Aktualności
Utrzymanie tej strony kosztuje mnie coraz to więcej czasu, i pieniędzy. Dotacji nie otrzymam, reklam nie mogę zamieszczać. Co niektórzy już się cieszą że wkrótce ta strona zniknie. Ust nie zamkną mi na kłódkę, jeśli wesprzesz moją zrzutkę, na utrzymanie tej strony, wpłacając dobrowolną kwotę na konto.
Bank PKO BP nr rachunku: 33 1020 3916 0000 0602 0098 3122
z dopiskiem „Dla Jana”. Za wszystkie wpłaty z góry dziękuję. 
Stan skarbonki na dziś 305 zł. Dziękuję.
29 09 2020 Tata i syn Banasiowie moszczą się w NIK.
Wiele wskazuje na to, że Marian Banaś traktuje NIK, którym kieruje, jako swoje prywatne księstwo. Jak informuje „Rzeczpospolita” coraz bardziej znaczącą rolę  w tym księstwie zaczyna odgrywać syn prezesa, Jakub Banaś. „41-letni Jakub Banaś wraz z dawnym wiceministrem obrony Romualdem Szeremietiewem stanowią „zespół społecznych doradców prezesa Izby”. Jak przypomina „Rz”, do tej pory nie było takiego stanowiska w NIK, a ustawa o Najwyższej Izbie Kontroli takiego tworu nie przewiduje” – czytamy na tokfm.pl. Zdaniem „Rz” Banaś „Junior”: „tworzy w NIK swoją grupę wpływów złożoną z ludzi ściągniętych z banku, w którym niedawno pracował”. Przypomnijmy, że chodzi tu o bank Pekao S.A. Syn prezesa NIK  odszedł z pracy we wspomnianym banku kiedy TVN upublicznił informację, że „w krakowskiej kamienicy Banasiów działa hotel na godziny”. Tata Banaś dał swoim społecznym doradcom bardzo szerokie i do tego kontrowersyjne uprawnienia. Tak twierdzi część pracowników NIK. Dyrektorzy zostali zobowiązani do udzielania „wszelkich informacji i przekazywania dokumentów” osobom, które formalnie przecież nie są pracownikami Izby.
„Syn prezesa ma duży wpływ na decyzje kadrowe, próbuje wydawać polecenia. Jego ingerencja może przekraczać dopuszczalne granice, wielu dyrektorów na to się nie godzi. (…) Sytuacja, jaką stworzył Marian Banaś, powoduje napięcia na linii syn prezesa – funkcyjni pracownicy Izby”. Na funkcjonowanie takich relacji nie godzą się nawet ci pracownicy, których zatrudnił aktualny prezes NIK. Marian Banaś. Jak pewnie musi się czuć Banaś „senior” pod względem politycznym, że pozwala sobie na wprowadzanie takich porządków, jak właśnie opisany, w konstytucyjnym organie państwa. „W lutym dowiedzieliśmy się, że Jakubem Banasiem zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Ale nie przeszkodziło to w pracy dla prezesa NIK – Mariana Banasia” – informuje tokfm.pl
Źródła: tokfm.pl, „Rz”
Według Kaczyńskiego: PO-PSL ukradło 400 miliardów, a sam Banaś odzyskał 200 miliardów złotych!? No i gdzie się zapodziały te miliardy złotych towarzyszu Morawiecki!?
Z archiwum: Kibicuję Banasiowi, bo lubię ludzi, którzy wykazują się asertywnością i twardym charakterem, i zajadę Siarą Siarzewskim z filmu Kiler i zakrzyknę: “…jakże to mnie teraz Panie Banaś zaimponowałeś w tej chwili” pokazując “gest Kozakiewicza” w stronę żoliborskiego Mordoru…Przecież do odwołania Banasia wystarczy tylko nowelizacja zwykłej ustawy - 231głosów. W co PiS gra? A dziś powiem w co Banaś gra!?
Z forum: Społeczny doradca Banaś, społeczny doradca córka Dudy… Rodzina+. Po co Kinga Duda została wolontariuszem? Żeby teraz jako doradca Prezydenta RP latać po świecie i odwiedzać ciekawe konferencje w Tokio, Los Angeles, Sydney, Paris… Na pewno nie w Syrii, Azerbejdżanie ani w Rumunii. I daleko od Brukseli …Za pieniądze podatników polata sobie, pozwiedza świat, będzie miała co napisać w CV.

29 09 2020 Rzecz o Morawieckim czyli jak prowadzić śledztwo, by niczego nie wykryć?
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie wątku premiera Morawieckiego w aferze podsłuchowej. Przy tym ani razu nie przesłuchano premiera. „To kopia sprawy Srebrnej” – mówi opozycja. W nagraniach u Sowy, opublikowanych przez Onet, Mateusz Morawiecki, wówczas prezes banku BZ WBK, sugeruje, aby pomóc Aleksandrowi Gradowi poprzez fikcyjne zatrudnienie go przez kierowany przez siebie bank „na jakieś badania czy na coś”. W październiku 2018 r. za te słowa posłowie Nowoczesnej, Katarzyna Lubnauer i Adam Szłapka, skierowali sprawę do prokuratury. Śledztwo nagle zostaje przeniesione z Prokuratury Regionalnej w Warszawie do Wrocławia i połączone – nie wiadomo, dlaczego – ze sprawą pożyczki udzielonej przez ks. Tomasza Jegierskiego, szefa fundacji SOS dla Życia, stowarzyszeniu Solidarność Walcząca. Przypomnijmy, Stowarzyszeniu prowadzonemu przez ojca premiera. 8 maja 2019 r., wątek dotyczący spotkania w Sowie i Przyjaciołach zostaje wyłączony i znów jest osobnym śledztwem z własną sygnaturą. Zostaje ono umorzone w miesiąc później, a w uzasadnieniu mowa jest o możliwości popełnienia przestępstwa nie przez premiera, ale przez Aleksandra Grada.
Wyborcza zapytuje prawników, czy jest możliwe, aby w śledztwie dotyczącym jakiejś osoby, nie została ona przesłuchana. W odpowiedzi padają zapewnienia, że taką czynność wykonuje się w pierwszej kolejności. Tutaj jednak pana premiera nie przesłuchał nikt. W tej sprawie Wyborcza skierowała zapytanie do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, jednak odpowiedź nigdy nie nadeszła. „Mamy sytuację identyczną ze śledztwem w sprawie Srebrnej. Tam też nie doszło do przesłuchania nagranego Jarosława Kaczyńskiego” – komentuje Katarzyna Lubnauer. Najwyraźniej podległa Zbigniewowi Ziobrze prokuratura może sobie wybierać, które osoby w państwie nie podlegają przesłuchaniom, a zatem – nie podlegają polskiemu prawu. Czy postawienie Kaczyńskiego i Morawieckiego ponad prawem nie było przypadkiem warunkiem pozostawienia Solidarnej Polski w prawicowej koalicji?
Źródło: Wyborcza.pl
Forum: - Skoro już mają usłużną prokuraturę, to po co im jeszcze ustawa bezkarnościowa?
To czysta formalność,dla pozorów. Ustawą chcą tylko zapewnić sobie 100% bezkarność. Czyli miliony na respiratory,które nigdy nie dotrą do Polski,można przelewać,nawet na konto żony!
- Święte krowy polskiej polityki są coraz większym zagrożeniem dla demokracji. Nabierają oni także wewnętrznego, szkodliwego przekonania o swojej wyjątkowości i nie podleganiu prawu i innym regułom. Prowadzi ich to do poczucia misyjności i pełnego oderwania od społeczeństwa.

29 09 2020 Duże zmiany w składzie rządu. Nie zabraknie zaskakujących nominacji.
W poniedziałek kierownictwo PiS ustaliło nowy skład Rady Ministrów, a we wtorek o nazwiskach członków rządu ma rozmawiać rada koalicyjna, czyli władze PiS z przedstawicielami Solidarnej Polski i Porozumienia. Być może premier Mateusz Morawiecki oficjalnie ogłosi to w środę. Zaprzysiężenie planowane jest na przyszły tydzień. W zrekonstruowanym gabinecie będzie czterech wicepremierów – do Piotra Glińskiego i Jacka Sasina dołączą Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin, który powraca do rządu w miejsce Jadwigi Emilewicz. Najważniejsza zmiana to okrojenie liczby ministerstw: w nowym rządzie będzie ich 14, a nie 22, jak obecnie. Jarosław Gowin, który wcześniej stał na czele resortu nauki, będzie obecnie kierować ministerstwem rozwoju i pracy. Z kolei dotychczasowa szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg będzie się zajmować wyłącznie sprawami rodziny i polityki społecznej.
Nowym ministrem rolnictwa ma zostać Grzegorz Puda, dotychczasowy wiceminister funduszy regionalnych. Stanowisko przejmie po Janie Krzysztofie Ardanowskim, który jawnie sprzeciwił się prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego tzw. piątce dla zwierząt. Połączone resorty edukacji narodowej oraz nauki i szkolnictwa wyższego zostaną połączone w jedno ministerstwo, na którego czele stanie kontrowersyjny poseł, były wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Przypomnijmy: przyszły minister zdążył „zabłysnąć” z powodu kontrowersyjnych wypowiedzi, jak choćby tej o społeczności LGBT („Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”). Przypomnijmy: planowana na jesień rekonstrukcja rządu zapowiadana była od wielu miesięcy, a niedługo po wyborach prezydenckich stanowiska stracili dotychczas Łukasz Szumowski i Jacek Czaputowicz. Gdy Solidarna Polska i Porozumienie nie poparły w Sejmie tzw. piątki dla zwierząt, koalicyjne rozmowy o rekonstrukcji zostały zerwane. Wreszcie w weekend rokowania przypieczętowano koalicyjnym porozumieniem.
Źródło: natemat.pl
No i mamy odchudzanie rządu po pisowsku!? Nowy rząd po reformie, było 100, będzie 200 z jego Ekscelencją Jarosławem na czele!?
Litości bo znowu spadnę z krzesła i się poobijam, to teraz Kaczyńskie będzie meldował Morawieckiemu: Panie premierze melduję wykonanie zadania!?
Z forum: - „Połączone resorty edukacji narodowej oraz nauki i szkolnictwa wyższego, na którego czele stanie kontrowersyjny poseł, były wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.” Aż się boję, jakie będą polecenia nowego ministra! I czego każe uczyć dzieci. Spodziewam się obowiązkowej religii i rozpoczynania lekcji modlitwą.
28 09 2020 Dramatyczny raport NIK: fatalnie diagnozujmy nowotwory.
Wnioski z raportu NIK dotyczącego diagnozowania nowotworów są wstrząsające. Pod lupą tej instytucji znalazły się laboratoria patomorfologiczne, które zajmują się ocenianiem komórek, tkanek i narządów pod kątem diagnozowania chociażby nowotworów. Okazuje się, że poza Centrum Onkologii w Warszawie, mniejsze jednostki nie posiadają tak profesjonalnego personelu, odpowiedniego sprzętu oraz porządnie prowadzonej dokumentacji, co powoduje, że „90 procent wyników badań histopatologicznych wykonanych w innych podmiotach, zarówno prywatnych jak i publicznych, zawierało opis wyniku badania i rozpoznanie, które nie mogło stanowić podstawy do podjęcia decyzji o sposobie leczenia”. Co to oznacza? Chociażby to, że gdyby pacjenci nie trafili do Centrum Onkologii w Warszawie to byliby leczeni w oparciu o błędną diagnozę lub w ogóle bez diagnozy. Aż 5% próbek, które trafiają do tej jednostki nie nadają się do badań, bo pobrany materiał jest źle zabezpieczony, źle skrojony podczas wcześniejszych badań albo zastosowano parafinę złej jakości. Dyrektor Centrum Onkologii nie ukrywa, że „co piątemu pacjentowi, który z badaniem histopatologicznym trafił do Centrum Onkologii w Warszawie – po powtórnych badaniach – postawiono zupełnie inną diagnozę albo istotnie zmieniającą rozpoznanie pierwotne”, a to wymusza na lekarzach, by wszystkie badania robić od początku, tracąc tym samym czas, w którym mogliby zająć się już leczeniem, nie wspominając już o dodatkowych kosztach. W raporcie znajdziemy też informacje o łamaniu przepisów sanitarnych, brudzie, wadliwej wentylacji, odpadających tynkach, fatalnej jakości armatury łazienkowej czy narażaniu pracowników na toksyczne działania formaldehydu, którego stężenie bada się zbyt rzadko. Te zarzuty dotyczą 70% skontrolowanych placówek.
Zdarza się też, że „pobrany od pacjenta materiał wiele dni oczekiwał na dostarczenie do laboratorium. W skrajnym przypadku trafił do badania dopiero po 40 dniach”, co jest niedopuszczalne i praktycznie stawia szanse powodzenia w leczeniu pod dużym znakiem zapytania. Istotne jest też to, że brakuje lekarzy patamorfologów i są województwa, gdzie jest ich zaledwie kilku. Brakuje też pracowni patamorfologicznych, bo po prostu nie opłaca się ich tworzyć. Są za drogie. Z kolei te, które są, pracują na przestarzałym sprzęcie, bez niezbędnych przeglądów technicznych, badań parametrów pracy tej aparatury. Oczywiście, Ministerstwo Zdrowia nie upada na duchu, bo przecież kontroluje sytuację i „planuje wprowadzenie obowiązkowej akredytacji dla zakładów patomorfologii prowadzących badania finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dotyczy to także laboratoriów zewnętrznych, udzielających świadczeń ze środków płatnika publicznego. Pierwsze akredytacje zakładów patomorfologii są spodziewane na przełomie lat 2021 i 2022”.
Chorzy na nowotwór, pogadajcie więc ze swoją chorobą i poproście, by się wstrzymała z rozwojem i poczekała aż MZ zrealizuje swoje pomysły. Może rak będzie tak miły i posłucha…Tamara Olszewska
Źródło: tokfm.pl
5 lat temu pisałem: Bardzo ale to bardzo jestem zadowolony z lekarzy orzeczników ZUS którzy cudownie przywracają schorowanych do zdrowia. Wystarczy kilkuminutowa wizyta u takiego cudotwórcy by być w pełni zdolnym do pracy. Cześć i chwała wam za to drodzy memu sercu lekarze orzecznicy ZUS.
Trochę ostatnio choruję, ale lekko i na dodatek nie wiem jeszcze, co mi jest bo zarejestrowano mnie do specjalisty na 2025 rok. Zresztą i tak nie miałbym z czego zapłacić. Ale to, że nie wiem, co mi jest, ma swoje dobre strony, bo jak nie wiem, co mi jest, to się nie martwię. W ogóle jestem z natury optymistą. 
Polska jest jedynym krajem na świecie gdzie eutanazję pacjent ma zagwarantowaną przez NFZ inaczej Narodowe Formacje Zabijania w koszyku bezpłatnych świadczeń medycznych . Jakie to humanitarne a zarazem ile w tym troski najwyższych władz państwowych o jak najlepsze samopoczucie chorego. Na ten przykład chory na raka dostaje aż sześć miesięcy a szczęśliwiec nawet dwa lata zanim lekarz specjalista rozłoży ręce i powie w pana przypadku medyczna jest bezradna. No, no a proszę sobie wyobrazić takiego chorego w Niemczech, Anglii... gdzie zanim się dowie że jest chory a tu masz ci babo placek już go wyleczyli....
27 09 2020 Zawarcie porozumienia „bardziej przypominało dokonywanie wpisów do księgi kondolencyjnej”.
Po długim okresie oczekiwania na zakończenie nadmiernie rozdmuchanego konfliktu w szeregach Zjednoczonej Prawicy, wczoraj jej liderzy obwieścili narodowi radosną nowinę o podpisaniu porozumienia. „Mamy dla państwa radosną wiadomość. Zostało zawarte porozumienie. Jestem głęboko przekonany, że dzisiejszy dzień dobrze zapisze się w naszej historii. Mamy przed sobą trzy lata do kolejnych wyborów parlamentarnych i będą to lata dobrze wykorzystane. Nasze porozumienie jest tego gwarancją” – tymi słowami rozpoczął spotkanie z dziennikarzami prezes Jarosław Kaczyński. Przedstawiciele mediów oczekiwali, że będą mieli szansę poznać szczegóły podpisanego porozumienia. Niestety, kolejne wystąpienia zarówno Jarosława Gowina, jak i Zbigniewa Ziobry czy premiera Mateusza Morawieckiego były tylko okrągłymi zdaniami wychwalającymi wzajemną współpracę bez podania jakichkolwiek informacji na temat dokumentu. „Czas pokazał, a czas się nie myli, że te pięć lat za nami to dobry czas dla Polski. Kolejne trzy lata to też będzie dobry czas. Dobra współpraca jest zapowiedzią, którą możemy tu dziś powtórzyć” – mówił Zbigniew Ziobro, a premier przekonywał, że podpisane „porozumienie to potwierdzenie naszych zobowiązań wobec milionów wyborców.”
Źródło: natemat.pl
- Sytuacja była już tragiczna, Szydło, Duda, Ziobro zamarzyli o założeniu własnej partii!? Nic z tego nie wyszło bo Kaczyński zdecydował dołączyć do rządu!? No i się narobiło bigosu teraz każdy z rządu najpierw będzie szedł do Kaczyńskiego, a dopiero potem do Morawieckiego!!!
- Żrą się o norki a w tym czasie wojska USA dostają uprawnienia przejmowania majątku Polaków. Czy wkrótce ustawa 447 zacznie być wdrażana w życie!? Polski podatnik płaci miliardy dolarów za fikcyjną pomoc wojsk USA!? I to nie jest umowa o współpracy tylko narzucenie swoich warunków Polsce, przez wojska okupacyjne USA!?
4. W przypadku ćwiczeń i innych działań prowadzonych poza uzgodnionymi obiektami
i terenami, na wniosek, polski organ wykonawczy udziela siłom zbrojnym USA i wykonawcom kontraktowym USA, w zakresie, w jakim jest to możliwe i z poszanowaniem bezpieczeństwa publicznego, wsparcia w uzyskaniu czasowego dostępu oraz prawa do korzystania z:
(a) nieruchomości gruntowych oraz obiektów będących własnością Skarbu Państwa (w tym dróg, portów, linii kolejowych, dróg wodnych i lotnisk), które nie należą do uzgodnionych obiektów i terenów;
(b) nieruchomości gruntowych oraz obiektów będących własnością samorządu terytorialnego; oraz
(c) prywatnych nieruchomości gruntowych oraz obiektów.
Wsparcie to zostaje udzielone bez kosztów dla sił zbrojnych USA lub wykonawców kontraktowych USA.
- Ponoć miliony Polaków czekały na umowę koalicyjną. No, a ja przepraszam, bo nie czekałam. Naprawdę, interesują mnie inne sprawy dotyczące Polski niż „prezes wiecznie żywy”, zdezelowany Ziobro i rozmemłany Gowin.

27 09 2020 Podwójne standardy prawicy.
Uczestnicy wrześniowego Marszu Dla Życia i Rodziny, który odbył się w Warszawie pod hasłem „Wspólnie brońmy rodziny” protestowali przeciwko aborcji, związkom partnerskim, a jedną z form tego protestu były przypięte do ubrań plakietki z wizerunkiem ludzkiego płodu i napisem „Ratuj mnie”. Właśnie z taką naklejką, para biorąca udział w Marszu weszła do jednego z warszawskich barów wegetariańskich, gdzie kelner odmówił ich obsłużenia. Sprawę natychmiast skomentowały prawicowe media. „Skandaliczne zachowanie lewackiego kelnera. Odmówił obsługi klientom. Powodem były ich poglądy pro-life” – można przeczytać m.in. na portalu wpolityce.pl. Co ciekawe zaledwie trzy lata temu ten sam portal zachwycał się postawą drukarza, który odmówił druku ulotek działaczom LGBT. To właśnie wtedy z inicjatywy ministra Ziobro Trybunał Konstytucyjny uznał art. 138 Kodeksu wykroczeń za niegodny z konstytucją. Wówczas ten sam portal braci Karnowskich pisał, że orzeczenie TK jest niezwykle „ważne dla wolności sumienia i wolności gospodarczej.” W opinii Katarzyny Bogatko, radczyni prawnej z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego „zachowanie kelnera było dyskryminacyjne i nie powinno się zdarzyć. Ta historia doskonale ilustruje problem. Art. 138 Kodeksu wykroczeń sprawdzał się i zapewniał rzeczywistą ochronę przed dyskryminacją w dostępie do usług. Kiedy Trybunał Konstytucyjny uchylał ten przepis, podkreślaliśmy, że to będzie działać w dwie strony.”
Podobnego zdania jest Hubert Sobecki z organizacji Miłość Nie Wyklucza. „Przepisy zapewniające wolny dostęp do usług są po to, by uniknąć każdorazowo konfliktu wartości i umożliwić życie w różnorodnym społeczeństwie. Ziobro majstrował przy tym z czysto instrumentalnych powodów; by mieć poklask i gwiazdę największego prawicowego szeryfa w Polsce. Trzeba liczyć się z konsekwencjami, że jak raz otworzy się to pudełko, to współżycie społeczne zmieni się w ciągły konflikt.” Warto wspomnieć, że klienci baru, którzy spotkali się z odmową obsługi, zostali przeproszeni przez menedżera sieci barów Krowarzywa.
Źródło: warszawa.wyborcza.pl
Kolejny paradoks „marsz dla życia i rodziny”, a na czele ci co dla ochrony życia i rodziny przeciwników będą „zabijali”. Ci fanatycy religijni w jednej ręce trzymają różaniec, w drugiej miecz, krzyż mają na piersi, nienawiść w sercu, a na ustach Jezus Maryja. 
25 09 2020 Polaku, lecz się sam.
Koronawirus koronawirusem, ale dostęp do przychodni woła wręcz o pomstę do nieba. Po licznych sygnałach od rzecznika Praw Pacjenta i samych pacjentów, Narodowy Fundusz Zdrowia rozpoczął kontrolę palcówek. Oddelegowanych 300 pracowników NFZ ruszyło w teren i …wyniki tej kontroli są zatrważające. Sprawdzonych zostało już ok. 9 tysięcy przychodni i jakie z tego wnioski? Liczba wykrytych nieprawidłowości wzrasta z każdym dniem. Problem z dodzwonieniem się wystąpił aż w 572 przypadkach, a w kilkudziesięciu placówkach służby zdrowia, w ogóle nie udało się nawiązać kontaktu. Jak mówi reporterowi TOK FM, Krzysztof Urban, wicedyrektor departamentu kontroli w NFZ, „Dzisiaj mamy tych postępowań 56, jutro będzie ich odpowiednio więcej, bo każdego dnia dochodzi kolejne uzasadnienie do wdrożenia jakiejś kontroli”. Kolejnym problemem, jaki zauważyli urzędnicy NFZ to fakt, że tam, gdzie przychodnie nie działają prawidłowo, znacznie wzrosło obłożenie szpitalnych oddziałów ratunkowych, co bardzo ogranicza dostęp chorych, którzy faktycznie potrzebują natychmiastowej pomocy lekarskiej.
Elżbieta Weinzieher, koordynator Zespołów Specjalistycznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” w Warszawie zwraca też uwagę na sens teleporady, która według niej, nie zastąpi rzetelnego badania, a co za tym idzie, faktycznej oceny stanu zdrowia chorego i podjęcia skutecznego leczenia. „Rozumiem, że koledzy się boją infekcji, ale ja sobie myślę, że jak się zabezpieczą w najlżejszy kombinezon, to jak siedzą w gabinecie, nie będzie im źle. Założą maskę, przyłbicę i rękawiczki, w przychodni nie ma aż takiego tłoku, jak kiedyś. Spokojnie można przyjąć pacjenta”. Dodaje też, że jak do tej pory żaden pracownik pogotowia nie zachorował na koronawirusa, a przecież karetki jeżdżą do pacjentów i mają z nimi bezpośredni kontakt.
Jeden z internautów zauważa, że „Kiedy się idzie do tych samych lekarzy prywatnie, to jakoś nie boją się koronawirusa i zakażenia, za to stawki rosną cotygodniowo. Cała ta służba zdrowia to fikcja , ona leży na łopatkach. Comiesięczny haracz na NFZ to jest to, co najlepiej funkcjonuje jak i inne ” składki” i „opłaty”. Widać dla wielu ten koronawirus to prawdziwa żyła złota”.
Źródło: tokfm.pl
- Chcesz uniknąć zdalnej porady, nie ma rady, musisz lekarza rodzinnego odwiedzić w jego prywatnym gabinecie!? Tam zostaniesz przyjęty z „honorami”, i bez obawy że zarazisz innych!?
- Kolejne rozporządzenia, a przychodnie nadal pozamykane przed pacjentami!? Recepty, badania przez telefon, science fiction!? A śmieliśmy się jak uzdrawiano przez ekran telewizyjny!?
- Szpitale, przychodnie pozamykane na trzy spusty, telefoniczne porady, masz temperaturę nie zostaniesz nawet zbadany!? Skoro nie leczą to NFZ zdrowia powinien zwrócić składki zdrowotne od marca br.!?
- No i jak tu się nie bać!? Covid zaatakował przychodnie specjalistyczne, próbuje się zapisać telefonicznie, automat informuje mnie jesteś pierwszy w kolejce oczekujących, mija 5 minut, 10, 15 rezygnuje, dzwonie za godzinę podobnie, jadę do przychodni a tam kolejka do rejestracji jak za PRL- u do sklepu mięsnego!? A w środku zabawa na całego trwa!? Jednymi drzwiami wpuszczają drugimi wyganiają!? Czy tak jest w całym kraju czy tylko „Pod 77”
Z forum: - Właśnie moja przychodnia, po nowoczesnemu "centrum medyczne" poinformowała, że "w trosce o moje zdrowie, w nadchodzącym okresie zwiększonych zachorowań i przeziębień" będzie mnie "leczyć" w domu poprzez "teleporady" lub "czat" z lekarzem. Leczenie bezobjawowe, k**wa mać!
- ZUS się cieszy. Przychodnie nadal zamknięte. Prywatnie lekarze przyjmują. Widocznie ten covid w prywatnych poradniach jest lepszy niż ten z NFZ. Czechy, które bija rekordy zakażonych, mają niską śmiertelność, ale tam lekarze nie boją się chorych, nie ma prywatnej służby zdrowia.
24 09 2020 Miecz Święczkowskiego, czyli o patencie na premiera. „Niech wie, że wisi nad nim miecz”.
„Gazeta Wyborcza” dotarła do szczegółów jednego ze śledztw, mających służyć trzymaniu szefa rządu Mateusza Morawieckiego w szachu.  Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, obsadzona ludźmi Zbigniewa Ziobry, połączyła w zeszłym roku postępowanie dotyczące ks. Jegierskiego i „Solidarności Walczącej” z jednym z wątków „afery taśmowej”, która przyczyniła się do upadku rządu PO-PSL w 2015 r. Powód? „Zasady ekonomiki procesowej”, a w rzeczywistości idealne narzędzie wpływania na premiera.Pierwsze ze wspomnianych postępowań prowadzone było od 14 marca 2018 r. i dotyczyło ujawnionej przed kilku laty przez Radio ZET sprawy pożyczki 96 tys. zł, jakiej ks. Tomasz Jegierski udzielić miał stowarzyszeniu „Solidarność Walcząca” Kornela Morawieckiego (zmarł w zeszłym roku). Jak twierdzi duchowny, przekazanie pieniędzy „SW” miało być warunkiem otrzymania przez prowadzoną przez niego Fundację „SOS dla Życia” dotacji z banku BZ WBK, banku zarządzanego wtedy przez Mateusza Morawieckiego.
Sprawa druga: wśród „taśm”, nagrywanych na polecenie biznesmena Marka było też spotkanie z 2013 r. Mateusza Morawieckiego, prezesa BZ WBK, z Krzysztofem Kilianem, szefem PGE i bliskim współpracownikiem Donalda Tuska, oraz Zbigniewem Jagiełłą, który do dziś kieruje państwowym PKO BP, a prywatnie jest przyjacielem obecnego premiera. Morawiecki obiecywał finansowe wsparcie dla byłego ministra skarbu z czasów PO-PSL Aleksandra Grada. – Zapytajcie go tak po cichu. Ja bym spróbował tak bardziej jednorazowo. Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś – mówił Morawiecki na ujawnionym przez Onet.pl w 2018 r. nagraniu. Doniesienie w tej sprawie skierowali do prokuratury w październiku 2018 r. posłowie Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer i Adam Szłapka.
Jak wynika z ustaleń „GW”, w 2019 r. sprawą zainteresował się osobiście prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. Domagał się od podwładnych przedłużenia śledztwa w sprawie udziału Mateusza Morawieckiego w „aferze taśmowej” i przesłuchania urzędującego już wówczas premiera. W piśmie z 13 marca prokurator nakazywał badać dotyczący premiera Morawieckiego wątek „afery taśmowej” w zupełnie osobnym postępowaniu. Dodajmy, że ostatecznie do samego przesłuchania szefa rządu nigdy nie doszło. – Pomimo spokojnego tonu, to najzwyklejsze w świecie polecenie służbowe – skomentował dla „Gazety Wyborczej” wspomniane pismo Święczkowskiego jeden z wrocławskich prokuratorów. – Jak się chce kogoś pogrillować, to nawet bez poważniejszych przesłanek po prostu przedłuża się dotyczące go śledztwo o kilka miesięcy. Niech wie, że wisi nad nim miecz”. W sumie czas trwania śledztwa wydłużano … czterokrotnie, 21 sierpnia 2019 r. podjęta zostaje wreszcie decyzja o jego umorzeniu. Oficjalnie z powodu „braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie czynu zabronionego”. Tę samą podstawę zastosowano do umorzenia wątku dotyczącego podsłuchanej rozmowy premiera. To nie koniec zbierania przysłowiowych haków? Otóż w ostatnich dniach wśród polityków prawicy krążyły informacje, jakoby podlegli Ziobrze i Święczkowskiemu prokuratorzy jeszcze raz postanowili przyjrzeć się opisanej rok temu przez „Wyborczą” sprawie zakupu przez Mateusza i Iwonę Morawieckich w 2002 r. działki przy ul. Mokronowskiej we Wrocławiu.
Źródło: wyborcza.pl
Czy rola jaką pełnił tatuś premiera Morawieckiego w GetBack, była podobna do tej jaką pełnił syn Tuska w Amber Gold?
Czy ktoś kto dwukrotnie został skazany przez sąd za kłamstwa, teraz odpowie za przestępstwo, może być nadal premierem!?
Morawiecki musi odejść, bo nas do końca zakłamie, i ograbi!? Jak dalej będzie premierem to chleb będzie kosztował 100 zł!?

24 09 2020 Lekarze doświadczają olbrzymiej fali hejtu.
W sieci coraz częściej wylewane są pomyje na lekarzy i pracowników medycznych. Spirala hejtu przyśpieszyła po protestach medyków, którzy nie chcą, żeby Ministerstwo Zdrowia przeniosło ciężar kierowania na testy na lekarzy rodzinnych. Internauci niemal natychmiast zaczęli atakować lekarzy za to, że chcą wszystko załatwiać zdalnie, przez telefon i bez bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Dotychczasowego systemu „teleporad” i pracy zdalnej bronią sami lekarze. „Takie rozwiązanie przyjęto w większości krajów europejskich, żeby zmniejszyć rozprzestrzenianie się epidemii. Wiele razy się zastanawiałem, dlaczego postrzeganie teleporad tak się zmieniło. Na początku byliśmy chwaleni przez Ministerstwo Zdrowia i przez NFZ za utrzymanie ciągłości leczenia i sprawną reorganizację naszych praktyk. Teraz pojawiają się głosy krytyczne względem tych samych rozwiązań” – przyznał w rozmowie z „Wyborczą” dr Dominik Lewandowski. Medyk dodał, że częściowo winę za to ponoszą sami lekarze, którzy niekiedy udzielają wyłącznie teleporad oraz unikają bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Jeszcze inaczej wszechobecny hejt tłumaczy psycholog Konrad Maj, który uważa, że  wiele osób utożsamia lekarzy z obowiązującym obecnie niewydolnym systemem. Duże znaczenie ma też „koronasceptycyzm” znacznej części społeczeństwa, zwyczajnie niewierzącej w istnienie globalnej pandemii: „Dla niektórych to globalny spisek, zmowa firm farmaceutycznych. Może także lekarzy? Bijąc w lekarza, bijemy w system, który nie spełnia naszych oczekiwań” – podkreśla w rozmowie z dziennikarzami psycholog. Doktor Filip Płużański, prezes Porozumienia Rezydentów OZZL, uważa z kolei, że lekarzom obrywa się za błędy ich pojedynczych kolegów po fachu. Wylewanie nienawiści wobec ogółu medyków, jego zdaniem, nie ma po prostu żadnego sensu. „Hejt jest ostatnio tak ogromny, że niektórym trudno go udźwignąć. Ale gdyby hejtowani rzeczywiście uznali, że do niczego się nie nadają, i postanowili zmienić zawód, to kto by was, ludzie, leczył?” – zwraca się do hejterów dr Płużański. Lekarze, jak wszyscy ludzie, mają granice swojej odporności psychicznej. Warto o tym pomyśleć, zanim dodamy kolejny obraźliwy wpis uderzający w tę grupę.
Źródło: wyborcza.pl
Szpitale, przychodnie pozamykane na trzy spusty, telefoniczne porady, masz temperaturę nie zostaniesz nawet zbadany!? Skoro nie leczą to NFZ zdrowia powinien zwrócić składki zdrowotne od marca br.!?
No i jak tu się nie bać!? Covid zaatakował przychodnie specjalistyczne, próbuje się zapisać telefonicznie, automat informuje mnie jesteś pierwszy w kolejce oczekujących, mija 5 minut, 10, 15 rezygnuje, dzwonie za godzinę podobnie, jadę do przychodni a tam kolejka do rejestracji jak za PRL- u do sklepu mięsnego!? A w środku zabawa na całego trwa!? Jednymi drzwiami wpuszczają drugimi wyganiają!? Czy tak jest w całym kraju czy tylko „Pod 77”
Z forum: Najbardziej zgadzam się z opinią Konrada Maja. Tak właśnie wygląda wiele rzeczy w Polsce. Szczególnie w mentalności prawicowej i wyznawców kato-faszyzmu. Na ich poziomie zrozumienia świata i państwa tak to właśnie wygląda. Za służbę zdrowia odpowiada lekarz bo on tam pracuje. Przecież nie do pomyślenia by odpowiadał za to minister, rząd, ustawodawca, zwłaszcza jak tej jest nasz. To efekt tej samej mentalności i to samo dotyczy każdego zawodu. Służba zdrowia jest zła bo lekarze nie chcą leczyć. Oświata bo nauczyciele nie chcą uczyć. Sąd zły bo sędziowie są źli. Władza byłą zła jak nie byłą nasza (bo nasza jest dobra). I tak dalej. 
23 09 2020 Polityczna armia Ziobry. "Nie tylko ogromna władza nad prokuraturą czy sądami".
Choć w partyjnych w sondażach tego nie widać, za Zbigniewem Ziobro stoi zwarta i sprawna drużyna - złożona głównie z bardzo młodych i żądnych władzy polityków. Lider Solidarnej Polski kolekcjonował ją od jakiegoś czasu - kusił stanowiskami i zlecał zadania, które często przerastały jego podwładnych. Teraz dla ministra sprawiedliwości najważniejsza jest lojalność. Już w piątek było jasne, że minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro nie jest sam, bo stoją za nim ludzie Solidarnej Polski, której jest szefem. - Gdyby ktoś chciał doprowadzić do dymisji Zbigniewa Ziobro, to zrobiłby wielki prezent Platformie Obywatelskiej - przekonywał Michał Wójcik z ministerstwa sprawiedliwości i Solidarnej Polski. Obok innych ludzi prym wiodą Sebastian Kaleta i Jan Kanthak z ministerstwa sprawiedliwości, Janusz Kowalski, który jest człowiekiem Ziobry w ministerstwie aktywów państwowych i Jacek Ozdoba - to człowiek Solidarnej Polski w ministerstwie klimatu. Innym członkiem Solidarnej Polski jest eurodeputowany Patryk Jaki, który kilka miesięcy temu nie wahał się nawet podważać pozycji premiera Mateusza Morawieckiego.
- Jeśli zastanawiamy się, jaką władzę ma dziś Zbigniew Ziobro, to nie jest tylko ta ogromna władza nad prokuraturą czy sądami, którą dostał od Jarosława Kaczyńskiego. To jest także Krajowa Rada Sądownictwa, gdzie są związani z nim ludzie, na przykład Dagmara Pawełczyk-Woicka, prezes sądu okręgowego w Krakowie, to także Bogdan Święczkowski, który jest prokuratorem krajowym, a ludzie z nimi powiązani są szefami jednostek w prokuraturach w całym kraju - mówi Dariusz Kubik z "Czarno na białym" TVN24 analizujący wpływy ludzi Ziobry w instytucjach i spółkach państwowych. A jest ich niemało. Żona Zbigniewa Ziobry dostała ważne stanowisko w spółce zależnej od państwowego PZU, podobnie jak jego brat. Niemal cała część Krajowej Rady Sądownictwa wybrana przez polityków uznawana jest za ludzi Zbigniewa Ziobry. - Ale także wiele innych osób. Na przykład mecenasi, którzy reprezentowali Ziobrę w różnych sprawach przeciwko mediom czy politykom. Oni również są w radach nadzorczych i zarządach spółek. Ale władza Zbigniewa Ziobry to także ten drugi resort, który ma Solidarna Polska, czyli ministerstwo środowiska. Tam Michał Woś jest ministrem - dodaje Dariusz Kubik. Zbigniew Ziobro ma 19 posłów w Sejmie, ale jako osoba bliska Ziobrze traktowana jest także Małgorzata Manowska, nowa prezes Sądu Najwyższego. To nie koniec wpływów, jakie zbudował Zbigniew Ziobro. Jest niezwykle ceniony w środowisku ojca Tadeusza Rydzyka i to także element jego politycznej siły. A ludziom Zbigniewa Ziobry oddana została także sprawa reprywatyzacji w Warszawie, którą wykorzystywali politycznie jak mogli i bez względu na faktyczne ustalenia komisji, jej członkowie z pewnością budowali jedno - swoją popularność w prawicowym elektoracie.
Źródło tvn24.pl

23 09 2020 Likwidacja OFE coraz bliżej. Kilkanaście milionów Polaków dostanie po 7 tys. zł.
15 mln Polaków już niebawem stanie przed wyborem dekady. Będzie musiało zdecydować, gdzie i na jakich zasadach trafią ich pieniądze z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Część osób z tych zaskórniaków odda od razu niemal półtora tysiąca złotych. Część będzie mogła odsunąć opłaty dopiero na czas wypłaty emerytur. To reforma dla 15 mln 800 tys. Polaków, dotychczasowych uczestników Otwartych Funduszy Emerytalnych. Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, w OFE Polacy zgromadzili dokładnie 134 mld zł. Na tyle wyceniane są wszystkie aktywa w Funduszach. Średnio na głowę przypada zatem 8,4 tys. zł. Po reformie w ręce większości Polaków - choć nie bezpośrednio na konto - wróci średnio po 7,1 tys. zł. A reszta? Zasili budżet państwa jako tak zwana "opłata przekształceniowa". Mówiąc w skrócie: około 1,3 tys. zł od każdego Polaka zasili Skarb Państwa. Z każdych 5 tys. w OFE opłata wyniesie 750 zł (4250 zł dla uczestnika OFE, 750 zł dla budżetu). Masz w OFE 10 tys. zł? Dostaniesz 8,5 tys. zł, opłata wyniesie 1,5 tys. zł. Masz 20 tys. zł - opłata wyniesie 3 tys. zł. Tych, którzy mają w OFE dziesiątki tysięcy złotych nie ma jednak zbyt wielu.
Warto zauważyć, jak bardzo stopniała kwota, która wróci do statystycznego Polaka. Jeszcze w ubiegłym roku, gdy pomysły na reformę się pojawiały, było to średnio ponad 10 tys. zł.  Z tej kwoty budżet brałby 1,5 tys. zł. Aktywa w OFE zmalały, więc budżet musi się zadowolić kwotą o kilkaset złotych mniejszą. I Polacy również.
Jak wynika z informacji money.pl, wciąż jednak do rozstrzygnięcia jest kwestia daty wprowadzenia reformy. To istotne z dwóch powodów. Odpowiednie wybranie momentu przekształcenia wpływa na to, ile środków powędruje do Polaków. Jednocześnie wpływa też na to, jak cenna dla budżetu będzie opłata. I tak przekształcenie np. szczycie epidemii, gdy kurs akcji na Giełdzie Papierów Wartościowych (a od niego zależy wartość aktywów OFE) zanurkował, byłoby wart o kilkadziesiąt miliardów mniej. 
Źródło money.pl
- To nie reforma ale grabież!? Morawiecki nic nie da, tylko pochwali się ile mógłby dać gdyby nie..!?
- Ta kradzież jest taka Morawiecka. Rostowski ukradł trochę , a ten nie patyczkuje się, i zabiera to co pozostało, wkrótce do naszych oszczędności się dobierze, bo jak twierdzi nie potrafimy nimi zarządzać !?
- 13 emerytura wzięła się z likwidacji OFE!? Jestem emerytem, i cały mój kapitał zgromadzony w OFE przepadł, a miała z tego być druga emerytura prognozowana w wysokości 2 500 zł. miesięcznie!? 
22 09 2020 Kaczyński dał „ostatnią szansę” liderowi SP. Nikt w koalicji nie chce przyspieszonych wyborów.
Jak donosi Wirtualna Polska wczoraj wieczorem doszło do spotkania pomiędzy Zbigniewem Ziobro a Jarosławem Kaczyńskim. Informację tę potwierdził minister środowiska Michał Woś, uznawany za bliskiego współpracownika lidera Solidarnej Polski. Wcześniej Ziobro zorganizował dwie konferencje prasowe na których wystąpił najpierw  w roli prokuratora generalnego a później ministra sprawiedliwości. Kiedy opinia społeczna spodziewała się trzeciej konferencji, tym razem w roli partyjnego lidera, okazało się, że z Nowogrodzkiej przyszedł sygnał, iż Ziobro dostał „ostatnią szansę”.
Wirtualna Polska, powołując się na swoich informatorów, tak charakteryzuje nastrój panujący wczoraj w siedzibie PiS w trakcie rozmów o przyszłości koalicji. „(..) o Zbigniewie Ziobrze mówiono tam wyłącznie źle i bardzo źle, a wariant, który bardzo poważnie był brany pod uwagę, to definitywne wysadzenie ministra sprawiedliwości i jego ludzi z politycznych (i biznesowych) stołków”.
„Były głosy, że ze Zbyszkiem jest już za ciasno, za duszno, że chłopaki z „SolPolu” zaczęli panoszyć się tak, że stało się to nie do zniesienia. Wnioski o wywalenie Ziobry i jego ludzi z rządu padały – tylko z drugiej strony, nikt nie potrafił wymyślić lepszej alternatywy” – informuje wp.pl
Dzisiaj już wiadomo, że Kaczyński nie chce przyspieszonych wyborów. Ziobro dostanie swoją szansę na bardzo twardych warunkach. Po pierwsze: „Wycofanie się ze sprzeciwu wobec ustawy o bezkarności urzędników za działania w „walce z pandemią”. Po drugie: zaakceptuje podział wpływów w ramach przygotowywanej rekonstrukcji rządu. Po trzecie: przestanie się „czepiać” Morawieckiego. Po czwarte: Prokuratura Krajowa ma przejść w ręce PiS co wiąże się z dymisją Bogdana Święczkowskiego. Tych warunków może być więcej bo są zapowiedziane dalsze rozmowy Kaczyńskiego i Ziobry. Jeśli SP nie przystanie na warunki PiS, Kaczyński ma się zdecydować na rząd mniejszościowy. Jakie ugrupowania ten rząd stworzą? Tego jeszcze nie wiadomo. Czy Zbigniew Ziobro „na koniec dnia” zapisze coś po stronie zysków? Będziemy czekali na koniec kolejnego przesilenia rządowego aby się tego dowiedzieć.
Źródło: wp.pl
Ziobro powarczy, Kaczyński szczeknie i złodziejstwo będzie trwać dalej. Ziobro mówiąc o swojej bezpardonowej walce z każdym, kto popełnia przestępstwo, niezależnie od jego miejsca na świeczniku, przekazał prezesowi ważną informację, że ma on na Kaczyńskiego i jego ludzi swoje haki i nie zawaha się ich użyć.
Z forum: Do "januszy zjednoczonej patologii" chyba jednak dotarło że rozpad ich układu mafijnego to wybory - a wybory to wyroki więzienia dla setek tych, którzy się uwłaszczyli na pieniądzu podatnika. Zero przeczołgany, koniec zabawy.

22 09 2020 Rząd sięga coraz głębiej do kieszeni Polaków.
W państwowej szkatule dno widać od dawna. Rząd ma jednak pomysł, skąd zdobyć więcej pieniędzy – choć pozornie miałyby one tylko poprawić finanse ZUS-u. Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Zespołu Problemowego Rady Dialogu Społecznego ds. Ubezpieczeń Społecznych. Jak wynika z agendy, tematem dyskusji będzie „objęcie obowiązkowym ubezpieczeniem społecznym wszystkich świadczących  lub wykonujących pracę oraz prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą proporcjonalnie takimi samymi obciążeniami składkowymi”. Jak uważa dr Marcin Wojewódka, radca prawny, rząd usiłuje znaleźć w ten sposób pretekst do uniknięcia zarzutów, że nowe przepisy zostały wprowadzone bez konsultacji społecznych. „Skoro bowiem budżet państwa nie ma już środków, żeby dołożyć do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, bo deficyt osiągnie rekordowe 109 mld zł, to trzeba zainteresowanie skierować tam, gdzie środki są. I wymyślono dodatkowe oskładkowanie” – mówi Wojewódka. Przepisy mają wejść w życie od stycznia 2021 r. Objęte składkami ZUS-owskimi mają być umowy-zlecenia i dodatkowa działalność gospodarcza, nawet wykonywana przez emerytów czy osoby, którym pracodawca opłaca ZUS. Teoretycznie jest to wyraz troski rządu o wysokość świadczeń emerytalnych osób opłacających dotąd najniższą składkę. Dr Aleksander Łaszek, ekonomista FOR, wskazuje jednak, że przepisy te mogą przynieść zupełnie niepożądane skutki. „Krótkoterminowo spowoduje to zwiększenie kosztów pracy dla pracodawcy i mniejsze wynagrodzenie u zleceniobiorcy. Praca świadczona na podstawie oskładkowanej umowy cywilnoprawnej będzie więc droższa. Pytanie więc, czy nie spowoduje to wzrostu szarej strefy. Szczególnie teraz, w czasach pandemii”. Długoterminowo zaś spowoduje wzrost obciążeń ZUS-u i problemu nie rozwiąże. Niestety, długofalowa polityka i przewidywanie dalekosiężnych skutków nie jest specjalnością rządu, dla którego ważne jest tylko zdobycie pieniędzy natychmiast. Po nas choćby potop.
Źródło:Wyborcza.pl
No a jak większe wpływu do ZUS to i większe podatki trzeba będzie zapłacić? Ciekawe czy znajdzie się taki co zechce taki haracz zapłacić? Rząd powinien zrozumieć, że szara strefa nie jest dowodem na przestępcze skłonności obywateli, tylko na to, że żąda wygórowanych, nieadekwatnych podatków. Dla większości to nie jest wybór, tylko konieczność. Szara strefa to poduszka stabilizująca sytuację znacznej części Polaków, bo innej alternatywy nie ma. To jest walko o przetrwanie.
Z archiwum: 25.01.2017 To obłędne podnoszenie składek przez ZUS w ciągu 20 lat dla osób prowadzących działalność gospodarczą doprowadziło do tego, że już nie tylko na wsiach i w małych miastach (jak było jeszcze dziesięć lat temu), ale już nawet w relatywnie bogatej Warszawie w zasadzie nie ma drobnych usług działających inaczej niż w szarej strefie. O draństwie ZUSu już w biblii napisano: Błogosławiony owoc żywota Twojego je ZUS.
Z forum: - Ponieważ pisowcy brzydzą się kolorami Tęczy i promują strefy wolne od Niej, więc od dawna idę im na rękę i przebywam w strefie wolnej od kolorów, czyli szarej, z odcieniami do czarnego włącznie. Mają ze mnie trochę VAT- u, o ile sklepy w których bywam, go odprowadzą, bo bazary z pewnością go nie płacą. Szlugów nie jaram, alkohol zawiesiłem, więc akcyza w wysokości ziobry. I nie chcę słyszeć, że nie jestem patriotą, bo w czasach PiSu patriota równa się sebiks.

22 09 2020 Teleporady nie są i nie mogą być „lekiem na całe zło”.
W poniedziałek odbyła się konferencja prasowa dotycząca współpracy Rzecznika Praw Pacjenta i NFZ w okresie pandemii. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec  zapowiedział kontrole w związku ze wzrostem skarg na utrudniony kontakt z lekarzem. Kontrole będą przeprowadzane wspólnie z NFZ „nie po to, by nakładać sankcje, lecz by te sygnały wspólnie zweryfikować”. Od początku bieżącego roku do RPP wpłynęło prawie 20 tysięcy zgłoszeń (dla porównania w całym ubiegłym roku było ok. 9800). Pacjenci najczęściej skarżą się na kłopoty z dodzwonieniem się do rejestracji oraz odmowę realizacji wizyty osobistej. Problemy dotyczą też zleconych badań laboratoryjnych,  wizyt domowych, recept na niektóre leki oraz dostępu do dokumentacji medycznej. „Nie może być tak, że udzielane są wyłącznie świadczenia w formie teleporady. Nie wszystkie problemy zdrowotne można w ten sposób rozwiązać” – stwierdził Chmielowiec. Nie tylko pacjenci, także dyrektorzy szpitali zgłaszają większą ilość pacjentów, którzy niekoniecznie wymagają hospitalizacji, a powinni być objęci podstawową lub specjalistyczną opieką zdrowotną. Do szpitala lub na szpitalny oddział ratunkowy powinni trafiać wyłącznie pacjenci z zagrożeniem życia lub zdrowia. Drugi z uczestników konferencji, Filip Nowak, obecnie p.o. prezesa NFZ stwierdził, że reprezentuje instytucję, która nie tylko jest płatnikiem świadczeń zdrowotnych, ale także powinna czuwać nad ich realizacją. Podsumował doraźne efekty kontroli, jakie przeprowadzono w 7 tysiącach placówek: problemy z prawidłową realizacją świadczeń ma co piąta z kontrolowanych jednostek. Trzymajmy kciuki, by system został uzdrowiony przed jesienną falą grypy.
Źródło: tvn24.pl
- Kiedy wreszcie szpitale, i przychodnie zaczną leczyć, a nie jednymi drzwiami chorych wpuszczać, a drugimi wyganiać!?
- Szpitale, przychodnie pozamykane na trzy spusty, telefoniczne porady, masz temperaturę nie zostaniesz nawet zbadany!? No a na czymś trzeba zarabiać by to wszystko utrzymać, zatem robi się testy, i trzyma bez końca pod respiratorami, tych co nie mogą się poruszać o własnych siłach!?
- Epidemia, a zakłady pogrzebowe plajtują!? Kolejne rozporządzenia, a przychodnie nadal pozamykane przed pacjentami!? Recepty, badania przez telefon, science fiction!? A śmieliśmy się jak uzdrawiano przez ekran telewizyjny!?
Z forum: - Albo wracają do NORMALNEJ, nazwijmy to umownie, przedcovidowej działalności placówek medycznych albo całkowity, 100% zwrot WSZYSTKICH pieniędzy ze składek na NFZ od minimum marca 2020.
- "Jest atak na nas, że nic nie robimy, że się zamknęliśmy, że nie odbieramy telefonów. Z pewnością telefon jest największym problemem, ale jeśli w ciągu pierwszej godziny dzwoni 250 pacjentów, a odbiorców telefonu jest 3, to nie da się inaczej...". 
21 09 2020 Drżyj rządzie, górnicy są już ostro wkurzeni.
Jeśli prezes Kaczyński myśli, że walka wewnątrz koalicji przesłoni górnikom ich własne problemy, to grubo się myli. Właśnie Rada Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” ogłosiła pogotowie strajkowe i liczy, że i pozostałe związki do niej dołączą. Związkowcy zdają sobie sprawę, że „cała nasza gospodarka stoi w obliczu trudnej transformacji. Jednak proces ten musi przebiegać w oparciu o dialog z partnerami społecznymi oraz zasadę, wedle której każde likwidowane miejsce w energetyce, górnictwie i przemyśle ciężkim zastępowane będzie równowartościowym miejscem pracy w nowopowstających branżach. Politycy rządzącej obecnie koalicji Zjednoczonej Prawicy wielokrotnie deklarowali publicznie realizację takiego właśnie modelu transformacji” jednak, przedstawione przez rząd propozycje, są dla nich nie do przyjęcia.
Nawiązując do decyzji UE, by cel redukcji emisji CO2 na 2030 r. do 55 proc. oraz osiągnięcia przez Unię neutralności klimatycznej do 2050 r RKSGiE wskazuje, że „stoi to w rażącej sprzeczności z informacjami przekazanymi przez Premiera Mateusza Morawieckiego, jakoby ustalenia ubiegłorocznego szczytu Rady Europejskiej umożliwiały Polsce przeprowadzenie transformacji gospodarki we właściwym tempie i środkami dostosowanymi do naszych warunków oraz osiągnięcie neutralności klimatyczne w późniejszym czasie„.
To wyraźnie pokazuje, że rząd robi górników na szaro, i jednocześnie udowadnia, że nie zamierza on nic zrobić z tak „skrajnie szkodliwymi dla polskiej gospodarki działaniami poszczególnych krajów UE”. Związkowcy wskazują na bierność rządu, co skończy się tragicznie, bo nie walcząc o sprawiedliwą transformację doprowadzi on do drastycznej likwidacji miejsc pracy i zubożenia społeczeństwa. Jednocześnie dali Morawieckiemu czas do dzisiaj, by wziął udział w rozmowach o transformacji górnictwa i energetyki. Jeśli premier nie raczy się osobiście zaangażować i nie spełni ich żądania, górnicy zapowiadają ostre protesty.
Źródło: interia.pl
- Drodzy górnicy powiedzcie, jak to się stało, że Morawiecki wygrał wybory na Śląsku!? Ale nie martwcie się antyzwiązkowiec Duda strajki górników bardzo szybko wygasi, wystarczy jak go Kaczyński po głowie pogłaszcze !?
- W czasie kampanii wyborczej Duda górników bułeczkami częstował, oni myśleli, że to podarunek, a to była odprawa!?
- Z jednej strony się cieszę, że tani ruski węgiel płynie szeroką rzeką do Polski!? A z drugiej strony żal mi zamykanych polskich kopalń!? Dlaczego na polski węgiel nałożono ponad 120 podatków i opłat, no i mamy kwiatek do kożucha, koszt wydobycie 1 tony to maksymalnie 300 zł, a na składzie kosztuje 1000 zł. W Polsce zamyka się kopalnie, a produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? No to już wiemy dlaczego w Polsce mamy smog i śmierdzące powietrze!? Nie wiemy tylko kto zgarnia kasę za zamykanie kopalń w Polsce!?
- Polski węgiel się hałduje, a rosyjski importuje, tak wygląda po polsku niezależność energetyczna! Ten rząd woli sprowadzać bezcłowy węgiel z Rosji, Ukrainy niż zrezygnować z narzucanych na polski węgiel wysokich podatków i opłat!? Morawieckiemu zależy by polski węgiel był dużo droższy od tego importowanego, widocznie ma w tym prywatny interes!? Na węgiel nałożono ponad 120 podatków i opłat, na dodatek eksploatowane są tylko zasiarczone pokłady węgla o najgorszej jakości. Ktoś planuje kupić polskie kopalnie za przysłowiową złotówkę, dając pod stołem dużą łapówkę!?
Z forum: - Kiedy likwidowano moje miejsce pracy, fabryki włókiennicze w Łodzi, Autosan w Sanoku oraz masę innych zakładów pracy, które ponoć były nierentowne, to pies z kulawą nogą się tym nie interesował. Ludzie szli na bruk i tyle. A z górnikami cackamy się jak z niemowlakami. Przecież wiadomo, że nasze górnictwo (oprócz paru prywatnych kopalń) generuje wyłącznie straty. Jak długo jeszcze będziemy dopłacać do nieudaczników, którzy nie potrafią sobie znaleźć pracy i ich żon, które całe życie siedzą na d… w chałupie? W końcu cały budżet państwa pożrą.
- Duda i Morawiecki podczas wyborów potrzebowali górników i związkowców. Teraz górnicy ogłaszają pogotowie strajkowe, bo boją się o swoje miejsca pracy po ogłoszeniu projektu ministra klimatu. Co na to rząd i prezydent? Nawet nie chcą z nimi rozmawiać.

21 09 2020 Czy Zbigniew Ziobro chciał aresztować żonę Morawieckiego?
Dobrze poinformowani twierdzą, że to nie ustawa futerkowa jest przyczyną rozpadu koalicji Zjednoczonej Prawicy. Ziobro nie wybacza, a tym bardziej tego, że to nie on, ale Mateusz Morawiecki ma zostać liderem Zjednoczonej Prawicy po odejściu z polityki Jarosława Kaczyńskiego. Media wspominają tu a zakupie pamiętnej działki w 2002 roku przez M. Morawieckiego, o której ten miał się dowiedzieć się od kardynała Henryka Gulbinowicza. „Do transakcji doszło w 2002 roku. Wówczas Mateusz Morawiecki kupił od kościoła działkę za 700 tys. zł. Wtedy miała być warta 4 mln zł, a dziś 70 mln zł. Morawiecki, przed przejściem do polityki w 2013 roku dokonał z żoną podziału majątku, a samą działkę przepisał właśnie na żonę. Sam „Morawiecki był radnym sejmiku dolnośląskiego, dzięki czemu posiadał dostęp do planów związanych z inwestycjami”. (...) Co innego twierdzi Kancelaria Premiera, a ta wyjaśniła, że to żona Mateusza Morawieckiego dowiedziała się o możliwości zakupu tej działki „od znajomego, który zajmował się pośrednictwem w sprzedaży nieruchomości". Tymczasem „Dwa miesiące po zakupie działki, Morawiecki sprzedał 1/4 terenu przedsiębiorcy za 190 tys. zł”: 
https://businessinsider.com.pl/polityka/mateusz-morawiecki-kupil-dzialke-od-kosciola-za-700-tys-zl/q27mh24(link is external)
Jak mówi „dobrze poinformowany” Zbigniew Stonoga, Prokurator Regionalny w Lublinie Jerzy Ziarkiewicz na zlecenie Zbigniewa Ziobry miał prowadzić śledztwo w sprawie żony Mateusza Morawieckiego i prania przez nią brudnych pieniędzy (art.299 kk)
https://www.youtube.com/watch?v=7xXHskR5xMM(link is external) 
Cezary Michalski: Po pięciu latach spędzonych w Ministerstwie Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ma dziś mordercze haki na Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i PiS. 
https://wiadomo.co/cezary-michalski-mordercze-haki-ziobry-na-kaczynskiego-i-pis/(link is external)
Czy rację ma C. Michalski mówiąc, że chodzi również o ustawę cowidową”, działającą wstecz, której celem jest zagwarantowanie bezkarności premierowi Morawickiemu, Jackowi Sasinowi oraz ministrowi Szumowskiemu za jego „nieudane” zakupy? Ustawa ta miałaby pozbawić haków ministra sprawiedliwości na koalicjantów. O konflikcie ze Zbigniewem Ziobrą mówił między innymi Kornel Morawiecki: „Lider koła Wolni i Solidarni stwierdził również, że w obozie rządzącym jest także pewien konflikt z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Dotyczy on - zdaniem Kornela Morawieckiego - sposobu procedowania reformy sądownictwa”:
https://dorzeczy.pl/kraj/87007/W-rzadzie-nie-wszyscy-graja-do-jednej-bramki-Morawiecki-Jest-konflikt-z-Ziobra.html(link is external)
Jak mówił dziennikarz Śledczy Leszek Szymowski, Ziobro miał również zarzuty dla ojca Premiera, Kornela Morawieckiego. Ma chodzić o wątek GetBacku. Miało chodzić o obiecywanie państwowej pożyczki z Państwowego Funduszu Rozwoju dla firmy Leszka Czarneckiego. Wściekły Mateusz Morawiecki miał wpaść do gabinetu J. Kaczyńskiego i powiedzieć, że on się nie może o takich rzeczach dowiadywać z mediów i wyrzuca Ziobrę z rządu. W zamian miał usłyszeć, że „nikt nikogo nie zmusza do bycia premierem, a Z. Ziobro jest kolejny na jego miejsce”: 1:09:50 https://www.youtube.com/watch?v=Vf6y8dr6H8w&t=2227s(link is external)
Osobiście nie widzę nic złego w lobbowaniu Kornela Morawieckiego dla wrocławskiej firmy. Jednak to, że działania Ziobry są poważne, udowadniają planowane zarzuty dla Leszka Czarneckiego wysuwane przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie. Sam mam wrażenie, że „Dobra zmiana” skończyła się wraz z dymisją Beaty Szydło. Czy ustawa futerkowa miała być tylko pretekstem do rozpadu koalicji, odwrócenia uwagi społeczeństwa od afer rządu PiS, a ofiarą mieli być tu przedsiębiorcy z branży futerkowej?
Oprac. Romuald Kałwa
Źródło niepoprawni.pl

21 09 2020 Zbigniew Ziobro zaprasza dziennikarzy na konferencje bez możliwości zadawania pytań.
Przyszedł o 12.44, stanął przed kamerami i … Najpierw odniósł się do projektu ustawy o ochronie zwierząt, w której nie wzięto jednak pod uwagę zdania rolników. Nie wyważono wszystkich propozycji nie wzięto pod uwagę dobra każdej ze stron. Następnie wziął na tapetę ustawę o bezkarności urzędników w czasie pandemii koronawirusa. Oczywiście, rozumie i zdaje sobie sprawę, ze w okresie walki z wirusem trzeba podejmować decyzje szybko i zdecydowanie, jednak nie wolno odejść od zasady, że wszyscy są równi wobec prawa. Dlatego też, praca nad tym projektem wymagała szerokiej dyskusji, negocjacji i takich rozmów, by wspólnie wypracować dobrą ustawę. W sytuacji, jaka obecnie ma miejsce, dziwi go tak ostra reakcja, bo przecież jego partia nie wystąpiła przeciwko programowi PiS. Na dowód pomachał tym programem przed kamerami, mówiąc, że nie ma w nim ani słowa o ochronie zwierzątek i bezkarności, więc…zarzut jest absurdalny. Jego partia absolutnie nie występuje przeciwko programowi partii wiodącej.
Przede wszystkim zwraca jednak uwagę, że Zjednoczona Prawica jest dobrem dla Polski, jest zdecydowanie lepsza od poprzedników. Koalicja już sprawdziła się w działaniu i tyle już dobrego zrobiła, np. dla dzieci i Rodzin.  Oczywiście, i tak jak w każdej rodzinie dochodzi i w niej do sporów, ale można je przecież rozwiązać. Wierzy, że warto, by koalicja trwała, bo właśnie ta różnorodność, odmienne zdania, wypracowane kompromisy dały jej tak wspaniałe zwycięstwo.
Według niego nie ma żadnych podstaw do wyeliminowania go i zmiany składu koalicji, ale jeśli tak się stanie, to dla Polski będzie to wielką tragedią. Po oczach było widać, że jakby doszło do takiej sytuacji to on cierpliwy, on poczeka, ale…. nie odpuści. Widać wyraźnie, że pan Ziobro fajnie się poczuł w roli głównego aktora tragifarsy, jak się rozgrywa na naszych oczach. Tu rzucił kilka dowodów swojej skuteczności, tam przekazał prezesowi, w nieco zakamuflowanej formie, ostrzeżenie przed hakami, a jednocześnie piał peany nad Zjednoczoną Prawicą, która tylko razem ma szansę wyprowadzić Polskę tam, gdzie już tylko sielanka, potęga, i dobrobyt. Co z tej konferencji wniknęło? Ano wielkie i okrąglutkie NIC. Może poza tym, że Ziobro jest wciąż gotów do współpracy, otwarty na rozmowy i naprawdę widzi wielki sens w tym, by pozostać z prezesem oraz Gowinem w Zjednoczonej Prawicy.
Źródło koduj24.pl
Bo to nie była konferencja, tylko ostatnia mowa skazańca.
Z forum: - Ziobro powarczy, Kaczyński szczeknie i złodziejstwo będzie trwać dalej. Nie spodziewałem się, że Zbigniew Z. będzie się aż tak publicznie kajał, by na koniec zwiać przed pytaniami dziennikarzy. Taki z niego "szeryf"
- Ustalmy - SP ma za dużo do stracenia. Jeśli Ziobro nie ugnie się przed Kaczyńskim, to ludzie z SP przejdą do PiS. Ziobro ma zostać upokorzony, przywołany do porządku i ma siedzieć cicho. I o to tu chodzi. Przyjemnie patrzeć, ale dyktatorek z Żoliborza zwiera szeregi.

21 09 2020 Czemu miała służyć ta konferencja prasowa Ziobry?
Ziobro zaczął niezwykle „skromnie”, wskazując swoje dokonania jako Prokuratora Generalnego, który w odróżnieniu od państwa tekturowego (tego z czasów rządów PO/PSL), wprowadził ład, porządek i ostro rozlicza wszelkie nieprawidłowości. Powołuje się oczywiście na sukcesy związane z Amber Gold, spółką GetBack i tym brzydkim prezesem tego ostatniego czyli Leszkiem Cz. Sięgnął też po Sławomira N., którego wreszcie udało mu się chwycić w swoje praworządne i sprawiedliwe łapki. Ależ szczegółowo nas karmi tą papką. Oczywiście, nie brakuje odniesienia do Donalda Tuska, który chronił takich jak tenże Sławomir N. i wręcz chwalił za uczciwość oraz nieskazitelność. Atakuje też PO, która jest tak niechętna jego ciężkiej pracy, ale niezawisły sąd sobie z tym poradzi. No i uprzedza, że ma pod lupą innych prominentnych działaczy PO, których dorwie, oskarży i wsadzi gdzie trzeba. Nikt nie może czuć się bezkarnym! Nawet jeśli jest się człowiekiem ze świecznika! On, Ziobro już o to zadbał i będzie dbał dalej. Wydaje się, że na tym pan Ziobro już zakończył i oddał głos dziennikarzom. Niesamowite, to już chyba druga konferencja za jego kadencji, gdy dziennikarze mogą zadawać pytania. Ups, dziennikarz Faktów TVN odważył się poprosić o komentarz do ewentualnej dymisji Ziobry i ministra Ardanowskiego, a może też i zmiany na stanowisku Prokuratora Generalnego. Ziobro nie odpowiedział, twierdząc, że to nie jest temat na tę konferencję. Jednocześnie zaprosił na kolejną,  która odbędzie się jeszcze dzisiaj w siedzibie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Czy ktoś mi powie, czemu miała służyć ta konferencja? Czyżby Ziobro potrzebował dowartościowania, wsparcia i w ten sposób chciał przekonać, że on i tylko on poradzić sobie może z tym prawnym bałaganem, które doprowadziły do takich przestępstw i takich nadużyć? A może to działanie skierowane do prezesa, by patrzył podziwiał i zastanowił się, jaką „perełkę” straci, jak go usunie z koalicji? Odniosłam też wrażenie, że Ziobro mówiąc o swojej bezpardonowej walce z każdym, kto popełnia przestępstwo, niezależnie od jego miejsca na świeczniku, przekazał prezesowi ważną informację. Ano to, że ma on na Kaczyńskiego i jego ludzi swoje haki i nie zawaha się ich użyć. Przyznam, że to żałosne…
Źródło koduj24.pl
Ziobro: "Prokuratura Krajowa nie jest miejscem do uprawiania polityki" Rzeczywiście tam nie ma "uprawiania" polityki. Tam jest intensywny przemysłowy chów polityczny. To wyjaśnia czemu Ziobro był przeciw ustawie ograniczającą chów.
Z forum: Ciekawe czemu nie chwalił się swoimi prawdziwymi dokonaniami, których jest głównym udziałowcem a czasem jedynym wykonawcą.
Ani słowa o zniszczeniu lewackiej demokracji.
Ani słowa o wyjęciu Polski z kręgu państw praworządnych.
Ani słowa o niewydawaniu Polsce przestępców ukrywających się za granicą.
Ani słowa o zniszczeniu Sądu Najwyższego i Trybunału konstytucyjnego.

Ani słowa o znacznie wydłużającym się czasie postępowań sądowych.
Ani słowa o mściwej, nieprofesjonalnej, stronniczej i ogólnie politycznej prokuraturze, używanej to tortur psychicznych obywateli.

Oto prawdziwe dokonania tego „pana”. Może jakby powiedział prawdę to prezes by zrozumiał, że potrzebuje takiego gorliwego i skutecznego parobka do wprowadzania i pogłębiania faszyzmu w Polsce. 
20 09 2020 Zwolnienia w budżetówce z oszczędnościami i polityką w tle.
Zwolnienia pracowników budżetówki mogą ruszyć we wrześniu i październiku. Pożegnać z pracą mogą się pracownicy ministerstw, ZUS, urzędów wojewódzkich, KRUS i NFZ. Teoretycznie mają być zwalniani na podstawie przepisów grupowych. W praktyce rząd zaproponował im o wiele gorsze warunki rozstania z pracą. „Postanowiono wydłużyć okresy zatrudnienia, od których długości uzależniona jest wysokość odprawy. I tak jednomiesięczna odprawa ma obowiązywać, gdy ktoś pracował mniej niż trzy lata, dwumiesięczna będzie dla osób ze stażem od trzech do dziesięciu lat, a trzymiesięczna – powyżej dziesięciu lat. Oznacza to, że rozwiązanie umów o pracę będzie dla państwa dużo tańsze, bo mniej będzie trzeba zwalnianym wypłacać” – wytłumaczył nowe przepisy dr Marcin Wojewódka. Normalnie, urzędnik objęty zwolnieniem grupowym, powinien otrzymać odprawę w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia, jeśli pracował krócej niż dwa lata; w wysokości dwumiesięcznego, jeśli pracował od dwóch do ośmiu lat; w wysokości trzymiesięcznego, jeśli pracował więcej niż osiem lat.
Rząd zmienił też zasady konsultacji z przedstawicielstwem związków zawodowych. „Porozumienie dotyczące zwolnień grupowych powinno zostać zawarte w ciągu 20 dni od złożenia przez pracodawcę zawiadomienia do związków. Dopiero po 20 dniach zaczynają się kolejne procedury” – podaje „Gazeta Wyborcza”. We wspomnianym zawiadomieniu pracodawca powinien poinformować m.in. o przyczynach zwolnienia i liczbie pracowników nim objętych. Teraz czas przekazania przez związki zawodowe opinii ws. zwolnień został skrócony do zaledwie 7 dni. „Cała procedura będzie więc w przypadku urzędników znacznie krótsza niż ta wynikająca z przepisów o zwolnieniach grupowych” – mówi Wojewoda. Powyższe regulacje wprowadzono dzięki ustawie „Tarcza Antykryzysowa 2.0”. Związki zawodowe od dawna wskazują na jej antypracowniczy charakter.
To jednak nie wszystko, bo jak twierdzi OPZZ, czystka ma charakter polityczny. W pierwszej kolejności będą zwalniani starsi urzędnicy mogący już wystąpić o emeryturę, którzy często nie popierają PiS. „To zatem nie będzie żadna reforma administracji, tylko zwyczajna czystka polityczna. Zobaczy pan, że jak sprawa ucichnie, to na te zwolnione etaty będę przyjmować swoich ludzi. Bo jak zwalniają, to znaczy, że będą przyjmować” – ocenił Andrzej Radzikowski z OPZZ.
Źródło: wyborcza.pl
Będzie redukcja, ale zwykłych urzędników niższego szczebla niepowiązanych z partią. Odejdą ci co jeszcze coś kumają, aż strach pomyśleć jak te urzędy będą funkcjonować!?

20 09 2020 Rydzyk może spać spokojnie. Ziobro daje mu miliony na ochronę „praw chrześcijan”.
W maju 2020 r. Fundacja Lux Veritatis stworzyła Centrum Ochrony Praw Chrześcijan – COPC i jak podaje OKO.Press, ma ona dostać dotacje z zarządzanego przez Ziobrę Funduszu Sprawiedliwości. Pieniądze zostały przyznane w ramach V konkursu na „przeciwdziałanie przyczynom przestępczości na lata 2020-2023”. Konkurs ten miał sprecyzowaną tematykę – w jego ramach przyznano kasę na „obronę wiary i moralności”. OKO.Press podaje, że w tym roku COPC dostało już z Funduszu Sprawiedliwości ponad milion złotych.
„Trudno odgadnąć, na jakie działania Centrum może wydać aż tyle pieniędzy. Kwota dotacji na taki cel jest o tyle zaskakująca, że finansowane z FS ośrodki pomocy ofiarom przestępstw – czyli główny cel działania funduszu – dostały ok. 2-4 mln złotych na trzy lata działalności. A z tych pieniędzy muszą opłacić pomoc prawną, psychologiczną i finansową dla ofiar” – podaje OKO.Press.
Można spodziewać się, że na konto COPC w kolejnych latach przyjdą kolejne miliony złotych. Organizacja na tę chwilę zdążyła już powołać swoją stronę i social media. Umieszcza na nich „przedruki” z prawicowych portali i informuje o zagrożeniach, które rzekomo płyną ze strony tzw. ideologii LGBT i gender. Zbigniew Ziobro, co należy podkreślić, regularnie wspiera „dzieła” o. Rydzyka. Fundusz Sprawiedliwości, który miał służyć pomocy ofiarom przestępstw, od lat służy do hojnego finansowania narodowo-katolickich podmiotów i organizacji. 
Źródło: gazeta.pl
Ziobro pieniędzmi Rydzyka przekupuje, bo chce Morawieckiego się pozbyć, i zastąpić prezesa!? Czy mu się uda, norki o tym zadecydują!?
19 09 2020 Prezes ma kota.
Czy prezes Jarosław Kaczyński wpuści do swojego domu ekologów w asyście policji? Dobrze, żeby pokazał Polakom, jak opiekuje się swoim kotem i dał dobry przykład. To kiedy "kontrola kota" u Jarosława Kaczyńskiego? Poseł Winnicki na środowym proteście rolników zadał pytanie, czym Jarosław Kaczyński karmi swojego kota? Otóż karmi mięsem zwierząt, hodowanych specjalnie do tego celu. Właściciele akwariów i chomików, bójcie się kontroli!
Najbardziej oburza treść, ze ekolodzy, czy strażnicy gminni, mogą wejść na cudzą posesję bez nakazu sądu! „3a. W przypadku, o którym mowa w ust. 3, na żądanie upoważnionego przedstawiciela organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, Policja lub straż gminna, zapewnia asystę przy odbiorze zwierzęcia. Policjantowi, strażnikowi gminnemu lub przedstawicielowi organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, w asyście policjanta lub strażnika gminnego, przysługuje prawo wejścia na teren nieruchomości, na której przebywa zwierzę, bez zgody lub pomimo sprzeciwu jej właściciela.”; Ustawa ta spełnia znamiona systemu totalitarnego! Tak w ogóle, to prezes dba bardziej o zwierzęta, niż ludzi.  Jarosław Kaczyński pragnie kontrolować każdą dziedzinę życia Polaków. To jest "totalizm"*. "W 2015 roku eksport z Polski skór futerkowych surowych i garbowanych wyniósł ponad 1,6 mld zł, a cała branża wygenerowała ponad 2 mld zł dla budżetu, dając 50 tys. miejsc pracy". /Wikipedia. To kilka kropel, które przelewają czarę goryczy, i kto wie, może przyczyną się do reaktywowania "Samoobrony" lub powstania organizacji o podobnym profilu działania. Jarek ma kota. Byłem wyrozumiały dla wielu działań PiS, ale dyscyplina partyjna w tak ważnej sprawie, to przesada. Niszczenie przemysłu - masakra, z powodu widzimisię jednego człowieka. W dobie schładzania gospodarki, urzędasy, biurokraci, którzy nigdy nie zhańbili się pracą i założeniem efektywnej działalności gospodarczej, śmią "pouczać" innych, w tym wypadku osoby związane z przemysłem futrzarskim, do przebranżowienia się. Skandal! Dziś branża futrzarska, jutro hodowla krów, inne branże rolne, rzeźnie, ogrody zoologiczne. Gotowanie żaby. Ludzie w diecie bezmięsnej są łatwiej sterowalni przez władzę. Już Cie nie lubię Jarosławie!
*Totalizm - "system rządów (reżim polityczny) oparty na obowiązującej wszystkich ideologii, w którym państwo w pełni kontroluje społeczeństwo i stara się nadzorować wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego na tyle, na ile jest to możliwe" / Wikipedia
PiS = Totalizm, i jak kiedyś nie lubiłem tego hasła, to stwierdzam, PiS - PO, jedno zło!
Ps. Zabiłem kilkanaście szerszeni w tym roku, niechcianych gości w moim pokoju. Czy zostanę aresztowany?
Źródło: niepoprawni.pl
18 09 2020 Prezes popłynął czy faktycznie nadal umiejętnie gra koalicjantami?
Chciałam dzisiaj porozmawiać z Państwem o czymś zupełnie innym, a jednak sytuacja przymusiła mnie do podjęcia tematu Zjednoczonej Prawicy, której jedność od wczorajszego głosowania wisi na włosku. Wszystkie media trąbią o tym już od wczesnych godzin rannych, tak więc może słów kilka, co ja o tym wszystkim myślę. Ustawę o ochronie zwierząt, tak długo oczekiwaną, wielu z nas przyjęło z radością, jednak odnoszę wrażenie, że Jarosław Kaczyński, forsując ją właśnie teraz, miał jeszcze i inne intencje niż tylko miłość do zwierząt. Nie chodziło mu tylko o naszych „mniejszych braci”. Dlaczego tak myślę? Pewnie dlatego, że jakoś dziwnie pojawił się ten projekt tak dość znienacka, błyskawicznie przeszedł drogę legislacyjną i to akurat teraz, gdy trwają rozmowy o rekonstrukcji rządu, nowej umowie koalicyjnej, a panu Ziobrze już ślina cieknie na samą myśl o władzy i wpływach.
Pod pretekstem troski i miłości do zwierzaczków, prezes postanowił sprawdzić, na ile jego koalicjanci są lojalni. W jakim stopniu może na nich liczyć. Od, taki prezesowski teścik, by wiedzieć, jak ustawić dalsze relacje z koalicjantami. Ale też, by pokazać, że „król jest tylko jeden” i każdy, kto myśli inaczej (patrz – Ziobro) będzie spacyfikowany. Głosowanie nad uchwałą o ochronie zwierząt już za nami. Solidarna Polska nie zdała egzaminu, podobnie Porozumienie i niektórzy posłowie PiS, którzy również nie stanęli po stronie swego prezesa, no i się dzieje. PiS teraz idzie po bandzie. Terlecki mówi, że nie ma już rządu koalicyjnego, Suski wieszczy rządy mniejszościowe, padają słowa o ewentualnych wcześniejszych wyborach, a prezes zawiesza 15 członków swojej partii, w tym ministra rolnictwa, Krzysztofa Ardanowskiego.
Co teraz? Popatrzmy uważnie. Jeśli faktycznie Kaczyński jest w stanie wyeliminować swoich koalicjantów, to jak to się przełoży na siłę PiS-u w Parlamencie? Solidarna Polska ma 19 posłów, a Porozumienie 18. Jak widać, bez ich wsparcia PiS traci większość parlamentarną. Nawet jeśli udałoby mu się przekonać do współpracy Kukiza i jego ludzi i może część Konfederacji to i tak już po ptakach. Może okazać się, że jest tak jak w znanym powiedzeniu „złapał kozak tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma?” czyli PiS bez ugrupowań Ziobry i Gowina leży i kwiczy. I zdaje się, że właśnie na to liczą koalicjanci, wierząc, że wszystko wróci do normy i znów będzie pięknie. Możliwe, że i sam prezes tak naprawdę nie zamierza z koalicjantów zrezygnować, bo faktycznie, zupełnie mu się to nie opłaca. Jednak cwany z niego polityk. Przetestował ich w jednym celu. By całkowicie upokorzyć, zmusić do uległości, a tym samym do rezygnacji z wszelkich żądań i roszczeń.. Przeczołgał ich już nieźle i teraz czeka, aż przyjdą do niego na klęczkach i będą żebrać o utrzymanie współpracy, ale już tylko na warunkach PiS. Zahamowałoby to wodzowskie zapędy Ziobry i prowadzoną przez niego od pewnego czasu wojenką o wpływy z Morawieckim, sprowadziło Gowina do pionu i de facto koalicjanci staliby się kolejnymi marionetkami w rękach prezesa.
Jednym z atutów, jakie prezes ma w ręce to wyniki sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski, z którego wynika, że Prawo i Sprawiedliwość zdobyłoby 38,3 % głosów, natomiast Porozumienie zaledwie 1,7 %, a Solidarna Polska 1,4 %. Stąd idzie przekaz do koalicjantów, że albo będą tańczyć tak jak im prezes każe albo to już koniec, bo w kolejnych wyborach i tak nie dostaną się do Sejmu. Możliwe są jeszcze dwa warianty rozwiązania sytuacji. To rządy mniejszościowe. Suski uważa, że przecież już tak się zdarzyło i było ok, ale chyba ma niepełną wiedzę w tym temacie. Wcale nie wyglądało to tak różowo i wątpliwe, by PiS-owi udało się dotrwać z takim rządem do wyborów 2023. Wprawdzie miałaby ta partia pełne wsparcie prezydenta, ale szanse na przegłosowanie swoich inicjatyw w Sejmie, praktycznie zerowe. To byłby koniec marzeń Kaczyńskiego o jednowładztwie i dokończeniu rozwałki demokracji.
Również wcześniejsze wybory mogłyby zaskoczyć prezesa negatywnie. On już to przerabiał w 2007 roku i przegrał sromotnie. Jakby nie było, rządy mniejszościowe lub wcześniejsze wybory to zagranie bardzo niepewne i nie rokujące dobrze. Możemy nie lubić Kaczyńskiego, ale nie możemy mu odmówić talentu do manipulacji politycznych i umiejętności strategicznych. Myślę więc, że to ostatnie, co mu chodzi po głowie. Myślę, że bardziej chodzi właśnie o pozostawienie koalicjantów, ale już w pełni podporządkowanych i posłusznych. Nie zagrażających prezesowi i jego wizji Polski. Na chwilę obecną jednak, nie wiadomo, jak się skończy ta próba sił. Który wariant wygra, również tego nie wie nikt. Proponuję jednak wstrzymać się z euforią. To byłoby zbyt piękne, by już nastąpił koniec. No chyba, że Kaczyński zatracił całkowicie swój talent polityczny i strzelił sobie samobója. Proszę więc, poczekajmy z tym szampanem…
Tamara Olszewska. Źródło koduj24.pl
Powtórka z historii pojechał tym razem do Torunia w futerku, wrócił w kuferku!? Dlaczego Kaczyński nie bierze pod uwagę opcji,że zostanie pozbawiony władzy jaką posiada!? Pewność nie jednego dyktatora już zgubiła!? Oby tylko Kaczyński nie rozbił się o własny mur który wokół siebie buduje. No bo jak długo naród da się prowadzić tak krótko na postronku? Wierzę, że coraz bliżej jest dzień, w którym Polacy przestaną na każde propagandowe zawołanie trząść palmą tylko po to by złodzieje i zdrajcy zbierali kokosy. Nie zaciskajcie ust, zaciśnijcie pięści!?
17 09 2020 Sprawa 150 tys. zł długu wobec I Prezes wisi nad Sądem Najwyższym.
Zdaniem I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Manowskiej, tenże SN, którym kieruje, ma wobec niej … dług w wysokości 150 tys. zł. Sędzia nie wypłaciła sobie tych pieniędzy, ani nie pozwała SN. W efekcie sprawa wspomnianej sumy jest patowa i będzie zapewne przez lata w zawieszeniu.
Źródło tej kwoty budzić może kontrowersje. Otóż w październiku 2018 r., gdy Manowska była sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a jednocześnie dyrektorką Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, została powołana na sędzię Sądu Najwyższego. Funkcję dyrektorki KSSiP pełniła, bo delegował ją na to stanowisko minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Obejmując stanowisko w Sądzie Najwyższym otrzymała od Ziobry nową delegację – już jako sędzi SN. I tu zaczyna się konflikt. Ówczesna I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf uznała, że Ziobro nie miał do tego prawa i nie wydała Manowskiej zgody na pracę w KSSiP. Ziobro wraz z prof. Manowską był przeciwnego zdania – w efekcie podjęła ona delegację i łączyła dwie prace: sędzi SN i dyrektorki KSSiP. To nie wszystko! Wedle Manowskiej SN powinien jej wypłacać za to wynagrodzenie, czego Gersdorf jednak nie robiła. Prof. Manowska poszła jednak w zaparte i do swojego oświadczenia majątkowego wpisała zatem, że Sąd Najwyższy ma wobec niej dług w wysokości ok. 150 tys. zł „z tytułu niewypłacanego mi od dnia 10 października 2018 r. dodatków funkcyjnego i specjalnego”. Zdaniem sędzi, prof. Gersdorf „zignorowała decyzję ministra sprawiedliwości”. Prace „w SN w pełnym wymiarze i […] jednocześnie na rzecz KSSiP bez żadnego wynagrodzenia” ocenia ostro – w opinii Manowskiej „odbywało się to kosztem mojego życia prywatnego i rodzinnego. Stałam się w ten sposób niejako ofiarą konfliktu dwóch jednostek organizacyjnych Skarbu Państwa [SN i Ministerstwa Sprawiedliwości – red.], wykonując dwie prace bez stosownego wynagrodzenia”. Jednak, choć Manowska –  już jako I Prezes SN –  mogłaby zdecydować o wypłaceniu sobie tych pieniędzy, tego nie zrobiła. – „Nie przyszłoby mi do głowy, aby samej sobie wypłacić sporną wierzytelność ze środków publicznych bez rozstrzygnięcia właściwego organu” – odpisała na pytanie „Gazety Wyborczej”. Tyle, że owego rozstrzygnięcia sędzia nawet nie próbuje szukać. Dlaczego? Otóż prof. Manowska … nie złożyła pozwu przeciwko SN. Okazuje się, jak obecnie nie może tego zrobić „z uwagi na przeszkodę procesową polegającą na tym, że byłabym wówczas jednocześnie stroną powodową jak i organem reprezentującym stronę pozwaną, co w świetle prawa nie jest dopuszczalne” – jak wyjaśniła. Tymczasem była I prezes SN, będąc już w stanie spoczynku, nadal twierdzi, że Manowska nie miała prawa łączyć obu funkcji. Tymczasem przez sześć kolejnych lat kadencji I Prezes SN prof. Manowskiej spór o 150 tys. zł będzie wisiał nad SN, a odsetki od tej kwoty będą narastać. Rzecznik dyscyplinarny w SN, mimo starań prof. Gersdorf, odmówił wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, z uwagi na…  znikomy stopień społecznej szkodliwości czynu prof. Manowskiej. Jednocześnie jednak uznał, że „sędzia Manowska odmawiając zastosowania się do sprzeciwu prezes Małgorzaty Gersdorf co do kontynuowania pełnienia funkcji dyrektora KSSiP, wypełniła znamiona przewinienia służbowego w postaci uchybienia godności urzędu, ponieważ zakwestionowała prawną dopuszczalność wyrażenia sprzeciwu, do czego nie była uprawniona”. Rzecznik uznał więc winę Manowskiej, lecz sprawę umorzył, bo uznał, że prof. Manowska jedynie powieliła błąd Zbigniewa Ziobry. Sprawa będzie mieć bez wątpienia kolejne odsłony. Otóż postanowienie rzecznika zostało zaskarżone przez Kolegium Sądu Najwyższego, samą Manowską oraz przez Prokuraturę Krajową…
Źródło: gazeta.pl
Wow!? Niezwykle szczwane to odsetki od długu to 11% w skali roku, a od lokaty niewielkie i należy jeszcze odprowadzić podatek Belki!?
16 09 2020 KACZYŃSKI ZAPOWIADA POGROMY? Chce wyczyścić Polskę z "zepsucia".
Jarosław Kaczyński chce w Polsce czystek i pogromów? Prezes PiS mówi jasno: nasz kraj ma być kościelny, katolicki, a wszelkie odstępstwa będą zwalczane. Kaczyński wieszczy: "jesteśmy ostatnim bastionem" i przestrzega przed zbrodniczą ideologią, która zalewa świat i odbiera ludziom to, co najważniejsze, czyli wiarę katolicką i tradycję chrześcijańską. Prezes PiS jest pewny, że to właśnie Polska pozostała jako ostatnia, sama jedna  biedna na placu boju, i teraz zawzięcie broni się przed tym co niszczy, czyli LGBT. Za rozpad tradycyjnych wartości w ostatnich latach oskarżane były różne czynniki - telewizja, internet, galerie handlowe, muzułmanie, związki nieformalne, a teraz osoby nieheteronormatywne. Zdaje się, że Katolicy w Europie to strasznie wrażliwi i słabi ludzie, skoro wszystko może zabić w nich Boga. Polacy są jednak inni. Jarosław Kaczyński straszy ideologią LGBT. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Sieci" po raz kolejny szczuł na bogu ducha winnych ludzi, nazywając ich ideologią i strasząc, że niosą jedynie zniszczenie i zepsucie. Stwierdził wprost: Polska to wyspa katolicka, którą LGBT atakuje. Ale PiS da wrogom opór. Prezes PiS zapowiedział, że Polska walczyć będzie z całą mocą, nie ma tu czasu i miejsca na półśrodki i łagodne działanie. - Trzeba stawiać tamę i szukać jak najbogatszych środków, by była ona mocna - straszy prezes. Planuje więc wmawiać ludziom, że wszystko, co niechrześcijański, jest złe, homoseksualizm jest zły. Inaczej Polacy "popadną w szaleństwo" i zaczną uznawać na normalne "radykalne odejście od normy, podeptanie jej nawet" - tłumaczył szef Prawa i Sprawiedliwości.
Jarosław Kaczyński planuje więc pracę u podstaw - w szkołach. Ani myśli wprowadzać tam rzetelnej edukacji seksualnej. Wręcz przeciwnie - wbrew nauce zamierza zamieszczać w podręcznikach treści, które przekonywać będą uczniów, iż jedyną godną wartością jest model mama, tata i dzieci (oczywiście związek małżeński), a wszystko inne to dewiacje. Nie chcę tu postulować żadnej cenzury, bo to nawet w wypadkach niechęci wobec wyjątkowo obscenicznych treści budzi dzisiaj reakcje odrzucenia. Jednak w sferach, w których mamy do czynienia z decyzją państwa, a np. podręczniki szkolne i przekaz szkolny są takimi obszarami, to musi być jasne. Razem z tłumaczeniem, dlaczego to jest złe, i z wyjaśnieniem, czemu to w istocie służy - wyjaśnił. Przyznał też, że Polska jest homofobiczna i homofobiczna będzie, bo tak trzeba. A to, iż ktoś twierdzi, że to źle, jest oznaką jednego: CHCE NAM ZABRAĆ UNIJNE PIENIĄDZE! Te obecne ataki, w dużej mierze chuligańskie, te profanacje i prowokacje, mają służyć w oczach niektórych do znalezienia pretekstu do odebrania nam dużych pieniędzy, które wynegocjowaliśmy w ramach budżetu unijnego na kolejne lata. Wiadomo, że w tym świecie zarzut homofobii, a nawet się już mówi o transfobii, brzmi niemalże jak kiedyś zarzut nazizmu. My ani z jednym, ani z drugim nie mamy nic wspólnego, ale mamy prawo bronić fundamentów naszej cywilizacji - grzmi Jarosław Kaczyński, dumny ze swego braku wiedzy i tolerancji, wystraszony wizją równości dla osób nieheteronormatywnych.
Źródło msn.pl
16 09 2020 Sąd Najwyższy kwestionuje ustawę „dezubekizacyjną”. Wielka klęska PiS.
Sąd Najwyższy wydał dziś wyrok w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej rządu. Stwierdzono w nim, że nie można obniżać emerytur wszystkim, którzy pracowali w służbach czasów komunistycznych. Sądy będą teraz musiały oceniać indywidualnie, czy dany funkcjonariusz uczestniczył w procederze łamania praw człowieka. „Kryterium służby na rzecz totalitarnego państwa określone w ustawie powinno być oceniane na podstawie wszystkich okoliczności sprawy, w tym także indywidualnych czynów pod względem naruszenia praw człowieka. Trzeba wreszcie rozstrzygnąć te wątpliwości, sprawa toczy się już kilka lat ale nie ma żadnego rozstrzygnięcia. Ten wyrok będzie miał znaczenie w wielu tysiącach spraw” – odczytał wyrok sędzia SN. „Państwo jest uprawnione do rozliczania się z reżimem. Jednak przed sądem powszechnym staje konkretny człowiek. Na tle ustawy dezubekizacyjnej powstał problem prawny, czy ustawodawca chce oceniać czyny jednostki, czy też chce odpowiedzialności zbiorowej. Należałeś do danej instytucji to cię karzemy. Część świadczeń osoby pokrzywdzone nabyły już jednak w wolnej Polsce. Czy więc można je zrównywać z osobami, które działały w reżimie i łamały prawa człowieka? To nie jest zgodne z preambułą konstytucji. My nie możemy działać jak państwo totalitarne, które nie daje człowiekowi prawa do sprawiedliwego sądu” – dodał.
Składem sędziowskim kierował sędzia Józef Iwulski, który jeszcze dzisiaj, bezskutecznie próbował być odwołany przez ministra Zbigniewa Ziobrę. Prokuratur generalny nie chciał go w składzie ze względu na to, że ten w latach 70. odbył służbę wojskową w ówczesnej Wojskowej Służbie Wewnętrznej. Wniosek złożony w imieniu Ziobry został jednak uznany za absurdalny i odrzucony. Podobnie jak drugi wniosek, w którym minister domagał się, aby odroczyć rozprawę. Miałaby ona odbyć się po rozpatrzeniu sprawy przez Trybunał Konstytucyjny. Sąd Najwyższy zajął się problemem „dezubekizacji” na wniosek Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Organ ten miał wątpliwości co do tego, czy powinno się karać wszystkich funkcjonariuszy z powodu pracy w określonej instytucji komunistycznej. Ustawa „dezubekizacyjną” została przyjęta w 2016 r., objęto nią członków służb, tj. Policja, ABW, BOR, SKW, Agencja Wywiadu oraz Straż Graniczna.
Źródło: wyborcza.pl
- Dlaczego nie obniżono emerytury Kaczyńskiemu, Macierewiczowi, Piotrowiczowi i tysiącom innych TW, którzy dziś są w PiS- ie, i rządzą Polską!?
- Ustawa dezubekizacyjna to po prostu zbrodnia przeciwko prawu ubezpieczeń społecznych i nikt z honorem i z instynktem samozachowawczym tego nie uzna za konstytucyjne..
- Najfajniej jest, gdy pisowcy tropią w Koalicji Europejskiej postkomunistów. Towarzysz Piotrowicz bije wtedy brawo, TW Wolfgang klepie się z radości po udach, rozchichotany Kujda turla się po posadzce, a Czabański, Wolski, Król, Jasiński czy Kryże prawie mdleją w spazmach rechotu.

16 09 2020 Pomysł koalicji: Kukiz’15 – PiS nieaktualny.
Jeszcze kilka dni temu Paweł Kukiz twierdził, że: „da sobie uciąć rękę”  za swoich ludzi. Słowa te zostały wypowiedziane w kontekście oświadczenia Jarosława Sachajki z Kukiz’15 o tym, że wspomniana formacja „powinna wejść w koalicję z PiS”. Aby nie było nieporozumień: gotowością do odebrania sobie kończyny Kukiz poparł stanowisko Sachajki. Jako sojuszników pomysłu wejścia w koalicję z Kaczyńskim Kukiz wymienił: Stanisława Żuka, Pawła Szramkę czy Stanisława Tyszkę. Jak informuje interia.pl na wczorajszym posiedzeniu klubu Koalicji Polskiej idea „wspólnej drogi” z PiS zakończyła swój polityczny byt. Na obradach zabrakło czołowych zwolenników idei czyli Kukiza i Tyszki. 
Sprawę skomentował Marek Sawicki (PSL): „Ludzie Kukiza przyszli i powiedzieli, że do PiS się nie wybierają. A Paweł jak Paweł. Może jest gdzieś na wyjeździe, może na występach? Trzeba zrozumieć artystę, ma nieco inne prawa”. Trudno nie dopatrzeć się w takiej wypowiedzi nuty ironii a jej dalsza część to czysta kpina: „Nieobecność Pawła Kukiza i Stanisława Tyszki to nie pierwszyzna. Skoro się wygłupiają (w kontekście koalicji z PiS – red.) to mówię im: idźcie i służcie”. Jak donosi interia.pl z planów współpracy z PiS wycofali się wszyscy posłowie Kukiza, którzy uczestniczyli we wczorajszym spotkaniu. Swój pomysł porzucił także poseł Sachajko, który dodał: „żeby rozmawiać o współpracy z PiS potrzeba najpierw konkretnej propozycji. A ta dotąd nie padła. – Tak wygląda dyskusja. W tej chwili zostaliśmy potraktowani jako straszak na akolitów PiS. Tylko o tym rozmawiamy”.
Kukizowcy, przynajmniej w części,” już witali się z gąską” jednak starzy wyjadacze parlamentarni z PiS i PSL pokazali im miejsce w szeregu. Źródło:interia.pl
Wkrótce Kukiz wyląduje w ramionach Kaczyńskiego, innego wyjścia nie ma!? Sądzę, że już od dawna pracuje nad Kosiniakiem, żeby wreszcie poszedł w koalicję z PiS. Na początek musiał go wprawdzie oderwać od koalicji demokratycznej i tą operację zakończył sukcesem. PSL jest teraz na wymarciu. Chłopaki przebierają nóżkami za apanażami i stołkami. A i mają dużą wiedzę na temat rządów PO, którą Kaczyński będzie mógł wykorzystać dając PSL-owi bezkarność.
Z forum: Jeszcze ktoś ma wątpliwości, że Kukiz chciał dołączyć do PiS i że jest w koalicji z PSL tylko po to, żeby rozbić koalicję PSL z pozostałymi anty pisowskimi partiami i żeby dusić w zarodku wszelkie ruchy zjednoczenia koalicji anty pisowskiej? Od miesięcy twierdzę, że Kukiz dostał od Kaczyńskiego takie właśnie zadanie. Mało tego, dostał też zadanie przeciągnięcia PSL do PiS. A w tym czasie Kaczyński pozoruje wojnę z Ziobrą, żeby ułatwić Zeru zadanie wciągnięcia Konfederacji. Tak, czy owak, PSL jest praktycznie skończony. Oby tylko jednak nie zdecydowali się na wejście do koalicji z PiS, bo nadal jest ryzyko, że w każdej chwili mogą zmienić zdanie. Jeśli tylko propozycje Kaczyńskiego będą wystarczająco dobre. 
15 09 2020 Olbrzymie pieniądze znalezione w domu Nowaka. CBA w akcji.
Śledczy Centralnego Biura Antykorupcyjnego odkryli specjalnie przygotowane skrytki na pieniądze w domu Sławomira Nowaka – informuje Polsat News. Znaleziono w nich ponad 4 mln zł w gotówce (w różnych walutach: ponad 536 tys. euro, 470 tys. dolarów i 30 tys. złotych). „Nowe ustalenia pozwoliły zabezpieczyć także inne składniki majątku, jakim dysponował były minister. Zajęto dwa mieszkania wycenione na 2 mln zł, a które miały zostać nabyte z pieniędzy pochodzących z przestępstw, oraz samochód marki Land Rover w luksusowej wersji”. Zdaniem prowadzących śledztwo pieniądze oraz wspomniany samochód są efektem korupcyjnej działalności Sławomira Nowaka. Wg informatora polsatntnews.pl , osoby mającej znać szczegóły dochodzenia, „nowe ustalenia pokazują dużo większą skalę działania Sławomira Nowaka niż do tej pory sądzono”.
Kolejnym etapem działania śledczych ma być dalsze poszukiwanie majątku byłego ministra. „Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został zatrzymany w lipcu w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano Dariusza Z. i Jacka P” – czytamy na rmf24.pl. Czy słynny zegarek Nowaka odmierza czas do kolejnych rewelacji CBA?
Źródła: polsatnews.pl,  rmf24.pl
W sierpniu 2018 r. Narodowa Agencja Ukrainy ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK) zarzuciła Sławomirowi N., że łamie przepisy związane z walką z korupcją w kierowanej przez siebie agencji. NAZK oświadczył, że przekazał mu oficjalne ostrzeżenie o naruszeniu ustaw, dotyczących "etycznego zachowania, zapobiegania i regulowania konfliktu interesów i innych norm prawnych". Agencja nie uściśliła przy tym, czego konkretnie dotyczyły jej zarzuty.
We wrześniu 2019 r. NAZK poinformowała, że Sławomir Nowak podał nieprawdziwe informacje w deklaracji majątkowej. Chodzi o nieprawidłową wartość samochodu i kwot na rachunkach bankowych.
W październiku sąd rejonowy w Kijowie umorzył postępowanie w sprawie nieprawidłowości w deklaracji.
We wrześniu 2019 roku zwolnienie Sławomira Nowaka z funkcji zapowiedział ukraiński minister infrastruktury Władysław Kryklij. Minister w rozmowie z tygodnikiem "Fokus" mówił wtedy, że Nowak "sam zamierza odejść. Rozumie, że zmienił się krajobraz polityczny". Dodał, że Nowak "jest najpewniej najmniej problematycznym członkiem ekipy, która zajmowała się gospodarką drogową".
Pod koniec września 2019 r. Sławomir Nowak złożył dymisję z zajmowanego stanowiska, ale poinformował, że pozostaje na Ukrainie, gdzie zaproponowano mu nową pracę.
Źródło: rmf24.pl
4 mln zł u Nowaka, to ile tego może być u Morawieckiego, Szumowskiego, Glińskiego, Banasia, Kaczyńskiego......
Z forum: Czy dobrze rozumiem kalendarium tych wydarzeń? W lipcu zatrzymali i dopiero w połowie września przeszukali mieszkania i znaleźli skrytki po 1-2 miesiącach? Naprawdę ciężko nie przyznać racji obrońcy Nowaka, że to tylko budowanie napięcia przed złożeniem wniosku o przedłużenie aresztu tymczasowego, którego pierwotny okres zaraz powinien się skończyć.
Przy okazji widzimy w pigułce jak wspaniała jest reforma wymiaru sprawiedliwości i jak przyśpiesza ona prowadzenie spraw. Ponad miesiąc by przeszukać mieszkania podejrzanego, normalnie potęga.
Drugie co wyraźnie widzimy to jak niesprawiedliwy i niewłaściwy jest areszt tymczasowy w ogóle. Jak niepraworządną i antydemokratyczną jest idea kary bez osądzenia. Warto przy tej kwestii zawsze przypominać o rekordziście, który w Polsce bez wyroku przesiedział 12 lat, bo prokuratura „ciągle prowadziła” „śledztwo” i „obawiała się mataczenia”, a sąd łykał jak młody pelikan. A wiecie co czyni ten rekord jeszcze bardziej bulwersującym? To, ze po owych 12 latach prokuratura stwierdziła, że nie ma dość dowodów i wcale nie jest pewna i sprawę umorzono. Człowiek 12 lat przesiedział bez wyroku na „być może”, „nam się wydaje” i „bo tak”. Jak odpłacić za trwające 12 lat porwanie i tortury?

15 09 2020 Idzie wojna, idzie wojna, idzie krwawa rzeź.
Chińskie wojsko przy granicy z Białorusią. Szykują się ćwiczenia Kaukaz 2020, które odbędą się w dniach od 21 do 26 września. Poza żołnierzami Rosji i Chin, wezmą w nich udział żołnierze z Armenii, Białorusi, Iranu, Birmy oraz Pakistanu. Sami przyjaciele USA i Polski...Przypominam, że w lutym zeszłego roku, w czasie haniebnej, zwołanej przez USA konferencji antyirańskiej, media słabo nagłaśniały atak cybernetyczny na Polskę: Kilka urzędów wojewódzkich było ewakuowanych w związku z alarmami bombowymi. Atak prawdopodobnie był ostrzeżeniem. Szkoda, że sprawa została wyciszona, ale Urząd Wojewódzki w Opolu na tyle się przestraszył, że wprowadził surowe zasady bezpieczeństwa. Nie rozumiał tego poseł Janusz Sanocki, który rozwalił bramkę ze zbrojonego szkła, akurat, gdy kończyłem staż w Wydziale Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu wojewódzkiego w Opolu. Ale wcześniej: Arabii, Ukraińcy, Hindusi, czy Chińczycy, mogli sobie dowolnie chodzić po urzędzie. Poważnie! Polska hojnie rozdawała im wizy.
Polska, nie ma przyjaciół. Do grupy wrogów dołączyli teraz Białoruś i Iran. Tymczasem Chiny nie chcą wojny, i jak mówił dr Rafał Brzeski, mają zdolności stabilizacyjne dla całego regionu.
Sprawa jest poważna, bo rektor Politechniki Opolskiej prof. Marek Tukiendorf, został doprowadzony do samobójstwa, a jego prześladowca dostał najwyższe stanowisko w Oddziale Narodowego Banku Polskiego w Opolu, choć ma wykształcenie techniczne (fakt, że ma tytuł naukowy). Był szefem Radia Opole, choć nie znał i pewnie nadal nie zna się na mediach. Problem powstał, bo prof. Marek Tukiendorf był wizjonerem, który kontaktował się z Chińczykami. Działa tu m.in. Instytut Konfucjusza w Opolu. Dziwne jest jego samobójstwo. Żeby tak powiesić się w piwnicy? Profesor nauk technicznych zrobiłby to inaczej. Tak sądzę. Tymczasem Polska, prawdopodobnie razem z Białorusią, będzie lądownikiem i poligonem dla przyszłej wojny. Prominentnym politykom, ludziom służb i ich rodzinom nic się nie stanie. Uciekną, wcześniej sprowadzając katastrofę na naród, tak jak ich idole z sanacji, którzy uciekli w 1939 roku do Rumunii. Przygotowywali się do tej ucieczki, znacznie się bogacąc, tak, jak kochanka Rydza-Śmigłego, której po wojnie odcięto głowę. Rozpoznano ją po ubraniu. Pewnie to zemsta.
Polska wciąż jeszcze może się wycofać. Jeszcze nie jest za późno. Pytanie: czyich interesów broni władza i opozycja? „Idzie wojna, idzie wojna, idzie krwawa rzeź” śpiewał zespół punkowo – hardcorowy Siekiera w 1984 roku. Polska wie, jak robić sobie wrogów – Polska frajerką Europy? Może czas, aby Polska stała się krajem Lechitów? Skończmy z tą żeńską nazwą, bo ona kojarzy mi się z nadstawianiem tyłka. Nasz kraj musi wreszcie dorosnąć, i stać się poważnym graczem, dojrzałym mężczyzną. Nie trzeba być specem od mowy ciała, by zauważyć, że prezydent Białorusi Łukaszenka w rozmowie z Putinem ma pozycję błagalną. Nie trzeba znać rosyjski, żeby wiedzieć, co Łukaszenka mówi. Wojska NATO na Litwie, ale Putin, jakby się tym nie przejmował.
Sam Putin, jakby ignorował gościa. Drapie się po głowie i jakby myślał: „Człowieku, na mnie nie licz. Wchłoniemy Białoruś, a ta sytuacja jest dla mnie korzystna”. Białoruś zostaje nowym wrogiem Polski. Polska wychodzi przed szereg, i robi to, co bezczelnie robiła wobec nas kierowana przez Francję, Belgię, Luksemburg i Niemcy - Unia Europejska. Prymitywny mesjanizm zamieszany w zamach stanu na Białorusi. Białoruscy opozycjoniści chcą Zachodu, a będą mieli Rosję. W czasie wojny w Afganistanie, to Oni, Kazachowie i Ukraińcy, najbardziej zasilali szeregi armii. Prawdopodobnie teraz zostaną wykorzystani, tak samo, jak wtedy.
Niektórzy bardziej kochają USA niż Polskę. Bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę. Ukraina traktuje nas jak szmatę, w którą banderowcy wycierają swoje brudne buty. Nie taką Polskę sobie wymarzyłem. To Amerykanie napierają na wojnę z Chinami. Wygląda na to, że może się ona odbyć (albo rozpocząć) na terenie Polski i Białorusi. Czy polscy politycy, chcą skończyć, jak żona Rydza - Śmigłego, jak i sam Rydz - Śmigły, czy minister Beck? To nie są żarty, ani pogróżki. To antycypacja. Ja będę milczał, ale będę robił zdjęcia. Żeby nie było, że nie przestrzegałem.
Autor Romuald Kałwa
Źródło: niepoprawni.pl
Wow!? Rosja z sojusznikami jest dużo silniejsza od NATO!? A ponoć Putin do dyktator!? Widocznie amerykańska demokracja już się przejadała i bokiem zaczyna wychodzić!?

15 09 2020 Skok na kasę Polaków pracujących za granicą.
Resort przygotował projekt ustawy, która od stycznia 2021 r. będzie nakazywała Polakom pracującym za granicą płacić podatki w kraju.
Pomysł narodził się już dawno i prasa o nim wspominała wielokrotnie.
W lipcu 2018 r. Polska podpisała tzw. konwencję MLI, czyli umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. Obecnie Polak, który nie osiągał dochodów w kraju, nie podlegał tutaj opodatkowaniu. Konwencja MLI zakłada, że dochód osiągany za granicą jest opodatkowany w Polsce, ale od należnego podatku odlicza się podatek zapłacony za granicą. Problem polega na tym, że rząd chce zlikwidować ulgę abolicyjną, z której korzysta ok. 67 tys. osób. Ulga ta obowiązywała osoby pracujące czasowo za granicą, a mieszkające na stałe w Polsce. Teraz podatek PIT będzie wyliczany od sumy dochodów zagranicą i w kraju.  Prawdziwy haczyk tkwi w tym, że w wielu krajach Zachodniej Europy kwota wolna od opodatkowania jest znacznie wyższa, niż w Polsce. Relatywnie niewielkie dochody zagraniczne, w przeliczeniu na złotówki – przy wysokim kursie walutowym – mogą dać dużo większe kwoty opodatkowania. Przepisy te już dotyczą pracy m.in. w Austrii i Wielkiej Brytanii, wkrótce obejmą kolejne państwa.
Sama konwencja MLI nie wymaga zniesienia ulgi abolicyjnej, ale – jak tłumaczy resort – „ulga abolicyjna wykorzystywana jest do zakładania spółek osobowych za granicą, a co z tym idzie – unikania płacenia w Polsce podatków”. „Ulga abolicyjna kosztuje Polskę 260 mln zł rocznie. 80 proc. tej kwoty dotyczy dochodów osiąganych w wewnątrzunijnych rajach podatkowych: między innymi w Holandii, Luksemburgu i na Cyprze” – PAP cytuje wypowiedź wiceministra finansów Jana Sarnowskiego. Na pociechę Ministerstwo zapowiada, że dochody osiągane za granicą do kwoty 8 000 zł będą rozliczane na starych zasadach. W praktyce oznacza to, że albo Polacy zaczną pracować na Zachodzie na czarno, albo przeniosą się tam na stałe. Bo przepisy nie dotyczą rodaków, których z krajem łączy jedynie paszport, a ich życie toczy się poza granicami.
Źródło: Wyborcza.pl
Z prywatnego archiwum sierpień 2013 pisałem: Państwo wygoniło go za chlebem. W Polsce nie było dla niego miejsca. Był niepotrzebnym śmieciem dla którego nawet śmietnika nie było. Przez pół roku był na zasiłku w Polsce, później cztery miesiące ciężko pracował w Holandii. Dziś to państwo żąda od niego haraczu w postaci należnego podatku za pracę w Holandii pomimo że nie mieszkał w Polsce!....
Z forum: I dobrze. Tak tłumnie Polonia głosowała na PiS i Dudę w pierwszej kadencji, to teraz ma. A jak nie pasuje to trzeba się zrzec obywatelstwa i nie wybierać władzy dla kraju w którym się nie żyje. 
14 09 2020 O koalicji z PSL prezes Kaczyński może chwilowo tylko pomarzyć, ale co zrobi Kukiz, tego nie wie nikt.
Władysław Kosiniak- Kamysz zaparł się ostro i nie zamierza wejść w koalicję z PiS, ale wydaje się, ze innego zdania może być Paweł Kukiz. Ile jest prawdy w tych sensacyjnych doniesieniach na tern temat, trudno powiedzieć, ale coś może być na rzeczy.
Jarosław Sachajko  z ugrupowania Kukiza nie ukrywa, że „powinniśmy wejść w koalicję z PiS, żeby zmieniać rzeczywistość”, a i sam Kukiz podkreśla, że lider PSL odmawiając współpracy z PiS-em, wypowiedział się jedynie w imieniu swojej partii, a nie i koalicjanta. Sami ludowcy obawiają się, że Kukizowi chodzi już po głowie propozycja Kaczyńskiego, co wydaje się jednak za bardzo ich nie martwić.  Ludowcy mają już dosyć Kukiza. Mają po dziurki w nosie jego zmienne nastroje, krytykę słabego wyniku PSL w wyborach, zapewnienia, że on na PSL w życiu by nie zagłosował i ciągłego grożenia wyjściem z koalicji, jeśli PSL nie zrobi tego, czego pan Kukiz sobie życzy. Kukiz jednak nie jest dla PiS aż tak atrakcyjny. Nawet jeśli zdecydowałby się wejść w koalicję z prezesem, to nic to nie zmieni. Solidarna Polska ma osiemnastu posłów, a Kukiz tylko pięciu, więc z której by strony nie spojrzeć, nie uda się wyeliminować Ziobry ze Zjednoczonej Prawicy. Tylko przejście ludowców dałoby szansę, by pozbyć się Solidarnej Polski i znacznie osłabić Porozumienie Gowina, ale, na chwilę obecną,  nie ma takiej opcji. Wprawdzie co niektórzy politycy z PSL byliby skłonni pochylić się z uwagą na propozycją PiS, ale mają zbyt małą siłę przebicia w swej partii i muszą podporządkować się decyzji lidera.
Źródło: fakt.pl
Wkrótce Kukiz wyląduje w ramionach Kaczyńskiego, innego wyjścia nie ma!? Sądzę, że już od dawna pracuje nad Kosiniakiem, żeby wreszcie poszedł w koalicję z PiS. Na początek musiał go wprawdzie oderwać od koalicji demokratycznej i tą operację zakończył sukcesem. PSL jest teraz na wymarciu. Chłopaki przebierają nóżkami za apanażami i stołkami. A i mają dużą wiedzę na temat rządów PO, którą Kaczyński będzie mógł wykorzystać dając PSL-owi bezkarność.
Z forum: Kukiz już jest skłonny do wejścia w koalicję z PiS. Nic dziwnego, w poprzedniej kadencji przecież głosował za wszystkimi ustawami, jakie PiS wprowadzał, chociaż w mediach mówił, że jest w opozycji. A pamiętacie te słowa Kukiza do posłów PiS, że „Tyszka jako wicemarszałek Sejmu by wszystko odpowiednio załatwił i nie byłoby gadania, że to PiS przepychał”??? No to sobie przypomnijcie. Kukizowi bardzo odpowiada to, że Kaczyński rozwala wszystko, co może i przywraca PRL – Kukiz był wtedy wielką gwiazdą i marzy mu się powrót do statusu społecznego. Teraz jest nikim, na koncerty w ostatnich latach mało kto chodził, płyt ludzie nie kupują, sława przebrzmiała, kasy nie ma, partia cienko przędzie. Więc przydałby się ministerialny stołek z okrągłą sumką co miesiąc na koncie. 
13 09 2020 Szykuje się nowa koalicja? Politycy PiS rozmawiali z szefem PSL.
Od dłuższego czasu media spekulują na temat rozmów między PiS a PSL. Hipotetyczne rozmowy, według dziennikarzy, mają na celu „zmiękczenie” sojuszników PiS z samej Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla prawicowego tygodnika „Sieci” potwierdził, że rozmowy z szefem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem miały już miejsce: „Rozmawialiśmy z panem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i rzeczywiście jest trochę inny niż niektórzy politycy PSL, z którymi zdarzało nam się rozmawiać w okresie ostatnich 30 lat, ale generalnie rzecz biorąc, to człowiek, który wydaje się stać jednoznacznie po drugiej stronie (…) Wiemy, że są tam tacy, którzy chcieliby inaczej, ale są obecnie za słabi, by coś zmienić”. Co ciekawe, sam Kosiniak-Kamysz w ostatnim czasie zaprzeczał rozmowom z PiS. Podkreślał też, że nie widzi się w roli „przystawki” prezesa Kaczyńskiego… Trudno teraz rozstrzygnąć, kto powiedział prawdę, ale warto wspomnieć, że „Wyborcza” już kilka dni temu pisała o negocjacjach między Mateuszem Morawieckim a szefem PSL.
Niezbyt owocne rozmowy z ludowcami nie były jedynym tematem poruszonym w wywiadzie. Kaczyński odniósł się też w nim do powrotu do rządu byłego wicepremiera oraz ministra nauki i szkolnictwa wyższego – Jarosława Gowina. Przywódca PiS uważa, iż jego powrót „zamknąłby pewien niedobry etap”. Dodał: „Ale z drugiej dla ludzi mniej wyrobionych politycznie byłoby to trudne do przyjęcia. W naszym klubie reakcje na to byłyby złe. (…) W oczach wielu w maju przekroczył granicę, której nikt nie powinien przekraczać”. Jednocześnie rozmówca „Sieci” zapewnił o tym, że zmiany w rządzie są po to, żeby usprawnić działanie Rady Ministrów w kontekście zarządzania państwem. Na zakończenie prezes odwołał się do „ideologii LGBT”. Jego zdaniem zagraża ona „cywilizacji chrześcijańskiej”, która jest „najbardziej życzliwa w dziejach świata”. Prawicowiec zapowiedział, że nie będzie ustępował w działaniach zmierzających do powstrzymania ciągnącej z Zachodu fali ideologicznych zmian w duchu lewicowym.
Źródło: gazeta.pl
PSL nie był w koalicji tylko z PiS- em!? No, a ministerstw rolnictwa może skusić Kosiaka!?
Z forum: - Najmocniej uderzającą w rolnictwo zmianą forsowaną przez PiS jest zablokowanie eksportu mięsa pochodzącego z uboju rytualnego na potrzeby religijne. Jego wartość to ponad 7 mld zł. Na tej zmianie zyskają kraje zagraniczne a stracą polscy rolnicy.
- Obiektywnie odsunięcie Ziobry od koryta było by aktem głębokiego patriotyzmu. Jest tylko kwestia ceny. Jeżeli PSL miałby udział w dalszej demolce RP to będzie jego koniec. Ale jeżeli tę demolkę zastopuje to może tylko zyskać.
- Koalicja z gumofilcami Kosiniaka - Kamasza jest tylko kwestią czasu . PSL to nieomal wieczny koalicjant i mają wyjątkowe parcie na koryto, bez dostępu do tego koryta długo nie wytrzymają na dodatek mają u siebie rozchwianego Kukiza , któremu brak szmalu ( a prochy drogie) poz tym PSL to partia mocno klerykalna - tam wciąż głos proboszcza to głos boga. Tracą wpływy na wsi , więc wkrótce byli by tylko żałosnym reliktem przeszłości ponieważ to głównie rolnicy z Wiejskiej więc bez sejmowych „zasiłków żyć trudno , wkrótce „dla ojczyzny ratowania” wpadną w ramiona pis. ….. no to w PISDU panowie z PSL. 
11 09 2020 Nowe wybory? „PiS może przegrać jedynie ze sobą”.
W „Rzeczpospolitej” pojawił się ciekawy felieton autorstwa Michała Szułdrzyńskiego. Publicysta pisze, że w trakcie rozmów koalicyjnych Jarosław Kaczyński grozi swoim sojusznikom zorganizowaniem zupełnie nowych wyborów do parlamentu RP. Pogróżki prezesa mają przekonać koalicjantów do większej uległości wobec niego. Szułdrzyński twierdzi, że takie wybory byłyby całkowitym sukcesem PiS, które w tej chwili może przegrać tylko „same ze sobą”. Wzmocnieniu może ulec tylko Hołownia. „Opozycja jest dziś najsłabsza od pięciu lat, od kiedy PiS doszedł do władzy. Ruch Szymona Hołowni skutecznie konsumuje Platformę, która znalazła się w potężnym impasie” – uważa autor. Zdaniem Szułdrzyńskiego położenie większości ugrupowań opozycyjnych jest po prostu fatalne ze względu na wewnętrzne tarcia. Szczególnie ostro dziennikarz ocenia sytuację w rozdartej sporami Platformie Obywatelskiej. „Kierownictwo partii wygląda na pogubione. Borys Budka, który z dużym kredytem zaufania przejął stery w Platformie podczas zeszłorocznych wyborów, ma teraz kłopot, po tym jak wpierw pandemia, a później podwójna kampania prezydencka wywróciły polityczny stolik. W nowej sytuacji nie bardzo się odnajduje” – wyjaśnia. Również założenie Nowej Solidarności, zdaniem Szułdrzyńskiego, nie rozwiązuje problemów opozycji: „Ruch społeczny nie odnowi zaufania do Platformy, bo politykę w naszym ustroju uprawia się w Sejmie, poprzez partie. Zaskakująco jałowo brzmią rady Donalda Tuska (…), które sprowadzają się do wezwania, by atakować PiS. PO atakuje PiS zaciekle od pięciu lat i jak dotąd nie przyniosło to zbytniego efektu”. Przy takim rozwoju sytuacji prawica może przegrać „jedynie ze sobą”, a konkretnie z „z własną pazernością, nepotyzmem, nieuczciwością” – uważa felietonista „Rzepy”. Rozpisanie nowych wyborów, jak widać, nie jest rozwiązaniem, które umocni opozycję. Powtórne głosowanie wzmocni partię władzy kosztem jej koalicjantów.
Źródło: rp.pl 
Kopernik wstrzymał Słońce ruszył Ziemię, zaś Jarosław Kaczyński wstrzymał rozwój ruszył niedorozwój.
Z forum: Byli już tacy co nie mieli z kim przegrywać… Saddam, Kaddafi, Ceaușescu, Idi Amin- wymieniać dalej…?
I trzeba niestety się z tym przykrym spostrzeżeniem zgodzić. Larum grają, a tzw. „opozycja” tworzy kółka wzajemnej adoracji, a szczytem głupoty, bezmyślności i czego tam jeszcze było głosowanie za podwyżkami dla (p)osłów. Kompletnie nielogiczne, bezsensowne zaoranie siebie. Co się dziwić, że Hołownia zbiera punkty. Rządzą nami bandyci, w opozycji siedzą idioci, niezależności mediów będzie nam pilnowała ambasador Stanów Zjednoczonych, jedyny skuteczny (jak widać) polityk opozycyjny w Polsce.
Unia Europejska mogłaby być równie skuteczna, gdyby uchwaliła przekazywanie środków finansowych bezpośrednio do samorządów, ale prawo europejskie nie może działać wybiórczo. Zatem najpewniej zostaniemy pozbawieni W OGÓLE środków unijnych, co nas wepchnie w „przyjazne” ramiona Władimira Władimirowicza. Próba mojego zaangażowania się w ostatnich wyborach przyniosła skutek wiadomy. Mam dość PiS-u, Platformy, ludowców, tak zwanych lewicowców. Wystarczy. „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.” – napisał przed laty Stefan Kisielewski. No to urządzajmy się. Oświadczam zatem wszem wobec, że zakładam partię pod nazwą PSD. (Pilnuj Swojej Dupy). Kto się przyłącza?

11 09 2020 Prezes kusi ludowców, a Ziobro przebiera nogami ze strachu.
Ziobro podpadł ostro prezesowi, który wreszcie chyba zauważył, jaką żmijkę wychował na własnej piersi. Żeby jednak pozbyć się Solidarnej Polski to trzeba ją zastąpić innym ugrupowaniem, bo przecież nade wszystko liczy się zachowanie większości parlamentarnej. Stąd, od pewnego czasu trwa „wielkie kuszenie” czyli rozmowy z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem o ewentualnej koalicji. Jeden z polityków PSL nie ukrywa, że w sierpniu doszło do spotkania Morawieckiego z liderem ludowców i padły wówczas konkretne propozycje. „Koalicja w sejmikach wojewódzkich, stanowisko ministra rolnictwa w miejsce Jana Krzysztofa Ardanowskiego, z którym premier nieszczególnie się lubi, stanowiska w agencjach rolnych i oczywiście zrezygnowanie z podziału Mazowsza. Ministrem rolnictwa miałby zostać Jarosław Sachajko (Kukiz ’15, który jest z PSL w Koalicji Polskiej), ale mówiło się też o Marku Sawickim”.
Kosiniak-Kamysz zdecydowanie zaprzecza tym pogłoskom, a Marek Sawicki mówi otwarcie, że „nie ma żadnych rozmów w tej sprawie z PiS. Nie słyszałem też, aby za wiarygodną propozycję uznał je poseł Sachajko. Jego zdaniem w resorcie rolnictwa tyle spraw zostało ostatnio zawalonych, że jest to misja samobójcza”. Kosiniak-Kamysz zdecydowanie zaprzecza tym pogłoskom, a Marek Sawicki mówi otwarcie, że „nie ma żadnych rozmów w tej sprawie z PiS. Nie słyszałem też, aby za wiarygodną propozycję uznał je poseł Sachajko. Jego zdaniem w resorcie rolnictwa tyle spraw zostało ostatnio zawalonych, że jest to misja samobójcza”. Jednak politycy PSL nie ukrywają, że jakieś tam rozmowy się toczą, ale bardziej na płaszczyźnie towarzyskiej, bez konkluzji. Prowadzą je ministrowie Michał Dworczyk i Jacek Sasin oraz wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
Ludowcy są przekonani, że te rozmowy o ewentualnych rozmowach to rodzaj gierki ze strony Kaczyńskiego, który traktuje je jako rodzaj straszaka na swoich koalicjantów. I przynosi to oczekiwane efektu, bo politycy Solidarnej Polski są dość nerwowi, szczególnie, gdy dotarła do nich plotka, jakoby Ziobro miał stracić Ministerstwo Sprawiedliwości na rzecz kogoś z PSL. Argumentem, który powinien przekonać ludowców do wejścia w koalicję z PiS jest podział województwa mazowieckiego. Jeśli do tego dojdzie będzie to ciosem dla PSL i marszałka województwa, Adama Struzika. Czy ten szantaż zadziała? Na chwilę obecną wydaje się to nieprawdopodobne, ale któż to wie… Nie wiadomo też, jak zachowa się koalicjant ludowców czyli zgrupowanie Pawła Kukiza. Czy nowa partia pod nazwą K15 sprzeda się za stanowisko wicemarszałka Sejmu dla Stanisława Tyszki? 
Źródło: wyborcza.pl
- No to jest nadzieja, że Ziobro się zdenerwuje i zacznie mówić!? Banaś Bis się szykuje, przesłuchanie Kaczyńskiego zacznie się od Smoleńska, później będą Dwie Wieże, a dalej ….ciemny loch widzę!?
- PSL to taki arbuz z wierzchu zielony, a w środku czerwony!
- Wkrótce Kukiz wyląduje w ramionach Kaczyńskiego, innego wyjścia nie ma!? Sądzę, że już od dawna pracuje nad Kosiniakiem, żeby wreszcie poszedł w koalicję z PiS. Na początek musiał go wprawdzie oderwać od koalicji demokratycznej i tą operację zakończył sukcesem. PSL jest teraz na wymarciu. Chłopaki przebierają nóżkami za apanażami i stołkami. A i mają dużą wiedzę na temat rządów PO, którą Kaczyński będzie mógł wykorzystać dając PSL-owi bezkarność.
Z forum: - Ktoś ma wątpliwości, że pan Kamysz w imię „nowej reformy" nie obejmie takiego stanowiska ?? Jeszcze może senatorów jakichś przejmie i po sprawie. Przykro mi, ale już tam nikomu nie wierzę.
- Wiem jak to wygląda itd. Ale jest też inna strona. Ziobro zaczyna wywijać, Kaczyński traci panowanie, jeśli PSL wejdzie w koalicję z PiS, to Ziobro traci na sile. Jeśli tak by się stało, to nie ukrywajmy, że byłoby dobrze. Ja się mocno obawiam rosnącego w siłę Ziobry.
- Obiektywnie rzecz biorąc nie byłby to dla Polski zły manewr. Ale pod warunkiem uzyskania przez PSL wpływu na MS i odkręcenia Ziobrowskiej DEMOLKI.
- PSL nie było jeszcze w koalicji tylko z PiSem , ale z kim by nie było, zawsze stwarzało problemy, a nie pomagało je rozwiązywać. Myślenie o tym, że Kosiniak chciałby odkręcać to, co napaskudził PiS to skrajna naiwność. Bardziej prawdopodobne jest, ze sfrustrowany pójdzie na pisi lep i zostanie pożarty. Jak wszystkie przystawki. I wcale bym go nie żałowała, bo wykazał się niezbyt chwalebną postawą w tych ciężkich czasach.

11 09 2020 RPD widział dziecięce plecaki pełne tabletek na zmianę płci. Zaskakujące słowa.
Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak niedawno ostrzegał rodziców przed tzw. edukatorami seksualnymi, którzy grasują po ulicach Poznania i wychwytują dzieci, aby podać im nieznane bliżej „tabletki na zmianę płci”. Wypowiedź RPD stała się powszechnie obiektem kpin i żartów dziennikarzy i internautów. Dziś M. Pawlak pojawił w się Senacie i usiłował wytłumaczyć się z wypowiedzi po tym, gdy senatorowie Jolanta Hibner i Krzysztof Brejza zaczęli mu ją wypominać. Pawlak nie potrafił podać im nazwy środków farmakologicznych na zmianę płci. „Nie będę wymieniał nazwy tych środków. Zawiadomienie do prokuratury zostało złożone, co więcej, na tyle poparte dowodami, że prokuratura wszczęła śledztwo, nie tylko z mojego zawiadomienia, bo także inne osoby zgłosiły proceder nielegalnego obrotu środkami farmakologicznymi, także w odniesieniu do dzieci. Nie tylko to postępowanie jest wszczęte, prowadzone, ale – można powiedzieć – jest rozwojowe” – powiedział politykom Koalicji Obywatelskiej Rzecznik Praw Dziecka. „To, czy dotyczy to transaktywistów, edukatorów, gdzie, w jakim miejscu, z jakich serwerów korzystali, z jakich komunikatorów, w jaki sposób pakowali dzieciom do plecaków te środki, bo to element nielegalnego obrotu – takie plecaki z tymi środkami widziałem – to bada prokuratura i to ona będzie wyjaśniała jako organ właściwy te okoliczności” – kontynuował swoje wywody RPD. Rzecznik Praw dziecka poprosił też opozycję o to, by ta nie ignorowała problemu. „Są takie sprawy, gdy dochodzi i do prawnej modyfikacji (płci – red.), i medycznej, i farmakologicznej, i fizycznej. (…) Poruszyłem bardzo istotny problem. Chciałbym, żeby ten temat był rozpatrywany w aspekcie trudnych spraw młodzieży, a nie, żeby trywializowano i kpiono z tej sytuacji” – dodał gość Senatu. Mikołaj Pawlak, po gafie, niestety nie potrafi podejść do swoich słów z dystansem. Pokazuje to, że człowiek ten zwyczajnie nie nadaje się na tak ważne stanowisko.
Źródło: interia.pl
Pewnie i białe myszki też widzi, ze nie wspomnę o ufoludkach!? Słyszał, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele!? No i uważa się za moralnego przewodnika!?
Z forum: - Może by RPD złożył również zawiadomienie w sprawie edukatorów religijnych, którzy wychwytują rozchwiane emocjonalnie dzieci i zmuszają do „innych czynności seksualnych”. Takie przypadki również opisują media. To jest poważna sprawa. Nikt nie chce aby jego dzieci były molestowane.
- Chyba wszyscy się zgodzimy, że nie chcielibyśmy, by nasze dzieci miały takiego rzecznika.
- I kto został aresztowany za ten rzekomy nielegalny handel lekami z dziećmi? Fantazje niedorzecznika są coraz bardziej absurdalne
- Rzecznik praw dziecka Pawlak Mikołaj w Senacie : "Poruszyłem bardzo istotny problem tabletek do zmiany płci, proszę go nie trywializować" 
- ...Mikołaju... ty nie jesteś niedorzecznik...ty jesteś zwykły pisowski cymbał. Tyle w temacie.
- Ów Pawlak, moim zdaniem, wykazuje niezdrowe zainteresowanie płcią dzieci. Normalnemu człowiekowi wystarczy powiedzieć, że to Dżesika a to Brajanek i wierzy. Nie leci z łapami do majtek tych dzieci, żeby sprawdzać czy to prawda. 
10 09 2020 Thun chce zablokować w UE przekop Mierzei Wiślanej. To zdrada interesów Polski.
Europosłanka PO Róża Thun poinformowała na Twitterze,  "że zorganizowała w środę spotkanie z Virginijusem Sinkevičiusem, europejskim komisarzem ds. środowiska, oceanów i rybołówstwa. Jak wynika z jej wpisu, spotkanie dotyczyło przekopu Mierzei Wiślanej, który – zdaniem Thun – jest zagrożeniem dla Bałtyku. Sinkevičius potwierdził, że KE traktuje sprawę poważnie " – napisała europosłanka.Pani Róża Thun nie pierwszy raz sypie piach w tryby machiny rozwoju Polski, prezentując specyficzne poczucie dbałości o interesy kraju, w którym się urodziła. Mam bowiem wrażenie, że Polski za swą Ojczyznę nie uważa. Porażona losem fauny z terenu Mierzei Wiślanej, żąda, aby natychmiast prace nad przekopem wstrzymać.
Pani poseł Thun polecam, zamiast posiadywania w Brukseli, wypoczynku w należącym do rodu jej męża zamku, polecam wycieczkę w rejony województwa warmińsko-mazurskiego graniczącego z Zalewem Wiślanym. Niech zobaczy, jak hołdownicze wobec Moskwy i Berlina rządy platformesów doprowadziły ten region do nieomal ruiny. Smętne miasta typu Tolkmicko, Braniewo, smutny i pustawy jak na atrakcje Frombork, i nigdzie kolei (poza hobbistyczną kolejką wąskotorową uruchomioną przez grono entuzjastów dróg żelaznych). Skłamałbym, są ślady, że kiedyś kolej tam funkcjonowała, bowiem wzdłuż opustoszałych portów ciągną się zdewastowane, zarośnięte już drzewami tory i bocznice, wprawne oko wypatrzy wśród bujnych traw sypiące się dawne perony, a smutkiem już całkowitym napawają ciche, puste, opuszczone budynki dawnych dworców kolejowych, niekiedy autentyczne perełki architektury przemysłowej.
Tak przekop Mierzei Wiślanej jest dla tego regionu potrzebny jak powietrze dla płuc. Bowiem jeśli nie zostanie on dokończony, to zamiast jednej kolei z przyległym hektarem terenu, do wyprzedaży zostaną przeznaczone wszystkie porty w tym regionie, a wtedy degradacji społecznej, ekonomicznej tego regionu nie powstrzyma już nic. Na marginesie, przy okazji słówko do pani poseł Kidawy-Błońskiej. Gdyby natura tego nie chciała, to nie powstałyby takie drogi wodne jak Kanał Sueski, czy Kanał Panamski i światowa żegluga nadal odbywała się wokół Afryki lub dookoła obu Ameryk. Gdyby nasi dziadowie myśleli tak jak pani poseł, nigdy nie powstałyby takie osiągnięcia inżynierii wodnej jak kanały augustowski, bydgoski, gliwicki, ot bo zapewne sama Natura tego nie przewidywała. Odnoszę nieodparte wrażenie, że kiedy na Świat przychodziły panie Róża Thun i Kidawa-Błońska, Natura musiała być czymś szczególnym zajęta, i jakimś cudem dwa razy po dwie komórki połączywszy się dały Polsce tak cierpkie owoce. Thun i jej towarzysze z neomarksistowskiej frakcji Spinellego forsują koncepcję Europy Totalnej, a więc dążą do likwidacji państw narodowych, suwerennych (słowa-klucze dla mniej-zorientowanych: Spinelli, Manifest z Ventotene, Neomarksizm). Wynikający stąd wniosek sam się narzuca: Róża Thun (i jej podobni) powinna być formalnie, oficjalnie (a wręcz z odpowiednimi rygorami prawnymi) traktowana jako agresor, wróg Państwa Polskiego, jako jego zagrożenie. Moim zdaniem to wyborcy tej pani, bliżej jej do Niemiec, powinni teraz się czerwienic ze wstydu - kogo wybrali. A tak na marginesie, za zdradę interesów Polski, powinno się pozbawić tę panią obywatelstwa Polskiego i postawić przed Sądem.
Źródło: niepoprawni.pl
- No, a przegrodzenie cieśnin duńskich, przez farmy wiatrowe, sztucznymi wyspami, uniemożliwiających swobodną wymianę wód, i żeglugę już nie jest zagrożeniem dla Bałtyku!?
- Czy ten przekop przyczyni się do rozwoju gospodarczego tego regionu!? Za Morawieckiego będzie to niemożliwe!?
- Ciekawe co będą prócz „powietrza” przewozili!?
Z forum: Czytam i nie wierzę... Pani europoseł reprezentująca Polskę ,działa na jej szkodę ! Czyich interesów broni ? Na pewni nie Polski... Jak długo jeszcze Ludzie z PO i lewicy zasiadający w Europarlamencie będą szkodzić Polsce ?!

10 009 2020 Za rządów PiS prawo zacznie działać wstecz? Doświadczymy skutków licencji na bezkarność?
16 września pod obrady sejmu trafi projekt PiS, gwarantujący bezkarność za przestępstwa popełniane rzekomo „w celu” walki z pandemią. Gdy projekt przedstawi sejmowa komisja, Sejm może przejść do głosowania bez dyskusji nad projektem, co zdarzało się wcześniej wielokrotnie. Andrzej Szlachta z komisji finansów publicznych na pewno zarekomenduje Sejmowi przyjęcie projektu. Propozycje posłów opozycji przepadły w całości.
Już w sierpniu 47 posłów PiS złożyło projekt nowelizacji specustawy anty-covidowej. Znalazł się w niej kontrowersyjny zapis: „Nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania COVID-19 narusza przepisy, jeżeli działa w interesie społecznym”. Posłowie PiS tłumaczą, że w walce z epidemią standardowe przepisy nie wystarczają. Z odpowiedzialności mają być zwolnieni sprawcy przestępstw zarówno tych, które dopiero zostaną popełnione, ale też tych, które popełniono dotychczas – co oznacza złamanie podstawowej zasady w państwie praworządnym, że prawo nie działa wstecz. „To w praktyce przepis na bezkarność władzy politycznej i to bezkarność absolutną. Chodzi o to, aby jeszcze więcej nadużyć władzy uszło wszystkim płazem” – komentował karnista z UJ dr Mikołaj Małecki.
Na tej podstawie na bezkarność będą mogli liczyć organizatorzy wyborów w maju b.r. , lub wszyscy ci, którzy pod pretekstem zapobiegania pandemii popełniali przestępstwa zamawiając materiały czy wydając publiczne pieniądze niezgodnie z przepisami. Przeciwko tej ustawie protestowała Helsińska Fundacji Praw Człowieka oraz dziesięć innych organizacji pozarządowych. „Politycy i urzędnicy będą mogli liczyć na bezkarność za wszelkie bezprawne działania, które będą mieć faktyczny lub tylko pozorny związek z walką z pandemią” – napisali jasno. Negatywne opinie złożyły w Sejmie także związki zawodowe łącznie z OPZZ i Solidarnością, samorząd adwokacki oraz zrzeszający przedsiębiorców Business Centre Club. Według związkowców z OPZZ projekt jest rażąco sprzeczny z Konstytucją. “Prawo ma chronić obywateli przed samowolą sprawujących władzę. Nie wolno dopuścić do sytuacji, w której władza próbuje wyłączyć odpowiedzialność karną przede wszystkim przedstawicieli tej władzy” – tłumaczy rzecz oczywistą Andrzej Radzikowski, szef OPZZ. “Przepis może być odczytywany jako zachęta do popełnienia czynów zabronionych motywowanych walką z COVID” – napisał Henryk Nakonieczny z prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.
Jeśli Sejm przegłosuje ustawę zapewniającą praktyczną bezkarność władzy pod pretekstem walki z pandemią, będzie to w praktyce oznaczało koniec państwa prawa. Koniec państwa o równych prawach dla wszystkich obywateli. Powstanie grupa osób stojąca poza prawem – i to bez zmiany Konstytucji. Każdy, kto zna choć podstawy zasad działania prawa i państwa rozumie, jak dalekosiężne skutki polityczne, międzynarodowe i ekonomiczne przyniesie nam ta uchwała. I jak katastrofalne. Pozostaje pytanie, komu na tej katastrofie tak bardzo zależy.
Źródło:Wyborcza.pl
Z forum: - Legalizacja państwa mafijnego, pis legalizuje przestępstwa- czegoś takiego świat nie widział- pracuj głupi narodzie na tych złodziei. 
- Proponuję pisowskim decydentom, by w ustawie zamieścić zwrot.,, w trosce o dobro publiczne,,. Wtedy możemy ich cmoknąć, bo każdy przekręt czy też nieudacznictwo będzie poza prawem. Np elektrownia Ostrołęka. I dodatkowo umieścić zapis,, z wyjątkiem przedstawicieli opozycji,,. Żeby sobie nie myśleli…

10 09 2020 Gigantyczna katastrofa projektu PiS. Czy będzie elektrownia gazowa zamiast węglowej?
Mierzące 128 m pylony, zwane „wieżami Kaczyńskiego”, czeka prawdopodobnie rozbiórka. Stoją na placu wstrzymanej budowy sztandarowej inwestycji PiS – elektrowni w Ostrołęce. Właśnie stają się symbolem gigantycznej katastrofy gospodarczej. Ostrołęcki blok C miał być „ostatnim wielkim blokiem węglowym w Europie”. Przypomnijmy: inwestycja została wstrzymana za czasów rządu PO-PSL jako ekonomicznie nieopłacalna. Jednak w 2015 r. powrót do niej obiecał kandydujący na urząd prezydenta Andrzej Duda, a premier Mateusz Morawiecki jeszcze w październiku 2018 r. w sprawie ostrołęckiej elektrowni rzucił hasło: „Przeciwstawiamy Polskę mocy Polsce niemocy”.
Projekt od początku budzić mógł wątpliwości. Dlaczego? Cała inwestycja nie miała zapewnionego finansowania! Banki nie udzieliły kredytów, plan finansowy nie był dopracowany, a budowa nie była zgodna z polityką klimatyczną UE. Spółkę zajmującą się budową elektrowni Ostrołęka C finansowały na życzenie PiS dwie grupy energetyczne: Energa i Enea. Jednak dysponowały one pieniędzmi tylko na początkowy etap. Teraz okazuje się, że według projektu, ze względów bezpieczeństwa, „wieże Kaczyńskiego” powinny być połączone i w stanie obecnym nie powinny stać dłużej niż do końca roku. Trzeba będzie je rozebrać. Sypie się także cały układ zależności, wspierający dotychczas tę inwestycję. Na zlecenie Prokuratury Regionalnej w Białymstoku we wtorek CBA zatrzymało cztery osoby, w tym byłego prezesa elektrowni Ostrołęka Edwarda S., jego syna Bartosza S. oraz jednego z dyrektorów PGE Dystrybucja. Śledztwo ma dotyczyć zleceń i przetargów na rzecz elektrowni. Na początku pojawiła się informacja, że przeszukano także posła PiS Arkadiusza Czartoryskiego w Ostrołęce. Sam poseł w rozmowie z TVN 24 poinformował jednak, że jedynie wydał dokumenty, po które zgłosiło się CBA. Pierwsze informacje w sprawie zatrzymań pojawiły się na portalu moja-ostroleka.pl – czytamy w portalu „Gazety Wyborczej”.
O udziale posła Czartoryskiego, byłego burmistrza Ostrołęki w sprawie wiadomo coraz więcej: przez lata decydował o obsadzie kierowniczych stanowisk w elektrowni – jedynym większym pracodawcą w okolicy. To on przedstawił Edwarda S., prezesa firmy zajmującej się sprowadzaniem węgla w Rosji do elektrowni Ostrołęka, ówczesnemu ministrowi skarbu państwa Dawidowi Jackiewiczowi. Co ciekawe, były już senator PiS, Krzysztof Majkowski, wielokrotnie informował władze partii rządzącej o sytuacji wokół elektrowni Ostrołęka. Wyleciał z partii. – Układ między posłem Czartoryskim a prezesem E. z tego, co wiem, polegał na tym, że poseł Czartoryski zapewniał pełną osłonę polityczną – powiedział Majkowski „Gazecie Wyborczej”. – Natomiast z moich informacji wynika, że prezes E. dzięki tej osłonie mógł stosować strategię „ulęgałek”, czyli wybierał co lepsze kontrakty z Energa Serwis i przekazywał je do realizacji prywatnej firmie kierowanej przez jego rodzinę. Dzięki temu ta spółka, która miała 50-60 tys. zł zysku rocznie, nagle stała się potentatem finansowym, a zyski zaczęły sięgać milionów. Nie wiem, co wiedział o tym poseł. Jak znam pana S., to być może poseł Czartoryski o części jego działań nie miał zielonego pojęcia. Faktem jest jednak, że tworzył mu pole do takiej aktywności i osłonę. Bo na przykład na miejsce S. powołał byłego prezesa Ostrołęki pana Janusza Kotowskiego, który o energetyce wie tyle, że potrafi prąd włączyć w domu. Zresztą obecnie trwa konkurs na wiceprezesa Energa Ostrołęka SA. W tym postępowaniu startuje były zastępca pana Kotowskiego pan Grzegorz Płocha, z wykształcenia też katecheta. Dwa poprzednie postępowania uwalono, bo pan Płocha ich nie przeszedł. Za PO-PSL w zarządzie elektrowni były dwie osoby, w radzie nadzorczej – pięć, a dyrektorów – trzech. Teraz zarząd jest trzyosobowy, rada nadzorcza to osób siedem i chyba siedmiu dyrektorów. Z tego trzech katechetów.
Tymczasem kosztów upadającego projektu przybywa w dramatycznym tempie. Po lutowej decyzji o przerwaniu budowy, Energa i Enea przyznały w maju, że ich udziały w elektrowni są warte 0 zł, i spisały na straty łącznie 954 mln zł. Okazało się także, że nie odzyskają pożyczek udzielonych elektrowni – łącznie ok. 350 mln zł – i muszą jeszcze dołożyć ponad 300 mln zł na pokrycie zobowiązań. Energa i Enea utopiły więc w sztandarowym projekcie PiS już ok. 1,5 mld zł. Wyjść z twarzą z tej gigantycznej katastrofy gospodarczej próbuje pomóc partii Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen. Jak czytamy w „Gazecie Wyborczej”, doprowadził do przejęcia Energi przez Orlen, gdy gdańska grupa była osłabiona stratami w Ostrołęce. Obajtek już kilkukrotnie składał obietnice, że w Ostrołęce zbuduje inną siłownię, tym razem gazową. Jakie będą na to szanse? Orlen ogłosił, że przejmie również … PGNiG, bo nowej gazowej elektrowni Energa i Enea nie będą w stanie udźwignąć nawet z pomocą Orlenu. Na początku września Orlen i PGNiG poinformowały, że elektrownia gazowo-parowa o mocy 750 MW powstanie w Ostrołęce do 2024 r. Tym samym Obajtek, wciągnął kolejną spółkę z udziałem skarbu państwa w tę inwestycję.
Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Od ponad roku opozycja alarmowała o nieprawidłowościach przy rozbudowie elektrowni Ostrołęka.1,5mld zł poszło w błoto, rozbudowy nie będzie,tymczasem dopiero teraz obudziły się państwowe służby! Czas żeby odpowiedzialność za zmarnowane pieniądze podatników ponieśli wszyscy winni!- Kamila Gasiuk-Pihowicz
- 1,5 mld zł... W Polsce marnotrawione miliony zł nie robią już wrażenia. Przepadające setki milionów zł wywołują jedynie wzruszenie ramion. Ale, że nawet już miliardy wrzucane w błoto ludzi nie ruszają, to dramat!- Adam Szejnfeld
- Obajtek Człowiek Roku. Jeleń Roku może? Albo Długopis Bis? Zrobi co każą. 
09 09 2020 Politycy mogą mieć w nosie konstytucję, bo nie idzie ona z duchem czasu czyli…przemyślenia Patkowskiego.
Piotr Patkowski, 29-letni prawnik, który robi karierę jako wiceminister finansów podzielił się z narodem swoimi przemyśleniami o naszej konstytucji i limicie zadłużenia. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” sugeruje, że politycy to właściwie nie muszą się trzymać twardo ustawy zasadniczej i traktować ją jako wyznacznik, co w uchwalanych ustawach wolno, a co nie. Z przekonaniem twierdzi, że zapisy w niej nie idą z duchem czasu, bo  „w latach 90. absolutnie nikt nie był w stanie przewidzieć, co się wydarzy w roku 2010, podczas poprzedniego światowego kryzysu finansowego, który zmienił całkowicie myślenie ekonomiczne. Ani też tego, co będzie się dziać w 2020 r. i kolejnej fali zmian doktryn ekonomii i polityki gospodarcze”. Pan wiceminister wypowiada się też w kwestii limitu zadłużenia, które zgodnie z tą „przestarzałą” konstytucją nie może przekraczać 60% PKB. Owszem, w latach 90-tych poziom zadłużenia wyznaczał naszą wiarygodność, ale czasy się zmieniły i dzisiaj „(…) jesteśmy państwem, które nie musi swojej wiarygodności budować na przepisie konstytucyjnym. Naszą wiarygodność buduje to, że jesteśmy członkiem Wspólnoty europejskiej, że finanse publiczne są stabilne, a nasze PKB urosło wielokrotnie w porównaniu z latami 90., a także, że nasze zadłużenie w relacji do PKB w ostatnich latach spadało. Dziś pożyczamy bardzo duże pieniądze i w żaden sposób tej wiarygodności nie tracimy”.
Nie widzi więc on żadnego problemu, by, jeśli tak zadecydują politycy, zwiększyć ten limit, bo przecież nic się przez to nie stanie. Patkowski podchodzi też z dużym optymizmem do deficytu państwa. Nie jest on wcale taki duży i niczemu nie zagraża, bo to przecież tylko  „deficyt budżetowy w wysokości nieco ponad 109 mld zł, fundusz BGK 112 mld zł. To razem ok. 220 mld zł. Do tego trzeba doliczyć tarczę PFR, czyli maksymalnie 100 mld zł, choć część przekazanych środków ma charakter zwrotny”. Jak to piszą internauci, „Deficyt nie jest groźny ? Gierek też tak myślał, a jak wyszło, wszyscy pamiętamy. Skąd oni biorą takich matołów do rządzenia. Czy naprawdę nikt kompetentny, nie chce już pracować z przedstawicielami dobrej zmiany ?” i dodają „Czyli w ciągu miesiąca zadłużenie budżetu państwa wzrosło z 300 do 320 miliardów!!!! No to oczywiście „konstytucją nie należy się przejmować” bo przekroczyliśmy już 60% zadłużenia do PKB. Gdyby takie coś powiedział jakikolwiek minister w rządzie jakiegokolwiek cywilizowanego kraju świata to przestał by być ministrem w 15 minut”. No cóż, tak to już jest, gdy robi się ekspertów od finansów z byle kogo. Jedno jednak brzmi dość optymistycznie, na co zwraca uwagę jeden z internautów- „Dobrze, że taki młody, przynajmniej odsiedzi cały wyrok”. Przyjdzie taki moment, gdy pan Patkowski przekona się, że młody wiek i nieznajomość dziedziny finansów nie będą dla niego okolicznością łagodzącą, gdy będzie rozliczany za to „dobrą zmianę”.
Źródło: gazeta.pl
Patkowski sprawuje funkcję wiceministra gospodarki od kwietnia br. Polityk raczej nie cieszy się popularnością i żartobliwie nazywany jest przez internautów „Harrym Potterem”, którego zresztą rzeczywiście przypomina.
Z forum: - No to mamy nowe TOP3 pisowskich idiotyzmów:
Sakiewicz: „Możemy sobie pozwolić na zadłużenie. Wpompujemy je w gospodarkę, w kieszenie ludzi.”
Sasin: „Możliwości budżetu są nieograniczone w ramach środków, którymi dysponujemy.”
Patkowski: Musieliśmy ponieść wysokie koszty pandemii, by nie ponosili ich Polacy. 
Piotruś Pan z Akademii Pana Keynesa podobno gdzieś nawet powiedział, że należy znieść konstytucyjny limit zadłużenia... Srogie piguły tam w ministerstwie biorą. 
- To, co chce zrobić PISdoland to już zakrawa o Trybunał Stanu ... To jawna antyPolska Władza na sznurku obcych Państw. 
08 09 2020 „Zbyszek bardzo chce wrócić, ale prezes go nie chce”. Ziobro w PiS Kaczyńskiemu nie leży.
Obóz władzy czeka w napięciu na jesienną rekonstrukcję rządu. Po zmianach w rządzie Solidarna Polska zachowa prawdopodobnie jedynie swój bastion – Ministerstwo Sprawiedliwości. Premier Mateusz Morawiecki na listopadowym kongresie PiS ma natomiast dostać potwierdzenie swojej pozycji i zostać wiceprezesem partii.  Oba ruchy osłabią jego głównego rywala politycznego Zbigniewa Ziobrę. Jej szef bezskutecznie zabiega o włączenie polityków Solidarnej Polski w szeregi partii Kaczyńskiego.
Jaki jest powód tych decyzji politycznych? – Zbyszek bardzo chce wrócić, ale prezes go nie chce. Namaszcza Morawieckiego na swojego następcę, a Ziobro w partii to byłaby już wojna domowa nie tylko na szczeblu rządowym – wyjaśnia jeden z posłów PiS. Zbigniew Ziobro nie daje partii Kaczyńskiego odpocząć ostatnio. W ostatnich tygodniach trwa ofensywa ideologiczna jego partii, coraz częściej zmuszając do reakcji szefa rządu. Przykłady? W audycji pod hasłem „Wojna cywilizacyjna – zagrożenia dla Polski” w mediach Tadeusza Rydzyka minister sprawiedliwości skrytykował premiera Morawieckiego, który do Trybunału Konstytucyjnego odesłał konwencję antyprzemocową. Z kolei europoseł Patryk Jaki w prawicowym portalu: „Quo Vadis, Zjednoczona Prawico?” przestrzega, że państwa narodowe w starym kształcie wypiera społeczność międzynarodowa, narzucająca nachalnie „swój profil ideowy”. W ubiegłym tygodniu na Nowogrodzkiej naradzało się ścisłe kierownictwo partii. – Poszedł potężny atak na Solidarną Polskę, bo oni już nie tylko sięgają po elektorat PiS, ale też próbują budować swoją tożsamość, a to wywołuje w partii ogromne emocje. Dlatego na razie droga do PiS jest dla nich zamknięta – tłumaczy „gazecie Wyborczej” polityk z Nowogrodzkiej. W PiS rośnie niezadowolenie, chociaż ziobryści wysyłają sygnały, że sytuacja jest stabilna, a oni tylko upominają się o wartości. – Bardzo dziwna zbieżność czasowa. Akurat zaczęli się tak głośno i publicznie upominać, gdy prezes nie wpuścił ich do PiS – mówi jeden z działaczy partyjnych. Narzeka przy tym, że codzienna konfrontacja z ludźmi Ziobry zaczęła „utrudniać już nie tylko rozmowy koalicyjne, ale też codzienną współpracę w rządzie”. – Ziobro przekroczył cienką granicę. Jeśli Jarosław Kaczyński go nie przytnie, to nie wiadomo, dokąd się posunie. A teraz nikt mu już nie musi podszeptywać, że Ziobro może zdradzić. Kaczyński to wie, sam tego doświadczył i dobrze o tym pamięta – dodaje rozmówca z Nowogrodzkiej.
Przypomnijmy: Ziobro zakwestionował styl zarządzania PiS przez Kaczyńskiego w 2011 r. Razem z Jackiem Kurskim i Tadeuszem Cymańskim domagali się demokratyzacji partii i otwarcia na inne środowiska, i za to zostali z PiS usunięci. W toku kampanii prezydenckiej Ziobro miał zadeklarować, że rozwiąże swoją partię, jeśli politycy Solidarnej Polski zostaną przyjęci do partii Jarosława Kaczyńskiego. Ale politycy jego partii mówią co innego: nie chcieli do PiS, a jedynie gwarancji, że w wyborach w 2023 r. będą na listach wyborczych – takie bowiem zapisy były w poprzedniej umowie koalicyjnej. Wśród polityków PiS Ziobro teoretycznie może liczyć na przychylność m.in. byłej premier Beaty Szydło. To jednak „nic pewnego”, a stronnikom takim jak ona odpowiada, że Ziobro jest na zewnątrz partii Kaczyńskiego.
Źródło: wyborcza.pl
Czy „Ziobryści” przejmą ster w PiS? Być może szybciej niż przypuszczamy. Kilka lat temu pisałem: Ciekawe czy poseł Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że Ziobro skoczy mu wreszcie do gardła?
No a co dalej z Ziobro i jego żoną Kotecką podejrzaną o kontakty z gangiem pruszkowskim!? Nasuwa się pytanie czy kontakt z Ziobro nawiązała na zlecenie mafii!?
Z forum: Kaczyński jeszcze nie wie,że za chwilę Ziobro wbije mu nóż w plecy po samą rękojeść. Tam już idzie walka na całego. Zero tylko czeka na odpowiedni moment.

08 09 2020 Od stycznia zapłacimy więcej podatków i opłat.
Minister finansów obiecywał, że nie będzie żadnych nowych podatków. Jak się okazuje – tylko obiecywał. – Nie ma planów ograniczenia wydatków socjalnych w 2021 r., nie zgodzimy się na żadne podwyżki podatków – obiecał pod koniec lipca minister finansów Tadeusz Kościński. Niestety stanowisko to okazało się nie do utrzymania, choć jeszcze miesiąc później minister zapewniał, że „po przyjęciu projektu nowelizacji tegorocznego budżetu rząd nie planuje prac, które miałyby prowadzić do zwiększenia poziomu podatków lub nałożenia nowych”.
Co nas czeka? Od stycznia wejdzie w życie tzw. opłata cukrowa, czyli specjalny domiar za to, że napój zawiera cukier bądź słodzik (w kwocie minimum 50 gr od każdego litra napoju) i ekstra opłata, jeśli jest tam np. kofeina, tauryna bądź guarana. O 1-2 zł zdrożeją też tzw. małpki z alkoholem (rząd spodziewa się z tego tytułu 3,2 mld zł; które wpłyną do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia). Również od stycznia ma obowiązywać podatek handlowy (1,45 mld zł do budżetu). Formalnie mają płacić go sklepy, ale – jak ostrzega konserwatywny Instytut Jagielloński – odbije się to na cenach żywności, zwłaszcza „w mniejszych ośrodkach miejskich i na wsi, gdzie konkurencja będzie znacznie ograniczona”. Wzrośnie liczba osób, które będą musiały – także od stycznia – płacić za usługi wodne (tzw. podatek od deszczu). Opłata ta obejmie nieruchomości o powierzchni minimum 600 m kw., które są zabudowane w co najmniej 50 proc., a  średnia wysokość tego podatku na gospodarstwo domowe wyniesie 1350 zł rocznie. Równocześnie w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów właśnie znalazła się zapowiedź potężnej nowelizacji ustaw podatkowych. Podatek CIT mają zacząć płacić spółki komandytowe „mające siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej” (nigdy wcześniej nie były one podatnikami CIT). Co więcej, będą one płacić podwójnie: najpierw sama spółka, a potem jej wspólnicy zapłacą PIT od dochodów uzyskanych w spółce.  Zmiana ta dotknie ok. 40 tysięcy spółek komandytowych. – „W praktyce mówimy więc o zmianie, która z pewnością dotyka kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców, głównie polskie firmy rodzinne” – analizuje Grzegorz Szysz, partner i doradca podatkowy w Grant Thornton. Tymczasem – jak wynika z niedawnego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego – w trakcie tylko jednego roku rządów PiS zagraniczne korporacje wyprowadziły z Polski 17 mld zł, przede wszystkim do Irlandii, Niderlandów i Luksemburga. Z obietnic PiSu „uszczelnienia CIT” nic póki co nie wyszło. Przypomnijmy: według arytmetyki unijnej na koniec 2015 roku dług Polski wynosił 923 mld zł. Na koniec przyszłego roku ma wynieść 1,52 bln, czyli o 600 mld zł więcej.
Źródło: wyborcza.pl
Stan finansów państwa nie istnieje, Morawiecki ma już do załatania ponad 100 mld dziurę budżetową za 2020 rok!? Ile będzie tego na koniec roku!? Myślę że będzie tego około 200 mld zł!? A miało być tak cudnie i wspaniale, zrównoważony budżet!? Nadchodzi kolejna hiperinflacja, Morawiecki musi odejść bo chleb będzie kosztował 100 zł!? Morawiecki musi odejść, bo nas do końca zakłamie, i ograbi!?
Z forum: - Nowe i wyższe podatki w czasie kryzysu to dobijanie gospodarki, PiS sprawdza ile jeszcze da się wydusić z przedsiębiorców, bo to ich one głównie dotykają w pierwszej kolejności, i ile jeszcze wytrzyma lud, który w ostateczności każdy ten podatek musi zapłacić. A potem tylko Grecja, Wenezuela.
- Suwerena to nie interesuje , suweren ma pińset. A jak zabraknie , to się dodrukuje. Emeryturę tez rząd da, nieważne że się nie pracowało( bo się nie opłaca)'. Tak usłyszałam od mojego suwerena w rodzinie. 
07 09 2020 „Opił mnie alkoholem. Zaciągnął do łóżka siłą i zgwałcił”. 
Ksiądz oskarżany o pedofilię nadal pracuje jako katecheta. OKO.Press opisało zarzuty wysuwane wobec księdza i katechety Jarosława W. Duchowny, według relacji innego kapłana, miał już w 2001 r. dopuścić się pedofilii. „Pewnego wieczoru słyszę jakieś, hałasy. Idę do Rajmunda i łapię za klamkę. A tam leży dwóch nagich ministrantów i trzech rozebranych księży. Na stole wóda, w telewizorze gejowskie porno” – opowiedział rzekomy świadek wydarzenia. Anonimowy informator OKO.Press podkreślił, że wśród trzech rozebranych księży, znalazł się również sam W. Sprawa trafiła do kurii łowickiej. Domniemany zboczeniec uniknął jednak odpowiedzialności! Zamiast tego do innej parafii przeniesiony został ksiądz, który zgłosił sprawę przełożonym. Ks. W. kilka miesięcy po tym został przeniesiony z Żyrardowa (miał tam molestować) do Skierniewic. Na tej parafii, jak podaje OKO.Press, miał też przebywać Piotr S. – ten katolicki duchowny od 1996 r. był podejrzewany o molestowanie ministrantów.
Byli ministranci Jarosława W. twierdzą, że również i on dopuścił się nadużyć. Jednego z nich miał całować, klepać po pośladkach i zapraszać do siebie na noc. To jednak nie wszystko, bo OKO.Press rozmawiało również z mężczyzną, który rzekomo miał zostać zgwałcony przez ks. W.  na terenie parafii. „W środku byli już inni ministranci. Oglądali film porno z kasety VHS. Ksiądz miał całą szafę kaset i płyt z pornosami. Kazał mi się wykąpać w łazience dla księży. (…) Później opił mnie alkoholem. Zaciągnął do łóżka siłą i zgwałcił” – tymi słowami mężczyzna opisał swoją wizytę u ks. Jarosława W.
Molestowani i gwałceni mężczyźni zgłosili te nadużycia władzom diecezji łowickiej. Ta jednak nie tylko nie ukarała ks. Jarosław W., ale nawet nagrodziła go awansem. W połowie 2016 r. ksiądz został proboszczem wiejskiej parafii i niedługo później nauczycielem katechezy w miejscowej Szkole Podstawowej. Co ciekawe, rzekome uczynki ks. W. bada już prokuratura i Stolica Apostolska. Pomimo tego pracuje on w zawodzie nauczyciela religii, ma kontakt z ministrantami i normalnie sprawuje obowiązki związane z probostwem.
Źródło: gazeta.pl
Z forum: Bosak- W trosce o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w Kościele oraz o czystość naszej wspólnoty trzeba niestety zanurkować w szambie. Historia ciągnącej się latami bezkarności molestujących i gwałcących ministrantów księży z diecezji Łowickiej. Ludzie, reagujcie!
Moja ocena, oparta na rozmowach także z księżmi: Watykan jest zatkany takimi sprawami i działa bardzo wolno. Dla niektórych kurii to wygodny pretekst by nie robić nic. Wierni świeccy muszą brać odpowiedzialność za wspólnotę. Wyznaczać granice, w ostateczności wygnać gwałciciela.
- „Na stole wóda, w telewizji pornos. Zaciągnął mnie siłą do łóżka i zgwałcił” mówi były ministrant o ks.JarosławieW. Kuria dostaje na niego donosy od 18 lat. Jest proboszczem i katechetą w podstawówce. Wciąż uczy dzieci. Coś zrobicie
- A biskupi nawet jednym słowem nie wspomnieli o kolejnej aferze gejowsko- pedofilskiej, oni tylko o gender potrafią bajki opowiadać. Dlaczego ciągle biskupem łowickim jest Dziuba, dlaczego urzędu nie złożył biskup Ryś który tez swoje ma za uszami. I co na to wierni Łowiczu, Skierniewicach czy Żyrardowie? 
06 09 2020 Starcie bulterierów w rządzie. Kaczyński gra na osłabienie Ziobry!
Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej” popełnił ciekawy artykuł na temat konfliktu między Jarosławem Kaczyńskim a Zbigniewem Ziobrą. Dziennikarz uważa, że ten pierwszy zmierza do bezwzględnego osłabienia wpływów swojego koalicjanta. Przywódca PiS miał rzekomo dwukrotnie odmówić Solidarnej Polsce rozwiązania się i wejścia bezpośrednio w szeregi jego ugrupowania. Dlaczego? Prezes cały czas pamięta o zdradzie Zbigniewa Ziobry i części polityków SP, którzy opuścili „partię-matkę” w 2012 r. by tworzyć ugrupowanie konkurencyjne wobec PiS. Kaczyński zdaje sobie też sprawę z potencjalnego sojuszu SP i Konfederacji – wyraziście (żeby nie powiedzieć skrajnie…) prawicowe partie mogą chcieć „otoczyć” PiS z prawej flanki i odebrać mu najbardziej radykalny elektorat. Do tej pory groźba zerwania z PiS i zawarcia koalicji z radykałami z Konfederacji była dla prezesa niezwykle niebezpieczna. Sytuacja wewnątrz Zjednoczonej Prawicy zmieniła się jednak po zwycięskiej reelekcji Andrzeja Dudy w lipcowych wyborach. Redaktor Wroński uważa, że teraz to prezes może grozić Ziobrze. Niepokorni politycy SP, jeśli podpadną PiS, mogą po prostu zostać usunięci z list wyborczych Zjednoczonej Prawicy w wyborach parlamentarnych w 2023 r. Kaczyński może też obarczyć „ziobrystów” odpowiedzialnością ze problemy wizerunkowe: Wroński wymienia wśród nich m.in. nowelizację ustawy o IPN i słowa RPD o środkach farmakologicznych służących do zmiany płci u dzieci oraz nastolatków. „Kaczyński nie żywi przesadnego sentymentu do ministra sprawiedliwości. (…) Jako minister sprawiedliwości wykonał swoją pracę – „odzyskał” system sprawiedliwości. Teraz przez najbliższych kilka lat nie jest już potrzebny. Nawet jeśli w takich warunkach Ziobro pozostanie ministrem sprawiedliwości, to będzie politykiem bezzębnym i pozbawionym politycznego zaplecza. Jego akolici będą musieli bowiem orientować się nie na lidera Solidarnej Polski, ale rozdawcę fruktów Kaczyńskiego” – podsumowuje swoje rozważania autor tekstu opublikowanego w „Wyborczej”.
Źródło: wyborcza.pl
- Czy „Ziobryści” przejmą ster w PiS? Być może szybciej niż przypuszczamy.
- Kto dziś podskoczy, kiedy Ziobro trzyma łapę na (nie)sprawiedliwości. Kto się wychyla i przed szereg wychodzi tego Ziobro natychmiast uziemia. Polowanie na „czarownice” rozpoczęte. Zaczyna się pacyfikowanie mediów i opozycji. Morda w kubeł, albo więzienie.
Kilka lat temu pisałem: Ciekawe czy poseł Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że Ziobro skoczy mu wreszcie do gardła?
Z forum: - Jednym się nie podoba Jarosław Gowin i jego partia. Inni krytykują Zbigniewa Ziobrę. Jeszcze inni mają dość zakonu PC, czyli starej gwardii Prezesa. Czy tam trudno zrozumieć, że Zjednoczona Prawica wygrywa od 2015 wszystkie wybory właśnie dzięki temu, że jest ZJEDNOCZONA?
- A tymczasem Kaczyński zastanawia się nad zastąpieniem Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro, koalicją z PSL Jana Burego i wzmocnieniem roli Gowina.
- Obserwuję bacznie sytuację. To ciekawe starcie sił. Najbardziej interesujące będą jednak kwity/kwoty które Ziobro sobie gromadził i gromadzić będzie na swoich potencjalnych przeciwników. W tym nawet na Andrzeja Dudę. Liczę na to, że i Kaczyński na Ziobrę ma.
- Nie można patrzeć na ruiny i powiedzieć czule "tutaj jest mój dom" ... Tak samo trudno jest kochać ojczyznę, gdy stała się ona wyimaginowaną wspólnotą. Prawica: największy wróg Polski, bo rozpieprzyli nam naród na dwa absolutnie wrogie plemiona. 
04 09 2020 Czy po kongresie PiS Kaczyński utrwali swoje jednowładztwo?
Blady strach pada na polityków PiS, bo wielkimi krokami zbliża się jesienny kongres partii, a na nim ma ją być wprowadzone ostre zmiany, które już zapowiada prezes Kaczyński. Podczas rozmowy w Programie Pierwszym Polskiego Radia Kaczyński przyznał, że „plany są daleko idące, ale proszę wybaczyć, że ich jeszcze w tej chwili nie przedstawię. Mówię o reorganizacji partii, bo z różnych wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich lat, trzeba wyciągnąć wnioski. Czy kongres to przyjmie? Tego nie wiem. Jeśli przyjmie, to rzeczywiście będziemy mieli bardzo dużo do zrobienia, jeżeli chodzi o przekształcenie naszej formacji. Później będą rozwiązywane problemy regionalne – także te personalne. To będzie niełatwe”. Faktycznie, jak wieść niesie, na kongresie mają być przyjęte zmiany w statucie PiS oraz ma być przeprowadzona reorganizacja prac struktur terenowych. Szefami okręgów mają zostać ludzie, którzy nie pełnią żadnych ważnych funkcji w Warszawie, rządzie czy parlamencie. Jak wyjaśnia jeden z polityków partii, „taki korpus mają tworzyć młodsi działacze PiS. W regionach widzimy „baronizację” struktur albo sytuacje, kiedy politycy pracujący w rządzie lub parlamencie nie mają czasu zajmować się tym, co dzieje się w okręgach. A zdarza się, że nie dzieje się nic, albo jest bałagan. Zwłaszcza w kampaniach takie sytuacje są niedopuszczalne”.
Nowi regionalni liderzy byliby zatrudnieni bezpośrednio przez centralę na Nowogrodzkiej. Opłacałaby ich partia i stąd pomysł Kaczyńskiego, by zwiększyć subwencje budżetowe dla partii politycznych. Wielu działaczy patrzy na te plany krzywym okiem, bo według nich proponowane zmiany doprowadzą do konfliktów w regionach  i mogą być zapowiedzią większej jeszcze centralizacji partii, co w ich mniemaniu, niczemu dobremu nie służy. Trzeba liczyć się z tym, że „baronowie i starzy działacze zaczną się szarpać z młodymi. Że ci nie znają swojego terenu, że rozpychają się łokciami, że są niedoświadczeni, ale łapczywi na władzę. Moim zdaniem planowane zmiany prędzej czy później spowodują spore kłopot”. Uważają oni, że nie jest to dobry moment na takie zmiany, bo rekonstrukcja rządu i planowane cięcia w administracji państwowej już budzą wystarczającą frustrację wśród polityków PiS. Rozmówca WP nie ukrywa, że „ część naszych ludzi już dziś trzęsie portkami, bo potracą fuchy, wpływy, pieniądze. Robotę straci wielu członków partii, również tych, którzy sprawdzali się na swoich odcinkach – tłumaczy nasz rozmówca z partii rządzącej”. Nie można też zapominać o ambicji, która nakazuje walczyć o zajęcie jak najsilniejszej i stabilnej pozycji w partii.
Ludzie boją się też, że Kaczyński, chcąc wzmocnić pozycję Morawieckiego, który najprawdopodobniej na kongresie zostanie wybrany wiceprezesem partii, to właśnie ludźmi premiera obsadzi struktury regionalne, a to dla wielu z nich jest nie do przyjęcia. Jeśli weźmiemy pod uwagę głosy o słabnącej pozycji Kaczyńskiego i narastającej wewnętrznej walce o wpływy to już wiemy, że w całej tej sprawie nie chodzi o te zmiany jako takie, ale przede wszystkim o sprawdzenie, czy prezes nadal pozostaje  jedynym decydentem i „guru” swojej partii. Kto więc wyjdzie zwycięsko z kongresu? No cóż, poczekajmy do jesieni.
Źródło: wp.pl
Armia „janczarów” wyszkolona przez Morawieckiego przejmie władzę w regionalnych strukturach PiS-u!? No i zacznie się snucie wspaniałych wizji, ruszy budowa szklanych domów, i zatracimy granicę między realem, a utopią!? Chciałbym przypomnieć, że Rewolucja pożera własne dzieci.
Z forum: Patrząc z mojego łódzkiego podwórka, to rewolucja w łódzkich strukturach potrzebna od zaraz. Albo startują ode mnie z pierwszych miejsc spadochrony, typu Gliński,Waszczykowski albo miernoty. Gorzej po zmianach na pewno nie będzie.

04 09 2020 Wąsik (PiS) do posła KO: „Pan jest łajdakiem!”. Awantura na sejmowej komisji.
Podczas posiedzenia komisji sejmowej ds. administracji i spraw wewnętrznych doszło do awantury pomiędzy Maciejem Wąsikiem i Krzysztofem Mieszkowskim. Tłem kłótni była rozmowa na temat zamieszek podczas zatrzymania aktywistki LGBT – Margot. Mieszkowski zwrócił uwagę na opresyjne metody PiS i policji. „Prawo i Sprawiedliwość łamie prawa człowieka, co miało miejsce również podczas zajść na Krakowskim Przedmieściu. Jeżeli my jako społeczeństwo nie będziemy reagować na państwa prymitywne, kompromitujące Rzeczpospolitą reakcję, wówczas możemy być pewni, że Polska będzie całkowicie zmarginalizowana” – zaczął swoje wystąpienie. „Wy mniejszości relegujecie z przestrzeni publicznej. To jest niedopuszczalne w państwie prawa, w państwie demokratycznym. To jest niedopuszczalne w przestrzeni Unii Europejskiej”.  W dalszej części wystąpienia Mieszkowski mówił, że to rząd a nie opozycja, stosuje agresywną i nienawistną retorykę względem swoich przeciwników politycznych: „To nie opozycja wypowiedziała sakramentalne „zdradzieckie mordy”. Język nienawiści toczy się od dawana. On eskaluje. On także jest adresowany w stronę tych wszystkich, którzy tworzą mniejszości demokratyczne, w tym także środowiska LGBT. Straty społeczne panie ministrze są znacznie większe, niż uszkodzona suka na Krakowskim Przedmieściu. Proszę sobie to uświadomić, chyba że używacie polskiej policji do swoich potrzeb politycznych”. Użycie słowa „suka” w kontekście awantury na Krakowskim Przedmieściu rozzłościło Macieja Wąsika, wiceminister ruszył do słownego ataku na posła Mieszkowskiego. „Ja protestuję. Poseł Sejmu Rzeczpospolitej na samochód policyjny mówi policyjna suka. To jest skandal” – powiedział oburzony przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy. „Pan Wąsik powinien zachować spokój. W stanie wojennym tak rozmawialiśmy o tych, którzy używali takich pojazdów przeciw społeczeństwu obywatelskiemu. Dzisiaj również będziemy takiego języka używać” – odpowiedział Mieszkowski.
Wąsik wpadł wtedy w szał i wykrzyczał do oponenta: „Jest pan łajdakiem!”. Wiceminister nie zareagował, gdy poseł Mieszkowski kazał mu przeprosić, kontynuując swoje wywody nt. tego, że słowo „policyjna suka” jest obraźliwe. Następnie urażony wiceminister opuścił salę w geście protestu.
Źródło: wprost.pl
Margot to chuligan zatrzymany przez policję, i nie powinien być szczególnie traktowany tylko łaj..k może toto bronić!? Awanturnika broni awanturnik!?
Z forum: Od kiedy to pan Wąsik stał się taki "delikatny"?.Od zawsze policyjne samochody do przewożenia zatrzymanych nazywano "sukami" i jakoś to nikomu, a zwłaszcza policjantom nie przeszkadzało. A nazwanie posła RP łajdakiem to chyba jest właśnie łajdactwo.

04 09 2020 Michalik dla NaTemat: do zwycięstwa nad PiS potrzeba chamstwa.
Dziennikarka Eliza Michalik opublikowała w NaTemat.pl ważny felieton, w którym nakreśliła odważny scenariusz działania dla stronnictw opozycyjnych.
„(…) Opozycja nie wygra bitwy o Polskę, dopóki tego nie zrozumie i nie zorientuje się wreszcie, że dawne reguły gry politycznej, do których była przyzwyczajona, po prostu przestały istnieć. Że PiS unicestwiło podział, który nie dawał mu żadnych szans na zwycięstwo: na mądrych, wykształconych, kulturalnych i prostackich prymitywów i krzykaczy. I zrobiło to, co zrobiłby w tej sytuacji każdy gracz, który umie wygrywać: stworzyło nowe, własne zasady” – zaczęła ceniona publicystka. W dalszej części felietonu Michalik zasugerowała, że PiS stworzyło reguły walki politycznej „wzorowanej wprost, jeden do jednego, na kulturze więziennej, gdzie istnieje tylko siła i słabość”. „Przy czym siła to chamstwo i agresja, a słabość – skrupuły, wątpliwości, spoglądanie na sprawy z różnych perspektyw, dyskusje, debaty, rozdzielanie włosa na czworo, kultura, dobre wychowanie i wykształcenie, czyli, krótko mówić, wszystkie te inteligenckie bzdury, które powodują, że człowiek zanim zadziała myśli, zanim uderzy, to się zawaha” – wyjaśniła.
Sam prezes Kaczyński, zdaniem Michalik, jest „mentalnym troglodytą” otoczonym wianuszkiem „podlizujących się miernot bez własnych wielkich dokonań i zdania”. „(…) Ci ludzie, na czele z prezesem ich partii polegliby w każdej rzeczowej dyskusji, w której trzeba wykazać się wiedzą i argumentować, położą każde zadanie wymagające sprawności i kompetencji. Chamstwo – o to co innego! W tym są niezrównani” – uważa dziennikarka. „A ponieważ przez lata zdołali przekonać Polaków, nie wszystkich, nawet nie większość – ale wystarczająco wielu, że chamstwo to siła, dobrze na tym wychodzą”. Michalik ma więc dla opozycji radę – musi być równie chamska co partia władzy: „Opozycja nie rozumie, że za każdym razem, kiedy tłumaczy się i przeprasza, PiS pęka ze śmiechu. Kiedy bije się we własne piersi i przeprasza za błędy, prawdziwe lub urojone, PiS nabija sobie punkty w sondażach (…). PiS nie ma wątpliwości, rozterek, niczego nie żałuje i nigdy się nie cofa, nawet w obliczu oczywistego błędu”. Opozycja, chcąc wygrać z PiS-em, musi więc sięgnąć do prostackich wzorców tej partii. Tylko w ten sposób spowoduje, że w oczach wyborców odzyska „siłę”.
Źródło: natemat.pl
Z forum:- Opozycji potrzeba przede wszystkim jasnego frontu i klarownej identyfikacji. Obecnie są rozbiegani jak dzieci we mgle. 
- ...Dziennikarze już się nauczyli stopować pisowskie słowotoki, a ostatnio Piotr Kraśko zaorał niejakiego kantego- haka tak pięknie, że tamten zapomniał w ogóle języka w gębie. Ja już dawno mówię, że czas grzeczności i uprzejmości się skończył. Co napisał wieszcz? „A gwałt niech się gwałtem odciska.” Z pisowskim okupantem się nie rozmawia, z pisowskim okupantem się walczy. A idiotów głosujących na pis szanować nie będę. Gówno mnie obchodzi, że biedni ludzie, ogłupiani przez kurwizję. Serdecznie życzę tym idiotom, żeby wreszcie poczuli PRAWDZIWĄ nędzę, do której nieuchronnie zmierzamy. I wtedy głupi ludzie dopiero przejrzą na oczy. A ci, którzy tak kochają pisiorów, najbardziej będą ich wyklinać. Debil zrozumie coś dopiero wtedy, kiedy nie będzie miał co do gara włożyć. A cała reszta niech skrzętnie zbiera wszystkie nadwyżki finansowe, jeżeli tylko się pojawią, Nie wydawać na głupstwa, tworzyć poduszkę finansową na trudne czasy. No i przede wszystkim – nie ukrywać swoich poglądów. Jeżeli komuś się nie podobają – niech spada na bambus, to jego problem. Ja na co dzień noszę w klapie marynarki znaczek KONSTYTUCJA. I każdy wie, że jestem lewak, ubek, gorszy sort, żyd, pedał, komuch i co tam jeszcze chory pisior wymyśli. I JESTEM Z TEGO DUMNY. 
03 09 2020 Domniemany znajomy Banasia zatrzymany. Policjantów przywitał z siekierą.
Wiesław K. ps. Simon miał mieć rzekomo bezpośredni numer do Mariana Banasia. Mężczyznę przedstawiono w reportażu „Superwizjera” na temat kamienicy szefa NIK, w której miał się znajdować tzw. hotel na godziny dla prostytutek i ich klientów. W programie TVN-u „Simon” dzwonił do Banasia i zwracał się do niego per „ty”. Również były polityk PiS potwierdził, że ten się z nim kontaktował. O domniemanym znajomym Banasia znowu stało się głośno za sprawą prokuratury. Śledczy postawili mu nowe zarzuty związane z groźbami wobec biznesmena z Małopolski. „Simon” miał zmuszać go groźbą i przemocą do zwrotu długu. „Simon” został zatrzymany w lutym bieżącego roku i – jak podaje stacja TVN 24 – sprawiał problemy jeszcze w trakcie odwiedzin policjantów w jego mieszkaniu. Mężczyzna miał rzekomo powitać ich z siekierą w dłoni. Niebezpieczne narzędzie odłożył dopiero po tym, gdy funkcjonariusze przeładowali broń i pokazali legitymacje. Po przewiezieniu do prokuratury „Simonowi” postawiono zarzuty z art. 191. Kk.
„Wydział I Śledczy Prokuratury Okręgowej w Krakowie prowadzi śledztwo przeciwko Wiesławowi K., w toku którego podejrzanemu przedstawiono zarzut stosowania przemocy wobec ustalonej osoby, celem zmuszenia jej do zwrotu wierzytelności” – potwierdził rzecznik prokuratury w Krakowie.
„Simon” miał grozić biznesmenowi, że odetnie mu rękę, jeśli ten nie odda mu długu. Akt oskarżenia w tej sprawie, według śledczych, trafi do sądu w tym miesiącu. Trzeba przy tym nadmienić, że to niejedyne kłopoty „Simona”, ponieważ mężczyzna w lipcu br. został skazany przez sąd w Krakowie za przywłaszczenie auta o wartości 5 tys. zł. Przywłaszczenie również miało być sposobem odzyskania długu. Wiesław K., zgodnie z decyzją sądu, musi  zapłacić 5 tys. zł na rzecz państwowego Funduszu  Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. „Simon” za podobne przestępstwo odpowiadał już przed sądem w maju 2017 r., kiedy został skazany za naruszenie nietykalności i stosowanie gróźb na karę 1600 zł grzywny. Dziennikarz W. Bojanowski ustalił, że sąd w Elblągu skazał wcześniej „Simona” za groźby względem innego dłużnika – ten, aby odzyskać dług w wysokości 1000 zł, groził swojej ofierze odcięciem ręki i zgwałceniem mu córki.
Źródło: tvn24.pl
Za hulajnogę policja powaliła na chodnik, i zakuła w kajdanki, a za grożenie siekierą „pogłaskała po głowie”, bo to „Wielki Pan” znajomy jeszcze „Większego Pana”!?
Jeden z pasażerów miejskiego autobusu próbował przewieźć hulajnogę elektryczną. Na miejscu pojawiła się policja. Funkcjonariusze poinformowali mężczyznę o tym, że może dalej jechać bez hulajnogi lub opuścić pojazd. Mężczyzna usłyszał również, że jeśli nie wykona ich polecenia, użyte zostaną środki przymusu bezpośredniego. Ostatecznie mężczyzna został obezwładniony i wyprowadzony z autobusu. Na przystanku policjanci położyli 35-latka na chodniku i zakuli w kajdanki. Wszystkiemu przyglądały się dzieci mężczyzny, które głośno krzyczały i płakały.

03 09 2020 Nowa strategia na koronawirusa.
Dzisiaj Ministerstwo Zdrowia przedstawia strategię działania na jesień. Resort szykuje się na wzrost epidemii zarówno grypy, jak i koronawirusa, co może oznaczać ok. sto tysięcy pacjentów każdego dnia. Ministerstwo mniej zajmuje się obecnie restrykcjami w sklepach, restauracjach czy na imprezach kulturalnych. Nie będzie obowiązku noszenia maseczek poza miejscami obecnie objętymi nakazem. „Jesienna strategia Ministerstwa Zdrowia niemal w całości poświęcona jest procedurom postępowania służby zdrowia – reguluje pracę szpitali, liczbę placówek jednoimiennych (walczących z chorobami zakaźnymi), sposób przyjmowania pacjentów i izolowania chorych” – pisze money.pl. Nowa strategia ma być bardziej elastyczna i zależeć od charakteru pandemii oraz umiejscowienia jej ognisk. Minister zdrowia Adam Niedzielski na konferencji prasowej omawia „ścieżkę dla pacjentów” i procedury dla szpitali oraz przychodni. Ścieżka ma wyznaczać precyzyjnie poszczególne kroki pacjenta podejrzanego o chorobę Covid-19. Nie ma więcej możliwości, by takie osoby wędrowały same do szpitala na badania. Wstępna selekcja należeć ma do lekarzy rodzinnych, którzy powinni rozpoznać objawy zakażenia koronawirusem od grypy czy przeziębienia. Lekarze dostaną jasną listę objawów, znacznie szerszą niż ta powszechnie znana.
Zachowane zostaną dotychczasowe podziały na trzy różne strefy. Dzięki temu tam, gdzie wzrost zakażeń jest minimalny lub zerowy, mieszkańcy nie będą narażani na frustrujące restrykcje. Jesienna strategia zakłada również zachęcanie Polaków do szczepień przeciwko grypie. Dla osób starszych szczepionki będą częściowo lub całkowicie refundowane.
Wydaje się, że ministerstwo dość trafnie przeprowadziło diagnozę dotychczasowych słabości systemu. Do tej pory największy ciężar pracy z pacjentem podejrzanym o Covid-19 przypadał na Sanepid, który z pandemią sobie nie poradził. Miejmy nadzieję, że nowa strategia będzie skuteczniejsza niż dotychczasowe działania poprzedniego ministra zdrowia.  - Ta strategia jest, błędna jeżeli chodzi o śledzenie zakażeń, po prostu dajemy wirusowi pójść na całość, a my jedynie będziemy leczyć chorych i monitorować liczbę hospitalizacji, ale zapominamy o śledzeniu zakażeń, co jest najważniejsze w kontrolowaniu epidemii, poza obostrzeniami.
Źródło:money.pl
Epidemia, a zakłady pogrzebowe plajtują!? Kolejne rozporządzenia, a przychodnie nadal pozamykane przed pacjentami!? Recepty, badania przez telefon, science fiction!? A śmieliśmy się jak uzdrawiano przez ekran telewizyjny!?
„Sto tysięcy pacjentów każdego dnia” - no to będziemy mieli regularną wojnę!?

03 09 2020 Sasin…..i wszystko jasne.
Przez krótką chwilę zrobiło mi się żal Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych. Skąd wzięło się wspomniane uczucie? Ano ze współczucia. Mamy już 3.września a on zupełnie nie ma pojęcia jak będzie wyglądał świat po rekonstrukcji rządu. W trakcie dzisiejszej rozmowy na antenie RMF FM stwierdził: „Dzisiaj mówienie o tym, kto będzie się czym zajmował, jest absolutnie przedwczesne”. Taki stan rzeczy musi być frustrujący. Wróćmy jednak do wspomnianej rozmowy. W jej trakcie pojawił się temat stryja urzędującego prezydenta a właściwie jego członkostwa w radzie nadzorczej PKP CARGO. Tutaj niespodzianka bo Sasin ujawnił, że to on stoi za decyzją o umiejscowieniu Antoniego Dudy we wspomnianej radzie. Następnie pojawiło się zapewnienie, które, mam nadzieję, uspokoiło nas wszystkich: „To, że jest stryjem prezydenta, w niczym mu nie pomogło”– donosi rmf24.pl
Dalsza część rozmowy przynosi jednak, w mojej ocenie, dosyć niepokojące stwierdzenia: „(..) to, że jest byłym posłem PiS [Antoni Duda-przyp.Koduj24.pl], to jest dodatkowy argument za tym, żeby jego kompetencje traktować poważnie, bo ma nie tylko kompetencje zawodowe, ale też pewne kompetencje społeczne, cieszy się społecznym zaufaniem”. Czy powyższe oznacza, że najważniejszą kompetencją do obejmowania intratnych stanowisk w Polsce jest przynależność do PiS?
Nie, żebym się tego nie domyślał. Po prostu czasami szczerość przedstawicieli władzy zupełnie mnie rozbraja. Ten fragment rozmowy kończy ciekawa deklaracja ministra Sasina: „jestem przeciwnikiem nepotyzmu, staram się, żeby w Ministerstwie Aktywów Państwowych go nie było, nie zawsze się to udaje”. Dwa wątki: konstytucyjny minister rządu RP publicznie składa oświadczenie, że jest przeciwnikiem nepotyzmu…Pytam: czy w normalnie funkcjonującym kraju takie oświadczenie jest na miejscu? Czy rzecz nie jest oczywistą sama przez się? Wątek drugi: czy minister panuje nad swoim ministerstwem skoro publicznie stwierdza, że nie zawsze udaje mu się zapanować nad przejawami nepotyzmu w swoim zawodowym otoczeniu? Takie refleksje po wysłuchaniu kilku zdań wypowiedzianych przez Jacka Sasina..
Źródło:rmf24.pl
- Wieża Sasina postawiona z druków wyborczych miałaby wysokość 30 km!? Wycięto Puszczę Białowieską, by je wydrukować!?
- Ileż to już razy ta Pospolita Rzecz podejmowała walkę z tym samym od wielu, wielu dziesięcioleci wrogiem i zawsze z marnym skutkiem. Wpierw walczono z kolesiostwem by wnet likwidować kumplostwo jednak zaraz kumoterstwo się pojawiło które to bardzo szybko w kliki się przeobraziło. Długo jednak kliki nie wytrwały zaraz dać miejsce koneksją i koligacją musiały które to jednak przed nepotyzmem wnet skapitulowały. 
Z forum: Dowcip roku: "Nie będziemy w Ministerstwie Aktywów Państwowych tolerować nepotyzmu rozumianego w ten sposób, że ktoś dostaje intratne posady w spółkach, w radach nadzorczych tylko dlatego, że jest rodziną jakiegoś polityka." 
02 08 2020 Fundacja PZU wspomaga Rydzyka i Pietrzaka, choć zgodnie z regulaminem, ma zakaz wspomagania partii politycznych oraz „celów religijnych i politycznych”.
Po wygranych wyborach, jednym z priorytetów PiS było obsadzenie swoimi ludźmi wszystkich spółek z udziałem skarbu państwa i związanych z nimi fundacji. Tak się stało m. in. z PZU i działającą od 1997 roku fundacją, której celem było finansowanie projektów wspierających rodzinę i osoby, które znalazły się w trudnej sytuacji, ofiary katastrof i klęsk żywiołowych, podtrzymywanie tradycji narodowej oraz wspomaganie działań związanych z kulturą, pomocą społeczną, zdrowiem, integracją czy edukacją. Fundacja PZU wyłania beneficjentów drogą konkursu dotacyjnego, ale ma też możliwość decydowania poza konkursem, które projekty zamierza wesprzeć. I tutaj ciekawostka. Punkt trzeci regulaminu przyznawania dotacji pozakonkursowych mówi wyraźnie, że fundacja nie wspomaga tych projektów, których celem jest „działanie na rzecz osiągnięcia zysku, wspieranie i wywieranie wpływu na procesy legislacyjne lub na wyniki jakichkolwiek wyborów powszechnych. Ma też zakaz wspomagania partii politycznych oraz „celów religijnych i politycznych”. Tymczasem beneficjentami fundacji jest fundacja Lux Veritatis Tadeusza Rydzyka oraz Towarzystwo Patriotyczne – Fundacja Jana Pietrzaka. Jak to się ma do tego właśnie, trzeciego punktu regulaminu? Fundacja PZU przekazała Rydzykowi do tej pory ponad 6 mln. zł. Pieniądze do jego kieszeni płyną wartką strugą, choć nie raczył się on rozliczyć z wcześniejszych dotacji i nikt właściwie nie wie, na co faktycznie poszły przekazane mu pieniądze. Towarzystwo Patriotyczne Pietrzaka załapało się już na milion złotych, z czego zorganizowano koncerty i imprezy o charakterze patriotycznym, ściśle realizujące poglądy polityczne i wpisujące się w retorykę PiS.
Dziennikarze „Gazety Wyborczej” zadali Fundacji PZU kilka pytań, m. in. „Jaki jest budżet Fundacji? Ile pieniędzy od 2016 roku przekazano Fundacji ojca Rydzyka i ile dostał Jan Pietrzak? Jakie było uzasadnienie przekazania pieniędzy w tych obu przypadkach? Czy p. Pietrzak i o. Rydzyk rozliczyli się z dotacji? Na co dokładnie wykorzystano pieniądze?”, ale na rzetelną odpowiedź nie można było liczyć. „Fundacja PZU działa zgodnie z przepisami prawa i swoim statutem. Wszystkie środki są przekazywane i rozliczane zgodnie z obowiązującymi przepisami, a szczegółowe informacje o działalności są przestawiane corocznie w sprawozdaniu finansowym fundacji” i tyle w temacie. Czy rzeczywiście Fundacja PZU działa zgodnie ze swoim regulaminem, można mieć wątpliwości. Jak pisze jeden z internautów, „to jest mafia. Ośmiornica. Jeden wielki finansowy przekręt. Nepotyczne, kryminalne rządy kolesi. I opozycja która nie potrafi nic z tym zrobić”. Trudno nie przyznać mu racji.
Źródło: wyborcza.pl
"Fundacja PZU wbrew własnemu "Regulaminowi udzielania dotacji pozakonkursowych" wspiera finansowo fundacje Jana Pietrzaka i Tadeusza Rydzyka. Ta pierwsza dostała w ciągu ostatnich 4 lat ponad milion złotych. Ta druga ponad 6 milionów"

02 09 2020 Brak podwyżki i kwitnący nepotyzm zaczyna coraz bardziej wkurzać posłów PiS.
Posłom z PiS puszczają już nerwy. Podwyżki ich uposażenia utknęły w martwym punkcie, a do tego wzburzyła ich „informacja, że żona wiceministra cyfryzacji Adama Andruszkiewicza została prezesem jednoosobowego zarządu państwowej Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu, gdzie roczne wynagrodzenie zarządu wynosi 175 tys. zł”. Dziwne, bo jakoś im ten nepotyzm do tej pory nie przeszkadzał, a teraz jednak aż kłuje w oczy. Stąd i ostra reakcja na kolejne intratne stanowiska, w tym dla stryja prezydenta czy żony Ziobro. Zapewne nie mieliby tak emocjonalnego stosunku do tych awansów, gdyby udało się przeforsować ich podwyżki. W końcu to takie „marne” pieniądze i za chwilę zabraknie fachowców w ławach poselskich i senatorskich, bo komu za taką kasę będzie się chciało tyle pracować? Tak twierdzi senator PiS, Józef Łuczak, a wspiera go senator Jan Maria Jackowski, który uważa, że prezes musi się pochylić nad tym problemem i wreszcie coś zrobić. Może chociaż przywrócić uposażenia do poziomu sprzed obniżki?
Jak informuje „Gazeta Wyborcza” sprawą ma się zająć Ryszard Terlecki. Przyznaje on, że nie będzie łatwo, bo po wstępnych rozmowach z liderami PSL i Lewicy usłyszał zdecydowane „nie”. Nie zamierza jednak odpuścić i już w przyszłym tygodniu planuje zorganizować spotkanie z liderami wszystkich klubów i kół. Proponowałabym rozmówcom Terleckiego nagrać całą rozmowę, by w razie czego nie dać się wkręcić i mieć czarno na białym, komu na tych podwyżkach faktycznie zależy.
Źródło: interia.pl
- Ci na szczytach władzy w pogoni za pieniądzem zapominają co to znaczy przyzwoitość!?
- Jak im mało płacą to nich idą ulotki roznosić, tam więcej zarobią!? Za niecałe 3 tys zł muszę utrzymać czteroosobową rodzinę, a oni na głowę mają kilka razy więcej i płaczą ze im mało!?
Z forum: - Jak donosi GW powstaje bunt w szeregach posłów PiS przeciwko niskim wg. nich zarobkom w Sejmie, a których rodziny nie otrzymały posad w spółkach skarbu państwa. Mam dla was posłowie przekaz któregoś tam dnia: do polityki nie idzie się dla pieniędzy- wasz prezes.
- Dla idei trzeba pracować, nie tylko dla pieniędzy... To Karczewski powiedział...
- Po cichu w szeregach parlamentarzystów PiS rośnie bunt przeciwko "niskim zarobkom". Kolejne doniesienia o nepotyzmie "dobrej zmiany" wyraźnie irytują tych polityków partii rządzącej, których bliscy nie mają fuch w spółkach skarbu państwa.
- Kwintesencją tego wszystkiego jest rozmowa, jaką niedawno odbyłem z pewnym zwolennikiem PiSu. Na zarzut, że kradną, odparł – „kradną, ale się dzielą. I o to chodzi’ – dodał. Na tym rozmowę zakończyłem. Dyskusja z burakiem jest niemożliwa. Debil zrozumie, jak będą dalej kraść, a przestaną się dzielić, bo już nie będzie czego dzielić.

02 09 2020 Czarne chmury nad Ziobrą? Jest zawiadomienie do prokuratury w jego sprawie.
Krzysztof Śmiszek z Lewicy poinformował dziś o złożeniu zawiadomienia do prokuratury w sprawie ostatnich działań ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Chodzi konkretnie o przeznaczenie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości na rzecz gminy Tuchów, która została pozbawiona wsparcia ze strony Unii Europejskiej. Wspomniana gmina podpadła wspólnocie ustanowieniem „strefy wolnej od LGBT”.  Urzędnicy resortu sprawiedliwości w połowie sierpnia wręczyli samorządowcom z Tuchowa symboliczny czek na kwotę 250 tys. zł. Lewica wskazuje na to, że ministerstwo postąpiło niezgodnie z obowiązującym prawem, ponieważ gmina Tuchów nie złożyła wniosku kwalifikacyjnego i nie przeprowadzono konkursu.
„Z uwagi na to, że tego typu działanie ministra Ziobry jest ewidentnym nadużyciem prawa i ewidentnym nadużyciem kompetencji, dzisiaj składam w imieniu klubu Lewicy wniosek o ściganie tego czynu przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie. Nie może być tak, że minister sprawiedliwości, który winien stać na straży przestrzegania prawa, to prawo łamie” – zapowiedział Śmiszek. Poseł dodał również, że zawiadomienie dotyczy artykułu 231. Kodeksu karnego: „Zarzucamy ministrowi Ziobrze przekroczenie uprawnień funkcjonariusza publicznego. To przekroczenie ma polegać m.in. na tym, że podjął decyzję o wydatkowaniu środków publicznych w znacznej kwocie, kwocie 250 tys. zł, z takim bardzo prymitywnym i oczywistym naruszeniem procedur, które rządzą się wydatkowaniem środków publicznych”. Śmiszek jeszcze pod koniec sierpnia złożył wniosek o kontrolę do urzędników NIK. Chce on, by sprawdzono czy środki z Funduszu Sprawiedliwości są wydawane w prawidłowy sposób. Organ ten – w teorii – powinien wspierać ofiary przestępstw, lecz w praktyce służy raczej do finansowania ideologicznych sojuszników Ziobry.
Źródło: dziennik.pl
- Zawiadomienie do prokuratury dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa przez prokuratura generalnego. Cóż, pan Ziobro jest w tym kraju nie do ruszenia.
- Kto dziś podskoczy, kiedy Ziobro trzyma łapę na (nie)sprawiedliwości. Kto się wychyla i przed szereg wychodzi tego Ziobro natychmiast uziemia.
- Kilka lat temu pisałem: Ciekawe czy poseł Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że Ziobro skoczy mu wreszcie do gardła?
Z archiwum: Czy państwo polskie ma problem? Czy Patrycja Kotecka miała jedenaście lat temu kontakty z półświatkiem? Czy to przestępcy kazali jej zbliżyć się do Zbigniewa Ziobry?
Takie zarzuty stawia żonie ministra sprawiedliwości jeden z byłych członków gangu pruszkowskiego, świadek koronny Piotr K., pseudonim „Broda”, który dla środowiska PiS jeszcze niedawno był bardzo wiarygodnym człowiekiem. Bo jeśli byłoby tak, że Patrycja Kotecka „miała służyć gangsterom do rozpracowywania różnych środowisk”, a „kontakt ze Zbigniewem Ziobro nawiązała na zlecenie mafii”, to byłby nie tylko skandal, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczna dla bezpieczeństwa państwa sytuacja. 
31 09 2020 „Przeciwnikom w Polsce jego mit chyba już udało się zniszczyć” – nie, nie udało się. I się nie uda. 
Działania Wałęsy to nie mit, to fakty przekute w zasługi. W „Gazecie Wyborczej” ukazał się bardzo ciekawy wywiad z prof. Andrzejem Friszke, wykładowcą w Collegium Civitas, członkiem korespondentem PAN, badaczem antykomunistycznej opozycji w Polsce. Odniósł się w nim głównie do powszechnej dzisiaj nagonki na Lecha Wałęsę i próby zdyskredytowania go w oczach społeczeństwa przez obóz władzy i jego sprzymierzeńców. Profesor Friszke jest przekonany, że decyzja, by to właśnie Wałęsa stanął na czele strajku i potem, rodzącej się Solidarności, była całkowicie słuszna. Przemawiało za tym jego doświadczenie z poprzednich strajków, działalność opozycyjna przed 1980 rokiem, jego charyzma i autorytet. Jak mówi Friszke, Wałęsa „był przywódcą, a jednocześnie swoim człowiekiem, Leszkiem” i wówczas, w sierpniu 1980 roku nie było nikogo, kto byłby w stanie pociągnąć za sobą miliony. Dodatkowym jego atutem była rodzina, co pokazywało go jako człowieka statecznego, nie narwańca.
Twierdzenie, jakoby Wałęsa był tylko twarzą negocjacji jest według profesora bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe. Zwraca on uwagę na to, że te „negocjacje toczyły się przy otwartej kurtynie, więc nikt nie mógł suflować Wałęsie, to on je prowadził i przemawiał, przedstawiając racje strony strajkującej. Był bardzo skuteczny i przekonywający”. Owszem, wspierał się on na radach i sugestiach swego zespołu doradców, w którym byli m. in. Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek, ale cały ciężar rozmów spoczywał na nim i od jego umiejętności negocjacyjnych zależał końcowy sukces.
Profesor Friszke nie może pogodzić się z tymi bzdurami, jakie wygadują różni fantaści, zupełnie nie znający realiów ówczesnej Polski. Uważa, ze tylko dzięki temu, iż zarówno Wałęsa jak i cały ruch był pozbawiony przemocy i walczył z władzą przewidywalnymi środkami nacisku, nie doszło do rozlewu krwi i zduszenia ruchów wolnościowych w całej Europie Wschodniej. Boleje on bardzo nad tym, że Wałęsa na całym świecie jest symbolem wolności, a u nas w kraju, celem ataku małych ludzi, którzy zniszczyli mit „Solidarności” i „tych, którzy próbują dziś fałszować historię Sierpnia, oskarżam o to, że zniszczyli legendę najważniejszego ruchu społecznego nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie Wschodniej. Zrobili to w imię jakichś marnych, egoistycznych i jednostkowych interesów i tępej zawiści”.
Na zarzut przeciwników Wałęsy, którzy uważają dzisiaj, że  nie trzeba było iść z władzą na kompromis, bo komuna i tak by upadła, odpowiada krótko. „Najlepiej byłoby zostawić stos trupów, wtedy byłoby do kogo chodzić na cmentarz. Na szczęście „Solidarność” tak nie myślała i dzięki temu doszliśmy do niepodległego i demokratycznego państwa”. No cóż, taka to cecha dzisiejszego obozu władzy. Usiłuje wygumkować Lecha Wałęsę z kart historii i zamienić prawdę w kłamstwo, bo potrzebuje przestrzeni na osadzenie polskich dziejów najnowszych swoimi „bohaterami” i „legendami”, a to typowe działanie dla każdego rządu autorytarnego, o totalitarnym już nawet nie wspomnę. Jednak, jak słusznie zauważył jeden z internautów, „”przeciwnikom w Polsce jego mit chyba już udało się zniszczyć” – nie, nie udało się. I się nie uda. Przede wszystkim dlatego że działania Wałęsy to nie żaden mit, lecz fakty przekute w zasługi. Na zawsze tak zostanie. Może chwilowo będzie jak z propagandą PRL w sprawie Katynia czy z chociażby Grudnia ’70, ale finalnie i tak się nie uda. Historia pamięta i Poeta pamięta”
Źródło: wyborcza.pl
- Solidarność była ruchem robotniczym dopóki nie przejął jej Geremek ze swoimi towarzyszami wyprzedawczykami którzy sprzedali majątek narodowy gromadzony przez pokolenia za czapkę ulęgałek, i ogłosili to jako wielki sukces. Dziś antyzwiązkowiec Duda stoi na czele Solidarności i broni interesów Wielkich Panów, nowobogackich, którzy nagle po 1989 roku się wzbogacili!?
Z forum: To przecież Jarosław Zbawca Polski wspiął się na bramę stoczni z informacją o podpisaniu porozumień. Niedługo IPN udostępni zdjęcia z tego wydarzenia.
Kto jak kto, ale Kaczyński powinien najlepiej wiedzieć, że pewnych rzeczy nie da się ukraść. Nie da się ukraść Księżyca, i nie da się ukraść historii.

31 08 2020 Kaczyński bierze się za opanowanie kryzysu wewnątrz koalicji.
Nawet awaria „Czajki” i próba zrobienia z tego tematu numer jeden, nie ukryje tego, co w tym tygodniu wydaje się najważniejsze. To rekonstrukcja rządu, a właściwie spór między koalicjantami o stanowiska, co jednocześnie jest sporem o wpływy w Zjednoczonej Prawicy. Jedno jest pewne. Konflikt między koalicjantami trwa w najlepsze. Walka „o podział ministerstw i strukturalne zmiany w administracji państwowej, rozbieżności na tle programowym czy światopoglądowym, spory dotyczące bieżących wydarzeń” i ta wojenka tylko pogłębia chaos, nad którym musi zapanować prezes Kaczyński. Stąd jego decyzja o powrocie z urlopu. Trzeba przyznać, że czeka go trudne zadanie, bo musi na nowo ułożyć relacje z Ziobro i Gowinem, co wcale nie wydaje się takie proste w sytuacji, gdy każdy z koalicjantów chce uszczknąć dla siebie jak najwięcej. Dla jednego z członków Porozumienia, sprawa jest jasna. „W poprzedniej i tej kadencji na mocy umowy koalicyjnej Porozumienie brało odpowiedzialność za dwa ministerstwa, tak samo jak Solidarna Polska. Tak jak Solidarna Polska może wskazać Prokuratora Generalnego [jest nim Zbigniew Ziobro – przyp. red.], tak samo Porozumienie powinno, tak jak dotąd, móc wskazać jedną osobę, która oprócz kierowania resortem będzie pełniła funkcję wicepremiera” i nie ukrywa, że jest za powrotem Gowina do rządu. Również dla Ziobry Gowin wydaje się lepszą opcją niż pozostawienie w rządzie Emilewicz, która niedawno przyznała, że Porozumienie powinno stać się zapleczem politycznym premiera, a to się panu Ziobrze wybitnie nie spodobało. Podobnie zapewne myśli i Jarosław Kaczyński, który zdaje sobie sprawę, że pozostawienie Gowina poza rządem to pozwolenie, by stał się on ostrym recenzentem nowej Rady Ministrów, a na to prezes nie może pozwolić. Jeśli taka będzie jego decyzja to zapewne pożegnamy się z panią Emilewicz, bo w rządzie nie będzie miejsca na dwóch przedstawicieli Porozumienia. Jednak to nie Porozumienie spędza Kaczyńskiemu sen z oczu, ale Solidarna Polska Ziobry. Ponoć prezes jest już mocno zirytowany nadaktywnością Ziobrystów. Próbuje więc ich postraszyć ewentualną koalicją z PSL, co już dzisiaj jest nieaktualne, oraz ogranicza „uczestnictwo polityków Solidarnej Polski w programach w TVP, a do mediów co dzień wypuszczane są kontrolowane przecieki: o scenariuszu przyspieszonych wyborów do parlamentu i stworzeniu nowej większości parlamentarnej bez Ziobry („DGP”), rozważaniu przez Kaczyńskiego usunięcia partii ministra sprawiedliwości z rządu („Rzeczpospolita”) czy wręcz próbach likwidacji Solidarnej Polski i przejęcia jej posłów przez PiS („Polityka”)”. Tak więc sporo się dzieje, ale jeden z polityków PiS uspokaja. „Bez obaw. Nie będzie separacji z kolegami z „SolPolu”. Dzięki nim wyglądamy jak posłannicy pokoju”. No cóż, byłabym hipokrytką, gdybym życzyła Kaczyńskiemu powodzenia w misji utrzymania jedności koalicji.
Źródło: wp.pl
Zatem kto za Morawieckiego sam prezes!? W każdej plotce jest odrobina prawdy, Kaczyński po to robi rekonstrukcję rządu by przygotować miejsca dla tych co przejdą na jego stronę!?
Z forum: - Mało prawdopodobne, żeby doszło do dalszego zaostrzenia sporu między SP/Ziobrą a Kaczyńskim i Morawieckim. Zarówno jedni i drudzy mają tego świadomość, że rozpad ZP nie będzie im służył, tylko opozycji, której byłyby teraz na rękę przedterminowe wybory parlamentarne.
- Dość już tych nazistowskich mord w rządzie kraju, który walczył o normalność. Kaczyński, Ziobro i tym podobni delikwenci powinni siedzieć za kratkami, nie piastować ważne urzędy państwowe. Dość tej targowicy!!!!
- Czekam na ponowny brak pieluchomajtek. Obraz zeszczanych spodni bezcenny. Dziadziu, uwolnij Polskę od siebie ! Polecam DPS albo DS.
- Z każdego urlopu kiedyś się wraca, a Kaczyńskiemu pewnie skończył się zapas suchych spodni. Jak co roku o tej porze bajeruje się nas tymi nudnymi jak flaki z olejem gierkami. „Bez obaw. Nie będzie separacji z kolegami z „SolPolu”. Dzięki nim wyglądamy jak posłannicy pokoju”. I to jest sedno tej ustawianej wojny wewnątrz prawicy. . „Kochajcie Kaczyńskiego, bo przyjdzie Ziobro i was zje.”. A idźcie wszyscy w PiS, że tak to delikatnie ujmę. 
30 08 2020 Oczyszczalnia Czajka, pożywka dla propagandy.
„Pomysł przeprowadzenia tego kanału pod Wisłą to są jeszcze lata 2005-2006, czyli lata rządów PiS w Warszawie” - powiedziała w "Śniadaniu w Polsat News" Barbara Nowacka (KO). Z pewnością kolejna awaria rurociągu przesyłowego ścieków pod Wisłą to duży problem dla dzisiejszych władz Warszawy. Ale by nie ulec praniu mózgu należy zadać sobie proste pytanie, czy można oskarżać właściciela za błędy konstrukcyjne posiadanego przez niego samochodu? Obecne władze odziedziczyły tę oczyszczalnię po poprzednich i jeśli za coś mają odpowiadać, to za błędy popełnione za czasów ich rządów. Jeśli mamy obwiniać prezydenta Warszawy o awarię to musimy winnych szukać między poprzednimi prezydentami Lechem Kaczyńskim i Hanną Gronkiewicz Waltz. Jak myślę wielu nie zdaje sobie sprawy jak wygląda przebieg procesu tworzenia takich inwestycji. Po podjęciu decyzji iż dany obiekt jest potrzebny opracowuje się różne projekty koncepcyjne, gdzie rozważa się za i przeciw różnych rozwiązań., Koncepcję dla tej inwestycji opracowywano od roku 1999 i rozważano dwa rozwiązania, dwie oczyszczalnie lub jedna i kolektor przesyłowy. Druga oczyszczalnia planowana była na terenach dawnej Huty Warszawa. Rozwiązanie z jedną oczyszczalnią przyjęto w 2005, za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W dużym stopniu zaważyły względy finansowe. Po wybraniu koncepcji, następuje faza przygotowawcza, projektowa a następnie wykonawcza (lata 2008-2012). W tym czasie wybiera się rozwiązania techniczne, wykonawców prac, dostawców rozwiązań, ale główne założenia są już dla projektantów „biblią”. Tego się już nie zmienia, chyba, że podjęta zostanie decyzja o przerwaniu inwestycji. Dziś wydaje się lepszą była budowa dwóch oczyszczalni ale ta przepadła. Niestety metoda łatania dziur rozwiązaniami prowizorycznymi często kończy się źle.
Czy była ona błędna? Tu zdania są podzielone, faktem dziś dającym się we znaki władzom Warszawy jest iż koncepcja swobodnego przepływu i może przyjęta technologia budowy kolektora okazała się błędna. Z pewnością druga awaria kolektora wskazuje iż pilnie należy powrócić do pierwotnego pomysłu budowania oczyszczalni na terenach huty, dziś Acelor Mittal, która przejęłaby ścieki z lewobrzeżnej Warszawy. Tyle, że najpierw należy przywrócić dotychczasową instalację do stanu użyteczności. Bo jak widać nawet przy dużym pośpiechu Warszawa trwałego rozwiązania nie może spodziewać się wcześniej niż za 5 lat. Nie jest mądrym przypisywanie błędów technicznych politykom, choć często przy inwestycjach lubią się tymi inwestycjami chwalić, ale nie ma niczego gorszego jak sytuacja gdy to polityk podejmuje decyzje a nie specjaliści. To tylko propagandowe rozgrywki. Ale jeśli już chcemy przypisywać tę awarię Lechowi Kaczyńskiemu czy też Hannis Gronkiewicz Waltz, to najpierw trzeba rozstrzygnąć pytanie, co zawiniło koncepcja czy też wykonawstwo.
Źródło: niepoprawni.pl
Oczyszczalnie wybudowano tak jak na to pozwalały możliwości finansowe Warszawy!? Ciekawe jak teraz z fuszerki wytłumaczy się projektant i wykonawca!? Co dalej: Próba poprawienia dzieła spapranego od samego początku kończy się ostatecznie jego totalnym spapraniem. Tyle mówi jedno z praw Murphy'ego  
29 08 2020 Szumowski pływa jachtem milionera. Czy Rząd opóźnił zamknięcie granic, żeby mógł wrócić z wakacji?
Po ciężkiej pracy każdemu należy się wypoczynek. Jedni dzięki bonowi turystycznemu mogą tłoczyć się na słynnej plaży nr 1 we Władysławowie, inni, których na to stać – mogą sobie zafundować rejs prywatnym jachtem po Kanarach. Były minister zdrowia, Łukasz Szumowski należy do tych drugich. Jak ustalił Super Express, nie jest to bynajmniej jego własny jacht. Luksusowa jednostka, pływająca pod kanadyjską banderą, należy do biznesmena i konsula honorowego Islandii w Polsce, Bogusława Krzysztofa Szemiotha. Obaj panowie wspólnie zabawiają się pływaniem wokół Wysp Kanaryjskich.
Właściciel jachtu zasiada w zarządzie spółek Atlantex i Północnoatlantyckiej Organizacji Producentów z siedzibą w Warszawie, zajmującej się połowami na Północnym Atlantyku. Zysk spółek, w których pojawia się Bogusław Szemioth wynosi – jak podaje KRS – 25,9 mln zł. Z byłym ministrem zdrowia łączy go przynależność do Zakonu Kawalerów Maltańskich, organizacji założonej w średniowieczu do obrony pątników udających się do Ziemi Świętej. Zarówno zakonni, jak świeccy członkowie organizacji zobowiązani są do prowadzenia życia zgodnego z zasadami chrześcijaństwa i wykazywaniem się miłosierdziem wobec potrzebujących. „Przynależność do Zakonu zobowiązuje do krzewienia wiary chrześcijańskiej (…), jak też do pracy dobroczynnej oraz do służenia pomocą innym.” – czytamy na stronie zakonu. Były minister zdrowia, po spełnieniu miłosiernych uczynków sprowadzenia do Polski najdroższych nieatestowanych maseczek i niewidzialnych respiratorów, zasłużył najwyraźniej na luksusową nagrodę już w życiu doczesnym. Rozumiemy, że w podróży obaj panowie spędzają dnie na krzewieniu zasad chrześcijaństwa. Oczywiście zachowując dystans społeczny, bo przecież wirus nie słabnie. W Hiszpanii między 13 a 23 sierpnia notowano do 7 tysięcy zachorowań dziennie (na podst. https://www.worldometers.info).
Dlatego też rząd był gotów ogłosić już wczoraj listę 63 krajów, objętych zakazem lotów do Polski. Na tej liście była także Hiszpania, gdzie spędzanie wakacji szczególnie odradzał minister zdrowia Szumowski: „o takich wakacjach, jakie mieliśmy do tej pory, możemy zapomnieć”! My – zwykli, szarzy obywatele – na pewno. Tymczasem rząd zorientował się, że Wyspy Kanaryjskie to też Hiszpania, i – niby przypadkiem – szybko przesunął termin zakazu o tydzień. Czy chodziło o to, aby umożliwić powrót byłemu ministrowi? – Dopytują się internauci. Jak widać, w Polsce znowu są równi i równiejsi.
Źródło koduj24.pl
Nie wiem jak wy, ale ja w takie bezinteresowne zaproszenie na rejs luksusowym jachtem nie wierzę!? Czego się wkrótce dowiemy!?
Z forum: - Donald Tusk: Nie wiem, skąd pretensje do pana Szumowskiego za zdjęcia na jachcie milionera. Przecież dwa tygodnie temu mówił, że jest żeglarzem i nie opuści pokładu w trudnej sytuacji.
- Pretensje? Tylko troska, żeby pan minister cały i zdrowy wrócił, bo podobno mają granice zamykać
- Na jachcie odetchnie pełną piersią od syfu, jaki po sobie zostawił. 
29 08 2020 Zakazy są po to, żeby je łamać. Nawet swoje.
Premier Mateusz Morawiecki po raz kolejny wykazał się niebagatelną odwagą i poszedł do kina bez maseczki. Fakt, że złamał przy tym wydane przez siebie nakazy, związane z zachowaniem w okresie pandemii, ale przecież to nie pierwszy raz!  Wprawdzie w rządowym serwisie w sekcji „Koronawirus. Aktualne zasady i ograniczenia” czytamy wyraźnie: „Usta i nos musisz zasłonić w przestrzeni otwartej, gdy nie masz możliwości zachowania 1,5 metrów odległości od innych, a także w przestrzeni zamkniętej„. Czym jest przestrzeń zamknięta, również zostało jasno napisane: to komunikacja miejska, sklepy i galerie handlowe, przychodnie, kościoły, urzędy czy teatry i kina.
Premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie apelował do Polaków o dyscyplinę w noszeniu maseczek. Robił to także w Radiu Wrocław na kilka godzin przed premierą kinową „Okruchów wolności” Alicji Grzymalskiej. Tymczasem w piątek na profilu Kancelarii Premiera na Twitterze pojawiły się zdjęcia z premiery tegoż filmu. Morawiecki, siedząc w bliskim towarzystwie innych osób, m.in. szefa KPRM Michała Dworczyka, nie ma na sobie żadnej osłony.  Maseczki mają tylko nieliczni widzowie.
Nie pierwszy to raz władza daje przykład bezprecedensowej odwagi, czy raczej lekceważenia własnych przepisów. Przypomnijmy jako pierwsze uroczystości rocznicowe 10 kwietnia b.r., kiedy to Jarosław Kaczyński wraz z towarzyszącą mu świtą wystąpili tłumnie bez zachowania dystansu społecznego i bez maseczek. Podobnie pan premier w maju pokazał się na obiedzie w ulubionej restauracji w Gliwicach, siedząc przy stoliku z osobami, z którymi bynajmniej nie dzieli wspólnego adresu zamieszkania – całkowicie bez żadnego zabezpieczenia. Trudno powiedzieć, czy kolejny przykład całkowitego lekceważenia zagrożenia chorobą Covid-19 jest dowodem skrajnej odwagi czy nieodpowiedzialności. Nawet zwolennicy teorii spiskowych, uważających, że choroba nie jest groźna, albo że rząd ma na nią tajemniczą broń – zgadzają się, że przykład idzie z góry. Na Zachodzie wymyślono zasadę „noblesse oblige”, czyli, szlachectwo zobowiązuje. Internauci na to przypominają staropolskie przysłowie: „Co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie”. Problem polega nie na tym, że władza ma prawo ryzykować własną chorobę. W końcu dysponują najlepszą w kraju lecznicą i najlepszymi lekarzami. Problem polega na tym, że mogą sami przejść zakażenie bezobjawowo, ale zarazić innych w swoim otoczeniu. Co gorsza – zwykli ludzie, wzorujący się na władzy w lekceważeniu niebezpieczeństwa, takich medycznych udogodnień już nie mają i ryzykują znacznie więcej.
O tym wszystkim premier Morawiecki nie pomyślał. Nie pomyślał też, że przemęczonym lekarzom, którym na dodatek grozi więzienie za najmniejszy błąd – dokłada roboty.
Źródło koduj24.pl 
Różnica między władzą a obywatelem w państwie pis jest oczywista. Obywatel, nawet bezspornie niewinny, musi zapłaci mandat w wysokości trzech jego pensji, a przedstawicie władzy, nawet bez wątpienia winny, nigdy nie zapłaci mandatu w wysokości jednej trzeciej jego pensji. 
28 08 2020 Rządzący nie podlegają prawu i sprawiedliwości.
Wszyscy zapewne pamiętamy aferę, związaną z wyciągnięciem pieniędzy z UE na konferencję klimatyczną, zorganizowaną przez partię Ziobry w 2013 roku, która okazała się zwykłym partyjnym zjazdem. Sprawę ujawnił w 2016 roku „Newsweek”. Wówczas posłowie Nowoczesnej złożyli doniesienie o popełnieniu przestępstwa i Prokuratura Okręgowa w Warszawie rozpoczęła w styczniu 2017 roku śledztwo w tej sprawie. Ponieważ jednak już wówczas na czele prokuratury stał pan Ziobro, więc nie wypadało ruszyć tylko Solidarnej Polski, stąd pod lupą śledczych znalazły się podobne imprezy organizowane przez PO,PSL, Lewicę i nawet PiS.  Minęły trzy lata „intensywnych” działań i … sprawa została umorzona. Po cichutku i bez rozgłosu. Onet złożył wniosek o dostęp do akt tej sprawy, ale odpowiedź Prokuratury Okręgowej była krótka – „przeglądania akt zakończonych postępowań przygotowawczych przysługuje jedynie stronom postępowania”, a „akta sprawy, jako zbiór materiałów, same w sobie nie stanowią informacji publicznej”. Dziwne to wyjaśnienie, bo przecież sprawa nie dotyczyła osoby prywatnej, ale partii politycznej, której finanse, zgodnie z obowiązującym prawem, powinny być jawne. Dziennikarzom Onetu udało się wywalczyć udostępnienie do postanowienia o umorzeniu śledztwa. Jak z niego wynika, Solidarna Polska faktycznie złożyła wniosek do MELD (Ruch na rzecz Europy Wolności i Demokracji) o sfinansowanie konferencji klimatycznej i tutaj żadnego przekrętu nie było, bo „z ustaleń poczynionych w sprawie wynika, że przedmiotem konferencji były w znacznej części sprawy krajowe, niemniej jednak sprawy dotyczące pakietu klimatycznego były obecne i wiązały się z polityką krajową, w tym choćby dotyczącą wpływu pakietu klimatycznego na ceny energii w Polsce, co zostało potwierdzone dołączoną i opisaną powyżej dokumentacją”. Tak więc program konferencji odbył się zgodnie z planem, pieniądze się należały i jest w porządku.
A jednak nie do końca. Dziennikarze „Newsweeka” przyjrzeli się uważnie klipom z owej konferencji. Okazuje się, że tylko jedna z osób przemawiających, Piotr Duda z Solidarności, wspomniał o klimacie w dwóch zdaniach, po czym przeszedł do obszernego omówienia kwestii wieku emerytalnego. Pozostali mówcy skupili się tylko na problemach stricte polskich, nie mających z klimatem nic wspólnego. Prokuratura Okręgowa nie zwróciła jednak uwagi na takie „drobiazgi”. Uważa, że wszystko jest w porządku, a poza tym „kwestię oceny zasadności wydatkowania tych pieniędzy leży w gestii organów kontrolnych Parlamentu Europejskiego i UE, w tym OLAF, który prowadzi postępowanie w tym zakresie, jednak trwa ono już 4 lata i nie zostało zakończone sformułowaniem wniosków końcowych”. Tak więc, była sprawa, ale już jej nie ma. Jaki z tego wniosek? Rządzący nie podlegają prawu i sprawiedliwości i tyle w temacie.
Źródło: onet.pl
O co chodzi, przecież konferencja dotyczyła klimatu w Solidarnej Polsce, PiS- ie i opozycji!?
Z forum: Zbigniew Ziobro nadzorował śledztwo w sprawie nielegalnego finansowania własnej partii. Prokuratura po cichu umorzyła śledztwo w sprawie podejrzenia defraudacji unijnych pieniędzy przez partię Zbigniewa Ziobry. Chodzi o to, że Solidarna Polska urządziła partyjny zjazd, twierdząc, że to „kongres klimatyczny”, bo dzięki temu dostała pieniądze z Parlamentu Europejskiego. W uzasadnieniu umorzenia – które posiada Onet – prokuratura przekonuje, że na konwencji partii Ziobry pojawiły się tematy dotyczące klimatu. Nie wiadomo jednak, kto i kiedy miał je poruszać.

28 08 2020 Repolonizacja i dekoncentracja mediów coraz bliżej.
Obóz rządzący ostro przyspieszył prace nad dekoncentracją i repolonizacją mediów. Niepewnym swojego losu może więc być Polsat Zygmunta Solorza, amerykańska korporacja Discovery, Agora, niemiecka firma Bauer Media (RMF FM), Ringier Axel Springer Polska (Onet, „Newsweek”, „Fakt”), Polska Press („Polska The Times” i gazety regionalne).Natomiast spać spokojnie mogą te media, które są całkowicie kontrolowane przez PiS i te, ojca Rydzyka. Wszystko zależy od tego, jaka będzie ta ustawa. Na chwilę obecną trwają prace nad dwoma jej projektami. Jest to projekt, opracowywany przez Ministerstwo Kultury. Nazywany jest wersją „miękką”, bo zakłada, że nowe przepisy miałby obowiązywać w przyszłości, stąd też istniejące już na naszym rynku koncerny medialne, nie musiałyby odsprzedawać swoich aktywów. Nie mogłyby tylko powiększać swego stanu posiadania.
Za tym projektem optuje premier Morawiecki, a również i partia Gowina przygląda mu się z zainteresowaniem. Gowinowcy jednak przyznają, że dopóki nie zapoznają się bliżej z jego szczegółami, wolą stać z boku. Kiedy jednak przyjdzie ten czas, chętnie wezmą udział w negocjacjach nad poparciem tej ustawy i jednocześnie ostrzegają, że będą chcieli, przy okazji, za swoją przychylność, uszczknąć co nieco dla siebie. Drugi projekt, nazywany „twardym” to dzieło Ziborystów i tutaj nie ma zmiłuj. Wszystkie media poza państwowymi mają być mocno „pokrojone”. Cała Solidarna Polska jest za takim właśnie kształtem ustawy i może ona liczyć na poparcie części członków PiS.
Swój pomysł na dekoncentrację mediów ma posłanka PiS, Joanna Lichocka. Uważa ona, że najprościej byłoby ograniczyć udział w spółce medialnej do maksymalnie 20%, a w stacjach telewizyjnych udział jednego podmiotu ograniczyć, przy pewnym poziomie zasięgu stacji, do 49%. To by rozwiązało problem, bo zmusiłoby zagranicznych współwłaścicieli mediów do sprzedaży części swoich udziałów, co dla partii rządzącej byłoby bardzo korzystne.
Na przeszkodzie planom dekoncentracji i repolonizacji stoją jednak Stany Zjednoczone. Ambasador USA Georgette Mosbacher bacznie przygląda się sytuacji, a sekretarz stanu USA Mike Pompeo wyraźnie ostrzegł podczas swej ostatniej wizyty w Warszawie, że wszelkie działania na szkodę amerykańskich korporacji, spotka się z ostrym sprzeciwem.
Jeden z rozmówców „Gazety Wyborczej” nie ukrywa, że „…próba zmuszenia koncernów do odsprzedaży aktywów zgodnie z ideą repolonizacji skończy się wielką awanturą zarówno z Unią Europejską, jak i Stanami Zjednoczonymi. Taka ustawa oznaczałaby wywłaszczenie inwestorów zagranicznych. Nie można tego porównywać z przepisami wprowadzonymi w latach 80. we Francji, które miały ograniczać ekspansję kapitału zagranicznego. Polska ustawa narażałaby na straty konkretne firmy tu i teraz. Skandal wokół tego byłby powtórką z ustawy o IPN”. Jaką decyzję podejmie Kaczyński? Pójdzie na wojnę ze swoim amerykańskim sojusznikiem i UE? Zapewne już niedługo się przekonamy, ale warto mieć świadomość, że teraz pod lupą Zjednoczonej Prawicy są duże koncerny medialne, a za chwilę pod nóż pójdą te mniejsze, portale informacyjne, które stoją po niewłaściwej stronie i leżą PiS-owi na wątrobie.
Źródło: wyborcza.pl
Duże koncerny medialne nic nie stracą, co najwyżej dobrze zarobią za blokowanie pewnych informacji. Od pewnego czasu zlikwidowały forum, lub cenzurują komentarze nieprzychylne PiS- owi Kaczyńskiego, bo dla nich tylko zyski się liczą. Repolonizacja mediów będzie dotyczyła li tylko niezależnych wydawców polskich, którzy nieprzeszli na stronę Kaczyńskiego!? Ciekawe jak sobie poradzą z Facebook i Twitter, zablokują, zaczną cenzurować, to natychmiast inni się pojawią!? No i co z Gazetą Wyborczą, która nie podlega ona żadnej z tych bandyckich ustaw, bo jest w 100% z polskim kapitałem, podobnie jak Interia!? 
27 08 2020 Nowe wybory parlamentarne? "Tarcia między PiS i partią Zbigniewa Ziobry".
Na linii Prawo i Sprawiedliwość - Solidarna Polska ma dochodzić do coraz większych napięć. Według doniesień medialnych w grę wchodzą nawet przedterminowe wybory. Taka opcja to jednak ostateczność. PiS mogłoby wówczas stracić większość parlamentarną, więc najpierw spróbuje dogadać ze Zbigniewem Ziobrą.Relacje w obozie Zjednoczonej Prawicy mają być coraz bardziej napięte za sprawą polityków Solidarnej Polski. Wzmożona aktywność członków ugrupowania Zbigniewa Ziobry ma działać na nerwy PiS - podaje portal "Dziennik Gazeta Prawna". Ziobryści podważali m.in. ustalenia szczytu, na którym Mateusz Morawiecki zapewnił, że przestrzeganie praworządności nie zostanie powiązane z wypłatą środków unijnych. Napięcie w Zjednoczonej Prawicy. Starcie Zbigniewa Ziobry i Mateusza Morawieckiego?
Czytamy też, że politycy Solidarnej Polski wchodzą także w kompetencje swoich kolegów z rządu i przedstawiają za nich projekty ustaw. Do tego dochodzi aktywność lidera partii ws. LGBT czy negocjacje dotyczące rekonstrukcji rządu. Tarcia mają odbywać się na dwóch polach: personalnym między Ziobrą i Morawieckim, a także obszarze "jakości i modelu rządzenia" oraz priorytetów w kwestii klimatu czy spraw gospodarczych. - To początek wojny, która musi się jakoś rozstrzygnąć - mówi "DGP" jeden z ważnych polityków obozu rządzącego. Stąd pomysł o wcześniejszych wyborach parlamentarnych. Wówczas istniałoby ryzyko, że Solidarna Polska nie wejdzie samodzielnie do Sejmu. Takie rozwiązanie nie jest jednak priorytetem. Najpierw Jarosław Kaczyński ma spróbować dogadać się z Ziobrą. Do skrócenia kadencji parlamentu mogłoby dojść, gdyby nie został uchwalony budżet. Wtedy wybory byłyby na wiosnę. Istnieje jednak ryzyko, że Prawo i Sprawiedliwość straciłoby samodzielną większość. Część polityków Solidarnej Polski powątpiewa w opcję o wcześniejszych wyborach i uważa, że to jedynie "straszak" ze strony PiS.
Źródło wp.pl
Jedno jest pewne: wybory do Sejmu i Senatu nie będą za 3 lata, lecz wcześniej. Im później się one odbędą, tym gorzej dla PiSu, bo jego popularność spada bardzo wolno, ale systematycznie. Na dodatek trudna jesień i późniejsze kwartały będą dla partii wręcz zabójcze. Planowane zwolnienia ogromnej ilości ludzi z 'budżetówki', efekty recesji, praktyczny paraliż Służby Zdrowia, prawdopodobny znaczny wzrost zachorowań, rosnąca inflacja, zniecierpliwienie konfliktami typu 'spory o LGBT', zniecierpliwienie nepotyzmem i częstym brakiem fachowości - wszystko to działa na niekorzyść rządzących. Obecnie poparcie dla PiSu wynosi wciąż ok. 36-39%. Wyraźniejszy spadek plus konflikty z Ziobrą i Gowinem mogą sprawić, że PiS nie będzie miał już możności samodzielnych (praktycznie) rządów. Bardzo dawno temu przewidywano, że utrata władzy może być spowodowana konfliktami na prawicy - wygląda na to, że jej czas się zbliża. To i dobrze, na pewno mamy na głowie ważniejsze problemy niż 'sklepy mięsne dla LGBT w Los Angeles'.

27 08 2020 Wróżenie z fusów, nędza i wagary.
Co sprytniejsi ongisiejsi celebryci konserwują swą sławę, niezależnie od jej walorów, trzymając język za zębami. Nie słychać Palikota, Kijowskiego, Petru. I dobrze. Bo stałe wałkowanie ich sentencji na nic się nie zda. Jedynie Lech Wałęsa nie przestaje zadziwiać, choć chyba przestał fascynować swoją niezwykłością, skoro popadł w ubóstwo. Przecież ponoć płacono mu kiedyś za wykład 100 tys. dolarów. Wziął się więc za wróżenie. O epidemii COVID 19 mówił: "Następna choroba będzie tak wielka, jeśli nie posłuchacie starego Wałęsy, to poginiecie wszyscy". A w rozmowie z "Polsat News" zapytany został o przewidywania dotyczące drugiej fali epidemii koronawirusa, potwierdził: „To jest pogrożenie ludzkości palcem. Następna choroba będzie tak wielka, jeśli nie posłuchacie starego Wałęsy, to poginiecie wszyscy”. I dalej ciągnął: „Musicie usiąść do stołu i zauważyć w tej epoce te tematy są większe niż państewka niż kontynent. Są globalne. Zróbcie listę tematów, które nie mieszczą się w naszych państewkach i strukturach. Jak zrobicie tę listę, to wtedy zastanowicie się, jak rozwiązać, jakie programy dopasować. I wtedy przeciwstawicie się następnemu uderzeniu. Teraz dostaliście tylko ostrzeżenie”.
Sprytne jest to wróżbiarstwo, gdyż każde z przewidywań może się ziścić. Może, ale nie musi. A więc, wiadomo, że pandemie się zdarzają i że może przyjść następna, wiadomo też, że należy szukać sposobów ich pokonania. Nie wiadomo tylko, jak je znaleźć i tego Wałęsa też nie wie, ale mówi: „wszyscy poginiecie, jeśli nie posłuchacie starego Wałęsy?” Mocne słowa, i gdyby owego „starego Wałęsę” brać poważnie, to mógłby mieć kłopoty. Ale ich mieć nie będzie, bo doń się przyzwyczajano, a ponadto jakże to atakować człowieka żyjącego w biedzie?
Oto, jak biadał on, wypłakując się w mankiet niemieckim mediom, mówiąc: „o swoich kłopotach finansowych (5-6 tysięcy złotych miesięcznie mu nie wystarcza), a dziś udzielił wywiadu Polsatowi, w którym wskazał, że za czasów aktywności politycznej... nie interesowały go pieniądze”. Można zrozumieć, że prowadząc tak magnacki tryb życia nie wystarcza mu 5-6 tysięcy, choć przeciętny Polak chętnie by za to żył i to niemal w luksusie. Ale były prezydent o pieniądzach wspomina tylko mimochodem, gdyż mówi o sobie: Ja jestem walczącym człowiekiem. Byłem w gronie idealistów. Pieniądze, to wszystko, w ogóle nas nie interesowało. Oczywiście żony bardzo prawdopodobne bo były bardziej praktyczne i myślały praktycznie. Tamta grupa cała, ze mną na czele byliśmy idealistami. Pieniądze nas nie obchodziły, nas obchodziło zwycięstwo i rozwiązania dobre dla Polski. Natomiast teraz doszli materialiści. Oni materializują nasze zwycięstwo i urządzają się materialne”. Wałęsa miał zawsze dar mówienia takim sposobem, żeby nikt nie był w stanie zrozumieć o czym, a nawet o kim on mówi. Mówiąc o swoim braku zainteresowania pieniędzmi używa liczby mnogiej: „my”? Kogo ma na myśli? Może był idealistą, ale widziałem pokwitowania przezeń podpisane a wystawione dla SB za otrzymane wynagrodzenia. A warto też zapytać tych, o których on teraz pisze „my”. Kto z nich się do niego przyznaje? Trudne to wszystko i zawiłe, jak każda „prawda” ugnieciona na własny benefis.
Tacy ludzie jak Wałęsa rosną i dziś i kiedyś z pewnością podobnie, jak on, będą podsumowani przez historię. Nie trzeba szukać daleko. Oto wypowiedź jednego z radnych warszawskich: „Warszawski radny Prawa i Sprawiedliwości Piotr Mazurek w rozmowie z portalem Niezalezna.pl ocenił, że tłumaczenia dotyczące absencji Rafała Trzaskowskiego w obchodach 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej to szukanie wymówek. Według niego prezydent Warszawy po prostu nie chciał brać w nich udziału. - Wydaje mi się, że Bitwa Warszawska to po prostu nie jest temat bliski panu prezydentowi”. Podziwiać należy delikatność i takt pana Mazurka, bo takie wagary, jakich dopuścił się pan Trzaskowski nie byłyby w stylu wagarowiczów, nawet tych nienawidzących szkoły. A tu nie chodzi o szkołę, ale o Ojczyznę. Co by było, gdyby w 1920 roku w sierpniu nasi rodacy rzucili karabiny i poszli na wagary? Niech sobie na to pytanie odpowie „warszawka”, która na swoim łonie wyhuśtała swego prezydenta
Źródło: niepoprawni.pl

27 08 2020 Tym razem sędzi TK Krystynie Pawłowicz naraził się Marcin Gortat.
Krystyna Pawłowicz używa mediów społecznościowych, niczym dziecko zapałek. Nic się nie liczy, byle się paliło. Trudno nie odnieść takiego wrażenia, gdy śledzi się aktualną dyskusję na Twitterze wokół … auta Patryka Vegi. Przypomnijmy za portalem NaTemat, że Krajowa Administracja Skarbowa zarekwirowała niedawno Patrykowi Vedze jego sprowadzone z USA Lamborghini Aventador, które warte jest około 2,5 mln zł. Pojazd jest przedmiotem śledztwa w sprawie prawdopodobnie niezapłaconego 700 tys. zł cła.
Na wieść o tym Krystyna Pawłowicz rzuciła w sieci komentarz: „Ojej, panie Patryku VEGA, czy to ten samochodzik skarbówka KAS panu zarekwirowała za nieopłacenie należności za przywóz? No, bardzo, ale to bardzo jest mi przykro. A jak ostatnie filmy? Klapa, co? Nikogo na salach?” – napisała Pawłowicz. „No, proszę, i to był LAMBORGHINI. Proszę nie płakać, kupi pan sobie teraz ŁADĘ, nikt się nie połasi” – dorzuciła jeszcze w komentarzu pod postem. Można przypuszczać, że sprawił on sędzi wiele przyjemności.
W obronie reżysera stanął były koszykarz NBA i reprezentant Polski Marcin Gortat. Napisał krótko i na temat: „Sędzia trybunału konstytucyjnego”, dodając wymowną emotikonkę. Jak można przypuszczać, chciał w ten sposób zwrócić uwagę na to, że sędzi Trybunału Konstytucyjnego nie przystoi publikować takich treści. Ale bardzo szybko doczekał się kolejnego mocnego wpisu sędzi Pawłowicz: „Słucham? Czy chce mnie pan pozbawić moich konstytucyjnych praw obywatelskich? Zanim mnie pan zaczepi swym westchnieniem proszę zapoznać się z art.195 ust.3 konstytucji. Dowie się pan ze źródła czego mi nie wolno. Za dużo Tvn i gazWyb” – napisała Krystyna Pawłowicz. Cóż, pozostaje zaapelować do użytkowników mediów społecznościowych, że byłej posłanki PiS nie warto „zaczepiać westchnieniem”. Albo przeciwnie, podziękować jej za popularyzację wiedzy prawniczej.
Źródło: natemat.pl
Pawłowicz idealnie wręcz weszła w rolę „starej dewoty” z kółka różańcowego, słynnej już „starej ciotki na imieninach”, która w imię katolickiej nauki społecznej miesza się we wszystkie sprawy życiowe szczególnie młodych członków rodziny bo jej samej życie od dawna nie daje jej satysfakcji więc trzeba je też zatruć innym.
Z forum: Panna Krysia – jako wzór jednej z postaci z ostatniego filmu p. Vegi – nigdy mu tego nie zapomni. Jej oburzenie i odwet będą z pewnością nabierały rumieńców, Nie oszczędzi też obrońców filmowca lub jego pokojowych stronników Ale kino …. 
26 08 2020 Wojenka wewnętrzna w PO trwa w najlepsze.
Platforma Obywatelska ma chwilowo ważniejsze sprawy na głowie niż działania opozycyjne. Po aferze z podwyżkami uaktywnili się w niej przeciwnicy Borysa Budki i mamy właśnie do czynienia z klasyczną wojenką o wpływy. Przeciwko liderowi partii coraz otwarcie występują zwolennicy Grzegorza Schetyny, którzy widzą teraz właśnie szansę na usunięcie Budki. W Poznaniu spotkał się zarząd regionu PO i trzeba przyznać, że było bardzo gorąco. Tematem numer jeden była ostra krytyka władz klubu i żądanie, by Budka przestał pełnić funkcję szefa klubu. Najgłośniej szefostwo PO krytykował Mariusz Witczak, poseł Platformy z Kalisza, jeden z najbliższych współpracowników Grzegorza Schetyny, nazywany szarą eminencją partii. Wcześniej pełnił on funkcję skarbnika oraz członka zarządu krajowego PO, ale po objęciu władzy przez Budkę, stracił swoje stanowiska.
Może on liczyć na wsparcie swoich kolegów, bo grupa polityków, którzy domagają się odejścia Budki z funkcji szefa klubu parlamentarnego KO, jest coraz większa. Mają oni nadzieję, że we wrześniu, na spotkaniu klubu w Lidzbarku Warmińskim ich Budka rzeczywiście ustąpi ze stanowiska. Tym bardziej, że „sam przewodniczący wyraźnie powiedział, że nastąpi zmiana na stanowisku szefa klubu – mówi poseł PO z Piły, Jakub Rutnicki i jednocześnie przypomina, iż „byliśmy jedyną partią, która biła się we własne piersi i powiedziała wyraźnie, że to nie ten czas i nie ten moment. Pozostałe schowały głowę w piasek. Przepraszam te osoby, które czują się zbulwersowane. Musimy lepiej wsłuchiwać się w głos Polaków”. No cóż, wydawać by się mogło, że to nie miejsce i nie czas na tego typu rozgrywki wewnętrzne, ale, jak pokazuje życie, są priorytety i priorytety…
Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Schetyna: W poprzedniej kadencji Sejmu, ze strony PiS była propozycja podwyżek dla posłów i senatorów, nie tak bezczelna jak teraz. Wtedy bardzo jasno powiedziałem, że nie możemy się zgodzić na podwyżkę, rekomendowałem to zarządowi Platformy i sprawa upadła.
- Wewnętrzne otwarte wojenki są wszędzie, gdzie jest demokracja i ścierają się różne zdania. Zawsze się dziwiłam, dlaczego Tusk marginalizował Schetynę w PO, ale widać coraz wyraźniej, że jednak miał powody. Zamiast bowiem występować przeciwko Kaczyńskiemu i PiS, Schetyna ciągle walczy o swoje przywództwo w PO. Nie bez powodu przecież Tusk mianował Kopacz na swojego następcę, gdy dostał stanowisko w Unii. Co wtedy robił Schetyna? Podkopywał jej autorytet. Gdzieś kiedyś też czytałam w artykule (nie pamiętam już gdzie i kiedy – tyle się tego czyta), że Schetyna jako przewodniczący PO jest dla PiS i Kaczyńskiego bardzo wygodny, bo Kaczyński ma na niego porządne haki, natomiast na młodszych członków, a zwłaszcza na mniej znanych, haków brak. Zapewne jest w tym dużo prawdy. Ostatnia kampania prezydencka przecież pokazała, że odpowiednio przeprowadzona może odnieść duży sukces, a o tej kampanii nie decydował Schetyna i jego ludzie – brali w niej udział tylko wyznaczeni ludzie przez Budkę i to właśnie tacy mniej znani. Do tego Budka jako szef PO zdecydował, że w kampanii prezydenckiej partia powinna być mniej widoczna podkreślając tym samym przekaz, że prezydent byłby poza nią. Fakt, że wygłupili się z tymi podwyżkami dla posłów, ale też fakt, że potrafili się do tego przyznać. Sądzę, że jednak Budka powinien dalej być przewodniczącym, natomiast nowy przewodniczący klubu pewnie będzie i to ktoś z otoczenia Budki.

26 08 2020 Ziobro rusza do boju.
Zbigniew Ziobro wyraźnie wyskoczył ostatnio przed szereg i to jego, nie Jarosława Kaczyńskiego czy Antoniego Macierewicza, można uznać za najbardziej negatywną postać dzisiejszej polityki. Postać, której należy się bać. Ziobro skończył właśnie 50 lat i uznał, że już najwyższy czas, by ostro powalczyć o przywództwo obozu władzy. Ma on świadomość, że prezes, chociażby z racji wieku, stopniowo będzie tracił kontrolę nad swoimi ludźmi i całą Zjednoczoną Prawicą, a on bardzo chętnie przejmie po nim schedę.
Wprawdzie ma tylko 19 posłów w Sejmie i 2 senatorów, ale członkowie jego Solidarnej Polski stoją za nim murem. Zawdzięczają mu przecież wszystko, co się liczy czyli pieniądze, stanowiska i przywileje. Tak więc może na nich liczyć, bo wydaje się, że będą oni przy nim na dobre i na złe.
Ziobro w odpowiednim momencie przykleił się do Kaczyńskiego i teraz jako Prokurator Generalny i minister sprawiedliwości w jednym, sprawuje już pełną kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości, co daje mu ogromną władzę. Mało tego, swoje sprawy załatwia cudzymi rękami. Umiejętnie podburza, jątrzy, karmi bajeczkami swoich zwolenników, którzy za niego już wykonują brudną robotę, dzieląc naród na lepszych i gorszych, walcząc z tymi, którzy nie pasują panu Ziobrze ideologicznie lub z powodu innej wizji własnego życia i demokratycznej Polski.
Zbigniew Ziobro wyznaje zasadę, że po trupach do celu. Mściwy, wszędzie wietrzący jakieś spiski, z kiepską wiedzą i umiejętnościami prawniczymi, ale za to z mocno nadmuchanym ego i wiarą, że jest on takim jedynym „politycznym Mesjaszem”, bez którego Polska nie przetrwa. Wiadomo, że „jeśli Ziobro przejmie władzę nad obozem rządzącym, za jego krzywdy – prawdziwe i urojone – odpowiedzą wszyscy, na których wskaże. Uzbrojony w Pegasusa, a więc możliwość szpiegowania każdego obywatela, Ziobro ma haki także na swoich kolegów z PiS. Po tym, jak wygra wojnę, którą wytoczył nieprawomyślnemu społeczeństwu, Ziobro weźmie się właśnie za nich. Zbyt dużo było ambicji, czekania i upokorzeń”. Jeśli misterny plan Ziobry się powiedzie i uda mu się zastąpić Kaczyńskiego to obawiam się, że czasy władzy prezesa będziemy wspominać z większą wyrozumiałością, co na chwilę obecną wydaje się niemożliwe. Jednak Ziobro to coś znacznie gorszego dla nas i Polski…
Źródło: natemat.pl
Z forum: Ziobro już dawno został namaszczony na następcę Kaczyńskiego. Jest bowiem idealną kopią prezesa, ale znacznie młodszą – taki sam skurw…, pamiętliwy, mściwy jak i Zbawca Narodu. Tylko Ziobro będzie w stanie utrzymać to całe zbiorowisko w ryzach – dzięki hakom, jakie na każdego z nich posiada i w każdej chwili może użyć. Tym samym hakom, dzięki którym władzę w tym towarzystwie sprawuje Kaczyński. Poza tym przypominam też, że Kaczyński jest w rękach Ziobry. W rękach jego prokuratora jest sprawa dwóch wieź Kaczyńskiego, zeznania Austriaka, łapówka 50 tys. dla byłego księdza. Jestem przekonana, że Ziobro użyje tej broni w odpowiednim momencie przeciwko Kaczyńskiemu, a wystarczy, że wyda polecenie prokuratorowi, żeby sprawa ruszyła z kopyta.
25 08 2020 Nowy plan Morawieckiego i Kaczyńskiego: redukcje i zamrożenie płac.
Po wakacjach premier rządu oraz prezes partii PiS mają przedstawić szczegóły długo zapowiadanej „rekonstrukcji rządu”. Już dzisiaj poznajemy szczegóły: chodzi o zmniejszenie liczby ministerstw oraz odchudzenie administracji. Redukcja etatów obejmie zatrudnionych w organach władzy publicznej, w budżecie, państwowych funduszach celowych, korpusie służby cywilnej, ale też w takich instytucjach jak ZUS, KRUS i NFZ. Dotyczyć to może nawet 20 % pracowników. „Nie po to rząd wprowadził w „tarczy antykryzysowej” możliwość zwolnień, aby zwolnień nie wprowadzać w życie” – mówi Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ. Przepisy te zapisane są w tzw. tarczy 2.0, która weszła w życie w połowie kwietnia. „Zwolnienia odbędą się bez żadnej analizy, sprawdzania, po prostu tniemy i już. A przecież w pandemii instytucje publiczne mają dużo więcej pracy niż wcześniej. Choćby ZUS, na który nałożono dziewięć nowych zadań i który już nie wyrabia się z wypłatą zasiłków chorobowych i macierzyńskich na czas. To samo jest w urzędach pracy, inspekcjach sanitarnych, samorządach” – komentuje dalej Radzikowski. Kancelaria premiera dotąd nie udzieliła odpowiedzi na dotyczące tych kwestii pytania Wyborczej.
To nie koniec złych informacji dla pracowników budżetówki. Rząd planuje bowiem zamrożenie płac. „Na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego jeden z wiceministrów finansów tłumaczył nam, … że taka  sama podwyżka procentowa dla wszystkich jest niesprawiedliwa. …To skandaliczne słowa w kontekście tego, że dzień później Sejm przegłosował podwyżki dla posłów i prezydenta” – mówi Radzikowski. Wiadomość ta wywołała protest wielu członków Rady Dialogu Społecznego. Nawet Pracodawcy RP są za podwyżkami: „bo słabo wynagradzana administracja to niska jej jakość i niska jakość współpracy z biznesem”. W kontekście stale rosnącej inflacji to najmniej wesoła wiadomość. Planowane jest także zmniejszenie wysokości odpraw po zwolnieniu z pracy. Te zapisy zawarte są w Tarczy 4. 0. „Ten przepis ma obowiązywać w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii związanych z COVID-19” – komentuje Agnieszka Fedor, partner z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak. Maksymalna odprawa ma wynieść od nowego roku do 28 tysięcy.  Jest zrozumiałe, że w sytuacji dziury budżetowej, w okresie kryzysu wywołanego pandemią rząd szuka środków zaradczych. Istnieje jednak obawa, że po raz kolejny pod pretekstem naprawy sytuacji ekonomicznej PiS będzie chciało przeprowadzić czystki w budżetówce, wymieniając niewygodnych sobie urzędników na swoich ludzi. Bo tego, że swoich nie skrzywdzą, jest więcej niż pewne.
Źródło: Wyborcza.pl
- Rekonstrukcja rządu powinna przede wszystkim dotyczyć Morawieckiego, który od samego początku sobie nie radzi!?
- A ja wam powiadam, ilość stołków w rządzie się zwiększy i to znacznie!? Zmieni się tylko kilkadziesiąt ich nazw!? Morawiecki już raz odchudzał rząd, i co z tego wyszło!?
- 100 osób w rządzie, po odchudzeniu będzie ich 200, no bo przy mniejsze ilości ministerstw, przybędzie pracy tym co się ostaną!? Chyba to jest logiczne, i powinno być przyjęte z pokorą!?
- Tak samo Kaczyński mówił o rekonstrukcji rządu Szydło!? Zatem kto zastąpi Morawieckiego, sam prezes!?
- W każdej plotce jest odrobina prawdy, Kaczyński po to robi rekonstrukcję rządu by przygotować miejsca dla tych co przejdą na jego stronę!?
Z forum: - Nie wierzą w taki scenariusz, chyba że wyłącznie na potrzeby propagandy. PiS zna nastroje i robi wszystko pod publiczkę, choć często to jedynie manipulacja. To jest partia oszustów, którzy w obecnej sytuacji muszą się bardziej wysilić , aby ukryć prawdziwą twarz.
- Będzie redukcja, ale zwykłych urzędników niższego szczebla niepowiązanych z partią. Chyba nie macie wątpliwości, że nie po to PiS stworzył tyle stanowisk i obsadził je swoimi ludźmi tylko po to, żeby teraz ich zwolnić?
- To oznacza skok na kolejne dobrze prosperujące firmy pod szyldem "repolonizacji" żeby znaleźć miejsce dla koleżków przenoszonych z likwidowanych urzędów , albo dla kolejnych wujków prezydencika...
- Wymiotą tych, co jeszcze coś kumają, a są z poprzednich nadań, a potem już, hulaj dusza piekła nie ma, tylko propaganda sukcesu, łącznie z GUS, ZUS, jak za komuny.

25 08 2020 Hajlował w piątek a zatrzymano go dopiero w niedzielę. Dlaczego tak późno?
Zdjęcie mężczyzny, który wykonuje nazistowskie pozdrowienie w trakcie piątkowego marszu narodowców w Katowicach błyskawicznie obiegło media. Od chwili publikacji fotografii oczekiwano na informację, że autor wspomnianego pozdrowienia został zatrzymany przez policję. Nic takiego się jednak nie wydarzyło w trakcie samej manifestacji. „Dopiero w niedzielę wiceszef MSWiA Maciej Wąsik poinformował, że hajlujący mężczyzna został zatrzymany przez policję. „Odpowie przed prokuratorem za publiczne propagowanie faszyzmu i nawoływanie do nienawiści” – czytamy na onet.pl
- Być może kaczor by się zjeżył że mu "Patriotów" zamykają. Ale i tak "Zero" ich wypuści.  Skąd się wzięła tak duża zwłoka w reakcji służb porządkowych? Sprawę wyjaśnia Maciej Bajerski z katowickiej policji: „Czasami stosujemy taką taktykę, żeby nie zaogniać sytuacji w trakcie manifestacji, tylko odrobinę później wykonać określone czynności. Ten mężczyzna i tak zostałby zatrzymany, naciski medialne na miały na to żadnego wpływu”. Zatrzymany przyznał się do winy. Za ten gest, jako przejaw publicznego propagowania faszyzmu, grozi mu kara do dwóch lat więzienia. Poza tym narodowiec wyraził skruchę „i zgodził się na dobrowolne poddania karze”.
Jeśli rzeczywiście nacisk mediów nie miał żadnego wpływu na działania służb i te działania były wyłącznie wynikiem stosowanej taktyki to owej taktyce tylko przyklaskujemy. Rozumiemy, że to jest taktyka , którą stosuje się wyłącznie w stosunku do środowiska narodowców bo  w stosunku do środowisk LGBT  zastosowanie ma zupełnie inna taktyka? - Ale gdy aresztowali pokojowo nastawione kobiety i przetrzymywali je przez 48 godzin bez jedzenia i picia, to jakoś nie mieli obiekcji, że sytuacja się zaogni.
Źródło:onet.pl
Za PRLu nikomu by do głowy nie przyszło hajlowanie. Wiele można było aparatczykom PZPRu zarzucić, ale robienie sobie jaj z milionów Polaków zamordowanych przez nazistów byłoby nie do pomyślenia. A Kaczyńskiemu to się najwyraźniej podoba. Pytanie, dlaczego. Różnie plotą na ten temat żurnaliści, ale moim zdaniem on nienawidzi Polaków i nie może się doczekać, kiedy wreszcie zaczną się nawzajem mordować Jak w byłej Jugosławii. Poczuje się wtedy Neronem podziwiającym wzniecony przez siebie pożar…
Z forum: - Nadal brak odpowiedzi na najważniejsze pytania, nie kto, kiedy tylko JAK został zatrzymany. Czy wpadła mu „na blachę” w 3 pojazdy specjalna grupa ścigająca ukrywających się najgroźniejszych przestępców. Czy na komisariacie rozebrano go do naga i przeszukano miejsca intymne? Czy zabrano mu gacie by się na nich nie powiesił? Czy po wypuszczeniu śledzono go i nagrywano by przy kolejnym pojawieniu się wypisać mandat za np. przejście przez ulicę w niedozwolonym miejscu czy rzuconą k..e? Pewnie odpowiedź na wszystkie powyższe brzmi nie, ale warto by mieć pewność. O tym, że taktykę obserwacji zamkniętymi oczami i tyłem głowy i nagrywaniem kamerą bez baterii i karty pamięci milicja stosuje wobec faszystów to wiadomo od dawna, poinformować można by gdyby coś się w tej kwestii zmieniło.
- Narodowcy i jawni faszyści są wparciem dla rządu Kaczyńskiego. Tworzą bojówki gotowe zaatakować każdego, kogo prezes wskaże jako wroga państwa, narodu i partii. Dlatego muszą być bezkarni. A protestujące kobiety? One jak najbardziej są wrogami państwa autorytarnego. Jak to napisał autor jednego z artykułów: „Pozostawienie kobiet poza kontrolą i narzuconymi rygorami byłoby prostą drogą do utraty władzy. Siłą kobiet jest ich determinacja, dla dzieci są gotowe na wszystko.”. Dlatego kobiety demonstrowały swoje wsparcie – dla swoich homoseksualnych dzieci. I dlatego policja tak bezpardonowo się z nimi rozprawiła. I dlatego też Kaczyński wraz z kościołem próbuje narzucić kobietom określoną rolę społeczną i zamknąć je w domu. Faszyści i narodowcy zresztą kultywują ten sam schemat: kobieta jest po to, żeby ją bić i żeby rodziła dzieci.

25 08 2020 Szumowski bezkarny? Ziobro: „nie widzę powodów, by miał się bać”.
Zbigniew Ziobro zabrał głos w sprawie ex-ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. W Polsat News opowiedział m.in. o swojej wcześniejszej rozmowie z tym politykiem. Przyznał, że wbrew plotkom, nie miała ona wpływu na dymisję Szumowskiego. „Moja rozmowa z ministrem Szumowskim odbyła się dwa, czy trzy tygodnie wcześniej, zanim doszło do jego dymisji. W międzyczasie było wiele rozmów ministra Szumowskiego z premierem Mateuszem Morawieckim. Proszę spytać premiera Morawieckiego, co pan premier powiedział. (…). Na pewno na to (dymisję – red.) nie miała wpływu moja rozmowa z ministrem Szumowskim” – wyznał Ziobro.
Dodał też, że nie mógł poinformować Szumowskiego o szczegółach śledztw prowadzonych przez prokuraturę ws. nieudanych zakupów sprzętu medycznego. Podkreślił przy tym, że na tę chwilę nie widzi „żadnych powodów”, aby ex-minister „miał bać się odpowiedzialności” (choć śledztwo jest w toku…).
Czy oznacza to, że sprawa Szumowskiego jest już „załatwiona” przez rządzących?
Trudno, niestety, udzielić odpowiedzi na to pytanie. Co ciekawe, Ziobro podczas wywiadu w Polsat News próbował niejako usprawiedliwić wyczyny swojego kolegi. „Podobny problem z maseczkami ma rząd Wielkiej Brytanii, Komisja Europejska, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka i wiele innych podmiotów, które kupiły maseczki, działając w pośpiechu, dla ratowania ludzkiego życia, w pewnych emocjach, i nie dopełniły być może pewnych procedur, które standardowo by dopełniły i okazuje się, że kupiły maseczki, które nie odpowiadały certyfikatom”. Szumowski, według medialnych oskarżeń, współodpowiedzialny jest za chybiony zakup maseczek za 5 mln zł od swojego instruktora narciarskiego Łukasza G. Maseczki okazały się nie spełniać wymagań i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa.
Źródło: interia.pl
- Odpowiedzialności nie należy się bać, należy tylko pamiętać, że to obowiązek moralny, prawny ponoszenia konsekwencji!? A mnie się wydaje że Szumowski o tym zapomniał!?
- Szumowski odszedł a smród pozostał. No, bo do wyjaśnienia jest około 643 mln złotych!? Ale co tam intencje miał dobre, tylko jakoś nie wyszły, bo poszły do rodziny!? Ciekawe kto sobie przywłaszczył 200 mld złotych odzyskanych przez Banasia!?
Z forum: - "Na ten moment nie widzę żadnych powodów, by minister Łukasz Szumowski miał się bać odpowiedzialności", takie słowa to tylko w Polsce są możliwe Panie Ziobro. Śledztwo w toku a Pan daje publicznie sygnał podwładnym, że ma ono iść w kierunku umorzenia.
- Jasne przesłanie do organów ścigania : Szumowski niewinny i już. Kiedyś Kaczyński też orzekł, że nie ma powodu do zeznawania w prokuraturze w sprawie trzech wież – niewinny bez dochodzenia. Prezydent też uwolnił swych kolesi od końcowego orzeczenia sądu o ich winie i „uniewinnił” ich przed wyrokiem. Coś ktoś nie rozumie ? Ukradli nam już Polskę i nikt, powtarzam NIKT z tej szemranej ekipy nie poniesie żadnej kary. Koniec, kropka. 
24 08 2020 Jeśli sprawa dotyczy pupili obecnej władzy to prokuratura nie jest od oskarżania, ale od obrony.
We wrocławskim sądzie kończy się właśnie proces w sprawie, jaką wrocławski magistrat wytoczył Adamowi B., dolnośląskiemu koordynatorowi Fundacji Pro Prawo do Życia za rozpowszechnianie banerów z drastycznymi zdjęciami abortowanych płodów. Sprawa ta traktowana jest jako wykroczenie, za które grozi nagana lub grzywna do 1500 zł. I stała się rzecz, kiedyś nie do pomyślenia, ale dzisiaj jakże normalna. Prokuratura wystąpiła o uniewinnienie oskarżonego. Fakt ten przestaje jednak dziwić, bo jak informuje „Gazeta Wyborcza”, już w sierpniu 2019 roku, Elżbieta Janicka, zastępczyni dyrektora Departamentu Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej rozesłała pismo z wykazem spraw przeciwko działaczom Fundacji Pro i prośbą o „przekazanie informacji odnośnie do wyżej wymienionych postępowań w zakresie, na jakim są etapie, kto i kiedy zainicjował postępowanie. W przypadku ustalenia, iż w tego rodzaju sprawach zapadł wyrok skazujący, należy zainicjować postępowanie odwoławcze”. Pani Janicka uzasadnia swoje stanowisko prawem do wyrażania własnych poglądów, co gwarantuje przecież konstytucja. „Swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najistotniejszych instrumentów gwarantujących realizację podstawowych atrybutów społeczeństwa demokratycznego, pluralizmu światopoglądowego, otwartości i tolerancji ma poglądy innych, w tym poglądy mniejszości”. Zaraz po otrzymaniu tego pisma prokuratorzy otrzymali polecenie, by wnosić o uniewinnienie działaczy tejże fundacji.
Wprawdzie wydziały prasowe Prokuratury Krajowej i Regionalnej twierdzą, że żadnego takiego pisma nie otrzymały, jednak śledczy, z którymi rozmawiała dziennikarze „gazety Wyborczej” potwierdzają zaistnienie tego faktu i nie kryją swego rozżalenia. Sprawy przeciwko działaczom Fundacji Pro to drobne wykroczenia, ścigane z doniesienia i „od ich rozpatrywania jest sąd. A przymuszanie do zajmowania określonego stanowiska godzi w prokuratorską niezależność” i dodaje, „to jakieś kompletne pomieszanie pojęć! My jesteśmy od oskarżania, a nie obrony!”. No cóż, kolejny to przykład na to, jak bardzo wybiórczo podchodzi obóz rządzący do zapisów w konstytucji. Szkoda, że nie chce pamiętać, iż swoboda wypowiedzi obowiązuje w każdym przypadku i odbiera prawo do niej każdemu, kto nie idzie wytyczoną przez niego ścieżką.
Źródło: wyborcza.pl

24 08 2020 Przemysław Bednarski, szef biura Ministerstwa Klimatu łamie ustawę o służbie cywilnej, ale i tak nic mu za to nie grozi.
Dyrektor biura Ministerstwa Klimatu, Przemysław Bednarski, jest pracownikiem podlegającym ustawie o służbie cywilnej, która mówi wyraźnie, że „zgodnie z zasadą neutralności politycznej członek korpusu służby cywilnej nie może publicznie manifestować swoich poglądów politycznych. Ta zasada obowiązuje również w rzeczywistości wirtualnej”.  Zgodnie z nią, urzędnicy muszą być neutralni politycznie i w rzetelny oraz bezstronny sposób wykonywać swoje zadania w administracji państwowej. Bednarski złamał tę ustawę, bo jak zauważyła „Rzeczpospolita” popiera on otwarcie PiS i jeszcze niedawno afiszował się na Facebooku z naklejką „Duda 2020”.  Zapytany o sprawę resort klimatu udaje, że nie wie, o co chodzi, bo „nie śledzi prywatnych profili społecznościowych swoich pracowników” i jakoś nie zauważył, by Bednarski manifestował swoje sympatie polityczne. Również sam Bednarski nie odniósł się do zarzutu złamania ustawy o służbie cywilnej, jednak szybko usunął z Facebooka naklejkę z „Dudą 2020” oraz wszystkie treści pokazujące jego wsparcie dla PiS.
Raczej nie ma co liczyć, by pan dyrektor biura Ministerstwa Klimatu został ukarany za swoje upolitycznienie, bo przecież, jak zauważyli internauci, „członkowie korpusu służby cywilnej muszą być neutralni politycznie, co oznacza m.in. zakaz wyrażania poparcia dla partii w internecie. Każdy TEN „neutralny”, uplasowany przez JK, bądź jego przydupasów na tym „neutralnym stołku”, ma pieski obowiązek wyrażania poparcia dla tych, którzy go uczynili tym „neutralnym” parobasem JK i jego sekto-mafii” czy też „Oj tam, oj tam. Ważne, że tęczy żadnej nie miał, bo to wiadomo gorsze od nazizmu. A jakieś tam łamanie prawa przez urzędnika pisowskiego to żaden występek. Może jeszcze na relaksie przytulić kilka milionów złotych, też bezkarnie. Byle z tą tęczą nie wyjechał”.
Źródło: gazeta.pl
Bardzo pasuje do tego osobnika miano „patridiota”.
Z forum: - Kolejne złote dziecko PiS. Szef biura ministra Michała Kurtyki, nie tylko wbrew prawu, jako pracownik sł. cyw., manifestuje swoje poglądy polit., ale zdążył już obsiąść 3 rady nadzorcze w państwowych spółkach. Wcześniej karierę robił u min. Kowalczyka.
23 08 2020 Ile może kosztować ochrona wilii szeregowego posła, prezesa partii rządzącej?
„Policjanci mogą ochraniać osoby zagrożone w związku z postępowaniami karnymi czy innymi sytuacjami. Ale taka ochrona dotyczy sytuacji realnego zagrożenia, gdzie często są prowadzone policyjne działania dotyczące uniknięcia niebezpieczeństwa czy do ustalenia sprawców takich zagrożeń. W przypadku parlamentarzystów czy ministrów zgodę na ochronę wydaje minister spraw wewnętrznych, ale wtedy ochrona realizowana jest przez Służbę Ochrony Państwa, a nie policję i również musi występować realna obawa o bezpieczeństwo tej osoby” – mówił w rozmowie z dziennikarzami Onetu nadinsp. Adam Rapacki, były zastępca komendanta głównego policji oraz były podsekretarza stanu w MSW i MSWiA. Pytanie dziennikarzy jest związane z pojawiającymi się od kilku lat doniesieniami mediów o tym, że willa Jarosława Kaczyńskiego na warszawski Żoliborzu jest pod stałą ochroną policji.
Według kilkutygodniowych ustaleń TVN24 każdej doby budynku strzeże aż 18 policjantów na trzech zmianach. Adam Szłapka, poseł Koalicji Obywatelskiej zwrócił się w lutym br. do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego o zasadność wspomnianej ochrony. Wówczas minister Kamiński zaprzeczył jakoby dom Jarosława Kaczyńskiego miał być chroniony. W czerwcu podobne pytania o koszt ochrony willi skierował do MSWiA poseł Michał Jaros. Decyzją prezydium Sejmu zapytanie posłą KO zostało odrzucone. „Zapytanie nie spełnia wymogu określonego w art. 195 ust. 1 regulaminu Sejmu” napisała w uzasadnieniu wicemarszałek Małgorzata Gosiewska. Poseł Jaros nie kryje oburzenia i zdziwienia takim podejściem do sprawy.
„Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, zarówno ile podatników kosztuje ochrona willi, wydawałoby się szeregowego posła, ale też ma prawo wiedzieć, z jakich powodów jest ona tak silnie chroniona i ilu policjantów jest w to każdego dnia zaangażowanych. Przecież te koszty są ponoszone przez nas wszystkich, a policjanci chroniący willę prezesa w tym czasie nie chronią Polek i Polaków” – mówi Jaros. Doświadczeni prawnicy również nie kryją zdziwienia takim obrotem sprawy. Ich zdaniem przepis, na który powołała się marszałek Gosiewska jest mało precyzyjny, a brak odpowiedzi na pytanie posła „zaprzecza funkcji Sejmu, który także sprawuje funkcję kontrolną wobec działań władzy wykonawczej.” Wobec takiego obrotu sprawy dziennikarze Onetu zapytali nadinsp. Rapackiego o przybliżony koszt ochrony willi na Żoliborzu. Zdaniem byłego zastępcy komendanta głównego policji należałoby wyliczyć koszty pracy policjanta Według bardzo ostrożnych dziennikarskich wyliczeń roczny koszt ochrony willi, która to ochrona nie ma żadnej podstawy prawnej, wynosi blisko 2 mln. zł. „Szeregowy policjant zarabia w Polsce 3875 zł, więc odliczając weekendy, dzień jego pracy to około 190 zł. Przemnażając tę sumę przez 18 policjantów, wychodzi 3420 zł. Koszty sprzętu policjantów, zaangażowanych aut oraz dowozu funkcjonariuszy na miejsce wyliczyliśmy ostrożnie na około 1,6 tys. zł. To daje całkowitą sumę 5 tys. zł dziennie. Według tego bardzo ostrożnego wyliczenia roczny koszt ochrony przez policję willi Jarosława Kaczyńskiego wynosi 1 mln 800 tys. zł” – czytamy na portalu onet.pl.
Źródło: wiadomosci.onet.pl
Wow! Wkrótce codzienna honorowa odprawa wart przed willą Jarosława!? A tak po prawdzie to chronią skrzynkę pocztową na bramie willi. No i dostępu „Prawdy” do Jego Ekscelencji Nadprezesa Kaczyńskiego!?

23 08 2020 Nazistowskie gesty na marszu przeciwników LGBT. Muzeum Auschwitz reaguje.
W piątek w Katowicach odbył się marsz nacjonalistów przeciwko społeczności LGBT. Podczas wydarzenia uczestnicy zachowywali się w wulgarny i agresywny sposób – krzyczeli m.in. „je*ać LGBT” i „nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa”. Dwóch ultraprawicowców pokazywało nawet pozdrowienie NSDAP „Sieg Heil”. Ludzie ci „hajlowali” zresztą w bliskim sąsiedztwie radiowozów i policjantów. Już w sobotę policjanci poinformowali o działaniach ws. propagowania faszyzmu. „Policjanci z Katowic zabezpieczali kilka manifestacji, zdecydowanie reagowali na wszelkie przejawy łamania prawa, wylegitymowano prawie 30 osób, 6 z nich ukarano MKK (mandat karny kredytowany – przyp. redakcja), sporządzono dwa wnioski do Sądu Rejonowego, przeprowadzono czynności pod kątem art.256 kk tj. propagowanie faszyzmu” – podała komenda w Katowicach. Głos w sprawie nazistowskich gestów na Śląsku zabrało też Muzeum w Auschwitz. „Nazistowski gest nasycony jest nienawiścią. Użycie go w Polsce, gdzie ideologia niemieckiego nazizmu przyniosła tyle cierpienia, jest szczególnie bolesne. Do tego te straszne słowa pogardy. Dla człowieka. Nienawiść narasta stopniowo. Od gestów i słów” – napisali na Twitterze przedstawiciele Muzeum pamięci ofiar faszyzmu. W piątek, w Katowicach, odbyła się też manifestacja solidarności z osobami LGBT. Ta była jednak wolna od agresji oraz pozbawiona ekstremistycznych wątków.
Źródło: gazeta.pl
Takie manifestacje powinny być natychmiast pacyfikowane, a nie przez Kaczyńskiego, i Kościół wspierane!? Dziś ONR może rozwijać w pełni swe sztandary wszak to Pierwsza Brygada Kadrowa Kaczyńskiego, jego ulubione diabełki maszerujące z hasłem na ustach my chcemy Boga. Właściwie czego ja od nich chcę przecież tylko maszerują z wyciągniętymi prawymi rękami, z opaskami na ramionach krzyżami przyozdobionymi, górnolotne hasła wykrzykują, racami trasę znaczą, spokój jak cholera. Przecież jeszcze Reichstagu na Wiejskiej nie podpalili, szyb nie wybijają, nie pałują, nie strzelają ba porządku pilnują. A jednak dla mnie dziś chuligaństwo wstało z kolan i ma narodowe barwy. To "nowy patriotyzm". Po mieście chodzą duże grupy osobników z testosteronem zamiast mózgu, na coś się szykują, kogoś dopadną ("lewaków" zapewne), coś podpalą, będą wywrzaskiwać nacjonalistyczne hasła. PiSowi się to podoba, PiS to karmi i się tym żywi. Kościół z jakiś powodów (bo nie religijnych) też znajduje w tym upodobanie.
Z forum: - Nazistowskie pozdrowienie i hasła przed radiowozem i na oczach policji. Reakcja policji? Żadna. To najlepszy dowód na to, że w Polsce PiS jest przyzwolenie rządzących na rasizm, pogardę dla drugiego człowieka, wręcz faszyzm. Ani rząd, ani policja, ani kościół nie muszą już zaprzeczać, że popierają. Popierają i na wszelkie możliwe sposoby wspierają polskich nazistów. Nietrudno przewidzieć, jaki będzie tego finał: wojna domowa w oparach wojny religijnej. Do tego właśnie dąży polski kościół, a sprzymierzając się z nim także polskie władze.
- Za PRLu nikomu by do głowy nie przyszło hajlowanie. Wiele można było aparatczykom PZPRu zarzucić, ale robienie sobie jaj z milionów Polaków zamordowanych przez nazistów byłoby nie do pomyślenia. A Kaczyńskiemu to się najwyraźniej podoba. Pytanie, dlaczego. Różnie plotą na ten temat żurnaliści ( że niby na prawo od niego ma być tylko ściana), ale moim zdaniem on nienawidzi Polaków i nie może się doczekać, kiedy wreszcie zaczną się nawzajem mordować Jak w byłej Jugosławii. Poczuje się wtedy Neronem podziwiającym wzniecony przez siebie pożar… Prawda to, czy legenda, o to mniejsza. Ale do niego pasuje jak ulał. 
22 08 2020 Stado baranów i majstersztyk Prezesa.
Gdy prezes Jarosław Kaczyński dowiedział się, że odcięta od koryta i wygłodniała Platforma Obywatelska wyszła z propozycją zwiększenia uposażeń dla polityków oraz zwiększenia dotacji dla partii - postanowił wciągnąć partię Borysa Budki w jej własną pułapkę. Dano więc Platformie do zrozumienia, że PIS poprze ustawę zwiększającą uposażenia i to w trybie pilnej legislacji…Borys Budka - przywódca stada baranów – zebrał więc komitet centralny partii, który przez aklamację zalecił swoim baranom głosować za ustawą – i to bez zbędnej dyskusji. Gdy przegłosowana w Sejmie ustawa trafiła do Senatu Budka zorientował się w jaki kanał został wpuszczony przez prezesa Kaczyńskiego: „Przez cały weekend prowadziłem konsultacje, wsłuchiwałem się w głos osób, które wyrażały swoje negatywne opinie. Dziś rekomenduję senatorom odrzucenie ustawy w całości”.Projekt był procedowany w ekspresowym tempie, ważne jest, żeby wyciągnąć wnioski, bo każdy może popełnić błąd. Od lidera wymaga się refleksji. Wierzę, że wspólne rozmowy z koalicjantami doprowadzą do takiej decyzji” - oświadczył Budka zdumionym dziennikarzom...I choć po rekomendacji Borysa Budki Senat ustawę odrzucił, to Platforma miała jeszcze nadzieję, że PIS tę ustawę przepchnie w Sejmie i na siebie zbierze gromy za próbę podwyższenia uposażeń polityków. Nadzieje przywódcy stada baranów szybko jednak rozwiali były marszałek Senatu Stanisław Karczewski i szef klubu PiS Ryszard Terlecki oświadczając, że projekt Platformy Obywatelskiej już przepadł. PIS nie będzie umierać za ustawę Platformy…Wtedy do stada baranów dotarło, że na skutek mistrzowskiej zagrywki prezesa Kaczyńskiego - Borys Budka zaprowadził Platformę Obywatelską na skraj przepaści…
– Borys Budka powinien zrezygnować z przewodniczenia klubowi. Według mnie do dymisji powinno podać się całe kolegium – ocenił poseł KO Tomasz Zimoch. W ten sposób Zimoch skomentował głosowanie większości posłów ze swojego ugrupowania za ustawą o podwyższeniu pensji polityków.
Inni funkcjonariusze z kierownictwa partii usiłowali poddać się druzgocącej samokrytyce – tak, jak postępowali funkcjonariusze PZPR, którzy zbłądzili w czasach głębokiej komuny: "Wiem, że wielu obywateli walczy dziś ze skutkami kryzysu[…] Jest mi wstyd, że ten projekt w ogóle pojawił się w tak trudnym dla Polek i Polaków czasie. W przyszłości powinniśmy wypracować uczciwy sposób wynagradzania najważniejszych osób w państwie, w oparciu np. o wzrost PKB Polski, bądź kwotę przeciętnych zarobków Polaków. A nie w oderwaniu od rzeczywistości" – bił się w piersi Waldy Dzikowski, który tydzień wstecz zalecał baranom z PO, by głosowali za ustawą.. "Chciałbym bardzo przeprosić tych z Was, których po ludzku zawiodłam - moich wyborców. Mam pełną świadomość jakim zaufaniem wielu z Was obdarzyło mnie jesienią zeszłego roku. To był wielki zaszczyt - większy niż poselski mandat. Wiem, że nie zmienię już tego, co poczuliście i nic tego nie zmieni, ale mimo to z głębi serca przepraszam" – przepraszała posłanka Magdalena Filiks z KO tłumacząc, że głosowała ze szpitala, do którego trafiła z wysoką gorączką. Tak więc nie tylko głód odciętej od koryta Platformy Obywatelskiej ale i wysoka gorączka spowodowały, że partia nagle stanęła nad przepaścią. Ten fakt dostrzegła także nieodżałowana wiceministra finansów Iza Leszczyna – twórca loterii paragonowej: „Nie pogodzę się nigdy z tym, że zagłosowałam w ten sposób za tą ustawą. Gdybym mogła cofnąć czas, to bym to zrobiła. Będą osoby wśród moich wyborców, którzy mi nie wybaczą i jakoś muszę z tym żyć”. Co gorsza dla Leszczyny - cała jej zjednoczona z Lubnauer (także głosowała za podwyżkami) Platforma Obywatelska musi żyć z myślą, że będzie traktowana jak stado baranów prowadzone na zatracenie przez kolejnego przywódcę stada. PO Borysie…
Źródło: niepoprawni.pl
21 08 2020 Szkolenie na uczelni Rydzyka obowiązkowe dla prokuratorów.
Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej ojca Rydzyka nie może narzekać na brak pracy, a co za tym idzie, brak pieniędzy. Już wielbiciele redemptorysty dbają o to i co rusz płacą za projekty, realizowane na tej uczelni. Lekką ręką Ministerstwo Sprawiedliwości właśnie dorzuciło się do szkolenia dla prokuratorów i asesorów prokuratorskich, którzy zostaną wyedukowani w zakresie „Podniesienia kompetencji komunikacyjnych”. Koszt tego szkolenia to ok 3 mln zł, z czego część pokrywa UE. Pojawił się jednak pewien problem. Jak twierdzi jeden z krakowskich prokuratorów, „Ludzie patrzą przez pryzmat, jaka uczelnia prowadzi szkolenia i dlatego nie chcą uczestniczyć. Nie ma co ukrywać, to szkolenie jest kontestowane” i organizatorów spotkało niemiłe zaskoczenie. Chęć w szkoleniu zadeklarowało tylko kilku prokuratorów z krakowskich rejonówek.  Natychmiast na taką postawę swoich podwładnych zareagowało Kierownictwo Prokuratury Okręgowej w Krakowie i wysłało pismo do szefów prokuratur rejonowych oraz naczelników wydziałów z przypomnieniem o szkoleniu, a w sytuacji, gdy nie będzie chętnych, oddelegowanie na zajęcia swoich podwładnych.
Dla rzecznika krakowskiej prokuratury, Janusza Hnatko, sprawa jest prosta, bo przecież prokuratorzy muszą się dokształcać, ale dla śledczych to kolejna „prośba”, która nie jest niczym innym jak narzucaniem im miejsca i formy szkolenia. Podobnie było w ubiegłym roku, gdy „musiała interweniować Prokuratura Krajowa i też kazała, by wszyscy szefowie uczestniczyli w szkoleniu, bo nawet funkcyjni nie pałali jakąś specjalną chęcią”. 
Wychodzi więc na to, że prokurator, który nie zaliczy szkolenia u Rydzyka to zły prokurator. I nie ma ten tego, nie ma możliwości wyboru. Kto nie zaliczy edukacji w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu ten się nie nada do pracy w państwie PiS-u!
Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej,czyli uczelnia o. Tadeusza Rydzyka, jest wśród zwycięzców konkursu Ministerstwa Sprawiedliwości. Placówka otrzyma 3,8 mln zł na szkolenia dla sędziów, asesorów i referendarzy z zakresu "komunikacji i negocjacji".
- „Kto nie zaliczy edukacji w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu ten się nie nada do pracy w państwie PiS-u!”. Przecież już Szydło mówiła, że to jest „jedyna uczelnia wyższa w Polsce zasługująca na zaufanie i tylko jej absolwenci mogą być nowymi elitami Polski”. A Kaczyński, jak wiemy, zapowiedział „budowę nowych elit Polski, które będą nią na dziesiątki lat oraz degradację starych elit”. A i przypominam, że Rydzyk na każde studia, czy szkolenia, wymaga bumagi od właściwego dla kandydata proboszcza. Także będzie to wymagane od prokuratorów. Czyli Ziobro nakaże szkolenie dla prokuratorów, ale Rydzyk bez bumagi części nie przyjmie. Bez papierka za ukończony kurs ci ludzie nie będą mogli dalej pracować w prokuraturach. Powód do zwolnienia będzie. I zrobi się miejsce dla swoich usłużnych ludzi.

21 08 2020 Znamy nazwiska ministrów. Szef MSZ przestrzegał przed kanibalizmem i bronił ONR.
Nowym ministrem spraw zagranicznych został Zbigniew Rau – polityk znany ze skrajnych poglądów, który wielokrotnie atakował kraje Zachodu za liberalizm. Niezwykle krytyczny był też wobec „lewicowej” (!) PO i „skrajnie lewicowego” SLD (!). „Stop ideologii LGBT, stop cywilizacji śmierci” – pisał jeszcze we wrześniu ub.r. „Lewicowa Platforma Obywatelska i skrajnie lewicowe SLD nie ustają w wysiłkach przeciwstawienia tradycyjnego, opartego na chrześcijaństwie, modelu rodziny i kultury »nowoczesnym« rozwiązaniom obecnym w krajach Zachodu”.
Maszerował też na czele marszu skrajnych nacjonalistów w Łodzi w 2016 r. Ekstremiści, czcząc wtedy tzw. żołnierzy wyklętych, wykrzykiwali hasła, takie jak m.in. „Wielka Polska katolicka”, „Skończyła się lewacka Łódź” i o wieszaniu wrogów. Innym razem Rau przekonywał, że w Europie Zachodniej miejsce ma legalizacja zoofilii, eutanazji, aborcji i teoretycznie może dojść do zgody na kanibalizm. Przedstawiciel PiS bronił też członków radykalnej organizacji nacjonalistów ONR. Kiedy w 2016 r. organizowali swoje patrole uliczne, ten twierdził, że to dobry pomysł. „Jeśli młodzi ludzie dla dobra wspólnego chcą się organizować i uznają, że bezpieczeństwo może być zagrożone, to jest kapitał, na którym możemy budować” – mówił o pomysłach członków Obozu Narodowo-Radykalnego.
Resort zdrowia przypadnie zaś ekonomiście i technokracie Adamowi Niedzielskiemu. Polityk ten, w odróżnieniu od Rau, może uchodzić za bardzo umiarkowanego. Wcześniej zajmował się on pracą w Ministerstwie Finansów i radzie przy NFZ. Obecnie, od października 2019 r., jest prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia. Wybór Niedzielskiego został przyjęty dość pozytywnie. Powołanie Rau wywołało natomiast prawdziwe zamieszanie i konsternację. Komentatorzy wskazują na to, że polityk ten zupełnie nie nadaje się na stanowisko. Ze swoimi skrajnie prawicowymi poglądami jest wręcz niebezpieczny dla dyplomacji.
Źródła: interia.pl, wyborcza.pl, oko.press
- Rau, zadufany w sobie pyszałek, zostaje ministrem!? Oby tylko wojny nie wywołał!?
- Niedzielski ministrem zdrowia, no to przed nami strajki lekarzy, i dalsze cięcia wydatkowy na służbę zdrowia!?
Z forum: - Rau to człowiek wydelegowany przez Jarosława Kaczyńskiego do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej... Z twittera: „Zbigniew Rau – człowiek wydelegowany przez Jarosława Kaczyńskiego do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej…”. Dokładnie to samo uważam. Co więcej, dokładnie tego się spodziewałam. Znaczy kursu PiS na wyprowadzenie Polski z Unii. Wskazywały na to zapowiedzi pisowców po wyborach, czyli planowane „reformy”: dokończenie sprawy sądów, sprawy dyscyplinarne sędziów mimo nakazu TSUE zawieszenia Izby Dyscyplinarnej, przejęcia mediów, wprowadzenie cenzury, wzmożone ataki na LGBT, wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej, a teraz jeszcze pierwsza delegalizacja związku wyznaniowego. Wszystkie te punkty zapowiedziane przez Kaczyńskiego i Ziobrę do realizacji w tej kadencji spowodują zablokowanie wypłat środków unijnych, bo Kaczyński się nie ugnie przed Brukselą. Jest więc oczywiste, że Kaczyński wyprowadzi nas z Unii. Dzięki temu będzie mógł już dokonać ostatecznego aktu zamachu stanu: nielegalnej zmiany konstytucji i zapewnienia sobie rządów na lata bez żadnych wyborów. Zwracam też uwagę na to, że są to także sprawy, jakie załatwił Hitler na początku swoich rządów w celu ugruntowania swojej władzy. Z tego powodu mianowanie Rau na ministra spraw zagranicznych, człowieka który publicznie głosi i chwali poglądy faszystowskie, broni faszystów i wywodzi się z najbardziej skrajnego obozu, także wcale nie dziwi i było tylko kwestią czasu, kiedy ministrem właśnie taka osoba zostanie.
20 08 2020 „Harry Potter” z rządu zarobił więcej niż premier. Na konto wpłynęło mu 220 tys.
Piotr Patkowski, nowy wiceminister finansów, pracował już m.in. jako dyrektor Departamentu Oceny Skutków Regulacji. Okazuje się, że w ub.r. zarobił on więcej niż sam premier Mateusz Morawiecki i wielu innych czołowych polityków PiS. Patkowski w Kancelarii Premiera zarobił aż 219 tys. zł! Mężczyzna posiada 37 tys. zł oszczędności i 69 tys. na funduszu inwestycyjnym. Wiceminister nie ma za to nawet swojego mieszkania czy samochodu. Jest za to wierzycielem umowy pożyczkowej z 2018 r. na kwotę aż 43 tys. zł. Wszystko to wiemy dzięki oświadczeniu majątkowemu Patkowskiego. Praca w Kancelarii Premiera, jak się okazuje, daje miesięczny zarobek w wysokości ok. 18 tys. zł. Raczej mało który młodzieniec może się poszczycić takim dochodem. Za co dokładnie odpowiadał Patkowski? To również wiemy. „Wiceminister finansów Piotr Patkowski w latach 2018-2020 był dyrektorem Departamentu Oceny Skutków Regulacji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Był też uczestnikiem Zespołu Programowania Prac Rządu. Brał udział w posiedzeniach Stałego Komitetu Rady Ministrów. W KPRM zajmował się kwestiami legislacyjnymi, w tym poprawą przejrzystości aktów prawnych i sprawnym przebiegiem procesu legislacyjnego. Departament, którym kierował, m.in. opiniuje oceny skutków regulacji do projektów dokumentów rządowych i plany działalności ministrów” – informacja o takiej treści została przekazana Wirtualnej Polsce przez Kancelarię Premiera.
Dla porównania premier Mateusz Morawiecki zarobił w ub.r. ponad 217 tys. zł. Dochód tego polityka jest więc nieznacznie mniejszy od dochodu Patkowskiego.
Opisany w tekście polityk sprawuje funkcję wiceministra gospodarki od kwietnia br. Polityk raczej nie cieszy się popularnością i żartobliwie nazywany jest przez internautów „Harrym Potterem”, którego zresztą rzeczywiście przypomina.
Źródło: wp.pl
A czy ten geniusz zna tabliczkę mnożenia!? No bo jego szef Morawiecki potrafi liczyć tylko do dziesięciu!?

20 08 2020 Ryszard Terlecki nie tęskni za Jarosławem Gowinem w rządzie.
Dzisiejszym porannym gościem TVN24 był szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Terlecki. Oczywiście, że w trakcie takich rozmów najważniejsze jest to co gość ma do powiedzenia. W tym przypadku, dla odbioru całości, istotnym także było –  jak gość stacji telewizyjnej wypowiadał swoje kwestie. Dopiero połączenie treści i sposobu przekazywania opinii, w przypadku Terleckiego, powoduje pojawienie się przysłowiowych ciarek.
Bez owijania w bawełnę wicemarszałek przyznał, że: „żaden moment nie byłby dobry” na wprowadzenie ustawy zwiększającej uposażenie parlamentarzystów. Następnie z rozbrajającą szczerością kontynuował swoje wynurzenia: „Środek lata, wakacje. Ludzie są zajęci innymi problemami, niż śledzenie medialnej nagonki”. Powyższy wątek rozmówca TVN24 zakończył tak: „gdyby Senat głosował nad tą ustawą w piątek, to ona by przeszła. A w poniedziałek już wszyscy się wystraszyli”. Mówiłem wyraźnie, że jeżeli mamy to robić teraz, to zróbmy to szybko, zanim ta burza medialna sparaliżuje część polityków. I tak się właśnie stało - powiedział w Jeden Na Jeden w tvn24 szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Terlecki.
Prowadzący rozmowę zapytał swego gościa o to czy: „tęskni za Jarosławem Gowinem w rządzie”. Także tutaj odpowiedź była prosta bez cienia niedomówienia: Nie, nie, bynajmniej-czytamy na tvn24.pl. Co do ewentualnego składu rządu po rekonstrukcji w kwestii obecności w nim Gowina Ryszard Terlecki twierdzi, że: ”z tego, co się orientuje, ma na to wielką ochotę”. Za wcześnie, zdaniem szefa klubu PiS, na rozmowę o takim wariancie bo nie ma jeszcze decyzji co do kształtu rządu po zapowiadanych zmianach organizacyjnych. Jeśli chodzi o powody „szorstkiej przyjaźni” między panami to Terlecki podaje dwa: pierwszy to sposób reformowania przez Gowina szkolnictwa wyższego, drugi to działania byłego wicepremiera w kwestii daty wyborów prezydenckich: „to, co zrobił Gowin, uniemożliwiając wybory 10 maja, wydaje się wysoce niewłaściwe”..
Jakich polityków wolimy? Takich, którzy trochę „czarują” twierdząc, że wszystko co robią, robią dla nas i dla kraju czy może takich, którzy bez zmrużenia powieką twierdzą, że lato, wakacje to idealny moment aby „schować” przed społeczeństwem decyzje o podniesieniu sobie pensji?
Źródło:tvn24.pl
No, i gdyby nie wolne media, podwyżki zostałyby przyjęte po cichu, i dziś nikt już by o tym nie pamiętał!?

20 08 2020 Rząd się sypie? Dymisja Czaputowicza.
Równie fatalny moment, co minister Szumowski, wybrał sobie na dymisję minister spraw zagranicznych, Jacek Czaputowicz. „Polska powinna teraz przewodzić Europie w sprawie kryzysu na Białorusi”– powiedział w rozmowie z Money Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych. To nie jest pora na odchodzenie, ale wytężoną pracę. Według Sikorskiego przyczyną dymisji tego ministra mogła być różnica zdań z kierownictwem PiS co do oceny wydarzeń na Białorusi. „Polska powinna teraz mobilizować Unię Europejską do działania, do twardych negocjacji z Rosją i Łukaszenką ws. przyszłości Białorusi. To jest nasze zadanie w tej części Europy. Podczas mojego urzędowania też mieliśmy takie kryzysy, przypomnę Majdan i wojnę w Gruzji. Pracowaliśmy wtedy po 18 godzin dziennie, nikt nie myślał o odchodzeniu”. Sikorski ocenił jednak odchodzącego ministra lepiej, niż jego poprzednika – Witolda Waszczykowskiego. Najgorsze, co zrobił – uważa –  to rozdzielenie polityki zagranicznej od europejskiej oraz przekazanie tej ostatniej kancelarii premiera. Oczywiście rozważa się różne możliwości zastąpienia Czaputowicza na stanowisku szefa polskiej dyplomacji. Radosław Sikorski wymienia i ocenia dwóch: ministra Krzysztofa Szczerskiego, który do tej pory pełnił funkcję szefa gabinetu prezydenta. Jest jednak – jak zauważa Sikorski – zwolennikiem liberum veto, „eurofobem i ma dziwne pomysły na sprawy europejskie, o których można przeczytać w jego książce”. Innym kandydatem mógłby być Konrad Szymański, prawnik, publicysta i polityk, wywodzący się z Młodzieży Wszechpolskiej. Pełnił już funkcję wiceministra spraw zagranicznych w rządzie Beaty Szydło. „To właśnie on był motorem rozdziału spraw europejskich od zagranicznych. Gdyby został ministrem spraw zagranicznych, musiałby się napić piwa, które sam nawarzył” – podsumowuje ocenę tej kandydatury Radosław Sikorski. Pytanie, czy zanim nastąpi ta obiecywana rekonstrukcja rządu, ktoś jeszcze w nim zostanie?
Źródło:money.pl
- Ministrowie sami po kolei się rekonstruują nie czekając na decyzje J. Kaczyńskiego. W tym tempie to we wrześniu do zrekonstruowania zostanie tylko M. Morawiecki i J. Sasin. 
- A mnie się podoba sytuacja z dymisją Czaputowicza. Skoro rezygnuje taka ministerialna miernota, to teraz już chyba wstawią na to stanowisko Kononowicza albo Szczerskiego, bo im się wszystkie kadrowe opcje pokończyły.
18 08 2020 Pilne! Szumowski podał się do dymisji!
Minister zdrowia Łukasz Szumowski (PiS) o swojej rezygnacji poinformował podczas konferencji prasowej: „Nie będę już ministrem zdrowia. Podaję się do dymisji. Nadal będę posłem. Wracam do zawodu. Dzisiaj uznałem, że to właściwie ten czas”. „Od razu uprzedzam wszystkie pytania, nigdzie nie znikam. Pozostaję posłem i pozostaję w przestrzeni publicznej.  Wracam do wyuczonego zawodu. Rozmowy były o tym od wielu miesięcy” – dodał chwilę później Minister, podczas tej samej konferencji, podziękował też Jarosławowi Kaczyńskiemu. Teraz nadzór po Szumowskim przejmie tymczasowo premier Mateusz Morawiecki. Minister, niestety, nie ujawnił, kto może być jego potencjalnym następcą.
Co ciekawe, szef resortu zdrowia podkreślił, że decyzja była zupełnie samodzielna. „Nigdy nikt nie sugerował mi takiej decyzji. Wielokrotnie szczerze rozmawiałem z premierem Morawieckim i prezesem Kaczyńskim. Znali moje stanowisko, nie próbowali naciskać na pozostanie czy odejście” – powiedział. O dymisji ministra Szumowskiego mówiło się już nieoficjalnie od kilku miesięcy. „Minister zdrowia ma być zmęczony – nie tyle pracą w resorcie, co zainteresowaniem mediów sprawami przetargów na trefne maseczki, pytaniami o oświadczenia majątkowe żony i zainteresowaniem jego bratem” – pisał w lipcu reporter RMF FM.
Jeszcze wczoraj, w social mediach, o swojej dymisji poinformował wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, który odpowiadał m.in. za kontrowersyjne zakupy. Należy podkreślić, że w sprawie tych zakupów toczy się właśnie postępowanie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie – prowadzi ona dochodzenia ws. bezużytecznych maseczek kupionych w Chinach i drogich respiratorów zamówionych w spółce E&K (należy ona do byłego handlarza bronią – przyp. red.).
Źródła: onet.pl, wyborcza.pl, rmf24.pl
- Właściwie po co min. Szumowski rezygnuje ze stanowiska, skoro wg jego własnych słów odniósł tak wiele sukcesów podczas ministrowania? Wystraszyłem się po słowach o jego następcy „... jest to człowiek bardzo kompetentny...". Kurka, wychodzi mi, że to... Sasin
- Wow! W czasie pandemii nie mamy ministra i wiceministra. Kto się teraz odważy na to stanowisko, tym bardziej że jakiś czas nie będzie większej kasy?
- Trudno w to uwierzyć, minister Szumowski rezygnuje. Kurcze, tak wspaniale przeprowadził Polaków przez pierwszą falę COVID19. Teraz czeka nas druga,do tego grypa. Kto nas teraz przeprowadzi przez podwójną falę? Takiego czynu mógłby dokonać tylko ewangelista.
- A czego się można było spodziewać po tym, jak posłowie odłożyli procedowanie nad ustawą, która gwarantowała bezkarność dla tych dwu panów ministrów ? A tak sobie sprytnie wmontowali zapis w ustawie o walce z covidem ! Byli pewni, że przejdzie. A tu koalicjanci, a także koledzy ministrowie jakoś nie wszyscy są za tą ustawą. Szczerba z kolegą coraz bardziej zbliżają się do sedna przekrętów w ministerstwie, wyciągając na światło dzienne coraz to ciekawsze „perełki”. Trzeba się ewakuować póki czas, bo grunt się pali pod nogami. Poza tym, więcej już się chyba nie da zakombinować, a tu jeszcze nawrót zarazy może nadejść i kryzys gospodarczy zbliża się do drzwi. Czy tu coś jest niejasnego ?

18 08 2020 Wolne media pokrzyżowały politykom plan skoku na kasę.
„Gdyby w Polsce, tak jak chce tego PiS, były tylko media zależne od władzy, żyjące z jej ogłoszeń i dotacji, opinia publiczna nie dowiedziałaby się w porę o podstępnym planie skoku na kasę i nie zdołałaby go zablokować” – pisze Wojciech Czuchnowski na łamach „Gazety Wyborczej”. W głośnej obecnie sprawie podwyżek dla polityków stwierdza: „Na dobry, uczciwy ruch, na przyznanie się do błędu i przeprosiny nigdy nie jest za późno. Trzeba docenić Borysa Budkę, że wziął na siebie ciężar błędnej decyzji. Docenić posłów opozycji, którzy dziś wprost przepraszają wyborców. A jeszcze bardziej tych, którzy w piątek nie ugięli się pod presją partyjnych kolegów i szantażem władzy i byli przeciw niemoralnej ustawie”. Fakt, że opozycja wycofuje się z poparcia zgłoszonego przez PiS skandalicznego projektu przewidującego podwyżki dla posłów, senatorów, całego rządu i prezydenta, ma zdaniem publicysty ścisły związek z presją pozarządowych mediów. Wbrew temu, że wielu komentatorów krytycznie ocenia taką wymuszoną ekspiację, Czuchnowski w presji tej widzi właśnie najbardziej pozytywny element całej, bardzo trudnej sytuacji.
„Gdyby nie wolne media, Polacy nie dowiedzieliby się o podstępnym planie skoku na kasę i szczegółach politycznej transakcji wiążącej podwyżki dla posłów z pieniędzmi dla całej władzy. To niezależne media w sposób jednoznacznie krytyczny oceniły haniebne porozumienie władzy z opozycją, przypominały, że kraj jest w kryzysie, publikowały głosy rozczarowanych wyborców, wzywały do opanowania i przyzwoitości” – wylicza Czuchnowski. „Gdyby w Polsce, tak jak chce tego PiS, były tylko media zależne od władzy, żyjące z jej ogłoszeń i dotacji, opinia publiczna dowiedziałaby się wszystkiego po fakcie”. Dziennikarz nie poprzestaje na tym stwierdzeniu, podając przykłady na poparcie swoich słów. Oto prorządowy portal braci Karnowskich, czyli „wPolityce” podwyżki odnotowywał jako coś absolutnie normalnego, a następnie wziął się…  za lustrowanie majątku senatora PO Jacka Burego, który wzywa do opamiętania. Wygląda to na próbę przemycania tezy: „Facet ma pieniądze, to może być przeciw”. Z kolei Tomasz Sakiewicz, szef „Gazety Polskiej” konkurujący z Karnowskimi w wyścigu do „ucha prezesa”, poszedł jeszcze dalej: dla niego podwyżki dla władzy „to bardzo dobra decyzja”, bo „państwo nie powinno być dziadowskie”.
Dlatego rola wolnych mediów jest kluczowa. „Po to właśnie są wolne media. By patrzeć na ręce władzy, a kiedy trzeba, także opozycji. By stać po stronie obywateli i przypominać politykom o zasadach” – pisze Czuchnowski. I pewnie dlatego, że ta rola jest kluczowa, obecna władza bierze sobie na cel niezależne media, nawołując do „dekoncentracji” czy „repolonizacji”. Dlaczego? W kraju bez niezależnych od władzy mediów „Banaś do dziś czerpałby zyski z domu schadzek, Kuchciński z rodziną mieliby rządowy samolot na każde zawołanie, znajomi Szumowskiego budowaliby fortuny na pandemii, a prezes Kaczyński miałby już dawno swoje dwie wieże” – konkluduje publicysta.
Źródło: wyborcza.pl
- „Po to właśnie są wolne media. By patrzeć na ręce władzy, a kiedy trzeba, także opozycji. By stać po stronie obywateli i przypominać politykom o zasadach” – święte słowa!!!!
- Jeśli obecnej władzy trzeba tłumaczyć jak być przyzwoitym, za co dostaje się po łapach, to nasuwa się pytanie czy ludzie tej władzy potrafią samodzielnie myśleć? Być przyzwoitym czy to naprawdę jest takie trudne? Czy wkrótce obudzimy się w Polsce pod butem Kaczyńskiego tylko od Ciebie to zależy!?

18 08 2020 Nowe dodatki finansowe dla policji. To „nagroda za przychylność dla rządu”?
Do podpisu prezydenta trafiła właśnie ustawa o „szczególnych rozwiązaniach dotyczących wsparcia służb mundurowych nadzorowanych przez ministra właściwego do spraw wewnętrznych oraz Służby Więziennej, przedłożony przez ministra spraw wewnętrznych i administracji”. Chodzi o nowy dodatek motywacyjny dla policjantów, przegłosowany przez Sejm w piątek 14 sierpnia, wyniesie nawet 2,5 tys. zł miesięcznie. Dodatki takie będą wypłacane policji, Straży Granicznej, Służbie Ochrony Państwa, Państwowej Straży Pożarnej i Służbie Więziennej. Posłowie nie zgodzili się natomiast, aby przysługiwał on Służbie Celno- Skarbowej, czego domagał się Senat.
W czasie konsultacji o premiach motywacyjnych nieprzychylnie wypowiedziało się Ministerstwo Finansów. „Ich wysokość może spowodować wrażenie nadmiernego uprzywilejowania tych służb w stosunku do innych pracowników sfery budżetowej, np. nauczycieli czy pielęgniarek lub ratowników medycznych”. Kwoty te, stwierdzono tam, „wydają się szczególnie wysokie, jeśli porówna się je z wysokością świadczeń emerytalno-rentowych z ZUS, gdzie średnie świadczenie wypłacane w 2019 r. wynosi 2236,84 zł, a najczęściej wypłacane wynosi 1065,60 zł”. Mimo troski, wyrażonej przez wspomniane ministerstwo, uwagi te Sejm odrzucił. Najwyższe premie przewidziano dla mundurowych z najdłuższym stażem, którzy mimo osiągnięcia uprawnień emerytalnych pozostaną na służbie. 1,5 tys. zł brutto dostaną ci, którzy już przepracowali 25 lat, zaś osoby, których służba przekroczyła 28 lat i 6 miesięcy, dostaną co miesiąc 2,5 tys. zł. Według nowych zasad ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany urlop wypoczynkowy i dodatkowy (za wiek, staż i trudne warunki służby) wypłacany będzie w nowej wysokości: 1/21 części miesięcznego uposażenia przysługującego na ostatnio zajmowanym stanowisku. Ustawa wprowadzi także nowe przepisy dotyczące wyżywienia. Zgodnie z nimi możliwa będzie zamiana wyżywienia w naturze, przyznawanego m.in. funkcjonariuszowi za służbę pełnioną na wolnym powietrzu (od listopada do marca) na świadczenie pieniężne.
Ustawa zawiera też specjalne przywileje, m.in. funkcjonariusze będą mieli prawo do zwrotu kosztów poniesionych na ochronę prawną. Jak zapisano w ustawie, zwrot będzie „w wysokości faktycznie poniesionych kosztów, ale nie wyższej niż czterokrotność przeciętnego uposażenia funkcjonariuszy policji”.
Mundurowi nie ukrywają zadowolenia z nowej ustawy. Przyznają, że wśród funkcjonariuszy zniknęły nastroje niezgody na wykorzystywanie ich do akcji politycznych, w tym takich jak np. ostatnie rozbijanie protestów LGBT.  – Nie miejmy złudzeń. Rozkazy będą wykonane. Proszę zresztą pamiętać, że interwencje na manifestacjach politycznych to bułka z masłem w porównaniu z akcjami na stadionach. Tam jest prawdziwe zagrożenie, od kiboli można naprawdę dostać. A co policjantowi zrobi ktoś spod tęczowej flagi czy starsza pani w koszulce „Konstytucja”? – mówi „Gazecie Wyborczej” jeden z policyjnych związkowców.
Źródło: wyborcza.pl
Z forum. Rząd dopłaca policji. "Skończyły się protesty przeciwko politycznemu wykorzystywaniu". Jeszcze do niedawna policja służyła narodowi, dzisiaj służy jak (nomen omen) pies hojnemu panu. Stanowczo wolę psa merdającego ogonem, niż pałą. 
17 08 2020 Z Barbarą Nowacką można się targować?
To, że posłowie zgodnie głosowali za przyznaniem m.in. sobie wyższych wynagrodzeń jakoś nie dziwi. Nie wiem, jak Wy, ale ja pacholęciem będąc nigdy nie słyszałem bajki o smoku, który zjadłby się sam poczynając od ogona. Dziwić a nawet przerażać powinna natomiast próba tłumaczenia głosowania za przyjęciem podwyżek dokonana przez byłą ikonę lewicy, obecnie koleżankę klubową posłanki Lubnauer i posła Budki niejaką Barbarę Nowacką.
Była ikona zupełnie na poważnie pisze na facebooku:
Szanowni Państwo,
Jak wiecie zapewne, zagłosowałam wczoraj za podniesieniem wynagrodzeń dla samorządowców, parlamentarzystów, ministrów, prezydenta oraz pensją pierwszej damy. Wszystkie kluby parlamentarne poparły to rozwiązanie. Wiem, że na taką decyzję nigdy nie ma odpowiedniego momentu, co widać po Państwa reakcjach. Uważam jednak, że chowanie głowy w piasek i unikanie wyjaśnień dla swojej decyzji nie jest rozwiązaniem. Poparliśmy podwyżki, gdyż uważamy, że zmiany systemowe w wynagradzaniu osób sprawujących funkcje publiczne są niezbędne. Kraj, w którym wiceminister finansów zarabia 7 tys. zł, a firmy mogą sobie kupić dowolnego posła czy radnego za 2 tys. zł miesięcznie, to kraj galopujący w stronę korupcji.
https://www.facebook.com/barbara.nowacka.1213
Co tu więcej komentować? Przypomina mi się taka oto anegdota. Na raucie do młodej kobiety podchodzi starszy milioner i zaczyna się dialog:
- Czy poszłaby Pani ze mną do łóżka za tysiąc dolarów?
- Jak Pan śmie składać mi takie bezczelne propozycje, proszę natychmiast dać mi spokój albo wezwę pomoc !
- Ależ oczywiście, przepraszam, niemniej co by Pani powiedziała o stu tysiącach dolarów?
- Proszę Pana, niech Pan nie nalega, nie chcę z Panem rozmawiać.
- Rozumiem, ale czy kwota miliona dolarów byłaby dla Pani satysfakcjonująca?
- Ale tylko raz?
- Tak, tylko raz.
- No dobrze, co Pan proponuje?
- Pięciogwiazdkowy hotel, dobra kolacja, apartament, no i oczywiście pieniądze z góry. Z tym że sto dolarów.
- Jak to "sto dolarów"?!? Przecież mówił Pan o milionie !?! Czy uważa mnie Pan za zwykłą dziwkę !?!
- To już ustaliliśmy, teraz się targujemy.
I to by było na tyle, jak mawiał ś. p. prof. Jan Tadeusz Stanisławski.
Źródło: niepoprawni.pl
Jak twierdzi Terlecki „To był układ PiS-u i opozycji. Posłowie opozycji też chcieli tych podwyżek. PiS powiedział, że wprowadzi to pod głosowanie pod warunkiem, że opozycja też zagłosuje za ustawą. Można sobie wyobrazić, że byśmy oszukali: najpierw mówimy, że zagłosujemy, ale potem tego nie robimy. PiS zrobił testowe głosowania, żeby to sprawdzić”.
Wynika z tego jasno, że posłowie i posłanki znali projekt odpowiednio wcześniej, dyskutowali o nim, zastanawiali się, jak do niego podejść. Nie mogło być mowy o jakimś zaskoczeniu, braku odpowiedniej wiedzy w temacie i tak naprawdę tego dnia, gdy pani Filiks wylądowała w szpitalu, samo głosowanie było już tylko formalnością, usankcjonowaniem wcześniejszych ustaleń.
Źródło koduj24.pl
Czy znajdzie się chociaż jeden poseł, który odmówi przyjęcie podwyżki wynagrodzenia!? Tylko nie mówcie, że tak nie można, bo prawo nie pozwala!?

17 08 2020 MEN spycha odpowiedzialność na barki dyrektorów szkół.
Nowy rok szkolny rozpocznie się za kilkanaście dni, a wciąż nie wiadomo jak ma wyglądać nauka i powrót uczniów do szkół. Wprawdzie dyrektorzy otrzymali od Ministerstwa Edukacji stosowne wytyczne, a na rządowych stronach pojawiły się projekty nowych rozporządzeń związanych z funkcjonowaniem szkół w czasie pandemii, ale nadal więcej jest niewiadomych niż odpowiedzi. Sami dyrektorzy są pełni obaw, a ich doświadczenie podpowiada, że wytyczne MEN zupełnie inaczej wyglądają na papierze niż możliwość realnego ich wprowadzenia w życie szkoły. Dyrektor IX Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie Radosław Borzęcki mówi, że stara się przygotować na różne scenariusze. Z góry zakłada, że w liczącej 700 uczniów placówce początkowo nauka będzie odbywać się stacjonarnie, a po kilku tygodniach, ze względu na zakażenia, będą zmuszeni przejść na system zdalny. „Technicznie z perspektywy szkoły byłoby to nawet możliwe, ale niektórzy uczniowie mają problem z internetem. Są też uczniowie, którzy mają problem ze sprzętem – szkoła dostała co prawda 20 laptopów, ale to kropla w morzu potrzeb, bo uczniów jest 700. Najbardziej boję się tego, że gdy pojawi się w szkole ognisko koronawirusa, może dojść do paraliżu. A pamiętajmy, że to przecież liceum, musimy przygotować uczniów do matury, przerobić z nimi cały materiał” – tłumaczy Borzęcki.
Przed nie mniejszymi problemami stają dyrektorzy szkół podstawowych, do których odprowadzający najmłodsze dzieci opiekunowie nie będą mieli wstępu. Część placówek montuje wideofony, część przystosowuje plan zajęć tak, aby lekcje w poszczególnych klasach mogły rozpoczynać się w 15-minutowych odstępach. Szkoły muszą również zadbać o odpowiednią ilość maseczek, płynów dezynfekujących, rękawiczek. W wytycznych Ministerstwa są też wskazania do przeprowadzania regularnych dezynfekcji placówek. Wszystko to będzie dodatkowym obciążeniem dla budżetów placówek oświatowych, a co za tym idzie dla samorządów.  Jedno jest pewne: MEN wydało wytyczne i rozporządzenia, a dalej radźcie sobie jak umiecie i pamiętajcie o odpowiedzialności, jaka na was spoczywa.
Źródło: tokfm.pl
Szkoły i nauczyciele są niepotrzebni, wystarczą lekcje w telewizji!? A tak po prawdzie demokracja i przymus nauczania to, aż kuje w oczy!? Jeszcze na dodatek wystawianie ocen. To już absolutny absurd. A precz z tym komunistycznym anachronizmem.
Przymus nauczania i wystawianie ocen to godzi w podstawowe zasady demokracji!? Szkoły parafialne, guwernantki, a dla najlepszych gimnazja, i dalej studia, można też zagranicę wyjechać, by się uczyć!?
Z forum: Żebym mogła wejść na 2 minuty do szkoły odebrać świadectwo maturalne muszę mieć maskę, rękawiczki i własny długopis, a za kilka tygodni uczniowie wracają do szkół bez żadnych środków ochrony osobistej.

17 08 2020 Jaki fajny pan Krzysztof… no nie?
Ogłoszenie wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich. Obok kandydującego z ramienia Konfederacji Krzysztofa Bosaka, byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej stoją Robert Winnicki powiązany z Młodzieżą Wszechpolską i Ruchem Narodowym poseł z ramienia Konfederacji, Janusz Korwin-Mikke oraz żona kandydata – Karina Bosak prawniczka z Ordo Iuris organizacji skrajnie religijnej, działającej na rzecz ograniczenia praw kobiet oraz (jak wynika z publikacji Tomasza Piątka) z ciekawymi powiązaniami oraz finansowaniem.
Krzysztof Bosak otrzymał 6,78% głosów, wynik niezły i bardzo niepokojący, ponieważ wywodzi się z środowiska skrajnie nacjonalistycznego. Ciekawi mnie wysokie poparcie dla tak nacjonalistycznego fundamentalisty. Wielu socjologów wskazuje, że wyborcy są bardziej progresywni światopoglądowo niż politycy, a jakimś cudem taki kandydat uzyskuje bardzo wysokie poparcie, zwłaszcza wśród młodych mężczyzn. Tu pojawia się istotne pytanie, dlaczego? Młodzi ludzie nie są homofobiczni, często popierają związki partnerskie i większość osób opowiada się za prawem do aborcji. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że Krzysztof Bosak jest bardzo sprawny retorycznie. Pod przykrywką korzystnych dla klasy średniej oraz małych przedsiębiorców postulatów ekonomicznych (które w mojej opinii nie są dobre, ale każdy ma prawo do takich poglądów), chce przepychać dyskryminujące mniejszości oraz kobiety, postulaty. By zrozumieć, jakie cele polityczne stawia sobie Bosak, warto zajrzeć do publikacji zatytułowanej Nowy Porządek, która jest manifestem programowym tego polityka. Niepokojącą kwestią jest już nazwa, choć może autorzy nie zdawali sobie sprawy, że istniało coś takiego jak Neuoordnung czy Ordine Nuovo i mamy do czynienia z przypadkową zbieżnością nazw. Równie dobrze mogą przecież powiedzieć, że chodziło o New Deal. Tak naprawdę jednak trudno w to uwierzyć, gdyż Nowy Porządek oparty jest na skrajnym nacjonalizmie.
Wielka rzesza Polaków mieszkających poza granicami Ojczyzny to ogromny potencjał (…). Dlatego należy rodakom zza granicy umożliwić zaangażowanie w życie polityczne kraju poprzez wybory do Sejmu. W tym celu należy wprowadzić do Konstytucji Polonijne Okręgi Wyborcze (…). To zwiększy ich wpływ i wzmocni ich głos, który obecnie w polskim parlamencie jest niesłyszany. Oprócz tego, Bosak chce zniesienia wotum nieufności dla rządu i równocześnie prawa veta dla prezesa Rady Ministrów. Postuluje też przedłużenie kadencji prezydenta z lat 5 do 7, potem ta osoba przez 7 lat miałaby być marszałkiem senatu, a na końcu dożywotnim senatorem. Kolejny punkt programu to wzmocnienie pozycji premiera tak, aby premier zyskał całą władzę wykonawczą (mamy trójpodział władzy, władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą, w tym układzie jednym z jej trzech filarów byłaby jedna osoba). Kolejny pomysł to zmniejszenie liczby posłów o połowę i zamiana senatu w izbę refleksji. W Nowym Porządku można przeczytać również, że „obywatelstwo polskie powinno być traktowane jako szczególny przywilej i być ściśle powiązane z przynależnością do narodu polskiego”, „kandydat na obywatela musi przekonująco wykazać, że jest osobą w pełni zasymilowaną z narodem polskim”. Czyli Konfederaci chcą w ten sposób wykluczyć mniejszości zamieszkujące Polskę czy nawet Polaków, którzy według nich prawdziwymi Polakami nie są? Bosak twierdzi, że zbyt łatwo można uzyskać obywatelstwo polskie. Nie wiem, skąd wyczarował te dane, bo otrzymuje je rocznie niecałe 5 tysięcy cudzoziemców, tymczasem w Niemczech obywatelstwo uzyskuje 100 tysięcy.
Dzięki piątkowemu głosowaniu Bosak i Konfederacja znowu zyskali w oczach opinii publicznej, gdyż jako jedyny klub w całości zagłosowali przeciw podwyższeniu zarobków posłów. Co prawda, jeśli podwyżki przejdą trudno się spodziewać, by posłowie Konfederacji poszli w ślady parlamentarzystów z partii Razem, którzy znaczną część swoich poselskich uposażeń już teraz przeznaczają na cele społeczne. Wielu wyborców pomyśli sobie jednak, że może Konfederaci i pan Bosak już są fajni? No cóż, nie są. Wczoraj w Warszawie odbył się protest („Stop Agresji LGBT”) środowisk skrajnie nacjonalistycznych, pojawił się na nim Krzysztof Bosak. Trzeba przyznać, że były kandydat na prezydenta obraca się w ciekawym towarzystwie. Na tym proteście pojawili się ludzie, którym przeszkadza Konwencja oraz Kaja Godek z „wolnościowym” projektem zakazu parad równości.
Link do filmu: https://twitter.com/i/status/1295013509642760192
Chciałabym wierzyć, że Konfederacja to partia neoliberalna i konserwatywna (chociaż nie jest mi z nią po drodze), ale niestety, lektura programu tej partii oraz aktywność jej liderów, w tym Bosaka, nasuwa inne wnioski.
Maria Czarnecka. Źródło koduj24.pl 
16 08 2020 Prasówka tygodniówka (10.08-16.08.2020)
Jesuuuu! Jaka to radość i wdzięczność mnie ogarnia, gdy widzę, jak obóz rządzący dba, byśmy przypadkiem nie umarli z nudów. Można powiedzieć śmiało „chwilo trwaj”, a właściwie, „prezesie trwaj”, bo ta dawka adrenaliny, jaką mi serwuje, trzyma mnie przy życiu. O niczym innym nie marzę, niczego innego nie pragnę, jak tej nieustającej jazdy na rozklekotanej, pisowskiej karuzeli…
……………………………………….
1. Kancelaria Sejmu zbroi się na całego. W przyszłym roku postawi sobie nowy budynek obronny za milion złotych, a na zakup hełmów, amunicji i kamizelek kuloodpornych przeznaczy 700 tys. zł. Proponuję jeszcze zakup armatek wodnych, gazów łzawiących i zamianę sali plenarnej na poligon, by posłowie, zamiast debatować, mogli sobie do siebie postrzelać. Ot, taki paintball dla elity.
2.A to dopiero sukces. Mariusz Błaszczak i sekretarz stanu USA Michael Pompeo podpisali umowę o wzmocnieniu współpracy obronnej i zwiększeniu amerykańskiego kontyngentu. Teraz Polska jest bezpieczna, bo Wielki Brat zza oceanu będzie nas bronił do krwi ostatniej, a za to my będziemy bulić za ten zaszczyt ok. 0,5 mld zł rocznie czyli więcej niż wydajemy na WOT i rodzime siły specjalne. Ale fajnie mieć takiego amerykańskiego kumpla pod nosem. Lepszy on od tego, unijnego, bo tak się nas nie czepia.
3. Polak potrafi cwaniakować aż miło! Wiadomo, że bonami turystycznymi można opłacić tylko usługi wakacyjne, jednak co niektórzy rodzice wolą wydać je na bardziej przyziemne potrzeby i to niekoniecznie związane z dobrem własnych pociech. Stąd kwitnie już handel tymi bonami. W regionie świętokrzyskim chodzą one nawet po 350 zł za sztukę. I tak mamy dzieci, które mogą oblizać się smakiem, zadowolonych rodziców, zaspokajających swoje osobiste potrzeby i państwo dumne ze swego pomysłu. Alleluja i do przodu.
4.Pod pretekstem walki z koronawirusem można wszystko. Dowalić lekarzom karą za nieumyślne błędy, wprowadzić bezkarność za przekręty i …po cichutku powycinać drzewa, by mieć działki na tanie budownictwo i drewno na drewniane domki. 300 tys. ha gruntów leśnych pod piłę! Ależ to będzie złoty interes dla developerów. A przecież ten pomysł to nic innego jak prywatyzacja lasów, przed którą PiS jeszcze nie tak dawno ostrzegał i obiecywał, że nie pozwoli! Nie dopuści! Będzie bronił lasy przed zapędami wrednego PO! Kolejny dowód na to, jak ta partia robi nas w konia, ale co tam. Lud ją i tak kocha nad życie.
5.W czasach kryzysu, spowodowanego epidemią koronawirusa, gdy ludzie pracują za mniejsze pieniądze, martwią się o przyszłość, boją bezrobocia, zaciskają pasa, bycie urzędnikiem w kancelarii Sejmu jest jak dar z niebios. Praca to miła, spokojna, w dobrych warunkach i na dodatek dająca niezłą kasę. Do tego mogą liczyć na uznanie szefostwa, któremu wydaje się, że wciąż siedzi na forsie i przyznało swoim podwładnym premie w łącznej wysokości prawie 0,5 mld zł. To średnio po 2700 na łepka. Plissss! Ja też poproszę o taką fuchę!
6.Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, kolejny już raz błysnął intelektem na miarę tej nowej, pisowskiej „elity”. Jeden z dziennikarzy zapytał go o jabłka, których cena woła o pomstę do nieba. Pan minister zamiast wyjaśnić, opowiedzieć, co zamierza zrobić, by powalczyć z zawyżaniem cen, miał krótką propozycję. „Kto panu każe te jabłka kupować” – rzucił dość beztrosko i faktycznie. Nie kupujmy jabłek, nie dajmy zarabiać złodziejom…taka to cała rada ministra. „Wujaszek dobra rada”, nie ma co…
7.Jeśli chodzi o wydatki na obronność, zajmujemy pod tym względem 20 miejsce na świecie. Ładnie to brzmi, ale… znaczna część tej kasy idzie na emerytury mundurowe, muzea, wojskowy wymiar sprawiedliwości, szkolnictwo i administrację, duszpasterstwo, Agencję Mienia Wojskowego, misje pokojowe i żandarmerię wojskową. I tak, z 43 mld zł przeznaczonych na obronę narodową w roku 2019, faktycznie poszło 31 mld zł. To już nie wygląda tak ładnie, prawda?
8.MEN, w ramach swego profesjonalizmu i troski o dzieci, które od września wrócą do szkół, całą odpowiedzialność za organizację bezpieczeństwa zrzuca na dyrektorów placówek edukacyjnych. I co robią dyrektorzy, by się zabezpieczyć i nie ładować w problemy? Wysyłają swoim nauczycielom oświadczenia do podpisania, a w nich zgoda na zrzeczenie się roszczeń w przypadku zakażenia koronawirusem i na pracę stacjonarną. To ma obronić przed ewentualną burzą, jaka może się rozpętać w przypadku, gdy placówka stanie się ogniskiem koronawirusa. Żałosne…
……………………………………
No a teraz, po prasówce, proponuję wypad na łono natury, walkę o miejsce na nadmorskiej plaży i złapanie oddechu przed kolejnymi newsami, które już od jutra zaczną nas przygniatać. Do poczytania za tydzień!
Źródło koduj24.pl
15 08 2020 Bohaterowie odchodzą, pozostają tylko „podróbki”.
Setna rocznica Bitwy Warszawskiej. Stolica znowu w rękach narodowców, mimo zakazu. Białorusini po 26 latach rządów Łukaszenki, wreszcie stracili cierpliwość. Posłowie opozycji wsparli projekt Zjednoczonej Prawicy i sprzedali się za podwyżkę. Koronawirus nie odpuszcza. Dzieje się sporo, a jednak cóż to wszystko znaczy w obliczu śmierci? Śmierci takiego człowieka jakim był Henryk Wujec? Wspaniały człowiek, opozycjonista, który nie sprzedał się spektakularnym interesikom, wierny sobie i tym wartościom, którym podporządkował całe swoje życie.
Rozglądam się wokół siebie z zadumą… Ilu takich jak On jeszcze zostało? W czasach PRL bohaterowie, a kim są dzisiaj? Jak wielu z nich rozmieniło się na drobne. Nagle okazało się, że gdy już nie muszą prowadzić walki z władzami reżimowymi, spełniło się ich marzenie o wolnej Polsce, zapomnieli, kim tak naprawdę są. A może źle myślę? Może właśnie teraz pokazali swoją prawdziwą twarz? Twarz człowieczka, który żąda hołdu za dokonania sprzed lat, żąda uznania i swojego miejsca przy korycie władzy, ma patent na jedyną prawdę i przywództwo narodowe, bo to mu się przecież należy. Bo on na to zapracował.
Zdeprawowali się ci nasi bohaterowie. Stali się populistami, postawili na gierki i układy. Wprzęgnięci w mechanizmy brudnej polityki, wykorzystują swój mit, swoją legendę w walce o władzę i taką Polskę, która niczym nie przypomina tej, z ich marzeń. Dzisiaj prześmiewają swoich kolegów, z którymi kiedyś szli ramię w ramię. Nazywają ich zdrajcami, obrzucają epitetami, nie chcą pamiętać, że ten ruch walczących o Polskę to nie tylko oni. Dzisiaj liczą się tylko oni, a ci pozostali? Ci, którzy przeżyli internowanie, prześladowania, którzy poświęcili swoje życie, rodziny, to już nie ich przyjaciele. To wrogowie. Ich winą tylko to, że pozostali wierni sobie i nie aprobują tej właśnie twarzy, która wychyliła się spod maski bojownika o prawa obywatelskie i od kilku już lat straszy nienawiścią, zakłamaniem, pruderią, małością. Kiedyś bohater, dzisiaj żałosny produkt własnego, przerośniętego ego i ambicji.
Bez skrupułów ci dawni bohaterowie niszczą pamięć, tyko dlatego, że wyznają zasadę, iż „kto nie z nami ten przeciwko nam”. Nie mieli żadnych oporów, by atakować tak wspaniałych ludzi jak Jacek Kuroń, Bronisław Geremek czy Tadeusz Mazowiecki. Nie mają żadnych oporów, by budować nowe legendy, stawiać pomniki „podróbkom”, bo to przecież oni. Jedyni, którzy mają prawo do spijania śmietanki za lata swego heroizmu, a nawet nie czują, jak bardzo jest ona sfermentowana. Bez Henryka Wujca to już nie będzie ta Polska. Był dla mnie wielkim autorytetem, człowiekiem wielkiej mądrości, pełnym ciepła. Wciąż niepokornym, pełnym wiary. Niosącym swoim uśmiechem i całym życiem najwspanialszy przekaz dla kolejnych pokoleń, że bycie człowiekiem jest powodem do dumy. Nikt i nic nie jest w stanie usunąć go z kart naszej historii. Nikt nie jest w stanie zniszczyć pamięci o Nim. „Bohaterowie” dzisiejszej Polski przeminą, pozostając tylko przestrogą i symbolem sprzedania siebie za przysłowiowy judaszowy grosz. Pan Henryk pozostanie …
Tamara Olszewska Źródło koduj24.pl 
14 08 2020 A nich sobie mówią, co chcą, nacjonaliści i tak jutro wezmą Warszawę w swoje władanie.
Kiedy okazało się, że z powodu koronawirusa obóz rządzący odwołał większość imprez związanych z obchodami 100 rocznicy Bitwy Warszawskiej, stawiając w tym roku tylko na te wydarzenia, które nie będą gromadzić tłumów, polscy nacjonaliści aż jęknęli z zachwytu. Cała Warszawa dla nich! Wreszcie tylko oni i nikt im nie będzie wchodził w paradę. Warszawa rozświetlona blaskiem rac, dudniąca marszowym krokiem prawdziwych patriotów…
Wszystko zostało dokładnie zaplanowane. Młodzież Wszechpolska przy wsparciu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i Ruchu Narodowego opracowały dokładnie, punkt po punkcie, przebieg swoich obchodów, które mają zakończyć się wielkim Marszem Zwycięstwa. Zgodnie z planem, marsz ów ma się rozpocząć pod pomnikiem Mikołaja Kopernika o godzinie 17:00. Wznosząc narodowe hasła, w patriotycznej atmosferze prawdziwi Polacy udadzą się na Plac Krasińskich idąc głównymi ulicami stolicy.
Radość chłopców i dziewczynek spod nieco skażonej ideologią z piekła rodem, flagi, została jednak mocno stłumiona przez tego wrednego prezydenta Warszaw. Rafał Trzaskowski pod pretekstem zagrożenia koronawirusem, ostro się postawił i powiedział marszowi twarde NIE! Brzydki ten Trzaskowski, oj, brzydki! Niewiele myśląc nacjonalistyczne towarzystwo złożyło skargę do Sądu Okręgowego, ale i tutaj niczego nie wskórali. Sąd stanął po stronie władz Warszawy i wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią wyraźnie, że Marsz Zwycięstwa, zrzeszając pięknych, młodych duchem, choć nie zawsze ciałem i przesiąkniętych polskością aż po czubki intelektualne, narodowców tym razem się nie odbędzie. Co na to organizatorzy? Przede wszystkim odwołują się do Sądu Apelacyjnego, licząc na zmianę decyzji, no bo jak to? Bez uczczenia rocznicy Bitwy Warszawskiej w ich wykonaniu to ten dzień się po prostu nie liczy. Dla nich decyzja o zakazie marszu ma podłoże tylko i wyłącznie polityczne, ale oni się nie dadzą i zgodnie z tym, co napisał jeden z wielbicieli tego środowiska „cytując Karata NM ‚ gdy antypolska kurwa do głosu dojdzie, nie słuchaj jej i postępuj mądrze’…”, oni i tak przejdą przez Warszawę. W końcu ta władza nie pozwoli ich skrzywdzić. Policja będzie ich chronić przed tymi, co to z białą różą, w ciszy i skupieniu staną im na drodze, a prokurator Ziobro zadba, by, w razie gdyby, to włos im w sądzie z głowy nie spadnie i żadna kara ich nie dopadnie.
Jak to powiedział kolejny z miłośników nacjonalistycznej Polski, „Czołem! Do zobaczenia, pokonamy te zboczenia” jutro Warszawa należeć będzie do nich i oni pokażą, jak należy święcić tak ważną rocznicę. Wprawdzie zupełnie nie rozumiem, jak to jakieś zboczenia mają się do obchodów Bitwy Warszawskiej, ale co tam. Ważne, że oni wiedzą…Podejrzewam, że cała Polska już nie może się doczekać zdeterminowanych narodowców i ich marszu. Przecież my, obywatele tego kraju o niczym innym nie marzymy, jak zobaczyć stolicę w oparach dymu od puszczanych petard, płonącą od rac, zdominowaną przez tych dzielnych ludzi z ręką wyciągniętą w geście, tak podobnym do nazistowskiego. Zapewne znowu, podobnie jak i na wszystkich wcześniejszych marszach nacjonalistów, będą oni wrzeszczeć o komunistach, co to zamiast liści, lewakach, zdrajcach. Będzie głośno, agresywnie, brutalnie. Taki prawdziwy pokaz siły tych, co to jeszcze niedawno byli marginesem w naszej przestrzeni publicznej, a dzisiaj, za pełną aprobatą partii rządzącej, szarogęszą się coraz bardziej. No cóż, poczekajmy do jutra. Zobaczymy, jaki spektakl nam narodowcy zafundują. Kolejny raz poczujemy na własnej skórze, w jakim matrixie przyszło nam żyć. Jak pięknie, ważne dla wszystkich Polaków, święto można zamienić w żałosną farsę. A może się mylę? A może tym razem odpuszczą?
Tamara Olszewska. Źródło koduj24.pl

14 08 2020 Magdalena Adamowicz na celowniku pisowskiej prokuratury.
W 2015 roku prezydentowi Gdańska, Pawłowi Adamowiczowi, postawiono zarzuty, dotyczące nieprawidłowego wypełniania oświadczeń majątkowych w latach  2010-2012. Prezydent Gdańska miał nie wpisać w nich dwóch mieszkań i zaniżyć oszczędności. Po jego śmierci sprawa została ostatecznie umorzona. PiS jest jednak bardzo pamiętliwy i nie odpuszcza. Teraz Prokuratura Krajowa postawiła zarzuty żonie prezydenta, europosłance Magdalenie Adamowicz. Została ona oskarżona o zatajenie w zeznaniach podatkowych za lata 2011-2012 prawie 300 tys. zł. oraz 100 tys. zł dochodów. Według śledczych nie rozliczyła się też z dochodów z wynajmu mieszkań, jako prowadzonego w warunkach pozarolniczej działalności gospodarczej i tu jest mowa o prawie 120 tys. zł.
Akt oskarżenia obejmuje też matkę Pani Adamowicz, której zarzuca się składanie fałszywych zeznań oraz dwóch biznesmenów, którzy dążyli „do zapewniania sobie przychylności w postępowaniu w przedmiocie zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Plan ten zakładał niekorzystne dla inwestora rozwiązania urbanistyczne. W czasie gdy przeprowadzono przyspieszoną procedurę zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego prezydent Gdańska i członkowie jego rodziny kupili po zaniżonych cenach trzy mieszkania. W stosunku do prezydenta Gdańska i członków jego rodziny inwestor zastosował znacznie niższe ceny przy nabyciu mieszkań w porównaniu do innych klientów nabywających lokale w ramach inwestycji w Gdańsku-Jelitkowie, z czego wynikała korzyść majątkowa w kwocie prawie 350 tysięcy złotych”. W stan oskarżenia postawiony został też pracownik samorządowy, który przekroczył uprawnienia służbowe w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Ponieważ postępowanie karne wszczęto przed dniem ogłoszenia wyników wyborów do Europarlamentu, Magdaleny Adamowicz nie chroni immunitet europosła i grozi jej kara więzienia lub, w najlepszym przypadku, kara grzywny. Internauci mają swoje zdanie w tej sprawie. Jak piszą, „Najpierw jej męża zabili a teraz chcą ją wsadzić do więzienia za to że jest majętna. To co z ludźmi PiS co kradną na potęgę i jeszcze ustawowo chcą być bezkarni?” czy też „a gdzie są akty oskarżenia dla kilka ważnym gości z PIS z Panem Morawieckim i Ziobro na czele nie wspominając o Szumowskim ? Rozumiem, że pomyłka celowa bądź nie jest bardziej karygodna dla dobrej zmiany niż wałki i ukrywanie majątków przez ekipę 
z PiS-u ?!”.
Źródło: wp.pl
A jednak nie jest taka „czysta” jak twierdziła!? No, a takich w Polsce nie brakuje, a Fiskus udaje ślepego i głuchego, no chyba, że.... „polityka” jest ważniejsza, wtedy się atakuje!? 
12 08 2020 Arcybiskup Głódź może dostawać nawet 20 tys. zł emerytury.
75-letni arcybiskup Sławoj Leszek Głódź już niedługo przechodzi na emeryturę. Duchowny może wówczas otrzymać nawet 4,5 do 5 tys. zł z tytułu emerytury dla biskupa, co jednak nie będzie jego jedynym źródłem utrzymania. Głódź bowiem już od 16 lat pobiera emeryturę wojskową, bo „służył” w armii. Kontrowersyjny kapłan przez 13 lat był biskupem polowym Wojska Polskiego. Emerytura  dla takiego „generała dywizji” (Głódź naprawdę nim jest…) mieści się w przedziale 13-14 tys. zł – i takie pieniądze arcybiskup zapewne dostaje co miesiąc. Łącznie duchowny może więc inkasować na emeryturze aż 20 tys. zł miesięcznie. Należy przy tym dodać, że diecezja będzie opłacać za niego m.in. mieszkanie, ewentualne leczenie, wyżywienie, rachunki i wynagrodzenie dla jego opiekuna. Arcybiskup Głódź od lat wzbudza kontrowersje i szokuje swoim zachowaniem. Wielokrotnie był oskarżany o m.in. mobbing względem innych duchownych, których podobno zmuszał do przekazywania mu części pieniędzy pochodzących z ofiar. Rzekomo terroryzował też bezpośrednio podległego mu młodego księdza – mężczyzna miał usługiwać mu, gdy ten był na kacu, chodzić do sklepu w środku nocy i zabawiać gości arcybiskupa podczas suto zakrapianych imprez. W ub.r. został też oskarżony o krycie księdza odpowiedzialnego za akty pedofilii.
Źródło: gazeta.pl
Z archiwum: - Przepych i rozmach zamiast pokory i skromności.
Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź od 2011 r. żyje w okazałej rezydencji. Po ogrodach okalających pałac spaceruje nawet stado danieli!

.....
Czy to właśnie tu odbywały się libacje, o których pisał ostatnio „Wprost”? Tygodnik dotarł do księży, którzy zarzucają arcybiskupowi dyktatorski styl władzy, hulaszczy tryb życia i słabość do mocnych trunków. Po alkoholu Głódź miał też swych podwładnych poniewierać. Co ty, k..., nawet nalać nie potrafisz!
- Ten skandal ciągnie się za Aleksandrem Kwaśniewskim do dzisiaj. Ale dopiero po latach wyszło, kto przyczynił się do tego, że ówczesny prezydent w 1999 r. chwiał się nad grobami polskich oficerów. Leszek Miller, wówczas premier, oskarża o to arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia.
Nie wiem, który ile wypił, ale po Kwaśniewskim było widać, a po Głodziu nie
– wyznał Miller. 
Abp Głódziowi nadano ksywę ”flaszka „. Jest aż niewiarygodnym, że taka osoba jak abp Głódź, pełniła funkcję biskupa polowego w stopniu generała dywizji. Abp Głódź będąc jeszcze biskupem polowym, jest wspominany przez znających go oficerów jako „degustator” mocnych trunków, gdzie niemal każdy zasiadający przy stole odpadał przez tempo narzucone przez abp Głódzia podczas organizowanych przez niego imprez alkoholowych.

12 08 2020 Dla świata jesteśmy już tylko „prowincjonalnym krajem z wątpliwą reputacją”.
Polskie władze zareagowały błyskawicznie na wydarzenia na Białorusi i można odnieść wrażenie, że chętnie wzięłyby na siebie rolę reprezentanta Białorusinów na arenie międzynarodowej. Wydaje się jednak, że, mimo starań, Polska pozostaje poza stołem, przy którym główni gracze wypracowują własną strategię w tej sprawie. Okazuje się, że inicjatorem oświadczenia prezydentów Polski i Litwy w sprawie wydarzeń na Białorusi były władze z Wilna. Zostało ono napisane właśnie w stolicy Litwy, pierwotnie w języku litewskim i jego ton jest zdecydowanie bardziej umiarkowany i pojednawczy wobec reżimu Łukaszenki, co jest typowe dla polityki właśnie Litwy wobec Białorusi, znacznie różniące się od podejścia to tematu naszego rządu. Również wyjazd Swietłany Cichanouskiej właśnie na Litwę, a nie do Polski, pokazuje, że nikt nie zamierza potraktować nas jak orędowników Białorusinów. Wydaje się, że w tę sprawę mocno zaangażowały się Stany Zjednoczone, które od dłuższego już czasu próbowały porozumieć się z Mińskiem i swoją rolę w tym odgrywała właśnie Litwa. I to właśnie USA wolały zaangażować w pomoc kontrkandydatce Łukaszenki państwo, które cieszy się opinią zdecydowanie bardziej stabilnego i przewidywalnego niż Polska. Świat woli przecież, by Białorusini rozeszli się do domów, a zaangażowanie Polski mogłoby tylko zaostrzyć sytuację. Wydaje się też, że niewiele znaczą polskie nawoływania do zorganizowania spotkania krajów UE i jak najszybsze zajęcie się problemami Białorusi. Owszem, Łotwa, Estonie i Finlandia poparły inicjatywę ministra Czaputowicza, ale są bardziej skłonne na poprowadzenie rozmów w tej sprawie na poziomie szefów dyplomacji.
No cóż, Polska właśnie płaci za swoje problemy z praworządnością i wydarzenia ostatnich dni, które miały u nas miejsce czyli protesty środowiska LGBT i reakcję policji. W kręgach unijnych mówi się, że „apelu premiera Morawieckiego słucha się na europejskich korytarzach z przymrużeniem oka, a nasz głos, który przeszedł bez większego echa, traktuje się jako stanowisko „prowincjonalnego kraju z wątpliwą reputacją”. Trzeba przyznać, że obóz rządzący skutecznie wyautował nas z dobrej pozycji na arenie międzynarodowej. Byliśmy państwem liczącym się, cieszącym sporym zaufaniem i wiarygodnością, a dzisiaj? Ech…
Źródło: onet.pl
- Czy Łukaszenka skończy jak Ceausescu, to dziś jednio z najważniejszych pytań!?
- Łukaszenko niszczył swój kraj od 26 lat. Orban robi to z Węgrami od 10 lat, a prezes Kaczyński zalicza już piąty rok. Cała ta „Trójca” wypłynęła na społecznym niezadowoleniu, obietnicach socjalnych, budowaniu teorii spiskowych o wrogach zewnętrznych oraz wewnętrznych, którzy się czają, wyczekując na odpowiedni moment, by dowalić, wykluczyć i zniszczyć wspólnotę narodową.
11 08 2020 Na aukcji w Janowie jak na dłoni widać, że polityka podsycania konfliktów przynosi owoce.
Podczas pokazu „Pride of Poland” komentator Marek Szewczyk uderzył byłego wiceprezesa stadniny w Janowie Podlaskim, Mateusza Leniewicza- Jaworskiego. Na miejsce wezwana została ochrona i policja, która wylegitymowała obydwu mężczyzn. Zdarzenie to wiele mówi o klimacie, jaki panuje w Polsce. Mateusz Leniewicz- Jaworski, obecnie agent hodowców koni arabskich z całego świata, przyjechał na aukcję do Janowa Podlaskiego ze swoimi klientami z Belgii. Były wiceprezes stadniny przyprowadził ich na aukcję, gdzie licytowali Perfinkę za ponad 1 mln euro. Do uderzenia doszło, gdy Leniewicz-Jaworski mijał się z komentatorem licytacji. – Usłyszałem tylko „ty gnoju”, po czym zostałem uderzony cztery razy pięścią w tył głowy, kiedy szedłem do namiotu VIP ze swoimi klientami z Belgii. Rozmawiałem wtedy przez telefon, który wypadł mi z rąk, z twarzy spadły mi okulary. Koszmarna historia – opowiedział „Gazecie Wyborczej” poszkodowany. Były wiceprezes stadniny nie odniósł poważnych obrażeń, ale może wystąpić na drogę sądową z powództwa cywilnego. Sytuację skomentował także Marek Szewczyk. – To prosta sprawa, nie ma w niej drugiego dna. Kiedy się mijaliśmy, Jaworski, rozmawiając przez telefon, powiedział „o Szewczyk, ta menda”. Więc dałem mu w twarz otwartą ręką. Czy żałuję? Nie. Jesteśmy po dwóch stronach barykady, a on stoi po złej stronie – wyjaśnił „Rzeczypospolitej” Marek Szewczyk, były redaktor „Konia Polskiego”. Przypomniał w rozmowie z dziennikarzami, że od początku przejęciu rządów przez PiS krytykował to, co dzieje się w państwowych stadninach, m.in. wyrzucenie wieloletnich dyrektorów: Marka Treli oraz Jerzego Białoboka, szefa stadniny w Michałowie. Poddawał też w wątpliwość kwalifikacje samego Leniewicza-Jaworskiego. Dowodem miał być fakt, że kiedy klacz Emira w elektronicznej aukcji została wylicytowana za 550 tysięcy euro, nabywca za nią nie zapłacił. Po powtórce koń- gwiazda pokazu – niestety został sprzedany już tylko za połowę ceny. Emocje w sporze pomiędzy dwoma panami wynikają z krytycznego podejścia Szewczyka do sposobu zarządzania słynną stadniną. Jednak sposób ich zamanifestowania trudno ocenić inaczej, jak przykład lawinowej eskalacji napięcia w sferze publicznej.  – Dajmy temu spokój, bo dojdzie do tragedii – skomentował anonimowo sytuacje jeden ze stałych bywalców aukcji.
źródło: gazeta.pl, onet.pl
Z forum: Na aukcja koni arabskich w Janowie Podlaskim przedstawiciel organizatora pobił przedstawiciela jednego z licytujących. Wezwana na miejsce policja pouczyła pokrzywdzonego, że w stosunku do sprawcy może sobie wystąpić na drogę sądową z powództwa cywilnego

11 08 2020 Kuszenie posła Sachajko.
Poseł Kukiz’15, Jarosław Sachajko otrzymał propozycję przejścia na stronę Zjednoczonej Prawicy – ustaliła Interia.pl. Mówi się nawet o tece ministra rolnictwa, wszelako pod jednym warunkiem: musiałby przeciągnąć na stronę PiSu pięciu posłów z koalicji Polska-PSL-Kukiz’15. I nie chodzi o to, by zasilili szeregi którejś z partii Zjednoczonej Prawicy, wystarczy, jeśli będą głosować, jak trzeba. Nie od dziś partia rządząca pracuje nad zmniejszeniem ilościowym senatorów i posłów opozycji. I wiadomo, że nie chodzi o przekonanie kogokolwiek do idei prawicy, ale o odebranie opozycji głosów. Jarosław Sachajko pochodzi z Zamojszczyzny, jest doktorem nauk rolniczych i posłem już drugiej kadencji. „Przyznaję, że odbyłem pewne rozmowy, ale nie na tym poziomie. Na razie te wszystkie doniesienia traktuję jako kaczkę polityczną”. – odpowiada enigmatycznie. Dodaje też, że tak poważne rozmowy powinny odbyć się na szczeblu szefów partii, z udziałem Pawła Kukiza i Mateusza Morawieckiego lub Jarosława Kaczyńskiego.
Nie pierwszy to raz Sachajko dostaje propozycję od PiS-u, jak dotąd jednak, jest to propozycja najbardziej atrakcyjna. Poseł ma już w kwestii podobnych transferów pewne obserwacje: „widzę, co dzieje się z posłami, którzy przeszli z Kukiz’15 do PiS. Po prostu nie istnieją, są anonimowi i nie realizują obietnic danych wyborcom”.
Tymczasem na razie wiadomo, że rząd zamierza odchudzić się, zmniejszając liczbę ministerstw. Po rekonstrukcji rządu resort ten może zostać połączony z dwoma pokrewnymi – klimatu i środowiska. Czy wtedy propozycja będzie bardziej kusząca? Jak widać, dla PiSu nie liczy się wierność swojej partii, własnym przekonaniom czy danym obietnicom wyborczym. Wszystko jest do sprzedania bądź kupienia, to tylko kwestia ceny. Zwłaszcza, gdy płaci się cudzymi pieniędzmi.
Źródło:interia.pl
Z forum: Kaczyński natychmiast potrzebuje przejąć Senat. Na początku września upływa kadencja Bodnara, a Senat w rękach opozycji nie zgodzi się na żadnego pisowskiego kandydata. Tym samym kadencja Bodnara będzie trwała tak długo, dopóki Sejm i Senat nie zatwierdzą tego samego kandydata. Po obsadzeniu RPO w kolejce stoją już plany ustaw o mediach i sądach. Tu też potrzebny jest Kaczyńskiemu Senat, żeby szybko to uchwalić i wprowadzić. A to tylko plany na początek jesieni. Strach pomyśleć, co czeka nas dalej.
Z drugiej strony póki co Kaczyński i PiS na pewno bacznie obserwują Białoruś i zastanawiają się, na ile będą sobie mogli pozwolić. Ewentualnie jak zdusić protesty w zarodku, zanim społeczeństwo się zorientuje, co wprowadzają.
10 08 2020 Za przywileje i kasę policja chętnie spacyfikuje każdego przeciwnika politycznego, którego wskaże jej władza.
Komendant główny policji, gen. Jarosław Szymczyk, nie ukrywa swego podziwu dla ministra spraw wewnętrznych i administracji, Mariusza Kamińskiego. Chętnie opowiada o świetnej współpracy z rządem w czasach koronawirusa, o prawie 6 mld zł dofinansowania i wzroście dochodów policjantów o 1700 zł. Jak widać nasi mundurowi dali się kupić obozowi rządzącemu i jeśli nawet wcześniej mieli jakieś skrupuły i niechęć do wykorzystywania politycznego, dzisiaj kasa przesłoniła im przyzwoitość. Po wygranych wyborach, Zjednoczona Prawica wprowadziła szereg przywilejów, m. in. przyzwoity dodatek motywacyjny, nawet do 2,5 tys. zł, zwrot kosztów poniesionych na ochronę prawną, jeżeli postępowanie karne prowadzone w związku z wykonywaniem czynności służbowych zakończy się wyrokiem uniewinniającym lub zostanie umorzone, ekwiwalent za niewykorzystany urlop, za wiek, staż i trudne warunki służby, dodatek za wyżywienie.
W tej sytuacji opłaca się policjantom wykonywać bez szemrania polecenia swoich przełożonych i nie negować decyzji związanych z rozbijaniem protestów obywatelskich. Jak mówi jeden ze związkowców,  „rozkazy będą wykonane. Proszę zresztą pamiętać, że interwencje na manifestacjach politycznych to bułka z masłem w porównaniu z akcjami na stadionach. Tam jest prawdziwe zagrożenie, od kiboli można naprawdę dostać. A co policjantowi zrobi ktoś spod tęczowej flagi czy starsza pani w koszulce „Konstytucja?”. Tak więc dzisiaj można zapomnieć o braniu lewych zwolnień lekarskich, byle tylko nie brać udziału w tłumieniu protestów obywatelskich, próbach zachowania się przyzwoicie, pamiętaniu, że policja służy Konstytucji i demokracji. Nie działa już też policyjne forum internetowe, gdzie często pojawiały się ostre słowa krytyki i rzeczywiste oceny sytuacji. To oficjalnie „przerwa techniczna”, która jednak trwa od dłuższego już czasu i pokazuje jednocześnie, jak wspaniale polskiej policji wychodzi po prostu milczenie. Dzisiaj policja będzie stała wiernie na straży prezydenta i obozu władzy, bo jej się to po prostu opłaca. Jak łatwo przyszło jej się sprzedać. Jak łatwo było poświęcić godność i honor dla przywilejów i kasy…
Źródło: wyborcza.pl
Link do filmu: https://twitter.com/i/status/1292702764406120449
Z forum: Wczoraj przy Wilczej 2 bydlaki rzuciły też chłopaka na ziemię. Jeden klęknął mu na brzuchu. Kiedy zaczęliśmy krzyczeć, podbiegło jeszcze 2 i wynieśli go do suki. Staliśmy, nikt z nas nie był fizycznie agresywny. Za to milicjanci byli nabuzowani agresją. I ją czynnie okazywali.
No co mieli go w czółko pocałować, i pogratulować!?


10 08 2020 Dzisiaj Białoruś, a jutro my?
Po wczorajszych wyborach prezydenckich na Białorusi wybuchły zamieszki. Tysiące Białorusinów nie uwierzyło w wygraną Łukaszenki, uznając, że wybory zostały sfałszowane. Nie powiem, z przerażeniem patrzyłam, na to, co dzieje się na ulicach miast, brutalne działania milicji w Mińsku, która zastosowała „specjalne środki” przeciwko protestującym. Jednak nie wszędzie było tak ostro. W miejscowościach Żodzino i Baranowicze milicja i OMON odmówiły rozbijania demonstracji i złożyły tarcze na ulicy. Łukaszenko niszczył swoich rodaków przez 26 lat i nie wiadomo, co będzie dalej. Nawet jeśli tym razem się nie wywinie, trzeba pamiętać, że Białorusini czują na plecach oddech Putina. Wszyscy pamiętamy dobrze, co zrobiła Rosja, gdy Majdan obalił prorosyjskiego przywódcę. Czy teraz będzie inaczej, czas pokaże. Jedno jest pewne, bez pomocy demokratycznego świata Białoruś sobie nie poradzi. Już teraz widać reakcję na wydarzenia w Mińsku i innych miastach. Politycy, media, zwykli, szarzy obywatele, nie mówią o niczym innym niż o wydarzeniach z wczorajszego dnia. To, co tam się dzieje, poruszyło nawet serca naszego obozu rządowego. Andrzej Duda wraz z prezydentem Litwy wystosowali list do władz, w którym apeluje o pełne uznanie i przestrzeganie podstawowych standardów demokratycznych i wezwali do „powstrzymania się od przemocy i respektowania podstawowych wolności, praw człowieka i obywatela”. Premier Morawiecki zwrócił się o jak najszybsze zwołanie szczytu Rady Europejskiej, bo przecież „Musimy solidarnie wesprzeć Białorusinów w ich dążeniu do wolności”. Hm…Może coś jest ze mną nie tak. Może popełniam wielki błąd, ale nie mogę i nie potrafię odsunąć od siebie pewnej refleksji i odniesień do tego, co mamy dzisiaj, na własnym, polskim gruncie. Nie potrafię skupić się tylko na tragedii Białorusinów, ich przebudzeniu i podjęciu wreszcie skomasowanych działań, których celem życie w państwie, gdzie główną rolę pełnią zasady szeroko pojętej, demokracji.
Patrzę na oburzenie naszych władz, ich troskę o naszych sąsiadów zza wschodniej granicy i co widzę? Polską policję, która sprzedała się za kasę i dowali każdemu, kogo palcem wskaże jej PiS. Widzę tę drobną dziewczynę nad którą pastwi się jakiś funkcjonariusz w cywilu, wyłapywanych uczestników protestu w obronie Margot, już po zakończeniu spotkania i rozwożonych po okolicznych komisariatach. Widzę tego starszego pana, legitymowanego tylko dlatego, że ma koszulkę z napisem „Konstytucja”. Widzę tę opieszałość w prowadzonych sprawach, w których ofiarami są ci, broniący polskiej demokracji, a ich kaci śmieją im się prosto w twarz, bo przecież prokurator Ziobro ich obroni. Widzę przyzwolenie obozu rządzącego na akty nienawiści i agresji, przejazdy furgonetek ze skandalicznymi napisami, chwalenie się „strefami wolnymi od LGBT”, na marsze osiłków, którzy mają zupełnie spaczone rozumienie, czym jest polskość i patriotyzm.
Naprawdę, ten premier, ten prezydent, ta partia rządząca ma prawo teraz dyszeć z oburzenia i nazywać siebie strażnikami demokracji? Może sobie pozwolić na szastanie wielkimi słowami o wolności i prawach obywatelskich? Ci, którzy prowadzą nas coraz szybciej w stronę wyznaniowego państwa autorytarnego mówiąc to, co mówią, wysyłając oczekiwania, by Europa i świat bronił Białorusinów przed Łukaszenką, swoją postawą wobec własnych obywateli, pokazują ile te deklaracje faktycznie znaczą. Pokazują ich mocno ironiczne, pełne hipokryzji, zabarwienie i dla mnie to jest żałosne. Powtarzam, Łukaszenko niszczył swój kraj od 26 lat. Orban robi to z Węgrami od 10 lat, a prezes Kaczyński zalicza już piąty rok. Cała ta „Trójca” wypłynęła na społecznym niezadowoleniu, obietnicach socjalnych, budowaniu teorii spiskowych o wrogach zewnętrznych oraz wewnętrznych, którzy się czają, wyczekując na odpowiedni moment, by dowalić, wykluczyć i zniszczyć wspólnotę narodową. Lud najpierw uwierzył i nawet nie zauważył, gdy nastąpił ostry skręt w kierunku autorytaryzmu. Opozycja zlekceważyła tych panów, licząc, że łatwo sobie z nimi poradzi, a okazało się, że to oni nieźle swoich oponentów porozstawiali po kątach. Dzisiaj Białoruś próbuje walczyć o swój honor, godność i prawa obywatelskie. Czy i my będziemy czekać tyle lat, by zatrzymać marsz prezesa ku realizacji najgorszych, polskich koszmarów? Dzisiaj jestem sercem i duszą z Białorusinami, ale nie mogę się uwolnić od myśli, że mamy ten sam problem do rozwiązania, że tracimy czas i za chwilę znajdziemy się w przysłowiowej, czarnej……
Fakt, teoretycznie mamy lepszą sytuację bo przecież do Białorusi i Węgier nam jeszcze dość daleko, za nami stoi UE, ale czy faktycznie to wystarczy, by czuć się w miarę bezpieczniej?
Tamara Olszewska. Źródło koduj24.pl
Taki sam program jak w Polsce liczy głosy na Białorusi, zatem zgodnie z sondażami przedwyborczymi musiał wygrać Łukaszenko!? 
08 08 2020 Prezes PiS o ojcu Tadeuszu Rydzyku. W Toruniu był też premier i ministrowie.
- Bóg obdarzył go jakąś szczególną misją - powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński o ojcu Tadeuszu Rydzyku podczas otwarcia w Toruniu Parku Pamięci Narodowej "Zachowali się jak trzeba".
- Zapamiętajmy, przed wojną było w Polsce 35 milinów obywateli. Po wojnie w nowych granicach 24 miliony. Miliony zostały zamordowane, a wielu zostało za granicami wschodu i zachodu. Obyśmy o tym pamiętali. Oby nas to czegoś nauczyło. Obyśmy byli jak "Inka", która napisała przed egzekucją w grypsie: "Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba" - powiedział o. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja podczas uroczystości otwarcia Narodowego Parku Pamięci "Zachowali się jak trzeba" w Toruniu. Prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił z kolei i "akcji dyfamacyjnej" prowadzonej "wobec naszego narodu".
- W centrum tego dobrze zaplanowanego przedsięwzięcia jest oskarżenie naszego narodu o to, że brał udział w Holokauście, że brał udział w mordowaniu współobywateli narodowości żydowskiej. Trzeba tu było umieć powiedzieć "nie", ale to musiało być "nie" oparte o argumenty i konkretną wiedzę - zaznaczył.
- Ta inicjatywa, inicjatywa ojca dyrektora, którego Bóg obdarzył jakąś szczególną misją, jest realizowana krok po kroku, z udziałem bardzo wielu ludzi (…), którzy dobrze przysłużyli się Polsce - mówił Jarosław Kaczyński.
Prezes PiS zwrócił uwagę na znaczenie otwarcia Parku Pamięci Narodowej.
- Ten Park, który jest otwierany, też Polsce dobrze się przysłuży, przysłuży się przeciwstawieniu temu, co ma nas na różne sposoby pogrążyć, uderzyć w naszą godność i w jakimś dalej posuniętym planie naszej inne interesy, choć godność jest tu niewątpliwie najważniejsza, bo ona nie ma swojej ceny - mówił Kaczyński. Otwarcie Parku Pamięci w Toruniu. Premier z ministrami. We mszy, której przewodniczył metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź uczestniczyli również premier Mateusz Morawiecki Premier oraz członkowie jego gabinetu: wicepremierzy Piotr Gliński i Jacek Sasin oraz szef MON Mariusz Błaszczak, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.
Park Pamięci Narodowej "Zachowali się jak trzeba" upamiętnia tysiące Polaków, którzy w okresie II wojny światowej ratowali Żydów. Mamy prawo sądzić, że czyny tych, których nazwiska zostały uwiecznione w toruńskim parku - często o heroicznym wymiarze - rodziły się właśnie w kręgu Chrystusowego światła rozświetlającego ich serca. Czyny miłości i miłosierdzia, braterstwa i współczucia. Świadectwa ich moralnej wrażliwości. Ich autentycznego chrześcijaństwa. Duchowej odwagi, gotowej poświęcić wiele, czasem wszystko, dla ocalenia bliźniego - Żyda - mówił w homilii abp Sławoj Leszek Głodź, metropolita gdański. Hierarcha odniósł się też do wydarzeń związanych z profanacją figury Chrystusa przed bazyliką św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Padły mocne słowa. Duchowny powiedział, że "prowokacja lewackich ekstremistów wymierzona w figurę Chrystusa - boli, niepokoi i wymaga zdecydowanej reakcji". Zaznaczył, że "bierność wobec zła ośmiela".
Źródło wp.pl
Jest około 20 tysięcy Sprawiedliwych Wśród Narodowych Świata, przyznano tyle medali, wśród nich blisko 7 tysięcy dla Polaków. Dlaczego zatem w Yad Vashem brakuje drzewa dla Polski? 
08 08 2020 Dzieci będą uczyły się w szkołach do pierwszych zgonów?
O przygotowaniach MEN do rozpoczęcia roku szkolnego mówi nauczycielka Zyta Czechowska. Zyta Czechowska, Nauczycielka Roku 2019, podzieliła się z serwisem Ofemin.pl swoimi przemyśleniami na temat rozpoczęcia roku szkolnego od 1 września. Ministerstwo, przypomnijmy, zapowiedziało, że od 1 września br. rok szkolny rozpocznie się w murach szkolnych i będzie obowiązkowy dla wszystkich uczniów – nawet dla tych, których rodzice nie będą chcieli posyłać na stacjonarne zajęcia. Ministerstwo uznało ponadto, że noszenie maseczek nie będzie obowiązkowe. Czechowska uważa te wytyczne za nic nie wnoszące. „Brak konkretnych wytycznych – bo tak to trzeba nazwać – spowoduje, że ten rok będzie „poszarpany”. Moim zdaniem do czasu pierwszego zachorowania dzieci będą uczyć się stacjonarnie, a po pierwszych zachorowaniach – może nawet, co brzmi przerażająco, śmierciach – rodzice, dzieci i nauczyciele słusznie zaczną panikować i domagać się trybu zdalnego. Na kwarantannę będą przechodziły całe szkoły. Taki szarpany tryb nauczania nie sprzyja stabilizacji i właściwemu procesowi dydaktycznemu” – uważa nauczycielka. Pedagożka dodała, że zwyczajnie obawia się o swoich uczniów i innych nauczycieli. Ci drudzy mogą być potem oskarżani o niedopełnienie obowiązków i nieprzypilnowanie uczniów, którzy zarażą się koronawirusem w szkołach. O zakażenia, zdaniem Czechowskiej, szczególnie łatwo będzie u dzieci ze zdiagnozowanymi niepełnosprawnościami umysłowymi, których nie da się upilnować. „Nauczyciele towarzyszący wykonują dookoła nich czynności pielęgnacyjne, pomagają opiekunkom w sadzaniu dzieci na toaletę, zmieniają pampersy i pomagają w utrzymaniu czystości. Nie da się w takich warunkach zachować reżimu sanitarnego i dystansu społecznego. Czy ja będę ponosiła za to odpowiedzialność?” – dodała. Nauczycielka uważa też, iż pomysł wysyłania do szkół wszystkich dzieci jest zły. Sami rodzice najlepiej znają potrzeby pociech i to oni powinni o nich decydować. Rozmówczyni Ofemin.pl skrytykowała również pomysły nienoszenia maseczek, niedzielenia się przyborami szkolnymi (!), co jej zdaniem jest nierealne w szkołach, oraz możliwe „poszarpanie” zajęć między trybem stacjonarnym i zdalnym.
Źródło: ofemin.pl
- Szkoły i nauczyciele są niepotrzebni, wystarczą lekcje w telewizji!? A tak po prawdzie demokracja i przymus nauczania to, aż kuje w oczy!? Jeszcze na dodatek wystawianie ocen. To już absolutny absurd. A precz z tym komunistycznym anachronizmem.
- A po kiego szkoły otwierać, żeby rządzili nami tacy nieudacznicy!? Wystarczą lekcje w TVP, o kto zdolny i bogaty to guwernantkę zatrudni, zagranicę wyjedzie!?
Z forum: Przecież to dokładnie o to chodzi, żeby ilość zakażonych, chorych i zmarłych wystrzeliła w górę! Wszystkie wybory odbyte, przez najbliższe 3 lata żadnych wyborów nie będzie, więc przy rozdętej pandemii będzie powód do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Tym samym Sejm i Senat zostaną zawieszone na czas pandemii, czyli w nieskończoność. Kaczyński będzie rządził dekretami przygotowywanymi przez premiera i ogłaszanymi w kurwizji przez prezydenta. Pozmieniają sobie dekretami wszystko, co tylko będzie im przeszkadzało – Polaków wezmą za mordy i pod but. Jakikolwiek sprzeciw będzie surowo karany, bo przecież przy stanie wyjątkowym będą mieli uprawnienia, jakich nie miał żaden rząd po 1989 roku. Opozycja przestanie istnieć, albo będzie tak zmarginalizowana, że będzie zupełnie niewidoczna, bo jak przejmą media, ocenzurują internet i z powodu pandemii zakażą zgromadzeń, a i parlament będzie zawieszony to gdzie opozycja miałaby się wypowiadać? Na Węgrzech Orban już dawno opozycję w ten sposób załatwił – niby jest, ale w przestrzeni publicznej nie istnieje. Jakiś czas przed wyborami Kaczyński stan wyjątkowy zdejmie, ale ponieważ zapis w konstytucji mówi, że stan wyjątkowy zamraża wszystkie kadencje, które automatycznie są przesuwane o czas jego trwania to wybory przesuną się o kolejne 3 lata. I zamiast w 2023 r. wybory do Sejmu odbędą się w 2026 r., a kadencja Dudy nie będzie trwała 5 lat, a 8 lat. No i wisienka na torcie: wszystkie te działania będą przedstawiane jako działania dla dobra społeczeństwa, a opozycja będzie przedstawiana jako ta, która paraliżuje wspaniałe decyzje rządu, bo opozycja próbuje dokonać zamachu stanu nie licząc się z dobrem obywateli.

08 08 2020 Każdy reżim ma swego Moczara.
Zbigniew Ziobro to całkiem udana rekonstrukcja historyczna. Zastanawiacie się czasem, kim jest w polskiej polityce Zbigniew Ziobro? A pamiętacie kim był Mieczysław Moczar? Warto studiować historię, by lepiej rozumieć czasy, w których żyjemy. Kto nie pamięta, temu przypomnę: był w politycznej elicie PRL taki twardogłowy bandzior. W rozdzieranym walkami frakcyjnymi obozie władzy przez długie lata stał na czele frakcji skrajnych zamordystów. Swoim wehikułem politycznym uczynił nacjonalizm, antysemityzm i wrogość wobec wszelkiego rodzaju jajogłowych odmieńców, inteligentów, ludzi wykształconych, artystów, twórców, studentów. Parł do władzy pod hasłami obrony zdrowych wartości narodowych i patriotycznych przed zgubnymi wpływami zgniłego liberalnego Zachodu, którego agentami są ponoć Żydzi i szeroko rozumiana inteligencja. Homoseksualiści w tamtych czasach nie tworzyli jeszcze zorganizowanego ruchu społecznego, więc – odmiennie niż dzisiaj – nie zostali wyznaczeni do roli głównego wroga publicznego i kozła ofiarnego.
Pod swoimi skrzydłami Moczar zgromadził prawdziwe szumowiny polskiej polityki, najgorszą hołotę – postONR-owskich faszyzujących nacjonalistów, żydożerców, krzewicieli nietolerancji, wrogów demokracji, wyznawców idei wodzowskiej. Promował ich, zachęcał do działania, dyskretnie szczuł na rzekomych „wrogów narodu”. Jako minister w rządzie Gomułki (był szefem resortu spraw wewnętrznych) miał dość narzędzi, by swoje plany wcielać w życie. Zademonstrował to 8 marca 1968 r., posyłając rzekomy „aktyw robotniczy”, a w rzeczywistości policyjne bojówki w cywilu przeciw studentom Uniwersytetu Warszawskiego zgromadzonym na wiecu w obronie wolności słowa i przeciw cenzurze politycznej w teatrze. Moczar w istocie miał gdzieś demonstrujących smarkaczy i ich postulaty – jego prawdziwym celem było umocnienie się w aparacie władzy, osłabienie frakcji hamletyzujących mięczaków i zajęcie dogodnej pozycji wyjściowej w przyszłej walce o schedę po I sekretarzu partii. Do tego potrzebna mu była awantura na ulicach, a następnie fala represji, w której mógł się zaprezentować jako zwolennik autorytarnego ładu i porządku, twardą ręką sprawujący władzę i niewahający się tą ręką wymierzyć cios.
Zadanie temu politycznemu gangsterowi ułatwił fakt, że był szefem MSW i miał pod sobą jednostki policji, które mógł od razu skierować przeciw buntującej się młodzieży. Bo gdyby np. był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, jak Zbigniew Ziobro, mógłby tylko nasłać na nią swoich dyspozycyjnych prokuratorów. Choć jak widać, i ta metoda podsycania napięć i prowokowania niepokojów politycznych może być skuteczna. Żyjemy w czasach niebywałej popularności rekonstrukcji historycznych. Miłośnicy studiowania dziejów narodu z lubością palą makiety polskich wiosek na Wołyniu, każą dzieciakom z podstawówki wkładać obozowe pasiaki i inscenizują ich gazowanie. Nic dziwnego, że znalazł się też chętny do zrekonstruowania Mieczysława 
Moczara.Wojciech Maziarski. Źródło koduj24.pl
07 08 2020 Mamy takich „intelektualistów” na jakich zasługujemy?
Media prawicowe znalazły sobie kolejnego wroga. To już nie tylko środowisko LGBT i opozycja, ale także lekarze, którzy nie pozostawiają suchej nitki na tych, co nie przestrzegają podstawowych zasad w czasach epidemii. Katarzyna Treter-Sierpińska na portalu Wprawo.pl wzięła pod lupę profesora Krzysztofa Simona, kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ordynatora oddziału chorób zakaźnych i dolnośląskiego konsultanta w dziedzinie chorób zakaźnych, który w rozmowie z „Faktem” i „Gazetą Wrocławską” śmiał ostro skrytykować działania rządu i zachowania Polaków. Pan profesor mówi o tych, co to w miejscach publicznych nie noszą maseczek,  że to „takie paniusie po pięćdziesiątce i takie panienki z takimi długimi paznokciami. I faceci, którzy uważają się za biznesmenów, o określonym wyglądzie. To jest specyficzny typ Polaka. Oni wszystko lekceważą”, a w kolejnym wywiadzie dodaje, „jeśli ktoś się nie boi wirusa, to jest idiotą”.
Dla Treter- Sierpińskiej takie słowa to już całkowite przegięcie i uznała, że ponieważ  „ prof. Simon pozwala sobie na tak skandaliczne, dehumanizujące wypowiedzi pod adresem osób, które nie uległy koronawirusowej psychozie, ja pozwolę sobie odpłacić mu pięknym za nadobne. Krzysztof Simon jest albo idiotą, albo moralnym degeneratem wykorzystującym stanowisko do terroryzowania Polaków. Trzeba bowiem być idiotą, żeby siać panikę w związku z wirusem, o którym samemu mówi się, że jest łagodny. Trzeba być moralnym degeneratem, żeby popierać pomysł zmuszania ludzi, którzy mają kłopoty z oddychaniem, do zakrywania nosa i ust”, jednocześnie wzywając do odebrania profesorowi prawa do wykonywania zawodu i skierowania sprawy przeciwko niemu do sądu.
Pod jej tekstem internauci poszli na całość, porównując profesora np. do nazistowskiego zbrodniarza wojennego. Wśród licznych komentarzy na uwagę zasługują te, pokazujące poziom intelektualny i oderwanie od rzeczywistości ich autorów, jak chociażby „Następny pseudoprofesor wykarmiony na cycu koncernów farmaceutycznych i zarządzajacych światową histerią. Pocału mnie w d..ę panie profesorku i strasz sobie polityków, urzędników i innych aparatczyków”, „Jeżeli ludzie myślący, którzy nie dali sobie zrobić wody z mózgu to „idioci” więc jakim mianem należałoby określić tego buca co jeszcze uzurpuje sobie jakiś tytuł medyczny?”, „Ja mam prawo zachorować na co chcę!! A Ty ch**u masz obowiązek mnie leczyć, bo dostajesz kasę z moich składek na NFZ!!!”, „Pato to wierzy w tego niby śmiertelnego wirusa… Współczuję głupoty” czy też „Co to za ku**a mendyczna z tego palanta. Niechby mi tak powiedział to by przynajmniej stracił jedno oko. Skąd takie ku**y biorą się wśród Polaków? Bo w żydowskim rządzie to normalka”.
No cóż, taką to właśnie Polskę zafundował nam PiS. Dopuścił do głosu tych, co to uważają, że nie będą nam w obcych językach mówić, jak mamy żyć i nie będzie nam jakiś tam profesor, autorytet w swej dziedzinie, mówił, jak mamy funkcjonować w czasach pandemii. Tacy to właśnie „nowi intelektualiści”, „nowa elita” teraz radzą i rządzą…
Źródło: wyborcza.pl
06 08 2020 Aby ratować karierę syna, Jacek Kurski był gotów płacić Nowakowskim za milczenie!
Znajoma Kurskich wyjawia, że ojciec Zdzisława Kurskiego (używającego też imienia Antoni), oskarżonego o gwałt na nieletniej wtedy Magdzie Nowakowskiej, za wszelką cenę nie chciał dopuścić do fazy śledztwa stawiającej jakiekolwiek zarzuty. Bo to złamie karierę syna. Dziennikarze Wyborczej, Żaneta Gotowalska i Piotr Głuchowski, rozmawiają ze znajomą Kurskiego, która ze strachu przed zemstą zastrzega sobie anonimowość.
Zdzisław/Antoni wychowywał się bez zainteresowania ze strony ojca. „Jacek nim gardził, nawet się go wstydził”. Miał problemy z nauką, do liceum dostał się jedynie dzięki wstawiennictwu ojca. Tutaj stał się agresywny i wulgarny. „Był opętany seksem i pornografią. Jacek musiał mu załatwić indywidualne nauczanie, by jakoś dociągnął do matury. Potem tylko dzięki protekcji ojca dostał się na studia w AWF”. Młody człowiek nie nawiązywał relacji ze swoimi rówieśnikami. W opinii znajomej był infantylny i wielokrotnie okłamywał rodziców. W szkole zdarzały się uwagi, że atakuje dziewczynki.
Gdy jego rodzice wyjechali z młodszym rodzeństwem do Brukseli, osamotniony młody człowiek zajmował się głownie nadużywaniem alkoholu. Pił bardzo dużo i bardzo ryzykownie. Jego matka uważała, że złe opinie szkoły wynikają z niechęci politycznej do Jacka Kurskiego. Tak samo dzisiaj oboje rodzice twierdzą, że ujawnione zeznania Magdy Nowakowskiej to chęć zniszczenia znanego polityka i zemsta za przegraną w wyborach Rafała Trzaskowskiego. Tymczasem podczas rozwodu Kurskich sama przeszła nieprzyjemne chwile, gdy mąż szantażował ją ubezwłasnowolnieniem, jeśli nie zgodzi się na jego warunki rozwodowe. Teraz bardzo się boi, by syn nie poszedł siedzieć. Być może ma świadomość czynów syna, ale usiłuje go bronić w jedyny znany sobie sposób.
Jacek Kurski uważał, że oskarżenie zaszkodzi i synowi, i jemu. „Zapowiedział, że sięgnie do piekła, by tę sprawę zdusić w zarodku”. Nie wiemy, czy płacił Nowakowskim za milczenie, ale na pewno miał ten zamiar – uważa znajoma Kurskich. Przypominamy: gdy Jacek Kurski został prezesem TVP, a Zbigniew Ziobro – ministrem sprawiedliwości, śledztwo w sprawie Zdzisława Antoniego zostało najpierw przeniesione z Prokuratury Rejonowej w Kwidzynie do Okręgowej w Gdańsku, a potem umorzone. Latem 2019 r. nastąpiło ponowne umorzenie. Podczas śledztwa, jak potwierdzają świadkowie, Jacek Kurski wielokrotnie próbował kontaktować się z ojcem Magdy. 28 lipca 2020 r. Magda ponownie złożyła w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz doniesienie o zgwałceniu wraz ze wskazaniem sprawcy, a 3 sierpnia otrzymała zawiadomienie, że sprawa została przekazana do gdańskiej prokuratury.
Źródło: Wyborcza.pl
Kurski prezesem, a syn do więzienia, to typowy obrazek pisowskiej rodziny!?
Kurski: Ojciec ofiary gotów był zapomnieć o krzywdzie córki, „gdyby dostał posadę wiceprezesa Lotosu”, o którą się wówczas starał. I pomyśleć gdyby dostał posadę wiceprezesa Lotosu, dziś sprawy by nie było!? Kto tu jest gorszy!?
Z forum: Właśnie widać jak postępuje prawdziwy katolik. Kupić sobie unieważnienie ślubu kościelnego, wyrzec się syna i gardzić nim a na koniec wybielić go by nie poszedł do pierdla. W/g pis-u to przecież kobiety są sobie winne. Zioberko wszystko załatwi. Tak się bawią pisowcy przy aprobacie kaczora i dudusia. A my to tolerujemy. Porażka i to wielka narodu polskiego. 
05 08 2020 Idą zmiany w resortach, ale czy na lepsze?
Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej, w którym odniósł się przede wszystkim do planowanych zmian, dotyczących zmniejszenia liczby ministerstw. Idealnie byłoby, gdyby udało się tak połączyć ministerstwa, by było ich ostatecznie 11, ale to wydaje się mało realne. Prawdopodobnie ich liczba będzie więc oscylowała wokół 12 resortów. Jedno natomiast jest pewne. Premierem nadal pozostanie Mateusz Morawiecki. Prezes PiS nie ukrywa, że trwają trudne rozmowy z koalicjantami, lecz wierzy, że zakończą się one sukcesem. Wiadomo, że na zmniejszeniu liczby ministerstw najwięcej stracą koalicjanci PiS, bo dostanie im się tylko po jednym resorcie, ale dla pana Kaczyńskiego to żaden problem, bo „to po prostu wynika ze zwykłej arytmetyki, i to tak traktowanej bardzo, można powiedzieć, szczodrze dla naszych koalicjantów”. Wydaje się, że może on liczyć na Zbigniewa Ziobrę, który już wczoraj zapowiedział, że „jeśli nowa struktura rządu będzie służyła sprawniejszemu wprowadzaniu reform, to jesteśmy gotowi (…) warunkowo ją poprzeć”.
Po kilku latach sprawowania władzy, prezes zauważył wreszcie, że zwiększenie liczby ministerstw nic właściwie nie dało i teraz  optuje za zmianą, bo „chodzi o to, aby nie było tak jak jest teraz, że pewne decyzji odnoszące się np. do spraw ochrony środowiska są w trzech różnych ministerstwach, to do niczego dobrego nie prowadzi (…)Takie łączenie przyniesie też pewne oszczędności, ale nie jest to najważniejsze, bo to nie będą one wielkie. Najważniejsze jest to, że procesy decyzyjne będą przebiegać szybciej i bardziej sprawnie. Na to właśnie liczymy”. Liczy też na to, że rząd w nowej strukturze będzie łatwiejszy do ogarnięcia, odpowiedzialność za podjęte działania nie będzie się rozmywać, a decyzje będą podejmowane szybko i sprawnie.
W wywiadzie nie zabrakło też miejsca na pytania związane z zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy na prezydenta, szczególnie dotyczące nieobecności na tej uroczystości części polityków, związanych z opozycją. Dla Kaczyńskiego sprawa jest jasna. To „Stara taktyka naszych przeciwników, którzy po prostu nie uznają wyników wyborczych, nie uznają podstawowych mechanizmów demokratycznych, bo ich zdaniem demokracja jest tylko wtedy kiedy oni rządzą. Do tego się to sprowadza”.  Jednocześnie przypomniał, że on sam, nie uczestniczył w zaprzysiężeniu Bronisława Komorowskiego, ale to przecież był czas po tragedii smoleńskiej i „ciąg niebywałych, skandalicznych zachowań wobec tych którzy wtedy zginęli, wobec tych, którzy chcieli czcić ich pamięć. Jednak, mimo, że Komorowski odegrał dość negatywną rolę w tamtejszych wydarzeniach, to prezes złożył mu gratulacje w noc wyborczą.
Źródło: onet.pl
A ja wam powiadam, ilość stołków w rządzie się zwiększy i to znacznie!? Zmieni się tylko kilkadziesiąt ich nazw!? Morawiecki już raz odchudzał rząd, i co z tego wyszło!? Morawiecki powinien stanąć przed TS.
Z forum: Rekonstrukcja rządu w Państwie - PiS trwa od listopada 2015 roku. To maskarada, która ma przykryć jeden polityczny fakt, że jedynowładcą jest Jarosław Kaczyński na czele swoich popychadeł i marionetek. Trwa PRL-Bis, 2 edycja.

05 08 2020 Pomnika znieważyć nie można, bo pomnik to kawałek kamienia.
Oprócz samych tych czynów, absurdu i bezprawia sytuacji przygnębia mnie obojętność: polityków opozycji, ludzi i mediów. Po pierwsze, wbrew nierozumnej definicji, zawartej w artykule 261 kodeksu karnego, pomnika znieważyć nie można, bo pomnik to kawałek kamienia, granitu, płyty, czy czego tam jeszcze – w każdym razie martwy przedmiot. Znieważyć można najwyżej człowieka, który pomnik ów uważa za coś ważnego z powodów sentymentalnych, ale i tu, umówmy się kara powinna być (jeśli w ogóle jakaś) to najwyżej symboliczna – w postaci małej grzywny albo prac społecznych. Chyba, że uległoby zniszczeniu cudze mienie – ale to już zupełnie inny temat i inny paragraf. Bo każdy człowiek jest ważniejszy niż pomnik. Ale pomijając tę kwestię, sam akt zarzucenia tęczowej flagi na martwą naturę nie jest żadnym aktem wandalizmu ani zbezczeszczeniem, jak ujmowali to nawet niektórzy politycy opozycji. W dzisiejszej Polsce – przypomnę – Polsce w której część samorządów ogłasza się strefami wolnymi od LGBT, Polsce władzy odczłowieczającej, lżącej i dyskryminującej ludzi za ich orientację seksualną, Polsce katolików i kościoła katolickiego, milczących wobec tych aktów upokorzenia i nienawiści, Polsce, z której geje i lesbijki emigrują, bo nie czują się tu bezpiecznie – otóż w tej Polsce zarzucenie flagi na pomnik Jezusa, czy jakikolwiek inny jest przejmującym okrzykiem protestu i aktem obywatelskiego sprzeciwu. Jest demonstracją poczucia krzywdy i wykluczenia i bohaterskim, jak się okazuje, upomnieniem się o swoje prawa.
Jak inaczej zwrócić uwagę opinii publicznej na fakt, że prawa sporej grupy ludzi są łamane? Że oni sami są poniżani i upadlani? Że zdaniem niektórych posłów i ich wyborców, szukających poczucia własnej wartości w umniejszaniu innych – nie są nawet ludźmi? Powiem Wam jedno: gdyby posłowie opozycji mieli rozum, serce i wolę walki o demokrację, pobiegliby teraz wszyscy, jak jeden mąż wieszać tęczowe flagi na pomnikach – Jezusa i wszystkich innych – żeby pokazać, że to nie przestępstwo, tylko aż nadto uzasadniony, w świetle tego, co się dzieje, głośny i dobitny sprzeciw. Nie robią tego – jakżeby inaczej, bo część z nich woli iść na zaprzysiężenie Andrzeja Dudy, część urlopować, za część zwyczajnie  milczeć. Gdyby jednak się na to zdobyli, w odruchu przyzwoitości i rozumu, byłby to piękny i potrzebny akt solidarności z szykanowanymi ludźmi – takimi jak dwie dziewczyny, które spędziły w areszcie za zarzucenie na kawałek kamienia kawałka tęczowego materiału.
Zgroza. Czy wiecie, że w niektórych skandynawskich miasteczkach droga do kościoła brukowana jest symbolicznie tęczowymi kamieniami? Dlatego, ze tęcza jest międzynarodowym symbolem miłości bliźniego i tolerancji. U nas za tęczę się kamienuje. A wiecie Państwo, że za tęczową flagę aresztowań dokonywano dotąd w Arabii Saudyjskiej, Ugandzie i Egipcie? I że do elitarnego grona tych krajów dołączyła właśnie Polska? Oprócz samych tych czynów, absurdu i bezprawia sytuacji przygnębia mnie obojętność: polityków opozycji, ludzi i mediów. W telewizjach cisza – poza suchymi, krótkimi wzmiankami, na ulicach cisza – są wakacje, nikt nie protestuje, nikogo nic nie obchodzi, politycy opozycji są zbyt zajęci lansem w mediach społecznościowych, żeby potraktować swoją pracę poważnie. I tak w tej ciszy rozgrywają się tragedie ludzkie. W ciszy i coraz większej obojętności i postępującej znieczulicy. W pewnym sensie dostajemy dokładnie to, na co zasługujemy.
Eliza Michalik. Źródło koduj24.pl
- Pomnik powinien być pomnikiem, a strojenie go w cudze piórka po prostu nie pasuje!?
- A co tak nagle wszyscy zapałali miłością do LGBT!? To co nie mam już prawa mówić, że nie lubię ich, że odstają, że to dewiaci!? Znaczy się „toto” można tylko kochać!?
Z forum: - Piękna recepta na rozpętanie wojny religijnej na dużą skalę, nakręcenia spirali nienawiści i zrażenia milionów katolików względnie sprzyjających osobom nieheteronormatywnym . Może i uwierzyłbym w dobre intencje aktywistów (które jednak nie do końca usprawiedliwiają głupotę i bezduszność), gdyby nie treść rozpowszechnianego przez nich przy okazji manifestu.
- LGBT! PiS znalazło sobie wroga, z którym będzie walczyć o czystość narodu. Szkoda tylko, że w tej żarliwej trosce o bezpieczeństwo młodych ludzi nie pojawia się dyskusja o pedofilii i krzywdzeniu dzieci przez duchownych.
- „Są pewne granice, które zostały przekroczone. Zbezczeszczona figura Jezusa z Krakowskiego Przedmieścia to nie tylko symbol religijny, ale świadek dramatycznej historii Stolicy. Tej samej Warszawy, która ucierpiała z rąk ludzi, którzy nie tolerowali innej wizji świata, niż ich własna”
- Ten bezczelny akt profanacji i wandalizmu ze strony radykalnych środowisk LGBT musi zostać bardzo surowo ukarany. Dziś wieszają tęczowe flagi - jutro zburzą nasze pomniki? Zero tolerancji dla takiego barbarzyństwa! 
03 08 2020 Jesteśmy trzecim światem? Żołnierze USA nie będą podlegać polskiemu prawu.
Od dobrych kilku miesięcy toczyły się ostre negocjacje między Polską a USA, w sprawie nowych zasad funkcjonowania u nas wojsk amerykańskich. Liczono na to, że wizyta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie zakończy się podpisaniem nowej umowy o współpracy wojskowej, tak się jednak nie stało. Rozmowy szły dość opornie i w którymś momencie Amerykanie, chcąc pokazać swoją większą siłę negocjacyjną wysłali „sygnały, że jeśli nie dojdziemy do porozumienia, to ich wojska ominą Polskę i trafią do Rumunii oraz Turcji. Potem jako miejsca przeniesienia żołnierzy USA pojawiły się kraje Europy Zachodniej, czyli Włochy i Belgia. Udało nam się jednak zostać przy stole negocjacyjnym, a nawet wpłynąć na Amerykanów, by informację o dyslokacji wojsk z Niemiec podali do wiadomości dopiero po naszych wyborach prezydenckich”. Amerykanie dotrzymali słowa i ogłosili przeniesienie swoich żołnierzy z Niemiec dopiero po naszych wyborach prezydenckich i wydawało się, że drzwi do negocjacji są teraz szeroko otwarte, a tu…niespodzianka. Gdy Andrzej Duda zwołał 31 lipca nadzwyczajne spotkanie z premierem Morawieckim i Mariuszem Błaszczakiem, by dowiedzieć się, na jakim etapie są prace nad nowym porozumieniem, okazało się, że prace nad porozumieniem zostały zakończone, o czym obaj panowie dowiedzieli się z informacji, jaką zamieściła ambasador USA na Twitterze. Georgette Mosbacher napisała, „Świetna wiadomość! USA i Polska zakończyły negocjacje nad Wspólną Deklaracją Współpracy Obronnej (EDCA), która wprowadzi w życie wspólna wizję naszych prezydentów dotyczącą amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. Dziękuję wszystkim, którzy ciężko nad tym pracowali”.
Dopiero w kilka godzin później, Błaszczak wydał komunikat rządowy w tej sprawie. Dziwne to, bo z reguły najpierw rząd informuje o ważnych dla swego kraju zdarzeniach, a tu… pierwsza i to na Twitterze, zamieszcza informację pani ambasador, dopiero potem pojawia się  komunikat szefa MON, a premier i prezydent dowiadują się o tym na samym końcu. No cóż, stało się, jak się stało. Najważniejsze osoby w  państwie musiały pogodzić się z tym, że o tak ważnej sprawie dowiedziały się z Twittera i ostatecznie po spotkaniu u Dudy wydano lakoniczne oświadczenie o zakończeniu  polsko- amerykańskich  negocjacji o współpracy obronnej. Onet zwraca uwagę na najważniejsze punkty porozumienia, o których w komunikacie BBN nie ma ani słowa. I tak, żołnierze amerykańscy będą całkowicie wyłączeni spod polskiej jurysdykcji, nawet jeśli popełnią przestępstwo, nie związane z ich służbą, typu np. gwałt, kradzież, jazda po pijanemu itp. Amerykanie zagwarantowali też sobie eksterytorialność swoich baz. Niezależnie więc od tego, co tam się będzie działo, Polacy nie będą mogli wejść na ten teren bez zgody Amerykanów. Kolejny punkt to oddanie naszemu sojusznikowi ważnych obiektów wojskowych we władanie. Chodzi tutaj m. in. o bazę lotniczą w Powidzu oraz cześć poligonu w Drawsku Pomorskim razem ze znajdującą się tam infrastrukturą wojskową oraz zgoda na finansowanie przez Polskę budowy i remontów obiektów, które będą w rękach amerykańskich.
Generał Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych nie ukrywa, że „Koledzy z USA są wyśmienitymi graczami, są też bardzo pragmatyczni. Obawiam się, że mając miernych partnerów negocjacyjnych po drugiej stronie stołu potrafili ugrać jak najwięcej dla siebie. Chodzi o różne aspekty tej umowy, począwszy od zupełnego wyłączenia ich personelu z jurysdykcji i prawa polskiego, poprzez tracenie przez nas na ich rzecz aktywów wojskowych, na przykład chodzi o poligon drawski (…) Niepokoi mnie też to, że te negocjacje są prowadzone w sposób zakulisowy. Rządzący chcą na szali postawić wszystko, byle tylko społeczeństwu komunikować, że będą w Polsce Amerykanie, którzy zapewnią nam bezpieczeństwo. Proszę zauważyć, że nikt nie mówi o stanie polskiej armii”.
Teraz przed nami ratyfikacja nowej umowy SOFA czyli zgoda parlamentu na wprowadzenie jej w życie oraz podpis prezydenta i … będzie można odtrąbić wielki sukces. Czy jednak rzeczywiście porozumienie polsko- amerykańskie w takim właśnie kształcie jest sukcesem?
Źródło: onet.pl
Podpisanie ustawy 447 za zwiększenie liczebności wojska USA w Polsce....!? To lepiej będzie jak pójdziemy w niewolę do Putina!?
Z forum: - Powtórka z zakonu krzyżackiego – inne uzbrojenie i język, ale zasady te same. Kowboje będą robić co będą chcieli a szeryf Ziobro będzie mógł im naskoczyć. Za kilka lat pojawią się hasła ” Jankesi do domu!”
- Po 1957 żołnierze radzieccy oficjalnie przynajmniej, podlegali jurysdykcji polskiej prokuratury wojskowej! Incydentów było niewiele, bo ciążyła nad nimi straszna groźba: Wypędzenie z Raju! Tu kwitły handelki, kwatery były w poniemieckich koszarach, polska żywność – luksus w porównaniu z Krajem Rad! A Jankesi? Hulaj dusza, a jak jakiś zdarzy się jakiś przypał – lot do domu, I co mu zrobicie?

03 08 2020 Marian Banaś PiS-owi nie odpuszcza.
Wyraźnie widać, że wojenka między Marianem Banasiem, prezesem NIK a obozem rządzącym, nabiera tempa. W rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, Banaś zapowiada szereg zmian, które mają usprawnić działania NIK-u, tak by było skuteczniej, szybciej i dokładniej. Planuje on zwiększyć liczbę kontrolerów i już utworzył specjalny wydział do kontroli doraźnych, który będzie szybko reagował na wszelkie sygnały o nieprawidłowościach od zwykłych obywateli, dziennikarzy czy też parlamentarzystów. W wyniku kontroli przeprowadzonych przez tę „specgrupę” mają powstawać coroczne raporty o stanie państwa. Będą w nim zawarte największe błędy popełniane przez władzę i jej zaniechania po to, by mogła ona opracować swój plan  naprawczy. Pierwszy taki raport zostanie opublikowany już w przyszłym roku i odniesie się on głównie do skuteczności działań rządu w zwalczaniu koronawirusa. O tym, że Banaś nie rzuca słów na wiatr i rzeczywiście planuje ostre kontrole są przygotowania do oceny pracy Komisji Nadzoru Finansowego. Jak informuje „GDP”, „Kontrolerzy mają sprawdzić, czy działania urzędu na rynku funduszy inwestycyjnych w latach 2017-2020 były legalne i rzetelne. To zapewne pokłosie wielkich afer, które wybuchły w tym czasie na rynku finansowym. Przygotowując się do kontroli, izba wysłała pismo, które trafiło do biur i domów maklerskich. Jest w nim prośba o „wyrażenie opinii na temat praktyk, ryzyka, luk, słabości, niedogodności” w działaniu KNF i obietnica, że wszystkie informacje otoczy tajemnica kontrolerska. NIK przyznaje, że takie pismo nie jest działaniem standardowym, ale było już w przeszłości wykorzystywane”.
Część zmian, które planuje prezes NIK-u, wymagać będą nowych uregulowań prawnych, jak np. dążenie do uzyskania uprawnień prokuratorskich, by nie być uzależnionym od Ziobry  i tu pojawia się problem. Bez pomocy parlamentarzystów to się nie uda, a jak twierdzi Krzysztof Sobolewski z PiS, „Propozycje będą analizowane, ale zapewne bez pozytywnego rozstrzygnięcia”. Tak więc, jak widać dzieje się. Najlepiej to podsumował jeden z internautów, pisząc „Smutny jest fakt, że to państwo zaczyna funkcjonować normalnie, zgodnie z prawem, zgodnie z poszanowaniem wszelkich zasad uczciwości i przyzwoitości wyłącznie z zemsty. Zemsty za odłączenie od życiodajnej kroplówki, jaką jest państwowa kasa. Wszystko zaczęło się od AWS. Wtedy został zwinięty parasol ochronny nad władzą. AWS wiedziało dobrze, że po tym co wyprawiali podczas swoich rządów, do władzy już nie powrócą, więc zaczęli zdradzać sposoby na wyprowadzanie państwowych pieniędzy do kieszeni polityków i ich rodzin. Były minister MSWiA pan Tomaszewski ujawniał fakty, które powodowały u zainteresowanych omdlenia. Całości obrazu dopełniła tzw. ,,sejmowa komisja Rywina,, która utopiła w szambie SLD. Teraz zemsta Banasia doprowadziła, że NIK będzie działał zgodnie z ustawą, która go obowiązuje i skończy się ta wymodlona u boga przez Dudę, Morawieckiego, Kaczyńskiego, Nycza, Rydzyka, ,,ojczyzna dojna,, Wcześniej jak Banaś był połączony wenflonami do państwowej kroplówki wszystko było ok. NIK, Prokuratura, coraz liczniejsze służby specjalne, broniły wyłącznie interesów złodziei, aferzystów, z PiS-u. Teraz Banaś nagle odzyskał przytomność i będzie robił to za co mu to chore skorumpowane państwo płaci. Gdyby nie jego kamienice, afera vatowska w MF, dalej całowałby rękę która go karmi i krzyczał Jarosław! Jarosław!….. Wstyd i hańba dla tego państwa”.
Źródło:tokfm.pl
- PO-PSL ukradło 400 miliardów, a sam Banaś odzyskał 200 miliardów złotych!? Tylko gdzie te odzyskane miliardy się znajdują!?
- Kibicuję Banasiowi, bo lubię ludzi, którzy wykazują się asertywnością i twardym charakterem, i zajadę Siarą Siarzewskim z filmu Kiler i zakrzyknę: “…jakże to mnie teraz Panie Banaś zaimponowałeś w tej chwili” pokazując “gest Kozakiewicza” w stronę żoliborskiego Mordoru… Przecież do odwołania Banasia wystarczy tylko nowelizacja zwykłej ustawy - 231głosów. W co PiS gra?
Z forum: Polskę oczyścić mógłby tylko oddział specjalny, na wzór amerykańskich „Nietykalnych”, którzy rozprawili się z Alem Capone. Ale to niewykonalne, bo rozkaz utworzenia takiej grupy musiałby wyjść z samej góry, a skąd tu wziąć bodaj jednego sprawiedliwego, a przede wszystkim czystego. 
01 08 2020 Polska praworządna i sprawiedliwa, ale nie dla wszystkich.
Cały świat patrzy na nas z coraz większym zdumieniem, a Zjednoczona Prawica wciąż uważa się za prawdziwego prekursora wartości demokratycznych, jednocześnie realizując swój wariant i swoje rozumienie praworządności oraz sprawiedliwości społecznej. Wbijmy więc sobie do głów, narodzie drogi, że partia rządząca stoi na straży wolności słowa, zwłaszcza gdy dotyczy ono członków kościoła czy jej zwolenników. W ramach tejże wolności, ksiądz z Wrocławia głosi, że koronawirus to kara boska za aborcje i LGBT, kolejny, tym razem w Szczecinie, ruszył z akcją „odkażania” ulic miasta po Paradzie Równości, arcybiskup Jędraszewski straszy tęczową zarazą, która „chce opanować nasze umysły, ciała i dusze”, ksiądz Sławomir Marek pisze na Twitterze, że członkowie LGBT nie są braćmi ludzi kościoła, a jeszcze inny chwali się, że ma w sutannie scyzoryk, którego nie zawaha się użyć przeciwko tęczowym Polakom. Jeśli ktokolwiek próbuje nazwać po imieniu, to co wygadują co niektórzy duchowni, PiS broni ich, bo przecież mamy demokrację, mamy wolność słowa, więc w czym problem? Mało tego, politycy tej partii bronią swoich braci w sutannach, uśmiechając się radośnie, wzruszając ramionami i mówiąc beztrosko, że to przecież urok demokracji, każdy może mówić, co chce. Szkoda tylko, że ta zasada nie działa w drugą stronę. Niech tylko tęczowy Polak zacznie głośno mówić o dyskryminacji i homofobii, to już następuje całkowita amnezja i wolność słowa ulatuje w zapomnienie, za to do roboty bierze się policja i prokuratorzy.
Partia rządząca jest orędownikiem sprawiedliwości oraz równości społecznej i w jej ramach wprowadza „strefy wolne od LGBT”. W swojej kampanii wyborczej pan Duda zapoczątkował kolejną fazę ataku na swoich rodaków spod tęczowej flagi, uważając, że robi to w ochronie polskich wartości, polskiej rodziny i polskiej konstytucji. W ramach tejże sprawiedliwości wiceminister aktywów państwowych, Janusz Kowalski nie ukrywa, że „Polska powinna być przede wszystkim strefą wolną od ideologii LGB”, Pięta mówi o degeneracji, Pawłowicz o patologii, Błaszczak o sodomitach, dla Pituchy zaś homoseksualizm oznacza to samo, co, co pedofilia. Praworządność Zjednoczonej Prawicy również jest niezwykle wybiórcza. Kiedy atakowany jest młody chłopak tylko dlatego, że jest homoseksualistą to władza umywa ręce i milczy. Gdy na murach domu, gdzie mieszka działacz LGBT pojawiają się obraźliwe napisy, policja nie przemęcza się zbytnio, by odnaleźć sprawcę. Na żadną reakcję czy nawet tylko potępienie nie można liczyć, gdy dochodzi do aktu agresji, którego podstawą homofobia. Wtedy każda pięść uniesiona w górę, lecące bluzgi, uderzenie w twarz, bicie czy kopanie to objaw tejże praworządności, nie podlegający dyskusji i karze. To nasza wolność, suwerenność, niezależność.
Jednak sytuacja zmienia się diametralnie, jeśli dotychczas atakowani próbują się bronić, chociażby zawieszając tęczową flagę na pomniku Chrystusa w Warszawie. Dla nich to pokazanie, że prawdziwa wiara nie boi się tęczy, dla ich przeciwników to zwykłe bezczeszczenie wartości narodowych, atak na świętość i dzieło godne wielkiej kary oraz potępienia. Ta cała zabawa praworządnością ma jeszcze jedno dno. PiS pokazuje nam palcem, co jest największym problemem dzisiejszej Polski, a właściwie, kto, a ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta nagonka na osoby LGBT, to szaleństwo informacyjne oparte na teoriach pseudonaukowych, wydaje się co najmniej dziwne, w sytuacji gdy pandemia się rozszalała, gospodarka ma się coraz gorzej. Gdy rośnie liczba ludzi, którzy albo siedzą w domu, bo pracodawcy podziękowali im za pracę albo pracują, ale na znacznie gorszych warunkach finansowych. Nie wiadomo, co będzie ze szkołami od września, czy dzieci nadal będą uczone online, a jeśli tak, jak zostanie rozwiązany problem tych, co naukę w takiej formie w ogóle sobie odpuścili z braku chęci bądź też braku komputera i internetu. Zamrożone zostają pensje w budżetówce, co uderzy w sporą grupę pracowników, w tym i w nauczycieli. Ceny w sklepach wręcz wariują, dostać się do szpitala czy do specjalisty to droga przez mękę, samorządy coraz gorzej przędną.
Co tu jest grane? Kłopotów od groma i trochę, a co robi obóz rządzący? Walczy z własnymi obywatelami, którzy w ich mniemaniu nie mają prawa do wolności słowa, sprawiedliwości społecznej, równości wobec prawa. Idzie w zaparte i przekonuje z uporem maniaka, że daje nam taką demokrację, którą inni mogą nam pozazdrościć.  Pokazuje wielce zdziwione i pełne oburzenia buźki, gdy UE odrzuca wnioski homofobicznych regionów, chcących załapać się na jakąś kasę czy też uzależnia dotacje od przestrzegania praworządności. A co na to lud? Łyka tę homofobię bez zakąski, skupia się na niej i nawet nie próbuje zauważyć, że ich ukochana partia funduje im igrzyska i daje chleb, licząc, że dzięki temu nikt nie zauważy jej niekompetencji, amatorszczyzny, nieudolności. Nikt nie zauważy, że dzisiejsza Polska już balansuje na granicy, za którą już nie będzie trzeba udawać kraju praworządnego i sprawiedliwego.
Tamara Olszewska Źródło koduj24.pl
W naszej kulturze, obyczajach nie było i nie powinno być miejsca dla LGBT!? Gdzieś tam na marginesie niech sobie żyją tak jak żyli dotychczas, ale niech nie pchają się na afisze. Pamiętajcie dać takim palec to natychmiast całej ręki zarządzają!?
31 07 2020 Macierewicz w szale do opozycji: „tylko Sowieci mieli taką bezczelność”.
Antoni Macierewicz wpadł w szał podczas wczorajszego posiedzenia podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej – ostro zaatakował na nim słownie polityków opozycji. Prawicowiec zarzucił im, że oddali śledztwo smoleńskie w ręce Federacji Rosyjskiej. Oberwało się też Joannie Kluzik-Rostkowskiej za sławetne przejście z PiS do PO (Macierewicz chyba zapomniał, że sam też zmieniał barwy partyjne). „Wszyscy posłowie Platformy, SLD i PSL głosowali przeciwko temu, żeby Polska przejęła badanie tragedii smoleńskiej” – kontynuował swoje wystąpienie polityk PiS. „Wszyscy byliście za tym, żeby pozostało to w rękach Władimira Putina”. „Wszyscy oddaliście pamięć, honor, dumę i bezpieczeństwo narodu polskiego w rękach postsowieckich. I teraz śmiecie mówić, że my, którzy poświęciliśmy lata, żeby dojść do prawdy, jesteśmy winni jakiegoś błędu?! Jak śmiecie tak mówić?!” – grzmiał. „Tylko Sowieci mieli taką bezczelność w sprawie Katynia, jak wy dzisiaj, oskarżając innych o swoje winy” – szedł w zaparte były minister obrony narodowej. Wspomniana przez Macierewicza „zdrada” polityków Platformy, SLD oraz PSL-u to odrzucenie przez nich wniosku ws. przejęcia badań nad katastrofą przez Polskę. Głosowanie to miało miejsce już kilka lat temu, lecz politycy PiS często je przywołują. Wniosek w tej sprawie został wówczas odrzucony po to, aby nie eskalować konfliktu. Co myślicie o takim zachowaniu Macierewicza podczas wczorajszego spotkania?
Źródło: se.pl
Z archiwum: 11 04 2013 roku: Nie doczekamy się wyjaśnienia od Macierewicza dlaczego uciekał spod Smoleńska. Dziś Macierewicz co chwila z jakimiś teoryjkami spisku, zamachu na temat katastrofy wyskakuje. No a co robił wtedy??? Kiedy szef pisowskiego zespołu dowiedział się o tragedii był ok. 14 km od miejsca katastrofy. I jaka była jego reakcja? Można by oczekiwać, że osoba, która przedstawia siebie jako niezłomnego lustratora, antykomunistę, likwidatora WSI, bojownika o prawdę smoleńską, że tego typu osoba bez chwili zastanowienia ruszy na miejsce katastrofy, aby sprawdzić naocznie czy to prawda, czy rzeczywiście się to zdarzyło. Więcej, taka reakcja jest poniekąd bez uzasadnienia..jedzie się na miejsce i już!!! To przecież ukochany Lech Kaczyński zginął.. został zamordowany.. więc czym prędzej do Smoleńska! No tak.. ale nie dla tchórza, jakim jest Macierewicz! Ten bez chwili zwłoki zapakował się do pociągu i blady ze strachu, bez oglądania katastrofy, z zamkniętymi oczami, pełnymi gaciami ruszył do domu. Dziś ten sam Macierewicz chce wyjaśnić co się stało w Smoleńsku???
Internauta: Człowieku, co Ty wypisujesz??? ten oto Brzoza- Macierewicz nie uciekł ze Smoleńska, on tylko ocalił swoją cenną dla Narodu osobę od zgubnego wpływu helowej mgły i zawirowań powstałych po wybuchu magnetycznej bomby, odjechał do Polski unikając zderzenia z pancerną brzozą, ocalił siebie dla nas wszystkich, razem z kurduplem od tableta tworzą teraz parę bardziej zabawną niż Flip i Flap

31 07 2020 Polska ma prawo do „stref wolnych od LGBT” i swojej Karty Rodziny, a UE ma siedzieć cicho i dawać nam kasę.
Komisja Europejska nie przyjęła polskich wniosków o dotację w ramach programu „Partnerstwo miast”. Jak napisała na Twitterze komisarz Dalli, „Państwa członkowskie i władze państwowe muszą szanować unijne wartości i prawa podstawowe. Dlatego sześć wniosków o partnerstwo miast, w których składanie były zaangażowane polskie władze, które przyjęły rezolucje dotyczące ‚stref wolnych od LGBTI’ lub ‚praw rodzinnych’, zostało odrzuconych”. Oburzenie w obozie rządzącym na tę decyzję jest ogromne. Zareagować na taką „niesprawiedliwość” postanowiła też Beata Szydło i przesłała zapytanie do KE, w którym zaznacza, że takie stanowisko „KE jest nie do zaakceptowania, gdyż uderza w fundamentalne wartości, jak np. przywołane tu ‚prawa rodzinne’, które w UE powinny być szczególnie chronione. Polska Konstytucja chroni rodzinę. Rodzice mają prawo decydowania o wychowaniu swoich dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Nie ma w tym żadnej sprzeczności z duchem i prawem UE„. Europosłanka odwołała się w swej interpelacji do szanowania tożsamości narodowej państw członkowskich Unii, prawa do swobodnego kształtowania własnych poglądów, prawa Rodziców do „decydowania o wychowaniu swoich dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami” i żąda wskazania podstawy prawnej, na mocy której KE pozwoliła sobie na odrzucenie tych sześciu wniosków.
Jeden z internautów pyta, „czy ona nie rozumie na czym to partnerstwo polegało ? wymiana studentów wycieczki festiwale ,i inne wydarzenia kulturalne i nie tylko, To wszystko nie może odbywać się w kiedy oni po przyjeździe boja się ze ich moherowa babcia na ulicy opluje albo skin -narodowiec napadnie, czego tu nie rozumie? - kasę dawajcie ale nie przyjeżdżajcie ??”. Szok po prostu, bo przecież każdy wie, że te wartości, które Szydło wymieniła w interpelacji powinny chronić każdego obywatela Polski, niezależnie od jego narodowości, wiary czy orientacji seksualnej, a w dzisiejszej Polsce odnoszą się tylko do „wybranych”. Wydaje się, że ta kobieta i jej partyjni koledzy naprawdę wierzą, iż ta praworządność i sprawiedliwość społeczna, jaką Polsce zafundowali, to największy cud i osiągniecie XXI wieku. Uważają, że wszyscy poza nimi są na tyle głupi, iż kupią ich „prawdę” bez zastrzeżeń.
Źródło:interia.pl
- No a za strefę wolną od PiSu Unia też odmówi grantów!?
- Wszystkich „cudaków” wrzucono do jednego worka LGBT, i powstał ruch który chce zmienić świat według jego zasad!? Dlaczego mniejszość jakim jest LGBT ma narzucać swoje zasady większości!? Przy moim stole nie ma miejsca dla dewiatów, i nikt mnie nie zmusi bym zmienił zdanie!?
- A co tak nagle wszyscy zapałali miłością do LGBT!? To co nie mam już prawa mówić, że nie lubię ich, że odstają, że to dewiaci!? Znaczy się „toto” można tylko kochać!? 
30 07 2020 Aktywiści przyozdobili kilka warszawskich pomników tęczowymi flagami LGBT. 
Kaleta pisze do prokuratury, premier potępia wandalizm w internecie. Grupa aktywistów LGBT przyozdobiła kilka pomników w stolicy tęczowymi flagami. Materiały te trafiły na pomniki Jezusa, Mikołaja Kopernika oraz Wincentego Witosa. Tęczowe emblematy rozszerzono też o krótką odezwę programowo-ideową.„Pamięci poległych w walce z codzienną nienawiścią, tych, którzy mieli siłę, by skoczyć w ciemność. Dodająca wiary w lepszą przyszłość osobom, którym państwo zabrało wolność i bezpieczeństwo. Wzywająca do otwartej wojny przeciw dyskryminacji. Nakazująca nie prosić, nigdy więcej nie błagać o szacunek i litość. To miasto jest nas wszystkich” – napisano na pozostawionych na miejscu kartkach. Głos w sprawie zabrał już premier Morawiecki, który potępił te akty „wandalizmu”. „Podstawowym warunkiem każdej cywilizowanej debaty o tolerancji jest zdefiniowanie granic owej tolerancji. Czy można usprawiedliwić dowolne, nawet najbardziej obrazoburcze zachowanie, walką o swoją wizję świata? Czy cel uświęca środki? Zdecydowanie NIE!” – rozpoczął swój wpis szef prawicowego rządu. „Są pewne granice, które zostały wczoraj przekroczone. Zbezczeszczona figura Jezusa z Krakowskiego Przedmieścia to nie tylko symbol religijny, ale świadek dramatycznej historii Stolicy. Tej samej Warszawy, która ucierpiała z rąk ludzi, którzy nie tolerowali innej wizji świata, niż ich własna” – dodał chwilę później. „Każda ze stron wielkiego ideologicznego sporu naszych czasów, który narasta na całym świecie, i którego skutki odczuwamy również w Polsce, musi zrozumieć, że są pewne nieprzekraczalne granice poziomu agresji ”. „(…) Tego rodzaju akty wandalizmu, jakie obserwowaliśmy wczoraj w Warszawie, nie prowadzą do niczego dobrego, i mają jeden cel – jeszcze bardziej podzielić społeczeństwo. Nie pozwolę na to!” – grzmiał oburzony. Sebastian Kaleta (PiS) poinformował już o złożeniu do prokuratury zawiadomienia w tej sprawie – wsparł go w tym prezes stowarzyszenia Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski. Jaka kara może spotkać tych „wandali” i „bluźnierców”? Dożywocie?
Źródła: interia.pl, onet.pl, wyborcza.pl
- Wszystkich „cudaków” wrzucono do jednego worka LGBT, i powstał ruch który chce zmienić świat według jego zasad!? Dlaczego mniejszość jakim jest LGBT ma narzucać swoje zasady większości!? Przy moim stole nie ma miejsca dla dewiatów, i nikt mnie nie zmusi bym zmienił zdanie!?
- A co tak nagle wszyscy zapałali miłością do LGBT!? To co nie mam już prawa mówić, że nie lubię ich, że odstają, że to dewiaci!? Znaczy się „toto” można tylko kochać!?
Z forum:Ten bezczelny akt profanacji i wandalizmu ze strony radykalnych środowisk LGBT musi zostać bardzo surowo ukarany. Dziś wieszają tęczowe flagi - jutro burzą nasze pomniki? Zero tolerancji dla takiego barbarzyństwa!

30 07 2020 Koniec Szumowskiego? Nowe doniesienia ws. ministra zdrowia.
Minister Łukasz Szumowski, według doniesień RMF FM, ma ustąpić ze stanowiska. Jest to spowodowane tym, że jego nazwisko wywołuje zbyt dużo szumu medialnego. „Minister zdrowia ma być zmęczony – nie tyle pracą w resorcie, co zainteresowaniem mediów pytaniami o oświadczenia majątkowe żony i zainteresowaniem jego bratem. Dlatego wolałby nieco usunąć się w cień” – podaje wspomniane radio. Kontrowersje wokół osoby szefa resortu zdrowia pojawiają się od dłuższego czasu. Politykowi wypomina się m.in. sprawę zakupu maseczek od instruktora narciarstwa. Spory wywołuje też zbyt szybkie luzowanie obostrzeń ws. koronawirusa i niemoc państwa w walce z tym śmiertelnie groźnym wirusem. Szumowski, rzekomo, ma odejść z rządu już po jesiennej rekonstrukcji rządu PiS. Zmiana ministrów nastąpić ma po wakacjach i mieć naprawdę duże rozmiary. Nieoficjalnie mówi się o tym, że ze swoimi urzędami pożegnać mogą się też m.in. Dariusz Piontkowski, Mariusz Kamiński oraz Jacek Czaputowicz. RMF FM nie jest pierwszym medium mówiącym o dymisji ministra Szumowskiego. Jakiś czas temu podobna informacja została przekazana przez dziennikarzy serwisu Wirtualna Polska – teraz została dodatkowo potwierdzona przez inne źródło. Czy Szumowski pożegna się z „fuchą” ministra zdrowia? Co o tym myślicie?
Źródło: o2.pl
PiS „bogactwem” może się pochwalić, już nie kradnie się miliona, a setki milionów złotych!?
Z forum: - Odejście i to wszystko…? Czegoś mi tu brakuje. Ile dostanie odprawy (nagrody) za odejście? Czy to koniec rozliczeń za nieudane zakupy maseczek i respiratorów na łączną kwotę 400 mln zł? Czy ktoś policzył osoby zmarłe na Covid 19 z przyczyn błędnych decyzji p. profesora? To tak wygląda przygoda i zabawa w ministra zdrowia?
- Miliard złotych bez przetargu. Skala nieprawidłowości przeraża. Posłowie opozycji skontrolowali Ministerstwo Zdrowia. Wygląda na to, że wydano tam ponad miliard złotych na rzekomą walkę z koronawirusem. Problem w tym, że bez odpowiedniej wiedzy, przygotowania i kontroli. Skala nieprawidłowości jest porażająca – mówią posłowie. Za wszystko odpowiadają – i to karnie! – minister i wiceministrowie tego resortu. To oni mają obowiązek nadzorować pracę resortu, w tym wydatkowanie środków. Wątpliwości wokół spraw medycznych jest dużo więcej. Jeśli Szumowski i jego ludzie myśleli, że nikt nie będzie w obliczu paniki spowodowanej wirusem ich kontrolował, to się po prostu przeliczył. Kontrola trwa i przynosi nowe, zaskakujące wyniki. Najbardziej szokująca jest skala wydatków. Miliard złotych pochodzi przecież z naszych pieniędzy, to my, Polki i Polacy daliśmy te pieniądze w zarządzanie, licząc na to, że profesjonalnie i odpowiedzialnie zostaną wydane. I przyniosą korzyści. A jakie korzyści mamy z tego wydanego miliarda, warto zapytać? Jest mniej zachorowań? Mamy szczepionkę? A może w każdym domu darmowe maseczki? Nie – nic z tego. Za to zarobił kolega Szumowskiego instruktor narciarski, zarobił handlarz bronią, zarobili znajomi królika a kolesiostwo kwitnie chyba w najlepsze. Oto Polska 2020 pod rządami Kaczyńskiego.
29 07 2020 Czy Rafał Trzaskowski powinien podać rękę Andrzejowi Dudzie.
Pytanie urasta do rangi najważniejszego problemu politycznego. Nie mogę się nadziwić, że pytanie, czy Rafał Trzaskowski powinien podać rękę Andrzejowi Dudzie urasta do rangi najważniejszego problemu politycznego w kraju. Grzeją się fora internetowe, twitter i Facebook, emocjonują wyborcy lewicy, prawicy i centrum. I wszystko to w kraju, w którym od lat łamana jest Konstytucja, rządzący nadużywają władzy i prowadzą nas w stronę autorytaryzmu, z opcją wyprowadzenia z Unii Europejskiej, a wielu obywateli emigruje z własnego kraju, bo uważa, że tu nie da się spokojnie żyć. Nie mamy prawdziwie ważnych tematów? To pokazuje, jak bardzo jako wspólnota zboczyliśmy z drogi demokracji i normalności i jaka praca czeka nas, jeśli zechcemy w końcu wrócić na dobry szlak. Trzeba to sobie jasno powiedzieć: podanie ręki to gest cywilizacyjny, a nie gest bezwarunkowej aprobaty i uznania. Nie jest wyrazem uwielbienia ani czołobitności, nie oznacza też złożenia ślubów posłuszeństwa ani oddania hołdu lennego – a takie właśnie wrażenie można odnieść, czytając komentarze przeciwników wizyty Rafała Trzaskowskiego w pałacu prezydenckim. „Nie wolno podawać ręki człowiekowi, który wygrał wybory oszustwem i nieuczciwym zaangażowaniem w kampanię propagandowej machiny TVP, bo jak się tę ręka poda oznacza to, że akceptuje się takie metody postępowania” – czytamy w licznych komentarzach wyborców PO. Wynika z nich jasno, że podanie ręki uważane jest przez nich za gest akceptacji i bezwarunkowego przyjęcia człowieka wraz z jego najbardziej nawet toksycznymi poglądami i zachowaniami. Nic bardziej błędnego. Podanie ręki to podanie ręki, nic więcej. Grzecznościowy gest powitania, określany w podręcznikach do savior vivre jako wyraz uprzejmości. Zgodnie z nimi zresztą, faktycznie nie podajemy ręki osobom, które uważamy za niegodne, dlatego taki gest odczytywany jest i przez zainteresowanego, jak i przez otoczenie jako wysoce obraźliwy i zamykający drogę do jakichkolwiek dobrych stosunków na przyszłość. Czy o to chodzi w polityce, która jest sztuką dogadywania się przede wszystkim z ludźmi, z którymi nie łączy nas nic, a najmniej poglądy? Powiedzmy sobie jasno:
Gdyby uczciwy polityk nie chciał podać ręki nikomu, kto kłamie, oszukuje i postępuje niegodnie, nie mógłby podać ręki niemal nikomu. Ponieważ gra nie fair jest częścią polityki i jej nieodłącznym elementem. Chyba wszyscy nie mamy co do tego złudzeń. Bo czy wierzy ktoś jeszcze, że jest tam miejsce dla przyzwoitych chłopców ze szkółki niedzielnej, którzy zawsze mówią prawdę i nie myślą o własnym interesie, tylko o dobru Polski i pomyślności jej obywateli? No właśnie. Ja wiem, że pierwotny odruch jest taki, żeby zbojkotować wezwanie człowieka, który wygrał wybory nieuczciwie, ale bolesna prawda jest taka, że jeśli chcemy zakopywać podziały społeczne i podjąć żmudny trud sklejenia dwóch części Polski, tej peowskiej i tej pisowskiej (potrwa to całe wieki, ale kiedyś trzeba zacząć) to trzeba przywyknąć do tego, że politycy PO będą podawać rękę i rozmawiać z najbardziej znienawidzonymi i pogardzanymi przez ich elektorat politykami PiS (i odwrotnie). Może to trudne do przełknięcia, ale tak musi być, inaczej nigdy nie przestaniemy żyć w państwie wojny wszystkich ze wszystkimi. Na tym polega dyplomacja i sztuka rozwiązywania sporów: na wiedzy, co jest mniej ważne i co można odpuścić, a co jest priorytetem i czego odpuścić absolutnie nie wolno.
Eliza Michalik Źródło koduj24.pl

29 07 2020 PiS oszukał emerytów! Hojnych podwyżek emerytur nie będzie.
PiS-owski rząd ogłosił dziś, że nie będzie większych podwyżek emerytur, tym samym oszukał swoich wyborców, którym jeszcze podczas kampanii w 2019 r. obiecywał podwyżki tych świadczeń (szczególnie dla najbiedniejszych) i ich waloryzację. „Zmodyfikujemy system waloryzacji najniższych emerytur i rent. Emeryci i renciści o najniższych świadczeniach otrzymają waloryzację kwotową, żeby rosły jak najszybciej najniższe świadczenia” – obiecywał PiS jeszcze w ubiegłym roku. „Minimalna coroczna procentowa waloryzacja emerytur i rent nie może być niższa niż 70 zł”. Taka waloryzacja w wysokości zaledwie 70 zł była przewidziana na przyszły rok. Prawicowcy zmienili jednak zdanie i zapowiedzieli dziś powrót do starych zasad. Oznacza to, że emerytury, dzięki PiS, wzrosną o zaledwie… 3,84%!
„Rząd proponuje Radzie Dialogu Społecznego pozostawienie zwiększenia wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2021 r. na poziomie ustawowego minimum, wynoszącego 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2020 r. Prognozuje się, że wskaźnik waloryzacji emerytur i rent w 2021 r. wyniesie 103,84 proc.” – poinformował dziś narodowo-katolicki rząd w specjalnym oświadczeniu. Taka zmiana równa się niemal minimalnemu wzrostowi świadczeń dla emerytów. Najniższa emerytura w 2021 r. wynosić będzie zaledwie 1 246,08 zł brutto. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” podali, że za taki obrót sytuacji odpowiedzialny jest sam Mateusz Morawiecki, który naciskał, aby zrezygnować z większych podwyżek. Specjaliści oceniają, że niższa waloryzacja emerytur związana jest z kryzysem. „Wydaje się, że rząd zdał sobie sprawę, że nie stać go już na hojne podwyżki, a że w 2021 r. nie ma żadnych wyborów, postanowił wrócić do starych zasad waloryzacji i tym samym zaoszczędzić” – powiedział „Wyborczej” doktor Łukasz Wacławik.
Wybory wygrane, co oznacza, że emeryci przez najbliższe kilka lat się nie przydadzą. Iście socjal-darwinistyczne podejście naszej „partii przewodniej”…
Źródło: wyborcza.pl
- 13 i 14 emerytury to nie dar, tylko zmniejszenie kolejny raz pobieranego podatku!? Dziękując Dudzie za 13 emeryturę, to tak jak dziękować bankomatowi, za to, że wypłacił mi moje pieniądze!?
- 13 emerytura wzięła się z likwidacji OFE!? Jestem emerytem, i cały mój kapitał zgromadzony w OFE przepadł, a miała z tego być druga emerytura prognozowana w wysokości 2 500 zł. miesięcznie!?
- Morawiecki zachęca emerytów do pracy, tylko po to by ich okradać!? Po roku pracy na emeryturze wyszło, że zabiera mi rocznie 2287 zł na składki ubezpieczenia społecznego, i 1100 zł na ubezpieczenie zdrowotna, pytam się w imię czego skoro mam emeryturę, i jestem przy niej ubezpieczony!? No i z przychodu 16 600 zł rocznie wychodzi na rękę około 800 zł na miesiąc, rozbój w biały dzień!?
Z forum: Normalni, zdrowo myślący emeryci i tak na nic szczególnego od pisiorów nie liczą. Wybory dokonane, kolejne dopiero za 3 lata, no to będą teraz chude lata. Ba ! Może zdarzyć się też tak, że zaczną powoli odbierać to, co „dali” w ubiegłych latach, no bo koronawirus, bo kryzys, bo skąpcy w Brukseli, bo trzeba być solidarnym w ciężkich czasach, itp,itd. Najliczniejsza a zarazem najsłabsza grupa społeczna nie ma siły przebicia, więc tak to wykorzystywanie trwa od lat.

29 07 2020 MEN znowu funduje dzieciom, ich rodzicom i nauczycielom „piekiełko”.
To co funduje partia rządząca uczniom, ich rodzicom i nauczycielom, woła wręcz o pomstę do nieba. Najpierw ten totalny chaos związany z likwidacją gimnazjów, koszmar z rekrutacją do szkół ponadpodstawowych, fatalnie opracowana podstawa programowa, narastająca indoktrynacja, zlekceważenie nauczycieli, a teraz kolejny „kwiatek”. Połowa wakacji już za nami, a wciąż nie wiadomo, jak będzie wyglądała nauka od września. Ministerstwo Edukacji chyba już samo gubi się w przekazywanych komunikatach. Niby dzieci miały wrócić do szkół i rozpocząć normalnie naukę, ale teraz znowu nic nie wiadomo. Ponoć jakieś wiążące decyzje mają zapaść w połowie sierpnia, choć krążą plotki, że dopiero w ostatnim tygodniu wakacji dzieci i ich rodzice dowiedzą się, co z tym nauczaniem . Minister wciąż zapewnia, że jego ministerstwo chce, by dzieci wróciły do szkół, że wciąż pracuje nad przepisami, które „zagwarantują bezpieczeństwo uczniów”, pozostaje w kontakcie z głównym inspektorem sanitarnym i ministrem zdrowia, tylko co z tego? Dzieci się denerwują, a rodzice nie kryją swego oburzenia. Jak piszą w sieci, „trzymanie w niepewności do ostatniej chwili to lekceważenie przez rząd rodziców, nauczycieli, dyrektorów i dzieci”, „Mam tego po dziurki w nosie. Raz mówią, że na pewno wrócimy. Potem, że w zasadzie nie wiadomo. Teraz znowu to samo. Dowiemy się na…tydzień przed” czy też „W końcu doba ma 24h, więc zdążymy się przygotować nawet jak nam 31 sierpnia powiedzą, co nas czeka…”, a Głos Nauczyciela dodaje, „W Polsce jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę, z podejściem „jakoś to będzie”, „Chyba żart, to co robili dotychczas?”, „Jestem ciekawa w jaki sposób dyrektorzy i nauczyciele mają teraz tworzyć plany lekcji?”, „Już pod koniec sierpnia? Dobrze, że nie w listopadzie ! Kpiny sobie urządzają!!!”.
Wydaje się, że MEN idzie na łatwiznę i chce zepchnąć odpowiedzialność za własną nawalankę na dyrektorów szkół i kuratorów, co według żony Władysława Frasyniuka jest „zwykłym tchórzostwem i całkowitym brakiem odpowiedzialności ze strony instytucji państwowych. Apelujemy do Pana o niezwłoczne przygotowanie pakietu jednoznacznych przepisów obowiązujący od 1 września 2020 roku. Leży to w interesie całego polskiego  społeczeństwa”.
Nie ma co. Kolejny już raz MEN pokazuje całkowity brak kompetencji i bawi się edukacją, nie dostrzegając nawet, jak wielką krzywdę robi dzieciom i ich rodzicom. No cóż, minister Piontkowski był tak bardzo zaangażowany w kampanię Dudy, tak wykończony udziałem w wiecach wyborczych, że nie miał czasu wziąć się za to, co najważniejsze i za co mu naród płaci. A co go tam edukacja obchodzi. Co go obchodzi ten stres, jaki funduje dzieciakom. On miał ważniejsze priorytety na głowie. To jest po prostu chore…Źródło: natemat.pl
Kilka lat temu pisałem: Rząd PiS chce wyhodować nowych obywateli. Wkrótce uczniowie w ramach zajęć z wychowania patriotycznego pojadą na wycieczkę szlakiem żołnierzy wyklętych, nauczą się strzelać, zamarzą o śmierci za ojczyznę. A wszystko to w myśl hasła Więcej patriotyzmu w szkole. Pacierz zawsze przed rozpoczęciem lekcji. Ot i cała a może dopiero początek reformy szkolnictwa po PiSowsku.
- Zlikwidować szkoły państwowe, wrócić do szkółek parafialnych, i guwernantek.
- A po kiego szkoły otwierać, żeby rządzili nami tacy nieudacznicy jak Morawiecki, Piontkowski !? Wystarczą lekcje w TVP, o kto zdolny i bogaty to guwernantkę zatrudni, zagranicę wyjedzie!?
Z forum: - Ten Piontkowski to z całą pewnością Obcy. W jego oczach nie ma życia. W zachowaniu i mowie też nie. I nie on jeden. Inwazję Obcych mamy.
- Po oczach widać, że ten minister to porażka intelektualna, nic nie potrafi zorganizować, wszystko spycha na samorządy i dyrektorów szkół, zresztą tak jest w tym całym rządzie 
28 07 2020 Smutna była ta Msza.
W lubelskiej katedrze 26.07.2020 r. odprawiona została uroczysta Msza św. z okazji 40 rocznicy powstania „Solidarności”. Piękna uroczystość. Ważne słowa. Obecność Premiera. Sentyment… i nic więcej. Pamiętam tamte nadzieje, tamte uniesienia, tamto poczucie wolności, tamtą wzajemną życzliwość, dobre plany. Wreszcie czuliśmy się u siebie, czuliśmy, że przyszłość Polski od nas zależy, że Ona jest nasza. Wiedzieliśmy co było ważne, że walczymy o swoją prawdę. że my jesteśmy jej dziećmi i że ona jest wśród nas. Wierzyliśmy swoim przywódcom, może jeszcze naiwnie, ale były inne ugrupowania, które sięgały dalej niż „Solidarność”, upominały się o niepodległość, o wolność, o prawa człowieka. I w tym naczyniu połączonym można było zobaczyć całość, cieszyć się i mieć nadzieję, że jak w 1918 r. jesteśmy w stanie utrzymać swoją szansę na lepsze i bardziej odpowiedzialne życie. Wierzyliśmy, choć starzy żołnierze ze smutkiem powiadali, że to udać się nie może.
Przyszedł stan wojenny, potem kolejne „Solidarności”, okrągły stół i wyprzedaż majtku narodowego. Nie zdołaliśmy uchronić ani zakładów lotniczych w Świdniku, ani żadnej stoczni, ani również innych większych zakładów, w których organizowano strajki – pozostały jedynie kopalnie. Ówczesne rządy zakłady pracy sprzedawały, nawet to co powinno pozostać, za tyle, ile dał kupiec. I w ten sposób sprzedawaliśmy swoje nadzieję i pomniejszaliśmy wspólne szanse na rozwój. Nie utrzymały się też solidarnościowe elity. Po 2015 r. przez jakiś czas do ogólnego obiegu intelektualnego próbowano włączyć dokonania i myśl „Solidarności Walczącej”… ale tylko próbowano. I z tego wszystkiego pozostały dalekie wspomnienia i 400 zł kombatanckiego. Czy tak miało być?
Dla kontrastu przywołajmy, tak zapomnianą i wciąż po bolszewicku wyklinaną prawdziwie niepodległą II RP. Jakąż siłę motoryczną dawało ówczesnemu społeczeństwu zwycięstwo w 1920 r., ileż mocy czerpali Polacy z samego faktu odrodzenia się państwa i wolności osobistej. Tamto społeczeństwo żyło, miało się do czego odwoływać. Odzyskiwało swoje narodowe mity i pewność siebie. Tamte dyskusje, choć ostre, miały zupełnie inny wymiar, niż te dzisiejsze. Przedwojenne społeczeństwo czuło swoje zaangażowanie, odbudowywało swoją świadomość, myśl, naukę, gospodarkę, szkolnictwo itd. I na koniec, w najbardziej ekstremalnych czasach, zbudowało Polskie Państwo Podziemne ze swoją armią, swoim rządem, budżetem i sądownictwem. A do czego zdolne jest obecne, powojenne, społeczeństwo? Tamto pokolenie żyło i walczyło, dziś ostatnie dwa chcą uciekać. Skłócone, bez perspektyw społeczność nie zbuduje żadnej trwałej przeciwwagi. Podobnie jest z rządem, który ma niewystarczające poparcia i słabe zaplecze społeczne. Bardzo smutna było to Msza św. bo wypowiadane ważne słowa nikogo nie porywały, odnosiły się owszem do pięknego wspomnienia, ale niestety, niczego nie mogły zapłodnić, były pozbawiona mocy twórczej i niewiele wspólnego miały z rzeczywistością. Podobnie, jest z językiem łacińskim, który wprawdzie posiada swoją wartość merytoryczną, ale nie jest w stanie niczego wskrzesić, bo należy już do przeszłości. Na czymś podobnym niczego się nie zbuduje.
***
Dlaczego o tym piszę? Dlatego, bo dziś chyba niewielu zdaje sobie sprawę, że współczesne polskie społeczeństwo zostało pozbawione swojej konstrukcji nośnej i ideowej. Powszechnie nie zauważamy, że  żyjemy bez punktu odniesienia. Wszystkie polskie mity, jakie trzymały nas przez wieki, zostały zamordowane – przy naszym nieświadomym współudziale. Nie mamy do czego się odwołać. Nie mamy do czego wracać, wszystko zostało zniszczone. Stoimy jak sieroty na placu boju. Nawet Kościół, który był dla nas opoką, jakoś dziwnie słabnie. Pozostał Bóg i oczekiwanie na cud.
Podczas Mszy, z coraz większą siłą do świadomości dochodziła brutalna prawda, że „Solidarność” nie jest już w stanie poruszyć w nas właściwej struny, że niepodległą II RP zakopała komuna i jest nam z tym dobrze, że tradycyjne elity nie są już nam potrzebne, że historia Polski przeżywa powszechny brak zainteresowania, że Powstanie Warszawskie umrze wraz z ostatnimi bohaterami, AK, NZS i Żołnierze Niezłomni, przegrywają z piwem; jako tako trzyma się jeszcze rodzina, ale bez pomocy zdrowego państwa, nie wytrzyma naporu zła – nie ma więc ani ściany, na której możemy się oprzeć, ani myśli, która może nas zjednoczyć; język, którym się posługujemy bardziej dezintegruje niż łączy i nie ma ośrodka, który daje nam poczucie wspólnoty i pobudza twórczo. A przy tym wszystkim zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, że cały nasz 30-letni wysiłek ukierunkowany jest nie na kulturotwórczą spójność, lecz na neutralizację „przyciągania ziemskiego”. Nie zdajemy sobie sprawy, że stajemy się ludźmi bezdomnymi i poza wszelka kwalifikacją. Nie zdajemy sobie sprawy, że popełniamy harakiri… Bardzo, bardzo smutna była ta Msza.
Źródło: niepoprawni.pl

28 07 2020 I już po wyborczej obietnicy. Nie będzie podwyżki pensji minimalnej do 3 tys. zł brutto.
Podwyżkę od przyszłego roku zapowiedział w trakcie ubiegłorocznej kampanii parlamentarnej Jarosław Kaczyński, ale rzeczywistości nie udało się nagiąć do jego wizji. Przypomnijmy: wzrost minimalnego wynagrodzenia miał być skokowy. Według planów: od 2021 r. miało to być już 3 tys. zł brutto, a od 2024 r. – 4 tys. zł brutto. Póki co decyzją prezesa PiS od stycznia 2020 r. płaca minimalna wzrosła z 2250 zł do 2600 zł brutto (o 15,5 proc.). W przyszłym roku ma wzrosnąć o 116 zł brutto.
PiS długo trwał przy wspomnianej obietnicy. Tymczasem po wybuchu pandemii Polska, pierwszy raz od 1991 r., stanęła w obliczu groźby wybuchu recesji. Stworzyło to nowe warunki, choć już wcześniej ów obiecywany skokowy wzrost płacy minimalnej budził poważne wątpliwości wielu ekonomistów. Dodajmy, że pracowników mających pensję minimalną jest obecnie ponad 1,5 mln i stanowią oni 17 proc. ogółu zatrudnionych, ale w obecnych warunkach w granicach najniższej krajowej znajduje się już ponad 25 proc. wszystkich zatrudnionych. Wprawdzie tocząca się niedawno kampania prezydencka skutecznie wyciszyła kluczowe, gospodarcze dylematy, ale widać już wyraźnie, że z kluczowymi decyzjami (np. rezygnacja z zapowiadanego wzrostu najniższej pensji krajowej, podniesienie podatków, cięcia zatrudnienia w administracji publicznej) dłużej zwlekać się nie da. PiS czekał jedynie, aż będzie po wyborach. Po wygranej Andrzeja Dudy zniknęły powody do podtrzymywania obietnic.  Przypomnijmy: wysokość minimalnego wynagrodzenia jest co roku negocjowana ze związkowcami i pracodawcami w Radzie Dialogu Społecznego, a Rada Ministrów – do 15 czerwca każdego roku – musi przedstawić partnerom wszelkie wskaźniki makroekonomiczne i proponowaną wysokość płacy minimalnej. W tym roku, zgodnie z ustawą COVID-19, rząd zmienił jednak ustawowe terminy i propozycje rządu związkowcy i pracodawcy mają otrzymać do końca lipca – czytamy w „Gazecie Wyborczej”. Według informacji uzyskanych przez dziennikarzy, propozycja rządu ma wynosić 2716 zł brutto, a więc nastąpi wzrost o 116 zł. Jak zwykle, decyzje dotyczące wzrostu płac są kontrowersyjne, teraz dodatkowo nastroje społeczne podkręca rządowa polityka obietnic i trwająca epidemia. W reakcji na pierwsze nieoficjalne doniesienia o faktycznym wymiarze podwyżki minimalnego wynagrodzenia, związkowcy już zapowiadają protest, zaś pracodawcy chcą, aby pensja minimalna w ogóle nie rosła, ze względu na sytuację. – Dostaliśmy nieoficjalnie informacje, że nowa płaca minimalna wynieść ma 2716 zł brutto. Jeśli taka ostatecznie propozycja padnie, nie będzie naszej zgody – uprzedza Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ. – Dlaczego? Po pierwsze, ten rząd zawsze zapewnia, że dotrzymuje obietnic, a po drugie, zapewnia, że polska gospodarka mimo pandemii ma się świetnie. Nie widzimy więc powodu, aby podwyżka płacy minimalnej była niewielka. Nasza propozycja to 3100 i taką kwotę przedstawimy na rozmowach z rządem.  Z kolei Konfederacja Lewiatan uważa że płaca minimalna powinna w przyszłym roku wynosić nadal tyle ile dziś, czyli 2600 zł brutto. Pracodawcom, czytamy w „GW”, trudno będzie zaakceptować jakikolwiek wzrost płacy minimalnej, mimo że inflacja na pewno, mimo prognozowanego spadku w II połowie roku, będzie wysoka. W perspektywie 2021 roku kluczowa będzie ochrona miejsc pracy i ograniczanie redukcji zatrudnienia, co niestety w opinii pracodawców będzie nie do uniknięcia – wyjaśnia prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. Jak można przypuszczać, wysoka pensja minimalna plus spowolnienie gospodarcze oznaczać może szybki wzrost szarej strefy. Jeśli bowiem rozłożyć płace minimalną na czynniki pierwsze, to w nowej propozycji rządu wspomniane 2716 zł brutto to zaledwie 2002 zł na rękę. Ale koszty pracodawcy z ubezpieczeniami (emerytalne, rentowe, wypadkowe) plus fundusze to jednak już 3 276 zł, czytamy w portalu. – Administracyjne narzucanie płacy wyższej od produktywności wymusza na firmach ograniczenie godzin pracy albo zwolnienie najmniej wydajnych pracowników, którzy nie są w stanie na siebie zarobić. Drugi skutek to podwyżki cen – oceniło Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Inna sprawa, że pomysły Jarosława Kaczyńskiego skrytykowało też Ministerstwo Finansów. Resort w wewnętrznym dokumencie napisał, że podniesienie pensji minimalnej do 4 tys. zł byłoby eksperymentem. „Byłaby to wielkość niespotykana w krajach rozwiniętych, zarówno współcześnie, jak i w historii. Dlatego też planowana zmiana polityki stanowi eksperyment, którego skutki trudno dokładnie oszacować” – stwierdził resort. 
Źródło: wyborcza.pl
Co to jest ta wydajność pracy!? Pracuję dla niemieckiego i polskiego pracodawcy, i nie potrafię zrozumieć jak to jest dla Niemca pracuję dwa razy wolniej a zarabiam cztery razy więcej, wykonując tę samą pracę!? Mam usunąć awarię pracując dla Niemca idę do magazynu biorę potrzebne części, wsiadam do samochodu, w którym mam wszystkie niezbędne narzędzia, przyjeżdżam do klienta, kilka godzin i po sprawie. Natomiast w Polsce to jest prawdziwa gehenna. Wpierw muszę pozbierać masę podpisów by pobrać części z magazynu, narzędzia z narzędziowni. No i jak z tym wszystkim w dwa dni się uporam to muszę czekać na wolny samochód. I jak dobrze pójdzie to w trzy dni będzie po sprawie!? 
27 07 2020 Górnicy pójdą na Warszawę!? Rząd może pozbawić pracy nawet 50 tys. z nich.
Minister Jacek Sasin (PiS), według redaktorów Onetu, jedzie jutro na Górny Śląsk. Na miejscu ma ogłosić plan naprawczy dla Polskiej Grupy Górniczej (PGE), obejmujący m.in. pomysł zlikwidowania kilku kopalń. Zamknięcie ośrodków może doprowadzić do wyrzucenia z pracy ok. 40-50 tys. ludzi. Tak przynajmniej zapewnia szef górniczej „Solidarności” Bogusław Hutek. Związkowiec wypowiedział się już na ten temat dla Onetu.
„Jeśli takie informacje (o zamknięciu kopalń – przyp. aut.) jutro się pojawią, będziemy szykować się do obrony miejsc pracy” – zapowiedział lider górnośląskich górników. „To jest ok. 40-50 tys. osób, które stracą robotę w przeciągu trzech miesięcy. To są miejsca pracy w górnictwie i firmach okołogórniczych. Ktoś chyba zwariował, jeśli chce podjąć taką decyzję. Dla mnie to jest niesłychane” – dodał.
„Cztery lata temu rząd chwalił się, że uratował Polską Grupę Górniczą. Minęły cztery lata i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia. W 2015 roku premier Kopacz ogłosiła likwidację czterech kopalń i od tego zaczęły się strajki i rewolucja na Śląsku. Jesteśmy gotowi na powtórkę. Nie możemy dopuścić do degradacji Śląska. Oni sobie chyba nie zdają z tego sprawy” – kontynuował w rozmowie z Onetem B. Hutek. Związkowiec dodał też, że nie ma zamiaru negocjować w tej sprawie z J. Sasinem. Domaga się za to rozmów z… samym premierem Mateuszem Morawieckim. „Chcemy rozmowy w temacie całego górnictwa, całej energetyki i całego Śląska. Niech powie, dlaczego mamy kupować węgiel za granicą, a swoje kopalnie zamykać? Dlaczego mamy utrzymywać miejsca pracy w innych krajach? Jeśli polski rząd uważa, że lepiej jest importować energię z zagranicy, niż ratować swoje spółki, to niech nie opowiada, że liczy się dla niego interes narodowy” – ocenił. Czy premier spotka się z przedstawicielami górniczych związków zawodowych? Powinien, bo ich lekceważenie może doprowadzić do rozruchów górniczych, które niejednokrotnie doprowadzały w Europie do upadków całych rządów.
To jednak nie koniec złych wieści dla Ślązaków i pracowników polskich kopalń. Dziennikarze Radia ZET spekulowali też dzisiaj na temat możliwych cięć pensji.
Źródło: onet.pl
- Akcja Polaku nie płacz nad zamykanymi kopalniami węgla! Produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? I w interesie międzynarodowych korporacji jest likwidacja kopalń w Polsce, lub ich sprzedanie za złotówkę. Sukces Morawickiego to zwiększenie importu węgla z 20 mln ton w tamtym roku do 40 mln w tym!? Dla kogo Mateuszku pracujesz, dla Putina!?
- Kupuj polskie produkty to najnowsze hasło pisuarów, no i to widać i to słychać!? Nie potrafię zrozumieć jak Morawiecki mógł wygrać wybory na Śląsku!? Musieli wyniki sfałszować!?
Z jednej strony się cieszę, że tani ruski węgiel płynie szeroką rzeką do Polski!? A z drugiej strony żal mi zamykanych polskich kopalń!? Dlaczego na polski węgiel nałożono ponad 120 podatków i opłat, no i mamy kwiatek do kożucha, koszt wydobycie 1 tony to maksymalnie 300 zł, a na składzie kosztuje 1000 zł. W Polsce zamyka się kopalnie, a produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? No to już wiemy dlaczego w Polsce mamy smog i śmierdzące powietrze!? Nie wiemy tylko kto zgarnia kasę za zamykanie kopalń w Polsce!?

27 07 2020 Czy rekonstrukcja rządu rozwali koalicję Zjednoczonej Prawicy?

Najpierw PiS zdecydowało się na rozdzielenie ministerstw, co w przekonaniu tej partii, miało pomóc w lepszym zarządzaniu państwem, a teraz wycofuje się z tej decyzji i przed nami rekonstrukcja rządu, oparta na ponownym połączeniu resortów. Wydaje się, że przesądzony jest los ministerstw klimatu i środowiska, finansów i rozwoju oraz edukacji i szkolnictwa wyższego. Jak donosi „DGP”, „liczba konstytucyjnych ministrów może zmniejszyć się nawet o połowę”. Jednocześnie bezpieczni nie mogą się czuć wiceministrowie oraz sekretarze stanu. I wszystko to w celu radykalnego odchudzenia placówek rządowych, bo nagle oświeciło władzę i zauważyła, że z tą rozbudowaną biurokracją to mocno przesadziła.  Wszystko wskazuje na to, że przyjęcie nowych rozwiązań nie będzie dotyczyło ministerialnych pracowników z PiS, natomiast główne uderzenie pójdzie w koalicjantów. Nie dość, że stracą po jednym ministerstwie, to nie wie nikt, ilu ich członków, zajmujących pomniejsze stanowiska w poszczególnych resortach, wyleci. Trudno więc dziwić się Porozumieniu i Solidarnej Polski, że są zdecydowanie na nie i będą ostro walczyć o swoje. Gowin ewentualnie nie ma nic przeciwko zmianom, ale pod warunkiem, że stan  posiadania koalicjantów pozostanie zachowany. W tej sprawie i on, i Ziobro mówią jednym głosem. I jak pisze „DGP”, „w najbliższych tygodniach zapowiadają się skomplikowane rozmowy i polityczne starcie o kształt nowego rządu (…)”. Dla Ziobry nie do przyjęcia wydaje się też wzmocnienie roli Morawieckiego, który tylko zyska na tych zmianach.
Liderzy partii wspierających PiS są przekonani, że mają haka na prezesa, bo ich 40 posłów to poważna siła i Kaczyński nie może tego faktu lekceważyć, jeśli chce zachować większość parlamentarną. Jednak jak na razie PiS nie przejmuje się za bardzo tym „straszakiem”. Mało tego, jak głosi plotka, prezes rozgląda się za nowym koalicjantem. Wprawdzie nic dokładniej na ten temat nie wiadomo, chętni nie pchają się drzwiami i oknami, ale PiS zapewne liczy na to, że „samo poruszanie tego tematu zmiękczy postawę mniejszych koalicjantów” i potulnie zgodzą się na proponowane zmiany. Pomysł zdobycia nowego koalicjanta bardzo podoba się wyborcom Zjednoczonej Prawicy. Jak wynika z przeprowadzonego sondażu, aż 57% respondentów jest za. 32,4% optuje za PSL-Kukiz’15 (32,4 procent), a 26,5% za Konfederacją. Jak się skończą te wewnętrzne tarcia w koalicji to czas pokaże. Nie powiem, chciałabym bardzo, by to był taki ładny gwóźdź do trumny tej ekipy, ale jak znam życie, dogadają się, bo przecież koryto to koryto. Warto obniżyć swoje oczekiwania dla zachowania władzy…
Źródło: rmf24.pl
- Już od dawna piszę, że Kukiz wyląduje w ramionach Kaczyńskiego, innego wyjścia nie ma!? No a PSL to taki arbuz z wierzchu zielony, a w środku czerwony!
- Rekonstrukcja rządu powinna przede wszystkim dotyczyć Morawieckiego, który od samego początku sobie nie radzi!?
- Kaczyński szykuje miejsce dla PSL-u, i Konfederacji, a resortów to jeszcze przybędzie, na ale czego nike robi się by utrzymać władzę!? Rekonstrukcja rządu skończy się jak zwykle zamiast odchudzania, będzie wielkie żarcie, czyli zwiększona zostanie ilość stołków!? Morawiecki musi odejść, bo nas do końca zakłamie, i ograbi!?
Z forum: - Wzmocnienie resortów siłowych kosztem innych , wciągnięcie do koalicji PSL i części Konfederacji , dalsza marginalizacja opozycji. To się niestety uda.
- Liczba konstytucyjnych ministrów może zmniejszyć się nawet o połowę. Miotła będzie miała co robić także na szczeblu wiceministrów - podaje "Dziennik Gazeta Prawna". Tymczasem "Rzeczpospolita" informuje, że liczba ministerstw ma ulec zmniejszeniu. PiS mówi nawet o redukcji do 11-12 silnych resortów w miejsce obecnych 20.
- Jak na razie wszystkie znaki jakie daje PiS to delikatnie mówiąc "idźcie być sobie kołem poselskim gdzie indziej", poza tym wszyscy pamiętają jak wcześniej kończyły się koalicje z PiS. Zbliża się rekonstrukcja rządu i Gowinowcy już trzęsą portkami z obawy o swoje teki.
- Sądzę, że Kukiz już od dawna pracuje nad Kosiniakiem, żeby wreszcie poszedł w koalicję z PiS. Na początek musiał go wprawdzie oderwać od koalicji demokratycznej i tą operację zakończył sukcesem. PSL jest teraz na wymarciu. Chłopaki przebierają nóżkami za apanażami i stołkami. A i mają dużą wiedzę na temat rządów PO, którą Kaczyński będzie mógł wykorzystać dając PSL-owi bezkarność. 
26 07 2020 Czy stać Polskę na Januszów Lewandowskich?
Przewrotne pytanie zważywszy, że sam J. Lewandowski jest współwinien (m.in. z L. Balcerowiczem) zniszczenia polskiej gospodarki w początkach lat 90-tych XX wieku. Ale jednak pytanie zasadne, bowiem jako europarlamentarzysta robi dziś wszystko aby tej naszej Polsce dalej szkodzić a jego zachowania noszą już znamiona antypolskiej fobii.
….z różnych powodów J. Lewandowski np. nie może i nie chce czuć się Polakiem, ale przecież był w Polsce ministrem, tu się wychował i tu startował do Europarlamentu. Ja wiem, że prawdopodobnie zniszczenie Polski było i jest jego celem a skoro to on wie i ja wiem, i wiedzą wszyscy, to niech ten Pan po prostu zrezygnuje z polskiego obywatelstwa i gdzieś się na stałe z Polski wyprowadzi, choćby na Madagaskar a najlepiej do swojej ukochanej Brukseli. Ja wiem, że wojna z PiS i obecnym rządem jest dla niego i jemu podobnych ważniejsza niż dobro Polski i Polaków: wedle zasady, że jeden z celów a więc upadek rządu PiS uświęca wszelkie środki, których ten Pan używa. Polski nie stać na tolerowanie takich indywiduum, takich niemalże zdrajców i współczesnych Targowiczan. Tacy Lewandowscy et consortes winni być już dawno skazani za zdradę stanu i osadzeni a jeżeli nie, to co najmniej wydaleni z naszej Ojczyzny bez prawa przekraczania naszej granicy. Tak postąpiłoby każde poważne państwo. Proszę prześledzić jak zachowują się europosłowie opozycji za granicą. To są postawy skrajnie antypolskie i nie chodzi już o to, że przenoszą animozje wewnętrzne na międzynarodowe forum, ale o to, że bezpośrednio działają na realną szkodę dla naszej Ojczyzny, choćby chcąc wymusić, aby Polska otrzymywała fundusze unijne powiązane z tzw. przestrzeganiem praworządności. Oceniając ich działania można by rzec, że najlepiej dla nich byłoby, aby Polska w ogóle nie otrzymała żadnej pomocy z UE. To byłby chyba ich sukces, bo ta nienawiść do współczesnej i przeszłej naszej Ojczyzny w nich tkwi, to jest ich stan rozedrganego umysłu. A może dla nich najlepiej byłoby, aby Polska w ogóle przestała istnieć? Janusz Lewandowski jest m.in. współtwórcą Programu Powszechnej Prywatyzacji. Programu, który według powszechnie dostępnych źródeł nazwany został „najdroższą porażką III RP”. Majątek obejmujący 512 przedsiębiorstw państwowych „stał się przedmiotem afer, korupcji i nielegalnych transakcji, na których wzbogacili się pseudobiznesmeni i politycy”.
Źródło: niepoprawni.pl
Przegraliśmy Polskę, bo oddaliśmy ją bandzie partyjnych cwaniaczków, biurew i kombinatorów, i tak jak spod obcych zaborów, tak teraz uciekamy spod własnego. Pozostawiając za sobą państwo beznadziejnie chore, kalekie, zadłużone po uszy i zalane lukrem propagandy sukcesu.
Lewandowski pracował w PLO. Okres transformacji, 1989 – 1990 i bogate w sensie międzynarodowym, PLO nie miało już 174 nowoczesnych drobnicowców, kontenerowców, statków ro-ro, czy con-ro, tylko cztery takie sobie. Nie żartuję! Reszta floty dziwnie się rozpłynęła po świecie ale w tym samym czasie Lewandowski zaczął robić błyskawiczną karierę. To oczywiście przypadek, nie mający nic wspólnego z tajemniczym zniknięciem polskiej floty liniowej. Lewandowski zasłużył jak nikt inny na Pałac Kultury ze szczerego złota w każdy mieście wojewódzkim. Wszak to współczesny Midas posiadający niezwykły dar rozdawania majątku narodowego w ręce spekulantów, hochsztaplerów z całego świata. W efekcie tego zamiast zarobić na prywatyzacji ponieśliśmy olbrzymie straty. No ale Lewandowski i jego rodzina nie ma co narzekać trafił im się interes życia.


26 07 2020 Czy Trzaskowski uratował "dobrą zmianę"?
Dość powszechnie opisuje się wybory prezydenckie jako "starcie gigantów", które nieznacznie wygrał jeden z nich. To oczywista nieprawda – bardziej prawdziwe byłoby porównanie do symultanicznego meczu szachowego, w którym prezydent Duda grał przeciw 10 innym kandydatom, którzy w większości (oprócz Marka Jakubiaka) mieli cechę wspólną – byli "antypisem". Rafał Trzaskowski uratował Platformę Obywatelską przed stoczeniem się w otchłań niebytu – czyli podzielenie losu jej poprzedniczki Unii Wolności, ale całkiem możliwe, że przyczynił się też w pewien sposób do zachowania przez PiS wpływu na państwo. Niejeden mógłby sądzić, że to Duch Święty zadziałał przy decyzji PO o podmianie "prawdziwej prezydent" na nowego kandydata.Prezydent Warszawy miał bowiem ogromny elektorat negatywny składający się ze wszystkich tych, którym nie podobało się "lotnisko w Berlinie", Klub Bilderberg, ",forsowanie skrajnych form "postępowości", sukcesy" w zarządzaniu Warszawą, czy zwykłe kłamstwa ("nie byłem wówczas posłem"). Niewykluczone, że gdyby w finale znalazł się "kandydat niezależny", czy "antysystemowy", miałby szanse na pokonanie prezydenta Dudy, bo w pierwszej turze "antypis" łącznie uzyskał 57 % głosów. Może "języczkiem u wagi" była ta część wyborców Konfederacji, która nie chciała wybierać między (ich zdaniem) "dżumą, a cholerą" i nie zagłosowała w drugiej turze? Może nie mieliby oporów w głosowaniu na Hołownię czy Kosiniaka – Kamysza? W ostatnich 20 latach w Polsce regularnie pojawiają się byty polityczne chcące przełamać "duopol" i zaistnieć jako "trzecia siła". Wszystkie te "ruchy obywatelskie", partie "antypartyjne", kandydaci "niezależni", "antysystemowi", ostatecznie okazują się zwykłym, banalnym "antypisem".
Czyżby świadczyło to o ich wspólnej proweniencji? Wpływ czynników zewnętrznych na polską politykę nie ulega wątpliwości, bo Polska jest szalenie ważnym obszarem Europy, którego żadna z potężnych sił tu działających, nie może sobie "odpuścić".
To dlatego zawsze szefem rosyjskiej rezydentury wywiadu w Polsce jest oficer w randze generała, ambasadorem Niemiec w Warszawie - z reguły wysoki funkcjonariusz BND, a Polska jest jednym z 5 krajów świata, gdzie istnieje placówka żydowskiej Ligi Przeciw Zniesławieniu. Ta organizacja jest oficjalnie uznana jako jeden z rodzajów sił zbrojnych Izraela mających na celu wychwytywanie zagrożeń dla interesów tego państwa i diaspory żydowskiej.
W tych warunkach rządzenie Polską i dbanie o interesy Polaków jest sztuką iście karkołomną. Zresztą państwa znacznie potężniejsze niż nasze, mają podobne problemy. W tych dniach w Wielkiej Brytanii ukazał się bulwersujący raport, w którym stwierdzono, że rząd jest "chronicznie i systemowo" niezdolny do przeciwdziałania rosyjskiej infiltracji. Okazało się także, że wielu lordów z Izby Lordów ma biznesowe powiązania z rosyjskimi przedsiębiorcami, lub wręcz ma swoje biznesy w Rosji. Są wyraźne przesłanki wpływu Rosjan na działania w sprawie autonomii Szkocji. Badane są także okoliczności referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. Brexit był smutnym dla nas faktem, ale był korzystny dla Niemiec i Rosji (czy Donald Tusk przyłożył tu swoją cegiełkę?).
Osobiście pisałem już z 2 lata temu na łamach Kuriera Wnet o aktywności w Wielkiej Brytanii rosyjskich oligarchów medialnych - oficjalnie "skłóconych" z prezydentem Putinem i w "obawie o swoje życie" chroniących się w Angli. Tak się dziwnie złożyło, że ich media gorąco propagowały ideę "niepodległości" i brexitu. Nie ulegają już najmniejszych wątpliwości "interferencje" rosyjskie w wybory w USA i Wielkiej Brytanii – są na to twarde dowody. Chyba nie ma w Polsce człowieka tak naiwnego, żeby sądzić, że w Polsce nie było takich "interferencji". W tych wyborach stara agentura komunistyczna, "europejczycy" brukselsko – berlińscy i kosmopolici izraelsko – amerykańscy "grali do jednej bramki" – byli "za Rafałem". Podobnie zresztą jak "ulica i zagranica". 12 lipca mieliśmy konfrontację zwolenników Polski podmiotowej, z tymi, którzy zadowalają się statusem wyznaczonym nam przez czynniki zewnętrzne, a których głównym punktem programu wyborczego było wulgarne hasło "ośmiu gwiazdek". Ostatnią kampanię można rozpatrywać także w wymiarze szerszym - jako starcie cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej z postmodernistycznym produktem inżynierii społecznej, który przedstawiany jest jako nowoczesne społeczeństwo "otwarte, tolerancyjne, europejskie". W wyniku ustaleń okrągłego stołu pracę wychowawczą nad Polakami powierzono bardzo sprawnym fachowcom, których 30 letnia działalność przyniosła przerażająco skuteczne rezultaty. W 1992 roku na komunistów głosowało 20 procent Polaków – dziś "internacjonaliści proletariaccy" cieszą się poparciem niemal połowy elektoratu... Czas pracuje na naszą niekorzyść (wymrzemy jak dinozaury?). Tym razem jeszcze się udało, ale w następnych wyborach głosować będą obecni piętnastolatkowie, z których nikt nie wie kto to był Jaruzelski, czy Kiszczak. Czy wtedy będzie jeszcze szansa?
Źródło: niepoprawni.pl
25 07 2020 Edukacja czy indoktrynacja?
Ryszard Terlecki w wywiadzie dla TVN 24 powiedział, że należy przeprowadzić reformę edukacji. Nie ukrywał, co ma być jej celem: „Lepiej wyedukowani młodzi ludzie, będą chętniej głosować na PIS. Jestem o tym przekonany”. Jednocześnie dał do zrozumienia, że przeprowadzona już za poprzedniej kadencji PiSu reforma nie dała spodziewanych rezultatów. Nie zauważył też przeprowadzonych już zmian w podstawie programowej, co wytknął mu Związek Nauczycielstwa Polskiego. Ryszard Terlecki był gościem Agaty Adamek w programie „Jeden na jeden”. Mówił tam, że „Niekoniecznie wyższe wykształcenie daje odpowiedni poziom, aby dokonywać wyborów”. Artur Sierawski, działacz społeczny oraz nauczyciel związany z grupą Superbelfrzy RP komentuje sprzeczność w wymaganiach PiSu co do szkół: „z jednej strony w PiS mówią: zero polityki w szkołach, nie możemy wpuszczać ideologii gender, edukatorów seksualnych, organizacji, które uczą tolerancji. A z drugiej strony chcemy wpuszczać politykę do szkoły w wymiarze indoktrynowania młodzieży?”
O planach reformy szkolnictwa wypowiadał się także Zbigniew Ziobro. W TV Trwam powiedział, że „jeśli nie zajmiemy się edukacją, jeśli nie zajmiemy się sferą nauczania na uniwersytetach, jeśli nie zajmiemy się obszarem mediów, to przegramy bitwę o polskie dusze”.  Oczywiście PiSowi nie o dusze chodzi, ale o głosy. Najwyraźniej przeanalizowali rozkład głosów młodzieży, gdzie sondaże jasno pokazywały brak szans dla ich kandydata. Pytanie tylko, jak będzie wyglądało w praktyce nowe wychowywanie młodzieży do roli żołnierzy ślepo posłusznych prezesowi rządzącej partii. „Przecież on się z was…nabija. …taka edukacja, jej próby, już były za komuny i się nie udały” – pisze ktoś w komentarzach. Tymczasem już rok temu na:Temat ostrzegał, jakie są plany Prawa i Sprawiedliwości  względem szkolnictwa. Ma być więcej patriotyzmu, wychowania obywatelskiego (oczywiście w rozumieniu obywatela PiS-u). „Ważną role w tym procesie odgrywać będzie poznawanie okresu zniewolenia Polski przez komunizm i procesu przechodzenia do demokracji” – czytamy w programie partii dotyczącym szkolnictwa. „Odpowiedni dobór lektur i treści programowych, oprócz waloru poznawczego i intelektualnego, pozwoli utrzymać wspólny kod kulturowy, łączący kolejne pokolenia Polaków”. Pytanie, czy tym kodem kulturowym będą Andrzej Frycz Modrzewski, Witold Gombrowicz i Lech Wałęsa, czy Roman Dmowski, Żołnierze Wyklęci i Zenek Martyniuk.
Źródło: koduj24.pl
Przed kilku laty pisałem: Rząd PiS chce wyhodować nowych obywateli. Wkrótce uczniowie w ramach zajęć z wychowania patriotycznego pojadą na wycieczkę szlakiem żołnierzy wyklętych, nauczą się strzelać, zamarzą o śmierci za ojczyznę. A wszystko to w myśl hasła Więcej patriotyzmu w szkole. Zaś zamiast pacierza zawsze przed rozpoczęciem lekcji, zajęć będzie odmawiany Apel Smoleński. Ot i cała a może dopiero początek reformy szkolnictwa po PiSowsku. 
Z forum: - "Aż ciarki przechodzą". Nowy plan PiS może grozić praniem mózgów w polskich szkołach.
- Opinia przedstawicieli młodzieży lat 17 "w wyborach za trzy lata już będziemy mieć prawo głosu i nie dopuścimy PiS do władzy, never!"

25 07 2020 Jak przekonać młodzież do PiS-u.
Pisowscy mędrcy mają mnóstwo znakomitych recept. Młodzież na pewno będzie zachwycona. W nagłym przypływie szczerości pan Jarosław Kaczyński, lider obozu rządzącego w Polsce, raczył się podzielić z nami opinią, że młodzież głosuje przeciw PiS, bo słucha radia, którego PiS nie kontroluje, a tam nawet między utworami muzycznymi szerzona jest antypisowska propaganda. Pan prezes powiedział to w Jedynce Polskiego Radia, gdzie pomiędzy piosenkami szerzona jest jedyna i nieodwołalna prawda o pedałach, Tusku, Trzaskowskim i innych zdrajcach narodu polskiego. I teraz chodzi o to, by wszystkie stacje wzięły z Jedynki przykład. Tylko mam pewien problem. Otóż, pogląd pana prezesa nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Weźmy jako przykład moją nastoletnią córkę – właśnie skończyła osiemnastkę, po raz pierwszy poszła do wyborów i od razu głosowała na Trzaskowskiego. Jej koledzy ze szkoły też. Albo na Hołownię. Niektórzy na Biedronia albo nawet Bosaka. A na PiS nie. Sęk w tym, że oni w ogóle nie słuchają radia. Naprawdę, z ręką na sercu mówię, ani trochę nie słuchają. Nawet nie zbliżają się do odbiorników radiowych. Mają te swoje internety, jutuby i inne takie, a radia ni du-du. Więc niezależnie od tego, co tam jest między utworami, to nie ma na nich żadnego wpływu. Oni wiedzą, że PiS z panem prezesem to obciach, paździerz i żenua, ale nie z radia to wiedzą. A skąd? Może z tych internetów. Dobrze by było sprawdzić, co jest między utworami na takim jutubie. A może w szkołach tego smarkaterię uczą? Tak uważa inny pisowski tytan intelektu, Ryszard Terlecki. W TVN24 powiedział: „Przeprowadziliśmy reformę organizacyjną edukacji, ale zatrzymaliśmy się w pół kroku, nie przeprowadziliśmy reformy programowej i to jeden z tych elementów, które się teraz będą mściły. Podobna kwestia dotyczy szkolnictwa wyższego, gdzie z przyczyn, można powiedzieć, koalicyjnych, czyli oddając to ministerstwo koalicjantowi, postąpiliśmy wbrew naszemu programowi”. Więc teraz trzeba przeprowadzić w edukacji reformę programową, żeby wytłumaczyć młodzieży, że PiS z panami Kaczyńskim i Terleckim to nie paździerz i obciach, lecz top trendy superhit niczym Taylor Swift. Należy to smarkaczom mówić na lekcjach historii i nauki o społeczeństwie. Niech piszą o tym rozprawki, niech zakuwają, niech zgłębiają żywoty żołnierzy wyklętych i brata pana prezesa. Bo jak oświadczył pan Terlecki, „mądrzejsi ludzie, bardziej zorientowani w rzeczywistości politycznej, historycznej, bardziej przywiązani do pewnych tradycji i bardziej utożsamiający się z tą tradycją z pewnością będą głosować na PiS”. To przecież oczywiste.Tylko znowu mam tu problem, bo jak przez mgłę przypominam sobie, że w szkole na lekcjach wychowania obywatelskiego też mnie przekonywano, że towarzysze u władzy to nie paździerz i obciach, lecz awangarda światowego proletariatu. I też zgłębiałem żywoty męczenników rewolucji oraz samego Lenina. I gdy po tych lekcjach przyszły wybory 1989 r., to nie zagłosowałem na towarzyszy. Moi rówieśnicy też nie. Więc coś ta szkoła może okazać się mało skuteczna. No to wracamy do punktu wyjścia. Co zrobić, żeby młodzież głosowała na PiS? A może nic nie robić, tylko po prostu uznać, że głosowanie nie na PiS się nie liczy. To błąd techniczny jak odwołanie Joanny Lichockiej. Jeśli ktoś tak głosuje, to będzie powtarzać do skutku, aż wreszcie zagłosuje poprawnie.
Wojciech Maziarski,Źródło koduj24.pl
Z forum: Od PiSu zalatuje naftaliną. Albo i czymś jeszcze gorszym, gdyby tak się do samego źródła zbliżyć. Ja to tam nic nie wiem, ale tak gadają. A niesłuchanie radia przez młodych potwierdzam. Mam rodzinną młodzież: ukochany chłopak za chwilę będzie miał 18 -tkę, a ukochana dziewczyna ma 13 lat. Nosy w smartfonach, w instagramach i innych komunikatorach, a na radio mają wylane. To aj musiałam się do nich przystosować i jak chcę na siebie zwrócić uwagę, to …piszę, nawet jak są w pokoju obok. Takie czasy. I nie powiem, że najlepsze z możliwych. Już wiem, jak zachęcić młodzież do głosowania na PiS. Niech prezes z nimi przez WhatsAppa ( via kamerka) pogada. Na pewno ktoś się złapie.
24 07 2020 Chcesz się dorobić, idź w politykę.
Polityka to misja”, „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, jakże często nasi parlamentarzyści przekonują nas, że tak właśnie jest. Czy rzeczywiście? Dziennikarze money.pl postanowili sprawdzić, jak poprawiły się finanse posłów, którzy w 2015 roku startowali do Sejmu, dysponując majątkami nie przekraczającymi 20 tys. zł, mając dość kruchą sytuację finansową, pozaciągane kredyty i jeżdżąc mocno nadgryzionym zębem czasu, samochodem.
Dzisiaj wielu z nich zrobiło prawdziwą karierę, zajmując dobre stanowiska w rządzie czy też parlamencie. Ot chociażby Łukasz Schreiber, minister w Kancelarii Premiera, Anna Krupka, Adam Andruszkiewicz, Paweł Szefernaker – wiceministrowie czy też Małgorzata Gosiewska, wicemarszałkini Sejmu.
Wraz z większym zaangażowanie w politykę wzrosły ich majątki. Wiceminister sportu, Anna Krupka, wprawdzie wciąż nie ma swojego mieszkania ani samochodu, za to na koncie przez minione 5 lat służby Polsce, uzbierała 262 777 zł na koncie, z czego 170 tys. to darowizna od matki. Podobnie i wiceminister resortu cyfryzacji Adam Andruszkiewicz. Dzisiaj może pochwalić się swoim kontem, na którym uzbierał przez krótki czas swojej kariery 190 tys. zł i 5 tys. funtów brytyjskich.
Nasi „najbiedniejsi” jeszcze nie tak dawno posłowie, teraz jeżdżą całkiem nieźle wypasionymi samochodami. Małgorzata Gosiewska zamieniła Renault Laguna z 2003 roku na Volkswagena Passata z 2017 roku, wartego teraz ok. 50 tys. zł, Barbara Dziuk 12-letniego Fiata Multipla na 4-letniego Fiata 500 oraz 3-letniego Jeepa Renegade (co podwyższyło jej majątek z 10 tys. zł do 120 tys.). Natomiast wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker zaczynał karierę w polityce bez samochodu, a teraz jeździ Kią Carens z 2013 roku. Do tego oszczędził prawie 150 tys. zł w gotówce. 5 lat temu na koncie miał ledwie 10 proc. tej kwoty. Całkiem nieźle na zaangażowaniu w politykę wyszedł poseł szef koła poselskiego Konfederacji, Jakub Kulesza. Gdy zaczynał, nie miał nic, a teraz dysponuje pięknie urządzonym mieszkaniem, jeździ  BMW e91 i w ubiegłym roku dokupił jeszcze jedno BMW, tym razem F11. Jego majątek wzrósł z 26 tys. zł do 500 tys. Trzeba przyznać, że taka „misja” jaką jest polityka wydaje się niezwykle kusząca i warta poświęconego czasu oraz zaangażowania na maksa. Źródło: money.pl

24 07 2020 Rząd chce oszukać pracowników ws. płacy minimalnej? Antypracownicza gęba PiS.
„Dziennik Gazeta Prawna” poinformował o planach budżetowych PiS na 2021 r. Okazuje się, że prawica chce zamrozić wszystkie płace w budżetówce i zwiększyć płacę minimalną do zaledwie 2716 zł (wcześniej obiecywano wzrost do 3000 zł). Niesłowność PiS skomentował już Piotr Szumlewicz z ZZ Związkowa Alternatywa. Związkowiec nie ukrywa, że działania rządu są antypracownicze i szkodliwe. „Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa z oburzeniem przyjął wstępne deklaracje rządowe dotyczące przyszłorocznego budżetu. Wynika z nich, że obóz rządzący po raz kolejny zamierza oszukać pracowników i zrezygnować z obiecywanych podwyżek płac” – napisał przewodniczący stowarzyszenia.Chce on też, by PiS-owski rząd wypełnił swoje obietnice wyborcze i dotrzymał słowa. „Nie widzimy podstaw, aby ta obietnica miała być niedotrzymana, tym bardziej że rząd przeznaczył dziesiątki miliardów złotych na wsparcie dla firm. Nie zgadzamy się, aby w czasie kryzysu firmy miały się bogacić, a pracownicy ponosić koszty” – skomentował sprawę oszukania Polaków przez PiS ws. płacy minimalnej. Co ciekawe, również proPiS-owska NSZZ „Solidarność” chce wyższych płac! Przewodniczący związku Piotr Duda domaga się zwiększenia płacy minimalnej do 2800 zł. Oznacza to podwyżkę o zaledwie 200 zł netto. Również wspomniany plan zamrożenia płac w budżetówce budzi sprzeciw związków. „Sprawna i dobrze zarządzana kadra urzędnicza oraz rozwinięty system usług publicznych to jeden z filarów sprawnej walki z sytuacjami kryzysowymi, a taką niewątpliwie jest epidemia koronawirusa. Niestety, zamiast dbać o jakość administracji, w tym o warunki pracy pracowników sfery budżetowej i samorządowej, premier grozi masowymi zwolnieniami. To działanie nieodpowiedzialne i szkodliwe dla społeczeństwa” – twierdzi Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy. Organizacja Szumlewicza domaga się też zwiększenia płac w budżetówce o 10%. Rząd propozycje dot. płacy minimalnej i wynagrodzeń w sferze budżetowej ma przedstawić podczas obrad Rady Dialogu Społecznego – zaczną się one za tydzień.
Źródło: gazeta.pl
Skandal! Rząd wycofuje się z podniesienia płac w budżetówce. Biorąc pod uwagę szybki wzrost cen, szykują się znaczne obniżki wynagrodzeń! Ta władza nie dba o pracowników!

24 07 2020 Lichocka odwołana z Komisji Kultury! Zadecydował głos oddany przez PiS-owca.
Posłanka PiS Joanna Lichocka została dziś odwołana z funkcji wiceprzewodniczącej Komisji Kultury i Środków Przekazu – było to możliwe dzięki niezdecydowaniu PiS. Podczas głosowania na komisji pojawiło się 28 (z 30) wchodzących do niej posłów. 14 posłów zagłosowało za odwołaniem Lichockiej, 13 za jej pozostawieniem. Jeden z posłów PiS, Jacek Świat, wstrzymał się od udziału w głosowaniu, co zadecydowało o zwycięstwie opozycji i doprowadziło do odwołania Lichockiej. Posłowie opozycji uznali to za ukaranie polityczki PiS za słynny gest „f*ck you”, który pokazała podczas jednego z wygranych przez jej partię sejmowych głosowań. „Okazuje się, że sprawiedliwość i zasady elementarnej przyzwoitości nie opuściły Sejmu na dobre. Za pokazanie Polkom i Polakom, a także Posłankom i Posłom środkowego palca Lichocka została właśnie odwołana z funkcji wiceprzewodniczącej sejmowej komisji kultury” – pochwaliła się na Twitterze Joanna Scheuring-Wielgus. W obronie odwołanej Lichockiej stanęła grupka polityków Zjednoczonej Prawicy. Dominik Tarczyński próbował udowodnić, że jego koleżanka nikogo nie obraziła. Jego wywody okazały się jednak zupełnie nieskuteczne i nie przekonały opozycji. Sama Lichocka, co ciekawe, nie wzięła udziału w dzisiejszym posiedzeniu komisji. Nie mogła więc przez to nawet zagłosować we własnej obronie.
Źródło: interia.pl
"Odwołanie Joanny Lichockiej z funkcji wiceszefowej sejmowej komisji kultury nastąpiło w wyniku problemów technicznych dwójki posłów PiS" - powiedziała Anita Czerwińska. "Będziemy rozważać wniosek o przywrócenie jej na to stanowisko" - dodała rzeczniczka PiS.
Czerwińska tłumaczyła, że część członków komisji uczestniczyło w jej piątkowych obradach zdalnie. "Dwójka naszych posłów, która nie wzięła udziału w głosowaniu miała problemy techniczne związane z połączeniem do systemu umożliwiającego udział w posiedzeniu, a tym samym oddanie głosu. To nie była zła wola" - podkreśliła.
Źródło: interia.pl
Trzeba anulować, bo przegramy, zmienia się na, gdy przegramy to anulujemy, i dopasujemy tak by wygrać!? 
23 07 2020 Węgierska droga uzależniania mediów. Czy Polskę czeka to samo?
Politycy partii rządzącej znowu nawołują do repolonizacji mediów. Jak to wygląda na Węgrzech, czyli państwie, które w wielu wypadkach naśladujemy, opowiada portalowi Onet.pl ekspert polityki węgierskiej i redaktor naczelny serwisu kropka.hu, dr Dominik Hejj. Victor Orban uznał, że za jego porażkę wyborczą w 2002 r. winę ponoszą media. Gdy w 2006 r. wyciekły nagrania z wewnętrznej narady partii demokratycznej, rozwścieczeni ludzie wyszli na ulice, wszczynając zamieszki, które transmitowały jedynie prywatne media Lajosa Simicski, który w ten sposób pośrednio przyczynił się do zwycięstwa swego ówczesnego kolegi Orbana w 2010 r. Wkrótce potem imperium Simicski, w tym słynna gazeta „Magyar Nemzet”, odwróciło się od obecnego premiera Węgier. Na Węgrzech proces przejmowania mediów trwał parę lat. Najpierw stworzono nowe, narodowe media. Przedsiębiorcę, który to zrealizował, nagrodzono wygraną w przetargu na narodowe sklepy tytoniowe. Potem poleciała lawina: w 2016 r. zlikwidowano największą gazetę opozycyjną „Népszabadság”, a w kwietniu 2018 ukazał się ostatni numer „Magyar Nemzet”. Dzień wcześniej zamilkło niezależne radio, a telewizja Simicski została połączona z inną, zarządzaną przez przyjaciela Orbana. W rok później założono Środkowoeuropejską Fundację Prasy i Mediów, do której należy obecnie 475 tytułów. Wszystkie próby niezależnego pisania przez dziennikarzy pracujących dla tych mediów są surowo karane. Np. dziennikarze, którzy opisali luksusową podróż szefa kancelarii premiera Janosza Lazara, stracili pracę, a portal, który umieścił ich artykuł, został przejęty przez rząd. Jedynymi niezależnymi mediami są utrzymujące się z datków czytelników, nieliczne portale internetowe, które finansowo cienko przędą. Informacje te potwierdzają Reporterzy bez Granic w swoim raporcie, opublikowanym w grudniu 2019 r. Węgierscy dziennikarze, z którymi rozmawiała misja, opisali skoordynowany system cenzury i kontroli treści, niespotykany od upadku reżimu komunistycznego. Gdy większość przedsiębiorstw jest państwowa, ich reklamy dostają jedynie media rządowe. Niepokorni dziennikarze są zwalniani z pracy lub publicznie oczerniani. Nazywa się ich „zagranicznymi agentami, zdrajcami, nie-Węgrami” – podaje w swoim raporcie Europejskie Centrum Wolności Prasy i Mediów. Odmawia się im dostępu do informacji publicznej, wyklucza z oficjalnych wydarzeń. Pamiętajmy, że Wyborcza.pl ma już sporo podobnych doświadczeń na swoim koncie. Andrzej Duda z kolei odmówił odbycia debaty prezydenckiej przed kamerami TVN, Onetu i wp.pl. Rzecznik węgierskiego rządu zaprzeczył istnieniu problemów z wolnością i pluralizmem mediów na Węgrzech. Stwierdził, że „rolą mediów nie jest kontrolowanie władzy” – podaje onet.pl.
Od 2019 r. „Magyar Nemzet” znowu wychodzi, ale jest to już gazeta rządowa. Chodziło o wykorzystanie znanej i lubianej na Węgrzech nazwy. Polacy też mają za sobą podobne doświadczenie, gdy popularny tygodnik w marcu 1953 r. nagle z niezależnego stał się prorządowy. Chodzi oczywiście o Tygodnik Powszechny. Gazeta została w ten sposób ukarana za odmowę opublikowania nekrologu Stalina na pierwszej stronie. Miejmy nadzieję, że historia nie zawsze lubi się powtarzać.
Źródło: Onet.pl
Z forum: - Obiadokolacja w „Zielonej owieczce” i inne „korepetycje” u Orbana nie poszły na marne. Śmialiśmy się kilka lat temu, kiedy dziad obiecywał Budapeszt w Warszawie, a on to mówił całkiem serio. I na pewno dalej niż Budapeszt sięgnie, od podważania stambulskiej Konwencji Antyprzemocowej poczynając, na kaczystowskim „sułtanacie” kończąc.
- Ależ ten proces już jest rozpoczęty! Najpierw spacyfikowali Solorza i jego Polsaty. W pionie informacji rządy przejęła przecież Gawryluk, która ma legitymację partyjną PiS i jest bliską przyjaciółką Kurskich, o czym większość Warszawiaków doskonale wie. Informacje na Polsatach są od kilku lat bardziej pro pisowskie, niż były wcześniej. Teraz Solorz dostał zezwolenie na kupno Interii. Jak tylko transakcja się zakończy, zobaczycie, jakie zmiany będą na portalu. A jakie portale czy gazety pójdą do wykupienia w kolejnym rzucie? No i jest jeszcze kwestia kończącej się za kilka lat koncesji na nadawanie dla kanałów TVN-u. Koncesje te przedłuża KRRiT, która obecnie jest w 100% pisowska. Pamiętajcie o tym, że jeśli nie przedłużą koncesji, TVN przestanie nadawać, a to doprowadzi do sprzedaży biznesu przez Amerykanów. I wszystko w granicach prawa, bez dodatkowych specjalnych ustaw.
21 07 2020 Potworne zarzuty wobec syna Jacka Kurskiego.
Państwo Kurscy i Nowakowscy przyjaźnili się od lat. Lucjan Nowakowski był asystentem europosła Jacka Kurskiego, potem radnym PiS w sejmiku pomorskim. Teraz jest sekretarzem Instytutu Jana Olszewskiego, założonego w grudniu 2019 r., by – jak zawiera opis w KRS – upowszechniać dorobek i postać premiera Jana Olszewskiego. W latach 2004-2012 obie rodziny spędzały wspólnie  wakacje w zabytkowej leśniczówce nad jeziorem Motława Wielka, której większą część kupili Kurscy za 22,9 tys. zł. W jednym ze swoich oświadczeń majątkowych Jacek Kurski wycenił swoją własność na 280 tys. zł. Rodzice nie wnikali, jak spędzają czas ich dzieci. Tymczasem okazało się, że – odkąd Magda Nowakowska skończyła 9 lat – najstarszy syn Jacka Kurskiego, Zdzisław wielokrotnie ją gwałcił. „Zamykał pokój na klucz – wspomina Magda – zdejmował ze mnie majtki i mnie penetrował. … Skończyło się, gdy dostałam pierwszy okres”.
W 2012 r. obaj panowie rozstają się w niezgodzie. Wtedy też rozpada się małżeństwo Kurskich, które – jak wiemy – zostało potem unieważnione przez kościół.
W wieku 14 lat Magda zaczyna miewać objawy depresji i autoagresji. W czerwcu 2015 r. opiekująca się nią terapeutka stwierdza, że Magda padła ofiarą molestowania seksualnego. Zostaje zawiadomiony Sąd Rodzinny Gdańsk-Południe, który wszczyna postępowanie pod sygnaturą IVLMO 329/15.  Jeszcze wcześniej dziewczyna zwierza się matce, która wysyła maila do Moniki Kurskiej. Matka Zdzisława odpowiada tego samego dnia z przeprosinami: „Nie mam słów, żeby powiedzieć, jak mi przykro, że takie cierpienie stało się Twoim udziałem. Zgłoście to jak najszybciej, ja nie chcę, by mój syn był dalej zagrożeniem dla innych.”
Matka Magdy zgłasza sprawę na policję. Sprawę przejmuje prokuratura w Kwidzyniu (sygnatura DS2353/15). Obecny przy przesłuchaniu Magdy psycholog wyklucza możliwość konfabulacji. Przesłuchiwany Zdzisław Kurski wszystkiemu zaprzecza. Śledztwo zostaje umorzone w sierpniu 2017 r. Jednocześnie z postępowaniem Jacek Kurski, gdziekolwiek spotyka ojca dziewczynki, naciska na niego, by zmusił córkę do wycofania oskarżenia. Zdaniem Jacka Kurskiego to ojciec Magdy obiecywał, że jest gotów zapomnieć o krzywdzie córki, „gdyby dostał posadę wiceprezesa Lotosu”, o którą się wówczas starał. Pełnomocnik ofiary zaskarża umorzenie. Wskazuje, że w umorzeniu zostały całkowicie pominięte zeznania niektórych osób, oraz ocena psychologiczna Zdzisława Kurskiego. Sąd Rejonowy w Kwidzynie. 6 czerwca 2018 r., nakazuje wznosić śledztwo, które gdańska Prokuratura Okręgowa po roku ponownie umarza. Magda nie była nigdy więcej przesłuchana. Po miesiącu od  umorzenia wygasa jej prawo do skargi posiłkowej. „Nie mam już zaufania do wymiaru sprawiedliwości” – mówi.
Zdzisław, używający też często drugiego imienia Antoni Kurski jest fanem Lechii, znanym szalikowcem. Od 19 roku życia mieszka w Gdańsku sam, bo ojciec, gdy został eurodeputowanym, nie wziął go ze sobą do Brukseli. Magdzie groził, że jeśli wygada się rodzicom, jej ojciec straci pracę.
Źródło:Wyborcza.pl
Takich Złotych Dzieci jest w Polsce na pęczki!? Zadufani w sobie, w poczuciu bezkarność, robią co im się żywnie podoba, bo tatuś, mamusia ma władzę!?

21 07 2020 „Historyczny dzień dla Europy”. Jest porozumienie państw UE! Prawie 160 mld euro dla Polski.
Państwa unijne piątego dnia szczytu UE porozumiały się w sprawie funduszu odbudowy gospodarki po pandemii koronawirusa oraz budżetu UE na lata 2021-2027. „Deal!” – Porozumienie! Tym jednym słowem, szef Rady Europejskiej Charles Michel ogłosił zakończenie wyjątkowo długich rozmów na unijnym szczycie 27 państw. „Historyczny dzień dla Europy” – napisał prezydent Francji Emmanuel Macron. Co ustalono? Fundusz wyniesie 750 mld euro (z czego bezzwrotne granty sięgają 390 miliardów euro), a budżet – ponad bilion euro. Polska może dostać z tej puli nawet 159 mld euro.
Część warunków dotyczących przyznawania środków została złagodzona, w tym – ku nieukrywanej uldze premiera Mateusza Morawieckiego i Wiktora Orbana – ten dotyczący praworządności. Z drugiej strony, choć warunek ten złagodzono, obudowując go rozmaitymi furtkami, to jednak po raz pierwszy w historii UE konieczność przestrzegania zasad rządów prawa będzie kryterium przy wydatkach z budżetu UE. Czy należy w tym widzieć pokłosie polityki Polski i Węgier? Odpowiedź na to pytanie wymagać będzie zapewne naukowych analiz. Według doniesień brukselskiej korespondentki Polskiego Radia Beaty Płomeckiej, cięcia z tego tytułu dotkną Polskę na poziomie 3 proc., czyli minimalnie. Powód? Zmniejszanie wydatków skoncentrowane zostało w programach centralnych, a nie tych, przeznaczonych wyłącznie dla naszego kraju. Ogółem, Polska może otrzymać 125 miliardów euro w formie grantów oraz 34 miliardy euro w pożyczkach łącznie z funduszu odbudowy oraz budżetu. Warunkowość, o której mowa, ma chronić unijny budżet i fundusz odbudowy przed oszustwami i korupcją. Jej ramy ma ustalać Komisja Europejska, ich przyjęcie będzie wymagać większości kwalifikowanej Rady. Interesujące, że premier Mateusz Morawiecki na porannej konferencji z Wiktorem Orbanem podkreślał, że … nie ma bezpośredniego połączenia między praworządnością a środkami budżetowymi.
Znacznie mocniej dotkną Polskę cięcia funduszu na transformację energetyczną, którego byliśmy dotychczas największym beneficjentem. Jego wysokość została zmniejszona z 30 do 10 miliardów (!) euro. Za to – zgodnie z tym, czego oczekiwał polski rząd – nie będzie wymogu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku przez poszczególne kraje (cel torpedowany przez polski rząd), a jedynie ogólny cel całej Unii Europejskiej. Jest jednak druga strona medalu: kraje, które nie podejmą zobowiązania dotyczącego kwestii klimatu, będą miały ograniczone dostępne środki do 50 proc. ich wielkości, a resztę środków będą mogły otrzymać po przyjęciu celu. Zostaną one zatem zamrożone, dopóki nie zobowiążemy się do przyjęcia neutralności klimatycznej do 2050 roku.
Źródło: gazeta.pl
Morawiecki jest gotów na wszystko byle tylko wielką dziurę budżetową załatać!? On na matematyce się nie zna to skąd ma wiedzieć, że żeby więcej dostać to trzeba więcej dać!?

21 07 2020 Dorn o działaniach prokuratury ws. przepłaconych testów: „Nazywam to wybiegiem chytrego przygłupa”
W maju ujawniono aferę dot. zakupu bezużytecznych testów na koronawirusa. Beneficjentem tego kontraktu z resortem zdrowia okazała się polska firma Argenta, która jest związana z ważnymi politykami obozu Zjednoczonej Prawicy. Przedsiębiorstwo miało sprowadzić słabej jakości testy zza granicy. Sprawa przepłacenia aż 57 mln zł została podchwycona przez polityków opozycji. Poseł Michał Jaros (KO) złożył interpelację w tej sprawie i zapytał MZ o to, dlaczego resort trzykrotnie przepłacił za testy, jaki był koszt ich transportu, z jakiego powodu ministerstwo zignorowało możliwość zakupu tanich testów u polskich producentów,  który urzędnik odpowiedzialny był za zawarcie porozumienia ze spółką Argenta, jaki był koszt działania pośrednika w zakupie sprzętu i jaka kwota została wydana przez resort na zakupy u polskich oraz u zagranicznych producentów medycznych.
Parlamentarzysta, niestety, nie otrzymał od MZ odpowiedzi na powyższe pytania. Warto nadmienić, że już wcześniej złożył on zawiadomienie do prokuratury ws. zakupu kiepskiej jakości maseczek ochronnych przez resort Szumowskiego. „Ta niejasna sytuacja a właściwie szereg niejasnych sytuacji wymaga dogłębnego wyjaśnienia. Mam tylko obawę, że kontrolowana przez Zbigniewa Ziobrę prokuratura nie będzie do tego skłonna. Co nie oznacza, że nie trzeba pytać, kontrolować i sprawdzać wszelkimi możliwymi sposobami. Ja w każdym razie będę to czynił” – mówi w rozmowie z Onetem poseł. Podobnie postąpił też były polityk prawicy i marszałek Sejmu RP Ludwik Dorn. Mężczyzna złożył w Prokuraturze Generalnej zawiadomienie dot. zakupu testów. Onet.pl podaje, że sprawa została włączona do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie ws. sprzedaży maseczek bez certyfikatów. „Moje doniesienie dot. urzędnika państwowego (odpowiedzialnego za zakup testów) zostało włączone w śledztwo dotyczące osoby, która urzędnikiem nie jest” – nie kryje rozczarowania autor zawiadomienia do Prokuratury Generalnej. „To tak jakbym złożył doniesienie, że pobił mnie policjant, a prokuratura skierowałaby je do rozpoznania w toku śledztwa dot. złodzieja, który okradł posterunek, gdzie pracuje policjant, który mnie pobił. To się ma nijak do mojej sprawy. Teraz będę czekać ustawowe 6 tygodni na odpowiedź, czy w ogóle zechcą wszcząć śledztwo w mojej sprawie. Ja to nazywam wybiegiem chytrego przygłupa” – dodaje Dorn. Wspomniana przez Dorna osoba niebędąca urzędnikiem, to oczywiście Łukasz G., człowiek odpowiedzialny za sprzedaż resortowi zdrowia maseczek bez certyfikatów. Biznesmen nie ma żadnych związków ze sprawą zakupu przepłaconych testów.Źródło: onet.pl
20 07 2020 Podmiotowość w polityce.
Podmiotem polityki powinien być człowiek, potem w mniejszym stopniu rodzina, w jeszcze mniejszym naród. A państwo powinno być głównie przedmiotem polityki. Ale niestety obecnie jest na odwrót - to państwo jest podstawowym podmiotem polityki, a człowiek i rodzina są jej przedmiotem. To państwo nami steruje, a nie my nim! Steruje każdym z nas, nawet premierem, prezydentem i szefem służb specjalnych! Jedyne, co może zdziałać w polityce obywatel, to wybrać co jakiś czas zarządców tego wszechogarniającego, zamordystycznego państwa, a ci kandydaci na zarządców, by nimi zostać, publicznie się kłócą i oczerniają nawzajem, stosując wszelkie możliwe nieuczciwe chwyty propagandowe. Państwo nie powinno tworzyć narodu. Naród jest osobnym, rozróżnialnym podmiotem ludzkości sam z siebie - poprzez kulturę, obyczaje, język czy religię, a państwo powinno być tylko narzędziem tego narodu, czy kilku narodów. I to narzędzie powinno przede wszystkim strzec wolności indywidualnych obywateli, a nie budować jakąkolwiek tożsamość narodową. Naród to rodzina rodzin, a państwo to firma ochroniarska. Podmiotem jest rodzina, najmniejsza komórka społeczna, a ta firma ochroniarska to przedmiot, to narzędzie rodziny. Rodzina realizuje wszelkie wyższe cele ludzi. Państwo natomiast to organizacja, którą naród opłaca i utrzymuje w celu niższym, czysto użytkowym, po to, by bronić się przed ewentualną przemocą innych narodów i społeczeństw i przed przemocą stosowaną między rodzinami oraz między ludźmi.
Ten aparat przemocy, mający terytorialny monopol na stosowanie siły, jakim jest państwo, nie powinien tworzyć narodu, kultury, religii, obyczajów, moralności, gospodarki, przemysłu, infrastruktury, szkolnictwa, służby zdrowia etc… nie ma niczego kreować - on ma się do tego nie wtrącać, ma wykonywać swoje ściśle określone zadanie polegające na ochronie własności, wolności i życia! Państwo powinno służyć tylko i wyłącznie do tego, by wyeliminować przemoc z życia społecznego - a im bardziej ograniczy tę przemoc, tym lepiej ludzie w warunkach pokojowych, na wolnym rynku, zorganizują sobie całą resztę. Rządy wszystkich partii grabią narody i za tak zebrane siłą środki, wbrew woli poszczególnych ludzi, organizują im życie gospodarcze, kulturalne, naukowe, rozrywkowe, komunikacyjne, gospodarcze etc… - organizują to tak, jak to sobie wyobrażają urzędnicy i funkcjonariusze tego państwa, tak jak sobie to wyobrażają przywódcy partyjni, zgodnie z wizją albo Jaruzelskiego potem Wałęsy, Kwaśniewskiego, Buzka, Tuska, Kaczyńskiego, albo ich oficerów prowadzących, a nie tak jak chcą tego ludzie. Ich państwo ma nas leczyć, przymusowo edukować, ubezpieczać i zniewalać na tysiące innych sposobów i potrzebuje na to ogromnych funduszy. To jest nadal komuna komunistów z SLD i PSL, socjal-liberałów z PO, czy socjaldemokratów z PiS. Wszystko to, co sensownego głosiła PO - prywatyzacja, reprywatyzacja, ordynacja JOW, bon oświatowy, zmniejszenie podatków etc., to ściema, to oszustwo, nic z tego nie zrobili. Jedyne co robili, to zarządzali socjalizmem i go utrzymywali - przy okazji czerpiąc z tego korzyści dla siebie i swoich sponsorów. I dokładnie tak samo jest za komuny Kaczyńskiego. Też utrzymują, dotują, koncesjonują publiczne szpitale, publiczne szkoły, przedsiębiorstwa, banki, ubezpieczenia społeczne, pomoc socjalną etc. i nadal zbierają na to podatki od każdego. Nadal nie jesteśmy podmiotem, ale przedmiotem, bydłem, które się hoduje, które się wychowuje, naucza, poucza i siłą wymusza wszelkie jakoby poprawne zachowania. Taka filozofia widzenia państwa jest wspólna dla wszystkich partii, które okupują Polskę od setek lat i Kaczyński nie zrobił żadnego wyłomu i żadnej dobrej zmiany tej filozofii. Spór polityczny między PO a PiS-em jest sporem pozornym, jest sporem personalnym, jest walką skłóconych ludzi, którzy się nawzajem nie lubią, albo to pozorują - ale nie jest sporem ideowym, nie jest sporem o wizję Polski, o filozofię państwa, nie jest sporem istotnym politycznie. Grzegorz GPS Świderski
Źródło: niepoprawni.pl

20 07 2020 Chroń Polskę Boże od takich intelektualistów jak człowiek Glińskiego – Marian Brański.
Mecenas Marian Brański to kolejna „gwiazda”, która w dzisiejszej Polsce robi karierę. Ciężko zapracował sobie na uznanie Zjednoczonej Prawicy, która docenia jego zaangażowanie w ruch narodowy. Był on szefem Stronnictwa Narodowego „Szczerbiec”, współzałożycielem Narodowego Frontu Polski i prezesem Stowarzyszenia Narodowego im. Dmowskiego czyli…dla obecnego obozu władzy to prawdziwy przykład polskiego patriotyzmu, a za to należy się nagroda. Tak więc pan Brański dostał swój stołeczek w radzie programowej Instytutu Dziedzictwa Myśli  Narodowej im. Romana Dmowskiego, który jest oczkiem w głowie ministra Glińskiego. Przyglądając się uważnie temu instytutowi, który ma przedstawiać prawdziwą historię Polski, budować odpowiednie postawy patriotyczne i wspierać organizacje właśnie o charakterze patriotycznym, trudno nie czuć zdziwienia, że taki ktoś jak Brański właśnie tutaj znalazł swoje miejsce.
Uczyć nas patriotyzmu ma człowiek, który w 2014 roku, już po agresji Rosji na Ukrainę i krwawej pacyfikacji Majdanu, podpisał się pod „Listem otwartym do narodu rosyjskiego i władz Rosyjskiej Federacji”, a w nim czytamy, „Narody Rosji, drodzy bracia, Rosjanie! Tysiące Polaków są oburzone działaniami obecnych władz w Polsce, które wypełniają zadania narzucone im przez zachodnich gospodarzy i które pomagają w przeprowadzeniu zbrojnego zamachu na demokratycznie wybraną władzę bratnich narodów Ukrainy. (…) Cały imperialistyczny Zachód z amerykańską administracją na czele, kijowską huntą i politycznymi marionetkami z Polski ma na rękach ukraińską krew. (…) To wpisuje się w plany tak zwanego Zachodu, którego celem jest przejęcie władzy nad światem poprzez zamachy, zabójstwa, rewolucje, wojny, czystki etniczne, w imię budowy» demokracji «. Podbicie narodów świata drogą zrzucania rządów i” kolorowych rewolucji «prowadzi do globalnej destabilizacji i Trzeciej wojny światowej”. Dalej jest mowa o solidaryzowaniu się z władzami Federacji Rosyjskiej i cenną rolą samego Putina w występowaniu przeciwko wrogim dla ludzkości działaniom na Ukrainie i w Syrii oraz pada propozycja utworzenia Ogólnoświatowej Rady Słowian. Udział Rosji w tej organizacji jest niezbędny, bo tylko „wielka chrześcijańska Rosja może powstrzymać marsz „szatańskiego Zachodu” na nasze ziemie słowiańskie”.  Takie właśnie „autorytety” mają kształtować ten polski patriotyzm, tworzyć na nowo polską historię i budować polską rację stanu? I za coś takiego wyciągnięto już od nas, podatników, 2 mln zł? Skrajni narodowcy w IPN, Ordo Iuris, antyszczepionkowcy, oszołomstwo w instytucjach państwowych, pseudohistorycy i ludzie pokroju Brańskiego jako „elita intelektualna” prawdziwej Polski, wciąż nie wierzę, że to dzieje się naprawdę…
Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Gliński składał hołdy Putinowi, teraz ma uczyć patriotyzmu. Rosjanie nie muszą infiltrować PiS, bo PiS sięgając po tego typu ludzi infiltruje się sam. I nie widzi w tym problemu, tak jak po 04.2010 nie widział problemu we współpracy z nimi.
- Przecież wszyscy wiedzą, że Gliński to idiota, więc skrzętnie to wykorzystują, szczególnie GRU, bacznie obserwuje obecny obóz władzy i doskonale wiedzą, że w prosty sposób można tam umieścić agentów...
- Od dawna wiadomo, że PiS to partia prorosyjska. Afera podsłuchowa prowadzi na wschód, działania Macierewicza przysługują się wschodniemu sąsiadowi...
- Po każdych kolejnych wyborach przesuwamy się krok, dwa kroki na wschód. Coraz bardziej jawnie. Rosyjscy Polacy obejmują coraz bardziej eksponowane funkcje we wszystkich obszarach. A wszystko pod hasłem wstawania z kolan i budowy suwerenności.
- No i nie ma się co dziwić, bo Polakom mentalnie o wiele bliżej do Rosji niż do Niemiec.
- Ciekawa jestem ile tym razem będzie trwał zabór rosyjski? Dłużej niż ostatni, może krócej? W tym czasie zachód pójdzie jeszcze bardziej do przodu, a Wolacy pod wodzą wiecznie urzędującego Putina będą się cofać w rozwoju. Żal jedynie przyzwoitych ludzi, którzy nie mają szansy ucieczki z wolski.

20 07 2020 Polska komentuje zatrzymanie Sławomira N.
Wiadomością dnia jest oczywiście informacja o zatrzymaniu Sławomira N, byłego ministra transportu a następnie szefa ukraińskiej Agencji Dróg Ukrawtodor. Nie trzeba być specjalistą od wewnętrznej polityki aby przewidzieć, że komentarze nt omawianego zdarzenia będą odzwierciedlały polityczny podział kraju. Przyjrzyjmy się więc temu co do tej pory mieli w sprawie do powiedzenia politycy związaniu z ugrupowaniem rządzącym a jak komentują zatrzymanie przedstawiciele opozycji.
Europoseł Janusz Lewandowski (PO) „Wielkie zdziwienie. Nie wiem, czy nie kryją się za tym porachunki polityczne”. W tej samej wypowiedzi dla TOK FM dodał: Nie wierzę w tej chwili w obiektywne, czy neutralne działania służb specjalnych, ani prokuratury„.
Poseł Paweł Zalewski (KO) „zwrócił uwagę, że decyzja o zatrzymaniu N. nastąpiła po zakończeniu wyborów prezydenckich. „I ja ją bezpośrednio wiążę z sytuacją polityczną w Polsce”. W trakcie rozmowy w Polskim Radiu 24 Zalewski dodał, że nie zna zarzutów wobec Sławomira N i nie  jest w stanie ich merytorycznie komentować.  Kontynuując swoją wypowiedź polityk stwierdził, że: „nie ma wątpliwości, że prokuratura w Polsce działa pod dyktando zamówień politycznych ośrodka władzy, czyli PiS-u” – donosi interia.pl
Europoseł Joachim Brudziński (PiS) w radiowej Trójce: „Zawsze, gdy zostaje zatrzymana osoba, która pełniła funkcje publiczne, pojawiają się emocje. Te emocje polityków opozycji wynikają zapewne z tego, ze Sławomir N. był bliskim współpracownikiem Donalda Tuska”. Następnie jeden z najbliższych zaufanych Jarosława Kaczyńskiego powiedział: „Słysząc od polityków opozycji, których Sławomir N. był kolegą, że to zatrzymanie ma charakter polityczny, to ogarnia mnie pusty śmiech”.
Na antenie TVN24 głos w omawianej sprawie zabrał, jeden z najlepiej poinformowanych ludzi prawicy, Ryszard Czarnecki: „Nie będę wchodził w kompetencje prokuratury. Myślę, że my politycy nie powinniśmy tego czynić. Natomiast jeśli chodzi o moment zatrzymania, to można powiedzieć: Bogu dzięki, że tydzień po wyborach, a nie tydzień przed wyborami. To by dopiero było”.
Leszek Miller w radiowej Jedynce: „Wybory się skończyły, a teraz prezes Jarosław Kaczyński będzie realizował swoją rewolucję, która ma umocnić ich władze i osłabić opozycję, więc to się doskonale mieści w tym zamiarze„.
Jeśli ktoś myślał, że krajowa polityka jest na wakacjach to nic bardziej błędnego. A może chodzi o to aby przygotować ewentualną „zasłonę” pod ewentualne fiasko negocjacji budżetowych w Brukseli? Źródło:interia.pl
Jeszcze o ten zegarek się czepiają!? Zapomnieli o kolekcji Glińskiego, maseczkach, respiratorach Szumowskiego.....etc, etc.
Z forum: - Sławomir N. zatrzymany. Teraz wszystkie media opozycyjne rzucą się na ten temat, co przykryje klęskę negocjacji w sprawie budżetu w UE. Apeluję - nie grajmy w grę Kaczyńskiego, dla którego służby to ołowiane żołnierzyki.
- Beata Mazurek- Nie wszyscy mają dobry poranek. Zełenski już wcześniej mówił o korupcji w tym kontekście. Przed "Zegarmistrzem" trudny moment. Z kontrolą US się udało, ale teraz będzie trudniej. Chociaż, jak trafi na rozgrzaną kastę, to wszystko jest możliwe.
- "Zegarmistrz" naprawia zegarki niemądra kobieto. Rozumiem, że jedyny Pani zegarek to ten z komunii. Wracanie ciągle do zegarka w świetle waszego szastania pieniędzmi jest dość zabawne. Wartość zegarka Nowaka stanowi jedynie ułamek ceny paliwa lotniczego Kuchcińskiego. 
19 07 2020 Polska Grupa Górnicza grozi strajkiem.
„W zaistniałej sytuacji dalsze rozmowy z ministrem Sasinem lub innymi przedstawicielami Ministerstwa Aktywów Państwowych uznajemy za bezcelowe. Pan minister od miesięcy nieustannie wprowadza w błąd stronę społeczną i opinię publiczną. Jego wiarygodność w oczach pracowników kopalń jest zerowa, a cierpliwość załóg górniczych już się wyczerpała” – poinformowali niedawno związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej, zwracając tym samym uwagę na katastrofalną sytuację polskiego górnictwa.  Związkowcy domagają się spotkania z premierem Morawieckim i podjęcia przez rząd konkretnych działań. Zarówno zarząd spółki, jak i Ministerstwo Aktywów Państwowych próbują uspokoić górników twierdzeniem, że trudna sytuacja, w jakiej się znaleźli jest wynikiem pandemii koronawirusa, która „zachwiała całym rynkiem energetycznym, zmniejszając zapotrzebowanie na energię elektryczną o 10 proc. Wszystko to doprowadziło w branży wydobywczej do bardzo poważnego kryzysu.” Jednak długotrwałego kryzysu w PGG nie da się usprawiedliwić tylko pandemią. Z informacji, jaka pojawiła się na oficjalnej stronie resortu wynika, że MAP przygotowuje plan naprawczy i prowadzi „prace koncepcyjne, analityczne i nadzorcze, zmierzające do zapewnienia bezpieczeństwa funkcjonowania sektora górniczo-energetycznego w Polsce”. Jednym z takich działań ma być utworzenie rezerwy strategicznej węgla kamiennego na cele energetyczne o wartości 130 mln. zł netto. Najbliższe tygodnie pokażą czy te działania przekonają związkowców i powstrzymają ich przed przystąpieniem do strajku.
Źródło: money.pl
Akcja Polaku nie płacz nad zamykanymi kopalniami węgla! Produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? I w interesie międzynarodowych korporacji jest likwidacja kopalń w Polsce, lub ich sprzedanie za złotówkę. Sukces Morawickiego to zwiększenie importu węgla z 20 mln ton w tamtym roku do 40 mln w tym!? Dla kogo Mateuszku pracujesz, dla Putina!?
Polski węgiel zalega na hałdach kopalnianych, bo sprowadza go się z Rosji, Ukrainy, ba nawet z dalekiej Kolumbii, a górnicy bija brawa prezydentowi, premierowi!? Teraz rozumiem na tych spotkaniach są sami przebierańcy!? Zastanawiam się jakim cudem Morawiecki wygrał wybory na Śląsku!? Morawieckiemu zależy by polski węgiel był dużo droższy od tego importowanego, widocznie ma w tym prywatny interes!? Na węgiel nałożono ponad 120 podatków i opłat, na dodatek eksploatowane są tylko zasiarczone pokłady węgla o najgorszej jakości. Ktoś planuje kupić polskie kopalnie za przysłowiową złotówkę, dając pod stołem dużą łapówkę!?
Z forum: Janusz Piechociński - Zrobimy wszystko, żeby Polska Grupa Górnicza (PGG) przetrwała i dalej funkcjonowała - zadeklarował prezes tej największej górniczej spółki Tomasz Rogala. Ocenił, że kształt branży górniczej i tempo jej restrukturyzacji będą pochodną otoczenia rynkowego.
- W górnictwie, łagodnie mówiąc, nie jest dobrze. Polska Grupa Górnicza nie przetrwa trzech lat, ani nawet trzech miesięcy, dalszej niemocy decyzyjnej polityków i braku jakichkolwiek działań - ocenia szef śląsko- dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. 
18 07 2020 Polska na drodze do autorytaryzmu.
Systemy autokratyczne są właściwie nie do pokonania w demokratycznych wyborach. Opozycja wygrałaby, gdyby Trzaskowski poszedł na debatę w Końskich. Gdyby Hołownia i Kosiniak- Kamysz wyraźniej i mocniej go poparli przed drugą turą. Gdyby to, tamto i owamto… Zaroiło się od różnych Wujków Dobra Rada, którzy usiłują nas przekonać, że te wybory były do wygrania i oni doskonale wiedzą, jak to można było osiągnąć. Dziwne, że przed wyborami jakoś nie słychać było tego chóru ludzi zgłaszających świetne pomysły. Dopiero teraz. A ja uważam, że wynik, jaki osiągnął Rafał Trzaskowski, to mistrzostwo świata – powyżej 10 mln głosów, niemal równowaga. I bezapelacyjne zwycięstwo w miastach oraz w elektoracie młodszym. Ten wynik kandydat opozycji osiągnął mimo hojnego rozdawnictwa uprawianego przez obóz władzy i mimo miażdżącej przewagi PiS w mediach państwowych, które zamienione zostały w partyjną tubę propagandową. Mimo wykorzystania w kampanii całej potęgi państwa, które w warunkach normalnej demokracji powinno pozostać neutralne. Częścią pisowskiego sztabu wyborczego był aparat administracji państwowej, Poczta Polska, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, straż pożarna, policja, prokuratura i dziesiątki innych instytucji, które rządzący wykorzystali do promowania Dudy oraz dyskredytowania Trzaskowskiego. Jarosław Kaczyński (bo to przecież on jest mózgiem całej operacji, a nie marionetka Duda) stosuje metodę, którą zawsze posługiwali się wszyscy autokraci, dyktatorzy oraz polityczni gangsterzy: najpierw trzeba zwyciężyć w demokratycznych wyborach, a następnie tak przekształcić struktury państwa i reguły w nim obowiązujące, by już nigdy władzy nie oddać. W naszym najbliższym sąsiedztwie tą drogą szli Orbán, Putin i Łukaszenka, a wcześniej wodzowie systemów faszystowskich w pierwszej połowie XX wieku.
Doświadczenie podpowiada niestety, że systemy autokratyczne, jeśli już okopią się na swoich pozycjach, są właściwie nie do pokonania w demokratycznych wyborach. W minionych dekadach w Europie mieliśmy tylko jeden przykład takiego obalenia despoty: w słowackich wyborach 1998 r. władzę straciła autorytarna partia HZDS Vladimira Mecziara. Było to jednak możliwe tylko dlatego, że tamtejsza autokracja nie zdołała się umocnić, Mecziar nie zdążył jeszcze zmienić reguł gry w państwie. Pozostałe przykłady napawają pesymizmem: dyktatury i autokracje upadały zazwyczaj albo w wyniku rewolucji i buntów społecznych w rodzaju ukraińskiego Majdanu, spowodowanych kryzysami gospodarczymi, albo na skutek przegranych wojen. Wygląda na to, że dziś w Polsce balansujemy na granicy – Kaczyński jest już bardzo blisko punktu krytycznego, poza którym jego władza będzie nie do obalenia na drodze demokratycznej. Wystarczy, że jeszcze tylko podporządkuje sobie albo przynajmniej zneutralizuje kilka wpływowych niezależnych redakcji oraz kontrolowanych przez opozycję samorządów w największych miastach. I właśnie takie kroki rządzący zapowiadają, mówiąc o konieczności rozbicia „samorządowych księstw PO” i „repolonizacji” czy „dekoncentracji” wolnych mediów. Możemy mieć jedynie nadzieję, że 10-milionowy obóz wyborców Trzaskowskiego będzie miał dość siły, by obronić te ostatnie szańce polskiej demokracji. Wojciech Maziarski. Źródło koduj24.pl

18 07 2020 Kaczyński: „Media w Polsce powinny być polskie”.
Jarosław Kaczyński, zarówno w wywiadzie udzielonym TVP, jak i w mediach Rydzyka mówił o konieczności „repolonizacji mediów”. Wyjaśnia, że wini media i inne „opiniotwórcze ośrodki” za odciąganie młodych od PiS-u. „W Polsce nikt nikomu nie ogranicza żadnych praw, począwszy od wolności słowa. Ona jest w Polsce prawdopodobnie mocniejsza niż w jakikolwiek innym kraju w Europie – powiedział Kaczyński – Twierdzenie, że w Polsce ktoś nastaje na demokrację czy na wolności obywatelskie, jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Ale są w Polsce grupy ludzi, które w to wierzą, bo tak wmawia im wielka część mediów” . Zauważa też, że „Media w Polsce powinny być polskie, to raz. Nie możemy zakazać, żeby… przedstawiały zupełnie fałszywy obraz Polski i świata. Możemy doprowadzić do tego, że mediów, które patrzą na rzeczywistość bardziej realistycznie, będzie więcej niż w tej chwili.” I tu się z prezesem rządzącej partii zgadzamy: media, zwłaszcza opłacane przez podatników, powinny przedstawiać rzeczywisty obraz świata. Niestety, prezes jasno określa, o którą telewizję mu chodzi: „my (nie) liczymy na to, że TVN w pewnym momencie stanie się telewizją pro-PiS-owską, albo że przestanie istnieć… może uda się doprowadzić do tego, żeby były jakieś miary – nie narzucone siłą, nie ograniczeniami prawnymi, tylko pewnymi regułami, które wszyscy akceptują”. Czy te powszechnie akceptowalne reguły będą oznaczały wykupienie, jak w przypadku Interii, czy może wrzucenie jakiegoś ograniczenia prawnego do kolejnej wersji pseudotarczy antycovidowej?
Z pewnością nie zawsze był zdania, że wszystkie media powinny być w rękach Polaków. To właśnie on doprowadził do sprzedaży, a w konsekwencji do upadku popołudniówki „Ekspresu Wieczornego”, którego nakład sięgał miliona egzemplarzy dziennie. W 1990 r.,  po wygaszeniu koncernu RSW „Prasa-Książka-Ruch”, przejęła tę poczytną gazetę (wraz z budynkiem redakcyjnym) założona przez Kaczyńskiego Fundacja Prasowa Solidarność. Potem okazało się – pisze WP.pl – że Ekspres Wieczorny sprzedano szwajcarskiemu koncernowi Marquard, zachowując dla Fundacji położony w centrum miasta budynek, obecnie siedzibę spółki Srebrna (tam, gdzie mają stanąć słynne wieże). W 1993 r. pismo upadło. Gdy WP.pl zapytało o szczegóły sprzedaży Krzysztofa Czabańskiego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, a wtedy redaktora naczelnego „Ekspresu”, odpowiedział, że „ta gazeta nie była medium publicznym, tylko własnością fundacji. … Nie było polskiego kapitału, który mógłby to kupić.”. Odpowiednio bogate fundacje i instytucje już w Polsce działają. Czy to one noszą się z zamiarem wykupienia lub przejęcia niewygodnych dla władzy mediów?
Źródło koduj24.pl
Prezes przejrzał na oczy sprzedał gazetę za marne grosze, teraz ja odkupi za grube miliony!? Ale co tam swoi, zasłużeni, zostaną naczelnymi redaktorami!?
Z forum: - Polecam ten artykuł wszystkim, którzy mają wątpliwości, z czym ma się wiązać "repolonizacja" mediów. Pan Kaczyński pobierał w tym zakresie nauki od Premiera Orbana...
https://magazyn.wp.pl/ksiazki/artykul/media-wedlug-orbana-wizja-niepokojaca
- Przeczytałem wcześniej polecany artykuł o „Mediach wg. Orbana” i jest to faktycznie dokładny przepis na całkowite kontrolowanie rynku przez rządzącą partię. No, prawie kontrolowanie, bo rząd ma do dyspozycji 80% mediów na Wegrzech, niezależne pozostały jakieś niedobitki, które ledwie dyszą z powodu odcięcia od reklam. Jakiej jakości jest przekaz medialny w tym kraju, świadczą choćby relacje z wyborów w Polsce. Byłyby nawet zabawne w swoim, pardon, idiotyzmie przypominającym mi czasy Gierka i Jaruzelskiego, gdyby nie fakt, że ten typ dziennikarstwa może się stać w naszym kraju nie tylko upowszechnianym, jak dziś, ale i dominującym. Oczywiście z poszanowaniem owych „reguł”, o których mówi Kaczyński. 
17 07 2020 Czas na rekonstrukcję rządu – prawdopodobne nazwiska.
Pytanie tylko, po co, jak i tak wszystko pozostanie po staremu. Wygrana Andrzeja Dudy to jak dar z nieba dla Morawieckiego. Dzięki temu jego notowania u prezesa bardzo wzrosły i teraz może brać się spokojnie za rekonstrukcję rządu. Dziennikarze se.pl już wiedzą, jakich zmian możemy się spodziewać. Choć to jeszcze wciąż nie są oficjalne informacje to wydaje się, że z Ministerstwem Zdrowia pożegna się Łukasz Szumowski, który ponoć nie ma nic przeciwko temu, bo ma już dosyć. Minister finansów Tadeusz Kościński pożegna się z resortem, bo ma kandydować na szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju z siedzibą w Londynie. Minister rolnictwa, pan Ardanowski odejdzie, jeśli Zjednoczonej Prawicy uda się przeciągnąć PSL na swoją stronę i wtedy stanowisko Ardanowskiego przypadnie któremuś z partii Kosiniaka – Kamysza. Również pani minister sportu, Danuta Dmowska- Andrzejuk nie może spać spokojnie, bo Morawiecki nie jest z niej zadowolony. Z kolei portal money.pl dorzuca do tej listy jeszcze szefową resortu pracy i polityki społecznej Marlenę Maląg.
Ryszard Czarnecki, który wydaje się być zawsze najlepiej poinformowaną osobą z obozu rządzącego nie ukrywa, że „Kaczyński już wkrótce ściągnie lejce z
rządowego rydwanu i będą poważne zmiany w rządzie, nie kosmetyczne”.
No to czekamy, ale bez stresu, bo wiadomo, że zmiany personalne nie zmienią w żaden sposób polityki partii rządzącej.
Źródło: se.pl/wp.pl
- Mamy rekordową inflację. Tak źle nie było od 20 lat! Wyobraźcie sobie coby to było gdyby premierem nie był Morawiecki , najlepszy premier w historii Polski.
- No cóż, trzeba zrekonstruować rząd co by wszyscy mogli się „nachapać ” po równo w ramach …”sprawiedliwego rozdziału dóbr wypracowanych przez obywateli….” a ostatni zgasi światło.
- Nawet jak Szumowski odejdzie to wstyd i smród pozostanie na lata! Takich przewałek jak w MZ ten kraj nie widział przez dziesięciolecia! A miała być "dobra zmiana"!
- Premier i rząd ruszyli w Polskę zostawiając gospodarkę, zajęli się kampanią wyborczą, no i mamy rekordowa inflację. Tak źle nie było od 20 lat!? Wstrzymanie zwrotu należnego podatku VAT rozkłada polską gospodarkę na łopatki!?

17 07 2020 Władzę w Porozumieniu ma przejąć Emilewicz?
Jeśli Jarosław Gowin myślał, że postawienie się swoim koalicjantom w sprawie wyborów 10 maja przejdzie mu na sucho, to bardzo się mylił. Jak donosi „Gazeta Wyborcza” politycy PiS już ruszyli do boju, sondując członków jego partii, czy byliby skłonni zamienić swego lidera na panią Emilewicz. Wydaje się, że Gowin jest świadomy sytuacji i już szuka takiego rozwiązania, które pozwoli mu utrzymać się na politycznej fali. Temu mają służyć rozmowy z PSL o ewentualnych miejscach na ich liście dla gowinowców. Chwilowo jednak PSL nie wydaje się tym zainteresowane. Mało tego. Jak mówi Piotr Zgorzelski, wicemarszałek Sejmu, Gowin to „człowiek o kręgosłupie w kształcie paragrafu. Nie ma czego szukać w PSL”. Czy politykom PiS uda się wygrać starcie z liderem Porozumienia, dowiemy się już za dwa miesiące. Wtedy bowiem partia będzie wybierała swojego przywódcę i zobaczymy, co wygra: lojalność wobec szefa czy koalicja z PiS. Wiadomo, że Jarosław Gowin tak łatwo się nie podda, więc przed nami zapewne niezły popis wojenki w wykonaniu dotychczasowych koalicjantów. Internauci nie ukrywają, że „już tylko jednym ruchem Gowin mógłby zmyć piętno sprzedawczyka i zdrajcy Polski (do których będzie się zaliczał w przyszłości) robiąc wyprzedzenie i rozwalając mafijny rząd Balbiny. To jest ten moment”, ale czy lider Porozumienia ichposłucha to wątpliwe. W końcu w polityce uczciwość i przyzwoitość są o wiele mniej ważne od dobrego miejsca przy korycie.
Źródło: wyborcza.pl
- Nie chcę krakać, ale Porozumienie skończy jak Nowoczesna kiedy władzę przejmie Emilewicz!?
- No a co z tym helikopterem pani Emilewicz, który miał przelecieć nad Polska, i zrzucić deszcz pieniędzy!? Putin nie chce go wypożyczyć czy Amerykanie nie zezwalają na lat nad terytoriom NATO !?

17 07 2020 Wielki kryzys na horyzoncie.
NBP ostrzega przed drastycznym wzrostem bezrobocia. Narodowy Bank Polski przedstawił dziś najnowszy dokument pt. „Raport o inflacji”. Opisano w nim prognozy dotyczące przyszłości ekonomicznej naszego państwa. Spadek PKB Polski ma w tym roku osiągnąć aż 5,4%, w następnych latach mamy rzekomo wypracować niewielki wzrost w liczbie 4,9% (2021) i 3,7% (2022). Dużym problemem, jak zapewnia NBP, będzie znaczący spadek inwestycji w Polsce. Nie pomoże to nam w szybkim wyjściu z obecnego „koronakryzysu”. Najbardziej niebezpieczne jest jednak prognozowane przez NBP bezrobocie, które najmocniej uderzy pod koniec br. i może wynieść nawet 5% jeszcze w 2020 r. Jeszcze gorzej będzie w 2021 r. – wówczas bezrobocie może sięgnąć 5,6%. Jedynym pozytywnym wątkiem przedstawionym dziś przez NBP jest wzrost płac. Jeszcze w tym roku wzrosną one o 2,6%, za rok o 5%, za dwa lata z kolei o 5,7%. Czy jednak mamy się z czego cieszyć? Stale narasta przecież zjawisko inflacji. Wczoraj pisaliśmy, że inflacja CPI wyniosła już rekordowe 4,1% (rekord od 20 lat!). Większe zarobki nie oznaczają więc, iż w ogóle odczujemy przyrost oszczędności. Przez najbliższe kilka lat nie dojdzie również do normalizacji stop procentowych, co wyklucza możliwość normalnego oszczędzania i poszerzania kapitału dzięki lokatom. Na tę chwilę większość banków daje nam lokaty na poziomie 0,01%… Nieopłacalność lokowania pieniędzy na lokatach i strach przed inflacją napędza wzrost inwestycji gotówki w nieruchomości, mieszkania i domy, które stale drożeją. Ekonomiści prognozują, że bańka na rynku mieszkaniowym nie prędko pęknie.
Źródło: gazeta.pl
Morawiecki niszczy polską gospodarkę, i jest skuteczniejszy od Balcerowicza!? Morawiecki musi odejść, już ma 100 mld złotych deficytu, i nie wprowadza programu oszczędnościowego, wręcz przeciwnie szasta pieniędzmi na lewo i prawo!?
16 07 2020 Olbrzymie nagrody w NIK.
Suma kwot idzie w miliony. Dziennikarze Onet.pl dotarli do zestawienia premii wypłaconych najważniejszym ludziom w NIK. To zestawienie podkreśla aktualność starego przysłowia, że najciemniej pod latarnią. W latach 2017-2019 kilkadziesiąt najważniejszych osób w NIK podzieliło się 7 milionami nagród. Tylko 5 osób z kierownictwa Najwyższej Izby Kontroli otrzymało w sumie ponad pół miliona premii. Dwudziestu radców prezesa – średnio po 120 tysięcy, a dyrektorzy departamentów i delegatur terenowych NIK nawet więcej. Rekordzistą jest radca Józef Górny z AWS, wieloletni pracownik tej instytucji, nagradzany 31 razy. Wiele z tych nagród wypłacał jeszcze związany z PO Krzysztof Kwiatkowski, który kierował NIK do lata 2019 r. Przy czym sam Kwiatkowski otrzymał znacznie mniej od swoich podwładnych, bo 85 tys. zł. Wypłaty ruszyły z kopyta, gdy do tej instytucji, cieszącej się niegdyś wysokim zaufaniem społecznym, zaczęli trafiać ludzie z PiS. Do osób wysoko nagrodzonych należą też koleżanka Marty Kaczyńskiej, Małgorzata Motylow czy syn Anny Sobeckiej. Oczywiście każdy nowy urzędnik wyższego szczebla natychmiast wnioskuje o nagrody dla swoich podwładnych. Temat nie jest nowy, a Izba zawsze odpowiada powoływaniem się na ustawę z 1981 r. o wynagradzaniu osób na kierowniczych stanowiskach oraz inne podobne przepisy, jak paragraf 8. zarządzenia marszałka Sejmu „o tworzeniu funduszu nagród w wysokości 3 % wynagrodzeń”. Łączna pula nagród zależy zatem od budżetu NIK. Raport w sprawie Bizancjum w NIK – pisze na:Temat – nie miał ujrzeć światła dziennego. PiS blokuje w Sejmie ujawnienie wyników przeprowadzonego niedawno audytu. W minionych latach takich wysokich nagród nie było – pisze ktoś w komentarzu do artykułu na:Temat, najwyraźniej dobrze zaznajomiony ze sprawą. – Ważniejsze jest uzasadnienie indywidualnych wypłat oraz porównanie ich wysokości z nagrodami dla podstawowej kadry kontrolerskiej, która realizuje podstawowe zadania Izby, często … w niełatwych warunkach”. Niestety, jak pisze Onet.pl – ani były prezes NIK, ani Marian Banaś, piastujący tę funkcję od 30 sierpnia 2019 r. – nie skomentowali polityki nagradzania pracowników. Kto zatem podejmie się kontroli w NIK?
Źródło:onet.pl
Z forum: Miliony na nagrody w NIK: „To obecna wiceprezes Małgorzata Motylow, która od czerwca 2016 do końca 2019 roku dostała 110 tys. zł (...) oraz Tomasz Sobecki, syn byłej posłanki PiS Anny Sobeckiej (160 tys. zł nagród w dwa lata)”
15 07 2020 Protest totalny...
Pamiętacie zapewne doktrynę Giertycha, iż jeśli wygra kandydat opozycji, to wybory będą ważne, ale jak wygra Duda, to należy składać protesty wyborcze i ich nie uznawać? Prorok jaki, czy co? Bo PO uruchomiło właśnie stronę protestwyborczy2020.pl . Wzywają do zgłaszania za jej pośrednictwem wszelkich nieprawidłowości przy wyborach. Smaczku sprawie dodaje to, ze domenę dla ww. strony wykupiono już... 11 maja! Czyli PO szykowało się do protestów zanim zmieniło kandydata i nie mając pojęcia, jaki wynik wyborów będzie. Doktryna Giertycha jak widać była planowana, zanim poznano termin nowych wyborów.  Co więcej, ciekawe jest kto i jak zarejestrował domenę. W szczegółach można o tym przeczytać na stronie niezalezna.pl . Ale w skrócie, stronę pisze informatyk blisko powiązany z Borysem Budką, To oczywiście nie grzech. Ale opłaciło domenę Stowarzyszenie Nowe Zabrze, a zapisywanymi na niej danymi osobowymi zarządza Platforma Obywatelska jako partia. A to już ciekawe. Czyżby Stowarzyszenie Nowe Zabrze sponsorowało w ten sposób nielegalnie PO? W końcu źródła finansowania partii i ich działań są ściśle określone. Strona podpowiada, jak złożyć protest wyborczy, ale też zachęca do zgłaszania przez specjalny formularz zaobserwowanych nieprawidłowości. Przetestowałem. Zgłosiłem zniszczenie w pobliżu mojego domu kilkunastu plakatów Andrzeja Dudy w czasie ciszy wyborczej :-) Wątpię, żeby dopisali to do swojego protestu. Zapewne nie dopisali by też zgłoszenia agitacji wyborczej w Szczecinie przez przewodniczącego komisji w koszulce KODSTYTUCJA. A jakby ktoś przesłał im zgłoszenie ze Stumilowego Lasu od Kubusia Puchatka, któremu złośliwy propisowski Prosiaczek nie przyniósł na czas pakietu wyborczego (zresztą nie mógł tego zrobić, bo nie był listonoszem), przez co biedny Kubuś nie mógł zagłosować na Tygryska?
Ciekawe, jak by zareagowali? W końcu skoro stworzyli stronę z takim wyprzedzeniem, to składanie masowych protestów było od początku planowane. Jakoś dziwnie przypomina mi to sytuację z KOD-em. Pojawił się 5 lat temu "znikąd", ale miał już gotowe logo, wydrukowane plakaty i całkiem zorganizowaną strukturę. I też formalnie nie był powiązany z Platformą. Bo Platforma (i zapewne służby) niczego nie zostawiają samego sobie. Nawet klęskę mają dobrze zaplanowaną. I jeszcze jedna uwaga. Nie chcę umniejszać pojawiających się nieprawidłowości. Ale trzeba pamiętać, że w większości są one związane z dostarczaniem pakietów wyborczych za granicą, gdzie państwo polskie nie miało wielkiego wpływu na działanie miejscowych służb, w tym poczty, a nasze konsulaty musiały się poddać działaniu prawa miejscowego. Poza tym, tajność głosowania wyklucza snucie przypuszczeń, na którego z kandydatów wynik miały one wpływ.
Źródło: niepoprawni.pl
Głosowali jak chcieli, wybrali kogo trzeba!? Powtórzenie wyborów według tej samej ordynacji wyborczej jaki jest w tym sens!? Czy jesteś pewny, że Kaczyński wygrał w uczciwy sposób!? Od kilku lata nie potrafię zrozumieć jak mogą się tak dokładnie sprawdzić sondaże przedwyborcze, jak oni to wyliczyli przy tylu niewiadomych!? Dlaczego nikt nie liczy głosów ręcznie na poziomie okręgu, kraju, tylko robi to program komputerowy!?

15 07 2020 Jarosław Gowin nie traci dobrego samopoczucia i wiary, że jego Porozumienie utrzyma się w Obozie Zjednoczonej Prawicy.
Dzisiaj w TOKFM Piotr Kraśko rozmawiał z Jarosławem Gowinem. Pytany o pogłoski, jakoby jego notowania w obozie rządzącym nie należały do najlepszych, Gowin krótko uciął temat, mówiąc, że nie da się wciągnąć w tego typu rozmowę. „Obóz Zjednoczonej Prawicy wychodzi z tych wyborów scalony”, łączą go wspólne cele i przed nim trzy lata wspólnej pracy dla dobra Polski. Jednocześnie przypomniał swoje stanowisko w sprawie wyborów majowych i jest przekonany, że „kiedy już opadną emocje związane z kampanijnym kurzem bitewnym to moi dzisiejsi krytycy zrozumieją, że doprowadziłem do tego, co jest optymalne dla Polski i dla obozu Zjednoczonej Prawicy” czyli…po prostu jest dobrze, Zjednoczona Prawica trzyma się świetnie i w jego mniemaniu nic nie zagraża jej jedności. Nie dostrzega też nic złego w tym, że jako lider Porozumienia nie pełni żadnej funkcji w Radzie Ministrów, bo przecież Jarosław Kaczyński również jest poza rządem, a jednak nie umniejsza to w żaden sposób jego wpływu na kształt polityki premiera Morawieckiego i pozostałych ministrów.
Przy okazji jednak zwraca uwagę na fakt, że bez Porozumienia Obóz Zjednoczonej Prawicy nie miałby większości w Sejmie, stąd te wszystkie ploteczki o
odsunięciu jego partii i szukaniu nowych sojuszników, wydają mu się pozbawione sensu. Nie ma nic przeciwko temu, by nawiązać bliższą współpracę z Konfederacją i PSL, choć to niczego w układzie sił w Sejmie nie zmieni. Porozumienie i tak będzie niezbędne, by przechodzące przez Sejm ustawy mogły
wejść w życie. Nie mogło zabraknąć też pytania o repolonizację mediów, o czym coraz głośniej mówią politycy obozu rządzącego. Jarosław Gowin nie ukrywa, że
„Repolonizacja mediów to jest coś sprzecznego z prawem unijnym. Tego się nie da przeprowadzić (…) Zgodne z prawem unijnym mogą być rozmaite formy dekoncentracji mediów i takie rozwiązania ustawowe funkcjonują w krajach bezsprzecznie demokratycznych. Tu nie widziałbym problemu, gdyby jakieś elementy zostały użyte i u nas, pod warunkiem, że to nie będzie nic przymusowego, a dekoncentracja służyłaby zwiększeniu pluralizmu mediów”. Tak więc Gowin nie dostrzega żadnego zagrożenia dla siebie i swojej partii, wszystko jest super, miejsce jego partii w obozie rządzącym jest niezagrożone, ale może warto byłoby, gdyby pochylił się z pokorą nad jednym z komentarzy w internecie, którego autor nie owija w bawełnę i piszę, „Gowin tak się zapędził w swoim megalomaństwie, że … został sam, samiuteńki. Nie zauważył, jak Kaczyński zmienił mu zwrotnicę i skierował na boczny tor, po którym Gowin pędzi nie wiadomo dokąd. Rekonstrukcja rządu planowana na wrzesień pozbawi go ostatnich wiernych mu halabardzistów, pójdą na państwowe. Jego ,,Porozumienie,, dołączy do koalicji Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, Ruchu Palikota, Samoobrony, Partii X, Kukiza’15. Gowina Kaczyński posadził tuż obok kibla, to było do przewidzenia. Ziobro będzie teraz trzaskał drzwiami i nie pozwoli
mu zapomnieć zniewag. Taki jest koniec każdego watażki, wioskowego szamana, plemiennego kacyka, nie żal mi Gowina”

Źródło: tokfm.pl, koduj24.pl

15 07 2020 Czy „Wielkiej Czwórce” uda się usunąć Morawieckiego?
Teraz, gdy Andrzej Duda wygrał wybory, Zjednoczona Prawica może spokojnie zająć się doprowadzeniem swojej wizji Polski do końca i powalczyć o korzystne dla liderów przegrupowania na własnym podwórku. Jak twierdzi portal onet.pl, Joachim Brudziński, Beata Szydło, Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski rozpoczynają walkę o zmiany na najwyższym szczeblu władzy czyli utrąceniu Morawieckiego z funkcji premiera. „Wielka Czwórka” ma sporo zastrzeżeń do Morawieckiego. Ot, chociażby zablokowanie przeprowadzenia wyborów w maju, co mogło zakończyć się katastrofą, bo przecież Andrzej Duda wygrał większością zaledwie ok 400 tysięcy głosów. Nie można też zapominać, że od samego początku, gdy Morawiecki został premierem, iskrzy ostro w jego relacjach z Kurskim, a i zapewne Beata Szydło ma wciąż problem z przetrawieniem swojej dymisji. Stąd to właśnie oni „najbardziej dziś domagają się głowy Jarosława Gowina i podważają zaufanie do Morawieckiego, w którego lojalność wobec PiS absolutnie nie wierzą”. Czy uda się „spiskowcom” osiągnąć swój cel, nie wiadomo, choć zapewne szanse mają spore, bo to przecież ludzie z największymi wpływami w Zjednoczonej Prawicy. Jak twierdzi rzecznik rządu Piotr Müller, na obecną chwilę nie ma żadnych decyzji dotyczących zmian w rządzie, ale wydaje mi się, że oponenci Morawieckiego nie odpuszczą. W końcu władza to dla nich najcenniejsze trofeum, więc zapewne będą walczyć o swoje do upadłego.
Tamara Olszewska Źródło: natemat.pl
- Utrącić Morawieckiego nie jest w stanie nawet Kaczyński, bo to człowiek nadany przez Grupę Trzymającą Władzę!?
- Kim Pan jest panie Morawiecki, że zostaje Pan ministrem niezależnie od wyniku wyborów, wygryza ministra finansów, ministra skarbu, a nawet panią premier? Skąd ma pan parasol ochronny tak skuteczny, że bez właściwie żadnego politycznego zaplecza wygrywa Pan wojenki z Ziobrą, Szydło i Szałamachą a totalna opozycja i media z prawa i lewa traktują Pana ulgowo? Dlaczego zarówno Schetyna jak Kaczyński typują Pana na ministra? Kto za Panem stoi? Zapytał kilka lat temu bloger!?
- Morawiecki niszczy polską gospodarkę, i jest skuteczniejszy od Balcerowicza!? Morawiecki musi odejść, już ma 100 mld złotych deficytu, i nie wprowadza programu oszczędnościowego, wręcz przeciwnie szasta pieniędzmi na lewo i prawo!?
Z forum: - Hmmm chyba pierwszy raz w powojennej historii mamy premiera z certyfikatem kłamcy potwierdzonym przez sąd (dwukrotnie) ,który nawet nie raczył się podać do dymisji jak to ma miejsce w większości cywilizowanych państw. Więc wcale a wcale mi go nie szkoda niech się żrą im mocniej tym lepiej to może coś dobrego z tego wyniknie dla Polski
- Jaka znów Wielka Czwórka ? To Banda Czworga ! Mnie tam zresztą ta dintojra zupełnie nie obchodzi, bo to rodzinna sprawa, jak powiedział o ułaskawionym pedofilu prezydent połowy Polaków.
14 07 2020 Repolonizacja mediów – obozowi władzy chodzi wyłącznie o polityczną kontrolę nad mediami.
Obozowi rządzącemu niezwykle chyba spieszno do rysowania planów i perspektyw w obliczu wygranych przez Andrzeja Dudę wyborów. Skoro Jarosław Kaczyński tuż przed drugą turą wyborów w Telewizji Trwam zapowiedział, że czas „zmienić sytuację w mediach”, to natychmiast po wyborach do kwestii powrócił inny poseł PiS, Janusz Kowalski, wiceszef Ministerstwa Aktywów Państwowych. Zapowiedział enigmatycznie zapowiadając na Twitterze: – Czas na polskie media! RE-PO-LO-NI-ZA-CJA (w takim właśnie stylu). Co zatem może kryć się za „repolonizacją”? Dr Łukasz Szurmiński, medioznawca i ekspert od propagandy, w rozmowie z portalem Gazeta.pl przypomniał, że w wielu krajach, np. u naszych zachodnich sąsiadów w Niemczech i Francji, w mediach rzeczywiście dominuje kapitał pochodzący z danego kraju.
Hasło „repolonizacja” można by uznać za uzasadnione, gdyby nie fakt, że w polskich warunkach nie chodzi o zmianę pochodzenia kapitału. To taka orwellowska żonglerka słowami – wyjaśnia. Zdaniem eksperta obozowi władzy chodzi wyłącznie o polityczną kontrolę nad mediami.
Konrad Piasecki: Panie Pośle, proszę nie mylić racji stanu z racją jednej partii politycznej. Repolonizacja mediów ma służyć wyłącznie tej drugiej. A to co nazywa Pan "medialnym kolonializmem", to nic innego jak gra rynkowa, która odbywa się także w Niemczech/Francji.
Bochenek: Panie red. Piasecki , to próba przywrócenia IV- tej władzy Polakom i ograniczenie w tym zakresie ekspansji zagranicznych mediów, którym obca jest Polska Racja Stanu. Tak jak to ma miejsce w Niemczech, czy we Francji. Wyzbądźmy się medialnego kolonializmu. Robert: Tak ale ta gra rynkowa jest wszędzie regulowana np maksymalnym udziałem kapitału zagranicznego, dwa trudno mówić o fair grze rynkowej na etapie tworzenia sieci gdy do niej stawały słabe finansowo podmioty Polskie i korporacje zachodnie - tak samo było z sieciami marketów. cd
– Uważam także, że niestety repolonizacja jest możliwa, bo zawsze można nadawcę „docisnąć” poprzez np. ograniczenie dochodów reklamowych, wykorzystać
regulatora rynku – twierdzi Szurmiński. Można też złożyć kuszącą finansowo propozycję, którą sfinansują Spółki Skarbu Państwa. I będziemy wtedy mieli kolejnego narodowego czempiona, o którym tak wiele lubią mówić politycy PiS. Przykład węgierski pokazuje, że to możliwe – zauważa ekspert. Przypomina, że na Węgrzech prywatne spółki mediowe podporządkowano podmiotom powiązanym z władzą, m.in. poprzez ingerencję w przepisy dotyczące reklamy. Zachodnie realia na rynku mediów staną się zapewne wybiórczo dobieranym argumentem w toku przejmowania kontroli nad mediami. Przykładowo, Francja ma zapisy utrudniające koncentrację mediów i poziom zagranicznego kapitału.
Rząd PiS może więc argumentować – jak w przypadku sprzyjających mu form głosowania – że będzie jak na Zachodzie. Jednocześnie jednak we Francji zdarzały się strajki dziennikarzy przeciw wydawcy, co u nas właściwie nie występuje, a w każdym razie nie nastąpiło w TVP – zauważa dr Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem propaganda TVP, dzięki której Duda zdobył reelekcję, mocno spolaryzowała opinię publiczną. – Zwolennicy prezydenta uważają, że inne media kłamią, bądź są proniemieckie, bądź realizują szkodliwy dla Polski plan, więc nie będą płakać po utracie pluralizmu, zwłaszcza własnościowego. – wyjaśnia Wasilewski. – Z drugiej strony, jak pokazują protesty w obronie Programu Trzeciego, największe perturbacje wywołał przypadek cenzury piosenki, i audycji, z którą słuchacze byli emocjonalnie związani, a nie erozji etosu rzetelności dziennikarskiej w informacjach – dodaje ekspert. Wasilewski przypomina, że na Węgrzech oprócz stacji RTL, media niezależne zeszły do Internetu i wydaje się, że polityka polskich władz do dąży do tego samego.
Co jednak z mediami w których jest kapitał amerykański? Z wiadomych względów może to napotkać na mocną reakcję ze strony USA, sojusznika ceniącego wolność słowa jako fundamentalną wartość konstytucyjną. Wasilewski wyjaśnia, że trudniej będzie to zrobić, ale „jak pokazuje przykład Węgier, można takie media otoczyć „błonką” i przedstawiać swoje działania jako przeciwdziałanie szkodliwej propagandzie”. Jakiej, łatwo się domyślić, jeśli śledziło się chociażby ostatnią kampanię prezydencką. – Repolonizowane media będą „nawracane” z zachodniej drogi rzekomego popierania seksualizacji dzieci, LGBT itp. Możliwe, że na takim fundamencie obóz władzy oprze swoje działania – przewiduje ekspert. Tymczasem PiS używa pojęcia „przywrócenia równowagi” na rynku medialnym w bardzo konkretnym kontekście. Jarosław Kaczyński wyjaśnił tę kwestię na antenie Telewizji Trwam, twierdząc, że większość Polaków rzekomo nie wie o gospodarczych dokonaniach rządu. – Wyniki ekonomiczne z lat 2005-2007 […] i lat 2015-2020 wskazują w sposób oczywisty, a to już łącznie jednak siedem lat, że to my jesteśmy tą stroną, która potrafi rządzić gospodarką. Walczymy skutecznie […] z patologiami, a oni nie. Ale we wszystkich badaniach oni są oceniani przez społeczeństwo jako lepiej przygotowani do kierowania gospodarką. Siła mediów jest taka, że nawet wielu naszych zwolenników tak uważa, po prostu im to wmówiono – stwierdził Kaczyński. I dlatego, zdaniem szefa partii rządzącej, trzeba „zrepolonizować media”… – Te wmówienia są nieszczęściem naszych czasów, trzeba zmienić sytuację w mediach. […] My nie chcemy żadnych monopolów, żadnych 90 proc., chcemy zwykłej równowagi. Sądzę, że wtedy nie będzie żadnych wątpliwości, kto Polską będzie rządził – mówił prezes PiS.
Źródło: gazeta.pl
Cenzura musi wrócić, no bo jak bez niej żyć towarzyszu Wiesławie, przepraszam Jarosławie!? Fajne to, to co Balcerowicz, i Rostowski za grosze sprzedali teraz za miliony odkupimy!? 
13 07 2020 Jakoś to będzie!
W Polsce przy każdych wyborach mamy do czynienia z nieco inną mapą partii i organizacji. Nasza scena polityczna wydaje się być mniej stabilna od tych zachodnich, gdzie – pomijając populistów i demagogów – dominuje prosty podział na prawicę, lewicę i centrum. W krajach dojrzałej demokracji mamy po prawicy poszanowanie praw własności, wolnego rynku i ogólnie pojęte przywiązanie do tradycji, na przeciwległym końcu – nacisk na regulację wolnego rynku, większe wsparcie socjalne i tendencje do wyrównywania różnic społecznych. Czasem bywa też centrum, które próbuje wypośrodkować obie tendencje. Na ogół taki podział satysfakcjonuje większość wyborców. W Polsce, PiS do tego stopnia narzucił swoją retorykę, że sam siebie – czyli partię populistyczną o socjalistycznym programie ekonomicznym – postawił z prawej strony sceny politycznej, spychając na lewo partie liberalno – konserwatywne jak PO i Nowoczesną. Zamiast tradycyjnego podziału jak na Zachodzie, w Polsce istnieją za to partie o mniej lub bardziej określonych programach, skupione wokół postaci lidera. Tak powstała Nowoczesna, Wiosna, Razem, ruch Szymona Hołowni, Palikota, Pawła Tanajno i wiele innych efemeryd. Ich słabością jest uwielbienie dla wodza zastępujące dyskusje programowe, strategią – cytat z „Pana Tadeusza”: Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie! Rozbujane ego liderów ogranicza ich elastyczność i zdolność koalicyjną – co widać było w II turze wyborów prezydenckich, gdzie zabrakło jasnych deklaracji ze strony Biedronia i Hołowni. To z powodu słabości tych partii wpadliśmy w – sprowokowany zresztą przez PiS – niesławny klincz czy duopol PiS-PO.
Na polskiej scenie politycznej jest jeszcze miejsce na typową chadecję, czyli partię o konserwatywnym programie obyczajowym lub obyczajowo- gospodarczym, przy przestrzeganiu zasad demokracji. Mogłaby zagospodarować tę część polskiej prawicy, którą mierzi socjalistyczne rozdawnictwo Kaczyńskiego. Taką partię zamierza chyba stworzyć Hołownia, który jasno opowiedział się za przestrzeganiem Konstytucji w zakresie rozdziału kościoła od państwa. Niestety, jego program stanowią, póki co, same hasła, nie poparte żadnymi działaniami. Hołownia nie wyrósł z ruchu reformy katolickiej, bo takiego nie ma. Nie protestował przeciwko biskupowi Jędraszewskiemu jasno mówiącemu, na kogo należy głosować..Nie jest też znany z działań prodemokratycznych, nie widać go było na marszach i wiecach w obronie prawa i Konstytucji. Hołownia nigdy nie zastąpiłby Platformy Obywatelskiej, nie było zatem takiej możliwości, by wyborcy KO głosowali na niego. Platforma, spychana coraz bardziej na lewo, bronić musi wartości demokratycznych, liberalnych – ale i typowo lewicowych jak tolerancja i prawa mniejszości. Gdybyśmy mieli silną lewicę o jasno określonym programie, nie byłoby mowy o duopolu. Taka nowoczesna socjaldemokracja miałaby rację bytu, gdyby rzeczywiście powstała w oparciu o program, nie o wodza. Póki co, jedyną siłą zdolną przeciwstawić się PiSowi pozostaje Koalicja. O ile…
O ile wyciągnie wnioski z ostatnich porażek. O ile da szansę lewicowemu skrzydłu, zreformuje struktury oddolne i ruszy w teren, słuchając ludzi. O ile będzie miała jakąś ofertę dla młodych. I to my, wyborcy musimy te warunki wyegzekwować. Czeka nas zatem wiele pracy. I może – jeśli Koalicja zdoła powiększyć swój elektorat – za 3 lata jakoś to będzie.
Źródło koduj24.pl 
12 07 2020 „Niebezpieczeństwo kulturowe”. Jędraszewski znowu szokuje skrajnymi poglądami.
Czy arcybiskup Marek Jędraszewski próbuje złamać zasady ciszy wyborczej!? Podczas pielgrzymki Rodzin Radia Maryja na Jasną Górę duchowny wygłosił polityczne i utrzymane w skrajnie prawicowym stylu wystąpienie. Jędraszewski przyzywał Matkę Boską, by ta zstąpiła na ziemię, dając odpór „dyktaturze mniejszości” (LGBT – red.) i nawiązał do rocznicy bitwy warszawskiej. „Zdajemy sobie sprawę z tego, że obecnie, po stu latach od tamtej wiktorii, znajdujemy się jako Europa i Polska w obliczu kolejnego, równie śmiertelnego niebezpieczeństwa. Tym razem ma ono charakter przede wszystkim kulturowy” – grzmiał znany ze swojego prawicowego zaangażowania hierarcha. W opinii duchownego coraz częściej pojawiają się „ideologie marksistowskie”. „Miejsce chrześcijańskiego humanizmu chce zająć antyhumanizm, miejsce obiektywnych i trwałych wartości – nihilizm, miejsce osoby ludzkiej stworzonej na Boży obraz i podobieństwo – dziwna istota pozbawiona tożsamości, wydana na łup złudnym i krótkotrwałym przyjemnościom zmysłowym” – kontynuował arcybiskup.
Jędraszewski nie po raz pierwszy roi sobie, że we współczesnym świecie mamy do czynienia z antychrześcijańskimi rewolucjami komunistycznymi i lewackimi. Duchowny twierdzi, iż część z tych radykalnych przemian wiąże się z LGBT. „Tęczowa zaraza” – jego zdaniem – zastąpiła dziś „czerwoną zarazę”. Nie po raz pierwszy funkcjonariusz Kościoła katolickiego w Polsce dał nam przykład na to, że instytucja ta nagminnie łamie zasady świeckości i ingeruje w politykę. Dotychczas wysoko postawieni księża nie byli jednak na tyle odważni, aby wygłaszać swoje poglądy polityczne w trakcie trwania ciszy wyborczej.
Źródło: o2.pl
Z forum: - "Wołamy: Matko, ratuj! Matko, daj nam siłę ducha, dzięki któremu nie ulegniemy dyktaturze mniejszości!". Powiedział facet należący do mniejszości, która rości sobie prawo do decydowania o życiu i zdrowiu wszystkich Polek i Polaków.
- „Dotychczas wysoko postawieni księża nie byli jednak na tyle odważni, aby wygłaszać swoje poglądy polityczne w trakcie trwania ciszy wyborczej.” – to pokazuje, że są zdeterminowani, bo widzą, że władza wymyka się Kaczyńskiemu z rąk i wiedzą, że jest to ostatnia szansa na państwo wyznaniowe. Będą więc żądać od Kaczyńskiego zmiany konstytucji i przekopania całego prawa. Widzą też, że ludzie ich krytykują i odsuwają się od kościoła, jest spadek religijności. Państwo wyznaniowe jest ich ostatnią szansą na przymuszenie ludzi do chodzenia do kościoła, a to wiąże się także z kasą. I pamiętajmy, że Kościół Katolicki w swojej historii potrafił siłą zniewolić całe narody. Dlaczego więc nie miałby zacząć znowu tego robić? Dla przedstawicieli kościoła liczy się tylko władza i kasa, a nie człowiek. Religia miłosierdzia? Jaka to jest religia miłosierdzia, która część ludzi wyklucza, która każe za rzekome winy piekłem, która ciągle straszy wszelkiej maści karami za nieposłuszeństwo? Pamiętajmy też, że sam Kościół jest instytucją hierarchiczną i feudalną i właśnie takie społeczeństwo marzy się hierarchom, w którym oni będą na samym szczycie. Tu znów odsyłam do felietonu prof. Hartmana nt. katolicyzmu. Jeśli ktoś go nie czytał to naprawdę warto poświęcić te pół godziny na lekturę.
- Jeśli Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo to czy jest podobny do członków tego stada opasłych wieprzy, którzy swym wyglądem urągają człowiekowi witruwiańskiemu? A może Bóg stworzył ich jako ilustrację do czego prowadzi siedem grzechów głównych? Przypomnę, że ta kasta traktuje te grzechy jako przywileje, przynależne pożal się boże bożym reprezentantom. 
10 07 2020 Kaczyński po dłuższej nieobecności w mediach, zaczął od straszenia Niemcami, lewakami i Trzaskowskim.
Prezes Kaczyński dość nieoczekiwanie pojawił się w Telewizji Trwam o. Rydzyka. Polityk odwiedził program publicystyczny „Rozmowy Niedokończone” i podzielił się z jego widzami swoimi przemyśleniami na temat drugiej tury wyborów prezydenckich. Lider Zjednoczonej Prawicy ostrzegł przed zwycięstwem Rafała Trzaskowskiego, który – w jego odczuciu – wywodzi się z obozu politycznego chcącego kwestionować „wszystko, co jest naszą (polską – przyp. red.) tradycją”.
Były premier dodał, że prawdziwą stawką wyborczego wyścigu jest przyszłość kraju. Polacy, rzekomo, zadecydują o losach polskiej kultury i europejskiej
cywilizacji. Przeciwnicy polityczni PiS, w tym zapewne Trzaskowski, chcą podobno m.in. przeforsować wprowadzenie w Polsce przymusowych zabiegów eutanazji.
W wystąpieniu nie mogło też zabraknąć niezawodnego straszenia Niemcami. Kaczyński zarzucił kandydatowi KO, że ten chce, by Polska była „dodatkiem” do RFN. Ostrzegł też, iż zwycięstwo opozycji grozi odebraniem przywilejów socjalnych. Prezes, na zakończenie, ponownie przywołał zagrożenie ze strony Zachodu. „Najistotniejsze jest to, że siły zewnętrzne uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, kto w Polsce będzie rządził. A to jest odbieranie Polakom tego, co jest święte, czyli niepodległości i suwerenności” – grzmiał niekwestionowany lider partii PiS. „Tutaj musimy się zdecydowanie sprzeciwić temu, w tych wyborach. Miała miejsce tak niezwykle brutalna i daleko idąca interwencja ze strony prasy, nie ukrywajmy, niemieckiej, ale na przyszłość musimy (temu – przyp. red.) zapobiec”. Czy wyciągnięcie prezesa z „szafy” na zakończenie kampanii jest dobrym pomysłem? Radykalizm polityka może potencjalnie odstraszyć część wyborców PiS. Zwolenników opozycji może zaś zmobilizować do tłumnego pójścia do urn.
Źródła: gazeta.pl, Twitter
- A co z mediami watykańskimi? z TV Trwam i Radiem Maryja? To nie są polskie media.
- Najbardziej mnie ubawiło jak Prezes mówił do osób starszych, iż pójście na wybory jest dla nich bardziej bezpieczne niż pójście do sklepu. To ja się pytam: Ile lat temu Prezes był ostatnio w sklepie?
Z forum: - J. Kaczyński w TV Trwam wylewa krokodyle łzy, że polskie media z zagranicznym kapitałem atakują PiS, a sam w latach 90. uwłaszczył się sprzedając polską gazetę szwajcarskiej firmie. Panie prezesie, wiem, że "Wam nikt nie wmówi, że białe jest białe", ale są granice żenady.
- Bredził też coś na temat Unii, że „jest to projekt wypaczony, bo powinien składać się z luźno stowarzyszonych państw narodowych”. Kolejnym punktem była też zapowiedź zakazu aborcji i pozostawienie tylko bardzo radykalnych przypadków. Powiedział przy tym, że nawet papież chwalił PiS, że „Polska jako jedyny kraj w Europie ma zakaz aborcji i utrzymuje go od lat”. Było też bredzenie o tym, że „Międzymorze jest przedsięwzięciem o wielkim wymiarze strategicznym”, czyli nadal zamierza tego potworka tworzyć i zmusić do udziału w projekcie Czechy i Słowację.
Wg Kaczyńskiego mamy w UE tak silną pozycję, jak nigdy, że Unia musi nas słuchać i dowodem na to jest te 700 mld zł leżących na stole. Poza tym „zmiany w oświacie są niedostatecznie zaawansowane, bo nadal przygotowują młodego człowieka do życia w społeczeństwie liberalnym”, więc będzie kładziony szczególny nacisk na tradycję i religię (szkoła ma uczyć „franciszkańskiej wizji świata”). Nie zabrakło oczywiście kilkukrotnego podkreślenia, że to są wybory, które na lata wyznaczą kierunek, w jakim pójdzie Polska. I oczywiście, że Duda te wybory absolutnie musi wygrać.
09 07 2020 "Nie wolno pozwolić wrócić do władzy tym, którzy pozwalali nas okradać, bo ci ludzie nie umieją jej sprawować w sposób odpowiedzialny "- mówił w Łomży (woj. podlaskie) prezydent Andrzej Duda. Wskazywał, że od 2015 r. realizowana jest polityka dla człowieka i dla rodziny.
Poznaliśmy już pełny obraz gigantycznego programu Trzaskowskiego złożonego z trzech
następujących punktów.
1. PiS,PiS,PiS
2. Duda, Duda, Duda !
3. Kaczyński, Kaczyński, Kaczyński

Dlaczego kandydat Sorosa, SokuzBuraka i mizernej atrapy patriota Polaka - Trzaskowski nie chce odpowiadać na pytania Polaków.? Dlatego, że każde pytanie obnażyłoby rolę tego stalinowca i tęczowego rewolucjonisty prowadzanego na PO- stronku ludzi WSI.
Pytam się zatem publicznie :
1. Dlaczego Prezydent Warszawy wspiera mafię czyszczycieli kamienic i zaskarża wszystkie decyzje Komisji Weryfikacyjnej nakazujące wypłaty odszkodowań obywatelom wyrzuconych na bruk,także z mieszkań własnościowych.
2. Dlaczego finansuje z podatków polskich obywateli wrogie nam organizacje i popiera żądania organizacji żydowskich nienależne im prawnie.
3. Dlaczego deklaruje wstrzymanie wszystkich inwestycji o znaczeniu strategicznym ważnych dla rozwoju i znaczenia Polski w regionie,będących konkurencją dla państwa niemieckiego i Rosji...
4. Dlaczego Trzaskowski otacza się ludźmi powiązanymi z komunistycznymi służbami i z powiązanymi z sowiecką agenturą mówiąc,że nie interesują go ich życiorysy i działalność szkodząca polskiej racji stanu... na te i podobne pytania obywatel Trzaskowski powinien odpowiedzieć, szczególnie sympatykom Konfederacji podobno partii patriotycznej, której liderzy posłowie na Sejm z Bosakiem na czele zalecają swoim wyborcom zacisnąć zęby, iść do urn... i oddać swój patriotyczny głos na Trzaskowskiego orędownika niemieckich interesów w Polsce. Wielu Narodowców jednak tego apelu nie posłucha i zagłosuje na Andrzeja Dudę.
5. Dlaczego Niemcy tak mocno wspierają swego kandydata Rafała Trzaskowskiego, niech ten kandyduje na Kanclerza Niemiec a Polakom da spokój ( patrz załączona fotografia). Posłuchajcie Rodacy tego, co mówi Pan Prezydent Duda. Albo zagłosujemy za dalszym wzrostem materialnym polskich rodzin i rozwojem gospodarczym Ojczyzny, albo wrócą cwaniacy, którzy szybko nas oskubią z tego, co dały nam rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wybór podejmujemy w niedzielę. Głosujemy dla siebie i dla Polski.
Źródło: niepoprawni.pl
- Duda bezwolnym wykonawcą koncepcji Kaczyńskiego, a Trzaskowski koncepcji Merkel i Tuska!? Przegra, wygra, dla mnie nie ma to żadnego znaczenia, bo gra nie o moje dobro się toczy!?
- Kaczyński nie dopuści to tego by Duda przegrał!? Jeszcze go zobaczycie w mundurze, i ciemnych okularach!?
Z forum: Oj tam, oj tam. Przecież on WIELKIM jest, przynajmniej w swoim narcystycznym odbiciu w lustrze. Nie jestem specjalistą w dziedzinie psychologii czy psychiatrii, ale ten narcyzm, megalomania a nawet mitomania połączona z egotyzmem i egoizmem są u niego widoczne aż nadto. A poza tym pustka merytoryczna i niewiedza. Nie jestem też jakimś terapeutą żebym po oczach poznawał czy ktoś coś wciągał czy nie, stąd tylko oceniam jego osobę po tym jak działał w rządzie Tuska i jako prezydent Warszawy oraz analizuję jego megalomański potok słów. Ten człowiek nie nadaje się do niczego, no może z wyjątkiem zrobienia sobie z nim fotki przez jakąś zadurzoną w nim kobietkę (a może też "nowocześnie" jakiegoś facecika) i... to wszystko. Dziękuję za apel. Ja już tych apeli też napisałem sporo i mam nadzieję, że te nasze apele ziszczą się w postaci zwycięstwa A. Dudy. Oby!
08 07 2020 Przestępcy zdemolowali siedzibę magazynu „Fakty”, bo pomylili go z „Faktami” TVN.
Siedziba wydawnictwa MaxMedia została zdemolowana. Wszystko dlatego, że wspomniana firma publikuje ekonomiczny magazyn „Fakty”. Bandyci zniszczyli komputery, serwerownię i ukradli dyski z komputerów. Fanatycy obmalowali także ściany napisami „Fakty TVN Wypad” i swastykami. Zdjęcia zdemolowanego pomieszczenia umieścił na Facebooku jeden z redaktorów. „Nie damy się! Wrócimy” – zapowiedział w tym samym wpisie. Wandale najprawdopodobniej zniszczyli siedzibę wydawnictwa, ponieważ pomylili je z „Faktami” TVN lub tabloidem „Fakt” – MaxMedia wydaje magazyn „Fakty”. Przerażająca sytuacja została skomentowana przez redaktora naczelnego magazynu Piotra Szumlewicza, który uważa, że akt agresji zainspirowała partia rządząca. „Dziś rano bandyci włamali się do naszej siedziby, zniszczyli ściany i sprzęt. Magazyn Dialogu Społecznego Fakty, którego jestem redaktorem naczelnym, zmieszał się im z Faktem i Faktami. Oto skutek kampanii obozu rządzącego przeciwko mediom opozycyjnym. Wstyd i hańba, a zarazem podsumowanie podejścia do dialogu prezydenta i partii rządzącej” – napisał w social mediach. Magazyn „Fakty” jest czasopismem poświęconym niemal wyłącznie gospodarce. Naczelny pisma, Szumlewicz, pracował wcześniej w TVP i współpracował z m.in. „Gazetą Wyborczą”, „Przeglądem”, „Trybuną” i „Le Monde Diplomatique”. Potencjalni hejterzy, w walce z „Faktami” TVN, mają jeszcze szerokie pole do popisu. Człon „Fakty” znajduje się bowiem w nazwach wielu wydawanych w Polsce mediów – celem ataku mogą być więc „Fakty i Mity”, „Fakty RMF FM” i „Fakty i Sekty”.
Źródło: natemat.pl
To nikt redakcji nie pilnował!? Bezmyślność, beztroska!? Od tych faktów zdrowemu w głowie się zakręci, a co dopiero „prawdziwemu patriocie, obrońcy krzyża smoleńskiego” napakowanego ideologią z Nowogrodzkiej!?
Z forum: - W kółko wyrażana nienawiść wobec LGBT, wobec uchodźców, wobec mediów itd. Ciągle wydaje Wam się, drodzy politycy, że nikt Was nie słucha i nie bierze sobie Waszych słów do serca. A jednak, zobaczcie, co właśnie zrobiliście. Tak, to Wy.
- Durnie bez szkoły nawet swastykę odwrotnie namalowali. Brak elementarnej wiedzy na temat czegokolwiek. Typowi barbarzyńcy wyhodowani w krótkim czasie przez PiS i kościół katolicki za pomocą kurwizji i ambon.
- „Bandyci … i ukradli dyski z komputerów.” – może nikt nie zwrócił na to uwagi, ale moim zdaniem właśnie dyski komputerów były celem włamania, a zniszczenie komputerów i obmalowanie ścian miało tylko odwrócić od tego uwagę. I mam wręcz wrażenie, że pisowcy po prostu wysłali bandziorów do redakcji po te dyski. Możliwe, że szukają jakichś informacji na Rafała, albo redakcja wcale im się nie pomyliła i celem była właśnie redakcja magazynu ekonomicznego z uwagi na analizy ekonomiczne redaktorów i różne materiały ekonomiczne. Ekonomiści twierdzą bowiem, że rząd PiS ukrywa katastrofę ekonomiczną, pustą kasę i różne sprawki w związku z budżetem państwa. Może pisowcy spodziewali się, że redakcja jest w posiadaniu jakichś materiałów, które mogą te tajemnice ujawnić? W przypadku PiS-u każda sprawa ma drugie dno i wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby chodziło właśnie o to.

08 07 2020 Jak skończy wspierać Andrzeja Dudę zacznie nadzorować prognozy budżetowe. Piotr Patkowski robi karierę.
Piotr Patkowski objął nadzór nad Departamentem Polityki Makroekonomicznej, który zajmuje się opracowywaniem prognoz dotyczących przyszłości polskiej ekonomii. Zaledwie 29-letni polityk został najprawdopodobniej odkryty przez premiera Mateusza Morawieckiego – szef rządu określił go mianem „wschodzącej gwiazdy”. Młoda gwiazda nie ma jednak zbyt wiele wspólnego ze sprawami gospodarczymi. Skończył bowiem prawo na Uniwersytecie Marii Skłodowskie-Curie w Lublinie. Prywatnie zajmował się natomiast obserwowaniem na Facebooku ultraprawicowych stron, jak „Jeb*** Wegetarian i Wegan”, „Bananowa prawica”, „Jeb*** studentów” i „Tak dla rozwiązania kwestii górników przez generała Kiszczaka”. Zakres zainteresowań Patkowskiego wskazuje na to, że jest on człowiekiem o skrajnie neoliberalnych i niemal fanatycznie prawicowych poglądach. W ostatnim czasie ten młody radykał włączył się w kampanię wyborczą prezydenta. Kilka dni temu pojawił się na wiecu wyborczym i wygłaszał PiS-owskie komunały. „Kto tą osobą [prezydentem] będzie? Może nią być prezydent Andrzej Duda, co do którego mamy pewność, absolutną pewność, że myśli tak jak my, działa jak my i chce formować następnie pokolenia tak jak my” – grzmiał prawicowy wiceminister. „Albo może nią być Rafał Trzaskowski, który absolutnie nie będzie formował młodych ludzi zgodnie z naszymi polskimi, nie bójmy się tego słowa, polskimi postrzeganiami”. Agresywne wystąpienie Patkowskiego zarejestrowano i umieszczono w sieci. Wzbudziło ono żywe zainteresowanie opozycyjnych internautów, którzy żartowali z dziecinnego i nieco zniewieściałego wyglądu przedstawiciela PiS. „Druga strona nie cofnie się przed niczym. Absolutnie przed niczym” – kontynuował. „Zrobią każde świństwo i każde łajdactwo tylko po to, aby Polska mogła się roztapiać w europejskich strukturach” – dodał chwilę później faworyt Morawieckiego. „Wiatr historii zawieje. Rosną skrzydła ludziom ptakom. Portki się trzęsą wszystkim podejrzanym pętakom. Proszę państwa, ten ostatni tydzień będą się im trzęsły portki” – zakończył swoje kampanijne wystąpienie wiceminister Patkowski. Kariera tak radykalnego i nieprzygotowanego do pracy wiceministra może budzić zdziwienie – młodzian najpewniej doszedł w resorcie finansów tak wysoko, ponieważ duża część personelu ministerstwa odeszła w ostatnich latach z pracy. Jest to związane z niszczeniem polskich finansów przez narodowo-katolicki rząd. „Gazeta Wyborcza” pisze, że w ostatnim czasie gabinet rządowy pożycza pieniądze, nie wykazuje wydatków i stosuje różne „zasłony”, by zataić faktyczny stan finansów. Służyć ma temu m.in. Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 zarządzany przez państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego. Mechanizm tej instytucji opisał red. Piotr Miączyński ze wspomnianej „Wyborczej”. „W uproszczeniu wygląda to tak: bank wypuszcza obligacje gwarantowane przez państwo i dzięki temu ma do dyspozycji gotówkę. W sumie te wydatki mogą przekroczyć 100 mld zł” – opisał dziennikarz. Podobnie działa Polski Fundusz Rozwoju, który emituje obligacje i odsprzedaje NBP. Pieniądze, jakie przepłynęły przez PFR i Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, nie są ujawniane w ramach procedur opisanych w ustawie budżetowej. Rząd jednak nie tylko ukrywa część wydatków w ramach PFR i FP COVID-19. „Wyborcza” przypomina, że nie poznaliśmy jeszcze ostatnich danych na temat VAT. Bez nich trudno nawet oszacować, jak wygląda obecnie kondycja gospodarki. Również Rada Dialogu Społecznego nie otrzymała od resortu finansów najważniejszych informacji makroekonomicznych, choć już powinna je dostać. Polskę, według różnych prognoz, czekać może nagły i gwałtowny wzrost inflacji. Ministerstwo finansów pod kontrolą urzędników pokroju 29-letniego Patkowskiego nie informuje nas jednak o tym, bo woli uprawiać propagandę sukcesu i zatajać dane. Młody prawicowiec – być może – będzie symbolem zapaści gospodarczej, która może nawiedzić nasze państwo w najbliższych miesiącach…
Źródło: wyborcza.pl
Morawiecki rozwala polską gospodarkę, i jest skuteczniejszy od Balcerowicza!? Bez względu na wynik wyborów Morawiecki musi odejść, już ma 100 mld złotych deficytu, i nie wprowadza programu oszczędnościowego, wręcz przeciwnie szasta pieniędzmi na lewo i prawo!?

08 07 2020 Debata Prezydencka. Trzaskowski zaorał się sam. Brawo Andrzej Duda.
"To bardzo poważny błąd Rafała Trzaskowskiego. Nie zrozumiał, że może wygrać wybory tylko wtedy, kiedy sięgnie poza swój twardy, antypisowski elektorat. Debata w Końskich z prezydentem Dudą w TVP, byłaby w jakiejś mierze dla Trzaskowskiego grą na obcym dla niego boisku, ale miałby jakąś szansę przyciągnąć wyborców, którzy na niego nie głosowali " - ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Prezydent Andrzej Duda wziął udział w debacie organizowanej przez TVP, która obyła się w Końskich. Na debatę nie stawił się kandydat KO, Rafał Trzaskowski, który w tym samym czasie zorganizował "Arenę Prezydencką" w Lesznie, na której pytania zadawali mu dziennikarze różnych redakcji. Trzaskowski bojąc się debaty w Końskich z konkretnymi pytaniami od narodu stworzył swoją własną prywatną debatę ..czym się zaorał gdyż jak mniemam, pokazał że jest bojaźliwy, że nie da sobie rady, że nie potrafi sprostać pytaniom skierowanych przez naród , że nie da rady odpowiedzieć by się nie zbłaźnić. Polska potrzebuje odważnego , statecznego prezydenta o niezmiennych poglądach... a nie takiego co to co 3 dni zmienia zdanie a na koniec przywłaszcza hasła prezydenta Dudy. Raz wypala gorącym żelazem to co zrobił PIS innym razem popiera i obiecuje że nie cofnie ustaw PIS niestabilność w wypowiedziach , motanie się w tym co powiedział a co mówi za kilka dni , widoczne kłamstwa , oraz likwidacja TVP info .. dyskwalifikuje Trzaskowskiego jako prezydenta. Kto z wyborców chce mieć chwiejną osobę na prezydenta ? osobę która chce ograniczyć wolność Polaków np. przez likwidację TVP. Osobę, która jednego dnia jest za adopcją dzieci przez homosiów innego dnia wypiera się tego, osobę która zmienia zdanie w zależności od zapotrzebowania. Cwaniaczka i tchórza z LGBT na pasku Żyda Sorosa i Niemiec oraz Putina. Sprzeda naród pod wpływy Niemiec, Rosji, od razu tylko jak wygra, nie daj Boże, wybory. Wielu tych co nie głosowali w I turze wypowiada się tak w internecie cytuję internautów - nie siebie - " Prawdę mówiąc to głupota Trzaskowskiego spowodowała, że pójdę i zagłosuję na PAD, bo zwykle nie głosuję w ogóle. Nie lubię polityki."
Źródło: niepoprawni.pl
Zostaje w domu, no bo jak z dwóch „0” mam wybrać to lepsze!?
Z forum; Trzaskowski: "Nigdy się nie zgodzę, żeby ktokolwiek atakował Ślązaków". Zapomniał, jak za PO strzelano do górników?.....Jego serdeczna przyjaciółka Kopacz oszalała chcąc zlikwidować prawie wszystkie kopalnie! Jak ten degenerat może łasić się do górników? To jest krystaliczny przykład tupetu i arogancji! Zapomniał nakarmić Kozy i zdechły z głodu, zapomniał że był posłem, że jest z PO bo jest apolityczny?!, zapomniał że jest synem TW Justyna i że zna ciocię Gontarczyk, zapomniał, że nie interesował się głosowaniem w sprawie pedofilii, zapominał że ma w programie adopcje dzieci przez pary jednopłciowe, zapomniał co mówił wczoraj o narodowcach itd. Zapomni o nas skupi się na tym aby się nachapać i wydać co można za udział w zysku. Koszmarny człowiek ale dzieci Agentów SB są jednak podobne do siebie.
07 07 2020 Po wyborach w PiS dojdzie do przetasowań na najwyższych stanowiskach.
Ryszard Terlecki, szef klubu poselskiego PiS, poinformował dziś, że po wyborach dojdzie do zmian na najwyższych stanowiskach w szeregach jego ugrupowania. Wybory w partii, zgodnie z zapowiedziami polityka, mają odbyć się tego lata. Później, jesienią, odbyć ma się natomiast uroczysty Kongres PiS, który wyłoni nowy zarząd. Nie oznacza to jednak, że Jarosław Kaczyński utraci pozycję w organizacji. „Prezes Jarosław Kaczyński lubi czasem żartować w gronie osób, z którymi spędza chwile odpoczynku, że już jest zmęczony, że pójdzie na emeryturę, ale to są oczywiście żarty i wszyscy to kwitujemy śmiechem” – powiedział Terlecki. Szef klubu PiS ustosunkował się też do wpisu Donalda Tuska na Twitterze. Przewodniczący EPL zaapelował w nim do prezesa, by spotkał się z nim i pojednał. „Chodźmy Jarosławie na długi wspólny spacer, pogadamy o dawnych czasach. To dobra chwila, aby uwolnić Andrzeja i Rafała od naszych sporów” – napisał Tusk. Terlecki uważa, że Kaczyński nie zwrócił nawet uwagi na zaczepkę ze strony Tuska. „Myślę, że dużej odporności nabrał prezes” – stwierdził wysoko postawiony polityk. „Mówienie, że Trzaskowski jest marionetką Tuska i Budki być może dawałoby jakiś efekt, ale wiemy, że jest to aparatczyk PO i powtarzanie tego nie miałoby sensu”. Polityk odniósł się też dziś do mizernego zaangażowania prezesa w kampanię. Kaczyński, według Terleckiego, specjalnie odsunął się na bok, ponieważ nie chce zmieniać wyborów prezydenckich w „wybory partyjne”.Cóż, Kaczyński trzyma się w partii bardzo mocno i wszystko wskazuje na to, iż wzorem innych autokratycznych przywódców będzie dzierżył ster władzy do końca…
Źródło: natemat.pl
Bez względu na wynik wyborów Morawiecki musi odejść, już ma 100 mld złotych deficytu, i nie wprowadza programu oszczędnościowego, wręcz przeciwnie szasta pieniędzmi na lewo i prawo!?
Z forum: - Pan Terlecki powinien też iść na odpoczynek dość kasy chyba nachłapał tak samo PIOTROWICZ Pawłowicz dać młodym rządzić
- Kaczyński jak Putin zapewnił sobie dozgonne kierownictwo w partii. W PiS nie muszą udawać demokratycznych wyborów władz partii , wszystko już jest ustawione.

07 07 2020 PiS jest produktem nieudolności opozycji.
Liderzy opozycji nadal są bardziej zainteresowani sobą, swoim ego i małymi, marnymi osobistymi „korzyściami” medialnymi, niż Polską. Trawestując niegdysiejsze słowa Lecha Wałęsy, PiS jest (nie całkiem, ale także) produktem nieudolności opozycji. Sytuacja z brakiem jednoznacznego poparcia Hołowni, Kosiniaka – Kamysza i Biedronia dla Rafała Trzaskowskiego w II turze wyborów prezydenckich jest tego najjaskrawszym, ale bynajmniej nie jedynym dowodem. Hołownia, Kosiniak – Kamysz i Biedroń powinni wyjść i na wspólnej konferencji prasowej powiedzieć jasno, że zagłosują na Rafała Trzaskowskiego i dlaczego tak należy postąpić. Skoro tego nie zrobili, wszystkie ich słowa o zagrożeniu dla Polski jakie niesie ze sobą PiS i o tym, że te wybory są o wszystko, nie mają kompletnie żadnego znaczenia. To dość przerażające, że nawet w obliczu takiej sytuacji liderzy opozycji nie potrafią współpracować dla wspólnego dobra i wydać z siebie zgodnego, konkretnego i jednoznacznego komunikatu. To jest także bardzo symboliczne i pokazuje, że opozycja ponosi część odpowiedzialności za stopień, w jaki PiS zdemolował Polskę. Kaczyński jest produktem naszej nieudolności – powiedział niegdyś Lech Wałęsa i dziś to powiedzenie jest wciąż aktualne, tyle, że w odniesieniu do PiS. Bo tak właśnie można podsumować dotychczasowe rządy tej partii. Nie, z całą pewnością nie jest winą opozycji, że przedstawiciele PiS złamali wiele razy Konstytucję i prawo, że ograniczają wolność mediów i swobody obywatelskie, że prywatyzują państwo i zbijają na nim prywatne majątki, że obdarowują bezwstydnie kościół katolicki w zamian za głosy i że kłamią, ale faktem jest, że gdyby nie jej nieudolność i w wielu wypadkach skrajnie bierna postawa – wielu z tych rzeczy można by się skutecznie przeciwstawić, wiele z nich udaremnić i wielu uniknąć. Było kilkanaście sytuacji pokazujących, że zdecydowany, solidarny i wspólny opór wobec posunięć władzy działa i jest w stanie zatrzymać bezprawie. Niestety nie wyciągnięto z tej lekcji właściwych wniosków, albo po prostu, z określonych powodów, nie wprowadzono ich w życie. Czytaliście o liderach Lewicy, którzy krytykując PiS za rozdawnictwo wypłacali sobie 16 tysięcy miesięcznie z partyjnej kasy? Z pieniędzy podatników? Kłamiąc publicznie, że zarabiają po pięć tysięcy miesięcznie?
A pamiętacie jak opozycja walczyła o sądy? Tak zażarcie, że nie przyszła na głosowanie w sejmie? I jak jeden z jej liderów w samym środku okupowania budynku sejmu poleciał na Maderę z partyjna koleżanką i swoją dziewczyną? Pamiętacie, że majowy termin wyborów prezydenckich zablokował Gowin, bo opozycja nie była w stanie? A o tym, jak niemal nie było jej na sali gdy dr Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, zdawał sprawozdanie ze swojej działalności? I jak trzech posłów opozycji zagłosowało jak chciał PiS w sprawie kontrowersyjnego głosowania korespondencyjnego? Wymieniać można długo, ale co było, a nie jest nie pisze się w rejestr – choć tylko pod warunkiem, że z błędów wyciągnęło się mądre wnioski i zmieniło postępowanie. No właśnie. Tymczasem, choć w niedzielę mamy wybory o wszystko, liderzy opozycji nadal są bardziej zainteresowani sobą, swoim ego i małymi, marnymi osobistymi „korzyściami” medialnymi, niż Polską. Czy Polacy okażą dojrzalsi? Zobaczymy.
Eliza Michalik Źródło koduj24.pl
Kaczyńscy to takie kukułcze jajo porzucone Solidarności przez Jaruzelskiego i Kiszczaka w Magdalence, zamiast bronić robotników, bronili komunistów!?
06 07 2020 Rafau będzie łączyć a nie dzielić!
Kochani! Przyjechałem do was jako niezależny kandydat. Jako ten, który nie jest zależny od prezesa na Nowogrodzkiej! (długie, niemilknące oklaski) Każdy przecież wie, że przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka prezesem nie jest - tylko przewodniczącym partii, do której ja nie należę, jako niezależny kandydat. Dlatego nie zamierzam odpowiadać na absurdalne pytania ze strony pisowskich dziennikarzy, których zaraz zwolnię, gdy zostanę prezydentem! (burzliwe oklaski). Wszyscy przecież wiedzą, że skoro nie byłem posłem Platformy Obywatelskiej, to nie mogłem głosować przeciwko skróceniu wieku emerytalnego! Bo ja zawsze emerytów miałem na pierwszym miejscu - dlatego zadawane mi pytania w sprawie emerytur nie łączą – ale dzielą! A ja przyjechałem do was, żeby łączyć a nie dzielić ! (długie, niemilknące brawa i okrzyki: Rafał, Rafał, Rafał)
Dziś trzeba nam odpowiedzieć na ważne pytania, na które pan Duda nie chce odpowiedzieć. Bo się boi! A ja się nie boję, bo jestem niezależnym kandydatem, który nie ma nad sobą prezesa Kaczyńskiego! (okrzyki:Rafał, Rafał, Rafał!) Dlatego zadam to pytanie: „Co z kopciuchami, panie prezydencie Duda?” Czy pan nie dostrzega katastrofy klimatycznej, choć miesiąc temu była susza a od miesiąca ciągle leje? Ja na szczęście mam mały parasol, pod którym dzisiaj się skryję razem z posłem Nitrasem – ale jutro… Jutro będę miał taki parasol, że wszystkich pod nim skryję! I to wam dzisiaj obiecuję!!! (długie, niemilknące brawa i okrzyki: Rafał, Rafał, Rafał) Dlatego dzisiaj powiedzmy władzy pisowskiej, że „Mamy dość katastrofy klimatycznej!”, że „Mamy dość kopciuchów!” (tłum skanduje: Mamy dość! Mamy dość! Mamy dość!) Są jeszcze inne ważne pytania na które prezydent Duda boi się odpowiedzieć, żeby nie narazić się prezesowi Kaczyńskiemu. Zawsze uśmiecham się, gdy zadaję to pytanie: „Dlaczego Jarosław Kaczyński jest jeszcze w polityce, podczas gdy Donald Tusk dobrowolnie wyjechał do Brukseli?” Przecież prezes Kaczyński dzieli, podczas gdy ja chcę łączyć! Żebym jednak mógł coś połączyć, trzeba najpierw kogoś oddzielić! I to jest sens mojej prezydentury! I to mogę wam obiecać! (okrzyki:precz z Kaczorem!, precz z Kaczorem!, precz z Kaczorem!) Jest jeszcze ważny temat pedofilii. Jak wiecie, razem z moją małżonką bardzo brzydzimy się pedofilami jako katolicy! Gdy będę prezydentem – nie ułaskawię żadnego pedofila nawet wtedy, gdy już odbył karę więzienia! Zawsze piętnowałem zboczeńców seksualnych, więc się dziwię prezydentowi Dudzie, że wstawił się za ofiarami pedofila! Gdy zostanę prezydentem cofnę ułaskawienie prezydenta Dudy i to wam mogę dzisiaj obiecać! (długie, niemilknące oklaski)
Podobnie jest ze sprawą adopcji dzieci przez pary homoseksualne i z aborcją…. Kochani, Ja obiecałem swojej żonie, że ja nie będę się kategorycznie w tej sprawie wypowiadał. Bo niezależny prezydent nie może być kategoryczny. Niezależny prezydent musi wsłuchiwać się w inne głosy, a potem się wypowiadać, albo nie wypowiadać. I ja to właśnie robię, jako niezależny kandydat, który nie ma nad sobą prezesa z Nowogrodzkiej! Dlatego nie boję się wam dzisiaj powiedzieć, że w tych sprawach nie będę się wypowiadać! (okrzyki:Rafał, Rafał, Rafał!) Na koniec chciałbym podkreślić, że będę walczyć o wszystkich wykluczonych przez PIS! Myślę tu o tysiącach funkcjonariuszy służb mundurowych, o edukatorach pozbawionych dostępu do szkół a także o wykluczonych działaczach ONR. Gwarantuję, że jako prezydent Polski stanę na czele połączonych Zdrowych Sił Narodu w Wielkim Marszu Niepodległości!
Źródło: niepoprawni.pl
- Nadano nam Morawieckiego, teraz chcą dołożyć Trzaskowskiego, kolejnego lewackiego krętacza, który z otwartą łapą, wyciągniętą nie do zgody jak sugeruje lecz do koryta, świadomie wprowadza ludzi w błąd. Podobnie jak Morawiecki  gotów jest na każdą podłość byle osiągnąć cel z przyklejonym do gęby uśmiechem błazna.

- A ja mam nadzieje że wreszcie ktoś sprowadzi Nitrasa do parteru, bo to mu się od dawna należy!? Ostatnio dziadkowi na wiecu wyborczym zabrał trąbkę, jeno sznur mu ostawił!? No bo nie będzie cham, panom przeszkadzał, kiedy oni złote góry obiecują!?
05 07 2020 Prezydent Andrzej Duda został wygwizdany przez mieszkańców Wrocławia!
Prezydent Andrzej Duda znowu musiał mówić podniesionym głosem i pokrzykiwać. Tym razem powodem nie był jednak nadmiar negatywnego emocji, ale wrzawa, jaka panowała podczas spotkania z mieszkańcami stolicy Dolnego Śląska. Zgromadzeni ludzie, w większości, byli negatywnie nastawieni do prezydenta z PiS. Większość z nich gwizdała i buczała w jego stronę oraz wznosiła antyrządowe hasła. Ludzie krzyczeli m.in. „wyPAD”, „marionetka” i „precz z Kaczorem dyktatorem”. Przerażony Duda zupełnie wypadł z wiecowego rytmu i zaczął mówić bez składu. Polityk kilkukrotnie wracał do deklaracji o tym, że jest człowiekiem „stabilnym”. Stabilność ta ma, rzekomo, gwarantować kontynuowanie dotychczasowego kursu. Przykładem tej „stabilności” ma być propozycja zmiany Konstytucji RP w ten sposób, by broniła „polskiej rodziny” przed seksualnymi edukatorami i ruchem LGBT. Duda grzmiał, że doprowadzi do tego, iż wszelkie stowarzyszenia nie będą miały wstępu do szkół (oko.press podało, że już tak jest od ponad trzech lat… –aut.). Wspomnianymi organizacjami są zapewne te powiązane z mniejszościami. Konserwatysta zapowiedział też zapisanie w Konstytucji zakazu adopcji dzieci przez homoseksualistów – stwierdził przy tym, że liczy na poparcie posłów PO i PSL. Zgromadzone na wiecu osoby o postulatach prezydenta dowiedziały się z mediów. Krzyk jego przeciwników był bowiem tak wielki, że kolejne zdania polityka „rozpływały” się w nim. Hałas słyszalny był nawet w relacji w TVP.
Policja – jak podaje „Gazeta Wrocławska” – chce ukarać organizatorów wieców prezydenta i jego przeciwników z dolnośląskiego ruchu demokratycznego. Dlaczego? Liczba uczestników zgromadzeń wynosiła bowiem więcej niż 150 osób, co jest sprzeczne z postanowieniami służb dot. manifestacji w czasie pandemii COVID-19. „Skierujemy wniosek do sądu o ukaranie organizatorów dwóch zgromadzeń za przekroczenie liczby uczestników” – zapowiedział rzecznik dolnośląskiej policji. Co ciekawe, podobna sytuacja miała miejsce w dolnośląskim mieście Trzebnica. Liczba uczestników wiecu prezydenta również przekroczyła tam 150 osób i sprawą zajęła się policja. To jednak nie koniec kampanijnych niespodzianek.
Podczas wczorajszej wizyty prezydenta we Wrocławiu doszło do aktów agresji, których sprawcami byli rozszalali „hunwejbini” narodowo- katolickiej prawicy. Agresywny fan PiS zaatakował senatora KO Bogdana Zdrojewskiego – polityk został poszarpany i zwyzywany od „zbrodniarzy”, co budzi nasze przerażenie. W podobny sposób potraktowano reportera lokalnej „Gazety Wrocławskiej”. Prawicowy fanatyk z okrzykiem „Andrzej Duda to się uda” zaatakował dziennikarza. „Mężczyzna z dużą siłą uderzył reportera w tył głowy” – podała dolnośląska gazeta. „Obecna na miejscu policja spisała napastnika, ale nie został jednak zatrzymany. Co więcej, mężczyzna w dalszym ciągu uczestniczył w wyborczym wiecu Dudy”. Źródło koduj24.pl
- Duda nie ma szans u nas. Hasło: Będziesz siedział !!!, powinien słyszeć do ostatniego dnia kampanii.
- Armatka wodna wjechała na więc Dudy we Wrocławiu. Stoi w bocznej uliczce. To jednak szokujące. Chyba pożar jest większy niż myślimy...
- Armatka wodna na wiecu Dudy + cytat z twittera o opozycji: „Cenna inicjatywa, biorąc pod uwagę fakt, że podpalacie Polskę.” + pobicia dziennikarza i senatora opozycji. Piękne zestawienie tego, co nas czeka po wygranej Dudy. Skoro już teraz nawet tego nie kryją to za kilka tygodni coś takiego będzie na masową skalę. Słusznym wydaje się pytanie, kiedy PiS utworzy getta i przywróci karę śmierci? 
04 07 2020 Rząd PiS po wyborach zamierza podnieść podatki! Tak twierdzi Rafał Trzaskowski.
Rafał Trzaskowski i jego sztabowcy pojawili się wczoraj w Zgierzu (woj. łódzkie). Politycy rozmawiali z mieszkańcami miasta o ich problemach i przyszłości Polski. Kandydat KO poruszył m.in. temat szykowanych podobno podwyżek podatków, co ma mieć związek z drastycznie pogarszającą się sytuacją ekonomiczną kraju. „Zastanawialiście się, dlaczego im się tak spieszyło do organizacji wyborów? Dlaczego przez cały czas mają takie poważne miny i nigdy się nie uśmiechają? Dlatego że ukrywają coś przed nami. Ta dziura Morawieckiego jest coraz większa. Drożyzna – zobaczcie co się dzieje” – rozpoczął swój wywód prezydent Warszawy. „Nagle się okazało, że GUS przestał publikować koszyk cen. Bo się boją porównań. Okazuje się, że sami mówią o tym, dochodzą do nas pogłoski, że sobie chyba nie poradzą z trudną sytuacją. Dochodzą głosy, że chcą podwyższać podatki”.
Trzaskowski również odniósł się do polityki gospodarczej prowadzonej przez PO. „Jeżeli zapytacie mnie, czy są takie rzeczy, które mi się nie podobają, w tych latach w których rządziła PO, jasno mogę powiedzieć: tak, są takie rzeczy gdzie była inna diagnoza, bardziej trafna, mówiąca o tym, że ludzie chcą poczuć pieniądze w kieszeni, a nie tylko słyszeć o wysiłku modernizacyjnym. I ja to uznaję” – stwierdził. „Nigdy mi się nie podobało stwierdzenie o tym, że potrzeba ciepłej wody w kranie, do momentu kiedy się nie okazało, że dzisiejsza władza potrafi doprowadzić do tego, że w ogóle nie ma wody w kranie w niektórych miejscowościach” – dodał. Trzeba przyznać, że samokrytycyzm Trzaskowskiego jest jego dobrą cechą. Podobna wypowiedź z pewnością nie padłaby z ust urzędującego prezydenta. Przedstawiciel połączonej opozycji wezwał też po raz kolejny do uczciwej debaty. „Potrzebna jest prawdziwa debata o problemach Polski, nie kolejna ustawka” – ocenił. Nadzwyczaj szczerze Trzaskowski powiedział też o tym, że w polityce nieobecny jest już Donald Tusk, czego nie ocenił chyba nadzwyczaj krytycznie. „Donalda Tuska już nie ma w polskiej polityce, więc może czas, żeby w polskiej polityce nie było również Jarosława Kaczyńskiego” – powiedział Trzaskowski. Argument ten wiele mówi o rzekomej zależności kandydata od Tuska – prawica często usiłuje wmówić wyborcom, że między politykami występuje jakaś więź. Wychodzi na to, iż jest to tylko propagandowa zagrywka obozu PiS. O ile Trzaskowski jest niezależny, to nie można tego powiedzieć o samym Dudzie. „Jak nie będzie Jarosława Kaczyńskiego w polskiej polityce, to w tym momencie, kogo będzie słuchał prezydent Duda?” – zapytał retorycznie kontrkandydat Dudy. „Kto nas będzie uczył, jak powinna wyglądać polska rodzina? Kto nas będzie uczył, jak powinien wyglądać patriotyzm?”. Ostateczne starcie między Rafałem Trzaskowskim i Andrzejem Dudą rozegra się w dniu 12 lipca.
Źródło: wprost.pl
Jak Trzaskowski zostanie prezydentem RP, to Kaczyński musi oddać władzę, z około już 100 mld dziurą budżetowa!? Płakać nie będzie, ma z czego żyć!? Tyko kto go będzie pilnował, jak go nie wsadzą!?
Stan finansów państwa nie istnieje, Morawiecki ma już do załatania ponad 100 mld dziurę budżetową za 2020 rok!? Ile będzie tego na koniec roku!? Bankomaty wypłacają tylko nowe banknoty, a setki, dwusetki czy nawet pięćsetki pochodzą z tej samej serii i mają kolejne numery. W sieci zaroiło się od zdjęć, które publikują zdumieni Polacy wypłacający pieniądze. To może świadczyć o nadchodzącym kryzysie oraz inflacji, to też efekt działania Tarczy Antykryzysowej opierają się na druku pustego pieniądza. Realizujący pomoc antykryzysową Polski Fundusz Rozwoju emituje obligacje. Te zaś za pośrednictwem banków skupuje NBP, przekazując funduszowi gotówkę. PFR rozdaje ją przedsiębiorcom jako pomoc w kryzysie COVID-19. Tym samym w obiegu znalazły się dziesiątki wykreowanych miliardów złotych.

04 07 2020 Który poszczułeś człowieka prostego, nie bądź bezpieczny.
Tę parafrazę wiersza Miłosza kieruję do Jarosława Kaczyńskiego. To on ponosi odpowiedzialność za akty przemocy i falę nienawiści, która płynie przez Polskę. Kilka scenek z tego tygodnia: fotograf Kacper Kubiak, a zarazem działacz na rzecz równości i organizator tęczowych marszów w Zielonej Górze, który robi zdjęcia z kampanii dla „Gazety Wyborczej”, w czwartek pojechał na wiec Andrzeja Dudy w Nowej Soli, gdzie został rozpoznany. Ochroniarze i zwykli demonstranci wyrzucili go, pchając go i krzycząc mu w twarz: „won stąd!” i „co się gapisz?”. – Słyszałem „Wypier… pedale!”. Okrzyki „Ono” słyszałem cały czas. Nieważne czy dzieci, kobiety, czy starsi. Nie patyczkowali się i zamiast słuchać swojego wodza, woleli się odwracać do nas i rzucać wyzwiskami. Mam podeptane stopy i obite żebra – opowiada „Wyborczej”.
Dziennikarz Onetu pokazał na Twitterze scenki z wioski Godziszów na Lubelszczyźnie zarejestrowane podczas zbierania materiału do reportażu – w tej miejscowości Andrzej Duda zyskał rekordowe poparcie. W nagraniu wideo widzimy tutejszych obywateli, którzy wypowiadają np. takie opinie na temat homoseksualistów: „Łeb uciąć, kurwa, albo rozstrzelić. Niemiec, kurwa, by zrobił, kurwa, lepiej. Już dawno Majdanek powinny otworzyć, kurwa, i ich w pierun do krematorium dać. Bydło pieruńskie”.
Architektka Katarzyna Baumiller z Warszawy na ogrodzeniu swojego wiejskiego domu w Starych Budach pod Wyszkowem zawiesiła banner Rafała Trzaskowskiego. Jeden z sąsiadów zniszczył go, krzycząc: „Trzaskowski skurwysyn jebany! Złodziej pierdolony!”, a następnie zagroził właścicielce spaleniem domu, wrzeszcząc: „Ty kurwo jebana, będziesz miała Trzaskowskiego! Dzieci będziesz pedaliła?”. Po zatrzymaniu przez policję 46-letni sprawca wyraził skruchę, mówiąc, że w trakcie incydentu był pijany i nie wie, czemu zaatakował sąsiadkę. Całkiem możliwe, że rzeczywiście nie wie, podobnie jak zapewne nie wiedzą zwolennicy Dudy w Nowej Soli, Godziszowie i setkach innych miejscowości, gdzie codziennie do głosu dochodzi agresja przepojona fanatyzmem. Podburzony ogarnięty amokiem tłum nigdy nie wie, dlaczego pluł, popychał, napadał, bił, palił – a w skrajnych przypadkach wieszał i ciął piłami. Gdy już uczestnicy wydarzeń ochłoną i gdy wróci im trzeźwość umysłu, zazwyczaj sami są zdziwieni i skonsternowani: „Nie wiemy, co w nas wstąpiło…”. „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy, nieszczęście uczyniło ich złymi” – taki tytuł nadała swoim wspomnieniom wydanym w latach 80. w drugim obiegu Róża Holzman (pod pseudonimem Róża Czerwińska), polska Żydówka, która w czasie II wojny światowej po wkroczeniu Sowietów została wraz z rodziną zesłana na wschód. W ojczyźnie komunizmu na własne oczy zobaczyła i na własnej skórze doświadczyła, do czego zdolni są prości ludzie, których władza podburzy i poszczuje na „wrogów klasowych”.
Z jeszcze wcześniejszej historii znamy przykład galicyjskiej rabacji 1846 r., w czasie której władza w Wiedniu, zaniepokojona patriotycznym fermentem w kręgach polskiej szlachty i inteligencji, dyskretnie zasponsorowała watażkę Jakuba Szelę, a następnie biernie czekała, aż skrzyknięte przez niego grupy podburzonych i sfanatyzowanych wieśniaków „zrobią porządek” w szlacheckich dworach. Tak jest: w szczęściu byliby to ludzie dobrzy, nieszczęście uczyniło ich złymi. I jeśli chcemy napiętnować i rozliczyć zło, przede wszystkim zainteresujmy się tym „nieszczęściem”, które jest wszystkiemu winne. To ono szczuło, podburzało, sączyło nienawiść do ludzkich umysłów. W 1846 r. popchnęło chłopów do napadania na dwory w Małopolsce, a w 2020 r. skłoniło mieszkańców Godziszowa, by domagali się ponownego otwarcia obozu w Majdanku i posłania homoseksualistów do krematorium. W różnych epokach to nieszczęście nazywało się różnie. W 1846 r. w Galicji nosiło nazwisko starosty tarnowskiego Josepha Breinla von Wallersterna, któremu przypisuje się odpowiedzialność za rozpuszczenie plotki, jakoby elity planowały wymordowanie chłopów. A w 2020 r. to samo nieszczęście znamy pod imieniem: „Jarosław Kaczyński”.Wojciech Maziarski Źródło koduj24.pl
Ci z LGBT nie powinni wychodzić przed szereg, bo nic im się nie należy!? Rozzuchwalili się i chcą by to ogon psem kręcił, i na siłę pchają się by usiąść przy moim stole, na honorowym miejscu!? 
03 07 2020 Szybka akcja ABW. Zatrzymano rodzinę wyłudzającą VAT.
ABW zatrzymało cztery osoby, których działania mogły doprowadzić do uszczuplenia Skarbu Państwa o blisko 26 milionów złotych. Wszystko przez wyłudzanie podatku VAT. Trzy z czterech zatrzymanych osób zajmowało się organizowaniem fikcyjnego transportu towarów z Polski do innych krajów Unii Europejskiej. Zatrzymani mieli tworzyć fikcyjną dokumentację transportową, na podstawie której dokonywane były zwroty podatku VAT na rzecz firm objętych śledztwem. Według informacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zatrzymanym postawiono już zarzuty. Te dotyczą m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i udzielenia pomocy w oszustwie o wartości ponad 3,5 miliona złotych, a także przestępstw skarbowych, związanych z narażeniem na uszczuplenie podatku VAT. Za te przestępstwa grozi kara 10 lat pozbawienia wolności.
Zatrzymania to efekt sprawy toczonej przeciwko Marcinowi K., byłemu naczelnikowi Pierwszego Śląskiego Urzędu Skarbowego w Sosnowcu. Śledztwo przeciwko osobom powiązanym ze sprawą prowadzi katowicka delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
W samym śledztwie aktualnie mówi się o 38 podejrzanych. Z uwagi na rozwojowy charakter sprawy, niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło: Polsat News, wp.pl
Ciekawe czy też pracowali w MS!? Wyłudzanie VAT to efekt pracy posłów, którzy lobując dziurawe ustawy wielomilionowych majątków się podorabiali!? I nikt tego nie widzi, nikt nie pyta skąd!?
Z forum: - Akt oskarżenia liczy 800 stron, na których opisano rozbudowany i mocno zakamuflowany mechanizm wyłudzeń VAT przez urzędników ministerstwa finansów – Arkadiusza B. i Krzysztofa B., którzy mieli kierować grupą wyłudzającą VAT. Poza nimi w proceder mogło być zaangażowanych 20 innych osób – informuje "Rzeczpospolita", która przed kilkoma tygodniami poinformowała o nieprawidłowościach, które miały miejsce w latach 2015-2018.
- Koalicja PO-PSL w połowie 2015 roku, tuż przed swoją spektakularną porażką w wyborach parlamentarnych, skróciła okres przedawnienia karalności ciężkich przestępstw z 10 do 5 lat. Przepisy weszły w życie 1 lipca 2015 roku, w samej tylko Warszawie od lipca, kiedy nowy przepis zaczął obowiązywać prokuratura i sądy musiały umorzyć ponad 100 spraw samej tylko mafii paliwowej. W prorządowych mediach ta sytuacja przeszła kompletnie nie zauważona, na alarm trąbiły jedynie media prawicowe. Co więcej, w tym samym czasie zaczął również obowiązywać nowy art. 552a kodeksu postępowania karnego, który szeroko otworzył możliwość uzyskiwania odszkodowania w razie umorzenia postępowania karnego - przypadek?
- Niby tyle VAT-u odzyskano, złapano złodziei. A ja was pisowianie proszę o podanie, choć jednego faktu, że aresztowano wyłudzacza, osądzono go, wpakowano do więzienia i do którego ? Nie podacie. Bo nic nie odzyskano ani nie złapano.

03 07 2020 Partyjni bonzowie z Razem zainkasowali po ok. 200 tys. zł za pracę w partii w 2019 r.
Razem deklarowało, że członkowie zarządu partii zarabiają ok. 5 tys. zł miesięcznie. Okazało się jednak, że tylko w 2019 r. zainkasowali o wiele więcej pieniędzy. Dowiedzieliśmy się tego dzięki oświadczeniom opublikowanym przez Sejm RP. Dokumenty dot. zarobków posłów w ubiegłym roku zapewne wstrząśnie wyborcami. Przywódcy demokratyczno- socjalistycznej partii dostali od niej po ok. 200 tys. zł. Adrian Zandberg otrzymał 199 191 zł, Marcelina Zawisza 200 752, natomiast poseł Maciej Konieczny 199 581 zł.
Sprawę skomentowała już rzeczniczka prasowa lewicowej partii Dorota Olko. „Członkowie zarządu w roku wyborczym dostali jednorazowo wyższe wynagrodzenie. Co widać po oświadczeniach majątkowych, nie wzbogacili się na tym, ale zdecydowali się wpłacić pieniądze na kampanię do wyborów parlamentarnych” – przyznała. „Partia przyznała jednorazowe wyższe wynagrodzenia. Zdecydowałem się przekazać pieniądze na kampanię wyborczą Lewicy” – dodał wspomniany Maciej Konieczny. „Była to kwota maksymalna dozwolona, czyli ok. 56 tys. zł jeśli chodzi o kandydatów”.
Parlamentarzysta nie skomentował jednak na co przeznaczył resztę środków. Tłumaczenia posła wydają się ponadto bezzasadne, ponieważ Kodeks wyborczy pozwala na przekazanie na rzecz kampanii wyborczej aż 101 250 zł. Socjaliści z Razem, w rozmowie z Onetem, nie kryją oburzenie na decyzję szefów. „Nie było żadnego głosowania, nikt z rady partii nie wyrażał na to zgody. Od początku wszyscy mieli świadomość, że jest to sposób na sfinansowanie kampanii, która nie mogła być oficjalnie finansowana z kasy Razem” – powiedział jeden z polityków. „Część osób ostrzegała, że cała operacja wyjdzie w końcu na jaw” – dodał socjalista.„Dyskusja została ucięta, a ci, którzy zgłaszali zastrzeżenia, zmarginalizowani. Partyjna demokracja jest już fikcją” – chłodno podsumował rozmówca Onetu. Kampania, rzeczywiście, nie mogła być finansowana z oficjalnej kasy partii Razem. Wynikało to z tego, że członkowie ugrupowania startowali w wyborach z list SLD. Wpłaty na kampanię mogły pochodzić tylko od osób fizycznych lub samego SLD.
Wysokie kwoty przelane na konta czołowych polityków partii Razem po prostu dziwią. Organizacja powołuje się na idee Polskiej Partii Socjalistycznej, która chciała, by zawodowi politycy i partyjni bonzowie nie tworzyli nowych warstw „burżuazji”. Większe sumy – podobno – otrzymali również inni aktywiści „egalitarnej” partii. Dziennikarze nie znają jeszcze szczegółów tych wypłat.
Źródło: onet.pl
Z forum: Na koniec dnia - ku podniesieniu ciśnienia: "Po 200 tys. zł, czyli po ponad 16,5 tys. zł miesięcznie dostali w 2019 r. członkowie zarządu partii Razem, posłowie Razem Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Maciej Konieczny i Paulina Matysiak
02 07 2020 Debaty prezydenckiej w TVN, TVN24, Onet i WP nie będzie.
Zamiast niej spotkanie w Końskich. TVN, TVN24, Wirtualna Polska i Onet zaprosiły dwóch zwycięzców I tury wyborów prezydenckich na debatę, zaplanowaną na czwartek, 2 lipca o godzinie 19.25. Mieli ją poprowadzić Monika Olejnik (TVN24), Grzegorz Kajdanowicz (TVN/TVN24), Marek Kacprzak (Wirtualna Polska) i Andrzej Stankiewicz (Onet). Rafał Trzaskowski poinformował na Twitterze, że zgadza się na udział, niestety urzędujący prezydent swojego udziału odmówił. Jednym z argumentów sztabowców polityka było to, że tego dnia ma on odbywać spotkania z mieszkańcami województwa lubuskiego. Wieczorem – po godz. 19 – Andrzej Duda pojawi się natomiast w programie „Gość Wydarzeń” w Polsacie – według otoczenia prezydenta wizyta ta była „umówiona już ponad tydzień temu”. Dodać warto, że wspomniany program emitowany jest od poniedziałku do piątku o godz. 19.15. i trwa zazwyczaj … kilkanaście minut. Oświadczenie w sprawie odrzuconego zaproszenia opublikowali wspólnie redaktorzy naczelni zainteresowanych mediów. Piszą w nim m.in.: „Wierzyliśmy, że taka niezależna, transmitowana w mediach tradycyjnych i internetowych debata ułatwi milionom naszych widzów i użytkowników podjęcie świadomej i odpowiedzialnej decyzji w drugiej turze wyborów prezydenckich. Zrobiliśmy wszystko, aby planowana debata była jak najbardziej demokratyczna, transparentna, niefaworyzująca żadnego z kandydatów, a jednocześnie po raz pierwszy zorganizowana w sposób, który umożliwiał obejrzenie jej zarówno w telewizji, jak i w internecie przez praktycznie każdego mieszkańca Polski i każdego wyborcę wśród Polonii. Zaproszenie na debatę było jednocześnie zaproszeniem sztabów do dyskusji na temat wszystkich jej szczegółów i zasad. Niestety sztab Andrzeja Dudy odmówił uczestnictwa w tych rozmowach i ostatecznie poinformował nas, że ich kandydat nie weźmie udziału w debacie. Tym samym z przykrością informujemy, że jutrzejsza debata nie może się odbyć”. Podpisali się pod nim Piotr Mieśnik, redaktor naczelny WP, Michał Samul, redaktor naczelny TVN24 i Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onet.
Ze strony prezydenckiej pojawiła się natomiast propozycja, by wspólną debatę zorganizowały TVP, TVN i Polsat. Powód? „Debata powinna być dla wszystkich, a nie dla wybranych. Uważam, że trzy największe telewizje powinny się porozumieć, zrobić wspólnie debatę i doprosić inne media” – stwierdził Andrzej Duda, dodając, że „to skończy debatę o debacie, niepotrzebne spekulacje i wzajemne oskarżenia”. Jeszcze ostrzej wspomniane zaproszenie ze strony TVN, TVN24, WP i Onetu skomentował nieco wcześniej, w rozmowie z wp.pl. Adam Bielan. – „To dyktat i my się na to nie zgadzamy. Myślę, że formuła zaproponowana przez TVP jest najbardziej uczciwa. Tam pytać będą mieszkańcy, a nie dziennikarze dogadani z jedynym lub drugim sztabem” – insynuował. Tak zareklamowana przez stronę rządową debata TVP miałby odbyć się 6 lipca w miejscowości Końskie, które postawiono tym samym w roli kampanijnego zakładnika.
Źródło: onet.pl, gazeta.pl
Z forum - Dzisiejszy wiec Dudy i znów pojawiają się „salony”, „elity” i „Warszawka”. Mówi to przedstawiciel partii, która obsadziła swoimi ludźmi wszystkie stanowiska dające prawdziwe pieniądze. Która z dojenia państwowego cyca uczyniła partyjny proceder. Której nie przeszkadzał taki brak niekompetencji jak w Janowie Podlaskim lub anglistka w zarządzie zakładów metalowych. Faktycznie, ciągle liczą na ciemnego luda. Dokładnie tak, jak dawni tarzysze z PZPR.
- Duda już się wypowiedział, że „nie pójdzie na debatę do PRYWATNEJ TELEWIZJI PANA TRZASKOWSKIEGO”. Dodał zresztą, że nie pójdzie do żadnej prywatnej stacji, bo „stacje zarabiają na reklamach emitowanych w trakcie debat, debaty mają milionową oglądalność, więc nie pozwoli, żeby zarabiali na tym prywatni biznesmeni – debata tak, ale tylko w TVP, żeby zarobiła na reklamach TVP”. Powtórzył też za Bielanem, że „debata w innych mediach, niż TVP to dyktat pana Trzaskowskiego i nie ma na to jego zgody i nigdy nie będzie”.Podsumowując: Duda okazał się jeszcze chamem! Że kolejny raz łamie prawo to już nie nowina. Obowiązkowe debaty są zapisane w ordynacji wyborczej, ale jak widać, przepisy ma głęboko w 4-ch literach. A skoro przepisy to także i wyborców. Pachnie mi to na kilometry pewnością, że i tak ma 2-ą kadencję zapewnioną, że takie zachowanie nie jest w stanie mu zaszkodzić. A skoro tak to 2-a tura może być ustawiona. I wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby wybory były sfałszowane.

02 07 2020 PiS gra o wszystko.
Rywalizacja między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim będzie przez najbliższe dwa tygodnie skrajnie zacięta i ostra. To oczywiste, że wynik drugiej tury wyborów prezydenckich będzie zależał od tego, jak zagłosują ludzie, którzy w pierwszej turze zaufali Szymonowi Hołowni, Robertowi Biedroniowi, Władysławowi Kosiniakowi, ale też Krzysztofowi Bosakowi. Ale, jak sądzę, nie w sposób, jaki wyobraża sobie większość obserwatorów sceny politycznej, to znaczy, nie przez „przekazanie” przez nich głosów swojego elektoratu Rafałowi Trzaskowskiemu. Sądzę zresztą, że takie proste „przekazanie”, jest w dzisiejszych czasach zwyczajnie niemożliwe. Dlatego dziwi mnie emocjonowanie się wielu mediów pytaniem: na kogo w II turze zagłosuje ten czy tamten były kandydat i zakładanie z góry, że jego deklaracja jest tak niesamowicie ważna, bo z pewnością oznacza, że jego wyborcy będą automatycznie go naśladować. Oczywiście, do pewnego stopnia ten mechanizm zadziała, nie może być inaczej, bo zawsze część ludzi postępuje tak, jak każe, albo po prostu zasugeruje im ich autorytet– ktoś kogo cenią, szanują i podziwiają, ale sądzę, że będzie to niewielka część. Moim zdaniem obywatele myślą o wiele bardziej niestandardowo i samodzielnie niż wydaje się to wielu politykom, ale i komentatorom politycznym starego systemu, to jest uczących się zawodu jeszcze w PRL, a takich mamy sporo w Polsce i wielu z nich uchodzi za wyrocznie, choć dawno już przestali rozumieć zmieniający się szybko świat i ludzką mentalność. I sądzę, że o tym, czy Rafał Trzaskowski zdobędzie większość zdecyduje nie to, co powiedzą o nim jego byli rywale, ale to co sam zrobi i powie, i jak bardzo się postara, żeby dotrzeć do grupy, którą roboczo nazwę „zastanawiającymi się”. Odkładam na bok egzotyczne głosy stawiające sprawę na ostrzu noża, które zalewają teraz internet w ilości nieproporcjonalnej do ich prawdziwej reprezentacji w społeczeństwie typu: „głosowałem na Biedronia/Bosaka/Hołownię, a teraz nie pójdę do wyborów, bo nienawidzę Trzaskowskiego”, bo wbrew wrażeniu, które można odnieść po lekturze twittera, to margines. Odkładam, bo wydają mi się oni tyleż głośni/robiący wokół siebie i swoich opinii wiele hałasu, co nieistotni w sensie rzeczywistego wpływu na wynik wyborów. Mam wrażenie, że większość wyborców opozycji rozumie, że te wybory nie są o tym „jak bardzo lubisz Rafała Trzaskowskiego i jak wielkim jego fanem jesteś?”, ale o tym „czy chcesz powrotu Polski demokratycznej, będącej częścią zjednoczonej Europy, czy może wolisz maszerować dalej na wschód, w strone Rosji i Białorusi?”. „Czy wolisz żyć w kraju, w którym każdy może swobodnie wyrażać swoje poglądy i demonstrować przekonania, czy w takim, w którym nie ma wolnych mediów ani prawdziwej opozycji, a każdy może trafić do więzienia za krytykę rządu?”. Jedno jest pewne: PiS gra o wszystko, dlatego rywalizacja między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim
będzie przez najbliższe dwa tygodnie skrajnie zacięta i ostra i pewno pełna, zwłaszcza ze strony TVP, nieuczciwa i pełna ciosów poniżej pasa. Ale wynik, wbrew propagandzie władzy, wcale nie jest przesądzony. Eliza Michalik. Źródło koduj24.pl
- Trzaskowski to dobrze opakowany produkt Sorosa, przygotowany przez specjalistów od wizerunku z Grupy Bilderberg!? Duda zaś to długopis Kaczyńskiego!? Wybór jest tylko jeden nie głosować, by ocalić Polskę!?  Polacy zostańcie w domach!?
- Dlaczego mamy wybierać między poddanym Kaczyńskiego, a sługą Sorosa!? Nie glosowałem i nie zagłosuje!?
- Jak Morawiecki dalej będzie premierem to przeciętnego Polaka będzie stać na mieszkanie w szałasie, oświetlanym łuczywem i kawałek ogródka by moc uprawiać ryż!?
Z forum - Duda znów przypuścił atak na grupę LGBT. A pozostałych nazwał „kłamcami” i wykrzyczał, że „kłamcy nigdy nie mogą wrócić do władzy”. Oczywiście były też słowa, że tylko on i PiS mówią prawdę, tylko on i PiS gwarantują wolność, bo „ci kłamcy powolutku odbierali Polakom różne wolności”, tylko on i PiS są „za państwem całkowicie suwerennym”. To ostatnie to oczywiście atak na Unię Europejską i tym samym na swobodne przemieszczanie się Polaków po Europie. Określenie „nigdy nie mogą wrócić do władzy” w stosunku do opozycji odczytuję jako zapowiedź delegalizacji partii politycznych i wprowadzenie nowej konstytucji. Było też o szkolnictwie – tu wniosek jeden: dozwolone tylko to, co popiera kościół, reszta z nauczania won. No i na deser były też słowa o rodzinie:  „związek kobiety i mężczyzny wraz z kilkoma dziećmi to jest polska rodzina i tylko taką rodzinę popieramy i będziemy taką rodzinę chronić”.
01 07 2020 Jacek Poniedziałek uważa, że wybory prezydenckie mogły zostać sfałszowane.
W internecie aż roi się od komentarzy dot. tego, że wybory zostały sfałszowane. Aktor Jacek Poniedziałek udostępnił na Facebooku post, w którym zasugerował, iż rzeczywiście zarzuty ws. manipulacji przy urnach mogą być prawdziwe.
Anonimowa kobieta napisała do niego i poinformowała go o błędach w komisji w Krakowie. Twierdzi, że jest dobrze poinformowana, bo była w niej mężem zaufania. „Po wysypaniu kart z urny, członkowie komisji chcieli je liczyć w podgrupach, czego wyraźnie zakazują przepisy. Głosy należy liczyć wspólnie, najlepiej kilkukrotnie, a więc okazało się, że w »kupkach« jednego kandydata (zgadnijcie którego?) znajdują się głosy oddane na innych i one by pracowały na wynik tego kandydata, gdyż komisja nie chciała ponownie ich sprawdzać, tylko szybko policzyć ilość i pójść do domu” – poinformowała obserwatorka wyborów. To jednak nie wszystko, ponieważ kobieta dostrzegała inne skandaliczne sytuacje. „W komisji, do której od czasu do czasu zaglądałam, podczas liczenia, czyli już po wysypaniu kart z urny „zniknęło” aż 150 kart z ważnymi głosami!! Tzn. ich liczba w urnie powinna odpowiadać ilości podpisów złożonych w spisie mieszkańców. Różnica wynosiła aż 150 kart! Zapewne domyślacie się z której kupki zniknęły. Dalej, 30 głosów doliczono Dudzie! Przypadek? Aż 30? Po ponownym przeliczeniu okazało się, że to jednak pomyłka. Komisja pracowała do oporu, aż karty się znowu cudem odnalazły. (przewodnicząca ze sztabu RT)” – dodała zatroskana kobieta. „To wszystko w Krakowie, co się dzieje w rejonach stricte pisowskich?” – retorycznie zapytała autorka wiadomości wysłanej do Jacka Poniedziałka.
„Przekażcie mojego posta znajomym, jeżeli uważacie, że ktoś wśród nich mógłby pomóc zatrzymać ten pisowski walec pracą w komisji. Zgłaszajcie się sami do pracy w komisjach! Do uczestniczenia w 2ej turze już chyba nikogo namawiać nie trzeba” – zakończyła.  W świadectwo kobiety wierzy nie tylko Jacek Poniedziałek, ale również jego fani. „Ludzie czytajcie to i działamy, bo dzieje się wielki wyborczy szwindel” – zaapelował do nich aktor filmowy i telewizyjny. Jacek Poniedziałek znany jest ze swojego zaangażowania po stronie opozycji. Wystąpił m.in. w filmach „1920. Bitwa warszawska”, „M jak miłość”, „Na Wspólnej”, „Magda M.”, „Ekipa”, „39 i pół”, „Klub szalonych dziewic” i „Druga szansa”. Źródło: wprost.pl
- Po kiego to show wyborcze skro wybory potwierdzają przedwyborcze sondaże!? Dziwi mnie to jak tak dokładnie można przewidzieć wynik wyborów!?
- Zastanawia mnie co ludzi jeszcze przyciąga do PiSu. No bo miał być koniec dojenia państwa, a doją trzy razy tyle. Mieli wstać z kolan, a leżą na łopatkach. Więc albo sondaże kłamią, albo mamy w kraju ponad 40% debili!?

01 07 2020 Morawiecki: (jeśli) „nie zagłosujemy na prezydenta Andrzeja Dudę, to wszystko może być odkręcone, wszystko może upaść”.
Partia rządząca już sama nie wie, jak przekonać naród, że tylko Andrzej Duda jest gwarantem utrzymania najwybitniejszych osiągnięć socjalnych i gospodarczych, których autorem oczywiście są właśnie oni. Co najlepiej działa na ludzi? Wiadomo, strach, więc premier Morawiecki postanowił ostro zagrać na tej nucie, licząc, że to pomoże. Na spotkaniu z mieszkańcami Janowa Lubelskiego, podziękował za udział w wyborach, wsparcie obecnego prezydenta i ostrzegł, że jeśli „nie pójdziemy do głosowania 12 lipca i nie zagłosujemy na prezydenta Andrzeja Dudę, to wszystko może być odkręcone, wszystko może upaść”.
Przykładem tego, co czeka Polskę, gdyby Trzaskowski wygrał wybory są, według premiera, jego słowa dotyczące obniżenia podatku PIT, co dla ludzi jest bardzo ważne, ale dla kandydata na prezydenta to zła reforma, której koszty ponoszą samorządy. Prosił więc, by wyborcy, w tym i ci, popierający Szymona Hołownię, Krzysztofa Bosaka oraz Władysława Kosiniaka- Kamysza, zapamiętali te słowa Rafała Trzaskowskiego, gdy pójdą do urn wyborczych.
Wydaje się, że jednak PiS nie do końca wierzy w wygraną swojego pupila i stąd, zamiast skoncentrować się na merytorycznej dyskusji wyborczej, szuka tego typu haków i wierzy…tak bardzo wierzy, że ten strach, jaki próbują wzbudzić, zdziała cuda, a pan Duda będzie nam „prezydentował” kolejne 5 lat. No cóż, ta wiara nie jest bezpodstawna, niestety.
Tamara Olszewska. Źródło: natemat.pl
- Duda przegra to po prostu „nie będzie niczego”, jak zapowiadał pewien klasyk Kononowicz!?
- Morawiecki musi odejść, i to jak najszybciej bo inaczej będziemy mieli Polskę w ruinie!? On potrafi tylko łatać dziurę budżetową, niszcząc polską gospodarkę!?

01 07 2020 Duda boi się debaty w niezależnych mediach?
Gorączkę wyborczą po I turze podkręca mocno temat ewentualnej debaty między dwoma kandydatami. Teoretycznie wydaje się, że sprawa jest prosta, ale niestety. Sztab wyborczy Andrzeja Dudy ma swoją jej wizję i zdaje się, że nie zamierza ustąpić nawet o krok. Z kolei, niesmak po debacie w Telewizji Publicznej, która była ewidentnie ustawiona tak, by wypromować obecnego prezydenta, jest na tyle duży, że nie może nikogo dziwić, iż poszukiwane są takie rozwiązania, które dadzą kandydatom równe szanse, żadnego z nich nie będą promować i zapewnią obiektywizm przekazu.
Sztab Dudy optuje za debatą w Końskich, której organizatorem ma być oczywiście Jacek Kurski i Telewizja Publiczna. Burmistrz miasta cieszy się, że na
kilka godzin Końskie staną się stolicą Polski, a i Pałac Prezydencki jest za, bo przecież „TVP o nas nie kłamie”.
Z kolei Onet.pl, TVN, TVN 24 i WP.pl zapraszają prezydenta na zorganizowaną przez siebie debatę, zaplanowaną na czwartek, na godzinę 19.25. Prowadzić ją mają Marek Kacprzak z Wirtualnej Polski, Grzegorz Kajdanowicz z TVN, Monika Olejnik z TVN 24 i Andrzej Stankiewicz z Onetu. Pytanie kandydatom będą zadawać nie tylko dziennikarze, ale też widzowie. Również Duda i Trzaskowski będą mieli możliwość przepytać się wzajemnie w najważniejszych dla nich kwestiach. Wydaje się jednak, że debata organizowana przez media niezależne nie przypadła sztabowi wyborczemu Dudy do gustu. Jak twierdzi rozmówca „Gazety Wyborczej” z Pałacu Prezydenckiego „po co mamy iść do stacji, która nie mówi prawdy na nasz temat? TVN leci w kulki”. Trzaskowski próbuje przekonać Dudę, by jednak nie bał się „debaty poza TVP. Może tym razem nie będzie Pan znał pytań wcześniej, ale przynajmniej okaże elementarny szacunek wyborcom”, jego sztabowcy nie owijają w bawełnę, nazywając Dudę tchórzem, a hasztag #cykorduda bije rekordy popularności na Twitterze. Zdaje się, że nazwanie Dudy cykorem musiało go nieźle zaboleć. Po południu zaproponował on, by w sprawie debaty dogadał się TVN z Polsatem i Telewizją Publiczną, a tak w ogóle to „czas już skończyć z tą debatą o debacie. Debata powinna być dla wszystkich, a nie dla wybranych. Uważam, że trzy największe telewizje powinny się porozumieć, zrobić wspólnie debatę i doprosić inne media. To skończy debatę o debacie, niepotrzebne spekulacje i wzajemne oskarżenia”. Czekam dość niecierpliwie na ostateczne ustalenia. Tamara Olszewska. Źródło: wyborcza.pl
Skoro Duda nie chce debaty bez przygotowanych pytań, i manipulacji Kurskiego to zróbcie debatę z Rafałem i pustym fotelem. Nie chce przyjść osobiście, to puści się go z taśmy. Jest wiele ciekawych nagrań o nieludziach, o wyimaginowanej wspólnocie czy Anżej z angielskim za pan brat. Taka debata z pół playbacku. Kto nie przychodzi, sam sobie szkodzi. Jest jeszcze sporo czasu na dopasowanie istniejących odpowiedzi do pytań które się zada. Najwyżej będzie trochę skrzeczenia o manipulacji i wyrywaniu z kontekstu. To nic nowego; tvpis robi to od dawna. 
30 06 2020 Andrzej Duda nie weźmie udział w debacie? Ma w jej czasie „ważne” spotkanie…
Na czwartek zaplanowana została debata przedwyborcza współorganizowana przez TVN, Onet i WP – Rafał Trzaskowski zapowiedział już udział w przedsięwzięciu. Jego kontrkandydat jeszcze się nie zdeklarował, ale wszystko wskazuje, iż nie będzie chciał ryzykować wizerunkowej wtopy i nie pojawi się na debacie. O komentarz w sprawie udziału prezydenta w przedwyborczej dyskusji zapytano Adama Bielana, szefa sztabu, który przyznał, że raczej nie weźmie on w niej udziału. „Akurat w czwartek mamy duże spotkanie z mieszkańcami w województwie lubuskim, ale idąc do studia, widziałem zaproszenie ze strony telewizji publicznej do debaty w nowym formacie, town hall, to jest format znany w Stanach Zjednoczonych”.  W podobnym tonie wypowiedział się doradca prezydenta Dudy Andrzej Zybertowicz. „Może będzie casting ofert na debaty? Jeśli będą inne bardzo atrakcyjne propozycje, prezydent rozważy je wszystkie i wybierze taką, która dla obu sztabów będzie do przyjęcia. (…). Sądzę, że media same zgłoszą się na casting, jestem przekonany, że Andrzej Duda nie będzie unikał debaty” – powiedział. Zachowanie sztabu Dudy najprawdopodobniej podyktowane jest strachem – prezydent, w normalnych warunkach, nie będzie miał szans na sukces w debacie. Politykowi PiS będzie być może chodziło o to, by debata odbyła się jednak w TVP. Taka formuła nie gwarantuje jednak wiarygodności jej przeprowadzenia. Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski zmierzą się ze sobą w drugiej turze wyborów, która została zaplanowana na dzień 12 lipca (za dwa tygodnie).
Źródło: gazeta.pl
Wybór jest tylko nie głosować, by ocalić Polskę!? Głosując na Dudę głosujesz na Polskę Kaczyńskiego!? Dlaczego mamy wybierać między poddanym Kaczyńskiego, a sługą Sorosa!? Nie glosowałem i nie zagłosuje!?
Z forum: - Zachowanie sztabu Dudy najprawdopodobniej podyktowane jest strachem – prezydent, w normalnych warunkach, nie będzie miał szans na sukces w debacie. Politykowi PiS będzie być może chodziło o to, by debata odbyła się jednak w TVP. Taka formuła nie gwarantuje jednak wiarygodności jej przeprowadzenia.
- Zanosi się na to, że Andrzej Duda stchórzy przed debatą w telewizji, która wcześniej nie przekaże mu pytań. Ktoś się dziwi? Ja nie. Nie po to przekazuje się 2 mld złotych telewizji Jacka Kurskiego,zwanej przez nadużycie narodową,by ktoś go obiektywnie pytał. Nie z nimi te numery. Iwona Katarasińska- Śledzińska
- OBWE uznaje TVP za kampanijne narzędzie urzędującego prezydenta, w której część materiałów miała ksenofobiczny i antysemicki wydźwięk, a PAD chce debatować tylko w... TVP. To nie tylko obrażanie inteligencji Polaków, ale pójście na rympał i zgoda PAD na jawną ustawkę medialną. - Jacek Nizikiewicz
- Bardzo się zdziwię jeśli weźmie w jakiejkolwiek debacie poza tvpis. Przecież pisowate zawsze na tzw. konferencjach prasowych nie odpowiadają na żadne niewygodne dla nich pytania, bo jak twierdzą są spoza tematu konferencji, natomiast w programach publicystycznych owszem udają, że odpowiadają, ale wyłącznie w formie nie kończącego się słowotoku nie na temat.

30 06 2020 Adam Bielan: „To dyktat i my się na to nie zgadzamy” o debacie prezydenckiej organizowanej przez Onet, WP, TVN i TVN24.
Od wczoraj ważą się losy ewentualnej debaty prezydenckiej, którą wspólnie chcą organizować redakcje: Onet, WP, TVN i TVN24. Nikt nie neguje sensowności odbycia takiego medialnego starcia pomiędzy dwoma kandydatami do fotela prezydenta RP. Jako obywatel posłużę się stwierdzeniem, dobrze znanym z zupełnie innego kontekstu, że ta debata nam się po prostu należy. Tu następuje koniec punktów zbieżnych jeśli chodzi o opinie rywalizujących sztabów wyborczych. Sztab Trzaskowskiego już wczoraj zaakceptował zaproszenie do debaty. Natomiast rzecznik sztabu Andrzeja Dudy Adam Bielan w rozmowie z wp.pl powiedział: „To dyktat i my się na to nie zgadzamy. Myślę, że formuła zaproponowana przez TVP jest najbardziej uczciwa. Tam pytać będą mieszkańcy, a nie dziennikarze dogadani z jedynym lub drugim sztabem”. Na jakich zasadach ma się odbyć omawiana debata? „Debata odbędzie się wedle precyzyjnie ustalonych zasad. O kolejności odpowiedzi na pytania, zabierania głosu w podsumowaniu, czy też miejscu w studiu decydować będzie losowanie. Formuła debaty przewiduje pytania dziennikarzy, riposty, wzajemne pytania, pytania od widzów oraz wolne oświadczenia kandydatów” – czytamy na onet.pl. Planowany termin starcia to najbliższy czwartek, godz. 19.25. Prowadzącymi ze strony poszczególnych redakcji mają być Monika Olejnik, Grzegorz Kajdanowicz, Marek Kacprzak i Andrzej Stankiewicz.
Adam Bielan zapytany wczoraj o możliwość uczestniczenia swojego pryncypała w tej konkretnej debacie powiedział: (Andrzej Duda – red) „Jest gotowy spotkać
się na debacie, akurat w czwartek mamy duże spotkanie z mieszkańcami woj. lubuskiego, ale mamy zaproszenie ze strony TVP. Czekamy na Rafała Trzaskowskiego”.
Obaj panowie mają usta pełne frazesów kiedy mówią jak działają i chcą działać na rzecz obywateli. Obywatele chcą mieć możliwość weryfikacji kandydatów poprzez rzetelną debatę, prowadzoną w profesjonalny sposób, możliwość usłyszenia bezpośredniej wymiany argumentów i odpowiedzi na pytania publiczności. A może obowiązek debatowania powinien stać się prawem.
Źródło:onet.pl
Z forum - Duda się boi, bo bez łgarzy z TVP jest nikim. Śmiesznym człowieczkiem, wrzeszczącym na wiecach, dzielącym Polaków.
- Bo nie będzie znał odpowiedzi na pytania. A skoro dał 2 mld na TvPiS, jak to się mówi, "klient nasz Pan" albo "Płacę to wymagam".
- Zróbmy więc debatę z Rafałem i pustym fotelem. Nie chce przyjść osobiście, to puści się go z taśmy. Jest wiele ciekawych nagrań o nieludziach, o wyimaginowanej wspólnocie czy Anżej z angielskim za pan brat. Taka debata z pół playbacku. Kto nie przychodzi, sam sobie szkodzi. Jest jeszcze sporo czasu na dopasowanie istniejących odpowiedzi do pytań które się zada. Najwyżej będzie trochę skrzeczenia o manipulacji i wyrywaniu z kontekstu. To nic nowego; tvpis robi to od dawna. 
29 06 2020 Jarosław Kaczyński nie przytulił wczoraj Andrzeja Dudy. Gdzie w trakcie wieczoru wyborczego był szef PiS?
Nasza polityczna rzeczywistość jest następująca: kończy się cisza wyborcza, są ogłaszane wstępne wyniki głosowania, zwycięzca I tury zaczyna spotkanie w Łowiczu i przemawia kilkadziesiąt minut. Z pozoru wszystko się zgadza. Ale tylko z pozoru bo obserwatorzy wydarzeń politycznych zadają nie tylko sobie podstawowe pytanie: gdzie jest Jarosław Kaczyński?
Media odnotowały fakt głosowania szefa PiS, niektóre dodały, że to głosowanie odbyło się w towarzystwie ochroniarzy i słuch o najsłynniejszym mieszkańcu Żoliborza zaginął. „Dziękuję za troskę. Rozumiem niedosyt spotkań z panem prezesem, (…) ale główną rolę podczas własnego wieczoru wyborczego odgrywa kandydat” – obwieścił wicerzecznik partii Radosław Fogiel – czytamy na interia.pl. Stanisław Terlecki, znany z chęci błyszczenia w mediach, pytany wczoraj przez reporterów TVN24 o jakiś konkret w omawianej sprawie wypalił: „Wiem, gdzie jest Jarosław Kaczyński, ale to nie w tej chwili. Pewnie jutro będziecie państwo wiedzieć”. Owo jutro zmieniło się w dzisiaj i zatroskany naród w dalszym ciągu powtarza to samo pytanie: gdzie jest Prezes?
Wspomniany Radosław Fogiel dzisiaj rano na antenie Tok FM spróbował uspokoić skołatany serca Polaków wygłaszając prosty przekaz: „Z tego, co wiem,
prezes Kaczyński jest w swoim biurze, pracuje, kieruje partią tak, jak co dzień”.
Trochę światła na kwestię powodu nieobecności Kaczyńskiego na wieczorze wyborczym Dudy rzuca informacja zamieszczona na wp.pl. Wynika z niej, że: „w niedzielny wieczór, podczas ogłaszania pierwszych sondażowych wyników wyborów, Kaczyński pojawił się w Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze”.  Ciekawe czy temat będzie miał swój dalszy ciąg, czy będziemy się zajmowali cały czas wynikami wyborów. W końcu co jest ważniejsze?
Źródło:interia.pl
Z forum: - Jarosław Kaczyński spędził wieczór wyborczy w Częstochowie? "Prezes Kaczyński ma zwyczaj przyjeżdżać kilka razy do roku na Jasną Górę, nie zapowiada się, jest całkowicie prywatnie i incognito. Spędza czas na modlitwie" - komentuje rzecznik sanktuarium.
- Kaczyński jest mistrzem socjotechniki. Oczywiście sprzyjały mu okoliczności. Zbudował religię, zwaną pisem, na katastrofie smoleńskiej, wyzwolił i uczynił normą pisiactwo w rodakach, coś co tkwiło zawsze, ale było czymś wstydliwym, głęboko skrywanym. Ma TVP, radio, swoje pisemka

29 06 2020 TVP nie pozostawia złudzeń.
Zrobi wszystko, by wygrał Duda, nawet kosztem żałosnych resztek swej wiarygodności. Jak funkcjonuje w politycznej rzeczywistości Telewizja Publiczna, wiemy już od dawna. Tym razem dziennikarze „Gazety Wyborczej” postanowili przez czas kampanii prezydenckiej uważnie śledzić, czym Polaków karmi reżimówka i trzeba przyznać…jest ciekawie. „Tym razem odbywa się to w wyjątkowych warunkach, stąd środki bezpieczeństwa, które mają sprawić, by głosowanie nie przełożyło się na wzrost zachorowań”. „Tego ryzyka nie będzie, jeśli Polacy dziś wybiorą prezydenta. Jeśli nie, rozstrzygnie o tym druga tura 12 lipca”. W niedzielę, w trakcie trwania ciszy wyborczej Krzysztof Nowina Konopka w „Wiadomościach” wykorzystał strach Polaków przed koronawirusem i zachęcał, by zakończyć wybory w I turze, bo to przecież dla naszego bezpieczeństwa korzystniejsze. W domyśle bardzo czytelnym dla każdego to oczywiste, zakończyć tak jak się powinno, czyli… dać wygraną Dudzie. Świetną okazją dla Telewizji Publicznej do prezentacji Dudy była ta chwila, zaraz po ogłoszeniu pierwszych wyników. Wiadomo, to czas dla sztabów wyborczych i kandydatów, którzy teraz mieli te swoje 5 minut, by przemówić, podziękować, pokazać swoją radość z wygranej bądź ukryć gorycz porażki. Wszyscy trzymali się zasady, by były to wystąpienia krótkie i na temat, jednak Publiczna skoncentrowała się przede wszystkim na ponad półgodzinnym przemówieniu Dudy, nie racząc sprawiedliwie rozdzielić czasu antenowego pomiędzy wszystkich, którzy startowali w tych wyborach.
Wydaje się, że pan Duda od razu rozpoczął walkę związaną z II turą wyborów. Znowu się chwalił, podkreślał swoje zasługi i dokonania, a jednocześnie już, z marszu, wziął się za kokietowanie wyborców swoich rywali. Ciepłe słowa padły nawet pod adresem elektoratu Lewicy, z którym łączy Dudę „troska o zwykłego człowieka”. Czyż trzeba więcej przykładów na to, że Telewizja Publiczna zaprzedała duszę PiS-owi i panu Dudzie, łamiąc wszystkie obowiązujące standardy przyzwoitości, które powinny obwiązywać zawsze, a już w trakcie kampanii wyborczej, szczególnie? Problemem jest to, że naprawdę wielu Polaków, głównie z mniejszych miasteczek i wsi, ogląda właśnie reżimówkę i trudno się dziwić, że omamiona przekazem, dokonuje takiego, a nie innego wyboru. Media to nieprzewidywalna, ale straszna siła. Mogą zniszczyć jak chcą i mogą załatwić reelekcję takiego człowieka jak Duda na prezydenta. Ciężko z nimi walczyć… Tamara Olszewska. Źródło: wyborcza.pl/gazeta.pl
26 06 2020 Rafał Trzaskowski oficjalnie ogłosił program wyborczy.
Nowa Solidarność - program wyborczy Rafała Trzaskowskiego 2020. Trzy główne filary programu Rafała Trzaskowskiego to: "My i najbliżsi", "Nasze otoczenie" oraz "Nasze państwo, nasza wspólnota". "Nowa polityka, którą proponuję, pomoże zbudować sprawiedliwą i spójną Polskę. Dobrą Polskę. Tak, Polki i Polacy mogą różnić się poglądami i pomysłami na życie, ale mogą też wspólnie budować państwo, w którym każdy czuje się u siebie, bo oczekiwania każdego z nas są szanowane. Państwo, które jest ponad podziałami, bo nikomu nie narzuca światopoglądu, umie natomiast rozwiązać nasze podstawowe problemy. Na takie państwo zasługujemy. I na takie państwo każdy Polak i Polka ciężko pracują" - czytamy we wstępie programu wyborczego Rafała Trzaskowskiego.Trzy dni przed wyborami prezydenckimi Rafał Trzaskowski przedstawił program wyborczy. Kandydat KO do kampanii przystąpił dopiero w połowie maja, potem miał zaledwie tydzień na zebranie podpisów na listach poparcia, więc też trudno było mu się skupić tylko na opracowaniu programu i stąd dopiero teraz, na trzy dni przed wyborami, możemy się z nim zapoznać.
Zwraca w nim uwagę przede wszystkim to, że nie zamierza się on wycofać z kontynuowania programu 500 Plus na każde dziecko oraz utrzymania wprowadzonego przez PiS, obowiązującego wieku emerytalnego. Jednocześnie obiecuje, że będzie wspierał programy aktywizacji zawodowej emerytów, by zachęcić ich do pozostania na rynku pracy. Zamierza również złożyć projekt ustawy „Mieszkanie dla Młodych”, zastępujący Mieszkanie Plus, program PiS, który zakończył się totalną klapą. Trzaskowski nie ukrywa, że powalczy o legalizację związków partnerskich, zawetuje każdą ustawę, która będzie dotyczyła zaostrzenia obecnej postawy aborcyjnej, będzie dążył do przywrócenia finansowania przez państwo programów leczenia niepłodności i in vitro. W jego planach jest miejsce na podwyższenie kwoty wolnej od podatku, dzięki czemu obywatele zarabiający do 30 tys. zł rocznie będą zwolnieni z PIT. Chce zwiększyć wydatki na służbę zdrowia do co najmniej 6% PKB i to już w 2021 roku. Powoła zespół ekspertów, którzy opracują „Białą księgę walki z epidemią”, zaproponuje, by w całej Polsce, idąc śladem Warszawy, żłobki i przedszkola były bezpłatne, a emerytów, ściganych za nie płacenie abonamentu, będzie chciał objąć abolicją.
Rafał Trzaskowski nie zapomina też o problemach klimatycznych i fatalnym stanie naszej planety. Będzie naciskał na rząd, by przyjął on do realizacji program „Zielony Ład”, który pozwoli przyszłym pokoleniom żyć w czystym środowisku i oddychać lepszym powietrze.  Zamierza złożyć też projekt ustawy, na mocy której Prezydent RP będzie mógł powołać Prokuratora Generalnego, a funkcja ta zostanie oddzielona od Ministra Sprawiedliwości. Zadba również o to, by służby mundurowe były wolne od politycznych nacisków, zorganizuje debaty z sejmikami wojewódzkimi, urzędami marszałkowskimi i obywatelami na temat przywrócenia w Polsce państwa prawa. Trzaskowski mówi, że chce „być prezydentem, który dla rządu będzie partnerem, a jeśli zajdzie potrzeba – także arbitrem, nie zaś bezwolnym narzędziem. Polacy mają dość monopolu władzy. Nie chcą politycznych kłótni, ale chcą z kolei, by rządzącym patrzono na ręce”. Trzeba przyznać, że jego program wydaje się być bardzo sensowny. I jeszcze coś, co mi wpadło w oczy. Trzaskowski pamięta, że, owszem, prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, ale tylko tyle. Bez akceptacji Sejmu żadna jego propozycja nie przejdzie. stąd nie mówi „zrobię, załatwię, zorganizuję, przeprowadzę”, tylko „zaproponuję, złożę projekt, powalczę o…”. A to wyraźnie pokazuje, że nie mami swoich wyborców bajeczkami, ma świadomość, nie składa obietnic, których jako głowa państwa, nie mógłby zrealizować. Tamara Olszewska. Źródło koduj24.pl; wp.pl
Kto mu to wymyślił Sorosa, czy lord Sikorski z Grupy Bilderberg, do której Trzaskowski też należy!?
Z forum: Zgadzam się, że program pana Trzaskowskiego jest sensowny, a przede wszystkim nie obiecujący „gruszek na wierzbie”, nie zapewniający, że coś załatwi, zrobi, wykona. To, co ma do zaproponowania rządzącym i ustawodawcom do realizacji w swoim programie jest realne i to od nich zależy, czy potraktują te postulaty przyszłego Prezydenta RP poważnie. Tak, piszę przyszłego Prezydenta, bo mam nadzieję, że Polacy tak wybiorą. Choć już zaczęła się wredna nagonka pozostałych kandydatów opozycyjnych na pana Trzaskowskiego. Jakież to typowo polskie ! To tak, jak w anegdocie o polskim kotle w Piekle, którego diabły nie muszą pilnować, bo cierpiący w nim Polacy nie dopuszczą, aby ktokolwiek z nich z niego uciekł. Ktokolwiek spróbuje się ratować ucieczką, to rodacy ściągną go na powrót do kotła. Tak już chyba jest zapisane w naszym DNA, że nikt nie ma prawa być lepszym od pozostałych, mądrzejszym, ładniejszym, bogatszym, szczęśliwszym. I Prezydentem RP też nie, bo jak to ?, toć „ja jestem lepszy”. Choć obaj przegramy, nic to, ważne, że On nie wygrał. Bezinteresowna polska zawiść !

26 06 2020 Platformy bój to jest już ostatni…
Po pięciu latach od odcięcia Platformy Obywatelskiej od koryta pt. Polska – po pięciu latach brutalnej walki z rządem PIS i prezydentem Andrzejem Dudą – nadchodzi ostateczna rozgrywka. Rozgrywka, która zdecyduje, czy Polska cofnie się do czasów rządów PO-PSL i Bronisława Komorowskiego – czy też ruszy naprzód: ku Polsce wolnej od obcych wpływów, Polsce zasobnej – nieokradanej przez mafie i Polsce silnej jej wiarą, tradycją i honorem…Przez pięć lat byliśmy świadkami zorganizowanego przez Platformę Obywatelską puczu sejmowego, próby zablokowania Sejmu przez okupujące go opiekunki niepełnosprawnych, licznych zadym ulicznych z udziałem bojówek KOD i Obywateli RP, akcji sabotażowych Kasty Niezwykłych Ludzi i codziennej fali nienawiści, płynącej z TVN i Gazety Wyborczej. Ale to nie wszystko: W walce o utracone koryto ciężko zraniona Platforma Obywatelska posłużyła się także zagranicą – a jej obecny dubler kandydatki na prezydenta RP Rafał Trzaskowski – nawet redagował rezolucję przeciwko Polsce skutkiem której miało być objęcie Polski sankcjami ekonomicznymi! Tej bezprecedensowej wojny z wybranym przez Polaków sejmem i rządem – nie można z niczym innym porównać jak tylko z polską Targowicą, skutkiem której był rozbiór Polski i 126 lat niewoli! Taka totalna opozycja nie istnieje w żadnym z demokratycznych krajów świata! Bo czy ktokolwiek słyszał, by totalna opozycja pochwaliła polski rząd za likwidację ubóstwa dzieci, za odebranie mafiom dziesiątków miliardów złotych, czy też za sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, czego wyrazem jest obecność amerykańskich żołnierzy przy granicy z naszym śmiertelnym wrogiem – Rosją?
Nie i jeszcze raz nie! Pięć lat totalnej wojny, to tsunami oskarżeń, kłamstw i szczucia Polaków przeciwko pierwszemu po 1945 roku rządowi, który uniezależnił się od Rosji, gdyż nie zgodził się na zaporowe ceny za gaz i ropę – doprowadzając do praktycznej niezależności dostaw tych surowców ! Nic dziwnego, że z tym nie może się do dziś pogodzić koalicja PO-PSL, która chodziła nie tylko na smyczy Putina ale także Angeli Merkel: rujnując zbyt konkurencyjne dla niemieckich - polskie stocznie i wyprzedając polski majątek za bezcen, aby stworzyć przestrzeń dla zagranicznych korporacji. Łącznie z Polskimi Nagraniami, kolejką linową na Kasprowy Wierch i całym handlem detalicznym! Ale to tylko czubek góry lodowej na której rozbiła się Platforma Obywatelska w 2015 roku…Pomysł Platformy Obywatelskiej, że odzyskać dostęp do koryta będzie można razem z niby-to-obaloną komuną, to w istocie pomysł szatański. Sukces towarzyszy Millera (członka Biura Politycznego KC PZPR), Cimoszewicza i Belki – których Platforma wprowadziła do Parlamentu Europejskiego pod nazwą Koalicji Obywatelskiej - rozochocił kierownictwo partii. Aktyw partii stwierdził, że nie potrzeba już żadnego programu wyborczego! Wystarczy szeroka koalicja! I właśnie Rafał Trzaskowski, syn agentki SB TW Justyny - obecny kandydat na prezydenta RP, który zastąpił Kidawę – to wzór prezydenta, który pogodzi PZPR z „Solidarnością”, ubeków i esbeków z prześladowanymi przez komunę, aktywistów LGBT, feministki i „Czarne Macice” z katolikami. A także przywróci godność funkcjonariuszom mundurowym, mafiom (w tym kamienicznikom z Warszawy) oraz Kaście Niezwykłych Ludzi, by stworzyć tak oczekiwany przez społeczeństwo Raj na Ziemi. Czyli to, czego nie udało się największym komunistom. Rafał Trzaskowski wzorcowy "Raj" stworzył już w Warszawie, jako jej prezydent.Teraz wystarczy tylko słowom przypisać nowe znaczenia, by Strefa Relaksu stała się strategiczną „Inwestycją za rogiem”, a szambo z Czajki – ekologicznym nawożeniem rzeki Wisły. Bowiem słowa wszystko przyjmą: wystarczy je w nieskończoność powtarzać, aż ludzie w te słowa uwierzą…
Źródło: niepoprawni.pl
- A co to za różnica, który wygra wybory, jedna kukiełka zastąpi drugą, i to samo przedstawienie będzie trwało dalej!?Ci co dorwali się do władzy po 1989 roku nie potrafili rozliczyć Jaruzelskiego, Kiszczaka etc. i siebie też nie rozliczą, bo są coraz to bardziej zajęci uwłaszczaniem się na majątku narodowym!? Dziś oni już nie kradną, tylko grabią na potęgę w imię Boga, i demokracji!?
- Jak to możliwe, że człowiek znikąd tak nagle robi taką oszałamiająca karierę!? Tresowali go korporacjach zagranicznych, a teraz na salony polityczne wypuścili, tak jak to zrobili z Balcerowiczem, Rostowskim, Morawieckim!? 
25 06 2020 Dziwne efekty wizyty Dudyw USA. Zero ustaleń.
Waszyngton ingeruje w wybory w Polsce. „Zdjęcia i nagrania, które TVP będzie puszczać do znudzenia, by na kilka dni przed wyborami przekonać Polaków, że Andrzej Duda jest prawdziwym mężem stanu, to jedyna korzyść, jaką z Waszyngtonu przywozi Andrzej Duda” – pisze na łamach „Gazety Wyborczej” Bartosz T. Wieliński. Rzeczywiście, tym razem ekipa polskiego prezydenta nie zapomniała już o krześle dla niego. Dzięki temu – inaczej niż po wizycie z września 2018 roku – na fotografii opublikowanej przez stronę polską przy okazji obecnej wizyty to Trump stoi, a Duda podpisuje, siedząc. Na tym jednak sukcesy się kończą.
Wizyta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie wzbudziła w USA liczne kontrowersje. Stanowcze protesty padały ze strony byłej sekretarz stanu Madelein Albright czy szefa komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów Elliota Engela. Kilku wpływowych polityków mówiło wprost, jak zauważa „Gazeta Wyborcza”, że przyjmowanie polskiego prezydenta na kilka dni przed wyborami jest niedopuszczalne. Dudzie wypomniano jego haniebne ataki na osoby LGBT, łamanie praworządności i zamach na niezależność mediów. W Polsce wizyta Dudy chyba niekoniecznie spełni oczekiwania PiS. Przed wizytą otoczenie prezydenta sugerowało bowiem, że udało się uzyskać od prezydenta USA przysłanie tysiąca dodatkowych żołnierzy, spośród tych, których Trump chce wycofać z Niemiec. Propagandowy efekt ewentualnej relokacji wydawał się dla PiS ważniejszy, niż ewentualne niesnaski w NATO. Pojawiały się także sugestie o możliwości przeniesienia do Polski z Niemiec taktycznych bomb jądrowych. Skończyło się na domniemaniach, wygląda bowiem na to, że prezydent Duda do żadnych negocjacji w tej sprawie nie przystąpił. „Nie miałbym śmiałości mówić panu prezydentowi USA, gdzie należy wysłać żołnierzy amerykańskich” – miał jedynie powiedzieć na konferencji. Obaj przywódcy tak naprawdę nic konkretnego nie ustalili, podpisali jedynie dwie deklaracje w sprawie zwiększenia współpracy w zakresie bezpieczeństwa.
Przy okazji wizyty wyszło na jaw także, jaka przyszłość czeka forsowany przez PiS projekt Fortu Trump. Przypomnijmy: w 2018 r. na konferencji prasowej Duda zaproponował Trumpowi, że Polska da 2 mld dolarów na stałą bazę jego imienia, później zaś politycy obozu władzy regularnie zapewniali, że budowa Fortu Trump jest na dobrej drodze, że jest „symbolem nowej epoki w stosunkach w USA, budowanej na osobistej przyjaźni prezydentów obydwu krajów”. Co więcej, wszelki spekulacje dziennikarzy z Polski czy USA, że bazy nie będzie, dementowała … ambasada USA w Warszawie. Tymczasem jednak na krótko przed spotkaniem z Trumpem Andrzej Duda oświadczył dziennikarzom, że „Fort Trump śmiało mogę powiedzieć, to nie jest nazwa bazy wojskowej w sensie fizycznym, tylko nazwa pewnego zbioru działań zwiększających amerykańską obecność militarną w Polsce”.
Prezydent Duda doczekał się natomiast innej, zaskakującej reakcji prezydenta Trumpa. Otóż przywódca USA, aż dwukrotnie wspomniał o wyborach w Polsce w
sposób obcy dyplomatycznym standardom. – „Wszyscy wiemy, jak wspaniałym i pięknym krajem jest Polska. Jest to mój zaszczyt, że jest tu z nami mój przyjaciel prezydent Duda z Polski, który zrobił naprawdę fantastyczną pracę. Wiem, że nadchodzą wybory. Liczę na to, że odniesie on sukces. Dziękuję bardzo wszystkim przedstawicielom z polskiej strony. Już po raz trzeci przyjmujemy prezydenta Dudę” – powiedział już na początku konferencji prasowej. Później stwierdził jeszcze, że „prezydent Duda radzi sobie wspaniale, myślę o nim jak najlepiej, Pierwsza Dama Polski jest wspaniałą kobietą. (…) Jestem pewien, że czy z nami, czy bez nas poradzi sobie bardzo dobrze – mówił prezydenta USA, nawiązując ponownie do tematu nadchodzących wyborów prezydenckich.
Źródło: wyborcza.pl, natemat.pl
- Zamienili się rolami, tym razem Duda siedział, a Trump stał i obserwował !?
- Co niektórzy są za bardzo przeczuleni, bo wsparcie to nie jest mieszanie się w polskie sprawy!? A odnośnie tej wielkiej historycznej przyjaźni to ją mieliśmy z ZSSR, dzięki Rooseveltowi w Jałcie!?
- A Błaszczak nie chce powiedzieć ile płacimy za obecność wojsk USA w Polsce!? Tak na marginesie za szefowania w MON Macierewicza, i Błaszczaka z budżetu znikło około 50 mld złotych!?
25 06 2020 Żołnierze postępu.
Trzymając się stylistyki XVIII – wiecznych „Nowych Aten” można by powiedzieć „jaki jest Rafał Trzaskowski każden widzi” - jest ekstremalnie piękny i jako taki jest przedmiotem westchnięć progresistów wielu płci.Postawiony w roli prezydenta Warszawy Trzaskowski spłaca dług wdzięczności wobec swego mentora Georga Sorosa, któremu zawdzięcza stypendium w Oxfordzie. Stąd te „karty LGBT”, hostele (na godziny?) dla „wykluczonych”, „parady równości” i miejskie dotacje dla miłych mu stowarzyszeń. Dzięki takim, jak Trzaskowski, na ulicach europejskich miast panoszy się równość, różnorodność i szaleje tolerancja. Bo Soros udziela wiele takich stypendiów i jako zawodowy filantrop nie żąda nic w zamian. Jednak beneficjenci (na Węgrzech zwą ich „husarzy Sorosa”) czują się zobowiązani, szerzą więc powszechnie znane idee George Sorosa. Mimo swego sędziwego wieku filantrop jest skrajnie postępowy – zwalcza zacofaną religię katolicką, opresyjną instytucję heteroseksualnego małżeństwa i przestarzałe państwa narodowe, wspomaga natomiast wykluczonych.W tym celu Soros zorganizował na wielką skalę muzułmańskie osadnictwo w Europie tworząc kanały przerzutu, ośrodki pomocy z woluntariuszami, wydając wielojęzyczne przewodniki i płacąc „stypendia” osadnikom zwanym „uchodźcami” (wśród nich byli też faktyczni uchodźcy). Stypendia były płacone w ratach – np. część po osiągnięciu Zagrzebia, następna rata w Budapeszcie itp. Wszystko po to, aby zbudować nowe, bezklasowe i wieloetniczne „społeczeństwo otwarte” kierowane przez szczerych demokratów, którzy mają talent do zarządzania zasobami ludzkimi.Dlatego największą troską filantropa jest szerzenie demokracji, a jak powszechnie wiadomo, najlepiej wdraża się demokrację za pomocą tajnych stowarzyszeń. Takim stowarzyszeniem jest tajemniczy klub Bilderberg, który organizuje coroczne spotkania znakomitych osobistości z bankierami i możnymi tego świata na czele. Media nie mają wstępu na obrady, a uczestników obowiązuje tajemnica.
Politycy, którzy dostąpili zaszczytu zaproszenia, stają się „papable” (tak w Watykanie zwą kardynała, który ma szansę być papieżem) i często później zostają premierami, czy prezydentami, bo takie są prawa demokracji. Tak było m.in. w wypadku Billa Clintona i Tony Blaira, którzy po wizycie w klubie Bilderberg zostali demokratycznie wybrani wolą elektoratu.Rafał Trzaskowski był uczestnikiem takiego „konklawe” w roku 2019 twierdząc, że zaprosił go kolega Sikorski. Jest to prawdopodobne, bo Radosław Sikorski jest członkiem Komitetu Sterującego Grupy Bilderberg i uczestniczy (wraz ze swoją wpływową małżonką Anne Applebaum) we wszystkich spotkaniach od roku 2016. Twórcą założonego w 1954 roku klubu Bilderberg był pochodzący ze spolonizowanej rodziny żydowskiej Józef Retinger – postać tajemnicza o niezwykłym życiorysie. Dzięki swojemu mentorowi hr. Zamoyskiemu uzyskał staranne wykształcenie (m in Oxford) i trafił na europejskie „salony”, gdzie poznał najwybitniejszych ludzi swoich czasów - jak Winston Churchill i Georges Clemenceau. Ponieważ całe swoje bardzo aktywne życie poświęcił na wdrażanie szeroko rozumianego „postępu”, w 1958 roku został nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Był jednym z twórców Wspólnoty Europejskiej i sekretarzem generalnym Ruchu Europejskiego, a wcześniej – w czasie II Wojny Światowej - pracował jako doradca i tłumacz (znał 8 języków) Władysława Sikorskiego, któremu towarzyszył we wszystkich podróżach. Jednak intuicja podpowiedziała mu, żeby nie jechać do Gibraltaru...Najbardziej mroczna część jego życiorysu to „wspomaganie postępu” w Meksyku, gdzie był doradcą z ramienia europejskiej masonerii.
Wybrane fragmenty: https://niepoprawni.pl/blog/leopold/zolnierze-postepu

25 06 2020 Nie potrafimy wydrukować naszych kart do głosowania?
Chociaż istnieje w Polsce niezwykle doświadczona firma zwykle zajmująca się takimi zadaniami (jest nią Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych), to – jak ustalił Onet.pl – zlecenie na druk kart do głosowania w wyborach prezydenckich ponownie trafiło do firmy Samindruk, kontrolowanej przez niemiecką Gather Druck und Vertrieb GmbH. Tak, tej samej, która wsławiła się drukowaniem kart według nieistniejącego wzoru do nieodbytych majowych wyborów i tej samej, która jest podejrzana o spowodowanie wycieku kart, co zaprezentował niegdyś publicznie jeden z kandydatów, Stanisław Żółtek. Sprawa trafiła do ABW.
A co gorsza, Jacek Sasin oznajmił publicznie w TVN 24, że karty tym razem drukuje PWPW. Tymczasem dzięki ustaleniom Onet.pl wiemy, że wytwórnia tylko „naniesie na karty zabezpieczenia”. Na dodatek – jak podaje politycznapolska.info – karta różni się od wzoru zatwierdzonego przez PWPW. Nie posiada w nagłówku daty dziennej wyborów, a autentyczność karty ma być zabezpieczona specjalną farbą. Niestety, nie wiadomo, jak ma wyglądać ten element. Wielu głosujących za granicą skarży się, że karty, jakie otrzymali pocztą, nie posiadają oryginalnej pieczątki Komisji Wyborczej i wyglądają na skserowane. Nikomu z moich rozmówców nie udało się też w konsulacie uzyskać wzoru prawidłowej karty do głosowania, aby rozwiać wątpliwości.
Firma Samindruk chwali się istnieniem na rynku od 1989 r., posiadaniem rozlicznych certyfikatów i specjalizacją w rozmaitego rodzaju drukach: formularzy, kopert, kart pokładowych, etykiet oraz identyfikatorów. Na ich stronie internetowej nie ma, niestety słowa o specjalizacji w drukowaniu papierów wartościowych, nie chwalą się również drukowaniem kart do głosowania. Tu przy okazji nasuwa się pytanie, czy prześwitujące koperty, na które skarży się Polonia głosująca zagranicą, koperty poprzez które widać dokładnie zaznaczony krzyżyk – również są ich dziełem?
Czy odbył się jakikolwiek przetarg na druk kart wyborczych? Druk poprzednich kart kosztował nas, podatników niemal 70 mln złotych. Ile zapłacimy tym razem i czy możliwe było wydrukowanie kart taniej? Nie wiemy nic na ten temat. Opozycja za złe przygotowanie wyborów majowych chciała pociągnąć Jacka Sasina do odpowiedzialności. Tym razem, po wejściu w życie ustawy zwanej popularnie Tarczą 4.0 – za takie, a nie inne zlecenie i przygotowanie kart do głosowania z pewnością nie odpowie nikt. Ogłoszone w Dzienniku Ustaw w rekordowym czasie i obowiązujące od 24 czerwca b.r. prawo znosi obowiązek przetargów publicznych i znosi odpowiedzialność karną urzędników państwowych – oficjalnie na czas epidemii. Dotychczasowe zasady zamówień publicznych właśnie przestają obowiązywać.
Żródło:onet.pl
A Morawiecki mówi kupujmy polskie produkty, by wesprzeć polskie firmy!? No a co się robi!? Moje pytanie brzmi kto i ile na tym zleceniu zarobił!?

25 06 2020 Chcecie wolności? Musicie głosować na Andrzeja Dudę – Jarosław Kaczyński na Forum Młodych PiS.
Prezes Jarosław Kaczyński pojawił się na Forum Młodych PiS w Lublinie. Przywódca partii zachwalał tam osiągnięcia prezydenta Dudy, który przebywa w USA. Prowadzi tam – zdaniem Kaczyńskiego – walkę o… „polską wolność”. Lider PiS uważa, że to właśnie PiS stanowi „obóz wolności na dziś i jutro” (!!!). „Chcemy [jako PiS] tej wolności, właśnie tej szeroko rozumianej, także tej, która może zapewnić tylko bogacąca się, dobrze zorganizowana Polska” – powiedział. Dodał też, że „ci, którzy uważają, że wolność (…) może nam zapewnić ktoś inny, jakaś inna organizacja niż państwo polskie, ci się mylą i są bardzo naiwni, albo źli”. Gwarantem szeroko rozumianej wolności ma być, oczywiście, Andrzej Duda. Kaczyński, w przemówieniu do młodych, nakreślił wizję Polski jako wyspy wolności. „Jeśli spojrzymy na dzisiejszy świat, to trudno nie zauważyć, że są w nim potężne państwa, gdzie wolności nie ma, one mają potężną populację, bardzo silną gospodarkę i potężne, rosnące siły zbrojne, jednocześnie mają tendencję do ekspansji” – zaalarmował przywódca obozu narodowo-katolickiego. Polityk nie sprecyzował przy tym, jakie siły zagrażające wolności ma na myśli – można jednak przyjąć, że chodzi o „lewackie” i „politycznie poprawne” struktury. Odpowiada to zresztą retoryce przyjętej przez PiS w tegorocznej kampanii. „Wolność jest zagrożona i właściwie dzisiaj można powiedzieć, że dzisiaj się cofa w wielkiej części tych państw, gdzie w sensie prawnym gwarancje wolności istnieją i ta wolność jeszcze nie tak dawno temu była tam rzeczywiście zachowywana, była praktyką społeczną. Ale dzisiaj poprawność polityczna i związana z nią cenzura de facto, ale już często także de jure, cenzura prowadząca nawet do stosowania środków represyjnych wobec ludzi, którzy mówią rzeczy wedle poprawności politycznej niewłaściwe, to wszystko powoduje, że trudno już mówić o wolności” – snuł iście „orwellowskie” wizje przewodniczący partii rządzącej.
W przywołanym zdaniu dotyczącym „represji” (!) chodzi zapewne o ustawodawstwa wprowadzane przez większość cywilizowanych państw Zachodu, które mają na celu ograniczenie mowy nienawiści i prawicowego ekstremizmu w sferze publicznej. Prawicowi politycy w Polsce coraz częściej mówią, że Europa znajduje się obecnie pod pręgierzem „lewackich ideologów” i „lobby LGBT”. Kaczyński, najwyraźniej, uderza w ten nurt, by pozyskać elektorat Konfederacji. Opinie prezesa, niemal w podobnym tonie, wypowiedzieć mógłby dowolny polityk ugrupowania, w tym np. Krzysztof Bosak, Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun. Przedwczorajsze wystąpienia Kaczyńskiego jest najprawdopodobniej pierwszym ciosem prezesa w trakcie tegorocznej kampanii prezydenckiej – w ostatnich dniach media informowały, że prezes PiS zamierza włączyć się z impetem w wyborcze starcie. Politycy partii liczą, że pojawienie się Kaczyńskiego zmobilizuje ich żelazny elektorat i pozwoli pozyskać Dudzie wyborców o bardziej prawicowych poglądach.
Źródło: tokfm.pl
Najkrótsza recenzja wystąpienia prezesa, znaleziona w sieci: Pomieszanie pieprzu z dżemem. Jeden pieprzył, reszta drzemała.
24 06 2020 Rząd chce wprowadzić nową opłatę od sprzętu elektronicznego.
Sprzęt elektroniczny może zdrożeć o kilkaset złotych. Około 1 mld zł rocznie - taka kwota miałaby trafić do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi po wprowadzeniu nowej daniny, tzw. opłaty reprograficznej obejmującej smartfony, tablety czy laptopy. Prezes Federacji Konsumentów podkreśla, że wprost przełoży się to na wyższe ceny sprzętów elektronicznych. W przypadku laptopa ze średniej półki cenowej obłożenie go podatkiem w wysokości minimum 6 proc. spowoduje wzrost jego ceny o kilkaset złotych. Tymczasem konsumenci już w tej chwili są kilkukrotnie opodatkowani za korzystanie z treści w internecie.
- Przyjęliśmy z dużym niepokojem zapowiedzi wprowadzenia nowego podatku od urządzeń elektronicznych: smartfonów, tabletów, laptopów czy telewizorów z funkcją smart, czyli elektroniki, z której wszyscy na co dzień korzystamy w gospodarstwach domowych. To de facto jest podatek, chociaż nazywa się go opłatą reprograficzną - podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Rady Krajowej Federacji Konsumentów.
- Nie ma logicznego związku pomiędzy zakupem smartfona a szkodą, którą poniesie jakikolwiek artysta. Konsumenci używają laptopów czy smartfonów do zupełnie innych celów. Korzystają głównie z treści pobieranych online z internetu, komunikacji mailowej czy za pośrednictwem komunikatorów. To zastosowanie, o którym mówimy przy opłacie reprograficznej, jest marginalne. Potwierdza to szybki rozwój platform cyfrowych, które sprzedają content. W dzisiejszych czasach mało kto trzyma pliki muzyczne na swoim telefonie - przekonuje Kamil Pluskwa-Dąbrowski.
- Środowisko, które proponuje to rozwiązanie, w ogóle nie uwzględnia tych argumentów. Opieramy się na stereotypie i opinii wyrobionej kilkanaście lat temu, kiedy nie mieliśmy powszechnego dostępu do internetu i kiedy podstawowym narzędziem był odtwarzacz MP3. Ale ta sytuacja się już zmieniła, świat się scyfryzował.
- Opłaty na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi ponosimy od bardzo dawna. Jest opłata reprograficzna na nośniki typu pendrive czy nawet na papier. Okazuje się, że zarządzanie tymi środkami jest po prostu nieefektywne. Na kontach organizacji zbiorowego zarządzania leżą nierozdysponowane miliardy złotych. W związku z pandemią i ryzykiem utraty dochodów organizacje zawodowe wprowadzają różne programy pomocowe dla swoich przedstawicieli, świadczenia na rzecz tych grup. Jednak artyści zostali zostawieni sami sobie. Dlatego uważamy, że w pierwszej kolejności należałoby usprawnić ten system i sprawić, żeby był bardziej przejrzysty,a dopiero potem szukać dodatkowych pieniędzy - mówi prezes Rady Krajowej Federacji Konsumentów. Źródło interia.pl
PRL się rozwija podatek od luksusu coraz to więcej towarów obejmuje!? Wkrótce za posiadanie własnego cienia przyjdzie na płacić podatek!?

24 06 2020 USA. Donald Trump wycofuje wojska z Niemiec. Republikanie z Kongresu piszą list.
"Wycofanie amerykańskich wojsk z Niemiec może narazić relacje USA z sojusznikami oraz zagrozić bezpieczeństwu narodowemu" - piszą w liście do Donalda Trumpa republikańscy kongresmeni. Politycy apelują do prezydenta USA o przemyślenie decyzji.
"Obecność USA w Niemczech to podstawa odstraszania NATO przed rosyjską agresją" - zauważają w liście do Donalda Trumpa republikańscy członkowie komisji spraw zagranicznych. Dokument cytują największe amerykańskie media - CNN oraz FOX News. Politycy przypominają, że administracja Obamy nadzorowała wycofanie tysięcy żołnierzy z Niemiec w 2012 r. - a dwa lata później Rosja zaatakowała Ukrainę i "nielegalnie zaanektowała półwysep Krymski". "Od tego czasu wycofanie zostało odwrócone, a amerykańska obecność wojskowa w Europie wzrosła, w dużej mierze dzięki wysiłkom pańskiej administracji" - przekonują w liście Republikanie. Członkowie komisji dodają, że decyzja o wycofaniu wojsk z tej części Europy "to nie czas na takie działania", a taki ruch może zaszkodzić bezpieczeństwu USA, a także sprawić, że sojusznicy z NATO zwątpią w "zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w kolektywne bezpieczeństwo". Republikanie z Kongresu przypominają także, że obecność wojskowa w Niemczech służy strategicznym celom USA oraz "umożliwiając amerykańską projekcję siły poza Europę - na Bliski Wschód, Afrykę oraz Azję Południową". Dodatkowo to właśnie w kraju nad Łabą znajduje się centrum medyczne dla żołnierzy wracających z Iraku i Afganistanu.
Donald Trump - jak informował dziennik "Wall Street Journal" - nakazał Pentagonowi do września wycofać blisko 10 tys. amerykańskich żołnierzy z Niemiec (łącznie będzie tam stacjonować 25 tys. wojskowych z U.S. Army). - Waszą rolą nie jest uczestniczenie w niekończących się wojnach z dala od kraju. Ta epoka dobiegła końca - zwrócił się do żołnierzy prezydent USA podczas uroczystości rozdania dyplomów w akademii wojskowej West Point.
Amerykański prezydent od początku swojej kadencji krytykuje Niemcy oraz innych członków NATO za to, że przeznaczają zbyt mało pieniędzy na obronność. Dodatkowo przywódca poróżnił się także z Angelą Merkel w kwestii budowy gazociągu Nord Stream II. Według części komentatorów niektóre wojska mogą zostać przesunięte do Polski.
Źródło wp.pl
A a jak Duda podpisze zgodę na przyjęcie wojsk USA w Polsce, i na dodatek polski podatnik będzie płacił za ich obecność, to kongresmani zmienią zdanie!?

24 06 2020 Nikt tak nie zaszkodził Polsce od 1989 roku jak PiS.
Partia Jarosława Kaczyńskiego nie dość, że niszczy Polskę od wewnątrz, to rujnuje jej pozycję międzynarodową. Mówiąc, że to za rządów PO Rosja napadła na Ukrainę i sugerując, że za agresję Rosji winę ponosi ugrupowanie Rafała Trzaskowskiego, Andrzej Duda dał nieprawdopodobny prezent Rosji. Gdyby Kreml chciał, mógłby właściwie wydać oświadczenie, że wojnie na Ukrainie winna jest Polska – i nie mielibyśmy, jak się bronić. Bo skoro polski prezydent właśnie ogłosił to światu, to przecież musi to być prawda. I dla wszystkich gremiów międzynarodowych prawdą by to było. Jeśli nie faktyczną, to strategiczną – bo PiS bardzo mocno uderzył tym oświadczeniem w Polskę i dał wszystkim jej nieprzyjaciołom do ręki broń. PiS i Andrzej Duda tak często używają słowa „patriotyzm”, że łatwo można przeoczyć, że są jednym z najmniej patriotycznych ugrupowań politycznych, jakie kiedykolwiek działały w Polsce. Szkodzą krajowi i psują jego interesy na tak wiele różnych sposobów, że podobnej ekipy na świecie ze świecą szukać. Nawet wielu dyktatorów, naruszając prawa obywateli swojego kraju, stara się przynajmniej, choć oczywiście czyni to dla propagandowych i egoistycznych celów, utrzymać dobre imię swojego kraju i mit jego potęgi za granicą. PiS nie robi nawet tego. Nie dość, że niszczy Polskę od wewnątrz, to rujnuje jej pozycję międzynarodową, podważa autorytet i likwiduje jakiekolwiek zdolności negocjacyjne i przetargowe, o ośmieszaniu nie wspominając.
Kto będzie chciał dogadywać się i liczyć z pajacem, jakim pod rządami PiS stała się Polska? Kto będzie liczył się i szanował niepoważnego partnera, którego czołowi politycy wygadują kłamstwa i jawne niedorzeczności? Kto będzie brał pod uwagę opinię kraju, poniżanego notorycznie przez własny rząd i własnego prezydenta? Kto zaufa takiemu krajowi i zaprosi go do jakiegokolwiek sojuszu, faktycznie, a nie tylko formalnie? Jak można, cytując słuszne słowa amerykańskiej ambasador, pomagać dbać o bezpieczeństwo krajowi, który sam nie dba o swoje bezpieczeństwo? Jak można nie pluć na kraj, który sam na siebie pluje?
Odpowiedzi na te pytania są dla Polski druzgocące. Nikt nie liczy się z takim krajem, nikt mu nie zaufa, nikt nie chce zawierać z nim sojuszy ani pomagać mu w utrzymaniu bezpieczeństwa. Patriotyzm polega na lojalności wobec własnego państwa i dbaniu o jego interesy. Patriotyzm polityka to działanie, postawa, która zawsze na pierwszym miejscu stawia Ojczyznę, dobro i pomyślność jej obywateli. Ktoś, kto szkodzi Polsce, poniża ją i ośmiesza, psując jej interesy i pozycję międzynarodową, nie jest patriotą. I dlatego uważam, że PiS nie jest partią patriotyczną. Przeciwnie – jest partią antypolską i  antypatriotyczną. Nikt tak nie zaszkodził Polsce od 89 roku, jak PiS. Nikt tak nie zdewastował naszej pozycji, gospodarki, prawa i interesów. Eliza Michalik. Źródło koduj24.pl 
24 06 2020 Kraków – spotkanie z Dudą i nie tylko.
W niedziele na krakowskim Rynku miały miejsce cztery czy pięć wydarzeń: Protest przeciwko Karcie Nienawiści, happening „MAM DOŚĆ! Władza wyPAD! ePISkopat do więzienia!” happening z kukłą anonimowego polityka oraz wiece wyborcze Andrzeja Dudy i Pawła Tanajno. Jako pierwszy, najwcześniej, został zarejestrowany Protest przeciwko Karcie Nienawiści, zlokalizowany zwyczajowo pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Wszystkie inne wydarzenia zostały zgłoszone później.
„Byłam przekonana, że pan Andrzej Duda wystąpi po drugiej stronie Rynku” – pisze na Facebooku uczestniczka spotkania, Marta Chrobak. Z relacji Macieja Fijaka, aktywisty ruchów miejskich pochodzi nagranie, gdzie mnóstwo osób z tęczowymi flagami krzyczy: Andrzej Duda to obłuda! Młodzi ludzie przyszli zaprotestować przeciwko agresji wobec osób LGBT, a przedstawiciele mniejszości seksualnych „domagali się od prezydenta przeprosin za dehumanizujące ich wypowiedzi oraz poszanowania dla swoich praw” – opisuje wydarzenia na Rynku krakowskim dziennikarz i fotograf Jacek Taran.
„Po dotarciu na miejsce okazało się, że scena pana prezydenta została rozstawiona po tej samej stronie Rynku co nasz protest, na wysokości kościoła Mariackiego (pod szklaną piramidą i fontanną – przyp. red). Po stronie pana Andrzeja tłumów nie było. Zastanawiałam się jak to pokażą media (tym bardziej, że nad naszymi głowami latały drony).” – komentuje Marta Chrobak – „Okazało się, że pan Duda przemawiał w nasza stronę, a TVP nagrywało materiał zza jego pleców w kierunku nas i wymazało tęczowe flagi! Dlatego wydaje się, że pan prezydent zdołał zgromadzić cały rynek. To jest niesamowita skala propagandy, która zapiera mi dech”. Jako dowód można zestawić ze sobą dwa zdjęcia – pierwsze wykorzystane z kamer monitoringu miejskiego i drugie – z ekranu TVP 1. Wszystkie zgromadzenia oddzielała od siebie policja, co nie przeszkodziło sympatykom urzędującego prezydenta w kierowaniu aktów agresji wobec uczestników innych manifestacji.
Osoby towarzyszące kandydatowi na prezydenta Pawłowi Tanajno były ściągane siłą ze sceny, młodzieży z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego wyrwano banery i pobito ich kijami od transparentów, a przeciwnicy obecnego prezydenta, ubrani w koszulki z napisem Demokracja byli lżeni i opluwani. „Ci starsi ludzie (zwolennicy prezydenta – przyp. red) – opowiadała jedna z uczestniczek, Beata Kwiatkowska – byli niesamowicie agresywni, wręcz prowokowali i rwali się do bitki. A przecież nie odpowiesz agresją starszemu człowiekowi.”
Wszystko to działo się na oczach prezydenta Dudy, który nie podjął żadnej interwencji. Młodzi aktywiści zgłosili sprawę policji – komentuje Jacek Taran. Policja była zresztą bardzo zajęta, dokonała bowiem aktu aresztowania kukły anonimowego polityka, wiezionego na wózku i zaopatrzonego w napis: „ma władza pełną misę, ja służę jej podpisem”. Oczywiście tego wszystkiego nie pokazała Telewizja opłacana z podatków, m.in. osób zgromadzonych tego dnia w Krakowie, a wymazując logo i tęczowe flagi, stosując rozmaite triki utworzyła z 4 zgromadzeń jedno – wielki wiec poparcia dla Andrzeja Dudy. Mamy nadzieję, że wyniki wyborcze w Krakowie zaprzeczą temu kłamstwu.
Źródło koduj24.pl
Wow! Za pokazanie publicznie długopisu (obnażenie) grozi do trzech lat więzienia,, a za to jak Wacek wyskoczy tylko upomnienie!? No i patrzajta ludzie długopis wraz z rzeźbą aresztowali, koniec świata!?
Wybory 2020. Przyszedł na wiec Andrzeja Dudy z rzeźbą przypominającą prezydenta. Interweniowała policja, wszczęto śledztwo ws. znieważenia głowy państwa.
Na instalacji pojawiła się również tabliczka z napisem: "Ma władza pełną misę, ja służę jej podpisem", miała ona trafić na spotkanie z prezydentem Dudą, jednak "przeszkodziła" w tym policja. Jak opisuje "GW", funkcjonariusze zarekwirowali instalację, która trafiła na komisariat.
- Podeszło do nas tylu policjantów, że zmieściliby się w dwóch dużych radiowozach. Wszystkich nas wylegitymowano, ze mną rozmawiali policjanci z wydziału kryminalnego. Nie jestem autorem tej rzeźby, ale ponieważ ją pchałem, zostałem zatrzymany, a po ponad godzinie wręczono mi wezwanie na przesłuchanie - powiedział pan Piotr w rozmowie z gazetą.
Głos w tej sprawie zabrała krakowska policja. Jak informuje rzecznik Piotr Szpiech, kukła i pozostałe przedmioty "zostały zabezpieczone do oględzin oraz do oceny prawnokarnej tego incydentu". - Czynności te podjęli w z związku podejrzeniem usiłowania popełnienia przestępstwa publicznego znieważenia prezydenta RP - dodaje. Jak czytamy w Kodeksie Karnym, "kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech". Źródło wp.pl
Wieszanie portretów z wizerunkiem polityków opozycji na szubienicy wg prokuratury to jest wyrażanie poglądów, a tu kukła prezydenta to obraza. 
22 06 2020 Czy J. Emilewicz dołączyła do „ewangelistów”? Wicepremier przemawiała z ambony w sanktuarium na Jasnej Górze.
W Częstochowie odbyła się Ogólnopolska Pielgrzymka Przedsiębiorców, która dotarła na Jasną Górę. W religijnym wydarzeniu udział wzięła Jadwiga Emilewicz. Polityczka, już w budynku sanktuarium, weszła na ambonę i wygłosiła przemówienie. „Przez ostatnie tygodnie przeżywamy trudny czas próby, po raz pierwszy dla wielu. Dotkliwe uczucie kruchości, mit samowystarczalności rozpada się” – grzmiała. „Wy przedsiębiorący, codziennie ryzykujecie, ale poziom strachu towarzyszący nam od wielu miesięcy, może zostać na wiele lat” – zwróciła się do zgromadzonych osób. „Po raz pierwszy to my, politycy, jesteśmy bezradni. Nie potrafimy przewidzieć tego, co stanie się za dwa, trzy miesiące. Powinniśmy się z tą bezradnością pogodzić”. W dalszej części swojego „kaznodziejskiego” wywodu odwołała się do Jana Pawła II. Zacytowała słowa „o czynieniu sobie ziemi poddaną” i zachwalała przedsiębiorców. „Warto pamiętać, że przedsiębiorczość jest kategorią moralną, a przedsiębiorca to ten, który organizuje się z drugimi i dla drugich” – mówiła.
Wystąpienie Emilewicz w świątyni, niemal natychmiast, skrytykowali opozycjoniści. „Pani minister agituje z ambony na Jasnej Górze, a TVP transmituje wystąpienie kampanijne! Upadek wszystkich wartości!” – obwieścił Dariusz Joński z KO. „Jeszcze w piątek Episkopat wydał komunikat, że Kościół nie angażuje się w kampanię wyborczą. Dzisiaj J. Emilewicz agituje z ambony na Jasnej Górze. Za to sklejenie się z PiS części hierarchów kościelnych zapłaci cały Kościół. I to będzie bardzo wysoka cena” – dodał Sławomir Neumann (również KO).
Jadwiga Emilewicz, na antenie TVN 24, usiłowała wybronić swoje wystąpienie. Polityczka twierdziła, że nie agitowała, bo… nie wymieniła nazwiska kandydata (!!!). „Moje wystąpienie było po części religijnej i dotyczyło przedsiębiorców” – stwierdziła. Komunikat w sprawie wystąpienia prawicowej działaczki opublikował już rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik, który skrytykował incydent. „Ambona nie może służyć do żadnych innych celów niż głoszenie Słowa Bożego, przekazywanie nadziei i nauczania Kościoła katolickiego” – podał duchowny. „Jeżeli w jakimś miejscu, w kościele lub budynku parafialnym, pojawia się przypadek agitacji wyborczej, należy uznać to za naganne i niezgodne z misją Kościoła, którą jest głoszenie Ewangelii każdemu człowiekowi, niezależnie od poglądów politycznych. Świątynie nie są miejscami do uprawiania polityki” – dodał. Incydent nie jest pierwszym przypadkiem mieszania się Kościoła kat. w kampanię. Media wielokrotnie opisywały przypadki wieszania banerów PiS na płotach świątyń. Kontrowersje wywołał też bp Antoni Długosz, który przekonywał, że członkowie rządu – Mateusz Morawiecki i Łukasz Szumowski – są jak ewangeliści.
Źródła: onet.pl, natemat.pl
- O co chodzi przecież św Jadwiga „Królowa Polski” głosiła słowo boże Kaczyńskiego, czytane z ewangelii św Mateusza i św Łukasza!?
- Co z tego, że produkuje, sprzedaje towar, a kasa firmy jest pusta, bo potworzyły się zatory płatnicze!? To co wyprawia Morawiecki to nie tylko dyskryminacja, ale i eksterminacja polskich firm w Polsce. Zablokowanie zwrotu należnego podatku VAT, ciągłe nękające kontrole, niezasadne grzywny, mandaty, niezrozumiałe prawo podatkowe etc to piekło jakie przygotował dla polskiego przedsiębiorcy Morawiecki!? 
- No patrzcie jak szybko dostała własny helikopter, kilka dni temu Braunem, zgłosili poprawkę do „prezydenckiego projektu ustawy o Polskim Bonie Turystycznym”. „Żeby wszyscy byli zdrowi, piękni bogaci, a Pani Minister Emilewicz, aby miała własny helikopter do rozrzucania pieniędzy nad Polską na każde wezwanie”. Przyleciała do Częstochowy dlaczego pieniędzy nie rozrzucała, tylko pochlebstwa!?
Z forum: - Oświadczenie Episkopatu: Kościół katolicki nie angażuje się w kampanię wyborczą, nie udziela też poparcia żadnemu z kandydatów na urząd Prezydenta RP, gdyż nie jest to jego rolą. Misją Kościoła jest głoszenie Ewangelii każdemu człowiekowi, niezależnie od poglądów politycznych.
- Na pisowskich dewotach występ polityczny w kościele pewnie nie robi wrażenia, ale w normalnych ludziach wszystko się gotuje.
- Miało być świeckie państwo, a jest świecki kościół i kościelne państwo. Politycy zamienili się miejscami z kapłanami. Certyfikowany kłamca oraz złodziej jeszcze bez dyplomu zostają ewangelistami. Pora przestać udawać- jeśli wszystko jest odwrotnie, to i krzyż ma być do góry nogami. 
21 06 2020 Lotna Brygada Opozycji a „przypadkowa” asysta policji. 8 radiowozów broni dostępu do „Naczelnika”.
Lotna Brygada Opozycji to grupa osób, które wsławiły się już szeregiem dowcipnych, a nieszkodliwych akcji, jak np. pomoc w wyprowadzce Marszałka Kuchcińskiego po przegranych wyborach na marszałka Senatu. Ich działania kojarzą się z akcjami Pomarańczowej Alternatywy z Wrocławia. Nie pierwszy raz jednak okazuje się, że autorytarna władza najbardziej boi się… humoru.
Lotna Brygada włączyła się też aktywnie w kampanię wyborczą. W sobotę po Warszawie jeździł ich samochód z przyczepą oklejoną napisami: wyPAD. W środku siedział jeden z aktywistów w masce z twarzą prezydenta Andrzeja Dudy. Jak tłumaczyli na Facebooku „Przyszedł kolejny etap demolki państwa – z państwa, które działało źle, Polska zmienia się w państwo, które nie działa wcale. Rządzą nami kolesie, których jedynym celem jest się nachapać, nakraść na potęgę i przepisać majątki na żony. Państwem rządzi z tylnego siedzenia chory z nienawiści szeregowy poseł, idący po trupach do celu. Jego wzorem jest jeden naród, jedna partia, jeden wódz. WyPAD z nim!” . Samochód wyposażony był w głośniki, które – nadawały piosenki, m.in. rap prezydenta o „ostrym cieniu mgły” i fragmenty przemówień Andrzeja Dudy.
Krążącemu po Warszawie samochodowi towarzyszyły stale – jak podaje Wyborcza.pl – dwa pojazdy, niebieski Hyundai i złote BMW. Dopiero pod koniec akcji, na ślepej ul. Tokarzewskiego, gdy samochody zatrzymały się, okazało się, że siedzą w nich policjanci w mundurach, którzy zaczęli twierdzić, że… znaleźli się tutaj przypadkiem. Słowa te potwierdził na Twitterze Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji: „Z tego co wiem, te radiowozy w ogóle nie są związane z Państwem. Takie parcie na szkło, co nie.”.
A jednak nie były przypadkowo. Gdy samochód skierował się na Żoliborz, w kierunku willi prezesa rządzącej partii, ul. Mickiewicza zablokowało co najmniej 8 radiowozów, paraliżując całkowicie ruch w tej okolicy. Dlaczego policja tego dnia skupiła się nie na zapewnieniu bezpieczeństwa mieszkańcom Warszawy, a obronie jednego człowieka? Co mu groziło? Samochód ze śmiesznym napisem i piosenką? Kiedyś mówiło się, że człowiek odważny nie okazuje strachu. Nie znaczy to, że nie może go odczuwać, ale w okazywaniu lęku jest coś wstydliwego. Jarosław Kaczyński swój strach przed współobywatelami demonstruje na każdym kroku, otoczony zawsze przez ochroniarzy opłacanych – tak, jak i policja z sobotniej akcji – przez nas, obywateli państwa polskiego.
Czego boi się Jarosław Kaczyński, którego willa stale pilnowana jest szereg policjantów? Dlaczego prezes jednej z wielu partii w Polsce, szeregowy poseł Sejmu RP, tak bardzo lęka się utrzymującego go społeczeństwa? Czy odpowie nam kiedyś na to pytanie? Źródło koduj24.pl 
21 06 2020 Trzaskowski rośnie, Duda spada.
Trendy w kampanii są bardzo korzystne. Pytanie tylko, czy starczy czasu, by te procesy odwróciły układ sił. Trend wydaje się oczywisty: w kolejnych sondażach prezydenckich różnych ośrodków dość szybko rosną notowania Rafała Trzaskowskiego, a spadają (choć już nie tak szybko) notowania Andrzeja Dudy.Problem w tym, że Trzaskowski żywi się nie tylko głosami tych, którzy wcześniej deklarowali, że nie pójdą do urn, ale w jakiejś mierze także elektoratem demokratycznych kontrkandydatów – przede wszystkim Roberta Biedronia i Władysława Kosiniaka-Kamysza, którzy właściwie wypadli już z pierwszej ligi wyborczej. Oczywiście kandydat Koalicji Obywatelskiej nie ponosi winy za ten ich zjazd – nie doprowadził do niego w sposób intencjonalny, nie przeciągał wyborców na swoją stronę, nie krytykował rywali ani ich nie atakował. Jeśli ktoś tu kogoś podszczypuje, to raczej politycy PSL i Lewicy Trzaskowskiego. Po jego wejściu do gry liczni wyborcy sami z siebie, niezachęcani do tego, zdecydowali się przerzucić głosy na kandydata KO. Sęk w tym, że w ogólnym bilansie głosów taki przepływ jest bez znaczenia, bo nie wpływa na wynik drugiej tury, która dziś już wydaje się prawie pewna. Ci wyborcy 12 lipca i tak głosowaliby na (dowolnego) przeciwnika Dudy, niezależnie od tego, kogo poparliby 28 czerwca.
Na wynik wyborów decydujący wpływ będą mieć nie przepływy w ramach obozu demokratycznego, lecz dwa inne procesy: z jednej strony rozczarowanie do Dudy i demobilizacja jego mniej fanatycznych wyborców, a z drugiej aktywizacja obywateli wcześniej obojętnych, którzy na ostatniej prostej zmienią zdanie i jednak zdecydują się pójść do urn, by zagłosować przeciw kandydatowi PiS. Partia władzy jest tego oczywiście świadoma i dlatego stara się rozhuśtać nastroje i wykreować atmosferę moralnej paniki, licząc, że fala populistycznej histerii i  homofobii poniesie ją do wyborczego zwycięstwa.
Na szczęście wygląda na to, że pisowscy intryganci polityczni przeszarżowali – najwyraźniej „ciemny lud” nie jest w Polsce aż tak bardzo ciemny, by kupić bez zastrzeżeń demagogię, którą oferują Kaczyński z Bielanem. Homofobiczna kampania przyniosła skutki odwrotne od zamierzonych, więc teraz Duda wycofuje się rakiem i zaprasza na rozmowy działaczy LGBT. A to tylko dezorientuje jego wyborców i pogłębia wrażenie chaosu w jego kampanii.
Macherzy odpowiadający za kampanię Dudy rozpaczliwie i po omacku szukają tematu, który pozwoliłby im odzyskać rząd dusz i przygwoździć Trzaskowskiego. Może awaria rurociągu w Warszawie? Nie działa? To w takim razie prywatyzacja kamienic. Też nie działa? To LGBT. Albo groźba, że odbierze Polakom 500 plus. Bez skutku. Nic się nie przykleja. Z wampirem byłoby łatwiej. Przynajmniej wiadomo, co na takiego skutkuje: srebrna kula i czosnek.
Bezhołowie panujące w sztabie Dudy to oczywiście dobra wiadomość. Ale samo w sobie nie wystarczy do pokonania go w wyborach. Na szczęście po drugiej stronie też mamy pozytywne sygnały – wejście Trzaskowskiego do gry wyzwoliło niewidzianą od dawna energię społeczną, która wyraża się w tłumach gromadzących się na jego wiecach i w gigantycznej liczbie podpisów zebranych pod jego kandydaturą w ciągu zaledwie kilku dni. Ta społeczna energia jest zaraźliwa. Promieniuje na otoczenie. Napełnia optymizmem i wiarą, że warto na tego człowieka postawić. Tak więc trendy w sumie są korzystne i pozwalają z nadzieją patrzyć w przyszłość. Pytanie tylko, czy wystarczy czasu, by te procesy zdążyły doprowadzić do przechylenia w drugą stronę wyborczych szal. Do pierwszej tury został zaledwie tydzień. Jeśli nastąpi po niej druga tura – będą jeszcze dwa dodatkowe tygodnie na dotarcie do milionów obywateli z dobrą nowiną: nie jesteście skazani na dyktaturę obłąkanego prezesa, macie całkiem niezłą alternatywę. Wojciech Maziarski. Źródło koduj24.pl 
19 06 2020 Morawiecki nie ma złudzeń. Decyzje jego rządu w kwestii: finansów, gospodarki i polityki społecznej są trafione w punkt.
„Rzeczpospolita” zamieściła dzisiaj wywiad z premierem Morawieckim. Odniósł się on m.in. do wyborów prezydenckich i nie ukrywał, że jest przekonany, iż tylko wygrana Andrzeja Dudy gwarantuje lepszą Polskę. Chwalił się też dotychczasowymi dokonaniami, skupionymi na poprawie warunków życia Polaków i obiecuje, że jego rząd nadal będzie szedł tą drogą, jednocześnie  koncentrując się  „na rozwoju, przedsiębiorczości, innowacyjności i modernizacji kraju”. Stąd właśnie pomysł, by wprowadzić w życie tzw. estoński CIT, zakładający, że firmy, które inwestują, nie będą musiały w tym czasie odprowadzać tego podatku. Zastosowanie tego rozwiązania powinno pomóc w utworzeniu nawet kilkuset tysięcy nowych miejsc pracy oraz wygenerować nowe inwestycje.
Gdy padło pytanie nawiązujące do tak ostrej ostatnio nagonki na ludzi z LGBT,  okazało się, że pan premier nie ma nic przeciwko osobom homoseksualnym. On tylko broni nas, Polaków przed tymi, których „nie tylko orientacja seksualna, lecz również pewne konkretne idee i postulaty polityczne. Jeśli te idee i postulaty mają być częścią demokratycznej, wolnej dyskusji, to musi istnieć również możliwość ich krytyki”. Nie zamierza jednak nikogo przepraszać za słowa, które padły ze strony polityków PiS, twardo trzymając się wersji o próbach „narzucenia „edukacji” przedszkolnej i szkolnej polegające na wmawianiu dzieciom, że same mogą sobie wybrać, czy chcą być chłopcem czy dziewczynką”.
Morawiecki nie podziela też obaw przed nadchodzącym kryzysem. Jest przekonany, że  w Polsce przejdzie on łagodnie, a prognozy Banku Światowego, a szczególnie OECD, który wieszczy spadek PKB od 7,4% do nawet 9,5%,  przy tak dobrych działaniach rządu, nie mają racji bytu. Podobnie też ocenia list polskich ekonomistów, w którym proszą oni o przyznanie, jaki faktycznie jest stan polskich finansów. Premier uważa, że właściwej polityce, finanse i gospodarka są w o niebo lepszym stanie niż za czasów PO i nie widzi podstaw do martwienia się.
Nie mogło zabraknąć w rozmowie pytań związanych z koronawirusem w Polsce. Morawiecki nie ma sobie nic do zarzucenia. Mamy najmniej ofiar śmiertelnych w Europie, liczba zachorowań nie rośnie zbyt gwałtownie, „jednocześnie mamy jedne z najlepszych wskaźników gospodarczych, co pokazuje, że udało nam się skutecznie rozstrzygnąć fałszywy dylemat: ratować zdrowie czy gospodarkę. Zadbaliśmy o jedno i drugie”.
Trzeba przyznać, że premier Morawiecki jest pełen optymizmu i przekonania, że wszelkie decyzje podejmowane przez jego rząd w sprawie finansów, gospodarki, czy polityki społecznej są jak najbardziej trafione. Nie zamierza zawieszać projektu CPK, obniżać podatku VAT czy też bankowego.
Realizowany przez jego rząd wolnorynkowy solidaryzm jest unikatowym modelem rozwoju, „ który odpowiada na daleko idące ubytki, niedoskonałości, niedociągnięcia, błędy i straty, które odziedziczyliśmy po naszych poprzednikach. A najlepszym dowodem na słuszność naszych działań są liczne wskaźniki, np. malejące uzależnienie od finansowania polskiego zadłużenia przez zagranicę i wejście w ostatnich miesiącach w dodatni bilans na rachunku bieżącym, malejący dług publiczny do PKB przed kryzysem, malejący deficyt i równowaga makroekonomiczna, którą wielokrotnie podkreślano w opracowaniach Komisji Europejskiej”. Tyle premier Morawiecki. Szkoda tylko, że rzeczywistość mówi jednak zdecydowanie coś innego…
Tamara Olszewska. Źródło: rp.pl
Morawiecki musi odejść bez względu na to kto wygra wybory, inaczej czeka nas Polska w ruinie!?
To człowiek Tuska, ulepiony z tej samej gliny co Lewandowski, Balcerowicz, Rostowski, którego jedynym zadaniem jest dbanie o interesy finansjery światowej!?
No a to co wyprawia Morawiecki to nie tylko dyskryminacja, ale i eksterminacja polskich firm w Polsce. Zablokowanie zwrotu należnego podatku VAT, ciągłe nękające kontrole, niezasadne grzywny, mandaty, niezrozumiałe prawo podatkowe etc to piekło jakie przygotował dla polskiego przedsiębiorcy Morawiecki!?
Morawiecki prowadzi politykę kolonialna w Polsce, jego zadaniem jest w jak najkrótszym czasie jak najwięcej wyciągnąć z polskiej gospodarki dla zagranicznych korporacji. On nie musi się o nic martwić już na niego czeka ciepła posadka w światowej instytucji finansowej, ba ma też zapewniony immunitet. Morawiecki musi jak najszybciej odejść bo czeka nas Polska w ruinie.
"Kim Pan jest panie Morawiecki, że zostaje Pan ministrem niezależnie od wyniku wyborów, wygryza ministra finansów, ministra skarbu, a nawet panią premier? Skąd ma pan parasol ochronny tak skuteczny, że bez właściwie żadnego politycznego zaplecza wygrywa Pan wojenki z Ziobrą, Szydło i Szałamachą a totalna opozycja i media z prawa i lewa traktują Pana ulgowo?
Dlaczego zarówno Schetyna jak Kaczyński typują Pana na ministra”?
Zapytał 6 grudnia 2017 na blogu lorem ipsum,
19 06 2020 Najważniejszym problemem edukacji jest to, czy dzieci będą się w szkole przygotowywały do pierwszej komunii? Nauczyciele ocenili „edukacyjne pytanie” podczas przedwyborczej debaty stacji TVP. Redaktorzy zapytali kandydatów o udział dzieci w przedkomunijnych zajęciach religii. „Czy jest pan za umożliwieniem przygotowania do pierwszej komunii świętej na lekcjach religii w szkole?” – takie pytanie jako pierwsze zadano kandydatom. Nauczyciele są oburzeni dramatycznie niskim poziomem debaty.
„Najważniejszym problemem polskiej edukacji jest to, czy dzieci będą się w szkole przygotowywały do pierwszej komunii. Brak mi słów…” – ocenił w social mediach nauczyciel Artur Sierawski, który koordynuje akcję „Nie dla chaosu w szkole”. Pedagog jeszcze więcej gorzkich słów wypowiedział w wywiadzie dla wp.pl. „Zapomniano o wszystkich problemach w oświacie. Efekty reformy edukacji, podwójny rocznik w szkołach, matury, nauczanie w dobie pandemii. O to należało spytać – jak przyszły prezydent widzi nauczanie w szkołach od września? To ogromny problem i pytanie zasadnicze. Zabrakło też pytania o to, jak na przestrzeni najbliższych lat prezydent widzi polską szkołę. Jaką ma wizję?” – powiedział nauczyciel. Sierakowski dodał, że – z perspektywy nauczycieli – słuchanie tej debaty prowadziło do „białej gorączki”. „To tak jakbyśmy wszyscy dostali policzek” – podsumował.
W podobnym tonie wypowiedział się prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) Jędrzej Witkowski. „To [komunia i religia] nie była kwestia warta poruszenia w debacie prezydenckiej, w której pojawia się tylko pięć pytań. Oczywiście temat religii w szkołach jest istotny dla części wyborców, ale nie tym żyje obecnie oświata” – wyznał dziennikarzom pracującym dla Wirtualnej Polski.
„Czy [od września] będzie edukacja zdalna, czy stacjonarna, czy hybrydowa? I jak powinniśmy się na te różne scenariusze przygotować?” – te pytania, jego zdaniem, powinny zostać zadane politykom przez dziennikarzy TVP. Kandydaci, choć uznali pytanie za idiotyczne, oczywiście, odpowiedzieli na nie. Andrzej Duda stwierdził, że to rodzice powinni decydować o tym, czy ich dzieci będą uczestniczyć w zajęciach. W podobnym stylu wypowiedział się Rafał Trzaskowski. Szymon Hołownia uznał z kolei, iż to „wspólnota szkoły” powinna podjąć decyzję. Bardziej laickie stanowisko obrał lewicowy Robert Biedroń, który uważa, że religia powinna zostać wycofana ze szkół. To samo powiedział Waldemar Witkowski.
Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL uniknął natomiast jednoznacznej deklaracji. „Będę dbał o wolność religijną i o swobody religijne, ale też o szacunek dla każdego człowieka. Dla tych, którzy poszukują Boga i dla niewierzących” – powiedział. Na bardziej racjonalne podejście do rozmów na temat edukacji i szkolnictwa przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Dla PiS i TVP nauka sprowadza się najwidoczniej do wkuwania na pamięć formułek komunijnych oraz modlitw. Źródło: wp.pl
Szkoły i nauczyciele są niepotrzebni, wystarczą lekcje w KurWizji!? A tak po prawdzie demokracja i przymus nauczania to, aż kuje w oczy!? Jeszcze na dodatek wystawianie ocen. To już absolutny absurd. A precz z tym komunistycznym anachronizmem. Kaczyści wkroczyli na właściwa drogę......Nie może być by uczeń pozbawiał premii, nagrody zapracowanego, zatroskanego sprawami kraju, miasta..... pisowskiego urzędnika!?

19 06 2020 Co przyniesie wizyta A. Dudy w Waszyngtonie?
Nagle gruchnęła wiadomość, że prezydent USA D. Trump zaprosił prezydenta Polski A. Dudę do Waszyngtonu na osobiste rozmowy, które mają dotyczyć obronności, energetyki, gospodarki w tym handlu i inwestycji oraz cyberprzestrzeni. A. Duda zaproszenie przyjął i poleci do USA 24 czerwca na cztery dni przed wyborami. Będzie pierwszym zaproszonym przez USA prezydentem po powolnym wychodzeniu przez świat z zagrożeń związanych z koronawirusem. Ale czy rzeczywiście wizyta A. Dudy w Waszyngtonie jest takim zaskoczeniem? Na pewno nie dla dyplomatów i urzędników obu stron. Takiego spotkania na szczycie nigdy nie organizuje się ad hoc, tym bardziej w przypadku takiego supermocarstwa jak USA. Musi być poprzedzone wielotygodniowymi ustaleniami pomiędzy sztabami obu prezydentów i tak naprawdę same spotkanie jest tylko zewnętrznym, wizualnym i werbalnym przekazaniem tego, co zostało ustalone wiele dni czy tygodni wcześniej (nawet miesięcy). Reszta to dyplomatyczny standard: miłe i przyjacielskie gesty, akty podpisywania dokumentów, rozmowy w cztery oczy, spotkania pierwszych dam, wspólny posiłek, rozmowy delegacji, itd.
Zarówno prezydent USA jak i prezydent Polski tak naprawdę już dzisiaj wiedzą o wszystkich ustaleniach, które będą ogłoszone w dniu ich spotkania i warto wobec tego śledzić to, co przenika do wiadomości publicznej. Oczywiście, że do takiego wyjątkowego spotkania może dochodzić tylko wtedy, gdy jest coś ważnego do ogłoszenia a jeżeli jest, to znaczy, że są bardzo dobre osobiste stosunki obu prezydentów. Niewątpliwie tak jest, bo daje się zauważyć "nić wzajemnego zaufania i sympatii" pomiędzy A. Dudą i D. Trumpem oraz pierwszymi damami obu krajów. 
Z tego co mówi sam prezydent Polski zapadną konkretne decyzje w sprawie Trójmorza i zwiększenia obecności wojsk USA w Polsce (relokacja z Niemiec). Ponadto prawdopodobnie Polska zgodzi się na zakup technologii 5G z USA oraz zaaprobuje ogromną inwestycję Microsoftu dotyczącą budowy ośrodka bazy danych. Prezydenci potwierdzą też zwiększenie zakupu przez Polskę amerykańskiego gazu LNG a być może nawet zostanie podpisana deklaracja dotycząca energetyki jądrowej w Polsce.
Ale też jest coś więcej. Amerykańska ambasador G. Mosbacher napisała 15 maja na Twitterze, że "jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska - która rzetelnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, rozumie ryzyka i leży na wschodniej flance NATO - mogłaby przyjąć ten potencjał i u siebie"
. Czy to był dyplomatyczny przeciek realnych rozwiązań czy też tylko "balon próbny" mobilizujący Niemcy do wypełniania zobowiązań sojuszniczych w NATO i sondujący reakcję Rosji? Tego nie jesteśmy jeszcze dzisiaj w stanie stwierdzić, ale należy takie zapowiedzi traktować bardzo poważnie. Nie mogły paść bez aprobaty Białego Domu a przecież wszyscy wiemy, że relacje pomiędzy D. Trumpem i A. Merkel są co najmniej oschłe, czego przykładem niech też będzie m.in. odmowa A. Merkel uczestnictwa w spotkaniu G7.
Uwzględniając powyższe, nie mam też najmniejszej wątpliwości, że zostanie poruszony temat gazociągu Nord Stream 2, którego administracja D. Trumpa nie znosi w takim samym stopniu co Polska a ostatnie decyzje obejmujące amerykańskie sankcje wobec firm budujących ten gazociąg stawiają pod znakiem zapytania całą inwestycję . Sądzę też, że prezydenci będą w cztery oczy rozmawiali o przyszłości sojuszu NATO, również w zakresie obsady stanowiska Sekretarza Generalnego, które obecny sekretarz Jens Stoltenberg zajmował będzie do 30 września 2022 roku. 
Czy to wszystko? Zapewne nie, ale skoro już wszystko jest ustalone to należy spodziewać się w najbliższym czasie kolejnych "przecieków" dotyczących tego, co prezydenci "ustalą" podczas osobistego spotkania.
Źródło niepoprawni.pl
Duda sprzyja Stanom Zjednoczonym, i zostaniemy skoszarowani w rezerwatach, jedzie do Białego Domu podpisać odpowiednie akty prawne!?
Z forum: Cimoszewicz z Buzkiem wczoraj komentowali temat rozmów i skwitowali to mniej więcej tak "Polska powinna znać swoje miejsce w szeregu i nie wcinać się w kompetencje Niemiec"
W Rosji są niepocieszeni, kraj się wali a tu takie coś i jak tu teraz żyć w tym imperium towarzysze ? 
18 06 2020 Debata prezydencka, czyli „jak dowalić Trzaskowskiemu”.
Zebrało się jedenastu panów, większość o nader przeciętnej inteligencji, jedni czarujący, inni narcystyczni, jedni rozsądni inni szaleni. Reżyserem debaty prezydenckiej, której roboczy tytuł brzmiał „Jak dowalić Trzaskowskiemu” był zapewne wielki mózg pisowskiej propagandy Jacek Kurski. Jednak jego „wielkość” zamknęła się w horyzontach wyznaczonych przez monotonię nic nie znaczących tematów, które PiS traktuje jako swoją kartę przetargową. Duda podobnie jak jego protektor i Pan (Prezes) nie może wznieść się na poziom rozważań ekonomicznych, społecznych czy związanych z polityką międzynarodową więc wybrano mu takie tematy, w których może zalśnić swoją troską o „normalnych” Polaków a Trzaskowski będzie się musiał tłumaczyć, że nie jest wielbłądem. Pytania były tak idiotyczne i tak marginalne, że trudno powiedzieć, czy chodziło w nich o ochronę nadwątlonych możliwości intelektualnych obecnego prezydenta czy weryfikację projektu kampanijnego na najbliższe dni. Jak powiedział Kosiniak Kamysz „ten kto wymyślił te pytania musiał mieć jakiś odlot”.
Bynajmniej. To normalny poziom pisowskiej propagandy i kwintesencja mentalności szefa telewizji partyjnej.  Pytano więc o uchodźców z intencją dowalenia Trzaskowskiemu, bo nie jest ksenofobem, a ksenofobia jest dziś w PiS na topie. Pytano o szczepionki, bo PiS ciekawie zerka w kierunku antyszczepionkowców, pytano o małżeństwa homoseksualne, bo PiS chce pokazać biskupom, że stoi na straży „świętej rodziny” (gdzie mąż może bić żonę, byleby tylko nie zadawał się z innym facetem), wreszcie pytano o to czy w szkole można się przygotowywać do świętej komunii, co prowadzący uznał za pytanie dotyczące „świata wartości”.
Nie ma chyba lepszego dowodu na pisowski nihilizm moralny jak przekonanie, że świat wartości zamyka się w szkolnych przygotowaniach do komunii. Niewiarygodnym jest też, że w kraju, w którym ponad połowa społeczeństwa to kobiety, debata prezydencka odbywa się nie tylko bez ich udziału, ale też bez udziału jakichkolwiek pytań i problemów, które by ich dotyczyły takich jak chociażby kwestia równych płac, eskalacji przemocy domowej, ograniczonej autonomii ze względu na nieuznawanie praw reprodukcyjnych, czy wreszcie bezrobocia i braku wspierającej role wychowawcze polityki socjalnej. W sumie zebrało się jedenastu panów, większość o nader przeciętnej inteligencji, jedni czarujący, inni narcystyczni, jedni rozsądni inni szaleni – ot tak jak to bywa wśród męskiej populacji, która żyje w świecie bez kobiet to znaczy traktując kobiety jako milczące wykonawczynie ról usługowych i wychowawczych.Tę siermiężną i zarazem głupkowatą debatę o marginalnych problemach wygrali – w moim mniemaniu – trzej panowie: Trzaskowski, Hołownia i Witkowski. Duda wygrywać nie musiał, zaraz po zakończeniu debaty miał dwudziestominutową pseudo konferencję prasową, gdzie już bez konfrontacji z kimkolwiek mógł pochwalić się swoimi wielkimi sukcesami. Jak dzieciak, który po potyczce z kolegami wraca pod maminą spódnicę, by poczuć się całkowitym zwycięzcą. Mama propaganda obroni.
Magdalena Środa. Źródło koduj24.pl
Z forum: Po próbie z debatą z 7 maja i żenującymi pytaniami które padały postanowiłem darować sobie kolejny spektakl z „odwracaniem kota ogonem” i nie oglądałem wczorajszej debaty. Po komentarzach które przeczytałem dochodzę do wniosku ze miałem rację. Co tu więcej powiedzieć po ustawkach i wrzutkach w programach informacyjnych nadawanych przez TVP można stwierdzić że, „widzów traktuje się jak idiotów” i „ciemny lud to kupi”. Jaki będzie efekt tych propagandowych zabiegów przekonamy się za 10 dni. W mojej ocenie A. Duda zrobił i powiedział wszystko co tylko mógł aby zbliżające się wybory przegrać. Jego sztab wyborczy i PiS-owscy funkcjonariusze mu w tym pomagają. Więcej Żalka, Kowalskiego, Czarnka czy Bielana w telewizji i pogrążą Dudę i PiS całkowicie. Duda właściwie sam się pogrąża a Ci swoimi kretyńskimi wypowiedziami tylko mu w tym pomogą.. Tak panowie trzymać liczę na was

18 06 2020 Adrian i cham (oraz LGBT).
Dla prezesa najpiękniejsza to Polska byłaby wtedy, gdyby była też wolna od Żydów, masonów, cyklistów, wegan i całej opozycji, od prawa do lewa.
Kampanijny wątek „obrony tradycyjnej rodziny przed ideologią LGBT”, jaki się pojawił w kampanii prezydenta Dudy, tak – równie nagle – gdzieś przepadł. Według złośliwych komentarzy to skutek interwencji zza oceanu, choć ambasador wystosowała w tej sprawie dyplomatyczne dementi.
Rzeczywiście, do porządku musiał przywołać lokatora Dużego Pałacu ktoś inny, tym bardziej, że Georgette Mosbacher po polsku raczej się nie wypowiada, a przecież pan prezydent już dawno deklarował, że „nie będą nas uczyć w obcych językach” jak traktować różnych tam odmieńców mamy! A tak w ogóle to nie jest w porządku, że „zagranica” nie doceniła wkładu Andrzeja Dudy i jego obozu w obronę prawdy w epoce dyktatu wszechobecnej gdzie indziej politycznej poprawności. Bo przecież pan prezydent powiedział tylko, jak jest. A jak jest, wytłumaczył w telewizji członek jego sztabu wyborczego, doktor habilitowany prawa z KUL Przemysław Czarnek. Bycie osobą nieheteronormatywną nie jest normalne! W związku z czym nie ma co mącić ludziom głowach jakimiś tam, wymyślonymi przez wrogów prawdziwej wiary, „prawami człowieka” czy mamić ideą równości.
Tymczasem, jak świat światem, nie będzie LGBT prawdziwemu Polakowi  bratem (ani siostrą), ponieważ to gorszy gatunek człowieka. Chociaż w zasadzie to w ogóle „nie są ludzie”. Każdy normalny Polak-katolik to (po cichu) przyzna. Ostatnio przyznał na przykład pan minister Brudziński, dając publicznie wyraz swoim marzeniom o Polsce, która jest – owszem – piękna, ale bez LGBT mogłaby być jeszcze piękniejsza. Za otwarte głoszenie tej prawdy liczni zwolennicy partii aktualnie rządzącej są gotowi jej przywódców po rękach całować…
Sądząc z wypowiedzi polityków z otoczenia pana prezesa, najpiękniejsza to Polska byłaby wtedy, gdyby była też wolna od Żydów, dziennikarzy TVN i „Wyborczej”, sędziów, których nie nominował aktualny pan prezydent, a też  masonów, cyklistów, wegan i całej opozycji, od prawa do lewa. Jednym słowem –  od wszystkich obywateli „gorszego sortu”. Byłaby wtedy krajem urządzonym dokładnie według marzeń pana prezesa i przezeń rządzonym. Najlepiej po wsze czasy. Natomiast Polacy (ale tylko sami prawdziwi), zamiast w cieniu Brukseli i Waszyngtonu, żyliby sobie szczęśliwie w… ostrym (ale swojskim) cieniu mgły i Dwóch Wież oraz ewentualnie Watykanu, ale to tylko pod warunkiem, że  Stolica Piotrowa też uwolniłaby się – w międzyczasie – od aktualnego papieża – heretyka.
Wtedy można by też oficjalnie skończyć z wydumaną „równością”, bo przecież to głównie o to chodzi z tym nieszczęsnym LGBT, a też feminizmem, a nawet…  komunizmem, do którego słusznie nawiązał w tym kontekście pan prezydent Duda. Bo równość to idea chora i wynaturzona. Co to za pomysł w ogóle, żeby cham miał być równy w prawach –  choćby tylko obywatelskich –  panu, człowiek „normalny” –„zboczeńcowi”, Murzyn – białemu  albo kobieta – mężczyźnie. No i żeby ktokolwiek miał aspirować do praw i godności należnych wyłącznie pozycji pana prezesa! Takie myślenie godzi w odwieczny porządek świata oraz prawa naturalne! Wszak „naturalna hierarchia” to dla każdego szanującego się, konserwatywnego prawicowca podstawa wszelkiego porządku, tak w rodzinie, jak w państwie. Jedni są na dole, a inni na górze. Jedni rządzą, drudzy są rządzeni. Jedni mówią, inni słuchają. A wszelkie prawa i przywileje zależą od  miejsca w społeczeństwie.
Pan to pan. A pan prezes to pan prezes. Nie po to czynownicy PiS przez lata całe ciężko pracowali, by się dorwać do władzy i pieniędzy, żeby się teraz mieli równać i pospolitować z byle „chamską hołotą”! OK, niech już będzie, że wszystkie zwierzątka są równe. Ale niektóre równiejsze.
Bożena Chlabicz-Polak. Źródło koduj24.pl 
18 06 2020 Żenująca debata w TVP. Pytania „najwyraźniej podyktował Jarosław Kaczyński”.
W środowy wieczór w TVP odbyła się debata między kandydatami – większość pytań ograniczała się do roztrząsania światopoglądowych fiksacji PiS-owców. Debata zdominowana została przez pytania związane z tematami ideologicznymi. Większość z nich była wymierzona w kandydata Rafała Trzaskowskiego z KO. Polityków zapytano m.in. o przygotowania dzieci do pierwszej komunii w szkołach (!), związki partnerskie, adopcję dzieci przez pary homoseksualne i uchodźców. Natarczywość TVP dostrzegła zdecydowana większość uczestników jałowej dyskusji. Marek Jakubiak przyznał, że jest „zażenowany” wałkowaniem tych samych tematów. Paweł Tanajno stwierdził zaś, że już wcześniej przewidział postawione przez TVP pytania, które – w jego odczuciu – „najwyraźniej podyktował Jarosław Kaczyński”.
W podobnym tonie wypowiedział się Rafał Trzaskowski: „Mam wrażenie, że telewizja publiczna stała się telewizją jednego tematu” – wyznał polityk KO.
Jeszcze dosadniej monotematyczność skomentował Władysław Kosiniak-Kamysz: „Ten, kto układał te pytania, musiał mieć niezły odlot”. Wątpliwości nie pozostawili też obserwatorzy debaty i komentatorzy polityczni. „Drugie pytanie podczas debaty prezydenckiej w Polsce o przygotowanie w szkołach do komunii świętej… naprawdę???? To jest temat dziś w kraju ogarniętym kryzysem ekonomicznym, społecznym… Język nienawiści i szczucia codziennie się leje z tak zwanych mediów publicznych” – napisała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.
„Drugie pytanie o religię w szkole i komunie, po tym jak TVP pytała Trzaskowskiego o to, dlaczego nie posłał syna do komunii św.? Ta debata jest tak grubymi nićmi szyta przeciwko Trzaskowskiemu, że organizatorzy nawet nie krygują się, że jest inaczej. Farsa” – wtórował redaktor Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. Nawet zdeklarowani prawicowcy krytycznie odnieśli się do zaserwowanych pytań.
„Trzecie pytanie o Trzaskowskiego, który chciał udzielać ślubów mniejszości LGBT i o „plan Rabieja”. To jest debata ustawiona w kontrze do kandydata KO, zupełnie pozbawiona priorytetów polityki krajowej i międzynarodowej obecnych czasów. Kosmos” – napisał dziennikarz konserwatywnego tygodnika „Do Rzeczy” Marcin Makowski. „Strasznie słabe pytania. To brak szacunku dla ludzi, którzy dali na to ostatnio 2 mld zł” – dodał reprezentujący kukizowską prawicę wicemarszałek Stanisław Tyszka. Jeszcze ostrzejsze uderzenie w TVP nastąpiło jednak ze strony bardziej lewicowej. Barbara Nowacka, w swoim Tweecie, powiązała autorów pytań ze sztabowcami Dudy. „Pytania to wprost perełki. Czuć niebanalną intelektualnie głowę sztabowców Dudy i finezję Kurskiego” – zauważyła liberalna posłanka Koalicji Obywatelskiej.
„Ta debata i kolejne pytania potwierdzają, że TVP to sztab Dudy…” – zgodził się z Nowacką poseł Marcin Kierwiński (również członek KO). Emocje kandydatów w wyborach i komentatorów studzi Michał Kobosko ze sztabu Szymona Hołowni. Pełnomocnik komitetu chadeka uważa, że… debata nie przesądziła wcale o upadku dziennikarstwa w Telewizji Polskiej. „Niektórzy uważają, że takimi pytaniami TVP się dziś totalnie pogrążyła. Nieprawda. Nie może spaść coś, co leży na dnie” – idealnie podsumował stronnik Hołowni.
Źródła: onet.pl, interia.pl. dorzeczy.pl, Twitter
To nie była debata a konkurs piękności, bo debata to dyskusja, a dyskusji nie było!? Debaty nie można wygrać czy przegrać, bo to konkurs piękności!? No a jak myślicie Państwo który z kandydatów znał wcześniej pytania, i kto je przygotował!? Dlaczego sztab wyborczy Trzaskowskiego nie trafił z odpowiedziami na zadawane pytania w debacie!?
Z forum: Tomasz Lis: Andrzej Sebastian Duda, drugoligowy prezydent, trzecioligowy kandydat, intelektualna miernota, marionetka Kaczyńskiego , wstyd dla Polski.

17 06 2020 Powodem wizyty Dudy w Waszyngtonie jest kwestia obronności Polski czy temat najbliższych wyborów?
Andrzej Duda na chwilę przed I turą wyborów (26 lub 27 czerwca) poleci do Waszyngtonu aby spotkać się amerykańskim prezydentem – czytamy na rmf24.pl. „Urzędnicy Kancelarii Prezydenta w nieoficjalnych rozmowach twierdzą, że jest to bardzo realny pomysł, trwają uzgodnienia w tej sprawie. Nieformalne zaproszenie już jest”. Tę wizytę należy bezwzględnie wpisać do wyborczego scenariusza działań sztabu Dudy. Jednak część współpracowników urzędującego prezydenta dostrzega, w mającym mieć miejsce zdarzeniu, problem, który może skutkować w przyszłości gdyż :(.) „przenoszenie amerykańskich wojsk z Niemiec do Polski może poróżnić Warszawę z Berlinem”.
„Do tego, jeżeli Duda wygra, to Trump może po wyborach uznać, że wyświadczył mu przysługę i potem będzie domagać się zwrotu długu wdzięczności, na przykład w sporach z innymi naszymi sąsiadami” – w dalszym ciągu donosi rmf24.pl. Fakt, że polski prezydent może zostać pierwszą zagraniczną głową państwa przyjętą od początku epidemii koronawirusa może tylko zwiększyć determinację polskiego polityka aby doprowadzić do tej wizyty za wszelką cenę. Oficjalnie, kluczowym wątkiem, rozmów obu prezydentów ma być kwestia „wzmocnienia obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce”. Przechodząc z politycznej retoryki na język powszechnie zrozumiany Amerykanie myślą o przysłaniu nad Wisłę części swoich wojsk, które mają wycofać z Niemiec.
Źródło: rmf24.pl
Amerykanie wycofują wojsko z Niemiec, do Polski by nie płacić za ich pobyt. Polski podatnik będzie płacił za pobyt wojsk USA, ba kupi nawet amerykańskim żołnierzom najnowocześniejsze uzbrojenie!? Gdzie się podziało 50 mld złotych z budżetu MON, za panowania Macierewicza, i Błaszczaka!?
Z forum: - Niech jedzie, znowu będzie ubaw w tych smutnych czasach. Może tym razem Trump pozwoli mu usiąść na dywanie koło biurka.
- Wizycie nadano podobno status DYNAMICZNA. Andrzej D. przebiegnie truchtem pomiędzy biurkiem a gablotką.
- Aby więc sprawę „obgadać” prezydent Duda na dosłownie kilkadziesiąt godzin przed wyborami poleci za wielką wodę. Czas pokaże czy ta wizyta przysporzy czy odejmie mu głosów wyborczych.
- Jeśli część wojsk USA będzie dyslokowana z Niemiec do Pl, będzie to przyłączenie się do "karania" Niemiec przez D.Trumpa. To osłabienie potencjału NATO i strategiczny błąd. Duda zadaje się chce w trakcie kampanii zostać grabarzem Sojuszu na spółkę z Trumpem.
- Niemcy nie płacą za pobyt amerykanów, ale trampek znalazł debila który zapłaci. Za możliwość postania parę chwil obok biurka trampka, czopek zrobi wszystko a podatnik zabuli jak za mokre zboże. I tak to wygląda może się powtarzam ale tak to już jest że najbardziej zwraca na siebie uwagę idiota. 
15 06 2020 „Solidarność” pocztowców skarży się na Sasina Piotrowi Dudzie. 
Za jego pośrednictwem skarga ma trafić do Andrzeja Dudy. „Solidarność” pocztowa przygotowała list do szefa „S” Piotra Dudy, w którym poprosiła go o pilne zainterweniowanie u Andrzeja Dudy w sprawie ministra Sasina. Szef resortu aktywów państwowych nie zapłacił jeszcze Poczcie Polskiej za przygotowania do przeprowadzenia majowych wyborów korespondencyjnych. List przeciwko Sasinowi może budzić zdziwienie, choćby ze względu na to, iż pocztowa „Solidarność” uważana była dotychczas za sojusznika PiS i prawicy. Związkowcy znani byli też ze swojej niechęci do PO i PSL – partie te oskarżane były przez nich za dopuszczenie do zdewastowania budżetu Poczty Polskiej.
„Przygotowanie Poczty do przeprowadzenia prezydenckich wyborów 10 maja br. wiązało się z ogromnymi kosztami, które miały leżeć po stronie PKW oraz Ministerstwa Aktywów Państwowych, a Poczta za wykonanie usługi dystrybucji pakietów wyborczych miała otrzymać stosowną zapłatę” – tymi słowami rozpoczęła się wiadomość pocztowej sekcji NSZZ „Solidarność”. „Niestety w wyniku działań politycznych pocztowcy nie doczekali się ani zwrotu poniesionych kosztów, ani nie było im dane wykonanie powierzonego zadania. (…). Z przykrością należy stwierdzić, że ani minister Aktywów Państwowych pan Sasin ani rząd RP nie wykazują zainteresowania tym, w jakiej sytuacji wizerunkowej i ekonomicznej została postawiona Poczta Polska” – napisano w dalszej części listu.
Taki obrót sytuacji, zdaniem pocztowców, doprowadzić może do tego, że to instytucji przyjdzie zapłacić za błędy popełnione przez rządzących. „Teraz w wyniku epidemii, która dotknęła polską gospodarkę obecny zarząd pragnie przerzucić skutki spadku przychodów na pracowników, poprzez ograniczenie wynagrodzeń” – ostrzegli związkowcy zrzeszeni w „Solidarności”. Pod koniec listu zaapelowali więc bezpośrednio do Piotra Dudy o interwencję u prezydenta: „Pan Prezydent Andrzej Duda wielokrotnie dawał wyraz głębokiej troski o wszystko, co w swojej nazwie ma słowo Polska. Wierzę, że i tym razem pochyli się nad strategicznym narodowym operatorem i wesprze go swoim autorytetem powodując skierowanie niezbędnej pomocy finansowej dla Poczty Polskiej”. Pod skierowanym do szefa „Solidarności” listem, w imieniu pracowników, podpisał się Bogumił Nowicki – przewodniczący związkowców z Poczty Polskiej. Pocztowa Solidarność, by powstrzymać kryzys w organizacji, chce, aby rząd przekazał Poczcie Polskiej dodatkowe dotacje z budżetu Skarbu Państwa. Pracownicy żądają też wymiany zarządu i powołania nowego dyrektora.
Czasu na ratowanie spółki jest naprawdę niewiele. W maju TVN 24 informował, że organizacja pseudowyborów kosztowała pocztę 68,8 mln zł. Olbrzymie straty poniesione przez firmę najpewniej odbiją się na samych pracownikach – oni sami zostali już poinformowani o cięciach pensji.
Źródło: wyborcza.pl
To nie Dudy, a Morawieckiego z Kaczyńskim należy przycisnąć do ściany!? Za błędy Kaczyńskiego zapłacą listonosze i podatnicy!?
14 06 2020 Skandaliczne słowa członka sztabu Andrzeja Dudy o środowiskach homoseksualnych: „Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”.
Zjednoczona Prawica od kilku dni prowadzi kampanię przeciwko LGBT. Rykoszetem odbija się ona na milionach polskich członków tej społeczności, którzy byli już atakowani przez Andrzeja Dudę, Joachima Brudzińskiego i Jacka Żalka. Homofobiczny głos zabrał tym razem poseł Przemysław Czarnek – członek sztabu Andrzeja Dudy. Skandaliczne słowa padły w programie publicystycznym „Studio Polska” w TVP Info. „Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją” – powiedział w czasie antenowym polityk PiS. Autor powyższych słów już wcześniej podejrzewany był o nienawiść do osób LGBT. W 2018 r., jako wojewoda lubelski, usiłował zablokować Marsz Równości w Lublinie. „Marsz Równości sugerowałby, że mamy w Lublinie jakąś nierówność i trzeba teraz demonstrować równość. Ale jaką mamy nierówność? (…) Nie promujmy zboczeń, dewiacji i wynaturzeń” – grzmiał w tym czasie przedstawiciel partii rządzącej.  Opinia Czarnka doskonale wpisuje się w przyjętą przez polityków PiS narrację. Parlamentarzysta Jacek Żalek powiedział kilka dni temu, że „LGBT to nie ludzie”, europoseł Joachim Brudziński natomiast rozpisał się na swoim Twitterze o tym, iż „Polska bez LGBT jest najpiękniejsza”.
Źródło: natemat.pl
- Rozkręcają wojenkę o LGBT, żeby zmobilizować do głosowania na PiS. Wszystkich „cudaków” wrzucono do jednego worka LGBT, i powstał ruch który chce zmienić świat według jego zasad!? Dlaczego mniejszość jakim jest LGBT ma narzucać swoje zasady większości!?
- A co tak wszyscy nagle zapałali miłością do LGBT!? To co nie mam już prawa mówić, że nie lubię ich, że odstają, że to dewiaci!? Znaczy się „to to” można tylko kochać!? Pobudka! Przy moim stole nie ma miejsca dla dewiatów, i nikt mnie nie zmusi bym zmienił zdanie!?
Z forum: - Zawsze mobilem że PiS to partia narodowo-socjalistyczna naśladująca najgorsze tradycje historyczne, Hitler bulby dumny, Putin tez bo Rosja jest chyba najbardziej obecnie znana z podobnych praktyk. Politycy o takiej ideologii doprowadzili tez do 1 i 2 wojny światowej.
- Co będzie następne w posunięciach przeciwko grupom homoseksualnym? Getta, obozy pracy, oznaczanie naszywkami na ubraniach, jak Żydów w III Rzeszy? Napady, pobicia – wszystko w obronie „świętej rodziny i wiary katolickiej”? Wyborcy PiS-u rozpisują się w komentarzach o konieczności „uruchomienia pieców i palenia żywcem tych zboczeńców”, przywrócenia obozów śmierci i zgłaszają się chętni do ich obsługi! Do tego właśnie doprowadza szczucie PiS na grupę LGBT. A jaka będzie następna grupa? To może być każda! To może być każdy z nas, kto według partii PiS „nie jest normalny”, bo „nie przysługują im jakieś prawa człowieka czy równości, bo nie są równi z normalnymi ludźmi”. To jest, drodzy komentatorzy, żywcem wyjęte z przemówień Hitlera i innych faszystów. PiS już się z tym nawet nie kryje. Jak tak dalej pójdzie to będzie w Polsce wojna domowa. I jeszcze jedno. Wczorajsze krzyki Dudy na wiecu wyborczym, że „LGBT to nie ludzie” odbiły się szerokim echem w prasie zagranicznej. Piszą o tym nawet najmniejsze dzienniki wydawane w małych miasteczkach! Świat jest w szoku, jak polski prezydent traktuje część polskiego społeczeństwa, część Polaków, ale także część ludzi na całym świecie! Swoją drogą wśród polityków europejskich i światowych jest wielu homoseksualistów, którzy się z tym nie kryją. Ciekawa jestem, jak Duda będzie się z nimi spotykał na rozmowach dyplomatycznych i jak spojrzy im w oczy… O ile w ogóle oni będą chcieli kiedykolwiek spotkać się z Dudą.

14 06 2020 Donald Tusk kolejny raz ośmieszył prezydenta Andrzeja Dudę na Twitterze.
Były premier zaczepił prezydenta Dudę w jednym ze swoich ostatnich wpisów, w którym ostro ocenił poziom kampanii prawicowego polityka: „Prezydent Rzeczpospolitej powinien dbać o jej reputację. Andrzej Duda robi wszystko, aby ją zrujnować. Jego kampania to wstyd na cały świat” – napisał Tusk.
Na te słowa nerwowo zareagował jeszcze urzędujący prezydent RP: „Panie Donaldzie, miał Pan okazję wystartować w wyborach i prowadzić swoją kampanię. Był Pan dwukrotnie namawiany, by się ze mną zmierzyć przez swoje środowisko. Wolał się Pan jednak schować za plecami MKB, a później RT. Wie Pan, jak się na taką postawę mówiło na podwórku? Cykor…” – napisał w swoim stylu. Uwaga polityka prawicy spotkała się ze zdecydowaną odpowiedzią szefa Europejskiej Partii Ludowej, który jasno pokazał Dudzie jego miejsce w szeregu: „Panie Andrzeju, interesowała mnie konfrontacja z pańskim przełożonym. Ale, jak to mówią na podwórku…” – odgryzł się Tusk.  „Panie Przewodniczący, z moim Mistrzem, moim Prezydentem skonfrontował się Pan w 2005 roku. I przegrał Pan sromotnie… A co było potem, wszyscy pamiętamy” – odpowiedział mizernie Duda.
Słowa Donalda Tuska bardzo zabolały Andrzeja Dudę, czego wyraz dał on w czasie spotkania z mieszkańcami Głogówka. Prezydent oskarżył na nim Tuska o kłamstwa.
„Dzisiaj, przed chwilą (Donald Tusk – red.) wypisuje, że to, co ja mówię o ochronie rodziny (…) to jest wstyd przed Europą i przed światem. A ja powiem tak – wstyd to jest kłamać prosto w oczy, ludziom mówić, że wiek emerytalny nie zostanie podwyższony tylko po to, żeby wygrać w wyborach, a potem po wyborach od razu go ludziom podwyższyć, to jest wstyd, to jest wstyd i smród, który się potem ciągnie przez całe życie za takim politykiem. To jest wstyd, oszustwo i kłamstwo, które powinno wyeliminować takiego człowieka z polityki na zawsze. I może właśnie dlatego nie odważył się wystartować w wyborach prezydenckich i za placami się krył, najpierw marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, a teraz Rafała Trzaskowskiego i zza ich pleców zuga dzisiaj, żenujące po prostu, kłamca, największy kłamca polityczny chyba w historii III RP” – grzmiał podminowany prezydent.
Kolejny etap sporu między Tuskiem a prezydentem wywołany został po tym, gdy Andrzej Duda zaczął wplatać do swojej kampanii wątki wymierzone w środowiska LGBT. Polityk mówił m.in. o indoktrynacji dzieci w szkołach i „neobolszewickich” zapędach środowisk mniejszości seksualnych. Haniebne słowa prezydenta opisane zostały przez światowe media i sprowokowały dyskusję na temat stanu państwa polskiego – wielu zagranicznych dziennikarzy nie zostawiło w ostatnich dniach suchej nitki na najwyższych „dostojnikach” rządu Polski.
Źródło: natemat.pl
- Gdyby Tusk był cykorem to nie leciałby z kominów na głowę!? Co najwyżej może mieć nierówno pod deklem!?
- Tusk kłamał, i kłamie, no a Morawiecki i Kaczyński to mistrzowie kłamstwa i manipulacji!?
- Kłamstwo stało się ich narzędziem pracy polityków tak jak łyżka, widelec, nóż przy stole. Postaci używających kłamstwa wśród polityków jest na pęczki i nie jest to domeną tylko jednej partii.
- Cytując klasyka Jarosława, kłamstwo wypowiedziane w dobrej wierze nie jest kłamstwem!
- Bardzo lubię Polskę, bo to niezły Meksyk. Doczekaliśmy czasów demokracji. Kłamczuch kłamczuchowi kłamstwo zarzuca. Złodziej złodzieja okrada. Oszust oszusta oszukuje.

14 06 2020 „Handlarz bronią od respiratorów Szumowskiego już wcześniej oszukał inną państwową spółkę”.
Serwis OKO.Press poinformował, że właściciel przedsiębiorstwa „E&K” oszukał już państwo w 2011 r. – teraz resort zdrowia ponownie zaufał mu i powierzył dostarczenie respiratorów. Firma „E&K” zawarła z ministerstwem Łukasza Szumowskiego umowę na dostarczenie 1,2 tys. respiratorów, dostając za to 130 milionów złotych zaliczki. Przedsiębiorstwo, co należy podkreślić, wywiązało się z przekazania 50 maszyn.
Dziennikarze OKO.Press przypomnieli teraz ciemne karty z życia właściciela „E&K” – Andrzeja I. Mężczyzna miał w przeszłości prowadzić firmę „Unimesko”, która zobowiązała się dostarczyć trotyl dla rządowych Zakładów Chemicznych Nitro-Chem. Państwowa spółka zapłaciła za to z góry 1,25 miliona dolarów (obecnie ok. 5 mln zł). Firma Andrzeja I. przekazała Zakładom Chemicznym zaledwie 20% zamówienia. Reszta wpłaconych pieniędzy po prostu się rozpłynęła – rząd bezskutecznie próbował odzyskać je w 2017 r.
Rok później sprawę podjęła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która najprawdopodobniej musiała poinformować o sytuacji organa CBA.
Jakim cudem Ministerstwo Zdrowia zaufało więc po raz kolejny Andrzejowi I.?
Mężczyzna – jak zapewniał wiceminister Janusz Cieszyński – był przecież „weryfikowany przez służby”. Andrzej I., oprócz handlu trotylem, zajmował się równie intratnym biznesem. Przedsiębiorca – jak podaje OKO.Press – dostarczał broń do miejsc, takich jak Rosja, Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, kraje Afryki i Bliski Wschód.
Źródło: natemat.pl
Z forum: - W żadne "nie wiedzieliśmy" nie wierzę. Po tylu przekrętach Szumowskiego, Jego resortu i Pisu jeśli Ktoś wierzy w wypadek przy pracy, to jest albo ślepy i głuchy, albo głupi. Kolejne 130 mln zł poszło w prywatne kieszenie PiSu.
- Obrotny pan Andrzej wyspecjalizował się w ryzykownych interesach. Zamówiona broń na pewno dociera na czas do wrednych reżimów, bo niedotrzymanie umowy grozi wybuchem samochodu z nierzetelnym handlarzem w środku, albo eksplozją gazu w jego domu – wraz z rodziną, teściami, psem kotem i chomikami. A tu – wystarczy dostarczyć małą partię towaru na zachętę, a później – rozesłać kaskę na podane konta w Szwajcarii i egzotycznych wyspach, wziąć umówioną prowizję i czekać aż sprawa przyschnie, niezbyt chętnie drążona przez służby, których szef jest właścicielem jednego z kont na liście i można powtórzyć numer. Tak właśnie się stało. I co mi zrobicie?
No a to sprzed dwóch dni: „Zrobiliśmy przedpłatę dlatego, że ministerstwo otrzymało pozytywną opinię dotyczącą tego podmiotu, podczas jej (E&K”) weryfikacji przez służby. W związku z tym podjęliśmy decyzję, że jeśli mamy pozytywną opinię, to możemy dokonać takiej przedpłaty” – tłumaczył tę decyzję przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy. Chwilę później dodał, że pieniądze te zostały zwrócone resortowi: – „Sytuacja, jak się okazuje, dowodzi, że to był wiarygodny kontrahent i w momencie, gdy nie zrealizował tej pierwszej partii dostaw, bez żadnego problemu i w momencie, gdy o to poprosiliśmy, zwrócił nam pieniądze” – skonkludował polityk PiS.
13 06 2020 Kaczyński: „Musimy doprowadzić do takiego stanu Polski, aby te zmiany były nie do cofnięcia”.
Jarosław Kaczyński mówi wprost, że warunkiem pozostania PiSu przy władzy jest zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. „jeżeli Rafał Trzaskowski wygrałby wybory, to dążyłby do tego, by nasz obóz jak najszybciej przestał rządzić” – cytuje słowa prezesa rządzącej partii Gazeta.pl. Słowa te wypowiedział na piątkowym XV zjeździe Klubów Gazety Polskiej, który wyjątkowo odbył się online. Prezes docenia wagę wyborów prezydenckich: „Musimy doprowadzić do takiego stanu Polski, aby te zmiany były nie do cofnięcia… Ta drużyna jest ciągle za mała, by opanować wszystkie te dziedziny, które są sferą państwa”.
Słowa te brzmią wręcz złowrogo, bo cena, jaką zapłaci Polska za rządy PiSu i tak jest już olbrzymia. Jednocześnie ukazują, że prezes PiS zdaje sobie sprawę z tego, że raz utraconej władzy nie odzyska już nigdy. Stąd dla niego jest to walka o wszystko. Zapowiada też, że – aby kontynuować obecną politykę, należy do niej przekonać ludzi i przygotować tę część społeczeństwa, która „ciągle jest pod wpływem propagandy”. Stwierdził również, że demokracja w Polsce ma się dobrze. „Działają różne organizacje, odbywają się demonstracje, wolność mediów jest większa niż być może gdziekolwiek indziej na świecie”. Ta definicja demokracji, a zwłaszcza porównanie jej do sposobu działania prasy na Zachodzie mogłaby budzić politowanie, gdyby nie fakt, że wypowiada ją człowiek rządzący praktycznie Polską.
Również dla Andrzeja Dudy jest to gra o wszystko. Pozbawiony funkcji, będzie niczym nawet dla innych członków swojej partii.  Zadziwiająca jest świadomość zarówno prezesa rządzącej partii, jak i obecnego prezydenta, jednorazowości ich władzy. To oznaczałoby, że obaj doskonale zdają sobie sprawę z własnych dokonań i z oceny, jaką wystawia im społeczeństwo. W większości demokratycznych krajów politycy nie traktują swojej władzy w kategoriach jednorazowych. Planują kariery i programy na wiele lat, poddając się spokojnie osądowi wybierającego społeczeństwa. Przegrani w jednych wyborach spokojnie przygotowują się do następnych, wyciągając wnioski i ucząc się na własnych błędach. W swoim przemówieniu Kaczyński zdradził się, że ma świadomość, iż wygrana Dudy jest jego ostatnią szansą na utrzymanie władzy. „Przy dużym wysiłku, dużym zaangażowaniu, mocnej wierze i silnej mobilizacji będziemy mieli zwycięstwo w pierwszej turze” (wszystkie cytaty za naTemat). Przyszłość pokaże, co dokładnie miał na myśli, wypowiadając te słowa. I dlaczego postronnemu słuchaczowi jego wypowiedź przypomina od razu słynne zdanie Gomułki: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Źródło koduj24.pl
- Kaczyński zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że zwycięstwo kandydata KO może doprowadzić do pogrzebania jego rządów? PiS padnie, a Kaczyński zasłużył na balonówkę (taczkę)! Pytanie sam do niej wsiądzie czy będziemy go będzie do niej wsadzić!?
- Jarosław Kaczyński: "Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, tobyśmy niczego nie mieli".
Z forum: - Kaczyński zdaje sobie sprawę, że jeżeli on i jego kolesie nie będą rządzić, to będą siedzieć, a weto prezydenckie Trzaskowskiego oznacza paraliż dalszej destrukcji praworządności w Polsce. Dla nich to jest gra o wszystko. Obawiam się, że nie cofną się nawet przed sfałszowaniem wyborów – a głosowanie korespondencyjne jest podatne na fałszerstwo, bo głosy wrzucone do skrzynki pocztowej pozostają poza kontrolą do momentu dostarczenia ich do gminnej komisji wyborczej.
- Mam nadzieję, że nikt nie będzie się już na mnie oburzał za porównywanie Kaczyńskiego do Hitlera. Pomijając wywołanie wojny i zagładę Żydów, metody obydwu są identyczne. No dobrze, zgoda, nie ma (jeszcze) obozów koncentracyjnych. Rolę Żydów grali uchodźcy, teraz LGBT. Całkowicie zgadzam się z tezą, że utrata władzy oznacza koniec PiS-u, a dla Kaczyńskiego koniec w sensie dosłownym. Jego retoryka przypomina retorykę Hitlera osaczonego w bunkrze w 1945 roku. Rozpaczliwe szukanie wyjścia z sytuacji. Prawdopodobieństwo przegranej powoli zmienia się w pewność. A jeżeli chodzi o nas… Nie wolno nam zostać w domu 28 czerwca. Każdy głos liczy się na wagę złota. Być może będziemy musieli wyjść na ulicę, nie wiem. Póki co, spróbujmy zawalczyć kartką wyborczą.

13 06 2020 Homoseksualiści jak Żydzi.
Przywódcy PiS rozniecają w społeczeństwie nienawiść według najlepszych faszystowskich wzorców. Bez oddolnego ruchu możemy nie wygrać tych wyborów – ostrzegł Adam Bielan, rzecznik sztabu Andrzeja Dudy, i wezwał do powszechnej mobilizacji. W tym samym czasie Jarosław Kaczyński w liście do działaczy ogłosił „alert”. Wygląda na to, że liderzy PiS czują pismo nosem. W przewidywaniu nadciągającej klęski starają się rozhuśtać masowe emocje i nakłonić do głosowania tych, którzy stracili entuzjazm dla „dobrej zmiany”. Robią to w sposób właściwy dla ludzi ich pokroju i formatu intelektualnego: przez wskazanie wroga, który rzekomo zagraża bogobojnemu i pracowitemu ludowi. To typowe dla faszystów – potrzebują Żyda, by móc postraszyć nim poddanych.
Termin „faszyzm” kojarzy się nam dziś przede wszystkim z nazizmem, który odpowiadał za ludobójstwo w komorach gazowych. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach tego PiS-owi nie zarzuci. Jednak system hitlerowski był przypadkiem szczególnym i skrajnym. Faszyści włoscy, hiszpańscy, portugalscy czy węgierscy nie mordowali Żydów na skalę przemysłową, jedynie ich dyskryminowali i prześladowali. Wyznaczyli im dokładnie taką samą rolę, jaką PiS w tej kampanii przewidział dla homoseksualistów, a w poprzedniej dla uchodźców i imigrantów – byli straszakiem pomagającym wzniecić histerię i w ten sposób zmobilizować elektorat. W wyborach 2015 roku to podziałało. Fala uchodźców napływająca do Europy w połączeniu ze wspomnieniem niedawnych zamachów terrorystycznych stworzyła klimat sprzyjający antyimigranckiej demagogii. Jednak czy dzisiaj szczucie na homoseksualistów okaże się równie skuteczne i przyniesie podobne skutki?
„Proszę mnie nie straszyć LGBT” – napisał na Twitterze do Adama Bielana Zbigniew Boniek. Wydaje się, że jego głos dość dobrze oddaje nastroje tej części opinii publicznej, która ma świadomość, że rzekoma „ideologia LGBT” jest bytem urojonym, wymyślonym przez spin doktorów PiS na potrzeby agitacji politycznej. W obecnej kampanii żaden z kandydatów opozycyjnych nie eksponuje tej tematyki, a nawet organizacje mniejszości seksualnych jakby przycichły, nie chcąc dostarczać paliwa pisowskiej propagandzie. Znakomita większość wyborców doskonale wie, jakie są dziś główne polskie zagrożenia i wyzwania: Covid-19 i jego gospodarcze konsekwencje, perspektywa rosnącego bezrobocia i groźba, że w tym samym czasie epidemia wybuchnie na nowo. Polska i Szwecja to w tej chwili jedyne państwa w Europie, które nie poradziły sobie z koronawirusem. W tej sytuacji gromkie ostrzeżenia przed „seksualizacją dzieci” i rzekomo nadciągającym homoseksualnym zagrożeniem brzmią groteskowo. Czy wypowiadający te hasła urwali się z choinki? Ta propaganda trafia chyba głównie do żelaznego elektoratu PiS. Choć i tu zdarzają się niespodzianki, których przykładem była Iwona Orzełowska, radna PiS w Siedlcach, której sprzeciw sprawił, że dyskryminująca homoseksualistów tzw. Karta Praw Rodziny nie została w jej mieście przyjęta. Najwyraźniej nawet w samym obozie „dobrej zmiany” zaczyna kiełkować ferment.
Trudno się temu dziwić, jeśli uświadomimy sobie, że według różnych szacunków orientację homoseksualną reprezentuje ok. 5-7 proc. populacji ludzkiej. Mniej więcej co dwudziesty człowiek jest homoseksualistą. Dotyczy to również wyborców PiS. Geje i lesbijki to nie obca rasa żyjąca w odległej galaktyce, lecz ich synowie i córki, braci i siostry, czasem małżonkowie, krewni i przyjaciele. A teraz Kaczyński z Dudą i Bielanem każą im ich nienawidzić i w oparciu o tę nienawiść budować oddolny ruch.
Wojciech Maziarski. Źródło koduj24.pl
- Rozkręcają wojenkę o LGBT, żeby zmobilizować do głosowania na PiS. LGBT przymusowo leczyć, zamykać w zakładach zamkniętych, bo oni chcą by ogon psem kręcił!?
- Wszystkich „cudaków” wrzucono do jednego worka LGBT, i powstał ruch który chce zmienić świat według jego zasad!? Dlaczego mniejszość jakim jest LGBT ma narzucać swoje zasady większości!? Jako chorzy powinni siedzieć cicho!?
- LGBT przymusowo leczyć, zamykać w zakładach zamkniętych, bo oni chcą by ogon psem kręcił!? I nie zarzucajcie mi że jestem nietolerancyjny! Kiedyś takiemu czemuś przez przypadek podałem rękę, karetka reanimacyjna przyjechała, i na tydzień na OIOM trafiłem! 
12 06 2020 130 milionów dostał już handlarz bronią za respiratory których nie ma.
Wiceminister Janusz Cieszyński gościł na antenie stacji TVN 24, gdzie podzielił się z widzami kulisami zakupu respiratorów medycznych od przedsiębiorstwa „E&K”. Okazuje się, że resort zrealizował przedpłatę na kwotę 130 mln zł za 1200 urządzeń – dotychczas firma dostarczyła ich zaledwie… 50.
Tajemniczy interes ministerstwa i „E&K” opisała w środę „Gazeta Wyborcza”. Dziennikarze ujawnili, że resort Szumowskiego podpisał umowę na 195,5 mln zł, które miały powędrować do niewielkiego przedsiębiorstwa w zamian za dostarczenie 1200 respiratorów. Sprzęt miał zostać sprowadzony z USA, Chin i Korei Płd. Dziennikarze skontaktowali się z zagranicznymi producentami i dowiedzieli się od nich, że nie sprzedali żadnych produktów firmie „E&K” ani rządowi Rzeczpospolitej. Także sama spółka została prześwietlona w dziennikarskim śledztwie. „E&K”, jak twierdzą reporterzy, wcześniej nie zajmowała się handlem sprzętem medycznym. Co więcej, właściciel spółki był podobno związany ze sprzedażą broni krajom objętym embargiem. Przedsiębiorstwo tego biznesmena dostarczyło… 50 respiratorów. Wiceminister Janusz Cieszyński (PiS) wyznał to w rozmowie z TVN 24. Polityk przyznał przy tym, że respiratory pochodziły od innego producenta, niż założono w podpisanej wcześniej umowie – zapłacono za nie 130 mln zł (!) zaliczki.
„Zrobiliśmy przedpłatę dlatego, że ministerstwo otrzymało pozytywną opinię dotyczącą tego podmiotu, podczas jej (E&K”) weryfikacji przez służby. W związku z tym podjęliśmy decyzję, że jeśli mamy pozytywną opinię, to możemy dokonać takiej przedpłaty” – tłumaczył tę decyzję przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy. Chwilę później dodał, że pieniądze te zostały zwrócone resortowi: – „Sytuacja, jak się okazuje, dowodzi, że to był wiarygodny kontrahent i w momencie, gdy nie zrealizował tej pierwszej partii dostaw, bez żadnego problemu i w momencie, gdy o to poprosiliśmy, zwrócił nam pieniądze” – skonkludował polityk PiS.
Cieszyński, w rozmowie z TVN 24, zasugerował, że resort uwierzył „E&K” na słowo. „Kwestia tego, czym zajmowała się ta firma, to kwestia tego, co ta firma przekazała nam i co przekazano opinii publicznej” – nadzwyczaj szczerze przyznał urzędnik. Źródło: tvn24.pl
Z forum: - 130 mln zapłacone z góry firmie krzak. A organy ścigania i instytucje kontrolne nie zaczęły żadnych działań, aby zabezpieczyć dowody. Za to za włamanie do gabloty na wiacie przystankowej, szkoda na 450 zł, podejrzana w kajdankach, areszt 48h bez możliwości kontaktu z adwokatem
- Jak to możliwe że są jeszcze ludzie którzy mają wątpliwości co do określenia PiSu jako zorganizowanej grupy przestępczej o szerokim zasięgu!?Jestem przekonany, że tym razem po zmianie władzy wielu ludzi PiS trafi za kratki na wiele lat… https://t.co/rHeuszcRNU
- J.Cieszyński nie odpowiada na proste pytania: - Dlaczego MZ zakupiło respiratory za 200 mln zł od producenta motolotni. Firma należy do człowieka , którego ONZ wpisał na czarną listę za przemyt broni. -dlaczego nie można było zamówić tego sprzętu od producentów ?
- Jestem pewny, że 500+ to też jeden Wielki Przekręt. Wypłacają na dzieci strumyczek a równolegle płynie rzeka do przepastnych złodziejskich kieszeni. To mogą być programy wspomagające program, koszty towarzyszące, koszty obsługi programu, nieistniejące kościelne sierocińce itd. Pomysłowość i bezczelność tych złodziei nie ma granic. Wszystko zgodnie z zasadą „panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”, czy też „kradną, ale się dzielą”. Straszą, że opozycja zabierze dzieciom i rodzinom 500+, ale tak naprawdę boją się, że sztandarowy przekręt wyjdzie na jaw, rzeka wyschnie a banda złodziei pójdzie siedzieć.

12 06 2020 Prawnicy Energi uniemożliwili posłowi kontrole premii dla prezesów.
Sprawę dużych premii dla prezesów opisała kilka dni temu „Gazeta Wyborcza”. Dziennikarze odkryli, że w ub.r. członkowie zarządu Energii zarobili po ok. 740 tys. zł. Spółka wypłaciła im także dodatki za 2017 i 2018 r. Zyskali na tym prezes i b. poseł Jacek Kościelniak (łącznie zarobił 1,42 mln zł) oraz wiceprezes Grzegorz Ksepko (1,44 mln). Obaj są związani z PiS-em.
Poseł Rutka, po artykułach „Wyborczej” na temat Energi, postanowił skontrolować instytucję – pozwala mu na to sprawowana przez niego rola posła na Sejm RP. Parlamentarzysta udał się do siedziby koncernu Energa w Gdańsku; dzień wcześniej zaś poinformował w mailu, które dokumenty chciałby zobaczyć. Przedstawiciel Lewicy chciał przejrzeć m.in. kontrakty menadżerskie i regulaminy. Dokumentów jednak nie ujrzał, bo uniemożliwili mu to prawnicy Energi. – „Wpuszczono mnie, rozmawialiśmy w miłej atmosferze, ale panowie prawnicy zakomunikowali mi, że nie mogę dostać tych dokumentów, gdyż po tym, jak Orlen kupił Energę, nie jest już ona spółką skarbu państwa, więc ustawa o wykonywaniu mandatu posła tu nie obowiązuje” – opowiedział „Wyborczej” Rutka.
„Powiedziano mi, że teraz większościowym udziałowcem Energi jest Orlen i w związku z tym tam powinienem kierować pytania. Nie zadowala mnie ta odpowiedź. Zamierzam wystąpić do Biura Analiz Sejmowych i marszałek Elżbiety Witek o interpretację przepisów ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, bo nie jestem pewien, czy prawnicy faktycznie mieli prawo odmówić udzielenia mi tych informacji. Prawnicy stwierdzili, że skarb państwa nie jest już bezpośrednim właścicielem koncernu. Ale wiadomo, że jest pośrednim, bo to minister Sasin decyduje o obsadzie kierowniczych stanowisk w Enerdze. Płacimy rachunki za prąd operatorowi, bądź co bądź, państwowemu i mamy prawo pytać, co się dzieje z tymi pieniędzmi. Szczególnie, że za rządów PiS akcje Energi spadły o 64 procent, więc na jakiej podstawie wypłacane są tak gigantyczne nagrody?” – dodał. Rutka, pomimo fiaska kontroli, zapowiedział już kolejne działania – zamierza m.in. skontrolować siedzibę Orlenu w Płocku. Czy tam też zostanie odprawiony z niczym? Marek Rutka jest posłem na Sejm RP od 2019 r. – przez wiele lat współpracował z SLD. W ostatnim czasie uczestniczył zaś w pracach Wiosny Roberta Biedronia.
Źródło: wyborcza.pl
Z forum: Dwaj prezesi państwowej Grupy Energa zarobili w 2019 r. po 1,5 mln zł, (w tym po 700 tys. premii). Znani są z tego, że zawierzyli spółkę opatrzności Bożej, i wygenerowali miliard zł strat na "inwestycjach" w elektrownię Ostrołęka i Polską Grupę Górniczą. Obaj są działaczami PiS. 
11 06 2020 Znakiem firmowym PiS jest dzielenie ludzi.
PiS stworzył i nakręcił przemysł pogardy i nienawiści do niebotycznych rozmiarów. Dzielenie ludzi – znak firmowy PiS – trwa. A właściwie nawet nie dzielenie, tylko segregowanie, jak śmieci. Ten śmieć do tego kubła, a ten do innego. Papier na prawo, metal na lewo. Teoretycznie, choć w Polsce różnie bywa, nie trafią do jednego kubła na wysypisku. Teoretycznie już nigdy się nie spotkają. Tylko, że ludzie to nie śmieci. I nastawiani przeciwko sobie przez polityków, pałający do siebie wrogością, muszą mimo wszystko żyć razem dalej. Bo Polska to ich wspólny kraj, wspólny dom. Z czego nie wszyscy od razu zdają sobie sprawę.
Bardzo bym chciała wiedzieć, kto dał Jarosławowi Kaczyńskiemu prawo wyzywać ludzi od hołoty? Albo w czym ból górników jest większy niż mój? W czym ich praca jest lepsza od pracy każdego z nas, nauczyciela, urzędnika, sprzedawczyni, fryzjerki, dziennikarza? Dlaczego oni mają mieć 100 procent postojowego, bo pozarażali się Covid 19, a my nie? Nie ma dla takiego ruchu żadnego merytorycznego uzasadnienia. Jedynym wyjaśnieniem jest fakt, że głosy górników są PiS potrzebne, głosy inteligencji czy klasy średniej już nie, bo wychodzi im z wewnętrznych badań, że większość nauczycieli, lekarzy czy przedsiębiorców i tak na PiS nie zagłosuje. A więc to kolejny podział.
To nie wszystko: trwa kampania wyborcza i proszę, prezydent Andrzej Duda podpisał Kartę Rodziny, opatrując ów czyn komentarzem: zrobiłem to, ponieważ polskie rodziny są fundamentem Rzeczpospolitej i trzeba je wspierać i chronić. I zapożyczonym od wprost od Putina: będę walczył z obcą ideologią LGBT. Nie, panie prezydencie. Fundamentem Rzeczpospolitej nie jest rodzina. Są nim ludzie. Wszyscy ludzie. Hetero i homo, geje, lesbijki i transseksualni. To, czy założyli rodzinę czy nie jest sprawą wtórną. Zresztą nie tylko mąż i żona są rodziną. Ojciec i matka, brat i siostra też. Nieprawdaż? A czasem najlepszą rodziną są przyjaciele – ludzie, których samemu się wybrało, żeby dzielić się z nimi swoim życiem, bo bywa, wcale nie tak w Polsce rzadko, że biologiczna rodzina do niczego się nie nadaje i jest olbrzymim obciążeniem, zamiast wsparciem.
Kto dał panu prawo dzielić ludzi na lepszych i gorszych, panie prezydencie? Skąd pan czerpie takie odrażające wzorce? I kolejny przykład, znowu PAD (może dlatego, że uaktywnił się, bo przecież za chwilę wybory). Trudne spotkanie z wyborcami, pytanie o podpisy pod niekonstytucyjnymi ustawami, demolującymi niezależne sądownictwo i o Sąd Najwyższy. PAD przechodzi do defensywy i wypala: ”O czym pan mówi? O komuchach, które tam zasiadały?”. Słyszeliście? Komuchy. W sekundę załatwił ponad połowę społeczeństwa, które należały do PZPR. I nie chodzi o fakty, bo fakty są takie, że, jak wyliczył portal konkret24, zaledwie trzech z obecnych 101 sędziów SN orzekało w stanie wojennym w sprawach karnych – chodzi o pogardę.
PiS stworzył i nakręcił przemysł pogardy do niebotycznych rozmiarów. PiS nie szanuje ludzi za to, że są ludźmi, a to szalenie niebezpieczne zjawisko i wiemy z historii, że prowadzi do prześladowań wszystkich, którzy myślą inaczej. Czego zresztą doświadczamy już w Polsce. Czy jeśli Duda zostanie prezydentem każdy, kto nie podziela poglądów PiS trafi do więzienia lub getta – w sensie zamkniętej strefy, w której będzie mógł sobie siedzieć ze swoimi poglądami w domu, po kryjomu, bo na polskich ulicach będą królować przemoc i biała siła? Skoro już dziś ich najbardziej znanymi reprezentantami są prezydent, premier, szef PiS i wielu znanych polityków tej partii? Takiej nienawiści do ludzi w Polsce nie było nigdy po 89 roku.
Eliza Michalik Źródło koduj24.pl
- Kaczyński to nie jest normalność w państwie, to nieustany paniczny strach przed wszystkim i przed wszystkimi, to wiecznie trwająca wojna wszystkich ze wszystkimi. Zawsze dziwiło mnie jak jeden człowiek, na dodatek schorowany staruszek może tak bezwzględnie podporządkować sobie tylu ludzi, co takiego posiada, że słuchają go jak Boga. Wielu tego nie widzi. Widzą natomiast jak Kaczyński po wodzie chodzi, cuda czyni i modlą się do niego.
- Kaczyński do perfekcji opanował rządzenie strachem, nie słuchasz nie wykonujesz jego poleceń to w odstawkę idziesz i gruba kasa koło nosa ci przechodzi. Co to będzie jak Kaczyńskiemu kasy zabraknie?
10 06 2020 Jarosław Kaczyński, w liście do PiS-owskich partyjniaków, próbował straszyć „niemoralnym” Rafałem Trzaskowskim.
W opublikowanym wczoraj liście przywódca Zjednoczonej Prawicy ostro zaatakował kandydata KO. „Zwycięstwo wyłonionego przez Koalicję Obywatelską kandydata oznaczałoby ciężki kryzys polityczny, społeczny – i moralny. Możemy temu zapobiec. Możemy iść drogą niełatwą, ale prowadzącą nas ku najwyższym celom. Muszę jednak w tym miejscu z całą mocą powtórzyć: nic nie robi się samo. Trzeba wysiłku i inicjatywy, spójnego przekazu i dotarcia z nim do Obywateli naszej Ojczyzny. Mamy dziś stan alertu, który skończy się dopiero, gdy odniesiemy zwycięstwo” – śmiało zaapelował do swoich towarzyszy partyjnych Jarosław Kaczyński. Wielu członków PiS uznało wiadomość za przejaw paniki i chybiony pomysł. Anonimowy polityk Zjednoczonej Prawicy powiedział „Gazecie Wyborczej”, że skierowanie torów kampanii na pole moralno- ideologicznej mija się z celem. Społeczeństwo zmienia się bowiem i ewoluuje w innym kierunku.
„Straszenie tymi tematami (liberalizmem ideologicznym Trzaskowskiego i KO – red.) rezonuje w naszym elektoracie, ale nie wiem, czy to dobry pomysł, by robić z tego oś polaryzacji, dziś świat jest w innym miejscu. To, że te tematy pomogły w kampanii samorządowej czy do Parlamentu Europejskiego, nie znaczy, że będą skuteczne teraz. Tym bardziej że Trzaskowski wcale ich nie eksponuje” – stwierdził polityk PiS. Pomimo tego, partia Kaczyńskiego, zdaje się stawiać na konfrontację ideologiczną. Prezydent Andrzej Duda podpisał dziś bowiem „Kartę Rodziny”, która ma w zamierzeniu chronić podstawową komórkę społeczeństwa przed wszelkimi „lewackimi eksperymentami”. W dokumencie zapisano m.in. zakaz propagowania „ideologii LGBT” w instytucjach publicznych oraz „obronę instytucji małżeństwa”.
Najnowszy wyczyn prezydenta jest zresztą dokładnym odzwierciedleniem jednego z fragmentów listu Kaczyńskiego, w którym zasugerował on atak na Trzaskowskiego: „Po zmianie kandydata Platformy podjęta została oszukańcza próba przekonania społeczeństwa, że przedstawiciela skrajnej lewicy, którego poglądy znalazły już aż nadto jasny wyraz w sposobie rządzenia Warszawą (…), przedstawia się jako katolika, kontynuatora ‚Solidarności’, a nawet osobę nawiązującą do tradycji prezydenta Lecha Kaczyńskiego” – napisał lider narodowych katolików. Czy rzeczywiście Rafał Trzaskowski zagraża chrześcijaństwu i rodzinom? Demokratyczny kandydat odniósł się dziś do tych zarzutów: „Rozumiem, że dzisiaj Jarosław Kaczyński, bo to on tak naprawdę jest moim prawdziwym przeciwnikiem, wpadł w panikę i musi pisać tego typu listy. (…). Pana rodzina jest tak samo ważna jak rodzina wszystkich Polek i Polaków, w tym moja własna. Chciałbym, żeby pan to usłyszał i przestał nas w ten sposób dzielić, używając przez cały dzień języka manipulacji i języka agresji. Dosyć już takiego języka w polskiej polityce” – skwitował przedstawiciel KO.
Kandydat opozycji, po raz kolejny, poparł równocześnie pomysł wprowadzenia w Polsce związków partnerskich. Zasugerował też, że PiS będzie usiłowało zrobić z tego tematu „motyw przewodni” tegorocznej kampanii. „Gazeta Wyborcza” niecodziennie poczynania posła Kaczyńskiego tłumaczy wewnętrznymi sondażami PiS – te wykazują słaby wynik Andrzeja Dudy w wyborach. „Jego przewaga (Dudy – red.) nad głównymi rywalami maleje, w niektórych badaniach w drugiej turze jest na granicy błędu statystycznego” – wyznał dziennikowi polityk z otoczenia głowy państwa. Zaostrzenie kursu przez PiS równoznaczne będzie z dalszym podziałem Polaków. Doskonale widać do czego zmierza Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński… Źródło: wyborcza.pl
Kaczyzm się przejadł i naród od niego torsji dostaje, a Kaczyński zasłużył na balonówkę (taczkę)! Pytanie sam do niej wsiądzie czy będziemy go musieli do niej wsadzić!?
Z forum: - Kaczyński zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że zwycięstwo kandydata KO może doprowadzić do pogrzebania jego rządów? PiS padnie, a Kaczyński zasłużył na balonówkę (taczkę)! Pytanie sam do niej wsiądzie czy będziemy go będzie do niej wsadzić!?
- "Ja walczę o to, żeby władza służyła obywatelom, a nie na odwrót. Tego Jarosław Kaczyński zupełnie nie rozumie - stwierdził Trzaskowski." -chcecie porażki Kaczyńskiego? Przestańcie się na nim koncentrować. Wyjdźmy z tego okropnego smrodu na świeże powietrze
- Ten obrzydliwy staruch z Żoliborza zapomina, że te wielokrotnie obrzucane przez niego najgorszymi wyzwiskami, rzesze Polaków wiedzą co znaczy moralność. Krzyczeli o chaosie jaki ogarnie Polskę jeśli wybory prezydenckie nie odbędą się 10 maja. Na szczęście to nie on i jego kamaryla składająca się głównie ze złodziei różnego formatu decyduje jak mamy żyć.

10 06 2020 Przed wyborami nagrody pieniężne dla policjantów za walkę z koronawirusem!?
A dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych po dyplomie uznania!? To nagroda za walkę z opozycją od Kaczyńskiego, i ochronę jego wilii!?
Za swoją pracę w trakcie epidemii zostaną nagrodzeni…..policjanci. Taką decyzję podjęła Komenda Główna Policji – czytamy na rmf24.pl. Szefostwo policji poszukało we własnym portfelu i znalazło w nim 54 mln złotych, które postanowiło rozdzielić wśród 50 tys. policjantów.
„Policjanci i policjantki w trakcie epidemii byli oddelegowywani do wielu nowych zadań. Odpowiadali m.in. za sprawdzanie, czy osoby skierowane na kwarantannę rzeczywiście jej przestrzegają, narażając się na zakażenie koronawirusem, pomagali też na granicach i punktach kontrolnych, eskortowali konwoje z pomocą humanitarną” – informuje gazeta.pl . Budżet szeregowego policjanta w związku z decyzję Komendy Głównej jednorazowo zwiększy się o kwotę ok. 1 tys. brutto. Jeżeli chodzi o kadrę kierowniczą policji, zdecydowano o podwyższeniu dodatków funkcyjnych średnio o 500 złotych. Decyzja objęła około 200 komendantów, ich zastępców, dyrektorów czy naczelników policji. Te dodatki to stały element wynagrodzenia, który w przyszłości będzie skutkował wyższą emeryturą. Zdaniem KGP te „dodatki nie były podnoszone od dawna” – donosi rmf24.pl
W oświadczeniu KGP przesłanym radiu RMF FM czytamy: „Od początku wprowadzenia stanu epidemii polscy policjanci, na zasadzie wielokrotności, wykonali aż 1 727 796 służb związanych tylko i wyłącznie ze zwalczaniem pandemii”. Dlatego: „Wszystkim policjantom na stanowiskach wykonawczych zostanie wypłacony również ekwiwalent za przepracowane nadgodziny, na co przeznaczono 140 milionów złotych z budżetu policji”.
Wracając do wspomnianego wyżej oświadczenia KGP znajdujemy w nim również taki fragment: „Mając na uwadze, że policjanci stanowisk kierowniczych, wspierając podległych funkcjonariuszy, wykonują swoje obowiązki często po 12-14 godzin dziennie, wykazując tysiące nadgodzin, w ostatnim czasie również w zastępstwie pracowników i funkcjonariuszy przebywających na kwarantannie oraz wykonujących dodatkowe zadania, celem wyrównania dodatków przeznaczono na ten cel ok. 100 tys. złotych”.
Co tu można powiedzieć? Policjantom można pogratulować. Jak zostaną doceni przedstawiciele innych grup zawodowych bezpośrednio pracujących przy zwalczaniu efektów pandemii? Jak tylko ukażą się na ten temat jakiekolwiek informacje z cała pewnością znajdziecie je na naszym portalu.
Źródła: rmf24.pl. wyborcza.pl
Z forum: - Czyli państwo PiS doceniło służby, które w dużym stopniu rzucały mandatami na prawo i lewo, swobodnie interpretując zalecenia/zakazy i uprzykrzały życie polskim obywatelom.
- (uwaga: sarkazm) Dobrze że lekarze i cały personel medyczny nie byli narażeni na kontakt z koronawirusem! W przeciwnym razie też należałoby im nieco więcej zapłacić. No ale tak to spoko! Przecież mieli maseczki! Jednorazowo wielorazowe. No nie: „(…) policjanci stanowisk kierowniczych, wspierając podległych funkcjonariuszy, wykonują swoje obowiązki często po 12-14 godzin dziennie, wykazując tysiące nadgodzin (…)”. Jak to dobrze, że lekarze w szpitalach (i inny personel medyczny) pracują maksymalnie po 8 godzin dziennie i nigdy nie mają nadgodzin. Po punktualnie ośmiu godzinach odbijają kartę, otrzepują rękawy z wirusa i idą do domu, nie? 
10 06 2020 Desperacki list Kaczyńskiego do członków PiS. „Mamy dziś stan alertu, który się skończy dopiero wtedy, gdy odniesiemy zwycięstwo”.
Jarosław Kaczyński bije w alarmistyczne tony w liście do członków swojej partii! „Zwycięstwo kandydata KO oznaczałoby ciężki kryzys polityczny, społeczny i moralny” – uważa przywódca obozu Zjednoczonej Prawicy. Prezes, w opublikowanym we wtorek liście, poinformował swoich towarzyszy, że to opozycja odpowiedzialna jest za uniemożliwienie przeprowadzenia wyborów w „konstytucyjnych terminach”. W dalszej części pochwalił Andrzeja Dudę: „Ponowny wybór Dudy, który w ciągu minionych pięciu lat z pełnym zaangażowaniem umiejętnie prowadził zainicjowany przez PiS proces pozytywnych zmian w naszym kraju, leży w elementarnym interesie Polski. Obecny prezydent jest współtwórcą dobrej zmiany, czyli reform w sferze polityki gospodarczej, polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, w dziedzinie oświaty i kultury oraz polityki historycznej” – ocenił.
Zdaniem lidera PiS bieżącym celem ugrupowania powinno być teraz zbudowanie demokracji „opartej nie tylko o realne prawa polityczne obywateli, rzeczywisty pluralizm w sferze mediów i informacji, ale także o umocowaną konstytucyjnie politykę społeczną, wspierającą rodziny oraz najsłabszych”. Kaczyński dużą uwagę przywiązał także do polityki zapewniania naszemu państwu „bezpieczeństwa” i tej mającej na celu „przeciwdziałanie haniebnym i bezpodstawnym oskarżeniom rzucanym na nasz naród od dziesięcioleci, jeśli chodzi o postawy Polaków w czasie II wojny światowej, oraz od stuleci, gdy mowa jest o uzasadnianiu zaborów i o przyczynach upadku Pierwszej Rzeczypospolitej”.
Największe zainteresowanie politycznych komentatorów przykuły jednak opinie prezesa na temat działań demokratycznej opozycji i Rafała Trzaskowskiego (KO). Kaczyński uważa m.in., że przeciwnicy PiS związani są z tzw. postkomunizmem: „Opozycja wciąż broni starego systemu, broni przywilejów tak zwanych elit, dąży do podporządkowania polskich spraw obcym wpływom, chce podtrzymywać pozostałości dawnych zależności z czasu PRL i budować nowe” – stwierdził prezes. „Od początku w walce z przeciwnikami zwolennicy zasady ‘kto silniejszy ten lepszy’, sięgali po socjotechnikę opartą o kłamstwo, po całkowite przeinaczanie znaczeń słów (tę cechę przejął po komunizmie), po pomówienia, łamanie prawa, w pewnych okresach także przestępcze wykorzystywanie służb specjalnych” – dodał.
W wynurzeniach prezesa Kaczyńskiego nie zabrakło też wzmianki o rządach premiera Donalda Tuska. Liberalny gabinet PO oskarżony został m.in. o… „okradanie państwa na wielką skalę”, „podporządkowywanie sądów” (!), oraz przetrzymywanie w zakładach karnych „osobistych więźniów” szefa rządu. Pod koniec listu Prezes ostro zaatakował Trzaskowskiego: „Po zmianie kandydata PO na prezydenta podjęta została oszukańcza próba przekonania społeczeństwa, że przedstawiciel skrajnej lewicy, którego poglądy znalazły już aż nadto jasny wyraz w sposobie rządzenia Warszawą (…) przedstawia się jako katolika, kontynuatora ‘Solidarności’, a nawet osobę nawiązującą do tradycji prezydenta Lecha Kaczyńskiego” – ostrzegł PiS-owców poseł Kaczyński.To jednak nie koniec tej ponurej maskarady w wykonaniu szefa prawicowej partii. Jego zdaniem zwycięstwo „skrajnie lewicowego” (!) Trzaskowskiego doprowadzi do „ciężkiego kryzysu politycznego, społecznego i moralnego”…
Prezes zachęcił także do zaostrzenia walki. „Mamy dziś stan alertu, który się skończy dopiero wtedy, gdy odniesiemy zwycięstwo. (…). Możemy zwyciężyć, musimy zwyciężyć i zwyciężymy!” – zakończył. Treść listu wiele mówi o strachu środowisk narodowo-katolickich przed Rafałem Trzaskowskim. Czyżby Kaczyński zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że zwycięstwo kandydata KO może doprowadzić do pogrzebania jego rządów? Źródło: onet.pl
- Od kiedy to chłopiec na posyłki, długopis decyduje o losie państwa, ba jest w nim najważniejsza osobą!? PiS padnie, a Kaczyński zasłużył na balonówkę (taczkę)! Pytanie sam do niej wsiądzie czy będziemy go musieli do niej wsadzić!?
- Oby tylko Kaczyński nie rozbił się o własny mur który wokół siebie buduje. No bo jak długo naród da się prowadzić tak krótko na postronku? Wierzę, że coraz bliżej jest dzień, w którym Polacy przestaną na każde propagandowe zawołanie trząść palmą tylko po to by złodzieje i zdrajcy zbierali kokosy. W oparach wódki i uściskach Kaczyńskich i Wałęsy z Kiszczakiem wykuwała się III RP. Znaczy się za flaszkę wódki Kaczyńscy z Wałęsą sprzedali robotników. Wszak najnowsza historia mówi że to Lech ale Kaczyński obalił komunizm.
Z forum: Pan prezes widać już w skrajnej depresji. Oo opozycji wara panie prezesie. Pan i cała Wasza zgraja,niszczy to co Polacy budowali przez 30 lat,łamiecie Konstytucję i prawo,.Tego Wam Polacy nie wybacza. Dla zdrajców litości być nie może. Niech Pan pisze te swoje bzdety i straszy swój „ciemny naród”,ale to Wam nie pomoże. Polacy nie chcą w Polsce dyktatora i tyle!Mam nadzieję,że Pan i inni wywrotowcy kiedyś za to świństwo,które zrobiliście Wolnej Polsce ,odpowiecie. 
09 06 2020 Andrzej Duda zapytany przez wyborcę o wolność sądów odpowiedział: „O czym pan mówi, o tych komuchach?”
Andrzej Duda odwiedził Bytów na Pomorzu i wygłosił tam krótkie przemówienie. Zgromadzeni na miejscu ludzie, wbrew oczekiwaniom, nie okazali mu życzliwości. Jeden z obecnych mężczyzn krzyczał do prezydenta: „marionetka, marionetka!”.
Adres filmu: https://twitter.com/i/status/1270324080454119425
Polityk podszedł do swojego politycznego przeciwnika i wdał się z nim w dyskusję. „Dzień dobry, słucham? Słucham?” – zaczął rozmowę jeszcze urzędujący prezydent. „No, podpisuje pan wszystko, co panu prezes każe” – odpowiedział mężczyzna. „A ustawa o Regionalnych Izbach Obrachunkowych ?”  – sparował Andrzej Duda, który rzeczywiście zawetował tę ustawę Zjednoczonej Prawicy w 2018 r. „Ja się nie interesuję tak dokładnie” – odrzekł zwolennik demokratycznej opozycji. „Jak się pan nie interesuje, to skąd pan wie?” – dopytywał prezydent. „Mam prawo do oceny pańskiej prezydentury i uważam, że nie jest pan prezydentem wszystkich Polaków” – celnie zripostował mieszkaniec Pomorza. Na to prezydent zanudził go swoimi „argumentum ad 500+”: „Robię co w mojej mocy, by nim być. I właśnie dlatego podpisuję takie rozwiązania jak tarcza antykryzysowa, jak 500 Plus, jak rozwiązania, które służą polskiej rodzinie. Można się nie zgadzać z tą polityką, ktoś może uważać, że potrzebna jest polityka liberalna. Możemy na ten temat dyskutować” – tłumaczył Andrzej Duda.
Prezydent został następnie zasypany pytaniami dotyczącymi 2 mld dotacji na TVP. Przyparty do muru polityk upierał się, że media publiczne realizują… „misję”. Kulminacją konfrontacji był moment, gdy mieszkaniec Pomorza zapytał Andrzeja Dudę o upolitycznianie Sądu Najwyższego: „Wtedy, kiedy się spodziewaliśmy weta, żeby nie był upolityczniony SN, to wtedy pan się nie zachował” – wyrzucił prezydentowi wyborca. Opinia mężczyzna wyraźnie nie spodobała się głowie państwa, która zaczęła swoje standardowe wywody na temat „komunistów” w wymiarze sprawiedliwości. „Upolityczniony? Proszę pana, o czym pan mówi, o tych komuchach, którzy tam zasiadali, PZPR-owcach, co skazywali ludzi w stanie wojennym?! Niech pan nie żartuje” – zaczął pokrzykiwać rozwścieczony Andrzej Duda. - Czyżby chodziło o sędziego Kryże i prokuratora Piotrowicza?
Polityk PiS upierał się, że stara się być „prezydentem wszystkich Polaków”. Arogancja prezydenta perfekcyjnie podsumowana została przez jednego z użytkowników portalu Gazeta.pl. „Pięknie. Prezydent mówi o swoich rodakach per komuchy i zdradza najwyższą pogardę wobec innych obywateli, których nawet nie zna. Obrzydliwość, bleeee. Nigdy więcej Dudy!!!” – śmiało oceniła osoba o nicku „ona_ona_80”.
Źródło: gazeta.pl
Najfajniej jest, gdy pisowcy tropią w Koalicji Europejskiej postkomunistów. Towarzysz Piotrowicz bije wtedy brawo, TW Wolfgang klepie się z radości po udach, rozchichotany Kujda turla się po posadzce, a Czabański, Wolski, Król, Jasiński czy Kryże prawie mdleją w spazmach rechotu.

09 06 2020 Ochrona Kaczyńskiego kosztowała w roku ubiegłym prawie 2 mln złotych.
Bezpieczeństwo osobiste każdego człowieka to dobro nadrzędne. Jeśli zaś chodzi o bezpieczeństwo „szeregowego posła” to, przynajmniej dla części społeczeństwa, jest ono dobrem stanu. Bezpieczeństwo ma jednak swoja cenę i ta cena ma swój konkretny wymiar. Jaki? Sprawie przyjrzał się portal interia.pl. Prawie 2 mln złotych PiS zapłaciło za ochronę swego wodza w roku ubiegłym. Wg danych wspomnianego portalu kwota wzrosła o 200 tys. w porównaniu do roku 2018. Jarosław Kaczyński korzysta z usług Grom Group a te usługi średnio kosztują ok 150 tys. zł miesięcznie. Były dowódca jednostki Grom, gen Roman Polko komentuje: „Trudno powiedzieć, za co dokładnie biorą pieniądze (Grom Group – red.). Widocznie tyle kosztuje bezpieczeństwo jednego z liderów partyjnych w Polsce”. Dalej Polko dodaje: „Trochę mnie to dziwi, bo trudno znaleźć drugiego polityka, który miałby taką ochronę. Trudno też znaleźć drugą taką grupę chroniącą jednego człowieka”
Były szef Biura Ochrony Rządu gen. Grzegorz Mozgawa analizuje wspomniane wydatki następująco: „To zapewne kwota brutto. Po odjęciu VAT i standardowej marży 7 proc., zostaje ok. 100 tys. zł. Przy trzech ochroniarzach i transporcie wychodzi około 3 300 zł dziennie. Całkiem niezła stawka”. Regularne przelewy z konta partii rządzącej do Grom Group to tylko część zobowiązań, ochroniarze fakturują „Nowogrodzką” również za konkretne zadania. „Dodatkową pensję wypracowali chociażby w lipcu 2019 r., kiedy PiS organizował trzydniową konwencję programową w Katowicach. Za usługi ochroniarzy podczas imprezy pod hasłem „Myśląc: Polska” partia zapłaciła 55 tys. zł”.
Poza tym: „Cieszą się też specjalnymi przywilejami, o których rozpisywały się media. Towarzyszą prezesowi PiS w sejmowych kuluarach, chociaż nie mają tam wstępu dziennikarze. Co do zasady ochroniarze Jarosława Kaczyńskiego nie odstępują go na krok. I biorą za to ciężkie pieniądze”- pisze Jakub Szczepański na łamach interia.pl  Ekspert ds. bezpieczeństwa Krzysztof Liedel tak komentuje kwestię ceny ochrony Prezesa: „tanio nie jest, ale cena „rynkowo nie odbiega standardem od innych firm”.
Źródło:interia.pl, onet.pl
Kaczyńskiego przede wszystkim chronią przed prawdą, by do niego nie dotarła!? Skoro on wymyślił drukowanie gazety dla chorej matki, to aż strach pomyśleć jaki obraz Polski otrzymuje!?
Z forum: Tę kwotę Kaczyński powinien co roku wykazywać w swoim PiT jako przychód! Ochrona z racji pełnionych obowiązków państwowych mu się nie należy, więc jeżeli ma dużego pietra przed ludźmi, to powinien za nią płacić z własnej kieszeni. A skoro jej koszty pokrywa PiS, jest to przychód dla Kaczyńskiego. Na miejscu tchórzliwego prezesa pamiętałbym, że zobowiązania podatkowe przedawniają się dopiero po 5 pełnych latach. 
08 06 2020 Jak zostać Dublerem Platformy Obywatelskiej?
Wielu zastanawia się, jak to możliwe że kompletnie niewiarygodny osobnik, który niczego dobrego nie zrobił dla Polski a tym bardziej dla Warszawy – stał się Dublerem Kidawy – kandydatem Platformy Obywatelskiej na urząd Prezydenta RP? Zadecydowało o tym kilka czynników, niezbędnych dla uzyskania poparcia kierownictwa partii odciętej od pięciu lat od koryta pt. Polska.
Pierwszy czynnik to tupet. To tupet sprawia, że można bez zmrużenia oka kłamać i łgać, uśmiechając się przy tym – niczym Donald Tusk. Drugi czynnik to poparcie „zdrowych sił Narodu”. Czyli byłych esbeków, funkcjonariuszy MO, SB i WSI, czyścicieli kamienic oraz lewactwa i zboczeńców. Półtora roku urzędowania RafałaTrzaskowskiego na fotelu prezydenta udowodniło, że oprócz obsadzenia wszystkich stanowisk funkcjonariuszami Platformy Obywatelskiej – potrafił on także zdobyć zaufanie tych, którzy od 1989 roku rządzą stolicą. Szansa na ponowne rządzenie Polską, to istotny czynnik poparcie dla Rafała. Trzeci czynnik – to zdolność do naśladownictwa, czyli tzw. kameleonizm: w Zakopanem Rafał będzie św. Janem Pawłem, w Poznaniu obrońcą przedsiębiorców, w Gdańsku dziedzicem „Solidarności”, a w Warszawie – szafarzem Powstańców Warszawskich.
To nieważne, że w czasie swojej prezydentury Trzaskowski wyłącznie wspierał środowiska LGBT, SB i czyścicieli kamienic. W walce o prezydenturę Trzaskowski nie odpowiada bowiem na niewygodne pytania ostrzegając, że ci którzy je zadają mają już niewiele czasu, gdy Prezydent Trzaskowski wywali ich na bruk razem z TVP…
Donośny głos jest także atrybutem przyszłego prezydenta z wysuniętego ramienia Platformy Obywatelskiej. I tym właśnie donośnym głosem wykrzykuje frazy, wzbudzające entuzjazm jego zwolenników. Słuchając jego wystąpień naliczyłem 42 frazy, które wykrzykiwane w dowolnym szyku, pozwalają na wygłoszenie min. 30 minutowego przemówienia. A to już zrobić potrafi prawie każdy, zwłaszcza że te frazy usystematyzowałem w załączonej tabeli, nazwanej „Przemównik” Dublera RAFAUA. Tak więc od dziś każdy – za pomocą „przemównika” może wygłosić przemówienie na miarę Rafała, albo też – nie słuchając jego przemówień z kolejnych spotkań wyborczych – wiedzieć, co Rafał powiedział w Poznaniu, Gdańsku, czy w Krakowie. Wystarczy zatem samemu wejść na mównicę z jedną kartką i odczytać te frazy w dowolnym szyku. 
Oto przykład:
Jako przyszły prezydent chciałbym powiedzieć, że wypalę gorącym żelazem wszelkie przejawy braku szacunku i otwartości oraz dewastacji elementarnych wartości europejskich przez oszalałych z nienawiści tzw. prawdziwych Polaków - przy kompletnej bezczynności reżimowej prokuratury!
Wielki przyjaciel Polski Frans Timmermans już wiedział, że Polacy mają dość języka nienawiści i pogardy oraz wykluczania ludzi innej rasy i orientacji seksualnej przez kapłanów Kościoła katolickiego - za pełną akceptacją obecnego prezydenta!
Muszę także ostrzec rządzących, że mówimy nasze stanowcze NIE dla obrażania nas i przekreślania dorobku okrągłego stołu oraz braku poszanowania dla ludzi myślących inaczej - tak jak to sobie wymyślił dyktator Kaczyński, co za władzy Platformy Obywatelskiej było i będzie zupełnie nie do pomyślenia !
Trzeba więc jasno powiedzieć, że mamy dość narzucania nam jak mamy żyć i z kim mamy żyć oraz dla degradacji środowiska naturalnego w wyniku przekopu przez Mierzeję i budowy CPK - zgodnie z rozkazami płynącymi z Nowogrodzkiej - nie zwracając uwagi na rezolucje Unii Europejskiej i stanowczy sprzeciw Niemiec!…etc, etc, etc…
Źródło: niepoprawni.pl
08 06 2020 Decyzja PiS przyznająca górnikom 100% postojowego po raz kolejny dzieli społeczeństwo na lepszych i gorszych.
PiS-owski gabinet zdecydował o zamknięciu części objętych koronawirusem kopalń. Ich załogi dostaną jednak 100% wynagrodzeń. Inne grupy zawodowe nie mogą nawet marzyć o takim traktowaniu ze strony rządu.  Zdaniem Michała Gąsiora jest to zwykłe dzielenie ludzi na lepszy i gorszy sort, które zresztą wiąże się z ostatecznym upadkiem „mitu Szumowskiego”: – „Gdy tysiące osób traci pracę czy sporą część pensji bardzo łatwo obudzić emocje, które dla rządzących są bardzo niebezpieczne. Suweren przełknął np. nagrody dla ministrów w rządzie Szydło, ale wtedy sam nie musiał drżeć o źródło utrzymania. Dziś sytuacja jest diametralnie inna” – ocenił centrowo- liberalny publicysta. Czy wyróżnianie konkretnej grupy, dzielenie społeczeństwa i niemalże fanatyczna obrona szefa resortu zdrowia zwiększą notowania polityków Zjednoczonej Prawicy?  Zdaniem Gąsiora wyborcy zwrócą uwagę na to, że są „ekonomicznie karani”: – „Wyobrażam sobie teraz miny restauratorów, fryzjerów, hotelarzy. Oni nie doznali łaski i państwo mówi im prosto w twarz, że na nią nie zasłużyli” – uważa autor. 
Ulgowe potraktowanie górników, w opinii publicysty, wiąże się oczywiście z silnymi wpływami tej grupy pracowników w ruchu związkowym i ich skłonności do strajków. „Fryzjer nie przyjdzie palić opon pod Sejmem, nie zastrajkuje, nie założy związku” – podsumowuje piszący dla NaTemat.pl dziennikarz, któremu sytuacja w Polsce coraz bardziej przypominać zaczyna tę znaną z „Folwarku zwierzęcego” Orwella. W antyutopijnej powieści też wszyscy byli „równi”, lecz niektórzy byli nawet równiejsi… To samo dotyczy społeczeństwa pod rządami prawicy.
Czym skończy się wywołane przez PiS-owców zamieszanie? Ludzie mają już dosyć: – „Mityczny Suweren znosił wiele, ale w takich sytuacjach po prostu szlag go trafia. A teraz znów słyszy: Ból górnika jest lepszy niż Twój” – zakończył Gąsior. I trudno nie zgodzić się z postawionymi przez redaktora diagnozami – wszystko wskazuje na to, że rządzący przekroczyli już granicę cierpliwości zwykłych Polaków.
Źródło: natemat.pl
Z forum: - Dlaczego górnicy mają otrzymać 100 procent wynagrodzenia za czas przestoju, a inni pracownicy nie? To niekonstytucyjne, nieuczciwe i niesolidarne. Wszyscy mają problemy z pracą, wielu miało postojowe i teraz klepie biedę. Co to ma być: państwo równych i równiejszych? Bo ich ból jest lepszy niż twój ...
- Bo górnicy mogą zjechać do Wawy i palić opony, a to zły wizerunek dla rządu przed wyborami, dlatego dajmy im jak najwięcej kasy, a pielęgniarkom i lekarzom po dyplomie za walkę z koronawirusem.
- Od wtorku 9 czerwca wstrzymane będą prace w dwóch kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej i w 10 kopalniach Polskiej Grupy Górniczej. Zatrudnieni udadzą się na tzw. postojowe na okres trzech tygodni. Za ten czas górnicy mają otrzymać 100 proc. wynagrodzenia. 
06 06 2020 Panu prezesowi się ulało.
Coś w Kaczyńskim pękło. Jakaś bariera puściła. Coraz częściej nie jest w stanie panować nad sobą. „Chamska hołota” to spontaniczny wybuch, a nie wykalkulowana na zimno prowokacja. Pan prezes zaszczyca nas bowiem dwoma rodzajami bluzgów i oszczerstw. Bluzg rodzaju pierwszego to z premedytacją stosowane narzędzie polityczne. Zabieg z pogranicza politycznego trollingu i pospolitego szczucia, który ma oburzyć przeciwników i emocjonalnie pobudzić zwolenników. Kaczyński sięgał po niego, gdy na wiecu opowiadał, że jego przeciwnicy stoją tam, gdzie niegdyś ZOMO. Albo straszył imigrantami z bakteriami egzotycznych chorób na rękach. Albo znieważał światłych i zasłużonych dla Polski ludzi, którzy w ciągu dziesięcioleci konsekwentną pracą doprowadzili do pojednania polsko- niemieckiego. Z trybuny sejmowej nazwał ich pożytecznymi idiotami o żebraczym usposobieniu, którzy żyją za pieniądze niemieckich fundacji.Te oburzające wypowiedzi służyły mobilizacji grup podatnych na nacjonalistyczną i antyinteligencką demagogię. To dzięki nim Kaczyński dorobił się w kręgu swych wyznawców i niektórych naiwnych publicystów wizerunku „wielkiego przywódcy” i „politycznego demiurga”, choć w rzeczywistości jego metoda polityczna jest skrajnie prostacka i prymitywna.
Szczucie i podburzanie nie wymaga wielkich talentów ani umiejętności politycznych. Wystarczy gardłować, podsycać w ludziach strach i złość, kłamać bez umiaru. Równie skutecznie robili to np. Andrzej Lepper, a na Białorusi Aleksander Łukaszenka. Jeżeli oponenci Kaczyńskiego nie stosują wobec niego tej samej metody, to nie dlatego, że nie potrafią, ale po prostu powstrzymuje ich zmysł moralny, który normalnemu człowiekowi nie pozwala wzbudzać nienawiści do bliźnich. Pan prezes jest tego zmysłu pozbawiony i to cała tajemnica jego „wielkiego przywództwa”.
Ostatnio jednak coraz częściej mamy do czynienia z innym rodzajem wypowiadanych przez niego oszczerstw i epitetów. To bluzgi niekontrolowane, płynące wprost z jego bebechów. Zabarwione żółcią, wypowiadane ze skrzywioną twarzą, przy akompaniamencie walenia w pulpit. Mordy zdradzieckie. Kanalie. Chamska hołota. Wszystkie te werbalne emanacje psychiki pana prezesa wyrwały się na światło dzienne w sposób mimowolny i niezamierzony. Po prostu nie zdzierżył. Ulało mu się. O „chamskiej hołocie” mówił tylko do najbliższych współpracowników, ale w emocjach nie był w stanie kontrolować poziomu emitowanego dźwięku, więc usłyszała to cała Polska.
To, że Kaczyński pogardza ludźmi – i oponentami, i swoimi marionetkami – to żadna nowina. Słyszeliśmy w nagraniu na taśmach z lat 90., jak określa działaczy swej pierwszej partii, Porozumienia Centrum, mianem „zoologu”, czyli menażerii. Jak tytułuje swych sąsiadów z żoliborskiej uliczki „hołotą”. Dotychczas jednak krył się z tym. Starał się trzymać nerwy na wodzy i na ogół mu się udawało. Pogarda wymieszana z nienawiścią nie wypływała na powierzchnię. Ostatnio coś w nim pękło. Jakaś bariera puściła. Coraz częściej nie jest w stanie panować nad sobą. Powie ktoś, że to dobry znak, bo dowodzi pogłębiającego się kryzysu w obozie władzy. „Dobra zmiana” ugrzęzła i najwyraźniej weszła w fazę schyłkową – stąd bezsilna frustracja i wściekłość Kaczyńskiego. To zapewne prawda – mnie jednak niepokoi pytanie, co będzie, jeśli nie daj Boże marionetka prezesa jednak zwycięży w wyborach i zostanie prezydentem na następną kadencję. Polska może na kolejne lata wpaść w łapy dyszącego nienawiścią i żądzą zemsty autokraty, który coraz wyraźniej zdradza cechy psychopatyczne i nie potrafi się kontrolować. Nie przeraża was to?
Wojciech Maziarski. Źródło koduj24.pl

06 06 2020 Socjalizm żoliborski w wersji dla dorosłych.
wydarzyło się na terytorium zarządzanym przez socjalistów żoliborskich w ciągu minionej dekady (spokojnie – mnie o 10 dni, nie lat chodzi)?
- Reaktywacja DUDAbusa po pozbyciu się czerwonej karoserii marki Turczyłło i napompowaniu opon obietnicami?
- Albo już 200 baniek darowanej pewnej innowacyjnej rodzinie kasy podatników i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tej sprawie Wielka Kumulacja dopiero przed nami? (Siara rzekłby: mają rozmach, ….. skumulowani, czy jakoś tak).
- Czy może histeryczny i jak na wspomaganiu (bez nerwów – mocną kawę mam na myśli) wygłoszony w sejmie spicz nawróconego na PiS bankstera, w którym to spiczu zażądał od swoich kumpli (no bo przecież nie od Narodu) dowodu zaufania, jak by się bał, że go chcą z interesu wymiksować? Eeee… bez żartów.
Warte zaprzątnięcia naszej uwagi były 2 kwestie;
1. rozpędzenie przed podległą ministrowi o wyglądzie spragnionym milicję (policja, to była przed wojną) katolickiej pielgrzymki z Łowicza do Częstochowy, pielgrzymki nie tylko unikalnej, ale wręcz symbolicznej, bo nieprzerwanie przez 365 lat, mimo wojen, epidemii, zaborów i okupacji, idącej z dostojnego Łowicza do Jasnej Góry. Rozpędzenie w najczystszym (najbrudniejszym), gomułkowskim stylu, bo to ten cuchnący gnom obraz Matki Boskiej Częstochowskiej aresztował, a pielgrzymki batalionami kapusiów i oficerów bezpieki zabezpieczał. To rozpędzenie, przy milczącej aprobacie noszących szaty w kolorze lawendy tzw. hierarchów, to był akt agresji również symbolicznej, bo pokazujący polskim katolikom, że socjalistyczna władza Boga i kościoła używa i owszem, ale tylko wtedy, gdy jej to do budowy socjalizmu potrzebne, ale kiedy uzna za niepotrzebne – to się nie certoli i „za pirze i na powietrze świże”. Łapanka ta była szczególnie zajadła, bo dwudniowa, przy czym milicjanci i bezpieczniacy, drugiego dnia zatrzymali nawet ludzi idących gęsiego, utrzymujących 2 metrowe odstępy i do tego w namordnikach. Ta łapanka, to jest Manifest Socjalistyczny 2.0, bo kniaź nowogrodzki ma, jak to często miewają znudzeni prozą życia arystokraci, socjalistyczną fanaberię.
Manifest ten sprowadza się do 3 zasad:
- Ciemny Lud/Suweren: zap…ć za miskę ryżu!
- Nowe Elity: 200 baniek mam, komu je dam, takie ładne bańki, takie ładne bańki …(to cytat z ulubionej w młodości piosneczki kniazia )
- Lawendowi: siad, waruj aport – i wtedy dopiero suta micha!
A nad realizacją susznej (to po żoliborsku) idei socjalistycznej, pieczę sprawuje agresywny ateista, o którym jeszcze niedawno można było przeczytać, że nawet kniaziowi odmawiał przestąpienia progu kościoła.
2. Drugim wydarzeniem z gatunku symbolicznych było ujawnienie przez Ministerstwo Zdrowia (na usilne domaganie się jakiejś upierdliwej obywatelki), że od 4 marca do 19 maja, w trakcie tej hucpy zwanej epidemią, liczba zmarłych, którzy nie mieli żadnych chorób , a u których wykryto koronawirusa, w 36 milionowym Kraju nad Wisłą, wynosi 200. Informacja ta, zamieszczona przez najpoczytniejszy portal w PRL-bis pod kamuflującym tytułem, została zgodnie przemilczana przez media rządowe i antyrządowe, choć wydawałoby się, że powinna wzbudzić zainteresowanie (eufemizm). Ale ponieważ jesteśmy dorośli rozumiemy, że co innego teatrzyk z obsobaczaniem się w sejmie – a co innego naprawdę duże połowy, które najlepiej się udają w mętnej wodzie. Wracając do tych 200 zmarłych; co ta informacja znaczy?
A, co kto woli: - bo albo znaczy, że statystyki są stiuningowane (to w polityce, szczególnie przed wyborami, normalka) i tych zmarłych na koronawirusa jest 10, 100, chgw ile więcej - i to byłby kryminał.
- albo że są prawdziwe, czyli że przy 200 zmarłych na przestrzeni 11 tygodni, gdy codziennie na raka i choroby sercowo-naczyniowe umiera w PRL-bis ponad 700 ludzi, bankster i minister o wyglądzie sadystycznym zamknęli Polskę, zrujnowali gospodarkę, sterroryzowali 36 milionów Polaków - i to byłaby granda nad grandami.
Tak czy inaczej, aż strach pomyśleć, ile teraz się idących w miliardy (to międzynarodowo) i ciężkie miliony (to lokalnie) fortun na tej masie upadłościowej, po zniszczonych nie tylko polskich firmach, ale całych branżach potworzy. Źródło: niepoprawni.pl
05 06 2020 Kaczyński do posłów opozycji: „chamska hołota” – „Nerwy puszczają PiSowskiej „elicie”. 
Vivat PiS! Vivat dobre zmiany! Wy jesteście bogi, my jesteśmy chamy!? „Kanalie i zdradzieckie mordy” już były, teraz Jarosław Kaczyński użył sformułowania „chamska hołota” w stosunku do posłów opozycji. Wszystko działo się w Sejmie podczas debaty nad wnioskiem Koalicji Obywatelskiej o wotum nieufności wobec ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.
Adres filmu: https://twitter.com/i/status/1268670835964944389
„Minister zdrowia Łukasz Szumowski to największy chyba zawód ostatnich miesięcy, człowiek, który udawał nadzieję, a kiedy opadły maski zobaczyliśmy prawdziwą twarz rządu PiS – twarz konfliktu interesów, korupcji i nieudacznictwa” – mówiła posłanka KO Barbara Nowacka, uzasadniając wniosek. Stwierdziła, że Szumowski nie przygotował Polski na pandemię koronawirusa i brak było środków ochrony dla personelu medycznego jak i pacjentów. – „Brak przemyślanego procesu zamrażania i brak strategii odmrażania” – mówiła. Wspomniała o niejasnych interesach braci Szumowskich. 
– „Przedsiębiorczy pan minister uznał, że czas pandemii to pora na dorobienie się” – powiedziała posłanka KO. Kiedy Nowacka mówiła, Szumowski i kilku innych ministrów w ławach rządowych prowadziło pogawędkę z Jarosławem Kaczyńskim. – „To nie jest pana folwark panie prezesie” – powiedział Budka do Kaczyńskiego. W odpowiedzi prezes PiS wykrzyczał w stronę posłów opozycji: – „Takiej hołoty chamskiej to jeszcze nikt nie widział”.
Po zarządzonej przez Ryszarda Terleckiego 5-minutowej przerwie Nowacka powiedziała: – „Lepsizm” pana prezesa słyszałam już parę razy. Wtedy, kiedy wchodził na ten cmentarz, na który ja wejść nie mogłam, bo wtedy jego „ból był większy niż mój”. Na ten sam cmentarz, na którym leży moja matka, ofiara katastrofy smoleńskiej, on wszedł składać kwiaty swojej matce i swojemu bratu, a inni nie mogli. I teraz śmie mnie wyzywać”. Nie mogła dokończyć, bo Terlecki wyłączył jej mikrofon.
„Nerwy puszczają PiSowskiej „elicie”; „Taki podrabiany yntelygent, chowa się za gorylami i szczeka. I od razu w nogi za plecy swojaków. To jest śmieszne i żałosne. Tylko Polski żal”; „On tak właśnie myśli o ludziach. O ludziach, którzy nie wykonują bezmyślnie jego poleceń”; – „Wuc” znów postanowił Polakom pokazać, jak wygląda prawdziwa kultura” – komentowali zachowanie Kaczyńskiego internauci.
Źródło: TVN24, Twitter
Kaczyński obraża i uchodzi mu to na sucho, dlaczego, skoro zasłużył już dawno na liścia!?
Z forum: - Złodziej nazywa wszystkich wokół złodziejami, a chamidło stulecia ma wszystkich za chamów.
- W nadchodzącym sezonie kartoflanka, i czernina będą podstawowymi daniami polskiej opozycji.
- Czernina to zupa z kaczki a kartoflanka będzie z ziemniaków ukradzionych z PCK. To będzie pasza dla polskiej opozycji, czyli pisowców, jak ich ociężały zawodnik polegnie w drugiej rundzie. Nie wiem tylko czy czerniny dla wszystkich wystarczy, bo gęb do wyżywienie jest wiele a kaczka tylko jedna.
- Poseł Kaczyński w sejmie do opozycji: „Takiej hołoty chamskiej to jeszcze nikt nie widział w tym sejmie.” A już prawie zapomnieliśmy „mordy zdradzieckie”. Jaki wymiar kary przewidujecie ?
- Hołota "emerytowanego zbawcy narodu" czyli Kaczyńskiego. Słowa szeregowego poseła PiS obraża posłów na Sejm RP i to katolik po naukach miłości chrześcijańskiej rodem od bizmesmena z Torunia w TV Trwam i Radio Maryja? Jutro pójdzie i weźmie komunię św?

05 06 2020 „Szumowski dopasował się do pisowskiej reszty – jego występ [w Sejmie] to popis arogancji”.
Podczas sejmowej debaty nad wnioskiem KO o wotum nieufności wobec ministra zdrowia głos zabrał również Łukasz Szumowski. W jego wystąpieniu próżno było szukać odpowiedzi na zarzuty pytania stawiane mu przez posłów opozycji. Zamiast odpowiedzieć na wiele kierowanych do niego pytań, Szumowski mówił… o treści samego wniosku. Stwierdził, że w przypisach wniosku są głównie jej „ulubione tytuły opozycji”, czyli „Gazeta Wyborcza”, TVN24 czy „Newsweek”.
– „Jeśli miałem chociaż maleńki cień sympatii dla Szumowskiego, to właśnie mi przeszło. Dopasował się do pisowskiej reszty – jego występ to popis arogancji”; „Wspaniałe wystąpienie Szumowskiego. Wspaniałe dla opozycji. W zasadzie nie odpowiedział na żadne pytanie, za to pokazał się z nowej, chamskiej strony”; – „Te gesty rękami, podniesiony ton, personalne ataki i pogubione świadomie wątki świadczą o tym, że minister Szumowski nie czuł się pewnie i wie, że po prostu kłamie. Rozedrganie dziwne w obozie władzy”; – „Ale się Szumowski rozmienia tym przemówieniem. Przesiąkł Nowogrodzką” – pisali internauci.
Wystąpienie Szumowskiego komentowali także dziennikarze: – „Ciekawe, co teraz o ministrze Szumowskim sądzą ci „eksperci”, którzy u progu epidemii twierdzili, że minister Szumowski jest kompetentny, sprawczy i ma duży dar komunikacji z mediami…?” – napisał Przemysław Henzel z Onetu. – „Minister Szumowski zgrywa męczennika. Nic bardziej mylnego. To wyrachowany gracz. Gracz, który gra na siebie i familię. Udający biedaka z zegarkiem za ponad 10 tys na ręku, milionami w udziałach żony, kłamstwami ws. działalności biznesowej i niestety pazernością w sercu” – uważa Radosław Gruca z „Faktu”.
Źródło: Twitter, koduj24.pl
Kolejny raz Kaczyński pokazuje pięść narodowi. Szumowski dał zrobić swojej rodzinie miliony zł, i nic o tym nie wiedział!? Płakać mi się chciało jak opowiadano o jego społecznej pracy, i jak mu w tym żona pomagała tyż społecznie!?
Z forum: - Medycyna partyjna. Gdyby ten reżim potrwał dłużej byłaby wykładana na ich tzw. uniwersytetach.
- Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy swojego wystąpienia w Sejmie Szumowski nie przepisze na żonę.
- Minister Łukasz Szumowski to bez wątpienia nasz narodowy bohater. Zapobiegł traumie jaka wydarzyła się na zachodzie. Warszawa eksponując haniebne plakaty szkalujące tego wspaniałego człowieka, potwierdziła, że woli wypić ścieki z Czajki niż oddać hołd ministrowi.
- Święty Człowiek ma ten dar dany przez Pana Boga aby ratować ludzi nie wyciągając rak po koperty. Ma priorytety które się PO nawet nie śniły i ich się trzyma. Brawo panie Łukaszu. Jesteśmy wdzięczni, z Panem Bogiem
- Spodobała mi się odpowiedź, że worki Szumowskiego, to nie worki zmęczenia, to worki wypełnione pieniędzmi. Nie spał, bo kombinował jak na tym zarobić

05 06 2020 UWAGA! Gniew społeczny? Kontrolowany?
Starannie przygotowano. I tylko czekano na pretekst. Czy o tym debatował ostatnio Bilderberg? I pretekst się znalazł. W idealnym miejscu i czasie. Pora zniszczyć Trumpa. Od niego trzeba zacząć. A reszta sama się zawali.
Bandyta w mundurze zabił Murzyna. To zawsze w Stanach działało. Antyrasistowskie protesty były nieuniknione w całym USA. Tym razem jednak było inaczej. Przygotowany scenariusz uwzględnił aktualną sytuację. Wysoki poziom frustracji społeczeństwa spowodowany pandemią nowego, nieznanego wirusa. Do tego przymusowa kwarantanna i zamknięcie w domach. Ograniczenie swobód obywatelskich. Szczapy na ognisko, by je rozpalić były wyjątkowo suche i łatwopalne. Normalnie nawet nic specjalnego – ogień by płonął 3, 4 dni, maksymalnie tydzień i samoistnie, jak zawsze wypaliłby się. Planiści światowego przewrotu dobrze to rozumieli. Potrzebny był dodatkowy element, by nie dopuścić do wygaszenia protestu. Do tego użyto ANTIFY.
Antifa to trenowane lewackie bojówki, brutalne i bezwzględne. Ich celem zawsze jest doprowadzenie do jak największych rozruchów na ulicach miast. Do przekształcenia nawet pokojowych protestantów w ogarnięty amokiem motłoch, który zacznie niszczyć, palić, dewastować, rabować, a jak trzeba – zabijać.Trenowani w walkach ulicznych, jak  rosyjskie oddziały specjalne, nazywane u nas "zielonymi ludzikami" są w takiej niby-wojnie wyjątkowo skuteczni.
Jak się dowiedzieliśmy, antyrządowe, a nawet śmiem powiedzieć, antypolskie władze Warszawy też już zabrały się za przygotowanie własnych ulicznych wojowników. Czy pod egidą ANTIFY?
Mam prawo tak przypuszczać, bo pamiętamy, jak warszawscy lewacy, z Gazetą Wyborczą i Krytyką Polityczną na czele już w 2011 roku wezwali na pomoc do rozwalenia Marszu Niepodległości uzbrojonych niemieckich terrorystów ANTIFY. W strefie Schengen ich szybkie przemieszczanie to duży atut. Tamtym razem się nie udało, bo polscy kibice okazali się bardziej bitni i bojowi, zmuszając wywrotowców do ucieczki. ANTIFA dla kamuflażu kryje się pod szyldem ruchu antyfaszystowskiego. Co jest bezczelną ironią, bo kultywują oni zasady działania niesławnych bojówek SA w hitlerowskich Niemczech.
A dzisiaj mamy rok 2020 i już w Polsce dorobiliśmy się własnego "ruchu antyfaszystowskiego", gdy pod opieką kryptokomunistów, bo tym są faktycznie, rządzący w Europie lewaccy neoliberałowie, wypączkowały Radykalna Akcja Antyfaszystowska, Antyfaszystowska Warszawa, 161 Crew, Przychodnia Skłot, Kolektyw Syrena, Warszawska Federacja Anarchistyczna, Rytmy Oporu i Razem przeciwko Nacjonalizmowi.
Jak Państwo myślą – po co w Warszawie, u pana kandydata na prezydenta RP hoduje się bojówki wzorowane na nazistowskich SA – Sturmabteilung? Śmierć Murzyna, brutalna, okrutna i niesprawiedliwa została właściwie wykorzystana. Media właśnie doniosły, że niszczycielskie rozruchy uliczne są już w Paryżu, są w Rotterdamie, rozlewają się na Wiedeń, Grecję, Włochy. Nawet w Brazylii są rozruchy. Tu nie użyto rasistowskiego pretekstu. Tu zastosowano wojujący feminizm. Hmm...Wiemy, że ulice płoną od dawna w Hong Kongu. Afryka też jest o milimetr od wybuchu. Jutro Berlin, a pojutrze może Warszawa? Takiego ataku na swoją ojczyznę nawet śp. Lech Kaczyński się nie spodziewał. Czy legalne władze państw skutecznie przeciwstawią się tej wybuchającej rebelii? Po pandemii – kryzys gospodarczy – wszyscy ucierpią. Więc może lepiej po pandemii – światowa rewolucja?
Przywrócimy komunizm. Wszystko dla mas. Nazwiemy to inaczej i będzie dobrze. A wichrzycieli – Trumpa, Orbana, czy Kaczyńskiego przykładnie się ukarać. A 28 czerwca mają być w Polsce wybory prezydenckie... Może nie będzie potrzeby ich przeprowadzać?
Źródło: niepoprawni.pl
04 06 2020 Wyłudzenia VAT pozbawiły nasze państwo w ciągu ostatnich dwóch lat 50 miliardów zł. Co z tą luką?
Właśnie upadł sztandarowy mit rządowej propagandy. Przypomnijmy go: uszczelnienie systemu podatkowego i skuteczna walka ze złodziejami VAT daje budżetowi dziesiątki miliardów złotych. Tyle, że to nieprawda. I wina wcale nie leży po stronie szalejącego teraz koronawirusa. Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, już w zeszłym roku – przy niezłej koniunkturze gospodarczej – efekty walki były mizerne. W 2019 roku zrealizowano tylko 2,2 proc. planu uszczelniania VAT.  Skąd to wiadomo? W sprawozdaniu z wykonania ustawy budżetowej za 2019 rok resort finansów podał szacunek tzw. luki VAT. Co więcej, luka ta nawet się … zwiększyła, gdyż w 2018 roku wynosiła 24 mld zł, a rok później już 25 mld zł.
Mit, jak to mit, niewiele miał wspólnego z faktami również dlatego, że wyłudzenia to jedynie część słynnej luki VAT. Dla rządzących są jednak ulubionym hasłem. – Wyłudzenia VAT pozbawiły nasze państwo ok. 200-250 mld zł – perorował Mateusz Morawiecki w TV Trwam. Temat „złodziei VAT” należało jednak grzać, więc PiS powołał specjalną komisję śledczą do spraw wyłudzeń VAT, w ocenie której Polska za rządów poprzedników była „zieloną wyspą dla oszustów podatkowych”.
W raporcie końcowym postulowała ona, aby postawić byłego premiera Donalda Tuska (a jakże), Ewę Kopacz, Jacka Rostowskiego oraz Mateusza Szczurka przed Trybunałem Stanu. Tymczasem, jak zauważa cytowany portal, na tej samej zasadzie w trakcie obecnych rządów partii Jarosława Kaczyńskiego „wyłudzono” kolejne 112 mld. Dlaczego? Tyle bowiem wynosi zbiorczo luka, jaka powstała w tym czasie. – Proces uszczelniania zatrzymał się. ‚Efekt uszczelnienia’ to 0,1 mld zł z 4,6 mld zł – skomentował sytuację dr Sławomir Dudek, były dyrektor departamentu polityki makroekonomicznej Ministerstwa Finansów, a obecnie główny ekonomista Pracodawców RP.
Wielkość owej luki VAT (czyli „szarej strefy” niezapłaconych celowo podatków) warto obserwować, gdyż istnieje związek między tempem wzrostu gospodarczego czy stopą bezrobocia a luką. Pieniędzy w budżecie przybywa, im więcej jest konsumpcji (a mniej inwestycji, przy których VAT jest zwracany), a także wtedy, gdy administracja jest skuteczna, przepisy zrozumiałe, a stawki podatkowe – akceptowalne przez społeczeństwo. Czy naprawdę lukę uszczelniono, jak przechwala się premier, dowiemy się niebawem. Jeśli teraz wzrośnie ona gwałtownie, np. o 20 proc., to będzie oznaczać, że wrócili do nas przestępcy. Jeśli mało, oznaczać będzie raczej, że szara strefa powiększyła się przez gorszą sytuację gospodarczą – wyjaśnia Piotr Mączyński z „Gazety Wyborczej”.
Dodać należy, że do 2019 roku partii rządzącej udało się zatamować największe dziury, ułatwiające wyłudzanie pieniędzy z budżetu, i owa malejąca luka również przekładała się na wzrost dochodów budżetowych z podatku VAT. W dobie koronawirusa dochody te będą raczej maleć. Dopiero gdy zaczną rosnąć, będzie to sygnałem, że gospodarka przyspiesza.
Źródło: wyborcza.pl
Walczą z mafią VAT- owską, a mieli własną w Ministerstwie Finansów.
Wyłudzanie podatku VAT to między innymi efekty pracy posłów. Dbając o swoją kieszeń lobbują dziurawe ustawy. W efekcie ci co mają dużo nic nie płacą a tym co mają mało zabiera się prawie wszystko. Nieprawda. No to w jaki sposób hrabia von Rostowski, lord Sikorski, Morawiecki i wielu innych dorobili się takich majątków? A Fiskus jest ślepy i głuchy.
Wstrzymanie zwrotu należnego podatku VAT, to jest sukces Morawieckiego, w walce z wyimaginowaną mafią VAT-owską!? Jak tylko uszczelnił system VAT mafia natychmiast zmieniła swoje zainteresowania, a on nadal ściga to co już od dawna nie istnieje!? No ale dla Morawieckiego statystyki są najważniejsze!?
Dziś powszechne wstrzymanie zwrotu należnego podatku VAT, jest główną przyczyną bankructwa polskich firm!? 
03 06 2020 Duda: „CPK to jak budowa Gdyni w II RP” – „Te dwie inwestycje nie mają ze sobą NIC wspólnego!”
„Przypuszczam, że budowniczy Gdyni, inż. Eugeniusz Kwiatkowski, pogoniłby tę bandę nieudaczników-patriotów, których praca polega jedynie na pokazywaniu prezentacji w powerpoincie. Dlatego drogi Andrzeju Dudo, odczep się pan od Gdyni!” – napisał na Twitterze Bartosz Wieliński z „GW”.
A chodzi o najnowszą wypowiedź Andrzeja Dudy. Wcześniej – jak pamiętamy – wychwalał przekop Mierzei Wiślanej, w międzyczasie zajął się oczkami wodnymi w każdym domu, a teraz przyszedł czas na CPK. – „Centralny Port Komunikacyjny to jak budowa Gdyni w II RP. To największe lotnisko w naszej części Europy, to nowa sieć komunikacyjna w Polsce. To 150 tysięcy miejsc pracy. To inwestycja, która sprawi, że podróżowanie będzie łatwiejsze dla milionów Polaków” – powiedział Duda.
„Od mojej Gdyni to ja się proszę odczepić! Te dwie inwestycje nie mają ze sobą NIC wspólnego! Prawdziwe potrzeby gospodarcze vs gigantomania odchodzącej władzy!”; – „100 lat temu!!! w dwa lata zrealizowano pierwszy etap budowy i otwarto port! Jesteście nieudacznikami. W czasach światowej koniunktury, przy wydojeniu z budżetu dla Misiewiczów setek milionów złotych, CPK to wciąż komputerowa wizualizacja”;
„Program Oczko wodne w każdym mieszkaniu jest bardziej realny”; – „Wszystkim nawiedzonym tutaj przypomnę: 1. Promy na Bałtyku. 2. Milion elektrycznych aut. 3. 100 tysięcy mieszkań. 4. Koleje szybkiej prędkości. I parę jeszcze innych mrzonek tej władzy” – komentowali wypowiedź Dudy internauci. – „Co miesiąc około 30 tysięcy złotych na rękę. Tyle dostaje każdy z członków zarządu Centralnego Portu Komunikacyjnego. CPK, który nie istnieje i nawet do końca nie ma zaplanowanej swojej lokalizacji. Oni otrzymują swe wynagrodzenia nawet podczas epidemii przypomniał jeden z internautów. A tych członków zarządu CPK jest czworo…
Źródło: Twitter, koduj24.pl
CPK budują już od 2017 roku, i jak na razie zbudowali tylko makietę, a prezesi(4) biorą po 30 tys zł za jej pilnowanie. Przypominam, że Gdynię tak często cytowaną przez Dudę wybudowano w 2 lata!?
Z archiwum: 04 10 2017 Megalomania opanowała Polskę całą.
Wpierw Zdanowska wielki dworzec PKP Łódź Fabryczna wybudowała, który miał dziennie kilkaset tysięcy pasażerów obsługiwać. Dziś świeci pustkami. Chojniak megaidiotekę buduje, zapominając że Piotrków to niewielkie miasteczko a nie wielka milionowa metropolia. Ba rząd Kaczyńskiego w który rolę premiera pełni Szydło megalotnisko w Baranowie buduje które według założeń będzie mogło obsłużyć więcej pasażerów jak dziś obsługują wszystkie lotniska w całej Polsce. Po kiego tak duże? Gdy słyszymy słowo piramida, na myśl przychodzą nam starożytne, monumentalne budowle w Egipcie, które świadczą o sile i potędze faraonów. W obecnych czasach również buduje się podobne obiekty. Z tym, że zamiast bloków skalnych wykorzystuje się nowoczesne materiały, jak metal czy szkło i one też mają świadczyć o sile i potędze współczesnych faraonów. Chwila ale mnie się wydaje, że ktoś mówił, że żyjemy w demokratycznym kraju?
Z forum: Duda: „CPK to jak budowa Gdyni w II RP”. Raczej powinien rzec: – „CPK to jak budowa Huty Katowice w PRL”. Też by to wielkiego sensu nie miało.

03 06 2020 „TK właśnie powiedział, że gdyby Prezydent powołał konia na sędziego to ten koń byłby sędzią”.
We wtorek TK odpowiedział na pytanie zadane przez członków Izby Cywilnej SN, które dotyczyło wyłączania z rozpraw sędziów powoływanych przez neo-KRS. Zagadnieniem tym sędziowie TK zajęli się na wniosek m.in. Kamila Zaradkiewicza. Wspomniani sędziowie chcieli sprawdzić konstytucyjność wniosków o wyłączenie „neo-KRSowców” po tym, gdy zaczęto podważać ich wiarygodność przy rozpatrywaniu sprawy kasacyjnej dotyczącej umowy użytkowania wieczystego wytoczonej Skarbowi Państwa – część członków SN wywodzących się ze starej KRS uznała, że ich koledzy z nowej izby nie będą w pełni bezstronni.
Prawo wyłączenia sędziów daje art. 49 Kodeksu postępowania cywilnego i to na ten przepis powołali się autorzy skargi kasacyjnej przeciwko sędziom z neo-KRS: „Istnieje duża i usprawiedliwiona wątpliwość co do skuteczności powołania sędziów, co może przełożyć się na ważność rozstrzygnięcia” – uzasadniali. Trybunał Konstytucyjny zgodził się z argumentacją Zaradkiewicza i jego kompanów. Sędziowie organu stwierdzili, że, jak podaje „Gazeta Wyborcza”, „rozpoznanie wniosku kwestionującego powołania sędziowskie byłoby sprzeczne z konstytucją (!)”.
Wyrok w kontrowersyjnej sprawie wydało pięcioro sędziów TK powołanych przez PiS, w tym Stanisław Piotrowicz, były poseł Prawa i Sprawiedliwości i członek neo-KRS. Projekt zaś został przygotowany przez prezes TK Julię Przyłębską, która znana jest z bliskich kontaktów z prezesem Zjednoczonej Prawicy Jarosławem Kaczyńskim. „Sędziowie powoływani są przez prezydenta w wyniku realizacji przez niego swojej prerogatywy. Takie powołanie nie podlega jakiejkolwiek następczej kontroli. Ustrojodawca w treści konstytucji nie przewidział procedury, która pozwalałaby zbadać powołania sędziowskie. Osoba powołana na urząd sędziego przez prezydenta nie podlega już żadnym dodatkowym ocenom i nie przechodzi jakiejkolwiek innej weryfikacji” – oceniła znajoma posła Kaczyńskiego.
Wyrok TK niemal natychmiast gremialnie skrytykowany został przez prawników. „Cóż za niespodzianka, że tak TK orzekł… W składzie sami sędziowie wybrani przez PiS i do tego Stanisław Piotrowicz uczestniczący w pracach legislacyjnych nad zmianami w KRS. Jaki miał być wyrok TK, wiadomo było w momencie wniosku Kamila Zaradkiewicza” – ocenił sędzia Tomasz Krawczyk. „Podręczny Trybunał do spraw wszelakich wydał „orzeczenie”: to co jest nie na rękę rządzącym, jest niezgodne z Konstytucją. I już. A może by taką ustawę napisać? Może Seba z Jankiem by coś szybko? Że wszystko co rząd uzna, jest niezgodne z Konstytucją, co?” – dodał mecenas Michał Wawrykiewicz.
Również Adam Bodnar ostro ocenił najnowsze „dzieło” autorstwa TK: „Prawo do złożenia wniosku o wyłączenie sędziego jest pochodną prawa do sądu zagwarantowanego w Konstytucji i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i nie powinno podlegać żadnym ograniczeniom. Jeśli strona uważa, że sędzia nie spełnia kryterium bezstronności, to na mocy przyznanych jej gwarancji procesowych powinna mieć możliwość złożenia stosownego wniosku. Wykluczenie takiej możliwości kształtuje sytuację, w której strona pomimo wątpliwości zostanie pozbawiona możliwości złożenia wniosku, bo jego obiektywizm będzie każdorazowo przesądzany na podstawie stanu ukształtowanego wyrokiem TK. W ten sposób zamyka się jednostce prawo do korzystania z jej podmiotowych praw” – napisał w liście do TK Rzecznik Praw Obywatelskich.
Pulę komentarzy zamknął jednak dr Kamil Mamak ze swoim wpisem na Twitterze. „TK właśnie powiedział, że gdyby Prezydent powołał konia na sędziego to ten koń byłby sędzią. To bzdura. Ani koń nie może być sędzią, ani koń nie może być I Prezesem SN. Decyzje prezydenta podlegają kontroli i muszą być w granicach prawa” – trafnie podsumował zajmujący się prawem naukowiec.
Źródło: wyborcza.pl
No i mamy pierwszy spór kompetencyjny między TK i SN....nie wiadomo, kto ma sprzątać, a kto ma gotować..!?
Z forum: Koń jako sędzia byłby jednak dużym postępem, patrząc jak dużo osłów i hien jest już w sądach. 
02 06 2020 Mikołaj Małecki: obecna władza może anulować wyniki głosowania przy zwycięstwie kandydata opozycji.
Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego uważa, że wybory nie powinny być przeprowadzone w planowanym obecnie terminie. Swoimi wątpliwościami podzielił się w programie „Poranek Radia TOK FM”: – „Nie możemy dopasowywać terminu wyborów do szans tego czy innego kandydata, tylko musimy patrzeć na to, co o możliwych terminach mówią zapisy powszechnie obowiązującego w Polsce prawa” – zauważył mecenas. Małecki nawiązał tym samym do prognoz politycznych, które mówią o tym, że im później tegoroczne wybory zostaną przeprowadzone, tym mniejsze szanse na wygraną będzie miał urzędujący prezydent Andrzej Duda.
Gość radia krytycznie ocenił też wydaną przez PKW uchwałę, która, jego zdaniem, nie jest w pełni wyczerpująca i rodzi dodatkowe wątpliwości: – „Kodeks wyborczy mówi, że nowe wybory prezydenckie można zarządzić, jeśli PKW w uchwale stwierdzi, że w głosowaniu 10 maja startował jeden kandydat albo że nie było kandydatów w ogóle. Ja takiej uchwały nie widziałem, a 10 maja kandydatów było przecież dziesięcioro. Jest inna uchwała, o innej treści” – dodał.I rzeczywiście, PKW w opublikowanej wczoraj uchwale, ograniczyła się tylko do stwierdzenia, że 10 maja „brak było możliwości głosowania na kandydatów”…– „Niemożliwość głosowania z innej przyczyny to nie jest brak kandydatów, a 10 kandydatów to nie jest jeden kandydat. Uchwały, o której mówi Kodeks wyborczy, nie ma – jest inna uchwała. A więc marszałek Sejmu nie ma podstawy prawnej do rozpisania nowych wyborów” – podsumował ten wątek Małecki.
W opinii naukowca gra wokół wyborów może doprowadzić do sytuacji, w której obecna władza wykorzysta powyższe wątpliwości do anulowania wyniku głosowania. Może do tego dojść, gdy zwycięstwo odniesie w nich kandydat opozycji: – „Czy mamy pewność, że to nie jest pułapka zastawiona na wszystkich kandydatów, którzy mają prawo brać udział w legalnych wyborach, i na obywateli, którzy mają prawo wybrać swojego prezydenta? Jak wygra ktoś nie po myśli władzy politycznej, Sąd Najwyższy może rozstrzygnąć różnie – o ważności bądź nieważności tego wyboru” – krytycznie ocenił znany z obiektywizmu prawnik.
Małecki, na zakończenie rozmowy w TOK FM, przyznał jednak, że nie nawołuje do bojkotowania kontrowersyjnych wyborów prezydenckich: – „Niezależnie od tego, kiedy te wybory się odbędą, czy będą legalne, czy nie, uważam, że trzeba będzie iść i zagłosować na swojego kandydata” – stwierdził.
Dziś o 15 posłowie będą debatować nad poprawkami w prawie wyborczym, które zgłosił Senat RP. Jeśli poprawki zostaną przyjęte, to będzie to równoznaczne, z przeprowadzeniem wyborów już pod koniec czerwca. Źródło: tokfm.pl
Z forum: No i już pisiorstwo w Sejmie odrzuciło 2 podstawowe i najważniejsze chyba poprawki Senatu, za którymi głosowali także senatorowie PiS. Otóż kalendarz wyborczy będzie ustalać sama Witek, a to oznacza wszystko pod dyktando zwykłego posła z Nowogrodzkiej. Druga kluczowa poprawka, którą odrzucili to minimum 10 dni dla nowego kandydata na rejestrację komitetu i zebranie podpisów. W sytuacji, gdy Trzaskowski ma tak duże poparcie i goni Dudę z godziny na godzinę, a ostatnie sondaże mówią, że może wygrać wybory w 2-ej turze, Witek nie da nawet 1 dnia na rejestrację i podpisy, bo będą chcieli już na wstępie go utrącić. A wtedy pozostaną ważne stare karty do głosowania z 3,5 mln nadwyżką do sfałszowania wyborów. Pozostaje też kwestia wpuszczenia kontrolerów OBWE. Na majowe rząd po prostu zakazał wstępu do Polski. Straż graniczna miała zatrzymać ich na granicy i nie wpuścić, bo „rząd sobie nie życzy”. Ciekawe, co będzie teraz, bo przecież nadal wszystkie lotniska i dworce międzynarodowe są zamknięte i wyłączony jest ruch międzynarodowy – tylko rządowe samoloty latają, a pociągi tylko w relacjach krajowych.

02 06 2020 Nie tylko instruktor narciarstwa zarobił. Maseczki dla resortu Szumowskiego dostarczał także … sprzedawca oscypków.
Resort zdrowia pod batutą ministra Szumowskiego prywatnych dostawców masek ochronnych wybrał według sobie tylko znanego klucza. Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, poza instruktorem narciarstwa Łukaszem G. i jego żoną był to także handlarz oscypków spod Gubałówki. To jedyni prywatni przedsiębiorcy, od których resort kupił maseczki ochronne FFP2. W Chinach zapłacili oni za nie niecałe 900 tys. zł, a w Polsce sprzedali za prawie 5 mln. Pod koniec kwietnia CBA zwróciło się do MZ z pytaniem, na jakiej podstawie tak bardzo przepłacono za ten towar.  Zakopiańska firma Haber, bo o niej mowa, miała sprzedać żonie instruktora narciarskiego Łukasza G. 3,5 tys. przyłbic ochronnych za 120 tys. zł. Za towar ten resort zdrowia zapłacił jej następnie 170 tys. zł. Ale to nie wszystko.
Oferent oscypków również samodzielnie, już bez pośrednictwa, sprzedał ministerstwu taką samą partię przyłbic za identyczną kwotę, co żona Łukasza G. – Skąd sprzęt jest u dostawcy, tego ministerstwo nie docieka. My wówczas kupowaliśmy od każdego, odpowiadaliśmy na każdą ofertę. Ważne, że dostawca miał sprzęt – komentował rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Teraz już wiadomo, że jednak nie od każdego. „GW” na poparcie swoich doniesień ma pełny rejestr zakupu sprzętu kupowanego przez rząd w ramach walki z pandemią, liczący 167 pozycji – obejmuje on zakupy sprzętu ochronnego, respiratorów, lekarstw itp. Ministerstwo Zdrowia i Centralna Baza Rezerw (CBR) wydały na to łącznie 851 mln 412 tys. zł. W dostawie – w tym 20 mln sztuk maseczek jednorazowych, chirurgicznych oraz FFP2 i FFP3 – pośredniczyła Agencja Rozwoju Przemysłu. Wspomnianych prywatnych dostawców było zaledwie sześciu, ale maseczki FFP2 sprzedało tylko trzech z nich. Wszyscy są powiązani z osobą Łukasza Szumowskiego.
Przypomnijmy: w szczycie cenowym okresu pandemii chiński producent sprzedawał maseczki FFP2 po 1,9 dol., czyli po 8 zł za sztukę, a maski chirurgiczne – za 0,25 dol., czyli 1 zł za sztukę. Rządowi znajomi ministra zdrowia sprzedali je w cenie 41-51 zł za sztukę. To nie wszystko. Spółkami w których udziałowcem był brat Łukasza Szumowskiego, Marcin Szumowski, od dłuższego czasu interesował się sam Jarosław Gowin. Potwierdza to doniesienie do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które złożył on w 2016 roku w kontekście nieprawidłowości „przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge” – pisaliśmy o tym w artykule „Już w 2016 r. Gowin powiadomił CBA o możliwości popełnienia korupcji przy przyznaniu grantów firmom związanym z Szumowskimi„. Do informacji tej dotarli Michał Szczerba i Dariusz Joński (KO) w trakcie poselskiej kontroli w resorcie nauki.
Źródło: natemat.pl, wyborcza.pl
W kwietniu 2016 roku Gowin zawiadomił CBA o możliwości popełnienia korupcji przy przyznaniu grantów firmom związanym z Szumowskimi. A pół roku później powierzył Szumowskiemu stanowisko wiceministra. Znaczy się za co, a może za ile!?
Z forum: T. Lis:Dzieci często pytają nas dorosłych jaki zawód i jaka praca dałyby im największe szanse i najlepsze perspektywy. W ostatnich czasach wydaje się oczywiste, że bezkonkurencyjna jest robota instruktora narciarskiego.
- Instruktor narciarstwa ministra zdrowia i jego wspólnicy to nie jedyni prywatni przedsiębiorcy, od których resort kupił maseczki ochronne FFP2. W "konsorcjum" był też handlarz oscypkami - Do tej pory mamy w aferze Szumowskiego instruktora narciarskiego, jego żonę i sprzedawcę oscypków. Poszukiwani są,baca od strzyżenia owiec (chyba naturalne), zakopiański Banaś od pokoi na godziny, niedźwiedź z Krupówek i członek góralskiego zespołu disco-polo. Ktokolwiek widział?
01 06 2020 Już w 2016 r. Gowin powiadomił CBA o możliwości popełnienia korupcji przy przyznaniu grantów firmom związanym z Szumowskimi.
„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – napisał Jarosław Gowin w kwietniu 2016 r. Minister wskazał w piśmie na programy, w których ramach spółki dostały pieniądze. W jednym z nich Simplicardiac (udziały w niej ma spółka Szumowskich) otrzymała ponad 1 mln zł; w drugim Life Science Innovations (udziały Szumowskich) 16 mln. Przyznanie grantów w tychże programach skrytykowane zostało przez kontrolerów z Ministerstwa Nauk i Szkolnictwa Wyższego Gowina.
Resort wskazał na to, że w pierwszym przypadku „zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków”.
W drugim natomiast miała mieć miejsce „dowolność w przyznawaniu środków” i naruszenie procedur związanych z przestrzeganiem terminów – w kwietniu 2014 r. przyjęta miała zostać oferta spółki, która… nie została jeszcze zarejestrowana. Według „Wyborczej” przedsiębiorstwem tym była Life Science Innovations.
Gowin nie zamierzał więc patyczkować się z osobami odpowiedzialnymi za przyznanie grantów i złożył zawiadomienie do CBA: „Uwzględniając złożoność spraw i zakres stwierdzonych nieprawidłowości, a także fakt licznych powiązań osobowych występujących pomiędzy uczestnikami przedsięwzięć oraz ekspertami dokonującymi selekcji wniosków o przyznanie wsparcia, wątpliwości budzi, czy w ramach naboru, oceny i realizacji projektów nie doszło do zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – napisał w dokumencie polityk. Posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej, którzy dotarli do przedstawionego przez „Gazetę Wyborczą” pisma skierowanego do CBA, poinformowali, że śledztwo prowadzone przez tę instytucję stoi w miejscu.
„Najwyraźniej komuś zależało, żeby afera, w której pojawia się nazwisko Szumowski, nie ujrzała światła dziennego” – uważa poseł Szczerba. Sytuacja jest kuriozalna, bo przecież już kilka miesięcy po zawiadomieniu CBA, Gowin powołał Szumowskiego na wiceministra nauki. Lider Porozumienia, głos w sprawie nominacji, zabrał wyłącznie na Twitterze: „Łukasz Szumowski, obejmując urząd wiceministra nauki, poinformował mnie o biznesowej aktywności swojego brata. Z powodu potencjalnego konfliktu interesów NIGDY nie podejmował żadnych działań związanych z przyznawaniem grantów (…)” – napisał w dniu 20 maja.
Zapewnienia Gowina nie gwarantują przy tym, że rzeczywiście nie doszło do żadnych kontrowersji. „W kompetencjach Szumowskiego wprawdzie nie było nadzoru nad NCBR (organizacja odpowiedzialna za przyznawanie grantów w ramach programów Ministerstwa Nauki – przyp. red.), ale kiedy zastępował wiceministra Piotra Dardzińskiego (56 dni), podejmował decyzje dotyczące centrum, na przykład przyznając mu 57 mln zł na obsługę Programu Operacyjnego ‘Inteligentny Rozwój’” – napisała „Wyborcza”. To jednak nie wszystko, bo jak dodali dziennikarze przywołanego wcześniej pisma „gdy Łukasz Szumowski został wiceministrem nauki, NCBR przyjął odrzucony wcześniej nowy projekt Life Science Innovations i przyznał firmie kolejne pieniądze na pożyczki dla start-upów”. W tym przypadku chodzi o kwotę 24 mln zł. W sumie dla spółek związanych z Szumowskimi trafić mogło łącznie 241 mln zł, w tym 187 dla OncoArendi oraz 54 dla pozostałych przedsiębiorstw. Źródło: wyborcza.pl
W kwietniu 2016 roku Gowin zawiadomił CBA o możliwości popełnienia korupcji przy przyznaniu grantów firmom związanym z Szumowskimi. A pół roku później powierzył Szumowskiemu stanowisko wiceministra. Znaczy się za co, a może za ile!?

01 06 2020 Uchwała PKW opublikowana. Marszałek Sejmu w ciągu 14 dni musi ogłosić termin wyborów.
Uchwała Państwowej Komisji Wyborczej o wyborach z 10 maja została opublikowana w Dzienniku Ustaw. Równocześnie ogłoszono, że politycy dogadali się co do terminu głosowania, które odbędzie się najprawdopodobniej w dniu 28 czerwca br. Przywołana uchwała PKW ukazała się w poniedziałkowym Dzienniku Ustaw RP. Wcześniej rząd przez długi czas zwlekał z jej opublikowaniem, co mogło mieć na celu grę na zwłokę i uniknięcie tym samym przedstawienia nowego terminu wyborów.
Politycy Zjednoczonej Prawicy ogłosili też wypracowanie porozumienia dotyczącego terminu głosowania. Nieoficjalnie mówi się, że odbędzie się ono w dniu 28 czerwca. „Gdyby prace w Senacie nie były przeciągane przez opozycję (!), która ma większość w Senacie, to przypuszczam, że znalibyśmy już oficjalny termin wyborów” – ocenił senator Jan Maria Jackowski (PiS). Według informacji podanych przez TVN termin 28 czerwca poparła część opozycji. „Czas się zmierzyć, czas tę sprawę zakończyć” – powiedział Cezary Tomczyk z KO. Ustawa dotycząca nowego terminu głosowania ma zostać przyjęta przez Senat dziś lub jutro. Najbardziej zainteresowany ogłoszeniem daty głosowania jest oczywiście Rafał Trzaskowski, który jako jedyny musi zebrać 100 tys. podpisów. Przedstawiciele KO nie kryją, że bez problemu uda się im to zrealizować: „Ta energia jest taka, że mamy żadnych wątpliwości, że niezależnie czy będą to dwa, czy cztery dni – te podpisy zbierzemy” – przyznała Katarzyna Lubnauer (KO).
Rafał Trzaskowski na tę chwilę „rośnie” w sondażach i prowadzi bardzo aktywną kampanię. W ostatnich badaniach Social Changes różnica między nim a urzędującym prezydentem wynosiła w drugiej turze zaledwie 2 punkty proc. Źródła: tvn24.pl, wyborcza.pl
- Historia koło zatoczyła!? Dnia 28 czerwca 1956 roku pamiętnego, rząd robotniczy strzelał do robotników z zakładów Cegielskiego!?
- Tak więc maski spadły – wybory nieodbyte, a żeby zrobić kolejne bez wywoływania zbiorowej histerii najlepiej ogłosić koniec pandemii. Co też uczyniono. Dla osiągnięcia celu politycznego można poświęcić w ofierze połowę ludzkości. - Mao Zedong (Mao Tse-tung).
- Uchwała PKW po 21 dniach została opublikowana. Hurrrrra!!! Cała uchwała zawiera kilka zdań, i żeby ją zanalizować prawnie, potrzeba było zaledwie trzech tygodni... Zuchy!
-
Kaczyński zrobi wszystko, by dać Trzaskowskiemu jak najmniej czasu na zebranie wymaganej liczby podpisów!? Czy to się uda, wątpię bowiem listy poparcia są już gotowe!?

01 06 2020 Marszałek Grodzki przegrał nie tylko z własną partią?
Tym razem marszałek Grodzki przegrał swoją batalię w Senacie o przesunięcie wyborów prezydenckich na jesień. Nie zyskał poparcia nawet swojej partii. Wiadomo, że w piątek opozycja parlamentarna spotkała się z przedstawicielami partii rządzącej i wspólnie wypracowano porozumienie w tej sprawie. Zgodnie z tym, dzisiaj opublikowano uchwałę w sprawie wyborów prezydenckich przygotowaną przez PKW, Senat ma jak najszybciej przesłać ustawę o tych wyborach, ale bez poprawki Grodzkiego, do Sejmu, a marszałek Witek w ciągu dwóch tygodni zarządzi nowe wybory prezydenckie.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to właśnie 28 czerwca będziemy wybierać nowego prezydenta i wychodzi na to, że tutaj posłowie każdej partii, zasiadający w Sejmie, są jednomyślni. Politycy PO zgodnie przyznają, iż przesunięcie wyborów na jesień, zgodnie z sugestią wicemarszałków Senatu, Gabrieli Staneckiej-Morawskiej (Lewica) i Michała Kamińskiego (PSL), by nastąpiły one po zakończeniu kadencji Dudy, mogłoby zaszkodzić kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. Również dla PiS 28 czerwca to termin optymalny, bo już wiadomo, że im później te wybory by się odbyły, tym mniejsze miałby Duda szanse na reelekcję. Wydaje się, że i Polacy mają już dosyć tych dywagacji o wyborach i chaosie z tym związanym. Jak pokazują ostatnie sondaże większość optuje właśnie za 28 czerwca.
Jak wynika z informacji, do których dotarło radio RMF FM, jeszcze dzisiaj ma się odbyć w Senacie głosowanie nad ustawą o wyborach prezydenckich.  Mimo wielu argumentów, przemawiających za przesunięciem terminu wyborów, posłowie opozycji parlamentarnej gwarantują, że tym razem już nie będzie nawoływania do bojkotu. Tak więc spokojnie możemy nastawić się na 28 czerwca. Pozostaje tylko pytanie, czy we wszystkich województwach wybory odbędą się tak jak zawsze czy też rząd nie wprowadzi w tych, z największą liczbą zachorowań na koronawirusa, głosowania tylko korespondencyjnego. No cóż, poczekamy, zobaczymy…Tamara Olszewska. Źródło: wp.pl
- No i Grodzkiemu nie uda się zasiąść w fotelu prezydenta!? Szkoda tylko, że nie ma na kogo głosować!?
- Czy Kaczyński wystawi Gowina w wyścigu o fotel prezydenta!? Co zdziwieni bo ja nie!?
Z forum: - Termin wyborów,który jest niezgodny z Konstytucją. SN, który stwierdza ważność wybory Prezydenta,w składzie który budzi zastrzeżenia,czy jakiegokolwiek elekta wybranego w takim trybie,zaprzysięgnie Zgromadzenie Narodowe?
- Jak wygra Duda - stwierdzi się ważność. Jak Trzaskowski - stwierdzi się nieważność.
- No cóż,wygląda na to,że pierwszy raz od 1989 roku nie zagłosuję. Co warte jest zwycięstwo,kiedy gwałci się konstytucję. Wiem,że wszyscy myślący mają dość rządów faszystów i ich kukiełki, zwanego prezydentem. Ale nie można łamać prawa w imię wyższych celów. Bo stanie się to regułą. Czyli opozycja dogadała się z bandytami,że teraz będą razem zbójować? Zaprawdę,fajną mamy opozycję. Nakłania do łamania prawa i wprowadza to w czyn. Mam świadomość, że wielu mój wpis się nie spodoba,ale jeśli zaczyna się przestrzegania prawa od jego łamania,to ja wysiadam. A poza tym,jeśli Platformie wydaje się że wygra,to jest naiwna. Ważne kto liczy głosy. Wygra budyń,bo tak zarządził kaczy pomiot. W razie czego,wybory się sfałszuje lub unieważni. Wszak wszyscy mają świadomość,że wybory w tym kształcie są niekonstytucyjne. I co wtedy? Sąd Najwyższy jest już ich… 
29 05 2020 W PO nie wszystkim podobają się najnowsze inicjatywy Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego dotyczące terminu wyborów.
We wtorek Grodzki zwołał w Senacie spotkanie parlamentarzystów poświęcone przesunięciu wyborów. Zaproponował  nowy termin 6 sierpnia br. – a więc dzień, kiedy skończy się prezydentura Andrzeja Dudy. Marszałek wyższej izby parlamentu uważa, że obecny termin, 28 czerwca, jest niezgodny z Konstytucją i poparcie go równoznaczne jest z legitymizacją jej łamania. Zdaniem części polityków PO działalność Grodzkiego jest błędna i nie służy interesowi partii. Przesunięcie terminu wyborów może bowiem negatywnie wpłynąć na poparcie dla Rafała Trzaskowskiego, kandydata Koalicji Obywatelskiej.
„Dziś kampanii Dudy i PiS brakuje pomysłów, poparcie dla nich leci na łeb na szyję. My złapaliśmy falę, idziemy w górę, a energia i mobilizacja wokół Rafała jest taka, jakiej nie było od czasów naszych zwycięskich kampanii przed 2015 roku. Nie czekamy na jesień, jesteśmy gotowi na wybory w czerwcu lub lipcu” – powiedział w rozmowie z dziennikarzami Wirtualnej Polski jeden z przedstawicieli liberałów. – „Mamy wielki kryzys konstytucyjny i potężną próżnię prawną, ale przyjęliśmy te zasady gry, jest nowe rozdanie i wiemy, że nasi wyborcy chcą już tych wyborów. To Państwowa Komisja Wyborcza będzie odpowiedzialna za organizację całego procesu i to jest dla nas przeważające. Kolejna wojna z PiS-em może jedynie znów zdemobilizować ludzi, którzy wrócili do nas po wyborczym blamażu z maja. Rafał wzywał: ‘idziemy na wybory’ i tego się trzymajmy. Kapitał mamy wielki, a do jesieni całe starania mogą pójść jak w piach” – ocenił inny polityk z obozu PO. W podobnym tonie, co powyżsi rozmówcy WP, wypowiedział się też przywódca PO, Borys Budka, który uważa, że zorganizowane przez PKW wybory będą legalne: – „Weźmiemy udział w formule, która będzie zapewniała organizację przez PKW, a nie przez Jacka Sasina, jak to miało miejsce w przypadku wyborów kopertowych” .
Kierownictwo PO zdało sobie sprawę z tego, że granie na zwłokę i brak spójności, może doprowadzić do spadku poparcia dla Trzaskowskiego w sondażach.
- „Pełna zgoda. Ale tak na marginesie... czy nie tak w teorii powinna działać demokracja? Senat nie działa pod dyktando lidera partyjnego, tylko niezależnie.” Aktywność Grodzkiego na rzecz przesunięcia wyborów, w opinii liderów PO, może zostać wykorzystana przez polityków PiS – prawicowcy najpewniej będą atakować ugrupowanie Budki za „destabilizowanie państwa” i wprowadzanie chaosu. Niemal pewne jest więc, że bojkot czerwcowych wyborów nie wchodzi w grę. Źródło: wp.pl
Z forum: - Opozycja popadła w jakieś rozedrganie i niespójność okolowyborczą. Senatorowie wydają się grać jakąś zupełnie inna grę niż ich kandydaci i partie. Wiele to z tego nie wyniknie, poza wrażeniem chaosu i przewlekania prac nad ustawą wyborczą.
- Najprawdopodobniej kraju wymagającego generalnego sprzątania nikt przejmować nie chce... Póki politycy będą chcieli być lubianymi celebrytami a nie skutecznymi politykami, to będziemy świadkami dziwnie chaotycznego baletu...
- Pan Marszałek Grodzki ma dobre instynkty, albo słucha mądrych ekspertów. Co więcej posiada cechę jaka bardzo ładnie wygląda u kogoś kto jest marszałkiem senatu, mianowicie niezależność i posiadanie własnych poglądów/zdania.
Bardzo dobry marszałek i polityk, jeśli dalej będzie chciał robić karierę w polityce i ta polityka go nie zniszczy/zmieni to może nawet wyrosnąć na wybitnego polityka jakich Polsce pilnie będzie potrzeba jeśli jeszcze kiedyś Polska zaistnieje.

29 05 2020 Koń, jaki jest…
My jesteśmy wyjątkowi – u nas zarazę unieważnia jedna decyzja z Nowogrodzkiej. No i mamy wreszcie nową pierwszą prezes Sądu Najwyższego. Pani profesor rozpoczęła swoją misję od wkładu na temat… koni. Że nieważne, z której pochodzą stajni. Byle tylko karnie chodziły pod siodłem i reagowały na bat i wędzidło trenerów z Nowogrodzkiej. Nie wiem, co na to hodowcy arabów i folblutów, a też czy deklaracja pani prezes obejmuje konie kare, znaczy – czarne. Bo „czarny koń” wyborów prezydenckich, co to się może odbędą pod koniec czerwca, a może kiedy indziej albo wcale – Rafał Trzaskowski – wyraźnie jest ze stajni gorszego sortu. Tak przynajmniej wynika z przekazu polityków z Nowogrodzkiej oraz materiałów TVPiS.
Prezydent Warszawy, startujący w wyścigu o Belweder, w tych środowiskach otrzymał bowiem całkiem nowy nick name i występuje teraz jako Człowiek Awaria. Albo Człowieka Usterka. Otoczenie prezesa z Nowogrodzkiej bardzo się stara, żeby „ksywki” nadane kandydatowi KO utrwaliły się w świadomości elektoratu i na trwałe skojarzyły z problemami stołecznej prezydentury Rafała Trzaskowskiego.
Świetna strategia, swoją drogą. Coś jak „dziadek z Wehrmachtu” Donalda Tuska, z tym, że kłopoty stolicy pod rządami prezydenta z Koalicji były przynajmniej prawdziwe. Bo rzeczywiście, awaria oczyszczalni zdarzyła się naprawdę. Szacunek dla piarowców obozu władzy. Świetna robota. A że uczyć się trzeba od najlepszych, no i ponoć „wszystkie konie są równe”, to opozycja nie zostaje dłużna. Jest więc również Człowiek Długopis, Ulica Ciemnogrodzka i Partia Demolka. Oraz Przekręciarze i Szulerzy, tudzież Patałachy i Szalbierze.
Wracając zaś do koni, to aktualna władza ma z nimi pewien kłopot, bo wystarczyło pięć lat rządów „dobrej zmiany” i araby ze stadniny w Janowie Podlaskim, kiedyś Duma Polski (Pride of Poland), teraz stoją teraz po kolana w g…..
Może to gnojenie koni to dlatego, żeby przypadkiem nie zagroziły aktualnym senatorom partii rządzącej. Bo wprawdzie dawno, ale jednak, pewien koń już zasiadał w Senacie. A poza tym husaria pana prezesa przypuszcza kolejne szarże na Brukselę raczej na piechotę. No i poza wszystkim hodowla koni to jednak nie to samo, co – dajmy na to – zbieranie truskawek. To akurat potrafi każdy. Nawet nauczyciel mianowany. Dlatego minister Ardanowski od rolnictwa się nie przejmuje, że zbiory truskawek gniją na zagonach z powodu niedostatku imigrantów do prostych prac polowych. Przecież mamy nauczycieli, którzy akurat z powodu pandemii nic w tej chwili nie robią, tylko siedzą wygodnie po domach i udają, że uczą (zdalnie), a pensja sama im wpływa na konto. Tymczasem doskonale wiadomo, że takie nauczanie to nie jest uczciwa robota.
Zresztą szkoły pozamykane i rolnicy sami muszą uczyć swoje dzieci, które i tak przeważnie nie mają komputerów ani internetu, boby jeszcze od tego pogłupiały i poszły pedagogikę studiować. Więc równie dobrze nauczyciele mogą zająć się tymi nieszczęsnymi truskawkami. Zwłaszcza, że te pięć-sześć tysięcy za miesiąc zbiorów to – by zacytować ministra Ardanowskiego – tyle, co za dwa miesiące przy tablicy. Fakt. Aktualna władza ceni zawód nauczyciela dwa razy mniej niż profesję robotnika dniówkowego zbierającego truskawki. Za miesięczną nauczycielską stawkę w Polsce żaden imigrant zarobkowy z Ukrainy nawet nie wsiadłby do autobusu. Takie tu mamy teraz w Polsce priorytety. Można by jeszcze posłać na pola zbijające teraz bąki pielęgniarki i lekarzy z zamykanych właśnie szpitali jednoimiennych. Też zarabiają dwa razy mniej niż zbieracze, a w czasie pandemii niektórym jeszcze obcięto i tak żenujące stawki.
Tymczasem rząd ogłosił właśnie koniec epidemii. Wprawdzie dobowe przyrosty infekcji zamiast spadać, rosną, a ofiar też przybywa, ale na szczęście większość z nich odchodzi na „choroby współistniejące”. Spokojnie można więc uznać pandemię za nieistniejącą, idąc w tej dziedzinie za intuicją ludu, który w zarazę raczej nie wierzy. Wierzy za to w spisek – odpowiednio – Chińczyków, Big Pharmy, Demokratów, Bila Gatesa i Sorosa. Oraz w winę Tuska. Do tej listy zwolennicy opozycji dodają jeszcze ministra Szumowskiego, na starej prawniczej zasadzie „cui bono”. Bo kto najbardziej skorzystał na sianiu pandemicznej paniki? Jego instruktor narciarski!
Miała też wzmocnić się wyborczo sama partia władzy, ale jej czynownicy nie zdołali jednak – jak planowali – zorganizować „łże-wyborów” kopertowych pod nadzorem ministra Sasina.Tak więc maski spadły – wybory nieodbyte, a żeby zrobić kolejne bez wywoływania zbiorowej histerii najlepiej ogłosić koniec pandemii. Co też uczyniono. Gdzie indziej obowiązują w tej sprawie jakieś kryteria. Stale (przez dwa tygodnie) malejąca ilość nowych infekcji na sto tysięcy mieszkańców. Spadająca (również systematycznie) liczba zgonów. Sprawne mechanizmy kontroli zakażonych i ich kontaktów. Ale my jesteśmy wyjątkowi. U nas zarazę unieważnia jedna decyzja z Nowogrodzkiej. Natomiast wracając do koni, to „koń, jaki jest, każdy widzi”.
Bożena Chlabicz-Polak. Źródło: koduj24.pl
A mnie tylko koni jest żal, bo prawdziwych cyganów mamy w nadmiarze!?
Trochę się Manowska z tym porównaniem do stadniny koni rozpędziła. Koń to szlachetne zwierzę. a w Polsce to karierę robią tylko kaczki dziwaczki, których o pochodzenie nie ma co pytać, bo to wyłącznie kryształowe ikony. 
28 05 2020 Kaczyński chce stanu wyjątkowego – twierdzi wicemarszałek Senatu Michał Kamiński.
Zdaniem wicemarszałka Senatu Michała Kamińskiego tylko brak zgody Jarosław Gowina powstrzymał prezesa PiS-u przed zafundowaniem nam w maju stanu wyjątkowego. We wczorajszym oświadczeniu Jarosław Kaczyński stwierdził, że wybory muszą się odbyć 28 czerwca. Następnie dodał: „Jeśli będą próby przeciwstawiania się temu, będziemy wykorzystali wszelkie środki, jakie przynależą państwu po to, żeby prawo zostało wykonane i żeby podstawowa instytucja demokracji, czyli wybory, były w Polsce faktem”.
„Czytam tę wypowiedź jako zapowiedź stanu wyjątkowego. Jarosław Kaczyński uważa, że w Polsce nie liczy się konstytucja, że nie liczy się prawo” – skomentował na antenie Tok FM wypowiedź lidera partii rządzącej wicemarszałek Kamiński i dodał, że „w oświadczeniu Kaczyńskiego wyczuwa groźbę”.
W dalszej części rozmowy Kamiński tłumaczył na czym polega stan wyjątkowy: „W przeciwieństwie do stanu wojny, który oznacza atak z zewnątrz, czy stanu klęski żywiołowej, który oznacza mierzenie się z problemami, które zsyła nam opatrzność, stan wyjątkowy jest wymierzony we wrogów wewnętrznych państwa. Wprowadza się go przy destabilizacji ustroju. Po to jest stan wyjątkowy”. Gość radia powiedział również:  „na razie spełniają się zawsze najczarniejsze scenariusze”. – Życie dowodzi, że ci co podejrzewają Jarosława Kaczyńskiego o złe intencje, mają racje”.
W myśl ustawy z 2002 „W czasie stanu wyjątkowego może m.in. zostać ograniczone prawo do zgromadzeń (w tym strajków i protestów), wolność działalności gospodarczej (np. przez zakaz prowadzenia określonych rodzajów działalności) oraz edukacyjnej (poprzez zawieszenie zajęć w szkołach). Możliwe jest też wprowadzenie cenzury prewencyjnej, kontroli korespondencji, rozmów telefonicznych i przesyłek, a także reglamentacja żywności”.  Źródło:tokfm.pl
Historia koło zatoczyła!? Dnia 28 czerwca 1956 roku pamiętnego, rząd robotniczy strzelał do robotników z zakładów Cegielskiego!?
Załoga największego zakładu poznańskiego, tj. Cegielskiego (Hipolit Cegielski Poznań) zgłaszała pretensje w sprawie niesłusznie pobieranego przez trzy lata podatku od więcej zarabiających przodowników pracy i pracowników akordowych, co pozbawiło parę tysięcy pracowników ponad 11 mln złotych.
Z forum: - Kaczyński wprowadzi stan wyjątkowy? - zdaniem Michała Kamińskiego to tym dziś groził. I to wydaje się być całkiem realne. Nie wierzycie? A pół roku temu uwierzylibyście, że będziemy dziś wszyscy chodzić w maseczkach?
- W dalszym ciągu przewiduję, że o ile Szmaciarz wygra wybory prezydenckie, na jesieni zaczną się rozruchy. Kaczyński dąży do rozlewu polskiej krwi, dlatego jego groźby odbieram nadzwyczaj poważnie. To tchórz, ale przecież wszyscy wiemy, że tchórze zdolni są do największych podłości. Ze strachu przed narodem myślę, że gotów jest wydać rozkaz strzelania do ludzi.

28 05 2020 Tusk o PiS: „Mamy do czynienia z ekipą kompletnie bezradną – to są ciamajdy i fajtłapy”.
– „Chciałbym zdjąć odium, które nad tą władzą widoczne, że ona jest taka groźna. Jak słyszę takie słowa, to chciałbym powiedzieć do pana Kaczyńskiego: „Nie strasz, nie strasz…”. Nie będę kończył tego starego, polskiego powiedzenia. Jeszcze nie ma 22, ale wiecie państwo, co mam na myśli. Oni nie są groźni w tym sensie, że ich należy się bać. Takich polityków jak Jarosław Kaczyński należy się raczej wystrzegać i trzeba zrobić wszystko, żeby oni nie rządzili w Polsce” – tak w TVN24 Donald Tusk skomentował wypowiedź prezesa PiS, który powiedział, że „wykorzystane zostaną wszelkie środki”, żeby wybory odbyły się 28 czerwca.
Według Tuska, Kaczyński „pokazał po raz kolejny tę samą twarz – naburmuszonego, trochę udającego groźnego zawodnika”.„Ale tak naprawdę od wielu miesięcy widać to już z całą wyrazistością, że mamy do czynienia z ekipą kompletnie bezradną, kiedy chodzi o prawdziwe wyzwania. To są ciamajdy. To nie są jacyś czarni, groźni rycerze. To są ludzie, którym wszystko wylatuje z rąk” – powiedział Tusk.
– „To są ludzie, a prezes Kaczyński jest najbardziej dobitnym przykładem, którzy sprawiają na mnie wrażenie takich, którzy nikogo nie kochają, są zanurzeni w swoich obsesjach, interesach. Nie są zdolni do prawdziwej odpowiedzialności za naszą przyszłość. Dlatego bardzo gorąco wszystkich namawiam. Nie ma się co ich bać. To są naprawdę fajtłapy, natomiast trzeba ich odsunąć od władzy, ochronić kraj przed permanentnym, ciągłym nieudacznictwem” – stwierdził Tusk. Przypomniał m.in. afery z kupieniem maseczek bez atestów czy sprawę niejasnych powiązań Mariana Banasia z krakowskim półświatkiem.
Odniósł się też wyborów prezydenckich. – „Kwestia, kiedy odbędą się wybory, powinna zależeć od niezależnych instytucji, a cały problem polega na tym, że decyzje zapadają w gronach, które nie do końca są do tego uprawnione” – uważa Tusk. Podkreślił, że po to powołano Państwową Komisję Wyborczą, by była odpowiedzialna za organizowanie i przeprowadzanie wyborów. – „Wydaje się, że wobec tego, co przygotowywał minister Jacek Sasin, tej imitacji wyborów, jaką przygotowywali wówczas politycy PiS – że w porównaniu do tego sytuacja jest trochę lepsza, dzięki poprawkom Senatu i temu, że przywrócono rolę PKW. Przynajmniej w jakimś zakresie te wybory – mam taką nadzieję – będą mogły się odbyć. I jeśli się odbędą, wezmę w nich udział i będę namawiał wszystkich, aby głosowali” – stwierdził Tusk. Źródło: tvn24.pl
No ale pieniądze z rąk im nie wypadają tylko w nie wpadają, zatem to nie ciamajdy a cwaniaczki!?
Aż chce się powiedzieć: Przyganiał kocioł garnkowi, a sam smoli!
Z forum: Jest dużo racji w tym co Donald mówi, ale jeśli chodzi o demontaż państwa, to Moskwa nie mogła sobie lepszych specjalistów wymarzyć, a Watykan wymodlić. Doprowadzają państwo polskie do rozpadu szybciej i skuteczniej niż ich poprzednicy spod herbu Targowicy, choć w inny sposób. W państwie rozwalonym politycznie i ekonomicznie, a uporządkowanym (ujednoliconym) religijnie nie jest potrzebna interwencja zbrojna i instalowanie swojej kadry kierowniczej na kluczowych stanowiskach- to prowadzi do buntów i powstań,a przecież odpowiedni ludzie są już na miejscu i w dodatku nie mówią w obcych językach. Po dwudziestopięcioletniej nieobecności ruscy dzięki pisowskim zdrajcom odzyskali swe wpływy a Watykan jest ot tak dawna, że prawie nikt ich nie postrzega jako obcych i okupantów. Pragnę zauważyć, że w starożytnych mitach raz na jakiś czas ofiarowano dziewice potworom, smokom czy minotaurom, nasz religijny potwór nie czeka na dziewice, sam sobie je masowo pobiera – dla gwarancji dziewictwa spośród dzieci, a dla urozmaicenia z obu płci. No, ale to tylko obrzydliwie przyjemny dodatek do niebotycznej kasy którą od nas wysysają. 
27 05 2020 PiS prze do wyborów.
Każdy miesiąc odwlekania wyborów przekreśla szansę na zwycięstwo kandydata PiS, bo ludzie już widzą, jak źle rząd poradził sobie z pandemią.
Konia z rzędem temu, kto potrafi względami innymi niż polityczna korzyść PiS wytłumaczyć znoszenie obostrzeń właśnie teraz, gdy nie spada znacząco liczba zakażeń i zdaniem wirusologów, jesteśmy w samym środku epidemii. Żeby było jasne: nie jestem za utrzymywaniem obostrzeń, bo rząd swoim nic nierobieniem zmarnował czas i zabił w ludziach wiarę, że one mają sens. Co nie zmienia faktu, że na razie jedyna krzywa jaka się wypłaszczyła na przyzwoitym poziomie, to krzywa zarobków ludzi powiązanych z partią Kaczyńskiego.
Nie wiem i pewno się nie dowiem, bo wszyscy, którzy mogliby sprawę uczciwie zbadać są z PiS, czy minister Szumowski z pozwoleniem i błogosławieństwem kierownictwa partii wykorzystał śmiertelne zagrożenie, żeby jego bliscy mogli się wzbogacić. Niemniej pozostaje faktem, który bardzo źle wygląda, że jego rodzina zarobiła na koronawirusie ogromne pieniądze i że zaraz po tym, jak je zarobiła Ministerstwo Zdrowia znosi obowiązek noszenia masek ochronnych. Stało się tak, mimo że nie istnieją żadne medyczne czy obiektywne przesłanki do wykonania takiego ruchu: nie spadła znacząco liczba zakażeń, przeciwnie – w niektórych rejonach nawet wzrasta, a zdaniem specjalistów nie ma mamy wcale za sobą szczytu epidemii.
W ogóle – to, co robi rząd od początku pandemii, wszystkie jego posunięcia związane z COVID-19 są bez sensu pod każdym względem, poza jednym: zaskakująco opłacają się ludziom PiS finansowo lub/i politycznie.
Wciąż dyskutowane i wciąż traktowane niekonstytucyjnie wybory są tego sztandarowym przykładem. Stawiam tezę, że nie ma innego powodu, żeby w tej chwili znosić hurtowo wszystkie obostrzenia, oprócz tego, że rząd bardzo chce, żeby ludzie nabrali przeświadczenia, że w kraju jest wszystko w porządku, że nie dzieje się nic szczególnego i że w związku z tym można bezpiecznie pójść i zagłosować. Przy czym znowu – z wyborów ani czerwcowych, ani lipcowych korzyści nie odniesie nikt (ani obywatele, ani kraj, nie mówiąc o tym, że te terminy są niekonstytucyjne) poza PiS-em.
Bo PiS tyle już pieniędzy, czasu i wysiłku włożył w kampanię wyborczą, przeprowadzaną zresztą w czasie ogólnonarodowego zamknięcia, kiedy teoretycznie nie wolno jej było prowadzić, zyskując taką przewagę nad uziemioną w tym czasie konkurencją, że nie chce tego wszystkiego zmarnować. Poza tym boi się i słusznie, że każdy miesiąc odwlekania wyborów przekreśla szansę na wyborcze zwycięstwo tej partii – bo ludzie zaczynają już dostrzegać, jak źle rząd poradził sobie, zdrowotnie, finansowo i gospodarczo, z pandemią. Że właściwie w niczym nie pomógł, a przeciwnie – zaszkodził. Państwu i ludziom. Że jedyne, co zrobił, oprócz umożliwienia członkom PiS zarabiania na nieszczęściu obywateli, to wykorzystał zagrożenie do ograniczania demokracji i odbierania ludziom swobód obywatelskich.
Jednym słowem: COVID-19 jak był, tak jest, za to my pod jego osłoną dziarsko maszerujemy ku wyjściu z Unii Europejskiej, za to w stronę Rosji i Białorusi. A to jest kierunek, którego zdecydowanie nie chce większość Polaków, nawet zwolenników PiS. Pętla na szyi PiS się więc zaciska i za chwilę może zdarzyć się katastrofa. Stąd chciwość, pazerność i partyjniactwo członków partii Kaczyńskiego jest coraz większe i ledwo już maskowane – jakby panowało przeświadczenie, że trzeba obłowić się, ile wlezie, zanim dostęp do pieniędzy podatników zostanie odcięty. Eliza Michalik. Źródło: koduj24.pl

27 05 2020 Policja w walce przeciwko strajkującym stosuje gaz i horrendalne kary – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Działania funkcjonariuszy skierowane w przeciwników rządu są coraz bardziej represyjne. „Wyborcza” opisuje rozbijanie pikiet opozycji pod sądem w Łodzi.  „Policjo polska. Zaufanie obywateli traci się szybko, a odzyskuje długo” – transparent z takim napisem przygotowali ostatnio demonstranci uczestniczący w cyklicznym proteście, który codziennie wieczorem gromadzą się na ulicach miasta.
Uczestnicy, choć wyrażają niezadowolenie w małym gronie i zachowują odległości, stale dostają od Policji wezwania na kolejne przesłuchania jako podejrzani o naruszenie przepisów art. 54 Kodeksu wykroczeń (zakaz zgromadzeń). Policjanci skierowani na miejsce protestu poruszają się nieoznakowanymi radiowozami i legitymują tylko osoby w koszulkach z napisem „Konstytucja”.
Jeszcze ostrzej potraktowani zostali przedsiębiorcy, których rozgoniono z użyciem pałek i gazu – wśród zatrzymanych znalazł się m.in. niewidomy mężczyzna, wywieziony następnie przez policję 60 kilometrów od Warszawy. Policjanci podobno żartowali, że nie trzeba mu zakładać na ręce kajdanek, bo przecież „ślepy nie ucieknie”. Równie absurdalne działania policjanci podjęli wobec kobiety, która jeździła na rowerze wokół siedziby Radiowej Trójki. Kobieta została zatrzymana za to, że miała przy sobie transparent z napisem „PiSiory mordują utwory”.
Dane uczestników antyrządowych protestów często przekazywane są do Sanepidu, który może przecież wymierzać im kary za naruszanie obostrzeń podczas pandemii. Takim sposobem ukarani zostali m.in. działacze Obywateli RP. 21-osobowa grupa aktywistów – jak podaje „Wyborcza” – dostała mandaty w wysokości 10 i 5 tys. zł.
Jak w tej sytuacji zachowują się sami policjanci? Część z nich wypełnia obowiązki, lecz wielu wcale nie jest chętnych do stawania w obronie PiS-owskiego rządu. Przykładowo – tylko w ubiegły weekend – 80 policjantów z Dolnego Śląska odmówiło wyjazdu na pacyfikację protestu przedsiębiorców w Warszawie. Wymienione wcześniej działania Policji zostały skrytykowane przez Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich: „Czas zastanowić się nad odmrożeniem zakazu pokojowych zgromadzeń. Otwieramy parki, galerie i muzea, bo martwimy się o prawo do wypoczynku czy dostępu do kultury. Zatroszczmy się też o ich wolność słowa i manifestacji poglądów” – zaapelował obywatelski ombudsman. Czy jednak apel zrobił wrażenie na przedstawicielach partii rządzącej? Skądże. Minister Mariusz Kamiński (MSWiA) pochwalił brutalne działania Policji i zapowiedział kolejne kary za „znieważanie policjantów”.
„Wyborcza” pisze, że Policja dozbraja się ponadto w specjalistyczny sprzęt do tłumienia rozruchów. Zakupiono m.in. 124 „pojazdy wypadowe” i 5 polewaczek. Władza najwidoczniej już szykuje się na eskalację protestów…Źródło: wyborcza.pl
„…..Nasz rząd nigdy nie wyprowadzi policji przeciwko demonstrantom…..” Beata Szydło 2015r. Wspominam i płacze (po zagazowaniu przez współczesne ZOMO).
Z forum: - Po czystkach 2015 przestała istnieć Policja Rzeczpospolitej! Powstała MOPIS, Milicja Obywatelska PiS, zbrojna formacja na usługach partii u władzy. To widać po tysiącach już interwencji, często osłupiających wobec ludzi korzystających bez zarzutu ze swych praw obywatelskich.
- Bzdury Pan piszesz. Mandaty za łażenie i pajacowanie - prawidłowo! Mamy Covid! Zawijanie za dotkniecie Policjanta - prawidłowo! Porównaj Pan naszą Policje do Francuskiej.
- Policja przy udziale prawników Ordo Iuris przesłuchuje studentów Uniwersytetu Śląskiego. TVP twierdzi, że studenci zaatakowali wykładowczynię z powodu jej „obrony tradycyjnej rodziny”. Coś przeoczyłem ? W jakiej ustawie Ordo Iuris otrzymała uprawnienia prokuratorskie?
- Policja mówi do otoczonych przez kordon protestujących: proszę się rozejść. Ludzie się nie rozchodzą, ona ich ściska i mówi: proszę zachować 2 metry odległości. To komedia z czasów Barei, głupota władzy z czasów PRL, surrealizm.

27 05 2020 Awantura w Sejmie. Poseł Szczerba oskarża min. Szumowskiego a marszałek Witek wyłącza mu mikrofon.
Trzeba przyznać, że dzień bez awantury w Sejmie to dzień stracony. Zaczęło się od posła PO, Michała Szczerby, który odniósł się do powiązań ministra zdrowia i zwrócił uwagę na fakt,, że  „podczas 30 lat wolnej Polski nigdy nie było tak gigantycznego konfliktu interesów na szczytach władzy. Nadzorowane przez niego rządowe agendy przyznawały i przyznają setki milionów złotych rodzinnym spółkom. Łukasz Szumowski jest twórcą nowego modelu biznesowego: nadzorcy, decydenta i beneficjenta”.  Szczerba nie ukrywał, że „chcemy debaty o uczciwości i przejrzystości o jawności, również majątków polityków” i planował złożyć wniosek formalny, ale…marszałek Witek wyłączyła mu mikrofon.
W obronie Szumowskiego stanął minister Gliński. Przekonywał, że wszystko, co zarzuca się ministrowi to nikczemne kłamstwa, bo nie nadzorował on żadnej z agencji, a poza tym „procedury w tych agencjach są transparentne, uczciwe, dostępne dla każdego”. Jego wypowiedź była wielokrotnie przerywana i pani marszałek miała ogromne problemy, by zapanować nad sytuacją. Ostatecznie Gliński zszedł z mównicy, a Witek uznała, że to, co robią posłowie opozycji jest „karygodne”.
No cóż, jak mówi stare przysłowie, „kto sieje wiatr, ten zbiera burze” i wyraźnie było to widać dzisiaj na sali posiedzeń. Wiadomo, kto sprowadził polska politykę do takiego poziomu, więc nie rozumiem, skąd to zdziwienie, oburzenie i  wręcz szok. Tamara Olszewska. Źródło:wp.pl
Wow! Broni go Gliński, który na oczach premiera, prezydenta, prezesa Kaczyńskiego, robi przekręt stulecia na 500 mln złotych, kupił kolekcję Czartoryskich dla narodu, która już od dawna do narodu należała.
Z forum: - Posłowie opozycji powinni przynosić do sejmu megafony na okoliczność wyłączania mikrofonu!
- Zasłona spadła. Widzimy już teraz chyba wszyscy, co reprezentują sobą nasi „władcy”. Buta, chamstwo, pazerność, już właściwie niczym nie skrywane. „Bo nam się należy!” Naprawdę przykro to mówić, ale gardzę osobami, które głosują na PiS. Od dłuższego czasu nie ukrywam swoich przekonań, wyrażam je głośno. Nie kryję ich nie tylko przed znajomymi, ale również w miejscach publicznych, kiedy tylko mam okazję. 
Nabieram coraz większego przekonania, że Szmaciarz przerżnie te wybory koncertowo. A potem niech się rozleci cała ta niby zjednoczona prawica. Wspólnota Złodziejskich interesów. Nie byłoby wcale od rzeczy zapakować tę zgraję do obór w Janowie Podlaskim, niech się taplają w gównie. Przecież robią to i tak – od pięciu lat. Moje obawy dotyczą raczej tego, że PISuary wyprowadzą wojsko na ulice. Bo to, że na jesieni wybuchną w kraju zamieszki, jest coraz bardziej prawdopodobne, jeśli Dudzie jakimś psim swędem albo szalbierstwem uda się wygrać wybory. Nie dopuśćmy do tego! 
26 05 2020 „Antoni się odnalazł…” – „Nie ma pomysłu na kampanię? Stara śpiewka o zamachu”
– „10 lat, 122 miesięcy, 528 tygodni, 3699 dni: T. Siemoniak, D. Tusk, R. Sikorski i inni ukrywają przestępców, sprawców Tragedii Smoleńskiej. T. Arabski skazany, czas na resztę” – napisał Antoni Macierewicz na Twitterze. Swoim tweetem sprowokował komentarze dziennikarzy. – „Miał pan 5 lat na udowodnienie swojej wersji. Był pan ministrem ON, pańska komisja mogła wszystko, nawet zdewastować sprawny samolot. Prokuratura mogła postawić zarzuty. I nic. Nic pan nie udowodnił i nawet MON już nie chce tych pana raportów publikować. Tyle w temacie…” – napisał Jacek Czarnecki z „Radia Zet”. – „Od 10 l., 122 mies., 528 tyg. i 3699 dni jako apostoł smoleńskiego kłamstwa, tylko Pan gada i gada. Sączy jad. Fałszywie świadczy przeciw bliźnim. Mami rodziny, że 3 osoby przeżyły. Kto przeżył? Kiedy się Pan wyliczy z kosztów komisji od „niewykrywania niczego”? Jakiś raport?” – pytał Jarosław Kurski z „GW”.
 „Antek oprzytomnij, sprawcy z kokpitu i z salonki prezydenckiej zginęli w Smoleńsku, może z wyjątkiem jednego spoza samolotu, ale tego nie wiemy, bo jedyny potencjalny dowód do tej pory nie ujrzał światła dziennego. A Kuku, obudź się Antoni” – napisał Waldemar Kuczyński.
„Nikt nie zrobił z tej tragedii większego cyrku, a nawiasem mówiąc, czy wewnętrzne sondaże wypadają aż tak blado?”; – „Parówki ci wybuchły i ostry cień mgły nadchodzi, nie ma pomysłu na kampanię? Stara śpiewka o zamachu”; – „Nie ma dnia bez kompromitacji PiS-u. Teraz zaczęli potykać się o własne nogi”; „Jeżeli ma Pan wiedzę o przestępstwie i przestępcach ma Pan obowiązek zgłosić to do prokuratury pod rygorem odpowiedzialności karnej. Jeżeli nie, to proszę zamilknąć i przestać szerzyć psychozę” – komentowali internauci. Przypominali, że zapowiadany od kilku lat raport podkomisji Macierewicza w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej wciąż nie powstał. – „Panie Antoni. Dziękuję za pana raport. Zawarł Pan w nim całą prawdę. Jest tylko jeden problem. Ten raport jest wyłącznie w Pana urojeniach”; – „Łoo matko! Ty jeszcze tutaj? Gdzie jest wrak? Gdzie raport? Czy jesteś pie***onym oszustem?”; – „Panie Antoni raport. Gdzie jest raport? Brzoza, mgła czy ostry cień był przyczyną?”.
Źródło: Twitter, koduj24.pl
Fakt pozostaje faktem. Pod Smoleńskiem był zamach. Dowody na to Macierewiczowi przekazali alianci. Dokumenty potwierdzone podpisami Stalina i Roosevelta wręczył Macierewiczowi sam Churchill, w Jałcie, zaraz po konferencji. Akta te zostały obecnie zbadane przez Napoleona oraz Pana Boga, z sali 13 szpitala w Tworkach. Obaj oni uznali je za jak najbardziej autentyczne.

26 05 2020 Schetyna: „czekają nas przedterminowe wybory parlamentarne”.
Rafał Trzaskowski wygra wybory prezydenckie następnie „w perspektywie najbliższych kilku miesięcy” będziemy uczestniczyli w przyspieszonych wyborach parlamentarnych. To, zdaniem byłego szefa Platformy Grzegorza Schetyny,  polityczny scenariusz czekających nas wydarzeń.  Swoimi przemyśleniami polityk dzielił się na antenie TOK FM w rozmowie z Janem Wróblem. Pytany o ewentualne obawy co do losów stolicy pod rządami mianowanego komisarza w związku z prognozowanym przez siebie zwycięstwem Trzaskowskiego, Schetyna odpowiedział:” Nie ma takiej możliwości, żeby komisarz narzucony przez PiS mógł zdemolować ratusz, sparaliżować urząd miasta. To wszystko się zmieni. W momencie zwycięstwa Trzaskowskiego będzie kompletnie nowa sytuacja”. Dalej polityk PO podzielił się ze słuchaczami kolejną refleksją: ”Widać, w jaki sposób nie radzi sobie rząd PiS z niezależnym Senatem i z opozycyjnym marszałkiem. To jeżeli będzie jeszcze prezydent z innej opcji politycznej, to po prostu pokaże kompletny paraliż tego państwa i konieczne będą nowe wybory. Nie uważam, żeby komisarz pisowski w Warszawie miał jakąkolwiek przyszłość i możliwości funkcjonowania, bo wcześniej po prostu będą następne decyzje, czyli będą wybory parlamentarne. Nie mam co do tego złudzeń”.
Prowadzący rozmowę zapytał swego gościa dlaczego, jego zdaniem, Jarosław Kaczyński parłby do jesiennych wyborów, które najprawdopodobniej przegra? W tej kwestii Schetyna ma następujące zdanie: „Kaczyński bardzo wyraźnie mówi i zresztą pokazuje to nam każdego dnia: wszystko albo nic. To nie są ludzie, którzy są w stanie budować elementarny kompromis, szukać porozumienia, wspólnych rozwiązań. Widzimy to w każdej sytuacji, w każdym dniu w Sejmie i w każdym dniu funkcjonowania tego rządu. (…) Oni muszą mieć całą władzę albo być w opozycji. Więc dzisiaj bardzo wyraźnie chcemy powiedzieć: będziecie w opozycji. To jest tylko kwestia czasu”.  Źródło: tokfm.pl
Z forum: - Mówiąc do pisowców ” będziecie w opozycji” Schetyna popełnia kardynalny błąd, prawidłowo powinno być:”będziecie siedzieć!”
- Wszystko? Już było! Najkrótszy program działania pisiorstwa, wyrażony treściwie: Polska w ruinie! Miliardowe straty! został w większości zrealizowany. Teraz chętnie zostawią sprzątanie bałaganu PO./PSL. Okrutna zemsta! Ale tym razem już nie będzie zmiłuj! Adrianek nie ułaskawi nawet siebie samego! Powinna być wielka akcja sądowego odbierania zagrabionych środków budżetowych. Do samych skarpetek! A winni łamania Konstytucji i innych przestępstw będą oglądać to na telewizorze w celi.

26 05 2020 Część sieci aptecznych haniebnie traktowała klientów na początku pandemii.
„Dziennik Gazeta Prawna” ujawnił naganne praktyki aptek, które wykorzystywały koronawirusa (COVID-19) do znacznego zwiększania swoich dochodów. – „Niektóre sieci apteczne postanowiły wykorzystać okazję. W sposób co najmniej nieetyczny, a momentami wręcz bezprawny, sprzedawały leki, wyroby medyczne i suplementy diety” – napisali w dzisiejszym artykule dziennikarze „DGP”.Na czym polegały owe praktyki? Otóż, pracownicy redakcji „DGP” otrzymali informacje od aptekarzy pracujących dla największych w Polsce sieci aptek. Farmaceuci przekazali im treść rozsyłanych wewnątrz firm e-maili:
„Jeżeli do kogoś dojeżdżają żele antybakteryjne, to bardzo proszę robimy zestawy odpornościowe, czyli żel, witamina C XXX i witamina D3 XXX. Dbamy tym samym o odporność pacjentów, cel premiowy i pozycję na paragonie” – napisał jeden z menadżerów do kierowników podległych mu sklepów. W innej wiadomości przełożony wskazał na to, że żele antybakteryjne muszą być sprzedawane tylko w zestawach, by – jak można się domyślić – zwiększyć zysk.
Takie praktyki nie tylko są szkodliwe z moralnego punktu widzenia, lecz również, zdaniem ekspertów, uchodzą za zwyczajnie sprzeczne z polskim prawem.
– „Taka praktyka jest nielegalna. Nie wolno uzależniać sprzedaży wyrobu medycznego od zakupu środka spożywczego, jakim są suplementy. A od praktycznej strony w ten sposób można pozbawić wielu ludzi dostępu do potrzebnego im żelu” – powiedział „DGP” prof. Zbigniew Fijałek, były dyrektor Narodowego Instytutu Leków. Rozmówca dziennika przyznał, że łamanie prawa przez apteki nie jest marginesem. – „Niestety wiele podmiotów świadomie łamie różne zakazy i nakazy, bo wiedzą, że ewentualna sankcja finansowa jest o wiele niższa od zysku wynikającego z łamania prawa” – trzeźwo ocenił ceniony przedstawiciel świata nauki. Dobrym przykładem na inne sposoby naruszania przepisów jest m.in. przywołany przez „DGP” zwyczaj rozliczania kierowników sklepów aptekarskich z wystawionych recept – leki na receptę często sprzedawane są pacjentom, którzy ich nie posiadają. Związane jest to oczywiście z tym, że pacjent bez recepty, nie ma możliwości dostępu do refundacji leku. Musi więc wtedy zapłacić za produkt pełną kwotę. Aptekarze mogą sprzedawać te leki pacjentom tylko w przypadku zagrożenia ich zdrowia lub życia, co przecież nie jest zbyt częste…„Haniebna praktyka. Oznacza, że zdaniem osoby, która to wymyśliła, farmaceuta powinien albo sfałszować dokumenty, albo pobić pacjenta, aby ten rzeczywiście był w stanie zagrożenia zdrowia lub życia” – przyznał wiceprezes Marek Tomków z Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Na temat tych działań wypowiedział się też wiceminister zdrowia, Janusz Cieszyński, który nie widzi potrzeby zaostrzenia przepisów wobec nieuczciwych przedsiębiorstw: „Wierzę, że inspekcja farmaceutyczna zadziała sprawnie i wyciągnie konsekwencje wobec opisywanych przez DGP podmiotów. Zadanie to powinno być ułatwione, gdyż od pewnego czasu narzędzia informatyczne, którymi dysponuje polskie państwo, ułatwiają tropienie nieprawidłowości na rynku lekowym. Pierwsze działania kontrolne wobec podejrzanych transakcji są już w toku. Zarazem zapewniam uczciwych przedsiębiorców, że jako Ministerstwo Zdrowia nie planujemy zaostrzać ustawy – nadal farmaceuci będą mogli korzystać z recepty farmaceutycznej wtedy, gdy to konieczne. Błędem byłoby zaostrzanie regulacji tylko dlatego, że niewielki odsetek – bo mówimy przecież o praktykach nielicznych podmiotów – branży nie potrafi działać uczciwie” – stwierdził przedstawiciel rządzącej Zjednoczonej Prawicy.
Źródło: gazetaprawna.pl
Z forum: No ale to przecież zgodnie z PRLowską zasadą : „wódkę sprzedajemy tylko z zakąską”.
- Recepta farmaceutyczna to wybawienie np. w przypadku osoby przewlekle chorej będącej w podróży, której ukradziono bagaż z lekami, bez których nie może żyć. Choćby insulina…
Natomiast odnośnie sprzedaży wiązanej – podajcie nazwy sieci dopuszczających się takich nikczemnych praktyk! Będziemy wiedzieli kogo omijać. 
25 05 2020 Duda wybrał I prezesa SN mimo że doszło do złamania prawa.
W sobotę sędziowie SN wyłonili 5 kandydatów na stanowisko I prezesa. Największe poparcie zdobył Włodzimierz Wróbel na którego zagłosowała większość, ale wiadomo było, że prezydent Duda ominie tę kandydaturę szerokim łukiem. Jak bowiem sam zapowiedział, w dokonaniu  wyboru będzie kierował się „doświadczeniem sędziowskim kandydatów, ich dotychczasową postawą, czy te osoby otwarcie prezentowały swoje poglądy polityczne, czy też nie prezentowały tych poglądów politycznych, zwłaszcza w ostatnim czasie”.
Przez kolejne dwa dni, Duda udawał, że myśli i dzisiaj już wiadomo. I prezesem SN, z poparciem raptem 25 sędziów, została Małgorzata Manowska. Argumentem, którzy przemówił najmocniej za tym wskazaniem to fakt, że pani sędzia jest „swoja”, jest odkryciem PiS-u, więc raczej nie powinna stawać okoniem i można liczyć na jej uległość wobec partii rządzącej.
Andrzej Duda kolejny już raz pokazał, że nie obchodzą go niepisane zasady, iż powinien wybrać kandydata z największym poparciem sędziów SN. Nie obeszło go również to, że komisarze przez niego wyznaczeni, prowadzili obrady niezgodnie z obowiązującym regulaminem, a Aleksander Stępkowski „pozbawił zgromadzenie konstytucyjnego prawa do przedstawienia kandydatów prezydentowi i sam ich zgłosił. Sędziowie chcieli to zrobić uchwałą. Brak takiej uchwały powoduje, że procedura nie została zakończona i brak jest możliwości powołania pierwszego prezesa”.
Pięćdziesięciu sędziów SN usiłowało uświadomić prezydentowi, że doszło do złamania prawa, ale bezskutecznie. Nie po to Duda dzierży w swoich rękach długopis, by nie skorzystać z niego, gdy na szali leży dobro jego prezesa i partii. No cóż, nie ma jednak tego złego, co by nie wyszło na dobre. Buta i arogancja zawodowa Dudy pozostawia furtkę, by w odpowiednim momencie, gdy już PiS pożegna się z korytem, będzie można szybko i łatwo odkręcić sprawę i powiedzieć Manowskiej pa pa … Tamara Olszewska. Źródło: wyborcza.pl
Manowska sprowadzi SN na manowce.
Z forum: No i mamy nowe „odkrycie towarzyskie” kurdupla z drabinki TW”Balbina” wskazane i obsadzone na urzędzie przez posłusznego Adriana! Pytaniem pozostaje tylko czy też tak dobrze gotuje jak magister z TK, czy tylko będzie bezwolnym narzędziem w brudnych łapach pisuaru?!
Skala uchybień, w tym naruszeń prawa, oraz niepewny status sędzi SN mianowanej na podstawie rekomendacji neo-KRS powoduje, że pani Manowska, wyznaczona przez Dudę jako PiSi nadzorca SN, może być usunięta ze swego stanowiska bez naruszania Konstytucji, gdy tylko zajdą sprzyjające okoliczności. Kolejne rażące naruszenie Konstytucji przez PAD. Ustawa zasadnicza wymaga, aby I Prezesem SN była osoba przedstawiona przez Zgromadzenie Ogólne, a więc większość sędziów. Prof. Manowska nie miała takiego poparcia i są wątpliwości, czy w ogóle jest sędzią.
24 05 2020 Duda swoje, rzeczywistość swoje…
Prezydent poślizgnął się ostro na pandemii, choć jeszcze to do niego nie dotarło. Muszę przyznać, że coś mi w maju było mało pana Dudy jako prezydenta RP. Z czystej ciekawości weszłam sobie na stronę Kancelarii Prezydenta RP i przejrzałam dokładnie, jak spędził on czas w ostatnich trzech tygodniach. Okazało się, że nie ma się czym pochwalić – praktycznie od 2.05. do 11.05. aktywność zerowa. Machnął sobie jakiś urlop czy co? Potem przez kilka dni było trochę lepiej, bo odwiedził Muzeum – Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach, złożył kwiaty przy pomniku Papieża Polaka, wpadł do stojącej tuż obok domu rodzinnego bazyliki Ofiarowania NMP, napisał list z okazji setnej rocznicy urodzin JPII, który został odczytany na mszy św. w Toruniu, a jego ministrowie zaliczyli msze z tej okazji w Poznaniu i na Jasnej Górze. Oprócz tego wręczył nominacje generalskie trzem oficerom Straży Granicznej, wymienił Zaradkiewicza na Stępkowskiego jako p.o I prezesa SN., wpadł do Tarchomina i spotkał się z marszałkami Sejmu oraz Senatu w sprawie kolejnej już ustawy o wyborach prezydenckich. Wyraźnie widać, że się nie przepracował, prawda?
Więcej było go za to w mediach publicznych, gdzie bardziej promował się jako kandydat na prezydenta, zachwalał swoje dokonania, pokazując buźkę zadowolonego z siebie człowieka, prawdziwego „tatuśka” narodu, którego tylko podziwiać i brać na reelekcję. Piękne słówka, dobre minki, a ja zastanawiam się, czy zdał on dzisiaj egzamin z odpowiedzialności za umęczony już „ciekawymi czasami” naród? Czy uniósł się ponad własną butę, arogancję, miłość do prezesa i pokazał, że jest autentycznym wsparciem, odpowiednim człowiekiem na trudny czas pandemii, który od kilku miesięcy przeżywamy? Nie ma co, zdecydowanie nie odnalazł się w sytuacji, w tej Polsce z pandemią, padającą na twarz gospodarką i nawarstwiającymi się z tego powodu problemami. Pięknie pisze na Twitterze o swojej trosce o przedsiębiorców, którzy jego i rządu pomoc widzą zupełnie inaczej niż oni sami, o wsparciu dla rolników, którzy zapewne wciąż jeszcze czekają na kasę za ubiegłoroczną suszę, o pomocy polskiej rodzinie i ratowaniu miejsc pracy, co dla niego priorytetem. No cóż, pan Duda swoje, rzeczywistość swoje… Faktycznie nie wie, czy tylko udaje, że nie widzi, jak bardzo tę rzeczywistość przekłamuje?
Już 2 marca opowiadał bajeczki, że nie ma u nas koronawirusa, a nawet jakby się pojawił, to sytuacja z pandemią w Polsce jest opanowana. Potem zmienił zdanie i przyznał ze smutkiem, że jednak będą ofiary śmiertelne. Wczoraj przekonywał, że sytuacja gospodarcza jest w dobrym stanie, a kto mówi inaczej ten po prostu kłamie. Jest pewien, że już za chwilę, już za moment, nastąpi szybki rozwój turystyki i zachęca do planowania wakacji w Polsce. Opowiada o uratowaniu 2,5 mln miejsc pracy, czego nie potwierdzają żadne wiarygodne źródła. Walczy niby o każdy grosik, byle był sprzęt do ratowania ludzi, nawet coś tam śpiewa, zapominając, że krótko wcześniej zmarnotrawił miliardy, przekazując je mediom publicznym.
I taki jest niby zatroskany, oddany, współczujący, tylko dlaczego nie słychać go tam, gdzie jego głos jest obywatelom bardzo potrzebny? Nie wspomina, jak dzisiaj, w czasach pandemii, wygląda życie ludzi starszych i niepełnosprawnych, odciętych od podstawowej pomocy i rehabilitacji. Milczy, gdy ci przedsiębiorcy, zamiast być wdzięcznymi za pomoc, protestują na ulicach Warszawy. Milczy, gdy edukacja posypała się jak domek z kart, zdalne nauczanie nie objęło wszystkich uczniów, nauczyciele dostają po pensji. Milczy, gdy atakowani są medycy tylko za to, że narażają swoje życie, by nas leczyć. Nie usłyszałam żadnych słów wsparcia dla ludzi zwalnianych z pracy czy właścicieli niewielkich firm i zakładów usługowych, które nie przetrwały zamknięcia i zbankrutowały. Nie zainteresował go los Polaków pracujących poza granicami Polski, którzy mieli pecha, wpadli w odwiedziny do swoich bliskich i zostali uziemieni, bo rząd zamknął granice. Nie reaguje na zachowanie policjantów, którzy rzucają mandatami na prawo i lewo, pacyfikują protesty, zachowując jednocześnie pełną wstrzemięźliwość tam, gdzie odbywają się zgromadzenia wierne PiS-owi, choć z całkowitym łamaniem zasad reżimu sanitarnego.
Nikt mnie nie przekona, że Andrzej Duda to idealny prezydent na dobre i złe czasy. Przed pandemią pokazał, że jest na smyczy prezesa i PiS, teraz usiłuje wykorzystać pandemię i wszystkie związane z nią problemy do promowania siebie. Jest niespójny w swych wypowiedziach, chaotyczny w działaniach. Nie zajmuje stanowiska w tak ważnych kwestiach jak wybory prezydenckie, z którymi PiS wręcz szaleje, chcąc narzucić społeczeństwu swoją formułę. Formułę gwarantującą reelekcję Dudy. Wybiera kolejnych dwóch sędziów SN, oczywiście takich bardzo swoich, choć mógł się wstrzymać do wyboru I prezesa. Wciąż udowadnia, że nad dobro obywateli stawia interes partyjny.
Czy ta biedna Polska ma się katować kolejne 5 lat prezydentem, który rozsyła nam radosne fotki z Bieszczad w towarzystwie roześmianych leśników, gdy my spędzamy czas zamknięci w domach z powodu kwarantanny? Prezydentem, który nam każe nosić maseczki i unikać tłumów, a sam staje ponad tymi zasadami? Prezydentem, który roztacza nam jakieś wizje rodem z s-f? Wybaczcie, ale ja panu Dudzie już podziękuję. Już mi wystarczy Dudy w polityce.Tamara Olszewska. Źródło koduj24.pl 
23 05 2020 Taką rezydencję minister Szumowski sprezentował żonie. 
Jak majętnym człowiekiem jest prof. Łukasz Szumowski, minister zdrowia? Z jego oficjalnego oświadczenia majątkowego z pewnością się tego nie dowiemy. Minister twierdzi, że ma trochę ziemi i kredyt na 519 tys. franków (ok. 2,2 mln zł), ale nie ma nawet mieszkania.
Jest październik 2016 roku. W Polsce rządzi już Prawo i Sprawiedliwość. Profesor Łukasz Szumowski jest znanym w środowisku lekarzem z ogromnym dorobkiem naukowym. Lada chwila ma zostać wiceministrem nauki w rządzie premier Beaty Szydło. Objęcie publicznej funkcji oznacza, że będzie musiał złożyć oświadczenie majątkowe. 26 października 2016 roku, a więc na miesiąc przed wejściem do rządu, prof. Łukasz Szumowski przepisuje na żonę dom w podwarszawskim Aninie. Ale jest coś jeszcze! Jak ustalił Fakt, w tym samym dniu daruje żonie wspaniałą posiadłość na Suwalszczyźnie!
Atrakcyjną działkę o powierzchni ponad 7 hektarów prof. Szumowski kupił w marcu 2014 r. Fakt odwiedził posiadłość ministra. Widoki zapierają dech w piersiach: niedaleko połyskują fale jeziorka, szumią lasy. Gdy Szumowski nabył ten dom od mieszkańca Suwalszczyzny, na działce stał tylko jeden budynek. Minister dobudował drugi: majestatyczny, drewniany dom, stylizowany na zabytkowy, lecz wykonany w nowoczesnym standardzie. Miejscowi mówią, że Szumowscy lubią tu wpadać na weekendy, choć od wybuchu epidemii koronawirusa nikt ich tam nie widział. Czy minister zdrowia wstydzi się majątku, czy ukrywa coś przed Polakami? Na pytania Faktu o to, dlaczego pozbył się domów przed wejściem do rządu, Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało nam tak: „Było to w tym samym czasie, kiedy prof. Łukasz Szumowski, zgodnie z Ustawą z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, przekazał żonie posiadane udziały w spółkach. Minister Szumowski ma rozdzielność majątkową z żoną od 2008 r.”. We wcześniejszych wypowiedziach prof. Szumowski wyjaśniał, że z żoną rozdzielili się majątkowo, bo nie chciał jej obciążać zadłużeniem z tytułu kredytu. Nie tłumaczył jednak, dlaczego domy przepisał dopiero 8 lat później, bezpośrednio przed wejściem do rządu. Ministerstwo podkreśliło, że Szumowski działkę na Suwalszczyźnie zakupił z pieniędzy, które zarobił jako lekarz przed wejściem w politykę, bo zarabiał wtedy „dużo więcej”.
Z oświadczenia majątkowego ministra Szumowskiego wynika, że nie ma domu ani mieszkania. Ma za to działki i kredyt:
1) Trzy działki o łącznej powierzchni ok. 4 tys. m2;
2) Trzy samochody: Toyotę Yaris z 2008 r., Toyotę Land Cruiser z 2005 r. oraz zabytkowego Mercedesa z 1959 r.;
3) 34 tys. 428 zł oszczędności;
4) Dwa markowe zegarki: Omega Seamaster i IWC;
5) Pióra Lecha i Marii Kaczyńskich;
6) 15 obrazów o łącznej wartości ok. 50 tys. zł;
7) Bogaty księgozbiór, ok. 500 woluminów.
Kredyt hipoteczny w kwocie 519 tys. franków szwajcarskich, czyli ok. 2,2 mln zł.
Źródło fakty.pl
I cały ten majątek został zdobyty przez Szumowskiego w uczciwy sposób, zgodnie z obowiązującym prawem podatkowym!? Ciekawe jakie roczne dochody wykazywał prof. w składanych PIT-ach!? 
23 05 2020 Biznes i medycyna.
Maseczki będziemy nosić nie tyle, ile sugerują wirusolodzy, ale tak długo, aż znajomy ministra Szumowskiego sprzeda wszystkie zapasy? Atak złośliwego koronawirusa zebrał śmiertelne żniwo nie tylko wśród zakażonych. Jeden po drugim padają też przeróżne „autorytety”. Wielkie straty w tej dziedzinie odnotowała zwłaszcza ekonomia, ale również medycyna. Dla tej grupy ekspertów bardziej niebezpieczna i mocniej zaraźliwa niż wirus – bohater aktualnej epidemii – okazała się chyba polityka. Infekcja bakcylem władzy nie powoduje u nich trudności w oddychaniu, ale za to wydaje się utrudniać racjonalne myślenie i skuteczne korzystanie z wiedzy popartej dyplomami. Weźmy przypadek ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Jego podkrążone oczy coraz wyraźniej świadczą nie tyle o przepracowaniu, co – zdaje się – o ciężkim przypadku politykemii. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co deklaruje publicznie w sprawie – na przykład – noszenia masek ochronnych.
Jeszcze w marcu, w słynnym już wywiadzie dla Radia Zet, śmieje się z tych nieszczęsnych masek do rozpuku, aby już w tydzień potem zmienić zdanie, na początek w odniesieniu do pracowników służby zdrowia. Niedługo później  wydaje zalecenie obowiązkowego zamaskowania wszystkich obywateli, od Odry do Bugu we Włodawie, które ma potrwać – co pan minister ogłasza w telewizji – aż zostanie wynaleziona skuteczna szczepionka. Co – jego zdaniem – oznacza mniej więcej dwa lata. Ale to chyba też nieaktualne. Bo z ministerstwa dochodzą słuchy, że zostaniemy powszechnie zdemaskowani już za jakieś dwa tygodnie.
Teraz narasta podobny zamęt z testami. Według resortu zdrowia, najpierw były niepotrzebne, potem już potrzebne, ale zawodne, chwilę później  i potrzebne, i skuteczne, ale medycy coś ich – wbrew zaleceniom ministerstwa – nie chcieli stosować, aż wreszcie są i oni chcą, tylko ponoć nie ma ich gdzie testów kupić i trzeba aż z Korei po znajomości sprowadzać. A to trwa, bo Korea daleko…
Albo wybory. Jednego dnia można głosować tradycyjnie, a kolejnego już nie, bo to niebezpieczne dla zdrowia się zrobiło, overnight. I będzie takie jeszcze przez dwa lata. Niemniej chwilę później pan minister popiera ustawę, która je dopuszcza za mniej więcej dwa miesiące. Dziwnie posłuszne zmiennym opiniom ministerstwa są też statystyki dziennych przypadków zakażeń i zgonów, które płynnie dostosowują się do zmieniających się planów partii aktualnie rządzącej. Bo partia się wirusowi nie kłania i jej minister też.
Ministerstwo miota się również w kwestii wychodzenia z pandemii. Coś tam się zamyka, a potem zaraz otwiera. Coś ciągle jest zabronione, ale może jednak zostanie dozwolone, tylko nikt nie wie, kiedy i na jakich zasadach. Ale to nie braki we wiedzy medycznej ministra powodują – jak się zdaje – to całe zamieszanie. Bo po ostatnich śledztwach dziennikarskich i interwencjach polityków opozycji stało się jasne, że wystawianie na szwank autorytetu medycyny to desperacka ochrona interesów własnych i rodziny doktora Szumowskiego. Tak się jakoś bowiem składa, zapewne zupełnym przypadkiem, że najbliższe otoczenie ministra robi na pandemii wielomilionowe interesy. Toteż całkiem prawdopodobne, że maski będziemy nosić nie tyle, ile sugerują wirusolodzy, ale tak długo, aż znajomy ministra sprzeda wszystkie zapasy.  Co może nastąpić za wspomniane wyżej dwa tygodnie. Testy będziemy zaś robić tak długo aż – cóż za zbieg okoliczności –  inny znajomy znajomego doktora Szumowskiego z Poznania w końcu sprowadzi je z Korei. Bo owszem,  zgłosili się inni dostawcy i producenci, ale pan minister ich nie zna, więc nie ma do nich zaufania. A w leczeniu zaufanie lekarza to podstawa sukcesu.
Na remdesivir, pierwszy skuteczny lek na Covid-19, też pewnie poczekamy aż jakaś bliska ministrowi, a więc godna zaufania osoba zdobędzie kontrakt na jego sprowadzenie z USA. I ze szczepionką również – można się spodziewać – będzie podobnie. A już pan profesor dopilnuje, żebyśmy nie opuścili domów, zanim wszyscy nie zaszczepimy się pod rygorem kary administracyjnej w wysokości 30 000 zł, do natychmiastowej egzekucji.
W końcu po to – zdaje się – była „Ustawa Antycovidowa” z jej słynnym już paragrafem 6, gwarantującym politykom u władzy bezkarność w robieniu na zarazie kokosowych biznesów. Nie będą przecież narażać życia i dobrego imienia za bezdurno.
A dobro pacjentów? Autorytet medycyny? To marudzenie starych elit, które muszą ustąpić miejsca nowym standardom moralnym. Poza tym Hipokrates, ten od przysięgi, w sumie do niczego w życiu nie doszedł.  Taki to by się dzisiaj nie nadał nawet na referenta w ministerstwie zdrowia PiS-u. Bożena Chlabicz-Polak. Źródło koduj24.pl
Z forum: A prezes ogłosił że Szumowski to drugi Banaś, czyli kryształowo uczciwy. A jak prezes ogłosił to o tak jakby była to prawda objawiona, a z prawdą się nie dyskutuje. W ogóle to PiS ma wyjątkowe szczęście do kryształów w swych szeregach. Zaczynając od samego prezesa co jeden to bardziej kryształowy. Zastanawiam się czy PiS to na pewno partia polityczna czy huta szkła kryształowego że szlifiernia kryształów. Jedno jest pewne z prawem i sprawiedliwością na pewno nie ma nic wspólnego.

23 05 2020 Pedofilia...."charytatywna.
Donald Tusk uprawiając swoje ulubione bieganko po sopockiej plaży ( minimum cztery razy w tygodniu, skoro zaczynał pracę we wtorki, a kończył w piątki przed południem) musiał mijać najbardziej znany kurwidołek Trójmiasta, zwący się ...zatoką sztuki! co najmniej osiem razy w tygodniu! I co nie wiedział, co tam się działo? Wolne żarty! Musiał wiedzieć; z notatek służb, od kolesi przy winku, cygarkach, po meczykach-harataniu w gałę!, na meczach Lechii! Musiał!, nawet od Józefa Bąka, dziennikarza lokalnej czerskiej mutacji. Tak samo nie tylko wpływowi politycy PO; B. Borusewicz, S. Nowak, prezydenci Gdańska, Sopotu; Adamowicz, Karnowski. Między bajki wkładam to oburzenie i potępienie w wydaniu sopockiego gospodarza, J. Karnowskiego. Musiał doskonale wiedzieć, co to za ...sztuki grają w tym i innym lokalu, który wydzierżawiał! Tak samo lokalni sędziowie, prokuratorzy. Nawet jeśli tam nigdy nie byli, to musieli wiedzieć! I... !!!...WIEDZIELI!! Policja też, skoro wielu policjantów, zapewne i agentów, tajniaków dorabiało w sieci tych modnych klubów, knajp, barów jako ochroniarze. Wszyscy wszystko wiedzieli, by zacytować klasyka R. Petru. A tam, w tych rzekomych lokalach ...zatokach...sztuki! (?); narkotyki, dopalacze, pigułki gwałtu oraz nieletnie panienki oraz chłopcy!
Skoro nieletni, to i raj dla pedofilii, pedałów, lesbijek! Na mus! Innej opcji nie mogło być! Wieprze, wieprzki mieli tam używanie! A nieletni...piekło!, nie tylko nieletni, bo dorosłe panienki też jako ofiary pigułek gwałtu oraz wieprzków! Wieprze! Poseł Leszczyna być może nieświadomie (?) napisała, dała coś jakby zajawkę do filmu. S. Latkowskiego, mówiąc o wieprzach! Tak! trafiła w punkt! Wieprze z zatoki świń! Chlewik trójmiejski i nie tylko tam, bowiem podobne, tyle, że mniej sławne, to w sąsiednim Pucku, Wejherowie. Wieprze, chlew. I reakcja tzw celebrytów!, niemal wszyscy okazują zdziwienie, zaskoczenie, że coś takiego w zatoce sztuki. Zamiast sztuki, chlew, wieprze, wieprzki, knury, lochy, wieprzyce! Zamiast zatoki sztuki, zatoka świń, wieprzy! Sztuka bardzo wysublimowana z wieprzami w roli głównej oraz rzekomymi nieświadomymi miejsca, gnoju...statystami, którzy udawali się tam w celach wyłącznie charytatywnych. I oślepieni luksusowym wyposażaniem, obdarowani extra honorariami nie zauważyli niczego podejrzanego.
Nigdy też do nich nie dotarło to, że to był znany ogólnie luksusowy kurwidołek, gdzie bogatym wieprzom dostarczano nieletnich na ich zboczone potrzeby! Znamienne jest reakcja bywalców tych lokali po emisji filmu. Wszyscy oni rzekomo zostali wykorzystani przez ich naiwność do sztuki...zatokowej. Nic nie zauważyli, niczego nie słyszeli, są zdruzgotani, że ich...wykorzystano! Nie martwi ich, nie szokuje wykorzystywanie tamże nieletnich przez wieprzy!, martwi ich jedynie to, że oni zostali tak oszukani! Naiwni statyści byli, przebywali, pili, jedli, bawili się w chlewie!
I....???? Nie zauważyli, że byli w chlewie. Nie dostrzegli wieprzy, brudu, gnoju. Ba! nawet nie poczuli smrodliwego zapachu gnojowicy! Z ich reakcji wynika, że niczego tam złego nie zauważyli. Niczego co by ich zastanowiło, zaskoczyło, zreflektowało! Dlaczegoż to, tacy niby obyci, światowi, wykształceni, czuli!, niczego zdrożnego, paskudnego, wulgarnego tam nie dostrzegli! Niczego! Dlatego w swojej szlachetnej nad naiwności tak bardzo bronili tego lokalu przed zamknięciem. A dzisiaj ustawili się w długiej kolejce po najbardziej wzięte kauzyperdy, grożąc procesami, odszkodowaniami Latkowskiemu oraz tvp, która w miniona środę film wyemitowała! A ja znając, wielokrotnie opisując tu na NP metody lepkiego systemu Tuska w l. 2007-2015, czyli rządów PO/PSL jestem przekonany, że apel skierowany przez Latkowskiego do tzw celebrytów należy przesłać także D. Tuskowi, b. premierowi. Panie premierze D. Tusk!, proszę powiedzieć co pan wiedział o zatoce sztuki? Dlaczego nie było pana reakcji, służb, policji, gdy wieprzki z zatoki świń nie tylko demoralizowali nieletnich poprzez alkohol, używki, narkotyki, lecz co jeszcze gorzej, zboczone pedofile- wieprzki gwałcili, wykorzystywali nieletnich? Dlaczego panie premierze D. Tusk?, marszałku Borusewicz, prezydenci Karnowski, Adamowicz!, to tolerowaliście? Dlaczego milczeliście? A może tam uprawiano pedofilię...charytatywną?, taką szlachetną w odmianie Romka Polańskiego!
Źródło: niepoprawni.pl
22 05 2020 Kolejna afera, tym razem z zakupem respiratorów za niebotyczną kwotę i od człowieka umoczonego w nielegalny handel bronią?
No proszę, „Gazeta Wyborcza” na tropie kolejnej afery, związanej z koronawirusem. Tym razem chodzi o 1,2 tys. respiratorów, które zakupiło Ministerstwo Zdrowia za 44,5 mln euro (ok. 200 mln zł) od firmy E&K z Lublina. Wychodzi na to, że jeden respirator kosztował ponad 160 tys. zł, co wydaje się kwotą wręcz niebotyczną, ponieważ, jak mówią dyrektorzy szpitali, aparat średniej klasy to koszt 40 – 50 tys. zł, wysokiej klasy to 70 – 90 tys. zł, a respirator z oprzyrządowaniem i dodatkowymi opcjami to 110 – 120 tys. zł.
Dziennikarze „Wyborczej” dokładnie sprawdzili tę firmę i okazało się, że firma ta produkuje motolotnie, organizuje nieplanowane przeloty lotnicze i szkoli pilotów. Wiadomo też jest, że szefem firmy jest Andrzej Izdebski, zamieszany ponoć w nielegalny handel bronią. Już w 1991 r.: „Rzeczpospolita” informowała, że wykorzystując fałszywe dokumenty pośredniczył w sprzedaży broni na Bliski Wschód. Izdebski był też bohaterem reportażu, nadanego w TVN, w którym dziennikarze z czeskiego radia publicznego „podali się za prorosyjskich separatystów, a szef E&K zaoferował im dostarczenie dokumentów niezbędnych do wywiezienia broni z Unii Europejskiej. Zagwarantował, że będą autentyczne i nie wzbudzą żadnych podejrzeń instytucji wydających zgodę na eksport takiego sprzętu”. TVN wykazało też jego związki ze sprzedawcą broni Wiktorem Butem, zwanym „handlarzem śmiercią” i oskarżenie przez ONZ o współudział w łamaniu embarga na dostawy broni do Angoli i Liberii.
„Gazeta Wyborcza” zwróciła się do Ministerstwa Sprawiedliwości z pytaniem, dlaczego zakupiono respiratory za taką cenę od firmy lotniczej i czy CBA poinformowało resort o niejasnej działalności Izdebskiego. Według Ministerstwa Zdrowia wszystko było w porządku. Firma E&K uzyskała pozytywną rekomendację CBA, jej oferta była najtańsza (!), a tak w ogóle „Firma E&K jest legalnie działającym podmiotem. MZ nie sprawdza profilu działalności gospodarczej firm składających oferty w ramach zakupów covidowych. Oferty zawsze były weryfikowane pod kątem spełniania kryteriów zamówienia i zdolności oferenta do realizacji dostaw”.
Jak widać, Ministerstwo Zdrowia nie widzi nic złego w takiej transakcji. Mało tego, już wcześniej zabezpieczyło się, wrzucając do specustawy o koronawirusie zapis, że „jeśli ktoś kupował towary i usługi niezbędne do zwalczenia epidemii, działał w interesie społecznym oraz w sytuacji zagrożenia i wyższej konieczności, to odpowiedzialności nie będzie”, zapewniając tym bezkarność sprawcom przestępstw z art. 231 i 296 kodeksu karnego ( za nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i wyrządzenie szkody majątkowej w obrocie gospodarczym grozi kara do dziesięciu lat więzienia). Odpowiedzialnym za zakup sprzętu i wprowadzeniem tego zapisu do specustawy jest wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. Nie wiem, czy może on spać spokojnie, bo dziennikarze „Gazety Wyborczej’ nie odpuszczą.Tamara Olszewska. Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Proszę państwa. To był marzec. Cały świat walczył o środki, aby zabezpieczyć się przed koronawirusem. Zrobiliśmy wszystko co było w mocy, aby zabezpieczyć obywateli przed epidemią... A to, że pod koniec lutego mówiliśmy, że jesteśmy przygotowani do walki z koronawirusem? Hmmm...
- Co tu się dziwić, pisowska grupa przestępcza w akcji, jak ciemny naród nic nie mówi to tylko idijota by nie skorzystał, najważniejsze pińcet + co miesiąc, parę obiecanek-cacanek i można dalej kręcić lody. Ciemnocie się nie dziwię ale żeby wykształceni ludzie dawali się tak roboć w konia to jest poprostu żałosne. Wstyd że pchaliśmy się do UE, taka jest smutna prawda rosja, białoruś, hiny tam jest nasze miejsce. Przynajmniej wstyd byłby mniejszy.

22 05 2020 Na zlecenie Ministerstwa Zdrowia sieć Żabka opracowuje model rozprzestrzeniania się koronawirusa.
Profesor Robert Flisiak udzielił Dorocie Wysockiej-Schnepf z „Gazety Wyborczej” arcyciekawego wywiadu. Naukowiec nie zostawił w nim suchej nitki na ostatnich poczynaniach PiS-owskiego rządu ws. walki z koronawirusem (COVID-19). Rozmowa z wybitnym badaczem rozpoczęła się od zapytania go o opinię dotyczącą pomysłu władz, które poleciły sieci Żabka opracowanie modelu rozprzestrzeniania się wirusa. Oryginalny pomysł wywołał liczne żarty internautów. „Nie wiem, czy to ma sens, ponieważ nie wiem, kogo zatrudnia Żabka. Gdybyśmy znali kwalifikacje ekspertów zatrudnionych przez Żabkę, być może to by nas nie śmieszyło. Ale z drugiej strony przecież w Polsce jest chyba wystarczająco dużo instytucji, placówek badawczych i naukowych, które posiadają fachowców będących w stanie ocenić sytuację na podstawie wiedzy epidemiologicznej czy matematycznej” – ocenił naukowiec.
Profesor Flisiak podkreślił, że trudno jest w tym momencie ocenić, w którym momencie walki z COVID-19 jesteśmy, bo wykonuje się zbyt małą liczbę badań.
„Nie jesteśmy w stanie ocenić miejsca, w którym jesteśmy, jeżeli nie wykonujemy znaczącej części diagnostyki, która powinna być przeprowadzona , aby wykryć większość zakażeń, bo wykrycie wszystkich jest nierealne” – dodał. „Tylko i wyłącznie testy genetyczne dają możliwość uzyskania prawdziwego obrazu i wychwycenia osób, które faktycznie są zakażone i powinny być poddane izolacji, niedopuszczone do pracy. Wykorzystanie metod tanich, które nie są zwalidowane w Polsce, powoduje jeszcze bardzo duże ryzyko wyników w ogóle fałszywie dodatnich i jako dodatnie będą zinterpretowane osoby, które nigdy nie miały kontaktu z wirusem” – powiedział w dalszej części rozmowy.Zdaniem naukowca blamażem władz jest też decyzja o otwarciu przedszkoli, która podyktowana jest raczej względami czysto ekonomicznymi. „Wiąże się to z większym ryzykiem niż otwarcie uczelni czy szkół średnich. W związku z tym niezbyt rozumiem, dlaczego akurat ten element uruchomiono jako pierwszy. Jest wiele innych aktywności, zwłaszcza regionalnych, które można byłoby w tej chwili rozluźnić” – zauważył. Profesor Flisiak ostrzegł też przed zbyt pochopnymi decyzjami o wyjeździe na wakacje jeszcze w lecie bieżącego roku. „Na pewno wyjazdy za granicę są w tej chwili związane z dużym ryzykiem, i to nawet nie zachorowania, po prostu nie wiemy, jakie będą warunki powrotu. Czy np. po powrocie z wakacji nie będziemy skazani na 14-dniową  kwarantannę. Może się okazać, że po przejściowej poprawie sytuacji epidemiologicznej nagle trzeba będzie przywrócić coś, co już cofnięto. Czyli np. w czerwcu, lipcu zostaną cofnięte kwarantanny dla powracających, a stanie się coś, co spowoduje konieczność przywrócenia tych obostrzeń” 
– krytycznie ocenił. Największe zdziwienie jednak wywołuje stwierdzenie badacza dotyczące wyborów. Jego zdaniem mogą się one odbyć i to nawet w sposób tradycyjny (!), lecz tylko na tych terenach, które są już bezpieczne i z zachowaniem obostrzeń sanitarnych. Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Uwaga HIT! Jak wynika ze sprawozdań MZ, sieć sklepów Żabka robiła... oficjalne ekspertyzy rozwoju epidemii koronawirusa w Polsce. Czyżby rezultaty ścisłej współpracy właściciela Żabki z Rydzykiem, która rozpoczęła się w zeszłym roku sponsoringiem jego uczelni?
- Chyba wiadomo czemu Szumowski nie chciał powiedzieć kto robi te wszystkie analizy dla rządu. Kurła, przecież to cyrk.
- No jprdl! To jakiś kosmos jest! Nic dziwnego, że Błaszczak szuka pełnomocnika ds. przestrzeni kosmicznej. 
21 05 2020 Kaczyński broni ministra zdrowia, a internauci na to: „Szumowski to kryształ. Jak Banaś”.
„Uważam, że minister Szumowski zrobił dla Polski bardzo wiele dobrego w tym bardzo trudnym czasie. Jeszcze przed wybuchem epidemii wiedziałem, że jego sytuacja majątkowa jest nie taka, jaką niektórzy próbują mu przypisać. Oskarżenia wobec ministra Szumowskiego są niesprawiedliwe” – powiedział w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej prezes PiS Jarosław Kaczyński.
– „Szumowski to kryształ. Jak Banaś”; – „Kaczyński odnalazł następny kryształ. Szlifierz diamentów”;„Nie bardzo wiem na czym polega to dobre, prześledziłem efekty działań od początku epidemii. Strach się bać. Jeśli wplątać w to wszystko kłopoty z maseczkami to wychodzi z tego totalny zakalec”; – „W tym PIS to same kryształy. Tylko jakimś cudem co chwilę wybucha afera takiego kalibru, że w normalnym, cywilizowanym kraju rząd by od razu upadł” – komentowali internauci.
Jedna z internautek przytoczyła cytaty, które padały z ust polityków PiS na temat osób, które z czasem okazywały się niezbyt krystaliczne: – „Glapiński o Chrzanowskim: „niezwykle uczciwy, szlachetny, honorowy człowiek”. Karczewski o Banasiu: „człowiek kryształowy, niezwykle uczciwy”. Kamiński o Agencie Tomku: „fantastyczny funkcjonariusz, jeden z najlepszych agentów, z ogromnym doświadczeniem, perełka”. A Szumowski?”. – „Krystalicznie podkrążony” – napisał ktoś w odpowiedzi.
Sprawę komentowali też dziennikarze. – „Skoro prezes Kaczyński udziela specjalnie wywiadu w obronie ministra zdrowia, to na Nowogrodzkiej mają problem” – napisał Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. – „Jarosław Kaczyński we wrześniu 2019, też dla PAP: „Jeżeli ktoś, jak Marian Banaś, zabrał co najmniej dwieście kilkadziesiąt miliardów przestępcom, to ma wrogów i ci wrogowie mogą posunąć się do daleko idącej operacji, żeby kogoś takiego skompromitować” – przypomniał Roman Imielski z „GW”. – „Jarosław Kaczyński bronił już w wywiadach kilku polityków. Zazwyczaj kilkanaście dni później kończyło się to dymisją…” – napisał Patryk Michalski z RMF FM. - Czyli czas „profesora”Szumowskiego się skończył ? No chyba trochę zawadza, wywali się go, za tydzień afera ucichnie i jedziemy dalej ?! Źródło: Twitter, koduj24.pl
Nie 70 a 140 mln złotych dotacji rządowych od listopada 2015 roku otrzymała firma brata, i żony Szumowskiego!? No, ale Szumowski o tym nic nie wiedział!? On był zajęty pracą dla dobra kraju!? Może i w to jakiś dzieciak uwierzy!?
Z forum: - Na ten moment bilans jest taki: jakiegokolwiek polityka pis prześwietlają niezależne media (włącznie z Kaczyńskim), okazuje się, że jest (zazwyczaj bardzo bogatym) aferzystą. Partia defraudantów.
- Wśród pisowców same kryształy z kaczej pały. Wszystko się zgadza, oni po prostu mają inną skalę. Jak ktoś niszczy, burzy, rozwala, kradnie, nienawidzi to jest kryształem.

21 05 2020 „Czy CBA opublikowało już apel w sprawie Szumowskiego tak jak w przypadku Grodzkiego?”.
Łukasz Szumowski (PiS) nie ma w ostatnim czasie dobrej passy i mierzy się z licznymi oskarżeniami. Zarzuca mu się m.in. zakup maseczek bez atestu od znajomego, prowadzenie interesów z przywódcą zorganizowanej grupy przestępczej, wydanie ponad 120 mln zł na bezużyteczne testy oraz zakup drogich respiratorów… W obronie ministra zdrowia gremialnie stanęli najwyżsi w hierarchii politycy obozu Zjednoczonej Prawicy, w tym sam prezes Jarosław Kaczyński, który przyznał, że oskarżenia wobec Szumowskiego stanowią przejaw… hejtu. Do sprawy na antenie TOK FM odniosła się  Renata Grochal  z „Newsweeka”, która odwołała się do słów byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Pawła Wojtunika, które ten zamieścił na TT: „Czy CBA opublikowało już apel w sprawie profesora Szumowskiego tak jak w przypadku profesora Grodzkiego???”, „Pamiętamy, że kiedy były stawiane oskarżenia, że Tomasz Grodzki mógł czerpać korzyści majątkowe, to CBA wystąpiło z apelem, by wszyscy, którzy ewentualnie dali mu łapówki się zgłaszali” – dodała od siebie Grochal, która zauważyła przy tym, że instytucje państwowe nie są dziś wiarygodne i są uzależnione od PiS-owców. W podobnym tonie wypowiedział się dr Paweł Marczewski z Fundacji Batorego. Naukowiec uważa, że kryzys związany z osobą Szumowskiego świadczy o wielkich kłopotach państwa polskiego. „Bo kiedy minister mówi, że maseczki kupiłby „choćby od diabła”, to powstaje pytanie, dlaczego polskie państwo musi w ogóle stawać przed takim wyborem? Dlaczego musi kupować maseczki, które znienacka pojawiają się na rynku albo respiratory po zawyżonych cenach?  Wydaje mi się, że ta sprawa wykracza poza osobę samego ministra Szumowskiego, ewentualne jego błędy, ewentualną korupcję czy nadużycia. To jest sprawa, która obnaża na raz bardzo dużo słabości państwa” – powiedział na łamach TOK FM doktor Marczewski.
Interwencji CBA ws. szefa resortu zdrowia oczekują też politycy KO – w tej sprawie podjęta została interwencja poselska Dariusza Jońskiego i Michała Szczerby. Źródło: tokfm.pl
Minister tyle już lat żyje, i nie wie, że chińskie produkty są nic nie warte!? Takiej tandety nawet na szmaty się nie kupuje!? A polskie szwalnie stoją pozamykane z powodu braku zamówień!?
Z forum: Chętnie bym przejrzał księgi tej firmy z Szumowskimi, która wzięła 140 mln grantów i zobaczył gdzie ta kasa się rozeszła .... bo CBA pewnie tego nie zrobi ;-) 
20 05 2020 Jarosław Kaczyński staje w obronie Szumowskiego. "Mówienie o nadużyciach jest śmiechu warte".
W udzielonym dla PAP Jarosław Kaczyński broni Łukasza Szumowskiego przed krytyką dotyczącą m.in. dotacji dla firmy jego brata. - W okresie rządów Platformy Obywatelskiej ta firma otrzymała znacznie więcej dotacji. To są bardzo duże różnice. Mówienie tu o jakichkolwiek nadużyciach jest śmiechu warte - stwierdza i przekonuje, że minister zdrowia ma jego pełne poparcie.
Wywiad PAP z Jarosławem Kaczyńskim publikuje m.in. portal Interia. Prezes PiS w rozmowie z agencją prasową mówi, że Łukasz Szumowski stał się obiektem hejtu. - To atak na człowieka, który rzeczywiście stał się ikoną skutecznej walki z koronawirusem. Wystarczy porównać to, co dzieje się w Polsce, z tym co dzieje się w krajach na zachód i na południe od naszych granic. Wtedy widać wyraźnie, jak ta walka jest skuteczna. To przyniosło panu ministrowi ogromny wzrost zaufania społecznego, do poziomu 70 procent. To rzadko osiągane wyniki - powiedział. Odniósł się do kontrowersji wokół firmy brata ministra Marcina Szumowskiego dotyczących grantów z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. - Żeby było jasne - Szumowski jako wiceminister nie miał nic wspólnego z NCBR. Powiadomił, że może to być traktowane jako konflikt interesów i nie podejmował żadnych decyzji związanych z NCBR. Funkcje jakie pełnił i pełni minister Szumowski na pewno nie pomogły firmie jego brata - stwierdził prezes PiS. Dodał, że w czasie rządów PO "ta firma otrzymała znacznie więcej dotacji". - To są bardzo duże różnice. Mówienie tu o jakichkolwiek nadużyciach jest śmiechu warte - podkreślił.
Krytykę Szumowskiego Kaczyński łączy z kampanią wyborczą. Prezes PiS odniósł się też do kupna za 5 mln zł maseczek od znajomego ministra zdrowia. Okazało się, że sprzęt nie ma odpowiednich atestów. Według prezesa PiS, gdy istniało zagrożenie, że w szpitalach zabraknie sprzętu, nikt nie był wstanie powiedzieć, "nie kupujemy". - I niestety zdarzały się oszustwa, bo maseczki były zrobione z niewłaściwego materiału. Wszystko dalej było zgodne z prawem. Zażądano zwrotu pieniędzy, albo dostarczenia właściwych maseczek - powiedział szef PiS.
Kaczyński dodał, że Szumowski ma nadal jego pełne poparcie, bo "zrobił dla Polski bardzo wiele dobrego w tym bardzo trudnym czasie".
Źródło gazeta.pl
No i widzicie już po sprawie! Prezes takie kryzysy załatwia w 3 zdaniach. A te 140 mln to jakieś drobne, prawdziwe walki zaczynają się od 0,5 mld zł.
Z forum: W całym zamieszaniu z zakupem felernych maseczek znika niemała rola Andrew Maliniaka. Gdy na Okęciu lądował największy samolot świata z 80 tonami maseczek itp. fruktów, premier głośno akcentował, że wielki w tym udział miał Maliniak, który poprzez rozmowę z przywódcą Chin załatwił taki transport. Czyżby Chińczycy, po tej rozmowie, celowo sprzedali nam takie barachło? A może takiej rozmowy z prezydentem Chin w ogóle nie było, tylko Pinokio skorzystał z okazji, aby "zapunktować" u Adriana?

20 05 2020 PiS chce zablokować i unieszkodliwić Banasia?
Nowy etap konfliktu dotyczy sporu o kształt Kolegium NIK i członkostwa w nim profesor Izabeli Zawiślińskiej – specjalistka została powołana przez marszałek Sejmu na początku bieżącego roku. Banaś początkowo przyjął kandydaturę, lecz teraz nieoczekiwanie zmienił stanowisko i wycofał zgłoszenie. „Byliśmy kompletnie zaskoczeni” – powiedział „Rzeczpospolitej” Jan Łopata z PSL, który zasiada w parlamentarnej Komisji do spraw Kontroli Państwowej, odpowiedzialnej za opiniowanie kandydatur do Kolegium NIK. „Tłem zawirowań jest próba uzyskania przez opcję rządzącą większości w kolegium NIK, organie, który ma duży wpływ na kształt ocen pokontrolnych” – dodał polityk.
Banaś – jak sugeruje „Rzeczpospolita” – wystraszył się najprawdopodobniej, że Zawiślińska będzie głosować przeciwko niemu i sabotować jego działania. Członkowie Kolegium NIK mogą bowiem zgłaszać swoje zastrzeżenia do treści raportów kontrolnej organizacji i tym samym blokować ich publikację.
Zawiślińska, czysto teoretycznie, mogłaby więc doprowadzić do zablokowania w raportach informacji na temat skandali i nadużyć z udziałem polityków PiS.
Sytuację Banasia komplikuje to, że członkami Kolegium NIK są obecnie niemal wyłącznie osoby powołane z inicjatywy decydentów Zjednoczonej Prawicy i PiS-u. Znajdują się wśród nich Tomasz Sobecki (syn polityczki z Torunia), Tadeusz Dziuba, Małgorzata Motylow i Marek Opioła (byli posłowie prawicowej partii). „Walka o kolegium jest zasadna też z tego względu, że ma ono obecnie jedynie 13 członków z 19, których wymaga ustawa. Wystarczy przekonać zaledwie siedmiu, by wygrać głosowanie i w praktyce ubezwłasnowolnić prezesa. Mimo kontrowersji dotyczących Banasia, raczej trudno krytykować to, co robi w sprawie kolegium. To nie prezes ma największy wpływ na wyniki kontroli, lecz sam kontroler. Walka o niezależność kolegium to walka o niezależność kontroli” – podsumował informator z otoczenia NIK, który od zaplecza zna kulisy konfliktu między Banasiem i PiS-owcami. Czy Banaś broni niezależności NIK i przez to blokuje kandydaturę Zawiślińskiej? Źródło: rp.pl
Zaimponowałeś mi panie Banaś pokazując gest Kozakiewicza, Kaczyńskiemu!? I oby tak dalej, bo jest nadzieja że wkrótce KC PiS pozbawi Kaczyńskiego władzy absolutnej!? Ziobro czy Gowin przejmie stery władzy!?
Z forum: Tylko nie zapomnijmy, że Banaś jest nadal członkiem KC PiS tylko się pokłócili o kasę i stanowiska. Banaś nie walczy o demokrację bo ją łamał, on walczy o swoje interesy.

20 05 2020 Już wszystko jasne dlaczego Morawiecki potrzebował niedoświadczonego wiceministra finansów.
No proszę, premier Morawiecki wpadł na nowy, genialny pomysł i …wcisnął do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów projekt zawieszający regułę wydatkową ( numer UD92). Zasada reguły wydatkowej została wpisana do ustawy o finansach w 2013 roku, za rządów PO/PSL. Nie pozwala ona na taki wzrost wydatków, który przekroczyłby limit wynikający z tempa wzrostu PKB. To nic innego jak zagwarantowanie kontroli nad ewentualnym skokiem wydatków budżetowych ponad przewidzianą normę. Za jej złamanie grozi premierowi i ministrowi finansów Trybunał Stanu.
Zgodnie z założeniami, można pominąć tę zasadę w sytuacjach szczególnych, takich jak stan wojenny, stan klęski żywiołowej lub stan wyjątkowy. Teraz rząd postanowił dorzucić do tego również stan epidemii, który obowiązuje w Polsce od 20 marca. Ministerstwo Finansów nie widzi niczego złego w takiej zmianie. Mało tego, zapewnia, że „Uzupełnienie pozwoli na zastosowanie analogicznego rozwiązania do wprowadzonego w Unii Europejskiej, gdzie została uruchomiona tzw. generalna klauzula wyjścia pozwalająca na przekroczenie limitów wynikających z reguł unijnych w zakresie zwalczania skutków związanych z epidemią COVID-19” i wyjaśnia, że spełnione są dwa warunki, pozwalające zawiesić tę regułę. Obok stanu epidemii jest to recesja i prognozowany wzrost deficytu powyżej 3% PKB.
Dla przeciwników tego pomysłu to rodzaj żonglerki finansowej. Jak mówi jeden z ekonomistów „Widać, że PiS w końcu osiągnął to, co chciał, a epidemia była tylko pretekstem”. Czołowi polscy ekonomiści są zaniepokojeni tym, co wyprawia polski rząd, który coraz częściej  omija „reguły i zasady prowadzenia odpowiedzialnej i bezpiecznej polityki budżetowej” i zaapelowali do Morawieckiego o przywrócenie przejrzystości w finansach publicznych, respektowanie reguł fiskalnych oraz „utrzymanie stabilizującej reguły wydatkowej (SRW) i jej uszczelnienie (włączenie wszystkich funduszy i operacji pozabudżetowych)”. Opracowaniem projektu zawieszającym regułę wydatkową ma się zająć 29-letni wiceminister Piotr Patkowski. Młody człowiek, bez doświadczenia, bez wiedzy finansowej i umiejętności na takim poziomie, by można mu było zaufać. Wydaje się więc jasne, dlaczego właśnie jemu Morawiecki załatwił ciepłą posadkę w MF. Zapewne nikt, kto rzeczywiście zna się na sprawie i jest profesjonalistą w dziedzinie finansów, nie podjąłby się takiego zadania. Trzeba było znaleźć kozła ofiarnego, który zrobi to, czego od niego premier oczekuje i się udało. Patkowski postara się ze wszystkich sił i na pewno spełni pokładane w nim nadzieje. Tamara Olszewska. Źródło:wyborcza.pl
Z forum: - Inflacja spowodowała, że jeśli chcesz kupić tyle masła, ile można było kupić za 500 zł w momencie wprowadzania 500+ musisz zapłacić 723,5 zł (po aktualizacji inflacji do końca marca). Taka drożyzna możliwa tylko dzięki PiS.
- Karuzela kadrowa w resorcie finansów – nowi wiceministrowie to 28-latek bez wykształcenia ekonomicznego i „zapalona harcerka”. Po odejściu z resortu Leszka Skiby(...) na jego miejsce powołano Piotra Patkowskiego. Nową wiceminister została także Anna Chałupa, dotychczasowa dyrektor Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu.
- Nie wiem, dla kogo pracuje Morawiecki, ale odkąd wszedł do rządu PiS, realizuje misję doprowadzenia Polski do bankructwa. Żaden ekonomista nie chce się pod tym podpisywać, dlatego do MF biorą z łapanki.
- Przy takich „kadrach” kryzys walnie nas tak, że się nie pozbieramy. Ale co tam! Grunt, że jeszcze paru nieudaczników, krewnych i znajomych zdąży się nachapać. Przecież im się należy. Q…a mać. 
19 05 2020 Najpierw gigantem antonowem, teraz rusłanami. 
Decyzją premiera Morawieckiego felerne maski dalej docierają do Polski. Od 14 kwietnia Polska ściąga z Chin maseczki jednorazowe i maski filtrujące FFP2 i FFP3. Polecenie zakupu wydał 2 kwietnia szefom koncernu KGHM osobiście premier Morawiecki. Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, wcześniej zadaniem tym chciał obarczyć wojewodę dolnośląskiego Jarosława Obremskiego (PiS), ale ten na pomysł premiera nie przystał. Dzisiaj może sobie chyba gratulować przezorności.
Przypomnijmy: część materiałów ochrony osobistej – maseczki filtrujące FFP2 i FFP3 – okazała się nieprzydatna, z powodu braku wymaganych certyfikatów UE (dokumenty, potwierdzające rzekomo ich jakość, wystawiła prywatna spółka z Włoch bez uprawnień do certyfikowania). To nie koniec kłopotów. Okazało się również, że za zakupem – rzekomo pilotowanym przez państwowe koncerny KGHM i Lotos – stała kolejna spółka, Quantron SA, której założycielem jest były oficer rozwiązanych przez PiS w 2006 r. Wojskowych Służb Informacyjnych. Co więcej, pośrednik ten znacznie przepłacił (około 6 zł na każdej sztuce z 1,35 mln maseczek). Na gest mógł sobie pozwolić zapewne dlatego, że transakcję zrefundować miał z budżetu państwa KGHM: „Finansowanie realizacji polecenia nastąpi ze środków Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 (…) na podstawie umowy zawartej przez Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z KGHM Polska Miedź SA” – czytamy w „GW”. Teraz wychodzi na jaw, że Polska płaci za wszystkie maski, mimo posiadanych już informacji o braku odpowiednich certyfikatów. I pomimo tego, że – jak ustalił dziennik – mankamentów chińskiego sprzętu obawiała się także sprowadzająca go firma Quantron SA. Już 21 kwietnia zleciła bowiem ich przebadanie w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy (CIOP). – „Badanie zostało przez nas zlecone, bo w najbliższej przyszłości mamy zamiar oferować te środki ochrony osobistej na rynku europejskim. Aktualnie jesteśmy w trakcie negocjacji z innymi europejskimi podmiotami, których pracownicy używają tego typu środków ochrony” – wyjaśnił „Wyborczej” wiceprezes firmy, Szymon Skalski.
Niestety wyników badania zleconego przez Quantron wciąż prawdopodobnie nie ma. Zastanawiające jest natomiast, dlaczego minister zdrowia Łukasz Szumowski stwierdził ostatnio publicznie, że „maseczki, które też przyjechały z Chin, duża ich partia, zakupiona przez jedną z dużych spółek, nie spełniają norm”? Wypowiedź ta według zapewnień Agnieszki Pochrzęst-Motyczyńskiej z biura prasowego Ministerstwa Zdrowia miał rzekomo dotyczyć … partii masek przekazanych przez Agencję Rezerw Materiałowych. Teraz wyjaśniło się, że w kręgach rządowych dobrze wiadomo, o jaki sprzęt chodzi.  Wczoraj późnym wieczorem Lidia Marcinkowska, dyrektor ds. komunikacji KGHM, przyznała wreszcie na Twitterze, że maseczki są felerne. „KGHM uzyskała raport z badania, które wskazuje na niedostateczną jakość partii masek. Niezwłocznie zawiadomiliśmy odbiorcę. Zwróciliśmy się do dostawcy z oczekiwaniem wyjaśnienia i podjęcia jak najszybszych kroków w celu prawidłowej realizacji zamówienia”.
Tymczasem wadliwe maski nadal napływają do Polski, choć już nie spektakularnym Antonowem. Nie wygląda też na to, aby w kręgach rządowych chciano nadal propagandowo rozdmuchiwać sprawę ani brać za nią odpowiedzialność. Dowód? Kolejna partia towaru – czytamy w dzienniku – przyleciała do Wrocławia tydzień temu, tym razem zamówionym przez resort obrony antonowem An-124 Rusłan. „Transport środków ochrony osobistej został zorganizowany przez MON, a zrealizowany na wniosek Prezesa Agencji Rezerw Materiałowych” – poinformowało „Wyborczą” biuro prasowe resortu. Natomiast Dariusz Zawadka, dyrektor biura organizacyjnego ARM zaprzeczył: – „Nie kupowaliśmy i nie jesteśmy właścicielem sprowadzanych materiałów. Na pokładzie samolotu sprowadzany był sprzęt zakupiony przez różne podmioty, m.in. Lotos, KGHM czy Agencję Rozwoju Przemysłu”. Także wspomniana Lidia Marcinkowska, dyrektor ds. komunikacji KGHM, przekazała dziennikowi informację, że „na pokładzie tego samolotu nie było sprzętu zakupionego przez nas”. Przerzucanie gorącego kartofla trwa w najlepsze. Źródło: wyborcza.pl
Kto ile na tym zarobił!? Saga rodu Szumowskiego: Coś pięknego. Najpierw braciszek dostał dofinansowanie, później przekazał część pieniędzy narciarskiemu trenerowi, ten kupił maseczki w Chinach i sprzedał je z 500% zyskiem ministerstwu zdrowia za poręczeniem braciszka. Pięknie.
Z forum: - To premier Morawiecki osobiście zlecił KGHM kupno maseczek, których certyfikaty okazały się nic niewarte. I to rząd za nie zapłaci - wynika z dokumentów, do których dotarła "Wyborcza". Myślałem, że to spece od propagandy, ale nawet i tego nie potrafią.
- "Rząd za nie zapłaci" to bolesne niedomówienie. "Rząd za nie zapłaci naszymi pieniędzmi" - tak lepiej. 
18 05 2020 Ziobro: „Czeka nas bardzo ciężka walka o Polskę, o wszystko”.
Zbigniew Ziobro (Solidarna Polska) udzielił wywiadu prawicowemu pismu „Sieci”. Stwierdził w nim, że… wybory należało przeprowadzić jeszcze w tym miesiącu i zaatakował Jarosława Gowina. Konserwatywny polityk w rozmowie z tygodnikiem przyznał, że od początku opowiadał się za zorganizowaniem głosowania jeszcze w maju bieżącego roku. Przesunięcie wyborów – w opinii ministra – nie zmienia nic z punktu widzenia walki z koronawirusem, lecz tylko zmniejsza szanse Andrzeja Dudy w starciu. Ziobro dodał, że kampania wyborcza będzie stanowić „ciężką walkę o Polskę”. Potencjalnymi problemami dla Zjednoczonej Prawicy mogą być w tej sytuacji narastający kryzys gospodarczy i nowy kandydat KO (Rafał Trzaskowski). W wywiadzie nie zabrakło także ciosu wymierzonego w Jarosława Gowina i jego partię. „Mam świadomość, że Jarosław Kaczyński stanął przed bardzo trudną decyzją i wobec zachowania Jarosława Gowina wybrał wariant najbezpieczniejszy, co przyjąłem ze zrozumieniem” – powiedział szef Solidarnej Polski. Równocześnie zaznaczył jednak, że nigdy nie chciał usunąć Gowina z koalicji. „To, że nie stawiamy niczego na ostrzu noża, nie oznacza, że nie oczekujemy wzajemnego szacunku i że nie będziemy kładli nacisku na dochowanie zobowiązań. Jest źle, gdy któryś z koalicjantów odwołuje się do argumentu siły, ale jest również niedobrze, gdy wzajemne ustalenia stają pod znakiem zapytania. Trzeba omówić stojące przed nimi wyzwania, byśmy nie byli zaskakiwani podobnymi sytuacjami w trakcie przeprowadzania poważnych reform państwa, które są przed nami” – dodał.
W opinii Ziobry, sposobem na rozwiązanie kryzysu na prawicy, jest zwiększenie roli Kaczyńskiego i większa konsolidacja wszystkich ugrupowań wokół PiS-u: „Za nami trudny wiraż. Musimy uznać, że doszło do nadszarpnięcia wzajemnego zaufania. Trzeba wrócić do źródeł, do wspólnoty wartości i do uznania wiodącej roli największego ugrupowania, czyli PiS i przywództwa w obozie Jarosława Kaczyńskiego, ale też uznania prawa mniejszych koalicjantów do realizacji uzgodnionych zadań w ramach podpisanej umowy koalicyjnej” – zauważył Ziobro.Taka wypowiedź wiele mówi o układzie sił występującym w Zjednoczonej Prawicy i walce o wpływy między ugrupowaniem Ziobry a Porozumieniem. Źródło: onet.pl
Z forum: - Ziobro zdaje sobie doskonale sprawę, że jeżeli przestaną rządzić, to pójdą siedzieć.
- Jak czytam o planowanych kolejnych „poważnych reformach państwa” to skóra na mnie cierpnie z objawy co jeszcze chcą opanować lub spieprzyć!

18 05 2020 Pamiętamy jeszcze co to normalność?
Łukasz Szumowski zapowiedział na konferencji prasowej kolejnym etapie poluzowania reżimu sanitarnego. Jak przyznaje, jesteśmy na etapie tzw „wypłaszczania ” i niewielkiej tendencji spadkowej, co pozwala powoli wracać do normalności. Stąd decyzja, by przywrócić wcześniejsze zasady pracy w szpitalach jednoimiennych, szczególnie tam, gdzie epidemia koronawirusa przebiega łagodniej. Zaznacza jednak, że „pozostawiamy oczywiście odziały zakaźne, jako ten bufor, gdzie również mamy jeszcze sporo wolnych łóżek. To nie oznacza, że likwidujemy tę sieć szpitali, bo wiemy, że coraz częściej mówi się o drugiej fali, o wzroście zakażeń jesienią. Ta sieć pozostaje”.
Tak więc szpitale zaczną funkcjonować normalnie już od 1. czerwca, ale przypomniał jednocześnie, że nadal nie można mówić o wygaszaniu epidemii, „być może mamy dołek w przebiegu tej epidemii, ale z drugiej strony wykorzystajmy to do pracy na rzecz pacjentów zupełnie innych niż COVID, gdzie przecież oni cały czas czekają na to, żeby to wszystko ruszyło”. Pytany o to, czy w województwach, gdzie zachorowań na koronawirusa jest zdecydowanie mniej, szpitale ruszą już wcześniej, nie ukrywa, iż każda decyzja w tej sprawie będzie najpierw skonsultowana z  wojewodami, dyrektorami Narodowego Funduszu Zdrowia, konsultantami wojewódzkimi i personelem medycznym. Jeśli okaże się, że „te wskaźniki w województwach się utrzymują, to być może regionalnie będziemy wydawali taką decyzję, że w przestrzeni otwartej, na wolnym powietrzu te maseczki będzie można zdjąć, a w zamkniętych przestrzeniach, w komunikacji, w sklepach, we wszystkich miejscach, gdzie powietrze nie przepływa swobodnie, tam one pozostaną:. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w ciągu dwóch tygodni, a do połowy czerwca zostaną wydane rekomendacje w sprawie wypoczynku wakacyjnego dla dzieci i młodzieży. Oby tylko nie okazało się, że to poluzowanie zasad bezpieczeństwa przychodzi trochę za szybko, bo nie wiem, czy starczy obywatelom cierpliwości, gdyby okazało się, że znowu trzeba przykręcić śrubę. Tamara Olszewska. Źródło:onet.pl
Z forum: - Pandemia tym bezbożnikom wprost spadła z nieba. Mogą teraz dowolnie trzymać nas za mordy, zaciskając lub obluzowując obroże, ups, trefne maseczki. Ale to tylko kwestia czasu, kiedy ludzie połapią się, że są robieni w trąbę.
- Pod pretekstem ochrony przed pandemią mogą i będą trzymać nas krótko za mordy. Nie po to przecież PiS zbroi policję w rozpylacze gazu, specjalne furgony do masowych aresztowań podczas demonstracji, czy inne takie wynalazki. A wszystkie przetargi na taki sprzęt odbyły się tuż przed „aresztem domowym” społeczeństwa, albo w ostatnich tygodniach w jego trakcie. Pierwsze pokazy mieliśmy już zresztą w miniony weekend, kiedy policja zignorowała nawet immunitety senatora i posłanki i siłą wrzuciła ich do furgonu!

18 05 2020 Gdy Bóg chce kogoś pokarać…
Poziom lizusostwa i wazeliniarstwa w PiS przekracza wszelkie granice dobrych obyczajów. Ci ludzie dla zadowolenia prezesa partii gotowi są nie tylko ośmieszyć się, ośmieszyć ideę której służą ale również popełnić przestępstwo. Koronnym tego przykładem może być zachowanie Morawieckiego i Sasina w sprawie drukowania „makulatury wyborczej” na wybory 10 maja, przy których upierał się "zwykły poseł". Obaj popełnili przestępstwo przekroczenia uprawnień i za to powinni ponieść konsekwencje. Morawiecki, bo podpisał dokument zezwalający na druk „makulatury wyborczej”, na dwa dni zanim na podstawie ustaw dotyczących pandemii PiS przepchnął te uprawnienia. Sasin, za sam druk. Dziś jak to często bywa w sprawach karnych panowie nawzajem obwiniają się o narażenie państwa na zupełnie niepotrzebne straty. Ale na razie, dzięki przejęciu prokuratury przez Ziobro, wzorem czasów PZPR, kiedy to politycy decydowali o wyrokach to odważna prokurator Wrzosek, a nie ten, którego zamierzała w tej sprawie przesłuchać, poniosła konsekwencje. "Kasta" Ziobro była szybka, procedura sprawdzania zgodności działań Sasina z prawem trwała zaledwie 3 godziny, po czym "kasta" uznała, że przestępstwo nie jest przestępstwem, i „nikt im nie wmówi, że białe jest białe”. Dziś wiemy, że decyzje te naraziły podatnika na stratę 5 mln zł, o które chce się upomnieć kandydat Konfederacji na prezydenta Krzysztof Bosak. Tylko czy znajdzie się jeszcze jeden bohaterski prokurator jak prokurator Wrzosek, by walczyć o nasze, polskiego podatnika, pieniądze?
Całą sprawę oceniając uczciwie, to nie Sasin powinien za tę makulaturę, a także jej utylizację, zapłacić. Uczciwszym rozwiązaniem jest, co zaproponował również Bosak, by kwotą tą obciążyć dotacje jakie z naszych podatków otrzymuje PiS, bo tylko "ostatni leming" wierzy, że nie była to decyzja „zwykłego posła”, zrealizowana przez posłuszne mu marionetki, w strachu o swój stołek.
Ale sytuacja rozwija się dalej. W programie radiowym będącym ikoną naszej kultury muzycznej, programie na którym wychowały się pokolenia melomanów, „Lista przebojów radiowej trójki”, Marka Niedźwieckiego pierwszą pozycję zdobył utwór Kazika krytykujący to na co z niesmakiem patrzył każdy Polak. Gdy Polakom zabroniono odwiedzania grobów zmarłych „zwykły poseł” śmiejąc się nam w twarz, chodził po zarezerwowanym tylko dla siebie cmentarzu, bo jego ból był większy niż ból każdego z Polaków. Tylko on miał „przepustkę” do wstępu limuzyną na zamknięty dla Polaków cmentarz Powązkowski .Tak, piosenka Kazika oddaje uczucia większości Polaków, ale z narzuconych przez PiS władz radia poszła informacja dla „narodu głupiego, co wszystko kupi” iż wyniki były „sfałszowane”. Pokryjmy śmiechem od dawna graną melodyjkę, jak PiS przegrywa to wybory sfałszowane, jak wygrywa to nadzwyczaj uczciwe. „Pan doktor kazał przytakiwać”, niech sobie „lemingi” w to wierzą.
Popatrzmy na to od strony Polaka, człowieka inteligentnego, odpornego na propagandę TVPiS. Koszty są wysokie, nie tylko utraciliśmy ikonę naszej kultury muzycznej, na której wielu z nas uczyło się smakować w muzyce. Każdy, kto pamięta lata 80 poprzedniego wieku pamięta utwory tego jednego z najlepszych okresów muzyki rokowej. Zespoły Perfekt, Budka Suflera, Obywatel GC, Republika… na wymienienie wszystkich nocy by zbrakło. Artyści, wytwórnie odmawiają prawa Radia PiS do odtwarzania utworów, do których oni mają prawo i to wszystko zniszczono, tak jak zniszczono wieloletnią tradycję chodowi konia arabskiego w Polsce, by rano w pokłonach wypowiedzieć jakże znaną formułkę „prezesie, zadanie wykonano”. Czyżby chciano nam w zamian zaoferować „Listę przebojów Zenona Martyniuka”?
Nie ulega wątpliwości, że działanie to przyniesie PiS pyrrusowe zwycięstwo, o czym mówi wielu polityków PiS. Nie wszyscy Polacy słuchają „Listy przebojów…” i pewnie utwór ten usłyszał by jakiś odsetek Polaków, dziś dzięki „dziełu wazeliniarzy” większość Polaków utwór ten wysłuchało. Na samym yotube mamy ponad 5 milionów odsłon, licząc różne wersje, a ile ich jest jeśli dołożyć inne media? Wspaniała promocja dla Kazika i pokazanie jak na dłoni, że PiS na wazelinie się trzyma. Cóż więcej można było uzyskać z jednej piosenki? Dla tych, co jeszcze nie słyszeli, czyli drogi czytelniku oceń to sam. „Twój ból po stracie bliskiego i chęć odwiedzenia jego grobu” był mniejszy niż bólu „zwykłego posła”?
Nasze polskie przysłowie mówi, „gdy Bóg chce kogoś pokarać, to mu rozum odbiera”. Wydaje się, że właśnie Bóg pokarał „wazeliniarzy z nadania PiS”. Źródło: niepoprawni.pl
- Kaczyński powinien zapłacić za zbyt wczesny wydruk kart do głosowania!? No tak tylko mamy tzw. demokrację, a ona polega na tym że jeden decyduje a wszyscy odpowiadają za wydane i realizowane autokratyczne decyzje. Demokracja to nie system sprawowania władzy, a system utrzymujący ludzi w niewoli, i obarczający ich...odpowiedzialnością za tą niewolę.
- A ja nie słuchałem Kazika, znaczy się próbowałem, ale po kilku sekundach zrezygnowałem pomimo że Kartofel strasznie mnie piecze!?
Z forum: Znana polska wokalistka, Doda, zabrała głos w głośnej aferze wokół Trójki Polskiego Radia. Wypomniała muzykom i ich menadżerom hipokryzję.:- A co do cenzury w mediach, to zwracam się do moich szanownych, znajomych muzyków choć, może nawet bardziej menadżerów: od lat jesteśmy cenzurowani za pomocą tak zwanych "badań" w stacjach komercyjnych. wszyscy wiemy jak to wygląda i jaka to jest jebana ściema. więc może w końcu szanowne rozgłośnie ustalą jawny cennik: ile za "piosenkę tygodnia", "miesiąca" itp. zamiast zamiatać "gifty" pod stołem a Wy (menadżerowie) nie będziecie musieli zmagać się z hipokryzją, krzycząc teraz na lewo i prawo o cenzurze w Trójce...” 
17 05 2020 Policja użyła siły wobec protestujących. Politycy i eksperci nie zostawiają na funkcjonariuszach suchej nitki (film).
Strajk przedsiębiorców zorganizował kandydat na prezydenta Paweł Tanajno. Wydarzenie przyciągnęło wielu polityków opozycji (głównie KO), w tym m.in. senatora Jacka Burego i posłankę Klaudię Jachirę – oboje zostali zatrzymani.
Adres filmu: https://twitter.com/i/status/1261670157312765953
„Strajk przeciwko rządom PiS, apolityczny. Policja wyprowadza uczestników protestu. Bez podstawy prawnej. Nie mieli imienników. Nie poinformowali, dlaczego zatrzymują. Pokazałam legitymację. Szarpali mnie, naruszono immunitet. Przeżyje, wolność nie. Nie zostawię tak tego. Murem za obywatelami!” – napisała Jachira. Jeszcze gorzej policja obeszła się z pozostałymi uczestnikami zgromadzenia, którzy zostali potraktowani gazem i tzw. środkami przymusu bezpośredniego. „Dostaję w wiadomościach prywatnych relacje stamtąd. To, czy jest to protest legalny, czy nie, czy policja powinna zezwolić na jego swobodny przebieg, to ciężko mi wyrokować. Jednak z filmów, które ja widziałem, użycie gazu wobec protestujących, było kompletnie bezzasadne.  Do tego nieumiejętne” – powiedział na antenie TVN 24 ekspert ds. bezpieczeństwa Marcin Samsel. Specjalista dodał również, że funkcjonariusze policji sami znaleźli się w obrębie działania gazu i rozpylali ten środek zza swoich pleców. „Ustawa o użyciu środków przymusu mówi jasno, kiedy policja może takiego gazu użyć i ja nie widzę takiego uzasadnienia. Tam nie było bezpośredniego ataku na policjantów, zagrażającego ich życiu. Wystarczy siła fizyczna” – dodał. „Myślę, że troszkę dowodzący akcją przesadzili z eskalację agresji. To może się odbić negatywnie w ich stronę. Walka z tłumem to wyższa szkoła jazdy policyjnej. Tu trzeba dużych umiejętności i oszacowania ryzyka, co ten tłum może zrobić” – podsumował Samsel.
Głos w sprawie rozbicia protestu przez służby zabrał też Rafał Trzaskowski (KO): „Nie zgadzam się aby Warszawa, ani żadne inne miasto w Polsce było miejscem, w którym policyjna pałka jest jedynym argumentem rządu. Potrzebny jest dialog, a nie przemoc” – napisał na Twitterze kandydat w zbliżających się wyborach. Protestujący przedsiębiorcy domagają się m.in. odszkodowań, obniżek ZUS i VAT, dymisji premiera Morawieckiego i ministra zdrowia Szumowskiego, redukcji etatów w administracji publicznej oraz… obniżenia wynagrodzenia do minimalnej krajowej w ministerstwach, funduszach skarbu państwa i agencjach.  Źródła: natemat.pl, wp.pl
Morawiecki uruchomił nowe narzędzia pomocy przedsiębiorcom, pała + gaz!? Znam przedsiębiorców co wyprzedają samochody, maszyny etc by przetrwać, oni już w żadną pomoc od Morawieckiego nie wierzą, mówią, że ta pomoc jest skierowana tylko „do swoich”!? Nie znam przedsiębiorcy który by taką pomoc otrzymał!? No chyba ze o takie firmy chodzi: SZUMOWSKI STRACI STOŁEK? PONAD 70 MLN ZŁ OD PAŃSTWA DLA JEGO BRATA. W ciągu ostatnich kilku lat (2017-2020) państwo polskie miało hojnie wspierać firmę brata ministra zdrowia. OncoArendi Therapeutics - spółka zarządzana przez Marcina Szumowskiego - dostała co najmniej 74 miliony złotych dotacji - ujawnił "Fakt".
Z forum: - No to PRL w pełnej krasie początków lat 80-ych. A to dopiero początek tego, co się będzie działo po wygranych przez Dudę wyborach prezydenckich! Nie bez powodu w ostatnich miesiącach policja zakupiła specjalne samochody do przewożenia aresztowanych na demonstracjach oraz armatki wodne do tłumienia demonstracji. Pisowski rząd będzie bez litości tłumił każdy strajk i każdą demonstrację obywateli, a w końcu wprowadzą stan wyjątkowy i godzinę policyjną. Konflikt będzie tylko przybierał na sile, bo coraz więcej Polaków będzie bez pracy i nie będzie miało za co żyć. A przy tym jeszcze ciągle są informacje o rozbudowywaniu administracji państwowej, o kosmicznych wręcz sumach pensji i nagród funkcjonariuszy pisowskich, bagatelizowanie pandemii i problemów ludzi.
- Któryś raz z rzędu powtarzam, to nie jest już policja ale pełną gębą milicja obywatelska. Nie róbmy nic a kolejne pięć lat rządów grupy przestępczej doprowadzi do całkowitego upadku Polski i nie będzie już odwrotu. Czekam kiedy karaluch pozamyka granice, pozabiera majątki a po paszporty będzie się chodzić na milicję.

17 05 2020 Senator Jacek Bury: „Zostałem siłą wrzucony do suki policyjnej”.
Wczoraj w Warszawie doszło do dużego i dynamicznego protestu przedsiębiorców. Podczas manifestacji zatrzymany został senator Koalicji Obywatelski Jacek Bury. Policja twierdzi, że polityk sam wszedł do samochodu policjantów i nie chciał wyjść. – „W związku z czynną napaścią na funkcjonariuszy użyto środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej i gazu. W trakcie naszych działań nie zatrzymano, żadnej osoby posiadającej immunitet. Podkreślamy, że senator wszedł do radiowozu i nie chce go opuścić. W związku z powyższym radiowóz pozostał na Placu Zamkowym” – napisała na Twitterze warszawska policja. Senator uważa, że sytuacja miała inny przebieg i policjanci użyli wobec niego siły. Politykowi miano podciąć nogi i następnie uderzyć go w plecy. – „Zostałem siłą wrzucony do suki policyjnej, bo inaczej tego nie można nazwać. Nie szanuje się w tym kraju immunitetu, nie szanuje się obywateli. Każdy obywatel ma prawo do tego, aby demonstrować. Tylko stany wyjątkowe, które są opisane w konstytucji, dają naszemu państwu możliwość odbierania prawa do demonstracji i wolnego przemieszczania się. Takiego stanu nie mamy, więc policja nie ma prawa pokojowo demonstrujących ludzi w ten sposób traktować” – twierdzi. Przedstawiciel KO dodał, że tłumaczenia warszawskiej policji są po prostu niewiarygodne. „To, co policja mówi to są rzeczy godne najlepszych szkół propagandy. Myślę, że blisko współpracują z Jackiem Kurskim” – powiedział.
Do interwencji policjantów względem senatora miało rzekomo dojść po tym, gdy polityk stanął w obronie mężczyzny szarpanego przez funkcjonariuszy.
„Ja jako obywatel, jako człowiek, który nie godzi się na takie działania władzy, po prostu stanąłem w jego obronie. Stanąłem policjantom na drodze, powiedziałem, że jestem senatorem i poprosiłem, żeby mi powiedzieli, na jakiej podstawie zatrzymują tego spokojnie przemawiającego człowieka” – wyznał przedstawiciel opozycji. – „Policjanci powiedzieli mi, że jestem zatrzymany na podstawie artykułu takiego a takiego. Ja powiedziałem: ‘Chwila! Panie policjancie, pan jest pewien? Ja jestem senatorem, mam immunitet’. Policjant zaczął się konsultować z jakimś przełożonym przez radio i powiedział: ‘Pan senator może wyjść, a panowie zostają’. Powiedziałem, że w ten sposób nie będziemy zamiatać sprawy pod dywan i proszę, żeby dowódca przyszedł i powiedział, kto podjął decyzję o takim bezprawnym działaniu” – dodał. Polityk stwierdził, że nie chciał wyjść z radiowozu dlatego, bo inni zatrzymani zostaliby wywiezieni i doszłoby do wyciszenia tej skandalicznej sprawy.
- Siedząc już w samochodzie, dowiedziałem się, że policja twierdzi, że sam tam dobrowolnie wszedłem i okupuje im ten samochód. Co do drugiego można się zgodzić. Ponad dwie godziny żądałem, żeby przyszedł dowódca akcji i wytłumaczył dlaczego zostałem potraktowany w ten sposób i dlaczego użyto siły wobec senatora. Nie doczekałem się. Policja nie ma odwagi, by przyjść i powiedzieć, dlaczego biją ludzi. Takie rzeczy działy się za komuny - podsumował senator.
Źródło: tokfm.pl, polsatnews.pl
Z forum: Policja Warszawa- Niestety mamy do czynienia z przypadkami agresji wobec policjantów. W związku z czynną napaścią na funkcjonariuszy użyto środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej i gazu. 
Minister Prawda: - Przekaz "granatowej milicji" rodem z czasów głębokiego socjalizmu. Wbrew temu, co uwieczniły kamery. Nie oczekujcie ani szacunku, ani wdzięczności społeczeństwa, skoro występujecie przeciw niemu i wysługujecie się władzy. "Ślubuję służyć wiernie Narodowi". PiS to nie Naród. 
16 05 2020 Trzaskowski nie zdradził Warszawy.
Dla obrony demokracji w Polsce pałac prezydencki jest znacznie ważniejszy niż stołeczny ratusz. 
W ten weekend w internecie mamy w wysyp komentarzy krytykujących decyzję Koalicji Obywatelskiej, która zmieniła kandydata w wyborach prezydenckich. Oceniając po treści i tonacji, można się domyślić, że autorami sporej części tych wpisów są przeciwnicy PO, niektórzy to pewnie płatni trolle. Wyraźnie więc widać, że po wejściu Rafała Trzaskowskiego do gry PiS poczuł się zaniepokojony. Politycy partii rządzącej nieoficjalnie zapowiadają, że w kampanii wyciągną dwa rzekome haki na nowego kandydata – wspieranie środowisk LGBT oraz KOD-u. Tak, to rzeczywiście straszna „zbrodnia”: Trzaskowski podpisał deklarację, że jako prezydent Warszawy nie będzie dyskryminować ludzi homoseksualnych, a stołeczny urząd zgodnie z prawem i cywilizowanymi standardami traktuje organizacje środowisk LGBT jako pełnoprawnych partnerów społecznych. Co do Komitetu Obrony Demokracji – nic nie wiem na ten temat, ale gdyby ratusz rzeczywiście wspierał tę inicjatywę, byłaby to rzecz ze wszech miar godna pochwały. Zapewne jednak jakaś część internetowych komentarzy została napisana przez rzeczywistych zwolenników opozycji – warto więc przyjrzeć się podnoszonym zarzutom i odpowiedzieć na nie. Oto one
1.Lepszym od Trzaskowskiego kandydatem byłby Radosław Sikorski, który jest twardym wojownikiem. Nie wiem, skąd to przekonanie. Niepokój w PiS-ie dowodzi, że sami politycy władzy tak nie myślą i uznają Trzaskowskiego za groźnego przeciwnika. Sondaże zaś wskazują, że właśnie Trzaskowski ma największe szanse zagrozić Andrzejowi Dudzie. Wynik Sikorskiego jest tu gorszy.
2.Koalicja Obywatelska powinna była wycofać Kidawę-Błońską i nie wystawiać własnego kandydata, popierając Władysława Kosiniaka-Kamysza lub Szymona Hołownię. To absurdalna i samobójcza propozycja. Partia, która nie startuje w wyborach, sama podpisuje na siebie wyrok i przyznaje się do słabości. Ten szkolny błąd zrobiła w wyborach prezydenckich 2000 roku Unia Wolności, co rychło zaowocowało jej kryzysem wewnętrznym i rozpadem. Na gruzach Unii Wolności wyrosła wtedy Platforma Obywatelska. Poza tym wcale nie jest oczywiste, czy konkurenci życzyliby sobie takiego poparcia i czy rzeczywiście pomogłoby im ono, czy raczej zaszkodziło. Szczególny powód do niepokoju mógłby mieć Szymon Hołownia, który prezentuje się jako kandydat obywatelski i podkreśla swą niechęć do „partyjniactwa”. Poparcie jednej z partii politycznych mogłoby się więc dla niego okazać pocałunkiem śmierci.
3.Trzaskowski to „zdrajca Warszawy”. Zostawia stolicę na pastwę wroga, bo PiS będzie mógł wprowadzić tu swego komisarza. Jeśli Trzaskowski wygra, to rzeczywiście będzie musiał opuścić warszawski ratusz, a rząd PiS będzie mógł przejściowo ustanowić tu swojego komisarza. Tyle tylko, że tak jak Paryż dla protestanckiego króla wart był katolickiej mszy, tak prezydentura kraju okupowanego przez PiS warta jest czasowego – podkreślmy to: tylko na krótki czas! – poświęcenia prezydenckiego fotela w stolicy.
Przecież z punktu widzenia obrony demokracji i praworządności w Polsce stanowisko prezydenta państwa jest znacznie ważniejsze niż fotel prezydencki w stołecznym ratuszu. Jeśli Trzaskowski zostanie głową państwa, będzie to oznaczało zmierzch „dobrej zmiany” – PiS straci możliwość realizowania swej antykonstytucyjnej polityki, nastąpi zmiana klimatu politycznego w Polsce i można będzie się spodziewać przyspieszonej erozji obozu władzy. Poza tym przejściowe powołanie komisarza stolicy, nie będzie oznaczać, że Warszawa wpadnie w łapy PiS, bo przecież opozycja w radzie nadal będzie mieć większość i namiestnik Kaczyńskiego nie będzie mógł działać w sposób nieskrępowany. Wydaje się też oczywiste, że w przedterminowych wyborach, które będą musiały się odbyć, ponownie zwycięży przedstawiciel któregoś z ugrupowań opozycyjnych, najprawdopodobniej KO.
No i na koniec argument najważniejszy: decyzja o wysunięciu kandydatury Trzaskowskiego została już podjęta, a więc klamka zapadła. Nie czas więc na dywagacje i rozpatrywanie alternatywnych scenariuszy, co było gdyby… Zwolennicy KO zamiast strzępić język po próżnicy muszą się teraz zmobilizować, by w krótkim czasie zgromadzić wymagane 100 tys. podpisów. Można się spodziewać, że PiS stworzy maksymalnie niekorzystne warunki i wyznaczy krótkie terminy. To dopiero byłaby klęska i kompromitacja, gdyby obozowi KO, nie udało się sprostać temu zadaniu. A więc dość gadania i wszystkie ręce na pokład! Wojciech Maziarski. Źródło koduj24.pl
- Trzaskowski wygrał Warszawę, ale z Dudą nie ma szans!? Bo prezydenturę kraju zdobywa się poza Warszawą. W małych miasteczkach a tam RT będzie zbyt salonowy. Po drugie porzuca Warszawę i wielu jego wyborców uzna, że na pastwę PiS. Gronkiewicz- Walc powinna ubiegać się o fotel prezydenta RP, sprawdziła się jako szefowa NBP, i jako prezydent stolicy!? Gdyby nie ta reprywatyzacja!?
- Świat przewraca się do ogry nogami Jego Lordowska Mość Radosna Sikorka, marzył o fotelu prezydenta RP, a taśmy jeszcze nie odkleiły mu się od nóg!?
- Czy Jaki ma szansę zostać komisarzem!? Chyba nikt w to nie wierzy!? Dopiero by przewertował papiery!? Gronkiewicz- Walc powinna ubiegać się o fotel prezydenta RP, sprawdziła się jako szefowa NBP, i jako prezydent stolicy!? Gdyby nie ta reprywatyzacja!?
Z forum: A co do Hołowni to dopiero co czytałam w necie artykuł na temat finansowania jego kampanii wyborczej. Okazuje się, że Hołownia wcale nie jest takim „obywatelskim” kandydatem, za jakiego chce uchodzić i wcale nie finansuje z własnych funduszy i ze zbiórki swojej kampanii. W artykule mowa jest, że kampanię finansują i przy niej pracują biznesmeni, którzy częściowo powiązani są z PiS. Jednym z nich jest biznesmen oskarżany o wręczanie łapówek pisowskiemu senatorowi Kogutowi – wobec biznesmena prowadzone jest śledztwo przez CBA. Nie chcę krakać, ale w razie czego będą z tego powodu problemy. Poza tym powiązani z Hołownią biznesmeni mówią, że Hołownia przygotowywał się do startu w wyborach prezydenckich od lat. Moje pytanie brzmi, czy w tych przygotowaniach maczał paluchy polski kler, bo Hołownia całe życie był powiązany z katolickimi mediami, gdzie publikował swoje felietony. Całość do przeczytania na portalu wprost. Polecam gorąco! 
15 05 2020 Kamil Zaradkiewicz jako p.o. I Prezesa Sądu Najwyższego to już…historia.
Pełniący obowiązki I prezesa SN, Kamil Zaradkiewicz, ogłosił dziś rezygnację ze stanowiska – prezydent wybrał jego następcę, którym jest Aleksander Stępkowski. Zaradkiewicz objął stanowisko po zakończeniu kadencji prezes Małgorzaty Gersdorf. Sędzia został wybrany na to stanowisko przez prezydenta Andrzeja Dudę; podczas krótkiego urzędowania tymczasowy przewodniczący wdał się w konflikt z członkami Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego. Część sędziów organu nie uznawała sposobu wyboru członków Komisji Skrutacyjnej. Zaradkiewicz uznał to za przejaw walki politycznej i jeszcze bardziej zaognił spór, który przybrał formę starcia między sędziami SN wybranymi przez KRS i neo KRS.  Kilkudziesięcioosobowa grupa sędziów w końcu poprosiła Andrzeja Dudę o dymisję Zaradkiewicza. Tymczasowy przewodniczący sam jednak zdecydował o rezygnacji.
Kancelaria Prezydenta wydała już oficjalne oświadczenie i wskazała w nim na nowego pełniącego obowiązki I prezesa SN: „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Pan Andrzej Duda w związku z rezygnacją sędziego Sądu Najwyższego Pana Kamila Zaradkiewicza, z dniem 14 maja 2020 r., z wykonywania obowiązków Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, postanowieniem z dnia 14 maja 2020 r. z dniem 15 maja 2020 r. powierzył sędziemu Sądu Najwyższego Panu Aleksandrowi Stępkowskiemu wykonywanie obowiązków Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, w tym kierowanie Sądem Najwyższym, do czasu powołania Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego” – czytamy w piśmie.
Wspomniany Aleksander Stępkowski wywołał skandal w 2018 r., kiedy podczas gorącego kryzysu konstytucyjnego wokół Sądu Najwyższego, ogłosił swoją kandydaturę do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – został wtedy skrytykowany przez grupę wykładowców Wydziału Prawa i Administracji UW. „Ubieganie się w tych warunkach o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego jest zachowaniem, które wspiera działania noszące znamiona deliktu konstytucyjnego i godzi w zasady etyki zawodu prawnika. To postępowanie sprzeniewierza się zarazem wychowawczym powinnościom nauczyciela akademickiego i przysiędze doktorskiej, dlatego budzi nasz zdecydowany sprzeciw” – napisali naukowcy. Czy taki kandydat będzie rzetelnie wypełniał swoje obowiązki?
Źródła: tokfm.pl, tvn24.pl
- No to teraz czas na wbicie się w piżamę oraz grzybową, i nocny marsz do SN na obrady.
- Zgromadzenie SN przypomina pospolite ruszenie w każdym calu! Jeżeli niektórzy sędziowie nie wiedzą co znaczy kółko przy nazwisku kandydata na I Prezesa SN, to Boże uchowaj nas od takich sędziów.
Z forum: - Radio ZET NEWS. Kamil Zaradkiewicz: moja rezygnacja z przewodniczenia Sądu Najwyższego jest wyrazem protestu wobec utrudniania prac Zgromadzenia Ogólnego sędziów SN.
Nadzwyczajna kasta sie zakiwa..Ludzie widza bute,chamstwo i granie na nosie Polsce..PAMIETAJCIE O TYM FUNKCJONARIUSZE IIIRP W TOGACH . - napisał internauta
- Oto nowy „orzeł” godny swego poprzednika – Aleksander Stępkowski. Po powołaniu przedstawił się na konferencji prasowej i zapowiedział swoje priorytety : „pierwszy, drugi i trzeci „. Śmiech na sali. A to ci nowość, to może być tak wiele priorytetów ? Jak sama nazwa wskazuje i logika, priorytet jest jeden i tylko jeden. To tak , jakby powiedział : „po pierwsze primo, po drugie primo, po trzecie primo, itd”. Powoli pustoszeje rezerwowa ławka kadr pisiorów i sięgają po coraz gorsze egzemplarze. Tragedia, kto rządzi w tym kraju !

15 05 2020 Rafał Trzaskowski kandydatem KO na prezydenta Polski.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski jest kandydatem KO na prezydenta Polski. „Dzisiaj staję przed państwem jako kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej, biorąc na siebie olbrzymią odpowiedzialność walki o demokratyczną Polskę, walki o silne państwo, walki o demokrację. Nie będzie łatwo, będą nam rzucać kłody pod nogi. Ale im bardziej będą nas atakować, tym bardziej będziemy silni. I powiem państwu, wygramy te wybory, bo więcej jest ludzi dobrej woli, bo więcej jest ludzi, którzy mają dosyć zawłaszczania państwa, mają dosyć upolityczniania instytucji” – powiedział Rafał Trzaskowski. – „Idę walczyć o państwo, w którym samorządy są silne, bo to samorządy są blisko obywateli. Idę walczyć o państwo, które jest lojalnym, czasami trudnym partnerem w stosunkach międzynarodowych, ale które nie obraża wszystkich partnerów siedzących przy stole, dla którego bezpieczeństwo jest najważniejsze. Państwo silne, demokratyczne i oparte o to, co najważniejsze, o rządy prawa” – zadeklarował obecny prezydent Warszawy. Pojawiły się już pierwsze komentarze dziennikarzy dotyczące kandydatury Trzaskowskiego. – „PO gra va banque. Trzaskowski najlepiej wypadał w wew sondażach i ma sztandar zwycięzcy w Warszawie. Ale prezydenturę kraju zdobywa się poza Warszawą. W małych miasteczkach a tam RT będzie zbyt salonowy. Po 2. porzuca Warszawę i nawet wielu jego wyborców uzna, że na pastwę PiS” – uważa Mariusz Piekarski z RMF FM. – „Wystawienie przez PO Trzaskowskiego przemienia dynamikę wyborów. Jeżeli dojdzie do drugiej tury, to wszystko się może wydarzyć” – napisał Hubert Biskupski z „SE”. Renata Grochal z „Newsweeka” stwierdziła: – „Kampania MKB była nie do uratowania przez błędy sztabu i jej samej. PO dostała szansę zresetowania sytuacji i wybrała kandydata, który realnie może zagrozić PAD, a także Sz. Hołowni i W. Kosiniakowi-Kamyszowi, którzy liczyli na rozbiór PO. To będzie ciekawy pojedynek”. W mediach państwowych natomiast już rozpoczęła się kampania przeciw Trzaskowskiemu. Nazywany jest na tzw. paskach „człowiekiem-awarią”. Źródło: TVN24, Twitter
- A mnie tylko koni jest żal, bo prawdziwych cyganów mamy w nadmiarze!? Perfekcjonistka nie powinna być wybrana jak głowa państwa, bo wszystko schrzani dążąc do ideału, utopi!?
- Prezydent to takie piąte koło u wozu, to kolejne dublowanie stanowisk państwowych, by nagradzać nimi najwierniejszych z wiernych partii rządzącej!?
Z forum: Ta cała opozycja jest nie warta funta kłaków. Zamiast się wspierać, walczą między sobą, podszczypują, krytykują, ośmieszają. To woda na młyn pis. Dobrze, że pani Kidawa-Błońska dała sobie spokój z tymi nienormalnymi wyborami. Jest za kulturalna, za elegancka do tego towarzystwa. Niech te „samce” z przerostem ambicji, ogromnym parciem na prezydenturę zaczną walkę o żyrandol, jak to każdy z nich zapowiada. Nikt nie mówi o szlachetnej rywalizacji, a każdy o WALCE. To niech walczą, a Duda z pisiorami zacierają ręce. Tym sposobem, przy pomocy liderów opozycji Długopis ma reelekcję „w kieszeni”, nawet nie będzie musiał się zbytnio wysilać.  
14 05 2020 Pa, pa demokracjo, witaj dyktaturo! Pa, pa dyktaturo, witaj Kidawo!
Nie chcę dyktatury liderów, wielkich przywódców, chcę porządnego praworządnego administratora. Nie wydaje mi się, by epidemia wywołała jakieś radykalne zmiany w postrzeganiu świata, jaki mamy. Te zmiany już się dokonały, zwłaszcza w polityce. Nikt ich nie odtrąbił, mało kto zauważył. Wielu ubolewa dziś bowiem nad upadkiem demokracji. Niepotrzebnie. W Polsce od dawna nie ma już demokracji. Od 2015 roku była skutecznie, z błogosławieństwem wyborców, rozmontowywana. Dziś mamy de facto pełną jednoosobową dyktaturę. Słyszę utyskiwania na łamanie prawa, znieważanie Konstytucji, bezprawne działania rządu i pani marszałek. Nic podobnego się nie dzieje. Żyjemy już od jakiegoś czasu w systemie, w którym prawo stanowi wola dyktatora, a praworządnością jest bezwzględne wobec niego posłuszeństwo, co – jak obserwujemy – wielu przychodzi z wielką łatwością.
„Dobra zmiana” przyniosła nam radykalnie inne rozumienie prawa i sprawiedliwości. W teorii nazywa to się decyzjonizmem, co jest przeciwieństwem „imposybilizmu prawnego”, na który Kaczyński narzekał już wiele lat temu. I go pokonał, przy udziale wielbiących dyktatora rzesz. Prawa i Konstytucja ograniczają, demokracja jest systemem uciążliwych procedur i debat. Na szczęście już się go pozbyliśmy, nie tylko członkowie, ale i wyborcy PiS to doskonale rozumieją, tak jak nie rozumieją, czym jest demokracja i nie chcą jej. Żyli pod butem sekretarzy partii, potem pod butem biskupów, teraz pod butem Prezesa i biskupów, co traktują zapewne jako rodzaj pluralizmu. Życie pod butem (silnego przywódcy) jest fajnym życiem, bo nie trzeba podejmować żadnych decyzji ani niczego rozumieć, co najwyżej brać czasem udział w plebiscycie na lidera (zwanego prezydentem), który wpisuje się w tę samą logikę, którą ufundował nam prezes. Prezydent musi być przywódcą! Opozycja musi mieć przywódcę!
A ja nie chcę żadnego przywódcy, chcę kogoś kto będzie w pocie czoła (a nie w mediach) pracował nad odbudowaniem instytucji demokratycznych, nad kulturą wolności i debaty. Chcę, żeby był jednym z nas: nie showmanem, nie narcyzem, nie faszystą, nie cieniem biskupów. Jednak logika wymyślona przez prezesa staje się coraz bardziej wszechogarniająca. Lud chce lidera, co najmniej takiego jak Kaczyński: Tylko Szymon! Tylko Bosak! Tylko… Kidawa? Skąd! Nie ma jaj, nigdy nie stanie się Kaczyńskim, do której to roli pretendują wszyscy inni. A w mojej opinii, tylko Kidawa jest szansą na przywrócenie demokracji, politycznej kultury konsensusu, zdrowego rozsądku i troski. Tylko ona nie staje w szranki gry, zwanej szukaniem lidera, który pokona prezesa. Nie chcę dyktatury liderów, wielkich przywódców, chcę porządnego praworządnego administratora.
Magdalena Środa. Źródło koduj24.pl
Perfekcjonistka nie powinna być wybrana jak głowa państwa, bo wszystko zachrzani dążąc do ideału, utopi!?
Dlaczego wybór obecnej wicemarszałek Sejmu jest chybiony. – „Do walki z PiS ludzie szukali wojownika. Nadto szukali osoby, która wróci do korzeni PO, czyli przedstawi program centro-prawicowy, a nie centro-lewicowy. Tymczasem M. Kidawa-Błońska prezentuje się jako dobra, zatroskana ciocia. Tylko ludzie do pokonania PiS-u szukają kogoś innego niż ciocię!” – uważa Giertych.
"U cioci na imieninach
Są goście i jest rodzina,
Więc program się rozpoczyna
Do śmiechu no i do łez.
Wuj Michał jest za magika,
Szwagierka walczyka fika,
Brat szwagra odstawia byka,
A zięć torreadorem jest."
13 05 2020 „Zaradkiewicz bezradny wobec prawa”, czyli obrady Zgromadzenia Ogólnego SN odroczone.
– „SN: bezterminowe odroczenie przez K. Zaradkiewicza Zgromadzenia Ogólnego SN i zwrócenie się do PAD, by poprawił regulamin, który nie jest jasny, to de facto przyznanie się, że dotychczasowe dyktatorskie posunięcia były nielegalne, bo przecież nie uzyskały poparcia ZO. Jeszcze mamy SN!” – napisał na Twitterze dr Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego UJ. – „Odroczyłem obrady Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego i zamierzam niezwłocznie zwrócić się do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o rozważenie zmian regulaminu Sądu Najwyższego z uwagi na zaistniałe istotne wątpliwości interpretacyjne” – ogłosił Kamil Zaradkiewicz w piątym dniu posiedzenia, które miało wyłonić kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego. Dziennikarz RMF FM Tomasz Skory zadał na Twitterze kilka pytań Zaradkiewiczowi: – „Pan sędzia Zaradkiewicz oczywiście wie, że zmiana regulaminu Sądu Najwyższego wymaga zaopiniowania przez Prezydium SN? Fajosko. I wie też, kto wchodzi w skład Prezydium? Cudownie, bo to znaczy, że wie też, że będąc tylko p.o. Pierwszego Prezesa nie jest członkiem Prezydium?”. Były rzecznik SN sędzia Michał Laskowski powiedział, że nie wie, co spowodowało decyzję Zaradkiewicza. – „Być może była to prosta kalkulacja: wskazanie kandydatów w takim trybie jest nieopłacalne, bo opinia publiczna w Polsce i za granicą może stwierdzić: wybory nie były prawidłowe. Nie ma co ogłaszać triumfu albo cieszyć się z tego, co się stało, bo nie wiemy, jak to się zakończy. Chcielibyśmy, by regulamin pana prezydenta zawierał treści, które są zgodne z prawem” – stwierdził Laskowski.
Dodał, że do Kancelarii Prezydent wpłynął wniosek sędziów o zmianę osoby przewodniczącego ZO SN. – „Chodzi o sposób procedowania przez Kamila Zaradkiewicza” – powiedział sędzia Laskowski.  Sędziowie zapowiedzieli także, że złożą zawiadomienie do prokuratury w związku z przekroczeniem uprawnień przez pełniącego obowiązki I prezesa SN. – „Zaradkiewicz bezradny wobec prawa, tym gorzej dla prawa. Prawo trzeba zmienić, by obsadził pisowskiego prezesa SN”; – „To już kolejny pisowski nominat, którego zadanie przerosło” –  komentowali internauci. A prof. Wojciech Sadurski podsumował: – „Cholera. Czy Wy, prawdziwi sędziowie SN, nie możecie raz zachować się jak Gary Cooper, zebrać się nie zważając na Piżamowca, ogłosić, że nie daje on rękojmi prawidłowego prowadzenia obrad, wybrać własnego Przewodniczącego Zgromadzenia i przeprowadzić normalnego głosowania?”. Źródło: tvn24.pl, Twitter
Kaczyński odpuścił, i wyborów długo w Polsce nie będzie, bowiem opozycja wszystko będzie blokowała!? Teraz pozostał tylko przewrót, by wrócić do normalności, czyli Polska bez Kaczyńskiego i Tuska!? 
12 05 2020 SN ostatni bastion postkomuny.
Sędziowie w SN bronią ostatniego bastionu postkomuny tak jak Żydzi bronili twierdze Masada przed Rzymianami. Trwało to długo, obrońcy Masady aby nie poddać się Rzymianom, popełnili zbiorowe samobójstwo. Oczywiście nie podpowiadam sędziom takiego rozwiązania, przypominam tylko , że niektórzy sędziowie zostali mianowani do SN jeszcze przez  Radę Państwa PRL , inni przez małojców Jaruzelskiego, przypuszczam, że sędziowie SN będą robili obstrukcje, do granic możliwości. Jeżeli  niektórzy stetryczali sędziowie nie wiedzą co znaczy kółko przy nazwisku kandydata na I Prezesa SN, to Boże uchowaj od takich sędziów.
Starzy sędziowie dokonują obstrukcji tych obrad, formułując absurdalne wnioski formalne – oceniał w poniedziałek wiceszef MS Sebastian Kaleta. 
- Jednocześnie mamy obraz swoistego, bym powiedział wręcz, przedszkola, bo jeśli sędziowie, którzy mienią się "elitą", w ten sposób lekceważą prawo, w ten sposób lekceważą bardzo jasne procedury i pokazują, że wszystkie działania, które podejmują, służą temu, by nie wykonać obowiązkowych przepisów ustawy, to mamy bardzo niebezpieczny precedens. W SN „starzy sędziowie” chcą w myśl zasady wypowiedzianej przez  panią Holland  „żeby było tak jak było” , żeby było tak, że sędziowie SN uniewinniają sędziego oskarżonego o kradzież 50 zł a orzeczeń w tym stylu była cała masa. Starsi stażem sędziowie boją się zmian jak diabeł święconej wody, a ci sędziowie, którzy mają być elitą wśród sędziów, okazują się nie sędziami, ale partaczami w tym szacownym zawodzie. Oczywiście sędziowie, którzy byli ”pod skrzydłami ” radczyni prawnej TVN, która z nominacji Komorowskiego została I Prezesem SN, a która przypomnę donosiła na Polskę, nazywała się I Prezesem SN na uchodźstwie nie są zadowoleni z próby zmiany w SN i robią wszystko , żeby do tego nie dopuścić, a jeżeli nastąpi zmiana, żeby kandydatem na I Prezesa SN był ktoś z ich grona, a nie daj Boże ktoś z nowych sędziów SN. Źródło: niepoprawni.pl
Zgromadzenie ogólne SN i sędziwie nie potrafią zrozumieć zasady głosowania, przy wyborze komisji skrutacyjnej!? Cyrk dzieci w przedszkolu zrozumiały, to kim są do diaska sędziwie SN!?

12 05 2020 Polski rząd w tajemnicy zaciągnął kolejny dług. Gigantyczna kwota.
Ministerstwo Finansów bez podania do publicznej wiadomości wyemitowało obligacje warte 78 mld zł. Oznacza to tyle, że zaciągnęliśmy właśnie niemały, bo sięgający prawie 3 proc. PKB dług, który będą jeszcze spłacać przyszłe pokolenia.  "Według danych KDPW, 16 kwietnia wyemitowano 3 serie obligacji Skarbu Państwa łącznie za 30 mld zł, a dodatkowo od 8 kwietnia wyemitowano papiery serii OK0521 za 48 mld zł. Daje to łącznie emisje o wartości 78 mld zł, o których do tej pory nie informowało Ministerstwo Finansów" – czytamy w komunikacie PAP. Niestety, wszystko wskazuje na to, że rząd pożyczył pieniądze za naszymi plecami. Najprawdopodobniej wyemitował specjalne obligacje dla wybranego odbiorcy – zapewne dla Banku Gospodarstwa Krajowego.
Przed pandemią rekordowy przyrost długu Skarbu Państwa w ciągu jednego miesiąca wynosił niecałe 25 mld zł. W marcu wzrost sięgnął aż 40 mld zł, a na wynik z kwietnia trzeba jeszcze poczekać, ale na pewno będzie rekordowy.  Tajemnice i manipulacje. Niestety nasz rząd niechętnie mówi o rosnącym dług. Kwietniową emisję obligacji przemilczał, a lutową próbował przedstawić jako niebywały sukces. Przypomnijmy, dwa miesiące temu  Polska sprzedała obligacje za 1,5 mld euro – taka informacja obiegła polskie media. Rząd, chwaląc się swoim „osiągnięciem”, powiedział wtedy, że po raz pierwszy na przetargu publicznym na rynku euro udało się Polsce sprzedać dług o ujemnej rentowności wynoszącej 0,1 proc. Tak naprawdę nie było to jednak żaden sukces rządu: zaciągnęliśmy wtedy niemały dług, który będą jeszcze spłacać przyszłe pokolenia. Do tego w euro, czyli obarczony ryzykiem walutowym. Ci, którzy spłacają kredyty we frankach, doskonale wiedzą o czym mowa.
Jak trzeba rozumieć emisję obligacji? Obligacje to po prostu pożyczka dla rządu przeznaczona na sfinansowanie deficytu budżetowego, czyli wydatków budżetowych przewyższających wpływy. Rząd może pożyczać od swoich obywateli, emitując obligacje w złotych, lub od podmiotów zagranicznych, emitując obligacje w innej walucie, np. w euro. – Rząd potrzebuje pieniędzy, bo wciąż wydaje więcej niż wynoszą jego dochody (budżet bez deficytu to tylko kreatywna księgowość – państwo jako całość się zadłuża dalej) – wyjaśniał w rozmowie z INNPoland.pl dr Aleksander Łaszek.
Źródło innpoland.pl
Morawiecki może nadal szaleć na lokatach w bankach leży około 800 mld złotych oszczędności!? Wystarczy, że da kilka procent, i zacznie się szaleństwo, znowu światowi spekulanci wagonami będą wywozili pieniądze z Polski!?

12 05 2020 Stadnina koni w Janowie została zupełnie zdewastowana! 
Prokuratura nie bada obecnych problemów instytucji, woli zajmować się przeszłością. O sprawie napisała „Rzeczpospolita”, której autorzy nie zostawili na prokuraturze suchej nitki.  Śledztwo ws.  nieprawidłowości w stadninie pod rządami Marka Treli jest przedłużane i tym razem termin jego rozstrzygnięcia przesunięto na 9 sierpnia. – „Jestem przekonany, że 9 sierpnia prokuratura znajdzie kolejny pretekst. Chodzi o to, żeby przedłużać śledztwo w nieskończoność. Bo jeśli je umorzą, przyznają, że minister Jurgiel kłamał” – powiedział zajmujący się końmi red. Marek Szewczyk. Dziennikarze zwrócili również uwagę na gigantyczną skalę kosztów finansowych, jakie poniesiono przez niegospodarność i błędy w zarządzaniu obiektem w Janowie. – „W efekcie ciągłych zmian i błędów w zarządzaniu stadnina zaczęła notować straty, np. 3,3 mln w 2018 roku. A w 2019 roku kontrola przeprowadzona w przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa wykazała, że hodowane w stadninie krowy, które miały poprawić rentowność, przebywają w ‘dramatycznie złych warunkach sanitarno- higienicznych, żywieniowych’” – napisano na łamach dziennika. Także anonimowi współpracownicy „Rzeczpospolitej” podkreślają, że obecny stan finansów i samych koni jest po prostu tragiczny: – „Brakuje opieki weterynaryjnej i kowala, więc konie mają nieprzycinane kopyta. Trudna jest sytuacja ekonomiczna. Klacze wylicytowane na zimowej aukcji się wyźrebiły i nie wiadomo, czy klienci za nie zapłacą” – przyznał informator pisma. Śledczy – zdaniem dziennikarzy „Rzeczpospolitej” – nie zajmują się obecnymi problemami stadniny, co tylko pogarsza jej i tak opłakany już stan… – „To jedno z najbardziej upolitycznionych śledztw. Jak w lustrze odbija się w nim sposób działania naszego aparatu rządzącego, który wykorzystuje prokuraturę do swoich celów” – podsumował przywołany wcześniej M. Szewczyk.
Źródła: rp.pl, onet.pl
- Stadnina to czubek góry lodowej, debile z pisu roztrwonili cały majątek, nic już nie zostało.
- Ziobro bez wyroku będzie konfiskował wszystko co tylko będą chcieli. A Polacy będą czekać dalej, ale na co????
- Fajnie się ta stadnina rozwija. Konie są, krowy są, a zarządzają tym osły i świnie. Jeszcze tylko małp brakuje.
Z forum: - Dno - tak media określają obecny stan stadniny w Janowie: „Nie ma pełnowartościowej paszy. To, czym karmią konie, woła o pomstę do nieba. Zważono worek owsa i okazało się, że zamiast 50 kg ma wagę około 30 kg, bo to są plewy, a nie owies”
Może warto sprowadzić certyfikowany owies Antonowem z Chin z pomocą kogoś z WSI lub instruktora narciarskiego
- Z cenionej na świecie stadniny przynoszącej zyski, Janów Podlaski zamienił się szorujący po dnie, źle zarządzany ośrodek. Tymczasem prokuratura od lat przeciąga śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości za czasów prezesury człowieka, dzięki któremu stadnina święciła triumfy.
- Stadnina Janów Podlaski na dnie..."Kura która znosiła złote jajka",chluba jej twórców i wizytówka Polski na świecie,została przez pis'ignrantów wykończona, a która do wypromowania siebie nie potrzebowała oszustów z PFN 
11 05 2020 Siemoniak: „Maseczki zostały kilkukrotnie przepłacone, a sprowadził je tak naprawdę pośrednik- b.oficer WSI”.
„Gazeta Wyborcza” ujawniła tajemnice transportu z największego samolotu świata! – KGHM zapłacił za maseczki prywatnemu pośrednikowi. Dziennik napisał, że dotarł do dokumentów świadczących o tym, że maseczki zamówione przez KGHM w Chinach to jednorazowe i niewiele warte produkty – rządowa instytucja przepłaciła zresztą za nie i zapłaciła spore pieniądze polskiemu pośrednikowi… Bezpośrednim nabywcą maseczek miała być spółka Quantron SA, która następnie odsprzedała je KGHM i Lotosowi. Medialne doniesienia częściowo potwierdził KGHM. – „Oczywiste jest, że KGHM Polska Miedź SA, tak jak wiele innych organizacji sprowadzających teraz środki do Polski, nie realizuje takich przedsięwzięć samodzielnie. Szczegółowe ustalenia są objęte tajemnicą handlową, nie możemy w związku z tym odnosić się do poszczególnych pytań dotyczących kosztów czy rozliczeń” – powiedziała Lidia Marcinkowska (dyrektor ds. komunikacji spółki). Z ustaleń Wyborczej wynika, że wspomniana Quantron SA to firma zajmująca się m.in… handlem bronią. Właścicielem i założycielem spółki ma być były oficer WSI Andrzej Mikołajczyk. – „Spółka Quantron S.A. jest zaangażowana w walkę z globalną pandemią COVID19 i współpracuje z wieloma kontrahentami. Chętnie odpowiedziałbym na Pana pytania ale niestety z uwagi na obowiązującą mnie tajemnicę handlową nie mogę tego dzisiaj zrobić” – poinformował dziennikarza „Wyborczej” wiceprezes  przedsiębiorstwa. Quantron SA sprzedał KGHM co najmniej 1,35 mln produktów oznaczonych w dokumentach jako „maseczki jednorazowego użytku, z materiałów włókienniczych używane podczas procedur chirurgicznych” (!). „Kombinat kupił od polskiego pośrednika nie specjalistyczny sprzęt przydatny do walki z koronawirusem, ale jednorazówki, które obecnie są dostępne w dyskontach nawet po 1,62 zł za sztukę. Z poświadczenia celnego wynika za to, że za 1,35 mln maseczek miedziowa spółka zapłaciła Quantronowi prawie 2,65 mln dol. To 1,96 dol. za sztukę, czyli ok. 8 zł.” – informuje  Wyborcza.pl. Źródło: wyborcza.pl
Z forum: - Bulwersujące okoliczności importu środków ochronnych dla personelu medycznego. Kto i w jaki sposób zarobił na biznesie z rządem? „Za maseczki jednorazowe z antonova pośrednik dostał 8 zł od sztuki. To spółka byłego oficera WSI”
- Emilewicz miała rację mówiąc że epidemia może być szansą dla polskich firm. Na razie są to Blirt Jerzyego Milewskiego związanego z Andrzejem Dudą dostarczająca testy i Quantron SA która sprowadziła materiały ochronne z Chin po prawie 8 x zawyżonej cenie bez certyfikatów.
- Operacja "największy samolot świata" to podręcznikowy przykład działania PiS. Premier i wicepremier uroczyście witali maseczki z lipnymi certyfikatami. Okazuje się, że zostały kilkukrotnie przepłacone, a sprowadził je tak naprawdę pośrednik- b.oficer WSI.
- Wyborcy PiSu i tak stwierdzą, kradną ale przynajmniej dają 500 plus. A Andrzeja Dudę wybieramy bo ładnie wygląda.

11 05 2020 Resort Ziobry chce wprowadzić przepisy pozwalające na konfiskatę majątku bez wyroku.
PiS-owskie Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje nowy restrykcyjny przepis prawny. Zakłada on możliwość przeprowadzenia tzw. prewencyjnej konfiskaty majątku. Państwo – po wprowadzeniu nowego przepisu – będzie mogło skonfiskować dobra przedsiębiorców, którzy nie będą w stanie wykazać, skąd pochodzi ich majątek. Dotyczyć będzie to również osób, wobec których nie toczy się postępowanie, lecz np. miały do czynienia ze sprawcami innych przestępstw. Działania Ministerstwa Sprawiedliwości skrytykowała już Rada Przedsiębiorczości. Jej przedstawiciele uważają, że nowy przepis narusza art. 46 Konstytucji RP, która mówi o zasadzie domniemania niewinności. – „Nie może być prewencyjnego represjonowania obywateli, niedopuszczalnego w demokratycznym państwie prawnym. (…). Prawo rekwirowania ich majątków w sytuacji tak dużej uznaniowości przyjętych rozwiązań oraz niesprzyjających warunków zewnętrznych, wynikających z pandemii koronawirusa, może dodatkowo wzmagać niepewność związaną z prowadzeniem działalności gospodarczej” – zapisano w oświadczeniu wydanym przez organizację. – „Podzielamy pogląd, że nie może być zgody na ukrywanie dóbr przez przestępców. Jednak przestępcą staje się osoba dopiero po prawomocnym wyroku skazującym. Do tego czasu uważa się podejrzanego za niewinnego. W kręgu zainteresowania wymiaru sprawiedliwości powinni być wyłącznie realni przestępcy lub osoby czerpiące benefity z działalności przestępczej innych osób, zaś narzędzia do walki z przestępczością powinny być proporcjonalne i minimalizować ryzyko nadużyć i pomyłek organów państwa. Tymczasem, uzasadniona jest obawa, iż nowe przepisy będą mogły być wykorzystane przeciwko przedsiębiorcom, którzy działali w dobrej wierze, jednak ktoś z ich otoczenia okazał się przestępcą” – dodali twórcy dokumentu.
Państwo już teraz dysponuje mechanizmami konfiskaty – w Kodeksie karnym widnieje przecież zapis dotyczący tzw. konfiskaty rozszerzonej.
Najwidoczniej nie wystarczy on urzędnikom resortu sprawiedliwości, którzy twierdzą, że „Proponowane rozwiązania są zgodne z konstytucją i nie uderzają w uczciwych przedsiębiorców. Wręcz przeciwnie – przyczyniają się do bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i uczciwej konkurencji”
Źródło: money.pl
Pamiętam czasy jak walczono z kułakami, przyjechała brygada socjalistyczna na wieś, znaleźli worek zboża, na nic zdały się tłumaczenia chłopa, że to ostatni worek na siew, skonfiskowali. Ucztowali przy dźwiękach marsza! Chłop, nie posiał, nie przeżył z rodziną, brygada nic mu nie skonfiskowała, nie ucztowała, nie.....!?
Z forum: - „aby zająć ich mienie, organy ściganie nie będą musiały udowodnić im, że majątek pochodził z przestępstwa. W projekcie ministerstwa zapisano bowiem, że to sam obywatel będzie musiał udowodnić, że majątek zdobył w sposób legalny”
- Konfiskata mienia bez wyroku? Może od razu krzesło elektryczne bez wyroku?
- Psychopata na urzędzie MS, który aplikację prokuratorską zaliczył dopiero wtedy gdy został ministrem w pierwszym rządzie Jarosława (2005-2007), nie czuje już zadowolenia ze zniszczenia kariery kardiochirurga, teraz trzeba szerzej zakrojonej akcji. A wierny i bierny lud patrzy z zachwytem i cieszy się, że będą kolejne pokazy.

11 05 2020 Giertych: „Ludzie do pokonania PiS-u szukają kogoś innego niż ciocię!”
Roman Giertych zamieścił na swoim profilu na Facebooku kolejny list. Tym razem nie jest on prześmiewczy, a skierowany jest do PO. – „Musicie zmienić kandydata w wyborach prezydenckich. I musicie to zrobić natychmiast” – apeluje Giertych. Zaznacza, że bardzo lubi Małgorzatę Kidawę-Błońską, ale jednak nie popierał decyzji o jej wystawieniu w wyborach prezydenckich.  Adwokat wraca do roku 2015 r., kiedy to PO przegrała wybory prezydenckie i parlamentarne. – „PiS szedł do wyborów pod hasłem 500+, a PO pod hasłem prawa do zmiany płci i niezrozumiałych pomysłów podatkowych. Niestety PO politykę tę kontynuowała chociażby w wyborach do PE, gdzie reaktywowała SLD na swoich listach. Propozycja – premiera Kidawy-Błońskiej była zręczna na wybory w 2019, gdyż przykrywała problem wizerunkowy Schetyny, ale była totalnym nieporozumieniem na wybory prezydenckie” – pisze Giertych. Dalej uzasadnia, dlaczego wybór obecnej wicemarszałek Sejmu jest chybiony. – „Do walki z PiS ludzie szukali wojownika. Nadto szukali osoby, która wróci do korzeni PO, czyli przedstawi program centro-prawicowy, a nie centro-lewicowy. Tymczasem M. Kidawa-Błońska prezentuje się jako dobra, zatroskana ciocia. Tylko ludzie do pokonania PiS-u szukają kogoś innego niż ciocię!” – uważa Giertych.
Apeluje też, aby przestać mówić o bojkocie wyborów – „PKW podjęła decyzję na podstawie prawnej bardzo wątpliwej, ale jakie to ma znaczenie? Jeżeli wybory w lipcu umożliwią ludziom wolne głosowanie, to trzeba wziąć w nich udział i je wygrać” – zakończył swój list Giertych. – „Coś by trzeba zmienić, choćby po to, żeby mieć pewność, że nie użyją tych samych kart do głosowania…”; – „Bojkot jest bez sensu. Warto nawet oddać głos nieważny, byle podnieść frekwencję i doprowadzić do II tury. MKB zaczęła trochę przypominać Bronisława Komorowskiego… tylko na kogo wymienić??? Na Sikorskiego?”; – „Faktycznie Kidawa-Błońska się nie sprawdza w tej kampanii, ale nie ma to większego znaczenia. Utracony elektorat Kidawy nie pójdzie do PiS, tylko do Hołowni, albo Kosiniaka, więc ostatecznie wychodzi na taki sam plus. Ważne, żeby doprowadzić do drugiej tury, a demokracja wygra. Przynajmniej zakładając, że wybory będą uczciwe, bo jednak wciąż nie do końca wierzę, że PiS nie pofałszuje głosów” – komentowali internauci propozycję Giertycha. Źródło: Facebook, Twitter
Z forum: - Sondaż IBRIS, który daje kandydatce PO poniżej 5% jest ostatecznym powodem dla którego główna partia opozycyjna wymieni kandydata. Jeżeli coś w polityce jest pewne, to właśnie to. Rzadko kiedy polityka pozwala naprawić swoje błędy. PO ma w związku z decyzją PKW farta.
- Jestem za wymianą, ale pytanie nr 1 - na kogo? Pytanie nr 2 - jak to racjonalnie wytłumaczyć wyborcom? Jedynie względy osobiste, ale to raczej słaby, oklepany i nie do uwierzenia chwyt. TVP bym się nie przejmowała, bo cokolwiek by się nie działo, to i tak będą krytykować PO/KO.
- A może to mec. Giertych byłby najlepszym kandydatem strony opozycyjnej. Jest świetnym prawnikiem, bywałym w świecie i rozpoznawalnym zarówno wśród elektoratu pisowskiegi, jak i antypisowskiego, ma bogate doświadczenie polityczne, mnóstwo śmiałych i niekonwencjonalnych pomysłów, jest bardzo samodzielny i trudno sterowalny (byłby wspaniałym biczem na czekające nas jeszcze niestety 3 lata pisowskich rządów) a przede wszystkim jest bezpartyjny (choć wyraźnie sprzyja demokratycznej opozycji), co powinno przyciągnąć do niego wyborców niezdecydowanych. Na pewno byłby lepszym kandydatem, niż Szymon Hołownia. Uważam, że ta propozycja jest warta przemyślenia. 
09 05 2020 Braun ( Konfederacja ) pod rękę z Budką ( PO ) i politycznie „szemrany" Tanajno, „ratują przedsiębiorców”.
Następny,  "nowy" pomysł polityczny  na destabilizację sytuacji w Polsce. I tak bez końca.  Coraz wyraźniej rysują się kontury sojuszu niemiecko - rosyjskiego. Już bez żenady. PO i Konfederacja. Braun "króluje" na  placu w Warszawie i wraz z „przedsiębiorcami” pokrzykuje przeciwko rządowi. Dziwnym trafem, jak czytam, "nie zabrakło standardowych uczestników antyrządowych protestów. Ludzi znanych z manifestacji KOD i obywateli RP". Ciekawe towarzystwo.  Politycznie szemrany Paweł Tanajno zachwala Brauna i Konfederację. Budka w mediach całemu "ruchowi protestu" sekunduje. Na placu dużo okrzyków 20-30 latków „Wolność !, Wolność !” z czego wnioskuję, że wielu jest tam od Janusza Korwina Mikke. Istny, ale tylko pozorny, groch z kapustą, byle tylko pomóc w obaleniu przez trzecie pokolenie UB, rządów trzeciego pokolenia AK. Lepiej nie mieć złudzeń.
Ale ja właściwie nie o tym chciałem, ale o kłamstwach Krzysztofa Bosaka. Otóż pod koniec wieczoru wyborczego wygłosił zdanie, że nie jest kandydatem z establishmentu partyjnego ale „stoją za mną zwykli polscy patrioci” itd. / : ) skąd znamy te gadki /, którzy „stworzyli od podstaw Konfederację”. Która to weszła do Sejmu i jest w tej chwili takim biegunem „ideowej prawicy” / w formowaniu „prawicowych biegunów” króluje Rosja, ta zawsze ma ich u siebie tyle "ile trzeba" :) /. I to kłamstwo Krzysztof Bosak wygłosił patrząc prosto w obiektyw kamery. To trochę potwierdza moją prywatną teorię, że wrogie nam mocarstwa wspierają osoby im życzliwe według pewnego klucza, a jest nim umiejętność bezczelnego i wiarygodnego kłamania patrząc prosto w obiektyw kamery. Mistrzem był tutaj Tusk, ale jak wiemy i Kopacz nie była w tej dziedzinie  ostatnia. To ważna cecha, ważne kryterium.
Jak wiadomo, Konfederacja by nie powstała, bez wsparcia znanego "zwykłego polskiego  patrioty”, Janusza Korwina Mikke. Zupełnym „przypadkiem” prorosyjskiego. Jednego z najbogatszych polskich posłów, swego czasu najbogatszego polskiego europosła. Działającego w polskiej polityce już od czasów głębokiej komuny, no dajmy na to 40 lat. „Zwykły polski patriota” :) Konia z rzędem temu kto znajdzie w wystąpieniach i doktrynie politycznej JKM  jakąkolwiek  troskę o Polskę, jakieś wzmianki o patriotyzmie lub Ojczyźnie. Długo żyję, nie słyszałem. Takiego wątku w jego doktrynie życiowej chyba nie ma ?. A goły pieniądz jako bożek to i owszem, jest. Pieniądz jest bardzo potrzebny do życia. Wiemy. Ale sam goły pieniądz bez wartości prowadzi do mentalnego zdziczenia, społecznego darwinizmu. Echa tego słychać w wypowiedziach JKM. Jakieś "Bogi", "Honory" i "Ojczyzny" wydają się od JKM odległe  jak Antarktyda od Sahary.
Obce, wrogie mocarstwa zawsze szukają i wspierają w krajach będących obiektem ich zainteresowania, jednostek wyzutych z narodowych i etycznych / w sensie kultury łacińskiej / wartości. Przykładów wiele. Z "nowożytnych" np. Donald Tusk i Niemcy. Ale i JKM, prorosyjski  "konserwatywny materialista" : ) . Wspierani, cyniczni, są dla nich wartościowym, przewidywalnym sojusznikiem. Dla "mieć" zrobią wiele. Dla "picu" lubią ubrać  swój materializm   w "wolnorynkową" ideologię. /Tusk -KLD / Tyle, że najwięcej zyskują dla siebie i swojej kieszeni właśnie oni. 
Ludzie JKM i jego  „wyznawcy”, wraz z Grzegorzem Braunem,/  skrzydło "religijne", "Szczęść Boże" :), tym zabajerował i został wybrany z religijnego  Podkarpacia, trafna taktyka, ale klaunem ? , ostatnio chciał wieszać min. Szumowskiego/  tworzyli dużą część tłumu „przedsiębiorców”. Patriotyzm jest ostatnią rzeczą która interesuje JKM, a wraz z Grzegorzem Braunem, tworzą większość sejmowego stanu osobowego Konfederacji. Można więc bez słowa przekłamania powiedzieć, że za „wsparciem” dla „polskich przedsiębiorców” stoi właśnie nie tylko głośno dopingujący te występy Borys Budka, PO/ KO. Nie tylko szemrany politycznie gość , niejaki Tanajno - jego "kandydowanie" na prezydenta to tylko kolejne  alibi pewnych środowisk do jego antyrządowej i antypatriotycznej działalności / związany kiedyś z PO, Palikotem i jeden Bóg wie kim jeszcze /, ale i Konfederacja, która ramię w ramię z tymi siłami próbuje zdestabilizować sytuację w Polsce i obalić ten rząd.
Prawienie, że Konfederacja to twór „zwykłych polskich patriotów” ma tyle wspólnego z prawdą, co swego czasu  sowiecki Związek Patriotów Polskich z polskimi patriotami. A być może te same korzenie. Ale jak wiadomo, korzenie są głęboko zakopane. Nikt ich nie widzi. Nawet jeśli szczerzy a naiwni patrioci się tam przewijają, to jak zwykle mają tworzyć na nic nie mające wpływu tło, energię, alibi dla większej polityki. I nie oni są założycielami i reżyserami projektu politycznego pt. "Konfederacja". Nawet, jak w ich naiwności  tak im się wydaje, bo tak mają myśleć.
Cóż, jednym z przywilejów młodości jest szczera naiwność. Wiem, bo też kiedyś byłem młody i naiwny, gromko wspierając okrzyk "Wałęsa!" "Wałęsa". Wstyd, ale to prawda. Schemat politycznej naiwności i rolowania naiwnych patriotów przez cyników z cienia, którzy wystawiają swoje "figury" na przynętę,  jest zawsze taki sam. Widziałem także swego czasu z bliska, jak był wystawiany na lidera "młody, szczery, polski patriota" : ) Władysław Frasyniuk. Co się później okazało, wiemy. I lansowana "patriotka" Barbara Labuda, i internacjonalistyczny  "patriota" Józef Pinior. To w stanie wojennym była  "szpica"  Dolnośląskiej "Solidarności" : ). "Liderzy". / Kornel Morawiecki im to popsuł /. Kiedyś naiwność minęła. Jak u większości za późno.  To tyle.Źródło: niepoprawni.pl
08 05 2020 „Super Express” ujawnił przebieg negocjacji pomiędzy Kaczyńskim i Gowinem.
Wybory jednak nie odbędą się w dniu 10 maja – jest to efekt konsensusu wypracowanego przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina. Koalicjanci – jak podaje „SE” – negocjowali warunki wyborów przez całą środę. Gowin początkowo stawiał na swoim i zapowiedział, że Porozumienie zagłosuje przeciwko organizacji korespondencyjnych wyborów (podobnie jak opozycja). Przywódca niewielkiej partyjki „zmiękł” jednak wieczorem. – „To był kolejny raz, gdy Gowin postawił się Kaczyńskiemu. Znów żądał wprowadzenia stanu klęski żywiołowej i odłożenia wyborów na sierpień. Prezes PiS nie chciał w ogóle o tym słyszeć. W końcu Kaczyński postawił sprawę jasno: albo wybory korespondencyjne latem bez wprowadzania stanu nadzwyczajnego albo rozpad rządowej koalicji i być może wcześniejsze wybory. Wtedy Gowin się chyba naprawdę po raz pierwszy mocno przeraził. Rzadko się zdarza, żeby ktoś tyle razy stawiał się prezesowi” – powiedział dziennikarzom „SE” anonimowy informator. Czy to koniec sporów wewnątrz Zjednoczonej Prawicy (PiS+Porozumienie+Ziobro)? „Super Express” zapytał o to wicemarszałka Stanisława Karczewskiego i europosła Ryszarda Czarneckiego. – „Dobrze, że Gowin postąpił tak, jak powinien zrobić od samego początku. Chociaż do tych samych wniosków co na ostatnim spotkaniu z Kaczyńskim mógł dojść wcześniej. Byłoby wtedy o wiele mniej szkód dla państwa” – przyznał Karczewski. „Były momenty, które nas nie cieszyły, jeśli chodzi o zachowanie Gowina. Nasz prezes ma bardzo dobrą pamięć do wszystkiego” – skonkludował.
„Prezes Kaczyński zna stare polskie powiedzenie „Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Prezes ma świetną pamięć, choć nie zawsze karze od razu. I o tym wszyscy powinni pamiętać. Pewnie nie przypadkiem niedawno pojawił się sondaż, w którym partia Gowina uzyskała bardzo słabe poparcie. To taki sygnał ostrzegawczy dla naszych koalicjantów, żeby nie huśtali łodzią, którą kieruje Kaczyński, bo pierwsi z niej wypadną” – powiedział z kolei Czarnecki. Wypowiedzi Karczewskiego i Czarneckiego wiele mówią o nastrojach PiS-owców wobec Porozumienia – niewykluczone, że organizacja Gowina niedługo pożegna się z uczestnictwem w koalicyjnym rządzie Zjednoczonej Prawicy.
Źródła: natemat.pl, se.pl
- I już po Gowinie, zmusił Kaczyńskiego by dał krok do tyłu, on mu tego nie zapomni!? Wkrótce skończy jak Palikot, Kukiz na politycznym śmietniku!? - Porozumienie z Kaczyńskim, to przyjęcie jego twardych warunków. Olszewskiego obalił, Leppera pow..., Tuska wygonił, Palikota zniszczył, Kukiza stłamsił, Gowina zmiażdży!? I co dalej, czekamy i patrzymy!? 
07 05 2020 Jak nie robić wyborów, czyli nie zapomnijcie o Polsce.
Amerykanie zaczynają znowu pytać, ilu polskich ministrów jest potrzebnych, żeby wrzucić list do skrzynki. Niesławne „Polish jokes” już dawno temu wyszły w Ameryce z mody. Bo „Solidarność”, bo sukces transformacji, bo wreszcie „My Naród” z porywającego przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie. Ale z modą jest trochę tak, jak z historią. Lubi się powtarzać. Z tym, że zazwyczaj jako farsa. Tak jest i tym razem. Amerykanie zaczynają znowu pytać, ilu polskich ministrów jest potrzebnych, żeby wrzucić list do skrzynki. A poważny, powszechnie szanowany w Stanach periodyk – „Foreign Policy” 4 maja napisał o polskich wyborach: „Poland’s Election Is a Farce”. No właśnie. Tekst ma charakter instruktażowy, opatrzony jest bowiem podtytułem „Poland Is Showing the World How Not to Run a Pandemic Election” (Polska pokazuje światu, jak nie urządzać wyborów w czasie pandemii).
Nie uwierzycie, przyzwyczajeni  już od pięciu lat do nadwiślańskich standardów uprawiania polityki, ale nie należy:
– zmieniać prawa wyborczego w trakcie kampanii,
– robić tego „bez żadnego trybu”,
– powierzać organizacji wyborów ministrom aktualnego rządu z partii urzędującego prezydenta,
– a już zwłaszcza nie pozwalać, by „pakiety wyborcze” walały się po ulicach lub wypełniały śmietniki.
W tekście jest o parciu do głosowania pomimo epidemii, bo… słupki poparcia faworyzują aktualnego prezydenta, lojalnego sojusznika partii rządzącej. Jest też o łamaniu prawa i przepychaniu zmian prawa wyborczego w ustawach do walki z pandemią. Autorzy piszą dalej o drukowaniu pakietów wyborczych „bez żadnego trybu”, zanim jeszcze stosowne ustawy wyszły z procesu legislacyjnego, a także o problemach natury logistycznej, związanych z obsługą wyborów przez Pocztę Polską. Odnotowany też został brak aktualnych spisów wyborczych oraz brak rozwiązań umożliwiających bezpieczne oddanie głosu ponad stu tysiącom obywateli w kwarantannie i setkom pod respiratorami. Autorzy zwracają również uwagę na brak rozporządzeń co do  kontroli i bezpieczeństwa procesu głosowania korespondencyjnego, co ułatwia fałszowanie wyników na wszystkich etapach, od masowej produkcji „pakietów”, poprzez ich przejmowanie, po nadużycia na poziomie liczenia głosów. Bo – jak informują autorzy tekstu – rząd odebrał też kompetencje organizacyjne i kontrolne niezależnej Państwowej Komisji Wyborczej, przeprowadzenie głosowania powierzając… swoim urzędującym  ministrom. Nie zapomniano też o „pakietach” walających się po ulicach i śmietnikach na tydzień przed wyznaczonym terminem głosowania. Jeden wielki „Polish joke”… No, ale nikt nam nie będzie w obcych językach mówił, jak głosować mamy. A poza tym w Ameryce koronawirus „bije Murzynów” (umierają dużo częściej, niż biali), zaraza nie ustępuje, a lokalni politycy niewiele różnią się – pod względem parcia do władzy „po trupach” –  od tych polskich. Zwłaszcza w Wisconsin. A co do „Polish jokes” to – jak niedawno przypomniał opozycji marszałek Terlecki – ten się śmieje, kto się śmieje ostatni!
Wracając do tekstu w Foreign Policy –  posłużył on autorom do rozprawy ze światem lokalnej polityki. Postawili pytanie: „naprawdę chcecie wyborów w listopadzie? Tak? No to „do not forget Poland” – nie zapominajcie o Polsce. W tej sytuacji wolałabym jednak, żeby Amerykanie postarali się o tych naszych wyborach jak najszybciej zapomnieć. Bożena Chlabicz-Polak. Źródło koduj24.pl
Czy mój głos ma jakieś znaczenie!? W Głogowie na ulicy leżały karty do głosowania!? Nie zdziwi mnie, jeśli okaże się, że w wyborach weźmie udział ponad 100 mln osób!? No bo kto mi zabroni zebrać pakiety wyborcze od sąsiadów, i wrzucić je do skrzynki wyborczej!? 
06 05 2020 PiS potrzebna jest podkładka pod to, co wyprawia z wyborami.
To częsta w przypadku autorytarnej, dyktatorskiej władzy, próba legitymizacji bezprawnych czynów. Marszałkini Elżbieta Witek skierowała do TK pytanie dotyczące daty wyborów prezydenckich: czy przełożenie ich na inny termin jest zgodne z Konstytucją? Problem polega na tym, że zgodnie z prawem TK został powołany do orzekania o zgodności z Konstytucją ustaw, a nie decyzji Sejmu lub rządu. Tak więc i pytanie pani Witek i odpowiedź Julii Przyłębskiej warta jest tyle, co pytanie o przepis na sałatkę. I prawnie znaczy dokładnie tyle samo. Po co więc obie strony udają, że to, co robią ma jakiś sens? Po co z takim tragikomicznym w tym okolicznościach namaszczeniem i pietyzmem piszą do siebie nawzajem nic nieznaczące pisma? I powołują się ciągle na swoje niemające żadnego znaczenia opinie?
Jest kilka możliwych odpowiedzi, rzecz jasna poza rażącą niekompetencją (w tym jednak wypadku ktoś by obie panie oświecił, nie dopuszczając do kompromitacji) i każda świadczy bardzo źle o tych dwóch urzędniczkach państwowych i partii, która je wybrała na tak zaszczytne stanowiska.
Po pierwsze, PiS potrzebna jest oczywiście podkładka pod to, co wyprawia z wyborami. Marszałkini i inni członkowie jej partii boją się prawdopodobnie odpowiedzialności karnej za swoje bezprawne działania po utracie władzy i próbują, dość nieudolnie, ale w jedyny dostępny im sposób, stworzyć wrażenie, że troszczą się o ich legalność. Alibi słabe i nie do utrzymania w żadnym normalnym, niezależnym sądzie. Pamiętajmy jednak, że przestępcy z reguły rozumują w taki właśnie sposób: uważając wszystkich za idiotów, w przekonaniu, że jako najmądrzejszym i najsprytniejszym z pewnością im się upiecze.
Drugim powodem dziwnego i coraz dziwniejszego postępowania obu pań i wielu innych członków PiS jest częsta w przypadku autorytarnej, dyktatorskiej władzy, próba legitymizacji bezprawnych czynów. Może się to Państwu wydać niepotrzebne, bo po co się uwiarygadniać, skoro ma się pełnię władzy, ale taka legitymizacja jest zawsze celem zabiegów każdej bezprawnie działającej władzy. Dlatego, że może stworzyć pozory, dające podstawy do jako takiego funkcjonowania w świecie, różnych rozmów i działań dyplomatycznych, zabiegania o umowy międzynarodowe, pieniądze itp., ale też niezbędne do utrzymania względnego spokoju w kraju. Bo zaskakująco wielu ludzi wciąż wierzy (i obserwujemy to na co dzień w polskiej polityce) w to, co im się mówi, zupełnie ignorując sprzeczne z werbalnymi deklaracjami fakty. Zadziwiające, ale tak właśnie jest i władza jest tego świadoma.
Trzecim możliwym powodem, dla którego PiS świetnie wiedząc, że łamie wszystkie możliwe reguły i prawa, łącznie z Konstytucją, udaje świętoszka, jest chęć utrzymania swojego elektoratu, który jest bardzo ufny wobec władz PiS i bardzo wiele znosi, ale i jego cierpliwość może mieć swoje granice, zwłaszcza wobec widma głodu i bezrobocia spowodowanego przez pandemię koronawirusa.
W takich okolicznościach nawet najwięksi wyznawcy PiS mogą bowiem stać się nerwowi i oburzać na władzę, która jawnie pozbawia ich najważniejszych praw obywatelskich, jak prawo do głosowania. Albo wkurzyć się po prostu mocno z powodu braku kasy – na jedno wychodzi. I takich ludzi PiS może próbować ugłaskać i uspokoić, objawiając się nagle po wielkokrotnym złamaniu Konstytucji jako ugrupowanie, które jej przestrzega. I ostatnie powody, choć wcale nie najbłahsze: w mętnej wodzie najłatwiej łowi się ryby. W wielkim chaosie i bałaganie najprościej ukryć swoje prawdziwe intencje i osiągnąć to, o co naprawdę chodzi. A przy okazji można też zamykać usta opozycji, powtarzanym jak mantra zdaniem, że przecież tylko przestrzega się prawa.
Oczywiście żaden z tych argumentów nie jest prawdziwy, co jest zresztą bardzo charakterystyczne dla PiS, partii, która potrafi kłamać jak żadna inna w dotychczasowej politycznej historii Polski po 89 roku. Choć są tacy, co mówią, że w propagandzie miejscami przewyższa nawet PRL.  Szczerze mówiąc, nie ma na to ratunku, poza uporczywym, częstym, prostym i jasnym mówieniem, jak jest naprawdę i konsekwentnym rozliczaniem polityków nadużywających dziś władzy, po to, żeby ich oskarżyć, osądzić i skazać za przestępstwa, które popełniają, najszybciej, jak to tylko będzie możliwe. Eliza Michalik. Źródło koduj24.pl
Kasa z subwencji zaraz po wyborach powinna zostać pomiędzy koalicjantami podzielona, a nie cały czas łapę na niej trzyma Kaczyński!? Gowin nie ma wyjścia, bez kasy skończy jak Palikot, Kukiz, zatem musi zagłosować zgodnie z wolą Kaczyńskiego!?
Stanowisko za lojalność to prowadzi do kryzysu gospodarczego!? Obecnie mamy najliczniejszy rząd na świecie, premier jest mistrzem w tworzeniu nowych stanowisk, by usatysfakcjonować prezesa!?

06 05 2020 PiS i PO to jedno zło.
Gdy PiS obiecywał przed wyborami " ani kroku do tyłu, dobra zmiana, sprowadzenia Polaków do Ojczyzny, ukaranie winnych przewał okradających Polskę"  i inne podobne bzdury, pisane patykiem na wodzie, by zdobyć zaufanie wyborców. Po 8 latach rządów euro-burdelowej partii z PO i euro-burdelowej partii bauerów z PSL, zwanych pijawkami ludowymi. Umęczeni Polacy uwierzyli PiS-owi i dali mu samodzielne rządy, i w sejmie i senacie.
Pierwszy prawdziwy rząd PiS-u, bez przybłędów i przebierańców z UW, UD, czy PO, rozpoczął ostrą jazdę w naprawie Państwa Polskiego. Tak ostrą że sam prezes się wystraszył, a prezydent Duda włączył się do gry by zahamować naprawę Państwa Polskiego. Czego dowodem było świadome zawetowania ustaw o sądach i ustawy degradacyjnej, by żydo-komunie nie ucięto głowy i by nie można było ich ukarać za niszczenie i grabież majątku Narodowego. W tamtym czasie telefony do prezydenta Dudy zrobiły się gorące, dzwoniących z całego świata, by powtrzymał premier Beatę Szydło w naprawie Polski. A PiS nawet nie zaprotestował, bo nawet sam prezes nie miał nic do powiedzenia. Gdy starsi bracia zadecydowali. Drugim aspektem zahamowania naprawy Polski, przez prezydenta Dudę, było rozbicie rządu, który służył Polakom, a nie obcym, więc zagrożenie interesów starszych braci stało się poważne, więc taki rząd nie mógł być dłużej tolerowany. I tak dobra zmiana dokonała swego źywota. A powstała zła zmiana.
Powstał więc nowy rząd za sprawą pana Dudy, który wymusił to na prezesie, rząd przebierańców i farbowanych lisów jak pan Gowin i jego ugrupowanie. A cofanie się i przepraszanie za wszystko, stało się normą i codziennością.  A kpiną i poniżeniem a wręcz wasalstwem było przeproszenie żydów w Izraelu, za Polską ustwę o IPN i pozwolenie by Kneset obradował w Krakowie. W żadnym innym szanującym się kraju nikt by nie dopuścił do tego. Takie coś jedynie może się wydarzyć w republice bananowej, lub w kolonialnym kraju. Nowy rząd natychmiast zapomniał o przed wyborczych obiecankach, takich jak sprowadzanie Polaków ze wschodu do Polski, więc pokazali Polakom oczekującym na powrót do Polski gest Kozakiewicza. Bliższe było dla nich wpuścić do Polski trzy miliony banderowców i nadanie obywatelstwa Polskiego, tysiącom żydów. I rozpoczęło się rozdawnictwo na olbrzymią skalę dla żydów w Polsce i dla banderowskiej Ukrainy. Zamiast dla Polaków i dla Polski. Gdyby w tedy te pieniądze trafiły do Polski i Polaków, zamiast do żydów i banderowców, to dobrobyt i gospodarka, były by na wyższym poziomie. od 1 marca 2020 r.: 620,37 zł –, renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, 465,31 zł – renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy, 527,35 zł – renta rodzinna dla jednej osoby. Najniższa emerytura wyniesie 1200 z. I ty i ty, też kiedyś zostaniesz rencistom lub emerytem i jaką będziesz miał rentę czy emeryturę, jak PiS zadłuża Polskę w tak szybkim tempie, na tak wielką skalę. I to uważacie za wasz sukces ludu pisowy i godne życie dla rencistów i emerytów. Jak Ci ludzie mają żyć, jak opłacić czynsz, wykupić lekarstwa i żeby jeszcze starczyło na życie. Będą musieli wybierać.
Ale kasa dla żydów i banderowców zawsze się znajdzie, choć banderowcy to bankrut i nigdy tej kasy nie oddadzą i rząd o tym dobrze wie, a mimo wszystko dalej pompuje w banderowców ogromne pieniądze, zebrane od podatników Polskich. PiS udaje partie chrześcijańską i powtarza slogany które pisze patykiem na wodzie, Bóg, Honor, Ojczyzna. Boga niema w ich sercach, bo łamią Prawo Boga i pozwalają na zabijanie dzieci nienarodzonych, nie chcąc uchwalić ustawy antyaborcyjnej. Honor stracili w Izraelu gdy przepraszali za Polską ustawę i IPN. Ojczyzna, to na pewno nie Polska. Nic nie trwa wiecznie. prawda i tak wypłynie i zwycięży!
"Za pięć lat, a noże i za 10, jako 'polińskie bydło' będziemy (za grosze) sprzątać u żydów mieszkania, które już oczekują w odremontowanych kamienicach. "Szlachta Jerozolimska" zaopatrzona w polskie paszporty już czeka u bram Polski" A Polskie bogactwa już nie będą Polskie, bo pójdą na spłatę zadłużenia Polski, skoro PiS na taką olbrzymią skalę zadłuża Polskę u żydów.
Źródło: niepoprawni.pl
05 05 2020 Jeśli PiS przegra głosowanie, ogłosi stan klęski żywiołowej i połączy wybory prezydenckie z parlamentarnymi?
Trwa wojna na nerwy między obozem rządzącym Jarosława Kaczyńskiego, opozycją parlamentarną oraz szefem Porozumienia. Nadal nie znamy terminu ani formy wyborów prezydenckich. Scenariusze działania zmieniają się już codziennie, niemal z godziny na godzinę. Według informacji, zdobytych przez „Wprost” – kierownictwo PiS podjęło decyzję, że niezależnie od tego czy będzie pewne wygranej w głosowaniu sejmowym dotyczącym wyborów korespondencyjnych, czy nie, doprowadzi do owego głosowania. Jak twierdzi cytowana przez portal osoba z otoczenia prezesa PiS: – Jarosław Kaczyński postanowił, że głosowanie w tej sprawie się odbędzie niezależnie od jego wyników. Zrobi to specjalnie, żeby winę za przegrane głosowanie i kryzys polityczny zwalić na Jarosława Gowina i Porozumienie. Takie postawienie sprawy ma zapewne stanowić kolejną formę nacisku na polityków partii Jarosława Gowina, którym już wcześniej – jak publicznie uczynił to Krzysztof Sobolewski, szef Komitetu Wykonawczego PiS – przedstawiono ultimatum: głosowanie za ustawą o głosowaniu korespondencyjnym, albo konieczność opuszczenia klubu parlamentarnego PiS oraz Zjednoczonej Prawicy. Czy groźba ta ma szanse spełnić swoją rolę i przeciągnąć polityków Gowina na stronę Kaczyńskiego?
 Obecnie Jarosław Gowin ma po swojej stronie 5-6 osób z partii. Ale one, poza Wojciechem Maksymowiczem, nie odnajdą się we wspólnym klubie z PSL. Dlatego uważamy, że nie postawią na szali rządów Zjednoczonej Prawicy i uda nam się ich przekonać do głosowania – twierdzi informator z bliskiego otoczenia prezesa PiS. Szef partii rządzącej ma poza tym, jak wynika z przecieków, nowy plan awaryjny na wypadek przegranego głosowania nad ustawą: ogłoszenie stanu klęski żywiołowej i podanie się rządu Mateusza Morawieckiego do dymisji. W takim wypadku wybory prezydenckie odbyłyby się razem z parlamentarnymi. Najbliższy możliwy termin to wówczas 9 albo 16 sierpnia, zaraz po wygaśnięciu mandatu Dudy.
Po co Kaczyńskiemu taka kumulacja wyborów? Informator z PiS twierdzi, że tylko w ten sposób Andrzej Duda pociągnie wyborczy wynik partii do góry, a wyniki kandydatów opozycji się spłaszczą. – Andrzej nie wygra wtedy w pierwszej turze, nie dostanie 50 proc, a w naszych wewnętrznych badaniach ma dziś 57 proc., ale i tak wygra wybory. Tymczasem jednak Jarosław Kaczyński nie traci nadziei, że uda mu się przekonać posłów Porozumienia do głosowania w oczekiwany przez siebie sposób. Liczy na ich strach przed tym, że za turbulencje polityczne wyborcy będą obwiniać Porozumienie.
Źródło: wprost.pl
- Kasa z subwencji zaraz po wyborach powinna zostać pomiędzy koalicjantami podzielona, a nie cały czas łapę na niej trzyma Kaczyński!? Gowin nie ma wyjścia, bez kasy skończy jak Palikot, Kukiz, zatem musi zagłosować zgodnie z wolą Kaczyńskiego!?
- Dlaczego jeszcze nie zdymisjonowano Kaczyńskiego, tak jak to zrobiono z Gomułką, czy Gierkiem!? Tak trudno jest mu odebrać skórzana teczkę, z którą nigdy się nie rozstaje!?
Z forum: Nie wiem jacy dziennikarze dotarli do takiego planu, ale to byłoby polityczne samobójstwo PiS. Jeśli ktoś to wymyślił, to jest zbyt pewny siebie. Co prawda opozycja w sondażach praktycznie nie ma szans, ale to jest stan na dzisiaj, a już jutro może być zupełnie inaczej... 
04 05 2020 Przed domem Kaczyńskiego zawisła nowa skrzynka pocztowa – pilnują jej