szczepień”. Święte słowa. 
A że wyszły z ust eksperta, więc minister Dworczyk osobiście dopilnował, żeby stały się „ciałem” i jeszcze w grudniu zrezygnował z wielu milionów dawek szczepionek Pfizera i Moderny, które miały przyjechać do nas w ostatnim kwartale tego roku. Z kolei, pan prezydent, z tych samych, ale może zupełnie innych powodów, grzecznie odmówił przyjęcia nieokreślonej bliżej ilości szczepionek z USA, obiecanych przez Donalda Trumpa. Tak więc, prognozy eksperta Horbana spełnią się na pewno. Zanim się zaszczepimy, wszyscy zdążymy złapać Covid, a niektórzy nawet tego pewnie nie przeżyją. Ale bez paniki. Ten sam ekspert uspokaja, że w styczniu zmarło zaledwie dwa razy więcej rodaków, niż zazwyczaj. I w zeszłym roku też. Tyle, co nic, po prostu.
Więc dajmy już spokój ministrowi Dworczykowi. Jedyna pandemia „grypy”, o której uczą na historii, to „Hiszpanka”. Więc nie bez powodu rząd – zdaniem rządu – radzi sobie z zarazą „znakomicie”. Cóż, w takim porównaniu…Bożena Chlabicz-Polak.
Źródło koduj24.pl
No, a kto miał to wszystko policzyć, skoro Morawiecki potrafi jako jedyny w rządzie potrafi liczyć do dziesięciu, i za to geniuszem został okrzyknięty!?
13 01 2021 Dworczyk: możemy szczepić miliony osób miesięcznie.
18 01 2021 Wow!? Morawiecki: jesteśmy gotowi miliard osób tygodniowo szczepić!? 
26 01 2021 OtwieraMY, czyli bunt przedsiębiorców.
Najważniejszym wydarzeniem stycznia 2021 w Polsce jest niewątpliwie bunt przedsiębiorców.  Ich po prostu już nie stać na dalsze zamknięcie działalności i zaczynają masowo otwierać swoje biznesy.  Epidemia, epidemią, ale żyć trzeba.  Rząd jest sterroryzowany przez medyków i służby sanitarne i boi się znieść choćby część "obostrzeń".  W efekcie, "Przedsiębiorcy już się nie boją. Biznesy są masowo otwierane. Polacy doszli do wniosku, że przetrwanie jest najważniejsze. Skala akcji przeraża nawet rząd. Władza nie spodziewała się takiej ilości otwarć, jeszcze niedawno wiceminister Olga Semeniuk mówiła o zaledwie 70-80 obiektach gastronomicznych w skali całego kraju. Jak widzimy, jest trochę inaczej.
Informacje o kilkudziesięciu tysiącach otwartych lokali gastronomicznych to zatrważające dane – oceniła w poniedziałek wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk. Wiceminister odniosła się w TVP1 do informacji o tym, że w czasie minionego weekendu ponad 20 tys. obiektów gastronomicznych zostało otwartych mimo obowiązujących obostrzeń przeciwepidemicznych." Sytuację rządu pogarsza fakt, że postępowanie przedsiębiorców cieszy się powszechnym poparciem społecznym.  Portal Bussinesinsider.com.pl napisał: "Większość Polaków bowiem pozytywnie ocenia otwarcie niemal każdej zamrożonej branży wbrew rządowym zakazom. Jedynym wyjątkiem są kluby i dyskoteki. W przypadku hoteli i pensjonatów otwarcie popiera 69,2 proc. społeczeństwa. Zdecydowanie pozytywnie ocenia je 31,6 proc., a raczej pozytywnie 37,6 proc. Jeszcze większe poparcie społeczne ma otwarcie stacji i wyciągów narciarskich – pozytywnie odnosi się do takich ruchów 74,9 proc. Przeciwnego zdania jest zaledwie co piąty ankietowany. 69,6 proc. ankietowanych popiera otwieranie się restauracji. Nieco mniej, bo 65,4 proc. zapytanych pozytywnie odnosi się do otwarcia kawiarni. Z kolei 59,2 proc. popiera bunt siłowni i klubów fitness.
Tak szerokiego poparcia społecznego nie ma jedynie otwieranie klubów i dyskotek. Pozytywnie myśli o nim zaledwie 23,9 proc. respondentów. (...)
Równocześnie jednak poparcie dla "buntowników" w grupie wyborców Prawa i Sprawiedliwości również jest wysokie. 
Otwieracie hoteli pensjonatów popiera 51 proc. ankietowanych o takich preferencjach. Bunt górali i uruchomienie stacji narciarskich 59 proc., restauracji 52 proc., a kawiarni 51 proc. Tak dużego poparcia nie mają wśród wyborców PiS siłownie i kluby fitness (35 proc.) oraz dyskoteki (13 proc.)." Źle to wróży rządowi.  Co więcej - sądy administracyjne są także przeciw niemu.  W portalu Bankier.pl dziś [26.01.2021] ukazał się tekst: "Sądy uchylają kary i zwracają uwagę m.in. na brak właściwej podstawy prawnej oraz niezgodność rządowych zakazów i nakazów z Konstytucją. Przedsiębiorców, którzy zastanawiają się nad wznowieniem działalności mimo groźby kary z sanepidu, może to zachęcić do masowego łamania lockdownu. (...) - Dotychczasowe orzecznictwo wskazuje dwie główne wady decyzji wydawanych przez sanepid. Pierwszą i najważniejszą jest niekonstytucyjność podstawy prawnej dla decyzji o nałożeniu kary - podkreśla adwokat Paweł Kopij. - Jeśli chodzi o ograniczenia w wolności prowadzenia działalności gospodarczej, to najważniejszy jest art. 22 Konstytucji, według którego takie ograniczenia mogą być wprowadzane, jednak jest to dopuszczalne wyłącznie w drodze ustawy. Natomiast w stanie prawnym, który mamy dziś, te ograniczenia są wprowadzone rozporządzeniem. I to jest głównym powodem uchylania tych decyzji przez sądy. Złamane zostały podstawowe reguły, jakie wprowadza Konstytucja."
Na Twitterze utworzono specjalny hashtag  #otwieraMY . Wiele przedsiębiorstw planuje otwarcie od 1 lutego, nieżależnie od tego, co zrobi rząd, [m.in w Beskidach i Karkonoszach]. Internauci piszą: "Rząd nie zniesie żadnych obostrzeń, to ludzie po kawałku znoszą rząd". "Do presji i otwartego buntu, nie tylko restauratorów, bo lokale natychmiast wypełniły się klientami i jeszcze więcej czekało w kolejkach, doszła seria wyroków sądów administracyjnych. We wszystkich orzeczeniach mamy jedną wykładnię, kary nałożone przez sanepid są bezprawne, łamiące konstytucję, z kolei stworzone przez PiS „przepisy” to czyste bezprawie łamiące reguły legislacji. Krótko mówiąc rząd odwrócił hierarchię aktów normatywnych i ustawił najniższy akt jakim jest rozporządzenie na najwyższym miejscu, przed ustawą i konstytucją. Dlatego też nie dajmy sobie sprzedać dobroduszności rządu i wspaniałomyślnego poluzowania obostrzeń. Oni nie robią tego z powodów medycznych i tym bardziej z własnej woli, oni to robią, ponieważ sypie im się zastraszanie Narodu i grozi im odpowiedzialność za wprowadzone bezprawie. Klasyczne zawołanie „presja ma sens”, to całe wyjaśnienie zapowiadanych zmian.".
Źródło: niepoprawni.pl
No i stanęliśmy przed ścianą, albo wirus nas zabije, albo z głodu pomrzemy!?
Jeśli tarcza ma być pomocą dla upadających firm, to nie powinny być stawiane warunki na jej otrzymanie!? Bo tak naprawdę to nie rząd firmom pomaga, tylko wszyscy podatnicy, a rząd tylko na tym dobrze zarabia!? Dlaczego Morawiecki nie stoi jeszcze przed Trybunałem Stanu, za to że biega z koktajlami Mołotowa, i rzuca nimi w Gospodarkę, od kiedy tylko zastąpił Szydło!? 
24 01 2021 Rocznica powstania PO a wirus mutuje w głowach rządzących...
Dziś jedna z najtragiczniejszych rocznic "powstań" w Polsce - mija właśnie 20 rocznica powstania Platformy Obywatelskiej.  Na początku 2001 roku Olechowski (TW "Must") , Tusk i Płażyński ogłosili o powstaniu nowej politycznej siły w Polsce, tworzonej na gruzach AWS-u. Niemal równolegle wystartował projekt PiS, wyrosły z PC ale i AWS-u także. Nikt wtedy, oglądając twarze liderów nowej formacji liberalnej nie przypuszczał ile zła, korupcji, nepotyzmu, zniszczenia obyczajów politycznych przyniesie PO. Oraz zwykłej niekompetencji i głupoty. Nikt nie myślał, że zza pleców liderów szybko wyjrzą oblicza Czempińskiego czy Dukaczewskiego, a Jaruzelski i Kiszczak nadal dla tego towarzystwa będą "ludźmi honoru". Tusk, Schetyna, Komorowski i ich pomagierzy stworzyli zorganizowaną grupę przestepczo - konfidencką, która poza okradaniem Polaków prowadziła działania zgodne z interesami Niemiec i trochę też Rosji. Wyprzedaż majątku narodowego, stałe drenowanie kieszeni Polaków, podniesienie wieku emerytalnego, kradzież OFE czy nawet zasiłku pogrzebowego - to "dokonania" PO, o których zapominać nie wolno. To za nie-rządów Tuska wydarzyła się smoleńska tragedia, do dziś niewyjaśniona. Z wielkim uczuciem ulgi Polacy pożegnali PO w 2015 roku. Od tego momentu stała się ona "totalną" opozycją, mając nadal silne korzenie w samorządach. Dlatego obecnie, gdy PO-mafia strojąc się w szaty "obrońców demokracji" atakuje obecne władze, pamiętajmy - to są ci sami ludzie, po pięciu latach siedzenia w kącie jeszcze bardziej głodni publicznych pieniędzy, synekur, zdeterminowani do likwidacji suwerenności kraju i wolności polskich...
Wirusowy obłęd rządzących w różnych krajach ludzi mutuje szybciej i niebezpieczniej chyba niż sam wirus. Oto władze Barcelony starają się zmusić obywateli by przestali...rozmawiać ze sobą, telefonować i jeść w środkach komunikacji publicznej. Oczywiście dla swego dobra. Usłużni medyczni szarlatani wydali werdykt, że głośne rozmowy bezpośrednie oraz telefoniczne - uwaga! - "mogą emitować do 50 razy więcej cząstek wirusa". Mądry ten wirus - mutuje coraz szybciej, zawsze zgodnie z założeniami rządzących. W katalońskich pociągach już pojawiły się napisy - "cisza" albo "ciche pociągi". W ślad oszalałych hiszpańskich lewaków chcą pójść inne kraje, w tym Niemcy i Francja. Orwell się w grobie przewraca ze wstydu. W marketach czy galeriach wirus omija rozmawiających czy jedzących a tu proszę - w tramwaju czy pociągu atakuje zajadle. Następnym krokiem, być może i "kupionym" przez nasze władze, będzie pewnie zakaz chodzenia w dni parzyste lewą stroną ulic, bo jak wyjaśnią "spece" od epidemiologii, podstępny wirus będzie czekał za każdym rogiem na nieszczęśników nie stosujących się do zakazu. Ciekawe w jaki sposób rządzący państwami spróbują wprowadzić zakaz samodzielnego myślenia bez pomocy telewizora ? Niemożliwe ? No to poczekajmy...
Po raz kolejny Niemcy udowodniły w jakim celu istnieje UE z dziesiątkami tysięcy biurokratycznych lewackich nierobów. Całkowicie lekceważąc stale wspominaną "europejską solidarność", rząd niemiecki podkupił Pfizera i szczepionki, które miały trafić do różnych krajów UE, znalazły się w Niemczech. I co? Ano nic jak zwykle. Żaden z unijnych bubków, ujadających od lat na "brak praworządności" w Polsce czy na Węgrzech nawet się nie zająknął na tę systemową kradzież. Ale przecież wiadomo nie od dziś - wszyscy w UE są równi ale Niemcy są równiejsi... W efekcie programy szczepień w wielu krajach dostały zadyszki. Nie dostrzegła problemu, jakże wrażliwa na obronę "praworządności" rodzima opozycja, to nic dziwnego. Ale dlaczego nikt z polskiego rządu nie nazwał rzeczy po imieniu? Zrzucanie winy na producenta, gdy tak naprawdę wszyscy wiedzą jak jest przyczyna opóźnień w dostawach szczepionej zasmuca ale i wywołuje pytanie - dlaczego tak jest? Mutti Angela ma prawo negocjować z producentami, kupować deficytowy produkt pod stołem i to jest ok. Miał racje mądry Churchill - "Niemcy należy raz na 50 lat bombardować bez podania przyczyny, inaczej znów obudzą się tam upiory totalitaryzmu"...
I na koniec - poległ ledwie się rozpoczął "narodowy program szczepień". Nie dlatego, że jest "narodowy"czy powodem jedynym jest brak odpowiedniej ilości szczepionek, ale przede wszystkim dlatego, że został scentralizowany. "Główny szczepiennik narodowy" czyli szef KPRM-u oraz sam pan premier uznali, że wystarczy rozrysować schemat, pokazać na tabelkach odpowiednie daty i miejsca i będzie super. Pan minister - nomen omen - Niedzielski monotonnym głosem obwieszczał "sukces przed sukcesem" gdy w rzeczywistości chaos trwa w najlepsze od 27 grudnia. Na dziś szczepionkę (pierwszą dawkę na razie) przyjęło ok. 700 tysięcy Polaków, a przecież podawano, że w tzw.. grupie "0", czyli medycznej, która miała być zaszczepiona  najszybciej, jest grubo ponad milion ludzi. 15 stycznia zawiesił się system rejestracji 80-latków, a w ostatni piątek "narodowy program" dobili 70-latkowie. Nie zazdroszczę rządzącym, wzięli na barki trudne zadanie, Ale przy ogromie wyzwań delegowanie uprawnień a nie trzymanie wszystkiego pod jednym telefonem jest chyba właściwszym rozwiązaniem. Więcej wiary w umiejętność samodzielnego myślenia Polaków - Panowie.
Źródło: niepoprawni.pl
Czas PO i PiS dobiegł końca, czas pozbyć się karierowiczów!? Pytanie kto dalej będzie przewodził polskiej scenie politycznej!? Jak na razie następców nie widać!?
Jak na razie Morawiecki i jego klakierzy zrobili wielki bałagan przy szczepieniach!? Nic dziwnego skoro na jednego szczepionego potrzeba, aż półtorej godziny stracić!? Dlaczego bo po drodze setki protokółów trzeba wypełnić, no i badania przed, oraz wypełnienie karty pacjenta też sporo czasu zajmują!? 30 szczepionek tygodniowo na jeden punkt szczepień!? A propaganda swoje: Dworczyk: możemy szczepić miliony osób miesięcznie. Wow!? Morawiecki: jesteśmy gotowi miliard osób tygodniowo szczepić!?
Dzięki min. Niedzielskiemu szczepionki stały się dobrem luksusowym, i dlatego mamy gigantyczne kolejki, omijanie ich przez znajomych, jednym słowem totalny bałagan!?
19