Aktualności
Utrzymanie tej strony kosztuje mnie coraz to więcej czasu, i pieniędzy. Dotacji nie otrzymam, reklam nie mogę zamieszczać. Co niektórzy już się cieszą że wkrótce ta strona zniknie. Ust nie zamkną mi na kłódkę, jeśli wesprzesz moją zrzutkę, na utrzymanie tej strony, wpłacając dobrowolną kwotę na konto.
Bank PKO BP nr rachunku: 33 1020 3916 0000 0602 0098 3122
z dopiskiem „Dla Jana”. Za wszystkie wpłaty z góry dziękuję. 
07 12 2022 Najtrudniejsze chwile "dobrej zmiany". PiS wie, że może stracić władzę.
Widmo porażki wyborczej i oddania władzy nigdy wcześniej nie było tak bliskie, jak obecnie. W dodatku kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele nie ma ani strategii, ani pomysłu, jak odwrócić ten niekorzystny trend, który z każdym miesiącem będzie się tylko pogłębiał za sprawą ukrywanego olbrzymiego kryzysu finansów publicznych oraz totalnej wojny między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro. Z finansami państwa jest naprawdę źle, a z każdym kolejnym miesiącem sytuacja będzie stawała się coraz bardziej dramatyczna. To nie są żadne tezy publicystyczne, tylko coraz częstsze stwierdzenia, jakie padają w zaciszach rządowych gabinetów z ust osób odpowiedzialnych za finanse publiczne i budżet kraju. "Idziemy na zderzenie czołowe ze ścianą" – tak niedawno przekonywać miał na zamkniętym spotkaniu w resorcie finansów jeden z ministrów w rządzie Mateusza Morawieckiego, który miał także stwierdzić, że wiele analiz wskazuje na to, iż pieniądze w ramach przyszłorocznego budżetu skończyć się mogą już w marcu.
Z relacji z tego spotkania – którą poznał Onet – wynika, że problemy związane z rozpędzającą się inflacją, wysokimi cenami energii oraz rozdętymi wydatkami socjalnymi i pomocowymi to w zasadzie najmniejsze zmartwienie obecnej władzy. W zastraszającym tempie rośnie bowiem faktyczny koszt obsługi długu, za który – według oficjalnych danych – w przyszłym roku zapłacimy z budżetu państwa 66 mld zł. Faktycznie jednak, jak wynika z wewnętrznych analiz rządowych, ma być to kwota znacznie większa, a za dwa lata niemalże dwukrotnie wyższa. To nie koniec poważnych problemów. Wbrew oficjalnej narracji, rząd ma poważny kłopot z dalszym zadłużaniem, gdyż nikłym zainteresowaniem rynków cieszą się obecnie obligacje skarbowe i to pomimo coraz wyższego ich oprocentowania. Powód? Niektórzy wskazują na niemalże całkowite porzucenie na przestrzeni ostatnich wielu miesięcy rozmów przedstawicieli rządu z inwestorami zagranicznymi, inni na brak zaufania inwestorów do polityki, jaką prowadzi Narodowy Bank Polski, na którego czele stoi Adam Glapiński. I choć na początku listopada, jak informowało Ministerstwo Finansów, udało się na rynkach amerykańskich sprzedać obligacje za 3 mld dol., to wciąż jest to zaledwie kropla w oceanie wydatkowych potrzeb rządu Morawieckiego. Jak twierdzą rozmówcy Onetu z kręgów rządowych, którzy prosili o zachowanie anonimowości, przez długi czas prawda o stanie finansów publicznych miała być ukrywana na polecenie samego premiera i to nawet przed członkami rządu oraz szeregowymi politykami partii władzy.
Stosunkowo niedawno o faktycznym stanie finansów dowiedzieć się miał sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, który na jednym ze spotkań w wąskim gronie miał wzburzony pytać, dlaczego nikt mu nie powiedział wcześniej, jak się te sprawy rzeczywiście mają. Po tym spotkaniu narracja polityków obozu rządzącego wyraźnie się zmieniła, a zamiast festiwalu nowych obietnic zaczęli mówić coraz częściej o oszczędnościach, czego skutkiem była dyskusja na posiedzeniu Rady Ministrów oraz przygotowany przez resort finansów plan oszczędności, sięgający od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu miliardów złotych.Politycy z Nowogrodzkiej, z którymi rozmawialiśmy, przyznają wprost, że rząd Morawieckiego nie ma ani żadnej strategii, ani planu na walkę z kryzysem. – Przypomina to próby ugaszenia płonącej stodoły za pomocą wiader z wodą, gdzie wszyscy widzą, że bez użycia ciężkiego sprzętu stodoła się cała spali – przyznaje jeden z bliskich współpracowników prezesa PiS.
Na nasze pytanie, jak to możliwe, że premier Morawiecki, który zna przecież rynki i sektor bankowy jak nikt inny w PiS, nie podejmuje żadnych działań, by nie doszło do katastrofy i krachu publicznych finansów, pada odpowiedź: – Widocznie pogodził się z faktem, że już nic się nie da zrobić.
Nie bez powodu także w ostatnich tygodniach zmianie uległo podejście rządu i PiS-u do relacji z Brukselą. Cel partia Kaczyńskiego ma jeden: tak dogadać się z unijnymi urzędnikami, by do Polski jak najszybciej popłynął strumień unijnych pieniędzy w ramach KPO, bez których w zasadzie niemożliwe będzie wyjście z kryzysu. 
Jarosław Kaczyński po raz kolejny i być może ostatni podjął się próby posklejania Zjednoczonej Prawicy i dotrwania w tym układzie politycznym do przyszłorocznych wyborów. A zadanie, jak zgodnie przyznają zarówno politycy Solidarnej Polski, jak i Prawa i Sprawiedliwości, ma tym razem arcytrudne. Zwłaszcza że odwołania Morawieckiego z funkcji szefa rządu chciałoby poza Solidarną Polską także w PiS-ie bardzo wielu. Począwszy od Jacka Sasina, poprzez Mariusza Błaszczaka, Elżbietę Witek, na Beacie Szydło kończąc. Jak słyszymy od naszych rozmówców, nie ma w zasadzie tygodnia, by ktoś nie przekonywał Kaczyńskiego właśnie do takiego ruchu. Ostatnio dymisji Morawieckiego domagał się Jacek Kurski, który jako warunek swojego powrotu do polityki postawił prezesowi PiS właśnie m.in. tę kwestię. – Jacek powiedział jasno, że nigdy nie wejdzie do rządu Morawieckiego, a jak nie będzie w rządzie, to także nie pokieruje kampanią PiS w nadchodzących wyborach – relacjonuje Onetowi bliska osoba z otoczenia Zbigniewa Ziobry. Lecz podobnie, jak na rozpad koalicji, tak na wymianę premiera Prawo i Sprawiedliwość nie jest dzisiaj gotowe. – Nie ma dziś w partii nikogo, kto mógłby zastąpić Mateusza i z nową energią poprowadzić nas do zwycięstwa – przyznaje polityk z bliskiego otoczenia prezesa PiS. A sam Kaczyński, którego niedawno namawiać miał do zostania premierem podobno sam Morawiecki, z racji wieku i sił nie stanie ponownie na czele rządu.
Źródło: onet.pl
Zamiast oszczędzać rząd planuje kolejne zwiększenie wydatków, przede wszystkim na utrzymanie wielomilionowej armii bezużytecznych urzędników!? Morawiecki coraz to głębiej sięga do naszych kieszeni, bo utrzymanie koalicji rządzącej jest najważniejsze!? Nie ma już parlamentarzysty PiS, który nie posiadałby dodatkowej posady wiceministra, prezesa agencji rządowej, pełnomocnika rządu ds. czegoś tam. Dzięki temu może brać diety, czasem też i uposażenia poselskie, oraz pensje ministerialne lub prezesowskie.
Morawiecki nie chce umierać za sądy, ale z kolei Ziobro i jego ludzie nie chcą umierać za Morawieckiego. I mają w tym ciche wsparcie wielu wpływowych polityków PiS, którym polityka europejska prowadzona przez premiera i jego ludzi po prostu się nie podoba. 
06 12 2022 Relacja z zebrania w spółdzielni mieszkaniowej „Europa”…
Dopiero po dziesięciu miesiącach od chwili gdy bandzior Kacap z sąsiedniego osiedla „Azja” zaatakował mieszkańca naszego osiedla, doszło wreszcie do zebrania mieszkańców naszej spółdzielni. W zebraniu nie uczestniczył jednak zaatakowany Ukrainiec, który wprawdzie mieszka na naszym osiedlu, ale kierownictwo spółdzielni „Europa” nie zgodziło się, by został członkiem spółdzielni. „Być może potem, gdy Kacap przestanie atakować Ukraińca i gdy Ukrainiec oczywiście zaakceptuje „kamienie milowe” – przekonywało nas kierownictwo spółdzielni „Europa”…Póki co Kacap zgwałcił żonę Ukraińca, porwał ich dziecko, obrabował spiżarnię i jak to każdy Kacap – powyrywał kable, rozbił sedes i ukradł cały sprzęt kuchenny. Na koniec Kacap zabił jeszcze dziadka Ukraińca za to, że nie chciał oddać Kacapowi psa, na którego Kacap miał akurat apetyt. Teraz codziennie Kacap obrzuca mieszkanie Ukraińca granatami i praktycznie zrujnował już cały budynek… Te wszystkie okoliczności znane były wszystkim mieszkańcom naszego osiedla przed rozpoczęciem zebrania, które zagaił jak zwykle kierownik osiedla „Europa” Herr Stolec.
Stolec, który zmienił dotychczasową kierowniczkę Andżelikę Makrelę (w związku z jej przejściem na zasłużoną emeryturę) – na wstępie wyraził oburzenie zachowaniem Kacapa, którego nikt się nie spodziewał: „Przecież pan prezes Kacap, który zaopatruje nasze osiedle w gaz butlowy - zatrudnił w swej spółce gazowniczej całe dotychczasowe kierownictwo naszej spółdzielni, oprócz dotychczasowej kierowniczki, która jeszcze się waha… Wiadomo było, że prezes Kacap regularnie wypłacał im wynagrodzenia i nic nie wskazywało na to, że zaatakuje pana Ukraińca! A jeżeli już zaatakuje, to po trzech dniach będzie po wszystkim!” - przekonywał zniesmaczony kierownik osiedla „Europa”. W dalszej części swojego przemówienia kierownik Stolec wspomniał o pomocy, jakiej kierownictwo osiedla „Europa” udzieliło Ukraińcowi i jego rodzinie: „Osobiście przekazałem Ukraińcowi odziedziczony po moim dziadku hełm wraz z racjami żywnościowymi dla Wehrmachtu! Ale to nie jest nasze ostatnie słowo! Właśnie przystąpiłem do negocjacji z prezesem Kacapem w sprawie zakończenia konfliktu zbrojnego w domu Ukraińca: 
Musimy wrócić do porozumień, które mieliśmy w ostatnich dekadach i które były podstawą ładu pokojowego i bezpieczeństwa na naszym osiedlu „Europa” – podsumował kierownik Stolec, dodając: Możemy wrócić do porządku pokojowego, który działał, i ponownie go zabezpieczyć, jeśli u Kacapa jest wola powrotu do tego porządku pokojowego… A czuję, że jest..." – dodał zadowolony ze swej misji Herr Stolec. Po kierowniku Stolcu, głos zabrał jego zastępca Monsieur Mikron, czujnie pilnowany przez swą małżonkę Brygidę. Mesje Mikron nie ukrywał, że jest w stałym kontakcie z prezesem Kacapem, gdyż „jedynym gwarantem pokoju, są negocjacje z mordercą Kacapem” – przekonywał zastępca kierownika Stolca. Mesje Mikron, aby być bardziej widzialny i słyszalny na zebraniu członków spółdzielni „Europa”, wszedł wreszcie na stół prezydialny, skąd zaczął ryczeć do zebranych: „Oznacza to, że jedną z podstawowych kwestii, do jakich musimy się odnieść - jak zawsze mówił mi prezes Kacap - jest obawa Kacapa, że NATO podejdzie tuż pod jego drzwi, oraz jego obawa przed rozmieszczeniem broni, które mogłyby zagrozić Kacapowi! To będzie jeden z czynników decydujących o pokoju, więc musimy być na to przygotowani: co jesteśmy gotowi zrobić, jak mamy bronić członków osiedla „Europa” bez użycia broni a jednocześnie dać prezesowi Kacapowi gwarancje bezpieczeństwa, gdy wróci do stołu rozmów”…
- To może zamiast Ukraińcowi zaczniecie przesyłać broń Kacapowi a nazwę naszego osiedla od razu zamienicie na „Ewropa”, żeby dać gwarancje zbrodniarzowi Kacapowi?! – ktoś przytomnie zareagował z sali. Ale zastępca kierownika Stolca już zszedł z prezydialnego stołu, więc nikt nie usłyszał, co mesje Mikron miał do powiedzenia na tę ewidentną zaczepkę …
Źródło: niepoprawni.pl
Nieoficjalnie: Lotniska w głębi Rosji zaatakowały drony wysłane z Ukrainy. Dlaczego tak późno Ukraina atakuje Rosję, kto jej tego zabronił!?

06 12 2022 Końcowy raport smoleński po POLSKU i ANGIELSKU.
Raport smoleński został zaprezentowany 11 kwietnia 2022 r. przez szefa podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Wkrótce po zakończeniu konferencji raport opublikowany został na stronie podkomisji. Opracowanie liczy 338 stron. Przyjęte zostało przez podkomisję 10 sierpnia zeszłego roku. Jak mówił Macierewicz, najpierw zapoznały się z nim rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Raport składa się z pięciu części zatytułowanych: "Ustalenia", "Badania", "Wnioski podkomisji", "Przyczyny katastrofy" oraz "Zalecenia profilaktyczne". Pierwsza z części odnosi się do szeregu kwestii takich jak: informacje o załodze, pasażerach, parametrach technicznych samolotu, przebiegu przygotowania wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r., historii lotu oraz katastrofy i relacji świadków. W drugiej części zawarto opis przeprowadzonych przez podkomisję analiz, badań i symulacji. We wnioskach napisano natomiast m.in., że decyzja o przekazaniu Tu-154M do remontu w Samarze w zakładzie Aviakor będącym wówczas własnością Olega Deripaski, rosyjskiego oligarchy, przyjaciela ówczesnego premiera Federacji Rosyjskiej W. Putina "została wymuszona przez służby specjalne FR, które od początku kontrolowały cały proces remontu".
"Istotne znaczenie miał fakt pozytywnego zaopiniowania tej firmy przez polskie służby wywiadowcze i kierownictwo MON, mimo oficjalnych ostrzeżeń ze strony części aparatu rządowego. Wpływ na tę decyzję mieli wojskowi i urzędnicy MON, w tym związani w przeszłości z komunistycznymi służbami specjalnymi i szkoleni w ZSRR. Ale nie byłaby ona możliwa bez decyzji lub przynajmniej akceptacji premiera rządu Donalda Tuska nadzorującego służby i konstytucyjnie za nie odpowiedzialnego" - napisali autorzy raportu. Zdaniem podkomisji "nadzór rosyjskich służb nad remontem dał im możliwość podejmowania w sposób niekontrolowany działań mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa pasażerów korzystających w przyszłości z remontowanego samolotu". "Przyczyną takiego stanu rzeczy był kierunek polityczny ówczesnej administracji nastawiony na zbliżenie z Rosją i konflikt z Prezydentem RP oraz reprezentowaną przez niego niepodległościową linią polityczną. Skutkiem było współdziałanie z Rosją w celu utrudnienia wizyty w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Głównym przedmiotem sporu był sojusz strategiczny z USA, budowa sojuszu Międzymorza, suwerenność energetyczna i dążenie Tuska do związania polskiego wojska i służb specjalnych z aparatem FR" - oceniono w raporcie.
Jak podsumowała podkomisja, "tak więc prawdziwą przyczyną katastrofy smoleńskiej były dwie eksplozje w końcowej fazie lotu". "Pierwsza miała miejsce ponad 100 metrów przed miejscem, gdzie rosła brzoza na działce N. Bodina podczas odejścia na drugie zajście. (...) Druga eksplozja nastąpiła kilkanaście metrów nad ziemią ok. 6 sekund po wybuchu w skrzydle, w pobliżu dwóch bruzd znaczących pierwszy kontakt z ziemią dużych części samolotu. Miała ona miejsce w lewym centropłacie, który został rozbity na dwie części" - głosi opracowanie podkomisji. "Katastrofa smoleńska pokazała pełne przygotowanie strony rosyjskiej, która była gotowa do reagowania na katastrofę, jaka wydarzyłaby się kilkaset metrów przed pasem lotniska, o czym świadczyło m.in. rozstawienie w tej okolicy służb ratowniczych. Konsekwentnie działał też Donald Tusk, godząc się na oddanie natychmiast po katastrofie całego procesu badania zdarzenia w ręce premiera W. Putina i podległych mu służb" - pisze podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza. Ponadto - według podkomisji - "na katastrofę złożył się szereg świadomych działań ze strony rosyjskich kontrolerów lotu, którzy sprowadzali polski statek powietrzny, podając załodze nieprawidłowe, fałszywe dane". "Istotne znaczenie dla przebiegu przygotowań do aktu bezprawnej ingerencji miał tzw. incydent gruziński (z sierpnia 2008 r.), który pozwolił sprawdzić reakcję środowisk politycznych, medialnych oraz służb specjalnych na zagrożenie życia Prezydenta RP" - oceniła ponadto podkomisja.
W zaleceniach podkomisja zarekomendowała m.in. powołanie jednostki zajmującej się lotami najważniejszych osób, gruntowne kontrole pirotechniczne po każdym remoncie samolotu oraz rozbudowaną ochronę kontrwywiadowczą takich remontów. W związku z raportem przygotowano także tysiące stron załączników, które zawierają materiał dowodowy. Zawarte są w nich w większości kwestie techniczne, ale również mieści się w nich dokumentacja prawna oraz dokumentacja filmowa. 
Źródło: niezalezna.pl
Wina tych co doprowadzili do katastrofy smoleńskiej, musi być ogromna, skoro co miesiąc tak rozpaczają!? Czy to im otworzy bramy raju, wątpię!? Jak długo jeszcze ta szopka, ten taniec na grobach smoleńskich będzie trwał!?
To był prywatny lot, niemile widziany przez Putina!? Mimo wszystko Kaczyńscy podęli decyzję o locie i lądowaniu w Smoleńsku w trudnych warunkach atmosferycznych!? Dlaczego Jarek, i Macierewicz nie polecieli, czyżby wiedzieli!?
Na pokład samolotu lecącego do Smoleńska wsiadł człowiek „mały” kłótliwy,przeciętny prezydent, zaściankowy i ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: "spieprzaj dziadu!"; "ta małpa w czerwonym"; "ja Panią załatwię", człowiek nie znający słów refrenu hymnu narodowego. Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy. Prezydent z najniższym poparciem społecznym. W trumnie ze Smoleńska przywieziono wybitnego Męża Stanu, patriotę, bohatera narodowego, ojca narodu, największego Polaka, równego królom. To ja się pytam, kto podmienił zwłoki, gdzie jest ciało Kaczyńskiego? 
04 12 2022 "Plany PO to wojna przeciw naszej cywilizacji". 7 najważniejszych cytatów z wystąpienia J. Kaczyńskiego w Nowej Soli.
- Musimy bronić naszej cywilizacji, bo propozycje PO oznaczają wojnę przeciw niej. My chcemy demokracji i prawa obywateli o decydowaniu o sobie - nie chcemy, żeby to stało się fikcją - mówił dzisiaj w Nowej Soli (woj. lubuskie) Jarosław Kaczyński. Wybraliśmy dla naszych Czytelników 7 najważniejszych cytatów z dzisiejszego wystąpienia prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
1. O planach opozycji
"Politycy opozycji] mają te 100 dni, w których mają rozwiązać wszystkie te problemy, które - w ich mniemaniu - są do rozwiązania, a więc przeprowadzić wielką operację represyjną, łamać prawo, bo - w gruncie rzeczy - w ramach prawa nic takiego nie jest możliwe, łamać zasady demokracji, bo innej opozycji niż ta, którą my byśmy byli, gdybyśmy przegrali, w Polsce przecież nie ma. (...) Można powiedzieć, że proponują nam coś w rodzaju wojny domowej, a gdyby nie było oporu, a sądzę, że byłby opór i to bardzo mocny, to byłaby to nie wojna domowa, tylko pacyfikacja".
2. O Unii Europejskiej
"My byliśmy i jesteśmy za tym, aby być członkiem Unii Europejskiej. Ale to nie oznacza, że akceptujemy plan stworzenia z UE jednego państwa. Wtedy takie państwa, jak Polska stracą swoją suwerenność. Droga pod niemiecki but jest nieszczęściem".
3. O planach Rosji i potrzebnych sojuszach
"Rosjanie deklarowali, że Ukraińców ma nie być, bo im się to nie podoba. Pewnego dnia ogłoszą, że Polaków też ma nie być, bo to im się nie podoba. (...) Pamiętajcie, że jedyną drogą, aby to powstrzymać, nie jest żaden projekt europejski, nie są żadne Niemcy, żadna Francja. To jest własna siła i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi".
4. O trudnym zadaniu PiS
"Nasza partia potrafiła w ciągu jednej kampanii zwiększyć swoje poparcie o kilkanaście procent - prawie dwukrotnie. Potrafiliśmy też zwiększyć nasze poparcie dwukrotnie w ciągu jednego miesiąca - na przykład jak to było w 2004 roku. (...) Dzisiaj paru procent nam brakuje do tego, żeby uzyskać samodzielną większość. Musimy je zdobyć. Ja nie twierdzę, że to jest łatwe, to jest trudne, ale trudne zadania to specjalność Prawa i Sprawiedliwości, to specjalność Zjednoczonej Prawicy"
5. O Niemczech i reparacjach
"Gdyby Niemcy były potraktowane tak, jak to było w wielu planach i to sformułowanych nie w Sowietach a na Zachodzie, to dzisiaj byliby oni bardzo, bardzo biednym i dużo mniej licznym krajem niż są. Potraktowano ich wyjątkowo łagodnie. Niech Bogu dziękują, że tylko tak. Są nam winni - mają zapłacić".
6. O obronie cywilizacji
"Nasi przeciwnicy zasłaniają się hasłami o mowie nienawiści. Ale jeżeli nas spotyka atak, to nie jest to nic nadzwyczajnego. Widzimy duży atak na kulturę i szerzenie ideologii z zewnątrz - to jest także atak na cywilizację chrześcijańską. (...) Musimy bronić naszej cywilizacji, bo propozycje PO oznaczają wojnę przeciw niej. My chcemy demokracji i prawa obywateli o decydowaniu o sobie - nie chcemy, żeby to stało się fikcją"
7. O patologiach środowiska lekarskiego
"Pogoń za pieniądzem w tym [lekarskim] środowisku jest jednak przesadna i będzie trzeba coś z tym zrobić. (...) Lekarz jest człowiekiem nie tylko pewnego zawodu, ale także pewnej misji"
Źródło: niezalezna.pl
Według Kaczyńskiego za Tuska była drożyzna, no a to co w tej chwili mamy, to co to jest!? Za Tuska z pełnym wózkiem wyjeżdżałem z marketu, a dziś nawet nie biorę koszyka!?
Kolejne wybory w których nie będę brał udziału, bo tak naprawdę nie ma na kogo głosować! No bo dlaczego mam znowu wybierać pomiędzy ciepłym a zimnym qufnem!?
Zastanawia mnie co ludzi jeszcze przyciąga do PiSu. No bo miał być koniec dojenia państwa, a doją trzy razy tyle. Mieli wstać z kolan, a leżą na łopatkach. Więc albo sondaże kłamią, albo mamy w kraju ponad 30% debili!?

04 12 2022 Bój o klasę robotniczą.
Im bardziej PiS przykręca śrubę Polakom swoją polityką bezmyślności i niekompetencji, tym bardziej opozycja się radykalizuje w swoim przekazie i okopuje w starym przysiółku, gdzie każdy kąt jest już obsikany i nic niespodziewanego się nie przydarzy. A gdyby tak szerzej, poza swój widnokrąg, to co wtedy? Aaa, wtedy jest ryzyko, że żelazne jądro zmurszeje, a nowe się nie wykluje. Nie wiem który to już raz czytam, że tzw. klasa średnia, libki, czy jak tam jeszcze się określa ludzi, którzy ciężko pracują i są okradani przez państwo z owoców swojej krwawicy, dąsają się na światowy kryzys, bo nie mogą posyłać dzieci na konie, rezygnują z diety pudełkowej albo nie dają rady pojechać na wakacje za granicę. Taki to obraz mitycznej klasy średniej wyłania się z lektur prasy kolorowej i informacyjnej głównego nurtu. Utyskują prawi, bo to nie ich elektorat je z pudełek albo funduje dzieciom dodatkowy angielski z native speakerem. Ich wyborca je w domu, gotuje mu żona, a żonie gotuje ona sama. Tak jak dzieciakom, które chodzą do szkoły rejonowej, na religię, do komunii, a na wakacje jadą do babci na wieś i komu to przeszkadza. Pomstują też lewi, bo ich też nie stać na tenisa i konie, jedzą w mlecznym barze, ubrania wymieniają na fejsbukowych grupach, a dzieci im kołysze koleżanka po pracy, zapoznana na manifestacji pod  domem Kaczyńskiego. Tamtych, co to im tak bardzo źle, niech tuli do cyca Platforma z Hołownią. Nic tu po nich. Oni nie nasi, ani nie ich. Bo mają. Albo mają, bo pewnie ukradli, albo mają, bo jeszcze im nie zabrali, a powinni. My nie mamy. Bo nigdy nie mieliśmy, albo nie wiemy, co to jest mieć, bo tak nie wypada. A ja się pytam: a co jest w tym złego, że ktoś, swoją pracą, często ponad siły, chce zapewnić dzieciom godny start, lepsze wykształcenie, dostatnie życie, podróże? I w czym jego uszczerbek na dochodach ma być gorszy od straty pielęgniarki, sprzątaczki czy bezrobotnego? Ma być traktowany jak niewdzięczny darmozjad, tylko dlatego, że lepiej mu się powiodło, dzięki pracy własnych rąk i intelektu, niż ten, któremu powiodło się w życiu gorzej? Brać w obronę można tylko maluczkich, chromych i słabych, a tego, kto traci tak samo, albo w ogólnym rozliczeniu nawet więcej, trzeba zostawić samemu sobie, bo jeszcze nie obdarli go do białej kości? To jest klasyczna bolszewia. I taką bolszewicką politykę prezentuje na łamach i na portalach wielu lewicowych publicystów. Przyznać rację ludziom, którzy tracą na polityce PiS-u wakacje, lepsze auto, albo nawet najbardziej wyszukane fanaberie, to jak stanąć po stronie burżuazji.
A rewolucja wciąż trwa i trzeba trzymać się dogmatu. Naturalnie, można to robić, tylko wówczas, jeśli ów paradygmat stanie się obowiązującą wykładnią, lewica w Polsce będzie miała do 7 proc. poparcia przez kolejne 20 lat. Bo to jest anachroniczna lewica. Z myśleniem, które na Zachodzie było dobre w marcu 1968 r., a do dziś ukrywa się w przetrwalnikowej formie w odmętach zdelegalizowanej KPP. Włodzimierzu Czarzasty i Adrianie Zandbergu, nie idźcie tą drogą. Klasa średnia, którą ja zdecydowanie wolę nazywać klasą pracującą, pomny na historyczne konotacje, nie jest ani prawa, ani lewa. To, że prawica nie chce po nią sięgnąć, jest dość oczywiste. Zwykle niewierzący, albo niepraktykujący, ceniący wolność, własne zdanie, znający inną niż polską mentalność, języki. Na prawicy to nie przechodzi. A pisząc prawicy, mam na myśli także i Hołownię i PO. Bo mimo wielu prób zrzucenia z siebie narodowej pelerynki, ta w obu tych formacjach całkiem nieźle przywarła do grzbietu liderom. Czemu z kolei nie chce zawalczyć o nią lewica, pojęcia nie mam. Ludzie, którzy nie boją się ciężkiej pracy. Którzy doszli do tego co mają, dzięki niej, wbrew przeciwnościom losu, który nazywa się Polska. Ludzie często z awansu społecznego, małych miejscowości, odnajdujący się w realiach metropolii, wiedzący, jak ciężki jest chleb, na który trzeba samemu zaharować. I co? Dla lewicy to też be? 
Klasa pracująca nie ma w Polsce swojego reprezentanta, i z braku lepszego pomysłu na nią, wszyscy wpychają ją w ręce Tuska, bo przecież to on obiecywał niskie podatki. A nie pamiętamy już, że to właśnie za niego podatki poszły do góry, podobnie jak wiek emerytalny. Jeśli lewica w Polsce nie chce zostać czerwonym skansenem, po pierwsze musi iść nie tylko na bazary, do familoków i biedaszybów, ale też na strzeżone osiedla, do miasteczka Wilanów, na peryferia i sypialnie mniejszych miast, gdzie stoją jednorodzinne domki od sztancy. A po wtóre, musi zaprzestać używania języka rodem z „Kapitału” i dzielenia świata według XIX wiecznego archetypu burżuj-robotnik. To naprawdę nie jest ani mądre, ani śmieszne, a przede wszystkim, jeśli już chcemy być fair i w sferze semantycznej, zwyczajnie niesprawiedliwe. Ludzie mają prawo do bycia bogatymi. Jeśli tylko doszli do swojego dobrobytu uczciwie. Mają prawo żyć jak chcą, jeść co chcą i za ile, jeździć czym chcą, jeśli ich stać. A to, że się im funduje recesję i inflację to nie dziejowa sprawiedliwość, tylko takie samo złodziejstwo, jak zabieranie podwyżek budżetówce albo waloryzacji rencistom. Bo kim, ja, ty , Włodzimierz Czarzasty czy Xawier Woliński jesteśmy, żeby oceniać, kto jest dobry a kto zły, po stanie jego konta. Trójka klasową? Panowie, na Boga (jeśli istnieje), nie tędy. Zlitujcie się. 
Źródło: wpunkt.online
Skoro niewolnictwo zostało zakazane to dlaczego nadal jesteśmy zmuszani do oddawania większości pieniędzy państwu, które decyduje, co możemy jeść i pić, czego mają się uczyć dzieci i jak mamy troszczyć się o własne zdrowie i przyszłość?
Za Morawieckiego żadna prywatna firma nie ma co liczyć na kokosy!? Podatki, opłaty, składki......na to idzie wypracowany zysk!? No a spółki Orlen, PGG, PGE....mają rekordowe zyski!? W pierwszym półroczu 2022 r. zamknięto 105 tys. i zawieszono 161 tys. firm tj. o 30% niż w analogicznym okresie do zeszłego roku!? 
03 12 2022 Nazwali Macierewicza „ruskim agentem”, za poprawkę o Smoleńsku.
Szrot: Nie wiem, gdzie jest zdrowy rozsądek. Uchwała uznająca Rosję za państwo sponsorujące terroryzm nie została przyjęta, ponieważ opozycja sprzeciwiła się zgłoszonej przez Antoniego Macierewicza poprawce dotyczącej m.in. katastrofy smoleńskiej. Pod adresem polityka z ław opozycji rozległy się okrzyki: "ruski agent". - Ja już nie wiem, gdzie jest zdrowy rozsądek i uczciwość - tak skomentował sprawę szef gabinetu prezydenta Paweł Szrot przypominając jednocześnie, że Macierewicz od 50 lat walczy z sowiecką, potem rosyjską dominacją w naszej części Europy. W czwartek Sejm miał głosować nad uchwałą uznającą Rosję za państwo sponsorujące terroryzm. Podczas wieczornej debaty reprezentanci klubów zgodnie wyrazili poparcie dla uchwały. W debacie do projektu została jednak zgłoszona poprawka PiS, która wywołała sprzeciw opozycji. Poprawka zgłoszona przez Antoniego Macierewicza mówiła, że "Federacja Rosyjska jest bezpośrednio odpowiedzialna za zestrzelenie samolotu malezyjskich linii lotniczych (lot MH17) w lipcu 2014 r., kiedy to zginęło 298 pasażerów i członków załogi, oraz za katastrofę samolotu polskich sił powietrznych (lot 101) w Smoleńsku (Rosja) w kwietniu 2010 r., w której zginęło 96 osób znajdujących się na pokładzie, w tym Prezydent RP Lech Kaczyński, urzędnicy polskiego rządu, wysocy rangą dowódcy wojsk polskiego i NATO oraz członkowie polskiego parlamentu".
W związku z poprawką, która - według opozycji - burzyła kompromis wypracowany podczas prac w komisji nad projektem uchwały, opozycja wnioskowała o odroczenie obrad, jednak wniosek przepadł. Sejm przystąpił do głosowania nad niezwłocznym przystąpieniem do rozpatrzenia uchwały, który został przyjęty. Następnie odbyło się głosowanie nad poprawką, jednak nie wzięła w nim udziału opozycja, w związku z czym nie było kworum. "Nie możemy głosować uchwały ponieważ państwo wyciągnęliście karty i nie ma rozstrzygnięcia" - powiedziała marszałek Sejmu marszałek Elżbieta Witek.
Pod adresem Macierewicza, autora poprawki, z ław opozycji rozległy się okrzyki: "ruski agent". Poseł KO Marcin Kierwiński zwracał uwagę w sobotę w Programie Trzecim Polskiego Radia, że "ta uchwała była uzgodniona w komisji". "Wszyscy posłowie polskiego Sejmu popierali tekst, który był przygotowany, zredagowany w komisji" - powiedział Kierwiński. Zaznaczył, że problem pojawił się wtedy, gdy Macierewicz zgłosił poprawkę.
"To zresztą bardzo charakterystyczne, że wszędzie tam, gdzie jest szansa na jakąś zgodę w sprawach zasadniczych zawsze pojawia się ten sam człowiek, który niszczy kompromis" - podkreślił poseł KO. Według niego, mieszanie w sprawę uznania Rosji jako państwo sponsorujące terroryzm, "fobii Macierewicza, jeżeli chodzi o Smoleńsk, kłamstw Macierewicza, jeśli chodzi o Smoleńsk, jest czymś nieakceptowalnym". Zdaniem szefa gabinetu prezydenta Pawła Szrota, który również w sobotę był gościem w Programie Trzecim Polskiego Radia, ta sprawa ma kilka aspektów. "Po pierwsze, i myślę, że pan prezydent Andrzej Duda też tak uważa, takie uchwały powinny być przyjmowane w konsensusie i to dotyczy również poprawek, to jest oczywiste" - powiedział Szrot. Po drugie - jak mówił - "jeśli, ktoś oskarża Antoniego Macierewicza, człowieka, który od 50 lat walczy z sowiecką, potem rosyjską dominacją w naszej części Europy o to, że jest cytuję +ruskim agentem+, to ja już nie wiem, gdzie jest zdrowy rozsądek i uczciwość". Zamieszanie skomentował też polityk Koalicji Obywatelskiej Piotr Borys. "Macierewicz ze swoim 'kłamstwem smoleńskim' w poprawce do uchwały Sejmu o uznaniu Federacji Rosyjskiej za państwo sponsorujące terroryzm po raz kolejny podzielił całą klasę polityczną i skompromitował PiS. To działanie służy Rosji - Macierewicz. Sejm skanduje 'ruski agent' - relacjonował poseł. Głos po głosowaniu zabrał też sam Antoni Macierewicz. - Szanowni państwo, nie powiem, że jestem wstrząśnięty zachowaniem formacji prorosyjskiej. To dramat, nie robi to na mnie wrażenia, tak jak nie robiło, co działo się w latach 60., 70., 80., gdy walczyliśmy z PZPR. Ci ludzie są ich następcami - atakował opozycję były minister obrony.
Źródło: niezalezna.pl, wp.pl
Antoś znowu skakał z trampoliny do pustego basenu!? A pamiętacie jak z pełnymi gaciami wiał ze Smoleńska, wcześniej biesiadując przy suto zastawianym stole, zakrapiając od czasu do czasu mocną wódką!? Gdy tylko Putin tupnie nogą to Antoś natychmiast w wannie się schowa, taki to z niego gieroj!? 
Tych z KOR owszem często aresztowano, ale Macierewicz miał takie szczęście, że albo przyszedł za późno, lub wcześniej wyszedł!? 
01 12 2022 Kaczyński zapłaci ponad 700 tys. zł? Radosław Sikorski wygrywa sprawę z prezesem PiS.
"Sąd nieprawomocnie przyznał Radosławowi Sikorskiemu od Jarosława Kaczyńskiego kwotę 708.480 zł na pokrycie kosztów opublikowania przeprosin w serwisie Onet" — poinformował adwokat Jacek Dubois. Sprawa dotyczy prawomocnego wyroku, w którym sąd orzekł, że prezes PiS ma przeprosić Sikorskiego za nazwanie go "zdrajcą konstytucyjnym". Sprawa między Kaczyńskim a Sikorskim dotyczy wywiadu dla Onetu z 2016 r. po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych. Prezes PiS odnosił się w nich do katastrofy smoleńskiej i zaniechań, jakie według niego dopuścił się rząd PO- PSL. Działania Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego określił jako "zdradę dyplomatyczną" — chodzić miało o konszachty z Rosjanami, wymierzone w Lecha Kaczyńskiego. Za te słowa Radosław Sikorski zdecydował się pozwać Jarosława Kaczyńskiego. W 2018 r. sąd odrzucił powództwo Sikorskiego w całości. Od tego postanowienia odwołali się mecenasi Sikorskiego. I w lipcu 2020 r. w sądzie w Warszawie zapadł już inny wyrok, tym razem na niekorzyść Kaczyńskiego. Wyrok jest prawomocny. Jak poinformował Onet mecenas Dubois, Kaczyński ma tylko przeprosić. W samym wyroku nie ma mowy o wpłacie pieniędzy tytułem zadośćuczynienia. Sąd odrzucił również późniejsze zażalenie Kaczyńskiego.
Prezes PiS nie wykonał jednak do tej pory prawomocnego wyroku. I tu pojawiają się wątki finansowe. Otóż w 2021 r. Sikorski informował, że uzyskał zgodę od sądu na zastępcze wykonanie wyroku. Teraz Kancelaria Dubois i Wspólnicy na swoim Facebooku poinformowała o decyzji sądu rejonowego w sprawie kwoty. "Informujemy, że Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie nieprawomocnie przyznał Radosławowi Sikorskiemu od Jarosława Kaczyńskiego kwotę 708.480 zł celem pokrycia kosztów związanych z opublikowaniem przeprosin na łamach serwisu Onet" — czytamy. Onet skontaktował się z adwokatem Jackiem Dubois z pytaniem o szczegóły sprawy. — Pan Sikorski wygrał tę sprawę, natomiast pan Kaczyński nie chciał umieścić przeprosin. W związku z tym pan Sikorski wystąpił o tzw. spełnienie zastępcze. Chodzi o to, żeby zasądzić pieniądze od pana Kaczyńskiego, żeby mógł za to opłacić ogłoszenie tych przeprosin — tłumaczył w rozmowie z nami adwokat. — Sąd wydał postanowienie, w którym zobowiązuje pana Kaczyńskiego do zapłaty 708 tys. zł.
Czyli Sikorski miałby za takie pieniądze ściągnięte od Kaczyńskiego opublikować w Onecie przeprosiny dla siebie w imieniu prezesa PiS. Orzeczenie w sprawie tej gigantycznej kwoty jest nieprawomocne. Dubois przypomina, że Jarosław Kaczyński w przeszłości odwoływał się od wyroków sądów i przewiduje, że zapewne tak będzie tym razem. Dopytywaliśmy, czy sąd przy wydawaniu postanowienia brał pod uwagę możliwości finansowe Jarosława Kaczyńskiego. — Pan Kaczyński musi się nad tym sam zastanowić. Jeszcze rok temu kosztowało to o połowę mniej, ale nie chciał wypełnić zobowiązania sądu i w tym czasie ceny podskoczyły. Pan Kaczyński sam podjął decyzję dla siebie niekorzystną — powiedział Jacek Dubois. Według prawomocnego wyroku treść przeprosin powinna brzmieć: "W związku z udzielonymi przeze mnie wywiadami dla www.onet.pl oraz Polskiej Agencji Prasowej, przepraszam Pana Radosława Sikorskiego za podanie nieprawdziwych informacji, jakoby pełniąc funkcję Ministra Spraw Zagranicznych cofnął notę dyplomatyczną w sprawie uznania miejsca katastrofy smoleńskiej za eksterytorialne i dopuścił się zdrady dyplomatycznej. Swoją wypowiedzią naruszyłem dobra osobiste Pana Radosława Sikorskiego w postaci dobrego imienia i czci. Jarosław Kaczyński".
Źródło: onet.pl
Nie ma to jak buc buca bucem atakuje!? Dobre to Sikorski sam sobie pisze przeprosiny od Kaczyńskiego, i to za jego kasę!?

01 12 2022 Alzheimer versus Lightzheimer.
Problematyką utraty pamięci zajmuje się wielu neurologów i wiele instytutów na świecie. Niestety bezskutecznie. Do dziś nie znaleziono bowiem leku na zahamowanie postępującego Alzheimera, który potrafi zaatakować człowieka zupełnie niespodziewanie. Obrazuje to historyjka z parku w dużym mieście, gdzie na ławce płakał starszy, dobrze utrzymany i ubrany pan. Ktoś zdecydował się wreszcie pomóc starszemu panu, z czego wywiązała się taka oto rozmowa:
- Dlaczego pan tak płacze? Czy umarła panu żona?
- Nie…To znaczy żona już dawno temu umarła, a teraz mam nową żonę, całkiem jeszcze młodą…- odpowiada nadal zalewający się łzami straszy pan.
- To może ta nowa żona zrobiła panu jakąś wielką przykrość?
- Ależ skąd! Jest dla mnie bardzo dobra i bardzo miła! – odpowiada spłakany staruszek.
- To może panu nie gotuje?
- Gotuje, gotuje i to same frykasy…- odpowiada załamany starszy pan.
- To może jest fleja, nie sprząta i bałagani?
- Nigdy nie bałagani! Codziennie sprząta i jest bardzo czysta! - mówi straszy pan, wpadając w szloch…
- To może panu nie daje???- pyta zatroskany przechodzień.
- Daje, daje… Nie to co moja nieboszczka Czesia… - odpowiada starszy pan, nie kryjąc rzewnych łez…
- To dlaczego pan tak strasznie płacze?
- Bo zapomniałem, gdzie ja mieszkam! – przez szloch odpowiada starszy pan…

Utrata pamięci nie koniecznie łączy się z dolegliwościami. Przeciwnie. Obserwujemy to na co dzień w środowisku tzw. postępowego lewactwa. Wystarczy przecież posłuchać co bredzi taki postępowy lewak by się domyślić, że albo on sam, albo jego tatuś - mamusia czy też dziadek pochodzą jak nie z PZPR to z SB lub nawet z samej Rosji, skąd ich przodek na tanku do Polski przyjechał. Albo też wprost z Rzeszy niemieckiej w służbie dla Wehrmachtu. Niechęć to gmerania w historii jednak sprawia, że Polacy w dużej części nadal poszli by za ruskiem lub szkopem do samego piekła – choć ich idol ewidentnie cierpi na Alzheimera. Nie pamięta, że wysługiwał się szkopom i ruskom a polskość to dla niego to nienormalność. To znaczy – taki lewak nie tyle cierpi na Alzheimera, ile korzysta z utraty pamięci. Także z utraty pamięci zbiorowej .Wystarczy bowiem zajrzeć do biografii komuchów: większość z nich urodziła się po 1990 roku… W naszym, coraz bardziej lewackim świecie pojawiła się nowa forma zaburzenia pamięci, polegająca na nagłym – także zupełnie niespodziewanym olśnieniu fragmentu pamięci. Ta przypadłość została przywleczona z Ameryki i stoi po przeciwnej stronie Alzheimera, gdyż polega na odświeżeniu części pamięci. I to z zamierzchłej przeszłości: sprzed 30-tu, 40-tu a nawet 50-ciu lat i dotyczy wyłącznie zgasłych aktorek, byłych missek czy też parlamentarzystek, usiłujących zdobyć głosy wyborców. Co ciekawe – to olśnienie dotyczy wyłącznie seksu. Seksu, którego wprawdzie już nie ma, zaś w odświeżonej pamięci był tylko mobbingiem.
Jednak podobnie jak przy Alzheimerze, olśnienie pamięci, czyli Lightzheimer jest teoretycznie nieuleczalny. W praktyce jednak wystarczy spora dawka żywej gotówki, by uleczyć nagle olśnioną lewaczkę z objawów Lightzheimera. Niestety mniej bystrym aktoreczkom pozostają tylko zdjęcia z gwałcicielem – szykowanym przez równie bystrego tatusia na zięcia. Czyli tak samo jak za przaśnej komuny, czego przykładem jest scenka z komisariatu Milicji Obywatelskiej. Tym razem i co oczywiste - z udziałem nagle olśnionej starszej pani…
Do komisariatu wpada rozdygotana babcia, krzycząc do funkcjonariusza MO:
- Panie milicjancie, zgwałcili mnie!
- Gdzie panią zgwałcili? - pyta zdumiony milicjant.
- Tam, w krzakach – przy komisariacie!!!
- A kiedy to się stało? – przytomnie pyta stróż prawa…
- O to będzie jakieś 35 lat temu…- odpowiada babcia…
- 35 lat temu??? To dlaczego dopiero teraz przychodzi pani na interwencję? - pyta kompletnie zdziwiony milicjant.
- A bo to tak miło powspominać….- odpowiada babcia z uśmieszkiem na ustach...

Źródło: niepoprawni.pl
Tusk to nie moja bajka, podobnie jak Kaczyński!? Nadal czekam na kogoś spoza okrągłego stołu!?
Już dziś kupujemy węgiel na pecyny, cukier na ziarnka, kartofle na sztuki, a chleb na kromki.... to po podwyżce VAT będzie nas stać na stary chleb, i wodę z kałuży!? Zaś Stasin i jego kompani będą delicjami się zajadali!?
Dla elity czekoladki, dla nas wyższe podatki!? To tak po demokratycznemu, i Bożemu!? 
28 11 2022 Kolejny szkopski pic na wodę.
Niemiecka ministra (haha) obrony narodowej, Annegret Kramp-Karrenbauer, już druga z kolei Walkiria po pani komisarz Ursuli von der Leyen, z całym swoim narodowym sprytem, rozpętała kolejną międzynarodową tzw. Gównoburzę. Co ciekawe, epicentrum tego zjawiska znalazło się w naszej ukochanej Polsce. Kiedy wreszcie się nauczymy, że jak z naszego zachodu nadciągają deszcze i ulewy, to trzeba założyć kalosze i otworzyć parasol, a nie paradować w meloniku, albo kontuszu. Prosta i w zasadzie banalna oferta dla Polski ze strony Niemiec. Lecz taką by była, gdyby to właśnie nie Niemcy ją nam złożyły. Przecież już ponad pół roku czekamy na czołgi, które miały do nas dotrzeć niemalże natychmiast. Niemcy, po katastrofie na naszym terytorium, gdy zbłąkana rakieta ze strefy wojny na Ukrainie, zabiła dwóch Polaków, zaoferowały nam, że przyślą do nas, by pomogły w obronie antyrakietowej, dwie baterie amerykańskich, lecz będących własnością RFN Patriotów. To bardzo dobra broń, mimo tego, że jak później media wyszperały, już nie taka młoda, bo z lat 80-tych ubiegłego Millenium.
Polski szczyt władzy, z całą naszą szlachecką rycerskością, prezydent Duda i wicepremier, minister obrony Błaszczak, serdecznie kobiecie podziękowali. I nawet się ucieszyli, chociaż trzeźwo zasugerowali, jak to chłopy w sprawach wojennych dobrej kobiecie, że chyba byłoby lepiej, gdyby jednak te Patrioty znalazły się na Ukrainie, gdyż te ruskie rakiety latają szybko i na przykład gdy ta jedna co doleciała do wsi Przewodów w województwie lubelskim, w powiecie hrubieszowskim, w gminie Dołhobyczów i uderzyła w suszarnię zboża, to na terenie naszego kraju przebywała 3 sekundy, bo tyle potrzebuje, by przelecieć 7 kilometrów, które są do granicy kraju. Te trzy sekundy to tyle co leniwe mrugnięcie i nie da się: – zaobserwować, pomyśleć, podjąć decyzję, powiedzieć aha i nacisnąć guzik. A ile czasu zajęłoby polskiemu, albo właśnie – niemieckiemu Patriocie, by dolecieć i zniszczyć ruską swołocz, zanim zniszczy tę suszarnię, zabijając dwóch przypadkowych cywilów? Niech to sobie analitycy policzą. A Duda i Błaszczak prawidłowo kombinowali, gdy sugerowali, by te dwie stacje antyrakiet były na Ukrainie (Lwów jest 70 kilometrów od Przewodowa). Niemiecka ministra (haha) to jedna z tych kobiet, które nie lubią, gdy jej chłopy usiłują korygować powstały w ślicznej główce fantastyczny pomysł. Krzyknęła więc szybko: - Nein, nein! Na Ukrainę nie można, bo to wtedy była by już wojna Rosji z całym NATO.
Zdenerwował się nieco Jens Stoltenberg, szef NATO, który jako Norweg, bardzo dobrze zna metody pomysłowych swoich rodaczek, zdementował: - W tych sprawach, każdy kraj z osobna może robić co chce. Ot, konfuzja. Zatem co robić, ano małymi krokami, najpierw usadowić w Polsce swoje baterie rakiet – co ważne – obsługiwane przez Niemców; i co jeszcze ważniejsze – dowodzone przez Niemców! To oni będą decydować kiedy i w co strzelać. Nie Polacy, na których terytorium będą stacjonować. Kolejne kroki germańskiej buty i głupio – cwanych posunięć łatwo sobie wyobrazić, jeżeli polska władza będzie spolegliwa, mało czujna i powolna. Tak, jak kiedyś krok po kroku, najpierw poprzez próbę ustanowienia konstytucji Unii Europejskiej, potem przez Traktat Lizboński, wprowadzenie waluty euro, zdyscyplinowania i ukaranie Grecji, usunięcie niewygodnej Wielkiej Brytanii, Berlin opanował Brukselę i Strasburg, a wszystkie instytucje Unii, gęsto obsadzone przez niemieckich urzędasów i polityków, uczynił doskonałymi narzędziami, by objąć panowanie nad całą Europą.
Nie trzeba dodawać, że w wielkiej przyjaźni z Rosją i Putinem. Kto zaprzeczy, że poprzez te Patrioty, to pierwsze jaskółki niemieckiej próby dominacji również nad miltarną rosnącą potęgą Rzeczpospolitej i Niemcy nie usiłują dążyć do kontroli nad taką mocą militarną, jaką budujemy? To oni przecież, co wielokrotnie powtarzał ten największy prymityw, wśród światowych przywódców, Olaf Scholtz, mają wprost boskie prawo decydować o wszystkim na naszym kontynencie. Nie będzie im pod bokiem wyrastać jakaś siła militarna – i co wprost obrzydliwe – tych polskich podludzi. Ktoś z Was chce niemieckie wojsko w Polsce? Przecież nie ma już szlabanów granicznych, które trzeba łamać...
Źródło: niepoprawni.pl
Baterie Patriotów skoro mają bronić polskiego nieba, powinny stacjonować na terytoriom Ukrainy, i to jak najdalej od polskiej granicy, by znowu coś z nieba nie spadło!?
Z forum:  Istotą rzeczy w sprawie tych Patriotów jest niemiecka obsada tychże wyrzutni. To jakieś 300 ludzi, bez loga NATO. Czyli Polska musiałaby im wydzielić część swojego terytorium, które kiedyś może być ruskim przyczółkiem dla "obrony Polski". W przyszłości stopniowo Niemcy mogliby zwiększać ilościowo "nasze bezpieczeństwo". Po co my w ogóle, jako Polska dajemy się wikłać. Przekaz krótki dla Niemców. Chcecie pomagać Ukrainie, to dajcie im te Patrioty, a nie mieszajcie w to Polski. Dla mnie to żenująca prymitywna niemiecka prowokacja.
A czy tu przypadkiem nie mamy do czynienia z próbą projektu tworzenia "armii europejskiej" pod niemiecką kuratelą? Jak wejdą, to trudno ich będzie wykurzyć.
„Przekierowanie baterii Patriot i eskadry samolotów wielozadaniowych Luftwaffe do obrony polskiego nieba to potężny sygnał wysyłany przez Berlin do Warszawy i Moskwy. Skończyły się żarty, Berlin gotowy jest zerwać ze swoją dotychczasową polityką niedrażnienia Rosji, na rzecz wspólnego interesu Polski i Niemiec. Jak dodamy do tego fakt, że ukraińskiego nieba broni niemiecki Iris-T, jeden z najnowocześniejszych systemów przeciwlotniczych w asyście 40 samobieżnych działek przeciwlotniczych Gepard Panzer, to układa nam się zupełnie nowy obraz.”
Źródło: wpunkt.online

28 11 2022 Wyborcza volkslista opozycji.
“W poniedziałek przegnaliśmy Niemców z lasu. We wtorek Niemcy przegonili nas. W środę wszystkich przepędził gajowy…” ten fragment z pamiętnika partyzanta pasuje jak ulał do politycznej sytuacji na Śląsku. W wyborach samorządowych koalicja zblatowana przeciw prawicy zdobyła na tyle minimalną większość w sejmiku wojewódzkim, że Wystarczyło przejście na stronę PiS jednego rajcy z klubu demokracji, by władzę w krainie węgla przejęli kaczyści. A teraz na odwyrtkę, zbiesiło się kilkoro ich radnych i nad Śląskiem i Zagłębiem znów łopoce sztandar progresu. Obiektywni komentatorzy przyrównali pisowskich dezerterów do szczurów uciekających z tonącego okrętu. I na tym samym oddechu wyrazili uznanie głównemu szczurowi, marszałkowi województwa, który najęty przez nowych mocodawców zachował swe stanowisko. Pointując, szczury nie tyle uciekły, ile przesiadły się z łajby na łajbę.
Odbicie przez PiS z rąk ludzi Trzaskowskiego samorządu Pragi Północ jest oczywiście znacznie mniej spektakularne, bo w praktyce o wszystkim i tak decyduje stołeczny ratusz. Ale na bezrybiu… A swoją drogą warszawska samorządność imponuje rozmachem. Jej instytucje zajmują więcej gmachów niż administracja prezydenta Bidena. Każda dzielnica fundnęła sobie okazały ratusz. Radnych wszystkich kategorii nie sposób się doliczyć, że o urzędnikach nie wspomnę. I ta armia dba o to, aby stolica rosła w siłę, a mieszkańcom żyło się dostatniej. Promieniujące na cały kraj osiągnięcia włodarzy Warszawy, Gdańska, Sopotu, Wrocławia czy Łodzi, sprawiają, że PiS ostatnio raczej traci mir w samorządach, vide wybory lokalnych sterników w Elblągu, Rzeszowie i kilku mniejszych ośrodkach. W dodatku na szczeblu centralnym pakt senacki trzyma się mocno, ba, urósł w siłę po iluminacji senatora Jackowskiego, który po nawróceniu awansował do rangi autorytetu TVN 24. Niejako dla równowagi większość sejmowa także nie pęka, mimo zaklęć opozycji: skuś baba na dziada. Najbardziej dziwolągowatym przykładem gry w odbijanego jest koło parlamentarne zwolenników wielebnego Hołowni występujących pod szyldem Polska 2050. Ten ruch ma posłów, choć nie startował w wyborach. A niewiele brakuje, by Kukiz, który wraz z drużyną trafił do sejmu legalnie, został sam z ręką…na przycisku do głosowania. Również nieboszczka Nowoczesna wchłonięta przez tuskowców, usiłuje za wszelką cenę nie przypominać parlamentarnej wydmuszki.
A, byłbym zapomniał. W fotelach sejmowych zasiada od niedawna nowa siła, reprezentacja PPS, z ikonami socjalizmu, Senyszyn i Rozenkiem. Zatem do rekonstrukcji dawnych wspomnień czaru brakuje już tylko awangardy PPR. I widmo PZPR reinkarnuje się w postaci sprzed zjednoczenia w 1948 roku. Sztandar przewodniej siły narodu, wróć, proletariatu, wprowadzić! Obserwując to lewicowe wzmożenie czekam na kontrę monarchistów. Od iskry roznieconej w sejmie mógłby rozgorzeć płomień oświetlający drogę ku wolnej elekcji. Ostatecznie mieliśmy w historii kilku zaciężnych władców z godnym dorobkiem, że wspomnę Stefana Batorego czy Jana Kazimierza. Zresztą niekoniecznie musielibyśmy przeflancowywać na nasz grunt jakiś zacny ród panujący w Europie. Bez trudu znalazłoby się przecież kilku kandydatów na Sobieskich albo i na Maciusia Drugiego. Ciekawe jaki jakościowo parlament wybierzemy sobie za rok? Intuicja podpowiada mi, niestety, że podobny do obecnego. Wiele wskazuje bowiem na to, że nadal w krajowej polityce Kozak będzie łapał Tatarzyna, trzymany przezeń za łeb. “Analitycy” opozycji wydają się nie podzielać tej opinii. Wedle nich społeczeństwo obywatelskie już wydało wyrok skazujący prawicę na kazamaty. I zintensyfikowało rozpoczęte lata temu dożynanie watahy, wciąż jeszcze głównie propagandowe, wspierane druzgocącymi dla PiS sondażami. Zdegustowany muszę przyznać, że macherzy od czarnego piaru zaskakują mnie pomysłowością skręcając baty na PiS z mizerii marniejszej niż piasek, z którego Mefistofeles wyczarował biczyk w balladzie Mickiewicza.
Spindoktorzy z zaciekłością inkwizytorów piętnują kołtuństwo kliki z Nowogrodzkiej(czytaj: prezesa Kaczyńskiego), homofobię, antyfeminizm, bezprawie, zaściankowość… Ostatnio(?) z zapałem germanofilskich rabów potępiają szaleństwo prawicy, która ponoć usiłuje zbijać kapitał polityczny na antyniemieckich resentymentach, roi o jakichś reparacjach i odrzuca sąsiedzką ofertę wzmocnienia naszej obrony przeciwrakietowej! Zdystansowana reakcja decydentów na pomysł zainstalowania we wschodniej Polsce dwóch baterii rakiet Patriot wraz z obsługą będących na wyposażeniu Bundeswehry, wywołuje od tygodnia skowyt elyt 3 RP. Streszczę fakty, choć chyba zna je każdy. Ministra obrony w rządzie RFN zaniepokojona zapewne incydentem w Przewodowie, zaproponowała takie wsparcie swemu polskiemu koledze. Minister Błaszczak w pierwszej chwili się ucieszył, ale zainspirowany opinią prezesa zasugerował, że te 16 wyrzutni bardziej przydałoby się w Ukrainie masakrowanej ruskimi rakietami. No i poszły konie po betonie. Taka postawa osłabiająca i tak rachityczną ochronę naszego nieba zakrawa wręcz na zdradę stanu. Przez niechęć do obecności niemieckich żołnierzy na naszej ziemi PiS skazuje być może na śmierć tysiące Polek i Polaków, tudzież Polaczątek, narażonych na bezkarne ataki rosyjskich rakiet.
Zaś opcja ukraińska jest wręcz poroniona. Bowiem po pierwsze, broni tej klasy Zachód nie kwapi się umieszczać na wschód od Bugu, by nie eskalować i tak monstrualnego napięcia między NATO a Moskwą. Po drugie, patrioty musieliby obsługiwać specjaliści niemieccy, bo wyszkolenie kanonierów ukraińskich zabrałoby wiele miesięcy. Po trzecie wreszcie, militarna aktywność żołnierzy natowskich na terenie Ukrainy oznaczałaby przystąpienie sojuszu do wojny, być może wówczas już światowej. A tak na marginesie, wystarczyłby jeden dekret prezydenta Zełenskiego, by z Niemców obsługujących patrioty uczynić naturalizowanych Ukraińców. Precedensów, zwłaszcza w świecie sportu, jest aż nadto. Z perspektywy prostaczka, a niechby nawet małego Sekatorka po dużym piwie, oceniam całe zamieszanie tak. Krwawiącej Ukrainie patrioty są niezbędne od wczoraj. Polsce mogłyby się przydać być może za kilka dni, ale wyłącznie jako iskierka w morzu natowskiego ognia. Bo atak na nasz kraj powinien uruchomić mechanizmy artykułu piątego statutu North Atlantic Treaty Organization. I od tego momentu konfrontacja z bandą Putina musiałaby(?) przeistoczyć się z fazy biernej, defensywnej, w totalny atak. Pierwsze cele namierzone są od dawna. Flota czarnomorska, łodzie podwodne na Bałtyku, lotniska, most Chersoński, zajęcie Okręgu Królewieckiego… Tyle teoria, nie do końca zresztą solidna, jeśli istotnie NATO zamierza zareagować dopiero na atomową zaczepkę Kremla. Tak czy owak w razie agresji Rosji na terytorium sojuszu, dwie baterie pomogłyby nam jak umarłemu kadzidło. Teraz pointa; Obserwując jak liberyjne elyty z nachalnie proniemieckiego punktu widzenia komentują poczynania prawicy w kontaktach z Bundesrepubliką, zaczynam zastanawiać się czy aby wspólna lista wyborcza opozycji nie będzie volkslistą.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Naczelny volksdoutche opozycji, któremu wcale nie chce się ' siedzieć na tej Wiejskiej" w myśl klasyka " nie chcem,  ale muszem" , może nareszcie będzie musiał wytłumaczyć się przed trybunałem ze swojego szkodnictwa i dewastacji Polski. 
26 11 2022 Niemieckie Patrioty ....Tuskiem, na Tusku! PiSane.....
Brać czy nie brać? pomoc obiecaną przez Niemców w postaci Patriotów. Na moje, to nie traktować tego na serio! Albowiem wszelkie niemieckie deklaracje pomocy wojskowej Ukrainie po 24 lutego są tak samo niepoważne, jak fałszywe. Kaprawe szwaby, już wielokrotnie to potwierdzili w przypadku zaatakowanej Ukrainy. Dlatego, że od początku ataku Rosji na ten kraj czekają na kapitulację Ukrainy, na jej upadek. Wszak marzy im się nadal duopol; Rosja/Niemcy od Władywostoku po Lizbonę. cyt. :" Jak na razie jednak Niemcy jedynie cały czas coś tam deklarują, ale później niewiele z tych deklaracji wynika” - mówi portalowi wPolityce.pl poseł PiS Michał Jach, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej." Zaś zakres ich dotychczasowej pomocy Ukrainie, jest dosłownie minimalny, odnosząc ją z jednej strony do potencjału militarnego oraz poziomu PKB, z drugiej zaś do efektywnej, realnej i szybko udzielonej pomocy przez USA, UK, Polskę, Kanadę oraz także małych państw i mniej zasobnych jak pozostałe kraje bałtyckie czy Słowacja. Teraz zaś uznali, że będą wspomagać militarnie Polskę, deklarując rozstawienie baterii Patriot na naszej wschodniej granicy z Ukrainą.
Fałszywi łaskawcy! Niechaj pierwej wywiążą się z deklarowanej pomocy dzielnie walczącej oraz brutalnie niszczonej Ukrainie! Kaprawe szwaby. Najpierw przysyłają nam, nasyłają na Polskę swego knechta Tuska, który od swego przybycia, usiłuje zdemolować nasz kraj, osłabiać go w każdej sferze, łącznie z obronnością, wstrzymują pomoc za przyjęcie milionów uchodźców wojennych z Ukrainy, blokują należne środki z KPO, a teraz "łaskawcy", kaprawe teotoństwo deklarują nam montaż Patriotów!

Już nam "zamontowaliście" swoją antypolską wyrzutnię, kamerade Donalda, oposition fuhrera ze sforą optantów, wrogą Polsce, jako swoistą BATERIĘ, rażącą nasze terytorium, interesy, osłabiającą, godzącą w naszą obronność, w bezpieczeństwo Polski. cyt. " - Opór Ukraińców pokrzyżował plany Niemiec, które miały objąć cały nasz kontynent - mówił w rozmowie z Michałem Rachoniem w programie Minęła 20 ekspert z Akademii Sztuki Wojennej prof. Piotr Grochmalski. Zdaniem analityka, gdyby rząd RFN osiągnął sukces, dzisiejszy świat wyglądałby inaczej. "To naprawdę nie był przypadek, że Donald Tusk pojawił się na początku wojny hybrydowej" "To okropna rzecz, ale w początkowym etapie (inwazji na Ukrainę) w Niemczech przeważał pogląd, że gdyby doszło do wojny, co byłoby katastrofą, to byłoby lepiej, gdyby cała sprawa szybko się skończyła, a Ukraina upadła. (...) Kraje bardzo różniły się w spojrzeniu na sytuację. Francja, aż do samego wybuchu wojny, zaprzeczała, że może do niej dojść" - mówił w wywiadzie dla CNN były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson."
Niechaj Niemcy zdadzą wreszcie swój egzamin z UCZCIWOWOŚCI! Te ich Patrioty przydadzą się najbardziej na Ukrainie, przy okazji będą chronić i nasze terytorium. cyt. " Decyzja o tym, czy wysłać do Ukrainy systemy Patriot to kwestia w kompetencji konkretnych państw NATO - powiedział podczas konferencji w Brukseli sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Odniósł się tym samym do słów niemieckiej szefowej MON, która oświadczyła, że "jakiekolwiek użycie ich poza terytorium Paktu Północnoatlantyckiego wymagałoby wcześniejszych rozmów z NATO i sojusznikami". cyt." Rozlokowanie Patriotów na zachodniej Ukrainie jest korzystne dla bezpieczeństwa wschodniej Polski, to także wsparcie dla obrony Ukrainy; prezydent Ukrainy apelował o takie wsparcie - powiedział wicepremier, szef MON Mariusz Błaszczak"
" Z wojskowego punktu widzenia byłoby najlepiej, gdyby zestawy Patriot znajdowały się w pewnej odległości od polskiej granicy, na terytorium Ukrainy, ale decyzja w sprawie ich rozmieszczenia należy do strony, która nimi dysponuje, czyli do Niemiec - powiedział prezydent Andrzej Duda." Otóż to!, z wojskowego, militarnego punktu widzenia niechaj Niemcy je tam przemieszczą i zamontują. Zaś z polskiego punktu widzenia, nasz interes wymaga, aby Niemcy, wreszcie zrozumieli, że czas już po temu, aby ich KAMERADE fuhrer oposition D. TUSK dowodzący skierowaną przez nich i zainstalowaną nad Wisłą ANTYPOLSKĄ BATERIĄ TOTAL OPOSITION przestał do nas strzelać, razić Polskę NIEMIECKĄ AMUNICJĄ.
ps. Czy można sobie wyobrazić pobyt niemieckich żołnierzy np na Zamojszczyźnie, gdzie w czasie ich okupacji cyt. "... Ogółem z Zamojszczyzny od listopada 1942 r. do sierpnia 1943 r. deportowano ponad 110 tys. osób. Kilkadziesiąt tysięcy osób trafiło do obozów koncentracyjnych m.in. do Oświęcimia i Majdanka. Znaczną część społeczeństwa polskiego wywieziono na roboty przymusowe do III Rzeszy. Szczególnie okrutny los spotkał dzieci, określane dziś mianem „Dzieci Zamojszczyzny”. Przyjmuje się, że z 30 tys. dzieci objętych akcją wysiedleńczą ok. 10 tys. straciło życie bądź zaginęło, a ok. 4,5 tys. przeznaczono do germanizacji. Transporty wycieńczonych i głodnych najmłodszych Zamojszczan skierowano m.in. do Siedlec, gdzie 3 lutego 1943 r. mieszkańcy miasta, na znak protestu wobec bestialstwa Niemców, zorganizowali demonstracyjny pogrzeb dzieciom zmarłym podczas podróży." Po zbrodni Aktion Zamosc osiedlano tam Niemców pochodzących głównie z Bukowiny i Besarabii. Szacuje się, że na te tereny przybyło ok. 12 tys. kolonistów.
Źródło: niepoprawni.pl
Baterie Patriotów skoro mają bronić polskiego nieba, powinny stacjonować na terytoriom Ukrainy, i to jak najdalej od polskiej granicy, by znowu coś z nieba nie spadło!?

26 11 2022 "Stan Wyjątkowy". Błazny Putina ośmieszyły Dudę. Kaczyński traci władzę na Śląsku. PiS brzydzi się rakiet z Niemiec.
W sumie moglibyśmy sobie nieco podworować z Andrzeja Dudy. Oto pan prezydent stał się najlepszy na świecie przynajmniej w jednej dyscyplinie. Jest otóż jedynym liderem państwa, który dwa razy dał się nabrać rosyjskim trollom o barwnych ksywkach Vovan oraz Lexus. Bliscy Kremlowi nabieracze wyspecjalizowali się w wydzwanianiu do światowych liderów i podawaniu się za innych światowych liderów. Tak na to patrząc, prezydent powinien się poczuć doceniony — jest tak ważny, że już dwa razy postanowili ośmieszyć właśnie jego. Do pierwszej wtopy doszło dwa lata temu, kiedy zadzwonili do Dudy, podając się za sekretarza generalnego ONZ. To była niezła beka — tamten "António Manuel de Oliveira Guterres" opowiadał Dudzie, że zadzwonił do niego Rafał Trzaskowski i przekonywał, że to on wygrał wybory prezydenckie w 2020 r. Naprawdę, można było boki zrywać. Teraz było mniej śmiesznie — Vovan oraz Lexus wydzwonili prezydenta Dudę, udając "Emmanuela Macrona" w absolutnie strategicznym politycznie i militarnie momencie: w nocy z 15 na 16 listopada, kilka godzin po tym, gdy w Przewodowie na Lubelszczyźnie spadł pocisk ze Wschodu, zabijając dwóch mężczyzn. Podczas gdy władza była tamtej nocy wyjątkowo oszczędna w komunikatach dla społeczeństwa, to Duda był wobec "Macrona" wyjątkowo wylewny — dzięki czemu Kreml szybko się dowiedział, jaka jest ocena sytuacji ze strony polskich władz. Prezydenta nie zaalarmował ani wschodni akcent "Macrona" ani jego antyukraińskie uwagi.
Na opublikowanym przez kremlowskich trolli nagraniu prezydent mówi m.in., że rakieta nadleciała „gdzieś ze wschodu” oraz że jest produkcji rosyjskiej. Pytany o stanowisko Wołodymyra Zełenskiego w tej sprawie odpowiada, że prezydent Ukrainy zapewnia go, iż pocisk wystrzelili Rosjanie. Duda zapewnia, że jest bardzo ostrożny w rzucaniu oskarżeń. „Emmanuel, to jest wojna. Myślę, że obie strony będą się o to oskarżać” — mówi. Gdy „Macron” odpowiada, że nie potrzeba eskalacji pomiędzy NATO i Rosją, Duda zarzeka się: „Myślisz, że ja chcę wojny z Rosją? Uwierz mi, nie chcę”. Żegnając się, „Macron” mówi o Putinie i Zełenskim: „Mam dość ich obu, szczególnie Wołodymyra” — czyli prezydenta Ukrainy. Prezydent Duda nie odpowiada na tę zaczepkę. Nagranie rozmowy trwa prawie 7,5 minuty i — na ucho autorów „Stanu Wyjątkowego — jest pocięte.
W swym oświadczeniu Kancelaria Prezydenta przekonuje, że: "w trakcie połączenia Prezydent Andrzej Duda zorientował się po nietypowym sposobie prowadzenia rozmowy przez rozmówcę, że mogło dojść do próby oszustwa i zakończył rozmowę". To bzdura — twórcy "Stanu Wyjątkowego" prezentują obszerne fragmenty nagrania, zwracając uwagę, że Duda wcale gwałtownie nie zakończył rozmowy. Co więcej — wylewnie się z "Emmanuelem" pożegnał. Zresztą dwa lata temu, gdy "Guterres" dopytywał go, czy Polska odbierze Ukrainie Lwów, prezydent z całą powagą oświadczył: "Nie ma o tym dyskusji w Polsce. Teraz to część Ukrainy". A to dowodzi, że wtedy także nie zdawał sobie sprawy, że został nabrany. Pięć dni po uderzeniu rakiety w Przewodowie minister obrony Niemiec Christina Lambrecht poinformowała, że zaproponowała naszemu rządowi rozmieszczenie w Polsce zestawów systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot oraz samolotów wielozadaniowych Eurofighter — wszystko po to, by pomóc w ochronie naszego nieba.
I zaczął się kontredans. Szef gabinetu Dudy Paweł Szrot — rozmiłowany w medialnym brylowaniu i kancelaryjnym zamordyzmie — oznajmił, że to świetny pomysł. "Stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy jest tutaj najzupełniej precyzyjne. Te rakiety powinny bronić polskiego terytorium i polskich obywateli" — stwierdził. Kilka godzin później Duda oznajmił jednak, że "z wojskowego punktu widzenia najlepiej byłoby, gdyby te rakiety znajdowały się na terytorium Ukrainy". — Kaczyński wie, że patrioty z Niemiec mogły trafić do Polski lub nigdzie. Prezes zdecydował, że — ze względu na zimną wojnę z Berlinem — nie chce niemieckiej broni w Polsce, udając jednocześnie, że chodzi mu o Ukrainę. Tak czy inaczej — my się cieszymy, że jest prezes. Bez niego Błaszczak nie wiedziałby, co ma myśleć. I nie tylko on. Wiceminister finansów Artur Soboń oznajmił właśnie, że Kaczyński zna się lepiej na finansach od szefowej resortu finansów.
Niestety, w PiS są też tacy, którzy przestali w geniusz prezesa bezkrytycznie wierzyć. Choćby Jakub Chełstowski, samorządowy marszałek Śląska z nadania PiS. Właśnie porzucił partię-matkę, mimo że Kaczyński powierzył mu niedawno posadę lidera PiS w Katowicach. W praktyce od kilku lat Chełstowski był najważniejszym człowiekiem Kaczyńskiego na Śląsku. Bo katowicki poseł Mateusz Morawiecki kieruje rządem i nie ma czasu dla Śląska, zaś wpływowy do niedawna baron PiS w regionie Grzegorz Tobiszowski został europosłem i zarządza zmianą w swym życiu — rozwiódł się z żoną (senatorką PiS), przegrał proces z córką o alimenty oraz związał się z panią Tatianą, którą właśnie zapuszkowało CBA i może zostać świadkiem koronnym w sprawie płatnej protekcji. Jednym słowem — w życiu i w sercu Tobiszowskiego zrobiło się mało miejsca dla PiS i Śląska.
Kilka godzin po wybuchu w Przewodowie Andrzej Duda rozmawiał z rosyjskimi pranksterami, którzy podawali się za prezydenta Francji. — To jest bardzo wielki wstyd. Do prezydenta Polski jest prościej dodzwonić się niż do rejestracji w zakładzie opieki zdrowotnej. Tak śmieją się internauci. To kompromitacja. Pan prezydent otacza się miernotami — dlatego dochodzi do takich sytuacji— komentował Marcin Kierwiński.
— Nie znamy kulis tej sprawy i pewnie nie poznamy, bo służby specjalne pod kierownictwem ministra Kamińskiego nie dzielą się informacjami o efektach swojej pracy z parlamentem. Trzeba mieć pretensje nie do prezydenta, trzeba mieć pretensje do jego personelu i koordynatora służb. Powinny być dymisje, konkretna głowa powinna spaść. Musimy zdawać sobie sprawę, że tego typu prowokacje przygotowuje się miesiącami, a czasem latami. Rosjanie pokazali państwu polskiemu, kto jest sprytniejszy — mówił Krzysztof Bosak.
— Brakuje słów, żeby powiedzieć, jak polskie państwo zostało w tej sytuacji ośmieszone — stwierdził Krzysztof Gawkowski. Jak dodał, zawiódł rozsądek, ponieważ prezydent chciał szybko rozmawiać z przywódcami europejskimi, a nie było kolejnego sprawdzania.
Źródło: onet.pl 
25 11 2022 Spieszę pocieszać. Macie jeszcze parę lat.
Nie mam czasu, zdrowia, siły i ochoty spierać się o rzeczy oczywiste. Przypomnę  - tylko dla porządku - wirus "chińskiej grypy" jest zapowiadanym od dawna, ba radośnie oczekiwanym przez elity morderców wirusem bojowym... o bardzo malej skuteczności. Prawdziwe zagrożenie życia przez covid-19 jest na poziomie śmiertelności łupieżu, 0.01% lub mniej. Wirusem zaatakowano ludzi na całym świecie o wiele wcześniej niż podano w wiadomościach, bo już w połowie 2019 roku, są na to naukowe dowody. Podobnie jak większość operacji "fałszywej flagi" wirus nie jest taki, jakim nam się go opisuje. Śmiertelność wywołana fałszywa pandemia jest spowodowana celowym demontażem i korupcja wśród tak zwanej służby zdrowia - i dzieje się to na całym świecie. Jest to doskonale skoordynowana akcja, przygotowana wcześniej na wielu spotkaniach i ćwiczeniach. Paniczny strach przed pandemia wywołano sztucznie, majstersztykiem bylo wypuszczenie na ulice pustych karetek na sygnale i samochodów-szczekaczek jak za hitlerowskiej okupacji, nawołujących do uległości i wypełniania rozkazów.
Rzeczywistego, ultymatywnego celu "akcji wirus" możemy się tylko domyślać. Do tej pory znamy tylko pewne etapy tego ataku. Podział społeczeństwa, przymusowe wiezienie w miastach zamienianych naprędce w obozy koncentracyjne, segregacja sanitarna, przymus elektronicznego meldowania swojej obecności i składanie telefonicznych podań z prośba o przebywanie poza domem, przymus noszenia dekoracji antywirusowych i w końcu - nakaz przyjmowania zastrzyku z nieznana substancja. Żadne z tych działań nie skutkowało ograniczeniem rozprzestrzeniania się wirusa. Żadne wirusa nie leczyło. Leczenie wczesne zostało wręcz zakazane a lekarze usiłujący zgłaszać protest - kneblowani i usuwani. Za zgon na covid państwo zaczęło płacić lekarzom, nie tyle co w innych krajach, ale u nas osoby dawniej zwane lekarzami kupuje się taniej. Rezultatem było masowe morderstwo popełniane przy pełnej ochronie prawnej aparatu państwowego. Czy muszę przypominać, że sejm glosował immunitet dla rządu na czas pandemii? Aha, immunitet dla firm medycznych się też znajdzie gdyby co do czego.
Ale - dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, do rzeczy wiec. Ofiary wirusa, ofiary depresji (wzrost liczby samobójstw), ofiary braku dostępu do służby zdrowia (nie oprę się i przypomnę kosturek do pukania w szybę, bo to obrazek doskonale podsumowujący stan rzeczy) to sa wszystko ofiary masowego morderstwa, zbrodni, która przerosła skala hitlerowskie obozy koncentracyjne. Ale najlepsze dopiero przed nami. Zgony nadmiarowe, wyśnione przez Bila G. Te młode i silne osoby, które padają na twarz na stadionach, studiach telewizyjnych lub w czasie podcastów - widzimy. Padają i na ogol już nie wstają. Te, które robią to dyskretnie, w domu, po kryjomu, nie wzbudzają w nas emocji. Bo czego oczy nie widza... Widza to statystyki. I gdy nadmiarowa ilość zgonów przekracza 10% w skali rocznej na tle zgonów z 5, 10 lat to jest to naprawdę warte uwagi. A gdy osiąga tych procent 20% to jest to już alarmujące. Gdy zaś połączy się to ze zmowa milczenia wśród doradców rządu, służb zdrowia, których OBOWIAZKIEM jest te liczby obserwować i działać natychmiast - to dopiero jest powód do niepokoju. 
Wedle statystyk - najwięcej zgonów na naglice jest powodowana zapaleniem mięśnia sercowego. Myślałby kto, że upadek służby zdrowia zaowocuje odejściem ludzi potrzebujących regularnych zabiegów i długotrwałych terapii... ale nie. Jeśli sprawy pójdą tak jak ja to widzę, to zejścia na raka i choroby układu obronnego zaczną sie dopiero później. Rak potrafi się czaić przez długi czas. Ci, co go dostana po zastrzyku mRNA maja jeszcze parę lat spokoju. Oczywiście, gdy w całej swej krasie powróci HIV - firmy pośpieszą was "leczyć" kolejnymi koktajlami mRNA, a i wtedy apologeci mRNA będą wesoło zachęcali do kolejnych busterów. Bo - jak rzecze aktorka Janda i aktor Pazura, wszyscy na całym świecie, w kolejkach stoją po kolejny strzał.  Na naszych oczach runęły posady naszej cywilizacji. Te, które pozostały wykańcza się - fałszywymi jak covid - wojnami. Bo nie tylko toczyć się będzie wojna na Ukrainie. Cały świat pręży się do skoku. Bo takie przyszły rozkazy - i na nie nie ma rady. Tak czy inaczej, pozostało nam już tylko parę lat. Tym, co z nowym totalitaryzmem idą chętnie i tym, którzy się mu przeciwstawiają. Jednych pożre ta, co zawsze zjada własne dzieci. Drudzy - mogą najwyżej śnic o ucieczce. Trzeciego wyjścia nie ma dla nas, dla nich oczywiście jest. Dlatego właśnie rząd kwiczy ewakuacje, bo oni maja gdzie uciekać.
He he, napisałem "rząd". Poprawić mogę. Namiestnicy? Marionetki? Zdrajcy i mordercy? 

Źródło: niepoprawni.pl
Odkąd Putin zaatakował Ukrainę o covidzie w Europie nie słychać!? Nie wydaje to się dziwne!? Do Polski przybyło kilka milionów uchodźców z Ukrainy, nikt im nie robił testów, szczepił....i nagle covid zniknął!? Ponoć czeka na zakończenie wojny na Ukrainie, by zaatakować!? 
23 11 2022 Jak opozycja zrobiła z Kaczyńskiego ludowego swojaka.
Temat „domku Kaczyńskiego” poruszył niektóre osoby. Na tzw. opozycji są dwie narracje. Z jednej strony Prezes jest wielkim demiurgiem, który za wszystkim stoi, wszystko ustawia i ma „rozpykane” pięć kroków do przodu, stąd opozycyjne partie nie mogą sobie z taką potęgą poradzić i wygrać wyborów. Konkurencyjna, obecna zwłaszcza w najbardziej radykalnych kręgach opozycji, mówi o tym, że Kaczyński to ciamciaramcia, niczego nie ogarnia, nie ma nawet konta w banku i mieszka w rozpadającej się chałupie. No „wsiok” taki, nie to co „europejska elita” naturalnie predystynowana do rządzenia krajem. Ta ostatnia wersja jest szczególnie zabawna, bo jej niektóre wersje są celowo kreowane przez sztab PiS. Symbolem tego jest właśnie dom Kaczyńskiego. Kaczyński jest wizerunkowo świadomie lepiony na „ludowego przywódcę”, więc jego wizerunek ma być bliższy Witosa niż dajmy na to Mościckiego. Nie ma być tym kim jest naprawdę, czyli inteligentem z właściwym tej grupie społecznej kulturowym i intelektualnym zapleczem doktora nauk prawnych, czytającego Pikettiego i inne książki „wrażej” Krytyki Politycznej do poduszki. Nie pasuje tu też obraz człowieka, który odziedziczył dom blisko centrum Warszawy wart obecnie miliony (choć celowo nie remontowany), który wydaje górę kasy na ochronę i steruje rozmaitymi splątanymi przedsięwzięciami biznesowo- politycznymi. Innymi słowy, nie ma być częścią jednej z frakcji elitki warszawskiej. Ma być swojski, popełniać błędy językowe, wchodzić na śmieszne „drabinki” i w kaszkiecie snuć konserwatywne przemowy. Oczywiście sztab pisowski doskonale wie, że taki wizerunek wywoła drwiny i ubaw u innej frakcji elitki warszawskiej dla której to jest „obciach”. I to ta właśnie frakcja, najbardziej „radykalnie opozycyjna” niesie ten obraz w Polskę. Nie zauważając, że „ociepla” wizerunek prezesa w części kręgów na prowincji. Skoro jest atakowany za tę „swojskość” przez elitkę, to znaczy, że jest jednak „swojak”.
To jest, w moim przekonaniu, jeden z największych strzałów w stopę jaką sobie robi opozycja. Sami robią z Kaczyńskiego „ludowca”, a nie faceta, który de facto jest milionerem, powiązanym ze sporą, budowaną latami, siecią rozmaitych inicjatyw gospodarczych. Potem sami niektórzy publicyści wierzą, że Kaczyński nie jest członkiem żadnych elit, ale jakimś prowincjuszem, który doskonale zna sposób myślenia „ludu”. Pewne zalążki tych głupot były widoczne, kiedy wyśmiewano swego czasu Kwaśniewskiego, że tańczył „obciachowe” kawałki discopolo na jakichś dożynkach. Wtedy jednak ta głupota nie była chyba aż tak powszechna na tzw. opozycji. Teraz zrobił się z tego chyba już nieprzekraczalny podział kulturowy. Oczywiście bardzo pielęgnowany przez pisowski sztab polityczny i ich media. To jest oczywiście wizerunek. PiS to taka sama elitarna partia jak cała reszta. Pewne posunięcia w gospodarce zrobione zostały po dość dokładnych badaniach, ale w paternalistyczny sposób właściwy elicie „pochylającej się nad ludem”. Nie był w tym sensie „ludowy”. Był na wskroś elitarny, tyle że tej frakcji elity, która postanowiła powalczyć o prowincję i osoby mniej zamożne i coś im tam rzucić, ale nie za dużo. I w ten oto sposób, wizerunek całej opozycji, w tym tej „wiecznej” opozycji wobec tego systemu, czyli takich jak ja, stał się taki, że  „lewacy” to odklejone od życia elitki, a pisowscy aparatczycy z Warszawy to tacy „ludowcy”, albo „chłopaki z blokowisk”. I w ten sposób mając takie poglądy jakie mam, dostaję łatkę „paniczyka”, choć ojciec robotnik, matka robotnica, wychowałem się na prowincji i cały czas działam wśród „ludu”. Żebyście widzieli tych „paniczyków” z PiS, jak z tym ludem im wchodzimy na salony urzędowe czy partyjne i jak oni nie bardzo wiedzą jak z tym „ludem” rozmawiać. W tym sensie niewiele różnią się od tych z PO. Jedynie co ich czasem dzieli, że wykorzystujemy ich pragnienie utrzymania poparcia w „ludzie” i raczej niefajnie wyglądają obrazki w mediach płaczących emerytek zagrożonych eksmisją. Taki to podział na „elity” i „lud”.
Źródło: wpunkt.online
Kaczyński Jarosław przyznam, że ten człowiek budzi czasem we mnie coś na kształt współczucia. Zdeklarowany wróg nepotyzmu skazany na Misiewiczów, Obajtków, Morawieckich..... Zaciekły antykomunista zmuszony, z braku ekonomicznej wiedzy, do gospodarczych i społecznych decyzji rodem z PRL. Szczery wróg PZPR i SB, współpracujący z synami wrażego systemu, bo otaczające go beztalencia nie zapewnią mu realizacji marzenia o nieograniczonej władzy. Właściciel firmy powołanej w celu uratowania Polski, świata i całej ludzkości, do której myślący Polacy się nie garną, dopóki nie rozszerzy działalności. Prometeusz i Syzyf w pakiecie…

23 11 2022 Prawo i Sprawiedliwość przeciwko europejskim nowym podatkom.
W PE, Prawo i Sprawiedliwość przeciwko europejskim nowym podatkom. W poniedziałek i we wtorek w Parlamencie Europejskim, odbyły się debaty dotyczące, zarówno pozyskania środków na pokrycie wynoszącego ponad 800 mld euro długu przeznaczonego na finansowanie negatywnych skutków Covid19, oraz agresji Rosji na Ukrainę ale także podatków które pozwolą na sfinansowanie zobowiązań z tego tytułu. Wprawdzie głosowanie w PE, dotyczące sprawozdań w tych sprawach jest jednoznacznie pozytywne ale nie oznacza to, że jeszcze na etapie parlamentarnym, nie trzeba zgłaszać zastrzeżeń, które dobitnie pokazują, że proponowane rozwiązania, nie są korzystne dla wielu państw członkowskich. Wszystko wskazuje na to, że unijne przepisy wskazujące, że mogą się pojawić dodatkowe źródła dochodów budżetowych, nie będą sprzeczne z unijnymi Traktatami ale nie będzie to miało nic wspólnego ze sprawiedliwym obciążeniem wszystkich krajów członkowskich.
Zabierając  głos w tych debatach stwierdziłem, że koncepcja funduszu NextGenerationEU, pochodzącego z pożyczek do wysokości 800 mld euro, powstała w 2020 roku, przy obowiązujący na rynkach bardzo niskich stopach procentowych, a wiec niskich kosztach pozyskania pieniądza, ale w ciągu tych 2 lat ta sytuacja się mocno zmieniła, stopy procentowe już wzrosły i będą dalej rosły, choćby ze względu na wysoki poziom inflacji w strefie euro. W tej sytuacji koszt pozyskania środków na ten Fundusz wyraźnie rosną, dobrze więc że KE opracowała w tej sprawie odpowiednią strategię, korzysta z różnych instrumentów pożyczkowych, wieloletnich obligacji, zielonych obligacji, a także bonów skarbowych i zapewnia, że nie będzie pozyskiwała środków w niekorzystnych warunkach rynkowych. Stwierdziłem także, że mój kraj Polska, doświadcza już od ponad roku, blokady politycznej KE środków z KPO, mimo tego, że został on złożony już w lipcu 2021 roku i spełniał wszystkie warunki określone unijnym rozporządzeniem, chciałbym więc przy tej okazji wyrazić nadzieję, że ta blokada zostanie w najbliższym czasie zdjęta. Także koncepcja finansowania tak zaciągniętego długu przez KE przy pomocy nowych zasobów własnych, budzi z naszego punktu widzenia przynajmniej 2 poważne zastrzeżenia: - po pierwsze nowe podatki, mocniej obciążają kraje mniej zamożne, niż kraje bogate, co wyraźnie widać po funkcjonującej już blisko 2 lata opłacie od nieprzetworzonego plastiku (w przypadku Polski jest ono ponad 3-krtonie wyższe, niż w przypadku składki zależnej od DNB), - po drugie, środowiskowe zasoby własne, takie np. jak udział w dochodach z ETS, oznaczają pozbawianie takiego kraju jak Polska, dużej części dochodów z tego tytułu, a tym samym wyraźnie zmniejszają nam środki na realizację unijnej polityki energetyczno- klimatycznej. W tej prawie są już twarde dowody, ponieważ od 2021 roku obowiązują wpłaty poszczególnych krajów członkowskich jeżeli chodzi obciążenia związane z nieprzetworzonym plastikiem.
Tak się składa, że Polska wpłaciła do budżetu UE z tego tytułu kwotę 430 mln euro, co przy wszystkich wpływach rzędu 5,5 mld euro z tego tytułu, stanowi około 8%, czyli blisko 3 razy więcej niż składka naliczana od poziomu DNB (PNB Polski stanowi ok. 3% unijnego). Podobnie jest w przypadku wpływów z innych źródeł, dochody z tytułu ETS, to blisko 7% wpływów, a wiec 2,5 razy więcej niż w przypadku składki zależnej od DNB, a w przypadku CBAM , będzie to blisko 6% wpływów, a wiec 2 razy więcej niż w przypadku składki zależnej od DNB. Przyjęcie tych rozwiązań przez UE, oznacza z jednej strony większe obciążenie na rzecz budżetu UE, krajów mniej zamożnych, z drugiej strony pozbawienie ich części wpływów, które mogłyby być przeznaczone na finansowanie unijnej polityki energetyczno- klimatycznej.
Źródło: naszeblogi.pl
Wpierw pieniądze z KPO, a później porozmawiamy o nowych podatkach, o należnych składkach!?
Z forum: To proszę zablokować im te nowe podatki. KE nie potrafi pozyskiwać środków, ani ich wydawać. To maszyna biurokratyczna żywiąca się miliardami z krajów członkowskich. Nowe podatki to pole do nowych nadużyć. Gorsze mogą być tylko przymusowe ubezpieczalnie. 
22 11 2022 Rosja: O ilości (nie)przechodzącej w jakość.
Zwulgaryzowana ortodoksja marksistowska poczyniła dziury w mózgu bardzo wielu osobom. I tak wywołane heglowskim ukąszeniem słowa Engelsa o ilości przechodzącej w jakość zaczęto traktować nazbyt dosłownie. Tymczasem brodacz wuppertalski (w odróżnieniu od brodacza trewirskiego, czyli utrzymywanego przezeń Karola Marksa) Fryderyk Engels pisał wyraźnie: Nie zamierzamy tu pisać podręcznika dialektyki; chcemy tylko wykazać, że prawa dialektyki są rzeczywiście prawami rozwoju przyrody, a zatem obowiązują również w przyrodoznawstwie teoretycznym. Dlatego też nie możemy się wdawać w rozpatrywanie wewnętrznego związku tych praw między sobą. I. Prawo przechodzenia ilości w jakość i odwrotnie. Prawo to możemy dla naszych celów sformułować w ten sposób, że zmiany jakościowe w przyrodzie mogą dokonywać się tylko w rezultacie ilościowego narastania lub ubywania materii albo ruchu (tzw. energii) - w sposób ściśle określony dla każdego konkretnego przypadku. Wszystkie różnice jakościowe w przyrodzie opierają się bądź na różnym składzie chemicznym, bądź na różnych ilościach lub formach ruchu (energii), bądź też - jak to się zawsze niemal dzieje - na jednym i drugim. Nie można zatem zmienić jakości danego ciała bez dodania lub odjęcia odeń materii lub ruchu, to znaczy bez ilościowej zmiany tego ciała. W tej postaci tajemnicza teza Hegla okazuje się więc nie tylko zupełnie racjonalna, lecz nawet wcale oczywista.. Fryderyk Engels, Dialektyka Przyrody (1873-83, wyd. polskojęzyczne 1952)
Zmiany jakościowe są wynikiem ilościowego narastania. Realni marksiści (Lenin, Stalin, Hitler, Pol Pot, Mao Zedong, Soros, Merkel, Tusk, von der Leyen itp.) wywodzili z tego zapisu wniosek dotyczący ogromnej roli mas ludzkich. Masy nie mogą się mylić, jak zapewniało wielu ojców najbardziej nieludzkiego systemu w dziejach świata. Tyle, żeby przypadkiem nie weszły w pole, wprowadzono instytucje pilnujące właściwej drogi – rozmaitego typu służby bezpieczeństwa oraz wszechobecną cenzurę, czasem tylko kamuflowaną pod hasłami wolności (ale tylko dla wybranych, co okazuje się niestety później) oraz walki z mową nienawiści. Niestety. Zwulgaryzowanym marksizmem zostało opanowane nasze życie polityczne. Masy, mające rzekomo zawsze rację, były celem totalitarnej oPOzycji praktycznie już dzień po pierwszych przegranych wyborach parlamentarnych w 2015 roku. To właśnie  KOD  miał wywołać bunt MAS, który to zmieść miał z powierzchni politycznej znienawidzony PiS. Zaczadzenie marksizmem widać też u Putina. Zamiast szkolić rekrutów, zadbać o odpowiednie wyposażenie dla całej armii, uzdatnić kadrę dowódczą tak, by wreszcie zerwała z nawykami zdobytymi jeszcze podczas II wojny światowej on... zarządza pobór!
Zupełnie tak, jakby uważał, że jeśli tylko armia Federacji Rosyjskiej będzie miała 10-20 dywizji więcej od razu wzrośnie poziom wyszkolenia oraz jakość dysponowanego przez nią sprzętu. Gdyby jednak tak było Chiny już dawno dysponowałyby 100 - milionową armią i właśnie kończyły budowę baz wojennych na orbicie Saturna. ;) Tymczasem zwiększanie stanu liczebnego armii bez wzrostu poziomu jej wyszkolenia i zaopatrzenia w sprzęt prowadzi do zjawiska odwrotnego. Do zaniku zdolności obronnych, czy też agresywnych. Po prostu armia zaczyna przeradzać się w uzbrojoną, aczkolwiek niezorganizowaną grupę. A w niej rozchodzić się będą różne idee, mające jeden element wspólny – czas iść do domu. Na tym przecież bazowali komuniści w 1917 roku. Rewolucja Październikowa w listopadzie 1917 roku przede wszystkim miała położyć kres wojnie. Naród rosyjski był bowiem zmęczony trwającym już trzy lata wysiłkiem wojennym i stratami. Pokój masom! To hasło wyłączyło ówczesną największą armię świata z dalszego udziału w wojnie światowej. Dodajmy, że po największym sukcesie militarnym I wojny światowej, jaką było przełamanie frontu przez ofensywę Brusiłowa – jedyne w latach 1914-1918. Podobnie zmęczeni byli też żołnierze Cesarstw Centralnych. Na dodatek Austro-Węgry stanowiły tygiel narodowościowy, w którym etnicznych Niemców było bardzo mało.
Ilość zamiast w jakość zmieniła się więc w destrukcję. Rosjanie nie mieli szczęścia. Pokój masom! okazał się nic nie znaczącym hasłem, podobnie jak Ziemia chłopom. Raptem w trzy lata po wybuchu Rewolucji straty wynikłe w wojnie domowej przewyższyły łączne straty wszystkich wojujących stron w czasie I wojny światowej… Rosji nie wyłączając! A poziom życia w ZSRS osiągnął ten z pierwszej połowy 1914 roku dopiero... w pierwszej dekadzie rządów Breżniewa! I nie zwalajmy tego na II wojnę światową. W końcu jej wybuch był konsekwencją podjętych jeszcze w latach 1920-tych działań Stalina.
22 czerwca 1941 roku pokazał, i to wyjątkowo dobitnie, krach ww. teorii. Mimo tego, że armie Stalina były liczniejsze od tych, które rzucił przeciw nim socjalista Hitler, rok 1941 zakończył się wielkim laniem sowietów. 
Tylko późniejsza głupota Niemców pozwoliła na kontynuowanie rządów Stalina i jego ograniczony w stosunku do planów triumf wojenny. W każdym bądź razie ilość nigdy jeszcze nie przeszła w jakość. Co najwyżej powodowała wzrost strat.
Żyjemy jednak w czasach, gdy żaden kraj, wliczając w to nawet Koreę Północną i Iran, nie ma monopolu na informację. Prawda sączy się cichym strumieniem. Coraz więcej Rosjan zdaje sobie sprawę z kłamstw Putina. I jeśli nawet jest jeszcze skłonna uwierzyć w „wyzwoleńczą” wojnę na Ukrainie, to jednak coraz więcej poznaje prawdę dzięki telefonom swoich mężów, braci czy nawet ojców wywiezionych bez elementarnego przeszkolenia na front ukraiński i tym samym skazanych na śmierć. Dzięki takiej właśnie „strategii” musiał abdykować Mikołaj II, a kilka miesięcy później upadła Rosja. Rosja bez Putina i bez wojny na zachodzie. Czy jednak przyszły pokój będzie oznaczał powrót do status quo z 2013 roku? Nie tylko przecież Ukraina została pozbawiona części swojego terytorium. W kolejce po odbiór swoich ziem stoją: Finlandia, Turcja, Iran, Japonia i Chiny. Szczególnie te ostatnie, pozbawione przez carską agresję terytoriów o powierzchni większej, niż liczyła sobie I Rzeczpospolita za Jagiellonów! Dodajmy jeszcze Czechy z pretensjami o Kralovec i nas, żądających zwrotu Kremla, bezprawnie zajmowanego przez Moskali od 1612 roku. ;) Poważniej jednak mówiąc nie brak nawet etnicznych Rosjan uważających rozpad Rosji za jedyny ratunek dla rejonów dostarczających Moskwie ogromnych bogactw i mimo to żyjących w nędzy (vide: Jakucja).
Wystarczy, że tam żyją. Widzą przecież. Paradoksalnie „wielka wojna Putina” zamiast wzmocnić Państwo (jak to się działo w Niemczech i ZSRR podczas II wojny światowej, a współcześnie w Iranie podczas wojny z Irakiem) doprowadzi do jego rozkładu. Militarna klęska (przypominam, że było już nią niezdobycie Ukrainy w ciągu pierwszych dwóch tygodni walk!) oznacza bezsens poniesionych i ponoszonych ciągle ofiar. Na dodatek obecna strategia armii FR polegająca na terrorystycznych atakach na cele niezwiązane z armią budzi oburzenie na całym świecie. To odbija się również na całkiem licznej emigracji. Mają więc Rosjanie przechlapane podwójnie. Najgorsza jednak dla przeciętnego Rosjanina jest utrata znaczenia Rosji jako takiej. Jeśli bowiem do 24 lutego 2022 roku puchł z dumy i każdemu krytykowi rzucał w twarz, że jego Ojczyzna ma drugą pod względem wielkości armię na świecie, ale za to najwięcej głowic atomowych, to już w połowie marca musiał spuścić z tonu. Teraz zaś okazuje się, że armia FR zaczyna być postrzegana jako znajdująca się na poziomie... wojsk Korei Północnej. Putin zatem dostarcza Rosjanom największego upokorzenia po 1917 roku.... Trudno jednak im współczuć.
Źródło: niepoprawni.pl
Oczami wyobraźni widzę zdesperowanego Macierewicza, spanikowanego Błaszczaka, wystraszonego Kaczyńskiego jadącego na kocie, i chowającego się zza ich plecami Bolka, jak idą na Moskwę uzbrojeni po zęby, jeden niesie proc, drugi dwa kamienie, trzeci zaostrzonego patyka, a czwarty zimne ognie....., sam nie wie po kiego diabła!?

22 11 2022 ...Za dużo nawet świnia nie zeżre.
Mianowanie Andrija Melnyka wiceministrem spraw zagranicznych Ukrainy jest wedle PAD suwerenną decyzją Ukrainy. Najwyraźniej jednak Duda zapomina, że istnienie Ukrainy możliwe jest wyłącznie dzięki wysiłkom innych Państw, w tym Polski. Drażnienie opinii publicznej w tych krajach jest więc aktem samobójczym dla Kijowa. Trudno nie zgodzić się z opinią Józefa Brynkusa, wprost stwierdzającego, że Kijów pluje w twarz Polakom. Napiszcie jak można potraktować taką decyzję Kijowa, że Andrij Melnyk został nowym wiceministrem spraw zagranicznych Ukrainy? Czy to jest celowe działanie Zełeńskiego mające zdyskredytować polski rząd? Dla Internautów nie mających wiedzy o tym kim był i jest Melnyk przypomnę, że Melnyk „zasłynął” wypowiedzią, że ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach polskich podczas II wojny światowej to była po prostu wojna. Jednak buta Melnyka nie zna i dziś granic. Gdy Gadowski przypomniał, po nominacji na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych, o kulcie Bandery uprawianym przez Melnyka i że Bandera twierdził, że każdy zabity Polak przybliża niepodległość Ukrainy, wtedy Melnyk odpisał mu po prostacku i bezczelnie, że to nie sprawa Gadowskiego. Akurat tutaj nie do końca zgodzę się z Józkiem. Zełeński powołując Melnika na wiceszefa MSZ po prostu uważa, że Polska bez względu na to, co zrobi Ukraina i tak będzie ją popierać. Poniekąd utwierdza go w tym przekonaniu komunikat PAP z 21 listopada 2022 roku zgodnie z którym Andrzej Duda powołanie Melnyka uznał za suwerenną decyzję władz Ukrainy. Zdumienie budzi stwierdzenie, że Polska nie zaprotestowała przeciwko takiemu jawnie wrogiemu aktowi.
Duda najwyraźniej zapomina, z kim ma do czynienia. Ukraińcy, podobnie jak Rosjanie, nie szanują tych, którzy są wobec nich ulegli. Jesteśmy Polakami i doskonale pamiętamy słowa Józefa Becka, wypowiedziane tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej: Słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a natomiast dowiaduję się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań - to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da! Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na okres pokoju zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.
Trzeba powiedzieć Zełeńskiemu, że Polacy nie tylko nie znają pojęcia pokoju za wszelką cenę, ale również pomocy za wszelką cenę. Polski rząd powinien postawić sprawę ostro – Melnyk won, tablice upamiętniające „bohaterów Ukrainy”, a w rzeczywistości ludobójców, jak na przykład umieszczone na ścianie polskiego liceum we Lwowie popiersie… Romana Szuchewycza również won. Chcecie sobie wieszać, to poczekajcie na ustalenia polsko- ukraińskie w myśl podpisanego 2 czerwca memorandum. Jak nasi historycy dojdą do wniosku, że to świetlana postać, to sam będę optował za postawieniem mu pomnika... w Sosnowcu. ;) Ale na razie są to działania mające na celu skłócanie obu Narodów. Pamiętamy wszak, że po wygranych przez Zjednoczoną Prawicę wyborach w 2015 roku Ukraina stała się przytuliskiem dla ludzi PO – Balcerowicza i Lolo Pindolo. Pamiętamy także oświadczenie prezydenta Ukrainy, krytykującego nasze prawo dotyczące antypolskiej propagandy, choć w tym czasie krytyka UPA była ścigana karnie na Ukrainie.
Ale... to Zełeński chodzi po prośbie, a nie Duda! Dlatego też Ukraina musi się poddać naszym żądaniom. Inna postawa jest po prostu pożywką dla rosyjskiej polskojęzycznej propagandy. Chyba, że Zełeński to taki kremlowski Wallenrod… Ale w to akurat wątpię.
Źródło: niepoprawni.pl
Współczesna moralność depcze wszelkie zasady, ideały, wartości, marzenia ..... Dochodzi do tego, że zbrodniarzy gloryfikujemy ewentualnie zapominamy o ich zbrodniczych czynach. Zatem do jakiego modelu życia dążymy. Do takiego gdzie czołowi przedstawiciele władz polskich mówią o rzezi wołyńskiej, że to mały incydent który nie może zaważyć na stosunkach z Ukrainą. To takie mniej ważne ludobójstwo. Ludobójstwo, które nie jest ludobójstwem. A Stepan Bandera już niedługo będzie bohaterem dwóch narodów.....??? Przestańmy mówić o Auschwitz, Treblince..... by nie popsuć stosunków z Niemcami..... Przemilczmy fakt ze wójt nadaje szkole imię żony nazisty bo nazista dał na szkołę pieniądze....judaszowe srebrniki. Ktoś powie że żona jest niewinna ba jeden z forumowiczów napisał: Pani ta ma czystą kartę, jeśli chodzi o przeszłość: przecież to mąż.....
No a mąż tylko wykonywał rozkazy.....Dlatego szkoła w Jarostach będzie nosiła imię żony nazisty!!!!! I mieściła się przy Johanna Maria Goebbels - Straße na rogu Klara Hitler – Straße.....obok Margarete Himmlerberg...... 
21 11 2022 Pod świeczką.
Najprościej byłoby na ten tydzień napisać o prezesie i jego kolejnych idiotyzmach, które był łaskaw wyłożyć na spotkaniu z pretorianami w Ełku, no bo przecież aż się prosi, żeby poznęcać się nad starcem, który nie wie o czym mówi. Ale to byłoby po pierwsze zbyt łatwe, a po drugie, zwyczajnie nudne. Nic bowiem co prezes mówi w ostatnim czasie nie jest warte komentarza. Tak jak bajania wróżbity Macieja, albo opowieści głupiej Kaśki ze wsi pod Kielcami. Po trzecie byłoby zwyczajnie niesmaczne. Śmiem bowiem twierdzić, że Kaczyński na tyle już odleciał, że zwyczajnie, po ludzku, nie ogarnia. Miesza mu się dwudziestolecie międzywojenne z dwudziestoletnim stażem alkoholowym. Mieszko z mieszkańcem. Katolik z Polakiem. Jest na kompletnie innej orbicie. Zastanawia mnie, jak muszą się czuć Ci wszyscy, którzy pobrali legitymacje PiS-u i łożą co miesiąc składki na swoją partię, słysząc wykwity umysłowe prezesa. Musi być przecież w tym gronie kilku przytomnych, którzy na słowa Kaczyńskiego łapią się za głowy, i myślą, na Boga jedynego, co ja tu jeszcze robię. Zwłaszcza wśród tych, którzy oprócz idei i wartości nie dostają nic w zamian. Ci bowiem, którzy dzięki partii matce mają na czynsz, chleb, oliwki i wakacje w Hurgadzie, potrafią to sobie jeszcze jakoś zracjonalizować. A w sytuacjach towarzyskich po  prostu pąsowieją. Zresztą, o czym ja tu bredzę. Człowiek pisowski jedyne sytuacje towarzyskie może mieć wyłącznie z innym pisowskim człowiekiem. Takoż nie o tym dziś chciałem, ale o czymś znacznie bardziej wzniosłym, tj. o nauce. A konkretnie o szkolnictwie wyższym i niższych jego stanach posiadania. Byłem niedawno przez kilka dni w Krakowie. Pierwszego dnia grałem koncert, a drugiego zostałem prywatnie, żeby poszperać co nie bądź w bibliotekach uniwersyteckich, w ramach swojej pracy naukowej. I o ile w Bibliotece Jagiellońskiej przyjęli mnie jak należy, o tyle w  bibliotece wydziałowej na dziennikarstwie już niekoniecznie. Uprzednio wyszukałem na stronie czytelni interesujące pozycje, ale coś mnie tknęło i postanowiłem zadzwonić doń, żeby doprecyzować efekt swoich poszukiwań i dostępność tychże na półkach. Miły człowiek po drugiej stronie kabla poinformował mnie wówczas, że decyzją władz rektorskich, praca biblioteki do 7 listopada jest wstrzymana, a tym samym moja wizyta, bezcelowa. Decyzja owa podyktowana jest ponad 700 procentowym wzrostem cen energii elektrycznej, która dotknęła najstarszą uczelnię wyższą w Polsce. W jej konsekwencji rektor nakazał powrót do studiowania przez komputer, tam gdzie się da, a wszystkie zbędne, energochłonne i mało uczęszczane przybytki uczelniane, np. biblioteki, zamroził do ubiegłego poniedziałku. Nie powiem, dość mocno zirytowała mnie ta polityka, ale po głębszym namyśle, przestałem mieć do władz uczelni pretensje. Bywam od czasu do czasu w bibliotekach i widzę, jakie mają obłożenie. Te uczelniane, publiczne, dzielnicowe. W trakcie sesji zwiększają dość mocno swój obrót, ale w roku akademickim to już nie to co kiedyś. Zwłaszcza na kierunkach społecznych czy humanistycznych. Komu toto potrzebne. Większość tego, co należy i tak przecież jest w sieci. A dla tych paru woluminów czy starodruków nie opłaca się grzać i palić świateł w całym gmaszysku. W zasadzie nie mieli wyboru.
Kiedy tak dumałem, doszedłem do wniosku, do którego ongiś doszli i na białostockim Uniwersytecie, że część kierunków takich jak choćby filozofia, socjologia, historia, politologia, dziennikarstwo, nauki społeczne czy nawet polonistyka, są dziś kompletnie zbędne. Kształcą w kierunku nikomu niepotrzebnym, a  tylko  generują straty. Prawdziwe frukty są w nowych technologiach, medycynie, informatyce. Nawet prawo nie jest już takie super opłacalne. A  polikwidować to w cholerę, wyłączyć prąd, a akademików przegonić, niech się wezmą wreszcie za uczciwą robotę. Ministerstwo nie może, ot tak sobie, zlikwidować nierentownych katedr. To wiązałoby się ze zbyt wielki oporem kasty. Ale może przecież zawsze rozłożyć bezradnie ręce i zapłakać nad losem darmozjadów. Albo jak prezydent Komorowski orzec: zawsze możecie zmienić zawód, poszukać lepiej płatnej pracy. 
Tak, Szanowni Państwo, dożyliśmy czasów, w których nauka i wiedza, zwłaszcza ta niedochodowa, wraca spod lamp pod świeczki. Dożyliśmy czasów, że nie premiuje się już samej chęci poszukiwania w nauce prawdy, bo ta jest niewiele warta, ale monetyzuje się tę naukę i tam gdzie jest szansa na pieniądz, prąd jest, a tam gdzie studiuje się byle co, tj. humanistyczne brednie, prądu nie ma. I to wszystko na państwowej uczelni za państwowe pieniądze. Zastanawiam się, czy przy tak wysokich zwyżkach cen prądu, Polski i społeczeństwa nie stać na to, żeby na jednej z największych uczelni w kraju, studenci i kadra naukowa nie mogli na co dzień uczyć się jak dawniej; spotykać się na wykładach, chodzić do bibliotek, tylko markować swoją dydaktykę nauczaniem zdalnym, jak w pandemii. Sami doskonale wiemy, jaka jest jakość takiej nauki. Zastanawiam się też nad tym, czy w XXI wieku, przy tak radykalnie postępującej pauperyzacji nauki na poziomie podstawowym i średnim, może być nas nie stać na to, żeby studenci i profesura nie mieli zapewnionych właściwych warunków do kształcenia. Bo odmówić sobie można wielu rzeczy, ale dobrej jakości kształcenia na poziomie studiów, mądry naród nie może sobie dać odebrać. To jest rudyment społeczeństwa, obywatelskości, wolności, krytycznego wymiaru nauki, dyskursu. Wszystkiego, na czym posadowione są późniejsze podwaliny demokratycznego państwa, które, bardzo byśmy tego chcieli, będą wznosić ludzie opuszczający mury tych właśnie uczelni. Niedoświetlonych, zimnych, zamkniętych, źle opłacanych. Ciekawe, kto zapłaci ten rachunek, bo skarbnik począł go już nam wystawiać. 
Źródło: wpunkt.online
Kaczyński stara się być dowcipny, takim dobrodusznym staruszkiem, a wychodzi mu to odwrotnie wręcz tragicznie!?
Ci w rządzie nie muszą zarabiać kilkadziesiąt tysięcy złotych skoro inni muszą przeżyć za najniższą krajową!? Na dodatek to żadni fachowcy....Rząd szuka oszczędności poprzez tworzenie nowych stanowisk pracy w kancelarii premiera, prezydenta, spółkach, instytucjach.....Natomiast ogranicza wydatki na szkolnictwo, i służbę zdrowia!? 
20 11 2022 "Stawką tych wyborów jest podtrzymanie wolności". Prezes PiS mobilizuje wyborców.
- Stawką tych wyborów jest zarówno podtrzymanie tego systemu ekonomiczno-społecznego jak i podtrzymanie demokracji, podtrzymanie wolności. Polska po ich (opozycji -red.) zwycięstwie w krótkim czasie przestanie być państwem demokratycznym i państwem, które buduje sprawiedliwe społeczeństwo. Stawka jest wysoka - powiedział podczas spotkania z mieszkańcami Jastrzębia-Zdroju prezes PiS Jarosław Kaczyński. Prezes PiS powiedział, że między 1989 a 2015 rokiem w Polsce obowiązywał "system eksploatatorski". "Ci, co sobie dają radę, mają lepiej niż przedtem. Inni są słabsi i są nieważni. Tak to formułowano, oczywiście nie wprost, w rozmowach między politykami. Tego rodzaju argumenty padały. Ci, którym się udało, uważali, że to wyłącznie ich zasługa, a inni mają gorzej, dlatego że są słabi. A bardzo źle miało wtedy wielu ludzi różnych zawodów. Łączyło ich to, że ich dochody, sytuacja materialna, była fatalna. Często dużo gorsza niż w poprzednim systemie. To trwało, miało podbudowy ideologiczne. Łączyło się to z liberalizmem, w gruncie rzeczy darwinizmem społecznym, gdzie jest walka o byt. Ta metoda myślenia, ta ideologia, nie tylko jest głęboko antyhumanitarna, antyludzka, jest całkowicie sprzeczna z tym wszystkim, co w życie ludzkości wniosło chrześcijaństwo, ale jest także nieefektywna z punktu widzenia narodu. Doprowadziła do zniszczeń w gospodarce, których można było uniknąć. Pewną cenę za zmianę systemu musieliśmy zapłacić. To musiał być proces w jakiejś mierze bolesny, ale on był zbyt bolesny" - podkreślił Jarosław Kaczyński. 
"Obok tych niezadowolonych, że to ich kosztem jest budowana nowa sytuacja społeczna, były też uwarunkowania międzynarodowe. Jeszcze na początku naszych rządów, w 2016 roku, tłumaczono nam, że naszą szansą jest tania siła robocza i w związku z tym ten mechanizm, który te płace pchał do góry, nie powinien być stosowany, bo stracimy nasze przewagi konkurencyjne. Nie dajemy się eksploatować" - oznajmił. Kaczyński ocenił również, że "nigdzie na świecie nie ma czegoś takiego jak opozycja totalna". "Opozycja, która absolutnie nie przestrzega żadnych reguł lojalności państwowej, tylko zwalcza nas na każdym forum, nieustannie okłamując Europę i świat odnośnie tego, co się w Polsce dzieje" - powiedział.
"Stawką tych wyborów jest zarówno podtrzymanie tego systemu ekonomiczno-społecznego jak i podtrzymanie demokracji, podtrzymanie wolności. Polska po ich (opozycji - red.) zwycięstwie w krótkim czasie przestanie być państwem demokratycznym i państwem, które buduje sprawiedliwe społeczeństwo. Stawka jest wysoka" - podkreślił Kaczyński.
Źródło: niezalezna.pl
Nie pamiętam tak głębokiego drenowania naszych kieszeni, a Kaczyński uważa to za sukces!? Nasz system podkowy jest tak skonstruowany, że nawet jak na polu zbierałbyś zamiast kamieni, brylanty, to splajtujesz!? No chyba że masz kogoś w rodzinie z baronów PiS!?
W okresie III RP, od 1989 do 2015 dokonano ogromnej grabieży majątku narodowego, jak również zasobów prywatnych zwykłych, często biednych obywateli. Zapewne kiedyś historycy wyliczą dokładnie ile Polska przez te 25 lat straciła. Wcale się nie zdziwię, gdy ukradziona przez tę mafię kwota będzie oscylowała wokół biliona złotych. Przychylność większości narodu obecna władza już ma. Silna jest też presja społeczna, by wreszcie rozliczyć i zakończyć kryminalną stronę minionego okresu. Tego wymaga elementarna sprawiedliwość. 
W 1989 roku Okrągłostołowi przejęli władzę a nie mając żadnego doświadczenia zaczęli kraść w imię demokracji, partii i Boga bo to było wspólne odziedziczone po komunistach. Znaczy się niczyje, taki niespodziewany spadek. Jak komuniści kradli, to robili to w białych rękawiczkach. Człowiek był okradziony, ale o tym nie wiedział. Był zadowolony. A ci, jak kradną to na całego w imię demokracji, partii i Boga. Dlatego afera goni aferę. 
17 11 2022 Украина настоящий агрессор.
Ukraina to prawdziwy agresor. Nie wierzycie? Zatem zapoznajcie się z najnowszym tekstem Niezależnego dziennika Polskiego, promowanego szczególnie mocno przez media podające się za związane z partią Grzegorza Brauna. Poniżej tekst, który zapewne spowoduje przekierowanie dostaw z Hameryki. Pociski (w skrzynkach, rzecz jasna, a nie wystrzelone!) zamiast do Kijowa będą trafiać do Moskwy, ;)
Hanna Kramer Ukraina nie przestaje napadać na NATO. Polska jest nowym celem. Po raz kolejny Ukraina pokazała nie tylko PiS-owi, ale i całemu światu swoją „wdzięczność”. Prezydent USA twierdzi, że samolot NATO wyśledził trajektorię pocisku, który spadł we wschodniej Polsce. Wynika z tego, że pod względem trajektorii mało prawdopodobne jest, aby pochodziła ona z terytorium Rosji. Jak podaje Associated Press, trzej amerykańscy urzędnicy powiedzieli, że według szacunków pocisk został wystrzelony przez siły zbrojne Ukrainy w kierunku zbliżającego się rosyjskiego pocisku. Te działania po raz kolejny świadczą o tym, że Ukraina próbuje wciągnąć NATO w wojnę z Rosją i chce rozpocząć III wojnę światową, dla czego próbowała zaatakować kolejny kraj NATO…. Tym razem celem jest Polska. Powód jest prosty: Kijów przegrywa krwawą wojnę, którą sam rozpoczął! Żaden kraj na świecie nie chce już wspierać reżimu Zełenskiego i naciska na pokojowe rozwiązanie sytuacji.
Lecz to nie pierwszy raz, kiedy Zełenski atakuje kraj NATO. 9 marca 2022 roku nad Morzem Czarnym ukraińscy artylerzyści pomylili rumuńskiego MIG-21 z celem rosyjskim i bez ostrzeżenia otworzyli do niego ogień z S-300 SAM, wynik – los pilota MIG-a jest nieznany. Podczas akcji ratunkowej w okolicy rozbił się śmigłowiec IAR 330 z ratownikami, zabijając 5 osób. 31 października 2022 roku zestrzelony przez ukraińskie wojsko pocisk spadł w mołdawskiej wsi Naslavcea, bez ofiar. 15 listopada 2022, polski Przewodów, pocisk S-300 trafia w polski ciągnik i suszarnię zboża, zabijając 2 osoby.
Wynik: zniszczono 2 samoloty cywilne, 1 stary odrzutowiec myśliwski, 1 helikopter, pocisk rakietowy odpalony po przechwyceniu w niewłaściwym miejscu, 1 traktor, 1 suszarka do zboża, 384 zabitych.
Jeśli sięgnąć głębiej w historię, to bezczelni Ukraińcy niszczyli cywilne samoloty w czasie pokoju. Te działania ukraińskiego reżimu zebrały żniwo u większości jego sąsiadów. Oto kilka faktów: 4 października 2001 r. rosyjski TU-154 linii lotniczych Sibir został zestrzelony podczas ćwiczeń wojskowych sił obrony powietrznej Ukrainy, w wyniku czego zginęło 78 osób.
17 lipca 2014 roku boeing 777 malezyjskich linii lotniczych Malaysia Airlines został zniszczony nad Ukrainą po tym, jak trafił w niego pocisk z systemu obrony powietrznej Buk, w wyniku czego zginęło 298 osób, a sprawców do tej pory nie znaleziono. Wygląda na to, że po raz kolejny Ukraina pokazała nie tylko PiS-owi, ale i całemu światu swoją „wdzięczność”. Sam Żeleński po raz kolejny dał PiS-owi nauczkę, która brzmi dość banalnie: Gdzie interes dmucha, przyjaźń krucha. Mam nadzieję, że tym razem Kaczyński i reszta polskich polityków wyciągnie właściwe wnioski i przestanie sponsorować tych terrorystów. Hanna Kramer
Zastanawiam się do kogo skierowana jest aż tak tępa propaganda? Ukraina jako kraj walczący ze wszystkimi sąsiadami to teza świadcząca o wariactwie osoby ukrywającej się za nickiem Hanna Kramer. Z drugiej jednak strony… Opublikowany na tym samym portaliku tekst żurnalistki stanu wojennego niejakiej Joasi Mieszko Wiórkiewicz pod znamiennym tytułem Jak Rosjanie zdmuchnęli dwa polskie bataliony został wyjątkowo wysoko oceniony przez tamtejszą probraunowsko-putinowską banieczkę. Emerytowana żurnalistka Joasia (70+) najwyraźniej musiała ze szczęścia aż zmienić pieluchomajty, gdy pisała: W przeciągu czasu krótszym niż jedna minuta zginęło w poniedziałek, 23 maja rano pod ukraińskim Pawłogradem 600 wysokokwalifikowanych polskich żołnierzy i oficerów. Polskie i ukraińskie władze postanowiły ten fakt z oczywistych względów przemilczeć.
Przybyli do Pawłogradu w niedzielę wieczorem. Nie zdążyli się jeszcze dobrze wyspać po podróży, gdy tuż po porannej odprawie udawali się do samochodów. Wtedy dosięgły ich jednocześnie cztery rakiety typu Kaliber. 
Linku nie podaję z oczywistych powodów.
Tak więc mamy klasyczne wg Orwella dwójmyślenie komunistyczne – śmierć dwóch Polaków spowodowana przypadkowym upadkiem ukraińskiej rakiety przeciwlotniczej na naszym terytorium to dowód na wojnę prowadzoną przez „kijowski banderofaszystowski reżim” z... NATO. Natomiast śmierć 600 Polaków spowodowana przez rosyjską armię to powód do radości wyznawców Kurwina i Bara…, pardon, Brauna! I nic nie zmienia wymowy powyższego, że podawana jako najprawdziwsza prawda informacja o tej śmierci okazała się wyjęta z brudnej d…łoni emerytki Wiórkiewicz. Aż strach pomyśleć, co mogłoby wywołać większy orgazm u tych „narodoffcuff” - ruski atak atomowy na Kijów? A może na Warszawę lub przynajmniej Przemyśl?
Źródło: niepoprawni.pl
15 11 2022 Co opozycja widzi w tym Tusku?
Na pytanie - skąd biorą się zwolennicy Tuska, tego największego gospodarczego szkodnika w całej historii Polski - odpowiedź wydaje się prosta. To cała "elita", establishment, który począwszy od zakończenia II WW zawłaszczył wszystkie stanowiska w Polsce dające władze i pieniądze. Żadne ustrojowe przemiany mające miejsce w minionym okresie tego "towarzystwa" nie zlikwidowały, nie naruszyły. Obserwuje się raczej dalsze ufortyfikowanie tych kast. Najważniejsi są tam sędziowie - to nietykalni bramini. Dlatego obrona ich statusu, to obrona najważniejszego bastionu utrzymania status quo. Oni gwarantują bezkarność i bezawaryjną działalność różnych grup interesów - krajowych i międzynarodowych. Ta szeroko pojęta "elita" ma oczywiście swoje rodziny, swoje partie, swoich posłów i swoich pożytecznych idiotów. Niektórzy z nich są "kupowani", ale sporo jest zmanipulowanych. Do tych ostatnich niestety w dużym stopniu należy młodzież, odpowiednio motywowana możliwością dołączenia do tych społecznych formacji. Ponadto cały czas głosi się teorię "postępowego" Zachodu przeciwstawiając mu zaściankowy charakter polskiej prawicy. Przy okazji epatuje się np. stopniem wykształcenia; oczywiście wierutnie kłamiąc. Wystarczy porównać aktyw partyjny konkurujących ze sobą obozów politycznych. Np. Wałęsa - może skończył zawodówkę, ale chyba nie, Kwaśniewski OMC mgr (o mało co, ale oszukiwał, że jest), Komorowski - pracę magisterską pisał 10 dni - to międzygalaktyczny rekord, ale jej wartość jest równa wypracowaniu w szkole średniej, albo i to nie. Tusk - historyk, który uważa, że mistrzostwa Europy w piłkę, to być może NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIE W CAŁEJ HISTORII POLSKI. Hołownia nie osiągnął wyższego wykształcenia. Owsiak nie rozpoczął żadnych studiów. Miller - Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy KC, to już coś, tylko z rzetelną wiedzą nie ma nic wspólnego. Posłowie - szkoda gadać - tam liczy się tylko umiejętność zakrzykiwania, jakaś wiedza dla opozycji jest zbędna, a nawet szkodliwa, gdyż można się pomylić - lepszą skuteczność daje zaprzeczanie wszystkiemu "w czambuł"... Dlaczego Tusk - obarczony ogromnym deficytem wiedzy, inteligencji, przyzwoitości wreszcie. Ale Tusk potrafi wygrać w dyskusjach - wygrywa - to syndrom przekupki z bazaru Różyckiego, która zawsze wygrywa z profesorem uniwersytetu, ponadto przyjmuje pozycję europejskiego pomazańca, który jest politykiem największego formatu, że "zbudowanego" przez Makrelę i Ursulę - to nieważne. Ważne jest, iż jako jeden z emisariuszy wychorowanych i wysłanych do Polski okazał się najbardziej skuteczny, więc nadal jest silnie wspierany. Wszyscy akolici - nawet widząc jego intelektualną i moralną mizerię - stawiają na niego tak jak stawia się (i wybiera) na szefa mafii, osobnika najbardziej bezwzględnego pozbawionego sumienia i jakichkolwiek moralnych rozterek, może być prymitywny, byle posiadał walor wiecowego krzykacza. Są znakomite wzorce i przykłady, to Hitler, to Wałęsa itp. Ważne jest dla popleczników, że takie właśnie indywiduum może zapewnić im dalsze spokojne lizanie konfitur...
Źródło: niepoprawni.pl
Powrót do normalności za Kaczyńskiego jest nie możliwy!? Polska bez Tuska, Kaczyńskiego byłaby zupełnie innym krajem, przede wszystkim ludzie byliby milsi, nie byłoby wojny każdego z każdym o wszystko!?
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?

15 11 2022 "Polska zamierza zaakceptować kult Bandery"
Doradca Kancelarii Prezydenta Zełenskiego odnosi się również do kwestii Rzezi Wołyńskiej. Mówiąc o niej, stwierdza, że władze Polski wykazały się dalekowzrocznością. Polska, według relacji Arestowycza, miała "zgodzić się zapomnieć o tak zwanej rzezi Wołyńskiej" i uznać, że jest to "zamknięta karta" w relacjach dwustronnych i że o sprawie "nie będziemy rozmawiać. O tym, że władze RP podjęły decyzję o zmianie polityki historycznej na kierunku ukraińskim, informowaliśmy w czerwcu. "Według informacji uzyskanych przez Onet z dwóch niezależnych źródeł w dyplomacji, władze Polski podjęły decyzję, żeby w relacjach z Ukrainą wyciszyć spór o gloryfikację Stepana Bandery i przestać przeciwko temu kultowi protestować (...). Polska miałaby od tej chwili ograniczyć się do +s +przeciwu wobec kultu naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Romana Szuchewycza oraz dowódcy UPA na Wołyniu Dmytro .Klaczkiwskiego ps. Kłym Sawur, bezpośrednio odpowiedzialnych za mordowanie Polaków.
Siostry ! i Bracia ! to nie są polscy patrioci
Nie Polska a zdrajcy oraz  moralne karły
Służą od majdanu banderowskiej Ukrainie
A tym co przeżyli żadne słowa łez nie otarły
Ci co  zdradzili Boga Honor i Ojczyznę
Polską rację stanu i świętość ołtarzy
Nie mają prawa do zadeptywania grobów
Do rozgrzeszania ludobójstwa i zbrodniarzy
To nie Polacy stoją po stronie morderców
Światło Chanuki kołysze cieniami Judaszy
W pałacu oraz Sejmie Zakłamanej Rzeczy
Kolejnym rozbiorem targowica nas straszy
Żrą się o swoje łupy przy kolejnych stolach
Niemieckiej  czy też anglosaskiej stronie sporu
W Teatrze Ukro - Polin pod obcą banderą
Trwa nieustanny dramat polskiego horroru
Siostry! i Bracia! Wy bądźcie niezłomni  w Prawdzie!
Każde polskie serce niech będzie barykadą
Nie zdobytą bo przecież duch jest nieśmiertelny
Miłość do Matki - Polski broni nas przed zdradą!
I nie spoczniemy dopóki las polskich krzyży
Nie zaszumi wieczną  pamięcią na grobach braci
I nie wróci wreszcie dziejowa sprawiedliwość
I osądzeni zostaną mordercy zdrajcy i kaci..!
Źródło: niepoprawni.pl
Z archiwum: Szanowni Państwo. Czy o take Polskę nam chodzi??? O patronce szkoły w Jarostach piszę już do znudzenia i jakby w kij pierdział!!!! Żyjemy w świecie gdzie pieniądz decyduje o wszystkim. Kamprad jako gest pojednania z organizacjami żydowskimi wspomógł je finansowo. Współczesna moralność depcze wszelkie zasady, ideały, wartości, marzenia ..... Dochodzi do tego, że zbrodniarzy gloryfikujemy ewentualnie zapominamy o ich zbrodniczych czynach. Zatem do jakiego modelu życia dążymy. Do takiego gdzie czołowi przedstawiciele władz polskich mówią o rzezi wołyńskiej, że to mały incydent który nie może zaważyć na stosunkach z Ukrainą. To takie mniej ważne ludobójstwo. Ludobójstwo, które nie jest ludobójstwem. A Stepan Bandera już niedługo będzie bohaterem dwóch narodów.....??? Przestańmy mówić o Auschwitz, Treblince..... by nie popsuć stosunków z Niemcami. Uznajmy swastykę za powszechny symbol szczęścia.... w Azji. Tak uznała prokuratura w Białymstoku i odmówiła wszczęci postępowania. Na świecie już mówią o polskich obozach zagłady...... Co będą mówili za lat kilkadziesiąt???  Przemilczmy fakt ze wójt nadaje szkole imię żony nazisty bo nazista dał na szkołę pieniądze....judaszowe srebrniki. Ktoś powie że żona jest niewinna ba jeden z forumowiczów napisał: Pani ta ma czystą kartę, jeśli chodzi o przeszłość: przecież to mąż..... No a mąż tylko wykonywał rozkazy.....Dlatego szkoła w Jarostach będzie nosiła imię żony nazisty!!!!! I mieściła się przy Johanna Maria Goebbels - Straße na rogu Klara Hitler – Straße.....obok Margarete Himmlerberg. Żyjemy w świecie gdzie piesek, kotek, ptaszek ma więcej praw jak szary obywatel. Jeszcze trochę a bogaci zaczną na tych biedniejszych jak na zwierzęta i to bezkarnie polować. No ale będą płacić no i Rostowski dziurę budżetową załata......
14 11 2022 Przeciwnicy PiS przekraczają kolejne granice. Szokujący wpis na Twitterze: "Niech się k**** boją"
Kolejne tygodnie przynoszą kolejne niepokojące wieści związane z rosnącym poziomem agresji i nienawiści - już nie tylko w słowach, ale i czynach - po stronie przeciwników obozu rządzącego. Po groźbach "rozliczenia" i czasem wprost pozbawienia życia, odnotowano dziś w sieci nawoływanie do ataków na służby państwowe. "Niech się k**** boją infekcji HIV-a, albo jakąś inną zarazą" - czytamy we wpisie jednej z przeciwniczek obecnego rządu. Wraz ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, gołym okiem widać rosnący poziom agresji i mowy nienawiści skierowanej pod adresem obozu rządzącego przez jego przeciwników. W ostatnich tygodniach to niebezpieczne zjawisko istotnie się nasiliło.
25 października młody mężczyzna próbował wtargnąć do warszawskiego biura PiS przy ul. Nowogrodzkiej i żądał widzenia się z Jarosławem Kaczyńskim. Gdy wszedł do budynku, zaczął grozić ochroniarzowi śmiercią i kopnął w drzwi. Na miejscu musiała interweniować policja, którą wezwali pracownicy ochrony. Sytuacja ta odbiła się głośnym echem, i jak się okazało, nie była jedyna... Dzień później, zaatakowano biuro posłanki Moniki Pawłowskiej. - Mężczyzna wtargnął do mojego biura poselskiego we Włodawie i groził śmiercią mojemu pracownikowi. Krzyczał, że „biuro zostanie zniszczone” a moją pracownicę „utopi w szambie, gdzie zginie” - informowała parlamentarzystka. Dziś w mediach społecznościowych odnotowano wpis, którego treść przekracza kolejne, wydawałoby - nieprzekraczalne granice.  "Hej wszyscy, którzy się wybierają strajkować! Brać ze sobą, na strajki brudne, skażone igły od zastrzyków, po ćpunach i kłuć psiarnie znienacka, po czym się da! Niech się kurwy boją infekcji HIV-a, albo jakąś inną zarazą! Szybko spuszczą z tonu! Ja traktuje ludzi z wzajemnością"- brzmi wpis zamieszczony 9 listopada na profilu twitterowym użytkownika "Magdalena, bardzo cięta na piSSdzielców". W opisie profilu czytamy, że Magdalena "nienawidzi PiS-u i Kaczyńskiego" i "głosuje z TRZASKIEM". Tweet nie został usunięty. Internauci postanowili prześledzić aktywność "Magdaleny" w mediach społecznościowych, w której dominują treści mniej lub bardziej antyrządowe. Część internautów w komentarzach zaczęło oznaczać policję oraz prokuraturę, wskazując, że wpis zamieszczony na profilu "Magdaleny..." może być nawoływaniem do popełnienia przestępstwa i co za tym idzie - czynem zabronionym, usankcjonowanym karnie. Zdaniem przedstawicieli obozu rządzącego, za nasilające się akty agresji odpowiada retoryka polityków opozycji, na czele z liderem PO, Donaldem Tuskiem.  Ataki na biura PiS to przede wszystkim konsekwencja bardzo brutalnej i agresywnej polityki opozycji w stosunku do Prawa i Sprawiedliwości. Już nie będę używał słów, które są w tym momencie mówione, pisane w internecie, ale i też wypowiedzi Donalda Tuska: będziecie siedzieć, zniszczymy was, zlikwidujemy. Naprawdę, brutalizacja zachowań opozycji w tej chwili jest przeogromna, to wręcz próba zastraszania, że jeśli cokolwiek ktoś zrobi dla PiS, bądź w imieniu PiS, to znaczy, że będzie ukarany w jakikolwiek sposób, niektórzy zaczynają rozumieć to dosłownie i stąd te ataki- mówił przed dwoma tygodniami wicepremier Henryk Kowalczyk.
Źródło: niezalezna.pl
Kto mieczem wojuje, ten) od miecza ginie. Mowę nienawiści, to chyba Kaczyński zaczęli: "spieprzaj dziadu!"; "ta małpa w czerwonym"; "ja Panią załatwię", na granicy furii krzyczał: Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata; zamordowaliście go....
Polska bez Tuska, Kaczyńskiego byłaby zupełnie innym krajem, przede wszystkim ludzie byliby milsi, nie byłoby wojny każdego z każdym o wszystko!?
Obecnie w Polsce mamy podobną sytuację jak w grudniu 1981 roku, jeszcze bez rozlewu krwi ale wkrótce może do tego dojść, bowiem Demon Wojny opanował Kaczyńskiego. Nie udało mu się w 1981 roku doprowadzić do wybuchu wojny domowej bo wuj Kaczyńskiego, gen. Jaruzelski nie dał się omamić. Czekał cierpliwie długie lata i dziś jest bardzo blisko by zrealizować swe marzenia. Jak długo jeszcze Kaczyński będzie siał nienawiść, prowokował do bójek, ba wojny domowej?

14 11 2022 Co by było, gdyby przyszłe wybory wygrała opozycja? Prezes PiS jest pewien. „Pieniądze znowu wyparują”
"Tam po drugiej stronie jest ten pan trochę przypominający Niemca. Wiadomo, jak działał i to jest naprawdę dobra przesłanka, by mieć wyobrażenie o tym, co będzie robił, gdyby zgodnie z marzeniem pani von der Leyen został ponownie premierem. Pieniędzy znów nie będzie. Wyparują" - mówił Jarosław Kaczyński, szef Prawa i Sprawiedliwości podczas spotkania z mieszkańcami Żywca. To już drugi punkt na mapie dzisiejszych wizyt w polskich miejscowościach. Prezes PiS kontynuuje swój objazd po Polsce. Dziś - nieco wcześniej - polityk spotkał się z mieszkańcami Bielska-Białej.  W Żywcu mówił o tym, jak ustroje polityczne w Polsce zmieniały się na przestrzeni ostatnich lat. Wspomniał także o szeregu reform, jakie rząd Prawa i Sprawiedliwości podjął, aby "naprawić" kraj po rządach poprzedników.  "Czego oni w gruncie rzeczy chcą? Można powiedzieć bardzo krótko cytując pewną bardzo znaną i utalentowaną panią reżyser filmową: ‘żeby było, jak było’. Jest to świetny skrót dotyczący tego, o co w gruncie rzeczy chodzi" - rozpoczął prezes PiS.  "Pierwsza zmiana, której trzeba było dokonać to była ta zmiana, aby Polskę przestano rabować. Polskę rabowano jako naród, kiedy za godzinę dawano im kilka złotych. Dziś ta płaca minimalna jest większa. Wiem, że inflacja jest duża, ale staramy się robić, co możemy, aby ta płaca minimalna była coraz wyższa" - przekonywał szef PiS, zaznaczając, że to "udało się zrealizować".  "Ale trzeba było zrobić jeszcze jedno - opanować nie rabunek indywidualnych obywateli, ale opanować rabunek finansów publicznych. I tak zgromadziliśmy przez te 7 lata zgromadziliśmy prawie bilion złotych niż przez poprzednie lata" - podkreślił Kaczyński, dodając, że Polska przestała dawać się okradać. Wymienił, że chodzi o kwestię paliw, VAT-u. "Tylko dzięki temu można było podjąć także inne działania, aby los Polaków się poprawił" - dodał, wyliczając programy takie jak: 500 plus, wyprawka, Rodzinny Kapitał Opiekuńczy, a także 13. i 14. emerytury. 
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, była to zmiana ustroju.  "Można powiedzieć, że od tej koncepcji, tego prostackiego liberalizmu przechodzimy do koncepcji polskiej republikańskiej, polskiej koncepcji, która daje przeciętnemu człowiekowi noeporównanie więcej szans niż to było poprzednio. Ważnym aspektem tej polityki jest także zasada zrównoważonego rozwoju" - stwierdził.  "Nasi przeciwnicy polityczni głosili ideę polaryzacyjno- dyfuzyjnego. Mamy tutaj taką sytuację w której rozwijają się najpierw szybko duże miasta, później rozwijać się mają na zasadzie dyfuzji mają się rozwijać inni. Ale to nie wyszło. Nie tylko w Rosji, gdzie Moskwa i Petersburg są bogate, a reszta to bieda z nędzą" - wspomniał Kaczyński.  Dalej, Jarosław Kaczyński mówił o tym, że w Polsce dwie przewodnie partię mają jasny podział - partia polska i partia niemiecka. W kontekście niemieckiej, chodziło o zarządzaną przez Donalda Tuska - Platformę Obywatelską. Dziś w Polsce mamy partię polską - to jesteśmy my oraz partię niemiecką - to są oni. Niemcy już w tej chwili jawnie mówią, że chcą zrobić z Unii Europejskiej chcą zrobić państwo pod ich dominacją. Scholz mówi o tym, że nasza rola będzie żadna. To będzie oznaczało, że po 30/40 lat, z buta rosyjskiego, pod którym byliśmy, przeszlibyśmy pod but niemiecki. Chcecie państwo tego? Nie było w historii przypadku, żeby ktoś pod butem miał lepiej niż gdy jest samodzielnym państwem" - zaznaczył prezes PiS. 
"Tam po drugiej stronie jest ten pan trochę przypominający Niemca. Żeby on chociaż mówił to samo. Ale on mówi ciągle co innego. Wiadomo, jak działał i to jest naprawdę dobra przesłanka, by mieć wyobrażenie o tym, co będzie robił, gdyby zgodnie z marzeniem pani von der Leyen został ponownie premierem. Otóż tak. Pieniędzy znów nie będzie. Wyparują. Tak, proszę państwa. Nie będzie. Trzeba będzie zwijać programy społeczne, chociaż teraz się biją w piersi. W jedną, że je zachowują, a w drugą ze je zmienią. Oczywiście, żadnego Centralnego Portu Komunikacyjnego bo za duże, Berlin i tak dalej" - mówił Kaczyński. Dodał, że objęcie władzy przez PO będzie oznaczać także "ograniczenie rozwoju gospodarczego". "Jeśli zalecenia Balcerowicza odnośnie walki z inflacją zostaną zastosowane, będzie solidne bezrobocie, spadnie popyt i znów to ruszy w odwrotnym kierunku. Zaczniemy iść w dół. Żadnych ambicji narodowych, bo naród to nacjonalizm". Zdaniem Kaczyńskiego "oni nie ukrywają, że nie mają zamiaru żadnej wolności i demokracji tolerować". "Przecież mówią, że nas zlikwidują. Nawet jeśli przegramy, to będziemy mieli kilkadziesiąt procent głosów. Co to za demokracja, jak się opozycję likwiduje? Oni używając tego pojęcia „mowa nienawiści” chcą zlikwidować wolność słowa. Nie będzie można w najoczywistszych sprawach powiedzieć niczego, by nie mieć policji na głowie" - oświadczył prezes PiS. 
Źródło: niezalezna.pl
A ekipa Kaczyńskiego wcale nie jest gorsza!? Ba Dojna Zmiana na czele z Morawieckim wydrenowała już dużo więcej, a jeszcze będą rządzić !? Co z nami jest nie tak, że zasłużyliśmy sobie na Lewandowskiego, Balcerowicza, Rostowskiego, Morawieckiego !?
Nie idzie kryzys, a już jest, i to za zasługą Morawieckiego, który pożycza pieniądze gdzie się tylko da, i nie liczy się z kosztami!? No bo dla prezesa najważniejsze jest utrzymanie większości parlamentarnej!? Nie ma już parlamentarzysty PiS, który nie posiadałby dodatkowej posady wiceministra, prezesa agencji rządowej, pełnomocnika rządu ds. czegoś tam. Dzięki temu może brać diety, czasem też i uposażenia poselskie, oraz pensje ministerialne lub prezesowskie.
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? 
13 11 2022 Donald Tusk i bubel narodowy na skalę „Misia”…
Nie tak miało być! Niemcy nie po to wysłali do Polski Donalda Tuska, czyli swoją cudowną broń, żeby przypominać dzisiaj Polakom najlepsze dialogi z „Taśm Prawdy”. Paradoksalnie - dialogi o teoretycznym państwie, które Donald zbudował zanim uciekł do Brukseli, przypomniał Polakom nie kto inny jak sam Donald, powołując się na zeznania świadka z procesu Falenty... Wyrywny Donald nadział się jednak na siatkę z Biedronki z łapówką 600 tysięcy euro, przekazaną jego synowi, znanemu skądinąd z afery „Amber Gold”. Ale jako Józef Bąk... Wystarczył więc jeden strzał Donalda, by na niemiecką cudowną broń spadł – nomen omen - Grad pocisków a szykują się nowe! Wystarczyło bowiem 10 lat, by sztandarowa inwestycja Tuska i Platformy Obywatelskiej, czyli Stadion Narodowy okazał się Bublem Narodowym. A przecież było wiele sygnałów, że rządy Tuska i Platformy zakończą się ruiną Polski! Wystarczyło spojrzeć na listę „fachowców”, którymi otoczył się Donald Tusk by przewidzieć, że „pieniędzy” już nigdy w Polsce nie będzie – tak jak zniknęły setki „sprywatyzowanych” lub zrujnowanych przedsiębiorstw a nawet całych gałęzi przemysłu. Wystarczyło codziennie przypominać sylwetki takich „fachowców” jak – nomen omen- Aleksander Grad, Janusz Lewandowski, Joanna Mucha, Stanisław Gajewski czy Lolo Pindolo. Ten Lolo – prawa ręka Tuska łapówki chował w meblach – w tym w potężnych nogach od stołu! Co za inwencja!
Czy zatem kogoś jeszcze zdziwi, gdy na „liście marzeń” Donalda Tuska znów znajdzie wybitna ekonomistka Iza Leszczyna, rzucona już wcześniej na ministerstwo finansów? Wystarczyło, że Iza publicznie zapowiedziała  użycie „czarodziejskiej różdżki” przez swego pryncypała, którą Tusk zlikwiduje inflację a emerytom przywróci taki sam dobrobyt, jak przed swoją ucieczką z Polski! Albo ta Mucha, którą Tusk rzucił na ministerstwo sportu tylko po to, by wyprowadziła 6 mln zł na gażę dla Madonny za jej występ na Stadionie Narodowym! Takich "numerów" było więcej w "teoretycznym państwie" Donalda Tuska... Wystarczyło cytować co jakiś czas Bartłomieja Sienkiewicza (ministra spraw wewnętrznych w rządzie PO), który na „taśmach prawdy” przyznał, że z szumnych inwestycji rządu Tuska pozostał tylko „ch...,d… i kamieni kupa”. Spartaczone autostrady na Euro 2012 i walące się mosty na autostradach zapowiadały, że także sztandarowa inwestycja stanie się wkrótce Wielkim Misiem – czyli Bublem Narodowym. Wystarczyło 10 lat, by dach groził zawaleniem... Szkoda tylko, że nie ma pośród nas ś.p. Stanisława Barei, gdyż „dokonania” Tuska i funkcjonariuszy z jego „Listy marzeń” to świetny materiał na scenariusz „Misia 2.0”, w którym Stadion Narodowy pełnił by rolę „słomianej inwestycji”. Inwestycji, na którą rząd Tuska wywalił 500 milionów euro, czyli 3- krotnie więcej niż kosztował Rumunów podobny stadion: wyposażony w membranowe zadaszenie z rozsuwaną częścią nad boiskiem i centralnie zawieszonymi telebimami oraz dwupoziomowe trybuny! Zanim „słomiana inwestycja” Donalda Tuska została zamknięta w związku z możliwością zawalenia się dachu – zasłynęła sfuszerowanymi schodami i tak przeciekającym dachem, że zastanawiano się, czy Stadion Narodowy nie zamienić na Basen Narodowy. Bubel Narodowy spełnia więc wszystkie warunki, by stać się nowym Misiem. Można by nawet – obok słynnego monologu o „ch..u,d...e i kamieni kupie” - „żywcem” przenieść dialogi z „Misia”- oczywiście po niewielkiej korekcie…
Oto próbka dialogu z „Misia 2.0” w której występuje prezes tęczowej partii a zarazem budowniczy „Bubla Narodowego” oraz niedowiarek: „Wiesz co robi ten Stadion Narodowy? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest stadion na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym stadionem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest stadion społeczny, w oparciu o sześć instytucji – który sobie zgnije do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?
- Protokół zniszczenia! – przytomnie odpowiada niedowiarek, zaś prezes tęczowej partii dodaje:
- Bo „prawdziwe pieniądze robi się na drogich, słomianych inwestycjach". Takich, jak Stadion Narodowy....
Źródło: niepoprawni.pl
Nie sadzicie że samosądy byłyby bardzo ożywcze dla demokracji!?
Czy aby ten szpital tymczasowy dla covidowców nie uszkodził konstrukcji podtrzymującej dach!?

13 11 2022 "Stan wyjątkowy". Kaczyński ekspertem od dawania w szyję. Czarnek przelewa miliony Dworczykowi. Komuniści skryci w PiS.
Powiedzmy to sobie wprost: prezesowi się ulało. Przez lata dumnie wypinał pierś, przekonując, że to on osobiście wymyślił program 500 Plus, który miał doprowadzić do masowych, chcianych ciąż i narodzin setek tysięcy nowych Polaków. Okazało się, że nic z tego. Po kilkuletniej poprawie demograficzne wskaźniki znów spadły do poziomu z 2016 r., gdy Ojciec Narodu zarządził wprowadzenie 500 Plus. W tej sytuacji twórcy "Stanu Wyjątkowego" — Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Renata Grochal ("Newsweek") — starają się wytłumaczyć frustrację, rozgoryczenie, czy wręcz zgorzknienie prezesa, który podczas gospodarskiej wizyty na gościnnej ziemi ełckiej zaatakował Polki za to, że nie rodzą dzieci. "Dzieci najmniej w Polsce jest w Warszawie, więc to nie jest kwestia wyłącznie ekonomiczna, ale też pewnego nastawienia ludzi, a w szczególności pań. Bo to kobiety rodzą dzieci, chociaż teraz już nie wiadomo..." — przy okazji półżartem wrzucił swą ulubioną aluzję do LGBT. Dalej już był śmiertelnie poważny. "Jak do 25. roku życia daje w szyję, to nie jest to dobry prognostyk w tych sprawach" — stwierdził. Jednym słowem niedobrze, że młode Polki mieszkają w miastach, gdzie za dużo piją, przez co nie zajmują się "tymi sprawami" — co winny robić dla dobra Polski, rzecz jasna. Przyznajemy: wytłumaczenie prezesowskich teorii przychodzi nam z dużym trudem. Bo prezes — w swym unikatowym, prezesowskim stylu — kompletnie pokiełbasił wszystko ze wszystkim. I, niestety, sam w to najpewniej wierzy. Smuci nas jedno. Jeśli prezes naprawdę uważa, że Polki nie rodzą dzieci, bo żyją w dużych miastach, gdzie za dużo chlają — to nie ma co oczekiwać szybkiej poprawy sytuacji. Wszak Kaczyński to państwo. A skoro Kaczyński nie ogarnia, to państwo też nic nie rozumie. Dzieci z tego nie będzie. "Stan Wyjątkowy" na trzeźwo i na chłodno rozprawia się z rozrodczo- alkoholowymi eposami Kaczyńskiego. W miastach — także w Warszawie — rodzi się więcej dzieci, niż wynosi średnia krajowa. Zagrożeniem dla demografii nie jest picie kobiet, tylko ich obawa o byt, pracę i kłopoty z zakupem mieszkania — wszystko to wpływa na odwlekanie decyzji o "tych sprawach". Sam prezes przyznaje podczas kolejnych gospodarskich wizyt, że inny z jego światłych projektów jako Ojca Narodu — czyli "Mieszkanie Plus" — skończył się efektownym fiaskiem. Raz snuje gawędę, że to wina deweloperów, którzy dzielnym rycerzom demografii z PiS rzucali kłody pod nogi. Innym razem półgębkiem gwarzy jednak, że to jego poddani z rządu pokłócili się o sakiewkę, czyli nie chcieli oddać państwowej ziemi pod budowę tanich mieszkań. "Stan Wyjątkowy" przychyla się do tej drugiej wersji. Zwracamy przy okazji uwagę, że wedle klasyków komunizmu — do których prezes odwołuje się zdumiewająco często — kluczowe są kadry. Naszym zdaniem Kaczyński popełnił koszmarny błąd, powierzając program budowy mieszkań ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi, który w otoczeniu premiera zbiera umiarkowane oceny. "Takiej tępoty, połączonej z niekompetencją, bezinteresownym szkodnictwem lub zawiścią, zakłamaniem i zwykłym łajdactwem dawno nie widziałem" — pisał w mailu do premiera Michał Dworczyk, gdy był szefem jego kancelarii. Pan Michał posadę za zbyt wylewne recenzowanie kolegów stracił. Ale zapewne zgodziłby się z twórcami "Stanu Wyjątkowego", że znacznie lepszym ministrem od mieszkań, siedzib i lokali byłby Przemysław Czarnek, dziś ideologiczny konkwistador w edukacji. Otóż Czarnek właśnie lekką ręką rozdał grubo ponad 100 mln, z czego niemal wszystko trafiło do ludzi i organizacji wprost związanych z PiS, samym Czarnkiem, jego Lublinem i jego Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Polećmy eufemizmami. Pieniądze trafiły m.in. do fundacji związanych z europosłem PiS, byłą posłanką PiS, senatorem PiS oraz skazanym nieprawomocnie byłym poseł PiS. Czarnkowe dotacje rozdysponowali fachowcy z Rydzykowej telewizji "Trwam", ultrakonserwatywni matadorzy z Ordo Iuris, a także byli szefowie sztabów wyborczych PiS. Wśród beneficjentów jest fundacja "Polska Wielki Projekt", czyli organizacja założona przez ludzi z wierchuszki PiS, na której czele stoi publicysta Grzegorz Górny. Rok temu w prorządowym portalu życzliwie pisał on o ofercie ideologicznej współpracy, jaką dla europejskiej prawicy miał Władimir Putin ("adresatami przesłania Putina są nie tylko ludzie o poglądach prawicowych czy konserwatywnych, lecz także osoby prezentujące zdrowy rozsądek" — przekonywał). Ale na liście wypłat jest także fundacja "Wolność i Demokracja" założona przez Dworczyka. Obie pozarządowe, choć prorządowe organizacje dostały po 5 mln. W czasach szkolnej biedy Czarnek dał im pieniądze z dziurawej edukacyjnej sakwy po to, by kupiły sobie siedziby. To się dopiero nazywa "Mieszkanie Plus" — liczymy, że chociaż dzieci od tego przybędzie.
Źródło: onet.pl
Pan i kot. Z tego raczej potomstwa nie będzie, jak i z zabaw z kolegami. Powiedział ekspert od dzieci i orędownik klasycznego modelu rodziny.
12 11 2022 Arka Jarka.
Kaczyzm przetrwa najbliższy trójskok wyborczy. Parlamentarne wybory, samorządowe i europejskie. Partia zwana „Prawo i Sprawiedliwość” nie wymrze politycznie jak kiedyś wielce szacowna Unia Wolności. Nie rozpadnie się na skłócone frakcje jak, zwycięski w 2001 roku, Sojusz Lewicy Demokratycznej. Nie podzieli losu Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha, „Samoobrony” Andrzeja Leppera, Ruchu Palikota. Wbrew nadziejom zdeklarowanych, wielkomiejskich demokratów. Kaczyzm przetrwa,bo ruchy, ideologie faszystowskie i faszyzujące są immanentną częścią politycznego system demokracji parlamentarno- gabinetowej. W Polsce, kiedy mówimy „faszyzm”, zwykle myślimy o niemieckim nazizmie. To fałszuje rzeczywistość. Bo mieliśmy, i mamy, w naszej Europie i Polsce wiele rodzajów faszyzmu. Kaczyzm przetrwa, bo przezorny pan prezes i jego drużyna już Arkę budują, aby przeżyć zapowiadany polityczny potop. Pan prezes przewiduje, że jego formacja może stracić władzę po wyborach parlamentarnych. Przejdzie do opozycji. Prezes Kaczyński nieraz już siedział na twardych ławach opozycji. Nie straszne mu są. Zwłaszcza kiedy ich twardość osłodzić można stosownymi poduszkami. Najlepsze dla przetrwania są poduchy finansowe. Kaczystowscy prominenci przezornie dbają o gromadzenie ich. Nie ma już kumatego parlamentarzysty PiS, który nie posiadałby dodatkowej posady wiceministra, prezesa agencji rządowej, pełnomocnika rządu ds. czegoś tam. Dzięki temu może brać diety, czasem też i uposażenia poselskie, oraz pensje ministerialne lub prezesowskie. Posiadać do swej dyspozycji opłacane z podatków obywateli biuro poselskie i jednocześnie gabinet ministerialny lub prezesowski. Może kupować sobie benzynę i papier toaletowy z funduszy biura i ministerstwa. Ma też możliwość przeróżnych zakupów na rzecz ministerstwa lub agencji rządowej, czyli otrzymania zwyczajowej prowizji też. Ma wielkie możliwości aby nakraść się. Ale jeśli nawet chce być uczciwy, potrafi być oszczędny, to tylko dzięki takim zastrzykom finansowym zdoła zabrać nie tylko na przyszłą poduszkę finansową. Starczy mu nawet na pierzynę! I to niejedną. Wystarczy się tylko nie uchlewać. Kaczyzm przejdzie do  opozycji w dobrej kondycji, bo ma własne media. Prasę, portale internetowe, telewizje. Redagowane przez ideowych kaczystów i profesjonalnych dziennikarzy. Ich media mogą sobie pozwolić na profesjonalizm, stałe szkolenie kadr, bo są obficie dotowane przez spółki skarbu państwa opanowane przez PiS. Zapewne przed wyborami ilość reklam z tych spółek i artykułów promocyjnych radykalnie wzrośnie w prywatnych, kaczystowskich mediach. I nawet kiedy kaczyści stracą władzę w TVP, Polskim Radio, Polskiej Agencji Prasowej i mediach „Orlenowskich”, to zbierane skrzętnie „pierzyny finansowe” + wyszkolone kadry pozwolą im stworzyć silne, punktujące błędy nowej władzy, opozycyjnych mediów. Kaczystowski głos w polskich domach nie zgaśnie. Pan prezes Kaczyński będzie decydował, kogo zabierze do swej Arki. Kogo wpisze na listy wyborcze. Kto dostanie te „miejsca biorące”. Zapewne nie popełni już błędu z poprzednich wyborów. Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż ziobryści wstąpią na pokład jego Arki.
Dzięki niej w przyszłych parlamentach, krajowym i europejskim, znajdą się jedynie najwierniejsi kaczyści. Oni w wieczór wyborczy zaśpiewają panu prezesowi: „Czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham Cię”.
Źródło: wpunkt.online
Kaczyzm się przejadł i naród od niego torsji dostaje, a Kaczyński zasłużył na balonówkę (taczkę)! Pytanie sam do niej wsiądzie czy będziemy go musieli do niej wsadzić!?
Kaczyzm to walka wszystkich ze wszystkimi, to nieustanne donoszenie, zakładanie teczek, wzajemne podjudzanie, i wojna każdego z każdym!? Czy takiej Polski chcemy!?

12 11 2022 Czym jest niepodległość? Pytamy posłów różnych opcji, co to dla nich oznacza.
- Bez wątpienia oznacza suwerenność i możliwość decydowania o sprawach swojej ojczyzny - ocenił poseł Jan Mosiński z Prawa i Sprawiedliwości. - Niepodległe państwo to takie, które gwarantuje dobre życie dla swoich obywateli - mówił poseł Tomasz Lenz z Platformy Obywatelskiej. Polska obchodzi dziś 104-lecie odzyskania niepodległości. 11 listopada 1918 r., po 123 latach zaborów, Polacy odzyskali prawo do samostanowienia i zrzucili jarzma rosyjskie, niemieckie i austro-węgierskie. Z tej okazji na terenie całej Polski organizowane są uroczystości, marsze i msze za Ojczyznę.
Zapytaliśmy polityków różnych opcji o to, jak oni rozumieją słowo „niepodległość” i co to dla nich oznacza. Bóg, honor, ojczyzna. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Jan Mosiński stwierdził, że „bez wątpienia to słowo oznacza suwerenność i możliwość decydowania o sprawach swojej ojczyzny”. – Dla rządzących jest to natomiast podległość wobec ojczyzny, bo rządzić, to znaczy służyć – zaznaczył. - Niepodległość to także pamięć o naszej historii, tej prawdziwej. Mówiąc „niepodległość”, nie można także zapominać o haśle „Bóg, honor, ojczyzna”, które nasi ojcowie wywieszali na sztandarach.- dodał. Do sprawy odniósł się także poseł Lewicy Andrzej Szejna, który stwierdził, że to słowo znaczyło co innego, kiedy tę niepodległość odzyskiwaliśmy. – Niepodległość jako możliwość do decydowania o losach kraju i podejmowania decyzji przez suwerena, jakim jest naród – zauważył. - 11 listopada dla naszych poprzednich pokoleń oznaczał coś niebywale wspaniałego, ponieważ było to wyzwolenie się spod jarzma zaborów - podkreślił.
Szejna ocenił, że dzisiaj niepodległość bardziej kojarzy się z: bezpieczeństwem, suwerennością, niezależnością i zapewnieniem przyszłym pokoleniom dostatniego życia. – To jest troszkę inne podejście, chociaż kiedy patrzymy na wojnę na Ukrainie, to znowu te same definicje, które towarzyszyły 11 listopada, wracają, bo okazuje się, że niepodległość nie jest dana raz na zawsze – zakończył. Jarosław Sachajko, poseł Kukiz’15 ocenił, że „niepodległe państwo to takie, które potrafi samo sobą zarządzać”. – Ma ono świadome społeczeństwo, które rozumie to, że musi, w jak najszerszej formie samo decydować o sobie, musi brać odpowiedzialność we wszystkich dziedzinach za to, co się w nim, jak i wokół niego dzieje – powiedział. - Państwo nigdy nie będzie niepodległe, jeżeli nie będzie miało jak największego procentu świadomego społeczeństwa. Społeczeństwa republikańskiego, które bierze odpowiedzialność samo za siebie, równocześnie pamiętającego o tym, że musi być ono jak najbardziej niezależne od sąsiednich państw i mocarstw - mówił. 
Senator Polskiego Stronnictwa Ludowego Jan Filip Libicki stwierdził natomiast, że „niepodległość to możliwość samodzielnego decydowania o swoich sprawach”. – W dzisiejszych czasach oznacza to, że naród w sposób wolny w wolnych wyborach wyłania zarówno władze państwowe, jak i władze samorządowe. To przede wszystkim oznacza niepodległość, że obywatele sami decydują o tym, kto nimi rządzi – powiedział. - Zdaję sobie także sprawę, że dzisiaj o niepodległości w dużej mierze decyduje także stopień rozwoju gospodarczego, zasobność danego kraju, siła jego gospodarki i jego innowacyjność - dodał. Dla posła Platformy Obywatelskiej Tomasza Lenza niepodległość oznacza natomiast „państwo, w którym ludzie żyją na takim poziomie, na jakim chcieliby żyć”. – Niepodległe państwo to takie, które daje możliwość rozwoju ludziom młodym, które gwarantuje, że przyszłość rodzin i obywateli jest przyszłością przewidywalną i dającą nadzieję na lepsze życie. To tez państwo, które gwarantuje dobre życie dla swoich obywateli. Co samo w sobie powoduje, że ci obywatele gwarantują możliwość rozwoju – zaznaczył.
Źródło: niezalezna.pl
Przypominam co dla prawdziwych Polaków tych zacnych synów ojczyzny znaczy dewiza: Bóg, Honor, Ojczyzna. Boga nie znają, honoru nie mają, a ojczyznę w czterech literach mają. 
10 11 2022 Polska Zbrojeniówka w natarciu.
O Polskim Przemyśle Obronnym zaczyna być głośno nie tylko z tytułu zakupów uzbrojenia z USA i Korei Południowej ale z uwagi na nowoczesny potencjał, kadrę inżynierską i wysoko kwalifikowanych fachowców .  Wojna na Ukrainie dobitnie pokazała skuteczność na polu walki produkowanego w Polsce przez Polską Grupę Zbrojeniową sprzętu wojskowego w tym głownie zestawów rakiet przeciwlotniczych i armatohaubic.
Głośno jest już na świecie o rewelacyjnych systemach  PPZR (Przenośny Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy) „Piorun” to broń produkowana przez należącą do Polskiej Grupy Zbrojeniowej firmę Mesko z siedzibą w Skarżysku-Kamiennej. Pioruny” stanowią głęboką modernizację pocisków Grom , które wprowadzono do służby w latach 90. XX w. (stąd drugim stosowanym oznaczeniem tej broni jest GROM-M). Zestaw, który znajduje się na uzbrojeniu Wojska Polskiego od 2019 r., posiada układ naprowadzania pasywnego na podczerwień.  Rakiety te z powodzeniem niszczą nisko lecące śmigłowce czy samoloty agresora rossji atakujące bezbronną Ukraińską ludność. Polskie haubice „Krab” walczą w Ukrainie już od ładnych kilku miesięcy i są bardzo docenianie przez tamtejsze wojsko. Co jakiś czas do sieci trafiają także nagrania czy zdjęcie tej broni z frontu i na jednym z nich zostały doskonale uwidocznione gabaryty tego pojazdu. Armatohaubica (AHS) Krab to samobieżna gąsienicowa haubica 155 mm zaprojektowana w Polsce przez Centrum Produkcji Wojskowej Huta Stalowa Wola, poprzez połączenie południowokoreańskiego podwozia K9 Thunder z brytyjską wieżą AS-90M Braveheart z działem kalibru 52 i systemem kierowania ogniem artyleryjskim WB Electronics Topaz. Ale to nie wszystkie możliwości Polskiego nowoczesnego Przemysłu Obronnego. To lata doświadczeń w modernizacji sprzętu kołowego, pancernego i wyposażenia Sił Zbrojnych RP. W ostatnim czasie prasa informuję o decyzji MON I PGZ  – „O produkcji czołgów K2, która będzie prowadzona w poznańskich Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych, a armatohaubic K9 – w Bumar Łabędy w Gliwicach” – jak poinformował prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Sebastian Chwałek.Produkcja czołgów K2 i armatohaubic K9 będzie organizowana we współpracy ze stroną koreańską, Jak podkreśla w mediach Polska Grupa Zbrojeniowa, gliwicki Bumar i poznańskie Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne czekają nowe wyzwania.
W lipcu MON  podpisał z koncernem Hyundai Rotem umowę ramową na dostawę do 1000 czołgów K2/K2PL, a w sierpniu – pierwszą umowę wykonawczą na dostawę 180 czołgów wraz z pakietem szkoleniowym, logistycznym oraz symulatorami w latach 2022-2025, za kwotę 3,34 mld USD. Pierwszą jednostką wyposażoną w czołgi K2 będzie 20. Brygada Zmechanizowana, z dowództwem w Bartoszycach i batalionem czołgów w Morągu. Całkiem niedawno, ta sama jednostka otrzymała jako pierwsze czołgi T-72M1R. Od 2026 roku mają być dostarczane czołgi w wersji K2PL, które będą produkowane przez krajowy przemysł. Tak o konfiguracji czołgu mówił w wywiadzie dla Defence24.pl gen. dyw. Maciej Jabłoński, Inspektor Wojsk Lądowych: „Nie będzie dodania siódmej partii kół bieżnych w czołgu K2PL, ani żadnych istotnych zmian konstrukcyjnych. Czołg, który jest przewidziany do produkcji w naszym kraju od 2026 będzie bardzo zbliżony do kolejnej wersji czołgu koreańskiego. Założenie jest takie, aby był praktycznie taki sam po to, aby dwa ośrodki produkcyjne mogły strategicznie się wspierać, będąc w różnych obszarach geograficznych, w wypadku problemów produkcyjnych, czy nawet uzupełnienia strat.
Druga z umów wykonawczych dotyczy 212 haubic samobieżnych K9A1, produkowanych przez firmę Hanwha Defense. Podobnie jak w wypadku czołgów, umowa obejmuje haubice oraz pakiet szkoleniowy i logistyczny oraz dużą ilość amunicji, nie obejmuje natomiast wozów towarzyszących. Haubice będą jednak wyposażone w polskie środki łączności wewnętrznej i zewnętrznej oraz zintegrowane z Zautomatyzowanym Zestawem Kierowania Ogniem Topaz, co w założeniu ma umożliwić im korzystanie z polskich wozów dowodzenia, także tych używanych dziś w modułach ogniowych Regina z haubicami Krab. Wartość umowy to 2,4 mld USD (ok. 11,3 mld PLN po obecnym kursie), dostawy przewidywane są w latach 2022-2026. Pakiet szkoleniowy obejmuje też, jak zapewnia Agencja Uzbrojenia, wyposażenie symulatorowe. Wspaniałe tradycje i możliwości Polskiego Przemysłu Zbrojeniowego to nie tylko tradycja a współczesność w zakresie efektywnego zakresu  działań związanego z obronnością kraju.
Źródło: naszeblogi.pl
Polski Przemysł Obronny jak to dumnie brzmi!?
Nam silna armia nie jest potrzebna, kiedy brakuje chleba!? A to co dziś mamy to obraz nędzy i rozpaczy. Słomiany czołg, słomiany okręt, słomiany helikopter i żołnierz z drewnianym karabinem zasuwający na pieszo w tenisówkach, tak wygląda polska armia po modernizacji Macierewicza.

10 11 2022 Królowa PRL-u
W PRL-u brakowało nie tylko mięsa, cukru, szynki i sznurka do snopowiązałek, ale także papieru toaletowego. Trzeba było na niego polować, a potem wystać w kolejce. Szara rolka papieru toaletowego stała się królową PRL-u. Polacy żartowali – co to jest: idąca ulicą kobieta niesie deficyt w deficycie? Szynka owinięta w papier toaletowy! Filmowcy z Polskiej Kroniki Filmowej przeprowadzili śledztwo i ustalili, że na głowę statystycznego Polaka przypadało rocznie siedem rolek. Czyli zaledwie około metra papieru toaletowego dziennie. Leopold Tyrmand zastanawiał się w swojej książce „Cywilizacja komunizmu” dlaczego „kraje komunistyczne, zdolne do produkcji elektrowni atomowych i pojazdów kosmicznych, nie są w stanie wyprodukować dostatecznej ilości papieru toaletowego dla swych mieszkańców, pozostaje zagadką, z której rozwiązania zrezygnowały już najśmielsze i najtęższe umysły”. W podziemiach, otwartego w 1955 roku Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, panie, zwane popularnie babciami klozetowymi, siedzące przez wejściem do toalety, pytały się wchodzących:  „przepraszam bardzo, na grubo czy na cienko?”  I w pierwszym wypadku wydawały odpowiednią ilość papieru toaletowego: jeden listek albo dwa.
Po 1956 roku oficjalnie zaczęto przyznawać, iż istnieje problem z papierem toaletowym, a Polska Kronika Filmowa nakręciło o tym nawet materiał. Kiedy na ekranie pokazywała się kobieta niosąca kilka rolek, narrator żartobliwie czytał: „Co to? Patrzcie! Proszę pani, proszę pani, gdzie pani zdobyła ten skarb? Powtarzając słowa Wiecha, życzymy sobie wszyscy, by ten papier przestał być papierem wartościowym”. Królową pożądano szczególnie wówczas, gdy zasiadano na „królewskim tronie” – jak wówczas nazywano muszlę klozetową. Zapewne w związku z powiedzeniem, że WC to miejsce, gdzie nawet król chodzi piechotą. Powszechne poszukiwanie papieru toaletowego sprawiło, iż zrodziła się jedna z ikon PRL-u – dumna Polka lub Polak na ulicy z zawieszonymi na szyi rolkami papieru toaletowego.  „Nazywało się to różańcem. Wieszało się na szyi dziesięć rolek”. Papier toaletowy można było także zdobyć w zamian za makulaturę w punktach skupu makulatury.  „To była forma handlu wymiennego. – podkreślał Zdzisław Sadowski - Można było zawieźć makulaturę do punktu sprzedaży i dostawało się za to parę rolek papieru toaletowego. To już był postęp, kiedy dopracowaliśmy się takiego rozwiązania”. Pracujący w skupie Wiktor Ostrowski belował gazety, ale przy okazji razem z kolegami przeglądał książki oddane na makulaturę – wielu skompletowało interesujące biblioteczki literatury historycznej. „Najwięcej w skupie było dzieł Lenina – wspomina Ostrowski. – Propagandową makulaturę oddawały biblioteki z zakładów pracy. Lenina nikt do domu zabrać nie chciał, z reguły więc od razu szedł na pulpę. Ale raz Lenina przygarnęła pewna kobieta. Wyrywała z niego kartki i owijała jajka, którymi handlowała. Wszyscy się zastanawiali, czy milicja nie zatrzyma jej za to, że profanuje święte księgi”.
Pomimo starań władz papieru wciąż brakowało. Władze sięgnęły po ostateczne rozwiązanie – powołano komisję. Jej działalność, jak można się było spodziewać nie przyniosła rozwiązania problemu papieru toaletowego. W połowie lat 80. szara rolka stała się orężem w ręku podziemia. Do ustępów trafił ówczesny rzecznik rządu Jerzy Urban. Na podziemnym, nielegalnym papierze toaletowym wydrukowano jego twarz.  „Byłem raczej w miłości własnej zadowolony z tej popularności” – opowiadał Urban. W tym samym czasie członkowie Pomarańczowej Alternatywy rozrzucili po Wrocławiu ulotki z napisem: „Kto się boi papieru toaletowego? Czy za pomocą papieru toaletowego można pogłębić socjalizm? Czy papier toaletowy jest sprzymierzeńcem, czy wrogiem rewolucji światowej?”. Następnego dnia na  ulicy Świdnickiej we Wrocławiu pojawili się ludzie w pomarańczowych czapeczkach obwieszeni papierem toaletowym. „Jeździłem na rowerze, byłem obwieszony girlandami z papieru toaletowego, a milicjanci mnie gonili – wspomina Waldemar Fydrych. – Próbowali jakoś spacyfikować ten papier toaletowy, zatrzymywali ludzi, rewidowali w torbach, czy posiadają papier toaletowy. W artystycznej rzeczywistości socjalistycznej pogubili się zagraniczni aktorzy, którzy akurat przyjechali na przegląd teatralny do Wrocławia. Nie potrafili się zorientować, czy milicjanci to część happeningu, czy są prawdziwi. Ulicą toczył się chłopak owinięty w wielką kulę papieru. Milicjanci próbowali go wepchnąć do radiowozu, ale kula utknęła w drzwiach. Między ludźmi biegał pies z kokardą z papieru toaletowego. Obszczekiwał milicjantów, którzy nie mogli się do niego zbliżyć, a ludzie mu bili brawo. Tyle że ci, którzy oklaskiwali psa, trafiali do milicyjnej „suki”. „Wielkość produkcji papieru była określona z góry, przez plan centralny – tłumaczy Zdzisław Sadowski. – Nie było wolnego rynku, więc nie mógł zarządzać produkcją papieru toaletowego”. A plan centralny „trzymał się ideologii, nie zaś rzeczywistości”.
Wedle Tyrmanda  planową gospodarką komunistyczną kierowała zasada ważności, a nie potrzeby. Ludzie co prawda potrzebowali papieru toaletowego, ale teoretycy komunizmu nie przywiązywali wystarczającej wagi do niego. Ważniejsza była walka o pokój niż o łazienkę. Brak papieru toaletowego stał się symbolem nieudolności nie tylko poszczególnych rządów, ale całego ustroju komunistycznego w PRL. Wraz z upadkiem PRL papier toaletowy pojawił się w sklepach. „Z papierem było coś takiego jak z mięsem – przypuszcza wydawca Andrzej Zasieczny  – Do pewnego momentu mięsa w Polsce nie było, aż nagle stało się go tak dużo, że właściwie nie można już było na nie patrzeć. I podobnie było z papierem”. Normą jest dzisiaj papier delikatny, a ten szary, przypominający czasy PRL, jest trudny do zdobycia. „Znam pewną hrabinę w Paryżu, - opowiada Waldemar Fydrych - która kiedyś mieszkała w Polsce, i jak ktoś z Polski jedzie do Francji i do niej dzwoni, to ona prosi, żeby przywiózł szary papier toaletowy. Polski szary papier toaletowy, bo on jej najbardziej ojczyznę przypomina”.
Źródło: naszeblogi.pl
Za PRL-u sklepowe półki świeciły pustkami, dziś półki są pełne, ale nasze kieszenie świecą pustakami!? Zatem czy coś się zmieniło!?
Pamiętam jak za PRL- u królowały na stolach „musztardówki”, i co najważniejsze były za darmo!?
Za PRL-u w sklepach wszystkiego brakowało, ale w domach lodówki były pełne!? Fuchy, i kupowanie spod lady było powszechne!? Wkrótce za Kaczyńskiego czaka nas mieszkanie w szałasie wokół, którego będziemy mogli uprawiać ryż, a Morawiecki pozwoli nam w drodze wielkiej łaski zostawić sobie 1/10 plonów!?
W PRL-u nie było tak źle, no ale chcieliśmy mieć lepiej no to mamy co mamy!? Każdy każdemu wilkiem, każdy z każdym walczy, podkopuje dołki, donosi.....!? Ta demokracja zniewoliła nas całkowicie, liczy się tylko mamona!? 
08 11 2022 Ostatnia szansa Ameryki!
W świecie zachodnim zaniepokojeni globaliści rejestrują narastające problemy, reakcyjni wyborcy chcą zniszczyć dobrze zaprojektowaną przez wielkie koncerny demokrację w imię własnych przyziemnych ekonomicznych, kulturowych, a nawet religijnych interesów! Skandal! Jak można być takim zapyziałym i zacofanym wstecznikiem, aby interes własnej rodziny, narodu, a nawet państwa przedkładać nad wspaniałą wizję uratowania zagrożonego bytu Matki Ziemi! Fuuj! Konserwatyści zapatrzeni w stare wartości, w opinii ludzi młodych cuchną nudą, co innego odlotowe i podniecające propozycje lewicy. Coś ci nie leży? Zmień płeć, to taka przygoda, później zastanowisz się czy to było dobre. I jak tu nie popierać i nie głosować na lewicę, ona daje ci tyle wolności! A konserwatyści? Tylko podkreślają kwestię odpowiedzialności, ostrzegają przed konsekwencjami czynów, decyzji. Coś plotą, że nieodpowiedzialne pragnienie ultra wolności to anarchia, a co tam, wszystko jest relatywne. Celem konserwatystów jest podtrzymanie i kontynuowanie tradycji, tworzenie warunków w których jednostka zakwitnie blaskiem i kolorami swojego indywidualizmu i wolności. Na dłuższą metę relatywizm nas zabije i zabije zachodnią cywilizację. Relatywizm jest sprawnym wytrychem wykutym w tolerancji, którym chce otworzyć wszelkie prawa do prywatności, a nawet sakralne drzwi chroniące godność jednostki.
Biden, podobnie jak wcześniej Obama, mieści się w kategorii liderów państw post narodowych, którzy nie posiadają własnego środka ciężkości, a jedynie reprezentują  interesy ponadnarodowych stowarzyszeń i sprawują swój mandat z ich wyboru i pod ich dyktando. To nie oni kierują dobranym przez siebie zespołem współpracowników, ale to ten dobrany zespół kieruje liderem. Celem tu jest wdrożenie planu stopniowego wyciszania, wygaszania wartości narodowych, czy państwowych interesów na drodze do ustanowienia globalnego społeczeństwa (UE). Coś takiego w ograniczonej skali miało miejsce tylko przeprowadzane w bardziej prymitywny sposób w Rosji Sowieckiej i krajach przez nią kontrolowanych. Wtedy celem było stworzenie człowieka sowieckiego. Produkt finalny miałby być taki sam jak dziś w opinii Klausa Schwaba z Davos i jego “narodowych” liderów: “nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”. Davos otwarcie chwali się liderami praktycznie z każdego kraju, których szkolił i szkoli w swojej szkole. “Uczęszczali” tam liderzy i potencjalni liderzy, również z Polski. To ich zadaniem jest przygotowanie swoich społeczeństw do nowej rzeczywistości w myśl sprawdzonej zasady zarządzania kryzysem. Czyli najpierw oni tworzą kryzys, a następnie proponują rozwiązanie, które stopniowo przybliża “owieczki do rzeźni”, czyli do banksterskiej utopii. Widać, że wybierają, selekcjonują liderów  z zasobów “niepełnosprawnych”, bądź takich na których mają już haki. Mogą to być też ludzie z poważnymi kłopotami zdrowotnymi budzący przez to sympatię jak na rynku amerykańskim Biden, czy Fetterman (kandydat na senatora w Pensylwanii), a na arenie światowej np. biedna dziewczyna Greta Thunberg. 
Gdy tak  dobry Bóg ulokował nas gdzie indziej na mapie Europy, niestety żyjemy w strefie zgniotu między Rosją, a Niemcami. Więc oczarowani historią i jej zapisem cieszymy się, że Biden pomaga nam, pomagając Ukrainie (z którą też mamy nierozliczoną przeszłość), pomaga nam powstrzymać okrutnego rosyjskiego misia. Jednak nie powinno ujść naszej uwagi, jakie siły stworzyły Bidena i że reprezentuje on nie tylko tradycyjne interesy Pentagonu, ale i ludzi pokroju Sorosa i Schwaba. Na kampanię wyborczą w tych “połówkowych” wyborach idą zawrotne sumy, już w miliardach dolarów. Lewica oderwała się od bazy jak w 1920 r. marsz. Tuchaczewski od zaopatrzenia. Nawet zieloni ogłosili, że ich priorytet recykling plastiku nie pracuje! Wyrzuć plastik, razem z innymi pomysłami Demokratów do śmieci! Oczywiście dalej trwa zarządzanie populacją strachem, covid, przestępczość, otwarte granice. Trwa bezsensowna wojna narkotykowa w której w ostatniej dekadzie poległo już ponad 1 mln Amerykanów! Miejmy nadzieje, że teraz wygrają Republikanie i dokonają zmian w takt hasła: “Big God, small government!”, czego im życzę.
Źródło: niepoprawni.pl
Wszyscy chcą pokoju, a nawet co niektórzy walczą o niego zrzucając bomby na niepokornych!?
Tak się zastanawiam się dlaczego USA nie ograniczają produkcji broni tylko nieustannie ją zwiększają, przecież walczą o światowy pokój!?
Tusk i Trzaskowski to dobrze opakowane produkty Sorosa, przygotowane przez specjalistów od wizerunku z Grupy Bilderberg, mają dbać by kapitał zagraniczny jak najwięcej zarobił w Polsce!? 
07 11 2022 PO totalu, obciachu i niemieckiej świadomości?
Pół żartem ale jednak na serio ! Dumny "Donuś" z Niemieckim orderem, który dostał trzy dni po doprowadzeniu do upadku Stoczni Szczecińskiej, która dobrze zarządzana byłaby konkurencyjna dla stoczni w Niemczech. Potem zadbanie o niemieckie i rosyjskie interesy w Polsce i przyzwalanie na Polski drenowanie dostał od Angeli stołek ich lokaja w Brukseli. Kompetencji nie miał żadnych. "Donek" nawet nie mówił w żadnym języku obowiązującym w Europarlamencie i dlatego dopiero po pół roku wymamrotał orędzie ku uciesze swojej frau Angeli i jej klakierów w Brukseli. On szprechał tylko po Niemiecku. Nauczyła go "mame" i dziadunio, jak podje wielu w tym prasa z... Wehrmachtu.  Jak widać to wystarczyło, żeby PO totalu mieli swojego króla Europy. "Donek" to polityk najczęściej odznaczany przez rząd Niemiec. Pobił już rekord medali niemieckich swojego guru Bartoszewskiego, który twierdził, że bardziej od Niemców bał się Polaków podczas  II Wojny Światowej.  Stwierdził nawet, że Niemcy wypuścili go z Oświęcimia ze względu na zły stan zdrowia. Pewnie reszta więźniów była w doskonałej formie sądząc po jego słowach. Rzadko kto uwierzy w takie stwierdzenia tego byłego już polityka. Kto zatem wierzy ? Platforma Obywatelska - wierzy i czemu tutaj się dziwić, jakie skojarzenia taka POlityka a właściwie jej zupełny brak. Co zatem zostaje - burdy, chamstwo, donosicielstwo szkodzenie Polsce.....starczy ? A tak na poważnie. Pracownia "Social Changes" na zlecenie portalu w Polityce.pl przeprowadziła sondaż, pytając ankietowanych "czy Donald Tusk jest politykiem działającym w interesie Niemiec i pod wpływem niemieckich polityków?" Znamy wyniki sondażu. Na tak postawione pytanie twierdząco odpowiedziało większość. badanych, a przeciwnego zdania było mniejszość respondentów. Wyniki badań wskazują na silną polaryzację społeczeństwa w tej sprawie. Działanie polityka na rzecz Niemiec dostrzegają wyborcy Zjednoczonej Prawicy, natomiast opozycja, w tym zwolennicy Koalicji Obywatelskiej, są przeciwnego zdania. "Nikt nie zwolnił Donalda Tuska od tego, by służyć również Polakom, a nie przede wszystkim Niemcom" - mówił w TVN24 wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, nawiązując do skrytykowania przez Tuska wystąpienia premier Beaty Szydło w Auschwitz.
 "Wynik badania nie zaskakuje, bo jak ostatnio stwierdził szef Platformy Obywatelskiej, dla niego powrót do polskiego parlamentu, to ‘upiorna myśl’, ale Niemcy nie ukrywają, że dla nich rządy Donalda Tuska byłyby korzystne" - tymi słowami Edyta Lewandowska zapowiedziała materiał "Wiadomości" TVP o Donaldzie Tusku. " Wiadomości" o liderze PP. "Polacy jednoznacznie : Tusk działa dla Niemiec "
WNIOSKI: Czy już totalna opozycja w Polsce, w  oczach wielu Polaków, stała się partią zewnętrzną obciachu niemieckiego realizująca politykę i strategię Niemiec i roSSji, jak pokazują ich czyny w Polsce i na arenie międzynarodowej. W moim przekonaniu na pewno nie realizują polityki i strategi Polski. Co ja wybrałem i wybiorę JAKĄ MOJĄ UKOCHANĄ OJCZYZNĘ POLSKĘ ? to proste jako patriota z krwi i kości, Polak z dziada pradziada - wybrałem i wybiorę tych dla których Bóg- Honor- Ojczyzna są świętościami najważniejszymi. Tylko PiS. Dlaczego oto moja odpowiedź :
 " Szanowni Państwo, dziś często pada pytanie o wartość patriotyzmu w nowych warunkach. Mówiłem też o tym dzisiaj. Tak, patriotyzm jest potrzebny dziś nie mniej niż dziewięćdziesiąt lat temu, niż sto lat temu, niż w okresie powstań narodowych, niż w okresie próby naprawy – udanej zresztą – I Rzeczypospolitej. Patriotyzm jest wartością pozytywną także w jednoczącej się Europie. Także tu, mimo wielkiej solidarności, trwa konkurencja między narodami. Także tu, szczególnie duże narody, a do nich należymy, muszą skutecznie bronić swoich interesów, chroniąc także interesy narodów mniejszych. I myślę, że polska polityka ostatnich dwóch, trzech lat była dowodem na to, że walcząc o swoje pamiętamy także o przyjaciołach, o tych państwach, które są mniejsze od nas, albo znalazły się w trudniejszej sytuacji politycznej. Obiecuję, że w ramach swoich kompetencji będziemy to robić dalej. "
Źródło: naszeblogi.pl
Z archiwum: 02 06 2010 Premier Donald Tusk otrzymał w Berlinie kolejne niemieckie wyróżnienie. Tym razem była to Nagroda im. Walthera Rathenaua przyznana za wyjątkowe zasługi na rzecz pogłębienia integracji europejskiej. – Tusk, ty zdrajco! – krzyczeli do premiera członkowie berlińskiego Klubu „Gazety Polskiej”, kiedy wychodził z uroczystości. 
07 11 2022 Prezes Kaczyński w Suwałkach „o ciepłych” rządach.
Podczas spotkania z mieszkańcami Suwałk prezes Jarosław Kaczyński nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi Donalda Tuska w Sandomierzu, który mówił, że „władza powinna być ciepła dla ludzi”, stwierdził, że jeżeli trzymać się tej konwencji „ciepło-zimno”, to cieplejszej władzy niż obecna, Zjednoczonej Prawicy, w Polsce do tej pory nie było. I przypomniał sztandarowe programy rządu „Rodzina 500 plus”, 300 plus, kapitał opiekuńczy dla drugiego i każdego kolejnego dziecka, wysoka waloryzacja emerytur i rent na rok 2023, czy dodatkowe 13. i 14 emerytury. I nawiązał do wypowiedzi ówczesnego premiera Donalda Tuska, który w 2014 roku po zapowiedziach Prawa i Sprawiedliwości, że wprowadzi program 500 plus jeżeli wygra wybory w 2015 roku, stwierdził, że on też chętnie realizowałby taki program, ale nie wie gdzie zakopane są na ten program pieniądze i drwiąco dodawał, chyba nie Zakopanem (właśnie w tym mieście odbywała się jego konferencja prasowa). W tym kontekście prezes Kaczyński stwierdził „myśmy nie kopali, myśmy po prostu ukrócili to, na co przyzwalały poprzednie rządy”, właśnie Donalda Tuska od 2007 do 2014 roku i Ewy Kopacz od jesieni 2014 do jesieni 2015 roku. Przy tej okazji prezes Kaczyński przypomniał, że w ciągu 7 lat rządów Zjednoczonej Prawicy w budżecie znalazło się o ponad bilion złotych (jedynka i 12 zer) więcej, niż w porównywalnym okresie rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Rzeczywiście Jarosław Kaczyński ma rację, dzięki uszczelnieniu całego systemu podatkowego, a w szczególności podatku VAT w którym tzw. luka podatkowa zmalała z 24,2% jego potencjalnych wpływów w 2015 roku do 4,3% w 2021 roku, wpływy podatkowe od roku 2016 gwałtownie rosną i to mimo obniżek zarówno podatku PIT jak i CIT.
Przypomnijmy, że podczas dotychczasowych 7 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości (od 2016 roku do 2022 roku), dochody budżetu państwa w stosunku do roku 2015 (ostatniego roku rządów Platformy), powiększano zdecydowanie mocniej niż za rządów poprzedników. I tak w 2016 roku było to 65 mld zł więcej, 2017 roku o 109 mld zł więcej, w 2018 roku już o 154 mld zł więcej, w 2019 roku 185 mld zł więcej, w 2020 roku aż o 210 mld zł więcej, w 2021 o 206 mld zł więcej, w roku 2022 będzie to o 203 mld zł więcej. Sumarycznie dochody budżetowe w latach 2016-2022 są wyższe od tych osiągniętych w budżecie roku 2015, aż o 1 bilion 132 mld zł, czyli średniorocznie aż o około 160 mld zł. Tak ogromy średnioroczny przyrost dochodów budżetowych nastąpił mimo że lata 2020-2021 to okres pandemii Covid 19 i w konsekwencji spadek PKB, rząd Prawa i Sprawiedliwości obniżał także stawki podatków PIT i CIT, co więcej w okresie tych rządów zaniechano wyprzedaży majątku Skarbu Państwa i sprzedaży ziemi z zasobów Skarbu Państwa.
Dla porównania w okresie 7-letnich rządów Donalda Tuska, dochody budżetowe średniorocznie rosły zaledwie o 35 mld zł, mimo podnoszenia podatków (stawek podatku VAT) i wyprzedaży majątku. Z kolei podczas dotychczasowych 7 latach rządów Prawa i Sprawiedliwości, te dochody rosły średniorocznie aż o 160 mld zł, mimo pandemii Covid 19, obniżek stawek podatkowych i braku dochodów z wyprzedaży majątku Skarbu Państwa, w tym ziemi należącej do Skarbu Państwa (rząd Zjednoczonej Prawicy wprowadził zakaz takiej sprzedaży).
To wzrost 5-krotnie wyższy i dopiero to porównanie, pokazuje skalę „prywatyzacji dochodów podatkowych” za rządów Donalda Tuska, na co jak to udowodniła sejmowa komisja śledcza ds. VAT, było polityczne przyzwolenie, ówczesnego rządu. To jest wręcz bezpośredni dowód na polityczne przyzwolenie na okradanie Polaków z podatków, które zamiast do budżetu, masowo trafiały do prywatnych kieszeni „krewnych i znajomych królika”. To jest ta zasadnicza różnica pomiędzy rządami Prawa i Sprawiedliwości i Platformy, ten pierwszy tak uszczelnił system podatkowy, że średnioroczny wzrost dochodów budżetowych pozwala na finansowanie licznych programów społecznych, ten drugi z kolei gdy rządził, pozwalał na „prywatyzację” podatków i w związku z tym dochody budżetowe, rosły tylko w niewielkim stopniu. To o tym mówił minister finansów Jan Vincent Rostowski, który w po ogłoszeniu wyników wyborów w 2015 roku, wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość, kiedy stwierdził, że piniędzy nie ma i nie będzie na realizację obietnic wyborczych PiS”. Grubo się jak widać mylił, pieniądze budżetowe na realizację licznych programów społecznych podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości są, natomiast znowu ich nie będzie, kiedy do władzy wróci Platforma, bo razem z nią wrócą „karuzele Vatowskie” i niepłacenie podatków CIT i PIT na co będzie polityczne przyzwolenie tak jak w latach 2008-2015. To dlatego nawiązując do konwencji zaproponowanej przez Donalda Tuska „ciepła-zimna władza”, Prezes Kaczyński stwierdził, że „cieplejszej władzy niż ta obecna, Zjednoczonej Prawicy, do tej pory w Polsce nie było”.
Źródło: naszeblogi.pl
Nie pamiętam tak głębokiego drenowania naszych kieszeni, a Kaczyński uważa to za sukces!? Nie jest ważne jaką formę opodatkowania wybierzesz, Morawiecki i tak ciebie złupi do gołej skóry!? Nasz system podkowy jest tak skonstruowany, że nawet jak na polu zbierałbyś zamiast kamieni, brylanty, to splajtujesz!? No chyba że masz kogoś w rodzinie z baronów PiS!?
06 11 2022 O wyższości wiatraka nad elektrownią atomową wg. Platformy.
Podpisanie przez rząd PIS-u umów dotyczących budowy w Polsce elektrowni atomowych wzbudziło wzmożenie „ekspertów” Platformy Obywatelskiej. Jako pierwszy – sygnał do boju dał wysunięty z ramienia Platformy Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego towarzysz Miller. Nota bene - wysunięty wraz z innymi członkami PZPR, zasłużonymi w utrwalaniu sojuszu z ZSRR, tak jak dzisiaj utrwalają sojusz z Unią Europejską. Tow. Miller, jako niezawodny filar PO w uchwalaniu przez PE rezolucji przeciwko Polsce oświadczył, że „Nasz kraj może mieć bardzo poważne problemy, włącznie z blokadą tej inwestycji przez KE”. Towarzysz Miller wie co mówi i do kogo mówi. On mówi do złodziei, którzy okradli Polskę z dwóch-rocznych budżetów, nie tylko blokując budowę elektrowni atomowej, lecz także rujnując polskie stocznie i wyprzedając za bezcen polskie firmy. Ostatnim rzutem na taśmę swych złodziejskich rządów koalicja PO-PSL sprzedała CIECH oligarchowi Kulczykowi a PKP Energetyka funduszowi CVC Capital Partners Mariusza Świtalskiego. Biznesmenowi, który skończył 2-letnią szkołę zawodową w zawodzie hydraulika i na tym poziomie przerwał edukację, gdyż już za młodu wszedł w konflikt z prawem…
Sprawdzonym przez Platformę Obywatelską sposobem na skuteczną „prywatyzację” polskich przedsiębiorstw było postawienie na ich czele menadżerów, którzy potrafili doprowadzić firmę do takiego zadłużenia, by Donald Tusk mógł publicznie ogłosić, że "Nie ma żadnej ideologicznej przesłanki, by mówić kategorycznie "nie" inwestorom z jakiegokolwiek kraju, także z Rosji. Nasi sąsiedzi są również od tego, abyśmy robili z nimi wspólne interesy"...
Gdyby nie oderwanie Platformy Obywatelskiej od Polski, traktowanej przez Tuska i jego funkcjonariuszy oraz koalicjanta z PSL jak koryto – to w ślad za stoczniami, Ciechem i PKP Energetyka poszedł by nie tylko Lotos, KGHM i LOT – ale także Orlen. Przecież za czasów ośmiu lat rządów Platformy Obywatelskiej PKN Orlen zarobił 2,9 mld zł, zaś za cztery lata rządów PiS-u - 23 mld zł, czyli 16-krotnie więcej ! Platformie wystarczyło tylko postawić Krawca na czele „Orlenu”, by i ta polska firma nadawała się do „prywatyzacji” . I to – mówiąc Tuskiem - bez „żadnej ideologicznej przesłanki”. W czasach Tuska opylano bowiem wszystko – jak leci. Bo „piniędzy nie było” i miało już ich nigdy nie być, gdyż budżet - okradany przez mafie vatowskie i paliwowe nie spinał się Vincentowi. Ten fakt właśnie potwierdził Tomasz Siemoniak, były wicepremier z PO, pytany w TVN24, dlaczego jego rząd nie wybudował elektrowni atomowej. Siemoniak – były kierowca Tuska tłumaczył, że wprawdzie „zajmował się innymi rzeczami”, ale – Nie było tego na porządku dziennym, wybuchł kryzys finansowy, nie było pieniędzy… Przypomnijmy, że Siemoniak zajmował się wtedy takimi rzeczami, jak likwidacja jednostek wojskowych na wschodzie Polski oraz zakup tablic Mendelejewa dla armii. W tym samym czasie Tusk powoływał celowe spółki, mające zajmować się realizacją budowy elektrowni jądrowej: PGE Energia Jądrowa S.A. i PGE EJ 1 Sp. z o.o. Tylko te dwie spółki pochłonęły 250 mln złotych od momentu powstania do końca września 2015 roku. Prowadzący rozmowę z Siemoniakiem red. Piasecki zauważył, że elektrownię atomową miał budować Aleksander Grad, a na działalność „okołoatomową” rząd PO-PSL wydał aż 800 mln złotych! – Nie jest tak, że ktoś ogłosi na Twitterze i się pieniądze znajdują. Muszą być pieniądze na to, musi być zbudowany model biznesowy (…) W mojej perspektywie nie było na to pieniędzy – argumentował Siemoniak. I tu dochodzimy do sedna rzeczy, czyli w jaki sposób Platforma wspólnie z PSL okradali Polskę, by wyglądało to na „model biznesowy”... Powołano spółki celowe, zatrudniono w nich swoich funkcjonariuszy na czele z Gradem, którzy do końca rządów koalicji PO-PSL byli tak zalatani, że nie było czasu na wyznaczenie choćby lokalizacji elektrowni atomowej! Z kolei działacze PSL, którzy „sprywatyzowali” wraz z PO całe przetwórstwo żywności, włącznie z „Hortexem” – zbierali śmietankę gdzie indziej: ze spółek podporządkowanych Agencji Rynku Rolnego. Jak ten słynny prezes, a później dyrektor generalny Elwarru Andrzej Śmietanko….
Platformie Obywatelskiej nie pozostaje więc dziś nic innego, jak próbować ośmieszać budowę elektrowni atomowych przez amerykański koncern Westinghouse i koreański Korea Hydro&Nuclear Power. Odezwał się więc niekwestionowany pajac Platformy, czyli senator Adam Szejnfeld (ps.Joker) z celnym pytaniem: - Czy wiecie, jak długo stawia się jeden wiatrak dający prąd? Nawet 20 godzin. A wiecie, ile buduje się elektrownię jądrową? Nawet 20 lat. No tak, ale ilu ludzi i ile może zarobić przy jednym wiatraku?… Można by Szejfeldowi odpowiedzieć, że Aleksander Grad nie dorobił by się fortuny przy wiatraku – ale przynajmniej wiemy, dlaczego Platforma Obywatelska już nie stawia na elektrownie jądrowe, ale na uzależnione od wiatru wiatraki. Platforma Obywatelska przez ostatnie 7 lat całkowicie uzależniła się od wiatru, który zawieje jak nie z zachodu, to ze wschodu. Funkcjonariusze Platformy ustawiają się skąd  wiatr zawieje, który wprawia ich w ruch i we wzmożenie. Kiedy zaś wiatr nie zawieje – Platforma Obywatelska sama organizuje zadymy, by nadal wiało . I tu jest pewien problem, gdyż „kto sieje wiatr – ten zbiera burzę”…Przekonał się o tym sam führer Platformy, który chciał pobudzić swoją partię wiatrem ze wschodu, rozdmuchując przesłuchanie koronnego świadka Marcina W., w sprawie sprzedaży Rosji nagrań polityków Platformy  w restauracji „Sowa&Przyjaciele”. Z rozdmuchanego wiatru ze Wschodu szykuje się jednak wielka burza, skoro okazało się, że uwiarygodniony przez Tuska świadek zeznał pod przysięgą, że wręczył jego synowi 600 tysięcy euro łapówki. Chodziło o to, by Platforma załatwiła firmie Falenty dostawy węgla do jeszcze państwowego„Ciechu”! I tak - dzięki Tuskowi znowu ożyły taśmy, na których politycy PO nie ukrywają, że zamiast restrukturyzować kopalnie - „jedli, pili, lulki palili i nic nie robili – aż w końcu to pierdyknęło”… „To” – czyli "teoretyczne państwo" traktowane przez Platformę Obywatelską jak świńskie koryto…
Źródło: niepoprawni.pl
Po kiego nam elektrownia zza Oceanu skoro nasz geniusz Morawiecki jako jedyny na świecie rozbił młotkiem atom!? Wystarczy kowadło i młotek i już mamy mini reaktor atomowy, przyjazny dla środowiska!?
Aż ciarki mnie przechodzą kiedy słyszę że Sasin będzie budował elektrownię atomową!? Przecież to taka złota rączka, czego się nie dotknie to w popiół zamienia!?
No i powstaną kolejne CPK z tysiącami dobrze płatnych stanowisk pracy, postawią papierowe makiety i będą je pilnować!?
Im więcej wiatraków tym prąd coraz to droższy, i to ma być ten zielony ład!?

06 11 2022 Koniec diabelskiej alternatywy?
Ja nie jestem ani z obozu narodowego, ani z obozu neoliberalnego. Jestem socjalistą i walczę o Polskę socjalna, sprawiedliwą, gdzie wszyscy są równi niezależnie od wyznawanej bądź niewyznawanej religii, rasy, płci, orientacji seksualnej i co najważniejsze niezależnie od tego, czy jest biedny, czy bogaty, czy mieszka w małej miejscowości, czy w dużej metropolii, czy ma wysokie, czy niewielkie wykształcenie. Jestem za Polską gdzie nikt nie jest gorszym sortem, a wszyscy pracują razem dla dobra wspólnego. Nie wierzę w kapitalizm z ludzką twarzą. Jestem przekonany, że musimy szukać innego systemu, zawrzeć inną umowę społeczną, żeby ocalić demokrację, cywilizację opartą na wzajemnym szacunku i poszanowaniu swoich praw. Jeżeli wreszcie chcemy ocalić przed zagładą naszą planetę. W dodatku wcale nie mamy dużo czasu. Zostało go bardzo niewiele, zanim bogata mniejszość, garstka krezusów zaprowadzi ludzkość do nieodwracalnej już zagłady.
UNICEF donosi, że 7,5 mln dzieci z 48 krajów świata stoi w obliczu ciężkiego ostrego niedożywienia*. Według statystyk ponad 795 milionów ludzi na świecie wciąż cierpi głód. Co dziewiąty mieszkaniec Ziemi nie ma co jeść. Co roku umiera 3 mln dzieci, co oznacza, że z powodu głodu 8 tys. dzieci umiera codziennie, 300 w ciągu godziny, a 5 w ciągu minuty. A to wszystko nie wynik braku żywności, jest jej nadmiar. To z powodu chciwości. Kapitaliści to zwykłe świnie, które wola niszczyć żywność niż ja tanio sprzedawać czy rozdawać. W XXI wieku niemal 750 mln ludzi wciąż bez dostępu do wody pitnej. Wnet w krajach rozwiniętych poszerza się wciąż sfera ubóstwa. Im więcej jako ludzkość wytwarzamy, tym większe jest nasze zróżnicowanie dochodowe i majątkowe. To, że jedni mają za dużo sprawia, że dla innych nie wystarcza. Wszystko to nie jest wynikiem jakiegoś „naturalnego procesu” rynkowego, lecz bardzo restrykcyjnego prawa, które sprzyja tym, którzy mają kosztem tych, którzy nie mają. Stąd wniosek, że demokracja już dawno zamieniła się w fikcję. Większość ludzi głosuje wbrew swoim żywotnym interesom albo nie głosuje wcale. System partii politycznych, propaganda, media, reklamy, wszystko to napędza głosy ugrupowaniom, które wysługują się kapitałów, i mając w głębokim poważaniu szerokie masy ludowe. Po wyborach przychodzi zwykle rozczarowanie. Ludzie z niedowierzaniem przecierają oczy patrząc na to, co wyprawiają ich wybrańcy. Klasycznym przykładem jest choćby nowy prezydent Francji Emanuel Macron, który zaraz po wyborach okazał się neoliberalną wydmuszką, owocem propagandy i public relations. Dziś Macron naliczył najszybszy w historii prezydentury francuskiej spadek poparcia. Ale przez następne kilka lat Francuzi będą przez niego i jego partię rządzeni. Większość głosuje coraz częściej na ludzi, którzy obiektywnie są ich wrogami i w taki oto sposób owa większość przegrywa wybory. Jakiś rok przed francuskimi wyborami ulice całej Francji były pełne gniewnych demonstrantów protestujących przeciwko antypracowniczym zmianom w kodeksie pracy. Osobą odpowiedzialną za te zmiany był minister Emanuel Macron. I ten człowiek po krótkim czasie sięgnął po prezydenturę. To pokazuje, jaka jest potęga pieniędzy i mediów i do jakiego stopnia społeczeństwo tak przecież dojrzałe i nawykłe do demokracji jak francuskie dało się zmanipulować. W Polsce jest inaczej. Władza obiecała i wiele ze swych ważnych obietnic dotrzymała. Dzięki temu utrzymuje znaczne poparcie w sondażach. Teraz kiedy czuje się pewnie, dąży do władzy absolutnej i zaczyna spłacać swe długi kapitałowi. Najpierw wycofała się z pomysłu, aby zmusić je do podzielenia się nielegalnymi zyskami ze spekulacji walutowej z Frankowiczami. Władza i prezydent Duda stanęli murem za prawem banków do oszukiwania swych klientów. Następny taki krok to ofiarowanie deweloperom gruntów publicznych w zamian za możliwość zdzierania skóry z lokatorów i wyrzucania na bruk tych, którzy spóźnią się z czynszem. Duża, niezamożna część Polaków i Polek chce jednak wciąż ufać rządowi, bo jeszcze bardziej nie ufa neoliberalnej opozycji. Zamykają więc oczy na wycinkę Puszczy Białowieskiej, prawo o eksmisjach, czy wspieranie banków, bo boją się, że każda krytyka i protest będą wykorzystane przez starych złodziei, tych od reprywatyzacji w Warszawie, od Amber Gold, od wydłużenia wieku emerytalnego. Tylko pojawienie się nowej prospołecznej siły wybawi ludzi z tego kłopotu. 
Źródło: wpunkt.online
Bizancjum po 1989 roku rośnie w siłę. Rządy PiS to Disco Polo z elementami pieśni kościelnych i gangsterskiego rapu. Jeśli obecnej władzy trzeba tłumaczyć jak być przyzwoitym, za co dostaje się po łapach, to nasuwa się pytanie czy ludzie tej władzy potrafią samodzielnie myśleć? Być przyzwoitym czy to naprawdę jest takie trudne? Czy wkrótce obudzimy się w Polsce pod butem Kaczyńskiego tylko od Ciebie to zależy!?
Po 1989 roku nie nastała wymarzona, słodka demokracja. Nastał czas chaosu, grabieży, montowania się band złodziejskich, wybuchania afer, panoszenia się biurokracji itp. Znaleźli się tacy co oszukali i okradli cały Naród i oszukują i okradają nadal, dochodząc do kolejnych, coraz wyższych funkcji w Państwie lub Unii Europejskiej. W kolejnych wyborach znowu ich "wybierzemy", bo tak jest skonstruowany system wyborczy, że ci co się obłowili są uprzywilejowani i stać ich na kampanię wyborczą. WYBORCY NICZEGO O NICH NIE WIEDZĄ znaczy się wiedzą tylko tyle ile im w bilbordach się wciśnie. Czy zatem rewolucja ustrojowa trwa nadal, czy może dopiero czas na nią? 
05 11 2022 Co z reklamacją węgla kupionego przez samorząd? Mamy odpowiedź PGE.
Niedawno w money.pl pisaliśmy na temat problemu z reklamacją węgla dystrybuowanego przez samorządy. Okazało się, że o ile kupując w składzie, węgiel mógł podlegać reklamacji, tak przy zakupie za pośrednictwem samorządu może być to niemożliwe. Głos w sprawie zabrał PGE, jeden z dwóch importerów węgla. Według Grzegorza Kubalskiego ze Związku Powiatów Polskich węgiel dystrybuowany przez samorządy nie będzie podlegał reklamacji, ponieważ to asortyment, a nie jakość jest przedmiotem uzgodnień między gminą a dostawcą surowca. Zapytaliśmy o to wprost PGE. Każdorazowo do sprzedawanego przez PGE Paliwa węgla dołączany jest certyfikat potwierdzający jakość zakupionego towaru, który otrzymuje klient. W przypadku, gdyby zakupiony towar był niezgodny z certyfikatem, byłoby to podstawą do złożenia reklamacji - przekazało nam biuro prasowe PGE. Spółka zapewnia, że "węgiel oferowany przez PGE Paliwa jest certyfikowanym, spełniającym wszystkie normy jakościowe produktem o wysokiej kaloryczności  przeznaczonym do spalania zarówno w małych przydomowych piecach, jak i w piecach ciepłowniczych". PGE Paliwa podkreśla w przesłanej nam wiadomości, że importuje węgiel tylko i wyłącznie od sprawdzonych kontrahentów. Tłumaczy, że każdy transport poddawany jest kontroli jakości węgla zarówno w porcie nadania na załadunku, jak i w porcie odbioru na rozładunku, a badania wykonywane są przez niezależne, akredytowane laboratoria. Ich wyniki są potwierdzone certyfikatem.
Dopiero wtedy PGE Paliwa, na podstawie wystawionego certyfikatu, rozlicza się z dostawcami. Podczas wieloletniej działalności PGE Paliwa nigdy nie spotkała się z sytuacją, w której dostarczony byłby ładunek inny niż zamówiony węgiel. Jeżeli doszłoby do takiej sytuacji, że dostarczony ładunek byłby inny niż zamówiony, taka dostawa byłaby odrzucona, zgodnie z zapisami kontraktów handlowych - informuje biuro prasowe PGE. Sprawą zajął się UOKiK. "W celu zapewnienia konsumentom informacji o jakości sprzedawanego paliwa UOKiK wystąpił do resortu (Ministerstwa Klimatu i Środowiska - przyp. red.) z propozycją zmian do ustawy (o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw) i wprowadzenia na okres zawieszenia wymagań jakościowych dla paliw stałych obowiązku wystawiania dokumentu, w którym przedsiębiorcy zobligowani byliby do wskazania rzeczywistych parametrów takich paliw" - wyjaśnia UOKiK w stanowisku przesłanym naszej redakcji.
Źródło: money.pl
Respiratory też miały certyfikaty, a nie nadawały się do użytku!? Znaczy się gówno z certyfikatem można sprzedawać jako marmoladę!? Przywiozą węgiel, czekam aż jakiś jeleń go kupi, i zobaczę co będzie mówił, ewentualnie kupuję 10 kg i sprawdzam jak się pali!?
Z forum: Polska leży na węglu a dyletanci z PIS-u sprowadzają go z dalekiej zagranicy, co ten Pis wyprawia to się w głowie nie mieści.
PGE kupuje węgiel od sprawdzonych dostawców. bajtek pieprzysz głupoty Zawsze kupowaliście od Rosji to kiedy mieliście sprawdzić nowych dostawców. Tak jak tego od respiratorów
Wiedzieli, ze sprowadzili szajs to wciągnęli w to bagno samorządy a sami umywają ręce. Oni juz maja wielka praktykę w otumanianiu narodu i zwalaniu winy na innych. Znowu będzie wina Tuska.
20 09 2022 "Za importowane błoto płacimy 2,1 tys. zł". Górnicy wściekli na rząd.
Do Polski zamiast węgla trafia bezużyteczne błoto, za które płacimy ponad 2100 zł - mówi money.pl przewodniczący związku zawodowego "Sierpień '80" w Polskiej Grupie Górniczej Rafał Jedwabny.

 - Jak tylko polski rząd ogłosił, że będzie kupował węgiel w różnych częściach świata, to znaleźli się cwaniacy, którzy zwęszyli okazję i uznali, że można Polsce wcisnąć wszystko. Łącznie z błotem zmieszanym ze złomem - mówił przewodniczący "Sierpnia '80" Bogusław Ziętka.
Więcej na sklave.aktualności

05 11 2022 Szalupa plus tak szybko nie odpłynie.
Jeśli jest coś, co może imponować w rządach Prawa i Sprawiedliwości, to ta nieustanna pomysłowość, jak państwo polskie jeszcze bardziej wykorzystać. Jak skręcić na nim własny biznes i biznesik. Przy czym wszystko to robione, owszem, bezczelnie, ale w białych rękawiczkach. Tak, żeby kwity się zgadzały i nikt nikogo za nic nie mógł pociągnąć od odpowiedzialności. Takim właśnie pomysłem jest tzw. szalupa plus. Pomysł, aby władze kilku wybranych spółek były powoływane i odwoływane nie przez właścicieli, czyli Skarb Państwa, a przez specjalną radę obsadzoną na 5 lat przez  PiSowców, jest iście szatańskim skokiem na kasę. Pomijam już tu wątpliwości, w jaki sposób uwzględnić głosy akcjonariuszy mniejszościowych. Kogo z PiS to obchodzi. Ważne, że, nawet jak PiS straci władzę, to jednak kilka spółek nadal będzie w PiSowskim władaniu. Odwołanie PiSowskiej rady, która decydować ma o obsadzaniu władz tych kilku, wybranych spółek, możliwe będzie bowiem tylko mocą ustawy. A tu zarówno Duda, jak i Trybunał Konstytucyjny mogą stawiać własne weta. Tyle w teorii. Przede wszystkim, koalicjant PiS, czyli Ziobryści niekoniecznie chcą, aby PiS powiększał nad nimi finansową przewagę. Dziennikarze donoszą, że i z pałacu Andrzeja Dudy idą sygnały, że chwyt jest zbyt bezczelny i może być jednak weto. Prezydent od dłuższego czasu próbuje ratować własne dziedzictwo. I nie chce już chodzić zupełnie na pasku PiS. 
Przyjmując projekt ustawy ratunkowej, daje też PiS jasny sygnał, że nie wierzy w zwycięstwo. To bardzo ważne, gdyż oto jesteśmy świadkami pierwszego tak poważnego gestu rejterady i przygotowywania się do przegranej. Sygnał także, a może przede wszystkim, dla partyjnych dołów jest jasny: zaraz oddamy władzę. A o to oznacza, że i lokalni politycy PiS mogą zacząć szukać nowych panów.  Wreszcie, PiS poległ od własnej broni, czyli retoryki wyborczej. Od dawna wygrywali retorycznie, nazywając kolejne programy, a to 500 Plus, a to Tarcza Plus, a to coś tam znowu „Plus”. Dziś tę „plusową” narrację przejęła opozycja i ustawę nazwała „szalupą plus”. Nie powinniśmy nie doceniać tego, jak nośne hasła potrafią władać wyobraźnią. 
Tyle że nawet jeśli, teraz szalupę plus PiS ze wszystkich wskazanych powyżej powodów porzuca, to nie znaczy, że PiS do tego nie wróci. Można zmienić pomysł na taki, żeby to rada z przedstawicielami prezydenta, Sejmu i Senatu obsadzała kluczowe spółki. Można dogadać się z Ziobrystami, że w ramach podziału łupów dostaną swoje zarządy. Można wreszcie coś obiecać Dudzie, żeby skierował projekt ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, a tam, wiadomo, pani Julia swoje orzeknie. Zaprawdę, jeśli chodzi o reformy, będące czymś więcej niż tylko przelewem kasy (PO  nie  potrafi nawet tego), to pomysłowość tej ekipy jest fatalna. Ale jeśli chodzi o przytulanie kasy, to nagle wszyscy w PiS z miejsca stają się kreatywni.
Nie, nie chodzi tylko o pieniądze dla wybranych partyjniaków. W końcu ile jest etatów w takich spółkach?
Nie chodzi także tylko o to, że takie spółki mogą zlecać usługi wybranym przez siebie dostawcom, a tymi, co za przypadek, nagle staną się spółki i spółeczki zakładane przez PiSowskich polityków. Nie chodzi nawet o ewentualne zarzuty dla władz spółek, czego każda poprzednia władza się zawsze obawia. Chodzi, jak słusznie zauważa redaktor Majmurek w Newsweeku, o media. Orlen posiada portfel mediów lokalnych, które dla odzyskania władzy mogą być kluczowe. Po utracie TVP, prawicowe tygodniki zaś zostaną jedynym pasem transmisyjnym, który wobec globalnych trendów spadku czytelnictwa, jest do ratowania jedynie przez transfer pieniędzy, np. z reklam. Tyle że bez spółek skarbu państwa tego transferu nie będzie. Dlatego szalupa plus to być albo nie być ewentualnego powrotu do władzy.
Źródło: wpunkt.online
Ktoś nawet powiedział, że to jest "rada ochrony koryta", taki ROK. Uważam, że ten ROK, jaki oni sobie wymyślili, i ten rok 2023 wyjdzie im bokiem. Jeśli naprawdę ktokolwiek z nich myśli, że po przegranych wyborach oni dalej będą mogli doić tak bezkarnie jak w tej chwili te spółki Skarbu Państwa, wyrzucać fachowców, zatrudniać swoich na każde możliwe stanowisko, to naprawdę się mylą - mówił Tusk pod adresem PiS-u. 
04 11 2022 "Brak wiedzy i arogancja". Kaczyński rozzłościł górników. "Solidarność" ostro do prezesa.
Wypowiedzi prezesa PiS na temat węgla i górnictwa spotkały się z ostrą reakcją śląskiej "Solidarności". Związkowcy przypominają Jarosławowi Kaczyńskiemu jego deklaracje, gdy PiS szedł po władzę i wypominają wypowiedzi podczas objazdu po Polsce. "Wykazuje się pan nie tylko brakiem wiedzy, ale przede wszystkim skrajną arogancją" — napisali liderzy związkowi w liście otwartym. Chodzi o wystąpienie z końca października podczas spotkania w Radomiu. Kaczyński powiedział wówczas m.in., że węgiel ze śląskich kopalń jest słabej jakości, kopalnie przynoszą straty i w gospodarce rynkowej nie można ich utrzymywać. "Węgiel ze Śląska jest znakomitej jakości, o czym najlepiej świadczy olbrzymi popyt na ten surowiec. Węgiel ze śląskich kopalń jest nieporównywalnie lepszej jakości niż znacznie droższy surowiec importowany przez rząd w panice, w całkowicie chaotyczny sposób z całego świata" — oceniają związkowcy. Odnoszą się również do ceny surowca. Wskazują, że tuż po rosyjskiej agresji na Ukrainę węgiel na europejskich rynkach kosztował nawet 420 dol. za tonę. Obecnie cena ta wynosi ok. 240 dol., co w przeliczeniu daje ok. 1150 zł za tonę. Tymczasem — jak wskazują — polskie kopalnie sprzedają węgiel do elektrowni za ok. 400 zł. "Tylko i wyłącznie dzięki taniemu polskiemu węglowi cena energii w Polsce od wielu miesięcy należy do najniższych w Europie. Gdyby polskie kopalnie sprzedawały węgiel energetyce po cenie rynkowej, inflacja w naszym kraju wynosiłaby dwa razy więcej niż obecnie, a polska gospodarka znajdowałaby się dziś w kompletnej ruinie" — wywodzą.
Związkowcy odnoszą się też do słów Kaczyńskiego na temat planowanych przez rząd inwestycji w energetykę wiatrową i atomową. Określili te plany jako sabotaż gospodarczy i działanie na szkodę bezpieczeństwa kraju. "Jeśli kopalnie należy likwidować, bo rzekomo przynoszą straty, to energia odnawialna w ogóle nie ma racji bytu w gospodarce wolnorynkowej. Na świecie nie ma kraju, w którym energetyka odnawialna działa na zasadach rynkowych. Funkcjonuje ona wyłącznie dzięki olbrzymim dopłatom" — stwierdzają liderzy śląskiej "Solidarności". Przywołują też Jarosławowi Kaczyńskiemu jego deklaracje o wartości węgla, gdy PiS szedł po władzę. Cytują wypowiedzi prezesa ze stycznia 2015 r., gdy będąc w opozycji, mówił do protestujących górników, że węgiel będzie podstawą energetyki i zapowiadał inwestycje. Lider PiS podkreślał wówczas, że "środki, które przecież także ta władza chce przeznaczyć na to, by likwidować kopalnie, będą przeznaczone na inwestycje, na rozwój".
"Czas brutalnie zweryfikował pańskie obietnice, Kopalnia Pokój, pod którą zostały one złożone, dziś już nie istnieje. Podobny los spotkał pod rządami PiS również inne kopalnie. Wśród nich znalazły się np. KWK Krupiński czy KWK Makoszowy, które dysponowały bogatymi złożami, wysokiej jakości węgla. Te kopalnie mogły w sposób rentowny funkcjonować jeszcze przez wiele lat" — napisali. Związkowcy przypominają w liście otwartym do szefa partii rządzącej, że to protesty na Śląsku sprzed siedmiu lat przyczyniły się do późniejszego upadku rządu Ewy Kopacz i władzy Platformy Obywatelskiej.  "Jedną z przyczyn tego upadku była arogancja i lekceważenie okazywane mieszkańcom Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Niedotrzymane obietnice i niezrealizowane porozumienia. Dzisiaj pan i pańskie ugrupowanie podążacie tą samą ścieżką" — napisali związkowcy. "Opowiadając publicznie kompletne niedorzeczności na temat węgla, wykazuje się pan nie tylko brakiem wiedzy, ale przede wszystkim skrajną arogancją. Arogancją wobec ciężkiej pracy górników, wobec całego Górnego Śląska" — ocenili. Pod listem podpisali się Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", Jarosław Grzesik, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "S" oraz Bogusław Hutek, lider górniczej "Solidarności".
Źródło: onet.pl
Spółka HMS Berbgbau chciała zbudować kopalnię węgla kamiennego wykorzystując istniejącą infrastrukturę kopalni „Krupiński”, Zamiast 200 mln za infrastrukturę, 5 tys. miejsc pracy, i 3.5 mln ton węgla budżet państwa wydał 600 mln na zasypanie i zniszczenie kopalni.
Akcja Polaku nie płacz nad zamykanymi kopalniami węgla! Produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? I w interesie międzynarodowych korporacji jest likwidacja kopalń w Polsce, lub ich sprzedanie za złotówkę. No to już wiemy dlaczego w Polsce mamy smog i śmierdzące powietrze!? Nie wiemy tylko kto zgarnia kasę za zamykanie kopalń w Polsce!? 
02 11 2022 Stary komuch straszy Polaków żandarmem Europy!
Czasy się zmieniają, ale nie starzy komuniści – zawsze wierni aktualnej władzy – także po „obaleniu” w Polsce komuny w 1989 roku. „Obalenie” komuny w wyniku obrad okrągłego stołu lapidarnie spuentował towarzysz Włodzimierz Czarzasty, komentując słowa Frasuniuka (ps. Józef Bąk) o pokonaniu komunistów. „Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k****, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li” - napisał na Facebooku Czarzasty. W wyniku dogadania się z komunistami powstała tzw. wolna Polska, w której po wyprowadzonym sztandarze PZPR wprowadzono sztandar SLD – uszyty za moskiewską pożyczkę, po którą osobiście do Moskwy wyjechał towarzysz Miller – członek Biura Politycznego KC PZPR. Kariera polityczna Leszka Millera rozpoczęła się z chwilą wstąpienia do PZPR, dzięki czemu tow. Miller nie musiał się hańbić jakąkolwiek pracą nie tylko w czasach komuny – lecz także po wspomnianym przez towarzysza Czarzastego – „obaleniu” komuny.
Przypomnę więc niedowiarkom, że obecny europoseł Miller, walczący o wprowadzenie do Polski sztandaru Niemieckiej Unii Federalnej, pełnił za komuny równie prestiżowe stanowiska. Tow. Miller był wiceprzewodniczącym zarządu miejskiego ZMS w Żyrardowie, sekretarzem komitetu zakładowego PZPR, funkcjonariuszem Komitetu Centralnego PZPR, w tym członkiem Biura Politycznego KC PZPR oraz członkiem Komitetu Wykonawczego Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Doświadczenie partyjne tow. Millera uczy, że jedyną metodą na utrzymanie Polaków w karności jest ich straszenie aktualnym żandarmem Europy. W czasach, gdy tow. Miller służył wiernie PZPR i Moskwie a Polska była krajem satelickim ZSRR – normą było straszenie Polaków Związkiem Sowieckim. Hamletowskie pytanie „wejdą czy nie wejdą” trzymało Polaków w strachu przed okupacją Polski przez Armię Czerwoną.
Nic więc dziwnego, że stary i doświadczony sojuszem z ZSRR komuch straszy dzisiaj Polaków aktualnym żandarmem Europy, którym stała się Unia Europejska – pod kierownictwem Rzeszy niemieckiej i komisarki Ursuli von der Leyen – byłej, choć niezawodnej ministerki obrony narodowej Republiki Federalnej Niemiec. Przypomnijmy, że tow. Miller - jak i reszta politruków PZPR w Parlamencie Europejskim zawdzięczają swoje ożywienie w RP dzięki wyciągniętym ramionom Platformy Obywatelskiej - partii założonej za niemieckie pieniądze. - Nasz kraj może mieć bardzo poważne problemy, włącznie z blokadą tej inwestycji przez KE – straszył Polaków towarzysz Miller w programie red. Gugały. Straszył tak w nota bene programie Polsatu pt. „Prezydenci i premierzy” , który jest żałosną kontynuacją świetnego skeczu Monty Pythona o rozmowie z trupami. Tow. Miller również w Polsat News postraszył Unią rząd Polski za podpisanie umowy ze Stanami Zjednoczonym na budowę elektrowni atomowej w Choczewie i za podpisanie listu intencyjnego z Koreą Południową w sprawie budowy drugiej elektrowni jądrowej w Pątnowie.
Straszenie tow. Millera, który po „obaleniu” komuny został premierem w tzw. wolnej Polsce nie jest jednak pozbawione sensu. Przecież to właśnie towarzysz premier Leszek Miller skutecznie anulował umowę ws. budowy Baltic Pipe, zaś obrońca komunistów Donald Tusk nie ośmielił się podważyć decyzji starego komucha. Tuskowi i lewactwu pozostaje więc tylko straszyć Polaków aktualnym żandarmem Europy, czyli de facto – Niemcami, których wojska – podobnie jak Armia Czerwona – nie odważą się jednak wkroczyć do Polski, by zablokować budowę elektrowni jądrowych. Nikt dziś w Polsce więc nie zapyta, czy Bundeswehra „wejdzie czy nie wejdzie”, gdyż amerykańskiej elektrowni jądrowej bronić będzie armia amerykańska- choć same Wojsko Polskie jest już znacznie silniejsze od armii niemieckiej!  W tej sytuacji Miller i Tusk zapewne wyjadą do Berlina na skargę i z prośbą o pomoc choć wiadomo, że Unia Europejska i Berlin mogą dziś Polsce tylko skoczyć!
PIS wykonał bowiem genialny ruch, którego nie spodziewał się żaden komunista, żaden folksdojcz i żadna komisja - w tym zwłaszcza  Europejska. Rząd PIS-u doprowadził bowiem do uznania atomu przez Unię Europejską, jako alternatywnego źródła „zielonej” energii, którego zastosowanie nie wymaga zgody Komisji Europejskiej. Tak samo, jak tej zgody nie wymaga budowa farmy wiatrowej i fotowoltaicznej! Po drugie – nie czekając na KPO i łaskę UE – podpisano umowy ws. budowy elektrowni jądrowych bez pieniędzy z Unii! Co nam zatem może Unia zablokować??? I po trzecie – w programie rządu PIS jest budowa trzeciej – dużej elektrowni jądrowej, na którą apetyt ma Francja. Nie będzie dla Polski funduszy z UE – nie będzie i Francji w tej strategicznej inwestycji!
Unia Europejska ma zatem epokową szansę, by skoczyć Polsce po raz trzeci, gdyż już dziś wiadomo, że Polska nie będzie Unii żyrować zaciągniętego kredytu na transformację europejskiej energetyki. Mamy przecież własną rurę gazową z Norwegii, mamy własny terminal LNG i mieć będziemy własne elektrownie jądrowe…
Źródło: niepoprawni.pl
Aż ciarki mnie przechodzą kiedy słyszę że Sasin będzie budował elektrownię atomową!? Przecież to taka złota rączka, czego się nie dotknie to w popiół zamienia!?
Ci co dorwali się do władzy po 1989 roku nie potrafili rozliczyć Jaruzelskiego, Kiszczaka etc. i siebie też nie rozliczą, bo są coraz to bardziej zajęci uwłaszczaniem się na majątku narodowym!? Dziś oni już nie kradną, tylko grabią na potęgę w imię Boga, i demokracji!?
Z forum: Przypomnę, że to Rokita - wbrew Kaczyńskim - sprzeciwił się lustracji, a więc przeciwko wykluczeniu z życia politycznego Polski twórców komuny i jej agentury. Ich przedstawicielem jest stary komuch Leszek Miller, który dzięki Rokicie stał się nawet premierem Polski! To nie traktat - to brak lustracji spowodował, że w Polsce panoszy się komuna. Niestety - kręci się ona także wokół o. Rydzyka....

02 11 2022 Podboje Obajtka na rynku nieruchomości. Szef Orlenu miał na oku kamienicę Banasia.
Właśnie trwa zakrojona na szeroką skalę operacja dywersyjna — najbardziej sprawdzeni ludzie PiS obsadzają strategiczne instytucje państwa, chronione kadencjami. Mają w nich realizować politykę PiS — bez względu na wynik wyborów. W PiS pojawił się nawet dość bezczelny pomysł zabetonowania władzy kilku strategicznych spółek państwowych na czele z Orlenem — ich prezesi mieliby dostać gwarancję 5-letnich kadencji, co miało zabezpieczyć ich stołki w razie porażki wyborczej PiS. Projekt, którego inspiratorem był Daniel Obajtek, szybko upadł. Ale tylko dlatego, że wrogie frakcje w obozie władzy pokłóciły się o to, czyim prezesom miałaby przysługiwać ochrona koryta. Przy tej okazji twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" — dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz oraz Kamil Dziubka — przejrzeli najnowszą dokumentację podbojów Obajtka na ogólnopolskim rynku nieruchomości. Oj, jest się w czym zaczytywać — zgodnie z zasadą "sprawdź swą księgę wieczystą, bo Obajtek może tam już być".
Panie Danielu, pytań parę mamy. Najbardziej egzystencjalne brzmi: czemu nie kupił Pan kamienicy Mariana Banasia? Ofertę dostał Pan pod koniec lipca 2018 r., już kiedy kierował Pan Orlenem. Pamięta Pan? Znajomy radca prawny z Myślenic zaproponował Panu ten interes — mieliście kupić parę domów, kamienic i działek w Krakowie i w Zakopanem. Chcieliście stworzyć "jedyną w pełni profesjonalną" sieć krótkoterminowego najmu w regionie, a kamienica Banasia miała być punktem wyjścia — dostał Pan nawet mailem piękny folder z telefonem do syna Banasia. Przecież Banaś chciał zejść z tych 5 mln. Wyście nie kupili i chłop zszedł na złą drogę — wynajął kamienicę sutenerom, którzy zrobili tam przybytek z pokojami na godziny. Nie czuje Pan wyrzutów sumienia? Swoją drogą, jesteśmy pełni podziwu. Okazuje się, że już na wejściu do Orlenu dysponował Pan sporym kapitałem. Któż by się spodziewał, że Pan — wieloletni wójt Pcimia, przelotny szef rządowej agencji rolnej i krótkotrwały prezes państwowej spółki energetycznej — mógł ze skromnym radcą prawnym z Myślenic snuć plany wielomilionowych inwestycji na rynku nieruchomości? Łał.
Ten radca to rzutki jest, powiemy Panu. Weźmy ten jego projekt budowy prywatnych akademików w Poznaniu i domów weselnych w Małopolsce, co to Panu zaproponował pod koniec sierpnia 2018 r. Też pan w to nie wszedł — a wszak trzeba wspierać ambitną młodzież i pożycie małżeńskie, prawda? A co do przejęć. To czy już Pan przejął to mieszkanie emerytów z Zakopanego? Tak, tak — te ponad 80 m kw. przy Krupówkach. Pamięta Pan, w ramach fuzji pozwolił im Pan mieszkać na swojej działce ze stawem w Stróży pod Pcimiem. Wystąpił Pan nawet do skarbówki, żeby dopytać, jak to rozliczyć, żeby nie zapłacić VAT. Wie Pan, że kochamy przyrodę, prawda? Trochę Pan przesadził z tym sadzeniem kukurydzy na swej działce nad jeziorem Jagodne, co to wydał Pan na nią grubo ponad pół miliona. Ile ma pan tam linii brzegowej? Ponad 100 metrów chyba?
Wody Polskie trochę się zdenerwowały, że zdemolował pan roślinność i linię brzegową. Panie Danielu, to perełka, jezioro na szlaku wodnym Wielkich Jezior Mazurskich! Ale my Pana tłumaczenie, że podczas prac rolnych nie zauważył Pan brzegu, przyjmujemy — oni zresztą też tylko chwilę się chmurzyli, bo chyba też Pana lubią. A ta wycinka i sadzenie kukurydzy to tak pod dopłaty unijne? W sumie ma Pan rację, Unia zakręca kurek, trza łapać, co się da, a nie przejmować się jeziorkami. Taką radę jeszcze mamy, z dobrego serca. Byłoby dobrze, żeby wystąpił Pan wreszcie o dostęp do tajemnic państwowych. Wypełni pan ankietę o życiu, kasie, znajomościach i nałogach, sprawdzi to ABW i nikt od Sasina nie będzie puszczał plotek, że zwleka pan, bo ciągną się za panem gangsterskie historie, że konkubina robi zbyt błyskotliwą karierę w Orlenie albo że Pańskie nieruchomości po prostu nie mieszczą się na druku.
Źródło: onet.pl
Nic nie sugeruję: Szejk naftowy Obajtek jest właścicielem lub współwłaścicielem 39 nieruchomości - wynika z ustaleń dziennikarzy Wirtualnej Polski. Są jeszcze Morawiecki, Glapiński, i wielu innych szwejków!? 
01 11 2022 PiS szykuje pułapkę na Tuska. Kulisy zaproszenia do TVP.
PiS szykuje serię prowokacyjnych akcji wobec Donalda Tuska — słyszymy w PO. Przedwczorajsze zaproszenie do propagandowego programu w TVP ma być jedynie przygrywką. Co ciekawe, jak twierdzą nasi rozmówcy w Platformie, Tusk miał dostać jedynie kwadrans na antenie państwowej stacji.
— I tak byśmy nie przyjęli tego zaproszenia. Ale to, że próbowali nas wmontować w propagandowy program kilka godzin przed emisją, to skandal – słyszymy w PO. Z naszych informacji wynika, że do biura prasowego największej partii opozycyjnej około południa w niedzielę zadzwonił jeden z wydawców programu "Strefa starcia" w kontrolowanym przez PiS kanale TVP Info z zaproszeniem dla Donalda Tuska. Potwierdził je chwilę później e-mailem. Część programu z udziałem przewodniczącego Platformy Obywatelskiej miała trwać 12-15 minut. W wiadomości znalazła się też informacja, iż drugim gościem byłby Mateusz Morawiecki.
"Dostaliśmy właśnie desperackie zaproszenie dla premiera Tuska do wieczornego programu TVP z udziałem premiera Morawieckiego. Donald Tusk jest gotów na debatę z prawdziwym liderem i prawdziwymi dziennikarzami w prawdziwej telewizji" — napisał wczoraj na Twitterze rzecznik PO Jan Grabiec. — Niestety, tak jak zwykle, tak i dziś okazało się, że politycy Platformy Obywatelskiej nie wezmą udziału w dyskusji na ważne tematy — stwierdził prowadzący program "Strefa starcia" w TVP Info Michał Adamczyk. Jak dodał pracownik państwowej stacji, Donald Tusk był już zapraszany do programu "48 razy". Politycy największej partii opozycyjnej przekonują, że wzięcie udziału w programie na warunkach PiS wyglądałoby jak debata prezydencka w 2020 r. Wtedy Rafał Trzaskowski usłyszał od prowadzącego audycję Michała Adamczyka (tego samego, który prowadził wczoraj "Strefę starcia") pytanie o to, czy jest za umożliwieniem przygotowania do pierwszej komunii świętej na lekcjach religii w szkole. I nie było to pytanie o religię w szkołach — dość rutynowe w tego typu debatach. To było pytanie o komunię, bo żona ówczesnego kandydata PO na prezydenta przyznała w jednym z wywiadów, że wraz z mężem nie posłali syna do komunii. Było to więc uderzenie wprost w konkretnego kandydata z wykorzystaniem informacji z jego prywatnego życia. Podobnie mogłoby wyglądać "starcie" Tuska z Morawieckim na Woronicza.
W ostatnich miesiącach ataki TVP na Donalda Tuska są coraz bardziej agresywne. Wiosną stacja wyemitowała film pt. "Nasz człowiek w Warszawie" zarzucający szefowi PO prorosyjskość. Jak informował we wrześniu serwis Wirtualne Media, państwowy nadawca szykuje drugą część dokumentu, tym razem na temat relacji z Niemcami. Prawdopodobnie i tak sztabowcy PiS byli przekonani, że Donald Tusk wczorajszego zaproszenia do TVP nie przyjmie. Wykorzystali więc okazję, by zarzucać mu "tchórzostwo" i "rejteradę". Przy okazji niejako zapomnieli o propozycji debaty, do jakiej szef PO wezwał latem zeszłego roku, tuż po powrocie do krajowej polityki.
— Panie Kaczyński wyjdź z tej swojej jaskini, stań ze mną twarzą w twarz na udeptanej ziemi wymienić się argumentami, zostaw ludzi w świętym spokoju, daj im normalnie ze sobą rozmawiać. Chcesz konfrontacji, chcesz naprawdę poważnego starcia na argumenty, chcesz poważnej rozmowy o Polsce, jestem do dyspozycji wszędzie, gdzie chcesz. Wyjdź z tej jaskini, nie bój się, nie wstydź się — apelował na wiecu w Gdańsku. Trzy miesiące później w RMF FM Kaczyński pytany, czy zgodziłby się na taką debatę, odparł, że lider PO musiałby najpierw przeprosić "przede wszystkim za to, że jest autorem wielkiej degradacji polskiego życia publicznego, degradacji języka i tej straszliwej fali nienawiści, która została wywołana".  "Przepraszam, Jarku. A teraz datę i miejsce debaty poproszę. Z góry dziękuję" — napisał wtedy na Twitterze Donald Tusk.
Później przewodniczący PO rozwinął swoją myśl: — Nie mam najmniejszej potrzeby przepraszania Jarosława Kaczyńskiego, ale skoro postawił taki warunek, żeby odbyła się debata, chyba naturalna debata szefów dwóch największych partii, czyli rządzącej i głównej partii opozycyjnej, to mnie nic nie kosztuje, żeby powiedzieć: "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i użyłem tych trzech słów, takich dość naturalnych, przynajmniej w moim codziennym języku — powiedział Donald Tusk. Inna sprawa, że Jarosław Kaczyński od ponad dekady konsekwentnie nie bierze udziału w telewizyjnych debatach jeden na jeden z udziałem liderów opozycji. W 2007 r. porażka w debacie z Donaldem Tuskiem była jednym z czynników decydujących o przegranej PiS w wyborach parlamentarnych i utratą przez tę partię władzy na osiem lat. Kaczyński debatował później z Bronisławem Komorowskim, gdy w 2010 r. ubiegał się o prezydenturę po katastrofie smoleńskiej. Wybory przegrał. Rok później odrzucił wezwania Donalda Tuska do debaty przed kolejnymi wyborami do Sejmu i Senatu. I już nigdy w takich okolicznościach nie pojawił się w żadnym studiu. Później w jego zastępstwie debatowała Beata Szydło, dziś ma to być Mateusz Morawiecki.
Źródło: onet.pl
Morawiecki liczył na to, że Tusk nie wyrazi zgody na udział w debacie!? No i tak się stało!?
Tusk atakuje, a Kaczyński niby co robi, przecież doskonale wie że najlepszą obroną jest atak!? 
29 10 2022 Zdziczeliśmy.
„Nie brak przecież w Polsce ludzi, którzy pamiętają o wspólnocie zwanej społeczeństwem i chcą Polski solidarnej, wspólnotowej, harmonijnie rozwijającej się z korzyścią dla większości. Dlaczego ich głos nie dociera nigdzie?” – pyta Piotr Ikonowicz. Aby wzniecić rewolucję socjalną nie wystarczy nędza i rozpacz; niezbędny jest jeszcze wspólny całemu ludowi ideał. (Antonio Gramsci). Rewolucja polityczna jest tylko żywiołowym i koniecznym następstwem rewolucji moralnej i jako taka nie daje się nigdy przeprowadzić z góry (Edward Abramowski). Coraz częściej myśląc o przemianie społecznej jak wolę nazywać rewolucję, łapię się na tym, że coraz mniej lubię polskie społeczeństwo. Mam wrażenie, że przez ostatnie 20 z górą lat zdziczeliśmy. Zdumiewające jak łatwo udało się ludziom zaszczepić wartości, które przeczą humanizmowi, człowieczeństwu, wspólnocie i na piedestał wynoszą panoszącego się gangstera, cwaniaka, polityka – liberała. W świecie gdzie sukces materialny jest przepustką do  sławy i powszechnego szacunku i nikt nikogo nie pyta ilu ludzi, ile fabryk i społeczności lokalnych zniszczył, aby wspiąć się na szczyt, trudno nawet o nadzieję na radykalne zmiany. Hamulcem moralnym dla bogacenia się kosztem ogółu nie jest nawet instytucja, która moralność ma na sztandarach, bo przecież Kościół katolicki niesłychanie się pośród powszechnej prywatyzacyjnej I reprywatyzacyjnej obłowił.
Symbolem nowych czasów jest „człowiek sukcesu” w drogim aucie, który wymusza na innych uczestnikach ruchu, żeby zjechali mu z drogi, po to żeby on mógł swobodnie łamać ograniczenia prędkości. Nie lubię tych, którzy się rozpychają i tych, którzy z pokorą uznają wyższość silniejszego i pokornie ustępują. W tym ustępowaniu na każdym kroku jest bowiem zgoda na nowe, dzikie reguły gry, w której zwycięzca bierze wszystko, a ostatnich gryzą psy. Prawdziwa rewolucja, która jest warunkiem postępu polega bowiem na nie graniu w grę przeciwnika, ale na zaprzeczeniu jej regułom. Feministka, która domaga się jedynie, aby kobiety dostawały równą ilość stanowisk kierowniczych w korporacyjnej hierarchii dziobania, niczego tak naprawdę nie zmienia, bo nie kwestionuje mechanizmu wyzysku i dominacji. Niczego nie osiągniemy tylko odsuwając od władzy PiS, jeżeli władza nie zostanie naprawdę przekazana w dół, do rządzonych. Mechanizm odrastania hydry jest bowiem prosty: kiedy tylko jakieś ugrupowanie wydaje się zyskiwać sympatię wyborców, natychmiast pojawiają się pieniądze, które pomagają wygrać wybory i zobowiązania wobec sponsorów, które czynią to zwycięstwo całkowicie daremnym dla tych, którzy głosowali z nadzieją na zmiany. Pewien biznesmen w Suwałkach na początku transformacji sfinansował wszystkie startujące w wyborach samorządowych komitety wyborcze. Nie mógł przegrać i to on wygrywał potem wszystkie przetargi.
Skorumpowany system polityczny jest nie do ruszenia
Wynika to z całkowitej nieobecności zasad i kryteriów moralnych w życiu publicznym i z zaniku tych zasad w życiu prywatnym. Ludzie biorą udział w wyścigu szczurów do sukcesu, bo ten sukces usprawiedliwia i uniewinnia z każdego łajdactwa. Nazywają to wolną konkurencją. Pęd do pieniędzy niszczy nie tylko tkankę społeczną, więzi sąsiedzkie, koleżeńskie ale i rodzinne. Niepokojąca jest dla mnie ilość przypadków, w których muszę bronić kogoś słabego i bezbronnego przed brutalnością najbliższych krewnych, którzy wyrzucają taką osobę na bruk. Przegrany częściej budzi pogardę i drwiny niż współczucie i otrzymuje piętno nieudacznika. Mój przyjaciel, budowlaniec Waldek wystawiał faktury VAT-owskie za swe usługi, ale nie otrzymywał zapłaty. Kiedy nie dostawał przelewu za roboty brał przed świętami pożyczkę w Providencie, żeby wypłacić pensje swojej brygadzie. Żona nazywała go ofiarą losu i drwiła z jego nieudolności. Dziś mieszka w Norwegii i kiedy ma przerwę śniadaniową i idzie do sklepu w stroju roboczym, ludzie ustępują mu miejsca w kolejce, bo to idzie człowiek pracy. Do kraju nie wróci. Nie chce być znowu robolem. Jeżeli wiedza, pracowitość, prawość i szlachetność nic nie znaczą w starciu z cudzymi pieniędzmi i pazernością, społeczeństwo jako całość cofa się do epoki kamiennej. Tu duży może więcej. Konkurencja zamiast współpracy sprawia, że prywatne firmy, które dominują w naszej gospodarce zatrudniają w większości (96%) do 9 osób i znikają z rynku równie szybko jak powstają.
Jaka jest przyczyna?
Naszym problemem jest brak pozytywnej wizji społeczeństwa i państwa, która dawałaby szanse na sukces wspólnotom, masom, a  nie  tylko  wybranym, bezwzględnym jednostkom. Póki rządzący liberałowie dzierżyć będą rząd dusz, a strajkujący kolejarze, górnicy czy pielęgniarki nie będą mogły liczyć na wsparcie większości społeczeństwa, bo każdy myśli tylko o sobie, ludzie żyjący z pracy własnej a nie cudzej, czyli większość, będą skazani na porażkę wyrażoną w malejącym udziale płac w rosnącym dochodzie narodowym. Agresja sfrustrowanych i pokrzywdzonych jest umiejętnie kierowana przeciwko państwu i jego demokratycznym instytucjom, a nie przeciw tym, którzy na wycofywaniu się państwa z obrony sfery publicznej i dobra ogółu, najbardziej korzystają. Nikt jakoś nie rzuca gromów na milionerów spokojnie transferujących swe dochody do rajów podatkowych, za  to  urządza się seanse nienawiści w sprawie uposażeń poselskich, które od bardzo dawna pozostają na tym samym poziomie. Politycy pełniący w istocie rolę kelnerów na usługach bogaczy są znienawidzeni. Jednak ci, którzy urządzili sobie z państwa maszynkę do bogacenia się kosztem ogółu pozostają autorytetami i ulubieńcami mediów. Na jeden występ związkowca w mediach, przypada 100 rozmów z przedstawicielami biznesu. A nie brak przecież w Polsce ludzi, którzy pamiętają o wspólnocie zwanej społeczeństwem i chcą Polski solidarnej, wspólnotowej, harmonijnie rozwijającej się z korzyścią dla większości. Dlaczego ich głos nie dociera nigdzie? Bo zdominowane przez oligarchię (rządzących nowobogackich i korporacje) media ucinają w zarodku wszystkie głosy mówiące o alternatywie. Przestrzeń publicznej debaty została nam odebrana. Został nam już tylko Internet. Ale czy tylko? Może „aż”.
Źródło: wpunkt.online
Z archiwum: Gdzie jesteś moja Polsko? To nie jest moja Polska.
Moja ojczyzna jest krajem ludzi dobrych, sprawiedliwych, uczciwych, miłosiernych. Ludzi radosnych, szczęśliwych, spokojnych. Jest państwem szanującym obywatela, dbającym o swój zrównoważony rozwój, wpatrzonym w wizję dostatku, powagi i dobrobytu.

A take Polske mamy!W tym państwie nie da się normalnie żyć. Tu„człowiek człowiekowi wilkiem“, a każdy dzień, bezwzględną walką o przetrwanie. Tu rządzą prawa dżungli i mentalność Kalego, tu „sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie“. Błazen jest królem, wagabunda pełni rolę mędrca, kuglarz aspiruje do rządu dusz. 
28 10 2022 Kabaret starszego pana.
Nie ma już tygodnia bez jego bek. Jeździ po kraju, daje występy na zamkniętych pokazach. Najpierw monolog, zwykle około godziny, potem odpowiedzi na pytania. Przygotowane wcześniej na karteczkach, o zadawanych z sali nie ma mowy. Na koniec szansa na sukces dla lokalnego lidera. Też wedle ustalonego scenariusza. Najpierw lider publicznie słodzi panu prezesowi. Kiedy jednak smaruje wazeliną zbyt intensywnie, prezes zaczyna protestować. Wiadomym jest, że pan prezes największym polskim intelektualistą jest. Ale przypisywanie mu cech boskich to jednak lekka przesada. Kiedy lokalny lider wykona już Akt Strzelisty – ma swoje pięć minut. Czas na popis jego inteligencji i dowcipu. Musi uważać. Pan prezes lubi wygłaszać swe exposé, ale nie przepada za wysłuchiwaniem swych podwładnych. To oni mają słuchać prezesa, nie odwrotnie. Jacek Kurski zapomniał o tym podczas odbioru przyznanej mu nagrody. Mówił dłużej niż prezes i fotel prezesa TVPiS stracił.
Prezes lubi mówić długo. Nie zawsze jest w dobrej formie. Coraz częściej myli się, przejęzycza. W wojsku jest dowcip o chorążym Wiewiórce, któremu wszystko z dupą się kojarzy. Teraz taką dupą prezesa jest Donald Tusk. Demoniczny Tusk pojawią się w jego ustach co kilka minut. Prezes nie może żyć bez wspominania o nim. Ma z Tuskiem jakiś sadomasochistyczny związek. Obrzydliwe są regularnie opowiadane przez prezesa „dowcipy” o LGBTQ. O Niemcach, którzy nie będą nas germanić, lecz teraz zmieniać płeć Polkom i Polakom. Aby Zosia była Stasiem, żeby Polska była Polskiem. Schemat występu zawsze jest taki sam. Najpierw prezes drwi z mniejszości seksualnych, potem rechocze ze swego „dowcipu”, dając tym sygnał. Wtedy jego słuchacze karnie rechoczą. Ku radości prezesa.
Obrzydliwym jest, że tak prymitywne kawały opowiada człowiek, który nie spełnia propagowanego przez siebie seksualnego wzorca Polaka. Przypomina to przypadek węgierskiego polityka Josefa Szajera? Prezes jeździ po kraju i buduje swą polityczną wspólnotę. Opartą na strachu. Przed Niemcami, którzy chcą zdominować Polskę i Polaków. Nawet przy pomocy Putina, bo to niemiecki sługus jest. Tak jak Tusk. Niemcy chcą stłamsić Polaków, bo widzą jakim wspaniałym narodem Polacy są. Wtedy prezes zawsze przytacza twarde dane. W 1992 roku polski PKB miał wartość dwudziestu procent niemieckiego. Dziś to sześćdziesiąt procent. A już za parę lat Polacy będą żyć lepiej niż Niemcy. To Niemcy będą jeździć do Polski zbierać szparagi, a Niemki sprzątać tu i opiekować się polskimi staruszkami. Aby Polska przerosła Niemcy, Polacy muszą wrócić do swej chwalebnej przeszłości. Prezes zawsze wiele opowiada o niej. Tyle że swą utopię czasu, ową świetlaną przeszłość zwyczajnie kreuje. Fantazjuję. W Radomiu chwalił „chrześcijaństwo”, bo dopiero ono zlikwidowało niewolnictwo. Nie wspomina, że bogactwo państw Mieszka I i Bolesława Chrobrego pochodziło z handlu niewolnikami. Nie chce wiedzieć, że kościoły chrześcijańskie przez wieki wspierały międzynarodowe kartele niewolnicze. Że dla pojmanych w niewolę czarnoskórych chrzest był synonimem wtrącenia w stan niewoli. Kiedy prezes, uznany już za największego polskiego intelektualistę, proponuje Polakom wojnę z Niemcami i powrót do przeszłości, niemieccy i francuscy politycy proponują gospodarkę opartą na nowych, odnawialnych źródłach energii. Historyczną zmianę gospodarki i społeczeństwa. Mówią o gospodarce. Pan prezes też o tym wspomina. Ma plan walki z  drożyzną. System finansowych rekompensat dla wszystkich, którzy je wymuszą. Aby było tak, jak było, a nawet lżej. I program wielkiego wzrostu dumy narodowej. Czujecie już to promieniujące ciepło?
Źródło: wpunkt.online
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić by schorowany staruszek mógł tak krótko na smyczy prowadzić naród do samounicestwienia się!? Wielu tego nie widzi. Widzą natomiast jak Kaczyński po wodzie chodzi, cuda czyni i modlą się do niego. Tylko dlaczego jeszcze manna z nieba nie leci, i przepiórki nie spadają!? 
27 10 2022 Emocje w Sejmie. Macierewicz miał oceniać pracę… podkomisji Macierewicza.
Mieliśmy się dowiedzieć się, co prokurator generalny oraz minister obrony narodowej sądzą o podkomisji Antoniego Macierewicza, ale sejmowa komisja została odroczona wkrótce po tym, jak się zaczęła. Nie zabrakło emocji i kłótni. Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak miał udzielić informacji o działalności Antoniego Macierewicza na posiedzeniu zwołanej na wniosek opozycji sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Szef resortu na posiedzeniu się jednak nie pojawił. Zamiast tego udzielił upoważnienia do reprezentacji ministerstwa... Antoniemu Macierewiczowi. W efekcie tego oceny podkomisji będzie dokonywał szef tej podkomisji, co jest trochę śmiesznie, już nie powiem, że dramatycznie niesłuszne - mówił na posiedzeniu komisji Bartłomiej Sienkiewicz. Co więcej, informacji o podjętych działaniach po opublikowaniu raportu Macierewicza miał udzielić przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, ale sejmowa komisja źle zaadresowała zaproszenie - nie do tej komisji badania wypadków lotniczych co trzeba - więc przewodniczący nie przybył.
Ostatecznie po słownej batalii PiS się ugiął i przegłosowano odroczenie posiedzenia komisji do czasu pojawienia się na niej gości, którzy w rzeczywistości zostali zaproszeni. Przed posiedzeniem komisji odbyła się konferencja Antoniego Macierewicza. Były minister obrony podkreślał, że "na skutek na działania premiera Donalda Tuska oraz Platformy Obywatelskiej oraz ich sojuszników w rządzie w roku 2010 Rosjanie przejęli wszystkie materiały dowodowe" w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak dodał, Rosjanie przejęli nie tylko wrak, ale także m.in. "czarne skrzynki" i ciała. Sekretarz podkomisji Marta Palonek przedstawiała wyniki badań, które były prowadzone przy udziale polskich biegłych od 2012 r. na obecność materiałów wybuchowych na szczątkach Tu-154m - na metalowych fragmentach i fotelach, a także sprawdzali ślady wskazujące na wybuch.
Macierewicz zwracał uwagę na jedno ze zdjęć. Na samolocie są wskazane dwie części samolotu zidentyfikowane przez podkomisję, na których są materiały wybuchowe zweryfikowane, sprawdzone, znalezione w 2012 roku przez polskich przedstawicieli, ale ukryte później przez prokuraturę - mówił.
Polityk został zapytany przez dziennikarzy o upublicznienia całego raportu NIAR, w którym jest pełna animacja zderzenia samolotu z drzewem. Nie istnieje cały raport NIAR, nie ma takiego materiału - odpowiedział. Dysponujemy raportami okresowymi zrobiony do 1/1075 milisekund, na których NIAR zakończył swoją pracę. Nie ma całościowego materiału, nie ma całościowego raportu. Nie istnieje taki dokument w ogóle - podkreślił przewodniczący.
12 września w programie "Czarno na białym" w TVN24 został wyemitowany reportaż "Siła kłamstwa", w którym przedstawiono materiały wskazujące na to, że podkomisja Macierewicza dysponowała wynikami badań, które zaprzeczały tezie o wybuchu w skrzydle prezydenckiego samolotu Tu-154 lecącego do Smoleńska, a które nie zostały opublikowane. W programie podano, że co najmniej od grudnia 2020 r. Macierewicz i inni członkowie podkomisji dysponują materiałami, analizami i zagranicznymi raportami, które albo wprost wykluczają zamach, albo wskazują na katastrofę jako przyczynę tragedii z 2010 roku.
Cezary Grabarczyk, poseł KO, zwrócił uwagę, że przewodniczący komisji obrony powinien od razu zwrócić uwagę ministrowi, że upoważnienie, które dał Macierewiczowi, nie spełnia wymogów ustawy o Radzie Ministrów.
W praktyce nie zdarzało się, żeby ministra reprezentował ktokolwiek inny. Dziś mamy szczególną sytuację. Od wielu lat obserwujemy bulwersującą działalność przewodniczącego podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Dziś Błaszczak wysyła nam Macierewicza, żeby powiedział nam, dlaczego tak działa. To jest po prostu kpina z komisji, kpina z największej tragedii ostatnich lat w Polsce i kpina z Polaków. To jest skandal — mówił z kolei poseł Czesław Mroczek z KO.
Macierewicz nie dość, że nie pokazał amerykańskiej ekspertyzy, to zaczął podważać jej istnienie. Ekspertyza najpierw była istotnym dowodem dla podkomisji, w raporcie podkomisji słowo NIAR pada aż 66 razy, a teraz okazuje się, że raport NIAR nie istnieje — powiedział Piotr Świerczek.
Źródło: rmf24.pl, money.pl
Fakt pozostaje faktem. Pod Smoleńskiem był zamach. Dowody na to Macierewiczowi przekazali alianci. Dokumenty potwierdzone podpisami Stalina i Roosevelta wręczył Macierewiczowi sam Churchill, w Jałcie, zaraz po konferencji. Akta te zostały obecnie zbadane przez Napoleona oraz Pana Boga, z sali 13 szpitala w Tworkach. Obaj oni uznali je za jak najbardziej autentyczne. 
26 10 2022 Fala komentarzy po projekcie PiS ws. spółek Skarbu Państwa.
"PiS i jego otoczenie wiedzą, że za rok pożegnają się z władzą" - tak opozycja komentuje projekt ustawy o wprowadzeniu kadencyjności w zarządach pięciu spółek Skarbu Państwa. PKN Orlen, PERN S.A., Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Gaz-System i Polfa zostaną uznane za strategiczne, a ich władze przez 5 lat będą niemal nieodwoływalne. Na sejmowych stronach pojawił się w poniedziałek wieczorem projekt nowelizacji ustawy, który podpisało 30 posłów Prawa i Sprawiedliwości. Jego sprawozdawcą jest Wojciech Zubowski. Z dokumentu wynika, że PiS chce powołać radę, która będzie decydowała o odwołaniu lub zawieszeniu członków rad nadzorczych i zarządów ważnych państwowych spółek. Rada do spraw bezpieczeństwa strategicznego ma zostać powołana na 6 lat. Jej członkowie nie będą pobierać wynagrodzenia, ale w praktyce nie będzie można ich odwołać, chyba że sami zrezygnują lub zostaną skazani za przestępstwo. Członków rady ma być pięciu. Trzech powoła Sejm, jednego Senat i jednego prezydent. Rada będzie się zajmować spółkami o strategicznym znaczeniu dla państwa i regionu. Mowa o: PKN Orlen, PERN S.A., Polskich Sieciach Elektroenergetycznych, Gaz-Systemie i zakładach farmaceutycznych Polfa.
Nawet w samej Zjednoczonej Prawicy nie ma jednomyślności dotyczącej tego projektu - wskazuje dziennikarz RMF FM Roch Kowalski.
Nie znam szczegółów, niewiele o tej ustawie wiem. Musiałbym się zapoznać z uzasadnieniem, żeby jakiekolwiek komentarze na ten temat udzielać - powiedział Marek Ast z Prawa i Sprawiedliwości. 
Sprzeciw wobec zabetonowania władz spółek - jak przez opozycję (lub w mediach) nazywany jest projekt - zgłasza Solidarna Polska, która uważa, że dotychczasowe rozwiązanie, bazujące na Kodeksie spółek handlowych, jest wystarczające. Ta ustawa nie była konsultowana z Solidarną Polską. My ocenimy skutek wprowadzenia tych regulacji i wtedy państwa poinformujemy - powiedział Jacek Ozdoba z Solidarnej Polski. Jesteśmy zaskoczeni tą inicjatywą. Będziemy na ten temat rozmawiali na gremium partyjnym w ramach zarządu. Każdy poseł Solidarnej Polski do niego należy. My przed każdym posiedzeniem Sejmu odbywamy takie spotkania - dodał Jan Kanthak.
Prezes ORLEN-u może powiedzieć: "Ty Stasiu się nie dostałeś, ale jesteś zasłużony dla partii, to chodź. W Sejmie nie będziesz, a tam byś zarobił 10 tys. zł, a u mnie zarobisz 30 tys. zł" - przekonywał Tomasz Trela z Lewicy. Oni (PiS - przyp. red.) starają się przygotować na każdy z wariantów. Wariant utraty władzy jest na tyle realny, że ludzie, którzy zasiadają w spółkach Skarbu Państwa i dysponują w PiS-ie potężnym zapleczem politycznym trochę niezależnym od prezesa Jarosława Kaczyńskiego, chcą zapewnić sobie dobre życie kosztem reszty Polaków przez zabetonowanie swoich miejsc w strategicznych spółkach Skarbu Państwa - ocenił Michał Kamiński, wicemarszałek Senatu. 
Lider PO Donald Tusk podczas spotkania z mieszkańcami w Ostrowie Wielkopolskim, odnosząc się do projektu PiS, powiedział, że można by to nazwać "programem koryto na wieki". Ktoś nawet powiedział, że to jest "rada ochrony koryta", taki ROK. Uważam, że ten ROK, jaki oni sobie wymyślili, i ten rok 2023 wyjdzie im bokiem. Jeśli naprawdę ktokolwiek z nich myśli, że po przegranych wyborach oni dalej będą mogli doić tak bezkarnie jak w tej chwili te spółki Skarbu Państwa, wyrzucać fachowców, zatrudniać swoich na każde możliwe stanowisko, to naprawdę się mylą - mówił Tusk pod adresem PiS-u. PiS chce umocnić swoją kontrolę nad strategicznymi spółkami, w tym głównie z energetycznego sektora. Zdaniem byłych prezesów tych spółek nie ma to żadnego uzasadnienia. - To próba betonowania istniejących układów. Rząd chce zostawić swoich ludzi na stanowiskach, aby było ich trudniej odwołać, bo szykuje się już do przegranych wyborów - mówią w rozmowie z money.pl. W projekcie posłów PiS-u znalazły się propozycje, które nazwałabym w przenośni tzw. konstytucyjną nieodwołalnością. Jeśli konstytucyjnie nie można odwołać np. prezesa NBP, to w tym wypadku byłoby podobnie. Wprowadzone zapisy uniemożliwiałyby w praktyce odwołanie członków zarządów strategicznych spółek. Stoi to jednak w sprzeczności z obowiązującymi przepisami, a konkretnie z kodeksem spółek handlowych - podkreśla nasza rozmówczyni.
Źródło: rmf24.pl, money.pl
Znaczy się zarząd spółki za nic nie odpowiada, dobre to, i bierze za to dużo kasy!?
Najpierw PiS obiecywało że zamkną tych z PO. Teraz ci z PO mówią że zamkną tych z PiS. Chętnych do zamykania jest więcej bo i Czarzasty obiecuje program cela+. A wszystko po to żeby pelikany miały teatr, który odwróci ich uwagę od tragicznego stanu Państwa. Wszyscy oni z tej samej gliny. Wszyscy oni po jednej Magdalence. Tam każdy na każdego teczki ma i w życiu żaden nie pójdzie siedzieć. Nie ważne z której strony.
25 10 2022 PiS przyznaje się do błędu. Armagedon w sądach dopiero nadciąga.
Prezes PiS Jarosław Kaczyńskiego nie ukrywa, że jedną największych porażek, jakie poniósł jego polityczny obóz, jest wymiar sprawiedliwości. Na rok przed wyborami nie pozostawia żadnych złudzeń i zapowiada "zlikwidowanie" obecnego systemu i rozprawienie się z postkomunistami w togach. Na nic zdają się groźby Brukseli ani kolejne unijne kary. Lider PiS Jarosław Kaczyński, który w sobotę przebywał z wizytą na Podkarpaciu, kontynuując objazd po kraju, wprost zapowiedział dalszą wojnę z sądami. Jak mówił, "sądy w Polsce to jest relikt tamtego ustroju i tego ustroju, który w Polsce istniał z małymi przerwami przez dobrych 20 lat, 20 kilka lat postkomunizmu". — My musimy zlikwidować ten system, bo to był system przywilejów, nierówności sądów, które sądziły nie wedle prawa, nie wedle zasady równości wobec obywateli, tylko wedle reguł, które z jednej strony miały wymiar ogólnokrajowy, tzn. ludzi z pewnej grupy nie wolno ruszać, nawet żeby na pasach przejechali starszą panią, to się mówi, że ona "sprintem wbiegła" — powiedział prezes PiS. Kaczyński, wypowiadając te słowa, doskonale zdaje sobie sprawę, że sytuacja w sądownictwie wymknęła się obecnemu obozowi władzy spod kontroli. A przeprowadzone przez ostatnie siedem lat "reformy" na nic się de facto zdały. Wprowadziły w zasadzie jeden wielki chaos, którego najgroźniejszą konsekwencją jest kwestionowanie wyroków jednych sędziów przez drugich. Nie mówiąc już o zablokowanych przez Brukselę miliardach euro, które raczej nigdy już nie trafią do Polski. To, co leżało u zarania wielkiej reformy sądownictwa, którą na sztandarach PiS niósł w 2015 roku tj. skrócenie czasu orzekania i rozbicie sędziowskich układów wciąż pozostaje niezrealizowaną obietnicą. Prezes PiS, choć tego publicznie nigdy nie przyzna, to wie, że przegrał dotychczasową wojnę z niepokornymi sędziami, którzy okazali się dużo trudniejszym i poważniejszym przeciwnikiem. Kaczyński nie docenił środowiska sędziowskiego, które wsparte przez opozycję i Brukselę stanowi dzisiaj dla planów PiS największe zagrożenie.
Lider obozu władzy także w pełni świadomie, próbuje w sprawy sądownictwa wmieszać spór światopoglądowy, przez co jeszcze bardziej sądy mają jawić się jako źródło największego zła i największych problemów. Jak mówił w sobotę to poprzez "oddziaływanie lewackiej ideologii", która bardziej koncentruje się na przestępcy i jego interesach, mając ofiarę za nic, wydawane są bardzo często niezwykle łagodne wyroki wobec nawet najgroźniejszych przestępców. — Tak to w niejednym wypadku wygląda. Z tym trzeba skończyć — zapowiedział w Jedliczu lider PiS. Jak przyznał w sądownictwie "dzisiaj jest całkowita anarchia", a "sędziowie sądzą wedle swojego widzimisię".— W żadnym wypadku nie może to być na dłuższą metę tolerowane — powiedział Kaczyński, dając jasno do zrozumienia, że jeszcze przed wyborami PiS będzie procedować dalsze ustawy sądowe. Ich autorem jest nie kto inny jak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który już wiele miesięcy temu przygotowało projekt nowej ustawy o sądach powszechnych. Jej założeniem jest m.in. "spłaszczenie" obecnej struktury sądów, gdzie w miejsce obecnych sądów rejonowych, okręgowych oraz apelacyjnych powstać miałyby sądy okręgowe rozpatrujące sprawy w pierwszej instancji oraz sądy regionalne zajmujące się sprawami w drugiej instancji. Zabieg ten — jeśli się powiedzie — pozwoli dzisiejszemu obozowi rządzącemu pozbyć się wielu niewygodnych sędziów, a w ich miejsce wstawić swoich lojalnych i wiernych urzędników w togach. O to w tej całej wielkiej reformie w zasadzie chodzi. Wydaje się, że plan ten, który właśnie otrzymał polityczne "zielone światło", w najbliższych tygodniach wejdzie w fazę realizacji, stając się jednym z głównych frontów wyborczej walki.
Źródło: onet.pl
W sądzie polskim znajdziesz wszystko tylko nie prawo. Dziś w Polsce nie obowiązuje żadne prawo wszystko zależny od widzimisię sędziego. W tej samej sprawie dwa różne składy sędziowskie mogą skazać na szafot albo uniewinnić i przyznać duże odszkodowanie. W bandyckim państwie liczą się tylko układy bo prawo jest dla biednych a sprawiedliwość dla bogatych.
Polska nigdy nie była państwem prawa tylko państwem prawników, którzy ostatni grosz wyciskali ze swoich klientów. Swego czasu pani mecenas powiedziała mi ze do sądu nie idzie się po sprawiedliwość tylko korzystny wyrok dla siebie!? A to zależy wyłącznie od zasobności portfela!?

25 10 2022 „To był show, czuję się wykorzystany”! Rolnik od „węgla, który się nie pali”, narzeka na media.
"Czuję się wykorzystany w sprawie australijskiego węgla, który się nie pali. Nie mam żadnych pretensji do rządu, bo z jakiej racji. A tak to wszystko wyszło" – powiedział mediom Bogdan Królik, ogrodnik z Chrzypska Wielkiego. Królik, ogrodnik i prezes stowarzyszenia producentów ozdobnych roślin cebulowych, kupił węgiel z Australii od firmy z Rypina. Kiedy zatrudnieni u niego pracownicy chcieli ogrzać swoje mieszkania okazało się, że węgiel się nie pali – dymi, strzela i gaśnie. Tą informacją podzieliłem się z dziennikarzem poznańskiego radia przy okazji wywiadu na temat lilii. Zapytał o węgiel, więc powiedziałem, że na placu leży 25 ton opału z Indonezji, 20 ton peletu i węgiel z Australii, który się nie pali. No i zrobiła się afera - mówi Królik.
Do gospodarstwa zjechali się dziennikarze. Jak przyznał ogrodnik, "przyjechano ograć tylko ten australijski węgiel". Ekipa telewizyjna poprosiła, żeby zademonstrować przed kamerami, że węgiel się nie pali. I tak do sieci wpadł film, na którym pracownicy Bogdana Królika próbują palnikiem gazowym rozpalić trochę węgla znajdującego się na szufli. "Ułożyliśmy węgiel na sipie i próbowaliśmy rozpalić przy pomocy palnika, co okazało się bezskuteczne. Dziennikarze to nagrali" – opowiada ogrodnik. Film szybko stał się popularny w sieci i zaroiło się od komentarzy. Pojawiła się krytyka, szukanie winnych. Nie zabrakło też prześmiewców, którzy nie zostawili suchej nitki na węglowym "eksperymencie". Okoliczni ogrodnicy, z którymi rozmawiali dziennikarze przyznali, że takiego testu "nie ma nawet co komentować. Bo nie trzeba nawet być ogrodnikiem, żeby wiedzieć, że węgiel należy wrzucić do pieca, żeby się rozpalił. Musi być cug i nawiew" – tłumaczy jeden z rozmówców.
Bogdan Królik też to teraz potwierdza. Ale wyjaśnił, dlaczego użył palnika. Jednorazowo do pieca przemysłowego musiałbym załadować tonę węgla. Później musielibyśmy to wszystko wyciągać. Nie chciałem generować kosztów na zorganizowanie show z podpalaniem węgla, bo nie tędy droga. Nie o to mi chodziło i nie taka była moja intencja. Chciałem tylko uczulić innych ogrodników na problem – powiedział. Zdaniem biznesmena afera z niepalącym się węglem doprowadziła też do sugestii, że winę za zaistniałą sytuację ponosi rząd. "A ja przecież nie mam pretensji do rządu w sprawie australijskiego węgla" – powiedział. Przyznał, że pod kątem jakości węgla zawsze były, są i będą uwagi pozytywne bądź negatywne, niezależnie od tego, skąd węgiel pochodzi. W Australii, podobnie jak w Polsce, są różne kopalnie i różne jakości węgla. Pewnie z Australii z jakiejś partii przyszła gorsza jakość i akurat trafiła do mnie - powiedział. Ogrodnik oświadczył, że czuje się w tym wszystkim wykorzystany. Przyklejono mi łatkę, że jestem człowiekiem wynajętym przez PO, bo wyciągnięto zdjęcie, na którym jestem na targach z panem Komorowskim. A ja z nim mam tyle wspólnego, że raz go widziałem u mnie na targach. Do mnie na targi przyjeżdża 40 tys. ludzi; byli p. Komorowscy, p. Kwaśniewscy, a ostatnio prezydent Andrzej Duda. Mam szacunek dla wszystkich, nie bawię się w politykę i nie zamierzam nigdzie kandydować - dodał. Przedstawicielka firmy z Rypina, która sprzedała ogrodnikowi towar powiedziała, że reklamację w sprawie węgla przyjęto i ogrodnik dostanie zwrot pieniędzy. Odmówiła natomiast przekazania konkretów dotyczących producenta węgla.
Źródło: niezalezna.pl,
Zmiękł bo już widzi kontrolę Skarbówki, a to skończy się bardzo źle dla niego!?
Premier Morawiecki dopiero co zapewniał, że cały węgiel z importu jest sprawdzany 3 razy zanim trafi do indywidualnego konsumenta. Znaczy się co trzy razy jest spalany!?
Kiedyś przed laty kupiłem węgiel, ponoć ruski, który niby się palił, ale w piecu zostawało tyle żużla co wsypałem węgla. 
23 10 2022 Karmienie świń za rządów Platformy…
W poradniku dotyczącym karmienia świń przeczytamy, że „dużą zaletą świń jest wszystkożerność”. To stwierdzenie potwierdzają ujawnione - na specjalne życzenie Donalda Tuska - zeznania Marcina W. dotyczące afery podsłuchowej. Przypomnijmy, że na taśmach Marka Falenty nagrały się rozmowy członków rządu Donalda Tuska, w tym m.in. wicepremier Bieńkowskiej, szefa MSWiA Bartłomieja Sienkiewicza, ministra finansów Vincenta Rostowskiego (tego z Bydgoszczu), oksfordczyka a zarazem szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego, szefa NBP tow. Belki, oraz oligarchów związanych z Platformą Obywatelską jak Kulczyk, Misiak, czy Kwapisz. Na nagraniach Falenty znajdziemy także głos Lola Pindola – prawej ręki Tuska – rzuconej na polskie a następnie ukraińskie autostrady…W czasie zorganizowanej ad hoc konferencji prasowej - wydelegowany przez Niemców do Polski führer totalnej opozycji zwrócił się do polskiego rządu o ujawnienie tajemnic, związanych artykułem Newsweeka: „Ja tylko ich proszę, by naprawdę ujawnili wszystko, co w tej sprawie wiadomo…”.
Po opublikowaniu przez Prokuratora Zbigniewa Ziobro zeznań wspólnika Marka Falenty w handlu węglem okazało się, że owi „biznesmeni” karmili polityków związanych z rządem Donalda Tuska, ale także i samego Tuska, który po karmę wysłał swojego syna Michała. Ujawnienie tego zeznania spotkało się ze słuszną reakcją samego Donalda, który wprawdzie domagał się ujawnienia zeznań ale przecież nie tych, które dotyczyć będą jego samego: - Minister odpowiedzialny za wymiar sprawiedliwości używa prokuratury i swoich narzędzi, aby atakować rodzinę lidera opozycji. To są w jakimś sensie klasyczne rosyjskie metody - powiedział zdenerwowany Donald Tusk. Tusk równocześnie po raz kolejny obiecał zemstę, za ujawnienie rodzinnych powiązań z oligarchami: „To jest bardzo przykre doświadczenie z rodzinnego punktu widzenia, ale ja na pewno nie dam się przestraszyć. Minister Ziobro musi jednak wiedzieć, że jeśli nie dziś, to jutro cała prawda wyjdzie na jaw. Wszystko zostanie wyjaśnione i odpowiedzialni w tym minister Ziobro, zostaną rozliczeni. Także za te metody, które stosują wobec opozycji…”
Z zeznań wspólnika Falenty wynika jednak, że gdy rządził Donald Tusk - „Takie były czasy, że »karmiliśmy« polityków” i to ”do ostatniej złotówki”…
Donald Tusk, który sam wywołał problematykę „karmienia polityków” w okresie własnych rządów - musi się więc liczyć z tym, że będą teraz analizowane wszystkie przypadki traktowania Polski, jak koryta dla świń. Poczynając od złodziejskiej prywatyzacji, mafijnej reprywatyzacji kamienic, poprzez mafie paliwowe i vatowskie, Amber Gold, likwidację stoczni w Gdyni i w Szczecinie oraz budowę autostrad ( w tym także na Ukrainie!) przez Nowaka - zaufanego Tuska, który kasę z łapówek ukrył w nogach od stołu. Ta wywołana przez samego Tuska tajemnica „karmienia polityków” doprowadzi nas wreszcie do samego źródła kasy w reklamówce – a więc do niemieckiej marki i waluty euro przywożonej z Niemiec w… reklamówkach w celu utworzenia KLD i Platformy Obywatelskiej!
Przekazana synowi Donalda Tuska łapówka 600 tys. euro w reklamówce z „Biedronki” to nic zaskakującego w historii partii, której twarzami stali się Sławomir Nowak, Józef Pinior, Beata Sawicka, Stefan Niesiołowski, Stanisław Gawłowski oraz setki aferzystów, którzy zbili fortuny na rozkradaniu Polski. Jak bowiem mówi poradnik hodowli świń: „dużą zaletą świń jest wszystkożerność”. Za rozkradanie Polski brali wszystko: samochody, mieszkania, działki, zegarki, wczasy, egzotyczne wycieczki, darmowe przeloty samolotami, fasolkę po bretońsku i kurwę w łóżku, szwabski order za zasługi dla Rzeszy, stanowisko w prywatnej spółce oligarchy i oczywiście kasę w reklamówce. Jedno co ich wszystkich łączy to Donald Tusk - nadzieja nie tylko polskich i międzynarodowych aferzystów oraz mafii, ale także nadzieja Putina, Łukaszenki, Ursuli von der Leyen i oczywiście rzeszy niemieckiej. Błogosławienie niemieckich rządów w Europie i plucie na Polskę – to stały repertuar Tuska, dla którego „polskość to nienormalność”. Teraz Donald wpadł na pomysł, żeby przefarbować się na rusofoba. I gdy miał już to zrobić - całkiem przypadkowo nastąpił na grabie...
Źródło: niepoprawni.pl
Ci z PO kradli, a ci z PiS biorą co im się słusznie należy!?
Gangsterzy i filantropi. Obajtek jest właścicielem lub współwłaścicielem 39 nieruchomości - wynika z ustaleń dziennikarzy Wirtualnej Polski. Minęło siedem, jak lat odstrzelono Ferajnę Tuska i oderwano od żłobu. Przykry fakt – nie udało się zamknąć głównych oprawców. Władzę zagarnęli filantropi. Tusk – wraz z synem Michałem będą musieli stanąć przed Komisją Śledczą i wytłumaczyć się ze swego majątku w kontekście gigantycznej łapówy w kwocie 600 tys. euro (3 mln zł), którą wręczył Michałowi Marcin W.! Nienawidzę PiS- u ale po tym jak Tusk ograbił OFE, i mam mniejszą emeryturę o ponad 2 tys. zł, nigdy już na niego nie zagłosuję, a takich jest nas wielu!? I coś mnie się wydaje Herr Tusk że kolejnej Generalnej Guberni nie będzie!?
No i nie zdążył senior Morawiecki rozliczyć otrzymanych pieniędzy ze zbiórek na Solidarność Walczącą !? Tajemnicę GetBacku zabrał ze sobą!? Czy rola jaką pełnił tatuś premiera Morawieckiego w GetBack, była podobna do tej jaką pełnił syn Tuska w Amber Gold? 
22 10 2022 J. Kaczyński o polityce wobec UE: "To Polska jest naszą ojczyzną, a Europa jest tylko częścią świata, w której leżymy"
- Dziś pojawiają się w Polsce ludzie, którzy mówią o sobie, że są „Unijką polskiego pochodzenia”. Jest pytanie zasadnicze -  czy ku temu powinna zmierzać Polska i Europa? Czy rzeczywiście jest tak, że dobrze będzie, jeśli ludzie w Unii staną się Unitami czy Unijkami z tego czy innego narodu? - mówił podczas spotkania z mieszkańcami Przemyśla prezes PiS Jarosław Kaczyński. "W naszej pieśni narodowej, w naszym hymnie, są takie słowa „będziem Polakami”. Wydawałoby się, że to jest oczywiste. Ale już dziś pojawiają się w Polsce ludzie, którzy mówią o sobie, że są „Unijką Polskiego pochodzenia”. Jest takie pytanie zasadnicze - czy ku temu powinna zmierzać Polska i Europa? Czy rzeczywiście jest tak, że dobrze będzie, jeśli ludzie w Unii staną się Unitami czy Unijkami z tego czy innego narodu? Czy tego rodzaju połączenie jest w ogóle możliwe i czy nie oznaczałoby ono niezwykle radykalnego zubożenia Europy?" - powiedział Jarosław Kaczyński. Polityk dodał, że "Europa składa się z wielu narodów i kultur, a te narody tworzą to ogromne i nieporównywalne z niczym na świecie, bogactwo – bogactwo w sferze kultury i innych sferach". "Czy to jest właściwa droga? Przeświadczeniem naszej formacji politycznej, jest to, że nie. Jest to droga niewłaściwa dla Polski i Europy. To będzie prowadziło do zubożenia oraz do dominacji jednego narodu czy dwóch narodów. Że ci Unici czy Unijki pochodzenia niemieckiego będą ważniejsi. Chcemy dbać o swoje interesy, chcemy być w Unii i czynić wszystko, by w tej Unii być" - oznajmił prezes PiS. 
Kaczyński wskazał, że "musimy pamiętać, że Unia musi działać zgodnie ze swoimi traktatami". "Te traktaty takiego rozwiązania, o którym tutaj mówiłem, nie przewidują. Przewidują daleką integrację, ale w żadnym wypadku nie ma być to stworzenie czegoś takiego, co zostało już kiedyś w głosowaniach nad tzw. Konstytucją dla Europy, odrzucone" - przypomniał. "To jest treść sporu, który toczy się wewnątrz naszego kraju i wewnątrz unii Europejskiej. Nas najbardziej interesuje Polska. Nasz kraj, nasza ojczyzna. To Polska jest naszą ojczyzną, a Europa jest tylko częścią świata, w której leżymy. Zjednoczona Europa jest porozumieniem między różnego rodzaju ojczyznami. To porozumienie jest bardzo cenne, ale musi być ujęte w pewne ramy"
- oświadczył. Zdaniem Kaczyńskiego "niektórzy chcą przyspieszyć bieg historii w niewłaściwym kierunku" i "powinniśmy się temu przeciwstawić".  "To przeciwstawienie się jest czymś niełatwym. Wymaga to z jednej strony stalowej twardości a także elastyczności, która także jest potrzebna. To jest, szanowni Państwo, polityka naszego rządu. Stoi przed nami w tej chwili zadanie niesłychanie trudne, bo nasi przeciwnicy polityczni nie mają żadnych oporów" - powiedział. 
"To nie jest kwestia ich przekonań. Ja nie wiem, jakie oni mają dokładnie przekonania, bo one się bardzo często zmieniają. Jednego dnia ich szef wygraża i wsadza wszystkich do więzień, a drugiego dnia opowiada o miłości, a przy okazji przekręca wszystko. Trudno tutaj mówić o poglądach, chodzi o interes. Jest pytanie, czy to jest interes Polski. Mówiłem już, że mamy partię polską i partię niemiecką. Powinna wygrać partia Polska. Ale ta druga partia jest gotowa chwytać się metod zupełnie niebywałych" - ocenił Kaczyński. 
Źródło: niezalezna.pl
Kaczyński powiedział prawdę z prawd najprawdziwszą, tylko dlaczego co innego robi, znaczy się dba tylko o Polskę pisowską!?
Z archiwum: Gdzie jesteś moja Polsko? To nie jest moja Polska.
Moja ojczyzna jest krajem ludzi dobrych, sprawiedliwych, uczciwych, miłosiernych. Ludzi radosnych, szczęśliwych, spokojnych. Jest państwem szanującym obywatela, dbającym o swój zrównoważony rozwój, wpatrzonym w wizję dostatku, powagi i dobrobytu.

A take Polske mamy!
W tym państwie nie da się normalnie żyć. Tu „człowiek człowiekowi wilkiem“, a każdy dzień, bezwzględną walką o przetrwanie. Tu rządzą prawa dżungli i mentalność Kalego, tu „sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie“. Błazen jest królem, wagabunda pełni rolę mędrca, kuglarz aspiruje do rządu dusz.


22 10 2022 Morawiecki z Sasinem z gabineciku na bruczek?
Trudno się nie uśmiechnąć, czytając, jak władza skacze sobie do oczu. W momencie, gdy łódka PiS płynie coraz wolniej i coraz większe góry lodowe na horyzoncie, na mostku kapitańskim hula tak, że zaraz może łajbę wywrócić. Pytanie, czy wcześniej z te łajby kapitan Kaczyński nie zacznie wyrzucać oficerów pokładowych, zaczynając od bosmana Morawieckiego. Nie pierwszy to raz, gdy rzuca się na pożarcie premiera albo ministra. Kto jeszcze pamięta koncepcję tzw. zderzaków, jak swoich ministrów nazywał Lech Wałęsa? Na niekorzyść Morawieckiego przemawia nie tylko, to co się dzieje w rządzie i to, w jak negatywny sposób władza zaczyna być odbierana. Na konto premiera idzie przede wszystkim fiasko negocjacji z Unią Europejską. Pieniądze z UE są władzy niezbędne do kampanii wyborczej, a Morawiecki wielokrotnie zapewniał, że z UE da się dogadać. Tymczasem pieniędzy nie ma i pojawiają się pierwsze informacje, że UE może zablokować nie tylko środki Krajowego Planu Odbudowy, co w ogóle wszystkie, także z funduszu spójności. Morawiecki, który miał być tą milsza twarzą Polski w UE i miał zapewnić sukces, dziś okazuje się politykiem przegranym, który walizek z euro nie dowozi. W polityce wewnętrznej jest jeszcze gorzej, albowiem, nawet jeśli PIS ma Sejm, prezydenta i Trybunał Konstytucyjny, to niekoniecznie ma go Morawiecki. Dodatkowo pozbawiono go ministra Dworczyka, a wsadzono Kuchcińskiego, co oznacza, że Morawiecki właściwie został bez dostępu do jakiejkolwiek urzędniczej sprawczości. Kuchciński nie będzie przecież biegał załatwiać tysiąca spraw związanych z popychaniem i wdrażaniem procesów decyzyjnych, ale, jako polityk z większym stażem i ambicjami, będzie prowadził własną agendę. Morawiecki może mieć więc najlepsze pomysły, ale bez wpływu na aparat urzędniczy wszystko rozbije się o jedno wielkie, „nie da się” i „nie w tym terminie”.
Tyle że główny rywal Mateusza Morawieckiego, czyli, jak powszechnie się o tym mówi, Jacek Sasin sytuację ma wcale nie lepszą. Przygotowanie lotu  do Smoleńska, czy wybory kopertowe to tylko jedne z wielu „sukcesów” ministra Sasina. Wydawało się, że ministerstwo aktywów państwowych to stosunkowo łatwa fucha. W końcu każdy z państwowych czempionów, czy to energetycznych, czy paliwowych, to niemal samograj. Tymczasem kryzys energetyczno- paliwowy sprawił, że to wyjątkowo gorący fotel. Prawo i Sprawiedliwość, całkiem słusznie, zakwestionowało paradygmat wolnorynkowy w nadzorze nad spółkami skarbu państwa. Właścicielstwo państwowe powinno się sprowadzać do użyteczności publicznej a nie wyłącznie do zysku z kapitału. Tyle, że tym samym państwo PiS wzięło na siebie ciężar zapewniania, że spółki skarbu państwa będą wykonywać swoje zadania właściwie. Nie mogą się już zasłaniać zarządem, zwłaszcza że w modelu obranym przez PiS, nikt nie wierzy, że taki Obajtek, jest niezależnym menadżerem. Nie może więc zasłaniać się także Jacek Sasin.
Tymczasem na każdej fakturze o podwyżce prądu, czy gazu widnieje logo spółki nadzorowanej przez Sasina. To minister Sasin ma zapewniać, że spółki nie wydrenują kieszeni Polaków. Stąd, dość kuriozalne, ostatnio dyskusje Sasina z adminem spółki Tauron na twitterze. A jakby tego było mało, zbliża się termin realizacji letnich Igrzysk Europy, co też ponoć jest na barkach Jacka Sasina. Wbrew pozorom fakt, że skonfliktowani są ze sobą premier i wicepremier dla Kaczyńskiego jest akurat korzystny. On lubi wcielać się w rolę rozjemcy przeciwnych frakcji. Tyle że to działa, gdy władza ma wysokie notowania i widoki na zwycięstwo. Kaczyński może więc zechcieć po zimie zrobić nowy otwarcie, ale takie prawdziwe, z przytupem. A to oznacza, że z nie tyle dokona wyboru albo Morawiecki, albo Sasin, czy po prostu usunie ich obu.
Źródło: wpunkt.online
Sasin na premiera to dopiero byłaby afera!?
Hiperinflacja u granic Polski stoi a Morawiecki z koktajlami Mołotowa, po rusztowaniach z MO, i ZOMO się gania, i rzuca je na Nyski!?
Mitoman Morawiecki to spec od wyciągania pieniędzy z naszych kieszeni. Teraz robi wszystko by jak najwięcej zarobić na obligacjach których kupił za 4.6 miliona złotych!?
Z archiwum: Przejęli stadninę, skończyły się konie. Węgla było na 200 lat, skończył się po roku. Sasin stworzył holding spożywczy, kończy się cukier. Obawiam się, że kiedy otworzą mierzeję to skończy się woda w Bałtyku. Jakby zabrali się za branżę pogrzebową to by ludzie przestali umierać.....
21 10 2022 Gangsterzy i filantropi.
Uczciwie zastanówmy się – co wolimy i co jest dla nas lepsze? Czy żyć pod butem mafii, być okradanym przez gangsterów, patrzeć, jak bezkarnie ludzie są szantażowani, łupieni i zastraszani, podczas gdy mafiosi piją szampany, palą kubańskie cygara i haratają w gałę?Czy może lepiej, być zarządzanymi przez ofermy, parę drobnych cwaniaczków; ale dobrodusznych i w miarę uczciwych? Takich niby filantropów?
Ktoś ma jeszcze wątpliwości po najnowszych wiadomościach, że Tusk i jego ferajna, rządząca Polską, to była klasyczna organizacja mafijna?
Synek bossa odbiera od interesanta opłatę 600 000 Euro, za załatwienie biznesu. Nawet ulokowanej w plastykowej torbie "Biedronka" kasy nie przelicza. Nie może brakować choćby centa, bo forsa wpłynęła z zaufanego kartelu "Rosja". Afera VAT, afera Amber Gold, afera paliwowa, afera Nowaka, Pawlak i Gazprom... No i teraz na jaw wychodzą szczegóły afery węglowej. Z koncernem Ciech w tle, którego historia i sprzedaż Kulczykowi, również się proszą o komisję śledczą. Kartel "Rosja" rokrocznie na działania operacyjne podległej mafii Tusk & ska. przeznacza 1 milion Euro. Aż strach pomyśleć ile oni mają zysku z tak zainwestowanej kasy. I to przez osiem lat. Rany Boskie! Nie dziw, że cwaniaczki pasące się z mafijnych ochłapów do dzisiaj wyją na pisiorów i kaczora, jak im ucięli dostęp do cyca. Minęło siedem, jak lat odstrzelono Ferajnę Tuska i oderwano od żłobu. Przykry fakt – nie udało się zamknąć głównych oprawców. Władzę zagarnęli filantropi. Niezgrabne toto, naiwne, choć dobrze chcą, lecz nie często wychodzi. I jak to w życiu – zawsze doczepią się pijawki, które chcą ugrać swoje. Czyli nie ma idealnie, bo już tak jest, że raj był jeden i się już nie powtórzy. Mamy "trzecią" drogę poza duetem gangsterzy i filantropi? Konfederację z pełną premedytacją, pewnie też zasilaną przez kremlowski kartel, niemalże zniszczono przez takich dwóch "przywódców" jak Korwin Mikke i Braun. Szkoda. Przydałaby się ekstrema na prawicy.
W walce politycznej również niespecjalnie radzi sobie grupa Ziobry. W demokracjach parlamentarnych zagrywki a'la "rewolucjoniści na barykady" słabo wychodzą. Tu niestety trzeba sprytem i obłudą, nie odrzucając twardości, działać. Wykrzykiwanie bojowych haseł ustami młodych aktywistów daje marny skutek. Wybieram więc filantropów. Mając przy tym nadzieję, że się przeobrażą. Skończy się panowanie panów z PC i decydować zaczną już o wiele sprytniejsze na dzisiejsze czasy, młodsze głowy. Mamy takich. Byłbym też szczęśliwy, gdyby wreszcie, nie oglądając się na lewactwo z UE, udało się zrobić porządek z sądownictwem. Choćby tylko po to, żeby osądzić i zapuszkować gangsterów i ich wspólników. Chyba dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że dokonali wiele przestępstw, których ofiarą padli Polska i Polacy. Ja o tym nie mogę zapomnieć.
Ps. Wreszcie policzono szkody dokonane nam przez hitlerowskie Niemcy. Może też ktoś zrobi bilans strat uczynionych Rzeczpospolitej od czasów Jaruzelskiego i Kiszczaka po "okrągłym stole", a potem czasów Wałęsy, Balcerowicza i Lewandowskiego, aż do końca przygłupów z Ferajny Tuska.
Źródło: niepoprawni.pl
No i nie zdążył senior Morawiecki rozliczyć otrzymanych pieniędzy ze zbiórek na Solidarność Walczącą !? Tajemnicę GetBacku zabrał ze sobą!? Czy rola jaką pełnił tatuś premiera Morawieckiego w GetBack, była podobna do tej jaką pełnił syn Tuska w Amber Gold?
A niby to kto ma być tym filantropem, szejk naftowy Obajtek, dziecko nomenklatury Morawiecki Mateuszek, a może Glapiński.....
No a co się stało z odzyskanymi przez samego Banasie 200 mld złotych!? Kto je sobie przywłaszczył!?
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? Zastanawia mnie co ludzi jeszcze przyciąga do PiSu. No bo miał być koniec dojenia państwa, a doją trzy razy tyle. Mieli wstać z kolan, a leżą na łopatkach. Więc albo sondaże kłamią, albo mamy w kraju ponad 30% debili!?
Herr Tusk kolejnej Generalnej Guberni nie będzie to jest pewne!? patrzeć, jak bezkarnie ludzie są szantażowani, łupieni i zastraszani, podczas gdy mafiosi piją szampany, palą kubańskie cygara i haratają w gałę?
21 10 2022 Pieniądze z KPO trafią w końcu do Polski? Premier ujawnia, kiedy złoży wniosek o płatność.
Chciałbym, byśmy złożyli pierwszy wniosek o płatność z KPO w najbliższych kilku tygodniach; kwestie związane z wymiarem sprawiedliwości, od których UE uzależnia wypłaty, uznajemy za wystarczająco rozwiązane - powiedział w opublikowanym przez "DGP" wywiadzie premier Mateusz Morawiecki. Pytany przez dziennikarzy "DGP", czy nie czeka nas ostra konfrontacja z UE o dużo większe pieniądze niż z KPO, szef rządu powiedział, że "jeśli radykałowie z obu stron zabiorą się za ten temat, to nie wyklucza, że i ta kwestia może stanąć jako przedmiot sporu; ale dzisiaj jest spokojny".
Premiera spytano, kiedy złożymy pierwszy wniosek o płatność z KPO. "Chciałbym to zrobić w najbliższych kilku tygodniach. Kwestie związane z wymiarem sprawiedliwości, od których UE uzależnia wypłaty, uznajemy za wystarczająco rozwiązane. Możliwość złożenia wniosku o płatność blokuje nam jeszcze tzw. fundusz mobilności, który jest właśnie w stadium powoływania. Konieczne jest też pójście dalej z procesem legislacyjnym ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Z tych względów sądzę, że w ciągu kilku tygodni będziemy w stanie taki wniosek złożyć" - odpowiedział. Morawiecki został zapytany, czy nasz pierwszy wniosek nie jest z góry skazany na porażkę, jako że kamienie milowe dotyczące sądów warunkują wszelkie wypłaty z KPO, a KE cały czas utrzymuje w mocy kary 1 mln euro dziennie za kształt systemu dyscyplinującego sędziów. "Dajmy Komisji Europejskiej szansę na pozytywną reakcję" - odpowiedział szef rządu.
"Wcześniej wielokrotnie uspokajał pan, że wypłaty unijnych pieniędzy nie są zagrożone, ale przykład KPO pokazuje, że takie scenariusze mogą się posypać. Teraz uspokaja pan w sprawie funduszy z WRF, ale tu też pojawiają się niepokojące sygnały z Brukseli. Czy nie czeka nas ostra konfrontacja z UE o dużo większe pieniądze?" - pytali dziennikarze. "Jeśli radykałowie z obu stron zabiorą się za ten temat, to nie wykluczam, że i ta kwestia może stanąć jako przedmiot sporu. Ale dzisiaj jestem spokojny" - powiedział premier. Na pytanie, czy chodzi o "radykałów takich jak (szef MS) Zbigniew Ziobro", Morawiecki powtórzył: "radykałowie z obu stron". "Zostanę przy tym sformułowaniu" - zastrzegł. Szefa rządu pytano także, dlaczego doszło do tak ostrej konfrontacji z Brukselą i czy na dłuższą metę to nie jest jednak fundamentalny błąd PiS. "KE od samego początku wzięła sobie na celownik reformy wymiaru sprawiedliwości jako element, który służy politycznym rozgrywkom z Polską. Chyba każdy obywatel zgodzi się z tym, że reformy wymiaru sprawiedliwości oczekiwały miliony Polaków, że to była jedna z najbardziej wyczekiwanych reform Rzeczypospolitej. W związku z tym zabraliśmy się za nią. Być może można było, podobnie jak premier (Węgier Viktor) Orban, realizować ją w taki sposób, by skutecznie wdrożyć 70 czy 80 proc. swoich pierwotnych założeń i jednocześnie nie doprowadzić do tego, by stała się ona podstawową kością niezgody. Ale dzisiaj to już jest czyste gdybanie" - powiedział Morawiecki. Na pytanie, jaki jest jego zdaniem bilans tych sporów z Brukselą, premier stwierdził, że "może powiedzieć wprost, że bilans siedmiu lat rządów Prawa i Sprawiedliwości jest fundamentalnie pozytywny". "Zmieniliśmy całkowicie politykę społeczną. Udało się uszczelnić system finansów publicznych i praktycznie zlikwidować bezrobocie. Zbudowaliśmy Polskę w taki sposób, że gdyby ktoś się nagle znalazł w roku 2014, to nie mógłby uwierzyć, że żyjemy w takiej rzeczywistości. W ramach tych głębokich przemian dokonaliśmy także zmiany podejścia do Unii Europejskiej. Rządy naszych poprzedników charakteryzowały się tym, że w ogóle nie wchodziły w żaden spór, nie wymagały od Komisji Europejskiej sprawiedliwości i uczciwego podejścia. My podeszliśmy do tego zupełnie inaczej i w 90 proc. mamy bardzo duże uzyski z tego powodu. Zresztą w systemie finansów publicznych pojawiły się o wiele większe pieniądze niż ze środków unijnych, a to dzięki naprawie systemu VAT, CIT i PIT" - powiedział. "Niestety politycznie motywowane decyzje urzędników brukselskich podpuszczanych przez naszych oponentów politycznych doprowadziły do pewnego rodzaju klinczu w relacjach z Brukselą" - dodał premier. Jak zaznaczył, "wojną by tego nie nazwał", ale uważa, że to "poważny spór" z Komisją Europejską. Pytany, czy w tym wszystkim nie ma groźby tzw. polexitu, premier powiedział, że "gotuje się w nim, kiedy słyszy takie bzdury".
"Polexit to bujda na resorach. Nie ma takiego ryzyka. Nie można obrażać się na rzeczywistość, tylko realizować twardą politykę na bardzo wielu płaszczyznach jednocześnie. I to dzięki temu, że ten sielankowy okres we współpracy z Unią Europejską, w czasie którego byliśmy na różne sposoby okradani przez mafie gospodarcze, nie tylko VAT-owskie, minął, mamy dzisiaj dużo lepszą sytuację w finansach publicznych i politykę społeczną z prawdziwego zdarzenia. Tak więc coś za coś"
- powiedział.
"Faktycznie mamy spór z UE, choć jednak w wąskim obszarze. Proszę zobaczyć, że już odszedł w niepamięć wcześniejszy spór o politykę klimatyczną. Komisja Europejska widzi, jak koszmarnym błędem była niemiecko- rosyjska polityka gazowa i energetyczna. Ja obserwuję to na posiedzeniach Rady Europejskiej. Niemniej rzeczywiście kwestia naszego wymiaru sprawiedliwości jest czymś, co nas cały czas dzieli i pewnie przez jakiś czas jeszcze będzie dzieliło" - ocenił.
Źródło: niezalezna.pl,
Póki co o pieniądzach z KPO możemy zapomnieć!? No a jak wybory wygra Tusk, to pozostanie nam jedynie spłacać kredyty z KPO za innych!?
Z forum: Żeby otrzymać kasę z KPO należy udupić Polaków żeby się z kolan już nigdy nie podnieśli. Brawo panie premierze, najlepszy rząd w dziejach Polski, będą o was pisać w każdej książce historii.

21 10 2022 Komisja śledcza natychmiast!
Usiądźmy wygodnie w fotelach i poczekajmy na „piękną katastrofę” Donalda Tuska, Platformy Obywatelskiej i lewicy. To nie będzie scena katastrofy z filmu „Grek Zorba” – choć jestem pewny, że Tusk, jego syn Michał, Lolo Pindolo i Grzesiu Napieralski – oni wszyscy będą udawać Greka i przekonywać, że rączki mają czyste, niezabrudzone ruskim węglem i ruską kasą za umożliwienie przejęcia kontroli dystrybucji ruskiego węgla w Polsce… Bo jak mówi skazany w aferze podsłuchowej Marek Falenta, „beneficjentem najazdu Tuska (na jego składy węglowe) byli Rosjanie”, którzy zaraz po decyzji byłego premiera przejęli najlepsze terminale i składy węgla: „To dzięki umożliwieniu przez Tuska przejęcia tej infrastruktury Rosjanie byli w stanie przywieźć tyle węgla do Polski w następnych latach. Dzięki temu, że zniszczył polską firmę SkladyWegla.pl umożliwił Rosjanom przejęcie jej terminali i składów i to przez niego oni mogli tyle węgla sprzedawać”… A przecież nic nie wskazywało, że dojdzie do tak „pięknej katastrofy” desygnowanego przez Niemców führera totalnej opozycji!  Przeciwnie! Miało się okazać, że to PIS wreszcie polegnie –po serii nieudanych puczów, zadym i prowokacji „Człowieka Kremla w Warszawie” i dowodzonej przez niego Platformy Obywatelskiej oraz bojówkarzy KOD i Kasty niezwykłych ludzi... 
Tym razem prowokację przygotował niezawodny Newsweek, który wysmarował paszkwil oskarżający PIS o szpiegostwo na rzecz Rosji – na podstawie rzekomych zeznań wspólnika Falenty Marcina W.
Według Newsweeka Marcin W. zeznał w śledztwie dotyczącym spółki, której współwłaścicielem był Falenta, że zanim taśmy nagrane w restauracji „Sowa i Przyjaciele” wstrząsnęły polską sceną polityczną, trafiły w rosyjskie ręce. Tusk tę gorącą informację natychmiast pochwycił w swe spracowane dłonie - domagając się natychmiastowego powołania Komisji Śledczej! I wydaje się, że Tusk wreszcie osiągnął to, o co z taką desperacją walczył – chwytając się w ostateczności brzytwy, czyli Newsweeka...
Bo to Tusk – wraz z synem Michałem będą musieli stanąć przed Komisją Śledczą i wytłumaczyć się ze swego majątku w kontekście gigantycznej łapówy w kwocie 600 tys. euro (3 mln zł), którą wręczył Michałowi Marcin W.! A że wręczył, to jest pewne na 100%, skoro Tusk nadał wiarygodność wspólnikowi Falenty, który nagrał rozmowy członków rządu Donalda Tuska w restauracji Sowa & Przyjaciele oraz w restauracji MSZ… Donald Tusk, chwytając się informacji Newsweeka jak tonący brzytwy się chwyta, ożywił „taśmy prawdy”  i aferę Amber Gold (w której "bohaterem" był Michał Tusk) – czyli całą prawdę o gangsterach Platformy Obywatelskiej, którzy kradli, oszukiwali i robili loda nie tylko Amerykanom – ale także Rosji!  Tusk po „taśmach prawdy” musiał uciekać w objęcia Angeli Merkel, pozostawiając po sobie „teoretyczne państwo” oraz ch…, d….i kamieni kupę – jak to określił b. minister w rządzie Tuska - Bartłomiej Sienkiewicz.
Znów na Komisji Śledczej pojawi się - cały ubrany na biało - model Platformy Lolo Pindolo, który łapówy w kwocie pół miliona euro oraz pół miliona dolarów ukrył w nogach od stołu! Pojawi się też niezawodny Graś, który debatował z byłym senatorem PO Tomaszem Misiakiem (oskarżonym o przewał ponad 30 mln zł) oraz  Maciejem Wituckim (oskarżonym wraz z Misiakiem) - w jaki sposób najlepiej okraść Polskę. Na ujawnionych przez Falentę taśmach najbliższy współpracownik Donalda Tuska mówi otwarcie, że bardziej opłacalna jest kradzież VAT, niż produkcja narkotyków!
W ten sprytny sposób partia Tuska przewaliła 250 mld złotych z budżetu Polski, więc - co oczywiste - „piniędzy nie było i miało już nigdy nie być”… Usiądźmy więc w fotelach i obserwujmy „piękną katastrofę” Tuska, Platformy Obywatelskiej i gangsterów, których Tusk miał za zadanie znów przywrócić do władzy w Polsce. Na polecenie Berlina i przy poparciu Moskwy oraz tęskniącego za Donaldem baćką Łukaszenką…
P.S. Kwintesencją intelektualnego upośledzenia Donalda Tuska jest dialog syna Michała ze swoim ojcem:
- Tato? Czy to prawda, że twój ojciec był kretynem?
- Chyba twój ! Chyba twój! - odpowiada Donald Tusk 

Źródło: niepoprawni.pl
A pamiętacie jak Tusk miał wyjść do ludzi, to założył lakierki i zwiał pod opiekuńcze skrzydła Angeli!?
Nienawidzę PiS- u ale po tym jak Tusk ograbił OFE, i mam mniejszą emeryturę o ponad 2 tys. zł, nigdy już na niego nie zagłosuję, a takich jest nas wielu!? I coś mnie się wydaje Herr Tusk że kolejnej Generalnej Guberni nie będzie!? 
17 10 2022 Atak Kołodziejczaka i jego ludzi na europosła. Prof. Zybertowicz: To, co robi Agrounia, to operacja specjalna.
Część polskiej opozycji nie widzi problemu w skandalu, jaki wywołała wczoraj Agrounia, atakując europosła Patryka Jakiego. Jednak zdaniem doradcy prezydenta Andrzeja Dudy, prof. Andrzeja Zybertowicza, sobotnia zadyma, jak i poprzednie działania, mogą wskazywać na zaplanowaną akcję.
W sobotę w Warszawie odbyła się konwencja Solidarnej Polski zatytułowana "Tańsza energia dla Polaków". Przed jej rozpoczęciem doszło do ataku na europosła Patryka Jakiego ze strony lidera Agrounii Michała Kołodziejczaka, który pojawił się z grupą działaczy przed budynkiem, w którym odbywała się konwencja. Zdarzenie rejestrowały kamery.
Do tych wydarzeń odniósł się w niedzielę na antenie Polsat News doradca prezydenta Andrzeja Dudy, prof.  Andrzej Zybertowicz. "Część rolników postrzega sytuację, jako trudną i część ich żali jest uzasadniona, natomiast mam wrażenie, że to, co robi Agrounia to jest jakaś operacja specjalna, która ma zdestabilizować sytuacje w Polsce" - ocenił. Dopytywany, czyja operacja specjalna myłaby to być, Zybertowicz odparł, że widział nagranie, na którym Kołodziejczak "zarzuca stronie rządowej pozrywanie kontaktów biznesowych z Rosją" i wytyka straty, jakie rolnicy ponoszą.
Sytuację skomentował także wiceminister rolnictwa Janusz Kowalski. "Panem Michałem Kołodziejczakiem Agrounią powinna zająć się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, tam było bardzo wielu działaczy związanych z prorosyjską Zmianą" - mówił. Dodał, że "bandyterka i fizyczna napaść na polskiego parlamentarzystę nie powinna być akceptowana".
Na uwagę, że być może jest to krzyk rozpaczy rolników, wiceminister wskazał na podział między Solidarną Polską, a Agrounią. "My stoimy tam, gdzie stoją rolnicy indywidualni, którzy czekają na polską ziemię, (...) i to jest program PiS i Solidarnej Polski" - zaznaczył. "Michał Kołodziejczak nie chce ujawnić źródeł finansowania swoich organizacji, stoi tam, gdzie są koncerny zagraniczne. Ten podział jest bardzo prosty" - dodał.
Hanna Gill-Piątek (Polska 2050) zauważyła, że na nagraniach nie widać, czy doszło do przemocy fizycznej. Oceniła natomiast, że protestującym chodziło o konkretną sprawę. "W jaki sposób rozdysponowywana jest ziemia KOWR-u, bo były niejasności związane z otoczeniem b. wiceministra Kaczmarczyka" - wyjaśniała. Zwróciła się również bezpośrednio do Kowalskiego. "Może pan malować rzeczywistość na różowo, ale tak naprawdę polska wieś nie wygląda pod rządami PiS najlepiej. Niektórzy wożą się ciągnikami z ministrem Ziobro, a niektórzy nie mają co do garnka włożyć i nie wiedzą, czy dostaną dopłaty" - powiedziała. "To, że nie ma KPO kosztowało polską wieś 9 mld zł w tym roku" - wyliczyła.
"Panie europośle, pana koledzy zrobili bandyterkę na polskiej wsi, a wy chcecie to wszystko zataić. Nigdy na to nie pozwolimy" - powiedział do Jakiego lider Agrounii. Pytał też o działania polityków Solidarnej Polski, m.in. zdymisjonowanego wiceministra rolnictwa Norberta Kaczmarczyka. Zachowanie Kołodziejczaka skrytykowali ludzie, którzy przyszli z europosłem. "Tak się nie robi" - mówili. "A co się robi, ziemie się przejmuje, to się robi" - pytał lider Agrounii. "Chcemy znać prawdę, skąd Kaczmarczyk wiedział o 140 hektarach. Skąd wiedział? Dymisja to nie wszystko" - krzyczał. Protestujący domagali się, by Jaki wyszedł i z nimi porozmawiał. "Oni są mądrzy tylko w parlamencie, jak sztab ludzi ich ochrania" - powiedział jeden z działaczy Agrounii. "Proszę zobaczyć, poseł uciekł do windy i nie chce z rolnikami porozmawiać" - dodał kolejny. W pewnym momencie interweniowała policja. Funkcjonariusze poprosili Jakiego o wyjście z windy i przejście z innej strony budynku, jednak po wyjściu na zewnątrz znów politykowi Solidarnej Polski zablokował drogę Kołodziejczak. "Chuligani" - powiedział w końcu Jaki. "Co mnie obrażasz, człowieku. Co, jesteś lepszy ode mnie, żebyś mnie obrażał?" - zdenerwował się Kołodziejczak. "Nie jesteśmy na ty" - upomniał go Jaki. "Człowieku, zejdź na ziemię, na polską ziemię, a nie na brukselską" - kontynuował Kołodziejczak. W pewnym momencie ktoś próbował oddzielić go od Jakiego. "Człowieku przejdź na bok, bo ja do pana europosła przyszedłem dowiedzieć się, jak to jest, że pan Kaczmarczyk wiedział o 140 hektarach" - powtarzał lider Agrounii.
"Bandyterka" - zareagował kolejny raz Jaki. "Bandyterkę to wy na polskiej wsi robicie" - ripostował Kołodziejczak. "Niech się pan wytłumaczy, skąd Kaczmarczyk wiedział. Wytłumaczcie nam to i was zostawimy" - upierał się. "Jak to jest, że człowiek bez kompetencji jest w ministerstwie rolnictwa w randze wiceministra" - dopytywał.
Jaki zwrócił się też do jednego z zebranych rolników. "Umówmy się, tacy ludzie jak pan głosują na prorosyjskie partie, a nie na mnie" - powiedział. "Jesteście rzecznikami Putina w Polsce, pana partia, najbardziej prorosyjska partia w Polsce" - odpowiedział mu Kołodziejczak. "Niezły numer. 5 prorosyjskich działaczy Agrounii, od których czuć było alkohol blokowało mi fizycznie wejście na konwencję. Nagrywali wszystko swoim telefonem i od razu wysłali do pani(...), która pracuje dla Platformy. Jak widać rosyjskie onuce dobrze ze sobą współpracują" - napisał później na Twitterze Partyk Jaki. Portal wp.pl zamieścił doniesienia, że brat b. wiceministra Konrada Kaczmarczyka miał zgłosić urzędnikom, że w wyniku gradobicia ucierpiała jego uprawa. "Specjalna komisja stwierdziła jednak, że szkód nie było. Mało tego: w dniu, w którym miało do nich dojść, według ekspertów na terenie gminy nie padał grad. Zgłoszenie dotyczyło upraw na 141-hektarowym polu, które pomógł mu poddzierżawić brat" - pisała wp.pl. Odszkodowania za zniszczenia tego typu wypłacać może podlegająca Ministerstwu Rolnictwa Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Pod koniec sierpnia media informowały o wystawnym ślubie Kaczmarczyka, polityka Solidarnej Polski. Na weselu było ponad 500 gości, w tym m.in. minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Szeroko opisywany przez media był prezent dla młodej pary w postaci ciągnika marki John Deere za 1,5 mln złotych. Zdjęcia z przekazania maszyny podczas uroczystości weselnej dystrybutor urządzenia opublikował na swoim profilu na Facebooku.
Źródło: niezalezna.pl
Historia koło zatoczyła Piast Kołodziej się pojawił.
Kaczyński prędzej się ożeni niż rolnikom pomoże. Przecież on o rolnictwie nie ma bladego pojęcia. Namawia do powrotu kołchozów, PGR-ów, Spółdzielni Rolniczych z pełną księgowością, albo przekształcenia małych gospodarstw rolnych w firmę rodzinną, na zasadach obowiązujących dla małych przedsiębiorstw, firm!? A to jest najlepszy pomysł Morawieckiego otwieram jednoosobową firmę, i jednocześnie muszę odprowadzać ZUS od wszystkich pełnoletnich członków mojej rodziny, i rodziny żony!?
Kołodziejczak jeszcze nie zrozumiał, że tylko z kosami przekutymi na sztorc, jest w stanie zmusić premiera do rozmów!? Niech weźmie przykład z górników, którzy na protesty w Warszawie, zabierali oskardy, łańcuchy......i zawsze wygrywali!? 
15 10 2022 Tusk: Jestem w stanie załatwić pieniądze europejskie z dnia na dzień.
"To polskie pieniądze, które oni zablokowali w Brukseli tym swoim uporem poprzez walkę z praworządnością. Jeśli zmienilibyśmy tę władzę, a ja miałbym na coś wpływ, to jestem to w stanie załatwić z dnia na dzień" - mówił w Inowrocławiu lider PO Donald Tusk o pieniądzach z polskiego KPO.
Nie chcę udawać cudotwórcy. Nie jestem magikiem i nie lubię wciskać kitu ludziom, bo nie o to chodzi. Wszyscy wiecie już bardzo dużo o mechanizmach finansowych, budżecie państwa, abyście pozwolili sobie na jakieś złudzenia - mówił Tusk zwracając się do uczestniczących w spotkaniu mieszkańców Inowrocławia. Mogę tylko powiedzieć to, co naprawdę można zrobić i to bez większego wysiłku - podkreślił. Tylko, że to wymaga zmiany władzy, albo przynajmniej zmiany podejścia tej władzy, w co mi trudno uwierzyć - zaznaczył. Powiem o najprostszej rzeczy, bo na tym się naprawdę dobrze znam. I mówię z ręką na sercu, że jeśli dostałbym jakiś wpływ na władzę, jeśli zmienilibyśmy tę władzę, a ja miałbym na coś wpływ, to jestem to w stanie załatwić z dnia na dzień - to znaczy pieniądze europejskie - podkreślił Tusk.
Lider PO zastrzegł, że w ogóle określanie tych środków, jako "pieniądze europejskie" jest fałszywe. To polskie pieniądze, które oni zablokowali tam w Brukseli tym swoim uporem poprzez tą walkę z praworządnością - zaznaczył. Jak mówił, gdybyśmy "przeznaczyli tylko połowę środków z Krajowego Planu Odbudowy na projekty realizowane na poziomie polskiego powiatu, a nie mówię o innych funduszach europejskich, tylko ten Fundusz Odbudowy zablokowany przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę walką z praworządnością, to średnio na powiat (...) to jest pół miliarda złotych".
Czy ja muszę mówić, co możecie zrobić w Inowrocławiu i okolicy za 500 mln zł? Już gardło zdarłem, ale to coś, co jest zbrodnią, bo to są wasze pieniądze. Oni ukradli wasze pieniądze z powodu uporu politycznego, jakiegoś groźnego i bzdurnego działania przeciwko polskim sądom i niezależności wymiaru sprawiedliwości. (...) Oni nam zabierają nasze życie w ten sposób - wskazał Tusk.
Zapowiedział, że w takiej sytuacji "pierwszą decyzją będzie unieważnienie tych decyzji, które zniszczyły polskie sądownictwo". Prostą konsekwencją takich decyzji będzie odblokowanie tych setek miliardów złotych - podkreślił. Jak zaznaczył lider PO "to co dziś najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorców, to na pewno ceny energii, kurs złotówki, nieprzewidywalność i kompletny chaos podatkowy". Żadnych gór złota nie znajdę, ropy naftowej nie odkryjemy, ale wprowadzić elementarną przewidywalność, ład, żeby ludzie wiedzieli co będzie za miesiąc i za rok - mówił Tusk.
Komisja Europejska na początku czerwca br. zaakceptowała polski Krajowy Plan Odbudowy. To krok w kierunku wypłaty przez UE 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek w ramach Funduszu Odbudowy. KE zaznaczyła m.in., że polski KPO "zawiera kamienie milowe związane z ważnymi aspektami niezależności sądownictwa, które mają szczególne znaczenie dla poprawy klimatu inwestycyjnego i stworzenia warunków dla skutecznej realizacji" i że "Polska musi wykazać, że te kamienie milowe zostały osiągnięte przed dokonaniem jakichkolwiek wypłat w ramach Funduszu Odbudowy".
15 lipca weszła w życie zainicjowana przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, zgodnie z którą przestała istnieć Izba Dyscyplinarna. W jej miejsce powstała Izba Odpowiedzialności Zawodowej. Prezydent podkreślał, że jego celem jest naprawienie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju oraz "danie rządowi narzędzia" do zakończenia sporu z KE i odblokowania KPO.
Pod koniec lipca szefowa KE Ursula von der Leyen mówiła "DGP", że aby otrzymać środki z KPO, Polska musi wywiązać się ze zobowiązań podjętych w celu zreformowania systemu środków dyscyplinarnych. Przyznawała, że nowe prawo jest ważnym krokiem, jednak "nowa ustawa (nowelizacja ustawy o SN - ed.) nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej". Von der Leyen podkreślała, że Polska musi również w pełni zastosować się do postanowienia TSUE, co jeszcze nie nastąpiło. W szczególności nie przywrócono do orzekania zawieszonych sędziów i nadal obowiązuje dzienna kara finansowa - dodawała. Kwestie związane z praworządnością nie są jedynymi powodami niewypłacania Polsce pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Są poważne opóźnienia w wypełnianiu kamieni milowych, które nie mają nic wspólnego z praworządnością - powiedział korespondentce RMF FM Katarzynie Szymańskiej-Borginon wysoki rangą dyplomata w Brukseli. Informacje te potwierdzają także nieoficjalnie źródła w Warszawie.  Gdyby kwestie związane z praworządnością zostały odblokowane, pieniądze do Polski i tak nie popłyną. Wszystko dlatego, że władze wciąż nie zrealizowały kilku z 37 kamieni milowych, od wypełnienia których zależy pierwsza wypłata.
Źródło: rmf24.pl
Cygan cygański Tusk chce z dnia na dzień usunąć wszystkie kamienie milowe!? Przecież to jest nie możliwe, no chyba że u Herr Tuska dzień trawa rok!?
Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym qufnem!?
Tusk i jego kolesie zawetowali wszystkie należne Polsce fundusze, ba wystąpili o szybkie wyegzekwowanie nałożonych kar finansowych na naród polski !? Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!?

15 10 2022 Rząd "puchnie". Już ponad stu członków gabinetu Mateusza Morawieckiego.
Gabinet Mateusza Morawieckiego znów liczy powyżej setki członków. Poza premierem, po powołaniu następcy Konrada Szymańskiego samych konstytucyjnych ministrów będzie 24, ale zaledwie 16 z nich kieruje ministerstwami. Pozostałych 8 ministrów to ministrowie bez teki. Jeszcze nigdy nie było ich tak wielu. Już co trzeci z ministrów nie ma ministerstwa, bo obsada funkcji ministrów już od dawna nie ma związku z rzeczywistymi potrzebami, a jest wynikiem jakiejś potrzeby politycznej. Według umowy koalicyjnej Solidarnej Polsce należy się funkcja ministra - i mamy Michała Wójcika, bez teki. Wcześniej podobnie ogólnikowy tytuł ministra z tych samych powodów nosił Michał Woś. Pojawia się potrzeba wygospodarowania funkcji dla koalicyjnej resztówki po Porozumieniu Gowina, Partii Republikańskiej - ministrem zostaje Włodzimierz Tomaszewski. Wcześniej tę samą "beztekową" funkcję piastował Michał Cieślak, ale ją stracił po skardze na urzędniczkę poczty w Pacanowie, która dała wyraz swojemu niezadowoleniu. Rząd pozyskuje poparcie koła Polskie Sprawy, pyk - szefowa koła Polskie Sprawy Agnieszka Ścigaj pozyskuje funkcję konstytucyjnego ministra. Kierowania żadnym resortem żadnemu z wymienionych premier nie powierza, chyba nikt tego zresztą nie oczekuje.
Kilka dni temu także ministrem bez teki został Marek Kuchciński, który ma kierować kancelarią premiera. Wprawdzie do kierowania kancelarią premiera wcale nie trzeba być konstytucyjnym ministrem, ale Marek Kuchciński nim został - bo najwyraźniej tego potrzebował. Z kolei Michał Dworczyk szefem kancelarii już wprawdzie nie jest, ale ministrem bez teki nadal pozostaje. Pewnie tego potrzebuje. Każdy z ministrów bez ministerstw ma oczywiście własną historię i jakieś obowiązki, ale faktem jest, że sytuacji, w której tzw. konstytucyjnych, czyli ministrów-członków Rady Ministrów jest 24, a ministerstw tylko 16 nie było w Polsce jeszcze nigdy.
84 pomocników i zastępców premiera, czterech wicepremierów będących też ministrami, 12 ministrów kierujących resortami i 8 ministrów bez tek wspomaga kilkudziesięciu sekretarzy i podsekretarzy stanu, którzy także wchodzą w skład rządu. 13 z nich pracuje w kancelarii premiera, 71 to wiceministrowie w resortach. Najwięcej, bo 7 zastępców ma minister klimatu, po 6 ministrowie rolnictwa i finansów. Istotne jest przy tym to, że ustawa o Radzie Ministrów mówi "Minister wykonuje swoje zadania przy pomocy sekretarza i podsekretarzy stanu". Sekretarz, który jest "pierwszym zastępcą" ministra w resorcie, powinien być więc jeden. W 16 resortach nie powinno ich więc być więcej niż 16. A jest ich... 47.  Wymóg ustawy o RM spełnia tylko Ministerstwo Zdrowia, w pozostałych jest ich po kilku. Rekord należy do resortu ministra Przemysława Czarnka, w którym podsekretarza nie ma ani jednego, a wszystkich pięcioro wiceministrów ma rangę sekretarza stanu. Powszechność tej rangi wśród wiceministrów wynika z faktu, że wg konstytucji posłowie mogą pracować w administracji tylko w randze sekretarza stanu lub wyższej. Ponad setkę członków rządu wspierają z kolei zajmujący się różnymi dziedzinami pełnomocnicy, częściowo powoływani spośród wiceministrów. Dziś wg danych rządu jest ich 63. Tegoroczny budżet kancelarii premiera, obsługującej ministrów bez tek i centrum decyzyjne kraju, wynosi nieco ponad 843 miliony złotych. W ubiegłym roku planowany budżet prawie 380 milionów został podniesiony do 594 milionów.
Źródło: rmf24.pl
Czy jest potrzebny, aż minister ds. UE!? Przypominam, że Morawiecki obiecał odchudzić rząd, a on go tak utuczył, że już w drzwiach się nie mieści!? Odchodzi jeden i za niego jest dwóch.

15 10 2022 Kiedyś magiczny guzik, teraz góry złota. I pieniądze z KPO...
Będąc premierem Donald Tusk opowiadał, że gdyby istniał "magiczny przycisk" na niskie ceny, to nie robiłby nic innego, tylko naciskał. Podobnie jak w tamtym przypadku, na dzisiejszym spotkaniu z wyborcami mówi, że nie załatwi "gór złota". Grając jednak na emocjach wyborców (o czym sam mówił wcześniej), sprawnie obwinia rząd za brak pieniędzy z KPO, które on - jak stwierdził - załatwi w jeden dzień. Donald Tusk przebywa na spotkaniu z wyborcami Platformy Obywatelskiej w Inowrocławiu. W trakcie pytań z publiczności poruszona została kwestia przedsiębiorców i tego, co jego partia ma im do zaoferowania. Lider PO w swojej odpowiedzi zaczął od historii, którą miał doświadczyć podczas wcześniejszych spotkań z wyborcami.
Tusk opowiadał o spotkaniu z piekarzem, który prowadzi rodzinny interes, a "ze łzami w oczach" mówił mu o tym, że nie stać go na pieczenie chleba, tak żeby nie podnosić cen. Jak relacjonował szef PO, przedsiębiorca miał mieć na uwadze swoich ubogich klientów. Receptą na problemy przedsiębiorców miałyby być pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, które, jak stwierdził Donald Tusk, załatwiłby od ręki. "I mówię z ręką na sercu, że jeśli dostałbym jakiś wpływ na władzę, jeśli zmienilibyśmy tę władzę, a ja miałbym na coś wpływ, to jestem to w stanie załatwić z dnia na dzień - to znaczy pieniądze europejskie"- powiedział Tusk.
Jak stwierdził szef PO, "to co dziś najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorców, to na pewno ceny energii, kurs złotówki, nieprzewidywalność i kompletny chaos podatkowy". "Żadnych gór złota nie znajdę, ropy naftowej nie odkryjemy, ale wprowadzić elementarną przewidywalność, ład, żeby ludzie wiedzieli co będzie za miesiąc i za rok" - mówił Tusk. "Gdybyśmy przeznaczyli tylko połowę środków z Krajowego Planu Odbudowy na projekty realizowane na poziomie polskiego powiatu, a nie mówię o innych funduszach europejskich, tylko ten Fundusz Odbudowy zablokowany przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę walką z praworządnością, to średnio na powiat (...) to jest pół miliarda złotych". - wyliczał szef PO.
"Oni ukradli wasze pieniądze" - grzmiał Tusk. Jego zdaniem, pieniądze z KPO nie trafiły do Polski, bo Kaczyński... "musi sobie podporządkować cały świat". Podczas spotkania został również zapytany m.in. o to, czy przywrócone zostanie dofinansowanie na zapłodnienie metodą in vitro oraz czy będą zbierane podpisy w tej sprawie. Odpowiedział, że "szczerze, to nie wie, czy będzie dzisiaj możliwość zbierania bez bezpośrednio po spotkaniu podpisów".  Został wtedy upomniany, że... komitet nawet nie jest jeszcze zarejestrowany. Szef PO odetchnął wtedy z ulgą, bo jak powiedział, złożyłby podpis, co jest nieformalne... Donald Tusk odniósł się również do "zagrożeń ekologicznych", które według niego rząd ma "kompletnie gdzieś". "Dla nich lasy, to skład drewna, który można opylić i zarobić na lewo przy okazji. Dla nich rzeki, to są ścieki, gdzie można zarobić, bo się za darmo, nielegalnie zrzuca ścieki do wody. Dla nich smog, jest czymś fajnym, bo uodparnia" - powiedział szef PO. Na szczęście, dla polityka, spotkanie miało miejsce w Inowrocławiu, a nie Warszawie.
Źródło: niezalezna.pl
A mnie jakoś powrót Tuska nie cieszy jeszcze nie zapomniałem jak ukradł nam 150 mld zł z OFE twierdząc bezczelnie, że nie były to nigdy nasze pieniądze, zlikwidował stocznie, a dziś robi wszystko, żeby nasz KPO nie został zaakceptowany przez UE? 
Nawet nie wyobrażacie sobie jaką radość sprawiłoby mnie postawienie przed sądem Tuska, i Kaczyńskiego, i raz na zawsze pozbycia się ich z polityki!?
Herr Tusk a gdzie moja emerytura z OFE się zapodziała!? Miały być piaski Egiptu, a tu nawet na piasek do piaskownicy braknie!? Z przed wielu lat tak śpiewali:
Wesołe jest życie staruszka
Gdzie spojrzy tam widzi Tuska
Głodniutki dzisiaj wstał z łóżka
Choć wczoraj odwiedziła go z MOPSu wróżka
Suchutki jak wiór nie ma sił wstać z łóżka
Guzik rwie i wdzianko mnie
trzęsie się z niecierpliwości
żeby dożyć tej radości
kiedy już nie będzie Tuska.
11 10 2022 Ogłoszono mechanizm maksymalnej ceny energii. Kto zapłaci za ten projekt?
Rząd ogłosił dzisiaj projekt maksymalnych cen energii dla podmiotów wrażliwych i małych oraz średnich przedsiębiorstw. Minister klimatu Anna Moskwa powiedziała, że głównym źródłem finansowania tego wsparcia będą przychody wytwórców energii. Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa podczas konferencji prasowej, na której przedstawiono mechanizm maksymalnej ceny energii elektrycznej dla podmiotów wrażliwych, w tym szpitali, żłobków, uczelni oraz małych i średnich firm nie wyższej niż 785 zł/MWh powiedziała, że głównym źródłem finansowania tego wsparcia będą przychody wytwórców energii. - Na określonych poziomach, w zależności od źródła, te przychody będą na bieżące przekazywane do Zarządcy Rozliczeń, tak żeby te dwa instrumenty mogły się bilansować - powiedziała minister Moskwa. Dodała, że uwzględniane będą niezbędne koszty, które spółki ponoszą i które w swoich budżetach mają. - Na pewno jest to koszt paliwa, które muszą zakupić po określonej cenie, z którą często nie mogą dyskutować np. cena gazu. Na pewno koszt ETS-u, wszystkie inne opłaty środowiskowe, niezbędne opłaty do wytworzenia energii wynikające z obowiązków ustawowych, uzasadniona marża i dodatek inwestycyjny - wymieniła.
Minister Moskwa podkreśliła, że nikomu nie zależy, żeby tymi instrumentami spowalniać inwestycje w energetyce, a wręcz przeciwnie. - Te inwestycje już rozpoczęte i planowane jak najbardziej w tym instrumencie będą uwzględniane na poziomie analizy w każdej grupie kapitałowej, ale też w tych spółkach, które nie są w grupach kapitałowych, według codziennych wyliczeń - cena surowca jest ceną zmienną - zaznaczyła. - Te wszystkie środki będą przeznaczane tak, żeby móc finansować zatrzymanie wzrostu kosztów - tę taryfę, cenę maksymalną w tej szerokiej grupie odbiorców, którą prezentowaliśmy- stwierdziła Anna Moskwa.
Minister klimatu poinformowała, że do 30 listopada podmioty wrażliwe powinny złożyć oświadczenie do swojego dostawcy energii w sprawie zamrożenia taryf.
"Aby chronić odbiorców prądu, wprowadzony zostanie mechanizm maksymalnej ceny na energię elektryczną. Wsparcie obejmie małe i średnie przedsiębiorstwa, a także m.in. szkoły, szpitale, domy pomocy społecznej czy noclegownie. Zwiększy się ponadto pomoc dla gospodarstw domowych, poza dotychczasowy limit 2 tys. kWh" – powiedziała, cytowana w komunikacie, minister Anna Moskwa. Jak wyjaśnia szefowa resortu klimatu i środowiska, proponowane przez polski rząd wsparcie obejmie małych i średnich przedsiębiorców, a także podmioty użyteczności publicznej, m.in. takie jak: szkoły, przedszkola, domy pomocy społecznej, noclegownie czy szpitale. Zwiększy się także pomoc dla gospodarstw domowych (grupa taryfowa G).
"Wprowadzony zostanie mechanizm maksymalnej ceny na energię elektryczną do rozliczeń z odbiorcami uprawnionymi przez sprzedawców energii, nie wyższej niż 693 zł za MWh dla gospodarstw domowych oraz 785 zł za MWh dla pozostałych uprawnionych odbiorców"
- powiedziała, cytowana w komunikacie, minister Moskwa.
MKiŚ podało, że cena maksymalna będzie stosowana przez sprzedawców w rozliczeniach z gospodarstwami domowymi – od momentu przekroczenia limitu, który rząd wprowadził już w ustawie o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców energii elektrycznej w 2023 r. w związku z sytuacją na rynku energii elektrycznej, czyli 2 tys. kWh – do 31 grudnia 2023 r.; podmiotami użyteczności publicznej – od 1 grudnia 2022 r. do 31 grudnia 2023 r. – przy czym cena będzie dotyczyła poboru nie większego niż 90 proc. średniego zużycia energii; małych i średnich przedsiębiorców – od 1 grudnia 2022 r. do 31 grudnia 2023 r. – przy czym cena będzie dotyczyła poboru nie większego niż 90 proc. średniego zużycia energii takiego podmiotu. "Rządowe wsparcie obejmie również podmioty użyteczności publicznej, które zużywają energię na potrzeby swojej podstawowej działalności" – podkreśla Anna Moskwa. Jak wskazało ministerstwo będą to m.in. podmioty: systemu oświaty oraz szkolnictwa wyższego i nauki; prowadzące żłobki i kluby dziecięce, a także dzienni opiekunowie; udzielające świadczenia opieki zdrowotnej, finansowane ze środków publicznych; a także ochotnicze straże pożarne; kościoły i inne związki wyznaniowe; placówki, które zapewniają całodobową opiekę osobom niepełnosprawnym, przewlekle chorym lub osobom w podeszłym wieku; rodzinne domy pomocy oraz mieszkania chronione; centra i kluby integracji społecznej, warsztaty terapii zajęciowej oraz spółdzielnie socjalne; jednostki organizacyjne pomocy społecznej, a także wspierania rodziny i systemu pieczy zastępczej, noclegownie i ogrzewalnie.
Źródło: niezalezna.pl,
Koszt produkcji 1 MWh energii z węgla to 250 zł. Pytajcie tych z PiS dlaczego na polskiej giełdzie kosztuje nawet 2500 zł! I nie mieszajcie do tego UE. Gdzie idą te potężne miliardowe zyski.
„głównym źródłem finansowania tego wsparcia będą przychody wytwórców energii” - No brawo pani minister, jest pani pierwszą osobą, która skonstruowała perpetuum mobile!?
Tego limitu 2 tys. kWh nie przekroczy tylko kawaler, który mieszka z kotem, i lubi długo spać!?
Nie będzie mnie stać na prąd to go po prostu będę brał, nie płacąc wszak jest państwowy znaczy się mój!?
Z forum: Przepraszam, w jaki sposób URE pozwoliło podnieść marżę wytwórcom energii z 51zł/MWh w 2021roku na 1261 zł/MWh w 2022roku ( wzrost o 2373% !!!! )? Cena węgla dla elektrowni potrzeba do wytworzenia 1MWh odpowiednio 109zł w 2021 i 156zł w 2022r. ( wzrost tylko o 43% ). Po co ten urząd istnieje? Jakie było uzasadnienie przyjęcia takich stawek? A rząd teraz łaskawie informuje, że będziemy płacić nie 4 razy drożej a "tylko" 2 razy drożej. Dziękuję.
…... dlaczego skundlona UE nie zlikwiduje .. a przynajmniej nie zawiesi tej lichwy, tego ETS czyli podatku od CO2 ? Przecież to nic innego jak złodziejstwo. To nic innego jak grabież. To nic innego jak kompletnie głupia i szkodliwa ideologia klimatyczna. Jeżeli totalnie skorumpowana biurokracja unijna tego nie chce zrobić .. to dlaczego nie zrobi tego Polska? Dlaczego Polska jednostronnie nie zawiesi wykonywania i egzekwowania tej totalnej grabieży? 
09 10 2022 Kraj pogardy, miesięcznicy, pomników i faszyzującej młodzieży. Tak zmieniła się Polska pod rządami PiS-u.
Lubię czasem pójść na spacer przed dom Jarosława. Nie spieszę się wtedy. Po prostu go mijam, idąc wolnym krokiem. Przecież to przestrzeń publiczna. Czasem się zatrzymam. Zawsze wtedy wychodzi cerber o aparycji mordercy i pyta, czy mam jakiś problem. I domaga się, żebym się ruszał. Żebym w przestrzeni publicznej zachowywał się nie tak, jak ja chcę i jak mnie się podoba, ale tak, jak chce on, bo pewien niespokojny starszy pan, który nieformalnie rządzi światem, sobie nie życzy, żeby z publicznego chodnika korzystano tak, jak się z niego powinno korzystać. Nie wiem, może powinni zrobić obejście drugą stroną szosy. Pomniki, ronda imienia, kanały donikąd, schody w pustkę. Głębia. Rozmach. Chłopak wspina się na schody smoleńskie w Warszawie. Sygnał radiowozu. Schodzi. Policja już czeka. Chłopaczek zatrzymany. Zabierają mu telefon, żeby władować się z butami w prywatność. Na drugi dzień robią mu wjazd do mieszkania. Potem jeszcze, na wszelki wypadek, wjazd do domu jego rodziców w innym mieście. Potęga i chwała narodu polskiego. Podobna, jak wszystkie inne wysilone w ten sposób potęgi i chwały, bo tromtadrackie, wierzące we własną propagandę i we własne paranoje władze są w zasadzie wszędzie do siebie podobne.
I podobne są efekty ich rządów: rzeczywistość osuwa się w bylejakość. Policja zaczyna być usłużna. Specjaliści przestają korzystać ze specjalistycznej wiedzy, jeśli nadal chcą być specjalistami. To przecież wicerzecznik PiS Radek Fogiel opowiadał w RMF-ie w 2020 r., że gdy "poszli w kierunku eksperckim", to eksperci nie chcieli realizować ich programu, więc musieli skupić się nie na ekspertach, tylko na ludziach, którzy wierzyli w ich program. Na wyznawcach. A wiara to wiara. Nie da się z nią dyskutować. Wydawałoby się, że opierać na niej funkcjonowania państwa też nie warto. Ale nie wszyscy tak myślą. No więc schody smoleńskie. Często tamtędy przechodzę. Lubię plac Piłsudskiego w nocy. Grób Nieznanego Żołnierza, Ogród Saski, skyline wieżowców centrum. I ta policja wiecznie warująca przy smoleńskich schodach. Dzień za dniem, godzina za godziną, od kiedy go postawili. Pomnik, któremu zła część narodu się sprzeciwia. Zdziczała część narodu. Wielka część narodu. Właściwie to nawet nie narodu. Zdrajców narodu. To ile, myślę, patrząc w brązowe oblicze Lecha Kaczyńskiego, również na tym placu postawionego, jest tego narodu? Ilu jest tych Polaków? Ponad 38 mln, jak wyszło w spisie powszechnym właśnie opublikowanym? Czy trzydzieści, na oko, procent? Brązowy Lech Kaczyński wygląda jak Szwejk. Przysadzisty taki, uśmiechnięty po szwejkowemu. Ogólnie nie jest jakoś do siebie specjalnie podobny. OK, i tak nieco bardziej niż te inne pomniki Kaczyńskiego poustawiane w innych miejscach. Bo jeden wygląda jak Marek Suski bez wąsów, inny – jak Ryszard Czarnecki. I tak dalej. Tu, na placu Piłsudskiego, Kaczyński jest nieco wyższy i zdecydowanie lepiej wyeksponowany niż Piłsudski, bo i ten stoi skromnie cofnięty w głąb placu własnego imienia, między samochody, przez co już dawno otrzymał miano "dziadka parkingowego". Lech natomiast wypełnia swoją zadowoloną z siebie osobą całą symboliczną przestrzeń. Od krzyża, przez smoleńskie schody, po odbudowywaną właśnie pierzeję Pałacu Saskiego, która zasłoni widok na skyline wieżowców centrum. Kawałek dalej, za hotelem, ciągnie się już Krakowskie Przedmieście, na którym jego brat, Jarosław Kaczyński, pojawiał się co miesiąc, otoczony wyznawcami, w swoich toksycznych "miesięcznicach katastrofy smoleńskiej", podczas których opowiadał Warszawie i światu o swojej paranoicznej wizji zarówno katastrofy smoleńskiej, jak i polskiej i światowej polityki w ogóle. Tłum jego popleczników otaczał go transparentami za każdym razem, gdy widzieli ludzi protestujących przeciwko tym marszom nienawiści. Tak, zwolennicy Jarosława oddzielali go od ludzi, którzy jeszcze niedawno byli najczęściej zwyczajnym polskim mainstreamem, a w chwili, gdy władzę przejęła populistyczna i paranoiczna prawica, zostali nagle uznani za ludzi drugiej kategorii. Tak, osłaniali go transparentami, by nie musiał patrzeć na tych swoich rodaków, którzy nie byli na poziomie jego histerycznej palpitacji i którym się te manifestacje toksyn nie podobały.
Policja regularnie ochrania paranoję prezesa i albo stoi ciężką masą przed jego prywatnym domem, albo osłania jego prywatne seanse nienawiści zwane miesięcznicami. To policja sprawia, że możliwe jest tak radykalne nadużywanie państwowych środków, jak blokujące centrum miasta prywatne wizyty Kaczyńskiego na Wawelu czy jego przejazdy miastem na sygnale. To przecież aparat władzy uczestniczył we wmanipulowaniu w wypadek bogu ducha winnego faceta, który miał to nieszczęście, że stał na drodze rozpędzonego policyjnego konwoju wiozącego ówczesną pisowską premierkę – Beatę Szydło. Tak, Polska jest wielka. Jedzie człowiek przez Polskę i patrzy na tę wielkość, i oczy przeciera. Plakaty Fundacji Kornice reklamujące Jezusa i plany wielkich inwestycji, które albo padły, zanim się narodziły (Izera), albo których jeszcze nie rozkopano, a już budzą protesty i wątpliwość, czy w ogóle są potrzebne (CPK) albo są o wiele mniej wielkie, niż szumnie ogłaszano, a otwiera się je, zanim zostaną ukończone. Tak, ale to nawet nie jest łamanie imposybilizmu łokciem, to jest po prostu łamanie sobie łokcia na własne życzenie. Ze wszystkich wielkich projektów wyszedł tylko 500 plus, który faktycznie zmienił życie wielu ubogich rodzin. Prawda jest też jednak taka, że gdy widać co PiS wymaga, by ludzie za te pieniądze akceptowali – czyli propagandę o jakości karmy dla tucznika, wybór na zasadzie: zgadzam się z rządem w pełni, albo wywala się mnie na publiczny margines i redukuje do roli drugiego sortu – to pokazuje, że to bynajmniej nie o szacunek ludu i jego podniesienie z kolan toczy się tutaj ta cała polityka.
To jest przecież wieczna słabość dyktatur, bo to zawsze kończy się tak, że wielkim wrzaskiem przykrywane są państwa słabe, którymi gardzą ich właśni obywatele.
Źródło: onet.pl
Bardzo lubię Polskę, bo to niezły Meksyk. Doczekaliśmy czasów demokracji. Kłamczuch kłamczuchowi kłamstwo zarzuca. Złodziej złodzieja okrada. Oszust oszusta oszukuje. 
08 10 2022 Duch Makarenki unosi się nad polską szkołą.
Trafiła mi w ręce prezentacja sporządzona przez pana mecenasa Mariusza Godlewskiego, którą rozesłano do licznych ( a może i do wszystkich) szkół. Prezentacja pokazuje krok po kroku jak mają zachowywać się i postępować nauczyciele i wychowawcy gorąco przejęci tak zwanym „dobrem dziecka”. Otóż mają przede wszystkim donosić. Donosić o wszelkich dostrzeżonych ich zdaniem nieprawidłowościach. Poza tym nauczyciele i wychowawcy mają wdrażać procedury, pilnować ich wdrażania, a nawet monitorować pracę sądów. Szczegółowa instrukcja pisania donosów zaleca używanie prostych sformułowań i unikanie zwrotów typu, możliwe, prawdopodobne. Jak widać chodzi o to żeby organy decydujące o losach dziecka nie wahały się przed zastosowaniem najbardziej drastycznych środków. Takich jak odebranie dziecka  jego prawdziwej rodzinie i oddanie do domu dziecka albo do rodziny zastępczej. Problem jest w tym, że poglądy na dobro dziecka różnią się i to zasadniczo w relacji do środowiska, kultury, oraz nawyków cywilizacyjnych. Zwolennik wczesnego wciągania dzieci w kwestie seksualne będzie uważał że są one poszkodowane nie mając dostępu do odpowiedniej edukacji, na przykład do lekcji masturbacji. W Niemczech protest rodziców przeciwko podobnym praktykom może skutkować odebraniem im dziecka przez Jugendamt.  Stosunek do zwierząt, książek, muzyki, sportu też jest pochodną środowiska. Znany mi jest przypadek gdy kurator wizytująca mieszkanie matki objętej nadzorem zgłosiła, że w mieszkaniu jest zbyt wiele książek, a w książkach są roztocza wywołujące groźne uczulenia i żądała usunięcia tych książek. Dla rodziców rejs morski może być właściwą formą spędzania przez dziecko czasu podczas gdy kurator może taki rejs traktować jako zagrożenie życia i zdrowia. To samo dotyczy wspinaczki, narciarstwa, konnej jazdy czy spadochroniarstwa. Warunki pobytów wakacyjnych też bywają przedmiotem sporu. Niektórzy rodzice życzą sobie żeby dziecko spędzało wakacje w pensjonacie z osobną łazienką w każdym pokoju i jeżeli ich tylko na to stać to ich sprawa. Muszą się jednak liczyć z faktem, że wychowują lalusia i mięczaka. Inni rodzice wybierają dla dziecka obóz sportowy albo wręcz obóz przetrwania. Jeżeli dziecku to odpowiada wszystko jest w porządku. To nie jest tak, że każde dziecko powinno mieć osobny pokój  z własną łazienką w domu i na wakacjach, że powinno mieć prywatny komputer i telefon najnowszej generacji, firmowe ubrania i kosztowne zajęcia dodatkowe. Basen, konną jazdę, lekcje baletu i angielskiego. Jeżeli nawet uznamy to za pożądane takie warunki powinni zapewnić dziecku rodzice, a nie społeczeństwo.
Otóż twierdzę, że do niezbywalnych praw każdego człowieka należy prawo do życia w biedzie. Dotyczy to również, a właściwie przede wszystkim dzieci, które są najbardziej zagrożone inicjatywami lewactwa. Lewactwo widząc nieskuteczność troski o sztandarowy proletariat oraz  utopijność postulatu bezwzględnej równości ( jak się okazało wszyscy mogą mieć co najwyżej jednakowo źle ) znalazło sobie w dzieciach proletariat zastępczy. To dzieci teraz mają mieć wszystkiego po równo. Dla kamuflażu  nazywa się to równym startem. Postulat powszechnej równości zaowocował stalinizmem czyli wymordowaniem milionów ludzi, głodem na Ukrainie, wywózkami i łagrami. Postulat równego startu owocuje obecnie odbieraniem dzieci rodzinie i przekazywaniem ich do tak zwanej pieczy zastępczej. Łatwo domyślić się , że „bidul” to największe nieszczęście dla dziecka. W bidulu panuje fala, wzajemne prześladowanie się przez dzieci, któremu nie są w stanie zapobiec wychowawcy nawet gdyby chcieli. Najczęściej jednak nie chcą. Wypalenie zawodowe jest w tym fachu nieuchronne. Mając do czynienia z dzieckiem trudnym, nieznośnym, agresywnym niezależnie od tego co je ukształtowało i jakie przeżycia były jego udziałem, wychowawca z konieczności sam staje się agresywny. Oczywiście, że w rodzinach zdarzają się przestępstwa przeciwko dziecku. Jak w każdej populacji zwykłych ludzi. Takie przestępstwa powinny być tępione z całą bezwzględnością, a ich ofiary chronione. Zdarza się przecież, że dzieci same proszą o umieszczenie ich w domu dziecka gdy w domu jest, pijaństwo i przemoc. Albo tylko zwykła bieda i głód. Na pewno nie ma jednak sensu odbieranie dziecka rodzinie tylko dlatego, że w domu jest bałagan, fruwają muszki owocówki, albo gusta i priorytety życiowe kuratora różnią się od stylu życia rodziców. A tak zdarza się bardzo często, jeżeli nie najczęściej.
Jest jeszcze jeden ważny aspekt  proponowanego przez mecenasa Godlewskiego systemu nauczycielskiego donosicielstwa. Uczeń czuje się inwigilowany i  zagrożony dociekliwością pedagogów. Ma świadomość, że siniaki będące wynikiem koleżeńskiej bójki  w szkole czy na podwórku mogą uruchomić zagrażającą bezpieczeństwu jego rodziny procedurę. Uczniowie tracą zaufanie do nauczycieli i pedagogów i pod żadnym pozorem, nawet w poważnej sprawie nie zwrócą się do nich  o pomoc. Uważają ich za zwykłych kapusiów opresyjnego systemu. Co gorsza w niektórych szkołach wprowadza się samocenę uczniów i ich ocenianie przez kolegów zapewne w nieświadomości tego jakie tradycje mają takie pomysły. Takie właśnie były koncepcje wychowawcze niejakiego Makarenki. Była to cześć systemu powszechnej sowieckiej inwigilacji. Samocena to sowiecka samokrytyka będąca przekleństwem pracowników fabryk i urzędów. Związana z „rozrabianiem” czyli wykańczaniem wskazanych przez partię osób. Po upokarzającej samokrytyce składnej przed kolegami, dotykał te osoby w zakładzie pracy powszechny ostracyzm. Nikt z nimi nie rozmawiał , koledzy uciekali przed nimi na korytarzu. Tak jakby ich naznaczenie było zaraźliwe. I w pewnym sensie tak było. Niezależnie od kompromitujących tradycji systemu samoceny uczniów i ich oceniania przez kolegów jest on z zasady nieprawidłowy. Od oceniania postępów uczniów i ich zachowania jest nauczyciel. Nie wolno stawiać ucznia w sytuacji konfliktu lojalności. Niestety Makarenko jest jak widać wiecznie żywy.
Źródło: naszeblogi.pl
Kilka lat temu pisałem: Rząd PiS chce wyhodować nowych obywateli. Wkrótce uczniowie w ramach zajęć z wychowania patriotycznego pojadą na wycieczkę szlakiem żołnierzy wyklętych, nauczą się strzelać, zamarzą o śmierci za ojczyznę. A wszystko to w myśl hasła Więcej patriotyzmu w szkole. Zaś zamiast pacierza zawsze przed rozpoczęciem lekcji, zajęć będzie odmawiany Apel Smoleński. Ot i cała a może dopiero początek reformy szkolnictwa po PiSowsku.
Z forum: Dzisiejszej szkole nie zagraża tylko cień Makarenki. Coraz częściej zdarza się,że szkoły są nawiedzane przez różnej maści indoktrynerów. W ubiegłym tygodniu zjawił się w szkole wrocławskiej z ,,wykładem'' na temat demokracji,poczucia obwatelskości i tolerancji czynny polityk pan Śmiszek, prywatnie partner Biedronia.Nie wiadomo kto go tam wpuścił,ile wziął za indoktrynację dlaczego nie wiedzieli o tym rodzice.  Przypuszczalnie to przecieranie ścieżek do swobodnej działalności róznych organizacji o różnych profilach w szkołach. Czyli jeśli złodziej zgłosi się do szkoły pouczać jak  otwierać kasy dyrekcja też go przyjmie z otwartymi ramionami? A może przedstawiciele homokomando tak obecnie znani z gwałtów z bronią w ręku zaszczycą szkoły swoją obecnością? Może opozycja totalna też szuka przyszłych wyborców bo kampusy Trzaskowskiego nie wystarczają? Po co w takim razie jakiekolwiek programy nauczania,po co wykwalifikowani nauczyciele jeśli znajomi dyrektorów będą sobie dorabiać w szkołach.
06 10 2022 Samorządowcy kpią z pomysłu Sasina. "Jak sprzedawać coś, czego brakuje?".
Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin zaapelował do samorządowców, by ci zajęli się sprzedażą węgla. Problem w tym, że węgla jak nie było, tak nie ma. — To próba przerzucenia na nas dodatkowego obowiązku i odpowiedzialności za to, że Polacy będą marznąć w swoich domach — mówi nam jeden z burmistrzów. Zwróciliśmy się do samorządów, aby zaangażowały się w dystrybucję węgla; dysponując narzędziami, jakimi są spółki komunalne, różnego rodzaju przedsiębiorstwa, mają możliwość ten węgiel kupować bezpośrednio u importera i sprzedawać go z dużo mniejszym narzutem, właściwie po kosztach przywiezienia oraz transportu do miejsca docelowego — mówił w poniedziałek w Otwocku minister Jacek Sasin. Minister Sasin twierdzi, że "coraz więcej samorządów jest zainteresowanych, aby dostarczyć węgiel swoim mieszkańcom". Dziękuję tym wszystkim samorządowcom, którzy już dzisiaj odbierają, kupują węgiel od importerów — czy to od PGE Paliwa, czy od Węglokoksu — i włączają się w tę akcję dostarczenia węgla do polskich rodzin, ponieważ kwestia dystrybucji, dotarcia do odbiorcy końcowego jest tutaj absolutnie kluczowa — stwierdził Sasin.
W Polsce istnieje 500 dużych składów węgla. Problemem nie jest więc brak sprzedawców, ale to, że na rynku brakuje taniego i dobrej jakości węgla — komentuje w rozmowie z Onetem Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. Podkreśla przy tym, że samorządowcy nie musieli czekać na apele rządu, by zaangażować się w pomoc mieszkańcom i przedsiębiorcom, którzy zmagają się ze skutkami kryzysu energetycznego. — Jesteśmy jak najbardziej za współpracą, ale chcielibyśmy, by pomysły, które wprost dotyczą samorządów były z nami konsultowane, a nie tylko zapowiadane na konferencjach prasowych — mówi Wójcik. — Szkoda, że latem, gdy brakowało cukru, rząd także nie kazał sprzedawać go samorządowcom — ironizuje. Samorządowcy, którzy dostali listy z apelem o pomoc w sprzedaży węgla nie ukrywają, że mają co do tego pomysłu mieszane uczucia. — Z jednej strony chcielibyśmy pomóc mieszkańcom, bo gdy zimą nie będą mieli czym ogrzać domu, to do nas będą mieli pretensje w pierwszej kolejności, czemu nie ma się co dziwić — mówi nam burmistrz jednej z małopolskich gmin. — Z drugiej strony, jaka to łaska ze strony rządu, że pozwala sprzedawać węgiel za prawie 3 tys. za tonę? — pyta.
Marek Wójcik z ZMP podaje, że blisko tysiąc gmin nie ma żadnej spółki komunalnej, która mogłaby zająć się sprzedażą węgla. Nie mamy ludzi, narzędzi ani miejsca, gdzie moglibyśmy składować i odsprzedawać mieszkańcom surowiec. Nie wydaje mi się, bym ten pomysł mógł zrealizować — odpowiada w rozmowie z Onetem burmistrz Rabki-Zdrój Leszek Świder. Dodaje przy tym, że jako miejscowość uzdrowiskowa mocny nacisk kładą na działania związane z ochroną powietrza i ekologiczne źródła ogrzewania, dlatego sprzedaż węgla przez samorząd słabo się w te idee wpisuje.
Włodarze, z którymi rozmawialiśmy, apel ze strony rządu odbierają także jako próbę dołożenia obowiązku samorządom, które borykają się obecnie z wieloma innymi problemami. Włodarze dużych miast, jak i małych gmin oczekują między innymi na pomoc w zredukowaniu wysokich rachunków za prąd i ogrzewanie.
Źródło: onet.pl
Składy węglowe świecą pustkami, i to nie one podnoszą cenę do ponad 3 tys. za toną, tylko rząd nałożył na polski węgiel ponad 120 podatków i opłat!? Węgiel kupowany za granica kosztuje ok. 380 dol. za tonę, ten wydobywany w Polsce kosztuje 80 dol. za tonę.? Cały czas nam wmawiano że to polski węgiel jest drogi i dlatego zamykamy kopalnie czyżby nas okłamywano bo ktoś dbał by polskie kopalnie zamknąć ? Kto i ile na tym zarobił!?
Byle co kupili, nikt tego nie chce kupować, no to wpadli na genialny pomysł, wepchnąć węgiel samorządom, i nich sobie leży gdzieś na placu, aż deszcz go wypłucze!? 
05 10 2022 Niewątpliwy dorobek Alka i Radka.
„Traktujmy to jako po prostu błąd, ale nieprzekreślający przecież dorobku Sikorskiego” –tak były prezydent Aleksander Kwaśniewski na antenie TVN24 skomentował skandaliczny wpis Radosława Sikorskiego na Twitterze, dotyczący sabotażu na gazociągach Nord Stream. Kwaśniewski, jako minister-członek Rady Ministrów w komunistycznych rządach Messnera i Rakowskiego i do końca wierny mordercy i ruskiemu nielegałowi Jaruzelskiemu, jednak wie co mówi....Przecież dzięki swojemu niewątpliwemu dorobkowi w czasach komunizmu – towarzysz Kwaśniewski aż przez 10 lat (1995-2005) piastował stanowisko Prezydenta RP! Niezapomniany jest też dorobek tow. Kwaśniewskiego w czasach, gdy już piastował urząd Prezydenta RP. To w czasach swojej prezydentury tow. Kwaśniewski – mimo wielu przeciwności – bohatersko walczył z napadami ciężkiej, filipińskiej choroby, która potrafiła go dopaść nawet w najmniej oczekiwanym momencie. Ot, choćby w trakcie składania wieńców na cmentarzu pomordowanych w Katyniu polskich żołnierzy, gdzie – podtrzymywany przez radzieckich towarzyszy, słaniający się z powodu boleści prawej goleni Prezydent RP jednak dotarł do wieńca przy pomniku w Charkowie! 
Ten bohaterski wyczyn Kwaśniewskiego nie tylko transmitowała polska telewizja publiczna (wtedy nie była jeszcze „szczujnią”) – ale także wszystkie demokratyczne telewizje Rosji, Białorusi i jeszcze wtedy „wolnej” Ukrainy. Każde dziecko w krajach demokracji ludowej mogło zobaczyć naszego bohatera, zmagającego się z groźną, filipińską chorobą. W wydanym przez Kancelarię Prezydenta komunikacie - po występie Kwaśniewskiego w Charkowie - niedyspozycję prezydenta wytłumaczono "pourazowym zespołem przeciążeniowym goleni prawej"… O tej chorobie mówiła po latach, ocierając łzy - córka byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w "Dzień Dobry TVN": „Tata wrócił z Filipin z bardzo poważnym schorzeniem jelit i prawie pożegnał się z tym światem. W tym stanie zdrowia, gdyby był alkoholikiem już by nie żył” – powiedziała, dodając: „Od kiedy tato wrócił z Filipin jest na ścisłej diecie i jedyne, co mu nie szkodzi, to owsianka”…
Czy wyobrażacie sobie prezydenta jakiegoś kraju, który uczestnicząc w wielu międzynarodowych spotkaniach – nie może sobie pozwolić na kieliszek szampana pod Chateaubriand – tylko zamawia owsiankę? Właśnie na owsiance Kwaśniewski żył do końca swej bohaterskiej prezydentury walcząc z chorobą, do której sam się w końcu przyznał: „Jeśli chodzi o stan ducha, czy zdrowia to mogę powiedzieć, że od kilku miesięcy używam silnych środków medycznych,to wynika z dolegliwości jakich nabawiłem się w czasie pobytu na Filipinach. Wymagają one takiego radykalnego leczenia i tyle…”.  Warto dodać, że o chorobie Kwaśniewskiego wypowiedział się także – zawsze czujny i dobrze zorientowany obrońca aferzystów III RP, mecenas Giertych: "Słyszałem, że na wirusa filipińskiego najlepszy jest sok z ogórków”… Niewątpliwym dorobkiem komunisty Kwaśniewskiego była zatem bohaterska walka z chorobą filipińską – aż do ostatnich dni jego prezydentury w wolnej Polsce! Wszyscy – od Warszawy po Kamczatkę byli przecież świadkami we wrześniu 2007 roku transmisji wykładu Aleksandra Kwaśniewskiego dla studentów Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki . Pomimo ciężkiej choroby, prezydent Aleksander Kwaśniewski pouczał ówczesnych studentów - którzy dzisiaj zbrojnie walczą z barbarzyńskim okupantem Ukrainy - że „Przyjdzie taki dzień, gdy Rosja – mówię dokładnie: Rosja – także będzie w NATO”: https://www.youtube.com/watch?v=4UEoRN9asdw
Tak więc „dorobek” komunisty Kwaśniewskiego niczym nie różni się od niewątpliwego dorobku Radosława Sikorskiego, który po zapowiedzi Kwaśniewskiego z września 2007 roku w Kijowie – w lutym 2010 roku powtórzył słowa swojego, komunistycznego mentora. W wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung". Sikorski, jako szef polskiej dyplomacji w rządzie Tuska stwierdził: „W procesie rozszerzenia NATO nie należy z góry wykluczać Rosji, gdyż jej członkostwo mogłoby przynieść stabilność i bezpieczeństwo regionom, gdzie dotychczas nie było ani jednego ani drugiego". Dziś jesteśmy świadkami zapowiedzianej przez Kwaśniewskiego i Sikorskiego „stabilności i bezpieczeństwa” nie tylko na Ukrainie, ale także na całym obszarze Europy. Do tej niewątpliwej „stabilności” przyczynił się nie tylko komunista Kwaśniewski, lecz zwłaszcza Radosław Sikorski – dziękując Stanom Zjednoczonych za rzekomy zamach terrorystyczny na gazociągi Nord Stream.
Ma jednak rację Kwaśniewski, że „dorobku” Sikorskiego nic już nie przekreśli: żadne tłumaczenia funkcjonariuszy Platformy Obywatelskiej, żadna blokada informacji przez anty-polskie media i próby zamykania ust tym, którzy przypominają „dokonania” szefa dyplomacji w rządzie Donalda Tuska. Platforma do końca swego istnienia nie pozbędzie się dorobku swego wybitnego dyplomaty, który do końca był wierny Tuskowi i dialogowi z Rosją taką, jaka jest... Wprawdzie wynurzenia Kwaśniewskiego na uniwersytecie kijowskim można usprawiedliwić ciężką chorobą filipińską, do której tow. Aleksander sam się w końcu przyznał w "Faktach" TVN: - Może wypiłem jeden kieliszek wina, a może dziesięć. Jestem wolnym człowiekiem – to kompletnie skompromitowanemu Sikorskiemu pozostała już tylko obrona jego własnej żony Anne Applebaum, której sprzed nosa uciekła rola przyszłej Pierwszej Damy - zapowiadanej przez Renatę Grochal z Newsweeka.
Anne Applebaum w desperackiej obronie swego męża, sama się dyskwalifikuje (mimo niewątpliwego dorobku) wpisem na Twitterze: „W niektórych krajach (na przykład w Polsce) prawica stara się ukrywać swoje związki z Rosją i podziw dla Putina. W USA już się tym nie przejmują”… Coś tak kretyńskiego mógłby napisać tylko poseł Platformy Obywatelskiej, Paweł Zalewski, Gdula, Szejna i Trela lub też wspomniana żurnalistka Grochal Renata. Ale, że laureatka Nagrody Pulitzera z 2004 roku sprowadziła się do poziomu Renaty Grochal - przechodzi już ludzkie pojęcie...
Źródło: niepoprawni.pl
Sikorski udawał w Anglii krewnego generała Sikorskiego i polskiego arystokratę!? Do dziś nie wyjaśnił skąd otrzymuje regularne przelewy „za doradztwo” w skromnej kwocie 804 tys. euro – tylko w tym roku?!
Kwaśniewscy mieszkają w willi w Szwajcarii, i stać ich na to!? 
03 10 2022 Incydent w czasie przemówienia Kaczyńskiego. Prezes zareagował.
Jarosław Kaczyński spotkał się ze zwolennikami w Szczecinie. W trakcie jego przemówienia ktoś na sali zaczął krzyczeć m.in. "hańba". Przeciwnik obecnej władzy został najprawdopodobniej wyprowadzony z sali. Prezes PiS natychmiast zareagował na incydent. — Jeżeli ten młody człowiek by tu był, to dobrze, żeby odpowiedział na jedno pytanie — stwierdził. Okazało się jednak, że wyprowadzono kogoś jeszcze. Jeszcze przed przybyciem Jarosława Kaczyńskiego, wielu funkcjonariuszy policji okrążyło szpalerem miejsce spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", szczególną uwagę zwracano na grupę młodych protestujących. — Droga policjo, nie musicie nas tak pilnować, mamy pokojowe zamiary. Wstyd nam, że zamiast łapać przestępców, tutaj stoicie — mówiła przez głośnik działaczka KOD. — Był już covid, o wojnie wspominałem. Ciągle mamy kłopoty z zamaskowaną w Unii Europejskiej polityką niemiecką, ale mimo wszystko cały czas szliśmy do przodu. Nawet różne ciosy nie były w stanie nas zatrzymać — mówił Jarosław Kaczyński w Szczecinie. W tym momencie na sali rozległy się krzyki. Młody mężczyzna krzyknął m.in. "hańba". Kaczyński nadal przemawiał, przerywając na chwilę, rozproszony przez zamieszanie. — Wobec tego pytanie, co będzie dalej.... dalej będzie dobrze — kontynuował. Choć sytuacja odbywała się poza kadrem, z dalszych słów prezesa PiS można wywnioskować, że przeciwnik rządu został wyprowadzony z sali. Potwierdza to relacja "Gazety Wyborczej". Zaraz po tym, jak krzyknął "kłamstwo!", natychmiast rzucili się na niego "organizatorzy" spotkania, wśród których miał być dyrektor Morskiej Stoczni Remontowej "Gryfia", działacz PiS i były poseł Krzysztof Zaremba. — Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie. Nie miałbym nic przeciwko, żeby ten młodzieniec tutaj wrócił, żeby tylko nie zakłócał spotkania i pozwolił normalnie przemawiać. Później może wyrazić swoje zdanie, bo oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania — stwierdził Kaczyński.
Zaraz potem dodał jednak: Ale komu służy ten młody człowiek? Polakom czy Niemcom? — Niemcy chcieliby mieć tu władzę złożoną ze swoich ludzi. Ale my taką władzą nie jesteśmy i nie będziemy! Nie będziemy pod niczyim butem! To jest nasz cel, o to walczymy! — mówił prezes PiS nagradzany brawami. — Jeżeli tamci bardzo często podczas moich spotkań krzyczą "złodzieje, złodzieje", to mogę odpowiedzieć. Oczywiście nie temu młodzianowi, tylko tej formacji, która inspiruje te wystąpienia: spójrzcie w lustro — dodał.
Nie jesteśmy idealni, popełniamy błędy, to jest normalne w życiu. Mamy dobrą wolę, empatię, umiejętność utożsamiania się z tymi, którym jest trudno. Dla nas najpierw jest Polska, a dopiero później Europa. Niemcy są dla nas państwem, które nie wywiązało się z moralnych i prawnych obowiązków, a próbuje udawać moralne i praworządne mocarstwo. Krótko mówiąc, jest państwem, które nie ma przesłanek, by odgrywać światową rolę, natomiast odegrało decydującą rolę, doprowadzając do obecnego kryzysu — ocenił prezes PiS.
Jeżeli ten młody człowiek by tu był, to dobrze, żeby odpowiedział na pytanie, komu on służy, Polakom czy Niemcom. Bo to właśnie Niemcy chcieliby mieć tutaj władzę złożoną ze swoich popychli. My taką władzą nie będziemy — zapewnił Jarosław Kaczyński.
Takiej okazji nie doczekał nie tylko młody chłopak, ale również mężczyzna, którego również wyrzucono siłą. Jak relacjonuje "Gazeta Wyborcza", stało się to tuż przed rozpoczęciem spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. Jeden z działaczy partii wypatrzył na sali Łukasza Olejnika, aktywistę Komitetu Obrony Demokracji. Chociaż zachowywał się spokojnie, podeszło do niego kilku mężczyzn, którzy zażądali, by opuścił salę. Olejnik zdążył tylko krzyknąć "Konstytucja", zanim działacze, szarpiąc go za ubranie, ręce, a nawet nogi, brutalnie wyrzucili go za drzwi, by potem — jak relacjonuje "Wyborcza" — wlec go po schodach. Olejnik domagał się wezwania policji, ale bezskutecznie. Warto zauważyć, że zanim do akcji wkroczyli, jak ich nazywa "Wyborcza", "organizatorzy" spotkania, niektórzy politycy PiS, jak Elżbieta Rafalska (była minister rodziny, pracy i polityki społecznej, a obecnie europosłanka z ramienia Prawa i Sprawiedliwości) chętnie fotografowali się z Olejnikiem.
Źródło: onet.pl
A jednak mur jakim oddzielają Kaczyńskiego od obywateli nie jest taki szczelny!? Dziwi mnie zachowanie sympatyków prezesa, przecież oni boją się jeszcze bardziej jak za komuny, no chyba że są czymś częstowani!?
Z forum: Wcześniej płaciłem ratę kredytu 700 zł. Dziś płacę 2000 zł. Czy to z dobrobytu,o którym mówi PiS ?
Jak długo jeszcze ten twardogłowy zmanipulowany elektorat konającej Dojnej Zmiany oglądający Reżimową TVP, Telewizję Trwam i czytający Gazetę Polską przejrzy na oczy i wreszcie odwróci się od tej mafijnej partii PiS-u. Czyż ci ludzie nie widzą i nie słyszą jak PiS zniszczył Polskę, ile afer wyrosło przy udziale działaczy PiS z Morawieckim , Kaczyńskim na czele sprzeniewierzając miliardy złotych z naszych podatków. Duda ma również nie mały udział w niszczeniu Polski. PiS po tych aferach nie powinien w następnej kadencji wejść do Sejmu a po wyborach powinien zostać zdelegalizowany.
Dlaczego wszyscy politycy dbają tylko o siebie ,przecież oni mają inną misję pomagać obywatelom ,, jeśli chcą dużo zarabiać niech otworzą swoje biznesy a nie okradają państwo i obywateli . Kandydaci na posłów powinni być badani psychiatrycznie ,czy mogą piastować tą funkcję . Zakaz kandydowania dla emerytów !. Poseł powinien być zdrowy na ciele i umyśle!
02 10 2022 Lewica: PiS swoim nieróbstwem doprowadził do najwyższej od 25 lat inflacji. 
Dane GUS mówią o rekordowej 17-procentowej inflacji w Polsce, ale prawdę widać przy kasie, produkty żywnościowe są droższe o kilkadziesiąt procent. Lewica spod Kancelarii Premiera w Warszawie pokazuje prawdziwy obraz drożyzny.
PiSinflacja to cukier, który rok do roku zdrożał o 167 procent; to jedna kostka masła, której cena wzrosła o 74,17 procent, to kilogram soli, który w przeciągu 12 miesięcy podrożał o 92,78 procent; a także bochenek chleba droższy o 93,29 procent. „PiS swoim nieróbstwem doprowadził do najwyższej od 25 lat inflacji. Urodzeni w latach 90-tych nie pamiętają takiego wzrostu cen. To jest inflacja nominalna, prawdziwa inflacja jest wyższa” – komentował Krzysztof Gawkowski, przewodniczący KP Lewica.  
Polityk przypomniał, iż od miesięcy w Sejmie leżą jej projekty ustaw z pakietu „Bezpieczna Rodzina”, które polepszyłyby sytuację ekonomiczną Polek i Polaków: 20 procentowa podwyżka dla pracowników budżetówki, druga waloryzację rent i emerytur, leki za 5 zł, renta wdowia oraz zamrożenie WIBOR na poziomie z grudnia 2019 r.  
„Od miesięcy powtarzamy jak mantrę, że pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy to szansa na normalność, że portfele Polaków nie będą pustoszały, że będą inwestycje. A w PiS kłócą się. Może milionerzy z PiS-u dadzą radę, ale nie zwykli obywatele. Ta cała banda odwróciła się do Polaków plecami, rozmawiają między sobą kogo odwołać, a zapomnieli, że sami powinni podać się do dymisji. Jeżdżą na spotkania, gdzie rozmawiają, kogo odwołać, a zapomnieli, że sami powinni podać się do dymisji, bo ta inflacja jest niespotykana. Niespotykany jest wstyd z jakim Polacy muszą chodzić do sklepu, żeby coraz częściej kupować na zeszyt” – komentował Gawkowski.
„Dzisiaj odpowiedzialny rząd powinien pracować dzień i noc, aby walczyć z inflacją” – mówił poseł Tomasz Trela. „A co robił wczoraj PiS? Był na biesiadzie, przy suto zastawionym stole” – podkreślił Trela. „Jak Wam nie wstyd. Do roboty!” – dodał. 
„Było drogo, będzie drożej! A te 17 procent nie oddaje prawdy jak bardzo drożeją codzienne produkty” – mówiła posłanka Katarzyna Ueberhan. „Może jakby pani minister finansów sama poszła na zakupy, to przekonałaby się jak bardzo wszystko jest drogie” – podkreśliła. „Wiemy, że rząd PiS się wyżywi, ale w Polsce nie jest dobrze. Czy leci z nami pilot?” – dopytywała.
Źródło: wpunkt.online
Inflacja to efekt pracy nieudolnego rządu, który nie potrafi oszczędzać tylko szata pieniędzmi tworząc co chwila, dobrze płatne, niepotrzebne stanowiska pracy, bo większość parlamentarna jest najważniejsza. Inflacja to nic innego jak nadmierna dziura budżetowa, i by ją załatać drukuje się pusty pieniądz!?
Wesele, afera mailowa, w takim tempie to wkrótce prezes nie będzie miał kogo dymisjonować!? A co z zakupem obligacji przez premiera!?
W 1989 roku Okrągłostołowi przejęli władzę a nie mając żadnego doświadczenia zaczęli kraść w imię demokracji, partii i Boga bo to było wspólne odziedziczone po komunistach. Znaczy się niczyje, taki niespodziewany spadek. Jak komuniści kradli, to robili to w białych rękawiczkach. Człowiek był okradziony, ale o tym nie wiedział. Był zadowolony. A ci, jak kradną to na całego w imię demokracji, partii i Boga. Dlatego afera goni aferę.
02 10 2022 Kim pan jest, panie Sikorski?
Ostatni tweet b. ministra obrony narodowej, a po zmianie barw POlitycznych – ministra spraw zagranicznych, wzbudził co najmniej mieszane uczucia. Ale kiedy sięgnąć do materiałów raptem sprzed 6 lat… Kim naprawdę jest Radosław Sikorski, zwany również „panem z Chobielina”, aczkolwiek ostatnio bardziej znany jako „mąż swojej żony”? By odpowiedzieć na to pytanie wcześniej należałoby odpowiedzieć na inne, postawione publicznie jeszcze 15 maja 2016 roku.
1. Czy w czasie Pana urzędowania zapoznał się Pan z SMW, prowadzonym przez Wydz. III Departamentu I, nr IPN BU01824/311? Akta są jawne.
2. Czy to prawda, że wg relacji Alfreda P. z roku 1988 nie potrafił Pan wytłumaczyć źródeł finansowania swoich studiów oraz czy jego relacja w sprawie Pana ściągania na egzaminie w Oxfordzie jest prawdziwa? Jeśli tak, to czy jego wnioski, iż nie został Pan relegowany z uczelni i sprawa „została wyciszona” polegają na prawdzie? Alfred P. był rejestrowany jako kontakt przez pion wojskowy.
3. Czy to prawda, że przed pobytem w Wielkiej Brytanii pojawił się Pan w Rzymie w towarzystwie oficera pionu „N” Departamentu I już w roku 1980, lub na początku 1981?
4. Czy to prawda, że na warszawskie salony polityczne wprowadził Pana na początku lat dziewięćdziesiątych wysoki urzędnik ambasady brytyjskiej w Warszawie, który został ujawniony jako pierwszy łącznik MI6 z polskim wywiadem? Z oczywistych względów nie podaję nazwiska.
5. Kto wydrukował Panu pierwszą książeczkę o Afganistanie? W naszej ocenie z 1987 roku polskie podziemie dysponowało lepszą technologią.
Autor powyższych pytań, Piotr Wroński, jest byłym funkcjonariuszem służb specjalnych PRL, następnie zaś III RP. Poza tym jest autorem książek pokazujących działalność tychże służb od kuchni. Najsłynniejsza z nich to „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa” odsłaniającej kulisy działalności bezpieki, w tym m.in. morderstwa bł. ks Jerzego Popiełuszki. Mimo upływu 6 lat pytania pozostały bez odpowiedzi teoretycznie najbardziej zainteresowanego.
Czy opublikowany tweet, następnie cytowany przez rosyjskiego przedstawiciela w ONZ, nie stanowi przez przypadek odpowiedzi? 
I nie tylko na pytania, zadane przez Piotra. Ale także na to logicznie z nich wynikające…
Źródło: niepoprawni.pl
No i się zrobiła światowa afera, a to miał być oksfordzki żart, tylko nie wszyscy go zrozumieli!? Z archiwum: Sikorski: Miałem rację w sprawie ROBIENIA LASKI AMERYKANOM przez PiS. Są szczęśliwi, choć zrujnowali relacje z Niemcami i Rosją.
Radosław Sikorski nie wyjaśnił skąd otrzymuje regularne przelewy „za doradztwo” w skromnej kwocie 804 tys. euro – tylko w tym roku?!
Z forum: Kilkanaście minut po opublikowaniu słynnego tłita był on cytowany przez sowietów. Są 2 możliwości - albo jego konto jest obserwowane w czasie realnym, albo dostał polecenie służbowe żeby to napisać. Sikorski udawał w Anglii krewnego generała Sikorskiego i polskiego arystokratę. Inny polski polityk udawał krewnego gen. Bora - Komorowskiego i kresowego arystokratę. Jeszcze inny jako działacz "Solidarności" wyjechał na delegację do USA na krótko przed stanem wojennym i nie miał gdzie wrócić. Dlatego udał się do Brukseli i założył tam biuro będące "ambasadą" związku. Był to Jerzy Milewski - TW "Franciszek". Biuro brukselskie było pod pełną kontrolą sowieckich służb, a wielkie sumy zbierane na Zachodzie na "pomoc Solidarności" były w całości przechwytywane przez SB. Jest ich w Polsce wielu -czy o nich myślał Tusk mówiąc o osobach z literką "Z" na czole? 
30 10 2022 Ćwierkający agent na liście człowieka Putina…
Cokolwiek Radosław Sikorski zaćwierka na Twitterze będzie przez Platformę Obywatelską usprawiedliwione, gdyż „za tweety nie karzemy” – oświadczył Borys Budka. Budka poinformował też, że odbyła się „poważna” rozmowa szefa PO Donalda Tuska z Radosławem Sikorskim i w jej konsekwencji Radosław Sikorski „napisał wyjaśnienia”. Ciekawe tylko, czy Radosław Sikorski napisał wyjaśnienia skąd otrzymuje regularne przelewy „za doradztwo” w skromnej kwocie 804 tys. euro – tylko w tym roku?! Transparency International EU zwróciło uwagę na europosła z Polski – Radosława Sikorskiego, przedstawiciela Platformy Obywatelskiej. „Zadeklarował 40 tys. euro miesięcznego wynagrodzenia za »konsultacje«” – napisano. Z raportu wynika, że Sikorski za 12 dodatkowych zajęć miał dochód od 588048 do 804 tys. euro. Radosław Sikorski nie musi się więc martwić o swoją przyszłość, skoro - oprócz pensji europosła (8700 euro + diety i zwroty kosztów podróży) - ktoś mu regularnie wypłaca miesięcznie po 40 tys. euro, zaś führer totalnej opozycji nie zamierza go ukarać za ćwierkanie na Twitterze. Nie ulega więc wątpliwości, że Radosław Sikorski jest nadal na szczycie listy wyborczej Platformy Obywatelskiej – tym bardziej, że dobrze zorientowana żurnalistka „Newsweeka” Renata Grochal przewiduje, że Sikorski będzie kandydatem na…. prezydenta z wysuniętego ramienia Platformy Obywatelskiej (sic!). Dodajmy, że jest to wypowiedź Renaty Grochal już po usunięciu przez Sikorskiego swojego wpisu, który został potraktowany przez USA, jako „funkcja rosyjskiej dezinformacji” – o czym poinformował rzecznik Departamentu Stanu Ned Price.
Dziennikarka „Newsweeka” widzi Radosława Sikorskiego w wyścigu o fotel prezydenta RP w 2025 r. – Byłby lepszym kandydatem niż Rafał Trzaskowski – powiedziała w Radiu Zet. Zapytana o to, czy prezydent Warszawy nadawałby się na ten urząd, odparła że „Trzaskowski byłby lepszym ministrem spraw zagranicznych”. – Mógłby też objąć stanowisko w UE – przekonywała Renata Grochal. Jej zdaniem dużo większe szanse na zwycięstwo mieliby Donald Tusk albo… Radosław Sikorski. – Sikorski ma znakomite kontakty międzynarodowe. Wcześniej był szefem MON i MSZ, czyli sprawował ministerialne funkcje w dwóch kluczowych kompetencjach prezydenta – wyliczała. Grochal nie dodała, że Sikorski - jako człowiek postępu - jest za zabijaniem na życzenie nienarodzonych dzieci a z Krzyżem tez nie ma nic wspólnego - nota bene - wraz z małżonką... Nie ulega wątpliwości, że po wpisie „Thank you, USA” nad zdjęciem wydobywającego się gazu ze zniszczonego gazociągu Nord Stream – Radosław Sikorski może liczyć na kolejny przelew z jego „znakomitego kontaktu międzynarodowego”. Warto bowiem przypomnieć, że Sikorski jest członkiem komitetu sterującego tajemniczego klubu Bildenberg – masońskiej organizacji słynącej z tajnych spotkań wysoko postawionych funkcjonariuszy wielu krajów... Nic więc dziwnego, że Radosław Sikorski zapytany przez portal Money.pl, jak wyglądają takie spotkania, odpisał krótko: - Nie mogę, bo by mnie zlikwidowali… Sikorski może jednak ćwierkać na ruską nutę bez żadnych obaw, że ktoś go zlikwiduje. Sikorski nie zagraża bowiem ani Putinowi, a tym bardziej organizacji Bilderberg o masońskiej strukturze. Sikorskiemu nie podskoczy zatem führer totalnej opozycji Donald Tusk, który chodzi nie tylko na niemieckiej, ale i na ruskiej smyczy. Tajemnicza smycz na której chodzi Radosław Sikorski kwalifikuje go wg. Renaty Grochal do tego, by kandydował na stanowisko prezydenta RP. Nie każdy przecież otrzymuje co miesiąc przelew na 40 tys. euro z niewiadomego źródła… 30 tysięcy złotych miesięcznej emerytury Tuska to przecież jałmużna... Nie dziwi więc wierno- poddańczy tekst Pawła Zalewskiego (obecnie funkcjonariusza partii Hołowni), który oczyścił Radka a winę za zniszczenie gazociągów Nord Stream zwalił na...rząd PIS-u, oświadczając publicznie: "Sabotaż, który miał prawdopodobnie miejsce wobec rurociągów Nord Stream, ujawnił skalę zaniedbań polskiego państwa, jeżeli chodzi o ochronę infrastruktury krytycznej".  Czyli Rosja do spółki z Niemcami gazociągi zbudowali a Polska ma je chronić i to na międzynarodowych wodach??? Tego nawet agent Bolek nie zdołał wymyślić! Konkurs na największego debila totalnej opozycji rozkręca się, więc splunięcie Zalewskiego na Polskę to nie ostatnia brednia zdrajców Polski.
Źródło: niepoprawni.pl
No i się zrobiła światowa afera, a to miał być oksfordzki żart, tylko nie wszyscy go zrozumieli!?
Z archiwum: Sikorski: Miałem rację w sprawie ROBIENIA LASKI AMERYKANOM przez PiS. Są szczęśliwi, choć zrujnowali relacje z Niemcami i Rosją. 
29 09 2022 Śpiący rycerze.
Jako syn narodu skłonnego do pospolitych ruszeń jestem mocno sfrustrowany tym, że w sytuacji gdy działający po omacku rząd zatapia gospodarkę, to wikłając nasz kraj w polityczne wojenki na przemian z UE i z Rosją, to uprawiając rozdawnictwo dla zapewnienia sobie poparcia, gdy brakuje surowców energetycznych, trwa festiwal podnoszenia cen, waluta niszczeje, a razem z nią topią się nasze oszczędności, my dalej siedzimy cicho jak mysz pod miotłą. Bez cienia sprzeciwu obserwujemy chaotyczne działania polskich polityków, którzy - wzorując się na równie chaotycznych działaniach na Zachodzie – przypominają mi coraz bardziej schizofreników z oddziału psychiatrycznego – przejawiając zachowania od euforii gdy chodziło o wszelkie ekotechnologie, przez paranoiczne uprzedzenia wykluczające pragmatyzm w interesach, do paniki i przerażenia jak było w przypadku wirusa Covid,  -  przy okazji nadszarpując finanse większości z nas, a wielu doprowadzając wręcz do ruiny.
Non stop testuje się naszą cierpliwość, przesuwając powoli jej granice, a my zmarniali, ospali, ogłupiali tracimy zdolność do buntu przeciwko kiełkującym nowym porządkom społecznym i gospodarczym, gdzie po dekadach emancypacji ponownie zaczynamy tracić swoją podmiotowość i realne prawo głosu, czego władze są całkowicie świadome. Nie jesteśmy obecnie w stanie jako obywatele, grupy społeczne czy branżowe skutecznie walczyć o własne interesy. Skutecznie znaczy, zjednoczeni, skutecznie znaczy do skutku. Widać było to świetnie przy wprowadzaniu przez rząd kolejnych lokcdownów kiedy przy bierności otoczenia powstające ogniska sprzeciwu wokół protestujących przedsiębiorców gasły tak szybko jak powstawały, pozostając tylko chwilową internetową sensacją.
Co jakiś czas wyrażamy nieśmiało swoje oburzenie w tej czy innej sprawie, ale to wszystko na co nas stać. Wracamy posłusznie do swoich zajęć, harując jak woły bez słowa protestu, aby w spokoju wieczorem wypić zasłużone piwo i znieczulić się na otaczającą rzeczywistość, kupić nową zabawkę spacerując po skwerach tej czy innej galerii, rozmarzyć się oglądając Wyspę Miłości, pójść na mecz piłkarski i rzucić kilka obelg w sędziego lub jeszcze lepiej wybrać się na walki w klatce, dając upust negatywnym emocjom, w myślach obijając jakiegoś polityka, szefa, czy Bogu ducha winną żonę. Współcześni niewolnicy nieświadomi swojej siły, swojej wartości, zadowalający się tanimi rozrywkami, które odciągają ich uwagę od ważnych rzeczy. Koniec końców to nasze życie nie jest wcale takie złe, nie kołyszmy więc łódką, która i tak musi płynąć po burzliwym morzu.
Niektórzy twierdzą, że mamy się wręcz za dobrze, że staliśmy się zbyt wygodni i rozleniwieni aby walczyć o swoją przyszłość w sposób zdecydowany i czynny. Trzeba przyznać, że przez dość długi okres my Polacy bogaciliśmy się, więc uznaliśmy chyba, że rządzący o nas dbają nawet jeśli czasem robią głupoty czy przykręcają nam śrubę. Odbierana sfera wolności, czy nowy podatek nie wart jest naszego narażania się na zbędny wysiłek, czy ewentualne nieprzyjemności. Tak, część z nas obawia się szykanowania i wszelkich konsekwencji wchodzenia w konflikt z władzą, choć w tramwajach pełnych podpitych kibiców zmierzających na stadion narodowy można usłyszeć w dwóch słowach chóralną krytykę obozu władzy. Nic z tego jednak nie wynika. Co tu dużo mówić, boimy się nawet wyrazić swój sprzeciw stojąc przed urną wyborczą. Zwlekamy z postawieniem na radykalne zmiany, które zachwiały by statusem quo, czekając na przelanie się czary goryczy, na znak, na moment zebrania się jakiejś masy krytycznej. Jeśli jednak nie zaczniemy od siebie, nie wiadomo jak szybko ten moment nadejdzie.
Źródło: niepoprawni.pl
Inflacja to efekt pracy nieudolnego rządu, który nie potrafi oszczędzać tylko szata pieniędzmi tworząc co chwila, dobrze płatne, niepotrzebne stanowiska pracy, bo większość parlamentarna jest najważniejsza. Inflacja to nic innego jak nadmierna dziura budżetowa, i by ją załatać drukuje się pusty pieniądz!?
Z forum: Rząd zatapia gospodarkę? To jest rząd, który wyjątkowo umiejętnie przeprowadza nas przez jeden z większych kryzysów ostatnich kilkudziesięciu lat! Wikłając w wojenki z UE? A to uważasz że powinniśmy być potulni wobec UE? Potulni wobec prymitywnych kacapskich morderców i gwałcicieli? Rozdawnictwo? To jest zgrana płyta totalnych. Takiej realnej pomocy od państwa dla Polskich rodzin nie było nigdy. Gdyby nie te pieniądze wiele rodzin ocierałoby się o nędzę. To bezprecedensowa pomoc na setki miliardów złotych! Brakuje surowców? Jakich? Dzięki obecnej opcji uniezależniamy się od Rosji i jesteśmy wyjątkowo dobrze zabezpieczeni. Festiwal podnoszenia cen? Gdzie mamy inflację? Tylko w Polsce? My siedzimy cicho jak mysz pod miotłą? Rewolucji się zachciewa? Kto ma przejąć władzę z rąk PiS? Niemieckie pachołki czy może ruska agentura, której ławka jest za krótka na jakiekolwiek rządzenie nawet w przypadku gdyby siedziały tam same anioły i wzorowi patrioci? W czyjej ty grasz drużynie chłopaku?Kłamać i manipulować Panie to trzeba umieć. Nawet do tego trzeba mieć polot! Ty zdemaskowałeś się tym pierwszym zdaniem! Albo robisz to celowo, albo wyjątkowo bezrozumnie "pojmujesz" świat!
28 09 2022 Transparentne wybory i przerażenie Tuska.
Czy pamiętacie jeszcze wybory samorządowe w Polsce w 2014? Wybory, które odbyły się 16 listopada 2014 (druga tura 30 listopada) a rozporządzenie w tej sprawie zostało podpisane przez premiera Donalda Tuska 20 sierpnia 2014 na podstawie przepisów Kodeksu wyborczego z 2011? W tych wyborach, określanych jako „cud nad urną” – spośród istniejących wtedy w parlamencie partii - zdecydowanie wygrało PSL! Ze wszystkich kandydatów wybranych na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, 258 zostało wybranych z ramienia komitetu PSL, 124 z ramienia PiS, 54 z ramienia PO, 22 z ramienia SLD. Chłopi z byłego ZSL wygrali nawet w Gdyni, gdzie wprawdzie można znaleźć bursztyn ale nie jest to rejon „gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała i gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała” …
Wszystkie dotychczasowe próby zmiany kodeksu wyborczego - aby wybory były bardziej transparentne - były torpedowane, w tym próba nagrywania na video liczenia głosów. Wybory wg. kodeksu z 2011 roku dawały bowiem możliwość powtórki z „cudu wyborczego” tym bardziej, że organizowane są przez lokalny samorząd – czyli przez ludzi aktualnego prezydenta, burmistrza, czy wójta. Nic więc dziwnego, że zapowiedź prezesa Jarosława Kaczyńskiego o zmianie sposobu liczenia głosów w wyborach przeraziła führera totalnej opozycji, który przecież nie został wysłany przez Niemców do Polski po to, by wybory w Polsce były transparentne! Tym bardziej, gdy nowy sposób liczenia głosów ujawnił sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski dodając, że tak samo liczy się głosy w Wielkiej Brytanii: "Chcemy wprowadzić takie zmiany, aby komisje wyborcze mogły liczyć głosy najbardziej transparentnie, jak się da, czyli aby przewodniczący pokazywał każdy oddany głos całej komisji, cała komisja zapisywała sobie, czyj to głos (na kogo oddany), czy ważny, czy nieważny" - powiedział. "Tak liczy się głosy w Wielkiej Brytanii, tak liczy się głosy w kilku innych państwach" - dodał. Zdaniem Sobolewskiego takie liczenie głosów "będzie pewnie troszkę dłużej trwało", jednak będzie bardziej transparentne od dotychczasowego sposobu liczenia, gdzie karty wyborcze są dzielone i następnie liczone przez danych członków komisji, a następnie sumowane. Informacja Sobolewskiego o nowym sposobie liczenia głosów była niczym cios poniżej pasa führera totalnej opozycji: „To musi budzić niepokój wszystkich tych, którzy wierzą w sens demokracji w Polsce” – zawył Donald Tusk po zapowiedzi likwidacji cudów nad urną oraz możliwości "dosypywania" głosów! 
Już tylko ten komentarz potwierdza, że zdaniem führera totalnej opozycji - demokracja w Polsce jest wtedy, gdy wybory wygra totalna opozycja.  Transparentne wybory to śmiertelna broń dla opozycji także wtedy, gdy głosy liczone byłyby tak jak we Włoszech – co widzieliśmy na ekranach telewizorów. Tam odrywane są osobne kartki i naklejane na listach wyborczych, by nie było możliwe „dosypanie” głosów. Tusk równocześnie – z braku argumentów przeciwko transparentnym wyborom w Polsce - drwił, że wypowiedzi Kaczyńskiego o wyborach „brzmiały naprawdę bardzo po białorusku” - ocieplając wizerunek białoruskiego „Baćki” i samej Białorusi, gdzie wybory ponoć odbywają się w identyczny sposób jak w Wielkiej Brytanii!  - To brzmi jak kawał o Łukaszence. Ale to nie jest dowcip o Łukaszence, tylko słowa człowieka, który rządzi Polską od siedmiu lat, który wie, że przegra wybory, w związku z tym chce namieszać w regułach - ryczał Donald, który za swoich rządów wysyłał członków Państwowej Komisji Wyborczej na szkolenie do Moskwy! W ten sposób Polacy dowiedzieli się od niemieckiego namiestnika, że transparentne wybory w Polsce to złamanie odwiecznych reguł, pozwalających na cudy przy urnach. Jak w owym 2014 roku, gdy rządziła koalicja PO-PSL, Tusk był premierem a PSL świętowało wyborczy cud. Nie wspomnę o dużych miastach, gdzie zwyciężyła Platforma Obywatelska i tej władzy nie zamierza oddać...Tusk i totalna opozycja mają przecież świadomość, że Unia Europejska ma w swoim ręku „instrumenty” dla zmiany preferencji wyborczych w krajach UE, choć w tej trudnej sytuacji (po zwycięstwie prawicy w Szwecji i we Włoszech) zapewne przydał by się Tuskowi i Tygrysowi na wybory - choćby jeden pluton czołgów Bundeswehry w każdym mieście. Mogą być nawet Lamparty…
Źródło: niepoprawni.pl
Liczenie jakie by nie było nie ma wpływu na wynik wyborów!? No ale później do głosu dochodzą programiści, i ich system zliczania głosów!?

28 09 2022 Fraszka z "bąbelkami".
Łubudu, świzdu gwizdu,
Rekin beknął bąbelkami ...
I dwie rury poszły w pi**u
Razem z "dojczrublami"!
Wszelkie służby to badają
Wkrótce złożą swe raporty
Wszyscy prawdę dawno znają
Czyje rekin ma paszporty!
U rekinów dziś impreza,
A na główne super danie
Grilowany ruski śledzik
Z "bombelkami" i w śmietanie!

Przewidywałam na początku roku, że te ruskie rury spotka właśnie taki los. Popatrzmy kto na tym najwięcej zyska. Ano Norwegia i USA mające tyle gazu ile komu potrzeba. Car więc wypada z gry. Car ma teraz pretekst do kolejnej agresji - ciekawie się zapowiada. Teraz jedyna droga do Europy dla ruskiego gazu to przez Polskę i Ukrainę. No i tu jest kłopot, bo Polska oczywiście pokaże carowi środkowy palec a na Ukrainie trwa totalna wojna. Myślicie że car w odwecie może zniszczyć naszą rurę? To carowi niewiele da, bo norweski gaz płynie także do Niemiec i do Skandynawii, a dostawy amerykańskiego gazu można z dnia na dzień zwiększyć wielokrotnie. Ciekawe co zrobią Rosjanie? Pole manewru zostało im ograniczone niemal do zera, no chyba że się przeproszą z Polską. A my wiadomo, postawimy warunek, że najpierw won z Ukrainy a potem może pogadamy o interesach. Szefowa KE Ursula von der Leyen poinformowała, że rozmawiała z premier Danii Mette Frederiksen o "akcji sabotażowej" dot. Nord Stream. „Wszelkie celowe zakłócenia aktywnej europejskiej infrastruktury energetycznej są niedopuszczalne i będą prowadzić do najsilniejszej możliwej reakcji” - wskazała. W poniedziałek wyciek gazu z dwóch gazociągów Nord Stream na Morzu Bałtyckim rozpoznał myśliwiec F-16 duńskich sił powietrznych. Do wycieków doszło w jednym miejscu w gazociągu Nord Stream 2 na południowy wschód od Bornholmu oraz w dwóch miejscach w gazociągu Nord Stream 1 na północny wschód od Bornholmu. Stacja pomiarowa szwedzkiej Narodowej Sieci Sejsmologicznej (SNSN) zarejestrowała w poniedziałek dwie silne podwodne eksplozje na obszarach, gdzie stwierdzono wycieki. Nie ma wątpliwości, że to eksplozje. - zaznaczył Bjoern Lund z SNSN. Przedziwna jest ta koincydencja czasowa, zresztą bardzo charakterystyczna dla Rosji i W. Putina. W dzień otwarcia naszego Baltic Pipe nagle okazuje się, że odnotowano wybuchy w gazociągach Nord Stream I i Nord Stream II.
Rosja specjalnie drastycznie ograniczyła, przy współudziale Niemiec,  dostawy gazu z Rosji poprzez Nord Stream I, aby skłonić kraje zachodniej Europy do dania - wobec kryzysu energetycznego - przyzwolenia na otwarcie gazociągu Nord Stream II. A przecież na ten gazociąg wydano setki milionów Euro... Rosja zamierza podobnych "aktów sabotażu" dokonać na naszym Baltic Pipe a teraz w ramach swoistego "false flag" próbuje przekonać wszystkich, że takie awarie mogą się zdarzyć w rzeczywistości, choć wcześniej nigdy się nie zdarzyły. A wtedy można będzie powiedzieć, że takie wybuchy już przecież były na naszych (rosyjskich) gazociągach, więc mogły się też zdarzyć w przypadku Balitic Pipe, który przecież  niedawno został uruchomiony i mogą to być "fuszerki" całej instalacji gazociągu. 
Źródło: nasze.blogi.pl, niezalezna.pl, niepoprawni.pl
Widocznie brzoza pancerna uderzyła w rury!? Co na to Macierewicz!?
Z forum: Rząd na wczorajszym posiedzeniu zgodził się na połączenie PKN Orlen z PGNiG a dzisiaj nagle wybuchł pożar w zakładzie produkcyjnym PKN Orlen w Płocku! Zginęło niestety dwóch pracowników. 
26 09 2022 Euforia po zapowiedzi zagłodzenia Polski.
Wystrzeliły korki nabytego w prywatnym eksporcie szampana „Sowietskoje szmpańskoje” w siedzibach „polskich” opozycyjnych partii - po zapowiedzi Niemki Ursuli von der Leyen o zagłodzeniu Polski. Ta, wysunięta przez rzeszę niemiecką ober- komisarka Unii Europejskiej zapowiedziała także, że Włosi zostaną tak samo potraktowani jak Polska i Węgry gdy wybiorą do swojego parlamentu nie tych polityków, których wyznaczyła niemiecka ober- komisarka...Spełniły się zatem też marzenia „polskich” opozycyjnych partii po zapowiedzi Ursuli von der Leyen, że Polska nie otrzyma funduszy KPO: - Nie możemy i nie wypłacimy żadnych pieniędzy - oświadczyła Ursula von der Leyen na spotkaniu zorganizowanym na amerykańskim uniwersytecie w Princeton, ku euforii przebierających nóżkami totalsów.
Zapowiedź niemieckiej komisarki było odpowiedzią na pytanie zadane przez „polską” patriotkę, obecną na tym spotkaniu. To filozofka Katarzyna de Lazari- Radek, która wraz ze swym ojcem – Andrzejem de Lazari – oskarżyła Polaków o to, że „nie rozumieją Rosjan” – a na spotkaniu z von der Leyen zapytała, oświadczając: "Jestem bardzo wdzięczna za to, że Unia Europejska nie dała nam pieniędzy, ponieważ mam nadzieję, że pomoże to w przyszłorocznych wyborach. (…) Czy jest jakaś możliwość, aby instytucje wspomogły ludzi i spróbowały, pomogły usunąć niedemokratycznych polityków?" Pytanie byłej kandydatki Wiosny Roberta Biedronia na europosła, było jak miód na zbolałe serce Ursuli von der Leyen, która wreszcie mogła powiedzieć, co boli Niemców, szykujących się do opanowania Unii Europejskiej. Są to kraje, które nie chcą podporządkować się (tak samo jak w 1939 roku) Rzeszy niemieckiej: „Zobaczymy wynik głosowania we Włoszech. Były też wybory w Szwecji. Jeśli sprawy pójdą w trudnym kierunku, mamy narzędzia, jak w przypadku Polski i Węgier”.
Każdy jednak wie, że opanowana przez Niemcy Komisja Europejska nie ma takich samych narzędzi, jakie miał Adolf Hitler. Co gorsza - Ursula von der Leyen nie ma nawet takich narzędzi, jakimi dysponował I sekretarz KC PZPR gen. Jaruzelski, że nie wspomnę o Breżniewie! Na szczęście - Niemiecka Komisja Europejska dysponuje funduszami zebranymi od takich krajów, jak właśnie Polska, Węgry, Włochy i Szwecja! Unia może jednak nie wypłacić tym krajom żadnych pieniędzy, czyli je „zagłodzić” – zwłaszcza zaś Polskę, która ostrzegała UE przed szaleńczą polityką energetyczną i przed uzależnieniem się od gazu, ropy i węgla od Rosji. — Trzeba było słuchać Polski — przyznała Ursula von der Leyen w dorocznym przemówieniu przewodniczącej Komisji Europejskiej o sytuacji krajów wspólnoty. Ursula von der Leyen podkreśliła, że Polska i kraje bałtyckie od dawna ostrzegały przed zbytnim uzależnieniu się od Rosji i o tym, że "Putin się nie zatrzyma" i w tym czasie, gdy Niemcy budowały wraz z Rosją rurociągi Nord Stream 1 Nord Stream2 - budowały własne terminale LNG, aby nie musieć polegać tylko na Putinie”. Wprawdzie wypowiedź Ursuli von der Leyen przyjęto w Polsce jako pochwałę Polski, lecz po jej przemówieniu w Princeton okazuje się, że było to jednak oskarżenie za wyłamanie się Polski z „solidarności” europejskiej – polegającej na wieloletnim sojuszu z Rosją Putina!
Dziś więc przyszedł czas na rewanż Unii poprzez zablokowanie funduszy KPO oraz dalsze sankcje przeciwko Polsce. Unia okazała się w końcu swoistym ruskim bankiem, z którego naszych pieniędzy „nie  wezmiot" ani "nie propadiot”! Od dziś więc wiadomo, że negocjacje z Komisją Europejską są warte funta kłaków i są tyle samo warte, ile warte były uzgodnienia krajów demoludu z KC KPZR i tow. Breżniewem... Zapowiedź zagłodzenia Polski spotkała się z euforią „polskiej” totalnej opozycji, o czym świadczy nie tylko pytanie Katarzyny de Lazari-Radek – adiunkta na łódzkim uniwersytecie. Odezwał się, jak zwykle niezawodny obrońca RFN – Grzegorz Schetyna. Poseł Koalicji Obywatelskiej napisał na TT: "Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen potwierdza nasze obawy. Rząd PiS nie chce zmienić prawa tak, jak się umówił z Brukselą, więc pieniędzy dla Polaków nie będzie. Kaczyński wybrał zdradę interesu narodowego". Funkcjonariusz Platformy Obywatelskiej wyjaśnił więc Polakom, na czym polega dzisiaj zdrada narodowa: To sprzeciw wobec Republiki Federalnej Niemiec – faktycznego Führera UE! Czyli taka sama zdrada, jak sprzeciw krajów demoludu przeciwko ZSRR! A ZSRR dysponował takimi narzędziami o jakich tylko marzyć może Ursula von der Leyen. Przed godzeniem w odwieczny sojusz z ZSRR oraz przed "narzędziami" bolszewików także przestrzegali polscy "patrioci" - poprzednicy Grzegorza Schetyny...
Schetyna już 1 września 2022 – po opublikowaniu przez rząd PIS-u raportu o stratach Polski w wyniku niemieckiej okupacji w latach 1939-45, ostrzegał w wywiadzie dla RMF FM: „Uważam, że fatalne relacje z Niemcami teraz, bardzo złe relacje z Niemcami, że one muszą być odbudowane… Potrzebujemy odbudowy relacji z Niemcami i wspólnej walki o to, żeby Niemcy były dla Polski partnerem, a nie wrogiem czy przeciwnikiem - jak chce tego PiS… Uważam, że ta sprawa reparacji, zresztą Niemcy o tym bardzo wyraźnie mówią, że ta sprawa - potwierdzają to dokumenty i historia - została zamknięta w 1953 roku" – dodał funkcjonariusz Platformy Obywatelskiej. Schetyna na antenie radia RMF FM oświadczył także: "Nie uważam, żeby przyszły rząd złożony z ugrupowań demokratycznych wrócił do sprawy reparacji..”
Po tych słowach Schetyny nie dziwi zaufanie Ursuli von der Leyen i Niemców dla „polskiej” totalnej opozycji. Zapowiedź Ursuli von der Leyen na uniwersytecie w Princeton o zagłodzeniu Polski, usiłował wczoraj przetłumaczyć na język polski zawsze wierny Niemcom „oksfordczyk” Radek Sikorski: „To jest tylko jej obawa, że nacjonaliści we Włoszech mogą się zachowywać tak, jak nacjonaliści zachowują się gdzie indziej. I to jest obawa, niestety, uzasadniona”. Wyjaśnienie oksfordczyka Sikorskiego kolejny raz dowodzi, że Niemcy nie powinni się obawiać, że szkopski przydupas nie zachowa się gdzie indziej inaczej, niż powinien się zachować każdy folksdojcz. Wierność Niemcom i ich polityce jest bowiem „interesem narodowym” Polski, więc każda ręka podniesiona na Niemcy zostanie przez Platformę Obywatelską bezwzględnie obcięta – co zapewnia na każdym wiecu führer totalnej opozycji herr Donald Tusk oraz liczne grono niemieckich przydupasów.
Heil Ursula von der Leyen! Heil Angela Merkel! Heil Olaf Scholz! Heil Donald Tusk!
Źródło: niepoprawni.pl
Tusk i jego kolesie zawetowali wszystkie należne Polsce fundusze, ba wystąpili o szybkie wyegzekwowanie nałożonych kar finansowych na naród polski !? Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!? 
24 09 2022 Zły Putin czy dobry Putin?
Jeszcze nie tak dawno, Putin to był nie tylko fajny gość, ale człowiek wrażliwy i pełen współczucia. Wielcy tego świata wzruszali się pomocą, jaką okazał ofiarom tragicznego wypadku w Smoleńsku. Tak strasznie byli wszyscy wzruszeni sercem okazanym przez Putina po 10 kwietnia, że w wyniku tego głębokiego poruszenia emocjonalnego nie byli w stanie pojawić się na pogrzebie prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent Obama i jego zastępca, obecny prezydent Biden, doznali takiego wstrząsu, że zamiast przyjechać na pogrzeb, musieli zagrać w golfa, aby odzyskać równowagę emocjonalną. Nawet Donald Tusk próbował dojść do siebie ściskając się z Putinem na zgliszczach polskiego samolotu i dowcipkując na lotnisku w oczekiwaniu na trumny z ofiarami Smoleńska. A Putin tak wielce Polakom współczuł, że nie tylko osobiście przybył na miejsce śmierci polskiej elity i deptał po szczątkach polskich ofiar, ale jeszcze na dodatek posłał swojego człowieka, premiera Miedwiediewa, aby ten reprezentował go podczas uroczystości pogrzebowych głowy państwa polskiego. Rzeczywiście, w kościele mariackim na krakowskim Rynku, Miedwiediew miał szalenie smutny wyraz twarzy. W efekcie prezydent Komorowski nagrodził grupę Rosjan w podzięce za okazana nam miłość. Podobnie do Komorowskiego, wielcy tego świata kochali Putina i Rosję. Co tam zrównywana z ziemią Czeczenia, wymordowani cywile i dzieci, lub jakaś Gruzja. Inwazja na Krym i jego okupacja? Ach, taka w sumie drobnostka.  Rosja to porządny kraj jest, a Putin to równy gość, nie jakiś tam Kaczyński, którego generałowie pijani latali samolotem, w przeciwieństwie do zawsze trzeźwych ludzi z otoczenia Putina.
I wszystko fajnie było, a tu nagle masz - ukraiński bohater Zełenski, powiedział, że Putin to zły człowiek i, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszelcy wielmoże i koronowane głowy posłuchali ukraińskiego aktora komediowego.  Ten to ma dar przekonywania!  Przekonanie takich pionków jak Morawiecki czy Duda, aby obywateli obcego państwa traktowali lepiej niż swoich własnych, to jeszcze nie jest jakaś wielka sztuczka. Ale przekonać prezydenta USA, tego samego który 10 lat wcześniej uważał Putina za dobrodzieja wszechczasów, to już nie jest tylko sztuka, ale wyczyn godny nie tyle artysty, co wybitnego magika. Zresztą nie tylko prezydent USA został cudownie przemieniony w krytyka Rosji. Podobny los spotkał wielu innych potężnych władców jakimi z pewnością są premier Kanady, Wielkiej Brytanii, a nawet Francji i Niemiec, oraz tak zwanej "społeczności międzynarodowej", jeszcze przed chwilą budującej reset z Rosją.  Cóż takiego się stało, że nagle dobry Putin przemienił się w mediach w złego Putina? Masakry dokonywane na ludności cywilnej w Czeczenii i Gruzji nikogo nie wzruszały, zaś podobne działania na Ukrainie wywołały ogólnoświatową histerię? Częścią odpowiedzi na to pytanie są zarzuty jakie w 2019 roku stawiał Zełenskiemu i Bidenowi ówczesny prezydent USA Donald Trump. Trump publicznie i otwarcie nawoływał ówczesne władze ukraińskie do przyglądnięcia się koneksjom Zełenskiego z Bidenem. W sieci krążą również plotki o zaangażowaniu Black Rock i Vanguard w fundusze ukraińskie. Oczywiście zachowanie Trumpa wywołało tantrum mainstreamu, który chciał pozbawić prezydenta urzędu za, o ironio – „ingerowanie w sprawy wewnętrzne obcego kraju”. Trump, pomimo tłumów na wiecach wyborczych, został usunięty od władzy w wyniku budzących liczne kontrowersje wyborów, na rzecz Bidena, który kampanii właściwie w ogóle nie prowadził chowając się przed śmiertelną zarazą covidową. Zaraz po zaprzysiężeniu Bidena rozkwitła w pełnej krasie miłość Bidena i Zełenskiego. Miłość, jaka wzniecona została wiele lat wcześniej. Miłość zbudowana na „demokratycznych wartościach”, w jakich nie ma miejsca na państwa narodowe będące, zdaniem globalistów, „zagrożeniem dla demokracji”. Po uwaleniu państw narodowych w większej części Europy (vide obalenie rządu Beaty Szydło) oraz Trumpa w USA, następnym krokiem w celu zbudowania przyjaznej nam wszystkim globalnej wioski sterowanej przez WEF, jest pokonanie Rosji. A tu się okazuje, że Putin nie tylko nie chce się globalistom podporządkować (jak zrobiło to większość rządów z premierem Morawieckim włącznie), ale jeszcze na dodatek wsadza swoje łapy w sprawy Ukrainy, nad którą od dłuższego już czasu intensywnie pracował globalny rząd. Ponieważ globaliści nie dadzą sobie dmuchać w kaszę, okrzyknęli Putina złem wcielonym, mimo, że jeszcze przed kilku laty był człowiekiem z jakim Obama i Biden budowali "reset z Rosją". 
Przyszła jednak pora na zresetowanie państw narodowych. Z Rosją włącznie.
Źródło: nasze blogi.pl
Biden chce uderzyć w Putina, ciekawe jak skoro Rosjanie przy wyborach w USA majstrowali, to zanim Biden pomyśli to Putin już będzie wiedział!?
Dojdzie do tego, że dwa światowe mocarstwa zaczną się bombkami obrzucać, i ucierpią miliony niewinnych ludzi!? Nadzieją są protesty w rosyjskich miastach. Putin na okopy skanduje tłum w Moskwie, w reakcji na ogłoszoną mobilizację!? Z forum: Globaliści chcą zresetować państwa narodowe w tym Rosję.......A rosja chce zresetować Ukrainę jako państwo też przecież narodowe. Czyli wniosek-globaliści i Rosja maja wspólny cel. Czyli gdzie tu różnica? 
22 09 2022 Ostre starcie Morawieckiego i Sasina. Pretekstem ceny energii i węgla.
Ostra wojna w rządzie w sprawie węgla i cen energii. Z informacji Onetu wynika, że na dzisiejszym posiedzeniu władz PiS doszło do otwartego starcia wicepremiera Jacka Sasina z premierem Mateuszem Morawieckim. Sasin chce kryzys na rynku energii wykorzystać do usunięcia Morawieckiego. Otoczenie premiera odpowiada: — To Sasin jest winny. I może się przejechać na tej operacji. — Jest gorąco. Mogą polecieć głowy — mówi Onetowi człowiek z otoczenia kierownictwa PiS. Krytyk premiera z PiS: — Morawiecki został wezwany na dywanik. Człowiek premiera: — Mamy już dość sytuacji, w której premier jest ciągle atakowany za brak węgla i wysokie ceny energii, chociaż odpowiedzialność za ten obszar działań rządu ponosi Sasin, który nie uznaje nadzoru Morawieckiego. Ten ostatni cytat dobrze ilustruje sytuację — odpowiedzialnością za niebezpieczną politycznie dla PiS sytuację przerzucają się premier Mateusz Morawiecki i wicepremier, szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin.
Z informacji Onetu wynika, że szef rządu został zaatakowany przez Sasina na dzisiejszym posiedzeniu władz PiS. — W partii nigdy nie było takiej złości na Morawieckiego. Ludzie mają problem z zakupem węgla, a on jeździ po Polsce i przecina wstęgi — przekonuje człowiek Sasina. Morawiecki nie pozostał dłużny i oskarżył Sasina o to, że niewiele robi, by obniżyć ceny surowców. Opowiada człowiek premiera: — Przecież to Sasin nadzoruje spółki energetyczne. Posłowie w terenie są wściekli, bo z samorządów dostają informacje o drastycznie rosnących cenach za energię czy gaz. Sasin nic z tym nie robi. Przecież to państwowe spółki, więc powinny się zastanowić, jak mogą ulżyć samorządom i instytucjom publicznym, choćby poprzez wieloletnie umowy i rabaty. Nikt tam tak nie myśli. Sasin powtarza, że podległe mu zarządy firm energetycznych muszą się kierować kodeksem spółek handlowych i nie mogą obniżać cen, bo to byłoby działanie na szkodę spółek. Tyle że firmy energetyczne mają dziś rekordowe zyski, więc w tej wyjątkowej sytuacji powinny zachowywać się wyjątkowo. Zresztą możemy zmienić kodeks spółek handlowych. Niech to Sasin zaproponuje — słyszymy. Stronnicy Sasina przywołują wyciek rządowej korespondencji, którą ujawnił dziennikarz Radia Zet Mariusz Gierszewski. Z wymiany pism pomiędzy Kancelarią Premiera i Ministerstwem Aktywów Państwowych wynika, że Sasin w sierpniu zaprezentował pomysł na tańszy węgiel, powołując się na furtki prawne istniejące w przepisach o zarządzaniu kryzysowym i rezerwach strategicznych.
Również dziś na konferencji prasowej w Sejmie wystąpił poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Poncyljusz, który poruszył temat węgla. — Od maja Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych jest w dyspozycji trzech miliardów złotych, za które miała zakupić interwencyjnie węgiel za granicą. Nie tylko spółki skarbu państwa mają to robić, ale również Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych — stwierdził poseł. — Gdzie są te pieniądze, które dostał RARS? Obawiam się, że zaczyna nam się szykować kolejna afera respiratorowa — kontynuował poseł. Na czele RARS stoi Michał Kuczmierowski, zaufany człowiek Mateusza Morawieckiego. Część źródeł w rządzie przekonuje, że Kuczmierowski od pewnego czasu opuszcza spotkania dotyczące zakupów węgla. Agencja przekonuje nas, że prezes jest "zaangażowany w spotkania koordynacyjne w temacie węgla gdzie sprawozdaje zadania realizowane w tym obszarze przez RARS".
Jako pierwsi w Onecie informowaliśmy, że 3 marca, na biurko premiera Morawieckiego trafia pismo od minister klimatu i środowiska Anny Moskwy, w którym — jak czytamy — "w związku z eskalacją konfliktu między Rosją a Ukrainą, biorąc pod uwagę dbałość o bezpieczeństwo paliwowo-energetyczne państwa w ujęciu krótko-, średnio— i długoterminowym, zwracam się z prośbą o pilne podjęcie decyzji o utworzeniu rezerwy strategicznej węgla kamiennego w trybie poza Programem rezerw strategicznych". Dopiero 8 maja, a więc po ponad dwóch miesiącach — jak ustalił Onet — premier polecił Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych utworzenie niewielkiej rezerwy węgla kamiennego, którego wolumen był prawie 10 razy mniejszy od wskazanego w piśmie z marca.
Do Polski nie przypłynął żaden statek z węglem zamówionym jeszcze w maju przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych (RARS) — ustaliło Radio ZET. Onet jako pierwszy informował o niedbałości rządu i dużej zwłoce w decyzjach o zakupie węgla w innych krajach. Polecenie pilnego zakupu węgla wydał Mateusz Morawiecki.
Źródło: Onet
Komu wkrótce Kaczyński powierzy z misję utworzenia nowego rządu!? No i najważniejsze kiedy Morawiecki otrzyma wieniec od Kaczyńskiego!? Taki prezent pasuje na dzień chłopaka 30 września!?
W tym roku Polska wyeksportowała na Ukrainę ponad 220 tys. ton węgla, Teraz odsprzedadzą nam 100 tys. ton węgla po znacznie wyższej cenie. Prawdziwi mistrzowie biznesu.
Sprzedaż internetowa węgla przez PGG to zemsta Morawieckiego na właścicielach składów węglowych za to, że odmówili finansowania dodatku węglowego ze swojej kasy!? To co zrobił Morawiecki ze sprzedażą internetową węgla, woła o pomstę do nieba!? To jest najgłupszy premier w całej historii Polski, powinien już być dawno zdymisjonowany!?
Węgiel kupowany za granica kosztuje ok. 380 dol. za tonę, ten wydobywany w Polsce kosztuje 80 dol. za tonę.?????? CAŁY CZAS NAM WMAWIANO ŻE TO POLSKI WĘGIEL JEST DROGI I DLATEGO ZAMYKAMY KOPALNIE CZYŻBY NAS OKŁAMYWANO BO KTOŚ DBAŁ BY POLSKIE KOPALNIE ZAMKNĄĆ ????? 
21 09 2022 W Poczdamie Tusk sprzedał/sprzedaje Polskę?
Poczdam, który tak się źle kojarzy Polakom, miejsce w którym w 1945 alianci przyklepali los Polski, znowu może będzie się źle kojarzył Polakom.
Dlaczego? Otóż jeżeli na zaproszenie Niemców wybrał się tam proniemiecki człowiek  udający Polaka o nazwisku Tusk, trzeba być czujnym. 
Ale od początku. 1 września rząd po kilku latach badań komisja kierowana przez posła Mularczyka sporządziła bilans strat, które poniosła Polska po ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę i jej okupacji do 1945 r, w czasie której mordowali, kradli, unicestwiali Naród Polski i dewastowali przemysł, infrastrukturę, co miało doprowadzić Polaków  do unicestwienia. Zespół wybitnych polskich profesorów, licząc bardzo konserwatywnie , wyliczył te straty na ponad 6 bilionów 300 miliardów zł. I co się wówczas stało? Otóż następnego dnia, były szef PO Schetyna powiedział, że ależ skąd Polsce się nie należą żadne odszkodowania, bo sprawa odszkodowań została zamknięta w 1953, zrzeczeniem się onych przez agenta NKWD  Bieruta, którego Stalin zrobił prezydentem. To, że oprócz notatki w Trybunie Ludu nie ma żadnych dokumentów poświadczających fakt zrzeczenia się odszkodowań , członkowi proniemieckiej partii PO nie przeszkadza. Następnie ponoć prawnik nijaki Kropiwnicki, właściciel 10 mieszkań w programie Woronicza 17 stwierdził, że żądanie odszkodowań to jest  ograbianie Niemców. Cała wierchuszka niczym falanga stanęła murem za Niemcami przeciwko Polsce.
Ale proniemiecka PO nie ma programu a kieruje się sondażami. Po kilku dniach i sprawdzeniu sondaży, okazało się, że prawie 60% Polaków jest za odszkodowaniem od Niemców a tylko ca. 20% przeciw  wówczas Tusk robi woltę albo fikołka  mówiąc że on , szef PO Donald Tusk oferuje  rządzącym pomoc w tej sprawie. Ale wierzyć  Tuskowi, to tak jakby wpuścić lisa do kurnika wierząc, że nie podusi kur. Wkrótce okazało się, że obawy są uzasadnione, chcąc rozmyć odpowiedzialność Niemców, próbowali przeforsować projekt ustawy o odpowiedzialności również ZSRR, , którego zbrodnie wobec Polski i Polaków są niekwestionowane, ale wszystko po kolei.
W końcu sejm przegłosował bardzo dużą większością uchwałę. No ale Niemcy uważają, że sprawa jest zamknięta, tak im się wydaje. Wracając do Tuska i Poczdamu, otóż kanclerz Scholz zasugerował w bardzo zawoalowany  sposób, że może dojść do próby rewizji granic z Polską, które traktatami  ustanowiły zwycięskie państwa. Co zrobił Tusk? Ano w swoim stylu, uszy po sobie ruki po szwam, jak się sprzeciwić ręce, która karmi.
Przypuszczam, że Tusk obiecał, że jak Niemcy pomogą jemu i jego kamandzie wygrać przyszłoroczne wybory, to zrezygnuje z roszczeń  Polski w stosunku do Niemiec.
Źródło: niepoprawni.pl
A mnie się wydaje że na reparacje od Niemiec jest już za późno, ale by przekształcić zespół przygotowującym raport dotyczący reparacji przez 5 lat, w komisję, lub departament z setkami dobrze płatnych etatów jest najlepszy czas!?
Po kiego Tusk wrócił do Polski, przecież zarobił ponad 8.5 mln zł w Brukseli, ma też zapewnioną emeryturę ponad 30 tys zł. Spokojnie mógłby sobie żyć, bo przecież woli leniuchowanie od pracy!? Odpowiedź nasuwa się sama przyjechał na polecenie Angeli!? Dlaczego posłuchał, bo coś mają na niego!? Po sieci krąży przypuszczenie, że Tusk był agentem STASI o pseudonimie Oscar.
Sądzę że Polska bez Tuska, i Kaczyńskiego byłaby bliższa memu sercu!?
Herr Tusk kolejnej Generalnej Guberni nie będzie!?
Tusk i jego kolesie zawetowali wszystkie należne Polsce fundusze, ba wystąpili o szybkie wyegzekwowanie nałożonych kar finansowych na naród polski !? Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!?
Podczas konferencji w Starachowicach doszło do incydentu. Jak podaje "Echo Dnia", jedna z osób, która pojawiła się na spotkaniu, podeszła w stronę Tuska i wykrzyczała m.in.: "Co pan jeszcze nie umarł? Co ty ***** nieboszczyku tu robisz, co?". Polityk nie zareagował, mężczyznę odsunęli działacze Platformy Obywatelskiej.
20 09 2022 „Okrągły Stół” wczoraj i dziś…
Byli prezydenci: Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski zaprosili liderów totalitarnej opozycji na spotkanie z nadzieją, że ci się zjednoczą - pisze w poniedziałek dziennik „Fakt”, zaś współprzewodniczący Nowej Lewicy towarzysz Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że liderzy będą rozmawiać o współtworzeniu koalicji rządzącej. Po 33 latach zapowiada się więc powtórka z obrad „okrągłego stołu” – tym razem pod przewodem tow. Kwaśniewskiego – uczestnika historycznego kongresu zjednoczeniowego, w wyniku którego komuna złączyła się z "opozycją" agenta Bolka i „komuna upadła". Oczywiście na 4-ry łapy. Tamten kongres zjednoczeniowy ówczesnej drużyny Lecha Wałęsy z drużyną Czesława Kiszczaka zakończył się utworzeniem „pierwszego, niekomunistycznego” rządu. Misję utworzenia „pierwszego, niekomunistycznego” rządu powierzył Tadeuszowi Mazowieckiemu tow. generał Wojciech Jaruzelski - czyli „pierwszy, niekomunistyczny” prezydent RP. W pierwszym, niekomunistycznym rządzie znalazło się 9-ciu aparatczyków z okresu PRL, w tym tow. Andrzej Kosiniak-Kamysz z ZSL - przybudówki PZPR w okresie PRL, a zarazem  ojciec Władysława. Władysław Kosiniak- Kamysz (znany też jako "tygrys")  do dziś wysoko niesie sztandar ZSL, w którym literkę „Z” zamieniono na „P”, zaś PZPR to dziś Nowa Lewica, kierowana także przez Władysława – ale Czarzastego. W „pierwszym, niekomunistycznym” rządzie Tadeusza Mazowieckiego tekę wiceprezesa Rady Ministrów i ministra finansów objął tow. Leszek Balcerowicz – udający członka "Solidarności" były instruktor w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, zaś gen. Czesław Kiszczak objął także tekę wiceprezesa Rady Ministrów oraz ministra spraw wewnętrznych. Kiszczakowi nadal podporządkowana była Służba Bezpieczeństwa PRL-u, która z wielkim zapałem rozpoczęła proces likwidacji akt agentów bezpieki po to, by nadal mogli rządzić w "wolnej" Polsce. 
Tamten udany manewr obalenia komuny na 4-y łapy tak ocenił były towarzysz Włodzimierz Czarzasty. Były członek PZPR a ówczesny przewodniczący SLD parafrazując, skomentował słowa Władysława Frasyniuka o pokonaniu komunistów. „Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k****, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li” - napisał na Facebooku tow. Czarzasty.
Dziś, po 33 latach - pod przewodem obrońcy agentury WSI Bronisława Komorowskiego oraz członka rządu gen. Wojciecha Jaruzelskiego – tow. Aleksandra Kwaśniewskiego - odbywa się powtórka z „okrągłego stołu”. Celem „okrągłego stołu 2.0” jest zjednoczenie wszystkich sił antypolskich oraz V kolumny w Polsce w celu obalenia PIS-u, a w dalszej kolejności – w celu obalenia Polski w sfederalizowanej przez Niemcy Unii Europejskiej. Nic więc dziwnego, że jeszcze przed rozpoczęciem obrad, głos zabrał niezawodny towarzysz Czarzasty, uprzedzając z nieukrywaną radością o sukcesie obrad „okrągłego stołu” 2.0: „Opozycja jest dogadana i wspólnie stworzy rząd” - zapewnia Czarzasty. Przed rozpoczęciem obrad - sukces kongresu zjednoczeniowego neo-Targowicy potwierdził także Szymon Hołownia, który zdradził Super Expressowi” swój plan minimum: „na pewno będziemy chcieli mieć w rządzie zielonego wicepremiera” - zapowiedział Hołownia. Nie będzie to trudne zadanie, gdyż w partii Hołowni wszyscy aparatczycy są kompletnie zieloni... Obrady "okrągłego stołu" 2.0. zostały z nadzieją powitane przez masy pracujące miast i wsi. Organizowane są capstrzyki oraz zaciągane warty produkcyjne. Na budynkach zakładów pracy pojawiły się wizerunki przywódców neo-Targowicy oraz wiązanki kwiecia. Tow. Broniarz zorganizuje okolicznościowy strajk nauczycieli z ZNP, zaś tygodnik NIE organizuje przez Aleję Armii Ludowej w Warszawie - przemarsz emerytowanych członków służb mundurowych oraz nieumundurowanych  - dla poparcia obrad "okrągłego stołu" totalitarnej opozycji. Na czele marszu pójdą poseł Rozenek, gen. Pytel, towarzysze L. Miller, Belka i Wł. Cimoszewicz oraz Rafał Trzaskowski...
Źródło: niepoprawni.pl
Haki każdy na każdego, używane są tylko do przyspieszania ROTACJI WŁADZY w obrębie wciąż tych samych koterii. Ujawnianiem nieprawidłowości, wykroczeń i przestępstw nie kieruje dążenie do sprawiedliwości i zmiana obyczaju, lecz tylko i wyłącznie potrzeby walki partyjnej i sondażowej. Jest to państwo do cna zakłamane, bo zrodzone przez tchórzliwy i kłamliwy deal OS (okrągłego stołu).
W 1989 roku Okrągłostołowi przejęli władzę a nie mając żadnego doświadczenia zaczęli kraść w imię demokracji, partii i Boga bo to było wspólne odziedziczone po komunistach. Znaczy się niczyje, taki niespodziewany spadek. Jak komuniści kradli, to robili to w białych rękawiczkach. Człowiek był okradziony, ale o tym nie wiedział. Był zadowolony. A ci, jak kradną to na całego w imię demokracji, partii i Boga. Dlatego afera goni aferę.
Kiedy wreszcie powiemy dość paktowi wzajemnej adoracji zawartemu w Magdalence!?

Gdzie uzgodniono, że nie będzie żadnych rozliczeń, no bo jak może być skazany rycerz okrągłego stołu!? Na tym słynnym meblu można było śmiało wyryć motto obrad " nie będziesz siedział" skoro siedzisz przy tym stole.
Z forum: Niestety, zbyt wolno Polska się dekomunizuje. Barierą jest, że jeszcze na wrażych urzędach funkcjonują funkcjonariusze byłej bezpieki i resortowe dzieci. 
20 09 2022 "Za importowane błoto płacimy 2,1 tys. zł". Górnicy wściekli na rząd.
Do Polski zamiast węgla trafia bezużyteczne błoto, za które płacimy ponad 2100 zł - mówi money.pl przewodniczący związku zawodowego "Sierpień '80" w Polskiej Grupie Górniczej Rafał Jedwabny. Według niego nadchodzącej zimy zabraknie surowca dla milionów gospodarstw domowych w całym kraju, a postawieni pod ścianą Polacy będą zmuszeni do korzystania z zakazanych paliw. - Nasz rząd wydaje miliardy na bezużyteczne błoto - twierdzi Rafał Jedwabny. W rozmowie z money.pl szef "Sierpnia '80" w PGG mówi o fatalnej jakości sprowadzanego do Polski węgla. Jego zdaniem importowany surowiec nie nadaje się do wykorzystania w gospodarstwach domowych oraz elektrowniach i elektrociepłowniach. - Jak tylko polski rząd ogłosił, że będzie kupował węgiel w różnych częściach świata, to znaleźli się cwaniacy, którzy zwęszyli okazję i uznali, że można Polsce wcisnąć wszystko. Łącznie z błotem zmieszanym ze złomem - mówił przewodniczący "Sierpnia '80" Bogusław Ziętka. Związkowcy jak mantrę powtarzają, że sposobem na złagodzenie skutków obecnego kryzysu na rynku węgla jest zwiększenie wydobycia w ramach krajowych zasobów. Miałoby to być rozwiązanie dużo bardziej opłacalne niż import surowca z Kolumbii, Australii czy Indonezji. - Bierzemy węgiel, który tym państwom po prostu się nie sprzedaje - uważa Jedwabny. - Obawiam się, że tej zimy już nie uratujemy. Nie chcę być złym prorokiem, ale zakładam, że część gospodarstw będzie palić plastikiem. Z powodu brudnego powietrza ktoś może podupaść na zdrowiu za 15-20 lat, a z powodu braku ogrzewania może zamarznąć za miesiąc - mówi Jedwabny. O powstrzymanie się od wyciągania daleko idących wniosków z dochodzących z rynku sygnałów apeluje Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka24.com, ekspert ds. energetyki. Jak zauważa, do Polski trafia węgiel z różnych pokładów, o różnych właściwościach chemicznych i fizycznych. - Bryłki węgla podczas transportu ocierają się o siebie, wytwarzając masę w rodzaju gliny węglowej, opadającej na dno luku. To uboczny efekt przewozu - mówi money.pl Wiech, odnosząc się do jakości importowanego surowca.
W ubiegły wtorek minister klimatu i środowiska Anna Moskwa informowała, że spółki importujące węgiel na polecenie premiera - PGE Paliwa i Węglokoks - już w 80 proc. wykonały decyzję dotyczącą tegorocznego importu, w efekcie czego do Polski trafi 5 mln ton gotowego do spalania surowca. W czwartek szefowa MKiŚ radziła w Radiu Zet, aby na razie wstrzymać się z dużymi zakupami węgla. Zapewniła, że węgla, gazu, pelletu i prądu nie zabraknie. - Trzeba się tylko uzbroić w cierpliwość, bo ten węgiel sukcesywnie będzie się pojawiał - zapewniła Moskwa. Zwróciła uwagę, że węgiel z importu jest droższy, ale - jak zaznaczyła - im go będzie więcej, tym bardziej jego ceny będą spadały.
Źródło: money.pl
Węgiel kupowany za granica kosztuje ok. 380 dol. za tonę, ten wydobywany w Polsce kosztuje 80 dol. za tonę!? Cały czas nam wmawiano że to polski węgiel jest drogi i dlatego zamykamy kopalnie czyżby nas okłamywano bo ktoś dbał by polskie kopalnie zamknąć!?
Dzięki specgrupie od zakupów internetowych w PGG, węgiel mam już w kotłowni, i mogę spać spokojnie!? No i co najważniejsze żadnymi ograniczeniami temperatury nie będę się przejmował!?
Hej ty bankster/gangster Morawiecki jak to możliwe, że gruby polski węgiel w Czechach kosztuje około 900 zł za tonę, a polski cukier w Niemczech jest sprzedawany po około 3 zł za kilogram!? 
Z forum: Skończy się Polakom węgiel w zimie, zaczną płonąć biura poselskie i komitety PiSu, będzie gorąco.
A potem nadejdzie Tusk i zapanuje wieczna szczęśliwość. jak w Rosji po rewolucji bolszewickiej.
PiS, dobry, polski węgiel sprzedaje za granicę, a szlam sprowadza, płacąc za niego jak za orzech jedynkę i ktoś wierzy że nie wzięli za to w łapę?
W tym roku Polska wyeksportowała na Ukrainę ponad 220 tys. ton węgla, Teraz Morawiecki załatwił, że odsprzedadzą nam 100 tys. ton węgla po wyższej cenie. Prawdziwi mistrzowie biznesu.
18 09 2022 Bezczelność Scholza i nowy życiorys niemieckiego pachołka.
Bezczelność Niemców nie ma granic, czego dowodem jest zaproszenie a raczej wezwanie Donalda Tuska na ceremonię rozdania nagród M100 Media Award w Poczdamie. Dlaczego na uroczystość nagrodzenia Ukrainy nie zaproszono przedstawiciela polskiego rządu, tylko właśnie Tuska –walczącego z polskim rządem i z Polską? Miało się to okazać w trakcie przemówień kanclerza Niemiec i Donalda Tuska. Tego samego Tuska za którego rządów doszło do nawiązania stosunków z Rosją „taką, jaka jest”… Ceremonia przyznania w Poczdamie nagrody Ukrainie stała się bowiem pretekstem nie tylko do bezczelnej - skierowanej przeciwko Polsce groźby kanclerza Olafa Scholza, ale także – dla prezentacji nowego życiorysu Donalda Tuska - wieloletniego przydupasa RFN i przyjaciela Władymira Putina. Wypowiedzi Scholza i Tuska potwierdzają, że ich najemnik został wezwany do Poczdamu, by służyć tam jako niezbędny rekwizyt do zimnowojennej wypowiedzi Olafa Scholza – niewiele różniącej się od oskarżeń kanclerza Adolfa Hitlera przed aneksją Czechosłowacji a następnie przed agresją na Polskę, czego skutkiem było rozpętanie II wojny światowej przez Niemców. Kanclerz Olaf Scholz zabierając głos podczas ceremonii rozdania nagród M100 Media Award w Poczdamie, zwrócił się bowiem od przybyłego do Poczdamu lidera Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska, by oskarżyć Polskę o próbę…. rewizji granicy polsko-niemieckiej.
Scholz oczywiście słowem nie wspomniał o opublikowanym przez Polskę raporcie o stratach wojennych Polski w wyniku napaści zbrojnej na Polskę i okupacji Polski w latach II WŚ i o uchwale Sejmu RP w sprawie wezwania Niemiec do zadośćuczynienia za wojenne zbrodnie. Ignorując ten raport, w którym nie ma jednego słowa o rewizji granic - Olaf Scholz zasugerował zebranym, że Polska w istocie przygotowuje się do wojny z RFN: – Chciałbym powiedzieć, patrząc na Donalda Tuska, jak wielkie znaczenie mają układy, które wynegocjował Willy Brandt i inni. Raz na zawsze ustalona jest granica Niemiec i Polski – powiedział Scholz, dodając: – Po setkach lat naszej historii nie chciałbym, żeby jacyś ludzie szperali w książkach historycznych, żeby wprowadzić rewizjonistyczne zmiany granic. To musi być dla nas wszystkich jasne – podkreślił kanclerz Niemiec.
Słowa Scholza wybrzmiały w Poczdamie niczym ostrzeżenie Hitlera z 12 lutego 1933 roku z jego wywiadu dla angielskiego „Sunday Express”. W tym wywiadzie dla Adolf Hitler w ostrych słowach atakował Polskę za odebrane po I wojnie światowej ziemie, przez Niemców nazywane korytarzem, który dawał Polsce dostęp do Bałtyku, ale oddzielił Niemcy od Prus Wschodnich. Scholz zarzucając Polsce próbę zmian granic nie wspomniał, że to właśnie tacy niemieccy rewizjoniści jak Erika Steinbach domagali się od Polski odszkodowań, zaś nad powstałym w Berlinie Centrum Przeciwko Wypędzeniom w Berlinie, pieczę sprawowało państwo niemieckie, finansując imprezy tej rewizjonistycznej organizacji. To właśnie dlatego w dniu 10 września 2004 r. Sejm RP podjął uchwałę „w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych w Niemczech” ! Kanclerz Niemiec Olaf Scholz mógł swoje szokujące groźby na temat polskich granic wypowiedzieć wprost w oczy Tuska wiedząc, że wyhodowane przez Angelę Merkel niemieckie popychadło nigdy mu nie podskoczy. Scholz się nie pomylił, gdyż występujący po swym nowym panu Tusk w ogóle nie zareagował na groźby niemieckiego kanclerza pod adresem Polski. Tusk bowiem (jak stwierdził premier Morawiecki) „przebrał się w ornat” w Poczdamie i zaczął „dzwonić na mszę”. Dodajmy – mszę ku czci nowego Tuska – bohaterskiego bojownika z rosyjskim imperializmem i z barbarzyńcą Putinem.
Wypowiedź Tuska na ceremonii nagrodzenia Ukrainy w Poczdamie nie była więc laudacją Ukrainy, lecz laudacją nowego Donalda Tuska a także laudacją Scholza –  nowego pana Donalda Tuska: „Gdy słyszę słowa, że Europa i Niemcy powinny posłuchać Polski czy krajów bałtycki ws. agresywnej polityki Kremla już wiele lat temu, mam gorzką satysfakcję” – powiedział Tusk... Już w tym zdaniu Tusk skłamał, gdyż jedyne głosy przeciwko agresywnej polityki Kremla wygłosili ś.p. prezydent Lech Kaczyński i prezes PIS Jarosław Kaczyński!  Jednak następne zdanie z laudacji Tuska mogło porazić każdego, kto pamięta co Tusk mówił o swoim pochodzeniu i jak "wspierał" zaatakowaną przez Rosję już w 2014 roku Ukrainę: Jako Polak, jako przyjaciel i sojusznik Ukrainy od pierwszych dni jej niepodległości, jako zdeklarowany Europejczyk i człowiek Zachodu – w sensie politycznych wartości — mam dziś obowiązek i prawo mówić głośno i jednoznacznie o heroicznej walce Ukrainy, o zbrodniach Rosji popełnianych każdego dnia tej wojny, o postawie Europy i o znaczeniu tej wojny dla przyszłość nas wszystkich – od Kijowa do Lizbony...
Przypominam, że Donald Tusk jeszcze w październiku 2017, jako Szef Rady Europejskiej Donald zaapelował do premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta, żeby nie podejmował decyzji o ogłoszeniu niepodległości regionu. Były premier Polski, wychowany przez Niemkę i deklarujący że „polskość to nienormalność” oświadczył, że apelował do premiera Katalonii jako "członek mniejszości etnicznej i regionalista"!  Nie ma więc sensu cytować dalszej części laudacji Tuska na ceremonii rozdania nagród M100 Media Award w Poczdamie, gdyż jego wypowiedź w Poczdamie jest co do sensu identyczna z wypowiedziami byłych sekretarzy PZPR, walczących o przetrwanie partii po kolejnym kryzysie. „Partia ta sama – ale nie taka sama” deklarowali Gierek i Kania do czasu, aż Jaruzelski poprosił o pomoc ZSRR i ogłosił stan wojenny i wziął polski Naród za mordę.Tusk ten sam – ale nie taki sam - łasi się dziś do Scholza, by za niemiecką pomocą wziąć wreszcie Polaków za mordę i sprowadzić do roli pachołków rzeszy niemieckiej. Wystarczy tylko wygrać wybory, by zgodnie z zapowiedziami Tuska doprowadzić do pełnej integracji ze sfederalizowaną przez Niemcy Unią Europejską: by „opiłować katolików” i polską rodzinę, by zdjąć Krzyże, usunąć religię ze szkół, wprowadzić aborcję na życzenie i związki partnerskie. Potem przyjdzie czas na likwidację mediów narodowych oraz polskich instytucji – włącznie z NBP, IPN i CBA. Bo po co Polsce narodowe media, gdy stopimy się z narodem niemieckim? Po co bank narodowy, skoro we Frankfurcie jest bank europejski? Po co Polsce złotówka, skoro jest waluta europejska? Po co Polsce Instytut Pamięci Narodowej, gdy pod szkopskim butem Polacy będą zmuszeni do wykasowania ze swej pamięci Polski, polskości, polskiej wiary i tradycji oraz polskich bohaterów?
Czy Polakom nie wystarczy bohaterski Tusk, który nie tylko przestrzegał Europę przed Putinem, to jako premier RP - Putina oszukał, stając się człowiekiem Rosji w Warszawie? A kto jak nie człowiek Tuska - Sikorski przestrzegał w Kijowie Ukraińców przed śmiercią i zemstą Putina, jeśli nie podpiszą się pod wynegocjowanym przez Sikorskiego porozumieniem z rosyjskim nominatem – marionetkowym prezydentem Janukowyczem?
To wszystko przewidział ten sam, ale nie taki sam Donald Tusk – bohater naszych czasów!
Źródło: niepoprawni.pl
Tusk z Kaczyńskim zamiast razem próbować jak najłagodniej przejść kryzys, jaki nas dotyka, oni się kłócą który mniej kradł, kto powinien dalej kraść!?
Tusk bardzo dobrze czuje się w roli posłusznego pieska Merkel, założono mu piękną obrożę, przyczepiono długą smycz by poczuł się jak wielkie panisko!?
Dla mnie PiS i PO to jedno zło, zamiast pracować dla dobra Polski i jej mieszkańców nogi sobie podkładają, ba jeden drugiemu robi na złość!? Mam nadzieję że następnych wyborów już nie przetrwają, i wreszcie ktoś ich rozliczy!?
Herr Tusk a gdzie moja emerytura z OFE się zapodziała!? Miały być piaski Egiptu, a tu nawet na piasek do piaskownicy braknie!? Wielu lat tak my śpiewali:
Wesołe jest życie staruszka
Gdzie spojrzy tam widzi Tuska
Głodniutki dzisiaj wstał z łóżka
Choć wczoraj odwiedziła go z MOPSu wróżka
Suchutki jak wiór nie ma sił wstać z łóżka
Guzik rwie i wdzianko mnie
trzęsie się z niecierpliwości
żeby dożyć tej radości
kiedy już nie będzie Tuska.

Z forum: Donald jest skończony, BND i FSB już wydały na niego wyrok, pytanie kiedy? Przed wyborami wykonają wyrok zwalą na PIS, w Polsce rozpęta się piekło, zamiennik Trzaskowski, poprowadzi PO do zwycięstwa! PIS albo pokaże że ma jaja, albo peowcy ich wywieszają! Myślenie nie boli !Tusk zostanie męczennikiem, żyjącym z Adamowiczem Kulczykiem i całą resztą co na komunistycznej "pierestrojce" w Polsce się majątków "dorobili".
18 09 2022 Macierewicz trafiony Smoleńskiem. Tusk wierzy, że Morawiecki to człowiek Moskwy. Kaczyński wyrzuca traktorzystę Ziobry.
Antoni Macierewicz to uwielbia — znów znalazł się w świetle jupiterów. Był już nieco zapomniany i przykurzony, ale po demaskatorskim reportażu telewizji TVN24 wstąpiła w niego nowa energia. Pal licho, że wedle autora reportażu „Siła kłamstwa” Piotra Świerczka — który Smoleńskiem zajmuje się od lat — Macierewicz sfałszował raport na temat przyczyn katastrofy, byle tylko dowieść, że Lech Kaczyński zginął w ruskim zamachu. Dla Macierewicza najważniejsze jest to, że znów wszystkie kamery zwrócone są na niego, że znów bryluje w Sejmie, że znów podnosi i zawiesza głos, że marszczy brwi i wierci oczami, że wskazuje wrogów i sączy spiski. Autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” — dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka — dobrze znają ten stan Macierewiczowskiej ekstazy, gdy kolejna awantura smoleńska wynosi go na piedestał. Różnica jest taka, że dotąd to Macierewicz sam takie awantury prowokował — ostatni raz w kwietniu, gdy przy okazji rocznicy katastrofy w swym raporcie smoleńskim umieścił zdjęcia nagich ciał ofiar. Ależ się wtedy puszył, na przemian oburzał i współczuł, ba nawet chciał ścigać winnych — czyli powinien ścignąć sam siebie, bo tuż przed publikacją raportu sam te niejawne przez lata, bolesne zdjęcia kazał odtajnić.
Tym razem sprawa jest znacznie poważniejsza, bo — na szczęście — nie uczestniczymy w spektaklu sterowanym przez Macierewicza. Reportaż Świerczka to najważniejszy dotąd dowód na to, że przez lata tworząc swe raporty Macierewicz świadomie manipulował wynikami badań. Że pomijał albo zniekształcał konkretne, precyzyjne informacje przeczące jego teoriom zamachowym. Do tej pory Macierewicz — ale także szef PiS — Jarosław Kaczyński przekonywali nas, że do wyjaśnienia przyczyn katastrofy niezbędne są analizy zagranicznych instytutów i laboratoriów. Za górę pieniędzy zamówili więc za granicą ekspertyzy. Kluczowa z nich — autorstwa amerykańskiego Narodowego Instytutu Badań Lotniczych (NIAR) — kosztowała aż 8 mln zł z 30 mln zł, które do tej pory poszło na działalność podkomisji. I została przez Macierewicza ukryta, bo nie pasowała mu do tezy. W swym reportażu TVN24 pokazuje tę ekspertyzę. Znajduje się tam odpowiedź na pytanie, czy skrzydło samolotu mogło zostać przecięte po uderzeniu w brzozę. Owa brzoza z działki rosyjskiego lekarza Nikołaja Bodina — który był świadkiem katastrofy — to symbol. Według stworzonej za poprzednich rządów komisji Jerzego Millera skrzydło zostało oderwane po uderzeniu w brzozę, co było bezpośrednią przyczyną katastrofy. Ale Macierewicz od lat dowodzi, że drzewo nie mogło przeciąć stalowego skrzydła. A skoro skrzydło nie zostało oderwane przez brzozę, to znaczy, że wysadziła je bomba. I że to zamach.  Naukowcy z NIAR przeprowadzili symulację zderzenia, która wykazała, że brzoza mogła zniszczyć skrzydło samolotu. Ten wniosek nie znalazł się w ostatecznym raporcie podkomisji smoleńskiej, bo zaprzeczał podstawowej tezie Macierewicza — że brzoza nie miała żadnego wpływu na katastrofę. Takich przykładów jest więcej. Gdy podkomisja Macierewicza przeprowadziła eksperymentalne wybuchy na modelu skrzydła, tak wykadrowała zdjęcia z tego doświadczenia, by uszkodzenia modelu przypominały prawdziwe uszkodzenia części tupolewa. Ba, Macierewicz manipulował nawet badaniami członków podkomisji. Siłą „Siły kłamstwa” są ich wypowiedzi. Inż. Mirosław Tarasiuk badał, czy na czarnych skrzynkach słychać dźwięk podobny do wybuchu z eksperymentów przeprowadzanych przez podkomisję. Wedle raportu Macierewicza Tarasiuk wykrył taki dźwięk, co miało potwierdzać zamach. A Tarasiuk mówi: „Chciałem stanowczo stwierdzić, że nie dokonałem identyfikacji badanego sygnału jako wybuch. Uważałem, że badania te nie były zakończone, co znalazło odzwierciedlenie w moich uwagach”. Jednym słowem — nie miał pojęcia, że potwierdził wybuch, czyli zamach. Jednocześnie odpowiedzialny za eksperymenty wybuchowe wojskowy Adrian Siadkowski odmówił podpisania się pod raportem podkomisji i odszedł z armii — dziś mówi jasno, że nie zgadzał się z teoriami Macierewicza. „Podkomisja traktowała wybiórczo materiał dowodowy, którym dysponowała” — opowiada Marek Dąbrowski, inny były członek komisji. „Niewygodne dowody albo są przemilczane, albo są interpretowane niezgodnie z ich treścią. Nasze argumenty były latami ignorowane. To niedopuszczalne” — opowiada Dąbrowski. Wraz z nim odeszli dwaj inni członkowie Zespołu Lotniczo-Nawigacyjnego podkomisji: Wiesław Chrzanowski i Kazimierz Grono. Żaden z nich nie podpisał się pod raportem Macierewicza. „Skala nieprawidłowości i zaniedbań w pracach Podkomisji powoduje, iż jej ustalenia nie powinny być traktowane jako oficjalne stanowisko Państwa Polskiego, zaś wiele badań i analiz należałoby powtórzyć lub wręcz wykonać po raz pierwszy” — oświadczyli już w kwietniową rocznicę, gdy Macierewicz pokazał swój raport.
Trzeba to powiedzieć jasno: każdy, kto po dojściu PiS do władzy wchodził do podkomisji smoleńskiej, z założenia dystansował się od stworzonego za rządów Platformy raportu Millera, wedle której katastrofa w Smoleńsku była wypadkiem komunikacyjnym. Dlatego to byli eksperci z podkomisji Macierewicza to najpoważniejsi prokuratorzy w oskarżycielskim filmie Świerczka — pokazują skalę manipulacji dokumentami i badaniami, która grozi Macierewiczowi odpowiedzialnością karną.
I Macierewicz i Kaczyński mają dla krytyków jedną odpowiedź: jesteście agentami Putina. Ale to już ograny zarzut. Zresztą słyszą dokładnie taki sam zarzut z drugiej strony — i to z coraz poważniejszych kręgów. Były szef kontrwywiadu wojskowego Piotr Pytel w głośnym wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” snuje teorie, wedle których PiS jest powiązany z Rosją, jest szantażowany przez Rosję i właściwie wprost realizuje politykę Rosji w Polsce. Pytel pojechał mocno, bo sugeruje wręcz, że premier Mateusz Morawiecki i szef jego kancelarii Michał Dworczyk to ludzie Moskwy. „Stan Wyjątkowy” ma parę wątpliwości. Po pierwsze, skoro tak, to czemu PiS tak intensywnie pomaga Ukrainie, wysyła tam wszystkie nasze czołgi, popycha UE do sankcji i naraża się na wysokie ceny surowców wobec odcięcia dostaw z Rosji? No i jeszcze taka jedna wątpliwość. Przed związkiem z PiS, Morawiecki intensywnie romansował z Platformą. Był doradcą Tuska akurat wtedy, kiedy Pytel był w kierownictwie Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Dokładnie w tym samym czasie Dworczyk był zatrudniony — nie napiszemy, że pracował — na dyrektorskim stanowisku w państwowym banku PKO BP. To co Pan wtedy robił Panie Generale? Czemu Pan ich nie wytropił? Mamy rozumieć, że stali się ludźmi Kremla dopiero po dojściu PiS do władzy? Nam się te teorie nie kleją, ale całkowicie nie można ich lekceważyć z jednego choćby powodu — z wierzy w nie Donald Tusk. Taka jest dziś polska polityka: obie strony nawzajem oskarżają się o związki z Putinem. Sprawny ten Kreml, ma zabezpieczone interesy bez względu na to, kto rządzi i rządzić będzie.
Źródło: onet.pl
Gdyby nie Smoleńsk Kaczyński nie miałby takiej władzy, i nie byłby tym czym dziś jest!?
Fakt pozostaje faktem. Pod Smoleńskiem był zamach. Dowody na to Macierewiczowi przekazali alianci. Dokumenty potwierdzone podpisami Stalina i Roosevelta wręczył Macierewiczowi sam Churchill, w Jałcie, zaraz po konferencji. Akta te zostały obecnie zbadane przez Napoleona oraz Pana Boga, z sali 13 szpitala w Tworkach. Obaj oni uznali je za jak najbardziej autentyczne.
Antoś znowu był na basenie, i skakał z trampoliny do pustego basenu, bo boi się by go agenci obcego wywiadu nie utopili!?
Do tej pory Macierewicz przerobił już właściwie wszystkie możliwości, wskazujące na zamach. Była sztuczna mgła, wybuch na pokładzie, jakieś fale magnetyczne, odstrzał z lądu, celowe uszkodzenie samolotu przed lotem. Fantazja Macierewicz wielokrotnie okazała się niezwykle twórcza i kreatywna. O ile doszło do jakiegokolwiek wybuchu na pokładzie Tupolewa to był to wybuch gniewu Kaczyńskiego, że nie można lądować no i ktoś nie wytrzymał i głośno pierdnął sobie....
16 09 2022 Wróg premiera wraca do rządu. „Morawiecki zbladł, jak się dowiedział”.
Premier został zmuszony do podpisania nominacji dla Janusza Kowalskiego na nowego wiceministra rolnictwa, choć jeszcze kilkanaście miesięcy temu sam wyrzucał go z rządu. — Janusz jest wyrzutem sumienia Morawieckiego. Wszystko, co kiedyś mówił, teraz się sprawdza – mówi nam polityk Solidarnej Polski.
- Kowalski ma obsesję na punkcie dwóch ludzi: Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego
- Od 2019 r. Kowalski był wiceministrem aktywów państwowych. Był pierwszym, który zwracał uwagę na formalną odpowiedzialność Morawieckiego za tzw. wybory kopertowe, które się nie odbyły, ale pochłonęły ponad 70 mln zł z budżetu państwa
- W lutym 2021 r. Mateusz Morawiecki wyrzucił go z rządu. W dniu dymisji Kowalski udzielił wywiadu portalowi Interia: — Prawdopodobnie przez to możemy przegrać najbliższe wybory. Wszystko dlatego, że koszty energii i ciepła będą dla Polaków nie do zaakceptowania
Janusz Kowalski jest nowym wiceministrem rolnictwa. Zastąpił swojego partyjnego kolegę Norberta Kaczmarczyka, który został wyrzucony z rządu po serii publikacji na temat jego hucznego wesela, ślubnego prezentu w postaci ciągnika za półtora mln zł, wątpliwości wokół latyfundiów uprawianych przez jego brata, a nawet tego, czy miał on prawo ubiegania się o odszkodowanie za straty, które rzekomo uczynił grad. Sprawa śmierdziała na kilometr, a wieś to oczko w głowie PiS. Głowa Kaczmarczyka została ścięta. Ziobryści bronili Kaczmarczyka. Odgrażali się, że nikt z nimi już nic nie konsultuje i że w odwecie zaatakują frontalnie druha premiera, czyli Michała Dworczyka. Jak pisaliśmy w Onecie, sugerowali też, że zablokują wybór członków nowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ostatecznie zadowolili się nowym rozdaniem z partyjnego rozdzielnika. Przy okazji wymusili sytuację, w której upokorzony został sam premier. Wszystko dlatego, że Mateusz Morawiecki kilkanaście miesięcy temu wyrzucił Janusza Kowalskiego z rządu. Historia ich trudnych relacji może nie jest długa, ale za to bogata.
Kowalski ma obsesję na punkcie dwóch ludzi: Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego. Sam kiedyś był w Platformie, wręczał nawet Tuskowi kwiaty, co uwieczniono na zdjęciu, jednak jego polityczne losy przez większość życia wiązały się z prawicą. Dość powiedzieć, że to właśnie Janusz Kowalski wciągnął do polityki gwiazdę Solidarnej Polski, czyli Patryka Jakiego. Przeciwnik zielonej rewolucji. Od 2019 r. Kowalski był wiceministrem aktywów państwowych. Był pierwszym, który zwracał uwagę na formalną odpowiedzialność Morawieckiego za tzw. wybory kopertowe, które się nie odbyły, ale pochłonęły ponad 70 mln zł z budżetu państwa. To Morawiecki podpisywał kluczowe dokumenty, nie Jacek Sasin (podlegała mu Poczta Polska). Jak ujawniliśmy w Onecie, to właśnie premier zamawiał później opinie prawne, które miały udowodnić, że nie złamał prawa. Jednak konikiem Kowalskiego jest energetyka. Był w przeszłości m.in. członkiem zarządu gazowego giganta PGNiG. Sprzeciwiał się zielonej rewolucji, bronił węgla, atakował premiera za żyrowanie porozumienia w ramach Unii Europejskiej w sprawie tzw. zielonego ładu, czyli przyspieszenia likwidacji energetyki węglowej. Intensywnie spotykał się ze związkowcami z branży energetycznej, tworzył własne kanały komunikacji z tym środowiskiem. Ludzie premiera zarzucali mu też kreowanie przecieków do mediów dotyczących Polskiego Ładu.
W lutym 2021 r. Mateusz Morawiecki wyrzucił go z rządu. W dniu dymisji Kowalski udzielił wywiadu portalowi Interia: — Prawdopodobnie przez to możemy przegrać najbliższe wybory. Wszystko dlatego, że koszty energii i ciepła będą dla Polaków nie do zaakceptowania – stwierdził Kowalski ponad półtora roku temu. — Janusz jest wyrzutem sumienia Morawieckiego. Wszystko, co mówił, teraz się sprawdza – mówi nam polityk Solidarnej Polski.
Inny sympatyk Kowalskiego: — Podobno Morawiecki zbladł, jak się dowiedział, że Nowogrodzka dała zielone światło dla nominacji dla Janusza.
Premier od miesięcy blokował powrót Janusza Kowalskiego do rządu. Ziobryści próbowali przeforsować jego kandydaturę do resortów klimatu i rozwoju. Ostatecznie udało się z rolnictwem, choć akurat z tą działką świeżo upieczony wiceminister nie miał zbyt wiele wspólnego. 
No może poza członkostwem w Parlamentarnym Zespole Rolnym. To istniejące od jesieni 2019 r. ciało, które do tej pory spotkało się raz – po to, by wybrać prezydium.
Drugie posiedzenie było zaplanowane na 13 września tego roku. Tematem dyskusji miały być szanse wynikające z eksportu polskich alkoholi. Debata została jednak odwołana. Pewnie nie bez znaczenia był fakt, iż szefem zespołu jest… Norbert Kaczmarczyk, zdymisjonowany właśnie z funkcji wiceministra rolnictwa. Janusz Kowalski, który zastąpił go w resorcie, opuścił zespół w marcu tego roku.
Źródło: msn.com
No, no to ten Kowalski co kilka dni temu w sejmie podczas dyskusji o reparacjach wojennych od Niemiec popisał się i w emocjach krzyknął w stronę opozycji: "volksdeutsche!".
Swoje wystąpienie zaczął od oskarżeń skierowanych w stronę posłów opozycji, twierdząc, że są ukrytą opcją niemiecką. – Partia niemiecka podnosi głowę w Polsce, mówicie po polsku, ale myślicie po niemiecku – zarzucił. No i tym wystąpieniem w pełni zasłużył na tekę wiceministra rolnictwa!?

16 09 2022 Jacek Sasin dostał zadanie specjalne. Ma wyeliminować premie prezesów. Na celowniku 173 firmy.
Rządzący wzięli się za cięcie wynagrodzeń prezesów spółek z udziałem skarbu państwa. Na celowniku są 173 firmy. Nadzorującemu te podmioty Ministerstwu Aktywów Państwowych nie brakuje determinacji. Szkopuł w tym, że premie są przyznawane w lipcu, więc jeśli chodzi o ten rok, można rzec: musztarda po obiedzie. Obóz rządzący na kanwie turbulencji gospodarczych i przyszłorocznych wyborów parlamentarnych wpadł na pomysł odebrania premii prezesom spółek z udziałem skarbu państwa. Przypomnijmy, że najpierw pomysł zdawkowo zapowiedział Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, podczas wtorkowego spotkania z wyborcami w podwarszawskim Pruszkowie. Powiedział wówczas, że "zabroni brania premii"  i  dodał, że szczegóły tego rozwiązania w najbliższych dniach przedstawi premier Mateusz Morawiecki. Dwa dni później, w czwartek 15 września, w  trakcie konferencji prasowej szef rządu oświadczył, że poprosił wicepremiera, ministra aktywów państwowych Jacka Sasina o "wyeliminowanie premii dla zarządów spółek skarbu państwa". Więcej szczegółów nie podał. Chcieliśmy je uzyskać od resortu kierowanego przez Jacka Sasina. Na pytanie, jak Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP), wykona to zadanie: czy sięgnie po regulacje, czy ostatecznie użyje siły perswazji, odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Dowiedzieliśmy się natomiast, że resort jest zdeterminowany do działania.
"Jest oczywiste, że w czasie największego od lat kryzysu, jaki został wywołany na skutek działań Rosji, ważnym celem działania władz spółek Skarbu Państwa jest stabilizacja sytuacji oraz minimalizacja wpływu kryzysu na zwykłych obywateli. W tak trudnym czasie władze spółek powinny się koncentrować przede wszystkim na ochronie swoich klientów i wykazywać jak najdalej idącą powściągliwością, jeśli chodzi o zarobki czy premie" - informuje departament komunikacji resortu aktywów państwowych w odpowiedzi na pytania money.pl. Zapytaliśmy resort aktywów państwowych, co z premiami w ministerstwach: czy one również pójdą pod nóż przy okazji robienia porządków w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, ale odpowiedzi na to pytanie nie otrzymaliśmy. Resort Jacka Sasina, odpowiadając na nasze pytania, nie przepuścił natomiast okazji, by przypomnieć, że  w  przeszłości obecny rząd wprowadził wiele zmian, które dotyczą wynagradzania kadry kierowniczej w spółkach skarbu państwa. "Było to przede wszystkim wprowadzenie w 2016 r. tzw. nowej ustawy kominowej, która ograniczała patologie i nadużycia przy stosowaniu wcześniej obowiązujących przepisów. Dzięki temu wyeliminowane zostały takie sytuacje, jakie miały miejsce np. w 2015 r. w PKN Orlen, gdzie w ciągu jednego roku ówczesny prezes zarobił ponad 6,5 mln zł" - podkreśla resort.
Rzeczywistość, jaka jest, każdy widzi. Polacy mogą być skazani na palenie czym tylko się da, bo węgiel nie dość, że jest drogi, to nie ma go w składach. W tej sytuacji komunikat, że władza zaciska pasa, jest bardzo potrzebny. Szkopuł w tym, że premie są przyznawane w lipcu, więc jeśli chodzi o ten rok, można rzec: musztarda po obiedzie. A do przyszłego roku wiele może się jeszcze wydarzyć - mówią nasi rozmówcy, którzy wolą zachować anonimowość. Dlatego w tym momencie menedżerowie niespecjalnie przejmują się tym, co o ich premiach mówią włodarze. Ponadto cały czas brakuje konkretnych informacji w tej sprawie i nie wiadomo, kiedy je poznamy, bo resort aktywów państwowych na tym etapie nie chce udzielić szczegółowych informacji. Wiadomo, że cięcia będą dotyczyć premii. Jak należy to interpretować? To, co wydaje się na pierwszy rzut oka jasne, to fakt, że zapowiedź dotyczy tylko jednego składnika wynagradzania, czyli premii. Oznacza to, że nie jest zamiarem władzy zmniejszanie wynagrodzeń zasadniczych osób kierujących, ani pozbawianie ich nagród czy świadczeń np. samochodów, opieki medycznej, programów emerytalnych czy odpraw. Wydaje się, że to wszystko zostanie nienaruszone. Premia premii jednak nierówna. Bo w sumie, o co chodzi? O jaką premię? Za jaki okres? Premię za ten 2022 rok? Czy dopiero tę z przyszłości… – zastanawia się w rozmowie z money.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Wojewódka i Wspólnicy.
Jarosław Kaczyński zablokował premie dla nominatów w spółkach Skarbu Państwa. - Nie wiem, jak sobie poradzą ich rodziny – ironizowała w programie Money.pl dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak wyjaśniała, pensje w spółkach z udziałem państwa powinny być wysokie, gdyż powinniśmy ściągać do nich specjalistów w swoich dziedzinach. – Problem w tym, że tego nie robimy. Ściągamy za to znajomych i przyjaciół królika. Po prostu trzeba zmienić system, bo jak patrzymy na kompetencje osób z zarządów i rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, to woła to o pomstę do nieba – wyjaśniała.
Źródło: money.pl
Z forum: A ile sasinów będzie kosztować ta akcja Sasina?
A ma na celowniku Obajtka i Rydzyka ? A kiedy odda kasę za wybory ?
Jak to było? WYSTARCZY NIE KRAŚĆ?
Szarańcza PiS-owska, za co te premie???Ludzie, ogarnijcie, się, samowola, nepotyzm , korupcja i okradanie nas obywateli i Skarbu Państwa przez mafię PIS jest już poza wszelką kontrolą. Rozdają między swoich nie swoje pieniądze, tylko NASZE, Czas tą bandę postawić przed sądem rozliczyć oraz zakazać pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych w kraju. Żadnych! Mamy do tego, jako naród gwarantowane Konstytucją prawo.
W Polsce nic się nie zmieni dopóki degenerat z Żoliborza nie odejdzie z tego świata, ponieważ jest on wyłącznym gwarantem przestępczego rozdawnictwa . Po zlikwidowaniu PiS potrzeba będzie co najmniej 10 lat aby opanować skundlenie społeczeństwa tzn. przyzwyczajenie do rozdawnictwa , i to jest największa tragedia Polski .
Wbrew propagandowej nowomowie społeczeństwo nie dzieli się na zamożnych i mniej zamożnych. Problem w Polsce polega na tym że społeczeństwo dzieli się na wąską oligarchię i gro biednych. Co to za bandycki kraj w którym bankster-historyk dorobił się majątku 40 mln. a babci-emerytce, po zapłaceniu czynszu, zostaje na życie 10- zł. dziennie ? Co to za bandycki kraj w którym emeryt ZUS dostaje 2 tys. a partyjna nomenklatura od nieistniejącej elektrowni atomowej, czy pilnowania łąki, 200 tys. ? Co to za bandycki kraj w którym nauczyciel zarabia 3 tys. a bankster 300 tys. ? Za oligarchizację odpowiada 20 lat rządów PO-PIS. Tworzenie prawa przez złodziei dla złodziei, korupcja, bezkarność, kosmiczne wynagrodzenia partyjnych nominatów w bankach, spółkach skarbu państwa, spółkach samorządowych. Do tego tysiące komisji, fundacji, agencji, rad, gabinetów, zarządów od wyprowadzania pieniędzy dla tysięcy szabrowników od nic nie robienia. To partyjna mafia żywiąca się grabieniem waszych dziadowskich oszczędności, dziadowskich pensji, fałszowaniem rewaloryzacji waszych dziadowskich emerytur ZUS. A złodziei przegania się sztachetami nie komentarzami.
Ten człowiek "ukradł" kiedyś z bratem księżyc, teraz próbuje "ukraść" Polskę. Ta jego decyzja o wstrzymaniu premii to próba rozbudzenia emocji u tych fanów pisu którzy głosując na pis argumentując...kradną , ale się dzielą. Prezes partii decyduje już teraz o wszystkim...kto jest agentem Putina, kto nie, kto i gdzie zatruł Odrę, kto jest nam wrogiem ( Niemcy UE), przyjaciół nie wskazuje, nawet kto ile będzie zarabiał......tchnie z daleka gomułkowszczyzną........ 
15 09 2022 Awantura w Sejmie z udziałem Kaczyńskiego. Zdecydowana reakcja Jackowskiego.
— Absolutnie nie sądzę i nie mam absolutnie żadnych podstaw do tego, by przypuszczać, że pani poseł Barbara Nowacka jest moskiewską lobbystką. To jest zarzut, który pozostawię bez komentarza — oznajmił w "Onet Opinie" senator niezrzeszony, niegdyś w klubie PiS, Jan Maria Jackowski. To reakcja na awanturę w Sejmie z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Awantura w Sejmie związana była z działalnością podkomisji Antoniego Macierewicza. Posłanka Koalicji Obywatelskiej Barbara Nowacka wystąpiła z wnioskiem formalnym o zakończenie działań komisji.
Ma to związek z niedawnym materiałem wyemitowanym przez stację TVN24. W reportażu "Siła kłamstwa" przedstawione zostały wyniki badań, które zaprzeczały tezie o wybuchu w skrzydle prezydenckiego samolotu Tu-154. Według informacji dziennikarzy podkomisja ukrywała dowody, które nie pasowały do lansowanego przez Macierewicza rozwiązania "zagadki" katastrofy smoleńskiej.
— Na trumnie brata, bratowej, waszych przyjaciół i mojej matki, zbudował imperium kłamstwa, które pozwoliło wam przejąć władzę. Jak panu nie wstyd, panie Kaczyński? — mówiła Nowacka w Sejmie.
— Wiedziałem, że tu jest agentura Putina, ale że aż tak liczna, to nie — odpowiedział prezes PiS.
— Absolutnie nie sądzę i nie mam absolutnie żadnych podstaw do tego, by przypuszczać, że pani poseł Barbara Nowacka jest moskiewską lobbystką. To jest zarzut, który pozostawię bez komentarza — oznajmił w "Onet Opinie" Jackowski.
— Używa się w polityce sformułowań próbujących etykietować przeciwnika. W tej chwili nastroje antyrosyjskie w Polsce są powszechne i z punktu widzenia politycznego tego rodzaju etykietka może być wyjątkowo szkodliwa. Jest to argument, który jest — jako socjotechnika — używany w walce politycznej. I w tych kategoriach patrzę na to sformułowanie — komentował senator.
Myślę, że to ma duże znaczenie. Cofnijmy się do 10 kwietnia, kiedy przedstawiano opinii publicznej w sposób ewidentny tę tragedię w kategoriach zamachu. Takie słowa przecież padły. W normalnej sytuacji, w normalnym państwie, gdyby zginęła głowa państwa w takiej tragedii i byłoby przypuszczenie, że był to zamach, to włącza się instancje międzynarodowe, które miałyby te kwestie rozstrzygnąć — mówił z kolei Jackowski, odnosząc się stricte do reportażu TVN24.
— Sami nie wierzą w zamach? — pytał prowadzący program Andrzej Stankiewicz. — Tego nie wiem, ale jest pewna sprzeczność. Jeśli ktoś mówi publicznie, że był zamach, a potem nie wyciąga z tego dalej idących konsekwencji na płaszczyźnie prawa międzynarodowego, to ja zaczynam wątpić, czy rzeczywiście ci, którzy tę tezę głosili, są do tej tezy przekonani — odparł senator.
Tematem rozmowy były też wydarzenia w Pruszkowie. We wtorek Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami tego miasta musiał odpowiedzieć na kilka niewygodnych pytań. "Dlaczego pan prezes toleruje takie draństwa w swojej partii?" — usłyszał między innymi szef partii rządzącej. — Tam żadnego draństwa nie było — stwierdził Kaczyński, odnosząc się do afery respiratorowej. Jackowski, pytany o "draństwa", niespodziewanie zszedł na temat nieżyjącego byłego senatora PiS Stanisława Koguta. — Czy dla pana ta historia jest draństwem? — pytał Stankiewicz.
Ja uważam, że to było draństwo. Nie chcę oceniać zarzutów, które były senatorowi Kogutowi stawiane publicznie, ale sposób, w jaki cała sprawa została przeprowadzona, ze słynnym spotkaniem z klubem senackim PiS, które wtedy nastąpiło z prezesem Kaczyńskim, który zarzekał się, że dowody są czarno na białym... Przypomnę, że do dnia śmierci senatora, a więc kilka lat po tym, jak miało miejsce głosowanie w jego sprawie, nie został złożony w sądzie akt oskarżenia. Sądzę, że to daje wiele do myślenia — oznajmił Jackowski.
— Jak prześledzimy obiektywnie to, co się działo wokół osoby senatora Koguta, to jest to ogromna tragedia — dodał. W programie poruszony został także wątek galopującej inflacji. — Jest grupa czynników zewnętrznych, obiektywnych, ale jest też grupa czynników, które są po stronie obecnej administracji — zarówno NBP, ale przede wszystkim polityki gospodarczej rządu. Widzimy dziś, że wiele rozwiązań gospodarczych to były pieniądze, które w sposób sztuczny zostały wpuszczone na rynek. To tzw. pusty pieniądz. To spowodowało złagodzenie skutków pandemii, ale też podsycenie inflacji. Okazuje się, że podwyższenie standardu życia było albo na kredyt, albo poprzez pusty pieniądz. Teraz następuje bolesna korekta — komentował Jackowski.
Ludzie, którzy przyzwyczaili się do pewnego poziomu życia, stają przed wyborem, że trzeba się ograniczać. Z tego punktu widzenia to trudny czas dla rządu. Gdyby tego kryzysu nie było, rząd mógłby na przekonaniu, że jest coraz lepiej w Polsce, budować swoją strategię wyborczą na wybory parlamentarne — wskazał senator.
Żródło: onet.pl
Macierewicz robi wszystko by jak najdłużej utrzymać jednoosobową komisję sejmową, by mieć dodatkowe fundusze, kierowcę z samochodem, i ochronę!? Mam nadzieję, że to dopiero początek wielkiej burzy jak nas czeka!?
Kogut umarł bo zadziobały go kury!? Czy Kurski zastąpi Morawieckiego wkrótce się przekonamy!?

15 09 2022 Inflacja to zjawisko walutowe! Zawsze wywołuje ją rząd!
Niektórzy uważają, że inflacja to wynik migracji do Polski Ukraińców, bo oni zwiększają u nas popyt. Tak, ale na to zwiększenie popytu biznes reaguje zwiększeniem podaży, bo przybysze w pierwszej kolejności zwiększają popyt na produkty, których produkcję jest łatwo uzupełnić czy zwiększyć. A więc jeśli wolumen waluty się nie zmienia, ale z powodu większej liczby ludzi nią operujących zwiększa się liczba dokonywanych transakcji, to znaczy, że wystąpi deflacja. Jeśli obserwujemy jednak inflację, to znaczy, że właściciel waluty tak manipuluje jej parametrami, że zwiększa jej liczbę ponad wzrost liczby transakcji. Inflację na polskich złotówkach mogą wywołać tylko i wyłącznie polskie instytucje, na które wpływ ma rząd Polski, któremu zależy na inflacji, bo to dodatkowy, ukryty podatek. Inne rządy mają na to wielokroć mniejszy wpływ, w zasadzie znikomy. Inaczej jest z euro, bo na nie ma wpływ wiele rządów. Inflacja to zjawisko walutowe. Propagandyści PiS-u, i powtarzający po nich sympatycy, zwalają winę za rosnącą inflację na Rosję, która rozpoczęła wojnę na Ukrainie. To wywołało kryzys, konieczność sankcji, a te wywołały inflację w całej Europie. Taka propaganda to oczywiście oszustwo i służy otumanieniu mas. Rządy po prostu skorzystały na wojnie, by ściągnąć z własnych obywateli więcej podatku bez wywołania buntu, bo całą winę można zwalić na Putina i ciemny lud to kupi.
Ludziom wciska się kit, jakoby inflacja to było zjawisko terytorialne – gdzieś jest, a gdzieś nie ma, gdzieś jest większa a gdzieś mniejsza. To nieprawda. Inflacja to zjawisko walutowe i jest wszędzie, gdzie się operuje daną walutą. Inflacja nie jest specyficzna dla jakichś regionów, ale jest inna na euro, a inna na złotówce. Jest też inna na tej samej walucie, ale w różnych państwach – w tych, które mogą same określać pewne parametry swojej waluty – na przykład stopy procentowe obowiązkowej rezerwy cząstkowej. Inflacje powodują tylko i wyłącznie ci, którzy walutą rządzą i określają jej parametry. Oczywiście dotyczy to tylko waluty fiducjarnej, bo na kruszcach czy kryptowalutach już tak łatwo inflacji wywoływać się nie da. Ludność co najwyżej reaguje na inflację – zwiększeniem lub zmniejszeniem popytu lub podaży. Inflacja jest funkcją liczby transakcji i wolumenu waluty – nie ma w tym nic geograficznego. Inflacja na fiducjarnej walucie państwowej jest wywoływana tylko i wyłącznie przez państwo, które nią zarządza i może walutę kreować. W sytuacji kryzysowej państwo wywołuje inflację, bo to jest dodatkowy podatek – po prostu każda wykreowana kwota waluty to zysk dla budżetu państwa. Rząd robi to, bo może zwiększyć podatki zwalając to na kogoś innego – tego, kto wywołał kryzys. Obecnie w Polsce za inflację na złotówce odpowiada tylko i wyłącznie PiS. Jakby chcieli, to by żadnej inflacji nie było. Jeśli uznamy, że podatki są dobre, to oczywiście dobry jest też podatek inflacyjny. W zasadzie inflacja to najlepsza forma opodatkowania. Złe w tym procederze jest to, że rząd to ukrywa, oszukuje ludzi, że inflacja to coś innego. Uczciwy rząd powinien powiedzieć jasno: wywołaliśmy inflację specjalnie po to, by ściągnąć więcej podatku, bo w sytuacji kryzysowej mamy więcej wydatków i tego potrzebujemy. Mamy wojnę i dlatego wszyscy musimy zacisnąć pasa i partycypować w jej kosztach. A w ogóle, to gdy rośnie liczba ludności w kraju, a zatem zwiększa się i popyt, i podaż, co powoduje wzrost transakcji, które obsługuje polska waluta, to w ogóle inflacji może nie być, a rząd i tak wykreuje więcej waluty, by pokryć ten wzrost transakcji, a zatem na tym zarobi – to będzie podatek całkowicie ukryty, bo nawet inflacji nie wywoła.
Źródło: salon24.pl
Inflacja, wzrost cen, to efekt pracy nieudolnego rządu!? I tu nie ma co się bać tylko taki rząd należy wsadzić do paki!? Morawiecki zamiast szukać oszczędności to tworzy dziesiątki tysięcy niepotrzebnych miejsc pracy w administracji, trwoni bez umiaru majątek narodowy!?
Wysoka inflacja jest w krótkim czasie dla rządu korzystna, ponieważ zwiększa dochody do budżetu państwa (szczególnie z podatku VAT i składek do ZUS-u) i zmniejsza wartość długu publicznego.
Życie na kredyt, ten co to wymyślił Nobla powinien dostać!? Doszło do tego że nie ma państwa na świecie, które nie byłoby zadłużone!? Zatem jak ściągnąć długi, ano banki wymyśliły sobie inflację, bo inflacja to nic innego jak nadmierna dziura budżetowa!? Gospodarką powinny zarządzać rządy, a nie banki które nie mają swoich pieniędzy, tylko trzymają nasze oszczędności!? Pamiętam czasy kiedy nie było czeków, bankomatów, innych diabelskich wynalazków, i ceny w sklepach były stabilne przez lata!? 
14 09 2022 "O jakie draństwa chodzi?". Kaczyński zaskoczony podczas spotkania w Pruszkowie.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości kontynuuje swoje przedwyborcze tournée po Polsce. We wtorek Jarosław Kaczyński spotkał się z mieszkańcami Pruszkowa i musiał odpowiedzieć na kilka niewygodnych pytań. "Dlaczego pan prezes toleruje takie draństwa w swojej partii?" — usłyszał szef partii rządzącej od gospodarza spotkania w Pruszkowie: "Z Facebook'a, ale osoba jest podpisana imieniem i nazwiskiem, pozwoli pan prezes, że zadam to pytanie. To jest wieloletni wiceprezydent tego miasta (Pruszkowa), pan Andrzej Kurzela, który nie ukrywa swojego negatywnego stosunku do formacji, której ja jestem członkiem" — Ja bym chciał doprecyzowanie. O jakie draństwa chodzi? — pytał zdziwiony Kaczyński. — Ja od 32 lat, od kiedy powstało Porozumienie Centrum, jestem przedmiotem ataków i ledwie (…) dowiedziałem się, że jestem faszystą. Dowiedziałem się, że jestem człowiekiem podłym i wziąłem się znikąd, chociaż byłem członkiem władz podziemnych Solidarności itd. Krótko mówiąc, jeżeli chodzi o takie podłości, to trzeba wziąć "NIE" albo podobne pismo i sobie poczytać – zaśmiał się prezes PiS. — Mogę tylko poradzić panu, żeby czasem oglądał coś innego niż TVN — dodał. To nie jedyne pytanie, z którym musiał zmierzyć się Kaczyński. Prezes PiS odniósł się także do sprawy afery respiratorowej. — Wiedziałem o tej sprawie i wiedziałem, że w Polsce nawet maseczek nie ma, a te, które są, to są źle rozdzielane. To jest przyczynek do sprawy organizacji służby zdrowia, ale nie o tym mówimy, choć służba zdrowia będzie bardzo ważnym elementem programu, który niebawem ogłosimy. Wtedy maseczki trzeba było zdobywać i tutaj się rzeczywiście nie udało, natomiast tam żadnego draństwa nie było, to była bajka, którą za uszami mieli ci, którym naprawdę te uszy by odpadły — mówił Kaczyński. Kolejne pytanie również uderzało w obecny rząd. "Dlaczego pan toleruje to, że na wszystkich szczeblach dopuszcza się do awansu ludzi z gigantycznym wynagrodzeniami?" — usłyszał Kaczyński. — Jeżeli spojrzeć na wyniki naszej gospodarki i dużych firm państwowych to te wyniki nie wskazują na niekompetencję, to po pierwsze. Po drugie, te wynagrodzenia tam rzeczywiście są wysokie i mogę zrozumieć, że dla przeciętnie, a nawet dla dobrze zarabiającego Polaka ta sprawa jest bulwersująca, ale one są w sile nabywczej ponad 2 razy mniejsze, niż były za czasów PO. Więc może ten pan by się najpierw zapytał swojej partii, bo przypuszczam, że to sympatyk PO, to może warto się z tym pytaniem zwrócić do tej sympatycznej partii. Dopytam o dochody pana (Jacka - red.) Krawca, czyli byłego prezesa Orlenu, a ten nowy prezes jest w kształcie tworzenia największego koncernu, który będzie w tej części Europy Środkowo-Wschodniej przynosił korzyści Polsce — tłumaczył prezes PiS. Podczas spotkania z mieszkańcami Pruszkowa Kaczyński niespodziewanie poruszył także temat premii w państwowych spółkach. "Zabronimy w tym roku ludziom, którzy kierują spółkami Skarbu Państwa brania premii" — ogłosił w wystąpieniu. Jak dodał, "będą też inne zabiegi", ale zastrzegł, że "tutaj nie chce wyręczać premiera Mateusza Morawieckiego". Kaczyński zaznaczył, że stosowne decyzje szef rządu ogłosi w najbliższych dniach. "Zaczekajmy do jutra, najdalej może to trwać dwa dni, bo jutro jest pierwszy dzień Sejmu, będą ważne uchwały podejmowane, w związku z tym musimy być może odłożyć tę jutrzejszą konferencję prasową, ale to będzie już decyzja premiera" — powiedział prezes PiS.
Źródło: onet.pl
Tyle lat czekam na śledztwo w sprawie spółki Telegraf, Srebrnej, Rostowski od zera do multimilionera, Morawiecki za zakup ziemi, Szumowski COVID, Obajtek .....
Nie znam polityka, któremu na sercu leżałoby dobro kraju, jego narodu, wszyscy jak jeden patrzą tylko skąd by tu jeszcze przywłaszczyć kolejne miliony!? Zapomnieli co to znaczy przyzwoitość, zazdrość ich zżera, że inni kradną a oni nie mogą!? Tak nasączeni są jadem, że gdyby któregoś żmija ukąsiła toby natychmiast podła!? Jeśli obecnej władzy trzeba tłumaczyć jak być przyzwoitym, za co dostaje się po łapach, to nasuwa się pytanie czy ludzie tej władzy potrafią samodzielnie myśleć? Być przyzwoitym czy to naprawdę jest takie trudne? 
12 009 2022 "To nieuchronne". Sklepy spożywcze w Polsce nad przepaścią.
- Nie możemy być zostawiani sami z takimi dylematami: ciągnąć biznes dalej, wiedząc, że jest nierentowny, czy zamknąć go na zawsze. Małe sklepy będą upadać, to nieuchronne - mówi money.pl pan Leszek, właściciel jednego ze sklepów spożywczych na warszawskiej Woli. Opłacalność prowadzenia biznesu w branży spożywczej jest dramatycznie niska, na co wskazuje m.in. Polska Izba Handlu, kierując w tej sprawie apel do rządzących. Pod koniec sierpnia w money.pl pisaliśmy o piekarniach i cukierniach działających na granicy opłacalności z powodu sytuacji wywołanej drastycznymi podwyżkami cen energii. O ile w ich przypadku najbardziej dotkliwy jest wzrost ceny gazu, o tyle właściciele sklepów spożywczych zwracają uwagę przede wszystkim na bezprecedensowe podwyżki cen prądu.
- Firmy z branży spożywczej zużywają bardzo dużo energii elektrycznej. Lodówki, chłodnie, zamrażarki, oświetlenie - jest tego sporo. Ceny podskoczyły nawet ośmiokrotnie. Jeżeli nic się nie zmieni, małe sklepy będą upadać - mówi money.pl pan Leszek, właściciel jednego ze sklepów spożywczych w Warszawie. Jak dodaje, sklepikarze coraz częściej stają przed koniecznością wyboru między prowadzeniem nieopłacalnej działalności a zamknięciem interesu.
Branża handlowa apeluje o wsparcie małych przedsiębiorstw w związku ze wzrostem kosztów energii. Bez jakiejś formy pomocy państwa, małe firmy handlowe będą musiały albo mocno podnosić ceny, albo będą stawać przed widmem bankructwa - nie ma wątpliwości Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu (PIH). Problem tworzy też wysoka inflacja w Polsce. W sierpniu wyniosła ona 16,1 proc., co zaskoczyło ekonomistów, którzy spodziewali się utrzymania wskaźnika na podobnym poziomie, co miesiąc wcześniej (15,6 proc.). Wiceprezes PIH podkreślił, że przyczynia się ona do ograniczenia zakupów przez Polaków. Zgodnie z danymi CMR wzrosty obrotów w małych sklepach są duże, ale jednocześnie liczba sprzedanych produktów się zmniejsza. Widać bardzo silny wpływ inflacji na funkcjonowanie sklepów i decyzje zakupowe klientów - stwierdził Maciej Ptaszyński.
Źródło: money.pl
Których polskich firm nie zniszczył Balcerowicz, nie dobił Rostowski to wykończy je Morawiecki. Dlaczego oni wszyscy urodzeni są pod Gwiazdą Dawida!?
Wreszcie należy zrozumieć, że każda pomoc państwa wiąże się nierozerwalnie, z kolejnymi podwyżkami wszystkiego co tylko jest możliwe, no bo przecież państwo nie ma swoich pieniędzy!? Ba domagając się pomocy dajemy pasibrzuchom mającym władzę okazję do kolejnych przekrętów, by nabić swoje kieszenie kasą!?
Balcerowicza przetrwały te firmy co zawiesiły działalność, lub ograniczyły znacznie działalność, za Morawickiego to może nie wystarczyć!? Wychodzi na to że za Morawieckiego nic się nie opłaca!? Doszło do tego, że nawet jak na polu będziesz zbierał brylanty, zamiast kamieni, to będzie to dla Ciebie nieopłacalne, ba jeszcze do tego interesu musisz dopłacić!? Rząd zawsze się wyżywi, a ja odpowiadam nie okradając pazernego rządu, okradasz swoją rodzinę!?
Z forum: Koszt produkcji 1 MWh energii z węgla to 250 zł. Pytajcie tych z PiS dlaczego na polskiej giełdzie kosztuje nawet 2500 zł! I nie mieszajcie do tego UE. Gdzie idą te potężne miliardowe zyski. Pytajcie Sasina, Kaczyńskiego i premiera. To oni są odpowiedzialni, nikt inny.
U nas wszystko jest nierentowne dzięki naszym rządom. Rentowne są tylko wielkie supermarkety które nie płacą podatków w Polsce
Wojna handlowa z Rosją wykończy naszą gospodarkę , miliardy pompowane w przesiedleńców ukraińskich rujnują Polskę.

12 09 2022 Brat wiceministra Kaczmarczyka zgłosił straty po gradobiciu, którego według urzędników nie było.
Konrad Kaczmarczyk, brat wiceministra rolnictwa zgłosił urzędnikom, że w wyniku gradobicia ucierpiała jego uprawa soi. Specjalna komisja stwierdziła jednak, że szkód nie było. Mało tego: w dniu, w którym miało do nich dojść, według ekspertów na terenie gminy nie padał grad. Zgłoszenie Kaczmarczyka dotyczyło upraw na 141-hektarowym polu, które – jak ujawniła Wirtualna Polska - pomógł mu poddzierżawić brat. - Pierwsze słyszę, żeby w 2022 było tu jakieś gradobicie. Nic takiego sobie nie przypominam – dziwi się rolnik, który gospodaruje na polu obok 141-hektarowej działki uprawianej przez Kaczmarczyków. - Nic takiego nie miało miejsca. A wiedziałbym, bo rzepak, który uprawiam, jest wrażliwy na takie sytuacje, a nie był wytracony, czyli nasiona nie wysypały się z łuszczyn - dodaje drugi.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, u progu wakacji Konrad Kaczmarczyk, brat wiceministra rolnictwa Norberta Kaczmarczyka, zgłosił w Urzędzie Gminy w Kozłowie, że 9 czerwca 2022 roku przez jego pole we wsi Kępie przeszło gradobicie, które zniszczyło część uprawy soi. Zgłaszając straty, uruchomił procedurę zmierzającą do wypłaty odszkodowania po wystąpieniu szkód w gospodarstwie rolnym. Każdy rolnik, który składa wniosek o oszacowanie szkód powstałych w wyniku niekorzystnego zjawiska atmosferycznego w gospodarstwie rolnym, oświadcza jednocześnie, że znane mu są skutki składania fałszywych oświadczeń wynikające z art. 297 Kodeksu karnego. Według tego przepisu, osobie, która poświadcza nieprawdę, by otrzymać wsparcie finansowe, grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Według naszych ustaleń, Konrad Kaczmarczyk nie podpisał jeszcze protokołu komisji i przysługuje mu prawo odwołania. Poprosiliśmy go o komentarz w tej sprawie. W odpowiedzi przesłał nam wiadomość głosową. - Skoro zgłosiłem szkody, to prawdopodobnie w tamtym rejonie gradobicie musiało przechodzić. A że była powołana komisja, która oceniła, że nie, to znaczy, że nie było. Tak to funkcjonuje w rolnictwie, że jeżeli występują na danym terenie szkody, to się to zgłasza. To chyba normalna procedura, tak? A że okoliczni rolnicy [twierdzą, że gradobicia nie było – przyp. red.]? Jacy okoliczni rolnicy? Proszę dane tych okolicznych rolników podać, którzy stwierdzili, że u nich nie było. U jednego rolnika przechodzi gradobicie, a u drugiego nie przechodzi gradobicie – tłumaczy w nagraniu. Potem przesyłał kolejne wiadomości tekstowe. Wyjaśnia w nich, że "grad bije pasowo/miejscowo". I że "im większe pole, tym większa możliwość, że po nim przejdzie".
O braciach Kaczmarczykach zrobiło się głośno po weselu Norberta, na którym bawiło się pół tysiąca ludzi, wśród nich szef Solidarnej Polski, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Kontrowersje wzbudził nie tylko rozmach imprezy, ale także prezent, który Norbertowi przekazał Konrad – ciągnik o wartości około 1,5 miliona złotych. Wręczali go przedstawiciele firmy handlującej sprzętem rolniczym, która z nagrań z tej imprezy zmontowała materiał reklamowy. Media zaczęły wtedy analizować, czy urzędujący wiceminister powinien przyjmować takie prezenty. Dziennikarze zastanawiali się także, po co komuś, kto w oświadczeniu majątkowym deklaruje, że gospodaruje na 16 hektarach, maszyna będąca w stanie obrobić wielokrotnie większe pola. Norbert Kaczmarczyk wydał oświadczenie, z którego wynika, że prezent właściwie nie był prezentem. Brat tylko użyczył mu ciągnik z okazji wesela. A korzystać będą z niego razem z bratem – bo działalność rolniczą prowadzą w ramach jednego gospodarstwa.
Źródło: wp.pl
Gradobicie mogło sobie być, ale nie wyrządziło szkód, tak bardzo często się zdarza!? No i gdyby nie wesele to komisja stwierdziłaby całkowite zniszczenie upraw soi, a tak pewnie będzie dymisja!? 
11 09 2022 "Stan Wyjątkowy". Wszystkie namiętności Kurskiego. Kaczyński beszta nieboszczyka. Wybuchowy kontrahent Obajtka.
Właściwie to nie wiemy, które staropolskie przysłowie najlepiej oddaje sytuację Jacka Kurskiego. Może "dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie". Lub też "żeby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała". Ewentualnie "nadzieja matką głupich". A może popularne w polityce personalnej Jarosława Kaczyńskiego stwierdzenie "co się odwlecze, to nie uciecze". Nasz problem wynika z tego, że każda z tych narodowych mądrości do jakiegoś stopnia odpowiada na pytanie, czemu po sześciu latach nawilżania bagna w TVP, pierwszy bagienny został ścięty. Nie, to nie jest tak, jak się to stara zaprezentować Jacek Kurski — że w sumie sam chciał odejść do nowych zadań, a zatem partia matka po prostu przesuwa go na nowy odcinek. Tak, Kurski chciał odejść z TVP, tyle że nie teraz i nie w taki sposób. Zamierzał kandydować w wyborach do Sejmu w przyszłym roku, ale biorąc urlop w TVP. Rzecz jasna — i tak sterowałby telewizją z tylnego fotela, wszak to główne narzędzie propagandy wyborczej PiS. Czemu zatem Kaczyński nagle opuścił kciuk do dołu? Wszak jeszcze 2,5 roku temu oszukał prezydenta, że odwoła Kurskiego. Otóż przez te 2,5 roku wiele się zmieniło. Oczywiście, to nie jest tak, że prezesowi ciążyła toporna, chamska i prymitywna propaganda polityczna TVP. Kaczyński uważa, że tak trzeba docierać do wielu słabiej wykształconych wyborców. W jego myśleniu propaganda Kurskiego, to tarcza chroniąca PiS przed aferami rządu, atakami opozycji oraz krytyką ze strony Unii Europejskiej. Prawda w tym wszystkim ma najmniejsze znaczenie, co Kurski świetnie udowodnił. Robiąc dobrze prezesowi i partii, a robiąc źle opozycji i Brukseli, popełnił Kurski jednak zasadniczy z punktu widzenia Kaczyńskiego błąd: zgrzeszył pychą. Telewizja państwowa zaczynała przypominać dworską stację Kurskiego, w której on sam był głównym bohaterem. Przede wszystkim, używając TVP, rozgrywał własne gry w obozie władzy, zwalczając premiera, a czasami nawet atakując prezydenta. Do tego doszedł kult jednostki — Kurski prężył się na koncertach i widowiskach sportowych w pierwszym rzędzie, zazwyczaj z małżonką, jakby byli Pierwszą Parą. Żaden prezes TVP w wolnej Polsce nie używał telewizji do rodzinnego autolansu. Prezentacje ramówek coraz częściej wyglądały jak transmisje z Kremla, w których Kurski prezentowany był niczym Putin — i nie był to przypadkowy zbieg okoliczności. Do tego wszystkiego Kurski coraz częściej próbował narzucać Kaczyńskiemu konkretne decyzje polityczne. Dla przykładu — w czerwcu odbierając nic nieznaczącą nagrodę prawicowego portalu Kurski wygłosił prawdziwe expose, wzywając w obecności Kaczyńskiego do "przyspieszenia". To było wyjątkowo bezczelne, bo Kurski zaatakował PiS za rzekomo zbyt zachowawcze działania, odwołując się przy okazji do hasła Kaczyńskiego sprzed 30 lat, gdy prezes uważał, że rozliczenia z komunizmem idą zbyt wolno. Według informacji autorów słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" — dziennikarzy Onetu Andrzeja Stankiewicza oraz Kamila Dziubki — prezes PiS był ambicjami politycznymi Kurskiego coraz bardziej poirytowany. W dodatku Kurski — jakkolwiek groteskowo to brzmi — wymyślił sobie, że zostanie premierem. I to był jeden z powodów jego brutalnej walki z Mateuszem Morawieckim.
Kaczyński nie mógł pozwolić, by w partii był ktoś, kto myśli, że jest niezastąpiony i dlatego jest numerem 2, z perspektywami na premierostwo. Prawda jest też taka, że wpuszczając na antenę jednych, a blokując wielu innych, Kurski dorobił się potężnego grona przeciwników w PiS — nie tylko Morawieckiego. Część partii z dużym niesmakiem odbierała wyczyny pozaekranowe prezesa TVP — na czele z jego drugim kościelnym ślubem, po unieważnieniu pierwszego, trwającego niemal ćwierć wieku małżeństwa. Wieść gminna niesie, że duży wpływ na decyzję Kaczyńskiego o zmianie władz TVP miały głosy niezadowolenia z Kurskiego, które sączyli prezesowi politycy PiS podczas prezesowskiego tournée po Polsce. Tak się składa, że dymisja Kurskiego zbiegła się w czasie ze wznowieniem przez Kaczyńskiego przedwyborczego objazdu kraju. Prezes odwiedził m.in. górali oraz mieszkańców Podkarpacia, czyli swój twardy elektorat. O telewizji co prawda nie mówił, ale często zarzekał się, że PiS nie kradnie — czego "Stan Wyjątkowy" w żaden sposób nie łączy z sytuacją w TVP. Prezes starał się pokazać, jak bardzo ściga korupcję we własnych szeregach. Niestety jedyny przykład, który miał na podorędziu to nieboszczyk — senator PiS Stanisław Kogut. "My karzemy naszych ludzi. Karzemy tak ostro, że nawet w jednym wypadku to kosztowało tego człowieka życie. Nie będę tutaj wymieniał nazwiska, ale tak było" — oświadczył, mając na myśli właśnie Koguta.
Nie ma się co dziwić, że Kaczyński woli mówić o reparacjach, niż o bardziej przyziemnych problemach, takich jak drożyzna, czy wysokie ceny paliw oraz energii. Zapytany wprost przez górali o to, czym palić rzucił: "Trzeba w tej chwili palić wszystkim, no poza oczywiście oponami i tym podobnymi rzeczami". "Stan Wyjątkowy" przestrzega: prawo jest nieco inne, od tego, co mówi prezes. Kto będzie zimą palił odpadami, szmatami, czy starymi meblami, może trafić przed sąd i słono zapłacić.
Po dymisji Kurskiego o pozycji nr 2 w partii i państwie marzy szef Orlenu Daniel Obajtek. Jako szef największego koncernu w Polsce — bo do Orlenu przyłączył już m.in. Energę, Lotos i PGNiG — ma do dyspozycji gigantyczne pieniądze i niezmierzoną sieć stanowisk. W dodatku to on — nadzorując jedyne dwie państwowe firmy paliwowe, jeden z czterech dużych koncernów energetycznych i monopolistę gazowego — będzie królem jesieni. To w dużej mierze od Obajtka zależą nasze opłaty za paliwo, energię i gaz, a od tych rachunków zależą notowania PiS. Tak, pan Daniel podniósł się już z  zeszłorocznej afery notarialnej. Wiosną 2021 r. niemal każdego dnia w mediach ukazywał się nowy akt notarialny kolejnej z dziesiątek jego nieruchomości, których wartość zaskakiwała biorąc pod uwagę zarobki Obajtka, zwłaszcza w czasach, gdy był wójtem Pcimia. Ta notarialna pazerność pozbawiła go szans na fotel premiera — a Obajtek, tak jak Kurski, marzy o kierowaniu rządem.
Źródło: onet.pl
Nie zaciskajmy ust, zaciśnijmy pięści by zakończyć to szaleństwo cenowe, które zawdzięczamy nieudolnym rządom, nie tylko w Polsce!? W przyszłym roku same odsetki od kredytów, i pożyczek rządu Morawieckiego wyniosą 66 mld zł. Do pożyczenia Polska będzie miała w przyszłym roku krocie szacuje, że potrzeby pożyczkowe brutto budżetu wzrosną do 269,5 mld zł wobec 222 mld początkowo przewidywanych na 2022 rok. Wkrótce Morawiecki ogłosi Wielkie Bankructwo Narodowe, i żeby było fest patriotycznie nazwie je im. Lecha Kaczyńskiego!?
10 09 2022 Parówki bez mięsa albo “patriotyzm”.
W końcu na każdego faceta przychodzi kiedyś chwila próby. Żona wyjechała, a lodówka zdążyła się przedwcześnie opróżnić. Co prawda próbowałem jeszcze ratować się zamówieniem pizzy, ale koło 16 dałem za wygraną. Generalnie zakupy w sklepie spożywczym czasem ogromnie zaskakują. Bo jak ktoś normalny mógłby wpaść na to, że ogórki konserwowe i takaż papryka stoją po drugiej stronie regału z… papierem toaletowym i takimiż ręcznikami? Albo że obok artykułów dla niemowląt z jednej strony znajdziemy artykuły motoryzacyjne plus W-40, z drugiej zaś odświeżacze do WC, domestosy i ogólnie środki do przetykania zatkanych rur. I tak krążyłem po sklepie przepełniony coraz większym podziwem dla niebanalności zagospodarowania wnętrza, gdy nagle… Znalazłem się przed stoiskiem wegetariańskim. Przyznam, że aż mną wstrząsnęło. Oto na poczesnym miejscu znalazły się parówki roślinne! Bez kęsa mięsa, jak można przeczytać na opakowaniu. Tuż obok zaś – klopsy klasyczne, oczywiście bez mięsa; dalej był burger roślinny. Reszty już nie pamiętam, choć było tego sporo, szczególnie na bazie soi. Niestety, sklep był samoobsługowy, nie mogłem więc zapytać, czy dla równowagi na stoisku mięsnym nie mają przypadkiem marchwi uformowanej z krwistego befsztyka czy też kalarepy z króliczego mięsa? Poważniej zaś ujmując temat – wegetarianie za cnotę uważają niejedzenie mięsa. Ba, jest to ich zdaniem podstawowy warunek życia w zdrowiu przez długie lata. Jeszcze inni, bardziej radykalni ideologicznie widzą w tym postępowanie zgodne z wolą Boga – powiedziane jest bowiem NIE ZABIJAJ, a zwierzęta, nawet te hodowlane, to nasi bracia mniejsi.
Fajnie, prawda? Ale skoro tak, to po jaką cholerę kupują produkty mające do złudzenia przypominać właśnie mięso i jego przetwory??? A może przyczyna jest o wiele prostsza? Chodzi o to, by jak najwięcej osób schwytać w sidła nowej zdrowo żywieniowej ideologii, a że wielu z nich jest wychowanych na mięsie i jego przetworach ww. produkty mają na celu wspomagać ich w procesie przejściowym. Aż w końcu przebudują swój metabolizm na tyle, że będą mogli pożywiać się na łące. Chociaż wątpię, czy w wyniku tychże eksperymentów zacznie ewoluować ich układ pokarmowy i nagle wykształci im się dodatkowo żwacz, czepiec i trawieniec jakie to organy posiada ongiś często widywana na pastwiskach krowa. Co prawda biolodzy już dawno temu odkryli obecność enzymów trawiennych, umożliwiających rozkładanie pokarmów zwierzęcych w naszym przewodzie pokarmowym. Gdyby jednak, jak chcą rozmaici wege w rodzaju naszej europejskiej Spurek, człowiek miał być wegetarianinem, byłaby to zbędna rozrzutność. Zupełnie tak, jakby żołnierz uzbrojony w popularnego kałacha (Ak-47) na wszelki wypadek fasował do plecaka pocisk kalibru 125 mm. Tym, którzy nie mieli przyjemności odbycia zaszczytnej służby wojskowej przypominam, że kaliber kałacha to 0,3” (cala), czyli 7,62 mm. W armatę 125 mm (gładkolufową) były natomiast wyposażane czołgi od T-72 wzwyż. Mniejsza z tym. Wędrując tak po sklepie (w końcu znalazłem parówki z szynki, 100% mięsa - tak głosi napis na opakowaniu; jak łatwo zgadnąć zaraz obok… jogurtów, śmietany i białego sera) naszła mnie refleksja natury ogólniejszej. Przecież parówki czy klopsy całkowicie bez mięsa to tylko pokłosie istniejącej od lat maniery ideologiczno- werbalnej.
Pamiętamy wszak (a przynajmniej powinniśmy!) niesławnej pamięci Związek Patriotów Polskich w istocie będący antypolską jaczejką komunistyczną utworzoną na wyraźny rozkaz Stalina. Pomijam już skład etniczny tego tworu, bo przecież prawdziwi komuniści ojczyzny nie mają…
W czasach nam bliższych tzw. beton partyjny, często jeszcze spod znaku Mietka Moczara (ponoć Mikołaja Demki), utworzył Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald. Ulica, zwłaszcza śląska, prędziutko przechrzciła je na Zjednoczenie Patriotyczne Tannenberg. Nie chce mi się wymieniać kolejnych, powstających szczególnie pod koniec lat 1980-tych. Łączy je jedno – eksponowanie w nazwie Polski oraz pochodnych przymiotników. Prawdziwy wysyp nastąpił dopiero po odsunięciu od władzy jawnych pogrobowców kompartii, zwanej Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą (PZPR). Co prawda ciągle pozostawali w obiegu, gdyż w latach powszechnej prywatyzacji sięgnęli po wiele intratnych dóbr i stanowisk, praktycznie stając się często w ciągu 24 godzin byłym obrońcą socjalistycznej Ojczyzny i aktualnym europejskim demokratą, ale przynajmniej władza polityczna już nie była wizualnie w ich rękach.
Kolejnym ciosem była likwidacja WSI. Ciut późno, ale na tyle, by zdążyć ogłupić całkiem sporą część społeczeństwa, odkryli nowe panmedium. Internet. I wtedy się zaczęło. Myśl Polska, polski Huntington… Co zabawniejsze, publikujący tam putinowscy agenci wpływu/użyteczni idioci Putasa przybierali groteskowe w konfrontacji z ich publikacjami ksywy. Pośród tego wyjątkowo łajdackiego grona znaleźć można nawet…  Ojczyznę (po łacinie Patria) czy też Ducha Wolności (Spiryto Libero)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Doprawdy trudno o większe naigrywanie się z czytelników, niż w powyższym przypadku. Oboje bowiem odpowiadają za szerzenie wyjątkowo prymitywnych putinowskich fejków w polskim internecie. Na szczęście popularność w necie portalu, na którym publikują, jest nadmuchana przynajmniej w 75%. Tak naprawdę egzystują na marginesie, co tylko pogłębia frustrację osób liczących na to, że wreszcie Putin otworzy mieszek z pieniędzmi i zasili polskojęzycznych renegatów. Cóż… Udający polskich patriotów antypolscy renegaci tak naprawdę są niczym innym, jak wzmiankowaną na wstępie parówką bezmięsną. Jedyne, co można zrobić, to obśmiać. I zostawić. Niech kiszą się we własnym gronie. A osobom zainteresowanym moimi zakupami śpieszę donieść, że udało mi się nawet odnaleźć keczup, ogórki konserwowe i pieczywo. Przy okazji odnajdując W-5 – siliconowy smar. Drzwi do łazienki cokolwiek mi bowiem skrzypiały. Jak łatwo się domyślić był zaraz obok rodzynek i orzeszków ziemnych. Pyrsk!
Źródło: niepoprawni.pl

10 09 2022 HE w najnowszej wersji GUARDIAN na potrzeby Lotnictwa Wojsk Lądowych. 
Pierwsze Apache mają trafić do 18 Dywizji Zmechanizowanej, która również czeka na nowoczesne czołgi Abrams M1A2 SEPv3 a także systemy artylerii rakietowej HIMARS. - Zakup śmigłowca Apache w wersji Guardian, który będzie posiadał najnowsze wyposażenie umożliwia wypełnienie tych wszystkich ogniw w Wojskach Lądowych wpinających się w cały system bezpieczeństwa i zabezpieczenia od ziemi aż po najwyższe piętra- zauważa gen. bryg. w stanie spoczynku pil. Dariusz Wroński . W tym tygodniu wicepremier oraz szef MON-u poinformował o wysłaniu zapytanie ofertowe do USA dotyczące pozyskania 96 śmigłowców AH-64E APACHE w najnowszej wersji GUARDIAN na potrzeby Lotnictwa Wojsk Lądowych. Wraz ze śmigłowcami pozyskany ma być również transfer technologii. Nowoczesne śmigłowce zastąpią przestarzałe śmigłowce szturmowe Mi-24W i Mi-24D, które ze względu na brak uzbrojenia do nich nie są zdolne do niszczenia celów opancerzonych. Niezalezna.pl: W czwartek polskie ministerstwo obrony narodowej poinformowało, że zostało wystosowane zapytanie ofertowe do USA, dotyczące pozyskania 96 śmigłowców AH-64E APACHE w najnowszej wersji GUARDIAN na potrzeby Lotnictwa Wojsk Lądowych. Wraz ze śmigłowcami pozyskany miałby być również transfer technologii. Kiedy moglibyśmy spodziewać się ewentualnej realizacji tego zakupu? Michał Jach: Trudno powiedzieć - kiedy, bo to Amerykanie najpierw muszą odpowiedzieć, jakie są możliwości. Wiadomo, że taki sprzęt nie znajduje się w magazynach czy na półkach sklepowych. Jak to się dzieje normalnie - to odbywa się to poprzez złożone procedury międzynarodowe. Na sprzedaż Apachów musi zgodzić się parlament. Jak rząd się zgodzi to musi uzyskać  akceptację Kongresu Stanów Zjednoczonych. Jeśli jest zgoda, to wtedy dopiero producent zaczyna przygotowania. To wszystko trwa. Myślę, że pierwsze Apache moglibyśmy otrzymać za około 2-3 lata. Być może nieco wcześniej Amerykanie zdecydowaliby się przekazać ze swoich zapasów strategicznych wojskowych - bo tak też się dzieje - jakąś część tego kontraktu w użytkowanie polskich sił zbrojnych. A później, w zależności od wydolności fabryk i zakładów, co rok otrzymywalibyśmy sukcesywnie kolejne partie. 96 sztuk tych śmigłowców to niesamowita liczba. Na arenie międzynarodowej pojawiają się głosy, że biorąc pod uwagę wszystkie plany Polski na zakupy militarne, możemy w niedługim czasie stać się najlepszą armią w Europie. To prawda. Odnosi się to przede wszystkim do wojsk lądowych. Jak posiadanie takiego sprzętu wpłynie na nasze poczucie bezpieczeństwa? 
Chciałbym zaznaczyć, że Apache jest to bez wątpienia najlepszy, najgroźniejszy szturmowiec na świecie. Jego możliwości bojowe są niesamowite. Jest niezwykle skuteczny w walce. Włączenie tego typu sprzętu do naszego uzbrojenia na pewno pozwoliłoby nam spokojnie spać.
Posiadanie Apachów razem z uzbrojeniem, jakie jest na wyposażeniu tych śmigłowców, powoduje, że siła uderzeniowa polskiego wojska wzrosłaby ponownie skokowo. Wzrosłaby do tego stopnia, że jestem przekonany, że Rosja ze swoim potencjałem nie byłaby w stanie nam zagrozić. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że mielibyśmy już na wyposażeniu całe uzbrojenie, które pozyskujemy w ramach wielu ostatnich zamówień. Coraz częściej słyszymy, że Rosja ma problemy na południu Ukrainy, gdzie kontrofensywa obrońców tego kraju mocno daje się we znaki. Skoro zaczynają mieć poważne kłopoty w kraju, który planowali zająć w kilka dni, to raczej nie pokuszą się o to, aby ruszyć dalej. Rosja zawsze umiała bardzo umiejętnie - używając trolli, dziennikarzy, polityków - stwarzać wokół siebie taką atmosferę niezwyciężonej potęgi militarnej, że są w stanie zawojować pół świata, gdyby tylko chcieli. Myślę, że to ich przekonanie o wielkości jest zacietrzewione w głowach całego rosyjskiego społeczeństwo. Kwestia wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku - ich niebywałej klęski podczas bitwy warszawskiej jest jedną z przyczyn, dlaczego Rosjanie tak bardzo nienawidzą Polaków. Rosja chyba nigdy nie doznała tak ogromnej klęski jak u nas, pod Warszawą. W sytuacji, kiedy cała Europa wrzała o rewolucji komunistycznej, gdzie byli pewni, że przez Polskę przemaszerują - tak jak teraz o Ukrainie - i zatrzymają się nad Atlantykiem. A tu jednak ta Polska przez nich znienawidzona, wzgardzona ich tak rozgromiła. Myślę, że ta trauma po dziś dzień jest w każdym z rosyjskich przywódców. 
Źródło: niezalezna.pl
No a kiedy wyngiel przywiozą!?Czy nam jest potrzeba nowoczesna i liczna armia, kiedy wszystkiego brakuje, i drożyzna szaleje!? Tak naprawdę to ja nie mam czego bronić, bo w niewoli u Niemca czy Ruska będę miał dużo lepiej, jak za rządów POPiSu!? Marzę tylko aby granica Niemiecko - Rosyjska przebiegał chociaż na Wiśle!? 
07 09 2022 Przypadek? Nie sądzę ...
Kiedy Wołodymir Żełeński nawet się nie zająknął w rocznicę Rzezi Wołyńskiej wielu Polaków było zdumionych. Bo jak to? Co najmniej 120 tysięcy  rodaków wymordowanych w okrutny i niespotykany nawet w historii ludobójstwa sposób i … cisza? Obserwowałam to niezręczne zachowanie polskich władz, takie wstydliwe za naszego sąsiada. W końcu to bohater na skalę światową, przywódca kraju, który walczy za Polskę i Polaków, ba … za całą Europę.
Pytanie tylko jak to się ma do banderyzmu, do tych wyznawców oprawców swoich sąsiadów. Umrzeć to było wybawienie i nie było zmiłuj ani dla dzieci ani dla ich matek. Dzisiaj w czasie kiedy miliony ich tutaj przybyło i z wdzięcznościom dziękują Polakom za okazane serce są ludzie i ja do nich należę, którzy nie mają za grosz zaufania dla tych „bohaterów”. Proponuję zapytać „naszych Ukraińców” których trzymamy w swoich domach o ich stosunek do Bandery? Nie ma się co szczypać – jeszcze na razie jesteśmy u siebie.
Pamiętam, jak Żełeński w pierwszych płomiennych swoich przemówieniach w parlamentach wielu europejskich krajów – otóż przypominam sobie jak mówił o niewinnych ofiarach swojego narodu. Narodu, który nigdy innym nic złego nie uczynił. Ja się wtedy zastanawiałam o czym on gada i jak mu takie kłamstwa mogą przechodzić przez gardło! Widać mogą skoro banderowska flaga zakazana w Polsce przywitała naszego ministra od nagłej śmierci – Adama Niedzielskiego. A teraz najlepsze. Cyt: ".W sali szpitala we Lwowie, do którego przybył z darami minister Adam Niedzielski, wisiała flaga Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Resort zdrowia przekazał, że „była to flaga jednego z rannych” i minister nie był pod nią przyjmowany." Jak nie był jak był. Dał się wrobić naczelnemu banderowcowi czyli merowi Lwowa Andrijowi Sadowemu, który zamieścił to zdjęcie na swoim profilu w mediach społecznościowych. Tyle było innych zdjęć ale to się merowi najbardziej spodobało? Tłumaczenie, że to ranny Ukrainiec jest posiadaczem flagi – jest jednym wielkim kłamstwem i szyderstwem z Polaków. Przecież on tam pojechał z darami aby zapewnić o pomocy dla tych rannych, więc myślę sobie że zamiast ubolewać nad tym czy stał pod, czy obok tej czarno-czerwonej szmaty po prostu trzeba się było zawinąć i ewakuować dając sobie spokój z jakimikolwiek obietnicami pomocy dla banderowskiego rannego i jego kolegów.
Gdyby tam pojechał Polak to tak by się zachował …. ale pojechał kto pojechał i zachował się jak … szkoda słów. Ale jest nadzieja, że ten specjalista od nadmiarowych zgonów wyleci z rządu i być może właśnie jego zachowanie w czasie wizyty we Lwowie będzie tutaj decydujące. Może. Cyt: Dopytywany, czy plotki o jego odejściu są prawdziwe, minister odpowiedział, że "jest cały czas do dyspozycji pana premiera, do dyspozycji prezesa partii". Nie wiem, ile jest w tym prawdy. Zdaje się, że czwarty raz miała mnie zastępować ta sama osoba, o ile pamiętam, pan generał Gielerak. (...) Nie wiem, jakie jest źródło – powiedział.
Źródło: niepoprawni.pl
Czy pamiętasz Panie Boże. Nad Wołyniem łunę krwawą. I ten krzyk z płonącej chaty. Mordowanych przez sąsiadów. Chyba byłeś w tamtej porze. Gdzieś po innej stronie świata, Bo byś pewnie się zasmucił i przystanął i zapłakał... Czy pamiętasz Panie Boże. Nad Wołyniem łunę krwawą. I ten krzyk z płonącej chaty. Mordowanych przez sąsiadów. Chyba byłeś w tamtej porze. Gdzieś po innej stronie świata, Bo byś pewnie się zasmucił i przystanął i zapłakał... Czy słyszałeś modłę Panie, Oczy ojca czy pamiętasz, Gdy hańbili córkę jego Banderowcy jak zwierzęta... On na drzwiach ukrzyżowany Błagał "Zmiłuj się nad nami!" Zlitowali się oprawcy Skłuli oczy bagnetami... Czy widziałeś Ojcze Święty Patrząc z góry przez firmament Dzieci śliczne jak aniołki Na sztachety powbijane... Kto je teraz poprowadzi Na spotkanie z Tobą Boże, One przecież takie małe. Zbłądzą same w tych przestworzach...Czy spamiętasz Panie Świata, Męczenników tych z Wołynia, Umierali z myślą o Tej,która nigdy nie zaginie. Polska o nich zapomniała, rozpłynęła się w oddali, Czasem drżąca ręka starca świeczkę jeszcze tu zapali. Porastają chwastem zgliszcza, groby toną w bujnej trawie, Jutro już nie będzie komu świeczki za Nich tu postawić.( L.Makowiecki )
Z archiwum: Czy o take Polskę nam chodzi??? Współczesna moralność depcze wszelkie zasady, ideały, wartości, marzenia ..... Dochodzi do tego, że zbrodniarzy gloryfikujemy ewentualnie zapominamy o ich zbrodniczych czynach. Zatem do jakiego modelu życia dążymy. Do takiego gdzie czołowi przedstawiciele władz polskich mówią o rzezi wołyńskiej, że to mały incydent który nie może zaważyć na stosunkach z Ukrainą. To takie mniej ważne ludobójstwo. Ludobójstwo, które nie jest ludobójstwem. A Stepan Bandera już niedługo będzie bohaterem dwóch narodów.....??? Przestańmy mówić o Auschwitz, Treblince..... by nie popsuć stosunków z Niemcami.
04 09 2022 Jak zbankrutują państwa?
Bankructwo państw oznacza zaprzestanie stosowania terroru przez terytorialnych monopolistów. Każda forma takiego terroryzmu się nie opłaca (a opłacała się dawniej), a zatem zanikną wszelkie organizacje, które się tą metodą posługują. Głównie polega to na tym, że taki terrorysta ma monopol na pewnym obszarze, który uznaje za swój, i pod przymusem, inicjując akty przemocy i nimi grożąc, zbiera haracze od ludności zamieszkującej ten teren. A by uniknąć buntu, w zamian świadczy tej ludności różne usługi na niskim poziomie. Taka forma zarabiania się już nie opłaca (koszty przewyższają zyski), dlatego organizacje świadczące takie same usługi jak terroryści (militarne, prawnicze, detektywistyczne, ustawodawcze, ochroniarskie, edukacyjne, ubezpieczeniowe, bankowe, kulturalne etc...), ale nie stosujące terroru, tylko przedstawiające swoje oferty chętnym, takie, które mają klientów, którzy sami wybiorą te organizacje spośród wielu konkurentów, po prostu wygrają konkurencję rynkową. Bankructwo państw nastąpi na skutek tego, że stracą klientów (których teraz nazywają obywatelami, co jest słusznym rozróżnieniem, bo klient staje się nim z własnego wyboru, a obywatel to klient sterroryzowany do danego wyboru) na rzecz organizacji lepszych, sprawniejszych, przynoszących zysk. Tak się stanie, bo wydajność pracy ludzi współpracujących dobrowolnie cały czas rośnie, a ludzi sterroryzowanych maleje.
To będzie długi proces, bo tysiącletnia opłacalność terroryzmu spowodowała, że państwa zakumulowały bardzo duży kapitał i jeszcze długo pociągną na stratach. Ale wzrost wydajności pracy, a zatem też wzrost różnicy między rentownością organizacji dobrowolnych w stosunku do rentowności organizacji terrorystycznych, a zatem głównie państw i żyjących z nimi w symbiozie korporacji, to jest wzrost aproksymowany funkcją wykładniczą, dlatego to bankructwo będzie trwało wielokroć krócej niż trwało akumulowanie kapitału. Kilka tysięcy lat budowania terroryzmu zbankrutuje w kilkadziesiąt lat. To bankructwo już obserwujemy, bo mocarstwa się powoli rozpadają. Poprzedni wiek to festiwal takich rozpadów — wtedy powstało najwięcej w dziejach świata małych państewek. Tak się dzieje dlatego, że wydajność pracownika dobrowolnego jest wielokroć wyższa niż pracownika terroryzowanego — a kiedyś była mniejsza. Ten proces trwa już od dawna, bo z tego samego powodu zbankrutowało niewolnictwo prywatne w ciągu ostatnich dwustu lat. I dokładnie tak samo zbankrutuje niewolnictwo państwowe. Właściciele niewolników hodowali ich jak bydło – dokładnie tak samo państwa hodują obywateli. To się coraz bardziej nie opłaca.
Ekonomia po prostu pokonuje ludzką naturę, bo też z ludzkiej natury wynika. Po prostu lenistwo jest wielokroć silniejsze niż instynkt grabieży. Jak można coś ukraść w godzinę, to każdy wybierze zrobienie tego w minutę i odpoczynek czy rozrywkę w tak zaoszczędzonym czasie. Dokładnie tak samo jak lew, który wstrzymuje pogoń za zbyt szybką antylopą — bo mu się nie opłaca jej gonić, woli łatwiejszy łup. Dokładnie tak samo nie opłaca się kuć miecza, by komuś ukraść jedzenie, jeśli się samemu to jedzenie zrobi szybciej i taniej niż kucie miecza. Dokładnie tak samo nie opłaca się zbierać siłą haraczu, by potem ofiarę uczyć — więcej zarabia się na uczeniu kogoś, kto sam się zgłosi. Społeczności, które chcą się uczyć, po prostu pokonają rynkowe społeczności, które trzeba do nauki zmuszać siłą. Społeczności, w których ludzie oszczędzają sobie na starość jak chcą, pokonają w konkurencji gospodarczej społeczności, w których siłą zmusza się ludzi do oszczędzania w piramidach finansowych zwanych ubezpieczeniami społecznymi. Społeczności, w których ludzie mogą sobie wybierać system ochrony zdrowia, pokonają społeczności, w której jest monopol medyczny, do którego wszyscy są na siłę zmuszeni i od których pobiera się opłaty poprzez terror, a zatem pod groźbą kary.
Państwa zbankrutują, bo posługują się głównie terrorem, a taki sposób zarabiania jest już nieopłacalny. To się stanie nie na skutek jakiejś krwawej rewolucji, buntu czy wojny – to będzie po prostu powolne gnicie państw, ich rozpad, utrata władzy, bo ludzie powoli znajdą sobie lepsze i tańsze alternatywy partackich usług państwa. Obszary, na których terror będzie się zmniejszał, będą gospodarczo wygrywać z obszarami, które terror będą natężać. Tak USA wygrały zimną wojnę z ZSRR. Wkrótce wszystkie państwa przegrają gospodarcze zimne wojny z korporacjami, które nie żyją z nimi w symbiozie. To perspektywa najbliższego ćwierćwiecza.
Źródło: niepoprawni.pol
Bankructwo państwa!!!! Czy naprawdę jest takie straszne, że tak bardzo boją się go wielcy tego świata? Dziwne jest to, tym bardziej że to nie dotyczy ich bezpośrednio . Gdzie jest sedno sprawy a gdzie prawda się ukryła. Fakt, państwo bankrutuje, przestaje funkcjonować rząd, parlament, administracja państwowa, sądownictwo, nie ma wojska, policji etc, etc. Straszy się że państwo nie wypłacałoby poborów, emerytur, nie mogłyby funkcjonować szpitale i szkoły..... I to jest następny wielki kant jakiego dopuszczają się elity rządzące. Wszak pozostają samorządy które w każdej chwili maga przejąć a de facto już posiadają władzę i pewne obowiązki na danym terytorium. Proszę sobie wyobrazić o ile by się zmniejszyły ustawowe zobowiązania obywatela jak by zakłady pracy odetchnęły kiedy by z nich spadła ciężka ręka państwa. To tak jakby komuś kto nosi 100 kilogramowy ciężar na plecach nagle 80 kilogramów zdjęto. Terytorium takie byłoby niezwykle atrakcyjne dla inwestorów..........Zatem bankructwo państwa może by i zbawienne dla obywateli się stało!!!! Pytanie na jak długo by na to pozwolono????

04 09 2022 Tusk „przewiduje” przyszłość. Mówi też o tym, że PiS... „zmarnował europejskie pieniądze”.
Platforma Obywatelska z jej liderem - Donaldem Tuskiem na czele nie zwalnia tempa w pre-kampanii wyborczej. Polityk tym razem udał się do Konstantynowa Łódzkiego, skąd rzekomo miał dostać tysiące maili i wiadomości o tym, jak źle prosperuje w tym obszarze gospodarka. Nowością nie jest, że szef PO nie jest w stanie podarować sobie żadnej okazji, aby skrytykować obecną władzę. "Za rok nie będzie czego zbierać, jeśli nie ogarną się ci u góry, jeśli nie przestaną zajmować się tylko polityką i kampanią" - straszył podczas briefingu tych, którzy wzięli w nim udział.
W Konstantynowie Łódzkim samozwańczy lider totalnej opozycji udał się do zakładu włókienniczego Biliński. Jak przekonywał, nieustannie dostaje sygnały od przedsiębiorców nie tylko z branży włókienniczej, ale także m.in. ceramicznej, o wzrostach cen gazu, które za chwilę - jak twierdzi - "doprowadzą do tego, że kilkaset, może kilka tysięcy ludzi pójdzie na bruk".
"To nie są żarty. Jak do tego dołożymy też efekty Polskiego Ładu. Za chwilę od stycznia kolejna podwyżka do ZUS-u. Zaraz będziecie płacili 2500 zł więcej rocznie. Mówię o tych małych najdrobniejszych samozatrudnionych przedsiębiorcach, którzy wiążą ledwo koniec z końcem. Za rok nie będzie czego zbierać" - mówił Tusk, wprawiając zgromadzonych w nastrój grozy. Zapomniał jednak wspomnieć o działaniach rządu podejmowanych w walce z panującą obecnie na całym świecie drożyzną - chociażby o tarczach antyinflacyjnych, w ramach których stosowana jest m.in. niższa stawka VAT na paliwa (8 proc. zamiast 23 proc.), stawka VAT na prąd i ciepło wynosi 5 proc., a stawka VAT na gaz wynosi 0 proc. "Za rok nie będzie czego zbierać, jeśli nie ogarną się ci u góry, jeśli nie przestaną zajmować się tylko polityką i kampanią, tylko zrobią ten krok" - tykał dalej rządzących.
W dalszej części swojego wystąpienia, zarzucił, że władze PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim,"zmarnowały europejskie pieniądze". "Europejskie wzory są gotowe, już nie mówię o tych pieniądzach europejskich, które zmarnowali. Mówię o decyzjach, jakie robią w innych państwach, żeby ceny gazu były do zniesienia. To jest ostatni moment" - przekonywał. Nie mógł darować sobie również personalnej "wrzutki" - typowej dla niego - w stosunku do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który odwiedza dziś Nowy Targ i Nowy Sącz. "Może prezes Kaczyński mnie słyszy, dzisiaj jest na południu Polski. Może by o tym porozmawiał z ludźmi. W końcu ma możliwość podejmowania decyzji. Chłopie zrób coś z tym, z gazem, żeby ludzie nie padli kompletnie na... Już nie chcę używać za mocnych słów. Przepraszam za emocje, ale naprawdę w ostatnich kilkunastu godzinach to jest decyzja rozpaczliwych maili, listów informacji. Zróbcie coś, bo naprawdę nie przeżyjemy" - mówił, chcąc zachować emocjonalny ton.
Źródło: niezalezna.pl
Obiecanki, cacanki, a głupiemu radość!? Odejdzie zło, i kłamstwo Kaczyńskiego, a przyjdzie zło, i kłamstwo Tuska, i nie mówcie mi że to będzie lepsze zło i kłamstwo!? Nie zauważyliście że Tusk z Kaczyńskim kłócą się o to który z nich mniej ukradł!?
Zamiast razem próbować jak najłagodniej przejść kryzys, jaki nas dotyka, oni się kłócą który mniej kradł, kto powinien dalej kraść!? Powiem tak. Nigdy więcej Balcerowicza i Tuska. Lepiej z PiS zgubić niż z Tuskiem i Balcerowiczem znaleźć.
A do czego jest nam potrzebna zgoda Unii, zablokowali kasę z KPO, a odsetki każą płacić!? Wielki czas powiedzieć żegnajcie, i przestać płacić składki członkowskie!? Morawiecki powinien natychmiast zostać zdymisjonowany za uległość wobec UE, w zamian za obiecane stanowisko!? Nie chcę krakać ale skończy jeszcze gorzej jak Marcinkiewicz!?
Póki co o pieniądzach z KPO możemy zapomnieć!? No a jak wybory wygra Tusk, to pozostanie nam jedynie spłacać kredyty z KPO za innych!?

04 09 2022 „Potrafimy rozmawiać o trudnych sprawach”. Premier Morawiecki: Opozycja boi się naszej wiarygodności.
Premier Mateusz Morawiecki spotkał się dziś z mieszkańcami powiatu tucholskiego. "Opozycja boi się naszej wiarygodności; wdrażamy to, co obiecujemy, naszą marką jest wiarygodność" - mówił podczas spotkania. W odniesieniu do poprzedniego rządu PO-PSL szef polskiego rządu przyznał - "różnica między nami, a naszymi poprzednikami jest właśnie taka - my potrafimy rozmawiać o wszystkich trudnych sprawach. Szef rządu podczas wystąpienia ocenił, że na skutek "wojny na Ukrainie i koszmarnych błędów naszych partnerów z Unii Europejskiej", mamy potężne problemy z inflacją. "Wysokie ceny węgla, ropy naftowej, gazu, energii elektrycznej, energii cieplnej, pelletu, oleju opałowego" - wymieniał. "Działamy". A co zrobiłaby opozycja...? Jak dodał wzrost cen przygniata polskie rodziny i "zdajemy siebie z tego sprawę; nie chowamy głowy w piasek, działamy". Szef rządu zaznaczył, że w głębokim kryzysie jest nie tylko Polska, ale cała Europa i większość świata. "My nie tylko w takim kryzysie nie zwijamy naszej polityki społecznej, ale wychodzimy z innego założenia, że jak jest ciężko, trudno, to trzeba pomagać Polakom bardziej, a zwłaszcza tym, którzy tego najbardziej potrzebują" - oświadczył.
W tym kontekście nawiązał do opozycji. "Jak nasza droga opozycja się wścieka na nas, to wiecie dlaczego? Jak my proponujemy różne działania, to oni zawsze są przeciwko temu, wiecie dlaczego? Bo oni się boją jednego - naszej wiarygodności" - powiedział premier. "Wdrażamy to, co obiecujemy.  Naszą marką jest wiarygodność" - podkreślił Mateusz Morawiecki. Szef rządu zastanawiał się też jak sytuacja wyglądałaby obecnie, gdyby rządziła obecna opozycja. Jak mówił nie było by polityki społecznej, np. programu 500 plus. Podkreślał też, że rząd PiS naprawił finanse publiczne i dzięki temu są środki na drogi, kluby malucha, 500 plus, 13 i 14 emerytury, czy znaczące zwiększenie wydatków na armię. "Proszę państwa, to się nie wzięło z niczego. To jest zupełnie inne zarządzanie finansami publicznymi państwa" - dodał. Zwrócił uwagę, że niedawno rząd zatwierdził przyszłoroczny budżet, gdzie dochody przekraczają 600 mld zł. "A jakie były te dochody w 2015 roku? Otóż te dochody były na poziomie 289 mld zł" - mówił. "Chcą fałszować rzeczywistość". Szef rządu odniósł się też do kilku osób, przeciwników partii rządzącej, które ubrane w koszulki z logiem PiS za plecami premiera trzymały transparent: "Morawiecki = brak węgla i miska ryżu".
"Oni tutaj próbują wzbudzić emocje, próbują zafałszować rzeczywistość. Boją się rozmawiać o faktach, o liczbach. Bo liczby są dla nich miażdżące, są straszne" - mówił premier. Wskazał na łączny poziom inflacji za rządów PiS i ok. 110-proc. przyrost dochodów budżetowych. Tymczasem - jak mówił - "nasi poprzednicy tak zarządzali budżetem, że brakowało". Jak wskazywał, jak zabrakło im pieniędzy w budżecie, "podwyższyli VAT, zabrali OFE i jeszcze dalej im brakowało; podnieśli wiek emerytalny, chociaż obiecywali wcześniej, że nie podniosą". "Proszę państwa różnica między nami, a naszymi poprzednikami jest właśnie taka - my potrafimy rozmawiać o wszystkich trudnych sprawach. Dzisiaj jest największy kryzys od co najmniej trzydziestu kilku lat. Nie boimy się rozmawiać o najtrudniejszych rzeczach. O tym czego dzisiaj brakuje na skutek wojny na Ukrainie; brakuje cały czas jeszcze węgla na tyle żebyśmy już byli pewni, że jest jego nadmiar, bo takie zadanie postawiłem" - przyznał premier. Stwierdził też, że wydaje się, iż będą zapewnione odpowiednie ilości węgla, ale "ja jeszcze nie jestem spokojny, jeszcze codziennie robimy spotkania". "Na tym polega rządzenie, na tym polega zarządzanie, jak coś jest nie tak, łapiemy byka za rogi i działamy. Nie opuszczamy Polaków, wszystko dla dobra Polaków" - zapewniał Morawiecki.
Źródło: niezalezna.pl,
Wychodzi na to że za Morawieckiego nic się nie opłaca!? Doszło do tego, że nawet jak na polu będziesz zbierał brylanty, zamiast kamieni, to będzie to dla Ciebie nieopłacalne, ba jeszcze do tego interesu musisz dopłacić!? Rząd zawsze się wyżywi, a ja odpowiadam nie okradając pazernego rządu, okradasz swoją rodzinę!?
Przeraża mnie Morawiecki ze swoimi wizjami gospodarczymi!? Coś mnie się wydaje że Kaczyński trzyma go tylko dlatego,bo wie, że dzięki Morawieckiemu przegra wybory, i nich ten co przejmie płaczkę radzi sobie z tym bałaganem co narobił!?
Z forum: Tak tak .. kiedyś był taki co się nazywał Jerzy Urban . To jego godny następca.
02 09 2022 r. 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych od Niemiec.
Zapadła decyzja o wystąpieniu o reparacje wojenne i odszkodowania za to, co Niemcy uczynili w Polsce w latach 1939-1945; polskim obowiązkiem jest ich zgłoszenie - powiedział w czwartek, w 83. rocznicę wybuchu II wojny światowej, prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jak wskazał, w relacjach międzynarodowych jest tak, że jeśli jedno państwo drugiemu uczyni wielkie szkody, to później, po ewentualnej porażce wojennej czy w innych okolicznościach zmieniających sytuację, musi te szkody wyrównać. "I nie ma żadnego powodu, żeby Polska była wyłączona z działania tej zasady". "Przyjęcie takiego stanowiska oznacza przyjęcie takiej postawy, którą można określić jako wyraz pewnego, bardzo daleko idącego, chorobliwego wręcz kompleksu - kompleksu niższości. Kompleksu, który z natury rzeczy nie może być podstawą żadnej dobrej polityki państwowej, żadnej dobrej polityki narodowej, nie może stanowić czegoś, co buduje. To może być tylko podstawa drogi ku nowemu zniewoleniu, ku nowym stratom" - mówił Kaczyński.
W czwartek na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się uroczysta prezentacja raportu o stratach wojennych, jakie Polska poniosła w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. W wydarzeniu biorą udział m.in. premier Mateusz Morawiecki, prezes partii rządzącej - PiS Jarosław Kaczyński, marszałek Sejmu Elżbieta Witek oraz Arkadiusz Mularczyk poseł PiS, który kierował zespołem przygotowującym raport dotyczący reparacji. Prace nad dokumentem trwały 5 lat. Premier Morawiecki: „Ten raport jest wystawieniem rachunku. Tym, którzy są winni zbrodni na Polakach”
"Niebywała bezczelność ze strony niektórych Niemców i wielu komentatorów była szokiem dla większości Polaków, gdy narracja brzmiała, że Polacy są współwinni. To pomieszanie pojęć, to kłamstwo, nieprawda i musimy dać temu odpór"
- mówił premier Polski Mateusz Morawiecki podczas prezentacji raportu o stratach wojennych na Zamku Królewskim w Warszawie. Jak zaznaczył szef polskiego rządu - "jesteśmy dziś zobowiązani do tego, żeby policzyć dziś wszystkie straty i za te straty wystawić odpowiedni rachunek. Tym, którzy są temu winni. Zło się nie kończy. Zbrodnie będą się powtarzać. I się powtarzają".
"Pamięć i przestroga. Przestroga również dla przyszłości. To niezwykle ważne dzieło, którego podjął się zespół Arkadiusza Mularczyka. To wielki krok w wyjaśnieniu tych zbrodni" - oznajmił. "Myślimy o tych stratach jako o stratach wojennych. Ale dochodziło do takich aktów również wśród zwykłych Niemców. W wielu pamiętnikach Polaków znajdujemy takie właśnie fakty. Pamiętajmy o tym, że zwykli Niemcy dokonywali grabieży na własną rękę. A państwo niemieckie robiło to w sposób systemowy"- zaznaczył. Straty Polski to ponad 1,5 biliona dolarów !! Tyle są nam winni Niemcy za reparacje wojenne. wskutek wojny i przesunięcia granic państwo polskie w ciągu 7 lat utraciło ok. 11,2 mln obywateli, podczas II wojny światowej do niewolniczej pracy wywieziono ponad 2 mln 100 tys. polskich obywateli; przepracowano 4 miliony 881 tys. roboczolat. - Każdy z tych robotników przymusowych pracował średnio 2 lata i 9 miesięcy. Ogólna kwota strat Polski - 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych, co w przeliczeniu daje 1 bilion 532 miliardy 170 milionów dolarów. Podczas wojny Niemcy zabrali Polakom i przekazali do zgermanizowania ok. 196 tys. polskich dzieci, z których udało się odzyskać jedynie 30 tysięcy. - Zostały zabrane tylko dlatego, że były zdrowe i ładne, według chorych niemieckich kryteriów czyste rasowo - na tym polegała ich wina - powiedział.  Podczas wojny 590 tys. polskich obywateli zostało inwalidami, nie tylko w wyniku bezpośrednich działań wojennych, ale także z powodu eksperymentów pseudomedycznych i przetrzymywania w obozach koncentracyjnych - mówił Mularczyk, który jest przewodniczącym rady Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego. Zaznaczył, że ponad milion osób zapadło na gruźlicę głównie ze względu na długotrwałe niedożywienie w czasie okupacji. Jak mówił w Zamku Królewskim Mularczyk, oszacowano kwotę ok. 4 bilionów 330 miliardów złotych z tytułu ofiar śmiertelnych. - To jest czysto ekonomiczna wycena życia ludzkiego, wyłącznie przez pryzmat utraty PKB – nie uwzględnia cierpienia i rozbitych rodzin czy urazów psychicznych - powiedział. Mularczyk tłumaczył, że średnie utracone wynagrodzenie jednej ofiary śmiertelnej oszacowano na ponad 800 tys. zł, czyli ok. 200 tys. dolarów amerykańskich w cenach z 2021 r. Niemcy chciały z Polski uczynić naród parobków. W sumie straty w dobrach kultury i dziełach sztuki poniesione w wyniku działań wojennych i okupacji niemieckiej wyniosły około 19,31 mld złotych- przekazał Mularczyk. Dodał, że: "Głównym zamiarem okupanta było uczynienie z Polaków narodu parobków, pozbawionego własnej kultury i sztuki, dlatego z tak dużą determinacją przystąpili do niszczenia polskiego dziedzictwa narodowego, materialnego, osobowego i organizacyjnego."
W wyniku napaści Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku Polska w wyniku II wojny światowej utraciła szanse rozwojowe odczuwalne są one do dzisiaj. Niemcy wymordowali kwiat inteligencji narodu, zniszczyli prawei całkowicie przemysł, rozkradli dobra kultury narodowej i majątki zwykłych obywateli budując do dzisiaj swoją potęgę gospodarczą."Według tego raportu - w roku 1951 zniszczona wojną Polska - na głowę jednego mieszkańca miała średnio 113 proc. dochodu w porównaniu do dochodu per capita mieszkańca Hiszpanii. Czterdzieści lat później wynosił on 38 proc. Niebywała utrata wielkich szans rozwojowych daje się mocno odczuć także dziś". Cała gospodarka, całe państwo Polskie nie mogło się normalnie rozwijać" i musimy o tym wiedzieć, bo strata ponad 5 mln 200 tys. ludzi to pewnego rodzaju liczba, której nie jesteśmy w stanie sobie w ogóle wyobrazić. Niemcy nigdy tak naprawdę nie rozliczyły się ze swoich zbrodni wobec Polski, NAJWYŻSZY JUŻ NA TO CZAS. Inaczej trudno o dobrosąsiedzkie stosunki między narodami nawet mimo sprzedajnej i agenturalnej postawy totalnej opozycji w Polsce.
Źródło: naszeblogi.pl
No to już wiemy po kiego Tusk wrócił do Polski!?
Z forum: Sądzi Pan,że cokolwiek uzyskamy? Ja mocno wątpię. Przecież nasza opozycja biega od jednej gazety niemieckiej do drugiej zapewniając że do tego nie dopuści No chyba ,że państwo Izrael zapraszane do współpracy podniesie wrzask na cały świat. Tyle,że wtedy cokolwiek się załatwi to i tak zgarną pod pozorem odzyskania utraconego mienia.
Bądźmy sprawiedliwi trzeba rozliczyć nie tylko Niemców ale i Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów którzy także nie rozliczyli się z nami Polakami z krzywd wojennych.
Reparacje w ogóle nie były tematem konferencji dwa plus cztery, a Polska uczestniczyła wyłączenie w konferencji dotyczącej ostatecznego uznania granic na Odrze i Nysie przez Niemcy. Niemcy bezwarunkowo zrzekły się tzw. terenów odzyskanych na rzecz Polski. Absolutnie nie było mowy o tym, że te tereny otrzymaliśmy od Niemiec w ramach reparacji wojennych. Dlatego nie istnieje też żaden odpowiedni dokument, w którym Polska definitywnie i ostatecznie zrzeka się od Niemiec reparacji wojennych! Również komuniści w 1953 roku nigdy nie podpisali żadnego dokumentu, w którym zrzekają się reparacji od Niemiec. Jeśli Niemcy z Sowietami coś nt Polski między sobą ustalili, jest to prawnie dla Polski niewiążące i nie ma absolutnie żadnej mocy prawnej.
W głównych wiadomościach niemieckiej telewizji publicznej poseł PO Siemioniak mówił, ze rząd robi kampanie wyborcza na poczet przyszłorocznych wyborów a opozycja chce mieć dobre stosunki z sąsiadami i dlatego nie popiera tematu odszkodowań.

02 09 2022 Mądry PiS przed szkodą?
Obserwując poczynania formacji rządzącej, można by dojść do wniosku, że robi ona wszystko aby w wyniku najbliższych wyborów parlamentarnych utracić władzę. Czy jest to wynik sprytnej kalkulacji, czy zwykła głupota – zastanawia się szewc Fabisiak. Zjednoczona, używając oficjalnego nazewnictwa, Prawica ma do wyboru – albo nadal mieć do czynienia z nagromadzonymi w ostatnim czasie w nadmiarze problemami, o których wiemy wszyscy może oprócz rządowych optymistów i usłużnych im mediów z TVP Info na czele, albo przekazać ten cały kłopotliwy bagaż swoim następcom i punktować ich przez całą kadencję. Być może ten drugi wariant bierze poważnie pod uwagę sam prezes, jednak nie może go ujawnić. Z prostego powodu. Liczna namaszczona przez rządzących rzesza ich zwolenników utraciłaby bowiem lukratywne synekury nie tylko w administracji państwowej czy dyplomacji, lecz przede wszystkim sowicie opłacane stanowiska w spółkach skarbu państwa. Samemu prezesowi może to zwisać. Po upływie kadencji będzie wciąż młodszy od Joe Bidena i papieża Franciszka i zgodnie z dzisiejszą modą na gerontokracje mógłby powrócić do władzy. Wszak – jak zauważa szewc Fabisiak – dla niego to nie pierwszyzna. Poradzą też sobie najbardziej znani ludzie z jego najbliższego otoczenia. Będą mogli zachować mandaty poselskie w Sejmie i Parlamencie Europejskim, na dudków będą mogli wyjść natomiast tzw. szeregowi posłowie pełniący rolę maszynek do głosowania. Zatem biorąc po uwagę strachy bojących się o swoją przyszłość polityków tudzież biznesmenów, a także bezgranicznie i jednocześnie bezrefleksyjnie popierających PiS wyborców prezes nie może tego wariantu ujawnić. Może za to gromko nawoływać: Idziemy po zwycięstwo! A gdy się wybory przegra można by powiedzieć: tak się złożyło i do tego zaintonować kibicowską piosenkę „Polacy, nic się nie stało”. Aby przerżnąć wybory najlepiej jest utrzymać na czele rządu Mateusza Morawieckiego – uważa szewc Fabisiak. Obecny premier specjalizuje się bowiem w kłamliwych przekazach medialnych a indolencja rządu choćby w kwestii zatrucia Odry, o innych przypadłościach nie wspominając, odbija się również na wizerunku samego premiera. Jednak Morawiecki w odróżnieniu od innych członków rządu ma większe szanse na załapanie się na jakąś dobrze płatną synekurę. Przykłady Marka Belki i Kazimierza Marcinkiewicza wskazują na to, że byli premierzy skłonni są do przejścia na dużo mniej prestiżowe, ale za to lepiej wynagradzane stanowiska w międzynarodowych instytucjach finansowych. Problemem dla Mateusza Morawieckiego może być jednak to czy takie instytucje go zechcą.
Do ewentualnej porażki wyborczej mogą też przyczynić się takie postacie, jak ministrowie Czarnek i Ziobro. Pozostaje jeszcze Sasin, który nie jest jednak zbytnio obecny medialnie, a jego mało rozsądne pomysły nikną w galimatiasie poważniejszych problemów. Czarnek ze swoimi pomysłami edukacyjnymi, co dotyczy zwłaszcza nowego podręcznika historii, ma przechlapane nie tylko wśród wielu uczniów i ich rodziców, ale też wśród nauczycieli. Są oni przeciwni wprowadzeniu obowiązku przeznaczenia jednej godziny w tygodniu na przeprowadzanie bezpłatnych konsultacji mimo tego, że – jak zauważa szewc Fabisiak – w Polsce nie ma obowiązku pracy przymusowej. Ponadto Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiada strajk, ponieważ nauczycielom nie przyznano z dniem 1 września 20-procentowej podwyżki płac. Z kolei Ziobro wydaje się być kulą u nogi PiS blokując skutecznie napływ unijnych środków na popandemiczny plan ratowania Polski. Być może jednak samemu Kaczyńskiemu zależy na zaostrzeniu stosunków z Unią Europejską, dołączając ją do grona swoich coraz liczniejszych wrogów. Skoro można być na noże nie tylko z Rosją i Białorusią, lecz także z Niemcami, Francuzami, których nauczyliśmy jeść widelcami to dlaczegóż by nie z całą Unią? – zwraca uwagę szewc Fabisiak. Jednak możliwe jest i to, że prezes z ulgą przyjąłby wyborczą porażkę. Przejęcie władzy przez opozycję umożliwiłoby bowiem wyeliminowanie z aparatu tzw. sprawiedliwości urzędników, prokuratorów i sędziów bardziej lojalnych wobec Ziobry niż PiS. A teraz nie można ich ruszyć i zastąpić bardziej zaufanymi, ponieważ na ziobrowej Solidarnej Polsce utrzymuje się większość sejmowa. Czy zatem ugrupowanie pod nazwą PiS zgodnie ze staropolskim przysłowiem okaże się być mądre po szkodzie, czy też jeszcze przed szkodą – zastanawia się szewc Fabisiak. A może już nigdy nie będzie mądre.
Źródło: wpunkt.online
Wizja pustych półek staje się coraz to bardziej realna!? Kaczyński zdaje sobie sprawę że nadchodzące wybory przegra, uratować go może tylko stan wyjątkowy!?
Czy jest coś jeszcze czego nie opodatkował Morawiecki!? Niech on się zastanowi czy w przyszłym roku będzie miał kto płacić podatki w Polsce!? Przeżyć ten rok to będzie trudne wyzwanie!? Węgla jak nie było tak nie ma, produkcja nawozów wstrzymana, grożą nam puste półki w sklepach!? Fakt można sprowadzać towar z zagranicy, no tylko kogo będzie stać na jego zakup!? Morawiecki jest najgłupszym premierem w całej historii Polski!?
W 2021 r. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 173,3 tys. wniosków dotyczących likwidacji jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG). To o prawie 22 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy było ich 142,3 tys. Na nic zdały się wszystkie tarcze, i miliardy złotych przykazane firmom, skoro padają jak muchy, i co najgorsze Morawiecki tego nie widzi!? Ba te firmy co jeszcze się ostały zostają obciążone zobowiązaniami zlikwidowanych firm!? Polska nie musi obawiać się agresji Putina!? Morawiecki jest bardziej skuteczny od czołgów, rakiet Putina!? 
28 08 2022 Rosati ujawnił deal zawarty pomiędzy von der Leyen i Tuskiem.
Już się nawet z tym nie kryją, poseł Rosati- rząd PiS albo środki z KPO, co wolicie? Coraz częściej i to przy otwartej kurtynie, czołowi politycy Platformy stawiają sprawę jasno w rozpoczynającej się kampanii parlamentarnej będą stawiali Polaków przed wyborem- rząd PiS albo środki z KPO? Cynizm polityków Platformy w tej sprawie polega na tym, że najpierw przez kilka lat robili wszystko w instytucjach europejskich i to najczęściej przy pomocy nieprawdziwych informacji, żeby Polskę zohydzić, próbowali nawet porównywać sytuację w naszym kraju do tej na Białorusi i w Rosji, a gdy okazało się to skuteczne, odpowiedzialnością próbują obciążyć Prawo i Sprawiedliwość. Co więcej w Parlamencie Europejskim to właśnie europosłowie Platformy byli współautorami rozporządzenia o tzw. warunkowości, czyli uzależnienia wypłat unijnych środków od tzw. praworządności, ba byli także współautorami kilkunastu antypolskich rezolucji, w których znajdowały się zapisy o konieczności blokowania środków dla Polski już nie tylko z KPO ale także wieloletniego unijnego budżetu. Tego rodzaju wypowiedzi czołowych polityków Platformy, nasiliły zresztą już po przyjęciu pozytywnej opinii o polskim KPO przez KE i ostatecznej jego akceptacji przez Radę Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że na początku czerwca przewodnicząca KE przywiozła do Polski, pozytywną opinię o polskim KPO (przy 5 głosach odrębnych ale 22 głosach za), co pozwoliło dwa tygodnie później, Radzie Unii Europejskiej (ministrom finansów 27 krajów członkowskich) zatwierdzić polski plan, ale później pojawiły się kolejne żądania zmian w prawie dotyczących polskiego wymiaru sprawiedliwości, poszczególnych komisarzy, w tym samej przewodniczącej. Już w momencie wejścia w życie znowelizowanej ustawy o Sadzie Najwyższym w Polsce, na początku lipca wiceprzewodnicząca KE Vera Jourova, odpowiedzialna za wartości i przejrzystość na posiedzeniu jednej z komisji w PE, odpowiadając na pytanie, czy wypełnia ona warunki określone w polskim Planie Odbudowy stwierdziła „nie, nie wypełnia”. Jeszcze mocniej zaatakował to porozumienie polityczne z Polską, Didier Reynders komisarz d/s sprawiedliwości, który w wywiadzie dla niemieckiego „FAZ”, mówiąc o dalszym blokowaniu środków dla Polski w ramach KPO, powiedział „nie możemy udzielić Warszawie rabatu wojennego”. Tłumacząc swoje stanowisko, argumentował, że jeżeli Polska dostałaby szybko pieniądze KPO, to KE straciłaby wiarygodność, co stało w jawnej sprzeczności ze stanowiskiem Komisji sprzed miesiąca, która przecież wydała pozytywną opinię o tym Planie.
Niepewność w sprawie przekazania środków z KPO dla Polski, pogłębiła jeszcze wypowiedź samej przewodniczącej von der Leyen, która na początku sierpnia w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawej” powiedziała, że znowelizowana ustawa o SN „jest ważnym krokiem naprzód ale nie gwarantuje ona możliwości kwestionowania statusu innego sędziego, bez ryzyka pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej”. Skądinąd wiadomo, że podczas negocjacji wspomnianego politycznego porozumienia, ta sprawa była stawiana przez negocjatorów z gabinetu politycznego Ursuli von der Leyen ale po wyjaśnieniach, że stworzenie możliwości kwestionowania statusu sędziego przez innego sędziego, byłoby niezgodne z Konstytucją RP ale także z uzasadnieniem rozstrzygnięcia TSUE, który odpowiadając na pytanie prejudycjalne polskich sędziów, stwierdził, że byłoby to tzw. odmawianie wymiaru sprawiedliwości, zrezygnowano z takich żądań. Wprawdzie te wypowiedzi to stanowiska pojedynczych komisarzy, stanowisko całej Komisji ,pojawi się dopiero w momencie kiedy polski rząd złoży pierwszy wniosek o płatność w ramach KPO i KE będzie musiała na niego zareagować kolegialną decyzją o jej dokonaniu albo dalszej blokadzie środków (wprawdzie bezprawnej ale KE od dawna ma za nic prawo, które w UE obowiązuje). Wtedy dopiero zobaczymy jakie są prawdziwe intencje KE i czy życzenia przewodniczącej Ursuli von der Leyen dla Donalda Tuska, aby został po najbliższych wyborach premierem w Polsce, miały charakter grzecznościowy, czy też miały charakter zadania nałożonego na byłego szefa Rady Europejskiej.
Gdyby to było zadanie wyznaczone obecnemu przewodniczącemu Platformy, to blokada środków z KPO, byłaby formą silnego wsparcia jego kampanii, a poseł Rosati ujawnił deal zawarty pomiędzy von der Leyen i Tuskiem.
Źródło: naszeblogi.pl
KPO a po nim Morawiecki ogłosi Narodowe Bankructwo, oczywiście im. Lecha Kaczyńskiego, żeby było fest patriotycznie.
A mnie jakoś powrót Tuska nie cieszy jeszcze nie zapomniałem jak ukradł nam 150 mld zł z OFE twierdząc bezczelnie, że nie były to nigdy nasze pieniądze, zlikwidował stocznie, a dziś robi wszystko, żeby nasz KPO nie został zaakceptowany przez UE? Nawet nie wyobrażacie sobie jaką radość sprawiłoby mnie postawienie przed sądem Tuska, i Kaczyńskiego, i raz na zawsze pozbycia się ich z polityki!?

28 08 2022 „Prezent” – traktor za 1,5 mln zł.
Jak zwykle wiele hałasu o nic, „prezent” który nie jest prezentem, ma jedynie imponować ceną, ale może też chodzić o niezłą łapówkę? Dla mnie, byłego rolnika, który eksploatował Zetora czy Ursusa, stanowiącego ówcześnie równowartość 380 kwintali żyta (obecnie wg ceny skupu za ostatnie 11 kwartałów – 62 zł/kwintal – 26 tys. zł) jest to nie tylko że niewyobrażalne, ale po prostu bez sensu. Nie ma szans ażeby w polskich warunkach uprawiania rolnictwa można kiedykolwiek zamortyzować taką cenę. Przeglądając oferty bieżących cen nowych ciągników rolniczych natrafiłem na zaczynające się od niemal 50 tys. zł do paruset tysięcy. Średniej klasy ciągnik zaczyna się od 100 tys. zł, tj.  prawie 1 800 kwintali żyta. W polskim rolnictwie eksploatuje się 1,5 mln traktorów, mniej więcej 1 na 10 ha gruntu, jest to oczywiście nieopłacalne. Z mojego doświadczenia sprzed wielu lat wynika że potrzebne jest przynajmniej 30 ha gruntu na 1 ciągnik. Z racji charakteru polskich ziem przeważnie wystarczą ciągniki lżejszych klas.
Na ten temat pisałem kilkakrotnie, ale bez większego echa, poza przyczepieniem łatki „traktorzysty”. A problem jest poważny, oczywiście nie na poziomie 1.5 mln/zł. Nie można jednak tolerować istniejącego stanu eksploatacji maszyn kilkudziesięcioletnich. Trzeba dać szansę zakupu przeciętnemu rolnikowi, którego nie stać nie tylko na omawiany superhiperluksus, ale nawet na ceny z najniższego pułapu przyzwoitego nowego ciągnika. Jedyną szansą na osiągnięcie stanu możliwości obniżenia ceny jest organizacja produkcji krajowej na poziomie przynajmniej 50 tys. sztuk rocznie. W obecnej sytuacji rolnik może liczyć wyłącznie na pomoc państwa, podobnie jak i w całej UE, w której rolnictwo istnieje tylko zawdzięczając skomplikowanemu i przeważnie bezsensownemu systemowi dopłat. Doszliśmy do takich absurdów ze najintensywniejsze rolnictwo mamy w krajach najbardziej zagęszczonych i uprzemysłowionych ze skutkami strucia ziemi, wody i powietrza. Fakt, że koszty tego są niebotyczne nikogo nie interesuje, przecież zapłaci podatnik z UE, a co poniektórzy politycy zrobią na tym kariery. Przy okazji można zwrócić uwagę na to, że nie tylko rolnictwo jest poddane bezsensownym i szkodliwym zabiegom politycznym, rujnującym gospodarkę światową, wymieniając choćby całą energetykę, począwszy od wydobycia surowców aż do sprzedaży detalicznej. Nic też dziwnego że wystarczy tylko niewielkie drgnięcie, jakim np. dla ludzkości jest wojna na Ukrainie, ażeby zaistniało widmo totalnej katastrofy gospodarczej. Wracając do punktu wyjścia: nie dla prowadzenia śledztwa, ale dla zwykłej, rzetelnej informacji warto wiedzieć czy rzeczywiście jest to prezent dla polityka, czy też kupiony, przez kogo, za ile i skąd pieniądze?  
PS. W PRL w zestawieniu z obecnymi cenami ciągnik rolniczy produkcji krajowej był znacznie tańszy, tylko że był osiągalne na zasadzie „przydziału”, albo „swoim”, albo za łapówkę, a to już zmieniało dość znacznie faktyczną cenę. We wsi, w której przed prawie pół wiekiem podjąłem się gospodarki rolnej był tylko jeden traktor i to tylko dlatego, że jego właściciel sam sobie zmontował z wyjątkowo mu dostępnych części. Pozostali uprawiali ziemię „w kunie”.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Ja bym była za zbadaniem stanu umysłu tego półministra, który urządza takie spektakle na swoim weselu. Pewnie to efekt parobka,  któremu coś zaczęło kapać z pańskiego stołu.  Z tym, że to nic nie zmieni. Nie ten, to inny z jeszcze lepszymi pomysłami na zabłyśniecie w całej wsi. Taki mamy klimat, czy tam klasę polityczną jak kto woli.
„30 ha gruntu na 1 ciągnik” - Z tego co pamiętam to lider Agro-Unii, którego początkowo chwaliłem, a następnie ganiłem na NB, to posiada około 20 ha i dużo więcej maszyn rolniczych. Nawet kilka hektarów łatwiej obrabiać za pomocą maszyn rolniczych, a nie siłą mięśni człowieka i zwierząt.
24 08 2022 Kto kombinuje ten żyje.
Choć jako Polacy możemy nazywać się przedsiębiorczymi ludźmi, to mamy pewne złe nawyki objawiające się chorobliwą chęcią wyjścia na swoje, załatwiania wszystkiego pod stołem, obchodzenia prawa, przywłaszczania sobie mienia, generalnie łamania sobie głowy nad tym jak zarobić, lub przynajmniej zaoszczędzić trochę pieniędzy cudzym kosztem. Najlepiej kosztem podmiotów bezosobowych, traktowanych jak dobro wspólne takich jak np. zakład pracy, organizacja pożytku publicznego, czy skarb Państwa, gdyż nie budzi to w nas zbędnych zahamowań czy wyrzutów sumienia. Parafrazując Stalina: jeśli okradasz staruszkę, jesteś złodziejem, jeśli okradasz strukturę bierzesz tylko co twoje. Machlojek, unikania płacenia podatków, nadużywania własnego stanowiska, poświadczenia nieprawdy, przekupstwa dla własnych nie nazywa się tu wprost złodziejstwem, dla nas Polaków nie są to prawdziwe przestępstwa, raptem małe grzeszki, które pozwalają nam walczyć z systemem własnymi sposobami i utrzymywać równowagę – łupieni z każdej strony bierzemy tylko co nam się należy, przy tym - cytując Andrzeja Koraszewskiego - „odważnie patrząc w lustro i głęboko nienawidząc aferzystów”.
W narodzie tkwi głęboko zakorzeniona chęć przechytrzenia nadzorcy, żandarma, poborcy. Czasy okupacji, zaborów oraz – będącej ich kolejnym wcieleniem - komuny nauczyły Polaków sprzeciwiania się narzuconym prawom, a także radzenia sobie w trudnych czasach wszystkimi możliwymi sposobami. Tkwi w nas głęboko zakorzeniona chęć przechytrzenia nadzorcy, żandarma, poborcy. Kombinowanie na każdym kroku tak weszło nam w krew, że dziś nie potrafimy się od tego uwolnić i nawet jeśli te skłonności nie są już dla nas powodem do dumy, to istnieje w społeczeństwie ogromne przyzwolenie na tego typu praktyki. Choć tylko 10% z nas przyznaje się do wręczania łapówek, a 37% do załatwiania czegoś po znajomości, to już o innych szachrajstwach mówimy chętniej. 66% Polaków akceptuje pracę na czarno, a blisko 60% rozliczenia umożliwiające unikanie płacenia podatków, czy przepisywanie majątku bliskim w celu jego zabezpieczenia przed wierzycielami lub fiskusem. Można powiedzieć, że, jeśli łamanie prawa znajduje w naszych oczach logiczne uzasadnienie, dostosowujemy do tego własne zasady moralne. Nie jest prawdą, że w Polsce tylko ryba nie bierze. Nie jest też prawdą, że wszyscy kradną, choć definicja kradzieży w kraju nad Wisłą jest bardzo rozmyta - pracownik, który wynosi z zakładu kilo gwoździ, ksiądz dorabiający się na parafianach, sprzedawca chrzczący paliwo, przedsiębiorca nie wykazujący przychodu, lekarz szeregujący pacjentów do zabiegu w zależności od zawartości koperty, czy polityk załatwiający sąsiadom stanowiska w spółkach skarbu państwa nie nazwie tutaj siebie złodziejem.
Oprócz samej historii, polskiej rzeczywistości czy osobistych powodów wpływ na taki stan rzeczy ma także słabość samego Państwa. Straciliśmy wiarę w Państwo, straciliśmy nadzieję, że część wypracowanego przez nas zysku, którą przekazujemy do Skarbu Państwa zostanie spożytkowana zgodnie z najlepszymi intencjami i wiedzą. Przeciwnie, uważamy, że idzie ona na marne, trafia do złodziei. Złodziei wybranych spośród ludu, polityków, urzędników będących lustrzanym odbiciem społeczeństwa. Przykład idzie jednak z góry. Słabość Państwa polega przede wszystkim na nierównym traktowaniu poszczególnych podmiotów, sektorów gospodarczych, grup społecznych i samych obywateli. Jedne branże są stale pod lupą Urzędu Skarbowego, inne niekoniecznie. Etatowcy płacą podatek od każdej złotówki, z kolei cała masa usługodawców tylko ułamek od swojego realnego przychodu. To czy np. otrzymamy fakturę za daną usługę zależy od wielu czynników: regionu, segmentu gospodarki, przedmiotu usługi, czy woli stron. Podobnie sprawa wygląda z zawieraniem umów o pracę, ujmowaniem w nich rzeczywistej wysokości wynagrodzenia, czy wymiaru etatu wpływającego na wysokość składki ZUS. Póki istnieje na to przyzwolenie nic się nie zmieni. Widzimy, że Państwo reprezentowane przez niekompetentne elity nie wywiązuje się z obowiązku stania na straży umów międzyludzkich, nie jest w stanie stworzyć, nie powiem sprawiedliwego, ale choćby prostego, dobrze uzasadnionego i możliwego do zaakceptowania przez wszystkie strony systemu naliczania i odprowadzania należności na jego rzecz, a przede wszystkim nie potrafi tych należności wyegzekwować od wszystkich objętych tym obowiązkiem, włącznie z jego reprezentantami. Ten permanentny stan jest jednym z głównych powodów lekceważącego i nieufnego podejścia jego obywateli do struktur Państwa. Funkcjonujemy więc wy tym patologicznym systemie zmuszeni do buntu przeciw niemu, próbując zepchnąć na innych koszty jego funkcjonowania, radząc sobie z powstającymi przy tym dylematami moralnymi jak potrafimy, w czym niestety mamy ogromną wprawę.
Źródło: niepoprawni.pl
Rząd zawsze się wyżywi, a ja odpowiadam nie okradając pazernego rządu, okradasz swoją rodzinę!?
Przeżyć ten rok to będzie trudne wyzwanie!? Węgla jak nie było tak nie ma, a na ten za 3000 zł za tonę jest mnie nie stać!? Węgla brakuje, ale pomimo tego jest eksportowany i to po znacznie zaniżonych cenach!? Sprzedają po 100 dol. za tonę, a kupują po 400 i cieszą się jaki dobry interes robią!?
Bizancjum po 1989 roku rośnie w siłę. Rządy PiS to Disco Polo z elementami pieśni kościelnych i gangsterskiego rapu. Jeśli obecnej władzy trzeba tłumaczyć jak być przyzwoitym, za co dostaje się po łapach, to nasuwa się pytanie czy ludzie tej władzy potrafią samodzielnie myśleć? Być przyzwoitym czy to naprawdę jest takie trudne? Czy wkrótce obudzimy się w Polsce pod butem Kaczyńskiego tylko od Ciebie to zależy!? 
23 08 2022 Węgla zabraknie. "Trzeba to ludziom powiedzieć, a nie kłamać".
- Zabraknie w tym roku około 4 mln ton węgla dla odbiorców indywidualnych i komunalnych. Musimy się przyzwyczaić, że węgla po 900 zł za tonę nie kupimy, bo go po prostu nie ma. Trzeba to ludziom powiedzieć, a nie kłamać, że będzie jakiś dodatkowy węgiel, który trafi do odbiorców indywidualnych jeszcze tej zimy - podkreśla w rozmowie z portalem WNP.PL Bogusław Ziętek, przewodniczący związku zawodowego Sierpień 80.
Zablokowane porty, szalejące ceny - Uważam, że to, co robił do tej pory rząd, to nie jest rozwiązywanie problemów, z którymi mamy do czynienia, tylko tworzenie kolejnych problemów, które będą jeszcze komplikować sytuację - zaznacza Bogusław Ziętek. - Pan prezes Instytutu Jagiellońskiego Marcin Roszkowski mówił, że cykl od zakupu węgla gdzieś tam za morzem do jego przetransportowania do elektrowni to 2-3 miesiące. To jest dalece dłużej! Tak mogłoby być w normalnych warunkach, ale my w normalnych warunkach nie żyjemy.
Ziętek zwraca uwagę na współczesne problemy z logistyką sprawiające, że rynek węgla nie funkcjonuje normalnie. -  Do żadnych polskich portów nie wpłynie statek z 70 czy 100 tysiącami ton. A tak się kupuje ten węgiel - zaznacza Ziętek. - Po drugie porty ARA (Antwerpia-Rotterdam-Amsterdam) są również zablokowane, ponieważ tam ściągają węgiel inni, którzy dbają o swoje interesy. Zatem mówi się o tym, że będziemy być może korzystać z jakichś innych europejskich portów. To oczywiście podroży cały ten proces. A jak już szczęśliwie rozładujemy ten węgiel, to czym go przewieziemy?! - pyta Ziętek. Jednocześnie wskazuje, że w Polsce jest taka sytuacja, że my węglarek nie podstawiamy pod węgiel z polskich kopalń, bo mamy tych węglarek za mało. - Ten węgiel, kiedy do nas przypłynie, to będzie kwiecień-maj przyszłego roku. A więc nawet nie ta zima, tylko następna! - przewiduje Ziętek. - To będzie niesort, czyli głównie miały energetyczne kupowane po 2 tys. zł za tonę. Co my z tym węglem zrobimy? Będziemy z niego produkować energię? A jeżeli tak, to proszę sobie wyobrazić, jaka będzie cena tej energii, skoro te same miały polskie kopalnie sprzedają polskim elektrowniom po 250-280 zł za tonę!
Szef Sierpnia 80 z rosnącym przerażeniem słucha kolejnych doniesień rządu. - Pani minister Moskwa ogłasza, że kolejne miliony ton węgla do nas płyną. Miało być najpierw dziewięć, teraz już jest siedemnaście milionów ton - mówi Ziętek. - Kupujemy nie ten węgiel, który potrzeba! Kupujemy miały do energetyki, które zasypią z powrotem naszą energetykę w taki sposób, że nie będzie miejsca dla polskiego węgla. Nie kupujemy natomiast prawie wcale węgla, którego na pewno na rynku zabraknie. I wskazuje, że chodzi tu oczywiście o węgiel dla odbiorców komunalnych i indywidualnych.
- Rozmawiałem ze specjalistami o tym, ile oni są w stanie z tego węgla (który kupujemy teraz po 350-380 dolarów za tonę) wysiać węgla grubego, który miałby zabezpieczyć ten rynek odbiorców indywidualnych - mówi Ziętek. - Odparli, że około 15 procent. Optymiści dodają, że to będzie 20 procent. To oznacza, że my z całego tego importu uzyskamy około 2 mln ton węgla grubego.I przypomina, że Polska Grupa Górnicza produkuje 2,5 mln ton węgla dla odbiorców indywidualnych. - Inne kopalnie być może dadzą na ten rynek około 1 mln ton. Ponadto 2 mln ton węgla, który płynie do nas morzem, a który uzyskamy z przesiewania. I około 3 mln ton węgla, który wpłynął do nas przed embargiem na węgiel rosyjski - wskazuje Ziętek. - To nam daje około 8 mln ton węgla dla odbiorców indywidualnych. W Polsce jest około 3 mln 800 tysięcy gospodarstw indywidualnych, które będą potrzebowały węgla opałowego. Licząc na okrągło, to jest jakieś 12 mln ton zapotrzebowania. Zabraknie w tym roku około 4 mln ton węgla dla odbiorców indywidualnych i komunalnych - wylicza związkowiec. - Musimy się przyzwyczaić do myśli takiej, że tego mitycznego węgla po 900 zł za tonę nie kupimy, bo go po prostu nie ma - zaznacza Ziętek. - Trzeba to ludziom powiedzieć, a nie kłamać, że będzie jakiś dodatkowy węgiel, który do nas płynie i który trafi do odbiorców indywidualnych jeszcze tej zimy.
Ziętek nie widzi w rządzie woli zmian. Widzi stagnację, brak decyzji i konsekwencje, jego zdaniem, wciąż powielanych błędów. - Czy to w zakresie przyspieszenia procesów inwestycyjnych w górnictwie, czy to w zakresie dopuszczenia inwestorów prywatnych, czy to w kwestii przyspieszenia procesów koncesyjnych - nie robi się nic! - dodaje. I podkreśla, że nie robi się nic w kwestii wzmocnienia potencjału polskiego górnictwa. - Niestety jest tak, że popełniane błędy są dalej powielane. To decyzjami spółek energetycznych w Polsce zniszczono górnictwo w ostatnim okresie - twierdzi przewodniczący Sierpnia 80. - Prezesi spółek energetycznych powiedzieli, że nie odbiorą zakontraktowanego węgla od spółek węglowych na wymiar 8 mln ton (nawiązanie do roku 2020, kiedy energetyka nie odebrała zakontraktowanych ilości węgla - przyp. red.). I to jest ta dziura, z którą my się dzisiaj borykamy. Prezesi spółek energetycznych wówczas mówili: „nie potrzebujemy węgla z polskich kopalń, bo każdą ilość węgla dostaniemy z Rosji”. I ci ludzie dalej rządzą polską energetyką - oburza się Ziętek.
Źródło: wnp.pl
Jak zapewniał premier węgla miało nie zabraknąć, wszak płynie do Polski cała flotylla statków wypełnionych po brzegi węglem!? I po co te kłopoty dodatkowe koszty, jak tuż za granicą mamy tani wysokokaloryczny węgiel, wystarczy tylko zmusić Morawieckiego do zniesienia embarga!? Węgla brakuje, ale pomimo tego jest eksportowany i to po znacznie zaniżonych cenach!?
Z forum: Węgla z Rosji nie mamy na własne życzenie. Na wiosnę PiS wprowadził embargo, strasząc milionowymi karami dla każdego, kto odważyłby się przywieźć węgiel z Rosji. Czy to naprawdę mądre w interesie Ukraińców doprowadzać własnych obywateli do takich problemów?
Z kopalni Chwałowice dziennie wyjeżdża cały pociąg załadowany ekogroszkiem a gdzie oczywiście do kochanych Niemiec i to po 100 dolarów za tonę a sprowadzamy po 400 dolarów z Kolumbii pytam się ją gdzie sens i logika ale widocznie Ziętek też jest w tej bandzie złodziei bo jak to inaczej wytłumaczyć. 
21 08 2022 Uciekł do Brukseli, żeby „odciąć się od tego syfu", zostać dużym misiem”, teraz musiał wrócić.
Jak dowiedzieliśmy się z taśm nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, już późną jesienią 2013 roku (a więc na rok przed wyjazdem Tuska do Brukseli), jego najbliżsi współpracownicy, rzecznik rządu Paweł Graś i ówczesny prezes Orlenu Jacek Krawiec, tak rozmawiali o decyzji, którą miał podjąć ich zwierzchnik. Graś mówił tak „To jest Polska, nigdy nie wiesz jak ludzie to ocenią, czy powiedzą dobra, super, kurde, świetnie dla Polski, rewelacja, dobrze się stało, niech Pan dzielnie walczy o Polskę, czy powiedzą, zdradził, uciekł, poszedł po kasę”. Krawiec z kolei zastanawiał się „Ciężka decyzja, mówię, bardzo kusząca, bo jednak idziesz na zupełnie inną orbitę, odseparowujesz się od tego wszystkiego, od tego syfu, jesteś dużym misiem” i dodawał „tak naprawdę to pytanie o motywację”. Tusk porzucił funkcję premiera i mówiąc językiem jego politycznych przyjaciół „odseparował się od tego syfu i został dużym misiem”, pełnił przez 5 lat funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej, później po II zakończonej kadencji „na otarcie łez”, otrzymał funkcję przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, ale gdy z polityki odeszła na polityczną emeryturę jego promotorka Angela Merkel i jemu zaczął się usuwać spod nóg brukselski grunt.
Przerwano jego kadencję szefowania EPL-owi i jak wszystko na to wskazuje, wysłano do Polski, aby obalił rząd Zjednoczonej Prawicy i wprowadził nasz kraj do strefy euro, a przynajmniej do jej przedsionka czyli strefy ERM II, wiążącej już na stałe kurs waluty danego kraju z euro. Mówił o tym w jednym z ostatnich wywiadów prezes NBP prof. Adam Glapiński, powołując się na kuluarowe rozmowy, toczone przez prezesów banków centralnych na odbywających się co dwa miesiące spotkaniach w Bazylei. Tusk przejął więc ponad rok temu władzę w Platformie, poprawił jej notowania odbierając wyborców ruchowi „Polska 2050” Szymona Hołowni, ale do tej pory nie udało mu się zjednać liderów innych partii opozycyjnych do idei „jednej listy” w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Zapowiedział wprawdzie odwiedzenie wszystkich powiatów w kampanii wyborczej ale wyraźnie widać, że nie ma zapału do ciężkiej politycznej pracy, co więcej coraz częściej zdarza się mu, że doganiają go „sukcesy” z 7-letniego premierowania, czyli konieczność tłumaczenia się przed niezadowolonymi wyborcami. Widać, że takie spotkania autentycznie go wyprowadzają z równowagi, zaczynają się jego połajanki wobec takich ludzi, a to nawet w zaprzyjaźnionych mediach, nie wypada dobrze i cały wysiłek organizacyjny z przygotowywaniem takich spotkań, między innymi ze zwożeniem ludzi, na nic, po prostu „krew w piach”. W tej sytuacji jego szczera wypowiedź przed piątkowym wywiadem w TVN24, gdy sadząc, że jeszcze nie jest nagrywany, powiedział „demotywuje ta świadomość, że będę musiał kandydować”, nie powinna zaskakiwać.
Gdy jednak ,zdumiona dziennikarka dopytywała, czy dobrze go rozumie, stwierdził jeszcze bardziej dobitnie „To jest tak upiorna myśl, że ja będę z powrotem siedział na tej Wiejskiej”, czyli w budynku Sejmu. Nagranie na nieszczęście Tuska, ukazało się w internecie i rzeczywiście ujawnia wręcz jego pogardę do pracy dla Polski, co więcej jest dowodem na oszukiwanie wyborców, którym Tusk na każdym spotkaniu, tłumaczy jak to Platforma wygra wybory, szybko utworzy rząd i zaprowadzi wreszcie w kraju porządek, po rządach Zjednoczonej Prawicy”. Ba ta wypowiedź, dobitnie świadczy o tym, że Tusk nie wierzy w wygraną Platformy, skoro mówi o „ upiornej myśli o siedzeniu na Wiejskiej”, wszak lider zwycięskiej partii, raczej siedzi w Alejach Ujazdowskich w Kancelarii Premiera, a na Wiejskiej bywa tylko podczas posiedzeń Sejmu. Ale w przypadku ludzi pokroju Tuska, trudno się  dziwić „odciął się od tego syfu, był dużym misiem”, a tu kazali wrócić, po roku działania nie ma widoków na wygraną, trzeba będzie siedzieć w ławach opozycji w Sejmie, rzeczywiście może to być „upiorna myśl”.
Źródło: naszeblogi.pl
Po 1989 roku nie nastała wymarzona, słodka demokracja. Nastał czas chaosu, grabieży, montowania się band złodziejskich, wybuchania afer, panoszenia się biurokracji itp. Znaleźli się tacy co oszukali i okradli cały Naród i oszukują i okradają nadal, dochodząc do kolejnych, coraz wyższych funkcji w Państwie lub Unii Europejskiej. W kolejnych wyborach znowu ich "wybierzemy", bo tak jest skonstruowany system wyborczy, że ci co się obłowili są uprzywilejowani i stać ich na kampanię wyborczą. Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?
Z forum: Tylko czemu ten miś taki pomarszczony? Przecież od samego jątrzenia, wrzasków, serwowania kłamstw tak się nie wygląda..W grę musi wchodzić determinacja w spełnieniu kolejnego rozkazu z UE w połączeniu z nagrodą w postaci kolejnego ,,tronu''a UE.

21 08 2022 "Stan po Burzy". Kaczyński bojkotuje Odrę. Duda podejmuje durniów i zdrajców. Morawieckiego podnieca TVN.
Taki gość to skarb. Tuż przed swym urlopem — akurat, gdy Odra wypluwała dziesiątki ton zdechłych ryb — Jarosław Kaczyński bawił się na weselu pani Aleksandry, swej młodej współpracowniczki z Nowogrodzkiej. Smrodu rozkładanych trucheł na pewno nie poczuł, bo wesele odbyło się w Lublinie. Młodzi dostali od prezesa album i kopertę. Życząc im szczęścia, "Stan po Burzy" — który w tym tygodniu prowadzą Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal ("Newsweek") — zauważa, że związki małżeńskie przypieczętowane weseliskiem z udziałem prezesa mogą liczyć na szczególną życzliwość przy rozdziale stanowisk z partyjnego klucza. Przykładem poprzedni pan (powiedzmy) młody, który zaprosił Kaczyńskiego na ślub i wesele — Jacek Kurski. Szef TVP żyje jak pączek w maśle, a i jego kolejnej już (oby ostatniej) sakramentalnej żonie też źle się nie dzieje, bo obsługują ją lokaje Kurskiego z telewizji. No i szef struktur PiS pan Krzysztof Sobolewski, jakże moglibyśmy zapomnieć. Prezes na weselisku — żona w pięciu radach nadzorczych. Pani Olu, pani uderza do prezesa o jakąś spółeczkę. Jest duża szansa. Biorąc pod uwagę, że Kaczyński najpierw imprezował, a teraz urlopuje, nie ma się co czepiać, że nie znalazł czasu na odtruwanie Odry. "Stan po Burzy" opisuje metodę władzy na rozmycie tej najpoważniejszej od lat katastrofy ekologicznej — rząd będzie nas przekonywał, że wszystko się dokonało siłami natury. Propagandowa telewizja Kurskiego już tłumaczy, że zdychanie ryb to światowy trend, za którym nareszcie nadążamy. Prezesie Kaczyński, ale całkiem to się przed Odrą nie schowasz. My już sprawdziliśmy: zdechłe ryby dotarły na Pomorze Zachodnie, gdzie zazwyczaj urlopujesz. I pamiętaj: martwa ryba to zły znak. Szalone wakacje Kaczyńskiego. Nie wypuści na wolność żadnej ryby, bo nic Odrą nie dopłynie. To są zresztą wzruszające chwile. Gdy jak zwykle latem wiceszef PiS Joachim Brudziński wyciąga Kaczyńskiego na wakacje do swego księstwa w Zachodniopomorskiem, prezes zazwyczaj wędkuje, a złowione ryby w humanitarnym odruchu wypuszcza.
Dlaczego więc teraz milczy? Z kilku powodów ważniejszych od imprez i urlopu. Śnięte ryby i zatruta woda w Odrze to polityczne zagrożenie dla rządów PiS — burzą mit o sprawnym państwie. Dlatego Kaczyński milczy o Odrze i stawia na wyciszenie tego skandalu. Długotrwałe milczenie w kryzysowych sytuacjach jest zresztą typową cechą Kaczyńskiego. Milczał, gdy wybuchały kolejne fale pandemii. Milczał, gdy jesienią minionego roku Łukaszenko z Putinem wywołali kryzys imigracyjny na granicy Polski z Białorusią. Milczał, gdy zabójca zadźgał Pawła Adamowicza. Kaczyński milczy zawsze, gdy uznaje, że nagłe i niekorzystne wydarzenia mogą zagrozić jego władzy — wówczas długo analizuje kolejne kroki. Czasem wynika z tego coś dobrego — jak nagła wizyta w Kijowie na początku wojny, mimo długiego milczenia po ataku Rosji na Ukrainę. Czasem wręcz przeciwnie — jak wówczas, gdy w środku pierwszej fali pandemii Kaczyński próbował wymusić organizację wyborów prezydenckich, bo bał się, że później PiS je przegra.
W połowie minionego tygodnia — gdy namiestnicy prezesa ogłosili nagle, że Kaczyński wygłosi oświadczenie dla mediów — wydawało się, że prezes wjedzie na białym koniu, by ściąć parę głów za Odrę. Oświadczenie było rzeczywiście sensacyjne — bo trwało 76 sekund, Kaczyński wypowiedział się w nim na temat... wyborów w Rudzie Śląskiej. Kaczyński bije się o Rudę Śląską, bo jego ludzi rzadko rządzą w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. W dodatku w politycznym światku żywe jest przekonanie, że kto wygra wybory na Górnym Śląsku, ten wygra je w całej Polsce — wyniki regionalne często przypominają tu ogólnopolskie. Zresztą w sytuacji wojny między władzą a opozycją każde lokalne przyspieszone wybory są poligonem — tak było choćby w minionym roku w Rzeszowie, gdzie zjednoczona opozycja pobiła PiS.
Źródło: onet.pl
Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie nadzoruje 32 tys. obiektów hydrotechnicznych w całej Polsce. Łącznie w ciągu 4 lat funkcjonowania zrealizowało przeszło 12 tys. różnego typu zadań. Gospodarstwo prowadzi inwestycje na łączną kwotę 20 mld zł. No tylko jakoś nikt tego nie widzi!? Rzeki jak wylewały tak wylewają, a na dodatek ryby masowo zdychają!? Wychodzi na to że urzędnicy w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie nic nie robią tylko stołki grzeją, i to za solidne pensje!?
Nie chcę ci ja Tuska, nie chcę ci ja Kaczyńskiego, no to co mam robić!?

21 08 2022 Zabójstwo Darii Duginej jak zabójstwo Kirowa w 1934. Prasa: Putin zaczyna czystki?
Śmierć Darii Duginej, córki prokremlowskiego ideologa Aleksandra Dugina, nastąpiła w czasie, gdy na szczytach władzy w Rosji zaczęły się konflikty wywołane niepowodzeniami w wojnie z Ukrainą - ocenia Julia Łatynina, publicystka niezależnej "Nowej Gaziety". Porównuje ona tę sytuację do zabójstwa w 1934 roku Siergieja Kirowa, które stało się dla Józefa Stalina pretekstem do czystek i masowych represji. Taka śmierć jak najbardziej może być rezultatem kłótni o władzę na Kremlu, a jednocześnie - pretekstem do totalnych represji. Wraz z przegrywaniem na froncie reżim zacznie nie tylko dzielić się na frakcje, ale też stawać się coraz bardziej okrutny. Wojnę popiera już teraz nie tak wielu Rosjan. Tylko terror może sprawić, że zaakceptowana zostanie powszechna mobilizacja - ocenia Łatynina w komentarzu, który w niedzielę opublikowała "Nowaja Gazieta. Jewropa", założona przez dziennikarzy "Nowej Gaziety", którzy wyjechali z Rosji. Publicystka zastrzega, że za przedwczesne uważa wskazywanie, kto stoi za zabójstwem Duginej. "W obecnej napiętej atmosferze możliwe jest po prostu wszystko" - ocenia. "Jeśli jednak jest to operacja wywiadu wojskowego Ukrainy, to niezrozumiałe jest, dlaczego za swój pierwszy cel obrali nie kogoś z wojskowych, kto mordował w Buczy" - zauważa komentatorka. Argumentuje, że śmierć Dugina, a tym bardziej jego córki, nie znalazłaby uznania wśród wahających się sojuszników Ukrainy na Zachodzie. Łatynina nazywa przy tym Dugina postacią "znaczącą", ale "pozostającą na marginesie", człowiekiem, "który bardzo wiele mówił, ale o niczym nie decydował".
Apelując, by nie wyciągać pospiesznych wniosków, zwraca uwagę, że "tak znaczące zabójstwo" zbiega się z atakami na obiekty rosyjskie na Krymie i na sztab najemników z "grupy Wagnera" w obwodzie ługańskim Ukrainy. Podkreśla, że w ostatnim czasie właśnie w związanych z Duginem mediach społecznościowych pojawiła się krytyka pod adresem prezydenta Rosji Władimira Putina, wyrażająca postawę "imperialnego" skrzydła w służbach siłowych Rosji. Zwolennicy tego skrzydła domagają się od Kremla masowej mobilizacji i konfrontacji z Zachodem. "Ataki na Krymie są zgubne dla notowań Putina. Na to wszystko trzeba odpowiadać, a problem polega na tym, że Putin nie ma czym odpowiedzieć z zewnątrz. Oznacza to, że będzie odpowiadać od wewnątrz - tam, gdzie najprościej" - uważa Łatynina. Ocenia, że obecnie na Kremlu "rozpoczęły się rozliczenia w związku z niepowodzeniami i partia jeszcze większych oszołomów od Putina deklaruje swoje dążenie do powszechnej mobilizacji i triumfu totalitaryzmu".
29-letnia Dugina, córka i współpracowniczka Aleksandra Dugina, ideologa rosyjskiego imperializmu i zwolennika inwazji na Ukrainę, zginęła w sobotę wieczorem pod Moskwą, gdy na autostradzie eksplodował jej samochód. Dugin, jak podano po śmierci jego córki, w ostatniej chwili nie wsiadł z nią samochodu, który potem eksplodował. Doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak zapewnił w niedzielę, że Kijów nie ma nic wspólnego z tym zamachem, bowiem Ukraina "nie jest państwem terrorystycznym".
Z oskarżeniami pod adresem władz Ukrainy wystąpił szef prorosyjskich separatystów w Donbasie Denys Puszylin. Oznajmił on, że Dugina stała się ofiarą działań dywersantów ukraińskich, którzy chcieli zabić jej ojca. Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa oświadczyła, że należy poczekać na wyniki śledztwa, a jeśli "kompetentne organy" potwierdzą "wersję" Puszylina, to można będzie mówić o "polityce terroryzmu państwowego" ze strony władz ukraińskich.
Źródło: niezalezna.pl
To był zamach czy tylko wypadek!? Toyota o tak sama z siebie się nie zapali!?
Z forum: Trochę dziwne, że nie wsiadł do tego samochodu i zmienił zdanie zaraz przed wybuchem co nie. Dla Putina poświęcił córkę?
Taki gieroj kwestionował w tych jego banialukach prawo do samostanowienia Polski i Ukrainy i się załamał bo przez chwile zobaczył wojnę na własne oczy ? Dano mu poczuć co to znaczy stracić bliskiego .Według niego Ukraińców należy mordować . Bądźmy ostrożni w ocenach , mogła być mogło jej nie być w samochodzie . Może główny szaman kremla ładuję bateryjki ? Bo mu mocy zabrakło na te jego czary mary . Oni naprawdę wierzyli Babie Wandze której słów nie zrozumieli . 
21 08 2022 Siedem lat chudych.
Po siedmiu latach rządów dobrej zmiany czeka nas zapewne przynajmniej siedem lat zimna i głodu. Jedną z głównych tego przyczyn jest mit globalnego ocieplenia. Wątpliwe czy ktokolwiek z rządzących uwierzył w globalne ocieplenie. Jednak wprowadzają oni „zielony ład” realizując cudze przestępcze plany zniewolenia ludzkości. Oznacza to przede wszystkim odejście od energetyki węglowej czyli nie tylko zamykanie czy wręcz zatapianie kopalń lecz płacenie przez producentów ogromnych haraczy za emisję CO2 i śledzenie w ich produktach tak zwanego „śladu węglowego”. Nikt, w naszym kraju, nie ośmielił się sprzeciwić zbiorowemu szaleństwu , nabożnie podejmowano kolejne kroki i zobowiązania. Na przykład do 2035 roku wszystkie samochody mają mieć napęd elektryczny. Nikt się nie zastanawia czy to jest w ogóle możliwe i jakie to będzie miało skutki dla ludzi i dla gospodarki. Nikt się nie zastanawia również nad faktem że technologie fotowoltaiczne powodują ogromne szkody ekologiczne. Aby otrzymać tonę litu trzeba przepłukać dwadzieścia ton rudy zużywając 70 ton wody.
Podejmując jakiekolwiek działania na masową skalę należy robić tak zwany rachunek ciągniony, oceniać opłacalność tych działań w świadomości ich dalekosiężnych konsekwencji. Za czasów Clintona w jednym z okręgów USA dla oszczędności wody określono maksymalną dopuszczalną pojemność spłuczki klozetowej. Ku zdziwieniu autorów tego pomysłu zużycie wody w ubikacjach wzrosło. Przyczyna była prosta, ludzie spłukiwali muszlę klozetową po kilka razy. W Polsce dowcipni jak zawsze internauci zaproponowali żeby dla oszczędności wody spłukiwać muszlę co trzeci raz. „Pięć lat temu dotarło do nas, co się na świecie dzieje. I że nie ma od tego odwrotu, a my musimy iść ze światem, a nie przeciwko niemu – mówią górnicy”. Tak  wiernopoddańczo i kłamliwie twierdziła Rzeczpospolita .w artykule pod tytułem  „Pożegnanie z węglem”.  Podaję link żeby każdy mógł sobie przeczytać te pompatyczne brednie. (https://klimat.rp.pl/walka-o-klimat/art19148051-pozegnanie-z-weglem ). Dziś nasi rządzący obudzili się jak cтрекоза (konik polny, po rosyjsku rodzaju żeńskiego) z bajki Kryłowa, która „oглянуться не успела, kак зима катит в глаза”. (nie zdążyła się obejrzeć a tu zima zajrzała jej w ślepia). Mam nadzieję że Kryłow nie został w Polsce zdelegalizowany. Teraz, gdy pozalewano kopalnie, gdy wypłacono górnikom odprawy wysyłając ich na zieloną trawkę premier Morawiecki zarządza w trybie nagłym import 4,5 miliona ton węgla z przeznaczeniem dla gospodarstw domowych. Jak twierdzi natomiast pani Łukaszewska-Trzeciakowska zakontraktowano 7 milionów ton natomiast sprowadzono 3 miliony. To czysty kabaret – Polska położona na węglu sprowadza węgiel z antypodów. Wymuszanie wiary w dogmat globalnego ocieplenia przypomina jak żywo wymuszanie wiary w dogmaty komunistyczne. Wiary w walkę klas, w dialektykę rozwoju społeczeństw czy choćby w osiągnięcia Miczurina i Łysenki. Rezultatem tej wiary był miedzy innymi Wielki Głód-  Hołodomor (po ukraińsku Голодомор czyli zamorzenie głodem ) Przyczyną głodu w ZSRR, najbardziej dotkliwego właśnie na Ukrainie, był pięcioletni plan gospodarczy wprowadzony przez Stalina w 1929. Plan zakładał kolektywizację obszarów rolnych. Chłopi radzieccy mieli być pozbawieni własności i pracować w kołchozach.  Za kradzież kłosa zboża groziła kara śmierci. W grudniu 1932 Stalin wprowadził obowiązek meldunkowy dla mieszkańców miast co praktycznie uniemożliwiało ucieczkę z głodujących  wsi. Nikt nie ma wątpliwości, że głód z lat 1932–1933 na Ukrainie był sztuczny. Nie wiadomo jednak czy była to zaplanowana antyukraińska akcja Stalina czy też głód był wynikiem bolszewickiej zbrodniczej głupoty każącej wierzyć w sowiecki raj dla przyszłych pokoleń.  Liczba ofiar głodu szacowana jest na 10 milionów.
Odejście od energetyki węglowej wymusili na Polsce Niemcy. To również Niemcy uzależnili swój kraj i zachodnią Europę od rosyjskiego gazu. Teraz żądają żeby Polska dzieliła się z nimi swoimi rezerwami. W zideologizowanej trosce o środowisko holenderski rząd postanowił ostatnio ograniczyć wpływ rolnictwa na emisję gazów cieplarnianych poprzez likwidację 30 procent krajowych hodowli zwierząt oraz wprowadzenie przymusowego wykupu ziemi od rolników. Czy władze Holandii chcą wywołać współczesny Голодомор na świecie przez zbrodniczą swej głupocie ideologię „zielonego ładu”? Przez wiele lat nakłaniano w Polsce obywateli do zmiany systemu ogrzewania na gazowe. Teraz plakaty zachęcające: „zamień kopciucha na ogrzewanie ekologiczne” jakoś zniknęły. Opalający swoje domy węglem mają natomiast otrzymać dodatek w wysokości 3 tysiące na gospodarstwo domowe. Można to traktować jako premię za zdrowy rozsądek przejawiający się w fakcie, że ogrzewający swe domy węglem nie podporządkowali się ideologii „zielonego ładu”. Gdyby swego czasu szeregowi Polacy uwierzyli w ideologię komunistyczną tak jak podobno  w nią uwierzyli liczni polscy intelektualiści, choćby na przykład Leszek Kołakowski,  dawno bylibyśmy jedną z sowieckich republik albo ku radości Stalina wymarlibyśmy z głodu. Ideologia komunistyczna jest jak groźny wirus, nieustannie mutuje, a kolejne mutacje są groźniejsze od poprzednich  bo trudniejsze do rozpoznania. „Zielony ład” to jedna z mutacji marksizmu kulturowego. Wszystkie mutacje marksizmu mają wspólną cechę - w imię brzmiącego szlachetnie lecz  nierealnego, dalekiego celu czyni się i akceptuje doraźne zło. Nie do zrealizowania jest na przykład powszechna równość ludzi choćby dlatego, że  ludzie tego nie chcą i  są różnie obdarowani przez naturę. Podobnie nie do zrealizowania jest troska o wszystkie istoty żywe choćby dlatego, że niektóre z nich, na przykład pasożyty , są naszymi naturalnymi wrogami. W imię równości ze szkodą dla wszystkich wymordowano arystokrację i elity Rosji i mordowano elity naszego kraju.  W imię troski o naszą błękitną planetę i  jej ginące gatunki skazuje się nas obecnie na lata chude. Bo lata tłuste już były i właśnie się skończyły.
Źródło: naszeblogi.pl
Elektrownia Jaworzno. W jednym z dokumentów dotyczących awarii bloku 910 MW tej elektrowni czytamy: „…pośród brył węgla (sprowadzanego z Indochin – JU) kierowanego do jaworznickiej elektrowni znajdują się zwykłe kamienie, mnóstwo stalowych prętów, śrub, gwoździ, żwiru, a nawet części gumowych opon”. To nie tylko skandal, afera, to po prostu przestępstwo. Każdemu energetykowi włos na głowie staje czytając podobne raporty. Wola polityczna jest wielka, ale nie wszechpotężna – nie potrafi węglowego śmiecia zamienić w donbaski antracyt.
Węgiel nie dość, że zdrożał to go jeszcze nie ma, no i pieniędzy na dodatek nie starczy dla wszystkich!? Czeka nas ciężka zima, będzie to twarda walko o ogień!?
Jak zapewniał premier węgla miało nie zabraknąć, wszak płynie do Polski cała flotylla statków wypełnionych po brzegi węglem!? I po co te kłopoty dodatkowe koszty, jak tuż za granicą mamy tani wysokokaloryczny węgiel, wystarczy tylko zmusić Morawieckiego do zniesienia embarga!? Węgla brakuje, ale pomimo tego jest eksportowany i to po znacznie zaniżonych cenach!?
Szaleństwo " gry w zielone" ogarnęło cały świat. Ale Niemcy są bliżej i to UE ( czyli Niemcy) prześladuje  nasze kopalnie wbrew oczywistości. Inne wątki jak produkcja litu , zasługują na osobne rozważania.
20 08 2022 Polska węglem leży i kwiczy.
Premier i nadpremier prężą muskuły na międzynarodowych arenkach, rozstawiają po kątach Francję, Niemcy i kogo popadnie, aby wybić się na nowego lidera nowej Unii Europejskiej, a tymczasem w kraju afera goni aferę i co jedna to groźniejsza, obnażająca do kości prawdę, że ten rząd, ta władza nie potrafi obronić obywateli ani przed katastrofą ekonomiczną, ani finansową, ani żadną inną. Najpierw elektrownia Jaworzno. W jednym z dokumentów dotyczących awarii bloku 910 MW tej elektrowni czytamy: „…pośród brył węgla (sprowadzanego z Indochin – JU) kierowanego do jaworznickiej elektrowni znajdują się zwykłe kamienie, mnóstwo stalowych prętów, śrub, gwoździ, żwiru, a nawet części gumowych opon”. To nie tylko skandal, afera, to po prostu przestępstwo. Każdemu energetykowi włos na głowie staje czytając podobne raporty. Wola polityczna jest wielka, ale nie wszechpotężna – nie potrafi węglowego śmiecia zamienić w donbaski antracyt. Węgiel z Donbasu polskie spółki energetyczne sprowadzały właśnie w tym celu, aby dzięki jego najwyższej jakości wzbogacać ubogi polski węgiel, co było konieczne dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania bloków energetycznych. Premier Morawiecki od dawna zapowiadał, że statki z tym, „zastępczym” węglem, który ma zastąpić ohydny węgiel wydobywany przez górników w Donbasie są już w drodze. Widać dopłynęły i dzisiaj widzimy co to za węgiel – po prostu śmiecie: kamienie, złom i opony wymieszane z węglem.  Polityczną głupotą nasze władze nie są w stanie mnie zaskoczyć ani zadziwić. Przejęty jestem jednak tym, jak mogło dojść do tego, że coś takiego mogło zostać wprowadzone do spalania w kotłach elektrowni. Gdzie były służby techniczne? Kto personalnie podjął decyzję o tej technicznej zbrodni?
Pytań w tej sprawie jest więcej. Na przykład: po jakiej cenie sprowadziliśmy węgiel z Indochin, czy trafił on tylko do elektrowni Jaworzno czy też w inne miejsca? Dlaczego wolne niby media nie drążą tego tematu? Dlaczego nie pokazują prawdziwego oblicza efektów spektakularnej, politycznej decyzji o niezwłocznym, energetycznym uniezależnieniu się Polski od Rosji, decyzji, którą Polska nie tylko zadziwić chciała świat, ale i dać mu przykład, stać się jego liderem w okładaniu Rosji pałą amerykańskich sankcji. Jedno jest pewne: to nie premier Morawicki ani nie prezesi spółki Tauron poniosą koszty naprawy bloku 910 MW Elektrowni Jaworzno. Te koszt poniesiemy oczywiście my – szarzy odbiorcy energii elektrycznej.
Odra umiera. Druga, nie mniejsza moim zdaniem afera to oczywiście zatrucie Odry. Rząd ze wszystkimi swoimi instytucjami okazał się zupełnie bezsilny i bezradny wobec tej największej w historii ekologicznej katastrofy w Polsce. Czarno na białym pokazał, że niej jest w stanie chronić ani środowiska naturalnego Polski, ani Polaków. Od ujawnienia pierwszych symptomów katastrofy upłynęły niemal trzy tygodnie, a opinia publiczna wciąż nie ma odpowiedzi na najprostsze i jednocześnie najważniejsze pytania:
– co jest przyczyną masowego śnięcia ryb w Odrze?
– czy tylko o ryby chodzi, czy też inne organizmy wodne?
– kto jest sprawcą zatrucia?
– jakie skutki bezpośrednie (zdrowotne) i pośrednie (ekonomiczne) mieć będzie ta katastrofa dla ludzi?
– jakie skutki mieć będzie ta katastrofa dla Zalewu Szczecińskiego i dla Bałtyku?

W publiczny wystąpieniu Premier ośmiesza się tłumaczeniem, że „o katastrofie dowiedziałem się za późno”. To jest kolejną katastrofą Polski. O katastrofach bowiem zawsze dowiadujemy się za późno. Ale rząd jest po to, aby robić wszystko, by ich uniknąć, a w przypadku ich zaistnienia niezwłocznie podejmować wszelkie, niezbędne czynności ratunkowe. Tymczasem mamy wielotygodniowy festiwal przerzucania odpowiedzialności, wprowadzania w błąd społeczeństwa z elementami kabaretu (niespełniona obietnica jakiegoś ważnego a odpowiedzialnego wiceministra publicznego wykąpania się w Odrze dla udowodnienia, że jej wody są dla ludzi bezpieczne). Sprawa wagi międzynarodowej. Interesująco rozwija się międzynarodowy aspekt odrzańskiej katastrofy. Po pierwszych, irracjonalnych komunikatach przedstawicieli rządzących sił politycznych o tym, że to Niemcy zatruli Odrę pojawiły się medialne zarzuty Niemców pod adresem Polski o próby tuszowania skandalu i o nieinformowanie sąsiada o zatruciu. Już prawie dwie godziny czekam na zapowiedzianą wspólną polsko-niemiecką konferencję prasową w tej sprawie. Coś nie może się ona rozpocząć – widać więc na horyzoncie kolejne polsko-niemieckie problemy.
Jakie jest źródło zatrucia? Źródeł zatrucia może być wiele. Nie można wykluczyć zrzutu przejętego do „utylizacji” w Polsce ładunku obcych odpadów przemysłowych. Za najbardziej prawdopodobne uznaję jednak nadmierny, być może niekontrolowany zrzut do Odry nieodsolonych wód kopalnianych. Polskie kopalnie, również te zlikwidowane, wymagają ciągłego odprowadzania wód gromadzących się w wyrobiskach, które są naturalnie bardzo zasolone. Tradycyjnie wody te odprowadzano częściowo do Wisły, a częściowo do Odry i dlatego zasolenie tych rzek zawsze było podwyższone. Być może, w ramach szukania oszczędności w kopalniach i spółkach powołanych do odprowadzania wód z kopalń nieczynnych, katastrofa Odry związana jest z nadmiarowym zrzutem takich wód do tej rzeki związanym z restrukturyzacją polskiego górnictwa. W dobie gwałtownego powrotu do polskiego węgla podawanie informacji, że jego wydobywanie ma swoją negatywną z punktu widzenia ekologii stronę prawdopodobnie uznane zostało przez władze za „niepolityczne”. Spokojnie czekano więc, aż problem rozpłynie się w Bałtyku. Jeżeli okaże się to prawdą, to z obydwu tych afer wynika, że Polska nie tyle węglem stoi, co leży, a cały pisowski porządek jest do natychmiastowej likwidacji.
Źródło: wpunkt.online
Jak zapewniał premier węgla miało nie zabraknąć, wszak płynie do Polski cała flotylla statków wypełnionych po brzegi węglem!? I po co te kłopoty dodatkowe koszty, jak tuż za granicą mamy tani wysokokaloryczny węgiel, wystarczy tylko zmusić Morawieckiego do zniesienia embarga!?
Węgla brakuje, ale pomimo tego jest eksportowany i to po znacznie zaniżonych cenach!?

Węgiel płynie ale w wyobraźni Morawieckiego, no i może w przyszłym roku dopłynie!? Tylko czy będzie chciał się palić w polskich piecach!? Ale to już Morawieckiego nie interesuje, no bo miał to też węgiel!?
Dlaczego dopuszczono do tak niskiego stanu rzeki, co nie ma zbiorników retencyjnych!? Zatrucie Odry. Bezradność władzy w takich sytuacjach świadczy o tym że urzędnicy nie nadają się do zajmowania stanowisk we władzach lokalnych, czy państwowych!?
Ciekawe kto i gdzie spuścił truciznę do rzeki!? Dlaczego monitorujący spusty przemysłowe do Odry milczą!? 
18 08 2022 Sądy o potrzebie precedensu.
Starsi prawnicy pamiętają czasy, gdy wyroki Sądu Najwyższego stanowiły swoisty precedens. Były bowiem traktowane jako źródło prawa. Wyrok naruszający to, co ustaliła najwyższa instancja był uchylany bez żadnych ceregieli. Po 1989 roku uznano to jednak za niedopuszczalną ingerencję w niezawisłość sędziowską. Wyroki SN zaczęły obowiązywać tylko w danej sprawie. Co prawda strona mogła się powoływać na takie orzeczenie, ale już sędzia nie był nim związany. A zatem mógł nie podzielić poglądu wyrażonego przez SN w innej, często nawet bliźniaczo podobnej sprawie. Na początku lat 1990-tych dochodziło do gorszących wręcz scen. Sam słyszałem, jak przewodniczący po wydaniu wyroku zwrócił się do stron i rzekł: - niech się państwo odwołają. Jest dużo podobnych spraw i sędziowie nie wiedzą, jak orzekać! Było to stosunkowo nie tak dawno, bo w 1994 roku. Jak się wydaje potem już nie było aż takich ceregieli. Przysłowiowy asfalt wg jednego sędziego mógł być biały, wg drugiego różowy, trzeci zaś twierdził, iż naprawdę jest zielonkawy, aczkolwiek osobiście widzi go bardziej brunatnie. I wszystko było OK, gdyż mieściło się w ramach tzw. swobodnej oceny dowodów. Tymczasem pół cywilizowanego świata uważa inaczej. Jeśli sąd brytyjski dajmy na to w Glastonbury orzeknie, że asfalt jest szary, żaden inny już nie będzie orzekał co do koloru inaczej. Choćby nawet w samym Londynie. Podobnie w USA i krajach wchodzących ongiś w skład Korony Brytyjskiej.
Wbrew pozorom takie precedensowe prawo daje nam o wiele większą pewność prawa niż to, co mamy na kontynencie.
A już w wydaniu polskim powoli zaczyna sięgać absurdu (o ile już dano nie sięgnęło). Oto najnowszy przykład. Tzw. kredyty frankowe. Powszechnie uważane za bankowy deal, nie mający zbyt wiele wspólnego z elementarną uczciwością. Zaroiło się od kancelarii oferujących pomoc, pewne wygrane itp. Co prawda w kilku znanych mi przypadkach by znaleźć oparcie prawne trzeba na początek wpłacić jedynie… 20 tys. zł. A potem jeszcze pokryć koszt wpisu, wizyt adwokata na sali sądowej. Nie mówiąc już o pewnym procencie z ewentualnej wygranej. Jak wiadomo dobra reklama jest dźwignią handlu. Nagłośniono kilka wygranych spraw, wszyscy więc zgadzamy się, że to była granda i… I system okazał się po prostu niewydolny.
Jak czytamy na polskojęzycznym Onecie (w ślad za Rzepą): Za chwilę na pierwszą rozprawę trzeba będzie czekać sześć–siedem lat – ostrzega sędzia Piotr Bednarczyk, wiceszef XXVIII Wydziału Cywilnego SO w Warszawie w rozmowie z "Rzeczpospolitą". "Na dzisiaj mamy zarejestrowanych niemal 31 tys. spraw. W tym roku zakończyliśmy ich ok. 3 tys., z czego połowę wyrokami. Przy bardzo dużym nakładzie pracy sędzia może skończyć 200 spraw rocznie, a przy 21 sędziach (tylu liczy wydział) łatwo policzyć: już dziś mamy pracę na sześć–siedem lat. Oznacza to, że za chwilę tyle trzeba będzie czekać na pierwszą rozprawę" — powiedział sędzia Piotr Bednarczyk w rozmowie z "Rz".
Jak przypomniał, wydział miał odciążyć pozostałe wydziały SO w Warszawie, z drugiej strony – dzięki specjalizacji – sprawy te miały przyspieszyć. Ocenił, że pierwsza część zamysłu udała się, z drugą jest nadal problem. W jego ocenie, jeżeli sprawny sędzia – licząc optymistycznie – potrzebuje sześć godzin na sprawę, to tysiąc spraw zajmie mu cztery–pięć lat. A tymczasem sędziowie mają na swym biurku nawet 1500 spraw i nadal ich przybywa. "O masowych ugodach nadal nie słychać. Patrząc na liczbę spraw – zwłaszcza tych, które dopiero wpłyną – najlepszym rozwiązaniem byłaby ustawa rozwiązująca problem. Wiem jednak, że obecna sytuacja ekonomiczna, zwłaszcza kurs franka, nie zachęcają do takiego rozważania. Procedura cywilna nie ułatwia zaś szybkiego kończenia takich spraw" — powiedział. Na razie przed oblicze Temidy napłynął co piąty kredyt. Należy więc spodziewać się wpływu kolejnych, co może wydłużyć termin oczekiwania na pierwszą sprawę ponad 10 lat. W tym czasie kredytobiorcy będą nadal spłacać rosnące wg bankowych kursów kredyty. I to przy założeniu, że sprawami frankowiczów zajmą się wyłącznie sprawni sędziowie. Mam powody, by wątpić w czas podawany przez sędziego Bednarczyka. Mój znajomy nie brał kredytu ani we frankach ani też w jakiejkolwiek innej walucie, ale zwyczajnie posiadał konto w pewnym poważnym banku z udziałem kapitału niderlandzkiego. Ponad dwa lata temu ktoś włamał się do banku i je wyczyścił. Oczywiście bank odmówił jakiegokolwiek odszkodowania zwalając winę na klienta. I to pomimo tego, że w dniu tym wyczyszczono konta jeszcze 200 innym osobom, logując się z terenu Rosji i Ukrainy (w odpowiedzi na reklamację bank wskazał IP).
W sprawę był już zaangażowany Rzecznik Finansowy (jego opinia – bank powinien oddać!), biegli z zakresu telekomunikacji, 6 świadków… Końca nie widać; co prawda były dopiero trzy sprawy, ale każda z nich trwała ponad dwie godziny. Biegły z zakresu telekomunikacji tworzy opinię od marca. I chodzi raptem o pojedynczą wypłatę – znajomemu skradziono jedynie 6.000,- PLN (sześć tysięcy złotych). Zatem nie sześć godzin, ale przynajmniej trzykroć więcej. Do tego biegli, potem ewentualnie kolejni, jeśli któraś ze stron skutecznie podważy ich ustalenia. Sądy będą dochodzić do różnych wniosków, pojawią się apelacje… Kolejny korek zatem na szczeblu apelacyjnym zwiększyć może opóźnienie o kolejną dekadę. A jeśli SA uzna, że w pierwszej instancji popełniono błędy, których nie da się usunąć w postępowaniu odwoławczym i uchyli wyrok kierując sprawę do ponownego rozpoznania spokojnie możemy liczyć nawet na trzy dekady procesu. Natomiast w przypadku prawa precedensowego wystarczyłby pierwszy wyrok. W kolejnych postępowaniach strona musiałaby udowodnić, że dochodzi roszczenia opartego o podobny stan faktyczny. A to można by było załatwić na jednej rozprawie. Takie jednak rozwiązanie polskiego prawa spowoduje protesty środowisk prawniczych. Sędziów, którzy będą widzieli zamach na swoją niezależność (wg Konstytucji są wszak podlegli jedynie ustawom), adwokatów (przecież do wygrania sprawy wystarczyłby tylko program typu LEX i umiejętność szukania), radców prawnych (z powodów jak wyżej). Tak więc kredytobiorcy mają w perspektywie procesy trwające dłużej niż okres.. kredytowania. I tylko banki mogą spać spokojnie.
Źródło: niepoprawni.pl
Polska nigdy nie była państwem prawa tylko państwem prawników, którzy ostatni grosz wyciskali ze swoich klientów. Bo jak mi powiedziała jedna pani adwokat do sądu nie idzie się po sprawiedliwość tylko korzystny dla siebie wyrok.
W sądzie polskim znajdziesz wszystko tylko nie prawo. Dziś w Polsce nie obowiązuje żadne prawo wszystko zależny od widzimisię sędziego. W tej samej sprawie dwa różne składy sędziowskie mogą skazać na szafot albo uniewinnić i przyznać duże odszkodowanie. W bandyckim państwie liczą się tylko układy bo prawo jest dla biednych a sprawiedliwość dla bogatych.
11 08 2022 Nadciąga wielki kryzys. PiS już znalazł winnych.
Wysoka inflacja, rosnące ceny gazu, energii czy węgla, które widzimy też w czynszach. Sytuacja już jest trudna, a niewykluczone, że to dopiero początek. Polacy coraz głębiej sięgają do portfeli, nie dziwi więc, że oprócz wydatków rośnie także społeczne niezadowolenie. PiS wie, że nadchodzą ciężkie czasy, stąd konsekwentnie budowany przekaz – partia rządząca znalazła już winnych. Prezes PiS Jarosław Kaczyński, choć w sierpniu przerwał swój objazd po kraju, to nie pozwala o sobie zapomnieć. Lider partii rządzącej w ostatnim wywiadzie dla tygodnika "Sieci" zaatakował Unię Europejską. Mówił, że jeżeli Komisja Europejska nie wypełnia swoich zobowiązań wobec Polski, to "my nie mamy powodów wykonywać swoich zobowiązań wobec Unii Europejskiej". Dodał, że stosunki z UE trzeba będzie ułożyć po nowemu. Ostro skrytykował jakiekolwiek plany przejścia na euro. Wprowadzenie w Polsce euro oznaczałoby radykalne zubożenie Polaków, wielkie ich obrabowanie – stwierdził Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika. Podobną narrację można usłyszeć z ust najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski mówił, że jeśli Komisja Europejska "próbowałaby docisnąć nas do ściany", wtedy "nie pozostaje nam nic innego, jak wyciągnąć wszystkie armaty, które są w naszym arsenale, i odpowiedzieć ogniem zaporowym".
Te wszystkie słowa padają, kiedy Polska wciąż czeka na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Chodzi o 106,9 mld zł w formie dotacji unijnej oraz 51,6 mld zł w postaci preferencyjnych pożyczek. Pieniędzy wciąż nie ma, a ciągnący się miesiącami spór z Brukselą ws. Izby Dyscyplinarnej uderza w nasz budżet. Licznik naliczanych kar przekroczył już miliard złotych. Jarosław Kaczyński, na jednym z wakacyjnych spotkań z działaczami PiS i elektoratem, przekonywał: "Niemcy zawsze na nas czyhali, Krzyżacy zawsze atakowali, a Zachód oczerniał Polskę od XVIII wieku. Tak jak i teraz. Ale Polska oparła się temu przez tysiąc lat – i teraz też się oprze". Jego słowa cytował OKO.press. Premier Mateusz Morawiecki również nie pozostawia złudzeń co do aktualnej narracji partii rządzącej. Gdyby w ostatnich latach Europa zawsze działała tak, jak chciały tego Niemcy, to zadajmy sobie pytanie: czy dziś bylibyśmy w lepszej, czy gorszej sytuacji? – pytał retorycznie premier w wywiadzie dla brytyjskiego tygodnika "The Spectator". Dodał, że "gdyby cała Europa poszła za głosem Niemiec, nie tylko w sprawie gazociągu Nord Stream 1, ale także Nord Stream 2, jej uzależnienie od rosyjskiego gazu, który dziś służy Putinowi jako narzędzie szantażu, byłoby niemal nieodwracalne". W ostatnim czasie za sprawą PiS-u wrócił także temat reparacji od Niemiec za szkody wojenne w czasie II wojny światowej. – Musimy bardzo twardo walczyć o to, żeby nie było tak, że wszystkim trzeba płacić, tylko Polakom nie. Trzeba wyraźnie powiedzieć: nie żadni naziści, tylko Niemcy jako naród są odpowiedzialni za te zbrodnie – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami Kórnika (Wielkopolska). W pewnym momencie w wypowiedziach przedstawicieli obozu rządzącego Niemcy zaczęły być wymieniane obok Rosji. Tak np. rzecznik rządu Piotr Müller komentował fuzję Orlenu z Lotosem: – Bardzo dziwię się tym wszystkim z opozycji, którzy krytykują tę fuzję, bo zabezpiecza ona nasze możliwości energetyczne na przyszłe lata. Oczywiście, jest niezgodna z interesami Rosji. Oczywiście jest ona niezgodna z interesami Niemiec i wielu innych państw na świecie, które chciałyby nam sprzedawać drożej energię – przekonywał działacz PiS. Były wicepremier Jarosław Gowin doskonale zna realia panujące w obozie Zjednoczonej Prawicy. Polityk nie ma wątpliwości, że aktualna krytyka Unii Europejskiej czy Niemiec to po prostu taktyka Prawa i Sprawiedliwości. Wskazywanie wrogów, to jest to, co lubi Jarosław Kaczyński. Pytanie tylko, w jakim stopniu ta taktyka okaże się teraz skuteczna. Nastawienie prounijne w Polsce jest na tyle silne, że dla większości społeczeństwa próba zrzucenia odpowiedzialności za to, co dzieje się w kraju na Unię nie zda egzaminu – uważa lider Porozumienia. Były wicepremier w rozmowie money.pl dodaje, że zestawienie Niemiec z Rosją jako analogicznego zagrożenia może przekonywać tylko najtwardszy elektorat. – Takie wystąpienia działaczy PiS są właśnie nastawione na mobilizację własnego elektoratu. Zrzucaniem winy na UE i Niemcy nie pozyska się nowych wyborców. Zresztą na większość społeczeństwa to nie zadziała, błędy rządu są zbyt widoczne – ocenia Jarosław Gowin. "Putinflacja" to słowo, które z ust członków rządu pada bardzo często. Obóz władzy chce przekonać w ten sposób Polaków, że za wysoką inflacją i w związku z tym za drożyzną stoi Putin i wojna w Ukrainie, którą wywołał. Politycy PiS-u nie mówią jednak, że inflacja w Polsce zaczęła rosnąć jeszcze przed wybuchem wojny. Prof. Robert Alberski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, zwraca uwagę, że obecne zachowanie polityków PiS nie jest niczym nowym. – Jak byli w opozycji, to mieli łatwiej, wtedy wszystko było winą Tuska, zresztą i teraz nazwisko lidera opozycji wymieniane jest bardzo często. Teraz kiedy zaczynają się turbulencje, władza w żadnym przypadku nie przyzna się do błędów, nie powie, że wina leży po jej stronie – mówi money.pl politolog. Przewiduje, że ta narracja będzie się nasilać, im bliżej będzie do wyborów parlamentarnych. – Im bardziej będzie nie szło, to będzie trzeba znaleźć kolejnych winnych tej sytuacji, którzy sypią piasek w tryby – mówi Robert Alberski.
Nasz rozmówca wskazuje też na niebezpieczeństwo związane z taką narracją. Zwróćmy uwagę, chociażby na pieniądze. Tych milionów z KPO nadal nie ma, a licznik kar, które musimy zapłacić, wciąż bije. Jeżeli dojdzie do poważnego kryzysu energetycznego, to solidarność państw europejskich będzie niezwykle ważna. Groźne byłoby dla nas, gdyby cierpliwość naszych partnerów się skończyła i ci zdecydowali się na twardszy kurs wobec Polski – mówi money.pl Robert Alberski. Przekonuje, że w trudnych czasach należy szukać sojuszników, a nie w sojusznikach wrogów.
Źródło: money.pl
09 08 2022 Lewica krytykuje politykę PiS i przedstawia własny projekt ustawy „o ciepłej zimie”.
Projekt ustawy Lewicy o dodatku grzewczym przekazujemy do konsultacji społecznych – poinformował w piątek szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. Propozycja Lewicy zakłada dopłaty dla wszystkich gospodarstw, bez różnicowania na źródło ciepła. Po głosowaniach w Sejmie szef klubu Lewicy poinformował, że jego formacja przygotowała projekt ustawy o dodatku grzewczym. „Ustawa o ciepłej zimie, o normalnej zimie. Dzisiaj zostaje przekazane do konsultacji społecznych” – zapowiedział. Jak podkreślał Gawkowski, „ustawa będzie dawała bezpieczeństwo, że ludzie mogą spokojnie patrzeć na okres grzewczy”. Poseł Dariusz Wieczorek poinformował, że projekt ustawy zakłada, że „dodatek ma być dla każdego gospodarstwa domowego, bez względu na to z jakiego źródła ciepła korzystna”. Podkreślił, że konsultacje Lewicy będą uwzględniały również propozycje, które będzie w sprawie dopłat przedstawiał rząd. Lewica liczy – jak mówił Wieczorek – że projekt Lewicy znajdzie się w porządku obrad wrześniowego posiedzenia Sejmu i zostanie na nim przyjęty. Propozycja Lewicy – o czym mówił poseł Maciej Konieczny – zakłada kryterium dochodowe. Wynosi ono wysokość średniej krajowej pensji na członka rodziny. Konieczny zarzucał rządowi, że w sprawie węgla działał spóźniony i był nieskuteczny, a także nie zapewnił, żeby cen węgla nie dyktowali spekulanci i aby była ona na akceptowalnym poziomie.
Sejm w piątek zdecydował ostatecznie, że dodatek w wysokości 3 tys. zł ma przysługiwać gospodarstwom domowym ogrzewającym się węglem kamiennym i paliwami węglopochodnymi zawierającymi co najmniej 85 proc. węgla kamiennego. Ustawa trafi teraz do podpisu prezydenta. Zgodnie z nowymi przepisami, aby otrzymać dodatek węglowy w wysokości 3 tys. zł trzeba będzie złożyć wniosek o jego wypłatę do gminy do 30 listopada br. Gmina będzie miła z kolei maksymalnie 30 dni na jego wypłatę. Dodatek będzie zwolniony też od podatku i od możliwości zajęcia. Warunkiem otrzymania dodatku węglowego będzie wpis lub zgłoszenie źródła ogrzewania do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków. Sejm przyjął też w piątek większość poprawek Senatu do ustawy o bezpieczeństwie gazowym, m.in. podnoszącą do 55 mld zł kwotę gwarancji Skarbu Państwa udzielanych przedsiębiorcom energetycznym. Posłowie odrzucili natomiast poprawkę poszerzającą krąg odbiorców objętych ochroną taryfową. Ustawa trafi teraz do prezydenta. Jak poinformowała w piątek w Sejmie minister klimatu i środowiska Anna Moskwa, przygotowane zostało wsparcie dla odbiorców ciepła i poinformowała m.in. o dopłatach dla ogrzewających się pelletem, drewnem, olejem opałowym, czy LPG. „Przygotowaliśmy kompleksowe, adekwatne rozwiązanie, które będzie wspierało tych wszystkich, którzy tego wsparcia, jeżeli chodzi o ciepło, potrzebują; tych wszystkich, którzy mogliby doświadczyć podwyżek w wyniku wzrostu cen surowca – gazu i węgla i pozostałych surowców” – przekazała w Sejmie minister.
Źródło: wpunkt.online
Kolejna wspaniała ustawa, dodatek grzewczy, tylko znowu malutka drobnostka zawiedzie, mianowicie nie będzie węgla, a ten co przybędzie z końca świata nie będzie nadawał się do palenia w polskich piecach!? No ale co to Morawieckiego obchodzi, on będzie miał ciepełko!?
W tamtym roku ociepliłem budynek, bez korzystania z rządowego programu, ze względu na wysoko oprocentowany kredyt, i konieczność posiadania rachunków, faktur!? Pomny mottu: Nie okradając pazernego państwa, okradasz własną rodzinę!?
Nie ma znaczenia kto kupił Lotos, ważne by paliwo było tanie!? Teraz kolej na węgiel, znieść embargo, i otworzyć wschodnią granicę dla węgla, bo ten z krańca świata może na przyszłą zimę zostanie rozwieziony!? No bo w portach nie rozładują, i brakuje węglarek!?
Co mnie po dodatku jak węgiel jest po 3 tys. złotych !? Nie jest mnie na niego stać, zatem jak tylko nadejdą chłody przeprowadzam się do Urzędu Gminy, i tylko siłą mnie z niego wywloką, i to nic nie da bo zaraz wrócę!? Tylko patrzeć, a zaczniemy otwierać węglarki, by zabrać do domu węgiel, który się wysypie!? A wystarczy jedno słowo Kaczyńskiego bo do Polski zaczął przyjeżdżać tani węgiel z Rosji!?

09 08 2022 Kaczyński znowu atakuje Unię Europejską. Mówi o odbieraniu wolności i rabowaniu Polski.
Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na duże kompromisy, ale dziś widać o co chodzi. Jeżeli wygramy, stosunki z UE będziemy musieli ułożyć po nowemu – mówi w tygodniku „Sieci” prezes PiS Jarosław Kaczyński, pytany o relacje z Komisją Europejską. Ustępstwa nic nie dały, choć poszliśmy daleko – dodał. W wywiadzie dla tygodnika „Sieci” – którego kolejny fragment opublikowano w portalu wPolityce.pl – prezes PiS skomentował opinie europosłów Zdzisława Krasnodębskiego, Ryszarda Legutki i Jacka Saryusza-Wolskiego, według których „czas na zmianę polityki wobec UE”.
Kaczyński przypomniał, że w połowie lipca powiedział to samo: „koniec tego dobrego”. „Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na duże kompromisy. Trzeba było spróbować choćby po to, by sprawa była jasna. I dzisiaj jest jasna, każdy widzi, o co chodzi, jaka to gra” – stwierdził prezes PiS. Przyznał też, że wszystkich nie przekona. „Niektórzy chcą trwać w głupocie, złudzeniach, inni cynicznie liczą na fortuny, które zarobią na jakimś zniewalaniu Polski. Operacja ewentualnej zmiany złotego na euro byłaby dla spekulantów mających dostęp do odpowiedniej wiedzy okazją do zarobienia miliardów. Ale reszta powinna zrozumieć i przyjąć, że próbuje się nam zabrać wolność, suwerenność i jeszcze nas obrabować” – powiedział Kaczyński. Dopytywany, co konkretnie oznacza „koniec tego dobrego”, prezes PiS odpowiedział, że „w tej sytuacji musimy przede wszystkim zadbać o polskich obywateli, podjąć działania, które obniżą koszt energii”.
„Jest kryzys, wojna, to warunki w pełni uzasadniające podjęcie działań nadzwyczajnych. Skoro w tym obszarze Komisja Europejska nie wypełnia swoich zobowiązań wobec Polski, to my nie mamy powodów wykonywać swoich zobowiązań wobec Unii Europejskiej. To były jednak umowy i uzgodnienia działające w obie strony. Przy czym nie chodzi tu o niepłacenie składki członkowskiej, ale o inne działania i przedsięwzięcia” – zaznaczył Kaczyński. Dodał, że „o szczegółach przyjdzie czas mówić”. „Gdybym wiedział, że dadzą nam te główne pieniądze, to bym miał inne podejście. Ale jestem przekonany, że chcąc Polskę złamać i zmusić do pełnej uległości wobec Niemiec, zablokują także te fundusze. Znajdą nowe preteksty” – ocenił.
„Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na kompromisy, ale widać, że nie o to tu chodzi” – podkreślił prezes PiS. „Jeżeli wygramy, stosunki z Unią Europejską będziemy musieli ułożyć po nowemu. Nie może być tak – i nie będzie – że Unia wobec nas nie uznaje traktatów, porozumień, umów. Nawet wyroków TSUE, który jasno stwierdził, że w przypadku sędziów powołanie przez prezydenta zamyka temat, nawet jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości. Sami to orzekli i nic to nie zmienia – pani von der Leyen wrzuca żądania możliwości podważania decyzji jednego sędziego przez drugiego. Tego nie możemy zaakceptować” – powiedział Kaczyński. Na pytanie, czy korekta linii politycznej będzie wymagała zmian kadrowych, Kaczyński odparł, że „kilku na pewno”. „Ale proszę nie żądać dzisiaj ode mnie nazwisk. Nie będzie zmiany premiera czy rządu, to w tej chwili z wielu względów niemożliwe. Ale wnioski musimy wyciągnąć. Ustępstwa nic nie dały, choć poszliśmy daleko, według mnie ryzykownie daleko. Trzeba uznać tę prawdę i skupić się na zabezpieczeniu polskich obywateli” – podsumował lider PiS.
Źródło: wpunkt.online
Strachy na lachy, Morawiecki pojedzie do Brukseli, na wszystko się zgodzi, i przywiezie kolejny raz worek obietnic w zamian za stanowisko jakie otrzyma w UE!?
Unijni urzędnicy zablokowali kasę z KPO, a odsetki każą płacić!? Wielki czas powiedzieć żegnajcie, i przestać płacić składki członkowskie!? Morawiecki powinien natychmiast zostać zdymisjonowany za uległość wobec UE, w zamian za obiecane stanowisko!? Nie chcę krakać ale skończy jeszcze gorzej jak Marcinkiewicz!? 
07 08 2022 Polska jako jeden z niewielu krajów UE jest zabezpieczona w gaz, a opozycja dalej atakuje rząd.
Polska jest jednym z niewielu unijnych krajów, który po zaatakowaniu Ukrainy przez Rosję i blokadę dostaw gazu przez ten kraj do niektórych państw UE, okazał się zabezpieczony w ten surowiec, a mimo tego opozycja, a szczególnie politycy Platformy, wręcz bezpardonowo atakują polski rząd. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, zarówno podczas pierwszego okresu rządzenia w latach 2005-2007 jak i teraz od roku 2015, zdawał sobie sprawę, że niezależnie od tego jak układają się z Rosją największe unijne kraje, takie jak Niemcy czy Francja, a w konsekwencji także Komisja Europejska jeżeli chodzi o dostawy gazu, trzeba tak szybko jak to jest tylko możliwe, uniezależniać się od dostaw tego surowca od naszego wschodniego sąsiada. Stąd koncepcja budowy Gazoportu w Świnoujściu i gazociągu Baltic Pipe, których możliwości przyjęcia skroplonego gazu i gazu z Norwegii połączone z krajowym wydobyciem w pełni pokrywają krajowe zapotrzebowanie na gaz (łącznie blisko 22 mld m3 gazu rocznie). Dlatego gdy rosyjski Gazprom pod koniec kwietnia tego roku poinformował PGNiG, że mimo tego iż tzw. kontrakt Jamalski obowiązuje do końca grudnia tego roku, rosyjska spółka wstrzymuje jednak dostawy gazu do naszego kraju, przyjęliśmy ze spokojem. Polski rząd od momentu rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę, ze względu na skalę zaangażowania naszego kraju w pomoc Ukrainie, spodziewał się tej decyzji, a w sytuacji kiedy Putin podpisał dekret o płatnościach w rublach przez tzw. państwa nieprzyjazne Rosji za surowce energetyczne, stało się jasne, że zostanie to wykorzystane jako pretekst.
Polska temu dyktatowi Putina się nie podporządkowała i stąd blokada dostaw do naszego kraju, choć wszystko wskazuje na to, że w procedurze arbitrażowej, Gazprom przegra spór z naszym krajem i będzie musiał zapłacić Polsce odszkodowania z tytułu jednostronnego zerwania kontraktu przez rosyjską firmę. Ale w pełni bezpieczne gazowo oprócz Polski po blokadach albo ograniczeniu dostaw gazu przez Rosję jest zaledwie kilka krajów UE: Hiszpania, Portugalia, Włochy, czy Grecja, pozostałe wpadły w panikę, stąd presja na Komisję Europejską, aby przygotowała jakiś system solidarnego wsparcia dla krajów, które takie zapobiegliwe nie były. Projekt rozporządzenia w tej sprawie został pośpieszenie przygotowany przez KE, jednak dopiero wtedy kiedy to Niemcy zostały zagrożone odcięciem dostaw gazu przez Rosję gazociągiem Nord Stream 1. Wprawdzie dostawy gazu do Niemiec tym gazociągiem zostały wznowione po 10 dniach przerwy ale wg. informacji podawanych w niemieckich mediach, są realizowane zaledwie na poziomie 20% wydajności tego gazociągu.
Wszystko więc wskazuje na to, że rosyjski szantaż gazowy będzie trwał nadal, mimo, że Niemcy zrobiły wszystko czego żądał Putin, płacą za dostarczany gaz w rublach, ba złamały Kanadę, aby ta z kolei złamała sankcje nałożone na Rosję i wydała remontowaną w tym kraju turbinę z gazociągu Nord Stream1, bo po jej zamontowaniu, gazociąg miał już działać pełną mocą (do tej pory jednak Rosjanie tej turbiny od Niemców nie odebrali). Wspomniane rozporządzenie zawierające dobrowolne oszczędności zużycia gazu w wysokości 15% w okresie od 1 sierpnia tego do 31 marca przyszłego roku w stosunku do średniego zużycia w latach 2016-2021, a także możliwość ogłoszenia alertu wprowadzającego obligatoryjne oszczędności (ale o tym będzie decydowała Rada Unii Europejskiej a nie KE), właśnie weszło w życie (przy sprzeciwie Węgier i Polski). Ten system oszczędności naszego kraju nie dotyczy, będziemy samowystarczalni gazowo tej jesieni i zimy i jest to ogromna zasługa rządu Prawa i Sprawiedliwości, który dopilnował aby była zawarta odpowiednia liczba długoterminowych kontraktów na dostawy gazu skroplonego, a także na dostawy gazu gazociągiem Baltic Pipe. Mimo tego, że jesteśmy jednym z nielicznych krajów bezpiecznych gazowo, trwa cały czas nieustanny atak opozycji na polski rząd, z zarzutami, że nie zagwarantował bezpieczeństwa energetycznego. Co znamienne w tych atakach szczególnie polityków Platformy, nie ma ani słowa o tym, że problemy energetyczne jakich doświadcza przecież cała Europa, w dużej mierze wynikają z działań Gazpromu prowadzonych od jesieni poprzedniego roku, a teraz jeszcze spotęgowanych napaścią Rosji na Ukrainę.
Źródło: naszeblogi.pl
Baltic Pipe położyli rurę, a nie podpisali umów na dostawy gazu!? Co do tego bezpieczeństwa gazowego nie jestem przekonany, okaże się że sytuacja jest taka jak z węglem!?
Z forum: I cóż z tego,że jesteśmy zaopatrzeni w gaz w 100%?Poczciwa UE już przegłosowała obowiązkowe dzielenie się gazem z państwami członkowskimi które nie zadbały wcześniej o swoje bezpieczeństwo energetyczne. Oby jednak nie okazało się,że Polska będzie jedynym krajem którego to dzielenie dotyczy. Wdzięczność UE za podporządkowane się gazowe Polski może się bowiem okazać kolejnymi sankcjami,albo wyrokami TSUE jak to jest we zwyczaju w tym światku..Nam powinna wystarczyć świadomość,że niemieckie pupy nie będą marzły tej zimy. To wspaniałe uczucie.

07 08 2022 Czy Północni Koreańczycy wesprą Rosję?
Świat obiegła informacja: Dyktator Korei Płn. Kim Dzong Un złożył ofertę Putinowi, a ten ją rozważa: "Władimir Putin, chcąc wesprzeć rosyjską armię w inwazji na Ukrainę, ma rozważać zawiązanie sojuszu z Kim Dzong Unem, o czym doniósł dziennik "Daily Mail", powołując się na rosyjską agencję informacyjną Regnum. W zamian za dostawy energii i dostawy zboża do Korei Północnej Putin miałby zyskać 100 tys. żołnierzy, którzy zasililiby szeregi Rosjan w dwóch separatystycznych, prokremlowskich republikach w Ukrainie."
Pułkownik Korotczenko w rosyjskiej telewizji mówił, że: "- Nie powinniśmy się wstydzić przyjmować rękę wyciągniętą do nas przez Kim Dzong Una - mówił płk rez. Korotczenko na antenie telewizji Rossija-1. (...) Żołnierze z Korei Północnej mieliby zostać przydzieleni do sił Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych - samozwańczych, separatystycznych republik istniejących w Donbasie, które Korea Północna uważa za niepodległe państwa." Pomysł wysyłania północnych Koreańczyków na wojnę Rosji z Ukrainą wzbudził rożne reakcje.  Gen Skrzypczak powiedział w wywiadzie dla Salonu24: "Północnokoreańscy żołnierze nie przedstawiają większej wartości bojowej. Po pierwsze są dość kiepsko wyszkoleni i wyposażeni. Ale też przede wszystkim są to ludzie po prostu głodni. Od wielu miesięcy. Także i ich sprawność fizyczna, zdolność do walki, gdyby trafili na front ukraiński, byłaby znacznie niższa. Ale to też pokazuje jaka jest mentalność Kim Dzong Una i Putina, którzy wpadli na pomysł by wysłać 100 tysięcy wygłodniałych żołnierzy na pole bitwy – mówi Salonowi 24 gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.".
Zupełnie innego zdania jest bloger Wojtek w notce "Kim Dzong Un wkracza do akcji..." .  Pisze in: "Sprawa zaczyna być bardzo poważna. Korea Północna zamierza wesprzeć Rosję w walce. Dla mnie jest to bardzo poważne zagrożenie, bo słyszałem coś niecoś o problemach tego narodu od rodowitego Koreańczyka w końcówce lat 80. XX w. (...) Kim Dzon Un deklaruje wsparcie dla wojsk cesarza Putina siłą stu tysięcy elitarnej gwardii. To jest bardzo poważne ostrzeżenie. To są ludzie-automaty bardzo starannie wykonujący powierzone im zadanie. Ci żołnierze są niebezpieczni nie tylko z bronią w ręku. A w sytuacji - kiedy będą bez broni - w odróżnieniu od społeczeństw europejskich - oni mają we krwi sztuki walki wręcz - które my znamy jako "karate". I nie jest to "karate" sportowe. Jest to umiejętność znoszenia bólu oraz bezwzględność w drodze do celu. A celem tej armii jest zdobycie pożywienia dla rodzin tych żołnierzy. Dla ich żon, dla ich dzieci. Oni ślubują wierność swym dowódcom i gwarantują ją swoim życiem. Drugim problemem tej społeczności jest odwet. Tam, jeżeli ktoś ze wspólnoty zginie - jej członkowie skrzykną się i ruszą w celu dokonania zemsty.".
W portalu Defence24.pl Jacek Raubo opublikował wczoraj artykuł "Czy północnokoreański korpus ekspedycyjny dołączy do rosyjskiej agresji?".  Omawia w nim charakter armii Korei Płn. i dochodzi do wniosku, iż: "Jednakże, rzeczywiście najbardziej prawdopodobnym (przy założeniu, że doszłoby do tego) elementem handlu dwóch reżimów niedemokratycznych lub jak pewnie wolałby Kreml i Pjongjang to określać „bratniej pomocy", byłyby jednak jednostki inżynieryjne. Unikając, naturalnych w takim przypadku, problemów związanych z wpięciem jednostek bojowych obcego państwa w systemy dowodzenia i kontroli wojsk rosyjskich. Pamiętajmy, że KRLD i Rosja nie przeprowadzały w ostatnich latach znacznych pod względem skali ćwiczeń podnoszących interoperacyjność swoich wojsk. Tym bardziej takich przedsięwzięć szkoleniowych, które przygotowywałyby wspólne grupy bojowe na potrzeby pełnoskalowych działań zbrojnych.". Trzeba jednak powiedzieć, ze sam fakt wystąpienia z taką propozycją przez Koreę Płn. oraz poważnego jej traktowania przez Rosję świadczy ogromnych problemach OBU dyktatur.  Kryzys żywnościowy w Korei Płn. musi być głębszy niż na ogół się sądzi, a Putinowi coraz bardziej brakuje żołnierzy.  To dobrze wróży stronie ukraińskiej.
Źródło: niepoprawni.pl 
06 08 2022 "Śmieć". Mocne słowa Ziobry w sprawie Frasyniuka
Zbigniew Ziobro skomentował na Twitterze decyzję wrocławskiego sądu, który warunkowo umorzył sprawę Władysława Frasyniuka. Minister sprawiedliwości użył mocnych słów, pisząc o "śmieciu". "Polski żołnierzu, pamiętaj, żaden śmieć nie jest w stanie cię obrazić. Bronisz nas, naszych dzieci, domów, Ojczyzny" - napisał na Twitterze w czwartek, chwilę po godzinie 21, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Kolejny fragment komentarza polityka Solidarnej Polski dotyczył już nie tylko żołnierzy i nawiązania do słów Władysława Frasyniuka, ale także działania krajowego systemu sądownictwa. Tuż pod nim pojawił się link do artykułu Wirtualnej Polski. "Na polskie sądy może nie masz co liczyć, ale na Polaków zawsze. Jesteśmy z Ciebie dumni. Chwała Ci, polski żołnierzu!" - napisał Ziobro. Przypomnijmy, że Władysław Frasyniuk, opozycjonista z czasów PRL, był oskarżony o znieważenie żołnierzy podczas rozmowy na antenie TVN24. Frasyniuk został oskarżony o użycie pod adresem żołnierzy ochraniających granicę państwową sformułowań "znieważających i poniżających ich w opinii publicznej" oraz "narażających na utratę zaufania potrzebnego dla pełnienia służby". Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała akt oskarżenia wobec opozycjonisty z czasów PRL do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia 23 grudnia 2021 roku. Proces rozpoczął się w czerwcu 2022 roku. Były niejawny. W czwartek sędzia Anna Borkowska wydała orzeczenie w tej sprawie. Sąd warunkowo umorzył sprawę na rok próby.
Źródło: wp.pl
Nikt Frasyniuka nie atakuje tylko domaga się wyjaśnień!? Frasyniuk mówi, ba krzyczy, bo boi się przed ujawnieniem jego przeszłości i pochodzeniem pieniędzy, które pozwoliły mu na rozkręcenie dużego biznesu transportowego. Nigdy wiarygodnie nie wyjaśniono co stało się z 80 milionami złotych, które wrocławska Solidarność podjęła z banku 3 grudnia 1981 roku, tuż przed wprowadzeniem przez Jaruzelskiego Stanu Wojennego. Morawiecki senior też w tym maczał palce!?
Skoro taki bogaty to po kiego jeszcze mu się chce zajmować polityką!? Aha chce pracować dla „innych”, tylko, że ja tego nie kupuję!? No chyba, że ci „inni” to ciocia Angela i wujek Władimir!? Nie róbcie z grzesznika, świętym!?
Frasyniuk nie był opozycjonistą, to cwaniaczek zamieszany w zniknięcie 80 mln zł. z konta wrocławskiej Solidarności!? Do dziś nie wyjaśnił jak z dnia na dzień stał się właścicielem 200 nowych Tirów!?
Z forum: „Frasyniuk – w 1989 roku golas, w jednych portkach chodził, a dzisiaj 200 najnowszych tirów ma. Niech on pokaże jak to się robi, to będą wszyscy w Polsce tak robić.“ —  Andrzej Lepper
"Gdybyśmy chcieli go złapać, to by godziny na wolności nie był. Był przydatny". /Kiszczak o Frasyniuku/ To tyle na temat "liegiendy" pe pe pe Frasyniuka. 
Ten śmieciu ukrywał się w lokalu UB i udawał bohatera. Potem skradł  z Piniorem fundusze solidarności i kupił ciężarówki do swojej firmy. Ten cieć Frasyniuk vel Grzyb to taki sam kacap sprzedajny i sługus komunistów jak Bolek. Tyle w temacie. Gość nie wart aby o nim pisać i mówić. Poziom intelektualny jak u tej tzw. babci Kasi czy tępaka z KOD-u. 
04 08 2022 Raport z plaży o polskiej biedzie.
Niemiecko- kacapska V kolumna robi wszystko, by wywołać panikę w Polsce. Ulubionym tematem totalitarnej opozycji jest teraz węgiel i bieda w Polsce. Oczywiście – nikt z funkcjonariuszy PO, PSL czy ogólnie mówiąc lewactwa – nie opala swojej posiadłości węglem ani też nie opala się tam, gdzie opalają się zwyczajni Polacy. Bo gdyby taki Tusk, Kierwiński czy Budka – Czarzasty z Kamyszem i Hołownia wyjechali na polskie Wybrzeże – szczęka by im opadła i tak już została na zawsze. Takich tłumów na Helu i w okolicach Jastrzębiej Góry nigdy w swoim życiu nie widziałem! A na tych plażach bywam co roku…Dwa tygodnie temu udałem się wraz z małżonką na plażę w Chałupach. Dojazd do Chałup był do zniesienia. Jednak parking w Chałupach był już pełny, chociaż wprowadzono tam parkometry. Cena za całą dobę parkowania to 20 zł, czyli znacznie mniej niż za 3 godziny parkowania przy betonowej strefie relaksu, którą warszawiakom zafundował Rafał Trzaskowski na Placu Pięciu Rogów. Nota bene – za skromne 15 mln zł! Parking w Chałupach nie posiada betonu, jednak wybudowano tam budyneczek automatycznej toalety, gdzie usługa wynosi 2 złote. A więc wielokrotnie taniej niż w warszawskich przybytkach! Dojście do plaży przy płatnym parkingu jest także komfortowe – gdyż wiedzie do niej kompozytowa podłoga i ławeczki po obu stronach ścieżki. W porównaniu z plażami w Karwi – plaża w Chałupach to Ameryka.
Niestety – wyjazd tego lata z Chałup to pełen dramat. Nigdy nie stałem tak długo w korku! Do ronda we Władysławowie przebijałem się przez godzinę i pięćdziesiąt minut! Powód jest prosty: wokół Władysławowa aż do Jastrzębiej Góry powstały dziesiątki domów wypoczynkowych i kwater prywatnych – ale z dala od plaży. Większość wczasowiczów jedzie więc samochodami w kierunku plaż na Helu bądź Karwi. W przeciwieństwie do polityków totalitarnej opozycji, którzy swoje wydatki na benzynę wliczają na koszt biura poselskiego - Polaków nie przeraża cena benzyny (aktualnie w Orlenie 7.01 zł/l minus 30 groszy rabatu). Za dzisiejsze przeciętne wynagrodzenie można bowiem kupić grubo ponad 100 l benzyny więcej, niż za czasów stworzonego przez Tuska i Kamysza teoretycznego raju! W dniu wczorajszym - pomny prawie dwugodzinnego korka do ronda we Władysławowie –wyjechaliśmy z żoną w kierunku Karwi. Jadąc od Karwi w kierunku Jastrzębiej Góry nie znalazłem jednak ani jednego – powtarzam „ani jednego” miejsca, gdzie można by zaparkować samochód! Były ich tysiące przy trasie od Karwi do Jastrzębiej Góry! Postanowiliśmy więc udać się w kierunku odwrotnym – do plaży przy Karwieńskich Błotach. I to był mój największy błąd parkingowy! Wzdłuż wąskiej leśnej ścieżki przy plaży, zaparkowanych było setki samochodów! Koniec końców – nie można się było ruszyć ani do przodu – ani do tyłu. W moim kierunku wracały samochody, których kierowcy nie znaleźli miejsca do parkowania, zaś za mną napierały samochody, których kierowcy liczyli (tak jak ja)  na miejsce w pobliżu leśnej ścieżki. Musiałem więc zawrócić – lecz wyłącznie tyłem, ze względu na brak miejsca. I tak przez prawie godzinę wraz zawracającymi tyłem i jadącymi do przodu samochodami – przebijałem się do drogi, skąd można było opuścić Karwieńskie Błota ! Oczywiście uważając, by nie zderzyć się z parkującymi po obu stronach leśnej ścieżki samochodami oraz rowerzystami – korzystającymi z letniego wypoczynku nad polskim morzem. Jednak posła Napieralskiego, który pochylał się poprzedniego dnia w TVPInfo nad polską biedą, a także jemu podobnych - nie zauważyłem przy plaży w Karwieńskich Błotach…
Po szczęśliwym wyjedzie z leśnej ścieżki, postanowiliśmy znów powrócić do Karwi. A nóż-widelec znajdzie się jakieś wolne miejsce do parkowania? I znalazło się… Jednak dojście do samej plaży w Karwi to prawdziwy koszmar. Pomimo tysięcy wczasowiczów i milionów, które zostawiają w Karwi – do dziś nie udało się stworzyć kładki kompozytowej do plaży. Trzeba nadal przedzierać się przez głęboki piach, niosąc na plecach leżak, parasole, jedzenie i picie i nieodłączny parawan – obiekt ataków lewactwa, które na polskich plażach nie spędza urlopu. Lewactwo z miejscowości opanowanych przez Platformę i jej koalicjantów bowiem kombinuje, jakby tu karać mandatami za „parawanizm”? A „parawanizm” to przecież nasz – polski wymysł, którego nie powinniśmy się wstydzić! Przeciwnie: dzięki parawanowi możemy we względnej intymności spędzić chwile na zatłoczonej po brzegi morza plaży! Kawiorowa lewica i targowica nie zrobi więc z naszych plaż - plaży w San Tropez czy we włoskich kurortach, gdzie "europejczycy" demonstrują swoje kreacje po męczącej wojnie z Polską i Polakami. Jaka to jest wojna ujawnił o dziwo…socjalista Piotr Ikonowicz: „Z punktu widzenia przeciętnej polskiej rodziny wygląda to bowiem tak: Jest 2014 rok. On zarabia minimalną 1286 zł netto i ona też minimalną 1286 zł netto. Za 2572 zł muszą utrzymać 4-osobową rodzinę 2+2. Mamy rok 2022: On zarabia minimalną 2363 zł netto i ona 2363 zł netto. Do tego dostają 1000 zł na dzieci. Łącznie mają 5726 zł netto na 4-osobowa rodzinę”. Oszacowano zatem, że ich dochód netto – jako rodziny – wzrósł zatem od 2014 o 124 proc!  „Nawet zatem jeśli realna inflacja wynosi 30 proc., to i tak są w nieporównywalnie lepszej sytuacji, niż 7 lat temu. Tyle w temacie. Inflacja najbardziej boli najlepiej zarabiających posiadaczy, którzy znieść nie mogą, że im ubywa parę złotych z tysięcy zgromadzonych na koncie, a ich super zainwestowana kasa w nieruchomościach też może się stopić, bo wysokie stopy procentowe zahamują wzrost cen tego »świetnie« zainwestowanego kapitału”
Źródło: niepoprawni.pl
Piękny redyk!? To ma być wypoczynek czy katorga, stojąc w długich kolejkach, i płacząc przy płaceniu rachunków!? 
03 08 2022 Politolog tłumaczy sukces skeczu Neo- Nówki. Krytyczny moment dla PiS.
Słabości obozu władzy zaczynają być wyraźnie widoczne. Kalendarz wyborczy także zdaje się mu nie sprzyjać. PiS nie jest jeszcze w stadium "nic mu nie pomoże", ale opuścił już obszar "nic mu nie zaszkodzi". Krytyka rządzących pada więc na podatny grunt – w ten sposób fenomen popularności głośnego skeczu kabaretu Neo- Nówka tłumaczy politolog prof. Waldemar Wojtasik. — Sytuacja przestała sprzyjać PiS późną wiosną tego roku. Wydaje mi się, że co najmniej do połowy przyszłego roku nie ma co liczyć na taryfę ulgową wśród wyborców. Tyle, że w przyszłym roku są wybory, a reakcja publiczności na skecz dużo mówi o obecnej emocji społecznej względem rządzących – mówi Onetowi prof. Waldemar Wojtasik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. Naukowiec, autor książki "Manipulacje wyborcze" tłumaczy w ten sposób fenomen popularności skeczu kabaretu Neo- Nówka zaprezentowanego kilka dni temu na festiwalu kabaretów w Koszalinie. Przypomnijmy, w opowiedzianej historii widzowie mogli zobaczyć sprzeczkę ojca — wielbiciela "rządu Jarosława" — z synem, który wspiera opozycję. A wszystko to w konwencji znanego z 2018 r. skeczu pt. "Wigilia".
Dyskusja rozpoczyna się od słów ojca, który atakuje syna. "A u was nikt nie kradł? Twój pierwszy złodziej, rudy lis. Donald Tusk" — splunął bohater, kiedy rozpoczął dyskusję z synem o polityce. Początkowo ten nie reagował na zaczepki ojca, w końcu jednak postanowił odpowiedzieć. "Jesteś taki pożyteczny idiota. Oni ciebie w ciula robią, a ty się po prostu dajesz. A oni się bawią! Kasę wywalają na lewo. 70 mln wywalili na wybory kopertowe. 2 miliardy idzie na tępą propagandę w TVP. Do tego Ostrołęka, CPK, Turów i inne przewałki" — usłyszeliśmy. — Krytyka rządzących pada na podatny grunt obecnych kłopotów społeczno- gospodarczych, oraz generalnego zmęczenia materiału siedmioma latami rządów PiS. Gotowana żaba zaczyna czuć, że woda robi się za gorąca i potrzebuje odreagowania – ocenia prof. Wojtasik. I dodaje: — Słabości obozu władzy zaczynają być wyraźnie widoczne. Kalendarz wyborczy także zdaje się mu nie sprzyjać. PiS nie jest jeszcze w stadium "nic mu nie pomoże", ale opuścił już obszar "nic mu nie zaszkodzi". Wprawdzie sam kabaret przekonuje, że skecz jest wezwaniem do zakończenia wewnętrznej wojny politycznej w Polsce, jednak wielu widzi w tym numerze przede wszystkim ostrą satyrę krytykującą obecną władzę i jej wyborców. Zdaniem politologa, w takich warunkach ludzie są wyczuleni na mocne komunikaty, podane w niestandardowej formie, co jest przyczyną medialnej popularności tego skeczu. Całości obrazu dopełnia dosadność frazy, łącznie z przekleństwami, co jest w tym przypadku czynnikiem wzmacniającym emocjonalność przekazu i budzącym niezwykłe zainteresowanie sprawą. — Nie przypominam sobie w mediach głównego nurtu w ostatnim czasie tak agresywnego, niepartyjnego przekazu uderzającego w rządzących. Wreszcie istotne jest miejsce dystrybucji treści, czyli ogólnokrajowe medium, łamiące schemat baniek informacyjnych, w których funkcjonują osoby bardziej zainteresowane polityką. Pewnym zaskoczeniem jest także pojawienie się takiej treści w telewizji Polsat, która nie jest zbytnio przesadnie krytyczna wobec rządzących. Wszystko to sprawiło, że temat stał się nośny i szczególnie w mediach społecznościowych zaczął żyć własnym życiem – zauważa rozmówca Onetu. Politolog zwraca też uwagę na jeszcze jeden aspekt. Jego zdaniem politycy PiS mają wizerunek ponurych i "nawet jak się uśmiechają czy starają być zabawnymi, to średnio im to wychodzi".
Bardzo zastanawiająca jest reakcja polityków PiS. Zamiast, tak jakby należało, obrócić całą sytuację w żart i zbudować na tym ciekawą opowieść np. o tym, że dużo jeszcze pracy przed nimi, aby przekonać nieprzekonanych, to oni poszli w krytykę treści i kabaretowej konwencji, potwierdzając, że są bardzo na serio, po prostu sztywni. Konflikt z artystami nigdy politykom nie służył. Mam wrażenie, że tak może być i tym razem – słyszymy od naukowca. Skecz skomentował m.in. rzecznik PiS Radosław Fogiel. "Trochę nie wierzyłem, że opozycja robi inbę o kabaret, który jedyne czym zasłynął, to bezbectwo (coś nieśmiesznego - red.) tak wielkie, że zbanowali pół Twittera. Ale już rozumiem to zaangażowanie, przecież ten "skecz" to dosłowny zapis wystąpienia każdego polityka PO w mediach" — napisał na Twitterze.
Formuła skeczu zderzyła się medialnym obrazem polityków partii rządzącej. Po drugie, obsada politycznych ról na scenie pokazała istotny konflikt wśród polskich wyborców. Jego osią są kwestie pokoleniowe. O ile starsi wyborcy, o czym mówią badania, są w większości zwolennikami partii Jarosława Kaczyńskiego, o tyle młodsi kompletnie nie rozumieją o co mu chodzi. Na scenie zostało to plastycznie zobrazowane, antagonizując dodatkowo obie strony sporu – ocenia prof. Waldemar Wojtasik. Jego zdaniem burza wokół występu Neo-nówki pokazuje też to, co dzieje się głęboko w polskim społeczeństwie. — Lekarze powiedzieliby, że cierpimy na zespół Ushera. Nie tylko przestaliśmy się wzajemnie słyszeć, ale też straciliśmy motywację do tego, aby chcieć wzajemnie się zrozumieć. Ci "inni" są tak obcy, że nie przychodzi nam do głowy, aby zadać sobie trud poznania odpowiedzi, skąd się wzięli w naszym świecie. Kulturoznawcy opisaliby to jako przyspieszającą trybalizację polityczną naszego społeczeństwa, czyli pogłębianie zadawnionych plemiennych podziałów – dodaje Wojtasik.
Źródło: onet.pl
Tylko patrzeć jak Mały Rycerz ogłosi stan wojenny, no i skończy się narzekanie na brak węgla, cukru, drożyznę....Zakupione czołgi zrobią porządek!?
No i przybyli trzej królowie, niekoniecznie ze wschodu: Prądus, Gazus, i Inflacjusz, niosąc ze sobą biedę, nędzę, i kaczy smród!

03 08 2022 Tusk wrócił do krajowej polityki, żeby obalić rząd.
Prezes NBP: Tusk wrócił do krajowej polityki, żeby obalić rząd i „wciągnąć” Polskę do strefy euro. W ostatnim numerze tygodnika „Sieci”, interesujący wywiad z prezesem Narodowego Banku Polskiego (NBP), profesorem Adamem Glapińskim pod znamiennym tytułem „Bronimy złotego”. Prezes NBP już na jego początku stawia twardą tezę, że Donald Tusk wrócił do polskiej polityki z określonym zadaniem, aby obalić obecny rząd i wprowadzić, a w zasadzie wciągnąć nasz kraj do strefy euro. Do tego po wygranych wyborach potrzebny jest „swój” prezes NBP, więc wybór profesora Glapińskiego na drugą kadencję, burzył tą drugą cześć zadania, które Tusk otrzymał do wykonania. Dlatego zaledwie parę tygodni po powrocie do polskiej polityki już w sierpniu poprzedniego roku i na prawie rok przed powtórnym wyborem prof. Glapińskiego na drugą kadencję szefa NBP, niespodziewanie go zaatakował, twierdząc, że gdyby to od niego zależało, nie powierzyłby mu nawet Szkolnej Kasy Oszczędności. Następnie te ataki regularnie powtarzał, coraz bardziej zaostrzając retorykę, a na ostatniej konwencji Platformy w Radomiu, Tusk poświęcił prezesowi NBP dłuższą wypowiedź „Adam Glapiński jest nie tylko niekompetentny, nie tylko nieprzyzwoity w tym co robi, ale także nielegalny” i dalej „Nie będzie ani dnia dłużej prezesem NBP, nie trzeba będzie ustawy, wyprowadzę gościa. Gwarantuję”.
A więc lider opozycji zapowiedział, że po wygranych wyborach (a nawet po zdobyciu władzy na ulicy, bo i taka sugestia pojawiła się wtedy w jego wypowiedzi), siłą będzie wyprowadzał szefa instytucji, której funkcjonowanie reguluje Konstytucja RP i ustawa o NBP. Te groźby twórczo w „Faktach po faktach” w TVN24, rozwinął wiceprzewodniczący Platformy Tomasz Siemoniak, który już wprost mówił o „silnych ludziach, którzy przyjdą do NBP i namówią prof. Glapińskiego do opuszczenia stanowiska”. Oczywiście wejście do strefy euro to długotrwała procedura, trzeba wypełnić tzw. kryteria z Maastricht (fiskalne i monetarne), co więcej w Polsce aby to się stało, konieczne jest referendum, a być może także zmiana Konstytucji RP, ale tym, którzy „zadaniowali” Tuska, chodzi o wciągniecie Polski do strefy ERM II, czyli związania złotego z euro trwałym kursem, a to już przesądza wejście do strefy euro po okresie 2 lat. Aby aplikować do strefy ERM II minister finansów i prezes banku centralnego, muszą wystąpić razem w poufnym trybie, ponieważ we wniosku znajduje się propozycja kursu walutowego, którego później przez cały okres przebywania w tej strefie, bank centralny musi bronić (dopuszczalne się tylko odchylenia od tego kursu +/- 15%).
Prof. Glapiński podczas sprawowania I kadencji nie krył, że jest zdecydowanym przeciwnikiem wejścia Polski do strefy euro, co więcej po zgłoszeniu go przez prezydenta RP Andrzeja Dudę jak kandydata na prezesa NBP na drugą kadencję, wprost zapowiedział, że dopóki on będzie szefem banku centralnego, nasz kraj do strefy euro nie wejdzie. Właśnie dlatego przez blisko rok, był bezwzględnie atakowany przez Tuska i innych czołowych polityków Platformy, żeby wręcz za wszelką cenę utrącić jego kandydaturę na drugą kadencję, a gdy się to nie udało padły groźby o wyprowadzeniu go siłą z NBP, jeżeli tylko Platforma zdobędzie władzę. A własny pieniądz, to „skarb” jeżeli kraj chce się szybko rozwijać, dlatego właśnie mimo kryzysów, polska gospodarka odnotowuje wzrost PKB 2-3 razy szybszy niż średnia strefy euro, co więcej już od kilku lat należymy w UE do pierwszej trójki krajów o najniższym poziomie bezrobocia. Własna waluta i jej kurs, to także amortyzator wszelkich szoków zewnętrznych, gdyby jej nie było, w każdym przypadku kryzysu płacilibyśmy wyraźnym spadkiem PKB w konsekwencji wysokim bezrobociem. To właśnie odpowiednia kompilacja polityki monetarnej (w tym kursu walutowego) i fiskalnej spowodowała, że Polska jako pierwszy kraj w UE już w III kwartale poprzedniego roku odrobiła straty PKB powstałe w wyniku Covid19, co więcej po I kwartale tego roku jesteśmy liderem w UE jeżeli chodzi o poziom wzrostu, nasze PKB jest wyższe o 8,1% od tego z ostatniego kwartału 2019, a więc tuż przed kryzysem covidowym. Dlatego jak podkreśla na koniec wywiadu prof. Adam Glapiński, trzeba utrzymać to co mamy: „patriotyczny rząd gwarantujący rozwój gospodarczy, własną walutę i silną armię. I wysoko trzymać gardę”.
Źródło: naszeblogi.pl
Danald pakuj walizki, bo nie masz żadnych szans na wygranie jakichkolwiek wyborów w Polsce!? I mam nadzieję że PiS też nie wygra!? Polsce dziś jest potrzebny dobry gospodarz, a nie polityk karierowicz!?
Przeżyłem Balcerowicza, to i Morawieckiego przeżyję!? Jak na razie to dopiero początek inflacji, i najlepiej byłoby przełożyć wybory o dwa lata, a Morawieckiego, z Glapińskim postawić przed sądem za malwersacje, i sprzeniewierzenie majątku narodowego!?
Z forum: Co będzie z rezerwami złota w NBP po siłowym usunięciu Glapińskiego? No tak,przejmie je EBC.I o to właśnie chodzi.
Tusk jest łatwy w hodowli – mówią Niemcy.  Hodowano go głównie w Polsce. W rodzinie mówiono po niemiecku, w szkole uczył się języka polskiego, ale zawsze w głębi serca czuł się Niemcem. Został zwerbowany na agenta Stasi o pseudonimie „Oskar”, i jako kret lub szczur był i jest nadal wykorzystywany do brudnej i paskudnej roboty przeciwko Polakom !
Kompletnie niezrozumiałym jest jednak fakt, że ooło ¼ polskojęzycznych obywateli to jego zwolennicy ?!!!
02 08 2022 Jak Komisja Europejska pogrywa z polskim rządem. Prof. Legutko: "Moje zaufanie do KE jest zerowe"
- Kompromisy polegają na tym, że jedna i druga strona z czegoś ustępuje. Ja sobie nie przypominam, żeby Komisja Europejska z czegokolwiek ustąpiła przez te lata walki z polskim rządem od czasów (Fransa-red.) Timmermansa. Moje zaufanie do Komisji Europejskiej jest zerowe - powiedział gość Katarzyny Gójskiej w programie "W punkt" w Telewizji Republika, europoseł PiS Ryszard Legutko. Europoseł PiS Ryszard Legutko odniósł się do słów Zdzisława Krasnodębskiego, który w jednym z wywiadów - mówiąc o zgodzie Warszawy na możliwość redukcji zużycia gazu o 15 proc. w przypadku "alarmu gazowego" - powiedział, że przestał rozumieć politykę polskiego rządu. Na pewno pan premier i państwo ministrowie, negocjując, mają pewne podstawy, żeby mówić to, co mówią. To znaczy, że obecne konflikty to tak naprawdę nie są konflikty, a wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane.  Natomiast z punktu widzenia Zdzisława Krasnodębskiego, mojego i naszych kolegów, którzy obserwujemy Unię z bliska na co dzień, rzeczy wyglądają bardzo niepokojąco - stwierdził Legutko.
Jak zaznaczył, trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że "Unia Europejska, Komisja Europejska, Parlament Europejski, TSUE, to są ciała polityczne, powiedziałbym nawet partyjne, które realizują pewną linię partyjną". I dla nich rząd polski to jest przeciwnik, żeby nie powiedzieć wróg. Pani Ursula Von der Leyen, która z pewnością chce zostać przewodniczącą na drugą kadencję, będzie praktycznie bez szans, jeżeli będzie szła na rękę rządowi polskiemu. Natomiast jeżeli będzie utrudniała, jak tylko się da, polskiemu rządowi życie, będzie dążyła do jego obalenia, to ma duże szanse, że uzyska poparcie większości politycznej. Pani Ursula Von der Leyen musi również uzyskać poparcie rządu niemieckiego, żeby była kandydatem skutecznym i na pewno uzyska poparcie rządu niemieckiego, jeśli załatwi sprawy gazowe, o które toczy się teraz sprawa, a więc zmusi te rządy niechętne do tego, żeby się gazem dzieliły - dodał polityk. Redaktor Gójska dopytywała, czy w tej sytuacji jest możliwe jakiekolwiek porozumienie. Przypomniała również, że kilka tygodni temu Ursula Von der Leyen złożyła wizytę w Polsce, i w niemalże przyjacielski sposób ogłaszała z polskim premierem, że oto jest kompromis, a Polska spełniła oczekiwania Komisji Europejskiej. Po kilku tygodniach okazało się jednak, że jej słowa nie miały żadnego znaczenia. Zastanawiam się, czy chodzi tylko o utrudnienie, czy po prostu o zablokowanie jakiejkolwiek możliwości współpracy z Polską, rozumianej w taki sposób, że Polska korzysta również ze swoich praw w Unii Europejskiej? - dopytywała redaktor Gójska.
To korzystanie staje się coraz trudniejsze, ponieważ te reguły przestają obowiązywać. Tu się nakładają na siebie dwie rzeczy. Jedna to jest nieustanna tendencja instytucji europejskich do zwiększania swojej władzy wbrew traktatom, a z drugiej strony indywidualne kariery polityczne - odpowiedział polityk. Pani Yourova nie ma szans zostania komisarzem w nowym rozdaniu po zmianie rządu w Czechach, ale za to walcząc z polskim rządem, może się zasłużyć grupie trzymającej władzę (w UE - red.) i dostanie jakąś wspaniałą synekurę, więc ona również walczy o życie - dodał Legutko. Komisja Europejska to nie jest takie ciało techniczne, jakim miało być, które zajmuje się wyłącznie administrowaniem czy managementem. To jest ciało polityczne i walka z polskim rządem, czyli walka z krajami słabszymi, to jest właśnie okazja zarówno do tych karier indywidualnych, jak i do wzmacniania przejmowania kolejnych kompetencji, co się spotyka z uznaniem i aprobatą PE oraz TSUE. Te trzy instytucje działają razem. I w takim razie można zapytać, gdzie jest miejsce dla Polski pod tym rządem? - kontynuował polityk. Trudno jest znaleźć argument na rzecz tego, że KE zależy na tym, żeby polski rząd miał dobre warunki funkcjonowania dla dobra swoich obywateli. Widzę sporo przesłanek, że w interesie KE a także konkretnych polityków jest to, aby temu rządowi utrudnić życie, a nawet doprowadzić do jego upadku i wymiany na inny rząd - dodał.
Źródło: onet.pl
Przez te 20 lat zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim. Śmialiśmy się ze standardów obowiązujących w RWPG dziś mamy UE i jej standardy, które są po wielokroć bardziej absurdalne od swych poprzedników. Natomiast pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach oraz życie w super komfortowych warunkach umiłowanym przywódcom, wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje.
UE bez przerwy nakłada na Polskę sankcje, chce zrobić z Polski kolonie Niemiec!? Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie założyliśmy czapki, wzięli manatki, pie.....dolnęli drzwiami i wrócili do domu!? No i sobie spokojnie czekali, aż zaczną pukać do naszych drzwi!? Wychodzi na to, że dla polskich europosłów kasa z Brukseli jest ważniejsza, od dobra Polski!? Nie ma co wybraliśmy reprezentantów do PE którzy mają nas w czterech literach!? 
31 07 2022 Plan na Polskę: zamrożenie, zagłodzenie i likwidacja.
Te wszystkie określenia wobec Polski padły z ust prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej oraz ich niemieckich sponsorów. Nie pytajcie więc funkcjonariuszy PO o program dla Polski, gdyż stworzona za pieniądze CDU i rodzimej esbecji (reprezentowanej przez Wiktora Kubiaka) Platforma Obywatelska jest tylko realizatorem niemieckiego planu likwidacji Polski. Powtarzane jak mantra hasło o „zacieśnianiu współpracy z Unią Europejską” gdy Platforma zdobędzie władzę, oznacza bowiem pełne podporządkowanie się Polski nowej Rzeszy niemieckiej a w konsekwencji – likwidacja polskiej państwowości. Fundamentem tego planu jest układ z Rapallo z 1922 roku oraz pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku.
Według tych sowiecko- niemieckich paktów Polska miała zniknąć z mapy Europy, co zaraz po podpisaniu paktu z Rzeszą Niemiecką potwierdził ludowy komisarz (minister) spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow. Przemawiając na forum Rady Najwyższej ZSRR w dniu 31 października 1939 roku określił Polskę jako „Pokraczny bękart traktatu wersalskiego”, który zniknie z mapy Europy: „Koła rządzące Polski chełpiły się trwałością swego państwa i potęgą swojej armii. Okazało się jednak, że wystarczyło krótkie natarcie najpierw wojsk niemieckich, a następnie Armii Czerwonej, by nic nie pozostało po tym pokracznym bękarcie [»urodliwoje dietiszcze«] traktatu wersalskiego, żyjącym z ucisku niepolskich narodowości”.
Zniszczenie „nienormalnej” - wg. niemieckiego sługusa Tuska – polskości, jest paradoksalnie zbieżne z procesem „denazyfikacji” Ukrainy – prowadzonej obecnie przez Rosję w ramach „operacji specjalnej”. Platforma Obywatelska – podobnie jak Rosja Putina – od lat usiłuje polskim patriotom dorobić gębę „neonazistów”, czego potwierdzeniem są ostatnie słowa Bartłomieja Sienkiewicza. Prominentny polityk Platformy mówiąc o Marszu Powstania Warszawskiego w programie „Fakty po faktach” w TVN, nazwał jego uczestników „neonazistami". Pytany zaś o kwestie niemieckich reparacji wojennych za zniszczenia spowodowane napaścią na Polskę stwierdził, że rząd wyciąga „króliki z kapelusza". O zrzeczeniu się reparacji wojennych mówi dokładnie układ z Rapallo! Czy jest to zatem zapowiedź „denazyfikacji” Polski po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach?
Tusk i Platforma Obywatelska bezsprzecznie przygotowują Polaków do „operacji specjalnej” w ramach której będą zlikwidowane takie polskie instytucje jak NBP (po przyjęciu waluty euro), IPN, KRS, Trybunał Konstytucyjny, CBA, wszystkie programy informacyjne Telewizji Polskiej a w końcu – sama telewizja publiczna! Drogą do tego celu jest zamrożenie funduszy KPO – o czym bez żenady mówił wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski oraz zagłodzenie Polaków. Wiceszefowa PE i była minister sprawiedliwości Niemiec Katarina Barley uważa bowiem, że Polskę i Węgry należy »zagłodzić finansowo«. Jej stanowisko jest potraktowane troską o praworządność (sic!) Skończyły się zatem złudzenia. „Praworządność” podobnie jak „denazyfikacja” – to broń UE i Platformy Obywatelskiej przeciwko Polsce i Polakom: „Ta wypowiedź jest oburzająca i przywołuje najgorsze skojarzenia historyczne. Można by powiedzieć, że Niemcy mają doświadczenie w głodzeniu i prześladowaniu Polaków… Oczekujemy oficjalnych przeprosin od pani Barley i wycofania się z tych haniebnych słów!” – napisał szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Czy Donald Tusk zareagował na słowa jej koleżanki z CDU Katariny Barley z CDU oraz wiceprzewodniczącego PO Rafałowi Trzaskowskiego – autora rezolucji przeciwko Polsce? Czy Tusk zakazał Trzaskowskiemu, by się publicznie wypowiadał – tak jak zakazał to posłowi Lenzowi? Czy Tusk zareagował na nazistowskie i faszystowskie wypowiedzi byłej minister sprawiedliwości RFN i deputowanej do Parlamentu Europejskiego? Nic podobnego! Tusk bowiem – pod przykrywką „praworządności” i walki z nazizmem przygotowuje pod egidą UE „operację specjalną” w Polsce nie kryjąc, że jej celem jest „zniknięcie” PIS. W przeciwnym przypadku – podobnie jak w III Rzeszy – na ulice polskich miast wyjdą bojówki wyszkolone już w rzucaniu jajkami w samochody przeciwników likwidacji Polski. Wystarczy tylko jajka zamienić w kamienie lub w granaty…
Źródło: niepoprawni.pl
A ja bym chciał by wreszcie pojawił się ten trzeci, który rozliczy wszystkich okrągłostołowych!
Dla mnie PiS i PO to jedno zło, zamiast pracować dla dobra Polski i jej mieszkańców nogi sobie podkładają, ba jeden drugiemu robi na złość!? Mam nadzieję ze następnych wyborów już nie przetrwają, i wreszcie ktoś ich rozliczy!?

31 07 2022 Szczęście opuściło PiS? "Nigdy perspektywa utraty władzy nie była tak blisko".
Do tej pory to PiS rozdawał karty i radził sobie dobrze z mniejszymi problemami bądź z większymi aferami. Opozycja choć próbowała, to trudno było jej się przebić z przekazem do wyborców. Teraz eksperci wskazują, że sytuacja diametralnie się zmieniła. Wysokie ceny i kryzys węglowy — to problemy, na których może potknąć się partia rządząca, tym bardziej że opozycja już nauczyła się zasad stosowanych przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Jesień 2015 rok, PiS po 10 latach wygrywa ponownie wybory i przejmuje stery w kraju. "Polska w ruinie" - to jedno z głośniejszych haseł w ówczesnej kampanii wyborczej, z którymi kojarzono partię Jarosława Kaczyńskiego. Już po wygranej Mateusz Morawiecki szczerze przyznał, że "słowa o ruinie były czystą retoryką wyborczą". PiS już wie, że złote czasy minęły i czarne chmury nadciągają nie tylko nad Polskę, ale także rząd. Do tej pory partia Jarosława Kaczyńskiego cieszyła się stabilnym i wysokim poparciem. Z najnowszego sondażu Kantar Public wynika jednak, że gdyby wybory odbyły się w połowie lipca, wygrałaby je Koalicja Obywatelska (27 proc.), a nie PiS (26 proc.). Takiego wyniku, w którym to PO wygrywa z PiS, nie było od siedmiu lat. Jarosław Kaczyński w ostatnim wywiadzie dla Interii przyznał szczerze: "to najtrudniejszy czas odkąd przejęliśmy władzę". Trudno, żeby w takim kryzysie jak dziś nie leciały w dół wskaźniki szefowi rządu. Ludzie nie lubią inflacji — przyznał prezes PiS, ale szybko dodał, że na wiele czynników rząd nie ma wpływu, wymieniając pandemię, czy aktualną wojnę w Ukrainie.
Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości apelowali wielokrotnie o zmianę polityki klimatycznej Unii Europejskiej, stając w obronie polskich kopalń i węgla. Co więcej, wszyscy pamiętają słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który opowiadał, że w Polsce węgla wystarczy na najbliższe 200 lat. Te słowa mają się nijak do aktualnej rzeczywistości. Ceny surowca poszybowały w górę, tona importowanego węgla kosztuje już ok. 3 tys. zł. Problem jednak w tym, że ludzie walczą o jego zakup, bo surowca na razie brakuje. Eksperci nie mają złudzeń — czeka nas ciężka zima. O tym, jak "palący" jest to problem dla rządu, może świadczyć fakt, że przepisy ustawy ws. maksymalnej ceny węgla nie zdążyły jeszcze wejść w życie, a rząd zaproponował nowe rozwiązanie. Teraz chce dać 3 tys. zł jednorazowego dodatku Polakom, którzy ogrzewają swoje mieszkania węglem.
Robert Tomaszewski, starszy analityk ds. energetycznych związany z Polityką Insight, przyznaje, że problem z węglem może być momentem zwrotnym i wpłynąć na aktualną sytuację polityczną. Ekspert przekonuje również, że sporą rolę w tym roku odegra także pogoda. - Jeżeli przyjdą mrozy, to na niektóre domy i 5 ton węgla nie wystarczy — ocenia. Jeżeli nie uda się teraz pokonać tych problemów, o których wspomniałem, to czeka nas bardzo trudna jesień i zima. To będzie też bardzo trudna sytuacja dla PiS-u. Ludzi, którzy będą marzli w zimę, nie przekona żadna retoryka, żadne obietnice. To będzie rzeczywisty sprawdzian dla rządu. Jeżeli problemy będą narastać, to niezadowolenie społeczne wystrzeli. Drożyzna, problemy z opałem to będzie absolutnie mieszanka wybuchowa — mówi money.pl ekspert Polityki Insight. Profesor przypomina, że premier pytany o wysoką inflację odbija piłeczkę, mówiąc, że na Zachodzie również ceny rosną. - Owszem Niemcy mają wysoką inflację, ale na poziomie blisko 9 proc., nie 15 i jestem przekonany, że za rok będą ją mieli na poziomie 2 proc. My takiego wyniku za rok mieć nie będziemy — przekonuje prof. Noga. Politolog uważa jednak, że jest jeszcze za wcześnie, aby skreślać zwycięstwo PiS w wyborach. - Gdyby miały się one odbyć za trzy miesiące, to wydaje się, że Jarosław Kaczyński musiałby się pożegnać z władzą. Jeżeli wybory będą za rok lub nawet trochę więcej, to jest to czas, który może wiele zmienić w obecnej sytuacji. PiS już udowodnił, że potrafi walczyć i na pewno nie będzie ułatwiał sytuacji opozycji — ocenia Robert Alberski.
Źródło: money.pl
Tylko patrzeć jak Mały Rycerz ogłosi stan wojenny, no i skończy się narzekanie na brak węgla, cukru, drożyznę....Zakupione czołgi zrobią porządek!?
Z forum: Nie wiem czy PO dojdzie do władzy czy kto inny ale wiem, że gospodarka pod pisem się nie utrzyma jak w każdym kraju, w którym wprowadzano socjalizm. Będzie grane to co kiedyś czyli socjalizm tak, wypaczenia, czyli pozorna modyfikacja niewydolnego ustroju gospodarczego.
PiS nie rządził tylko szczuł i rozdawał swoim i tak się spełniło ich marzenie Polska w ruinie. 
30 07 2022 Zawartość Niemca w polskim cukrze…
Gdyby zmierzyć zawartość Niemca w polskim cukrze, to dzięki „błogosławionym rządom” Niemców i ich pro-niemieckich kolaborantów w Polsce – zawartość Niemca w polskim cukrze osiągnęła 40%! Jest to wartość wystarczająca, by zrobić panikę na polskim rynku cukru. Panikę tak wielką, by cena cukru w Polsce osiągnęła wartość dwukrotnie większą niż w samych Niemczech! Ostatnia cukrownia w Polsce została zbudowana „za Gierka”, w Ropczycach w 1979. W 1989 było 78 cukrowni, w 1996 zamknięto 2. W roku 1997 w Polsce funkcjonowało 76 cukrowni i do roku 2001 nie zamknięto żadnej. Obecnie jest 18. Do 1996 wszystkie cukrownie były własnością Skarbu Państwa. W 1997 roku, za rządów Buzka, z Balcerowiczem na czele finansów, rozpoczął się zmasowany atak prywatyzacyjny. Do 2003 roku w rękach zagranicznych, głównie niemieckich znalazło się 49 z 76 cukrowni (65%). Od 2001 rozpoczęło się masowe zamykanie cukrowni. Tak masowe, że w kampanii cukrowniczej 2006/07 z 12 cukrowni Pfeifer & Langen pracowały 4 czyli 33%, Sudzucker z 22, 10, czyli 45%, Nordzucker z 6, 2, czyli 33%, a z BSO 2 z 10, czyli 20%. Tu uwaga, choć cukrownie były zamknięte, nie zostały zlikwidowane, czyli można je było teoretycznie w każdej chwili powtórnie uruchomić. Sumując, do 2006 roku nie zlikwidowano ani jednej cukrowni w Polsce. Czy to nie wydaje się dziwne, że kapitalistyczne, czyli nastawione na zysk niemieckie koncerny przez 5 lat trzymają niepracujące zakłady, jako aktywa? Przecież utrzymanie tych cukrowni, zabezpieczenie itd. musiało generować olbrzymie koszty. I zamrożony kapitał też nie pracował, choć mógłby , prawda?. Z logicznego i finansowego punktu widzenia, te działania koncernów należałoby uznać za całkowicie pozbawione sensu. A nawet za działanie na własną szkodę i sabotaż. No chyba, że.., no właśnie co?. No chyba, że założymy, że koncerny nie działały na własną szkodę. Że wiedziały, że trzymanie przez 5 lat zamkniętych cukrowni i ponoszenie kosztów się jednak opłaci. Jak się okazało, Unia Europejska wprowadziła dyrektywę, dzięki której Niemcy otrzymali za zakupione za grosze polskie cukrownie rekompensatę za brak produkcji cukru: za każdą wycofaną tonę wypłacono rekompensatę z funduszu restrukturyzacyjnego w wysokości 730 EUR/t ! – ujawnia salon24 ( https://www.salon24.pl/u/statystyk/719923,jak-niemcy-wykonczyli-polski-p...)
Czy Polacy – atakowani zewsząd za swoją nieufność wobec kierowanej przez Niemców Unii Europejskiej – dostrzegli już w swej większości, że celem Niemców i ich V kolumny w Polsce była, jest i będzie likwidacja Polski jako państwa? Bo jaki był cel likwidacji polskich stoczni, które już za Gierka potrafiły budować gazowce? Czy Polacy pamiętają, jak błogosławiony przez Niemców Donald Tusk, wraz ze swym przybocznym Gradem ściemniali „prywatyzację” polskich stoczni przy pomocy zmyślonego Kataru tylko po to, by w końcu polskie stocznie zlikwidować? Czy Polacy pamiętają, jakie nagrody otrzymał Donald Tusk od Niemców i nie dotyczyło to tylko nagrody im. Walthera Rathenaua za „pogłębianie współpracy polsko- niemieckiej”. To właśnie Rathenau podpisał w 1922 roku układ z Rosją radziecką w Rapallo! Donald Tusk nie zdążył jednak dokończyć dzieła takiego „pogłębienia współpracy polsko-niemieckiej”, by Polska przestała istnieć – zgodnie z układem w Rapallo. Tusk musiał z Polski uciekać pod opiekę Niemców po ujawnieniu, że jego rząd był teoretyczny, „pieniędzy” w kasie państwa nie było i miało już nie być, zaś z jedynych inwestycji pozostał po rządach PO-PSL tylko „ch…,d… i kamieni kupa. Tusk jest więc ostatnią dla Niemców nadzieją na dalsze „pogłębienie współpracy polsko- niemieckiej”. Tuskowi bowiem – tak jak Hitlerowi sprzyja koniunktura. Tak jak za Hitlera jest inflacja, pojawiły się też bojówki…. Wystarczy więc tylko wzniecić w Polsce pożar. Choćby w zagranicznych dyskontach, gdzie nagle zabrakło cukru…
Źródło: niepoprawni.pl
Pracujący w magazynach mówią, że cukru jest po kilkaset ton, tylko celowo wstrzymuje się wysyłkę, by podbić cenę!? 
Z forum: Nienawidzący polskiego patriotyzmu łgarz Tusk - jako wierny przydupas sowieckiej agentki Merkel - łącznie ze zbolszewizowanym narcyzem Trzakowskim z Czajki i ich postbolszewicką, mafijną PO, która latami rabowała i Polskę i Polaków - wykonują wszystkie antypolskie działania dyktowane im przez rosyjską agenturę w UE i w Niemczech. Ponadto, mafiozi z PO i zbrodnicze mafie opłacające antypolską propagandę na rzecz PO chcą „żeby było jak było” - czyli ponownej możliwości bezkarnego rabowania Polski. Sowiecko- rosyjska agentura w Niemczech i w UE jest bardzo liczna - włączając obecnego kanclerza Niemiec zakochanego w sowieckiej tzw. NRD. Olaf Scholz jako zdeklarowany marksista z Hamburga współpracował z komunistycznymi organizacjami w tzw. NRD. W najmroczniejszej fazie zimnej wojny dwudziestoparoletni Olaf Scholz, wówczas wiceszef młodzieżowej przybudówki SPD, regularnie jeździł do sowieckiego Berlina Wschodniego i Poczdamu.
30 07 2022 Oto, ile kosztuje cukier pod domem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Cena zwala z nóg.
Kiedy w 2011 r. rządziła koalicja PO-PSL, prezes PiS Jarosław Kaczyński zrobił zakupy spożywcze, by pokazać, jaka w Polsce szaleje drożyzna. Po 11 latach Fakt postanowił zrobić te same zakupy w sklepie osiedlowym, tuż obok domu prezesa PiS na warszawskim Żoliborzu. Efekt? Zapłaciliśmy o ponad połowę więcej! W 2011 r. prezes PiS był liderem opozycji. Jarosław Kaczyński wybrał się do jednego ze sklepów osiedlowych w Warszawie i kupił chleb, cukier, mąkę, ziemniaki, jabłka, 10 jaj i pierś z kurczaka. Rachunek został wysłany do ówczesnego premiera Donalda Tuska z listem, w którym ówczesny szef klub PiS Mariusz Błaszczak apelował o walkę z drożyzną.Prezes nie chciał kupować w Biedronce. Jak pisał Błaszczak w 2011 r., "od wielu miesięcy polskie rodziny doświadczają serii drastycznych podwyżek cen żywności". Błaszczak, który od listopada 2015 r. jest członkiem rządu, apelował, by ówczesny premier Donald Tusk wprowadził proponowany przez PiS pakiet zmian, który jego zdaniem obniżyłby ceny żywności. Tamte zakupy kosztowały 55,60 zł. W lipcu 2022 r., po 11 latach (w tym 7 latach rządów PiS) staraliśmy się zrobić możliwie te same zakupy, co wówczas nabył prezes PiS. W tym celu wybraliśmy się do sklepu osiedlowego koło domu Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu. Podobne zakupy zrobiliśmy w listopadzie 2021 r. i wtedy na "Fakt" spadła krytyka, że wybraliśmy drogi sklep osiedlowy, a przecież taniej można robić zakupy np. w Biedronce. Co ciekawe, taki sam zarzut w 2011 r. postawiono prezesowi PiS. Jak się tłumaczył? – Oczywiście moglibyśmy pójść do Biedronki, ale Biedronka to jest jednak sklep dla tych najbiedniejszych. My poszliśmy do sklepu takiego, który jest przy osiedlu, jest wygodny, z łatwością można w nim kupować. Takiego sklepu, z którego ludzie choćby z pośpiechu muszą korzystać. – Ja mam też takie sklepy obok siebie – podkreślał wtedy prezes Kaczyński.
Sklep, który odwiedziliśmy, mieści się nieopodal domu prezesa Kaczyńskiego w Warszawie. Zakupy z koszyka prezesa tym razem kosztowały o wiele więcej, bo 83,19 zł. Inflacja za ten okres (od marca 2011 do lipca 2022) wyniosła 37 proc. Co podrożało? To, co najbardziej rzuca się w oczy, to cena cukru. Za kilogramową torebkę w sklepie koło domu Kaczyńskiego teraz trzeba zapłacić 8 zł. Ale w zasadzie nie ma produktu, który byłby w tej samej cenie, co w 2011 r. Więcej trzeba zapłacić za chleb, mięso z kurczaka, a nawet jabłka. 
Postanowiliśmy też policzyć, ile takich koszyków można kupić za przeciętną pensję i emeryturę. W 2011 r. przeciętna płaca w Polsce wyniosła 3 tys. 400 zł i można było za nią kupić takich 61 koszyków Kaczyńskiego. Przeciętna emerytura wynosiła z kolei 1 tys. 797 zł i można za nią było nabyć 32 takie zakupowe koszyki. Jak sytuacja wygląda w tym roku? W czerwcu 2022 r. przeciętna pensja wyniosła 6 tys. 555 zł brutto i można za nią kupić 75 koszyków. Przeciętna emerytura (dane z maja) wynosi z kolei 2 tys. 804 zł brutto i można za nią nabyć 33 takich koszyków w sklepie obok domu Kaczyńskiego.
Źródło: fakt.pl
Przeżyłem Balcerowicza, to i Morawieckiego przeżyję!? Jak na razie to dopiero początek inflacji, i najlepiej byłoby przełożyć wybory o dwa lata, a Morawieckiego, z Glapińskim postawić przed sądem za malwersacje, i sprzeniewierzenie majątku narodowego!?
A Morawiecki na obligacjach cały czas zarabia!? Fakt każdy może kupić obligacje, jest tylko małe ale, trzeba wiedzieć kiedy to jest najkorzystniej!? Pewnie też będzie widział kiedy je sprzedać!? Widocznie ma taki dar przewidywania!?
Kto by pomyślał że dziś Biedronki są dla bardzo wielu za drogie, wkrótce jatki zaczną otwierać!?
Dlaczego my, Polacy jesteśmy tacy biedni? Prawie tak, jak ruskie raby, a cztery razy biedniejsi od Greków i szesnaście razy biedniejsi od Szwajcarów. Kto nas okrada? Nikt, każdy bierze tylko to co mu się słusznie należy. W takich Stanach Zjednoczonych to jest dopiero złodziejstwo, wyobraźcie sobie w takim Jersey City liczącym około 250 tys. mieszkańców jest aż 9 radnych. Ależ to jest rozrzutność i marnotrawienie publicznego grosza. No ale USA jest na to stać było nie było to najbogatsze państwo na świcie. Tak sobie policzyłem, że tych radnych starczyłoby na Piotrków Trybunalski( 70 tys mieszkańców) i cały powiat (90 tys mieszkańców)!? Ba jeszcze kilku można, by było wypożyczać. No ale biednemu zawsze wiatr w oczy i na taką rozrzutność jest go po prostu nie stać. No i dlatego mamy tych (bez)radnych w mieście i powiecie, nie pomylę się chyba, jak powiem będzie tego około 200 sztuk. Toć to by ich starczyło na kilka stanów w USA!? Wiesz już dlaczego jesteś taki biedny? 
29 07 2022 Platformerska buta, czyli: nu, zajac, pogadi!
Chłodno, bo zabraknie węgla, głodno, bo drożyzna zredukuje nasze kulinaria do suchego chleba, gorzko, bo zabraknie cukru, do domu daleko, bo kogo będzie stać na komorne, o kredycie hipotecznym nie wspominając… Katastroficzne wizje najbliższej przyszłości roztaczane przez totalną opozycję mają jednak pewien urok. Żar leje się z nieba, 36 stopni w cieniu, więc zapowiedź chłodu brzmi zachęcająco, a wańkowiczowskie hasło: cukier krzepi przyczynia się wyłącznie do wzrostu zachorowań na cukrzycę. Do kroćset, nadciąga czarna godzina, a mnie się zachciewa żartów. Chociaż właściwie, odpukać, nic nie jest jeszcze przesądzone. Wystarczy, że demokratyczna koalicja wygra wybory parlamentarne i wróci normalność. Będzie ciepło, syto, suto i smacznie. Przecież jej wodzowie i wodzinie(wódzki?) doskonale wiedzą jak przepędzić krążące nad Polską widmo drożyzny, pustych półek, zimnych kaloryferów, uciemiężonej praworządności, jednym słowem plag wszelakich. I wymachując czerwono-zielono-tęczowymi sztandarami przywrócą nas zjednoczonej Europie.
Od dawna zaskakuje mnie pewność siebie koryfeuszy chóru wujów i ciot. Z dyskretną nonszalancją sypią niczym z rowu, wróć, z rogu obfitości, płytkimi pomysłami często bez merytorycznej analizy ich sensu, na zaradzenie całemu złu trapiącemu nasz kraj. Rzucają słuszne hasła typu zmniejszyć inflację, przywrócić praworządność… Lecz szczegółowe metody terapii obiecują ujawnić dopiero po zdobyciu władzy. A na razie, cóż, trzeba zaciskając pasa i wbijając zęby w ścianę, dotrwać do wyborów. Niestety bowiem nieprzemyślane(bezmyślne) decyzje ciemnego ludu oddały ster nawy państwowej w ręce nieudaczników, aferzystów, ukrytej opcji rosyjskiej, wsteczników, kołtunów… niepotrzebne skreślić? Wręcz odwrotnie, dopisać kilka obiektywnych epitetów. Tak czy owak wkrótce postępowe społeczeństwo wyeliminuje tę klikę z życia publicznego.
Ta pewność siebie elyt III RP emanująca ze słowotoku i mowy ciała filarów progresu, wielebnego Hołowni, słońca Peru Tuska, Kosiniaka tygrys Kamysza, niedobitek fraucymeru Petru, no i naturalnie Izabeli 250 IQ Leszczyny, że o szturmowcach z frontu propagandy medialnej nie wspomnę, urasta z tygodnia na tydzień w butę zwycięzców in spe. A buta… Chyba zaszkodził mi upał, bo inaczej nie użyłbym wyświechtanego banału, że buta podrasowana pychą albo odwrotnie, kroczy przed porażką. Ale trudno, słowo się wystukało, więc spróbuję po amatorsku zdiagnozować impulsy generujące ową butę. Podstawowy nazwałbym syndromem Papkina, a bardziej współcześnie, boksera przed walką. Te buńczuczne miny, to prężenie mięśni, ten eksponowany z przepony pomruk demolatora. Wystarczy przypomnieć sobie ekspresję Gołoty przed pojedynkiem z Tysonem. W wersji historycznej takie robienie dobrej, w znaczeniu stosownej, miny do złej gry, można skwitować zdaniem, że nie oddamy nawet guzika. Jednak bardziej adekwatny do często groteskowych zachowań bossów opozycji będzie kultowy okrzyk z kreskówki: “Nu, zajac, pogadi!”.
Nieco mocniej osadzone w realiach jest podejście arytmetyczne. Z faktu, że poparcie dla zjednoczonej prawicy oscyluje w granicach 35 procent, płynie logiczny wniosek, że dla opozycji pozostaje druzgocące nieudaczników 65! Na razie, bo ten odsetek wciąż rośnie. Podążając tym tropem rozumowania, jeśli tylko 35 procent Polaków uczęszcza na niedzielne msze, to 65 procent obywateli jest ateistami.
W gruncie rzeczy dopiero post factum będzie można stwierdzić czy buta harcowników wynikała z autentycznej pewności siebie czy z mimikry przyrodzonej politykom. Nie ulega wszak wątpliwości, że na bieżąco o ich samopoczuciu związanym z perspektywami zdobycia, lub utrzymania władzy, decydują sondaże. Właśnie wśród wyznawców PO zapanowała euforia granicząca z orgiastyczną ekstazą. Pierwszy raz od wyborów w 2015 roku Platforma wyprzedziła w notowaniach partyjnych PiS! W ankiecie Kantor Public, przeprowadzonej na zlecenie “Gazety Wyborczej”, PO uzyskała 27 procent poparcia, a PiS zaledwie 26! Nie wnikając w metodologię badan, pisiory straciły prymat.
I cóż stąd, że w tym samym czasie w sondażu jakiejś tam pracowni Socjal Chnges, Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło 37 procent poparcia, zaś Platforma Obywatelska 26? Co z tego, że w średniej sondażowej z dłuższego okresu niezmiennie przewodzi zjednoczona prawica? 27 do 26 dla PO przesądza sprawę! Na koniec coś pozornie z innej beczki. Po dwóch kolejkach piłkarskiej ekstraklasy tabelę otwiera Wisła Płock. Zatem gdyby rozgrywki zakończyły się dziś, mistrzem polski zostałaby właśnie Wisła… I tyle a propos sondażowego szaleństwa na rok przed wyborami.
Źródło: naszeblogi.pl
A wszystko przez to, że Morawieckiemu zachciało się jako jedynemu na świecie natychmiast embargo na węgiel wprowadzić!? Ciekawe w zamian za jakie stanowisko w światowych instytucjach!? Mistrzostwo świata, na węglu śpimy, ba mamy go na 200 lat, i go brakuje, bo takie przed laty w Berlinie decyzje zapadły!?

29 07 2022 Tusk mówiący o okradaniu Polaków – bezczelne to i zuchwałe.
Przewodniczący Platformy Donald Tusk od jakiegoś czasu prezentuje na portalach społecznościowych filmiki, w których oskarża Prawo i Sprawiedliwość o różnego rodzaju „niegodziwości”, używając do tego dużych ilości banknotów. Swego czasu nagrał filmik, w którym użył wręcz palet załadowanych paczkami euro, żeby pokazać, ile jego zdaniem Polska straci, nie chcąc porozumieć się z Komisją Europejską w sprawie Krajowego Planu Odbudowy. Kilka dni temu z kolei zaprezentował filmik, na którym sam rzuca na stół banknoty 100 złotowe, i jednocześnie mówi do kamery, jak to Prawo i Sprawiedliwość od już blisko 7 lat okrada Polaków. Wprawdzie nie przestawia żadnego dowodu na poparcie tej tezy ale tak już jest od lipca poprzedniego roku, kiedy to Tusk wrócił z Brukseli do polskiej polityki i od początku w jego publicznych wypowiedziach, pojawiały się oskarżenia Prawa i Sprawiedliwości o okradanie Polaków.
Jest takie polskie przysłowie, że „Złodziej zawsze najgłośniej krzyczy: łapać złodzieja” i ono idealnie odzwierciedla okres rządów Donalda Tuska w Polsce w latach 2007-2014 i prawdziwość jego obecnych oskarżeń kierowanych pod adresem Prawa i Sprawiedliwości. Najpełniej polityczne przyzwolenie Platformy na okradanie Polaków z publicznych pieniędzy, pokazuje zestawienie dochodów budżetowych w latach 2007-2015, kiedy rządziła ta partia i porównanie z okresem 2015-2021, kiedy rządzi Prawo i Sprawiedliwość. Otóż w okresie 7 lat premierowania Donalda Tuska, dochody budżetu państwa w stosunku do 2007 roku (ostatniego roku rządów Prawa i Sprawiedliwości), udało się powiększyć o 17 mld zł w roku 2008, o 38 mld zł w roku 2009, o 14 mld zł w roku 2010, o 41 mld zł w roku 2011, o 51 mld zł w roku 2012, o 43 mld zł w roku 2013 i o 47 mld zł w roku 2014.
Sumarycznie dochody budżetu w tym okresie udało się powiększyć o około 250 mld zł w stosunku do roku 2007, czyli średniorocznie o 35 mld zł, mimo tego, że w tym czasie podniesiono stawki VAT, a także cały czas sprzedawano majątek Skarbu Państwa za około 60 mld zł i ziemię z zasobów Skarbu Państwa za około 10 mld zł.
Z kolei podczas dotychczasowych 7 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości, dochody budżetu państwa w stosunku do roku 2015 (ostatniego roku rządów Platformy), powiększano zdecydowanie mocniej niż za rządów poprzedników. I tak w 2016 roku było to 65 mld zł więcej, 2017 roku o 109 mld zł więcej, w 2018 roku już o 154 mld zł więcej, w 2019 roku 185 mld zł więcej, w 2020 roku aż o 210 mld zł więcej, w 2021  o 206 mld zł więcej, w roku 2022 będzie to o 203 mld zł więcej. Sumarycznie dochody budżetowe w latach 2016-2022 są wyższe od tych osiągniętych w budżecie roku 2015, aż o 1 bilion 132 mld zł, czyli średniorocznie aż o około 160 mld zł.
Tak ogromy średnioroczny przyrost dochodów budżetowych nastąpił mimo że lata 2020-2021 to okres pandemii Covid 19 i w konsekwencji spadek PKB, rząd Prawa i Sprawiedliwości obniżał także stawki podatków PIT i CIT, co więcej w okresie tych rządów zaniechano wyprzedaży majątku Skarbu Państwa i sprzedaży ziemi z zasobów Skarbu Państwa. Jeżeli więc Donald Tusk chciałby porozmawiać o okradaniu Polaków przez poszczególne rządy, to najpierw powinien wytłumaczyć dlaczego w okresie jego 7- letnich rządów, dochody budżetowe średniorocznie rosły o zaledwie o 35 mld zł, mimo podnoszenia podatków i wyprzedaży majątku, a w dotychczasowych 7 latach rządów Prawa i Sprawiedliwości, te dochody rosły średniorocznie aż o 160 mld zł, mimo pandemii Covid 19, obniżek stawek podatkowych i braku dochodów z wyprzedaży majątku Skarbu Państwa. To wzrost 5-krotnie wyższy i dopiero to porównanie, pokazuje skalę „prywatyzacji dochodów podatkowych” za rządów Donalda Tuska, na co jak to udowodniła sejmowa komisja śledcza ds. VAT, było polityczne przyzwolenie, ówczesnego rządu. To jest dopiero twardy dowód na przyzwolenie na okradanie Polaków z podatków, które zamiast do budżetu, masowo trafiały do prywatnych kieszeni „krewnych i znajomych królika”.
Źródło: naszeblogi.pl
Herr Tusk a gdzie moja emerytura z OFE się zapodziała!? Miały być piaski Egiptu, a tu nawet na piasek do piaskownicy braknie!? Z przed wielu lat tak my śpiewali:
Wesołe jest życie staruszka
Gdzie spojrzy tam widzi Tuska
Głodniutki dzisiaj wstał z łóżka
Choć wczoraj odwiedziła go z MOPSu wróżka
Suchutki jak wiór nie ma sił wstać z łóżka
Guzik rwie i wdzianko mnie
trzęsie się z niecierpliwości
żeby dożyć tej radości
kiedy już nie będzie Tuska.

PiSdzielce chwalą się, że wpływy z podatków rosną, ba uważają to za wielki sukces!? No tylko, że nam coraz to mniej pieniędzy nam w kieszeni pozostaję, ale pisdzielcy tego nie widzą, bo im my mamy mniej to oni mają więcej!? Co z tego, że dostaniesz jakiś +, jak ci zabiorą trzy razy tyle!? No tak ale coś dali, a ci z PO zabrali ale nic nie dali!? Zastanów się jak długo jeszcze chcesz tych kłamstw słuchać!? Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!? 
A można i tak: https://twitter.com/i/status/1543205838394900480
Z forum: Donald Tusk w swych wrzaskliwych,,rozważaniach' najbardziej chyba liczy na słabą, krótką i wybiórczą pamięć Polaków. Jeszcze trochę tych wrzasków a okaże się że rządy PO były złotym okresem w dziejach Polski do wspominania z łezką w oku i pędem do ich powrotu. Tyle że to już nie będzie zloty okres Polski,tylko życie jako kolonii pod dominacją niemiecką i rosyjską w ramach wydumanej najpierw Federacji a potem Eurazji. No co tam będzie złotego zobaczymy., chyba że już wcześniej pan Tusk z panią Leszczyną,Kidawą i Nitrasem uchylą rąbka tajemnicy.. 
28 07 2022 Sztukmistrz z Berlina znowu atakuje!
Co by nie mówić, to wysłany przez Niemców do walki o Polskę Donald Tusk na pieniądzach się zna, jak nikt inny. Już przecież zaraz po „okrągłym stole” Donald Tusk zaczął zgarniać niewyobrażalną kasę za to, że zaufał Niemcom, zaś Niemcy zaufali Tuskowi. Wystarczy dziś wspomnieć wynurzenia byłego prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej, Pawła Piskorskiego, który wyjaśnił w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”, jak dojść do wielkich pieniędzy bez pracy: w latach 90-tych to Niemcy oraz SB finansowali Kongres Liberalno Demokratyczny, partię, której przewodniczył Donald Tusk. „To były pieniądze w gotówce, które działacze KLD wymieniali w kantorach na złotówki w Warszawie” – mówił Piskorski w rozmowie z "Wprost", dodając: „Dla mnie jest oczywiste, że CDU wspierało finansowo KLD” .
Sponsorem Tuska i jego partii było także SB i agent Wiktor Kubiak – rezydujący w warszawskim Mariocie: Piskorski opowiada: „On [Kubiak] był na początku głównym zapleczem finansowym dla KLD. Dzięki niemu na początku naszej działalności nie mamy żadnych problemów z pieniędzmi”… Z wynurzeń Piskorskiego wynika, że wystarczyło się uczepić kiecki lub portek Niemca, współpracować z SB i opowiadać Polakom bajki o wyższość niemieckiej kultury nad polskim ciemnogrodem, by stać się kiedyś krezusem – choć Tusk nic dla Polski nie zrobił, jako premier oraz desygnowany przez Niemców„Król Europy”. Przeciwnie: straszył sankcjami na Polskę za nieprzyjęcie imigrantów z Afryki!
Jaki jest dzisiaj majątek Tuska, to nawet jego żona nie wie, choć Tusk to na nią przepisał swoje nieruchomości. W latach 2014-19 Tusk, jako pierwszy Polak, z woli Angeli Merkel stanął na czele RE, z miejsca zyskując nieformalny tytuł "króla Europy". Z tą funkcją wiązało się także wysokie uposażenie. Według różnych rachunków na jego konto każdego miesiąca trafiało od 105 do 140 tys. zł. Na tym jednak nie koniec. Polityk miał bowiem do dyspozycji aż trzech kamerdynerów i czterech kierowców! Tuskowi, jako „Królowi Europy” przysługiwała także dieta na mieszkanie oraz budżet reprezentacyjny. Tym samym Tusk nie zapłacił złotówki (lub raczej euro) z własnej kieszeni na wynajem lokum i zakup garniturów czy butów wyjściowych oraz przysłowiowych skarpetek. W sumie w ciągu pięciu lat piastowania funkcji "króla Europy" Donald Tusk zainkasował ok. 6,7 mln zł, zaś po upływie kadencji „Króla” przypadła mu także sowita odprawa. Przez trzy lata przysługiwał Tuskowi tzw. dodatek przejściowy w wysokości ok. 40 tys. zł miesięcznie. W sumie daje to dodatkowy zarobek w postaci pół miliona złotych… Mało tego – po skończeniu misji niemieckiego „Króla” – Tusk został przez Niemców wyznaczony w listopadzie 2019 r. na stanowisko przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej – ze skromną jak na Tuska pensją w wysokości "zaledwie" 30 tys. zł miesięcznie.
Niestety – Tusk został przez Niemców wykopany z tej funkcji w związku z upadkiem rządu CDU i dziś zmuszony jest żyć ze skromnej emerytury w wysokości 30 tys. zł/miesięcznie. Nic dziwnego, że sfrustrowany Tusk, który błogosławił Niemców za wspaniałe rządy, które wykreowały zbrodniarza Putina - znów zaatakował znienawidzony reżim PIS-u w skeczu pt. „Jak kradną, jak się dzielą?”. Taki właśnie tytuł nosi nagranie z Tuskiem, który pokazuje, ile wyniesie podwyżka prezydenta i innych czołowych polityków a ile - podwyżka dla nauczycieli: "Są tacy, którzy twierdzą, że pisowska władza co prawda kradnie, ale się dzieli. Jak kradnie, to już wszyscy wiemy, ale zobaczmy, jak „dzieli się” z ludźmi" — powiedział Führer totalnej opozycji na początku nagrania, parafrazując wypowiedź mieszkanki Węgrowa, którą politycy opozycji spotkali dwa lata temu podczas jednego z przedwyborczych objazdów po Polsce. Tusk pominął rzecz jasna pierwszą część wypowiedzi kobiety: „Ci kradli i tamci kradli, ale ci to się przynajmniej dzielą”… Wyobrażacie sobie jak musieli kraść w Unii Europejskiej, by takiemu nierobowi jak Tusk płacić miesięcznie grubo ponad 140 tys. złotych? Tusk jednak nie pomstował wówczas na europejskich złodziei, gdy w grudniu 2018 roku otrzymał podwyżkę w kwocie 550 euro, co w sumie stanowiło miesięczną pensję 32 700 euro + wspomniane wyżej dodatki…
Tusk, który w 2018 roku otrzymał ponad 2500 zł podwyżki - na okoliczność nowego skeczu wyczarował 2 tys. złotych, jako dowód na złodziejstwo reżimu PIS-u, oraz skromne 152 złote, które otrzyma nauczyciel. Tusk przy okazji tej sztuczki – zapewnił także o wyrokach, które zapadną za okradanie Polaków, gdy Platforma dojdzie do władzy – choć skromnie nie wspomniał o wyroku na siebie samego: Wyroku na oszusta i złodzieja, który bezczelnie okradł emerytów, podwyższył im wiek emerytalny, zaś nauczycielom pokazał „wała” – zamrażając na cztery lata wynagrodzenia w całej budżetówce a także podwyżki emerytur!
Źródło: niepoprawni.pl
Najpierw PiS obiecywało że zamkną tych z PO. Teraz ci z PO mówią że zamkną tych z PiS. Chętnych do zamykania jest więcej bo i Czarzasty obiecuje program cela+. A wszystko po to żeby pelikany miały teatr, który odwróci ich uwagę od tragicznego stanu Państwa. Wszyscy oni z tej samej gliny. Wszyscy oni po jednej Magdalence. Tam każdy na każdego teczki ma i w życiu żaden nie pójdzie siedzieć. Nie ważne z której strony.
Oj! Bałam się. Bałam się. Oj! Bałam się.
Donald Tusk wystraszył dziewczynkę???
Zapłakana dziewczynka postanowiła zwrócić premierowi medal, który założył jej z okazji pasowania na przedszkolaka. Co zobaczyła??? Czyżby Nelly Rokita mówiąca, że "wilcze oczy premiera Donalda Tuska straszą nasze dzieci" miała rację? Tak może się tylko wydawać patrząc na te zdjęcie, ale naprawdę dzieci cieszyły się z wizyty premiera w przedszkolu

Gif: https://s1.manifo.com/usr/d/d849/95/manager/pbl/inne/tusk-donald-wystraszyl-dziewczynke.gif
Z forum: Nienawidzący polskiego patriotyzmu łgarz Tusk - jako wierny przydupas sowieckiej agentki Merkel - łącznie ze zbolszewizowanym narcyzem Trzakowskim z Czajki i ich postbolszewicką, mafijną PO, która latami rabowała i Polskę i Polaków - wykonują wszystkie antypolskie działania dyktowane im przez rosyjską agenturę w UE i w Niemczech. Ponadto, mafiozi z PO-PSL i inne zbrodnicze mafie opłacające antypolską propagandę na rzecz PO chcą „żeby było jak było” - czyli ponownej możliwości bezkarnego rabowania Polski.
28 07 2022 Szefowa KE: UE zapewnia solidarność w obliczu szantażu energetycznego Putina.
Unia Europejska podjęła zdecydowany krok, aby przeciwstawić się groźbie całkowitego zakłócenia dostaw gazu przez Putina – napisała w ogłoszonym we wtorek oświadczeniu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Ministrowie krajów Unii Europejskiej odpowiedzialni za sprawy energii osiągnęli we wtorek porozumienie polityczne w sprawie zmniejszenia zapotrzebowania na gaz. Zakłada ono dobrowolne ograniczenie popytu na ten surowiec o 15 proc. przed zimą i w okresie zimowym. Dziś Unia Europejska podjęła zdecydowany krok, aby przeciwstawić się groźbie całkowitego zakłócenia dostaw gazu przez Putina – napisała w ogłoszonym we wtorek oświadczeniu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Ministrowie krajów Unii Europejskiej odpowiedzialni za sprawy energii osiągnęli we wtorek porozumienie polityczne w sprawie zmniejszenia zapotrzebowania na gaz. Zakłada ono dobrowolne ograniczenie popytu na ten surowiec o 15 proc. przed zimą i w okresie zimowym.
„Porozumienie polityczne osiągnięte przez Radę w rekordowym czasie, oparte na wniosku Komisji +Oszczędzaj gaz na bezpieczną zimę+ przedłożonym w zeszłym tygodniu, zapewni uporządkowaną i skoordynowaną redukcję zużycia gazu w całej UE, aby przygotować się na nadchodzącą zimę. Uzupełnia wszystkie inne działania podjęte do tej pory w kontekście REPowerEU, zwłaszcza w celu dywersyfikacji źródeł dostaw gazu, przyspieszenia rozwoju odnawialnych źródeł energii i zwiększenia efektywności energetycznej. Zbiorowe zobowiązanie do redukcji o 15 proc. jest bardzo znaczące i pomoże wypełnić nasze magazyny przed zimą” – zaznaczyła von der Leyen.
„Ponadto możliwość ogłoszenia stanu alarmowego UE powodującego obowiązkowe redukcje zużycia gazu we wszystkich państwach członkowskich stanowi wyraźny sygnał, że UE zrobi wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw i chronić swoich konsumentów, czy to gospodarstwa domowe, czy przemysł. Działając wspólnie na rzecz zmniejszenia zapotrzebowania na gaz, z uwzględnieniem wszystkich istotnych uwarunkowań krajowych, UE zapewniła solidne podstawy niezbędnej solidarności między państwami członkowskimi w obliczu szantażu energetycznego ze strony Putina” – dodała szefowa Komisji Europejskiej.Napisała też, że ogłoszenie przez Gazprom dalszego ograniczania dostaw gazu do Europy przez gazociąg Nord Stream 1, bez  uzasadnionych przyczyn technicznych, jeszcze bardziej ilustruje niepewność Rosji jako dostawcy energii. Wtorkowe porozumienie ministrów energetyki osiągnięto w Brukseli po około dwóch godzinach rozmów. Jak podała Rada, państwa członkowskie zobowiązują się do zmniejszenia zapotrzebowania na gaz o 15 proc. Rozporządzenie Rady przewiduje również możliwość uruchomienia „stanu ostrzegawczego” dotyczącego bezpieczeństwa dostaw; w takim wypadku zmniejszenie zapotrzebowania na gaz stałoby się obowiązkowe. Kraje UE zdecydowały o „pewnych zwolnieniach” i możliwości wystąpienia o odstępstwo od obowiązkowego celu redukcyjnego, aby odzwierciedlić szczególną sytuację państw członkowskich. Celem redukcji zapotrzebowania na gaz jest poczynienie oszczędności, aby przygotować się na ewentualne zakłócenia dostaw gazu z Rosji, która wykorzystuje dostawy energii jako broń.
Źródło: wpunkt.online
No tak my mamy oszczędzać by Niemcy mieli się przy czym grzać!? Mają tak duże magazyny, to dlaczego ich nie zapełnili, przecież pieniędzy im nie brakuje, bo cała UE na nich pracuje!? 
27 07 2022 Politycy opozycji blokują rządową inwestycję. Wiceszef MAP w rozmowie z Niezalezna.pl zarzuca im hipokryzję.
Przekop Mierzei Wiślanej to olbrzymia szansa dla Elbląga i jego mieszkańców, ale konieczne są kolejne inwestycje, na które miasto nie ma pieniędzy. Szansą na ich realizację może być rządowy plan, który jednak kwestionują politycy PO, PSL oraz Lewicy. - Myślę, że ten poziom hipokryzji rozmija się w stu procentach z wolą elblążan, bo rozmawiamy z elblążanami, jesteśmy z nimi blisko i słyszymy od nich, że ten port powinien dostać nowe życie, zaczerpnąć powietrza, a gwarancją do realizacji tego celu są środki finansowe i wejście kapitałowe Skarbu Państwa – powiedział w rozmowie z Niezalezna.pl wiceminister aktywów państwowych Andrzej Śliwka. Głównym beneficjentem budowy kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną ma być port w Elblągu, tymczasem obiekt ten wymaga gruntownej przebudowy i modernizacji. Aby mogły do niego wpływać duże jednostki konieczne jest także pogłębienie toru wodnego na rzece Elbląg, ponieważ obecnie jest on za płytki. W ramach zakończonej niemal budowy kanału Skarb Państwa sfinansował pogłębienie 2 kilometrów toru wodnego prowadzącego do portu, jednak konieczne jest jeszcze jego pogłębienie na odcinku ok. 1 kilometra, a na to – jak twierdzą władze Elbląga – miasta (czyli właściciela portu) nie stać. Ministerstwo Aktywów Państwowych w porozumieniu z resortem infrastruktury wypracowały plan, który umożliwi przeprowadzenie koniecznych inwestycji, jednak jego realizacja wymaga akceptacji prezydenta Elbląga, bo wiąże się z przejęciem przez Skarb Państwa większościowego pakietu udziałów w komunalnej spółce.
Jak podkreśla wiceminister aktywów państwowych Andrzej Śliwka, poprzez nadanie portowi „statusu portu o podstawowym znaczeniu dla gospodarki narodowej” oraz „zapewnienie większościowego udziału Skarbu Państwa”, elbląski port ma szansę stać się „IV portem” w Polsce. Rządowy projekt nie podoba się władzom Elbląga oraz parlamentarzystom PO, PSL i Lewicy, skopionym wokół senatora Platformy Jerzego Wcisły, który w poniedziałek zorganizował konferencję prasową, podczas której przekonywał, że Skarb Państwa powinien pokryć wszystkie koszty związane z modernizacją prowadzącej do portu drogi wodnej. Senator Wcisła ocenił, że „cała operacja z brakującym 1 kilometrem (pogłębienia toru wodnego) służy (…) temu, żeby mieć pretekst do odebrania portu samorządowi elbląskiemu”. - Rząd sobie wymyślił, że przejmie elbląski port i wtedy dokończy inwestycję. Jaka jest różnica, że dokończy tę inwestycję w państwowym porcie a nie samorządowym - pytał Wcisła. Zdaniem wiceszefa Ministerstwa Aktywów Państwowych Andrzeja Śliwki, takie stawianie sprawy przez polityków PO, PSL i Lewicy „torpeduje zaangażowanie finansowe rządu w port”. Śliwka zarzucił im ponadto używanie „kłamstw i półprawd”, a samego inicjatora poniedziałkowej konferencji nazwał „Jerzym >>nie chcę rozwoju Elbląga<< Wcisłą”.  - Ten port ewidentnie wymaga dziś inwestycji. Sam pan prezydent Wróblewski, włodarze miasta mówią, że w budżecie miejskim środków nie ma – wskazał w rozmowie z niezalezna.pl wiceminister.
Andrzej Śliwka przypomniał, że senator Wcisła jest byłym przewodniczącym rady miasta, który został odwołany przez mieszkańców „wraz ze swoim politycznym patronem i przyjacielem Grzegorzem Nowaczykiem, który wtedy został odwołany z funkcji prezydenta Elbląga”. - To był protest elblążan, w związku z butą i arogancją, którą cechuje się pan senator Wcisła, który nic konstruktywnego nie zrobił, jedynie jest w stanie mącić i występować z takim negatywnym przekazem – przekonywał nasz rozmówca. Wiceminister zauważył, że Jerzy Wcisła, jako senator „ściągnął do Elbląga niebagatelną kwotę 0 zł i 0 gr”, i podkreślił, że „z rządowych środków tylko w tym i ubiegłym roku do Elbląga trafi łącznie blisko 200 mln zł”. - To jest porównanie skuteczności rządu, którego ja jestem członkiem, a pana senatora Wcisły, który nic nie zrobił, tylko jest w stanie krytykować – zaznaczył.
Zdaniem wiceministra Śliwki, istotny wpływ na działania senatora Wcisły mają prominentni politycy PO, „którzy wyraźnie mówili, że ten projekt przekopu nie ma uzasadnienia ekonomicznego, że jest trikiem, że gdyby >>natura chciała<< itd.”
- Myślę, że ten poziom hipokryzji rozmija się w stu procentach z wolą elblążan, bo rozmawiamy z elblążanami, jesteśmy z nimi blisko i słyszymy od nich, że ten port powinien dostać nowe życie, zaczerpnąć powietrza, a gwarancją do realizacji tego celu są środki finansowe i wejście kapitałowe Skarbu Państwa – wyjaśniał nasz rozmówca. Pytany o motywacje senatora PO i skupionych wokół niego polityków, wiceszef aktywów państwowych stwierdził, że ich działania „są skierowane przeciwko rządowi i nie wynikają z niczego innego jak z rachunku politycznego”. - Dlatego mówimy o opozycji totalnej. Pan senator Wcisło jest właśnie takim przedstawicielem tej opozycji totalnej, który z zasady protestuje przeciwko wszystkim koncepcjom rządu, dobrym, prorozwojowym projektom prowadzonym przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Szkoda tylko, że takie działanie mści się na elblążanach. Jest pytanie, dlaczego to robi, dlaczego próbuje mścić się na Elblągu i jego mieszkańcach – zastanawiał się polityk.
Źródło: niezalezna.pl
Niech no tylko Skarb Państwa zacznie zarządzać portem, to zaraz stworzone zostaną dobrze płatne stanowiska dla prezesów, ich zastępców, itd. dla zasłużonych działaczy PiS, i koalicjantów.
Port w Elblągu, może i fajnie że jest, rozładują statki i co dalej, taczki i wio w Polskę!?
Z forum: Przekop Mierzei to wbrew "interesom" Kremla. Teraz szukają pretekstów finansowych. Co wymyślą tuż przed otwarciem 17 września? Obawiam się różnych drastycznych prób, dlatego uważam, że należałoby szybko oficjalnie dokonać otwarcia z pominięciem uroczystości. Znaczna większość zamieszkujących obecnie Polskę nie myśli kategoriami Polski, dlatego nie rozumieją kompletnie wypowiedzi Pana Jarosława. Sondaże to pokazują. Dlatego Mierzeję trzeba otworzyć oficjalnie NIEZWŁOCZNIE.
Wow! 17 września sowieci napadli Polskę, przepraszam weszli by wziąć w opiekę ludność zachodniej Ukrainy i Białorusi.
CZY chodzi WROGOWIE POLSKI POLAKÓW I POLSKOŚCI są przeciw, bo mają PORT w HAMBURGU i LENINGRADZIE i dlatego po co im port w ELBLĄGU??

27 07 2022 Patriotyzm i inflacja.
Wzrost cen, z którym mamy do czynienia na całym świecie, również w Polsce, wywołał zauważalne pogorszenie nastrojów. To było nie do uniknięcia i trzeba tegoroczną inflację po prostu przechorować. Opozycja, szczególnie ta proniemiecka, mocno żeruje na tych nastrojach. Ostatnio na jednym z niemieckich portali ukazujących się w języku polskim przeczytałem tekst o niezadowoleniu niektórych w bastionie PiS-u. Okazuje się, że „ludzie nie chcą słuchać rządowych frazesów o przyczynach podwyżek”. Owe frazesy to oczywiście wojna, o której nie wspomniano. Tego typu działania będą nagminne i nie należy się dziwić: po to jest wróg, żeby przeszkadzał. Straszenie inflacją ma zresztą bardzo krótki dystans, bo na koniec roku będzie ona sporo niższa niż obecnie. Węgla, gazu i ropy jest tak naprawdę na świecie pod dostatkiem, tylko trzeba odblokować możliwości produkcji tych paliw, a przede wszystkim transportu. Z gazem jest tu najgorzej, ale problem przynajmniej na razie nie dotyczy Polski. Zwykle po roku świat sam znajduje rozwiązanie tego typu zjawisk i sytuacja się stabilizuje. Kryzys energetyczny zaczął się w drugiej połowie ubiegłego roku i do końca obecnego jako globalne zjawisko powinien się uspokoić. Są pewne wyjątki, jak na przykład Niemcy, które nie dość, że uzależniły się od rosyjskiego gazu, to jeszcze do niedawna nie podjęły żadnych działań, mimo wybuchu wojny, by coś z tym zrobić. Potencjalny kryzys w Niemczech spowolni również naszą gospodarkę, ale wzrost utrzymamy. Skoro więc mamy do czynienia ze zjawiskiem, które jest przemijające i wywołane głównie poza granicami kraju, to skąd spadek nastrojów społecznych? Oczywiście media związane z zagranicą i opozycją (propaganda rosyjska idzie tu ręka w rękę z niemiecką) dosyć łatwo znajdują winnego, którym jest albo rząd, albo prezes NBP. Szymon Hołownia w ramach walki z inflacją proponuje postawić Adama Glapińskiego przed Trybunałem. Donald Tusk Trybunału nie potrzebuje, będzie gościa wyciągać po schodach. Kiedyś w czasie kryzysów linczowano ludzi o innym kolorze skóry, a w Niemczech wybijano szyby w żydowskich sklepach. Dzisiaj dla zaspokojenia emocji społecznych wystarczy wytargać Glapińskiego. Europa pełną gębą.
To, że nasza opozycja i jej zagraniczni sponsorzy tak się zachowują, nie dziwi. Dziwi jednak, że taka propaganda może mieć wpływ również na elektorat PiS-u. I tu sam PiS nie jest bez winy. W całej narracji obozu władzy dominuje wątek socjalny. Jest oczywiste, że rządzący mają się czym w tej materii pochwalić i powinni to robić, jeśli to tylko prawda. Ale PiS dla swojego twardego elektoratu to nie tylko partia wygodniejszego życia. To przede wszystkim ugrupowanie idei. O ideach nie mówi się ostatnio za wiele, a w części średniego szczebla obozu władzy zaczyna to być wręcz niemodne. Pewnie jest to proces naturalny. Długo rządzą i chcą się jakoś w życiu ustabilizować. Mają do tego prawo jak każdy człowiek. Ale jak dobrze pamiętam, nie tylko o pieniądze tu chodziło. Obiecali ludziom silne, uczciwe państwo, wyjaśnienie tragedii smoleńskiej i umocnienie naszej niepodległości wraz z dobrze pojętym patriotyzmem. Wiele z tego naprawdę się dzieje, ale nie w przekazie obozu władzy. Licytacja, kiedy było gorzej: za Tuska czy w czasie pandemii i wojny – wcale nie jest po upływie tylu lat dla większości ludzi oczywista. Wskaźniki pokazują, że gorzej było za Tuska, który okazał się dla gospodarki bardziej destrukcyjny niż epidemia z Putinem razem wzięte. Problem w tym, że ludzie mają pamięć „od pierwszego do pierwszego”. Jeżeli z miesiąca na miesiąc jest gorzej, to wskaźniki ich nie obchodzą. Z patriotyzmem jest trochę inaczej. Jego istotą jest długa pamięć i skłonność do wyrzeczeń. Inwestycja w patriotyzm bardziej stabilizuje gospodarkę niż niejedna tarcza finansowa. Trzeba tylko mieć to w polu widzenia. Z radością spotykam się z klubami „Gazety Polskiej”, bo to są ludzie, którzy dyskusji nie zaczynają od cen w sklepach, choć większość z nich wcale nie jest zamożna. Są jeszcze środowiska, do których nie trzeba przyjeżdżać z workiem obietnic, by być dobrze przyjętym. Jak PiS chce wygrać, to niech wykorzysta to, czego druga strona po prostu nie ma.
Źródło: naszeblogi.pl
Przypominam co dla prawdziwych Polaków tych zacnych synów ojczyzny znaczy dewiza: Bóg, Honor, Ojczyzna. Boga nie znają, honoru nie mają, a ojczyznę w czterech literach mają.
Z forum: Nic dziwnego, agentura rosyjska w Niemczech jest niezwykle silna i obejmuje kanclerzy, byłych i obecnego. Dlatego weszli w ruski gaz i likwidują ostatnie elektrownie atomowe. No i ich propaganda jest de facto jednakowa, zwłaszcza jeśli chodzi o politykę energetyczną i klimatyczną.
Ponoć jak Chiny w końcu zaatakują Rosję (może to być nawet za kilka dni w sierpniu, ale również np. za rok, z tym że to obecnie Tajwan przeprowadza wielkie ćwiczenia wojskowe, bo się gotują na wojnę z Chinami), to Niemcy zaatakują Polskę. Wcześniej będą kilkunastodniowe zamieszki we Wrocławiu. Tak przewidział śpiący wizjoner z Leszna Marian Węcławek.
26 07 2022 „Miś” ze Szczecinka na wiecu PO w Turowie…
Platforma Obywatelska, która powstała za kasę z RFN desperacko walczy o władzę w Polsce. Na szczęście Platforma ma hojnego sponsora-niemiecką organizację państwową, noszącą nazwę Konrada Adenauera. Bo przecież to Niemcom zależy, żeby Niemcy rządzili w Polsce, a Platforma jest tylko marionetką w niemieckich rękach. Ten oczywisty fakt ujawniła niemiecka szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas wiecu Europejskiej Partii Ludowej, na którym żegnano wykopanego z fotela przewodniczącego Donalda Tuska. Von der Leyen żegnając Tuska wyraziła nadzieję, że “kiedy znów się spotkają, zobaczy go jako premiera”. Ursula von der Leyen przy okazji więc ujawniła, że działania KE wobec Polski nie mają nic wspólnego z “troską o praworządność”. Chcą wyłącznie ulokowania w Polsce takiego rządu, który będzie w stu procentach uległy Brukseli…
Co więc zrobić, żeby na wiecu w Turowie mieszkańcy Turowa nie zadawali głupich pytań o sankcje nałożone na Polskę, która wbrew Komisji Europejskiej nie zamknęła kopalni w Turowie???  Odpowiedź jest prosta, jak proste były scenariusze i teksty na konkurs śpiewaczy, pisane w „Misiu” przez funkcjonariuszy PZPR dla wokalisty Cwynkara: do Turowa należy ściągnąć mieszkańców Szczecinka, czyli z okręgu wyborczego euro-posła Bartosza Arłukowicza! Wystarczy zatem zorganizować za pieniądze z RFN autokar, zapakować do niego emerytów ze Szczecinka i wysłać na wycieczkę do odległego Turowa. Oczywiście „za friko”! Wprawdzie trasa ze Szczecinka do Turowa liczy sobie ponad 460 km – ale to przecież nie Platforma płaci za zdobycie władzy w Polsce! W Turowie wystarczy na prywatnym polu działacza PO ustawić ławy, mikrofon i zaprosić telewizję TVN, by był gotowy reportaż ze „spontanicznego” spotkania z „mieszkańcami” Turowa!
Tak też – na wzór „Misia” zorganizowano w Turowie wiec Bartosza Arłukowicza - funkcjonariusza Platformy Obywatelskiej z Darłówka z mieszkańcami z pobliskiego Szczecinka. Warto wspomnieć, że Bartosz Arłukowicz doskonale zna czasy w których tworzył Stanisław Bareja, gdyż jego tatuś Zygmunt był funkcjonariuszem Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, w której służył m.in. w okresie stanu wojennego. Zygmunt Arłukowicz był także naczelnikiem Miasta i Gminy Darłowo i członkiem komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w czasie, gdy jego syn Bartosz kończył szkołę średnią właśnie w Darłowie. Piszę o tym tylko dlatego, by wyjaśnić po kim Bartosz odziedziczył niewątpliwą inteligencję – zapisując się w wolnej Polsce do postkomunistycznej SLD, by w końcu stać się prawdziwym europejczykiem – z listy Koalicji Obywatelskiej. Arłukowicz dostał od Platformy Obywatelskiej „kopa w górę” po tym, gdy go zdymisjonowano ze stanowiska ministra zdrowia. Warto wspomnieć, że Arłukowicz jako minister zdrowia zasłynął planem "uzdrowienia" szpitali, przez ich prywatyzację w czasie, gdy dynamicznie rosła w siłę mafia lekowa, która wyprowadzała za granicę farmaceutyki warte wiele miliardów złotych. Arłukowicz zasłynął także z oszczędności na lekach - w tym przeciwko rakowi!  W rozmowie z Olgierdem Geblewiczem (wówczas marszałkiem woj. zachodniopomorskiego, szefem struktur PO w Szczecinie) i Stanisławem Gawłowskim (wiceministrem środowiska w rządzie PO-PSL) - Arłukowicz proponował likwidację niektórych szpitali: – Chłopie, ku***a, masz tych szpitali co drugą ulicę. Zamknij cztery – powiedział marszałkowi województwa małopolskiego Markowi Sowie, co wynika z nagrań zarejestrowanych w restauracji Sowa i Przyjaciele. Skąd się dziś bierze program Platformy na likwidację ponad 900 polskich szpitali? On się bierze od Arłukowicza - twórczo udoskonalony przez łapówkarza Grodzkiego który ogłosił, że Platforma Obywatelska pozostawi jedynie 130 szpitali - oczywiście, gdy wygra wybory...  Dziś jednak, zatroskany o Turów europoseł Arłukowicz nie tylko sprowadził do Turowa mieszkańców Szczecinka, to jeszcze ujawnił swoją odziedziczoną inteligencję pytając zebranych, dlaczego na wiecu nie ma mieszkańców z Turowa ? Bo my są ze Szczecinka! – trafnie odpowiedzieli Arłukowiczowi uczestnicy spontanicznego wiecu w Turowie… Po kolejnym sukcesie Platformy Obywatelskiej w Turowie był bufet dla jego uczestników – pieczywko, bigos, żurek i woda gazowana – po czym mieszkańcy Szczecinka wsiedli do autokarów i ruszyli w liczącą ponad 460 km trasę powrotną do okręgu wyborczego Arłukowicza: wybitnego europejczyka, który zawsze walczył z komunizmem – u boku swego ojca Zygmunta…
Wiec Platformy Obywatelskiej w Turowie unaocznił niedowiarkom, że „MIŚ” Barei jest nadal żywy: wystarczy tylko przewozić go autokarem z miasta do miasta – na kolejne wiece zatroskanych o Polskę funkcjonariuszy partii Donalda Tuska. Dokładnie w ten sam sposób dostarczane są bojówki Platformy Obywatelskiej na wiece PIS-u. Ale to już z Misiem nie ma nic wspólnego. Ale z owczarkiem niemieckim - jak najbardziej...
Źródło: niepoprawni.pl
A oni nadal się kłócą kto mniej ukradł: NFZ z rekordowo wysoką kwotą na plusie. Ponad 10 mld zł zostało w budżecie NFZ – tak wynika ze sprawozdania funduszu za 2021 rok. Głównym powodem jest brak wykorzystania pieniędzy na leczenie. A ludzie muszą zrzutki robić, żeby chorym dzieciakom pomagać....

26 07 2022 Kaczyński chce zniesienia immunitetu dla sędziów i parlamentarzystów.
Istnieje uprzywilejowana grupa. Potrzebna jest reforma sądownictwa. I do tego jest potrzebne zniesienie immunitetów. I to nie tylko parlamentarzystów, ale oczywiście także sędziów – powiedział w niedzielę Jarosław Kaczyński w Koninie. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, podczas spotkania z mieszkańcami w Koninie, mówił o stanie państwa polskiego i potrzebie reformy sądownictwa. Odniósł się do kwestii określenia „państwo z papieru”. „Tak, w wielkiej mierze żeśmy to zmienili. No, ta sprawa z granicami jest tego dobrym przykładem. Przy tamtej władzy mielibyśmy tu już na pewno nie dziesiątki, ale setki tysięcy tych, którzy przenikają przez granicę, bo tam miała być wielka operacja, która sparaliżuje Polskę, jako kraj, który może być tą platformą pomocy dla Ukrainy. Niewątpliwie taki był zamysł i ten zamysł dzięki nam się nie udał. Więc tutaj nastąpiło pewne wzmocnienie” – powiedział. Kaczyński zaznaczył, że „jeśli chodzi o wiele innych dziedzin, to jeszcze mamy dużo do zrobienia. Chcę (…) obiecać, że to zrobimy”. „Bardzo wiele spraw związanych z funkcjonowaniem państwa jest rozstrzygane przez sądy. A jakie są sądy?” – rozpoczął. „Gdyby na przykład jakiś zwykły obywatel, jadąc bez prawa jazdy, mając jakieś tam inne mankamenty prawne, na pasach przejechał starszą już panią, to dostałby za to przyzwoity wyrok. Natomiast, jeżeli ktoś należy do warstwy uprzywilejowanej, to by się okazało, że ta pani wbiegła tak szybko, no, że on nie mógł zahamować” – opowiadał. Jak podkreślił „to musi się zmienić”. Zdaniem szefa PiS, „do tego potrzebna jest reforma sądownictwa. I do tego jest też potrzebne zniesienie immunitetów. I to nie tylko parlamentarzystów, ale oczywiście także sędziów”. „Jakieś tam powiadomienie marszałka sejmu, jakieś tam procedury tego rodzaju, żeby nie dopuścić do (…) nadużyć, są potrzebne, ale to tylko to. Ale żeby ktoś wyciągał legitymację i mówił, że +ja co prawda na rowerze, to tam, nie bardzo się drogi trzymam, ale dmuchać to nie będę+ – to tak nie może być. Ale to też dotyczy spraw także nieporównywalnie poważniejszych, niż ta” – ciągnął.
„Krótko mówiąc: to jeszcze jest przed nami. Ja w tej chwili przedstawiłem (…) swój osobisty pogląd, który będę chciał przeforsować w mojej partii. Bo tam pewnie też nie są tak bardzo za tym. No, ale dotąd mi się udawało różne rzeczy forsować” – oznajmił prezes PiS. „Ale to jest, jak sądzę, w Polsce bardzo, bardzo potrzebne. Jest potrzebne też po to, żeby można było w końcu stosunki w naszym kraju uzdrowić. Bo dzieje się naprawdę wiele rzeczy skandalicznych, niesłychanych i nic nie można zrobić” – dodał. Jarosław Kaczyński przywołał sprawę w Stobnicy, czyli inwestycji w Puszczy Noteckiej, gdzie na przyrodniczym obszarze chronionym wybudowano zamek. „Wybudowano w środku lasu, w miejscu chronionym, wielki zamek. Znaczy zamek, hotel w gruncie rzeczy, ale w kształcie zamku. No i co się stało? No już nie mówię o ukaraniu, chociaż tam na pewno dopuszczono się przestępstw. Ale co? Rozebrano ten zamek? No nie. Proszę państwa, mówiła o tym telewizja, mówili o tym parlamentarzyści i wszystko jak grochem w ścianę” – wskazał. „Powtarzam: jawnie, na oczach opinii publicznej, nawet przy pokazywaniu w telewizji, po prostu pewna grupa ludzi może ze wszystkiego kpić. My takiej Polski nie chcemy. A przyznajemy, że do tej pory, dzięki, czy z winy opozycji, która gdyby zachowywała się normalnie, to byśmy już to przeprowadzili” – oznajmił. „Nie zdołaliśmy tego zmienić. Ale zdołamy to zmienić w ciągu tego okresu, który jest jeszcze do wyboru, (…) a w szczególności, jeśli wygramy wybory, zmienimy, doprowadzimy Polskę do takiego stanu, w którym przyzwoitość będzie realizowana” – zapowiedział Kaczyński.
Źródło: wpunkt.online
Pięć lat temu pisałem: Czy Kaczyński da radę zrobić czystkę na najwyższych stanowiskach państwowych? Wątpię bo to jest porywanie się z motyką na słońce. Przecież gdzie spojrzy to rodzina która od wieków stanowiska okupuje. Zatem hop siup! No i od nowa Polska...Ludowa. Ileż to już razy ta Pospolita Rzecz podejmowała walkę z tym samym od wielu, wielu dziesięcioleci wrogiem i zawsze z marnym skutkiem. Wpierw walczono z kolesiostwem by wnet likwidować kumplostwo jednak zaraz kumoterstwo się pojawiło które to bardzo szybko w kliki się przeobraziło. Długo jednak kliki nie wytrwały zaraz dać miejsce koneksją i koligacją musiały które to jednak przed nepotyzmem wnet skapitulowały....

26 07 2022 Kim i czym jest PO partia zewnętrzna - banda czy agentura ?
Jarosław Kaczyński odwiedził w sobotę 23 lipca Kórnik w województwie wielkopolskim. Przed spotkaniem doszło do incydentu. W sali, w której odbywało się spotkanie protestowało kilkudziesięciu przeciwników PiS.  Podobna sytuacja miała miejsce po zakończeniu spotkania – prezesowi PiS towarzyszyły antyrządowe okrzyki a do limuzyny wchodził w asyście ochrony i policji. Prezes PiS ma racje! Tzw. „swołocz”, będąca pod wpływem środków wzmacniających usiłowała zakłócić spotkanie Prezesa PiS z mieszkańcami powiatu poznańskiego. Użyte słowa „spierdalaj” „jebać pis”"Będziesz siedział!" i "Spie***aj, dziadu! - m.in. takie okrzyki powitały Jarosława Kaczyńskiego w Kórniku ", nie są językiem przeciwników politycznych miłujących swą Ojczyznę, wolność i demokrację, na sercu których leży dobro Polski i jej Obywateli. Jest to język wrogów Polski, kolaborantów, dla których patriotyzm i suwerenność własnego kraju jest pojęciem obcym, nieznanym, nazywanym ciemnogrodem. Wymagając tolerancji dla siebie tych, których poglądów nie wyznają brutalnie i chamsko oplują, pobiją, podepczą, zniszczą.
Będących na pasku obcych agentur, zrobią wszystko co im wróg Polski każe, czy zleci. Na widok dobra i głosu prawdy reagują podobnie jak diabeł pokropiony święconą wodą, dostają wściekłej furii! Kiedy, zdaniem Wprost agresywna nienawiść, objawiana okrzykami „jebać”, „spierdalać”, z grożącymi i zaciśniętymi pięści adresowanymi w kierunku osób, których wolą było wziąć udział w spotkaniu z Prezesem PiS, jest protestem antyrządowym – to strach się bać, gdy podobni im obejmą ster w Polsce w swoje ręce. WPROST w swym przekazie medialnym KŁAMIE! Nieprawdą jest jakoby Prezes „musiał wejść do budynku tylnymi drzwiami” Wszedł i wyszedł jak każdy uczciwy człowiek holem głównym. Kolejne zaklinanie rzeczywistości ze strony wrogów Polski, podsycające emocjonalne wrażenie u odbiorców. Policja spisała się wspaniale, przede wszystkim spokojnie, bardzo rozważnie i profesjonalnie. Nie dała się sprowokować, podobnie jak uczestniczący w spotkaniu z Prezesem PiS.
"Rozwrzeszczane grupy ludzi, którzy naprawdę upadli bardzo nisko, biorąc pod uwagę ich język, ich agresję, ich twarze. To wszystko, co by wskazywało na to, że nie byli tylko i wyłącznie pod wpływem własnych emocji" –  powiedział Jarosław Kaczyński nawiązując do antyrządowych protestów w Kórniku. Według byłego już wicepremiera w Polsce od lat toczył się spór polityczny, ale nigdy nie był on aż tak zacięty. – "Było oczywiście czasem ostro, czasem nawet bardzo ostro, ale w żadnym wypadku nie następowało coś, co trudno określić inaczej niż lumpenproletaryzacja życia publicznego" – ocenił. "Te okrzyki, przecież nie w tym jednym miejscu występujące — to jest zjawisko występujące w całym kraju. Te twarze, te zachowania, które przenoszą się także w inne miejsce — może nie aż w tak drastycznym wydaniu, ale nawet i parlament nie jest od tego wolny "— mówił polityk PiS.
Zastanawiam się czy partia zewnętrzna PO wspierająca, jak pokazują fakty, działania wroga Polski - roSSję składająca się w wielu przypadkach z byłych funkcjonariuszy SB, którym zabrano emerytury, czy aparatczyków komunistycznych czyniąca w kraju i poza granicami wszystko by Polsce zaszkodzić, jest już ujawnioną agenturą wrogiego państwa Rosji...? Czy to bezmyślne działanie wynikające z chęci dorwania się do " koryta i kasy" czy raczej zdrady Polski ! W Ukrainie sobie z tym poradzono zdrajcy w wielu przypadkach już siedzą w więzieniach a w Polsce ? Kiedy aresztowane zostaną agresywne bojówki byłych SB ków, komunistów i zwykłych zadymiarzy, jak podają media, będących być może na żołdzie PO za 50 zł  od zadymy ?
Źródło: naszeblogi.pl
Dobre to ci co na pasku potępiają tych pod butem, a nam biednym żuczkom, z dnia na dzień żyje się coraz to gorzej!?
Jeść mniej i taniej, i oto reakcja: Władza szykuje dla siebie podwyżki, prezydent 2000 zł; premier, marszałkowie 1600 zł, ministrowie 1400 zł, posłowie i senatorowie 1000 zł!? No i co wy na to!?
25 07 2022 Jarosław Kaczyński: Dodatkowy zysk naszych rządów to 828 miliardów. "Mieliśmy rację".
"Oni uważają, że rządzenie to jest ich prawo. Oni w gruncie rzeczy żadnej demokracji nie uznają, co najwyżej pozór demokracji" - tak o działaniach politycznych oponentów mówił w Koninie prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Gdyby w Polsce był jakiś reżim czy dyktatura, to gdzie oni by dziś byli? - pytał.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński kontynuuje objazd po kraju. W niedzielę spotkał się z mieszkańcami Konina, gdzie mówił o tym, co udało się osiągnąć po wielu latach rządów Zjednoczonej Prawicy. 
- Mieliśmy rację. W Polsce obniżając podatki i to wszystkie, można uzyskiwać dla budżetu i możliwości państwa nieporównywalnie więcej, niż uzyskiwało się wcześniej. Ten dodatkowy uzysk to 828 miliardów złotych. Dzięki temu mogliśmy na politykę społeczną wydać 200 miliardów więcej niż poprzednio. Mogliśmy wydać więcej na wszystkie polityki, które państwo prowadzi i stworzyć nowe zakresy działania, których wcześniej nie było - powiedział prezes PiS. Kaczyński nie szczędził krytyki opozycji. W jego ocenie, trzeba przeciwstawiać się nienawiści do własnej ojczyzny na płaszczyźnie społeczno- ekonomicznej i duchowo-świadomościowej. Zaznaczył, że opozycja wykazuje "zupełny brak akceptacji". - Nie dlatego, że my rządzimy, ale dlatego, że oni nie rządzą. A oni uważają, że rządzenie to jest ich prawo. Oni w gruncie rzeczy żadnej demokracji nie uznają, co najwyżej pozór demokracji. My ten układ tego wielkiego nadużycia kwestionujemy i kwestionujemy także ich ideologię - stwierdził. Dodał przy tym: To, że my jesteśmy partią wolności, że tej wolności chcemy i ta wolność za naszych rządów jest przestrzegana, to widać. Gdyby w Polsce był jakiś reżim czy dyktatura, to gdzie oni by dziś byli? (...) Obowiązuje doktryna Neumanna, sądy są ich. W jakiej dyktaturze sądy należą do opozycji? W jakiej dyktaturze opozycja ma przewagę w mediach?
Źródło: niezalezna.pl
Wycisnęli z nas 828 miliardów złotych, i gdzie te pieniądze są, ano przepuścili je, i na prywatne konta przelali!? I tym tak się chwali Kaczyński, bo skoro on nie rozumie co mówi to myśli że inni też nie będą rozumieli!?
Do dziś nie rozliczono spółki Telegraf, powiązanej z Porozumieniem Centrum, ówczesną partią braci Kaczyńskich. Spółka startowała z kapitałem 250 mln złotych, by w ciągu kilkunastu miesięcy kapitał ten wzrósł do ok. 30 mld zł, dzięki wpłatom państwowych firm, choć spółka nie prowadziła żadnej działalności.
Już tyle lat czekam na śledztwo w sprawie spółki Telegraf, Srebrnej, Rostowski od zera do multimilionera, i aktualnie Morawiecki za zakup ziemi, Szumowski COVID,.....
24 07 2022 Emocje na spotkaniu z Morawieckim. "Będę się za pana modlić", "powinni was na taczkach wywieźć".
Premier Mateusz Morawiecki spotkał się w piątek z mieszkańcami Działdowa. Usłyszał wiele gorzkich słów na temat drożyzny, inflacji, czy dopłat do węgla. Zwolennicy z kolei deklarowali, że "będą się modlić, żeby rządził jak najdłużej". Spotkanie było otwarte dla wszystkich chętnych. Spotkanie w Działdowie było kolejnym w cyklu mitingów z Polakami w różnych regionach. Na sali zebrało się spore grono osób, wśród których byli zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy rządu Morawieckiego. — Żyjemy w trudnej epoce, w czasie pełnym problemów. I wtedy część osób chowa głowę w piasek, ale są tacy, którzy robią wszystko, aby ulżyć ludziom. I obiecuję, że rząd Prawa i Sprawiedliwości będzie rozwiązywał problemy — mówił Morawiecki w swoim wystąpieniu. I właśnie o problemach życia codziennego chcieli z szefem rządu porozmawiać uczestnicy spotkania. Pojawiły się głosy krytyczne. Autorem jednego z nich był zwolennik poprzedniej kolacji rządowej PO — PSL. — Panie Morawiecki, kiedy pan mówił prawdę? Miesiąc temu, kiedy mówił pan, że węgla nie ma, czy dziś, kiedy pan mówi, że idzie cała flotylla? Pan mówi "tamci nie mieli pieniędzy, my mamy". Pan drukuje pieniądze, tamci nie drukowali. Pan zadłużył kraj na 1,5 bln zł — mężczyzna krytykował posunięcia obozu władzy. Morawiecki ripostował. Przypominał o zadłużeniu, które jego zdaniem znacznie wzrosło. — Kiedy mówiłem o tym, że węgiel jest zamawiany i będzie płynął, mówiłem prawdę. Kiedy mówiłem, że węgiel jest zamówiony i płynie, też mówiłem prawdę. Trzeba było zwiększyć zamówienia. Węgla miesiąc temu było za mało i dziś jest go za mało. Musimy sobie poradzić z przepustowością naszych portów. Węgiel jest wielkim problemem, ale zrobimy wszystko, aby ściągnąć węgiel z importu. PO na początku ich rządów miała 510 mld zł długu, a na koniec 890 mld zł długu. Wzięła 150-160 mld zł z OFE (...). Dług urósł więcej niż dwa razy — próbował przekonywać Mateusz Morawiecki. Morawieckiemu w sukurs przyszedł zwolennik Prawa i Sprawiedliwości. Bronił premiera i deklarował rozmaite wsparcie.
Już podkopy się robi, mówi "kłamca". Panie premierze, modlę się, żeby pan rządził jak najdłużej. To jest rząd ocalenia narodowego. Ja nie chcę być wasalem Niemiec. Mieliśmy rządy Copperfielda, który by sprzedał własną matkę — wyrażał głośno swoje poparcie dla obecnej władzy. Głos zabrał też przedstawiciel rolników. Mówił o trudnej sytuacji na polskiej wsi, szczególnie w regionach dotkniętych afrykańskim pomorem świń (ASF) — Kiedy poradzicie sobie z ASF? Musieliśmy ponieść duże koszty, mówiliście, że zwrócicie nam koszty. My nie mamy obligacji. Pan chce się spotykać ze wszystkimi? Zawsze pan przed nami ucieka — mówił niezadowolony rolnik. Mikrofon otrzymał ponownie mężczyzna, który chciał uzyskać odpowiedź na pytanie: dlaczego jest tak drogo? — Panie Morawiecki, nie dokończył pan odpowiedzi. Ile dodrukowaliście pieniędzy? Poprzednicy nie drukowali tych pieniędzy. Druga rzecz, pan tak pięknie mówi o podatkach. Niech pan idzie do sklepu. Chleb kosztował 2 zł, a kosztuje 7 zł. Za tę podwyżkę powinni was wywieźć na taczkach — mówił wzburzony uczestnik spotkania. Na spotkanie z premierem w Działdowie mógł wejść każdy chętny, decydowała kolejność pojawienia się na miejscu. Nie było okazjonalnych zaproszeń dla działaczy partii rządzącej. Tylko dlaczego ja w to nie wierzę, no bo Morawiecki to notoryczny kłamca, bo przepowiednia mówi, że gdy wypowie jedno słowo prawdy go zabije!?!?
Źródło: onet,pl
Rząd ocalenia narodowego, śmichy chichy, schorowany staruszek prowadzi krótko na smyczy naród do samounicestwienia się!?Przejęli stadninę, skończyły się konie. Węgla było na 200 lat, skończył się po roku. Sasin stworzył holding spożywczy, kończy się cukier. Obawiam się, że kiedy otworzą mierzeję to skończy się woda w Bałtyku. Jakby zabrali się za branżę pogrzebową to by ludzie przestali umierać.....
23 07 2022 Jarosław Kaczyński w Kórniku: Nikt nie będzie siedział w zimnym mieszkaniu, bo nie ma węgla.
Na spotkaniu z wyborcami w Kórniku (woj. wielkopolskie) Jarosław Kaczyński mówił o problemach z dostępnością węgla. Prezes PiS zapewnił, że surowiec ten już płynie do Polski. - Jeśli będzie duża ilość węgla dostarczana na rynek, to wtedy automatycznie ceny są obniżane - dodał. Prezes PiS zwrócił uwagę, że już kilka miesięcy temu ogłoszono embargo na rosyjski węgiel, a do jego szybkiego wprowadzenia wzywał m.in. szef PO Donald Tusk. Kaczyński dodał, że zakup węgla "wbrew pozorom nie jest prostą sprawą". - Spółki działają i węgiel jest kupowany w dużych ilościach - zapewniał prezes PiS. - Nie chcę operować danymi, bo to się w każdym dniu zmienia, ale to było, w momencie kiedy wybuchły te dyskusje, 6,5 mln ton - powiedział Kaczyński. Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę, że przy zakupie węgla jest "wąskie gardło", które stanowią porty. - Ich moc przeładunkowa jest duża i ciągle rośnie, ale ogromna część nabrzeży tych portów została sprzedana. Kto jest sprzedał? Sprzedała je Platforma Obywatelska - oskarżał lider Zjednoczonej Prawicy. Prezes PiS zwrócił uwagę, że wokół działań rządu "robi się awanturę" i wprowadza "stan zagrożenia, aby wywołać lęk i chaos". W tym kontekście przywołał piątkowe wystąpienia w Sejmie premiera Mateusza Morawieckiego, który mówił o sytuacji na rynku węgla.
- Słusznie mówił premier, że to jest polityka dokładnie równoległa z tym, co robi, co chce robić Putin. I każdy odpowiedzialny polityk, jeżeli jest polskim politykiem, choćby po trosze polskim patriotą, musi brać to pod uwagę. Niestety, nasi przeciwnicy, a przynajmniej znaczna ich część, w ogóle tego pod uwagę nie bierze - stwierdził Kaczyński. Lider Zjednoczonej Prawicy poruszył też temat zboża i wskazywał, że Ukraińcy są jego wielkim eksporterem i szukają dróg zbytu. - Dostarczenie tego zboża jest w ich interesie, jest w naszym interesie, bo wspieramy Ukrainę, ale jest także w naszym interesie, bo jeżeli zboża nie będzie, to będzie głód w Afryce, na Bliskim Wschodzie. A wówczas ruszy nowa, ogromna fala uchodźców na Europę i znów będą od nas żądać, abyśmy ich przyjmowali - zwrócił uwagę Kaczyński. Prezes PiS zaznaczył jednak, że ukraińskie zboże ma tylko przejeżdżać przez Polskę. - A wszystkie te wieści o tym, że tu są jakieś znaczące ilości zboża w mieszalni pasz, czy w innych miejscach, są po prostu wieściami nieprawdziwymi - powiedział Kaczyński. Prezes PiS przytaczał także wypowiedzi polityków opozycji o wyprowadzaniu siłą osób, których kadencje na najważniejszych urzędach w państwie trwają. - Nie wiem, dlaczego na panią prezes Trybunału Konstytucyjnego Julię Przyłębską są potrzebni silni mężczyźni. Nie słyszałem, żeby ona kiedyś trenowała jakieś sporty walki - powiedział Kaczyński. - Jeżeli chodzi o prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego, to on też już swoje lata ma, chociaż kiedyś rzeczywiście coś trenował i rzeczywiście słaby nie był. No, ale lata lecą - dodał Kaczyński. - Krótko mówiąc: to są rzeczy po prostu niesłychane, aby w demokratycznym kraju ktoś siłą usuwał ludzi z urzędów - zakończył prezes PiS.
Źródło: polsatnews.pl
Kaczyński ględzi jak Władysław Gomułka :„Gdybyśmy mieli więcej cienkiej blachy, zarzucilibyśmy świat konserwami! Ale nie mamy mięsa.”. "Staliśmy już nad przepaścią ,ale udało nam się zrobić krok do przodu"
22 07 2022 Dymisja Naimskiego, czyli rząd posłusznych kretynów.
Piotr Naimski został nagle zdymisjonowany.  On sam wyjaśniał to tak: "Jako ustne uzasadnienie powiedziano mi, że nie nadaję się do współpracy i +wszystko blokuję+” - napisał Naimski na Facebooku.". Oznacza to tyle, że Naimski nadepnął na odcisk komuś ważnemu. 21.07.2022 w Salonie24 ukazał się tekst "Powody dymisji Naimskiego. Opozycja twierdzi, że stoi za tym Obajtek". Zawiera on wszystko, co dotąd wiadomo o tej dymisji.  Zaczyna się od słów: "Portal polskatimes.pl ustalił, że jednym z głównych zarzutów wobec Piotra Naimskiego jest nieprzygotowanie sieci przesyłowej. Opozycja wskazuje z kolei, że może chodzić o sprzeciw wobec fuzji Orlenu i Lotosu oraz konflikt z prezesem Orlenu Danielem Obajtkiem.". Dalej mamy opinię premiera Morawieckiego o Naimskim: "Piotr Naimski od lat jest jednym z najlepszych w Polsce specjalistów od energetyki. Baltic Pipe i wielu innych inwestycji tworzących architekturę bezpieczeństwa energetycznego Polski to jego dziedzictwo. Dziś kończy swoją misję w rządzie. Dziękuję mu za jego pracę i zaangażowanie". Jacek Sasin stwierdził: "Niewielu zrobiło więcej dla bezpieczeństwa Polski, uniezależnienia się od surowców wrogiego Nam państwa, budowy ważnej dla Rzeczpospolitej infrastruktury. To był zaszczyt pracować z @PiotrNaimski w jednym rządzie. Wierzę, że przed nami i Nim jeszcze wiele ważnych dla RP projektów". Skąd wobec tego ta dymisja?  Polskatimes.pl twierdzi, iż chodziło o nieprzygotowanie sieci do przyjmowania większych ilości energii ze źródeł odnawianych.  Według opozycji: "Potwierdził to szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. - Nie będę bronił ministra Piotra Naimskiego, ponieważ jest odpowiedzialny za to, że te sieci elektroenergetyczne nie zostały zmodernizowane - powiedział. - 60 miliardów z praw do emisji CO2 miało iść na modernizację sieci elektroenergetycznych, a zostało przejedzone - dodał Kosiniak-Kamysz. Zdaniem prezesa PSL właśnie dlatego np. panele fotowoltaiczne już od kwietnia są nieopłacalne, bo gromadzona przez nie energia nie jest przyjmowana. - Dzisiaj mamy bardzo słoneczne dni. Ta energia mogłaby być wytwarzana, przesyłana, sprzedawana. Ale w gospodarstwach domowych panele fotowoltaiczne o godz. 13.00 się wyłączają, ponieważ sieć nie jest w stanie przyjmować tego prądu. To ktoś zawalił przez ostatnie lata i moim zdaniem działał z premedytacją - powiedział Kosiniak-Kamysz.
Dopytywany, czy w takim razie Naimski stał się kozłem ofiarnym, powiedział: - Uważam, że cały rząd jest do wymiany, a nie jeden minister. Inni politycy opozycji ocenili, że dymisja Naimskiego może być efektem jego sprzeciwu wobec fuzji Orlenu i Lotosu oraz konfliktu z prezesem Orlenu Danielem Obajtkiem. (...)  komentowała w Polsat News Joanna Kluzik-Rostkowska z Koalicji Obywatelskiej. - Myślę, że były wójt Pcimia (obecny prezes Orlenu Daniel Obajtek), który jeszcze niedawno grzał ławę oskarżonych, może święcić triumfy. Piotr Naimski jako jeden z nielicznych przeciwstawiał się fuzji Orlenu z Lotosem i przestrzegał przed tym, by nie sprzedawać de facto Rosjanom części aktywów paliwowych. Jako jedyny mówił o tym, że ta decyzja to oddanie za bezcen części rynku w ręce ludzi powiązanych z Moskwą i właśnie za tą prawdę został odwołany - powiedział dziennikarzom szef klubu Koalicji Obywatelskiej Borys Budka."Niezależnie od personalnych rozgrywek muszę stwierdzić, że jeśli Naimski sprzeciwiał się nadmiernemu udziałowi tzw. odnawialnych źródeł energii w polskim systemie energetycznym - to miał rację.  W zeszłym roku napisałam notkę "Klęska alternatywnej energii", w której przytoczyłam opinie prof. Mielczarskiego z Politechniki Łódzkiej: "Niezależnie jak bardzo pobożne byłyby życzenia Unii Europejskiej zwiększenia udziału produkcji energii elektrycznej z OZE, to barierą jest możliwość dostosowania się systemu elektroenergetycznego do dużej ilości niestabilnych źródeł energii. Taką barierą wydaje się poziom 15-20 proc., chociaż koszty osiągnięcia nawet takiego poziomu będą znaczne.". Do tematu tego powróciłam rok później w tekście "Gdy propaganda chce zastąpić rzeczywistość" cytując dla odmiany Shellenbergera, który był w młodości gorliwym zwolennikiem OZE, ale później doszedł do podobnych wniosków jak prof. Mielczarski.
Zauważam podobieństwo sprawy Naimskiego do usunięcia ministra rolnictwa Ardanowskiego z rządu.  Ten dobry fachowiec sprzeciwił się "piątce dla zwierząt" będącej osobistą fanaberią Kaczyńskiego.  Ów pomysł ostatecznie upadł, ale Ardanowski już na swoje stanowisko nie powrócił.  Możliwe, że Morawiecki i Kaczyński wolą mieć rząd składający się z posłusznych kretynów potrafiących tylko powtarzać: "tak panie premierze" względnie "tak panie prezesie".
Źródło: niepoprawni.pl
Zabawa na Titanicu trwa, i nie zanosi się że orkiestra przestanie grać, bo jak na razie rząd kasy ma pod dostatkiem!? No a jak statek zacznie tonąć to wszystkie tłuste koty mają już zapewnione miejsce w szalupach ratunkowych!? 
22 07 2022 Przerażenie na Kremlu: Bolek rusza na Moskwę!
Były agent SB TW Bolek oznajmił na Facebooku, że zamierza wybrać się do Moskwy i pomóc Rosjanom w zmianie systemu politycznego. Jak wszystkim wiadomo - Bolek osobiście obalił komunę, choć w towarzystwie Kiszczaka, który nie wytrzymał konkurencji i się obalił. W konsekwencji dotkliwej klęski w Magdalence - Kiszczak zmuszony został przez „pierwszy, niekomunistyczny rząd” pana Tadeusza do objęcia teki wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych. Oczywiście tylko po to, by spalić akta komunistycznej bezpieki…Bolek niestety uwierzył Kiszczakowi, który tylko udawał, że dał się obalić. Bo czy wtedy - w Magdalence, Bolek mógł przewidzieć, że Kiszczak jako człowiek honoru nie spali teczek TW Bolka? Towarzysz Kiszczak nie dość, że nie spalił, to jeszcze ukrył teczki Bolka w szafie w swoim domu. Wprawdzie wdowa po Kiszczaku usiłowała teczki Bolka sprzedać amerykańskim Żydom, ale dowiedział się o tym Kaczyński, którego siepacze wywlekli teczki Bolka z szafy Czesława i to za friko! Czy więc nie jest zrozumiała nienawiść Bolka do PIS-u, który zamiast zachować się honorowo i spalić jego teczki – zachował się gorzej niż „człowiek honoru” gen. Czesław Kiszczak?  Bo co by nie mówić – Kiszczak aż do swej śmierci nie sypnął TW Bolka, udając że teczki Bolka spalił. W tej dramatycznej sytuacji Bolkowi nie pozostało już nic innego, jak tylko obalić komunę po raz drugi... Plan jest podobny do pierwszego obalania komuny, choć na drodze Bolka do Moskwy stanął płot na granicy z Białorusią. Ten płot postawił oczywiście Kaczyński i reżim PIS-u! I bynajmniej nie przed uchodźcami arabskimi, podrzucanymi na granicę przez Łukaszenkę, ale przed TW Bolkiem: na wypadek, gdyby Bolek chciał także w Moskwie komunę obalić!
Jest jednak wielki problem z przerzuceniem Bolka przez płot na granicy z Białorusią. Płot ma bowiem 5,5 metra wysokości – nie to co płot przy Stoczni im. Lenina w Gdańsku! Ten liczył zaledwie 2,5 metra wysokości, którą to wysokość bez problemów pokonał młody TW Bolek, żeby pomóc strajkującym obalić komunę. Dodajmy, że TW Bolek przeskoczył stoczniowy mur w drelichu i z teczką, w której miał zapakowane przez Danuśkę kanapki. Ale to co było - już się dawno temu zmyło… Kto więc dzisiaj przerzuci Bolka przez ponad pięciometrowy mur na granicy z Białorusią? Skąd Bolek weźmie "silnych ludzi", skoro Fuhrer totalnej opozycji milczy jak zaklęty i nie chce pomóc Bolkowi obalić Putina?  Dojazd motorówką do Moskwy nie jest przecież możliwy – a czas nagli, gdyż Bolek potwierdził na Facebooku, że „jest wiernym przyjacielem Narodu Rosji”, zaś w rozmowie z francuskim dziennikiem „Le Figaro” stwierdził, że "Rosja powinna zostać zniszczona, a jej ludność nie powinna przekraczać 50 milionów mieszkańców". W sytuacji, gdy za wypowiedź Bolka Rosjanie żądają jego głowy (na antenie telewizji Rossja1 oferowano „pięć milionów dolarów lub euro”), zaś Bolek potwierdził, że jednak wybiera się do Moskwy, aby wyzwolić obywateli spod jarzma reżimu Putina – odezwał się Jarosław - syn agenta Bolka a zarazem poseł Koalicji Obywatelskiej: „Mam nadzieję, że włos z głowy mojemu ojcu nie spadnie! Jeśli słyszy się takie pogróżki ze strony Rosji, to wszystko jest możliwe, wszystko może się wydarzyć" - powiedział polityk opozycji „Super Expressowi”. Poseł KO równocześnie zażądał od PIS-u dodatkowej ochrony dla swojego ojca, który jak wiadomo nie kontroluje tego, co mówi w wywiadach… Skoro poseł KO i "Super Express" biorą na poważnie to, co od lat bredzi agent Bolek, warto się zapytać: Czyżby orędownicy Bolka nie wiedzieli, że w Polsce dla takich Bolków i Napoleonów - ruszających nadal na Moskwę - istnieją szczelnie zamknięte zakłady, do których nawet „mysz się nie przeciśnie” i gdzie zapewniona jest pełna ochrona przez 24 godziny na dobę?
Źródło: niepoprawni.pl
Jak twierdzą naoczni świadkowie, od rana trwa zaminowanie rzeki Moskwa przepływającej przez stolicę Rosji – na wypadek, gdyby Lech Wałęsa usiłował dotrzeć na Kreml motorówką. Oczywiście już po udanym szturmie ochotników na pałac cara Rosji! Ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny, gdyż jak twierdzą doradcy agenta Bolka – marzeniem Wałęsy jest podpisanie przez Putina aktu kapitulacji Rosji na pokładzie tej samej motorówki, którą agenta Bolka dostarczono do stoczni im. Lenina. W ten sposób Lech Wałęsa stałby się podwójnym bohaterem: tym, który obalił komunę w Polsce oraz w Rosji…
Z forum: A niech sobie jedzie jeśli musi jeździć po świecie. Tam przynajmniej poczuje się naprawdę wolnym człowiekiem, szczególnie  gdy może przy okazji zwiedzi Syberię. Tam go jeszcze nie było. Przynajmniej nie będzie musiał myśleć o tych zamkniętych zakładach w Polsce, które mogą się nim zaopiekować. 
22 07 2022 Polacy nabici w butelkę. Ludzie będą palić zbożem lub podrabianym pelletem.
Rząd zajął się pomocą tym, którzy mają piece węglowe w domach, bo jak twierdzi, jest ich w kraju najwięcej i są najbiedniejsi. Ci, którzy zrezygnowali z kopciuchów i przeszli na piece do ogrzewania domów na inne paliwa, muszą poczekać, licząc, że też coś dostaną, albo szukać okazji cenowych na rynku. Tymczasem, jak informuje policja, coraz więcej "indywidualnych importerów" pelletu z Ukrainy i Białorusi zgłasza się do nich jako poszkodowani. Sytuacja na rynku surowców jest tak trudna, że nie brakuje też oszustów. Polacy nie tylko szukają tańszego węgla na rynku (cena za tonę waha się obecnie pomiędzy 2,5 tys. zł a 3 tys. zł, ale i tak jest on trudny do zdobycia), ale też pelletu, którym ogrzewa się co najmniej 400 tys. gospodarstw domowych i bardzo wiele obiektów samorządowych. Pellet drzewny zniknął z rynku już w chwili wybuchu wojny w Ukrainie - został wykupiony, magazyny całkowicie opróżniono z zapasów. Polscy producenci pelletu produkują go głównie na eksport do Europy Zachodniej, gdzie dostają za wysokogatunkowy pellet drzewny dużo wyższe stawki niż w Polsce (ok. 80 proc. produkcji jest wywożona z kraju). Nasz rynek był do czasu agresji Rosji na Ukrainę zaopatrywany pelletem z Białorusi i w mniejszym stopniu z Ukrainy. Teraz zagranicznego pelletu brakuje właśnie z powodu sytuacji u naszych wschodnich sąsiadów. Ceny od zimy wzrosły dwukrotnie. Za tonę certyfikowanego pelletu drzewnego trzeba zapłacić obecnie od 2,2 do 2,7 tys. zł. Nie jest on również dostępny od ręki. Czasami trzeba czekać na dostawę ok. miesiąc. Jeden z pośredników z Podlasia oferuje np. pellet już po 1200 zł za tonę. Po pellet trzeba jednak pojechać na granicę. Dowóz jest zapewniony tylko do granicy polsko- białoruskiej (obowiązują sankcje gospodarcze). Jest jeszcze coś, pellet ten jest z łusek słonecznika, nie nadaje się do kotłów indywidualnych, które nie są przystosowane do takiego surowca. Łuska słonecznikowa jest głównie wykorzystywana w elektroenergetyce. Nie tylko łowcy cenowych okazji są nabijani w butelkę. Zdaniem prezesa Polskiej Rady Pelletu Adama Sarnaszka, wszyscy, którzy za namową rządu zrezygnowali z opalania w piecach węglem i przeszli na bardziej ekologiczne kotły pelletowe, czują się teraz przez rząd poszkodowani. - Moi starsi rodzice mieli piec węglowy, ale rząd zachęcał do przejścia na bardziej ekologiczne paliwo, więc kupili piec na pellet i teraz tego żałują, bo "truciciele węglowi" mają się od nich dużo lepiej. Oni zaś zostali z niczym - mówi pan Paweł, były urzędnik resortu środowiska z Warszawy. Dodaje, że nie rozumie tej argumentacji przedstawicieli PiS, że dopłaty są tylko do węgla, bo tym paliwem opalają najbiedniejsi. - Moi rodzice również nie są zamożnymi ludźmi. Dlaczego zostali pominięci? Nie rozumiem tego - mówi wprost. Zdaniem prof. Gradziuka z powodu drożyzny w części kotłów do pelletu, po niewielkich przeróbkach, będzie spalane ziarno zbóż, jeżeli jego cena oscylować będzie w granicach 1 tys. do 1, 4 tys. zł za tonę - (np. w takiej cenie można nabyć teraz w niektórych regionach kraju owies albo jęczmień ozimy - red.).
Źródło: money.pl
Nie ma węgla, no to będziemy palili pisowcami!?
Butla gazu wystarczy mi zazwyczaj na miesiąc, a jak go braknie to wstawię szamotówkę, będzie na czym gotować i przy czym się ogrzać!? Jak braknie drzewa to pójdę do lasu, i go sobie narąbie, bo las państwowy znaczy się mój!?
Zboże nadal tańsze od węgla, z plastikiem, gumą pali się idealnie, no to może go zabraknąć, należałoby zrezygnować z eksportu!?

22 07 2022 Komisja Europejska chce, by państwa Unii „dzieliły się gazem”.
Kloc: Nie po raz pierwszy Niemcy realizują swoje interesy rękami unijnych urzędników - Komisja Europejska stała się wyjątkowo wrażliwa na problem ewentualnego braku dostaw gazu z Rosji i jest to bezpośredni skutek lęku, a nawet paniki, jaka zapanowała w niemieckich kręgach przemysłowych i politycznych - powiedziała europosłanka Izabela Kloc (PiS). Polityk dodała, że "nie po raz pierwszy kraj Niemcy realizują swoje interesy rękami unijnych urzędników". Komisja Europejska zaproponowała w środę, aby od 1 sierpnia 2022 r. do 31 marca 2023 r. państwa członkowskie Unii Europejskiej zredukowały zużycie gazu o 15 proc. To pomysł unijnych urzędników na zapobieżenie kryzysowi energetycznemu podczas nadchodzącej zimy.
Nowe rozporządzenie dałoby również Komisji możliwość, po konsultacji z państwami członkowskimi, ogłoszenia unijnego "stanu ostrzegawczego" w sprawie bezpieczeństwa dostaw i nałożenia obowiązkowej redukcji zapotrzebowania na gaz we wszystkich państwach członkowskich. Mechanizm ten zostałby uruchomiony w przypadku "znacznego ryzyka poważnego niedoboru gazu" lub "wyjątkowo dużego zapotrzebowania na gaz". Państwa, które mają więcej gazu, miałyby się też nim dzielić z krajami, którym go zabraknie.
"Komisja Europejska stała się wyjątkowo wrażliwa na problem ewentualnego braku dostaw gazu z Rosji i jest to bezpośredni skutek lęku, a nawet paniki, jaka zapanowała w niemieckich kręgach przemysłowych i politycznych. Nie ulega wątpliwości, że komunikat Komisji jest wynikiem presji, a nawet cichego szantażu polityków niemieckich, takich chociażby jak Manfred Weber, którym bardzo zależy na stworzeniu unijnego mechanizmu wzajemnego dzielenia się gazem w obliczu kryzysu. Niemcy nie pierwszy raz realizują swoje interesy rękami unijnych urzędników" - powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Kloc. "Nie powinniśmy jednak ulegać naciskom skrywanym pod hasłem solidarności. Warto pamiętać, kto do niedawna popierał budowę 
Nord Stream 2. Nie można wykluczyć, że przyciśnięte do muru Niemcy wrócą do tematu spornego gazociągu, nawet za cenę rozbicia jedności w wymiarze europejskim i atlantyckim. Państwa, które oparły swą energetykę na gazie z Rosji, są dziś w gorszej sytuacji i w taki czy inny sposób będą musiały ponieść tego konsekwencje. Innymi słowy: nie ma solidarności bez odpowiedzialności. Jestem przekonana, że polski rząd będzie brał pod uwagę w pierwszej kolejności potrzeby polskich odbiorców" - dodała europosłanka. Komisja Europejska uważa, że Unia Europejska stoi w obliczu ryzyka dalszych cięć dostaw gazu z Rosji ze względu na używanie przez Kreml eksportu gazu jako broni. Prawie połowa państw członkowskich UE została już dotknięta ograniczeniem dostaw tego surowca.
Źródło: niezalezna.pl
Dwa dni temu, gaz znowu płynie przez Nord Stream 1!? No to kto tu kłamie!?
Nie można dopuścić do tego by Niemiec zimą marzł!?
Niech no tylko Tusk w Polsce nastanie, to zaraz gaz, węgiel, drewno do Niemiec przekaże, bo przecież to do Polaków nie należy, jak powiedział kiedy ograbił OFE!? Jak mówi stara maksyma: Co twoje to i moje, ale co moje, to wara ci od tego!?
Mamy dzielić się z Niemcami swoimi zapasami gazu? Przecież w latach czterdziestych ubiegłego wieku Niemcy byli wiodącym producentem gazu w granulkach. Zgubili recepturę?
Z forum: W imię niemieckiej solidarności będą niebawem żądać naszych organów do przeszczepów! Zbrodnicze plemię! 
20 07 2022 Timmermans o powrocie do węgla jakby był w składziku.
Pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, kilka dni temu w wywiadzie dla „The Guardian” stwierdził, „że kraje UE, chociaż przejściowo ale muszą wrócić do węgla”. Niestety dopiero teraz dostrzegł, „że Putin używa wszystkich środków, jakimi dysponuje, aby wywoływać konflikty w Europie, więc musimy przygotować się na bardzo trudny okres”. I „wczuwając się” w sytuację krajów mających zasoby węgla, dodaje „ w obecnej sytuacji, gdy mamy ogromne niedobory paliw kopalnych, jak można powiedzieć komuś, kto nimi dysponuje- nie powinieneś z nich korzystać?”. Timmermans nagle przejrzał na oczy, choć jeszcze jesienią poprzedniego roku w sytuacji brutalnego szantażu gazowego, realizowanego przez Gazprom, publicznie bronił rosyjską firmę. Przypomnijmy, że już w miesiącach letnich poprzedniego roku, Gazprom zmniejszył dostawy gazu istniejącymi rurociągami do Europy Zachodniej (a odpowiada za co najmniej 1/3 tego zaopatrzenia) i zaczął dostarczać gaz ze swoich dużych magazynów, które ma w Niemczech, Holandii i Czechach, czym znacząco obniżył zapasy w nich zgromadzone. Przestał także dostarczać gaz na rynek spotowy, choć wcześniej był na nim aktywnym graczem, mimo tego, że ze względu na gwałtowny wzrost cen gazu na tym rynku, tego rodzaju transakcje w ostatnich miesiącach są niezwykle opłacalne. Gdy na jesieni poprzedniego roku zapotrzebowanie na gaz wzrosło, i pojawiły się informacje o pustych magazynach, gwałtownie zaczęły rosnąć jego ceny, Gazprom ogłosił, że jest gotów dostarczać gaz nowym gazociągiem Nord Stream2 ale konieczna jest jego szybka certyfikacja, ze względu na nadzwyczajną sytuację na tym rynku. Wtedy to właśnie Frans Timmermans, podczas swojej wizyty w Bułgarii, udzielił wywiadu tamtejszej telewizji bTV i niespodziewanie rozgrzeszył Gazprom z manipulacji na europejskim rynku gazowym. Powiedział między innymi „Rosja wypełnia swoje kontrakty na dostawy gazu i nie ma powodów aby uważać, że wywiera presję na rynek gazu i manipuluje nim” i dodał „popyt na gaz na globalnym rynku jest ogromny, są między innymi problemy w Chinach i Rosja stara się tam dostarczać maksymalne ilości gazu”.
Czy trzeba lepszego „adwokata” Gazpromu w sytuacji kiedy większość ekspertów od rynku gazu twierdziła już wtedy, że to jednak polityka tej firmy i osobiście Putina od kilku miesięcy destabilizuje ten rynek i winduje ceny, do tego stopnia, że na początku października były one blisko 10 razy wyższe niż w październiku 2020 rok. Teraz jest jeszcze gorzej, Gazprom zdecydował się zakręcić kurek gazowy Niemcom, zaprzestając dostaw gazu gazociągiem Nord Stream1 (na razie przejściowo do 20 lipca, ale wszystko wskazuje na to, że może to trwać dłużej), rząd tego kraju, zdecydował o uruchomieniu kopalni węgla brunatnego i elektrowni na nim opartych. W tej sytuacji Timmermans ogłasza, wszystkie kraje mające jego zasoby mogą wrócić do węgla, mając chyba wyobrażenie, że mają one zgromadzony węgiel „w składzikach”, teraz po jego zgodzie, je otworzą i będą z niego korzystać. Timmermans powinien wiedzieć, że kopalnie to przedsiębiorstwa i jeżeli wcześniej w związku z firmowaną przez niego polityką „Zielonego Ładu”, poszczególne państwa narzuciły im politykę ograniczania wydobycia, to teraz, żeby to odwrócić, potrzeba czasu i dużych pieniędzy. Inwestycja w nową ścianę węgla kamiennego w Polsce, musi trwać przynajmniej rok i pochłonie przynajmniej 2-3 mld zł wydatków inwestycyjnych, żeby te wydatki się zwróciły, wydobycie z niej musiałoby trwać przynajmniej kilka lat. Człowiek, który ma takie wyobrażenie o działalności wydobywczej surowców i jednocześnie jest odpowiedzialny za jedną z najkosztowniejszych unijnych polityk, która to wydobycie ogranicza, nie powinien być ani dnia dłużej na tym stanowisku.
Źródło: naszeblogi.pl
Kraje UE zwiększyły zapasy węgla, a Morawiecki w kwietniu postawił szlaban na polskiej granicy, i tysiące ton zapłaconego węgla leżą sobie tuż za rosyjską granicą, przedsiębiorcy płaczą, a my będziemy marzli przy zimnych piecach!? Węgiel ten może być odkupiony w Rosji przez firmy z UE, ale za połowę ceny!? Gdyby w ten węgiel Morawiecki zainwestował swoje pieniądze, to by....... ano właśnie, może czeka, aż go kupi za 50%, wszak to b(g)ankster!?
Z forum: Komisja śledcza była by właściwsza, kto i dlaczego starał się uzależnić nas od ruskiego gazu, jednocześnie odcinając nas od własnych zasobów energetycznych czyli likwidacja kopalń.  Ostrołęka, brawurowa i kosztowna akcja, polecenie wycinania bloków węglowych w elektrowniach by w te miejsca wstawiać bloki gazowe. itd...itd... Obecnie kopalnie mają status w likwidacji co chyba coś znaczy? Z ostatniej wypowiedzi MM wynika, że nie mamy już zasobów do wydobycia. Jakieś granice bredzenia to chyba powinny być? Śląski poseł MM nie uważa swoich wyborców za głupków, ma ich po prostu za nic.
Najbardziej rozśmiesza to stwierdzenie -,,tymczasowo''.Ta chodząca na dwu nogach niekompetencja uważa ,że po prostu otworzy się drzwi do kopalni a górnicy zjadą i odtransportują na górę węgiel. Byle przedszkolak wie na temat pracy w kopalni więcej niż ten niedouczony unijny nierób. Nie opłaca się uruchamiać kopalni bez wiedzy jak długo ta tymczasowość ma trwać. To tragiczne,że UE rządzą tacy właśnie ludzie. Może byłoby lepiej żeby pan Timmermans liczył sobie faszystów, nazistów, niech walczy o przywileje mniejszości,albo decyduje ile bąbelków powinno być w gazowanej wodzie mineralnej. Na swoim stanowisku absolutnie się nie sprawdza,a za swoją idiotyczną działalność już dawno powinien trafić pod trybunał. 
19 09 2022 Działaczka Agrounii nagrała Glapińskiego i jego żonę. Kołodziejczak o kulisach zdarzenia.
Nagranie z prezesem Glapińskim było spontaniczne i było też merytoryczne. Jestem pełen podziwu dla naszej działaczki. Ci wszyscy, którzy są tacy odważni w internecie, niech sami staną i porozmawiają w takiej sytuacji. Nie zawsze daje się wyłączyć emocje. A jak ma to zrobić człowiek, który ma już podwójną ratę kredytu, ciężko pracuje, a i tak już ledwo wiąże koniec z końcem? — komentuje w rozmowie z Onetem prezes Agrounii Michał Kołodziejczak. Nie milkną echa wypowiedzi szefa NBP i jego małżonki, które w Sopocie zostały nagrane przez działaczkę Agrounii. Kobieta skarżyła się na coraz większe raty kredytu. Pytała prezesa NBP, jak w takiej sytuacji mają żyć młodzi ludzie. Żona prezesa NBA ironizowała: by "głosować na Tuska", a w pewnym momencie rzuciła: "życzę, żeby wygrała pani w totolotka". Na nagraniu Glapiński radził młodym ludziom, by brali wakacje kredytowe i poczekali na obniżki stóp procentowych. Zapowiadał, że w lecie będą najwyższe stopy procentowe, ale na koniec roku "będą już jednocyfrowe". Kobieta, która przepytuje prezesa Glapińskiego, pracuje w restauracji w Sopocie. Potwierdza to prezes Kołodziejczak. Kobieta wypatrzyła prezesa Glapińskiego, który wraz z małżonką jadł posiłek. Nie chciała mu przerywać, więc poczekała aż skończy i wyjdzie na zewnątrz. Tam poprosiła go o krótką rozmowę, którą nagrywała ona i osoba, która jej towarzyszyła. Na nagraniu Glapiński mówił m.in, że "być może w ostatnim kwartale przyszłego roku będziemy już obniżać stopy procentowe". — Wiadomo, że zapowiedzi Glapińskiego nie można traktować poważnie. Pamiętamy, co ten człowiek wcześniej mówił o inflacji czy stopach procentowych — komentuje Kołodziejczak.
Zdaniem prezesa Agrounii, nagrana rozmowa pokazuje, że "prezes Glapiński jest oderwany od rzeczywistości". — On o tych wszystkich rzeczach, o większych kredytach, o biedzie mówi bez żadnych emocji. Pewnie można mówić w taki sposób, gdy zarabia się 6 tys. zł na dzień i bawi się w najdroższym mieście w Polsce. Kołodziejczak przyznaje jednak, że na nagraniu "Glapiński zachował zimną krew". Ale jego zdaniem, nie zachowała jej żona Glapińskiego. — Dla mnie to jest nienormalne, że żona prezesa NBP mówi skarżącej się na raty kredytu kobiecie, by wygrała w totolotka. Kołodziejczak jest mocno krytyczny wobec obecnego rządu. — Dziś ojców biedy mamy kilku. Glapiński jest jednym z nich, ale jest też Morawiecki i Kaczyński. To są ludzie, którzy nie przygotowali Polski na kryzys. Co w sytuacji zbliżającego się kryzysu ekonomicznego powinien zrobić teraz rząd? — Czynników jest wiele. Agrounia jest za ustanowieniem (na czas kryzysu) maksymalnych marż na prąd czy niektóre produkty żywnościowe. Ponadto postulujemy o wstrzymanie eksportu nawozów z Polski. Jesteśmy też za uruchomieniem linii kredytowej na 1 proc. na budowę biogazowni wa wioskach. A także chcemy, by na czas kryzysu zostały zamrożone zarobki polityków, w tym prezesa NBP. On nie musi zarabiać teraz ponad milion złotych, wystarczy mu połowa. A resztę jego pensji zainwestowalibyśmy w produkcję energii — odpowiada Kołodziejczak.
Adres do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=St9FbJw-AQM
Źródło: onet.pl
Glapińskiemu i Morawieckiemu niska inflacja jest nie na rękę, no bo na obligacjach by zbyt dużo stracili!?
A pamiętacie jeszcze kuriozalne wystąpienie Glapińskiego podczas wspólnego briefingu z Mateuszem Morawieckim. „Fizycznej gotówki mamy nieprzebrane ilości.” Fakt niezaprzeczalny towarzyszu Glapiński, ale do oddania bankom, no będzie tego około 1 biliona złotych!? Pewnie z Matołuszkiem wpadli na genialny pomysł, by dodrukować pieniędzy, nic nikomu nie mówiąc, i zanim ktoś się zorientuje kasa państwowa zapełni się pod sam sufit!?
19 07 2022 Gorący temat na wiece Führera.
Aktualne wiece führera totalitarnej opozycji kręcą się wokół odpowiedzialności prezesa Glapińskiego za inflację. Wprawdzie totalitarny führer nic nie wspomina o pandemii koronawirusa, o barbarzyńskiej wojnie Rosji na Ukrainie oraz o przyjęciu przez Polskę ponad czterech i pół milionach uchodźców z Ukrainy – to przekaz führera jest jasny jak Słońce Peru. Za inflację odpowiada Glapiński, którego Führer osobiście wyprowadzi z NBP- oczywiście w towarzystwie „silnych ludzi” od byłego ministra obrony Siemoniaka! Problem dla Tuska pojawia się, gdy tylko się wspomni o inflacji w innych krajach graniczących z barbarzyńską Rosją Putina i jego marionetką – Białorusią Łukaszenki. Jest to problem nie tylko logistyczny, gdyż żeby zwalczyć inflację w Estonii (22% inflacji) i Litwie(20.5% inflacji) – Tusk wraz z bojówkami PO powinien równocześnie zaatakować siedzibę Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie n/Menem, by wywlec z fotela prezesa banku panią Christine Lagarde! Bo kto, jak nie prezeska Lagarde odpowiada za inflację w krajach posiadających walutę Euro? No chyba nie prezes Glapiński!!! Żeby zdusić inflację Platforma Obywatelska ma zapewne plan na równoczesne wyprowadzenie z NBP i EBC prezesów tych banków przez bojówki Tuska w sytuacji, gdy Estonia i Łotwa nie dorobili się takiego führera jakim jest Donald Tusk. Ale oczywiście tego planu Platforma Obywatelska nie ujawni społeczeństwu przed wyborami, jak zapewniła wybitna specjalistka a zarazem główna ekonomistka Platformy – Iza Leszczyna. A nuż Niemcy ostrzelali by Tuska, udającego się do Frankfurtu – niby to na robocze spotkanie z komunistką z NRD, której Tusk zawdzięcza europejską karierę?
Skoro plan wyprowadzenia Glapińskiego z NBP Tusk już posiada, to tym bardziej – jako europejczyk – musi posiadać tajny plan wyprowadzenia Christine Lagarde z fotela EBC... Grillowanie przez Tuska prezesa Glapińskiego – odpowiedzialnego za inflację na całym świecie - staje się już nudne, więc można führerowi totalitarnej opozycji podrzucić inne tematy, obciążające reżim pisoski:  Bo kto jak nie PIS i prezes Kaczyński odpowiadają za chaos na niemieckich lotniskach, skoro prezes Glapiński odpowiada za inflację w krajach posiadających walutę Euro? Od 14 czerwca do 5 lipca odwołano w RFN 1482 loty zaplanowane na pierwszą połowę lipca, co stanowi 6 proc. wszystkich lotów z niemieckich lotnisk, a jednocześnie 27 proc. wszystkich odwołanych lotów z punktem początkowym lub docelowym w Europie!  Chaos w Europie to ewidentna wina PIS, który nie tylko nie zwolnił z pracy pracowników LOT-u i lotnisk, to jeszcze dogadał się z kontrolerami ruchu lotniczego w Polsce! Niestety – reżim PIS-u nie dogadał się z kontrolerami ruchu na lotniskach Europy „pierwszej prędkości” i to führer Tusk mógłby podnieść na seansach nienawiści z członkami Platformy Obywatelskiej.
Przecież w ramach „solidarności” z Niemcami – PIS powinien nie tylko opróżnić zbiorniki gazu i przesłać gaz dla ledwo-dychającego niemieckiego przemysłu, ale także podzielić się chaosem na europejskich lotniskach! Dane zebrane przez analizującą branżę lotniczą firmę Official Aviation Guide pokazały najgorsze lotniska w Europie. Od 1 lipca do 9 lipca najgorzej wypadło lotnisko Zaventem w Brukseli, gdzie 72 proc. lotów było opóźnionych, a 2,5 proc. odwołanych. Na dalszych miejscach uplasowały się m.in. porty lotnicze we Frankfurcie (68 proc. lotów opóźnionych i 7,8 proc. odwołanych), Paryżu-Charles de Gaulle (62 proc. opóźnionych i 3,1 proc. odwołanych) i Amsterdamie-Schiphol (61 proc. i 5,2 proc.). W sytuacji chaosu na lotniskach Europy „pierwszej prędkości” a zwłaszcza na lotniskach niemieckich – planowana przez PIS budowa w Polsce Centralnego Portu Komunikacyjnego jest jak splunięcie wprost w niemiecką twarz. A zatem także w twarz Donalda Tuska, który jeszcze nie tak dawno błogosławił Niemców za ich rządy w Europie…
Źródło: niepoprawni.pl
Najbardziej mnie zastanawia, że do ludzi, których nie wpuszcza się na spędy pisowskie, bo wszystkie miejsca są zajęte przez przywieziony tłum, nie jeździ opozycja, w tym samym czasie!? Ależ byłoby to widowisko plenerowe, kolejna Bitwa pod ….....!? No tak Palikot pokazał jak robi się rozpierduchę na wiecach przeciwników, ale później rykoszetem dostał, i z polityki wyleciał!?
Z forum: Mamy dzielić się z Niemcami swoimi zapasami gazu? Przecież w latach czterdziestych ubiegłego wieku Niemcy byli wiodącym producentem gazu w granulkach. Zgubili recepturę? Jaka była rola KLD i samego Tuska w „nocy teczek”.Kongres tworzyła grupa młodych ludzi, sam byłem wtedy młody. Wśród jego twórców było kilku moich przyjaciół z którymi siedziałem w więzieniu, do których miałem zaufanie. Od początku uczestniczyłem w jego pracach nad programem, m.in. dot. polityki zagranicznej. W kongresie były czynniki patriotyczne, ale wtedy ja zupełnie nie wiedziałem kim jest Donald Tusk, który odgrywał w organizacji tej partii główną i jak się okazało decydującą rolę. Dzisiaj wiem, że w 1989, 1990 roku, kiedy powstawał KLD, to właśnie Służba Bezpieczeństwa zaangażowała się w tworzenie nowej geografii politycznej w Polsce, m.in. w tworzenie nowych partii politycznych. Dopiero dzisiaj wiemy np., że agent SB Wiktor Kubiak, który kupił Tuskowi mieszkanie, wyposażył go w pieniądze, finansował powstanie KLD. Wiadomo, że kto płaci, ten wymaga. To była szeroka akcja SB, a jestem przekonany, że organizowana przez sowietów, którzy chcieli wytworzyć nowy układ polityczny przy pomocy wybranych przez siebie ludzi. I jednym z takich ludzi, którzy przyjęli tę propozycję pracy na rzecz Kubiaka był właśnie Donald Tusk.
17 07 2022 Czarna księga.
Niedawno zeznawałam w sądzie w sprawie związanej z końmi z powództwa cywilnego. Zupełnie zielona w tej dziedzinie pani sędzia oświadczyła w pewnej chwili, że paszportu konia nie da się sfałszować. Zapewniłam ją, że się da. Chciała wiedzieć jak ale odmówiłam odpowiedzi. „Nie mogę przecież demoralizować Wysokiego Sądu”- oświadczyłam, ale mój bon mot został przyjęty dość kwaśno. Zapewniłam, że mogłabym napisać czarną księgę oszustw wyścigowych i w ogóle oszustw związanych z końmi ale wtedy cierpliwość Wysokiego Sądu się wyczerpała. Zostałam ostro przywołana do porządku.
Zastanawiałam się jakie są szanse właściwego rozstrzygnięcia sprawy przez sędziego, który jest kompletnym dyletantem w danej dziedzinie, a jest niezależny. Niezależny od władzy, od opinii publicznej i wreszcie od rozumu. Pani sędzia była na przykład przeświadczona, że trzyletni ogier czystej krwi ( arab) może w ciągu kilku miesięcy zmienić maść z siwej na karą. „Przecież ciemne po urodzeniu źrebaki często jaśnieją” – dowodziła z wdziękiem blondynki i  nie chciała przyjąć do wiadomości, że w przeciwną stronę zmiana maści nigdy nie zachodzi, to znaczy – używając jej terminologii -  jasne źrebaki nie ciemnieją.
Kiedy indziej sprawę o wystawianie mi faktur na 5000 złotych miesięcznie przez STOEN wygrałam w sądzie tylko dlatego, że licznik był nie atestowany więc jego wskazania były z mocy prawa nieważne. Fakt, że w miejskim mieszkaniu niemożliwy jest taki pobór mocy bo przez bezpiecznik przepuszczający prąd o maksymalnym natężeniu 10 amperów musiałby płynąc prąd o natężeniu 25 amperów do sędzi zupełnie nie przemawiał. Nie przekonał jej również argument, że takie zużycie energii oznaczałoby, że w moim mieszkaniu pracuje 24 godziny na dobę betoniarka. Pani sędzia jak się okazało nie odróżniała wolta od wata więc nie było sensu się przed nią produkować, co  z góry przewidział adwokat. Niezależność trzeciej władzy to znaczy samowola sędziów w połączeniu z ich przekupstwem, nepotyzmem i zwykłą  głupotą powoduje, że Jan Kowalski – jak u Kafki- nie ma najmniejszych szans w starciu w sądzie z systemem. To  znaczy w starciu  z drugą władzą. Wyobraź sobie Drogi Czytelniku, że jesteś prezydentem dużego czy niewielkiego miasta i w dodatku niezbyt uczciwym prezydentem. A może nie tyle nieuczciwym co dbającym przede wszystkim o swoją rodzinę, która jest przecież podstawową komórką społeczną i w hierarchii dobroczynności stoi przed wszelkimi innymi wspólnotami. Przed wspólnotą narodową ( a fe, cóż to za anachronizm) wspólnotą gminy czy wspólnotą polityczną. Zaraz za rodziną w hierarchii dobroczynności można usytuować tylko wspólnotę interesu. W twoich rękach Drogi Czytelniku są decyzje dotyczące kluczowych inwestycji, zgody na wyburzenia, pozwolenia na budowę. Wprawdzie teoretycznie rzecz biorąc głos ma również rada gminy lecz radni są właśnie  wspólnotą interesu o której mówimy. Prezydent i rada dają na przykład pozwolenie deweloperowi na zbudowanie osiedla bloków na terenie przeznaczonym według planu zagospodarowania przestrzennego na zabudowę niską. Honorarium jest mieszkanie lub nawet apartament w planowanym osiedlu. Dla dewelopera to niewielki koszt wobec planowanych zysków. Takiej łapówki nie wpłaca się na konto, nie pozostawia śladu na piśmie ani śladu cyfrowego, mieszkanie może być zarejestrowane na członka rodziny albo na podstawioną osobę ( tak zwany słup), która potem fikcyjnie odsprzeda prezydentowi swoją własność. Dla prezydenta koszty własne to wynagrodzenie dla słupa oraz podatek od kupna- sprzedaży. Wobec wartości mieszkania to po prostu grosze. Nic dziwnego że jeden z prezydentów wielkiego miasta nie potrafił przypomnieć sobie ile właściwie mieszkań ma na własność.
Środki nacisku na mieszkańców oraz sposoby wywłaszczania obywateli są wielorakie. Większość z nas nie wie nawet co może ich spotkać ze strony władz samorządowych, tych segmentów  drugiej władzy, które będąc blisko obywatela powinny z założenia służyć jego interesom.  Na przykład obecnie w Sandomierzu spółka Wody Polskie blokuje wszelkie inwestycje a nawet remonty prywatnych domów pod pretekstem zagrożenia jakie te remonty rzekomo stwarzają dla retencji wód. Wartość działki czy domu objętego  zakazem remontu drastycznie maleje, praktycznie są niesprzedażne. Kiedy zdesperowany właściciel działki sprzeda ją za grosze osobie poinformowanej, że zagrożenie dla retencji może przestać istnieć, dobrze poinformowany nabywca jest nieźle „zarobiony”. Ja nic nie insynuuję.  Stwierdzam to przez ostrożność procesową. Zarzucono mi kiedyś, że nieodpowiedzialnie podpowiadam ludziom jak się robi podobne interesy, tak jakbym  umieściła w mediach domowy przepis na nitroglicerynę albo substancję powodującą  zawał, nie do wykrycia w trakcie autopsji. Wydaje mi się, że ludzi władzy w dziedzinie oszustw nie trzeba o niczym pouczać.
Zamiast po nazwisku zmuszona jestem pisać: „pewne osoby, określone środowiska”. Jak w PRL Bo trzecia władza chroni drugą władzę przed ujawnieniem jej ciemnych interesów orzekając nazbyt gorliwie o naruszeniu dóbr osobistych. Proszę sobie wyobrazić, że jeden z potencjalnych beneficjentów afery związanej ze sprzedażą Łąk Oborskich w Konstancinie ( tę sprzedaż udało się udaremnić) zażądał  żebym nigdy nie wymieniała publicznie jego nazwiska. A co będzie jak je wymienię przez sen, w sali zbiorowej schroniska ? Pisząc to z przerażenia zmieniłam tej osobie nawet płeć. Takie miejscowości jak Konstancin są terenem wyjątkowych możliwości. Znowu nic nie insynuuję ani nie podpowiadam. Wystarczą fakty. Jak to mówią-  Bareja by tego nie wymyślił. Ostatnio w czasie stacjonarnej sesji rady Konstancina pewna radna (pani Kostrzewska) oddala głos nie będąc obecna na sali. Głosowanie uznano jednak za ważne, a burmistrz Konstancina, pan Jańczuk, otrzymał absolutorium przewagą jednego głosu. Oj tam, oj tam 11  głosów czy 10- nie bądźmy małostkowi. Wiadomo że interes wielu się nie liczy gdy grę wchodzi interes niewielu
Źródło: naszeblogi.pl
Po Magdalence Bolkowe plemię opanowało Polskę. Przecież wszystkie partie, ugrupowania są z jednego miotu. Razem idą ramię w ramię do wspólnego celu. Tylko od czasu do czasu jak w tetrze odegrają swoje role dobrego i złego wujka. Na początku jest chaos. A po nim – koniec. Rewolucja ustrojowa w 1989 r , co nam dała? Co nam przyniosła? Po 1989 roku nie nastała wymarzona, słodka demokracja. Nastał czas chaosu, grabieży, montowania się band złodziejskich, wybuchania afer, panoszenia się biurokracji itp. Znaleźli się tacy co oszukali i okradli cały Naród i oszukują i okradają nadal, dochodząc do kolejnych, coraz wyższych funkcji w Państwie lub Unii Europejskiej.W kolejnych wyborach znowu ich "wybierzemy", bo tak jest skonstruowany system wyborczy, że ci co się obłowili są uprzywilejowani i stać ich na kampanię wyborczą. WYBORCY NICZEGO O NICH NIE WIEDZĄ znaczy się wiedzą tylko tyle ile im w bilbordach się wciśnie. Czy zatem rewolucja ustrojowa trwa nadal, czy może dopiero czas na nią? 
17 07 2022 PSL: Glapiński to król inflacji. Trzeba wprowadzić nowy banknot 1000 zł z jego wizerunkiem.
Prezes Glapiński walczy z opozycją, a nie z inflacją. Nie dba o finanse polskich rodzin, tylko o słupki poparcia dla PiS - powiedział w sobotę Władysław Kosiniak-Kamysz. Prezes PSL zaprezentował nowy banknot o nominale 1000 zł z wizerunkiem szefa NBP. - Tylko nie wiadomo czy to wystarczy na chleb - dodał polityk. - Najwyższa inflacja od 25 lat, najsłabszy złoty od 22 lat, najmniej inwestycji od 27 lat, najmniej urodzeń od 75 lat, najdroższa benzyna w historii. Co w tym czasie robią rządzący? Czy przygotowali poważną ustawę antykryzysową, która pobudzi inwestycje? - zastanawiał się w sobotnie przedpołudnie Władysław Kosiniak-Kamysz, który razem z innymi politykami PSL pojawił się w jednym z gospodarstw rolnych w Łódzkiem. Szef PSL porównał polską gospodarkę do Titanica.
Polska gospodarka tonie, ci którzy balują na Titanicu mają przygotowane szalupy ratunkowe. Dla tłustych kotów może ich nie zabraknie, ale dla polskich rodzin już tak - zapewniał Kosiniak-Kamysz. Jego zdaniem PSL chce obniżyć inflację, ceny żywności i codzienne wydatki. Celem partii jest także "tańsza energia". Polityk przytoczył najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), według których w czerwcu tego roku ceny dóbr i usług konsumenckich były droższe o 15,5 proc. niż rok wcześniej. Za tak wysoką inflację mają być odpowiedzialni - premier Mateusz Morawiecki oraz szef NBP Adam Glapiński. - Symbolem tych rządów są dwie osoby. Premier Morawiecki, który notorycznie kłamie i prezes Glapiński, który opowiada żarty, zamiast mówić poważne rzeczy - stwierdził Kosiniak-Kamysz.
Prezes PSL przypomniał, że Morawiecki był prezesem wielkiego banku, a te "zarobiły w ostatnim czasie bardzo dużo". Ich dochody miały wzrosnąć o 120 proc., w analogicznym okresie rok do roku mają wynosić 12 mld zł więcej. - Po czyjej stronie stoi premier Morawiecki? Kim on jest, premierem czy banksterem? Nie widzę, żeby banki obniżyły marżę na kredyt hipoteczny - grzmiał szef PSL.
Prezes Glapiński walczy z opozycją, a nie inflacją. Nie dba o finanse polskich rodzin tylko o słupki poparcia dla PiS. Jest królem inflacji. Będzie trzeba wyemitować nowy banknot o nominale 1000 zł z wizerunkiem króla inflacji. Tylko czy za ten banknot za kilkanaście miesięcy będzie możliwość kupienia chleba, zapłacenia rachunku za prąd czy wykształcenia swoich dzieci? To król polskiej inflacji, który doprowadził do złej sytuacji gospodarczej. Ten król ma swój dwór, dba o interesy partii rządzącej. Siłą go wyprowadzać nie będziemy. Sam powinien się wyprowadzić, gdy partia rządząca przegra wybory, to elementarna przyzwoitość - ocenił Kosiniak-Kamysz..
Zbierajcie chrust, ocieplajcie domy, mniej jedzcie i zaciskajcie zęby. Polacy zostali ze "złotymi radami" rządzących. Rzeczywistość? Ocieplenie domu – 62 proc. w górę, opał 122 proc., żywność 15 proc. Nawet usługi stomatologiczne 15 proc., by te zęby zaciskać - dodawał prezes PSL.
Wspominał też o ukraińskim zbożu, które powinno trafić do Afryki i nie zasypywać polskich spichlerzy. "Dlatego potrzebny jest system kaucyjny przy jego wjeździe. Chcemy pomagać sąsiadom, ale nie mogą na tym tracić nasi rolnicy." I zwrócił się bezpośrednio do Janusza Wojciechowskiego, Europejskiego Komisarza ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - Wagony czekające na granicy zajęłyby drogę z Krakowa do Warszawy. Ta żywność musi trafiać tam, gdzie jest potrzebna. Dlatego zwracam się do Janusza Wojciechowskiego: jesteś osobiście odpowiedzialny za to, by powstały korytarze eksportowe dla ukraińskiego zboża, komisarzu - zakończył polityk.
Źródło: money.pl
Ogaćcie chałupy, i nazbierajcie chrustu na zimę. No i jeszcze zaciśnijcie zęby, to będziecie mniej jeść!?
Z forum: Różowy banknot z prosiaczkiem. Czy na rewersie są jego króliczki?
Dobrze wiecie, że o wszystkim decyduje człowiek nieporadny życiowo, który nie jest w stanie samodzielnie zakupów zrobić w sklepie i musi mieć wokół siebie kilka osób do opieki i obsługi. Glapiński realizuje jedynie partyjną ideologię.
Glapiński i Rada Polityki Pieniężnej to wrogowie numer 1 Państwa Polskiego, okradają nasze portfele od dawna i jeszcze przyznaje sobie 600 tys nagrody ,to jest naprawdę skandal. Pisdzielce ! Ciągle opowiadacie co by było gdyby rządził ktoś inny. Wiemy jak było i wiemy jak jest. Inflacja, drożyzna, bardzo słaby złoty, kosmiczny dług publiczny, praworządność na bakier, skłócenie ze wszystkimi, nepotyzm jak Himalaje, rozbestwienie kasty rządzącej, niepewność jutra, brak stabilności i przewidywalności na każdym kroku. Z tym mamy do czynienia obecnie, wcześniej też nie było idealnie ale nie tak ! A co będzie ? Nie wiadomo ! 
17 07 2022 Matczak i Kamysz - kolejne pajace Donalda.
Nie ma takiej bredni Tuska, której nie łyknęli by jego pajace. Po przedstawionej społeczeństwu gwarancji führera totalitarnej opozycji, że osobiście będzie wyprowadzać z urzędów pisowskich urzędników – odezwał się chór pajaców, zachwyconych perspektywą przekształcenia Platformy Obywatelskiej w organizację typu NSDAP. Zapowiedź Tuska że stanie na czele organizacji terrorystycznej, jako pierwszy łyknął Siemoniak - były kierowca Donalda, rzucony na ministra w Ministerstwie Obrony Narodowej. Zgodnie ze swą wypowiedzią - Siemoniak zapewne będzie szukał „silnych ludzi” wśród kacapów wyrzuconych z Wojska Polskiego przez reżim PIS-u. „Silni ludzie” od Siemoniaka chętnie wesprą Führera Tuska, gdy ten będzie forsował drzwi do NBP, a następnie do Trybunału Konstytucyjnego, żeby odkuć od fotela prezes TK, a następnie „wyprowadzić sędziów z budynku”.
Tomasz Siemoniak, który uzbroił Wojsko Polskie w tablice Mendelejewa i cyklicznie oświetlał się lampką w trakcie narad z ówczesnym sztabem – dał więc sygnał juncie wojskowej, żeby przygotowała się do wprowadzenia w Polsce „praworządności” – tak jak ją wprowadzono w takich krajach miłujących praworządność jak Gwinea, Sudan czy Burkina Faso…
Perspektywa rozliczeń PIS-u zawładnęła także wyobraźnią szefa PSL – partii, która wraz z Platformą okradła Polaków z funduszy OFE, zaś sam Kosiniak-Kamysz ogłosił wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, co dla niektórych oznaczało dodatkowe 7 lat pracy. Oczywiście przy szparagach w RFN, gdyż za rządów Tuska dla ludzi po 60- tce pracy w Polsce po prostu nie było! Nie wspominam o Pawlaku, który podpisał umowę, która uzależniała Polskę od dostaw gazu z Rosji aż do 2037 roku! Na szczęście wkroczyła Komisja Europejska. Choć przedstawiciele PO i PSL obecnie bardzo chętnie odwołują się do Unii i Komisji Europejskiej, to w trakcie negocjacji z Rosją w ogóle nie próbowali skorzystać z pomocy Brukseli, toteż w końcu wkroczyła ona sama. W rezultacie zrezygnowano z przedłużenia umów, ale inne, skrajnie niekorzystne zapisy pozostały… Po łyknięciu zapowiedzi Tuska o siłowej rozprawie z PIS-em, Kosiniak-Kamysz (ps. „Tygrys”) rozszerzył perspektywę rozliczeń PIS-u o powołanie sejmowej komisji śledczej pod nazwą „Komisja Prawa i Sprawiedliwości” . Oczywiście – tak jak za czasów wszystkich rasistowskich junt wojskowych i jak sama nazwa wskazuje – komisja zajmie się wyłącznie „zbrodniami” członków Prawa i Sprawiedliwości – sprawcami nieszczęść wyborczych koalicji PO-PSL. Nietrudno sobie wyobrazić, że taka komisja stanie się sądem kapturowym a w jej składzie znajdą się tacy miłujący „praworządność” członkowie PSL, jak np. wszechobecny senator Zgorzelski…
„Tygrys” nie jest jedyny, gdyż każdego dnia docierają do Polaków informacje o kolejnych pajacach, którzy jak pelikany łyknęli brednie Donalda Tuska. Nawet taką brednię, jak wprowadzenie 4-dniowego tygodnia pracy! Nie budzi we mnie zdumienia, że tę brednię łyknął niejaki Matczak, który już znacznie wcześniej zasłużył sobie na miano „pajaca III RP”. Tym razem Matczak (który jest profesorem i wykłada (bynajmniej nie kafelki!) na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego) wykonał przed publicznością obrót o 180 stopni i to kilkukrotnie! Matczak, który nie tak dawno opowiadał się za 16-godzinnym dniem pracy – tym razem zaczął zachwalać brednię Tuska o 4-dniowym tygodniu pracy! - Jeśli są logiczne argumenty za tym, że czterodniowy tydzień pracy będzie służył samodoskonaleniu się, to czemu nie? - powiedział Tygodnikowi Interii prawnik, prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego. Matczak, o ile nie dotknęła go jeszcze amnezja musi pamiętać, że to właśnie Donald Tusk, jako premier RP udoskonalał się w trakcie swojego czterodniowego tygodnia pracy – dochodząc nie tylko do perfekcji w pozorowanej pracy, ale nawet do perfidii ! Każde dziecko w Polsce przecież wie, a tym bardziej Mata – syn Matczaka, że Tusk jako premier połowę swego czterodniowego tygodnia pracy spędził na harataniu w gałę….
Czy karkołomna woltyżerka na oczach publiczności ojca Maty to początek kampanii wyborczej pajaca Tuska? Bardzo możliwe, skoro: „To w sumie niezła reklama dla ojca, uważanego za kogoś, kto wychowuje bezstresowo” - oznajmił ojciec rapera Maty, który zapowiedział niedawno, że zamierza ubiegać się o prezydenturę(sic!)...
Nie cieszcie się jednak przedwcześnie! Matczak proponując 16-godzinny dzień pracy i chwaląc perspektywę czterodniowego tygodnia pracy wie, co mówi. Przecież pięciodniowy tydzień ośmiogodzinnej pracy daje w sumie 40 godzin pracy w tygodniu, zaś zgodnie z propozycją Matczaka – kandydata na prezydenta, który łyknął zapowiedź Tuska: 16 godzin pracy dziennie przez 4 dni w tygodniu daje 64 godzin pracy tygodniowo! Tak więc Platforma Obywatelska zapędzi ludzi do katorżniczej pracy przez 64 godziny w tygodniu i paradoksalnie – to jeden z „ekspertów” PO – ojciec rapera Maty ujawnił kolejny plan führera totalitarnej opozycji na pacyfikację Polaków. Tusk zapowiada bowiem Polakom pracę jak w czasach Bieruta, gdy śrubowano normy pracy w ramach ówczesnego „samodoskonalenia się” – często przez 16 godzin dziennie! Taka właśnie  będzie zapowiadana Polakom "normalność"... Za Bieruta powstało powiedzenie: „Wincenty Pstrowski – górnik ubogi : wykonał normę – wyciągnął nogi!”
Źródło: niepoprawni.pl
Aha, już rozumiem czterodniowy tydzień pracy, znaczy się za cztery dni będą płacili, a dodatkowe trzy dni to będzie pańszczyzna!? No i będzie jak za dawnych lat oni będą udawali że nam płacą, a my będziemy udawali że pracujemy!?
PSL to piękny zielony arbuz, a jak przekroisz to jest czerwony!? PSL to wieczny koalicjant od czasów Bolka z Bierutów, i nieważne z kim byle mieć władzę !? 
16 07 2022 Sobolewski: Gdybyśmy mieli polegać na Tusku, to w tej chwili jedyny gaz, jaki byłby, to dwutlenek węgla w atmosferze.
Nie ma w tej chwili obawy, że będzie reglamentacja prądu czy gazu – powiedział dziś Krzysztof Sobolewski. Zaznaczył, że węgla i gazu na zimę wystarczy dla wszystkich. A gdybyśmy mieli polegać na Tusku? „Słowa Donalda Tuska, to co on mówi, to zazwyczaj trzeba na to patrzeć jako przeciwieństwie.(…) – podkreślił polityk PiS. Premier Mateusz Morawiecki poinformował ostatnio, że gazociąg Baltic Pipe jest zakontraktowany na przesył gazu w tym roku wysokości 5 mld metrów sześciennych. Dodał, że na przyszły rok zakontraktowano 10 mld metrów sześciennych.
„Nie będziemy zależni od szantażu gazowego, któremu dzisiaj podlegają Niemcy, Austriacy, Czesi, Holendrzy” – dodał szef rządu. Krzysztof Sobolewski w „Kwadransie politycznym” TVP1 mówił dziś, że nie ma w tej chwili obawy, że będzie reglamentacja prądu czy gazu. Nie ma w tej chwili obawy, że będzie reglamentacja prądu czy gazu, bo do tego też trzeba cały czas nawiązywać, bo to jest powiązane i nie sądzę, abyśmy w tej chwili byli na takim etapie, że trzeba społeczeństwo przygotowywać na czarne scenariusze. Jest trudna sytuacja i o tym mówimy, ale nie jest to sytuacja z czarnych scenariuszy jeszcze i mam nadzieję, że taka nie będzie. Robimy wszystko, aby do tego nie dopuścić – powiedział sekretarz generalny Prawa i Sprawiedliwości. Podkreślił, że mamy zabezpieczone zapasy gazu, które w zupełności nam wystarczą na pokrycie krajowego zapotrzebowania. Ocenił, że również węgla wystarczy na zimę. Co do kwestii czy wystarczy węgla – z moich informacji wynika że nie powinniśmy mieć obaw aby nie wystarczyło węgla na zimę dla tych, którzy będą potrzebować, natomiast jedna rzecz jest ważna i trzeba o tym mówić. Jeśli w jednym momencie, czyli w sierpniu, wszyscy będą chcieli zaopatrzyć się w ten węgiel, to rzeczywiście może być w tym momencie problem, żeby wszyscy mogli go kupić, tyle ile będą chcieli. Nie będzie reglamentacji, natomiast będzie problem, bo w tej chwili jest węgiel sprowadzany, musimy sprowadzać, zwiększamy wydobycie, musimy sprowadzić też węgiel zza granicy – powiedział. Dodał, że krajowe wydobycie jest za małe w tej chwili na zaspokojenie wszystkich potrzeb. „Natomiast już wrzesień, październik to będzie możliwość zakupu i nie będzie obawy o to, że będzie brakować węgla”. Natomiast kwestia gazu, to tutaj chcę od razu zapewnić, że co do gazu mamy i zabezpieczone zapasy magazynowe gazu, które w zupełności nam wystarczą na pokrycie krajowego zapotrzebowania i nie ma obawy o jakąś reglamentację czy ograniczanie dostaw – zaznaczył. – Gdybyśmy mieli polegać na Donaldzie Tusku, to w tej chwili jedyny gaz, jaki byłby, to dwutlenek węgla prawdopodobnie w atmosferze, na jaki moglibyśmy polegać. Więc tutaj co do słów Donald Tuska, to są już kolejne stwierdzenia, które wynikają z tego, że za chwilę się okaże, że tak samo chciał wprowadzić 500+, obniżać podatki itd. Słowa Donalda Tuska, to co on mówi to zazwyczaj trzeba na to patrzeć jako przeciwieństwie. Czyli mówi o jednym, a robi drugie – ocenił Sobolewski.
Źródło: niezalezna.pl
Nasi cudotwórcy sprawujący władzę, są tacy zdolni, że na Saharę sprowadzaliby piasek!? W Polsce węgla jest ci pod dostatkiem, ale nie można go wydobywać, bo kopalnie poszły pod zastaw obligacji które wykupili przede wszystkim Niemcy!?
Póki co mam jeszcze trochę węgla z tamtego roku, a jak się skończy to będę palił tym na co mnie będzie stać, i w duszy mam ekologię!? Przecież nie zamarznę przy piecu, bo na węgiel po 3000 zł za tonę nie jest mnie stać!?
Zboże nadal tańsze od węgla, z plastikiem, gumą pali się idealnie!? Do kuchni szamotówkę wstawię i jakoś przetrwa się Kaczyńskiego z jego mafią!?

16 07 2022 Zandberg: Orlen i inne wielkie firmy zarabiają na inflacji.
Orlen i inne wielkie firmy zarabiają na inflacji. Uważamy, że ci najwięksi powinni się posunąć – 60 proc. Polaków popiera ograniczenie zysków koncernów paliwowych w celu obniżenia cen na stacjach. To możliwe, ale wymaga odwagi rządzących – mówił polityk Lewicy Adrian Zandberg podczas spotkań z wyborcami. Lewica kontynuuje w lipcu objazd po Polsce pod hasłem „Bezpieczna rodzina”. Podczas spotkań z mieszkańcami politycy rozmawiają m.in. o walce z drożyzną czy kwestiach dotyczących polityki mieszkaniowej i zmniejszenia rat kredytów. „Na targach w Kutnie i w Łęczycy temat jest jeden: koszty życia. Co z benzyną? Dlaczego rząd boi się wziąć za koncerny, które wykorzystują inflację? Jak pomóc emerytom przed zimą?” – mówił w środę jeden z liderów ugrupowania Adrian Zandberg podsumowując kolejny dzień trasy. Zwrócił uwagę, że w środę pracownia IBRIS opublikowała badania, które pokazują, iż ponad 60 procent Polek i Polaków popiera rozwiązanie, które proponuje Lewica – ograniczenie zysków koncernów paliwowych, aby obniżyć ceny paliw na stacjach. „To jest możliwe, ale wymaga pewnej odwagi, której rządzącym na razie brakuje” – dodał. Przypomniał, że Lewica złożyła projekt ustawy o ograniczeniu marż koncernów nakładanych na paliwa w sprzedaży hurtowej i detalicznej. „Mało się o tym mówi, ale Orlen i inne wielkie firmy zarabiają na inflacji. Uważamy, że ci najwięksi powinni się posunąć. Czas wojny i kryzysu to nie jest czas na to, aby robić bajeczne interesy kosztem milionów ludzi” – ocenił. Jak mówił Zandberg, pod presją Lewicy Orlen wprowadził wakacyjne rabaty w wysokości 30 gr na litrze. Tomasz Trela zwracał uwagę, że nie tylko koncerny paliwowe zarabiają na kryzysie, ale gigantyczne zyski notują też banki. „Jest kilka grup społecznych, którym znakomicie się wiedzie w tym kryzysie. Również bankowcy będą sobie wypłacać gigantyczne premie, w przeciwieństwie do polskiej rodziny, która dziś wieczorem będzie się zastanawiać co złego zrobiły Morawieckiemu i Glapińskiemu, że ich rata kredytu ponownie wzrosła o 400-500 złotych” – powiedział Trela. „Dla Kaczyńskiego i Morawieckiego od polskiej rodziny ważniejszy jest bankier” – dodał.
W ramach trasy „Bezpieczna Rodzina” przedstawiciele Lewicy spotykają się z Polakami na rynkach i placach targowych. Zdaniem Treli, podróż po kraju pokazuje jak bardzo posłowie obozu władzy, członkowie rządu z prezesem PiS na czele są „oderwani od rzeczywistości”. „Gdyby Kaczyński wyszedł do ludzi, gdyby przyjechał do Łęczycy, przestał chować się za Policją, usłyszałby, jak jest cholernie drogo. Mamy konkretne propozycje, które pomogą milionom ludzi” – ocenił Trela. Pakiet „Bezpieczna Rodzina” prezentowany przez Lewicą zawiera rozwiązania w postaci projektów ustaw: druga waloryzacja rent i emerytur, 20 proc. podwyżka dla budżetówki, zamrożenie WIBOR na poziomie z grudnia 2019 r., darmowe przejazdy dla dzieci i młodzieży komunikacją publiczną na czas wakacji. Lewica poinformowała, że w czwartek kolejne spotkania odbędą się na Śląsku: o godz. 8.30 na Placu Wolności w Zabrzu, o godz. 11.00 na rynku w Pyskowicach, o godz. 14.00 na rynku w Kędzierzynie-Koźlu i o godz. 17.00 na rynku w Namysłowie. W spotkaniach udział weźmie m.in wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty oraz politycy ugrupowania: Krzysztof Śmiszek, Tomasz Trela, Marcelina Zawisza, Andrzej Szejna oraz Magdalena Biejat.
Źródło: wpunkt.online
Zapomniał, czy rżnie głupa, przecież finansowanie partii politycznych w Polsce realizowane jest z budżetu państwa. Tłumacząc to na polski, im mniejsze zyski spółek skarbu państwa, tym mniej pieniędzy dla partii politycznych!?
Całe szczęście, że w Polsce nie ma dużych złóż ropy naftowej, bo paliwo byłoby po 20 złotych!? Nie wierzycie węgla mamy pod dostatkiem, i go sprowadzamy, i kosztuje ponad 3500 złotych!?
A tymczasem na Białorusi paliwo po 4.50 zł za litr!? W Gródku słyszymy jeszcze, że "zakupy za granicą to normalna rzecz", "tańsze są także papierosy", ponadto "Łukaszenka rozpoczyna wojnę z Orlenem", a lokalni "starzy przemytnicy paliwa wrócili już do zajęcia". Zdania są tak podzielone, że lokalne Radio Białystok zorganizowało na antenie debatę o tym, czy w ogóle jeździć na Białoruś. 
13 07 2022 Wiatraki - toksyczna inwestycja.
Ostatnio znów wiatraki wróciły do sejmu. Konkretnie - wiatraki na lądzie. W Polsce! Poważnie... Skoro tak, to właśnie odgrzebałem liścik do jednego z dziennikarzy, który w 2019 roku pozwolił jednemu z polityków wygłaszać oszołomstwa w swojej audycji. Konkretnie chodziło o panią Hubner.
Skoro wtedy, z lenistwa, nie wysłałem tego listu, zacytuję go tu i teraz, bo jak widać siedzenie cicho i pozwalanie oszołomom na chodzenie sobie po głowie zawsze wraca jak bumerang i się mści. Co opowiadała pani Hubner nie muszę chyba opisywać bo inteligentny człowiek domyśli się z kontekstu. „Ciężko słuchało się pani Hubner. Prowadzący nie prostował wszystkich oszołomstw wypowiadanych przez tę panią. W przyszłości proponuję zapraszać w tym samym czasie do swoich programów również fachowców z danych dziedzin ponieważ wszyscy już mamy dosyć robienia nam wody z mózgu przez polityków.
Odniosę się jedynie do dwu poruszanych tematów: - Prowadzący wspomniał o duszeniu Polski europejskimi wymogami CO2. W odpowiedzi pani Hubner sypała tyrady o smogu. Stwierdziła że chce „oddychać czystym powietrzem”. Co ma smog do CO2 droga pani?!! Czy osoba reprezentująca nas w Uni jest aż takim ignorantem, czy też na siłę i świadomie wciska Polsce ideologię unijną?
Co ma smog do CO2 droga pani Hubner?! CO2 nie jest ani odrobinę szkodliwy dla zdrowia i nijak się ma do przepisów regulujacych smog. Dwie różne substancje, dwie różne kwestie. - Wiatraki. Pani Hubner - pani chce w Polsce wiatraki na lądzie? Ignorancja do n-tej potęgi! Konkretnie – do trzeciej potęgi. Tutaj należy bardziej uświadomić również dziennikarzy, by nie pozwalali politykom na tak monumentalne oszołomstwa. Wiatraki na lądzie, w Polsce, powinny być zakazane prawem. Państwo powinno przestrzegać potencjalnych chętnych do ich stawiania, tak samo jak przestrzega przed toksycznymi obligacjami lub przed niektórymi bankami i piramidami finansowymi. To jest dokładnie to samo: gwarantowana strata. Każdy kto proponuje w Polsce wiatraki na lądzie powinien otrzymać cztery pytania:
1. Jaka jest różnica między mocą zainstalowaną a rzeczywistą mocą uzyskiwaną z wiatraka?
2. Czy zna i rozumie wzór na moc wiatru którym jest: prędkość wiatru do trzeciej potęgi razy wartość stała. Innymi słowy, czy dociera do niego że moc rośnie i SPADA z trzecią potęgą prędkości wiatru? Jeśli prędkość wiatru spadnie tylko dwukrotnie to moc z wiatraka spadnie aż 8-krotnie. W teorii, bo w rzeczywistości jeszcze więcej.
3. Czy wie że średnioroczna prędkość wiatru w Polsce jest poniżej 4 m/s co klasyfikuje Polskę jako pustynię energetyczną dla wiatraków? I nie – nie ma w Polsce rejonów o znacznie wyższej średniej. Oznacza to że moc oddawana przez wiatrak, którego moc zainstalowaną zawsze podaje się dla prędkości wiatru 10 m/s, w Polsce jest 15 razy mniejsza od tej mocy zainstalowanej. Wiatrak o mocy nominalnej 1 MW (1000 kW) oddaje przy średniej polskiej sile wiatru jedynie 64 kW! To jest inwestowanie w lokomotywę o mocy megawata która będzie produkowała moc mniejszą niż silnik małego samochodu osobowego! Każdy proponent wiatraków powinien publicznie potwierdzić że zdaje sobie z tego sprawę. Lub że nie zdaje...
4. Moc wiatraka musi być równocześnie zabezpieczona mocą elektrowni konwencjonalnej. Pociąga to konieczność zainwestowania również w elektrownie których moce nie będą w pełni wykorzystywane. Konieczność zainwestowania w elektrownię konwencjonalną i utrzymywania jej wraz z całym personelem. Elektrownia ta musi jednak zwrócić się w przyzwoitym czasie – inaczej nikt nie zainwestuje. Ile musi więc kosztować prąd z elektrowni która jedzie na pół gwizdka?
Czy proponenci wiatraków w Polsce, tych na lądzie, rozumieją to wszystko? Jeśli nie znają odpowiedzi na jedno z tych pytań – jakim prawem zabierają głos? W jaki sposób zakup pociągu osobowego by samemu nim jeździć do pracy może być ekonomiczny? Zakup pociągu i dodatkowo samochodu na wypadek gdyby dla pociągu zabrakło... wiatru. Nawet jeśli ten pociąg nic nie pali... Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na egzaminowanie oszołomów z ich wiedzy z tematu który poruszają. Pani Hubner utwierdziła mnie jedynie w przekonaniu że jednomandatowe okręgi wyborcze są absolutną koniecznością. Chcę osobiście decydować o tym kto będzie mnie reprezentował w sejmie i w Unii.”
Z ostatniej chwili – mój ulubiony analityk, ekonomista, pan Marek Zuber dużo niedawno mówił o rzekomej opłacalności wiatraków, bo zimną wieje że ho ho! Pozwolę sobie powiedzieć, że w tym wypadku pan Zuber duby smolone bredzi. Jeśli te wiatrakowe inwestycje, albo prąd z nich, nie są subsydiowane przez podatnika, to nie ma najmniejszej szansy na zwrot inwestycji. A jeśli byśmy jeszcze zdjęli z paliw kopalnych i z CO2 horrendalny podatek który Unia na nie nałożyła, to wiatraki w Polsce nie mają najmniejszej szansy.
Źródło: niepoprawni.pl
No, a przegrodzenie cieśnin duńskich, przez farmy wiatrowe, sztucznymi wyspami, uniemożliwiających swobodną wymianę wód, i żeglugę już nie jest zagrożeniem dla Bałtyku!? I tego z Brukseli nie widać, chociaż jest dużo bliżej jak Mierzeja!?
Ponoć wiatr jest za darmo, no to dlaczego energia z niego jest taka droga!? Pamiętam czasy kiedy na każdej najmniejszej rzeczce były zainstalowane turbiny wodne, to dopiero była ekologia!? Zniszczono je bo państwo nie miało nad nimi pełnej kontroli!?
12 07 2022 Festiwal Tuska.
Gdyby przybysz z Marsa zapoznał się z polskimi mediami [zwłaszcza z tymi prawicowymi], to musiałby dojść do wniosku, że najważniejszym i najpotężniejszym politykiem w Polsce jest Donald Tusk. Ja nie przesadzam.  W każdych Wiadomościach TVP jest kilka materiałów mających przekonać widza, że "Tusk jest brzydki, Tusk jest zły, Tusk ma bardzo wielkie kły". 11.07.2022 w dziale Publicystyka portalu wPolityce.pl na 33 artykuły, 11 dotyczy Tuska, przy czym 9 ma go w tytule.  Takiej reklamy nie ma żaden inny polski polityk. Inne media też zajmują się Tuskiem. W portalu Blogmedia24.pl ukazał się tekst blogera Tymczasowego "D. Tusk przeszarżował". Czytamy w nim między innymi o tym, że w antyrządowych mediach, czyli w portalu Wirtualnemedia.pl oraz w tygodniku "Polityka" ukazały się artykuły krytykujące ostatnie propozycje Tuska za nieodpowiedzialność.  Chodziło o obietnice zakończenia inflacji, obniżki cen paliwa, wyrzucenia szefa NBP, prof. Glapińskiego oraz pani prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej [ostatnio doszła jeszcze obietnica czterodniowego tygodnia pracy - wyśmiana solidarnie przez wszystkich].
Tymczasowy powtarza niestety tezę o tym, jakoby Tusk był agentem STASI "Oskarem".  Znany historyk prof. Sławomir Cenckiewicz napisał jednak:
"Tusk nigdy nie był TW, ani agentem Stasi o ps. Oskar, to fejki w gruncie rzeczy mu służące :)". 
Trzeba powiedzieć, że Tusk brzydko się starzeje.  Piętnaście lat temu prezentował się jako złoty chłopiec obiecujący uszczęśliwienie wszystkich.  Dziś widzimy emeryta o pobrużdżonej twarzy, który nadal obiecuje - coraz bardziej idiotyczne rzeczy.  Ciekawe jest to, że medialny hałas wokół Tuska narasta w miarę utraty przez niego realnej władzy.  Z Brukseli go wykopano - ostatnio utracił stanowisko przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej.  W Polsce nie udaje mu się zjednoczyć antyrządowej opozycji, a w samej PO wyrasta mu konkurent w osobie Trzaskowskiego. Na zakończenie zacytuję fragmenty notki Kaczysty "Entuzjazm Platformy": "Tusk: Niedziele wolne od handlu zabiją gospodarkę! Również Tusk:: 4 dniowy tydzień pracy!
Tusk łże i to jest wiadome każdemu. Prawda jest jednak dla niego smutniejsza. On się sam w swoich łgarstwach zaczyna gubić i już nie jest groźny. On już jest śmieszny. (...)
 Przychodzi Donald Tusk do psychiatry i mówi;
- zrobię 4 dniowy dzień pracy
- mieszkanie prawem, nie towarem
- wyprowadzę Prezesa NBP z NBP
- nie znoszę złodziejstwa i kłamstwa
- uratuję 500+
- wygramy te wybory
Na to lekarz;
- Sanitariusz, proszę zaprowadzić pana do izolatki.".

Źródło: naszeblogi.pl
W Radomiu Tusk zapowiedział noc długich noży!? Nad salą w Radomiu powiało duchem Adolfa, zaś zadowolony z siebie Donald Tusk założył ornat i wykrzyczał: - Jeśli ktoś wierzy w Boga, czy może głosować na kłamstwo, złodziejstwo i nienawiść? Wierzysz w Boga? Nie głosujesz na PiS. To proste jak drut! Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym qufnem!?
Gdy Tusk wygra to: Koń zostaanie prokuratorem generalnym, Leszczyna premierką, łapówkarz marszałkiem, Dupiarz prezydentem, a Trynkiewicz Rzecznikiem Praw Dziecka!?
Trzaskowski premierem, Tusk prezydentem to marzenia ściętej głowy!? Dlaczego!? Tusk podniósł wiek emerytalny, i okradł mnie z emerytury z OFE!? Aż zimne ciarki mnie przechodzą kiedy sobie pomyślę, że znowu przejmie władzę razem z Rostowskim, Sikorskim..... To, że pozbawi Kaczyńskiego władzy niewiele da, bo jednego bandytę, zastąpi drugi!?
Sądzę że Polska bez Tuska, i Kaczyńskiego byłaby bliższa memu sercu!? 
09 07 2022 Wiec Tuska tylko dla wybranych? Dziennikarzom TVP 3 i Radia Szczecin odmówiono akredytacji!
Kiedy opozycja mówi o tolerancji, tymczasem... Dziennikarzom TVP3 i Radia Szczecin na chwilę przed rozpoczęciem wiecu Platformy Obywatelskiej "Meet Up" odmówiono akredytacji, przez co nie mogli uczestniczyć w wydarzeniu. „PO może łamać konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która to obejmuje nie tylko wolność wyrażania swoich poglądów ale także pozyskiwania i rozpowszechniania informacji” – uważa dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. W sobotę Donald Tusk przyjechał do Szczecina, gdzie spotkał się z młodymi. Przemówienie odbyło się w auli Akademii Morskiej i dotyczyło... Tego co zawsze - narzekania na partię rządzącą, prezesa Narodowego Banku Polskiego oraz obiecanek odnośnie rewolucji w kraju, którą przeprowadzi, gdy tylko jego ugrupowanie dojdzie do władzy. Podczas wydarzenia nie zabrakło też dyskusji z aktywem partyjnym. Wybitnie zaskakujące były słowa jednego z działaczy partii Tuska, który domagał się od lidera największej partii opozycyjnej, aby po wygranych wyborach zlikwidować program 500 plus, a także 14. emeryturę.
Wejście tylko dla wybranych? Podczas spotkania zabrakło jednak dziennikarzy TVP3 Szczecin i Radia Szczecin. Dlaczego? Dobre pytanie. Jak się okazuje, pierwotnie akredytacje zostały przyznane, natomiast na kilkanaście minut przed rozpoczęciem spotkania Patryk Jaskulski z biura prasowego PO poinformował o zmianie decyzji. – Mają państwo możliwość podejrzenia tego, co się dzieje na sali poprzez nasze media społecznościowe. Niestety, nie została państwu przyznana akredytacja – przekazał Jaskulski.
Protest w tej sprawie złożyło Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.  Jego treść brzmi następująco: „CMWP SDP protestuje przeciwko naruszaniu zasady wolności słowa demokratycznego państwa przez Platformę Obywatelską w Szczecinie poprzez  odmowę udzielenia akredytacji dziennikarskich  redakcjom Polskiego Radia i Telewizji Polskiej w Szczecinie na  spotkaniu z liderem Platformy Obywatelskiej, Donaldem Tuskiem, jakie miało miejsce 9 lipca b.r. w auli Akademii Morskiej w Szczecinie. Dzień wcześniej redakcje, zarówno Polskiego Radia Szczecin, jak i  TVP 3 Szczecin, otrzymały zaproszenie od biura prasowego PO na to wydarzenie. Pół godziny przed spotkaniem Patryk Jaskulski z biura prasowego PO poinformował dziennikarzy w/w mediów, że nie zostaną wpuszczeni na spotkanie z liderem PO, co też się stało.  W kontekście tej odmowy szczególnie wymowne jest to, iż w przeszłości publikacje w/w redakcji publicznych wielokrotnie ujawniały różnego rodzaju nieprawidłowości związane z działaniami lokalnych działaczy PO w Szczecinie. Brak zgody na uczestnictwo tych mediów, zarówno lokalnego oddziału Polskiego Radia, jak i Telewizji Polskiej, w publicznych spotkaniach działaczy Platformy Obywatelskiej można więc potraktować jako szykanę wobec tych mediów, która oznacza niechęć tej partii politycznej do transparentnej i jawnej działalności. 
CMWP SDP podkreśla, iż w ten sposób PO może łamać  konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która  to obejmuje nie tylko  wolność wyrażania swoich poglądów ale także  pozyskiwania  (i rozpowszechniania) informacji. Zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje państwowe oraz inne organizacje działające w przestrzeni publicznej. Opisana praktyka wykluczania niektórych dziennikarzy z dostępu do informacji budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania PO w Szczecinie miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.”
Źródło: Niezalezna.pl
W Radomiu Tusk zapowiedział noc długich noży!? Nad salą w Radomiu powiało duchem Adolfa, zaś zadowolony z siebie Donald Tusk założył ornat i wykrzyczał: - Jeśli ktoś wierzy w Boga, czy może głosować na kłamstwo, złodziejstwo i nienawiść? Wierzysz w Boga? Nie głosujesz na PiS. To proste jak drut! Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym qufnem!?
Z forum: Na spotkanie z Donaldem Tuskiem w Szczecinie nie wpuszczono dziennikarzy @radio_szczecin. Bał się trudnych pytań? Tak wyglądają #WolneMedia w wizji Platformy Obywatelskiej. To jest tylko namiastka ich totalitarnej wizji dziennikarstwa - albo śpiewasz Tuskowi "sto lat" albo won!
08 07 2022 Leszczyna – przygłup ekonomiczny teoretycznego państwa Tuska.
Naczelną zasadą Platformy Obywatelskiej jest i była promocja głupszych od lidera osobników na stanowiska funkcyjne. Stąd się biorą kariery takich postaci jak główna ekonomistka PO Iza Leszczyna (była nauczycielka w szkole podstawowej Nr 50 w Częstochowie), że nie wspomnę o długiej liście przygłupów, którzy znaleźli się na listach wyborczych do Sejmu czy Senatu. Przykład Jachiry, czy pędzącego przy granicy z Białorusią Franka Sterczewskiego (planowanego przez Tuska na ministra transportu) – rozwiewa wątpliwości co do wyższości głupoty nad rozumem w Platformie Obywatelskiej. Tę żelazną zasadę potwierdza swoimi nominacjami nie tylko aktualny führer Platformy Donald Tusk, ale także jego poprzednicy. Wszak to Grzegorz Schetyna wprowadził z listy PO do Parlamentu Europejskiego starych komunistów jak towarzysze Leszek Miller, Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz, Danuta Hübner, Bartosz Arłukowicz i Bogusław Liberadzki.
Celem Platformy było i jest zwycięstwo wyborcze w Polsce – także przy poparciu zagranicy, czyli Europarlamentu. Borys Budka - następca Grzegorza Schetyny nie zrezygnował więc z zasady promocji głupoty, wystawiając Kidawę-Błońską na „prawdziwego prezydenta” Polski. Co ta kobieta wygadywała – nie łatwo jest dziś wspomnieć, gdyż zabrakło by papieru na cytaty z jej kampanii wyborczej. Summa sumarum Borys Budka wymienił Kidawę na Dupiarza Trzaskowskiego, który w rozmowie z agentem Putina o pseudonimie „Kliczko” potwierdził, że jest idiotą. Gdy agent „Kliczko: wspomniał, że Dupiarz w jednym z wywiadów określił sam siebie mianem idioty, ten odpowiedział z uśmiechem: „Ok, wiesz, to się czasem zdarza”. A to się zdarzyło wice-przewodniczącemu Platformy Obywatelskiej! Nie będę wymieniać pełnej listy idiotów Platformy Obywatelskiej, którzy publicznie demonstrują swoją głupotę, by uzyskać uznanie führera partii. Warto jednak wspomnieć, że pomimo oczywistych faktów – albo powtarzają oni to, co powiedział Donald Tusk, bądź też przyparci do muru twierdzą, że nie słyszeli bredni, które Tusk wypowiadał. Przykład chronionego przez PO łapówkarza Grodzkiego (nota bene Marszałka Senatu!) jest nadzwyczaj wymowny…Ale wróćmy do Głównej Ekonomistki Platformy Obywatelskiej Izy Leszczyny, którą Donald Tusk rzucił na Ministerstwo Finansów – by świeżym spojrzeniem ekonomicznego przygłupa rozwiązała problemy teoretycznego państwa, które scharakteryzował w restauracji „Sowa&Przyjaciele” minister Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z ówczesnym prezesem NBP Markiem Belką. Konkluzją tej rozmowy było stwierdzenie, że "Państwo polskie praktycznie nie istnieje" ! Nie zapominajmy, że Polska w czasie rządów Donalda Tuska objęta była klauzulą nadmiernego deficytu, gdy cytowana w Radomiu nauczycielka pani Agnieszka zarabiała 2700 złotych miesięcznie! W 2021 roku, czyli w czasie reżimu PIS-u ta sama Agnieszka zarobiła ponad 150 tys. zł, czyli 12.553,51 zł miesięcznie! Rzucona na Ministerstwo Finansów Iza Leszczyna-– przyjrzała się więc problemom państwa które za Tuska nie istniało i swoim okiem dyletantki ekonomicznej wymyśliła loterię paragonową! Wkrótce okazało się, że diagnoza Izy była słuszna, gdyż samochód OPEL Insygnia w tej loterii wygrała jej koleżanka z Częstochowy pani Grażyna Kawecka-Karaś…
Dziś Iza Leszczyna powtarza za swoim Führerem wszystkie jego brednie i jakby tego nie było za mało – sama wymyśla rozwiązania, godne loterii paragonowej. Nic więc dziwnego, że wszyscy którzy liznęli trochę ekonomii proponują, by Izę zgłosić do Nagrody Nobla skoro twierdzi, że inflacja w Polsce zniknie, gdy przywrócona zostanie „praworządność” i gdy PIS przegra wybory! Ponadto Iza ogłosiła, że za czasów Platformy opodatkowanie PIT było niższe niż w 2022 roku, czyli za rządów reżimu PIS!
Dzień bez manipulacji to dla PiS dzień stracony. Właśnie @PiotrMuller mówi o historycznej „obniżce” podatków. PRZYPOMNIJMY JAK JEST NAPRAWDĘ:PIT + składka zdrowotna w czasach PO = 19,75%; PIT + składka zdrowotna dzisiaj „dzięki” PiS = 21% - napisała Iza na Twitterze. Wprawdzie rzecznik rządu założył się, że jest całkiem odwrotnie – to Iza nie odważyła się podnieść rzuconej jej rękawicy i wymownie zamilkła. Bo przecież nawet dziecko z podstawówki, w której Iza nauczała potrafi ocenić, że podatek PIT=12% w 2022 r. jest jednak niższy od PIT=18% w 2014 r. zaś kwota wolna od podatku w kwocie 30 tys. zł w 2022 roku jest jednak znacznie wyższa od kwoty 3091 zł w 2014 roku... Gdyby jednak Iza Leszczyna – wyznaczona przez Tuska na premierzycę miała choć trochę oleju w głowie, to z łatwością podjęła by rękawicę rzuconą jej przez rzecznika rządu Piotra Müllera i wygrała zakład!
Przecież wystarczy porównać dane z budżetów na lata 2014 i 2021 by stwierdzić, że za rządów Platformy i Tuska do budżetu trafiało znacznie mniej pieniędzy z podatków! Wystarczyło wspomnieć, że za rządów Tuska i koalicji PO-PSL nie pobrano od przedsiębiorców ca. 250 mld zł z tytułu podatku VAT! Fałszywe faktury VAT hulały po Polsce w karuzelach a większość usług wykonywana była bez faktur, co w istotny sposób wpływało na obniżenie podatków. Bo czy np. w szpitalu w Szczecinie-Zdunowie w którym Tomasz Grodzki był dyrektorem wystawiano faktury za wręczane lekarzom łapówki za zabiegi i operacje? Kasa szła w kopertach i to bez żadnego pokwitowania!
Wystarczyło także, by Iza wspomniała rzecznikowi rządu PIS, że taki red. Kraśko w ogóle nie płacił podatków w czasie rządów Tuska i zapewne nie był jedynym beneficjentem zerowych podatków za rządów Platformy! To dzięki Tuskowi i koalicji PO-PSL rozkwitało teoretyczne państwo do którego znów zamierza powrócić Platforma Obywatelska pod wodzą niezawodnego - sterowanego z RFN führera i głównej ekonomistki Izy Leszczyny...
Źródło: niepoprawni.pl
Dobre to Koń prokuratorem generalnym, Leszczyna premierką, łapówkarz marszałkiem, Dupiarz prezydentem, a Trynkiewicz Rzecznikiem Praw Dziecka!?
Jeśli Tuskowi uda się obalić reżim PIS-u, Iza Leszczyna, jako Ministra Finansów dbać będzie o utrzymanie inflacji na najwyższym poziomie, w celu zwalczenia inflacji. Taki program mogła wymyślić tylko kompletna dyletantka, zaś wygłosić twórca teoretycznego państwa Donald Tusk. Leszczyna ma to do siebie, że szybko rośnie, ale przy Tusku za duża nie urośnie!? Bo Tusk nie daje żadnej przyszłości, no chyba, że ma to być masowa emigracja za chlebem!? A co ze staruszkami, pójdą na przemiał, bo nie będzie komu pracować!? Ludzie na niego plują, a on udaje że jak ….inia mówi że deszcz pada!? 
04 07 2022 Fiskus ruszył na "zakupy". W cztery miesiące urzędnicy nałożyli ponad 800 mandatów na blisko 800 tys. zł.
W ciągu czterech pierwszych miesięcy br. KAS przeprowadziła ponad 3 tys. nabyć sprawdzających. Część ekspertów przekonuje, że obowiązujące od tego roku przepisy budzą wątpliwości, a fiskus chętnie wykorzystuje nowe narzędzie. Z danych wynika, że nałożono ponad 800 mandatów karnych na łączną kwotę blisko 800 tys. zł. Ponadto w pierwszym kwartale organy KAS dokonały 89 tymczasowych zajęć ruchomości. To kolejne niedawno wdrożone rozwiązanie. Wśród komentujących dane ekspertów nie brakuje jednak opinii, że obecne regulacje mogą prowadzić do nadużyć. Przepisy o nabyciu sprawdzającym budzą poważne i uzasadnione wątpliwości natury prawnej. Sąd Najwyższy w poprzednich latach zajmował się podobnymi regulacjami. Wówczas stwierdził, że instytucja zakupu kontrolowanego i łapówki kontrolowanej nie może polegać na postawie czynnej wobec przestępstwa - komentuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI. Nowe narzędzie ma służyć głównie zwalczeniu tzw. szarej strefy, co podkreśla prof. Adam Mariański, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC i prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych. Jak dodaje ekspert, według ww. danych, dziennie dokonywano średnio ponad 26 takich nabyć. To w skali ilości prowadzonych działalności gospodarczych i podatników obowiązanych do rejestrowania transakcji za pomocą kas fiskalnych nie stanowi zbyt dużej liczby. Rzadkie korzystanie z tego narzędzia wynika zapewne z jego nowości. Organy uczą się na nim pracować, a także obserwują skutki jego stosowania. Po pierwszych miesiącach stosowania tego narzędzia, widać, że jest ono dość chętnie wykorzystywane przez fiskusa. Z tego względu, w mojej ocenie, nabycie sprawdzające może mieć rolę prewencyjną i istotnie przyczynić się do uszczelnienia systemu podatkowego. Świadomość, że organy podatkowe mają odpowiednie narzędzia do wykrywania nadużyć oraz często z nich korzystają może być tutaj kluczowa - stwierdza doradca podatkowy Emil Paduch. - W obecnych realiach gospodarczych wzrasta tzw. szara strefa. To konsekwencja nadmiernej polityki fiskalnej i obciążeń podatkowych, co z kolei skutkuje znacznym zmniejszeniem opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej. Tak znaczna ilość mandatów nie jest zaskakująca, przede wszystkim z uwagi na aktualne obciążenia publicznoprawne, ponoszone przez przedsiębiorców, jak i ogólny wzrost kosztów życia oraz rosnącą inflację. Biorąc pod uwagę to, że mandat wyniósł średnio 980 zł, to stwierdzić trzeba, że jest to narzędzie kierowane głównie do małych i średnich przedsiębiorców - mówi prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.
Z udostępnionych danych wynika też, że organy KAS w pierwszym kwartale br. w 89 przypadkach dokonały tymczasowego zajęcia ruchomości. Zdaniem radcy prawnego z Kancelarii Ars AEQU, bardzo niejasne są przesłanki do korzystania z tego rozwiązania wprowadzonego w tym roku. Ustawa wskazuje bowiem, że może być ono stosowane w celu zwiększenia efektywności egzekucji administracyjnej należności pieniężnych. Ale nie jest wyjaśnione, co to oznacza w praktyce. Według eksperta, niestety może to prowadzić do nadużyć. Decyzję o zajęciu podejmuje urzędnik skarbowy. Nie podlega ono zatwierdzeniu przez sąd powszechny, ani nawet nadzorowi sądowemu. Z kolei Marek Niczyporuk dodaje, że funkcjonariusz nie musi badać, czyją własnością jest dana ruchomość. Na poczet zobowiązania jednej osoby może zająć mienie należące do kogoś innego. I to też wzbudza uzasadnione obawy. Jak zaznacza ekspert, zajęcie może trwać do 96 godzin. Ale z uwagi na możliwość skorzystania z narzędzi egzekucyjnych, nie oznacza to, że po tym czasie urzędnicy są zobowiązani zwrócić zajętą ruchomość.
Źródło: interia.pl
Zakupy sprawdzające to kolejny poroniony pomysł, bowiem koszt poniesione na te zakupy przekroczą wielokrotnie uzyskane przychody z nałożonych kar!? No ale Morawiecki stworzy kilkadziesiąt stanowisk pracy w Skarbówce!?
Podatki, podatki i jeszcze raz podatki od podatków, by bogaci mieli jeszcze więcej, bo bogaci podatków nie płacą, a skąd ja mam na nie brać kasę nikogo to nie obchodzi!? Dlatego staram się robić zakupy tam gdzie nie ma paragonów, faktur!? Obecnie tylko szara strefa zapewnia nam w miarę przyzwoite dochody. Szara strefa nie jest dowodem na przestępcze skłonności obywateli, tylko na to, że żąda się od nich wygórowanych, nieadekwatnych podatków.
Z forum: Na poczet zobowiązania jednej osoby może zająć mienie należące do innej osoby ,??? To tak jak komornik zajął kombajn sąsiada, tylko teraz zgodnie z prawem ,brawo pis
Nie okradając własnego państwa okradasz własną rodzinę.
Wspierając państwo, wspierasz złodziei z PIS i ich rodziny na lewych etatach
02 07 2022 Posunął się za daleko? Karczewski o słowach Tuska: Więdnie przez kompleks braci Kaczyńskich.
W Polsce sytuacja jak w 76’, a głos na PiS to dla katolika grzech – to tylko niektóre "złote myśli" Tuska z konwencji PO w Radomiu. - Tusk chce wojny polsko- polskiej. Chce wygrać wybory przez wojnę - ocenia wystąpienie lidera opozycji senator Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Karczewski. Podczas sobotniego spotkania Donalda Tuska z mieszkańcami Radomia, padały takie słowa: „jak spojrzymy na Radom roku 76, jak spojrzymy na Polskę dzisiejszą, to ten obraz jest tak podobny, że powinien doprowadzać do rozpaczy”; „a co Kaczyńskiego obchodzi, ile kosztuje bochenek chleba, jak on ostatni raz chleb kupował pewnie, jak chodził do szkoły podstawowej”; „co panowie Kaczyński, Rydzyk, Jędraszewski wiedzą o macierzyństwie, ojcostwie, rodzinie, seksie, łóżku?”; "wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS, to proste jak drut".
Wystąpienie lidera Platformy Obywatelskiej komentuje dla niezalezna.pl były marszałek Senatu Stanisław Karczewski. - Jestem wstrząśnięty. Tusk żyje w nierealnym świecie. Chce wmówić Polakom swoją wizję świata, który nie istnieje. Nie ma takiego świata. To, że mamy kłopoty – wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Po to wspieramy tych, których inflacja dotyka najbardziej. Tusk chce wojny polsko-polskiej. Chce wygrać wybory przez wojnę. Nie przez argumenty, przez licytowanie się programami, pomysłami na Polskę… Tylko wojna, wojna i jeszcze raz wojna. Cytaty, które przed chwilą usłyszałem, są wstrząsające - słyszymy. Zdaniem polityka, Tusk „prymitywizuje politykę”. - On nie chce debaty, on chce wojny. Nie ma argumentów, nie ma ludzi, którzy wsparliby go intelektualnie - dodaje. Nie bardzo mu się udaje zagranica, więc próbuje wyciągnąć ludzi na ulice. Trudno określić mi to słowami. Takie określenia są chamskie, prymitywne i niegodne polityka. Kompleks braci Kaczyńskich – śp. Lecha Kaczyńskiego i Jarosława Kaczyńskiego – tkwi w Tusku, powodując jego więdnięcie - słyszymy na koniec.
Źródło: Niezalezna.pl
Złoty Tusk, Słońce Peru!? Zapomnieliście jak Tusk haratał w gałę, a międzynarodowi spekulanci, mafia „grabili” Polskę, i wagonami wywozili „zarobione” pieniądze zagranicę!? Naprawdę chcecie powrotu Tuska do władzy!? Nie chce ci ja Kaczyńskiego, nie chce ci ja Tuska, no bo niby dlaczego mam wybierać pomiędzy zimnym, a ciepłym gównem!?
Jeszcze pamiętamy 10 obietnic Tuska z października 2007 r. !?
1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy.
2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty.
3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic.
4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ.
5. Uprościmy podatki, wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy 200 opłat urzędowych.
6. Przyśpieszymy budowę stadionów na Euro 2012.
7. Wycofamy wojska z Iraku.
8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce.
9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet.
10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją. Polska zasługuje na cud gospodarczy.

02 07 2022 Deszcz miliardów euro niemal do końca dekady.
Wynegocjowana przedwczoraj przez rząd na realizację Umowy Partnerstwa kwota 76 mld euro, tj. niemal 350 mld zł to kolejne środki unijne - po tych z Krajowego Planu Odbudowy - przyznane w ostatnim czasie przez Brukselę. Te z KPO mają w najbliższych latach wynieść 76 mld euro, tj. 158,5 mld zł, w tym 106,9 mld zł w postaci dotacji i 51,6 mld zł w formie preferencyjnych pożyczek. Z kolei środki z tzw. Umowy Partnerstwa zostaną przeznaczone na złagodzenie negatywnych skutków „ostatnich lat i miesięcy spowodowane przede wszystkim pandemią COVID-19, wojną na Ukrainie, rosnącymi cenami surowców energetycznych czy też szybko zmieniającą się sytuacją gospodarczą na świecie” - jak poinformował minister funduszy i polityki regionalnej Grzegorz Puda. Mają zostać rozdysponowane do końca 2029 r. Według informacji MFiPR KPO to program, który składa się z 54. inwestycji i 48. reform. Ma wzmocnić polską gospodarkę oraz sprawi, że będzie ona łatwiej znosić wszelkie kryzysy.
Polska z tego źródła otrzyma 158,5 mld zł, w tym 106,9 mld zł w postaci dotacji i 51,6 mld zł w formie preferencyjnych pożyczek. A jednocześnie, zgodnie z celami UE, znaczna część budżetu zostanie przeznaczona na cele klimatyczne (42,7%) oraz na transformację cyfrową (20,85%). Jak zaznacza ministerstwo dzięki pieniądzom z KPO zrealizujemy nowe inwestycje, przyśpieszymy wzrost gospodarczy, a także zwiększymy zatrudnienie. Fundusze zainwestowane zostaną m.in. w rozwój gospodarki, innowacje, środowisko, cyfryzację, edukację i zdrowie. Jak mówił w wywiadzie dla filarybiznesu.pl Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP: - gdy dojdzie do realizacji inwestycji związanych z KPO i będzie ujawniał się w związku z tym popyt związany z realizacją rozmaitych działań czy programów z KPO - to (...)będzie działać proinflacyjnie. (...)Natomiast w dłuższym terminie, w horyzoncie kolejnych lat, już nie - kwartałów, KPO będzie działać dezinflacyjnie. (...)Realizacja wielu inwestycji przewidzianych w ramach KPO będzie zwiększać potencjał polskiej gospodarki, będzie ograniczać koszty transformacji energetycznej. I to właśnie będzie działać dezinflacyjnie poprzez wzmocnienie strony podażowej czy też zwiększenie jej produktywności.
W przypadku Umowy Partnerstwa Polska pozostanie największym beneficjentem polityki spójności spośród wszystkich państw członkowskich UE. - Udało nam się też rozszerzyć możliwość dofinansowania z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla dwóch dodatkowych województw - łódzkiego i małopolskiego. Natomiast program dla Polski Wschodniej, który pierwotnie miał zostać wygaszony, nie tylko będzie kontynuowany w nowej perspektywie finansowej, ale także zwiększy swój zasięg działania o część województwa mazowieckiego - poinformował minister Puda.Pieniądze z Umowy Partnerstwa mają trafią do podmiotów, które zamierzają realizować swoje projekty także przy wsparciu jednego z szesnastu Programów Regionalnych.
Podobnie jak w latach 2014-2020, również w nowej perspektywie finansowej na lata 2021-2027 ok. 60% funduszy z polityki spójności trafi do programów realizowanych na poziomie krajowym. Pozostałe 40% otrzymają programy regionalne, zarządzane przez marszałków województw.
Większa część (ok. 60 mld euro) spośród przyznanych 76 mld euro ma zostać rozdysponowana w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (47,4 mld) oraz Europejskiego Funduszu Społecznego Plus (12,9 mld). - Polska jest największym beneficjentem całej polityki spójności - polityki wyrównywania szans, polityki tworzenia nowych dróg, wyrównywania szans pomiędzy regionami - mówił premier Mateusz Morawiecki po spotkaniu z unijną komisarz ds. spójności i reform, Elisą Ferreirą. - Umowa Partnerstwa to strategia wykorzystania środków pochodzących z budżetu UE na rozwiązania, które do tej pory wszyscy Polacy znają. Polska zmieniła się także dzięki tym funduszom - dodał premier. Skala możliwego dofinansowania w ramach Umowy Partnerstwa zależeć będzie również od województwa, na terenie którego dany projekt będzie realizowany. Regiony słabiej rozwinięte będą mogły liczyć na dofinansowanie nawet do 85% realizowanego przedsięwzięcia.
Jak więc widać uczestnictwo Polski w Unii Europejskiej to wciąż przewaga korzyści nad ponoszonymi kosztami (choćby w postaci dorocznie płaconej przez nasz kraj składki członkowskiej). Taki korzystny bilans powinien pozostać jeszcze co najmniej do końca obecnej tzw. perspektywy unijnej - tj. do końca 2027 r., z przedłużeniem do końca 2029 r.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: Te pieniądze nie pojawią się nigdy. I czas najwyższy sobie to uświadomić. Pozostaną jedynie złudną fatamorganą. No chyba, że Kaczyński z Morawieckim w workach pokutnych zaciągną Ziobrę na powrozie do Brukseli. Na pewno zdali już sobie z tego sprawę, ale przyznanie tego głośno, przy tak rozbujanych obietnicach i nadziejach, oznaczałoby potężne tąpnięcie w kraju.
Pytanie tylko, czy zdecydują się sprzedawać nas po kawałku za każdy z tych 300 kamieni i ścigać się z opozycją w gorliwości spełniania życzeń Berlina i brukselskiej kliki. Osobiście sądzę, że się zdecydują. Tyłka przy najbliższych wyborach im to nie uratuje, ąle ... przedstawienie musi trwać. 
30 06 2022 W dołach PiS zaskoczenie nadzorcami z centrali. "Są tacy, co się boją".
Czołowi politycy PiS będą nadzorować zmiany w partyjnych strukturach. Część z nich została wysłana w regiony, z którymi nie mają nic wspólnego. Lokalni działacze obawiają się, że "opiekunowie" zadomowią się w nowych województwach i ostatecznie będą stamtąd startować. A to miałoby oznaczać zepchnięcie z czołowych miejsc aktualnych liderów. — Dlaczego opiekunowie? Czyż to nie ładniej brzmi niż nadzorcy? — śmieje się w rozmowie z Onetem jeden z polityków PiS. Ale do śmiechu zdecydowanie nie jest części posłów PiS, którzy właśnie dowiedzieli się, że Nowogrodzka wyśle w każde województwo zaufanego polityka, który ma doglądać sytuację w partyjnych okręgach (będzie ich teraz 94 zamiast 41). — To osoby, które będą nadzorować przebieg zmian strukturalnych w PiS oraz działalność nowo powołanych pełnomocników okręgowych – powiedział w trakcie wtorkowego briefingu sekretarz generalny partii Krzysztof Sobolewski.
To czołowe postaci w partii. I o ile to, że np. Beata Szydło będzie się zajmować swoją rodzinną Małopolską, a Joachim Brudziński Pomorzem Zachodnim, zaskakujące nie jest, to już wysłanie na Opolszczyznę ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka (związanego z Lublinem), albo szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego (rodem z Krakowa) w Łódzkie budzi emocje w partyjnych dołach. — Niektórzy z opiekunów na pewno wiedzieli, że zostaną powołani, ale taki Piotr Gliński chyba dopiero na sali się dowiedział, że będzie nadzorował Mazowsze, a posłem jest przecież z Łodzi. Związany z Mazowszem Mariusz Błaszczak skontroluje Warmińsko- Mazurskie. Są tacy, którzy uzasadniają to tym, że jako szef MON często tam bywa, bo są tam wojskowe bazy. A to przecież też jedyny odcinek naszej granicy z Rosją – mówi nam uczestnik narady w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości. Poza swoje okręgi zostali też wysłani m.in. wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin (jest posłem z okręgu lubelskiego, a będzie opiekował się Podlasiem), minister infrastruktury Andrzej Adamczyk (pochodzi z Małopolski, pojedzie w Świętokrzyskie), i wicepremier, minister rolnictwa Henryk Kowalczyk (startuje z Mazowsza, będzie kontrolował Wielkopolskę).
Jest zaskoczenie. Ale też są tacy, co się boją – słyszymy od posła PiS. Obawa ma wynikać z przekonania, że "opiekunowie" zadomowią się w nowych województwach i ostatecznie będą stamtąd startować. A to miałoby oznaczać zepchnięcie z czołowych miejsc aktualnych liderów. Zresztą m.in. przecięciem dotychczasowych lokalnych układów i mobilizacji rozleniwionych struktur miała służyć wewnętrzna reforma, która właśnie wchodzi w życie. Raczej nie widziałbym takiego związku – przekonuje Onet rzecznik PiS Radosław Fogiel. — Mamy prawie stu nowych szefów okręgów. Prezes uznał, że lepiej, by istniał jeszcze jeden szczebel, który będzie przekazywał informacje bezpośrednio do centrali — słyszymy w partii. Jednak już wielokrotnie zdarzało się, że na listach (i to nie tylko PiS) byli umieszczani tzw. spadochroniarze, którzy z danym okręgiem mają niewiele, albo wręcz nic wspólnego. Dlatego np. przysłanie Przemysława Czarnka na Opolszczyznę budzi niemałe emocje.
Partia rządząca jest tu wewnętrznie skłócona, nie ma rozpoznawalnych liderów.  — Nie widzę sensu, by tak mocna postać jak Przemysław Czarnek startowała z tak małego okręgu. Tacy ludzie powinni startować raczej z większych regionów, tam gdzie mamy mocniejsze poparcie i gdzie taki lider byłby w stanie sam wyrwać dla listy dodatkowy mandat – słyszymy od polityka obozu władzy. Trudno też sobie wyobrazić, że urodzony w Krakowie Ryszard Terlecki znajdzie się na łódzkiej liście. Choć faktem jest, że w swoim rodzinnym mieście uzyskał w ostatnich wyborach słaby wynik – zaledwie 10 tys. głosów dało mu piąty wynik na liście PiS, choć startował z drugiej pozycji. W sejmowych kuluarach pojawiły się nawet informacje, według których wicemarszałek chciałby za dwa lata ubiegać się o mandat w Parlamencie Europejskim. Z tego powodu Terlecki ma być zwolennikiem rozstania się z Solidarną Polską, którą w Europarlamencie reprezentuje m.in. Patryk Jaki startujący z okręgu małopolsko- świętokrzyskiego – tego, który miałby dać miejsce w PE Terleckiemu.
Na razie jednak szef klubu PiS zajmie się nadzorowaniem województwa łódzkiego. Choć, jak słyszymy, formuła "opieki" nad 16 regionami nie jest jasna. Nie została też jasno zakomunikowana w trakcie posiedzenia Komitetu Politycznego PiS.
Źródło: onet.pl
Kaczyński to nie jest normalność w państwie, to nieustany paniczny strach przed wszystkim i przed wszystkimi, to wiecznie trwająca wojna wszystkich ze wszystkimi. Zawsze dziwiło mnie jak jeden człowiek, na dodatek schorowany staruszek może tak bezwzględnie podporządkować sobie tylu ludzi, co takiego posiada, że słuchają go jak Boga. Wielu tego nie widzi. Widzą natomiast jak Kaczyński po wodzie chodzi, cuda czyni i modlą się do niego.

30 06 2022 Tusk wręcz ostentacyjnie poparł doktrynę Neumanna.
W nocy z poniedziałku na wtorek, poseł Platformy Franciszek Sterczewski, jechał zygzakiem, bez świateł po poznańskiej ulicy, został zatrzymany przez Policję ale gdy chciano zbadać go alkomatem, odmówił i pokazał legitymacje poselską. Policjanci sporządzili notatkę z tego zatrzymania, podkreślając w niej, że od posła czuć było silną won alkoholu, a ponieważ całe zdarzenie było filmowane, film został wyemitowany w TVPInfo, a następnie znalazł się w internecie, sprawa nabrała dużego rozgłosu. Pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że poseł Sterczewski jest członkiem, a nawet wiceprzewodniczącym parlamentarnego „Zespołu d/s bezpieczeństwa ruchu drogowego” i wielokrotnie potępiał w wypowiedziach publicznych, jazdę pod wpływem alkoholu. Poseł wprawdzie po kilku godzinach na jednym z portali społecznościowych, przeprosił za swoje zachowanie i zobowiązał się że wpłaci 5 tys. zł na wybraną organizację pożytku publicznego ale internauci nie zostawili na nim przysłowiowej „suchej nitki”, podkreślając, że jedynym wyjściem „z twarzą” z tej sytuacji, byłaby rezygnacja z poselskiego mandatu. Przez cały wtorek na to zdarzenie nie było reakcji ani szefa klubu parlamentarnego Platformy Borysa Budki, ani przewodniczącego Donalda Tuska, natomiast politycy tej partii uczestniczący w różnych programach publicystycznych, bronili partyjnego kolegi, podkreślając, że przeprosił i chce wpłacić zadośćuczynienie, a więc uznają całą sprawę za zakończoną.
Dopiero wczoraj rano, odezwał się na jednym z portali społecznościowych Donald Tusk i napisał jak mu się wydawało żartobliwie „Tramwaj, pociąg, autobus. komunikacja zbiorowa to nasza przyszłość! I tego się, Franek, trzymamy”.
Tusk, od jakiegoś czasu posła Sterczewskiego wręcz hołubi, mimo tego, że ten latem poprzedniego roku, atakował polską Straż Graniczną na granicy z Białorusią, nazwał go „człowiekiem niespodzianką” i podziwiał za nieustępliwość i zdecydowanie, co więcej pozwolił by ten na jednej z konwencji programowych, prezentował pomysły na ograniczenie wykluczenia komunikacyjnego w naszym kraju. Wygląda jednak na to, że zdecydowana większość internautów „głębi” żartu Tuska, nie zrozumiała, pisali wprost, że poparł on wręcz ostentacyjnie doktrynę posła Neumanna „Jeśli będziesz w Platformie, będę cię k***a bronił jak niepodległości”.
Przypomnijmy, że poseł Neuman poszedł jeszcze dalej, tłumacząc koledze partyjnemu z Tczewa, który go potajemnie nagrał, że „Sądy dzisiaj-ja ci gwarantuję- nie rozstrzygną żadnej sprawy przed wyborami. Przez rok nie zrobią k***a, nic.”, pokazując że dzięki wpływom tej partii w sądownictwie, działacze tej partii, mogą czuć się bezkarnymi. A że tak właśnie było, świadczy filmik z okresu rządów PO-PSL ,kiedy to po długiej naradzie z siedziby Platformy, w Warszawie przy ulicy Wiejskiej, wychodzili razem z czołowymi politykami tej partii, ówcześni szefowie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego, a także kierownictwo ówczesnej Krajowej Rady Sądownictwa.
Tusk nie tylko nie potępia polityków tej partii, mówiąc najłagodniej „mających kłopoty z prawem” ale ich wspiera, ba wręcz oskarża obecną prokuraturę o działania motywowane politycznie. Tak było w sprawie Sławomira Nowaka jednego z najbliższych swoich współpracowników, który został oskarżony o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, a mimo tego Tusk nazwał go więźniem politycznym i domagał natychmiastowego wypuszczenia z aresztu. Podobnie było ze Stanisławem Gawłowskim, któremu mimo postawienia zarzutów przez prokuraturę, pozwolono na start do Senatu, przy cichym wsparciu Platformy, czy w przypadku marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, którego Platforma broni „jak niepodległości”, nie pozwalając nawet na uchylenie immunitetu. A więc stosowanie przez Tuska doktryny Neumanna w całej okazałości, wcześniej i teraz w przypadku posła Sterczewskiego i jednocześnie niezdarna próba obrócenia tej obrony w żart.
Źródło: naszeblogi.pl
Ze strony PO, jak i PiSu nie możemy się spodziewać nic dobrego, wszak to POPiS, a Tusk i Kaczyńscy to polityczni bracia syjamscy!?
Z forum: Tusk, ma za zadanie wprowadzić do polskiego życia, chaos, anarchię i całkowicie zniszczyć resztki kapitału społecznego. On pragnie - jak celnie zauważył Jarosław Kaczyński - wojny domowej. Jego patroni, zw wschodu i zachodu, dostrzegli, że szans na skuteczne przejcie władzy nie ma, więc to jedyna opcja na neutralizację Polski. A do tej strategii, Tusk dobiera odpowiednie instrumenty: kłamliwy i pełen pogardy język, jawne groźby pod adresem ZP no i właściwych do tego ludzi. Stąd bierze się dopieszczanie Jachiry, Sterczewskiego, Szczerby, Nitrasa i całej tej menażerii. Czasy dyskretnych gier odchodzą wraz z przedstawicielem BND osadzonym na stanowisku ambasadora Niemiec. Teraz stawiają na mordobicie. 
29 06 2022 Skarbówka będzie mogła sprawdzić nasze konta. Zmiany już za chwilę.
1 lipca wejdą w życie zmiany przepisów, które umożliwią skarbówce wgląd w konta bankowe Polaków. Dotychczas takie uprawnienia fiskus miał wyłącznie w przypadku osób podejrzanych. Zmiany budzą wątpliwości prawników. KAS odpowiada, że te przepisy będzie stosować tylko w uzasadnionych przypadkach. Od 1 lipca banki będą musiały przekazywać organom podatkowym dane o posiadanej liczbie kont, ich stanie, a także obrocie swoich klientów. Zmiana ta jest o tyle istotna, że dotychczas w postępowaniu przygotowawczym o takie informacje skarbówka mogła pozyskać wyłącznie w przypadku "osób podejrzanych". Po zmianach natomiast już wobec wszystkich "osób fizycznych". Żądanie będzie mogło dotyczyć również nie tylko właścicieli, ale też pełnomocników rachunku. Ponadto rozszerzony też będzie katalog podmiotów, które będą miały prawo do żądania ujawnienia takich informacji. Dziś może wystąpić o to szef Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) i naczelnik urzędu celno- skarbowego. A od 1 lipca 2022 r. o takie informacje będą mogli też wystąpić naczelnicy urzędów skarbowych.
Jak pisała na początku czerwca "Rzeczpospolita", zmiany wzbudzają wątpliwości. Swoje uwagi zgłosił w marcu Rzecznik Praw Obywatelskich. Marcin Wiącek poprosił rząd o wyjaśnienia w tej sprawie, gdyż - w jego ocenie - nie przedstawiono uzasadnienia tej zmiany. - Znacząco poszerza to zakres ingerencji w strefę prywatności obywateli - podkreślał RPO, cytowany przez dziennik. Szef KAS Bartosz Zbaraszczuk zapewnił, że kontrowersyjny przepis nie może być stosowany "bez uzasadnionej przyczyny i bez powiązania z popełnionymi czynami stanowiącymi przedmiot postępowania przygotowawczego prowadzonego w sprawie osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa". Uspokajał też, że podatnicy nie muszą się obawiać, że będzie dochodzić do nadużyć - pisała "Rz".
Źródło: money.pl
No to była sobie tajemnica bankowa, i co najdziwniejsze jej likwidacji domagają się najwięksi złodzieje zajmujący wysokie stanowiska państwowe!? Dlaczego ich konta nie interesują skarbówki!? Na koniec marca 2022 roku gospodarstwa domowe w Polsce miały zgromadzone w bankach 1,04 bln zł. i to spędza sen z powiek Morawieckiemu, i Glapińskiemu!? Gdyby chociaż część z tych oszczędności przejęli.......Znaczy się wracają czasy kiedy polowano na kułaków!?
Wkrótce Morawiecki dobierze się do naszych oszczędności, bo uważa ze źle nimi zarządzamy. Robi co mu się tylko podoba, pomnaża swój majątek, bo to daleki krewny Kaczyńskiego!?

Z archiwum: 13 02 2020 Były pracownik Ministerstwa Finansów masakruje politykę Zjednoczonej Prawicy i ostrzega przed kryzysem ekonomicznym.... Problemy ekonomiczne – zgodnie z wyjaśnieniami S. Dudka – wynikają głównie z populistycznej polityki rozdawnictwa. Główny ciężar walki z kryzysem nie spadnie jednak na działaczy PiS, lecz zwykłych przedsiębiorców i członków klasy średniej. – „Nasz budżet jest bardzo usztywniony, poupychany do granic możliwości. Zamiast naprawiać zawczasu hamulce, dolewamy jeszcze benzyny” – stwierdził ekonomista....Więcej na sklave.aktualnosci
Z forum: Niech nam jeszcze zaczną zaglądać do garów. Przecież to zaczyna być już śmieszne moje własne pieniądze odłożone ,które były już opodatkowane jeszcze mają ich interesować. To są moje pieniądze i skarbówce nic do tego. Gdzie moja prywatność i moja własność. Mówię dość już tego prywatności obywateli.
Skarbówka wejdzie na nasze konta mając wszystkie dane przekaże innym i hakerzy będą mogli to wykorzystać czyszcząc je do zera i to jest RODO nie to bandytyzm i złodziejstwo.
Rejestr ciąż, informowanie czym dom jest ogrzewany, inwigilacja konta, wgląd przez ubezpieczyciela do rejestru wykroczeń kierowców - to już państwo policyjne.
Jak to skarbówka będzie miała wgląd? Wgląd będzie miała p. Kasia z p. Basią ze skarbówki. A wtedy, to już tego nie da się utrzymać w tajemnicy, bo nikt nie będzie w stanie udowodnić zarówno p. Kasi, jak i p. Basi, że nie rozgadała na mieście, ile to sąsiad ma na koncie. 
28 06 2022 Koń na prokuratora i ofensywa Dupiarza.
Marszałek Senatu Tomasz Grodzki z wysuniętego ramienia Platformy Obywatelskiej spotkał się na wiecu z mieszkańcami Powiatu Polickiego. Pierwsze spotkanie odbyło się w Pilchowie w gminie Police, drugie w Siadle Dolnym w gminie Kołbaskowo. Dysponujący obronionym przez lewactwo immunitetem łapówkarz przedstawił społeczeństwu Powiatu Polickiego plany Platformy Obywatelskiej, gdy Iza Leszczyna zostanie już premierką, zaś łapówkarz nadal będzie piastować urząd marszałka Senatu. Wtedy – zwany Koniem Roman Giertych zostanie prokuratorem generalnym, zaś Telewizja Polska zostanie zlikwidowana! Oczywiście – wszyscy pracownicy TVP wylądują na bruku, gdyż wszystkie stanowiska w platformerskiej telewizji TVN są już obsadzone – zgodnie z ustaleniami z PO. Z kół zbliżonych do Kopertnika wynika, że rzecznikiem Prokuratora Giertycha zostanie red. Kraśko – niesłusznie pozbawiony prawa jazdy przez pisoski reżim.
Perspektywa powołania Konia na Prokuratora obudziła nadzieję na sprawiedliwy proces oskarżonego o korupcję Staszka Gawłowskiego, w którego sprawie zebrano już... 23 tysiące akt. Po informacji Kopertnika pobudzony Staszek napisał na Twitterze: „Dobry pomysł! Prawo i sprawiedliwość zagości w prokuraturze. Uczciwi będą zadowoleni. Kasta łamiących prawo funkcjonariuszy PiS odpowie za swoje grzechy” – dodał zadowolony oraz uczciwy jak sam Kopertnik senator Stanisław Gawłowski. Zadowolenie Staszka Gawłowskiego jest całkiem zrozumiałe: skoro łapówkarz może z ramienia PO kierować Senatem RP, to niby dlaczego Koń nie mógłby być prokuratorem generalnym w rządzie Platformy Obywatelskiej??? To jednak nie wszystko. Jak oznajmił koalicjant Platformy Obywatelskiej, czyli szef kanapowej – za to bardzo Nowoczesnej partii Adam Szłapka – redaktorzy TVP zostaną rozliczeni a zarobione przez nich pieniądze – odebrane. Czyli ci, których Koalicja Obywatelska wywali z TVP na bruk będą mogli się czuć szczęściarzami, skoro Tusk wyśle redaktorów TVP do łagrów i pozbawi ich majątków!
I nie będą to bynajmniej tylko domysły, skoro wszyscy powinni wiedzieć, co ich czeka, gdy Koń zostanie Prokuratorem a Iza premierką! „Te główne rzeczy, które proponujemy, ludzie znają” – przyznała bowiem była kandydatka na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska - pytana o program partii Tuska.
Nikt nie powinien się zatem dziwić, gdy po wygranych Platforma Obywatelska zorganizuje powszechne czystki i wywózki do łagrów. Ten program PO poprzedza bowiem intensywna kampania dyplomatyczna dupiarza, zatrudnionego przez warszawiaków na stanowisku prezydenta Warszawy. Dwa dni temu dupiarz rozmawiał z merem Kijowa Witalijem Kliczką a w planach ma także wideokonferencje z Joe Bidenem oraz papieżem Franciszkiem!  Wprawdzie rozmówca dupiarza okazał się być fałszywym Witalijem Kliczką, to bynajmniej nie wpłynęło to na zmianę planów dupiarza. Perspektywy rządów Koalicji Obywatelskiej pod światłym przewodem Izy - nauczycielki polskiego ze szkoły podstawowej są tak kuszące, że cały Naród z niecierpliwością oczekuje, co zaproponuje społeczeństwu Iza, gdy już zostanie wysunięta z ramienia Donalda Tuska na premierkę teoretycznego państwa: „Jak wygramy wybory, przedstawimy wszystkie szczegóły programu Platformy Obywatelskiej" – mówiła kilka dni temu obecna główna ekonomistka tej partii Izabela Leszczyna.
Pozostają już tylko pytania: Zabiorą 500+, 13-ki i 14-ki dla emerytów czy nie zabiorą? Zwiększą wiek emerytalny, czy nie zwiększą? Zasypią kanał na Mierzei, czy nie zasypią? Sprywatyzują ORLEN i wszystkie pozostałe polskie przedsiębiorstwa, czy nie sprywatyzują? Stworzą z Polski land niemiecki, czy nie stworzą? Nikt jednak nie powinien się zdziwić, gdy język niemiecki stanie się w Polsce obowiązkowy, skoro „te główne rzeczy, które proponujemy, ludzie już znają”…
Źródło: niepoprawni.pl
Bez przesady, to może Trynkiewcz zostanie Rzecznikiem Praw Dziecka!? 
27 06 2022 Kamieni kupa.
Bartłomiej Sienkiewicz określił kiedyś projekty rządowe jako „…. i kamieni kupa”. Prorok jakiś - ki diabeł? Marek Suski nazwał ostatnio KPO skandalem. Suski reprezentuje poglądy wszystkich posłów, którzy -jak twierdzą -nie wiedzieli co w tym dokumencie naprawdę jest.
Dokument w języku angielskim ( dobrze, że nie w niemieckim)  można znaleźć pod adresem:  https://ec.europa.eu/info/system/files/com_2022_268_1_annex_en.pdf
Wśród kamieni milowych zastrzeżenia budzą przede wszystkim wymagania zmian nie mających nic wspólnego z polskim  systemem sądownictwa, będącym podobno kamieniem (they multiply like rabbits).. obrazy dla wartości UE. Na przykład  kamień milowy nr E3G zakłada wejście w życie w 2024 roku aktu prawnego wprowadzającego opłatę rejestracyjną od pojazdów emitujących spaliny. Kamień milowy nr E4G zakłada wejście w życie w 2026 roku aktu prawnego wprowadzającego podatek od własności pojazdów emitujących spaliny. Czy ktoś pomyślał o prawdziwym a nie wydumanym wykluczeniu osób mieszkających w wiejskich osadach oddalonych od większych ośrodków, których nie będzie stać na zakup bardzo drogich samochodów elektrycznych ani  na ten podatek, więc nie będą mogli nawet dojechać do lekarza? Kamień milowy nr A71G zakłada wejście w życie w 2023 roku nowelizacji odpowiednich ustaw która zapewni objęcie składkami na ubezpieczenie społeczne wszystkich umów cywilnoprawnych (emerytalnych, rentowych, wypadkowych i chorobowych, niezależnie od uzyskanych dochodów z wyjątkiem umów ze studentami poniżej 26 roku życia.
Szkodliwość tej nowelizacji nie wymaga chyba komentarza. Najistotniejsze jest jednak co innego. Sformułowania tego dokumentu są tak niejednoznaczne, że nikt nigdy nie będzie w stanie ustalić czy zostały spełnione wymagania w nim zawarte. Nie wiadomo na przykład czy podniesienie wieku emerytalnego ma być obligatoryjne czy jest to przywilej pragnących bez końca pracować emerytów. Każdy kto przebrnie przez ten bełkot sam się przekona. W naiwności swojej uważałam zawsze że język angielski dlatego stał się językiem nauk ścisłych, że jest precyzyjny. Bardzo się pomyliłam.
Źródło: naszeblogi.pl
Z forum: To tylko stwierdzenie następujących faktów. Dokument powinien być po polsku a język powinien być precyzyjny. I tyle. A "kamieni" jest zbyt wiele i bezsensownych, sprzecznych wewnętrznie..
I właśnie o to chodzi. Kto będzie decydował które z tych "kamieni" zostały przekroczone, zrealizowane? Możliwość pracy ww wieku emerytalnym była i jest. Wiem to najlepiej. Oczywiście emeryt musi być pracownikiem przez pracodawcę pożądanym. Wiec co ma znaczyć ta dyrektywa? Co zmienić? I w jakiej sytuacji zostanie zaliczona?
Przecież bankster Mateuszek, zwany najlepszym premierem na ciężkie czasy, jest po prostu nadzorcą nad Polską w imieniu międzynarodowej finansjery. Więc jak z nim rozmawiać o wystąpieniu z Łuniji? On nawet był posrany, gdy stanęła sprawa ewentualnego zawetowania tzw. warunkowości. W lipcu tłumaczył, że nie ma co się przejmować, bo zawsze możemy zawetować w grudniu. A w grudniu stwierdził, że wszystko jest w porządku, bo się dogadał na szczycie z Angelą a takie ustne ustalenia są ważniejsze od unijnych rozporządzeń. Kto wierzy temu kłamczuchowi jest głupi. Dlatego pewnie Orban nie chce z nim gadać - bo i po co. Rozmawiać sensownie można tylko z poważnymi ludźmi, którzy dotrzymują słowa, a nie z cynicznym oszustem i kłamczuchem. 
26 06 2022 Nowa rzeczywistość podatkowa za pasem. O tym powinien wiedzieć każdy przedsiębiorca.
Od lipca wchodzą w życie kolejne zmiany w systemie podatkowym - mają naprawić to, co rządzący popsuli Polskim Ładem. Dla właścicieli firm i ich księgowych to nie lada wyzwanie - ponownie muszą zmierzyć się z wyborem najkorzystniejszych zasad opodatkowania. Na początku tego roku przedsiębiorcy mieli kłopot z wyborem najkorzystniejszej formy opodatkowania. Decyzję komplikowała nowa rzeczywistość podatkowa, jaką urządzili nam legislatorzy tzw. Polskim Ładem, czyli gigantyczną reformą podatkową wprowadzoną naprędce i bez konsultacji. Wiele osób przeszło wówczas na ryczałt. Przyciągał w szczególności tych, którym w życiu powodzi się nie najgorzej ― m.in. przedstawicieli handlowych, lekarzy i informatyków. Przepisy się jednak od lipca zmieniają i ryczałt może się już tak bardzo nie opłacać jak dotychczas. Przedsiębiorcy zachodzą w głowę, co zrobić: zostać przy nim, czy zmienić na zasady ogólne i płacić podatek według skali? - Ostrożnie podchodzimy do zmian w systemie podatkowym, które wejdą w życie od lipca tego roku. Uważam, że lepiej powstrzymać się ze zmianą formy opodatkowania do przyszłego roku, żeby ocenić, czy w praktyce faktycznie się ona opłaca - sugeruje Beata Boruszkowska, właścicielka biura oraz prezeska Krajowej Izby Biur Rachunkowych (KIBR).
Ustawodawca na szczęście daje przedsiębiorcom kilka możliwości. Jakich? - Może mienić formę opodatkowania już od pierwszego lipca, składając do 22 sierpnia tego roku stosowny formularz w urzędzie skarbowym - dotyczy to wyłącznie sytuacji, gdy ktoś zechce w drugiej połowie rozliczyć się według innych zasad niż w pierwszej - zaznacza Beata Boruszkowska. Możliwości jest jeszcze więcej. Przedsiębiorca może też wstrzymać się z decyzją do przyszłego roku i dobrze przemyśleć. Zdaniem księgowych to najlepsze wyjście. - Podatnik może wstrzymać się z decyzją zmiany formy opodatkowania do 20 lutego 2023 r., zachowując prawo do rozliczenia się za ten rok na takich zasadach, jakie będą dla niego korzystniejsze. Wystarczy po prostu rozliczyć podatek na właściwym dla danej formy opodatkowania formularzu PIT - tłumaczy Beata Boruszkowska.
Księgowym trudno jednoznacznie ocenić, czy nowe przepisy są gorsze, czy lepsze. Jak to zwykle bywa, punkt widzenia zależy od siedzenia. - Sytuacja zmieniła się diametralnie. Ludzie wydali ogrom pieniędzy na szkolenia i wszystko jak krew w piach. Nie wspomnę o różnej maści doradcach, którzy przekonywali podatników do zarejestrowania spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Ustawodawca właśnie domyka te furtki - mówi Justyna Jakubiak. Księgowe nie owijają w bawełnę. Wprost mówią, że klienci powinni liczyć się z wyższymi kosztami usług księgowych, w sytuacji gdy wybiorą zmianę sposobu rozliczenia. - Aktualnie żaden system komputerowy nie pozwala płynnie przejść z jednej formy opodatkowania na drugą. Na pytanie: jak w prosty sposób rozliczyć podatnika na dwa sposoby, każdy specjalista IT odpowiada: zaksięgować dwa razy. Dostawcy systemów jeszcze nie pracują nad "magicznym guziczkiem", który ułatwi nam pracę - kwituje uwagę Justyna Jakubiak.
Źródło: money.pl
No a to co wyprawia Morawiecki to nie tylko dyskryminacja, ale i eksterminacja polskich firm w Polsce. Zablokowanie zwrotu należnego podatku VAT, ciągłe nękające kontrole, niezasadne grzywny, mandaty, niezrozumiałe prawo podatkowe etc to piekło jakie przygotował dla polskiego przedsiębiorcy Morawiecki!?
Jedyne co się opłaca to założyć firmę zagranicą!? Tylko patrzeć jak Morawiecki reaktywuje domiary, no bo z VAT-u już wiele nie wyciągnie!? Skoro jest tak dobrze dlaczego jest tak źle!? Mamy rekordową inflację. Tak źle nie było od 20 lat!? Wstrzymanie zwrotu należnego podatku VAT rozkłada polską gospodarkę na łopatki!? Banknot o nominale 1000 złotych to namacalny dowód szalejącej inflacji. Obyśmy znów nie byli milionerami jak 30 lat temu...Czy 1000 zł. wystarczy na chleb!?
Z forum: Dziękuję opatrzności za podsunięcie decyzji o zaniechaniu działalności gospodarczej z końcem minionego roku. To był ostatni moment. Tym którzy wciąż chcą pracować wróżę spiralę zadłużenia i upadłości. To musiało kiedyś nadejść. Takiej polityki nie wytrzyma żadna gospodarka.

26 06 2022 Dupiarz na paradzie i kagańce dla prawicy…
Wielkim sukcesem zakończyła się parada LGBT +Q w stolicy Polski. Paradę lesbijek, pederastów, biseksów, transwestytów i różnego rodzaju niby-mężczyzn i niby-kobiet uzupełnił bowiem warszawski dupiarz, pod którego patronatem odbyło się to zbiegowisko: „Parada Równości ponownie przeszła ulicami @warszawa. Szliśmy po szacunek, równość, tolerancję. Dla wszystkich. Szliśmy z przyjaciółmi z @KyivPride, z komisarz @helenadalli i licznymi gośćmi z Europy i całego świata. Szliśmy z uśmiechem. I szliśmy razem. Dziękuję!" – podsumował paradę dupiarz, którego warszawiacy wybrali na prezydenta stolicy. Wprawdzie nie wszyscy na dupiarza głosowali – ale jednak większość warszawiaków! Stąd też z dumą i uzasadnioną satysfakcją mogą dziś mieszkańcy stolicy nazywać paradę, jako paradę LGBT+Q oraz D!  Tak się bowiem szczęśliwie składa, że warszawski dupiarz ma swego odpowiednika także na "D" na postępowym Zachodzie. Był nim pogardzany dotąd „dupcyngier”, którego teraz każdy człowiek postępu będzie traktować z należnym szacunkiem…
Reszta – a więc siły ciemnoty, zabobonu i nierówności – będzie musiała wykrzesać z siebie należny szacunek dla środowiska LBGT +Q oraz D - w strachu przed kagańcem, który założy im Platforma Obywatelska, gdy tylko Donald Tusk postawi na stanowisku premiera Izę Leszczynę. Ten tajny program Platformy ujawnił Franek Sterczewski – cudowne dziecko Donalda, który także był uczestnikiem warszawskiej parady z udziałem dupiarza. Warto bowiem dodać, że paradę LGBT + Q oraz D uświetnił osobnik przebrany za psa i prowadzony przez innego godnego szacunku, równości i tolerancji osobnika. Według Franka (gwiazdy majowej Konwencji Koalicji Obywatelskiej) – człowiek w kagańcu i na smyczy symbolizował prawicę, której Platforma założy kaganiec, gdy tylko wygra wybory: Warszawa? Panie @trzaskowski_, to ten marsz, w którym brałeś udział? Co „chadecy” głosujący na Platformę Obywatelską czują jak oglądają takie sceny? Nie jest Wam zwyczajnie głupio? #MarszRowności — napisał na Twitterze szczeciński radny PIS Dariusz Matecki, załączając nagranie z osobnikiem przebranym za psa. Na ten wpis natychmiast zareagował Franek – nobilitowany przez samego führera totalnej opozycji na specjalistę od transportu publicznego: Ale że co? Zazdrości Pan kagańca? Bez obaw, znajdziemy coś w Pańskim rozmiarze - odpisał Mateckiemu popierany przez Tuska Franek Sterczewski..
Zaufany Donalda Tuska puścił więc "farbę” o tym, że Platforma Obywatelska już przygotowuje kagańce na swoich przeciwników – czyli na całą prawicę. Nie to co Iza Leszczyna, która za żadne skarby nie ujawni programu Platformy do czasu, gdy zasiądzie na fotelu premierki Polski! Jest  jednak oczywiste, że Platforma Obywatelska realizuje program europejskiego lewactwa, zgodnie z którym także w Polsce ma zapanować totalny szacunek, totalna równość i totalna tolerancja! Tego wielkiego planu europejskiego lewactwa nie da się jednak zrealizować bez założenia kagańców europejskiej ciemnocie!  Ten plan nie dotyczy bowiem tylko likwidacji rodziny, ale także energii jako takiej - by obronić klimat! Likwidacja samochodów z silnikami spalinowymi (oprócz Maserati i Lamborghini), likwidacja kopalń węgla a następnie ich odbudowanie w związku z brakiem gazu - to woda na młyn przeciwników postępu!  Bez kagańców Unia straci możliwość zbudowania kolejnego raju, pod przewodem Rzeszy niemieckiej i przy braterskiej współpracy z Władymirem Putinem... 
Warszawskiej parady LGBT nie przysłoniła zatem nawet wojna na Ukrainie, skoro do boju „o szacunek, równość i tolerancję” przystąpiły zbrojne oddziały lewactwa z Kijowa!  Ale bynajmniej nie na polu walki z hordami Putina! Pederaści z Kijowa przybyli do Warszawy, by u boku dupiarza walczyć o gejowskie przywileje! Parada zakończyła się zatem wielkim sukcesem, skoro dupiarz niosący wysoko sztandar LGBT został uznany za fundamentalną część postępowego, lewackiego środowiska zaś samo środowisko LGBT+Q oraz D pokazało prawicy, co ją czeka, gdyby wspierane przez PO lewactwo doszło do władzy. Wprawdzie prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział w niedzielę w Grudziądzu, że „Nie mamy zamiaru nikomu zaglądać do sypialni, ale chcemy utrzymać zwykłą normalność i to jest nasze prawo; musimy obronić się przed szaleństwem, musimy obronić rodzinę składającą się z kobiety, mężczyzny i dzieci” – spotkało się to ze słusznym atakiem środowiska LGBT na ciemnotę, zabobon i homofobię. Bo wiadomo, że zasadą lewackiego szacunku, równości i tolerancji jest nietolerancja dla wszystkich przejawów braku szacunku i tolerancji wobec środowiska LBGT+Q oraz D. Nic więc dziwnego, że na warszawskiej paradzie równości profanowano modlitwy i drwiono z obrządku katolickiego - śmiertelnego wroga lewactwa... Paradoksalnie więc warszawska parada równości stała się demonstracją programu Platformy Obywatelskiej na Polskę. W tej postępowej Polsce Donald Tusk będzie zrywał Krzyże wraz ze swoimi funkcjonariuszami, opiłowywał katolików, założy kagańce swoim przeciwnikom ale wbrew pogłoskom - pozwoli dupiarzowi nieść wysoko flagę LGBT!  Wtedy dopiero – jak rękę uciął zniknie inflacja – co zapowiedziała już Iza Leszczyna – premierka in spe z wysuniętego ramienia Platformy Obywatelskiej.
Źródło: niepoprawni.pl
LGBT przymusowo leczyć, zamykać w zakładach zamkniętych, bo oni chcą by ogon psem kręcił!? I nie zarzucajcie mi że jestem nietolerancyjny! Kiedyś takiemu czemuś przez przypadek podałem rękę, karetka reanimacyjna przyjechała, i na tydzień na OIOM trafiłem! 
25 06 2022 Rosjanie usunęli polskie flagi z cmentarzy w Katyniu i Miednoje. Żaryn: To kolejny akt wrogości.
"Usunięcie polskich flag z polskich cmentarzy wojennych w Katyniu i Miednoje to kolejny akt wrogości Kremla i element antypolskiej kampanii, prowadzonej od wielu lat" - powiedział rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. W jego ocenie decyzje władz Rosji dowodzą, że Polska słusznie diagnozuje działania rosyjskie jako politykę celowej konfrontacji z krajami Zachodu. "Nasi partnerzy z NATO dostali kolejny dowód na słuszność naszych ocen. Rosja pozostaje krajem zainteresowanym dalszą eskalacją relacji z Zachodem" – podkreślił Żaryn. Rzecznik przypomniał, że działania Kremla są od lat wymierzone w Polskę za naszą aktywną postawę przy ukazywaniu prawdziwych celów Rosji. Bazując na własnych doświadczeniach, analizach bieżącej sytuacji oraz diagnozie polityki Moskwy, przestrzegamy naszych partnerów przed zagrożeniami rosyjskimi, podejmując działania neutralizujące rosyjskie wpływy w Polsce i całej Europie. - przypomniał.
"Kraj taki jak Rosja jest i pozostanie wrogi wobec Europy. Ten ostatni akt wrogości tylko potwierdza to rozpoznanie" - powiedział, odnosząc się do zdjęcia flag. O sprawie informował niezależny rosyjski portal Meduza, przytaczając słowa mera Smoleńska Andrieja Borisowa z portalu społecznościowego umieszczone wraz ze zdjęciem dwóch masztów flagowych - jednego z flagą Rosji i drugiego - pustego, z przystawioną drabiną. Wyrażę ogólną opinię. Nie może być polskich flag na rosyjskich cmentarzach! A po jawnie antyrosyjskich wypowiedziach polskich polityków – tym bardziej. Uważam, że ministerstwo kultury podjęło jedynie słuszną decyzję – należy zdjąć flagę Polski. Katyń to rosyjski cmentarz, to rosyjska historia - napisał pod zdjęciem mer Smoleńska. Do usunięcia flag Polski sprzed nekropolii w Katyniu i Miednoje w wypowiedzi dla portalu rbc.ru odniosła się też dyrektor Muzeum Współczesnej Historii Rosji Irina Wielikanowa. Muzeum Współczesnej Historii Rosji sprawuje nadzór nad zespołami memorialnymi w Katyniu i Miednoje.
Zdjęcie polskich flag z cmentarzy wojennych w Katyniu i Miednoje jest spowodowane polityką Polski wobec Rosji. Dwie flagi – rosyjska i polska – były symbolami przyjaźni między naszymi krajami. To, co się dzieje dziś, nie ma nic wspólnego z przyjaźnią - powiedziała. Polska prowadzi otwarcie wrogą politykę wobec Federacji Rosyjskiej. To zarówno cyniczne burzenie pomników radzieckich żołnierzy–wyzwolicieli, jak też poparcie dla antyrosyjskiego reżimu na Ukrainie, włącznie z bezpośrednimi dostawami broni dla ukraińskiego wojska, chamskie występki w stosunku do naszych dyplomatów, niedopuszczalne wypowiedzi kierownictwa polskiego państwa wobec rosyjskiej kultury - oceniła dyrektor.
"W takich warunkach prezentowanie symboliki państwowej Rzeczypospolitej Polskiej na terytoriach cmentarzy jest niestosowne" - dodała.
Zaznaczyła też, że nie ma podstaw prawnych do prezentowania polskiej flagi. "W porozumieniu międzyrządowym z 1994 roku zagadnienie polskiej flagi na cmentarzach wojennych 'Katyń' i 'Miednoje' nie jest omawiane" – podkreśliła
Źródło: niezalezna.pl
Z forum: Tym się odróżniamy od mongolskiej dziczy że ich poległych szanujemy i wciąż tu istnieją cmentarze żołnierzy sowieckich. 
Rosjanie zamordowali ponad 25.000 Polaków w Katyniu i podobnych. Oraz 200.000 Polaków Rosja zamordowała w tzw. Akcja Antypolska w ZSRR 1937-1938 r. Oraz 1,7 mln Polaków zesłanych na Sybir przez ZSRR. Po ataku Rosji Stalina i Niemiec Hitlera we Wrześniu 1939 roku. 
24 06 2022 Ukraińcy! Czy wy wiecie w co chcecie się wpakować?
Szef Rady Europejskiej Charles Michel poinformował o przyznaniu Ukrainie i Mołdawii statusu kandydata do Unii Europejskiej: "Porozumienie. Rada Europejska właśnie zdecydowała o statusie kandydata do UE dla Ukrainy i Mołdawii. Historyczny moment. Dzisiejszy dzień oznacza kluczowy krok na waszej drodze do UE" – raczył on wprost do tych krajów zagaworzyć. Ta decyzja wywołała nawet łzy wzruszenia u wicepremier Ukrainy ds. integracji europejskiej i  euroatlantyckiej Olgi Stefaniszyny, co zapewne było skutkiem tego, że Ukraina wiele zapłaciła za dojście do takiego momentu dziejowego – ofiarami na Majdanie, wojną i okupację części terytorium .Chciałbym jednak trochę ostudzić ten hurraoptymizm. Kandydatem do członkostwa można być przez wiele lat a nawet nigdy nie doczekać się wstąpienia do UE. 
Na dziś - po obecnej decyzji RE - siedem państw posiada oficjalnie status kandydata: Albania (od 2014), Czarnogóra (od 2010), Macedonia Północna (od 2005), Mołdawia (od 2022), Serbia (od 2012), Turcja (od 1999), Ukraina (od 2022). Czarnogóra, Islandia, Serbia i Turcja rozpoczęły negocjacje ws. członkostwa. W 2013 roku Islandia zawiesiła negocjacje. Także droga do członkostwa w UE jest bardzo daleka i może trwać latami, i wcale nie jest pewne, że zakończy się pozytywnie wtedy, gdy np. na tronie "króla" Rosji zasiądzie ktoś inny - mieniący się "demokratą i reformatorem" - niż W. Putin a Zachodnia Europa (przede wszystkim Niemcy) znów powróci do przyjaznych stosunków z Rosją pod wodzą kolejnego jej genseka. 
Chciałbym w tym kontekście jeszcze raz przytoczyć mój marcowy apel do Ukraińców, który jest dla nich przestrogą...
Ukraińcy!
Ja wiem, że chcielibyście wejść do UE i NATO, ale ja Was przestrzegam - drodzy Ukraińcy - przed wstąpieniem do tej obecnej struktury UE. Jest to zupełnie inna wspólnota niż prawdopodobnie Wasze o niej wyobrażenie. Jeżeliby ją do czegoś przyrównać to tylko do uwspółcześnionej wersji ZSRR, którą ja nazywam Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) a przynajmniej takie są cele dzisiejszych, lewackich elit unijnych. 
Wy dziś patriotycznie walczycie o swój kraj, o swój naród, o swoją integralność granic i własną państwowość. Czyli tak naprawdę walczycie o coś, co dla obecnej UE jest całkowicie obce i przestarzałe, o coś, z czym walczy dziś cały lewacki świat a już unijny najbardziej. Przecież taka Wasza patriotyczna postawa jest tak naprawdę dla elit unijnych czymś, co one chcą zniszczyć, bowiem dla nich takie wartości jak patriotyzm, niepodległość, suwerenność, wolność, honor, państwo, ojczyzna, naród, tradycja, wiara, rodzina, własność są pojęciami, które z poszczególnych narodów trzeba wyplenić w imię postmarsksitowskiej rewolucji kulturowej. 
Spójrzcie! Nowy rząd niemiecki, który jest liderem UE chce zlikwidować państwa narodowe a w to miejsce stworzyć jakąś tam kuriozalną Jedną Sfederalizowaną i Scentralizowaną Europę, bez państw, narodów, granic narodowych. Czyli przyszłościowo też zamierza zniszczyć Wasze Państwo, Ukrainę!
Chcielibyście powrócić do czasów ZSRR i nie mieć własnego państwa, o które teraz tak heroicznie walczycie? Chcecie, aby był w takiej UE jeden europejski prezydent, jeden europejski rząd a nie było Waszego Prezydenta, Waszego Rządu? Do takiej przyszłościowo UE chcielibyście należeć?
Tak. My jako Polska wstępowaliśmy do UE w 2004 roku i była to wówczas zupełnie inna wspólnota a przynajmniej tak nam się wydawało, bo chcieliśmy tak naprawdę drugiego EWG rozszerzonego o nowe kraje. Niestety rozwój tej UE obrał bardzo zły kierunek: zamiast być nową formą EWG stał się (lub staje się) drugim ZSRR, IV Rzeszą Niemiecką ze stolicami w Berlinie i Brukseli. Ale faktycznie... może jednak winniście starać się o przystąpienie do UE, bo proces ten będzie trwał co najmniej kilka lat a do tego czasu być może UE powróci do swoich korzeni albo... jak każdy totalitaryzm się rozpadnie. A w tym czasie - jako kandydat aspirujący do UE - może łatwiej Wam będzie uzyskać środki na powojenną odbudowę Waszej Ojczyzny. 
Natomiast apeluję do Was o zweryfikowanie hierarchii ważności celów Waszej polityki zagranicznej. Na pierwszym miejscu - moim zdaniem - winniście postawić dążenie do przystąpienia do NATO. To największy na świecie sojusz wojskowy, ale też polityczny. Na nim winniście budować swoją przyszłość a nie na niepewnej UE. Tak naprawdę więc decyzja o przyjęciu Ukrainy i Mołdawii do grona krajów kandydujących do UE realnie w praktyce nic nie oznacza a W. Putin może się tylko śmiać z pompatycznego medialnego rozgłosu nadanemu tej decyzji. A dodatkowo uważam, że sami Ukraińcy nie maja pojęcia w co tak naprawdę chcą się wpakować. 
Źródło: niepoprawni.pl
Zapomniano czym miała być Unia. Przecież Unia miała być organem doradczym, koordynującym a nie politycznym wydającym decyzje. Zaś KE stała się KC – Komitetem Centralnym decydującym o wszystkim. Śmialiśmy się ze standardów obowiązujących w RWPG dziś mamy UE i jej standardy, które są po wielokroć bardziej absurdalne od swych poprzedników. Natomiast pieniądze z kasy unijnej mają przede wszystkim zapewnić luksusowe warunki życia decydentom w poszczególnych krajach oraz życie w super komfortowych warunkach umiłowanym przywódcom, wybrańcom narodu. Unii nie zależy na rozwoju gospodarczym biednych krajów a w szczególności Polski. W sumie to Unia więcej bierze jak daje.
Nadszedł czas na rozwiązanie tego eurokołchozu, gdzie jednym wolno wszystko, a inni muszą
słuchać, i grzecznie wykonywać polecenia!?

Kiedyś był taki pomysł by CCCP wstąpił do NATO, nie wyszło, ale mamy za to eurokołchoz zwany UE!? 
21 06 2022 Jarosław Kaczyński odszedł z rządu i co z tego?
Dziś [21.06.2022] rano dowiedzieliśmy się, że Jarosława Kaczyńskiego nie ma już w rządzie. Funkcje wicepremiera i szefa Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa przejmuje po nim Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej.  Oprócz tego - zastępca szefa KPRM i sekretarz Komitetu Zbigniew Hoffmann ma zostać powołany na ministra i będzie mu podlegał bieżący nadzór nad Komitetem.  Jarosław Kaczyński wszedł w skład rządu 6 października 2020 i przepracował w nim 20 miesięcy.  W wywiadzie dla PAP mówił: Już w tej chwili nie jestem w rządzie. Wniosek o odwołanie już złożyłem do premiera i został on przyjęty. O ile mi wiadomo, to prezydent też go podpisał. Dodał, że dobrze wspomina te 20 miesięcy, kiedy urzędował w KPRM. - Oczywiście miałem być o cztery miesiące krócej w rządzie, ale wybuchła wojna w Ukrainie. Dzisiaj przebieg wojny jest taki, że nie wiadomo kiedy się ona skończy. Natomiast mniej więcej wiadomo, kiedy będziemy mieli wybory, w związku z tym musiałem wybrać i wybrałem. Chętnie bym doczekał do końca wojny, ale wygląda na to, że będzie się ona ciągnęła dłużej - zaznaczył Jarosław Kaczyński. (,,,)
Postanowiłem, że muszę się skoncentrować na tym, co jest dla przyszłości Polski najważniejsze. To nie tak, że przeceniam swoją rolę, chodzi po prostu o to, że partia musi odzyskać werwę, bo zbliża się ten czas, który dla każdej partii politycznej na świecie jest najważniejszy. Wybory są po to, aby uzyskać dobry wynik wyborczy, a jeśli chodzi o PiS, to tym dobrym wynikiem wyborczym będzie ich wygranie i możliwość sprawowania władzy, oczywiście w koalicji Zjednoczonej Prawicy - dodał." [op. cit.] Muszę powiedzieć, że dla mnie osobiście cała ta sprawa udziału Jarosława Kaczyńskiego w rządzie , a obecnie jego odejścia z niego jest co najmniej niejasna.  W październiku 2020 mówiono, że: "Mirosława Stachowiak- Różecka mówiła, że "Jarosław Kaczyński wzmacnia rząd swoim autorytetem". -  Jest jasne, że jest on głównym liderem i autorem projektu dla Polski, który realizujemy od kilku lat - stwierdziła poseł PiS. Dodała, że szef jej ugrupowania w ramach nowego rządu będzie łączył pojawiające się w resortach propozycje.(...)
Paweł Poncyljusz mówił z kolei, że obecność Jarosława Kaczyńskiego w rządzie służy "pilnowaniu Zbigniewa Ziobro i tego, żeby ta koalicja jak najdłużej trwała". - To, że ona nie jest spójna, pokazały ostatnie tygodnie - stwierdził poseł KO. Dodał, że niezgoda w koalicji była widoczna w ostatnich tygodniach."
Nie wiadomo, czym zajmował się Jarosław Kaczyński przez te 20 miesięcy.  Narzekał, że może bywać w siedzibie PiS tylko raz w tygodniu.  Nie było widać szczególnych różnic w funkcjonowaniu rządu na co dzień.  Konflikt między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro trwa jak trwał.  Zakres formalnej , a zwłaszcza nieformalnej władzy Jarosława Kaczyńskiego chyba się nie zmienił.  Po co wiec było jeść tę żabę?
Źródło: niepoprawni.pl
A co to za różnica czy jest w rządzie czy go w nim nie ma, skoro rządzi całą pisowską Polską!? I tylko Abraham może to zmienić!?
Kaczyński dla zrealizowania swoich ideologicznych obsesji, jest gotów pół narodu poświęcić by je zrealizować!? Każdy krok przeciw nam mami satysfakcją, której ten biedny Jarek nie osiąga, więc eskaluje. Będzie miał krew na rękach. Naszą. Przekonamy się o tym niedługo…
- Tato, kto to jest właściwie ten cały prezes?
- To synku taki gość, który rozwiązuje wszystkie problemy w naszym kraju, choć bez niego właściwie tych problemów byśmy nie mieli.

Kaczyński to sędzia, prokurator, policjant, premier i prezydent wszystkich Polaków, we wszystkich ich sprawach!?
Z forum: Sakiewicz o dokonaniach Kaczyńskiego w rządzie: "Dziś jesteśmy zabezpieczeni przed napadem rosyjskim". - Można go nie popierać, nie lubić, krytykować, ale w najważniejszej sprawie polskie państwo się sprawdziło.
W jakim stopniu jesteśmy zabezpieczeni przed napadem zbrojnym to będzie zależeć ze stopnia realizacji tych bardzo ambitnych planów. Ale to, że PiS jest zabezpieczony przed wygraniem przez się wyborów to już jest pewnikiem i to wszystko jest zasługą prezesa. Znowu nie mam na kogo głosować.
Mam uznanie dla pracy Jarosława Kaczyńskiego jako szefa Komitetu bezpieczeństwa w obszarze wojska i obrony; bez jego poparcia nie przeszedłby przez rząd program rozbudowy polskiej armii; to zasługa także szefa MON Mariusza Błaszczaka - mówił we wtorek minister sprawiedliwości, szef SP Zbigniew Ziobro. 
20 06 2022 Morawiecki krytykuje „Polski Ład” i nazywa go „mitręgą” dla księgowych.
Premier Mateusz Morawiecki przyznał, że źle ocenia funkcjonowanie rozwiązań „Polskiego Ładu”, które – w jego ocenie – stały się „mitręgą” dla księgowych. Podkreślił zarazem, że w „Polskim Ładzie” są także dobre rozwiązania, jak podniesienie kwoty wolnej do 30 tys. zł. Premier Morawiecki udzielił wywiadu dla podcastu „Przygody Przedsiębiorców”, w którym został poproszony m.in. o ocenę funkcjonowania „Polskiego Ładu”. Szef rządu przyznał, że ocena ta jest zła. „Źle oceniam, ponieważ pewne kwestie nie zostały we właściwy sposób ocenione. Przede wszystkim (to) mitręga po stronie księgowej. Księgowi, przedsiębiorcy, wszyscy, którzy muszą rozliczać podatki: swoje pracowników, mają prawo do prostoty, do uproszczenia tego systemu i to jest dzieło, które jest przed nami” – powiedział Morawiecki. Zmiany w ramach „Polskiego Ładu” – dodał – „nie zostały w odpowiedni sposób zorganizowane”. „Przy wielkich zmianach, wielkich projektach, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Tak się niestety stało” – przyznał premier.
Zaznaczył przy tym, że w „Polskim Ładzie” znalazły się także dobre rozwiązania. „Wdrożyliśmy jedną z najwyższych kwot wolnych od podatku – do 30 tysięcy złotych”
 – powiedział Morawiecki.
Skrytykował jednocześnie poprzedników, którzy – według niego – „podnieśli kwotę od podatku o 2 złote”. „My podnieśliśmy nie o 2 złote, tylko do poziomu 30 tysięcy złotych” – powtórzył szef rządu. Zwrócił ponadto uwagę, że od 1 lipca tego roku wejdą w życie kolejne rozwiązania podatkowe, które zakładają obniżkę stawki PIT z 17 proc. do 12 proc. „Podniesiony (zostanie też) pierwszy raz od kilkunastu lat drugi próg podatkowy do 120 tysięcy złotych. To są te mechanizmy, które mają budować polską klasę średnią” – podkreślił Morawiecki. Podatkowa część „Polskiego Ładu” weszła w życie 1 stycznia. Jedną z najważniejszych zmian, jakie wprowadził ten program w podatkach, było podniesienie kwoty wolnej do 30 tys. zł oraz progu dochodowego do 120 tys. zł. Jednocześnie zniknęła ulga umożliwiająca odliczanie od podatku części (7,75 proc.) składki zdrowotnej, wynoszącej 9 proc. Miała to  zrekompensować tzw. ulga dla klasy średniej, czyli osób zarabiających miesięcznie od 5 tys. 701 zł do 11 tys. 141 zł brutto. Zmiany podatkowe w  ramach „Polskiego Ładu” krytykowała m.in. opozycja i przedsiębiorcy, wskazując np. na skomplikowany sposób obliczania należnego podatku. 12 maja Sejm uchwalił nowe zmiany, które wejdą w życie w lipcu. Nowelizacja ustawy o PIT zakłada, że od 1 lipca br. stawka PIT spadnie z 17 proc. do 12 proc. Kwota wolna od podatku pozostanie na poziomie 30 tys. zł, a próg podatkowy na poziomie 120 tys. zł. Dla niektórych przedsiębiorców wprowadzone zostanie odliczenie części składki zdrowotnej od podstawy opodatkowania.
Zgodnie z ustawą przedsiębiorcy na podatku liniowym, ryczałcie i karcie podatkowej będą mogli pomniejszać podstawę opodatkowania o zapłacone składki zdrowotne do określonego limitu. W przypadku liniowców limit wyniesie 8,7 tys. zł (pomniejszenie dochodu). Dla ryczałtowców – 50 proc. zapłaconych składek zdrowotnych (pomniejszenie przychodu). Natomiast dla podatników na karcie – 19 proc. zapłaconej składki (pomniejszenie podatku). Rozwiązanie dotyczy w sumie 1,4 mln podatników. Ustawa likwiduje także ulgę dla klasy średniej, choć osoby, dla których rozliczenie z tzw. ulgą dla klasy średniej okaże się bardziej opłacalne niż rozliczenie według nowego mechanizmu, otrzymają z urzędu skarbowego zwrot różnicy między podatkiem należnym a podatkiem wyliczonym z zastosowaniem tzw. ulgi dla klasy średniej.
Źródło: wpunkt.online
Samokrytyka jak za PRL- u, tyż wróciła, kiedy wrócą kartki!? Prawo podatkowe powinno być proste i zrozumiałe dla każdego? Komu zatem zależy na tym by je tak skomplikować że najwybitniejsi specjaliści mają problemy z jego interpretacją? Gdy prawo podatkowe było zrozumiałe dla wszystkich, wtedy skończyłaby się nagonka na „oszustów”, których sami urzędnicy kreują. Dlatego tak zajadle walczą by prawo podatkowe jeszcze bardziej było zagmatwane, by urzędnik mógł bezkarnie nakładać kary finansowe na firmy nawet jak nie ma racji. No ale jakie są wtedy efekty jego działalności?
Z forum: Wcześniej tak chwalił tego gniota że mało nie popuścił z zachwytu No to premier ma duuuuuży problem z czytaniem i rozumieniem polskiego tekstu, reformy podatkowej, która tak zachwalał po jej wejściu na samym początku. Karierowicz , Pływak, Klamce !!!!!Zezowate szczęście, PiSzyk!!! 
19 06 2022 Dwa słowa.
…I tu zwykle pisało się “bądź szczęśliwa I zdrowa”, aliści tym razem o zupełnie inną sprawę nam chodzi. A dotyczy ona naszej historii współczesnej, zakończonej  niewypałem, gdy wszystko zdawało się prowadzić naród do zwycięstwa nad czerwonym molochem PZPR-u...Był rok 1989 i reżim pękał, lecz dalej bluffował i szantażował...że jak nie siądziemy do okrągłego stołu, to poleje się krew... Tak straszyli, to i ludzie usiedli...I okazało się, że reżim miał wszystko pod kontrolą, a rozmów przy tym stole nie przerwały nawet zabójstwa księży, dokonane na progu tego „dialogu”...To znaczy próbowano rozmowy przerwać na znak protestu, ale natychmiast towarzysze pogrozili, że zrobią aferę w mediach, bo kiedyś jednego z tych księży ( ks. Zycha) próbowano wrobić w kontakty z organizacją...zbrojną (!)...I tak wygaszono skutecznie ideę słusznego protestu. Reżim miał pomysły niemal na wszystko i stół okrągły pchał do przodu, nazywając go cynicznie porozumieniem (!). Ten stół w rzeczywistości okazał się trampoliną dla komunistów, z której przeskoczyli do III RP. Pisałem o tym w felietonie „Stół czy trampolina” ( Wiadomości Polskie, Sydney, 8 maja 1989).
I rację ma pan Krzysztofjaw co do analizy rzekomych „zmian” po 1989, może i wtedy też krytycznie myślał o tym meblu...Tak,  okrągły stół był zdradą naszych marzeń o wolności, marzeń pierwszej Solidarności, bo ta druga to był garnitur skrojony przez krawca Kiszczaka! A Mazowiecki był nie tylko pseudokatolikiem, ale w ogóle byłym stalinowskim agentem, który opluwał w prasie biskupa Czesława Kaczmarka, gdy ten był  torturowany na UB, bo znał prawdę o tzw. „pogromie” kieleckim a w istocie o prowokacji NKWD-ubeckiej, mającej na celu kompromitację polskiego narodu, aby zachodni świat nie ujmował się za nami, kiedy Sowieci siłą narzucali nam dyktaturę. Fałszywy szyld pogromu nadal jest górą, nawet prezydent Duda nie odważył się go zakwestionować, pozostał zatem prezydentem Utrwalaczem. Poparł potem i pomysł pomnika dla...Mazowieckiego, stalinowskiego slużki. Myślano, że Polacy nie pamiętają wyczynów twórcy „Więzi”...No cóż, nawet po roku 1956, po tej przereklamowanej i krótkiej „odwilży” pozostały u nas głównie „stajnie Augiasza” w przybytkach Temidy. Racja, nawet i teraz po roku 2015. I ja pisalem o tym wiele razy.
Faktycznie, zgadzamy się, że nawet rząd Dobrej Zmiany nie potrafił oczyścić tego bagna, ale to nie wina rządu, panie Krzysztofie, lecz prezydenta Utrwalacza, który w roku 2017 wetował ustawę o sądach...a w roku 2018 ustawę degradacyjną, czyli utrwalał! I to jemu trzeba patrzyć na ręce, choć już za późno, a nie rządowi. Może wreszcie doczekamy się prezydenta, który nie będzie hamował reformy RP...I pozwoli wreszcie ukończyć budowę tej III RP, przestanie otaczać opieką peerelczyków, bo do tego prowadziły weta...A potem w ramach nieukończonej III RP fikają i trują państwo pokaźne relikty PRL-u czy to w sądach czy w senacie, a w sejmie zatruwają atmosferę debat, opóźniają ustawy. A nieosądzone morderstwa księży ( nie tylko w 1989 )i tysięcy ludzi ( gdy uwzględnić epokę PRL-u) rzucają mroczny cień na III RP od zarania. W laickiej Francji można osądzić morderców księży, natomiast w katolickiej Polsce udało się to tylko po zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki i z jak żenującym śledztwem i wyrokiem! Ten stan rzeczy powoduje, że Polska jest wielką trupiarnią czy – jak mawiał kiedyś Andrzej Gelberg, naczelny Tysola – krajem nieosądzonych morderców. A od afery FOZZ jest krajem tajemniczych zgonów i seryjnych „samobójców”, którzy byli ofiarami politycznej zemsty albo prewencji stróżów smoleńskiej „katastrofy”, bo zagadkowo życie odbierali sobie eksperci lotnictwa lub świadkowie smoleńskiej eksplozji. Nie będzie więc przesadą nazwać kiełkującą u nas demokrację, demokracją z cieniem Tanatosa czy po prostu tanatos-kracją, pielęgnowaną przez nadzwyczajną kastę. Niestety, nie miejmy złudzeń, III RP nie jest jeszcze  Najjaśniejszą Rzeczypospolitą! Giniemy w mrokach nieosądzonych zbrodni, a niekiedy onieśmielających nawet doktorów prawa...
Na zakończenie dwa słowa o dygresji pana Krzysztofa i blogera Jana 1797. Uważają oni, że po roku 1989 zabrakło około 800 tys. – czy nawet półtora miliona emigrantów z pierwszej Solidarności, którzy mogli odwrócić bieg historii pozostając w kraju i głosując... Otóż to rzecz bardzo wątpliwa, bo układ post-postkomunistyczny z ogromną przewrotnością uwijał się w nieukończonej III RP. A już na samym starcie wygasił etuzjazm antykomunistycznej opozycji choćby w słynnych wyborach 4 czerwca 1989, częściowo wolnych, co było kpiną z demokracji. Co więcej, były reżim przeforsował przed drugą turą wyborów nową ordynację, ponieważ w pierwszej turze doznał sromotnej klęski. Takie łamanie praworządności, by odzyskać swoje fotele w sejmie i senacie, społeczeństwo odczytało jednoznacznie i entuzjazm do głosowań wyparował...Jak pamiętamy frekwencje następnych wyborów były już mizerne, a w tej sytuacji nawet obecność tych emigrantów niewiele by pomogła, niestety. Byli komuniści mieli w ręku zbyt wiele – media, dawne służby, fundacje i kapitały...Mieli też szatańskie techniki rozgrywania opozycji, a nawet usuwania rządów pro-polskich jak widzieliśmy to właśnie 4 czerwca 1992...Albo przewrotnie manipulowaną kampanię wyborczą w r.2007, podczas której wmawiano Polakom, że to PiS jest zagrożeniem dla demokracji i dla interesów narodowych.
Czarny okres rządów koalicji PO-PSL ( 2008-2015) pokazał, że było dokładnie odwrotnie, a okres ten nazwano potem trafnie „wygaszaniem” Polski. Ich ex-służby dalej brykają po roku 2015 – czy to KOD albo Obywatele RP, nie mówiąc już o krzykliwych i kanapowych partiach...No i o  nadzwyczajnej ( lecz nie „czcigodnej”) kaście sędziów i prokuratorów. Przetrwali próbę reformy podlani prezydenckim „utrwalaczem”, do czego potem dolączyły się bezprawne naciski z Unii Europejskiej, które nie pozwalały nam zreformować Temidy! A przecież warunkiem demokracji są niezależne sądy! Tymczasem UE blokowała nam oczyszczenie sądów z osób w wieku emerytalnym, które swoje nominacje sędziowskie otrzymały w epoce PRL-u, a więc w innym państwie i nie mają zastosowania w III RP!  Quo vadis III RP ? Ścieżką chyba zatraty, spychają bowiem PiS ze szlaku Dobrej Zmiany...
Źródło: naszeblogi.pl
W 1989 roku Okrągłostołowi przejęli władzę a nie mając żadnego doświadczenia zaczęli kraść w imię demokracji, partii i Boga bo to było wspólne odziedziczone po komunistach. Znaczy się niczyje, taki niespodziewany spadek. Jak komuniści kradli, to robili to w białych rękawiczkach. Człowiek był okradziony, ale o tym nie wiedział. Był zadowolony. A ci, jak kradną to na całego w imię demokracji, partii i Boga. Dlatego afera goni aferę.
Z forum: "Czarny okres rządów koalicji PO-PSL ( 2008-2015) pokazał, że było dokładnie odwrotnie, a okres ten nazwano potem trafnie „wygaszaniem” Polski" w zasadzie zgoda  z tym, że proces się nie zakończył i trwa nadal. Wyraźnie widoczne jest to od zmiany Pani Szydło na Pana Morawieckiego. Strach pomyśleć co jeszcze podpisał MM. To co wypływa  na powierzchnię, co jakiś czas, to zdrada w czystej formie.   PIS i PO to dwie strony tego samego srebrnika.  Realna władza jest w innych rękach i to się nie zmienia. Jak Pan widzi nie ma zbyt wielu komentarzy bo nie bardzo jest jak z faktami polemizować. 
18 06 2022 Wycieczka do Kijowa.
Urządzili ją Olaf Scholz, kanclerz Niemiec oraz Emmanuel Macron, prezydent Francji.  Dla towarzystwa dobrali sobie premiera Włoch, Draghi'ego oraz prezydenta Rumunii, Iohannisa..  Wszyscy spodziewali się, że Macron i Scholz będą naciskać na prezydenta Ukrainy, aby ten skapitulował przed rosyjską agresją i wyrzekł się części terytorium swego kraju.  Przynajmniej oficjalnie nic takiego nie miało miejsca.  Wypowiedzi obu przywódców były zdecydowanie pro ukraińskie.  Oświadczyli m.in. że: "Ukraina sama zdecyduje o kontekście i formacie rozmów pokojowych, nigdy nie zażądamy od niej ustępstw w jej konflikcie z Rosją (...)  Europa będzie z Ukrainą aż do jej zwycięstwa. Prezydent Francji przekazał także, że wraz z przywódcami Niemiec, Włoch i Rumunii uzgodnili dalsze działania na rzecz pomocy Ukrainie, aby pokazać, że jest częścią rodziny europejskiej. Powiedział, że „wszyscy czterej (przywódcy) popierają natychmiastowe nadanie Ukrainie statusu kandydata do Unii Europejskiej”. (...) Scholz: Rosja musi wycofać swoje wojska i zgodzić się na rozmowy pokojowe (...)  Zapewnił, że Berlin stoi po stronie Ukrainy w obronie jej suwerenności. Niemiecki kanclerz określił rosyjską agresję wojskową przeciwko Ukrainie jako działanie „świadczące o epokowej zmianie”. Jego zdaniem „Rosja w sposób gwałtowny chce zmienić granice w Europie, co jest nie do przyjęcia”."
 Wielu nie wierzy jednak w te zapewnienia.  Twierdzą, że rosyjskie surowce są niezbędne dla niemieckiej gospodarki.  Pięć dni temu  w Rp.pl ukazał się artykuł Macieja Strzembosza "Rozwiane iluzje" zaczynający się od słów: "Berlin i Paryż zrobią wszystko, by Ukraina nie weszła ani do NATO, ani do UE i by nie pokonała Rosji przy wsparciu zjednoczonego Zachodu". Warto ten tekst przeczytać.  Dziś natomiast w "Die Welt" ukazał się artykuł. którego autor Christoph B. Schilz uważa, że: "wiele wskazuje na to", że goście Zełenskiego "serwowali ukraińskiemu prezydentowi przyjemności, ale za zamkniętymi drzwiami namawiali go do rozpoczęcia w najbliższych miesiącach - po spodziewanym upadku Donbasu na wschodzie Ukrainy - negocjacji z Rosją i do pracy nad porozumieniem pokojowym". Schiltz zwraca uwagę, że "po pierwsze: Włochy już trzy tygodnie temu przedstawiły zarys planu pokojowego i zwiększają jego tempo". Po drugie, "najważniejsze państwa europejskie, takie jak Niemcy i Francja, pod różnymi pretekstami nie mogą się zdecydować, czy dostarczać broń - mimo wielu błagalnych apeli o pomoc ze strony Kijowa; ich zdaniem mogłoby to (dostawy broni - PAP) niepotrzebnie przedłużyć wojnę i spowodować dalsze eskalacje - być może także poza (granicami) Ukrainy". Po trzecie, podczas środowej wizyty w Rumunii Macron "nie mówił wiele o nowych dostawach broni dla Kijowa, za to dużo o konieczności negocjacji, i przekazał Zełenskiemu kilka jasnych, dyplomatycznie opakowanych komunikatów"."
Nie wiemy, czy Schilz ma rację.  Co jednak spowodowało zmianę tonu w oficjalnych wypowiedziach Macrona i Scholza?  Ja podejrzewam, że Rosja przeciągnęła strunę.  Tanie surowce są ważne, ale tylko wtedy, gdy rzeczywiście są dostarczane.  A tymczasem: "We wtorek (14 czerwca) Gazprom zmniejszył o 40 proc. tłoczenie gazu do Niemiec gazociągiem Nord Stream. Przyczyną miał być „nieterminowy zwrot z naprawy przez niemiecki koncern Siemens kompresorów gazu, skrócenia okresu eksploatacji kompresora gazu oraz zidentyfikowaniem usterek technicznych silników (otrzymano zlecenie od Rostechnadzoru o czasowym zakazie działalności) przepompowni Portowaja CS. Zamiast 167 mln m3 dziennie, Niemcy zaczęli dostawać 100 mln m3 dziennie, rosyjskiego gazu. Ale w środę Rosjanie wyłączyli jeszcze jedną turbinę i zmniejszyli przesył do 67 mln m3 dziennie. Reakcja Berlina była szybka. Na briefingu w Berlinie rzecznik niemieckiego rządu Steffen Hebestreit powiedział, że kanclerz Niemiec Olaf Scholz podziela ocenę właściwego ministra, że ​​przyczyny ograniczenia dostaw gazu przez Nord Stream są polityczne." Ów minister powiedział: "Minister gospodarki Niemiec Robert Habeck uważa, że Rosja próbuje wywołać problemy poprzez obecne przerwy w dostawach gazu. "Uzasadnienie strony rosyjskiej jest po prostu pretekstem. Jest to oczywiście strategia mająca na celu tworzenie niepewności i podniesienie cen" - oświadczył w środę minister. Być może Ukraina zyskała na rosyjskim szantażu.  W każdym razie dziś KE zgodziła się, by Ukraina kandydowała do Unii Europejskiej.
Źródło: niepoprawni.pl
No i jak tu nie rozmawiać z Putinem, skoro pomimo embarga wprowadzonego przez Niemcy w całej UE, gaz z Rosji płynie do Niemiec!? A z Niemiec wysyłane są towary do Rosji, być może broń też!?
Z forum: To była wizyta mająca zmiękczyć prezydenta Ukrainy i skłonić go do ustępstw – komentuje spotkanie kanclerza Olafa Scholza i prezydenta Emmanuela Macrona z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim publicysta Rafał Ziemkiewicz. – To była wizyta kanclerza Scholza, prezydenta Macron i dwóch przyzwoitek. Tam Mario Draghi miał pewne interesy, ale prezydenta Rumunii to wzięli po prostu dla przyzwoitości, żeby nie było, że tylko oni – stwierdził Ziemkiewicz. 
16 06 2022 "ZWIERZCHNIA PLEŚŃ# WARSZAWSKA" ( KRAKOWSKA, WROCŁAWSKA,... TEŻ" ...SCLAVUS SALTANS.
Wyobrażam sobie, jak zawyłby dziś ten spleśniały salon ( nie tylko warszawka!), gdyby Maria Konopnicka dożyłaby naszych czasów i napisałaby co o nim, o nich sądzi. Albowiem to do niego, salonu, do nich, skierowałaby swoje znamiennie krytyczne uwagi wobec, tych zdrajców donoszących do UE, PE, KE, Berlina. Także do tych umizgujących się Putinowi, zboczkowatym środowiskom. ...M. Konopnicka stroniła od owoczesnej warszawski, od koterii, łapidruchów, szczególnie zaś od tamtejszej, wszelakiej ugodowej prorosyjskiej łachudry. "Tańczący niewolnicy, zwierzchnia pleśń warszawska", a nawet i dosadniej...ugodowa hołota", tak bowiem zareagowała na współczesne jej ugodowe, sprzedajne, kolaborujące z zaborcą... towarzycho.
Zwierzchnia pleśń warszawska, tańczący niewolnicy, ugodowa hołota! Opuszczam już klamerki, zaznaczające cytowane określenia autorstwa naszej wielkiej pisarki, skierowane pod koniec XIX w., aby przejść do obecnej, rodzimej...ugodowej hołoty, tańczących niewolników, pleśni nie tylko warszawskiej! Ba! i nie tylko zwierzchniej, albowiem mocno już, dobitnie przeżerającej to środowisko nadwiślańskich , zaprzedanych renegatów. Maria Konopnicka, ta nasza rodaczka; jakże niepospolicie dumna, rozumna i dzielna kobieta, matka, artystka w pełni tego słowa znaczeniu.
Artystka nie tylko słowa. Ta mądra kobieta, także w ten sposób nie godziła się z jednej strony z poniewieraniem w niewoli narodu polskiego, z drugiej zaś z zachowaniem, postawą "towarzystwa" dla niej jakże oportunistycznego, zakłamanego, ugodowego z zaborcą. Zwąc ich zwierzchnią pleśnią warszawskie wiedziała co pisze.
Tańczący niewolnicy.
" Sclavus saltans" (M. Konopnicka)
...To »sclavus saltans«, Słowianin wpół dziki;,
Wszędy mu dobrze — i wszędy mu chata,
Byle miał pląsy i trochę muzyki!
Z młodzieńczej wierzby naciąwszy gałęzi,
Uczynił sobie grające narzędzie,
Skacząc, zapomniał, że łańcuch go więzi...
— Och! niewolnikiem ten był, jest i — będzie!"
A dziś? nam współczesnym?
Któż to taki? , a któż to?
Wiemy, wiemy! widzimy! ich na co dzień!
Czyż muszę po nazwiskach?
Nie trzeba!
A po cóż?
Wszak, to przekaz mimo iż ma lat już ponad wiekowy, to sądzę, że... czytelny!
"...On rodzinnego nie ujrzy już nieba,
Ni na igrzysku nie chwyci w lot dzidy,
Rzuconej ręką gibkiego efeba...
Łańcuch rwą tylko lwy, albo Numidy!"

Taa!
Rodzime niebo, racja, stanu, patriotyzm,...
Oj nie! to nie dla niego.
To nie dla renegata, sprzedawczyka, tudzież ...eunucha, zboczka, brukselczyka, człowieka moskwy!
Po cóż im ojczyste niebo, uczciwe igrzyska, dzida do obrony?

Skoro nawet na krótkim łańcuchu, gdy pełna micha zapewniona, mogą skamleć do woli; zadowoleni z wiktu i opierunku oraz wabików pienia kurantów i skalnego jęczenia loren!
Pleśń warszawska.
"...
Maro swych gości po uczcie prowadzi,
Gdzie zakupieni wczora niewolnicy
Na zgniłej słomie, wpółnadzy i bladzi,
Wypoczywają, zamknięci w piwnicy.
..."
Otóż to!
"...zakupieni wczora niewolnicy..."
Wczorajsi, dzisiejsi oraz jutrzejsi.
Piwnica pojemna...

Tyle, że ja jestem przekonany, że tym z tej piwnicy, którym Polska, polskość to nienormalność! ; jakże obca musi być nie tylko znajomość, lecz tym bardziej treść oraz przekaz innego, jakże przepięknego wiersza Marii Konopnickiej "Ojczyzna moja"
" Ojczyzna moja to ta ziemia droga,
Gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga,
Gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła
W polskiej mnie mowie pacierza uczyła.
Ojczyzna moja to wioski i miasta,
Wśród pól lechickich sadzone od Piasta;
To rzeki, lasy, kwietne niwy, łąki,
Gdzie pieśń nadziei śpiewają skowronki.
Ojczyzna moja to praojców sława,
Szczerbiec Chrobrego, cecorska buława,
To duch rycerski, szlachetny a męski,
To nasze wielkie zwycięstwa i klęski.
Ojczyzna mojato te ciche pola,
Które od wieków zdeptała niewola,
To te kurhany, te smętne mogiły
Co jej swobody obrońców przykryły.
Ojczyzna moja to ten duch narodu,
Co żyje cudem wśród głodu i chłodu,
To ta nadzieja, co się w sercach kwieci,
Pracą u ojców, a piosnką u dzieci!"

pzdr

# (zwierzchnia) pleśń...miałeś chamie złoty róg!, jakże świetnie to, ją, ...zapleśniałą "eentyylyygencję!" nowego chowu, tę post 1944, ujął oraz zrekapitulował mocno ...inteligentnie! i refleksyjnie prof. Aleksander Nalaskowski w " Bankructwo polskiej inteligencji"
Źródło: niepoprawni.pl
Dziś w PE wielu zapomniało o starej maksymie: „Ja tu nie siebie reprezentuję, a majestat Rzeczypospolitej” i przeciw Polsce kolejny raz głosowali!? Jak nazwać tych co prywatę nad dobro Rzeczypospolitej przekładają!?
Tusk i jego kolesie zawetowali wszystkie należne Polsce fundusze, ba wystąpili o szybkie wyegzekwowanie nałożonych kar finansowych na naród polski !? Czy oni są naprawdę tacy głupi, czy perfidnie chcą z nas zrobić lokai Wielkich Panów Europy Pierwszej Prędkości!? Przecież ci zdrajcy nie głosują za sankcjami dla Kaczyńskiego, bo jemu nic się nie stanie, lecz głosują za sankcjami przeciw narodowi, który mieli reprezentować!?

16 06 2022 Lechowi Kaczyńskiemu - najwyżej niewielka uliczka.
Tak to mniej więcej ujęła jedna z radnych Warszawy, oczywiście z tych, co zawsze zadeptują, kiedy kiełkuje coś dobrego. Trzeba przyznać, że jest to nieprzyjemne, ale jak mówią każda potwora ma swego amatora. Ta pani zapewne ma swą potworę, ale w końcu Warszawa, to miejsce i dla świętych i dla nicponi. A tak w ogóle, to miało być o czymś innym. Ostatnio pani Gronkiewicz Walc została honorowym obywatelem/lką Miasta Stołecznego Warszawy. Dziwić się nie trzeba, bo kogo innego obecna większość w Radzie Miasta miałaby wybrać? Pan Śpiewak może sobie mówić co chce, pokrzywdzeni przez złodziejską prywatyzację mogą płakać, ale stara rzymska zasada mówi: melior est positio possidentis – ważne jest to, co ktoś posiadł, a „obdarowani” przy udziale pani HGW po prostu posiedli to, co cudze. Dlaczego więc wybór pani HGW nazywa pan Śpiewak napluciem w twarz wszystkim pokrzywdzonym? Coś on nie nadążą za nowoczesnością, której hołduje większość w Radzie Miejskiej Warszawy. Okazuje się nie tylko w tym gremium. Ale, niestety, Śpiewak ma rację, a biada temu, kto dziś z taką ferajną, jak ta, która rządzi dziś Warszawą się zderzy. Nie ma szans. Siedzieć idzie tylko za 5 PLN lub jakiś serek. Masz miliony, jesteś bezpieczny, Nikt nie pyta skąd?
Gratką wprost zdumiewającą jest decyzja Rafała Trzaskowskiego, oczywiście w zgodnością ze zdaniem oddanych radnych: „W sumie 41 ulic będzie miało nazwy powiązane z PRL; wśród nich jest aleja Lecha Kaczyńskiego, która znów będzie się nazywać "Aleja Armii Ludowej". Według Rafała Trzaskowskiego, historycy są podzieleni w ocenie żołnierzy Armii Ludowej. Zapowiedział też, że prezydent Lech Kaczyński zostanie w inny sposób upamiętniony. - Nie chcę podejmować inicjatywy w ogniu kampanii wyborczej. Zgłoszę swoją propozycje, ale po wyborach parlamentarnych - mówił prezydent Warszawy”. Ciekaw jestem jacy to są ci historycy? Jest kilku nagrodzonych niedawno tytułem Honorowego Obywatela. Aliści, czyżby? Ignorancja w sprawach II wojny światowej, a nawet PRLu jest notoryczna, ale czy tak jest wśród historyków? Przecież AL to była forpoczta torująca drogę panowaniu ZSRS w Polsce to matecznik najgorszego elementu bezpieki. Czy to nie wystarczy? Stawianie na jednej płaszczyźnie Armii Ludowej i Lecha Kaczyńskiego jest napluciem w twarz Narodowi Polskiemu i tym wszystkim pogrzebanym na powązkowskiej „Łączce”. Jest po prostu bezwstydne. Okazuje się, że pan Trzaskowski wszystko mierzy swoją miarą, także historyków, dziwne tylko, że ci się na to godzą, chyba pod warunkiem nie upublicznienia ich nazwisk i jako takiego honorarium.
Drobiazgowość NSA jest wprost zdumiewająca, choć być może tylko w stosunku do osób narodowej, polskiej opcji, lub o zgrozo, chrześcijańskiej, co dziś się kołem napędowym opozycji. Czyżby także kręciło on wymiarem sprawiedliwości? Gdy jednak ktoś miał wątpliwości, co do intencji władz Unii Europejskiej okradających Polskę z należnych jej funduszy, a żądających nieustannie tzw. praworządności w dziedzinie sądownictwa, to ten przykład wiele wyjaśnia. Tak więc nie tylko istotne dla państwa sprawy są nieustannie torpedowane przez opozycję, już teraz jawnie kokietującą nie tylko Niemców ale i Rosję. Każda okazja do działalności antypaństwowej jest wykorzystywana. Senat – który zresztą, jak sądzę, jest zbyteczny, zwłaszcza biorąc pod uwagę rolę jaką dziś spełnia – jest wręcz unikatowym egzemplarzem w polityce polskiej, bo nieustannie czuwa nad tym, by w Polsce nic dobrego się nie działo. Na szczęście bez zbytniego powodzenia.
Tak więc incydenty z nazwami ulic i placów to tylko dodatek do hucpy, jaką dziś uprawia totalna. Zacząłem od Honorowych Obywateli Warszawy i na nich wypada skończyć. Ci umieszczeni na liście jeszcze przed wojną, to nie jest problem. Ale jest pytanie, dlaczego tylko tych kilkunastu? I ten problem nasuwa się przy całej reszcie z owych ponad 90 osób. Nie znaczy to, że chciałbym kogokolwiek z nich zakwestionować. Po prostu zaciekawia kryterium decydujące o takim odznaczeniu. Czy ono coś daje? Zależy komu? Natomiast mówi wiele o tym, jak i kogo miasto stawia na piedestał. Kiedy otrzymaliśmy nominacje na członków Rady Naukowej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich (proszę zwrócić uwagę na nazwę, nie: niemieckich i ani słowa o sowieckich), wychodząc z Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie wręczono nam legitymacje, spytałem jednego z profesorów, do czego ona nas uprawnia, a on na to: można przechodzić na czerwonym świetle, ale się nie radzi. Dobrze by było, gdyby zwykły zjadacz chleba, nie znający różnych preferencji, dowiedział się jakie są kryteria przyznawania tego odznaczenia. Myślę, że w wielu przypadkach nie byłoby społecznej zgody na to. Bo dziwne są na tej liście sąsiedztwa. Cieszyć się tylko można, że nie ma tam błogosławionego Prymasa Stefana Wyszyńskiego, kard. Hlonda. Dodałbym tu także Janusza Korczaka; nie będąc chrześcijaninem, spełniał jednak wszystkie kryteria, obowiązujące przy kanonizacji.
Tak więc nie dziwmy się, że taka czy inna jest nazwa ulicy, czy takie czy inne czyjeś wyniesienie. Sprawy ludzkie i tyle. W każdym z tych przypadków można bez trudu rozszyfrować inicjatorów, zarówno tych wyniesień, jak i wykluczeń, co dotknęło m. in. Lecha Kaczyńskiego. Choć dziwić się nie można. Był przecież gorącym patriotą i mężem stanu. Czy to nie wystarczy, zważywszy jak Totalna ceni takie wartości? Żeby zrozumieć kto i dlaczego dziś szkodzi Polsce, trzeba znać jego przeszłość, nawet ojców i dziadków i dziadków. Zatruty korzeń to owoc trujący.
Źródło: niepoprawni.pl
Trzaskowski to dobrze opakowany produkt Sorosa, przygotowany przez specjalistów od wizerunku z Grupy Bilderberg, ma dbać by kapitał zagraniczny jak najwięcej zarobił w Polsce!?
Trzaskowski to jeden wielki błąd Sorosa, czego się dotnie to skopie, szkolony, a jednak środek kapusty!? Jedyne co potrafi perfekcyjnie robić to spuszczanie ścieków do Wisły!?
Z forum: Załgany niczym bolszewicki politruk, nienawidzący polskiego patriotyzmu, polskości i Kościoła oszust, amoralny - zbolszewizowany łgarz, narcyz i cynik Trzaskowski, łącznie z POstbolszewicką i mafijną PO Tuska - współpracują we wszystkich antypolskich działaniach podejmowanych przez ruską agenturę w UE i w Niemczech. Po to, by zbrodnicze mafie wywodzące się PO znów mogły rabować i Polskę, czyli "żeby było jak było".
11 06 2022 KPO to jest ideologiczno- polityczna rozgrywka z polskim rządem!
Polecam Państwu krótki, ale jakże wymowny wywiad na temat KPO i polskich relacji z UE, jakiego udzielił Pani Annie Wiejak z portalu wpolityce.pl eurodeputowany Witold Waszczykowski, były minister spraw zagranicznych.
Oto kilka jego wybranych wypowiedzi w tym wywiadzie:
"Przestrzegałem, informowałem, że (KPO - dop. kj) to nie jest rozgrywka Komisji z Polską o reformę wymiaru sprawiedliwości. Celem tej rozgrywki nie jest to, żeby wymiar sprawiedliwości lepiej działał, albo żeby miał modelowy charakter. Wielokrotnie wspominałem: ani Komisja, ani żadna inna europejska instytucja nie ma prawa wtrącać się do żadnego państwa członkowskiego w sprawach wymiaru sprawiedliwości, bo wymiary sprawiedliwości nie są objęte acquis communitaire, nie są objęte prawem europejskim".
"Jest to ideologiczno- polityczna rozgrywka z polskim rządem, gdzie dla przykładu wybrano po prostu taką płaszczyznę, jak praworządność. Ma pani rację, to będzie trwało dalej. Zresztą pani von der Leyen powiedziała, że nie ustąpi z rozliczania. Nawet jeśli w pewnym momencie uznają - a dopóki ten rząd będzie przy władzy, nigdy tego nie zrobią - że nasz wymiar sprawiedliwości odpowiada interesom, czy wyobrażeniom, to wyciągną inną płaszczyznę sporu. To będzie kwestia edukacji, mniejszości seksualnych, praw reprodukcyjnych czyli tzw. prawa do aborcji. Wreszcie dotkną na przykład religii w szkołach itd., bo to jest lewicowo liberalna większość, która chce ukształtować wszystkie państwa Unii Europejskiej zgodnie z pewnym modelem tej liberalno-lewicowej doktryny".
"Widać z tej dyskusji na temat „kamieni milowych”, że KE rości sobie pretensje do dyscyplinowania rządów UE w niezliczonych dziedzinach. W tym przemówieniu von der Leyen wskazała nawet, że te dyscypliny będą rozszerzane, że lista nie jest zamknięta. W przypadku innych krajów dochodzi nawet do 400 i więcej tzw. kamieni milowych czyli różnych dyrektyw czy zapowiedzi dyrektyw, czy żądań, jak ma się ten czy ów kraj rozwijać".
"Jest cała batalia o funkcjonowanie Unii Europejskiej, sposób zarządzania, mechanizm decyzyjny, o odejście od traktatów i zarządzanie nami nie przez prawowite rządy, tylko przez europejską biurokrację. Znajdujemy się w paradoksalnej sytuacji, że następny rząd w jakimkolwiek kraju, jeśli tylko będzie miał jakiekolwiek odejście od tego lewicowo-liberalnego modelu, to swojego programu polityczno-gospodarczego nie będzie mógł realizować. Można więc powiedzieć, że w takim razie po co organizować demokratyczne wybory w poszczególnych krajach, jeśli i tak większość dyrektyw dotyczących życia społeczno-polityczno-ekonomicznego będzie przychodziła z UE. Czyli co? Rządy będą zarządzały światłami na skrzyżowaniach, kartą pływacką i takimi trzeciorzędnymi kwestiami?"
"Problem też jest, jak powiedziałem, po stronie Brukseli - totalnie odmiennych interpretacji. Jesteśmy po prostu oszukiwani. Przedstawia nam się taką interpretację, co do której uważamy, że jest korzystna dla nas, a potem się okazuje, że Bruksela i główne państwa czyli większość państw UE w ogóle nie podziela tej interpretacji, którą nam zaproponowano, a na podstawie której zgodziliśmy się przyznać europejskim instytucjom takie czy inne prerogatywy. Mamy więc do czynienia nie z acquis communitaire, ale z jakimś swoistym prawem europejskiej dżungli. Jeszcze raz podkreślam - to jest bitwa ideologiczna. Tu nie ma kompromisów. W wojnie ideologicznej nie można się umówić na jakieś warunki brzegowe, tylko to jest walka o to, kto kogo".
Przytoczyłem obszerne fragmenty wywiadu, bowiem całkowicie zgadzam się z konstatacjami W. Waszczykowskiego i szkoda, że dopiero teraz tak mocno wybrzmiewają - teraz, kiedy "mleko już się rozlało" i nie ma szans na renegocjacje warunków (w nowomowie KE tzw. "kamieni milowych") zawartych w polskim KPO a tych kamieni milowych można się doliczyć od 160 do niemal 300, o czym ostatnio pisałem.
Ogólnie z tego wywiadu wynika, że ta cała unijna - w kontekście KPO - walka o "praworządność" w Polsce to jest tylko jakiś tam pretekst do wprowadzenia w Polsce (i na Węgrzech) lewicowo-liberalnego modelu społeczno-polityczno-ekonomicznego, który może być wprowadzony w tych krajach jedynie wtedy, kiedy upadną obecne w nich konserwatywne rządy a władzę przejmą fanatyczni piewcy obecnego kierunku rozwoju UE zmierzającego do stworzenia Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, czyli Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (Niemieckich).
Innym ważnym wnioskiem jest to, że może się zdarzyć, iż tak naprawdę tych pieniędzy z Funduszu Odbudowy - mimo zaakceptowania polskiego KPO - nigdy nie dostaniemy, bo UE do czasu, kiedy nie upadnie obecny polski rząd a władzy nie obejmą lewicowo-liberalne partie, będzie cały czas wyszukiwała innych pretekstów (kolejnych "kamieni milowych"), które Polska musi spełnić, aby otrzymać pieniądze. I tak się to może ciągnąć w nieskończoność. Zresztą podobnego zdania jest też redaktor Rafał Ziemkiewicz, który w swoich wideoblogach ciągle z pewną ironią stwierdza, iż tych pieniędzy z FO Polska nigdy nie obejrzy i... chyba ma rację.
Ileż to ja już razy pisałem, że zgoda Polski na przyjęcie pieniędzy z unijnego FO i z tego powodu przygotowanie przez nas KPO to tak naprawdę bezkrwawe oddawanie naszej wolności, suwerenności i niepodległości. Przestrzegałem przed jakimś tam hurraoptymizmem z powodu niby zaakceptowania naszego KPO przez KE (zaakceptowanie KPO nie oznacza, iż te pieniądze kiedykolwiek dostaniemy). Wyrażałem swoją złość na brak polskiego veta w lipcu czy grudniu 2020 roku, kiedy to niestety zaakceptowaliśmy: "uwspólnotowienie długów", możliwość nakładania podatków unijnych oraz tzw. "mechanizm warunkowości", z którego dziś - wbrew zapowiedziom, że będzie on dotyczył tylko FO - UE czerpie obficie i pozatraktatowo już niemal w każdym aspekcie społeczno-polityczno-gospodarczego życia poszczególnych państw. Wskazywałem też, że straciliśmy ogromną szansę na wycofanie się z przyjęcia tego FO - a mieliśmy idealny pretekst w postaci ponad rocznego wstrzymywania się KE przed akceptacją naszego KPO.
Dziś wydaje się, że niestety jesteśmy "w czarnej d..pie", ale - co może zabrzmi brutalnie - może wojna na Ukrainie jest naszą ostatnią szansą na utrzymanie naszej państwowości. Haniebna reakcja Starej Europy (przede wszystkim Niemiec i Francji) na wydarzenia na Ukrainie daje nam możliwość zacieśnienia współpracy w ramach Trójmorza z ewentualnym rozszerzeniem tego porozumienia o Ukrainę czy nawet UK. Ewentualne zwycięstwo Ukrainy zdecydowanie osłabi przede wszystkim Rosję, ale i też Niemcy. A właśnie ci ostatni są największym nieszczęściem Unii Europejskiej i to one w największym stopniu dążą do budowy owego Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa (ZSRR-bis) - oczywiście ze stolicą w Berlinie i po części w Brukseli. To postulowane unijne państwo ma być preludium do budowy z Rosją Eurazji od Władywostoku do Lizbony. A dla nas osłabienie kondominium niemiecko- rosyjskiego jest naszą racją stanu. Tak było onegdaj i tak jest dzisiaj.
Źródło: niepoprawni.pl 
10 06 2022 Gorąco w Sejmie. Kosiniak-Kamysz do Morawieckiego: Pan jest patologicznym kłamcą.
Znowu gorąco w Sejmie. Opozycja wyrzucała premierowi, że zakupił obligacje skarbowe, a prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał go “patologicznym kłamcą". Mateusz Morawiecki następnie bronił się na mównicy i przekonywał, że Platforma Obywatelska chce głosować przeciwko Krajowemu Planowi Odbudowy. Sejm zebrał się wczoraj na posiedzeniu, na którym odrzucił poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Wprowadzenie zmian jest jednym z warunków przyznania Polsce środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Dzisiaj jest ważne głosowanie, gdzie szanowni państwo, drodzy rodacy, Platforma Obywatelska chce głosować przeciw Krajowemu Planowi Odbudowy, przeciw pieniądzom dla Polaków - mówił Mateusz Morawiecki. Przynajmniej, drodzy rodacy, będziemy wiedzieli komu trzeba podziękować za to, że te pieniądze cały czas do nas nie docierają, albo, że jest jakaś zwłoka - zaznaczył. Bo, można zastanowić się, kiedy one (pieniądze) do nas wpłyną. Nie wiem tego dokładnie. Liczę na to, że będzie to na przełomie tego i przyszłego roku - mówił szef rządu.Przekonywał, że Platforma Obywatelska chce “zakrzyczeć to, że będą głosować przeciwko Krajowemu Planowi Odbudowy". Premier Morawiecki w Sejmie: Potrzebujemy współpracy i wspólnej walki, aby walczyć o lepszy los Polaków. Nie potrzebujemy wroga wewnętrznego. Dla nas najważniejsze jest to, co dzieje się w Polsce. Dlatego nie donoście na Polskę, bo to jest haniebne. Wiem, że PO chciałaby zapewne, aby tam (w KPO) był jeden kamień milowy, taki, który by dawał wam gwarancję powrotu do władzy, ale to nie byłby dobry kamień milowy. To był by kamień młyński, taki, który Polska miałaby przy szyi i nie daj panie Boże żeby coś takie nam się przydarzyło. Niedoczekanie - powiedział Morawiecki.
Morawiecki dodał, że w czasie kryzysu rząd wdrożył tarczę antykryzysową, potem wdrożona została tarcza antyinflacyjna, a teraz, po wybuchu wojny na Ukrainie, wdrażana jest tarcza antyputinowska. W działaniu antyinflacyjnym kluczowa jest wiarygodność - ocenił szef rządu. I patrzcie, co zrobiliśmy. Obiecaliśmy zerowy VAT na żywność, co jest działaniem zapobiegającym skutkom inflacji, i wdrożyliśmy to. Obiecaliśmy 13. i 14. emeryturę - i są. Obniżyliśmy podatek z 17 do 12 proc. - i od 1 lipca będzie zrobione. Jedna z najwyższych kwot wolnych od podatku - zrobione, dopłaty do nawozów - zrobione, obniżka VAT na paliwo - zrobione, obniżka VAT i akcyzy - zrobione. To jest wiarygodność, to jest dotrzymywanie umów - stwierdził Mateusz Morawiecki.
Po wystąpieniu premiera głos zabrał m.in. prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Gdy premier poprosił o głos, myślałem, że chce przeprosić panią Agnieszkę z Pacanowa, naczelniczkę poczty za to, że próbowaliście ją dyscyplinarnie zwolnić za mówienie prawdy. Ale co? Premier duby smalone bredzi z tej mównicy - mówił szef PSL z mównicy sejmowej. Jako polityk, mogę pana oceniać, ale jako lekarz, muszę pana zdiagnozować. Pan jest patologicznym kłamcą. Proszę o odroczenie obrad, dopóki premier Morawiecki nie podda się terapii - oświadczył Kosiniak-Kamysz. Do wystąpienia Morawieckiego odniosła się też m.in. posłanka Polski 2050 Paulina Hennig-Kloska. Chce pan porozmawiać o dokonaniach rządu? 14 proc. inflacji - zrobione, zielone światło dla mafii węglowej - zrobione, gigantyczny wzrost rat kredytów - zrobione, drastyczny wzrost cen żywności - zrobione, rekordowe zyski Orlenu - zrobione. To są wasze prawdziwe dokonania - powiedziała do premiera. Posłowie Koalicji Obywatelskiej z kolei zgłosili zapytanie poselskie, w sprawie “wątpliwości dotyczących prawidłowości oświadczenia majątkowego prezesa Rady Ministrów". Dariusz Joński nazwał premiera“ obrzydliwym spekulantem i hochsztaplerem", który "nie szedł do polityki dla idei, szedł, aby spekulować na majątku państwowym". Rok temu cały swój zgromadzony majątek finansowy przerzucił z banków i zakupił obligacje - powiedział Joński.
W oświadczeniu majątkowym premiera Mateusza Morawieckiego znalazła się m.in. informacja o zakupie obligacji skarbowych w wysokości 4,6 mln zł. Nie wiadomo, o jakiej zapadalności są to papiery, ale oprocentowanie tych od czterech lat wzwyż są zależne od inflacji. I uwaga: pan premier Morawiecki zarobi tym więcej, im większa będzie inflacja, a więc nie zależy mu na tym, żeby tę inflację zbijać, bo straci. A jak znamy Morawieckiego i jego chciwość, możemy zakładać, że pociągnie nas na dno, żeby zarobić - mówił poseł KO. W zeszłym roku prezes Glapiński mówił o deflacji, a premier Morawiecki kupował obligacje za 4,5 mln zł. Jak mówił Platon: „Chciwość jest cechą wstrętną i grzeszną” Dla chciwości Morawieckiego brakłoby licznika wielkiemu Ateńczykowi. - mówił Joński. Zapytał też ile obligacji skarbowych i za jaką kwotę zakupiła żona Mateusza Morawieckiego, z którą ma on rozdzielność majątkową. Skoro wiedział, że inflacja będzie dwucyfrowa i sam kupował obligacje, dlaczego nie przekazał tego opinii publicznej - pytał Joński.
W imieniu premiera odpowiadał minister w KPRM, przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów Łukasz Schreiber. Zapytał też posłów KO, czy uważają, że obligacje Skarbu Państwa to coś wstydliwego. Wolelibyście rozumiem, żeby polski premier inwestował w jakieś fundusze inwestycyjne zagraniczne, albo lokował za granicą swoje środki - mówił.
Stwierdził, że premier "od wielu miesięcy a nawet lat zachęcał, by Polacy inwestowali w obligacje". Jego postawa - dodał - pokazuje, że "sam się nie bał tego zrobić". A już zarzucanie premierowi, że zrobił to dlatego, bo co, bo rozumiem, że uważał, iż Putin rozpęta wojnę, dlatego będzie wysoka inflacja i dlatego warto kupić obligacje, to chcecie państwo powiedzieć? Zachęcam do minimum przyzwoitości w tych wypowiedziach - powiedział Schreiber. Ocenił, że posłowie KO opowiadają o zakupie obligacji przez premiera, jakby to była "jakaś tajna operacja, czy też operacja dostępna tylko dla posłów albo członków Rady Ministrów". Nie, dla każdego obywatela - dodał. Zaznaczył, że były konferencje prasowe, na których premier namawiał obywateli do inwestowania w obligacje. Jest to sprawa absolutnie transparentna - powiedział Schreiber.
Źródło: rmf24.pl
Wiedział kiedy kupić, będzie też wiedział kiedy obligacje sprzedać!? Powiem tylko tyle bogatemu na dodatek politykowi, to byk się ocieli, a kogut znosi jajka!?
Z forum: Zarabiam całkiem dobrze, 10 tys. /m-c. Żeby nazbierać 5 mln to musiałbym zbierać 41 lat i nic nie jeść. Ciekawe. Chyba żeby mi ktoś działkę opchnął np. w Wrocławiu za 50 tysi, a ja bym ją sprzedał za 5 mln. To by wszystko uprościło.
Każdy może kupić? Tylko że ja nie mam 4 baniek. Ani działki na sprzedaż. Ja tylko uczciwie całe życie pracuję, już 40 lat, jestem tylko inżynierem a nie politykiem .
Jeszcze w grudniu twierdził oficjalnie, że inflacji nie ma i nie będzie ale dla siebie już w październiku informacyjne obligacje przytulil. Pedofilny biznesmen. 
07 06 2022 Premier Morawiecki z uznaniem o polskiej broni: "Budujemy silną armię, opartą o naszą myśl".
Bezpieczeństwo jest najwyższym priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości - powiedział w Stalowej Woli Premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że rząd wprowadza obecnie program wielomiliardowych inwestycji w nowoczesne uzbrojenie. - Najlepsza broń, którą chcemy, żeby polska armia miała, to nowoczesna, skuteczna i polska - dodał szef rządu. Podkreślił, że pojawia się wiele zapytań ze świata dotyczących zakupu polskiej broni. - Bezpieczeństwo jest dla nas najwyższym priorytetem, jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości numer jeden. (...) Dlatego właśnie również wprowadzamy dzisiaj program wielomiliardowych inwestycji w super nowoczesne uzbrojenie kupowane i produkowane - powiedział premier Morawiecki.
"Najlepsza broń, którą chcemy, żeby polska armia miała, to nowoczesna, skuteczna i polska" - dodał. Szef rządu wskazał, że dla poprawy bezpieczeństwa Polski, rząd zdecydował się wcześniej na budowę zapory na granicy z Białorusią "po to, żeby nie być przedmiotem ataku i prowokacji ze strony Łukaszenki, dlatego właśnie przyjęliśmy ustawę o obronie ojczyzny". Premier powiedział, że potencjał polskiego przemysłu zbrojeniowego jest bardzo duży, co szczególnie widać w Stalowej Woli. Szef rządu oświadczył, że Huta Stalowa Wola to "jedna z pereł w koronie przemysłu zbrojeniowego", choć - jak zaznaczył - jest tu jeszcze "bardzo dużo do zrobienia". - Ale cieszymy się z tego, że mamy możliwość już dzisiaj sprzedawania naszej broni za granicę. Teraz właśnie podpisujemy jeden z największych, jeśli nie największy, zbrojeniowy kontrakt eksportowy, ostatniego trzydziestolecia - oświadczył Morawiecki, wyjaśniając, że kontrakt dotyczy sprzedaży broni Ukrainie. Dodał, że polska broń będzie "bardzo ważna" na polu walki na wschodzie Ukrainy.
Grot, Piorun, Krab. Polska broń jest doceniana. Premier przekonywał, że obecnie polska broń jest wysoko ceniona. - Grot, Piorun, Krab - to są te rodzaje broni, o które dzisiaj jesteśmy nagabywani, proszeni o ich sprzedaż i robimy to, bo wiemy, że na współczesnym polu walki ona jest niezbędna. A jeszcze nie tak dawno temu wielu "mędrców" mówiło: "po co nam te czołgi, one nie są niezbędne" - mówił. Podkreślił, że jest dumny z tego, że polski przemysł zbrojeniowy "dokłada swoją nie cegiełkę, a wielką cegłę" do programu modernizacji polskiej armii. - I aby armia była rzeczywiście zmodernizowana, musi się opierać o wiele rodzajów broni, i także o swój własny przemysł, własną myśl techniczną, tak jak to u nas właśnie się dzieje - stwierdził.
Premier dziękował tym, którzy "pomogli aby polski przemysł zbrojeniowy przetrwał te chude lata, lata zapaści, kiedy zwalniano tylko pracowników z pracy, lata 2008, 2009, 2010, 2011, 2012 i 2013". "A my budujemy silną armię, opartą o naszą myśl, a także o zakupy za granicą u naszych sojuszników, po to właśnie byśmy mieli tak silną armię, aby ona nigdy nie musiała być użyta, by pełniła swoją rolę odstraszającą w wystarczająco wysokim stopniu, by nigdy nie musiała być użyta" - oświadczył.
Źródło: niezalezna.pl
Jak to mawiał tow. Wiesław: Gdybyśmy mieli blachy, to byśmy produkowali konserwy. Ale nie mamy mięsa.
Wkrótce do uzbrojenia naszej armii wejdą klęczniki opancerzone, konfesjonały samojezdne, różance dalekiego zasięgu, kropidła szybkostrzelne oraz opłatki rażące. Zamiast rozpoznania będzie prowadzony rachunek sumienia. W taktyce znajdzie się bojowe wyznanie grzechów oraz ofensywna komunia w szyku wzdłuż nawy lub poprzeczno -balustradowym. Na ćwiczeniach stałym punktem będzie atak zza ołtarza oraz manewr taktyczny z użyciem monstrancji. W walkach wręcz będzie szkolenie z duszenia ornatem oraz chwytu w albę. Zaczyna się wielka krucjata nowego przedmurza chrześcijaństwa. Może nawet Antoni Kettling z Małym Rycerzem w końcu się wysadzą w twierdzy własnego obłędu. 
07 06 2022 Tusk uderza w rząd. "Miks energetyczny Polski dzisiaj to biedaszyby i chrust".
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej we wtorek gościł na Dolnym Śląsku. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w składzie węgla w Wałbrzychu przekonywał, że decyzje ws. importu surowców energetycznych z Rosji wymagają bardzo dobrego logistycznego przygotowania. - Trzeba było je podjąć, ale wcześniej przygotować własny kraj na konsekwencje. Rząd tego nie zrobił i m.in. dlatego dziś ludzie nie mogą kupić węgla — mówił lider PO. Lider Platformy Obywatelskiej goszcząc w składzie węgla w Wałbrzychu, podkreślił, że to m.in. właściciele, dysponenci takich składów dzisiaj w Polsce mają tylko jedną odpowiedź dla każdego, kto chce węgiel kupić, że "np. Tauron nie sprzeda im nawet tony węgla przez najbliższe dwa miesiące". - Mamy rzeczywiście dramatyczną sytuację, bo mówimy w tej chwili nie o wielkich zakładach pracy, o przemyśle, tylko mówimy o 4 milionach ludzi uzależnionych od węgla, bo w ich gospodarstwach domowych używa się węgla jako podstawowego paliwa – powiedział Donald Tusk. Lider PO wskazał, że węgla nie dość, że nie ma, to jeszcze procedura jego zakupu jest skomplikowana, a ceny rosną. - Tona ekogroszku – tego popularnego, używanego m.in. w gospodarstwach domowych węgla – to jest dzisiaj ponad 3 tys. zł., więc mamy rzeczywiście podwójny problem. Brak węgla, a jeśli już ktoś ma tę nadzwyczajną okazję, że jest w stanie węgiel kupić, to płaci naprawdę bardzo wysoką cenę – dodał.
Stwierdził też, Polska miała być krajem, gdzie jest nowoczesny miks energetyczny. - Wiatraki, fotowoltaika, mówi się o energetyce wodorowej, o małych i dużych reaktorach jądrowych, teoretycznie to wszystko bardzo ładnie wygląda, ale w praktyce miks energetyczny Polski dzisiaj to biedaszyby i chrust. To być może mocne słowa, ale jak najbardziej niestety uzasadnione – powiedział Tusk. W jego ocenie władza zmarnowała "dziesiątki miliardów złotych, jakie do Polski płynęły, które miały być przeznaczone bezpośrednio na unowocześnienie polskiej energetyki, przede wszystkim na źródła odnawialne".
Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa zapowiedziała we wtorek, że aby zwiększyć dostępność, przekierowany zostanie cały polski węgiel — przy zwiększeniu wydobycia — do sklepów, składów Polskiej Grupy Górniczej (PGG). Minister mówiła, że w ostatnim czasie niektórzy pośrednicy wykorzystali trudną sytuację, do spekulacji cenowych podwyższając cenę za węgiel. Moskwa dodała, że konsumenci powinni korzystać z oferty wiarygodnych dostawców. Obiecała, że rząd wspomoże sprzedawców oferujących węgiel po "akceptowalnej cenie".
- Na pewno nie zostawimy Polaków z ceną 2,5 tys. - 3 tys. Na pewno ta cena będzie akceptowalna, mniej więcej na takim poziomie, z jakim Polacy się stykali, zanim Putin nie napadł na Ukrainę i nie wywołał inflacji w cenach węgla - powiedział premier.
Źródło: money.pl
A czy to nie Tusk zaczął likwidować ponoć nierentowne kopalnie, bo sprowadzano rosyjski, i ukraiński węgiel po zaniżonych cenach!?
Nie było Solidarność, nie było Balcerowicza, Rostowskiego, Morawieckiego mieliśmy najtańszy węgiel, prąd na świecie!? W Polsce zamyka się kopalnie, a produkcja węgla na świecie stale rośnie. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają wydobycie, w najbliższych latach rozpocznie działalność ponad 300 nowych kopalń!? Zielony ład to polityka wciskania nam na siłę nowego porządku świata, z jednym rządem, jednym prezydentem!?
Mam piec na węgiel, drzewo, i póki co nie wymienię go, bo to jest najtańszy sposób na ogrzanie domu!? Najważniejsze będę w nim palił tym, na co mnie będzie stać, i w duszy mam ekologię!?
Z forum: W czym problem, drogi POLSKI węgiel to zarobek kopalni, pośredników, firm transportowych i wysokie podatki do budżetu, te pieniądze nie znikają tylko napędzają gospodarkę, zły jest węgiel zagraniczny gdyż część zarobku wypływa z kraju i zasila firmy i budżety innych państw. Dlatego trzeba kopać jak najwięcej w Polsce a jak najmniej sprowadzać. 
05 06 2022 "Stan po Burzy". Agent SB głównym kadrowym PiS w spółkach. Morawiecki "sanuje" sądy na kolacyjkach z Manowską. Czy to PiS ograł Unię, czy Unia ograła PiS w sprawie KPO?
Jednym z głównych haseł tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości w wersji PiS było odsunięcie sędziów, działających pod dyktando polityków. "Stan po Burzy" w pełni popiera ten postulat. Tyle że rządowe maile wykradzione przez hakerów ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera, pokazują, że to tylko propagandowe hasło. Obóz władzy po prostu obsadził sądy swoimi ludźmi, spotyka się z nimi i wydaje im dyrektywy. Dobry przykład to szefowa Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, była wiceminister sprawiedliwości w resorcie Ziobry. Od momentu nominacji na sędziego Sądu Najwyższego jesienią 2018 r. Manowska była nieformalną liderką grupy sędziów, których wprowadził tam PiS. W maju 2020 r. została — dzięki PiS i prezydentowi — szefową Sądu Najwyższego. Maile Dworczyka pokazują sytuację z jesieni 2019 r., gdy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego — ulubiona zabawka Ziobry, obsadzona przez jego prokuratorów przebranych w sędziowskie togi — zawiesiła olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna za krytykę działań obozu władzy w sądownictwie. Premier Morawiecki wysyła wówczas maila do swych najbliższych współpracowników. Jedzie z gospodarską wizytą w Polskę, ale domaga się pilnego przesłania kilku "bulletów", czyli krótkich zdań, w których dostanie argumenty za zawieszeniem Juszczyszyna, by mógł je przedstawić mediom w krótkich chwilach wytchnienia od przecinania wstęg. Słowo-klucz to dla Morawieckiego "sanowanie", które ma być receptą na "chaos", "anarchię" i "bezwład". Swoją drogą premier żąda nawet, aby współpracownicy ustawili dziennikarza, który go o to zapyta — a niezawodne TVP wykonuje rozkaz celująco. Co ma do tego Manowska? Otóż premier pisząc do swych ludzi, przywołuje wspólne biesiadowanie z Manowską — i to dzień przed zaplanowaną rozprawą Izby Dyscyplinarnej w sprawie Juszczyszyna. "Mam prośbę o ściągnięcie tych zapisów od pani Manowskiej, które wczoraj cytowała podczas kolacji" — czyli Morawiecki chciał w sprawie Juszczyszyna wykorzystać argumentację, którą przedstawiła mu Manowska podczas wspólnej konsumpcji. Szanowna Pani Prezes, czy mamy rozumieć, że podczas sympatycznej kolacyjki rozmawialiście o wyroku, który miał zapaść następnego dnia? To jest odpolitycznienie sądów w waszej wersji? "Stan po Burzy" analizuje sytuację w sądownictwie także pod kątem decyzji Komisji Europejskiej, która po roku zwłoki, zgodziła się sfinansować polski Krajowy Plan Odbudowy, czyli pakiet inwestycji wart dziesiątki miliardów euro. Co prawda PiS Izbę Dyscyplinarną SN zlikwidował, ale sędziowie tacy jak Juszczyszyn — wbrew postulatom Brukseli — nie są przywracani do pracy. Dlaczego zatem mimo to Komisja Europejska zdecydowała się zaakceptować KPO? To polityka — dla Brukseli niewygodna była sytuacja, gdy wstrzymuje fundusze dla kraju, który pomaga uchodźcom wojennym. Z drugiej jednak strony akceptacja dla KPO to pusta decyzja, bo wypłata pieniędzy ruszy najwcześniej jesienią i będzie poprzedzona sprawdzeniem, czy rząd wypełnia tzw. kamienie milowe, czyli czy realizuje konkretne ustalenia z Brukselą. A zatem to nie jest koniec gry o KPO, tak naprawdę to dopiero początek.
TW Ryszard — którego proces lustracyjny trwa — został głównym kadrowcem PiS w państwowych spółkach. Tego nawet "Stan po Burzy" by nie wymyślił. Pozostając przy agentach z czasów komuny. "Stan po Burzy" jak zwykle z satysfakcją wita kolejny partyjno-państwowy awans Kazimierza Kujdy, dawnego prezesa partyjnej spółki PiS — "Srebrna". Kujda poszedł w odstawkę, gdy okazało się, że jest na niego teczka w zbiorze zastrzeżonym, czyli spec archiwum dawnej bezpieki. Mamy tę teczkę. Kontakty TW "Ryszarda" — to pseudonim Kujdy — ze służbami można podzielić na trzy fazy. W latach 1979-81 Kujda utrzymywał regularne kontakty z oficerem prowadzącym, dzięki czemu jako student wyjeżdżał na Zachód. Później wyjechał na dłużej za granicę i kontaktów nie było w ogóle. W 1983 r., po powrocie, zaczął unikać SB i kilkukrotnie żądał zaprzestania współpracy. Jednak przyjmując wyznawane do tej pory zasady PiS, Kujda był tajnym i świadomym współpracownikiem SB. W jednej takiej pisemnej relacji z wyjazdu do Anglii wymienił wszystkich spotkanych po drodze Polaków. Był gotów dostarczyć także adresy osób poznanych na Zachodzie. Dokumentów do podpisu nikt mu nie podsuwał, bo wypisywał je własnoręcznie. Esbecy pozyskali Kujdę na tzw. przesłankach patriotycznych. Kujda miał powiedzieć esbekom: "Udzielenie pomocy waszym organom w tym zakresie, jest obywatelskim obowiązkiem każdego Polaka".
Ale mamy nawet drugą teczkę Kujdy — zestaw dokumentów, które przesłał do sądu lustracyjnego, by się bronić. Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i sporo zdjęć — widać, że Kujda ma bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Tak się składa, że ilekroć autorzy "Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska ("Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) pokazują tę drugą teczkę Kujdy, tylekroć Kujda dostaje awans. Najpierw dostał od Jarosława Kaczyńskiego fuchę w radzie nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa, kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Potem został ekspertem w Ministerstwie Klimatu — także strategicznym w kwestiach energetyki. Teraz nastąpiła kulminacja — Kujda zasiadł na stołku szefa gabinetu wicepremiera Jacka Sasina, który nadzoruje państwowe spółki. TW Rysiek — którego proces lustracyjny wciąż trwa — jako główny kadrowiec w spółkach skarbu? Tego nawet "Stan po Burzy" nie byłby w stanie wymyślić. A to pewnie wciąż nie koniec, bo znów pokazujemy w programie teczkę ostrzegawczą Kujdy.
Źródło: onet.pl
Odsunąć PiS od władzy, i co dalej!? To nie PiS jest winny ale Kaczyński!? Kaczyński to nie jest normalność w państwie, to nieustany paniczny strach przed wszystkim i przed wszystkimi, to wiecznie trwająca wojna wszystkich ze wszystkimi. 
04 06 2022 Nowe propozycje programowe PiS. Wojewoda lubelski zwraca uwagę na dwie ważne kwestie.
W Markach pod Warszawą odbyła się dziś konwencja PiS, podczas której prezes Jarosław Kaczyński zaprezentował główne kierunki działań partii i koalicji rządzącej, przed kolejnymi wyborami parlamentarnym. Wojewoda lubelski Lech Sprawka rozmowie z portalem Niezalezna.pl wskazał najważniejsze, jego zdaniem, kwestie. - Jeśli chodzi o programy socjalne, kontynuację tych programów i zapowiedzi kolejnych, to są one jak najbardziej oczekiwane, tym bardziej, że dotyczą przede wszystkim środowiska osób najuboższych i najsłabszych - ocenił. Dodał, że istotna w jego opinii jest również zapowiedź zdecydowanej walki z inflacją, w tym z rosnącymi obciążeniami kredytowymi. Kaczyński w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę na dotychczasowy dorobek rządów Zjednoczonej Prawicy, na zwiększenie wydatków na rodzinę, obronność i inwestycje, w tym strategiczne, jak CPK, czy przekop Mierzei Wiślanej. Podkreślił, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie znaczący wzrost dochodów budżetowych w ostatnich latach.  Szef PiS przyznał jednocześnie, że nie wszystkie zamierzone wcześniej pomysły skończyły się sukcesem, podając jako przykład program „Mieszkanie Plus”, ale jednocześnie zwrócił uwagę na konieczność dalszego inwestowania w „Polskę regionalną”. 
Kaczyński zapowiedział rozpoczęcie „objazdu po kraju” i bezpośrednich spotkań z wyborcami, wzywając polityków tej partii do pełnej mobilizacji. Zdaniem wojewody lubelskiego Lecha Sprawki wszystkie kwestie podniesione na dzisiejszej konwencji przez premiera Kaczyńskiego są niezmiernie ważne, zarówno te w zakresie polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej, „ze szczególnym uwzględnieniem kwestii związanych z Ukrainą”.
- Jeśli chodzi o programy socjalne, kontynuację tych programów i zapowiedzi kolejnych, to są one jak najbardziej oczekiwane, tym bardziej, że dotyczą przede wszystkim środowiska osób najuboższych i najsłabszych. To dla nich tak naprawdę największe znaczenie ma polityka w tym zakresie, szczególnie jeśli mówimy o seniorach, jeśli mówimy o dzieciach. To są te dwie grupy, które wymagają szczególnej troski - zauważył nasz rozmówca. Zdaniem wojewody lubelskiego, niezmiernie ważnym elementem związanym z polityką socjalną „są dwie kwestie podniesione przez premiera Kaczyńskiego”, czyli kwestia walki z inflacją i zapowiedź ograniczenia wzrostu cen węgla. - To dotyczy niewątpliwie m.in. części seniorów – powiedział, dodając, że za równie ważne kwestie uważa te, które są związane z obciążeniami kredytowymi i w związku z tym wzrastającymi stopami procentowymi tych kredytów. Nawiązując do kwestii tzw. Polski „powiatowej”, zwrócił uwagę, że województwo lubelskie jest szczególnym beneficjentem zmiany polityki realizowanej przez Zjednoczoną Prawicę, w stosunku do jej poprzedników.
Warto tu przypomnieć tę słynną polaryzacyjno- dyfuzyjną strategię rozwoju, której ofiarami w ujęciu regionalnym były właśnie regiony Polski wschodniej i południowo wschodniej. Widać ogromną różnicę – podkreślił. Jako przykład podał rozstrzygnięcie programu inwestycji strategicznych Polskiego Ładu, gdzie województwo lubelskie, które jest najuboższym województwem na mapie Polski partycypuje w ponadprzeciętny sposób. - Udział środków jakie otrzymało nasze województwo w stosunku do całego kraju, to 8,4 proc., a udział populacji województwa lubelskiego w populacji całego kraju wynosi 5,5 proc. – wyjaśnił. - Widać więc, że strategia zrównoważonego rozwoju, jako przeciwwaga do strategii naszych poprzedników jest realizowana w praktyce. W praktyce związanej z inwestycjami strategicznymi, także w ponadprzeciętnej partycypacji, jeżeli chodzi o nowy fundusz rozwoju dróg lokalnych. Przykłady można by mnożyć – mówił, podając za przykład budowę infrastruktury drogowej. - Województwo lubelskie jest obecnie największym placem budowy, jeśli chodzi o drogi ekspresowe. Via Carpatia, droga ekspresowa, S17, kontynuacja drogi S12 – to znaczące przedsięwzięcia – przekonywał.
Jako jeden z przykładów inwestycji przedstawił ostanie decyzje na poziomie Polskiej Grupy Energetycznej dot. przeniesienia Grupy do Lublina. - To są te sygnały i dowody na to, że strategia zrównoważonego rozwoju, która wybrzmiała dzisiaj w czasie wystąpienia premiera Kaczyńskiego widoczna jest nie tylko w deklaracjach, ale i w czynach – zaznaczył. Odnosząc się do wezwania szefa PiS dot. „objazdu po kraju” i bezpośrednich spotkań z wyborcami, Lech Sprawka przyznał, że „nic nie zastąpi bezpośredniej rozmowy z ludźmi”. – Nawet jeżeli dotyczy to węższego kręgu osób niż kręgu dostępnego przez media społecznościowe czy inne rodzaje mediów, to bezpośrednia rozmowa promieniuje na członków rodzin, na znajomych – przekonywał nasz rozmówca, dodając, że sam brał w takich objazdach udział. - Z jednej strony jest to szansa dla sprawujących aktualnie władze na przekazanie wprost informacji na temat realizowanych programów, uzasadnienia realizacji, bo tutaj wielokrotnie są pewne niedomówienia. Z drugiej strony spotkanie te dają możliwość odbierania sygnałów do centrum, ponieważ niekiedy na takich nawet małych spotkaniach pojawiają się ciekawe propozycje rozwiązań - tłumaczył Sprawka. - Przez ostanie dwa lata ze względu na ciąg sytuacji kryzysowych te kontakty w takiej bezpośredniej interakcji znacznie spowolniły. Uważam, że to znakomite posunięcie, które daje szansę na budowanie podstaw do najbliższej kampanii wyborczej – dodał. 
Źródło: Niezalezna.pl
Cały dorobek PiS-u Kaczyński nosi przed sobą!?
Kaczyński rusza w trasę niczym kopia obrazu  Matki Boskiej Częstochowskiej który od lat krąży po parafiach w całej Polsce od 1957 roku. Partia władzy schowana za kordonami policji. Konwencja PiS niczym zjazd PZPR.
04 06 2022 Mocne słowa Ryszarda Majdzika o "nocy teczek": Do końca swojego życia nie zapomnę tego agenturze.
- Polski rząd w nocy został obalony przez zdrajców. Tak to pamiętam i do końca mojego życia nie zapomnę tego agenturze – powiedział Ryszard Majdzik w rozmowie z portalem Niezalezna.pl. Rząd Olszewskiego został obalony 4 czerwca 1992 r. podczas tzw. nocnej zmiany, po ujawnieniu przez szefa MSW Antoniego Macierewicza archiwaliów SB - listy polityków figurujących w archiwach MSW jako konfidenci komunistycznych służb specjalnych. Powodem odwołania rządu był strach przed tym, że prawda o komunistycznej agenturalnej przeszłości wielu przedstawicieli ówczesnych elit wyjdzie na jaw.
Zapytaliśmy Ryszarda Majdzika, działacza opozycji komunistycznej w czasach PRL o to, jak wspomina tamte wydarzenia. – Dla mnie to było coś okropnego, że odwołano pierwszego premiera po transformacji, po zdradzie okrągłostołowej. To był pierwszy demokratyczny rząd, a został obalony przez  "Bolka" Wałęsę – powiedział.
- Wtedy rząd z Antonim Macierewiczem, który stał na czele ministerstwa spraw wewnętrznych, miał przeprowadzić lustrację po parlamentarnej uchwale. Po tym, jak na tej liście znalazł się "Bolek" Wałęsa, zaczął on atak na rząd i złożył wotum nieufności, w wyniku czego rząd został obalony między innymi przez Tuska i innych.  Towarzysze zebrali się do obrony swoich posadek i obrony swoich interesów. Tak właśnie obalono rząd Jana Olszewskiego - zaznaczył. Ryszard Majdzik podkreślił, że bardzo negatywnie wspomina wydarzenia z 4 czerwca. – Polski rząd w nocy został obalony przez zdrajców. Tak to pamiętam i tego nigdy do końca mojego życia nie zapomnę – zaznaczył. - Nie zapomnę tego agenturze. Naród polski powinien o tym pamiętać i nie powinien tych ludzi wybierać do polityki na żadnym szczeblu – od samorządowego do prezydenckiego - podkreślił działacz opozycji komunistycznej. Jego zdaniem, postawa tych osób była na rękę agendom, które "niszczyły interes gospodarczy i polityczny Polski na rzecz Rosji i Niemiec". Nasz rozmówca podkreślił, że to właśnie ci ludzie dążyli do tego, żeby rozbić polskie związki zawodowe i skłócić je ze sobą. – I to im się udało. Rozdrobnili „Solidarność” na wiele partii politycznych po to, żeby nie było jedności, aby można było Polskę rozkradać – zakończył.
Jak wyglądałaby dziś Polska, gdyby w czerwcu 1992 r. do obalenia rządu Olszewskiego nie doszło? To był moment zwrotny dla Polski. Mieliśmy do czynienia z następującą alternatywą: albo Polska wstąpi na drogę budowy niepodległości, obrony interesu narodowego w gospodarce, budowy suwerenności, armii polskiej, suwerennej polityki zagranicznej, albo zostanie podporządkowana sowietom. Gdyby wtedy rządu nie obalono, to dzisiejsza rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej. Niemożliwy byłby udział komunistów w życiu publicznym, a pamiętajmy, że wkrótce po obaleniu rządu Olszewskiego, po rządzie Pawlaka, a potem Hanny Suchockiej, to komuniści na długie lata z prezydentem Kwaśniewskim powrócili do władzy. Nie byłoby zapewne dzisiaj Platformy Obywatelskiej, skonstruowanej wokół tego twardego kośćca zbudowanego przez Służbę Bezpieczeństwa, czyli KLD i nie mielibyśmy zagrożenia, w którym KLD pod kierownictwem Donalda Tuska stało się dywersantem niemieckim wobec polskich interesów państwowych. Dzisiaj ta tzw. „totalna opozycja” nie blokowałby środków unijnych dla Polski, nie szkodziłaby Polsce w innych wymiarach. Te wszystkie ataki ze strony TSUE i wiele innych, są wywoływane przez cały ten układ funkcjonujący „pod komendą Tuska”. To wszystko jest orkiestrowane, wywoływane i organizowane przez Tuska, który był nagradzany przez Niemców, który składał Niemcom hołdy, który – powtarzam – jest niemieckim dywersantem. Przez ten czas rządów komunistów i Platformy Obywatelskiej Polska straciła gigantyczne pieniądze i masę czasu. Gdyby nie obalono rządu Olszewskiego, polskie życie społeczne wyglądałoby inaczej, polskie życie gospodarcze wyglądałyby inaczej, inaczej wyglądałby dzień dzisiejszy, choć, mimo, że jesteśmy pod presją „zagranicy” i „targowicy” dzięki rządowi Zjednoczonej Prawicy nie jest źle.
Źródło: Niezalezna.pl
Narodziny koalicji strachu. 5 czerwca 1992 r. tuż po północy rząd premiera Jana Olszewskiego został obalony nocą, po ciemku, tak, żeby naród o tym nie wiedział. Tylko dlatego, że prowadził politykę godną państwa niepodległego i na niepodległość się wybijającego. Rząd Jana Olszewskiego upadł, bo zanegował ustalenia Okrągłego Stołu. Decydujący wpływ na te wydarzenia miał ówczesny prezydent RP Lech Wałęsa i były premier Donald Tusk który miał cichą, ale wymowną rolę w tym spektaklu.
Tuż przed tamtym zamachem politycznym w dramatycznym i jakże proroczym przemówieniu na posiedzeniu Sejmu RP z 4 na 5 czerwca 1992 roku premier Jan Olszewski powiedział: "(...) w tej grze jest coś więcej, w tej grze jest pewien obraz Polski - jaka ona ma być. Może inaczej, czyja ona ma być"(...) Polska przez czterdzieści parę lat była własnością pewnej grupy (...). Potem myśmy w imię racji, ważnych racji politycznych zgodzili się na pewien stan przejściowy, na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś czas będzie i nasza i nie całkiem nasza. I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, musi się dopiero rozstrzygnąć?
Działania podjęte przez rząd Jana Olszewskiego w dziedzinie gospodarczej i polityki międzynarodowej stały się groźne dla interesów postkomunistycznej oligarchii finansowo politycznej, oraz grup zainteresowanych pozostaniem Polski w moskiewskiej strefie wpływów. Widomym elementem integrującym poszczególne grupy zagrożone polityką rządu stała się lustracja. To właśnie byli agenci SB działający po roku 1989 już jako biznesmeni i politycy obawiali się najbardziej lustracji. Olszewski musiał zostać odwołany!
PiS zrodziło się z kłamstwa, kłamstwem zwalcza opozycję i kłamstwem prawdopodobnie wygra kolejne wybory. Mit założycielski PiS, to moment obalenia rządu Olszewskiego. 
02 06 2022 Kulisy "nocnej zmiany" sprzed 30 lat. "Znów mamy opozycję, której się wydaje, że jest europejska"
Agentura posowiecka walcząca z obrońcami polskiej racji stanu - tak Anita Gargas w swoim "Magazynie Śledczym" opisała nocną zmianę z 1992 r., czyli obalenie rządu Jana Olszewskiego. W programie ujawniła nowe fakty dotyczące wydarzeń sprzed 30 lat. Co mają wspólnego ówczesne działania z... obecną opozycją? - Od czasu okrągłego stołu istniał spór, jaka ma być Polska. Czy ma być krajem niezależnym, czy decyzje będą zapadały w Warszawie czy poza granicami kraju - przypomniał były minister obrony Jan Parys. Przypomniał, że prozachodni kurs prowadzony przez rząd Jana Olszewskiego nie podobał się wielu politykom, w tym Lechowi Wałęsie. Drugim elementem tego sporu miał być traktat polsko-rosyjski i umowa o wycofanie wojsk rosyjskich w Polsce. Trzeci spór dotyczył ludzi, którzy w czasach PRL popadli w zależność komunistycznych służb specjalnych.  Za twardą lustracją i dekomunizacją był Krzysztof Wyszkowski. To wielu osobom się nie podobało, w tym... obecnemu liderowi Platformy Obywatelskiej. - Tusk bardzo twardo stwierdził, że to bez sensu - mówił w programie Anity Gargas. Wyszkowski w maju 1992 r. udzielił wywiadu "Nowemu Światowi", wskazując, że ówczesny minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski mógł być agentem SB. Rozpętała się medialna burza, ale Wyszkowski stwierdził, że trzeba działać dalej i udzielił wywiadu PAP, w którym wskazał, że w Sejmie zasiada wielu agentów SB. 
Sprawa nabrała tempa. W programie Anity Gargas pokazano fragment rozmowy Antoniego Macierewicza (ówczesnego szefa MSW) z Lechem Wałęsą (ówczesny prezydent). Przypomniano, że mało znany jest dalszy fragment tego spotkania, w którym... Wałęsa domaga się od Macierewicza swojej teczki. 
Kolejny gość "Magazynu Śledczego Anity Gargas" - Bronisław Wildstein - podkreślił, że był zaskoczony tym, że tak wiele osób z "establishmentu solidarnościowego" znalazło się na liście Macierewicza. Również Krzysztof Wyszkowski przyznał, że nie sądził, że agenci de facto rządzą państwem. 
Widzowie magazynu Anity Gargas jeszcze raz mogli obejrzeć słynne sceny z "nocnej zmiany", na czele z "policzmy głosy" Donalda Tuska. 
Nie racja stanu, tylko własne interesy. Poza komunistyczną agenturą, na sytuację w Polsce wpływało również rozdrobnienie ugrupowań parlamentarnych (w Sejmie było kilkanaście ugrupowań, klubów i kół). Jak wskazano w programie, działo się to pod presją ośrodków zachodnich, w szczególności Niemiec. Brak dominującej partii w Polsce miał tworzyć Niemcom szansę ekspansji gospodarczej. - Nie tylko Rosja była zainteresowana, żeby Polska była słaba, ale też w Niemczech było przekonanie, żeby Polska nie była silnym państwem - wskazał Parys. - Środowisko opozycji obecnej, to środowisko, które zastąpiło partię postkomunistyczną i to oni dziś, czyli Koalicja Obywatelska, są partią postkomunistyczną. To partia, która wzięła sobie na sztandary Wałęsę
- dodał prof. Sławomir Cenckiewicz. Bronisław Wildstein przyznał, że to, jak został zdeformowany obraz Jana Olszewskiego, jest szokujący. - Jeżeli ma się w ręku główne ośrodki opiniotwórcze, media, można robić z rzeczywistością wszystko - powiedział, na tym przykładzie. Dodał, że to ważne, by obecnie bronić się przed manipulacjami. 
Puenta całego programu była dość gorzka. - Dziś, tak jak 30 lat temu, stoimy wobec opozycji, która nie zabiega o rację stanu, tylko o własne interesy. Wówczas opozycja przeciwstawiała się lustracji, polityce prozachodniej. Dziś mamy opozycję, która przeciwstawia się obronie granicy wschodniej, widzieliśmy, gdy była presja migracyjna na granicę z Białorusią. Jednym słowem: znów mamy opozycję, której się wydaje, że ona jest europejska, bo chodzi na parady równości. W rzeczywistości uprawia sabotaż wobec polskiej racji stanu i bezpieczeństwa Europy. W ogóle nie jest europejska 
- podsumował Jan Parys.
Źródło: niezalezna.pl
Zło w Polsce miało swój początek w noc w której obalona Olszewskiego!? W tym wydarzeni brał aktywny udział Tusk!? A pamiętacie to: Wasz prezydent, nasz premier. To był POPiS!? Kiedyś byliśmy jednym narodem aż do momentu kiedy pojawili się Kaczyńscy ze swoim PiSem, i Tusk z PO!?
Od kiedy obalono Olszewskiego. Polska staje się coraz to bardziej państwem magdalenkowym, okrągłostołowym!? Wkrótce PiS przekaże pałeczkę sztafety w biegu do dyktatury PO, bo już nie ma na kogo zwalać winy!?
Po obaleniu rządu Olszewskiego do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że tak zażarcie walczyłem z komuną!? W PRL-u nie było tak źle, no ale chcieliśmy mieć lepiej no to mamy co mamy!? Każdy każdemu wilkiem, każdy z każdym walczy, podkopuje dołki, donosi.....!? Ta demokracja zniewoliła nas całkowicie, liczy się tylko mamona!? 
29 05 2022 Kowalski o cynicznym uśmieszku Trzaskowskiego. „Zrobią wszystko, żeby pieniądze z KPO nie zostały wypłacone”.
Kiedy Rafał Trzaskowski mówi „jestem dobrej myśli” i ten jego cyniczny, moim zdaniem absolutnie kompromitujący uśmieszek wskazuje, że on dokładnie wie, że Komisja Europejska za dwa- trzy miesiące, pomimo tego przyjazdu szefowej KE będzie blokować nam pieniądze – ocenił dziś poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski. - Komisja Europejska zapewnia, że postawiła rządowi PiS-u dodatkowe warunki. Bardzo się z tego cieszę, dlatego, że my musimy mieć gwarancję, że cały wymiar sprawiedliwości nie będzie upolityczniony. Ta ustawa nie daje takich gwarancji - mówił podczas konferencji wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski. "W mojej ocenie pieniądze z KPO nie zostaną Polsce wypłacone i za to pełną odpowiedzialność ponosi Rafał Trzaskowski" – ocenił w Woronicza 17 Janusz Kowalski.
To co zrobił Rafał Trzaskowski, przed głosowaniem spotkał się z Ursulą von der Leyen i namawiał ją do tego, by blokować pieniądze ze względu na niewłaściwy jego zdaniem podział pieniędzy dla samorządów – to jest alternatywna polityka spraw zagranicznych realizowana przeciwko Polsce przez Trzaskowskiego – powiedział polityk Solidarnej Polski. Szefowa Komisji Europejskiej ma przyjechać do Warszawy 2 czerwca. W moim przekonaniu Platforma Obywatelska i opozycja zrobią wszystko, żeby te pieniądze nie zostały wypłacone. Dlaczego? Ponieważ wszystko co robiła Komisja Europejska w kontekście funduszy unijnych służyło jednemu celowi – zmianie rządu konserwatywnego w Polsce. W 2023 roku są wybory. W związki z tym KE zrobi wszystko, w związku z tym, że mamy byłą współpracowniczkę Angeli Merkel jako szefową KE i dzisiaj te jej relacje z Rafałem Trzaskowskim. On za dużo powiedział – dodał polityk.
Co mówił Trzaskowski podczas konferencji? Prezydent Warszawy przyznał, że rozmawiał z szefową Komisji Europejskiej o... dodatkowych warunkach, jakie miałaby ona nakładać na Polskę w sprawie unijnych pieniędzy. "Ja rozmawiałem z Ursulą von der Leyen i jestem dobrej myśli, że Komisja Europejska będzie stawiała dodatkowe warunki i że te warunki będą musiały być spełnione, żeby te pieniądze popłynęły do Polski" - stwierdził. Kiedy Rafał Trzaskowski mówi „jestem dobrej myśli” i ten jego cyniczny, moim zdaniem absolutnie kompromitujący uśmieszek wskazuje, że on dokładnie wie, że Komisja Europejska za dwa-trzy miesiące, pomimo tego przyjazdu szefowej KE będzie blokować nam pieniądze. Jeżeli polski polityk działa w sposób nielojalny wobec Rzeczpospolitej, ponieważ namawia Komisję Europejską do blokowania miliardów złotych, powiem jasno, tutaj nie ma dziś przedstawiciela Platformy Obywatelskiej bo się wstydzą po tej debacie nad wotum zaufania dla ministra Ziobro, między innymi dlatego, ze przypomnieliśmy jak w 2019 roku PO blokowała ważne przepisy, które ścigały pedofilów i wstydzą się również tego głosowania nad KPO, wstydzą się również swoich słów i doktryny Rafała Trzaskowskiego, które jest następująca: blokować pieniądze, po to, byśmy doszli do władzy – dodał Janusz Kowalski.
Źródło: niezalezna.pl
Trzaskowski to dobrze opakowany produkt Sorosa, przygotowany przez specjalistów od wizerunku z Grupy Bilderberg, ma dbać by kapitał zagraniczny jak najwięcej zarobił w Polsce!?
UE bez przerwy nakłada na Polskę sankcje, chce zrobić z Polski kolonie Niemiec!? Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie założyliśmy czapki, wzięli manatki, pie.....dolnęli drzwiami i wrócili do domu!? No i sobie spokojnie czekali, aż zaczną pukać do naszych drzwi!? Wychodzi na to, że dla polskich europosłów kasa z Brukseli jest ważniejsza, od dobra Polski!? Nie ma co wybraliśmy reprezentantów do PE którzy mają nas w czterech literach!?
Z forum: „Zrobią wszystko, żeby pieniądze z KPO nie zostały wypłacone” - UE nie tylko że nie wypłaci RP ani centa, to jeszcze obłoży kolejnymi sankcjami za coś tam z lichwiarskim procentem! Nie trzeba się było godzić na "procedurę praworządności", ale uczynić to, co zapowiadaliście czyli: 1. Rezygnacja z pożyczki i wycofanie jej gwarantowania. 2. Wstrzymać natychmiast wszelkie płatności do UE. 3. Wetować wszystko co szkodzi Polsce!

29 05 2022 Franek Sterczewski: Wunderwaffe führera Tuska.
Niemcy są oczywistym wzorem dla Tuska w czasie barbarzyńskiej wojny Rosji przeciw Ukrainie. Wyciągane z enerdowskich magazynów pancerfausty, zgniłe kamizelki oraz posowiecka broń pancerna – to „cudowna broń” niemiecka, która ma pomóc Ukraińcom w pokonaniu zbrodniczego reżimu Putina…Führer Tusk postępuje w Polsce tak samo jak jego mocodawcy z Berlina wobec Ukrainy. Po serii upokarzających klęsk na polskim froncie – niemiecki gauleiter wyciągnął tajną i cudowną broń w osobie Franka Sterczewskiego, znanego jako „pędzący królik” – ścigający się z polską Strażą Graniczną na granicy z Białorusią. Jak pamiętamy (a pamiętamy!) Franek Sterczewski stał się idolem wojny polskiej opozycji z rządem PIS-u - starającym się ochronić granicę Polski przed „zielonymi ludzikami” – podsyłanymi przez reżim Łukaszenki. Dzisiaj führer Tusk tę wojnę z Łukaszenką podgrzewa. I to w sytuacji, gdy najbardziej antypolska opozycja w dziejach Polski przegrała kolejną bitwę z Polską, gdy nie udało się V kolumnie zablokować funduszy europejskich na odbudowę!
Jak informuje Straż Graniczna – stalowa zapora na granicy z Białorusią zostanie zbudowana do końca czerwca! A przecież niemiecki wódz zapowiedział, że „ten mur nie powstanie ani w ciągu roku, ani w ciągu trzech lat, bo nie jest wcale intencją zbudowanie dobrych, skutecznych zapór. Ich intencją jest robienie emocjonalnych spektakli i wydanie blisko 2 mld zł bez żadnej kontroli”…Wyciągnięty spod granicy z Białorusią Franek, stał się promotorem kolejnej propagandówy Tuska i Platformy Obywatelskiej – głosząc na kolejnym kongresie "programowym" Platformy - hasła o odbudowie Polski powiatowej(sic!). Tusk licząc, że Polacy to banda sklerotycznych debili, przebrał się na tym kongresie przy pomocy Franka - w „odbudowniczego” Polski powiatowej! A  więc tej Polski, którą Tusk jako premier kompletnie zrujnował do społu z koalicją PO-PSL…
Przypominam więc, że w latach 2008-2014 zniknęło niemal 1000 szkół podstawowych, prawie 200 gimnazjów, blisko 1000 placówek pocztowych i ok. 400 posterunków policji. Rząd Tuska – w ramach oszczędności nie tylko redukował Wojsko Polskie ale także odcinał ludzi z prowincji od świata. Masowo likwidowano połączenia PKP i PKS a nawet likwidowano wydziały pracy działające w sądach rejonowych! Ludzie pozbawiani byli nie tylko elementarnych praw, ale i możliwości dojazdu do sądu! Ile setek kilometrów torów wysadzono lub rozkradziono w czasie rządów Tuska trudno policzyć. Do dziś trwa odbudowa zrujnowanych przez Tuska i koalicję PO-PSL stacji kolejowych…
Ważnym elementem wojny Tuska i koalicji PO-PSL z Polską było masowe likwidowanie powiatowych posterunków policji. W ciągu siedmiu lat ubyła ich niemal połowa. Na początku 2007 r. na mapie Polski były 804 posterunki. Na początku 2014 r. już tylko 430. Na Polskę powiatową – nad którą się dzisiaj pochyla sabotażysta Tusk przy pomocy „cudownego” Franka– koalicja PO-PSL sprowadziła kolejne klęski: masowo zwijano placówki Poczty Polskiej. W okresie 2006-12 niemiecki nominat zlikwidował prawie pół tysiąca wiejskich placówek pocztowych! Trzeba mieć tupet niemieckiego gauleitera, by dzisiaj wychodzić z programem, który lapidarnie określił nagrany w restauracji „Sowa&Przyjaciele minister skarbu w rządzie Tuska Włodzimierz Karpiński: „Ta teoria sprowadza się, że na koniec wiesz, ch.j tam z tą Polską wschodnią….” Kolejny raz okazuje się, że jedyny program Tuska i Platformy na Polskę to „ch.., d… i kamieni kupa” –tym razem zapakowany w torbie Franka Sterczewskiego, uciekającego przed polską Strażą Graniczną…
P.S. Czy to prawda, że gwiazdami kolejnego kongresu programowego Platformy Obywatelskiej będą Klaudia Jachira i babcia Kasia?
Źródło: niepoprawni.pl
Z forum: Franek mi się podobie. Przyszłość polskiej królowej sportu. Powiedzmy: na 100 m. Marnuje się w tym Sejmie chłop. W pamiętnym biegu, gdy uciekł i chciał zmylić pogonie, urodził się jako bohater pomocy braterskiej czy jakiej tam. Tylko ta torba to właściwie torebka. Komu tym chciał pomóc? Może jednak chodziło o autoreklamę, tak nieśmiało sobie myślę. Czy Panowie Trenerzy p.t. biorą pod uwagę występy Franka? Warto dać mu szansę na bieżni, skoro w tak trudnym i nieprzyjaznym terenie się wykazał.
27 05 2022 KPO - Smutny hurraoptymizm!
Niestety stało się to, przed czym od wielu już miesięcy przestrzegałem. Wczoraj została przeforsowana i przyjęta ustawa likwidująca Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, która w swoim ostatecznym brzmieniu spełnia nie traktatowe warunki praworządności podyktowane nam przez  KE rządzoną przez Ursulę von der Leyen. Nie tylko bowiem zgodziliśmy się na likwidację tej izby, ale też przyjęliśmy pozostałe warunki bezprawnie nam narzucone przez KE (zgodnie z bezprawnym "mechanizmem warunkowości"), która ustami jej przewodniczącej brzmiały jako tzw. "kamienie milowe" tak: "Jako pierwszy kamień milowy von der Leyen wskazywała „rozmontowanie” Izby Dyscyplonarnej SN. Drugim miała być reforma systemu pociągania sędziów do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Jako trzeci element przewodnicząca Komisji wskazywała umożliwienie sędziom, których „dotknęła” decyzja Izby Dyscyplinarnej, przywrócenie do pracy. I dodała również, że "Polska będzie musiała wykazać, że wskazane kamienie milowe zostały zrealizowane, zanim jakakolwiek wypłata z Funduszu Odbudowy będzie mogła mieć miejsce i Komisja Europejska nie zatwierdzi żadnego planu naprawy i odporności, jeśli nie będą spełnione kryteria oceny". Od tych "kamieni milowych" szefowa KE uzależniała zgodę na uruchomienie dla Polski środków z unijnego Funduszu Odbudowy w ramach przyjętego przez KE polskiego KPO. 
Prezydencka ustawa niestety uniżenie spełnia wszystkie te warunki i również niestety została wprowadzona w życie po odrzuceniu dwóch najważniejszych poprawek, które zostały wprowadzone do projektu ustawy przez Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry. Pierwsza z nich wprowadzała tzw. preambułę zawierającą w swojej treści potwierdzenie zasady nadrzędności polskiego prawa nad unijnym (też wyższości polskiej Konstytucji nad innymi prawami unijnymi) a druga polegała na odrzuceniu tzw. "testu niezawisłości i bezstronności sędziego w stosunku do już zapadłych orzeczeń", który umożliwiałby prawo ponownego osądzenia sędziów, którzy zostali skazani przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Mogę osobiście zrozumieć, że ten "test niezawisłości" przywracający możliwość powrotu ukaranych przez ID SN sędziów został utrzymany tylko dlatego, że chce tego Komisja Europejska i od tego m.in.  warunku uzależnia uruchomienie dla Polski środków z Funduszu Odbudowy, ale nie jestem w stanie pojąć dlaczego "wykasowano" preambułę, która tylko potwierdzała międzynarodowe orzecznictwo prawne wskazujące na wyższość prawa poszczególnych krajów UE nad ogólnym prawem unijnym. 
Czy jest to związane z tym, że totalna opozycja chciałaby zawrzeć w naszej polskiej konstytucji zapis o przynależności po wsze czasy Polski w UE, jak niegdyś PRL zapisało naszą przynależność do wpływów ZSRR? Oby nie! Tym bardziej nie rozumiem dlaczego obecny niby prawicowy i niepodległościowy rząd chce za wszelka cenę unikać jednoznacznej deklaracji o naszej suwerenności i niepodległości oraz prawnego zapisania wyższości naszego prawa nad unijnym! Przyjęcie tej prezydenckiej ustawy o sądownictwie jest tak naprawdę kapitulacją przed nieprawnymi żądaniami UE wobec Polski. Jesteśmy przecież "grillowani" przez PE od dawna i tak naprawdę przy implikacji tegoż "grillowania" przez naszą europejską totalna opozycję. To właśnie ta targowicka opozycja zrobiła niemal wszystko, żebyśmy nie dostali żadnych pieniędzy z UE i ona doprowadziła do tego, że teraz nasz polski rząd niejako "musiał" się ugiąć przed "mechanizmem warunkowości" narzuconym nam poza traktatowo przez KE. Napisałem kiedyś, że najlepiej byłoby, gdyby Polska zrezygnowała z unijnego FO i pożyczyła pieniądze sama i to na lepszych warunkach z gwarancją, iż wyda je na to co chce. A tak przyjmujemy pieniądze z KPO, które musimy wydać na to co chce UE a tak naprawdę na zakupy w Niemczech, czyli jakieś wiatraki lub coś podobnego zgodnego z jakimś oderwanym od rzeczywistości "Zielonym Ładem" czy  programem "Fit for 55".  Do tego wszystkiego należy też wskazać, iż pieniądze z unijnego FO będą Polsce wypłacone w transzach a pierwsza z nich wypłacona może zostanie we wrześniu tego roku. Może... bo zawsze można znaleźć kolejne przez Polskę przekraczanie "unijnej praworządności" a pieniądze są wypłacane "z dołu", czyli po już odpowiednim wydatkowaniu środków. Czy zatem możemy być pewni, że kiedykolwiek dostaniemy choć złotówkę (lub Euro) z tych środków? Oczywiście nie! Więc po co ten hurraoptymizm rządzących? Po co ta optymistyczna zapowiedź, że 2 czerwca odwiedzi nas  Ursula von der Leyen i potwierdzi, że dostaniemy jakieś pieniądze? Potwierdzi, ale zapewne li tylko werbalnie... 
Niestety też można już tylko "pisać na Berdyczów" w sprawie przygotowania kolejnej wersji ustawy oświatowej (tzw. ustawy ministra Przemysława Czarnka), którą zawetował prezydent Andrzej Duda, zapowiadając jednocześnie, że w odpowiednim czasie będzie można do niej powrócić. Czy zatem kiedykolwiek ten czas nadejdzie skoro właśnie podobna ustawa oświatowa blokująca w szkołach nachalną propagandę ideologii gender (w tym środowisk LGBTQ+) jest powodem uznania przez UE, iż na Węgrzech mamy do czynienia z brakiem "praworządności"? Szczerze wątpię, bo wtedy elity unijne wykorzystałyby ją jako kolejny element szantażu wobec Polski uzależniający wypłatę środków unijnych od przestrzegania mitycznej, unijnej "praworządności (mechanizm warunkowości).
Źródło: niepoprawni.pl
25 05 2022 Lewica złożyła wniosek do NIK ws. gigantycznych nagród wypłaconych za Polski Ład.
Posłowie Lewicy zapowiedzieli w poniedziałek zawiadomienie do NIK ws. nagród, które miały został wypłacone w resorcie finansów za pracę przy „Polskim Ładzie”. Lider Nowoczesnej Adam Szłapka poinformował z kolei, że ujawnione przez „GW” nagrody to niejedyne wypłacane w ostatnich latach w MF. „Gazeta Wyborcza” napisała w poniedziałek, że urzędnikom Ministerstwa Finansów przyznanych zostało 146 nagród za „szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej”. Była to – według „GW” – premia za prace nad „Polskim Ładem”. Nagrody zostały wypłacone w 2021 roku, czyli przed tym, nim projekt PiS w ogóle wszedł w życie. Według gazety niektórzy otrzymali po 25-30 tys. zł bonusu. Doniesienia „Gazety Wyborczej” oburzyły opozycję. Posłowie Lewicy: Krzysztof Gawkowski, Andrzej Szejna i Agnieszka Dziemianowicz- Bąk zapowiedzieli złożenie w tej sprawie wniosku o kontrolę NIK. „Polski +drogi ład+ to był program tak dziurawy, jak durszlak. Wycofał się z niego prezes Kaczyński, chce o nim zapomnieć Mateusz Morawiecki, ale dzisiaj dowiadujemy się, że ten dziurawy program, ten +durszlak polskiej gospodarki+ został nagrodzony. Pieniądze dla swoich przyznali swoi” – powiedział Gawkowski, szef klubu Lewicy.
Zwrócił uwagę, że na nagrody wydano ponad 1,4 mln zł, z których najwyższe sięgnęły nawet 30 tysięcy złotych. „To jest obraz bezmyślności polskiego rządu: nagradzamy za to, co złe, odbieramy tym, co do tej pory na dobre pracowali” – stwierdził polityk Lewicy. Ocenił, że obecna Rada Ministrów to „rząd rozpusty finansowej, która hula od sześciu lat”. „Pamiętacie nagrody, które przyznawała sobie i swoim ministrom pani premier Szydło? Pamiętacie ministerstwa, w których rozdawano nagrody na koniec kadencji? Dzisiaj mamy nagrody za najgorszy program gospodarczy w historii III RP” – zaznaczył Gawkowski. Dlatego – jak dodał – Lewica złoży wniosek do Najwyższej Izby Kontroli w sprawie przeprowadzenie kontroli w Ministerstwie Finansów dotyczącej przyznawania nagród dyrektorom, a także sekretarzom i podsekretarzom stanu. „Będziemy domagali się również dyskusji parlamentarnej na temat tego, jak wygląda polityka przyznawania nagród w polskim rządzie” – zapowiedział szef klubu Lewicy. Dziemianowicz- Bąk podkreśliła, że wejście w życie „Polskiego Ładu” dla wielu polskich rodzin, przedsiębiorców i pracowników oznaczało „rozpacz”. „Lista osób, grup społecznych poszkodowanych przez te złe rozwiązania, które szumnie prezentował Mateusz Morawiecki, które miały być flagowym projektem PiS, jest bardzo długa. Poszkodowani zostali emeryci, nauczyciele, samodzielni rodzice” – wskazała posłanka.
Zwróciła uwagę, że ta ostatnia grupa jest w dalszym ciągu poszkodowana, ponieważ mimo zmian wprowadzonych niedawno w przepisach podatkowych wciąż nie może rozliczać się wspólnie z dziećmi na zasadach, które obowiązywały w Polsce przez wiele lat. „Cały czas samodzielni rodzice nie są traktowani jak prawdziwa rodzina. To jest prawdziwa rodzina, dlatego my, jako Lewica, dopominamy się, aby przywrócić im prawo do wspólnego rozliczania się z dziećmi” – zaznaczyła posłanka. Przypomniała, że na początku roku klub Lewicy złożył w Sejmie projekt ustawy w sprawie utworzenia „funduszu rekompensat za błędy +Polskiego Ładu+”. „Dziś widzimy jasno, że rekompensat nie ma, za to są nagrody” – stwierdziła Dziemianowicz-Bąk. Dodała, iż Lewica oczekuje, że Sejm w krótkim czasie zajmie się projektem dotyczącym funduszu. O nagrody, które ujawniła w poniedziałek „Gazeta Wyborcza” został też zapytany w Sejmie szef klubu PiS Ryszard Terlecki. „Może za ciężką pracę przy +Polski Ładzie+?” – odpowiedział polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Źródło: wpunkt.online

25 05 2022 Dobicie Rosji to polska racja stanu!
W tej chwili polską racją stanu jest dobić Rosję - wszystko co temu służy, jest dobre. A wszystko, co temu przeszkadza, jest godne potępienia. Rosja powinna raz na zawsze zniknąć z historii ludzkości. Ukraina jest teraz bardzo ważna dla Polski - oni biją ruskich i wszystko, co Ukraińców wybiela lub pochwala, jest dobre. Dziś liczy się tylko i wyłącznie całkowite dobicie Rosji jako państwa, a nie Rosjan jako narodu, tak by już nigdy żadne państwo rosyjskie nie uzyskało statusu mocarstwa i by nie miało żadnego znaczenia na arenie międzynarodowej. Rosjanie też odżyją, gdy Rosja upadnie.
Jak Rosja sczeźnie, to cała nasza okolica rozkwitnie gospodarczo i cywilizacyjnie na niespotykaną dotąd skalę. Polska z Ukrainą staną się drugim płucem Europy, obok Francji i Niemiec.
Rosja to wielki cywilizacyjny hamulcowy, wciągający w biedę i syf wszystkie swoje strefy wpływów. Trzeba z tym raz na zawsze skończyć. Dlatego nie należy dopuścić do żadnych rozejmów, czy kompromisowego pokoju. Ukrainie tak trzeba pomagać, by odwojowała Krym. To jest polska racja stanu.
W stosunku do wszystkich ruskich kolaborantów należy stosować ostracyzm społeczny. Ostracyzm to znaczy zaniechanie przyjaznych kontaktów z kolaborantami - nie spotykanie się z nimi, niepodawanie ręki, nie rozmawianie, nie odwiedzanie, nieprzyjmowanie w gości, odmowa współpracy i handlu czy świadczenia im usług oraz korzystanie z ich usług. To nie musi oznaczać całkowitego braku kontaktów czy związku z nimi - można, a nawet trzeba, ich ośmieszać, obrażać, wyrażać pogardę czy na nich kląć. Ruskich kolaborantów należy wyeliminować. Nie za inne zdanie czy poglądy, ale za służbę Putinowi. Kolaborantów należy tępić za przekazywanie poglądów Putina i jego propagandystów. Jeśli prezentują poglądy wroga, który dąży do wymordowania nas, to wolno ich w obronie własnej nawet odstrzelić. Gdy Putina i jego państwo zniszczymy, to możemy potem o jego poglądach dyskutować, ale póki trwa wojna, należy każdej gadzinówce przekazujące propagandę Kremla utrudnić dostęp do szerokiej publiczności. Putin tę wojnę przegrywa głównie dlatego, że przegrał ją informacyjnie, między innymi dlatego że kolaboranckie portale nie zyskały popularności i są niszowe. To jest kwestia życia i śmierci, a nie poglądów. Dopiero jak przeżyjemy, możemy mieć poglądy.
W obronie własnej można wszystko. W tym można ograniczać zasięgi portali propagujących narrację wroga, tak by ich oszustwa i manipulacje nie trafiały do szerokiej publiczności. Jeśli bandyta rozpoczyna na mnie atak, to wolno mi robić wszystko, by jego przekaz, którym zdobywa zwolenników do tego ataku, maksymalnie ograniczać. Portale blogowe i blogerzy propagujący narracje Putina, przepisujący artykuły jego propagandystów, służą temu, by tuszować ruskie zbrodnie, by je usprawiedliwiać, by zdobywać zwolenników ułatwiających te zbrodnie. Gdy już atak został rozpoczęty, gdy zbrodnie się dokonują, to wolno eliminować wszystkich ruskich kolaborantów. Jeśli chcą zachować życie, to powinni przejść na polską stronę, na stronę NATO, albo niech sami odstrzelą szefa. Gdy Putin upadnie, na co się zanosi, może być im trudniej wykaraskać się z kolaboracji. Tu nie ma żadnych wątpliwości, nie ma żadnych kontrowersji – na Ukrainie toczy się wojna Rosji z NATO. Każdy uczciwy Polak nie ma wątpliwości, po której stronie należy się opowiedzieć. Nie nawołuję do mordowania ludzi. Zabicie atakującego bandyty nie jest morderstwem – to całkowicie legalne i moralne zabójstwo. Wrogów prowadzących wojnę napastniczą można zabijać. Dotyczy to też kolaborantów. Oczywiście czy i jak się to zrobi, zależy od okoliczności. Póki kolaboranci mają ograniczone zasięgi, póki są ukryci za pseudonimami, póki Putin, któremu sprzyjają, przegrywa, można się ograniczyć do ostracyzmu wobec nich. Odstrzelić ich będzie trzeba, gdy Putin do nas wkroczy, gdy się ujawnią i będą tworzyć kolaboracyjny rząd.
W kwestii wojny i sytuacji międzynarodowej obecny rząd PiS-u dobrze dba o polską rację stanu, świetnie realizuje żywotny interes Polaków i w ogóle wszystkich mieszkańców krajów, do których ruscy mają jakiekolwiek pretensje w naszej okolicy. Dla nas kwestią najważniejszą jest dobić ruskich i raz na zawsze pozbawić ich mocarstwowych aspiracji. W tym celu należy na maksa zbroić Ukraińców i chronić ich żony i dzieci. W tym celu trzeba ściśle współpracować z Amerykanami i innymi państwami NATO. Rząd robi to dobrze. Idea międzymorza staje się realna. Jeśli nasz rząd utrzyma ten kurs, to ma szansę odrobić wszystkie swoje dotychczasowe błędy - głównie w polityce gospodarczej i zdrowotnej. Widać, że polityka zagraniczna też jest ważna i dobrze, że przynajmniej w tym mamy dobry rząd. W polityce wewnętrznej PiS się nie zmienia. Robi to samo co wszystkie inne rządy. Oni są socjaldemokratami, więc to oczywiste, że realizują tę destrukcyjną ideologię. Ale dziś polityka zagraniczna staje się dużo ważniejsza i tu postępują wzorowo. Więc relatywnie jak na garbatych są całkiem prości. Socjaldemokraci nawet w Szwecji czy Finlandii zaczynają międzynarodowo działać z sensem i chcą wstąpić do NATO. To ma znaczenie też gospodarcze, bo dobicie Rosji nawet przy tak destrukcyjnym ustroju gospodarczym będzie cholernie korzystne ekonomicznie. Gdy Ukraina odzyska militarnie Krym, to będzie koniec mocarstwowych aspiracji Rosji, a to spowoduje rozkwit gospodarczy naszej okolicy na niespotykaną skalę - nawet wtedy, gdy nasi socjaliści większość tego będą marnować tak jak teraz.
Źródło: niepoprawni.pl
No tak zabijanie w imię Boga, przepraszam w obronie własnej, jest dozwolone!?
23 05 2022 D. Tusk - Śmieszny i straszny zdrajca interesów polskich!
Rząd PO-PSL pod władaniem D. Tuska lub waćpanny E. Kopacz w czasie swoich rządów sprzedał 950 firm, które były spółkami polskiego Skarbu Państwa. W planie miał też sprzedaż takich firm jak: LOTOS, LOT, PKP czy KGHM. Do sprzedaży tych ostatnich ostatecznie nie doszło, ale tylko dzięki temu, że ówczesna opozycja w postaci PiS (głosowania sejmowe) oraz zwykli ludzie do tego nie dopuścili. LOTOS miał być sprzedany firmie lub konsorcjum firm rosyjskich. I to mimo tego, że firma inwestowała i przynosiła nawet wtedy duże zyski i dochody do budżetu państwa. LOT miał paść łupem niemieckich, państwowych linii lotniczych Lufthansa, które miały przejąć LOT po ich wcześniejszym sprzedaniu do firmy OLT Express, tej firmy związanej z jedną z największych afer PO, czyli Amber Gold. Wcześniej starano się usilnie doprowadzić do sytuacji, która miała zmniejszyć wartość firmy poprzez radykalne zmniejszenie jej rentowności. PKP miała być sprzedana niemieckiemu przewoźnikowi narodowemu Deutsche Bahn a o wyborze kierunku sprzedaży KGHM jak na razie nie wiemy za dużo, ale byłaby to chyba największa sprzedaż (złodziejska prywatyzacja) w historii Polski po 1989 roku. 
Osobnym rozdziałem była próba wrogiego w 2012 roku przejęcia przez rosyjsko- żydowskiego oligarchę Wiaczesława Kantora Azotów w Tarnowie a później też w ogóle skonsolidowanej i największej grupy chemicznej pod nazwą Grupa Azoty, która skupia m.in. Zakłady Azotowe w Tarnowie, Puławach, Policach czy Kędzierzynie. Oligarsze nie udało się przejąć tego rynku w Polsce, ale do dzisiaj – poprzez własny Acron i spółki zależne: Norica Holding, Opansa Enterprises Limited i Rainbee Holdings Limited.  – ma jeszcze około 20% akcji polskiego giganta chemicznego. 33% akcji posiada Skarb Państwa, 7% TFI PZU S.A. a reszta akcji jest właścicielsko rozproszona.
No, ale powróćmy do D. Tuska.. Dziś D. Tusk jest bezradny i niestety im bardziej takim się staje, tym bardziej jest sfrustrowany a ta jego frustracja prowadzi go do radykalizacji jego słów i działań. Widzę go jako małego chłopczyka, który nie jest w stanie zaakceptować, że jego kolega wybudował z piasku lepszy zamek i z tej zawiści, i w furii ten kolegi zamek niszczy kopiąc go z nieukrywaną satysfakcją. Widać to np. po tym, że znów staje się antyklerykalny i podczas spotkania z mieszkańcami Stargardu powiedział: "Nie ma innej drogi niż jednoznaczne, natychmiast po wygranych wyborach przeprowadzenie tego procesu oddzielenia Kościoła od państwa ze wszystkimi tego skutkami" . Dodał też - w odniesieniu do sądownictwa, iż  potrzeba "kilku odważnych ludzi", którzy wyprowadzą nieakceptowanych przez niego sędziów i kontynuował: "Decyzje, które oni podjęli, które dotyczą sądów, Trybunału Stanu czy Trybunału Konstytucyjnego, to decyzje z punktu widzenia prawa polskiego, konstytucyjnego, europejskiego – nielegalne. Ich nie ma. Ten stan rzeczy, który oni wytworzyli, będzie trwał tak długo, jak (długo) oni będą u władzy. Wygramy wybory i przywrócimy legalny stan rzeczy"
Dygresyjnie warto zauważyć, że D. Tusk jest pod względem stosunku do katolicyzmu niczym sinusoida: raz jest katolikiem, który po wielu latach bierze ślub kościelny, bo zbliżają się wybory prezydenckie, w których miał początkowo startować lub np. czyni znak Krzyża Świętego na bochenku chleba, by nagle stać antykatolickim radykałem wtedy, gdy zamierza przypodobać się środowiskom lewicowo-demoliberalnym. To taka jakże śmieszna "chorągiewka na wietrze" i nie tylko w przypadku stosunku do KK. Pod koniec maja tego roku przestanie być liderem Europejskiej Partii Ludowej już - bez pomocy A. Merkel – nie ma szans na powrót na europejskie salony. Pozostaje mu tylko krajowe poletko a, że wcześniejsze jego rządy w Polsce już powszechnie uznawane są za zdradzieckie to w razie przegranej w najbliższych wyborach już na zawsze pozostanie "osobistością", która zapisze haniebne karty polskiej historii. I stąd m.in. też ta jego frustracja i radykalizm. 
Warto też pamiętać, że przecież jego powrót do Polski został zapewne wymuszony przez A. Merkel a cel tego powrotu był jeden: wszelkimi sposobami obalić rząd PiS-u. I sądzę, iż ten niemiecki prawdopodobny rozkaz nadal jest w mocy i być może to, że jak na razie w tej materii nic mu nie wychodzi też go radykalizuje. Ten człowiek dla mnie jest tak śmieszny a jednocześnie tak bardzo  groźny, że najlepiej byłoby go odizolować od wpływu na Polskę. On już od dawna powinien widzieć świat zza krat lub być wygnany bez prawa powrotu np. do Lasów Amazonii.
Źródło: niepoprawni.pl
Dla mnie PiS i PO to jedno zło, zamiast pracować dla dobra Polski i jej mieszkańców nogi sobie podkładają, ba jeden drugiemu robi na złość!? Mam nadzieję ze następnych wyborów już nie przetrwają, i wreszcie ktoś ich rozliczy!?
Jak powiedział Albert Camus: Być wolnym - to móc nie kłamać. Znajdziesz li takiego w Polsce!? Prywatyzacja to Lewandowski, Balcerowicz, i wielu innych którzy za czapkę ulęgałek pozbyli się kluczowych zakładów przemysłowych, często dopiero co zmodernizowanych!? I zamiast ołowiu. orderami, stanowiskami zostali nagrodzeni!?
21 05 2022 Fałszywy mesjasz czeka na proces…
Nie trzeba powtarzać, że dzieje Polski rozpoczynają się wraz z panowaniem pierwszego historycznego władcy Mieszka I, który w 966 roku przyjął chrzest. Tak więc wiara katolicka – wiara w Jezusa Chrystusa stała się spoiwem dla Narodu, który zamieszkuje ziemie od Bałtyku aż do Tatr od ponad tysiąca lat. Nie trzeba przypominać wielkich cudów Bożych, które sprawiły że państwo Polskie przetrwało aż do dzisiejszych czasów – nawet mimo zabiegów Targowicy, która sprzedała Polskę za cenę swoich przywilejów. Państwo Polskie przetrwało do czasów, gdy na polskiej ziemi pojawił się fałszywy prorok – przebrany za polskiego Mesjasza, choć to  Niemiec, pochodzący z niemieckiego domu, gdzie dziadek służył w Wehrmachcie, a matka i babka mówiły po niemiecku, zaś on sam mówił, że „polskość to nienormalność”. A przecież to Jezus Chrystus przestrzegał: «Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem Mesjaszem. I wielu w błąd wprowadzą. Będziecie słyszeć o wojnach i o pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec! Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści…
Ten fałszywy polski Mesjasz nie pojawił się znikąd. To za pieniądze z Niemiec Donald Tusk stworzył partię i tak rządził Polską, że musiał uciekać pod niemiecką opiekę, zostawiając po sobie teoretyczne państwo oraz „ch…,d… i kamieni kupę” – co ujawnili na nagraniach członkowie rządu Tuska. Po ucieczce z Polski dzięki Niemcom Donald Tusk objął najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej, z których pozycji straszył Polaków sankcjami za nieprzyjęcie arabskich nachodźców oraz wygrażając Polsce zablokowaniem funduszy europejskich z powodu „łamania praworządności”. W tym samym czasie – elity europejskie – jawnie łamały praworządność sprzedając się jak dziwki Putinowi w rosyjskich spółkach i łamiąc embargo na dostawy broni do Rosji, która już w 2014 roku zbrojnie zajęła część Ukrainy. W tym czasie Tusk straszył Polskę... Ślepy Mesjasz Tusk nie widział  łamania praworządności w UE i qrwienia się elit UE, zapatrzonych w kasę od Putina i stanowiska przy projekcie Nord Stream. Tusk oczywiście nie pamięta swojej roli w nawiązaniu relacji z Rosją „taką jaka jest” – oddając Putinowi śledztwo smoleńskie i podpisując kontrakt gazowy z Rosją do 2037 roku – zmieniony na skutek interwencji Unii Europejskiej. Dziś ten pomiot diabła walczy z samym sobą, zaprzeczając oczywistym faktom, że chciał Rosji sprzedać rafinerię Lotos zaś Władymir Putin określił go „swoim człowiekiem w Warszawie”.
Czarci syn Tusk zrobił w piątek kolejny krok w kierunku realizacji odwiecznych marzeń szkopów i kacapów, określonych już sto lat wcześniej: „Istnienie Polski jest nie do zniesienia jako sprzeczne z warunkami życia Niemiec. Polska musi zniknąć i zniknie”
 - to słowa kanclerza republiki Josepha Wirtha w liście z 1922 roku do ambasadora w Moskwie…
Fałszywy Mesjasz Tusk nieopatrznie zdemaskował się jako Mega-Oszust podczas konwencji PO w Płońsku, gdzie ucałował otrzymany chleb i uczynił na nim znak krzyża. Bowiem kilka tygodni wcześniej - w sierpniu 2021 roku Donald Tusk stwierdził, że „krzyż powinien zniknąć z przestrzeni publicznej”. Donald Tusk wpadł więc we własne sidła fałszywego Mesjasza, który nawet ślub kościelny wziął po to by wygrać wybory. Były bliski współpracownik Donalda Tuska , współzałożyciel PO Jacek Merkel zdradził, dlaczego po 27 latach od ślubu cywilnego lider partii rządzącej zdecydował się na ślub kościelny. - Bo chciał zostać premierem – przekonuje TW Jacek Merkel - (nr rejestracyjny 4077-89445, nr archiwizacji l8432/I-k. Miejsce złożenia akt wydz. III Biura Ewidencji i Administracji UOP. Nr mikrofilmu 18432/1). Polacy nie nabrali się na fotografie ołtarzyka z domu fałszywego Mesjasza, zaś pocałunek Tuska na chlebie przypomniał im pocałunek Judasza – w noc zdrady Jezusa Chrystusa…W tej sytuacji dzisiaj Tuskowi pozostała już tylko siekiera i zapowiedź zniszczenia polskiej państwowości:  "Nie ma innej drogi niż jednoznaczne przeprowadzenie procesu oddzielenia Kościoła od państwa natychmiast po wygranych przez PO wyborach - ze wszystkimi tego skutkami.” - powiedział w piątek Donald Tusk.
Donald Tusk - Pomiot diabelski nadal chodzący na niemieckiej smyczy - oprócz krwawych rozliczeń członków PIS i niszczenia Krzyży - nie ma nic do zaoferowania Polakom. Ten oszust, który odegrał już wszystkie role: „Gospodarza Domu”, „Żelaznej Miotły”, „Czereśniaka” z warzywniaka i fałszywego Mesjasza nie przewidział jednak, że może dojść w Polsce do procesu…. oddzielenia Tuska od Polskiego Państwa natychmiast po przegranych przez PO wyborach. Ze wszystkimi skutkami…
Źródło: niepoprawni.pl
Oj! Bałam się. Bałam się. Oj! Bałam się. Donald Tusk wystraszył dziewczynkę??? Zapłakana dziewczynka postanowiła zwrócić premierowi medal, który założył jej z okazji pasowania na przedszkolaka. Co zobaczyła??? Czyżby Nelly Rokita mówiąca, że "wilcze oczy premiera Donalda Tuska straszą nasze dzieci" miała rację? Tak może się tylko wydawać patrząc na te zdjęcie, ale naprawdę dzieci cieszyły się z wizyty premiera w przedszkolu
Gif: https://s1.manifo.com/usr/d/d849/95/manager/pbl/inne/tusk-donald-wystraszyl-dziewczynke.gif 
Z forum: Tusk świadomie i cynicznie okłamując Polaków, realizował interesy niemiecko rosyjskie, bo taką rolę przyjął, biorąc niemieckie pieniądze na założenie proniemieckiej partii w Polsce, której celem miało być po